You are on page 1of 190

Janusz ozowski

S U P L E M E N T (rozmowa z sob)

fragmenty

copyright 2010 by Janusz ozowski wszelkie prawa zastrzeone ISBN 978-83-932050-1-1 SUPLEMENTczyli@gmail.com

czowiek - rozum

- czowiek - jedno ewolucji - ewolucja czowieka i rozumu kosmos to krok pierwszy i niezbdny, ale wstpny. kolejny etap, opisanie i zdefiniowanie czaso-przestrzeni, to ju dziaanie drugiego rzutu, pochodna zrozumienia istnienia zmiennej rzeczywistoci. jednak przychodzi taka chwila w analizie otoczenia, kiedy obywatel wiata dostrzega sam siebie i wyrnia ze rodowiska swoje istnienie. taka kolejno poznawania nieskoczonoci to nie przypadek. czy dotyczy to mojego prywatnego definiowania przestrzeni i obiektw w niej si znajdujcych, czy zbiorowego dziaania, poznanie biegnie od zewntrznego zakresu zjawisk do wntrza poznajcego od "kosmologii" do "ja". rozum (kady ukad dziaajcy w otoczeniu innych bytw) wyrnia, musi w pierwszej kolejnoci okreli to, na ktrym i wobec ktrego moe umieci siebie eby stwierdzi, e jestem, musz wiedzie, e jest "co" poza mn. to dlatego czowiek, umys nauka rozpoczyna analiz od gwiazd, od rozwaa o naturze wiata, formuuje wnioski "o wszystkim", poniewa jest to okres, w ktrym nastpuje wyodrbnienie zjawisk regularnych i atwo dostrzegalnych i wielkich. nie ma szczegw, te pojawiaj si pniej. dlaczego? przecie zdecydowanie atwiej dojrze migajc na ciemnym niebie gwiazd i pomimo jej pozornego bezruchu ustali zmian orbity, natomiast "migotanie" komrki-punktu w czeluci ciaa zdecydowanie trudniej, potrzebne s wspomagajce struktury (narzdzia i wiedza, e taki "element" moe istnie). ebym mg opisa stan chwilowy i siebie w procesie zmiany, musz posiada punkt odniesienia, a ten znajduj, umiejscawiam na zewntrz i okrelam jako "nieruchomy" (i wieczny w ujciu maksymalnym). dopiero nastpczo, w zwrotnym i pnym ju analizowaniu wydarze, mog wyodrbni siebie w nieustannie odmieniajcym si otoczeniu i jako fakt trway (okresowo trway). i powiedzie jestem. chwila, w ktrej tworzy si moje "ja" (odlega w osobniczej ewolucji od stanu pocztkowego chwila), to czas podziau wiata (rzeczywistoci) na zakres, ktry przynaleny do mnie i "ca reszt". to wwczas dokonuje si przejcie w poznawaniu od zainteresowa niebem (oraz jego "zawartoci") do najbliszego mi rodowiska. wyaniajc (wydobywajc) si z ta, budujc si jako jednostka i osobowo, zakrelam swoim dziaaniem w otoczeniu krgi, ktrych stanowi centrum. to z tego wyrnionego punktu (jedynego takiego punktu na/w prostej nieskoczonej) mog zdefiniowa rzeczywisto. o ile do tego momentu proces poznawania (siebie i wiata) zbiega si "w punkt", w moje "ja" - to od tej chwili nastpuje odwrcenie kierunku, ewolucja biegnie od punktu "w dal". i moje poznanie oraz definiowanie otoczenia, rozchodzc si ("wybuchajc") z/od punktu, biegnie w nieskoczono. w zakres mojego istnienia zostaj wczone coraz dalsze i gbiej lece rejony (i warstwy) wiata, potencjalnie nawet nieskoczono-wieczne. - mwic inaczej, nastpuje wyanianie si otoczenia z mroku (niewiedzy) - a przez to moje istnienie, cielesno-psychiczny fakt, wic energetyczna konstrukcja (byt), staje si wyranie widoczne. jestem podobny do wiata, jestem jego czci - a zarazem widz, postrzegam si jako element wyrniony. analogicznie, jak ma to miejsce w przypadku reakcji dziecka, dla ktrego stopniowo z mroku, z mao zrnicowanego i praktycznie jednolitego ta, wyaniaj si coraz dalsze przedmioty i zjawiska - identycznie, jak to si dzieje w kosmosie, gdzie w obiektywach przyrzdw wyaniaj si "spoza" (horyzontu) coraz dalsze wiaty, tak dla umysu (czyli poznajcego otoczenie wiadomego ju siebie ukadu) wyaniaj si coraz dalej pooone struktury, zjawiska, byty. ale, co istotne, zawsze z centralnie w tym procesie zawartym obserwatorem. to przecie ja ("ja") postrzegam i definiuj otoczenie, to moje zdolnoci (zasb danych oraz zastosowanych narzdzi) wyznaczaj obszar objty analiz. zaistniaem, wyodrbniem si z ta dlatego wiat zaczyna wirowa wok mnie. wczeniej byem elementem otoczenia, ale obecnie to otoczenie jest faktem zewntrznym - fizycznie nic si nie zmienio, logicznie wszystko.
3

jest takie pikne powiedzenie, e "czowiek skada si z wody i marze" w tym momencie chc do niego nawiza, bo jest zasadnicze i skrtowe, oddaje fakt wspistnienia w jednym ukadzie dwu stron ewolucji: energii oraz jej reguy. czowiek rzeczywicie zabudowany jest kwantami w rnej postaci, w tym abstrakcjami. cielesna, fizyczna (materialna) konstrukcja to nonik poj, ktre realizuj si jako kolejny, ju maksymalnie wewntrzny przedzia zmiany energetycznej (s "naoone", s "dodatkiem" do przeksztacajcej si bazy). i wanie to abstrakcje, stosowane na co dzie (i od wita) pojcia i symbole otaczajcego wiata staj si w tej chwili centralnym i zasadniczym tematem, to przede wszystkim do nich musz si odnosi - opisujc sam siebie gwnie i w pierwszej kolejnoci odnosz si do abstrakcji. czyli kodujcych w/na sobie "tre" fizycznych stanw energetycznych w mojej gowie tre, ktr swoj aktywnoci (i decyzj) przydaj "grudkom" materii, ale ktra zarazem stanowi dla mnie wszystko - przecie owa "tre" to "ja". ewolucja czowieka-rozumu, to cz energetyczna (fizyczna, jako "namacalna") - i symboliczna, tworzca (si) na podbudowie, fundamencie materialnej oraz koniecznej struktury, jednej bez drugiej nie ma. - dwoisto, dwustronno i dwuliniowo ewolucyjna wanie w tym podwojeniu uzyskuje swoje dopenienie, jestem takim dwukrotnie podwojonym bytem. ciao dopenia rozum, konkret, ktry mog "pomaca" (i ktry czsto boli) - dopenia "niematerialny", ulotny, bywa e odrywajcy si od nonika "duch", "czysty rozum". ciao jest bardzo wane, to podpora mojego istnienia (w kadej formie), jednak to, czym jestem, a przede wszystkim za co si uznaj, to zbir osobniczo i zbiorowo wypracowanych poj ("znakw") o otaczajcym mnie wiecie (oraz o sobie). - dlatego w momencie, w punkcie, w ktrym opis rzeczywistoci dociera do Kosmosu i kiedy dosiga ju maksymalnego puapu logicznego (nieskoczonoci-wiecznoci), kiedy poziomy i zakresy otaczajcej mnie czasoprzestrzeni (chwilowej i abstrakcyjnej) w jej jednokierunkowej wszechkierunkowoci wyrniem (a nawet zdefiniowaem wraz z ich kwantowym rytmem), przychodzi czas eby spojrze w siebie, czyli na/w wielowymiarow konstrukcj-struktur, ktra mnie okrela. wychodzc "std", przechodzc przez "Wszystko", wracam do "tu" (i "teraz") do siebie. ale to ju inna "rzeka" i inny ja ("ja"). poznanie biegnie od punktu do punktu - i zawsze kwantowo. od nieskoczenie maego punktu (ja) do nieskoczenie wielkiego (Kosmos) - i z powrotem. ale kady krok w tym procesie to abstrakcje. zbir poj, ktre konstruuj przez cae ycie, to ja. ciao to fundament, ktry unosi (i wynosi) moje istnienie w zakres nadprogowy, ale "ja" to zawarto mojego umysu - to moje symbole i abstrakcje tyczce wiata i mnie. nie ma wiata na zewntrz, jest wycznie i zawsze we mnie. kwantowa - i tylko kwantowa zmiana (przemieszczanie si w Kosmosie kwantowej jednostki) przekada si dla mnie w konstrukcje, ktre w zbiorowej formie postrzegam (w dowolny sposb) jako jedno, fakt i nazywam, dookrelam. ale to ja i moja zdolno obserwacji i "produkowania" poj jest wyznacznikiem istnienia czegokolwiek, poza mn (i moimi abstrakcjami) nie ma rzeczywistoci, tego, co za taki fakt uznaj. wiat to ja. tradycyjne i tak "naturalne" pojmowanie otoczenia, e istnieje, e s w nim jako caociowo definiowane byty, to rwnie moja abstrakcja, to konieczny efekt wyodrbnienia (si) z ta energetycznej ewolucji oraz przypisania sobie i otaczajcym mnie elementom odrbnoci, to skutek zmysowej niemonoci ustalenia powiza na poziomie najgbszym, to pochodna mojego zgrubnego (z wysoka) rejestrowania zmian otoczenia. z tego powodu musz odwrci tradycyjny oraz powtarzany na kadym kroku przez umys pogld (ogld), e wiat istnieje poza mn wrcz przeciwnie, jest we mnie. i tylko we mnie. to ja ten-taki "wiat" powouj w kadym swoim dziaaniu do istnienia, to zbir moich poj go wyznacza i tworzy jego posta, nadaje cech odrbnoci i staoci. - moje abstrakcje to mj wiat. abstrakcje - to ja. dlatego ostatni krok w poznaniu (wiata) musi by analiz abstrakcji. moich abstrakcji. niczego poza nimi nie mam.
4

- rozum a informacja - umys a wiat pytanie na rozgrzewk: czy, eby zdefiniowa i poj Kosmos (nieskoczono oraz wieczno), musz by kim/czym innym anieli jestem? czy te logicznie skrajne "wielkoci" opisujce "rzeczywisto" s dostpne dla zawierajcego si w takich "ramach" dziaajcego i poznajcego ukadu? - czy, eby odebra nowe, ogromne iloci informacji o otoczeniu, musz si przebudowa, zmieni, skomplikowa? czy, na innym poziomie analizy, mam szans opisa sam siebie (swj umys) bez generalnej zamiany swojej konstrukcji? czy, mwic inaczej, ta wleczona przez milionolecia biologiczna konstrukcja umysu moe sprosta zadaniu, ktre stawia przed nim wiadomy siebie oraz wiata obserwator? czy zbir abstrakcji, ktry tworz na co dzie (a take na potrzeby caego ycia), moe wspomaga moje dziaanie niezalenie od miejsca oraz czasu - czy ukad powstay jako dopasowanie do rodowiska (wic tu i teraz), moe wyj poza nie w swoim dziaaniu i pozna zawsze-i-wszdzie? - czy umys (rozum) przyszoci musi by inny od tego, ktry by lub jest? nie musi. to wynika ze sposobu funkcjonowania umysu. - nie moe by t sam konstrukcj, ale jednoczenie nie bdzie zasadniczo ronym ukadem. taki sam ale nie ten sam. ewolucja si toczy, przemiany w ukadzie zachodz i musz zachodzi, jednak nie przekada si to na metody (zasady) poznawania wiata. pomidzy mzgiem mapy i czowieka, cho rnice istniej, przepaci nie ma. przecie fizyczne elementy uyte do budowy w obu przypadkach s takie same, rodowisko jest to samo i metody dziaania analogiczne (odwieczne i zawsze obowizujce). wszelkie ukady posiadajce umys (w dowolnej postaci, chodzi o funkcj) przynale do jednego zbioru i nie ma midzy nimi dramatycznych czy wielkich, rnic. - owszem, jest gradacja skomplikowania, s "rozmyte" stany przejciowe, ale ostrych barier nie ma. - dlaczego? poniewa nie ma znaczenia konkretna budowa ukadu, to jedno poznajcego oraz poznawanego decyduje o wsplnocie otrzymanych wynikw, i to niezalenie od pooenia w czasie czy w przestrzeni. rnice w technologi powstawania i konstrukcji midzy umysem sprzed kilkunastu tysicy lat (od kiedy mona "zdatowa" cywilizacj), a tym aktualnym, nie maj znaczenia, na tym poziomie analizy jest to ten sam ukad. rne jest oczywicie tempo pozyskiwania energii z otoczenia, a take metody tego pozysku, tu dokonaa si drastyczna, wrcz "wybuchowa" ewolucja ktra trwa i przybiera na sile i jest efektem kumulacji danych o wiecie (energii w kadej postaci), jednak fizycznie dotyczy to tego samego umysu. rozpalenie stosu drewna od zaponu stosu atomowego dzieli ogrom czasu jednak, to fakt, "rozpalajcy" jest ten sam. - wniosek, ktry z tego trzeba wyprowadzi jest taki, e nie potrzeba zmienia si albo gboko przebudowywa, eby posi nowe umiejtnoci oraz moliwoci dziaania w wiecie. nie trzeba, poniewa nie ma znaczenia forma dziaajcego, ale metoda, ktr operuje tu nie liczy si "prosta" sia, ale "nadpisana" na fizyczny nonik (materialnie zawsze ten sam nonik) abstrakcja. dlatego mam szans i moliwo, i to nawet w oparciu o wyprodukowane kiedy-tam elementy (i z innym przeznaczeniem) doj poziomu Kosmosu i zrozumie swoje otoczenie. i siebie przy okazji. wicej poznanie nieskoczonoci i wiecznoci dotyczy kadego umysu, ktry pjdzie t drog, kady poznajcy i dziaajcy w rodowisku ukad dopracuje si takich poj. rnica ponownie w szczegach, w postrzeganiu porednich stanw prowadzcych do takich "obrazw". prawd o rzeczywistoci zna kady cho zarazem kady kolejny obserwator dokada do tego zbioru swj kamyczek. dlatego pena odpowied na wyej postawione pytanie brzmi w ten sposb, e to nie konstrukcja musi si zmieni, eby mona byo pozna Kosmos, ale zawarto ju istniejcej konstrukcji nie struktura "techniczna" decyduje o zakresie poznania (aczkolwiek nie jest to bez znaczenia), tylko wykorzystane do analizy elementy (tu pojcia). nonik fizyczny zawsze jest ten sam (materia w trakcie przeobrae) ale zmienia si jego "zawarto" (abstrakcja).
5

- umys "spniony" - prawda czy fasz? abstrakcje to ja - tylko czy s to abstrakcje adekwatne do wiata? niekiedy umys opisuje si jako "opniony", nie nadajcy za zmianami rodowiska czy wrcz za wasnymi wytworami. sprzeczno sama w sobie. jak co, co wytwarza skutek, moe by wzgldem tego skutku "opnione"? inaczej, poniewa zagadnienie jest istotne. czy umys tworzcy dowolny fakt (element, proces, abstrakcj) musi znajdowa si na wyszym poziomie budowy i skomplikowania od tego, co wytwarza, czy moe powoa do istnienia "co" wobec siebie jakociowo rnego? sowem, stary dylemat: jajko czy kura? oczywicie nie odnosz si tutaj do banalnego zakresu konstrukcji, na/w ktrym zachodzi szybka onglerka liczbami lub siganie "spojrzeniem" i za pomoc technicznego ukadu (przyrzdu) dalej-gbiej - w takim dziaaniu rozum nie jest, a nawet nie moe by sprawniejszy od byle liczyda. rwnie wobec otoczenia (procesw energetycznych) zawsze jestem spniony, odbieram fakty po ich zaistnieniu to oczywisto. natomiast odpowied na powysze pytanie jest do zaskakujca: moe i nie moe: nie moe zbudowa ale moe budowa. to nie paradoks. jeeli trzyma si cile wprowadzonych poj, to zbudowanie ukadu nadrzdnego wobec mnie (czyli bardziej skomplikowanego) jest niemoliwa. nie stworz niczego, co bdzie przerasta mnie moliwociami. dlaczego? bo nie mam do tego zasobw (skadnikw, technologii, wiedzy). to oczywiste i jasne, przecie w kadym konkretnym momencie mojego dziaania (i istnienia) dysponuj pewnym i zawsze skoczonym zasobem elementw. nie zbuduj, wicej, nawet nie pomyl niczego, co byoby zasobniejsze od tego, co mnie stanowi. ale zarazem to nie oznacza, e nie mog tego budowa. wystarczy si po okolicy rozejrze, eby znale wielorakie przykady, ktre bardzo dobitnie zawiadcz, e s i byy w chwili ich zbudowania bardziej skomplikowane od stanu zastanego, byy bardziej skomplikowane od wiedzy ich budowniczych przed rozpoczciem samego dziaania. - gdyby nie moliwo budowania ukadw nowatorskich wzgldem ju istniejcych, nie byoby ani mnie (jako kolejnego "wcielenia" konstrukcyjnych uwarunkowa ewolucji biologicznej), ani moich "produkcji". dlaczego wic mog budowa co innego od poprzedniego, ale nie mog zbudowa czego radykalnie innego? poniewa w ewolucji nie mam i by nie moe "skokw". kady proces (fakt), kade i najbardziej z mojego punktu widzenia minimalne nawet dziaanie, zmienia zabudowanie ukadu, w ktrym zachodzi albo na ktry wpywa. jaki stan zaistnieje - zmienia si struktura caoci. przy czym, co bardzo wane, zachodzi rwnie proces zwrotny. czyli umys (a szerzej kada ewolucja) tworzc, konstruujc dowolny element, zmienia zarazem siebie. kady mj wytwr dodaje si (jako kwant) do mojego zasobu danych, a przez to i mnie odmienia. nie skocz swoim dziaaniem dalej, jak mj aktualny zasb danych (i skadnikw), mog zawsze operowa tylko w jego ramach. jednak kade w takim zbiorze przeprowadzone (za)dziaanie zmienia jego ksztat - kada moja myl, to ju inny, nowy umys. - i dlatego mog w kadym kolejnym kroku (kwantowym) przemieci si dalej, przesun granic swojego wiata "poza" dzisiejszy horyzont. zgoda, to zawsze jest horyzont, ale inaczej (dalej) umiejscowiony. kiedy dziaam, zmieniam swoj pozycj w rodowisku, zmienia si zasb wiedzy posiadanej i moliwoci. nie pobiegn dalej, jak mj najdalszy punkt wiedzy, ale mog ten prg przesuwa nie zbuduj niczego od razu, ale mog budowa skutecznie "po kawaku" (i kwantami). fakt tworzenia zmienia stany wewntrzne w bycie tworzonym ale take w tworzcym, zachodzi rwnoczesne odmienianie si obu stron procesu. to dlatego mog powoa (stworzy) do istnienia ukad przewyszajcy mnie moliwociami, poniewa w procesie tworzenia rwnie sam si zmieniam. i znw "przewyszam" stan zastany. zgoda, tylko o krok, jednak bd z przodu. nowo wytworzona jest lepsza i sprawniejsza od poprzedniego stanu, ale ja na tej drodze take znajduj si ju dalej i nie jestem tym, ktry by (przed chwil). a przez to ponownie prowadz w tym wycigu.
6

to jednoczenie nie oznacza, a co chc wyranie podkreli, e zapocztkowana w taki sposb przeze mnie ewolucja intelektualnie mnie nie "przegoni" jak najbardziej moe si to sta. oczywicie chodzi w tym przypadku o rozwaan czsto spraw "sztucznego umysu" (o czym przyjdzie si dalej powiedzie, i to sporo i w rnym kontekcie). czy wic nie zachodzi sprzeczno pomidzy wyraonym przed chwil stwierdzeniem, e nie mog zbudowa ukadu "wyszego" i mnie przerastajcego a budowaniem "sztucznego rozumu", ktry bdzie, musi by "wydajniejszy"? nie ma. argument na rzecz takiego stwierdzenia jest banalnie prosty oraz oczywisty: przecie skonstruowana przez mnie struktura, w tym przypadku mylca, rwnie bdzie samouczc si i samokomplikujc. kady kwant energii pozyskany ze rodowiska ten ukad zmieni, zabuduje go na nowo i przesunie w definiowaniu otoczenia (i jego samego) o krok dalej. i, co wane, jeeli bdzie to proces swoimi reakcjami szybszy od dostpnych mojemu poziomowi, z tego peletonu po prostu odpadn - jako faktycznie opniony (w rozwoju). przy czym, co take ma znaczenie (a w szerszym ujciu filozofii ewolucji jest oczywistoci), od razu wypadnie zastrzec, e inteligencja "wytworzona" przeze mnie nie bdzie ani inn inteligencj, ani form "obc" (czy jako tak, a czym strasz rne publikacje niskich lotw). zasady dziaania (reguy ewolucyjne) s jednakie dla wszelkich systemw i w kadym zaktku wszechwiata, odmienno pojawia si na poziomie szybkoci, dotyczy zakresu czaso-przestrzeni, ktra musi si zrealizowa pomidzy zaistnieniem sygnau (bodca), a reakcj na niego. - o ile mj centralny organ mylowy w ramach zbioru ukadw inteligentnych jest powolny (ze wzgldu na nonik), to oczywicie "produkt", konstrukcja oparta choby o elektrony (tym bardziej fotony) przegoni mnie z atwoci. jednak, co tu wane (oraz pocieszajce), uzyskany wynik operacji na abstrakcjach w takim ukadzie bdzie analogiczny, wicej - tosamy wobec mojego "powolnego" opisywania pojciami otaczajcej rzeczywistoci. bowiem wiat jest ten sam i zastosowana metoda dziaania ta sama. i nigdy inna. ju wspominaem, nie ma znaczenia konkretny nonik i techniczna struktura dziaajcego ukadu, liczy si "wsad" (tre), zawarto struktury. liczy si funkcja, a nie jednostkowy sposb jej wyraania. jeeli ukad jest zbudowany wedug reguy (logicznie), jeeli dziaa w oparciu o t regu, wytworzy adekwatne do wiata pojcia i nie pobdzi. nie moe pobdzi, bo innego wiata, innej rzeczywistoci nie ma. w szerokim, logicznym ujciu nie ma przecie znaczenia, czy abstrakcja buduje si w biologicznym i ksztatowanym milionoleciami mzgu (i w oparciu o elementy "pod rk"), czy "puszce", ktr skadam na obraz i podobiestwo (swoje), wynik operacji logicznych zawsze jest (i bdzie) ten sam, taki sam. rnica zachodzi tylko w tempie prowadzonych operacji, iloci moliwych do "przepuszczenia" w jednostce czasu iloci danych. im wicej taki ukad moe "przerobi" kwantw i im szybciej to si dzieje, tym bliy jest wydarzeniom zachodzcym w "teraz" i tym lepsza jego kontrola nad procesami. to wane i potrzebne, wrcz konieczne udogodnienie w istnieniu, ale jest to dziaanie tylko z "nieco" innego pitra moliwoci (ewolucyjnych). wiat jest jeden dlatego rwnie "mylenie" posiada jedn posta. wniosek? ten podpunkt mona podsumowa w sposb taki e ewolucja materii (nieoywionej) "podprowadzia" ewolucj ukadw do poziomu skomplikowania w formie struktur biologicznych w kroku drugim ewolucja zachodzca w krgu biologicznym podprowadzia proces zmian do struktur rozumnych ale ewolucja rozumu w kroku trzecim podprowadza zjawiska do poziomu bariery-zaptlenia, kiedy ponownie elementy materii (niebiologiczne) mog zosta wprzgnite w struktury logiczne (wic rozumne). a w kroku czwartym, ju po zaptleniu i po "zakrzywieniu" w osi symetrii (i po "koowaniu"), proces ewolucyjny znajduje si na innym poziomie, uzyskuj inny stan (nowo energetyczn) - ale zasada nie zmienia si w adnym punkcie. i ewolucja moe biec dalej. tak samo ale nigdy tak samo.
7

- abstrakcje - dziaanie umysu o abstrakcjach i sposobie dziaania ukadu rozumnego wczeniej wspominaem, warto jednak do tego wrci, poniewa sprawa jest interesujca zwaszcza w kontekcie budowy "sztucznego" ukadu logicznego. tworzenie (tworzenie si) abstrakcji, a nastpnie operowanie nimi, to zagadnienie wane, ktre wymaga gbszej refleksji. bo cho nie jest to obszar "nieustajcego cudu" (co, mam nadziej, niezbyt mocno poniektrych zasmuci), to jednoczenie nie oznacza to banalnie prostego fizycznego procesu (ktry jest "produktem" mzgu). po pierwsze i najwaniejsze w tym toku rozumowania: abstrakcje realizuj si na noniku fizycznie materialnym i rnorako "namacalnym", jak to powinno w kadej (przyzwoitej) ewolucji by. i nigdy inaczej. i nie jest to, wbrew pozorom, nic warte (czy banalne) stwierdzenie. to bowiem zaistnienie, wytworzenie si w toku ewolucji fizycznego nonika, na/w ktrym jest moliwy dalszy proces oraz "obrbka" danych, to warunek fundamentalnie konieczny. nie ma dziaania (tu mylenia) w pustce. musi by "co", co jest i na/w czym moe dokona si zmiana. i to zmiana utrwalona, rwnie fizycznie i realnie a take do pniejszego odczytania (na danie). abstrakcje tworz si jako konieczno (to nie luksus czy przypadkowa nadmiarowo), s tworem, "produktem" ewolucyjnym, ktry pozwala przey, a ich skadnikiem s substancje zmagazynowane w mzgu (czy adekwatnym ukadzie). to poziom twardy i absolutnie niezbdny, ktry musi zaistnie, eby kolejne procesy mogy zachodzi. musi zaistnie substancja nona, energia w fizyczno-chemicznej postaci, ktra buduje - i w ktrej buduj si nastpnie wiksze elementy. mona to definiowa jako poziom zerowy lub "czystej karty", w/na ktrym moe ksztatowa si wszystko dalsze, ale on po prostu musi by. musi by fundament, na/w ktrym co zbuduj ("nagram") - musi by podoe, na/w ktrym mog zakodowa dowolny stan albo fakt co dla mnie oznaczajcy - i ktry przechowam w swoim "archiwum". zysk osobniczy (i zbiorowy) z takiej archiwizacji danych jest oczywisty: wrc do zdarze i reakcji na nie w dowolnym momencie, oszczdzajc czas i energi na poszukiwanie wyjcia. kady zaistniay fakt mnie zmienia i wzbogaca wiedz o wiecie i uatwia postpowanie w kolejnych krokach. im wicej wiem, im wicej rozpoznaem mechanizmw w otoczeniu, tym szybciej si w nim przemieszczam (i sprawniej), tym dalej i duej dziaam (yj). co, co wczeniej byo tylko banalnie "prostym" i fizycznym stanem zorganizowanej energii, po "nadpisaniu" kolejnego poziomu, staje si ju now jakoci - zmienia si w fakt fizyczny z "dodatkiem interpretacyjnym" ("instrukcj obsugi"). przy czym ciekawe w tym ujciu jest to, e w takim przypadku "kod" zapisu (tor rwnolegy do nonika w ujciu logicznym), "usamodzielnia" si. i staje si dla uytkownika takiej ewolucji jedynie dostpnym poziomem. nonik "znika" z obserwacji (i dozna), przejcia (kwantowe) gin "w pomroce" i "duch" swobodnie polatuje nad poziomy (fizyczne). z wszelkimi tego szkodliwymi efektami ("bo fizyka i ciao to co zego", "dno wiata"). dlatego ponowne i wiadome zejcie "do hadesu" materii wymaga od umysu wielkiego wysiku, a rozdzielenie w prowadzonych analizach treci od nonika dokonuje si duym kosztem. warto rwnie podkreli, e poniewa zachodzi jedno rodowiska i ukadw, ktre w nim dziaaj, dla wszelkich wydarze i uczestnikw nonik ewolucji jest ten sam i zasada jego organizacji jest identyczna - ale wynik operacji, czyli "obrabiania" (kodowania) jest kadorazowo jednostkowy i zawsze inny. kada ewolucja, take tworzenie si abstrakcji, to "wypitrzenie" "w gr" energetycznej struktury, a ilo wchodzcych w kade moje doznanie-dziaanie faktw jest takiej skali, e nie ma, nie byo i nie bdzie dwu jednakowych. dlatego rwnie nie ma identycznych uoe elementw (kwantw) i nie moe by identycznych abstrakcji (czy dowolnych ewolucji). kady stan energetyczny we mnie (czy w Kosmosie) jest zaistnieniem jednostkowym i niepowtarzalnym w tej formie jestem zbiorem jedynym w nieskoczonoci. ja to punkt.
8

- jak powstaj abstrakcje? eby odpowiedzie na takie pytanie, nie ma co zajmowa si sformuowaniami oglnymi, tylko warto przeanalizowa odczucia dotyczce mylenia, pojmowania poj i abstrakcji - ktry to poziom jestem zdolny sign w skierowanym "do wewntrz" dziaaniu. a skoro mog, to powinienem to uczyni. jak wic tworzy si "abstrakcja"? - oto do mojego umysu pynie ze rodowiska cig impulsw (kwantw). pyn w uporzdkowaniu, w jakim rytmie (zalenym od mojej aktywnoci oraz stanu rodowiska) i ktre pocz si (lub pocz je wiadomie) w mojej gowie w jedno i zborne wydarzenie albo bdzie to wiele oddzielnych wydarze, take kwantowo istniejcych, ale przedzielonych czasem i przestrzeni, ktre rwnie pocz w jedno (w wyniku dugiego uczenia si i odkrywania powiza midzy rejestrowanymi faktami). rnica pomidzy tymi wydarzeniami jest wycznie czaso-przestrzenna, to pochodna moich zdolnoci w wyszukiwaniu zalenoci midzy odlegymi od siebie zjawiskami. o ile bliskie w odbiorze dla mnie fakty cz (klasyfikuj) wrcz "mechanicznie" i prosto, o tyle zdarzenia przedzielone dniami (czy latami) mog powiza ze sob tylko i wycznie jako efekt refleksji (i jako skutek uczenia si takich zwizkw). to, co mam "przed nosem", widz doskonale, zjawiska zasze za horyzont "widz" tylko "oczami duszy". dlatego eby zebra zapisane w umyle "odbicia" i eby poczy rozproszone dane, trzeba si natrudzi - dotyczy to jednostek, ale dotyczy take zbiorowoci. naukowe, filozoficzne wyszukiwanie zwizkw midzy elementami otaczajcego wiata, to proces idcy przez wieki i tysiclecia, ale niewtpliwie popacajcy. co zrozumiae, im wiksza ilo informacji o wiecie i zdarzeniach w nim zachodzcych, tym budowanie abstrakcji atwiejsze. jednak w tym momencie musz podkreli jeden zasadniczy fakt, ktry gboko wie si z tworzeniem (si) abstrakcji: ich konieczn, nierozerwaln czno czaso-przestrzenn. a to znaczy, e nie mog operowa pojciami nazbyt sobie odlegymi, na ktrych odszukanie w bibliotece (ksikach czy w mojej gowie) zmarnuj wiele chwil. po prostu, zanim znajd potrzebne dane, rozpadnie si, przestanie istnie zwizek midzy elementami tak tworzcej si ewolucji (tutaj ewolucji mylenia) - przecie nie zbuduj stabilnego, wic cznego procesu z faktw w zakresie ju rozproszonym (rwanym). - mwic inaczej, zanim poznam, "dokopi" si do potrzebnych informacji, to albo ta informacja si rozpadnie (ksika lub pojcie w mojej gowie), albo moja cielesna konstrukcja w proch si obrci. to nie przypadek, e w ramach zbioru, grupy poj lub grupy ludzi, ale stoczonych w niewielkim zakresie (acz nie moe to by nadmierne upchanie elementw, poniewa wwczas wizienia byyby najlepszym miejscem dla analiz wiata /co si historycznie potwierdza/), e w takiej skumulowanej przestrzeni dochodzi do wytworzenia si nowoci dochodzi do czenia si faktw, ktre s od siebie odlege. ewolucja moe-musi przebiega w pewnym zakresie "cisku" (a take swobody), eby moga si wewntrznie zabudowa. "postp w granicach prawa" oto przepis na zbudowanie stabilnej struktury. operujc pojciami w umyle nigdy nie sign do caego zasobu (archiwum), zawsze istniej strefy "zakurzone", do ktrych docieram z trudem (lub wyjtkowo), one s praktycznie stracone do analizy. eby zbudowa co nowego, musz posiada "w zasigu rki" potrzebne informacje (one musz "koowa" po ssiednich "orbitach", eby wej w relacje). to musi by wewntrzny i bliski sobie proces w ramach "mgawicy" (galaktyki) poj, gdzie z "pyu kwantowego" moe zbudowa si oraz zabysn "supernova" (pomys), jednak nie moe by w zdarzeniu przewagi pustki, poniewa czno si zerwie. im wicej pocze i wykorzystanych elementw, tym wicej nowoci i wnioskw tyczcych wiata. nie ma znaczenia, co tworz, now potraw czy system filozoficzny - zasada tego procesu jest ta sama i nonik ten sam. to w ramach (w zbiorze) elementw dostpnych, ktre stanowi aktualne "jdro" ewolucji, moe si wytworzy nowo - ktra albo poczy ze sob dane zmysowe ("abstrakcja fizyczna"), albo poczy na kolejnym ju poziomie dziaa umysu uoglnienia (abstrakcje logiczne).
9

- abstrakcje - teraz od strony odczucia warto te oglne rozwaania podbudowa poznaniem, ktre jest dostpne dla mnie poprzez "wczucie" si, to rwnie ciekawe ujcie (i dowiadczenie). - oto mam jakie pojcie, abstrakcj, ktr operuj, ale nie wiem w tej chwili (jest to poza moim zasigiem badawczym), jak ona powstaa. czyli wykorzystuj sowo, symbol czego, o ktrym wiem jedynie to, e jest mi dostpny - i z tego faktu korzystam. kade sowo (a szerzej dowolne doznanie) jest abstrakcj powsta na podbudowie wielu informacji, ktre "zbieram" (niewiadomie lub wiadomie) przez cae ycie to w abstrakcjach zakodowane jest moje istnienie, i to na rnorakich poziomach, std ich znaczenie. ot, bior na przykadu sowo "widok", dobre jak kade. dowolna abstrakcja, czy to w jzyku potocznym, czy tak zwane "wyraenia naukowe" (jak np. abstrakcje matematyczne, ktre uchodz, niesusznie, za co odrbnego), to wynik dugiego procesu budowania si - wanie zbierania danych i energii, ktre nastpnie podlegaj "ociosywaniu" (rnemu obrabianiu). abstrakcje, niezalenie od ich przynalenoci, s na konkretnej podbudowie, powstaj i zawsze zmieniaj si tak samo (wymusza to jedno wiata). jeeli w sposb szczeglny w tym miejscu podkrelam (i w nawizaniu do "wczucia" si w abstrakcje), e fakt wyrnienia poj matematycznych (jako innych) jest bdny, to z tego powodu, e ich rola w poznaniu rzeczywistoci jest znaczna. nie ma matematyki i jej "symboli" w oderwaniu od materialnego poziomu, przecie nie ma oraz by nie moe logiki pustki. - i nie chodzi mi nawet o to, e matematyczne pojcia odnosz si do realnych przedmiotw lub zjawisk (np. dziesiciu palcw), a take e za kad matematyczn abstrakcj co-gdzie-kiedy si znajduje i trzeba jedynie to w czeluciach wiata odszuka - ale nawizuje tu do tego, e "obrabiana" przez matematyka w jego gowie tre to nic innego, jak "namacalne" jedynki i zera, bryy, figury i przeksztacenia jako realne. - mog myle o Kosmosie, czyli nieskoczonoci, wiecznoci, "e = mc2", o dowolnym bycie - ale w zwojach mzgu owe pojcia s "namacalne", posiadaj swoj fizyczn posta, co "niesie" w/na sobie tak dla mnie ogromn tre. w kadym dziaaniu reprezentowane w umyle byty s konkretne, fizycznie zajmuj czas i przestrze. - abstrakcja moe by wielkiej, nawet maksymalnej skali, ale w konkretnej gowie ma swoje lokalnie zakodowane upostaciowanie i jest to namacalne, realne ciao. wicej: poza tak "zbrylon" energi nie istnieje. moje "odczuwanie", a nastpnie wykorzystanie abstrakcji dlatego jest moliwe, e "tre" jest "nadpisana" na materialnym noniku, ktry moe wej w "reakcje" (i rzeczywicie ju reakcje, np. jako chemiczne czy elektryczne) z kolejn, znajdujc si obok abstrakcj. pytanie: co czuj, co postrzegam, kiedy operuj abstrakcj-stanem "widok" czy "kosmos"? nic nie czuj oraz niczego nie widz. to najpeniejsze i najkrtsze oddanie tego, co towarzyszy operacjom abstrakcyjnym w umyle. poziom dziaa pojciowych, cho zakotwiczony i wpisany w poziom fizyczny rozumu, dla mnie, jako korzystajcego z niego, usamodzielnia si, odrywa od nonika. autonomia w odczuwaniu jest pena, a do pomijania zakresu materialnego. - owszem, mog "odczu" "zawarto" abstrakcji, "poczu" tre pojcia, jednak nie "doznam" fizycznego nonika. to jest dla mnie zakres na zawsze ciemny i znajduje si poniej rejestracji. mog wywnioskowa jego (za)istnienie, doj w logicznej analizie tego, e poszczeglne abstrakcje musz si ze sob jako "namacalnie" komunikowa, e musi by przepyw energii midzy elementami procesu, e musz si abstrakcje wzajemnie "doznawa" i "czu", ale ja tego poziomu nie doznaj, to jest poziom reakcji konieczny, ale niedostpny w doznaniu. ja "doznaj" i "czuj" wiat i siebie "wyej", tylko i wycznie na poziomie abstrakcyjnym. doznania fizyczne s przypisane do elementw umysu (komrek), ale dla mnie dostpnym pozostaje jedynie poziom wyszorzdowy - abstrakcyjny. wszystkie moje doznania s pochodne "doznaniom" neuronw (i zawieraj si w nich), ale lokuj si w innym zakresie. i s jedynymi mi dostpnymi.
10

wicej - w trakcie stosowania rozbudowanej ju abstrakcji, niech bdzie ten "kosmos", na tym poziomie nie cignie si za ni nic. nic w sensie "treci" czy "obrazu", czy "doznania". takie pojcie w "pierwszym odczuciu" nie ma "przyczepionych" do siebie adnych dowiadcze czy symboli. owszem, mog (w razie potrzeby) dobudowa, nawet w moim postrzeganiu nagle, ca gbi tego sowa ("gbi", ktr jako konkretny osobnik dysponuj), ale to nie jest dane w chwili operacji tym pojciem. taki cay zbir informacji, ktrym koduj w "archiwum" abstrakcj "kosmos" (i jest w zakresie podprogowym do niej), to stan chwilowo zbdny to szczyt gry (pojciowej), jednak fizycznie, w tu i teraz, moe by pomijany (dla sprawnoci dziaania). - wane w tym jest to, e cho wywoanie danych przebiega w odczuwaniu dla mnie "szybko", zawsze jest i by przecie musi dziaaniem w postaci "kwerendy" z caego dostpnego mi zbioru danych (yciorysu), jest przegldem, ktry biegnie daleko i gboko w zasb informacyjny. obejmuje ten proces poziom danych zmysowych, jako fundament i "korzenie" mojego mylenia (np. gorce to co przykrego, kiedy dotknem i bolao), obejmuje poziom abstrakcji "prostych" (np. szkolnych) i kady inny poziom. w logicznym ujciu kade obrabiane przez mnie sowo "wpisuje" si, "sprzga", jest zawarte w caej mojej yciowej (i "zarchiwizowanej") drodze. - oczywicie fizycznie i w kadej chwili operacji w umyle siganie do tych zasobw nie jest ani moliwe, ani te potrzebne cho potencjalnie dostpne (o ile dane s zachowane i jest czas na ich przegld). realnie moe proces schodzi w takich powizaniach gboko - ale nie musi (dla sprawnoci swojego dziaania). nie ma sensu w konkretnej ewolucji (tu wyobraania sobie stanu "kosmosu") wywoywa wszelkich z tym powizanych abstrakcji. one tam s, mog by przywoane s "fundamentem" tego pojcia, ale jako taki nie musi by on cigle odkrywany. wystarczy w analizie "pobliski" (na podpoziom rozcignity) zakres przywoa, eby mona byo skutecznie operowa pojciem. i budowa z niego (z nich) kolejny tworzy abstrakcje nastpnego rzutu. dla badajcych (podgldajcych) rozum byo sporym zaskoczeniem, e umys "wie" szybciej od osobnika, co ten zrobi, co powie i co pomyli w kolejnym kroku. czyby "co" nim sterowao, podpowiadao "z boku" ("z gbin"), co biedak ma zrobi w nastpnej sekundzie? - doprawdy, dlaczego jest to tak zaskakujce, nie mog tego racjonalnie wyjani. przecie, eby fizyczne elementy w gowie zgromadzone (oraz kadorazowo skadajce si na moje myli) poczyy si (w myli mdre czy gupie), eby nastpi (najkrtszy nawet) "przeskok" danych w mzgu, musi zaistnie zdarzenie w czasie i przestrzeni. - poziom fizycznych reakcji (ich "zbierania" si "w kup", wszak "w kupie sia") musi wyprzedza poziom "uwiadomienia" sobie faktu bo jest wanie dnem, fundamentem tego procesu. fundamentem, ktry "zbiera" si w jedno poprzez rne i wszelkie poziomy (mojej i wiata) rzeczywistoci - w tym przypadku poprzez struktury umysu. musi si zrealizowa caa piramida procesw, abym mg "na szczycie", wic ju na/w "strefie wiadomej", o takiej produkcji (skutkach tej ewolucji) jako si dowiedzie. i tak w nastpnym kroku prac "bazy" pokierowa, takie stworzy "filtry", eby proces mg biec dalej, a nadbudowa moga "gwkowa". abstrakcja i "strumie myli", to proces budujcy si "w gr", do poziomu "wiadomoci", wic te nisze zakresy s szybsze - i musz by szybsze. "ja" to szczyt piramidy, ale nie istniejcy bez gbi niszych procesw. dla mnie zakresem nadprogowym i jedynie dostpnym jest to, co okrelam jako moje "ja", "wiadomo" - tylko e jest to poziom podbudowany (take obudowany z kadego kierunku, wszechkierunkowo) zjawiskami lecymi poniej. rejestruj, doznaj - dla mnie wszystkim jest to, co "widz oczyma duszy", poniewa abstrakcje s mn - jednak ten poziom jest wpisany w zakres dla mnie ciemny, niedostpny, nieoznaczony. i konieczny. - kada moja abstrakcja posiada na/w podpoziomie liczne "korzenie", jest zanurzona w "morzu" informacji, danych zmysowych lub abstrakcji kolejnych rzutw, ale "doznaj" j jako "fakt punktowy". "ja" to abstrakcja ale na "podglebiu" fizyki.
11

- abstrakcje - czy mona operowa tylko samymi abstrakcjami? pytanie: czy moe istnie mzg ("ukad rozumny" w dowolnej postaci), ktry w swoich reakcjach bdzie odnosi si, pracowa wycznie na samych pojciach, abstrakcjach? czy moe powsta byt operujcy tylko w zakresie abstrakcyjnym? a jeeli moe, to jak bdzie dziaa, i co z tego wyniknie? sprana jest ciekawa - i wana. i to nawet na kilku poziomach analizy. przede wszystkim od razu wypadaoby powiedzie, w nawizaniu do wczeniej i wyej zapisanego, e nie moe. e zawsze musi by fizyczny fundament, na/w ktrym procesy mog si toczy (bytu "mylcego" poza fizycznym nonikiem przecie nie ma). jednak w tej chwili ju tego zakresu nie podnosz, to jest oczywista oczywisto. - po drugie, co take wynika z powyszego opisu tworzenia si abstrakcji, nie ma niczego innego, jak abstrakcje. kada w moim umyle (czy szerzej: ciele) struktura, jest w tym ujciu "abstrakcj". bo powstaa jako "wyanianie" si, budowanie konstrukcji z elementw "w gr". komrka ciaa jest kolejn form energetycznej zmiany myl rwnie. kady, dowolny element wiata, ktry pojawia si na (jako definiowanym poziomie) jest w stosunku do podpoziomu "abstrakcj", sum i uoglnieniem zjawisk lecych niej. i o tym nie naley zapomina. co wicej, co rwnie wie si z pocztkowym pytaniem, pojawia si dylemat, czy taki ukad (tylko dziaajcy na abstrakcjach), bdzie doznawa, odczuwa i reagowa? jeeli stwierdzam, e abstrakcji nie odbiera (czuje) si inaczej, jak wanie abstrakcyjnie, to przecie jest to prawda, ale nie do koca. samej abstrakcji nie czuj, fizycznej i gbokiej zawartoci abstrakcji nie doznaj, kiedy j stosuj (i tak na pewno bdzie w przypadku tu analizowanego ukadu), ale przecie bdc cielesn konstrukcj czuj, kiedy komrki umysu si midzy sob komunikuj. w analizie logicznej poziomu fizycznego nie sigam, jednak rne "dreszcze" ciao przebiegaj, mrwki po plecach drepcz, a umys a si iskrzy, kiedy dostarczy mu dozna (dowolnego rodzaju). dlatego najpewniej i podobny do mnie (i kady inny) ukad musi doznawa owych "dreszczy" emocji, kiedy skadniki ciaa si komunikuj i wzajemnie doznaj. to przecie dlatego mylenie, wszak czynno pozornie czysta (logiczna i abstrakcyjna), dostarcza tylu dozna ("odlotw") i jest przyjemna (czasami bywa przyjemna). obecnie jednak pytanie tyczy innego wanego zagadnienia. mianowicie, czy byt, ukad rozumny musi przeby drog analogiczn do mnie, czyli od poznawania (i doznawania zmysami) wiata, do kolejnych uoglnie danych tak zebranych czy mona to pomin i przeskoczy poziom fizycznych dozna, wic od razu operowa abstrakcjami (pozyskanymi czy "zaprogramowanymi")? wyraajc to inaczej, czy "sztuczna inteligencja" (przecie o to tu chodzi) moe "wystartowa" od razu i momentalnie po wpakowaniu w "skrzynk" encyklopedii (wraz z suplementami), czy musi przej drog "uczenia" si? odpowied, ktra nasuwa si w pierwszej kolejnoci jest taka, e bazujc na schemacie komend i abstrakcji wpisanych w ukad (pozyskanym, danym jako "stan zastany") mona dziaa ale to nie wykroczy poza "rutynowe" reakcje. wszak "programy" biologiczne, nawet te pozornie najprostsze, s mniej lub wicej, ale otwarte - a stosujce je ukady ucz si reakcji na fakty wystpujce w rodowisku. mona z tego wycign wniosek, e poszerzajc przedzia swobody reagowania ukadu, kiedy uczy si on samodzielnie otoczenia (zbiera kwanty), osiga lepsze rezultaty, e nie wystarczy "czysty" zapis abstrakcyjny, tylko potrzebny jest jeszcze dodatek do wytworzonej abstrakcji w postaci fizycznego doznania. czyn sprawczy konstruktora (pierwsza przyczyna), musi doprowadzi do ukadu mylcego, jednak pomimo e zmieni si nonik, zajdzie konieczno powtrzenia drogi, ktr przechodzi sam konstruktor. i nie zdoa (s)twrca ani uproci, ani przyspieszy tego procesu, poniewa kady sam (i na wasn rk) musi "kantw" rodowiska dowiadczy. ale e "konstruktor" tak czy owak pierwszego rozumnego "sztucznego" krzyku doczeka, to pewne.
12

- ewolucja abstrakcji - proces mylenia - relacja midzy nonikiem fizycznym abstrakcji a treci abstrakcji (zaleno obustronna) zanim dalej o wykorzystaniu ewolucji abstrakcji do opisywania i do budowania "sztucznej inteligencji", wypada zatrzyma si, zwaszcza w tym miejscu, na najwaniejszym zagadnieniu, ktre si z mzgiem (ukadem logicznym) wie - z myleniem. powstaa paradoksalna sytuacja (ale tylko nieco paradoksalna), e mimo wielokrotnie oraz na rne sposoby odmienianego sowa "mylenie", do tej pory praktycznie tego zakresu nie omawiaem. to, co opisywaem, czyli proces ewolucji (w tym ewolucj abstrakcji), byo poprawne i dobrze obrazuje zmiany energetyczne (w tym te zachodzce w umyle), dobrze oddaje proces formowania si dowolnej "abstrakcji" (co by pod tym pojciem nie rozumie) - ale jednak nie oddaje w peni najwaniejszego z mojego punktu widzenia procesu, wanie mylenia. ewolucja ewolucj, ale dla mnie najwaniejsze znaczenie ma to, e mog taki proces doznawa. a nawet, w miar moliwoci, opisywa. dlatego nie ma rady, trzeba mu si gbiej przyjrze. warto wiedzie, czym jestem. procesy ewolucyjne, ktre opisywaem do tego momentu, nawet jeeli zawieray w sobie cig zdarze, byy pojmowane "punktowo" (liniowo, punktowo i przede wszystkim nastpczo). a przecie mylenie to proces nie tylko wielowymiarowy (i wielopoziomowy), ale przede wszystkim wielo-punktowy i posiada to swoje znaczenie. nie jedna myl, nawet najgenialniejsza, stanowi o myleniu, tylko ich cig, strumie (a najlepiej, eby to bya "rzeka"). punktu (kwantu), jak wielokrotnie podkrelaem, opisa nie mona - tylko "jest", eby zdefiniowa mylenie, eby opisa dziaanie rozumu, musz operowa duym zbiorem faktw (najmniej dwoma stanami). jednostka jest wana (skada si w miliony i masy) ale w relacji do innych jednostek. powodem, ktry bezporednio skoni mnie do zajcia si myleniem (w sensie logicznej analizy), byo przekonanie, e istnieje, musi istnie zaleno (i to zasadnicza) midzy tym, co zawiera abstrakcja (treci, znakiem), a tym, co jest nonikiem teje abstrakcji (energi w postaci fizycznego nonika) e, mwic inaczej, zachodzi cisy zwizek midzy kodem a substancj kodowan. co wicej, e jest to zwizek zasadniczy i e nie ma tu dowolnoci (nonikiem nie moe by przypadkowa grudka materii, ale musi si, jako fundament procesu, poddawa wielowymiarowo kodowaniu). to by punkt pocztkowy analizy, ktry do dalszych ustale prowadzi - a w rezultacie zasza potrzeba ujcia ewolucji poj i abstrakcji jako procesu wielowymiarowego. poniewa abstrakcja buduje si zawsze jako piramida procesw, jako wielopoziomowe zdarzenie energetyczne wic nie mona go opisa ani prosto, ani punktowo, ani nastpczo. myl - dlaczego? jak? ju pobiena nawet analiza piramidy kwantowej, tworzenia si abstrakcji jako wydarzenia na/w kolejnych poziomach i w punktach wzowych, ju to podpowiada istotne wnioski. fakt powstawania takiej piramidy nie ulega wtpliwoci, to dotyczy procesw zawsze-i-wszdzie, ale, co atwo wykaza, zjawisko nie moe biec w ten sposb, e za kadym razem, kiedy w moim umyle pojawia si jaka abstrakcja (np. "drzewo", "kosmos"), e buduje si ona od podstaw i narasta od jaki "pierwocin", ktre zwizane s dla mnie z tym pojciem (od poziomu zmysowego - od widoku drzewa, odczucie kory itp.). nie jest to ani moliwe, ani potrzebne. nie jest moliwe z tego powodu, e brakuje mi w takim momencie wszelkich abstrakcji czstkowych, brak take elementw, wydarze kwantowych t abstrakcj tworzc - czyli brak mi w tej konkretnej chwili caego mojego yciorysu, ktry si skada na to, eby powstaa taka a nie inna, tylko moja wasna abstrakcja "drzewo". owszem, jest podobna do innych, w innych umysach powstajcych poj, to efekt wsplnego istnienia w jednym otoczeniu, ale e jest moja i tylko moja, to oczywiste, poniewa tylko jednostkowy tor wydarze si na tak posta pojcia ("obrazu") skada. to mj i tylko mj wiat.
13

co wicej - tworzenie takiej rozbudowanej abstrakcji nie jest potrzebne, to luksus, na ktry mog sobie kiedy pozwoli, ale w konkretnej sytuacji moe to by wrcz utrudnieniem. ju nawet nie chodzi o to, e kiedy myl o tym "drzewie" (czy dowolnie innym), to zajmuje to nieco chwil (cho dla mnie, w moim odczuciu, abstrakcja pojawia si "od razu", "na zawoanie", bowiem nie "widz", nie doznaj przerw, jest "wyspa" i zbir wysp, ale nie ruch midzy nimi) - to nie jest moliwe z tego powodu, e gdyby zachodzi proces budowania si caej piramidy (ewolucji z wszelkimi "kontekstami" i skojarzeniami), to zwyczajnie nie nada bym reakcjami za procesami rodowiska. co pomyl ale wyniku nie doczekam, poniewa jaki godny stwr w tym czasie skonsumuje produkty mojego mylenia i mnie przy okazji. umys nie ma po prostu moliwoci, eby odwoa si do caoci zgromadzonych w toku istnienia danych i operowa nimi, bo wiat pdzi. a kto nie biegnie, cofa si i odpada z gry. wicej - nie ma nawet takiej moliwoci. nie musz za kadym razem przywoywa do budowania konkretnej abstrakcji posiadanego zbioru danych, bo mog, wanie dla sprawnoci operacji - dziaa na "symbolu", ktry koduje w sobie wielk klas "poniej" lecych faktw. kolejne poziomy kwantowe w ewolucji energii to umoliwiaj oraz wymuszaj, pojawienie si nastpnego poziomu, "wymiaru" rzeczywistoci (czy umysu) buduje si "automatycznie" i jako konieczno. nagromadzenie danych o czym, zbir faktw fizycznych tyczcych zdarzenia, to musi si uoglni w abstrakcj tego faktu, bo elementy dotyczce tego faktu wejd, musz wej we wzajemne relacje - i wyprodukuj abstrakcj zjawiska. czy umys (dowolny ukad) tego chce czy nie chce, wie o tym mechanizmie, czy jest to dla niego "cudowny" objaw, to nie ma adnego znaczenia. uoglnienie, abstrakcja procesu si pojawi. i oddziaa na dalsze procesy. wystarczy mi do operowania sama nazwa, jednoelementowe uoglnienie (ewolucyjnie podwojone), ebym skutecznie nim si posugiwa. owszem i fakt, w razie koniecznoci mog taki zbir przeglda, analizowa, szuka gbokich zalenoci, ale jest to reakcja do tworzenia si konkretnej abstrakcji "uboczna". czyli mog operowa "symbolem", a i tak "w podpoziomie" (w "lochach" umysu) posiadam powizania z caym labiryntem informacji. moje "drzewo", ktre teraz ogldam (dotykam, wyobraam sobie), jest zakorzenione w moim umyle oraz poczone z wszelkimi drzewami, ktre ogldaem, dotykaem lub tylko wyobraaem sobie. i to na/w wielu poziomach obserwacji, a take analizy jednoczenie (poprzez wielozmysowe kanay). przy tym konkretnym drzewie mog (i najczciej tak jest) zupenie sobie tego zwizku nie uwiadamia - ale to, e je sobie wanie akuratnie i konkretnie uwiadamiam, jest pochodn tego gboko lecego zbioru danych. to, e kiedy-gdzie dotykaem pierwszy raz kory drzewa (i to si utrwalio w moim umyle), to dlatego mog dzi poczu to samo. a nawet zrozumie, e to jest to samo kiedyniejsze drzewo (bowiem od tego czasu doszy inne doznania i "labirynt" w moim umyle znaczco si rozbudowa). to mechanizmy ewolucji kwantowej, jej regua wymusza samoistne budowanie (si) kolejnych poziomw abstrakcji. po zapenieniu, po "wypenieniu" si poziomu, jeeli dopyw energii do ukadu nie ustaje, musi pojawi si w ramach zbioru "uoglnienie", "wyprodukowanie" kwantu (abstrakcji) ten zbir danych w sobie zawierajcy. wzejcie na kolejny poziom (puap) jest koniecznoci, musi zaj po przekroczeniu "masy krytycznej". jednak tak zaistniaa nowo odnosi si, odwouje si do tego, co j wynioso "w gr", jest "ufundowana" na zbiorze lecym poniej - i bez niego nie istnieje (i moe by, w razie koniecznoci, przywoana). - nawet jeeli nic nie wiem o tym, e mona wybudowa kolejne abstrakcje (czy dowoln ewolucj), zupenie nie znajc mechanizmw tworzcych pojcia, bd produkowa symbole, bo mechanizmy ewolucyjne i tak poprowadz mnie do kolejnych uoglnie. jeeli bd gromadzi informacje (energi), a nastpnie je w rozsdnym czasie i ograniczonej przestrzeni obrabia (choby "czysto mechanicznie", ciosajc kawaek krzemienia), to co nowego uzyskam, abstrakcj jako uyteczn. - kwant do kwantu zbuduje kwant.
14

