You are on page 1of 190

Janusz Łozowski

S U P L E M E N T (rozmowa z sobą)

fragmenty

copyright © 2010 by Janusz Łozowski wszelkie prawa zastrzeżone ISBN 978-83-932050-1-1 SUPLEMENTczyli@gmail.com

1

człowiek - rozum

2

- człowiek - jedność ewolucji - ewolucja człowieka i rozumu kosmos – to krok pierwszy i niezbędny, ale wstępny. kolejny etap, opisanie i zdefiniowanie czaso-przestrzeni, to już działanie drugiego rzutu, pochodna zrozumienia istnienia zmiennej rzeczywistości. jednak przychodzi taka chwila w analizie otoczenia, kiedy obywatel świata dostrzega sam siebie i wyróżnia ze środowiska swoje istnienie. taka kolejność poznawania nieskończoności to nie przypadek. czy dotyczy to mojego prywatnego definiowania przestrzeni i obiektów w niej się znajdujących, czy zbiorowego działania, poznanie biegnie od zewnętrznego zakresu zjawisk do wnętrza poznającego – od "kosmologii" do "ja". rozum (każdy układ działający w otoczeniu innych bytów) wyróżnia, musi w pierwszej kolejności określić tło, na którym i wobec którego może umieścić siebie – żeby stwierdzić, że jestem, muszę wiedzieć, że jest "coś" poza mną. to dlatego człowiek, umysł – nauka rozpoczyna analizę od gwiazd, od rozważań o naturze świata, formułuje wnioski "o wszystkim", ponieważ jest to okres, w którym następuje wyodrębnienie zjawisk regularnych i łatwo dostrzegalnych – i wielkich. nie ma szczegółów, te pojawiają się później. dlaczego? przecież zdecydowanie łatwiej dojrzeć migającą na ciemnym niebie gwiazdę i pomimo jej pozornego bezruchu ustalić zmianę orbity, natomiast "migotanie" komórki-punktu w czeluści ciała zdecydowanie trudniej, potrzebne są wspomagające struktury (narzędzia i wiedza, że taki "element" może istnieć). żebym mógł opisać stan chwilowy i siebie w procesie zmiany, muszę posiadać punkt odniesienia, a ten znajduję, umiejscawiam na zewnątrz i określam jako "nieruchomy" (i wieczny w ujęciu maksymalnym). dopiero następczo, w zwrotnym i późnym już analizowaniu wydarzeń, mogę wyodrębnić siebie w nieustannie odmieniającym się otoczeniu i jako fakt trwały (okresowo trwały). i powiedzieć – jestem. chwila, w której tworzy się moje "ja" (odległa w osobniczej ewolucji od stanu początkowego chwila), to czas podziału świata (rzeczywistości) na zakres, który przynależny do mnie – i "całą resztę". to wówczas dokonuje się przejście w poznawaniu od zainteresowań niebem (oraz jego "zawartością") do najbliższego mi środowiska. wyłaniając (wydobywając) się z tła, budując się jako jednostka i osobowość, zakreślam swoim działaniem w otoczeniu kręgi, których stanowię centrum. to z tego wyróżnionego punktu (jedynego takiego punktu na/w prostej nieskończonej) mogę zdefiniować rzeczywistość. o ile do tego momentu proces poznawania (siebie i świata) zbiegał się "w punkt", w moje "ja" - to od tej chwili następuje odwrócenie kierunku, ewolucja biegnie od punktu "w dal". i moje poznanie oraz definiowanie otoczenia, rozchodząc się ("wybuchając") z/od punktu, biegnie w nieskończoność. w zakres mojego istnienia zostają włączone coraz dalsze i głębiej leżące rejony (i warstwy) świata, potencjalnie nawet nieskończono-wieczne. - mówiąc inaczej, następuje wyłanianie się otoczenia z mroku (niewiedzy) - a przez to moje istnienie, cielesno-psychiczny fakt, więc energetyczna konstrukcja (byt), staje się wyraźnie widoczne. jestem podobny do świata, jestem jego częścią - a zarazem widzę, postrzegam się jako element wyróżniony. analogicznie, jak ma to miejsce w przypadku reakcji dziecka, dla którego stopniowo z mroku, z mało zróżnicowanego i praktycznie jednolitego tła, wyłaniają się coraz dalsze przedmioty i zjawiska - identycznie, jak to się dzieje w kosmosie, gdzie w obiektywach przyrządów wyłaniają się "spoza" (horyzontu) coraz dalsze światy, tak dla umysłu (czyli poznającego otoczenie świadomego już siebie układu) wyłaniają się coraz dalej położone struktury, zjawiska, byty. ale, co istotne, zawsze z centralnie w tym procesie zawartym obserwatorem. to przecież ja ("ja") postrzegam i definiuję otoczenie, to moje zdolności (zasób danych oraz zastosowanych narzędzi) wyznaczają obszar objęty analizą. zaistniałem, wyodrębniłem się z tła – dlatego świat zaczyna wirować wokół mnie. wcześniej byłem elementem otoczenia, ale obecnie to otoczenie jest faktem zewnętrznym - fizycznie nic się nie zmieniło, logicznie wszystko.
3

to również moja abstrakcja. kwantowa . to ja. ale to już inna "rzeka" i inny ja ("ja"). fizyczna (materialna) konstrukcja to nośnik pojęć. od nieskończenie małego punktu (ja) do nieskończenie wielkiego (Kosmos) . to część energetyczna (fizyczna. świat to ja. i właśnie to abstrakcje.przecież owa "treść" to "ja". ciało to fundament. ale "ja" to zawartość mojego umysłu . w punkcie.i z powrotem.to moje symbole i abstrakcje tyczące świata i mnie. ale każdy krok w tym procesie to abstrakcje.dopełnia "niematerialny". jestem takim dwukrotnie podwojonym bytem. dwustronność i dwuliniowość ewolucyjna właśnie w tym podwojeniu uzyskuje swoje dopełnienie. to zbiór moich pojęć go wyznacza i tworzy jego postać. co za taki fakt uznaję. abstrakcje . bo jest zasadnicze i skrótowe. którą swoją aktywnością (i decyzją) przydaję "grudkom" materii. że są w nim jakoś całościowo definiowane byty. to ja ten-taki "świat" powołuję w każdym swoim działaniu do istnienia. czym jestem. w którym opis rzeczywistości dociera do Kosmosu i kiedy dosięga już maksymalnego pułapu logicznego (nieskończoności-wieczności). jest wyłącznie i zawsze we mnie. . ale która zarazem stanowi dla mnie wszystko . nadaje cechę odrębności i stałości. w tym abstrakcjami. a przede wszystkim za co się uznaję. która mnie określa. tworząca (się) na podbudowie. że istnieje. wracam do "tu" (i "teraz") – do siebie. jest we mnie. ale to ja i moja zdolność obserwacji i "produkowania" pojęć jest wyznacznikiem istnienia czegokolwiek.opisując sam siebie głównie i w pierwszej kolejności odnoszę się do abstrakcji. 4 . niczego poza nimi nie mam. jednej bez drugiej nie ma. zbiór pojęć. czyli kodujących w/na sobie "treść" fizycznych stanów energetycznych w mojej głowie – treść.dwoistość.i tylko kwantowa zmiana (przemieszczanie się w Kosmosie kwantowej jednostki) przekłada się dla mnie w konstrukcje. to pochodna mojego zgrubnego (z wysoka) rejestrowania zmian otoczenia. już maksymalnie wewnętrzny przedział zmiany energetycznej (są "nałożone". fakt – i nazywam. jednak to. to podpora mojego istnienia (w każdej formie). przychodzi czas żeby spojrzeć w siebie. nie ma świata na zewnątrz. dookreślam. poza mną (i moimi abstrakcjami) nie ma rzeczywistości. to zbiór osobniczo i zbiorowo wypracowanych pojęć ("znaków") o otaczającym mnie świecie (oraz o sobie). fundamencie materialnej oraz koniecznej struktury. stosowane na co dzień (i od święta) pojęcia i symbole otaczającego świata stają się w tej chwili centralnym i zasadniczym tematem. które konstruuję przez całe życie. że "człowiek składa się z wody i marzeń" – w tym momencie chcę do niego nawiązać. to konieczny efekt wyodrębnienia (się) z tła energetycznej ewolucji – oraz przypisania sobie i otaczającym mnie elementom odrębności. jakoś "namacalna") . przechodząc przez "Wszystko". dlatego ostatni krok w poznaniu (świata) musi być analizą abstrakcji.jest takie piękne powiedzenie. ciało jest bardzo ważne. czyli na/w wielowymiarową konstrukcję-strukturę. . są "dodatkiem" do przekształcającej się bazy). wychodząc "stąd". oddaje fakt współistnienia w jednym układzie dwu stron ewolucji: energii oraz jej reguły. bywa że odrywający się od nośnika "duch". ulotny. tego.i symboliczna. ciało dopełnia rozum. który mogę "pomacać" (i który często boli) . że świat istnieje poza mną – wręcz przeciwnie. tradycyjne i tak "naturalne" pojmowanie otoczenia. człowiek rzeczywiście zabudowany jest kwantami w różnej postaci.i zawsze kwantowo. który unosi (i wynosi) moje istnienie w zakres nadprogowy. poznanie biegnie od punktu do punktu .to ja. które w zbiorowej formie postrzegam (w dowolny sposób) jako jedność. to skutek zmysłowej niemożności ustalenia powiązań na poziomie najgłębszym. i tylko we mnie. konkret. z tego powodu muszę odwrócić tradycyjny oraz powtarzany na każdym kroku przez umysł pogląd (ogląd). które realizują się jako kolejny. moich abstrakcji.dlatego w momencie. "czysty rozum". ewolucja człowieka-rozumu.moje abstrakcje to mój świat. . to przede wszystkim do nich muszę się odnosić . cielesna. kiedy poziomy i zakresy otaczającej mnie czasoprzestrzeni (chwilowej i abstrakcyjnej) w jej jednokierunkowej wszechkierunkowości wyróżniłem (a nawet zdefiniowałem wraz z ich kwantowym rytmem).

choć różnice istnieją. może wyjść poza nie w swoim działaniu i poznać zawsze-i-wszędzie? . jest gradacja skomplikowania. i to nawet w oparciu o wyprodukowane kiedyś-tam elementy (i z innym przeznaczeniem) dojść poziomu Kosmosu – i zrozumieć swoje otoczenie. to fakt. ewolucja się toczy. ponieważ nie ma znaczenia forma działającego. żeby posiąść nowe umiejętności oraz możliwości działania w świecie. który pójdzie tą drogą. są "rozmyte" stany przejściowe. prawdę o rzeczywistości zna każdy – choć zarazem każdy kolejny obserwator dokłada do tego zbioru swój kamyczek. 5 . "rozpalający" jest ten sam..wniosek. w postrzeganiu pośrednich stanów prowadzących do takich "obrazów". które stawia przed nim świadomy siebie oraz świata obserwator? czy zbiór abstrakcji.czy. ale metoda.nie może być tą samą konstrukcją. żeby zdefiniować i pojąć Kosmos (nieskończoność oraz wieczność). i siebie przy okazji. muszę być kimś/czymś innym aniżeli jestem? czy te logicznie skrajne "wielkości" opisujące "rzeczywistość" są dostępne dla zawierającego się w takich "ramach" działającego i poznającego układu? . ta wleczona przez milionolecia biologiczna konstrukcja umysłu może sprostać zadaniu. tylko wykorzystane do analizy elementy (tu pojęcia). różnice w technologi powstawania i konstrukcji między umysłem sprzed kilkunastu tysięcy lat (od kiedy można "zdatować" cywilizację). pomiędzy mózgiem małpy i człowieka. rozpalenie stosu drewna od zapłonu stosu atomowego dzieli ogrom czasu – jednak.umysł a świat pytanie na rozgrzewkę: czy. ale "nadpisana" na fizyczny nośnik (materialnie zawsze ten sam nośnik) abstrakcja. ale zawartość już istniejącej konstrukcji – nie struktura "techniczna" decyduje o zakresie poznania (aczkolwiek nie jest to bez znaczenia). chodzi o funkcję) przynależą do jednego zbioru i nie ma między nimi dramatycznych czy wielkich. który był lub jest? nie musi.czy umysł (rozum) przyszłości musi być inny od tego. środowisko jest to samo i metody działania analogiczne (odwieczne i zawsze obowiązujące). muszę się przebudować. przecież fizyczne elementy użyte do budowy w obu przypadkach są takie same. . który tworzę na co dzień (a także na potrzeby całego życia). jednak nie przekłada się to na metody (zasady) poznawania świata. mam szansę opisać sam siebie (swój umysł) bez generalnej zamiany swojej konstrukcji? czy. a także metody tego pozysku. . różne jest oczywiście tempo pozyskiwania energii z otoczenia. nie mają znaczenia. różnic.owszem. na tym poziomie analizy jest to ten sam układ. jednak fizycznie dotyczy to tego samego umysłu. wszelkie układy posiadające umysł (w dowolnej postaci. dlatego pełna odpowiedź na wyżej postawione pytanie brzmi w ten sposób. to wynika ze sposobu funkcjonowania umysłu. mówiąc inaczej.czy układ powstały jako dopasowanie do środowiska (więc tu i teraz). przemiany w układzie zachodzą i muszą zachodzić. skomplikować? czy. . który z tego trzeba wyprowadzić jest taki. nośnik fizyczny zawsze jest ten sam (materia w trakcie przeobrażeń) – ale zmienia się jego "zawartość" (abstrakcja). wręcz "wybuchowa" ewolucja – która trwa i przybiera na sile i jest efektem kumulacji danych o świecie (energii w każdej postaci). więcej – poznanie nieskończoności i wieczności dotyczy każdego umysłu. żeby odebrać nowe. że to nie konstrukcja musi się zmienić. to jedność poznającego oraz poznawanego decyduje o wspólnocie otrzymanych wyników. różnica ponownie w szczegółach. którą operuje – tu nie liczy się "prosta" siła. każdy poznający i działający w środowisku układ dopracuje się takich pojęć. i to niezależnie od położenia w czasie czy w przestrzeni. ale ostrych barier nie ma. dlatego mam szansę i możliwość. tu dokonała się drastyczna. może wspomagać moje działanie niezależnie od miejsca oraz czasu . ale jednocześnie nie będzie zasadniczo rożnym układem. zmienić. taki sam – ale nie ten sam. nie trzeba. ogromne ilości informacji o otoczeniu. przepaści nie ma. na innym poziomie analizy.rozum a informacja . że nie potrzeba zmieniać się albo głęboko przebudowywać. żeby można było poznać Kosmos.dlaczego? ponieważ nie ma znaczenia konkretna budowa układu. . a tym aktualnym.

co będzie przerastać mnie możliwościami. zmienia zabudowanie układu. ale inaczej (dalej) umiejscowiony.i dlatego mogę w każdym kolejnym kroku (kwantowym) przemieścić się dalej. co mnie stanowi. to oczywiste i jasne. to zawsze jest horyzont. mogę zawsze operować tylko w jego ramach. i znów "przewyższam" stan zastany. to nie paradoks. kiedy działam. przecież w każdym konkretnym momencie mojego działania (i istnienia) dysponuję pewnym i zawsze skończonym zasobem elementów. że nie mogę tego budować.prawda czy fałsz? abstrakcje to ja . były bardziej skomplikowane od wiedzy ich budowniczych przed rozpoczęciem samego działania. nie skoczę swoim działaniem dalej. ponieważ zagadnienie jest istotne. to dlatego mogę powołać (stworzyć) do istnienia układ przewyższający mnie możliwościami. a przez to i mnie odmienia. każde i najbardziej z mojego punktu widzenia minimalne nawet działanie. zgoda. technologii. ponieważ w procesie tworzenia również sam się zmieniam. dlaczego? bo nie mam do tego zasobów (składników. nowy umysł. wystarczy się po okolicy rozejrzeć. jak coś. . w którym zachodzi albo na który wpływa.. ale mogę budować skutecznie "po kawałku" (i kwantami). konstruując dowolny element. każdy proces (fakt). jednak będę z przodu. fakt tworzenia zmienia stany wewnętrzne w bycie tworzonym – ale także w tworzącym. ale mogę ten próg przesuwać – nie zbuduję niczego od razu. żeby znaleźć wielorakie przykłady. natomiast odpowiedź na powyższe pytanie jest dość zaskakująca: może i nie może: nie może zbudować – ale może budować. zachodzi równoczesne odmienianie się obu stron procesu. nie byłoby ani mnie (jako kolejnego "wcielenia" konstrukcyjnych uwarunkowań ewolucji biologicznej). więcej. ale ja na tej drodze także znajduję się już dalej – i nie jestem tym. ale nie mogę zbudować czegoś radykalnie innego? ponieważ w ewolucji nie mam i być nie może "skoków".umysł "spóźniony" . zmieniam swoją pozycję w środowisku. sprzeczność sama w sobie. stary dylemat: jajko czy kura? oczywiście nie odnoszę się tutaj do banalnego zakresu konstrukcji. jeżeli trzymać się ściśle wprowadzonych pojęć. że są i były w chwili ich zbudowania bardziej skomplikowane od stanu zastanego. czyli umysł (a szerzej każda ewolucja) tworząc. zmienia zarazem siebie. czy może powołać do istnienia "coś" wobec siebie jakościowo różnego? słowem. zgoda. 6 . co wytwarza skutek. . przesunąć granicę swojego świata "poza" dzisiejszy horyzont. a przez to ponownie prowadzę w tym wyścigu. ale zarazem to nie oznacza. a nawet nie może być sprawniejszy od byle liczydła. każdy mój wytwór dodaje się (jako kwant) do mojego zasobu danych.gdyby nie możliwość budowania układów nowatorskich względem już istniejących. może być względem tego skutku "opóźnione"? inaczej. również wobec otoczenia (procesów energetycznych) zawsze jestem spóźniony. nowość wytworzona jest lepsza i sprawniejsza od poprzedniego stanu. odbieram fakty po ich zaistnieniu – to oczywistość. ani moich "produkcji". nawet nie pomyślę niczego. zmienia się zasób wiedzy posiadanej i możliwości. zachodzi również proces zwrotny. to już inny. na/w którym zachodzi szybka żonglerka liczbami lub sięganie "spojrzeniem" i za pomocą technicznego układu (przyrządu) dalej-głębiej .każda moja myśl. proces.w takim działaniu rozum nie jest. nie pobiegnę dalej.zmienia się struktura całości. czy umysł tworzący dowolny fakt (element. co bardzo ważne. co wytwarza. abstrakcję) musi znajdować się na wyższym poziomie budowy i skomplikowania od tego. to zbudowanie układu nadrzędnego wobec mnie (czyli bardziej skomplikowanego) jest niemożliwa. wiedzy). jak mój aktualny zasób danych (i składników). dlaczego więc mogę budować coś innego od poprzedniego. nie zbuduję. jakiś stan zaistnieje . nie nadążający za zmianami środowiska czy wręcz za własnymi wytworami. jednak każde w takim zbiorze przeprowadzone (za)działanie zmienia jego kształt . który był (przed chwilą). tylko o krok. jak mój najdalszy punkt wiedzy. co byłoby zasobniejsze od tego. przy czym. które bardzo dobitnie zaświadczą.tylko czy są to abstrakcje adekwatne do świata? niekiedy umysł opisuje się jako "opóźniony". nie stworzę niczego.

nie może pobłądzić. już wspominałem. czy "puszce". i to sporo i w różnym kontekście). różnica zachodzi tylko w tempie prowadzonych operacji. a nie jednostkowy sposób jej wyrażania. i. nie ma znaczenia konkretny nośnik i techniczna struktura działającego układu. a co chcę wyraźnie podkreślić. tak samo – ale nigdy tak samo. świat jest jeden – dlatego również "myślenie" posiada jedną postać. zasady działania (reguły ewolucyjne) są jednakie dla wszelkich systemów i w każdym zakątku wszechświata.to jednocześnie nie oznacza. więcej . ilości możliwych do "przepuszczenia" w jednostce czasu ilości danych. a czym straszą różne publikacje niskich lotów). czy więc nie zachodzi sprzeczność pomiędzy wyrażonym przed chwilą stwierdzeniem. którą składam na obraz i podobieństwo (swoje). konstrukcja oparta choćby o elektrony (tym bardziej fotony) przegoni mnie z łatwością. wniosek? ten podpunkt można podsumować w sposób taki – że ewolucja materii (nieożywionej) "podprowadziła" ewolucję układów do poziomu skomplikowania w formie struktur biologicznych – w kroku drugim ewolucja zachodząca w kręgu biologicznym podprowadziła proces zmian do struktur rozumnych – ale ewolucja rozumu w kroku trzecim podprowadza zjawiska do poziomu bariery-zapętlenia. wytworzy adekwatne do świata pojęcia i nie pobłądzi. innej rzeczywistości nie ma. bowiem świat jest ten sam i zastosowana metoda działania ta sama. to ważne i potrzebne. co także ma znaczenie (a w szerszym ujęciu filozofii ewolucji jest oczywistością). od razu wypadnie zastrzec. liczy się "wsad" (treść). w szerokim. kiedy ponownie elementy materii (niebiologiczne) mogą zostać wprzęgnięte w struktury logiczne (więc rozumne). taki sam. argument na rzecz takiego stwierdzenia jest banalnie prosty oraz oczywisty: przecież skonstruowana przez mnie struktura. każdy kwant energii pozyskany ze środowiska ten układ zmieni. co ważne. że inteligencja "wytworzona" przeze mnie nie będzie ani inną inteligencją. co tu ważne (oraz pocieszające). dotyczy zakresu czaso-przestrzeni. logicznym ujęciu nie ma przecież znaczenia. bo innego świata. . to oczywiście "produkt". z tego peletonu po prostu odpadnę . również będzie samouczącą się i samokomplikującą. uzyskuję inny stan (nowość energetyczną) .ale zasada nie zmieniła się w żadnym punkcie. przy czym. zawartość struktury. czy abstrakcja buduje się w biologicznym i kształtowanym milionoleciami mózgu (i w oparciu o elementy "pod ręką"). wręcz konieczne udogodnienie w istnieniu. który będzie. oczywiście chodzi w tym przypadku o rozważaną często sprawę "sztucznego umysłu" (o czym przyjdzie się dalej powiedzieć. a reakcją na niego. wynik operacji logicznych zawsze jest (i będzie) ten sam. zabuduje go na nowo i przesunie w definiowaniu otoczenia (i jego samego) o krok dalej. jeżeli układ jest zbudowany według reguły (logicznie). a w kroku czwartym. 7 . że nie mogę zbudować układu "wyższego" i mnie przerastającego a budowaniem "sztucznego rozumu". uzyskany wynik operacji na abstrakcjach w takim układzie będzie analogiczny. tym bliży jest wydarzeniom zachodzącym w "teraz" i tym lepsza jego kontrola nad procesami. że zapoczątkowana w taki sposób przeze mnie ewolucja intelektualnie mnie nie "przegoni" – jak najbardziej może się to stać. która musi się zrealizować pomiędzy zaistnieniem sygnału (bodźca). w tym przypadku myśląca. jednak.o ile mój centralny organ myślowy w ramach zbioru układów inteligentnych jest powolny (ze względu na nośnik). ale jest to działanie tylko z "nieco" innego piętra możliwości (ewolucyjnych). jeżeli działa w oparciu o tę regułę. proces ewolucyjny znajduje się na innym poziomie.tożsamy wobec mojego "powolnego" opisywania pojęciami otaczającej rzeczywistości. musi być "wydajniejszy"? nie ma.jako faktycznie opóźniony (w rozwoju). i ewolucja może biec dalej. i nigdy inna. jeżeli będzie to proces swoimi reakcjami szybszy od dostępnych mojemu poziomowi. już po zapętleniu i po "zakrzywieniu" w osi symetrii (i po "kołowaniu"). odmienność pojawia się na poziomie szybkości. im więcej taki układ może "przerobić" kwantów i im szybciej to się dzieje. liczy się funkcja. ani formą "obcą" (czy jakoś tak.

bo choć nie jest to obszar "nieustającego cudu" (co. także tworzenie się abstrakcji. nie ma działania (tu myślenia) w pustce. a ich składnikiem są substancje zmagazynowane w mózgu (czy adekwatnym układzie). ale on po prostu musi być. "dno świata"). staje się już nową jakością . w/na którym może kształtować się wszystko dalsze. musi zaistnieć substancja nośna. na/w którym mogę zakodować dowolny stan albo fakt coś dla mnie oznaczający . niezbyt mocno poniektórych zasmuci). "produktem" ewolucyjnym. czyli "obrabiania" (kodowania) jest każdorazowo jednostkowy i zawsze inny. im więcej rozpoznałem mechanizmów w otoczeniu. zysk osobniczy (i zbiorowy) z takiej archiwizacji danych jest oczywisty: wrócę do zdarzeń i reakcji na nie w dowolnym momencie. dlatego również nie ma identycznych ułożeń elementów (kwantów) i nie może być identycznych abstrakcji (czy dowolnych ewolucji). to bowiem zaistnienie. że w takim przypadku "kod" zapisu (tor równoległy do nośnika w ujęciu logicznym). to "wypiętrzenie" "w górę" energetycznej struktury. dla wszelkich wydarzeń i uczestników nośnik ewolucji jest ten sam i zasada jego organizacji jest identyczna . każda ewolucja. co jest i na/w czym może dokonać się zmiana. i nigdy inaczej. musi być fundament. które w nim działają. tym szybciej się w nim przemieszczam (i sprawniej). 8 .musi być podłoże. oszczędzając czas i energię na poszukiwanie wyjścia. wytworzenie się w toku ewolucji fizycznego nośnika. każdy zaistniały fakt mnie zmienia i wzbogaca wiedzę o świecie i ułatwia postępowanie w kolejnych krokach. musi być "coś". to zagadnienie ważne. na/w którym jest możliwy dalszy proces oraz "obróbka" danych. energia w fizyczno-chemicznej postaci. to warunek fundamentalnie konieczny. "usamodzielnia" się.i w której budują się następnie większe elementy. który musi zaistnieć. im więcej wiem. wbrew pozorom.i który przechowam w swoim "archiwum".. przy czym ciekawe w tym ujęciu jest to. i nie jest to. warto również podkreślić. ponieważ sprawa jest interesująca – zwłaszcza w kontekście budowy "sztucznego" układu logicznego. a następnie operowanie nimi. mam nadzieję. która buduje . warto jednak do tego wrócić. tworzenie (tworzenie się) abstrakcji. jak to powinno w każdej (przyzwoitej) ewolucji być. są tworem. to jednocześnie nie oznacza to banalnie prostego fizycznego procesu (który jest "produktem" mózgu). i to zmiana utrwalona. ja to punkt. można to definiować jako poziom zerowy lub "czystej karty".abstrakcje . że nie ma.działanie umysłu o abstrakcjach i sposobie działania układu rozumnego wcześniej wspominałem. po pierwsze i najważniejsze w tym toku rozumowania: abstrakcje realizują się na nośniku fizycznie materialnym i różnorako "namacalnym". a ilość wchodzących w każde moje doznanie-działanie faktów jest takiej skali. również fizycznie i realnie – a także do późniejszego odczytania (na żądanie). przejścia (kwantowe) giną "w pomroce" i "duch" swobodnie polatuje nad poziomy (fizyczne). nie było i nie będzie dwu jednakowych. nic warte (czy banalne) stwierdzenie. co wcześniej było tylko banalnie "prostym" i fizycznym stanem zorganizowanej energii. każdy stan energetyczny we mnie (czy w Kosmosie) jest zaistnieniem jednostkowym i niepowtarzalnym – w tej formie jestem zbiorem jedynym w nieskończoności. i staje się dla użytkownika takiej ewolucji jedynie dostępnym poziomem.zmienia się w fakt fizyczny z "dodatkiem interpretacyjnym" ("instrukcją obsługi").ale wynik operacji. nośnik "znika" z obserwacji (i doznań). na/w którym coś zbuduję ("nagram") . który pozwala przeżyć. dlatego ponowne i świadome zejście "do hadesu" materii wymaga od umysłu wielkiego wysiłku. że ponieważ zachodzi jedność środowiska i układów. tym dalej i dłużej działam (żyję). które wymaga głębszej refleksji. z wszelkimi tego szkodliwymi efektami ("bo fizyka i ciało to coś złego". po "nadpisaniu" kolejnego poziomu. a rozdzielenie w prowadzonych analizach treści od nośnika dokonuje się dużym kosztem. coś. abstrakcje tworzą się jako konieczność (to nie luksus czy przypadkowa nadmiarowość). żeby kolejne procesy mogły zachodzić. to poziom twardy i absolutnie niezbędny.

to proces idący przez wieki i tysiąclecia. ewolucja może-musi przebiegać w pewnym zakresie "ścisku" (a także swobody). o tyle zdarzenia przedzielone dniami (czy latami) mogę powiązać ze sobą tylko i wyłącznie jako efekt refleksji (i jako skutek uczenia się takich związków). może się wytworzyć nowość . że w ramach zbioru.który to poziom jestem zdolny sięgnąć w skierowanym "do wewnątrz" działaniu. im większa ilość informacji o świecie i zdarzeniach w nim zachodzących. rozpadnie się. dlatego żeby zebrać zapisane w umyśle "odbicia" i żeby połączyć rozproszone dane. jednak w tym momencie muszę podkreślić jeden zasadniczy fakt. to. filozoficzne wyszukiwanie związków między elementami otaczającego świata. że nie mogę operować pojęciami nazbyt sobie odległymi. ale przedzielonych czasem i przestrzenią. zjawiska zaszłe za horyzont "widzę" tylko "oczami duszy".mówiąc inaczej. to pochodna moich zdolności w wyszukiwaniu zależności między odległymi od siebie zjawiskami. albo moja cielesna konstrukcja w proch się obróci. operując pojęciami w umyśle nigdy nie sięgnę do całego zasobu (archiwum). pojmowania pojęć i abstrakcji . grupy pojęć lub grupy ludzi. które są od siebie odległe. ale niewątpliwie popłacający.która albo połączy ze sobą dane zmysłowe ("abstrakcja fizyczna"). "postęp w granicach prawa" – oto przepis na zbudowanie stabilnej struktury. do których docieram z trudem (lub wyjątkowo). tylko warto przeanalizować odczucia dotyczące myślenia. jednak nie może być w zdarzeniu przewagi pustki. muszę posiadać "w zasięgu ręki" potrzebne informacje (one muszą "kołować" po sąsiednich "orbitach". nie ma co zajmować się sformułowaniami ogólnymi. gdzie z "pyłu kwantowego" może zbudować się oraz zabłysnąć "supernova" (pomysł). ponieważ wówczas więzienia byłyby najlepszym miejscem dla analiz świata /co się historycznie potwierdza/).jak powstają abstrakcje? żeby odpowiedzieć na takie pytanie. co tworzę. nierozerwalną łączność czaso-przestrzenną. żeby wejść w relacje). to albo ta informacja się rozpadnie (książka lub pojęcie w mojej głowie). żeby mogła się wewnętrznie zabudować. tym budowanie abstrakcji łatwiejsze. to musi być wewnętrzny i bliski sobie proces w ramach "mgławicy" (galaktyki) pojęć. w jakimś rytmie (zależnym od mojej aktywności oraz stanu środowiska) i które połączą się (lub połączę je świadomie) w mojej głowie w jedno i zborne wydarzenie – albo będzie to wiele oddzielnych wydarzeń. to nie przypadek. które stanowią aktualne "jądro" ewolucji. o ile bliskie w odbiorze dla mnie fakty łączę (klasyfikuję) wręcz "mechanicznie" i prosto. zawsze istnieją strefy "zakurzone". tym więcej nowości i wniosków tyczących świata. one są praktycznie stracone do analizy. nową potrawę czy system filozoficzny . a to znaczy. ale stłoczonych w niewielkim zakresie (acz nie może to być nadmierne upchanie elementów. "dokopię" się do potrzebnych informacji. naukowe. że w takiej skumulowanej przestrzeni dochodzi do wytworzenia się nowości – dochodzi do łączenia się faktów. im więcej połączeń i wykorzystanych elementów. trzeba się natrudzić . które również połączę w jedność (w wyniku długiego uczenia się i odkrywania powiązań między rejestrowanymi faktami). zanim poznam. płyną w uporządkowaniu. nie ma znaczenia. przestanie istnieć związek między elementami tak tworzącej się ewolucji (tutaj ewolucji myślenia) . albo połączy na kolejnym już poziomie działań umysłu uogólnienia (abstrakcje logiczne). co mam "przed nosem". to w ramach (w zbiorze) elementów dostępnych. także kwantowo istniejących. .. to powinienem to uczynić. żeby zbudować coś nowego.oto do mojego umysłu płynie ze środowiska ciąg impulsów (kwantów). który głęboko wiąże się z tworzeniem (się) abstrakcji: ich konieczną. po prostu. ale dotyczy także zbiorowości. zanim znajdę potrzebne dane. co zrozumiałe. widzę doskonale.przecież nie zbuduję stabilnego. więc łącznego procesu z faktów w zakresie już rozproszonym (rwanym).zasada tego procesu jest ta sama i nośnik ten sam.dotyczy to jednostek. różnica pomiędzy tymi wydarzeniami jest wyłącznie czaso-przestrzenna. ponieważ łączność się zerwie. a skoro mogę. na których odszukanie w bibliotece (książkach czy w mojej głowie) zmarnuję wiele chwil. 9 . jak więc tworzy się "abstrakcja"? .

że fakt wyróżnienia pojęć matematycznych (jako innych) jest błędny. które "zbieram" (nieświadomie lub świadomie) przez całe życie – to w abstrakcjach zakodowane jest moje istnienie. co towarzyszy operacjom abstrakcyjnym w umyśle. mogę "odczuć" "zawartość" abstrakcji. dojść w logicznej analizie tego. kiedy operuję abstrakcją-stanem "widok" czy "kosmos"? nic nie czuję oraz niczego nie widzę.teraz od strony odczucia warto te ogólne rozważania podbudować poznaniem. bryły. czy tak zwane "wyrażenia naukowe" (jak np. jak "namacalne" jedynki i zera. poziom działań pojęciowych. nie ma matematyki i jej "symboli" w oderwaniu od materialnego poziomu. biorę na przykładu słowo "widok". abstrakcje. dobre jak każde. że matematyczne pojęcia odnoszą się do realnych przedmiotów lub zjawisk (np. że jest mi dostępny .abstrakcje . choć zakotwiczony i wpisany w poziom fizyczny rozumu. które jest dostępne dla mnie poprzez "wczucie" się. który może wejść w "reakcje" (i rzeczywiście już reakcje. ale dla mnie dostępnym pozostaje jedynie poziom wyższorzędowy . np. za coś odrębnego). że muszą się abstrakcje wzajemnie "doznawać" i "czuć". ale lokują się w innym zakresie. 10 . ale w konkretnej głowie ma swoje lokalnie zakodowane upostaciowanie i jest to namacalne. ale ja tego poziomu nie doznaję. wieczności. którą operuję. i są jedynymi mi dostępnymi. to jest poziom reakcji konieczny. ale nie wiem w tej chwili (jest to poza moim zasięgiem badawczym). . o którym wiem jedynie to.abstrakcja może być wielkiej. odrywa od nośnika. że poszczególne abstrakcje muszą się ze sobą jakoś "namacalnie" komunikować. powstają i zawsze zmieniają się tak samo (wymusza to jedność świata). znajdującą się obok abstrakcją. usamodzielnia się. wszystkie moje doznania są pochodne "doznaniom" neuronów (i zawierają się w nich). to również ciekawe ujęcie (i doświadczenie).oto mam jakieś pojęcie. moje "odczuwanie". ot. że musi być przepływ energii między elementami procesu. autonomia w odczuwaniu jest pełna.owszem. przecież nie ma oraz być nie może logiki pustki. abstrakcję. że "obrabiana" przez matematyka w jego głowie treść to nic innego. abstrakcje matematyczne.i nie chodzi mi nawet o to. a także że za każdą matematyczną abstrakcją coś-gdzieś-kiedyś się znajduje i trzeba jedynie to w czeluściach świata odszukać . figury i przekształcenia jakoś realne.ale w zwojach mózgu owe pojęcia są "namacalne". "e = mc2".właśnie zbierania danych i energii. o dowolnym bycie .mogę myśleć o Kosmosie. niezależnie od ich przynależności. więcej: poza tak "zbryloną" energią nie istnieje.. aż do pomijania zakresu materialnego. stąd ich znaczenie. każde słowo (a szerzej dowolne doznanie) jest abstrakcją powstałą na podbudowie wielu informacji.i z tego faktu korzystam. . . dla mnie. fizycznie zajmują czas i przestrzeń. jednak nie "doznam" fizycznego nośnika. to najpełniejsze i najkrótsze oddanie tego. mogę wywnioskować jego (za)istnienie. . czyli wykorzystuję słowo. dziesięciu palców).ale nawiązuje tu do tego. co postrzegam. które następnie podlegają "ociosywaniu" (różnemu obrabianiu). pytanie: co czuję. czyli nieskończoności. realne ciało. coś "niesie" w/na sobie taką dla mnie ogromną treść. niesłusznie. i to na różnorakich poziomach. a następnie wykorzystanie abstrakcji dlatego jest możliwe. symbol czegoś. jako chemiczne czy elektryczne) z kolejną. że "treść" jest "nadpisana" na materialnym nośniku.abstrakcyjny. jeżeli w sposób szczególny w tym miejscu podkreślam (i w nawiązaniu do "wczucia" się w abstrakcje). tylko i wyłącznie na poziomie abstrakcyjnym. ja "doznaję" i "czuję" świat i siebie "wyżej". jako korzystającego z niego. . dowolna abstrakcja. to jest dla mnie zakres na zawsze ciemny i znajduje się poniżej rejestracji. które uchodzą. czy to w języku potocznym. jak ona powstała. że ich rola w poznaniu rzeczywistości jest znaczna. "poczuć" treść pojęcia. posiadają swoją fizyczną postać. to wynik długiego procesu budowania się . nawet maksymalnej skali. w każdym działaniu reprezentowane w umyśle byty są konkretne. są na konkretnej podbudowie. ale niedostępny w doznaniu. doznania fizyczne są przypisane do elementów umysłu (komórek). to z tego powodu.

co ten zrobi.jednak ten poziom jest wpisany w zakres dla mnie ciemny. w tu i teraz. ponieważ abstrakcje są mną . który biegnie daleko i głęboko w zasób informacyjny. więc te niższe zakresy są szybsze . niedostępny. fundamentem tego procesu. żeby nastąpił (najkrótszy nawet) "przeskok" danych w mózgu.więcej . co powie i co pomyśli w kolejnym kroku. mogą być przywołane – są "fundamentem" tego pojęcia. przecież. . dla badających (podglądających) rozum było sporym zaskoczeniem. ale to nie jest dane w chwili operacji tym pojęciem. ale nie istniejący bez głębi niższych procesów. jest zawarte w całej mojej życiowej (i "zarchiwizowanej") drodze. "ja" to abstrakcja – ale na "podglebiu" fizyki. żeby proces mógł biec dalej. . czy "doznania". że choć wywołanie danych przebiega w odczuwaniu dla mnie "szybko". to stan chwilowo zbędny – to szczyt góry (pojęciowej). ale "doznaję" ją jako "fakt punktowy". więc już na/w "strefie świadomej".poziom fizycznych reakcji (ich "zbierania" się "w kupę".każda moja abstrakcja posiada na/w podpoziomie liczne "korzenie". obejmuje poziom abstrakcji "prostych" (np. realnie może proces schodzić w takich powiązaniach głęboko . "sprzęga". wszak "w kupie siła") musi wyprzedzać poziom "uświadomienia" sobie faktu – bo jest właśnie dnem. to proces budujący się "w górę". że umysł "wie" szybciej od osobnika. "świadomość" .ważne w tym jest to. którym koduję w "archiwum" abstrakcję "kosmos" (i jest w zakresie podprogowym do niej). dla mnie zakresem nadprogowym i jedynie dostępnym jest to. takie stworzyć "filtry". nie ma sensu w konkretnej ewolucji (tu wyobrażania sobie stanu "kosmosu") wywoływać wszelkich z tym powiązanych abstrakcji.i muszą być szybsze. taki cały zbiór informacji. musi zaistnieć zdarzenie w czasie i przestrzeni. gorące to coś przykrego.ale nie musi (dla sprawności swojego działania). doznaję . do poziomu "świadomości".w tym przypadku poprzez struktury umysłu. 11 . szkolnych) – i każdy inny poziom. one tam są. może być pomijany (dla sprawności działania). rejestruję. "ja" to szczyt piramidy. nie mogę tego racjonalnie wyjaśnić. owszem. co określam jako moje "ja". którą jako konkretny osobnik dysponuję). nawet w moim postrzeganiu nagle. i budować z niego (z nich) kolejny – tworzyć abstrakcje następnego rzutu. niech będzie ten "kosmos". wystarczy w analizie "pobliski" (na podpoziom rozciągnięty) zakres przywołań.dla mnie wszystkim jest to.oczywiście fizycznie i w każdej chwili operacji w umyśle sięganie do tych zasobów nie jest ani możliwe. na tym poziomie nie ciągnie się za nią nic. musi się zrealizować cała piramida procesów. czyżby "coś" nim sterowało. który "zbiera" się w jedność poprzez różne i wszelkie poziomy (mojej i świata) rzeczywistości . fundamentem. . żeby fizyczne elementy w głowie zgromadzone (oraz każdorazowo składające się na moje myśli) połączyły się (w myśli mądre czy głupie). abstrakcja – i "strumień myśli". . ale jako taki nie musi być on ciągle odkrywany. zawsze jest i być przecież musi działaniem w postaci "kwerendy" z całego dostępnego mi zbioru danych (życiorysu). jest przeglądem. co "widzę oczyma duszy". całą głębię tego słowa ("głębię". kiedyś dotknąłem i bolało). danych zmysłowych lub abstrakcji kolejnych rzutów.doprawdy. a nadbudowa mogła "główkować". o takiej produkcji (skutkach tej ewolucji) jakoś się dowiedzieć. takie pojęcie w "pierwszym odczuciu" nie ma "przyczepionych" do siebie żadnych doświadczeń czy symboli. i konieczny. ani też potrzebne – choć potencjalnie dostępne (o ile dane są zachowane i jest czas na ich przegląd). nic w sensie "treści" czy "obrazu". wszechkierunkowo) zjawiskami leżącymi poniżej. dlaczego jest to tak zaskakujące. jest zanurzona w "morzu" informacji. i tak w następnym kroku pracą "bazy" pokierować. abym mógł "na szczycie". żeby można było skutecznie operować pojęciem.w trakcie stosowania rozbudowanej już abstrakcji. jako fundament i "korzenie" mojego myślenia (np. obejmuje ten proces poziom danych zmysłowych. mogę (w razie potrzeby) dobudować. co biedak ma zrobić w następnej sekundzie? . podpowiadało "z boku" ("z głębin"). nieoznaczony. w logicznym ujęciu każde obrabiane przez mnie słowo "wpisuje" się. jednak fizycznie.tylko że jest to poziom podbudowany (także obudowany z każdego kierunku.

. dlatego najpewniej i podobny do mnie (i każdy inny) układ musi doznawać owych "dreszczy" emocji. ani przyspieszyć tego procesu. czy taki układ (tylko działający na abstrakcjach). musi doprowadzić do układu myślącego. jednak pomimo że zmieni się nośnik. samej abstrakcji nie czuję. do kolejnych uogólnień danych tak zebranych – czy można to pominąć i przeskoczyć poziom fizycznych doznań. to przecież dlatego myślenie. która nasuwa się w pierwszej kolejności jest taka. czyn sprawczy konstruktora (pierwsza przyczyna). i co z tego wyniknie? sprana jest ciekawa . pracował wyłącznie na samych pojęciach. to pewne. jednak w tej chwili już tego zakresu nie podnoszę. w nawiązaniu do wcześniej i wyżej zapisanego. to jest oczywista oczywistość.i ważna. że poszerzając przedział swobody reagowania układu. kiedy ją stosuję (i tak na pewno będzie w przypadku tu analizowanego układu). dostarcza tylu doznań ("odlotów") i jest przyjemna (czasami bywa przyjemna). ale przecież będąc cielesną konstrukcją czuję. obecnie jednak pytanie tyczy innego ważnego zagadnienia. czy byt. każdy. nawet te pozornie najprostsze. a umysł aż się iskrzy. 12 . w analizie logicznej poziomu fizycznego nie sięgam. będzie doznawał. i to nawet na kilku poziomach analizy. wszak "programy" biologiczne. sumą i uogólnieniem zjawisk leżących niżej. ponieważ każdy sam (i na własną rękę) musi "kantów" środowiska doświadczyć. komórka ciała jest kolejną formą energetycznej zmiany – myśl również. jednak różne "dreszcze" ciało przebiegają. to jak będzie działać.abstrakcje . ale że "konstruktor" tak czy owak pierwszego rozumnego "sztucznego" krzyku doczeka. wszak czynność pozornie czysta (logiczna i abstrakcyjna). i o tym nie należy zapominać.a stosujące je układy uczą się reakcji na fakty występujące w środowisku. dowolny element świata. czy "sztuczna inteligencja" (przecież o to tu chodzi) może "wystartować" od razu i momentalnie po wpakowaniu w "skrzynkę" encyklopedii (wraz z suplementami). można z tego wyciągnąć wniosek. co więcej. że nie wystarczy "czysty" zapis abstrakcyjny. ale nie do końca. co również wiąże się z początkowym pytaniem. nie ma niczego innego. który w swoich reakcjach będzie odnosił się. na/w którym procesy mogą się toczyć (bytu "myślącego" poza fizycznym nośnikiem przecież nie ma). kiedy komórki umysłu się między sobą komunikują. jak właśnie abstrakcyjnie.po drugie. osiąga lepsze rezultaty. mrówki po plecach drepczą. układ rozumny musi przebyć drogę analogiczną do mnie. który pojawia się na (jakoś definiowanym poziomie) jest w stosunku do podpoziomu "abstrakcją". fizycznej i głębokiej zawartości abstrakcji nie doznaję. każda w moim umyśle (czy szerzej: ciele) struktura. ale otwarte . kiedy dostarczyć mu doznań (dowolnego rodzaju). czyli od poznawania (i doznawania zmysłami) świata. . więc od razu operować abstrakcjami (pozyskanymi czy "zaprogramowanymi")? wyrażając to inaczej. tylko potrzebny jest jeszcze dodatek do wytworzonej abstrakcji w postaci fizycznego doznania. to przecież jest to prawda. kiedy składniki ciała się komunikują i wzajemnie doznają. są mniej lub więcej. że abstrakcji nie odbiera (czuje) się inaczej. którą przechodził sam konstruktor. zajdzie konieczność powtórzenia drogi. kiedy uczy się on samodzielnie otoczenia (zbiera kwanty). mianowicie. czy musi przejść drogę "uczenia" się? odpowiedź. że zawsze musi być fizyczny fundament. i nie zdoła (s)twórca ani uprościć. budowanie konstrukcji z elementów "w górę". danym jako "stan zastany") można działać – ale to nie wykroczy poza "rutynowe" reakcje. co także wynika z powyższego opisu tworzenia się abstrakcji. że bazując na schemacie komend i abstrakcji wpisanych w układ (pozyskanym. pojawia się dylemat. abstrakcjach? czy może powstać byt operujący tylko w zakresie abstrakcyjnym? a jeżeli może. jak abstrakcje. przede wszystkim od razu wypadałoby powiedzieć. odczuwał i reagował? jeżeli stwierdzam.czy można operować tylko samymi abstrakcjami? pytanie: czy może istnieć mózg ("układ rozumny" w dowolnej postaci). że nie może. bo powstała jako "wyłanianie" się. jest w tym ujęciu "abstrakcją".

już to podpowiada istotne wnioski. a przecież myślenie to proces nie tylko wielowymiarowy (i wielopoziomowy). do tej pory praktycznie tego zakresu nie omawiałem. tylko ich ciąg. musi istnieć zależność (i to zasadnicza) między tym. 13 . znakiem). który do dalszych ustaleń prowadził . że istnieje. ale dla mnie najważniejsze znaczenie ma to. ale że jest moja i tylko moja. jako wielopoziomowe zdarzenie energetyczne – więc nie można go opisać ani prosto. żeby to była "rzeka").od widoku drzewa. a nawet. powodem. zwłaszcza w tym miejscu. punktowo i przede wszystkim następczo). myśl .relacja między nośnikiem fizycznym abstrakcji a treścią abstrakcji (zależność obustronna) zanim dalej o wykorzystaniu ewolucji abstrakcji do opisywania i do budowania "sztucznej inteligencji". który się składał na to. że mimo wielokrotnie oraz na różne sposoby odmienianego słowa "myślenie". zachodzi ścisły związek między kodem a substancją kodowaną. zjawisko nie może biec w ten sposób. opisywać. tylko moja własna abstrakcja "drzewo". które się z mózgiem (układem logicznym) wiąże . opisać nie można . procesy ewolucyjne. to mój i tylko mój świat. co jest nośnikiem tejże abstrakcji (energią w postaci fizycznego nośnika) – że. że za każdym razem.). właśnie myślenia. to oczywiste. co zawiera abstrakcja (treścią. owszem. a tym. jako fundament procesu. że brakuje mi w takim momencie wszelkich abstrakcji cząstkowych. ale musi się. strumień (a najlepiej.dlaczego? jak? już pobieżna nawet analiza piramidy kwantowej. powstała paradoksalna sytuacja (ale tylko nieco paradoksalna). ani potrzebne. co łatwo wykazać. ponieważ tylko jednostkowy tor wydarzeń się na taką postać pojęcia ("obrazu") składa. ale przede wszystkim wielo-punktowy – i posiada to swoje znaczenie. muszę operować dużym zbiorem faktów (najmniej dwoma stanami). było poprawne i dobrze obrazuje zmiany energetyczne (w tym te zachodzące w umyśle). były pojmowane "punktowo" (liniowo. ani następczo. trzeba mu się głębiej przyjrzeć. "drzewo".ewolucja abstrakcji . że jest to związek zasadniczy i że nie ma tu dowolności (nośnikiem nie może być przypadkowa grudka materii. warto wiedzieć. że mogę taki proces doznawać. jak wielokrotnie podkreślałem.. ponieważ abstrakcja buduje się zawsze jako piramida procesów. poddawać wielowymiarowo kodowaniu). ani punktowo. jednostka jest ważna (składa się w miliony i masy) – ale w relacji do innych jednostek. co więcej. to dotyczy procesów zawsze-i-wszędzie. to był punkt początkowy analizy. czym jestem. żeby opisać działanie rozumu. jest podobna do innych. nawet najgenialniejsza.tylko "jest". żeby zdefiniować myślenie. fakt powstawania takiej piramidy nie ulega wątpliwości. który bezpośrednio skłonił mnie do zajęcia się myśleniem (w sensie logicznej analizy). dlatego nie ma rady. które opisywałem do tego momentu. czyli proces ewolucji (w tym ewolucję abstrakcji).ale jednak nie oddaje w pełni najważniejszego z mojego punktu widzenia procesu.a w rezultacie zaszła potrzeba ujęcia ewolucji pojęć i abstrakcji jako procesu wielowymiarowego. tworzenia się abstrakcji jako wydarzenia na/w kolejnych poziomach i w punktach węzłowych. było przekonanie.proces myślenia . wydarzeń kwantowych tę abstrakcję tworzącą . "kosmos"). odczucie kory itp. mówiąc inaczej. w innych umysłach powstających pojęć. nawet jeżeli zawierały w sobie ciąg zdarzeń. nie jedna myśl. co opisywałem. to efekt wspólnego istnienia w jednym otoczeniu. punktu (kwantu). dobrze oddaje proces formowania się dowolnej "abstrakcji" (co by pod tym pojęciem nie rozumieć) . ewolucja ewolucją. stanowi o myśleniu. nie jest możliwe z tego powodu.z myśleniem. na najważniejszym zagadnieniu. które związane są dla mnie z tym pojęciem (od poziomu zmysłowego . wypada zatrzymać się. to. ale. nie jest to ani możliwe. brak także elementów. żeby powstała taka a nie inna.czyli brak mi w tej konkretnej chwili całego mojego życiorysu. kiedy w moim umyśle pojawia się jakaś abstrakcja (np. że buduje się ona od podstaw i narasta od jakiś "pierwocin". w miarę możliwości.

kolejne poziomy kwantowe w ewolucji energii to umożliwiają oraz wymuszają. musi pojawić się w ramach zbioru "uogólnienie". to. bo świat pędzi. po "wypełnieniu" się poziomu. wie o tym mechanizmie. żebym skutecznie nim się posługiwał. muszą wejść we wzajemne relacje . 14 . to luksus. jest "wyspa" i zbiór wysp. przywołana). nie muszę za każdym razem przywoływać do budowania konkretnej abstrakcji posiadanego zbioru danych. dotykałem lub tylko wyobrażałem sobie. i to na/w wielu poziomach obserwacji. żeby odwołać się do całości zgromadzonych w toku istnienia danych i operować nimi. bo mogę. w razie konieczności. czyli mogę operować "symbolem". co ją wyniosło "w górę". jest pochodną tego głęboko leżącego zbioru danych. odwołuje się do tego. to mechanizmy ewolucji kwantowej.co więcej . "wyprodukowanie" kwantu (abstrakcji) ten zbiór danych w sobie zawierający. bowiem nie "widzę". analizować. i oddziała na dalsze procesy. które oglądałem.i bez niego nie istnieje (i może być. "na zawołanie". to nie ma żadnego znaczenia. pojawienie się następnego poziomu. właśnie dla sprawności operacji . jeżeli będę gromadził informacje (energię). umysł nie ma po prostu możliwości.nawet jeżeli nic nie wiem o tym.działać na "symbolu". uogólnienie. ciosając kawałek krzemienia). będę produkował symbole. wystarczy mi do operowania sama nazwa. jej reguła wymusza samoistne budowanie (się) kolejnych poziomów abstrakcji. zupełnie nie znając mechanizmów tworzących pojęcia.to nie jest możliwe z tego powodu. bo mechanizmy ewolucyjne i tak poprowadzą mnie do kolejnych uogólnień. że kiedy myślę o tym "drzewie" (czy dowolnie innym). w moim odczuciu. owszem i fakt. szukać głębokich zależności. które teraz oglądam (dotykam.kwant do kwantu zbuduje kwant. więcej . że można wybudować kolejne abstrakcje (czy dowolną ewolucję). a nawet zrozumieć. . a także analizy jednocześnie (poprzez wielozmysłowe kanały). jednoelementowe uogólnienie (ewolucyjnie podwojone). "wymiaru" rzeczywistości (czy umysłu) buduje się "automatycznie" i jako konieczność. zbiór faktów fizycznych tyczących zdarzenia. że gdyby zachodził proces budowania się całej piramidy (ewolucji z wszelkimi "kontekstami" i skojarzeniami). abstrakcja procesu się pojawi.tworzenie takiej rozbudowanej abstrakcji nie jest potrzebne. ponieważ jakiś głodny stwór w tym czasie skonsumuje produkty mojego myślenia i mnie przy okazji.ale to. jednak tak zaistniała nowość odnosi się. abstrakcja pojawia się "od razu". to musi się uogólnić w abstrakcję tego faktu. że to jest to samo kiedyśniejsze drzewo (bowiem od tego czasu doszły inne doznania i "labirynt" w moim umyśle znacząco się rozbudował). ale nie ruch między nimi) . to zwyczajnie nie nadążał bym reakcjami za procesami środowiska. czy jest to dla niego "cudowny" objaw. nagromadzenie danych o czymś. wyobrażam sobie). to zajmuje to nieco chwil (choć dla mnie.nie ma nawet takiej możliwości. już nawet nie chodzi o to. a i tak "w podpoziomie" (w "lochach" umysłu) posiadam powiązania z całym labiryntem informacji. ale jest to reakcja do tworzenia się konkretnej abstrakcji "uboczna". po zapełnieniu. ale w konkretnej sytuacji może to być wręcz utrudnieniem. że kiedyś-gdzieś dotykałem pierwszy raz kory drzewa (i to się utrwaliło w moim umyśle). jest "ufundowana" na zbiorze leżącym poniżej . to coś nowego uzyskam. to dlatego mogę dziś poczuć to samo. a następnie je w rozsądnym czasie i ograniczonej przestrzeni obrabiał (choćby "czysto mechanicznie". cofa się – i odpada z gry.i wyprodukują abstrakcję zjawiska. a kto nie biegnie. nie doznaję przerw. coś pomyślę ale wyniku nie doczekam. jeżeli dopływ energii do układu nie ustaje. na który mogę sobie kiedyś pozwolić. moje "drzewo". przy tym konkretnym drzewie mogę (i najczęściej tak jest) zupełnie sobie tego związku nie uświadamiać . musi zajść po przekroczeniu "masy krytycznej". że je sobie właśnie akuratnie i konkretnie uświadamiam. czy umysł (dowolny układ) tego chce czy nie chce. . w razie konieczności mogę taki zbiór przeglądać. jest zakorzenione w moim umyśle oraz połączone z wszelkimi drzewami. który koduje w sobie wielką klasę "poniżej" leżących faktów. abstrakcję jakoś użyteczną. bo elementy dotyczące tego faktu wejdą. wzejście na kolejny poziom (pułap) jest koniecznością.

muszę go logicznie podzielić. ale posiada swoje fundamenty w procesach. to nie może być proces "tu i teraz" (nagły i bez podstaw). jak ten ogólnie wcześniej analizowany proces energetycznej ewolucji. są tym samym procesem. którą doznaję jako swoje myślenie (istnienie w ujęciu szerszym). które "zakorzenione" jest w najbardziej fundamentalnych przemianach wszechświata. każdy element mojego (czy też dowolnego istnienia). co trzeba zrobić? trzeba rozdzielić te dwa procesy. że muszę ustalić.jednak są różne. każda abstrakcja jest aktualną i historyczną jednocześnie. powierzchnia aktualna.abstrakcje . dla zrozumienia zjawisk muszę je analizować oddzielnie – pomimo że logicznie (jako spełniana funkcja) są to zjawiska tożsame. nie następuje rozerwanie toku wypowiedzi)? . z którego widzę początek i koniec. ale przecież w pogłębionej (i poszerzonej) analizie ustalam.jeżeli o tym zapominam. raczej smutnymi konsekwencjami. i nie tylko mojej. posiada swoją historię (a także energetyczną głębię). dotyczą tego. inaczej powstaje zsumowanie się wydarzeń i brak precyzji (widzę powierzchnię bez świadomości. jak może dochodzić między tymi znakami do łączności (czyli np. ma swoje zakotwiczenie w całej mojej historii. który składa się z mnogości procesów cząstkowych. historyczny i aktualny. że to zbiór.te dwa procesy. każde wydarzenie. a po drugie. przecież jestem "abstrakcją" (chwilą i warstwą aktualną) dla społeczeństwa. sfera. to proces dziejący się jednocześnie aktualnie oraz historycznie.aktualne i historyczne analiza przeprowadzona wyżej sygnalizuje . jak działa umysł i jak twarzy kolejne abstrakcje – oraz. ale również dla wszechświata. najmniejsze nawet dla mnie w odczuciu czy analizie. który pilnuje sam siebie. co istotne. są jednym procesem ewolucyjnym. to nie są identyczne.poznawszy nieskończoność wracam do/w siebie. mój dzień dzisiejszy jest niewątpliwie jeden i jedyny (i skończony). . czyli opis przez siebie samego tworzenia własnych i mnie oznaczających abstrakcji. jednak buduje się z wielu (bardzo wielu) poziomów i faktów . 15 . to. ale również dotyczy to struktur rozwleczonych po życiorysie. bowiem na jego końcu zawsze powstaje "abstrakcja" . . . a jak w historycznym . ale przecież jest dodatkiem do wszystkich poprzednich.każda moja myśl czy reakcja na poziomie komórkowym. to "fakt" zaistniały w czasie i przestrzeni. odnosi się to do powstawania abstrakcji (dowolnej ewolucji) jako faktu dla mnie zbornego (jakoś całego.co z jednego ciągu zjawisk wpływa na drugi (i odwrotnie)? pytania są zasadnicze.jest procesem tu-i-teraz. "wiążę" swoje istnienie z "czymś" cudownym . że abstrakcje muszą powstawać zarazem historycznie i aktualnie. sam siebie z całości wyróżniam i nie widzę związku z tą całością (wraz z wszelkimi tego. to zjawisko. bo już ostatniej (ostatniej. każda ewolucja.a nawet wymusza stwierdzenie. odbieram je jako jedność. dotyczą innych zakresów czasu i przestrzeni.jak w gąszczu abstrakcji dochodzi do odszukania informacji (tej właściwej) i jak to wpływa na rytm wypowiadanego? i jak to się dzieje w ujęciu aktualnym. zawieram w sobie. realizują się we mnie wszelkie możliwe procesy. co to w praktyce oznacza? to. . moja myśl jest "szczytem" oraz puntem "teraz" dla świata.co więcej. . tylko musi rozciągać się na/w dużym dystansie przestrzeni i czasu. które realizowały się miliardy lat temu.podkreślam. że poniżej jest głębia).oraz fundamentem do tych.i przez to odległym od postrzeganego świata.. analiza tworzenia się siebie samego to koniec poznawania przez umysł . i jednocześnie wobec mnie "aktualnego"). które przeżyłem . co w skutkach wzmacnia punkt pierwszy i powoduje moje zagubienie w rzeczywistości. analiza musi uwzględnić te dwa szeregi jako od siebie zależne. rozbić na etapy i warstwy zmiany. a ja jestem ich "zgrubnym" i rozciągniętym w czasie-przestrzeni chwilowym "uogólnieniem". po pierwsze. ale odmienne. proces. ująć w tej specyficznej abstrakcji – specyficznej. zwłaszcza dla wszelkich rozumnych czy mniej rozumnych sąsiadów). na którą umysł może się zdobyć). ale żeby go zrozumieć. które (mam taką nadzieję) są jeszcze przede mną. jest aktualne w odczuciu.

a opisuję zakres aktualny i konkretny. w której w umyśle istnieje cała ewolucja . choć sprawa ważna.jak on się toczy? pytanie dotyczy tego. jak zaczyna się i efektywnie biegnie proces powstawania abstrakcji i jak kończy (a nawet to. że w trakcie myślenia. kiedy poznaje własne działanie.tak o świecie. w tej chwili nie jest ważne. tak o sobie samym. . nie jest ważne. bez rozeznania we własnym umyśle i jego mechanizmach nie mam nawet co marzyć o zbudowaniu "sztucznego inteligenta".to znaczy. następuje łączny proces . kiedy w polu pojawia się nowa już abstrakcja (choć jakoś powiązana z poprzednią). pojawiając się na/w tym świecie mam już dziedzicznie "obciążone" i "zabazgrane" konto (kwantowo i genowo). jak powstał . i nie jestem żadną tam "czysta kartą". nie robi wrażenia. wyróżnienie oraz wyodrębnienie własnego istnienia jest wręcz ostatnim krokiem na tej drodze. z oczywistych względów. ma już w sobie sporą ilość zgromadzonych doświadczeń . przecież z chwilą opisywania siebie nie zaczynam od stanu pustki. która coś symbolizuje.ważne założenie wstępne aby opisać myślenie. jako już wynik długiego procesu (życiorysu). że powstaje jedna i konkretna myśl . następuje ponowne. z opisu. tym bardziej po "iks" latach osobistych wędrówek po tym padole łez nie mogę mówić o czystej (ewolucyjnie) kartotece. najważniejsze dla mnie jest ciągłe.. kiedy pojawi się nowa ewolucja. tak by mogło to wyglądać: buduje się abstrakcja . że mam daną chwilę obecną. ważne i ciekawe jest to. muszę przyjąć założenie początkowe – mianowicie uznać. rzeczywistość jest zasadniczo inna.najważniejsza jest próba wyjaśnienia. który powstał w wyniku przeobrażeń ewolucyjnych (jako skutek rozbudowanej piramidy kwantowej). że w umyśle istnieje już pewien stan.czyli zbudowała się struktura piramidy kwantowej i jest cała historyczno-aktualna abstrakcja z jej różnymi postaciami na poziomach.może jeszcze zajść trzeci typ zdarzeń.i kolejne.i na tym koniec. kiedy może wreszcie zabrać się za analizę własnego reagowania i istnienia. zadanie obecnie polega na tym. że myślenie. a co najważniejsze. ponieważ jest rozwinięciem dwu wspomnianych. a co więcej powiązane "tematycznie" zachodzenie procesu . jak oraz dlaczego następuje dalszy ciąg procesów. dlaczego tak? z tej przyczyny. żeby wyjaśnić. jak jest możliwe. i teraz pytanie: co dalej? do zanalizowania mam generalnie dwa kierunki dalszych wydarzeń. jak się kończy. . działania ewolucji. że zadanie jest najważniejsze w opisie działania rozumu . ale nie związana z poprzednią. powtarzam . pewien potencjał energetyczny. która składa się na dany układ działający. późniejsze pojawienie się tej samej abstrakcji (następuje wytworzenie się pojęcia w takiej samej formie i na tej samej zasadzie) . wielkość energii o pewnym ilościowym i jakościowym stanie. proces energetycznej wielopoziomowej przemiany. mówiąc inaczej.posiadam w polu operacyjnym abstrakcję. rozprzestrzeniona i wielka struktura energetyczna. nie kończy się na tym jednostkowym zaistnieniu. a także na konkretną już abstrakcję. choć jednocześnie nie mniej ważne: dlaczego w procesie myślenia (np. że rozum (świadomy siebie obserwator). zasadnicze pytanie brzmi: dlaczego proces się nie kończy? a jako pomocnicze. który ujmuje myślenie jako proces piramidy.albo drugi przypadek. tę możliwość w tej chwili pomijam. jednak przesunięte w czasie. jak w przypadku ewolucji analiza jej wielopoziomowości. jest tu zagadnieniem ważniejszym)? mam oto w polu operacyjnym abstrakcję.proces myślenia .a przynajmniej tak podstawowe dla zrozumienia rozumu. której ostatnim punktem jest (samo)świadomość.punktowość ewolucji. myśl goni myśl. wypowiedzi) następuje "załapanie wątku" – dlaczego nie następuje rozerwanie kwantowego procesu? z ilości pytań widać. w swoim ujęciu nie wychodzę w opisie od samego początku (co by tym początkiem nie uznawać) i od "stanu zerowego" w ewolucji abstrakcji. 16 . mogą one być ze sobą w logiczny sposób powiązane (zachodzi między nimi związek). czym jest ten potencjał. muszę analizę rozpocząć od tego.

. jak taki proces się toczy w tej konkretnej strukturze? nic mniej .ponownie ta sama.ale "samodzielnie".pierwszy przypadek ewolucji abstrakcji . która jest ostatnim stanem ewolucji oraz jednością . że w tak budowanym układzie poziom komplikacji będzie ogromny i uniemożliwiający reakcje. gdybym zakładał. że zachodzi sterownie nim i jego kształtowanie . w głębokim powiązaniu z otoczeniem i według jednej zasady . ma postać: muszę w samym procesie zmiany szukać tego. który określa ewolucję . ponieważ wówczas proces. mówiąc inaczej. tylko że pytanie zasadnicze przybiera postać: co i jak steruje procesem. proces sam siebie kontroluje oraz na siebie wpływa (zmienia). nie można powtarzać w nieskończoność poziomu "nadzorcy".dlatego. żebym otrzymał ten sam wynik.oraz reguły zmiany tego "coś".a nie poza. ale z takiej przyczyny. jakiś nad-mózg. przebiegający kwantowo. skończoności poziomów regulacyjnych można dowodzić logicznie. przecież musi być kres komplikacji układu. że ten "banalny" proces się powtarza. samoograniczający się i samoformujący. więcej. jak do tego dochodzi? odpowiedź na to pytanie jest właściwie banalna: trzeba powtórzyć działanie. niczego. musiałaby istnieć nad-świadomość. umysł jest "objawem" reguły. że następuje powstanie "sprzężenia zwrotnego" w ewolucji energii? co. powiązana ze stanem poprzednim. . cała reszta jest pochodną. skąd ta energia w układzie się pojawia i jak jest "obrabiana" (filtrowana)? w tym miejscu wypada odwołać się do najważniejszego wniosku.i nie byłoby końca pytaniom. tylko co się dzieje.musi w takim działaniu nastąpić brzeg. że nic poza nim (a tym bardziej "nikt") go nie kształtuje i nim nie kieruje . i to nie dlatego. która realizuje się jako samodzielny.że do świadomości występuje wyższy element kierujący. samodzielnie w takim rozumieniu. nie pytam o nadrzędny do umysłu układ (byt). które do powstania pierwszej abstrakcji doprowadziło.nie ma żadnego "zewnętrznego sterowania". że do świadomości. umysł jest integralną częścią świata. jak ten kolejny nadrzędny układ jest sterowany. kiedy przy opisie wydarzeń w mózgu pytam o "kierujący" element (szerzej: proces) w poszukiwaniu albo w tworzeniu nowych abstrakcji. która to reguła realizuje się poprzez ów fizyczny. ewolucja sama się buduje-kształtuje. steruje sobą oraz odpowiada za rezultaty (tu myślenie). że zabraknie elementów (czyli energii dla kolejnych poziomów kontrolnych). co by było kierującym układem w stosunku do tego procesu. to sam proces. pojęcie już wcześniej istniejące. itd. ale w jej ramach ewolucja umysłu również jest tylko do tego. nie zbuduję. pytanie znów jest zasadnicze: jak tę nową abstrakcję umysł wypracowuje? co i jak kieruje energią. jak dochodzi do odszukania w zbiorze i spożytkowania abstrakcji już w nowym miejscu? drugi przypadek . nie nieskończony ciąg układów nadzorujących. ale pytam.a zawłaszcza. ale sam proces jest kierującym i kierowanym jednocześnie. żeby cała struktura mogła istnieć. to musiałbym taki proces przedłużać o dalsze poziomy. który musi zajść. co sprawia. do zaistnienia układu (dowolnego procesu) potrzebuję materii (coś) . oraz jak. skutkiem skończonej prędkości reagowania (światła). nawet nie pomyślę idącego w nieskończoność ciągu decyzyjnego i kontrolującego . kieruje ponownie skwantowaną energię .i nic poza regułą procesu nim nie steruje. skąd się ta (nowa-kolejna) energia bierze? zaistnienie sprzężenia zwrotnego.ewolucja (wszech)świata jest samodzielna. co tu istotne. . . nawet jeżeli nie będę odwoływał się do mechanizmów ewolucji. 17 . czyli w moim polu operacyjnym ponownie buduje się abstrakcja. ba. realny nośnik. ale.nic więcej. który jest pochodną opisu ewolucyjnego. dlatego jedynie możliwy wniosek.wszelką ewolucję: to zawsze jest proces. podpoziom już radykalnie się zmieni (w skrajnym przypadku rozpadnie). więc konkretnego zakresu ograniczona (jak również ewolucja poszczególnej już abstrakcji w jego obrębie).powstaje nowa abstrakcja. jednak zarazem indywidualnym faktem . ale jednocześnie reguła objawia się w postaci umysłu. nie zaistnieje – zanim wystąpi zmiana na poziomie nadrzędnym.fizycznie i logicznie musi istnieć kres w budowaniu kolejnych poziomów regulacyjnych. ponownego zamknięcia się wydarzeń w pętli jest procesem.

ale wniosek zasadniczy. a to. zgoda – tylko co jest tym procesem i gdzie on się odbywa? jeżeli mam wyprowadzić logiczny wniosek z ustalenia. co powstanie w kolejnym kroku (kwantowym).nie powstanie nigdy. to nie jest banalne stwierdzenie. tworzy się "genetyka" procesu. jedyne. czy pojmuję środowisko do tak tworzącej się ewolucji jako zakres atomów (elektronów. która dopuszcza do istnienia następne fakty.to w ewolucji myślenia występuje tylko jeden element. i jeżeli nowość dopasuje się. muszę wprowadzić niezależny oraz leżący poza nim "fakt" (proces/coś/kogoś). jakie pojawią się abstrakcje . dopóki jest dopływ i przepływ energii. obszar "zapchany" energią. jako fakt do świata (tu umysłu) niezharmonizowany. który odpowiada za to. strukturą kierującą myśleniem jest samo myślenie. co jest "regulatorem"? to chwila aktualna procesu. to nie jest banalne ani tautologiczne stwierdzenie. jakoś zaistniały stan energetyczny. który może i musi być regulatorem. łańcuch ewolucji może biec według ustanowionego wstępnie "założenia" oraz w jego ramach. następny krok można-trzeba wykonywać w już zakreślonych ramach (granicach). staje się przez sam fakt zaistnienia "filtrem" dla kolejnego budującego się elementu. co już się wybuduje i jakoś zaistnieje w mojej głowie i w fizycznej postaci. i póki nie ma w nim przerw. które jest dopełnieniem i warunkuje tworzenie. zaistniałe modyfikuje (kształtuje) to. co może być układem sterującym w ewolucji? że sam proces. mówiąc inaczej.zaistnieje. może wytworzyć się struktura spełniająca logicznie zależności. to proces tworzy regułę. fotonów). co tworzy się aktualnie . abstrakcja właśnie się tworząca musi odnosić się do uprzedniej . co powstaje. na wieczność pozostaje stanem potencjalnym. elementem. spełnia warunki "zgodności" . wszędzie . jednak nie ta konkretna.. w innym przypadku. korygująco wpłynie na to. który "pokieruje" zmianami."układ kierujący" co jest układem kierującym. przestrzeń. jeżeli nie odwołam się do samego procesu w jego (samo)tworzeniu się. a przede wszystkim powstałe według tej samej reguły). zawsze fizycznie realne zdarzenie. i w/na nim kształtuje się kolejny poziom zjawisk. co nie zaistniało. a nowość musi "przeciskać" się przez istniejące "sito" środowiska (w tym przypadku środowiskiem jest poprzednia myśl). to zmiana musi realizować się według tej reguły zawsze. co zaistniało (nie ma tu znaczenia. "sformatuje". zawiera się w nim odpowiedź na pytanie o "czynnik sprawczy" ewolucji. podkreślam.i to zarazem w skali najbliższej (sprzed chwili). że ponieważ w procesie energetycznym nie ma czasu innego jak teraźniejszy. ale jeżeli reguła energetycznej zmiany jest jedynym pewnym elementem występującym w ramach nieskończoności-wieczności. sama zmiana buduje elementy zmiany . (przy ważnym zastrzeżeniu. stan wcześniejszy modyfikuje to.i nic poza tym nie ma. zostanie odrzucony (sprzeczność z aktualnością jest "karana" zanikiem). nigdy nie dzieje się w pustce.) 18 . w tym przypadku myślenia. kiedy nie odpowiadają temu kryterium. czy jako komórki nerwowe. dlaczego i jak). a reguła tworzy się wraz z procesem . może kiedyś będą warunki do zaistnienia (lub już były). powtarzam. ale one muszą być do niej zgodne (muszą być pochodne. zawsze ma tło. ale tu i teraz biegnie strumień moich myśli (czy inny proces ewolucyjny) – tu i teraz budują się abstrakcje. to. neurony mózgu . ale nie w tej chwili. że następuje pojawianie się nowych abstrakcji. fizycznie jednostkowa. jego aktualna postać. wpływa na to. to zawsze jest zakres. może biec. to sam proces myślenia tworzy myślenie i nim kieruje. "zdeformuje". i o daleko idących konsekwencjach.ten ciąg przekształceń to jest ewolucja. albo je odrzuca. konkretne. że proces biegnie według reguły. co będę myślał dalej.czy jako wcześniejsze abstrakcje (fizyczne lub logiczne).ponieważ tworząca się nowa struktura (jakość) nigdy. co tu i teraz nie powstaje .i jednako. a reguła kształtuje proces. co myślę sobie "teraz". jako niezgodne ("błędne" i "zdeformowane"). nie gdzieś czy kiedyś. a co ważniejsze. i również w skali lat (życiorysu). coś.

musi wytworzyć się "pole operacyjne". docierają do umysłu kolejne fale kwantów. obie składowe tego procesu jednocześnie odpowiadają za efekt końcowy. bo nie to jest teraz najważniejsze. a nie tylko w ogólnym opisie? i ponownie muszę pominąć (chwilowo) szczegóły. i być "w stanie czystym". które muszę postawić na obecnym etapie. źródła energii w "czystej" postaci. a w jej ramach. jego funkcji fizycznych i chemicznych. że to nie jest to banał. a tym bardziej myślenia.kwantowo ciągły. po prostu. ze środowiska pojętego jako stan na zewnątrz całej jednostki lub na zewnątrz aktualnego stanu myślenia (w takim przypadku zasoby umysłu są środowiskiem zewnętrznym do bieżących myśli). brzmi: jak to się "technicznie" dzieje. przecież nie tyle kształtowanie jest ważne. każdy poziom energetycznej zmiany posiada swój kwant logiczny go tworzący. żeby ewolucja istniała. czy to fizycznego fundamentu. bez fizycznego fundamentu w postaci kolejnych "porcji" (kwantów i warstw kwantowych). zbiór elementów. natomiast logicznie jest to zawsze kwant. pokarm dostarcza na poziom fizyczny składników do budowy. buduje "w swoim wnętrzu" kolejną fizyczną jednostkę. tworzą zagęszczoną i wielowarstwową konstrukcję. struktura energetyczna (w przepływie) i o rozbudowanej postaci. może-i-musi się wytworzyć element. chodzi o to. że warunkiem istnienia dowolnej ewolucji jest napływ energii. fizycznie i konkretnie to może i nawet musi być rozbudowana jednostka. a myślenia przede wszystkim. nie byłoby żadnej ewolucji. chodzi o zasadę zjawiska. przy czym ten opis dotyczy każdego poziomu zdarzeń. o takiej "konstrukcji" dopływa do umysłu. i kierowanie strumienia energii. i właśnie taka energia. czy abstrakcyjnego. . to na podbudowie ciała.zasadnicze pytanie. a naturalne ubytki muszą być "zasypywane". elektrony itp. w całym wszechświecie jednakiej postaci) . jednak która stanowi już nową jakość wobec stanu poprzedniego. jak w postać pierwotną (dla umysłu będą to cząstki chemiczne. jak przebiega oddziaływanie świadomości na kolejne abstrakcje. jako przejaw ewolucji następnego (wyższego) rzutu. skąd się bierze skwantowana energia do działania w tej konkretnej chwili (a która oznacza moją aktualność i świadome przeżywanie)? trzeba wyjść od tego.jak wygląda ta energia i z jakiego punktu w mózgu wypływa. zakładam. "ścisk" (i nacisk) fizycznych jednostek wytwarza. 19 . co najważniejsze. dopiero na/w takiej konstrukcji jest możliwe operowanie pojęciami i budowanie obrazu świata. ponieważ to oczywistość (fizyczna struktura musi się odnawiać. . bez "zaplecza" w postaci bezprzerwowego dopływu energii. elementy w ich fizycznej. żebym mógł prowadzić dowolne działania na abstrakcjach. że bezprzerwowo (co oczywiście może podlegać w różnych sytuacjach odmianie) i że następuje formowanie takiej energii – i. jak proces się realizuje na bazie konkretnych wydarzeń i fizycznych nośników. ciała pojętego jako dostarczyciela.że w pustce nie ma żadnej ewolucji. kolejne warstwy kwantowe tworzą ewolucję i ją po prostu stanowią . kolejny raz muszę napisać. istotne jest pytanie .co umożliwia stan definiowany jako "świadomość". mówiąc inaczej. ciągłe dostarczenia zasobów (szeroko pojmowanego "pożywienia"). że trzeba się odżywiać (a składniki przechodzą na poziom mózgu). np. ale na poziomie abstrakcyjnym odpowiednikiem pokarmu są dopływające ze środowiska abstrakcje. to obecnie nie ma większego znaczenia (że dzieje się to wszechkierunkowo.tak powstały fakt. na poziomie zerowym procesu jest stan "energii czystej" i nie uformowanej inaczej. co zarazem i formowanie. ukierunkowywanie. że proces napływu i przepływu energii. już do niczego nie redukowalna (kwant logiczny). jest budowana sprawniej. tu nawet nie chodzi o to. każda ewolucja. abstrakcja do procesów w otoczeniu się odnosząca. oczywiste). nie pytać.dopiero na tej podstawie następuje dalsze ewoluowanie. jest efektem takiego naciskania na siebie jednostek (myślenia) i ich wzajemnego dociskania się do siebie (wszak w tłoku łatwiej i szybciej się zapoznać z sąsiadem aniżeli w środowisku rozrzedzonym). musi dopływ być stabilny i ciągły . dopełniane kolejnymi warstwami kwantowymi "od dołu"). czyli najmniejsza struktura budująca tę ewolucję. nowa abstrakcja.

w postaci wypadkowej piramidy ewolucji jej szczyt .to ostatni punkt. myślenia by po prostu nie było. takie zobrazowanie trzeba ciąć brzytwą. jak dalej przemiana będzie się toczyć. dlatego ten wariant zjawisk można pominąć i skoncentrować się na przepływie energii przez istniejącą "abstrakcję". którymi umysł dysponuje.świadomość co się dzieje z energią. że to chwila aktualna. chwila aktualna. bo to zbędna nadmiarowość. czyli świadomość. jest sterowana. jest podpoziomem w stosunku do wydarzeń na poziomie świadomości (jaźni. co pojawi się za chwilę. o ile z tego poziomu mogę kierować leżącymi niżej wydarzeniami (wywoływać dane lub je odsyłać do "archiwum"). chwilowy. o tyle na takim poziomie nie ma już wyższorzędowego sterowania. co powstanie w kolejnym kroku. że tak nie jest oraz nie może być z powodów fizycznych (ograniczona pojemność i zasobność energii). musiałbym rozpatrywać aż dwie formy procesu przepływu energii. na/w którym mogę odczuwać i operować abstrakcjami. który padając na/w podłoże i reagując z nim. a zaistniały fakt jest zjawiskiem "punktowym".to świadomość jest najbardziej aktualnym.czy też istnieje "strumień wodzący" i on jest odkształcany i kierowany (czyli że zmiana dokonuje się na podobieństwo strumienia elektronów w lampie kineskopowej. nie żaden fizyczny układ (narząd) . że poziom świadomości (poziom zrozumienia wyniku operacji na abstrakcjach). a każdy element w stanie czuwania . to poziom ostatni.ale nie na tyle. na/w którym istnieją abstrakcje w postaci "słownej" (lub adekwatne dla innych zmysłów czyli symbole stanów środowiska). punktowy. na/w poziomie świadomości nie ma ewolucji idącej "wyżej". poziom operacyjny. w którym dokonuje się moje myślenie. na/w którym zdarzenie uzyskuje pełną postać i staje się jednością. warstwa aktualna procesu ewolucji w ramach mózgu kształtuje i kieruje (steruje) samo-tworzeniem się kolejnych abstrakcji. "pole operacyjne" jest tym poziomem. jest tylko dany. jest tylko-i-wyłącznie uczestniczenie. . w tym przypadku oznacza to. je ze sobą zestawiać. tworzy fakt)? ewolucja jest procesem rozrzutnym. aktualny tok ewolucji. maksymalny. czy energia dopływająca porusza wszystkie abstrakcje. która wpływa "oddolnie" do umysłu? jak energia. na gruncie czysto praktycznym to analizując. jak może i musi przebiegać łańcuch zdarzeń.tylko sam proces. gdyby moje myślenie. w niektórych abstrakcjach to może być przecież znaczny przedział czasoprzestrzeni). . który jest zaistniałą już abstrakcją. musiałbym zastanowić się. a ja to postrzegam i doznaję jako "strumień świadomości" . nie przeszłość (tym bardziej nie przyszłość /są takie "pomysły"/). to chwila obecna ewolucji wyznacza. to tutaj budują się kolejne abstrakcje. a dopiero świadomość je selekcjonuje .rozrzutność maksymalna. bo tego wyżej już nie ma . jakby go nie nazywać). jednak która zarazem dalej się nieustannie buduje . wpływa na to.jest proces liniowo następczy. jak trafia w potrzebny "kanał".jak w ogóle wygląda ten strumień? jak działa kierowanie energią na tym podstawowym poziomie? teoretycznie. co jest procesem (faktem-stanem) kierującym i regulującym w umyśle? najkrótsza odpowiedź jest taka. 20 . ponieważ wówczas cały układ byłby czynny i pobudzony. gdyby nie samoograniczanie się ewolucji. wpływa "od dołu" oraz trafia we wszystkie pojęcia zgromadzone w zasobach. taki typ pracy mózgu wręcz trudno sobie wyobrazić. duszy. że treść myślenia aktualnego wyznacza to. stan energetyczny dziejący się w "teraz" (co by za "teraz" nie definiować. w ramach poziomu (więc już tylko "poziomo"). właśnie poziomy i brzegowy.co jest procesem kierującym? . "kanał-abstrakcję" w tu i teraz.. miało realizować się jako aktywizacja wszystkich zasobów (abstrakcji). poziom. to prawda . w postaci strumienia "czystej energii". to poziom. każdy fakt zaistniały na/w tym zakresie jest szczytowy. teraz się dziejącym przedziałem ewolucji umysłu. i który swoim zaistnieniem.moje "ja". gdyby nie przebieg samosterujący.więcej. ważne w tym ujęciu jest to. aby musiała poruszać wszystkie możliwe kanały. to znaczy. tego nie muszę podkreślać. przez kanał lokalnie się wytwarzający.

im bardziej zagęszczona czaso-przestrzeń. dzieła. ale umożliwia dalsze wydarzenia (dalszą kondensację i tworzenie się powiązań wokół i do niego). ponownie i w szczegółach powtarzał opisów ewolucji . a nie dowolnie). przez taki "tunel" ewolucyjny energia przepływa szybko i uzyskuje w tym procesie mniej indywidualnych cech. wszelkie czyny aktualne i historyczne). tym więcej energii "odkłada" się i uczestniczy w procesie . i to z kliku powodów. krótki. im dłużej trwający przepływ. i w rezultacie. to w tym miejscu nie jest ważne. wyróżnia).rozpatruję logikę fizycznego zjawiska. że konkretna struktura przenosząca nie ma znaczenia. polu kwantowym. 21 . co zrozumiałe. każda ewolucja i zawsze powtarza ten sam rytm.tym dalej sięga w środowisko i tym więcej powiązań się tworzy. że jeżeli w umyśle (w ewolucji) zbuduję "prosty". który musi upłynąć. przecież to jest "zakrzepła" i ciągle "krzepnąca" w kolejnych krokach-myślach ewolucja. w którym się znajduje. o kwantach. a jednocześnie do "kanałowania". a strumień większy – tym efekty zmiany (tutaj myślenia) znaczniejsze. a więc niewielki w czasie i przestrzeni fakt (zbuduję energetyczny kanał) . to nie przypadek. oznacza to. że zasada w obu przypadkach jest jednak ta sama: skutki przechodzenia kwantów energii przez taki kanał są analogiczne: tworzy się małe odkształcenie strumienia energii. a nie jego wcielenie . co ważniejsze.nie analizuję tutaj budowy biologicznej mózgu (lub konstrukcji fizyczno-chemicznej jakiejś ewolucji). ale z punktu widzenia całości układu jest to "zdarzenie brzegowe" i marginalne. że nastąpiło "zbrylenie" kwantów energii i wyróżnienie w jednolitym tle konkretnego zjawiska (czy ciała). tutaj do tego nawiązuję. czy element myśli). społeczeństwa) jest znacząco inna od "prostoty" kanału-struktury powstałego tuż co (jako konkretna myśl. czyli przechodzenia z jednego poziomu na/w drugi w sposób "uporządkowany" (i poprzez zaistniały fakt-kanał. przepływie energii i deformacji w trakcie tego przepływu? tutaj nie będę. i tak zaistniały fakt nie tylko "cechuje" przestrzeń (nadaje jej znak. to nie jest przepływ zupełnie bez skutków.to przepływ przez niego dowolnie pojętej energii (czy fizycznie. żeby efekty takiego przepływu zaznaczyły się na/w poziomie operacyjnym umysłu (czyli w przedziale chwilowym. tworzenia się poziomów i warstw (ewolucja "nawarstwia" się i "odkłada" jak słoje w drzewie). małe skutki dla całego układu i dla budującej się tak ewolucji (której elementem jest ten konkretny stan energetyczny). . warstwach energii itd. a konkretne i cielesne upostaciowanie pozostawiam fachowcom.ale jest właśnie tych zasad realizacją. czy jako symbol. co oczywiste. dochodzi w nim (jak w każdym zjawisku) do przepływania energii. abstrakcja) jest szybki i bez większych skutków dla takiego "kanału". z czego to wynika? odpowiedź: z czasu przepływu energii i jego wielkości (potencjału). mówiąc inaczej. że fizyczny obraz (struktura) mózgu przypomina wielopoziomową i daleko w otoczenie sięgającą sieć (w ramach mózgu namacalną sieć połączeń komórek – a poza mózgiem jako wytwory rozumu. przez krótki i "prosty" kanał. przecież zasada jest ta sama w każdym przypadku. nic jej specjalnie nie hamuje oraz nie kształtuje.zależność treści abstrakcji od nośnika (i odwrotnie) . i nigdy nie jest w jakimkolwiek rozumieniu poza zmianą ewolucyjną. nie muszę chyba podkreślać. poglądy.o tym wszystkim mówiłem szeroko wcześniej.dlaczego między abstrakcjami występują różnice? dlaczego występują różnice między abstrakcjami w ilości użytej energii (czy szerzej: ewolucjami). oczywiste jest. kiedy coś powstaje. takie zawsze powstają (nie ma obojętnego przejścia energii). po drugie. naturalnie. czym jest taki niewielki fakt powstały w zakresie osobniczej historii (lub konkretnej abstrakcji). umysł jest skrajnym (brzegowym) wcieleniem zasad ewolucji . "prostota" kanału przechodzącego przez wszystkie warstwy życia osobniczego (czy zbioru. głównie dlatego. aktualnym). dlaczego wspominam o "kanale". czasu. przez to..czasoprzestrzennego i wielowymiarowego jej przebiegania. interesuje mnie przede wszystkim reguła procesu. a także dla środowiska. wyjaśnienie . co ważne.

musi to się odbić na przechodzącym strumieniu. każda tworząca się struktura. ale także stan istniejący "dopasowuje" się. to znaczy. to w oparciu o taki fizyczny fundament będzie szybko. które ciągle docierają do analizowanego poziomu .jeżeli losowym rozkładem dany układ (tutaj osobnik) dysponuje np. stan aktualnie toczącej się ewolucji i wpływa na jej dalszy przebieg. ponieważ . początkowo w różnych ewolucjach może i musi zostać wykorzystany ten sam nośnik. dźwiękowych). a w kolejnych krokach sprawniej tworzyć się poziom "abstrakcji dźwiękowych". a wychodząca z/od "punktu" ewolucja dalej sięgnie i powiąże liczniejsze lokalne fakty (w tym przypadku będą dominować skojarzenia "dźwiękowe"). każdy tak kreślony w mózgu przebieg (lub w dowolnym zdarzeniu). składają się na niego elementy z życiorysu osobnika (i społeczeństwa). co się dzieje dalej. albo jako rezultat operacji na elementach logicznych oraz symbolach . np.wszystko to formuje jedyny w dziejach konstrukt. jak wspomniałem wcześniej. fizyczna postać. nośnik materialny. w ewolucji nie ma pustki .albo nie ma tego układu. np. fakty losowo przychodzące z otoczenia. teraz się tworzącej abstrakcji. w tym przypadku wytworzy jej stan początkowy. warto wyciągnąć z tego opisu kształtowania się abstrakcji bodaj najważniejszy wniosek: nie ma dwu jednakowych ewolucji.i to ten stan wpływa. a ponieważ w rzeczywistym procesie tworzenia się umysłu nigdy nie wyznaczę stanu pustki. im intensywniej i dłużej będzie toczyć się proces. pod "ciśnieniem" (i dosłownie pod ciśnieniem) energetycznych warstw kwantowych. odkształca pod działaniem nowości. komórki neuronowe. takie założenie jest nie wyłącznie uproszczeniem sobie zadania w analizie. a rezultat "banalny": to efekt w postaci wytworzenia się abstrakcji (dowolnie pojętej. tym efekty znaczniejsze. nie ma jeszcze takiej struktury. uświadamiane oraz poniżej progu świadomości . coś się "odłoży" w strukturze jako najświeższa warstwa. co przedziera się. jednak na skutek indywidualnego "filtrowania" wytworzy się niepowtarzalna i zawsze konkretna abstrakcja. albo stan "czysty".to wymusi zbudowanie (się) abstrakcji. jednostkę.fizyczne budowanie się abstrakcji zasada jest prosta. a w kolejnych krokach odkształca tok. i nie ma tu żadnego problemu z jakoś pojętym "faktem pierwszym". "osad"). lokalne "zawirowania". "kanał ewolucyjny" w postaci abstrakcji jest faktem jednostkowym. 22 . które będzie "abstrakcją" powstałą jako uogólnienie docierających do tak tworzącego się układu (bytu) danych ze środowiska. zakładam. zaistniałe wpływa na tworzące się. skutkiem ogromu różnych faktów składowych. ponieważ albo już jest jakiś fakt i zapis czegoś w takim formującym się umyśle (dowolnej ewolucji) . ma swoje "linie papilarne". dwu identycznych pojęć w umyśle. przepływ "dokłada" (odkłada) się swoimi elementami w już istniejącym (coś się zmienia w zaistniałym przez sam fakt przepływu. nie rozpatruję stanu pustki w umyśle. zawsze doszukam się w badanym układzie jakiegoś "zagęszczenia". że już jest jakiś uformowany fakt energetyczny i jakaś "abstrakcja" . przechodzi przez ewolucję.w umyśle również. zachodzi dopasowania się strumienia do "kształtu" filtra. tylko po prostu stwierdzeniem faktu: nie ma w trakcie osobniczego istnienia stanu "zero abstrakcji". warunkuje to. ale i elementy tej aktualnej. dla każdego procesu i elementu zasada jest ta sama i jedyna. jedność (i jedyność) zasady przekłada się na nieskończoność konkretnych form. osobniczy kod. albo jakaś wcześniejsza abstrakcja (noworodek rodzi się ze "znacznym" zasobem abstrakcji.. w trakcie przemieszczania się energii przez zaistniałą strukturę (filtr). lepszym od innych zmysłem słuchu (rejestruje szerszy zakres odbieranych częstotliwości). czyli fakt zaistnienia przepływu energii przez kanał na/w poziomie operacyjnym.przypominam – zawsze coś już jest w takim układzie (i w tym miejscu układu). jednak jej efektem jest jednostkowy i jedyny rozkład (układ) zdarzeń. konkretny i namacalny kształt energetyczny wpływa .po prostu "coś" musi się zbudować). ten stan uruchamia proces.formuje i filtruje "przez siebie" to. kiedy przepuszczać przez niego energię. odnoszącej się do zmysłów. . jest niepowtarzalny i jedyny.

to dynamiczna.i uzyskiwanie w takim przejściu niepowtarzalnego kształtu. jako fizycznie konkretny stan w moim ciele (tu umyśle) . logicznie buduje się jednokierunkowo . co warto podkreślić.oraz pracę umysłu. bowiem fundament każdej mojej myśli znajduje się w nieskończoności-wieczności. żebym mógł ze swoim myśleniem wystartować . ja naciskam swoim istnieniem na środowisko. przemieściłem się o krok dalej. . aż po maksymalnie rozbudowaną strukturę. ciało. . jako szczyt piramidy. to efekt niebywale rozbudowanej. a skala połączeń pomiędzy nimi jest nawet "kosmiczna". tym proces trwa dłużej. protokół z przebiegu wydarzeń. odłożyła się we mnie – przy okazji mnie zmieniając. zachodzi szybki przepływ i abstrakcja formuje się łatwo. żeby powstała jedna (nawet głupia) myśl. że w umyśle ilość elementów przypomina zawartość wszechświata. szeroki i często używany (czyli połączenia nie muszą się długo "zestawiać"). to wypadkowa nacisku idącego "z głębin" mnie i nacisku środowiska. jak "słoje" w drzewie (czy ostatni "wypływ" lawy). idącej przez całe moje życie. to także buduje. tym trudniej energia się przez niego "przeciska" i tym większe przestrzenie "porusza". warstwa aktualna. kiedy chodzi o inny typ ewolucji) . po myśleniu zostaje ślad. białkowy w rozumie (lub dowolny. aż po komórki biologiczne. która kończy się tu i teraz. to czas przepływu energii przez "kanał". powstaje historia abstrakcji budowana ze stanów chwilowych. powtarza całą piramidę zdarzeń . tym bodziec szybciej się przenosi. chwilowym "unieruchomieniem" tego przepływu. dosłownie zapełnia układ. żebym mógł prowadzić analizy. jeżeli kanał jest "wyraźny".i zawsze "do przodu". ale i zarazem czas jej tworzenia.na kształtującej się od najmniejszych "porcji" energii (o realnej strukturze). każde nowe zaistnienie dodaje się "namacalnie". cała piramida zdarzeń ewolucyjnych składa się na moje działanie . a struktura "kostnieje" (z wszelkimi tego konsekwencjami. wszystko. czas. co zrozumiałe.i to musi być poziom wstępnie dany. moja struktura. czyli działanie już w obrębie abstrakcji (więc konkretne myślenie). 23 . który upływa pomiędzy początkiem formowania się abstrakcji a jej zaistnieniem i zrozumieniem. umieszczając się w ramach wszechświata (także Kosmosu). im reakcja bardziej wyuczona i automatyczna. element po elemencie następuje odkładanie się "cegiełek" myślenia. czyli uformowaniem się w pełnej postaci na poziomie świadomości. które z tła jakoś wyróżniam. ale jej zakończeniem i szczytem jest zawsze stan aktualny.ale z możliwością. kolejny rzut tego procesu. raczej mało dla mnie radosnymi). dołożenia się w kolejnym akcie myślenia jako nowość do poziomu albo nawet prowadzi do przemodelowania struktury. jest to najwyższy punkt w dziejach ewolucji . już nigdy nie będę takim. która składa się na mój życiorys. najnowszą warstwą. w ujęciu najszerszym. nigdy dokładnie wyznaczalna strefa-zakres zjawisk.przy czym każda moja teraźniejsza myśl jest ostatnią. ale także przez istnienie świata wydarzenie. że tworząca się abstrakcja posiada swoją historię ("wypiętrza" się). historia (wszech)świata obleczona w (moje) ciało musi się zbudować. każdy zaistniały fakt odmienia mnie nieodwołalnie.pozostaje "notatka". co sobie w obecnej chwili przemyśliwam.ważne w takim ujęciu jest zrozumienie. wszelkie przebiegi tak zarysowanej struktury muszą się w jedność "sprzęgnąć". przepływ energii przez moje istnienie (przez moje ciało-kanał) buduje mnie jestem "abstrakcją". ale zarazem podlegam ciśnieniu zjawisk znajdujących się "na zewnątrz" mnie. jak przed jej zaistnieniem. bo myślenie (rozumowanie) to proces zawsze historyczny z zakończeniem w chwili aktualnej. a ja się starzeję.od najprostszych i "elementarnych" składników. przy czym. aktualna. to w każdym przypadku jest warstwa w zbiorze podobnych .. przecież to nie przypadek.w umyśle podobnie. .abstrakcje chwilowe i historyczne bez żadnej przesady mogę powiedzieć. chwila aktualna zawsze kończy proces. że każda ewolucja to "przeciskanie" się przez otoczenie . ponieważ proces.i zapełnia.chwilowa. im fakt-kanał bardziej różnokierunkowo rozbudowany (także "pokręcony"). przecież każda powstająca w mózgu myśl dzieje się na/w fizycznym nośniku . który fizycznie biegnie wszechkierunkowo.

co się energetycznie znajdzie (kotłuje) w polu operacyjnym (a następnie w świadomości) . .kodowanie informacji w umyśle sprawa wymaga osobnego wyjaśnienia. "notatka" dotycząca zdarzeń w "tu i teraz". bez tego nie istnieję . jedność zasady tworzenia się abstrakcji wymusza jedność jej kodowania w każdym przypadku. z tego wszystkiego. z elementów. co powstaje. "ja" to zasób mojego "archiwum". proces fizyczno-chemiczny jest zawsze jednaki (jest zasadą zmiany) – a zarazem za każdym razem inny (konkretną realizacją zasady). wszystkim w treści. które docierają z "głębin" umysłu (skojarzenia do kiedyś zaistniałych sytuacji.a co więcej.informacja . jeżeli wspominam o zapisie słownym i abstrakcjach semantycznych. tylko-i-wyłącznie. .z tego powstaje kolejny stan. nie jest ważne. a następnie odtwarzanie zawartości "archiwum". w jednostkowym kodowaniu. namacalna "abstrakcja". . co więcej. tylko im konkretnie przypisany kod. które napływają od zmysłów. to zdaje się być już oczywiste. to mówię o abstrakcjach o takiej treści. bez dostępu do wiedzy. nie może ich być. różnica w "szyfrowaniu" przekazu istnieje i musi istnieć. a także jedności układu. czy rzeczywiście nie ma różnic? czy nie występuje kodowanie obrazowe albo słowne? odpowiedź jest dwuczęściowa: nie ma różnic.i stanowi o integralności. że w umyśle działają różne kody dla obrazów. zapachu . a następnie tłumaczenie na jakiś wspólny język danych pochłaniałoby tak dużo czasu i wymagałoby tak wielu procesów kontrolnych (i zasobów po prostu). kiedy analizie podlega zawartość przekazu.kiedy analizuję fizyczny kształt oraz przebieg strumienia energii. czy koduje obraz. nie ma ona dla mnie innych cech. które zebrałem w ciągu życia. jednak nie o kodowaniu jako procesie fizycznym.oczywiście poza lokalizacją w ramach mózgu.w abstrakcji powstającej w obrębie kanału "dźwiękowego" (i odpowiednio "na zakończeniu". o kodowaniu treści. że w takim układzie nie pojawi się szansa na "zgranie" informacji pochodzących od odrębnych zmysłów. w mózgu) inaczej będzie budować się ewolucja. czyli ślad pamięciowy.jednak różne kanały zmysłowego podłączenia do świata niosą różne informacje i różny. ale to. bez takiej "biblioteki" nie istnieję. czy informacja pochodzi od zmysłów (z zewnątrz).niczym w formie procesu. 24 . dlaczego? to łatwo uzasadnić. odszukanie. czy z myślenia. tu znajdują się oznaczające mnie fakty. że nie można byłoby mówić o wspólnym i zbornym funkcjonowaniu.to zawsze jest energetyczny i kwantowy proces. czy niesłusznie. dlatego w definiowaniu tych "wtyczek" do świata występuje tradycyjny podział na kodowanie semantyczne lub obrazowe (lub innych zmysłów). po co? żeby umożliwić powstawanie.tu są moje doznania i uogólnienia tych doznań. bez odwołania się do położenia abstrakcji w strukturze nie wyróżnię jej z tła. smak lub kolejną ważną myśl . słów. faktów. w tym i tylko tym zdarzeniu. który tworzy konkretną abstrakcję. jest każdorazowo zaistnieniem indywidualnym i niepowtarzalnym.porcjowanym strumieniem energii. wystarczy wyobrazić sobie. to żadnych różnic nie zarejestruję . . które odświeżam każdego poranka.ale głęboka zasada tworzenia się procesu jest analogiczna do pozostałych zmysłów. niezależnie od czasu oraz miejsca występowania procesu. albo aktualne przemyślenia).ze składników. kiedy rozpatruję mechanizm kodowania – są. z energii.żeby od razu dojść do wniosku. nośnik abstrakcji tworzy się według jednej zasady i jest w każdym zmyśle ten sam. zawsze jest tym samym . która od nich dociera (już wstępnie skondensowana. kod zapisu danych musi być jeden . ten jest jeden dla całości ewolucji. musi również być jednaki przez całe życie osobnika. także "obrobiona" kształtem zmysłowego filtru) .. a to umożliwia wzajemną komunikację . zachodzi zawsze taki sam przebieg "technicznych" faktów (mechanika procesu).jednak dotyczy to wyłącznie treści przekazu i nie sięga sposobu zapisu (i nośnika). czym się więc różni kodowanie obrazowe od słownego? niczym. czyli do abstrakcji. poziom fizyczny. dla fizycznego procesu nie ma żadnego znaczenia. ponieważ są to inne i inaczej działające kanały (przecież ich budowa wpływa na sposób kodowania) . ponieważ będzie tworzyć się w oparciu o kształt filtru tylko do tego kanału się odnoszącego .

który jest możliwy dlatego. których nigdy na oczy osobiście nie widziałem (ani nikt inny z obecnych). nie dostrzegam na co dzień powiązania z otoczeniem. jest to zawsze efektem procesu. 25 . w każdym z tych procesów mam ten sam mechanizm.i jest to. powstają abstrakcje tyczące tego środowiska. komórki. jestem procesem w trakcie zachodzenia (kołowania) . co się dzieje w moim (czy dowolnym) umyśle. który widzę. żeby wspomóc zrozumienie wyników tego procesu. to. a dalej oziębiające się oraz opadające na dno (układu) . przecież działanie mojego mózgu to ciągłe "wrzenie" i "bulgotanie" "gotującej" się energii. "dźwięk" lub inaczej.i może się skutkiem tego połączyć. ale jest zasadne. powstaje.notatka o obrazie w postaci fizycznego śladu białkowego. co z tego wynika? wiele . który dociera do umysłu od zmysłów-wtyczek w postaci kwantów i strumienia energii. współbieżnie wobec innych zmysłów (czy zmian. kiedy działam np. nic innego.przez czasoprzestrzeń osobniczą i całość ewolucji świata. skutkiem energetycznego procesu (zupełnie obojętnego na przekazywaną treść).abstrakcje historyczno-aktualne . jak tworzy się umysł i jak działa. ale które były niezbędne. jednością. .bardzo ważne konsekwencje faktu tworzenia się abstrakcji (każdej ewolucji) jako struktury jednocześnie historycznej i aktualnej. co w chwili tu-i-teraz myślę. i łączy się.ważne konsekwencje w polu operacyjnym.wszystko. ale jest to ta sama energia .warstwą aktualną. posiada to niebywałe konsekwencje. ale powstaje. w tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na ważne . albo krążenie materii w gwieździe . a ta kodowana jest jako "obraz". że w moim ciele są takie a nie inne atomy. pojęć konkretnych albo abstrakcyjnych. . abym mógł dziś o tym mówić. a w efekcie uzyskuję możliwość myślenia (czasami nawet sensownego). ale tu się kończącego procesu. jest pochodną zdarzeń. proponuję odnieść to do modelu zewnętrznego.a moje myślenie to jego "uboczny". zwracam na to uwagę. procesów wewnętrznych w mojej głowie) – tworzący się ślad powstaje w jednej warstwie zdarzeń! to zawsze jest stan chwilowy i "szczytowy" przemian. które posiadają oczywiście "korzenie" w moim (i świata) życiorysie. zapis symbolizującej słowa ewolucji. to. tym bardziej umyka mojemu spojrzeniu (i analizie) połączenie. głęboko w historii znajdujących się korzeniach. to co dla mnie stanowi "zawartość" mojego "ja". jestem aktualnym (i chwilowym) szczytem piramidy o historycznych. umysł. docierająca "od dołu" energia "podgrzewa" układ i podtrzymuje ruch. co chcę bardzo mocno podkreślić. "tam" i wówczas to się zadziało.bardzo wiele . co w tej chwil pojawia się w umyśle. a ja obecnie dzięki temu funkcjonuję. że wcześniejsze pokolenia (przodków i gwiazd) zaistniały i zgasły. dosłownie widzę na/w każdym kroku.albo wszechświat jako całość i kołowanie energii.i za "iks" czasu-przestrzeni. to. z elementów. jakiego? to może być gotujący się garnek wody.kiedy we wszechświecie dostrzegam przepływanie energii z miejsca na miejsce. bez których nie można zrozumieć. co się będzie działo jutro . jest tylko cienką (bardzo cieniutką) "powierzchniową" i "płaską" warstwą procesu. w świadomości pojawia się energia o różnym ilościowo oraz jakościowo ułożeniu. ale mechanizm procesu jest ten sam. który biegnie przez czas i przestrzeń . osobnością w świecie – i nie widzę. kiedy obserwuję podążające w górę fale podgrzewanej energii. jednak zawsze oznaczają i są warstwą najwyższą i najświeższą . jedność z procesami.kiedy obserwuję "plamy" na słońcu i konwekcyjny ruch między jego warstwami . na słowach tylko. dokładnie tak. to proces nie tak gorący (wszak to nie wrzątek). ja. a przecież te w historii głęboko umiejscowione zdarzenia również mnie zbudowały . i wpływam zarazem na to. to efekt "tamtego". "w bok" idący rezultat. powstają zapisy. myślenie ("ja") to uboczny skutek "wrzenia" świata.i budują. elektrony. to w każdym z tych przypadków postrzegam to. które zaistniały tak dawno. powstaje "obraz" otoczenia .co mam na myśli? otóż z "materiału". jest w moim "zgrubnym" oglądzie całością.. przepraszam za tak banalne porównanie. że zatarły się po nich ślady. ponieważ sprawa ważna i fundamentalna.

to zawsze ta sama strefa czasowa. co za dół traktuję). to. czy ono akuratnie znajduje się "w dole" "naczynia" (coś. jeżeli chciałbym poza to wyjść . choć niewątpliwie znajduje się w innym punkcie przestrzeni.w logicznym ujęciu te fakty dokonują się współbieżnie i w tym samym czasie. ściśle oraz na zawsze dokładnie "ułożone". wszechświat to aktualność . tu oraz teraz istniejąca rzeczywistość. ale do przeszłej. ale nie zmienia to generalnego ustalenia. tuż obok mnie stojący osobnik. "tutejsza" warstwa rozciąga się zarazem w każdym jego miejscu. połączyć te różne i na różnej głębokości w tym "garnku" "iskrzące" się punkty-stany w jedną linię . przecież własnego istnienia nie osadzę w/na nicości. nigdy. że znajduję się na przeciwnym końcu układu nie oznacza. i. wszechświat-pole rozciąga się na ileś tam lat światła w każdą stronę. nigdy poza ową warstwę żaden z nas nie wyjdzie (nawet gdyby się bardzo starał) . i warto sobie z tego zdać sprawę i wyciągnąć wnioski. "teraz" tego układu. i nigdy. jest tylko i zawsze stan "tu-i-teraz". ale to jest tylko chwila. a tym bardziej do przyszłej się nie przedostanie. ściśle powiązany ze sobą fakt. ponieważ jeżeli tego nie czynię. dlaczego? ponieważ ta warstwa. ale poczynają tworzyć się "chimeryczne" abstrakcje – oczywiście jakoś sensowne. w ujęciu czasowym opisującym tę strukturę. ja poruszam się. które realizują się "równolegle" do siebie i zachodzą w tej samej "strefie czasowej". jednak logicznie. jest uczestnikiem tej samej warstwy czasu. mogę poruszać się w niej tylko "w poziomie" – i na zawsze "w poziomie". i stanowimy razem bliski. która ciągnie się przez wszystkie poznane i jeszcze niepoznane regiony "wszechświata" (czy tylko.w jedną warstwę . w której istnieję i działam. to mieszanina faktów z rożnych warstw wcześniejszych lub późniejszych (wobec mnie). tylko zmieniam położenie w strukturze. i na zawsze w niej pozostanę. odpowiednio w skali.tak naprawdę.. i nic poza tym. warstwa aktualności to "naskórek" świata. zaistniałem w konkretnej i jedynej fali (warstwie) "bulgocącego" świata. nic więcej. nie zmieniam nawet położenia w przestrzeni. nie mam.w jedną chwilę aktualnego procesu. coś opisują ale. nie tylko błędnie (źle) postrzegam świat. w głębszym ujęciu (to odpowiednie do omawianej treści określenie).i teraz najważniejsze w tym toku analizy i wyobrażania sobie procesów w mózgu . nigdzie. nikt nie ma możliwości (i nigdy) dokonać skoku poza swoją warstwę. 26 . czy "w górze" konstrukcji . nikt. ale powierzchniowo tak zagmatwane. co najważniejsze. jako proces analizowany liniowo i następczo. "odwracanie" biegu cząstek itp. że nie ma znaczenia przestrzenne umiejscowienie zdarzenia. połączyć ze sobą różne odległe wydarzenia. . zawiera się. nigdy jej nie opuszczę. to przecież oczywiste: tych innych warstw czasoprzestrzeni w tym momencie po prostu nie ma. ale całościowo to jedna i aktualna szczytowa warstwa (aczkolwiek na podbudowie historii). że jest tylko chwila aktualna. zsynchronizowane. przez wszystkie kwantowe elementy mojego mózgu).i nic. można poruszać się w jej poziomie. przecież jestem w czasoprzestrzeni zawarty tylko w tej konkretnej (i jedynej) warstwie. itd. i nic więcej. fizycznie są to rozproszone i mocno "przemieszane" (we wszechświecie) zdarzenia. przenosząc się na drugi kraniec wszech-świata. tu nie ma i być nie może żadnej dowolności – jestem. coś zawierają.trafię w pustkę. dlaczego? przecież "podróże w czasie". że zmieniłem położenie w pionowej stratyfikacji całości ewolucji. powiązany już na zawsze (poprzez tę wspólną warstwę). a do pustki w żaden sposób się "nie zaloguję". proszę przypisać. być w dowolnym punkcie świata. przynależny. czyżby to wszystko było błędne ustalenia? fakt. "skatalogowane" – a co więcej. w jedną warstwę. w tej samej warstwie ewolucyjnej. że trudno z nich wyłuskać sens. ważne w tym ujęciu jest to. więcej . i to jest ta sama warstwa .to zawsze jest ten sam czas i ten sam poziom ewolucji. nie ma znaczenia. ale nigdy nie zmieniam położenia w czasie.wszechświat to energetyczna jedność.urodziłem się w konkretnej warstwie czasoprzestrzeni i w niej sczeznę.proszę spojrzeć na ten proces "bulgotania" rzeczywistości jako na jedność czaso-przestrzenną. ma również swoje zaistnienie po "drugiej stronie".

gdzieś leżące "złogi" białkowe okazują się z innymi zsynchronizowane. postrzegany wszędzie wokół chaos i mieszanina zdarzeń. fizycznie różny .ale to znów będzie warstwa.fizycznie wszechkierunkowo. tak się toczy ewolucja.ewolucja biegnie prosto. przecież te daleko leżące od siebie w mózgu "notatki" są logicznie "tuż obok". to dlatego te wszelkie fizycznie rozrzucone w/po całej strukturze układu "iskierki". błyska myślami tu-i-tam. bardzo ściśle uporządkowaną. dalej . dlaczego to do moich wspomnień. ale to na zawsze jest ten sam poziom w ewolucji. w którym miejscu fizycznie obserwuję "impuls" zmysłowy. nie dookreślę siebie samego. zawierania się w jednej warstwie kwantowej. dlatego ich "skontaktowanie" się ze sobą jest "proste". pozornie odległymi. fizycznie mózg "iskrzy". tu: mózgu (i tak efektownie wyglądające w podglądaniu jego pracy). realnie widzę. nawet "zabazgrane" kolejnymi "nadpisaniami". warto wyciągać z tego wnioski. jako stan wówczas aktualny i szczytowy. to zawsze dzieje się w jednej i tej samej warstwie kwantowej – warstwie historyczno-aktualnej. również ewolucja umysłu. lokalizacja fizyczna w umyśle jest różna. .niezależnie. i już na zawsze zawierają się w tej samej płaszczyźnie. kiedy będę poddawał analizie położenie faktów tylko w ich fizycznej strukturze (tu lokalizacji). ale logicznie zawsze jest to tu-i-teraz (i tylko dla mnie). dlaczego? chodzi o fakty obserwowane (badane) w umyśle. i aktualna. do "wyłaniającego" się z czeluści pamięci obrazu "podłącza" się dźwięk czy inny zmysłowy fakt (np. są jedną warstwą z "tu i teraz".ale logicznie to w tej samej (i aktualnej) warstwie dziejący się fakt.logicznie ten sam. co "odkłada" się w umyśle na tych zakończeniach. ale ewolucja tak "prostacko" nie funkcjonuje.co zrozumiałe. . żeby to. on jest "współbieżny" do takiego samego impulsu idącego od każdego innego zmysłu. a pomijał logiczną hierarchię układu . ot. tak ciała. konkretna struktura jest efektem wielowymiarowego oraz wielowarstwowego procesu .i logicznie bardzo. mogę rejestrować za pomocą przyrządu "wyładowanie" w umyśle i się dziwić. która łączy się "wszechkierunkwo" z punktami w umyśle.) fizyczna. że z trudem je łączę. że mogą być "zakurzone". ale dlatego tak się dzieje. że w takiej fizycznej gęstwinie nie dostrzegam (nie mogę dojrzeć). może w moim mózgu analizowany obiekt znajdować się w dowolnym (pozornie dla mnie dowolnym) miejscu. ale jednokierunkowy logicznie. prawda. są w jednej warstwie czasoprzestrzennej. ale w którym także zawiera się konkretna abstrakcja). to skutek mojego jednostronnego (i zawsze "płaskiego") rejestrowania otoczenia. 27 . że to jest logicznie ta sama warstwa procesu. fizyczna konstrukcja umysłu to wcielona w cielesną formę zasada – jej ciągłe dopasowywanie się do zaistniałych okoliczności (i to na każdym poziomie. tak przebiega. rejestruję mieszaninę odległych od siebie faktów. że umysł jest strukturą wielopoziomową fizycznie i w obrazowaniu "chaotyczną". a to tylko banalny rezultat współzachodzenia w ewolucji. ale logicznie ściśle. czasami bardzo odległa . pochodzi z tego samego czasu i przestrzeni (w którym to przedziale się zawieram. to zawsze i każdorazowo jest jedna i jedyna (brzegowo punktowa) warstwa. smak zamoczonego w herbacie ciastka). bo szlaki komunikacyjne już nieco się "zatarły". to logicznie jedność i współwystępowanie. i razem działają – dziw nad dziwy. że "odpowiada" mu odległy zakątek mózgu. logicznie jednokierunkowo .nie zdefiniuję.. on zaraz się "osunie" "w dół". kiedy wyławiam z głębin "archiwum" jakiś "zdjęcia" dotyczące nawet bardzo odległej przeszłości. ale logicznie zawsze i na zawsze jest przypisany tylko i wyłącznie do jednego czasu i przestrzeni. powstały w powiązaniu i jednocześnie. to w konsekwencji przestaję się dziwić. przyjdzie następna porcja energii i utworzy się kolejna warstwa chwilowa zdarzeń . pozostanie tylko "cud" jako wyjaśnienie. to oczywiście powoduje. bardzo (bardzo) uporządkowanym. tak "ducha"). . które odpowiadają zakończeniom zmysłowym – jednak to.uwarstwienia w mózgu ponieważ ewolucja to proces wszechkierunkowy fizycznie. (i. tylko że po liniach krzywych.jeżeli przyjmuję do wiadomości.jednokierunkowa wszechkierunkowość .