- abstrakcje - aktualne i historyczne analiza przeprowadzona wyej sygnalizuje - a nawet wymusza stwierdzenie, e abstrakcje musz powstawa zarazem historycznie i aktualnie. to nie moe by proces "tu i teraz" (nagy i bez podstaw), tylko musi rozciga si na/w duym dystansie przestrzeni i czasu. - co wicej, odnosi si to do powstawania abstrakcji (dowolnej ewolucji) jako faktu dla mnie zbornego (jako caego, z ktrego widz pocztek i koniec, i jednoczenie wobec mnie "aktualnego"), ale rwnie dotyczy to struktur rozwleczonych po yciorysie. mj dzie dzisiejszy jest niewtpliwie jeden i jedyny (i skoczony), ale przecie jest dodatkiem do wszystkich poprzednich, ktre przeyem - oraz fundamentem do tych, ktre (mam tak nadziej) s jeszcze przede mn. kade wydarzenie, najmniejsze nawet dla mnie w odczuciu czy analizie, posiada swoj histori (a take energetyczn gbi). jest aktualne w odczuciu, jednak buduje si z wielu (bardzo wielu) poziomw i faktw - jest procesem tu-i-teraz, odbieram je jako jedno, ale przecie w pogbionej (i poszerzonej) analizie ustalam, e to zbir, ktry skada si z mnogoci procesw czstkowych. - kada moja myl czy reakcja na poziomie komrkowym, to zjawisko, ktre "zakorzenione" jest w najbardziej fundamentalnych przemianach wszechwiata, zawieram w sobie, realizuj si we mnie wszelkie moliwe procesy, a ja jestem ich "zgrubnym" i rozcignitym w czasie-przestrzeni chwilowym "uoglnieniem". kady element mojego (czy te dowolnego istnienia), to "fakt" zaistniay w czasie i przestrzeni, to proces dziejcy si jednoczenie aktualnie oraz historycznie. - podkrelam, kada ewolucja, kada abstrakcja jest aktualn i historyczn jednoczenie. sfera, powierzchnia aktualna, ktr doznaj jako swoje mylenie (istnienie w ujciu szerszym), ma swoje zakotwiczenie w caej mojej historii, i nie tylko mojej. przecie jestem "abstrakcj" (chwil i warstw aktualn) dla spoeczestwa, ale rwnie dla wszechwiata. moja myl jest "szczytem" oraz puntem "teraz" dla wiata, ale posiada swoje fundamenty w procesach, ktre realizoway si miliardy lat temu. - jeeli o tym zapominam, to, po pierwsze, sam siebie z caoci wyrniam i nie widz zwizku z t caoci (wraz z wszelkimi tego, raczej smutnymi konsekwencjami, zwaszcza dla wszelkich rozumnych czy mniej rozumnych ssiadw), a po drugie, "wi" swoje istnienie z "czym" cudownym - i przez to odlegym od postrzeganego wiata. co w skutkach wzmacnia punkt pierwszy i powoduje moje zagubienie w rzeczywistoci. co trzeba zrobi? trzeba rozdzieli te dwa procesy, dla zrozumienia zjawisk musz je analizowa oddzielnie pomimo e logicznie (jako speniana funkcja) s to zjawiska tosame, to nie s identyczne. s tym samym procesem, bowiem na jego kocu zawsze powstaje "abstrakcja" - jednak s rne, dotycz innych zakresw czasu i przestrzeni. analiza musi uwzgldni te dwa szeregi jako od siebie zalene, ale odmienne, inaczej powstaje zsumowanie si wydarze i brak precyzji (widz powierzchni bez wiadomoci, e poniej jest gbia). - te dwa procesy, historyczny i aktualny, s jednym procesem ewolucyjnym, ale eby go zrozumie, musz go logicznie podzieli, rozbi na etapy i warstwy zmiany. co to w praktyce oznacza? to, e musz ustali, jak dziaa umys i jak twarzy kolejne abstrakcje oraz, co istotne, jak moe dochodzi midzy tymi znakami do cznoci (czyli np. nie nastpuje rozerwanie toku wypowiedzi)? - jak w gszczu abstrakcji dochodzi do odszukania informacji (tej waciwej) i jak to wpywa na rytm wypowiadanego? i jak to si dzieje w ujciu aktualnym, a jak w historycznym - co z jednego cigu zjawisk wpywa na drugi (i odwrotnie)? pytania s zasadnicze, dotycz tego, jak ten oglnie wczeniej analizowany proces energetycznej ewolucji, proces, ktry pilnuje sam siebie, uj w tej specyficznej abstrakcji specyficznej, bo ju ostatniej (ostatniej, na ktr umys moe si zdoby). czyli opis przez siebie samego tworzenia wasnych i mnie oznaczajcych abstrakcji. analiza tworzenia si siebie samego to koniec poznawania przez umys - poznawszy nieskoczono wracam do/w siebie.
15

- proces mylenia - wane zaoenie wstpne aby opisa mylenie, musz przyj zaoenie pocztkowe mianowicie uzna, e w umyle istnieje ju pewien stan, rozprzestrzeniona i wielka struktura energetyczna, ktra skada si na dany ukad dziaajcy, a take na konkretn ju abstrakcj. mwic inaczej, musz analiz rozpocz od tego, e mam dan chwil obecn, w ktrej w umyle istnieje caa ewolucja - czyli zbudowaa si struktura piramidy kwantowej i jest caa historyczno-aktualna abstrakcja z jej rnymi postaciami na poziomach. w swoim ujciu nie wychodz w opisie od samego pocztku (co by tym pocztkiem nie uznawa) i od "stanu zerowego" w ewolucji abstrakcji, a opisuj zakres aktualny i konkretny, jako ju wynik dugiego procesu (yciorysu). dlaczego tak? z tej przyczyny, e rozum (wiadomy siebie obserwator), kiedy poznaje wasne dziaanie, kiedy moe wreszcie zabra si za analiz wasnego reagowania i istnienia, ma ju w sobie spor ilo zgromadzonych dowiadcze - tak o wiecie, tak o sobie samym. przecie z chwil opisywania siebie nie zaczynam od stanu pustki, wyrnienie oraz wyodrbnienie wasnego istnienia jest wrcz ostatnim krokiem na tej drodze. pojawiajc si na/w tym wiecie mam ju dziedzicznie "obcione" i "zabazgrane" konto (kwantowo i genowo), i nie jestem adn tam "czysta kart". tym bardziej po "iks" latach osobistych wdrwek po tym padole ez nie mog mwi o czystej (ewolucyjnie) kartotece. zadanie obecnie polega na tym, eby wyjani, jak jest moliwe, e w trakcie mylenia, dziaania ewolucji, ktrej ostatnim punktem jest (samo)wiadomo, nastpuje czny proces - jak on si toczy? pytanie dotyczy tego, jak zaczyna si i efektywnie biegnie proces powstawania abstrakcji i jak koczy (a nawet to, jak si koczy, jest tu zagadnieniem waniejszym)? mam oto w polu operacyjnym abstrakcj, pewien potencja energetyczny, ktry powsta w wyniku przeobrae ewolucyjnych (jako skutek rozbudowanej piramidy kwantowej). w tej chwili nie jest wane, czym jest ten potencja, nie jest wane, jak powsta - najwaniejsza jest prba wyjanienia, jak oraz dlaczego nastpuje dalszy cig procesw. wane i ciekawe jest to, e mylenie, proces energetycznej wielopoziomowej przemiany, nie koczy si na tym jednostkowym zaistnieniu, e powstaje jedna i konkretna myl - i kolejne. z opisu, ktry ujmuje mylenie jako proces piramidy, tak by mogo to wyglda: buduje si abstrakcja - i na tym koniec. rzeczywisto jest zasadniczo inna. myl goni myl, a co najwaniejsze, mog one by ze sob w logiczny sposb powizane (zachodzi midzy nimi zwizek). zasadnicze pytanie brzmi: dlaczego proces si nie koczy? a jako pomocnicze, cho jednoczenie nie mniej wane: dlaczego w procesie mylenia (np. wypowiedzi) nastpuje "zaapanie wtku" dlaczego nie nastpuje rozerwanie kwantowego procesu? z iloci pyta wida, e zadanie jest najwaniejsze w opisie dziaania rozumu - a przynajmniej tak podstawowe dla zrozumienia rozumu, jak w przypadku ewolucji analiza jej wielopoziomowoci. bez rozeznania we wasnym umyle i jego mechanizmach nie mam nawet co marzy o zbudowaniu "sztucznego inteligenta". powtarzam - posiadam w polu operacyjnym abstrakcj, wielko energii o pewnym ilociowym i jakociowym stanie, ktra co symbolizuje, i teraz pytanie: co dalej? do zanalizowania mam generalnie dwa kierunki dalszych wydarze. - to znaczy, nastpuje ponowne, jednak przesunite w czasie, pniejsze pojawienie si tej samej abstrakcji (nastpuje wytworzenie si pojcia w takiej samej formie i na tej samej zasadzie) - albo drugi przypadek, kiedy w polu pojawia si nowa ju abstrakcja (cho jako powizana z poprzedni). - moe jeszcze zaj trzeci typ zdarze, kiedy pojawi si nowa ewolucja, ale nie zwizana z poprzedni, t moliwo w tej chwili pomijam, poniewa jest rozwiniciem dwu wspomnianych. z oczywistych wzgldw, najwaniejsze dla mnie jest cige, a co wicej powizane "tematycznie" zachodzenie procesu - punktowo ewolucji, cho sprawa wana, nie robi wraenia.
16

pierwszy przypadek ewolucji abstrakcji - ponownie ta sama. czyli w moim polu operacyjnym ponownie buduje si abstrakcja, pojcie ju wczeniej istniejce, jak do tego dochodzi? odpowied na to pytanie jest waciwie banalna: trzeba powtrzy dziaanie, ktre do powstania pierwszej abstrakcji doprowadzio. ba, tylko co si dzieje, e ten "banalny" proces si powtarza, e nastpuje powstanie "sprzenia zwrotnego" w ewolucji energii? co, oraz jak, kieruje ponownie skwantowan energi - a zawaszcza, skd si ta (nowa-kolejna) energia bierze? zaistnienie sprzenia zwrotnego, ponownego zamknicia si wydarze w ptli jest procesem, ktry musi zaj, ebym otrzyma ten sam wynik, tylko e pytanie zasadnicze przybiera posta: co i jak steruje procesem, jak dochodzi do odszukania w zbiorze i spoytkowania abstrakcji ju w nowym miejscu? drugi przypadek - powstaje nowa abstrakcja. ale, co tu istotne, powizana ze stanem poprzednim. pytanie znw jest zasadnicze: jak t now abstrakcj umys wypracowuje? co i jak kieruje energi, skd ta energia w ukadzie si pojawia i jak jest "obrabiana" (filtrowana)? w tym miejscu wypada odwoa si do najwaniejszego wniosku, ktry okrela ewolucj - wszelk ewolucj: to zawsze jest proces, ktra realizuje si jako samodzielny, samoograniczajcy si i samoformujcy. w gbokim powizaniu z otoczeniem i wedug jednej zasady - ale "samodzielnie". samodzielnie w takim rozumieniu, e nic poza nim (a tym bardziej "nikt") go nie ksztatuje i nim nie kieruje - nie ma adnego "zewntrznego sterowania", niczego, co by byo kierujcym ukadem w stosunku do tego procesu. proces sam siebie kontroluje oraz na siebie wpywa (zmienia). - ewolucja (wszech)wiata jest samodzielna, ale w jej ramach ewolucja umysu rwnie jest tylko do tego, wic konkretnego zakresu ograniczona (jak rwnie ewolucja poszczeglnej ju abstrakcji w jego obrbie). umys jest integraln czci wiata, jednak zarazem indywidualnym faktem - i nic poza regu procesu nim nie steruje. umys jest "objawem" reguy, ale jednoczenie regua objawia si w postaci umysu. do zaistnienia ukadu (dowolnego procesu) potrzebuj materii (co) - oraz reguy zmiany tego "co". ktra to regua realizuje si poprzez w fizyczny, realny nonik. caa reszta jest pochodn. - dlatego, kiedy przy opisie wydarze w mzgu pytam o "kierujcy" element (szerzej: proces) w poszukiwaniu albo w tworzeniu nowych abstrakcji, nie pytam o nadrzdny do umysu ukad (byt), ale pytam, jak taki proces si toczy w tej konkretnej strukturze? nic mniej - nic wicej. mwic inaczej, nawet jeeli nie bd odwoywa si do mechanizmw ewolucji, skoczonoci poziomw regulacyjnych mona dowodzi logicznie, przecie musi by kres komplikacji ukadu. nie zbuduj, wicej, nawet nie pomyl idcego w nieskoczono cigu decyzyjnego i kontrolujcego - musi w takim dziaaniu nastpi brzeg. i to nie dlatego, e zabraknie elementw (czyli energii dla kolejnych poziomw kontrolnych), ale z takiej przyczyny, e w tak budowanym ukadzie poziom komplikacji bdzie ogromny i uniemoliwiajcy reakcje. nie mona powtarza w nieskoczono poziomu "nadzorcy", poniewa wwczas proces, skutkiem skoczonej prdkoci reagowania (wiata), nie zaistnieje zanim wystpi zmiana na poziomie nadrzdnym, podpoziom ju radykalnie si zmieni (w skrajnym przypadku rozpadnie). - fizycznie i logicznie musi istnie kres w budowaniu kolejnych poziomw regulacyjnych, eby caa struktura moga istnie. gdybym zakada, e do wiadomoci, ktra jest ostatnim stanem ewolucji oraz jednoci - e do wiadomoci wystpuje wyszy element kierujcy, to musiabym taki proces przedua o dalsze poziomy. musiaaby istnie nad-wiadomo, jaki nad-mzg, itd. - i nie byoby koca pytaniom, jak ten kolejny nadrzdny ukad jest sterowany. dlatego jedynie moliwy wniosek, ktry jest pochodn opisu ewolucyjnego, ma posta: musz w samym procesie zmiany szuka tego, co sprawia, e zachodzi sterownie nim i jego ksztatowanie - a nie poza. to sam proces, przebiegajcy kwantowo, steruje sob oraz odpowiada za rezultaty (tu mylenie). nie nieskoczony cig ukadw nadzorujcych, ale sam proces jest kierujcym i kierowanym jednoczenie. ewolucja sama si buduje-ksztatuje.
17

- "ukad kierujcy" co jest ukadem kierujcym, co moe by ukadem sterujcym w ewolucji? e sam proces, zgoda tylko co jest tym procesem i gdzie on si odbywa? jeeli mam wyprowadzi logiczny wniosek z ustalenia, e proces biegnie wedug reguy, a regua tworzy si wraz z procesem - to w ewolucji mylenia wystpuje tylko jeden element, ktry moe i musi by regulatorem, ktry odpowiada za to, e nastpuje pojawianie si nowych abstrakcji. co jest "regulatorem"? to chwila aktualna procesu. jako zaistniay stan energetyczny. mwic inaczej, elementem, struktur kierujc myleniem jest samo mylenie, jego aktualna posta. podkrelam, to nie jest banalne ani tautologiczne stwierdzenie, ale wniosek zasadniczy, i o daleko idcych konsekwencjach. nie gdzie czy kiedy, ale tu i teraz biegnie strumie moich myli (czy inny proces ewolucyjny) tu i teraz buduj si abstrakcje. a to, co ju si wybuduje i jako zaistnieje w mojej gowie i w fizycznej postaci, "zdeformuje", "sformatuje", korygujco wpynie na to, co powstanie w kolejnym kroku (kwantowym). stan wczeniejszy modyfikuje to, co tworzy si aktualnie - poniewa tworzca si nowa struktura (jako) nigdy, nigdy nie dzieje si w pustce, zawsze ma to, ktre jest dopenieniem i warunkuje tworzenie. czy pojmuj rodowisko do tak tworzcej si ewolucji jako zakres atomw (elektronw, fotonw), czy jako komrki nerwowe, neurony mzgu - czy jako wczeniejsze abstrakcje (fizyczne lub logiczne), to zawsze jest zakres, przestrze, obszar "zapchany" energi. i w/na nim ksztatuje si kolejny poziom zjawisk. zaistniae modyfikuje (ksztatuje) to, co powstaje, acuch ewolucji moe biec wedug ustanowionego wstpnie "zaoenia" oraz w jego ramach. tworzy si "genetyka" procesu, jedyne, konkretne, zawsze fizycznie realne zdarzenie. i pki nie ma w nim przerw, dopki jest dopyw i przepyw energii, moe biec. to, co myl sobie "teraz", wpywa na to, co bd myla dalej, jakie pojawi si abstrakcje - ten cig przeksztace to jest ewolucja, ktra dopuszcza do istnienia nastpne fakty, ale one musz by do niej zgodne (musz by pochodne, a przede wszystkim powstae wedug tej samej reguy). albo je odrzuca, jako niezgodne ("bdne" i "zdeformowane"), kiedy nie odpowiadaj temu kryterium. to sam proces mylenia tworzy mylenie i nim kieruje. powtarzam, to nie jest banalne stwierdzenie, zawiera si w nim odpowied na pytanie o "czynnik sprawczy" ewolucji, w tym przypadku mylenia. jeeli nie odwoam si do samego procesu w jego (samo)tworzeniu si, musz wprowadzi niezaleny oraz lecy poza nim "fakt" (proces/co/kogo), ktry "pokieruje" zmianami. ale jeeli regua energetycznej zmiany jest jedynym pewnym elementem wystpujcym w ramach nieskoczonoci-wiecznoci, to zmiana musi realizowa si wedug tej reguy zawsze, wszdzie - i jednako. a co waniejsze, to proces tworzy regu, a regua ksztatuje proces. sama zmiana buduje elementy zmiany - i nic poza tym nie ma. co, co zaistniao (nie ma tu znaczenia, dlaczego i jak), staje si przez sam fakt zaistnienia "filtrem" dla kolejnego budujcego si elementu. nastpny krok mona-trzeba wykonywa w ju zakrelonych ramach (granicach), a nowo musi "przeciska" si przez istniejce "sito" rodowiska (w tym przypadku rodowiskiem jest poprzednia myl). abstrakcja wanie si tworzca musi odnosi si do uprzedniej - i to zarazem w skali najbliszej (sprzed chwili), i rwnie w skali lat (yciorysu). i jeeli nowo dopasuje si, spenia warunki "zgodnoci" - zaistnieje. w innym przypadku, jako fakt do wiata (tu umysu) niezharmonizowany, zostanie odrzucony (sprzeczno z aktualnoci jest "karana" zanikiem). moe kiedy bd warunki do zaistnienia (lub ju byy), ale nie w tej chwili. (przy wanym zastrzeeniu, e poniewa w procesie energetycznym nie ma czasu innego jak teraniejszy, co tu i teraz nie powstaje - nie powstanie nigdy. moe wytworzy si struktura speniajca logicznie zalenoci, jednak nie ta konkretna, fizycznie jednostkowa. co nie zaistniao, na wieczno pozostaje stanem potencjalnym.)
18

zasadnicze pytanie, ktre musz postawi na obecnym etapie, brzmi: jak to si "technicznie" dzieje, jak proces si realizuje na bazie konkretnych wydarze i fizycznych nonikw, a nie tylko w oglnym opisie? i ponownie musz pomin (chwilowo) szczegy, nie pyta, jak przebiega oddziaywanie wiadomoci na kolejne abstrakcje, bo nie to jest teraz najwaniejsze. istotne jest pytanie - co umoliwia stan definiowany jako "wiadomo", skd si bierze skwantowana energia do dziaania w tej konkretnej chwili (a ktra oznacza moj aktualno i wiadome przeywanie)? trzeba wyj od tego, e warunkiem istnienia dowolnej ewolucji jest napyw energii, cige dostarczenia zasobw (szeroko pojmowanego "poywienia"). bez "zaplecza" w postaci bezprzerwowego dopywu energii, bez fizycznego fundamentu w postaci kolejnych "porcji" (kwantw i warstw kwantowych), nie byoby adnej ewolucji, a mylenia przede wszystkim. to na podbudowie ciaa, jego funkcji fizycznych i chemicznych, ciaa pojtego jako dostarczyciela, rda energii w "czystej" postaci, dopiero na/w takiej konstrukcji jest moliwe operowanie pojciami i budowanie obrazu wiata. kolejny raz musz napisa, e to nie jest to bana. tu nawet nie chodzi o to, e trzeba si odywia (a skadniki przechodz na poziom mzgu), poniewa to oczywisto (fizyczna struktura musi si odnawia, a naturalne ubytki musz by "zasypywane", dopeniane kolejnymi warstwami kwantowymi "od dou"). chodzi o to, e proces napywu i przepywu energii, kolejne warstwy kwantowe tworz ewolucj i j po prostu stanowi - e w pustce nie ma adnej ewolucji, a tym bardziej mylenia. mwic inaczej, ebym mg prowadzi dowolne dziaania na abstrakcjach, musi wytworzy si "pole operacyjne", struktura energetyczna (w przepywie) i o rozbudowanej postaci. po prostu, docieraj do umysu kolejne fale kwantw, tworz zagszczon i wielowarstwow konstrukcj, a w jej ramach, jako przejaw ewolucji nastpnego (wyszego) rzutu, moe-i-musi si wytworzy element, nowa abstrakcja. "cisk" (i nacisk) fizycznych jednostek wytwarza, buduje "w swoim wntrzu" kolejn fizyczn jednostk, jednak ktra stanowi ju now jako wobec stanu poprzedniego. - tak powstay fakt, np. abstrakcja do procesw w otoczeniu si odnoszca, jest efektem takiego naciskania na siebie jednostek (mylenia) i ich wzajemnego dociskania si do siebie (wszak w toku atwiej i szybciej si zapozna z ssiadem anieli w rodowisku rozrzedzonym), jest budowana sprawniej. przy czym ten opis dotyczy kadego poziomu zdarze, czy to fizycznego fundamentu, czy abstrakcyjnego. pokarm dostarcza na poziom fizyczny skadnikw do budowy, ale na poziomie abstrakcyjnym odpowiednikiem pokarmu s dopywajce ze rodowiska abstrakcje. ze rodowiska pojtego jako stan na zewntrz caej jednostki lub na zewntrz aktualnego stanu mylenia (w takim przypadku zasoby umysu s rodowiskiem zewntrznym do biecych myli). - jak wyglda ta energia i z jakiego punktu w mzgu wypywa, to obecnie nie ma wikszego znaczenia (e dzieje si to wszechkierunkowo, oczywiste), chodzi o zasad zjawiska. eby ewolucja istniaa, musi dopyw by stabilny i cigy - kwantowo cigy. i by "w stanie czystym". na poziomie zerowym procesu jest stan "energii czystej" i nie uformowanej inaczej, jak w posta pierwotn (dla umysu bd to czstki chemiczne, elektrony itp. elementy w ich fizycznej, w caym wszechwiecie jednakiej postaci) - dopiero na tej podstawie nastpuje dalsze ewoluowanie. kada ewolucja, kady poziom energetycznej zmiany posiada swj kwant logiczny go tworzcy. fizycznie i konkretnie to moe i nawet musi by rozbudowana jednostka, zbir elementw, natomiast logicznie jest to zawsze kwant, czyli najmniejsza struktura budujca t ewolucj, ju do niczego nie redukowalna (kwant logiczny). i wanie taka energia, o takiej "konstrukcji" dopywa do umysu, zakadam, e bezprzerwowo (co oczywicie moe podlega w rnych sytuacjach odmianie) i e nastpuje formowanie takiej energii i, co najwaniejsze, ukierunkowywanie. przecie nie tyle ksztatowanie jest wane, co zarazem i formowanie, i kierowanie strumienia energii, obie skadowe tego procesu jednoczenie odpowiadaj za efekt kocowy.
19

- co jest procesem kierujcym? - wiadomo co si dzieje z energi, ktra wpywa "oddolnie" do umysu? jak energia, w postaci strumienia "czystej energii", jest sterowana, jak trafia w potrzebny "kana", ktry jest zaistnia ju abstrakcj, jednak ktra zarazem dalej si nieustannie buduje - jak w ogle wyglda ten strumie? jak dziaa kierowanie energi na tym podstawowym poziomie? teoretycznie, gdyby nie przebieg samosterujcy, gdyby nie samoograniczanie si ewolucji, musiabym rozpatrywa a dwie formy procesu przepywu energii. to znaczy, musiabym zastanowi si, czy energia dopywajca porusza wszystkie abstrakcje, wpywa "od dou" oraz trafia we wszystkie pojcia zgromadzone w zasobach, a dopiero wiadomo je selekcjonuje - czy te istnieje "strumie wodzcy" i on jest odksztacany i kierowany (czyli e zmiana dokonuje si na podobiestwo strumienia elektronw w lampie kineskopowej, ktry padajc na/w podoe i reagujc z nim, tworzy fakt)? ewolucja jest procesem rozrzutnym, to prawda - ale nie na tyle, aby musiaa porusza wszystkie moliwe kanay. gdyby moje mylenie, na gruncie czysto praktycznym to analizujc, miao realizowa si jako aktywizacja wszystkich zasobw (abstrakcji), ktrymi umys dysponuje, mylenia by po prostu nie byo. - wicej, taki typ pracy mzgu wrcz trudno sobie wyobrazi, poniewa wwczas cay ukad byby czynny i pobudzony, a kady element w stanie czuwania - rozrzutno maksymalna. takie zobrazowanie trzeba ci brzytw, bo to zbdna nadmiarowo. e tak nie jest oraz nie moe by z powodw fizycznych (ograniczona pojemno i zasobno energii), tego nie musz podkrela. dlatego ten wariant zjawisk mona pomin i skoncentrowa si na przepywie energii przez istniejc "abstrakcj", przez kana lokalnie si wytwarzajcy, "kana-abstrakcj" w tu i teraz. co jest procesem (faktem-stanem) kierujcym i regulujcym w umyle? najkrtsza odpowied jest taka, e to chwila aktualna, stan energetyczny dziejcy si w "teraz" (co by za "teraz" nie definiowa, w niektrych abstrakcjach to moe by przecie znaczny przedzia czasoprzestrzeni). to poziom, warstwa aktualna procesu ewolucji w ramach mzgu ksztatuje i kieruje (steruje) samo-tworzeniem si kolejnych abstrakcji. chwila aktualna, czyli wiadomo. - to wiadomo jest najbardziej aktualnym, teraz si dziejcym przedziaem ewolucji umysu, w ktrym dokonuje si moje mylenie. poziom operacyjny, poziom, na/w ktrym istniej abstrakcje w postaci "sownej" (lub adekwatne dla innych zmysw czyli symbole stanw rodowiska), jest podpoziomem w stosunku do wydarze na poziomie wiadomoci (jani, duszy, jakby go nie nazywa), "pole operacyjne" jest tym poziomem, na/w ktrym mog odczuwa i operowa abstrakcjami, je ze sob zestawia. to tutaj buduj si kolejne abstrakcje, a ja to postrzegam i doznaj jako "strumie wiadomoci" - moje "ja". wane w tym ujciu jest to, e poziom wiadomoci (poziom zrozumienia wyniku operacji na abstrakcjach), jest tylko dany. to poziom ostatni. chwilowy, w postaci wypadkowej piramidy ewolucji jej szczyt - to ostatni punkt, na/w ktrym zdarzenie uzyskuje pen posta i staje si jednoci. o ile z tego poziomu mog kierowa lecymi niej wydarzeniami (wywoywa dane lub je odsya do "archiwum"), o tyle na takim poziomie nie ma ju wyszorzdowego sterowania, jest tylko-i-wycznie uczestniczenie, a zaistniay fakt jest zjawiskiem "punktowym". i ktry swoim zaistnieniem, w ramach poziomu (wic ju tylko "poziomo"), wpywa na to, co powstanie w kolejnym kroku. na/w poziomie wiadomoci nie ma ewolucji idcej "wyej", bo tego wyej ju nie ma - jest proces liniowo nastpczy, wanie poziomy i brzegowy. kady fakt zaistniay na/w tym zakresie jest szczytowy, punktowy, maksymalny. nie przeszo (tym bardziej nie przyszo /s takie "pomysy"/), nie aden fizyczny ukad (narzd) - tylko sam proces, aktualny tok ewolucji, to chwila obecna ewolucji wyznacza, jak dalej przemiana bdzie si toczy. w tym przypadku oznacza to, e tre mylenia aktualnego wyznacza to, co pojawi si za chwil, jak moe i musi przebiega acuch zdarze.
20

- zaleno treci abstrakcji od nonika (i odwrotnie) - dlaczego midzy abstrakcjami wystpuj rnice? dlaczego wystpuj rnice midzy abstrakcjami w iloci uytej energii (czy szerzej: ewolucjami), z czego to wynika? odpowied: z czasu przepywu energii i jego wielkoci (potencjau). czasu, ktry musi upyn, eby efekty takiego przepywu zaznaczyy si na/w poziomie operacyjnym umysu (czyli w przedziale chwilowym, aktualnym). im duej trwajcy przepyw, a strumie wikszy tym efekty zmiany (tutaj mylenia) znaczniejsze. wyjanienie - nie analizuj tutaj budowy biologicznej mzgu (lub konstrukcji fizyczno-chemicznej jakiej ewolucji), to w tym miejscu nie jest wane. i to z kliku powodw. gwnie dlatego, e konkretna struktura przenoszca nie ma znaczenia, przecie zasada jest ta sama w kadym przypadku, kada ewolucja i zawsze powtarza ten sam rytm. po drugie, co waniejsze, interesuje mnie przede wszystkim regua procesu, a nie jego wcielenie - rozpatruj logik fizycznego zjawiska, a konkretne i cielesne upostaciowanie pozostawiam fachowcom. oczywiste jest, e jeeli w umyle (w ewolucji) zbuduj "prosty", krtki, a wic niewielki w czasie i przestrzeni fakt (zbuduj energetyczny kana) - to przepyw przez niego dowolnie pojtej energii (czy fizycznie, czy jako symbol, abstrakcja) jest szybki i bez wikszych skutkw dla takiego "kanau", a take dla rodowiska, w ktrym si znajduje. przez krtki i "prosty" kana, przez to, czym jest taki niewielki fakt powstay w zakresie osobniczej historii (lub konkretnej abstrakcji), przez taki "tunel" ewolucyjny energia przepywa szybko i uzyskuje w tym procesie mniej indywidualnych cech. mwic inaczej, nic jej specjalnie nie hamuje oraz nie ksztatuje. to nie jest przepyw zupenie bez skutkw, takie zawsze powstaj (nie ma obojtnego przejcia energii), ale z punktu widzenia caoci ukadu jest to "zdarzenie brzegowe" i marginalne. naturalnie, co wane, "prostota" kanau przechodzcego przez wszystkie warstwy ycia osobniczego (czy zbioru, spoeczestwa) jest znaczco inna od "prostoty" kanau-struktury powstaego tu co (jako konkretna myl, czy element myli). nie musz chyba podkrela, e zasada w obu przypadkach jest jednak ta sama: skutki przechodzenia kwantw energii przez taki kana s analogiczne: tworzy si mae odksztacenie strumienia energii. i w rezultacie, co oczywiste, mae skutki dla caego ukadu i dla budujcej si tak ewolucji (ktrej elementem jest ten konkretny stan energetyczny). dlaczego wspominam o "kanale", przepywie energii i deformacji w trakcie tego przepywu? tutaj nie bd, co zrozumiae, ponownie i w szczegach powtarza opisw ewolucji - czasoprzestrzennego i wielowymiarowego jej przebiegania. o kwantach, polu kwantowym, warstwach energii itd. - o tym wszystkim mwiem szeroko wczeniej, tutaj do tego nawizuj. umys jest skrajnym (brzegowym) wcieleniem zasad ewolucji - ale jest wanie tych zasad realizacj. i nigdy nie jest w jakimkolwiek rozumieniu poza zmian ewolucyjn. dochodzi w nim (jak w kadym zjawisku) do przepywania energii, tworzenia si poziomw i warstw (ewolucja "nawarstwia" si i "odkada" jak soje w drzewie), a jednoczenie do "kanaowania", czyli przechodzenia z jednego poziomu na/w drugi w sposb "uporzdkowany" (i poprzez zaistniay fakt-kana, a nie dowolnie). kiedy co powstaje, oznacza to, e nastpio "zbrylenie" kwantw energii i wyrnienie w jednolitym tle konkretnego zjawiska (czy ciaa). i tak zaistniay fakt nie tylko "cechuje" przestrze (nadaje jej znak, wyrnia), ale umoliwia dalsze wydarzenia (dalsz kondensacj i tworzenie si powiza wok i do niego). im bardziej zagszczona czaso-przestrze, tym wicej energii "odkada" si i uczestniczy w procesie - tym dalej siga w rodowisko i tym wicej powiza si tworzy. to nie przypadek, e fizyczny obraz (struktura) mzgu przypomina wielopoziomow i daleko w otoczenie sigajc sie (w ramach mzgu namacaln sie pocze komrek a poza mzgiem jako wytwory rozumu, dziea, pogldy, wszelkie czyny aktualne i historyczne). przecie to jest "zakrzepa" i cigle "krzepnca" w kolejnych krokach-mylach ewolucja.
21

- fizyczne budowanie si abstrakcji zasada jest prosta, a rezultat "banalny": to efekt w postaci wytworzenia si abstrakcji (dowolnie pojtej, odnoszcej si do zmysw, albo jako rezultat operacji na elementach logicznych oraz symbolach - po prostu "co" musi si zbudowa), ten stan uruchamia proces, a w kolejnych krokach odksztaca tok, stan aktualnie toczcej si ewolucji i wpywa na jej dalszy przebieg. czyli fakt zaistnienia przepywu energii przez kana na/w poziomie operacyjnym, pod "cinieniem" (i dosownie pod cinieniem) energetycznych warstw kwantowych, ktre cigle docieraj do analizowanego poziomu - to wymusi zbudowanie (si) abstrakcji, w tym przypadku wytworzy jej stan pocztkowy. i nie ma tu adnego problemu z jako pojtym "faktem pierwszym", poniewa - przypominam zawsze co ju jest w takim ukadzie (i w tym miejscu ukadu). albo stan "czysty", nonik materialny, np. komrki neuronowe, albo jaka wczeniejsza abstrakcja (noworodek rodzi si ze "znacznym" zasobem abstrakcji, np. dwikowych). jak wspomniaem wczeniej, nie rozpatruj stanu pustki w umyle, zakadam, e ju jest jaki uformowany fakt energetyczny i jaka "abstrakcja" - i to ten stan wpywa, warunkuje to, co si dzieje dalej. a poniewa w rzeczywistym procesie tworzenia si umysu nigdy nie wyznacz stanu pustki, zawsze doszukam si w badanym ukadzie jakiego "zagszczenia", ktre bdzie "abstrakcj" powsta jako uoglnienie docierajcych do tak tworzcego si ukadu (bytu) danych ze rodowiska, takie zaoenie jest nie wycznie uproszczeniem sobie zadania w analizie, tylko po prostu stwierdzeniem faktu: nie ma w trakcie osobniczego istnienia stanu "zero abstrakcji". poniewa albo ju jest jaki fakt i zapis czego w takim formujcym si umyle (dowolnej ewolucji) - albo nie ma tego ukadu, nie ma jeszcze takiej struktury. w ewolucji nie ma pustki - w umyle rwnie. fizyczna posta, konkretny i namacalny ksztat energetyczny wpywa - formuje i filtruje "przez siebie" to, co przedziera si, przechodzi przez ewolucj. w trakcie przemieszczania si energii przez zaistnia struktur (filtr), zachodzi dopasowania si strumienia do "ksztatu" filtra, zaistniae wpywa na tworzce si. ale take stan istniejcy "dopasowuje" si, odksztaca pod dziaaniem nowoci, przepyw "dokada" (odkada) si swoimi elementami w ju istniejcym (co si zmienia w zaistniaym przez sam fakt przepywu, co si "odoy" w strukturze jako najwiesza warstwa, "osad"). - jeeli losowym rozkadem dany ukad (tutaj osobnik) dysponuje np. lepszym od innych zmysem suchu (rejestruje szerszy zakres odbieranych czstotliwoci), to w oparciu o taki fizyczny fundament bdzie szybko, a w kolejnych krokach sprawniej tworzy si poziom "abstrakcji dwikowych". im intensywniej i duej bdzie toczy si proces, tym efekty znaczniejsze, a wychodzca z/od "punktu" ewolucja dalej signie i powie liczniejsze lokalne fakty (w tym przypadku bd dominowa skojarzenia "dwikowe"). warto wycign z tego opisu ksztatowania si abstrakcji bodaj najwaniejszy wniosek: nie ma dwu jednakowych ewolucji, dwu identycznych poj w umyle. to znaczy, kady tak krelony w mzgu przebieg (lub w dowolnym zdarzeniu), jest niepowtarzalny i jedyny. lokalne "zawirowania", fakty losowo przychodzce z otoczenia, uwiadamiane oraz poniej progu wiadomoci - wszystko to formuje jedyny w dziejach konstrukt, jednostk. dla kadego procesu i elementu zasada jest ta sama i jedyna, jednak jej efektem jest jednostkowy i jedyny rozkad (ukad) zdarze. kada tworzca si struktura, skutkiem ogromu rnych faktw skadowych, ma swoje "linie papilarne", osobniczy kod. pocztkowo w rnych ewolucjach moe i musi zosta wykorzystany ten sam nonik, jednak na skutek indywidualnego "filtrowania" wytworzy si niepowtarzalna i zawsze konkretna abstrakcja. "kana ewolucyjny" w postaci abstrakcji jest faktem jednostkowym, skadaj si na niego elementy z yciorysu osobnika (i spoeczestwa), ale i elementy tej aktualnej, teraz si tworzcej abstrakcji. kiedy przepuszcza przez niego energi, musi to si odbi na przechodzcym strumieniu. jedno (i jedyno) zasady przekada si na nieskoczono konkretnych form.
22

- abstrakcje chwilowe i historyczne bez adnej przesady mog powiedzie, e kada ewolucja to "przeciskanie" si przez otoczenie - i uzyskiwanie w takim przejciu niepowtarzalnego ksztatu. ja naciskam swoim istnieniem na rodowisko, ale zarazem podlegam cinieniu zjawisk znajdujcych si "na zewntrz" mnie. moja struktura, ciao, ktre z ta jako wyrniam, to dynamiczna, nigdy dokadnie wyznaczalna strefa-zakres zjawisk, to wypadkowa nacisku idcego "z gbin" mnie i nacisku rodowiska. przepyw energii przez moje istnienie (przez moje ciao-kana) buduje mnie jestem "abstrakcj", chwilowym "unieruchomieniem" tego przepywu. - w umyle podobnie, czas, ktry upywa pomidzy pocztkiem formowania si abstrakcji a jej zaistnieniem i zrozumieniem, czyli uformowaniem si w penej postaci na poziomie wiadomoci, to czas przepywu energii przez "kana", ale i zarazem czas jej tworzenia. im fakt-kana bardziej rnokierunkowo rozbudowany (take "pokrcony"), tym proces trwa duej, tym trudniej energia si przez niego "przeciska" i tym wiksze przestrzenie "porusza". jeeli kana jest "wyrany", szeroki i czsto uywany (czyli poczenia nie musz si dugo "zestawia"), zachodzi szybki przepyw i abstrakcja formuje si atwo, im reakcja bardziej wyuczona i automatyczna, tym bodziec szybciej si przenosi. - wane w takim ujciu jest zrozumienie, e tworzca si abstrakcja posiada swoj histori ("wypitrza" si), ale jej zakoczeniem i szczytem jest zawsze stan aktualny, warstwa aktualna, ktra koczy si tu i teraz. chwila aktualna zawsze koczy proces, jest to najwyszy punkt w dziejach ewolucji - ale z moliwoci, co zrozumiae, dooenia si w kolejnym akcie mylenia jako nowo do poziomu albo nawet prowadzi do przemodelowania struktury. to w kadym przypadku jest warstwa w zbiorze podobnych - chwilowa, aktualna, jako szczyt piramidy. w ujciu najszerszym, umieszczajc si w ramach wszechwiata (take Kosmosu), caa piramida zdarze ewolucyjnych skada si na moje dziaanie - oraz prac umysu. wszystko, co sobie w obecnej chwili przemyliwam, to efekt niebywale rozbudowanej, idcej przez cae moje ycie, ale take przez istnienie wiata wydarzenie. przecie kada powstajca w mzgu myl dzieje si na/w fizycznym noniku - na ksztatujcej si od najmniejszych "porcji" energii (o realnej strukturze), a po komrki biologiczne. historia (wszech)wiata obleczona w (moje) ciao musi si zbudowa, ebym mg ze swoim myleniem wystartowa - i to musi by poziom wstpnie dany, ebym mg prowadzi analizy. przy czym, co warto podkreli, kolejny rzut tego procesu, czyli dziaanie ju w obrbie abstrakcji (wic konkretne mylenie), to take buduje, powtarza ca piramid zdarze - od najprostszych i "elementarnych" skadnikw, a po maksymalnie rozbudowan struktur. przecie to nie przypadek, e w umyle ilo elementw przypomina zawarto wszechwiata, a skala pocze pomidzy nimi jest nawet "kosmiczna". eby powstaa jedna (nawet gupia) myl, wszelkie przebiegi tak zarysowanej struktury musz si w jedno "sprzgn", bowiem fundament kadej mojej myli znajduje si w nieskoczonoci-wiecznoci. - przy czym kada moja teraniejsza myl jest ostatni, najnowsz warstw, ktra skada si na mj yciorys, jak "soje" w drzewie (czy ostatni "wypyw" lawy), odoya si we mnie przy okazji mnie zmieniajc. ju nigdy nie bd takim, jak przed jej zaistnieniem, przemieciem si o krok dalej. kady zaistniay fakt odmienia mnie nieodwoalnie, poniewa proces, ktry fizycznie biegnie wszechkierunkowo, logicznie buduje si jednokierunkowo - i zawsze "do przodu". a ja si starzej. kade nowe zaistnienie dodaje si "namacalnie", jako fizycznie konkretny stan w moim ciele (tu umyle) - i zapenia, dosownie zapenia ukad. a struktura "kostnieje" (z wszelkimi tego konsekwencjami, raczej mao dla mnie radosnymi). po myleniu zostaje lad, biakowy w rozumie (lub dowolny, kiedy chodzi o inny typ ewolucji) - pozostaje "notatka", protok z przebiegu wydarze. element po elemencie nastpuje odkadanie si "cegieek" mylenia, powstaje historia abstrakcji budowana ze stanw chwilowych. bo mylenie (rozumowanie) to proces zawsze historyczny z zakoczeniem w chwili aktualnej.
23

- informacja - kodowanie informacji w umyle sprawa wymaga osobnego wyjanienia. jedno zasady tworzenia si abstrakcji wymusza jedno jej kodowania w kadym przypadku, niezalenie od czasu oraz miejsca wystpowania procesu, to zdaje si by ju oczywiste. - jednak rne kanay zmysowego podczenia do wiata nios rne informacje i rny, tylko im konkretnie przypisany kod. dlatego w definiowaniu tych "wtyczek" do wiata wystpuje tradycyjny podzia na kodowanie semantyczne lub obrazowe (lub innych zmysw). czy niesusznie, czy rzeczywicie nie ma rnic? czy nie wystpuje kodowanie obrazowe albo sowne? odpowied jest dwuczciowa: nie ma rnic, kiedy rozpatruj mechanizm kodowania s, kiedy analizie podlega zawarto przekazu. rnica w "szyfrowaniu" przekazu istnieje i musi istnie, poniewa s to inne i inaczej dziaajce kanay (przecie ich budowa wpywa na sposb kodowania) - jednak dotyczy to wycznie treci przekazu i nie siga sposobu zapisu (i nonika). ten jest jeden dla caoci ewolucji. jeeli wspominam o zapisie sownym i abstrakcjach semantycznych, to mwi o abstrakcjach o takiej treci, o kodowaniu treci, jednak nie o kodowaniu jako procesie fizycznym. proces fizyczno-chemiczny jest zawsze jednaki (jest zasad zmiany) a zarazem za kadym razem inny (konkretn realizacj zasady). w jednostkowym kodowaniu, w tym i tylko tym zdarzeniu, zachodzi zawsze taki sam przebieg "technicznych" faktw (mechanika procesu), ale to, co powstaje, jest kadorazowo zaistnieniem indywidualnym i niepowtarzalnym. - w abstrakcji powstajcej w obrbie kanau "dwikowego" (i odpowiednio "na zakoczeniu", w mzgu) inaczej bdzie budowa si ewolucja, poniewa bdzie tworzy si w oparciu o ksztat filtru tylko do tego kanau si odnoszcego - ale gboka zasada tworzenia si procesu jest analogiczna do pozostaych zmysw. czym si wic rni kodowanie obrazowe od sownego? niczym. - niczym w formie procesu, wszystkim w treci. - kiedy analizuj fizyczny ksztat oraz przebieg strumienia energii, ktry tworzy konkretn abstrakcj, to adnych rnic nie zarejestruj - oczywicie poza lokalizacj w ramach mzgu. bez odwoania si do pooenia abstrakcji w strukturze nie wyrni jej z ta, nie ma ona dla mnie innych cech. co wicej, nie moe ich by. dlaczego? to atwo uzasadni. wystarczy wyobrazi sobie, e w umyle dziaaj rne kody dla obrazw, sw, zapachu - eby od razu doj do wniosku, e w takim ukadzie nie pojawi si szansa na "zgranie" informacji pochodzcych od odrbnych zmysw. odszukanie, a nastpnie tumaczenie na jaki wsplny jzyk danych pochaniaoby tak duo czasu i wymagaoby tak wielu procesw kontrolnych (i zasobw po prostu), e nie mona byoby mwi o wsplnym i zbornym funkcjonowaniu. poziom fizyczny, nonik abstrakcji tworzy si wedug jednej zasady i jest w kadym zmyle ten sam, a to umoliwia wzajemn komunikacj - i stanowi o integralnoci, a take jednoci ukadu. kod zapisu danych musi by jeden - a co wicej, musi rwnie by jednaki przez cae ycie osobnika. po co? eby umoliwi powstawanie, a nastpnie odtwarzanie zawartoci "archiwum". "ja" to zasb mojego "archiwum", ktre odwieam kadego poranka. bez dostpu do wiedzy, czyli do abstrakcji, ktre zebraem w cigu ycia, bez tego nie istniej - tu s moje doznania i uoglnienia tych dozna, tu znajduj si oznaczajce mnie fakty. bez takiej "biblioteki" nie istniej. dla fizycznego procesu nie ma adnego znaczenia, czy koduje obraz, smak lub kolejn wan myl - to zawsze jest energetyczny i kwantowy proces. tylko-i-wycznie. z elementw, faktw, ktre napywaj od zmysw, z energii, ktra od nich dociera (ju wstpnie skondensowana, take "obrobiona" ksztatem zmysowego filtru) - ze skadnikw, ktre docieraj z "gbin" umysu (skojarzenia do kiedy zaistniaych sytuacji, albo aktualne przemylenia), z tego wszystkiego, co si energetycznie znajdzie (kotuje) w polu operacyjnym (a nastpnie w wiadomoci) - z tego powstaje kolejny stan, namacalna "abstrakcja". czyli lad pamiciowy, "notatka" dotyczca zdarze w "tu i teraz". nie jest wane, czy informacja pochodzi od zmysw (z zewntrz), czy z mylenia, zawsze jest tym samym - porcjowanym strumieniem energii.
24

- abstrakcje historyczno-aktualne - wane konsekwencje w polu operacyjnym, w wiadomoci pojawia si energia o rnym ilociowo oraz jakociowo uoeniu, ale jest to ta sama energia - i moe si skutkiem tego poczy. i czy si. - i jest to, zwracam na to uwag, poniewa sprawa wana i fundamentalna, jest to zawsze efektem procesu, ktry biegnie przez czas i przestrze - przez czasoprzestrze osobnicz i cao ewolucji wiata. to, co w tej chwil pojawia si w umyle, jest pochodn zdarze, ktre zaistniay tak dawno, e zatary si po nich lady, ale ktre byy niezbdne, abym mg dzi o tym mwi. ja, to co dla mnie stanowi "zawarto" mojego "ja", jest w moim "zgrubnym" ogldzie caoci, jednoci, osobnoci w wiecie i nie widz, nie dostrzegam na co dzie powizania z otoczeniem. tym bardziej umyka mojemu spojrzeniu (i analizie) poczenie, jedno z procesami, ktrych nigdy na oczy osobicie nie widziaem (ani nikt inny z obecnych). a przecie te w historii gboko umiejscowione zdarzenia rwnie mnie zbudoway - i buduj. to, e w moim ciele s takie a nie inne atomy, elektrony, komrki, to efekt "tamtego", ale tu si koczcego procesu, "tam" i wwczas to si zadziao, a ja obecnie dziki temu funkcjonuj. i wpywam zarazem na to, co si bdzie dziao jutro - i za "iks" czasu-przestrzeni. to, co w chwili tu-i-teraz myl, jest tylko cienk (bardzo cieniutk) "powierzchniow" i "pask" warstw procesu, ktry jest moliwy dlatego, e wczeniejsze pokolenia (przodkw i gwiazd) zaistniay i zgasy. jestem aktualnym (i chwilowym) szczytem piramidy o historycznych, gboko w historii znajdujcych si korzeniach. w tym miejscu chciabym zwrci uwag na wane - bardzo wane konsekwencje faktu tworzenia si abstrakcji (kadej ewolucji) jako struktury jednoczenie historycznej i aktualnej. posiada to niebywae konsekwencje, bez ktrych nie mona zrozumie, jak tworzy si umys i jak dziaa. - co mam na myli? ot z "materiau", ktry dociera do umysu od zmysw-wtyczek w postaci kwantw i strumienia energii, a ta kodowana jest jako "obraz", "dwik" lub inaczej, powstaj abstrakcje tyczce tego rodowiska. z elementw, poj konkretnych albo abstrakcyjnych, skutkiem energetycznego procesu (zupenie obojtnego na przekazywan tre), powstaj zapisy, powstaje "obraz" otoczenia - notatka o obrazie w postaci fizycznego ladu biakowego. powstaje, kiedy dziaam np. na sowach tylko, zapis symbolizujcej sowa ewolucji, nic innego. ale powstaje, co chc bardzo mocno podkreli, wspbienie wobec innych zmysw (czy zmian, procesw wewntrznych w mojej gowie) tworzcy si lad powstaje w jednej warstwie zdarze! to zawsze jest stan chwilowy i "szczytowy" przemian, ktre posiadaj oczywicie "korzenie" w moim (i wiata) yciorysie, jednak zawsze oznaczaj i s warstw najwysz i najwiesz - warstw aktualn. co z tego wynika? wiele - bardzo wiele - wszystko. eby wspomc zrozumienie wynikw tego procesu, proponuj odnie to do modelu zewntrznego. jakiego? to moe by gotujcy si garnek wody, przepraszam za tak banalne porwnanie, ale jest zasadne. albo krenie materii w gwiedzie - albo wszechwiat jako cao i koowanie energii. w kadym z tych procesw mam ten sam mechanizm, ktry widz, dosownie widz na/w kadym kroku. kiedy obserwuj podajce w gr fale podgrzewanej energii, a dalej ozibiajce si oraz opadajce na dno (ukadu) - kiedy obserwuj "plamy" na socu i konwekcyjny ruch midzy jego warstwami - kiedy we wszechwiecie dostrzegam przepywanie energii z miejsca na miejsce, to w kadym z tych przypadkw postrzegam to, co si dzieje w moim (czy dowolnym) umyle. przecie dziaanie mojego mzgu to cige "wrzenie" i "bulgotanie" "gotujcej" si energii, to proces nie tak gorcy (wszak to nie wrztek), ale mechanizm procesu jest ten sam. docierajca "od dou" energia "podgrzewa" ukad i podtrzymuje ruch, a w efekcie uzyskuj moliwo mylenia (czasami nawet sensownego). jestem procesem w trakcie zachodzenia (koowania) - a moje mylenie to jego "uboczny", "w bok" idcy rezultat. dokadnie tak. umys, mylenie ("ja") to uboczny skutek "wrzenia" wiata.
25

i teraz najwaniejsze w tym toku analizy i wyobraania sobie procesw w mzgu - prosz spojrze na ten proces "bulgotania" rzeczywistoci jako na jedno czaso-przestrzenn. poczy te rne i na rnej gbokoci w tym "garnku" "iskrzce" si punkty-stany w jedn lini - w jedn warstw - w jedn chwil aktualnego procesu. w jedn warstw, ktra cignie si przez wszystkie poznane i jeszcze niepoznane regiony "wszechwiata" (czy tylko, odpowiednio w skali, przez wszystkie kwantowe elementy mojego mzgu). prosz przypisa, poczy ze sob rne odlege wydarzenia, ktre realizuj si "rwnolegle" do siebie i zachodz w tej samej "strefie czasowej". wane w tym ujciu jest to, e nie ma znaczenia przestrzenne umiejscowienie zdarzenia, nie ma znaczenia, czy ono akuratnie znajduje si "w dole" "naczynia" (co, co za d traktuj), czy "w grze" konstrukcji - w logicznym ujciu te fakty dokonuj si wspbienie i w tym samym czasie, w tej samej warstwie ewolucyjnej. tu obok mnie stojcy osobnik, cho niewtpliwie znajduje si w innym punkcie przestrzeni, zawiera si, przynaleny, jest uczestnikiem tej samej warstwy czasu. i stanowimy razem bliski, cile powizany ze sob fakt. i, co najwaniejsze, powizany ju na zawsze (poprzez t wspln warstw). nigdy poza ow warstw aden z nas nie wyjdzie (nawet gdyby si bardzo stara) - to zawsze jest ten sam czas i ten sam poziom ewolucji. fizycznie s to rozproszone i mocno "przemieszane" (we wszechwiecie) zdarzenia, jednak logicznie, jako proces analizowany liniowo i nastpczo, cile oraz na zawsze dokadnie "uoone", "skatalogowane" a co wicej, zsynchronizowane. tu nie ma i by nie moe adnej dowolnoci jestem, zaistniaem w konkretnej i jedynej fali (warstwie) "bulgoccego" wiata, i na zawsze w niej pozostan. przenoszc si na drugi kraniec wszech-wiata, tylko zmieniam pooenie w strukturze, ale nigdy nie zmieniam pooenia w czasie, w ujciu czasowym opisujcym t struktur. wicej - tak naprawd, w gbszym ujciu (to odpowiednie do omawianej treci okrelenie), nie zmieniam nawet pooenia w przestrzeni, przecie jestem w czasoprzestrzeni zawarty tylko w tej konkretnej (i jedynej) warstwie. to, e znajduj si na przeciwnym kocu ukadu nie oznacza, e zmieniem pooenie w pionowej stratyfikacji caoci ewolucji. dlaczego? poniewa ta warstwa, w ktrej istniej i dziaam, ma rwnie swoje zaistnienie po "drugiej stronie", i to jest ta sama warstwa - wszechwiat to energetyczna jedno, "tutejsza" warstwa rozciga si zarazem w kadym jego miejscu, to zawsze ta sama strefa czasowa. ja poruszam si, mog porusza si w niej tylko "w poziomie" i na zawsze "w poziomie". warstwa aktualnoci to "naskrek" wiata, tu oraz teraz istniejca rzeczywisto. i nigdy, nigdy jej nie opuszcz. - urodziem si w konkretnej warstwie czasoprzestrzeni i w niej sczezn, nie mam, nikt nie ma moliwoci (i nigdy) dokona skoku poza swoj warstw. mona porusza si w jej poziomie, by w dowolnym punkcie wiata, ale do przeszej, a tym bardziej do przyszej si nie przedostanie. nigdy. nigdzie. nikt. dlaczego? przecie "podre w czasie", "odwracanie" biegu czstek itp. itd., czyby to wszystko byo bdne ustalenia? fakt, co zawieraj, co opisuj ale. ale nie zmienia to generalnego ustalenia, e jest tylko chwila aktualna. to przecie oczywiste: tych innych warstw czasoprzestrzeni w tym momencie po prostu nie ma. wszechwiat-pole rozciga si na ile tam lat wiata w kad stron, ale to jest tylko chwila, "teraz" tego ukadu. to mieszanina faktw z ronych warstw wczeniejszych lub pniejszych (wobec mnie), ale caociowo to jedna i aktualna szczytowa warstwa (aczkolwiek na podbudowie historii). i nic wicej. jeeli chciabym poza to wyj - trafi w pustk. a do pustki w aden sposb si "nie zaloguj", przecie wasnego istnienia nie osadz w/na nicoci. jest tylko i zawsze stan "tu-i-teraz", i nic poza tym. wszechwiat to aktualno - i nic, nic wicej. i warto sobie z tego zda spraw i wycign wnioski. poniewa jeeli tego nie czyni, nie tylko bdnie (le) postrzegam wiat, ale poczynaj tworzy si "chimeryczne" abstrakcje oczywicie jako sensowne, ale powierzchniowo tak zagmatwane, e trudno z nich wyuska sens.
26