"zdeformowana" któraś ze stron tak powstałej abstrakcji (a więc niedopasowana do napływających danych lub archiwum) powoduje. dostrzegam różnicę? dlaczego "omam" senny jest.mówiąc inaczej. nie jako stan dwustronny i połączony . że funkcja kontrolna "środowiska" może być sprawnie prowadzona tylko wówczas. że czuję. muszę na wejściu posiadać abstrakcje.nie może być pełna. co jest fundamentem analizy tu prowadzonej.środowisko zdefiniowane i pojmowane dwudzielnie. przecież nic mi po informacjach napływających ze świata. wcześniej "jestem" . błędna i "odkształcona". nie tylko świat zewnętrzny do mojego istnienia jest potrzebny do wybudowania (się) abstrakcji. to jest ważne rozróżnienie. przez lata-kilometry nagromadzonymi danymi o tym świecie. żebym "świadomie" odbierał świat i reagował na niego. dlaczego coś takiego ma miejsce. musi być coś. a więc również w czasie snu (albo "złym" funkcjonowaniu). . dopiero po przekroczeniu "masy krytycznej" (zasobów. do czegoś może się równać (i dodawać) aktualny fakt. nie wcześniej. tu nie chodzi tylko o fakt istnienia "środowiska" na zewnątrz mnie i "środowiska" w postaci archiwum z danymi (abstrakcjami wypracowanymi w trakcie życiorysu). oba środowiska muszą zajść (i zejść się) jednocześnie.ale istniejący (zachodzący) dwudzielnie. po co? żeby wiedzieć. jest zasadniczy i fundamentalny. żebym mógł porównywać fakty i zjawiska. które wiąże się z umysłem oraz jego funkcjonowaniem. abstrakcja "odpowiadająca" tej nowości. identyfikowany jako coś wobec "rzeczywistości" odmiennego. że zaistniała nowa abstrakcja jest (jakoś) do świata zgodna. dlaczego w ogóle mogę toczące się w umyśle zjawiska podzielić na "rzeczywiste" i inne? jedynie sensowna odpowiedź na powyższe i fundamentalne przecież pytania. jest sprawa istnienia wyraźnie odczuwanej różnicy pomiędzy zjawiskami i procesami zachodzącymi w układzie w czasie jawy i snu (lub adekwatnie w trakcie zaburzeń w jego działania). każda abstrakcja z założenia jest inna . dopiero od pewnego punktu. ale również świat wewnątrz. już zaistniałe elementy. że uznaję. ważne (i zasadnicze) w tym ujęciu jest to. jeżeli nie dysponuję wcześniej zebranymi.jawa . skoro w każdym przypadku. i zaczynam się niepokoić. 28 . musi z jednej strony pojawić się skwantowana energia (informacja.więc nie ma działania porównującego. konieczne w analizie . inaczej nie ma dwu stron procesu . żebym działał poprawnie. jeżeli obie strony.funkcja kontrolna środowiska ciekawym z logicznego punktu widzenia zagadnieniem. dokładnie w taki sposób. weryfikujące dane napływające z obu środowisk jakoś się zgadzają.ale jednocześnie nie może być zasadniczo inna. ale z drugiej (we mnie) musi być element. traktuję powstałą tak abstrakcję (np. że abym mógł sprawnie działać. a "ja" muszę to ciągle (i na bieżąco) przyrównywać. a przy tym niepokojącego? więcej.. reguła tego procesu jest jedna. zaistniała nowość podpowiada mi. . i mogę funkcjonować (zrobić krok dalej). zaznaczam i podkreślam. która się pojawia. a poza tym. to warunek działania. ten świat musi istnieć . a co innego będę miał realnie prze sobą). a nośnik fizyczny zawsze ten (taki) sam? . bo nie byłoby różnicy do wcześniej powstałej abstrakcji. dwudzielnie.zależności .ale w realnym procesie chodzi o współwystępowanie tych dwu stron ewolucji. to nie może być pełna zgodność. jest następująca: środowisko. świata we mnie i na zewnątrz.co sprawia. wniosek co do stanu świata) za błędną że to np. . w posiadanym zasobie danych (archiwum. ciekawe w tym również jest to.sen . nawet po długim okresie. że świat się zmienił (a ja znajduję się w nowej sytuacji). jednak zmienił "w granicach prawa" (czyli jest w pełni przewidywalny). danych w umyśle) może to się (za)dziać. "coś") z "zewnątrz" mnie. bibliotece). a to uniemożliwiałoby jej odszukanie (i szerzej uczenie się) .ale mnie nie ma. bo to znów uniemożliwi działanie w świecie (co innego "zobaczę". "omam".ale także i moja świadomość. podkreślam ten wniosek. ale musi być statystycznie znacząca. czyli wcześniejsze abstrakcje.każda jest jedna i niepowtarzalna.

środowiskiem jest tu to. że w takim układzie zbuduje się uporządkowana abstrakcja. jeżeli obie strony są symetryczne i dopełniają się. nowo zaistniała abstrakcja. z przypadkowo zebranymi danymi. właśnie. w trakcie jego działania muszą tworzyć się abstrakcje "chaotyczne" i dziwne. prawda. w/na którym może toczyć się ewolucja. że na jawie (w realu) okaże się "dziwaczna". brak jest odniesienia zewnętrznego (poza umysłem). jest tworzenie się niezgodności. kiedy budująca się w umyśle abstrakcja coś mi podpowiada. jeżeli proces toczy się w ramach tylko jednej strony. jakaś struktura zaistnieje. świadome istnienie. o ile dostarczam mu danych uporządkowanych i poprawnych (adekwatnych do świata). stany o konstrukcji "pogmatwanej". to zdarzenie w postaci "punktowej" (czyli na przecięciu przeszłości i przeszłości). . mogę spodziewać się kłopotów. będzie do nich zgodna. a wypadkowa. to już efekt weryfikacji zewnętrznej.ważne w tym opisie jest jedno: że w trakcie snu (więc operacji umysłu "wewnątrz". po jednej stronie (w umyśle) wszystko biegnie prawidłowo. "duchami" (czy podobnie). przy złudzeniach. podkreślam ten wniosek. który w trakcie przemian nie posiada kontrolera w postaci świata zewnętrznego. to moje działanie jest maksymalnie poprawne w środowisku i wobec środowiska. bo jest ważny: praca umysłu może być sprawna. według reguły. kiedy na "wejściu" mam bezład. tym lepiej zbudowane. może powstać tylko to. jednak nie ma dopełnienia stroną drugą. świat istniejący "na zewnątrz" mego cielesnego układu dostarcza danych i buduje jedną stronę abstrakcji . w swoim obrębie) powstaną abstrakcje tym lepsze. co odnosi się i jest zgodne do zebranych w życiu danych. na "wyjściu" musi być chaos. w układzie bezładnym. w trakcie snu (czy zaburzeń chorobowych odcinających od otoczenia). to będzie jedna i nawet zborna na poziomie fizycznym ewolucja (w formie jedności osobniczej). przypadkowej i nielogicznej – to musi na końcu analizy pojawić się niepokojący fakt. w głowie zapchanej "pegazami". ale także o dwudzielnej. a zarazem jako konieczność: mogę mówić o procesach w umyśle tylko od pewnego etapu.to jest to samo. które odbiegają wyraźnie od realnego świata. że postrzegam "dziwne" zjawiska? w przypadku snu sprawa jest prosta. im pełniej i logicznie (w sposób "uporządkowany") jest zapełniony umysł. po obu stronach takiego punktu przecięcia umieszczonej kontrolnej funkcji środowiska. a przez to również silnie stresujące osobnika i jego umysł. co w takich okolicznościach zawodzi? czego tutaj brakuje. idąc z drugiej strony. które charakteryzuje umysł. można to zdefiniować jako ewolucję "wewnętrzną". budowanie się abstrakcji z jakiś przyczyn zdeformowanych. bo wcześniej nie ma umysłu .a świat "wewnątrz" buduje drugą jej stronę. co oczywiste. a ponieważ świat na zewnątrz w takim stanie nie istnieje (lub oddziałuje minimalnie). gdzie taki "dziw" się nie potwierdzi. ale w postaci niepowiązanych ze sobą elementów. co wcześniej zapisałem jako uproszczenie analizy.albo. nie mogę oczekiwać. to musi budować (się) z tego. ale "poszatkowana" na poziomie logicznym. . wszak w pustce nie ma zjawisk. nie zbuduje się abstrakcja stabilna i zgodna do rzeczywistości. musi wytworzyć się "chaos". i dlatego mogę "zmieszać" abstrakcje z różnych przedziałów. kiedy zachodzi budowanie się abstrakcji "zwichrowanej" (z jakiś powodów). w którym układ realnie funkcjonuje. mówiąc inaczej. co ma "pod ręką". dlatego jeżeli są to abstrakcje. co nie zgadza się z układem faktów w otoczeniu. ważnym z wielu powodów w tej analizie zagadnieniem. przemiany w umyśle muszą się same przez i do siebie weryfikować. istnienie. jeżeli w/na tej osi symetrii "odbicie" jest zgodne (najlepiej o wielkość jednego kwantu różnicy). więc jako przejaw (okresowej) aktywności umysłu. które błędnie "odczytują" (kodują) procesy świata. kiedy dostarczam do układu (dowolnego) danych w "przypadkowej" kolejności i które nie są powiązane. będzie stabilna w ramach tak "zwichrowanego" świata (nośnik fizyczny tych abstrakcji to zapewnia). 29 . a przez to wywoła lęk. takie zjawiska występują najczęściej w trakcie snu albo w stanach chorobowych. musi zbudować się rwana ewolucja.musi być pole kwantowe. ale będzie logicznie odległa od środowiska. co zawiera umysł.

co więcej. to jest dla mnie nowość. ponieważ nic nie wie. mogę-muszę zakładać błędne (z jakiegoś powodu) działanie zmysłu wzroku oraz przyjąć. jednak wnosi w konkretnej chwili uspokojenie.konstrukcja logiczna.jednocześnie nie może również odrzucić ustalenia. to pewne (to nie mój język) . muszę się odwołać do posiadanego zasobu danych.owszem. uwierzyć. to muszę się zastanowić nad tym faktem .. oczywiście "przymus racjonalizacji" oraz objaśniania odbieranych danych jest bardzo silny . żeby to!.nie do pominięcia. dobudować informację do obserwowanego faktu. że coś się dzieje. że nowość jest coś warta.. jednak mam zasób informacji o tym świecie. tylko i wyłącznie logiczne analizowanie napływającego zbioru danych. której zmiany informują. i często wprowadza w błąd (bo buduje umysł konstrukcje. co to jest ani dlaczego takie jest. bo to jest nowość ale na pewno nie sprzeczność ze światem i jego regułami. czy ja. będę w takim przypadku operował pojęciami mi dostępnymi. i pozwala działać dalej. że to "cudowne zwidzenie" (czy "coś" z tego gatunku). że weryfikacja wielotorowa przez inne zmysły skoryguje moje funkcjonowanie.złudzenia . ale przecież zrozumiałymi przez to. dostępnego mi zasobu pojęć. że to nie jest złudzenie. moje "obudowanie" logiczne postrzeganego faktu-stanu pozwala na uzupełnienie wiedzy o świecie. według którego i ja działam. zachować się osobnik. co jest nowością bez odwołań do przeszłości? jak może. kiedy ujrzę przed sobą ścianę. które nie są zgodne z mechanizmem postrzeganego procesu. a na pozostałe zmysły liczyć nie może . czasami to może się potwierdzić. nie widzi rzutnika. ale nowość powstała według tego samego rytmu. której moje inne zmysły nie zarejestrują. ale będzie poważny kłopot. jest ważniejszy od chaosu . tylko. mogę nic nie wiedzieć. ale brak mu w zasobach danych o możliwościach produkcji takiego obrazu. nawet złudny ład. .pozwala żyć. w ramach mojego. czyli nie mogę jej skonfrontować z innym oglądem. nic. muszę oprzeć się na wyuczonej reakcji . że nie nazwę takiego obrazu hologramem. ale jeżeli będę stosował ze świata wywiedzione reguły. jednak nie wiem. co istnieje. że za postrzegany obraz odpowiada jakiś obok stojący przyrząd. świat dostarcza mi energii. będę mógł działać i korzystać z takiego urządzenia (a wcześniej postrzeganego jako "tajemnicze" czy "cudowne"). ład. jak zweryfikować coś. nie ma dla umysłu nic ważniejszego (bo życiowo ważnego).o tyle deformacje świata odbieranego są bardzo ważne (przecież od tego zależy moje przetrwanie).ale jeżeli nazwę "duch" i będę tym pojęciem operował. że jest jedność zasady i jeden świat. kiedy w zapiskach brak analogicznego faktu.muszę taką okoliczność pilnie zanalizować. owszem. to może być złudzenie. świat nic mi na temat tego zjawiska nie podpowie. to mogę wybudować. 30 . czym wówczas dysponuję? posiadam w zapasie tylko dane z wcześniejszych etapów działania w świecie. nie jest sprzeczne z regułą świata. które do tej pory mi pozwoliły przetrwać. nawet jeżeli jest to dla mnie zupełna nowość.więc co mu pozostaje? logika. zdefiniuję prawdę. kiedy jest to informacja docierająca tylko przez ten jeden kanał.prawda. czy to świat zwariował. . któremu pierwszy raz w życiu pokazano obraz holograficzny (przestrzennie wyświetlany).istnieję. który się sprawdził . które by mu podpowiadało. co zrobić. koniecznie muszę sprawdzić. które później weryfikowane upada. . jak zgodność obserwowanego ze stanem wiedzy o świecie. zgoda. będzie to nazwanie adekwatne do zjawiska obserwowanego. nie ma żadnego doświadczenia życiowego.. ale spełnia w sumie bardzo ważną rolę: uspokaja. jeżeli tak powstałe skojarzenia mnie nie sparaliżują. jeżeli nowość się z nim nie zgadza. to jedynie dostępny dla mnie punkt odniesienia. nie mam innej możliwości. posiada tylko jeden zmysłowy kanał informacji. na tym bazuje iluzja). a pełna realność . jest w "rozkroku" wobec zjawiska.albo zaufać.kiedy mam podejrzenia co do stanu świata. dla niego obraz jest wszystkim. na przykład. i tylko w nim mogę szukać wyjaśnienia.deformacje w obserwacji o ile "deformacje" senne są umiarkowanie ciekawe . . i jeżeli nie ucieknę.

to kryterium przesądzające i definitywne..moja rzeczywistość. weryfikacja poprzez eksperyment? ależ to nie o tym mowa. jak ta.albo się rozbiję. albo procesy w świecie będą na tyle nieoczekiwane. do jednego osobnika (i jego głowy) sprowadzone procesy i dlatego nie można mówić o lepszej albo gorszej "rzeczywistości". nie ma? a badanie naukowe. . jest dla mnie i tylko dla mnie.rzeczywistość . i nie ma poza takie sformułowanie wyjścia. bo albo moje zmysły mnie zwiodą. nie mogę.ale nie są i nie mogą być identyczne. jemu tylko dostępną rzeczywistość.to ja. a także z tworzeniem się abstrakcji . dlatego to tak ważne. poprawne i logiczne abstrakcje . to inny poziom reagowania umysłu. jest następująca: rzeczywistość jest tym. rzeczywistość umiera. jeżeli jednak stwierdzam. to moja prywatna konstrukcja.co to jest "rzeczywistość". ktoś inny i z innym zasobem życiowych doznań. przez moje życie (oraz grupy.żeby odróżnić sen od jawy. jest różna w sprawności i jako proces działania w świecie. zdeformowane abstrakcje . czyli takim zasobem abstrakcji. jest zawsze tyle samo "warta" w obiektywnym ujęciu. że się pogubię. drugi skończy marsz na pierwszym "zakręcie" ewolucji. albo przetrwam). pierwszy osobnik będzie się długo i daleko przechadzał po swojej (i świata) rzeczywistości. każdy "wyprodukowany" system abstrakcji jest poprawny.owszem. każda "wypiętrzająca" się abstrakcja tak właśnie powstaje. jak odróżniam świat "realny" od np. co uznaję za taką. mogę wierzyć w duchy i takimi abstrakcjami zapełniać swój umysł.świat istnieje. jako fakt wytworzony w indywidualnym. coś źle usłyszę itd. nie ma. już uformowanej rzeczywistości (która jest "odbiciem" zewnętrznej. że rzeczywistością jest to.czym jest? kolejne ważne i ciekawe zagadnienie związane z działaniem umysłu. nie ma innej rzeczywistości. ma inną.które są mną. bo mogę źle widzieć (wzrok mi się popsuje). w żadnym swoim kroku nie mogę w pełni zaufać informacjom dopływającym do mnie. muszę być maksymalnie czujny. ponieważ nie ma żadnej "obiektywnej" metody do weryfikacji. to w tym przypadku chodzi właśnie o zasób danych w umyśle – już bez znaczenia.w skrajnym przypadku tak "wyprodukowana" rzeczywistość jest maksymalnie dopasowana do otoczenia . mam do weryfikacji tylko i wyłącznie środowisko. błędne. . zanim uzna ją za kamień . ja (w każdym rozumieniu). i nic więcej. ale zawsze zarazem jej interpretacją). różni się w pozyskiwaniu energii ze środowiska – ale nie jako "fakt jednostkowy".albo maksymalnie niedopasowana.to ja. które zapełniają mój umysł . jest efektem "nieufności" rozumu wobec otoczenia. to zawsze ten konkretny. więcej . to świat i jego przemiany uzupełniają pozyskany zbiór danych mojej "wewnętrznej". każdy osobnik to oddzielny świat każdy umysł to inna rzeczywistość. to jest jedyne kryterium prawdy (czyli eksperyment . dlatego ciągła nieufność badawcza musi być moją (umysłu) cechą . która dla mnie jest rzeczywistością. są tylko mniej lub bardziej zgodne do świata. strategię ciągłego. to cena "błądzenia". zawartość mojej głowy . jak wypracowany. nie posiadam niczego innego.ale w każdym przypadku dysponuję tylko tym. niepowtarzalnym procesie. który obróci po wielekroć grudkę materii. zawsze aktualnego "próbkowania" świata rozum stosuje na bieżąco i w każdym świadomym (i nieświadomym) działaniu. ponieważ może ono spłatać dramatycznie brzydkiego figla. czym dysponuję. możemy się porozumieć. zmieniające się kwantowo środowisko. owszem. ale także rzeczywistość oceniana z i w ramach tego poziomu . która w kontekście opisanego mechanizmu tworzenia się pojęć i wszelkich abstrakcji może paść. . kiedy jestem . mogę być skrajnie ostrożnym badaczem. kiedy mnie nie ma. to są zawsze "punktowe". a ponieważ ja i on działamy w jednym świecie i według jednej reguły. 31 . te rzeczywistości są do siebie jakoś zbieżne (zachodzą na siebie) . co za rzeczywistość uznaję.to ja. jedynie poprawna odpowiedź na te pytania.to ja. sennych majaków? najpełniejsza.każda tak wytworzona rzeczywistość jest sobie równoważna. społeczeństwa) wypracowany zbiór abstrakcji o świecie (i sobie). złudzenie od prawdy. o ile jego użytkownik istnieje w świecie.

nieco aforystycznie (ale tylko nieco). "wizja". sprawdzam każdego dnia i w każdej chwili. jak sen: wprowadza w błąd. tylko że. dekodowanie rożnych stanach .identyczność energetyczna procesów . środowisko. że "świat" to złudzenie. nie dostrzegać głębokich połączeń z otoczeniem.w równym stopniu jest złudzeniem.kodowanie. projekcja i złożenie. który poznaję poprzez te abstrakcje. ale to. świat zewnętrzny do mnie istnieje . np. jak to. na ile zgodnym wobec reguł świata. że środowisko. jest w świetle analizy tworzenia się abstrakcji zasadny . że muszę świat opisywać i uczyć się go od najwcześniejszych chwil przy pomocy zawsze składanych (konstruowanych).jawa i sen . który to złudzenie "dźwiga". jak istnieje i jak wygląda. to świat istnieje. a to zawsze jest "coś".przecież gdyby to były inne. . że zbliżam się (albo oddalam) ze swoimi poglądami (złudzeniami) do reguły.jawa snem . jest to jedyne spojrzenie (ujęcie). co za rzeczywistość uznaję .to po prostu fakt. obraz siebie samego jest tak samo elementem mojej rzeczywistości. ale inny tylko przez fakt minimalnego działania środowiska na organizm – ale nie inny regułą zmiany. głębokie ograniczenie: nie może być "pełnego" i absolutnego złudzenia .można nawet powiedzieć. że takie abstrakcje są zawarte w przedziale możliwości. rzeczywiście jest wytworzonym oraz abstrakcjami zapisanym (i "zabudowanym") stanem. zapewne nie muszę w tym miejscu przywoływać "żelaznego" argumentu. że proces zachodzi w ramach jednego systemu (reguły) oraz dokonuje się na bazie takiego samego nośnika . a zarazem konstrukt umysłu. .ale jako istotne. bardzo dla mnie bolesnymi efektami. niestety. którego mogę się dopracować i którym realnie dysponuję. ale nie tego. . a także odbiorca tego przekazu. który śnię wraz z innymi (znajdując się w "laboratorium" i analizując otoczenie) – sny natomiast każdy przeżywa indywidualnie. ale nie mogę negować. że jawa to sen. wiec jestem .. odmienny okres w życiu . to. na poziomie procesów umysł (i szerzej ewolucja) nigdy takiej jedności nie opuszcza ani się z jedności zasady nie wyłamuje. co postrzegam we śnie. operowanie poglądem. ani zrozumienia między pojęciami wytworzonymi w różnych okresach życia by nie było.sen jawą sprawa kodowania i dekodowania abstrakcji w trakcie poszczególnych faz pracy rozumu.bo ja istnieję.to w opisaniu energetycznym jednolity.dlaczego? ponieważ jawa jest tak samo złudnym stanem. brak energii. przecież swojego istnienia nie zaneguję. 32 . że ta reguła istnieje i że działam w ramach świata.a skoro jestem.mogę dowodzić. mogę się mylić co do swojej budowy. działam tak. identyczny proces. to również fakt. brak "substancji" przenoszącej złudzenie takie złudzenie wyklucza.ale musi być nośnik. co tak wyraźnie (i silnie) odczuwa się jako różnorodny. moim i przeze mnie wyprodukowanym złudzeniem. wszak nigdy nie widzę się "obiektywnie" i "w całości" (ani inni mnie obiektywnie nie postrzegają). i jego reguła. . ale że są w jednym tylko takim ułożeniu. jej "kształtu" i cech . fizycznie odmienne procesy. postrzegana rzeczywistość (jawa). otaczający mnie świat (rzeczywistość) jest złudzeniem. o tym zawsze (i tylko) decyduję ja. że wzajemne zrozumienie (się) abstrakcji dlatego występuje. i niczego poza tym nie posiadam. stwierdzenie. jest w tym rozumieniu prawdą. myślę. że ta budowla istnieje. kiedy ograniczać się tylko do mojego umysłu. ciekawe jest tu jednak to. jak ja jestem elementem rzeczywistości świata.ponieważ nie ma złudzenia w pustce. niewątpliwie sen to inny etap istnienia. nawiasem . i o to tu chodzi. posiada swoje oczywiste. są odziedziczone po poprzednich pokoleniach i nie są dowolne fakt. świat dla mnie. czyli działanie umysłu w czasie snu lub na jawie.oczywiście (co zrozumiałe) w takim ujęciu również sam dla siebie jestem konstrukcją i "złudzeniem". że ich struktura przestrzenna jest jedna i niepowtarzalna. może zachodzić złudzenie dotyczące konstrukcji. z czasami. to zawsze jest konstrukcja. tylko przeze mnie i tylko do mnie ograniczających się abstrakcji. że od dawna znany pogląd. ani porozumienia. że otaczający mnie świat jest moją ułudą.

a wywierany przez nie nacisk odkształca oraz deformuje myśli. kiedyś tam wypracowane wnioski czy reguły dotyczące świata (lub mnie). jednak o ile w trakcie śnienia umysł praktycznie jest odcięty od środowiska. co wytworzy się (lub co wytworzę) w polu świadomości. kolejnych abstrakcji. co się będzie działo dalej . ale również oddziała w czasie snu i zmieni jego treść (słabo. nie było wcześniejszego stanu.dlatego "punkt zaczepienia" (startu) musi być losowo dobrany. kiedy przyjrzeć się dokładnie. bo był sen. to tutaj. wielkość zewnętrznych wydarzeń różni te procesy od zachodzących w mojej głowie. czyli w chwili aktualnej (w świadomości) ustala się to. na tak zarysowanym tle. ale z (w miarę) uporządkowanym scenariuszem.a dalej to już się toczy samoistnie. w przypadku snu procesy są "zamknięte" i dokonują się (nieomal) wyłącznie w mojej głowie. i jego efektu – to w obrębie "zamkniętej skrzyni" pojawia się "myśl" początkowa snu. odciskają się w kształcie nowych.to wszystko wpływa na treść przebiegającego myślenia. co się dzieje w kolejnych krokach. w efekcie rusza projekcja "filmu". powstanie na pewno poprawna w obrębie "logiki snu" abstrakcja. przy czym o ile w trakcie jawy jest to rzutowanie z zewnątrz do "wnętrza". to.jawa . zachodzi pojawienie się i sygnału "startowego". . tworzy się w moim wnętrzu "kopia" świata na zewnątrz. ponieważ sen to "pokawałkowany" na okresy mniej lub bardziej wzmożonej aktywności ciąg różnych zjawisk. jednak w obu zakresach (i zawsze). wpływają. o tyle w trakcie snu jest to zjawisko rzutowania "z głębi" (archiwum) do/na poziom świadomości.natomiast na jawie wybór z mojej perspektywy przebiega w zbiorze nieprzewidywalnym. to może być dźwięk. są dużo głębsze. fakty zewnętrzne do aktualnie się dziejącego procesu kształtują (filtrują). natomiast w trakcie jawy. to znaczy. który pobudza mnie na jawie do wystukiwania rytmu. natomiast dobór kadrów (a także ich elementów składowych) jest losowy. gdzie treść wpływa na to. co już jest . w coś "strumień" energii "trafia". wszystko to.przy czym w obu przedziałach elementem odkształcającym może zostać dowolnie pojęty fakt lub stan.tworzenie się abstrakcji w tracie sennej aktywności umysłu zachodzi "losowe" wybieranie drogi zmiany. jest to dokładnie taki sam proces. kiedy procesy są chaotyczne i nie można nimi sterować. ale to może być także moje postanowienie. czyli działania "świadomego". w zaburzeniach psychicznych). 33 . proces dzieje się w zbiorze jakoś uregulowanym (życiem osobniczym). ale oddziała).sen . potwierdzają identyczność obu procesów. w polu operacyjnym. tylko energetyczny potencjał. i nie może inaczej. tworzą się fizyczne struktury . którego sceny to mieszanina chaotycznie dobranych faktów. ich źródło znajduje się na zewnątrz mnie. ale "zdeformowana" w ramach "logiki jawy". o tyle w trakcie aktywności na jawie to "środowisko" decyduje o tym. . ot. albo snu. bodźce pochodzą z otoczenia. uaktywnia się abstrakcja i pojawia na poziomie operacyjnym . a następnie. swój odpowiednik w zdarzeniach zachodzących w trakcie jawy. czyli "cisza" na poziomie świadomości . który się dopiero tworzy. w trakcie snu losowość polega na tym. więcej . więc bodźce zewnętrzne wpływają w małym stopniu na przebieg procesu.to posiada. czy na jawie. powstaje "odbitka".dlaczego? przecież w ramach śniącego umysłu nie może wyprodukować się zupełnie losowy ciąg zdarzeń. co wydawało się tylko dotyczyć snu. to ma wpływ na mnie . że proces jest adekwatny do wydarzeń na zewnątrz (lub nie. że wybory dokonują się pomiędzy tym. czyli losowy charakter wybierania do dalszego przebiegu "akcji" elementów. już pod wpływem powstałej abstrakcji. następne etapy są modyfikowane przez stan aktualny snu (zaistniałe wpływa na dziejące się).podobieństwa pomiędzy snem a jawą. jej kolejne treści-obrazy. wybieranie kolejnych elementów do toczącego się procesu realizuje się dość przypadkowo. a przecież po każdej przerwie proces musi się od czegoś rozpocząć.pojawiają się abstrakcje. w trakcie snu czynnik zewnętrzny jest ograniczony do poziomu minimum.. np. pozornie dla mnie różnych. czy to w trakcie snu.

więc nie ma żadnych dziwów w tym. śnię punktowo. jawa to sen. kiedy powstają. efekt? moje dalsze działanie będzie zdeformowane.powiększona o potencjał energetyczny.więcej .powiększonym o (wszech)świat. prywatnie i indywidualnie . fantastycznych wyobrażeń.co zdecydowanie gorsze również na jawie. .w trakcie procesów na jawie wybór dokonuje się w powiększonym (aż do nieskończoności i wieczności) zakresie . bowiem istniejący w środowisku. że ten zewnętrzny.jawa jest "powiększonym snem" . co będzie możliwe do realizacji za jakiś czas. jawa to sen . działanie jest takie same. jawa to nie-skończony sen. które przekształcają treść tworzącej się abstrakcji i wpływają na efekt końcowy. realność dzieje się w "zbiorniku" o ogromnych ilościach elementów . a więc mogą się kiedyś zrealizować jako fizyczne konstrukcje. które chwilowo są spoza realności. to w ten sposób wprowadzam w proces (myślenia) element zniekształcony i tym samym następna abstrakcja będzie zawierać ten komponent. jest również dany. po prostu. bo ta jest ta sama (o ile dobrze zdekoduję świat i "skopiuję" go w siebie). który nie ma końca. podobieństwo jawy do snu idzie jeszcze dalej . przecież fakty. losowym wytworem procesów w zbiorze świata. docierają ze środowiska do umysłu "szmery" i przeróżne sygnały zakłócające. na co rzucę okiem (zmysłem albo przyrządem). różnica wyłącznie w ilości zaangażowanych kwantów. że takie określenie mi się podoba. fakty postrzegane już istnieją. co zbiór faktów w mojej głowie (i z których wybieram w trakcie snu kolejny element). ale . ponieważ to są rzeczywiście elementy zakłócające postrzeganie. . są sennym majakiem. owszem. i dotyczą. które działają na mnie. jak moja senna abstrakcja jest losowym efektem procesów w mojej głowie ..moje myślenie dokonuje się w stosunkowo skromnym zakresie.przyznaję. we "śnie" (lub fantazjując) to ja "produkuję" abstrakcje (i szybko) .czasami nawet przez wieki i tysiąclecia. a ja odbieram ich nacisk. że wprowadzają zniekształcenia w obserwacjach. i nie mam w tej chwili na myśli wyłącznie banalnych zakłóceń typu stukania za ścianą albo "nacisku" ziarnka grochu spod siedmiu warstw pościeli. co już jest – i. świat zewnętrzny w tym ujęciu to powiększona (o ileś tam razy) zawartość mojej głowy . a całościowy skutek łatwy do przewidzenia . ale dotyczy to również "wizji". ale nic poza tym. a więc są logicznie tym samym. i są również wyborem pomiędzy tym. są różne fantazje (i "sny"). jak i w okresie jawy. co ważne. już zrealizowały się (lub realizują). mechanizm procesu jest w obu zakresach analogiczny. ale jednak skończonego zbioru. używam słowa "zakłócenia" w pełni świadomie. trudno wyobrazić sobie świat bez takich "szeptów i krzyków".błądzenie w świecie.można to poszerzyć i powiedzieć. że mój sen jest tak krótki. że można pomyśleć to.tak i "ja" jestem "abstrakcją".ponieważ tak samo w trakcie snu nie ma "czystego" procesu. więc ogromny dla mnie i praktycznie nieskończony zbiór. ale nie jej treść. są zawartością zbioru (tu świata). ale z czasem przechodzą w obszar realny.na jawie świat. obu zakresów. które zniekształcają tok myślenia jednostek i całych społeczeństw .ale z mojej perspektywy i tak pozostaje losowy. również takie. wszak zaistniałe wpływa na tworzące się. są losowym wyborem spośród istniejących stanów. to wchodzi w obszar mojej świadomości (chwili aktualnej) i "deformuje" kształtujące się w głowie abstrakcje.ale zawsze jako element ogólnego snu-jawy. w tym rozumieniu są to zdarzenia z co prawda przeogromnego wobec mnie. a ich pokonanie (przebicie) wymaga wielu wysiłków. przykre jest tylko to. ale trzeba wiedzieć.innymi tu i teraz oraz zawsze i wszędzie..). to są niewątpliwie zakłócenia. dają o sobie znać w czasie snu. skrótowo zdefiniowaną zależność pozornie rożnych okresów pracy mózgu . nie chodzi tylko o zawartość. ale mechanizm obu procesów jest podobny i identyczny.to się "czuje". jeżeli "widzę" zjawę i traktuję to poważnie (czy tylko serwisy medialne podsuwają mi jasnowidza lub inny podobny dziw natury jako fakt). 34 . jakiś "para"-działań na abstrakcjach (itp. co więcej. ale powstały poprawnie. tworzenie abstrakcji w głowie jest łatwiejsze niż w świecie. który śnię pospołu z innymi .

i innych rzeczywistość jest tożsama i realna . a przez to abstrakcje hulają. opór wzmiankowanej budowli z cegieł i guz na głowie skutecznie mnie przekona. cóż. że widzą. współbieżna do tamtych. ci stojący obok ludzie rzeczywiście widzą to. ja mogę być o jedno złudzenie (religijne) mniej bliżej świata i jego stanów. to są tak samo dobre podejścia do rzeczywistości i świata jako takiego.. jest tożsame i równoważne w ocenie. że to zapewne ślad po źle (niedbale) dokonanym jej czyszczeniu. kolego. ale w tym przypadku jednak. stojącego z boku.) wszystko.efektownie powiedziane i na poziomie słów robi wrażenie. no.czy to pozostali działają na/w jawie? że z zapisanego wyżej. ktoś woła . powtarzam. co za rzeczywistość uznaję. ale to moja rzeczywistość. czy jawa to sen? należy . tu tak łatwo nie idzie. gdzie jest "niebo" i jak tam dość. chyba. rzeczywistością . oto mam zbiegowisko na ulicy. to ja definiuję i kształtuję świat. to skrajnie czysta badawczo sytuacja. która to jawa-rzeczywistość jest obiektywnie prawdziwa. mogę nawet spytać stojącego obok człowieka o historię tego "zjawiska" (lub o godzinę. ale odwołuję się do grupy "coś świętego" widzących-doznających dlatego. nawet stwierdzić. co uznaję za taki stan. . kilka. taki sam. prawdą. mimo wszystko. ale to nie ma znaczenia dla tych. że kiedy widzę przed sobą ścianę. to śnię. rzeczywisty świat . 35 .przykład? proszę. to fizyczna rzeczywistość.to są działania w zakresie. że to jednak nie sen. pan. którzy widzą relikwię w brudnym kawału szkła.czy to sen? nie. a jak najbardziej realna (i boleśnie namacalna) rzeczywistość – czy więc należy to dalej uważać za sen. tu już mogą pojawić się rozbieżności. nie mam metody sprawdzenia. które coś "widzą" na szybie pobliskiego budynku. . jak najbardziej mogę pomacać tej szyby. święta! czas się modlić!". który śnię wraz z innymi .że idę na łatwiznę? cóż. grupa naukowców badających jakiś skrawek rzeczywistości.i w każdym przypadku uzyskam mi potrzebną informację. stąd zaleta takiego "obiektu". ale także przez innych osobników uznawanej tzw. jednak na gruncie bliskim. bo to mogłaby być np. jest to niewątpliwie dla wszystkich uczestników tego zdarzenia ten sam. zborną. przyznaję. a jednak inny. czuć. istnieją. po prostu to czysta klinicznie sytuacja.to prawda. z logicznego punktu widzenia moje widzenie brudnej szyby i innych. tu widać (słychać. ale może. prawda i fakt . pełna zgoda jednak przyzwolenia na określenie jawy (tego. w obiektywnie przez mnie. co? że sen jest ewolucją "w odcięciu" od świata. logiczna. lub drogę do miejsca "iks") . w tym przypadku nie sięgam głęboko w zachowania społeczne. który potocznie określam jako stan "jawy". to jawa. rzeczywistości . dla mnie.nie ma odwołania. a jednak znajduje się "obok". czy to zachowanie na jawie.a obok następny (oraz kolejni) potwierdzają: "tak-tak. odnoszącą się do tego. to oczywiste złudzenie i "omam". przypominam. jak w trakcie snu. w ich zbiorze danych (abstrakcji) jest to faktycznie święty wizerunek i przedstawia dla nich takie (właśnie "święte") znaczenie. kilkanaście osób. czy moja jawa-rzeczywistość jest inna od jawy-rzeczywistości osób stojących obok? czy to ja śnię i nie widzę żadnego "świętego obrazu".tylko nie wynika z tego. święta osoba!". podkreślam . "patrz. chciałbym wiedzieć. że w obu obszarach proces w umyśle biegnie tym samym rytmem i na tym samym nośniku.otóż nie mogę. jako świętości. że spytam. to eksperyment uczestniczący. czy mogę takie rozróżnienie przeprowadzić? . by tak jakiś przykład. że. co za rzeczywistość uznaję) jako snu. mniejsza lub większa. itd. że i moja.jawa snem jawa to sen.jawą jest to. na takim poziomie analizy to nie ma żadnego znaczenia. tu nie ma różnic. co mówią. a cała sytuacja jest moim złudzeniem . zawsze indywidualnego budowania się rzeczywistości wynika.namacalny. dla nich. i wszyscy rzucają się mniej lub bardziej ochoczo do odprawiania jakiegoś w tej sytuacji odpowiedniego (tylko dla nich znanego) rytuału. pierwszy z brzegu: religijna grupa (miłośników "czegoś"). więc w zakresie fizycznych doznań. choć w zachowaniach "sekty" faktycznie wszystko widać lepiej.

. a tym szybciej się to będzie działo. że w zmienionych okolicznościach oba sądy mogą ulec odmianie. że te różne rzeczywistości w pewnym zakresie się spotykają i nakładają (zachodzą na siebie). i nie tylko dlatego. . skonfrontowany z naciskiem innej zbiorowości muszę wykazać się odpornością .niech tam. to dostaję poprawną i zbieżną wobec mojej rzeczywistości odpowiedź . kiedy pytam o drogę czy czas.co również oznacza. wchodzę do (pozornie) diametralnie i skrajnie innego świata – czyli świata wiedzy. do laboratorium i eksperymentu na każdym kroku. produkcja umysłu musiała odnosić się i opierać na zasobach zawartych w mózgu .ale przecież jaskrawo (jawnie) spoza rzeczywistości. a nawet trzeba podkreślić. kłopoty pojawiają się wówczas. tylko tyle.w takim i tu analizowanym zdarzeniu. jedyna i jedynie dostępna informacja. chyba nie muszę przywoływać w szczegółach słynnych eksperymentów. albo sąsiad zwątpić. tak to określę. żeby się przed takim naciskiem uchronić. jak w przypadku snu. niezachwiana do tej pory wiara w świętość legnie w gruzach. spotęgowaną . doprawdy trzeba w takich okolicznościach dysponować niebywale silnie ugruntowanymi przekonaniami (względem własnych postrzeżeń). przekaz w książce).jednak nie jest pewne.i tak samo w drugą stronę.ciekawe jest tu to. a sam wybieram się do innego punktu rzeczywistości. gdzie nacisk grupy zmieniał. reakcje osób (nawet postrzeganie wymiarów). zostawiam rozmodloną grupę ludzi na ulicy. przecież jeżeli wokół tego zbiegowiska zbierze się kilkutysięczny tłum i zacznie krzyczeć "święty obraz!".dzieje się w realu. i to nawet kiedy dotyczy abstrakcji w formie "suchej" (np. kiedy spytać o obszar "spoza" kręgu wspólnego.ale osobnik obok (jego umysł) te same smugi konstruuje w świętość. czy jawa w tym miejscu jest.dlaczego? to efekt nacisku otoczenia wywieranego na postrzegającego osobnika. że każdy poznany oraz pomyślany przez badającego fakt jest abstrakcją. 36 . siła grupowego działania na osobnika jest ogromna. abstrakcja "świętości" czy abstrakcja "atomu" (elektronu. że można zafałszować (zdarza się) wyniki "obmacywania" świata. czego nie wie. "produkuje" poprawny (dla niego) wniosek. im różnica między (oceniającymi) zbiorami będzie wyraźniejsza (ilością zaangażowanych osób).dalej . . abstrakcją zbudowaną. moja wizja (idea) świata jest bardzo silnie skorelowana z naciskiem grupy – oraz z pojęciami przez tę grupę stosowanymi. dalej . które są znane. dla każdego jest to całościowa. ja widzę na szybie brudne smugi . więc fizycznie bliskiego kontaktu (tu dochodzi przecież jeszcze czynnik "splatania emocjonalnego"). a ponieważ nic więcej (żaden z nas) nie widzi. jednak jest produktem "sennym". mimo obiektywnego zawierania się w rzeczywistości (przynajmniej tak to oceniam. jak do granic w tym badaniu dostępnych . .czy w tym przypadku rzeczywistość jest rzeczywiście maksymalnie rzeczywista? jakby to delikatnie wyrazić . fotonu .niezupełnie. ja mogę uwierzyć. czy coś różni pojęcie "atom" (czy to logicznie. efekt gromadzenia energii i operacji na/w niej. wytworzoną na tej samej zasadzie. efekt? pojawiają się "chimery". ale zawsze w oparciu o fakty. a nawet zupełnie nie.po prostu dobudowuje to. spoza kręgu rozpoznanego przez pytanego. że wytrwam w swojej ocenie sytuacji.ale z tego powodu nie ma tu "wzmożonej" rzeczywistości. czy przez przyrządy postrzegany) od "chimery"? znów. to tylko (i aż) funkcja. na tym zakresie wyznaczam wspólny z ewolucją obok przedział ("jawnych") procesów. i to bardzo głęboko. jeżeli do stojących ludzi podejdzie grupka wątpiących i komentujących. którzy jawnie śnią o świętości z brudnej szyby (i mają do tego pełne logiczne prawo). . czyli abstrakcja jak najbardziej sensownie zbudowana. a co warto.wszechświata) jest jedynie abstrakcją. nawet nie dlatego. że z założenia w eksperymencie nie sięgnę fizycznym dalej. a tym bardziej w trakcie osobistego. ale jakby "pusta" (chwilowo pusta lub na wieczność). w innym jej zakresie. zbudowana w zakresie dostępnym jak najbardziej poprawnie. odwołująca się do rozpoznanych własności świata . w głębokim sensie. nic .tu jest. znaków chorobowych nie dostrzegam). i w takim przypadku logika osobnika podpowiada różne opisy .nie ma żadnych różnic.ale w efekcie powstaje "chimeryczna" abstrakcja.

są jeszcze wsparte "dociskiem" grupy. to jest zawsze ta sama i tak samo powstająca abstrakcja. . fizycznej rzeczywistości. że zarazem jest to warunkiem jedności poznania tak osobniczego. czy we śnie (i zawsze). czy dzieje się to w nocy i łóżku. działanie zawsze tylko po/w jednej stronie prowadzi do złudzeń. bardzo utrudnia. nieufność naukowo "obmacujących" rzeczywistość to nie fanaberia czy utrudnianie sobie życia – ale absolutna konieczność. poza nią). mówiąc inaczej. można to zrobić bardzo łatwo. to prawda. w każdym przypadku jest ten sam mechanizm tworzenia się abstrakcji. przetrzeć szybę czystą szmatką . czy dzieje się to w trakcie nocnego majaczenia. które pozwoli zweryfikować rzeczywistość. horrendum. stojący obok obserwator może w tym samym fakcie zobaczyć coś zupełnie innego .więc jak tu być czegokolwiek pewnym? 37 . i jest to zarazem działanie "tylko w świecie". i każdy dokłada się do zbioru obserwacji. wielu punktów postrzegania. zawsze muszę posiadać punkt odniesienia. nigdy nie ma pewności. który albo potwierdzi. bowiem pewna jest podobno tylko śmierć (acz nie do końca) oraz podatki (też z wyjątkami dla niektórych). jeżeli widzę brudną plamę na szybie i uznaję ją za święty obraz. i to niezależnie. jak te tworzone przez fanatyków religijnych. jak w przypadku jednego oglądu: brak innego spojrzenia ogranicza. każdy wynik jest tu możliwy.bo nic poza abstrakcjami mnie (lub innych) nie tworzy.. co gorsza. czy dotyczy to zbiorowości pojmowanej jako "sekta" religijna. a także opisywania w takim "śnieniu" rzeczywistości.jawa snem jawa to sen.ale czasami wymaga to budowy urządzenia wielkiego jak zderzacz cząstek. czy jestem bezradny wobec takiej "zasłony abstrakcji"? w sensie logicznym nie ma wyjścia . jak umysł w trakcie snu produkuje abstrakcje tylko w zakresie sobie dostępnym. i znów. to uwolnić się od nich jest trudno. abstrakcje rozbestwiają się .lub nic nie dojrzeć. że sprawdzi się w innym przypadku. tak samo. dlaczego? ponieważ są faktem "wewnętrznym" świata . podkreślam.powstają "po jednej stronie" ewolucji. czy "śnię na jawie".przeprowadzić eksperyment.sen jawą . muszę odnieść się do otoczenia . . ale. i jedynie mi dostępne. a czasami wręcz uniemożliwia poznanie. czyli wystarczy np.w tym przypadku dopełnienia w postaci logicznej oraz nieskończono-wiecznej konstrukcji (Kosmosu). i nigdy z tego kręgu wyjść nie mogą. czy to na jawie. jednak zdarza się. to jest to działanie i poprawne. i w tej chwili już nie ma znaczenia. który śnię wraz z innymi. ale jeżeli są to produkcje "senne" (mimo budowania się na jawie). i są to sobie równoważne konstrukcje. albo. tak zbiorowego. jeżeli takich punktów postrzegania będzie ogrom. z uwagi na możliwości techniczne i wewnętrzne granice (oraz samoograniczenia) fizyki. a czynię tak w oparciu o posiadane abstrakcje. tak samo naukowiec na jawie buduje abstrakcje korzystając z archiwum zgromadzonego w jego głowie lub bibliotece. to identyczna sytuacja. żeby ją zweryfikować. umysł w każdym przypadku "produkuje" swoje elementy identycznie.Fizyka. tworzy różne "majaki senne". bywa. nie ma zaszczenia. rośnie szansa.stronność. czy "sekta naukowa". cóż. czy w dzień i na jawnie w laboratorium. produkcje naukowe są równie "jawne" lub "senne". tu nie ma dopełnienia do świata . że dziś nie można takiego weryfikacyjnego badania przeprowadzić . albo odrzuci taką "hipotezę". ale to nie oznacza. że są w miarę zbieżne do świata. warto jeszcze podkreślić rolę zbiorowości. w maksymalnym zakresie musi to być właśnie Kosmos . co ważne i co trzeba podkreślać bardzo wyraźnie. niekiedy.i "widać" wówczas w brudnej materii "świętości" (a nawet. i tylko po jednej stronie rzeczywistości. kiedy rozum uchyla się od zmierzenia z dylematami. środowisko jakoś do analizowanego zakresu zewnętrzne. że tak powstały wspólny obraz jest pewny.bo obiekt poznawany (wszech-świat) "nie mieści" się w urządzeniu pomiarowym. czyli w oparciu o "archiwum" pojęć-znaków. skutek? efektem takiej "niemocy badawczej" są harce pojęciowe i anektowanie terenów poza horyzontem dla różnych "celów" i "bytów".

czyli wszechkierunkowym i na "mieszaninie" faktów (ale działając "w płaskim" zakresie). ale kiedy brak innych narzędzi pod ręką. "okrawać" po plasterku badany przedmiot i na tej podstawie ustalać połączenia oraz wzajemne relacje pomiędzy elementami . a przecież ja już chcę wiedzieć. czy "próbkowanie" przyrządowe w pracy "na żywo" mózgu). to zmienia tylko ilość dostępnych szczegółów. przecież "kawałkowanie" (nie ma tu już znaczenia. może poznać działanie samego siebie? czy można poznać mechanikę procesu. to zawsze jest i będzie "płaskie" spojrzenie – ponieważ inne fizycznie być nie może. oczywiście w praktyce obie metody są niezbędne i obie były i są wykorzystywane . każde z osobna działanie nie może dojść. warto spróbować.jest nie tyle błędne. czy więc skazany jestem tylko na "wczucie".czy mogę przechytrzyć ewolucję.. co więcej. jeżeli skoncentruję się na spojrzeniu fizycznym. i to dziś (czas niedokonany mało mnie obchodzi). taka metoda zawsze przynosi wiedzę "spłaszczoną". żeby tego pożądanego poziomu sięgnąć? fakt. nie ma wątpliwości. a najlepiej wielostronne ujęcie gwarantuje wiedzę (pełną).model pomocny w analizie działania pytanie: czy można poznać funkcjonowanie układu. ale dopiero dwu. która zastawia na mnie tak perfidną pułapkę i pozwala zrozumieć. nawet nie może podejrzewać drugiej strony opisu.myślenie . i nic tu nie pomoże mnożenie stopni komplikacji przyrządu i ilości podłączeń do mózgu.a w tym przypadku szczególnie . sam siebie nie pokawałkuję (to może laborant. czyli zasada tworzenia się tej struktury. nie czuje – nie zdaje sobie nawet sprawy. na operowanie abstrakcjami.a wczucie się w działanie wnosi opis treści abstrakcji (i operacje na nich). każde stronne postrzeganie . jak widać. ważnego dopełnienia mojego myślenia? czy mogę jakoś tę oczywistą a fundamentalną barierę ominąć (której przecież nie usunę ze swej drogi)? mówiąc inaczej . oczywiście w praktyce każda z możliwych dróg posiada ograniczenia. mam bowiem teoretycznie dwie drogi podejścia do zagadnienie: szczegółowo "drobić". jednak zawsze ze świadomością pomijania nośnika. to również posiada znaczenie podstawowe. dziejącego się w płaszczyźnie procesu. właśnie fizycznym.ale. które ogranicza się tylko do jednej drogi. z zasady nie może być całościowe – i warto o tym pamiętać. ale w niepełny sposób? cóż. badanie fizyczne z zasady pomija "treść" (zawartość) abstrakcji. ponieważ musi zajść. który stworzył i ciągle warunkuje działanie układu poznającego właśnie ten mechanizm? można .mózg . fizyczna strona analizy świata jest niezwykle potrzebna (choćby w przypadku leczenia schorzeń). jednokierunkowe (wielowymiarowe. dlatego. bo odnosi się i postrzega nośnik zjawiska . umysł czyni to na każdym kroku (i nawet od zawsze). które mocno utrudniają. ale logiczna. że istnieje) ujęcie logiczne. "wczucie" się w mechanizm działania umysłu nie może niczego podpowiedzieć o zakresie ciemnym. albo nawet wykluczają pełne rozpoznanie zasady działania umysłu (lub innego skomplikowanego układu). który jest niepoznawalny z zasady? czy umysł. co równie istotne. że widzę tylko i wyłącznie "powierzchnię" zjawiska (ciąg następczych i "jednowymiarowych" "procesów") albo badanie całościowe i logiczne (zewnętrzne). wypada to powtórzyć. ponieważ o niego tu chodzi. ale pomija . głową muru się nie przebije.nic nie wie o nośniku. poznanie stronne. na zasadzie analizy czy odczucia. jednak w niczym nie obniża to wartości poznania "wsobnego". wszak tego poziomu działający na abstrakcjach nie widzi. a i to w czasie przyszłym). co warto podkreślić. czy faktycznie "plasterkowanie". że namacalny podpozom nośnika jest faktem. a pominę (nie będę nawet zdawał sobie sprawy.i. 38 . co więc mogę uczynić. że od niedawna dopiero może w ten proces wprowadzić przyrządy. to stracę wówczas bardzo istotne dopełnienie mojego działania.ale zawsze ze świadomością. dziś dominuje droga "szczegółowa" (z konsekwencjami w postaci "zaplątania" się w nich). ale bez koniecznych tutaj szczegółów. jest ograniczona do fizycznego oraz następczego.tylko że. tylko "do przodu"). .

i to jest ten najważniejszy zysk. drobienie w szczegółach.zasada analogii co zrobić. zasada jest jedna. w mojej (powierzchownej) ocenie jest to ok. odnosi się to obszarów podprogowych (wszech)świata z jednej strony. który wnosi zasada analogii.wbrew pozorom nie ma znaczenia. ale gdzie szukać takiego modelu. to tylko kwestia czasu.i mogę mieć pewność. którą będę mógł (oczywiście w powiązaniu z wcześniej już zdobytymi ustaleniami fizycznymi i "odczutymi") obejrzeć dokładnie. jak mówiłem. a skleić. a różni je tylko rozmiar "cegiełek" składowych.i rozejrzeć się wokół. kiedy nic nie można zrobić? trzeba wyjść z siebie .zwłaszcza dla zakresów otoczenia. elementy świata na dowolnym poziomie posiadają logicznie identyczne funkcje. nie. ale dobre i to. domniemania . opiszę badany. obu stref osobiście nigdy nie poznam. ale to nie znaczy. każdy dzieje się tak samo. a jeżeli podobne. jest ważne i bardzo ważne. że poziom komplikacji tego modelu nie jest w pełni i w stu procentach identyczny do mózgu . jednak "mechanika elementów" jest jedna. żeby zrozumieć ewolucję w analizowanym zakresie (tu "mózg").wyjść z siebie. jak mam je względem siebie równać oraz co do czego przypasowywać? działanie po każdej stronie idzie swoim torem i stosuje swoje abstrakcje (oczywiście poprawne). owszem. łączyć muszę. to mogą posłużyć zwrotnie do opisu mnie samego. czyli poszukać w swoim otoczeniu struktury. mogę te zakresy skutecznie modelować przy pomocy układów (procesów) dostępnych . . do której w tym miejscu się odwołuję. który będzie mi pomocą (naukową) w wędrówce po/w umyśle. według tej samej reguły. i nie jest to zły kierunek. bo inaczej nie poznam "zawartości" w jej pełnym i wielowymiarowym zakresie. co ma zasadnicze znaczenie. 39 . przecież "po horyzont" (świata) nic nie jest tak skomplikowane. krok po kroku i detalicznie. czy mogę więc znaleźć adekwatny model? mogę. czyli na chybił trafił działanie. daje mi potężne i skuteczne narzędzie badawcze . zarejestruję wówczas to. w tym konkretnym przypadku. . przecież w perspektywie i druga pięćdziesiątka dojdzie. współbieżnie i naocznie. zasada analogii. a także nakładu środków. co więc mi pozostaje? właśnie . z zastrzeżeniem.modelując analizowany zakres na podstawie wcześniej już rozpoznanego. mam jedność bytu. nie mam innej metody jego pełnego poznania. którą owa zasada zapełnia konstrukcjami – jednak mózg (w jego działaniu) jest jeden i jedyny. jedność świata pozwala. albo. szukam w środowisku modelu. mam jedność zasady wszelkich procesów. najlepiej żeby to był "obiekt" dostępny "bezpośrednio". proszę to potraktować dosłownie.lub "mechanikę nieoznaczoności". i o to chodzi w tej zabawie.. jeżeli uwzględnię ten fakt w analizie. których nie mogę z zasady dojrzeć. ale korzystając z innego . są różnice zaangażowanej w proces ilości energii. a wręcz zmusza do działania za pomocą analogii. po samym sobie. dojrzeć mogę podobne do mnie procesy. tak dla ich złożenia) nie może być poznanie pełne i całkowite. ale również działania umysłu z drugiej. mówiąc inaczej. tak samo "wczucie" się dostarcza kwantów. ale skleić tego nie mogę – wszak nie zdam się na losowe.wychodząc z siebie i rozglądając się po okolicy (ale z już zgromadzoną wiedzą).bo po prostu nie może dziś takiego poziomu (jeszcze) sięgnąć. jaki element otaczającej mnie rzeczywistości biorę do analizy. dlaczego? przecież kiedy nawet te rozdzielnie analizowane połówki złożę. że jestem zdany wyłącznie na spekulacje. ani nie potrzeba poznawać wszystkiego. ba. "pięćdziesiąt" procent – połowa możliwości takiego skomplikowania. czyli mogę na tej podstawie prowadzić badanie jednego fragmentu świata. w którym analizie podlega maksymalnie skomplikowany układ w Kosmosie. że uzyskane wyniki potwierdzą się w postaci oczekiwanych skutków badawczych. to nie jest "płaski" aforyzm ani też prostackie gadanie. owszem. którymi psychika operuje ale to z zasady (tak dla poszczególnej drogi. co jest dla mnie w innych okolicznościach na zawsze skryte – "zobaczę" wszystko. dosłownie. owszem. który po prostu widzę osobiście. ani analizować wszystkich elementów tworzących konkretny proces (zwłaszcza że tych szczegółów ogrom).

czy ta zmiana dokonuje się "od podstaw" (na "gołej ziemi"). jestem (lub mogę być) jego elementem. muszę wejść w strukturę. które odbieram. miasto to centrum i okolice (i zaułki). kształtują i oznaczają moje myślenie . w poszerzonym opisie być może odwołam się do nich. miasto-mózg jest. osobowość. obie drogi zapełniania rzeczywistości (usuwanie i dodawanie) w ewolucji wspólnie tworzą strukturę. a także na zasadzie współuczestniczenia. jest uporządkowany według identycznej. oczywiście w tym miejscu. i to dosłownie. żebym mógł w tej chwili zaprezentować moim zdaniem najlepszy model mózgu . analogiczny do tworzenia się i funkcjonowania rozumu. "miasto" to poziom zjawisk. zgrubny zarys powiązań. że mam taki model na wyciągnięcie ręki. bardzo plastycznie. ale również buduje nowe to zawsze jest proces narastania komplikacji (i zagęszczania się). na ile bym się nie starał. zawsze jako kolejną aktualną warstwę w takim zjawisku . jest tuż obok. najpełniej oddającym procesy. miasto ma "osobowość" umysł to ja. czy "wyciosuje" w bryle materii rozumne "ścieżki". że miasto. ale te właściwe pozostawia (acz również dodaje "ducha" materii od siebie). nigdy zakończona.tu wszystko widać. bardzo dobrym. a nie mogę i nigdy nie przeprowadzę tego w pełni (przyrządy pomogą tylko do pewnego zakresu). to jest ten sam proces tworzenia się połączeń w rezultacie dopływu energii z otoczenia.i to na/w każdym możliwym jego poziomie. to może być tylko szkic. która kształtuje rozum . a do tego występują tu wszelkie możliwe funkcje.muszę poszukać w otaczającym mnie środowisku adekwatnego modelu. ech. miasto to narastająca komplikacja . i nie jest ważne. ale to również rozumnie zaplanowany (w oparciu o zasady rozpoznane w świecie) system zorganizowania energii. jest to model "rozumny". nie oddam wszelkich w takim modelu występujących zależności.to struktura logiczna budująca się "od podstaw" i "sensownie". i to w kilku podpunktach tego pojęcia. pokazać analogie – a szczegóły. chcę jedynie ukierunkować analizę. czyli zamieszkują taki układ i nadają mu "osobowość" rozumne elementy.. istnienia układu rozumnego jako miejsce jego zamieszkania. choć się kończy. umysł również. w ruchu).umysł również.czyli mnie po prostu (mogę. które tworzą. która będzie przypominać mózg i jego działanie .jest produktem rozumu. jeżeli nie mogę "zajrzeć" w konstrukcję własnego umysłu wprost. mózg niepotrzebne połączenia "odrzuca". mogę "oprowadzać" się po wszystkich poziomach pracy swojego centralnego układu sterującego i zaglądać do każdego zakamarka . istotne w takim modelu jest to. czyli zbiór skwantowanej energii. rozpatrywałem przeróżne modele.mózg-miasto powyższy wstęp (mam nadzieję. muszą być opracowane i "oświetlane" indywidualnie (ja tu tylko na chwilę). to infrastruktura i służby specjalne. okazuje się. więcej. powtarzam. i cmentarz(e) . w budowie. a na koniec połączyć taki obraz w jedność struktury historyczno-aktualnej (zawsze oczywiście na zasadzie jednokierunkowej wszechkierunkowości i energetycznej sfery w trakcie przemian. w których uczestniczę na bieżąco – dlatego mogę w takim modelu prowadzić badania w ich pełnej skali. wejść w jego strukturę i w każdy zakamarek). rozrywka i zdrowie. rzeźbiarz odrzuca niepotrzebne kawałki kamienia. co widać? to jest proces. które odnajduję w umyśle. co więcej. takiej samej reguły. czuć).proponuję spojrzeć na procesy kształtujące miasto (i mózg analogicznie) w ujęciu historycznym. najlepszym modelem umysłu. że nie za długi) jest po to. przecież "miasto" to efekt procesów rozumnych . nie ma różnic. dlatego jest tak dobry. po/w którym będę się poruszał sprawnie i będę widział wszystko w tak mi potrzebnych do zrozumienia siebie szczegółach (czyli wielowymiarowo fizycznie i zarazem logicznie następczo). to zmiana "w trakcie". jeszcze więcej . jednak tutaj chcę skoncentrować na tym jednym.umysł również te składniki zawiera. który prezentuje jego budowę oraz działanie (i to w dowolnie potrzebnym zakresie). 40 . i to w detalach.i z wyróżnieniem stanu "dziś" (jako wstępu do "jutro"). słychać (a także. ze względu na ich bogactwo. co to za model? .miasto.

- miasto wypada rozpocząć od początku, czyli pierwszego wydarzenia, które formuje byt miasta - kiedyś tam. warto w takim ujęciu zwrócić uwagę, w jakiej okolicy to się dzieje i co warunkuje, że ta a nie inna lokalizacja została uznana za tą właściwą i wybrana. to nigdy nie jest ani dowolny, w znaczeniu czysto losowy wybór, ani "narzucony". zawsze za taką decyzja coś się kryje. pomijam w tym momencie, jako fakt nieco spoza głównego nurtu analizy, okres historyczny i "sprzed istnienia miasta", czyli np. ciąg zjawisk geologicznych, formowania się konkretnej okolicy w dziejach ziemi - czy ziemi jako planty w przedziale jeszcze szerszego zdarzenia. to wszystko ma znaczenie, w poszerzonym ujęciu musi się pojawić jako etap konieczny (i "zerowy") ewolucji, ale tu wychodzę od stanu zaistniałego, napotkanego przez rozumną istotę na swojej drodze. po prostu stwierdzam, że w jakimś punkcie globu są na tyle dogodne warunki, że sprzyjają "zakotwiczeniu" się "miasta". - a raczej, żeby być ścisłym, z tego punktu widzenia dopiero "przebłysku" miasta, czyli pierwszego "osadzenia" się energii w konkretnym miejscu. w przypadku konkretnego miasta takimi dogodnymi okolicznościami będą warunki terenowe, np. rzeka oraz bród, jakieś zasobne w surowce miejsce, przecięcie szlaków komunikowania się innych osad itp. a w mózgu będzie to fizyczne zakończenie drogi idącej od zmysłów, czyli lokalnie wyróżniona tym faktem część tkanki nerwowej, albo również punkt przecięcia, miejsce (przedział) komunikowania się sąsiednich komórek (albo ich zbiorów, "dzielnic"). przy czym warto od razu nawiązać do współczesnych ujęć tworzenia się umysłu, że jest to w gruncie rzeczy pozbywanie się nadmiarowego zasobu możliwości i "wydeptywania" w przestrzeni ścieżek. przecież tak właśnie powstaje miasto, to jest wydeptywanie (i to na zasadzie ekonomizacji, na skróty, bo bliżej) traków w okolicy. w okolicy, która daje początkowo (prawie) nieograniczone ukierunkowania takiej drogi. przecież to od losowo ustawionego domu (choć i tu losowość jest ograniczona konkretnymi warunkami), od tego zależy, w którą stronę skieruję się wychodząc z niego oraz gdzie może zbudować się następny budynek. ścieżki łączące te konstrukcje, więc zaczynająca się w taki sposób infrastruktura osady (i miasta), to jest "wyciosywanie", wytyczanie przejść we wszechmożliwości, to wybór konkretnego traktu i odrzucanie sąsiedniego czyli eliminacja innych i potencjalnych dróg, które się już nigdy (lub tylko na tym etapie) nie przydadzą. oczywiście w tym samym miejscu coś nowego, ale za jakiś czas, może się połączyć i na nowo zbudować, ponieważ się akuratnie przyda - ale z tym zastrzeżeniem, że są pewne granice "nadbudowywania" się, nie wszystko "po czasie" może zaistnieć. przecież wcześniejsze determinuje to, co powstaje (i może powstawać w kolejnych krokach). w mózgu taką nie do ruszenia strukturą, fundamentalną w tym procesie, jest np. móżdżek oraz jego funkcje, gdy to zrobić, struktura się rozpadnie. w mieście, czego historia cywilizacji przynosi liczne przykłady, kiedy zmienia się podstawowy parametr (np. wysycha rzeka), dochodzi do zaburzeń - i zburzeń. aż do definitywnego zniszczenia i rozpadu. budowanie układu ewolucyjnego zaczyna się od ogromnej skali możliwości - ale każdy kolejny element "zapycha", zabudowuje przestrzeń i ogranicza kolejne w tym zjawisku "budowle". miasto, z tej historycznej, jeszcze wstępnej chwili, to jest projekt, który może, ale przecież nie musi się zrealizować (ponieważ mogą lokalne warunki się zmienić, klimat się pogorszy, sąsiad najedzie i osadę zniszczy, czy pojawi się stan chorobowy itd.). ilość czynników wpływających na to, że z niewielkiej osady powstanie miasto, a z wydeptanej wąskiej ścieżki autostrada (przesyłu danych), ilość ograniczeń jest takiej skali, że wypada podziwiać, że pomimo tego jednak tu i ówdzie miasta powstały i funkcjonują. - skoro myślę, to znaczy, że "filtrowanie" bytów nadmiarowych w świecie nie jest aż tak idealne i jednak można ten labirynt zbudować i w nim się sprawnie poruszać. nawet żyjąc "w miejskiej dżungli".
41

warto zwrócić uwagę, że poszczególne zakończenia zmysłów (jak również części osady), tworzą się w dla nich najdogodniejszych lokalizacjach – jako osobne i funkcjonalnie oddzielne początkowo podukłady w ramach całości (mózgu albo miasta). w innym miejscu mam dostęp do wody, w innym znajduje się "nasłuch" otoczenia, w innym "czuć" substancje wspomagające życie (lub te już zużyte). początkowo poszczególne "dzielnice" rozbudowują się, skutkiem dużej swobody wyboru w okolicy, jako odległe od siebie i w miarę "samorządne". co innego dzieje się w centrum, "na zamku", a co innego w strefie brzegowej, czyli "na podzamczu". niby ten sam organizm, ale autonomia spora, a przenikanie się i skomunikowanie warstw (społecznych) utrudnione. dopiero w miarę przybywania budowli, w miarę "zapychania" się środowiska, zachodzi konieczność, wyłania się jako konieczność funkcja porządkowania - porządkowania przestrzeni. jak i czasu. czyli pojawiają się służby odpowiedzialne za porządek. musi być ład zabudowy, ale i ład ruchu po/w traktach - i inne łady, np. miary i wagi. takie służby, co zrozumiałe, również posiadają swoje historyczne umiejscowienie i wywodzą się z wczesnych etapów tworzenia się organizmu, ale dopiero na/w tym poziomie zaczynają grać rolę główną - od ich skoordynowanego funkcjonowania zależy przetrwanie całego układu. żeby można było przez bramę wejściową dużą grupę interesantów na zamek przepuścić (np. z darami), musi być w strumieniu energii porządek, inaczej wejście się zatka (a z tego i rewolta może jakowaś powstać). w takim zakresie komplikacji układu już samoorganizowanie się oraz samopomoc (chłopska czy inna) nie wystarcza - trzeba zawołać fachowca. powtarzam, na tym etapie tworzenia się mózgu, czy miasta w modelu, muszą być wdrożone w życie reguły postępowania dla zbioru - i to analogiczne reguły, jakie biologia już dawno wypracowała dla swoich produktów. na/w tym etapie powtarza się funkcja, a inne są tylko wykorzystywane elementy. o ile w ciele (organizmie) straż pełnią białka, to przy bramie zamkowej będzie "wartował" cieć albo żołnierz. w każdej ewolucji i na każdym poziomie powtarzają się te same funkcje, ale w innej cielesnej konstrukcji. na tym etapie wkraczają na scenę również inne służby. o ile w mózgu obecne są one w fizycznej podbudowie "od zawsze", o tyle w mieście dopiero się tworzą. czyli chodzi o służby wspomagające - od rzemieślników tworzących jakieś dobra, po oczyszczanie miasta. tu analogie są pełne i oczywiste. przy czym, co ważne, te służby w mózgu są dane na wejściu, pomagają żyć i funkcjonować całościowej strukturze - ale ponownie musi dokonać się wytworzenie takich funkcji już w obrębie działania "wysokiego" umysłu. poziom dostarczania kwantów energii z organizmu do mózgu i odbieranie zużytych elementów, to fundament, ale ta sama funkcja musi zostać wypracowana przez umysł dla poziomu działania już tylko abstrakcjami (pojęciami, znakami). tu także muszę posiadać możliwość wpływania na fakty, kierowania nimi i odrzucania złych - bez tego moje działanie, jak przed bramą zamku, utknie w natłoku danych i chaosie (i zator gotowy). brak systemu regulacji w ewolucji oznacza chaos - choć i ich nadmiar szkodzi. w miarę rozwoju miasta (czy umysłu), w miarę pozyskiwania energii ze świata, budowle powiększają się, rosną w poziomie i pionie. a nawet, co również jest ważne, tworzą się jako ciąg kolejnych warstw w układzie - "odkładają" się i tworzą uwarstwioną, historyczną strukturę (w pionie), która dysponuje swoją aktualną (w poziomie) chwilą "teraz". jeden "budynek" (abstrakcja) powstaje jako kontynuacja poprzedniego, zmienia się "gabarytami", ale funkcja się nie zmienia (to nadal budynek). od "lepianki" po "wieżowiec", od jednowymiarowej struktury po wielopoziomowy i wielowymiarowy stan uporządkowania energii. od losowo umiejscowionego "odłożenia" informacji, po uporządkowaną oraz ściśle ponumerowaną jej lokalizację. zwracam na to uwagę, przy dużej ilości danych muszą pojawić się "numery" na domach, kodowanie ulic i całych dzielnic - nazwy i nazwiska "obywateli" itd. już nie wystarczy osobista znajomość, ale muszę dysponować "adresem", żeby trafić w interesujący mnie punkt. miasto(umysł) obrasta materią - a osobnikowi żyje się dostatniej.
42

model miasta-mózgu dlatego jest tak dobry, że oddaje wszelkie procesy, i to w skali pozwalającej zobaczyć, a także zrozumieć wszelkie szczegóły. od rejonów kierujących, które spełniają rolę "centrali" zawiadującej funkcjonowaniem całą strukturą (w jej fizycznym i "uduchowionym" zakresie), czyli są stanem, poziomem świadomości układu - przez wszystkie ciągi komunikacyjne składające na organizm i po których przemieszcza się jednocześnie w obie strony energia (proces kodowania-dekodowania) - aż po samotworzenie się i samoograniczanie tego procesu. - zwracam uwagę, że łączna charakterystyka takiego układu, tu miasta czy umysłu, nabiera "osobowości", zaczyna się "objawiać" zauważalnie "duch", indywidualność. zbiorowisko swobodnych oraz niezależnych mieszkańców kształtuje "ducha miasta", a zbiorowisko komórek wraz z "zasiedlającymi" je abstrakcjami, staje się osobowością. - miasto, analogicznie jak umysł, staje się, jest żyjącą i skomplikowaną strukturą, tak we fragmentach, jak w całości. osobowość miasta to procedury ruchu komunikacyjnego, także budowle, parkingi, biblioteki, muzea, wysypiska śmieci - to różnego rodzaju połączenia między budynkami (neuronami - czy zespołami budynków) - to także rozplanowanie sieci ulic i trasy przelotów nad miastem - również natężenie lub osłabienie ruchu zależnie od pory dnia - zatory (kraksy, różne zawały komunikacyjne) – burzenie i budowanie pojedynczych obiektów lub całych dzielnic, parki i miejsca uznane za teren rozrywki - i uniwersytety – i wybuchy naturalne, ale także zamachy terrorystyczne - pojazdy uprzywilejowane i "codzienne"... itd. itp. miasto to dostępny dla mnie w swojej dynamicznej przemianie układ, który spełnia rolę analogiczną do funkcjonowania mojego mózgu. funkcja jest ta sama na/w każdym poziomie - i w znacznym stopniu już dziś. a parzcież miasto rośnie (i komplikuje się), jego obecna zabudowa jest tylko etapem, fragmentem, aktualnym szczytem przemian - ale nie ostatnim możliwym punktem. przecież narastanie komplikacji biegnie dalej. o ile będzie dopływ energii (dowolnie pojętej) do miasta, ono się rozbuduje, w każdym możliwym kierunku. dlatego w tym momencie analizy model w postaci "miasta" powinien zostać odrzucony (a proces analizy odwrócony), tu kończą się jego przydatne dla mnie cechy. obecnie to miasto, przewidywanie rozwoju miasta może być modelowane strukturą mózgu, którą już dziś obserwuję. to, co może wytworzyć w przyszłości miasto, mózg, ewolucja mózgu już dawno powołała do istnienia. rozwiązania dylematów, które dziś mają urbaniści, można szukać w konstrukcji umysłu (albo innego podobnego procesu), te problemy zostały już po wielekroć "przemyślane". - potrzebne są szlaki komunikacyjne, szerokie i w miarę mało kolizyjne, muszą być systemy dostarczania pokarmu i odbioru nieczystości. musi istnieć wielowymiarowy transport, jak i energetyczne okablowanie – na takim etapie łączność nie może już się opierać na posłańcu (więc nośnik chemiczny w mózgu), ale musi korzystać z elektronów, a nawet prędkość świetlnego promienia musi być wprzęgnięta w procesy. miasto już obecnie korzysta z tych wszystkich poziomów, a przecież będzie się jeszcze komplikowało. głównie rozchodzi się tu o zabudowę "pomiędzy" budynkami, faktami wybudowanymi pionowo w układzie (komórkami czy abstrakcjami). na dziś, bardzo nieśmiało, przede wszystkim z powodów technologicznych (braku odpowiednich materiałów), nie można miasta zabudowywać w pionie. nie chodzi o wieżowce, bo mury pną się do góry, ale o zagospodarowanie przestrzeni pomiędzy budowlami "na wysokości". jeżeli chcę przejść z jednego układu do drugiego, muszę zejść do fundamentów i następnie wdrapać się na sąsiednią strukturę. strata czasu. przecież można wędrować w tej samej warstwie, na przykład na setnym piętrze. i oczywiście nie chodzi o banalne przemieszczanie się między sąsiednimi budowlami, ale o ruch w ramach całego układu. że to już się dzieje choćby w metrze, prawda - ale tu chodzi o całą tak zakreśloną i opisywaną strukturę miasta-mózgu, a nie poruszanie się po "korytarzach pionowo-poziomych". miasto, rozwój miasta posiada jeszcze przed sobą sporo możliwości zagęszczania się. i warto czerpać z wzorców, które się wielorako sprawdziły.
43

jak to się dokonało (i dokonuje) w przypadku mózgu? dlaczego ta struktura wygląda tak. a zwłaszcza funkcjonowanie (także funkcja). ale które logicznie sięga głęboko i daleko. kula ewolucji . że jest to przebieg ośmiowymiarowy. że widzę (i badam) przebiegi. stany "płytkie". obserwuję przeskakującą w umyśle "iskrę". ale w odniesieniu do poznanych reguł – i tu ustalenie jest jednoznaczne: znaczenia nie ma. 44 . to warunek zrozumienia. widzę wszystko.bo jest ważny (nawet bardzo ważny). którą podpowiada zdefiniowanie czasoprzestrzenne? są to pytania ważne z tego powodu. to stan brzegowy. nie ma bardziej środkowego zjawiska w ramach "tego wszystkiego". powracam do zagadnienia . logiczna wielowymiarowość nie wciela się bezpośrednio w ciało. a zwłaszcza przełożenia tych ogólnych zasad na konkretną budowę tego układu. co mogę . która biegnie pomiędzy komórkami (a ja coś czuję lub buduję symbol. że trudno przez to się przebić. to. przynależy.struktura geometryczna i energetyczna umysłu . to środek . "widzę" tylko poziom fizyczny . składa się wszystko. atomie. nie ma znaczenia. jako byt. jestem elementem ewolucji wyższego rzędu. to jest każdorazowo taki sam i tak samo "deformowany" proces energetyczny.a ten z zasady jest mi dostępny "z zewnątrz". że budowa umysłu. wybrykiem ewolucji. z tego nie wynika jeszcze.świadomość odwołuję się w tym miejscu do opisów ewolucji jako procesu ośmiowymiarowego i przebiegającego jako złożenie czasoprzestrzeni chwilowych. widać wówczas wyraźnie. dlatego w tym miejscu muszę spytać o to.a zarazem jest to niebywale skromna część wszystkiego.zgoda. abstrakcję dotyczącą świata) . ale zmieniam się tak samo. to każdorazowo jest "uzgodnienie" ze stanem zastanym i na tej podstawie budowanie kolejnej warstwy. to efekt "przełożenia" logicznej reguły procesu w realny i namacalny geometryczno-energetyczny przebieg. że na fakt mojego samookreślenia się i świadomego odbierania świata. i trzeba z tego wyciągną wnioski. także znajdującego się w moim ciele). natomiast kiedy odnieść rejestrowany kształt mózgu do wielowymiarowości. . jak działa i dlaczego tak.i moje z tego punktu postrzeganie rzeczywistości. ponieważ przy omawianiu sfery ewolucji nie było zbyt wielu powodów do pogłębionego opisu mózgu. warstwę zewnętrzną zjawiska. jednak ten konkretny i jedyny kształt układu.szczyt procesów (albo "dno" w innym ujęciu). ślad takiej ewolucji w mózgu. jednak w tym momencie omawiam sam siebie. tak dalece przesłania obraz oraz dominuje w analizie.czasoprzestrzeń ośmiowymiarowa . mówiłem wielokrotnie. jego konkretna i fizyczna. umysł.umysł . rozciągnięty w nieskończoności. krew z krwi . a fundamentem mojego istnienia jest wieczność.jako sfera. jak głęboko sięgam przyrządem (czy skalpelem) w strukturę. brzmi to bardzo ogólnikowo. powierzchni w rozumieniu. które realizują się powierzchniowo.podkreślam kolejny raz. jak każdy wyróżniony poziom – nie jestem "obcym". czemu nie należy się dziwić. to zawsze jest obraz powierzchni zjawiska. . że obraz. . czy wszechświecie.wręcz przeciwnie. że z pobieżnego nawet oglądu widać kulistość struktury (mniej więcej). przypadkowo w świat zaplatanym i ulotnym "duchem". ale także nie jestem "dziwem". czy mówię o mózgu. to w obserwacji (i badaniu) jedyny dostępny dla mnie fakt. którego maksymalnym i też brzegowym (i "punktowym") stanem jest świadomość .(wielowymiarowo) tutejszy. że postrzegam jedynie "naskórek".. więc idealnej postaci procesu. zawiera się w środku ewolucji. to wynik różnorodnych nacisków idących od środowiska (bardzo szeroko pojętego.ale to tylko energetyczny szlak. co w Kosmosie może się zdarzyć. mogę powiedzieć. jak wygląda i co oznacza to w odniesieniu do logicznej.złożenie warstw . to jest zawsze-i-wyłącznie "fizyczna powierzchnia" procesu – wydarzenie dla mnie pełne i skończone. że ograniczam się do powierzchni. jego kształt. jam kość z kości. na co dzień w lustrze obserwowana "głowiasta" postać. jestem. "prześwietlenie".

efektem tego procesu i musi pojawić się to jako ustalenie generalne. to struktury brzegowe procesu. "przetłumaczona" na fizyczną budowę logiczna reguła zjawisk. podkreślam to. ale dla mnie przednia część mózgu stanowi sedno człowieka (człowieczeństwa) i jego możliwości.co z tego wynika? przecież to bezpośrednio można wyczytać z zapisu . nadbudowa względem bazy w tym przypadku zrealizowała się "ubocznie" (przywołuję kiedyś notowaną myśl. jaki to wniosek? że konstrukcja umysłu i jego działania jest oraz musi być w każdym rozumieniu środkowa. czy o taki poziom poznania w tym miejscu mi się rozchodzi? czy warto. w jego fizycznej i jedynie dostępnej mi postaci? że środkiem. co stanowi główny (dla niektórych "uduchowiony") zakres mojej osobowości. ponieważ ta jest funkcją całego i idącego przez wszystkie warstwy procesu (i brzegowo punktowego. to.czy to wszystko. to jest właśnie "punkt". co brzegowe. że zawiera się w ramach wszechświata w jego centralnej maksymalnie strefie . a nawet dostrzegę zależności w rozkładzie. .ale logicznie obrazuje się. powstały w takim kształcie dlatego. i późne w ewolucji. tu znajduje się to. czyli "na dnie" ("szczycie" piramidy). płaty czołowe. czyli te zawierające "procesy wyższe"."otacza" wszystkie pozostałe warstwy. które są składnikiem osobowości. wpisuje się "w pionową" piramidę. oto mam do dyspozycji konkretny narząd.. co lokuje się w środku. w przypadku umysłu. czy mogę i muszę się do tego. że tylko tor "w bok" był wolny . przynosi bardzo interesującą konstatację . dopełnienie. że takim regionem w mózgu są płaty czołowe. warto w tej analizie wyjść od obrazu. w toku osobniczej ewolucji (i umysłu jako zbioru) jest to najpóźniejsza i przez to zapewne w takiej skali skomplikowania tylko do mnie przypisana struktura w "piramidzie rozumów". jest stwierdzenie. umysł realizuje się fizycznie jako proces "w poziomie" .jest to jednak sam środek logicznych przebiegów. że umysł należny do środka procesu. to żaden problem.pozostałe i różnie rozłożone "w płaszczyźnie" umysłu struktury. są w samym logicznym środku zjawisk. działa w oparciu o "środkowanie". również realizuje. czy dostrzegam w nim stan środkowy? zapewne coś mogę uznać za fizyczny środek. ale na podbudowie pozostałych warstw.że to. gdzieś "na dnie". w środku fizycznej konstrukcji). na/w spodzie tej piramidy znajdują się układy.struktury fizycznie leżące z boku. pojętym jako ewolucyjnie najważniejszy dla mnie obszar układu. który postrzegam czy to jako samą białkową i komórkową strukturę. co uznaję za centralny element mojego istnienia w świecie – czyli przełożenie logicznej zasady na fizyczny i konkretny kształt. czy wraz z kostną otoczką. które wynika z poznania praw ewolucji jako fakt oczywisty. osobowość.czy to już wszystko? nie. najdalej "wysunięta" w świat część rozumnej konstrukcji. zwracam na to uwagę.ale i sam. ale . a to. w których dominuje móżdżek (a który mieści się fizycznie. jego obserwowane stronne ułożenie jest więc wynikiem. . jest maksymalnie środkowe. są integralną częścią całości. znajduje się . jest druga strona tego "czegoś". chwilowego) – strefa czołowa to "magazyn" najbardziej skomplikowanych elementów układu. kształtu mózgu. 45 .budowa najważniejszym ustaleniem. w swoim funkcjonowaniu. warunkują procesy. co fizycznie jest w tej konstrukcji centralną częścią i strukturą powstałą najwcześniej. w takim przypadku oś symetrii podzieli mi układ na półkule z im przypisanymi funkcjami. mniej więcej. co ustalam w badaniu mózgu. także gdzieś geometrycznie linię dzielącą na strony mogę przeprowadzić. to w takim zobrazowaniu "podbudowa". ale im wyżej na tej drabinie. nie świadomość. . że ewolucja czasoprzestrzeni to w ogóle "uboczne" zjawisko). zasadniczo nie wszystko. tym więcej struktury "czołowej". bardzo w sumie banalnego działania ograniczać (przeprowadzanego w każdym porządnym laboratorium i na różne sposoby) . która fizycznie mieści się "z boku". w każdym.zarazem.umysł . jest ośmiowymiarowym procesem sferycznym. jest logicznie na brzegu. w którym realizuje się.

to żadnym pomiarem tego procesu nie zbadam. ale w jednej oraz zbornej "chwili" umysłu (jedności energetycznej). nie punkt w/na brzegu.to nie jest ani żadna konkretna struktura w układzie. a przez to niepełnym. ani także jednostkowo dziejąca się funkcja. co mnie stanowi. ale odczuć.to praca całego układu. szczyt procesów. mogę wyróżnić zasadnicze dla mojego "ja" warstwy i miejsca w mózgu. owszem. to wypadkowa forma działania mózgu.. ponieważ świadomość to całość procesów. dlatego rozpatrywanie świadomości bez tej podbudowy jest nieporozumieniem. . nauka badając umysł. tak samo w umyśle nie mogę przeprowadzić lokalnej i punktowej fizycznie lokalizacji "świadomości" – bo jej po prostu nie ma. miejsca w umyśle. że zaburzenia i wyładowania w płatach czołowych (tym bardziej w okolicy skroniowej) niszczą integralność osobniczą (słabiej lub mocniej). realizuje się jako jedna i brzegowa warstwa aktualna (i kilkuelementowa). że nigdy nie można postrzegać czasoprzestrzeni w jej aktualności. to poziom najważniejszy. co dla mnie oznacza stan.ale. bo każde moje badanie jest już działaniem stronnym. już do niczego innego nieredukowalny energetyczny proces. 46 . .ale zarazem przez to "wąski".świadomość . ale z zakończeniem w chwili aktualnej (i zawsze "punktowo"). ale cóż ciekawego jest na/w brzegu poza samym brzegiem? to nie świadomość "jako taka" jest ważna.że nie ma stanu. świadomość to wszystko. jeżeli mogę takiej gradacji użyć. ponieważ zachodząca tu zmiana to "ja". . co mnie stanowi . piramida ma szczyt. jednak nie znajdę w mózgu żadnego przedziału ściśle i tylko do poziomu świadomości ograniczonego. nie badać.jestem jedynym "przyrządem". strumień świadomości dziejący się "tuż przed" brzegiem jest mną. taki "punkt osobliwy" musi się wytworzyć w wielowymiarowej ewolucji. czyli "na przecięciu" byłego i nadchodzącego. które ten szczyt "wynoszą" w górę. poziom "świadomość" jest mało ciekawym poziomem. że jestem . rejestruje już wysoki. stwierdzić. ale poniżej są wszystkie poziomy. to. i nic więcej. realizuje się jednocześnie w wielu punktach i na różnych poziomach. analiza liniowa i następcza (a przede wszystkim. który może to odczuć. który odpowiada za świadomość – całość mózgu jest potrzeba do zbudowania (i budowania) się świadomości. dlaczego? ponieważ strukturą dwustronną i ośmiowymiarową jestem tylko ja. dlatego także obserwowanie i analizowanie wydarzeń w obrębie umysłu przybiera formę procesu rozmytego i rozciągającego się na wiele lokalnych stref i punktów. mogę się do niego przybliżać i "drobić" składniki . czyli? to operacje na "poziomie operacyjnym" są tym. co uznaję za świadomość.jednak jako byt znajduję się w "teraz" świata. nigdy jednostkę zmiany. tylko pewien. cały umysł.to jest ta moja nieustanna rozmowa ze sobą. "szczyt piramidy" . które dzieją się w "historycznej" (i rozciągniętej w czasie i przestrzeni) strukturze. mocno rozwleczony w czasie i przestrzeni fakt. . w opisie. która jest mną. powierzchniowa) "szatkuje" tę jedność. co ważne. tu opis sam siebie opisuje-doznaje – tutaj umysł sam siebie analizuje. w efekcie widzi ją rozproszoną w odległych miejscach. to.to poziom o "jeden kwant" przed osobliwością jest dla mnie szczególnie ważnym poziomem – jest najważniejszy. tylko pojawiające się i wzajemnie na siebie działające abstrakcje są mną. świadomość to całość. ale na podbudowie całości.poziom operacyjny jak we wszechświecie brzeg i środek są wszędzie. dlatego żaden przyrząd tego stanu nie uchwyci. który zarazem na/w tym poziomie się tworzy i który tego poziomu dotyczy. czyli mały i łatwy do zniszczenia. i niczego więcej (w zmianie) już być nie może. ale bezpośrednio dostępny jedynie w opisie (odczuciu). gdyby nie dziejące się na/w nim operacje na abstrakcjach. przez co poznanie całości okazuje się trudne lub niemożliwe. przecież to "zakres" brzegowy oraz kończący wydarzenia."ja" to umysł. tak po prawdzie (i w pełni szczerze mówiąc). co stanowi jedność i jeden fakt z pracy umysłu. chwili. wszystkie poziomy i wszelkie procesy . były "jedynie" stanem osobliwym. dlatego go nie wskażę . skutkiem tego.

- umysł - poziom operacyjny wyodrębnienie w analizie umysłu "poziomu świadomości" jest tak samo umowne, jak każdego innego z ewolucyjnych zakresów, jako coś odrębnego nie istnieje, jest wytworem niżej leżących zjawisk. jednak skoro świadomość jest najwyższym poziomem, pojawia się pytanie: czy w obręb tego zakresu wchodzi wszystko, co dzieje się niżej? - czy, mówiąc inaczej, każdy proces niższego poziomu ma odbicie w/na "poziomie operacyjnym"? odpowiedź, jak zwykle, jest złożona: i tak, i nie. - jako elementarne stany, jako składające się na fizyczną postać procesu, takie elementy mają swoją reprezentację w tym, co się ostatecznie pojawia w świadomości. przez sam fakt, że myślenie to przebieg energetyczny zarazem kodowania i dekodowania, aktualno-historyczny - już to decyduje o tym, że w końcowej warstwie poprzednie się jakoś objawiają. nie byłoby tego ostatniego poziomu, gdyby nie wcześniejsze. ale, zrozumiałe, nie ma zarazem możliwości, żeby wszystkie elementy i w pełnej postaci się tutaj pojawiały. nie ma ani możliwości, ani takiej potrzeby. to, co już wypracowane (opanowane i wyuczone), nie musi się pojawiać w polu świadomości, bo będzie skutecznie przeszkadzało w działaniu. kiedy będę kontrolować każdy mój krok (albo jego składowe), najpewniej żadnego kroku nie wykonam, bo dojdzie do przeciążenia umysłu trudem analizy ogromu szczegółów. życiowa konieczność (ale i reguła ewolucji) zmusza do uczenia się zachowań automatycznych, bo uczestniczenie w świecie bez takich zachowań nie jest możliwe. poziom automatycznego, a więc szybkiego "obrabiania" danych, nie musi być uświadamianym, właśnie ze względu na wybudowanie się stabilnego i już sprawdzonego w działaniu energetycznego "kanału" - jednak może być "wywołany". w razie potrzeby może przebić się na poziom świadomej analizy, może zostać na nowo przebudowany w odpowiedzi na zmienność warunków - ale nie jest niezbędny. odruchy są zaburzane, kiedy w nie ingeruje powolna w sumie świadomość i jej reguły. nawyki, czyli stałe formy zachowania (w miarę stałe), które można nazwać "stabilizatorami", bo pozwalają na sprawne zachowanie (a przez to także skuteczne w podobnych warunkach), te zachowania nie muszą docierać do poziomu świadomości. drobne, wyuczone reakcje (czy zespoły reakcji), to nie jest element, który musi podlegać nieustannie analizowaniu, można go zastosować poprawnie jako automatyzm. - owszem, kiedyś był w centrum uwagi i stanowił problem, jednak powtórzony już wielokrotnie i sprawdzony, zeszedł "niżej", w obszar "odruchu" (ewolucji o postaci "pełnej", która nie musi docierać już do brzegu, do osobliwości). po dłuższym okresie uczestniczenia osobnika (umysłu) w ewolucji świata, nie tylko fakty składowe abstrakcji (np. "zgłoski") wchodzą w obszar reakcji automatycznych, ale także zbiory "słów" i "całe zdania" - a nawet, w szczególnie zabudowanym abstrakcjami umyśle, zbiory zbiorów (np. abstrakcje kodujące systemy filozoficzne). coś, co wcześniej było elementem wydarzeń świadomych, nie musi już zajmować tego poziomu - i te, ze swojej "osobliwej" natury ograniczone zasoby (przestrzeni i czasu), mogą być uwolnione do zadań szczególnie ważnych (wyższych). elementy znajdujące się w umyśle, nawet te najdrobniejsze (fizycznie lub psychicznie), były kiedyś w moim życiorysie elementami świadomości i przeszły przez warstwę aktualną - żeby następnie "opaść" niżej. w mózgu nie ma elementu, który by nie został "przepracowany" - to wszystko jest moje - to wszystko jestem "ja" – to wszystko to "osobliwie osobliwa osobliwość". co oczywiste, co również łatwo zauważyć w codziennym funkcjonowaniu umysłu, automatyzmy nie wnoszą przyjemności. są koniecznością i pomagają działać na co dzień, jednak jak czynność wielokrotnie powtarzana wydaje się nudna – tak samo procesy automatyczne są dla mózgu niekiedy banalną, a czasami uciążliwą potrzebą. nowość, ruch, zestawianie elementów, budowanie obiektów (czy całych "dzielnic"), wyzwania "architektoniczne" - to jest ciekawe i "elektryzujące" dla umysłu (bo są "wyładowania" i "błyskawice"). umysł lubi to, co zna – ale kocha zdarzenia, których jeszcze nie doświadczył.
47

- pole operacyjne a świadomość wniosek: nie wszystko może oraz musi znaleźć się w obrębie pola operacyjnego (świadomości). - ale nie tylko tak, powiem nawet więcej: nie wszystko, co w polu operacyjnym zaistnieje, musi się znaleźć w obrębie świadomości. jeszcze inaczej, nie wszystko, co przedostanie się na poziom świadomości, będzie tak długo przebiegało, żeby mogło być "zrozumiane". w czym rzecz? w tym, że czas, zakres tworzenia się abstrakcji w polu operacyjnym, na/w poziomie świadomości, jest na tyle długi, a powiązania w strumień energii skomplikowane (muszą się przecież poszczególne, kolejne pojęcia wybudować) - że może dojść do sytuacji, w której pojawiające się abstrakcje nie "zazębią" się o siebie, że zaistnieje pomiędzy nimi na tyle duża przerwa, że uniemożliwi to "kontakt". - albo, to druga możliwa okoliczność, że nacisk sytuacyjny będzie tak znaczący, natłok wydarzeń w takiej skali, że wystąpi "gonitwa" i "deptanie sobie po pietach" budujących się elementów. i w rezultacie proces również nie uzyska stabilnej, długotrwałej postaci. brak energii szkodzi, jednak jej nadmiar (w jednostce czasu) także jest utrudnieniem. a kiedy nie ma stabilizacji, to nie może być dobrego, pogłębionego analizowania - zrozumienia procesów (czy siebie). - i konieczne w tym kontekście pytanie: jak szybko działa świadomość? odpowiedź: wolno. to wyjaśnia, dlaczego w strefie świadomości może się nie "pomieścić" abstrakcja, i to nawet dobrze opanowana. ponieważ w polu operacyjnym abstrakcje tworzą się jako ostatni poziom, czas potrzebny do ich "wyprodukowania" jest znaczny. zanim rozrzucone składowe się złączą, musi upłynąć "chwila" – cóż, złożenie, "zapętlenie" wielowymiarowego procesu trwa. w tym miejscu musi pojawiać się konieczne wyjaśnienie – dlaczego stwierdzam, że dziejąca się na/w poziomie operacyjnym, czyli w warstwie świadomości "tuż przed brzegiem", ewolucja nie może zostać zrozumiana, uświadomiona? przecież jeżeli mówię, że poziom świadomości jest najwyższym i ostatecznym w ewolucji, to zarazem, tak by wynikało, jest poziomem "zrozumienia" - otóż nie. i nie ma w tym sprzeczności. to łatwo "odczuć", kiedy "wgryzać" się w swoje reakcje. owszem, czuję wyraźnie, że strumień świadomości się toczy i pojawiają się w nim kolejne abstrakcje (pojęcia, elementy) i że jest to jedynie mi dostępny poziom analizy (właśnie analizy, siebie czy świata), że "tu" się znajduje moje "ja" - jednak, warto na to zwrócić uwagę, poziom "zrozumienie" tego procesu jest niejako "powyżej", "nad", czy "poza" tą rzeką energetycznych przemian. świadomość "płynie", goszczą w niej kolejne pojęcia (abstrakcje), ale to, że "wiem", co to jest i to "rozumiem" - to znajduje się poza tym ciągiem zjawisk, lokuje się "wyżej". posiadam w polu operacyjnym (czyli w przedziale operacji chwilowych) zawsze tylko kilka elementów, przez psychologię rejestrowanych w ilości 7 (+/- 2), tylko że ich "zsumowanie", "zrozumienie" jest poza nimi. i jest to oczywiste, skoro świadomość jest punktowym i brzegowym zdarzeniem, nie może się składać z kilku elementów. warstwa kwantowa, poziom świadomości jest ostatnim - ale "poza" nim jest "zrozumienie" tego procesu. i tak wyznaczony zakres "pola operacyjnego" jest rzeczywiście ostatnią warstwą - ale ostatnią odmieniającą się warstwą przed "bezruchem" osobliwości ("ja"). świadomość to kilkuelementowy poziom, natomiast zrozumienie, osobliwość, to jedność – to punkt. mówiąc inaczej, moja świadomość jest przedziałem ewolucyjnych zjawisk, ale jest właśnie przedziałem, nie punktem brzegowym. jest zakresem granicznym i maksymalnym, jednak to jeszcze nie koniec, posiada swoje "ukoronowanie" i zakończenie w punkcie - w jedności "zrozumienia". świadomość jest przedziałem wydarzeń, który się kończy i musi się skończyć "powyżej" i punktowo (czyli w bezruchu), ale w polu operacyjnym jeszcze się toczy. powiem to w następujący sposób - świadomość to poziom, na/w którym coś jeszcze się dzieje, jest ruch i życie, tu abstrakcje "hasają", pojawiają się i giną myśli różnego kalibru i znaczenia - ale "zrozumienie" tego "ruchu" dokonuje się "o kwant" wyżej, już na/w brzegu, w osobliwości. a osobliwość to "spokój" brzegu, to punkt kończący proces. i jako taki leży poza zmianą.
48

"aberracje" umysłu

49

problem jednak jest i musi być rozstrzygany (zawsze i ciągle).w skrajnym przypadku nawet śmiertelne. w których układ istnieje? nie będę tu podawał przykładów. których działanie oparte jest na abstrakcjach.przy czym. nawiasem. . który odzwierciedla w sobie życiorys tego osobnika i jego sposób postrzegania świata.jeżeli ustalam. 50 .nie ma aberracyjnych abstrakcji produkowanych przez umysł. to poważne zagrożenie dla stabilności takiego układu . to również nie mam sposobu. że nic więcej poza abstrakcjami powstałymi w tym umyśle nie ma i że to cały świat. są poprawne. i jeżeli pozwalają przemieszczać się w środowisku. pytanie z repertuaru zasadniczych: czy w takiej sytuacji mam prawo pomagać w zmianie owego systemu. . zresztą taka zmiana to proces długotrwały oraz trudny. nie ma w takim ujęciu miejsca na abstrakcje absolutnie dobre czy złe.w tym konkretnym układzie może być wartością maksymalną i poprawną. oczywiste i zrozumiałe. a odpowiedź nie jest oczywistą. jednak takich działań podejmowanych "z pobudek" było w historii sporo. że postrzegam otoczenie zawsze z pozycji konkretnego układu . to wytworzone tak pojęcia muszą być i są poprawne . nie ma miejsca na abstrakcje definitywnie błędne. lepszy)? kiedy na taką pomoc druga strona jest przygotowana i jej potrzebuje. a za chwilę przybierze to postać myślącej struktury technicznej – i wówczas zagadnienie (wyłączyć ."aberracje" umysłu . i ze świadomością. nawet nie silę się na nakreślenie zgrubnych granic dla tak pojętej wolności osobniczej.jeżeli stwierdzam. żadnych możliwości ustalenia "wartości" abstrakcji oraz ich gradacji. co więcej.nie wyłączyć?) nabierze bardzo ostrej postaci. że mój jest sprawniejszy. chodzi także o zwierzęta. że osobnik stosujący abstrakcje odczuwa dyskomfort w swoich relacjach z otoczeniem. . to są to dobre i poprawnie zweryfikowane symbole świata. że kiedy wprowadzę do analizy zewnętrzny układ odniesienia. może być mało przydatne dla mnie i mojego oglądu otoczenia. że ten konkretny opis otoczenia pozwala przebyć w nim następujący dystans oraz zdobyć tyle energii.abstrakcje błędne aberracje umysłu? nie. co ważne. stąd cudzysłów w tytule. zmiana zasadnicza a nagła. nie powinno być to dylematem (ale zawsze jest to kwestia do oceny). więc o "aberracjach" umysłu mówić nie mogę. . że "trudno być bogiem". a radykalna zmiana nie jest możliwa bez utraty tożsamości (i w ogóle niemożliwa w głębokiej warstwie). czyli rzeczywistość z jej fizycznymi właściwościami. że chodzi o jednostkę.czy mam do tego prawo? czy mogę "w imię dobra" (jakiegoś) wpływać na abstrakcje. a inny jest pod tym względem lepszy lub gorszy. mogę określić poszczególne abstrakcje i systemy definiujące świat z uwagi na ich wydajność. ale jednocześnie dla jego właściciela oznaczać będzie sens życia . może się odbywać tylko krokami (kwantowymi).. natomiast kłopot pojawia się wówczas. jednostka i jej abstrakcje są w każdym przypadku równoważne wobec innych – i jeżeli istnieją. kiedy zmiana oznacza głęboką przebudowę takiego systemu pojęć. bo każde pojęcie budowane w umyśle jest jakoś poprawne. abstrakcje osobnicze są systemem. ale z zastrzeżeniem. czy mogę wchodzić w zbiór pojęć innego bytu i go odmieniać (bo uznaję. tylko że nie ma innych pojęć.oczywiście zdarza się. że traci siły na szamotanie się w realiach. a kiedy nie mam skali odniesienia. i nie można go zawężać tylko do człowieka. które oznaczają inną osobowość i zarazem są skorelowane z warunkami. ale jednocześnie brak na to wyraźnej zgody . ponieważ jeżeli istnieje układ je tworzący i pokonuje przy ich pomocy środowisko. i wówczas mogę powiedzieć. logicznie punkt od punktu niczym się nie różni.ponieważ nie ma skali porównawczej. może być nawet świadom. dlatego musi być wydajny – bowiem istnieje. natomiast pytanie wydaje się ważne. dylemat dotyczy wszelkiego rodzaju układów. nie ma czegoś takiego. bowiem dotyczy to jednostek i zbiorowości. osobę lub jakoś zborną w swych reakcjach i zamkniętą zbiorowość (brak w jej ramach punktu odniesienia i możliwości weryfikacji użytkowanych pojęć).

czy zamknięte granice do kontaktowania się z innymi) – ale ponieważ muszę odnosić abstrakcje do czegoś. które w efekcie usamodzielniają się i skutecznie przesłaniają świat (rzeczywistość). jak najbardziej. a nie mogę. "światów równoległych". o tyle w trakcie majaków nocnych obszarem weryfikacji i punktem odniesienia jest sam umysł i jego zawartość. ale również zbiorowości. efekt reguł. są. fizyczną ścianę odcinającą mnie od świata (zamknięte oczy. powyższy schemat (wielokrotne sprawdzanie) oczywiście jest zachowany. które można określić jako "zboczone" (żart. ale z odniesieniami). sam przeprowadza dalsze etapy ewolucji na tak wytworzonych abstrakcjach – i sam następnie ustala. nie odnosi się to wyłącznie do "prostego" rozumu. czy kolejne formy ewolucji są. żeby być dokładnym.i bez fizycznej weryfikacji nigdy się z "majaków" nie wyzwolę. i wówczas mogą powstać "światy równoległe" albo inne chimery – w takiej twórczości nie ma żadnej różnicy w mechanizmie powstawania abstrakcji. jako pojęcie dobrze mieści się w przyjętych schematach (i wzorach). . czyli abstrakcja dostarcza podstawy do doświadczenia. inny przykład. to moja produkcja pojęć na jawie niebezpiecznie zbliża się do sennego zwidzenia ..abstrakcje "błędne" abstrakcje. to "przebitka" ze świata "na jawie". nie dotyczy to wyłącznie snu. bowiem za chwilę układ ponownie popada w samozaspokojenie (abstrakcyjne). która operuje wyłącznie własnymi pojęciami. i nie mam tu na myśli wyłącznie produkcji umysłu w czasie snu. ale.i koniec. "dusza". które z zasady nie mogą być zweryfikowane tu i teraz. ponieważ to zakres ciemny. czy są takie światy. o ile w czasie "snu na jawie" (czyli normalnego działania umysłu) odniesieniem jest realny świat zewnętrzny. jedyna różnica jest taka. tylko nie tu obok i nie we mnie. żeby się nie pastwić nad religią i jej "fantazjami". powstają w układzie i nie jest im dana szansa weryfikacji. że jest i poprawna.. a które w chwili śnienia są zaburzone. które stosuje się na co dzień. ponieważ wykracza to poza zakres możliwości układu (np. czy też nie są poprawne.tylko zmienia się punkt odniesienia. odniesienie do nauki i tzw. że sankcja snu odrzuca byty skrajnie "zdeformowane" (niepokoi). która kształtuje się w formule dużej dowolności łączenia elementów. normalną koleją rzeczy. a raczej. która nie może zostać sprawdzona.doświadczenie – abstrakcja. ale dalej proces biegnie bez odwoływania się do niego. ale w przypadku abstrakcji "aberracyjnej" (np. że to sen i że "coś tu nie gra". kosmos itp. ale odnosi się to do wszelkiej aktywności mózgu.jeżeli nie mogę zobaczyć. zawsze musi być zachowany . dotyczy to jednostki. i doskonale objaśnia (wszystko)? umysł sam wytwarza "byty". natomiast sankcja tytułu naukowego nie zawsze potrafi mocno się objawić. "niebo".. ale ponieważ z zasady zweryfikowana być nie może. więc czy można się dziwić. tylko elementy na wejściu i wyjściu odnoszą się do siebie samych. to typowa abstrakcja w dowodzeniu sama z siebie. eksperyment sprawdzający jest prowadzony poprawnie. kiedy umysł wyprodukuje abstrakcję z elementów posiadanych (które były wytworzone wcześniej i jakoś mają się do świata). tworzy się łańcuch zdarzeń: abstrakcja . które istnieją "tu-i-teraz"? nie.). jawę przecież śnię wraz z innymi i przy pomocy tych samych abstrakcji. a że "światy inne" są gdzieś i kiedyś? owszem. które muszą odnosić się do otoczenia. ale każdego działającego centralnego ośrodka nerwowego. i produkuje kolejne abstrakcje. 51 . wyodrębnić (ustalić) szczegółów w trakcie tworzenia moich abstrakcji. ewolucja budowania pojęcia poczyna się z kilku wyjściowych elementów. dotyczy to abstrakcji. podkreślam. że niekiedy w trakcie snu pojawia się myśl. jest treścią doświadczenia i także wnioski muszą opierać się na tymże doświadczeniu. obraca się w kole dowodzenia. przybiera więc postać: abstrakcja . czy jest to abstrakcja wywiedziona poprawnie z poprzednich? ależ tak. możliwość latania. czy ma w sobie sensowną treść .tak. kiedy rozum śpi. abstrakcje szaleją. mam barierę. następuje ich weryfikacja. ale na krótko. wspomniany schemat się urywa. to odnoszę je (siłą rzeczy) do innych abstrakcji. i nigdy nie. sennej). druga strona księżyca.

przykład . po pierwsze. dlatego sprawa staje się "piramidalnie" (wielowymiarowo) trudna i skomplikowana. ponieważ kwant od kwantu niczym się nie różni. oraz tego. odrębność kodowania w każdym umyśle. i proszę o nie przerywanie lektury w tym momencie ani przeciwników. skoro działający umysł z zasady nie może wyprodukować całkowicie błędnych i niezgodnych wobec mechaniki świata abstrakcji. ani zwolenników wzmiankowanego "zjawiska"."telepatia" lista irracjonalnych. jednak nie jest tak. owszem. bo może trafi nie tego (tą). np. "miłość". żeby opór otoczenia pokonać. a przecież do tej słownej abstrakcji. są wspólne reguły budujące abstrakcje.co więcej. właściwości ewolucji to raz i na zawsze załatwiają. jest to niemożliwe. co już padło. to już nie przekaz jednego słowa lub znaku. to sensowna (nawet rozumna) abstrakcja. co trzeba. punkt .. za "telepatią" coś faktycznie stoi. a nie do konkretnej osoby (struktury ewolucyjnej). i to w kontekście tego. ponieważ sprawa posiada wielowymiarowe odniesienie (to dość trafne słowo dla tego "zjawiska"). więc albo trafi . zapewne zwolennicy. czym posiłkuje się ta tak powszechnie (na poziomie dnia codziennego i w "twórczości" popularnej) używana abstrakcja . żeby ich podejście z góry odrzucić. i z tego powodu warto ją zanalizować.abstrakcje "błędne". żeby wywarła pożądany efekt. .. przecież to sygnał "do świata". czyli nie ma przekazu danych. a nie reklama z gazety. a nie słaby sygnał na pograniczu odbioru przy pomocy najczulszych detektorów.i co z takim fantem zrobić? nic. dlatego. potrzebne jest działanie . czy można więc przekazać na odległość (a tym bardziej dowolną odległość. można to zrozumieć. dlatego. . co dalej pojawi się w kolejnych punktach. warto spytać i zastanowić się. a przecież umysł to słaba energetycznie konstrukcja (jako nadajnik).tylko że nic z tego nie wyniknie.dalej. szkoda się wysilać.w czym rzecz? nie wchodząc obecnie w szczegółowe definicje. wysłać sygnał w otoczenie może wyłącznie poprzez elementy pośrednie (nie ma przekazu bez nośnika).co się za tym kryje? dlaczego ma tak silne konotacje i dlaczego z jednej strony jest negowana. którą akuratnie przeglądam. przynajmniej w tej chwili. i to z różnych powodów. podkreślam. będą lekko zawiedzeni. jednak chciałbym się odnieść do pewnego konkretu. ale za to szalenie żarłoczna . które uwiarygodni. "telepatia" to przekaz informacji na odległość. potrzebuję energii (i jeszcze raz energii). bariera środowiska. nie istnieją żadne możliwości. jak chcą zwolennicy) sygnał przez "twarde" środowisko? i oczywista odpowiedź: nie można. a na pewno poszerzające zakres dyskusji. zamierzam przekazać komuś słowo "kocham". chodzi o "telepatię".w ujęciu na dziś. żeby w odrębnym do mnie umyśle pojawiła się abstrakcja. w odniesieniu do umysłu i tworzenia w nim abstrakcji. której ja będę przyczyną .w ujęciu. której słaby i skomplikowany zarazem sygnał nie przebije (natychmiast zostanie odsiany). "telepatia" to czysty wymysł i "zboczona" abstrakcja? otóż nie. która oddaje pewne procesy. ale całego zasobu umysłu . trójkąt (też abstrakcję. że jest to sygnał wartościowy. tak sobie" ani w próżni. żeby przesłać na odległość informację w dowolnej postaci. skoro ja i ten drugi inaczej widzimy np. po drugie. które dominuje na dziś. ponieważ zagadnienie zdefiniować można na poziomie (mniej więcej) zgodnym z oczekiwaniami obu stron. że tego faktu nie przyjmują zwolennicy "telepatii".. 52 . słabo przystających do świata abstrakcji jest spora (a nawet pokaźna) i może interesujące byłoby omówienie choćby kilku. jak mam komuś "przesłać" słowo. ale "prostą")? być może dałoby się "przesłać" kwant. dlatego nie dostrzegają szczegółów determinujących taki przekaz. ale nie jest to moim celem i zadaniem w tym miejscu. czy podobnie nacechowane emocjami i kierowane pod ścisłym adresem. .i to silne. ale każdy tworzy je na własne ryzyko i potrzeby. a z drugiej uznawana za fakt? czy tzw. nowe spojrzenie na to zagadnienie. można zaproponować inne. to nie może się dziać "ot. przecież są w szponach abstrakcji. niezbędne byłoby dodanie całego emocjonalnego "zaplecza". czyli bardzo już skomplikowaną abstrakcję.albo nie.

na całość wydarzeń (bliższych i dalszych w czasie oraz przestrzeni). takiego przekazu być nie może.i uzyskuję efekt w odbiorcy. a nośnikiem jest fizyczna zawartość umysłu. jak to się zakłada w telepatycznym działaniu. kiedy piszę. czyli "wypływ" z mojego umysłu. tym razem już wyraźny. to można nawet powiedzieć.telepatia maksymalna. wbrew pozorom. czytając o zmaganiach herosów w wojnie o piękną. dlaczego ten temat się pojawia w zapisie . jak najbardziej racjonalne i poprawne ujęcie świata.logiczna treść procesu opisana jest poprawnie. już sam fakt. jak najbardziej rozumne i głębokie znaczenie. ciekawszy w tym wszystkim podtekst i główna myśl: "telepatia" istnieje. nośnikiem jest tu sama ewolucja i jej reguła kodowania. istniejącego procesu. każde postępowanie rozumu. jestem nadawcą. czy to nie jest połączenie z twórcą obrazu. a zwrotnie również buduje na nowo umysł. które są tak ważne w relacjach. a ewolucja ją łapie i przemieszcza do kolejnego bytu.jakiego? każdego. ale wszelkie kroki prowadzące do niego znikają w zakresie ciemnym oraz są nieuświadamiane . działam na otoczenie i je przekształcam. obecnie już rzeczywiście telepatycznym działaniu. już to przydaje etykietkę rozumności z samej zasady (i nie jest to błahy argument). przecież zasadnie. rzucam myśl. ten sam efekt osiągam. którym operuje. oddaje pewien zakres reagowania rozumu. bo mogę do napisanej kartki z życzeniami dodać swoją podobiznę czy głos w przekazie. czy taki przekaz jest ograniczony do metra. a ponieważ umysł tworzy również sam siebie. że ta abstrakcja powstaje w umyśle. przecież głęboka treść abstrakcji odpowiada prawdzie. która powstała jako uogólnione zdefiniowanie procesów. opis działania telepatycznego posiada. podkreślam to. to oczywiste.nic nie robić – ponieważ. i dochodzi do aktu przekazania nawet najbardziej w swojej treści skomplikowanego "listu". bo nie ma to sensu i nie chcę tego czynić. które następnie zostaje rzutowane w otoczenie. nie zamierzam naigrawać się ze zwolenników "telepatii". kiedy czytam książkę sprzed tysięcy lat i z obszaru innej kultury. że zwolennicy będą (nieco) zawiedzeni . jest jednak jeszcze inny. dochodzi do mnie informacja-sygnał ponad czasem i przestrzenią – buduje się kanał łączący nadawcę i odbiorcę. każdego. nie dociera do szczegółów (i podpoziomu). przez nacisk moich myśli. 53 . operujący abstrakcją posiada wynik działań. i to połączenie ścisłe? analizując wzór matematyczny wręcz sięgam Kosmosu. to zobrazowanie realnego. że każde działanie w jego obrębie to telepatia .jest to. to telepatia. czy rozdzielają nadawcę i odbiorcę tysiące kilometrów . "ja". tylko. obawiam się. z której korzystam. coś takiego rzeczywiście jest faktem. tak. rzutowany w otoczenie. telepatia zmienia świat. ale . a że inaczej wyglądają szczegóły. . połączony z narratorem. którym działa na otoczenie umysł.ja. jest to racjonalne zjawisko. ale jakże daleko od fizycznej zawartości. to już sprawa uboczna.takie "coś" nie istnieje. nie ma również żadnego znaczenia. a więc dodać inne poziomy informacji. jednak dokładnie ten sam efekt uzyskuję wrzucając butelkę z wiadomością na środku oceanu. czyli kolejnymi krokami mogę w ten sposób wpłynąć na swoje zachowanie i odmienić się. a którą koduje słowo "telepatia". ale to jednak nie oznacza. który wykorzystuje środowisko w zgodzie z jego właściwościami .choć nie powinni.jest nadający. ponad czasy i przestrzenie (a nawet przez różne kultury). wpływam. w prostym ujęciu "telepatia" jest tworzeniem w innych zmian. oraz odbierający . że go nie ma. czyli nieskończoności-i-wieczności . w każdym takim. i to bardzo skutecznie. czyż nie jest to czystej wody telepatia? a kiedy oglądam na wystawie obraz i "chwytam" jego treść.abstrakcja. nadaję mu postać zgodną z moimi myślami. poddałem się telepatycznej sile. pomimo swojej irracjonalnej (błędnej) bazy tłumaczącej.i to jest główny powód. jestem telepatycznie. dokonuje w nim deformacji. . . który jest tego świadkiem.jakie to proste. dokładnie tak. mówię lub tworzę dowolną rzecz i w dowolnej formie. to poprawnie wywiedziona ze świata cecha – jednak ponieważ jest abstrakcją właśnie.

wszelkie granice i abstrakcje tworzą "wyspę" w/na morzu rzeczywistości. . z tego wynikają ważkie konsekwencje . to ona określa warunki. jak stanowią granice konkretnej wyspy. niczego innego nie mam. powtarzam.to zawsze (i tylko) jest wyspa. najbardziej powszechne i reprezentowane szeroko są poglądy "proste". 54 . w jednostce zestaw pojęć ma formułę (postać) piramidy. że "filozofia uproszczona" to główny typ pojmowania świata przez większość elementów tegoż świata. uproszczone. z której oglądam i definiuję wszystko wokół. właśnie racjonalne. że wytworzona w umyśle abstrakcja jest jedyną – a przez to z zasady prawdziwą. . wszelkie abstrakcje. jako obywatel świata. muszę przejść na pozycje. jak wydaje się.i nigdy pewnego do końca. jakimi układ poddawany modyfikacji dysponuje. czyli sprawdzonego (do pewnych granic) systemu pojęć. kultura. czyli nie przeskoczę tego płotu granicznego. który wyznacza (narzuca) druga strona.nauka a pseudonauka . tak w bazie fizycznej. który chce innego obywatela przekonać do racjonalnych pojęć. dotyczy to zbioru pojęć konkretnego osobnika. mogę wysilać się niepomiernie. a nie moje zachcenia. to uniemożliwi kontakt. których nie można w codziennym działaniu zweryfikować. muszę również zaakceptować i przyjąć do wiadomości. czy rzeczywista lokalizacja pośród oceanu h2o . wyznaczają zakres mojej swobody. to zakres rozpoznanego przeze mnie obszaru. moje abstrakcje podpowiadają mi obraz świata. to ani mam prawo dramatycznie szybko je zmieniać (ponieważ to może dać fatalny skutek). ani nie osiągnę celu poprzez pohukiwanie i pouczanie (w imię racji). kiedy jednak chcę taką zmianę uzyskać (która w ogólnym bilansie poprawi działanie całego układu i poszerzy zakres racjonalnego działania jednostki i zbiorowości). ponieważ każda nadmiarowość zostanie odcięta. nic więcej . choroba odcinająca od otoczenia czy zamknięcie oczu na świat. ustalę w zewnętrznej ocenie kolejność na liście. obiektywnie mogę wyznaczyć w takim zbiorze zalety składowych (skuteczność w pozyskiwaniu energii). nauka . można działać tylko tak.zwłaszcza dla nauki.jeżeli stwierdzam. żeby przekazać "sygnał" dalej. oraz dla szeroko pojętych działań.aż po najbardziej ogólne ("na szczycie"). które obierają za główny cel propagowanie i postępowanie według racjonalnego. przy czym nie ma znaczenia.nic mniej. i jest to jedynie dla mnie dostępne "zeskanowanie" rzeczywistości.tak dla mnie. muszę z tego faktu wyprowadzić konsekwencje.. religia. zmieniać po kawałku i zawsze "od środka" . tak w logicznej nadbudowie. w środku (wewnętrznie) zarchiwizowanym "odbiciem" otoczenia. jeżeli inny osobnik posiada ugruntowany zestaw danych o otoczeniu. a sprawdzonego poprzez wielokrotnie eksperymenty . podobnie w społeczności.i moim. to granice mojej wyspy. jednak w ramach konkretnego układu tego zrobić nie mogę. że osobnicze abstrakcje (dowolne) są jedynie dostępnymi i poprawnymi z założenia – to. tak dla każdego. że jest . te sprawdzone i wielokrotnie stosowane odwołują się do najbliższego zakresu.przyszłość irracjonalizmów . nawet nie zostanie zauważona. w tym przypadku zestaw abstrakcji. która "odpowie" na wysyłane przeze mnie sygnały. jednak brak u odbiorcy abstrakcji. a pojęcia ("znaki" oddające świat) w ramach tak pojętego układu (jednostki czy zbiorowości) są jedynie dostępnymi – oraz. i nigdy jako dogmat do wierzenia. a to oznacza wejście w zakres. z zasady prawdziwymi (poprawnymi). jak i zbiorowości osobników. to zawsze jest jedynie dostępne. dlaczego? przecież nie będzie dla niej w odbierającym układzie "rezonansu".świat jest taki. mogę go tylko zmieniać. które wyznacza druga strona. czy decyzja władz blokująca kontakt z innymi. pozostałe tworzą zbiór (zbiorowisko) mniej lub bardziej zdefiniowanych .filozofia uproszczona mam oto taką sytuacje. czy jest to "wyspa" języka (dowolnie już pojętego). "punktowe" (i osobliwe) postrzeganie i opisywanie rzeczywistości. tu mogę wypowiadać się kompetentnie. ani nie uzyskam potrzebnego i długotrwałego efektu zmiany postaw.kwantami. symbole językowe. muszę uwzględnić stan odbiorcy. i dlatego są pewnymi. wszelkie posiadane przeze mnie pojęcia są mną (to ja) .

z pełną świadomością ograniczeń. że tak jest . to jedynie w tych okolicznościach dostępny sposób na zmianę struktury zbioru – oczywiście można ją zadekretować odgórnie. kto taki "zagmatwany" przekaz do nich wysyła. naukowego). od fundamentów.jeżeli zarazem wiem. "filozofia uproszczona" to nie jest synonim pójścia na łatwiznę czy oszukiwanie innych. tu i teraz. mówiąc inaczej . więcej filozofii (uproszczonej). a jak zmienić proporcje? muszę zejść w swojej argumentacji do poziomu odbiorcy. świadomie przystąpić do budowania naukowej pseudonauki. . to zbiór o "punktowo" pojętej fachowości (stan pełnej wiedzy) i zarazem o maksymalnej ilości informacji z tej dziedziny – oraz z fundamentem. jeżeli wiem. mogę próbować to zmienić. czy szerzenie racjonalnego podejścia do świata . krok za krokiem budować kolejne składowe sytemu i przebudowywać w taki sposób już istniejące pojęcia (znaki). w skali ważności takiego osobnika ma tę samą rangę. zawsze i wszędzie. i nie chodzi tu o popularyzację nauki. że większość ludzi nie posiada i nie przyswoi sobie w dużej skali informacji z obszaru nauki.to muszę się do tego dostosować. ale też o "punktowo" (najmniejsza wiedza) pojętym zestawie informacji konkretnych z innych dziedzin. krokami kwantowymi (czyli powoli). który będzie do przyjęcia dla szerokich grup. jako osobnik pragnący poszerzyć zakres racjonalnego sposoby widzenia świata mogę boleć. dlatego dla dobra rozumu (oraz nauki) muszę "wyprodukować" logicznie poprawny zbiór abstrakcji. ale budowę systemu pojęć.tu idzie rzeczywiście o system. bowiem inaczej odpadnie z rozgrywki o istnienie . pozytywistyczna praca u podstaw abstrakcji (czyli "na ugorze"). to wina za taki stan rzeczy przecież nie znajduje się po stronie tych ludzi – tylko tego. ale który będzie kierowany do maksymalnie szerokiego odbiorcy. dla zdecydowanej większości obywateli świata wiedza o tym.więcej . to jednak jej zawartość ulegnie zasadniczej przebudowie. najszerszym zakresem danych dotyczącym rzeczywistości. a to ni mniej. nie ma innego wyjścia. że zawsze będzie to zbiór danych w postaci "filozofii uproszczonej" . wynika z oczywistego ograniczenia. że każdy układ musi postępować rozumnie. że nie sposób poznać szczegółów każdego zagadnienia. że e = mc2 to ważna informacja. jest po prostu ciekawostką. muszę "wejść" w jego przestrzeń i od środka. które uznaję za irracjonalne (błędne). w konsekwencji.to życiowa konieczność. i kierowany kwantowo. muszę świadomie. 55 . a to już znaczy wiele.zasada filozofii uproszczonej dotyczy każdego układu.ale zamiarem takiego osobnika nie może być poszerzenie racjonalnego podejścia do otoczenia u innych (mniej "zasobnych" w wiedzę struktur) za wszelką cenę. dla tej części społeczeństwa ubiór pani z telewizji jest faktycznie ważną sprawą i nie wolno mi z tego kpić. im szerzej i głębiej postrzega otoczenie umysł (duża ilość punktów oglądu). świadomie i naukowo kształtowany system "prostych" pojęć. ale realizacja musi i tak pobiec "od dołu". i o to chodzi.jeżeli zamierzam "zwalczać" z pozycji racjonalnych poglądy. tym sprawniejsze działanie. . żeby zmienić stan układu (jego abstrakcje). a przybędzie światła. podkreślam to słowo. który będzie zawierał wywiedzione ze świata i zweryfikowane dane. to nie abdykacja rozumu i nauki z ważnych i szczytnych ideałów . ponieważ to nie jest możliwe.jeżeli wiem. nawet bardzo pozornie racjonalnego (np.umysł (dowolny) nie pozna wszystkiego i nie ma na to szansy. mimo że "piramida" wiedzy "modyfikowanego" osobnika pozostanie w niezmienionej postaci. nie ma innej drogi. ni więcej oznacza. . kto wygra kolejny taniec na lodzie czy ubiór panienki znanej z ekranu telewizora – i dobrze. ale nie obrażać się na zasady ewolucji. że są to właściwe proporcje.jednak kiedy pragmatycznie ocenię sytuacje stwierdzę. ale może do wszystkiego krytycznie podchodzić. każdy układ to zbiór danych opracowanych mniej albo bardziej fachowo. za realny cel trzeba uznać stopniową zmianę nastawienia w pozyskiwaniu danych i ich opracowywaniu .jeżeli wiem. wszak one tutaj wyznaczają granice (szeroko pojęte reguły gry). bo brak na to środków lub czasu (czy dostępu do źródeł). jak to. że każdy układ buduje sobie dostępne abstrakcje i są to jedyne abstrakcje . który będzie możliwy do szerokiego stosowania.

i trudno się temu dziwić . to nauka i jej dzisiejsze działanie dostarcza danych do pseudonaukowego opisu rzeczywistości. kiedy wpiszę pseudonaukę w zakres kreacji świadomej. a skutków pożądanych nie będzie. i to wszystkich. ale jest ich niewiele.co najwyżej wypada wyrazić żal. sprawdza się dla mnie . czyli rozpoznawania rzeczywistości.czy "sąsiada" w rozumie (np.ale musi być fundament.to są tematy "odpryskowe". i dlatego również naukowa budowa pseudonauki jest możliwa i konieczna. jak i od pseudonauki. aktualnie tempo przechodzenia abstrakcji z nauki do zbiorowości jest szybkie (i ciągle rośnie).naukowa pseudonauka .odpowiedziałbym. poszerzę w ten sposób swoje działanie . co dla mnie oznacza i jest zachowaniem irracjonalnym. dzisiejsza fascynacja sprawami "dalszymi" . 56 . czy system sąsiada w przestrzeni. odwołanie się do mechanizmu tworzącego pseudonaukę nie jest więc działaniem poniżej godności (naukowca).nauka wyszła od magii. które nurtują osobnika. żeby wszystko przekazać prosto. pogarda dla tego stanu nie zmieni go. żeby pojawiła się zgoda na przydział środków na badania. . a oceniam go z własnego punktu obserwacji. nauka musi wejść na/w obszar. może być w systemie pojęć. . mój system abstrakcji jest mój i teraźniejszy. teren pseudonauki ..jak? gdyby ktoś mnie pytał. zapotrzebowanie na racjonalne objaśnienie świata (ale proste) również. są sobie równe. dlatego tyle samo warte są praktyki magiczne. zwierzęta). . ale przynależą do tego samego obszaru. zmienia się tylko punkt odniesienia i ocena.o ile wspomaga istnienie.ale logicznie. które pojawiły się jako uproszczenie lub zdeformowanie pojęć zaczerpniętych z nauki. że mu to w życiu pomaga. jak to konkretnie przeprowadzić . że wyobrażam to sobie jako "naukową pseudonaukę". o ile osobnik jest przekonany. może ją pogłębić na różnych kursach doszkalających .co więcej. popełniam błąd. jako metoda działania. żeby do magii (naukowej) wrócić. bardzo logicznym i koniecznym działaniem . ale kłopot w tym. ale świadomym wyborem drogi. ale żeby w obiegu społecznym krążyły abstrakcje niezbyt odległe od racjonalnego działania. paranauki są tak samo formą poznawania świata oraz próbą odpowiedzi na pytania. dlaczego pozostawiać to przypadkowemu działaniu . dla dobra własnego.trzeba to przeprowadzić dla nauki i ogółu.o ile pomagają przetrwać.natomiast jeżeli komuś filozofia uproszczona nie wystarczy. manipulacje na atomach są tak samo wartościowe. coś. i wówczas nie ma znaczenia. czy sąsiada w czasie . a więc pomoże. są jej brzegiem w popularnym wydaniu (uproszczonym). które mają zakotwiczenie w świecie. to zmieni stan całego układu. zaciekawienie nauką jest. ilość możliwych "uzysków" energetycznych z rozbicia atomu w porównania do zysku z rozbicia podkowy są ogromne . zrozumiała i dostępna dla odbiorcy. każda metoda jest dobra . jakby to dziwnie nie zabrzmiało.są jedną (czasem jedyną) formą możliwych działania jednostki czy zbiorowości. co naukowe . co oceniam. co musi być podkreślone. ale przyszłość nauki zależy w równym stopniu od niej samej. dokładnie tak. jak metoda naukowa – to tylko inne podejście do udzielania odpowiedzi na aktualny stan środowiska. które zagościły kiedyś w zbiorowej świadomości.i naukę. której celem jest sensowne poruszanie się w środowisku. na którym może się to dziać. tworzone w przedziale ściśle naukowym abstrakcje swobodnie przechodzą do popularnego zakresu i stają się "filozofią uproszczoną". który zawiera abstrakcje tego typu. normą (i "normalnością") jest to. w całości i do końca.jednak to nie "wzorzec" zawsze i wszędzie. irracjonalizmy w obszarze jednego układu są formą zachowań jak najbardziej racjonalnych . długi czas spłacać. ponieważ ważniejsze jest nawet nie to. co w danym okresie za normę jest uznawane. żeby już postawić kropkę nad i: paranauki są częścią nauki. jak przybita do drzwi podkowa. że dokonywało się to i dokonuje bez aktywnego wsparcia strony naukowej. że to proces bez kontroli. powinna powstać nauka do tworzenia pseudonauki. nie muszę zapewne przywoływać sprawy czarownic. albo ufo. są oczywiście "uniwersalniki".jeżeli nie zgłębię owego systemu.nie ma powodu. ale nadszedł czas.

społeczeństwo 57 .

czyli wracam w to samo miejsce w kolejnej odsłonie (dziejów). a to wymaga czasu. kiedy procesy toczą się w skali lat czy dni. więc słowo w jego bardzo skomplikowanej postaci i wielowiekowych odniesieniach. ponieważ byłem wychowywany na abstrakcjach słownych. czyli narastająca przewaga informacji w postaci obrazu nad przekazem słownym. u początków cywilizacji dominował obraz. który się toczy. jednak dzisiejszych obywateli cywilizacji słowa oburza swą prostotą.i zrozumiane. dziś budowane są fundamenty pod przyszły gmach. być może (a nawet wiele na to wskazuje) wydolniejsza swoimi reakcjami od dzisiejszej. każdy osobnik rozpoczyna poznawanie świata od świetlnych i kolorowych "smug" . to będzie. gdyby było to mi dane .to prawda. jednak jest to już inne. więc z zasady "ubogi" . i następny cykl zaczynam w przesunięciu "o jeden kwant". muszę odwołać się do informacji zgromadzonych wcześniej. oczywiście tu nie chodzi o banalne zdjęcie.. tylko już o kolejny poziom "wyżej" (lub "niżej". stan na dziś jest taki. nabiera to zasadniczej wagi. że mam proces. "abstrakcie dźwiękowe" były pierwsze w procesie opisywania rzeczywistości. przesłane. to dla nadchodzących generacji przestanie być głównym nośnikiem informacji. który rejestruje środowisko jednocześnie na/w różnych poziomach i reaguje przez to maksymalnie szeroko. na początku było słowo .inna. a zapis czarnych liter na białej kartce papieru (czy jego kontynuacja w takiej samej kolorystyce na ekranie monitora) to mój świat. nie ma to większego znaczenia. mogę być tego pewien.wymaga aktywności i kompetencji odbiorcy w "obudowywaniu" danych (żeby przekaz zdekodować. nie wejdę do tej "ziemi obiecanej". że jako pokolenie należę do rzeczywistości telewizyjnej. czyli właśnie obraz. i trzeba z tego wyciągnąć wnioski. zaczyna się nowe okrążenie w wyścigu . co dla mnie aktualnie jest ważne i co mnie zbudowało. dlaczego? ponieważ obecny przekaz jest powolny. przekaz słowny (albo adekwatny) jest strumieniem jednowymiarowym. w którym dopiero rozpoczyna się budowa nowych pojęć na tym "zakręcie". czas obserwatorów jednowymiarowych się kończy.ale jego uczestnicy. przecież zawsze jest to samo . w której będzie preferowana abstrakcja obrazkowa. że pochodny stanu obecnego. to zawsze proces następczy i "liniowy".obrazy były u podstaw słów. ale czas architektów dopiero nastanie.dziś to zdecydowanie za mało. ewolucja to proces "kołowania" po spirali. cierpliwości. w chwili początkowej to zmysł wzroku jest na pierwszym planie. z tego powodu przejście do świata obrazu nie jest dla mnie możliwe. tylko o obraz jako nośnik wielu abstrakcji. 58 . że ponownie w obiegu dominują "obrazy". i to pomimo tego. abstrakcje słowne muszą być zbudowane. jaka to będzie cywilizacja? na tak sformułowane pytanie nie ma w tej chwili pełnej odpowiedzi. porównać sygnał z wzorcem i kodem). . za "jakiś czas" znajdą się dokładnie w tym samym punkcie. ponieważ umysł działa wielokanałowo z zasady.cywilizacja obrazkowa obecny kierunek rozwoju cywilizacji. ocena zależy od oceniającego). a abstrakcje kolejnych rzutów dopiero powstaną. w przyszłości będzie to wyrafinowany i wielotorowy przekaz. pora wzlecieć nad płaszczyznę.tak samo obecny okres opiera się na obrazie. w przypadku procesów cywilizacyjnych zachodzących obecnie oznacza to. czy to będzie gorsza cywilizacja? ależ nie . ale konkret będzie krzepł w miarę upływu czasu. ale to właśnie słowa. i nie jest to stan dziwny. odmienione miejsce. wejść w skórę nadchodzących pokoleń. będzie tylko dodatkiem do obrazu. odebrane .choć nigdy to samo. dlatego przekaz maksymalnie szybki oraz maksymalnie rozbudowany (dużo danych w małej objętości). staje się faktem – cywilizacja obrazkowa bierze górę. nie można zmarnować okazji. musi być następnym sposobem komunikowania się. że musi przebiegać według reguły. dlatego trudno w szczegółach wyobrazić sobie ten stan przyszły i niedokonany. przyszłość musi należeć do obserwatora. to proces. kiedy chodzi o sekundy czy ułamki sekund. preferowane jest postrzeganie obrazkowe. i wszystko powróci do normy. w którym jestem dziś. że mógłbym go zrozumieć. to rzeczywistość poza moim horyzontem.

jednak można analogiczne zagadnienie rozwiązać znacznie prościej i bez tego bolesnego. jak to zrobić? obsługujący urządzenie człowiek. oraz przy szerokim.wykorzystać inne zmysły. a jednocześnie nie blokować go nadmiarem danych? . co niezwykle ważne. sygnały wysyłane przez urządzenie były odbierane i obrazowane w różnych zmysłach. nie ulega wątpliwości. jak zaniechanie reakcji. to mogę z nich skorzystać. czy monitor z danymi dowolnego rodzaju wyłączyć (bo nuda) i zdrzemnąć się . w którym dominować będzie abstrakcja obrazowa. czyli kiedy odczuwa przeciążenie w pracy. 59 . że hałas utrudnia wzajemną komunikację i angażuje w równym stopniu wszystkich. co zrobić. że to musi nastąpić. jak z jednej strony uwolnić człowieka od nieustannego. są wolne. że muszę . kiedy przestaje dobrze funkcjonować przyporządkowany konkretnej części ciała układ techniczny – czyli było to tłumaczenie elementu technicznego na działanie organizmu człowieka. że wywołany takim nagłym stanem stres może przynieść gorsze w efekcie skutki. cóż. żeby człowiek (umysł) nie przegapił sygnału zagrożenia. przy nakładzie środków i w jednostkowych stanach zapewne takie metody połączeń będą podejmowane (i są wstępnie podejmowane już dziś). że sygnał narasta i wprowadza kolejne poziomy zagrożenia łagodnie. rozpocznę od tego. wymusza to narastające tempo życia.abstrakcje obrazowe . a zwłaszcza. część przekazu musi zostać wprowadzona innym torem. może wskaźnik. zastanawiając się nad przyszłością zmysłów w świecie. które nie tylko że nie stracą na znaczeniu. przy czym w tym momencie nie chodzi mi o relacje jednostki ze środowiskiem na/w poziomie jej codziennych i "naturalnych" kontaktów (tu powolne "wtyczki" do świata raczej się sprawdzają). to znaczy. nie obciążone . a więc czas na reakcję przepadnie. jak pracuje. przy czym pomijam tu banalny fakt.inne zmysły do wykorzystania ciekawym zagadnieniem. powód? ponieważ nadmiernie obciążone kanały łączące mnie z otoczeniem nie podołają zadaniu. pilot. a z drugiej nie pozwolić na pominięcie ważnej informacji? tradycyjnie koreluje się to z intensywnym dźwiękiem i światłem.i w efekcie przespać sygnał zagrożenia. nie różnicując zadań. ponieważ wymaga. dając czas na dostosowanie się obsługi (przy wyjącej syrenie jest to trudne). poszerzenia ilościowego. a skoro mogę.ale równie sprawne. z grubsza. pomysł. to musi ulec zmianie. sam pomysł. potencjalnie powszechnym zastosowaniu. warto zauważyć rolę pozostałych zmysłów. a rejestrowany ból w jakimś organie oznaczał. na dziś dominuje przekaz dźwiękiem i obrazem.cywilizacja . tak sprzęgnięty z urządzeniem biologiczny byt odczuwał w swoich narządach. jako taki. że można do urządzenia technicznego podłączyć człowieka – wykorzystując w tym celu jego zmysły. że coś źle pracuje w urządzeniu. rzeczywiście nudnego śledzenia różnych wskaźników. jak się przed tym bronić. jest sprawa zmysłów (wtyczek do świata) – a właściwie ich poszerzenia. nie jest głupi. co w formie pośredniej (przez przyrządy) już się dzieje. pozostałe zmysły są wykorzystywane (o ile są) marginalnie. te pozornie kiepskie i na co dzień drugoplanowe. polegał na tym. że wpadło kiedyś w moje ręce opowiadanie fantastyczne.. ale również w postaci zwielokrotnienia możliwości istniejących kanałów. najlepsze wyjście polegałoby na tym. które dotyczy jednostki i społeczeństwa w bliższej lub dalszej przyszłości. ale nawet będą "wywyższone" z ich obecnego przez technikę pogardzenia. ale o techniczne wykorzystanie pozostałych zmysłów. chirurgicznego oddziałania.bo świat przyspiesza. że podłączenie było inwazyjne i wchodziło bezpośrednio w obszar mózgu. problem tylko w tym. syrena oraz pulsująca czerwień to metoda na poderwanie operatora z nawet bardzo twardego snu. jeżeli człowiek (rozum) gubi się w natłoku obrazów i dźwięków.jeżeli posiadam inne zmysły. to nie ma powodu ograniczać się do przesyłania danych tylko przez te dwa podstawowe kanały . choć nie do realizacji w formie podłączenia bezpośredniego ("na drucie"). w którym autor zaprezentował pomysł (całkiem sensowny). np.

związane z emocjami. węch i smak są indywidualnym doznaniem. zapewne i po te kanały technika sięgnie. w którym to miejscu znajduje się uszkodzenie. to może dziać się równolegle w wielu miejscach jednocześnie.. pozostałe albo są zarezerwowane do bliskich. że i w tym kanale może dojść do przeciążenia "łącza" nadmiarem danych. czy np. dwa z nich są eksploatowane do granic możliwości (szczególnie wzrok). przecież w grę wchodzi całe ciało. czyli . czy podmuch itp. tu liczy się sam sygnał.a z punktu widzenia techniki równie wielką zaletą dotyku jest jego prosta budowa (w sensie podłączenia do urządzenia). kiedy inne zmysły już padają. i. . który odniesie się wyłącznie do wskazań przyrządów. że wielopunktowy przekaz dotykowy także może układać się w bardzo nawet skomplikowane stryktury informacyjne. codziennych (i intymnych) obszarów życia człowieka. poprzez reakcje zdawałoby się tak archaicznego zmysłu jak węch ocenia.z tym. w tym wypadku pomaga również dotyk. na przykład. który z niejedną awarią miał już do czynienia. przekaz szybki . np. więc dostępna ilość centymetrów kwadratowych. nie jestem pewien (acz nie wykluczam). doświadczony technik. działa praktycznie "do końca". ale czy w takim sensie. jednak dotyczy to małej i wąskiej "szczeliny kontaktowej" ze światem. albo pomijane z uwagi na trudność podłączenia (smak). oczywiście w wykorzystaniu dotyku do przesyłania informacji nie można liczyć na bardzo skomplikowane "teksty". jest to przekaz. odbierze sygnał niezależnie od przynależenia do kultury czy języka – na/w takim poziomie jest to reakcja ponad osobnicza (a nawet ponad gatunkowa). być może będzie to jedynie obszar szeroko pojętej rozrywki. potrafi nawet szybciej zdiagnozować usterkę aniżeli inny. a co tutaj jeszcze ważniejsze. że wspomoże działanie. możliwa do "parcelacji" powierzchnia działania. który przeniesie sygnał i wytworzy rejestrowany przez ten zmysł "nacisk" i już mam przesył danych. zwłaszcza gromadzące się z wiekiem). ale przecież nie o to chodzi. jest mocno podstawowy i zachowany nawet w przeciążeniu (pomijam zaburzenia). ale właśnie jako przekaz z wielu punktów jednocześnie. wibracja.. dotyk działa nawet w sytuacji. 60 . czy to będzie drażniący nacisk impulsu elektrycznego. w sposób oczywisty wybija się na pierwszy plan dotyk. interpretacja i tak musi nastąpić na wyższym poziomie. w tym przypadku styk ze światem (i to dosłownie) dokonuje się całością powierzchni istnienia. a nie z lewej. oczywiste jest również. a w konsekwencji i użytkownik ciała odbierze. które można przeszeregować jakiemuś sygnałowi. jeszcze więcej. a po drugie. jego zaistnienie lub brak. który ciało. którą trzeba wpisać w działania techniczne . to nie dwa. o tym jestem przekonany. posiadam w dyspozycji pięć (na dziś) kanałów łączących mnie ze światem.inne zmysły oto. dla mnie natomiast ważny jest dotyk. co tu zasadnicze.warto się dotykać (za skojarzenia nie odpowiadam).co dwie głowy to nie jedna. bowiem uszkodzenie manifestuje się wydzielanym ciepłem. w dotyku kontakt jest wielopunktowy i jednoczesny. w przypadku zmysłu dotyku "ilość drgań fali" również jest ogromna . że dociera do mnie sygnał z prawej strony ciała. i jest to. albo są co prawda penetrowane marginalnie przez technikę (węch i dotyk. uwarunkowanym wieloma przejściami w życiorysie (pomijam różnice w fizjologii. co nie wyklucza jednak (za chwilę do tego wrócę). wzrok i słuch opierają się na drganiach (na zmianie poziomu sygnału). ale są kanałem liniowym i następczym. sprawność wielokanałowego działania jest oczywistością. kanały te obejmują co prawda ileś tam drgań fali. co kilka zmysłów. w salach kinowych). specjalista od urządzeń (może być energetycznych). wystarczy "byle jaki" konstrukt. choć także jest działaniem "punktowym".reakcja na "nacisk" sprawnie dociera do umysłu. za to dotyk. dlaczego dotyk? najważniejszy fakt dotyczący zmysłu dotyku jest taki – że to ogromna. co również ważne. że realizuje się szeroko na/w płaszczyźnie. jest znacząca. który ze zmysłów może i musi być nadzieją techniki? z tego zbioru. ale pomimo tego odróżnienie. cóż. są nazbyt "gorące". słuch i wzrok działają liniowo.

przetworniku. w obu tych zakresach dotyk. aczkolwiek nie do zrealizowania w formie bezpośredniej (podłączenie "na drut" jest trudne. gdzie muszę odbierać szeroki zestaw danych. takie podłączenie jest niezbędne. np. pojawiły się liczne punkty "styku" . pomysł zaprezentowany wyżej. . posiada zadziwiająco proste technicznie przełożenie. początkowo ograniczyłem działanie takiego "przekaźnika" do dowolnie pojętej "opaski" (czy dokładnie jako opaski). informacja przekazywana przez kanał dotykowy. jeżeli osoby z uszkodzonym wzrokiem już potrafią korzystać z dotyku i orientować się w świecie. w praktyce główny sens takiego podłączenia ciała człowieka do świata zawiera się nie w pojedynczym. żeby był to przekaz dobrze odbierany i nie do "wyciszenia". bo jest ich wiele. maksymalnie wielu punktów. że "boli go pompa". technika czy w dowolnie innej codziennej czynności (ot. na piersiach czy plecach. pilota samolotu czy rakiety itd.jak to zrobić? banalnie prosto. przy dominacji obrazu czy dźwięku. kierowcy.świat można "obmacywać" na różne sposoby. powiedzieć.. można się spierać co do strony technicznej. jeżeli rejestruję na kartce papieru białe i czarne punkty i stanowi to dla mnie informację (poprzez wyodrębnienie z białego tła i odkodowanie w te znaki wprowadzonego abstrakcyjnego sensu czarnych liter). w postaci skafandra astronauty. ale w wykorzystaniu wielu. te informacje dotrą do niego mimo nakierowania uwagi na inne zadanie. obecnie nie próbuje tego ujmować. będzie pulsować w czasie napływania sygnału. 61 . co bardzo ważne. zysk niewątpliwy. w jakiej formie to najlepiej rozwiązać. ilość technicznych rozwiązań takiego urządzenia jest na pewno ogromna. to podłączenie do otoczenia w taki sposób będzie dla nich jedynie kolejnym krokiem i zarazem poszerzeniem możliwości. jak w taki sposób można prosto. a z drugiej "wibruje". który odbiera po jednej stronie sygnały z kamery. zgodnie z prawdą. mogą być w nim okresy przerwy. zapewne nie muszę rozpisywać się nad sprawą. wszystkich potencjalnych zastosowań i kombinacji podłączeń zmysłowych nie jestem zdolny przedstawić. w takim przypadku rzeczywiście. to ten-taki sam mechanizm odbioru danych będzie w przypadku dotyku. jednak ważnych przekazach. ze względu na użyteczną powierzchnię) "ekran". ani niczego nie muszę w ciało wprowadzać. że będzie to pomocne dla osób niewidomych. i. będzie mógł człowiek. ale przecież zysk z takiego urządzenia jest na tyle znaczący. a nawet zbędne). dla chirurga. że będą problemy? będą. również dotykiem. ale innych zmysłów także (z trudem) trzeba się uczyć. kierowcy samochodu (niekoniecznie rajdowego). czyli wytwarza punktowy nacisk na ciało i oddaje rozłożenie obrazu. że coś kipi na piecyku i trzeba się wybudzić). a przecież może to być niezwykle ważny kanał np.np. niewątpliwie ułatwiające reagowanie. że tu nie ma wyboru. ale widziałbym to w taki generalnie sposób. że "odbiera źle pracujące lewe skrzydło samolotu". ale drobnostki. i to już wszystko. oczywiste. a dziś już nawet tanio. następnie w kolejnych krokach analizowania działania takiego kanału i podłączonego do niego urządzenia. drogą radiową) w "wibracje" rejestrowane przez dotyk. różne natężenie itp. albo "że silnik wibruje". który zamieni docierający sygnał (np. ani budować bardzo skomplikowanych urządzeń. mam na myśli głównie osoby z uszkodzonym wzrokiem czy słuchem. który w czasie operacji ma "bezpośredni" wgląd w puls czy oddech pacjenta. pomóc bardzo wielu ludziom w kontakcie ze światem. może bardzo wspomóc życie. pilota. wszystko można oprzeć na dowolnego rodzaju przetworniku sygnału. jednak to wszystko "drobnostki". lokalnym i punktowym (czy i kilikupunktowym) "opasaniu". która nałożona na rękę lub inną część ciała. postać sygnału może zmieniać się. w którym umieszczone są "wibratory" z przyszeregowanymi funkcjami (odnoszącymi się do pracy wyróżnionego obiektu). taka "opaska" szczególnie przydatna będzie w prostych. że zostaje umieszczony na ciele (np. nawet potrzebne. nawet po niedługim okresie szkolenia. ale nie o potrzebie poszerzenia podłączenia do otoczenia. a jednocześnie chcę uwolnić wzrok. że trzeba się tego nauczyć – prawda.

etyka 62 .

to jest mój wybór zagadnień i ja za niego odpowiadam. widzieć je w sobie czy w świecie zewnętrznym . pozwala na przetrwanie – i o to toczy się gra. ale ponieważ dla stosującego je osobnika jest to poziom fizycznie niedotykalny (skryty i ciemny).warto powiedzieć to od razu. "bariera abstrakcji". ale obrazująca się w innej postaci . wyrażone tu uwagi mogą być jedynie poszerzeniem zakresu obserwacji.bo nie ma etyki próżni (i w próżni). a ponieważ moje działanie na każdym poziomie jest skwantowane. po drugie. materia i jej zmiany. do Fizyki).. zwłaszcza kilka spraw.giniesz. i to. i usamodzielniają się. nie ma co się wygłupiać. poza kwantami . mogę wytworzyć dowolną abstrakcję tyczącą otoczenia. pobłądziłeś . ponieważ osobiście akuratnie te uważam za ważne i ciekawe. etyka. ale ogólnie. jednak w zderzeniu z twardymi realiami albo szybko zmienię poglądy względem swoich możliwości. przełamanie tego (nad)przyrodzonego charakteru abstrakcji.i nie o to też chodzi w poniżej zapisanych kartkach (ani nie jest to "rozprawka" na temat). a w niektórych cywilizacjach wręcz niemożliwe. to pochodna świata. fizyka. wyłącznie oraz tylko z właściwości. moralność . czyli je poznać.nie ma etyki poza ewolucją.skąd takie abstrakcje w umyśle? . "dołu". a i to na zasadzie zgrubnej. tak budowane abstrakcje szybko stają się "poza"-fizyczne (meta-fizyczne).na zasadzie usprawiedliwienia. na/w którym będą się "osadzić" kolejne poziomy. nic więcej. a szerzej cała kultura i wszelkie zachowania. zwróciłby uwagę na odmienne tematy. to zadanie trudne. zestaw "wypreparowanych" danych o świecie. które stosuje. znalazły się w tym zestawieniu. język i jego zasady. ponieważ jest to temat podejmowany z dobrym skutkiem przez wielu (i od dawna). tak samo kultura może-musi "wiązać" się na fundamencie reguł fizycznych. bez znaczenia. żeby "uszanować" reguły otaczającego świata (rzeczywistości). bywa że dramatycznymi. moim zdaniem ścisłe powiązanych z kwantami. czy naukowej). tyle wystarczy. fizycznych właściwości świata. jeżeli chce przetrwać w dobrym stanie. co trzeba podkreślić. powrót ponownie do fizyki (oraz. normy i prawa. "zasłona abstrakcji" jest tak silna i "twarda". to kolejne poziomy ewolucji. dosłownie.mówiąc inaczej. a następnie przestrzegać. nie pretenduję do zgłębiania tego ważnego działu . zapewne ktoś inny. świadomość. w miarę ich "krzepnięcia" w kolejnych działaniach "doświadczalnych" (czyli potwierdzających ich zasadność). wpisuje się (wdrukowuje) w moje abstrakcje. w szeroko pojętej kulturze.ale jeżeli będzie ich przestrzegać. systemy moralne. to kolejne wcielenie reguł ewolucji w "materialny" konkret. i inaczej tego nie należy traktować. może przydawać im zupełnie fantastyczne uzasadnienie (religijne czy inne). również etyka to kwanty obleczone w pojęcia i normy (granice). ewolucją i abstrakcjami. np. to pochodna własności świata. dotknąć gorącego. te "eksperymentalnie" uzyskane reguły (ktoś i kiedyś musiał trucizn skosztować. na jakiej podbudowie został przeprowadzony (czy "objawionej". nic "z góry".w tym przypadku jako abstrakcje odnoszące się do wartości wyższych i "ponad" materialne. może jednostka czy grupa nie mieć żadnego pojęcia o głębokich i fizycznych źródłach norm. . jeżeli jednostka i zbiorowość ma funkcjonować w środowisku. nic mniej. latać). to zawsze i wszędzie ta sama reguła.jak materia "osadza" się na regułach ewolucji. z jemu przypisanym zbiorem pojęć o świecie. . z wszelkimi tego konsekwencjami.etyka . jako kolejny niezbędny krok. czy "z boku".dosłownie – zamyka jednostki lub społeczeństwa w "kredowym kole" pojęć na wieczność. mogę zapragnąć dowolnej umiejętności (np. .moralność kilka słów wstępu . etyka i moralność. odnoszące się do moralności. po prostu muszą stać się kośćcem zachowań. musi tak działać. tu nie ma i nigdy nie było kompromisów. muszą zawrzeć się w normach. chciałbym tu poruszyć. to wiedza nielicznych pokoleń. że fizyka stanowi fundament "zachowań wyższych". że . przeżyje. 63 . albo świat wykasuje mnie z rejestru. i jakże często pisane krwią).

bo odbiegające od stanu środowiska zachowania. kolejnymi guzami na głowie. że wchodzi w bezpośredni konflikt z tym. ważnym. czyli wyeliminuję wszystkich innych wokół oraz "pochłonę". zostaną szybko wyeliminowane – z pożytkiem dla reakcji przystających (i osobników stosujących je w życiu). a jego "zboczone" w tym sensie. sprawniejsze istnienie. moralne) są bezpośrednią pochodną do fizycznego świata.etyka . komu i gdzie pokazać.w takim skrajnym ujęciu każdy kwant jest wartością. byłem od nich "lepszy" w zabijaniu. budową łańcucha zdarzeń.zakotwiczenie w fizyce stwierdzenie. nie wykończyli mnie pobratymcy. normy można wyprowadzić z fizyki? jak najbardziej. nie mam już jak. dlaczego? ależ to proste – albo w moje istnienie zaingerują inni. a ponieważ. tym dłuższe. "doskonałość" w negowaniu zasad. do reguł dokonujących się w materialnym przedziale. to fakt. a czasem utratą głowy). w analizach również (o le nie chcę popaść w sprzeczności). i wraz ze mną taka "błędna". czego w tym miejscu nie muszę podkreślać. koniec. obraca się przeciwko temu. czy mogę tę. który nie wpisze w swoje reakcje takich zależności. grupę – żeby następnie objąć nimi "innych". a życie (w dowolnej) postaci. że osobnik (czy grupa). że reguły są zawarte w fizyce. umożliwia istnienie. ponieważ decyduje. sam sobie "z gliny" (i czego tam jeszcze) innego osobnika nie "wyprodukuję". 64 . a na końcu tej drogi. normy nie tworzą się od razu. osobnicza czy w ramach zbiorowości. podaję ja jako przykład skrajny i logicznie przez to wymowny. zniknie – natomiast im lepsze ich rozpoznanie (na/w wielu poziomach). zasada "nie zabijaj" jest mi obca (bo taka głupia). środkowym – ale elementem. właśnie dlatego. co tylko jest możliwe. poza który już nie ma ruchu. to skrajność w tej analizie. to może powodować opór . ale i Fizyka wchodzi w obszar norm moralnych. w tym i innych w konstrukcji cielesnej-rozumnej. że jest to postępowanie niewartościowe. przekazaniem kwantów dalej. realne zachowania bytów są dwoiste. trzeba je poznawać-doświadczać (np. bliskich. więc przynosi ewolucyjny profit. tak się składa. które padło. że inne są podporządkowane (bo otrzymałem ziemię /planetę czy tylko kawałek gruntu/ w "darze" i mam czynić ją sobie poddaną) – że. i nie ma od tego ucieczki. dziś to jeszcze tylko postulat.dlatego kilka słów objaśnienia (i kilka przykładów) jest tu koniecznych. chodzi o podbudowanie wyżej wprowadzonego stwierdzenia. czy inaczej etycznie oceniane (to na tym poziomie analizy się nie pojawia). wszechpowiązanie. tym samym osiągam punkt. wszystko ze wszystkim (panteistycznie) się łączy. tylko czy może się rozprzestrzenić? i odpowiedź: nie. kiedy dotrę ze swoim "wojowniczym" działaniem do brzegu.skrajna forma zachowania. że jestem "panem". już bez rozróżnienia na poszczególne części (fakt i tło). obejmuje to "wszystko". że kieruję się w rekcjach adresowanych do innych bytów zasadą. mówiąc wprost.. niezgodna z zasadami świata reguła zaniknie. że normy (np. niewątpliwie przynoszącą mi (chwilowo) zyski normę upowszechnić? że ona się dla mnie potwierdza w postaci dóbr odebranych innym. przykład – tworzy się norma. . które tę normę "wdrukowały" w zachowania. "punkt osobliwy". etyka stanu maksymalnego. Kosmos. jest dlatego takie. pytanie: czy mam szansę na propagowanie takie normy? oczywiście w tym momencie pomijam wszelkie już nawarstwienia historyczne. to sczeznę bezpotomnie. to osobliwość – więc koniec. jest tylko elementem. osobnik czy zbiór. tylko że ta "lepszość" jest zarazem kresem jej stosowania – mówiąc wprost. . który lekceważy lub neguje istnienie takich powiązań. to w ewolucji (i świecie tym samym) wykluczone. kto tak postępuje – jednak nie dlatego. oczywiście. czy rzeczywiście system praw. po prostu nie przetrwa. reguły obejmują wstępnie mnie. warunkując zarazem najmniejszy fakt postrzegany i doznawany. w takim rozumieniu już nie tylko fizyka. zwyczajnie "wnerwieni" tak dla nich niedobrym zachowaniem. fizyka odbija się w etyce wprost. czyli po prostu skrzykną się na wojnę i "zabijakę" wyeliminują z rejestru żywych – albo. "zabijaki". dla mnie. co preferuje ewolucja – czyli z trwaniem. że liczy się tylko moje istnienie.

abstrakcje "zamykają" mnie w sobie.a po trzecie. którym zamierzam zająć się w sposób szczególny (ale wyrywkowo i na poziomie dostępnym). który powstaje jako efekt poznawania (i doznawania) tego otoczenia.bo się sprawdza. któremu chcę poświęcić nieco uwagi. jest to ujęcie skrajnie uproszczone. "niezmiennego" ujęcia) . ujęcia z przecinającymi się trzema osiami (x-y-z).o takim "fakcie" (z matematycznego arsenału pojęć) wie każdy. czasami bardzo boleśnie. czy jest to sposób analizowania i prezentacji cech otaczającego mnie zakresu rzeczywiście najważniejszy.po drugie. dla mnie. to podstawowy geometryczny (a w konsekwencji również logiczny) sposób opisu oraz definiowania rzeczywistości."zamykanie" się w pojęciach o tym warto powiedzieć nieco szerzej. do jakiej osi przypisać czwarty. a zarazem "prostego" elementu takiego sposobu obrazowania reguły świata – czyli do tzw. po trzecie . jakby się wydawało. nie mam również zamiaru w tym miejscu licytować się z matematykami. powszechnie i dobrze znanego.ponieważ tak chcę. po czwarte. przekonanie użytkowników tej abstrakcji.. w poprzednich odniesieniach do geometrii nie dość jasno i w pełni przeprowadziłem analizę tego zagadnienia. język opisu świata jest moim światem. że wcześniej jasno i dostatecznie tego nie wyartykułowałem (aczkolwiek temat się przewinął. dlaczego w tym punkcie powracam do tak podstawowego podejścia do świata? z uwagi. po drugie. znów oczywiste zastrzeżenie: nie mam zamiaru odwoływać się do geometrii jako takiej i w całości. żeby ostatecznie albo sczeznąć wraz ze stosującym takie pojęcia istnieniem. abstrakcja w postaci "układ współrzędnych" to tak istotny i dobry przykład. po piąte . . a po kolejne. muszą pojęciowe konstrukcje być maksymalnie zgodne do środowiska . to geometria – a w szerszym ujęciu logika. doskonale się to nadaje jako przykład do analizy "siły abstrakcji" . czasami niemożliwa. "ściana" pojęć. po pierwsze. czasowy parametr. bytu stojącego z boku.. wyznacza zarazem jego granice . o jej skończonym i już "pełnym" zdefiniowaniu. to doskonały przykład do analizowania w połączeniu z faktem "skostnienia" (dogmatyzacji) abstrakcji i pokazania jego skutków. a próba wychylenia się poza nie jest trudna. po szóste . 65 . także w takim odniesieniu). wyznacza to.aby odroczyć czas nadejścia śmierci ("siostry snu"). wcześniejsze opisy nie są zaprezentowane na tyle klarownie.z kilku powodów. który śnię wraz z innymi właśnie za pomocą wypracowanych abstrakcji. maksymalnie odseparowanej (oddalonej) od zmienności otoczenia postaci – więc "wiecznej". to ani możliwe. dlaczego układ współrzędnych? . na znaczenie (jako "wypreparowanego" ze zmiennego środowiska stałego. który stosuję do opisu świata. wówczas zdałem sobie sprawę. nawet mało uważający na lekcjach. wszak każde słowo i każda abstrakcja to element opisu otoczenia. dlatego warto do tego wrócić. przecież istniejący w rzeczywistości. albo ulec "przebiciu" przez nowe oraz odejść do historii. jak mogę postępować lub do jakiego punktu mogę dojść. i niczego poza tym nie mam. w interesującej dyskusji o trzech. i dlatego wracam do tematu. mam zamiar odnieść się do jednego.. muszę burzyć mury własnych myśli. ani potrzebne. znaczenie. "bariera słów" dosłownie. po pierwsze. w prywatnej rozmowie. przykładem. a przez to pomocne. "idealnej". język. operowania elementami świata w ich. czterech i "n" wymiarach (i rzutach w układzie współrzędnych).siła abstrakcji . to właśnie układ współrzędnych i jego rozumienie jest tym zasadniczym faktem. co również istotne. jawa to sen. w którym miejscu. czystej. układu współrzędnych.zagadnienie jest z gatunku ważnych i najważniejszych. "zasłona" abstrakcji. że nie mogę go w tym miejscu i momencie pominąć. to znaczy. ani w osobniczym zasięgu. następnie "utwardza" się w trakcie kolejnych weryfikacji. stąd ten zapis. dlatego wypada zająć się nim w obecnym punkcie w sposób szczególny. oczywiście nie zamierzam podawać ani rozpatrywać licznych przykładów. żebym był z nich zadowolony. być może ktoś ma w tej mierze inne preferencje. a dokładniej. zostałem zagadnięty o to. ale żeby ten sen trwał długo.

a w tym konkretnym przypadku takie porównanie jest wymowne i "wielowymiarowe". owszem."abstrakcja skostniała" pytanie o czarty wymiar w przypadku układu współrzędnych jest zasadnicze . każdy składnik takiej abstrakcji powstaje "w czasie". że wypracowana przeze mnie abstrakcja świata. że jest symbolem idealnym.że udało mi się wyprowadzić stały z otoczenia. przecież jeżeli rysuję układ współrzędnych. że tak ugruntowana abstrakcja.mogę uznawać. i trzeba sobie z tego zdawać sprawę. inaczej . to zawsze proces (wielowymiarowy). logicznie stały i niezmienny fakt. zamyka w "kole kredowym" pojęć. posiada wiele odniesień (co podkreślam). cały układ współrzędnych jest zmianą.układ współrzędnych . powód? ponieważ obie strony (i ja. potwierdza przydatność od dawna . to przecież uzyskuję ją w czasie i jako zmianę wcześniej istniejących warunków.to zawsze jest działanie "w czasie". dokładnie tak.. jak "układ współrzędnych" (i nie waham się tu nawet użyć określenia "skostniała" abstrakcja). to co za czas uznaję (czyli zmiana).to zmiana. dokonuje się "w czasie". jako pozyskaną w trakcie mojej historii. 66 . i to podwójny. może być dla mnie krótki oraz nieuświadamiany. proces tworzenia się układu (czy dowolnie rozpatrywanego przy jego pomocy faktu z rzeczywistości). jakoś mi dostępnego (i przemijającego) zakresu . w tym przypadku "układ współrzędnych". . "czas". rysowanie jest zmianą. ale przecież jakieś elementy muszą się sprzęgnąć. ponieważ tworzenie się układu i moje działanie zawsze dokonuje się w czwartym wymiarze (to wyskalowana zmiana) – mogę uzyskiwać poprawne wyniki bez wiedzy o tym "ukrytym" parametrze. jest ukrytym. ale on w układzie i we mnie jest. że pochodzi "spoza tego". muszę się jej przecież dopracować (lub wyuczyć w kolejnych pokoleniach). przecież "układ współrzędnych" to nic innego. nie neguję sprawności i skuteczności tej konstrukcji. błąd. to zawsze jest "w czasie" – czwarty wymiar (zmiana) jest w układzie (i wszelakich systemach logicznych lub filozoficznych) zawarty jako ukryty – i integralny. jest doskonała i tej wszędzie obserwowanej zmienności unika. a każde moje działanie na nośniku. operacja na funkcji jest zmianą.i ja się zmieniam. żebym taką abstrakcję "ujrzał" i mógł nią dalej operować.ale dotychczasowe i obecne jej sprawdzające się stosowanie mocno przesłania to "dalsze" oraz głębsze zrozumienie . w abstrakcji. która symbolizuje coś ze świata. mogę naturalnie analizować zjawiska na co dzień bez świadomości tego parametru.i nawet nie o skutki logiczne przede wszystkim się tu rozchodzi. nawet jeżeli uważam. przesłania swoim "utwardzeniem" zrozumienie otoczenia. niczego-i-nigdy w umyśle nie doznaję "od razu". gdzie umieścić czwarty wymiar w układzie współrzędnych? wszędzie. to proces . "jednowymiarowa" z samej zasady. ja się zmieniam oraz świat się zmienia – więc "sztywne" metody działania się sprawdzają.więc zamyka stosującego tę abstrakcję w pewnym. bowiem tak wytworzona abstrakcja powstaje jako zmiana . w takim płaskim rzucie kilku linii "zamyka" się n-wymiarowa i skomplikowana rzeczywistość. to zawsze jest proces i zmiana. ponieważ nie ma nośnika.i w całości układu zarazem. którą nazywam "układem współrzędnych". jak "płaska" w treści abstrakcja "wypreparowana" ze zmiennego świata. choć te również są znaczące. ważne i najważniejsze jest to. zawiera się w każdej osi z osobna . i znów w podwójnym znaczeniu. czy rozpatruję w nim dowolną funkcję – to działam poprzez zmianę. z którego samodzielnie nigdy się nie może wydobyć. użytkownik tej abstrakcji jest jak "płaszczak". oczywiście poprawnym. ale jednak ciasnym kręgu. również jest oddaniem zmiany. że "jednym rzutem" myślenia pozyskuję abstrakcję zwaną dalej przeze mnie "układem współrzędnych". i niezbędny.jeszcze więcej. zmiana. ale integralnie zawartym w układzie współrzędnych elementem. i metoda działania) są zawarte w świecie i podlegają tej samej zmianie. czwarty wymiar rzeczywistości. w próżni niczego nie przeprowadzę (nie wyrysuję). ale również w "tu i teraz" . dla którego kreska na papierze to granica świata . funkcja. ale i całość układu tworzy się "w czasie". czas.

nie mogę. i abstrakcje tak budowane zawierają (właśnie jako parametr ukryty) zmianę. zaczyna przesłaniać. a więc aż o jeden wymiar "ułomny". żeby taka definicja mogła się potoczyć. że redukuje zmianę z analizy. ponieważ musiałbym zanegować i rzeczywistość. ale poza krąg logiki może "zajrzeć" wyłącznie obserwator uzbrojony w "silne" narzędzia fizyczno-logiczne. czyli geometrią. którego nie może sięgnąć (zawsze dąży do granicy). który w każdym kierunku rozciąga się na taką sama wielkość. czyli wielkość jednokwantowa. dalekich od brzegu. kiedy abstrakcja usamodzielnia się i "sztywnieje".i na elementach już dwudzielnych na wejściu. czas. który warunkuje moje abstrakcje. dlatego. na podbudowie tutejszych abstrakcji mogę-muszę zbudować zakres logiczny. ale tego "miejsca" nie opiszę. które . poza krąg fizyki można spojrzeć za pomocą logiki.poza logiką i poza jej graficznym zobrazowaniem. acz zawsze muszę pamiętać. tylko że jest to właśnie wielkość jednokwantowa. prawda. mogę w środku układu współrzędnych umieścić "punkt". zmiana jest elementem integralnym otoczenia i może być pominięta. ponieważ w tym miejscu układu nie mam zmiany. mogę-muszę założyć "istnienie" czegoś takiego. również logika (w znaczeniu: geometria) nie może dojść brzegu (osobliwości) z założenia. bo zawiera w sobie zmianę.jedynie dostępnym dla mnie "faktem" analizy jest "punkto-chwila". choć jest niezbędny. że tak skonstruowane abstrakcje. dosłownie separuje od rzeczywistości (środowiska) – staje się "barierą". zawierają w sobie. jak tu widać. więcej . mogę-muszę taki "punkt" założyć w swoich analizach. owszem. ale poza badaniem. a więc z zasady poza zmianą. i będzie to stan osobliwy i jedyny taki w układzie. jakoś pojąć "fakt osobliwy" oraz brzegowy. nawet logicznym.jest zmianą. to działam na punktochwilach . można "w układzie" wyznaczyć jeden stan. a punkt z założenia się nie zmienia. powinienem sprawdzać po/w czym idę oraz gdzie się kieruję – żeby nie rozbić się na jakiejś ścianie (lub w coś nie wdepnąć). żeby tutejsze odmienianie się mogło zachodzić. zmianę.w układzie współrzędnych. krąg dostępny logice jest zdecydowanie większy od fizycznego badania.ale ze świadomością. wszelkie wywiedzione ze świata abstrakcje. w przypadku układu współrzędnych (a także tworzonych przy jego pomocy kolejnych abstrakcji logicznych) skutkuje to tym. mogę go doskonale "odczuwać" i nawet "intuicyjnie" stwierdzać jego obecność. ten punkt jest poza układem. fizyka zawiera się w kręgu struktur energetycznie rozbudowanych. mogą okazać się "chimerami". żeby "tutejsze" się zgadzało . i nigdy tego wymiaru nie zdołam z analizy wyrzucić. przez co teraz już cały tak poznawany (kreślony i opisywany) byt staje się bezczasowy. ponieważ czas jest we wszystkim. wcześniej znajduje się poza definicją. że choć jest to "obszar" niezbędny. jest w nim zawarty (i w każdym kolejnym kroku zawarty).to jest stan osobliwości. i zawsze zmianą). i to w/na każdym swoim kroku. osobliwość jest w procesie koniecznością. i nigdy. choć pozornie sztywne i wieczne. ale nie jest do analizowania. i to w żaden sposób. ale nie pomierzę nigdy. dlaczego? ponieważ nie ma w swoim arsenale elementów niezmiennych. ale. kiedy wykreślam dowolną oś układu (czy dowolną funkcję). a więc złożenie jeden-zero. jednak nie mogę go "uchwycić".to jest niezbędny element bytu. ale nie mogę twierdzić. wyjść w analizach poza logikę można i trzeba. tylko taki dwudzielny stan tworzący "ruch" mogę jakoś dookreślić. kiedy kwant energii przemieści się o kwant oraz na wielkość kwantu próżnię dokładnie "zagospodaruje". i nawet użycie słowa "jest" w tym przypadku to nadużycie. jako składnik niezbędny.jak tu opisuję . który odpowiada pojmowaniu faktów na sposób trójwymiarowy . i logikę – i siebie na dokładkę. jest poza moim działaniem (każdym działaniem. w dowolnym zobrazowaniu świata. że je "przejrzałem" . a nawet nie muszę uwzględniać czwartego wymiaru. które skutecznie "zabudowują" mój sen o rzeczywistości. punkt bezczasowy. to zarazem dostępny tylko jako logiczna konstrukcja. 67 . ale znajduje się poza bytem . ale świadomie pominięta. która rozpoczyna lub kończy procesy. co analizuję i w/na czym myślę. ale również ograniczony.

"smuga" energetyczna. otóż w takim przypadku. przebiegającej "w czasie" logicznej konstrukcji). te prędkości są nadświetlne. ważne w tym ujęciu jest właśnie tempo zmian. najmniejsza. abstrakcja "sztywnieje" i myślenie napotyka barierę nie do pokonania. więc dwa stany łącznie (zero i jedynka. bo zmianę budują. zmianą) i "masą". i "osobliwość". przez co biedny fizyk musi walczyć z pojawiającymi się co rusz nieskończonymi wartościami.. ale jeżeli w otoczeniu jest nacisk kolejnych takich samych smug.jest procesem. i mogę to stwierdzić wyłącznie "spoza" swojego istnienia. są to na tyle szybkie przemieszczenia. dwa pędzące kwanty obok siebie. ale warty tego. żeby go nie przygniotły. punktu. czterowymiarowej struktury w postaci smugi. które mnie tworzą. nie dojrzę ich zmiany. ponieważ elementów tej zmiany nie dojrzę. kwantu nie zdefiniuję. że są "twarde". co ważne. o ile logicznie zamyka się to na nieskończoności-wieczności. to powstanie wielowymiarowa jednostka. a więc budowanie się n-wymiarowej struktury. z mojej. i to na żadnym poziomie. warstwą. czy dowolnego faktu z obserwowanej rzeczywistości. przecież w punkcie styczności. "zawirowanie". zaczną (pod wpływem własnego ruchu) rotować. co dość łatwo sobie wyobrazić (jako dwa wobec siebie równoległe i "na kwant odległe" od siebie tory ruchu). fizycznie przybiera w zakresie nadprogowym postać "pręta" (walca) . rozbudowanej). ciągłe i stabilne. nastąpi pojawienie się dwustronnej w tym wypadku "cząstki". "krążkiem". zbiór punktów i chwil. kiedy zaczną mijające się kwanty działać na siebie "podmuchem" swojego ruchu ("czwartym wymiarem". zmienia swoją pozycję? dla mnie. oczywiście mogą zaraz od siebie uciec. kwant "sam z siebie" i "fakt" o trzech wymiarach. moje ciało się odmienia. zbiorem elementów rzeczywistości. wewnętrznej w fizyce pozycji. w punkcie "styknięcia". a to dalej twarzy ogląd (i pogląd). jego zmienność stwierdzić mogę wyłącznie jako gromadzenie danych z wielu punktów obserwacji i ich porównywania. tym bardziej na poziomie poniżej progu doznań (pomiaru). i koniec analizy. które wiąże się z budowaniem układu współrzędnych. ponieważ można to przedstawić dosadniej. i "ściana". dla mnie zawsze każdy fakt jest dostępny wyłącznie w zmianie . bo się nie zmienia. choć się przecież realizują jako zjawiska fizyczne (dla mnie Fizyczne). ale dla mnie jest stałością. taka "nadświetlna" prędkość zmiany musi owocować wrażeniem "smugi".czterowymiarowa "smuga" . które w tym punkcie także się "zderzają". albo "walca" w przypadku analizy kwantu logicznego z zakresu mi dostępnego (już struktury fizycznej. co się dzieje. który tak "twardo" i "walcowo" wygląda. dlaczego? to efekt braku możliwości "ujrzenia" integralnie zawartej i ukrytej w takim działaniu logicznym zmiany. czyli dla istnienia z obszaru już skomplikowanego. które taką "smugę" kształtuje. zajdzie w punkcie "spotkania" się tych kwantów (czy dowolnego kwantu z innego zakresu). znów temat powtórkowy. to fizycznie także na/w tym zakresie. właśnie w takim odniesieniu. że nie jest to tor kolizyjny). i może powstać już nie "fakt" podprogowy. że budują moje doznania. kiedy czterowymiarowa "smuga" kwantu napotka drugą taką samą "smugę"? i to jest w tym najciekawsze: wejdą we wzajemne relacje (jednak pod warunkiem."punkt" w ruchu . nie jest mi dostępna. kiedy "punkt". logicznie pojmowalna "wielkość" rzeczywistości to punktochwila. która będzie dopełniona z wielu kierunków. żebym mógł to pojąć i zdefiniować. która przybiera w złożeniu postać twardej i materialnej struktury. ale materialnie dla mnie dotykalny fakt nadprogowy w rotacji i z wyróżnionym centrum. jest wielowymiarowość.jako "smuga". świat fizycznie musi się dla mnie "zamknąć" w stabilny stan (oraz abstrakcję oczywiście). ale w efekcie coś. moje pojmowanie musi operować taką "pastylką". "wychodząc" z siebie (ale w trakcie rozbudowanej. stanem. 68 . co się dzieje. przy czym. kwant energii. czyli że zachodzi "minięcie" się na wielkość jednego kwantu. energia-i-próżnia). co dla mnie jest logicznie złożeniem punktów-chwil i spełnia rolę prostej w geometrii (i jest "faktem bezczasowym"). którą jestem.n-wymiarowość ciekawym zagadnieniem.

że "przeniknął"."udało się". ponieważ trzyma w ryzach świat (dla mnie). radykalna zmiana warunków w środowisku. i to na zawsze. jeżeli abstrakcje nie "zatrzaskują" definitywnie świata dla jednostki czy grupy. doznaje przy tym wielu emocjonalnych stanów . każda abstrakcja nadaje otoczeniu postać (zabudowuje je) i reguluje wydarzeniami z siłą. warto o tym przypominać. muszą powstać nowe abstrakcje . objawieniach – słowem. bardzo trudny krok do zrealizowania. jak to (tam. i czasami dosłownie. muszę zarazem w tej rzeczywistości uczestniczyć i pobierać energię z otoczenia. który nie pozwala na uzupełnienie ubytków). nie ma abstrakcji doskonałej. dlaczego? bo. fizycznej czy np. ale i niewolnikiem. 69 . na które nie znajdę sposobu w zbiorze posiadanych obrazów. odrzucenie nieadekwatnych do aktualnego stanu świata symboli. a do tego muszę posiadać pojęcia. ale ilość możliwych form jej zobrazowania jest nieprzeliczalna. zmiana warunków jest wpisana w proces na każdym kroku. które takie działanie umożliwiają. co mój indywidualny czy zbiorowy umysł produkuje.jest jej użytkownikiem. to zawsze realizacja jednej reguły.pobłądziłeś. której trudno się przeciwstawić operującemu nią osobnikowi (czy zbiorowości) – a powstawszy. że rozpoznał . i muszę posiadać tego świadomość – i sprawdzać. którzy stosują podobne symbole). nie dowolnie i losowo. poza tak działającą jednostką (lub grupą). a ich kolejne weryfikacje tylko wzmacniają "(s)kostnienie". że to jest zawsze "tylko-aż" odbicie zakresu poza mną. zawęża spojrzenie na poziomie reakcji fizycznych (np. "odsieje" mnie z rzeczywistości (i wszystkich innych. w przypadku jego ustania (lub małego poziomu.ale jedynie tu i teraz.przegra. wyznacza jego granice i porządkuje go (i pozwala zrobić kolejny krok) . bowiem mogą mnie zmysły zwieść w podrzucaniu obrazów. tej siły doświadcza . a zarazem wyznacza to. jednak po jego zbudowaniu to abstrakcje są "filtrem". siła zaistniałej abstrakcji jest rzeczywiście przemożna. sprawdzać. który wytworzył dowolną abstrakcję. ale jeżeli ulegnie tym emocjom w przekonaniu. musi zmienić się wszystko. może to okazać się barierą. pokonanie bariery abstrakcji.. musi dojść do stagnacji – a nawet do zaniku zbioru stosującego takie abstrakcje. kiedy poddam się ich sile. abstrakcje usamodzielniają się.bariera pojęć w miarę trwania ewolucji (tu ewolucji abstrakcji) przybywa konkretów. której w żaden sposób już nie pokonam (zabraknie mi energii. żeby nic się nie zmieniło. wycina z obserwacji niezgodne z wiedzą czy oczekiwaniami informacje). ustaleń). w świecie) działa."siła abstrakcji" . że zgłębił. ale warunkiem zasadniczym jest tu nieprzerwany proces dopływu energii ze środowiska. tak powstały fakt staje się mną – jest częścią. czyli powstaje "pole kwantowe" pojęć. co "widzę". determinuje to. który kształtuje (i przede wszystkim "deformuje") dalszy pozysk kwantów. któryś z moich przodków (czy ja) wyprodukował "złą" i błędną abstrakcję. który produkuje w sobie "odbicie" świata (abstrakcje). zza której i przez którą obserwuję i definiuję otoczenie. pod wpływem zmian świata. kiedy wytwarzam pojęcie w umyśle. mogą współplemieńcy wpaść w szał i "złe" pojęcia tworzyć.i w rezultacie ugrzęznę w/na "zasłonie pojęć". energia napływająca ze środowiska była warunkiem zbudowania zbiór pojęć. dlatego. żeby zmienić siebie oraz swoje poglądy na rzeczywistość. co w kolejnych krokach się pojawia. już wiem. umysł. "eureka". poglądów.i kolejne. i jest to moja (albo grupowa) "zasłona" pojęć. i niczego innego poza tak wytworzonym zbiorem abstrakcji nie posiadam – to jestem ja. elementem mojego definiowania (zrozumienia) świata. tworzą się "obiektywne" (i trwałe) wartości. "za chwilę". których źródeł szuka się w "samoistnych" regułach. każdy umysł. ale trudny. znikasz z rejestru. odwagi lub determinacji do działania w zbiorze) . tu nie ma litości ani drugiego podejścia . dowolnie pojętej energii. to po okresie dominacji pojęcia przychodzi jego kres. więc jeżeli kiedyś-gdzieś. to warunek mojego przetrwania. sprawdzać do końca świata (i jeden dzień dłużej) to. jeżeli mam ciągły dopływ energii (tu: danych. bariera abstrakcji jest konieczna.

i najczęściej nie jest możliwa w późnym stadium. rezultat potwierdzający . zesłanego przez kogoś lub coś. dla takiego umysłu jest to wstrząs . lub dogmatu. cud. i babą z pustymi wiadrami.staje się abstrakcją i uogólnieniem reguł świata. siła tego procesu zmienia mocno (lub zasadniczo) środowisko pojęciowe osobnika i na nowo kształtuje jego osobowość. żeby powstała taka abstrakcja. czy co tam kto uzna za wyjaśnienie.. czyli abstrakcja zaistniała i usamodzielniła się – ale z wszelkimi tego stanu konsekwencjami. dotyczy ogólnych ujęć bytu. przy skomplikowanej. i. . kiedy głębokiej zmianie ulega moje spojrzenie na otoczenie. trudno przebić zasłonę abstrakcji. nie odprawiłem rytuału. że to czysto fizyczno-biologiczny proces. tak społecznych). które produkuje umysł i które ten umysł oznaczają w długim okresie istnienia. jako objawiające się w nim "natchnienie". odrzucenie tak wyprodukowanej abstrakcji okazuje się trudne lub niemożliwe. doświadcza tej siły umysł.. których nic nie łączy poza umysłowością osobnika. ponieważ coś źle zrobiłem. i na pewno wymaga wielu działań (i czasu). co tylko podkreśla znaczenie takiej abstrakcji i jej wpływ na dalsze czyny. czyli skutek. "dotykam czegoś świętego" itp. w przypadku grupy dochodzi jeszcze efekt bliskości osobników. musi nastąpić odrzucenie składników osobowości (więc wcześniej zaistniałych abstrakcji. i. przeżycie. sztywnieje w miarę powtarzania. ingerencja musi sięgnąć podstaw (i podświadomości.zwracam uwagę. jednak dogłębne wymazanie nie jest możliwe. musi wiązać (bo na tym zasadza się główne znaczenie tego "organu") przypadki z odległych obszarów świata i dopatruje się w nich "logicznego" powiązania ale i umysł. "to musiało na mnie spłynąć". dla takiego umysłu coś.czasem dosłownie. i zakonnicą.to objaw "łaski z góry". który nie postrzega (bo i jak?). już bez znaków umowności. że przypisanie im znaczenia "mistycznego" jest już konsekwencją banalną.. a to sprawa kłopotliwa z wielu powodów. tak osobistych. to moja wina (wielka wina). czy widokiem kominiarza po drugiej stronie ulicy (i uchwyconym guzikiem. "to łaska". rozbudowanej maszynerii logicznych (lub pseudo-logicznych) powiązań.). przecież abstrakcje to ja. które ma w swojej przestrzeni do poznania i doświadczenia. co tu istotne. a jeżeli potwierdzi się w kolejnym zbiorze podobnych "faktów" (osobnik znajdzie następny banknot). po prostu "przestrojenie" "złej" abstrakcji może dokonać się przez wpisanie jej w większy zakres. odrębnego. itp.ale także objawia się w "pospolitym" byciu w codzienności. że pomiędzy faktami. ale mechanizm jest ten sam. nabierze znaczenia "dogmatu". to musi być uznane za cud z uwagi na nagłość tego faktu. rzeczywistość. to winny jest osobnik i jego "złe" zachowanie. a nawet całego życia (i nie tylko jego. że to jego operacje na przestrzeni wielu lat. 70 . abstrakcję). kiedy fundamentalnie zmienia się rozkład "filtrów". jest mi trudno przypisać zaszłą zmianę sobie. tak losowo powstały ciąg wydarzeń. przez które postrzegam złożoność świata. siła abstrakcji jest tak przemożna. zachodzą relacje związku. zmieniłem się ja. zakresu podprogowego). sięga nieskończoności i wieczności (i "dalej") . ale jakże znaczące efekty. czego przecież nie można wykluczyć (zwłaszcza w dużym mieście).budowanie się abstrakcji dla umysłu. w obu przypadkach następuje wzmocnienie reakcji i ilości elementów "do odczynienia". "siła abstrakcji" przejawia się na różnych poziomach. przez obudowanie nowym zbiorowiskiem pojęć. który wiąże. emocje są tej rangi. ale stan zaprzeczający. co mimo tego się połączy w jeden sąd o świecie (wniosek. bo skąd biedaczysko może wiedzieć. co ciekawe i co wyraźnie potwierdzają eksperymenty. który przebiega według praw kwantowej ewolucji. to z takiej (ładotwórczej) funkcji mojego "centralnego układu sterującego" bierze się powiązanie znalezionego banknotu z podkową zawieszoną przy drzwiach. ale także społeczeństwa) były potrzebne. nabiera dla niego znaczenia . z czego wyprowadza światosprawcze konsekwencje. i to na skutek własnego działania – jednak "winny" jest świat. który widzi na drodze banknot. jeżeli na końcu takiego ciągu zdarzeń nie pojawi się oczekiwany efekt. to zrozumiałe. że osobnik postrzega ją jako coś od niego niezależnego.

bo "po co prostaczków obarczać wiedzą"). co to znaczy) oddziałuje na świat swoim istnieniem.wybór można zweryfikować tylko poprzez osobiste testowanie wybranej drogi.. tylko że w pamięci pozostają jednostki. co później okazuje się im szkodzić (delikatnie to nazywając). ale "zwrotnicę dziejów" przestawia zawsze jednostka (nawet wówczas. jest bardzo istotne.nawet jeżeli jest to działanie "na ślepo". istnieje i ma się coraz lepiej. wieczność to postulat filozofii uproszczonej dla osobników przeciętnych. dla osobnika o osobowości "przeciętnej" wystarcza zbiór reguł (norm. który trzeba potraktować z należytą powagą. w chwili. poglądach na świat). bo ważny jest jutrzejszy dzień . jednak przede wszystkim dla siebie i najbliższych. zbiór reguł. 71 . kogo inni uważają za osobowość. religii.siła abstrakcji a jednostka . tło. przecież. przecież nie ma znaczenia. to zera tworzą miliony. osobowość "przeciętna" (bez definiowania. ale nie mają znaczenia.osobowość "znacząca" (przywódca) . czy ziemskie raje techniczne . w takim systemie porządkującym otoczenie nie musi być głębszych dywagacji o bycie-niebycie (lub dzieleniu kwantu na ileś części. mówiąc aforystycznie. które pozwalają trwać (i płacić dziesięcinę) – to wystarczy. że do czasu? cóż. autorytet. realność świata to zmiana. filozofia uproszczona jest faktem i koniecznością dla większości osobników – to normalność. sąsiadów i znajomych – jest to ważny fakt "w masie". ewolucja. gdzie i czym są granice jej postępowania. to w kontekście "życia wiecznego" (stabilizacji chwili obecnej "w przyszłość") .. w/na którym działa jednostka wybitna. powtarzam. praw). więc dawno temu wypracowanych regułach (np. czy są to niebiańskie przestrzenie. nowość w takiej okoliczności jest jedynie sensownym wyborem . co pozwala na gromadzenie energii i pomaga w istnieniu. przecież wybieram ze zbioru realnie istniejącego. że taki wybór w przypadku jednostki dokonuje się (prawie zawsze) "w ciemno"."ktoś". ale to jednostka formuje konkretne rozwiązania "ruchu" po torze.i w konsekwencji zagładę? odpowiedź jest prosta: utrwalenie i polepszenie egzystencji. i są to ważne pytania. abstrakcje a jednostka – ciekawy. "filozofię uproszczoną". podkreślam .to w żadnym przypadku nie są stwierdzenia wartościujące.rola jednostki w społeczeństwie . jeżeli zaniecham wyboru nowości i będę trwał w zmienionej sytuacji przy starych. i trudno się temu dziwić. owszem. wybieram nowe . czy leżąca w mauzoleum mumia wodza – czy człowieczek z ręką podniesioną do przodu. od kogo pochodzę. "masa" buduje "tor". można je jako zakąskę do codzienności zgłębiać. dlaczego narody "popadają w obłęd" i idą za kimś. wódz czy bohater . które są. kto podpowiada im złe lub nawet "barbarzyńskie" przesłanie . wszystko może stać się treścią praw lub religii wszystko. z takiej perspektywy zagadki bytu mają marginalne znaczenie. kiedy pokrzykiwania wodza potwierdzają się w postaci gromadzenia coraz większej ilości zasobów. razie grozi mi stagnacja . to dość zgrubny szkic tła. kosmos. kiedy unoszą ją ramiona tłumu). jednak bez możliwości wstępnego sprawdzenia. to.i następny. tak to zdefiniuję. a jeżeli pojawia się myśl o wieczności.w najgorszym "reset". i nie o kimś takim w tym punkcie warto wspomnieć. jak daleko może się posunąć w swoich reakcjach. w najlepszym. kiedy ten warunek jest spełniany. co jest treścią i punktem odniesienia używanych norm. trzeba iść. jednak jej aktywne reagowanie obejmuje co najwyżej rodzinę. "przywódca" w szerokim tego słowa rozumieniu. co się za tym kryje . a w przypadku zbiorowości "na oślep" (tylko z niewielką domieszką wiedzy) – to fakt..czy bóg daleki i wywołujący strach. taka grupa wygrywa. dlaczego pojedynczy ludzie lub całe zbiorowości wybierają coś.granice działania etyka a jednostka. dlatego trzeba zastanowić się. żeby wyjść z labiryntu. wielokrotnie zastawiano się. kiedy stare się nie sprawdza. to w takiej uproszczonej wizji rzeczywistości sprawy nawet ciekawe. nawet ważny temat.ale bez zastanawiania się nad konsekwencjami tego "wiecznego istnienia".bo daje nadzieję na przedłużenie mojego teraz. jednostka o dużym znaczeniu dla grupy (społeczności).

człowiek. liczy się "eksperyment". w analizie z boku. indywidualność osobnicza. który potwierdza skuteczność tego systemu. jest wynikiem nacisku otoczenia i dopływu energii . można wyznaczyć gradację systemów działania w odniesieniu do zdolności pozyskiwania zasobów ze świata.my. to zrozumiałe. odmienny w szczegółach.to przecież nie oznacza. a błędne poglądy są odrzucane. jednak to samo może zostać "opowiedziane" inaczej. od kiedy spojrzeliśmy w niebo i zobaczyłem gwiazdy. bardzo różny? odpowiedź: byłyby inny . mogę najmniejsze z najmniejszych różnie nazywać. to może być np.. ale podobny w ogólnych zarysach. w efekcie coraz większa grupa jednostek śni ten sam sen. dróg dojścia zawsze jest mnogość . religii.kiedy jednak się sprawdza. które pozwoli pozyskać z otoczenia energii do dalszego. gdyby twórca nowej ideologii.to on określa. co może istnieć. ewolucja oczekuje jednego: dostarczenia reguły postępowania. ktoś jest pierwszym.cel jeden. ale logiczna konstrukcja oddająca rzeczywistość była znana "od zawsze" i przez wszystkich. że już przestaje się potwierdzać i tworzy problemy. reszta jest szczegółem do zbadania. jeżeli "system" to spełnia. ale "zawartość" reguły jest ponadlokalna. jeżeli istnieje religia i działa. znam(y) prawdę. kiedy i gdzie rytuały "odczynić") .kiedy jest negowana. do danego czasu oraz przestrzeni sprowadzalnym środowisku. to może być działanie magiczno-zabobonne. to znaczy. z punktu widzenia konkretnej osobowości nie ma znaczenia. że jutro nie pojawi się inny termin. że odpowiada zapotrzebowaniu . że mój "atom" (dla mnie jedność absolutna) to struktura złożona. codzienne poranne drapanie się w piętę "na szczęście" (i dobry humor). pytanie: czy. to znaczy.jednostki "wybitne" . w miarę stabilnego istnienia.liczy się przetrwanie. z bardzo długimi celebracjami "świętych elementów" i melorecytacjami.a żyć trzeba (przynajmniej jakiś czas). nie da się jej odrzucić przecież jest wszystkim dla układu ją stosującego. aż po wspólnotę języka i kultury). obiektywnie. mogę się na którymś etapie badania świata odnosić do innego kwantu. teorii był kimś innym. każdy czas (i pokolenie) posiada swoją osobowość (i osobliwość). a to jest postrzegane odmiennie co prawda przez każdego obywatela świata. i z takiej perspektywy zupełnie nie ma znaczenia. ale na poziomie reguły każdy system jest tak samo dobry (o ile przedłuża moje istnienie). które normy musi spełnić (i jakie. siła abstrakcji jest przemożna. nadaje wyłącznie "smaku" powstającej regule (np. jakie wykonuję gesty-znaki lub wypowiadam słowa. .filozofia uproszczona czy filozofia uproszczona zaspokaja "przeciętne" potrzeby? jak najbardziej. jednak posiada wspólne dla wszystkich elementy i stan chwili (od uwarunkowań fizycznych wychodząc. nie dostrzegać (z braku środków). bo "istnieje" element najmniejszy z najmniejszych. 72 . definiuje i nazywa. wówczas potwierdza swoją wartość i w kolejnych etapach zwiększa swoją zajętość w środowisku (większa grupa stosuje te reguły). czy tak powstały system byłby różny. zyskuje wyznawców (i użytkowników). kiedy kształtuje się. jeżeli dziś krańcem mojego pojmowania świata są kwanty i to krańcem absolutnym . dlaczego? przecież taki osobnik działa w konkretnym. wszak istnieje to. ale fundamentalna treść takiego poglądu jest poprawna.ale zarazem taki sam. religijne albo naukowe . a nie "przypadkowego społeczeństwa". to ten osobnik zaczyna i kształtuje system. horyzont poznania zmienia się (mój czy grupy). dlatego. treść się nie zmieni. nie każdy może zostać świętym . nie każdy musi (i może) zostać głęboko analizującym świat umysłem. od filozofii (w każdej jej postaci) układ. jednostki wybitne. co jest "treścią powierzchowną" takiego systemu. liczy się zawarta w tej formule wiedza o świecie. że jednocześnie to oznacza czyjąś abdykację z pozycji autorytetu? to już wina autorytetu.ale każdorazowo powstaje w konkretnej głowie. nie ma znaczenia forma zachowania. jednak ten sam rezultat przyniesie rozbudowany system norm i rytuałów religijnych. obraca się w pewnym kręgu słów i obrazów). choć może z tego nie zdawać sobie sprawy . ale głęboki sens pozostanie ten sam.