- jednokierunkowa wszechkierunkowo - uwarstwienia w mzgu poniewa ewolucja to proces wszechkierunkowy fizycznie, ale jednokierunkowy logicznie, to dlatego te wszelkie fizycznie rozrzucone w/po caej strukturze ukadu "iskierki", tu: mzgu (i tak efektownie wygldajce w podgldaniu jego pracy), s jedn warstw z "tu i teraz". realnie widz, rejestruj mieszanin odlegych od siebie faktw, ktre odpowiadaj zakoczeniom zmysowym jednak to, co "odkada" si w umyle na tych zakoczeniach, pochodzi z tego samego czasu i przestrzeni (w ktrym to przedziale si zawieram, ale w ktrym take zawiera si konkretna abstrakcja). - niezalenie, w ktrym miejscu fizycznie obserwuj "impuls" zmysowy, on jest "wspbieny" do takiego samego impulsu idcego od kadego innego zmysu. lokalizacja fizyczna w umyle jest rna, czasami bardzo odlega - ale logicznie to w tej samej (i aktualnej) warstwie dziejcy si fakt. on zaraz si "osunie" "w d", przyjdzie nastpna porcja energii i utworzy si kolejna warstwa chwilowa zdarze - ale to znw bdzie warstwa, ktra czy si "wszechkierunkwo" z punktami w umyle. to zawsze i kadorazowo jest jedna i jedyna (brzegowo punktowa) warstwa. i aktualna. logicznie jednokierunkowo - fizycznie wszechkierunkowo, tak przebiega, tak si toczy ewolucja. rwnie ewolucja umysu. - ewolucja biegnie prosto, tylko e po liniach krzywych, warto wyciga z tego wnioski. dlaczego? chodzi o fakty obserwowane (badane) w umyle. moe w moim mzgu analizowany obiekt znajdowa si w dowolnym (pozornie dla mnie dowolnym) miejscu, ale logicznie zawsze i na zawsze jest przypisany tylko i wycznie do jednego czasu i przestrzeni. mog rejestrowa za pomoc przyrzdu "wyadowanie" w umyle i si dziwi, e "odpowiada" mu odlegy zaktek mzgu, ale dlatego tak si dzieje, e w takiej fizycznej gstwinie nie dostrzegam (nie mog dojrze), e to jest logicznie ta sama warstwa procesu. ot, gdzie lece "zogi" biakowe okazuj si z innymi zsynchronizowane, pozornie odlegymi, i razem dziaaj dziw nad dziwy. a to tylko banalny rezultat wspzachodzenia w ewolucji, zawierania si w jednej warstwie kwantowej. - co zrozumiae, kiedy bd poddawa analizie pooenie faktw tylko w ich fizycznej strukturze (tu lokalizacji), a pomija logiczn hierarchi ukadu - nie zdefiniuj, nie dookrel siebie samego. (i, eby to, pozostanie tylko "cud" jako wyjanienie.) fizyczna, konkretna struktura jest efektem wielowymiarowego oraz wielowarstwowego procesu - i logicznie bardzo, bardzo (bardzo) uporzdkowanym. postrzegany wszdzie wok chaos i mieszanina zdarze, to skutek mojego jednostronnego (i zawsze "paskiego") rejestrowania otoczenia, ale ewolucja tak "prostacko" nie funkcjonuje. fizyczna konstrukcja umysu to wcielona w cielesn form zasada jej cige dopasowywanie si do zaistniaych okolicznoci (i to na kadym poziomie, tak ciaa, tak "ducha"). fizycznie mzg "iskrzy", byska mylami tu-i-tam, ale logicznie zawsze jest to tu-i-teraz (i tylko dla mnie), to zawsze dzieje si w jednej i tej samej warstwie kwantowej warstwie historyczno-aktualnej. dalej - jeeli przyjmuj do wiadomoci, e umys jest struktur wielopoziomow fizycznie i w obrazowaniu "chaotyczn", ale logicznie cile, bardzo cile uporzdkowan, to w konsekwencji przestaj si dziwi, dlaczego to do moich wspomnie, kiedy wyawiam z gbin "archiwum" jaki "zdjcia" dotyczce nawet bardzo odlegej przeszoci, do "wyaniajcego" si z czeluci pamici obrazu "podcza" si dwik czy inny zmysowy fakt (np. smak zamoczonego w herbacie ciastka). przecie te daleko lece od siebie w mzgu "notatki" s logicznie "tu obok", s w jednej warstwie czasoprzestrzennej. powstay w powizaniu i jednoczenie, jako stan wwczas aktualny i szczytowy. i ju na zawsze zawieraj si w tej samej paszczynie, to logicznie jedno i wspwystpowanie. dlatego ich "skontaktowanie" si ze sob jest "proste". e mog by "zakurzone", nawet "zabazgrane" kolejnymi "nadpisaniami", prawda. to oczywicie powoduje, e z trudem je cz, bo szlaki komunikacyjne ju nieco si "zatary", ale to na zawsze jest ten sam poziom w ewolucji. fizycznie rny - logicznie ten sam.
27

- jawa - sen - zalenoci - funkcja kontrolna rodowiska ciekawym z logicznego punktu widzenia zagadnieniem, ktre wie si z umysem oraz jego funkcjonowaniem, jest sprawa istnienia wyranie odczuwanej rnicy pomidzy zjawiskami i procesami zachodzcymi w ukadzie w czasie jawy i snu (lub adekwatnie w trakcie zaburze w jego dziaania). dlaczego co takiego ma miejsce, skoro w kadym przypadku, a wic rwnie w czasie snu (albo "zym" funkcjonowaniu), regua tego procesu jest jedna, a nonik fizyczny zawsze ten (taki) sam? - co sprawia, e czuj, dostrzegam rnic? dlaczego "omam" senny jest, nawet po dugim okresie, identyfikowany jako co wobec "rzeczywistoci" odmiennego, a przy tym niepokojcego? wicej, dlaczego w ogle mog toczce si w umyle zjawiska podzieli na "rzeczywiste" i inne? jedynie sensowna odpowied na powysze i fundamentalne przecie pytania, ktra si pojawia, jest nastpujca: rodowisko. - rodowisko zdefiniowane i pojmowane dwudzielnie. dokadnie w taki sposb, dwudzielnie. nie jako stan dwustronny i poczony - ale istniejcy (zachodzcy) dwudzielnie. zaznaczam i podkrelam, tu nie chodzi tylko o fakt istnienia "rodowiska" na zewntrz mnie i "rodowiska" w postaci archiwum z danymi (abstrakcjami wypracowanymi w trakcie yciorysu), to jest wane rozrnienie, konieczne w analizie - ale w realnym procesie chodzi o wspwystpowanie tych dwu stron ewolucji. - mwic inaczej, oba rodowiska musz zaj (i zej si) jednoczenie, ebym dziaa poprawnie. nie tylko wiat zewntrzny do mojego istnienia jest potrzebny do wybudowania (si) abstrakcji, ale rwnie wiat wewntrz, czyli wczeniejsze abstrakcje. przecie nic mi po informacjach napywajcych ze wiata, jeeli nie dysponuj wczeniej zebranymi, przez lata-kilometry nagromadzonymi danymi o tym wiecie. podkrelam ten wniosek, jest zasadniczy i fundamentalny. musi by co, do czego moe si rwna (i dodawa) aktualny fakt, a "ja" musz to cigle (i na bieco) przyrwnywa. po co? eby wiedzie, e zaistniaa nowa abstrakcja jest (jako) do wiata zgodna. wiata we mnie i na zewntrz. bdna i "odksztacona", "zdeformowana" ktra ze stron tak powstaej abstrakcji (a wic niedopasowana do napywajcych danych lub archiwum) powoduje, e uznaj, traktuj powsta tak abstrakcj (np. wniosek co do stanu wiata) za bdn e to np. "omam". i zaczynam si niepokoi. wane (i zasadnicze) w tym ujciu jest to, e funkcja kontrolna "rodowiska" moe by sprawnie prowadzona tylko wwczas, jeeli obie strony, weryfikujce dane napywajce z obu rodowisk jako si zgadzaj. to nie moe by pena zgodno, ale musi by statystycznie znaczca. - nie moe by pena, bo nie byoby rnicy do wczeniej powstaej abstrakcji, a to uniemoliwiaoby jej odszukanie (i szerzej uczenie si) - ale jednoczenie nie moe by zasadniczo inna, bo to znw uniemoliwi dziaanie w wiecie (co innego "zobacz", a co innego bd mia realnie prze sob). a poza tym, co jest fundamentem analizy tu prowadzonej, kada abstrakcja z zaoenia jest inna - kada jest jedna i niepowtarzalna. zaistniaa nowo podpowiada mi, e wiat si zmieni (a ja znajduj si w nowej sytuacji), jednak zmieni "w granicach prawa" (czyli jest w peni przewidywalny). i mog funkcjonowa (zrobi krok dalej). ciekawe w tym rwnie jest to, e abym mg sprawnie dziaa, w posiadanym zasobie danych (archiwum, bibliotece), musz na wejciu posiada abstrakcje, ju zaistniae elementy. to warunek dziaania. ebym mg porwnywa fakty i zjawiska, musi z jednej strony pojawi si skwantowana energia (informacja, "co") z "zewntrz" mnie, ale z drugiej (we mnie) musi by element, abstrakcja "odpowiadajca" tej nowoci, inaczej nie ma dwu stron procesu - wic nie ma dziaania porwnujcego. ebym "wiadomie" odbiera wiat i reagowa na niego, ten wiat musi istnie - ale take i moja wiadomo. nie wczeniej. dopiero od pewnego punktu, dopiero po przekroczeniu "masy krytycznej" (zasobw, danych w umyle) moe to si (za)dzia. wczeniej "jestem" - ale mnie nie ma.
28

to jest to samo, co wczeniej zapisaem jako uproszczenie analizy, a zarazem jako konieczno: mog mwi o procesach w umyle tylko od pewnego etapu, bo wczeniej nie ma umysu - musi by pole kwantowe, w/na ktrym moe toczy si ewolucja, wszak w pustce nie ma zjawisk. istnienie, wiadome istnienie, ktre charakteryzuje umys, to zdarzenie w postaci "punktowej" (czyli na przeciciu przeszoci i przeszoci), ale take o dwudzielnej, po obu stronach takiego punktu przecicia umieszczonej kontrolnej funkcji rodowiska. wiat istniejcy "na zewntrz" mego cielesnego ukadu dostarcza danych i buduje jedn stron abstrakcji - a wiat "wewntrz" buduje drug jej stron. jeeli obie strony s symetryczne i dopeniaj si, jeeli w/na tej osi symetrii "odbicie" jest zgodne (najlepiej o wielko jednego kwantu rnicy), to moje dziaanie jest maksymalnie poprawne w rodowisku i wobec rodowiska. kiedy zachodzi budowanie si abstrakcji "zwichrowanej" (z jaki powodw), kiedy budujca si w umyle abstrakcja co mi podpowiada, co nie zgadza si z ukadem faktw w otoczeniu, mog spodziewa si kopotw. wanie, wanym z wielu powodw w tej analizie zagadnieniem, jest tworzenie si niezgodnoci, budowanie si abstrakcji z jaki przyczyn zdeformowanych, ktre bdnie "odczytuj" (koduj) procesy wiata. takie zjawiska wystpuj najczciej w trakcie snu albo w stanach chorobowych. - albo, idc z drugiej strony, przy zudzeniach. co w takich okolicznociach zawodzi? czego tutaj brakuje, e postrzegam "dziwne" zjawiska? w przypadku snu sprawa jest prosta, mona to zdefiniowa jako ewolucj "wewntrzn", wic jako przejaw (okresowej) aktywnoci umysu, ktry w trakcie przemian nie posiada kontrolera w postaci wiata zewntrznego. mwic inaczej, w trakcie snu (czy zaburze chorobowych odcinajcych od otoczenia), moe powsta tylko to, co odnosi si i jest zgodne do zebranych w yciu danych. a poniewa wiat na zewntrz w takim stanie nie istnieje (lub oddziauje minimalnie), przemiany w umyle musz si same przez i do siebie weryfikowa, rodowiskiem jest tu to, co zawiera umys, brak jest odniesienia zewntrznego (poza umysem). po jednej stronie (w umyle) wszystko biegnie prawidowo, wedug reguy, jednak nie ma dopenienia stron drug. i dlatego mog "zmiesza" abstrakcje z rnych przedziaw, a wypadkowa, nowo zaistniaa abstrakcja, bdzie do nich zgodna. e na jawie (w realu) okae si "dziwaczna", to ju efekt weryfikacji zewntrznej, gdzie taki "dziw" si nie potwierdzi. - wane w tym opisie jest jedno: e w trakcie snu (wic operacji umysu "wewntrz", w swoim obrbie) powstan abstrakcje tym lepsze, tym lepiej zbudowane, im peniej i logicznie (w sposb "uporzdkowany") jest zapeniony umys. w ukadzie bezadnym, z przypadkowo zebranymi danymi, w trakcie jego dziaania musz tworzy si abstrakcje "chaotyczne" i dziwne, ktre odbiegaj wyranie od realnego wiata. a przez to rwnie silnie stresujce osobnika i jego umys. jeeli proces toczy si w ramach tylko jednej strony, to musi budowa (si) z tego, co ma "pod rk". dlatego jeeli s to abstrakcje, stany o konstrukcji "pogmatwanej", przypadkowej i nielogicznej to musi na kocu analizy pojawi si niepokojcy fakt. w gowie zapchanej "pegazami", "duchami" (czy podobnie), co oczywiste, nie zbuduje si abstrakcja stabilna i zgodna do rzeczywistoci. prawda, bdzie stabilna w ramach tak "zwichrowanego" wiata (nonik fizyczny tych abstrakcji to zapewnia), ale bdzie logicznie odlega od rodowiska, w ktrym ukad realnie funkcjonuje. a przez to wywoa lk. podkrelam ten wniosek, bo jest wany: praca umysu moe by sprawna, o ile dostarczam mu danych uporzdkowanych i poprawnych (adekwatnych do wiata). kiedy dostarczam do ukadu (dowolnego) danych w "przypadkowej" kolejnoci i ktre nie s powizane, nie mog oczekiwa, e w takim ukadzie zbuduje si uporzdkowana abstrakcja. musi wytworzy si "chaos", musi zbudowa si rwana ewolucja. jaka struktura zaistnieje, ale w postaci niepowizanych ze sob elementw. to bdzie jedna i nawet zborna na poziomie fizycznym ewolucja (w formie jednoci osobniczej), ale "poszatkowana" na poziomie logicznym. kiedy na "wejciu" mam bezad, na "wyjciu" musi by chaos.
29

- zudzenia - deformacje w obserwacji o ile "deformacje" senne s umiarkowanie ciekawe - o tyle deformacje wiata odbieranego s bardzo wane (przecie od tego zaley moje przetrwanie). kiedy ujrz przed sob cian, ktrej moje inne zmysy nie zarejestruj, to musz si zastanowi nad tym faktem - musz tak okoliczno pilnie zanalizowa. koniecznie musz sprawdzi, czy to wiat zwariowa, czy ja. owszem, mog-musz zakada bdne (z jakiego powodu) dziaanie zmysu wzroku oraz przyj, e weryfikacja wielotorowa przez inne zmysy skoryguje moje funkcjonowanie, ale bdzie powany kopot, kiedy jest to informacja docierajca tylko przez ten jeden kana, czyli nie mog jej skonfrontowa z innym ogldem. czym wwczas dysponuj? posiadam w zapasie tylko dane z wczeniejszych etapw dziaania w wiecie, to jedynie dostpny dla mnie punkt odniesienia. jeeli nowo si z nim nie zgadza, musz oprze si na wyuczonej reakcji - albo zaufa, uwierzy, e nowo jest co warta. czasami to moe si potwierdzi... tylko, eby to!, co zrobi, kiedy w zapiskach brak analogicznego faktu, jak zweryfikowa co, co jest nowoci bez odwoa do przeszoci? jak moe, na przykad, zachowa si osobnik, ktremu pierwszy raz w yciu pokazano obraz holograficzny (przestrzennie wywietlany). nie widzi rzutnika, poniewa nic nie wie, e za postrzegany obraz odpowiada jaki obok stojcy przyrzd, dla niego obraz jest wszystkim. nie ma adnego dowiadczenia yciowego, ktre by mu podpowiadao, e to nie jest zudzenie, a pena realno - jednoczenie nie moe rwnie odrzuci ustalenia, e to "cudowne zwidzenie" (czy "co" z tego gatunku), jest w "rozkroku" wobec zjawiska. posiada tylko jeden zmysowy kana informacji, ale brak mu w zasobach danych o moliwociach produkcji takiego obrazu, a na pozostae zmysy liczy nie moe - wic co mu pozostaje? logika. tylko i wycznie logiczne analizowanie napywajcego zbioru danych. - kiedy mam podejrzenia co do stanu wiata, musz si odwoa do posiadanego zasobu danych, nie mam innej moliwoci. wiat dostarcza mi energii, ktrej zmiany informuj, e co si dzieje, jednak nie wiem, co to jest ani dlaczego takie jest. co wicej, wiat nic mi na temat tego zjawiska nie podpowie. jednak mam zasb informacji o tym wiecie, ktry si sprawdzi - istniej. i tylko w nim mog szuka wyjanienia. - owszem, zgoda, to jest dla mnie nowo, ale nowo powstaa wedug tego samego rytmu, wedug ktrego i ja dziaam. mog nic nie wiedzie, e jest jedno zasady i jeden wiat, ale jeeli bd stosowa ze wiata wywiedzione reguy, ktre do tej pory mi pozwoliy przetrwa, to mog wybudowa, dobudowa informacj do obserwowanego faktu. - prawda, bd w takim przypadku operowa pojciami mi dostpnymi, ale przecie zrozumiaymi przez to. e nie nazw takiego obrazu hologramem, to pewne (to nie mj jzyk) - ale jeeli nazw "duch" i bd tym pojciem operowa, zdefiniuj prawd. w ramach mojego, dostpnego mi zasobu poj, bdzie to nazwanie adekwatne do zjawiska obserwowanego. i jeeli nie uciekn, jeeli tak powstae skojarzenia mnie nie sparaliuj, bd mg dziaa i korzysta z takiego urzdzenia (a wczeniej postrzeganego jako "tajemnicze" czy "cudowne"). - konstrukcja logiczna, moje "obudowanie" logiczne postrzeganego faktu-stanu pozwala na uzupenienie wiedzy o wiecie, nawet jeeli jest to dla mnie zupena nowo. bo to jest nowo ale na pewno nie sprzeczno ze wiatem i jego reguami. nic, co istnieje, nie jest sprzeczne z regu wiata. oczywicie "przymus racjonalizacji" oraz objaniania odbieranych danych jest bardzo silny - nie do pominicia. i czsto wprowadza w bd (bo buduje umys konstrukcje, ktre nie s zgodne z mechanizmem postrzeganego procesu, na tym bazuje iluzja), ale spenia w sumie bardzo wan rol: uspokaja. to moe by zudzenie, ktre pniej weryfikowane upada, jednak wnosi w konkretnej chwili uspokojenie. i pozwala dziaa dalej. nie ma dla umysu nic waniejszego (bo yciowo wanego), jak zgodno obserwowanego ze stanem wiedzy o wiecie. ad, nawet zudny ad, jest waniejszy od chaosu - pozwala y.
30

- rzeczywisto - czym jest? kolejne wane i ciekawe zagadnienie zwizane z dziaaniem umysu, a take z tworzeniem si abstrakcji - co to jest "rzeczywisto", jak odrniam wiat "realny" od np. sennych majakw? najpeniejsza, jedynie poprawna odpowied na te pytania, ktra w kontekcie opisanego mechanizmu tworzenia si poj i wszelkich abstrakcji moe pa, jest nastpujca: rzeczywisto jest tym, co za rzeczywisto uznaj. i nie ma poza takie sformuowanie wyjcia. nie ma, poniewa nie ma adnej "obiektywnej" metody do weryfikacji. nie ma? a badanie naukowe, weryfikacja poprzez eksperyment? ale to nie o tym mowa, to inny poziom reagowania umysu. - owszem, strategi cigego, zawsze aktualnego "prbkowania" wiata rozum stosuje na bieco i w kadym wiadomym (i niewiadomym) dziaaniu. kada "wypitrzajca" si abstrakcja tak wanie powstaje, jest efektem "nieufnoci" rozumu wobec otoczenia, poniewa moe ono spata dramatycznie brzydkiego figla. nie mog, w adnym swoim kroku nie mog w peni zaufa informacjom dopywajcym do mnie, bo mog le widzie (wzrok mi si popsuje), co le usysz itd. musz by maksymalnie czujny, bo albo moje zmysy mnie zwiod, albo procesy w wiecie bd na tyle nieoczekiwane, e si pogubi. dlatego ciga nieufno badawcza musi by moj (umysu) cech - eby odrni sen od jawy, zudzenie od prawdy, mam do weryfikacji tylko i wycznie rodowisko, zmieniajce si kwantowo rodowisko. to jest jedyne kryterium prawdy (czyli eksperyment - albo si rozbij, albo przetrwam). to wiat i jego przemiany uzupeniaj pozyskany zbir danych mojej "wewntrznej", ju uformowanej rzeczywistoci (ktra jest "odbiciem" zewntrznej, ale zawsze zarazem jej interpretacj), dlatego to tak wane. jeeli jednak stwierdzam, e rzeczywistoci jest to, co uznaj za tak, to w tym przypadku chodzi wanie o zasb danych w umyle ju bez znaczenia, jak wypracowany. kady "wyprodukowany" system abstrakcji jest poprawny, o ile jego uytkownik istnieje w wiecie, to kryterium przesdzajce i definitywne. mog wierzy w duchy i takimi abstrakcjami zapenia swj umys, mog by skrajnie ostronym badaczem, ktry obrci po wielekro grudk materii, zanim uzna j za kamie - ale w kadym przypadku dysponuj tylko tym, czym dysponuj. czyli takim zasobem abstrakcji, ktre zapeniaj mj umys - ktre s mn. - moja rzeczywisto, ja (w kadym rozumieniu), to zawsze ten konkretny, przez moje ycie (oraz grupy, spoeczestwa) wypracowany zbir abstrakcji o wiecie (i sobie). nie posiadam niczego innego. poprawne i logiczne abstrakcje - to ja, bdne, zdeformowane abstrakcje - to ja, zawarto mojej gowy - to ja. ale take rzeczywisto oceniana z i w ramach tego poziomu - to ja. i nic wicej. nie ma innej rzeczywistoci, jak ta, ktra dla mnie jest rzeczywistoci. jest dla mnie i tylko dla mnie, to moja prywatna konstrukcja. kto inny i z innym zasobem yciowych dozna, ma inn, jemu tylko dostpn rzeczywisto. a poniewa ja i on dziaamy w jednym wiecie i wedug jednej reguy, moemy si porozumie, te rzeczywistoci s do siebie jako zbiene (zachodz na siebie) - ale nie s i nie mog by identyczne. kady osobnik to oddzielny wiat kady umys to inna rzeczywisto. wicej - kada tak wytworzona rzeczywisto jest sobie rwnowana. jako fakt wytworzony w indywidualnym, niepowtarzalnym procesie, jest zawsze tyle samo "warta" w obiektywnym ujciu. owszem, jest rna w sprawnoci i jako proces dziaania w wiecie, rni si w pozyskiwaniu energii ze rodowiska ale nie jako "fakt jednostkowy". to s zawsze "punktowe", do jednego osobnika (i jego gowy) sprowadzone procesy i dlatego nie mona mwi o lepszej albo gorszej "rzeczywistoci", s tylko mniej lub bardziej zgodne do wiata. - w skrajnym przypadku tak "wyprodukowana" rzeczywisto jest maksymalnie dopasowana do otoczenia - albo maksymalnie niedopasowana. pierwszy osobnik bdzie si dugo i daleko przechadza po swojej (i wiata) rzeczywistoci, drugi skoczy marsz na pierwszym "zakrcie" ewolucji. to cena "bdzenia". kiedy jestem - wiat istnieje, kiedy mnie nie ma, rzeczywisto umiera.
31

- kodowanie, dekodowanie ronych stanach - jawa i sen - identyczno energetyczna procesw - jawa snem - sen jaw sprawa kodowania i dekodowania abstrakcji w trakcie poszczeglnych faz pracy rozumu, czyli dziaanie umysu w czasie snu lub na jawie, co tak wyranie (i silnie) odczuwa si jako rnorodny, odmienny okres w yciu - to w opisaniu energetycznym jednolity, identyczny proces. zapewne nie musz w tym miejscu przywoywa "elaznego" argumentu, e wzajemne zrozumienie (si) abstrakcji dlatego wystpuje, e proces zachodzi w ramach jednego systemu (reguy) oraz dokonuje si na bazie takiego samego nonika - przecie gdyby to byy inne, fizycznie odmienne procesy, ani porozumienia, ani zrozumienia midzy pojciami wytworzonymi w rnych okresach ycia by nie byo. niewtpliwie sen to inny etap istnienia, ale inny tylko przez fakt minimalnego dziaania rodowiska na organizm ale nie inny regu zmiany. na poziomie procesw umys (i szerzej ewolucja) nigdy takiej jednoci nie opuszcza ani si z jednoci zasady nie wyamuje. ciekawe jest tu jednak to, e od dawna znany pogld, e "wiat" to zudzenie, a zarazem konstrukt umysu, jest w wietle analizy tworzenia si abstrakcji zasadny - to po prostu fakt. rodowisko, wiat zewntrzny do mnie istnieje - bo ja istniej. ale to, jak istnieje i jak wyglda, o tym zawsze (i tylko) decyduj ja. - oczywicie (co zrozumiae) w takim ujciu rwnie sam dla siebie jestem konstrukcj i "zudzeniem", wszak nigdy nie widz si "obiektywnie" i "w caoci" (ani inni mnie obiektywnie nie postrzegaj). tylko e, i o to tu chodzi, jest to jedyne spojrzenie (ujcie), ktrego mog si dopracowa i ktrym realnie dysponuj. "wizja", obraz siebie samego jest tak samo elementem mojej rzeczywistoci, jak ja jestem elementem rzeczywistoci wiata. to zawsze jest konstrukcja, projekcja i zoenie. i niczego poza tym nie posiadam. stwierdzenie, e otaczajcy mnie wiat jest moj uud, moim i przeze mnie wyprodukowanym zudzeniem, jest w tym rozumieniu prawd. dziaam tak, e musz wiat opisywa i uczy si go od najwczeniejszych chwil przy pomocy zawsze skadanych (konstruowanych), tylko przeze mnie i tylko do mnie ograniczajcych si abstrakcji. e takie abstrakcje s zawarte w przedziale moliwoci, s odziedziczone po poprzednich pokoleniach i nie s dowolne fakt, ale e s w jednym tylko takim uoeniu, e ich struktura przestrzenna jest jedna i niepowtarzalna, to rwnie fakt. wiat dla mnie, kiedy ogranicza si tylko do mojego umysu, rzeczywicie jest wytworzonym oraz abstrakcjami zapisanym (i "zabudowanym") stanem, ktry poznaj poprzez te abstrakcje. na ile zgodnym wobec regu wiata, sprawdzam kadego dnia i w kadej chwili. z czasami, niestety, bardzo dla mnie bolesnymi efektami. nawiasem - ale jako istotne. operowanie pogldem, e rodowisko, otaczajcy mnie wiat (rzeczywisto) jest zudzeniem, posiada swoje oczywiste, gbokie ograniczenie: nie moe by "penego" i absolutnego zudzenia - poniewa nie ma zudzenia w pustce. moe zachodzi zudzenie dotyczce konstrukcji, np. jej "ksztatu" i cech - ale musi by nonik, ktry to zudzenie "dwiga", a take odbiorca tego przekazu. a to zawsze jest "co". mog si myli co do swojej budowy, nie dostrzega gbokich pocze z otoczeniem, ale nie tego, e ta budowla istnieje. brak energii, brak "substancji" przenoszcej zudzenie takie zudzenie wyklucza. - mog dowodzi, e zbliam si (albo oddalam) ze swoimi pogldami (zudzeniami) do reguy, ale nie mog negowa, e ta regua istnieje i e dziaam w ramach wiata. przecie swojego istnienia nie zaneguj. myl, wiec jestem - a skoro jestem, to wiat istnieje. i jego regua. postrzegana rzeczywisto (jawa), to, co za rzeczywisto uznaj - w rwnym stopniu jest zudzeniem, jak to, co postrzegam we nie. - dlaczego? poniewa jawa jest tak samo zudnym stanem, jak sen: wprowadza w bd. - mona nawet powiedzie, nieco aforystycznie (ale tylko nieco), e jawa to sen, ktry ni wraz z innymi (znajdujc si w "laboratorium" i analizujc otoczenie) sny natomiast kady przeywa indywidualnie.
32

- jawa - sen - tworzenie si abstrakcji w tracie sennej aktywnoci umysu zachodzi "losowe" wybieranie drogi zmiany, wybieranie kolejnych elementw do toczcego si procesu realizuje si do przypadkowo. i nie moe inaczej, poniewa sen to "pokawakowany" na okresy mniej lub bardziej wzmoonej aktywnoci cig rnych zjawisk. a przecie po kadej przerwie proces musi si od czego rozpocz. nie byo wczeniejszego stanu, bo by sen, czyli "cisza" na poziomie wiadomoci - dlatego "punkt zaczepienia" (startu) musi by losowo dobrany. ot, w co "strumie" energii "trafia", uaktywnia si abstrakcja i pojawia na poziomie operacyjnym - a dalej to ju si toczy samoistnie. nastpne etapy s modyfikowane przez stan aktualny snu (zaistniae wpywa na dziejce si). w efekcie rusza projekcja "filmu", ktrego sceny to mieszanina chaotycznie dobranych faktw, ale z (w miar) uporzdkowanym scenariuszem. - dlaczego? przecie w ramach nicego umysu nie moe wyprodukowa si zupenie losowy cig zdarze, proces dzieje si w zbiorze jako uregulowanym (yciem osobniczym), natomiast dobr kadrw (a take ich elementw skadowych) jest losowy. powstanie na pewno poprawna w obrbie "logiki snu" abstrakcja, ale "zdeformowana" w ramach "logiki jawy". jednak w obu zakresach (i zawsze), jest to dokadnie taki sam proces. to znaczy, w polu operacyjnym, czy to w trakcie snu, czy na jawie, tworz si fizyczne struktury - pojawiaj si abstrakcje. jednak o ile w trakcie nienia umys praktycznie jest odcity od rodowiska, wic bodce zewntrzne wpywaj w maym stopniu na przebieg procesu, o tyle w trakcie aktywnoci na jawie to "rodowisko" decyduje o tym, co si dzieje w kolejnych krokach. w przypadku snu procesy s "zamknite" i dokonuj si (nieomal) wycznie w mojej gowie, zachodzi pojawienie si i sygnau "startowego", i jego efektu to w obrbie "zamknitej skrzyni" pojawia si "myl" pocztkowa snu, a nastpnie, ju pod wpywem powstaej abstrakcji, jej kolejne treci-obrazy. natomiast w trakcie jawy, czyli dziaania "wiadomego", bodce pochodz z otoczenia, ich rdo znajduje si na zewntrz mnie, a wywierany przez nie nacisk odksztaca oraz deformuje myli, w trakcie snu czynnik zewntrzny jest ograniczony do poziomu minimum. - przy czym w obu przedziaach elementem odksztacajcym moe zosta dowolnie pojty fakt lub stan. to moe by dwik, ktry pobudza mnie na jawie do wystukiwania rytmu, ale rwnie oddziaa w czasie snu i zmieni jego tre (sabo, ale oddziaa). ale to moe by take moje postanowienie, kiedy tam wypracowane wnioski czy reguy dotyczce wiata (lub mnie). wszystko to, co wytworzy si (lub co wytworz) w polu wiadomoci, to ma wpyw na mnie - to wszystko wpywa na tre przebiegajcego mylenia. albo snu. to tutaj, czyli w chwili aktualnej (w wiadomoci) ustala si to, e proces jest adekwatny do wydarze na zewntrz (lub nie, kiedy procesy s chaotyczne i nie mona nimi sterowa, np. w zaburzeniach psychicznych). fakty zewntrzne do aktualnie si dziejcego procesu ksztatuj (filtruj), wpywaj, odciskaj si w ksztacie nowych, kolejnych abstrakcji. powstaje "odbitka", tworzy si w moim wntrzu "kopia" wiata na zewntrz. przy czym o ile w trakcie jawy jest to rzutowanie z zewntrz do "wntrza", o tyle w trakcie snu jest to zjawisko rzutowania "z gbi" (archiwum) do/na poziom wiadomoci. wicej - podobiestwa pomidzy snem a jaw, na tak zarysowanym tle, s duo gbsze, potwierdzaj identyczno obu procesw, pozornie dla mnie rnych. to, co wydawao si tylko dotyczy snu, czyli losowy charakter wybierania do dalszego przebiegu "akcji" elementw, gdzie tre wpywa na to, co si bdzie dziao dalej - to posiada, kiedy przyjrze si dokadnie, swj odpowiednik w zdarzeniach zachodzcych w trakcie jawy. tylko energetyczny potencja, wielko zewntrznych wydarze rni te procesy od zachodzcych w mojej gowie. w trakcie snu losowo polega na tym, e wybory dokonuj si pomidzy tym, co ju jest - natomiast na jawie wybr z mojej perspektywy przebiega w zbiorze nieprzewidywalnym, ktry si dopiero tworzy.
33

wicej - mona to poszerzy i powiedzie, e ten zewntrzny, wic ogromny dla mnie i praktycznie nieskoczony zbir, jest rwnie dany, bowiem istniejcy w rodowisku. przecie fakty, ktre dziaaj na mnie, ju zrealizoway si (lub realizuj), a ja odbieram ich nacisk. w tym rozumieniu s to zdarzenia z co prawda przeogromnego wobec mnie, ale jednak skoczonego zbioru. i s rwnie wyborem pomidzy tym, co ju jest i, co wicej, s losowym wyborem spord istniejcych stanw. wiat zewntrzny w tym ujciu to powikszona (o ile tam razy) zawarto mojej gowy - powikszona o potencja energetyczny, ale nie jej tre. bo ta jest ta sama (o ile dobrze zdekoduj wiat i "skopiuj" go w siebie). - w trakcie procesw na jawie wybr dokonuje si w powikszonym (a do nieskoczonoci i wiecznoci) zakresie - ale z mojej perspektywy i tak pozostaje losowy. na co rzuc okiem (zmysem albo przyrzdem), to wchodzi w obszar mojej wiadomoci (chwili aktualnej) i "deformuje" ksztatujce si w gowie abstrakcje. fakty postrzegane ju istniej, s zawartoci zbioru (tu wiata), a wic s logicznie tym samym, co zbir faktw w mojej gowie (i z ktrych wybieram w trakcie snu kolejny element). mechanizm procesu jest w obu zakresach analogiczny, dziaanie jest takie same. - jawa jest "powikszonym snem" - powikszonym o (wszech)wiat. jawa to nie-skoczony sen. podobiestwo jawy do snu idzie jeszcze dalej - poniewa tak samo w trakcie snu nie ma "czystego" procesu, jak i w okresie jawy, docieraj ze rodowiska do umysu "szmery" i przerne sygnay zakcajce, ktre przeksztacaj tre tworzcej si abstrakcji i wpywaj na efekt kocowy. i nie mam w tej chwili na myli wycznie banalnych zakce typu stukania za cian albo "nacisku" ziarnka grochu spod siedmiu warstw pocieli, ale dotyczy to rwnie "wizji", fantastycznych wyobrae, jaki "para"-dziaa na abstrakcjach (itp.). to s niewtpliwie zakcenia, ktre znieksztacaj tok mylenia jednostek i caych spoeczestw - czasami nawet przez wieki i tysiclecia. i dotycz, co wane, obu zakresw, daj o sobie zna w czasie snu, ale - co zdecydowanie gorsze rwnie na jawie. a ich pokonanie (przebicie) wymaga wielu wysikw. uywam sowa "zakcenia" w peni wiadomie, poniewa to s rzeczywicie elementy zakcajce postrzeganie. trudno wyobrazi sobie wiat bez takich "szeptw i krzykw", ale trzeba wiedzie, e wprowadzaj znieksztacenia w obserwacjach. wszak zaistniae wpywa na tworzce si. jeeli "widz" zjaw i traktuj to powanie (czy tylko serwisy medialne podsuwaj mi jasnowidza lub inny podobny dziw natury jako fakt), to w ten sposb wprowadzam w proces (mylenia) element znieksztacony i tym samym nastpna abstrakcja bdzie zawiera ten komponent. efekt? moje dalsze dziaanie bdzie zdeformowane, a caociowy skutek atwy do przewidzenia - bdzenie w wiecie. owszem, s rne fantazje (i "sny"), rwnie takie, ktre chwilowo s spoza realnoci, ale powstay poprawnie, a wic mog si kiedy zrealizowa jako fizyczne konstrukcje. kiedy powstaj, s sennym majakiem, ale z czasem przechodz w obszar realny. realno dzieje si w "zbiorniku" o ogromnych ilociach elementw - moje mylenie dokonuje si w stosunkowo skromnym zakresie, ale mechanizm obu procesw jest podobny i identyczny. wic nie ma adnych dziww w tym, e mona pomyle to, co bdzie moliwe do realizacji za jaki czas. po prostu, tworzenie abstrakcji w gowie jest atwiejsze ni w wiecie. we "nie" (lub fantazjujc) to ja "produkuj" abstrakcje (i szybko) - na jawie wiat. jawa to sen - przyznaj, e takie okrelenie mi si podoba. nie chodzi tylko o zawarto, skrtowo zdefiniowan zaleno pozornie ronych okresw pracy mzgu - to si "czuje". jawa to sen, ktry nie ma koca, ktry ni pospou z innymi - innymi tu i teraz oraz zawsze i wszdzie. ni punktowo, prywatnie i indywidualnie - ale zawsze jako element oglnego snu-jawy. jak moja senna abstrakcja jest losowym efektem procesw w mojej gowie - tak i "ja" jestem "abstrakcj", losowym wytworem procesw w zbiorze wiata. rnica wycznie w iloci zaangaowanych kwantw, ale nic poza tym. przykre jest tylko to, e mj sen jest tak krtki...
34

- jawa snem jawa to sen, ktry ni wraz z innymi - efektownie powiedziane i na poziomie sw robi wraenie, ale moe, kolego, by tak jaki przykad, co? e sen jest ewolucj "w odciciu" od wiata, a przez to abstrakcje hulaj, pena zgoda jednak przyzwolenia na okrelenie jawy (tego, co za rzeczywisto uznaj) jako snu, c, tu tak atwo nie idzie. e w obu obszarach proces w umyle biegnie tym samym rytmem i na tym samym noniku, prawda i fakt - tylko nie wynika z tego, e kiedy widz przed sob cian, to ni. opr wzmiankowanej budowli z cegie i guz na gowie skutecznie mnie przekona, e to jednak nie sen, a jak najbardziej realna (i bolenie namacalna) rzeczywisto czy wic naley to dalej uwaa za sen, czy jawa to sen? naley - nie ma odwoania. - przykad? prosz, pierwszy z brzegu: religijna grupa (mionikw "czego"). mniejsza lub wiksza, na takim poziomie analizy to nie ma adnego znaczenia, cho w zachowaniach "sekty" faktycznie wszystko wida lepiej, po prostu to czysta klinicznie sytuacja. - e id na atwizn? c, przyznaj, w tym przypadku nie sigam gboko w zachowania spoeczne, bo to mogaby by np. grupa naukowcw badajcych jaki skrawek rzeczywistoci, ale odwouj si do grupy "co witego" widzcych-doznajcych dlatego, e, powtarzam, to skrajnie czysta badawczo sytuacja, to eksperyment uczestniczcy, tu wida (sycha, czu, itd.) wszystko. std zaleta takiego "obiektu". oto mam zbiegowisko na ulicy, kilka, kilkanacie osb, ktre co "widz" na szybie pobliskiego budynku. "patrz, pan, wita osoba!", kto woa - a obok nastpny (oraz kolejni) potwierdzaj: "tak-tak, wita! czas si modli!". i wszyscy rzucaj si mniej lub bardziej ochoczo do odprawiania jakiego w tej sytuacji odpowiedniego (tylko dla nich znanego) rytuau. czy to zachowanie na jawie, w obiektywnie przez mnie, ale take przez innych osobnikw uznawanej tzw. rzeczywistoci - czy to sen? nie, to jawa. jak najbardziej mog pomaca tej szyby, nawet stwierdzi, e to zapewne lad po le (niedbale) dokonanym jej czyszczeniu, mog nawet spyta stojcego obok czowieka o histori tego "zjawiska" (lub o godzin, lub drog do miejsca "iks") - i w kadym przypadku uzyskam mi potrzebn informacj. zborn, logiczna, odnoszc si do tego, co za rzeczywisto uznaj. no, chyba, e spytam, gdzie jest "niebo" i jak tam do, tu ju mog pojawi si rozbienoci. jednak na gruncie bliskim, wic w zakresie fizycznych dozna, jest to niewtpliwie dla wszystkich uczestnikw tego zdarzenia ten sam, rzeczywisty wiat - namacalny. a jednak inny. czy moja jawa-rzeczywisto jest inna od jawy-rzeczywistoci osb stojcych obok? czy to ja ni i nie widz adnego "witego obrazu", a caa sytuacja jest moim zudzeniem - czy to pozostali dziaaj na/w jawie? e z zapisanego wyej, zawsze indywidualnego budowania si rzeczywistoci wynika, e i moja, i innych rzeczywisto jest tosama i realna - to prawda. ale w tym przypadku jednak, mimo wszystko, chciabym wiedzie, ktra to jawa-rzeczywisto jest obiektywnie prawdziwa. czy mog takie rozrnienie przeprowadzi? - ot nie mog, nie mam metody sprawdzenia. z logicznego punktu widzenia moje widzenie brudnej szyby i innych, jako witoci, jest tosame i rwnowane w ocenie. ja mog by o jedno zudzenie (religijne) mniej bliej wiata i jego stanw, ale to nie ma znaczenia dla tych, ktrzy widz relikwi w brudnym kawau szka. tu nie ma rnic. to s tak samo dobre podejcia do rzeczywistoci i wiata jako takiego. istniej. podkrelam - to s dziaania w zakresie, ktry potocznie okrelam jako stan "jawy", to fizyczna rzeczywisto. ci stojcy obok ludzie rzeczywicie widz to, co mwi, e widz. dla nich, w ich zbiorze danych (abstrakcji) jest to faktycznie wity wizerunek i przedstawia dla nich takie (wanie "wite") znaczenie. dla mnie, stojcego z boku, to oczywiste zudzenie i "omam", taki sam, jak w trakcie snu, ale to moja rzeczywisto, wspbiena do tamtych, a jednak znajduje si "obok". przypominam, prawd, rzeczywistoci - jaw jest to, co uznaj za taki stan. to ja definiuj i ksztatuj wiat.
35

dalej - ciekawe jest tu to, e te rne rzeczywistoci w pewnym zakresie si spotykaj i nakadaj (zachodz na siebie). kiedy pytam o drog czy czas, to dostaj poprawn i zbien wobec mojej rzeczywistoci odpowied - tu jest, na tym zakresie wyznaczam wsplny z ewolucj obok przedzia ("jawnych") procesw. kopoty pojawiaj si wwczas, kiedy spyta o obszar "spoza" krgu wsplnego, spoza krgu rozpoznanego przez pytanego. i w takim przypadku logika osobnika podpowiada rne opisy - po prostu dobudowuje to, czego nie wie, ale zawsze w oparciu o fakty, ktre s znane, "produkuje" poprawny (dla niego) wniosek. efekt? pojawiaj si "chimery". czyli abstrakcja jak najbardziej sensownie zbudowana, ale jakby "pusta" (chwilowo pusta lub na wieczno). - w takim i tu analizowanym zdarzeniu, mimo obiektywnego zawierania si w rzeczywistoci (przynajmniej tak to oceniam, znakw chorobowych nie dostrzegam), produkcja umysu musiaa odnosi si i opiera na zasobach zawartych w mzgu - ale w efekcie powstaje "chimeryczna" abstrakcja. zbudowana w zakresie dostpnym jak najbardziej poprawnie, odwoujca si do rozpoznanych wasnoci wiata - ale przecie jaskrawo (jawnie) spoza rzeczywistoci. - dzieje si w realu, jednak jest produktem "sennym", ja widz na szybie brudne smugi - ale osobnik obok (jego umys) te same smugi konstruuje w wito. a poniewa nic wicej (aden z nas) nie widzi, dla kadego jest to caociowa, jedyna i jedynie dostpna informacja. - co rwnie oznacza, a co warto, a nawet trzeba podkreli, e w zmienionych okolicznociach oba sdy mog ulec odmianie. ja mog uwierzy, albo ssiad zwtpi. - dlaczego? to efekt nacisku otoczenia wywieranego na postrzegajcego osobnika. chyba nie musz przywoywa w szczegach synnych eksperymentw, gdzie nacisk grupy zmienia, i to bardzo gboko, reakcje osb (nawet postrzeganie wymiarw). przecie jeeli wok tego zbiegowiska zbierze si kilkutysiczny tum i zacznie krzycze "wity obraz!", doprawdy trzeba w takich okolicznociach dysponowa niebywale silnie ugruntowanymi przekonaniami (wzgldem wasnych postrzee), eby si przed takim naciskiem uchroni. - i tak samo w drug stron, jeeli do stojcych ludzi podejdzie grupka wtpicych i komentujcych, niezachwiana do tej pory wiara w wito legnie w gruzach. a tym szybciej si to bdzie dziao, im rnica midzy (oceniajcymi) zbiorami bdzie wyraniejsza (iloci zaangaowanych osb). moja wizja (idea) wiata jest bardzo silnie skorelowana z naciskiem grupy oraz z pojciami przez t grup stosowanymi. skonfrontowany z naciskiem innej zbiorowoci musz wykaza si odpornoci - jednak nie jest pewne, e wytrwam w swojej ocenie sytuacji, sia grupowego dziaania na osobnika jest ogromna. i to nawet kiedy dotyczy abstrakcji w formie "suchej" (np. przekaz w ksice), a tym bardziej w trakcie osobistego, wic fizycznie bliskiego kontaktu (tu dochodzi przecie jeszcze czynnik "splatania emocjonalnego"). dalej - niech tam, zostawiam rozmodlon grup ludzi na ulicy, ktrzy jawnie ni o witoci z brudnej szyby (i maj do tego pene logiczne prawo), a sam wybieram si do innego punktu rzeczywistoci, w innym jej zakresie. wchodz do (pozornie) diametralnie i skrajnie innego wiata czyli wiata wiedzy, do laboratorium i eksperymentu na kadym kroku. czy jawa w tym miejscu jest, tak to okrel, spotgowan - czy w tym przypadku rzeczywisto jest rzeczywicie maksymalnie rzeczywista? jakby to delikatnie wyrazi - niezupenie. a nawet zupenie nie. i nie tylko dlatego, e mona zafaszowa (zdarza si) wyniki "obmacywania" wiata, nawet nie dlatego, e z zaoenia w eksperymencie nie sign fizycznym dalej, jak do granic w tym badaniu dostpnych - ale z tego powodu nie ma tu "wzmoonej" rzeczywistoci, e kady poznany oraz pomylany przez badajcego fakt jest abstrakcj. abstrakcj zbudowan, wytworzon na tej samej zasadzie, jak w przypadku snu. czy co rni pojcie "atom" (czy to logicznie, czy przez przyrzdy postrzegany) od "chimery"? znw, w gbokim sensie, nic - nie ma adnych rnic. abstrakcja "witoci" czy abstrakcja "atomu" (elektronu, fotonu - wszechwiata) jest jedynie abstrakcj. to tylko (i a) funkcja, efekt gromadzenia energii i operacji na/w niej. tylko tyle.
36

- sen jaw - jawa snem jawa to sen, ktry ni wraz z innymi. i w tej chwili ju nie ma znaczenia, czy "ni na jawie", czy dzieje si to w trakcie nocnego majaczenia, to jest zawsze ta sama i tak samo powstajca abstrakcja. eby j zweryfikowa, musz odnie si do otoczenia - przeprowadzi eksperyment, ktry albo potwierdzi, albo odrzuci tak "hipotez". niekiedy, bywa, mona to zrobi bardzo atwo, czyli wystarczy np. przetrze szyb czyst szmatk - ale czasami wymaga to budowy urzdzenia wielkiego jak zderzacz czstek. jednak zdarza si, z uwagi na moliwoci techniczne i wewntrzne granice (oraz samoograniczenia) fizyki, e dzi nie mona takiego weryfikacyjnego badania przeprowadzi - bo obiekt poznawany (wszech-wiat) "nie mieci" si w urzdzeniu pomiarowym. skutek? efektem takiej "niemocy badawczej" s harce pojciowe i anektowanie terenw poza horyzontem dla rnych "celw" i "bytw". c, kiedy rozum uchyla si od zmierzenia z dylematami, abstrakcje rozbestwiaj si - i "wida" wwczas w brudnej materii "witoci" (a nawet, horrendum, poza ni). czy jestem bezradny wobec takiej "zasony abstrakcji"? w sensie logicznym nie ma wyjcia - bo nic poza abstrakcjami mnie (lub innych) nie tworzy, i s to sobie rwnowane konstrukcje. czy to na jawie, czy we nie (i zawsze), umys w kadym przypadku "produkuje" swoje elementy identycznie. e zarazem jest to warunkiem jednoci poznania tak osobniczego, tak zbiorowego, to prawda, ale jeeli s to produkcje "senne" (mimo budowania si na jawie), albo, co gorsza, s jeszcze wsparte "dociskiem" grupy, to uwolni si od nich jest trudno. i znw, podkrelam, nie ma zaszczenia, czy dotyczy to zbiorowoci pojmowanej jako "sekta" religijna, czy "sekta naukowa", w kadym przypadku jest ten sam mechanizm tworzenia si abstrakcji. produkcje naukowe s rwnie "jawne" lub "senne", jak te tworzone przez fanatykw religijnych. dlaczego? poniewa s faktem "wewntrznym" wiata - powstaj "po jednej stronie" ewolucji. i nigdy z tego krgu wyj nie mog. mwic inaczej, tak samo, jak umys w trakcie snu produkuje abstrakcje tylko w zakresie sobie dostpnym, czyli w oparciu o "archiwum" poj-znakw, tak samo naukowiec na jawie buduje abstrakcje korzystajc z archiwum zgromadzonego w jego gowie lub bibliotece. i jest to zarazem dziaanie "tylko w wiecie", i tylko po jednej stronie rzeczywistoci. fizycznej rzeczywistoci. tu nie ma dopenienia do wiata - w tym przypadku dopenienia w postaci logicznej oraz nieskoczono-wiecznej konstrukcji (Kosmosu). - stronno, dziaanie zawsze tylko po/w jednej stronie prowadzi do zudze, tworzy rne "majaki senne". i to niezalenie, czy dzieje si to w nocy i ku, czy w dzie i na jawnie w laboratorium. zawsze musz posiada punkt odniesienia, rodowisko jako do analizowanego zakresu zewntrzne, ktre pozwoli zweryfikowa rzeczywisto. w maksymalnym zakresie musi to by wanie Kosmos - Fizyka. warto jeszcze podkreli rol zbiorowoci, wielu punktw postrzegania, a take opisywania w takim "nieniu" rzeczywistoci. to identyczna sytuacja, jak w przypadku jednego ogldu: brak innego spojrzenia ogranicza, bardzo utrudnia, a czasami wrcz uniemoliwia poznanie. jeeli widz brudn plam na szybie i uznaj j za wity obraz, a czyni tak w oparciu o posiadane abstrakcje, to jest to dziaanie i poprawne, i jedynie mi dostpne. ale to nie oznacza, e sprawdzi si w innym przypadku. stojcy obok obserwator moe w tym samym fakcie zobaczy co zupenie innego - lub nic nie dojrze, kady wynik jest tu moliwy. i kady dokada si do zbioru obserwacji. jeeli takich punktw postrzegania bdzie ogrom, ronie szansa, e s w miar zbiene do wiata. ale, co wane i co trzeba podkrela bardzo wyranie, nigdy nie ma pewnoci, e tak powstay wsplny obraz jest pewny. nieufno naukowo "obmacujcych" rzeczywisto to nie fanaberia czy utrudnianie sobie ycia ale absolutna konieczno. bowiem pewna jest podobno tylko mier (acz nie do koca) oraz podatki (te z wyjtkami dla niektrych). - wic jak tu by czegokolwiek pewnym?
37