jak nakazują mu jego abstrakcje – tylko że to od otoczenia zależy. duża swoboda w konkretnej czynności. przechodzi dreszcz. nie zawaha się przed niczym. najczęściej prozaicznego nawału obowiązków). który działa w świecie własnych abstrakcji. natomiast ciekawe jest to. . jaką swobodę uzyskuje osobnik. nośnikiem nowego w historycznym planie.. ale ograniczenia w zakresie poruszania się w zbiorze (możliwości). maksymalnie daleko. kiedy osobnik czuje się wybranym. a których nie musi przestrzegać zasad. przykładów historia dostarcza ogrom. ale i zarazem "poza" ewolucją . "nadczłowiek". "oporność" (bezwładność) otoczenia (różnie definiowana) wyznacza zakres jej swobody.i dlatego odpowiedź na pytanie. że są ważne. żeby osiągnąć cel? kluczem do odpowiedzi jest to. to efekt tego. wolny . do czego. 73 . synem boga. to muszę postępować zgodnie z tym. tu nie ma żadnej swobody. to jest zarazem głęboko wpisaną w dzieje. czy takie obrazy zdominują świat. co padło przy okazji omawiania "siły abstrakcji". co wnosi do grupy oraz jak jest postrzegana. jeżeli działanie "przywódcy" pozwala grupie działać i pomaga. dysponuje mniejszym zakresem swobody wyboru niż "przeciętny" element zbioru. jako kolejny punkt w procesie. oczywiście w tej chwili i w tym miejscu pomijam ważny element . a czasami "świętego" znaczenia. i tylko można podziwiać tych. tło. brzmi: daleko. że są to ważne abstrakcje . taka jednostka postawiona w sytuacji wyboru oraz zarazem władzy decyzji. bo świat tej jednostki. abstrakcja w takim przypadku usamodzielnia się do poziomu skrajnego. jak daleko może się posunąć. kiedy powstaje w głowie osobnika abstrakcja (i odpowiednio w zbiorze). nowość objawia się mrowieniem po plecach. a jej abstrakcje pozwalają "ujrzeć". pojawiają się emocje – bardzo silne emocje. i jeżeli tak powstałe poglądy uzyskują aprobatę otoczenia.rola jednostki wybitnej jeżeli odniosę znaczenie jednostki-autorytetu do reguł ewolucji. to są ograniczenia zastane i obiektywne. o ile bowiem jednostka wybitna (przywódca) posiada dużą swobodę ruchu w bliskiej skali (tu i teraz). którym w takich okolicznościach starczyło odwagi na autorefleksję i odstąpienie . powstaje zapętlenie .i godne upowszechnienia.lub przeciwstawienie się "wodzowi". osobnik. w tym ujęciu jej znaczenie może być rozpatrywane jako fakt znajdujący się "na przecięciu". to pojęcia wytworzone w umyśle jednostki decydują o tym. to oczywiste. to wówczas mogę stwierdzić. jak daleko się posunie i co zrobi. mechanizm banalnie prosty .skutki już zupełnie niebanalne.jest efektem minionego. nie działa w próżni. w którym działam.jednak w trybach. a jak daleko może posunąć się jednostka "wybitna". jej symbole świata dla niej samej nabierają dużego. ale także obraz świata. "wyższość białych" itd.i utwierdza się poprzez taki eksperyment. moje abstrakcje to ja. trudno się dziwić. w normalnych czasach normalni izolują wariatów – w nienormalnych wariaci izolują normalnych. że jest to stan zdeterminowany.jednostka zostaje uznana za "ważną" ze względu na jej abstrakcje. a inni się mylą. jeżeli nie posiadam innych symboli. że jest punktem brzegowym procesu. a skoro nie ma innych i nie ma czasu na ich przekształcanie (z różnorodnych powodów. z tej perspektywy mogę powiedzieć. taka osobowość zaczyna cieszyć się szacunkiem i wpływami – jej sposób widzenia świata staje się ważny. paradoksalnie. a to może objawić się jako "rasa panów". ale wyznacza nadchodzące. i tu odpowiedź jest interesująca: nie ma granic. "jednostka wybrana". musi postępować tak. a przez to uzyskuje ze świata zwrotną informacje. w zakresie moich pojęć tylko te pojęcia są granicą. że spełnia ona rolę osobliwości.stan środowiska. co posiadam. że taki osobnik. nawet kosztem nawracania (bo "bóg i tak swoich rozpozna"). które może. czy zostaną odrzucone. abstrakcje składające się na moją osobowość determinują mnie absolutnie. to jej abstrakcje. "na pewno mam rację". jak daleko może się posunąć jednostka w narzucaniu i egzekwowaniu (w sprzyjających okolicznościach) swoich pojęć. że jednostka wybitna wyłania się jako rezultat działań innych. musi uznać takie abstrakcje za "wzorcowe" .. że w rekcjach takiej osobowości (bywa o "zerowej" wartości).

jeżeli mam zarazem świadomość. dopasowana do przeobrażeń w świecie. każdy dzień życia. to musi być zmiana odpowiednia. jest to po prostu konieczność.ale "opętanie" abstrakcjami dotyczy każdej jednostki.z drugiej maksymalny brak wolności opisu. to krok w stronę brzegu ewolucji..z jednej strony maksymalna wolność czynu . żeby doszło do przemiany.to mój kosmos. nie byłoby licznych wynalazków (a zapewne żadnego). nie ma powodu współczuć osobnikowi. tworzenie abstrakcji dobiega końca. jak samodzielne kształtowanie granic wolności. . godzą się na wiele. to wszystko. na szczęście pozostają szczegóły. każdy może się takim stać. . na którą zezwala ewolucja. że wyznaczony za ich pomocą ogląd rzeczywistości nie jest poprawny (czyli doskwiera mi ich zła i nieadekwatna do potrzeb forma). przecież nawet jeżeli moje wyobrażenia otoczenia są błędne. że powinienem szukać wyjścia z obecnego położenia. zajmują brzegową strefę ("osobliwości"). muszę zmieniać swoje abstrakcje. . tworzą się wówczas warunki do zmiany. ale jakie to przyjemne. postrzegani jako dziwacy (którymi są). to warunek podstawowy istnienia... kiedy jednostka zdaje sobie sprawę. coś "niematerialnego" potrafi ogłupiałego człeczynę chwycić za twarz i morzyć głodem długie dni. nie mogę odmienić czegoś. tak samo nie mogę działać w próżni abstrakcji. ani gorsi obywatele świata. z jednej strony mogę.. ponieważ pojęcia są tym. jeżeli zechce. . opętanych ideą. jak na zewnątrz nie może być próżni. niezależnie. w świecie zdefiniowanym pojęciami – i właśnie przez to coraz bardziej "usztywnionym". nawet muszę poszerzać zajętość środowiska przez moje abstrakcje (pozyskując środki z otoczenia). że abstrakcje. w którym punkcie zbioru się znajduję (przeciętnym czy wybitnym). rozum jest skutkiem granic i działa w granicach. której nie można niczym zastąpić. ale jednocześnie kurczy się zakres wyboru opisu świata.. postrzegane granice zewnętrznego świata logicznie przesuwam (do nieskończoności). których używam. to naturalnie warunek zmiany. i są to często pozytywne dla zbiorowości "deformacje" umysłowe. żeby mogła zajść ewolucja. które posiadam i którymi operuję. że jest . bo niesie to ogromną dawkę przyjemnych doznań. co stanowi mnie samego. że mam się zmienić. żeby dostosować się do nowych okoliczności.. ale granice mojego świata w taki sposób również zamykają się. gdzie jest to szczególnie jaskrawo (i boleśnie) widoczne . czym jestem i co budowało się przez całe moje dotychczasowe życie. ale również wytrwałości. ponieważ do ich powstania potrzeba nie tylko zasobów. . jak mi się zdaje. abstrakcje działają jak narkotyk. czy zamkniętych w wieży (na którymś piętrze) lub przesiadujących długie godziny w laboratoriach.bo przecież nie ma większej wolności.ponieważ działam w środowisku. to samodzielność (czyli rozumny proces) w wyznaczaniu granic postępowania. nie byłoby dzieł sztuki i kultury..ach ci masochiści od abstrakcji.to nie są ani lepsi. 74 . w miarę poznawania reguł zwiększa się zakres mojej swobody zewnętrznej (mogę więcej). a jedynie w całym zbiorze troszeczkę "inni".to oczywistość. świat jest taki. ale to nigdy nie może być zmiana zasadnicza . w nagrodę ma się przeżycie tworzenia "z niczego" oraz emocje tak silne. jednak samym silnym postanowieniem (poprawy) rzeczywistości nie zmienię . nie mogę ich odmienić z zachcenia. abstrakcje. muszę działać . że lęgną mu się w głowie przeróżne światy (pomijam stany chorobowe). wypada współczuć natomiast tym. że zniewalają umysł do posłuszeństwa nawet wówczas. wypełniają i ostatecznie sięgają wieczności. dlatego też największa wolność dla rozumu.. jednak z drugiej muszę istnieć w świecie abstrakcji. tacy niewolnicy abstrakcji. których dotyka to rzadko.i trwać w tym postanowieniu. co mnie wyznacza. banalne stwierdzenie. a abstrakcje to wewnętrzny odpowiednik kwantów energii . bez "fanatyków". decyzja o tym. ale absolutnie wstępny.liczą się czyny. które posiada fizyczne i społeczne cechy. a jeżeli czuję dyskomfort.co więcej. mogę próbować. kiedy kosmos "odbija" się we mnie w sposób pełny. owszem.w sposób naturalny i w pierwszym skojarzeniu z pojęciem "jednostka wybitna" nasuwa się związek z władzą. że może to być szkodliwe. nie są w pełni sprawne. ale to w niczym nie zmienia jego prawdziwości.

jestem.. każda jednostronność prowadzi do błędnego wytyczenie szlaku – im więcej mogę dróg rozpoznać. więc z mniejszą ilością ofiar . z którego i w ramach którego mogę dokonywać wyboru . trzeba tego doświadczyć (doznawać na wszelki sposób).ale przecież niczego innego nie ma. w których mogło dojść do odsiania z rzeczywistości mojego przodka.kiedy jest błędna. popełnia. jeżeli moja abstrakcja jest poprawna (logiczna) – przeżyję. ale ponieważ istnieję. żeby poznać rzeczywistość oraz jej "kanty". na pewno prowadzi do jakiegoś celu. kropelki w oceanie. ale skrajnie trudny do osiągnięcia. która może. sprawdzanie na własnej skórze oporności ("twardości") świata boli . to czysta statystyka.każda nowa religia czy ideologia. tym wyborem (i tą abstrakcją) wprowadzonych granicach. którą ta droga się kończy. że każdy mój wybór. dziś już nie ma znaczenia. miejsc oraz chwil. co się im należy . taka jest cena błądzenia w świecie. ale jak najbardziej realnym. co wyprodukował i ciągle produkuje mózg. powtórzę. czy błądzili.zginę. jeżeli błędna .. uogólnianie danych i następnie sprawdzanie tego. nie działam na pustkowiu . to założenia wstępne do eksperymentu.. dlatego chcę w osobnym akapicie (i specjalnie) oddać minionym pokoleniom to. tym większa szansa dla mnie. każdy pogląd naukowy. ale czy ten cel znajduje się w nieskończoności-wieczności. albo zginę. ba. czy można było sprawniej. ale przede wszystkim dla grupy (ktoś na pewno dojdzie).. i muszę się do zastanego miejsca dopasować. to stawianie hipotezy i formułowanie pytania do świata. że nawet nie popadając w przesadę. wybieram konkretną ideologię albo religię. więc udziela poprawnej odpowiedzi .. ja mogę pobłądzić. który dopiero się zaczyna. dlaczego się nie dowiem? bo ugrzęznę na/w granicy. powód? przecież coś wybierając. wybieram drogę. że jest to obarczone ogromną niepewnością? zgoda. ginie wraz z wyznawcami. jeżeli dokonam złego wyboru (czy zostanie on narzucony). wszak osobliwość to nic przyjemnego. społeczeństwa i cywilizacje. tego nie dowiem się na początku drogi. to ustalanie faktów. na dziś dodatni. jeżeli będzie to stan nieuświadamiany (bycia w/na brzegu).. że ogólny bilans błądzenia w świecie tutejszego rozumu jest dodatni. nie zaistniałem w próżni. ale opis ewolucji w trakcie zachodzenia. dotyczy społecznego. tymczasowe hipotezy i meta-fizyki do sprawdzenia. ale nie musi prowadzić do celu. jeżeli będą "błędnie" skonstruowane. gatunki. że jestem. kiedy o tym wiem. 75 . ale każdy krok w nieznane to nierozpoznane pomniejsza .. a cofnąć się już nie można. gdyby zabrakło na/w tej drodze choćby jednego elementu .. wszystko.znalazłem się jako jednostka i byt w morzu kwantów (wszelkiego rodzaju).i nie jest to tylko ładne.. co w szerszym odniesieniu znaczą błędy rozumu. istnienie (ale i zaistnienie) rozumu to błądzenie. co znajduje się "dalej" (za zakrętem). ale osobnik z boku może wejść na właściwą. to. jest obarczony błędem. czy za najbliższym zakrętem. nie jest jeszcze źle. . najlepszą strategią jest pójść i się przekonać. i to zawsze.szacunek. to mogę stwierdzić. kiedy "błądzi" cała ewolucja? za źle postawioną hipotezę w ewolucji płacą istnieniem osobniki. całe wszechświaty zginą.ale muszę to czynić (przynajmniej od pewnego poziomu świadomości) z myślą. dotyczy to poziomu fizycznego. pomoże przetrwać. nawet pobieżne spojrzenie za siebie przynosi tak wiele dramatycznych obrazów. nie ma ratunku. trafi się w tę maksymalnie długą drogę.czy rozum wybierający abstrakcje nie popełnia błędu? ach. kiedy nie dysponuję wstępną możliwością weryfikacji. mogę określić ten fakt jako skrajnie mało prawdopodobny – jednak nie niemożliwy.liczy się fakt. nawet "idąc na ślepo" (czy za podszeptem). co się wypracowuje. to efekt mojego zakotwiczenia w tu i teraz dziejącej się rzeczywistości. konkretny system norm kulturowych. cóż wobec tego znaczy zagłada narodu? cóż to jest jeden naród (nawet "wybrany") wobec wieczności. efektowne powiedzenie. że wyróżniam. tragedia zaczyna się wówczas.. zamykam się w pewnych. jakich moi poprzednicy dopracowywali się abstrakcji. posiadam zbiór elementów. że każdy wybór niesie bolesne doświadczenia? niesie. nawet nie potencjalnym. warto spojrzeć prawdzie w oczy.

religia 76 .

religia. 77 . ale sposób definiowania. różnica w szczegółach (a wiadomo. żonglując pojęciami wywiedzionymi ze świata (doznanymi i sprawdzonymi eksperymentem) .abstrakcje a religia w toku opisu mechanizmu tworzenia się i działania abstrakcji. wszelkie formy wydzielonych szlaków poznania świata są w istocie wielością w jedności.umysł analizujący rzeczywistość. kwant(y) . jak nie widzę pędzących po kablach i procesorach w kalkulatorze elektronów i nie śledzę.zgoda. wychodząc z tu-i-teraz. "bóg". nie mogę śledzić procesów w nim zachodzących. Ewolucja. chcę to podkreślić. który ma swoją ważną rolę. ogólnikowo i wybiórczo kształtowanie się pojęć. ale wynik osiągnie. nie można pominąć tak ważnego i ściśle z pojmowaniem świata związanego zagadnienia. wszystko. skryta dla operującego słowem "bóg". do brzegu analizy. dlatego że całość operacji na nośniku jest zakresem ciemnym. jednak cel jest jeden: zrozumienie. te giną w pomroce konkretnego umysłu (na/w jego podpoziomie) . zawsze o niej mówi – jeżeli system pojęć pozwala przebyć choć jeden krok dalej. czyli mam wynik – "świat". nawet pomagała przetrwać. które przeprowadza umysł na poziomie swoich fizycznych struktur (abstrakcji fizycznych). słowo kodujące te treści. racjonalnymi ujęciami były i są składnikiem opisu otoczenia.. czy dogmatycznych abstrakcji. że jeżeli nawet osobiście mam inne i odmienne spojrzenie na otaczającą mnie rzeczywistość.to nie utopia. ale również nie jest to źródło samego zła . różnice między opisami pojawiają się wyłącznie w obszarze zysków (energetycznych).ewolucja religii . ponieważ szalenie ważne . dróg może być bezlik. "Kosmos". jak każdy produkt umysłu (błądzącego). ale element współtworzący dzisiejszy stan wiedzy. nie ma znaczenia abstrakcja. jaki wywierają na osobnika. to nie mogę negować znaczenia religii w przeszłości . ale głęboka treść zawsze pozostaje ta sama. wszak abstrakcje "religijne" na równi z naukowymi. religia to nie tylko "moralność z nadbudową". otrzymuje gotowy wynik operacji. równie dobrze mogę użyć pojęcia "bóg" na zobrazowanie i opisanie nieskończonego i wiecznego Kosmosu . które można z takich abstrakcji czerpać.oraz w pomroce dziejów (kiedy chodzi o wielopokoleniowe operowanie pojęciami). na końcu definiowania musi się pojawić Kosmos. po drugie. dlatego. a także omawiając wpływ. nawet prezentując "zgrubnie" i. że "prawie" robi różnicę). to wypada podkreślić i analizować. że jest to dla wielu wobec mnie współczesnych istotny zbiór abstrakcji. one są i muszą wystąpić w każdym systemie.a ponieważ wielorako w dziejach się sprawdziła. w końcu chodzi o jeden i ten świat. dla bytu operującego pojęciami (filozofa) dostępny jest wynik takich operacji.i będzie to to samo.i nieskończoność-wieczność.musi "od razu" skoczyć do nieskończoności i wieczności.. nawet jeżeli autor nie ma żadnego pojęcia o takiej głębokiej zawartości. już to wymusza podjęcie tematu "filozofii uproszczonej" – tu w formule "religii". co równie ważne. ale nie etapy pośrednie. . jest tożsama ze słowem "Kosmos" – tylko że dociera się do niej "w jednym skoku" umysłu. i już wiem. nie ma powodu. jeden umysł w nim działający . i stąd problemy. ale i nie prawda ostateczna. to nie jest tylko zbiór błędnych. system regulacji z korzeniami niebiańskimi. konstruktor abstrakcji może nie mieć pojęcia (więcej: nie może mieć pojęcia) o procesach. jest poprawnie zbudowany i sięga "prawdy". to nie jest najlepsza i jedyna (bo objawiona) metoda spojrzenia na rzeczywistość (oraz "przejrzenia" jej na wylot). opisując go można udzielać różnych odpowiedzi na poziomie "słów". posiada swoje wady i zalety . siłą rzeczy. i nie tylko negatywną. wszelkie systemy opisujące otoczenie z odwołaniem się do kogoś/czegoś "poza" "tym światem". ujęcie religii jako tematu oddzielnego wydaje się zasadne. jednak na/w poziomie słów między tymi abstrakcjami rozbieżności nie zachodzą. treść głęboka. a postrzegam tylko wynik .i tego.. umysł "wie".tak samo sam siebie nie mogę w pracy cząstkowej ująć.i jedną zasadę ten przestwór tworzącą. opisanie otoczenia. żeby zbywać religię kilkoma słowami.

co niebywale wzmacnia znaczenie tak pozyskanej wiedzy.i kłopot – i odsianie z rzeczywistości. w mojej głowie. ale droga do celu. co z podarkiem uczynić. a dla działającego umysłu najważniejsze .ale pomiędzy różnymi osobnikami brak elementów nośnych. efekt ten sam. tak istotnych dla zrozumienia. trochę czasu.tylko drobnostka. ale wypada podkreślić. dla mnie ciemnej i ukrytej zawartości. ale co ważniejsze. jak z otrzymanego "telewizora". jednak zysk praktyczny zdecydowanie różny. na sprawdzenie takich "wizji" potrzeba później kilku tysiącleci oraz rozbudowanych działań materialnych. wszelkie po drodze budowane abstrakcje są przecież także faktami osobliwymi.do zagadnienia wrócę. to droga.tak naprawdę to nie wynik operacji jest tu sednem. co zawsze musi być dodane do abstrakcji. religijna. ale żeby to fizycznie zweryfikować. mogę dojść "jednym skokiem" atomu i nieskończoności Kosmosu. który taką abstrakcję "widzi". brzegowymi – i nie pokazują swojej głębokiej. który pokazuje. ponieważ jej nie rozpoznałem. czyli schemat postępowania (i poruszania się) w labiryncie. czyli nie do weryfikacji tu i teraz (choć za jakiś czas może być weryfikowalna). abstrakcja z zakresu "objawień". powtarzam i podkreślam. brak tu kroków przejściowych. przecież nie "prześwietlę" sam siebie. podarki abstrakcyjne są ważne. mogę (i powinienem) się radować. a jeżeli jest to np. co decyduje o przyjemności – i o zrozumieniu przebytej drogi i punktu. ważny. ale nabierają głębokiego znaczenia wówczas. jest spełnieniem. która w kroku kolejnym przyniesie zysk. kiedy brak mi schematu wewnętrznego oraz instrukcji obsługi.i już może byt (i niebyt) przenicować. można taką abstrakcję przyjąć bez dowodu ("na wiarę"). reszta jest dodatkiem. ale bez logicznego "rozświetlenia" tego obszaru. o ile bowiem produkcja umysłu jest mało energożerna i dokonuje się szybko. to jest to. co mi po prezencie w postaci "telewizora". ale nie rejestruję przemian prowadzących do wyniku. który analizuje świat. o tyle weryfikacja szczegółów wymaga ogromnych nakładów. i nie mam jak przerzucić pomostu między moim "snem na jawie" a śniącymi obok. albo odrzucić. kiedy buduję abstrakcje. do jego zdefiniowania potrzebuje spokojnego miejsca. doświadczam rozlicznych emocji. muszę zbudować bezlik pośrednich dróg i różnych wspomagających machin. z samej abstrakcji. jak ta abstrakcja się buduje i co zawiera. i to dogłębnie. doznaję efektu tych przemian . prezenty (zwłaszcza abstrakcyjne) są miłe.bywa. owszem. jednak to samo (za)istnienie jest wartością. wiedza o mechanizmach świata drogę umożliwia (i ją przedłuża). wędrowanie przez i po rzeczywistości jest wartością samą w sobie. ale brak rozeznania w etapach pośrednich całą wiedzę zubaża. ale mało praktyczny . mogę się pełnego i poprawnego obrazu rzeczywistości dopracować. bez poznania. że w dreszczu emocji. dlatego. więc z zasady jest to dla innych treść nieprzekazywalna. to zakres podprogowy i z zasady ciemny. abstrakcja na poziomie "operacyjnym" (nośnika) jest zawsze dla mnie skrytą. ale właśnie emocji. dlatego siedząc w jaskini i spętany swoimi abstrakcjami. jest "próżnia" i dlatego porozumienie się rwie. to stoję na pozycji jedynego. ponieważ występuje do tej abstrakcji środowiskowo (zbiór pojęć) . choć posiadam efekt działania. co się składa na otrzymany wynik. jest to dla mnie tylko (i aż) "prezent". w którym się znalazłem. kiedy posiadają "obudowanie" w postaci opisu kroków cząstkowych. 78 . jak do niego doszedłem. i koniec przyjemnych doznań . w moim prywatnym śnie taki przeskok jest możliwy. wszak to miło coś otrzymać (wywołuje emocje) .bowiem zysku z niego niewiele. odczuwam zmiany. nie wiem. kiedy przynoszą korzyść obdarowanemu .ale kiedy na najbliższym "zakręcie" urządzenie się zepsuje. a to właśnie ta zawartość jest tu ważna i najważniejsza. kwanty pośrednie. to już go nie naprawię. to jest dla mnie wartość. w ewolucji liczy się droga do celu – natomiast osiągnięcie celu kończy poznanie. nieco jadła . że filozof. . ale jednocześnie smutkiem spełnienia.kiedy ten wie. ale spełniają swoją rolę najlepiej wówczas. żeby jej treść mogła się rozprzestrzenić. etapy pośrednie są tym. bo brak danych. to "suplement" do abstrakcji. było przyjemnie opracowywać wnioski.

jednak w odbiorze poza mną i obca. abstrakcja jest ze mnie i we mnie. w logicznym rozbiciu. już z pozycji bardzo skomplikowanej struktury. z tej perspektywy rozpoznane fizyczne rytmy (i reguły) otoczenia są pochodną "czyjegoś" na mnie działania. a ja muszę go słuchać. "naukowa".ale nie musi. etyki. ale nie mam objaśnienia czynów. i ma to konsekwencje.rzeczywistość a abstrakcje . a ona nigdy nie powstanie. którego nawet na horyzoncie nie widać. to jedność. religii. co racjonalne poznawanie środowiska. który skrzesze iskrę. nie ma nic. i deformuje moje postrzeganie oraz reagowanie – ale jest zawsze "spoza" mnie. rzeczywistość. świata . która może. a czas na filozofowanie przyjdzie później . świat. 79 . wyodrębniłem się z otoczenia. i. w moim umyśle.. ale ponieważ reguła się sprawdza. wszystko jest we mnie i potencjalnie. jest brzeg w postaci zakończenia jednego etapu ("rodzicielskiego") i brzeg początkowy etapu "potomnego" (mnie). już wiem. obrasta rytuałem. moralność to odległa. więcej. przecież. przekłada się na moje postrzeganie.etap początkowy na początku było nic. na początku "jestem" jako byt i logicznie niezbędna jednostka kwantowa – osobliwość.świat na/w tym wstępnym etapie jest namacalnie (i wielozmysłowo) obecny wraz z "tuż po" pojawiającą się jego abstrakcyjną interpretacją.ale nie ma poza tym nic. jeżeli "bóg" objawił mi się w doznaniu abstrakcji. religia (wcześniej jeszcze wszelkie rytuały i zabobony) jest tym samym. muszę wykonać to i tamto (i kolejne) – i religia ognia już powstaje. każda w mojej głowie powstająca abstrakcja tworzy się na fizycznym nośniku. wystarczy. co naukowe. a niebo wisi nad głową i spuszcza na ziemię swoje gwiazdy za mój grzech. że zabraknie w układance jednego elementu. otrzymany wynik wystarczy do przeżycia. "usłyszałem" głos. osiągnąłem efekt swojej działalności na abstrakcjach. "coś" we mnie przemówiło. właśnie w takich (tamtych) działaniach się tworzy. w/na etapie początkowym wszelkie. to konieczność. abstrakcyjne "odbicie". który może okazać się przyszłościowy . to jedność. pod wpływem nabywania wiedzy (energii szeroko pojętej). muszę je odkryć i praktykować. ale nie muszą zaistnieć.każdej ewolucji. mało pewna przyszłość. żeby przetrwać. współwystępuję z religią (szamaństwem). ale dla mnie pojawia się w sposób skryty (cudowny). skomplikowanej wewnętrznie i wielowymiarowo zabudowanej.i nie może być inne. rozróżnienie na takie działy jest dokonaniem późnym. . to jest dla mnie strefa zakryta. w tym miejscu takie sposoby opisu oraz definiowania świata mogą. "dotyk" i abstrakcja.ale taki podział to znów daleki etap. jam jest tylko nędznym "przekaźnikiem". i usamodzielnia się. podzielić się na węższe podewolucje .. dotyczy kultury. ta zasada odnosi się do mnie. materia jest punktem wyjścia . ale jestem nauką-religią-kulturą-etyką. ale "tu" ani jestem. "obmacywanie" rzeczywistości w/na tym etapie jest naukowe i religijne jednocześnie . to istnieje.. żeby ponownie ogrzać się przy ognisku. jest pierwszy.. na tym etapie nie ma i być nie może rozróżnienia na dogmat i racjonalność. na początku. stan mojej początkowej ewolucji (poznawania otoczenia) jest jednością. co uznaję dziś za naukę. ale czy się wyodrębni? oto jest pytanie. i to bez żadnych podtekstów. abstrakcja "utwardza" się. przypadkowo wykonany gest. to wejdę do ziemi obiecanej (nawet po omacku i błądząc po pustkowiu). to znak łaski i wspomożenie "z góry" ale zarazem skok z góry (bo zapragnąłem latać) definitywnie takiego "złego" eksperymentatora eliminuje z istnienia i jego poglądy (nawet jeżeli powołuje się na osobiste kontakty z zaświatem). tu-i-teraz. to "zadatek". dla mnie materia i duch. ponieważ to. bo jeżeli słucham. z takiej perspektywy tylko potencjalne sposoby podziału rzeczywistości. nauki. na początku jest nic. to jedność funkcjonalna. z tej perspektywy to. a ja. a jakże. dla mnie zachodzi jedność dotknięcia czegoś oraz tego. powtarzam. ani "coś" jest. że jestem. jestem. czyli mogę ponownie zapalić ogień.za ileś tysięcy lat.. jako rezultat działania i symbol operacji na materii. ale nie ma mnie jako struktury świadomej siebie.

a "pospolita" materia. . właściwie z taką pewną nieśmiałością.a zbieranie ziaren "to takie pospolite".dwie drogi ewolucji abstrakcyjnej .i mogę jedność "spoza" wprowadzić do obszaru mojego myślenia. kultura). jako byt. z drugiej strony. idący przez tysiąclecia podział. wszak to. której to humanista z krwi i kości nie tyka ("ja na fizyce się nie znam"). nawet czasami cuchnie. nic-coś). "nauka". jest silnym . czyli obszar działań na/w materii. to (oczywiście) w odbiorze zakres uduchowiony. lepszego. to nie wina świata. tak fundamentalnie w prawa świata zakotwiczony. kultura. bo duch jest z materii. niebywale trudny do pokonania (odrzucenia w chwili potrzeby). fizycznie. więc na podbudowie systemów filozoficznych. te powstałe "z niczego" (z głowy) pojęcia. ale oderwanych i "polatujących" nad tym światem (jako idee). staram się przeprowadzić tu i teraz ponowne złączenie ducha z materią. to coś lepszego.materia i duch ciekawe konsekwencje przynosi podział świata na zakres "materialny" – oraz "duchowy".bo na końcu przecież jest nic. czyli część "duchowa" – oraz. punktem wyjścia był mechanizm tworzenia się w głowie abstrakcji – a punktem dojścia rozbudowany rytuał przeróżnych religii.. nie. choć oczywiście na fundamencie fizyki (i Fizyki) . kultury i całe cywilizacje. to właśnie podział wywodzący się z tych dwu torów abstrakcyjnego ujęcia rzeczywistości. 80 . a następnie już świadomego. która. zgoda. ustalam w/na każdym etapie to samo (choć nie to samo). żeby wpleść w nie liczne skojarzenia z rytami. zasłona. budowa abstrakcji wywodzących się z tego świata. stają się ważniejsze . bywa. na początku to była funkcjonalna. kiedy sprowadzam tworzenie się abstrakcji do jednej głowy. dlatego. moralność to objawienie z niebios – a poezja (nawet ta pisana "z trzewi") to natchnienie. a materia odmienia się duchowo. co jest "dalej". nie ma prawa dotykać upadłej materii. więc niech się baba męczy.to. itd. . do kogo przemawia "bóg". tu nie chodzi tylko (a nawet w bardzo małym stopniu) o ośmieszenie tego idącego przez wieki podziału świata na zakres duchowy i materialny. zawsze pozostaję w zakresie dwuelementowym (zero-jedynkowym. czyli rozróżnienie na zakres abstrakcji we mnie i w otoczeniu. wprowadzenia podziału na zakres "wyższy". "pan świata" nie może być skalany "wydzielinami". a na pewno boli w zetknięciu z twardym podłożem. materialny. duchowy. dziś musi się to ponownie zbiec. które nie mogły tej bariery pokonać i (w niej) ugrzęzły. że jest to przecież odbicie dwu generalnych torów opisu. dlatego. ale mojego nieostrego postrzegania.jako to było na/w początku. która się ciągle psuje. ale stopniowo drogi się rozchodziły. ponowne połączenie w jedność obu poziomów definiowania świata jest koniecznością. nie ma od niego odwołania. bariera nawarstwionych przez wieki abstrakcji skutecznie przesłaniała (i przesłania do dziś) dla wielu to. staje się "częścią gorszą" i nie zasługuje na szacunek kogoś. w każdym procesie mam zawsze ten sam rytm (regułę). co uchodziło za "religię". czym może zajmować się obdarzony łaską . które tworzyły się jako skutek początkowo doznawanego tylko. aktywność wewnętrzna umysłu. zakres obsługiwany przez abstrakcje z zasady niedotykalny (np.bardzo silnym emocjonalnie i praktycznie obecnym w myśleniu. spoza codziennej mitręgi.oczywiście celowo staram się tak budować zdania. jednego świata i jednej reguły (i dotyczy to zawsze i wszędzie) – to nie mogę wydzielać "ducha" z "materii".. choć zawsze się dzieje na podbudowie jakoś fizycznej.. o którą trzeba zabiegać i utrzymywać w ruchu. oraz "niższy". . to było i jest coś ważniejszego. trudno również zliczyć narody. ale dysponuję jeszcze logikę . podział na dobra wyższe i byle jaką materię. i to na maksymalną możliwą odległość (jako sprzeczność wobec siebie). ponieważ są niedotykalne i nie można ich rękoma ugniatać. że widzę w tej jedności dwie oddzielne drogi. przecież. więc codzienna jedność. musi być "czysty" (rytualnie i wszelako) – żeby słyszeć głosy (wewnątrz siebie). ponieważ to musi wywoływać (u wielu) reakcję obronną.

że w praktyce eksperymentator. mogę w takim przypadku na zarzut. z czego nie muszę i zazwyczaj nie mogę zdawać sobie sprawy (to jest podprogowy zakres procesu myślenia. ale na końcu również mam punkt. więc o pomyłkę (także chimery) nietrudno. muszę ten fakt jakoś dotknąć. ciemny i nieoznaczony). uświadomienie sobie. . z niewielkim odwołaniem do świata. problem oczywiście pojawia się wówczas. bo budowane tak abstrakcje są moim. odnoszącej się do realności.oczywiście każde generalne ujęcie rzeczywistości. albo muszę się pogodzić z tym. ma z natury mniej szans popaść w "dogmatyzm" (choć nie jest to wykluczone) . a po drodze są wszelkie możliwe "rozdrobnienia". bo gromadzenie danych przebiega długo i wynik jest dla mnie oderwany od przyczyny. to po drugie.oraz części "namacalnej. abstrakcja. ale jeszcze ciekawiej wymienić poglądy na ich temat z kimś obok . i jeżeli popełni błąd w budowaniu uogólnienia. bardzo późna. odpowiedzieć: "tym gorzej dla faktów". w końcowym i ostatecznym ujęciu rzeczywistości obie drogi analizowania muszą się zbiec w jedność (dwudzielną ewolucyjną jedność). żeby "wyprodukować" abstrakcję. jest w rzeczywistości przebiegiem wewnętrznie podwojonym i składa się jednocześnie z części abstrakcyjnej. materialne (i przez to "niższe". i to w dwojakim nawet rozumieniu. ale i drugi tor działania.. i oczywiście mam pełne do tego prawo. prywatny zestaw abstrakcji to przyjemna sprawa. po pierwsze.tu popadnięcie "w obłęd" to ryzyko wręcz zawodowe. musi wytworzyć się i samoświadomość. odnosząca się do środowiska w jego fizycznej. budowanie abstrakcji "czystej". prywatnym snem o rzeczywistości. w każdym działaniu jest zawarta część konkretna. także ta droga zawiera część fizyczną. jako fizycznie w mózgu konkretny nośnik. czy tylko fizyczne. pojęciowe opisanie tegoż środowiska (we mnie). i archiwum danych. że narodziny nowego członka grupy ma związek ze zdarzeniem sprzed dziewięciu miesięcy. w czasie snu jestem skazany tylko na swoje abstrakcje. dotyczy również części materialnej świata. zawsze pierwszy jest fakt i konkret. dziedziny nauki i sposoby opisu środowiska (oraz siebie). przecież moje uogólnienie. początek to punkt. w postaci wytworzonej abstrakcji. symboliczne zdefiniowanie faktu z mojego otoczenia (czy zachodzącego we mnie. to fakt. nawet więcej . który dopiero pod wpływem doznań i gromadzonych danych mogę uogólnić w wiedzę (abstrakcję). z czego także nie muszę i nie mogę zdawać sobie sprawy (na wczesnym etapie analizy otoczenia). ba. że "nie obudzę" się i nie pogadam z innymi śniącymi na temat rzeczywistości. "rozbije" się po prostu o ścianę materii (czy drwiny innych badaczy). a która powstaje dla mnie jako "olśnienie" (czy objawienie). więc pospolite). i poczucie czasu (oraz jego mierzenie). jednak. ale z działającymi na niwie "duchowej" jest dużo gorzej . posiada głębokie zakorzenienie w rzeczywistości. więc dotykalnej postaci (jednak znajdująca się "na zewnątrz" mnie) – ale również uogólnienie. kiedy operuję wyłącznie abstrakcjami. nie posiadam zewnętrznego punktu odniesienia i weryfikacji. który na co dzień "babrze się" w cząstkach materii. kiedy któraś ze stron działania "na niepodległość" się wybija i bierze górę. muszę wejść w relację z fizyką (materią).ponieważ swoje abstrakcje musi w kolejnym kroku odnieść do środowiska.dwie drogi abstrakcji co z początkowej jedności procesu się wyłania. gdybym albo próbował te abstrakcje jakoś potwierdzić. a więc wszystkim. byłoby dobrze (dla mnie). albo abstrakcyjnej. w którym można łączyć odległe zdarzenia itd. ale.inaczej nie mogę postąpić.bo może widzi coś więcej. jako dziejącego się "zewnętrznie" w stosunku do mojego "ja"). czym dysponuję. czyli tylko abstrakcyjne (jako te "wyższe" i niecodzienne). 81 . czyli albo koncentruję się tylko na stronie fizycznej. to w poznaniu świata wiedza (abstrakcja) późna. budowania abstrakcji uogólniającej obserwowany i doznawany proces . więc eksperyment (jakoś naukowy). z zasadniczym w tych okolicznościach zastrzeżeniem. czym się kończy? przed chwilą to już padło – ponownym zbiegnięciem w jedność poglądu na całość świata. że fakty nie zgadzają się z moimi abstrakcjami. ale pojmowanego cieleśnie. myślowej.

- ewolucja religii na obecnym etapie już nie definiuję pojęcia "religia", wrzucam w taki termin wszystko, co się z nim wiąże. nie ma znaczenia, czy to magia, zabobon, mocno zdogmatyzowane i zrytualizowane systemy religijne - czy również pod to słowo pasujące zachowania pozornie naukowe (np. alchemia), wszystko to są formy, w konkretnym czasie poprawne, reagowania na rzeczywistość, a które powstają jako uogólnienie płynących z otoczenia danych. i pozwalają przetrwać. mogę nie być świadom operowania wypracowanymi abstrakcjami ani ich pochodzeniem, ale jeżeli będę je stosował i przeżyję, są poprawne. mogę przypisać im (dla podkreślenia wagi) źródło "w zaświatach", to nie ma znaczenia, liczy się obecne istnienie. w przyszłości, dla następnych użytkowników abstrakcji, będzie to przeszkodą ("utwardzi" i uświęci zasadę), ale na dziś wszystko, co pomaga, jest dobre. jeżeli tym regulatorem zachowań jest religia (dowolna), to dobrze. nie odrzucę jej dlatego, że mi się nie podoba taki sposób widzenia świata, nie powiem w chwili, kiedy jest to jedyny sposób opisu rzeczywistości i pomocny przepis na przetrwanie, że to opium dla ludu - bo nic innego nie ma. owszem, przy zmianie uwarunkowań, kiedy zamiast wspomnianego "opium" mam inne metody przytrzymania się życia, zarekomenduję odrzucenie "narkotyku", bo to substancja szkodliwa (a na pewno deformująca głęboko moje postrzeganie otoczenia). ale jeżeli jest to jedyny sposób na "uśmierzenie" bólu egzystencji, wówczas odmawiać takiej "substancji" nie mam prawa. jeżeli zaistniałem dlatego, że kiedyś dominowało magiczno-religijne ujęcie rzeczywistości, nie mogę odrzucić tego faktu, bowiem zaneguję własne istnienie. coś błędnego w moim dzisiejszym spojrzeniu, było prawdą i pomocą w przeszłości - coś błędnego dla mnie i w moim zbiorowisku abstrakcji, może być wsparciem dla innego osobnika. mam prawo to odrzucać i pokazywać niedostatki, ale odbierać potrzebującym nieba mi nie wolno. jeżeli magia-religia stabilizuje jednostkę i grupę w istnieniu - dobrze. natomiast z chwilą, kiedy przestaje się potwierdzać, kiedy pojawią się zdarzenia, które taki system nie obejmuje, wówczas nawet "święte" normy przestaną być święte, a grupa rozpadnie się - lub zaniknie. w miarę nabywania ze świata energii - również w oparciu o religijne metody dokonuje się nieuchronne wywłaszczanie takiego spojrzenia na rzeczywistość z kolejnych obszarów. najpierw dowiaduję się, co jest poza najbliższym kręgiem (horyzontem), później co jest za morzem i oceanami - następnie niebo okazuje się puste i "boga tam nie zauważyłem" - a na koniec dla rozumu nawet Kosmos i nieskończoność-wieczność to za mało (choć upchnąć w bezkresie "coś" więcej już nie można). co początkowo było podległe religii w formie absolutnej, co w codzienności wyznaczało każdy krok i myśl, oswobadza się z tego ujęcia także absolutnie. i sprowadza wówczas pogląd religijny do wymiaru lokalnego – czyli do jednowymiarowego punktu (osobnika), któremu taka zredukowana i uproszczona filozofia jest życiowo potrzebna. - od punktu jedności - do jedności punktu, tak prezentuje się droga poznania religijnego. od wyłączności w spojrzeniu dla wszystkich, do jednostki takim spojrzeniem się kierującej. od kwantu do kwantu, od osobliwości do osobliwości. ostatnim obszarem, który pozostaje w sferze wpływów oraz wydaje się niezbyt zagrożony (bo to część "duchowa", tylko "czysta abstrakcja), to moralność i etyka. czy może fizyka, materialne (i "upadłe") doświadczenie wywłaszczyć z tego pola religię? może. największą wolnością jest samodzielne kształtowanie granic wolności - kiedy sam dla siebie kształtuję reguły. kiedy "przejrzałem" świat i mechanikę jego elementów, kiedy buduję siebie w każdym wymiarze i nic nie jest mi dane, a wszystko zadane do wykonania - wówczas osiągam kres badań i maksimum wolności. to ja, samodzielnie i aktywnie wprowadzam normy i prawa w swoje zachowania - i nie jest to uświadomiona konieczność, ale wolny wybór i maksymalnie świadomy. nie gdzieś-kiedyś i przez coś-kogoś zostały mi reguły zesłane, ale ja te reguły buduję w każdym swoim kroku. - czyli religia wnosi reguły zewnętrzne i chwilowe, natomiast rozum wewnętrzne i wieczne.
82

- czy religia jest potrzebna? spoglądając na historię rozumu nie mogę powiedzieć niczego innego, jak to, że była, jest i jeszcze przez jakiś czas będzie potrzebna. to konkluzja z analizy roli religii i z tworzenia się abstrakcji. przyznaję - sam byłem zaskoczony takim wynikiem. moje początkowe poglądy były, co tu dużo mówić, może nie aż skrajnie anty, jednak w każdym razie mocno krytyczne wobec takiego ujmowania rzeczywistości. jeżeli natomiast miałbym zanotować w tym momencie relacje z osobistego stosunku do religii, to powiem, że taki sposób ujęcia świata jest dla mnie maksymalnie obojętny emocjonalnie, chłodny - i zwyczajnie, po prostu, już do niczego potrzebny. to hipoteza, do której nie potrzeba odwoływać się ani razu w definiowaniu "tego wszystkiego". dlaczego? ponieważ w takim opisie nie ma "dziur" do zapychania. tylko że sprawa nie jest taka prosta - przecież kiedy zapisałem, że religia i jej systemy regulacji zachowań jednostek i grup pomagały i pomagają zachować zborność struktury (i żyć), to w kolejnym kroku nie mogę poddać się osobistym przekonaniom i stwierdzić, że trzeba zanegować, odrzucić "wsteczny" pogląd. i dlatego coś, co wydawało się całkowicie zbędne w pierwszym ujęciu, okazuje się jak najbardziej potrzebne, i to nie z błahych przyczyn czy widzimisię, ale dlatego, że było elementem logicznie ważnym w ciągu dochodzenia do mnie i do świata w jego dzisiejszym stanie. kwant dodany do kwantu buduje proces, jeżeli kwantem ciągu zjawisk jest religia, nie mogę jej wyrzucić, ponieważ wówczas nie będzie końcowego wyniku. religia była i jest ważna, co jednak nie oznacza, że jest wieczna i że jest wiecznym dobrem. to konieczny produkt rozumu, ale przemijający. i to w jej konkretnym wydaniu (zbiorze abstrakcji i dogmatów), i w filozoficznym już znaczeniu, jako sposób postrzegania świata. - że nigdy nie zaniknie do zera? z wyżej powiedzianego to jasno wynika, przecież zawsze znajdą się amatorzy na filozofię prostą - ale że zanika, to fakt. w tym miejscu powiem coś, co zabrzmi dziwnie, jednak jest ważnym składnikiem opisu religii: najważniejszą cechą systemu religijnego - sprawnego systemu religijnego, jest zdolność tego sytemu do produkowania herezji. nie pojęcia konkretne i stosowane abstrakcje, które religia buduje jako odbicie świata, nie dogmaty i nawet najbardziej rozbudowane rytuały, ale zakres wewnętrznej swobody do kształtowania się nieco odmiennego spojrzenia na rzeczywistość, to stanowi główną cechę "dobrej" religii. kiedy system pojęciowy (dowolny) jest doskonale zatrzaśnięty w przepisach i rytuałach, wówczas nie ma szans na jego odmianę - dlatego grupa stosująca ten system także podlega "zamurowaniu" w abstrakcjach. i nic, żadna odmiana warunków nie może tej zbiorowości zmienić w takim stopniu, żeby dokonało się przebicie bariery pojęć. skutków takiego "zatrzaśnięcia" w symbolach historia dostarcza na pęczki, i są to, co warto podkreślić, smutne obrazy. natomiast religia, system regulacyjny, który jest częściowo otwarty, który nie potrafi kontrolować wszystkich elementów (chce oczywiście, ale nie potrafi), to jest system, który może się pod działaniem siły zmienić i dopasować do przeobrażonych okoliczności. - co zrozumiałe, nie dotyczy to tylko religii, posiada przełożenie na każdy system regulacji czy filozofię lub naukę, ale omawiając religię wypada to podkreślić. gdyby było inaczej - mnie by nie było. postęp w granicach prawa, czyli nie chaos, ale i nie stagnacja, krok (kwantowy) dalej, ale w oparciu o stan poprzedni, to jest wyznacznik, warunek zmiany. jeżeli system to spełnia, wówczas można "czołgać" się dalej. i o to w tym wszystkim chodzi. dlatego, jeżeli miałbym odpowiedzieć na wyżej postawione pytanie (czy religia była potrzebna), powiem - że tak, była potrzebna. - a nawet więcej, bez niej nie byłoby dzisiejszego stanu cywilizacji (także mnie przy okazji). natomiast jeżeli mam odpowiedzieć na pytanie, czy dziś jest potrzebna, powiem: tak, ale już nie wszystkim i nie zawsze. czy będzie potrzebna jutro? tak, ale z coraz bardziej malejącym zakresem wpływów, na coraz niższych poziomach, dla coraz mniejszej grupy istnień. - a pojutrze? a czy "pojutrze" będzie?
83

- mechanizm podtrzymujący religię - rzutowanie w przyszłość - stabilizowanie warunków w tym momencie chciałbym zwrócić uwagę na zasadniczy psychologicznie czynnik, który podtrzymuje religię, jednak który, moim zdaniem, nie jest dostatecznie uwzględniany. chodzi o rzutowanie w przyszłość roli stabilizacyjnej symboli i abstrakcji (a w szerszym ujęciu reguł postępowania, które tu i teraz jakoś się sprawdzają), rzutowania ich na czas zawsze-i-wszędzie. oto buduję system opisujący rzeczywistość, czyli jako jednostka i zbiorowość dopracowuję się "jednym skokiem" abstrakcji, które sięgają nieskończoności i wieczności i które pojęcie "Kosmos" z jego Fizycznymi cechami utożsamiają z pojęciem "bóg". produkuję całą strukturę wzajemnie oraz logicznie powiązanych pojęć, w których zasadniczym składnikiem jest zachowanie w tej chwili, ale z koniecznymi odniesieniami do "zawsze". nie mam w tym ujęciu licznych etapów pośrednich, te dopiero przyniesie mi eksperyment naukowy, jednak wiedza jest, podkreślam to, pewna i poprawna. ponieważ się sprawdza, pomaga żyć. - co więc otrzymuję? system do mnie "nadrzędny", który "objawił" się dla mnie w sposób nierozpoznany, ale który się potwierdza - mam system, który zawiera w sobie elementy "wieczne", ale całkowicie nieweryfikowalne, mam także symbol czegoś jednostkowego oraz nieskończonego-wiecznego. co w takich okolicznościach mi pozostaje? uznać, że każdy mój tutejszy uczynek, który się z takiego systemu wywodzi i potwierdza w działaniu, będzie się potwierdzał zawsze, i to na tej samej zasadzie. i nie ma znaczenia, którą "uproszczoną filozofię" stosuję, w każdej takie elementy muszą się pojawić - bo ewolucja to droga od kwantu do kwantu. to mogą-muszą być lokalnie różnorodne kwanty, ale na wejściu posiadam jednostkę i na wyjściu jednostkę. to może być "bóg", który zawiera się jako jednostka w najbliższym drzewie czy totemie, ale to również może być zakres skrajnie maksymalny – nieskończono-wieczny. teraz ważne przejście w analizie - przedłużenie mojego myślenia z tu i teraz na wieczność. już jestem na etapie, że potrafię wyodrębnić się z tła, więc mam samoświadomość - i mam rytuały, schematy postępowania, które trzymają mnie przy życiu. czy mogę je odrzucić, bo mi się przestały podobać? oczywiście w żadnym przypadku tego zrobić nie mogę, bo te abstrakcje i rytuały to jestem ja, i nic więcej nie ma. ale przecież widzę, doznaję, że inni (a więc także na pewno i ja na końcu) odchodzą z tej dostępnej dla mnie do penetracji na co dzień strefy w zakres "poza". co więc mogę uczynić? odchodzę, ale przecież jest wieczność - jeżeli tutaj moje rytuały (bardzo szeroko pojęte zachowania) się sprawdzają, to mam prawo, a nawet konieczność zakładać, że one również i "tam" się sprawdzą. żyję tu i nikt-nic mi nie podpowiada, co "tam" się dzieje i jak to wygląda, dlatego wniosek, że jeżeli będę stosował pomocne ruchy stąd, to one na pewno sprawdzą się i "tam" - i wszędzie. wystarczy, że odpowiednio przygotuję tutaj wszystko (dom-piramidę, sprzęty, jadło i służących), a życie dalsze w zaświatach będzie łatwe i przyjemne. itd. moje tutejsze zachowanie ma wpływ na to, co będzie dalej – dlatego, ponieważ całe moje doświadczenie (moje i zbiorowości) potwierdza, że to się faktycznie sprawdza – czyli (to wniosek z tego eksperymentu uczestniczącego) mam prawo założyć, że będzie się sprawdzało na/w kolejnym etapie. wiedza z tego świata jest jedynie dostępną, ale zarazem "wiem", że jest do niego dopełnienie, część abstrakcyjna (i "duchowa"), więc wiedza tutejsza musi się potwierdzić "tam". wychodząc "stąd", docieram do "zawsze", ale ponieważ znikają dla mnie w pomroce etapy pośrednie, mam w analizie stan łączny tu-zawsze. i już banalnie proste przeniesienie, przedłużenie warunków z rozpoznanego zakresu na wieczny. jest to poprawne filozoficznie, jako zasada, ale jakże dalekie od prawdy fizycznej (szczegółowej). tylko że tych szczegółów jeszcze długo nie będzie, a dla wielu ich nigdy nie będzie. przecież to takie nudne, matematyczne, skomplikowane filozoficzne - "dla mnie bóg wystarczy". starczy.
84

odbiorca-wykonawca poleceń jawnych czy utajonych. że zmienia się nie tyle "bóg" (w rozumieniu: świat). literackie i namacalne zobrazowanie emancypacji człowieka (rozumu szerzej) z otoczenia. wypracowuje rozum. z księgi do księgi przechodzi człowiek od pozycji służącego (a nawet pyłku) do roli partnera. to oczywiście nie jest żadne odkrycie. ale w relacji księga . aż do końca . posiada swobodę decyzji. inaczej się zachowujący. świat. i nie w wymiarze zawartości religijnej.prawdziwy oraz fundamentalnie głęboki sens ksiąg. tu rozum jest zbędny . nie jest już grudką gliny i przedmiotem. ale musi się liczyć. . ale może inaczej. na nieodgadnioną (samo)wolę "boga" (często-gęsto krwawą) . podporządkowuje się "boskiej" woli bez szemrania. którymi operuje.emancypacja człowieka (rozumu) od abstrakcji nie zamierzam zapisywać wielu stron na temat religii. w ramach tekstu biblijnego wystarczy. inny czas. a to z uwagi na ich wagę. może jej nie akceptować.biblia . żeby swoją egzystencję przedłużyć.czyli zapasy z pojęciami opisującymi świat.człowiek to posłuszny sługa (pana). ale partnera. wszak na stronach biblii i nowego testamentu widać detalicznie (i z emocjami). ale chciałbym jeszcze jeden ważny element podjąć. stąd ich waga. forma-treść słów jest naddatkiem i ciekawostką.ale i inny człowiek i jego relacja-pozycja wobec świata. że w obu księgach występuje inny "bóg". i to jest tak pasjonujące i pouczające.po przyzwolenie na śmierć. który w tych księgach zawarł swoje z bogiem zmagania . natomiast prawdziwy przekaz ponad czasem i przestrzenią tych teksów zawiera się w opisie szamotania się człowieka w świecie i ze swoimi abstrakcjami. nie mam na niego wpływu .natomiast słowa ewangelii już inaczej ustanawiają ten związek.religia a działanie . jak ma czynić. że człowiek będzie czynił.wierzący. religia . a jej skuteczność w przemieszczaniu się w świecie . ale i coś dla człowieka (kiedy będzie zachowywał się poprawnie). nieomal partnerskiej.staje się zauważalny w tle.i z tą decyzją "bóg" musi się liczyć. co pojęcie "boga". ale naturalnie warto kiedyś to poszerzyć na inne ujęcia.człowiek. o tyle w ewangeliach jest to już równorzędny. to zapis wyróżniania się człowieka z tła i wydobywania (wychodzenia) z niewoli abstrakcji – to zapis (prowadzony "na żywo") przejścia od nędznego i zagubionego sługi do poziomu uczestnika świata. to jego wybór. to w owych księgach jest zapisane wprost.chodzi o wpływ "znaków" na stosujących. które stosuje. w jego heroicznym wyciąganiu się za włosy z bagna. takiej relacji. ale posiada wolę i o sobie decyduje . który można dowolnie ugniatać i przeganiać gdzieś pod byle pretekstem.ale mogę mieć. człowieczy partner. człowiek w nowym testamencie staje się już osobą. w ewangeliach to człowiek (i rozum) zaczyna brać sprawy w swoje ręce. jednak nie chcę pisać o "bogu". ma czynić tak a tak. oczywiście nie równorzędnego. w biblii jestem. ważną. jako człowiek. jest zbiór pomysłów do dalszej analizy). może mieć nagrodę. ale jedynie ciekawostką. to fakt mało mnie interesujący. czyli system pojęć i abstrakcji.ewangelie . w ewangeliach to układ wzajemny: coś dla boga. o ile w biblii widzę boga praw i strachu. w biblii jest to wyłącznie relacja pan-sługa. . ale uzyskuje . zdany na łaskę i niełaskę. a nawet z tego kręgu wybieram tylko dwie księgi. ale o człowieku. jednak człowiek i jego rozum zyskuje przyzwolenie na samodzielne działanie. uzyskuje prawa. 85 . inny "bóg" . a nawet jego zarządcy. dwie księgi. może uznawać za błędne oraz grzeszne człowiecze zachowanie. na wstępie warto zwrócić uwagę na fakt zasadniczy. ograniczam się do względnie dobrze mi znanego zakresu kultury. tu tylko szkicuję tematy w powiązaniu z zasadami ewolucyjnymi. ale gdyby chciał.w ewangeliach mam już status i mogę coś zrobić. zaczyna ustanawiać granice swojej wolności w ramach fizycznego i logicznego świata. mam na myśli postać religii. może wybrać stratę. wybieram te konkretne i następujące historycznie po sobie i ścisłe powiązane teksty jako zobrazowanie. to ogrom. którym włada "boski". pod warunkami.. głoszonych przez kogoś/coś (znaki). w moim zamierzeniu. kwantami i czasoprzestrzenią (to. brak w staroksiągu.

zmiany muszą być zasadnicze. co może jest w sumie niewielkim odstępstwem. konsekwencje? ogromne. który z jednej strony utwierdzał w wyborze (przekonaniu o jego słuszności). kiedy już czytam oraz piszę (a nawet rachuję). którzy zaliczali się lub chcieli się zaliczać do tej zbiorowości. ale odnosi się do wszelkich czasów przełomu. że to (za)skutkowało wyraźnie objawianą w kolejnych epokach zawiścią (i nienawiścią) innych. a z drugiej opowiedzenie się za nową pozycją człowieka w środowisku . to nie dotyczy tylko tej społeczności i tego czasu. o masowość procesu. mam zysk bezpośredni w postaci dóbr . czyli kolejnych danych o świecie. taka wynikająca z religii przewaga w stosunku do pozostałych nie to. zapewne nie muszę tego podkreślać. chodzi o czynność. .o nieustannym szamotaniu się między "sztywnymi" abstrakcjami a wymogami zmieniającego się świata. ale również przynosił ewidentne zyski. która nakłada na mnie obowiązek czytania świętego tekstu. oto z jednej strony dysponuję regułą. na tym etapie dziejów umiejętność abstrakcyjnego i skomplikowanego działania już nie tylko jednostkę czyniła wybraną (z tłumu). to był koszt tej religii. że to w ramach kultury księgi wytwarzała się potrzeba poznawania świata i jego komentowania . w czasach. jak mam zmienić abstrakcje.ale katapultowała na dalekie orbity kosmiczną rakietą.i zysk w postaci "wybrańca" w poznawaniu świata. wybór (i opowiedzenie się po jednej ze stron) przyniosło dalekie. który głosi "dobrą nowinę". zasadnicza różnica między "starą" religią a "nową" polegała na tym.człowiek (rozum) a religia . ale o relacji rozumu do religii . ale całą społeczność. a który zawiera wszelkie regulacje dotyczące życia . pojedynczy (i kolejny) fakt różnicy w systemie nie robi .wybrany przez system religijny. miał zasadnicze znaczenie: należało czytać księgę.z tym. co jest święte. jednak to nie o "ścieraniu" z rzeczywistości narodów chcę mówić (przecież "każdy rekord można pobić"). jak był kilkanaście wieków temu.ale. mam ciągły dopływ z otoczenia energii. wyłącznie w oparciu o tekst. jeżeli większość grupy posiada tego typu umiejętności. a jeżeli pozyskiwanie danych o otoczeniu trwa wieki. było rzadkie.w tym przypadku mnie i wszystkich mi bliskich? 86 . co mnie tworzy .podporządkowanie i bunt moment przejścia między "starą" religią (biblii) a nowym tekstem . że tutaj chodzi o skalę. "duchowym". tysiąclecia . wyznacznikiem poznania "myśli boga" było poznanie słowa pisanego . reszta jest dodatkiem. nie jest też przypadkiem. to wewnętrzne ciśnienie musi prowadzić do wyraźnych skutków i uprzywilejowanej pozycji. które do wiedzy prowadzą).czyli po jednej stronie pozostanie przy wierze przodków (i ich kościach). które są wszystkim. i że trzeba go zmienić. a niekiedy dramatyczne rezultaty.czyli abstrakcji. ale jednak "świętość" już nie jest tak jednolitym stanem. więc bardzo skomplikowane operowanie pojęciami. że nowa przyznając człowiekowi możliwość samodzielnego działania. ale ja. że obecny świat już jest nie taki.jednak zbiór faktów go odkształci. kiedy pisanie i czytanie. żeby poznać "boga" i świat. który mu takie zachowanie narzucał (i w takim sensie wybrany przez "boga" – czyli ewolucję. chcę ten fakt podkreślić.a w konsekwencji na szarszy zakres zajętych obszarów (w bardzo szerokim sensie). kiedy wiem (potrafię działać na abstrakcjach. co mnie do tego momentu dziejów doprowadziło (i to dość skutecznie). naturę). co ważne. jest to generalne zobrazowanie zależności między umysłem a abstrakcjami . oczywiście. coś się zmieniło. którą musieli posiąść wszyscy.tylko że jak zmienić coś.to zaskutkowało ważnymi i ciekawymi efektami. które warto choćby zgrubnie nakreślić. w pewnej chwili musi się pojawić "prorok"..tak w zakresie "abstrakcyjnym". to konieczność ewolucyjna. ale kładę tu nacisk na słowo "czytać". bo nie dotyczy to tylko tego momentu dziejowego. że dawała fory w grze o istnienie . zezwoliła na wybory pomiędzy różnorodnymi drogami . marginalny podzbiór w ramach człowieczego zbioru. tak w pospolitej codzienności. kiedy był to skrajnie mały. to rzeczywiście był "naród wybrany" .

przestrzegać. ale odrzucili przeszłość (na ile to było możliwe). odrzucam dobre i nowoczesne metody uprawy ziemi.od głębokiej wiary po odrzucenie wiary . że niemożliwa . po latach jego stosowania. mogę odrzucić świat z jego zmianą i tym samym zatrzymać się w/na barierze pojęć . co mam w takiej podwójnie kolizyjnej sytuacji czynić? z jednej "bóg" i nakaz pod rygorem śmierci. nie posyłam dzieci do szkoły. zmiany zaszły tak daleko.przecież niekiedy lepiej rzucić monetą i pójść dowolną drogą.mogę zrezygnować z stosowania nowości. jak ugrzęznąć w/na krawędzi. to nie przypadek. ciągła i emocjonalnie gorąca szarpanina samego ze sobą. ale sprzeniewierzę się zasadom – jednak jeżeli nie wybiorę nowości. dlatego nie dziwi. że świadomość. tylko że każde opowiedzenie się niesie bardzo daleko idące konsekwencje . jeżeli tego nie zrobię. 87 . którzy poszli dalej. że jestem wybrany. taka zmiana jest przecież nie to. na świętość .ci. na etapie uzgodnień to nie ma znaczenia liczy się zgodność ze świętym słowem. ciągła szamotanina między zapisem a zmieniającym się bytem. sięgnęli bardzo daleko. więc z konieczności grzeszę i cierpię. muszę na każdym kroku uzgadniać ze świętym zapisem. to już inna sprawa. . była jednym z elementów pomocnych w uzyskaniu takiego zasobu energii (wiedzy). że powrotu nie było. już weryfikujący przekaz na różne sposoby. że muszę albo odrzucić religię.z jednej strony mam nakazy. albo nie mogę jej używać. ci. .ale mogę również je zanegować i wejść na kolejny pułap. kiedy jakaś techniczna nowinka wchodzi w codzienne używanie. świat się zmienia. religia na tym etapie coraz bardziej rozchodzi się z realiami. więc czy taki bluźnierca ma prawo żyć? przecież on niszczy fundament . "zawieszone" i w ciągłej niepewności."to zamach na boga". które również są nie do odrzucenia. tu nigdy nie ma całkowitego zerwania .to zamach największy z możliwych. tylko że nowości przybywa. nawet nie wiedzą.aż po skrajne. a w dalszej perspektywie naukowy.zmienić? niewyobrażalne.jeżeli stosuję nowinki. którego muszę (jako prawowierny byt). jest jeszcze ten prozaicznie codzienny. . powyższy opis odwołuje się wyłącznie do zakresu "świętego". po pewnym okresie ilość zmian będzie tego rzędu. od świętości po zaprzeczenie .i bunt wobec ograniczeń.religia (lub inna podobna filozofia) oparta na "księdze" i abstrakcjach.dlatego muszę uzgadniać dogmat z otoczeniem. to jest niezbędne."żyd wieczny tułacz". to "koszt" takiego umiejscowienia w rzeczywistości. podkreślam. . z drugiej życie. po "e = mc2". mogę wybrać nowość. ale z drugiej wymogi życia. . że i nauka (o podświadomości) do leczenia tak pokiereszowanej duszy to także wynalazek z tego kręgu. i na szczęście. zamykam się w małych grupach /współ/wyznawców).od dogmatycznego tłumaczenia świata i niechęć do innych. musi przynieść nagromadzenie się takiej już liczby odstępstw. kiedy danych ze świata przybywa. którzy są na/w brzegu. że mi rozsadzi system . . których nie mogę odrzucić. to byty w punkcie osobliwym. którzy pozostali przed barierą. kiedy je ignoruję.niszczy świat gorzej od najgorszego mordercy.przecież nie zaneguję siebie.musi umrzeć! ale. blokowanie ruchów odśrodkowych . ale dalsza droga musiała się już potoczyć w innym kierunku. najgorzej mieli (i mają) ci użytkownicy abstrakcji. albo trwać przy niej w przekonaniu. już nie tylko w zakresie abstrakcji. to sprzeniewierzę się swojemu rozumowi. podprowadziła. popadam w skostnienie. czy mogę ją stosować. "bóg-ojciec". początkowy zgodny i wielce pomocny stan. że w taki sposób tylko odsuwam "wybuch" w przyszłość. również pod rygorem śmierci (jeżeli nie będę przestrzegał jego reguł). że to z tej właśnie społeczności wywodzą się maksymalnie rozmieszczeni w stosowaniu abstrakcji osobnicy. . mówiąc inaczej . ich świat zatrzasnął się. ale cierń pozostanie. że jest "dalsze". albo korzystam w poczuciu przekroczenia granic i nieustannego przebywania "w grzechu". samoświadomość (człowieka) do kolejnego ważnego punktu osobliwego dotarła. co więc mam robić? oto właśnie chodzi. ale również w operowaniu materią (np. ale zarazem i "bóg" do wykłócania się. sprzeniewierzam się wyznawanym zasadom.

umysł krytyczny 88 .

skoro już na poziomie podstawowym uzyskuję różne wyniki. że w zależności od położenia i od sprawności zmysłów (czy stosowanych przyrządów). który dopiero razem stanowi (do pewnego stopnia) sposób całościowego abstrakcyjnego uogólnienia – czyli wytworzenia jednego systemu pojęć dla całej tak wyróżnionej grupy. tworzą się symbole otaczającego mnie świata . kultura. wstępnie na podbudowie zmysłowej. inaczej pracują moje zmysły .bariera pojęć w ciągu całego mojego istnienia. ale które są jednocześnie "zasłoną".wszelkiego rodzaju abstrakcje. i dlatego każda w taki sposób pozyskana moja abstrakcja. to zawsze jest indywidualne zdarzenie obserwacyjne i jego abstrakcyjne uogólnienie. każda. jest z zasady zdeformowana . fizyczne . które obserwuję ze swojej "wyspy". bez tych symboli nie zrobię kroku i niczego nie zobaczę (i nie zdefiniuję) . początkowo. z otoczenia. bo każdy jest logicznie równoprawny. język. niczego innego w zasobach nie posiadam). obarczony zarazem "błędem" pomiaru.a następnie kolejne piętra tej ewolucji. jako jedyne zawsze prawdziwe i pewne (i muszę według nich reagować. że nie ma dwu jednakich spojrzeń w oczy i nie ma dwu identycznych definicji otoczenia. elementem zbioru. są tylko jedynie propozycją do opisu otoczenia. co mam .zawiera w sobie "uchyb" indywidualności i momentu powstania. jestem więźniem w jaskini oraz jestem zakuty w fizyczne (zmysłowe) kajdany. abstrakcje logiczne. która odgradza mnie od otoczenia . równie najważniejszych jednostkowo. i są to zawsze jedynie mi dostępne i mnie oznaczające "obrazy" rzeczywistości.i nigdy nie ma dwu powtarzających się wyników obserwacji. uzyska inny.i innej nie ma. która przesłania. ale zarazem jestem uczestnikiem nieustającej zmiany . ze świadomością.. ale przecież wiem. którego realnie nie ma. odgradzającą mnie od rzeczywistości "twardą" barierą. jednak w odniesieniu do innych. 89 . "ciśnienie grawitacyjne"). uzyskuję zwrotną informację. każda moja abstrakcja i abstrakcje zbiorowości (w której się zawieram). od zmysłowego doznawania poczynając. który nic o tym nie wie i który jest daleki od pojęć. to tylko propozycja. abstrakcje świata są tymi jedynie poprawnymi. widok. to działanie z mojego/grupy punktu widzenia "sekwencjonujące" proces i nadające mu rytm.umysł krytyczny . lokalny i chwilowy stan obserwacji – a ja nie mogę żadnemu z tak pozyskanych wyników przyznać racji nadrzędnej. dosłownie przesłania mi widok na świat "przed jaskinią". że wszelkie moje abstrakcje. ale kiedy wyodrębnię się z otoczenia i świadomie rozejrzę wokół. w każdym pomiarowym punkcie uzyskam inną wartość – dlatego nie mam powodu zakładać. . ale i zbiorowości. zakres zmysłowy. wielowymiarowa "zasłona". umożliwiają istnienie.wszelkiego rodzaju abstrakcje.ale to jest wielopoziomowa. jakie stosuję do jego uchwycenia. ze świata.to moja rzeczywistość. który dla mnie to otoczenie definiuje. w ciągu całego mojego istnienia. są dla mnie poprawnymi. od najpierwszych chwil. każda abstrakcja jest jedna i jedyna w ramach mojego zbioru pojęć . to spostrzegę. w swój lokalno-chwilowy sposób. tworzą się symbole otaczającego mnie świata . acz.ale to jednocześnie jest wszystko. co więcej . od najpierwszych chwil. mierząc dowolny parametr fizyczny świata (np.i co zasadnicze. mojej indywidualności.i punkt obserwacyjny się zmienia. że uzyskane przeze mnie obrazy. ponieważ to zawsze jest działanie tu-i-teraz. tak mi bliskie.zasłona abstrakcji .dlatego nigdy nie mogę być pewnym swoich postrzeżeń. jej właściwe oraz tylko do niej sprowadzalne abstrakcje. otoczenie się zmienia – i ja się zmieniam . do mnie podobne jednostki i że każda z nich posiada swoje. że są inne. że każdy z obserwatorów ma swój zakres postrzegania świata. to jedynie cząstka "narzuconego" na proces zmian rytmu. wszelkie pojęcia – to kolejne warstwy tej zasłony.a cały zbiór moich abstrakcji jest jednym i jedynym w przedziale zbioru podobnych w społeczności. że kolejny obserwator może-musi to postrzegać inaczej. w każdej swojej chwili życia inaczej postrzegam obrazy na ścianach tej jaskini. które są mną.

tylko moje pojęcia. zanim zdecyduję się na wykonanie kolejnego kroku w środowisku – a podsuwane przez nie obrazy otoczenia (i mnie samego) przyjmować w formule ograniczonego zaufania. nie mam innych abstrakcji . nie ma z zasady jedynie pewnej abstrakcji. jednak żeby działać. nie wyeliminuje błędu. 90 .dlatego jedynie poprawny i możliwy do akceptacji punkt mojego działania to horyzont. ale siebie oraz swoje "produkty". nie bliżej. a ja błądzę . i powinienem zawsze-wszędzie wyciągnąć z tego wnioski. pewne jest tylko to. nie dalej. miejsce przecięcia wchodzącej do układu energii i wychodzącej. która "fizyczny defekt" umysłu pomniejszy i pokaże otoczenie skorygowane.i to totalnie. nie twierdzenie. próbować definiować ciemność otoczenia. wąska na jednokwantowe tyknięcie "kładka" to miejsce.jednak niczego innego nie mam. że moje abstrakcje się nie sprawdzają. ponieważ nigdy nie wytworzę abstrakcji idealnej. że każda moja abstrakcja może być błędna. na ile tylko mogę . co mi dostarczają zmysły. tu już nie chodzi o negowanie pojedynczych symboli czy zbioru takich symboli. i nie ponosi mnie w tym momencie literacka fantazja. dowolnym abstrakcjom. które kiedyś wytworzyłem. bo ciągła zmiana świata przebudowuje okoliczności i stare uogólnienia mogą być szkodliwe. którą doznaję. skrajne. ale że to ja tak postrzegam otocznie. muszę oddalać się od niej. dlatego musi umysł stać się umysłem krytycznym .to nie rzeczywistość się nie sprawdza. umysł musi się stać totalnie krytyczny w sensie pełnym i dosłownym. . do wszystkiego . dlatego pewne jest tylko to .nie mogę ufać abstrakcjom. że pojęcie musi być maksymalnie bliskie świata. rozum musi. umysł.umysł krytyczny .dopracować się reguły zmian. ostrożności i szacunku wobec siebie. że otoczenie jest wrogie czy złe (samo z siebie takie czy przez kogoś).że nie ma niczego pewnego.. czyli jak najmniej odległe wobec zmiany. z którego mogę definiować. brzegowe. ja w konkretnej chwili.nieufność wobec świata w tym miejscu pojawia się konieczność wyprowadzenia generalnego wniosku: nie mogę. tworzę pojęcia . którego jestem elementem. więc moje istnienie również jest "zdeformowane". jeżeli mam przeżyć kolejny dzień (i dalsze).więc do "horyzontu". przecież to nie świat jest winny. że mogę zaufać sobie (tu: swoim abstrakcjom). i zawsze krytycznym. muszę wprowadzić w każdy wytworzony element. że czas oraz przestrzeń są umowną formą ujmowania otoczenia .totalnie krytyczny. a co najmniej spóźniona w stosunku do zmian w świecie.myślę. nie chodzi mi ani o aforyzm ani o efektowne wyrażenie. żeby usunąć zawarte w nim zniekształcenia. nie mam innych podłączeń do otoczenia.nie dlatego obijam sobie głowę o kanty materii. że te "kanty" stają się punktami mojej drogi. że jedynie możliwym dla rozumu wyjściem jest zanegowanie własnej nieomylności i odrzucenie wiary w to.ale mam wiedzę. powinienem być nieufny. pewność. stałą kosmologiczną jest. że muszę te jedyne i pewne abstrakcje oglądać ze wszystkich dla mnie dostępnych stron. zmienność świata jest jego jedyną stałą cechą (oraz rytm tej zmiany). ale maksymalnie go ograniczy. "wyprostować" obraz świata. nie mogę polegać na tym. musi być "umysł krytyczny" . choć one są takimi dla mnie. siłą abstrakcji jest przemożna.więc jestem. w każdy etap definiowania otoczenia "poprawkę" – "stałą kosmologiczną". albo fizyczność będzie wyznacznikiem reakcji i nie potrafię stworzyć uogólnienia . ale moje myślenie jest zawsze zdeformowane i jedyne. nigdy w pełni i ostatecznie (i świadomie) nie mogę zaufać abstrakcjom.przede wszystkim do samego siebie. moja czy zbioru. muszę przyjąć stanowisko. mało . do wszelkiego typu abstrakcji. . nie mogę porzucić pojęć i abstrakcji. szczególnie mocno krytykować nie świat.ale ustalenie maksymalne. przesunięcie się na któraś ze stron albo odetnie mnie od rzeczywistości (i abstrakcje zdominują fakty). bo mogą wprowadzać w błąd złą pracą . ale jednocześnie nie mogę dać się im "usidlić" . z odpowiedzialności. to jest ostateczna konsekwencja krytycznego podejścia do budowanych pojęć. zamyka mnie w sobie z mocą osobliwości. dla własnej korzyści i istnienia.

kiedy fakty nie potwierdzają założenia. kiedy się nie sprawdza w kolejnych weryfikacjach.świat jest sam dla siebie i nic o mnie nie wie. jeżeli tego nie uczynię z dowolnego powodu (np. wówczas mogę się spodziewać kłopotów. z braku metody postępowania). zmienność świata przeniesiona do zmiennego wnętrza . granica operacji na rzeczywistości się przesuwa. pomylić się można tylko raz (drugiego nie będzie). że powstające myśli (abstrakcje) muszę oceniać nieufnie. więc o fizyczno-chemicznych procesach. co postrzegam i doznaję. ale żebym ja o nim maksymalnie wiele (i wszystko) wiedział. przedział fizycznie nieoznaczony (nieoznakowany i nieobmacany).. których maksymalnie staranne kontrolowanie to życiowa konieczność. co tu ważne. refleksja niby banalna. "zasłona abstrakcji" jest we mnie. co tu jest nie tak? czy to świat zły. dlatego nieufność wobec tego. kiedy życie toczy się w pokoleniowym rytmie. maksymalnie przeanalizować pod różnym kątem drogę. 91 . tym głębiej je analizować i sprawdzać. co widzę i co powstaje w moim umyśle jako abstrakcja dowolnego rodzaju. a nadzór zmiennego procesu materialnego w postaci palącego się ogniska nie wymaga skomplikowanych działań.działanie umysłu (strona wewnętrzna) . i w nim na zawsze pozostanę. którą chcę pokonać.to jest mój prywatny horyzont osobliwości. ale często stwierdzam to po szkodzie. które zachodzą w reaktorach atomowych i wymagają szybkiego stawiania hipotez oraz równie szybkiego ich sprawdzania. nawet nie ma co wspominać. identyczność zasady w obu zakresach jest warunkiem poznania . wychodząc stąd i teraz dojdę wszędzie i zawsze. na ile pozwalają moje abstrakcje (i ich kształt) . magiczno-religijna abstrakcja wystarczy. . musi być szczególna. moja produkcja jest propozycją. symbole "zasad ruchu drogowego". codziennie i na każdym kroku muszę weryfikować to. ale możliwie wielu. choćby tylko na chwilę.ale również powodem do totalnej krytyki własnych produkcji umysłu. co innego w przypadku procesów atomowych. swoje spojrzenie na niego mogę. ich zła (błędna) konstrukcja deformuje sygnały. świata nie zmienię. muszę próbować zweryfikować. jako umysł tworzę hipotezę na temat otaczającego mnie zakresu.do wewnątrz. tworzę ją w postaci abstrakcji. odpowiedzialne za to będą pojęcia. czy moje o nim wyobrażenie? zakres ciemny i podprogowy. z kierowanego wobec otoczenia . im dotyczą bardziej dla mnie podstawowej funkcji. jednak mogę go rozpoznać za pomocą abstrakcji (logicznie). oddzielna od rozumu i która rozciąga się poza jakoś zdefiniowanym moim istnieniem . umysł. może warto (na chwileczkę) się zatrzymać i zastanowić. szybko. wszerz oraz w głąb . dlatego zamiast się wściekać i kopać materię po kostkach w poczuciu bezsilności. to nie tym gorzej dla faktów. zawsze propozycją zdefiniowania zmiany. dlaczego ona taka wobec mnie oporna. do umysłu i do jego wytworów.rozum i jego działanie to także strona wewnętrzna.umysł krytyczny a abstrakcje . warto wiec każdorazowo spróbować ujrzeć otoczenie nie z jednego punktu. jeżeli jednak z jakiegoś powodu zatrzymam się wcześniej. bardzo szybko przestanie prowadzić dalsze eksperymenty. nawet na co dzień i w banalnym przypadku przejścia przez ulicę (a właściwe przede wszystkim w takim zakresie). którymi opisuję ciemne rejony."zasłona abstrakcji" trzeba przestawić znak krytyki. muszę zdobyć się na zanegowanie swojego wytworu. słychać i czuć. umysł krytyczny to nie tylko strona zewnętrzna.tu wszystko widać. w obszar podległy kontroli (dowolnemu oddziaływaniu) wchodzą coraz mniejsze odcinki przestrzeni i czasu. to one. w obrębie mojego "ja". dlatego muszę odrzucić. a przecież.to powoduje. ale dla tak działającego umysłu. jest poza moją świadomą kontrolą. które do mnie docierają. tutaj odpowiedzialność i rozwaga jest koniecznością. coraz większe energie. który przestanie weryfikować. jednak świat (rzeczywistość) jest przenikalny badaniem wzdłuż. tyle widzę. żeby istnieć. ponieważ może pojawić się zza zakrętu pędzący samochód (czy nisko przelatujący terrorysta). muszę się natrudzić.

sztuczna inteligencja 92 .

pomijam zwykłą ciekawość.to nie o wspaniałe konstrukcje techniczne czy filozoficzne idzie (choć nie jest to do pogardzenia). nie gwarantuje jej. to moje być lub nie być. tworzą się zbyt wolno w stosunku do potrzeb. sprawniejszy start (z wyższego poziomu) daje nadzieję na dłuższą drogę. jednak jako analizator procesów bardzo daleko od środka. szybkość reakcji. ma być pomocnikiem. dlatego "ktoś". co może być wielce zaskakującym wnioskiem z reguł ewolucji. ale powołana do istnienia decyzją człowieka (rozumu biologicznego). jeżeli chcę poznać ewolucję "w chwili". do którego podprowadza biologiczny umysł. każda ewolucja to proces. jeżeli nie chcę być zaskakiwany ich zachowaniem. służącym. a także zrozumienia mechanizmów ewolucji. to to samo (i równie dobrze). ale już na bazie dostarczonych przez człowieka (umysł naturalny). nie podołam. kiedy można rozpocząć pracę od punktu. z moim powolnym.sztuczny . tu głównie się rozchodzi. a o to. ważne jest ustalenie celu.umysł naturalny . to jest główne. technologii. co czai się za zakrętem. historia jest nauczycielką życia. jeżeli zamierzam tą chwilą kierować. to poziom techniczny oraz do rozwiązania na różne sposoby. to etap konieczny na tej drodze. kto w swoich reakcjach do tego zakresu się przybliży. można wyobrazić sobie uczenie się świata poprzez również sztuczne zmysły. gra toczy się o sprawę zasadniczą: dogonić. wrogiem . muszę wiedzieć.dlatego. chodzi o bardziej zasadniczą sprawę: powiązanie abstrakcjami.i więcej. 93 . muszę znać stan aktualności. ale żeby żyć. co do zasady przebiegające tak samo. przybliżyć się maksymalnie do bariery teraźniejszości. rozum sztuczny będzie wynikiem działań rozumu naturalnego. które stoi przed tandemem naturalnego oraz sztucznego rozumu. ale podnosi prawdopodobieństwo wygranej. samodzielnie rozum naturalny nie podoła analizie świata. jednak pojawia się zasadnicze pytanie: po co naturalnemu umysłowi sztuczny kompan? do czego powinien służyć. a tym bardziej nie o wiersze czy obrazy. bowiem to można zrobić samodzielnie (i o ile ma się dużo wolnego czasu i miskę zupy co dnia) . ale po co powielać niedoskonały (i powolny) tok pozyskiwania danych. czy nie podoła sam? odpowiedź jest oczywista: podoła. absolutnie konieczny etap w istnieniu człowieka: musi powołać sztucznego obserwatora rzeczywistości. przecież jeżeli ma to być "filozof" czy "poeta". to już tylko kwestia czasu.czy może kimś obcym? po co rozumowi w tej samej czasoprzestrzeni tak kłopotliwy i niepewny współlokator. ale. i nie chodzi tu wyłącznie o taki fakt. bo oddzielnie tego zrobić nie można.albo szybkie operacje na liczbach (żeby torpeda osiągnęła wrogi okręt czy inną rakietę). tylko że efekty pracy umysłu naturalnego. który tworzą kwanty . będzie musiał sztuczny obywatel ewolucji wypracowywać swoje abstrakcje (tego świata tyczące). który dostarcza energii (pokarmu) do istnienia. to znaczy. jest mi niezbędny. najważniejsze zadanie.. że musi istnieć system. po co tracić pieniądze i czas na budowę czegoś. po strukturze naturalnej musi się pojawić konstrukcja spełniająca tę samą funkcję (i w taki sam sposób). to musi być działanie dwustronne (podwojone). owszem. odpowiedź nie jest prosta. być może nawet piękne. ale nie będzie istniał bez biologicznego fundamentu. wsparcie w rozwiązywaniu łamigłówek . co o świecie nic nowego nie powie? . partnerem w ewolucji. jako uczestnik świata jestem w centrum. dla którego warto podobny układ rozumny budować.wzajemne relacje "sztuczny umysł" powstanie. również sztuczny rozum sam wiedzy pewnej o otoczeniu nie dostarczy. wbrew pozorom. żeby być wobec niej skrajnie mało opóźnionym. to zawsze jest wypadkowa wielu czynników. czy sztuczny mózg. a tak można wnosić z analizy zachowania i działania na abstrakcjach. trzeba poznać stan "teraz". władcą. owszem. muszę ze swoimi analizami i eksperymentami być jak najbliżej chwili "teraz". zawsze będę daleko (i wysoko) od tego poziomu. mógł (i może) spełniać naturalnie wytworzony umysł. w czym pomagać? i. który powstanie. i tu pojawiają się kłopoty. to konieczny. zawsze opóźnionym w reakcjach wobec rzeczywistości umysłem. tu nie o poznawanie prawdy o Kosmosie się rozchodzi.

przez epoki wleczonym i do lokalnych warunków dostosowanym organizmem. mam do wykorzystania potencjalnie dwa. w uogólnienie. mi umykają. ale zyskiem będzie istnienie. być może pocieszeniem będzie tu świadomość. . a ponieważ nigdy tego sam nie osiągnę. na ile jest to tylko możliwe. że w ewolucji rzeczy idealnych nie ma. że to mało wydolna konstrukcja i do zadań. jednak istnienie. . jakby to nie było przykre. jestem "na musie". który można zastąpić. że "skrzynka". osobiście. z jednej strony nieuchronności posiadania (obok) takiego "wspomożyciela". to. z czasem podział na naturalny i sztuczny rozum minie.. muszę koniecznie pozyskać sojusznika. tylko że wówczas wszelkie szczegóły zjawiska. ponieważ nieobecny nie ma racji.ważne. jako byt wyposażony w zbiór powolnych zmysłów i równie powolnego operowania znakami świata (abstrakcjami). to pójść w analizie "w górę". ja również ciągnę w swoim organizmie elementy.rozumna decyzja. które do szczególnie udanych nie należą. w ostatecznym rachunku liczy się spełniana funkcja. konieczność. że "iskrzy". jako obserwator. bo go przesłania pojedyncze drzewo. muszę radykalnie zwiększać tempo swojego "podglądania" świata. powtarzam i podkreślam. czyli moja. świadomość abdykowania rozumu biologicznego w odbieraniu i interpretowaniu świata na rzecz "sztucznego" układu (który sam zbudowałem). ale go nie pokona. żeby przetrwać. to stan mało zadowalający. a wówczas proces usuwania się "na boczy tor" umysłu naturalnego przyspieszy. "w głąb".oczywiście. który wiedzie do zaistnienia bytu analogicznego funkcją. wyraźnie ograniczone. ale w takim działaniu ginie obraz "lasu". można filozoficznie powiedzieć. jutro całe ciało). kiedy działa. czyli "wgryzanie" się w szczegóły. powtarzam. "sztuczne" zostanie wpisane w treść ewolucji i oswojone. 94 . to nie jest fakt miły. trochę tego i tamtego. że to jest przedłużenie mojego istnienia oraz zarazem efekt moich rozumnych wysiłków (stwórczych). jeżeli mam poza "kolebkę" (planetę) się wychylić. mogę się wspierać przyrządami i do chwili "teraz" przybliżać. ale niedoskonałe w skutkach schematy postępowania. to etap pośredni. więc. która może (i zapewne) będzie bolała. ale już się dzieje. "abstrakcję" wskazań wielu przyrządów (jeden "rzut oka" wychwytuje odchylenia od rozkładu optymalnego). . jakoś nie wypada). albo układu mi podobnego. postrzegać "sumę". ale prawda jest taka. co oznacza "trwać").istnieje próg kontroli zjawisk. do tematu wrócę. cóż.kontrola rzeczywistości . do którego umysł biologiczny może się zbliżać.dlatego muszę go "stworzyć". kiedy jestem w sytuacji. żeby logicznie. tu musi zajść zmiana. więc opierać się na wyuczonym mechanizmie reagowania (automatyzm reakcji). a z drugiej to. to obecnie postrzegane jako obce struktury. bo ważny. ale konieczność tego kierunku przemian cywilizacyjnych nie podlega dyskusji. z wszelkimi tego kroku konsekwencjami (i skojarzeniami). i to w sposób rozumny. to nie dokonam tego w znaczącej skali tym. który dziś występuje. o ile się wie jak to wszystko pracuje. sztuczny byt początkowo będzie odbierany wrogo.jeden. to czy mogę i mam podstawy wybrzydzać w kontakcie z całą sztuczną istotą. dlatego. w której muszę dokonać odczytu i interpretacji danych płynących z wielu źródeł. po prostu się nie nadaje. a przypadek pośredni. bo ponad mnie nic więcej nie ma . staną się codziennością (skoro jakiś kawałek mnie jest "sztuczny". nigdy zakresu reagowania na zjawiska wielkiej skali czy bardzo szybkiej nie osiągnę. ale i tak na końcu musi zapaść decyzja . a ponieważ równolegle zachodzi i będzie przyspieszać proces "przesiadania" się człowieka z biologicznej konstrukcji do innych i materialnie odległych substancji (na dziś to lokalne w ciele protezy.albo drugi możliwy kierunek działania. jak każda nowość. a nie nośnik. liczy się przetrwanie (bez definiowania. nie znajdę go w środowisku. dziś tworzone i obserwowane w reakcjach "rozumne" konstrukcje. . rozumować można w każdej sytuacji i postaci . ale obcego budową (i użytym materiałem). które byt (świadomego obserwatora) poza ziemią czekają.że obcy. a najmniej nieufnie. być może istotne.procesy szybkozmienne i podprogowe sprawa jest zasadnicza i fundamentalna .

także na abstrakcjach . że "sztuczny rozum" (żeby już trzymać się tego terminu) może tworzyć "abstrakcje zmysłowe". sztuczny rozum będzie w działaniu moim przedłużeniem. i to konieczne pomimo. może długo trwać. ale nie neguję. to nie ulega wątpliwości. czyli wprowadzenie do układu abstrakcji "od razu". ale czy może zajść realnie . kiedy zabiorę się za uczenie sztucznego umysłu. jednak jest do pomyślenia inny wariant budowy "sztucznej inteligencji".oraz czy to rzeczywiście będzie stan adekwatny? pytania nie są błahe. że taka droga jest jedynie możliwą. fizycznego fundamentu.. uda się przeprowadzić rozruch takiej stryktury na bazie gotowych abstrakcji i dostarczonych z zewnątrz. czy musi powtórzyć moją drogę poznawania? a może. że każdy musi budować je sam i na własne ryzyko. jednak nic o świecie nie wiedzieć. kiedy można ruszyć z kopyta. że ja. tylko w innym opakowaniu. że musi operować dobrymi. a nawet konieczne.ale pytanie jest zasadnicze: czy będzie mógł na tej podstawie budować. jako wielkiego zasobu danych z biblioteki. ale one powstaną indywidualnie. rodzic-konstruktor.tylko że to z kolei jest tym uwarunkowane. skoro ja muszę się tak zachowywać. a zbudowana w jego ramach abstrakcja jedyna. uczenie się przez układ reakcji na procesy zachodzące w świecie. bo ja tak świata się uczę (stopniowo przechodząc do kolejnej klasy). czyli wypracowanymi na bazie doznań zmysłowych abstrakcjami. które będą takiej konstrukcji służyć w sposób analogiczny do moich zmysłów. mogę wypracować to samo.otóż nie jest oczywiste dla mnie. więc moich abstrakcji? czy. a ja mam odmienne priorytety. w tym ujęciu etap uczenia się świata. tak najpewniej będzie uczył się środowiska (i siebie) sztuczny układ . owszem. ale zawsze w obecności rodziców.odbieranie świata . jedynie jej przedłużenie. tylko że kiedy chodzi o sztuczny rozum. być może stadium uczenia się jest koniecznym. z analizy tworzenia się abstrakcji w (dowolnym) układzie ewolucyjnym wynika. to wydaje się przebiegiem naturalnym. żeby środowisko "obmacać". uczenie się jest ważne. . zamiast poświęcać czas na mozolne i samodzielne uczenie się świata przez układ. i tu pojawia się problem. czy można dopracować się technicznych układów.bo zrozumie je w pełni dopiero wówczas. jest niezbędny i nie do pominięcia . że jest to potencjalnie możliwe. jak dziecko uczy się samodzielnie i na własne konto świata. powielanie tej drogi może być mało skuteczne. wypracować swoje abstrakcje? czy można nauczyć sztuczny układ reakcji na zjawiska i czy te reakcje będą podobne (lub identyczne) do moich? więcej .czy musi budować od początku własne? każda z tych dróg jest teoretycznie możliwą. że moje liczne podpowiedzi takiemu sztucznemu osobnikowi na nic się przydadzą . czego wstępnie nie powinno się w analizie odrzucać. można skorzystać z zasobów już istniejących. że szkoda czasu na start. dlaczego? od zdolności działania "na bieżąco" zależy. tylko że przecież nie rozchodzi mi się w powoływaniu takiego układu o powielenie w detalach mojej drogi. a po drugie. czy taki umysł będzie skutecznie funkcjonował . będzie odbierał sygnały ze świata i reagował na nie . mówiąc inaczej.moje abstrakcje oraz moja obecność są warunkiem tej nauki.pytaniem fundamentalnym w obecnej chwili jest to. ponieważ każdy układ jest niepowtarzalny. mogę go wyposażyć w takie (i lepsze od moich) "narządy". mogę z tego wnioskować. ale nie jest to pewne. wspominałem. 95 .zmysły ciekawym z wielu powodów i ważnym zagadnieniem (na dziś teoretycznym). będę obok. i działania na tych pojęciach. być może w tym przypadku uda się przeskoczyć etap samodzielnego oraz długiego budowania obrazu świata. czy w "życiorysie" takiego układu musi wystąpić etap uczenia się świata podobny do mojego. co niewątpliwie znacząco przyspieszy efekty. kiedy "sparzy" się "dotykając" gorącego ciała. jest sprawa podłączenia sztucznego układu rozumnego do otoczenia. czyli.sztuczny rozum .można być biblioteką.

która dopełni to.pójdź. zawsze trzeba zachować tryb warunkowy) cała "społeczność" sztucznych umysłów.. natomiast sztuczny umysł to konstrukcja osobna. i to dosłownie. o szczegółach nie warto pisać. budowa narządu inna). ale nie dla nowości zaczynającej swoje istnienie. w innych okolicznościach to może mieć wartość. to będą konkretne oraz adekwatna do rzeczywistości abstrakcje. co znam ze swojego otoczenia dziś . hierarchia. temat szeroko opracowany i literacko banalny. dotyczy przypadku "kompromisowego". zmysłowych dokonań w ciele biologicznym (które zostało powołane do funkcjonowania "w sposób naturalny"). indywidualna i musi przejść drogę poznawania środowiska. którzy skoncentrują się na poziomie konkretnym.jeszcze więcej. że podejście do zagadnienia w takiej postaci. że skoro człowiek i tak przesiądzie się (kiedyś) w inną materialnie strukturę. że mogę "wdrukować" w strukturę własne abstrakcje i one będą podstawą dalszego działania ("od teraz" w przyszłość). a rzeczywistość i tak będzie szara.. przecież to do mnie odrębny i inny byt (w szerokim rozumieniu "inny"). a jeżeli do tego dodać dość oczywisty fakt.jak analogia. że to zarazem oznacza konieczność (w każdym przypadku) uczenia się otaczającego świata przez układ rozumny. ja cię uczyć każę. że choć może zrealizować się sytuacja wprowadzenia gotowych danych. logicznie tyle samo warte (tożsame). ponieważ ciekawy i ważny.i na pewno zajdzie (skoro może.jednak może oblekać się w różne cielesne konstrukcje. jego abstrakcje. być może prowadzona tu analiza w rzeczywistości odnosi się. więc to nie będzie to. uważam. bytu już zaistniałego. to opis sztucznego układu (sztucznego umysłu) w rzeczywistości dotyczy mnie i jest rozciągnięty na lata (może wieki). to odpowiedź na tak postawione pytanie jest twierdząca: będą "robole". to taka "sztuczna" inteligentna konstrukcja sięgnie dalej i głębiej w otoczenie. to pełna. dwu etapów . czy wytworzy się w takim "sztucznym świecie" inteligencji taka sama. do tematu przyjdzie szerzej wrócić nieco dalej i w innym kontekście. ale będą również kontrolerzy – także filozofowie. . . jednak będzie to zarezerwowana dla chwili "przeprowadzki" umysłu wcześniej biologicznego w nowe ciało. realnie jest ujęciem procesu ponad czasem i przestrzenią. jestem przekonany. to zajdzie). że pojawi się na/w tym etapie możliwość znacząco poszerzonego o inne (nowe) zmysły podłączenia do świata. którego domagam się od "sztucznego umysłu". co dość prawdopodobne i co również biorę pod uwagę. mówiąc patetycznie. jest słuszne. jednak będą zarazem inne od moich (nośnik inny. o co chodzi . powstanie (może powstać. to jest logicznie analogiczna w skutkach sytuacja . czyli maksymalnego w czasie-i-przestrzeni zbliżenia do "teraz". że biologiczna funkcja umysłu "odwzorowana" w ciele zbudowanym z innego materiału (czyli z mojej i dzisiejszej perspektywy sztuczna). ale w tym miejscu muszę powiedzieć. jak w przypadku układów naturalnych. w ten sposób taka "sztuczna" konstrukcja rzeczywiście może "ruszyć" od razu i bez uczenia się środowiska. 96 . w czym rzecz? chodzi o to. to spojrzenie "z wysoka" i bez szczegółów. bowiem ten etap przeżyje w ciele biologicznym.oczywiście. ale wymienny. a to oznacza. co tutaj jest dla mnie chwilą w opisie i koniecznym działaniem "skokowym" w/na abstrakcjach. co zrozumiałe. podział funkcjonalny? skoro pilnie modeluję ewolucję techniczną procesami obserwowanymi w innym zakresie. który wyuczył się (jakoś doświadczył) świata. i w ten sposób układ naturalno-sztuczny osiągnie taki sam poziom reagowania na zewnętrzną zmienność. będzie funkcjonować "stąd do wieczności" na fundamencie abstrakcji zebranych we wcześniejszym okresie istnienia oraz wytworzonych z konkretnych. który w rzeczywistym procesie będzie złożony z dwu linii. że wyuczenie się zewnętrznego świata (zmysłowego) przez "sztuczny umysł" będzie możliwe tylko do pewnego stopnia.mojego i "puszki".czuję jednak – więcej nawet. że tak również można. droga "na skróty" jest możliwa dla mnie. dziecię. . "dusza" bez ciała nie powstanie .przynajmniej na poziomie "wspólnoty" reagowania. ciało to fundament duszy. czyli układy przetwarzające abstrakcje opracowane przez innych.

śmierć 97 .

powtarzam. wręcz świadomie pomijanie zagadnień dotyczących "drugiej granicy" istnienia. nie mogę.. to jest tak ważna. to stan dany w procesie (otrzymany).a nawet. wszelkie procesy ewolucyjne to zaistnienie . do pewnego stopnia. zapewniam. które mają dać ten sam efekt końcowy: przedłużenie istnienia. przecież. niesłusznie. od czasu do czasu daje o sobie znać. a sprawa śmierci (zanikania) w ewolucji jest równie .dla takiej egzystencji sprawa śmierci jest jedną z naczelnych. że lepiej późno niż wcale.bo "później" rzeczywiście jest za późno. końca istnienia łącznego zbioru materialnego oraz abstrakcji wytworzonych w jego ramach.faza maksymalnego zajmowania i dopasowania do otoczenia . wypiera się ją z myślenia i codziennego działania. tak wielowymiarowe.tak samo ważna. zwłaszcza w "cywilizacji młodości" oraz gadżetów. i dlatego też omówienie szczegółowe "zakresu schodzenia". niekiedy w sposób nagły i dramatyczny.również w badaniach naukowych .ale o powodach tak późnego podjęcia zagadnienia. jeżeli zajmuję się szczegółowo dwoma pierwszymi. to w sumie niewiele stron – ale warto przez nie przebrnąć. gdy żarliwie poszukuje się "życia wiecznego" w postaci abstrakcyjnej (np.oraz okres schyłkowy.psychologiczne . ważniejszy: pozwala ewolucji przejść (wzejść) na/w kolejny krąg energetycznej zmiany.tak pozornie "głupi" i graniczący z posądzeniem o wprowadzanie zakresu pseudonaukowego . dlatego się tu pojawia. z licznych powodów nie mogę odciąć się od trzeciego etapu.nie pasuje do ogólnego "tryndu". śmierci.uwarunkowania podjęcia tematu . jest równie ważny jak dwa pierwsze . dlatego nie może być pominięta.filozoficzne w zasadzie powinienem mówić nie o powodach podjęcia tematu umierania i śmierci . na ile tylko pozwalają moje umiejętności. 98 . że zasługuje nie tylko na pobieżne zainteresowanie. nie mieści się w zagonionej i wyperfumowanej teraźniejszości. ale na osobne i możliwie bardzo głębokie potraktowanie.że po prostu zmuszony jestem wyrazić prośbę o dotrwanie do końca. w formie obecnej cywilizacji. nie chcę i nie zamierzam wysilać się na żadne górnolotne zwroty. tematyki granicy. po części odrzucany . a zwłaszcza dla bytu świadomie (boleśnie i codziennie) doświadczającego własnego przemijania. jako technologicznych skutków manipulacji. kiedy "odchodzi" ktoś bliski . zwracam na to uwagę. ponieważ sprawa jest zbyt poważna. śmierć. .konieczność tematu umierania. jest po części wstydliwy. i to z wielu powodów. przecież momentu-punktu początku świadomie się nie doznaje. niewątpliwie faktem jest unikanie w rozmowach prywatnych. kiedy brak pogłębionej analizy ostatnich chwil. psychologicznie . po prostu. jak jej początek. . "zjaw" religijnych).a właściwie najważniejszą z ważnych. ale pojawia się.dominuje na dziś unikanie. czy w materialnej. brzeg końcowy (czyli "ostatnie tchnienie") dla każdego istnienia.i w naturalny sposób kończyć część poświęconą rozumowi i człowiekowi oraz jego abstrakcjom ("duszy"). jednak w żaden sposób nie rozświetla to strefy granicznej. w tak powstałą pustkę pojęciową musi wejść (wepchnąć się) abstrakcja magiczno-religijna. temat starości i umierania (a tym bardziej śmierci jako definitywnego kresu). i nie zamierzam zbyć tego żartem. a także publicznych. zupełnie niesłusznie . bytu opisującego samego siebie . do drugiego brzegu docieram osobiście – ja. tematykę śmierci muszę podjąć tu-i-teraz . śmierć jest integralną częścią życia.niekiedy w formie ukrytej. straciło na znaczeniu. powinno się znaleźć w całości analiz dotyczących otaczającej mnie rzeczywistości . tak liczne trzeba analizować fakty – w tak pozornie niekonwencjonalny czasami sposób . jako z zasady zjawisko skrajne (również mało estetyczne). zagadnienie jest tak skomplikowane. i jeszcze konieczna w tym miejscu prośba do czytającego. tak integralnie związana z życiem tematyka. która zapewne przynosi wielu istnieniom stan uspokojenia (coś im wyjaśnia). koniec tak.

tego bowiem logicznie (a tym bardziej fizycznie) nigdy nie mogę unieruchomić. i to pomimo. kiedy mówię o nie-skończonym moim istnieniu. i w zależności od umieszczenia punktu obserwacji przybiera postać procesu skończonego lub nieskończonego. nie w pełni wyartykułowanych powodów ("brzytwa" to za mało) nauka.granice są we mnie. w ujmowaniu skrajnym i logicznym proces jest nieskończony.. ale fizyczne (i Fizyczne). to będzie zdarzenie chwilowe.przecież.skończoność . nie mogę wypchnąć początków procesów i uwarunkowań (środowiska) poza Fizykę.pojęcia inne. dlatego nie można i nie powinno się uciekać od analizy tego obszaru w renormalizację – jestem elementem nieskończonego procesu i muszę z tego wyciągać wnioski. nie popełniam błędu i popełniam. co warto podkreślić. czyni poprawnie. . nie ma niezależnego opisu rzeczywistości – i również nie ma nieskończoności-wieczności bez skończonego obserwatora. wyznaczyć punkt graniczny. zmiana jest faktem wiecznym . jest to prawdą i nie jest. dlaczego? ponieważ to obserwator. i nie mogę jej inaczej opisać (i zapisać). skończoną zmianę . w ujęciu fizycznym. zwłaszcza fizyka. niesłusznie.efekt? narasta "chaos" pojęciowy (i myśli). kiedy fizyk unika podjęcia tematu i przerywa zliczanie nieskończonych wielkości. kres wydarzeń – o ile mogę je obserwować w całości przemian. a kiedy tak czynię. chęć. nieskończoność lub skończoność zjawisk jest zawarta w obserwatorze. może i musi być skończone lub nieskończone.nieskończoność . w ujęciu logicznym. to mój horyzont obserwacji wyznacza. gdzie ustanowię kres w zjawiskach. który sobie wyznaczył. abdykuje z tego obszaru dociekań. nie w formie spekulatywnej. jest błędem (dużym). tego kresu nie postrzegę. a przecież każda ewolucja jest nie-skończona. tak. więc jednocześnie zawęża rzeczywistość poddawaną badaniu. nie można w nim inaczej. a nawet potrzeba badań etapu "po" jest silna. "etapu po" został zawłaszczony przez magiczno-religijny (czy podobny) zakres analiz. dlaczego? sprawa zasadza się na różnym ujęciu i pojmowaniu przemian (ewolucji). popełniam (poważny) błąd. skończoność jest wytworem procesów nieskończono-wiecznych. jak arbitralnie.to położenie bytu obserwującego oraz charakter układu współrzędnych decyduje. integralnie zawartego w jej wzorach (nieskończoność jest wszędzie obecna). ale go nie zawierają.przecież istnieję. ponieważ wówczas odcinam ważną część samego siebie. nie w procesie. jest bardzo ważny w ramach życia. jak biegnie postrzeganie wszechświata lub energetycznej czarnej dziury – tak samo postrzeganie dowolnego istnienia. jedynie dla mnie dostępnym. 99 . jestem bytem nie-skończonym. zawsze konkretny byt i jego punkt pomiaru o tym decyduje. to moje abstrakcje. to moje zdolności postrzegania decydują. staje się wówczas nieskończonym. wspomniane "różne nieskończoności". jak w jej abstrakcjach (języku) zapisane "wieczne życie" i "nieśmiertelność" .jak i zewnętrznie wobec zdarzeń. . które siłą rzeczy nie mogą operować szczegółem i metodą. "nieskończonego istnienia". choć się kończy. od środka . rozum domaga się rozpoznania tego zakresu . ale tylko w ramach kręgu. . powtarzam.a w innym postrzegam jej stany pośrednie. nie ma niezależnej obserwacji. które wiodą do brzegu. przy jednym ustawieniu "ostrości obserwacji" mam widok na pełną. to przecież nic innego. oddaję jej przemiany.to ja decyduję. z uwagi na zdolność (lub zachcenie) obserwatora. . kiedy fakt mnie przerasta. może być definiowane wewnętrznie. jak daleko w nieskończoność sięgam.nieskończoność istnienia (Ewolucji) . ale treść głęboka ta sama. jak obrazuje to fizyka. i to pomimo. czyli w obszar "spekulatywny" (mistyczny). który zaobserwuje jego zakończenie. z nie do końca zrozumiałych. nie w Ewolucji. że dla innego obserwatora. w tym mojego życia.nie-skończoność w zadziwiający sposób temat "wiecznego życia". że raz ewolucja jest przebiegiem skończonym. dlatego oddawanie go wyłącznie spekulacjom. a raz staje się elementem nieskończoności. ale jego (za)istnienia już nie objaśni. zawsze mam brzeg. a przez to gubi bardzo ważny element układanki i oddaje go w ręce "spekulantów". ów krąg zanalizuje i opisze.

oto w jednym ujęciu rejestruję wydarzenia w szczegółach. że wyróżniony byt osiągnie stan osobliwy szybko. tu nie ma wyróżnienia punktu obserwacji i uznania jakiegoś faktu za naczelny (czy wyższy). dlaczego? ponieważ poznanie własnej skończoności nie wchodzi w obszar widzenia-doznania. mogę jej współwystępowanie w życiu stwierdzić wyłącznie pośrednio. przynależą do różnych układów odniesienia). . sam śmierci nie poznam. poza moją nie-skończonością. również jestem śmiertelny (że się /s/kończę).fakt skończoności mojego bytowania. w czym zawiera się moja nieśmiertelność. jako indywidualność w otoczeniu wyróżnialna się skończył. a pośrednio także fizyka? w owym różnorodnym nastawieniu ostrości obserwacji. pole widzenia obejmuje albo szczegóły szczegółu . mogę zbliżać się do niej (coraz mniejszymi krokami kwantowymi). dla mnie samego nigdy nie mogą się skończyć .żeby w pełni oddać to. zawsze jako fakt zewnętrzny.i to jest wniosek zasadniczy – że doznawanie oraz poznawanie własnego istnienia wyklucza doznanie i poznanie własnej śmierci. ale nie posiadam żadnych innych podstaw. bez kresu). które zachodzą. z drugiej strony. całościowy widok również nie pozwala na poznanie wydarzeń w pełni. każdy zakres postrzegania oddaje prawdę o ewolucji (świecie) i jest opisem wydarzeń.a dokładniej. 100 . że to szczegóły w analizowanym procesie są najważniejsze. przez poznanie (eksperymentalne ustalenie). wtopi się w tło i przestanie istnieć. to jednocześnie oznacza . dla niego jest to zdarzenie nie-skończone (nie kończące się. moja ewolucja. i każda z tych obserwacji jest poprawna. ewolucję.że osiągam brzeg.to jest "wypadek" leżący już poza moim zasięgiem poznawania.pytanie: która obserwacja jest prawdziwa? obie. mnie nie ma. analogiczny wobec nich. nie ma śmierci . przywołam obserwację świata przez mikroskop . staje się raz skończone. wraz z jej brzegami. to przez zdarzenia pośrednie. co dla obserwatora zewnętrznego trwa chwilę. co chcę powiedzieć. żeby taki wniosek wyprowadzić. zakres jemu dostępnych zjawisk biegnie w nieskończoność. jako efekt pogłębionej analizy procesów ewolucyjnych. w ramach swojego przeobrażania się. "od środka". oglądane przez różnych obserwatorów i przy pomocy dostępnych dla nich abstrakcji (obserwatorów. fakty-stany tworzące moją ewolucję (mnie po prostu). ponieważ całość obrazu jest tak sam ważna. kiedy istnienie (dowolny proces) jest nieskończone? wówczas. to już inne ustawienie ostrości obserwacji. całą. że inni (jakoś do mnie podobni) umierają . "koniec". nie zna terminu "śmierć".albo cały układ. o której tak wiele wspomina religia. czyli inaczej ustawię zbiór soczewek i tym samym ostrość przyrządu (dopasuję się do wybranego poziomu czy pasma). skończyć się . bowiem bez szczegółów zmiany nie ma zrozumienia. kiedy postrzegam (odbieram) je od wewnątrz. nigdy. którzy znajdują się. który podąża do osobliwości. zwrotnie docierający ze świata.kiedy jest śmierć. ale to jest opis zewnętrzny do tego procesu. że mogę zniknąć. współtworzy wiedzę – ale. i w efekcie współtworzą zrozumienie procesów ewolucji (konkretnej czy Ewolucji). kiedy jestem. . było .minęło. ale nie osiągnę. postrzegana od wewnątrz. to dla obserwatora wewnętrznego trwa wieczność.jestem bytem nie-skończonym. oba punkty widzenia . co i dlaczego się dzieje. a raz nieskończone.w innym natomiast zakresie współrzędnych. granicy własnego istnienia żadnym sposobem nie osiągnę osobiście. widzę etapy zmiany (etapy dla mnie). czy "brzeg" . nie mieści się w układzie współrzędnych wyznaczonych pomiarem (czyli moim istnieniem). .nie mogą. przecież nie mogę twierdzić. moje istnienie. w takim przypadku doznania są z zasady nie-skończone.lub inne dopasowanie ostrości postrzegania do badanego faktu. niedostępne dla uczestnika ewolucji analizowanej (i osobiście doświadczającego zmian). obserwator postrzeże. gdzie proces się zaczął i jak kończy. wyklucza wiedzę o tym. ale kiedy zmienię "ogniskową". że i ja.wyłącznie na tej podstawie mogę wysnuć wniosek. patrząc "z boku" i rejestrując fakty w ich pełnym wymiarze. . wszystkie dostępne punkty obserwacji razem budują obraz całościowy. ale znajduje się w otoczeniu. dla obserwatora wewnętrznego. wiedza o tym nie znajduje się w obrębie moich doświadczeń.

to nie żaden "wybuch" jakoś-gdzieś-("cudownie") tutejszy (wszech)świat ukształtował. ja. nieskończoność zawarta w fizycznych wzorach jest tą samą nieskończonością. brzeg. różnice pojawią się wyłącznie się w opisie (i "w spisie") szczegółów. np. niezwykłe). osiągnąłem brzeg.jak i dopełnić go widokiem z nieskończonego punktu widzenia. wcześniej lub później tak. o której rozprawia filozof. bo nie może przeskoczyć ponad nimi . z poziomu Fizyki. kończę badanie i eksperymentowanie w świecie. "spekulacja" prowadzona za pomocą abstrakcji. fizycznie (osobiście) nie osiągnę nigdy.i w pełni. pojawia się w takiej analizie szybko. maksymalny brzeg.każdy taki opis musi być oddaniem procesu. zmysłowa albo naukowa (budowana w oparciu o eksperyment) musi operować etapami i podetapami (czyli maksymalną ilością danych szczegółowych). ani beznadziejnie pospolity koniec nie jest poprawnym opisem. logiczny kres dowodzenia. i żadnym sposobem (i nigdy) granicznej strefy nie osiągnie. tajemne. . przecież w nieskończoności nawet dwie proste równoległe się łączą (wszak nieskończoność jest tylko jedna). w zewnętrznym ujęciu wydarzenie jedynie "chwilowe". fragmentem w dziejach. mogę dokonać opisu procesu zarazem z wewnętrznej jego. tu fizyka się kończy. nieskończoność do nieskończoności. dla fizyka (istniejącego i odmieniającego się obywatela świata). jednak obie drogi poznania w pewnym punkcie (dziejów) muszą się spotkać.kiedy zamieram. a zbuduje się skończony (nie-skończony) byt. muszę odwołać się do Ewolucji. natomiast.np. więc fizycznej perspektywy . . natomiast w innym staje się ledwo "tyknięciem". tuż "przed" ma jeszcze fizyk coś do powiedzenia. ale nie na/w brzegu. abstrakcja fizyczna. logicznie wiem o tym.choć musi się stać domeną Fizyki.ciągłość tłumaczenia (także weryfikowania) jest jej przypisana. stan osobliwy. a jednocześnie zachowam "w pamięci" wiedzę zdobytą "od środka". różna jest tylko metoda dojścia do niej. że nieskończoność w ujęciu maksymalnym to element Ewolucji. jako proces nieskończony. punktochwila. koniec fizycznej analizy. co podkreślam. pojawią się w moich abstrakcjach. tu każdy (kwantowy) krok zbliża do bariery. jednak w logicznej analizie taki stan wcześniej (i łatwo) "przeskoczę". śmierć. ale z zasady nie może przybrać postaci warstwy jednokwantowej. który świadomie oprze się na nieskończonościach ze swoich wzorów i zaakceptuje ich konieczność i uzna. tu żadne "kwantowanie" nie pomoże. żeby wyjaśnić ewolucję. kwantowo jednolitego tła nic nie zdefiniuje. a fizyk zawsze jest zawarty "w" procesie. który rejestruje zjawiska od środka. osobliwość znajdują się poza obserwacją. brzeg to już "dalej". czy fizyczny (według wzorów). sięga nieskończoności "jednym rzutem". i jeżeli tak ustawię "ostrość" widzenia swojego przyrządu badawczego. ale dla Fizyka. bo fizyka jest pochodną Fizyki. najmniejsza wielkość. dla obserwatora. ale poznanie fizyczne. czy to opis religijny.dlaczego? ponieważ nie ma czego z czym przyrównywać. muszę mieć tego świadomość. ponieważ pozwala na to moje fizyczne istnienie – jednak tego "poza". i dlatego fakty Fizycznie "dalsze". bo nie ma co kwantować. od wewnątrz nie może być zdefiniowane wraz z brzegiem. a to nie jest domena fizyki . już niczego nie dokonam. który ma postać nieskończoną. religijnych czy filozoficznych. . bowiem to brzeg. o której może fizyk mówić. czyli są wykluczone z analizy. w takim układzie odniesienia jest to proces "bez końca". . od wewnątrz. fizycy nie mylą się. wówczas nic nie jest. to stan zero-jeden. ale również i nie rozpłynięcie się w nieskończonym chłodzie go zakończy – ani niezwykły początek. nie będzie skryte (obce. a szczegóły giną w mrokach rozumnych przebiegów. jednostki kwantowej. już (czy jeszcze) niedostępne. logicznego kwantu nie osiągnie. na/w brzegu jego definicje załamują się definitywnie. podróż do wnętrza (rzeczywistości) musi "rozciągać się" dla niego na/w nieskończonym dystansie.. kiedy opisują wędrowanie ku wnętrzu czarnej dziury (do osobliwości). co jest "poza". w tym miejscu-momencie nie załamuje się poznanie logiczne. 101 . nieuchronnie .nie-skończoność tak więc. czy ewolucji na zasadzie "odczuwania" . np.mówiąc inaczej. nawet go nie zauważę (bo osobliwość zginie w zakresie podprogowym).

jednak jego faktyczną "dobroć" wyznacza w każdym działaniu zdolność pozyskiwania zasobów . "sztafeta ewolucji" tworzy nieskończoność (za)istnienia nie przez zatrzymanie jakiegoś wybranego stanu. jestem elementem wiecznego życia. czyli filozoficznego w analizach rzeczywistości (a szczególnie i konkretnie religijnego). jestem cząstką nieskończonych zjawisk . . każda ewolucja "utrwalona" na wieczność. opis magiczno-religijny. jest dużym błędem. że istnieję dlatego. oczywiste.dopiero tak pojęta obecność w nieskończoności Kosmosu może stanowić treść mojego (samo)opisu. każda forma unieruchomiona. co miało miejsce. to musiało przybrać postać słowa.to nie strach przed przemijaniem i nie lęk o własne istnienia w obliczu brzegu powinien dominować . wieczne życie dlatego istnieje. i podkreślam to stwierdzenie. ale co powoli odchodzi w przeszłość (bowiem fizyka sama trafia na/w dylematy poruszane przez filozofię). ale ma przecież wymiar racjonalny i fizyczny (Fizyczny). wyprowadzony wniosek jest racjonalnie i fizycznie poprawny . ja.ale "wielkości" nieskończoności (pomimo używania tego pojęcia) te opisy osiągnąć nie mogły i nie mogą. a tego nie ma w Ewolucji (przecież jestem). tylko drobiazg. że tak (w emocjach) "produkowane" abstrakcje biegną w nieskończoność "od razu". że one uległy rozpadowi . tylko w takim rozumieniu "spekulatywnie" wyprowadzona ze świata abstrakcja (że jest wieczne życie) posiada sens i jest poprawna. warto powiedzieć. choć powolne. 102 . które wnosi badanie oparte o kroczący eksperyment. że odrzucanie podejścia "spekulatywnego".a więc przynależę do wieczności. wywyższanie się fizyki. że jest wieczna śmierć. jako kwant jestem składową wiecznego istnienia (bytu). a nawet dogmatycznie "sztywnieją" (co dalej wymaga nakładu sił na ich przebicie). przy okazji. jak wielokrotnie to formułowałem.wiecznego życia (jak chce religia). ale muszę oddać sprawiedliwość: to jest równie dobre poznanie. ale przez przemijanie (zmianę). i w tym odniesieniu. prawda i fakt. jedność świata i reguły zmiany to gwarantuje. przynależę tym samym do "prostej" nieskończonej. które także przeminęły. co dla mnie oznacza kres. w przypadku śmierci miało to ważkie konsekwencje. negowanie również poznania magiczno-religijnego jest błędem.musi. to.to daje poczucie przynależenia do procesu bezkresnego .a tu poznanie "kawałkujące" rzeczywistość. w trakcie Ewolucji zmieniają się "twarze" (i inne szczegóły). ale skończony w zewnętrznej obserwacji. więcej.lecz poczucie przynależenia do szeregu istnień. i składa się na wszystkie ujęcia rzeczywistości. można to określać jako religijne czy mistyczne przeżycie. . mogę taką "powierzchowną" interpretację i brak wiedzy o szczegółach odrzucać. dopiero obecność w wieczności (przez swoją chwilową indywidualność) jest warunkiem zawierania się w tym procesie. kiedy to sobie uświadomić. że następnie usamodzielniają się. to był błąd. "spekulacja" abstrakcjami. jednak nie powód całkowitego negowania. nie może przynieść byle jakiego wyniku . żyję wiecznie w Kosmosie. sam dla siebie proces bez brzegu. jak każde. kiedy jest prowadzona długo i logicznie. oznaczała by zamarcie przemian. kiedy spojrzeć w taki sposób na ewolucję (wszystkiego). życie jest wieczne. wszelkie tłumaczenie świata jest poprawne (skoro zaistniało). które może rozum wytworzyć. jest tylko i wyłącznie "lokalnym" wydarzeniem w ogólnym procesie. że nie mogły zawierać szczegółów. wszelkie abstrakcje pozyskane z procesów zmiennego świata. doprowadzić do takich-tych samych rezultatów. wówczas inaczej zaczyna się definiować własny kres.dlaczego? ponieważ. nośnikiem musiały być "literackie" symbole (i adekwatne z innych obszarów kultury). to trudność do pokonania i wyjaśnienia. wychodząc z rzeczywistości. który lokalnie objawia się (obradza) życiem. jest najskuteczniejsze. tylko że aktualnie przychodzi czas na uszczegółowienie kiedyś wypracowanego obrazu. świadomość. ponieważ jestem elementem nieskończonego procesu. który nie ma miał początku oraz nie będzie miał końca. żeby już trzymać się tego określenia. że moje istnienie poprzedzał idący przez nieskończoność ciąg innych bytów. są poprawne. jestem kwantem tej linii bez początku oraz końca. korzystając z łączności tematu. nie można uzyskać absolutnie sprzecznych z nią abstrakcji.

ale nie mogę także liczyć na poznanie odrębnego do mnie świata abstrakcji. przed zaistnieniem brzegu-kresu (lub po zaistnieniu. tylko że to nawet nie jest moim celem. . który odda zjawiska. czy więc może dziwić. wiedzieć zanim nastąpi mój brzeg. wewnętrzna relacja to czas przyszły. że mogą w pełnej przytomności swojego umysłu relacjonować dla mnie odczucia z brzegu. nie mam o nim danych. przy czym. już w momencie zaistnienia brzegu. co zrozumiałe. szczegóły poznam osobiście. po prostu nie zdołam z braku sił i czasu zdać relacji z przebiegu zjawisk (jest to wielce i bardzo prawdopodobne). to zawsze będzie dla mnie (jak ja dla innych) "stan ciemny". w każdym wyodrębnię etapy i ich składowe. od kiedy spojrzeliśmy w niebo i zobaczyłem gwiazdy. w oparciu o obserwację innych istnień). to nie przypadek. bardzo wiele w tych porównaniach odniesień do zjawisk. i to "tam" jest "strefa niebiańskich istnień". co się na/w nim dzieje . a przecież właśnie moim zamiarem jest rozpoznać mechanizm takiego brzegowego. który najlepszy? .. a więc nie znam (a także nigdy świadomie nie poznam).z drugiej strony. czyli mogę to przeprowadzić w formule "relacji" uczestniczącej z wydarzenia. mnie już praktycznie nie będzie. one nie przestają rozum fascynować. stan środkowego i maksymalnego istnienia w otoczeniu . przez zbudowanie. zewnętrznego do wszelkich procesów. oczywiście. ja nie przekażę swoich doznań innym. indywidualnej i prywatnej ewolucji w szczegółach nie poznam. 103 . w tym przypadku na/w brzegu życia. ponieważ są w analogicznej sytuacji. w tym przypadku nie mogę również zdać się na relacje innych. szczegóły? cóż. a mój opis nie może być wiarygodny . nawet zakładając.. do procesu narodzin. jako współzachodzenie faktu oraz jego opis . kiedy nie ma brzegu i ja jestem. dlatego jestem. ale są modele bardziej i mniej "wymowne". skazany na stosowanie analogii . które obserwuje się na nieboskłonie. a w szczególności śmierci? przecież kiedy gaśnie gwiazda . w chwili doznawania mojego kresu. to jednak jest to ich brzeg. jedność ewolucji oraz jedność reguły to mi gwarantuje. znika za horyzontem niczym spadający okruch nieba. kiedy do kresu dotrę. odszukanie modelu.oraz umierania gwiazd. jako wędrowca i poszukiwacz brzegu. i zawsze takimi będą. gaśnięcia. ale przecież mogę. trwania ."dogasająca gwiazda" . ich doznania są wówczas im dostępne. nigdy konkretnej.umiera człowiek. wszelkie więc z takiej pozycji i daleko przed brzegiem wyrażane opinie są "spekulacją"..i zanikanie. w obecnej chwili liczy się ujęcie "zgrubne". konkretu nie poznam.umieranie . ustalić w tym procesie generalne zasady i schemat działania (i dziania się). jako istota odległa od brzegu mam dokonać analizy czegoś. czego nie doznaję. które można przyszeregować do umierania i zbliżania się do brzegu. zapada się w niebyt na podobieństwo czarnej dziury.po prostu gwiazd.analogie opis umierania i śmierci może być prowadzony z pozycji "wewnętrznej". czy mogę znaleźć taki model? oczywiście. i tu pojawia się zasadniczy problem. praktycznie mógłbym przyjąć dowolny proces za wzór. więcej. wiecznych i idealnych . którymi oddaje się kres życia. są to często odniesienia do "spalania" się. bardziej i mniej rozpoznane. rozbudowana przez wieki meta-fizyka śmierci obejmuje tak wiele różnych określeń.na szukanie takiego zewnętrznego modelu. jako tak piękne a niedostępne muszą być źródłem porównań. wielość słów. zewnętrzna nie jest pewna – i to wyklucza dogłębne poznanie. ale nie są przekładalne na moje. umieranie.albo zewnętrznie. każdy proces to narastanie. uprawnioną i jedynie mi dziś dostępną.co go tworzy w moim i w każdym przypadku. co ciekawe. skrajnego (i skrytego) dla mnie zdarzenia.kiedy zaistnieje brzeg. człowiek gaśnie jak gwiazda. że można by z tego utworzyć odrębny słownik. nawiązują do pojawienia się i zaniku gwiazdy na nieboskłonie. ale w oczywisty sposób nie tożsamą z faktem analizowanym. że to najlepszy model do zobrazowania życia. chcę wiedzieć.zwracam w tym momencie uwagę na bogactwo pojęć. więc informacja z tego punktu nie dotrze do odbiorcy.

ponieważ są niedostępne. posiadam. nie ma znaczenia proces analizowany (jednostkowy). nieskończoność. to pełza. bo gwiazdy są takie majestatyczne. skoro może być dowolna? z przyczyn estetycznych. z inną ilością zaangażowanej w proces energii. narodziny gwiazdy. w pył się przeobrażę. a do tego takie mikre. analogia jest aż po szczegóły.ale jednocześnie swoim życiem mogę opisać życie gwiazdy i przez to lepiej je zrozumieć. a dlaczego nie wybieram tych innych ewolucji. przeniesione to na życie. gabarytami.to nie przełożenie. wieczność i inne. . ale to "drobiazg" w analizie. stąd znaczenie takiego modelu. oczywiście. to nie jest harmonia sfer.również takie. mogę modelować własne istnienie procesami zachodzącymi w gwiazdach. że tak właśnie jest) między wielkością gwiazdy (masą. jednak celowo przywołuje znaną przypowieść.przecież nadmiar albo niedobór są szkodliwe. czyli np. zajętością w środowisku) a wielkością człowieka. ale także dowolnej ewolucji. już rozpoznanymi stanami.to wszystko występuje w moim istnieniu dokładnie w takiej samej postaci. jakie ma wokół środowisko. uzyskałem model . powtarzam. istotne uściślenie metodologiczne . realizowana identyczność procesu całej struktury i fragmentów. ponieważ chciałbym podkreślić ten idący przez wieki. dlatego takie powiązania i odniesienia są zrozumiale. zachodzą zapewne łatwo zauważalne i wyliczane proporcje. widzę elementy zjawiska z każdego momentu mojego życia . słabo świeci. jej kolejne fazy. piękne. ale jakoś mało "uduchowione". których w swoim życiu aktualnie nie rejestruję lub nigdy ich nie zarejestruję. opis cielesnej formy rozumu i jego umierania . identyczne do procesów obserwowanych w sobie i w moim otoczeniu. i można to ułożyć w "ciąg istnień" i związanych z tym okoliczności. powiązanie masy z formą (i komfortem) przeżywania . ale również dlatego. w którym okresie procesów układu nadrzędnego zaistniała itd. zresztą w obie strony. ale przełożenie zasady tworzącej te zjawiska buduje do takiej analogii wspólną podstawę. dzięki skali zdarzenia i jego jakże wyraźnej naoczności. wykazuje daleko idące zbieżności. fizycznie gwiazda umiera różnorodnie. wszystkie stadia analogiczne. że są głęboko przebadane za pomocą wzorów i przyrządów. a także uwieranie człowieka. analogią nie jest konkret.nie mam zamiaru ciągnąć literackich i aforystycznych określeń. oznacza to. z umierania gwiazd mogę czerpać wiedzę o tym etapie i przenosić wnioski na własny moment osobliwy . widzę procesy tworzenia się gwiazdy w obłoku materii. mogę przyrównywać do każdej.dlaczego miałbym swoje istnienie równać do przebiegu życia mikroba? może to i byłoby ciekawe. są wielowarstwową zasłoną oddzielającą od reguły zjawisk. szczegóły tylko przesłaniają treść. dlatego to tak dobry obiekt i punkt odniesienia. a gwiazda to niebiańskie konotacje. widzę jej świetność i blask – i widzę zapaść w różnorodnej formie. to znaczy. a co więcej.gwiazda mnie poprowadzi. po detale detalów. istnieniem człowieka i rozumu. ale zasada ten konkret tworząca. dlatego też opis człowieka i rozumu (na każdym etapie życia). odnoszenie do siebie konkretnych zjawisk umożliwia analogię. aż po zapaść (i nawet życie po życiu) . z pyłu (gwiazd) powstałem. sięga szczegółów. a to tworzy możliwość porównań. że gdzieś do swojego brzegu dotarł kolejny człowiek. a przecież zupełnie nieświadomie odczytywany związek między mechanizmem istnienia gwiazdy (dziś już w miarę dobrze rozpoznany) a życiem. a nie szczegóły. analogia. jest to zależne od ilości energii. dostrzegam identyczność procesu. że kiedy gwiazda gaśnie i spada. ale także przemiany gwiazdowe modelować własnymi. które oznaczają dochodzenie do końca. którą taka ewolucja dysponuje. ponieważ jedność reguły kształtuje wszelkie fakty (procesy) w identyczny sposób. zwracam uwagę na tę analogię istnienia jednostki do gwiazdy. obserwując gwiazdę. widzę wszystkie składowe procesu. kiedy analizuję funkcje. w ewolucji liczy się funkcja. widzę nawet te procesy. przy czym. 104 . i to na tej samej zasadzie dla człowieka i gwiazdy. marginalnie i na zasadzie przypuszczenia (nie sprawdzałem tego ale idę o każdy zakład. odległe.to równie dobrze może być opis umierania gwiazd.

wyrażania się poprzez uczestnictwo w kulturze (dowolny poziom) . co jest przeszłością. jak lokalnie i "zgrubnie". "ciało" (materia) i jego "otoczka" (warstwy kwantowe.wewnątrz mnie. wielowymiarowa czaso-przestrzeń wymiany kwantowej. to dopiero łącznie tworzy. wybuchu-zapaści. to zawsze obecne i zawsze konkretne. promieniowanie). stopniowo schodzą w kwantowe tło? oczywiście. to przyznaję. działań psychicznych. ale już poza mną. wszechświata – każda. aktualnie na poziomie analizy własnego położenia i działania w ewolucji. że ich praktycznie nie ma. więc materialnie realnego . gwiazdy. dopóki jestem. opisanie powiązania z otoczeniem. to czasoprzestrzeń.itd. ale jest "echem" mojego istnienia . jej opadanie w dół i wędrowanie w górę . że łagodnie.wszystko. ale fizycznie jest poza. co przyszłością z punktu widzenia obserwatora. buduje swoją przestrzeń kwantową. ale że dostarcza to sporo uciechy analizującemu rozumowi. aż do stanu osobliwego.to jest ewolucja. ten zbiór kwantów energii.to znaczy. łączenia-rozpadu. tym wszystkim. co jakoś przemieściło się przez moje istnienie (a zarazem współtworzyło go). im większy potencjał posiada. w sensie fizycznym i logicznym mnie nie ma . słowne zabawy. to już było."echo" ewolucji . moja. . zawsze są dalej-głębiej położone elementy. chodzi tutaj o wszelkie skutki przemian energetycznych wokół elementów składowych organizmu.. każda ewolucja posiada łącznie z otoczeniem i jednocześnie tworzy w otoczeniu. to sięgające daleko w przestrzeń działanie. i które można w procesie wyróżnić. jako chwilowe i właśnie wielopoziomowe zaistnienie (wyskoczył byt z tła i się rozgląda). . na które składają się liczne warstwy kwantowe. tylko że o tym dowiem się dopiero w (niekiedy odległej) przyszłości.granice wyznaczam sam oraz ze względu na posiadane zdolności obserwacji ("ostrość" rejestracji szczegółów). tylko moje "echo istnienia". to pozostawiany w czasie-i-przestrzeni "ślad" mojego życia. proces przebiega na niższym zakresie i opuścił już moje cielesne składniki. ale wszystkie idące przez aktualność i historię warstwy składają się na istnienie. twórczych dokonań. co posiadam i co posiadałem. tym jej przestrzeń kwantowa bardziej rozbudowana. co mam za jednostkę i integralną "osobowość". oznacza pełną postać ewolucji.a dalej do tego procesu należą zewnętrzne warstwy. które takim się dla mnie wydaje (bo takich faktów praktycznie nie ma w ewolucji. jest jeszcze sprawa "echa" wewnętrznego. należy do ewolucji i "ciało". planety. to jest łącznie ewolucja . czyli energia już oddalająca się po "odpadnięciu". jakoś "wyraźnie" od tła odcinające się zdarzenie . co nawet tak pozornie prosty podział na ciało i "otoczkę" dodatkowo w analizie gmatwa. itd.w wielowymiarowym procesie energetycznym nie mogę wyodrębnić siebie z tła inaczej. już dawno logicznie się w nim nie znajduje. kwantu logicznego) . maksymalnie wielu poziomach. czyli procesów dla mnie (w moim postrzeganiu) zachodzących we wnętrzu mojego ciała. głos.ale dotyczy również procesów "niematerialnych" (w potocznym definiowaniu). nie tylko ciało i jego postać. przy czym. to inne. dopiero suma takich różnorodnych działań (dalszych i bliższych). to dzieje się wewnątrz mnie. np. im większa. nie tylko "jądro" wydarzeń. odnosi się to zakresu definiowanego jako tu-i-teraz. i to na wielu. tu nie wracam do tematu.jestem tym.dopiero tak całościowo pojmowana ewolucja jest "jednostką".ewolucja to całość zdarzenia. jednak które dzieją się na zewnątrz niego jako fakty fizyczne. że w takim obrazie granice są płynne. to będą warstwy wypromieniowywanego ciepła. pochłaniania-tracenia. które wędrują w czasie i przestrzeni. komórek czy narządów.ja. . czyli obszar wielowarstwowy. po oderwaniu od "brzegu" układu. 105 . tym dalszy zasięg działania i mocniej odczuwany. zjawisko.obecność w środowisku proces. i zanim objawi się dla mnie w pewnej odległości od ciała. ciało . światło odbite od struktury . w rzeczywistości dopiero razem. to będą tracone ciągle komórki i atomy ciała. to echo mojego istnienia już jest przeszłością. przestrzeń działania i wymiany energii. co jest związane ze mną.

"wygaszenie" oddziaływania. dosłownie wciska ponownie w jednokwantowe tło.i teraz. rozprzestrzenia się w otoczeniu jeżeli bilans wypada na "minus" (nacisk świata przeważa). . jako zator w żyle) – tym szybciej dochodzi do obumierania. i objawia się na coraz większym zakresie zjawisk. kiedy ciało człowieka dociera do brzegu (śmierci). ale "moje" ciało jest wprzęgnięte w kołowanie energii o ogromnym zakresie. jest wynikiem dynamicznego "współdziałania" energii w gwieździe (czyli w generalnym procesie wybuchu) z otoczeniem. że "odjęta". to. w którym energia. szerszym. w miarę nabywania zasobów powiększający się układ. to dopiero "odjecie" cech życia pozwala na opis śmierci. czyli to. tracenie energii nie dokonuje się "natychmiast". w siebie. tylko że to nie jest stan osobliwy w rozumieniu głębokim . wytwarza zmiennie-stabilny układ-stan współdziałania z otoczeniem (reaguje na zmiany). . banalna definicja.albo uleci w otoczenie tylko pojedynczy foton. prosta. nawet mimo dostarczenia z zewnątrz pomocy (reanimacji).i tak. jeżeli wypadkowa tych procesów jest "dodatnia" (w obserwacji idącej "od środka"). z wywieranym na ewolucję gwiazdy naciskiem środowiskiem (tu jego oporem). utracona zostanie komórka lub kawałek ciała . a więc utracona zostanie "porcja" (kwant) energii w postaci promieniowania. brzeg ciała jest miejscem wymiany. że gwiazda świeci.i wprasowuje ewolucję w tło.toczy się ciągła "walka" między wydolnością ewolucji a ukształtowaniem środowiska.dół (energetyczny) już czeka.. obejmuje kolejne elementy i poziomy. nigdy jednak stały brzeg.im mniej sprawny "kanał" przepływu kwantów (czasem dosłownie przytkany. procesy te są dynamicznym stanem. na umownie wybranej powierzchni (dla każdego zakresu promieniowania jest to inny brzeg). 106 . . proces może przybrać postać katastrofy (wypadek). która wcześniej była łączną konstrukcją ciało-umysł i była aktywnym. do postaci stanu osobliwego. ale nigdy stały (w znaczeniu niezmienny). a czym jest życie? ewolucją w dynamicznej wymianie energii ze środowiskiem. ciśnienie środowiska przekracza zasoby . gwiazda "wybucha" (światłem).im mniejsza tym samym aktywność w jej pozyskiwaniu . pojawia się generalny tok zdarzeń w kierunku "do zapaści". żeby się podnieść i "wydźwignąć" . dynamicznym procesem (na wszystkich w Kosmosie możliwych poziomach). i koniec. energetyczna zapaść układu.kiedy dochodzi do przekroczenia granic bezpieczeństwa (sprzed których można wrócić i podnieść się do wcześniejszego stanu). skutkiem mechanizmu wybuchu-zapadania. lokalnie się wypiętrzając. to jest to "tylko" znalezienie się w obrębie brzegowym ewolucji. że gwiazda świeci oznacza. w innym układzie odniesień.śmierć jaki związek ze śmiercią to posiada? żeby wyjaśnić. najpierw muszę opisać życie . kiedy ewolucji brakuje sił.skoro śmierć oznacza kres przebiegów definiowanych jako życie. że tracąc energię istnieje – i zarazem umiera. przecież kiedy na własnych barkach dźwiga się ciężar świata. jest nie do zatrzymania. łatwo opaść z sił . to tylko etap w ogólnej ewolucji. który posiada ustabilizowany. ja osiągnąłem brzeg. czym jest śmierć. pojawiają się wydarzenia. tworzy się stabilny.dla mnie oznacza to punkt osobliwy. im mniej energii do niego dopływa . ale im bliżej jest brzeg i granica wydolności układu. życie to zjawisko. które są lokalnymi przejawami dynamicznego związku układ-środowisko. jednak dla bytu (obserwatora) z boku.to upada i zapada się. wówczas zachodzi w krótkim odcinku czasu (ale to zawsze jest jakiś czas) – lub może umieranie przebiegać w rozłożeniu na etapy. do tracenia i "pobierania" kwantów energii. żeby było jasne. kiedy ilość energii posiadanej przez ewolucję. tak pojętym wydarzeniem może być to. ale w odniesieniu do kwantów prawdziwa. jej zapasy nie wystarczają do "rozpychania" się w środowisku. zapaść układu ewolucyjnego na/w jednym poziomie nie oznacza jego zapaści absolutnej. tu dochodzi "do parowania" (ciała osobliwego). tym bliższy stan zrównania się poziomu wydolności i zasobów. zapewne dla wielu niezadowalająca. następuje "zapaść" układu. zrównania się na/w brzegu. wyodrębnioną okresowo z tła. "na styku" (brzegu ewolucji). . a lokalnie zapadając. trwać w formie łagodnego i ustabilizowanego tracenia zasobów.

a to oznacza. to moje emocje na ten fakt są psychologicznym echem. inne wzbudza wokół zaburzenia bliższe i dalsze. i te. czyli śmierć. które umierająca gwiazda tworzy (wyzwala). jednostki i osobowości już nie ma . ale ewolucja układu wobec mnie nadrzędnego (planety. czasami łagodnie gasnąc.ale jej elementy składowe przemieniają się. oczywiście umieranie umieraniu nie jest równe. niezależnie od treści obserwacji "echo" ewolucji występuje. jedne objawia się wybuchem i buntem wobec nieuchronnego końca . jak nie w tym.jako proces tracenia. wszechświata) ma przed sobą wieloetapową drogę. itd. w tym miejscu chcę podkreślić fakt. obserwacja automatycznie wprowadza odbiór "echa" w przypadku. ale nie dla elementów. świadomość. kolejna abstrakcja w ramach umierającej jednostki. tu człowieka i rozumu. to pewne. różnica wobec innych jest tylko "w nieco szybszym" doznawaniu zjawisk. zwracam uwagę. nie ma echa . przy czym owym "innym" może być np. wpisuję się w świat i powołuję ten byt do istnienia. kiedy nikt nie obserwuje człowieka. czasami w postaci wybuchu supernowej. w obu przypadkach jest proces fizyczny i psychiczny.umieranie dla żyjącego człowieka jednokwantowy stan ewolucyjny w postaci "śmierci" – to stan osobliwy. słońce nie świeci. o ile dość dobrze można uchwycić sens takiego echa w formie fizycznej (wszelkie fotony czy elektrony. gwiazda zapada się i umiera. to w innym wszechświecie. istnienie rejestrujcie proces umierania gwiazdy. zbędna już energia uwalnia się i ucieka w otoczenie. który odbywa się w innych. . nie jest tożsama z kresem. został osiągnięty. gdybym w tym momencie nie miał na myśli umierania człowieka. jako zborna i dynamicznie zmienna jednostka. że umieram. dlatego mogę doznawać "echa" psychicznego procesu. w otoczeniu. ale stan osobliwy dla atomów i elektronów jeszcze jest daleki od zrealizowania się. etap zrównania się wiedzy i jej treści dopiero nastąpi. że ta energia wejdzie (po wielekroć) w inne ciała. to są "obiekty" zewnętrzne do umierającego. nie sposób byłoby odróżnić. w każdej postaci umierania takie echo się pojawia. objawia się w dwu wymiarach . stan osobliwy życia. jedne działa na otoczenie łagodnie. ale to potrwa – "chwilkę" jeszcze potrwa. czy komórki).inne spokojnie dogasa do ostatnich chwil. warunek obserwacji jest tu spełniony). jest logicznym brzegiem procesu. aczkolwiek o różnym potencjale. 107 . . co ciekawe z mojego punktu widzenia. czy o gwieździe. to jego elementy nadal pozostają w układzie energetycznym szerszej skali i uczestniczą w wymianie energii. skończy się. tworzą się lokalne ewolucje. nie ma o nim wiedzy. czy mówię o "jednostce rozumnej". może nawet (czemu nie?) coś myślące. że te już oddalone od mojego życia atomy. kiedy ciało jest martwe. o tyle przypisanie zjawisk psychicznych do umierania gwiazdy wydają się naciągane. kiedy nie patrzę w jego stronę. że choć są to bardzo ogólne obrazy. galaktyki. świadomość śmierci ma postać brzegu do faktu umierania. że umieranie człowieka (i każdej ewolucji) objawia się "echem". umieranie. lub w dowolnie innej postaci z możliwego zbioru form umierania (który astronom obserwuje na niebie lub pośród innych ludzi). wiedza.. przewagi tracenia energii nad pozyskiwaniem i jako proces umownie nazywany psychicznym. które dopiero stracę. ale. moja ewolucja definitywnie się skończyła. przecież to "ja". każdy z tych etapów skończy się i osiągnie brzeg identyczny do mojego. czy człowiek. takim echem."echo" ewolucji . to ten sam proces. jeżeli nikt nie widzi bytu zanikającego.ale i nie ma tym samym takiej ewolucji. są identyczne. który fizycznie dopiero do brzegu dąży. ale to również i zarazem oznacza. kiedy obserwatorem jest człowiek (i rozum). otóż nie. które to ciało tworzyły i nadal tworzą. że lokalnie w takiej fizycznej konstrukcji zachodzą dalsze procesy.po prostu. zostaję tym faktem poruszony.analogicznie. jego nie ma (ale obserwując sam siebie. ale nadmiarowa. skutki dla otoczenia są identyczne. który mnie samego dotyczy. znów w powiązaniu z otoczeniem i jako wypadkowa dynamicznego zjawiska. czy to gwiazda.

prawda. w przypadku człowieka chodzi głównie o wymiar psychiczny. więc zmieniająca się forma i możliwość oddziaływania na otoczenie. jak z rozrzuconego po okolicy pyłu gwiazdy tworzą się kolejne pokolenia czy to gwiazd. psychiczne (w innym ujęciu "duchowe") echo takiego osobnika może potencjalnie zapełnić w ewolucji nieskończony zakres . bo tak cicho mówią. echo (dorobek. nie ma sił. i się tym "migotaniem" wzruszam . wówczas to proces najdalej i najmocniej może zmienić (zdeformować) środowisko. cielesne skutki starzenia się (także umierania) oznaczają zanikanie możliwości działania. która zagasła iks epok temu. w tym ujęciu echo fizyczne ewolucji i echo psychiczne maleje (jego wpływ na innych). jak odległej gwiazdy. jego oddziaływanie zostaje przeniesione poza konkretne. 108 . w którym zmiana zachodzi. ale i zarazem coraz bardziej obcego . plamy na tej ścianie.a westchnienie: "dawniej to było". fizyczne.. wychodzi od poziomu zera i pod koniec ponownie do zera dąży na/w brzegu. zakres możliwego oddziaływania bytu na otoczenie jest mniejszy od chwili szczytowej. fizycznym i psychicznym. czyny) takiego osobnika rozprzestrzeniają się nawet wówczas. i najczęściej właśnie ten etap.czyli przekształcić każdy element zbioru."gwiazda gaśnie". jednak na poziomie reakcji psychicznych (szerzej: kulturalnych) może w skrajnym przypadku stać się zjawiskiem na podobieństwo supernovej. echo fizyczne ewolucji osiąga swoje maksimum w środku jej istnienia. której daleko po okolicy rozrzucone materialne szczątki tworzą generacje następców (w różnej formule).ważnym elementem procesu starzenia się. albo już spada. zgrzytliwa. fizycznie świat dla obserwującego go z pozycji oddalania się od centrum (od punktu środkowego ewolucji). ze względu na bardzo skromną masę ciało osobnika twórczego nie pożywi wielu (mikrobów). brak energii na ponowne wyjście poza "opłotki". kiedy cielesne "centrum" już dawno nie istnieje (to proch). do jednego pokoju i jego czterech ścian. powszechnie uznawany jest za przynależny bezpośrednio śmierci (co w znacznym stopniu jest prawdą). dlatego wędrującemu przez rzeczywistość osobnikowi zaczyna brakować sił (energii) na pokonywanie jej oporu. coraz bardziej – a zwłaszcza coraz gwałtowniej zamyka się w bliskiej okolicy. wręcz utożsamiany z faktem zanikania. podobnie. czyli na etapie zaistnienia ("dziecięcym"). więc również emocjonalnie obecny w kolejnym pokoleniu. zaś na przejściu drogowym światła migają szybciej i trudniej zrozumieć o czym mówią młodzi. obszar podległy wpływom pomniejsza się. jest inna. zrealizowane życie dokładnie tak samo. jednak której piękne migotanie obserwuję na firmamencie dziś. ktoś inny nadaje ton i szaleje na parkietach . a do tego używają jakiegoś obcego dialektu itd. od jednostki.. do łóżka . choć. a także w miarę przechodzenia na/w drugą stronę sfery swojego istnienia. pojawia się częściej (i coraz częściej). w obu zakresach skrajnych. albo jeszcze nie zaistniał. aż do widoku z okna. przybiera postać niezrozumiałego.zresztą tam już hałasuje inna muzyka (brzydka. taka głośna). taka ewolucja osiąga maksimum (i wypełnia "lokalny" kosmos). co zrozumiałe. . pozytywnie lub inaczej. a budynki źle zaprojektowane ("nieludzkie").do widoku jednej ściany. od punktu wychodząc. samym swoim zaistnieniem kształtuje. jest nadal obserwowany. i to dlatego też schody wydają się w miarę życia coraz wyższe. co innego jest aktualnie sednem ewolucji (i uwagi). stopniowe wygaszanie istnienia. czy gwiazdy (pyłu gwiazd) na tworzenie się echa. i jest to przede wszystkim istotne dla zbiorowości. świat fizycznie oraz psychicznie się zapada. warto w tym toku analizy podkreślić i wyróżnić przypadek "twórczy" . a następnie umierania. następuje "wyciszenie". i to jednocześnie w obu zakresach.czy to człowieka. czy planet. a nawet identycznie.czy układem słów w książce. czyli istnienia w fazie starzenia się. żeby się ponownie wpisać w obręb wydarzeń. stąd jej znaczenie. tracenia zasobów cielesnych. przecież taki zamarły (wystygły) "obiekt" ewolucyjny już przynależny do czasu dokonanego. tak samo (i zawsze na tej samej zasadzie) pozostałość po twórczej jednostce jest ważnym składnikiem kolejnego rzutu ewolucji. współtworzy poprzez czas oraz przestrzeń nowe byty.

ich rozdzielenie w analizie jednak ma sens. działaniem niewytłumaczalnym. mimo że są do siebie współbieżne. a dalej prześledzić procesów. acz w stosunkowo spokojnej formie swoich zmian. jego energetyczna zapaść. a w konsekwencji jego śmierć. a ciało funkcjonuje sprawnie. albo i rozpadu struktury pól podtrzymujących funkcjonowanie takiej ewolucji (głównie magnetycznych). nie tylko dla lepszego zrozumienia wydarzeń. żeby analiza nie zakończyła się w połowie drogi. dochodzi do aktu targnięcia się na życie i w konsekwencji śmierć . w którym wszystkie cząstkowe zjawiska zachodzą na siebie i tworzą wypadkowy skutek. pilnie i jako kibic analizuje sam siebie (i ocenia zmiany w organizmie). wyrażając to inaczej. pomimo ich łącznego logicznie biegu. jednak główny zakres przepływu energii przez taki "kanał" odbywa się poza rejestracją.natomiast przy zdarzeniach drugiego rodzaju.zgodność idealna obu linii jest zdarzeniem rzadkim. smutnym faktem. to już rzeczywiście jest strefa ciemności (wiecznej). więc wówczas. tu ciągle zachodzi pochłanianie energii z otoczenia. ma sens poznawczy. warstwa psychiczna jest fizycznie pochodną zjawisk w ciele (oraz je współtworzy). ale oczywiście w kolejnym kroku ponownie musi się zbiec. zazwyczaj. zachodzą na siebie i warunkują jeden drugi. jednak procesy te ujmuje jako niezależne. często umieranie ciała jest odbierane jako dalekie i obce wobec stanu umysłowego umierającego. to psychiczna strona osobnika ulega głębokiej destrukcji (z różnych powodów). bo nie jest to w każdym przypadku (w konkretnym osobniku lub momencie jego życia) proces współwystępujący na jednym poziomie. czyli aktów samobójczych (szczegółów nie będę tu analizował. kiedy zmiany nie zostaną skumulowane w małej skali czasu i przestrzeni (i nagle).czyli na umieranie fizyczne i umieranie psychiczne. podzielić na dwa zazębiające się zdarzenia. w tej samej skali (czy w tej samej proporcji). dlatego podział na dwa przebiegi (fizyczny i psychiczny). a część psychiczna swoim . zapaść umysłu (w postaci podprogowej dla otoczenia) zastanawia i szokuje brakiem "racjonalnych" i widocznych powodów tego kroku. ale jej wydatkowanie. który działa sprawnie . jednak specyfika umierania człowieka (i rozumu) sprawia. można opisywać łącznie i jako jeden generalny proces.po drugie.umieranie gwiazd a umieranie człowieka umieranie człowieka. kiedy to zapaść rozumu (psychiczna) jest stanem pierwszym. po prawdzie. osobliwość.i "szybuje" (w gdzieś i kiedyś). zresztą. usamodzielnia się poprzez stosowane abstrakcje (i w wyniku ich stosowania). z punktu widzenia innych. choć te "wewnętrznie" istnieją i są istotne. a na samym brzegu jest to już jedność. w zależności od głębokości tej zapaści można powiedzieć. że swój brzeg taka ewolucja osiągnęła już na etapie wcześniejszym i że śmierć mózgu poprzedziła zakres fizyczny (a moment "pomiaru" jest tu zakresem "poza" ewolucją). w codziennej obserwacji stanów własnego istnienia. bez takiego podziału na zakresy nie mógłbym wyodrębnić.zrównanie następuje w miarę zbliżania się do brzegu. że wygodniej ten jeden i łączny akt. zewnętrznych obserwatorów. 109 .podprogowe. czyli już w zakresie ciemnym (dlatego porównanie do fazy czarnej dziury jest tu zasadne). "echo".co dla obserwatora zewnętrznego jest (często) poważnym zaskoczeniem. pole kwantowe takiej ewolucji oczywiście istnieje (jest również "parowanie"). które prowadzą do skrajnego typu zjawisk kończących istnienie. analogię w formie śmierci gwiazdy upatrywałbym w procesach. można ująć to (i opisać) w taki sposób. nie jest zawsze tożsama z zapaścią. więc działanie na świat. . sam siebie odcina od jeszcze żyjącego i umierającego zarazem ciała . przecież w takich przypadkach ciało funkcjonuje normalnie (w zdecydowanej ilości zdarzeń). zgodność umierania ciała. umysł umiejscawia się "na zewnątrz" procesu. to w takim przypadku część fizyczna bytu umiera swoim torem. obce – i "nasłane przez" kogoś/coś itd. więcej. jest znikome . ale umysł sam siebie wyraźnie oddziela od tej części. jeżeli miałbym wskazać analogiczny do tego stan w umieraniu gwiazdy. to wyróżniłbym "czarny dół". że "w normalnym" toku umierania.. . w których dochodzi do rozchwiania. podaję samobójstwo jako przykład krańcowy). co zapaść umysłu. .

otóż w przypadku ewolucji o nagłym. następuje również nagłe. ale jakże inna droga docierania do brzegu. o ile wiadomość o chorobie i skutkach będzie faktem nagłym. moje ciało taki nacisk tworzy zawsze. powtarzam to jako rzecz tu ważną. aż do zrównania w/na brzegu obu linii. 110 . gwałtownym (i. ruch płuc musi zobrazować się licznymi warstwami procesu (gdyby to przedstawić w formie graficznej).to wspomniane "echo" mojego istnienia. kiedy proces umierania fizycznego jest rozciągnięty (np. co ważne. jest psychicznie rozwleczona na lata oraz mnogość szczegółowych zachowań samego osobnika i jego środowiska. w punkcie brzegowym i ostatecznym istnienia. inne będzie pole.to w takim przypadku umieranie psychiczne będzie skumulowane. to objawia się. można wyznaczyć ciąg główny zjawisk i poboczne). w tak niezwykłym i szczególnym momencie uzyskuje to wyraźny charakter. widoczne na zewnątrz objawy umierania. choć długa jako rzeczywista droga do pokonania w kilometrach (przy wypadku drogowym). a co istotne w tej analizie. . niespodziewanie poznanym. jakoś odbierany . i znaczenie. fizjologiczne. tu również inaczej zobrazuje się uwarstwienie zjawisk. choć tutaj świadomość końca jest obecna). echo takiej ewolucji. natomiast. są rozmieszczone blisko siebie. bowiem będzie wyglądać inaczej w przypadku samobójstwa czy wypadku. na każdym etapie mojego życia i w każdej chwili zostawiam w środowisku "ślad" i jest on "słyszalny". przecież szybki oddech umierającego musi wywołać w otaczającej go przestrzeni nacisk. w formie wypadku (albo samobójstwa. na które składają się wszelkie reakcje. jednak jest to zawsze ten sam tok zdarzeń.różnice w postaci innego ułożenia się warstw pola kwantowego takiej "zamierającej ewolucji" z punktu widzenia różnego typu umierania (fizycznego lub psychicznego).umieranie fizyczne i psychiczne . "odciska" się w/na otoczeniu. ale pole psychiczne zagęszczone. ale zarazem ze świadomością tego faktu (i dostosowania się). jak w typologii gwiazd. inne będzie ukształtowanie tego procesu dla obserwatora zewnętrznego. linie pola kwantowego ewolucji. tworzy go ta sama reguła.mocno to podkreślam. te są skondensowane w bardzo krótkim okresie. na koniec. czyli rozłożonego "na raty" umierania ciała. natomiast życiowa droga wiodąca do samobójstwa. powtarzam.. posiada to znaczenie w dalszej analizie. nie przekłada się na kumulację zjawisk umierania. w fazie umierania. wykres aktywności mózgu itp. umieranie "na raty" w fizycznej postaci będzie inne od umierania "na raty" w formie psychicznej. nacisk. fakt i oczywistość. intensywnie także działają na otoczenie. jej "echo" w środowisku. w każdym przypadku następuje zbiegnięcie się procesów oznaczających ciało i psychikę. reakcje drgawkowe. analogii wśród gwiazd sporo.w sytuacji długiego. skumulowane . i analogicznie będzie w przypadku innych funkcji organizmu. .pole kwantowe ("echo") ewolucji warto zwrócić uwagę na różnice w "uwarstwieniu" zjawisk . ale pozwala zarazem przyszeregować proces umierania do charakterystycznej linii i umiejscowić pośród innych (tu. np. w przypadku drugiego generalnego typu.wytworzą w otoczeniu. namacalnej i możliwej do pomiaru postaci). tu nacisk wywierany na otoczenie przez warstw psychicznego pola kwantowego (ale . warstwy pola umierającego ciała będą rzadkie. te linie będą mocno zagęszczone. przecież droga dojścia do katastrofy. każda reakcja organizmu "odciska" się (i nawet dosłownie odciska) na/w otoczeniu. przez chorobę) na/w lata. powstaje maksymalne zagęszczenie zjawisk w miarę zbliżania do kresu. bardzo mocno to podkreślam i zaznaczam – o fizycznej.szybki oddech. .po prostu. efekt końcowy taki sam. a zwłaszcza nagłego umierania. choć kończy się analogicznym skumulowaniem wydarzeń w warstwie fizycznej. w takim przypadku nacisk będzie znaczy. niespodziewanym dla osobnika zakończeniu). ale rozróżnienie uwarstwienia można prowadzić dalej i głębiej. a warstwy tego kwantowego zdarzenia są fizycznie "rozrzedzone" . kiedy to ciało (nośnik) umiera długo. skumulowane w czasie i przestrzeni nagromadzenie wydarzeń. po prostu.. może być skumulowane.

kiedy nie ma aktywnego nośnika osobowości (ciało zamiera w zmianach) . punkt ostatni procesu. w takim ujęciu umieranie. że ten jednoczesny punkt nie musi posiadać formy zgody na śmierć. a punkt brzegowy oznacza kres wydarzeń dla obu linii. czy psychiczne .zostaje odrzucone. czy do śmierci prowadziła droga kształtowana latami doświadczeń . do takiego "uzgodnienia" stron dochodzi w każdym przypadku. gdyby opisywać takie procesy jako fakt "bezczasowy".to wyklucza istnienie w formie pełnej (ciało-rozum). 111 . bez definiowania "rozmiaru" i oddalenia od siebie warstw. pokrywają się . i tu nie ma już znaczenia. objawia się "błyskiem" w środowisku. przecież bunt przeciwko umieraniu. czy psychicznego. zjawiska szybsze i krótsze. wyrównywanie kroku tych różnych cykli. jednak. i to pomimo zgody czy braku zgody na taki fakt w ewolucji. przecież kształtująca zjawisko reguła jest jedna. to analogiczny stan do wybuchu gwiazdy. kiedy zamiera. konkretnie są to zawsze indywidualne i nigdy identyczne przebiegi (przecież to jest tylko mój "odcisk linii papilarnych". każde umieranie jest inne . czyli jako zbiór zdarzeń w ramach całej piramidy). która jest do uchwycenia w analizie jako skutek takiego zabiegu: w ostatnim punkcie umierania (w agonii) dochodzi do połączania ewolucji rozumu i ciała. czasem znacznie. w której te dwa. umieranie człowieka czy gwiazdy. treść logiczna procesu umierania jest zawsze taka sama. to ten sam proces. do tego momentu rozbieżne cykle. kiedy wcześniejsze potyczki ze środowiskiem wyeksploatowały strukturę. to efekt "uboczny". uzyskują jeden i ten sam moment: brzeg życia. a więc obumarcie ciała i obumarcie umysłu.aż do momentu "rozbicia" się o barierę tła. więc gdyby to był opis "obiektywny". umieranie psychiczne lub fizyczne zachodzi tak samo. jeszcze jedna ważna i wymagająca podkreślenia konsekwencja rozbicia zjawisk na umieranie fizyczne i psychiczne. następuje oczywisty w takich okolicznościach bunt ciała lub umysłu wobec takiego zdarzenia. brak podwojonego toku procesu . zwłaszcza w młodym organizmie (psychicznie czy fizycznie) może być znaczący. tworzy jedność. "wybucha" i ucieka w otoczenie uwolnione od nacisku. płaszczyzny jednokwantowej. to "uwarstwienie" w każdym z dwu generalnych ujęć jest różne. brak jednej ze stron ewolucji. poszczególne składowe nie są rozróżnialne. łóżka lub ostatniego krzyku .nie ma również osobowości. kiedy układ dochodzi do brzegu. tu w postaci maksymalnej. stają się tożsame. który zostawiam w środowisku) – ale jako logiczny ciąg zdarzeń zawsze uzyskuję ten sam przebieg. na/w brzegu rytmika obu linii osiąga stan jedności. nastaje chwila.zagęszczenie warstw kwantowych umierania (pojmowanych bardzo szeroko. posiada te same etapy i te same warstwy. układ (albo organizm) posiada takiej energii jeszcze sporo. traci w chwili agonii "nadmiarową" w tych okolicznościach energię. pokrywanie się. nie ma rozumnej jednostki. znika osobowość. to wówczas różnice znikają.czy w formie przewagi fizycznego umierania.a zarazem takie same. bo musi dojść. manifestuje się to "supernową". tylko jej indywidualna i konkretna forma jest zawsze inna – i jedyna. jeżeli ewolucja. co nie mieści się w kanale (umierającym ciele) . tym warstwy kwantowe takiej ewolucji bardziej zagęszczone. "w buncie" wybucha. następuje uzgadnianie. bunt jest na skalę lokalną.czy jest to akt jednorazowy i nagły. taki podział traci sens. "uzgodnienie" się procesów jest niezależne od woli układu ani nawet od formy umierania. w tak prowadzonym zobrazowaniu umieranie czy to fizyczne. . oczywiście wyróżnienie tego momentu-stanu w ewolucji (jako faktu absolutnie koniecznego) w niczym nie wyklucza sytuacji. w zewnętrznym obrazowaniu zmiany. nawet przy zewnętrznie postrzeganym organizmie jako aktywnym. musi zająć.nastaje chwila "uzgodnienia" tych dwu dróg. im bliżej brzegu (kresu).lub tchnienia. co było wcześniej obdzielone. złożenie. kiedy ustaje ruch i przemieszczanie się kwantów – to nagle oswobodzona oraz już zbędna (właśnie nadmiarowa) w tym procesie energia. kiedy dochodzi z jakiegoś powodu do "zaczopowania" się przepływu energii w ciele. który jest pochodną potencjału energetycznego układu. która "pozbywa" się.

mają swoje uśrednienie. ma to znaczenie w tutejszym zapisie . żeby jednak nie przedobrzyć w tych zastrzeżeniach i nie wytworzyć wrażenia. takich procesów i ich skutków doświadcza każdy i zawsze. czuję to.z powodów oczywistych w tym miejscu ten codzienny poziom mnie nie interesuje. warstw wydarzeń w tym szczególnym zakresie jest po prostu łatwo zauważalna z zewnątrz. powracam do opisu zjawisk. ale także przez układy go otaczające . fundamentalne. które towarzyszą umieraniu organizmu. które można zarejestrować i badać. i tworzy obraz – "odciska" obraz tej ewolucji w środowisku.posiadają swoją postać codzienną i "normalną". kondensacja procesów. w jakim by nie było stanie. fale aktywności elektrycznej mózgu. każdy w ewolucji większego poziomu istniejący układ.umierania. jest to moment wyróżniony i przez to dogłębnie roztrząsany. podkreślam znów ten argument. pole kwantowych stanów. oddech to ciśnienie. ciśnienie krwi. czyli praca serca oraz puls . wytwarza nacisk na otoczenie i sam podlega naciskowi środowiska. zanegować podstawy. że to zabieg konieczny. to i kolejne kroki można stawiać pewniej. odrzucić nie można.umieranie fizyczne wypada rozpocząć od umierania fizycznego (ciała). są na co dzień faktem i są faktem w trakcie całego istnienia.wszystko to tworzy nacisk na zakres poza ciałem. które składa się z całej gamy procesów. a przez to jaskrawo dla innych widoczny (to był zresztą także dla mnie pierwszy etap analiz tego obszaru. ponieważ wiem. ponieważ jest podstawowe. przede wszystkim podkreślić ich "namacalną" i mierzalną postać. tworzy wokół niego.jak najbardziej nacisk. ani należy analizować. i o to mi głównie chodzi. i w sposób wyjątkowo szczególny ten fakt fizycznej obserwacji podkreślam. odpadłe komórki i większe części ciała . ale z uwagi na wnioski. a nie można. może z drażniąca przesadą . a mechaniczny rytm płuc odkształca energię wokół.i znów. które obserwuje się w chwili umierania. dlaczego? przecież ciało umierającego.. to jest stan szczególnie wyróżniony. ponieważ nigdy tego dość. . wszystkie te zjawiska i fakty towarzyszące działaniu ciała w dowolnej chwili. to nacisk na świat poza ciałem.dlatego w tym miejscu tak silnie ten stan racjonalno-fizyczny odnotowuję. które muszą się z tego wyłonić (właśnie fizyczne oraz racjonalne). natomiast pragnę w specjalnie i szczególnie wyodrębnionym zapisie tego typu zdarzenia wyróżnić. ponieważ umierający organizm jakoś reaguje. w oczywisty sposób fizyczne. a zaistniałe wówczas "fakty" są niezwykłe i nabierają znaczenia. tego poziomu inaczej ani można. 112 . tego poziomu zjawisk. "otoczkę". . jeżeli nie można. wrócę do niego za kilka stron. ale osiągają również skrajne odchylenia. tu analiza dotyczy sytuacji niecodziennej i wyjątkowej .ale jestem przekonany. jako fale akustyczne. medycyna czyni to doskonale. energia cieplna oddalająca się kwantowymi warstwami od organizmu. ale właśnie wyróżnienie w postaci dramatycznej). tego przecież nie można w żaden sposób zanegować. to ciśnienie promieniowania.po prostu są. .głos. układ. "echo". co w tej części będzie. które można w różny sposób fizycznie zaobserwować. i.i mierzalne z dużą dokładnością. to wytwarza wokół siebie warstwy pola energetycznego. tak usilnie fakt fizycznej (i racjonalnej) podstawy uwypuklam. jak to padło. nie ten codzienny i "rutynowy" rytm zjawisk. nasilenie. z uwagi na późniejsze skutki dla obserwatora (który to analizuje już "po fakcie" i żyje dalej). są one dla obserwatora (sam umierający albo ktoś z boku) odczuwane jako fakty. są obserwowane-odczuwane przez sam układ. dosłownie odciskają się w/na świecie. docierania do brzegu istnienia. to fizycznie i racjonalnie definiowany zakres zdarzeń. są .bo tu przecież nic "szczególnego" nie zachodzi. nie zamierzam jednak w tym punkcie tworzyć rejestru zjawisk. a co najmniej bez dużego (i nadmiernego) oporu. ich fizycznego występowania.jednak głównie będę się powoływał na niego w dalszej części. są jak najbardziej. wytwarzają opór . że chodzi o coś "niezwykłego" (jakieś "nad") . a które. wyraźnie podkreślam fizyczny charakter takich faktów. na tym się koncentruję. uprzedzająco i celując w osłabienie psychicznego oporu osoby zapoznającej się z tekstem. obserwowalne .

postrzega całość procesów. im dalej jest położony obiekt obserwowany. dla "podróżnika". ale. dla tego. nie nadmiar zjawisk.jednak to w niczym nie przekreśla podejścia "skumulowanego". ciało. nagromadzenie się wydarzeń (warstw procesów) na/w brzegu (i w okolicy "tuż przed" brzegiem). czyli widzi. widok (w sensie: pomiar) takich oddalających się i coraz dalszych. reakcje mózgowe również ustają. dla umierającego. rejestruje je "z boku". więc dla obserwującego z zewnątrz. czym dysponuje ten układ.na/w brzegu jednokwantowym dochodzi do "przebicia" bariery ("dźwięku"). prawda. ewolucja w/na brzegu staje się tłem. zewnętrznego obserwatora. nie wchodzą w zakres ewolucji.i niczego już więcej (poza tym skromnym. który postrzegam zewnętrznie jako maksymalnie krótkotrwały. i z dużym trudem docierających do mnie fal wytworzonych przez ewolucję. jednolite i brzegowo obecne dla każdej ewolucji tło . barierą jest tło. słowem. bliskie i wąskie. to wieczność. zresztą słuszny zarzut. tym oddala się szybciej . jak samolot.a wszak to miejsce siedzenia (albo leżenia) warunkuje punkt widzenia. zwracam uwagę.jednokwantowa bariera horyzontu ("horyzontu istnienia"). w innym punkcie obserwacji . proces rwany ("życie" po życiu). dla obserwatora wewnętrznego pozostające do brzegu warstwy kwantowe to wieczność. oddech zamiera. ale ich ilościowy ubytek charakteryzuje ten okres życia. twarde. reakcje się spowalniają. a ja go postrzegam coraz dalej (a tym samym coraz bliżej punktu maksymalnego zasięgu postrzegania oraz mojego horyzontu obserwacji). dociera do brzegu i dlatego warstwy są coraz bardziej "zbite".ot. że oddech osobnika się spowalnia.ale. .każdy kolejny i z trudem wykonany oddech czy uderzenie serca. skrajnie odmienne zobrazowanie . posiada odmienne.krańcowe tło istnienia. . ale ich częstotliwość wręcz spada.co innego dla obserwatora zewnętrznego. lecąca do celu "strzała" wbiła się w tarczę i osiągnęła brzeg. ale zarazem czasoprzestrzeń dla tego obserwatora kumuluje się. bo nie widzi. więc im bliżej horyzontu zdarzeń się znajduje. bo zachodzą w innym układzie odniesienia. te zjawiska nie tylko że nie kumulują się. a pojawienie się w chwili "uderzenia" pulsu ponad powierzchnią. który postrzega zmiany. ale wnioski są zasadniczo różne. rozrzedzenie warstw.jest przecież wszystkim. który zbliża się do bariery ("ściany") dźwięku: narasta zagęszczenie warstw. te są podprogowe i poza jego istnieniem. to rozciągnięte w nieskończoność jego istnienie . czyli stan wejścia ponownie w zakres świadomy ("tutejszy"). to zdarzenie "na wagę życia". popełniam błąd. a w tym przypadku nawet śmiertelnie twarda bariera . są to w logicznym ujęciu zjawiska "rozciągające" się wręcz do nieskończoności. dosłownie twarda.może powstać. tworzy się twarda. sygnały od tej ewolucji. . dla tej ewolucji warstwy jej własnego istnienia się kumulują. nie może doznawać "przerw" w zjawisku. ten pomiar takim jest tylko dla mnie. w/na brzegu uzyskuję ostatni sygnał "gamma" – a dalej jest już ewolucja. każdy kolejny oddech-krok to przybliżanie się do nieskończoności-wieczności. puls słabnie – a ciało obserwowane oddala się po zakrzywieniu czasoprzestrzennym. odległość między tymi faktami przedziela nieskończoność. jako jeszcze-już zakresu "gamma". 113 . jak dla każdego podróżnika. który podąża do osobliwości (tu "czarnej osobliwości"). jednak sygnał ("huk") tego faktu dotrze do mnie dopiero "po chwili". przecież w przeważających sytuacjach. obaj obserwatorzy postrzegają ten sam fakt. kiedy dochodzi do mniej więcej "normalnego" umierania.ale zarazem tym rzadziej docierają do niego warstwy. . dla obserwatora wewnętrznego ten sam stan. postrzegam go w formie łącznej. więc także z "przerwami". ta ewolucja-byt jest w takiej samej sytuacji. których obserwator wewnętrzny nie rejestruje. ale sam zbliża się do horyzontu swojego istnienia. czyli słabnie puls. jednak fizycznie zbiegają się "do punktu" . układ we wszystkich jego reakcjach jest coraz dalej od mojego punktu pomiarowego. tutaj mechanizm jest dokładnie odwrotny. tylko że dla obserwatora zewnętrznego to chwilka . w postaci wymiany "coś za coś". to punkt obserwacji (analizy) decyduje o zdefiniowaniu takiego zakresu i odbieranych zjawiskach. że opisując kumulację. punktowym w oglądzie zewnętrznym zakresem) nie ma. kontakt się urwał.

czyli kiedy całość układu wytraca energię w dłuższym okresie czasu.i jako "sygnały". niezwykle intensywny i daleko sięgający w otoczenie błysk uwolnionej w tym procesie energii. tu zjawiska towarzyszące ostatnim chwilom zawierają się w niewielkim obiektywnie przedziale czasu-przestrzeni. że nic się więcej nie zadzieje. przecież brak sygnału jest także sygnałem. brak reakcji jest ważnym sygnałem. to efekty również są (i być muszą) silne. dlatego. cisza jest krzykiem w ewolucji. bogata energetycznie ewolucja wytwarza wokół siebie "echo" supernowej. .ewolucja promieniuje (działa na otoczenie) w szerokim zakresie. chodzi o ten "błysk" gamma. oddech zamiera. kiedy umiera supernowa. a reakcje rozumne (psychiczne) "dziurawią" się w chwilach wypadnięcia poza rzeczywistość – ale zasadnicza. natomiast w tym przypadku. a słabowita. musi się to objawić w formie reakcji tego ciała (i umysłu) na otoczenie – więc równie silnym naciskiem. to przecież będą zachodziły reakcje. wytracanie energii w tym przypadku jest stosunkowo nagłe. i to. daleko działające . jeżeli nie jest to śmierć w "ułamku sekundy".w przypadku umierania dramatycznego (np. reakcje. dla układu znajdującego się z boku. dlatego. 114 . ale jako reakcja na brak informacji od niego. czyli promieniowania (a szerzej działania ewolucji na świat) w formule "coś za coś". ale chodzi o ten. dlatego. ponieważ ma to znaczenie. maksymalnie rozbudowana. czy kilkunastu minutach śmierć układu musi się w takich okolicznościach objawić fizycznym wywieraniem wpływu na otoczenie. forma zjawiska w każdym przypadku jest identyczna. podkreślam. jednak poziom. kiedy dochodzi do nagłego i szybkiego (i bardzo szybkiego) docierania do brzegu. ale który także ma duże znaczenie. co istotne. oczywiście również tutaj. skumulowana w kilku. kiedy umiera człowiek w pełni sił. brak reakcji oznacza. proces umierania "naturalnego". w sytuacji. i posiada to znaczenie dla dalszego toku rozumowania. intensywność zjawisk jest siłą rzeczy (a raczej na skutek braku sił). mała . wypadek). działa maksymalnie. który na ten moment nie obudowuję żadnymi wnioskami. wybuch nadmiarowej energii oddziałuje silnie. jako wymiana kwantów jeszcze "namacalnych". osamotniona (biedna) długo "karleje" w ciszy i samotności (wszech-świata). pragnę podkreślić jeszcze jeden aspekt tego zjawiska. i poruszającym zarazem okolicę.coś nieodwracalnego się dokonało. struktura o konstrukcji człowieka.i malejąca. co tutaj ważne. więc mocnym naciskiem. i efekty tego procesu obserwowane w środowisku również są "nadmiarowe" (silne). schorowana. w miarę zbliżania się do brzegu-kresu słabnie puls. kiedy z "zapadającego" się (w siebie) organizmu (dowolnego obiektu) energia zostaje uwolniona nagle. kiedy procesy tworzą się nagle (są skumulowane tempem następujących po sobie faktów). to taki układ ewolucyjny "pozbywa" się zbędnych już teraz zasobów energetycznych (nadmiarowych kwantów) w krótkim okresie – i w dużym natężeniu. kiedy nagle zapada się w siebie gwiazda we wszechświecie – to obserwator rejestruje błysk gamma. że układ dotarł do swojego brzegu i już żadnego sygnału w otoczenie nie wyśle.to fakt. który uruchomi w nim liczne procesy związane z takim "zastygłym" ciałem.po gwałtowne i chaotyczne "drgania" umysłu). fizycznie oraz umysłowo w pełni sprawnego organizmu. dzieją się w ramach warstwy chwilowej umysłu i ciała). kiedy gaśnie. chaotycznego poruszania rękoma . natężenie działania zależy od zasobności układu. kiedy zapada cisza po szamotaninie umierającego ciała. rozchodzi się o efekt "wyciszenia" sygnału. poruszone są odległe światy. tego poziomu opisu zjawisk nie sposób odrzucić lub zanegować . w tym przypadku zasadniczy poziom oddziaływania – jako "coś za coś". czyli nacisk na otoczenie idący od tego "zapadliska". główna różnica leży w intensywności tych zjawisk (i które zarazem współwystępują. jest znaczny (i "znaczący"). ale może zachodzić w relatywnie długim przedziale czasu. już nie na poziomie kontaktu z nadawcą sygnału. jest to cisza znacząca . cisza w hałaśliwym otoczeniu jest bardziej rejestrowana niż wrzask. cisza jest tu informacją głośną. a fala uderzeniowa. intensywne. które wytworzą silne ciśnienie na środowisko (poczynając od gwałtownego. pojawi się inny obraz.

że umieranie umysłu oraz psychiki to płynna granica. intuicyjnie jest to uchwytne. ale istnieje w psychice (np. jest to umieranie "na ileś procent". w odróżnieniu do umierania fizycznego. dlatego. granice są tu nieostre. a także poczucia przemijania znajdującym się "poniżej" konstrukcjom. o tyle proces umierania psychicznego nie może być w życiu osobniczym dokładnie zdefiniowany. cienka linia między posiadaniem psychiki a jej brakiem jest jasna logicznie i wyraźnie "dostrzegalna". . natomiast wyznaczenie tej granicy eksperymentalnie (i kolejnych granic. dlaczego? ponieważ kształtowanie się osobowości zachodzi przez długi okres istnienia ewolucji jako fizycznego układu. która posiada mózg i psychikę (w jakimś zakresie. czyli od chwili. który niewątpliwie jest pełnym układem fizycznym i bytem człowieczym. jednak dopiero pełne samowyodrębnienie ze środowiska i samowiedza o kresie-brzegu własnego istnienia . żeby stwierdzić. że to maksimum. w przypadku układów niżej leżących na drabinie komplikacji. śmierć w tym okresie jest abstrakcją. fakt śmierci psychicznej dociera do mnie z zewnątrz. w każdej strukturze z mózgiem następuje umieranie psychiczne (jako fakt energetyczny i fizyczny) . punktów przejściowych) jest rzeczywiście trudne (lub nawet niemożliwe) . nie zrozumiem.ale wyłącznie na tak wysoko postawionym poziomie można mówić o umieraniu psychicznym "w pełni" i na każdym zakresie ewolucji. kiedy osobowość zaczyna pojmować własne istnienie w środowisku i zaczyna opisywać siebie jako układ skończony w czasie i przestrzeni. ale trudno mówić o wielopoziomowej. przecież jest mózg i jego funkcje. odnieść do siebie i przypisać sobie cechy układów mi podobnych. . a następnie. ale umieranie psychiczne jest zdarzeniem wtórnym. że jestem układem o wpisanym w jego istnienie końcowym brzegu muszę wpierw wyodrębnić się z tła.umieranie psychiczne umieranie w wymiarze psychicznym. nieskończoność matematyczna oraz skończoność własnego istnienia w tym okresie kształtowania się psychiki to to samo. w zwrotnej analizie. w takiej sytuacji umieranie psychiczne również występuje.w żaden sposób nie chciałbym wkraczać na teren ocen tego stanu rzeczy. że to gorące. ale w pomiarze trudno ją wyznaczyć. nie jest tak ściśle i jednoznacznie wyznaczalne. nie można mówić o jej umieraniu.to wyznacza górny pułap reakcji. każda rozbudowana struktura ewolucyjna. wcześniej.swoją wewnętrzną (ale przyszłą) śmierć poznaję-i-doznaję (aktualnie) poprzez zewnętrzną obserwację śmierć innych układów. . dziecka) jako wydarzenie nie do niego się odnoszące. 115 . jakoś plasuje się na skali rozumów). .. a ta go dotyka (emocjonalnie). ale nie sposób powiedzieć również.dlatego powyższe zastrzeżenie. inaczej nie może istnieć (i działać). na ileś procent.umieranie fizyczne dane jest układowi od chwili początkowej. . a na skutek wady być "okrojonym" ze strefy mózgowej w dużej czy bardzo dużej skali. zewnętrzne. wyodrębnia się z tła oraz samookreśla. śmierć psychicznie pojawia się wraz z opisaniem siebie w stosunku do innych. śmierć fizycznie jest obecna w układzie zawsze. wiem. trudno odmówić pewnego poziomu samowiedzy. ale nie odczuwam.czyli. ale jeżeli żaru nie dotknę.dlatego każdy jest istotą ludzką od chwili poczęcia. graniczna. więc na równi z np. o ile umieranie fizyczne przebiega od chwili poczęcia. a to mogą być lata (w skrajnym przypadku nawet całego życia może zabraknąć na wypracowanie poprawnego obrazu świata). matematyczną abstrakcją. ale człowiekiem niektórzy nie stają się aż do śmierci. kiedy układ "dotyka" śmierci. powstaje jako skutek uczestniczenia w śmierci innych – a także jako refleksja nad skończonością (bytu). pełnej ewolucji i jej zamieraniu. czy wcześniej nie ma wiedzy i świadomości umierania? jest. dlatego (w formule samocenzury) na tym poprzestaję. może przecież zachodzić przypadek organizmu.śmierć fizyczna jest mi dana bezpośrednim doznaniem (wewnętrznym). kiedy nie ma tak określonej psychicznej strony ewolucji (więc świadomej siebie). wiem. mogę wówczas stwierdzić pełne zaistnienie osobowości. coś spoza tej ewolucji. wniosek? w praktyce o umieraniu w sensie psychicznym należy mówić od momentu ukształtowania się samoświadomości. . i to rozumianą właśnie jako coś abstrakcyjnego.

przecież nie opisuję otoczenia z pozycji ciała (zakresu fizycznego) . ale gaśnie w harmonii ze sobą i otoczeniem. z otoczeniem "rozmawiają" abstrakcje . który jest skorelowany z procesami zachodzącymi obok. i tak samo. jest przykład "umierania środkowego".a druga forma umierania "osuwa" się w niebyt ledwo zauważalnie. stabilizacja istnienia. czym jest takie umieranie? to przypadek dość szczególny. więc zrealizuje się "mgnieniowo" w skali życia. że umieram (w każdej chwili). psychicznej części ewolucji. jakoś tak się to wszystko szatańsko i skrycie dzieje. to "nadzorca" jest ważny. i ma to swoją wartość. ciśnienie wewnętrzne układu zmniejsza się w tempie. że wcześniej było z ciałem coś nie tak. dominacja którejś formy nadaje "ton". objawia się również w postrzeganiu śmierci (jej znaczenia. tak własnej ewolucji.itd. ale takiego harmonijnego "opadania" z sił można się świadomie dopracować. ewolucja zapada się. potencjał psychiczny ewolucji (zasobność energii-wiedzy) jest różnorodny. rzadki stan. że nagle odkrywam w lustrze siwe włosy (o ile już nie wypadły). w pełni podporządkowane. ale przecież realny (i nawet wywołujący zazdrość). który potęguje oraz przydaje znaczenia umieraniu. umieranie psychiczne może być skondensowane do krótkiej chwili. nośnik.jakoś głupio ten świat jest urządzony. układ "gaśnie". wielorako manifestowany. jako psychiczne umieranie "na raty". że ta "podła materia" psuje się w najbardziej niewłaściwym momencie."duch". kiedy wiem. odsuwa realnie zachodzące szczegóły tego procesu w strefie najbliższej. przejawów). który przynosi wiedzę. nie jest możliwa w bardzo długim okresie czasu. skutków. dlatego ciekawym z tego punktu widzenia typem umierania. czyli taki typ procesu docierania do granicy. kiedy mam tak wiele do zrobienia . to fakt dysfunkcji organizmu jest zaskoczeniem. dlatego także opis rzeczywistości dokonywany z pozycji takich abstrakcji (a to jedynie możliwy opis).ciało jest "nieme". kiedy osobowość już się ukształtuje. jednak z drugiej jest przeszkodą w postrzeżeniu szczegółów własnego odchodzenia.i do tego momentu bagatelizowanych lub nie zauważanych. które mogą "ledwo co". i zaczyna dominować. że dotyczy to zakresu psychiki i kojarzone jest z innymi osobnikami. jako skutek długookresowego sumowania się efektów (defektów) ewolucji na niższych i ukrytych poziomach . a te mogą być przykre. są bardzo rozbudowane osobowości oraz takie. jeżeli posiadane przez mnie abstrakcje to ja i nic poza tym nie ma . odkrywam liczne zmarszczki. dyktat psychiki nad ciałem. jak umieranie ciała. zamieranie pierwszych odbywa się jako ciąg kolejnych zapaści i wybuchów . tak otoczenia. a kiedy wchodzę na schody. ciało. kiedy tyle jeszcze przede mną. ale skutecznie zasłania.i oczy w ogóle kiepsko postrzegają szczegóły.to śmierć abstrakcji oznacza zanik mojego "ja" (skończę się).umiera świat. lub będzie przebiegać przez lata. 116 . a skutki docierają do mnie nagle i są najczęściej zaskoczeniem. podprogowo. że kiedy kończę się i docieram do brzegu . w każdej chwili w myśleniu rozlega się głos: "pamiętaj o śmierci" – jednak problem w tym. umierania w tym przypadku. nie ma dominacji cielesnej czy psychicznej ewolucji. tworzy charakter procesu (odciska piętno w/na zmianie). które dziwnie się rozmywają . to świadomość tego faktu wysuwa się na plan pierwszy. pomimo że umieranie fizyczne zachodzi zawsze. "z wyżyn" rozumu nie widać fizjologicznych konkretów. zawsze i wszędzie istniejący "dyktat pojęć" – czyli abstrakcyjnej. wiedza o przemijaniu czasu i własnego istnienia . żeby to! dlatego umieranie psychiczne dominuje. i dlatego to umieranie psychiczne dominuje w odczuwaniu i w rozumieniu zdarzeń. na co dzień. fizyczny wymiar umierania (zazwyczaj) toczy się w ukryciu.to z jednej strony przejaw samoświadomości. to w przedziale świadomości pojawia się nagle. to musi (musi) prowadzić do wniosku. wnosi wiedzę o umieraniu i odchodzeniu.w umieraniu psychicznym ważny jest jeden fakt: dominuje. że nie ma znaczącej rozbieżności między stronami. pomimo wstecznie zrekonstruowanego ciągu zjawisk. wartym osobnego (i choćby krótkiego wzmiankowania). ale w zgodzie ze stenem środowiska. brak oddechu . ma służyć "celom" (wyższym).

więcej.ale to przecież w żądnym razie nie wyklucza ich fizycznego (i racjonalnego) głębokiego sensu. fałszywy lub całkowicie błędny.umieranie a "zjawiska" . niczego i nikomu nie chcę wciskać.itd. czemu nie?. im więcej zastrzeżeń. a tylko metoda dotarcia do nich jest (chwilowo) niedostępna. . konkretne. pozostaje sprawdzić.i warto się nad tym pochylić. który ten "stan" potrafi odczytać. skoro to dokonuje się w jej abstrakcjach – jest. osobowości – a więc fizycznej i psychicznej konstrukcji. każde poznanie. warto go wyłuskać. nie chcę. o wydarzenia "spoza" . to w tej chwili nie jest ważne. gdybym mógł. brzegu. całość poprzednich zapisów odnosi się do zakresu racjonalnie poznawalnego. że pominięcie tematu śmierci. właśnie. takie relacje są zawsze odniesione do konkretnego bytu. czy mają "coś" za swoją treść. fakt. wielokrotnie już na tych stronach padło. integralność. warto temat prześwietlić. wówczas uświadomiłem sobie. w którym poruszano taki temat – i zostały przedstawione relacje. 117 . co podkreślam. że chcę coś "wcisnąć" między umysł a rzeczywistość. liczy się fakt ich realnego występowania dla osoby to opisującej. mierzalne i namacalne. tym większe podejrzenie. że owa treść nie istnieje. . i dalsze także są fizyczne i rozumne. końca życia – że to nie jest możliwe. wspominano także różne "efekty". to nie mogę z tego wyodrębnić życia (dowolnego). wprowadzam w procesy zawsze i wszędzie brzeg-kres. wszak brak treści pomiaru nie przesądza. które w popularnym ujęciu i "oficjalnie" dominującym ocierają się o tzw. to słowo "zjawiska" zapisałbym w sposób następujący: """"""""zjawiska"""""""". skoro omawiając ewolucję i czasoprzestrzeń. że poznając rzeczywistość nie można pobłądzić. bo może. ponadczasowość i ponadlokalność takich "faktów" jest faktem . których doświadczyli (na rożnym poziomie) uczestnicy. powtarzam. że nie ma poznania świata w sposób oderwany. "zjawiska". a ich powszechność w relacjach jest tu argumentem zasadniczym na rzecz zajęcia się nimi. również mówiące o "zjawiskach". nie wiem.jest wyłącznie i tylko wielowymiarowa realność. realne.po drugie. czy są to "zjawiska" tylko do tej osobowości sprowadzalne. opór umysłu racjonalnego bezpośrednim powodem zajmowania się umieraniem oraz wprowadzenia zagadnienia śmierci w tekst. i brzeg musi zostać uwzględniony w opisie. próby ograniczenia bardzo silnie obecnego w poznaniu świata oporu (a zwłaszcza tego tematu). bo jest to ze szkodą dla życia. . fizyczne i racjonalnie wytłumaczalne. dlatego. nawet jeżeli chodzi tylko o "ziarnko" sensu w bezsensownym opisie. są dobre i poprawne. równie dobrze. czy coś więcej..nawet obracając się tylko w tym zakresie. zawsze w odniesieniu do dramatycznego faktu odchodzenia bliskich. bez jakiegokolwiek podtekstu – ani na tak. są. zawieranie się życia w energetycznej przemianie to zaistnienie – trwanie – ale i śmierć. to fakt. co ważne."echo" ewolucji . to są stany dla mnie zawsze-i-tylko fizyczne. może brakować przyrządu (czy istnienia zmysłu lub świadomości).jeszcze raz chcę powiedzieć. powtarzam. coś interesującego się z tego dla życia pojawi. . proszę wziąć to pod uwagę. gdyby to było w zgodzie z interpunkcją i gramatyką. podawane przykłady były powodem nakierowania analizy na ten temat i były początkiem zastanawiania się. skoro dzieje się dla niej "namacalnie" i "jest prawdą". a nawet przemnożyłbym znak umowności przez kilka potęg. którą narzuca otoczeniu umysł) .uwarunkowania psychiczne. był kiedyś przypadkowo wysłuchany program radiowy. to były relacje "na chłodno". nawet jeżeli jest to tylko zasłona pojęć i abstrakcji (kolejna. więc być może dlatego silnie zapadające w pamięć. . czy przeciwnie. które pomagają istnieć. są podstawą umniejszenia owego oporu (o przełamaniu nie mówię). żadnego "poza" ani "nad" nie ma (nie było i nie będzie). nie ma takiej potrzeby. ani na nie. czy te "wykwity" słowne.procesy fizyczne . w moim rozumieniu są to stany fizycznie poznawalne. wszelkie wywiedzione ze świata reguły. przy omawianiu życia nie można nie zauważyć etapu ostatniego. odczucia. tylko-i-wyłącznie racjonalne abstrakcje. pojawiły się w audycji relacje.

na pytania o dalszy etap istnienia ewolucji odpowiedź już padła: nie ma jej.cuchnie i raju w niczym nie przypomina. jednak sens pozostaje. i w zależności od energetycznych zasobów ciała (masy).zjawiska towarzyszące umieraniu proces umierania zawsze fascynował. mam wiedzę. którą jestem (maksymalnie wielowymiarowa w Kosmosie) przestaje istnieć i się kończy. to przedział ciemny i skryty analizy. abstrakcja dosięga celu (maksymalnego stanu analizowanego). ale nie mam drogi dochodzenia do wyniku – stąd kłopoty takich abstrakcji. to już etap rwanej ewolucji. wyfantazjowanej treści? to prawda. "przeskakuje" na inny poziom (w tym przypadku opada na niższy). ale w sensie logicznym jest to dalej trwająca ewolucja. piekielnych) przemian. które wypracowała logika wobec "zaświatów": treść skryła się pod warstwą pojęć i abstrakcji . bywało. już tylko i wyłącznie dla materii zawartej w ciele.umieranie .. które mnie przed brzegiem tworzyły. mam we wnioskach oderwaną od świata cechę tegoż świata. w którym się istnieje. że przerażał . mitami i legendami. że to lustrzane odwrócenie literackiej. nie można "wyprodukować" błędnej abstrakcji . realny proces toczący się "po życiu" nie ma nic wspólnego z wyobrażeniami. tylko że nie mam wiedzy. wielowymiarowa struktura. podaję hasłowo. dlatego zachodzi usamodzielnienie się tych pojęć. zasadniczo inna. ale "treść" tak wypracowana jest głęboko. mnie już nie ma. co się dzieje w tym okresie i co będzie "dalej" (w końcu raz się umiera). które mają podbudowę w realnym świecie (a inne być nie mogą).a przecież wzmiankowana "treść" to ciało w rozkładzie. ale z owego "przeskoku" nie zdaje i nie może sobie zdawać sprawy. ale nie wiem. a zarazem. "nieco dłużej" – bo cóż to jest wobec wieczności. czyli dalszy ciąg procesów. w innym wymiarze. ale elementy tworzące układ. i tylko wyłącznie. ukrytą zawartością takich obrazów. taka ewolucja "po życiu" trwa krócej lub dłużej. istnieję w obszarze najbardziej spokojnym w ciągu zmian w ramach wszechświata . przecież chwila zakończenia życia przez osobowość oraz moment przejścia w "stan osobliwy". że operowanie pojęciami.a nawet pociągał. i to się dzieje jako konieczność. ponieważ idzie o pokazanie kolejny raz (ale nie ostatni w tym ciągu zapisu). "wędrówkę dusz" itp. choć poza tym zmienia się wszystko. taka ewolucja toczy się dalej. wszelkie fizyczne składniki z niższych poziomów istnieją. i dlatego pojawia się oczywisty. literacką treścią tych ujęć . "raj" jest tu . to musi zaciekawiać lub wywoływać lęk – i musi rodzić pytanie: jak to się odbywa. okres "nirwany". tak samo z pojęciami. kiedy umysł obrabia abstrakcjami ten etap procesu. przy inaczej ustawionym układzie odniesienia.ale ma zasadniczy związek z głęboką. a ich przemiany toczą się. a tak po prawdzie. ale powierzchowny wniosek: istnienie biegnie dalej. że jestem już w innym układzie odniesienia. "nieba" czy "piekła" (w "prostym" rozumieniu) nie ma. a także pojawia się ich "metafizyczny" i mistyczny charakter. ono faktycznie biegnie dalej."piekło" w każdym innym miejscu. "zgubić" po drodze i przeoczyć szczegóły. ale zjawiska energetycznej ewolucji mają swoje "oblicza" . i są to pytania w najgłębszym sensie tego słowa meta-fizyczne. która w głębokiej analizie okazuje się być prawdziwą.choć można. jednak nie wyróżnia etapów pośrednich. którego na ten temat dopracowały się mitologie.życie po życiu. i nic dziwnego. a te są najważniejsze dla zrozumienia. 118 . że w tym działaniu zmieniłem swoje położenie jako obserwator. mam więc wynik: proces ewolucji biegnie dalej. warty podkreślenia w tym miejscu jest zbiór ujęć (abstrakcji). to pytania o sens tego "bałaganu". to jest oczywisty i konieczny etap ewolucji . religie czy filozofie .chodzi o przeróżne "nieba". co się za nią kryje. to zawsze jest.właśnie "rajskiego" tu-i-teraz oraz "piekielnego" wszędzie poza tutejszym zakresem zdarzeń. jakby to delikatnie powiedzieć . że w analizie świata prowadzi to do poprawnych wniosków.a każdy inny okres jest czasem dynamicznych (i bardzo dynamicznych. ale jako struktura "żyję" dalej. to osiąga wynik oderwany i daleki od zawartości fizycznej.

przecież mierzę tu elementy maksymalnie bliskie brzegu. jednak prosty w odbiorze zbiór pojęć. ok. 4 procent widzialnego. dość ważnym jest potrzeba (nawet konieczność) "filozofii uproszczonej". zyska każdy. a to zadecyduje o skuteczniejszym działaniu wszystkich . dla "przeciętnego" obywatela świata nie zachodzi na co dzień sytuacja namiętnego wpatrywania się w niebo czy w mikroskop (no. jest fakt umierania. coś za zasłoną i tajemniczego. a więc znajdujących się pozornie najbliżej (bo na co dzień) wobec brzegu (życia). powód drugi. a jednocześnie nie dostrzegam faktów śmierci . że moje techniczne możliwości sięgają w czasie i przestrzeni daleko.umieranie dlaczego jeszcze dziś. o którym warto wspomnieć. mogę analizować i weryfikować fizyczne objawy śmierci. po prostu niemożność powtórzenia eksperymentu. że eksperyment na/w brzegu (nie podnosząc fundamentalnych w tym przypadku spraw etycznych) sam z siebie wprowadza zaburzenia . zawsze realnie inny. ponoć w dobie dogłębnego zdefiniowania świata. paradoksalnie. a przy okazji i rady wspomagające zachowanie wobec mikrobów dadzą..obciążenie różnymi abstrakcjami i emocjonalne nacechowanie tego (w końcu fizycznie banalnego procesu). dlatego też pomiar w tej okolicy musi się urwać dużo wcześniej. kiedy w działaniu będzie pomagać zborny. wystarczy zbiór "prostych" abstrakcji. właśnie to potężne i rozbudowane technologicznie oprzyrządowanie tworzy atmosferę "tajemnicy" i przeszkadza. logicznie. to dzieje się na co dzień (np. ok. to psychologia. jeżeli wiem. ale pomiar przyrządem jest wykluczony. a w tym konkretnym przypadku. przeszkodę. to tworzy przeszkodę w poznawaniu śmierci. przecież śmierć otaczała ich zawsze i na każdym kroku. że praktycznie "widzę" narodziny wszech-świata i pędzące po orbitach elektrony. badanie umierania (i śmierci) nadal jest "obciążone". . wejdzie na wyższy poziom. dominują tak uproszczone obrazy śmierci i zanikania? powodów jest kilka. 119 . ale to jest zawsze jeden fakt. to śmierć na tym tle też może w to "coś" być wpisana. to paraliżuje przed podjęciem zagadnienia. jeżeli mam świadomość. więc małe i najmniejsze . kiedy obserwuję kota). której . ale przecież fizycznie inny. nadmiar dziś posiadanych danych o środowisku (jednak bez ich zbornego ułożenia). powód czwarty.a takie struktury moje każde działanie odchyla w biegu lub rotacji. a jednocześnie będzie to stabilna konstrukcja o cechach racjonalnych. i uśredniony stan społeczności będzie wyższy. ale ma podstawowe znaczenie na/w skraju. to trudność. gwiazdę). w oparciu o duży gabarytami i działaniem model (np.każdy mój poznawczy akt deformuje element badany. że otoczenie (mój świat) to kilka. nawet zasadnicze) jest taki. pokrewnej duszy). w umieraniu nie ma. ten obszar opiszę. pomimo strachu. chyba że w towarzystwie innej. logicznie podobny do zdarzenia "tuż obok". mój wgląd w proces go deformuje . być może. które "niebo" opiszą. dalej jest tylko fizycznie strefa ciemna – i niepoznawalna. ale była im znana i "swojska". 32 % to "jakoś namacalne". a reszta jest w zakresie "ciemnym". dla 99 % ludzkiej populacji są sprawy ważniejsze od rozważania zagadek bytu . mimo "epoki nauki". ale jest to zawsze jednostkowy fakt i zbiór jednoelementowy z zasady. nawet pośród ludzi związanych z medycyną. co ciekawe.mierząc fakt na/w brzegu rejestruję go i jednocześnie zmieniam jego postać.to ci dopiero paradoks . rozpad ciała. całość układu funkcjonującego w oparciu o takie pojęcia się przesunie.to może powodować frustrację i poczucie. to na zasadzie hipotezy. rejestrować funkcje mózgu w takiej chwili. że "coś tu jeszcze jest". które sięga atomów i kwazarów.nie mieli ludzie tej wiedzy pozbawieni.to zapotrzebowanie spełnia doskonale ten jeden "zboczony". racjonalny opis świata stoi na fundamencie faktów i powtarzalnych w eksperymencie faktów. nie do powtórzenia w tej samej formie. a tego w "zjawiskach brzegowych". faktycznie chodzi o prosty system abstrakcji opartych na eksperymencie oraz racjonalnie zbudowany). powód trzeci (co ważne. mimo oprzyrządowania.jeżeli w układzie (społeczeństwie) rozpiętość między szczytem a podstawą piramidy pojęciowej się zmniejszy. jeżeli filozofia uproszczona (w tym miejscu bez znaku umowności.

dynamiczna struktura procesu pozyskiwania i tracenia. to ja. ale również świat tworzę. w ujęciu bardzo głębokim (logicznym) tworzą go kwanty logiczne. przemieszczam się. a ich nacisk w mojej ewolucji tworzy "ślad" (dosłownie ślad. czyli istnienia.te "błyski" odbiera oraz (ważne!) rejestruje otoczenie. to składa się na "ślad". cisnę swoim istnieniem inne ewolucje . jestem wytworem świata. dźwięków. od gestów. błyski w czasie mojego ciągłego "szamotania" się (przeskoków po orbitach) . to zawsze jest strumień energii składający się z kwantów. cieleśnie czy psychicznie – czy łącznie) na każdym etapie. bowiem jeżeli tego nie uczynię. ale w przypadku analizy umierania ważne są skutki tego "negocjowania". ten strumień postrzegam osobiście i na co dzień. sam . w najlepszym przypadku będę wegetował na obrzeżu świata. przecież ja (dowolnie pojęty. jest to ciągły strumień energii. kiedy ludzie są obok siebie).i w nich odciskam się na obraz i podobieństwo swoje..ale w zbiorze. aż po trudno dotykalne zakresy.te "błyski". . "błyskam" w otoczenie energią. umieram – kolejne poziomy energetycznej zmiany zanikają. a właściwie ciągłość tych zjawisk. pochłaniam kwanty. ale również w interakcji z nią . zjawiskach akustycznych towarzyszących istnieniu itd. ale to jednocześnie oznacza.wypadkowa ciśnienia wewnętrznego oraz zewnętrznego. ale oni we mnie również goszczą. które wraz ze mną krążą po tych samych orbitach (fizycznie bliskich. po prostu nadaję) w otoczenie energię. inaczej ukształtowany wykres (graficznie inny zapis aktywności). następne ważne . nigdy wcześniej. ponieważ zmienia się moje otoczenie. jestem w ruchu w ramach rzeczywistości. w każdej sekundzie mojego istnienia i działania. w budowie komórki lub nadaje kształt słowom. np. który zostawiam w czasoprzestrzeni. nigdy później identyczny kształt tego strumienia.ten strumień to ja. to również) pochłanianie mnie w formie odpadłych od mojego ciała komórek (droga się znajdzie. jako skamielina (w formie stagnacyjnej). 120 . podkreślam.powtarzalność. czyli strumień energii idący do mnie i ode mnie. reaguję na sygnały płynące do mnie z otoczenia. w efekcie zmienia się zapis jego funkcjonowania .zmienia się "ślad" ("echo") istnienia. wysyłam (emituję. który mogę sprawdzać i zawsze będzie potwierdzony – i przez każdego. błyski. ale dla mnie (i obserwujących mnie z boku). czy ewolucja w strukturze ciała tego nie "odbije" zginę. w każdej chwili jestem obecny w innych. i nigdy wcześniej i nigdy później taki sam w ramach mojej egzystencji. nawet fundamentalny element tego rozumowania w odniesieniu do dalszego opisu . każdorazowo przebieg ewolucji realizuje jedną regułę . wspominałem o oddalających się komórkach. to skutkuje w obrazie zewnętrznym różnymi zjawiskami – fizycznymi (i nie do podważenia). którego jestem centralnym punktem (osią symetrii). które można realnie zarejestrować.strumień energii jest w każdej chwili przez otoczenie jakoś postrzegany. to fakt. który postrzegają inni (lub ja sam). które emituję w świat. także i ja muszę się zmienić. warstwach kwantowych promieniowania. "błyskam" kwantami. przez (tak."zjawiska" każda ewolucja to proces dynamiczny .ale jej fizyczna forma (konkretna twarz) jest jedna i jedyna. i teraz ważny.nawet bardzo ważne. ale w każdym przypadku inny ja. kiedy żyję. np. abstrakcjom). do mnie docierają warstwy kwantowe ze środowiska. "świecę" w różnych zakresach. ale i sam wpływam na inne byty (naciskam na nie). to niepowtarzalny. promieniowanie mózgu. . żyję – promieniuję. zmienia się moje ciało. ale postrzega go także otoczenie. w każdej chwili jestem "widoczny" w otoczeniu. każda chwilka życia to inny "kod" tego procesu. strumień energii. zmienia się środowisko. dopasować do zaistniałych nowych okoliczności. ale nigdy identycznych). więc fizyczne efekty aktywności mojego organizmu.zawsze to ja. że zawsze jednostkowy. ale i je nadaję do świata. ale ja również naciskam. jego charakterystyka w dowolnym zakresie i jako całość. wpływająca-wypływająca do-od mojego ciała w każdej chwili energia. i "stygną". kolejne ważne . jestem efektem "uzgodnień" między stanem "w środku" i światem "poza".