- mzg - mylenie - model pomocny w analizie dziaania pytanie: czy mona pozna funkcjonowanie ukadu, ktry jest niepoznawalny z zasady? czy umys, poniewa o niego tu chodzi, moe pozna dziaanie samego siebie? czy mona pozna mechanik procesu, ktry stworzy i cigle warunkuje dziaanie ukadu poznajcego wanie ten mechanizm? mona - i, co wicej, umys czyni to na kadym kroku (i nawet od zawsze). e od niedawna dopiero moe w ten proces wprowadzi przyrzdy, to zmienia tylko ilo dostpnych szczegw, jednak w niczym nie obnia to wartoci poznania "wsobnego", na zasadzie analizy czy odczucia. mam bowiem teoretycznie dwie drogi podejcia do zagadnienie: szczegowo "drobi", "okrawa" po plasterku badany przedmiot i na tej podstawie ustala poczenia oraz wzajemne relacje pomidzy elementami - ale zawsze ze wiadomoci, e widz tylko i wycznie "powierzchni" zjawiska (cig nastpczych i "jednowymiarowych" "procesw") albo badanie caociowe i logiczne (zewntrzne), ale bez koniecznych tutaj szczegw. oczywicie w praktyce obie metody s niezbdne i obie byy i s wykorzystywane - ale, co warto podkreli, dzi dominuje droga "szczegowa" (z konsekwencjami w postaci "zapltania" si w nich). jeeli skoncentruj si na spojrzeniu fizycznym, czyli wszechkierunkowym i na "mieszaninie" faktw (ale dziaajc "w paskim" zakresie), a pomin (nie bd nawet zdawa sobie sprawy, e istnieje) ujcie logiczne, jednokierunkowe (wielowymiarowe, tylko "do przodu"), to strac wwczas bardzo istotne dopenienie mojego dziaania. nie ma wtpliwoci, fizyczna strona analizy wiata jest niezwykle potrzebna (choby w przypadku leczenia schorze), ale logiczna, czyli zasada tworzenia si tej struktury, to rwnie posiada znaczenie podstawowe. poznanie stronne, ktre ogranicza si tylko do jednej drogi, z zasady nie moe by caociowe i warto o tym pamita. oczywicie w praktyce kada z moliwych drg posiada ograniczenia, ktre mocno utrudniaj, albo nawet wykluczaj pene rozpoznanie zasady dziaania umysu (lub innego skomplikowanego ukadu). przecie "kawakowanie" (nie ma tu ju znaczenia, czy faktycznie "plasterkowanie", czy "prbkowanie" przyrzdowe w pracy "na ywo" mzgu), taka metoda zawsze przynosi wiedz "spaszczon", jest ograniczona do fizycznego oraz nastpczego, dziejcego si w paszczynie procesu. i nic tu nie pomoe mnoenie stopni komplikacji przyrzdu i iloci podcze do mzgu, to zawsze jest i bdzie "paskie" spojrzenie poniewa inne fizycznie by nie moe. - tylko e, co rwnie istotne, "wczucie" si w mechanizm dziaania umysu nie moe niczego podpowiedzie o zakresie ciemnym, wanie fizycznym, wszak tego poziomu dziaajcy na abstrakcjach nie widzi, nie czuje nie zdaje sobie nawet sprawy, e namacalny podpozom nonika jest faktem. badanie fizyczne z zasady pomija "tre" (zawarto) abstrakcji, bo odnosi si i postrzega nonik zjawiska - a wczucie si w dziaanie wnosi opis treci abstrakcji (i operacje na nich), ale pomija - nic nie wie o noniku. jak wida, kade z osobna dziaanie nie moe doj, nawet nie moe podejrzewa drugiej strony opisu. dlatego, wypada to powtrzy, kade stronne postrzeganie - a w tym przypadku szczeglnie - jest nie tyle bdne, poniewa musi zaj, ale dopiero dwu, a najlepiej wielostronne ujcie gwarantuje wiedz (pen). co wic mog uczyni, eby tego podanego poziomu sign? fakt, sam siebie nie pokawakuj (to moe laborant, a i to w czasie przyszym), a przecie ja ju chc wiedzie, i to dzi (czas niedokonany mao mnie obchodzi). czy wic skazany jestem tylko na "wczucie", na operowanie abstrakcjami, jednak zawsze ze wiadomoci pomijania nonika, wanego dopenienia mojego mylenia? czy mog jako t oczywist a fundamentaln barier omin (ktrej przecie nie usun ze swej drogi)? mwic inaczej - czy mog przechytrzy ewolucj, ktra zastawia na mnie tak perfidn puapk i pozwala zrozumie, ale w niepeny sposb? c, gow muru si nie przebije, ale kiedy brak innych narzdzi pod rk, warto sprbowa.
38

- zasada analogii co zrobi, kiedy nic nie mona zrobi? trzeba wyj z siebie - i rozejrze si wok. nie, to nie jest "paski" aforyzm ani te prostackie gadanie, prosz to potraktowa dosownie. w tym konkretnym przypadku, w ktrym analizie podlega maksymalnie skomplikowany ukad w Kosmosie, nie mam innej metody jego penego poznania. owszem, drobienie w szczegach, jak mwiem, jest wane i bardzo wane, tak samo "wczucie" si dostarcza kwantw, ktrymi psychika operuje ale to z zasady (tak dla poszczeglnej drogi, tak dla ich zoenia) nie moe by poznanie pene i cakowite. dlaczego? przecie kiedy nawet te rozdzielnie analizowane powki zo, jak mam je wzgldem siebie rwna oraz co do czego przypasowywa? dziaanie po kadej stronie idzie swoim torem i stosuje swoje abstrakcje (oczywicie poprawne), ale sklei tego nie mog wszak nie zdam si na losowe, czyli na chybi trafi dziaanie. a sklei, czy musz, bo inaczej nie poznam "zawartoci" w jej penym i wielowymiarowym zakresie. co wic mi pozostaje? wanie - wyj z siebie. dosownie. czyli poszuka w swoim otoczeniu struktury, ktr bd mg (oczywicie w powizaniu z wczeniej ju zdobytymi ustaleniami fizycznymi i "odczutymi") obejrze dokadnie, krok po kroku i detalicznie. mwic inaczej, szukam w rodowisku modelu, ktry bdzie mi pomoc (naukow) w wdrwce po/w umyle, po samym sobie. ba, ale gdzie szuka takiego modelu, przecie "po horyzont" (wiata) nic nie jest tak skomplikowane. owszem, mam jedno zasady wszelkich procesw, mam jedno bytu, ktr owa zasada zapenia konstrukcjami jednak mzg (w jego dziaaniu) jest jeden i jedyny, czy mog wic znale adekwatny model? mog. z zastrzeeniem, e poziom komplikacji tego modelu nie jest w peni i w stu procentach identyczny do mzgu - bo po prostu nie moe dzi takiego poziomu (jeszcze) sign. w mojej (powierzchownej) ocenie jest to ok. "pidziesit" procent poowa moliwoci takiego skomplikowania, ale dobre i to. przecie w perspektywie i druga pidziesitka dojdzie, to tylko kwestia czasu, a take nakadu rodkw. eby zrozumie ewolucj w analizowanym zakresie (tu "mzg"), ani nie potrzeba poznawa wszystkiego, ani analizowa wszystkich elementw tworzcych konkretny proces (zwaszcza e tych szczegw ogrom), jedno wiata pozwala, a wrcz zmusza do dziaania za pomoc analogii. i nie jest to zy kierunek. - wbrew pozorom nie ma znaczenia, jaki element otaczajcej mnie rzeczywistoci bior do analizy, kady dzieje si tak samo, wedug tej samej reguy. owszem, s rnice zaangaowanej w proces iloci energii, jednak "mechanika elementw" jest jedna. czyli mog na tej podstawie prowadzi badanie jednego fragmentu wiata, ale korzystajc z innego - modelujc analizowany zakres na podstawie wczeniej ju rozpoznanego, opisz badany. albo, co ma zasadnicze znaczenie, najlepiej eby to by "obiekt" dostpny "bezporednio", ktry po prostu widz osobicie, wspbienie i naocznie. zasada analogii, do ktrej w tym miejscu si odwouj, daje mi potne i skuteczne narzdzie badawcze - zwaszcza dla zakresw otoczenia, ktrych nie mog z zasady dojrze. odnosi si to obszarw podprogowych (wszech)wiata z jednej strony, ale rwnie dziaania umysu z drugiej. obu stref osobicie nigdy nie poznam, ale to nie znaczy, e jestem zdany wycznie na spekulacje, domniemania - lub "mechanik nieoznaczonoci". mog te zakresy skutecznie modelowa przy pomocy ukadw (procesw) dostpnych - i mog mie pewno, e uzyskane wyniki potwierdz si w postaci oczekiwanych skutkw badawczych. zasada jest jedna, elementy wiata na dowolnym poziomie posiadaj logicznie identyczne funkcje, a rni je tylko rozmiar "cegieek" skadowych. jeeli uwzgldni ten fakt w analizie, zarejestruj wwczas to, co jest dla mnie w innych okolicznociach na zawsze skryte "zobacz" wszystko. i to jest ten najwaniejszy zysk, ktry wnosi zasada analogii. - wychodzc z siebie i rozgldajc si po okolicy (ale z ju zgromadzon wiedz), dojrze mog podobne do mnie procesy. a jeeli podobne, to mog posuy zwrotnie do opisu mnie samego. i o to chodzi w tej zabawie.
39

- mzg-miasto powyszy wstp (mam nadziej, e nie za dugi) jest po to, ebym mg w tej chwili zaprezentowa moim zdaniem najlepszy model mzgu - i to na/w kadym moliwym jego poziomie. rozpatrywaem przerne modele, w poszerzonym opisie by moe odwoam si do nich, jednak tutaj chc skoncentrowa na tym jednym, bardzo plastycznie, najpeniej oddajcym procesy, ktre tworz, ksztatuj i oznaczaj moje mylenie - czyli mnie po prostu (mog, i to dosownie, wej w jego struktur i w kady zakamarek). jeeli nie mog "zajrze" w konstrukcj wasnego umysu wprost, a nie mog i nigdy nie przeprowadz tego w peni (przyrzdy pomog tylko do pewnego zakresu), musz wej w struktur, ktra bdzie przypomina mzg i jego dziaanie - musz poszuka w otaczajcym mnie rodowisku adekwatnego modelu, po/w ktrym bd si porusza sprawnie i bd widzia wszystko w tak mi potrzebnych do zrozumienia siebie szczegach (czyli wielowymiarowo fizycznie i zarazem logicznie nastpczo). okazuje si, e mam taki model na wycignicie rki. jest tu obok. wicej, jestem (lub mog by) jego elementem. co to za model? - miasto. miasto-mzg jest, powtarzam, bardzo dobrym, najlepszym modelem umysu, ktry prezentuje jego budow oraz dziaanie (i to w dowolnie potrzebnym zakresie). "miasto" to poziom zjawisk, ktre odbieram, w ktrych uczestnicz na bieco dlatego mog w takim modelu prowadzi badania w ich penej skali, a take na zasadzie wspuczestniczenia. mog "oprowadza" si po wszystkich poziomach pracy swojego centralnego ukadu sterujcego i zaglda do kadego zakamarka - tu wszystko wida, sycha (a take, ech, czu). co wicej, jest to model "rozumny", i to w kilku podpunktach tego pojcia. przecie "miasto" to efekt procesw rozumnych - jest produktem rozumu, istnienia ukadu rozumnego jako miejsce jego zamieszkania, ale to rwnie rozumnie zaplanowany (w oparciu o zasady rozpoznane w wiecie) system zorganizowania energii. czyli zamieszkuj taki ukad i nadaj mu "osobowo" rozumne elementy, a do tego wystpuj tu wszelkie moliwe funkcje, ktre odnajduj w umyle. jeszcze wicej - proponuj spojrze na procesy ksztatujce miasto (i mzg analogicznie) w ujciu historycznym, zawsze jako kolejn aktualn warstw w takim zjawisku - i z wyrnieniem stanu "dzi" (jako wstpu do "jutro"). a na koniec poczy taki obraz w jedno struktury historyczno-aktualnej (zawsze oczywicie na zasadzie jednokierunkowej wszechkierunkowoci i energetycznej sfery w trakcie przemian, w ruchu). co wida? to jest proces, i to w detalach, analogiczny do tworzenia si i funkcjonowania rozumu, dlatego jest tak dobry. oczywicie w tym miejscu, na ile bym si nie stara, nie oddam wszelkich w takim modelu wystpujcych zalenoci, to moe by tylko szkic, zgrubny zarys powiza, chc jedynie ukierunkowa analiz, pokaza analogie a szczegy, ze wzgldu na ich bogactwo, musz by opracowane i "owietlane" indywidualnie (ja tu tylko na chwil). istotne w takim modelu jest to, e miasto, czyli zbir skwantowanej energii, jest uporzdkowany wedug identycznej, takiej samej reguy, ktra ksztatuje rozum - to struktura logiczna budujca si "od podstaw" i "sensownie". umys rwnie. miasto to narastajca komplikacja - umys rwnie; miasto to centrum i okolice (i zauki), to infrastruktura i suby specjalne, rozrywka i zdrowie, i cmentarz(e) - umys rwnie te skadniki zawiera; miasto ma "osobowo" umys to ja, osobowo. nie ma rnic. i nie jest wane, czy ta zmiana dokonuje si "od podstaw" (na "goej ziemi"), czy "wyciosuje" w bryle materii rozumne "cieki", to jest ten sam proces tworzenia si pocze w rezultacie dopywu energii z otoczenia. rzebiarz odrzuca niepotrzebne kawaki kamienia, ale te waciwe pozostawia (acz rwnie dodaje "ducha" materii od siebie). obie drogi zapeniania rzeczywistoci (usuwanie i dodawanie) w ewolucji wsplnie tworz struktur. mzg niepotrzebne poczenia "odrzuca", ale rwnie buduje nowe to zawsze jest proces narastania komplikacji (i zagszczania si), to zmiana "w trakcie", w budowie, nigdy zakoczona. cho si koczy.
40

- miasto wypada rozpocz od pocztku, czyli pierwszego wydarzenia, ktre formuje byt miasta - kiedy tam. warto w takim ujciu zwrci uwag, w jakiej okolicy to si dzieje i co warunkuje, e ta a nie inna lokalizacja zostaa uznana za t waciw i wybrana. to nigdy nie jest ani dowolny, w znaczeniu czysto losowy wybr, ani "narzucony". zawsze za tak decyzja co si kryje. pomijam w tym momencie, jako fakt nieco spoza gwnego nurtu analizy, okres historyczny i "sprzed istnienia miasta", czyli np. cig zjawisk geologicznych, formowania si konkretnej okolicy w dziejach ziemi - czy ziemi jako planty w przedziale jeszcze szerszego zdarzenia. to wszystko ma znaczenie, w poszerzonym ujciu musi si pojawi jako etap konieczny (i "zerowy") ewolucji, ale tu wychodz od stanu zaistniaego, napotkanego przez rozumn istot na swojej drodze. po prostu stwierdzam, e w jakim punkcie globu s na tyle dogodne warunki, e sprzyjaj "zakotwiczeniu" si "miasta". - a raczej, eby by cisym, z tego punktu widzenia dopiero "przebysku" miasta, czyli pierwszego "osadzenia" si energii w konkretnym miejscu. w przypadku konkretnego miasta takimi dogodnymi okolicznociami bd warunki terenowe, np. rzeka oraz brd, jakie zasobne w surowce miejsce, przecicie szlakw komunikowania si innych osad itp. a w mzgu bdzie to fizyczne zakoczenie drogi idcej od zmysw, czyli lokalnie wyrniona tym faktem cz tkanki nerwowej, albo rwnie punkt przecicia, miejsce (przedzia) komunikowania si ssiednich komrek (albo ich zbiorw, "dzielnic"). przy czym warto od razu nawiza do wspczesnych uj tworzenia si umysu, e jest to w gruncie rzeczy pozbywanie si nadmiarowego zasobu moliwoci i "wydeptywania" w przestrzeni cieek. przecie tak wanie powstaje miasto, to jest wydeptywanie (i to na zasadzie ekonomizacji, na skrty, bo bliej) trakw w okolicy. w okolicy, ktra daje pocztkowo (prawie) nieograniczone ukierunkowania takiej drogi. przecie to od losowo ustawionego domu (cho i tu losowo jest ograniczona konkretnymi warunkami), od tego zaley, w ktr stron skieruj si wychodzc z niego oraz gdzie moe zbudowa si nastpny budynek. cieki czce te konstrukcje, wic zaczynajca si w taki sposb infrastruktura osady (i miasta), to jest "wyciosywanie", wytyczanie przej we wszechmoliwoci, to wybr konkretnego traktu i odrzucanie ssiedniego czyli eliminacja innych i potencjalnych drg, ktre si ju nigdy (lub tylko na tym etapie) nie przydadz. oczywicie w tym samym miejscu co nowego, ale za jaki czas, moe si poczy i na nowo zbudowa, poniewa si akuratnie przyda - ale z tym zastrzeeniem, e s pewne granice "nadbudowywania" si, nie wszystko "po czasie" moe zaistnie. przecie wczeniejsze determinuje to, co powstaje (i moe powstawa w kolejnych krokach). w mzgu tak nie do ruszenia struktur, fundamentaln w tym procesie, jest np. mdek oraz jego funkcje, gdy to zrobi, struktura si rozpadnie. w miecie, czego historia cywilizacji przynosi liczne przykady, kiedy zmienia si podstawowy parametr (np. wysycha rzeka), dochodzi do zaburze - i zburze. a do definitywnego zniszczenia i rozpadu. budowanie ukadu ewolucyjnego zaczyna si od ogromnej skali moliwoci - ale kady kolejny element "zapycha", zabudowuje przestrze i ogranicza kolejne w tym zjawisku "budowle". miasto, z tej historycznej, jeszcze wstpnej chwili, to jest projekt, ktry moe, ale przecie nie musi si zrealizowa (poniewa mog lokalne warunki si zmieni, klimat si pogorszy, ssiad najedzie i osad zniszczy, czy pojawi si stan chorobowy itd.). ilo czynnikw wpywajcych na to, e z niewielkiej osady powstanie miasto, a z wydeptanej wskiej cieki autostrada (przesyu danych), ilo ogranicze jest takiej skali, e wypada podziwia, e pomimo tego jednak tu i wdzie miasta powstay i funkcjonuj. - skoro myl, to znaczy, e "filtrowanie" bytw nadmiarowych w wiecie nie jest a tak idealne i jednak mona ten labirynt zbudowa i w nim si sprawnie porusza. nawet yjc "w miejskiej dungli".
41

warto zwrci uwag, e poszczeglne zakoczenia zmysw (jak rwnie czci osady), tworz si w dla nich najdogodniejszych lokalizacjach jako osobne i funkcjonalnie oddzielne pocztkowo podukady w ramach caoci (mzgu albo miasta). w innym miejscu mam dostp do wody, w innym znajduje si "nasuch" otoczenia, w innym "czu" substancje wspomagajce ycie (lub te ju zuyte). pocztkowo poszczeglne "dzielnice" rozbudowuj si, skutkiem duej swobody wyboru w okolicy, jako odlege od siebie i w miar "samorzdne". co innego dzieje si w centrum, "na zamku", a co innego w strefie brzegowej, czyli "na podzamczu". niby ten sam organizm, ale autonomia spora, a przenikanie si i skomunikowanie warstw (spoecznych) utrudnione. dopiero w miar przybywania budowli, w miar "zapychania" si rodowiska, zachodzi konieczno, wyania si jako konieczno funkcja porzdkowania - porzdkowania przestrzeni. jak i czasu. czyli pojawiaj si suby odpowiedzialne za porzdek. musi by ad zabudowy, ale i ad ruchu po/w traktach - i inne ady, np. miary i wagi. takie suby, co zrozumiae, rwnie posiadaj swoje historyczne umiejscowienie i wywodz si z wczesnych etapw tworzenia si organizmu, ale dopiero na/w tym poziomie zaczynaj gra rol gwn - od ich skoordynowanego funkcjonowania zaley przetrwanie caego ukadu. eby mona byo przez bram wejciow du grup interesantw na zamek przepuci (np. z darami), musi by w strumieniu energii porzdek, inaczej wejcie si zatka (a z tego i rewolta moe jakowa powsta). w takim zakresie komplikacji ukadu ju samoorganizowanie si oraz samopomoc (chopska czy inna) nie wystarcza - trzeba zawoa fachowca. powtarzam, na tym etapie tworzenia si mzgu, czy miasta w modelu, musz by wdroone w ycie reguy postpowania dla zbioru - i to analogiczne reguy, jakie biologia ju dawno wypracowaa dla swoich produktw. na/w tym etapie powtarza si funkcja, a inne s tylko wykorzystywane elementy. o ile w ciele (organizmie) stra peni biaka, to przy bramie zamkowej bdzie "wartowa" cie albo onierz. w kadej ewolucji i na kadym poziomie powtarzaj si te same funkcje, ale w innej cielesnej konstrukcji. na tym etapie wkraczaj na scen rwnie inne suby. o ile w mzgu obecne s one w fizycznej podbudowie "od zawsze", o tyle w miecie dopiero si tworz. czyli chodzi o suby wspomagajce - od rzemielnikw tworzcych jakie dobra, po oczyszczanie miasta. tu analogie s pene i oczywiste. przy czym, co wane, te suby w mzgu s dane na wejciu, pomagaj y i funkcjonowa caociowej strukturze - ale ponownie musi dokona si wytworzenie takich funkcji ju w obrbie dziaania "wysokiego" umysu. poziom dostarczania kwantw energii z organizmu do mzgu i odbieranie zuytych elementw, to fundament, ale ta sama funkcja musi zosta wypracowana przez umys dla poziomu dziaania ju tylko abstrakcjami (pojciami, znakami). tu take musz posiada moliwo wpywania na fakty, kierowania nimi i odrzucania zych - bez tego moje dziaanie, jak przed bram zamku, utknie w natoku danych i chaosie (i zator gotowy). brak systemu regulacji w ewolucji oznacza chaos - cho i ich nadmiar szkodzi. w miar rozwoju miasta (czy umysu), w miar pozyskiwania energii ze wiata, budowle powikszaj si, rosn w poziomie i pionie. a nawet, co rwnie jest wane, tworz si jako cig kolejnych warstw w ukadzie - "odkadaj" si i tworz uwarstwion, historyczn struktur (w pionie), ktra dysponuje swoj aktualn (w poziomie) chwil "teraz". jeden "budynek" (abstrakcja) powstaje jako kontynuacja poprzedniego, zmienia si "gabarytami", ale funkcja si nie zmienia (to nadal budynek). od "lepianki" po "wieowiec", od jednowymiarowej struktury po wielopoziomowy i wielowymiarowy stan uporzdkowania energii. od losowo umiejscowionego "odoenia" informacji, po uporzdkowan oraz cile ponumerowan jej lokalizacj. zwracam na to uwag, przy duej iloci danych musz pojawi si "numery" na domach, kodowanie ulic i caych dzielnic - nazwy i nazwiska "obywateli" itd. ju nie wystarczy osobista znajomo, ale musz dysponowa "adresem", eby trafi w interesujcy mnie punkt. miasto(umys) obrasta materi - a osobnikowi yje si dostatniej.
42

model miasta-mzgu dlatego jest tak dobry, e oddaje wszelkie procesy, i to w skali pozwalajcej zobaczy, a take zrozumie wszelkie szczegy. od rejonw kierujcych, ktre speniaj rol "centrali" zawiadujcej funkcjonowaniem ca struktur (w jej fizycznym i "uduchowionym" zakresie), czyli s stanem, poziomem wiadomoci ukadu - przez wszystkie cigi komunikacyjne skadajce na organizm i po ktrych przemieszcza si jednoczenie w obie strony energia (proces kodowania-dekodowania) - a po samotworzenie si i samoograniczanie tego procesu. - zwracam uwag, e czna charakterystyka takiego ukadu, tu miasta czy umysu, nabiera "osobowoci", zaczyna si "objawia" zauwaalnie "duch", indywidualno. zbiorowisko swobodnych oraz niezalenych mieszkacw ksztatuje "ducha miasta", a zbiorowisko komrek wraz z "zasiedlajcymi" je abstrakcjami, staje si osobowoci. - miasto, analogicznie jak umys, staje si, jest yjc i skomplikowan struktur, tak we fragmentach, jak w caoci. osobowo miasta to procedury ruchu komunikacyjnego, take budowle, parkingi, biblioteki, muzea, wysypiska mieci - to rnego rodzaju poczenia midzy budynkami (neuronami - czy zespoami budynkw) - to take rozplanowanie sieci ulic i trasy przelotw nad miastem - rwnie natenie lub osabienie ruchu zalenie od pory dnia - zatory (kraksy, rne zaway komunikacyjne) burzenie i budowanie pojedynczych obiektw lub caych dzielnic, parki i miejsca uznane za teren rozrywki - i uniwersytety i wybuchy naturalne, ale take zamachy terrorystyczne - pojazdy uprzywilejowane i "codzienne"... itd. itp. miasto to dostpny dla mnie w swojej dynamicznej przemianie ukad, ktry spenia rol analogiczn do funkcjonowania mojego mzgu. funkcja jest ta sama na/w kadym poziomie - i w znacznym stopniu ju dzi. a parzcie miasto ronie (i komplikuje si), jego obecna zabudowa jest tylko etapem, fragmentem, aktualnym szczytem przemian - ale nie ostatnim moliwym punktem. przecie narastanie komplikacji biegnie dalej. o ile bdzie dopyw energii (dowolnie pojtej) do miasta, ono si rozbuduje, w kadym moliwym kierunku. dlatego w tym momencie analizy model w postaci "miasta" powinien zosta odrzucony (a proces analizy odwrcony), tu kocz si jego przydatne dla mnie cechy. obecnie to miasto, przewidywanie rozwoju miasta moe by modelowane struktur mzgu, ktr ju dzi obserwuj. to, co moe wytworzy w przyszoci miasto, mzg, ewolucja mzgu ju dawno powoaa do istnienia. rozwizania dylematw, ktre dzi maj urbanici, mona szuka w konstrukcji umysu (albo innego podobnego procesu), te problemy zostay ju po wielekro "przemylane". - potrzebne s szlaki komunikacyjne, szerokie i w miar mao kolizyjne, musz by systemy dostarczania pokarmu i odbioru nieczystoci. musi istnie wielowymiarowy transport, jak i energetyczne okablowanie na takim etapie czno nie moe ju si opiera na posacu (wic nonik chemiczny w mzgu), ale musi korzysta z elektronw, a nawet prdko wietlnego promienia musi by wprzgnita w procesy. miasto ju obecnie korzysta z tych wszystkich poziomw, a przecie bdzie si jeszcze komplikowao. gwnie rozchodzi si tu o zabudow "pomidzy" budynkami, faktami wybudowanymi pionowo w ukadzie (komrkami czy abstrakcjami). na dzi, bardzo niemiao, przede wszystkim z powodw technologicznych (braku odpowiednich materiaw), nie mona miasta zabudowywa w pionie. nie chodzi o wieowce, bo mury pn si do gry, ale o zagospodarowanie przestrzeni pomidzy budowlami "na wysokoci". jeeli chc przej z jednego ukadu do drugiego, musz zej do fundamentw i nastpnie wdrapa si na ssiedni struktur. strata czasu. przecie mona wdrowa w tej samej warstwie, na przykad na setnym pitrze. i oczywicie nie chodzi o banalne przemieszczanie si midzy ssiednimi budowlami, ale o ruch w ramach caego ukadu. e to ju si dzieje choby w metrze, prawda - ale tu chodzi o ca tak zakrelon i opisywan struktur miasta-mzgu, a nie poruszanie si po "korytarzach pionowo-poziomych". miasto, rozwj miasta posiada jeszcze przed sob sporo moliwoci zagszczania si. i warto czerpa z wzorcw, ktre si wielorako sprawdziy.
43

- umys - jako sfera, kula ewolucji - zoenie warstw - czasoprzestrze omiowymiarowa - struktura geometryczna i energetyczna umysu - wiadomo odwouj si w tym miejscu do opisw ewolucji jako procesu omiowymiarowego i przebiegajcego jako zoenie czasoprzestrzeni chwilowych. poniewa przy omawianiu sfery ewolucji nie byo zbyt wielu powodw do pogbionego opisu mzgu, a zwaszcza przeoenia tych oglnych zasad na konkretn budow tego ukadu, powracam do zagadnienia - bo jest wany (nawet bardzo wany). to, e z pobienego nawet ogldu wida kulisto struktury (mniej wicej), z tego nie wynika jeszcze, e jest to przebieg omiowymiarowy. - wrcz przeciwnie, mog powiedzie, e budowa umysu, jego konkretna i fizyczna, na co dzie w lustrze obserwowana "gowiasta" posta, tak dalece przesania obraz oraz dominuje w analizie, e trudno przez to si przebi. czemu nie naley si dziwi, to w obserwacji (i badaniu) jedyny dostpny dla mnie fakt. natomiast kiedy odnie rejestrowany ksztat mzgu do wielowymiarowoci, wida wwczas wyranie, e postrzegam jedynie "naskrek", warstw zewntrzn zjawiska, e ograniczam si do powierzchni. powierzchni w rozumieniu, e widz (i badam) przebiegi, stany "pytkie", ktre realizuj si powierzchniowo. - podkrelam kolejny raz, nie ma znaczenia, jak gboko sigam przyrzdem (czy skalpelem) w struktur, to zawsze jest obraz powierzchni zjawiska, "widz" tylko poziom fizyczny - a ten z zasady jest mi dostpny "z zewntrz". obserwuj przeskakujc w umyle "iskr", ktra biegnie pomidzy komrkami (a ja co czuj lub buduj symbol, abstrakcj dotyczc wiata) - ale to tylko energetyczny szlak, lad takiej ewolucji w mzgu, to jest zawsze-i-wycznie "fizyczna powierzchnia" procesu wydarzenie dla mnie pene i skoczone, ale ktre logicznie siga gboko i daleko. widz wszystko, co mog - a zarazem jest to niebywale skromna cz wszystkiego. umys, jego ksztat, a zwaszcza funkcjonowanie (take funkcja), przynaley, zawiera si w rodku ewolucji. nie ma bardziej rodkowego zjawiska w ramach "tego wszystkiego". to rodek - szczyt procesw (albo "dno" w innym ujciu). to stan brzegowy, ktrego maksymalnym i te brzegowym (i "punktowym") stanem jest wiadomo - i moje z tego punktu postrzeganie rzeczywistoci. mwiem wielokrotnie, e na fakt mojego samookrelenia si i wiadomego odbierania wiata, skada si wszystko, co w Kosmosie moe si zdarzy. jestem, jako byt, rozcignity w nieskoczonoci, a fundamentem mojego istnienia jest wieczno, jednak ten konkretny i jedyny ksztat ukadu, to wynik rnorodnych naciskw idcych od rodowiska (bardzo szeroko pojtego, take znajdujcego si w moim ciele), to efekt "przeoenia" logicznej reguy procesu w realny i namacalny geometryczno-energetyczny przebieg. logiczna wielowymiarowo nie wciela si bezporednio w ciao, to kadorazowo jest "uzgodnienie" ze stanem zastanym i na tej podstawie budowanie kolejnej warstwy. dlatego w tym miejscu musz spyta o to, jak to si dokonao (i dokonuje) w przypadku mzgu? dlaczego ta struktura wyglda tak, jak wyglda i co oznacza to w odniesieniu do logicznej, wic idealnej postaci procesu, ktr podpowiada zdefiniowanie czasoprzestrzenne? s to pytania wane z tego powodu, e obraz, "przewietlenie", jak dziaa i dlaczego tak, to warunek zrozumienia. - zgoda, brzmi to bardzo oglnikowo, jednak w tym momencie omawiam sam siebie, ale w odniesieniu do poznanych regu i tu ustalenie jest jednoznaczne: znaczenia nie ma, czy mwi o mzgu, atomie, czy wszechwiecie, to jest kadorazowo taki sam i tak samo "deformowany" proces energetyczny. jestem elementem ewolucji wyszego rzdu, ale zmieniam si tak samo, jak kady wyrniony poziom nie jestem "obcym", przypadkowo w wiat zaplatanym i ulotnym "duchem", ale take nie jestem "dziwem", wybrykiem ewolucji. i trzeba z tego wycign wnioski. jam ko z koci, krew z krwi - (wielowymiarowo) tutejszy.
44

- umys - budowa najwaniejszym ustaleniem, ktre wynika z poznania praw ewolucji jako fakt oczywisty, jest stwierdzenie, e umys naleny do rodka procesu. e zawiera si w ramach wszechwiata w jego centralnej maksymalnie strefie - ale i sam, w swoim funkcjonowaniu, rwnie realizuje, dziaa w oparciu o "rodkowanie". jego obserwowane stronne uoenie jest wic wynikiem, efektem tego procesu i musi pojawi si to jako ustalenie generalne. jaki to wniosek? e konstrukcja umysu i jego dziaania jest oraz musi by w kadym rozumieniu rodkowa. w kadym, podkrelam to. warto w tej analizie wyj od obrazu, ksztatu mzgu, ktry postrzegam czy to jako sam biakow i komrkow struktur, czy wraz z kostn otoczk. oto mam do dyspozycji konkretny narzd, czy dostrzegam w nim stan rodkowy? zapewne co mog uzna za fizyczny rodek, take gdzie geometrycznie lini dzielc na strony mog przeprowadzi, to aden problem. w takim przypadku o symetrii podzieli mi ukad na pkule z im przypisanymi funkcjami, a nawet dostrzeg zalenoci w rozkadzie. ale - czy to wszystko, czy o taki poziom poznania w tym miejscu mi si rozchodzi? czy warto, czy mog i musz si do tego, bardzo w sumie banalnego dziaania ogranicza (przeprowadzanego w kadym porzdnym laboratorium i na rne sposoby) - czy to ju wszystko? nie. zasadniczo nie wszystko. jest druga strona tego "czego", co uznaj za centralny element mojego istnienia w wiecie czyli przeoenie logicznej zasady na fizyczny i konkretny ksztat. co ustalam w badaniu mzgu, w jego fizycznej i jedynie dostpnej mi postaci? e rodkiem, pojtym jako ewolucyjnie najwaniejszy dla mnie obszar ukadu, e takim regionem w mzgu s paty czoowe. tu znajduje si to, co stanowi gwny (dla niektrych "uduchowiony") zakres mojej osobowoci. - pozostae i rnie rozoone "w paszczynie" umysu struktury, to w takim zobrazowaniu "podbudowa", dopenienie. warunkuj procesy, s integraln czci caoci, ale dla mnie przednia cz mzgu stanowi sedno czowieka (czowieczestwa) i jego moliwoci. w toku osobniczej ewolucji (i umysu jako zbioru) jest to najpniejsza i przez to zapewne w takiej skali skomplikowania tylko do mnie przypisana struktura w "piramidzie rozumw". gdzie "na dnie", na/w spodzie tej piramidy znajduj si ukady, w ktrych dominuje mdek (a ktry mieci si fizycznie, mniej wicej, w rodku fizycznej konstrukcji), ale im wyej na tej drabinie, tym wicej struktury "czoowej", ktra fizycznie mieci si "z boku". - co z tego wynika? przecie to bezporednio mona wyczyta z zapisu - struktury fizycznie lece z boku, czyli te zawierajce "procesy wysze", s w samym logicznym rodku zjawisk, czyli "na dnie" ("szczycie" piramidy). to jest wanie "punkt", w ktrym realizuje si, ale na podbudowie pozostaych warstw, osobowo. nie wiadomo, poniewa ta jest funkcj caego i idcego przez wszystkie warstwy procesu (i brzegowo punktowego, chwilowego) strefa czoowa to "magazyn" najbardziej skomplikowanych elementw ukadu, ktre s skadnikiem osobowoci. - zarazem, zwracam na to uwag, to, co fizycznie jest w tej konstrukcji centraln czci i struktur powsta najwczeniej, jest logicznie na brzegu, znajduje si - "otacza" wszystkie pozostae warstwy. w przypadku umysu, "przetumaczona" na fizyczn budow logiczna regua zjawisk, przynosi bardzo interesujc konstatacj - e to, co lokuje si w rodku, to struktury brzegowe procesu, a to, co brzegowe, jest maksymalnie rodkowe. i pne w ewolucji. paty czoowe, najdalej "wysunita" w wiat cz rozumnej konstrukcji, powstay w takim ksztacie dlatego, e tylko tor "w bok" by wolny - jest to jednak sam rodek logicznych przebiegw. nadbudowa wzgldem bazy w tym przypadku zrealizowaa si "ubocznie" (przywouj kiedy notowan myl, e ewolucja czasoprzestrzeni to w ogle "uboczne" zjawisko). umys realizuje si fizycznie jako proces "w poziomie" - ale logicznie obrazuje si, wpisuje si "w pionow" piramid, jest omiowymiarowym procesem sferycznym.
45

- wiadomo - poziom operacyjny jak we wszechwiecie brzeg i rodek s wszdzie, tak samo w umyle nie mog przeprowadzi lokalnej i punktowej fizycznie lokalizacji "wiadomoci" bo jej po prostu nie ma. to, co uznaj za wiadomo, co dla mnie oznacza stan, e jestem - to nie jest ani adna konkretna struktura w ukadzie, ani take jednostkowo dziejca si funkcja. wiadomo to cao, wszystkie poziomy i wszelkie procesy - to praca caego ukadu. ale w jednej oraz zbornej "chwili" umysu (jednoci energetycznej). realizuje si jako jedna i brzegowa warstwa aktualna (i kilkuelementowa), ale na podbudowie caoci. piramida ma szczyt, ale poniej s wszystkie poziomy, ktre ten szczyt "wynosz" w gr. dlatego rozpatrywanie wiadomoci bez tej podbudowy jest nieporozumieniem. - "ja" to umys. cay umys. poniewa wiadomo to cao procesw, ktre dziej si w "historycznej" (i rozcignitej w czasie i przestrzeni) strukturze, ale z zakoczeniem w chwili aktualnej (i zawsze "punktowo"), to adnym pomiarem tego procesu nie zbadam. mog si do niego przyblia i "drobi" skadniki - jednak jako byt znajduj si w "teraz" wiata, czyli "na przeciciu" byego i nadchodzcego, dlatego aden przyrzd tego stanu nie uchwyci. dlaczego? poniewa struktur dwustronn i omiowymiarow jestem tylko ja. - jestem jedynym "przyrzdem", ktry moe to odczu. nie bada, ale odczu. bo kade moje badanie jest ju dziaaniem stronnym, a przez to niepenym. skutkiem tego, e nigdy nie mona postrzega czasoprzestrzeni w jej aktualnoci, dlatego take obserwowanie i analizowanie wydarze w obrbie umysu przybiera form procesu rozmytego i rozcigajcego si na wiele lokalnych stref i punktw. nauka badajc umys, rejestruje ju wysoki, mocno rozwleczony w czasie i przestrzeni fakt, nigdy jednostk zmiany. w efekcie widzi j rozproszon w odlegych miejscach. to, co stanowi jedno i jeden fakt z pracy umysu, realizuje si jednoczenie w wielu punktach i na rnych poziomach. analiza liniowa i nastpcza (a przede wszystkim, co wane, powierzchniowa) "szatkuje" t jedno, przez co poznanie caoci okazuje si trudne lub niemoliwe. owszem, mog wyrni zasadnicze dla mojego "ja" warstwy i miejsca w mzgu, stwierdzi, e zaburzenia i wyadowania w patach czoowych (tym bardziej w okolicy skroniowej) niszcz integralno osobnicz (sabiej lub mocniej), jednak nie znajd w mzgu adnego przedziau cile i tylko do poziomu wiadomoci ograniczonego. dlatego go nie wska - e nie ma stanu, chwili, miejsca w umyle, ktry odpowiada za wiadomo cao mzgu jest potrzeba do zbudowania (i budowania) si wiadomoci. wiadomo to wszystko, co mnie stanowi, to wypadkowa forma dziaania mzgu, ktra jest mn. - ale, tak po prawdzie (i w peni szczerze mwic), poziom "wiadomo" jest mao ciekawym poziomem, przecie to "zakres" brzegowy oraz koczcy wydarzenia. szczyt procesw, "szczyt piramidy" - ale zarazem przez to "wski", czyli may i atwy do zniszczenia. gdyby nie dziejce si na/w nim operacje na abstrakcjach, byy "jedynie" stanem osobliwym, i nic wicej. taki "punkt osobliwy" musi si wytworzy w wielowymiarowej ewolucji, ale c ciekawego jest na/w brzegu poza samym brzegiem? to nie wiadomo "jako taka" jest wana, tylko pewien, ju do niczego innego nieredukowalny energetyczny proces. czyli? to operacje na "poziomie operacyjnym" s tym, co mnie stanowi - to jest ta moja nieustanna rozmowa ze sob. nie punkt w/na brzegu, tylko pojawiajce si i wzajemnie na siebie dziaajce abstrakcje s mn, strumie wiadomoci dziejcy si "tu przed" brzegiem jest mn. - to poziom o "jeden kwant" przed osobliwoci jest dla mnie szczeglnie wanym poziomem jest najwaniejszy, jeeli mog takiej gradacji uy, poniewa zachodzca tu zmiana to "ja". to poziom najwaniejszy, ale bezporednio dostpny jedynie w opisie (odczuciu). w opisie, ktry zarazem na/w tym poziomie si tworzy i ktry tego poziomu dotyczy. tu opis sam siebie opisuje-doznaje tutaj umys sam siebie analizuje. i niczego wicej (w zmianie) ju by nie moe.
46

- umys - poziom operacyjny wyodrbnienie w analizie umysu "poziomu wiadomoci" jest tak samo umowne, jak kadego innego z ewolucyjnych zakresw, jako co odrbnego nie istnieje, jest wytworem niej lecych zjawisk. jednak skoro wiadomo jest najwyszym poziomem, pojawia si pytanie: czy w obrb tego zakresu wchodzi wszystko, co dzieje si niej? - czy, mwic inaczej, kady proces niszego poziomu ma odbicie w/na "poziomie operacyjnym"? odpowied, jak zwykle, jest zoona: i tak, i nie. - jako elementarne stany, jako skadajce si na fizyczn posta procesu, takie elementy maj swoj reprezentacj w tym, co si ostatecznie pojawia w wiadomoci. przez sam fakt, e mylenie to przebieg energetyczny zarazem kodowania i dekodowania, aktualno-historyczny - ju to decyduje o tym, e w kocowej warstwie poprzednie si jako objawiaj. nie byoby tego ostatniego poziomu, gdyby nie wczeniejsze. ale, zrozumiae, nie ma zarazem moliwoci, eby wszystkie elementy i w penej postaci si tutaj pojawiay. nie ma ani moliwoci, ani takiej potrzeby. to, co ju wypracowane (opanowane i wyuczone), nie musi si pojawia w polu wiadomoci, bo bdzie skutecznie przeszkadzao w dziaaniu. kiedy bd kontrolowa kady mj krok (albo jego skadowe), najpewniej adnego kroku nie wykonam, bo dojdzie do przecienia umysu trudem analizy ogromu szczegw. yciowa konieczno (ale i regua ewolucji) zmusza do uczenia si zachowa automatycznych, bo uczestniczenie w wiecie bez takich zachowa nie jest moliwe. poziom automatycznego, a wic szybkiego "obrabiania" danych, nie musi by uwiadamianym, wanie ze wzgldu na wybudowanie si stabilnego i ju sprawdzonego w dziaaniu energetycznego "kanau" - jednak moe by "wywoany". w razie potrzeby moe przebi si na poziom wiadomej analizy, moe zosta na nowo przebudowany w odpowiedzi na zmienno warunkw - ale nie jest niezbdny. odruchy s zaburzane, kiedy w nie ingeruje powolna w sumie wiadomo i jej reguy. nawyki, czyli stae formy zachowania (w miar stae), ktre mona nazwa "stabilizatorami", bo pozwalaj na sprawne zachowanie (a przez to take skuteczne w podobnych warunkach), te zachowania nie musz dociera do poziomu wiadomoci. drobne, wyuczone reakcje (czy zespoy reakcji), to nie jest element, ktry musi podlega nieustannie analizowaniu, mona go zastosowa poprawnie jako automatyzm. - owszem, kiedy by w centrum uwagi i stanowi problem, jednak powtrzony ju wielokrotnie i sprawdzony, zeszed "niej", w obszar "odruchu" (ewolucji o postaci "penej", ktra nie musi dociera ju do brzegu, do osobliwoci). po duszym okresie uczestniczenia osobnika (umysu) w ewolucji wiata, nie tylko fakty skadowe abstrakcji (np. "zgoski") wchodz w obszar reakcji automatycznych, ale take zbiory "sw" i "cae zdania" - a nawet, w szczeglnie zabudowanym abstrakcjami umyle, zbiory zbiorw (np. abstrakcje kodujce systemy filozoficzne). co, co wczeniej byo elementem wydarze wiadomych, nie musi ju zajmowa tego poziomu - i te, ze swojej "osobliwej" natury ograniczone zasoby (przestrzeni i czasu), mog by uwolnione do zada szczeglnie wanych (wyszych). elementy znajdujce si w umyle, nawet te najdrobniejsze (fizycznie lub psychicznie), byy kiedy w moim yciorysie elementami wiadomoci i przeszy przez warstw aktualn - eby nastpnie "opa" niej. w mzgu nie ma elementu, ktry by nie zosta "przepracowany" - to wszystko jest moje - to wszystko jestem "ja" to wszystko to "osobliwie osobliwa osobliwo". co oczywiste, co rwnie atwo zauway w codziennym funkcjonowaniu umysu, automatyzmy nie wnosz przyjemnoci. s koniecznoci i pomagaj dziaa na co dzie, jednak jak czynno wielokrotnie powtarzana wydaje si nudna tak samo procesy automatyczne s dla mzgu niekiedy banaln, a czasami uciliw potrzeb. nowo, ruch, zestawianie elementw, budowanie obiektw (czy caych "dzielnic"), wyzwania "architektoniczne" - to jest ciekawe i "elektryzujce" dla umysu (bo s "wyadowania" i "byskawice"). umys lubi to, co zna ale kocha zdarzenia, ktrych jeszcze nie dowiadczy.
47

- pole operacyjne a wiadomo wniosek: nie wszystko moe oraz musi znale si w obrbie pola operacyjnego (wiadomoci). - ale nie tylko tak, powiem nawet wicej: nie wszystko, co w polu operacyjnym zaistnieje, musi si znale w obrbie wiadomoci. jeszcze inaczej, nie wszystko, co przedostanie si na poziom wiadomoci, bdzie tak dugo przebiegao, eby mogo by "zrozumiane". w czym rzecz? w tym, e czas, zakres tworzenia si abstrakcji w polu operacyjnym, na/w poziomie wiadomoci, jest na tyle dugi, a powizania w strumie energii skomplikowane (musz si przecie poszczeglne, kolejne pojcia wybudowa) - e moe doj do sytuacji, w ktrej pojawiajce si abstrakcje nie "zazbi" si o siebie, e zaistnieje pomidzy nimi na tyle dua przerwa, e uniemoliwi to "kontakt". - albo, to druga moliwa okoliczno, e nacisk sytuacyjny bdzie tak znaczcy, natok wydarze w takiej skali, e wystpi "gonitwa" i "deptanie sobie po pietach" budujcych si elementw. i w rezultacie proces rwnie nie uzyska stabilnej, dugotrwaej postaci. brak energii szkodzi, jednak jej nadmiar (w jednostce czasu) take jest utrudnieniem. a kiedy nie ma stabilizacji, to nie moe by dobrego, pogbionego analizowania - zrozumienia procesw (czy siebie). - i konieczne w tym kontekcie pytanie: jak szybko dziaa wiadomo? odpowied: wolno. to wyjania, dlaczego w strefie wiadomoci moe si nie "pomieci" abstrakcja, i to nawet dobrze opanowana. poniewa w polu operacyjnym abstrakcje tworz si jako ostatni poziom, czas potrzebny do ich "wyprodukowania" jest znaczny. zanim rozrzucone skadowe si zcz, musi upyn "chwila" c, zoenie, "zaptlenie" wielowymiarowego procesu trwa. w tym miejscu musi pojawia si konieczne wyjanienie dlaczego stwierdzam, e dziejca si na/w poziomie operacyjnym, czyli w warstwie wiadomoci "tu przed brzegiem", ewolucja nie moe zosta zrozumiana, uwiadomiona? przecie jeeli mwi, e poziom wiadomoci jest najwyszym i ostatecznym w ewolucji, to zarazem, tak by wynikao, jest poziomem "zrozumienia" - ot nie. i nie ma w tym sprzecznoci. to atwo "odczu", kiedy "wgryza" si w swoje reakcje. owszem, czuj wyranie, e strumie wiadomoci si toczy i pojawiaj si w nim kolejne abstrakcje (pojcia, elementy) i e jest to jedynie mi dostpny poziom analizy (wanie analizy, siebie czy wiata), e "tu" si znajduje moje "ja" - jednak, warto na to zwrci uwag, poziom "zrozumienie" tego procesu jest niejako "powyej", "nad", czy "poza" t rzek energetycznych przemian. wiadomo "pynie", goszcz w niej kolejne pojcia (abstrakcje), ale to, e "wiem", co to jest i to "rozumiem" - to znajduje si poza tym cigiem zjawisk, lokuje si "wyej". posiadam w polu operacyjnym (czyli w przedziale operacji chwilowych) zawsze tylko kilka elementw, przez psychologi rejestrowanych w iloci 7 (+/- 2), tylko e ich "zsumowanie", "zrozumienie" jest poza nimi. i jest to oczywiste, skoro wiadomo jest punktowym i brzegowym zdarzeniem, nie moe si skada z kilku elementw. warstwa kwantowa, poziom wiadomoci jest ostatnim - ale "poza" nim jest "zrozumienie" tego procesu. i tak wyznaczony zakres "pola operacyjnego" jest rzeczywicie ostatni warstw - ale ostatni odmieniajc si warstw przed "bezruchem" osobliwoci ("ja"). wiadomo to kilkuelementowy poziom, natomiast zrozumienie, osobliwo, to jedno to punkt. mwic inaczej, moja wiadomo jest przedziaem ewolucyjnych zjawisk, ale jest wanie przedziaem, nie punktem brzegowym. jest zakresem granicznym i maksymalnym, jednak to jeszcze nie koniec, posiada swoje "ukoronowanie" i zakoczenie w punkcie - w jednoci "zrozumienia". wiadomo jest przedziaem wydarze, ktry si koczy i musi si skoczy "powyej" i punktowo (czyli w bezruchu), ale w polu operacyjnym jeszcze si toczy. powiem to w nastpujcy sposb - wiadomo to poziom, na/w ktrym co jeszcze si dzieje, jest ruch i ycie, tu abstrakcje "hasaj", pojawiaj si i gin myli rnego kalibru i znaczenia - ale "zrozumienie" tego "ruchu" dokonuje si "o kwant" wyej, ju na/w brzegu, w osobliwoci. a osobliwo to "spokj" brzegu, to punkt koczcy proces. i jako taki ley poza zmian.
48

"aberracje" umysu

49

- "aberracje" umysu - abstrakcje bdne aberracje umysu? nie, nie ma czego takiego, std cudzysw w tytule. - nie ma aberracyjnych abstrakcji produkowanych przez umys. ale z zastrzeeniem, e chodzi o jednostk, osob lub jako zborn w swych reakcjach i zamknit zbiorowo (brak w jej ramach punktu odniesienia i moliwoci weryfikacji uytkowanych poj). - jeeli stwierdzam, e postrzegam otoczenie zawsze z pozycji konkretnego ukadu - jeeli ustalam, e nic wicej poza abstrakcjami powstaymi w tym umyle nie ma i e to cay wiat, to wytworzone tak pojcia musz by i s poprawne - poniewa nie ma skali porwnawczej. a kiedy nie mam skali odniesienia, to rwnie nie mam sposobu, adnych moliwoci ustalenia "wartoci" abstrakcji oraz ich gradacji. logicznie punkt od punktu niczym si nie rni, jednostka i jej abstrakcje s w kadym przypadku rwnowane wobec innych i jeeli istniej, i jeeli pozwalaj przemieszcza si w rodowisku, s poprawne. wic o "aberracjach" umysu mwi nie mog. abstrakcje osobnicze s systemem, ktry odzwierciedla w sobie yciorys tego osobnika i jego sposb postrzegania wiata, dlatego musi by wydajny bowiem istnieje. oczywiste i zrozumiae, e kiedy wprowadz do analizy zewntrzny ukad odniesienia, czyli rzeczywisto z jej fizycznymi waciwociami, mog okreli poszczeglne abstrakcje i systemy definiujce wiat z uwagi na ich wydajno. i wwczas mog powiedzie, e ten konkretny opis otoczenia pozwala przeby w nim nastpujcy dystans oraz zdoby tyle energii, a inny jest pod tym wzgldem lepszy lub gorszy. - przy czym, co wane, nie ma w takim ujciu miejsca na abstrakcje absolutnie dobre czy ze, bo kade pojcie budowane w umyle jest jako poprawne. moe by mao przydatne dla mnie i mojego ogldu otoczenia, ale jednoczenie dla jego waciciela oznacza bdzie sens ycia - w tym konkretnym ukadzie moe by wartoci maksymaln i poprawn. nie ma miejsca na abstrakcje definitywnie bdne, poniewa jeeli istnieje ukad je tworzcy i pokonuje przy ich pomocy rodowisko, to s to dobre i poprawnie zweryfikowane symbole wiata. - oczywicie zdarza si, e osobnik stosujcy abstrakcje odczuwa dyskomfort w swoich relacjach z otoczeniem, moe by nawet wiadom, e traci siy na szamotanie si w realiach, tylko e nie ma innych poj, a radykalna zmiana nie jest moliwa bez utraty tosamoci (i w ogle niemoliwa w gbokiej warstwie). zreszt taka zmiana to proces dugotrway oraz trudny, moe si odbywa tylko krokami (kwantowymi). zmiana zasadnicza a naga, to powane zagroenie dla stabilnoci takiego ukadu - w skrajnym przypadku nawet miertelne. nawiasem, pytanie z repertuaru zasadniczych: czy w takiej sytuacji mam prawo pomaga w zmianie owego systemu, czy mog wchodzi w zbir poj innego bytu i go odmienia (bo uznaj, e mj jest sprawniejszy, lepszy)? kiedy na tak pomoc druga strona jest przygotowana i jej potrzebuje, nie powinno by to dylematem (ale zawsze jest to kwestia do oceny). natomiast kopot pojawia si wwczas, kiedy zmiana oznacza gbok przebudow takiego systemu poj, ale jednoczenie brak na to wyranej zgody - czy mam do tego prawo? czy mog "w imi dobra" (jakiego) wpywa na abstrakcje, ktre oznaczaj inn osobowo i zarazem s skorelowane z warunkami, w ktrych ukad istnieje? nie bd tu podawa przykadw, bowiem dotyczy to jednostek i zbiorowoci, jednak takich dziaa podejmowanych "z pobudek" byo w historii sporo, natomiast pytanie wydaje si wane, a odpowied nie jest oczywist. co wicej, dylemat dotyczy wszelkiego rodzaju ukadw, ktrych dziaanie oparte jest na abstrakcjach, i nie mona go zawa tylko do czowieka, chodzi take o zwierzta. a za chwil przybierze to posta mylcej struktury technicznej i wwczas zagadnienie (wyczy - nie wyczy?) nabierze bardzo ostrej postaci. nawet nie sil si na nakrelenie zgrubnych granic dla tak pojtej wolnoci osobniczej, problem jednak jest i musi by rozstrzygany (zawsze i cigle). i ze wiadomoci, e "trudno by bogiem".
50

- abstrakcje "bdne" abstrakcje, ktre mona okreli jako "zboczone" (art, ale z odniesieniami), powstaj w ukadzie i nie jest im dana szansa weryfikacji. i nie mam tu na myli wycznie produkcji umysu w czasie snu, ale odnosi si to do wszelkiej aktywnoci mzgu, ktra nie moe zosta sprawdzona. dotyczy to jednostki, ale rwnie zbiorowoci, ktra operuje wycznie wasnymi pojciami. dotyczy to abstrakcji, ktre z zasady nie mog by zweryfikowane tu i teraz, poniewa wykracza to poza zakres moliwoci ukadu (np. "niebo", "dusza", moliwo latania, druga strona ksiyca, kosmos itp.). normaln kolej rzeczy, kiedy umys wyprodukuje abstrakcj z elementw posiadanych (ktre byy wytworzone wczeniej i jako maj si do wiata), nastpuje ich weryfikacja, tworzy si acuch zdarze: abstrakcja - dowiadczenie abstrakcja... ale w przypadku abstrakcji "aberracyjnej" (np. sennej), ktra ksztatuje si w formule duej dowolnoci czenia elementw, wspomniany schemat si urywa, przybiera wic posta: abstrakcja - i koniec. a raczej, eby by dokadnym, powyszy schemat (wielokrotne sprawdzanie) oczywicie jest zachowany, zawsze musi by zachowany - tylko zmienia si punkt odniesienia. o ile w czasie "snu na jawie" (czyli normalnego dziaania umysu) odniesieniem jest realny wiat zewntrzny, o tyle w trakcie majakw nocnych obszarem weryfikacji i punktem odniesienia jest sam umys i jego zawarto. mam barier, fizyczn cian odcinajc mnie od wiata (zamknite oczy, czy zamknite granice do kontaktowania si z innymi) ale poniewa musz odnosi abstrakcje do czego, to odnosz je (si rzeczy) do innych abstrakcji. eksperyment sprawdzajcy jest prowadzony poprawnie, tylko elementy na wejciu i wyjciu odnosz si do siebie samych. czyli abstrakcja dostarcza podstawy do dowiadczenia, jest treci dowiadczenia i take wnioski musz opiera si na tyme dowiadczeniu. wic czy mona si dziwi, e jest i poprawna, i doskonale objania (wszystko)? umys sam wytwarza "byty", sam przeprowadza dalsze etapy ewolucji na tak wytworzonych abstrakcjach i sam nastpnie ustala, czy kolejne formy ewolucji s, czy te nie s poprawne. e niekiedy w trakcie snu pojawia si myl, e to sen i e "co tu nie gra", to "przebitka" ze wiata "na jawie", efekt regu, ktre stosuje si na co dzie, a ktre w chwili nienia s zaburzone. ale na krtko. bowiem za chwil ukad ponownie popada w samozaspokojenie (abstrakcyjne). podkrelam, nie dotyczy to wycznie snu, jaw przecie ni wraz z innymi i przy pomocy tych samych abstrakcji. nie odnosi si to wycznie do "prostego" rozumu, ale kadego dziaajcego centralnego orodka nerwowego. eby si nie pastwi nad religi i jej "fantazjami", inny przykad, odniesienie do nauki i tzw. "wiatw rwnolegych". czy jest to abstrakcja wywiedziona poprawnie z poprzednich? ale tak, jak najbardziej. czy ma w sobie sensown tre - tak, ale. czy s takie wiaty, ktre istniej "tu-i-teraz"? nie, i nigdy nie. to typowa abstrakcja w dowodzeniu sama z siebie. jako pojcie dobrze mieci si w przyjtych schematach (i wzorach), ale poniewa z zasady zweryfikowana by nie moe, obraca si w kole dowodzenia. i produkuje kolejne abstrakcje, ktre w efekcie usamodzielniaj si i skutecznie przesaniaj wiat (rzeczywisto). ewolucja budowania pojcia poczyna si z kilku wyjciowych elementw, ktre musz odnosi si do otoczenia, ale dalej proces biegnie bez odwoywania si do niego. i wwczas mog powsta "wiaty rwnolege" albo inne chimery w takiej twrczoci nie ma adnej rnicy w mechanizmie powstawania abstrakcji. jedyna rnica jest taka, e sankcja snu odrzuca byty skrajnie "zdeformowane" (niepokoi), natomiast sankcja tytuu naukowego nie zawsze potrafi mocno si objawi. a e "wiaty inne" s gdzie i kiedy? owszem, s. tylko nie tu obok i nie we mnie. - jeeli nie mog zobaczy, wyodrbni (ustali) szczegw w trakcie tworzenia moich abstrakcji, a nie mog, poniewa to zakres ciemny, to moja produkcja poj na jawie niebezpiecznie zblia si do sennego zwidzenia - i bez fizycznej weryfikacji nigdy si z "majakw" nie wyzwol. kiedy rozum pi, abstrakcje szalej.
51

- abstrakcje "bdne", przykad - "telepatia" lista irracjonalnych, sabo przystajcych do wiata abstrakcji jest spora (a nawet pokana) i moe interesujce byoby omwienie choby kilku, ale nie jest to moim celem i zadaniem w tym miejscu. jednak chciabym si odnie do pewnego konkretu, i to w kontekcie tego, co ju pado, oraz tego, co dalej pojawi si w kolejnych punktach, poniewa sprawa posiada wielowymiarowe odniesienie (to do trafne sowo dla tego "zjawiska"). chodzi o "telepati". skoro dziaajcy umys z zasady nie moe wyprodukowa cakowicie bdnych i niezgodnych wobec mechaniki wiata abstrakcji, warto spyta i zastanowi si, czym posikuje si ta tak powszechnie (na poziomie dnia codziennego i w "twrczoci" popularnej) uywana abstrakcja - co si za tym kryje? dlaczego ma tak silne konotacje i dlaczego z jednej strony jest negowana, a z drugiej uznawana za fakt? czy tzw. "telepatia" to czysty wymys i "zboczona" abstrakcja? ot nie. i prosz o nie przerywanie lektury w tym momencie ani przeciwnikw, ani zwolennikw wzmiankowanego "zjawiska", poniewa zagadnienie zdefiniowa mona na poziomie (mniej wicej) zgodnym z oczekiwaniami obu stron. zapewne zwolennicy, przynajmniej w tej chwili, bd lekko zawiedzeni, jednak nie jest tak, eby ich podejcie z gry odrzuci. za "telepati" co faktycznie stoi, to sensowna (nawet rozumna) abstrakcja, ktra oddaje pewne procesy. - w czym rzecz? nie wchodzc obecnie w szczegowe definicje, "telepatia" to przekaz informacji na odlego. dlatego, w odniesieniu do umysu i tworzenia w nim abstrakcji, mona zaproponowa inne, nowe spojrzenie na to zagadnienie. a na pewno poszerzajce zakres dyskusji. i z tego powodu warto j zanalizowa. eby przesa na odlego informacj w dowolnej postaci, potrzebuj energii (i jeszcze raz energii), to nie moe si dzia "ot, tak sobie" ani w prni. a przecie umys to saba energetycznie konstrukcja (jako nadajnik), ale za to szalenie aroczna - co wicej, wysa sygna w otoczenie moe wycznie poprzez elementy porednie (nie ma przekazu bez nonika). dlatego, eby opr otoczenia pokona, potrzebne jest dziaanie - i to silne, a nie saby sygna na pograniczu odbioru przy pomocy najczulszych detektorw. e tego faktu nie przyjmuj zwolennicy "telepatii", mona to zrozumie, przecie s w szponach abstrakcji, dlatego nie dostrzegaj szczegw determinujcych taki przekaz. czy mona wic przekaza na odlego (a tym bardziej dowoln odlego, jak chc zwolennicy) sygna przez "twarde" rodowisko? i oczywista odpowied: nie mona, waciwoci ewolucji to raz i na zawsze zaatwiaj. nie istniej adne moliwoci, eby w odrbnym do mnie umyle pojawia si abstrakcja, ktrej ja bd przyczyn - w ujciu, ktre dominuje na dzi, jest to niemoliwe, i to z rnych powodw. - w ujciu na dzi, podkrelam. po pierwsze, bariera rodowiska, ktrej saby i skomplikowany zarazem sygna nie przebije (natychmiast zostanie odsiany). po drugie, odrbno kodowania w kadym umyle. owszem, s wsplne reguy budujce abstrakcje, ale kady tworzy je na wasne ryzyko i potrzeby. jak mam komu "przesa" sowo, czyli bardzo ju skomplikowan abstrakcj, skoro ja i ten drugi inaczej widzimy np. trjkt (te abstrakcj, ale "prost")? by moe daoby si "przesa" kwant, punkt - tylko e nic z tego nie wyniknie, poniewa kwant od kwantu niczym si nie rni, czyli nie ma przekazu danych. - dalej, np. zamierzam przekaza komu sowo "kocham", "mio", czy podobnie nacechowane emocjami i kierowane pod cisym adresem. przecie to sygna "do wiata", a nie do konkretnej osoby (struktury ewolucyjnej), wic albo trafi - albo nie. szkoda si wysila, bo moe trafi nie tego (t), co trzeba... a przecie do tej sownej abstrakcji, eby wywara podany efekt, niezbdne byoby dodanie caego emocjonalnego "zaplecza", ktre uwiarygodni, e jest to sygna wartociowy, a nie reklama z gazety, ktr akuratnie przegldam. dlatego sprawa staje si "piramidalnie" (wielowymiarowo) trudna i skomplikowana, to ju nie przekaz jednego sowa lub znaku, ale caego zasobu umysu - i co z takim fantem zrobi? nic.
52

nic nie robi poniewa, to oczywiste, takiego przekazu by nie moe. ale to jednak nie oznacza, e go nie ma. nie zamierzam naigrawa si ze zwolennikw "telepatii", bo nie ma to sensu i nie chc tego czyni. nie ma rwnie adnego znaczenia, czy taki przekaz jest ograniczony do metra, czy rozdzielaj nadawc i odbiorc tysice kilometrw - takie "co" nie istnieje. ale - i to jest gwny powd, dlaczego ten temat si pojawia w zapisie - jest to, wbrew pozorom, jak najbardziej racjonalne i poprawne ujcie wiata. dokadnie tak. pomimo swojej irracjonalnej (bdnej) bazy tumaczcej, jest to racjonalne zjawisko. ju sam fakt, e ta abstrakcja powstaje w umyle, ju to przydaje etykietk rozumnoci z samej zasady (i nie jest to bahy argument). jest jednak jeszcze inny, ciekawszy w tym wszystkim podtekst i gwna myl: "telepatia" istnieje. co takiego rzeczywicie jest faktem. tylko, obawiam si, e zwolennicy bd (nieco) zawiedzeni - cho nie powinni. przecie gboka tre abstrakcji odpowiada prawdzie, a e inaczej wygldaj szczegy, to ju sprawa uboczna. opis dziaania telepatycznego posiada, podkrelam to, jak najbardziej rozumne i gbokie znaczenie, oddaje pewien zakres reagowania rozumu, to zobrazowanie realnego, istniejcego procesu. - jakiego? kadego. kadego, ktrym operuje, ktrym dziaa na otoczenie umys. kiedy pisz, mwi lub tworz dowoln rzecz i w dowolnej formie, dziaam na otoczenie i je przeksztacam, nadaj mu posta zgodn z moimi mylami. czyli "wypyw" z mojego umysu, rzutowany w otoczenie, dokonuje w nim deformacji. przez nacisk moich myli, tak, jak to si zakada w telepatycznym dziaaniu, wpywam, i to bardzo skutecznie, na cao wydarze (bliszych i dalszych w czasie oraz przestrzeni). rzucam myl, a ewolucja j apie i przemieszcza do kolejnego bytu. jestem nadawc, ktry wykorzystuje rodowisko w zgodzie z jego waciwociami - i uzyskuj efekt w odbiorcy. tym razem ju wyrany. bo mog do napisanej kartki z yczeniami doda swoj podobizn czy gos w przekazie, a wic doda inne poziomy informacji, ktre s tak wane w relacjach. w prostym ujciu "telepatia" jest tworzeniem w innych zmian. jednak dokadnie ten sam efekt uzyskuj wrzucajc butelk z wiadomoci na rodku oceanu, ten sam efekt osigam, kiedy czytam ksik sprzed tysicy lat i z obszaru innej kultury. w kadym takim, obecnie ju rzeczywicie telepatycznym dziaaniu, dochodzi do mnie informacja-sygna ponad czasem i przestrzeni buduje si kana czcy nadawc i odbiorc. i dochodzi do aktu przekazania nawet najbardziej w swojej treci skomplikowanego "listu". nonikiem jest tu sama ewolucja i jej regua kodowania, z ktrej korzystam. a poniewa umys tworzy rwnie sam siebie, to mona nawet powiedzie, przecie zasadnie, e kade dziaanie w jego obrbie to telepatia - jest nadajcy, "ja", oraz odbierajcy - ja. a nonikiem jest fizyczna zawarto umysu. czyli kolejnymi krokami mog w ten sposb wpyn na swoje zachowanie i odmieni si. poddaem si telepatycznej sile. - jakie to proste. czytajc o zmaganiach herosw w wojnie o pikn, jestem telepatycznie, ponad czasy i przestrzenie (a nawet przez rne kultury), poczony z narratorem, ktry jest tego wiadkiem, czy nie jest to czystej wody telepatia? a kiedy ogldam na wystawie obraz i "chwytam" jego tre, czy to nie jest poczenie z twrc obrazu, i to poczenie cise? analizujc wzr matematyczny wrcz sigam Kosmosu, czyli nieskoczonoci-i-wiecznoci - telepatia maksymalna. kade postpowanie rozumu, ktre nastpnie zostaje rzutowane w otoczenie, to telepatia. telepatia zmienia wiat, a zwrotnie rwnie buduje na nowo umys. - abstrakcja, ktra powstaa jako uoglnione zdefiniowanie procesw, a ktr koduje sowo "telepatia", to poprawnie wywiedziona ze wiata cecha jednak poniewa jest abstrakcj wanie, nie dociera do szczegw (i podpoziomu). operujcy abstrakcj posiada wynik dziaa, ale wszelkie kroki prowadzce do niego znikaj w zakresie ciemnym oraz s nieuwiadamiane - logiczna tre procesu opisana jest poprawnie, ale jake daleko od fizycznej zawartoci.
53

- przyszo irracjonalizmw - nauka a pseudonauka - filozofia uproszczona mam oto tak sytuacje, e wytworzona w umyle abstrakcja jest jedyn a przez to z zasady prawdziw. moje abstrakcje podpowiadaj mi obraz wiata, i jest to jedynie dla mnie dostpne "zeskanowanie" rzeczywistoci, niczego innego nie mam. wszelkie posiadane przeze mnie pojcia s mn (to ja) - i moim, w rodku (wewntrznie) zarchiwizowanym "odbiciem" otoczenia. wszelkie abstrakcje, tak w bazie fizycznej, tak w logicznej nadbudowie, to zakres rozpoznanego przeze mnie obszaru, to granice mojej wyspy, z ktrej ogldam i definiuj wszystko wok. przy czym nie ma znaczenia, czy jest to "wyspa" jzyka (dowolnie ju pojtego), czy rzeczywista lokalizacja pord oceanu h2o - to zawsze (i tylko) jest wyspa. choroba odcinajca od otoczenia czy zamknicie oczu na wiat, czy decyzja wadz blokujca kontakt z innymi, symbole jzykowe, kultura, religia, nauka - wszelkie granice i abstrakcje tworz "wysp" w/na morzu rzeczywistoci, wyznaczaj zakres mojej swobody. a pojcia ("znaki" oddajce wiat) w ramach tak pojtego ukadu (jednostki czy zbiorowoci) s jedynie dostpnymi oraz, powtarzam, z zasady prawdziwymi (poprawnymi). obiektywnie mog wyznaczy w takim zbiorze zalety skadowych (skuteczno w pozyskiwaniu energii), ustal w zewntrznej ocenie kolejno na licie, jednak w ramach konkretnego ukadu tego zrobi nie mog, to zawsze jest jedynie dostpne, "punktowe" (i osobliwe) postrzeganie i opisywanie rzeczywistoci. nic wicej - nic mniej. z tego wynikaj wakie konsekwencje - zwaszcza dla nauki. oraz dla szeroko pojtych dziaa, ktre obieraj za gwny cel propagowanie i postpowanie wedug racjonalnego, czyli sprawdzonego (do pewnych granic) systemu poj. a sprawdzonego poprzez wielokrotnie eksperymenty - i nigdy pewnego do koca, i nigdy jako dogmat do wierzenia. - jeeli stwierdzam, e osobnicze abstrakcje (dowolne) s jedynie dostpnymi i poprawnymi z zaoenia to, jako obywatel wiata, ktry chce innego obywatela przekona do racjonalnych poj, musz z tego faktu wyprowadzi konsekwencje, wanie racjonalne. jeeli inny osobnik posiada ugruntowany zestaw danych o otoczeniu, to ani mam prawo dramatycznie szybko je zmienia (poniewa to moe da fatalny skutek), ani nie osign celu poprzez pohukiwanie i pouczanie (w imi racji), ani nie uzyskam potrzebnego i dugotrwaego efektu zmiany postaw. kiedy jednak chc tak zmian uzyska (ktra w oglnym bilansie poprawi dziaanie caego ukadu i poszerzy zakres racjonalnego dziaania jednostki i zbiorowoci), musz przej na pozycje, ktre wyznacza druga strona. w tym przypadku zestaw abstrakcji, jakimi ukad poddawany modyfikacji dysponuje. mona dziaa tylko tak, jak stanowi granice konkretnej wyspy, a nie moje zachcenia. eby przekaza "sygna" dalej, musz uwzgldni stan odbiorcy, poniewa kada nadmiarowo zostanie odcita, nawet nie zostanie zauwaona. dlaczego? przecie nie bdzie dla niej w odbierajcym ukadzie "rezonansu". mog wysila si niepomiernie, jednak brak u odbiorcy abstrakcji, ktra "odpowie" na wysyane przeze mnie sygnay, to uniemoliwi kontakt. - wiat jest taki, jak wydaje si, e jest - tak dla mnie, tak dla kadego. czyli nie przeskocz tego potu granicznego, mog go tylko zmienia. zmienia po kawaku i zawsze "od rodka" - kwantami. a to oznacza wejcie w zakres, ktry wyznacza (narzuca) druga strona, to ona okrela warunki. musz rwnie zaakceptowa i przyj do wiadomoci, e "filozofia uproszczona" to gwny typ pojmowania wiata przez wikszo elementw tego wiata. dotyczy to zbioru poj konkretnego osobnika, jak i zbiorowoci osobnikw. w jednostce zestaw poj ma formu (posta) piramidy, podobnie w spoecznoci. najbardziej powszechne i reprezentowane szeroko s pogldy "proste", uproszczone, ktrych nie mona w codziennym dziaaniu zweryfikowa. te sprawdzone i wielokrotnie stosowane odwouj si do najbliszego zakresu, i dlatego s pewnymi, tu mog wypowiada si kompetentnie. pozostae tworz zbir (zbiorowisko) mniej lub bardziej zdefiniowanych - a po najbardziej oglne ("na szczycie").
54

wicej - zasada filozofii uproszczonej dotyczy kadego ukadu, nawet bardzo pozornie racjonalnego (np. naukowego). wynika z oczywistego ograniczenia, e nie sposb pozna szczegw kadego zagadnienia, bo brak na to rodkw lub czasu (czy dostpu do rde). kady ukad to zbir danych opracowanych mniej albo bardziej fachowo, to zbir o "punktowo" pojtej fachowoci (stan penej wiedzy) i zarazem o maksymalnej iloci informacji z tej dziedziny oraz z fundamentem, najszerszym zakresem danych dotyczcym rzeczywistoci, ale te o "punktowo" (najmniejsza wiedza) pojtym zestawie informacji konkretnych z innych dziedzin. im szerzej i gbiej postrzega otoczenie umys (dua ilo punktw ogldu), tym sprawniejsze dziaanie. - ale zamiarem takiego osobnika nie moe by poszerzenie racjonalnego podejcia do otoczenia u innych (mniej "zasobnych" w wiedz struktur) za wszelk cen, poniewa to nie jest moliwe. za realny cel trzeba uzna stopniow zmian nastawienia w pozyskiwaniu danych i ich opracowywaniu - z pen wiadomoci ogranicze. - umys (dowolny) nie pozna wszystkiego i nie ma na to szansy, ale moe do wszystkiego krytycznie podchodzi, a to ju znaczy wiele. w konsekwencji, mimo e "piramida" wiedzy "modyfikowanego" osobnika pozostanie w niezmienionej postaci, to jednak jej zawarto ulegnie zasadniczej przebudowie. i o to chodzi. mwic inaczej - jeeli zamierzam "zwalcza" z pozycji racjonalnych pogldy, ktre uznaj za irracjonalne (bdne), musz wiadomie, podkrelam to sowo, wiadomie przystpi do budowania naukowej pseudonauki. - jeeli wiem, e kady ukad musi postpowa rozumnie, bowiem inaczej odpadnie z rozgrywki o istnienie - jeeli wiem, e kady ukad buduje sobie dostpne abstrakcje i s to jedyne abstrakcje - jeeli zarazem wiem, e zawsze bdzie to zbir danych w postaci "filozofii uproszczonej" - to musz si do tego dostosowa. a to ni mniej, ni wicej oznacza, ale budow systemu poj, ktry bdzie do przyjcia dla szerokich grup. nie ma innego wyjcia. i nie chodzi tu o popularyzacj nauki, czy szerzenie racjonalnego podejcia do wiata - tu idzie rzeczywicie o system, wiadomie i naukowo ksztatowany system "prostych" poj, ktry bdzie moliwy do szerokiego stosowania. jeeli wiem, e wikszo ludzi nie posiada i nie przyswoi sobie w duej skali informacji z obszaru nauki, to wina za taki stan rzeczy przecie nie znajduje si po stronie tych ludzi tylko tego, kto taki "zagmatwany" przekaz do nich wysya. dlatego dla dobra rozumu (oraz nauki) musz "wyprodukowa" logicznie poprawny zbir abstrakcji, ktry bdzie zawiera wywiedzione ze wiata i zweryfikowane dane, ale ktry bdzie kierowany do maksymalnie szerokiego odbiorcy. i kierowany kwantowo, krokami kwantowymi (czyli powoli). "filozofia uproszczona" to nie jest synonim pjcia na atwizn czy oszukiwanie innych, to nie abdykacja rozumu i nauki z wanych i szczytnych ideaw - to yciowa konieczno. tu i teraz, zawsze i wszdzie. dla zdecydowanej wikszoci obywateli wiata wiedza o tym, e e = mc2 to wana informacja, jest po prostu ciekawostk. w skali wanoci takiego osobnika ma t sam rang, jak to, kto wygra kolejny taniec na lodzie czy ubir panienki znanej z ekranu telewizora i dobrze. jako osobnik pragncy poszerzy zakres racjonalnego sposoby widzenia wiata mog bole, e tak jest - jednak kiedy pragmatycznie oceni sytuacje stwierdz, e s to waciwe proporcje. dla tej czci spoeczestwa ubir pani z telewizji jest faktycznie wan spraw i nie wolno mi z tego kpi. mog prbowa to zmieni, ale nie obraa si na zasady ewolucji, wszak one tutaj wyznaczaj granice (szeroko pojte reguy gry). a jak zmieni proporcje? musz zej w swojej argumentacji do poziomu odbiorcy, nie ma innej drogi. eby zmieni stan ukadu (jego abstrakcje), musz "wej" w jego przestrze i od rodka, od fundamentw, krok za krokiem budowa kolejne skadowe sytemu i przebudowywa w taki sposb ju istniejce pojcia (znaki). pozytywistyczna praca u podstaw abstrakcji (czyli "na ugorze"), to jedynie w tych okolicznociach dostpny sposb na zmian struktury zbioru oczywicie mona j zadekretowa odgrnie, ale realizacja musi i tak pobiec "od dou". wicej filozofii (uproszczonej), a przybdzie wiata.
55

- naukowa pseudonauka - jak? gdyby kto mnie pyta, jak to konkretnie przeprowadzi - odpowiedziabym, e wyobraam to sobie jako "naukow pseudonauk". dokadnie tak. powinna powsta nauka do tworzenia pseudonauki. irracjonalizmy w obszarze jednego ukadu s form zachowa jak najbardziej racjonalnych - s jedn (czasem jedyn) form moliwych dziaania jednostki czy zbiorowoci. co, co dla mnie oznacza i jest zachowaniem irracjonalnym, moe by w systemie poj, ktry zawiera abstrakcje tego typu, bardzo logicznym i koniecznym dziaaniem - jeeli nie zgbi owego systemu, a oceniam go z wasnego punktu obserwacji, popeniam bd. i wwczas nie ma znaczenia, co oceniam, czy system ssiada w przestrzeni, czy ssiada w czasie - czy "ssiada" w rozumie (np. zwierzta). mj system abstrakcji jest mj i teraniejszy, sprawdza si dla mnie - jednak to nie "wzorzec" zawsze i wszdzie. s oczywicie "uniwersalniki", ktre maj zakotwiczenie w wiecie, ale jest ich niewiele. dlatego tyle samo warte s praktyki magiczne, co naukowe - o ile pomagaj przetrwa. i dlatego rwnie naukowa budowa pseudonauki jest moliwa i konieczna. odwoanie si do mechanizmu tworzcego pseudonauk nie jest wic dziaaniem poniej godnoci (naukowca), ale wiadomym wyborem drogi, ktrej celem jest sensowne poruszanie si w rodowisku, i to wszystkich. norm (i "normalnoci") jest to, co w danym okresie za norm jest uznawane, zmienia si tylko punkt odniesienia i ocena. kiedy wpisz pseudonauk w zakres kreacji wiadomej, poszerz w ten sposb swoje dziaanie - i nauk. eby ju postawi kropk nad i: paranauki s czci nauki, s jej brzegiem w popularnym wydaniu (uproszczonym), ale przynale do tego samego obszaru, czyli rozpoznawania rzeczywistoci. kada metoda jest dobra - o ile wspomaga istnienie. manipulacje na atomach s tak samo wartociowe, jak przybita do drzwi podkowa, o ile osobnik jest przekonany, e mu to w yciu pomaga. ilo moliwych "uzyskw" energetycznych z rozbicia atomu w porwnania do zysku z rozbicia podkowy s ogromne - ale logicznie, jako metoda dziaania, s sobie rwne. paranauki s tak samo form poznawania wiata oraz prb odpowiedzi na pytania, ktre nurtuj osobnika, jak metoda naukowa to tylko inne podejcie do udzielania odpowiedzi na aktualny stan rodowiska, zrozumiaa i dostpna dla odbiorcy. - co wicej, co musi by podkrelone, to nauka i jej dzisiejsze dziaanie dostarcza danych do pseudonaukowego opisu rzeczywistoci. tworzone w przedziale cile naukowym abstrakcje swobodnie przechodz do popularnego zakresu i staj si "filozofi uproszczon". nie musz zapewne przywoywa sprawy czarownic, ktre zagociy kiedy w zbiorowej wiadomoci, albo ufo, dzisiejsza fascynacja sprawami "dalszymi" - to s tematy "odpryskowe", ktre pojawiy si jako uproszczenie lub zdeformowanie poj zaczerpnitych z nauki. i trudno si temu dziwi - co najwyej wypada wyrazi al, e dokonywao si to i dokonuje bez aktywnego wsparcia strony naukowej. pogarda dla tego stanu nie zmieni go, a skutkw podanych nie bdzie. aktualnie tempo przechodzenia abstrakcji z nauki do zbiorowoci jest szybkie (i cigle ronie), ale kopot w tym, e to proces bez kontroli. zaciekawienie nauk jest, zapotrzebowanie na racjonalne objanienie wiata (ale proste) rwnie, dlaczego pozostawia to przypadkowemu dziaaniu - nie ma powodu. dla dobra wasnego, eby pojawia si zgoda na przydzia rodkw na badania, nauka musi wej na/w obszar, teren pseudonauki - trzeba to przeprowadzi dla nauki i ogu. poniewa waniejsze jest nawet nie to, eby wszystko przekaza prosto, w caoci i do koca, ale eby w obiegu spoecznym kryy abstrakcje niezbyt odlege od racjonalnego dziaania. to zmieni stan caego ukadu, a wic pomoe. - natomiast jeeli komu filozofia uproszczona nie wystarczy, moe j pogbi na rnych kursach doszkalajcych - ale musi by fundament, na ktrym moe si to dzia. jakby to dziwnie nie zabrzmiao, ale przyszo nauki zaley w rwnym stopniu od niej samej, jak i od pseudonauki. - nauka wysza od magii, ale nadszed czas, eby do magii (naukowej) wrci. dugi czas spaca.
56

spoeczestwo

57

- cywilizacja obrazkowa obecny kierunek rozwoju cywilizacji, czyli narastajca przewaga informacji w postaci obrazu nad przekazem sownym, staje si faktem cywilizacja obrazkowa bierze gr, i trzeba z tego wycign wnioski. ewolucja to proces "koowania" po spirali, czyli wracam w to samo miejsce w kolejnej odsonie (dziejw), jednak jest to ju inne, odmienione miejsce. i nastpny cykl zaczynam w przesuniciu "o jeden kwant". w przypadku procesw cywilizacyjnych zachodzcych obecnie oznacza to, e ponownie w obiegu dominuj "obrazy", preferowane jest postrzeganie obrazkowe. i nie jest to stan dziwny. w chwili pocztkowej to zmys wzroku jest na pierwszym planie, a abstrakcje kolejnych rzutw dopiero powstan. u pocztkw cywilizacji dominowa obraz, kady osobnik rozpoczyna poznawanie wiata od wietlnych i kolorowych "smug" - tak samo obecny okres opiera si na obrazie. stan na dzi jest taki, e mam proces, w ktrym dopiero rozpoczyna si budowa nowych poj na tym "zakrcie", dzi budowane s fundamenty pod przyszy gmach, ale czas architektw dopiero nastanie. w przyszoci bdzie to wyrafinowany i wielotorowy przekaz, jednak dzisiejszych obywateli cywilizacji sowa oburza sw prostot. cierpliwoci. co dla mnie aktualnie jest wane i co mnie zbudowao, wic sowo w jego bardzo skomplikowanej postaci i wielowiekowych odniesieniach, to dla nadchodzcych generacji przestanie by gwnym nonikiem informacji, bdzie tylko dodatkiem do obrazu. zaczyna si nowe okrenie w wycigu - ale jego uczestnicy, mog by tego pewien, za "jaki czas" znajd si dokadnie w tym samym punkcie, w ktrym jestem dzi. i wszystko powrci do normy. tylko ju o kolejny poziom "wyej" (lub "niej", ocena zaley od oceniajcego). przecie zawsze jest to samo - cho nigdy to samo. jaka to bdzie cywilizacja? na tak sformuowane pytanie nie ma w tej chwili penej odpowiedzi, to proces, ktry si toczy. e pochodny stanu obecnego, e musi przebiega wedug reguy, e mgbym go zrozumie, gdyby byo to mi dane - to prawda, ale konkret bdzie krzep w miar upywu czasu. dlatego trudno w szczegach wyobrazi sobie ten stan przyszy i niedokonany, wej w skr nadchodzcych pokole, poniewa byem wychowywany na abstrakcjach sownych, a zapis czarnych liter na biaej kartce papieru (czy jego kontynuacja w takiej samej kolorystyce na ekranie monitora) to mj wiat. - obrazy byy u podstaw sw, ale to wanie sowa, "abstrakcie dwikowe" byy pierwsze w procesie opisywania rzeczywistoci, z tego powodu przejcie do wiata obrazu nie jest dla mnie moliwe. i to pomimo tego, e jako pokolenie nale do rzeczywistoci telewizyjnej. nie wejd do tej "ziemi obiecanej", w ktrej bdzie preferowana abstrakcja obrazkowa, to rzeczywisto poza moim horyzontem. czy to bdzie gorsza cywilizacja? ale nie - inna. by moe (a nawet wiele na to wskazuje) wydolniejsza swoimi reakcjami od dzisiejszej. dlaczego? poniewa obecny przekaz jest powolny. abstrakcje sowne musz by zbudowane, przesane, odebrane - i zrozumiane. a to wymaga czasu. przekaz sowny (albo adekwatny) jest strumieniem jednowymiarowym, to zawsze proces nastpczy i "liniowy", wic z zasady "ubogi" - wymaga aktywnoci i kompetencji odbiorcy w "obudowywaniu" danych (eby przekaz zdekodowa, musz odwoa si do informacji zgromadzonych wczeniej, porwna sygna z wzorcem i kodem). kiedy procesy tocz si w skali lat czy dni, nie ma to wikszego znaczenia, kiedy chodzi o sekundy czy uamki sekund, nabiera to zasadniczej wagi. dlatego przekaz maksymalnie szybki oraz maksymalnie rozbudowany (duo danych w maej objtoci), czyli wanie obraz, to bdzie, musi by nastpnym sposobem komunikowania si. oczywicie tu nie chodzi o banalne zdjcie, tylko o obraz jako nonik wielu abstrakcji. poniewa umys dziaa wielokanaowo z zasady, nie mona zmarnowa okazji, przyszo musi nalee do obserwatora, ktry rejestruje rodowisko jednoczenie na/w rnych poziomach i reaguje przez to maksymalnie szeroko. czas obserwatorw jednowymiarowych si koczy, pora wzlecie nad paszczyzn. na pocztku byo sowo - dzi to zdecydowanie za mao.
58

- cywilizacja - abstrakcje obrazowe - inne zmysy do wykorzystania ciekawym zagadnieniem, ktre dotyczy jednostki i spoeczestwa w bliszej lub dalszej przyszoci, jest sprawa zmysw (wtyczek do wiata) a waciwie ich poszerzenia. poszerzenia ilociowego, co w formie poredniej (przez przyrzdy) ju si dzieje, ale rwnie w postaci zwielokrotnienia moliwoci istniejcych kanaw. nie ulega wtpliwoci, e to musi nastpi, poniewa wymaga, wymusza to narastajce tempo ycia. zastanawiajc si nad przyszoci zmysw w wiecie, w ktrym dominowa bdzie abstrakcja obrazowa, warto zauway rol pozostaych zmysw, ktre nie tylko e nie strac na znaczeniu, ale nawet bd "wywyszone" z ich obecnego przez technik pogardzenia. na dzi dominuje przekaz dwikiem i obrazem, pozostae zmysy s wykorzystywane (o ile s) marginalnie. to musi ulec zmianie. powd? poniewa nadmiernie obcione kanay czce mnie z otoczeniem nie podoaj zadaniu, cz przekazu musi zosta wprowadzona innym torem. przy czym w tym momencie nie chodzi mi o relacje jednostki ze rodowiskiem na/w poziomie jej codziennych i "naturalnych" kontaktw (tu powolne "wtyczki" do wiata raczej si sprawdzaj), ale o techniczne wykorzystanie pozostaych zmysw. jeeli czowiek (rozum) gubi si w natoku obrazw i dwikw, czyli kiedy odczuwa przecienie w pracy, to nie ma powodu ogranicza si do przesyania danych tylko przez te dwa podstawowe kanay - jeeli posiadam inne zmysy, to mog z nich skorzysta. a skoro mog, to znaczy, e musz - bo wiat przyspiesza. rozpoczn od tego, e wpado kiedy w moje rce opowiadanie fantastyczne, w ktrym autor zaprezentowa pomys (cakiem sensowny), e mona do urzdzenia technicznego podczy czowieka wykorzystujc w tym celu jego zmysy. sam pomys, z grubsza, polega na tym, e podczenie byo inwazyjne i wchodzio bezporednio w obszar mzgu, sygnay wysyane przez urzdzenie byy odbierane i obrazowane w rnych zmysach. tak sprzgnity z urzdzeniem biologiczny byt odczuwa w swoich narzdach, jak pracuje, a zwaszcza, kiedy przestaje dobrze funkcjonowa przyporzdkowany konkretnej czci ciaa ukad techniczny czyli byo to tumaczenie elementu technicznego na dziaanie organizmu czowieka. a rejestrowany bl w jakim organie oznacza, e co le pracuje w urzdzeniu. pomys, jako taki, nie jest gupi, cho nie do realizacji w formie podczenia bezporedniego ("na drucie"). przy nakadzie rodkw i w jednostkowych stanach zapewne takie metody pocze bd podejmowane (i s wstpnie podejmowane ju dzi), jednak mona analogiczne zagadnienie rozwiza znacznie prociej i bez tego bolesnego, chirurgicznego oddziaania. oraz przy szerokim, co niezwykle wane, potencjalnie powszechnym zastosowaniu. jak to zrobi? obsugujcy urzdzenie czowiek, np. pilot, moe wskanik, czy monitor z danymi dowolnego rodzaju wyczy (bo nuda) i zdrzemn si - i w efekcie przespa sygna zagroenia, a wic czas na reakcj przepadnie. jak si przed tym broni, jak z jednej strony uwolni czowieka od nieustannego, c, rzeczywicie nudnego ledzenia rnych wskanikw, a z drugiej nie pozwoli na pominicie wanej informacji? tradycyjnie koreluje si to z intensywnym dwikiem i wiatem. syrena oraz pulsujca czerwie to metoda na poderwanie operatora z nawet bardzo twardego snu. problem tylko w tym, e wywoany takim nagym stanem stres moe przynie gorsze w efekcie skutki, jak zaniechanie reakcji. najlepsze wyjcie polegaoby na tym, e sygna narasta i wprowadza kolejne poziomy zagroenia agodnie, dajc czas na dostosowanie si obsugi (przy wyjcej syrenie jest to trudne). przy czym pomijam tu banalny fakt, e haas utrudnia wzajemn komunikacj i angauje w rwnym stopniu wszystkich, nie rnicujc zada. co zrobi, eby czowiek (umys) nie przegapi sygnau zagroenia, a jednoczenie nie blokowa go nadmiarem danych? - wykorzysta inne zmysy, te pozornie kiepskie i na co dzie drugoplanowe. s wolne, nie obcione - ale rwnie sprawne.
59

- inne zmysy oto, na przykad, specjalista od urzdze (moe by energetycznych), poprzez reakcje zdawaoby si tak archaicznego zmysu jak wch ocenia, w ktrym to miejscu znajduje si uszkodzenie. w tym wypadku pomaga rwnie dotyk, bowiem uszkodzenie manifestuje si wydzielanym ciepem. dowiadczony technik, ktry z niejedn awari mia ju do czynienia, potrafi nawet szybciej zdiagnozowa usterk anieli inny, ktry odniesie si wycznie do wskaza przyrzdw. c, sprawno wielokanaowego dziaania jest oczywistoci, ktr trzeba wpisa w dziaania techniczne - co dwie gowy to nie jedna, co kilka zmysw, to nie dwa. posiadam w dyspozycji pi (na dzi) kanaw czcych mnie ze wiatem, dwa z nich s eksploatowane do granic moliwoci (szczeglnie wzrok), pozostae albo s zarezerwowane do bliskich, codziennych (i intymnych) obszarw ycia czowieka, albo s co prawda penetrowane marginalnie przez technik (wch i dotyk, np. w salach kinowych), albo pomijane z uwagi na trudno podczenia (smak). ktry ze zmysw moe i musi by nadziej techniki? z tego zbioru, o tym jestem przekonany, w sposb oczywisty wybija si na pierwszy plan dotyk. wch i smak s indywidualnym doznaniem, uwarunkowanym wieloma przejciami w yciorysie (pomijam rnice w fizjologii, zwaszcza gromadzce si z wiekiem), a po drugie, s nazbyt "gorce", zwizane z emocjami. zapewne i po te kanay technika signie, ale czy w takim sensie, e wspomoe dziaanie, nie jestem pewien (acz nie wykluczam), by moe bdzie to jedynie obszar szeroko pojtej rozrywki. dla mnie natomiast wany jest dotyk. dlaczego dotyk? najwaniejszy fakt dotyczcy zmysu dotyku jest taki e to ogromna, a co tutaj jeszcze waniejsze, moliwa do "parcelacji" powierzchnia dziaania. przecie w gr wchodzi cae ciao, wic dostpna ilo centymetrw kwadratowych, ktre mona przeszeregowa jakiemu sygnaowi, jest znaczca. such i wzrok dziaaj liniowo, kanay te obejmuj co prawda ile tam drga fali, jednak dotyczy to maej i wskiej "szczeliny kontaktowej" ze wiatem. w przypadku zmysu dotyku "ilo drga fali" rwnie jest ogromna - z tym, e realizuje si szeroko na/w paszczynie, w tym przypadku styk ze wiatem (i to dosownie) dokonuje si caoci powierzchni istnienia, w dotyku kontakt jest wielopunktowy i jednoczesny. wzrok i such opieraj si na drganiach (na zmianie poziomu sygnau), ale s kanaem liniowym i nastpczym. za to dotyk, cho take jest dziaaniem "punktowym", to moe dzia si rwnolegle w wielu miejscach jednoczenie. i jest to, co rwnie wane, przekaz szybki - reakcja na "nacisk" sprawnie dociera do umysu. jeszcze wicej, dotyk dziaa nawet w sytuacji, kiedy inne zmysy ju padaj, dziaa praktycznie "do koca". - a z punktu widzenia techniki rwnie wielk zalet dotyku jest jego prosta budowa (w sensie podczenia do urzdzenia). wystarczy "byle jaki" konstrukt, ktry przeniesie sygna i wytworzy rejestrowany przez ten zmys "nacisk" i ju mam przesy danych. czy to bdzie dranicy nacisk impulsu elektrycznego, czy np. wibracja, czy podmuch itp., jest to przekaz, ktry ciao, a w konsekwencji i uytkownik ciaa odbierze. i, co tu zasadnicze, odbierze sygna niezalenie od przynaleenia do kultury czy jzyka na/w takim poziomie jest to reakcja ponad osobnicza (a nawet ponad gatunkowa). oczywicie w wykorzystaniu dotyku do przesyania informacji nie mona liczy na bardzo skomplikowane "teksty", ale przecie nie o to chodzi. tu liczy si sam sygna, jego zaistnienie lub brak, interpretacja i tak musi nastpi na wyszym poziomie. co nie wyklucza jednak (za chwil do tego wrc), e wielopunktowy przekaz dotykowy take moe ukada si w bardzo nawet skomplikowane stryktury informacyjne, ale wanie jako przekaz z wielu punktw jednoczenie. oczywiste jest rwnie, e i w tym kanale moe doj do przecienia "cza" nadmiarem danych, ale pomimo tego odrnienie, e dociera do mnie sygna z prawej strony ciaa, a nie z lewej, jest mocno podstawowy i zachowany nawet w przecieniu (pomijam zaburzenia). czyli - warto si dotyka (za skojarzenia nie odpowiadam).
60

- jak to zrobi? banalnie prosto. pomys zaprezentowany wyej, aczkolwiek nie do zrealizowania w formie bezporedniej (podczenie "na drut" jest trudne, a nawet zbdne), posiada zadziwiajco proste technicznie przeoenie. ani niczego nie musz w ciao wprowadza, ani budowa bardzo skomplikowanych urzdze, wszystko mona oprze na dowolnego rodzaju przetworniku sygnau. przetworniku, ktry zamieni docierajcy sygna (np. drog radiow) w "wibracje" rejestrowane przez dotyk. i to ju wszystko. pocztkowo ograniczyem dziaanie takiego "przekanika" do dowolnie pojtej "opaski" (czy dokadnie jako opaski), ktra naoona na rk lub inn cz ciaa, bdzie pulsowa w czasie napywania sygnau. eby by to przekaz dobrze odbierany i nie do "wyciszenia", posta sygnau moe zmienia si, mog by w nim okresy przerwy, rne natenie itp. taka "opaska" szczeglnie przydatna bdzie w prostych, jednak wanych przekazach, np. pilota, kierowcy, technika czy w dowolnie innej codziennej czynnoci (ot, e co kipi na piecyku i trzeba si wybudzi). nastpnie w kolejnych krokach analizowania dziaania takiego kanau i podczonego do niego urzdzenia, pojawiy si liczne punkty "styku" - np. w postaci skafandra astronauty, w ktrym umieszczone s "wibratory" z przyszeregowanymi funkcjami (odnoszcymi si do pracy wyrnionego obiektu). w takim przypadku rzeczywicie, nawet po niedugim okresie szkolenia, bdzie mg czowiek, zgodnie z prawd, powiedzie, e "boli go pompa", e "odbiera le pracujce lewe skrzydo samolotu", albo "e silnik wibruje". i, co bardzo wane, te informacje dotr do niego mimo nakierowania uwagi na inne zadanie, przy dominacji obrazu czy dwiku. zysk niewtpliwy. jednak to wszystko "drobnostki", niewtpliwie uatwiajce reagowanie, nawet potrzebne, ale drobnostki. w praktyce gwny sens takiego podczenia ciaa czowieka do wiata zawiera si nie w pojedynczym, lokalnym i punktowym (czy i kilikupunktowym) "opasaniu", ale w wykorzystaniu wielu, maksymalnie wielu punktw. jeeli rejestruj na kartce papieru biae i czarne punkty i stanowi to dla mnie informacj (poprzez wyodrbnienie z biaego ta i odkodowanie w te znaki wprowadzonego abstrakcyjnego sensu czarnych liter), to ten-taki sam mechanizm odbioru danych bdzie w przypadku dotyku. e trzeba si tego nauczy prawda, ale innych zmysw take (z trudem) trzeba si uczy. zapewne nie musz rozpisywa si nad spraw, jak w taki sposb mona prosto, a dzi ju nawet tanio, pomc bardzo wielu ludziom w kontakcie ze wiatem, mam na myli gwnie osoby z uszkodzonym wzrokiem czy suchem. w obu tych zakresach dotyk, informacja przekazywana przez kana dotykowy, moe bardzo wspomc ycie. ilo technicznych rozwiza takiego urzdzenia jest na pewno ogromna, obecnie nie prbuje tego ujmowa, ale widziabym to w taki generalnie sposb, e zostaje umieszczony na ciele (np. na piersiach czy plecach, ze wzgldu na uyteczn powierzchni) "ekran", ktry odbiera po jednej stronie sygnay z kamery, a z drugiej "wibruje", czyli wytwarza punktowy nacisk na ciao i oddaje rozoenie obrazu. jeeli osoby z uszkodzonym wzrokiem ju potrafi korzysta z dotyku i orientowa si w wiecie, to podczenie do otoczenia w taki sposb bdzie dla nich jedynie kolejnym krokiem i zarazem poszerzeniem moliwoci. wszystkich potencjalnych zastosowa i kombinacji podcze zmysowych nie jestem zdolny przedstawi, bo jest ich wiele. e bdzie to pomocne dla osb niewidomych, oczywiste. a przecie moe to by niezwykle wany kana np. dla chirurga, ktry w czasie operacji ma "bezporedni" wgld w puls czy oddech pacjenta, kierowcy samochodu (niekoniecznie rajdowego), pilota samolotu czy rakiety itd. gdzie musz odbiera szeroki zestaw danych, a jednoczenie chc uwolni wzrok, takie podczenie jest niezbdne. e bd problemy? bd, ale przecie zysk z takiego urzdzenia jest na tyle znaczcy, e tu nie ma wyboru. mona si spiera co do strony technicznej, w jakiej formie to najlepiej rozwiza, ale nie o potrzebie poszerzenia podczenia do otoczenia. - wiat mona "obmacywa" na rne sposoby, rwnie dotykiem.
61

etyka

62

- etyka - moralno kilka sw wstpu - na zasadzie usprawiedliwienia. nie pretenduj do zgbiania tego wanego dziau - i nie o to te chodzi w poniej zapisanych kartkach (ani nie jest to "rozprawka" na temat). po drugie, poniewa jest to temat podejmowany z dobrym skutkiem przez wielu (i od dawna), wyraone tu uwagi mog by jedynie poszerzeniem zakresu obserwacji, a i to na zasadzie zgrubnej, i inaczej tego nie naley traktowa. zwaszcza kilka spraw, moim zdaniem cise powizanych z kwantami, ewolucj i abstrakcjami, chciabym tu poruszy, ale oglnie. to jest mj wybr zagadnie i ja za niego odpowiadam, zapewne kto inny, z jemu przypisanym zbiorem poj o wiecie, zwrciby uwag na odmienne tematy. poniewa osobicie akuratnie te uwaam za wane i ciekawe, znalazy si w tym zestawieniu. tyle wystarczy, nie ma co si wygupia. etyka, moralno - skd takie abstrakcje w umyle? - warto powiedzie to od razu, to pochodna wiata. nic "z gry", "dou", czy "z boku", wycznie oraz tylko z waciwoci, fizycznych waciwoci wiata. - mwic inaczej, systemy moralne, a szerzej caa kultura i wszelkie zachowania, to pochodna wasnoci wiata, to kolejne wcielenie regu ewolucji w "materialny" konkret. - nie ma etyki poza ewolucj, poza kwantami - bo nie ma etyki prni (i w prni). a poniewa moje dziaanie na kadym poziomie jest skwantowane, rwnie etyka to kwanty obleczone w pojcia i normy (granice). nic wicej, nic mniej. jeeli jednostka i zbiorowo ma funkcjonowa w rodowisku, jeeli chce przetrwa w dobrym stanie, musi tak dziaa, eby "uszanowa" reguy otaczajcego wiata (rzeczywistoci). czyli je pozna, a nastpnie przestrzega. mog zapragn dowolnej umiejtnoci (np. lata), mog wytworzy dowoln abstrakcj tyczc otoczenia, jednak w zderzeniu z twardymi realiami albo szybko zmieni pogldy wzgldem swoich moliwoci, albo wiat wykasuje mnie z rejestru. tu nie ma i nigdy nie byo kompromisw. pobdzie - giniesz. fizyka, dosownie, wpisuje si (wdrukowuje) w moje abstrakcje. np. odnoszce si do moralnoci. zestaw "wypreparowanych" danych o wiecie, i to, co trzeba podkreli, bez znaczenia, na jakiej podbudowie zosta przeprowadzony (czy "objawionej", czy naukowej), pozwala na przetrwanie i o to toczy si gra. moe jednostka czy grupa nie mie adnego pojcia o gbokich i fizycznych rdach norm, ktre stosuje, moe przydawa im zupenie fantastyczne uzasadnienie (religijne czy inne), widzie je w sobie czy w wiecie zewntrznym - ale jeeli bdzie ich przestrzega, przeyje. te "eksperymentalnie" uzyskane reguy (kto i kiedy musia trucizn skosztowa, dotkn gorcego; i jake czsto pisane krwi), musz zawrze si w normach, w szeroko pojtej kulturze. po prostu musz sta si kocem zachowa, na/w ktrym bd si "osadzi" kolejne poziomy. - jak materia "osadza" si na reguach ewolucji, tak samo kultura moe-musi "wiza" si na fundamencie regu fizycznych. materia i jej zmiany, jzyk i jego zasady, normy i prawa, etyka i moralno, to kolejne poziomy ewolucji. to zawsze i wszdzie ta sama regua, ale obrazujca si w innej postaci - w tym przypadku jako abstrakcje odnoszce si do wartoci wyszych i "ponad" materialne. ale poniewa dla stosujcego je osobnika jest to poziom fizycznie niedotykalny (skryty i ciemny), tak budowane abstrakcje szybko staj si "poza"-fizyczne (meta-fizyczne). i usamodzielniaj si, z wszelkimi tego konsekwencjami, bywa e dramatycznymi. przeamanie tego (nad)przyrodzonego charakteru abstrakcji, w miar ich "krzepnicia" w kolejnych dziaaniach "dowiadczalnych" (czyli potwierdzajcych ich zasadno), powrt ponownie do fizyki (oraz, jako kolejny niezbdny krok, do Fizyki), to zadanie trudne, a w niektrych cywilizacjach wrcz niemoliwe. "bariera abstrakcji", "zasona abstrakcji" jest tak silna i "twarda", e - dosownie zamyka jednostki lub spoeczestwa w "kredowym kole" poj na wieczno. wiadomo, e fizyka stanowi fundament "zachowa wyszych", to wiedza nielicznych pokole.
63

- etyka - zakotwiczenie w fizyce stwierdzenie, ktre pado, e normy (np. moralne) s bezporedni pochodn do fizycznego wiata, do regu dokonujcych si w materialnym przedziale, to moe powodowa opr - dlatego kilka sw objanienia (i kilka przykadw) jest tu koniecznych. czy rzeczywicie system praw, normy mona wyprowadzi z fizyki? jak najbardziej. wanie dlatego, e osobnik (czy grupa), ktry lekceway lub neguje istnienie takich powiza, po prostu nie przetrwa, a jego "zboczone" w tym sensie, bo odbiegajce od stanu rodowiska zachowania, zostan szybko wyeliminowane z poytkiem dla reakcji przystajcych (i osobnikw stosujcych je w yciu). fizyka odbija si w etyce wprost, i nie ma od tego ucieczki, w analizach rwnie (o le nie chc popa w sprzecznoci). przykad tworzy si norma, osobnicza czy w ramach zbiorowoci, e kieruj si w rekcjach adresowanych do innych bytw zasad, e liczy si tylko moje istnienie, e inne s podporzdkowane (bo otrzymaem ziemi /planet czy tylko kawaek gruntu/ w "darze" i mam czyni j sobie poddan) e, mwic wprost, zasada "nie zabijaj" jest mi obca (bo taka gupia). pytanie: czy mam szans na propagowanie takie normy? oczywicie w tym momencie pomijam wszelkie ju nawarstwienia historyczne, ktre t norm "wdrukoway" w zachowania, podaj ja jako przykad skrajny i logicznie przez to wymowny, chodzi o podbudowanie wyej wprowadzonego stwierdzenia, e reguy s zawarte w fizyce. czy mog t, niewtpliwie przynoszc mi (chwilowo) zyski norm upowszechni? e ona si dla mnie potwierdza w postaci dbr odebranych innym, wic przynosi ewolucyjny profit, to fakt, tylko czy moe si rozprzestrzeni? i odpowied: nie. to w ewolucji (i wiecie tym samym) wykluczone. dlaczego? ale to proste albo w moje istnienie zaingeruj inni, zwyczajnie "wnerwieni" tak dla nich niedobrym zachowaniem, czyli po prostu skrzykn si na wojn i "zabijak" wyeliminuj z rejestru ywych albo, to skrajno w tej analizie, kiedy dotr ze swoim "wojowniczym" dziaaniem do brzegu, czyli wyeliminuj wszystkich innych wok oraz "pochon", co tylko jest moliwe. tym samym osigam punkt, poza ktry ju nie ma ruchu, to osobliwo wic koniec. dla mnie, "zabijaki", koniec. nie wykoczyli mnie pobratymcy, byem od nich "lepszy" w zabijaniu, tylko e ta "lepszo" jest zarazem kresem jej stosowania mwic wprost, nie mam ju jak, komu i gdzie pokaza, e jestem "panem". a poniewa, tak si skada, sam sobie "z gliny" (i czego tam jeszcze) innego osobnika nie "wyprodukuj", to sczezn bezpotomnie. i wraz ze mn taka "bdna", niezgodna z zasadami wiata regua zaniknie. - skrajna forma zachowania, "doskonao" w negowaniu zasad, obraca si przeciwko temu, kto tak postpuje jednak nie dlatego, e jest to postpowanie niewartociowe, czy inaczej etycznie oceniane (to na tym poziomie analizy si nie pojawia), jest dlatego takie, e wchodzi w bezporedni konflikt z tym, co preferuje ewolucja czyli z trwaniem, przekazaniem kwantw dalej, budow acucha zdarze. osobnik czy zbir, ktry nie wpisze w swoje reakcje takich zalenoci, zniknie natomiast im lepsze ich rozpoznanie (na/w wielu poziomach), tym dusze, sprawniejsze istnienie. oczywicie, czego w tym miejscu nie musz podkrela, realne zachowania bytw s dwoiste, normy nie tworz si od razu, trzeba je poznawa-dowiadcza (np. kolejnymi guzami na gowie, a czasem utrat gowy). reguy obejmuj wstpnie mnie, bliskich, grup eby nastpnie obj nimi "innych", w tym i innych w konstrukcji cielesnej-rozumnej. a na kocu tej drogi, dzi to jeszcze tylko postulat, obejmuje to "wszystko", ju bez rozrnienia na poszczeglne czci (fakt i to). - w takim skrajnym ujciu kady kwant jest wartoci, poniewa decyduje, umoliwia istnienie. w takim rozumieniu ju nie tylko fizyka, ale i Fizyka wchodzi w obszar norm moralnych, a ycie (w dowolnej) postaci, jest tylko elementem, wanym, rodkowym ale elementem. wszechpowizanie, wszystko ze wszystkim (panteistycznie) si czy, warunkujc zarazem najmniejszy fakt postrzegany i doznawany. etyka stanu maksymalnego, "punkt osobliwy". Kosmos.
64