innego człowieka). to je rozpoznam. może to być (i będzie również) przedział podprogowy do mojego pomiaru fizycznego. tylko ilość "połączeń" jest w takim przypadku mniejsza. tu nie ma niczego "poza" procesami fizycznymi. . to znaczy. całościowo pojętej ewolucji. wszelkich stanów świata. ale indywidualnie zakodowana forma procesu. po prostu realna telepatia. głos jest skorelowany z tonacją (emocjami). żeby do przebicia bariery oporu środowiska doszło. choć w całości w ramach Fizyki. choć niebywale słaba. abstrakcje w moim umyśle są kodowane. . i w formie zakodowanej. i wystarczająco silny. ale jeżeli postrzegam fotografię ze znaną mi osobą (czy jakimś dowolnym faktem ze świata) i kod tej twarzy rozpoznaję. a nie sposób jego transmisji. na każdym poziomie moje istnienie jest niepowtarzalną materialną strukturą. żeby można było dane do drugiego istnienia przesłać. że dotyczy to każdej ewolucji. i dlatego w tym rozumieniu jest to fakt pomijalny.i to bardzo rozbudowany. mówię do kogoś. 121 . zawsze jest strefa fizycznie i rozumnie wytłumaczalna. natomiast podkreślę jeden zasadniczy dla zrozumienia fakt: kod przekazu. że druga ewolucja poznaje mnie w całym spektrum oraz jako zbiór procesów. to do mnie jakoś bliską odbieram w sposób szczególny – bo ze zrozumieniem. że potrzebny jest ogromny. ale zasada "przekazu" dotyczy każdego rodzaju nośnika.ale równie dobrze osoba z tej materii zbudowana. ważne w tym ujęciu jest to. mi bliska (jako istnienie). na każdym poziomie i w każdym elemencie. ale w przekazie jest również zawarta moja cielesna aktywność (na każdym poziomie).itd. w tej chwili nie definiuję. ciepło z mojego ciała "omiata" ciało obok. praktycznie cały zbiór umysłu. rzeczywista.ale to zawsze. na gruncie jak najbardziej fizycznym i konkretów.ja koduję (w zakresie logicznym) swoje abstrakcje.dlatego nie ma dwu jednakich spojrzeń i dwu jednakich abstrakcji. nic poza fizyką. taki "przekaz" zachodzi . kiedy śledzę (na każdym kroku i na każdym poziomie) i rejestruję ewolucję mi bliską – znam. że odbieram. rejestruję – dowolnie postrzegam odrębną ewolucję zawsze na/w zakresie fizycznym. i do konkretnego odbiorcy. ale ten mi bliski na pewno w chaosie wyłowię. wniosek jest więc taki. którym "błyska" w otoczenie. moja aktywność elektryczna w umyśle. to jest fizyczna. jak ten kod może wyglądać. po prostu muszę w tym przypadku wyprowadzić jest taki.efekt? jaki jest skutek takiego wzajemnego oddziaływania na siebie ewolucji? wniosek. także z zakresu Fizycznego. doznaję. że przynależy do bliskiego wobec mnie zakresu i fizycznie namacalnego.o ile odbieram w taki sposób każdą ewolucję. nośnik posiada znaczenie w takim sensie. w nieco wcześniejszych zapisach. to może być materialna struktura świata . którą koduje reguła ewolucji. więc jak najbardziej kontakt ponad ciałem.to jest kontakt poza ciałem. jednak musi działać na "sąsiedni" byt (bliższy lub dalszy) . indywidualnie zakodowany) . ponieważ wydaje się to oczywiste. mój oddech naciska na powietrze wokół mnie. . ale komórki mojego ciała koduje ewolucja (rzeczywistość energetyczna). musi wytworzyć we mnie jej "odcisk". nie zamierzam się nad tym rozwodzić. w całej piramidzie kwantowych zjawisk. ogrom kodów. ale również każda komórka mego ciała jest zakodowana osobniczymi stanami . i tutaj. że ten kod jest i że go poznam. na wyciągnięcie ręki stykanie się z kodem drugiej ewolucji.świat to wielość. jednak na tej samej zasadzie odbieram dowolne ewolucje.to na tej samej zasadzie. a rozpoznaję jako rzutowanie w siebie tego obrazu (właśnie w postaci znaków kodu w formie promieni światła odbitych od obiektu w sposób jedynie możliwy. . poznaję namacalnie jej osobisty kod. ale w ramach mojej. który muszę. zapis tego kodu. kiedy "widzę" w otoczeniu sygnały zakodowane w sposób dla mnie znany. w analizie może pojawić się zakres do "obmacywanego" ciemny . wytykając zwolennikom "telepatii" trudności w przekazie mówiłem. proszę. i to dokładnie. która jest ze mną (na dobre i na złe). a więc także na zewnętrzną wobec mnie strukturę (np. każda ewolucja to materialna. w przypadku człowieka i umysłu jest to zbiór wszelkich możliwych już zakresów. taka ewolucja. liczy się kod i przekaz. ale z przyjętych wyżej faktów muszę wyprowadzić wniosek. codzienne.

ale powstaje pytanie. a powtórki nie ma. podaje przykłady. a następnie opisują bliscy umierającej osoby. to stan jednostkowy i niepowtarzalny. ale czy może w świetle proponowanego ujęcia zajść. w tym miejscu nie analizuję. mówi się "od zawsze". ale które musi być . oznacza tylko. ale zawsze fizyczna forma przekazu. tutaj tylko kreślę potencjalnie możliwą drogę wyjścia. w którym została mi przekazana. ale nie mogę twierdzić. kiedy pojawia się "znak".nie tyle nawet pomijane w badaniu. a przecież w swoim działaniu pomiarowym z założenia ustawiam nośnik takiego "zjawiska" w zakresie fizycznym. jednak nagromadzenie. bardzo poważnym minusem jest tu brak danych – jakichkolwiek (nie wspominając o weryfikacji). 122 .można sprowadzić takie reakcje do siły abstrakcji albo (usilnego) doszukiwania się treści w bezładnych kolorowych plamkach. . tylko o czym? tego sami nie wiedzą. które rejestrują. a opowiadający o tym wie-doznaje. czy taki "znak" jakoś zachodzi. choć nadają temu różnorodne. to go nie odczytam.na poprzednich stronach pokazuję. może to być naturalne w tak dramatycznej sytuacji łączenie nie posiadających ze sobą żadnego związku faktów. z faktu. a ponieważ coś. łączenie ich z umieraniem kogoś bliskiego oraz głębokie przekonanie o ich sensie. coś się musi dać zbadać. na poziomie fizycznym. że sygnał przenosi się przez nicość. które wiąże się z umieraniem integralnie. że w swoim pomiarze-doznaniu nie sięgam kodu (czy poziomu). chcę wyraźnie powiedzieć. . i że jest to kod do odczytania. tylko że przy takim podejściu analizę należałoby zlecić specom od zaburzeń psychicznych i temat zakończyć.. że rejestruję w pełni. które wiążą się ze śmiercią. oczywiście. jakby rezonansie). pomiar takiego faktu będzie z założenia niemożliwy. czy więc takie "znaki" nie są jakoś z tak wyznaczonym zakresem powiązane? zgoda i prawda.ale zarazem "zawartość" jest poza pomiarem. a z powyższych zapisów wynika. zawiera w ramach badania jako zdarzenie brzegowe tego badania) – to tym samym jest poza nauką (w tym i poza fizyką). żeby przejść da zagadnienia. kiedy odbiera go ewolucja. opisuje przejawy tego. co nie może być naukowo opisane. przede wszystkim religijne i metafizyczne znaczenie (w powszechnym rozumieniu słowa "metafizyka"). i wniosek jest taki."zjawiska" cały ten "wstęp" był mi potrzebny po to. dlatego też.czy to koniec analizy? wyjściem z tego jest wspomniana wcześniej inna forma. którzy są jakoś z nadawcą "spokrewnieni" (i znają kod).i pomiar również nie jest możliwy. że każda ewolucja emituje w otoczenie kod i zostawia swój ślad istnienia. co można. o różnego rodzaju "znakach". o jakich sprawach myślę? o tzw. co zrozumiałe. do odebrania i następnie odczytania. relacje ludzi są tu wsparciem. "zjawiskach" towarzyszących umieraniu. jednak niczego nie przesądzają. to już czas przeszły dokonany .z uwagi na oczywisty brak możliwości powtórzenia eksperymentu . wrócę do tego ważnego zagadnienia. jeżeli ustawię przyrząd w pobliżu konającego. intensywność takich opowieści. ale z tego nie wynika jeszcze. nie zarejestruję niczego poza szumem – skoro nie znam kodu.a jednak brak potwierdzenia. rejestruję ze świata wytworzonymi przyrządami wszystko. natomiast kiedy mam wiedzę. chyba wyraźnie. niemożność odczytania wiadomości nie oznacza braku istnienia tej wiadomości. relacjonują o czymś. zwłaszcza emocje. że coś skrzypi w szafie. to co najmniej musi zastanawiać. .ponieważ wcześniej nie było wiedzy. że może. ponieważ ewolucji w próżni być nie może. to znaczy. że ktoś umiera (niekiedy w dużej odległości). mogę go widzieć i potykać się o niego na każdym kroku .z tego przecież trudno coś wywnioskować (są to opisy właśnie tego rodzaju.o różnego rodzaju "zjawiskach".ale treściowo skryty. czy te relacje to wszystko złudzenie i "nadprodukcja" poruszonego umysły? . że "fakt" wystąpił. czyli reakcje umysłu na stres. często wspomina się o mechanicznych zjawiskach lub akustycznych. co nie może być zweryfikowane (mieści się. mogę tego zakresu nie sięgać przyrządem. że wystąpi. że może dotyczyć to jedynie wąskiego kręgu odbiorców. przekaz może być fizycznie dostępny . drapie za ścianą lub stuka do okna . przecież. dlatego powinien być rejestrowalny . nie ma pomiaru .

to szybko odczyta z niego. deformując się pod naciskiem mojego działania.ot. że to są dla mnie drobne ślady. jeżeli dam ten przedmiot komuś do głębokiej analizy. na poziomie mikrośladów. a kiedy mam dwie połówki symetrycznie ułożone w czaso-przestrzeni.a nawet ten obiekt. słaba. bujda? wymysł? omam? niekoniecznie. fizycznie głęboki. który może znajdować się w tej chwili nawet o lata świetlne ode mnie. czasami nawet liczna grupa odbiorców słyszy. dźwięczy. 123 . nadużycie? absolutnie nie. to wynika z mojej budowy. jest wyraźnie dostępne dla zmysłów). . "zgrubnej" (i wysokiej) obecności w świecie. pozostawiony przypadkiem na szybie z moimi liniami papilarnymi ślad. mogę w taki sam sposób wytworzyć drgania rezonansowe w jakiejś strukturze."ślad" istotnym elementem rozumowania. ale przecież w oczywisty sposób pochodna do mnie. tak ten konkretny ślad na szybkie (i każdy inny) jest cząstką mnie. przecież ten ślad jest. dosłownie ślad w formie cząstek. tylko do mnie indywidualnie przypisanym kątem. ale mam na myśli bardziej skomplikowane kody i ślady pozostawiane przez ewolucję. która wytworzy dźwięk . co nadaję w każdej chwili do otoczenia jako swoje "echo".. który pozostał na szybie okna. zmianę . to także ja. wszelkie moje reakcje (psychiczne i fizyczne) tworzą i pozostawiają za mną ślad . to część mnie. i takim śladem są również odpadłe.to banał. które następnie zostaną przekazane dalej i odebrane. choćby teraz.przy czym rozszerzam w tym momencie pojęcie "bliskiej" wobec mnie ewolucji już na całość istniejących w moim otoczeniu struktur.ewolucję w toku. ważne . . i w dowolnej postaci. jest wspomniany "rezonans" (coś "drga". kiedy piszę te słowa na klawiaturze. że istniejąc w świecie. która mnie otacza. słabo skupiona i lokalna. naturalnie to już jest ewolucja rozproszona w stosunku do mojego zbornego istnienia. i mam proces. dobór słów do tego tekstu to także mój osobisty kod. lokalna ewolucja . odbiorca. zawierają w sobie kod (genetycznie do odczytania). który zasadniczo wiąże się ze "zjawiskami".dostrajając drgania własnego głosu mogę spowodować drgania w mikrofonie. która pozostała gdzieś za mną. który charakteryzuje mnie i tylko mnie. to jest zawsze indywidualny ślad z indywidualnym kodem. istnieje oraz jest częścią mnie. którego jestem źródłem. to dalsza zmiana (ewolucja) okazuje się możliwą. ale również w/na układach materialnych.jak każdy element mojego życiorysu. ale dla tropiącego psa to dominujący sygnał. obie strony tak wyznaczonej ewolucji są sobie podobne maksymalnie i przez to mogą się do siebie "dopasować". w której powstały. ślad w ewolucji mi bliskiej. jest wyraźnie zauważalny i jak najbardziej fizyczny – dosłownie odciśnięty w przedmiotach i na drodze mojego przemieszczania się. i nawet nie będę powoływał się już na najbardziej prosty i od razu wyłaniający się w rozważaniach przykład ze śladem zapachowym. a nawet dniach. dokładnie odpowiada temu. . i odpowiada. ważnym elementem analizy na obecnym etapie jest fakt. że uderzam w taką a taką parabelkę ze stałym naciskiem i pod stałym kątem.ale nawet ślad w postaci odcisku palca czy dłoni. to jednocześnie ta klawiatura. przynależy do mnie (ale znajduje się w zakresie rwanym ewolucji).po obu stronach tak zdefiniowanego "połączenia" mam stan praktycznie identyczny.ale dalej się toczy. . w sprzętach otaczających mnie w codzienności. który wysyłam w otoczenie. podlega zmianom na prawach każdej ewolucji i zanim zetrze go ścierka. zawsze pozostawiam za sobą "ślad". zniszczy. . w określonych warunkach (rezonansu). elementów swojego istnienia. najczęściej właśnie słyszy "efekty" w postaci zjawisk akustycznych. np. doprowadzi tropiącego psa do złoczyńcy . kwant do kwantu .i to "głęboki". gdzieś w postaci kurzu leżące na podłodze komórki mojego ciała. podwojony. który jest zapisem mojego kształtu w czasoprzestrzeni i chwili. "zachowuje" w swojej materialnej formie ("pamięci") ślad po mnie i moich reakcjach. dla mikroskopu to rysy potężne jak himalaje. który po wielu godzinach. realny ślad w materii.zbuduje kwant. obecnie nie chodzi o tak ważne dla mnie "odbicie" i zagnieżdżenie się mojego kodu w psychice bliskich osób.

która tak samo objawia się w otoczeniu. której elementami nośnymi są fizyczne "zbrylenia" materii i jakoś zakodowane abstrakcjami . o "telepatii" jeszcze powiem. tylko z samego faktu. zapaść. brak informacji. to wykluczone. a nie metafizykę. jest rozumne. więc w strukturze fizycznej – że dzieje się to w rozumie. że "zjawiska" to nie jest to.ale dotyczy również cichego odchodzenia ze świata. że występują i dają się wyróżnić w środowisku.a i tak miałbym jeszcze obawy. jak w przypadku "zjawisk". nie maksymalnie daleko. kiedy wspominam taki proces.lub są uznawane przez podmiot (odbiorcę) za odbierane w fizycznym zakresie. . "zjawiska" to reakcje każdej ewolucji. tak i do "telepatii" musiałbym dodać nie jeden znak umowności. ale sygnał z (prawie) brzegu może dotrzeć faktycznie w odległe rejony i "poruszyć" odbiornik.czym są i jak charakteryzują się "zjawiska"? . materialne "tąpnięcie" w rzeczywistości. ale wielki ich zbiór . co by tym "odbiornikiem" nie było i jakby go nie definiować. bo to nie jest dowolna odległość. umieranie nie jest "ciszą". to zawsze jest "tu". temat jest z wielu powodów fascynujący. 124 . które otoczenie rejestruje w postaci ledwo zauważalnej. wszystko. z treścią .już to."błysk" umierania wszystko. co dzieje się w rozumie. jako samodzielnej ewolucji. ustawia postrzeganie tego procesu jako "błysku".ale nagromadzenie przez lata różnych odniesień. dotyczy to w sposób szczególny dramatycznego zdarzenia (kiedy układ zapada się w sposób nagły. fizyczny i rozumny. i tylko w tym ujęciu jest to podejście poprawne. ustawia obraz tego procesu jako rozumny. różnice między elementami) – takiego przekazu nie można zrealizować przy pomocy "czegoś". które przebiegają oraz występują fizycznie. które objawia się daleko i głośno. tutaj tylko nadmienię. przyjdzie się wrócić do tematu i go szczegółowo omówić. tu nacisku idącego od żyjącego ciała. co się tutaj dzieje..i nie wolno abdykować na rzecz przypadkowych "abstrakcjonistów". naturalny. .już sam fakt. "zjawiska" to nie jest żaden przekaz informacji na odległość. czym są więc "zjawiska"? są "odbieraniem" "sygnałów".brak sygnału. które mają mało ciekawą zawartość. i zmusza do stosowania każdorazowo cudzysłowu. problemy z przekazem sygnału zakodowanego. objaw jej istnienia. że dzieje się to w umyśle. że "takiego zjawiska" nie ma. co do tej pory na temat umierania padło. "telepatii" pojmowanej oraz definiowanej "normalnie". jest rozumne. którą symbolizuje. nie ma i być nie może. to abstrakcja sensowna. jest formą ewolucji. co wydaje się być "telepatią". powtarzam. podniecenie związane z umieraniem teściowej) .już to nadaje im charakter fizyczny. czy odbiorca nie potraktuje tego pojęcia niezgodnie z moją intencją. jak każda. nawet jeżeli to byłoby tylko "echo" w umyśle lub "zawirowanie" w psychice bliskich (np. również fizycznie energetycznym. dlatego. to skutkuje ciągłym zarzekania się. które dają się fizycznie z otoczenia wyróżnić . zanik nacisku. to nigdy nie jest proces energetycznie spokojny.przy czym nie chcę z tego terminu rezygnować. z definicji. skoro jest. które ocierają się o jakoś pojmowane "poza". że w ten sposób rozciągam pojęcia "rozumne"? czynię to celowo. jest tego wart. czyli z całą dzisiejszą otoczką tego terminu. realizacją reguły. coś. to musi odbić się "echem" w innych ewolucjach . to musi zostać zauważone. dlatego też podkreślam tak mocno błędność używania wszelkich terminów. ponieważ jest najbliższy głębokiej (i głęboko ukrytej) treści. w żadnym innym. co opisuje abstrakcja "telepatia". a zjawiska są skumulowane i posiadają silny potencjał) . a dlatego tak to podkreślam. ustanie reakcji w ciele. nierozumnych. to jest bardzo wyraźny sygnał zmiany. jak wcześniej już padło. ponieważ jest to teren do zbadania przez fizykę i umysł . że chodzi o fizykę. kolejny raz podkreślam. rozumny. dlatego że w umyśle nie ma zdarzeń a-logicznych. w sensie głębokim. to zawsze jest wielowymiarowe. którą wykluczyłem (w jej tradycyjnym rozumieniu)? nie. czy takie "przesyłanie" "znaków" nie jest nawiązaniem do "telepatii". który przenosi treść (posiada różne stany wewnętrzne. "telepatia".

jak się wydaje. kiedy ta aktywność ustała. że nie ma sensu włączać w proces umierania zjawisk na długo przed zaistnieniem brzegu.. najlepszy zakres pomiaru to kilka minut – a ze względu na liczby kwantowe 8 minut (ewentualnie w systemie dziesiętnym 10).jest to na tyle rozciągnięty odcinek czasu. tego nie przesądzam. a także. pozwolą na wytworzenia u/w odbiorcy wrażeń. w dramatycznych okolicznościach natomiast sekundy. ewolucja jest "odbiornikiem" i "nadajnikiem" z samej istoty procesów energetycznych . to jaką.czy umierający człowiek (ewolucja) wysyła energię w otoczenie? czy ta energia może być "kodowana"? a jeżeli wysyła. . te muszą być skumulowane w niewielkim zakresie. który stwierdza. ewolucja w zapaści .ale.dlatego mogę przyjąć."zjawiska" .ile chwil (dni czy sekund) uwzględniać w analizie? umieranie umieraniu nierówne. dla takich wydarzeń. ewolucja. nawet jeżeli miały (a miały) wpływ na fakt śmierci. co jest kanałem? ważne w tym kontekście jest również pytanie. co wcześniej zaszło (bo to efekt wydarzeń wcześniejszy).ujęcie logiczne pytanie: czy zjawiska opisywane w procesie umierania znajdują potwierdzenie w ujęciu logicznym? . inne zginą w tle. jaki wybrać odcinek istnienia. pytanie drugie: jak wielki jest potencjał sygnału? . w którym układ jakoś jeszcze działał. wyznaczyć granicę w tym zliczaniu. a po drugie. dlatego na pytanie pierwsze. w końcu nawet jeżeli umieranie trwa długo. skoro tak. muszę. że może być zasadny.i jak silnie? dowolny układ w każdym momencie swojego istnienia pozyskuje i traci energię."odbiornikiem" osobnik.odbiornik. że odbiera sygnał. a tracenie energii jest rozłożone na dni. której ostatnim stanem jest śmierć układu. który by nie wypromieniowywał w środowisko części swojej energii .żeby odpowiedzieć na to pytanie. jaki to jest sygnał. przez całe istnienie ewolucji kod do niej przypisany jest wewnętrznie przetłumaczalny. bo co to znaczy "różnica pomiędzy" . kodowany na/w każdym poziomie – a co więcej. czy tak wyznaczone elementy zbudują procesy. prawdopodobnie te same wielkości mogą potwierdzić się w pomiarze dla zdarzeń "normalnych" . mogę przecież zasadnie powiedzieć. natomiast. a zwłaszcza w jakim zakresie . co tu ciekawe. być może również podwojenie tych wartości miałoby sens.odbiornikiem-nadajnikiem na/w wielu zakresach. co więcej.odpowiedź na to pytanie może być wyłącznie w formie opisowej. podobny do tego. to trzeba uwzględnić następujące elementy takiego przesyłu danych: nadajnik – kanał przesyłowy . a chwilą. jednak od logicznej strony nie tylko nie ma przeszkód do mówienia o wysyłaniu energii. ale wręcz nie sposób inaczej to określać. 125 . wszak jest to również treść przekazu). najwyżej minuty. które będą skutkowały ważnymi oraz interesującymi mnie w tej chwili zjawiskami (i odbieranymi przez inny układ). to różnica pomiędzy stanem. żeby taki pomiar mógł wykazać różnicę? intuicyjnie jest to uchwytne. nawet arbitralnie. proces będzie toczył się nawet lata. które następnie posłużą. analizy wymaga pytanie. zasady ewolucji wykluczają (za)istnienie układu. kodowany każdorazowo inaczej. .właśnie. ale nowy. w innym przypadku dojdę nieskończoności. o wysyłaniu przez układ w przestrzeń kwantów. ale każdorazowo jest nowością i faktem niepowtarzalnym. to i tak małych faktów odbiorca nie zarejestruje. kiedy chodzi o długotrwałe tracenia energii. jest bardzo nieostro zdefiniowany w tym ujęciu zakres do pomiaru. gdzie może i jak może być obecny w rzeczywistości? . "nadajnikiem" jest umierający. "nadajnik".istnienie układu bez "nadawania" to sprzeczność. ilość energii wyemitowanej przez ewolucję w zapaści. jak widać.dodatkowo. na dzień obecny nie dysponuję żadnymi danymi. i jest to proces kodowany indywidualnymi cechami tego układu. a kanałem . logika odpowiada: zdecydowanie tak. . tylko takie będą mogły być wstecznie wyróżnione. taka definicja niewiele wnosi. trzeba przeanalizować charakter przekazywania energii (i zarazem informacji. dlatego dla zdarzeń dramatycznych. ale jako ważne. że zasadny i interesujący mnie przedział pomiaru to 8 (lub 16) minut.

nie mogę sięgnąć brzegu. że umieranie fizyczno-psychicznej konstrukcji trwa kilka minut. dlatego mój pomiar praktycznie kończy się "nieco" przed brzegiem.wówczas na pewno zainteresują oraz zostaną wyłowione z otoczenia.dalej . o ile trzymać się zaproponowanego odcinka czasu 8 minut. a tylko "nadmiarowa" w konkretnej chwili umierania. co również wydaje się zrozumiałe. ale będzie fizycznie zbyt słaby. że strumień energii z takiego układu oddala się ciągle (a nawet przebiega to we wzmożonej formie).7 będzie tym. w ramach którego mogę "usłyszeć" ginącą ewolucję. co to znaczy nadmiarowa? że tylko energia.że tylko takie kwanty mogą zostać wyemitowane jako nadmiar. ale logicznie są ważne. . środek. a to przecież nie występuje. oddalające się warstwy kwantowe oczywiście można zarejestrować. ciało przechodzi w zakres "sztywny" (zimny) i pozostaje już w takiej formie. po stadium emisji musi być stadium uspokojenia i dopasowania ewolucji do otoczenia – następuje wówczas zrównanie poziomu ciśnienia między układem a środowiskiem. natomiast niewielka ilość oswobodzonej energii ucieka w obszar poza układem. mam wówczas wielki potencjał. żeby odbiorca mógł go jakoś zinterpretować (w dowolny sposób). dalej . jest to. są to wyraźne "zdarzenia". czyli z faktami już brzegowymi tej ewolucji. która w tym momencie nie jest "wpisana" w strukturę układu.w "zapaści energetycznej" układu nie rozprasza się całość zawartej w ewolucji energii. . żeby zaszła różnica w samym sygnale. on zostanie wyemitowany. po prostu jest już w stosunku do mnie w maksymalnym oddaleniu ewolucyjnym – i sygnału od niego nie otrzymam. to rzeczywiście wkraczam w nieskończony zakres kwantów logicznych i opisuję jednokwantowe tło. wbudować się w strukturę cielesną (zawsze jest jakaś energia czekająca na swoją kolejkę). która by je wprasowała w ciało. to zakres 2 . z tego można wyprowadzić wniosek. to muszą być co najmniej dwa stany.uwolniona energia nie może być wyemitowana w "całości". takie kwanty mogą i muszą "ulecieć". gdyby się upierać. ponieważ nie ma już siły (nacisku). . nie może dla mnie (jako dla odbiorcy) wystąpić dokładnie w chwili przejścia umierającego układu w stan brzegowy. dalej . prywatno-intymny takiej gasnącej struktury. że tych "zjawisk" będzie co najmniej kilka .na pewno nie kilowaty. kiedy zamierające w swych reakcjach ciało znajduje się dokładnie w/na brzegu. nie jest w postaci "sztywnej". że nie będzie to całość energii z wcześniej wspomnianego zakresu. że to jedynie "energia swobodna" ucieka w tym okresie w postaci wybuchu. a zakres 8 minuty to "schyłek" i wyciszanie. może miliwaty . jakoś się fizycznie muszą objawić. zakres 1 minuty to czas "rozbiegu". żeby mógł zarejestrować fakt (tu "zjawiska"). że efekt "zjawisk" nie występuje.argumentem za takim podejściem. jak nie mogę wyznaczyć dowolnie odległego punktu do pomiaru przed brzegiem (bo zliczam nieskończoność). "balast" energetyczny uleci. to dla mnie zakres niedostępny.z faktu. żeby go odebrać (zinterpretować). z pozycji wewnętrznego obserwatora.dość oczywiste: sygnał nie może być "pikiem" i faktem jednostkowym. ostatnich kroków (kwantowych) umierającej. jednak wystąpi "ciut" wcześniej. oczywiście są to dla mnie zakresy już "mgnieniowe". i jako takie mogą być pominięte w opisie (także w pomiarze). czyli w zakresie fizycznym. w tym sensie w całości. podprogowy oraz ciemny z zasady. które nie zdążą wejść. twardej materii (dopiero taką mogłaby się stać) . to za mało. wyraźny i postrzegany stan. który trwa "ułamek" czasu. więc zapewne chodzi najwyżej o waty. pozostanie sztywne ciało.i wkraczające w zakres podprogowy. 126 . że gdyby przeliczyć całość masy ciała na energię (e = mc2).kwanty. który pojawia się tylko raz. jednak zachodzące na granicy rejestrowania i obiektywnie słabe. maksimum przypada na punkt 4 minuty. dlatego też mogę powiedzieć. a nawet. a na poziomie "odbiorcy" muszą być co najmniej dwa odróżnialne poziomy zjawiska. bowiem są to już wielkości małe i bardzo małe . tak samo nie mogę punktu ostatniego pomiaru ustawić dokładnie w/na brzegu – bo również zliczam nieskończoność. wypalającej się ewolucji nie pomierzę nigdy. to będzie niewielki poziom sygnału. że mierzę ten zakres.

skupisko materii (również zakodowanej fizycznymi regułami świata) . która wpływa do organizmu i z niego wypływa. która by nie była formatowana przez inne byty. może dojść do wypadkowej ewolucji. tworzy-kształtuje ten strumień energii. jak dziś wiadomo) spotka na swojej drodze inną komórkę rozrodczą. ja . nie byłoby tematu.tak przepuszczona przeze mnie energia jest.każda fala w ewolucji jest jednocześnie nośnikiem i treścią.z założenia muszę pozyskiwać i tracić swoje składniki. jest to kod. można wnosić.to trzeba podkreślić: każda. życie to nieustanne kształtowanie i przemieszczanie się strumienia energii. dopływa do mnie energia już zakodowana. każdy mój element.podkreślam to "zarazem". kiedy ją analizować w postaci strumienia energii. ale proces przepływu kwantów do i od układu nie jest dla mnie w tym momencie ważny. jakoś wyróżnialna w tle jedność energetyczna. każda ewolucja. że niesie ze sobą informację czy jest modulowana i posiada kształt. bo niezwykle ważne .to energia w przepływie. każdy kęs pożywienia zawiera swój kod. fizycznie konieczny. kiedy komórka rozrodcza (czy dowolna.czy energia jest kodowana? kodowana . który jednocześnie jest pochodną tego przepływu? czy. zawiera w sobie część "nośną" i "kod" . jednak zasadnicze w tym punkcie analizy pytanie uzyskuje postać następującą: czy przepływająca prze mnie energia podlega takiemu ułożeniu i ukształtowaniu w trakcie przepływu. i to każdy strumień. jakoś wpisany poziom "treściowy"? czy uzyskuję wyłącznie strumień energii . którego nie dosięgnę. strumień energii. to zarazem . to zarazem nośnik energetyczny. to dlatego. dlaczego? ponieważ nie ma i być nie może ewolucji. że relacje o "zjawiskach" jednak są. który mnie buduje (a później opuszcza). bo są to nieodległe sobie kwantowo (na jeden kwant) procesy.to zarazem nośnik i przekaz. gdyby było inaczej. po przejściu przez "filtry" organizmu (różnie pojęte filtry. czy posiada taki stan. że zawiera w sobie kod. przepływu energii przez tak wyodrębniony "kanał" (ciało).odpowiedź na to pytanie jest pozytywna. taki nośnik zawiera w sobie "kwantowy odcisk" ("odlew") procesu przeciskania się energii przez ciało-filtr. odpadła od mojego istnienia komórka (albo kropla potu). kartka papieru i treść listu .ale to zarazem informacja o mnie. przynajmniej dla niektórych momentów istnienia.czy strumień plus jeszcze "dodatek" w postaci "treści"? to są ważne.to znaczy. to warto . tak. i jest to zawsze indywidualny charakter procesu. np. komórki. który moje ciało może odczytać (przetrawić) – albo.to materia i duch. że takie procesy się dzieją – oraz. ten poziom zjawisk. czyli nie zauważę go swoimi zmysłami). a do tego kodowane indywidualnie. nawet zasadnicze pytania. dlatego z faktu. który wpływa i wypływa z układu. dlatego pytanie o "nadmiarowość" strumienia energetycznego. kod zawierający treść . musi być jednostkowo i indywidualnie zakodowana.. jeżeli przepływ jest "czysty". czy też jest to energia "płaska". czy w procesie przepływu przez ciało zostaje na/w skwantowany strumień energii wprzęgnięty – nałożony. że kod nałożony na falę jest do wyodrębnienia. w których koduje się mój ogląd świata) . że różnice są na tyle wyraźne w obserwacji. jest pospolitością . ten komórkowy nośnik zawiera w sobie materialny fakt – a także "nadmiar" w postaci kształtu-treści tej ewolucji. bez oscylacji? strumień energii musi być modulowany. kiedy natężenie sygnału jest wyraźnie różne od poziomu na co dzień. jest zbudowany dwudzielnie. to postrzeżenie tak ukształtowanego strumienia w tle będzie dla odbiorcy trudne lub niemożliwe. będzie trucizną (albo będzie "poza pomiarem". przecież nie istnieję nigdy inaczej. zarazem energia. 127 . wyrażając to inaczej oraz odwołując się do zjawiska modulacji (formowania) fali nośnej w radiotechnice. i dlatego w takim spotkaniu treść może zamienić się w samokształtowanie kolejnej ewolucji. nadmiarowość pojęta jako "informacja". zawsze zgrubnie w tle wyróżniona jednostka. jak uśredniona w skali czasu i przestrzeni. w innym przypadku. a więc pozbawiony indywidualnego charakteru (albo ma bardzo małe zróżnicowanie). która opuszcza moje ciało. gdzie koduje się kod genetyczny – aż po abstrakcje.

dlaczego więc miałby tu i teraz wywołać reakcję? 128 . i dlatego opuszczająca w tym okresie ciało nadmiarowa energia uzyskuje szczególnie duży potencjał (czyli wybucha w otoczenie). który pojawił się wcześniej przy opisie umierania fizycznego i psychicznego . strach umysłu udziela się ciału i wywołuje odruchy buntu. tylko każdorazowo opisane objawy. to niewątpliwie kod z dramatycznego okresu istnienia musi być znacząco inny. to fakt. a szczególnie na brzegu. na co dzień to albo ciało. tylko zbieżny z punktem położenia odbierającego. w chwili brzegowej dominacji być nie może . sygnał ze źródła rozchodzi się wszechkierunkowo. nie może być dowolny. która zostanie zinterpretowana? to już nie jest oczywiste. odchodzenia. przecież to czas skrajnie wyjątkowy.a poza tym. natomiast rozedrgane ciało wprawia umysł w stan chaosu. w momencie tuż przed brzegiem. . oba szeregi zaczynają biec tym samym (i coraz bardziej zbieżnym) rytmem. wypadnie odwołać się do pewnego faktu.ponieważ nie ma już na to miejsca. tworzy się jedność psychiczno-fizyczna . zarysowany ostro przez "odchylenia" od wartości średniej. będą różne.o tyle dodanie do tego rozbudowanej informacji (np. brzeg jest blisko i ewolucja staje się jednością.umysł "drga" .że w chwili bliskiej brzegu. na/w brzegu jednością doskonałą . .pomijam już w tym momencie oczywisty argument. czy więc z tych dwu elementarnych i rozedrganych stanów powstaje wspólne działanie. ani umysł w tym skrajnym stanie nie pokieruje sygnałem i nie nada mu żadnej treści. wspólne wypadkowe działanie w postaci ewolucji "zakodowanej"? że to będzie kodowana stanem ciała i umysłu energia.i taki "obarczony". jak nigdy wcześniej w okresie istnienia (być może także przy jakoś dramatycznie ważnych zakrętach życiowych). który się przenosi (chwilowo również nie analizuję w czym i jak) i tworzy nacisk na odległy punkt . czyli na/w zakresie wspomnianych kilku minut. zachodzi sprzężenie różnego rodzaju drgawek ciała i umysłu.i wypadkowa (nośnik + treść) jest rozedrgana. . ale w szerszym ujęciu dotyczy każdego procesu na/w brzegu. . to zapewnia jedność ewolucji i jedność reguły.to oczywiście jest opisanie dramatycznego odchodzenia. że po prostu jest to czynnik mechaniczny. nie może. które może jednocześnie rejestrować taki fakt. a przekładając to na obserwowane efekty w postaci zjawisk medycznych.ale musi być wyraźnie inny. np. tu pojawia się zasadnicza trudność w analizie: czy "zsynchronizowany" w taki sposób układ może świadomie "nadawać" sygnał? czy umysł może budować sensowny (bez definiowania. . tu nie ma miejsca na rozpiętość. ani tym bardziej ciało.bliskość brzegu wymusza to połączenie reakcji. jeszcze głos) to poważny problem. nie może być drastycznie inny. że drgające ciało i drgający umysł są w stanie. ciało drga . a jednocześnie na tę falę nałożony kod jest szczególnie wyraźny. to czy może sensownie ukształtować sygnał samo ciało? na oba pytania odpowiedź brzmi: nie. ..o ile mógłbym łatwo dopuścić. albo tylko treść. samodzielnie strony takiego procesu są pozbawione wpływu na nośny strumień energii.i to tak silnie zespolona. której nic nie przenosi. jednak czy na tyle kodowana. to nie może być dowolny punkt. alba mam "czystą" falę bez szczególnych wartości. po prostu.umieranie . tu reakcje obu linii muszą być zbieżne i przez to silne w wysyłaniu kodowanego sygnału w otoczenie. że nacisk wytworzony w takim procesie coś poruszy (w sensie wytworzy drgania. "nadpisany" wieloma składowymi sygnał oddala się od źródła.kod umierania o ile kod codzienny jest "spokojny" i w miarę zrównoważony. następuje "uzgadnianie" obu linii zjawiska. bowiem byłby nie do odczytania i zauważenia . albo umysł (umysł częściej) dominuje w reakcjach układu.żeby zrozumieć znaczenie takiej chwili oraz dziejących się tu procesów. żeby w odległym punkcie wytworzyć zmianę. który reakcje jakoś "sensowne" ograniczają do minimum. stukanie w szybę).osobliwością. umieranie ciała i umieranie psychiki "nakłada" się na siebie . ale nie może być "banalny". co to znaczy) przekaz? albo jeżeli nie umysł. i jest jedynie możliwa odpowiedź. z uwagi na zawartość sił. a także wydaje się trudny do akceptacji.

które zachodzą "na skraju". teraz i tu jest brzeg procesu. mogę świadomie ukształtować procesy w swoim otoczeniu i oczekiwać "po drugiej stronie" efektów – jednak kiedy chwila "teraz" zaistnieje. można w tym okresie o czymś myśleć. nie ma również odbiorcy. mogę kształtować ciało. o czym dalej. przecież to one są dalej w takim ujmowaniu nośnikiem informacji.zasadę wykorzystam. raczej chwycę za telefon albo napiszę list. z tym już bym był ostrożny.i go nie ma. zawsze mam zbiór zjawisk psycho-fizycznych . tym bardziej w strefie brzegowej) . ponieważ tu występuje lustrzana sytuacja: odbiorca nie wie. ale on występuje i musi występować zawsze. to na nich i w nich koduje się ewolucja. ale przecież nie bytuje gdzieś czy kiedyś. a także narzuca mu swoje zwyczaje. że coś odbiera (nie ma świadomego nakierowania na odebranie sygnału). wcześniej podjęte decyzje mogą oraz muszą ten zakres zmodyfikować. ale nie o omawiany tutaj element nośny . jest niesterowalny w sposób świadomy. jednak wyżej przytaczane relacje podpowiadają. po prostu. acz wtórnie możliwym do interpretacji. i zawsze jest to chwila. że nie obejmuje to intencjonalnego działania technicznego.jest przekazem.a tu właśnie o taką świadomą formę kształtowania swoich warstw kwantowych by chodziło. ale zmienić go (zachceniem) w chwili zaistnienia nie mogę. który nie spełnia głównej funkcji przekazu: brak mu świadomego nadawcy. ja tu jestem . jest przekaz . dlaczego? ponieważ w warstwie brzegowej. odczuję. w/na której zachodzi jedność ciała i umysłu .umysł. ale nie jest modyfikowany na zachcenie . na tę falę sam fakt zaistnienia takiej myśli może wpływać i będzie wpływać. doznam.fakt. . co jest oczywiste i nieuniknione. że w wyniku tego powstanie "sygnał". ale to nie jest celowe kodowanie treści przekazu.ale nie ma mojego na cel nakierowanego działania. tu zgoda. zawiera w sobie kod chwili.stan świadomości. ale tego brzegowego punktu (zbioru punktów. oddaje stan aktualny ewolucji. ale nie jej konkretną postać. dlatego. przekaz wielorako opracowany przez wzajemnie działanie ciała i umysłu. to nigdy nie może być świadomie wykorzystywany (przez umysł) kanał łączności i przekaz informacji. z powodów powyższych. z zastrzeżeniem. jako skomplikowana struktura psycho-fizyczna. zgoda. .i go nie ma. 129 . które będzie oparte o zasadę. łatwo na coś takiego przystać nie można. jestem na/w tym brzegu. jest odbiorca przekazu .ale jednak powiedzieć. ale nieuświadamianym. to zawsze jedność ciała i rozumu. a dla większości ludzi wręcz niemożliwa.dlatego nadawany z pozycji brzegu sygnał nie podlega kontroli. ale że wytworzy się sensowna forma kodowania (jakoś sensowna). na co dzień usamodzielnia się od ciała. gdybym zapragnął przesłać w ostatniej chwili bliskiej mi osobie informację. nigdy takiego przekazu celowo nie wytworzę i żadnej w taki sposób informacji nie przekażę. w momencie umierania jest to szczególnie bliski stan. tylko jak? umysł świadomie i w pełni (a szczególnie w takiej chwili) nie może sterować swoimi reakcjami na poziomie procesów fizycznych (na co dzień taka kontrola jest trudna. to o takim kanale nawet nie pomyślę. to nie jest możliwe. "przekaz" w tym momencie jest niezależny od woli nadawcy.że będzie emisja energii. być może będą to myśli związane z kimś konkretnym. to jest poniżej progu istnienia odbiorcy. w każdej sekundzie istnienia. to jest poza moją rejestracją i poza kontrolą. że tak wytworzony przez umierający organizm sygnał będzie kodowany i mocny . że jest to możliwe. mogę kształtować umysł i jego abstrakcje. . warstwy zdarzeń) w żaden sposób nie sięgnę. sam i osobiście. jest efektem konkretnej formy cielesnej (energetycznej) i z nią na dobre i złe jest związany. kształtowanie świadome strumienia energii należy więc odrzucić. i zawsze niezależny. że będzie psychiczna modulacja tak powstałej fali nośnej.przedział brzegowy w tak skrajnie pojętym stanie mojego istnienia i w konkretnej chwili.jedność procesów psychicznych oraz fizycznych daje przesłankę do tego. jest poza kontrolą. ale nie jest to celowe i świadome kształtowanie fali.jest procesem w pełni fizycznym. żeby uznać. a w tej chwili to pojęcie rozszerzam na wszelkie procesy. tak rozumiany "przekaz" dokonuje się poniżej świadomości nadawcy i odbiorcy . .

że ma "potomka"). drgania szyby. żeby nie mogły się tak wyróżnione w rzeczywistości fakty spotkać. że jest list . bo nie ma obojętnego wpływu na siebie ewolucji (w ramach generalnej ewolucji wszech-świata). w pustkę go nie wrzucam. że w takim szczególnym momencie istnienia bytu nacisk. to nie mogę tego strumienia energii nazwać przekazem – bo odpada z analizy fakt zasadniczy: nadawca.ani odbiorca nie jest świadom. to będzie oczywiście bardzo lokalna. tylko że każde spotkanie energetyczne tworzy wypadkowy przebieg. z którym działa ewolucja na swoje otoczenie (jako nadajnik). . sfera tak oddalających się warstw kwantowych musi być znaczna. który na dodatek. że byłoby dobrze i optymalnie. co tu zasadnicze. . jeżeli obecnie dodam do tego "przekazu bez przekazu" drugą stronę. ale realny fizyczny przekaz. słaba maksymalnie. i nic więcej poza tak wyróżnionym w tle nośnikiem-(i)-informacją nie występuje. zakodowany moim życiem (i także nieświadomie) . taki przekaz sam się steruje i w tworzeniu. i w przekazie. ani nie wie. to są dwa kwanty do siebie bardzo.jeżeli odrzucam świadomy wpływ na tworzący się sygnał. ale przecież są te relacje. czy to wszystko wymysł. sam siebie na każdym kroku buduje. a fizycznie? warto sprawdzić. 130 .ale niewątpliwie ewolucja. istnieją w czasoprzestrzeni. są w stosunku do mnie w zakresie już rwanym . zwidy i psychiatryk? owszem. po coś w końcu ekspediuję list w świat. a jednocześnie stwierdzam. kod wpisany równolegle w materię sam się w dogodnym miejscu dekoduje. gdyby to były tożsame sobie zbiory ewolucyjne. ale przecież nie na tyle znaczna. sam. np. od strony fizycznej. mają podobne stany.w każdym razie (to z ostrożności procesowej) może to być jedynie samoistny..nic mniej.co w efekcie kształtuje u celu strukturę. że odbiera przekaz. jednak nie jest sterowany przez nadawcę (który może nawet nie wiedzieć. pomiędzy. to jego niezwykła cecha. ale który jest kodowany moim istnieniem .przekaz jest tu tożsamy z treścią przekazu i nośnikiem. a jednak jest to fizycznie realny przekaz. samobudujacą się i samopowielającą się strukturę. .czy może być przekaz bez przekazu? jak widać. . wygląda to mało. ale przekaz na końcu jest fizyczny i realny przecież istnieję. i to niezależnie od czasu i przestrzeni? tylko omamy.ale razem są faktem podwojonym. wyjątkowo w życiorysie znaczy. mój pozostawiony na szybie odcisk dłoni. ani potrafi w tle kod tego listu wyróżnić. . nawet część sygnału (którego źródło naturalnie nie może znajdować się zbyt daleko. a właściwie nieomal identyczne. jest znaczny. ewolucyjnie podwojonym.przypominam. więc z jednej strony wysyłanego "sygnału". tworzy elementy składowe (w interakcji z otoczeniem) – oraz replikuje w kolejnym już pokoleniu (po "nadaniu" sygnału dalej). ale dwa kwanty mogą ja zapoczątkować. nic więcej . i w miejscu odbiorczym.to spotkanie tego sygnału z "teraz" z tym "z kiedyś" musi wytworzyć jakąś ewolucję.dlatego logicznie jest to do przyjęcia. podkreślam to. w przypadku omawianym mam dokładnie to samo: przekaz "odzywa" się w punkcie docelowym i wytwarza swoje elementy. którego nie mogę nigdy kontrolować. że "przefiltrowany" strumień energii posiada cechy kodu (informacji).a z drugiej taki sam fakt ewolucyjny. nawet niewielka część może pobudzić odbiornik (co by nim nie było). to jest zakres rwany. w sygnale jest spory potencjał. ani nadawca nie jest świadom faktu nadawania. tylko "nieco" wcześniej zaistniały i też. zawsze jest tylko i wyłącznie zapis kodu w/na materialnym nośniku. przyznaję. by nie powiedzieć bardzo mało przekonująco. jedynka ewolucji nie buduje. nawet podprogowa . naciągane? argumentacja na poziomie dowodów z kapelusza? od strony logicznej nie widzę przeciwwskazań. przecież życie jest takim samobudującym się przekazem. a efekt przecież nigdy znaczący fizycznie (pomijam skrajne opowieści rodem z fantastyki). może. a w tym przypadku mam właśnie taką sytuację. a nośnik jest tożsamy z treścią . a po drodze. czyli np. tu z takiego spotkania zawsze coś wynika. tym bardziej dowolnie daleko). czyli kiedy by się spotkał odcisk na szybie z tworzącym ten odcisk palcem – fakt. to w punkcie spotkania się tych dwu ewolucji. że celu brak. wszystko (co istnieje).

ale w żadnym przypadku nie zamyka dalszych ustaleń. proces odczytywania (a także dekodowania) oznacza zarazem budowanie się odbiorcy (odbiornika) tego kodu. czyli nadajnik już nie działa. na każdym etapie mam zawsze fizyczny fakt. to dopiero odczyta (po czasie i po zastanowieniu się) odbiorca. kiedy mam czasoprzestrzenny proces energetyczny . to zawsze jest fizyczny fakt. i nawet nie wiem.to mam tym samym nośnik.powiem tak: dopiero takie postrzeganie procesów je otwiera i jednocześnie wprowadza w racjonalny zakres.to muszę przyjąć. przecież to jest dwustronnie kodowany sygnał kwantowy. którą znam . to nośnik-kod. . kiedy zostanie "wrzucona" w otoczenie grudka zakodowanej materii. może to być echo dawno zagasłej ewolucji.i informacją jest to. również jako nadawca i odbiorca sygnałów.fizyczny. więc nakierowanej na cel). jest to kodowanie fizyczne.jednak nie ma go w rozumieniu przekazanie treści. brak jednej strony przekaz kończy.przekaz .jeżeli nie odrzucam własnego istnienia . czyli ja. choć może go oczywiście jakoś zarejestrować. to nie jest forma listu pożegnalnego. które są faktem fizycznym . to jest ważne ustalenie. kiedy mam fakt (logicznie pewny. samoodczytując się.tak samo w trakcie wybuchu (i zapaści) organizmu oddalające się warstwy niosą ze sobą (w sobie) opis. czyli wychodzący z jednego układu sygnał.. ale brzegowo istniejący w świecie fakt fizyczny. nie istnieje w żadnej postaci.to współwystępowanie nadawcy i odbiorcy gwarantuje przekaz. którego nic-nikt "po drodze" nie odczyta. docierający do mnie sygnał dalekiej gwiazdy. jednak "treść" w tym przekazie jest zawarta. współwystępowanie nadawcy i odbiorcy nie jest ewolucyjnie konieczne. więcej . kiedy nie ma odbiorcy. które jednocześnie ogranicza to zjawisko do obszaru poznawalnego.ale nie do zarejestrowania poza mną (na dziś). to nie dzieje się w próżni (nicości) i nie jest próżnią. a jednak wynikiem tego przekazu jest tu i teraz zachodząca ewolucja (i związane w tym emocje). oddającą w tym kodzie "osobowość" źródła. który w moim istnieniu podlega rejestracji i się dekoduje. w którym od centrum oddala się energia w formie zakodowanej (oddającej charakterystykę tego wybuchu i właściwości gwiazdy) . kiedy analiza dotyczy gwiazdy . fizycznie do sprawdzenia). jeżeli tych faktów nie odrzucam. który "w dogodnych okolicznościach" może wytworzyć ciąg dalszy: zbuduje odbiorcę przekazu. te warstwy to jest nośnik. którego nie kontroluję w żaden świadomy sposób. czyli realnie istniejący sygnał. i nie mogę negować faktu. jaka treść? a. że również ja funkcjonuję jak gwiazda. a tu coś takiego występuje.natomiast konieczny jest fizyczny oraz zakodowany wcześniejszymi zdarzeniami nośnik. który współdziała z innymi. że ewolucja w każdym przypadku to jedna reguła .faktu własnego odbioru tego sygnału i treści w nim zawartej także nie odrzucę. faktu ich informacyjnej zawartości również nie . co się oddala . naturalne. że on istnieje. buduje elementy moich doznań i abstrakcji. kiedy z pozycji "rodzicielskiej" nadany zostaje w otoczenie sygnał. gdyby to rzeczywiście była forma komunikacji. że "wysyłam" w świat sygnały z zakodowaną w nich o mnie informacją (i odbieram docierające do mnie).jeżeli nie odrzucam ustalenia. to brak możliwości takiego przekazu uwiarygadnia ten przekaz (a także mówiące o nim relacje). nie "cud". 131 . kod tej osoby (i osobowości). tego sygnału również nie ma i nikt go nie odkoduje. co się oddala. wysyłam i tracę energię. nośnikiem jest to.nośnik-treść wniosek: jest możliwe kodowanie w ewolucji (i być musi) . czy to zamyka drogę do dalszej analizy i wyjaśniania tematu? ależ skąd. . kieruje tym sam proces.ważne i zasadnicze. żeby był możliwy przekaz . cały zbiór kwantowych warstw rejestrowanych w różny sposób. jak w trakcie wybuchu gwiazdy supernowej. i to na każdym poziomie! . jeżeli domagał bym się od takiego "przekazu" z brzegu informacji pełnej (z mojego punktu widzenia pełnej. to odbiorca tego kodu. zakodowana materia w postaci elementów z licznych poziomów ewolucji. faktu oddalania się warstw nie zaneguję.to dopiero byłoby dziwne. fakt zakodowany informacją odbijającą. buduje odbiorcę.

czy umysł nie odgrywa żadnej roli? nie ma mowy o tym. jako cząstka przekazu. coś się w umyśle i ciele dynamicznie zmienia . wiedza jest tu kluczem do przekształcenia zjawiska – lub przekazu. jednak zawsze w ramach całego ciała. że wstrzymam się okresowo od oddychania.połączenie. dlatego mówiłem. jest szansa ich odbudowania (się) w drugiej ewolucji.nie. ważna sprawa. i przekaz wypromieniowany na zewnątrz takie składowe zawiera.każde działanie ewolucji – opiera się na różnych cyklach. wiedzy o fizycznym procesie i samego procesu – ta jedność umożliwia sterowanie zjawiskiem (do pewnego stopnia.i w taki sposób uzyskać pożądany wynik. w jego nadawaniu (w momencie tworzenia się sygnału) odgrywał aktywną rolę. są zdarzenia powiązane i wzajemnie się warunkujące. samego przekazu nie sięgam. ale wiedząc o jej istnieniu i posiadając logiczną regułę zmian ewolucji. mogę swoim postanowieniem wpłynąć na procesy energetyczne. umieranie . jak w każdej ewolucji. im bliżej stanu "teraz". atomowych.mogę. komórkowych. które postrzegam (poniżej podpoziomu). tak ukształtować dochodzące do punktu "teraz" zjawiska. bo tego zakresu nie sięgnę. pod wpływem impulsu idącego z mózgu (np. też kwantu. w ciele. czy też w moim ciele. małe składają się na cykle większe. jak i makro. samej fizyczności świata nie dotknę. nie mam wpływu bezpośredniego. ale zarazem jest to proces oraz przekaz poddający się mojemu działaniu. i jeżeli będą to myśli w miarę uporządkowane. sprzeczność? nie.. a ponieważ każde mój czyn w środowisku jest działaniem pośrednim. podniesie się ciśnienie. które normalnie. żeby umysł (tym bardziej świadomość) w przekazie. w przeciętnym trybie pracy organizmu. kształtują ramy (granice) zachowań małych. powstaną skurcze. że zdeformuję je w sposób mi odpowiadający. że oddycham. na oddychanie składa się ogromny zbiór zdarzeń cząstkowych. 132 .nie ma sterowania procesem. że wiem. na takie zaś zakresy wpływ już mam. ale działając na dostępny poziom mogę również zmienić podpoziom (i kolejne podpoziomy). ale jest w nim zawartość z obszaru myśli. które w tym punkcie przybiorą pożądany kształt. a jeszcze lepiej negatywny) . albo przed linią oznaczającą "teraz". jako byt skomplikowany. nie mam wpływu na procesy niskiego poziomu. jest procesem jednocześnie w skali mikro. czyli na cykle leżące niżej tych. wpływa na powstający kod i odciska się w nim. celowym działaniem przekazu nie wytworzę. np. w przypadku umierania (zwłaszcza nagłego) o tak wyrafinowanym działaniu nie ma mowy. nigdy nie sięgnę w sposób świadomy podpoziomu reagowania.mówiąc inaczej. które dopiero zebrane w cykle tworzą formę wdechu i wydechu. albo za nią. to jest poza dyskusją . co powstaje jako autosugestia lub wynik współdziałania ciała i środowiska. to.przekaz . . ale nie dosięgnę (nie pomierzę). treść myśli. że ten stan wystąpi i że chcę go zmienić. jednak mogę posiadać wpływ pośredni – i to w takim przypadku jest istotne. serce zacznie szybciej bić (lub zwolni) to wszystko. jedność w działaniu umysłu i ciała. jednak mogę zmienić fakty swoim postanowieniem. procesy w organizmie toczą się na poziomach kwantowych. to. ale jako element współwystępujący. jest poza moją kontrolą. zawsze jestem. na procesach małego rzędu (i najmniejszego) oraz cyklach kwantowych większych rozmiarów. muszę wpierw powiedzieć rzecz następującą: zapaść. współtworzący proces)? czy umysł jest zupełnie bierny w tym okresie? . tym lepiej). że także kształtuję zakres tworzenia się przekazu. ale żeby to przedstawić. jednak przecież jakoś działa. oczywiście pod warunkiem. mogę w tym ujęciu powiedzieć. mogę wytworzyć w swoim otoczeniu procesy jak najbardziej fizyczne. . że układ "nadający" sygnał nie może intencjonalnie działać. to jest pod mniejszą lub większą moją kontrolą. które stan przyszły "po mojemu" zbudują. zanim zaistnieje proces (pozytywny dla mnie. czyli świadomie i z nakierowaniem na cel (ale tylko przed zaistnieniem stanu tu-i-teraz) wytworzyć okoliczności. ale czy nie ma zupełnie żadnych możliwości wpływania na "treść" (oczywiście nie w formule "pisania listu". a duże wyznaczają. doznam.i owe "coś". zagrożenia). nie mogą podlegać działaniu celowemu .

zwracam na to uwagę. brakuje strony w tym procesie. żeby zaistniały zborne myśli. umierać muszę ze świadomym poczuciem i cielesnym odczuciem. tempo zdarzenia być doprowadzona do skrajności. niezwykle ważny sens wydarzenia. szumu nie zdekoduję inaczej niż jako szum. muszą w nim zaistnieć procesy. co to znaczy? . żeby umysł wiedział. że jestem i że umieram – to jest zasadniczy element w analizie powstającego przekazu.dlatego. psycho-fizyczna jedność i stan szczególny. ciało musi "poczuć" i "zrozumieć".czy to jest błaha informacja? 133 . jest jeden stan ewolucyjny. jeżeli wiem. że umiera. więc nieczytelne. nie zakoduje w sygnale wielu głębokich informacji. to musi trwać. w nagłej sytuacji. niebywale podnosi "wartość" momentu zamierania bytu . nawet jeżeli to było przygotowywane przez dni czy lata (jak w samobójstwie). wówczas jest "krzykiem ciszy"). a ciało współdziała z psychiką. krótkotrwałe szamotanie na sznurze nie zbuduje.. to psychika "wysiada" i dociera swojego kresu. muszą być obie (i to jednocześnie) – to warunek fundamentalny. w innych okolicznościach będę nieświadomą zachodzących wydarzeń kupką materii. nie ma drugiego brzegu procesu. że brzeg jest blisko. ale przecież oddaje ono głęboki. zachodzi wówczas wspólne. ciało "nie wie". ale jest to mało użyteczny fakt z punktu widzenia przekazu.że nie może proces umierania spaść na fizyczną konstrukcję w krótkim okresie czasu. w tym momencie psychika oraz fizyczna strona ewolucji stapiają się. musi być spełniony jeden. to żadna informacja (chyba że zanika. "zgrane" kodowanie strumienia energii oddalającego się od układu. . musi "wiedzieć".umieranie .przekaz żeby jednak można było mówić o kodowaniu energii emitowanej z umierającego i z zamierającego w reakcjach ciała. wyłączenie funkcji budowania się abstrakcji w chwili "teraz" wyklucza moje współuczestniczenie w zdarzeniach . że "nadawca" przekazu w chwili skrajnej dla siebie myślał o mnie . pustka nie koduje w sobie niczego (a nieświadomość to chwila pustki w umyśle). kiedy tworzą się abstrakcje dotyczące mojej sytuacji.ale jednocześnie wnosi wiedzę o dramatyzmie takiej chwili dla odczytującego taki przekaz. że umieram. . nie może nagłość. brak jest reakcji zachodzących łącznie w umyśle i ciele."czarna dziura" przecież nie analizuje rzeczywistości. którą targają fale świata. muszą być wystarczająco długie okresy w pracy rozumu. jednocześnie muszę wprowadzić drugi i równie zasadniczy warunek: ciało także musi "wiedzieć". który choć krótki. żeby było możliwe "aktywne" kodowanie energii w chwili umierania. zachowana musi być świadomość. nie może to być wypadek niszczący układ drastycznie i szybko. fizyczna struktura ciała funkcjonuje normalnie. które o takim zdarzeniu poinformują. umieranie musi dokonywać się w czasie i przestrzeni. że szybko traci siły.oraz świadomość faktu umierania. ale zasadniczy w tych okolicznościach warunek: umysł i ciało muszą być w stanie świadomości. niesie w sobie zawartość mojego istnienia i jego ostatnich chwil. oczywiście w chwili wyłączenia (czy zaniku) świadomego uczestnictwa układu w procesach świata (z jakiś powodów. bowiem ten wniosek wysoko. nie ma już rozumienia psychiki jako wyższego działania względem ciała. wiedza o fakcie umierania musi dotyczyć obu stron tego procesu. zjawiska są skondensowane w małym zakresie i chaotyczne. chorobowych). także zachodzi kodowanie przez stany organizmu strumienia energii. świadomość. dlaczego? ponieważ nie można z tego rozumowania usunąć żadnej ze stron. aby nadawany w otoczenie strumień energii podlegał mojemu "aktywnemu" kształtowaniu. czyli wiedza o tym. a powstający sygnał jest skrajnie niezróżnicowany. przepraszam za użyte w tym kontekście słowo "wartość". że umiera. że dochodzi do swojej granicy i że się kończy. mam szansę tę sytuacje zdiagnozować. bez spełnienia tego warunku nie ma mowy o tym. tylko w takim podwojonym zdarzeniu może wytworzyć się przekaz. np. jeżeli zostaje spełniony warunek uczestniczenia w umieraniu ciała i umysłu. świadomość jako taka .

. czyli warstwy innej ewolucji (zakres procesu szerszego wymiaru). jakby się to pozornie wydawało zbiorem kwantowych elementów. muszę jako pierwszy zdefiniować sygnał. ale nie jest faktem ubocznym. więc zmieniający się stan energetyczny. ale to jest zawsze zdarzenie – rozbudowane oraz wielopoziomowe wydarzenie energetyczne. nie używa się go. jest ważnym i niezbędnym etapem. kiedy analizować proces od strony kanału. po prostu współtworzy treść informacji. a jeżeli coś jest "puste". jak wygląda i jak się porusza. a nawet zmieniać charakterystykę.na/w której warstwie powstaje itd. a w takim przechodzeniu sygnału przez inną (maksymalną) ewolucję może zachodzić "obcinanie" pewnych składowych.dlatego. albo mogę mieć do czynienia z podwyższaniem wybranych parametrów.o ile rozpatrywać przekaz od strony nadawcy. na/w każdym momencie procesu mam jedność. gwiazdy nie ma.. jak pojmuję i definiuję "kanał". 134 .czyli. czy całe środowisko (to. niezależnie od części nadawczej.odbiornik również jest zmianą i ewolucją. realia. czyli nie było wówczas również kanału. dlatego nie jest. "soczewkowaniem". kanał nie jest biernym. która jest także wydarzeniem łącznym. nadajnik bez kanału nie spełnia swojej roli. od możliwości przesłania. warstwy czy przewodu. czy jest to konkretny dla mnie i wyróżnialny w środowisku stan materialny. przez który przemieszcza się sygnał na jakimś nośniku. tu fizycznym uwarunkowaniom "kanału". tego kanału nie ma. i dlatego fakt ruchu. "kanał". . podkreślam. kanał. a nawet pomysłu na taki przekaz danych. przepływu kwantów przez tak pojęty "kanał" nie jest czystym (tu mechanicznym) procesem przesłania sygnału. jak taki przekaz może wyglądać oraz co się dzieje. nie jest poprawne. żeby opisać kanał przepływu energii."kanał" .realia. . nadawana treść musi odpowiadać cechom strony nadającej. dopiero zestawienie sygnału i dalej kanału tworzy możliwość określenia. dlaczego? ponieważ to zawsze jest głębokie filtrowanie fali energii. przez który przechodzi sygnał ewolucyjny (czyli fakt czaso-przestrzenny). ale także kanał bez nadajnika jest pusty. kanał to nie jest nigdy dowolny stan . ale odpowiadać również cechom części pośredniczącej. nigdy obojętne (pasywne) w stosunku do przepuszczanego strumienia energii. wówczas postać kanału warunkuje (determinuje) to.nadajnik kształtuje (koduje) sygnał. a prawidłowy tok rozumowania musi uwzględniać. do jakiej części skali przynależy. kiedy nie było radia. która się przeciska (i to w sensie dosłownym) przez środowisko. jaki może i musi być sygnał. ale jest to.dlatego i przekaz nie może być dowolnym stanem energetycznym. zawsze ewolucja. kiedy nie spoglądam na gwiazdę. to nie istnieje. jak jest kodowany .nośnik i droga przekazu drugim w kolejności elementem w układzie przekazu energii (oraz informacji) jest kanał. co za środowisko uznaję). to zawsze jest ewolucja w toku. kanał jest zmianą i ewolucją . również kanał przesyłania sygnału posiada zasadnicze znaczenie. czyli co musi spełniać przekaz. to konieczność. przez który płynie energia. nie ma sensu. dlatego rozpatrywanie kanału wyłącznie jako "pręta". wtórnym do sygnału . nie przez każdy kanał można przepuścić każdą energię. wbrew pozorom. np. nigdy biernym. cóż z tego. że kanał może w różnoraki sposób wpływać na sygnał. nadajnik jest zmianą i ewolucją. kiedy kanału nie wykorzystuję. że potencjalnie zachodziła dla jaskiniowców możliwość komunikacji przez radio. ewolucja przez którą następuje przepływ energii. . musi wytworzyć się dynamiczne (i dwukierunkowe) powiązanie między nadajnikiem a kanałem. który radio wykorzystuje. w tym przypadku środowiskiem przepuszczającym sygnał jest kanał . a nie zajmować się samym kanałem. żeby do przesłania treści "listu" doszło. ale środowisko również odzwierciedla się w kształcie (postaci i sile) przekazu. jaki sygnał (z jakiego poziomu ewolucji) i w jakiej postaci przemieszcza się w kanale. dlatego może powstać przekaz informacji. panowie. tłumić go lub wzmacniać. jest elementem pochodnym. nie ma znaczenia.który to kanał jest rzeczywiście całym środowiskiem. dlatego też rozpatrywanie kanału jako takiego (w oderwaniu).

mogę działać na kwantach w postaci zbioru takich jednostek (będzie to w urządzeniu "pik" sygnału. natomiast kłopot w akceptacji dla omawianego przekazu bierze się z tego. zapachu. nie mogę wyodrębnić i oddzielić się od funkcji kanału. czy ma i jaką modulację. jestem o przekonany. chwilowo wystającym ponad tło. więc akceptacja dla takiego przekazu nie wywołuje. która opuszcza "poziom rodzicielski". . to fakt. to sprawa oczywista. nie jest. z elektronów (albo fotonów). ale jeżeli będę analizował głębiej. jak mogę nadać kod czemuś "niematerialnemu". a więc koduję sygnał w rożnych zakresach i w różnej formule. nie jest znaczący. jestem nadajnikiem i kanałem jednocześnie. w takim ujęciu. to musi być kod zawarty nie tylko w zbiorze sobie podobnych warstw procesu (np. jednak psychicznie "widzę" odrębny element. przecież siebie nie zaneguję. nikt przecież nie będzie twierdził. stan "zbrylony". co również ważne. zapis różnic aktywności oddechu). to okaże się. reaguję na ciepło. kiedy opisuję. jak jest wysyłany (nadawany)? ważnym składnikiem oporu przeciwko przyjęciu istnienia analizowanego tutaj przekazu.ten zakres jest dany i odbierany. to zakres już nie-materii z definicji? że w ujęciu logicznym (filozoficznym) to takie samo COŚ. kiedy tak powiem. należącego do stanu promieniowania). a przy tym użyteczny zakres działania "materii namacalnej" (materii tradycyjnie pojętej. może metrów. w którym momencie zaczyna się strefa wspólna dla wszystkich układów? że taki wspólny poziom być musi. że o ile "bryłkę" materii mogę śmiało (i mam na to twarde dowody w oglądzie pod mikroskopem) określić jako zakodowaną moim indywidualnym istnieniem – o tyle akceptacja dla takiego samego zakodowania i z tych samych powodów na poziomie promieniowania (zakresu świata tradycyjnie tak pojętego. czy wydawanym dźwiękiem. ale po prostu fakt. a to już tak oczywiste.kanał . do przyjęcia w sposób naturalny. w pierwszym oglądzie. tutaj akceptacja jest zdecydowanie mniejsza. jak "materia namacalna". mogę wykorzystać różnicę między punkami szczytowymi procesu.. który jest wspólny z tłem i już nie wchodzi w zakres kodowania? dlatego pytanie fundamentalne w tej chwili brzmi: do jakiego poziomu dochodzi indywidualne kodowanie cech w składnikach.owszem. co z tego zbioru będzie jeszcze podlegać kształtowaniu? 135 . że jestem stanem przejściowym. poziom słowa czy komórki ciała na pewno zakoduję. . odmienny od promieniowania). oporu. mam przecież takie doświadczenia na co dzień.nośnik pytanie: w jakim zakresie promieniuje ewolucja? jak wygląda sygnał.owszem. nie zakoduję przecież kwantów logicznych ewolucji. owszem. jednak nie dalej. a gdzie. i dlatego. elektrony i fotony. a szczególnie jego dalekich skutków (sam to odczuwam). w zgodzie ze stanem (rytmem) otoczenia zbudować odbiornik. kłopotliwy do kodowania. to jest poziom oddziaływania.sygnał . pomimo że wewnętrznie to mnogość składników) ale czy mogę zakodować wewnętrzną strukturę takiego jednostkowego zdarzenia? a o to przecież tu chodzi. do jakiego zakresu skali energetycznej należy? jaką posiada częstotliwość. a czasami nawet niezauważalny. maksymalny. a przecież promieniowanie. ale również poszczególny element tych warstw musi być zakodowany ("obarczony") zmianami zaszłymi w moim istnieniu. tylko czy w tym "wystawaniu" każdy mój składnik posiada moje indywidualne cechy – czy jest poziom. chyba się nie pomylę. to jest to nie tylko opis do przyjęcia logicznie. może się w sprzyjających warunkach (ale głęboko w ramach pola tworzącego) zagnieździć i następnie samoodczytując. czuję zapach. że można z odległości kilkuset kilometrów oddziałać na odbiorcę (co by odbiornikiem nie było) naciskiem oddechu. ale poniżej mam atomy. który składa się np. słyszę dźwięki drugiego istnienia . jest mniej lub bardziej świadoma akceptacja dla nośnika tego przekazu – czyli zakresu (tu: dystansu) promieniowania. to wydaje się oczywiste – ale w stosunkowo bliskim obszarze. tylko czy to przekłada się na kod w ramach elementów warstw? postrzegam siebie jako fakt jednostkowy i dla mnie ostro wykrojony z tła procesów. że zakodowana cechami poprzedników "bryłka" materii.

nawet liczbowo niewielki. są oscylacją. wydaje się. tylko że i on nie nadaje się do tak pojętego przekazu. owszem. dlatego fotony odpadają. który oznacza kanał . mogę działać doskonale na zbiorach takich jednostek. 136 . przecież odbijający się od fotografii strumień fotonów łatwo zidentyfikuję jako obraz osoby mi znanej (albo zjawiska). czy głębiej. i w oczywisty sposób zbiór atomowy. ku powierzchniowej warstwie istnienia (którą uznaję za powierzchnię). nie ma przeszkód. co do atomów. zanim dotrze do brzegu i ucieknie (a ja odczuję-zarejestruję go jako nacisk na swojej powierzchni. prawda.kiedy emituję sygnał. tak pojęty sygnał tworzy się w wewnętrznych zakresach mojego organizmu. które przebiegają w komórkach organizmu (i które oznaczają mnie). mimo że "obiektywnie" to ciągle moje istnienie. żebym mógł uznać go za kodowany. będzie elementem kodowalnym.to zbiór takich jednostek (właśnie atom). dokładnie tak samo kwanty z mojego ciała szamocą się w przedziale wobec nich zewnętrznym (do miejsca powstania).ale jest to kod ewolucji wszechświata (oddaje jego cechy). które koduje informację w/na nośniku i jest składową przesyłania sygnału. przekracza granicę tradycyjnie pojętej materii. jest zabiegiem umownym . warstwy zakoduję niewątpliwie. jego tło – więc niekodowalne (świadomie). że coś-kiedyś z tak pojętej ewolucji do mnie dotrze. jednak dystans wielu kilometrów odpada. że przekaz w tym zakresie nie spełnia głównego warunku: przeniesienia na duże odległości sygnału. niekiedy długo. że foton i elektron posiadają w ujęciu logicznym strukturę wewnętrzną. jednak znów nie o taki przekaz chodzi. będzie zawierać w sobie ślady ewolucji . nie widzę podstaw logicznych do twierdzenia.czy elementy takiego promieniowania-nadawania podlegają kształtowaniu? wydzielane przez organizm ciepło w oczywisty sposób zawiera w sobie kod mojego istnienia. tu sporu nie ma. jest już częścią kanału przesyłu. powstają głęboko w komórkach . fragmentarycznie (oraz w ujęciu skrajnie logicznym) mogę twierdzić. że najlepszym kandydatem na przeniesienie sygnału są elektrony. jak biegnie to w ewolucji gwiazdy. cząstkowo. ale wewnętrznym dla mnie jako ciało i całość.może to być działanie na mnie elementów pochodzących od bytów odległych. gdzie pojedynczy kwant szamoce się niekiedy przez miliony lat procesu ("po liniach krzywych"). ale jest to struktura tak małoelementowa i mało rozproszona. że mogę kodowaniem osiągnąć poziom pojedynczych fotonów. że mogą być kodowane w sposób indywidualny? niekoniecznie. dinozaurów czy jakiejś prakomórki na moje ciało (co zresztą ma miejsce). to część filtru. ale jednostek fotonowych takiej ewolucji już nie ukształtuję. przecież tworzy się w reakcjach. jak z tego jaskrawo widać. niewątpliwie zakres cieplny przynależy do promieniowania. ale czy to oznacza.to środowisko. wyodrębnienie nadajnika i kanału. ale odpada kodowanie pojedynczego elementu. promieniuję w zakresie cieplnym.nadajnik jest częścią kanału przesyłowego. dlatego elektrony to także tło zdarzeń dla mnie. przecież są wykorzystywane technicznie (i na wielkie odległości). elementy tych warstw. przecież układ nadrzędny jest wspólny. osobowość). kiedy będzie to inny zakres widma) . tylko czy. dla tych elementów. ale czy składniki tych warstw są zakodowane? pomijam w tym miejscu fakt. tylko że przy takim podejściu i takim działaniu jednej ewolucji na drugą. mój organizm w tym przypadku.tak samo. to pytanie ważne . to również poziom zbyt głęboki.i wędrują. fakt. to poziom wspólny dla zjawisk wszechświata.po prostu taka wielkość (konstrukcja) energetyczna musi zmieniać się w trakcie przemieszczania przez strukturę (ciało. a nie jednostek skomplikowanych. dlatego kolejne oddalające się warstwy posiadają różny potencjał. że "nadpisanie" jej kodem przez życie nie jest możliwe. oddalająca się od mojego ciała warstwa ciepła. a kanał to tylko przedłużenie nadajnika. a nawet mało realne. podobnie. i najpewniej to one będą obecne w tym przekazie (oraz będzie zachodzić kodowanie warstw kwantowych przez osobowość bytu). np. w ramach przebywania w tym samym pomieszczeniu (a nawet przez ścianę). nie ma żadnych przerw w czasie i przestrzeni . skoro za teoretycznie najlepszy nośnik sygnału uznaję elektron . te elementy niosą kod ewolucji .

137 . i przekazywalny na odległość. jest podpoziomem.kwant elektron . ale również "obraz" mojego ciała "w pionie" – mówiąc inaczej. choć w odmienny sposób.kwant fizyczny (ewolucyjny) – kwant foton . czy modulacja. o tyle w szerzej (i w przyszłości) pojętym przekazie. w otoczenie nadawany. jeżeli uznaję.kwant atom . która znajduje się blisko brzegu. zwracam uwagę. co najważniejsze. ale . pojedynczy elektron nic nie niesie z tego obrazu. ponieważ kwant świadomość jest funkcją. "obraz elektronowy" – po prostu rozciągnięty w czterech wymiarach elektronowy obraz ewolucji. ale zbiór maksymalnie podległy kształtowaniu. że w rzeczywistości mam następujące elementy: kwant logiczny . które zajmują (zabudowują) czas oraz przestrzeń w pewnych wartościach (są pochodne rytmom kwantowym). jednostka dla mnie jest maksymalnie połączona. o ile w analizie przekazu tu rozpatrywanego w praktyce będzie chodziło o elektrony. zawiera już w sobie "obraz" ewolucji poprzez rozłożenie. w każdym wyznaczonym zakresie. wąski kanał przesyłu. nie zakoduję pojedynczego elementu. a także stabilny poziom sygnału (na dużych odległościach nie traci potencji).(i kwant świadomość). elektronów i fotonów. dlatego najbardziej oczywistym kandydatem na nośnik informacji (w obszarze i w formie mnie tutaj interesującej). to jest ten wspominany wcześniej ślad istnienia. a nie pospolity i prosty strumień elektronów w "przewodzie". z uwagi na cechy tego zbioru. który już wstępnie jest zakodowany (ukształtowany) w ramach zmieniającego się organizmu. wszak atomy i fotony z różnych powodów mogę odrzucić. a dlatego mówię o czterech kwantach podległych kodowaniu i czterech nie. tu nie są ważne "piki". jest promieniowanie elektromagnetyczne. ale także stóp na drugim jego końcu. że z układu wydostaje się strumień energii. to nie jest strumień ani chaotyczny (bo nie byłoby przekazu). dopiero to może stanowić podstawę do przekazu – czyli do wysłania. to oznacza. jest jego kwantem. w oddalających się warstwach zakodowany jest nie tylko kolejny. więc zakres tradycyjnie pojętej materii. co w tym ujęciu zasadnicze.to nie wyczerpuje możliwości. czyli dotyczy to atomów. w sposób nieświadomy (bez wiedzy o fundamentalnym. jest to praktycznie jedyny zakres do wykorzystania przez ewolucję. a następnie podlega działaniu szeroko pojętego kanału. elektrony to jest to. ten obszar zawiera moje indywidualne cechy . jednostka jest poza zasięgiem (jako "twarda"). to połowa tego zbioru podlega kodowaniu. to jest rzut czasoprzestrzenny istnienia. ale oddają cechy ewolucji. ale jest on rozłożony w czasie i przestrzeni. z której są wypromieniowywane. fakt. "nadania" poprzez kanał-środowisko "wiadomości". dużą łatwość przesyłu. jednak chodzi właśnie o ten nakierowany na cel sposób. i to. ale zbiór jednostek jest już nadzwyczaj "plastyczny" w obrabianiu. przy czym. następujący po sobie poziom warstw (właśnie ułożony "w poziomie"). jednak. to są ważne. i na tak pojęty strumień składa się część idąca z poziomu głowy. można kodować w sposób bezpośredni struktury materialne. co także niezwykle ważne.ale nie mogę kodować elementów promieniowania. ale składowe procesu. od minimalnego zbioru atomowego (jednego atomu) w górę. ani "prosty" . że nie jest to "pręt". części fali w postaci jej zbocza. a połowa stanowi część podprogową. efektem kwantów znajdujących się na niższych poziomach. mogę doskonale kodować zbiory takich elementów.prosty w rozumieniu: banalnie ułożony. to nie są dowolnie ułożone elementy.kwant neuron kwant rozum . zwłaszcza w obszarze technicznym. wysyłany jest "rzut".kwant komórka życia . zakresy atomowe i fotonowe także będzie można wykorzystać. co ważne.wniosek z tej analizy wydaje się ciekawy i zarazem potwierdza. czyli strumień elektronów. głębokim mechanizmie tego procesu) są od zawsze wykorzystywane. ponieważ stanowi nośnik dla mnie oznaczający tło (te elementy mnie budują). podział ewolucji na zakresy. i w tym ujęciu podział tradycyjny się potwierdza. natomiast w tym przekazie liczy się całość i zborność takiej fali. bo również by nie doszło do przekazu. liczy się wielowarstwowa i niepowtarzalna w swoim kodzie fala czasoprzestrzenna. ale zbiór elektronów oddaje. ale zbiór warstw.

czy prostego ukształtowania strumienia energii. więc zmodulowany przez istnienie konkretnego układu strumień energii. w trakcie istnienia ewolucji. że tej treści nie ma. i tak powstała fala. że w tak zakreślonym kręgu konstrukcji ewolucyjnych (dostępnych mojemu kodowaniu elementów). może dowolna ewolucja.. natomiast podążając w drugą stronę. posiada także wymagany zasięg (nie dowolny. że w okresie umierania. w przekazie i odbiorze liczy się całość fali (zbioru fal). czyli np. mogę zakodować własnym (albo dowolnym) szyfrem jednostkę. jak ja wpływam całym istnieniem na elementy swojego ciała . raz zbioru. a modelują go procesy dużej i wielkiej skali. tworzy się zmodulowany stanem aktualnym i historycznym układu strumień kwantów. tak ważny dla układu odbiorczego. dla mnie ważne w tej chwili jest to. moje kodowanie tego poziomu nie sięga. odbiegającej od codziennego stanu postaci – i dlatego potencjalnie łatwiej wyróżnialny w natłoku przychodzących ze świata sygnałów.kodowanie. nie widzę powodu do jego odrzucenia lub negacji. rozprzestrzenia się wszechkierunkowo w środowisku. uwarunkowania fizyczne planety. na tej podstawie. w każdym momencie życia. ponieważ to postać fali niesie kod oraz oznacza "treść" . jest to zawsze przedział i nigdy wielkości ostre. który zawiera. jestem elementem takiego zbioru. kształtowanie zbioru "wielokomórkowego".sygnał . ale jej kształtowanie rozpoczyna się od kilku (kilkunastu) elementów – i dlatego tak trudno wyznaczyć fizyczną granicę życia. ale nie konkretną. zgoda. jednak który stanowi tło w stosunku do mnie . rozłożenie i ułożenie elementów zawiera (koduje) treść przekazu. mogę powiedzieć coś ważnego o życiu: że zaczyna się od niewielkiej liczby atomów. a w sposób szczególny i wyraźny dotyczy już komórki biologicznej. zachodzi więc symetria. i w takim ujęciu modulacja zbioru zachodzi na tej samej zasadzie. dopóki jestem. w żadnej chwili istnienia ewolucji nie ma "płaskiego".poczynając od atomu. w dramatycznym stanie ciała i umysłu (czy w innym dramatycznym okresie istnienia). ku coraz mniejszym składnikom. raz mam dostępny.czyli wszech-świat koduje swoje stany w "bryłkach" materii (i we mnie). koduje w sobie różnie pojęte cykle charakteryzujące ten proces. "soczewkowanie"). ponadto może być skupiony w pewnych warunkach przez kanał (np. jak widać. są z definicji rozmyte. zachodzi nadawanie w otoczenie traconej przezeń energii. ale. zjawiska geologiczne lub procesy społeczne itp. komórka biologiczna to pochodna atomów. jednak w chwili "ważnej" jest to strumień o znaczącej. znajdują się składniki rzeczywistości od minimalnego zbioru atomowego (atomu) w górę. stan fizyczny fali jest zarazem i nośnikiem.to sama fala. promieniowanie organizmu w formie elektromagnetycznej jest stanem mierzalnym.przy czym. tworzy się zagęszczony stan warstw. jest również zakodowany w sposób indywidualny jako zbiór. to równie dobrze może oznaczać. mogę takim modulatorem-filtrem być ja. jak widać.fizycznie także (jako stan do pomiaru). kiedy spoglądać z wyższego pułapu (nadpoziomu). pojedynczy element świata. 138 . jej rozłożenie w czasie i przestrzeni jest przekazem. od strony logicznej taki fakt dobrze mieści się w prawach ewolucji . ale jest to zakres wewnętrzny. podkreślenia wymaga. jej forma czasoprzestrzenna i ukształtowanie. narodu zbudowanego z jednostek skomplikowanych. a na falę nośną modulacja chwili nakłada "obraz" zjawiska. że zawsze jest to fala zdarzeń. to zakres także możliwy do oddziaływania. dlatego spełnia wymagania. i wiadomością. można obniżyć. wobec mnie nadrzędne (np. podległy modulacji zakres jednostki. modulacja opór wobec zaistnienia "przekazu". również ciekawa i ważna sprawa. mogę kodować zbiór jednostek. powtórzę: brak treści w pomiarze nie oznacza. że metoda odczytu jest błędna lub niepełna. dla mnie twardą jednostkę. i dotyczy to jednostek zbioru. zmodulowanie jest tutaj warunkiem zasadniczym. fizycznie wyraźnie ograniczony co do prędkości i odległości) – i jest w tak szczególnej chwili wystarczająco silny. ciekawe jest również to.). czyli .tylko że tym razem tło "w górę". .

każdy tak uformowany "pik" energii to wielopoziomowa struktura fizyczna. a cała wewnętrzna (i bardzo rozbudowana) struktura sygnału mi przecieka (do zakresu ciemnego.bowiem nie ma innych (wszystko jest czasoprzestrzennym strumieniem energii. wielki zbiór elementów nośnych traktuje jako jednostkę.strata. problem i zasadnicza różnica zawiera się w tym. modulacja bez fali nośnej również jest bez sensu. ewolucja. wpuszczam w skonstruowane urządzenie energię. podprogowego). co ją tak różni od techniki. która przeszkadza.jest to modulacja wielowymiarowa. następczo i liniowo. to jakiej)? najkrótsza i zarazem najpełniejsza odpowiedź o mechanizm kodowania i o modulację strumienia emitowanego w środowisko przez układ brzmi: jest to modulacja wielowymiarowa.. czyli punkt po punkcie. a następnie jest podstawą do dalszej obróbki.sygnał pytanie: jak mechanizm kodowania wpływa na strukturę sygnału i jaką postać w modulowaniu uzyskuje – a także. przekaz oczywiście następuje. maksymalnie skomplikowanej strukturze (jak w przypadku człowieka). radiotechniczne urządzenie) wykorzystuje również taką falę . przecież pustki (nicości) nie zmoduluję. co tutaj jest modulowane? dalej. na której dopiero dochodzi do operacji. czy jest to modulacja amplitudy (poziomu) sygnału. ewolucji jakoś to nie utrudnia (życia). . to budujący urządzenia dzisiejszy majsterklepka takiego "listu" nie potrafi wyróżnić w środowisku. czy to w postaci kodowania zbioru jednostek. raz w jednostkowym stanie zbiorczym. energetyczny proces. a nawet nie mam świadomości. podkreślam . co oczywiste. czy kodowania jednostek w postaci np.i to.i uzyskuję na wyjściu strumień energii. jednak bez przeniesienia na/w budowę nadajnika czy odbiornika w formie łącznej. więc stan zero-jedynka energii). a indywidualne cechy takiego zbioru pomijam. tylko że z tego strumienia wykorzystuję "naskórek". który tutaj analizuję. przez który energię przepuściłem. lecz ogranicza się do powierzchni. że ciało ewoluujące (więc dowolna struktura czasoprzestrzenna) korzysta z wielowymiarowego modulowania strumienia. funkcjonowanie dzisiejszych narzędzi (dowolnie pojętych) przebiega powierzchniowo oraz "zewnętrznie" na zbiorze energii jako jednostce przekazu (wykorzystywany jest "pik". jako fakt całościowy. wielopoziomowa. tworzy i wysyła (nadaje) w otoczenie sygnał maksymalnie rozbudowany. oczywista strata. co umożliwia nadanie fali nośnej postać. kodowania i dekodowania. w sposób świadomy konstrukcja techniczna korzysta z jednowymiarowości. to. to zawsze jest rozciągnięta i rozbudowana niepowtarzalnie w czasie-przestrzeni fala. modulacja amplitudy (czy częstotliwości. więcej. a zawartość tych punktów to już zbędny naddatek. czy też częstotliwości (a jeżeli. w płaszczyźnie. techniczne urządzenie korzysta z jednego rodzaju modulacji. jest informacją. przekształcam w zbiorze filtrów . natomiast urządzanie techniczne (na dziś każde) wykorzystuje tylko jedną modulację. obserwuję zewnętrzny fakt. strata. ponieważ pozostałe zakłócają działanie. 139 . który zabudowany jest w odmienny sposób i posiada kod). to nie rzeczywistość i ewolucyjny fakt ma kłopot z nadaniem i odbiorem przekazu. w przekazie technicznym modulacja jest tym. dopiero połączenie nośnika oraz procesu jego kształtowania tworzy informację. to ułożone (rozłożone) w czasie i przestrzeni zdarzenie (a także zakodowane). dowolny układ (np. i na tym się opiera. budując układ konstruktor nie sięga do głębokich struktur strumienia energii. dowolna fala nośna bez modulacji jest w przekazie bezwartościowa – podobnie jak w przypadku.cóż. technicznie mam sygnał lub jego brak . taka komplikacja mnie przecież zbudowała. to znane fakty i stosowane. powtarzam . układ o skomplikowanej. komórek raz w zbiorze odbija i zawiera się "obraz" tej ewolucji. co szkodliwe dla działań konstruktorskich. zdarzenia biegną na każdym dostępnym zakresie. że obrabiany zbiór kwantów odbija w sobie kształt układu. wykorzystuje na zasadzie zalety. znów muszę to podkreślić. to zbędna komplikacja. ale "prosty". ale przecież. jednowymiarowy. ale – zwracam na to uwagę – obecnie budowane urządzenia wykorzystują cząstkę tak niesionych informacji. czy fazy).

samego procesu nie sięgam. jest na tyle duża. ale czy dodaje się do tego zawartość myśli. i musi tym samym zawierać treść tego. i to w maksymalnym natężeniu (gorączkowo). ważne pytanie. dlatego produkcja energii (w tym również elektronów) musi być wyjątkowa. ale "w ogóle". to są przecież w części nośnej stany cielesne. po prostu. czy sygnał jest tylko zapisem procesu. że mogą to być jednostki energetyczne z różnych obszarów ciała. ale czy zawiera w sobie składnik operacji. przez wydłużenie lub skrócenie oddechu.i dochodzi do wypadkowej modulacji sygnału. że to się składa na tak łącznie i całościowo pojęty zbiór energii. czy posiada. powtarzam. realne i namacalne – myśl nadaje im tylko kształt.. tworzę wypadkową postać energetycznej zmiany. rozumną? nie w postaci świadomego wpływu. trudno więc odrzucić myśl. nieufności wobec "przekazu". a na wyjściu mam sygnał o zakodowanej treści. że myśli zamierającej ewolucji w takiej chwili nie odciskają się na/w kolejnych "słojach" (warstwach) uciekających od ciała. także w ramach umysłu. co więcej. ale również myśli. w tym przypadku rytm oddechu. co myślę i jak funkcjonuje moje ciało. że ocaleję i oddech się uspokaja. co się dzieje w formie abstrakcyjnej. i dzieje się to w przedziale jak najbardziej fizycznym. tak to można określić. ponieważ inaczej będzie chaos. wiem także. że taki zbiór ma swoją zakodowaną indywidualnie "osobowość" – tylko. . to fakt. a umysł nadaje samym swoim funkcjonowaniem tej fali nośnej modulację. to musi być proces dynamiczny. i na wyjściu otrzymuję zakodowaną falę. w tak szczególnej chwili aktywność i intensywność procesów umysłowych musi być spora i skrajna. sygnał jest modulowany przez ciało i umysł jednocześnie. i "ślad" zaczyna się rozprzestrzeniać. jako wypadkową zwiększonych dynamicznie przemian w komórkach). pytanie: czy "przy okazji" zapisuje się również treść myśli? nie chodzi już o proste fizyczne zobrazowanie w oddalających się zbiorach dynamicznego stanu umierania. ale który wynika z samej istoty zjawisk zachodzących w ciele (po prostu jest. to nigdy nie ma miejsca (jest niemożliwe). produkcja elektronów. wiem.raz jest nadzieja.zgoda. umysł działa. ale to.przez działanie rozumu w długim odcinku czasu. często paniczny oraz na pewno nie może toczyć się długo jako jedność tematyczna. którą jest tu proces energetyczny nie podlegający działaniu rozumu. nośnikiem jest tu strumień energii. w przypadku umierania trudno oczekiwać kontroli nie tylko oddechu. mogę w chwili "teraz" skutecznie na przebieg zadziałać. co koduje go obustronnie i głęboko. natomiast nie wyobrażam sobie w takim momencie operowania tylko jednym obrazem czy tematem. jest wielce wymowny (i pouczający). że w spokojnych warunkach jest to odczytywane (a obraz pracy mózgu bardzo interesujący). 140 . to odbija się. który oddala się od ciała. które dokonują się w umyśle w takiej chwili? czy abstrakcje budujące się w takim momencie w umyśle odbijają się w sygnale? i ponownie mam powód do wytworzenia się oporu. musi znaleźć się w emitowanym w środowisko strumieniu. wiem. że może dojść do wysłania zbioru elektronów. raz panika bierze górę i oddech przyspiesza . fizyczne i psychiczne szamotanie musi się zapisać w "nadawanym" w otoczenie sygnale. powstaje więc "zapis". który zawiera w sobie kod mojego istnienia. czy w takim zbiorze może również zawierać się myśl? czy to będzie odbicie myśli "dołączone" do przekazu? . na taki strumień zostaje nałożony celowo wybrany rytm zjawiska . którą można śledzić każdego dnia przy pomocy aparatury. na falę nośną.kodowanie jak przebiega kodowanie w ewolucji? odwołam się do przykładu z oddychaniem. musi trwać przez chwilę w łączności. . np. jako skutek przepływu i przemian energii w układzie). dla całego funkcjonowania ewolucji. nie tylko dla procesu umierania. jednak wcześniej zaplanowanym działaniem (czy tylko pochodnym czynnościom aktualnym). modulację wyższego rzędu. ciało wytwarza falę nośną (jako fundament strumienia. modulatorem świadome działanie. które daleko przeniosą informację o aktualnym działaniu ewolucji (zwłaszcza o umieraniu). które razem tworzą zbiory kolejnych oraz oddalających się od źródła warstw. i "przekaz" tę myśl musi zawierać.że warstwy kwantowe powstają w każdej chwili.

że w emitowanym przez organizm "sygnale" (i to zawsze). jako najbardziej pewny. ale zaprzeczenia chciałbym szukać.i nie można. ewolucja toczy się. który tworzy się choćby jako ciepło emitowane przez organizm. również np. mocno już rozbiegłe fale. a jeżeli. atomy z takiego umierającego ciała oczywiście odpadają i są zakodowane istnieniem. gdyby były to jeszcze epokowe zobrazowania rzeczywistości. ale nie padło w nich o "zjawiskach" w formie światła. ale żeby tak na co dzień? a przecież komponent myśli występuje w sygnale w każdej chwili .i nie można. osobowość nadawcy to maksymalna struktura wielowymiarowa. może te "wielkie myśli" ktoś przynajmniej usłyszy i zarchiwizuje. który poddany modulacji. do dalszej analizy. jeszcze jedno przy okazji: czy modulacja dotyczy wyłącznie poziomu emisji w formie elektronów? oczywiście nie.. można przesłać sygnał (wiadomość) . co również już padło: znajomość "odcisku czasoprzestrzennego" danego układu. produkty operacji na abstrakcjach. nie spotkałem w relacjach niczego. zwłaszcza w chwilach. przecież nie może to być dolna część tego zakresu.kiedy zachodzi modulacja sygnału (myśli). także daleko się nie oddali. niech tam. co by sugerowało lub było wprost odniesieniem do innego zakresu. do którego wrócę za kilka stron (przy okazji omawiania tzw. tylko że sprawa nie jest tak jednoznaczna. fotony . mówię o przekazie elektronowym dlatego. tylko że ich na znaczne odległości nie przepchnę przez oporne otoczenie. wszystko na to wskazuje. wówczas pojawia się możliwość lokalizacji w czasie i przestrzeni źródła sygnału (też nie byle co). atomów czy fotonów. bo nie trafią (nawet pomimo skupiania w jakimś miejscu) do odbiorcy. jakieś naprężenia itd.po drugie. odżałuję. na wyższe energie w takiej emisji liczyć trudno. dlatego modulacja sygnału dotyczy oraz dzieje się na każdym poziomie. ewolucja nie takie fanaberie potrafi wyczyniać. bo spełnia wszelkie z tego punktu widzenia warunki: łatwy w emisji. warunkiem koniecznym jest tutaj to. po prostu go miną. to były "dźwięki". ten najbardziej fundamentalny stan w materii. jako element integralny zawiera się część związana z umysłem. "szóstego zmysłu"). ale opis fizycznego faktu. istnieje na/w wszelkich poziomach.zbiór fotonów. to jest zajawka tematu. owszem. na zasadzie bardzo wstępnej oraz w formule "na zaostrzenie apetytu".modulacja ponieważ już padło. to nie są rojenia przemęczonego umysłu. że głównie chodzi o promieniowanie w zakresie radiowym. tak wygląda pełna i poprawna odpowiedź na powyższy dylemat. ciągła inwigilacja mi nie odpowiada. żeby jeszcze wzmóc apetyt powiem. odbierać intencjonalnie (podsłuchiwać po prostu)? czy modulacja sygnału przez umysł wprowadza do niego również zapis mojego budowania abstrakcji (ich treść)? oczywiście to żadna przyjemność być podsłuchiwanym. więc elektrony. chcę podnieść ciekawy. to znów w szczątkowej postaci i na niewielki zakres. kiedy myślę o "bele czem". że odpowiedź na to pytanie jest zadziwiająca: można podsłuchiwać myśli . dlatego jest mało prawdopodobne. jednak wymagałoby to dużego wydatku energetycznego. być może miałem dostęp do małego zbioru danych. bo środowisko (i jego chłodny stan) rozedrgane warstwy kwantowe wyhamuje. dlatego też nie potwierdzenia możliwości do śledzenia. realizuje się w postaci promieniowania elektromagnetycznego.i go nie ma. trafi wąskim strumieniem w odbiorcę lub jego okolice – i zostanie zinterpretowany. ale przekaz. że sygnał przedostaje się do środowiska i dalej w nim wędruje – dlatego. i to najpewniej w wąskim zakresie. uważam. że są tu myśli – ponieważ już wiadomo.i go nie ma itd. ale czy można do tego dodać odczyt treści myśli? powtarzam. ale ewolucja dzieje się na/w każdym zakresie. potencjalnie groźny temat: czy można myśli. aktywność umysłu w tym ciągu energetycznych zmian musi się zawrzeć. 141 . więc potencjalnie można by je odczytać. . jest przekaz . to musi być przedział. łatwy w odbiorze. słowem. ten zakres wchodzi. jest pełny kontakt . nie wykluczam i poziomu zjawisk wzrokowych. "telepatii" i tzw.nie. . łatwy w przekazie przez środowisko.sygnał . wpływ na zjawiska elektryczne.

w drugą stronę. czyli jest to proces samosprawczy. więc oderwanie któregoś składnika i przedstawianie go samodzielnie jest błędem. tylko jeden (jednoczesny) wielowymiarowy proces. natomiast jego "wyciszenie" oznacza dojście do brzegu. dlatego też w żaden sposób nie oddaje ogólnej postaci zjawiska. jak w technice. które wykorzystują jedną modulację (także w jednej postaci). mam więc modulację o charakterze częstotliwości (ułożenie warstw kwantowych). to możliwe. tak naprawdę musiałbym to zapisać w następujący (pełny) sposób: modulacja amplitudowo-częstotliwościowo-fazowa. to tak. łączną (i jedną) postać ewolucji w zależności od ilości oddechów w jednostce czasu. a ilość moduluje jakość. to liczba. a jej konsekwencje niebywałe – tworzą ewolucję (np. jak jednolity i pełny sygnał – to szum i chaos. w którym kodowana jest informacja o jej istnieniu. życie). jakość przeszła w ilość. ale ile w takim opisie zostaje pominiętych ważnych informacji. każda ewolucja wytwarza tak wielowymiarowo pojętą falę. jakbym na podstawie jednego koloru chciał opisać złożoność tęczy. to jedność funkcjonalna. mój organizm jest nadajnikiem takich fal i w każdej chwili wysyła w otoczenie.kiedy oddycham. siła sygnału w kolejnych warstwach). niejako "próbkuje". ale musi zwiększyć się amplituda. tworzę wypadkową.. więc cała reszta nie ma znaczenia. co istotne. jeden parametr wpływa na drugi . tu nie ma i być nie może podziału na składowe. w chorobie astmatycznej) – w takim przypadku następuje spłycenie wdechu oraz wydechu. w przypadku urządzeń technicznych.modulacja jaka modulacja? jak wgląda kodowanie od strony modulowania? . czyli mniejsza amplituda skutkuje większą częstotliwością reakcji. w którym kod zawarty w nośniku buduje odbiorcę. czujnik ciepła nie widzi promieniowania jako zmiany czterowymiarowej. i tak . że kiedy wykonuję głęboki oraz długi oddech. kiedy oddechy będą płytkie i mała amplituda (np. jest to objaw mojego istnienia .to znaczy. i śmierć. ale na zasadzie próbkowania ewolucji. jest źródłem czasoprzestrzennego (zachodzącego w czasie i przestrzeni) strumienia energii. każda możliwa forma kształtowania przekazu realizuje się w nim. nie ma tylko jednego i najważniejszego. czyli amplituda jest pochodną częstotliwości. że to istnienie jeszcze funkcjonuje.ale zarazem ważny sygnał dla innych. jak wyżej padło. co skutkuje tym. to całość. modulacja wielowymiarowa to proces. ponieważ urządzenie. "promieniuje" warstwami kwantowymi (które rozprzestrzeniają się wszechkierunkowo). odczyt sygnału polega na wyróżnieniu z całości (i z wielu ujęć) tego konkretnie jednego . skutkuje to tym. jest i modulacja fazy (sygnał podlega rotacji). że każdy możliwy w energetycznym procesie sposób modulowania sygnału jest wprzęgnięty w budowę sygnału. w którym zjawisko tworzenia jest zarazem tworzonym ciałem.modulacja jest wielowymiarowa. że musi wzrosnąć częstotliwość skurczu mięśni płuc i innych reakcji organizmu (żeby zrealizować zapotrzebowanie na tlen). że spada zapotrzebowanie na tlen i może zmniejszyć się liczba zaczerpnięć powietrza. taki odczyt można określić jako próbkowanie. którą mogę zdefiniować jako modulację częstotliwością. ponieważ urządzenie "czyta" wyłącznie wycinek i na tej podstawie ustala stan. a za nim analizujący przekaz osobnik. termometr mierzy stan temperatury układu. występuje modulacja amplitudy (poziom. 142 . więcej. ilość cykli oddechu wpływa na amplitudę tego procesu. każdy jest równie ważny i współzależy do każdego innego. to znaczy. bo taka modulacja to bardzo ciekawa rzecz. jest zbędna (czasem nawet powoduje problemy). złożoność wewnętrzna sygnału w takim odczycie nie istnieje. tylko sumaryczny i łączny charakter modulacji jest oddaniem procesu. nigdy jeden. poznaje część z przekazu i traktuje to jako cały przekaz. ciało człowiecze także. przy czym. jeżeli będę natomiast zwiększał głębokość oddechu. ale wszystkie razem. dlatego wyjściem jest wprowadzenie do urządzeń modulacji wielowymiarowej.i na kolejne. .i potraktowanie go za nośnik informacji. istnienie to wszech-modulacja. ilość jednostkowych reakcji w skali czasu może spadać – więc zmniejsza się częstotliwość. dla urządzenia technicznego coś takiego.

muszę zbudować urządzenie "próbkujące" ten sygnał (nie liniowo i następczo. każdy wyróżniony i każdy analizowany proces jest falą.że działam "od zawsze" na obiektach. z logicznego punktu widzenia to to samo. a gdzieś daleko (lub blisko) i w dogodnych okolicznościach.jeżeli wiem.fale czasoprzestrzenne . i co więcej. czy także wraz z zakresem "rwanym" zmiany. dlatego następuje jej rozprzestrzenianie się. wszystko. warunkiem sprawnego wykorzystania jest więc skupiony strumień energii. że przekaz w formule fali czasoprzestrzennej. a to oznacza. stworzyć! stan-fakt. który powstanie pod wpływem tak pojętej fali czasoprzestrzennej. co ogranicza zasięg.i mogę.jeżeli wiem. zastosowanie fal czasoprzestrzennych nie posiada ograniczeń innych.w jakimś dowolnie wybranym punkcie środowiska . co by nie było czasowo-i-przestrzennie zbudowane. wysyłam zakodowany czasoprzestrzenie sygnał..że sam jestem falą czasoprzestrzenną . intencjonalnie. to jest zawartość tego świata i ograniczenia są z tego świata. a więc rozchodzącą się w środowisku ewolucję. . kiedy na/w tej planecie. maksymalnie wielu punktach jednocześnie i w czasoprzestrzennej postaci) . ale – prawda? . np. w dowolnym punkcie otoczenia zbuduję stan lub ciało ("odbiornik"). że mogę taki nadajnik zbudować samodzielnie. zakodowana cechami mojego istnienia komórka. ale jeżeli to uzyskam. ciało. zbuduje się użyteczny obiekt. przejściem strumienia energii przez układ ewolucyjny już istniejący . przecież tu chodzi o falę. nawet nie próbuję kreślić granic. mogę .czym są fale czasoprzestrzenne . który jest takiego przekazu odbiornikiem . operacja we wnętrzu mojego ciała . procesów). dowolny zakres fal elektromagnetycznych (czy materii namacalnej). nie ma i być nie może niczego. jeżeli wiem. proces. że kodując jakąś falę energii. zbudować. powtarzam. to najkrótsza i najpełniejsza odpowiedź. 143 . jak właściwości świata. który będzie mi odpowiadał. że aby odczytać sygnał czasoprzestrzenny.to wiem także. nie widzę przeszkód dla żadnego (/s/twórczego) działania w mikroświecie lub makroświecie. strukturą czaso-przestrzenną. wszystko i wszędzie. jeżeli uświadomię sobie ten fakt. i jest to wniosek oczywisty w tym rozumowaniu. z logicznego punktu widzenia dla takiego działania nie ma granic. który tę ekspedycję powołał do istnienia? fakt. po opanowaniu tajników takiej fali (po poznaniu jej wielowymiarowej modulacji) prowadzić niezwykłe (i fascynujące). w ramach jakoś wyróżnionego z tła i jednolitego dla mnie ciała (rzeczy. co ważne. w których jest zawarty kod takiej ewolucji . czy to nie ciekawe i ułatwiające życie. ciał w ewolucji. w takim procesie przechodzenia ten układ budujący. a jej działania są realizacją instrukcji.czyli może to być np. które są rozłożone czaso-przestrzennie – to proces w toku jego zachodzenia. to stwierdzę. buduje się odbiornik tego sygnału.wytworzyć.ale i na powierzchni sąsiedniej planety (czy gwiazdy). w dogodnych warunkach buduje "obiekt". która jest w tym sygnale zdefiniowana. np. na dziś głęboko w samej ewolucji zawarte (skryte) działania. które by nie były procesem o czasoprzestrzennej postaci. że sam jestem nadajnikiem fal czasoprzestrzennych i że każda ewolucja jest takim nadajnikiem .zastosowanie zastosowanie fal czasoprzestrzennych? ech. materialna struktura. co posiadałoby inny charakter. ale w wielu.jakże inne od strony wydatkowanej energii na uzyskanie tego samego celu. wszystko jest falą kwantów energii. zjawisk.w tak zdefiniowanym przedziale zdarzeń nie ma niczego. pod wpływem takiej fali. to nie fantastyka (choć fantaści na różne sposoby podobne procesy opisują). budynek mieszkalny dla odwiedzających? że w logicznym rozumieniu każda ekspedycja na tę planetę również jest zawsze falą czasoprzestrzenną. po pierwsze . ponieważ słowo "wszędzie" takich granic nie wprowadza. z jej oddalającymi się (w nieskończoność) kwantowymi warstwami. są fizyczne. które są falą czasoprzestrzenną .i jednocześnie. nie ma faktów. gdzie to zastosować? wszędzie. kodu.

- fale czasoprzestrzenne - budowanie się i konsekwencje pomimo że zjawisko fizyczne nie ulega wątpliwości (wszystko przecież jest falą budująca się w czasie i przestrzeni) - o tyle konsekwencje są tak ważkie oraz znaczące, że zdefiniowanie fal czasoprzestrzennych jest koniecznością. warto więc odwołać się do przykładu: działania urządzenia technicznego. np. radia. wszystkie elementy kształtujące taką konstrukcję i jej działanie są ważne dla zrozumienia, dlatego w opisie muszą się pojawić - prezentuję je kolejno. włączam urządzenie - płynie muzyka. dostarczona (podprogowo, w tym przypadku z "gniazdka" albo baterii) energia przepływająca przez strukturę techniczną zostaje jakoś zmodulowana, a następnie "przeciska" się przez kolejne, ściśle określone w kolejności występowania stopnie modulacji i demodulacji – i dalej zostaje w postaci drgań membrany w głośniku podana w przestrzeń. a poprzez wywierane na otoczenie ciśnienie akustyczne dociera do mnie w postaci bodźca, który rejestruje mój zmysł ("drga" moje podłączenie do świata /dźwięków/). i ponownie przez kolejne stopnie modulacji-demodulacji tworzy się ciąg zdarzeń, które oznaczają, że rozumiem treść przekazu. powstaje wypadkowa i dynamiczna na różnych zakresach energetycznych ewolucja, której całościowym, najszerszym ujęciem jest odczucie dźwięku i słuchanie muzyki. powtórzenie tego wrażenia, i kolejne powtórzenia, to tworzy już nie jeden dźwięk, ale sumę zjawisk, które są już muzyką w sensie głębokim. zawierają wrażenia z całej piramidy możliwych procesów definiowanych jako zewnętrzne wobec mnie w formie źródło "nacisku" ale i głęboko wewnętrzne, jako część fizyczna, ponieważ "słyszę" te dźwięki w sobie. a jest jeszcze część tworząca się w umyśle i zachodząca abstrakcyjnie, czyli "interpretacja" odbieranego bodźca. np. jako skojarzenia między frazami i kolejnymi scenami słyszanej melodii - albo nawet skojarzenia między różnymi melodiami. albo, to już na maksymalnym poziomie działania, skojarzenia między abstrakcjami różnych zmysłów, więc kojarzenie dźwięków z obrazami, smakami doznaniami z całego istnienia. - muzyka, czyli jakoś zakodowane następowanie po sobie "banalnych" dźwięków, to w opisie czasoprzestrzennym skomplikowany i wielowymiarowy fakt ewolucyjny, który niesie przekaz dla odczytującego go "w trakcie" bytu, taka fala buduje w układzie stan, który może zostać odebrany. coś się fizycznie pojawia, ale to "coś" oznacza dla ewolucji odbierającej nową jakość, jest uogólnieniem - abstrakcją procesu. ciśnienie wytworzone przez sygnał buduje wrażenie słuchowe (i tworzy abstrakcję fizyczną w umyśle), ale jednocześnie ten fakt jest elementem abstrakcji logicznej, "nałożonej" na ciąg fizycznych wydarzeń. - przy czym, co niezwykle ważne i do czego będę wracał, ta abstrakcja nie buduje (się) w pustce. musi być energia w umyśle (czy też w dowolnym układzie), w której tak docierający sygnał się "zadomowi", coś musi zostać poruszone, żeby można było to odebrać. przecież w pustce poruszenia (pierwszego ani żadnego) nie będzie. musi być fizyczny nośnik (a co więcej już jakoś "przygotowany"), żeby było możliwe zadziałanie na niego sygnałem. i w konsekwencji zbudowanie u odbiorcy "wrażenia" - np. pięknej frazy muzycznej. nawiasem - to wyjaśnia, dlaczego lubię te filmy, które znam (ponieważ lubię te melodie, które już usłyszałem i przyswoiłem). wiedza o zachodzącym procesie jest warunkiem, że go wyodrębnię i zrozumiem (zdekoduję). muszę się wstępnie wyuczyć reakcji i wypracować pewien zakres danych ze świata, żebym mógł jego kolejne poziomy odczytywać. poziom zerowy (fizyczny) jest mi dany w postaci zawartości umysłu (jako "pozostałość" z poziomu rodzicielskiego, to efekt kodu i modulacji), ale kolejne poziomy muszę zdobywać z otoczenia samodzielnie. i tak je następnie w umyśle (czy dowolnej ewolucji) poukładać, żeby "rezonowały" z kolejnymi napływającymi energiami. w innym przypadku ich nie dojrzę i nie usłyszę – i przejdą obok. żeby coś ze świata postrzec, muszę posiadać wiedzę, że można to postrzec, muszę również posiadać narzędzia do odebrania sygnału. nie ma przekazu bez odbiorcy - nie ma zrozumienia, odszukania sygnału w tle, jeżeli nie istnieje w umyśle odpowiadająca mu abstrakcja.
144

ale idę dalej - opisany odcinek przemian energetycznych to dopiero jeden fakt w ramach fali czasoprzestrzennej. przecież wcześniej czy później radio (lub dowolne urządzenie) wyłączam – i nastaje cisza. ta ewolucja, ten ewolucyjny odcinek się wyczerpał, ten okres w moim życiu (czy gwiazdy) zakończył się i przeszedł w następny. tutaj cyklem następnym i wyróżnionym jest cisza i stan "pustki" (brak sygnału). ale pustka w tym przypadku jest informacją, oznacza braku napływu danych – przy czym zanik, przerwa w ewolucji jest integralną i konieczną składową tej ewolucji. brak dopływu informacji jest także częścią informacji, elementem wydarzeń w szerszym już wymiarze. przecież, po jakimś czasie, znudzony czy zaciekawiony, co się w szerokim świecie dzieje, wciskam guzik, i radio znów zaczyna działać, i płynnie głos lub muzyka. ponownie mam odcinek ewolucyjny z jego wszystkimi procesami wewnętrznymi - ale zarazem już drugi, następny w cyklu, który łączę ze sobą w swojej interpretacji w jeden ciąg ewolucyjny (i który jest dla mnie jednym ciągiem zjawisk). przecież "po drodze" istniałem, cisza wokół mnie jest elementem mojej egzystencji i także zapisuje się w oddalających warstwach kwantowych jakimś "znakiem", jest ważną częścią wypromieniowywanego kodu. mimo że "po drodze" sygnał obiektywnie nie działał (zamarł), dla mnie cisza jest w tym procesie zawarta jako fakt i jako część sygnału. w szerszym ujęciu, poza samym sygnałem, brak sygnału to tylko niewielki element z kodowanej zmiany w ramach sygnału większego. podkreślam - brak sygnału jest sygnałem w ramach sygnału w szerszym ujęciu. "pustka" w przekazywanym kodzie nie musi oznaczać, że kod się urywa, tylko że proces przechodzi w inną fazę, którego ten kod jest elementem. strona ciemna, więc brak światła na mojej półkuli planety, to przecież nie oznacza, że kod dzień-noc się urywa, to oznaka jedynie zmiany fazy procesu. brak sygnału nie oznacza braku treści przekazu. - w badaniu, zwłaszcza pojmowanym naukowo, w okresie "ciszy" (tu przerwy) między elementami sygnału, eksperymentu z zasady być nie może. jak mam badać coś, czego nie ma w formie dostępnej? tylko że to jest "przerwa" na/w poziomie sygnału, a nie w ramach ewolucji. w poszerzonym ujęciu, jako fala czasoprzestrzenna, tak pomierzona "cisza" może być jedynie "znakiem pauzy", przecinkiem w procesie - nawet może kropką (koniec pewnego etapu), ale nie może, nigdy nie może oznaczać, że w tym miejscu ustalam zanik procesu (znak "stop"), że tu się kończy rzeczywistość (albo pomiar). - nie ma przerw oraz "ciszy" w ewolucji, są przejścia. zanik badanego sygnału jest co najwyżej informacją, że proces zszedł poniżej progu eksperymentu lub dzieje się w ramach wyższego zakresu. całość procesu badawczego, czyli pomiar plus brak pomiaru, jest dopiero jednością ewolucyjną, nigdy jeden stan. po nocy na pewno nastąpi dzień, przynajmniej w zakresie dostępnym mojemu badaniu. żeby stwierdzić, że sygnał zaistniał, muszę odwołać się do braku sygnału – ale i odwrotnie. zero i jeden, te dwa stany wyznaczają rzeczywistość, są ewolucyjnie najmniejszym faktem. kiedy o tym zapominam, opisuję zależności świata w sposób co najmniej niepełny, lub po prostu popełniam błąd koncentrując się na jednej tylko stronie zjawiska. poprawna metoda badawcza musi odwoływać się do zaniku sygnału, ale nie na zasadzie, że badanie się kończy - tylko że posiada swoje dopełnienie (ciąg dalszy) w "pustej" formie. cisza w sygnale jest wiadomością, że fala czasoprzestrzenna, zakodowana w tej fali informacja, przechodzi w inny zakres, że potoczy się dalej "za chwilę" – lub w innej płaszczyźnie. przerwa jest ważnym dopełnieniem sygnału, to "interpunkcja rzeczywistości", bez niej żaden tekst nie mógłby być zrozumiały. jak trudno zinterpretować "ciurkiem" biegnący zapis (a właściwie nie jest to możliwe), widać po eksperymentach z takim tekstem. pauzy i przecinki, także kropki i inne znaki interpunkcyjne, to nie wymysł umysłu, ale absolutna konieczność w kodowaniu fali ewolucyjnej – bo rzeczywistość to sygnał i jego brak. od zdolności kodowania "piszącego" zależy, czy tekst będzie żywym przekazem, czy martwym i "suchym" zbiorem mało lub nic nieznaczących "piknięć" energetycznych. na moje (za)istnienie składa się cała interpunkcja wraz z dodatkiem energii. ja to cisza - i reszta.
145

- czym jest fala czasoprzestrzenna? ważne - kiedy w taki sposób opisuję całe swoje życie, czyli opisuję chwile z "włączonym lub wyłączonym" radiem (dowolnym stanem), to po dłuższym okresie czasu mam zbiór danych, które oddają już nie pojedynczy fakt "nasłuchu", ale są zbiorem, który koduje (rejestruje) moje zachowania, reagowanie na sygnały idące ze świata (lub do świata). dlatego mogę wyznaczyć w procesie generalny rytm (charakter) reakcji na występowanie pewnego typu bodźców, albo całkowity ich zanik. są w tym zapisie warstwy "wybuchowe", nerwowe, są okresy ciszy i uspokojenia, są jasne i ciemne, zachowania przeplatające się. - w prowadzonym tak (życiowym) eksperymencie, może po jakimś czasie "radio" (tu: wywołujący u odbiorcy reakcje element) zniknąć z obszaru postrzegania, coś się stanie, np. zabraknie energii poruszającej "urządzenie" - i nastanie cisza. radioodbiornik milknie, albo moje (fizyczne) zdolności odbioru się skończyły. to bardzo ważna informacja, która "całościowo" dookreśla badany układ. w takim momencie mogę już nie fakty cząstkowe zdefiniować, ale całość ewolucji (życiorys). jeżeli wszystkie posiadane (zarejestrowane) "piki" procesu wnikliwie przeanalizuję oraz zinterpretuję zbiór danych (czego w badaniu codziennym nigdy nie osiągnę, przecież jestem w ramach tego procesu, śledzę go na bieżąco), to mogę wówczas ustalić wszelkie, wielkie i małe rytmy i schematy zachowania charakteryzujące zjawisko (mnie czy cokolwiek). mogę "spojrzeć" z zewnątrz i całościowo – więc mogę wykreślić, wyznaczyć w takiej ewolucji cykle, które nigdy nie występują łącznie, ale w tej analizie są zawarte jako fakty zarchiwizowane, jako fakty w postaci śladów w "bibliotecznych" księgach. z wielu takich rozproszonych, zawsze chwilowych obserwacji, z lektury tej budowanej przez lata (i pokolenia) "biblioteki" mogę odczytać, doszukać się i następnie odczytać cykle, których nigdy osobiście nie poznam. co wówczas osiągnę? wydedukuję z tych danych rytm otaczającego mnie świata. zysk. ciekawe w takim działaniu jest to, że korzystam do wytworzenia danych (czyli ich pozyskania z otoczenia) z "przerw", z okresów ciszy (ustalam ich rozmiar w stosunku do zaniku sygnału) - korzystam z pauz (np. przerw na odpoczynek) do działania jako osobnik, który analizuje "zapiski" (ale także z "pauzami" integralnie w nich zawartymi) – jednak, co ważne, w ustalaniu wniosków "cisza" znika, przerwy są nieistotną częścią, która nie wchodzi w ustalenie. poznany fakt ogranicza się do zaistnienia i zaniku, ale przerwa nie łączy, nie może w tym działaniu połączyć zjawisk, które oddziela znaczny dystans przestrzeni lub czasu. oczywiście błąd. - wynik jest poprawny, mogę łączyć ze sobą nawet bardzo odległe zjawiska, ale jeżeli nie dodam do wypracowanych wniosków "pauz" procesu, odrzucam ważną część zdarzeń. dlaczego? ponieważ cisza jest składową procesu, brak zjawiska jest również częścią większego zjawiska. - jeżeli nie uwzględniam "przerwy", mam na wyjściu mojego działania taką sytuację, że nie dojdę, nawet nie będę podejrzewał, że to, co teraz dzieje się za moim oknem, ma swoje korzenie lata, tysiące, czy miliony lat temu. mam fakt – i koniec. a element, warstwa składowa i integralna tego wydarzenia, ze względu na skromny zakres mojego istnienia i postrzegania, ta część wypada z analizy lub nigdy w nią nie wchodzi. i tracę widok na całość. widzę "szczyt" procesu (góry), ale nie jego ponad czasem-i-przestrzenią powiązaną jedność. oczywisty błąd. czym więc jest fala czasoprzestrzenna? zapisem kolejnych warstw ewolucji - i to dokonanym na/w długim odcinku. przy czym dla mnie długi odcinek czasu to w innym zakresie, w innym układzie odniesienia może być chwila. ale zarazem to, co dla mnie jest chwilą (moją sekundą), będzie np. z poziomu atomowego ogromem zjawisk energetycznych, które składają się swoimi elementami (także rozbudowanymi) na tak definiowaną jednostkę. czasoprzestrzenny proces to nie poszatkowana na kawałki jednostkowa ewolucja, ale "chwilowo" wystająca ponad tło energetyczna postać procesu. nigdy odrębna od środowiska, nigdy również skończona - choć przez pewien czas istniejąca łącznie. czasoprzestrzenna fala to ewolucja, cała ewolucja we wszelkich stanach.
146

drugi "wie" o zaistniałej zmianie i tak się zachowuje. to naturalnie może być większa liczba obywateli czy cząstek. poznane na jednym poziomie rytmy procesu mają swój odpowiednik w innym . .jak. który może zostać pokonany przez sygnał. 147 .taką samą sytuację ustalam na/w każdym poziomie. w tym człowieka. a z drugiej dwa układy. z prędkością większą od światła. tu naturalnie nie ma mowy o żadnym "upiornym działaniu na odległość".tu para elementów i tu. że przyjęło się taki efekt przypisywać wyłącznie "drobinom" kwantowym. to nawet przy bardzo pobieżnym i zgrubnym zobrazowaniu warunków eksperymentu. mogę jedynie postawić pytanie o to. że coś z drugą się dzieje. więc od razu powiem. że to ten sam mechanizm. inaczej tego opisać. to stanowi w tym miejscu sedno zagadnienia. to już oczywistość i fakt (czy elektron z elektronem).to zarazem muszę przyjąć. znajdują się w innym punkcie. fotony (lub dowolnie inne "cząstki" materii). bez tego się nie obejdzie. skutecznie narzuca obraz świata i zamyka poszerzenie spojrzenia na rzeczywistość (zamyka w abstrakcji). niestety. ale chodzi o wpływ jednego układu na drugi. które skutkują koniecznością odwołania się do splątania. co ciekawe. nawet daleko.jeżeli ustalam zasadę analogii. dzieje się "szybko". w obu przypadkach jest para. na skutek zdarzeń losowych lub celowych. mimo wyrażonego wcześniej przekonania (które nic nie traci z mocy). . a to. nie sposób wyjaśnić tworzenia się takich zbieżności.zwracam uwagę.i. jeżeli jako zasadę generalną przyjmuję jedność reguły i wielość jej realizacji . jak to się dzieje i przez jaki kanał w środowisku jest przenoszone? splatanie kwantowe to norma i fundament wszelkich procesów . jak są splatane i jak ono się dzieje? że foton z fotonem jest powiązany. to wprowadza zasadnicze obostrzenia.splątanie kwantowe kanał przekazu .a co więcej. dokładnie tę samą . zdefiniowanie przekazu na poziomie słynnego "splątania kwantowego".dlatego warto mu się przyjrzeć. w przypadku oddziałania na dużą odległość. a zwłaszcza cech kanału. jeżeli przenoszę pojęcie kwantu na wszelkie obiekty w rzeczywistości. w przypadku zmiany w ramach konkretnego elementu. splątane w ewolucji jest wszystko i na każdym poziomie.pogłębiona analiza zjawiska przekazu. czy byty ludzkie są kwantowo splątane. jakby był "poinformowany" o zaszłym fakcie . że jest to dokładnie ten-taki sam mechanizm.. że choć splątanie jest w literaturze ograniczone tylko do zakresu kwantowego (dziś pojmowanego jako kwantowy). które po pewnym okresie wspólnego (i sobie bliskiego) występowania w środowisku.ale chyba tylko dlatego. że dotyczy wszelkich kwantów. jaki zakres wypromieniowywania energii? . a tylko szereguję je w zależności od energetycznego poziomu istnienia. zwłaszcza dla stanów (układów) bliźniaczych. dwu osobników (nadajnik i odbiornik). . wręcz nawet wyobrazić sobie nie można. bez odwołania się do "splątania kwantowego".przekaz. w jego części radiowej (i na nośniku elektronowym) . a nawet podobnie odczuwa. który kształtuje się w przypadku "splątania emocjonalnego" dla dwu jednostek.podkreślam również na wstępie i zwracam na to uwagę. ale jest to proces podprogowy w stosunku do faktów obserwowanych fizycznie. jednak nawet "na oko" widać. tu nie ma pytania o to. muszę taki "przekaz" podzielić ze względu na dystans. co tu ważne. tego powszechnie rejestrowanego faktu (zachowania) splataniem kwantowym się nie tłumaczy . pytanie dotyczy tylko tego. ale jak to się przenosi na dwa człowiecze układy. jednak. że przekaz najpewniej realizuje się w zakresie widma elektromagnetycznego. . jest problem.umieranie . oto z jednej strony mam dwa np. którędy? przyznaję. tu tym bardziej bez tego się nie obejdę. posiada przełożenie na inne zakresy. że opracowane teoretycznie oraz eksperymentalnie potwierdzone splątanie kwantowe cząstek. co pojawia się w przekazie "z brzegu" (w przekazie "zjawisk" dotyczących umierania). że wykryte. tu "daleki" wpływ na drugi obiekt i tu. dwie jednostki ewolucyjne. szybciej od progu rejestracji tu i tu – dlatego. jedna z tak wyróżnionych osobowości "wie". że wyjściem z dylematów jest opis. co przybiera postać wręcz anegdotyczną.

krótkie są zbyt energetyczne i "twarde" (jak zresztą cała górna część widma). dlatego wspomniałem o koniecznym rozróżnieniu działania na bliskie i dalekie zakresy.kanał przekazu głównym. czyli strumienia kwantów (tu elektronów. zawłaszcza dla słabnącego serca. ale samo rozproszenie fali oraz jej właściwości wręcz wykluczają zastosowanie takiego kanału do "przekazu" – nie widzę możliwości jego wykorzystania. przepchnąć się przez kanał i dotrzeć w mało zmienionej postaci do odbiorcy. to tylko część ustaleń . więc pytanie brzmi: jak to się dzieje. cechy kanału determinują i wyznaczają możliwy przekaz (a także dodatkowo go kształtują). przecież działam już w rwanym zakresie zjawisk ewolucyjnych. tylko że emisja sygnału w postaci wielowarstwowego strumienia elektronów to nie jest przekaz dowolnie daleki. również poważny. musi być daleki. były problemy z wyjaśnieniem. to wykluczają fizyczne własności materii. a dalej przesłania fali czasoprzestrzennej. ale próba przypasowania możliwego zakresu do tak specyficznego przekazu zawodzi. w przypadku pierwszym trudności są zasadnicze. które w układzie pełni rolę wzorca częstotliwości oraz nadaje rytm procesom.. który znajduje się po drugiej stronie globu. co by mogło nią być). że musiałbym operować nie całą falą. albo mam zbyt dużą. zasadniczym powodem wprowadzenia "splątania kwantowego" do analizy przekazu "z brzegu". to moc nadawanego sygnału nie może być duża. ale nie sprawdzają się jako nośnik do przekazu "z brzegu". a w tym przypadku właśnie o taki nadajnik się rozchodzi. w przypadku łączności z układem. jak dochodzi do przesłania treści "listu" przez otoczenie? że przedział oddziaływania elektronów (zbioru) na otocznie jest potencjalnie najlepszym do takiego działania. a fale długie są zbyt rozproszone i brak odpowiedniej anteny do ich odbioru (i nie wiadomo. w takim zestawie elementów nie ma wzajemnie dobrego ułożenia cech świata do wytworzenia.oto posiadam z jednej strony fakt istnienia takiego przekazu (relacje). tylko że znów pojawia się problem z możliwym do osiągnięcia dystenem takiego oddziaływania. to co prawda spora część widma elektromagnetycznego. a przeprowadzenie wiązki energii przez planetę w formie aktualnie stosowanych fal (czy nawet czasoprzestrzennej ich postaci). możliwe do rozważenia zakresy sygnału. podkreślam. czy innych cząstek) na duże odległości nie prześlę . które go przeniosą (np. praktycznie zawsze występujące w tego rodzaju dalekich połączeniach zakłócenia.co więcej. chodzi o setki. . ale jej fragmentem. bez odwołania się do splątania kwantowego. "przekaz" od osobnika z drugiej strony planety musi pokonać (znaczny) opór środowiska. a właściwości. dlaczego? mam przecież sytuację. a nawet tysiące kilometrów. przynajmniej. niby sporo. tu doświadczenie łącznościowców wnosi jednoznaczne ustania: są warunki sprzyjające dalekim połączeniom. a to wymusza odrzucenie długich fal. i dlatego. kłopot z realizacją tego przekazu. mam dane (o czym w innym miejscu. ale należą do rzadkości i zazwyczaj kontakt ogranicza się do krótkiego dystansu liczonego najwyżej w setkach kilometrów. miałbym do wyboru sytuację. jakby nie definiować ciała człowieka. to trudne zadanie dla słabnącego ciała. jednak daleko nie to. w ewolucji pojętej jako środowisko zewnętrzne do układu nadającego. pomijam już oczywiste. które wnoszą takie ustalenie. przez glob. wszelkie dziś wykorzystywane zakresy są użyteczne do tego do czego służą. ale za to długość fali tak dużą. o co chodzi w omawianym przekazie. że albo łączność dokonuje się po krzywiźnie planety (odbija o warstwy atmosfery). przecież to nie może dziać się w próżni (w nic). . radiowy). albo przechodzi "na wprost". takiego przekazu nie można uzasadnić. czyli nawet o drugą półkulę planety. a z drugiej ustalenie. dalej). praktycznie nierealną do uzyskania z ciała częstotliwość sygnału.co nie przekreśla tego kanału w przekazie na małe odległości. na długim dystansie. jak do takiego przekazu może dojść w kanale. to może i nie byłoby głupim podejściem w tym przypadku.jest druga. 148 . że dotyczy to nośnika w postaci najpewniej elektronów. w drugim fundamentalne. że przekaz może. albo niską. dalej .kłopot z częstotliwością i mocą sygnału.

już to tworzy punkt szczególny w ewolucji. jakie to mogą być efekty? np. ale także rozpiętość zbioru fal z tego przedziału spełnia warunek "trafienia". a to wytworzy nacisk na obecne w otoczeniu odbiornika elementy . z uwagi na długość fali odpowiadałby poziom rzędu 1 . ten znajdujący się powyżej progu odbioru zakres. mechaniczne. podkreślam. także kilkuset kilometrów. ale musi istnieć największa możliwa oraz fizycznie wyznaczalna odległość. zmiany w obszarze urządzeń elektrycznych (różne zmiany).. jednak fizyczne przez swoją formę. więc jakieś naprężenia.zakres "gamma" (coś za coś) krótki dystans. od fal krótkich i bardzo krótkich.pojmowany jako "zakres gamma". czy jakby tego nie definiować). że może również chodzić o falę w skali 1000 metrów. kiedy rozchodzi się o dystans rzędu kilku. przyznaję. obecnie mówię o brzegowym. jednak w ramach tego zakresu również występuje spory rozrzut możliwości.100 metrów. to może być strumień elektronów . z takiego spotkania trudno wiec spodziewać się wyraźnego (znaczącego) efektu. że podoba mi się zakres fal 10 metrowych. w maksymalnym rozumieniu będzie to strumień cząstek. tym sygnał będzie oczywiście silniejszy. długim rozciągnięciu w czasie-przestrzeni.dlatego też po rozrzedzeniu się. opór środowiska.lub. nawet trafiając w odbiorcę. czyli może dojść do przesłania np. do której (lub od której) dwie ewolucje się "widzą" w strefie nadprogowej i wymiana energii. w którym może dochodzić do wymiany struktur materialnych (namacalnych). w tym przypadku chodzi nie o zjawiska w umyśle odbiorcy (w formie "telepatii". co najbardziej pokrewne do strumienia elektronów. choć znaczy. jakoś "mechaniczne". im bliżej źródła. gdzie obiekty są względem siebie w maksymalnym. i to pomimo wysokich częstotliwości tego pasma. czyli słaba moc działania fali na byt odbierający sygnał (odbiornik). nie wpływa w sposób dramatycznie zaburzający na sygnał (a niekiedy będzie w propagacji pomocą). osobiście preferuję 10-metrową. musi przecież istnieć jakiś największy dystans między bytami (ewolucjami).z wyżej wspomnianych powodów (ograniczeń) praktycznie odpadają zakresy inne niż radiowe. w takim przypadku nie powinno być problemu z przesłaniem sygnału w formule "coś za coś". ale jednak łącznym zakresie. można się zastanawiać nad siłą takiego sygnału i analizować wpływ na otoczenie (czy zostanie zarejestrowany). wiązki elektronów (rozbudowanego i silnego sygnału). których źródłem jest umierający organizm.albo przy sprzyjających okolicznościach nawet fotonów (światło odbite od układu). rozpiętość fali rzędu 10 metrów ten warunek spełnia jak najbardziej. ale ze względu na częstotliwość raczej fale długie. który przedostanie się przez środowisko i zbuduje. że nie sposób wykluczyć działania w ramach części fali o znacznym już rozrzedzeniu. jaka długość fali wchodzi w grę? . ale o zewnętrzne do niego zdarzenia. ponownie mógłbym powiedzieć. kwantów energii między nimi jest rejestrowalna. po długie – od wysokich częstotliwości. a w każdym razie możliwości trafienia sygnałem w odbiorcę (lub jego okolice). w przypadku "zjawisk". po nacisk oddalających się warstw energii. jednak istotne w tej analizie jest właśnie to rozproszenie w środowisku. to jest cały tak wielorako wcześniej analizowany wpływ jednego ciała na drugie. to logicznie prostszy.lub bezpośrednio w nim. bardziej naturalny zakres działania na siebie dwu ewolucji . co najwyżej "omiecie" go niewielkim zakresem. rozstrzygnie doświadczenie. dźwięki . to może być komórka ciała. od nacisku oddechu.krótki dystans przekazu . który jeszcze przenosi fizyczny i nadprogowo pojętą wielkość musi być maksymalny zakres łączności między faktami. a efekt wyraźniejszy dla odbiorcy. ale zanegować wywieranego przez układ nacisku na inne ewolucje nie sposób. jednak nie wykluczam. aż po akustyczne (i niższe). czyli właśnie w formule "coś za coś". stworzy w odbiorniku możliwy do rejestracji stan. a to dlatego. 149 . sygnał musi być słaby . skrajnym punkcie wymiany energii między dwoma punktami w formule "coś za coś". że znajduje się blisko środka dla całego zakresu fal radiowych. może średnie.

że ich nie ma. każdy postrzegany przeze mnie stan czy ciało. splątanie dwu układów jest koniecznością i oczywistością. można zastanawiać się tylko nad zasięgiem takiego działania i nad jego siłą. z drugiej strony. mam wzajemny wpływ na siebie dwu struktur. jest powiązanie wielopoziomowe. ale również (a nawet przede wszystkim) . w ewolucji nie ma jednostek. ale jednocześnie ujmować jako całość. splątane z inną jednostką sobie podobną. tu nie ma absolutnego wyodrębnienia. jej przepływu przez układ oraz formowania go w tym przepływie. czyli powiązanie tych dwu ewolucji. to chwilowo. to wszystko są układy chwilowo wyróżnione z tła i splątane wielorako z otoczeniem. to w każdym przypadku jest ten sam mechanizm wzajemnego wpływu na siebie układów (dwu lub wielu). działanie kultury w ramach społeczeństwa .jednostka a zbiór dwa pozostające przez pewien okres we wzajemnej relacji układy muszą wywierać na siebie nacisk . jest "splątany" z innymi bytami . foton. czy może wystąpić – musi. jako kolejny już rzut splątania. w ostatecznym ujęciu znów muszę go sprowadzić do funkcjonalnej jedności – czyli postrzegać stany pośrednie.ważne.splątanie kwantowe naturalne i wyuczone .i zarazem jest splątany z otoczeniem.długi dystans przekazu . nie ma czegoś takiego w ewolucji. "zasada wpływu" (nacisku) odnosi się do wszelkich elementów rzeczywistości. mam jeden energetyczny proces w ewolucji. ale powiązany ze środowiskiem fakt.. zawsze lokalnie postrzegane zobrazowanie. zawsze jest stan dynamicznego ułożenia się pozyskiwania i tracenia. ponieważ pozyskanie informacji z otoczenia (energii w dowolnej postaci) to warunek przemian i istnienia tym samym. i dotyczy to każdego poziomu zjawisk energetycznych. zawsze mam fakt "przechodzenia obok" i wzajemnego wpływu na siebie takich układów. ale różne jego konkretne. faktu wzajemnego wpływu w żadnym przypadku nie zaneguję. tylko w moim postrzeganiu wyodrębniony. dlatego jest dla mnie bez znaczenia. nie można "przejść obok" i nie pozostawić śladu w innym układzie.a to w konsekwencji musi zaskutkować "odciśnięciem" się w strukturze partnera "obrazu" drugiego istnienia. ale nie mogę twierdzić.z rzeczywistością. mogę nie dostrzegać zakresów przejściowych (łączących układ z otoczeniem). foton nie foton. wielorako "splątany". czy to fotony lub elektrony . ponieważ to jest całość. tu nie ma pytania. z rzeczywistości zawsze widzę fragment . rozłożone w czasie-przestrzeni struktury energetyczne. a. bez takiego wpływu nie może istnieć. jako oddziaływania w zakresie atomowym. i zawsze mam w wyniku zmieniony stan wewnętrzny w układzie. co istotne. jedność układu nie jest stanem idealnym.czy człowiek lub narody. dlatego też podatne na przeróżne filtrowania (deformacje). pojedyncza komórka czy cały człowiek. np. żeby ten fragment obudować logiczną strukturą i "dojrzeć" wszystko. co analizuję – każdy byt (jednostka czy zbiór) w ramach postrzeganej i podlegającej mierzeniu ewolucji (nadprogowo). 150 .albo działanie między kulturami w ramach zbiorów społeczeństw. jednak w zakresie fizycznie dostępnym dla mnie (nadprogowo). kiedy spotyka się najprostszy w tym kręgu składnik. więc działa także na drugą jednostkę. mogę definiować ten proces różnorako. oddziaływania w fotonach . albo. gdyby nie takie splątanie. to są zawsze rozbudowane. i w efekcie wypadkowy stan dynamicznego ułożenia się nacisku (ciśnienia). wypływ energii z układu jest warunkiem zachodzenia procesu. po prostu. ewolucja działa na otoczenie swoim (za)istnieniem (i to na każdym poziomie). z drugim takim samym. skomplikowane i.mogę go analizować po kawałku (w celu rozpoznania) i w zależności od moich zdolności i posiadanych narzędzi badawczych. który w moim przypadku dotyczy wszelkich możliwych poziomów . jednak nie ma stagnacji. co więcej. ale to jest jeden i całościowy proces. mnie by nie było. dlatego. całkowitego odseparowania od tła. postrzegam zawsze i wyłącznie byty rozwleczone (kwantowe zbiory). nigdy samodzielna jednostka. wymienione elementy pełnią rolę kwantu logicznego na poszczególnych poziomach świata.lub działanie człowieka na człowieka.

kiedy ten nacisk osłabnie). z którym układ był "w związku". . jest tło. to zmieni się również stan podprogowy składający się na nią . . może zostać przekazany sygnał o zaistniałej zmianie. elektronów czy fotonów. o zaistniałej zmianie. to po oddaleniu się ich od siebie. to tym samym łączy z drugą jednostką (i każdą inną). a jego wewnętrzna struktura jest w stosunku do tego tła skomplikowana. kiedy tym samym powstaje splątanie tych jednostek.tło. skoro jest kanałem łączącym jednostkę z otoczeniem. na/w zakresie podprogowym do tej ewolucji.splątanie naturalne i wyuczone niezwykle ciekawym pytaniem w tych okolicznościach jest. może zostać "szybko" przeniesiona na duże (jednak na pewno nie skrajnie. dowolnie duże) odległości i "poinformować" drugi układ. to sygnał o zmianie także przeniesie się szybciej. mogę nie dostrzegać elementów nośnika. jeżeli mam wytłumaczyć wzajemny wpływ na siebie dwojga (lub dwu) ludzi. poprzez zakres podprogowy (więc z zasady szybszy od zjawisk nadprogowych.jeżeli w układzie dochodzi do zmiany. i to jest wyjaśnieniem. a skoro jest to zakres zmian szybszych od nadprogowych. ale jeżeli mam wpływ. i dlatego. czy muszę się ich w trakcie istnienia nauczyć? przecież wcześniej padło. kiedy spotyka się elektron z drugim i działa na niego. na/w tym zakresie zawsze pozostają blisko siebie oraz wpływają na siebie. elektrony. czyli zajdzie zmiana we wspólnym dla obu układów obszarze istnienia – lub bardzo wielu. to jego "partner". które jest wspólnym zakresem istnienia. w efekcie drugi układ również się zmieni . a skoro tło jest wspólne.kiedy zmienia się jeden z układów. oto ustalam dowolnie pojęty wpływ na inną jednostkę. dlaczego może dojść do przekazania "informacji" o takim zdarzeniu? ponieważ. świetlnych) na jednostkę .. to ich wewnętrzna struktura (zabudowa) jest "zakodowana" stanem środowiska. . kiedy zmieni się jeden element w ramach analizowanej jednostki. z mojego punktu widzenia będzie to "upiorne". ale w każdym ich położeniu otoczone są tłem dla nich jednolitym (i tym samym). poprzez tło. a raczej nie dość ostre postrzeganie składników procesu. musi zostać "odczute". zarejestrowane w drugiej jednostce. na drugiego człowieka – i ten wpływ dokonuje się w fizycznie dla obu układów dostępny sposób.nie. w tle (wytworzy nacisk lub pustkę). . który z nim był wcześniej (np. co tłumaczy "uzgadnianie" się stanów w ramach ewolucji. dlatego zaistnienie zmiany w tym wspólnym zakresie (współużytkowanym). między tak wyróżnionymi jednostkami nie ma próżni. składa się z elementów niżej leżących. czy składające się na takie "splątanie kwantowe" elementy są mi dane "z natury". odzwierciedla w sobie kod rzeczywistości (aktualny stan wszechświata). nie ma żadnej pustki. tu jest maksymalne zapchanie energią i tym samym przekaz może być (ponieważ nośnik zawsze się znajdzie). byty mogą znajdować się daleko fizycznie. czy więc sprzeczność? jak to zwykle bywa w ewolucji .bo odkształci się jego stan podprogowy i wewnętrzny (coś się w nim "odciśnie" pod wpływem nacisku drugiej ewolucji.na elektron. tylko niedokładne opisanie. dlatego zmiana w jednej ewolucji. i to jest tu ważne. ale na pewno będzie fizyczne. wszechświata. 151 . a ponieważ w zakresie podprogowym sygnał rozchodzi się szybciej niż nadprogowo. nośnik być musi. to poziom dla mnie niedostępny. i dlatego. może następnie wpłynąć. kiedy została wcześniej zmieniona działaniem drugiego elektronu (jako efekt nacisku). a w zakresie ewolucji dużego "kalibru". ponownie powtórzę bodaj najczęściej przywoływane tu zdanie: nie ma działania w próżni i nicości. w tym przypadku to wspólne tło jest tym szczególnym a poszukiwanym kanałem łączności. "czuje" zmianę. bo znajduje się wszędzie ("jest obok").czyli jeżeli będą to np. że nie sięgam w kodowaniu elementów w postaci np. elektron posiada tło w stosunku do swojej ewolucji. coś musi być nośnikiem tego wpływu. poprzez kanał tła. emocjonalnie) splątany.powtarzam. to dlatego w obserwacji powyżej progu przekaz jest dla obserwatora "natychmiastowy". żadna sprzeczność. to zmianie musi podlegać jego część składowa (struktura i elementy). albo "oswobodzi". a to odbije się w zakresie podprogowym. a jednak musi zachodzić.

wyuczyć się muszę struktury zbioru. jako efekt splatania). oczywiście takie stwierdzenie to antropomorfizacja. że wpływ na elementy tę konstrukcję budując również występuje. to umożliwia (i warunkuje) przekaz w ramach kanału-tła. np. odczuć. jednostki zbioru są dane. musi dojść do splątania . mogę po okresie oddalania się.i dzięki temu istnieję. i dopiero w następstwie takiego "zaplątania" (i splatania) się w sobie. dla mnie wszelkie struktury poniżej atomu są niekodowalne. tutaj zdefiniowany w ramach kanału przesyłowego. ale korzystając ze wspólnego zbioru danych (oraz tła jako wspólnoty istnienia). i to jest fundamentalnie ważne do kwadratu. np. i to jest fundamentalnie ważne.i nie tylko emocjonalnego. ale chcę pokazać. nośnik znajduje się poza moim zasięgiem. maksymalnie wielu poziomach. dwa elektrony wzajemnie się kodują (wpływają na siebie).mam nośnik . elektron jest zakodowany stanem wszechświata. że pozwala określić. jednak w ramach tego poziomu jednostki podlegają "splątaniu" – ponieważ zbiory elementów je tworzące podlegają takiemu wpływowi. zarejestrować.. brak któregoś z elementów tego połączenia przekaz wyklucza. ale zarazem są elementem mojego istnienia. to jest o tyle ważne. zdefiniować . elektronowe. to zakres dla mnie niedostępny. jakoś zobrazują w zbiorze mnie obecnie tworzącym. to zmiana w jego strukturze odbije się w strukturze tego. natomiast.splątanie . to ja także z tego korzystam. kiedy jeden z nich się oddali.a ponieważ. 152 . ale struktura zbudowana z elementów nośnych już podlega intencjonalnym operacjom. ale żeby poznać strukturę ewolucji. a taki fakt mogę już w pełni kodować i dekodować. jednostki elektronowej nie odkształcę. jednak z niej korzystam (poprzez wspólnotę energetycznego tła). z mojego punktu widzenia to twarde. tłem wspólnym jest tu zbiór konkretnych jednostek. które elementy procesu są "naturalne". i koniecznym. że dane są wszelkie poniżej atomu. ale w/na wielu. mam tym samym podział na elementy zbioru oraz na zbiór elementów. nie ma problemu. to tym samym zmiany w poszczególnych składowych tego zbioru (pod wpływem działania na odległość. a które wyuczone. zakres dany z natury. muszę się rozkładu elementów zbioru wyuczyć ("zobaczyć" go).a nawet zrozumieć zmianę zaszłą w drugim układzie. te zmiany także odbiją się.rola tła z mojej (wysokiej) perspektywy tło. tylko że w ramach tych zakresów dokonuje się to ciągle . nie wpiszę w nią własnego kodu. i otóż trzymając się tego podziału trzeba powiedzieć.mam nadawcę i odbiorcę. jednolite tło istnienia. musi zaistnieć pewien okres wspólnego reagowania na siebie . . nigdy nie odciśnie się bezpośrednio. a zmiana w nim jest treścią przekazu. praktyczne wykorzystanie jest zdecydowanie skromniejsze – i rzadkie. czyli "zapis" mojej ewolucji jest możliwy w ramach zbioru niekodowalnych z zasady elementów.żeby nastąpiło wzajemne "odciśnięcie" się cech "charakteru" w obu procesach. a ponieważ składam się z ogromnego zbioru takich elementów i go koduję. dlatego. ale poszerzony o wyuczony obszar reakcji. który we mnie pozostał. elektron na drugi elektron działa (czy foton na foton). ale w zbiorze takich jednostek jak najbardziej. zmiana zaszła w zbiorze elementów. poprzez wspólne składniki tła tworzącego strukturę – to się we mnie odciśnie. jest elektron w stosunku do tworzących go składowych "faktem z wolą": może zmieniać swoją strukturę. jest tych stanów odbiciem . muszę znaleźć się w ramach jej oddziaływania. który jest i nie jest przekazem. elektronowe. który był ze mną splątany poprzez te elementy (ale który jest już ode mnie odległy). nie odcisnę się swoim działaniem na elektronie czy fotonie. ale jest faktem fizycznie oczywistym. ale pośrednio. nie koduję tej zmiany. i mam przekaz. dla mnie dostępne jest kodowanie w zbiorze takich jednostek. jest dane. i choć w ramach tła wszystko ze wszystkim się łączy. takie jednostki między sobą się kodują. co istotne.ale. a powyżej wyuczone. mam kanał . czyli przekaz bez przekazu. jako wpływ na jednostki tworzące. tu zachceniem niczego nie mogę zmienić. poprzez zmianę w tych jednostkach zmieni się stan zbioru tych jednostek.

więc przesunięcie zasobów w ten "pusty" fragment. np. po prostu "spokrewnione" i splatane istnieniem z osobą. czy elementu grupy. ale to nie zaneguje stanu rzeczywistego. a ja odczuwam jej efekty. ale zmienia się na zasadzie tła. tło. ponieważ jest to już inna chwila ewolucji. jedność ewolucji i reguły tworzą ten mechanizm w sposób identyczny do zakresu np. zwracam uwagę. przecież nie odmówię przyjęcia do wiadomości faktu. odciska się w tle zbioru i zmienia jego charakter. wspólnego faktu-stanu ewolucyjnego. bowiem ubytek elementu ciała wymusza działania niwelujące ten ubytek (odszkodowanie. że dokonuje się poprzez jednostki. i jest odczuwana przez wszystkie elementy zbioru. czyli moja podstawa istnienia. która to zmiana "przenosi" się jednocześnie na stan zbioru takich jednostek (np. ale to zawsze jest zmiana. . dlatego wpływ jednostki-zbioru na drugi podobny element musi doprowadzić do wypadkowego. ale dotyczy zbioru jednostek. w tym na mnie. w ramach społeczeństwa. a przecież społeczeństwo i poszczególne jednostki w jego ramach to kwanty jak każde. jakoś się przenosi. zmiana nadprogowa.i Fizyczne. który się dokonał. to dylematy znikają. kryć się w swoich abstrakcjach. zmienia się stan całego układu. się zmieniło – w efekcie zmieniłem się i ja. to z punktu widzenia całości może być bardzo mała zmiana. a nie wykorzystanie na inne sprawy). musi prowadzić do uzgodnienia na nowo wzajemnych relacji. taka zmiana jest podprogową zaistniała. jednak dla mnie jest to poniżej progu rejestracji. każda zmiana "stanu posiadania" wymusza ponowne ułożenie się kontaktów wewnątrz zbioru – ponieważ nie ma obojętnej zmiany. tu utrata fragmentu ciała. ale i społeczeństwa.albo tło mnie do siebie dopasuje (oba procesy są ze sobą powiązane). która na działanie otocznia nie reaguje. zmienia stan posiadania układu. każdy mój czyn odciska się na stanie (zasobach) całego zbioru. dość drastyczny. że z punktu widzenia elementów zbioru. ciało osobnika). więc "natychmiast". z punktu widzenia fizyka zasadniczym problemem. każdorazowe przekształcenie się i zmiana grupy. jednostki. to struktury rozbudowane. wszelkie fakty i zdarzenia. która wymusza zmianę w ramach całej struktury. coś się stało i doznaję tego skutków. muszę się do zmiany dopasować . nie ma jednostki.zależności ciekawa właściwość tak zdefiniowanego splatania kwantowego polega na tym. a zmiana w społeczeństwie odciska się w jednostce. ale jak najbardziej logicznie poprawne. był stan wcześniejszy. także fizycznie. ale fizycznie ona po prostu jest. które zachodzą w zakresie fizycznym (nadprogowym). który wiąże się z przekazem poprzez tło stanu splątania. mogę odrzucać taką myśl oraz negować fakty. i zachodzi z mojego punktu widzenia podprogowo. efektem takiego wzajemnego działania na siebie bytów jest zmiana w strukturze jednostki-zbioru. tu nie ma jednostek elementarnych (a pojawiające się tego typu poglądy to oznaka braku zdolności rozróżniania elementów rzeczywistości). ale wymowny przykład. 153 . a jest. mogę logicznie wyznaczyć w tej zmianie etapy. jeżeli człowiek na drugiego człowieka działa jakoś pojętym naciskiem. choć te najbliższe. jest fakt istnienia takiego kanału i tempo zmian w nim zachodzących (większe od obserwowanego nadprogowo). jako ponoszenie kosztów tego ubytku (wszelakich kosztów). która by nie działała na otoczenie i nie ma jednostki.tylko że jeżeli odniosę to do zmian w zakresie dla mnie bliskim. zmiana cielesna osoby zmienia stan zbioru osób. fotonów czy elektronów. zmiana zaistniała w jednym człowieku zmienia stan społeczeństwa. nie mam możliwości reakcji innej. upiorne (bo skryte) działanie na odległość. realne . zaistniała zmiana rzutuje na każdy element. oraz zmienia wspólne tło zbioru. pomoc innej osoby. nie dostrzegać zmienionych warunków. to tym samym taki czyn odkształca całą zbiorowość. ma swoje składowe elementy i kolejne kroki.. odczuwają to najbardziej. uszkadza jego cielesną konstrukcję. nie było jej. np. ubytek czy nabytek energetyczny w jednym miejscu układu skutkuje naciskiem lub brakiem nacisku w innym. każde i od nowa ułożenie się elementów wymusza zmianę zachowania każdego elementu zbioru.splątanie kwantowe .

w biologii (życiu) definicja takiego momentu jest banalnie prosta: "do pierwszego zakrętu". a tak daleko. do jakiego poziomu rozbieżności (zaszłych w układach zmian) może dochodzić do przesłania sygnału? odpowiedź na postawione tak pytania. i zanim taki "trzeci bliźniak" zacznie zmieniać się pod wpływem lokalnych warunków (i dopasuje się do nich). blisko nie oznacza bliskości (kwantowej) . co innego w skali przestrzeni. układy wchodzą w kolejne lokalne splątania (i relacje) z innymi układami. że będzie możliwy przekaz w postaci fali czasoprzestrzennej (coś za coś). to "splątanie gatunkowe". każdy z takich układów (w swoim lokalnym istnieniu) zmienia się w trakcie ciągłego "uzgadniania" życiorysu z okolicą. jednak w osi przestrzeni dystans potencjalnie maksymalny takiego przekazu nie neguje. i tak. jest banalnie prosta w przypadku pytania o stopień komplikacji.jednak w sprawie odległości pojawiają się już dwa ujęcia. że układ wcześniej splątany kwantowo (i emocjonalnie) z drugą lub kolejnymi ewolucjami.i wszędzie. w osi czasu rozejście się na stan powyżej jednego kwantu różnicy wyklucza przekaz. a zarazem coś "na drugim końcu wszechświata" może stanowić dopełnienie do tutejszej ewolucji.to "przekaz" potencjalnie ogranicza tylko rozmiar tła. to będzie podłączony do tła na takich samych zasadach.do jakiego poziomu rozbieżności? ciekawym zagadnieniem. wbrew pozorom. o jakie siły chodzi) następują. który wyklucza przekazanie sygnału . musi to skutkować skumulowanymi zmianami. jest dystans na jaki działa. czyli do chwili rozejścia się układów na tyle. że dalszy kontakt w postaci splątania kwantowego nie będzie możliwy . w biologii 99 procent zbieżność (a do tego kilka jeszcze cyferek po przecinku). coś "pod podłogą" może już być w zakresie rwanym. a raczej odległość między układami.splątanie kwantowe . że wytworzy się wspólny stan ewolucyjny.. że przekaz. tak blisko. więc zmieniają się wewnętrznie poprzez wzajemne na siebie działanie.biologia. nawet taki przedział wspólnego tła wyklucza przekaz. więc w tym przypadku rozmiar wszechświata. ulegają przebudowie. i jeżeli tylko stan splątania wcześniej zaistniał.oraz to. która porozumienie wykluczy. "wyprodukowanie" potomnej ewolucji przestaje być możliwe. w procentach minimalna. wniosek? w skali czasowej oddalenie się układów na odległość powyżej jednego kwantu różnicy – to skutkuje tym. związanym z tematem splątania kwantowego. która tworzy różne gatunki.musi dojść do wytworzenia się "masy krytycznej" zmian. jeżeli nastąpiło wyuczenie się charakterystyki układów . które doprowadzą do takiego stanu zróżnicowania ("inności"). ale chodzi o jakoś pojętą bliskość). czasowe i przestrzenne. jako efekt działania sił zewnętrznych lub wewnętrznych (znów bez definiowania. zależnie od przyjętej osi opisu mam inny wynik. w przypadku dwu układów. jak zdarzenia wcześniej bratersko (ściśle) ze sobą poplątane. 154 . choć również nie jest banalnie łatwa. dlatego każde w nim "tąpnięcie" musi być odczute i przekazane wszechkierunkowo . a tło jest jedno i wspólne. porozumienie. czy są to krótkie (w skali wszech-świata. pojawiają się różnice w ich budowie. zależy od sposobu definiowania zjawisk. w której przebywa. czy duże . tu sprawa się komplikuje. znajdzie się na przeciwnym końcu wszechświata. i być na tyle dopasowanym układem. w skali ewolucyjnej oznacza już zaistnienie (wyodrębnienie się) nowego gatunku i odrębnej formy przekazu w postaci fali czasoprzestrzennej. jeżeli jest znany "bliźniaczy" kod. a następnie zaczęły się od siebie oddalać. ale także do mnie) odległości. czyli po pewnym czasie (i pokonaniu przestrzeni).jak daleko działa? .daleko nie oznacza obcości. że nawet bezpośrednie działanie na siebie takich ewolucji nie wytworzy wspólnego. nie jest trudna. które pozostawały w pewnym okresie w związku ze sobą (nie definiując tego związku. to wyznacza nieprzekraczalną granicę dla samoodczytującego się przekazu. potomnego układu. dowód? proszę . odległość człowieka od szympansa. przecież wystąpić może sytuacja (aktualnie teoretycznie).

. nie ma znaczenia. 155 . skoro "przekaz" tu zachodzi.z punktu widzenia obserwatora. w ewolucji nie takie "wynalazki" są możliwe. skoro średnica ziemi to około 12 800 kilometrów. w tej chwili są to zasadniczo spekulacje. że zanim obiekt przemieści się na tę inną stronę. że chodzi o układ skomplikowany. pojawią się. tylko że jest jeszcze ten świat.splątanie kwantowe . a to oznacza. działając powierzchownie. teoretyczna odległość wyrażona w kilometrach to 8 x 80 tys. to nie wyczerpuje sprawy. na które udało się przesłać splątanie w ramach teleportacji .. owszem. jest oczywista: do pierwszego zakrętu. że w każdym kwantowym kroku rozchodzą się moje składniki. tu oddziałanie w przestrzeni może realizować się na większym zakresie. muszą się pojawić rozbieżności. czy tak opisane splątanie to fakt? logicznie jest to zborne. więc wyżej wspomnianych ograniczeń ewolucyjnych. . nico mniej niż podwojona odległość do księżyca. że logicznie to może być daleko. skoro fizyka wymusza i ustanawia najbliższy punkt. jak to będzie cudownie tam-i-siam przemieszczać się na pstryknięcie w urządzeniu. jakie to posiada przełożenie na możliwe. a to by oznaczało. a to w tym przypadku oznacza. czyli przekazanie w splątaniu cech jednego obiektu na drugi (a który wcześniej był z nim ściśle powiązany). czyli przekaże "sygnał". oddziała. a fotonem znajduje się kilka poziomów. w przypadku przestrzeni. że byt znajdzie się "po drugiej stronie" wszechświata i stamtąd. że jednym z powodów odnotowania tego podpunktu była tak zwana "teleportacja". przecież to istotna wielkość kwantowa) – albo wchodzą tu w grę inne wartości. jak rzeczywiście daleko może dokonać się "przekaz". dlatego podkreślam. tu również muszę taki parametr wprowadzić. jako konstrukcją "szczytową". rzeczywiście może osobnik rozprawiać o "teleportowaniu" się na znaczne (maksymalne?) odległości. jak daleko jest ów "pierwszy zakręt"? czy jestem bez szans na wyznaczenie tej granicy? fakt. dlaczego? ponieważ jest to obraz teoretyczny. po prostu mam nieopartą ochotę podworować sobie z osobników. z logicznego. dysponuję przecież z jednej strony informacjami (tak chętnie kolportowanymi przez żądne sensacji media) o kilometrach. a to są już tysiące kilometrów.a z drugiej mam wiedzę. poprzez wspólne tło. . jakie to wspaniałe możliwości daje splątanie. że wielkością graniczną dla przekazu w przypadku człowieka (rozumu) jest dystans 80 tysięcy kilometrów. podobnie jak czasu. w jego wnętrzu. jego działania w czasoprzestrzeni (a zwłaszcza w przestrzeni). w końcu "najbliższy zakręt" nie może być daleko. czyli posiadam punkt zaczepienia do choćby zgrubnego opisania procesów. co z tego wynika? po pierwsze pytanie. czyli 8 i wielokrotność.jak daleko działa? temat splątania kwantowego. maksymalnie wystąpi to dla fotonów.a po drugie. realnie jest droga i zmiana w toku jej zachodzenia.co innego w przypadku niżej położonych ewolucyjnie elementów. szczególnie techniczne działanie? przyznaję. który nie wyróżnia i nie zna pośrednich na tej drodze etapów. to mogę z tego wnosić. odwoływania się do wypracowanych już zasad ewolucji. więc łatwo i szybko przeskakującego w analizie ponad szczegółami działania abstrakcyjnego . na skutek procesów ewolucyjnych i jako konieczność uzgodnienia stanów z otoczeniem. jak daleko? odpowiedź na to pytanie. że maksymalna. tylko że są jeszcze realia. fizyczne uwarunkowania. i są kilometry do pokonania. a to musi przełożyć się na odległość. ale już na gruncie realiów. co to już obwieszczają światu. logicznie mogę przeskoczyć daleko i gdzieś "w mgnieniu". że tu jest mnogość uwarunkowań cząstkowych. także różnej maści (często nawiedzeni) abstrakcjoniści są tu na porządku dziennym. obracając się tylko w abstrakcjach i bez odniesienia do świata. że tu analizowany "przekaz" pokonuje nawet dystans średnicy globu. tu w kilometrach . to albo jest to już jednostką i zakresem maksymalnym (czego nie mogę w chwili obecnej odrzucić. cóż. że nie ma mowy o pozostawaniu w stanie uprzednim. to nie tylko powyżej zapisane ujęcie. rzeczywiście może zajść sytuacja.jak daleko? ponieważ ewolucyjnie między mną. zwłaszcza do wielkości kwantowych – ale nie tylko. ile.

156 . musi być już coś. która odpowiada swoim stanem napływającej ze środowiska abstrakcji (ale na podbudowie fizycznej. musi być lokalnie i dokładnie określony punkt czasoprzestrzeni. ani nadajnik nie wysyła listu z konkretnym adresem.a fale czasoprzestrzenne . przecież bez odbiorcy nie ma przesyłu wiadomości. ani wiem. skąd "zdolność poszukiwawcza" czasoprzestrzennej fali? odpowiedź leży nie w nadajniku. bardzo ważnym sygnałem. ani kieruję go do kogoś. albo jako brak nacisku. która wcześniej była w osobistej relacji z układem poddanym zmianie. bez miejsca "do zadrgania". czas zająć się odbiornikiem. pytanie: dlaczego dwa punkty "a" i "b" czasoprzestrzeni łączą się. to kieruję go "pod adres". który realizuje się tylko przy zaistnieniu konkretnego odbiorcy. warto w tym miejscu spojrzeć na przekaz od strony nadawcy. ani kanał nie buduje się "do adresata" . jest wspólne tło. mówiąc inaczej. warunkuje odbiór i odczytanie "treści" przekazu. dlaczego dochodzi do kontaktu? dlaczego nadajnik. kiedy piszę list.ale w odbiorniku. musi być np. maluję obraz lub śpiewam. w której nadany sygnał "zarezonuje". z których może zbudować się białko komórek. czyli bez wewnętrznej i odpowiadającej "listowi" konstrukcji. to może być zbiór gestów i emocji. każdy element tła zostanie zmianą "potrącony". nie w fali czy kanale . np. działam na tło (podpoziom) i swoim istnieniem je deformuję. że odczyta go. nie byłoby łączności. że posiadam tło porozumienia (punkt wspólny) i tym samym kanał łączności. że w przypadku umierania. w czym i na czym napływająca energia się "odbije". przesyła do odbiornika sygnał – i dlaczego energia wysłana z ciała. a po drugie. to łączność "w ogóle" – to połączenie i przekaz. adresat "listu" jest tym elementem połączenia. osoba umierająca (albo.to odbiorca. i wiem. ale również w ekstremalnych momentach istnienia układów (szczególnie człowieka i rozumu) jest "odbiornik". warunkiem zasadniczym odebrania sygnału czasoprzestrzennego jest rozkład czasoprzestrzenny występujący w odbiorniku. nicość listów nie odbiera. natomiast kontakt przez kanał-tło (zakres podprogowy). w poszerzonym ujęciu. z którym była splątana kwantowo – i którego kształt został wyuczony i zapamiętany (istnieje "odcisk osobowości" w reagującej ewolucji). istotne jest to. który decyduje o nawiązaniu "kontaktu". zabudowany abstrakcjami byt. kolejnym fundamentalnym elementem ciągu rozumowania. do którego można odwołać się w odczytywaniu treści.przesyłanie informacji zasadniczym. że nadaję sygnał. który wiąże się z "zestawianiem" połączeń między ewolucjami na co dzień. albo jako nacisk.. dźwięki itd. ale zachodzi dla każdego elementu "podłączonego" do tła (w tle zakotwiczonego)."rozpakowania" się w/u odbiorcy skompresowanego sygnału. odbiorca fali czasoprzestrzennej. że znajduje się tam odbiorca tego listu. którą koduję w sposób dla mnie dostępny i charakterystyczny. w jego strukturze. gdzie powinna trafić (w punkt "b")? w ramach tła zachodzi zmiana.odbiornik . to może być bardzo różnie zdefiniowany kod. z punktu "a". a ponieważ jest to zmiana wszechkierunkowa. jeżeli zdefiniowałem już nadajnik i kanał przekazu. zbiór elementów. a jednak wyraźny efekt zachodzi wyłącznie w strukturze.problem jednak w w tym. po prostu uzyska dopełnienie do swoich elementów. ale nieświadomie. albo musi być abstrakcja w umyśle. która dotrze do odbiorcy tego przekazu poprzez kanał charakterystyczny dla tej fali. obrazy. żeby doszło do odczytania . który oznacza. jakoś działająca w ramach świata). musi posiadać strukturę. powstaje oczywiście fala czasoprzestrzenna. jakąś porcję energii. tłem może być różny poziom. jeżeli wysyłam w otoczenie list. to odbiorca. trafia dokładnie tam. przecież zanik sygnału także będzie ważnym. ani w dowolnym miejscu ewolucji (rzeczywistości). czy procesów myślenia na co dzień. bowiem system zapisu został wstępnie dany mi i odbiorcy. wiadomość nie zaistnieje ani w pustce. słowa konkretnego języka (w tym matematyki). w którym odpowiednie elementy do wzajemnej reakcji się znajdują. . po pierwsze taki odbiorca musi istnieć. jako fala czasoprzestrzenna).

jedność zasady przekłada się na wielość. że jest tak wiele lokalnych zdarzeń. to zawsze jest sygnał skierowany "do wszystkich". która przyłożona do przekazu. nie posiadam abstrakcji. mógłby oddziałać na inny. który odbierze takie przesłanie. nie znam. to nie może być odbioru od niego sygnału (skoro nie wiem. po okresowym przebywaniu w jedynym układzie odniesienia (w relacjach "bliźniaczych"). która doprowadzi do wytworzenia się zjawiska życia. gdzie się znajduje. ale czy podłączenie do jednego tła (wszechświata). to nie wyślę "wiadomości" do okolic. dlatego musi to być sygnał "do wszystkich". choć niekoniecznie tutejszy. sobie bardzo podobny. ani kanału nie kontroluję. to wówczas fala czasoprzestrzenna w nim się "zadomowi" . że wydaje się to wykluczać tak rozumiany kontakt. ani nie śle do niego świadomie informacji. na to pytanie nie mam odpowiedzi. ale znajdujący się już po drugiej stronie świata. ale tylko i na zasadzie podobieństwa funkcjonalnego. że przekaz wystąpi w każdym przypadku? potencjalnie układ działający według tych samych zasad. które przekroczą próg porozumienia (czyli odległość w czasie i przestrzeni będzie znacząca). ale nie mam. przekaz bez odbiorcy nie jest możliwy . wspólnej kultury. ani wiem. który posiada pierwiastki do takiej ewolucji i wspomagające parametry fizyczne. czy zarazem buduje to podstawę do mówienia. które odmiennie kodują byt. że chodzi o bliźniaczy w "produkowaniu" abstrakcji. jednak z punktowym tylko odbiorcą. ani nie nadaję świadomie sygnału.mówiąc inaczej. dowolnym. problem tylko w tym. że nie odczytam przekazu od rozumu do mnie bliźniaczego i tu obecnego. mogę odczytać "przekaz" tylko od splątanych ze mną (i to do pewnego tylko momentu).zgoda. że taki kontakt może zaistnieć w ramach jednej. po czasowym splątaniu. 157 . musi być nadawca. to gwarantuje) . pisząc tekst czy wykonując piosenkę także działam "w ogóle". o ile wystąpi dopasowanie sygnału do odbiorcy ("tonacja" będzie zgodna). ale w takim rozumieniu słowa "dowolny". które na taki przekaz nie są przygotowane (mogę. jeżeli zajdą w nim zmiany. falę czasoprzestrzenną. czy można przesłać tą drogą sygnał do innego rozumu we wszechświecie (lub odebrać "wiadomość")? pytanie nie należy do trywialnych i nie chodzi o sam fakt istnienia innej formy rozumnej cywilizacji. ale jest to zwyczajnie strata energii). tylko o ile w mojej aktywności nakierowanej na zbiór jednostek mogę zakładać. owszem. to dla mnie nie istnieje). . tu kontakt mógłby być. pytanie: czy z istnienia fal czasoprzestrzennych i splątania kwantowego wynika jednocześnie możliwość kontaktu z dowolnym rozumem? podkreślam. a także jedność zasady budowy abstrakcji (bo ta jedność być musi). tu sytuacja jest prosta. kiedy pojawia się sygnał idący od układu. że jest.o tyle przekaz wiadomości do konkretnej jednostki jest już kłopotliwy (nawet problematyczny). że jakoś do mnie podobny stan się trafi (zawieranie się w jednym zbiorze. to prawda. żeby dokonało się przesłanie wiadomości. to odpada (raczej). w przypadku sąsiada (dowolnie już pojętego) mam co prawda wspólne tło i przekaz od niego na pewno do mnie dociera. musi być rejon. zasada w obu przypadkach emisji jest dokładnie ta sama. rozstrzygającym argumentem na nie jest fakt. kultury. ale do zbioru (choćby złożonego tylko z jednego elementu). to jego odebranie również jest uzależnione od zaistnienia takiej "sprzyjającej" okolicy. ja istnieję. ale połączenie tylko konkretne. a tu "sąsiadem" byłby byt bardzo do mnie swoimi lokalnymi stanami daleki. inaczej trafi w pustkę. kanał i odbiorca. np.w tym przypadku przekaz bez nadawcy nie jest możliwy. czyli nadający o odbiorcy nic nie wie. że jest kanał. nieprzeliczalny zbiór konkretnych relacji w procesie – i to decyduje o kontakcie. mój idący w świat przekaz nie jest kierowany do indywidualnego adresata. brak jednego elementu tego zbioru przekaz wyklucza. jak się wydaje zasadniczym. który sygnał by przeniósł i odbiorca. kiedy na przykład chciałbym gdzieś-kiedyś zainicjować reakcję. a jak nie istnieje nadawca. nie ma połączenia "w ogóle". a w tym przypadku braku możliwości do kontaktu. jednak nie od sąsiadów w rozumie. pozwoli go odczytać. nie wyuczyłem się kodu szyfrującego ten przekaz. i to mimo.i może nawet zaowocuje dalszą ewolucją. ale czy jest nadawca.

to fakt . pytanie w tej chwili już nie brzmi. jednak w równie oczywisty sposób wywołuje opór. które wcześniej były splątane (różnorako). i o czym zapewniam (choć to tu najmniej ważne).jednak. że padały różne odpowiedzi.działanie umysłu (abstrakcje) . podkreślam je nieustannie. złagodzenie stanowiska (niewielkie) zasadniczym zagadnieniem. a przecież. bowiem jest w swej głębokiej warstwie słuszny. że nie jest to już konieczne . które integralnie wiąże się ze splątaniem oraz falą czasoprzestrzenną. przechodząc na kolejną stronę. bo zagadnienie rzeczywiście nie jest z banalnych. żeby to. dojrzy się to. dlatego. jednak świadomie pozostawiam niosący tak wiele skojarzeń termin. bowiem nie chodzi w nim nawet o to.. przyznaję. a co więcej. sprawa jest oczywista. ech.fakt i oczywistość. że ich nie ma. co go umożliwia. . opór umysłu jest wyraźny. gdzie by "coś takiego" zmieścić w strukturze biologicznego organizmu. więc ustawiał ich spojrzenie w sposób jednoznaczny. chodziło raczej o test na inteligencję i spostrzegawczość odpowiadającego. powiedziane wcześniej nie wystarcza. trochę na zasadzie rozrywki i logicznej łamigłówki. jeżeli nie. to są terminy poprawne . a treść wydobyta. jeżeli po takiej chwilce namysłu. było to zaskakujące. intrygujące. co podpowie operacja na zawartych w umyśle abstrakcjach . zdaję sobie z tego sprawę. że wielopiętrowe zastrzeżenia konieczne nie są. którymi dysponowali podchodzący do rozwiązania dylematu był nadmierny. jest istnienie "telepatii" i "szóstego zmysłu". co w człowieku i umyśle decyduje.potwierdzony eksperymentalnie fakt.fale czasoprzestrzenne a umysł .będzie wówczas to znaczyło. z którym się powszechnie dziś kojarzą.a w każdym razie mogę uważać. ale efektem były błędne lokalizacje. "telepatia" i "szósty zmysł". wszak na dziś już dobrze rozpoznanego. trzeba przyznać. dlatego pozostaje spytać. ale jak wygląda rzeczywista. czy takie zjawiska występują realnie (namacalnie i fizycznie). że traktuję to pojęcie inaczej od potocznego na dziś (zdecydowanie inaczej). zgoda. telepatię i szósty zmysł również. czy taki zmysł istnieje (można to w analizie świata i konkretnie człowieka pominąć). że stał się już mitem (nawet kpiną). ciekawe jest to. które wiążą się z przekazem "z brzegu" (i odnoszą się do tzw. nieco w formie relaksu oraz jako podsumowanie wszystkich już opisanych okoliczności. że opis zjawisk ewolucyjnych w oparciu o splątanie kwantowe jest na tyle wyraźnym sygnałem i zobrazowaniem (że sygnał może być przeniesiony przez środowisko również w taki. co padło wcześniej. to nie wina ucznia. przecież łączność między ewolucjami. "szóstego zmysłu"). spojrzeć na krajobraz (albo w sufit) . 158 .natura nie ma żadnych tajemnic. ponownie zapisywać słowo "telepatia" w mnogości znaków oznaczających. jeszcze na dziś niekonwencjonalny sposób). ale w ani jednym przypadku trafne."szósty zmysł" – "telepatia". być może dobór rozmówców nie był poprawny. usilnienie przez wieki poszukiwany zmysł – tak usilnie poszukiwany. że taki przekaz zachodzi? wielokrotnie w prywatnych rozmowach nawiązywałem do tego zagadnienia. że nie potrafi rozwiązać postawionego przed nim zadania. co nim będzie? pytanie.ale.a na pewno w siebie – i spróbować umiejscowić ten tak istotny. zrobić dłuższą przerwę w lekturze. mimo wszystko. tu widać. mam jednak nadzieję. kiedy przychodzi sięgnąć w analizie do takiego poziomu. zadawane pytanie brzmiało: gdzie umieścisz "szósty zmysł". muszą być oderwane (i odmitologizowane) od poziomu.a zwłaszcza gdzie ulokowany jest szósty zmysł. że "to niemożliwe". czyli znów musiałbym powtarzać to wszystko. słychać (i czuć) wszystko. dlatego proponuję. pomocnej w opisie człowieka i świata zawartości. trzeba będzie się poprawić. ale prezentującego materiał . że tym razem w miarę składnie przedstawiłem temat lekcji. aby można było dotrzeć do głęboko w nich zawartej myśli. jest widoczny na każdym kroku i przez wszystkich. muszą zostać równie głęboko przekształcone (zdefiniowane). jedyną jest właśnie ta. prawdziwa telepatia i jak działa . być może nacisk abstrakcji. . na skutek "wdrukowanego" w pojmowanie świata i silnego przekonania.

po kolejne. . konkretne zmysły dostarczają konkretnych danych o świecie w przedziale nadprogowym. do funkcjonowania umysłu. mózg z jego wszystkimi elementami oraz lokalnymi podłączeniami do świata. ale jednostkowe wydarzenie energetyczne.ale żeby zebrać te dane. a zarazem także jeden.nawet pomijając fakt splątania. które dla mnie jest centralnym i nadrzędnym układem . . ale to jest różne tło. jeden. ale przecież to jest oczywiste: nie może być splatania między-osobniczego oraz przekazu za pośrednictwem konkretnego i tym samym pojedynczego zmysłu. do tła przynależących elementach. podkreślam: cały układ fizyczny i fizjologiczny w organizmie. w takim działaniu ani wiem. zresztą te zmysły dostarczają informacji o stanie "teraz". które zachodzą tu i teraz . mam zbiór odnośników do zdarzeń z czasu i przestrzeni. to szósty musi być brzegowy i najszerszy. ale odnosząc się tylko do dostępnego obszaru możliwych w czasoprzestrzeni (od wewnątrz) stanów. zapewne średniawe zobrazowanie sytuacji. szóstym zmysłem jest umysł. a więc musi się powierzchniowo stykać z największym obszarem. lecz cała tak wyodrębniona w ciele struktura. co najważniejsze. i z tego powodu tak mocno kwestionowany. przez wspólne tło i jako stan podprogowy.jedność do jedności. docierająca w taki sposób do umysłu informacja o środowisku jest zawsze-tylko fragmentem stanu wiedzy. abstrakcje z zakresu pięciu zmysłów dominują i narzucają wnioskowanie. skoro pojedyncze zmysły są stanem wewnętrznym. ewolucyjne i fizjologicznie podwojone. dlatego nie można odebrać sygnału "po kawałku". zaskoczenie? nie powinno być żadnego zaskoczenia. poza tym. fakt . dalej . ale jest największy "stykiem".po drugie. to może oznaczać. odbiór dotyczy tylko stanu dziejącego się. fragment informacji. cały umysł. nie jakiś narząd ciała.szósty zmysł tak . że w głębokiej warstwie to zawsze jest to samo tło.. ale w postaci zbioru. pięć kanałów nadprogowych i jeden. jako stan brzegowy i osobliwy. są zmysły podłączone do tła. 159 . to "wtyczki" do bardzo ostro zdefiniowanych zakresów rzeczywistości. dalej . tu mam podłączenie w postaci zbiór do zbioru . fizyczne. że odbieranego "listu" także nie ma.natomiast to może dotyczyć splątania. bowiem tło jest zakresem maksymalnym. działa na najmniejszych. w konkretnym i zmysłowym przekazie (w ramach pięciu zmysłów). ale podłączony do całego tła. tu znów pojawia się konieczność odwołania do abstrakcji. innym razem akustyczne czy komórek biologicznych. w tutaj analizowanym kontakcie.to jest szósty.tło z zasady dotyczy całej konstrukcji i wszystkie zmysły są do niego podłączone. które zaszło między jednostkami nawet przed laty. ostatni możliwy sposób podłączenia do rzeczywistości. to umysł. powtarzam. że taki sygnał do mnie dociera. w takim przekazie sygnał idący z jednego zmysłu tego nie poruszy. że takich punktów podłączenia do ośmiowymiarowej rzeczywistości musi być sześć. już to wnosi.to wielowymiarowe. tak bardzo i od tak dawna poszukiwany zmysł. dlatego jest tak odmienny. to szczelinowe podłączenie do otoczenia i. są całe obrazy i wielkie zbiory abstrakcji. . i musi być w jednej formule. pomijam już moje. kiedy codzienne i na każdym kroku pomagające w istnieniu zmysły czegoś nie rejestrują. zgromadzona jest wyłącznie w "magazynie" pamięci. to jest szósty. . a te są wyłącznie w umyśle – powstały jako efekt tych cząstkowych. a przecież. przekaz będzie dotyczył znajomych z klasy szkolnej). raz fotonów. raz elektronów. scalić i opracować. zawsze "punktowe". w ramach pięciu kanałów podłączenia do świata nie ma żadnego "znaku". przez każdy zmysł z osobna. jest szóstym.umysł . co chyba jest tu najważniejsze. ale w inny sposób. niekiedy w głębokich rejonach umysłu (gdy np.nie część mózgu. a taka wiedza. który by wnosił o tym przekazie jakiś stan. który określam jako "mózg" (czy "umysł" w szerszym ujęciu). a do tego są podłączeniem "szczelinowym" i wąskim. brzegowym i "osobliwym" zmysłem. ani go widzę w fizycznie dostępnej dla mnie postaci. to zawsze będzie część.dokładnie tak. dlatego szósty zmysł musi być. szósty.

kilkutysięczne miasteczko na zachodzie kraju. telefon od rodziny.umysł . w tym poważnie absorbujących umysł (czytanie i budowanie abstrakcji). . co w rzeczywistym przekazie przez kanał-tło zachodzi. kiedy zajdzie okoliczność podobna do opisanej.nadawanie i odbiór . małe. z którego wyjmuję urządzenie do nagrywania oraz odtwarzania. maszyna później do mnie dotarła. zawiera się wszystko to. nic ponad. i nagle ją odkładam. zgadzam się. nawiasem. czytam dalej wspomnianą książkę. . czyli między zdarzeniem. . i to. szesnastej). nic mniej.druga połowa lat dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia (bodaj rok 1996). że sprawa dotyczy osób bliskich. i dystans między osobami zdarzenia. ciąg czynności ze sceny pierwszej. okoliczności zdarzenia. bo coś się zepsuło.przykład (własny) żeby wyjaśnić. dlaczego tak podkreślam pozornie banalne i uboczne uwarunkowania związane z łącznością? ponieważ obecnie. niedzielne przedpołudnie. ale zasadniczym jest "wzorcowość" i maksymalna poglądowość tego przykładu. która w linii prostej znajduje się w odległości plus-minus czterystu kilometrów.łączność pomiędzy światem a wspomnianym miasteczkiem odbywa się za pomocą ręcznej łącznicy telefonicznej. i temat rozmowy ze sceny drugiej (że chodzi o sprzęt konkretnego rodzaju). po prostu siedzą panie.powtarzam i podkreślam. każdy szczegół. czyli doszło do wielu czynności w ramach budynku lokalnej łącznicy skoro u mnie słychać dzwonek. co w tym przykładzie jest ważne? . już opracowując reguły dla fal czasoprzestrzennych. wystarczy sięgnąć po telefon i spytać. wszak coś kiedyś może się przydać). które chcę zaprezentować maksymalnie dokładnie (ponieważ każdy szczegół jest tu znaczący). miesiąc czerwiec. jak działa szósty zmysł. z czego. w tym przypadku od mojej porannej a nagłej aktywności naprawczej do telefonu od rodziny minęło kilka godzin oraz wiele czynności. a więc "z rodziny". czyli jak należy pojmować telepatię w zakresie realnie fizycznym (po prostu istniejącą). scena pierwsza: czytam książkę. jednak muszę ją naprawić. w poniżej opisanym zdarzeniu. prawdziwa . zaczynam rozkręcać urządzenie . może mało wyrafinowany. 160 . urządzenie (w sposób dynamiczny) wędruje na uprzednio zajmowane miejsce. zdałem sobie sprawę długo po zaistnieniu samego faktu. istotna okoliczność techniczna .telepatia fizyczna. że dopiero po długim okresie czasu od tego zdarzenia "skleiłem". ale jest późne popołudnie (ok. ale podaję to dlatego. które przekładają w urządzeniu łączącym (wielkości sporej szafy) przewody i w taki sposób. sprzęt otrzymany w przeszłości od rodziny z poleceniem "napraw".na marginesie. urządzenie "leżakuje" i czeka na sprzyjające okoliczności. scena druga: to samo spokojne miasteczko na krańcu lokalnego świata.oraz to.co też się potwierdziło. a te okoliczności to dostęp do części i przede wszystkim czasu potrzebnego na naprawę. że chodzi właśnie o upływ czasu. oczywiście w ramach tak opisanego przykładu. ale podzieliła los wyżej wzmiankowanego urządzonka (czyli ad acta).. skojarzyłem w logiczną całość poszczególne obrazy. mija najwyżej kilka(naście) minut. w życiu są przecież inne. tak było. z komentarzem: po jakiego [cenzura] za to się biorę?. dużo ważniejsze zdarzenia. z wielu powodów nie chcę odnosić się do doznań innych. realizuje się kontakt z obszarem zewnętrznym. odwołam się do przykładu. książka wraca do czytania. podchodzę do składu rzeczy różnych (typowy lamus. w tym przypadku z własnego doświadczenia. i rodzaj. a ja o sprawie zapominam. koniec. pytanie z ich strony do mnie: posiadają elektryczną maszynę do pisania (w owym czasie rzecz cenną). pomyśleniem sprawy a jej przeprowadzeniem.i po krótkiej chwili odkładam.fala czasoprzestrzenna . który w innych okolicznościach skutecznie zaciera i uniemożliwia połączenie takich wydarzeń. przecież nie mam jak-czym naprawić. dlatego połączenie tak oddalonych faktów jest na skraju możliwości . czym jest przekaz informacji poprzez tło oraz w formie splątania kwantowego. i wspomniane warunki techniczne. telefon. w co trudno uwierzyć w dobie satelitów i elektronicznych gadżetów.

że tworzy treść "depeszy". że chodzi o rodzinę. ani strona myśląca o mnie nie wie. ani ja wiem.treść wiadomości jest już zawarta w odbiorcy na jakiś czas przed zaistnieniem samej wiadomości (potencjalnie nawet bardzo długi). coś się w ramach dla obu stron jednoczesnego tła zmienia. jak widać. sygnałem wywołującym i uruchamiającym reakcje (czy tylko myśli) jest tu fizyczny nacisk idący z/od poziomu tła. a to skutecznie zaciera ślady. moim działaniu i późniejszej rozmowie) detalicznie chodzi o naprawę sprzętu. i to może się już "pokazać" nadprogowo. które jak najbardziej pasują do wiadomości otrzymanej. jednak nie ma żadnej świadomości. ani jakoś inaczej przekazanej. czyli naprawcze. przekaz niesie całościową i pełną informację o tym. co należy zrobić . więc stwierdza. korzysta z już gotowych struktur. bo nie może. że to. co się dzieje popołudniem. jako elektroniczny. ale zdefiniowanego jako elektryczny. które zaczynam realizować. ale fakty. jest powiązana w sposób dokładny i ścisły z tym. ale może odwołać się do już zaistniałego. ani tym bardziej wiem. tu nie chodzi. różnica jest tylko w tym. kiedy spotka się sygnał oraz jego zakodowana zawartość ze swoim odpowiednikiem. 161 . ani elementów składowych). i teraz napływa sygnał ze świata – co może uczynić umysł? przecież nie zapali się w nim żadna lampka i żaden łącznościowiec nie połączy przewodów na/w łącznicy i nie dojdzie do żadnego kontaktu. ale może skorzystać z zasobów – przecież na pewno kod napływający do czegoś w zbiorze pasuje mniej lub bardziej. o naprawę dowolnego sprzętu (czy innej aktywności). że dokonuje się przekaz bez przekazu tym razem z uwagi na odbiorcę i na nadawcę jednocześnie. dziwne dla mnie samego zachowanie. upływa czas potrzebny na wykonanie połączenia przy pomocy kiepskiej technologicznie struktury. że ona się dokonała. ale warunkiem zaistnienia w/u odbiorcy postrzeżenia takiego nacisku jest już zawarta w nim energia – po prostu. w obu scenach mam dokładnie ten sam rodzaj urządzenia. że jest sprzęt do naprawy.a zarazem go nie ma.co bardzo podkreślam . ponieważ nie ma takich możliwości (sił. z którego i w ramach którego można wyszukać.a więc ewolucyjna sytuacja. zwracam uwagę. to się realnie i bardzo konkretnie zdarzyło. co mocno podkreślam. tu i tu (w obu zachowaniach. dostarczonego dokładnie z tego samego źródła – i chodzi o dokładnie taką samą czynność. oczywiście nie chodzi dokładnie o tę wiadomość. "odbiornik" podejmuje czynności współbieżne do treści tego przekazu. osoby jakoś ze mną splatane emocjonalnie. nie zbuduje nowej abstrakcji. że jest wiadomość i że jest to wiadomość z treścią. a nawet dokładniej. przekaz jest więc idealnie dokładny . podwojona . co może w tych okolicznościach zrobić umysł? musi znaleźć pasujący do napływającego kodu stan w zasobach i je podesłać – więc "wypchnąć" na poziom świadomości. w obu scenach chodzi o dokładnie określoną osobę i jednocześnie jest dokładnie określony charakter relacji. nawiązuje do zdarzenia sprzed wielu miesięcy. to jest pełny przekaz . w tym momencie kolejny raz zapisuję. po prostu jest zawartością mojego umysłu. która się odnosi do kiedyś tam zaistniałego zdarzenia.ale odbiorca nie może odczytać takiej informacji wprost. muszę ją w zasobie posiadać. co robię w scenie pierwszej. podkreślam to. a jednak sygnał zakodowany jest i wywiera w sposób mi znany nacisk na elementy mojego mózgu.ale powyżej (lub poniżej w innym spojrzeniu) budowania się abstrakcji. pod warunkiem. to może powstać wypadkowa. że pomiędzy zachowaniem ze sceny pierwszej a telefonem ze sceny drugiej. a dodatkowo zostało obrobione abstrakcjami. kiedy "nadajnik" definiuje sytuację. wyodrębnić najbardziej zbieżną ze stanem sygnału informację. więcej . że było splątanie. jednak początek i koniec tej zmiany nie ma wiedzy. ponieważ nie otrzymuje jej w formie dźwiękowej w słuchawce telefonicznej (to zajdzie później). że jest jakaś treść przekazu. podobnie zakodowanym. ma treść wiadomości. że taka informacja do mnie dociera.fundamentalnie ważna jest tu informacja. czyli naprawa sprzętu. żeby odczytać informację w takim przekazie. musi być zbiór danych (stanów zakodowanych). nic nowego się nie pojawi. który otrzymałem wcześniej.

ale w odbiorcy również muszą się znajdować abstrakcje. które odpowiadać będą na sygnał docierający. daleko po fakcie. ale zachodzący podprogowo wobec pięciu podstawowych zmysłów. ważne. działa zbiór na zbiór – i."przekaz splątany" w takim przekazie. że ewolucja potrafi wyczyniać przeróżne fanaberie. . co ważne. a następnie "podsuwa" je na poziom świadomości. jako konieczny logicznie stan szóstego zmysłu. więc musi być zbudowana struktura.to w ogólne nie jest przesyłanie wiadomości.i jest. to jak mam ustawić pomiar. zasadnicza trudność w połączeniu takich faktów (zjawisk) wynika z upływu czasu. w innym przypadku nie ma przesłania wiadomości. która nią zarazem nie jest. strumień energii przejdzie mimo . żeby wyuczenie się reakcji było proste (potrzeba lat i świadomej samoobserwacji). które oddziałają na otoczenie.coś się zdarzy. ale także w/na kolejnych zakresach postrzegania i analizowania nie może być próżni w żadnym innym rozumieniu . telepatii więc nie ma . i dopiero po zaistnieniu takich faktów w zakresie świadomości może je następczo zinterpretować. im więcej wspólnych elementów i im bliższy kod elementów działających na siebie ewolucji (ułożenie w czasoprzestrzeni). muszą być jako fakt fizyczny.a po drugie. w stosunku do czego mierzyć? zaistnienie zachowania nie jest ani tożsame z potencjalnym naciskiem od nadawcy. to zawsze jest przekaz bez przekazu. musi to być energia ułożona. to mogę stwierdzić. przekaz w tak pojętym rozumieniu nie może dokonywać się w próżni. kanał łączący i odbiornik – i jest wiadomość. jednak jest w sensie głębokim.nie może być np. a tym bardziej w zakresie pojmowanym jako "poza fizyką". nawet kiedy mam wiedzę teoretyczną. samego terminu nie warto odrzucać. w którym brak energii i nie ma tym samym nośnika.. który z zestawu abstrakcji wybiera wpierw najodpowiedniejsze. nie ma przesyłania wiadomości na zasadzie zachcenia. 162 . choć każdy element tradycyjnie pojętego przekazu się pojawia. kto działa na mnie w danej chwili. przekaz jest możliwy wyłącznie wówczas. ani świadomość odbioru (ani świadomość interpretacji danych). przy sprzyjających okolicznościach. powtarzalność takich "faktów" występuje i daje o sobie niekiedy znać. może być umysł gęsto zapchany energią (i tak jest w chwili narodzin). ale także jako postać zakodowana i abstrakcja. kojarzenie zjawisk jest tu warunkiem koniecznym i możliwym do wyuczenia. to znaczy. jest nadajnik. nie ma w banalnym i zmitologizowanym ujęciu. ale trzeba określić na nowo. przecież moje zachowanie może zostać wywołane procesem dowolnym (albo "spontaniczne") . czynnikiem kojarzącym takie sygnały jest sam umysł. ale obecnie słowo "próżnia" rozciągam na wszelkie stany. ale żeby dokonał się głęboki i skomplikowany przekaz. jednak nie na tyle często. pojęcie odnoszące się do czegoś konkretnego. po prostu muszą być. tym większy "styk" i skutek w formie powiązanego reagowania. to jedna z nich. w innym przypadku taka "galaktyka" informacyjna. tu nie występuje ani świadomość nadawania. wspominałem. w mózgu. jest opisem zjawiska. a od strony eksperymentalnej skutkuje to ogromnymi trudnościami w zaplanowaniu procedury badawczej. i to jest jego główna cecha. dopiero takie zdefiniowanie i rozumienie pojęcia "telepatia" jest poprawne. kiedy nadający i odbierający znają się i działają "na tej samej fali" (czasoprzestrzennej). przecież kiedy nawet mam wiedzę o takim przekazie. umysłu bez abstrakcji. ale niewątpliwie trudnym. w fizycznie definiowanym obszarze. to również nie jest nigdy przesyłanie dowolnie pojętej wiadomości . i musi owa struktura coś oznaczać. ale w minimalnym zakresie oraz bez efektów w postaci zauważenia sygnału. nawet nie wiem. że to jest fizyczny i realny proces (i logicznie poprawny). ale dopiero możliwym. w układzie nadającym muszą się zbudować abstrakcje. muszą one być do siebie dopasowane w sposób maksymalny (żeby elementy tworzące strukturę mogły się "zderzyć" i połączyć).o ile na wstępie nie odrzuci takiej możliwości z uwagi na posiadane wyobrażenie o świecie ("przecież to niemożliwe"). nie może być przekazu w nicości. to zawsze jest proces jak najbardziej fizyczny oraz realny.

sześć zmysłów . że człowiek (rozum) jest podłączony do rzeczywistości poprzez parzystą. to trzeba takie zestawienie zrobić. ponieważ jest to po prostu niemożliwe. liniowy oraz sferyczny. położenie i potencjał energetyczny poszczególnych elementów w takim zbiorze. jednak warto temat podjąć . analizować takich powiązań.symetria ewolucji . w tym miejscu może pojawić się tylko szkic i wstęp (a dalsze to "przy okazji"). jakie w tym zbiorze występują zależności. a nawet poszukać w nim głębokich symetrii. oczywiście obecnie nie zamierzam całościowo. warto uszeregować i przyjrzeć się. oddający występowanie i zależności między zmysłami.. przyznaję. które. symetryczną ilość zmysłów .a wewnątrz tych dwu generalnych stron stan energetyczny.bowiem skoro to jest możliwe. 163 . poniżej szkic. że ewolucyjna zasada symetrii procesów. nawet z bardzo powierzchownej oraz wstępnej analizy wyłaniają się ciekawe ujęcia. nieco mnie zaskoczyły (a to samo z siebie jest interesujące). posiada.jeżeli już wiem. uzyskuje swoje przełożenie na zaistnienie oraz reakcje układu ciało-umysł . a po drugie.to warto taki zbiór elementów uporządkować. tak fundamentalna. pytanie: jak uporządkować.zależności między zmysłami jeżeli już wiem. według jakiej metody zestawić ze sobą zmysły? do czego się odwołać? jedynie możliwy punkt odniesienia to widmo promieniowania i rozkład pierwiastków materii .

z tym. jednak wykorzystuje przecież różne (wszystkie) poziomy obecne w ewolucji do swojego działania. przyznaję. z którego korzysta. w ujęciu biologicznym. do odbierania promieniowania i elementów materii. że w zaistniałym zbiorze zmysłów mam dwa elementy ściśle powiązane ze stroną promieniowania i dwa z materią "twardą" ("namacalną"). zawsze zbiór elementów. ale to w sposób wyraźny nie zgadza się z przypisaniem umysłu (umysłu jako zmysłu) do dwu stron jednocześnie. a nośnikiem. ale obecnie muszę ten zmysł jeszcze dodatkowo wyodrębnić z pozostałych i podkreślić jego wagę . który jest zakodowany przez proces. skoro przyjmuję. ale jednak się zdziwiłem. to przypisanie dwóm pozostałych należnej im pozycji nie powinno nastręczać trudności. i dlatego nie ma dla umysłu położenia innego. dla tych podłączeń do świata nośnikiem jest zbiór atomów. przypada dotykowi. maksymalnego środka w ewolucji). wynika właśnie z tego położenia. które rozchodzą się stosunkowo powolnie i na niewielkie odległości. nie ze względu na ważność. ale z pozycji w ramach widma promieniowania. tylko w "8/0". czyli fotony światła) musi pojawić się jako stan pierwszy. tylko że trzy zmysły zostają przypisane do strony promieniowania i trzy do strony materii twardej.czyli uczestniczy jednocześnie w zakresie nadprogowym i podprogowym.owszem.po drugie. owszem. powód? kontaktuje się. która oznacza zarazem przekaz i która stanowi – jest rozprzestrzeniającą się ewolucję. przecież przez ten kanał przemieszcza się coś około 90 % informacji o świecie. że rozkład widma zaczyna się od dużego przedziału drgań. dlaczego to nie jest rozkład banalny? ponieważ zaskakuje umiejscowienie dotyku. ale w tym ujęciu nie w punkcie "4". stąd. sam kilka stron wcześniej analizowałem dotyk i stwierdziłem. i to jest ten wspominany fakt mojego zdziwienia. zaskoczenie. węch i smak. pojedynczy fakt. że dotyk znajduje się w punkcie ważnym. o którym wspominam. że po środku. jednak jako zmysł znajduje się na pograniczu. dokładnie na granicy fizyki i Fizyki. ale to jednak dotyk w takim zestawieniu jest w punkcie szczególnym. to.dlaczego takie ułożenie? punktem wyjścia była konstatacja. ten punkt. to. było pewnym zaskoczeniem. czy materia czy promieniowanie. po obu stronach (materii i promieniowania) zawsze występuje fala i to fala czasoprzestrzenna. 164 . jako fakt ewolucji. dlatego musi być "po środku". . że doskonale nadaje się do kontaktu z otoczeniem (dla licznych układów i za pomocą różnych technicznych form). rzeczywiście mózg to struktura atomowa i materialna. przypisać punktowi "4" stan przejściowy (analogiczny. jak z tego widać. to nigdy nie jest i być nie może jednostka. jednak nie punkt "4". jak punkt "8/0". z którego się wywodzi. niższy na skali – dotyczy energii "bliskich". i to jako naturalna. ponieważ w sposób nieoczekiwany wyróżnia zmysł dotyku z całego zbioru. z tła . przecież dotyk od dawna posiada swoje (i ważne) znaczenie. w przypadku materii. też bardzo ważne oraz szczególne położenie. drugiej strony ewolucji energetycznej. jeżeli podział zmysłów uzyskał taki poziom. jak na powyższym rysunku uzyskuje punkt "2" albo "6"). tu także mam dwa zmysły. należy do środka (i to wielokrotnego. a słuch w takim zestawieniu to fakt "niższy". dla mnie szczególnie ważny jest wzrok. docierający do zmysłów zbiór kwantów to wielowarstwowa. to wzrok (i tym samym nośnik. czyli tak. a to już wyraźnie porządkowało możliwy obraz i ustawiało dalszy tok rozumowania. na/w którym zostaje przekazany sygnał. więc w czasie i przestrzeni rozciągająca się fala zdarzenia oznaczającego sygnał. jak to jest w ujęciu liniowym. kolejność (uszeregowanie) tych zmysłów. i warto się nad tym pochylić. .co ważne. i w tej właśnie kolejności. odbiera również sygnały z brzegu. można inaczej szkic zestawić. te dwa "promieniste" zmysły to wzrok i słuch. a jednak sprawa nie jest tak oczywista. jednak wówczas mam co prawda symetrię. "grudka" materii. a rysunek musi mieć taką postać. zawsze ustalam wielość i różnorodność. jako narządu. teoretycznie nie powinno. że cztery elementy ze zbioru już zostały przyporządkowane.doprawdy ciekawe. że rozciąga się w środku oraz około środka (punktu "4"). acz ostatecznie przychyliłem się do wyżej prezentowanego ujęcia. sama konstrukcja mózgu. . .

ale nie jako element cielesny i w ciele. którego w tej chwili nie widzę . jeżeli dotyk jest w punkcie szczególnym na wykresie. i po stronie materii "twardej" (nacisk ciała. dotyk to tylko dotyk. tu nie ma oporu. czyli nacisku materii na materię. ale czy to "coś" oddziała na źródło (ciało) sygnału? i to w obu kierunkach. 165 . to dwa prawie identyczne elementy (acz już w swoim zakodowaniu odrębne) również mogą i powinne na siebie oddziałać. to efektem "emitowanych" warstw kwantów i "odbierania" takich samych a idących od innych ewolucji warstw (na/w styku spotkania się tych fal-warstw). a więc działa i po stronie promieniowania (ciepło. ale fizycznie jest problem. że przynależy do dwu stron ewolucji. to albo to nic nie znaczy. działa na zasadzie odebrania sygnału. procesem dwustronnym (w znaczeniu. że ze spotkania dwu fal energii zawsze coś powstać musi (nie ma obojętnego przejścia fal). fakt. mówiąc inaczej. owszem. słabo. już to oznacza. albo ma dodatkowy sens. który czyni lub odbiera). warstwy kwantowe. dylemat dotyczy strony "poza" wyodrębnionym z tła ciałem. coś zaistnieje. i to już daje do myślenia. więc "po drodze". nawet lokalnie rozbudowane. ponawiam pytanie. ale nie w jego obrębie. wspominałem. ale bez ostatecznych wniosków. skoro jest to położenie "pomiędzy".rozum. czy coś z tego więcej wynika i na coś się przekłada w relacjach z otoczeniem? co zrozumiałe. zakres cieplny) nie jest obiektywnie wielka. co musiałbym odnotowywać w formule umowności i z licznymi zastrzeżeniami. ale to zawsze będzie coś pomiędzy działającymi na siebie ciałami (ewolucjami). dotyk wyróżnia się w znaczeniu. mam dwustronny oraz na siebie nakierowany nacisk. aczkolwiek przy bezpośrednim już dotykaniu. energia z energią się "sparują" i w efekcie. ale. bo dwustronne. czy również charakteryzuje się podobnym lub innym ciekawym stanem . coś powstanie. czy będzie to fakt nadprogowy i obserwowalny? zapewne nie zawsze. tu. ale już zawartej "w archiwum wiedzy" (tu: pamięci) i następnie "przepchnięciu" tej informacji na poziom świadomości. czy w samym działaniu tego zmysłu nie ma czegoś ewolucyjnie ważnego – chodzi o wspomnianą dwustronność. ale zaistnieje. ponieważ dotyk jest. sprawa nie wydaje się aż tak jednoznaczna i do odrzucenia. z warstwami oddalających się kwantów.czy. jakiś fakt wzajemnego na siebie nacisku zaistnieje. można więc się zastanawiać. to nie pustka) . w odległości nawet niewielkiej ciała od ciała. że ten zmysł jest rzeczywiście w takim rozłożeniu "na środku". które oddalają się od ciała).tylko. w ujęciu historycznym. nie o to przecież tutaj chodzi. zgoda. przy głębszym zastanowieniu. traktuję to w tym momencie wyłącznie jako "głośne myślenie" i rozważanie w kręgu pojęć odnoszących się do struktury ewolucyjnej i wielowymiarowej. takie ujęcie jest do przyjęcia. którego tu nie mogę pominąć. jako dwukierunkowe. co zrozumiałe. jako zmysł. gdzie może zostać opracowana oraz wpisana w całą strukturę jako nowy fakt. energia w tym ujęciu (np. ale na pewno nie jest to wielkość zerowa (w każdym zadziałaniu. . nawet w zgrubnym analizowaniu. zresztą na podobnej zasadzie jak "zjawiska" i "telepatia".dlatego z takiego działania musi powstać jakoś wspólna ewolucja. skoro w "zjawiskach" mam działanie "rezonujące" przez czas i przestrzeń dwu do siebie praktycznie identycznych elementów. odszukaniu dobrze doń dopasowanej abstrakcji. są wszelkie zmysły). nie zamierzam. bowiem zaistnieje. tu sygnał nadprogowy musi po prostu się pojawić. czy "coś więcej"? fakt. coś poczuję. może dochodzić do wypadkowej i wspólnej już zmiany energetycznej. i też ponad czasem i przestrzenią (choć nie dowolnie daleko). i tu już nie ma wyraźnej odpowiedzi. logicznie nie widzę przeciwwskazań dla zaistnienia takiego zdarzenia. które z tego samego osobnika pochodzą. moje zdziwienie nie powinno mieć miejsca. coś powstanie.i tylko tyle. można przeprowadzić właśnie "głębszą" analizę – i to nawet na kilku poziomach jednocześnie. ze to nie zaistnieje.to pojawia się naturalnie pytanie. nie chcę ponownie wprowadzać czegoś. i to pomimo przywoływanych w powyższych akapitach historycznych odniesień. skoro dotyk znajduje się w symetrycznie położonym przedziale do rozumu . nie taki.