- sia abstrakcji - "zamykanie" si w pojciach o tym warto powiedzie nieco szerzej. jzyk, ktry stosuj do opisu wiata, wyznacza zarazem jego granice - abstrakcje "zamykaj" mnie w sobie, a prba wychylenia si poza nie jest trudna, czasami niemoliwa. jzyk opisu wiata jest moim wiatem, i niczego poza tym nie mam. - zagadnienie jest z gatunku wanych i najwaniejszych, dlatego wypada zaj si nim w obecnym punkcie w sposb szczeglny. oczywicie nie zamierzam podawa ani rozpatrywa licznych przykadw, wszak kade sowo i kada abstrakcja to element opisu otoczenia, ktry powstaje jako efekt poznawania (i doznawania) tego otoczenia, nastpnie "utwardza" si w trakcie kolejnych weryfikacji, eby ostatecznie albo sczezn wraz ze stosujcym takie pojcia istnieniem, albo ulec "przebiciu" przez nowe oraz odej do historii. "ciana" poj, "zasona" abstrakcji, "bariera sw" dosownie, czasami bardzo bolenie, wyznacza to, jak mog postpowa lub do jakiego punktu mog doj. jawa to sen, ktry ni wraz z innymi wanie za pomoc wypracowanych abstrakcji. ale eby ten sen trwa dugo, musz pojciowe konstrukcje by maksymalnie zgodne do rodowiska - aby odroczy czas nadejcia mierci ("siostry snu"), musz burzy mury wasnych myli. przykadem, ktrym zamierzam zaj si w sposb szczeglny (ale wyrywkowo i na poziomie dostpnym), to geometria a w szerszym ujciu logika. dlaczego w tym punkcie powracam do tak podstawowego podejcia do wiata? z uwagi, po pierwsze, na znaczenie (jako "wypreparowanego" ze zmiennego rodowiska staego, "niezmiennego" ujcia) - po drugie, doskonale si to nadaje jako przykad do analizy "siy abstrakcji" - a po trzecie, co rwnie istotne, w poprzednich odniesieniach do geometrii nie do jasno i w peni przeprowadziem analiz tego zagadnienia. to znaczy, wczeniejsze opisy nie s zaprezentowane na tyle klarownie, ebym by z nich zadowolony, i dlatego wracam do tematu. znw oczywiste zastrzeenie: nie mam zamiaru odwoywa si do geometrii jako takiej i w caoci, to ani moliwe, ani potrzebne, ani w osobniczym zasigu. mam zamiar odnie si do jednego, powszechnie i dobrze znanego, a zarazem "prostego" elementu takiego sposobu obrazowania reguy wiata czyli do tzw. ukadu wsprzdnych, ujcia z przecinajcymi si trzema osiami (x-y-z). nie mam rwnie zamiaru w tym miejscu licytowa si z matematykami, czy jest to sposb analizowania i prezentacji cech otaczajcego mnie zakresu rzeczywicie najwaniejszy, by moe kto ma w tej mierze inne preferencje, dla mnie, bytu stojcego z boku, to wanie ukad wsprzdnych i jego rozumienie jest tym zasadniczym faktem, ktremu chc powici nieco uwagi. abstrakcja w postaci "ukad wsprzdnych" to tak istotny i dobry przykad, e nie mog go w tym miejscu i momencie pomin. dlaczego ukad wsprzdnych? - z kilku powodw. po pierwsze, znaczenie. to podstawowy geometryczny (a w konsekwencji rwnie logiczny) sposb opisu oraz definiowania rzeczywistoci. a dokadniej, operowania elementami wiata w ich, jakby si wydawao, "idealnej", czystej, maksymalnie odseparowanej (oddalonej) od zmiennoci otoczenia postaci wic "wiecznej". po drugie, jest to ujcie skrajnie uproszczone, a przez to pomocne. po trzecie - o takim "fakcie" (z matematycznego arsenau poj) wie kady, nawet mao uwaajcy na lekcjach. po czwarte, przekonanie uytkownikw tej abstrakcji, o jej skoczonym i ju "penym" zdefiniowaniu. po pite - bo si sprawdza. po szste - poniewa tak chc... w prywatnej rozmowie, w interesujcej dyskusji o trzech, czterech i "n" wymiarach (i rzutach w ukadzie wsprzdnych), zostaem zagadnity o to, w ktrym miejscu, do jakiej osi przypisa czwarty, czasowy parametr, przecie istniejcy w rzeczywistoci. wwczas zdaem sobie spraw, e wczeniej jasno i dostatecznie tego nie wyartykuowaem (aczkolwiek temat si przewin, take w takim odniesieniu), dlatego warto do tego wrci. a po kolejne, to doskonay przykad do analizowania w poczeniu z faktem "skostnienia" (dogmatyzacji) abstrakcji i pokazania jego skutkw. std ten zapis.
65

- ukad wsprzdnych - "abstrakcja skostniaa" pytanie o czarty wymiar w przypadku ukadu wsprzdnych jest zasadnicze - i nawet nie o skutki logiczne przede wszystkim si tu rozchodzi, cho te rwnie s znaczce. wane i najwaniejsze jest to, e tak ugruntowana abstrakcja, jak "ukad wsprzdnych" (i nie waham si tu nawet uy okrelenia "skostniaa" abstrakcja), przesania swoim "utwardzeniem" zrozumienie otoczenia. owszem, nie neguj sprawnoci i skutecznoci tej konstrukcji, potwierdza przydatno od dawna - ale dotychczasowe i obecne jej sprawdzajce si stosowanie mocno przesania to "dalsze" oraz gbsze zrozumienie - wic zamyka stosujcego t abstrakcj w pewnym, oczywicie poprawnym, ale jednak ciasnym krgu. zamyka w "kole kredowym" poj, z ktrego samodzielnie nigdy si nie moe wydoby. uytkownik tej abstrakcji jest jak "paszczak", dla ktrego kreska na papierze to granica wiata - a w tym konkretnym przypadku takie porwnanie jest wymowne i "wielowymiarowe", posiada wiele odniesie (co podkrelam). przecie "ukad wsprzdnych" to nic innego, jak "paska" w treci abstrakcja "wypreparowana" ze zmiennego wiata, "jednowymiarowa" z samej zasady. w takim paskim rzucie kilku linii "zamyka" si n-wymiarowa i skomplikowana rzeczywisto, i trzeba sobie z tego zdawa spraw. gdzie umieci czwarty wymiar w ukadzie wsprzdnych? wszdzie. dokadnie tak. w abstrakcji, ktr nazywam "ukadem wsprzdnych", czas, to co za czas uznaj (czyli zmiana), zawiera si w kadej osi z osobna - i w caoci ukadu zarazem. "czas", czwarty wymiar rzeczywistoci, jest ukrytym, ale integralnie zawartym w ukadzie wsprzdnych elementem. kady skadnik takiej abstrakcji powstaje "w czasie", ale i cao ukadu tworzy si "w czasie". zmiana, proces tworzenia si ukadu (czy dowolnie rozpatrywanego przy jego pomocy faktu z rzeczywistoci), dokonuje si "w czasie". mog naturalnie analizowa zjawiska na co dzie bez wiadomoci tego parametru, poniewa tworzenie si ukadu i moje dziaanie zawsze dokonuje si w czwartym wymiarze (to wyskalowana zmiana) mog uzyskiwa poprawne wyniki bez wiedzy o tym "ukrytym" parametrze, ale on w ukadzie i we mnie jest. ja si zmieniam oraz wiat si zmienia wic "sztywne" metody dziaania si sprawdzaj. powd? poniewa obie strony (i ja, i metoda dziaania) s zawarte w wiecie i podlegaj tej samej zmianie. inaczej - mog uznawa, e wypracowana przeze mnie abstrakcja wiata, w tym przypadku "ukad wsprzdnych", jest doskonaa i tej wszdzie obserwowanej zmiennoci unika, e jest symbolem idealnym, e pochodzi "spoza tego", jako mi dostpnego (i przemijajcego) zakresu - e udao mi si wyprowadzi stay z otoczenia, logicznie stay i niezmienny fakt. bd. i to podwjny. bowiem tak wytworzona abstrakcja powstaje jako zmiana - i ja si zmieniam. przecie jeeli rysuj ukad wsprzdnych, czy rozpatruj w nim dowoln funkcj to dziaam poprzez zmian, to zawsze jest proces i zmiana. w prni niczego nie przeprowadz (nie wyrysuj), poniewa nie ma nonika. a kade moje dziaanie na noniku, to proces - to zmiana. rysowanie jest zmian, operacja na funkcji jest zmian, funkcja, ktra symbolizuje co ze wiata, rwnie jest oddaniem zmiany, cay ukad wsprzdnych jest zmian. - jeszcze wicej, nawet jeeli uwaam, e "jednym rzutem" mylenia pozyskuj abstrakcj zwan dalej przeze mnie "ukadem wsprzdnych", to przecie uzyskuj j w czasie i jako zmian wczeniej istniejcych warunkw. i znw w podwjnym znaczeniu. jako pozyskan w trakcie mojej historii, musz si jej przecie dopracowa (lub wyuczy w kolejnych pokoleniach), ale rwnie w "tu i teraz" - to zawsze jest dziaanie "w czasie". niczego-i-nigdy w umyle nie doznaj "od razu", to zawsze proces (wielowymiarowy). moe by dla mnie krtki oraz nieuwiadamiany, ale przecie jakie elementy musz si sprzgn, ebym tak abstrakcj "ujrza" i mg ni dalej operowa. to zawsze jest "w czasie" czwarty wymiar (zmiana) jest w ukadzie (i wszelakich systemach logicznych lub filozoficznych) zawarty jako ukryty i integralny. i niezbdny.
66

w ukadzie wsprzdnych, w dowolnym zobrazowaniu wiata, nie mog, a nawet nie musz uwzgldnia czwartego wymiaru, poniewa czas jest we wszystkim, co analizuj i w/na czym myl. zmiana jest elementem integralnym otoczenia i moe by pominita. ale wiadomie pominita. kiedy abstrakcja usamodzielnia si i "sztywnieje", zaczyna przesania, dosownie separuje od rzeczywistoci (rodowiska) staje si "barier". w przypadku ukadu wsprzdnych (a take tworzonych przy jego pomocy kolejnych abstrakcji logicznych) skutkuje to tym, e redukuje zmian z analizy. przez co teraz ju cay tak poznawany (krelony i opisywany) byt staje si bezczasowy, a wic a o jeden wymiar "uomny". prawda, mona "w ukadzie" wyznaczy jeden stan, ktry odpowiada pojmowaniu faktw na sposb trjwymiarowy - to jest stan osobliwoci, punkt bezczasowy. czyli wielko jednokwantowa, ktra rozpoczyna lub koczy procesy. tylko e jest to wanie wielko jednokwantowa, a wic z zasady poza zmian. i nawet uycie sowa "jest" w tym przypadku to naduycie, bo zawiera w sobie zmian. a punkt z zaoenia si nie zmienia. owszem, mog-musz zaoy "istnienie" czego takiego, jako poj "fakt osobliwy" oraz brzegowy, jednak nie mog go "uchwyci". i to w aden sposb, i nigdy. jest poza moim dziaaniem (kadym dziaaniem, nawet logicznym, ktre - jak tu opisuj - jest zmian, i zawsze zmian). mog-musz taki "punkt" zaoy w swoich analizach, eby tutejsze odmienianie si mogo zachodzi, ale nie mog twierdzi, e je "przejrzaem" - to jest niezbdny element bytu, ale znajduje si poza bytem - poza logik i poza jej graficznym zobrazowaniem, czyli geometri. mog w rodku ukadu wsprzdnych umieci "punkt", ktry w kadym kierunku rozciga si na tak sama wielko, i bdzie to stan osobliwy i jedyny taki w ukadzie, ale tego "miejsca" nie opisz, poniewa w tym miejscu ukadu nie mam zmiany. ten punkt jest poza ukadem, jest w nim zawarty (i w kadym kolejnym kroku zawarty), ale nie jest do analizowania. mog go doskonale "odczuwa" i nawet "intuicyjnie" stwierdza jego obecno, ale nie pomierz nigdy. osobliwo jest w procesie koniecznoci, ale poza badaniem. wicej - jedynie dostpnym dla mnie "faktem" analizy jest "punkto-chwila", a wic zoenie jeden-zero. kiedy kwant energii przemieci si o kwant oraz na wielko kwantu prni dokadnie "zagospodaruje", tylko taki dwudzielny stan tworzcy "ruch" mog jako dookreli. wczeniej znajduje si poza definicj, cho jest niezbdny, eby taka definicja moga si potoczy. kiedy wykrelam dowoln o ukadu (czy dowoln funkcj), to dziaam na punktochwilach - i na elementach ju dwudzielnych na wejciu. i abstrakcje tak budowane zawieraj (wanie jako parametr ukryty) zmian, czas. i nigdy tego wymiaru nie zdoam z analizy wyrzuci, poniewa musiabym zanegowa i rzeczywisto, i logik i siebie na dokadk. fizyka zawiera si w krgu struktur energetycznie rozbudowanych, dalekich od brzegu, ktrego nie moe sign (zawsze dy do granicy). ale, jak tu wida, rwnie logika (w znaczeniu: geometria) nie moe doj brzegu (osobliwoci) z zaoenia. dlaczego? poniewa nie ma w swoim arsenale elementw niezmiennych. wszelkie wywiedzione ze wiata abstrakcje, cho pozornie sztywne i wieczne, zawieraj w sobie, jako skadnik niezbdny, zmian. krg dostpny logice jest zdecydowanie wikszy od fizycznego badania, ale rwnie ograniczony. wyj w analizach poza logik mona i trzeba, eby "tutejsze" si zgadzao - ale ze wiadomoci, e cho jest to "obszar" niezbdny, to zarazem dostpny tylko jako logiczna konstrukcja. poza krg fizyki mona spojrze za pomoc logiki, ale poza krg logiki moe "zajrze" wycznie obserwator uzbrojony w "silne" narzdzia fizyczno-logiczne. na podbudowie tutejszych abstrakcji mog-musz zbudowa zakres logiczny, ktry warunkuje moje abstrakcje, acz zawsze musz pamita, e tak skonstruowane abstrakcje, ktre skutecznie "zabudowuj" mj sen o rzeczywistoci, mog okaza si "chimerami". dlatego, i to w/na kadym swoim kroku, powinienem sprawdza po/w czym id oraz gdzie si kieruj eby nie rozbi si na jakiej cianie (lub w co nie wdepn).
67

- "punkt" w ruchu - czterowymiarowa "smuga" - n-wymiarowo ciekawym zagadnieniem, ktre wie si z budowaniem ukadu wsprzdnych, czy dowolnego faktu z obserwowanej rzeczywistoci, jest wielowymiarowo, a wic budowanie si n-wymiarowej struktury. znw temat powtrkowy, ale warty tego, poniewa mona to przedstawi dosadniej, wanie w takim odniesieniu. co si dzieje, kiedy "punkt", kwant energii, kwant "sam z siebie" i "fakt" o trzech wymiarach, zmienia swoj pozycj? dla mnie, czyli dla istnienia z obszaru ju skomplikowanego, taka "nadwietlna" prdko zmiany musi owocowa wraeniem "smugi", czterowymiarowej struktury w postaci smugi. albo "walca" w przypadku analizy kwantu logicznego z zakresu mi dostpnego (ju struktury fizycznej, rozbudowanej). najmniejsza, logicznie pojmowalna "wielko" rzeczywistoci to punktochwila, wic dwa stany cznie (zero i jedynka, energia-i-prnia). moje pojmowanie musi operowa tak "pastylk", "krkiem", stanem, warstw, zbiorem elementw rzeczywistoci, ebym mg to poj i zdefiniowa. punktu, kwantu nie zdefiniuj, bo si nie zmienia. dla mnie zawsze kady fakt jest dostpny wycznie w zmianie - jako "smuga", ktra przybiera w zoeniu posta twardej i materialnej struktury. wane w tym ujciu jest wanie tempo zmian, ktre tak "smug" ksztatuje. z mojej, wewntrznej w fizyce pozycji, te prdkoci s nadwietlne, cho si przecie realizuj jako zjawiska fizyczne (dla mnie Fizyczne). s to na tyle szybkie przemieszczenia, e buduj moje doznania, a to dalej twarzy ogld (i pogld), e s "twarde", cige i stabilne. nie dojrz ich zmiany, bo zmian buduj, ale w efekcie co, co dla mnie jest logicznie zoeniem punktw-chwil i spenia rol prostej w geometrii (i jest "faktem bezczasowym"), fizycznie przybiera w zakresie nadprogowym posta "prta" (walca) - jest procesem, ktry tak "twardo" i "walcowo" wyglda. moje ciao si odmienia, ale dla mnie jest staoci, jego zmienno stwierdzi mog wycznie jako gromadzenie danych z wielu punktw obserwacji i ich porwnywania. i mog to stwierdzi wycznie "spoza" swojego istnienia, "wychodzc" z siebie (ale w trakcie rozbudowanej, przebiegajcej "w czasie" logicznej konstrukcji). "smuga" energetyczna, ktr jestem, zbir punktw i chwil, ktre mnie tworz, nie jest mi dostpna, i to na adnym poziomie. tym bardziej na poziomie poniej progu dozna (pomiaru). wiat fizycznie musi si dla mnie "zamkn" w stabilny stan (oraz abstrakcj oczywicie), poniewa elementw tej zmiany nie dojrz. przy czym, co wane, o ile logicznie zamyka si to na nieskoczonoci-wiecznoci, to fizycznie take na/w tym zakresie, przez co biedny fizyk musi walczy z pojawiajcymi si co rusz nieskoczonymi wartociami, eby go nie przygnioty. dlaczego? to efekt braku moliwoci "ujrzenia" integralnie zawartej i ukrytej w takim dziaaniu logicznym zmiany. abstrakcja "sztywnieje" i mylenie napotyka barier nie do pokonania. i "ciana", i "osobliwo", i koniec analizy. co si dzieje, kiedy czterowymiarowa "smuga" kwantu napotka drug tak sam "smug"? i to jest w tym najciekawsze: wejd we wzajemne relacje (jednak pod warunkiem, e nie jest to tor kolizyjny). czyli e zachodzi "minicie" si na wielko jednego kwantu. ot w takim przypadku, co do atwo sobie wyobrazi (jako dwa wobec siebie rwnolege i "na kwant odlege" od siebie tory ruchu), zajdzie w punkcie "spotkania" si tych kwantw (czy dowolnego kwantu z innego zakresu), "zawirowanie". przecie w punkcie stycznoci, kiedy zaczn mijajce si kwanty dziaa na siebie "podmuchem" swojego ruchu ("czwartym wymiarem", zmian) i "mas", nastpi pojawienie si dwustronnej w tym wypadku "czstki". dwa pdzce kwanty obok siebie, w punkcie "styknicia", zaczn (pod wpywem wasnego ruchu) rotowa. oczywicie mog zaraz od siebie uciec, ale jeeli w otoczeniu jest nacisk kolejnych takich samych smug, ktre w tym punkcie take si "zderzaj", to powstanie wielowymiarowa jednostka, ktra bdzie dopeniona z wielu kierunkw. i moe powsta ju nie "fakt" podprogowy, ale materialnie dla mnie dotykalny fakt nadprogowy w rotacji i z wyrnionym centrum.
68

- "sia abstrakcji" - bariera poj w miar trwania ewolucji (tu ewolucji abstrakcji) przybywa konkretw, czyli powstaje "pole kwantowe" poj, tworz si "obiektywne" (i trwae) wartoci, ktrych rde szuka si w "samoistnych" reguach, objawieniach sowem, poza tak dziaajc jednostk (lub grup). abstrakcje usamodzielniaj si, a ich kolejne weryfikacje tylko wzmacniaj "(s)kostnienie". kada abstrakcja nadaje otoczeniu posta (zabudowuje je) i reguluje wydarzeniami z si, ktrej trudno si przeciwstawi operujcemu ni osobnikowi (czy zbiorowoci) a powstawszy, determinuje to, co w kolejnych krokach si pojawia. jeeli mam cigy dopyw energii (tu: danych, pogldw, ustale), jeeli abstrakcje nie "zatrzaskuj" definitywnie wiata dla jednostki czy grupy, to po okresie dominacji pojcia przychodzi jego kres, ale warunkiem zasadniczym jest tu nieprzerwany proces dopywu energii ze rodowiska. w przypadku jego ustania (lub maego poziomu, ktry nie pozwala na uzupenienie ubytkw), musi doj do stagnacji a nawet do zaniku zbioru stosujcego takie abstrakcje. sia zaistniaej abstrakcji jest rzeczywicie przemona. kady umys, ktry wytworzy dowoln abstrakcj, tej siy dowiadcza - jest jej uytkownikiem, ale i niewolnikiem. kiedy wytwarzam pojcie w umyle, tak powstay fakt staje si mn jest czci, elementem mojego definiowania (zrozumienia) wiata. i niczego innego poza tak wytworzonym zbiorem abstrakcji nie posiadam to jestem ja. i jest to moja (albo grupowa) "zasona" poj, zza ktrej i przez ktr obserwuj i definiuj otoczenie. energia napywajca ze rodowiska bya warunkiem zbudowania zbir poj, jednak po jego zbudowaniu to abstrakcje s "filtrem", ktry ksztatuje (i przede wszystkim "deformuje") dalszy pozysk kwantw, a zarazem wyznacza to, co "widz". i czasami dosownie, kiedy poddam si ich sile, zawa spojrzenie na poziomie reakcji fizycznych (np. wycina z obserwacji niezgodne z wiedz czy oczekiwaniami informacje). pokonanie bariery abstrakcji, odrzucenie nieadekwatnych do aktualnego stanu wiata symboli, to warunek mojego przetrwania, ale trudny, bardzo trudny krok do zrealizowania. dlaczego? bo, eby zmieni siebie oraz swoje pogldy na rzeczywisto, musz zarazem w tej rzeczywistoci uczestniczy i pobiera energi z otoczenia, a do tego musz posiada pojcia, ktre takie dziaanie umoliwiaj. wic jeeli kiedy-gdzie, ktry z moich przodkw (czy ja) wyprodukowa "z" i bdn abstrakcj, moe to okaza si barier, ktrej w aden sposb ju nie pokonam (zabraknie mi energii, dowolnie pojtej energii, fizycznej czy np. odwagi lub determinacji do dziaania w zbiorze) - i w rezultacie ugrzzn w/na "zasonie poj". i to na zawsze. radykalna zmiana warunkw w rodowisku, na ktre nie znajd sposobu w zbiorze posiadanych obrazw, "odsieje" mnie z rzeczywistoci (i wszystkich innych, ktrzy stosuj podobne symbole). tu nie ma litoci ani drugiego podejcia - pobdzie, znikasz z rejestru. umys, ktry produkuje w sobie "odbicie" wiata (abstrakcje), doznaje przy tym wielu emocjonalnych stanw - "udao si", "eureka", ju wiem, jak to (tam, w wiecie) dziaa. ale jeeli ulegnie tym emocjom w przekonaniu, e zgbi, e "przenikn", e rozpozna - przegra. nie ma abstrakcji doskonaej, dlatego, e to jest zawsze "tylko-a" odbicie zakresu poza mn. i musz posiada tego wiadomo i sprawdza, sprawdza, sprawdza do koca wiata (i jeden dzie duej) to, co mj indywidualny czy zbiorowy umys produkuje. bowiem mog mnie zmysy zwie w podrzucaniu obrazw, mog wspplemiecy wpa w sza i "ze" pojcia tworzy, zmiana warunkw jest wpisana w proces na kadym kroku. nie dowolnie i losowo, to zawsze realizacja jednej reguy, ale ilo moliwych form jej zobrazowania jest nieprzeliczalna. bariera abstrakcji jest konieczna, poniewa trzyma w ryzach wiat (dla mnie), wyznacza jego granice i porzdkuje go (i pozwala zrobi kolejny krok) - ale jedynie tu i teraz. "za chwil", pod wpywem zmian wiata, musz powsta nowe abstrakcje - i kolejne. musi zmieni si wszystko, eby nic si nie zmienio. warto o tym przypomina.
69

- budowanie si abstrakcji dla umysu, ktry nie postrzega (bo i jak?), e pomidzy faktami, ktre ma w swojej przestrzeni do poznania i dowiadczenia, zachodz relacje zwizku, dla takiego umysu co, co mimo tego si poczy w jeden sd o wiecie (wniosek, abstrakcj), dla takiego umysu jest to wstrzs - czasem dosownie. sia tego procesu zmienia mocno (lub zasadniczo) rodowisko pojciowe osobnika i na nowo ksztatuje jego osobowo. przeycie, emocje s tej rangi, e przypisanie im znaczenia "mistycznego" jest ju konsekwencj banaln. kiedy gbokiej zmianie ulega moje spojrzenie na otoczenie, kiedy fundamentalnie zmienia si rozkad "filtrw", przez ktre postrzegam zoono wiata, jest mi trudno przypisa zasz zmian sobie. "to musiao na mnie spyn", "to aska", "dotykam czego witego" itp. zmieniem si ja, i to na skutek wasnego dziaania jednak "winny" jest wiat, rzeczywisto, cud, czy co tam kto uzna za wyjanienie. czyli abstrakcja zaistniaa i usamodzielnia si ale z wszelkimi tego stanu konsekwencjami. sia abstrakcji jest tak przemona, e osobnik postrzega j jako co od niego niezalenego, odrbnego, zesanego przez kogo lub co, jako objawiajce si w nim "natchnienie". to zrozumiae, bo skd biedaczysko moe wiedzie, e to jego operacje na przestrzeni wielu lat, a nawet caego ycia (i nie tylko jego, ale take spoeczestwa) byy potrzebne, eby powstaa taka abstrakcja. to musi by uznane za cud z uwagi na nago tego faktu, co tylko podkrela znaczenie takiej abstrakcji i jej wpyw na dalsze czyny. - zwracam uwag, e to czysto fizyczno-biologiczny proces, ktry przebiega wedug praw kwantowej ewolucji, ale jake znaczce efekty. "sia abstrakcji" przejawia si na rnych poziomach, dotyczy oglnych uj bytu, siga nieskoczonoci i wiecznoci (i "dalej") - ale take objawia si w "pospolitym" byciu w codziennoci. dowiadcza tej siy umys, ktry wie, musi wiza (bo na tym zasadza si gwne znaczenie tego "organu") przypadki z odlegych obszarw wiata i dopatruje si w nich "logicznego" powizania ale i umys, ktry widzi na drodze banknot, z czego wyprowadza wiatosprawcze konsekwencje. to z takiej (adotwrczej) funkcji mojego "centralnego ukadu sterujcego" bierze si powizanie znalezionego banknotu z podkow zawieszon przy drzwiach, czy widokiem kominiarza po drugiej stronie ulicy (i uchwyconym guzikiem, i zakonnic, i bab z pustymi wiadrami, i...). tak losowo powstay cig wydarze, ktrych nic nie czy poza umysowoci osobnika, nabiera dla niego znaczenia - staje si abstrakcj i uoglnieniem regu wiata. i, co tu istotne, sztywnieje w miar powtarzania. a jeeli potwierdzi si w kolejnym zbiorze podobnych "faktw" (osobnik znajdzie nastpny banknot), czego przecie nie mona wykluczy (zwaszcza w duym miecie), nabierze znaczenia "dogmatu". lub dogmatu, ju bez znakw umownoci. co ciekawe i co wyranie potwierdzaj eksperymenty, jeeli na kocu takiego cigu zdarze nie pojawi si oczekiwany efekt, to winny jest osobnik i jego "ze" zachowanie. czyli skutek, rezultat potwierdzajcy - to objaw "aski z gry", ale stan zaprzeczajcy, to moja wina (wielka wina). poniewa co le zrobiem, nie odprawiem rytuau, itp. w obu przypadkach nastpuje wzmocnienie reakcji i iloci elementw "do odczynienia". w przypadku grupy dochodzi jeszcze efekt bliskoci osobnikw, ale mechanizm jest ten sam. odrzucenie tak wyprodukowanej abstrakcji okazuje si trudne lub niemoliwe, i na pewno wymaga wielu dziaa (i czasu). musi nastpi odrzucenie skadnikw osobowoci (wic wczeniej zaistniaych abstrakcji, tak osobistych, tak spoecznych), a to sprawa kopotliwa z wielu powodw. i najczciej nie jest moliwa w pnym stadium. przy skomplikowanej, rozbudowanej maszynerii logicznych (lub pseudo-logicznych) powiza, ktre produkuje umys i ktre ten umys oznaczaj w dugim okresie istnienia, trudno przebi zason abstrakcji, ingerencja musi sign podstaw (i podwiadomoci, zakresu podprogowego). po prostu "przestrojenie" "zej" abstrakcji moe dokona si przez wpisanie jej w wikszy zakres, przez obudowanie nowym zbiorowiskiem poj, jednak dogbne wymazanie nie jest moliwe. przecie abstrakcje to ja.
70

- rola jednostki w spoeczestwie - sia abstrakcji a jednostka - osobowo "znaczca" (przywdca) - granice dziaania etyka a jednostka, abstrakcje a jednostka ciekawy, nawet wany temat, ktry trzeba potraktowa z naleyt powag. jednostka o duym znaczeniu dla grupy (spoecznoci), "przywdca" w szerokim tego sowa rozumieniu, autorytet, wdz czy bohater - "kto", kogo inni uwaaj za osobowo. owszem, to zera tworz miliony, tylko e w pamici pozostaj jednostki. osobowo "przecitna" (bez definiowania, co to znaczy) oddziauje na wiat swoim istnieniem, jednak jej aktywne reagowanie obejmuje co najwyej rodzin, ssiadw i znajomych jest to wany fakt "w masie", jednak przede wszystkim dla siebie i najbliszych. i nie o kim takim w tym punkcie warto wspomnie. to, powtarzam, jest bardzo istotne, ale "zwrotnic dziejw" przestawia zawsze jednostka (nawet wwczas, mwic aforystycznie, kiedy unosz j ramiona tumu). "masa" buduje "tor", ale to jednostka formuje konkretne rozwizania "ruchu" po torze. dlatego trzeba zastanowi si, jak daleko moe si posun w swoich reakcjach, gdzie i czym s granice jej postpowania. i s to wane pytania. dla osobnika o osobowoci "przecitnej" wystarcza zbir regu (norm, praw), ktre s, tak to zdefiniuj, "filozofi uproszczon". w takim systemie porzdkujcym otoczenie nie musi by gbszych dywagacji o bycie-niebycie (lub dzieleniu kwantu na ile czci, bo "po co prostaczkw obarcza wiedz"). zbir regu, ktre pozwalaj trwa (i paci dziesicin) to wystarczy. kosmos, ewolucja, od kogo pochodz, to w takiej uproszczonej wizji rzeczywistoci sprawy nawet ciekawe, mona je jako zaksk do codziennoci zgbia, ale nie maj znaczenia. i trudno si temu dziwi, z takiej perspektywy zagadki bytu maj marginalne znaczenie, bo wany jest jutrzejszy dzie - i nastpny. a jeeli pojawia si myl o wiecznoci, to w kontekcie "ycia wiecznego" (stabilizacji chwili obecnej "w przyszo") - ale bez zastanawiania si nad konsekwencjami tego "wiecznego istnienia". podkrelam - to w adnym przypadku nie s stwierdzenia wartociujce, to do zgrubny szkic ta, w/na ktrym dziaa jednostka wybitna. filozofia uproszczona jest faktem i koniecznoci dla wikszoci osobnikw to normalno. przecie nie ma znaczenia, co jest treci i punktem odniesienia uywanych norm, czy s to niebiaskie przestrzenie, czy ziemskie raje techniczne - czy bg daleki i wywoujcy strach, czy leca w mauzoleum mumia wodza czy czowieczek z rk podniesion do przodu, wszystko moe sta si treci praw lub religii wszystko, co pozwala na gromadzenie energii i pomaga w istnieniu. kiedy ten warunek jest speniany, kiedy pokrzykiwania wodza potwierdzaj si w postaci gromadzenia coraz wikszej iloci zasobw, taka grupa wygrywa, istnieje i ma si coraz lepiej. e do czasu? c, wieczno to postulat filozofii uproszczonej dla osobnikw przecitnych, realno wiata to zmiana. wielokrotnie zastawiano si, dlaczego pojedynczy ludzie lub cae zbiorowoci wybieraj co, co pniej okazuje si im szkodzi (delikatnie to nazywajc), dlaczego narody "popadaj w obd" i id za kim, kto podpowiada im ze lub nawet "barbarzyskie" przesanie - i w konsekwencji zagad? odpowied jest prosta: utrwalenie i polepszenie egzystencji. w chwili, kiedy stare si nie sprawdza, wybieram nowe - bo daje nadziej na przeduenie mojego teraz. e taki wybr w przypadku jednostki dokonuje si (prawie zawsze) "w ciemno", a w przypadku zbiorowoci "na olep" (tylko z niewielk domieszk wiedzy) to fakt. przecie wybieram ze zbioru realnie istniejcego, jednak bez moliwoci wstpnego sprawdzenia, co si za tym kryje - wybr mona zweryfikowa tylko poprzez osobiste testowanie wybranej drogi. jeeli zaniecham wyboru nowoci i bd trwa w zmienionej sytuacji przy starych, wic dawno temu wypracowanych reguach (np. religii, pogldach na wiat), to, w najlepszym, razie grozi mi stagnacja - w najgorszym "reset". nowo w takiej okolicznoci jest jedynie sensownym wyborem - nawet jeeli jest to dziaanie "na lepo". przecie, eby wyj z labiryntu, trzeba i...
71

- jednostki "wybitne" - filozofia uproszczona czy filozofia uproszczona zaspokaja "przecitne" potrzeby? jak najbardziej. nie kady musi (i moe) zosta gboko analizujcym wiat umysem, nie kady moe zosta witym - a y trzeba (przynajmniej jaki czas). od filozofii (w kadej jej postaci) ukad, ewolucja oczekuje jednego: dostarczenia reguy postpowania, ktre pozwoli pozyska z otoczenia energii do dalszego, w miar stabilnego istnienia. jeeli "system" to spenia, wwczas potwierdza swoj warto i w kolejnych etapach zwiksza swoj zajto w rodowisku (wiksza grupa stosuje te reguy). i z takiej perspektywy zupenie nie ma znaczenia, co jest "treci powierzchown" takiego systemu, jakie wykonuj gesty-znaki lub wypowiadam sowa, liczy si "eksperyment", ktry potwierdza skuteczno tego systemu. to moe by dziaanie magiczno-zabobonne, religijne albo naukowe - kiedy jednak si sprawdza, zyskuje wyznawcw (i uytkownikw). w efekcie coraz wiksza grupa jednostek ni ten sam sen. z punktu widzenia konkretnej osobowoci nie ma znaczenia, ktre normy musi speni (i jakie, kiedy i gdzie rytuay "odczyni") - liczy si przetrwanie. to moe by np. codzienne poranne drapanie si w pit "na szczcie" (i dobry humor), jednak ten sam rezultat przyniesie rozbudowany system norm i rytuaw religijnych, z bardzo dugimi celebracjami "witych elementw" i melorecytacjami. obiektywnie, w analizie z boku, mona wyznaczy gradacj systemw dziaania w odniesieniu do zdolnoci pozyskiwania zasobw ze wiata, ale na poziomie reguy kady system jest tak samo dobry (o ile przedua moje istnienie). nie ma znaczenia forma zachowania, liczy si zawarta w tej formule wiedza o wiecie. wszak istnieje to, co moe istnie, a bdne pogldy s odrzucane. jeeli istnieje religia i dziaa, to znaczy, e odpowiada zapotrzebowaniu - kiedy jest negowana, to znaczy, e ju przestaje si potwierdza i tworzy problemy. e jednoczenie to oznacza czyj abdykacj z pozycji autorytetu? to ju wina autorytetu, a nie "przypadkowego spoeczestwa". jednostki wybitne. sia abstrakcji jest przemona, nie da si jej odrzuci przecie jest wszystkim dla ukadu j stosujcego. kiedy ksztatuje si, jest wynikiem nacisku otoczenia i dopywu energii - ale kadorazowo powstaje w konkretnej gowie, kto jest pierwszym. to ten osobnik zaczyna i ksztatuje system, cho moe z tego nie zdawa sobie sprawy - to on okrela, definiuje i nazywa. pytanie: czy, gdyby twrca nowej ideologii, religii, teorii by kim innym, czy tak powstay system byby rny, bardzo rny? odpowied: byyby inny - ale zarazem taki sam. odmienny w szczegach, ale podobny w oglnych zarysach. dlaczego? przecie taki osobnik dziaa w konkretnym, do danego czasu oraz przestrzeni sprowadzalnym rodowisku, a to jest postrzegane odmiennie co prawda przez kadego obywatela wiata, jednak posiada wsplne dla wszystkich elementy i stan chwili (od uwarunkowa fizycznych wychodzc, a po wsplnot jzyka i kultury). indywidualno osobnicza, to zrozumiae, nadaje wycznie "smaku" powstajcej regule (np. obraca si w pewnym krgu sw i obrazw), ale "zawarto" reguy jest ponadlokalna. drg dojcia zawsze jest mnogo - cel jeden. kady czas (i pokolenie) posiada swoj osobowo (i osobliwo). dlatego, jeeli dzi kracem mojego pojmowania wiata s kwanty i to kracem absolutnym - to przecie nie oznacza, e jutro nie pojawi si inny termin. tre si nie zmieni, jednak to samo moe zosta "opowiedziane" inaczej. mog najmniejsze z najmniejszych rnie nazywa, ale gboki sens pozostanie ten sam. mog si na ktrym etapie badania wiata odnosi do innego kwantu, nie dostrzega (z braku rodkw), e mj "atom" (dla mnie jedno absolutna) to struktura zoona, ale fundamentalna tre takiego pogldu jest poprawna, bo "istnieje" element najmniejszy z najmniejszych. horyzont poznania zmienia si (mj czy grupy), ale logiczna konstrukcja oddajca rzeczywisto bya znana "od zawsze" i przez wszystkich. - my, czowiek, od kiedy spojrzelimy w niebo i zobaczyem gwiazdy, znam(y) prawd. reszta jest szczegem do zbadania.
72

- rola jednostki wybitnej jeeli odnios znaczenie jednostki-autorytetu do regu ewolucji, to wwczas mog stwierdzi, e spenia ona rol osobliwoci, e jest punktem brzegowym procesu. w tym ujciu jej znaczenie moe by rozpatrywane jako fakt znajdujcy si "na przeciciu", ale i zarazem "poza" ewolucj - jest efektem minionego, ale wyznacza nadchodzce. z tej perspektywy mog powiedzie, e jest to stan zdeterminowany, e taki osobnik, paradoksalnie, dysponuje mniejszym zakresem swobody wyboru ni "przecitny" element zbioru. o ile bowiem jednostka wybitna (przywdca) posiada du swobod ruchu w bliskiej skali (tu i teraz), to jest zarazem gboko wpisan w dzieje, jako kolejny punkt w procesie. dua swoboda w konkretnej czynnoci, ale ograniczenia w zakresie poruszania si w zbiorze (moliwoci). wolny - jednak w trybach. e jednostka wybitna wyania si jako rezultat dziaa innych, to oczywiste. to efekt tego, co wnosi do grupy oraz jak jest postrzegana. jeeli dziaanie "przywdcy" pozwala grupie dziaa i pomaga, taka osobowo zaczyna cieszy si szacunkiem i wpywami jej sposb widzenia wiata staje si wany, a jej abstrakcje pozwalaj "ujrze". a jak daleko moe posun si jednostka "wybitna", ktre moe, a ktrych nie musi przestrzega zasad, eby osign cel? kluczem do odpowiedzi jest to, co pado przy okazji omawiania "siy abstrakcji", to pojcia wytworzone w umyle jednostki decyduj o tym, jak daleko si posunie i co zrobi. oczywicie w tej chwili i w tym miejscu pomijam wany element - stan rodowiska, to. osobnik, "jednostka wybrana", nie dziaa w prni, "oporno" (bezwadno) otoczenia (rnie definiowana) wyznacza zakres jej swobody, to s ograniczenia zastane i obiektywne. natomiast ciekawe jest to, jak swobod uzyskuje osobnik, ktry dziaa w wiecie wasnych abstrakcji, do czego, jak daleko moe si posun. i tu odpowied jest interesujca: nie ma granic. w zakresie moich poj tylko te pojcia s granic. moje abstrakcje to ja, ale take obraz wiata, w ktrym dziaam. jeeli nie posiadam innych symboli, to musz postpowa zgodnie z tym, co posiadam. tu nie ma adnej swobody, abstrakcje skadajce si na moj osobowo determinuj mnie absolutnie. - i dlatego odpowied na pytanie, jak daleko moe si posun jednostka w narzucaniu i egzekwowaniu (w sprzyjajcych okolicznociach) swoich poj, brzmi: daleko. maksymalnie daleko. bo wiat tej jednostki, to jej abstrakcje. powstaje zaptlenie - jednostka zostaje uznana za "wan" ze wzgldu na jej abstrakcje, a przez to uzyskuje ze wiata zwrotn informacje, e s to wane abstrakcje - i utwierdza si poprzez taki eksperyment, e s wane. a skoro nie ma innych i nie ma czasu na ich przeksztacanie (z rnorodnych powodw, najczciej prozaicznego nawau obowizkw), musi uzna takie abstrakcje za "wzorcowe" - i godne upowszechnienia. nawet kosztem nawracania (bo "bg i tak swoich rozpozna"). abstrakcja w takim przypadku usamodzielnia si do poziomu skrajnego. a to moe objawi si jako "rasa panw", "nadczowiek", "wyszo biaych" itd., przykadw historia dostarcza ogrom. kiedy powstaje w gowie osobnika abstrakcja (i odpowiednio w zbiorze), pojawiaj si emocje bardzo silne emocje. przechodzi dreszcz, nowo objawia si mrowieniem po plecach, "na pewno mam racj", a inni si myl. i jeeli tak powstae pogldy uzyskuj aprobat otoczenia, trudno si dziwi, e w rekcjach takiej osobowoci (bywa o "zerowej" wartoci), jej symbole wiata dla niej samej nabieraj duego, a czasami "witego" znaczenia. mechanizm banalnie prosty - skutki ju zupenie niebanalne. taka jednostka postawiona w sytuacji wyboru oraz zarazem wadzy decyzji, nie zawaha si przed niczym. i tylko mona podziwia tych, ktrym w takich okolicznociach starczyo odwagi na autorefleksj i odstpienie - lub przeciwstawienie si "wodzowi". kiedy osobnik czuje si wybranym, synem boga, nonikiem nowego w historycznym planie, musi postpowa tak, jak nakazuj mu jego abstrakcje tylko e to od otoczenia zaley, czy takie obrazy zdominuj wiat, czy zostan odrzucone. w normalnych czasach normalni izoluj wariatw w nienormalnych wariaci izoluj normalnych.
73

w sposb naturalny i w pierwszym skojarzeniu z pojciem "jednostka wybitna" nasuwa si zwizek z wadz, gdzie jest to szczeglnie jaskrawo (i bolenie) widoczne - ale "optanie" abstrakcjami dotyczy kadej jednostki. i s to czsto pozytywne dla zbiorowoci "deformacje" umysowe. - co wicej, nie ma powodu wspczu osobnikowi, e lgn mu si w gowie przerne wiaty (pomijam stany chorobowe), bo niesie to ogromn dawk przyjemnych dozna. wypada wspczu natomiast tym, ktrych dotyka to rzadko. bez "fanatykw", optanych ide, czy zamknitych w wiey (na ktrym pitrze) lub przesiadujcych dugie godziny w laboratoriach, nie byoby licznych wynalazkw (a zapewne adnego). nie byoby dzie sztuki i kultury, poniewa do ich powstania potrzeba nie tylko zasobw, ale rwnie wytrwaoci. tacy niewolnicy abstrakcji, postrzegani jako dziwacy (ktrymi s), godz si na wiele. - to nie s ani lepsi, ani gorsi obywatele wiata, a jedynie w caym zbiorze troszeczk "inni", zajmuj brzegow stref ("osobliwoci"). kady moe si takim sta, jeeli zechce. w nagrod ma si przeycie tworzenia "z niczego" oraz emocje tak silne, e zniewalaj umys do posuszestwa nawet wwczas, kiedy jednostka zdaje sobie spraw, e moe to by szkodliwe. abstrakcje dziaaj jak narkotyk, co "niematerialnego" potrafi ogupiaego czeczyn chwyci za twarz i morzy godem dugie dni... ale jakie to przyjemne... - ach ci masochici od abstrakcji... wiat jest taki, jak mi si zdaje, e jest - to oczywisto, ktrej nie mona niczym zastpi. przecie nawet jeeli moje wyobraenia otoczenia s bdne, nie mog ich odmieni z zachcenia, nie mog odmieni czego, co stanowi mnie samego. owszem, mog prbowa, a jeeli czuj dyskomfort, jest to po prostu konieczno, jednak samym silnym postanowieniem (poprawy) rzeczywistoci nie zmieni - licz si czyny. abstrakcje, ktre posiadam i ktrymi operuj, to wszystko, czym jestem i co budowao si przez cae moje dotychczasowe ycie. decyzja o tym, e powinienem szuka wyjcia z obecnego pooenia, e mam si zmieni, to naturalnie warunek zmiany, ale absolutnie wstpny. eby doszo do przemiany, musz dziaa - i trwa w tym postanowieniu. banalne stwierdzenie, ale to w niczym nie zmienia jego prawdziwoci. niezalenie, w ktrym punkcie zbioru si znajduj (przecitnym czy wybitnym), eby dostosowa si do nowych okolicznoci, musz zmienia swoje abstrakcje. jeeli mam zarazem wiadomo, e abstrakcje, ktrych uywam, nie s w peni sprawne, e wyznaczony za ich pomoc ogld rzeczywistoci nie jest poprawny (czyli doskwiera mi ich za i nieadekwatna do potrzeb forma), tworz si wwczas warunki do zmiany. ale to nigdy nie moe by zmiana zasadnicza - poniewa dziaam w rodowisku, ktre posiada fizyczne i spoeczne cechy. to musi by zmiana odpowiednia, dopasowana do przeobrae w wiecie, to warunek podstawowy istnienia. rozum jest skutkiem granic i dziaa w granicach. z jednej strony mog, nawet musz poszerza zajto rodowiska przez moje abstrakcje (pozyskujc rodki z otoczenia), jednak z drugiej musz istnie w wiecie abstrakcji, w wiecie zdefiniowanym pojciami i wanie przez to coraz bardziej "usztywnionym". kady dzie ycia, to krok w stron brzegu ewolucji, a abstrakcje to wewntrzny odpowiednik kwantw energii - to mj kosmos. postrzegane granice zewntrznego wiata logicznie przesuwam (do nieskoczonoci), ale granice mojego wiata w taki sposb rwnie zamykaj si, wypeniaj i ostatecznie sigaj wiecznoci. jak na zewntrz nie moe by prni, eby moga zaj ewolucja, tak samo nie mog dziaa w prni abstrakcji, poniewa pojcia s tym, co mnie wyznacza. w miar poznawania regu zwiksza si zakres mojej swobody zewntrznej (mog wicej), ale jednoczenie kurczy si zakres wyboru opisu wiata. kiedy kosmos "odbija" si we mnie w sposb peny, tworzenie abstrakcji dobiega koca. - z jednej strony maksymalna wolno czynu - z drugiej maksymalny brak wolnoci opisu. na szczcie pozostaj szczegy... dlatego te najwiksza wolno dla rozumu, na ktr zezwala ewolucja, to samodzielno (czyli rozumny proces) w wyznaczaniu granic postpowania. - bo przecie nie ma wikszej wolnoci, jak samodzielne ksztatowanie granic wolnoci.
74

- czy rozum wybierajcy abstrakcje nie popenia bdu? ach, popenia. to, e wyrniam, wybieram konkretn ideologi albo religi, konkretny system norm kulturowych, to efekt mojego zakotwiczenia w tu i teraz dziejcej si rzeczywistoci. powtrz, nie zaistniaem w prni, nie dziaam na pustkowiu - znalazem si jako jednostka i byt w morzu kwantw (wszelkiego rodzaju), i musz si do zastanego miejsca dopasowa. albo zgin. dotyczy to poziomu fizycznego, dotyczy spoecznego. posiadam zbir elementw, z ktrego i w ramach ktrego mog dokonywa wyboru - ale musz to czyni (przynajmniej od pewnego poziomu wiadomoci) z myl, e kady mj wybr, i to zawsze, jest obarczony bdem. nawet nie potencjalnym, ale jak najbardziej realnym. powd? przecie co wybierajc, zamykam si w pewnych, tym wyborem (i t abstrakcj) wprowadzonych granicach. wybieram drog, ktra moe, ale nie musi prowadzi do celu. na pewno prowadzi do jakiego celu, ale czy ten cel znajduje si w nieskoczonoci-wiecznoci, czy za najbliszym zakrtem, tego nie dowiem si na pocztku drogi, a cofn si ju nie mona. jeeli dokonam zego wyboru (czy zostanie on narzucony), nie ma ratunku. dlaczego si nie dowiem? bo ugrzzn na/w granicy, ktr ta droga si koczy. jeeli bdzie to stan nieuwiadamiany (bycia w/na brzegu), nie jest jeszcze le, tragedia zaczyna si wwczas, kiedy o tym wiem. wszak osobliwo to nic przyjemnego. kada jednostronno prowadzi do bdnego wytyczenie szlaku im wicej mog drg rozpozna, tym wiksza szansa dla mnie, ale przede wszystkim dla grupy (kto na pewno dojdzie). nawet "idc na lepo" (czy za podszeptem), trafi si w t maksymalnie dug drog, to czysta statystyka. ja mog pobdzi, ale osobnik z boku moe wej na waciw. kiedy nie dysponuj wstpn moliwoci weryfikacji, co znajduje si "dalej" (za zakrtem), najlepsz strategi jest pj i si przekona. e jest to obarczone ogromn niepewnoci? zgoda, ale kady krok w nieznane to nierozpoznane pomniejsza - i nie jest to tylko adne, efektowne powiedzenie, ale opis ewolucji w trakcie zachodzenia. e kady wybr niesie bolesne dowiadczenia? niesie. sprawdzanie na wasnej skrze opornoci ("twardoci") wiata boli - ale przecie niczego innego nie ma. eby pozna rzeczywisto oraz jej "kanty", trzeba tego dowiadczy (doznawa na wszelki sposb). jeeli moja abstrakcja jest poprawna (logiczna) przeyj, jeeli bdna - zgin, taka jest cena bdzenia w wiecie. warto spojrze prawdzie w oczy, co w szerszym odniesieniu znacz bdy rozumu, kropelki w oceanie, kiedy "bdzi" caa ewolucja? za le postawion hipotez w ewolucji pac istnieniem osobniki, gatunki, spoeczestwa i cywilizacje. ba, cae wszechwiaty zgin, jeeli bd "bdnie" skonstruowane. c wobec tego znaczy zagada narodu? c to jest jeden nard (nawet "wybrany") wobec wiecznoci... istnienie (ale i zaistnienie) rozumu to bdzenie, to ustalanie faktw, uoglnianie danych i nastpnie sprawdzanie tego, co si wypracowuje. wszystko, co wyprodukowa i cigle produkuje mzg, to zaoenia wstpne do eksperymentu, tymczasowe hipotezy i meta-fizyki do sprawdzenia. - kada nowa religia czy ideologia, kady pogld naukowy, ktry dopiero si zaczyna, to stawianie hipotezy i formuowanie pytania do wiata. pomoe przetrwa, wic udziela poprawnej odpowiedzi - kiedy jest bdna, ginie wraz z wyznawcami. ale poniewa istniej, to mog stwierdzi, e oglny bilans bdzenia w wiecie tutejszego rozumu jest dodatni. na dzi dodatni. nawet pobiene spojrzenie za siebie przynosi tak wiele dramatycznych obrazw, miejsc oraz chwil, w ktrych mogo doj do odsiania z rzeczywistoci mojego przodka, e nawet nie popadajc w przesad, mog okreli ten fakt jako skrajnie mao prawdopodobny jednak nie niemoliwy, jestem. ale skrajnie trudny do osignicia. dlatego chc w osobnym akapicie (i specjalnie) odda minionym pokoleniom to, co si im naley - szacunek. dzi ju nie ma znaczenia, jakich moi poprzednicy dopracowywali si abstrakcji, czy bdzili, czy mona byo sprawniej, wic z mniejsz iloci ofiar - liczy si fakt, e jestem. gdyby zabrako na/w tej drodze choby jednego elementu ........
75

religia

76

- ewolucja religii - abstrakcje a religia w toku opisu mechanizmu tworzenia si i dziaania abstrakcji, ujcie religii jako tematu oddzielnego wydaje si zasadne. nawet prezentujc "zgrubnie" i, si rzeczy, oglnikowo i wybirczo ksztatowanie si poj, a take omawiajc wpyw, jaki wywieraj na osobnika, nie mona pomin tak wanego i cile z pojmowaniem wiata zwizanego zagadnienia. dlatego, e jeeli nawet osobicie mam inne i odmienne spojrzenie na otaczajc mnie rzeczywisto, to nie mog negowa znaczenia religii w przeszoci - i tego, e jest to dla wielu wobec mnie wspczesnych istotny zbir abstrakcji. ju to wymusza podjcie tematu "filozofii uproszczonej" tu w formule "religii". po drugie, co rwnie wane, religia, wszelkie systemy opisujce otoczenie z odwoaniem si do kogo/czego "poza" "tym wiatem", to nie jest tylko zbir bdnych, czy dogmatycznych abstrakcji, ale element wsptworzcy dzisiejszy stan wiedzy. wszak abstrakcje "religijne" na rwni z naukowymi, racjonalnymi ujciami byy i s skadnikiem opisu otoczenia, w kocu chodzi o jeden i ten wiat, jeden umys w nim dziaajcy - i jedn zasad ten przestwr tworzc. opisujc go mona udziela rnych odpowiedzi na poziomie "sw", ale gboka tre zawsze pozostaje ta sama. rnice midzy opisami pojawiaj si wycznie w obszarze zyskw (energetycznych), ktre mona z takich abstrakcji czerpa. religia to nie tylko "moralno z nadbudow", system regulacji z korzeniami niebiaskimi, ale sposb definiowania, ktry ma swoj wan rol, i nie tylko negatywn. to wypada podkreli i analizowa. - zgoda, to nie jest najlepsza i jedyna (bo objawiona) metoda spojrzenia na rzeczywisto (oraz "przejrzenia" jej na wylot), ale rwnie nie jest to rdo samego za - to nie utopia, ale i nie prawda ostateczna. jak kady produkt umysu (bdzcego), posiada swoje wady i zalety - a poniewa wielorako w dziejach si sprawdzia, nawet pomagaa przetrwa, nie ma powodu, eby zbywa religi kilkoma sowami. wszelkie formy wydzielonych szlakw poznania wiata s w istocie wieloci w jednoci, drg moe by bezlik, jednak cel jest jeden: zrozumienie, opisanie otoczenia. na kocu definiowania musi si pojawi Kosmos, Ewolucja, kwant(y) - i nieskoczono-wieczno. nie ma znaczenia abstrakcja, sowo kodujce te treci, one s i musz wystpi w kadym systemie. nawet jeeli autor nie ma adnego pojcia o takiej gbokiej zawartoci, zawsze o niej mwi jeeli system poj pozwala przeby cho jeden krok dalej, jest poprawnie zbudowany i siga "prawdy". rwnie dobrze mog uy pojcia "bg" na zobrazowanie i opisanie nieskoczonego i wiecznego Kosmosu - i bdzie to to samo. rnica w szczegach (a wiadomo, e "prawie" robi rnic). jednak na/w poziomie sw midzy tymi abstrakcjami rozbienoci nie zachodz, tre gboka, skryta dla operujcego sowem "bg", jest tosama ze sowem "Kosmos" tylko e dociera si do niej "w jednym skoku" umysu. i std problemy. chc to podkreli, poniewa szalenie wane - umys analizujcy rzeczywisto, konstruktor abstrakcji moe nie mie pojcia (wicej: nie moe mie pojcia) o procesach, ktre przeprowadza umys na poziomie swoich fizycznych struktur (abstrakcji fizycznych), ale wynik osignie. dla bytu operujcego pojciami (filozofa) dostpny jest wynik takich operacji, ale nie etapy porednie, te gin w pomroce konkretnego umysu (na/w jego podpoziomie) - oraz w pomroce dziejw (kiedy chodzi o wielopokoleniowe operowanie pojciami). umys "wie", otrzymuje gotowy wynik operacji, wychodzc z tu-i-teraz, onglujc pojciami wywiedzionymi ze wiata (doznanymi i sprawdzonymi eksperymentem) - musi "od razu" skoczy do nieskoczonoci i wiecznoci, do brzegu analizy, dlatego e cao operacji na noniku jest zakresem ciemnym. jak nie widz pdzcych po kablach i procesorach w kalkulatorze elektronw i nie ledz, nie mog ledzi procesw w nim zachodzcych, a postrzegam tylko wynik - tak samo sam siebie nie mog w pracy czstkowej uj. czyli mam wynik "wiat", "bg", "Kosmos". i ju wiem. wszystko...
77

do zagadnienia wrc, ale wypada podkreli, e filozof, ktry analizuje wiat, do jego zdefiniowania potrzebuje spokojnego miejsca, troch czasu, nieco jada - i ju moe byt (i niebyt) przenicowa, i to dogbnie. dlatego siedzc w jaskini i sptany swoimi abstrakcjami, mog si penego i poprawnego obrazu rzeczywistoci dopracowa. - tylko drobnostka, na sprawdzenie takich "wizji" potrzeba pniej kilku tysicleci oraz rozbudowanych dziaa materialnych. o ile bowiem produkcja umysu jest mao energoerna i dokonuje si szybko, o tyle weryfikacja szczegw wymaga ogromnych nakadw. mog doj "jednym skokiem" atomu i nieskoczonoci Kosmosu, ale eby to fizycznie zweryfikowa, musz zbudowa bezlik porednich drg i rnych wspomagajcych machin. efekt ten sam, jednak zysk praktyczny zdecydowanie rny. ale co waniejsze, a dla dziaajcego umysu najwaniejsze - tak naprawd to nie wynik operacji jest tu sednem, ale droga do celu, wdrowanie przez i po rzeczywistoci jest wartoci sam w sobie, reszta jest dodatkiem. owszem, wiedza o mechanizmach wiata drog umoliwia (i j przedua), jednak to samo (za)istnienie jest wartoci. w ewolucji liczy si droga do celu natomiast osignicie celu koczy poznanie, jest spenieniem, ale jednoczenie smutkiem spenienia. to droga, etapy porednie s tym, co decyduje o przyjemnoci i o zrozumieniu przebytej drogi i punktu, w ktrym si znalazem. kiedy buduj abstrakcje, dowiadczam rozlicznych emocji, ale wanie emocji, brak tu krokw przejciowych, tak istotnych dla zrozumienia. przecie nie "przewietl" sam siebie, odczuwam zmiany, ale nie rejestruj przemian prowadzcych do wyniku. dlatego, cho posiadam efekt dziaania, nie wiem, jak do niego doszedem, byo przyjemnie opracowywa wnioski, ale brak rozeznania w etapach porednich ca wiedz zubaa. wszelkie po drodze budowane abstrakcje s przecie take faktami osobliwymi, brzegowymi i nie pokazuj swojej gbokiej, dla mnie ciemnej i ukrytej zawartoci. a to wanie ta zawarto jest tu wana i najwaniejsza. co mi po prezencie w postaci "telewizora", kiedy brak mi schematu wewntrznego oraz instrukcji obsugi. to "suplement" do abstrakcji, ktry pokazuje, jak ta abstrakcja si buduje i co zawiera, to jest dla mnie warto, ktra w kroku kolejnym przyniesie zysk. z samej abstrakcji, jak z otrzymanego "telewizora", mog (i powinienem) si radowa, wszak to mio co otrzyma (wywouje emocje) - ale kiedy na najbliszym "zakrcie" urzdzenie si zepsuje, to ju go nie naprawi, bo brak danych. i koniec przyjemnych dozna - i kopot i odsianie z rzeczywistoci, poniewa jej nie rozpoznaem. podarki abstrakcyjne s wane, ale nabieraj gbokiego znaczenia wwczas, kiedy posiadaj "obudowanie" w postaci opisu krokw czstkowych. abstrakcja na poziomie "operacyjnym" (nonika) jest zawsze dla mnie skryt, to zakres podprogowy i z zasady ciemny. doznaj efektu tych przemian - bywa, e w dreszczu emocji, co niebywale wzmacnia znaczenie tak pozyskanej wiedzy, ale bez logicznego "rozwietlenia" tego obszaru, bez poznania, co si skada na otrzymany wynik, jest to dla mnie tylko (i a) "prezent". wany, ale mao praktyczny - bowiem zysku z niego niewiele. a jeeli jest to np. abstrakcja z zakresu "objawie", religijna, czyli nie do weryfikacji tu i teraz (cho za jaki czas moe by weryfikowalna), to stoj na pozycji jedynego, ktry tak abstrakcj "widzi". wic z zasady jest to dla innych tre nieprzekazywalna. i nie mam jak przerzuci pomostu midzy moim "snem na jawie" a nicymi obok. w mojej gowie, w moim prywatnym nie taki przeskok jest moliwy, poniewa wystpuje do tej abstrakcji rodowiskowo (zbir poj) - ale pomidzy rnymi osobnikami brak elementw nonych, jest "prnia" i dlatego porozumienie si rwie. mona tak abstrakcj przyj bez dowodu ("na wiar"), albo odrzuci. kwanty porednie, czyli schemat postpowania (i poruszania si) w labiryncie, to jest to, co zawsze musi by dodane do abstrakcji, eby jej tre moga si rozprzestrzeni. powtarzam i podkrelam, prezenty (zwaszcza abstrakcyjne) s mie, ale speniaj swoj rol najlepiej wwczas, kiedy przynosz korzy obdarowanemu - kiedy ten wie, co z podarkiem uczyni.
78

- rzeczywisto a abstrakcje - etap pocztkowy na pocztku byo nic... na pocztku "jestem" jako byt i logicznie niezbdna jednostka kwantowa osobliwo. ale nie ma mnie jako struktury wiadomej siebie, skomplikowanej wewntrznie i wielowymiarowo zabudowanej. jest brzeg w postaci zakoczenia jednego etapu ("rodzicielskiego") i brzeg pocztkowy etapu "potomnego" (mnie). ale "tu" ani jestem, ani "co" jest. to "zadatek", ktry moe okaza si przyszociowy - ale nie ma poza tym nic. tu-i-teraz, na pocztku, nie ma nic. ta zasada odnosi si do mnie, dotyczy kultury, etyki, religii, nauki, wiata - kadej ewolucji. na pocztku jest nic. wicej, rozrnienie na takie dziay jest dokonaniem pnym, ju z pozycji bardzo skomplikowanej struktury. w/na etapie pocztkowym wszelkie, z takiej perspektywy tylko potencjalne sposoby podziau rzeczywistoci, to jedno. w tym miejscu takie sposoby opisu oraz definiowania wiata mog, ale nie musz zaistnie. wystarczy, e zabraknie w ukadance jednego elementu, a ona nigdy nie powstanie. z tej perspektywy to, co naukowe, wspwystpuj z religi (szamastwem), moralno to odlega, mao pewna przyszo, a niebo wisi nad gow i spuszcza na ziemi swoje gwiazdy za mj grzech. religia (wczeniej jeszcze wszelkie rytuay i zabobony) jest tym samym, co racjonalne poznawanie rodowiska, poniewa to, co uznaj dzi za nauk, wanie w takich (tamtych) dziaaniach si tworzy. z tej perspektywy rozpoznane fizyczne rytmy (i reguy) otoczenia s pochodn "czyjego" na mnie dziaania, a ja, eby przetrwa, musz je odkry i praktykowa. przypadkowo wykonany gest, ktry skrzesze iskr, to znak aski i wspomoenie "z gry" ale zarazem skok z gry (bo zapragnem lata) definitywnie takiego "zego" eksperymentatora eliminuje z istnienia i jego pogldy (nawet jeeli powouje si na osobiste kontakty z zawiatem). "obmacywanie" rzeczywistoci w/na tym etapie jest naukowe i religijne jednoczenie - i nie moe by inne. kada w mojej gowie powstajca abstrakcja tworzy si na fizycznym noniku, ale dla mnie pojawia si w sposb skryty (cudowny), jako rezultat dziaania i symbol operacji na materii. i usamodzielnia si, i deformuje moje postrzeganie oraz reagowanie ale jest zawsze "spoza" mnie. "usyszaem" gos, "co" we mnie przemwio, jam jest tylko ndznym "przekanikiem". ale poniewa regua si sprawdza, czyli mog ponownie zapali ogie, abstrakcja "utwardza" si. i, to konieczno, obrasta rytuaem. eby ponownie ogrza si przy ognisku, musz wykona to i tamto (i kolejne) i religia ognia ju powstaje. "naukowa", a jake, i to bez adnych podtekstw. przecie, powtarzam, na tym etapie nie ma i by nie moe rozrnienia na dogmat i racjonalno, to jedno. osignem efekt swojej dziaalnoci na abstrakcjach, ale nie mam objanienia czynw, to jest dla mnie strefa zakryta. otrzymany wynik wystarczy do przeycia, a czas na filozofowanie przyjdzie pniej - za ile tysicy lat. jeeli "bg" objawi mi si w doznaniu abstrakcji, to istnieje, a ja musz go sucha. bo jeeli sucham, to wejd do ziemi obiecanej (nawet po omacku i bdzc po pustkowiu). abstrakcja jest ze mnie i we mnie, jednak w odbiorze poza mn i obca. i ma to konsekwencje, przekada si na moje postrzeganie. - wiat na/w tym wstpnym etapie jest namacalnie (i wielozmysowo) obecny wraz z "tu po" pojawiajc si jego abstrakcyjn interpretacj, dla mnie zachodzi jedno dotknicia czego oraz tego, w moim umyle, abstrakcyjne "odbicie". wiat, w logicznym rozbiciu, jest pierwszy, materia jest punktem wyjcia - ale taki podzia to znw daleki etap, ktrego nawet na horyzoncie nie wida. dla mnie materia i duch, "dotyk" i abstrakcja, to jedno funkcjonalna. rzeczywisto, stan mojej pocztkowej ewolucji (poznawania otoczenia) jest jednoci, ktra moe, pod wpywem nabywania wiedzy (energii szeroko pojtej), podzieli si na wsze podewolucje - ale nie musi. jestem, ju wiem, e jestem, wyodrbniem si z otoczenia, ale jestem nauk-religi-kultur-etyk... wszystko jest we mnie i potencjalnie, ale czy si wyodrbni? oto jest pytanie.
79

- dwie drogi ewolucji abstrakcyjnej - materia i duch ciekawe konsekwencje przynosi podzia wiata na zakres "materialny" oraz "duchowy", czyli rozrnienie na zakres abstrakcji we mnie i w otoczeniu. te powstae "z niczego" (z gowy) pojcia, poniewa s niedotykalne i nie mona ich rkoma ugniata, staj si waniejsze - a "pospolita" materia, ktra si cigle psuje, o ktr trzeba zabiega i utrzymywa w ruchu, ktra, bywa, nawet czasami cuchnie, a na pewno boli w zetkniciu z twardym podoem, staje si "czci gorsz" i nie zasuguje na szacunek kogo, do kogo przemawia "bg". zakres obsugiwany przez abstrakcje z zasady niedotykalny (np. kultura), to co lepszego, czym moe zajmowa si obdarzony ask - a zbieranie ziaren "to takie pospolite", wic niech si baba mczy. nie, tu nie chodzi tylko (a nawet w bardzo maym stopniu) o omieszenie tego idcego przez wieki podziau wiata na zakres duchowy i materialny, dlatego, e jest to przecie odbicie dwu generalnych torw opisu. wszak to, co uchodzio za "religi", czyli cz "duchowa" oraz, z drugiej strony, "nauka", czyli obszar dziaa na/w materii, to wanie podzia wywodzcy si z tych dwu torw abstrakcyjnego ujcia rzeczywistoci. na pocztku to bya funkcjonalna, wic codzienna jedno, ale stopniowo drogi si rozchodziy, i to na maksymaln moliw odlego (jako sprzeczno wobec siebie). dzi musi si to ponownie zbiec, cho oczywicie na fundamencie fizyki (i Fizyki) - jako to byo na/w pocztku. aktywno wewntrzna umysu, budowa abstrakcji wywodzcych si z tego wiata, ale oderwanych i "polatujcych" nad tym wiatem (jako idee), to byo i jest co waniejszego, lepszego, spoza codziennej mitrgi. "pan wiata" nie moe by skalany "wydzielinami", musi by "czysty" (rytualnie i wszelako) eby sysze gosy (wewntrz siebie), nie ma prawa dotyka upadej materii. itd. - oczywicie celowo staram si tak budowa zdania, eby wple w nie liczne skojarzenia z rytami, ktre tworzyy si jako skutek pocztkowo doznawanego tylko, a nastpnie ju wiadomego, wic na podbudowie systemw filozoficznych, wprowadzenia podziau na zakres "wyszy", duchowy, oraz "niszy", materialny. punktem wyjcia by mechanizm tworzenia si w gowie abstrakcji a punktem dojcia rozbudowany rytua przernych religii, niebywale trudny do pokonania (odrzucenia w chwili potrzeby). zasona, bariera nawarstwionych przez wieki abstrakcji skutecznie przesaniaa (i przesania do dzi) dla wielu to, co jest "dalej". trudno rwnie zliczy narody, kultury i cae cywilizacje, ktre nie mogy tej bariery pokona i (w niej) ugrzzy. dlatego, waciwie z tak pewn niemiaoci, staram si przeprowadzi tu i teraz ponowne zczenie ducha z materi, poniewa to musi wywoywa (u wielu) reakcj obronn. idcy przez tysiclecia podzia, tak fundamentalnie w prawa wiata zakotwiczony, podzia na dobra wysze i byle jak materi, ktrej to humanista z krwi i koci nie tyka ("ja na fizyce si nie znam"), jest silnym - bardzo silnym emocjonalnie i praktycznie obecnym w myleniu. kultura, cho zawsze si dzieje na podbudowie jako fizycznej, to (oczywicie) w odbiorze zakres uduchowiony, moralno to objawienie z niebios a poezja (nawet ta pisana "z trzewi") to natchnienie. ponowne poczenie w jedno obu poziomw definiowania wiata jest koniecznoci, nie ma od niego odwoania. przecie, kiedy sprowadzam tworzenie si abstrakcji do jednej gowy, jednego wiata i jednej reguy (i dotyczy to zawsze i wszdzie) to nie mog wydziela "ducha" z "materii", bo duch jest z materii, a materia odmienia si duchowo. ustalam w/na kadym etapie to samo (cho nie to samo), w kadym procesie mam zawsze ten sam rytm (regu). - to, e widz w tej jednoci dwie oddzielne drogi, to nie wina wiata, ale mojego nieostrego postrzegania. zgoda, fizycznie, jako byt, zawsze pozostaj w zakresie dwuelementowym (zero-jedynkowym, nic-co), ale dysponuj jeszcze logik - i mog jedno "spoza" wprowadzi do obszaru mojego mylenia. - bo na kocu przecie jest nic...
80

- dwie drogi abstrakcji co z pocztkowej jednoci procesu si wyania, czym si koczy? przed chwil to ju pado ponownym zbiegniciem w jedno pogldu na cao wiata. w kocowym i ostatecznym ujciu rzeczywistoci obie drogi analizowania musz si zbiec w jedno (dwudzieln ewolucyjn jedno). pocztek to punkt, ale na kocu rwnie mam punkt. a po drodze s wszelkie moliwe "rozdrobnienia", dziedziny nauki i sposoby opisu rodowiska (oraz siebie). - oczywicie kade generalne ujcie rzeczywistoci, czyli tylko abstrakcyjne (jako te "wysze" i niecodzienne), czy tylko fizyczne, materialne (i przez to "nisze", wic pospolite), jest w rzeczywistoci przebiegiem wewntrznie podwojonym i skada si jednoczenie z czci abstrakcyjnej, budowania abstrakcji uoglniajcej obserwowany i doznawany proces - oraz czci "namacalnej, odnoszcej si do realnoci. eby "wyprodukowa" abstrakcj, symboliczne zdefiniowanie faktu z mojego otoczenia (czy zachodzcego we mnie, ale pojmowanego cielenie, jako dziejcego si "zewntrznie" w stosunku do mojego "ja"), musz ten fakt jako dotkn, musz wej w relacj z fizyk (materi). zawsze pierwszy jest fakt i konkret, wic eksperyment (jako naukowy), ktry dopiero pod wpywem dozna i gromadzonych danych mog uoglni w wiedz (abstrakcj). ale i drugi tor dziaania, budowanie abstrakcji "czystej", mylowej, a ktra powstaje dla mnie jako "olnienie" (czy objawienie), take ta droga zawiera cz fizyczn, i to w dwojakim nawet rozumieniu. po pierwsze, jako fizycznie w mzgu konkretny nonik, z czego nie musz i zazwyczaj nie mog zdawa sobie sprawy (to jest podprogowy zakres procesu mylenia, ciemny i nieoznaczony). ale, to po drugie, dotyczy rwnie czci materialnej wiata, przecie moje uoglnienie, w postaci wytworzonej abstrakcji, posiada gbokie zakorzenienie w rzeczywistoci. z czego take nie musz i nie mog zdawa sobie sprawy (na wczesnym etapie analizy otoczenia), bo gromadzenie danych przebiega dugo i wynik jest dla mnie oderwany od przyczyny. uwiadomienie sobie, e narodziny nowego czonka grupy ma zwizek ze zdarzeniem sprzed dziewiciu miesicy, to w poznaniu wiata wiedza (abstrakcja) pna, bardzo pna. musi wytworzy si i samowiadomo, i poczucie czasu (oraz jego mierzenie), i archiwum danych, w ktrym mona czy odlege zdarzenia itd. w kadym dziaaniu jest zawarta cz konkretna, odnoszca si do rodowiska w jego fizycznej, wic dotykalnej postaci (jednak znajdujca si "na zewntrz" mnie) ale rwnie uoglnienie, abstrakcja, pojciowe opisanie tego rodowiska (we mnie). problem oczywicie pojawia si wwczas, kiedy ktra ze stron dziaania "na niepodlego" si wybija i bierze gr. czyli albo koncentruj si tylko na stronie fizycznej, albo abstrakcyjnej. z zasadniczym w tych okolicznociach zastrzeeniem, e w praktyce eksperymentator, ktry na co dzie "babrze si" w czstkach materii, ma z natury mniej szans popa w "dogmatyzm" (cho nie jest to wykluczone) - poniewa swoje abstrakcje musi w kolejnym kroku odnie do rodowiska. i jeeli popeni bd w budowaniu uoglnienia, "rozbije" si po prostu o cian materii (czy drwiny innych badaczy). ale z dziaajcymi na niwie "duchowej" jest duo gorzej - tu popadnicie "w obd" to ryzyko wrcz zawodowe. w czasie snu jestem skazany tylko na swoje abstrakcje, nie posiadam zewntrznego punktu odniesienia i weryfikacji, wic o pomyk (take chimery) nietrudno. kiedy operuj wycznie abstrakcjami, z niewielkim odwoaniem do wiata, mog w takim przypadku na zarzut, e fakty nie zgadzaj si z moimi abstrakcjami, odpowiedzie: "tym gorzej dla faktw". i oczywicie mam pene do tego prawo. ba, nawet wicej - inaczej nie mog postpi. bo budowane tak abstrakcje s moim, prywatnym snem o rzeczywistoci, a wic wszystkim, czym dysponuj. jednak, to fakt, byoby dobrze (dla mnie), gdybym albo prbowa te abstrakcje jako potwierdzi, albo musz si pogodzi z tym, e "nie obudz" si i nie pogadam z innymi nicymi na temat rzeczywistoci. prywatny zestaw abstrakcji to przyjemna sprawa, ale jeszcze ciekawiej wymieni pogldy na ich temat z kim obok - bo moe widzi co wicej.
81

- ewolucja religii na obecnym etapie ju nie definiuj pojcia "religia", wrzucam w taki termin wszystko, co si z nim wie. nie ma znaczenia, czy to magia, zabobon, mocno zdogmatyzowane i zrytualizowane systemy religijne - czy rwnie pod to sowo pasujce zachowania pozornie naukowe (np. alchemia), wszystko to s formy, w konkretnym czasie poprawne, reagowania na rzeczywisto, a ktre powstaj jako uoglnienie pyncych z otoczenia danych. i pozwalaj przetrwa. mog nie by wiadom operowania wypracowanymi abstrakcjami ani ich pochodzeniem, ale jeeli bd je stosowa i przeyj, s poprawne. mog przypisa im (dla podkrelenia wagi) rdo "w zawiatach", to nie ma znaczenia, liczy si obecne istnienie. w przyszoci, dla nastpnych uytkownikw abstrakcji, bdzie to przeszkod ("utwardzi" i uwici zasad), ale na dzi wszystko, co pomaga, jest dobre. jeeli tym regulatorem zachowa jest religia (dowolna), to dobrze. nie odrzuc jej dlatego, e mi si nie podoba taki sposb widzenia wiata, nie powiem w chwili, kiedy jest to jedyny sposb opisu rzeczywistoci i pomocny przepis na przetrwanie, e to opium dla ludu - bo nic innego nie ma. owszem, przy zmianie uwarunkowa, kiedy zamiast wspomnianego "opium" mam inne metody przytrzymania si ycia, zarekomenduj odrzucenie "narkotyku", bo to substancja szkodliwa (a na pewno deformujca gboko moje postrzeganie otoczenia). ale jeeli jest to jedyny sposb na "umierzenie" blu egzystencji, wwczas odmawia takiej "substancji" nie mam prawa. jeeli zaistniaem dlatego, e kiedy dominowao magiczno-religijne ujcie rzeczywistoci, nie mog odrzuci tego faktu, bowiem zaneguj wasne istnienie. co bdnego w moim dzisiejszym spojrzeniu, byo prawd i pomoc w przeszoci - co bdnego dla mnie i w moim zbiorowisku abstrakcji, moe by wsparciem dla innego osobnika. mam prawo to odrzuca i pokazywa niedostatki, ale odbiera potrzebujcym nieba mi nie wolno. jeeli magia-religia stabilizuje jednostk i grup w istnieniu - dobrze. natomiast z chwil, kiedy przestaje si potwierdza, kiedy pojawi si zdarzenia, ktre taki system nie obejmuje, wwczas nawet "wite" normy przestan by wite, a grupa rozpadnie si - lub zaniknie. w miar nabywania ze wiata energii - rwnie w oparciu o religijne metody dokonuje si nieuchronne wywaszczanie takiego spojrzenia na rzeczywisto z kolejnych obszarw. najpierw dowiaduj si, co jest poza najbliszym krgiem (horyzontem), pniej co jest za morzem i oceanami - nastpnie niebo okazuje si puste i "boga tam nie zauwayem" - a na koniec dla rozumu nawet Kosmos i nieskoczono-wieczno to za mao (cho upchn w bezkresie "co" wicej ju nie mona). co pocztkowo byo podlege religii w formie absolutnej, co w codziennoci wyznaczao kady krok i myl, oswobadza si z tego ujcia take absolutnie. i sprowadza wwczas pogld religijny do wymiaru lokalnego czyli do jednowymiarowego punktu (osobnika), ktremu taka zredukowana i uproszczona filozofia jest yciowo potrzebna. - od punktu jednoci - do jednoci punktu, tak prezentuje si droga poznania religijnego. od wycznoci w spojrzeniu dla wszystkich, do jednostki takim spojrzeniem si kierujcej. od kwantu do kwantu, od osobliwoci do osobliwoci. ostatnim obszarem, ktry pozostaje w sferze wpyww oraz wydaje si niezbyt zagroony (bo to cz "duchowa", tylko "czysta abstrakcja), to moralno i etyka. czy moe fizyka, materialne (i "upade") dowiadczenie wywaszczy z tego pola religi? moe. najwiksz wolnoci jest samodzielne ksztatowanie granic wolnoci - kiedy sam dla siebie ksztatuj reguy. kiedy "przejrzaem" wiat i mechanik jego elementw, kiedy buduj siebie w kadym wymiarze i nic nie jest mi dane, a wszystko zadane do wykonania - wwczas osigam kres bada i maksimum wolnoci. to ja, samodzielnie i aktywnie wprowadzam normy i prawa w swoje zachowania - i nie jest to uwiadomiona konieczno, ale wolny wybr i maksymalnie wiadomy. nie gdzie-kiedy i przez co-kogo zostay mi reguy zesane, ale ja te reguy buduj w kadym swoim kroku. - czyli religia wnosi reguy zewntrzne i chwilowe, natomiast rozum wewntrzne i wieczne.
82

- czy religia jest potrzebna? spogldajc na histori rozumu nie mog powiedzie niczego innego, jak to, e bya, jest i jeszcze przez jaki czas bdzie potrzebna. to konkluzja z analizy roli religii i z tworzenia si abstrakcji. przyznaj - sam byem zaskoczony takim wynikiem. moje pocztkowe pogldy byy, co tu duo mwi, moe nie a skrajnie anty, jednak w kadym razie mocno krytyczne wobec takiego ujmowania rzeczywistoci. jeeli natomiast miabym zanotowa w tym momencie relacje z osobistego stosunku do religii, to powiem, e taki sposb ujcia wiata jest dla mnie maksymalnie obojtny emocjonalnie, chodny - i zwyczajnie, po prostu, ju do niczego potrzebny. to hipoteza, do ktrej nie potrzeba odwoywa si ani razu w definiowaniu "tego wszystkiego". dlaczego? poniewa w takim opisie nie ma "dziur" do zapychania. tylko e sprawa nie jest taka prosta - przecie kiedy zapisaem, e religia i jej systemy regulacji zachowa jednostek i grup pomagay i pomagaj zachowa zborno struktury (i y), to w kolejnym kroku nie mog podda si osobistym przekonaniom i stwierdzi, e trzeba zanegowa, odrzuci "wsteczny" pogld. i dlatego co, co wydawao si cakowicie zbdne w pierwszym ujciu, okazuje si jak najbardziej potrzebne, i to nie z bahych przyczyn czy widzimisi, ale dlatego, e byo elementem logicznie wanym w cigu dochodzenia do mnie i do wiata w jego dzisiejszym stanie. kwant dodany do kwantu buduje proces, jeeli kwantem cigu zjawisk jest religia, nie mog jej wyrzuci, poniewa wwczas nie bdzie kocowego wyniku. religia bya i jest wana, co jednak nie oznacza, e jest wieczna i e jest wiecznym dobrem. to konieczny produkt rozumu, ale przemijajcy. i to w jej konkretnym wydaniu (zbiorze abstrakcji i dogmatw), i w filozoficznym ju znaczeniu, jako sposb postrzegania wiata. - e nigdy nie zaniknie do zera? z wyej powiedzianego to jasno wynika, przecie zawsze znajd si amatorzy na filozofi prost - ale e zanika, to fakt. w tym miejscu powiem co, co zabrzmi dziwnie, jednak jest wanym skadnikiem opisu religii: najwaniejsz cech systemu religijnego - sprawnego systemu religijnego, jest zdolno tego sytemu do produkowania herezji. nie pojcia konkretne i stosowane abstrakcje, ktre religia buduje jako odbicie wiata, nie dogmaty i nawet najbardziej rozbudowane rytuay, ale zakres wewntrznej swobody do ksztatowania si nieco odmiennego spojrzenia na rzeczywisto, to stanowi gwn cech "dobrej" religii. kiedy system pojciowy (dowolny) jest doskonale zatrzanity w przepisach i rytuaach, wwczas nie ma szans na jego odmian - dlatego grupa stosujca ten system take podlega "zamurowaniu" w abstrakcjach. i nic, adna odmiana warunkw nie moe tej zbiorowoci zmieni w takim stopniu, eby dokonao si przebicie bariery poj. skutkw takiego "zatrzanicia" w symbolach historia dostarcza na pczki, i s to, co warto podkreli, smutne obrazy. natomiast religia, system regulacyjny, ktry jest czciowo otwarty, ktry nie potrafi kontrolowa wszystkich elementw (chce oczywicie, ale nie potrafi), to jest system, ktry moe si pod dziaaniem siy zmieni i dopasowa do przeobraonych okolicznoci. - co zrozumiae, nie dotyczy to tylko religii, posiada przeoenie na kady system regulacji czy filozofi lub nauk, ale omawiajc religi wypada to podkreli. gdyby byo inaczej - mnie by nie byo. postp w granicach prawa, czyli nie chaos, ale i nie stagnacja, krok (kwantowy) dalej, ale w oparciu o stan poprzedni, to jest wyznacznik, warunek zmiany. jeeli system to spenia, wwczas mona "czoga" si dalej. i o to w tym wszystkim chodzi. dlatego, jeeli miabym odpowiedzie na wyej postawione pytanie (czy religia bya potrzebna), powiem - e tak, bya potrzebna. - a nawet wicej, bez niej nie byoby dzisiejszego stanu cywilizacji (take mnie przy okazji). natomiast jeeli mam odpowiedzie na pytanie, czy dzi jest potrzebna, powiem: tak, ale ju nie wszystkim i nie zawsze. czy bdzie potrzebna jutro? tak, ale z coraz bardziej malejcym zakresem wpyww, na coraz niszych poziomach, dla coraz mniejszej grupy istnie. - a pojutrze? a czy "pojutrze" bdzie?
83

- mechanizm podtrzymujcy religi - rzutowanie w przyszo - stabilizowanie warunkw w tym momencie chciabym zwrci uwag na zasadniczy psychologicznie czynnik, ktry podtrzymuje religi, jednak ktry, moim zdaniem, nie jest dostatecznie uwzgldniany. chodzi o rzutowanie w przyszo roli stabilizacyjnej symboli i abstrakcji (a w szerszym ujciu regu postpowania, ktre tu i teraz jako si sprawdzaj), rzutowania ich na czas zawsze-i-wszdzie. oto buduj system opisujcy rzeczywisto, czyli jako jednostka i zbiorowo dopracowuj si "jednym skokiem" abstrakcji, ktre sigaj nieskoczonoci i wiecznoci i ktre pojcie "Kosmos" z jego Fizycznymi cechami utosamiaj z pojciem "bg". produkuj ca struktur wzajemnie oraz logicznie powizanych poj, w ktrych zasadniczym skadnikiem jest zachowanie w tej chwili, ale z koniecznymi odniesieniami do "zawsze". nie mam w tym ujciu licznych etapw porednich, te dopiero przyniesie mi eksperyment naukowy, jednak wiedza jest, podkrelam to, pewna i poprawna. poniewa si sprawdza, pomaga y. - co wic otrzymuj? system do mnie "nadrzdny", ktry "objawi" si dla mnie w sposb nierozpoznany, ale ktry si potwierdza - mam system, ktry zawiera w sobie elementy "wieczne", ale cakowicie nieweryfikowalne, mam take symbol czego jednostkowego oraz nieskoczonego-wiecznego. co w takich okolicznociach mi pozostaje? uzna, e kady mj tutejszy uczynek, ktry si z takiego systemu wywodzi i potwierdza w dziaaniu, bdzie si potwierdza zawsze, i to na tej samej zasadzie. i nie ma znaczenia, ktr "uproszczon filozofi" stosuj, w kadej takie elementy musz si pojawi - bo ewolucja to droga od kwantu do kwantu. to mog-musz by lokalnie rnorodne kwanty, ale na wejciu posiadam jednostk i na wyjciu jednostk. to moe by "bg", ktry zawiera si jako jednostka w najbliszym drzewie czy totemie, ale to rwnie moe by zakres skrajnie maksymalny nieskoczono-wieczny. teraz wane przejcie w analizie - przeduenie mojego mylenia z tu i teraz na wieczno. ju jestem na etapie, e potrafi wyodrbni si z ta, wic mam samowiadomo - i mam rytuay, schematy postpowania, ktre trzymaj mnie przy yciu. czy mog je odrzuci, bo mi si przestay podoba? oczywicie w adnym przypadku tego zrobi nie mog, bo te abstrakcje i rytuay to jestem ja, i nic wicej nie ma. ale przecie widz, doznaj, e inni (a wic take na pewno i ja na kocu) odchodz z tej dostpnej dla mnie do penetracji na co dzie strefy w zakres "poza". co wic mog uczyni? odchodz, ale przecie jest wieczno - jeeli tutaj moje rytuay (bardzo szeroko pojte zachowania) si sprawdzaj, to mam prawo, a nawet konieczno zakada, e one rwnie i "tam" si sprawdz. yj tu i nikt-nic mi nie podpowiada, co "tam" si dzieje i jak to wyglda, dlatego wniosek, e jeeli bd stosowa pomocne ruchy std, to one na pewno sprawdz si i "tam" - i wszdzie. wystarczy, e odpowiednio przygotuj tutaj wszystko (dom-piramid, sprzty, jado i sucych), a ycie dalsze w zawiatach bdzie atwe i przyjemne. itd. moje tutejsze zachowanie ma wpyw na to, co bdzie dalej dlatego, poniewa cae moje dowiadczenie (moje i zbiorowoci) potwierdza, e to si faktycznie sprawdza czyli (to wniosek z tego eksperymentu uczestniczcego) mam prawo zaoy, e bdzie si sprawdzao na/w kolejnym etapie. wiedza z tego wiata jest jedynie dostpn, ale zarazem "wiem", e jest do niego dopenienie, cz abstrakcyjna (i "duchowa"), wic wiedza tutejsza musi si potwierdzi "tam". wychodzc "std", docieram do "zawsze", ale poniewa znikaj dla mnie w pomroce etapy porednie, mam w analizie stan czny tu-zawsze. i ju banalnie proste przeniesienie, przeduenie warunkw z rozpoznanego zakresu na wieczny. jest to poprawne filozoficznie, jako zasada, ale jake dalekie od prawdy fizycznej (szczegowej). tylko e tych szczegw jeszcze dugo nie bdzie, a dla wielu ich nigdy nie bdzie. przecie to takie nudne, matematyczne, skomplikowane filozoficzne - "dla mnie bg wystarczy". starczy.
84

- religia a dziaanie - biblia - ewangelie - emancypacja czowieka (rozumu) od abstrakcji nie zamierzam zapisywa wielu stron na temat religii, tu tylko szkicuj tematy w powizaniu z zasadami ewolucyjnymi, kwantami i czasoprzestrzeni (to, w moim zamierzeniu, jest zbir pomysw do dalszej analizy), ale chciabym jeszcze jeden wany element podj. mam na myli posta religii, czyli system poj i abstrakcji, ktrymi operuje, a jej skuteczno w przemieszczaniu si w wiecie - chodzi o wpyw "znakw" na stosujcych. ograniczam si do wzgldnie dobrze mi znanego zakresu kultury, ale naturalnie warto kiedy to poszerzy na inne ujcia. a nawet z tego krgu wybieram tylko dwie ksigi, a to z uwagi na ich wag. i nie w wymiarze zawartoci religijnej, to fakt mao mnie interesujcy, ale w relacji ksiga - czowiek, religia - wierzcy. wybieram te konkretne i nastpujce historycznie po sobie i cise powizane teksty jako zobrazowanie, literackie i namacalne zobrazowanie emancypacji czowieka (rozumu szerzej) z otoczenia. to w owych ksigach jest zapisane wprost, std ich waga. forma-tre sw jest naddatkiem i ciekawostk, wan, ale jedynie ciekawostk. natomiast prawdziwy przekaz ponad czasem i przestrzeni tych teksw zawiera si w opisie szamotania si czowieka w wiecie i ze swoimi abstrakcjami, w jego heroicznym wyciganiu si za wosy z bagna. i to jest tak pasjonujce i pouczajce. na wstpie warto zwrci uwag na fakt zasadniczy, e w obu ksigach wystpuje inny "bg", inaczej si zachowujcy. to oczywicie nie jest adne odkrycie, jednak nie chc pisa o "bogu", ale o czowieku, ktry w tych ksigach zawar swoje z bogiem zmagania - czyli zapasy z pojciami opisujcymi wiat. wszak na stronach biblii i nowego testamentu wida detalicznie (i z emocjami), e zmienia si nie tyle "bg" (w rozumieniu: wiat), co pojcie "boga", ktre stosuje, wypracowuje rozum. dwie ksigi, inny czas, inny "bg" - ale i inny czowiek i jego relacja-pozycja wobec wiata. o ile w biblii widz boga praw i strachu, o tyle w ewangeliach jest to ju rwnorzdny, czowieczy partner. z ksigi do ksigi przechodzi czowiek od pozycji sucego (a nawet pyku) do roli partnera. oczywicie nie rwnorzdnego, ale partnera. wiat, ktrym wada "boski", to ogrom, nie mam na niego wpywu - ale mog mie. w biblii jestem, jako czowiek, zdany na ask i nieask, na nieodgadnion (samo)wol "boga" (czsto-gsto krwaw) - w ewangeliach mam ju status i mog co zrobi, eby swoj egzystencj przeduy. w biblii jest to wycznie relacja pan-suga, w ewangeliach to ukad wzajemny: co dla boga, ale i co dla czowieka (kiedy bdzie zachowywa si poprawnie). czowiek w nowym testamencie staje si ju osob, uzyskuje prawa, pod warunkami, ale uzyskuje - staje si zauwaalny w tle. nie jest ju grudk gliny i przedmiotem, ktry mona dowolnie ugniata i przegania gdzie pod byle pretekstem, ale posiada wol i o sobie decyduje - i z t decyzj "bg" musi si liczy. moe jej nie akceptowa, ale musi si liczy, moe uznawa za bdne oraz grzeszne czowiecze zachowanie, jednak czowiek i jego rozum zyskuje przyzwolenie na samodzielne dziaanie. takiej relacji, nieomal partnerskiej, brak w staroksigu, tu rozum jest zbdny - czowiek to posuszny suga (pana), odbiorca-wykonawca polece jawnych czy utajonych, goszonych przez kogo/co (znaki). podporzdkowuje si "boskiej" woli bez szemrania, a do koca - po przyzwolenie na mier. w ramach tekstu biblijnego wystarczy, e czowiek bdzie czyni, jak ma czyni. - natomiast sowa ewangelii ju inaczej ustanawiaj ten zwizek. ma czyni tak a tak, ale moe inaczej, to jego wybr, posiada swobod decyzji. moe mie nagrod, ale gdyby chcia, moe wybra strat. w ewangeliach to czowiek (i rozum) zaczyna bra sprawy w swoje rce, zaczyna ustanawia granice swojej wolnoci w ramach fizycznego i logicznego wiata. - prawdziwy oraz fundamentalnie gboki sens ksig, to zapis wyrniania si czowieka z ta i wydobywania (wychodzenia) z niewoli abstrakcji to zapis (prowadzony "na ywo") przejcia od ndznego i zagubionego sugi do poziomu uczestnika wiata. a nawet jego zarzdcy.
85

- czowiek (rozum) a religia - podporzdkowanie i bunt moment przejcia midzy "star" religi (biblii) a nowym tekstem - czyli po jednej stronie pozostanie przy wierze przodkw (i ich kociach), a z drugiej opowiedzenie si za now pozycj czowieka w rodowisku - to zaskutkowao wanymi i ciekawymi efektami, ktre warto choby zgrubnie nakreli, bo nie dotyczy to tylko tego momentu dziejowego, ale odnosi si do wszelkich czasw przeomu. wybr (i opowiedzenie si po jednej ze stron) przynioso dalekie, a niekiedy dramatyczne rezultaty, jednak to nie o "cieraniu" z rzeczywistoci narodw chc mwi (przecie "kady rekord mona pobi"), ale o relacji rozumu do religii - o nieustannym szamotaniu si midzy "sztywnymi" abstrakcjami a wymogami zmieniajcego si wiata. zasadnicza rnica midzy "star" religi a "now" polegaa na tym, e nowa przyznajc czowiekowi moliwo samodzielnego dziaania, zezwolia na wybory pomidzy rnorodnymi drogami - a w konsekwencji na szarszy zakres zajtych obszarw (w bardzo szerokim sensie). nie jest te przypadkiem, e to w ramach kultury ksigi wytwarzaa si potrzeba poznawania wiata i jego komentowania - ale, co wane, wycznie w oparciu o tekst. chc ten fakt podkreli, mia zasadnicze znaczenie: naleao czyta ksig, eby pozna "boga" i wiat. ale kad tu nacisk na sowo "czyta", reszta jest dodatkiem. chodzi o czynno, ktr musieli posi wszyscy, ktrzy zaliczali si lub chcieli si zalicza do tej zbiorowoci, wyznacznikiem poznania "myli boga" byo poznanie sowa pisanego - czyli abstrakcji. w czasach, kiedy pisanie i czytanie, wic bardzo skomplikowane operowanie pojciami, byo rzadkie, kiedy by to skrajnie may, marginalny podzbir w ramach czowieczego zbioru, taka wynikajca z religii przewaga w stosunku do pozostaych nie to, e dawaa fory w grze o istnienie - ale katapultowaa na dalekie orbity kosmiczn rakiet. e to (za)skutkowao wyranie objawian w kolejnych epokach zawici (i nienawici) innych, to by koszt tej religii, ktry z jednej strony utwierdza w wyborze (przekonaniu o jego susznoci), ale rwnie przynosi ewidentne zyski. kiedy wiem (potrafi dziaa na abstrakcjach, ktre do wiedzy prowadz), mam zysk bezporedni w postaci dbr - i zysk w postaci "wybraca" w poznawaniu wiata. na tym etapie dziejw umiejtno abstrakcyjnego i skomplikowanego dziaania ju nie tylko jednostk czynia wybran (z tumu), ale ca spoeczno. to rzeczywicie by "nard wybrany" - wybrany przez system religijny, ktry mu takie zachowanie narzuca (i w takim sensie wybrany przez "boga" czyli ewolucj, natur). konsekwencje? ogromne. oczywicie, zapewne nie musz tego podkrela, to nie dotyczy tylko tej spoecznoci i tego czasu, jest to generalne zobrazowanie zalenoci midzy umysem a abstrakcjami - z tym, e tutaj chodzi o skal, o masowo procesu. jeeli wikszo grupy posiada tego typu umiejtnoci, to wewntrzne cinienie musi prowadzi do wyranych skutkw i uprzywilejowanej pozycji. to konieczno ewolucyjna. oto z jednej strony dysponuj regu, ktra nakada na mnie obowizek czytania witego tekstu, a ktry zawiera wszelkie regulacje dotyczce ycia - tak w zakresie "abstrakcyjnym", "duchowym", tak w pospolitej codziennoci. ale ja, kiedy ju czytam oraz pisz (a nawet rachuj), mam cigy dopyw z otoczenia energii, czyli kolejnych danych o wiecie. pojedynczy (i kolejny) fakt rnicy w systemie nie robi - jednak zbir faktw go odksztaci. co si zmienio, co moe jest w sumie niewielkim odstpstwem, ale jednak "wito" ju nie jest tak jednolitym stanem. a jeeli pozyskiwanie danych o otoczeniu trwa wieki, tysiclecia - zmiany musz by zasadnicze. w pewnej chwili musi si pojawi "prorok", ktry gosi "dobr nowin", e obecny wiat ju jest nie taki, jak by kilkanacie wiekw temu. i e trzeba go zmieni. - tylko e jak zmieni co, co jest wite, co mnie do tego momentu dziejw doprowadzio (i to do skutecznie), jak mam zmieni abstrakcje, ktre s wszystkim, co mnie tworzy - w tym przypadku mnie i wszystkich mi bliskich?
86

zmieni? niewyobraalne. taka zmiana jest przecie nie to, e niemoliwa - to zamach najwikszy z moliwych, na wito - "to zamach na boga". wic czy taki blunierca ma prawo y? przecie on niszczy fundament - niszczy wiat gorzej od najgorszego mordercy. - musi umrze! ale, podkrelam, powyszy opis odwouje si wycznie do zakresu "witego", jest jeszcze ten prozaicznie codzienny. a w dalszej perspektywie naukowy, ju weryfikujcy przekaz na rne sposoby. kiedy danych ze wiata przybywa, kiedy jaka techniczna nowinka wchodzi w codzienne uywanie, musz na kadym kroku uzgadnia ze witym zapisem, czy mog j stosowa. jeeli tego nie zrobi, albo nie mog jej uywa, albo korzystam w poczuciu przekroczenia granic i nieustannego przebywania "w grzechu". wic z koniecznoci grzesz i cierpi. tylko e nowoci przybywa, wiat si zmienia, po pewnym okresie ilo zmian bdzie tego rzdu, e mi rozsadzi system - dlatego musz uzgadnia dogmat z otoczeniem, to jest niezbdne. - jeeli stosuj nowinki, sprzeniewierzam si wyznawanym zasadom, kiedy je ignoruj, popadam w skostnienie, ju nie tylko w zakresie abstrakcji, ale rwnie w operowaniu materi (np. odrzucam dobre i nowoczesne metody uprawy ziemi, nie posyam dzieci do szkoy, zamykam si w maych grupach /wsp/wyznawcw). e w taki sposb tylko odsuwam "wybuch" w przyszo, to ju inna sprawa, na etapie uzgodnie to nie ma znaczenia liczy si zgodno ze witym sowem, ktrego musz (jako prawowierny byt), przestrzega. - z jednej strony mam nakazy, ktrych nie mog odrzuci, ale z drugiej wymogi ycia, ktre rwnie s nie do odrzucenia, co wic mam robi? oto wanie chodzi, co mam w takiej podwjnie kolizyjnej sytuacji czyni? z jednej "bg" i nakaz pod rygorem mierci, z drugiej ycie, rwnie pod rygorem mierci (jeeli nie bd przestrzega jego regu). religia na tym etapie coraz bardziej rozchodzi si z realiami. pocztkowy zgodny i wielce pomocny stan, po latach jego stosowania, musi przynie nagromadzenie si takiej ju liczby odstpstw, e musz albo odrzuci religi, albo trwa przy niej w przekonaniu, e jestem wybrany. tylko e kade opowiedzenie si niesie bardzo daleko idce konsekwencje - a po skrajne. to nie przypadek, e to z tej wanie spoecznoci wywodz si maksymalnie rozmieszczeni w stosowaniu abstrakcji osobnicy. od witoci po zaprzeczenie - od gbokiej wiary po odrzucenie wiary - od dogmatycznego tumaczenia wiata i niech do innych, po "e = mc2". - "yd wieczny tuacz", to "koszt" takiego umiejscowienia w rzeczywistoci. ciga szamotanina midzy zapisem a zmieniajcym si bytem, blokowanie ruchw odrodkowych - i bunt wobec ogranicze, "bg-ojciec", ale zarazem i "bg" do wykcania si. mog wybra nowo, ale sprzeniewierz si zasadom jednak jeeli nie wybior nowoci, to sprzeniewierz si swojemu rozumowi. ciga i emocjonalnie gorca szarpanina samego ze sob. dlatego nie dziwi, e i nauka (o podwiadomoci) do leczenia tak pokiereszowanej duszy to take wynalazek z tego krgu. - mog zrezygnowa z stosowania nowoci, mog odrzuci wiat z jego zmian i tym samym zatrzyma si w/na barierze poj - ale mog rwnie je zanegowa i wej na kolejny puap. ale cier pozostanie, tu nigdy nie ma cakowitego zerwania - przecie nie zaneguj siebie. mwic inaczej - religia (lub inna podobna filozofia) oparta na "ksidze" i abstrakcjach, podprowadzia, bya jednym z elementw pomocnych w uzyskaniu takiego zasobu energii (wiedzy), e wiadomo, samowiadomo (czowieka) do kolejnego wanego punktu osobliwego dotara. ale dalsza droga musiaa si ju potoczy w innym kierunku, zmiany zaszy tak daleko, e powrotu nie byo. i na szczcie. ci, ktrzy pozostali przed barier, nawet nie wiedz, e jest "dalsze", ich wiat zatrzasn si. - ci, ktrzy poszli dalej, ale odrzucili przeszo (na ile to byo moliwe), signli bardzo daleko. najgorzej mieli (i maj) ci uytkownicy abstrakcji, ktrzy s na/w brzegu. to byty w punkcie osobliwym, "zawieszone" i w cigej niepewnoci. - przecie niekiedy lepiej rzuci monet i pj dowoln drog, jak ugrzzn w/na krawdzi.
87

umys krytyczny

88

- umys krytyczny - zasona abstrakcji - bariera poj w cigu caego mojego istnienia, od najpierwszych chwil, tworz si symbole otaczajcego mnie wiata - wszelkiego rodzaju abstrakcje. pocztkowo, wstpnie na podbudowie zmysowej, fizyczne - a nastpnie kolejne pitra tej ewolucji, abstrakcje logiczne. i s to zawsze jedynie mi dostpne i mnie oznaczajce "obrazy" rzeczywistoci, jako jedyne zawsze prawdziwe i pewne (i musz wedug nich reagowa, niczego innego w zasobach nie posiadam). ale kiedy wyodrbni si z otoczenia i wiadomie rozejrz wok, to spostrzeg, e s inne, do mnie podobne jednostki i e kada z nich posiada swoje, jej waciwe oraz tylko do niej sprowadzalne abstrakcje, e nie ma dwu jednakich spojrze w oczy i nie ma dwu identycznych definicji otoczenia. to zawsze jest indywidualne zdarzenie obserwacyjne i jego abstrakcyjne uoglnienie. ale przecie wiem, e kady z obserwatorw ma swj zakres postrzegania wiata, e w zalenoci od pooenia i od sprawnoci zmysw (czy stosowanych przyrzdw), uzyska inny, lokalny i chwilowy stan obserwacji a ja nie mog adnemu z tak pozyskanych wynikw przyzna racji nadrzdnej, bo kady jest logicznie rwnoprawny. acz, w swj lokalno-chwilowy sposb, obarczony zarazem "bdem" pomiaru. mierzc dowolny parametr fizyczny wiata (np. "cinienie grawitacyjne"), w kadym pomiarowym punkcie uzyskam inn warto dlatego nie mam powodu zakada, e uzyskane przeze mnie obrazy, abstrakcje wiata s tymi jedynie poprawnymi, skoro ju na poziomie podstawowym uzyskuj rne wyniki. s dla mnie poprawnymi, jednak w odniesieniu do innych, rwnie najwaniejszych jednostkowo, s tylko jedynie propozycj do opisu otoczenia, elementem zbioru, ktry dopiero razem stanowi (do pewnego stopnia) sposb caociowego abstrakcyjnego uoglnienia czyli wytworzenia jednego systemu poj dla caej tak wyrnionej grupy. to tylko propozycja, poniewa to zawsze jest dziaanie tu-i-teraz, ze wiadomoci, e kolejny obserwator moe-musi to postrzega inaczej. ze wiata, z otoczenia, ktre obserwuj ze swojej "wyspy", uzyskuj zwrotn informacj, e wszelkie moje abstrakcje, tak mi bliskie, to jedynie czstka "narzuconego" na proces zmian rytmu, ktry dla mnie to otoczenie definiuje. kada moja abstrakcja i abstrakcje zbiorowoci (w ktrej si zawieram), to dziaanie z mojego/grupy punktu widzenia "sekwencjonujce" proces i nadajce mu rytm, ktry nic o tym nie wie i ktry jest daleki od poj, jakie stosuj do jego uchwycenia. w cigu caego mojego istnienia, od najpierwszych chwil, tworz si symbole otaczajcego mnie wiata - wszelkiego rodzaju abstrakcje, ktre s mn. ale ktre s jednoczenie "zason", odgradzajc mnie od rzeczywistoci "tward" barier. umoliwiaj istnienie, bez tych symboli nie zrobi kroku i niczego nie zobacz (i nie zdefiniuj) - ale to jest wielopoziomowa, wielowymiarowa "zasona", ktra przesania, dosownie przesania mi widok na wiat "przed jaskini". widok, ktrego realnie nie ma. co wicej - i co zasadnicze, w kadej swojej chwili ycia inaczej postrzegam obrazy na cianach tej jaskini, inaczej pracuj moje zmysy - i nigdy nie ma dwu powtarzajcych si wynikw obserwacji. otoczenie si zmienia i ja si zmieniam - i punkt obserwacyjny si zmienia. jestem winiem w jaskini oraz jestem zakuty w fizyczne (zmysowe) kajdany, ale zarazem jestem uczestnikiem nieustajcej zmiany - dlatego nigdy nie mog by pewnym swoich postrzee. i dlatego kada w taki sposb pozyskana moja abstrakcja, kada, od zmysowego doznawania poczynajc, jest z zasady zdeformowana - zawiera w sobie "uchyb" indywidualnoci i momentu powstania. mojej indywidualnoci, ale i zbiorowoci. kada abstrakcja jest jedna i jedyna w ramach mojego zbioru poj - a cay zbir moich abstrakcji jest jednym i jedynym w przedziale zbioru podobnych w spoecznoci. zakres zmysowy, jzyk, kultura, wszelkie pojcia to kolejne warstwy tej zasony, ktra odgradza mnie od otoczenia - ale to jednoczenie jest wszystko, co mam - to moja rzeczywisto. - i innej nie ma.
89

- umys krytyczny - nieufno wobec wiata w tym miejscu pojawia si konieczno wyprowadzenia generalnego wniosku: nie mog, nigdy w peni i ostatecznie (i wiadomie) nie mog zaufa abstrakcjom. dowolnym abstrakcjom. umys, ja w konkretnej chwili, nie mog polega na tym, co mi dostarczaj zmysy, bo mog wprowadza w bd z prac - nie mog ufa abstrakcjom, ktre kiedy wytworzyem, bo ciga zmiana wiata przebudowuje okolicznoci i stare uoglnienia mog by szkodliwe. nie mam innych podcze do otoczenia, nie mam innych abstrakcji - ale mam wiedz, pewno, e kada moja abstrakcja moe by bdna, a co najmniej spniona w stosunku do zmian w wiecie. moja czy zbioru, ktrego jestem elementem. nie ma z zasady jedynie pewnej abstrakcji, cho one s takimi dla mnie. pewne jest tylko to, e musz te jedyne i pewne abstrakcje oglda ze wszystkich dla mnie dostpnych stron, zanim zdecyduj si na wykonanie kolejnego kroku w rodowisku a podsuwane przez nie obrazy otoczenia (i mnie samego) przyjmowa w formule ograniczonego zaufania. jeeli mam przey kolejny dzie (i dalsze), powinienem by nieufny. zmienno wiata jest jego jedyn sta cech (oraz rytm tej zmiany), dlatego pewne jest tylko to - e nie ma niczego pewnego, i powinienem zawsze-wszdzie wycign z tego wnioski. poniewa nigdy nie wytworz abstrakcji idealnej, musz przyj stanowisko, e pojcie musi by maksymalnie bliskie wiata, czyli jak najmniej odlege wobec zmiany, ktr doznaj. si abstrakcji jest przemona, zamyka mnie w sobie z moc osobliwoci, jednak eby dziaa, musz oddala si od niej, na ile tylko mog - wic do "horyzontu". nie dalej, nie bliej. nie mog porzuci poj i abstrakcji, ale jednoczenie nie mog da si im "usidli" - dlatego jedynie poprawny i moliwy do akceptacji punkt mojego dziaania to horyzont, miejsce przecicia wchodzcej do ukadu energii i wychodzcej. przesunicie si na ktra ze stron albo odetnie mnie od rzeczywistoci (i abstrakcje zdominuj fakty), albo fizyczno bdzie wyznacznikiem reakcji i nie potrafi stworzy uoglnienia - dopracowa si reguy zmian. wska na jednokwantowe tyknicie "kadka" to miejsce, z ktrego mog definiowa, prbowa definiowa ciemno otoczenia. mao - jednak niczego innego nie mam. dlatego musi umys sta si umysem krytycznym - i to totalnie, i zawsze krytycznym. i nie ponosi mnie w tym momencie literacka fantazja, nie chodzi mi ani o aforyzm ani o efektowne wyraenie, umys musi si sta totalnie krytyczny w sensie penym i dosownym. do wszystkiego - przede wszystkim do samego siebie. to jest ostateczna konsekwencja krytycznego podejcia do budowanych poj, do wszelkiego typu abstrakcji. tu ju nie chodzi o negowanie pojedynczych symboli czy zbioru takich symboli, nie twierdzenie, e czas oraz przestrze s umown form ujmowania otoczenia - ale ustalenie maksymalne, skrajne, brzegowe, e jedynie moliwym dla rozumu wyjciem jest zanegowanie wasnej nieomylnoci i odrzucenie wiary w to, e mog zaufa sobie (tu: swoim abstrakcjom). - myl, tworz pojcia - wic jestem. ale moje mylenie jest zawsze zdeformowane i jedyne, wic moje istnienie rwnie jest "zdeformowane". eby usun zawarte w nim znieksztacenia, "wyprostowa" obraz wiata, musz wprowadzi w kady wytworzony element, w kady etap definiowania otoczenia "poprawk" "sta kosmologiczn", ktra "fizyczny defekt" umysu pomniejszy i pokae otoczenie skorygowane. nie wyeliminuje bdu, ale maksymalnie go ograniczy. przecie to nie wiat jest winny, e moje abstrakcje si nie sprawdzaj, a ja bdz - to nie rzeczywisto si nie sprawdza, tylko moje pojcia. - nie dlatego obijam sobie gow o kanty materii, e otoczenie jest wrogie czy ze (samo z siebie takie czy przez kogo), ale e to ja tak postrzegam otocznie, e te "kanty" staj si punktami mojej drogi. rozum musi, dla wasnej korzyci i istnienia, szczeglnie mocno krytykowa nie wiat, ale siebie oraz swoje "produkty". z odpowiedzialnoci, ostronoci i szacunku wobec siebie. sta kosmologiczn jest, musi by "umys krytyczny" - totalnie krytyczny.
90