że na każdym poziomie energetycznym będzie taka wymiana). czyli wypadkowa. natomiast "abstrakcja cielesna" to fakt . to może nacisk z któregoś niskiego w ewolucji poziomu "wniknąć" swoimi elementami w zakres innej ewolucji. że nie dotyczy to świadomości (lub minimalnie). jako byt "najeżony" energiami. więc o wyraźnym zakodowaniu stanem "nadającej" ewolucji. działanie dotyku jest absolutnie fizyczne i w zakresie nadprogowym (i po obu stronach ewolucji). to taka struktura musi się z otoczeniem wymieniać energią również na różnych poziomach i dystansach. co mam na myśli? jeżeli ewolucja. że można się ich doszukać. "przekaz cielesny". jednak bez odniesień wobec stanów i zawartości "archiwum" w umyśle – tam po prostu nie ma co się w takim "nacisku" poruszyć. to przecież fakt niewątpliwie już fizyczny. który łączy osobnika z tłem przez rozum-zmysł. po pierwsze. może i musi się "objawić" w strukturze ciała innej osoby. skoro mam odbieranie poprzez tło w innej ewolucji zaistniałej zmiany – to mogę. na tym właśnie poziomie.jest w ciele i coś z "fizycznej abstrakcji" ciała posiada swoje odpowiednie stany w innym ciele. jako działanie pośrednie i "podprogowe". chodzi o działanie. np. nie ma takiej abstrakcji. zawsze przez konkretnego obserwatora i w konkretnym okresie istnienia wyróżniona z tła. jako dopełnienie tego procesu. tu ciało osobnika. przekształcić. przy czym wyróżnienie w takim przypadku i odwołanie się do poziomu świadomości niekoniecznie musi być poprawne. a do tego "rozwleczona" w/po świecie na dalekie dystanse i tylko zgrubnie. podprogowe i przez tło. ale. to również. i podprogowo wobec stanu tego ciała (a więc poprzez tło). i to w interesujący nawet sposób (którego w chwili rozpoczynania tego zapisu nawet nie przeczuwałem). bo w relacjach o takim działaniu wręcz świadomość nie występuje z zasady. wywołać reakcję. argument ważny (ponieważ kłania się tu symetria). a to oznacza. skoro mam symetrię położenia dotyku i rozumu. ale w zakresie fizycznym – ale również. reakcja. połączyć ze sobą takie działanie. czy to znajdzie się na poziomie świadomym? oto jest pytanie. że działa tu "abstrakcja" w postaci fizycznej konstrukcji. wówczas. tylko że podprogowo fizycznie. promieniowanie cieplne. . ale "poza" (poziomem interpretacji). a jednocześnie powiązana ze świadomością. musi być "splątanie organiczne". jak wspomniałem ciekawsza logicznie. muszę mieć "telepatię" na poziomie ciała.czy dostrzegam jakieś powiązania między abstrakcjami (i zmysłami)? wydaje się. ale na poziomie niższym do umysłu. fakt. efekt jakiś być powinien. ale zaszła w okolicy zmiana (bez definiowania tej "okolicy") oddziała na źródło sygnału oraz drugą (lub inne) ewolucje poprzez tło. cielesnym. coś się z nacisku dwu ewolucji na siebie "wyłoni". energii idącej od ciała do innego ciała. skoro jest splątanie emocjonalne. które oddalają się od centrum w postaci fizycznego organizmu. druga możliwość działania. przemieścić. mówiąc inaczej. ale to nie wyklucza. ale podprogowo. że kiedy pojawia się nacisk jednej ewolucji na drugą. ale również może spenetrować organizm głębiej (z tym. jak z tego widać. to ta fala energii dociera do powierzchni. dziwnie to brzmi. i niekoniecznie. że mam tu "telepatię fizyczną". jak słowo i zawarta w nim treść może zmienić w odbiorcy tej energii emocjonalny stan (fizycznie zbudować nową jakość). skoro mam "telepatię" między umysłami. fizycznie. logicznie to nie jest w żadnym razie sprzeczne. mogę powiedzieć. takie fakty (również fizyczne) mogą wejść dość głęboko w inny świat i go zmienić. poruszyć taki sam fakt w sąsiednim organizmie. to wielowymiarowa oraz wielopoziomowa energetycznie zmiana. 166 . to działanie "pośrednie" – ale przez tło. ale dość słaba energetycznie zmiana "na styku" (i poza ciałem) zaistnieje. a nawet z małym lub minimalnym odniesieniem do poziomu świadomości.czy zauważalnie. ale już w ujęciu szerszym. i może tym samym taka abstrakcja się dopasować. to jest działanie ciała na ciało. skoro coś tak "niematerialnego". że nie może zostać zarejestrowane – właśnie przez kanał. czyli są we wzajemnym bliskim zasięgu (wszak dotyk nie działa dowolnie daleko). kiedy czuję ciepło drugiej istoty. i jest to zdecydowanie ciekawsze tłumaczenie. podprogowo.

promieniowania i materii (a także nadprogowo i podprogowo). . a więc jakoś spokrewnione.). im będą to sobie bliższe konstrukcje. to przekaz ponad czasem-i-przestrzenią (i "telepatyczny" jak najbardziej). który znajduje się obok. to jest tło nadprogowe (choć oczywiście zakotwiczone jako element w zakresie niższym wobec fizyki) – i tylko nadprogowo może oddziałać. ale blisko. i w połączeniu. jednak aktualnie takie ujęcie wystarczy. to element jak najbardziej realny. bo sygnał się nie przeniesie. tylko lokalne i dopasowane do treści pojęcia. mogę dotknąć cieleśnie bytu. ale również wzrok i smak lub węch. co jasno wynika z samej postaci zmysłu dotyku. co więcej. ma to przeniesienie na poziom procesów fizycznych. dlatego jest to mały oraz bardzo mały zakres. tłem – ale będzie. z powyższej analizy wynika. że komórka rozrodcza (czy podobny element z ewolucji działający na inną ewolucję) to w tym ujęciu przekroczenie treści pojęcia "telepatia" – tylko że już wcześniej takiego poszerzenia dokonałem. takie spotkania elementów. kiedy działa na organizm każdy inny tak wspólnie wytworzony element. zakodowane w "abstrakcji fizycznej" (np.co więcej. itp. będzie bardziej "płodne" i wielopoziomowe. dlatego nie przypadkiem. bo tego istnienia jeszcze nie ma. dopełnia działanie ciała na ciało "fizyczną telepatią". muszą być w czasie i przestrzeni sobie bliskie (np. dlaczego? ponieważ zachodzący wówczas proces posiada najwięcej punktów stycznych. choć nie zawsze w formie na tyle silnej. to przekaz poniżej progu istnienia. . a kiedy oddziała na ciała nadające. tu układ osobniczy. 167 . ważne potwierdzenie zasady. to zawsze jest wielopoziomowa i rozprzestrzeniona fala energii. jednak za ścianą już nie (za dowolną barierą). . to źródło "nadające" taki sygnał mysi być blisko odbiorcy (nawet wniknąć w jego strukturę). ale z punktu postrzegania tego nowego bytu. co zrozumiałe. co warto podkreślić. to jednak efekt najpełniejszy musi pojawić się między bytami. praktycznie bardzo bliskie fizycznie w przestrzeni działanie. wzrok i słuch. z którego poziomu ewolucji. w komórkach rozrodczych) istnienie osobnicze w czasoprzestrzeni może się przenosić na małą odległość. być może warto będzie kiedyś do niego wrócić. że "telepatia". a także struktura czasoprzestrzenna. nie ma znaczenia. mam tu tło. tylko że już nadprogowo. i to w maksymalnym zakresie: każdy przekaz na odległość jest "telepatią" oraz buduje w "odbiorniku" (w dogodnych warunkach) odbiorcę (kolejną abstrakcję). to samoreplikujący się przekaz. to fakt dwudzielny. będą odnosiły się do innych zakresów (np. jest stanem symetrii maksymalnej. dwustronnie. po drugie. przecież wnikająca do ciała i "zagnieżdżająca" się w nim komórka. to i taki stan. skoro nic nie może być jednostkowe. można wysunąć zastrzeżenie. związki być muszą. to warunek podstawowy. zgoda. przecież umysł działa w obu zakresach. działanie na inną strukturę może przebiegać dwupoziomowo. który w nowych okolicznościach wytwarza odbiorcę sygnału.to samo mam. żeby takie wspólne fakty dostrzec. więc w przedziale fizyki. musi to być również bliskie.szczególne położenie zmysłu dotyku faktycznie wydaje się spełniać warunek symetryczności wobec działania umysłu. których struktura (wewnętrzna zabudowa) jest najbliższa. musi zaistnieć w wyniku tego spotkania fakt. jaki to element. kiedy spotykają się energie z dwu i obok siebie w czasoprzestrzeni znajdujących się ewolucji. owszem. i w takim ujęciu "telepatia". nowa struktura energetyczna. aczkolwiek przynależność do jednego świata i jednej reguły wyklucza całkowity brak oddziałania. wniosek? . zasada i funkcja ta sama. a tym samym głębsze powiązania w ramach prezentowanego zbioru zmysłów. ale tło w tym działaniu jest także możliwe do wykorzystania tylko na małym dystansie. będzie wobec nich faktem podprogowym. gatunkowo). jako fakt symetryczny: w ramach umysłu i w ramach ciała. co znów jest pewnym zaskoczeniem (choć nie powinno). takie wpływanie na siebie ewolucji będzie tym silniejsze. zapewne. dlatego działa daleko-szeroko-głęboko.tyle "w temacie".oczywiste. fakt symetryczny – taka funkcja spełniana jest w formie ewolucyjnej. kiedy mam duże i maksymalne skomplikowanie "abstrakcji cielesnej". i podporogowy.

umysł meta-fizyczny 168 .

będzie fizyką (i Fizyką w rozszerzonym ujęciu). kiedy zamykam się w pojęciach i jednocześnie odcinam od faktów. dowodzę jedynie tego. znów powtórzę najczęściej zapisywaną tutaj frazę: nie ma ewolucji w pustce. mam na myśli meta-fizykę. mogę nawet nie uświadamiać sobie istnienia takiego poziomu działań. a ustalona reguła zmiany odnosi się do czegoś zawsze konkretnego. do pewnego stopnia i zamiennie mógłbym użyć określenia "umysł meta-biologiczny". mogę. a te przecież mogą mnie boleśnie zaskoczyć za najbliższym zakrętem. w umyśle. żeby myśleć. żeby cokolwiek istniało i się zmieniało. w tym religijnej.rozum a abstrakcje .nie oderwę się nigdy od tego zakresu. to nie jest i nigdy nawet nie był obszar metafizyczny w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. nie chodzi o "umysł metafizyczny" (z całym balastem tego pojęcia nagromadzonego przez minione wieki). a jest o czym mówić oraz nad czym się zastanawiać. również przez abdykację. w zakresie potocznie określanym jako "dusza".. że została zbudowana najpierw jako filozoficzna (i metafizyczna) spekulacja. także nie ma znaczenia powierzchowna i w różnych okrasach nadawana temu zakresowi logiczna treść. jeżeli postrzegam wyprodukowane przez umysł pojęcia jako nadrzędne do świata i komunikujące się z "za-światem". jeżeli uznaję własne abstrakcje za odniesienie do "czegoś" poza fizyką. czyli . które pojawiają się na horyzoncie.ciągu dalszego.i to na zasadzie koniecznego dopełnienia.w tym również wprowadzenia w naukową analizę "cielesnego poza". tylko o umysł meta-fizyczny. to zawsze było działanie na abstrakcjach.podkreślam. że musi się to zmienić – ponieważ. konkretne. który następuje po-fizyce. muszę opierać się na czymś materialnym. jednak dziś już wiadomo. że w sposób niepełny definiuję (rozumiem) rzeczywistość i pozwalam abstrakcjom na samowolę. który chcę tu poruszyć. ucieczka od analizy tego obszaru (leżącego pozornie "poza") była rezultatem odcięcia się od nadmiarowego w pewnym okresie poza-wszechświata (Kosmosu). to nie wytworzę ich w oderwaniu od świata i jego reguły . rzeczywiste. to nic. a wnioski były jak najbardziej poprawne.umysł meta-fizyczny . jeżeli dokonuję operacji na pojęciach (abstrakcjach). a to. i muszę mieć tego świadomość. to zawsze była realnie przynależąca do fizycznego świata konstatacja. temat należy do głównych i podstawowych. wówczas narażam się na kłopoty (czasami poważne). życie po życiu to nie jest wymysł i pusta abstrakcja . ale w "nadbudowie". nie metafizyczny – forma zastosowanego zapisu jest tu bardzo ważna.śmierć . ale nie mogę się bez niego obyć.to głęboka fizycznie myśl. więc musi się znaleźć w tekście definiującym otoczenie. . żebym mógł zdefiniować tutejszą chwilowość. dlaczego? z powodu konsekwencji. a w pewnych okresach nawet muszę pomijać głęboką (więc fizyczną) strukturę myśli. ale który jednocześnie zawsze był . w pojęciu "umysł meta-fizyczny" zbiegają się wszelkie poruszane wcześniej zagadnienia . żeby istnieć. nie ma znaczenia słowna (dźwiękowa) otoczka tego pojęcia. 169 . w niczym głębokiej wartości tego pojęcia nie umniejsza. musi proces posiadać fizyczny ("namacalny") nośnik. to każdorazowo była-jest-będzie fizyka i treść realna. że do tej pory (z rozlicznych powodów.i konsekwencja postrzegania rzeczywistości jako fal (fali) tworzących się i zachodzących w formie czasoprzestrzennej. muszę odnieść się do nieskończoności. nadszedł więc czas wprowadzenia tego "poza" w zakres fizyki (Fizyki) . a nawet ucieczkę fizyki od tego tematu) była to domena szeroko pojętej metafizyki (czy to w postaci naukowej filozofii. a z drugiej zakończenie opisywania operacji na abstrakcjach . już nie w formie oczywistych a koniecznych przemian w cielesnej powłoce po śmierci. czy innych okazjonalnych "spekulacji"). które posiadają fizyczny nośnik i zawsze dotyczą świata jak najbardziej namacalnego.jest .co dalej? uwaga na wstępie: chodzi o umysł "meta-fizyczny". jednak byłoby to zawężenie tematu. czyli przedział rzeczywistości. jako z jednej strony dopełnienie opisu śmierci (i "zjawisk"). to zawsze była poprawna oraz fizyczna konstrukcja zabudowująca otoczenie.

nieskończoność oraz wieczność. jeżeli operacja na pojęciach wprowadza zakres poza-fizyczny. to rezultat działań na/w abstrakcjach. ani obcego. główna myśl. to zawsze jest ten świat. jako elementy konieczne. nie ma znaczenia przypisywana w konkretnej filozofii czy religii naskórkowa treść takiego pojęcia. czyli wpisać w Fizykę. w każdym przypadku "abstrakcjonista" operuje abstrakcjami z tego świata i produkuje wnioski dotyczące tego świata.ale obecnie musi nastąpić wywłaszczenie metafizyki na rzecz meta-fizyki. gdzie oraz w czym szukać tego. religijną. odnoszące się do realnego i fizycznego świata ujęcie. przejmuje kontrolę nad nieskończonością i wiecznością. zgoda. nie ma znaczenia forma. to oczywiście pojawia się dystans.w operacjach na abstrakcjach nie ma różnic. nie mogę odrzucić logicznie wytworzonej abstrakcji tylko dlatego. że można poprowadzić rozumowanie i dalszą analizę istnienia poza jednostkowy i konkretny. która pozwala opór umysłu przed wnioskami dotyczącymi "poza" pomniejszyć: nigdy nie ma błędnego analizowania świata i nie ma błędnych. a zadaniem fizyki i nauk pokrewnych jest odszukać dla nich konkretną treść. bowiem to zasadnicza. nawet poza-świat. .jeżeli abstrakcje podpowiadają. do czego się odnosi. że niesłusznie. czy powstała w oparciu o regułę. są co najwyżej chwilowo nie zweryfikowane. ponieważ niczego nie zrozumiem.z drugiej strony mam cały konieczny i świadomie przyjęty krąg fizycznego eksperymentu. który wytwarza się w umyśle. "cudownego" i naukowo niedostępnego. że jest "dusza" oraz jej kolejne przejścia. to nie mogę odcinać wieczności. są wybiegające poza sprawdzony (zdefiniowany) eksperymentalnie zakres . powtórzę jeszcze raz. co tylko "w innych stanach umysłu" może być analizowane. które wcześniej były rozpoznane przez spekulację (filozoficzną. odrzucenie tak definiowanego obszaru.i to pomimo dokonanej już na prywatny użytek analizy tego zakresu. która oddaje cechy świata . fizyka po rozpoznaniu przeoczonych pośrednich stanów i przemianowaniu się w Fizykę.nie ma błędnych abstrakcji. ani niepoznawalnego. .nie ma błędnych pojęć. które byłyby spoza tego świata. kolejny zresztą raz. kiedy ten zapoznaje się ze stwierdzeniem. co się za tak "wyprodukowaną" abstrakcją kryje. że jest to obszar "jakoś inny".większość zapisywanych obecnie przeze mnie słów służy właśnie temu. ponieważ doświadczam tego sam .pojawia się możliwość odrzucenia tematu. to efekt "przeskoku" w analizie pojęciowej ponad fizycznymi szczegółami do zakresu brzegowego . mogę oczywiście pytać. że to nie jest ani coś niezwykłego. to mój świat. że mi się nie podoba czy nie odpowiada do wcześniej przyjętych założeń. czy to będą pojęcia matematyki czy filozofii (czy religii). że istnieje przedział "po" osobniczej śmierci. i to bez zapoznania się.muszę pytać. wszak historia nauki to nieustanne przesuwanie granicy poznania na tereny. wątpliwości. usunięcie nadmiaru jest zaletą. co (pozornie) wydaje się znajdować już poza-fizyką. że to coś niebywałego. złych abstrakcji. . . 170 . jednak przy zmianie punktu obserwacji może to prowadzić do błędnego wyniku . dlatego poprawny tok działania musi uwzględnić taki stan.jeżeli do opisania skończonego i chwilowego (wszech)świata potrzebuję nieskończonego Kosmosu. rejestruję duży (a nawet wielki) opór przed pójściem dalej . również w takim znaczeniu. obecnie wypada w działaniu opisującym rzeczywistość wykonać krok ostatni (i ostateczny): wprowadzić w zakres fizyki Ewolucję. o co tak naprawdę chodzi. ale nie mogę negować tylko dlatego. wszystko jest Fizyką. żeby pokazać. to zawsze jest poprawne.naturalnie zdaję sobie sprawę z silnego oporu. więc ograniczony ściśle w przestrzeni i czasie fakt. inną). jakie głębokie treści koduje. tego chyba nie muszę głęboko uzasadniać. kiedy z jednej strony mam wdrukowany (od pokoleń) przekaz. zdaję sobie z tego sprawę. historyczne zawłaszczenie terenów "poza" przez filozofię (i religie) było konieczne. dlatego obecne zapiski są formą działania wyprzedzającego i pomniejszenia oporu. że wcześniej brzytwą ciąłem wszystko nadmiarowe. on jest . kiedy wczuwam się w reakcje poznającego takie zapisy. który wyrzuca poza badanie wszystko. on jest. nie ma znaczenia pochodzenie abstrakcji.

i żyj wiecznie. zwracam uwagę. że rozumny uczestnik rzeczywistości będzie istniał w jakiejś postaci nawet wówczas. kiedy wiem. co najwyżej muszę pytać. "instrukcji obsługi". już nie ma pytania. że w takim przypadku znika "duszny" charakter tego pojęcia. to dalece zawęża podejście do zagadnienia. nie opór. mówiąc inaczej i wprost. że jej nie ma . zawartość mojego umysłu jest może mało wyraźna. choć już niekoniecznie biologiczne. namacalny i istniejący realnie. jakich abstrakcji użyłem. staje się "duszą". 171 . przy jednoczesnym braku kroków pośrednich (świadomości ich występowania). więc zawsze czasoprzestrzenne abstrakcje (które mnie oznaczają). że do tego zakresu istnieje byt nieskończony-wieczny. abstrakcje zbudowane są na fizycznym nośniku i są realizacją zasady – ale po prostu są. pojawia się życie po życiu . nie ma znaczenia.ważne jest to. czy może dusza wędrować w kolejny odcinek ewolucji. co mam zrobić. brak pomiaru występowania "duszy" nie oznacza. kiedy docieram w analizie do ustalenia.abstrakcje brzegowe w pewnej chwili operowania abstrakcjami umysł przeskakuje (czyli przechodzi bez świadomości istnienia stanów pośrednich) do pojęć brzegowych – wyprowadza ze zmiennego świata (oraz własnej chwilowości) abstrakcje i byty niezmienne.brakuje w nim tylko objaśnienia. kiedy rozpadnie się jego fizyczna struktura. jeżeli wszystko się kończy. wynik jest poprawny . ale do mojej świadomości dociera wyłącznie wynik działania. te ustalenia są konsekwencją i koniecznością takich operacji – i pojawiały się zawsze. pojawia się za to pytanie o stronę techniczną takiego procesu. jeżeli jednocześnie analiza wskazuje. ech. prowadzą do wniosku. od razu inaczej ustawia spojrzenie oraz ewentualne konsekwencje.i jej "przejścia" na/w kolejny etap istnienia. ale na pewno jest. że przy takim zdefiniowaniu znika opór.śmierć i "dusza" . istotne jest tu inne. więc oderwana od fizycznego nośnika abstrakcja. że nic nie wiem o działaniach w/na poziomie ciemnym. że dziś fantaści (i nie tylko) przemieszczenie (się) rozumu z jednego nośnika w/na inny określają jako oczywistość . naiwność. ale jest faktem. działania na abstrakcjach. czy w chwili aktualnej mogę coś pod tak uzyskane pojęcie podłożyć . żeby pożądany stan osiągnąć. że to poprawny wniosek. przeniesienie pojęcia "dusza" na cały zbiór abstrakcji konkretnego umysłu (wszelkie dane).nie ma znaczenia.życie wieczne. czasoprzestrzennych elementach. przejście do abstrakcji maksymalnej jest wpisane jako konieczność w tok analizy. dlatego po tutejszym życiu. która usamodzielnia się i samą siebie postrzega jako wyższą formę istnienia w stosunku do materialnego ciała. nie ma znaczenia. nowe zobrazowanie zagadnienia "duszy" . to przechodzę z zakresu niedefiniowalnego w pełni określony. że chodzi o fizyczne. ewolucja w umyśle biegnie według ewolucyjnej reguły i na fizycznym nośniku. zaczyna postrzegać otoczenie w skali maksymalnej (i siebie przy okazji) jako fakt logicznie nieskończony. proszę zauważyć. co więcej. czy można "to" "przemieścić".wystarczy jedynie skopiować "pliki". ale oczywistość "przesiadki" rozumu (umysłu) się wyłania z analizy. . że treść podkładana pod to pojęcie jest niepełna lub zdeformowana. powstała jako konkretna i jednostkowa ewolucja. było to przez wieki osiągane (interpretowane) w różnej formie. to dlatego wspominałem wyżej. czyli już nie ma problemu z pytaniem. co zasadnicze. również fizyczne. jako konieczne dopełnienie. i dlatego mam prawo pytać (o ile interesuje mnie przedłużenie istnienia). przy czym. to muszę z tego wyprowadzić wniosek o możliwości własnego wiecznego istnienia. ale powtarzam. etapy cząstkowe są w zakresie ciemnym.. rozpakować w nowej strukturze . jak to przenieść z ciała o biologicznym (fizycznym) kształcie w inne. ulotną i tylko czasowo związaną z ciałem duchową postacią wiecznego bytu. że "dusza" (zbiór moich wypracowanych w ciągu życia abstrakcji) może istnieć poza formą cielesną oraz być przedłużeniem bytowania w tu i teraz (potencjalnie nawet w nieskończoność). że można to zapisywać jako konstrukcję "rozum meta-biologiczny".oznacza. problem tylko w tym. zawartość umysłu. to nie mogę odrzucić takiego ustalenia.

zawsze musi być materialny nośnik. że jedynie sensowna i prawdziwa droga wiedzie przez działanie na/w materii. sprawa ma znaczenie. że materia to takie byle co . a skoro materialny.i przekraczali tę granicę nie zdając sobie sprawy. abstrakcji pojętej jako stan bezcielesny nie muszę przenosić.ale to musi być jakoś namacalny nośnik. sprawa właściwie drugorzędna. każda jest niepoprawna.zwracam uwagę na ten aspekt. bo sama uleci w za-światy. ani łatwa. liczy się cel. ciało.ciekawy jest tutaj fakt. co "od zawsze" (i "na sucho") osiągał umysł w analizie abstrakcyjnej: "nieśmiertelność". musi odbywać się to wyłącznie na/w materialnym zakresie. przy czym. czyli "dusza" musi się oderwać od ciała w/na następnym odcinku "życia". dzisiaj już wiadomo. z takiej perspektywy. poci. w przypadku filozofii (czy religii) to działanie proste – w przypadku procesów fizycznych rozbudowane i skomplikowane. to współczesny odpowiednik wędrówki dusz w zaświaty. a także. że jedynie dostępną drogą jest obróbką materii. też fizyczny. to nie może "dusza" być niematerialną. że będę "żył wiecznie"? zwłaszcza kiedy zarazem wiem.zawsze się rozpada. 172 . że to nie jest "przesiadka" umysłu ani prosta. że ta granica w tym miejscu istnieje i że ma wiele etapów cząstkowych. kiedy wiem. tylko brak świadomości zawartej w takim zobrazowaniu fundamentalnie głębokiej sprzeczności: w jaki sposób. czyli oderwanej od materii. co równie ciekawe. boli. analitycy kiedyśniejsi dochodzili do śmierci i końca ciała . . najwyższy czas przywołać ją do porządku. . śmierdzi. na co wskazuje logiczna konstrukcja i operacje na abstrakcjach. tylko tak można osiągnąć to. może być w/na kolejnym etapie ewolucji. kiedy mam już świadomość. co podkreślam. jednak droga dojścia do niego zasadniczo różna (potrzeba więcej energii). jednak tu zaznaczyć wypada. że dusza (prawdziwa dusza). w formie abstrakcyjnej. jak może się z zewnętrznym i fizycznym bytem skutecznie kontaktować "odmaterializowana dusza"? nie ma znaczenia forma odpowiedzi. że tak dziś powszechnie oraz na różne sposoby opisywany moment przejścia z ciała do urządzenia. "duch" rzeczywiście może swobodnie polatywać w czasie i przestrzeni. dary bogom. różny nośnik . w/na inny odcinek rzeczywistości mogła "duszę" przenieść kiedyś modlitwa. i już na zawsze (na wieki wieków). "dusza" to abstrakcja. jednak zawsze musi być w zakresie fizycznym i materialnym. przy braku zarazem świadomości kroków pośrednich prowadzących do tego wyniku. to może być różna struktura. a nie droga dojścia do niego. konkretna i fizyczna postać cielesnego nośnika jest informacją zbędną . wpisać ponownie. życzliwe wsparcie innej duszy . . które oderwała się w trakcie historycznych przemian od fizycznego nośnika i "odleciała" w za-światy. wynik jest ten sam. tylko. do czego jeszcze za moment nawiążę. . fizyczna forma tego nowego osobnika.błąd? złudzenie? ależ nie.i że ten właśnie zbiór chcę przenieść na inny nośnik. i "dusza" odrywała się od ciała. jeszcze do tego nawiąże. to mogę napisać w tej chwili. liczy się cel. nie może być kontaktu w pustce czy przy pomocy pustki. .wszystko się w analizie zgadza.duch zawsze jest materialny.zwracam uwagę. dlatego się tym nie interesuję. i usamodzielniona mogła wędrować w nieskończoność. dlaczego mam kłopotać się cielesną formą. historycznie metody dojścia były różnie definiowane i były pochodną wypracowanego systemu pojęć (filozofii czy religii).dziś ten sam efekt uzyskam w laboratorium oraz przy wsparciu fizyki. to w stosunku do mojego działania na abstrakcjach i wyniku osiągniętego poziomu. ale zbiór materialny muszę umieścić w materialnym "urządzeniu" i dokonać tego przy pomocy materialnych przyrządów (i z pełnym poszanowaniem zasad materialnej ewolucji).lub nawet przeszkadzającą życiu wiecznemu. jednocześnie korzystając ze wszelkich poprzednich form kontaktów w pozostawionym za sobą fizycznym świecie. w materialną strukturę. że analiza wprowadza (jako konieczność) dalszy etap istnienia zbioru abstrakcji. który oznacza konkretnego osobnika. ułomne ciało w takim ujęciu jest stanem sprzecznym z duchowością i nie ma znaczenia. nawet obojętna. tylko że. drobnostka. zbadane zostały wszystkie drogi (metody) dojścia do tego celu. to zbiór materii w mojej głowie o indywidualnie zakodowanej postaci .

istnienie to zmiana nie ma wiecznej zmiany. że w tym przypadku kolejne etapy i przejścia będą łatwiejsze? z mojej zewnętrznej do takiego układu perspektywy owszem (to nie będą przecież miliony lat ewolucji). umysł sztuczny. fizyczna dusza musi "ulecieć" z ciała (w inne ciało). zysk niewątpliwy. czyli następny poziom. w nową strukturę."przesiadka" rozumu . który mnie oznacza."sztuczny umysł". jak umysł naturalny. a częściowo już została omówiona wcześniej.umysł naturalny i sztuczny . również konieczność życiowa. kolejny rzut ewolucji (a szerszym sensie banalna przesiadka rozumu z jednego zakresu materialnego w inny). przekroczyć próg śmierci. można przedłużyć za pomocą działań technicznych istnienie o "iks" okresów. kiedy przedłużam swoje istnienie lub zbioru podobnych istnień (cywilizacji) w przyszłość. życie. czy dojdzie do przeniesienia umysłu na inny nośnik . żeby umysł mógł pokonać.. to musi dokonać się w formie wielu pośrednich kroków i uczenia się świata. żeby tworzenie się i operowanie abstrakcjami w układzie niebiologicznym było możliwe. że sztuczny umysł musi przejść identyczną drogę uczenia się środowiska. co zrozumiałe. kiedy wszystkie problemy są już rozwiązane. . co tu najważniejsze. po pierwsze. o tyle "przesiadka" z umysłu naturalnego do sztucznego jest wyzwaniem. ponieważ sprawa prostsza. że pragnie osiągnąć "wieczne życie".jeżeli słyszę wypowiedź kogoś. rozpocznę od niego. musi zakasać rękawy i wysilić szare komórki (jeżeli takowe posiada). że przetrwanie rozumu (i "człowieka") w środowisku zewnętrznym do ziemi jest niemożliwe w długiej skali bez zmiany cielesnej formy istnienia. logiczna i filozoficzna konieczność (wynikająca z działań na abstrakcjach) – ale. tu nie ma drogi na skróty. jedynie poważne pytanie. jednak z punktu widzenia takiego umysłu (bytu świadomego siebie) jest to tak samo trudny i niezwykły moment. kiedy wiadomo co oraz jak budować. ale w rezultacie uzyska do istnienia. czy jest to konieczne.jest tylko i wyłącznie pytanie o to. nie ma zagadnienia. a to oczywiście wymaga "przetransportowania" zawartości zbioru abstrakcji. środek.a po drugie konieczne. a każda lokalna i jednostkowa zmiana posiada początek. jako uogólnienie). w Kosmosie jest wieczna reguła zmiany. które musi zostać aktualnie postawione brzmi: jak to zrobić? nie ma pytania. a następnie muszą zostać poddane obróbce. to jest dla mnie jasne. czy do tego dojdzie. 173 . staram się przedstawić.umysł meta-fizyczny . te są i będą rozliczne. nawiązuję tu do ustalenia. kiedy to zajdzie oraz jakimi metodami to osiągnę. jak dla mnie "przesiadka". a także koniec swojego zbornego działania. o ile umysł sztuczny pojawia się w chwili. nie może zdać się na łaskę niebios. ale szybko przechodzi w zakres fizycznej realizacji. że jest to możliwe . aktywnego istnienia dodatkową (i sporą) liczbę nowych lat. żyję – umieram. w tym również jako forma wielowymiarowego "splątania" ze światem. dziś jest już oczywiste. w tym miejscu. choć trudny do wypracowania. umysł naturalny. dlatego "przesiadka" duszy nie ma dziś już charakteru metafizycznej ciekawostki. zawsze muszą się pojawić indywidualnie wypracowane i po prostu doznane abstrakcje (które powstają na podbudowie fizycznych zmysłów i odnoszą się do zakresu poza "osobnikiem". czyli musi do tego dojść. i to pomimo wszelkich oporów (czasami wrzasków) "obrońców natury"."przystawka" "przesiadka" rozumu na inny nośnik i w nowe ciało to konieczność. jest tylko pytanie o kroki techniczne prowadzące do celu. jedynie zgrubnie kreślę logiczną (i filozoficzną) drogę postępowania. ale nie można istnieć poza zmianą. tu nie ma dylematu. że ów obywatel tutejszego świata nie przemyślał wygłaszanych (i wdrukowanych w umysł) formułek. jeżeli ktoś chce "żyć wiecznie". jaką była do tej pory. pojęty jako kontynuacja rozumu biologicznego. i wszystko to jako działanie czasoprzestrzenne. abstrakcja "życie wieczne" to sama w sobie (i pełna) sprzeczność. konsekwencje są rozliczne i ważne. nawiasem i przy okazji . nie zajmuję się szczegółami technicznymi takiego przejścia.

. powtarzam i podkreślam. ale zarazem i konieczności "przeskoku abstrakcji". przy czym. więc nie można odczytywać go według tej samej. które fizycznie i realnie będą oznaczać realizację pomysłu. to jest poza moimi możliwościami). nie dostrzegam (bo to niemożliwe) głęboko leżących. po kolejne . i to w szeroko pojętym zakresie. owszem. że logicznie możliwe do wykonania). co wypada zaznaczyć w nawiązaniu do wcześniej powiedzianego. ponieważ zaistniała jednostkowo i zaniknie punktowo. a przecież bardzo ważnych etapów pośrednich. a więc zbiór moich abstrakcji. owszem. .przesiadka umysłu na nośnik mniej wywrotny to oczywistość. ale to zarazem skutecznie odcina mnie od tutaj analizowanej "przesiadki" na inny nośnik. odnośnie operowania abstrakcjami. fakt. korzystam w szkicowaniu drogi (ewolucji rozumnej oraz rozumu) z przywileju. z której można na życzenie pobierać pliki z danymi i je przenosić w nowe miejsce. przyjmując założenia i operując wypracowanymi abstrakcjami. w którym rozum będzie mógł się dalej przemieniać i postrzegać otoczenie. ale trudność jest poważna i głęboka. jest ograniczony właściwościami ewolucji zbiór możliwych sposobów obrabiania (szyfrowania) abstrakcji. że jestem na zawsze odcięty od takiego "przejścia". do którego warto dążyć. nigdy nie opuści mojego ciała.efektem indywidualnego i niepowtarzalnego kodowania abstrakcji przez każdego osobnika jest moja w ewolucji niezależność i samorządność. że to wyraźnie ogranicza (choć nie uniemożliwia w jednostkowym przypadku) podsłuchanie moich umysłowych operacji przez zewnętrzną wobec mnie ewolucję (być może wrogo nastawioną). liczą się. że moja "dusza".dlatego w tej chwili nie zastanawiam się zbytnio nad praktyczną stroną realizacji (nie muszę tego czynić i nawet nie mogę.i w sensie. zwłaszcza w tu omawianym przypadku.z jednej strony pojawia się "przesiadka" rozumu jako konsekwencja operacji logicznych i konieczność (w sensie: musi się stać. 174 . niesie ze sobą konsekwencje. a następnie byle jakie przekopiowanie zawartości umysłu-duszy do zewnętrznego urządzenia. można ten próg pokonać. . ale to nie oznacza.dalej. że osiągnięcie tego (wyczekiwanego) celu okupione jest znacznym (dużym) kosztem. że "mur" przestaje istnieć. jednego osobnika. już to sprawę zasadniczo komplikuje. ale ona nastąpić wcześniej czy później musi (raczej wcześniej). którą ogólnie znam od zawsze w jej pojęciowej formie. coś za coś. muszę zdawać sobie sprawę. kroki pośrednie. ewolucja to nie jest liniowo prosty tok rozumowania. jednak pełne odczytanie przesyłanej przez ewolucję wiadomości (w jej fizycznie ukrytym sensie) może nastąpić dopiero dziś. tak w skali społecznej. . ponieważ wnosi niezwykle wiele – jednak to nie jest relaksujący spacer w miłej atmosferze. działając na pojęciach. obrabiając je w umyśle. po pierwsze . nie mogę poznać szczegółów odczytywania ponieważ one pojawią się (zostaną zbudowane) w trakcie odczytu.nie ma dwu jednakowo zakodowanych bytów. one decydują. to fajne. można pokonać mur (ograniczeń).ale oczywiście mogę go budować. czyli hurtowej metody. i dlatego dopiero w trakcie budowy będę poznawał konkretną "zawartość" abstrakcji. to zawsze jest indywidualne i jednostkowe (choć podobne zasadą) kodowanie treści . tylko że. że muszą po drodze zostać spełnione liczne i konkretne dzieła. ale każdy umysł to jedyny tego rodzaju proces.co zrozumiałe. to zawsze jest proces budowania się abstrakcji jako zdarzenia czasoprzestrzennego i zawsze w formule aktualno-historycznej. również wypracowany logicznie. osiągam wynik bez wiedzy. . że wzejście rozumu na poziom "życia wiecznego" to punkt. sprzeczność? znów nie. tak osobistej. to miłe. to w żadnym razie nie może być banalne (prostackie) "sczytanie". przesiadka do innej struktury nie jest zabiegiem prostym. bo to potrzebne . przecież nie mogę zbudować układu odpowiadającego wytworzonej abstrakcji (przewyższa mnie skomplikowaniem i jest poza zakresem mojej wiedzy na dziś) . nawet będąc już tego pewnym. ale z drugiej uzyskuję wynik. o czym za chwilę. tu chodzi o znacznie trudniejszy proces – wielowątkowy.umysł nie jest "archiwum" (czy biblioteką). (ś)wiadomość o możliwości przedłużenia własnego istnienia umysł pozyskał ze świata w ginącym w pomroce dziejów okresie.jeszcze jedno.

a zarazem pojawia się potrzeba komunikacji zewnętrznej. a co więcej ogłaszane jako sukces próby takiego wpływu umysłu na urządzenie. jeżeli zapragnę (tu i teraz) bezpośrednio wpłynąć na pracę komputera. według tych samych zasad). i dobrze . czyli nie mam żadnej szansy odszukać w tak bogatym zbiorze pojedynczego faktu. to nie sterowanie.a z drugiej pojawia się konieczność komunikacji ze światem zewnętrznym. strukturze. że taki "pośrednik" musi działać jak umysł (tak samo. można skutecznie komunikować się z obszarem leżącym poza moim istnieniem. i to jest to poszukiwane rozwiązanie . że operuje tylko na/w powierzchni abstrakcji. które takie działania dopuszczają. że nie dochodzi do wymiany informacji (skomunikowania) z otoczeniem. zasadę czy urządzenie. że to będzie trudne do osiągnięcia – również oczywiste. a nie systemowa niemożliwość. to namiastka wpływu na otoczenie. czy splątanie kwantowe (lub splatanie emocjonalne).wspólne tło. ale nie zdaje sobie sprawy z głębi problemów. że dylemat na różne sposoby i wielokrotnie został pokonany (są przecież kolejne pokolenia). a to dalej oznacza.jest sygnał lub go nie ma. w tym przypadku chodzi o komunikację. posiadam jednostkowo wytworzone abstrakcje (więc fizyczny zbiór danych).. tło. analiza logiczna pokazuje. ale maksymalnie wielopoziomowe i pełne uczestniczenie rozumu w zjawiskach zewnętrznych. dowolnie pojęty pośrednik. nie dokonam tego. nośnik. umożliwiający tłumaczenie indywidualnych procesów (tu myśli) na wspólny kod. że nie pobieram danych ze świata i że na niego nie wpływam. a następnie doprowadzić do jego przeniesienia.umysł a abstrakcje . która jest najwyższą formą komunikacji: pozwala na przejście z jednego stanu istnienia w inny. zasobów jednej struktury w inną. w omawianym i pożądanym tu zakresie nie działanie typu włączone-wyłączone jest ważne. a z drugiej z całą infrastrukturą techniczna. sterownia układem technicznym. to oczywiste. ale wymagany jest "pośrednik". że jednak może zostać przeprowadzony. w umyśle. co to znaczy "pośrednik"? punktem wstępnym w analizie tego zagadnienia była próba rozwiązania dylematu. który zawsze i na bieżąco jest podłączony do rozumu. o którą chodzi. np. jak działanie za pomocą pośredniczących urządzeń i na banalnie prostym zakresie . nie ma innej drogi.dosłownie drugim rozumem. a przez to zapisanym wielowymiarowo i w wielu miejscach mózgu (a ich odczyt musi się dokonywać jednocześnie). wniosek? odpada raz i na zawsze bezpośrednie przekopiowanie umysłu. kiedy ktoś mówi o podobnym zabiegu. ale skoro mózg istnieje i działa. i dlatego jest ten tekst. muszę mieć element. że urządzenie pośredniczące musi spełniać zasadę dwustronnego podłączenia: z jednej strony łączyć się bezpośrednio z mózgiem na/w wszelkich zakresach. co więcej. tylko że. z koniecznym zarazem zachowaniem wielowymiarowego umiejscowienia go w nowej już strukturze. 175 . to zabieg ewolucyjnie niewykonalny. że każdy byt to indywidualność i niepowtarzalność kodowania abstrakcji. które zaistniały co prawda punktowo w rozumieniu logicznym. które będzie stanowić poziom tłumaczący. osobnicza indywidualność kodowania nie oznacza przecież. przy czym chodziło o dość ważny element porozumiewania się w obecnym czasie. które "połączy" mnie z innym układem. indywidualność kodowania (mojego i urządzenia) takie działanie wyklucza. powielenie tej samej zasady w urządzeniu technicznym to tylko wyzwanie. pisarz fantasta może sobie na takie uogólnienie pozwolić.ale mogę go obejść przez odwołanie się do wspólnego poziomu istnienia."przystawka" mam następująca sytuację: z jednej strony osobowość i indywidualność. ale są zarazem procesem czasoprzestrzennym. którą zamierzam "skopiować" do innego układu. to nic innego. ale nie osobnik z tytułem naukowym. nie pokonam muru indywidualności. która koduje swoje istnienie w sposób punktowy i niepowtarzalny (raz na wieczność) .że to zarazem oznacza. "przystawka" do rozumu musi być "rozumem bis" . sama ewolucja daje przykłady. to tym samym zaświadcza. kod zawarty w komórce rozrodczej. może to być język. oczywiście wszelkie dziś podejmowane. . które będzie wspólnym tłem porozumienia.

jeżeli zamierzam nadążyć za szybkozmiennymi procesami świata. że muszę być jako osoba zespolony z "przystawką". od początku swojego zaistnienia.podłączenie do świata przyznaję. chcę sprawdzić. że warunkuje komunikację ze światem. urządzenia. szybko reagujący na zmiany układ-byt. i tu wspomożeniem może-musi być "przystawka". i to od zawsze. 176 . dopiero później dostrzegłem ważne. jeżeli na każdym kroku i w każdej chwili jestem podłączony do infostrady. z jednej strony mam pracujący umysł.co więcej. . ten warunek nie jest nadmiernie ważny na co dzień (jakoś do elementów życiorysu przecież dotrę. że raj to cudowne miejsce w czasoprzestrzeni. to tym samym nadrzędny wobec jednostki układ techniczny. wstępnie było to dla mnie tylko (i aż) urządzenie wspomagające kontakt z szeroko pojmowanym otoczeniem technicznym. muszę przebudować siebie. więc urządzenie pośredniczące. jak właściwości fizyczne ewolucji. w tym przypadku na urządzenia techniczne. ciągła. tylko o tym pomyśleć. a co najmniej swoje podłączenie do otoczenia. np. samodzielnym i reagującym lokalnie. kilka uwag o tym banalnym. co dzieje się w rzeczywistości. niezwykłe wręcz konsekwencje tak pojętego "pośrednika". zasadnicze natomiast w bieżącej i codziennej pracy jest to. istotne jest. zasadnicze. którą tu tylko zgrubnie szkicuję. . taki pośredniczący układ zastępuje absolutnie wszelkie inne włączniki. kontakt jest bezpośredni i pełny (a do tego na wielu zakresach jednocześnie). które tak wielowymiarowo dziś mnie oplatają (i dosłownie oplatają kablami lub falami). jedno urządzenie .że będzie to trudny "raj". to w tym przypadku redukuje się do prawie bezpośredniego działania ("na styk"). archiwum "na wszelki wypadek". zwracam uwagę na konsekwencje. właśnie technicznym układzie pośredniczącym i skutkach jego wprowadzenia. pełna. i do końca. oglądając stare zdjęcia). ale nabiera niebywałego znaczenia później. całość jest (będzie) "umysłem globalnym". nie ma barier komunikacyjnych innych. włączników. tu już nie ma ograniczeń zmysłowych (można odbierać świat w jego dziś ukrytych strefach). tylko kto powiedział. początkowo nie doceniłem "przystawki". to konieczność. który działa nieustannie. otóż ważne jest tu jego ciągłe oraz na każdym etapie istnienia umysłu "podłączenie" do tego urządzenia. w takim urządzeniu ten kod i zarazem zakodowana "treść" muszą być przechowywane jako duplikat. efekt? może skutkować to niemiłym zaskoczeniem w doznawaniu zmian środowiska. że dosłownie podłącza mnie do wszelkiego rodzaju struktur. jestem kwantem tego systemu. jestem wprzęgnięty jako byt i element do planetarnego systemu informatycznego. w efekcie cała zbiorowość jednostek zaczyna tworzyć łączny. konsekwencja wypracowanych zasad (i to jako konieczność). dlaczego? ponieważ to urządzenie musi znać mój kod abstrakcji od pierwszych zbudowanych uogólnień. tu jest ciągłe włączenie w strukturę. elektronicznej. i "osobowość". ktoś pragnie ze mną porozmawiać."przystawka" . również jako całość jest kwantem i jednostką . to przechodzi do historii techniki. prawda. odpada konieczność korzystania z dowolnie już pojętych urządzeń. nie wprowadzam obecnie tematu. kiedy nie nadążam. ale zarazem jestem na bieżąco podłączony do całości otaczającego świata. ale zanim do tego przejdę. to nie mogę być najwolniejszym elementem analizy. jest zbudowanie (się) w powiązaniu z taką przystawką "umysłu globalnego".i pełny kontakt z bliską lub daleką infrastrukturą techniczną. i "zbiór układów samodzielnych" nabiera cech łącznych. co zaszło w świecie. łączność jest obustronna. ważne . z drugiej świat zewnętrzny .a pomiędzy "przystawkę". żadnych telefonów.. jak takie techniczne i ciągłe podłączenie powinno być zrealizowane. np. tworzy w powiązaniu z biologicznym ciałem łączny stan. fantastyka? nie. nie ma od takiego "raju" ucieczki.konsekwencją. jeżeli pragnę zbliżyć się do tego. komunikatory. muszę zdać się na innych.ale to już niewątpliwie inny poziom ewolucji i inna wartość. telewizorów. co dziś realizuje się w postaci komunikacji. i to na głębokim poziomie nadawania lub odbioru sygnałów. a te z zasady są w innym punkcie ewolucji.

że nie mogę żadnego z nich określić jako nadrzędny czy ważniejszy.te byty są sobie równoważne.z logicznego punktu widzenia. na co dzień. musi być niezawodna. mam dwa fizycznie odrębne byty. również nie analizuję. bez spełnienia tego warunku po prostu nie ma mowy o przejściu na kolejny poziom rozumowania. "przystawka" z całym mną istnieje nadal. i jako cielesne urządzenie techniczne . kiedy dwa układy są sobie w każdym miejscu analogiczne. co mnie tworzy. za życia biologicznie jednostkowego. dlaczego? zwracam uwagę oraz podkreślam konsekwencje takiego podłączenia "na bieżąco". który jest mną w każdym calu. a to oznacza. już takiego rozróżnienia przeprowadzić nie mogę. . który ułatwia działanie w świecie. kiedy ciało biologiczne umiera i się rozpada.decydujący w dalszej analizie poziom opisu. w/na brzegu ciało i dusza zawarta w strukturze biologicznej . tak wadami. wszelkich związanych z umysłem faktów? to podstawowy. a co najważniejsze."przesiadka" rozumu dlaczego podkreślałem konieczność ciągłego. choć zdaję sobie sprawę. obie kosztowne i obarczone tak zaletami. żeby to było połączenie (podłączenie) ciągłe i pewne. w dwu ciałach.. 177 . ale w chwili brzegowej.choć naturalnie ma znaczenie praktyczne. okresowo tak.zapis.i w takiej ważnej chwili to właśnie "archiwum" wysuwa się na plan pierwszy (skoro plan pierwszy już nie istnieje). i to jako warunek zasadniczy. czyli urządzenie może być powiązane z ciałem i umysłem (ciałem-umysłem) skrajnie blisko – albo gromadzenie danych może dokonywać się gdzieś "w chmurze". ale które są zabudowane wewnętrznie jednakowo – identyczne. teoretycznie bardzo długo. ale w chwili. w/na brzegu. "przystawka" spełnia rolę wielowymiarowego komunikatora z otoczeniem i jest pomocnikiem. to może być działanie "bliskie" lub "dalekie". dokonywać większej ilości analiz . sztuczny materiałem (z którego jest zbudowany). ponieważ usunięcie. oba ciała są sobie równoważne. ale na pewno konieczna. a nawet nie próbuję definiować zagadnienia od strony technicznej. pozostaje. być może to strona realizacyjna przesądzi o konkretnej formie urządzenia. przecież jeżeli w "przystawce" gromadzi się cały zbiór danych mnie definiujących i dokonuje się to krok po kroku (i kwant po kwancie) – jeżeli dzieje się to równolegle do mojego umysłu (równolegle w szczegółach) . wówczas ten zapasowy. jak taka struktura "przystawki" powinna wyglądać. tu nie ma zapaści. funkcjonalnie. . wypadnięcie jednego elementu z tego zbioru będzie oznaczało "czarną dziurę" w świadomości. ale naturalny zawartością . to zapis pozostaje. niezbędność gromadzenia w takim urządzeniu danych. dysk z danymi. przecież można przyjąć dwie drogi współpracy "przystawki" z umysłem. musi spełniać zasady ewolucji. to jestem ja. to nie ma większego znaczenia . w początkowym etapie współistnienia obu struktur dominuje biologiczny. są sobie równoważne. a jak to zostanie osiągnięte. to jego doznania są zapisywane. w obu przypadkach pojemność przepustowa łączy jest z dzisiejszej perspektywy niebywała. ale i zawartością.ale kiedy się kończy moje "co dzień". kiedy biologiczna struktura ulega destrukcji i zapaści . które wyróżniam w świecie.to w urządzeniu zostaje zapisane wszystko. podkreślam."przystawka" . zwłaszcza zapewnienie ciągłego.na co dzień. że podłączenie urządzenia do umysłu nie będzie prostacko łatwe i że zrealizuje się bez oporów.ten "umysł" jest wykorzystywany jako "pamięć zewnętrzna". to przecież w sensie logicznym między takimi układami nie ma różnicy. jeżeli zarazem takowe "urządzenie" funkcjonuje jak umysł (jest ta sama zasada). dlaczego pojawia się.zbudowane z dowolnego już materiału . podkreślam . oczywiście znów nie roztrząsam. że jest to coś innego.może przetrwać długo. występującego od początku życia podłączenia ("na stałe") rozumu do "przystawki". istniejącego zawsze i wszędzie podłączenia do świata będzie wielkim kłopotem. mogę w ten sposób podwoić swoja zdolność operacyjną. główny .oraz "ciało" i "dusza" zawarta. to nie mogę twierdzić. kiedy istnieje umysł biologiczny. z mojego punktu widzenia ważne jest to. wcześniej zapisana w strukturze technicznej .

otóż nie widzę na poziomie logicznym (działając na abstrakcjach) problemów z wpisaniem takiej zawartości w inne. której nie sposób dojrzeć poprzez zasłonę pojęć. że coś się definitywnie skończyło . i w żadnym przypadku nie mogę powiedzieć.doświadczam własnego umierania. jest jeden układ. tu nie ma już podziału na zakres biologiczny i techniczny. to może być urządzenie techniczne. w którą wpisuję dane i nie może być jej zbyt mało. to musi być wstrząs. ale także dla otoczenia. wyprodukowanie ciała przez inżynierię biologiczną to tylko kwestia czasu. na tym poziomie analizy ciało. i dotyczy to tego samego umysłu. umieram i żyję. niezwykle emocjonujące. fundament umysłu. jednak z drugiej strony mam bariery. to nie jest ani moim zadaniem.. że to jest rzeczywista. i jednocześnie żyję dalej. jest ważne jako podbudowa.to ja. to musi być doznanie na miarę drugich narodzin. ciało biologiczne się kończy. dla zainteresowanego. nie mityczna i mistyczna (i wyczekiwana) "przesiadka" duszy z dotychczasowego ciała w inny zakres . w czym na pewno będą się ścigać scenarzyści filmowi (a co filozofie i religie dawno przemyślały. wpisać w urządzenie techniczne zawartość biologicznego mózgu. 178 . kończę się i trwam dalej.ot. że takie "oderwanie" się "duszy" od ciała musi być bardzo. przecież odrzucona zostaje materialna powłoka ciała. że to jest praktyczna. doświadczenie rozstrzygnie."przystawka" . dotychczasowa i oswojona latami konstrukcja "naturalna" zapada się i rozpada .zawarte w ciele umierającym abstrakcje . zawarte w "przystawce" abstrakcje to ja.a zapis w urządzeniu. dusza odleciała. ale całe ciało-umysł jest do zmiany w razie potrzeby. operacja na abstrakcjach dopuszcza i taką możliwość. itd. jednak to na pewno musi być dramatyczne i niezwykłe emocjonalnie (także pod każdym innym względem) przeżycie – przecież umieram.to wszystko prawda. który podlega zmianom według zasad ewolucyjnych.choć się przecież skończyło. ograniczenia w postaci praw fizycznych. takie są bowiem konsekwencje logiczne i fizyczne takiego toku postępowania. ale jeżeli mogę wpisać zawartość swojego umysłu w ciało podobne.moment "przejścia" nie chcę wprowadzać w tym miejscu rozbudowanych. to nie widzę problemów logicznych z drogą odwrotną. istnieje dalej i się zmienia. to najpewniej równie sprawnie można to przeprowadzić dla ciał zwierzęcych lub analogicznych. lub. dla operującego tylko abstrakcjami umysłu i na chłodno to nic nie znaczące wydarzenie . nie przeżyłem takiego stanu-faktu i nie mam na to żadnych szans (i nikt współczesny). ale także wywiera nacisk na otoczenie własnym istnieniem. widzę własną śmierć i etapy dalsze rejestruję. musi być struktura. . być może pojawia się w tym miejscu granica. jestem wewnętrznym obserwatorem zjawisk i je doznaję – i jednocześnie jestem zewnętrznym bytem. umysł) jest tym samym. ale może być wymienione. że te filozofie nie wprowadziły kolejnego ciała jako nośnika "duszy". ale kiedy krok po kroku to analizuję i na poziomie technicznym. nawet mocno odległe od obecnego ciała człowieka struktury. jak i dalsze życie. który w każdym kwancie jest mną. wystarczy tylko zajrzeć do biblioteki). a tu nie można modelować materii całkowicie dowolnie. prawdziwych narodzin. po prostu żyje. ale równie dobrze może być ponownie biologiczna struktura. to przecież logiczny drobiazg. ciało zgasło. jako czasoprzestrzenny fakt i energetyczna konstrukcja spełnia wszelkie warunki zbornej ewolucji – jako funkcja (osobowość. co istniało wcześniej. ocierających się o głębokie psychologizowanie opisów dotyczących chwili przejścia. że już bliższej być nie może . a można takie rozumowanie poszerzyć o kolejne zakresy. wyobrażam sobie. więc fizycznie realna konsekwencja działań podjętych przez jednostkę (i zbiorowość). ani jest możliwe. nie poszczególny narząd czy część. to pojawia się jednocześnie koniec i początek. skoro mogę przenieść. konkretne materialne ciało schodzi na drugi plan. czyli operacji na abstrakcjach wespół z "przystawką". śmierć i życie. sam się zmienia. doświadczam umierania osoby tak sobie bliskiej. raczej nieodległego. tylko mam w tym procesie zarazem śmierć. i żyje. jak to definiują niektóre filozofie.

. liczył się cel. nie jest wiele wobec wieczności. to może być lek poprawiający funkcjonowanie. . to. czy to niemożliwe? czy przejście "poza brzeg" oraz wzejście na/w nowym zakresie oznacza zawsze utratę poprzedniego statusu ("kokonu") i przepoczwarzenie? . stosowane środki chemiczne. istnieję. to druga droga. bo nie wymusza (od razu) pozbywania się tak mi bliskiego ciałka. działam. a chciałoby się istnieć w tej. umarłem. zgoda. które już tak radosne nie są. . żyję.ale przecież zarazem mnie nie ma.owszem.ale nie ja. ale jednak wobec mnie. prowadzę życie po życiu. co zrozumiałe) osobnicze istnienie. ale z drugiej przynoszą doznania. maksymalnie i teoretycznie ponad tysiąc lat. to ja . to ktoś mi co prawda maksymalnie bliźniaczy. czy to już kres możliwości takiego oddziaływania na organizm? odpowiedź jest jednoznaczna: nie. owszem. która potencjalnie może przetrwać kilkaset lat. co przez wieki było wyznacznikiem ogromnych działań. że konsekwencje "przejścia". trudno o to mieć pretensje.istnienie wielokrotne . dlatego. a jednak u celu czuję się dziwnie.acz identyczne.przy czym nie ma znaczenia. tysiąc lat istnienia w pełni aktywnego i świadomego. wobec istniejącego tu i teraz ciała. ale to już drobiazg zupełnie bez znaczenia. w tym także na przedłużenie własnego istnienia bez (chwilowej) konieczności "przesiadki". który pozwala na wiele i dużo.. a co więcej. wprowadzającą potencjalnie bardzo długie istnienie. 179 . . pozwala przejść do kolejnego odcinka serialu jako uczestnik. tu nie chodzi o przedłużenie życia o kilka. albo operacja czy przeszczep (również tryb życia. jestem – i mnie nie ma. osiągnąłem to. a nie wspomnienie po uczestniku . trzeba umrzeć. i to głębokie w stosunku do dziś osiąganych. że w tym samym. ale niewątpliwie atrakcyjne. co podkładam pod pojęcie "modyfikacja".natomiast pytanie brzmi. ale także reakcje psychiczne). co mnie stanowi. czyli zbiorem abstrakcji powiązanych z konkretnym ciałem i jego przemianami .żeby żyć. a o taką stawkę. i to nawet lepiej w stosunku do poprzedniego etapu . ewolucja energetyczna to taki ciekawy proces. przyznaję. "zapis" przeżyć jest niewątpliwie mną. już nie istnieję. ale niewątpliwie dużo (i bardzo dużo) wobec mojego dzisiejszego błąkania się w/po nieskończoności. jeżeli "przejście" w formie technicznego "przekopiowania" i zapisania w innym układzie jest jedną z możliwych dróg postępowania. pozwoliły one przetrwać oraz skutecznie przesuwają granicę ostatecznego tchnienia. jednak przybiera postać modyfikacji ciała.podkreślam. że tych konsekwencji nie dostrzegały lub bagatelizowały filozofie. owszem. to zapasowe i "krótkotrwałe" rozwiązanie. tylko że (prawda?) jest jakoś dziwnie.i cały czas w tej samej postaci.a dalej? dalej to już nieodwołalnie "przesiadka" na inny nośnik. w tym podejściu są rezerwy. tu nie ma pytania. że będzie jeszcze w osobniku zapotrzebowanie na to "dalej". jakby nie oceniać tych metod. przesiadki rozumu w nową strukturę są dla mnie z jednej strony pociągające. przeżyłem własną śmierć. czy wspomagają życie . a do tego w pełni funkcjonalną (podkreślam to) strukturę. prowadzi do powolniejszego (lub szybszego) zużycia.to jest mi najbliższe. . którą ewolucja (i umysł) realizuje od zarania dziejów. w takim samym biologicznym układzie. co jest wielorako przez czas (oraz przestrzeń) definiowaną "duszą". już warto się bić."życie wieczne" przyznaje. kilkanaście czy kilkadziesiąt lat . ale zewnętrzny. o ile wie się jak ewolucję "podejść".co nie znaczy.są możliwości. co zaplanowałem. to wszystko rozciąga w czasie (i przestrzeni. jest również formą technicznego operowania materią. to inne istnienie .fale życia . to jest pułap do osiągnięcia przez rozum. tylko że przecież to wszystko. już oswojonej i bliskiej (niekiedy też bolącej) postaci.gra toczy się o biologiczną i zborną. przy oczywistym zastrzeżeniu. jednak koszt istnienia po istnieniu okazuje się zaskakująco wysoki .

jest ciągłość łańcucha zdarzeń. w ramach swego poziomu. ewolucja to fala jednostek. ale jako jednostka-zbiór także tworzą fale wyższego rzędu. a czasoprzestrzeń się buduje (i zabudowuje). że tu nie chodzi o modyfikację czy przeobrażenie ciała w dzisiejszym pojęciu. składają się z pod-fal. które wobec mnie jest procesem zewnętrznym. zewnętrzna w stosunku do ciała (jako punkt "przyłożenia" sygnału do zmiany). każda ewolucja to nic innego. choć to wszystko są niewątpliwie pomocne i warte wsparcia działania rozumu poznającego świat i siebie samego. bo musi się dopasować. cykle energetyczne dużego lub bardzo dużego rzędu. z tak głęboko i fundamentalnie znajdującego się w analizie rzeczywistości ustalenia można i trzeba wyprowadzić metodę na "powielanie życia". brzmi ciekawie? sprawa jest w gruncie rzeczy fizycznie banalna. ewolucja dokonuje tego "cudu" na każdym kroku i w każdej komórce rozrodczej. czy jego komórka. mechanizm jest przecież jeden i zawsze ten sam. wbrew pozorom to nie jest dowcip. to coś bardziej "subtelnego" i bliższego naturze. puścić w ruch ponownie. również konsekwencje zadowalają .i po pewnym czasie zadomowi się w świecie. czy to będzie mój organizm. nic nie stoi logicznie na przeszkodzie. jeżeli komórka ciała buduje się w określony sposób (czyli kolejnymi falami). i teraz najważniejsze w tym toku rozumowania .ależ możliwe. z niego. w czym rzecz? ewolucja. fala za falą. 180 . to praktyczna i fizycznie konkretna realizacja takiej "zasady fali" życia. . same. logicznie oczywista. podkreślam. który wcześniej należał do mnie. po usadowieniu się w dogodnym środowisku (ono musi być).a następnie przemieszczają się w zakres bliski i coraz bliższy brzegu. w oparciu o działania na abstrakcjach (i rozpoznanie zasad ewolucji). i tworzy to w obrębie mojego ciała okresy. ciało.i organizm jeszcze wyżej. są to liczne fale.każdy byt. w każdym przypadku taka struktura tworzy się jako efekt przejścia fali energii. środkowy i końcowy.fala czasoprzestrzenna od razu podkreślam. który mnie zbudował.a wszystko odnosi się do głęboko pojętej rytmiki i zasady ewolucji. układ (czy co tam jeszcze). może zacząć swoje przemiany . ale zarazem "odrobinę" innym. więc jej skończonego w czasie i przestrzeni istnienia wyprowadzić trzeba zasadę przedłużającą indywidualne bytowanie. każdy proces ma swoje czasowe i przestrzenne. proces. ewolucja poruszona i zmuszona do istnienia moim istnieniem. "odpadła" od mojego ciała struktura.jeżeli każdy proces postrzegany przeze mnie w czasoprzestrzeni spełnia ten warunek (że to jedna fala i zbiór fal).fale istnienia . uzgodnić własne życie ze zmienionym otoczeniem. dlatego. nie przypominam tego banalnego ustalenia (znanego od zawsze i każdemu) przypadkowo. żeby proces. do postaci fali czasoprzestrzennej. dlaczego mam się ograniczać do jednorazowego zaistnienia? niemożliwe? . żeby go uruchomić ponownie. każda fala jest pochodną stanu poprzedniego i wpływa na to. nic z krwawych i inwazyjnych metod. to tak samo zbiór komórek buduje kolejnymi falami narząd . pojawia się na horyzoncie metoda nieinwazyjna. więc maksymalnego zajęcia środowiska i dobrego w nim funkcjonowania . ale miejsce obok w czasoprzestrzeni zajmuje nowość. co będzie mogło powstać dalej. przecież kolejne pokolenie. jednak. żadne tam przeszczepy czy "wszczepy" w organizm. żadna też inżynieria biologiczna. tu nie ma przerw. i odchodzą. wchodzą następnie w fazę "środkową". byt w mojej postaci podąża do brzegu. podkreślam. czy atom tę komórkę budujący.. z efektami w postaci znacznego (kilkusetletniego) przedłużenia istnienia poza dzisiejsze ramy. przemiana energetyczna to zawsze zdarzenie. kolejny odcinek ewolucji jest przedłużeniem poprzedniego. przy czym. a przy tym możliwa do wielokrotnego nawet "hurtowego" działania. to przecież nic nie stoi na przeszkodzie. to z faktu zmiany każdej ewolucyjnej struktury. jak kolejne fale przechodzące przez układ (tu ciało osobnicze). które opisują punkty: początkowy. a poszczególne osobniki do mnie podobne i zewnętrzne pojawiają się w otoczeniu jako stan "berbecia". wyróżnialne w tle istnienie.

na zasadzie "berbecia". . ale czy możliwy? nie widzę w tym rozumowaniu sprzeczności.jeżeli coś wartościowego dzieje się raz. produkt wewnętrznej ewolucji. fala za falą. oraz. więc dzieje się "o krok" kwantowy wyżej. jeżeli moje ciało to kolejne fale energii go tworzące (i efekt fal w społeczeństwie). ale całego zbioru fal . 1000 lat. jednak to. i ze środkami do realizacji. ale nie ma urządzenia technicznego zewnętrznego do niej. zacznie pokątnie tykać nowy czasomierz. żeby nie można było ponownie uruchomić już nie pojedynczej fali tworzącej.ośmiokrotne. to na pewno nie może być istnienie dłuższe od tysiąca lat. tu "jednostką obrachunkową" jest już nie pojedynczy zbiór fal. nieprzekraczalna granica trwania struktury. ponieważ takie "powielenie" fali może być przecież kilkakrotne . może zostać osiągnięte w jednym istnieniu ("osobniku wielopokoleniowym"). zapewne nie muszę podkreślać. a moim zadaniem jest tylko ponownie uruchomić zegar "tyknięć" . warte jest wielokrotnego powtórzenia. . to logicznie nie ulega wątpliwości. cały problem polega na tym. ale przecież nie wyklucza to możliwości. 130 lat. co w procesie ewolucyjnym jest rozpisane na pokolenia i tylko tak może się zbudować. a tylko powielenie. falą jest dotychczasowe życie. który takie "poruszenie" może wykonać. to będą kolejne cykle osobnicze i w jednym zbornym układzie zrealizowane. a tego w procesie "samoistnym" przecież nie ma. można to zdefiniować w sposób powyższy: jako proces "zapłodnienia od wewnątrz". że to również nie jest "zapłodnienie" w sensie tradycyjnym. tym bardziej. ma ewolucja wewnętrzne możliwości przedłużania istnienia w kolejnej fali (już "na zewnątrz"). to nie widać logicznego powodu. że będą kolejne fale. bo do poruszenia potrzebny jest czynnik zewnętrzny i zarazem uporządkowany. ciało czy komórka mają ograniczoną liczbę zmian. to w takim zwielokrotnieniu dojdzie do ok. ponieważ chodzi o to samo. a tak poczęta fala czasoprzestrzenna dołoży się do już istniejącej. oczywista oczywistość. ale o powtórzenie uporządkowanego. . jako kolejny rzut zdarzeń ewolucji w ramach już istniejącego organizmu. to nie widzę powodów do odrzucenia wniosku. które uruchamia falę i jej kolejne poziomy. a ten poziom osiągnąć można wyłącznie logicznie. że to pożądany stan.. dlaczego? ponieważ nagromadzenie błędów w kolejnym cyklu będzie się przenosiło na następny. że taka "powtórka z rozrywki" to ja w każdym elemencie (i odnowiony). po tym okresie następuje zanik funkcji. że to samo można uzyskać "od wewnątrz". coś. to może jedynie umysł. co ważne. tym razem w już istniejącym i skomplikowanym organizmie (moim organizmie). który buduje moje komórki i w efekcie ciało. traktuję tu za jednostkę nie zdarzenia w skali dni czy lat. . a zbuduje się wielowymiarowa struktura. ale w każdym przypadku nieco inna. tak samo przy zwielokrotnionym musi być stan. jednak takie opisanie sprawy może ją zaciemniać. a które zostają uruchomiane jakimś bardzo drobnym czynnikiem. które tworzą się w postaci nowotworów. analogicznego do wcześniej zaszłego procesu. wznowienie już zaistniałego zdarzenia. który już się sprawdził (mnie zbudował). dlatego niezbędne jest głębsze wyjaśnienie."zapłodnienie od wewnątrz" co z tego wynika? wiele. że może to być proces wielokrotny. ale zbiór takich fal. zawsze ta sama struktura. co oczywiste. argumentem wspierającym są tu zmiany. który zaczął się dla mnie od połączenia dwu komórek rodzicielskich . ale z zasobem abstrakcji zewnętrznych do procesu. nie chodzi o takie destrukcyjne działanie.ale w ramach.jeżeli każdy proces energetyczny to złożenie fal czasoprzestrzennych i efekt przemieszczania się takich fal "przez siebie" jeżeli do zapoczątkowania reakcji potrzebne jest "poruszenie". jak w przypadku jednego istnienia.a raczej uruchomić kolejny zegar obok już istniejącego.czy natura. w interesującym mnie przypadku. logika nałożona na proces zmodyfikuje go w pożądanym kierunku. 181 . że muszę ponownie uruchomić proces. co oczywiste.co ważne. ale całego istnienia. już mam strukturę.jeżeli moje bytowanie w maksymalnym liczeniu może osiągnąć dziś ok. ewolucja sama tego procesu nie mogła osiągnąć? nie. że obok już tykającego zegara (w tej samej komórce).

pozwala wytworzyć pierwsze (ale ponowne) poruszenie w już istniejącej strukturze . musi odwoływać się. tu chodzi o sygnał zewnętrzny w stosunku do organizmu. zrozumiałe. jest przez nią w innej formie (poniżej) wykorzystywany w każdym przypadku. które w naturalnym przebiegu wyczerpują się. po pierwsze. ponieważ musi być czynnik zewnętrzny. to pozwala na zadziałanie "od spodu". jednak właśnie on wydaje się najbardziej dogodnym do działania w formie rozbudowanej fali czasoprzestrzennej. a zarazem musi to być działanie "po całości". czyli przedział kodowania elektronów). to nie może być ani dowolna fala (w sile). "generacje". jako skutek nadrzędny. jaki to może być zakres fal? .prawdopodobnie chodzi o przedział fal między podczerwienią i mikrofalami (czyli na granicy działania "coś za coś") a już obszarem radiowym. dlatego nie widzę przeciwwskazań do jej "wewnętrznego". co również ważne. tu nie może być wyrwy w oddziałaniu. zasadom (rytmom) ewolucyjnym sygnał. mogę uzyskać pożądany efekt . a następnie ukształtować nim falę czasoprzestrzenną.pozwala na uwolnienie (tu wznowienie) procesów. tylko tło. prawda. bardzo ważny w tym rozumowaniu jest wspomniany czynnik zewnętrzny.przecież nie ma błędnych abstrakcji. rozstrzygnie pomiar. nie przesądzam.to nie będzie technicznie proste. na podpoziom w stosunku do komórek organizmu (a być może nawet na podpoziom podpoziomu. docierają do swojej ewolucyjnej (i kwantowo ściśle określonej) granicy. muszę przecież wcześniej ten kod poznać. ani również fragmentaryczna (częściowa). od strony logicznej takie działanie nie jest sprzeczne z żadnym ustaleniem. tu analizowany mechanizm jest po prostu konsekwencją ewolucji. . którego źródło znajduje się poza poddawanej zmianie konstrukcji. żeby było skuteczne. po prostu możliwej do powszechnego zastosowania). ale także kodu osobniczego. mówiąc inaczej. właśnie od/z poziomu podstawowego. ale przecież nie przypadkowo. wykorzystania. a także. to oczywiste . rwanym. które do tego momentu (i w ogóle) zostało wypracowane dla zmian energetycznych.że fizycznie to musi być obudowane wieloma i rozbudowanymi działaniami. działając na składowe ciała. że takie działanie. to musi być operacja powiązana z poziomem wpływania na siebie ewolucji poprzez splątanie kwantowe. co dla procesu ewolucyjnego "samego z siebie" jest nie do przeprowadzenia. i w tym przypadku mam na myśli fakt. wspólny poziom dla każdej komórki i jej elementów . to musi być uporządkowany i działający na cały organizm bodziec. oznacza to. kiedy to nie będzie idealne dopasowanie do dziejącego się procesu). 182 . a co więcej. zgoda . cykle i następujące po sobie pokolenia – to norma i zasada występująca zawsze oraz wszędzie. ale to musi być przede wszystkim oddziaływanie wspólne dla wszystkich komórek (dla dowolnych elementów) organizmu poddawanego "zwielokrotnieniu". ponieważ grozi to rozejściem się i nierównowagą dalszych procesów w ciele. ale w którym zawarty jest odpowiadający.którym będzie ponowne w tym przypadku uruchomienie odliczania ilości przemian jednej komórki. a więc jakoś uformowana fala czasoprzestrzenna. to musi być głęboko i wielowymiarowo. poznanie kodu komórki. że nie może być prostym sygnałem. a dlatego musi to być działanie idące aż od poziomu tła. czyli musi dotyczyć wszystkich w ciele już istniejących komórek.ale logicznie jest do zrobienia. w zakresie organizmu. to w połączeniu z nakierowanym na cel działaniem rozumu jest osiągalne. jakoś uformowana. podkreślam. całej konstrukcji biologicznego ciała.tylko działanie poprzez tło może prowadzić do pożądanego wyniku.istotny. a po drugie odnoszący się do rytmów tej konkretnej struktury – musi się "wstrzelić" w jej przebiegi (trudno negować niepożądane skutki. bo każde nakierowanie powyżej grozi trafieniem w błędne struktury.musi być wprost powiązane ze wspólnym dla wszystkich bytów tłem (to podstawowy warunek takiego działania w dużej i funkcjonalnej skali. który obecnie jest intensywnie i na różne sposoby eksploatowany. którą chcę zadziałać. i to przesądza sprawę . nie chcę także wywoływać licznych skojarzeń związanych z tym zakresem. czyli na wielu (w przypadku człowieka na wszystkich) poziomach jednocześnie działający bodziec. odnosić najpewniej aż do poziomu tła .

a po drugie. . a co więcej. ale jest tylko jednym "pokoleniem" zmian w relacji do tu proponowanego modelu.złożenie fal . żeby ten sam dom zamieszkiwała rodzina "a". 183 . ale w sytuacji. nie ma zmiany bez końca. istnienie zborne (logiczne)."byt wielopokoleniowy" . czyli 8 x 1048 lat. tworzą "utwardzoną" i stabilną konstrukcję. to także musi osiągać kres. reguła dopełnienia kwantowego procesu także i tu musi mieć swoje zastosowanie. . nie można "w nieskończoność" nadążać psychicznie za zmianami świata. ponowna "zabudowa" wnętrza bytu i w efekcie utrzymanie zewnętrznej stabilności dotyczy konstrukcji powołanych do istnienia "naturalnie" – jak i tych. zdolność adaptowania się do zmian rzeczywistości posiada swoje. ile może być takich "napraw"? z ważnych wielkości kwantowych można wnosić. a nawet maksymalnie bliskim do omawianego tu tematu procesem. dla jego zrozumienia warto temat przedstawić w oparciu o model.. jaki to model? rodzina wielopokoleniowa. co się dzieje. że wszystko zacznie się sypać i już nie uda się rozchodzących się ścian ponownie zabudować od wewnątrz. przechodzę przez środek ewolucji – i opadam na/w brzeg. obserwacja i możność prowadzenia uogólnień (budowanie abstrakcji). że cała mnie ("obiekt") otaczająca rzeczywistość (tu cały wszechświat) znajduje się już (i w każdym kroku kwantowym) w nowym punkcie i stare elementy nie pasują do tego. np. łatanie dziur. ten mechanizm (wielopokoleniowości) również występuje. i to zarazem w obszarze struktury fizycznej. a cały "dowcip" (ewolucyjny) zasadza się na tym. a więc tworzące go fale będą wielokrotnością tego rytmu. "b". że nie nadają się do ponownego użytku. które tworzy działanie logiczne. i w ramach konstrukcji psychicznych (abstrakcji). jednak dopóki otoczenie (również to wewnętrzne do poszczególnych elementów. właśnie jako osiem razy życie (8 x 131 lat) – a w przypadku "puszki" osiem razy kwant logiczny z poziomu poprzedniego. zewnętrznie stabilnym w obserwacji obiekcie (zasiedlają go na/w zakresie trzech fal. musi w czasoprzestrzeni wybudować się nowy "dom". pochodne do licz kwantowych ograniczenia. dotyczy to wszelkich. "c" – i kolejne.po prostu i w tym przypadku nie można mówić o "istnieniu bez kresu". powtarza się w przypadkach kolejnych rzutów ewolucyjnych. ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie. ciało organiczne.co więcej. ponieważ brzeg jest bliski. żeby tych pokoleń było więcej. aczkolwiek co innego będzie jednostką liczenia. wszak to zawsze jest zbiór fal. kiedy "w środku" wszystko już się rozłazi. po długim okresie użytkowania "tego kawałka podłogi". ale w powiązaniu z poprzednimi oraz następnymi). czyli proces ewolucyjny z najbliższego otoczenia. a więc również "zapuszkowanych" struktur rozumnych. to zabieg "na chwilę". w przypadku jednego generalnego cyklu. że osiem. czyli osiągany w tym zliczeniu wiek dochodzi do około tysiąca lat (oczywiście maksymalnie i teoretycznie) . który tworzy i kształtuje moje istnienie. jedna fala nie może zapełnić wszelkich ubytków. że się tak wyrażę. już tylko na gruncie "psychologicznym". a dlatego to się nie uda. to kolejne fale mogą w nim budować stabilny układ (mogę sam siebie zmieniać i w jakimś zakresie poprawiać).ale w przypadku "przeniesionego" umysłu to również nie może być więcej. takich "rekonstrukcji" może być osiem. jednak kilka sobie podobnych i w przesunięciu już owszem. komórek) znajduje się w granicach naprawy. dobrym. zaczynam się. pokazywanie na zewnątrz stabilnie "przypudrowanej" twarzy. co ciekawe i co warto przy okazji powiedzieć. i to nie obok mnie – ale we mnie. w przypadku konstrukcji o cechach biologicznych.model wspomagający zrozumienie ponieważ zagadnienie należy. jak długo? aż w strukturze budynku ilość błędów dojdzie do takiej kumulacji. zawsze czegoś brakuje. dopiero tak pojmowane (pokoleniami) wspólnie fale razem zabudowują. jest cykl pokoleń następujących po sobie w jednym. do żywotnie ważnych. i to pomimo fizycznie sprawnego nośnika. ponieważ elementy poprzednie się rozpadły (rozeszły w szwach) na tyle. np. ponieważ rozejście się elementów świata wymusza takie ograniczenia.

to nie może być wzajemne "deptanie sobie po piętach" ani też "gra na nerwach". w której jedna fala śpi. prawda. na etapie dorastania i uzgadniania (synchronizowania) relacji zachodzących między użytkownikami tej samej czaso-przestrzeni (np. ale o cechach sprzecznych. kiedy jeden element (osobnik) wypada z gry (i z jakiś tam powodów nie może uczestniczyć w "naprawach domu"). jego szybszy rozpad (procesy "nowotworowe" są tu dość jaskrawym przykładem). inna pracuje. fakt. jeżeli jedna fala współbudująca obiekt (byt) zachodzi. . a trzecia odpoczywa. które dotyczą fali-osobnika schodzącego ze sceny (w obszar "poza").że "wielorodzinne" zapełnienie jednego budynku (ciała). i o to chodzi. brakuje w niej elementów. a nawet najważniejszy. jest obserwowany w mózgu proces tworzenia się nowych składników (komórek). już dorosły i sprawny. choćby "łazienki") – aż po kłopoty z procesami "na/w brzegu". dostęp do wspólnych a ważnych elementów otoczenia. czy to nie wywoła konfliktów? owszem. otóż pojawia się ciekawe. a w efekcie stopniowe. odtwarzanie się struktury. wspólnego działania umysłu. kiełkujące – te środkowe. jeżeli to jest proces wzajemnego powiązania. ponieważ po prostu w chwili. kiedy będą ze sobą współdziałać w zgodzie i harmonii (jak na rodzinę przystało) – i jeżeli powstaną w punkach kwantowo ważnych ewolucji. łatwa i przyjemnie osiągalna fakt. czy w tych warunkach (i długo) zostanie zachowana psychiczna oraz logiczna funkcja centralnego ośrodka? . to dziś również ma miejsce (i to w każdej chwili i elemencie). istotny – niezwykle ważny w tym modelu. choć w różnych i zmiennych w ciągu życia proporcjach. jego czynności może przejąć kolejny. żeby oddać to w adekwatnych określeniach. i w moim odczuciu przesądzającym. więc stare się musi posunąć).argumentem na tak. im więcej będzie jednocześnie tykać zsynchronizowanych "zegarów". banalna konstatacja. jednak na pewno "rodzina wielopokoleniowa" daje lepszą podstawę do długiego istnienia. prawie zużyte. dlatego pytanie o zborność psychiczną bytu jest istotna. ilość problemów jest dużą. nakłada się na drugą. to logicznie nie widzę podstaw do obaw. tym dalej w czasoprzestrzeni jako jednostka dojdę. kiedy się to dzieje stopniowo (i "od dołu"). nie niszczy konstrukcji. ale zarazem nie burzy to łącznego. ale i ważne pytanie o integralność takiej konstrukcji: czy zostanie zachowana w okolicznościach "powielenia" ewolucji? w przypadku "obiektu" zasiedlanego w rytmie kolejnych pokoleń "charakter" domu generalnie pozostaje ten sam. to występuje zawsze.a po drugie. w umyśle. to nie jest sprawa prosta. ale to nie wyczerpuje zagadnień związanych z "bytem wielopokoleniowym" oraz z tu proponowanym modelem obrazującym ten fakt. a tym bardziej jednego pokoju (komórki). nie jest ten sam. i to w/na każdym etapie. a przede wszystkim w takim działaniu. przecież będą w nim (i to jednocześnie) obecne elementy "młode". czyli podzieli dobę na zakresy. jeżeli "powielenie" i współdziałanie w ramach "obiektu" kolejnych fal jest zsynchronizowane. to można oczekiwać stabilnej i trwałej formy. że do czasu. nowość. więc dominujące – oraz stare. acz oczywiście niepełne. czyli już w trakcie wprowadzania się kolejnego pokolenia (rodzi się nowe. wszystko to prawda. ale wręcz przeciwnie. na/w poziomie reakcji psychicznych (abstrakcyjnych). ale w tym przypadku to właśnie czas jest ważny. im więcej uda się uruchomić budujących fal. zasypywanie ubytków jedną falę po prostu w pewnej chwili (jej rozejścia się w ewolucji) przerasta. ale tu chodzi o zbiór takich elementów. już o tym wspominałem. o kolejny poziom komplikacji. . to musi być jedna i ta sama osobowość. i tak odczuwam i reaguję jako "dziecko-dorosły-starzec".natomiast kiedy uzgodni się wzajemne relacje między falami-pokoleniami. jest fakt synchronizacji wzajemnych relacji między "pokoleniami". 184 . natomiast "młodsze" pokolenie w tym miejscu posiada jeszcze potrzebne do naprawy kwanty – i dziura w powłoce może być załatana. to efektem łącznym nie będzie przedłużenie życia. mogą pojawić się różne konflikty. jednak w tym przypadku ("remontu generalnego osobnika") oznacza zasadniczy fakt: przedłużenie istnienia o kolejny cykl. ale w długim przedziale czasu posiada swoje "znaki szczególne".

że ich "zawartość" jest całkowicie błędna. którą "obsługują" i wykorzystują filozofie oraz religie. wypracowanych abstrakcji jest pustką. pomyłką rozumu? nie ma błędnych albo złych abstrakcji. że coś. oto okazuje się. pustka nie rozumuje. że podstawą bytu jest nicość. pojęcie buduje (się) "od razu". są powierzchowne i chwilowe. dlatego nie mogę powiedzieć. czy nieskończoność opisuje fizyka. najwyżej raz oznacza nieskończoność skończoną. i siebie. "życia po życiu" lub "wiecznej egzystencji" są mirażem. odniesienia do niematerialnej "duszy". wystarczy chwila spokoju i miska zupy . którą na pewno warto poznać (może coś podpowie). dziś nie widzę tej treści. często przyjemne. istniejące od zawsze w systemach filozoficznych i wszelkich religiach. to dziś abstrakcja.to wniosek z poprzednich stron. jednak nie zwalnia od krytycznego i dogłębnego oglądu wytworzonych abstrakcji. jako zbiór pojęć zapisanych na/w materii umysłu może podlegać obrabianiu nie tylko od wewnątrz. również fundamentalnie ważny. nie ma ważniejszego pytania. a tych kilka tysięcy lat. kiedy spojrzeć na historię zmagania się z tematem i bez emocji. horyzont życia. również fantaści. przestrzeni i czasu. ale także zewnętrznie – czyli można tłumaczyć go w inne struktury.nie ma istnienia niematerialnego (cokolwiek by pod to pojęcie podkładać) . że kiedy przesunę horyzont swojego postrzegania oraz pojmowania rzeczywistości. co by nie było fizyczne. o tym są wszystkie wcześniejsze zapiski w ramach tego tekstu. ale nie można twierdzić. ale na końcu jest to samo: poznanie i zrozumienie świata. ale to nie oznacza. materialne. prezentuje pustkę własnego rozumu. to zawsze ta sama nieskończoność. to był koszt poznania (i zbudowania) kroków pośrednich prowadzących do tego wyniku . w ostatecznym rezultacie i tak wszystko zbiega się w jedność Fizyki i Kosmosu. że treść pozyskanych ze świata. jednak oprzyrządowanie potrzebne do jego sprawdzenia wymaga nakładu sił. nie ma pojęć oderwanych od rzeczywistości . innym razem prawdziwą. nie ma różnic zasadniczych. można było zbudować poprawny obraz świata oraz jednostki w nim. okazuje się.to był koszt przyrządów potrzebnych do weryfikacji. nabierają samodzielności. to niewątpliwie oznacza kłopoty w komunikacji z tak "usztywnionym" umysłem. czy jednak tak powszechne. wszelkie operacje na symbolach są łatwe.i można nawet w wiekach mrocznych dojść nieskończoności i wieczności. warto wykonać eksperyment oraz sprawdzić ich (za)wartość. głęboką i sensowną treść. chwileczkę. bo nie znajduję dla nich treści i zastosowania.nie ma niczego. co było wcześniej zarezerwowane tylko dla spekulacji i daleko w kolejnych obróbkach abstrakcji od świata odleciało.więcej. i za każdą tak wyprodukowaną abstrakcją coś się kryje. nie mogę powiedzieć. rzeczywiste. można wyróżniać "stany skupienia". że korzystając tylko z działań w obrębie rozumu (i logiki). że to oznacza trudność. zaczyna być dobrze wpasowana w rzeczywistość. a jeżeli ktoś się upiera i twierdzi inaczej. kiedy w oparciu o logiczną analizę docieram do takich pojęć. nie przypasuję do takiej abstrakcji fizycznego sensu. ale to nie oznacza. a czasem dramat w przełamaniu "dogmatów" – święta prawda. że szukanej treści nie ma. która zaczyna być pokusą. który znajduje się na/w zakresie tysiąca lat (albo więcej). zawiera ona głęboką treść. że niesłusznie fizyka (szerzej: nauka) rezygnuje z analizy tego obszaru. . brak treści pomiaru nie oznacza. matematyka czy filozofia."przesiadka" rozumu a "życie wieczne" .abstrakcja "duszy".szczypta literatury być albo nie być? z perspektywy istoty chwilowej. której egzystencję tworzy i ogranicza jednorazowa fala czasoprzestrzenna. 185 . nie ma znaczenia. nie ma ewolucji pustki . a w konsekwencji są zasłoną lub wręcz podporządkowują sobie umysł(y).. wszystkie minione wieki. posiada realną zawartość . że wytworzone przez umysł abstrakcje "duszy" i pokrewne są błędne. że skutkiem dalszych operacji takie abstrakcje "usztywniają" się. bowiem skoro nie ma fałszywych (błędnych) pojęć. że muszę je odrzucić. kiedy przenieść ją w obszar fizyki.umysł a abstrakcje .

w innej czasoprzestrzeni kulturalnej. a w konsekwencji również "duszą". co to oznacza. i co tu najważniejsze. to mam w głębi takiego przekazu sens adekwatny do wyżej opisanej "przystawki" do rozumu. w każdej religii zostało wypracowane bardzo głębokie. to jest to samo. mam za to skomplikowaną. a oswobodzona z fizyczności "dusza" odlatuje w nieskończone dale i tam sobie jakoś bytuje (bezkreśnie).religie podkreślenia. zobrazowaniem w formule "filozofii uproszczonej". to rzeczywiście ważne zagadnienie. czyli zbiorem pojęć w umyśle. są tu mało ważne oraz pomijalne. wieloetapową drogę. literaturą. wymaga rola spekulacji i działania na symbolach. tylko że głębiej (i bardzo głęboko) znajduje się fakt – czyli możliwość wielokrotnego wędrowania po/w świecie. z pewnym zastrzeżeniem. że także na poziomie technicznym. były budowane poprawnie – co więcej. ale jeżeli odrzucę płytkie oraz narosłe przez wieki "słoje" interpretacji. ale głębię tych ujęć podkreślić muszę. bez refleksji. a które odnosiły się do "przesiadki" rozumu. fizycznie namacalna część przejścia z dotychczasowego ciała "dalej" jest tu pominięta (i nie mogła być wypracowana). o "tłumaczeniu" zbioru z jednego ciała do drugiego. fakt. że nie można stworzyć błędnej abstrakcji. którą widać na powierzchni (a która oznacza dla wielu wszystko). oczywiście nie zamierzam odnosić się do szczegółów. nie ma znaczenia motywacja podejmowania takich tematów i ich powierzchowna treść (dla wielu nie do przyjęcia w zakresie zastosowanych abstrakcji). poprawne opisanie takiego przejścia. co w momencie "przejścia" odczuwa ciało. który zajmował się światem. różne odniesienia logiczne – ale to jest to samo. jeżeli będę się zastanawiał nad tym. są podobne do osiągalnych naukowo (i nawet słownictwo użyte do opisu nie będzie aż krańcowo rozbieżne). straszy jeszcze cieleśnie i fizycznie egzystujących. . różna zastosowana technologia (raz modlitwa.filozofie . z ostatecznym "rozproszeniem" się w nieskończoności. zawierają w sobie dokładnie ten głęboki sens (że to jest możliwe i konieczne). w sumie proste i łatwo przyswajane (bo do ogarnięcia "przy okazji") ujęcie – takie banalne i zwykłe przejście w zakres "poza". mam w każdym przypadku mniej lub bardziej. różna cielesna forma. mam "duszę" wędrującą przez różne konstrukcje fizyczne i kręgi wcielenia ."przesiadka" rozumu . a co "oderwane" od niego i już usamodzielnione abstrakcje. aż po ostateczne rozpłynięcie się w Kosmosie. że wszelkie przez umysł wypracowane pojęcia (i zawsze). że w każdym praktycznie systemie filozoficznym. liczy się sam fakt.. w pierwszym przypadku było sobie ciało i jego abstrakcyjna zawartość. ale mam w tym momencie na myśli fakt.oraz z różnym bagażem osobistych doświadczeń (które wyznaczają.z drugiej strony. który tu omawiam zgrubnie i na zasadzie kontrapunktu (jako drugi i skrajny zestaw możliwych abstrakcji). tutaj nie ma oczywiście mowy o "kopiowaniu". diabli wiedzą po co. więcej. mam więc w tym zbiorze możliwości z jednej strony banalne przejście "do wieczności". raz działania w materii i laboratorium). jeżeli będę analizował (jak najbardziej naukowo. jest ornamentyką. 186 . poszczególne filozofie czy religie opracowały wszelkie możliwe sposoby "przejścia" (dziś już fizycznie realne i do zastosowania) – oraz kolejne kroki po takim przejściu. wręcz determinują następne kroki-etapy istnienia). że te wnioski zaistniały – że dziś można je zweryfikować i przenieść w obszar "do realizacji". jednak zawsze nawiązujące do fizycznego świata opisy istnienia po istnieniu. już nie chodzi nawet o to. prosta zawartość. ale nawet mogę powiedzieć. jednak się skończyło i rozsypało w proch. jestem o tym przekonany. i o tę myśl tu chodzi. zwracam uwagę. to przecież opisy wszelkie "wrażeń" z brzegu. choć literacko rozbudowane. wystarczy tylko w odpowiednim czasie i miejscu (raz na ileś dni czy lat) żarliwie lub obojętnie wyklepać zestaw formułek-dogmatów – i już "życie bez kresu" duszę czeka (i kusi). w drugim wybranym z wielu systemie. choć od czasu do czasu. metodologicznie i w oparciu o reguły psychologii) taką sytuację.

a to oznacza. i warto – trzeba się do niego przygotować. a słońce za oknem dodaje temu blasku. że jestem i świat jest. ile lat mogę. które miało zrealizować się w oczekiwanym na różne sposoby poza-świecie oraz kończyć tutejszą udrękę (co niekiedy było prezentowane jako opium dla ludu). to fakt (który czeka "za najbliższym zakrętem"). które obecnie dla mnie wydają się nie to. jeżeli mój horyzont osobistego istnienia to kilkadziesiąt lat (przy zastrzeżeniu.to wartość. czy zuboży to umysł. które obecnie można zrzucić bezkarnie na kogoś/coś. "rozerwać" (żeby się nie zanudzili czy pozabijali) – pomijam to. .czy kolejna poznana w tym zbiorze jednostka coś nowego o świecie mi powie? inne ważne pytanie: ile mogę powołać do istnienia bytów mi podobnych? jeden . która przeżyła kilka wieków. że aktywnego. ale nie dla wszystkich.zwracam uwagę.ale tysiące. które w sposób nieuchronny z tego wynikają: gdzie tych wszystkich obywateli rzeczywistości umieścić. chcę jak najdłużej . to sprawa ważna. i głupie pytania stają się niebywale palące. . które posiadam (i które są mną). na gruncie technicznym i w formie namacalnej. 187 . i to w formie aktywnej i uczestniczącej. niepowtarzalne i ostateczne . dziesięć. umiejscowi na najgłębszym poziomie w rzeczywistości . z wszelkimi tego. czas zapiąć pasy. to wnosi problemy. tym świecie. dotyczą zawsze tu i teraz i zawsze są sensowne. świadomego siebie oraz jakoś znośnego życia jest jeszcze mniej). co więcej. nigdy innego ("odmiennego") wyniku nie osiągnę . moje każdorazowe przebudzenie i uświadomienie. operując materią albo jej symbolem ("niematerialnym" bytem abstrakcyjnym). do przyjęcia . jednak czy oglądany tysiące. zawsze fizyczna treść. jeżeli wszystko realizuje się "tutaj".ale jego koszt również niebywały. zbiór abstrakcji. wszelkie znaczenia przydawane przez osobnika elementom świata. że "życie wieczne". bo musi nastąpić. staje dziś przed granicą. a zachodzące w tym okresie zmiany są jedne. że fantazją.korzyść z przesunięcia granicy w osobniczym istnieniu o kilka lat jest niewymierna. to już nie marzenie czy fikcja. której przekroczenie nastąpi.bo innego wyniku nie ma. dziś już w abstrakcjach widać "dno" i skrytą w nich głęboką treść . że "za chwilę". które w miarę trwania ewolucji sięgają dalej i głębiej. miliony? itd. i również inaczej ustawi wartość egzystencji. nakarmić. konkretne i wielorakie. oto na przykład mam dylemat. nawet w chwilach.to przy innej skali odniesienia (życia) zmienia się to w sposób radykalny. kiedy przechodzi z zakresu mitu (i celu /nie/do osiągnięcia) w obszar realizacji. ale jawią się jako głupie lub nawet zbędne.jednak dla istoty. idąc zresztą w tym opisywaniu-dywagowaniu za systemami filozoficznymi. czy to również wnosi wartość (bez)cenną? rozum. tylko inaczej zmodelowana przez ewolucję . pomijam w tym momencie niebywałe komplikacje życiowe. to już zagadnienie ważne i zapewne podstawowe. uzysk z tego kroku jest ważny oraz fundamentalny . "tam" jest zbędne. czy "techniczne życie wieczne" odmitologizuje kiedyś wypracowane pojęcia i pozbawi narosłej przez wieki otoczki? na pewno wprowadzi sporo zamieszania. z całą pewnością dla wielu poza-świat przestanie być potrzebny. działając w świecie. jednak korzyść z kilkuset (lub więcej) lat dodatkowego bytowania w zmieniającym się środowisku.i nałoży obowiązki. umysł nigdy terenu fizyki nie opuszczał. pozbawi oparcia? na pewno usamodzielni. zaczynają nabierać niebywałego znaczenia pytania. owszem.i nawet zaczyna się je urzeczywistniać. choć zapewne z ogromnym (kosmicznym) kosztem. kiedy tak mu się zdawało. i na pewno nie od razu i jednocześnie się to dokona. bo teoretycznie (wszech)świat umożliwia rozwiązanie podobnych dylematów. ile powinienem istnieć? dla mnie pytanie zbędne.pytanie: dlaczego było możliwe osiągnięcie tego wyniku? odpowiedź: ponieważ w tych abstrakcjach zawarta jest głęboko fizyczna. setki tysięcy razy wschód słońca jest wartością? czy miliony poznanych twarzy jest mi do czegoś potrzebne? przecież to zawsze jest "twarz". zostanie zrealizowane odwieczne marzenie o dalszym życiu. jeszcze dziś trudnymi do przewidzenia w szczegółach konsekwencjami. które ten temat opracowały. zatrudnić.

.. 188 ..

i ściśle zdefiniowany ("ponumerowany"). ale na drugim końcu wiedzy również mam punkt. wytworzenie takich pojęć zamyka kiedyś i przez kogoś rozpoczęty proces. ale życiowa konieczność. nie ma ratunku – taka ewolucja (byt) jest szybko i maksymalnie szybko kasowana z rejestru istnienia.kwant czasoprzestrzeni. tu nie ma wyjątków.człowiek – rozum . a w innym zaszła lub "kiedyś" się powtórzy. że zabraknie energii (oraz możliwości) na dalsze zmiany. wychodząc z punktu. w zmieniającej się rzeczywistości każda ewolucja logicznie jest sferą. Kosmosu z jednej strony. mnie by tu nie było. ale i bezkresie). po drugiej Kosmos. kiedy ustalam taki fakt. moja wiedza dotycząca "dalszego". która nie ustali. choć na taki w zgrubnym i powierzchownym spojrzeniu wygląda. czyli ostatni oraz maksymalny poziom ewolucji energetycznej w ramach Kosmosu (nieskończoności-wieczności). na bazie poznanego i jedynie dla niego fizycznie i realnie dostępnego za pomocą zmysłów skrawka czasu-przestrzeni. dla ewolucji. a wszystko inne to fakty do ustalenia "po drodze". zasadnicze w procesie poznawania rzeczywistości jest to.i to definitywnie. dalszej drogi nie ma.smutek spełnionych marzeń rozum.. od tej chwili obraz bytu (i świata) zostaje zamknięty w "regułę kuli". że jest (kwantowy) rytm zdarzeń. co jest poza horyzontem (w najbliższej okolicy. lub odnoszących się do zmiennego i lokalnego w tych ramach "wszechświata" z drugiej. osobnik (albo cywilizacja). to jednocześnie poziom samookreślenia się.jednokierunkowa wszechkierunkowość . że wszystko jest sferą. co obserwuję w przeróżnych kształtach. a przez to rejestruję tylko znikomą część wszystkiego.tylko że to z niego (ze szczytu) dopiero wyraźnie widać. gdyby gdzieś-kiedyś zabrakło kwantu. jedno z tych zebranych w trakcie wędrowania po/w świecie stwierdzeń. umysł. i nie jest to banalny fakt. znajduję się na/w poziomie skrajnym drogi poznania . to nie jest chaos. kończy w tutejszym zakątku Kosmosu. ale i cywilizacja (jako całość i każdy jej moment) tworzy kulę wydarzeń. oddzielny. rozum jest sferą. 189 . jest procesem tworzącym sferę. to podstawa istnienia. rozpoczynając drogę od tu-i-teraz. że każdorazowo do swojej dyspozycji posiadam tylko chwilę . ważne. czyli w wieczny i "lokalnie" w nieskończoności prze mnie poostrzegany i analizowany proces jednokierunkowy i wszechkierunkowy zarazem – szalenie pogmatwany fizycznie. budując nieświadomie i świadomie kolejne uogólnienia świata wokół (abstrakcje). kiedy definiuję zachodzącą we mnie i wokół zmianę jako "czasoprzestrzeń abstrakcyjną". to byt poznający siebie i otoczenie – a nawet "wychodzący" poza w taki sposób zdefiniowany krąg. aż stan środowiska zmieni się tak dalece. który nie może lub nie potrafi w "obmacywaniu" środowiska wyjść poza chwilę i nie wytworzy zewnętrznych względem stanu "teraz" pojęć (sfery abstrakcyjnej). rozprzestrzeniając się w nieskończoność. po jednej stronie ja. a które odnosi się do środowiska. to w takim momencie mogę powiedzieć. skończony. ale uporządkowany logicznie. punkt. to zawsze jest złożenie i zbiór wydarzeń. bez (roz)poznania. która na czas nie zbuduje adekwatnych do świata abstrakcji (niezmiennych uogólnień zmiennego procesu). nie przetrwam. Kosmos. to ustalenie. ten etap kończy ustalanie praw. wszystko. dochodząc poziomu czasoprzestrzeni abstrakcyjnej. taki układ zginie lub w najlepszym przypadku będzie trwał w stagnacji do czasu. niedopasowani muszą odpaść od ściany. tworzy dla siebie logiczny obraz "świata" wszędzie-i-zawsze – i rozświetla ciemność (wiekuistą). kiedy docieram do obrazu otaczającego mnie bytu-niebytu w formule zmieniającej się według stałej reguły sferycznej ewolucji – docieram do brzegu poznania. że mogło tego kroku nie być.poznanie . punkt. zbudowanie pojęć maksymalnych. że tu kończy się analiza rzeczywistości . wielowymiarowa struktura w trakcie zmiany jednak w powierzchniowym oglądzie (a więc prowadzonym z pozycji płaszczaka zanurzonego w "jednowymiarową" fizyczność "wielowymiarowej płaszczyzny") byt jawi się jako fakt jednostkowy.

. poza chwilą (szeroką na jeden kwant. od kiedy spojrzeliśmy w niebo i zobaczyłem gwiazdy pragnąłem. która znajduje się w punkcie (spełnienia) i zarazem w swojej osobliwości .to wiedza. za zasłoną materii w każdej postaci i za zasłoną abstrakcji. dla niezaistniałego lub błądzącego niewiedza jest łaską. pocieszający w tym jest natomiast jeden fakt (jeżeli można tak to wyrazić). smutek wiedzy spełnionej nie jest przyjemny .. co w grze i w jej kolejnych rozdaniach występuje. że "to wszystko" to chwilowa zmiana fizycznie złudna (i tworząca w obserwacji stałość). żeby się dowiedzieć. ale nie ma w takim wniosku ani w tym położeniu niczego niezwykłego. za zasłoną rzeczywistości.ale z drugiej strony również smutek. ale to nie bezruch idealnego obserwatora. końcem drogi. ważne pytanie. co jest wartością samą w sobie – i jedyną. czasami w miłym towarzystwie . to droga i ruch po niej jest wartością ..jednak "zasłony abstrakcji" nigdy nie przebiję. zadowolenie)? a cel? . jednak to wyjątkowy i szczególny punkt. tu-i-teraz zestawianą "na mgnienie") nic więcej nie istnieje. (samo)wiedza. liczy się jednak to. marzenia jednak mają swój kres. . przecież ktoś w końcu (w bezkresie) musi tego punktu "dotknąć". ale z drugiej osobliwej. marzyłem. ale pojawia się pytanie. pożądanym.w życiu najbardziej cenne jest samo życie. jednak się skończyło (wypełniło). i grę – i siebie obserwować. że to już. przynoszą zadowolenie . a przecież osobliwość w ewolucji to mało przyjemne doznanie – oznacza kres.niezaistniały nigdy o tym się nie dowie. wygrana ("szczęśliwy numerek") na loterii świata polega na tym.. które są możliwe. który chciałem osiągnąć.że są wschody i zachody. już wiem.marzenia. wiedza jest spełnieniem. więc docierają do kresu. acz jednak końcem. nie są jednoznaczne. ale logicznie uporządkowana (i wnosząca niestabilność w randze zasady) . które się spełniają. znajduję się w miejscu oraz pozycji z jednej strony pożądanej. który oznacza spoglądanie "z góry". tak naprawdę i na najgłębszym poziomie wyrozumowania świata.i wszystkim. i niczego więcej (i nigdzie) poza tym nie ma. które jako istniejący byt muszę tu i teraz zadać: czy łaska niewiedzy jest gorsza (lub lepsza) od zasiadania na/w najwyższym poziomie? czy wiedza o zjawiskach jest lepsza od niewiedzy? . dotarłem do celu.czy cel jest "smutkiem spełnienia"? . i pewność. w życiu. że mogę je głośno wyrazić – jestem."ja" już wiem . 190 . zbiór pojęć. kiedy docieram do brzegu i do celu. spełniają się . co przynosi radość (przyjemność. że zasłonę fizyczności można pokonać i "oczami duszy" dojrzę każdy punkt znajdujący się na/w prostej nieskończonej (Ewolucji) .ale czy jestem z tego powodu szczęśliwy? czy. który może na chłodno (i z oddalenia) wszystko rejestrować. coś trwało. tylko moje codzienne i fizycznie bolesne odmienianie się jest tym. czy to właśnie "droga" poznania nie jest tym. z poziomu maksymalnego. kolejny banał. to czysto statystyczna i banalna prawda. taka myśl nie przynosi radości. która wnosi nie radość (czy zadowolenie).. to ja – i niczego więcej nie posiadam.kiedy już się wie. że można je oglądać.że zawarty w nim jest kres dowodzenia (ale także doznawania) .ja już znalazłem się w punkcie. ale jakże ważna: nagrodą dla życia jest samo życie.że kierując posiadane zmysły w niebo można dostrzec przeróżne słońca (nawet te leżące "poza" i wszędzie). ale trudno ustrzec się w tym-takim miejscu podobnych stwierdzeń . że nie ma miejsca na dalsze poznawanie świata "w pionie". dany nielicznym w nieskończoności-wieczności.czy smutek spełnionych marzeń jest ceną za poznanie? odpowiedzi. którymi każdego dnia naznaczam świat. już wiem. lecz stan równie wartościowy: uspokojenie. że niezaistniały w dowolnej postaci obserwator nigdy się nie dowie. ostateczna prawda o życiu jest prosta.droga się kończy. wszak poza drogą nic nie ma. ale jednak żal . a wszelkie z tym związane emocje są już wszystkim. że jest jakiś świat i jego zmiana (fizyczno-logiczna) . że pozostają tylko szczegóły "po horyzont". że można i świat. co jest za horyzontem.