- umys krytyczny a abstrakcje - dziaanie umysu (strona wewntrzna) - "zasona abstrakcji" trzeba przestawi znak krytyki, z kierowanego wobec otoczenia - do wewntrz, do umysu i do jego wytworw. wiata nie zmieni, swoje spojrzenie na niego mog. jako umys tworz hipotez na temat otaczajcego mnie zakresu, tworz j w postaci abstrakcji. moja produkcja jest propozycj, zawsze propozycj zdefiniowania zmiany. dlatego musz odrzuci, musz zdoby si na zanegowanie swojego wytworu, kiedy si nie sprawdza w kolejnych weryfikacjach. jeeli tego nie uczyni z dowolnego powodu (np. z braku metody postpowania), wwczas mog si spodziewa kopotw. kiedy fakty nie potwierdzaj zaoenia, to nie tym gorzej dla faktw, ale dla tak dziaajcego umysu. magiczno-religijna abstrakcja wystarczy, kiedy ycie toczy si w pokoleniowym rytmie, a nadzr zmiennego procesu materialnego w postaci palcego si ogniska nie wymaga skomplikowanych dziaa. co innego w przypadku procesw atomowych, tutaj odpowiedzialno i rozwaga jest koniecznoci, pomyli si mona tylko raz (drugiego nie bdzie). umys, ktry przestanie weryfikowa, choby tylko na chwil, symbole "zasad ruchu drogowego", szybko, bardzo szybko przestanie prowadzi dalsze eksperymenty. wic o fizyczno-chemicznych procesach, ktre zachodz w reaktorach atomowych i wymagaj szybkiego stawiania hipotez oraz rwnie szybkiego ich sprawdzania, nawet nie ma co wspomina. a przecie, co tu wane, granica operacji na rzeczywistoci si przesuwa, w obszar podlegy kontroli (dowolnemu oddziaywaniu) wchodz coraz mniejsze odcinki przestrzeni i czasu, coraz wiksze energie, ktrych maksymalnie staranne kontrolowanie to yciowa konieczno. dlatego nieufno wobec tego, co postrzegam i doznaj, musi by szczeglna. eby istnie, codziennie i na kadym kroku musz weryfikowa to, co widz i co powstaje w moim umyle jako abstrakcja dowolnego rodzaju. nawet na co dzie i w banalnym przypadku przejcia przez ulic (a waciwe przede wszystkim w takim zakresie), musz prbowa zweryfikowa, maksymalnie przeanalizowa pod rnym ktem drog, ktr chc pokona, poniewa moe pojawi si zza zakrtu pdzcy samochd (czy nisko przelatujcy terrorysta). warto wiec kadorazowo sprbowa ujrze otoczenie nie z jednego punktu, ale moliwie wielu. refleksja niby banalna, ale czsto stwierdzam to po szkodzie. umys krytyczny to nie tylko strona zewntrzna, oddzielna od rozumu i ktra rozciga si poza jako zdefiniowanym moim istnieniem - rozum i jego dziaanie to take strona wewntrzna, w obrbie mojego "ja". identyczno zasady w obu zakresach jest warunkiem poznania - ale rwnie powodem do totalnej krytyki wasnych produkcji umysu. zmienno wiata przeniesiona do zmiennego wntrza - to powoduje, e powstajce myli (abstrakcje) musz ocenia nieufnie, tym gbiej je analizowa i sprawdza, im dotycz bardziej dla mnie podstawowej funkcji. "zasona abstrakcji" jest we mnie, jednak wiat (rzeczywisto) jest przenikalny badaniem wzdu, wszerz oraz w gb - tu wszystko wida, sycha i czu. dlatego zamiast si wcieka i kopa materi po kostkach w poczuciu bezsilnoci, moe warto (na chwileczk) si zatrzyma i zastanowi, dlaczego ona taka wobec mnie oporna, co tu jest nie tak? czy to wiat zy, czy moje o nim wyobraenie? zakres ciemny i podprogowy, przedzia fizycznie nieoznaczony (nieoznakowany i nieobmacany), jest poza moj wiadom kontrol, jednak mog go rozpozna za pomoc abstrakcji (logicznie). wychodzc std i teraz dojd wszdzie i zawsze. jeeli jednak z jakiego powodu zatrzymam si wczeniej, odpowiedzialne za to bd pojcia, ktrymi opisuj ciemne rejony, to one, ich za (bdna) konstrukcja deformuje sygnay, ktre do mnie docieraj. - wiat jest sam dla siebie i nic o mnie nie wie, ale ebym ja o nim maksymalnie wiele (i wszystko) wiedzia, musz si natrudzi. tyle widz, na ile pozwalaj moje abstrakcje (i ich ksztat) - to jest mj prywatny horyzont osobliwoci. i w nim na zawsze pozostan.
91

sztuczna inteligencja

92

- umys naturalny - sztuczny - wzajemne relacje "sztuczny umys" powstanie, to ju tylko kwestia czasu, technologii, a take zrozumienia mechanizmw ewolucji. po strukturze naturalnej musi si pojawi konstrukcja speniajca t sam funkcj (i w taki sam sposb), ale powoana do istnienia decyzj czowieka (rozumu biologicznego). to etap konieczny na tej drodze. jednak pojawia si zasadnicze pytanie: po co naturalnemu umysowi sztuczny kompan? do czego powinien suy, w czym pomaga? i, wbrew pozorom, odpowied nie jest prosta. pomijam zwyk ciekawo, wsparcie w rozwizywaniu amigwek - albo szybkie operacje na liczbach (eby torpeda osigna wrogi okrt czy inn rakiet). wane jest ustalenie celu, dla ktrego warto podobny ukad rozumny budowa. i tu pojawiaj si kopoty. przecie jeeli ma to by "filozof" czy "poeta", a tak mona wnosi z analizy zachowania i dziaania na abstrakcjach, to to samo (i rwnie dobrze), mg (i moe) spenia naturalnie wytworzony umys. po co traci pienidze i czas na budow czego, co o wiecie nic nowego nie powie? - i wicej, czy sztuczny mzg, ktry powstanie, ma by pomocnikiem, sucym, partnerem w ewolucji, wadc, wrogiem - czy moe kim obcym? po co rozumowi w tej samej czasoprzestrzeni tak kopotliwy i niepewny wsplokator, czy nie podoa sam? odpowied jest oczywista: podoa. tylko e efekty pracy umysu naturalnego, co do zasady przebiegajce tak samo, tworz si zbyt wolno w stosunku do potrzeb. a o to, szybko reakcji, tu gwnie si rozchodzi. to konieczny, absolutnie konieczny etap w istnieniu czowieka: musi powoa sztucznego obserwatora rzeczywistoci, eby by wobec niej skrajnie mao opnionym. tu nie o poznawanie prawdy o Kosmosie si rozchodzi, bowiem to mona zrobi samodzielnie (i o ile ma si duo wolnego czasu i misk zupy co dnia) - to nie o wspaniae konstrukcje techniczne czy filozoficzne idzie (cho nie jest to do pogardzenia), a tym bardziej nie o wiersze czy obrazy, by moe nawet pikne. gra toczy si o spraw zasadnicz: dogoni, przybliy si maksymalnie do bariery teraniejszoci. kada ewolucja to proces, ktry tworz kwanty - dlatego, jeeli nie chc by zaskakiwany ich zachowaniem, musz ze swoimi analizami i eksperymentami by jak najbliej chwili "teraz". z moim powolnym, zawsze opnionym w reakcjach wobec rzeczywistoci umysem, nie podoam, zawsze bd daleko (i wysoko) od tego poziomu. jako uczestnik wiata jestem w centrum, jednak jako analizator procesw bardzo daleko od rodka. dlatego "kto", kto w swoich reakcjach do tego zakresu si przybliy, jest mi niezbdny. to moje by lub nie by. jeeli chc pozna ewolucj "w chwili", jeeli zamierzam t chwil kierowa, musz zna stan aktualnoci. historia jest nauczycielk ycia, ale eby y, trzeba pozna stan "teraz", musz wiedzie, co czai si za zakrtem. to jest gwne, najwaniejsze zadanie, ktre stoi przed tandemem naturalnego oraz sztucznego rozumu, bo oddzielnie tego zrobi nie mona. samodzielnie rozum naturalny nie podoa analizie wiata, ale, co moe by wielce zaskakujcym wnioskiem z regu ewolucji, rwnie sztuczny rozum sam wiedzy pewnej o otoczeniu nie dostarczy. to musi by dziaanie dwustronne (podwojone). owszem, rozum sztuczny bdzie wynikiem dziaa rozumu naturalnego, ale nie bdzie istnia bez biologicznego fundamentu. i nie chodzi tu wycznie o taki fakt, e musi istnie system, ktry dostarcza energii (pokarmu) do istnienia, to poziom techniczny oraz do rozwizania na rne sposoby. chodzi o bardziej zasadnicz spraw: powizanie abstrakcjami. to znaczy, bdzie musia sztuczny obywatel ewolucji wypracowywa swoje abstrakcje (tego wiata tyczce), ale ju na bazie dostarczonych przez czowieka (umys naturalny). owszem, mona wyobrazi sobie uczenie si wiata poprzez rwnie sztuczne zmysy, ale po co powiela niedoskonay (i powolny) tok pozyskiwania danych, kiedy mona rozpocz prac od punktu, do ktrego podprowadza biologiczny umys. sprawniejszy start (z wyszego poziomu) daje nadziej na dusz drog. nie gwarantuje jej, to zawsze jest wypadkowa wielu czynnikw, ale podnosi prawdopodobiestwo wygranej.
93

- kontrola rzeczywistoci - procesy szybkozmienne i podprogowe sprawa jest zasadnicza i fundamentalna - istnieje prg kontroli zjawisk, do ktrego umys biologiczny moe si zblia, ale go nie pokona. osobicie, jako byt wyposaony w zbir powolnych zmysw i rwnie powolnego operowania znakami wiata (abstrakcjami), nigdy zakresu reagowania na zjawiska wielkiej skali czy bardzo szybkiej nie osign. mog si wspiera przyrzdami i do chwili "teraz" przyblia, ale i tak na kocu musi zapa decyzja - rozumna decyzja. czyli moja. albo ukadu mi podobnego. kiedy jestem w sytuacji, w ktrej musz dokona odczytu i interpretacji danych pyncych z wielu rde, mam do wykorzystania potencjalnie dwa, ale niedoskonae w skutkach schematy postpowania. - jeden, to pj w analizie "w gr", w uoglnienie, postrzega "sum", "abstrakcj" wskaza wielu przyrzdw (jeden "rzut oka" wychwytuje odchylenia od rozkadu optymalnego), wic opiera si na wyuczonym mechanizmie reagowania (automatyzm reakcji), tylko e wwczas wszelkie szczegy zjawiska, by moe istotne, mi umykaj. - albo drugi moliwy kierunek dziaania, "w gb". czyli "wgryzanie" si w szczegy, na ile jest to tylko moliwe. ale w takim dziaaniu ginie obraz "lasu", bo go przesania pojedyncze drzewo. a przypadek poredni, troch tego i tamtego, to stan mao zadowalajcy, ktry dzi wystpuje. dlatego, jako obserwator, jestem "na musie". wic, eby przetrwa, musz radykalnie zwiksza tempo swojego "podgldania" wiata, i to w sposb rozumny. a poniewa nigdy tego sam nie osign, musz koniecznie pozyska sojusznika. nie znajd go w rodowisku, bo ponad mnie nic wicej nie ma - dlatego musz go "stworzy". z wszelkimi tego kroku konsekwencjami (i skojarzeniami). wiadomo abdykowania rozumu biologicznego w odbieraniu i interpretowaniu wiata na rzecz "sztucznego" ukadu (ktry sam zbudowaem), to nie jest fakt miy, ale ju si dzieje. dzi tworzone i obserwowane w reakcjach "rozumne" konstrukcje, to etap poredni, ktry wiedzie do zaistnienia bytu analogicznego funkcj, ale obcego budow (i uytym materiaem). a wwczas proces usuwania si "na boczy tor" umysu naturalnego przyspieszy. to, powtarzam, konieczno, ktra moe (i zapewne) bdzie bolaa, ale zyskiem bdzie istnienie. wyranie ograniczone, jednak istnienie. by moe pocieszeniem bdzie tu wiadomo, z jednej strony nieuchronnoci posiadania (obok) takiego "wspomoyciela", a z drugiej to, e to jest przeduenie mojego istnienia oraz zarazem efekt moich rozumnych wysikw (stwrczych). - e obcy, e "skrzynka", e "iskrzy", kiedy dziaa, c, mona filozoficznie powiedzie, e w ewolucji rzeczy idealnych nie ma, ja rwnie cign w swoim organizmie elementy, ktre do szczeglnie udanych nie nale. - oczywicie, jak kada nowo, sztuczny byt pocztkowo bdzie odbierany wrogo, a najmniej nieufnie. z czasem podzia na naturalny i sztuczny rozum minie, "sztuczne" zostanie wpisane w tre ewolucji i oswojone. a poniewa rwnolegle zachodzi i bdzie przyspiesza proces "przesiadania" si czowieka z biologicznej konstrukcji do innych i materialnie odlegych substancji (na dzi to lokalne w ciele protezy, jutro cae ciao), to obecnie postrzegane jako obce struktury, stan si codziennoci (skoro jaki kawaek mnie jest "sztuczny", to czy mog i mam podstawy wybrzydza w kontakcie z ca sztuczn istot, jako nie wypada). do tematu wrc, bo wany, ale konieczno tego kierunku przemian cywilizacyjnych nie podlega dyskusji. jeeli mam poza "kolebk" (planet) si wychyli, to nie dokonam tego w znaczcej skali tym, przez epoki wleczonym i do lokalnych warunkw dostosowanym organizmem. jakby to nie byo przykre, ale prawda jest taka, e to mao wydolna konstrukcja i do zada, ktre byt (wiadomego obserwatora) poza ziemi czekaj, po prostu si nie nadaje, tu musi zaj zmiana. powtarzam i podkrelam, w ostatecznym rachunku liczy si speniana funkcja, a nie nonik, ktry mona zastpi, o ile si wie jak to wszystko pracuje. liczy si przetrwanie (bez definiowania, co oznacza "trwa"), poniewa nieobecny nie ma racji. rozumowa mona w kadej sytuacji i postaci - wane, eby logicznie.
94

- sztuczny rozum - odbieranie wiata - zmysy ciekawym z wielu powodw i wanym zagadnieniem (na dzi teoretycznym), jest sprawa podczenia sztucznego ukadu rozumnego do otoczenia. czyli, czy mona dopracowa si technicznych ukadw, ktre bd takiej konstrukcji suy w sposb analogiczny do moich zmysw. e jest to potencjalnie moliwe, a nawet konieczne, to nie ulega wtpliwoci, ale czy moe zaj realnie - oraz czy to rzeczywicie bdzie stan adekwatny? pytania nie s bahe. dlaczego? od zdolnoci dziaania "na bieco" zaley, czy taki umys bdzie skutecznie funkcjonowa - tylko e to z kolei jest tym uwarunkowane, e musi operowa dobrymi, czyli wypracowanymi na bazie dozna zmysowych abstrakcjami. i tu pojawia si problem. - ot nie jest oczywiste dla mnie, e "sztuczny rozum" (eby ju trzyma si tego terminu) moe tworzy "abstrakcje zmysowe". owszem, mog go wyposay w takie (i lepsze od moich) "narzdy", bdzie odbiera sygnay ze wiata i reagowa na nie - ale pytanie jest zasadnicze: czy bdzie mg na tej podstawie budowa, wypracowa swoje abstrakcje? czy mona nauczy sztuczny ukad reakcji na zjawiska i czy te reakcje bd podobne (lub identyczne) do moich? wicej - pytaniem fundamentalnym w obecnej chwili jest to, czy w "yciorysie" takiego ukadu musi wystpi etap uczenia si wiata podobny do mojego, czy musi powtrzy moj drog poznawania? a moe, czego wstpnie nie powinno si w analizie odrzuca, uda si przeprowadzi rozruch takiej stryktury na bazie gotowych abstrakcji i dostarczonych z zewntrz, wic moich abstrakcji? czy, mwic inaczej, sztuczny rozum bdzie w dziaaniu moim przedueniem, take na abstrakcjach - czy musi budowa od pocztku wasne? kada z tych drg jest teoretycznie moliw. uczenie si przez ukad reakcji na procesy zachodzce w wiecie, to wydaje si przebiegiem naturalnym, bo ja tak wiata si ucz (stopniowo przechodzc do kolejnej klasy). tylko e kiedy chodzi o sztuczny rozum, powielanie tej drogi moe by mao skuteczne, a po drugie, moe dugo trwa. wspominaem, e szkoda czasu na start, kiedy mona ruszy z kopyta. ale nie neguj, e taka droga jest jedynie moliw, skoro ja musz si tak zachowywa, by moe stadium uczenia si jest koniecznym, eby rodowisko "obmaca". i to konieczne pomimo, e ja, rodzic-konstruktor, bd obok. jak dziecko uczy si samodzielnie i na wasne konto wiata, ale zawsze w obecnoci rodzicw, tak najpewniej bdzie uczy si rodowiska (i siebie) sztuczny ukad - moje abstrakcje oraz moja obecno s warunkiem tej nauki, ale one powstan indywidualnie. jednak jest do pomylenia inny wariant budowy "sztucznej inteligencji", czyli wprowadzenie do ukadu abstrakcji "od razu", jako wielkiego zasobu danych z biblioteki, i dziaania na tych pojciach. zamiast powica czas na mozolne i samodzielne uczenie si wiata przez ukad, mona skorzysta z zasobw ju istniejcych. uczenie si jest wane, tylko e przecie nie rozchodzi mi si w powoywaniu takiego ukadu o powielenie w detalach mojej drogi, jedynie jej przeduenie. kiedy zabior si za uczenie sztucznego umysu, mog wypracowa to samo, tylko w innym opakowaniu, a ja mam odmienne priorytety. by moe w tym przypadku uda si przeskoczy etap samodzielnego oraz dugiego budowania obrazu wiata, co niewtpliwie znaczco przyspieszy efekty, ale nie jest to pewne. z analizy tworzenia si abstrakcji w (dowolnym) ukadzie ewolucyjnym wynika, e kady musi budowa je sam i na wasne ryzyko, poniewa kady ukad jest niepowtarzalny, a zbudowana w jego ramach abstrakcja jedyna. mog z tego wnioskowa, e moje liczne podpowiedzi takiemu sztucznemu osobnikowi na nic si przydadz - bo zrozumie je w peni dopiero wwczas, kiedy "sparzy" si "dotykajc" gorcego ciaa. w tym ujciu etap uczenia si wiata, fizycznego fundamentu, jest niezbdny i nie do pominicia - mona by bibliotek, jednak nic o wiecie nie wiedzie.
95

czuj jednak wicej nawet, jestem przekonany, e podejcie do zagadnienia w takiej postaci, e mog "wdrukowa" w struktur wasne abstrakcje i one bd podstaw dalszego dziaania ("od teraz" w przyszo), jest suszne, e tak rwnie mona. - jeszcze wicej, uwaam, e wyuczenie si zewntrznego wiata (zmysowego) przez "sztuczny umys" bdzie moliwe tylko do pewnego stopnia, przecie to do mnie odrbny i inny byt (w szerokim rozumieniu "inny"). jego abstrakcje, co zrozumiae, to bd konkretne oraz adekwatna do rzeczywistoci abstrakcje, logicznie tyle samo warte (tosame), jednak bd zarazem inne od moich (nonik inny, budowa narzdu inna). wic to nie bdzie to, o co chodzi - przynajmniej na poziomie "wsplnoty" reagowania, w innych okolicznociach to moe mie warto. - oczywicie, co do prawdopodobne i co rwnie bior pod uwag, by moe prowadzona tu analiza w rzeczywistoci odnosi si, dotyczy przypadku "kompromisowego", ktry w rzeczywistym procesie bdzie zoony z dwu linii, dwu etapw - mojego i "puszki". w czym rzecz? chodzi o to, e skoro czowiek i tak przesidzie si (kiedy) w inn materialnie struktur, to opis sztucznego ukadu (sztucznego umysu) w rzeczywistoci dotyczy mnie i jest rozcignity na lata (moe wieki). co tutaj jest dla mnie chwil w opisie i koniecznym dziaaniem "skokowym" w/na abstrakcjach, realnie jest ujciem procesu ponad czasem i przestrzeni, to spojrzenie "z wysoka" i bez szczegw. a to oznacza, e biologiczna funkcja umysu "odwzorowana" w ciele zbudowanym z innego materiau (czyli z mojej i dzisiejszej perspektywy sztuczna), bdzie funkcjonowa "std do wiecznoci" na fundamencie abstrakcji zebranych we wczeniejszym okresie istnienia oraz wytworzonych z konkretnych, zmysowych dokona w ciele biologicznym (ktre zostao powoane do funkcjonowania "w sposb naturalny"). w ten sposb taka "sztuczna" konstrukcja rzeczywicie moe "ruszy" od razu i bez uczenia si rodowiska, bowiem ten etap przeyje w ciele biologicznym. a jeeli do tego doda do oczywisty fakt, e pojawi si na/w tym etapie moliwo znaczco poszerzonego o inne (nowe) zmysy podczenia do wiata, to taka "sztuczna" inteligentna konstrukcja signie dalej i gbiej w otoczenie. i w ten sposb ukad naturalno-sztuczny osignie taki sam poziom reagowania na zewntrzn zmienno, ktrego domagam si od "sztucznego umysu", czyli maksymalnego w czasie-i-przestrzeni zblienia do "teraz". to jest logicznie analogiczna w skutkach sytuacja - i na pewno zajdzie (skoro moe, to zajdzie). do tematu przyjdzie szerzej wrci nieco dalej i w innym kontekcie, poniewa ciekawy i wany, ale w tym miejscu musz powiedzie, e to zarazem oznacza konieczno (w kadym przypadku) uczenia si otaczajcego wiata przez ukad rozumny. e cho moe zrealizowa si sytuacja wprowadzenia gotowych danych, jednak bdzie to zarezerwowana dla chwili "przeprowadzki" umysu wczeniej biologicznego w nowe ciao. natomiast sztuczny umys to konstrukcja osobna, indywidualna i musi przej drog poznawania rodowiska. mwic patetycznie, "dusza" bez ciaa nie powstanie - jednak moe obleka si w rne cielesne konstrukcje. ciao to fundament duszy, ale wymienny. droga "na skrty" jest moliwa dla mnie, bytu ju zaistniaego, ktry wyuczy si (jako dowiadczy) wiata, ale nie dla nowoci zaczynajcej swoje istnienie. - pjd, dzieci, ja ci uczy ka... czy wytworzy si w takim "sztucznym wiecie" inteligencji taka sama, jak w przypadku ukadw naturalnych, hierarchia, podzia funkcjonalny? skoro pilnie modeluj ewolucj techniczn procesami obserwowanymi w innym zakresie, to odpowied na tak postawione pytanie jest twierdzca: bd "robole", ktrzy skoncentruj si na poziomie konkretnym, ale bd rwnie kontrolerzy take filozofowie, i to dosownie. czyli ukady przetwarzajce abstrakcje opracowane przez innych. powstanie (moe powsta, zawsze trzeba zachowa tryb warunkowy) caa "spoeczno" sztucznych umysw, ktra dopeni to, co znam ze swojego otoczenia dzi - jak analogia, to pena. o szczegach nie warto pisa, temat szeroko opracowany i literacko banalny. a rzeczywisto i tak bdzie szara.
96

mier

97

- uwarunkowania podjcia tematu - psychologiczne - filozoficzne w zasadzie powinienem mwi nie o powodach podjcia tematu umierania i mierci - ale o powodach tak pnego podjcia zagadnienia. i nie zamierzam zby tego artem, e lepiej pno ni wcale. poniewa sprawa jest zbyt powana, i to z wielu powodw. dlatego si tu pojawia. psychologicznie - rwnie w badaniach naukowych - dominuje na dzi unikanie, wrcz wiadomie pomijanie zagadnie dotyczcych "drugiej granicy" istnienia. zupenie niesusznie - powtarzam, niesusznie. wszelkie procesy ewolucyjne to zaistnienie - faza maksymalnego zajmowania i dopasowania do otoczenia - oraz okres schykowy. jeeli zajmuj si szczegowo dwoma pierwszymi, nie mog, z licznych powodw nie mog odci si od trzeciego etapu. jest rwnie wany jak dwa pierwsze - a nawet, do pewnego stopnia, waniejszy: pozwala ewolucji przej (wzej) na/w kolejny krg energetycznej zmiany. kiedy brak pogbionej analizy ostatnich chwil, w tak powsta pustk pojciow musi wej (wepchn si) abstrakcja magiczno-religijna, ktra zapewne przynosi wielu istnieniom stan uspokojenia (co im wyjania), jednak w aden sposb nie rozwietla to strefy granicznej. - konieczno tematu umierania, mierci, koca istnienia cznego zbioru materialnego oraz abstrakcji wytworzonych w jego ramach, to jest tak wana, tak integralnie zwizana z yciem tematyka, e zasuguje nie tylko na pobiene zainteresowanie, ale na osobne i moliwie bardzo gbokie potraktowanie. przecie, zwracam na to uwag, brzeg kocowy (czyli "ostatnie tchnienie") dla kadego istnienia, a zwaszcza dla bytu wiadomie (bolenie i codziennie) dowiadczajcego wasnego przemijania, bytu opisujcego samego siebie - dla takiej egzystencji sprawa mierci jest jedn z naczelnych. - a waciwie najwaniejsz z wanych. przecie momentu-punktu pocztku wiadomie si nie doznaje, to stan dany w procesie (otrzymany), koniec tak. po prostu, do drugiego brzegu docieram osobicie ja. niewtpliwie faktem jest unikanie w rozmowach prywatnych, a take publicznych, tematyki granicy, wypiera si j z mylenia i codziennego dziaania. w formie obecnej cywilizacji, zwaszcza w "cywilizacji modoci" oraz gadetw, temat staroci i umierania (a tym bardziej mierci jako definitywnego kresu), jest po czci wstydliwy, po czci odrzucany - nie pasuje do oglnego "tryndu". mier, jako z zasady zjawisko skrajne (rwnie mao estetyczne), stracio na znaczeniu, nie mieci si w zagonionej i wyperfumowanej teraniejszoci. ale pojawia si, od czasu do czasu daje o sobie zna. niekiedy w sposb nagy i dramatyczny, kiedy "odchodzi" kto bliski - niekiedy w formie ukrytej, gdy arliwie poszukuje si "ycia wiecznego" w postaci abstrakcyjnej (np. "zjaw" religijnych), czy w materialnej, jako technologicznych skutkw manipulacji, ktre maj da ten sam efekt kocowy: przeduenie istnienia. nie chc i nie zamierzam wysila si na adne grnolotne zwroty, mier jest integraln czci ycia, a sprawa mierci (zanikania) w ewolucji jest rwnie - tak samo wana, jak jej pocztek, dlatego nie moe by pominita. i dlatego te omwienie szczegowe "zakresu schodzenia", na ile tylko pozwalaj moje umiejtnoci, powinno si znale w caoci analiz dotyczcych otaczajcej mnie rzeczywistoci - i w naturalny sposb koczy cz powicon rozumowi i czowiekowi oraz jego abstrakcjom ("duszy"). tematyk mierci musz podj tu-i-teraz - bo "pniej" rzeczywicie jest za pno. i jeszcze konieczna w tym miejscu proba do czytajcego. zagadnienie jest tak skomplikowane, tak wielowymiarowe, tak liczne trzeba analizowa fakty w tak pozornie niekonwencjonalny czasami sposb - tak pozornie "gupi" i graniczcy z posdzeniem o wprowadzanie zakresu pseudonaukowego - e po prostu zmuszony jestem wyrazi prob o dotrwanie do koca. to w sumie niewiele stron ale warto przez nie przebrn. zapewniam.
98

- nieskoczono istnienia (Ewolucji) - skoczono - nieskoczono - nie-skoczono w zadziwiajcy sposb temat "wiecznego ycia", "nieskoczonego istnienia", "etapu po" zosta zawaszczony przez magiczno-religijny (czy podobny) zakres analiz, niesusznie. z nie do koca zrozumiaych, nie w peni wyartykuowanych powodw ("brzytwa" to za mao) nauka, zwaszcza fizyka, abdykuje z tego obszaru docieka, i to pomimo, co warto podkreli, integralnie zawartego w jej wzorach (nieskoczono jest wszdzie obecna). ch, a nawet potrzeba bada etapu "po" jest silna, rozum domaga si rozpoznania tego zakresu - przecie, powtarzam, jest bardzo wany w ramach ycia. dlatego oddawanie go wycznie spekulacjom, ktre si rzeczy nie mog operowa szczegem i metod, jest bdem (duym). skoczono jest wytworem procesw nieskoczono-wiecznych, dlatego nie mona i nie powinno si ucieka od analizy tego obszaru w renormalizacj jestem elementem nieskoczonego procesu i musz z tego wyciga wnioski. nie w formie spekulatywnej, ale fizyczne (i Fizyczne). wspomniane "rne nieskoczonoci", jak obrazuje to fizyka, to przecie nic innego, jak w jej abstrakcjach (jzyku) zapisane "wieczne ycie" i "niemiertelno" - pojcia inne, ale tre gboka ta sama. kiedy fizyk unika podjcia tematu i przerywa zliczanie nieskoczonych wielkoci, czyni poprawnie, ale tylko w ramach krgu, ktry sobie wyznaczy. wic jednoczenie zawa rzeczywisto poddawan badaniu. w krg zanalizuje i opisze, ale jego (za)istnienia ju nie objani. a przez to gubi bardzo wany element ukadanki i oddaje go w rce "spekulantw". - efekt? narasta "chaos" pojciowy (i myli). a przecie kada ewolucja jest nie-skoczona, cho si koczy, i nie mog jej inaczej opisa (i zapisa). nie mog wypchn pocztkw procesw i uwarunkowa (rodowiska) poza Fizyk, czyli w obszar "spekulatywny" (mistyczny), poniewa wwczas odcinam wan cz samego siebie. a kiedy tak czyni, popeniam (powany) bd. jestem bytem nie-skoczonym, dlaczego? sprawa zasadza si na rnym ujciu i pojmowaniu przemian (ewolucji). w ujmowaniu skrajnym i logicznym proces jest nieskoczony, nie mona w nim inaczej, jak arbitralnie, z uwagi na zdolno (lub zachcenie) obserwatora, wyznaczy punkt graniczny. - to ja decyduj, to moje zdolnoci postrzegania decyduj, gdzie ustanowi kres w zjawiskach. w ujciu fizycznym, jedynie dla mnie dostpnym, zawsze mam brzeg, kres wydarze o ile mog je obserwowa w caoci przemian. w ujciu logicznym, kiedy fakt mnie przerasta, tego kresu nie postrzeg, staje si wwczas nieskoczonym. i to pomimo, e dla innego obserwatora, ktry zaobserwuje jego zakoczenie, to bdzie zdarzenie chwilowe. kiedy mwi o nie-skoczonym moim istnieniu, nie popeniam bdu i popeniam, jest to prawd i nie jest. dlaczego? poniewa to obserwator, zawsze konkretny byt i jego punkt pomiaru o tym decyduje. nie ma niezalenej obserwacji, nie ma niezalenego opisu rzeczywistoci i rwnie nie ma nieskoczonoci-wiecznoci bez skoczonego obserwatora. tak, jak biegnie postrzeganie wszechwiata lub energetycznej czarnej dziury tak samo postrzeganie dowolnego istnienia, w tym mojego ycia, moe i musi by skoczone lub nieskoczone, moe by definiowane wewntrznie, od rodka - jak i zewntrznie wobec zdarze. i w zalenoci od umieszczenia punktu obserwacji przybiera posta procesu skoczonego lub nieskoczonego. - to pooenie bytu obserwujcego oraz charakter ukadu wsprzdnych decyduje, e raz ewolucja jest przebiegiem skoczonym, a raz staje si elementem nieskoczonoci. przy jednym ustawieniu "ostroci obserwacji" mam widok na pen, skoczon zmian - a w innym postrzegam jej stany porednie, oddaj jej przemiany, ktre wiod do brzegu, ale go nie zawieraj. nieskoczono lub skoczono zjawisk jest zawarta w obserwatorze, nie w procesie. tego bowiem logicznie (a tym bardziej fizycznie) nigdy nie mog unieruchomi, zmiana jest faktem wiecznym - przecie istniej. to moje abstrakcje, to mj horyzont obserwacji wyznacza, jak daleko w nieskoczono sigam. - granice s we mnie, nie w Ewolucji.
99

eby w peni odda to, co chc powiedzie, przywoam obserwacj wiata przez mikroskop - lub inne dopasowanie ostroci postrzegania do badanego faktu. oto w jednym ujciu rejestruj wydarzenia w szczegach, widz etapy zmiany (etapy dla mnie), ale kiedy zmieni "ogniskow", czyli inaczej ustawi zbir soczewek i tym samym ostro przyrzdu (dopasuj si do wybranego poziomu czy pasma), pole widzenia obejmuje albo szczegy szczegu - albo cay ukad, ca, wraz z jej brzegami, ewolucj. - pytanie: ktra obserwacja jest prawdziwa? obie. tu nie ma wyrnienia punktu obserwacji i uznania jakiego faktu za naczelny (czy wyszy), kady zakres postrzegania oddaje prawd o ewolucji (wiecie) i jest opisem wydarze, ktre zachodz. przecie nie mog twierdzi, e to szczegy w analizowanym procesie s najwaniejsze, poniewa cao obrazu jest tak sam wana, wsptworzy wiedz ale, z drugiej strony, caociowy widok rwnie nie pozwala na poznanie wydarze w peni, bowiem bez szczegw zmiany nie ma zrozumienia, co i dlaczego si dzieje, gdzie proces si zacz i jak koczy. oba punkty widzenia - a dokadniej, wszystkie dostpne punkty obserwacji razem buduj obraz caociowy, i w efekcie wsptworz zrozumienie procesw ewolucji (konkretnej czy Ewolucji). w czym zawiera si moja niemiertelno, o ktrej tak wiele wspomina religia, a porednio take fizyka? w owym rnorodnym nastawieniu ostroci obserwacji. moje istnienie, ogldane przez rnych obserwatorw i przy pomocy dostpnych dla nich abstrakcji (obserwatorw, ktrzy znajduj si, przynale do rnych ukadw odniesienia), staje si raz skoczone, a raz nieskoczone. i kada z tych obserwacji jest poprawna. kiedy istnienie (dowolny proces) jest nieskoczone? wwczas, kiedy postrzegam (odbieram) je od wewntrz, "od rodka", w ramach swojego przeobraania si. w takim przypadku doznania s z zasady nie-skoczone, fakty-stany tworzce moj ewolucj (mnie po prostu), dla mnie samego nigdy nie mog si skoczy - nie mog. kiedy jestem, nie ma mierci - kiedy jest mier, mnie nie ma. granicy wasnego istnienia adnym sposobem nie osign osobicie, mog zblia si do niej (coraz mniejszymi krokami kwantowymi), ale nie osign. nigdy. to jednoczenie oznacza - i to jest wniosek zasadniczy e doznawanie oraz poznawanie wasnego istnienia wyklucza doznanie i poznanie wasnej mierci. wyklucza wiedz o tym, e mog znikn, skoczy si - e osigam brzeg. sam mierci nie poznam, mog jej wspwystpowanie w yciu stwierdzi wycznie porednio, zawsze jako fakt zewntrzny, zwrotnie docierajcy ze wiata, jako efekt pogbionej analizy procesw ewolucyjnych. dlaczego? poniewa poznanie wasnej skoczonoci nie wchodzi w obszar widzenia-doznania, nie mieci si w ukadzie wsprzdnych wyznaczonych pomiarem (czyli moim istnieniem). - fakt skoczonoci mojego bytowania, wiedza o tym nie znajduje si w obrbie moich dowiadcze, ale znajduje si w otoczeniu. to przez zdarzenia porednie, przez poznanie (eksperymentalne ustalenie), e inni (jako do mnie podobni) umieraj - wycznie na tej podstawie mog wysnu wniosek, e i ja, analogiczny wobec nich, rwnie jestem miertelny (e si /s/kocz), ale nie posiadam adnych innych podstaw, eby taki wniosek wyprowadzi. moja ewolucja, postrzegana od wewntrz, nie zna terminu "mier", "koniec", czy "brzeg" - to jest "wypadek" lecy ju poza moim zasigiem poznawania, poza moj nie-skoczonoci. - w innym natomiast zakresie wsprzdnych, patrzc "z boku" i rejestrujc fakty w ich penym wymiarze, obserwator postrzee, e wyrniony byt osignie stan osobliwy szybko, wtopi si w to i przestanie istnie, jako indywidualno w otoczeniu wyrnialna si skoczy. byo - mino. ale to jest opis zewntrzny do tego procesu, to ju inne ustawienie ostroci obserwacji, niedostpne dla uczestnika ewolucji analizowanej (i osobicie dowiadczajcego zmian). dla obserwatora wewntrznego, ktry poda do osobliwoci, zakres jemu dostpnych zjawisk biegnie w nieskoczono, dla niego jest to zdarzenie nie-skoczone (nie koczce si, bez kresu). co dla obserwatora zewntrznego trwa chwil, to dla obserwatora wewntrznego trwa wieczno. - jestem bytem nie-skoczonym.
100

- nie-skoczono tak wic, czy to opis religijny, czy fizyczny (wedug wzorw), czy ewolucji na zasadzie "odczuwania" - kady taki opis musi by oddaniem procesu, ktry ma posta nieskoczon. rnice pojawi si wycznie si w opisie (i "w spisie") szczegw. - mwic inaczej, abstrakcja fizyczna, np. zmysowa albo naukowa (budowana w oparciu o eksperyment) musi operowa etapami i podetapami (czyli maksymaln iloci danych szczegowych), bo nie moe przeskoczy ponad nimi - cigo tumaczenia (take weryfikowania) jest jej przypisana. natomiast, co podkrelam, "spekulacja" prowadzona za pomoc abstrakcji, np. religijnych czy filozoficznych, siga nieskoczonoci "jednym rzutem", maksymalny brzeg, logiczny kres dowodzenia, pojawia si w takiej analizie szybko, nieuchronnie - i w peni. a szczegy gin w mrokach rozumnych przebiegw. nieskoczono zawarta w fizycznych wzorach jest t sam nieskoczonoci, o ktrej rozprawia filozof, rna jest tylko metoda dojcia do niej. jednak obie drogi poznania w pewnym punkcie (dziejw) musz si spotka, przecie w nieskoczonoci nawet dwie proste rwnolege si cz (wszak nieskoczono jest tylko jedna). fizycy nie myl si, kiedy opisuj wdrowanie ku wntrzu czarnej dziury (do osobliwoci), jako proces nieskoczony, w takim ukadzie odniesienia jest to proces "bez koca", natomiast w innym staje si ledwo "tykniciem", fragmentem w dziejach. od wewntrz, a fizyk zawsze jest zawarty "w" procesie, podr do wntrza (rzeczywistoci) musi "rozciga si" dla niego na/w nieskoczonym dystansie, tu kady (kwantowy) krok zblia do bariery, ale z zasady nie moe przybra postaci warstwy jednokwantowej. najmniejsza wielko, o ktrej moe fizyk mwi, to stan zero-jeden, punktochwila. jednostki kwantowej, logicznego kwantu nie osignie, bowiem to brzeg, stan osobliwy, koniec fizycznej analizy. tu "przed" ma jeszcze fizyk co do powiedzenia, na/w brzegu jego definicje zaamuj si definitywnie. i adnym sposobem (i nigdy) granicznej strefy nie osignie, tu adne "kwantowanie" nie pomoe, bo nie ma co kwantowa. kwantowo jednolitego ta nic nie zdefiniuje. - dlaczego? poniewa nie ma czego z czym przyrwnywa. wczeniej lub pniej tak, ale nie na/w brzegu, tu fizyka si koczy. w tym miejscu-momencie nie zaamuje si poznanie logiczne, ale poznanie fizyczne. - kiedy zamieram, kocz badanie i eksperymentowanie w wiecie, ju niczego nie dokonam, osignem brzeg. jednak w logicznej analizie taki stan wczeniej (i atwo) "przeskocz", nawet go nie zauwa (bo osobliwo zginie w zakresie podprogowym). i dlatego fakty Fizycznie "dalsze", ju (czy jeszcze) niedostpne, pojawi si w moich abstrakcjach. logicznie wiem o tym, co jest "poza", poniewa pozwala na to moje fizyczne istnienie jednak tego "poza", musz mie tego wiadomo, fizycznie (osobicie) nie osign nigdy. w zewntrznym ujciu wydarzenie jedynie "chwilowe", od wewntrz nie moe by zdefiniowane wraz z brzegiem. brzeg to ju "dalej", a to nie jest domena fizyki - cho musi si sta domen Fizyki. eby wyjani ewolucj, musz odwoa si do Ewolucji, bo fizyka jest pochodn Fizyki. i jeeli tak ustawi "ostro" widzenia swojego przyrzdu badawczego, a jednoczenie zachowam "w pamici" wiedz zdobyt "od rodka", mog dokona opisu procesu zarazem z wewntrznej jego, wic fizycznej perspektywy - jak i dopeni go widokiem z nieskoczonego punktu widzenia, z poziomu Fizyki. dla obserwatora, dla fizyka (istniejcego i odmieniajcego si obywatela wiata), ktry rejestruje zjawiska od rodka, mier, brzeg, osobliwo znajduj si poza obserwacj, czyli s wykluczone z analizy. ale dla Fizyka, ktry wiadomie oprze si na nieskoczonociach ze swoich wzorw i zaakceptuje ich konieczno i uzna, e nieskoczono w ujciu maksymalnym to element Ewolucji, wwczas nic nie jest, nie bdzie skryte (obce, tajemne, niezwyke). to nie aden "wybuch" jako-gdzie-("cudownie") tutejszy (wszech)wiat uksztatowa, ale rwnie i nie rozpynicie si w nieskoczonym chodzie go zakoczy ani niezwyky pocztek, ani beznadziejnie pospolity koniec nie jest poprawnym opisem. nieskoczono do nieskoczonoci, a zbuduje si skoczony (nie-skoczony) byt. - np. ja.
101

to nie strach przed przemijaniem i nie lk o wasne istnienia w obliczu brzegu powinien dominowa - lecz poczucie przynaleenia do szeregu istnie, ktry nie ma mia pocztku oraz nie bdzie mia koca. kiedy spojrze w taki sposb na ewolucj (wszystkiego), kiedy to sobie uwiadomi, wwczas inaczej zaczyna si definiowa wasny kres. wiadomo, e moje istnienie poprzedza idcy przez nieskoczono cig innych bytw, ktre take przeminy, e istniej dlatego, e one ulegy rozpadowi - to daje poczucie przynaleenia do procesu bezkresnego - wiecznego ycia (jak chce religia). i podkrelam to stwierdzenie. poniewa jestem elementem nieskoczonego procesu, ktry lokalnie objawia si (obradza) yciem, przynale tym samym do "prostej" nieskoczonej, jestem kwantem tej linii bez pocztku oraz koca. jestem elementem wiecznego ycia, jako kwant jestem skadow wiecznego istnienia (bytu). i w tym odniesieniu, tylko w takim rozumieniu "spekulatywnie" wyprowadzona ze wiata abstrakcja (e jest wieczne ycie) posiada sens i jest poprawna, yj wiecznie w Kosmosie. prawda i fakt, ycie jest wieczne. tylko drobiazg, w trakcie Ewolucji zmieniaj si "twarze" (i inne szczegy). - dopiero tak pojta obecno w nieskoczonoci Kosmosu moe stanowi tre mojego (samo)opisu, dopiero obecno w wiecznoci (przez swoj chwilow indywidualno) jest warunkiem zawierania si w tym procesie. ja, sam dla siebie proces bez brzegu, ale skoczony w zewntrznej obserwacji, jestem czstk nieskoczonych zjawisk - a wic przynale do wiecznoci. wicej, kada forma unieruchomiona, kada ewolucja "utrwalona" na wieczno, oznaczaa by zamarcie przemian, a tego nie ma w Ewolucji (przecie jestem). "sztafeta ewolucji" tworzy nieskoczono (za)istnienia nie przez zatrzymanie jakiego wybranego stanu, ale przez przemijanie (zmian). wieczne ycie dlatego istnieje, e jest wieczna mier. to, co dla mnie oznacza kres, jest tylko i wycznie "lokalnym" wydarzeniem w oglnym procesie. mona to okrela jako religijne czy mistyczne przeycie, ale ma przecie wymiar racjonalny i fizyczny (Fizyczny). opis magiczno-religijny, wszelkie abstrakcje pozyskane z procesw zmiennego wiata, s poprawne, e nie mogy zawiera szczegw, oczywiste. to musiao przybra posta sowa, nonikiem musiay by "literackie" symbole (i adekwatne z innych obszarw kultury). wyprowadzony wniosek jest racjonalnie i fizycznie poprawny - ale "wielkoci" nieskoczonoci (pomimo uywania tego pojcia) te opisy osign nie mogy i nie mog. wszelkie tumaczenie wiata jest poprawne (skoro zaistniao), jednak jego faktyczn "dobro" wyznacza w kadym dziaaniu zdolno pozyskiwania zasobw - a tu poznanie "kawakujce" rzeczywisto, cho powolne, jest najskuteczniejsze. przy okazji, korzystajc z cznoci tematu, warto powiedzie, e odrzucanie podejcia "spekulatywnego", czyli filozoficznego w analizach rzeczywistoci (a szczeglnie i konkretnie religijnego), jest duym bdem. wywyszanie si fizyki, co miao miejsce, ale co powoli odchodzi w przeszo (bowiem fizyka sama trafia na/w dylematy poruszane przez filozofi), to by bd. negowanie rwnie poznania magiczno-religijnego jest bdem. - dlaczego? poniewa, jak wielokrotnie to formuowaem, wychodzc z rzeczywistoci, nie mona uzyska absolutnie sprzecznych z ni abstrakcji. jedno wiata i reguy zmiany to gwarantuje. "spekulacja" abstrakcjami, eby ju trzyma si tego okrelenia, nie moe przynie byle jakiego wyniku - musi, kiedy jest prowadzona dugo i logicznie, doprowadzi do takich-tych samych rezultatw, ktre wnosi badanie oparte o kroczcy eksperyment. e tak (w emocjach) "produkowane" abstrakcje biegn w nieskoczono "od razu", e nastpnie usamodzielniaj si, a nawet dogmatycznie "sztywniej" (co dalej wymaga nakadu si na ich przebicie), to trudno do pokonania i wyjanienia, jednak nie powd cakowitego negowania. mog tak "powierzchown" interpretacj i brak wiedzy o szczegach odrzuca, ale musz odda sprawiedliwo: to jest rwnie dobre poznanie, jak kade. i skada si na wszystkie ujcia rzeczywistoci, ktre moe rozum wytworzy. w przypadku mierci miao to wakie konsekwencje, tylko e aktualnie przychodzi czas na uszczegowienie kiedy wypracowanego obrazu.
102

- "dogasajca gwiazda" - umieranie - analogie opis umierania i mierci moe by prowadzony z pozycji "wewntrznej", czyli mog to przeprowadzi w formule "relacji" uczestniczcej z wydarzenia, jako wspzachodzenie faktu oraz jego opis - albo zewntrznie, przed zaistnieniem brzegu-kresu (lub po zaistnieniu, w oparciu o obserwacj innych istnie). i tu pojawia si zasadniczy problem. jako istota odlega od brzegu mam dokona analizy czego, czego nie doznaj, a wic nie znam (a take nigdy wiadomie nie poznam). wszelkie wic z takiej pozycji i daleko przed brzegiem wyraane opinie s "spekulacj", uprawnion i jedynie mi dzi dostpn, ale w oczywisty sposb nie tosam z faktem analizowanym. - z drugiej strony, ju w momencie zaistnienia brzegu, w chwili doznawania mojego kresu, po prostu nie zdoam z braku si i czasu zda relacji z przebiegu zjawisk (jest to wielce i bardzo prawdopodobne). kiedy nie ma brzegu i ja jestem, nie mam o nim danych, a mj opis nie moe by wiarygodny - kiedy zaistnieje brzeg, mnie ju praktycznie nie bdzie, wic informacja z tego punktu nie dotrze do odbiorcy. wewntrzna relacja to czas przyszy, zewntrzna nie jest pewna i to wyklucza dogbne poznanie. a przecie wanie moim zamiarem jest rozpozna mechanizm takiego brzegowego, skrajnego (i skrytego) dla mnie zdarzenia. wicej, w tym przypadku nie mog rwnie zda si na relacje innych, poniewa s w analogicznej sytuacji. nawet zakadajc, e mog w penej przytomnoci swojego umysu relacjonowa dla mnie odczucia z brzegu, to jednak jest to ich brzeg, ich doznania s wwczas im dostpne, ale nie s przekadalne na moje. i zawsze takimi bd. ja nie przeka swoich dozna innym, ale nie mog take liczy na poznanie odrbnego do mnie wiata abstrakcji. dlatego jestem, jako wdrowca i poszukiwacz brzegu, skazany na stosowanie analogii - na szukanie takiego zewntrznego modelu, zewntrznego do wszelkich procesw, ktry odda zjawiska, w tym przypadku na/w brzegu ycia. oczywicie, co zrozumiae, nigdy konkretnej, indywidualnej i prywatnej ewolucji w szczegach nie poznam, to zawsze bdzie dla mnie (jak ja dla innych) "stan ciemny". ale przecie mog, przez zbudowanie, odszukanie modelu, ustali w tym procesie generalne zasady i schemat dziaania (i dziania si). konkretu nie poznam, tylko e to nawet nie jest moim celem, chc wiedzie, wiedzie zanim nastpi mj brzeg, co si na/w nim dzieje - co go tworzy w moim i w kadym przypadku. szczegy? c, szczegy poznam osobicie, kiedy do kresu dotr, w obecnej chwili liczy si ujcie "zgrubne". czy mog znale taki model? oczywicie. jedno ewolucji oraz jedno reguy to mi gwarantuje. kady proces to narastanie, stan rodkowego i maksymalnego istnienia w otoczeniu - i zanikanie, umieranie. praktycznie mgbym przyj dowolny proces za wzr, w kadym wyodrbni etapy i ich skadowe, ktre mona przyszeregowa do umierania i zbliania si do brzegu. ale s modele bardziej i mniej "wymowne", bardziej i mniej rozpoznane. ktry najlepszy? - zwracam w tym momencie uwag na bogactwo poj, wielo sw, ktrymi oddaje si kres ycia. rozbudowana przez wieki meta-fizyka mierci obejmuje tak wiele rnych okrele, e mona by z tego utworzy odrbny sownik. przy czym, co ciekawe, s to czsto odniesienia do "spalania" si, ganicia, nawizuj do pojawienia si i zaniku gwiazdy na nieboskonie. czowiek ganie jak gwiazda, znika za horyzontem niczym spadajcy okruch nieba, zapada si w niebyt na podobiestwo czarnej dziury. bardzo wiele w tych porwnaniach odniesie do zjawisk, ktre obserwuje si na nieboskonie, do procesu narodzin, trwania - oraz umierania gwiazd. to nie przypadek. od kiedy spojrzelimy w niebo i zobaczyem gwiazdy, one nie przestaj rozum fascynowa, jako tak pikne a niedostpne musz by rdem porwna. i to "tam" jest "strefa niebiaskich istnie", wiecznych i idealnych - po prostu gwiazd. czy wic moe dziwi, e to najlepszy model do zobrazowania ycia, a w szczeglnoci mierci? przecie kiedy ganie gwiazda - umiera czowiek...
103

nie mam zamiaru cign literackich i aforystycznych okrele, jednak celowo przywouje znan przypowie, e kiedy gwiazda ganie i spada, oznacza to, e gdzie do swojego brzegu dotar kolejny czowiek. zwracam uwag na t analogi istnienia jednostki do gwiazdy, poniewa chciabym podkreli ten idcy przez wieki, a przecie zupenie niewiadomie odczytywany zwizek midzy mechanizmem istnienia gwiazdy (dzi ju w miar dobrze rozpoznany) a yciem, istnieniem czowieka i rozumu. narodziny gwiazdy, jej kolejne fazy, a po zapa (i nawet ycie po yciu) - to wszystko wystpuje w moim istnieniu dokadnie w takiej samej postaci. analogia jest a po szczegy, po detale detalw. oczywicie, z inn iloci zaangaowanej w proces energii, ale to "drobiazg" w analizie. przy czym, marginalnie i na zasadzie przypuszczenia (nie sprawdzaem tego ale id o kady zakad, e tak wanie jest) midzy wielkoci gwiazdy (mas, gabarytami, zajtoci w rodowisku) a wielkoci czowieka, zachodz zapewne atwo zauwaalne i wyliczane proporcje. i mona to uoy w "cig istnie" i zwizanych z tym okolicznoci. czyli np. powizanie masy z form (i komfortem) przeywania - przecie nadmiar albo niedobr s szkodliwe. i to na tej samej zasadzie dla czowieka i gwiazdy. w ewolucji liczy si funkcja, realizowana identyczno procesu caej struktury i fragmentw, dlatego takie powizania i odniesienia s zrozumiale. obserwujc gwiazd, dziki skali zdarzenia i jego jake wyranej naocznoci, widz wszystkie skadowe procesu. widz elementy zjawiska z kadego momentu mojego ycia - rwnie takie, ktre oznaczaj dochodzenie do koca. analogia, powtarzam, siga szczegw. a co wicej, widz nawet te procesy, ktrych w swoim yciu aktualnie nie rejestruj lub nigdy ich nie zarejestruj, poniewa s niedostpne. widz procesy tworzenia si gwiazdy w oboku materii, widz jej wietno i blask i widz zapa w rnorodnej formie. wszystkie stadia analogiczne, identyczne do procesw obserwowanych w sobie i w moim otoczeniu. std znaczenie takiego modelu, dlatego to tak dobry obiekt i punkt odniesienia. fizycznie gwiazda umiera rnorodnie, jest to zalene od iloci energii, ktr taka ewolucja dysponuje, jakie ma wok rodowisko, w ktrym okresie procesw ukadu nadrzdnego zaistniaa itd. przeniesione to na ycie, a take uwieranie czowieka, wykazuje daleko idce zbienoci. kiedy analizuj funkcje, a nie szczegy, dostrzegam identyczno procesu, zreszt w obie strony. to znaczy, mog modelowa wasne istnienie procesami zachodzcymi w gwiazdach, ale take przemiany gwiazdowe modelowa wasnymi, ju rozpoznanymi stanami. z umierania gwiazd mog czerpa wiedz o tym etapie i przenosi wnioski na wasny moment osobliwy - ale jednoczenie swoim yciem mog opisa ycie gwiazdy i przez to lepiej je zrozumie. istotne ucilenie metodologiczne - to nie przeoenie, odnoszenie do siebie konkretnych zjawisk umoliwia analogi, ale przeoenie zasady tworzcej te zjawiska buduje do takiej analogii wspln podstaw. nie ma znaczenia proces analizowany (jednostkowy), poniewa jedno reguy ksztatuje wszelkie fakty (procesy) w identyczny sposb, a to tworzy moliwo porwna. analogi nie jest konkret, ale zasada ten konkret tworzca. szczegy tylko przesaniaj tre, s wielowarstwow zason oddzielajc od reguy zjawisk. dlatego te opis czowieka i rozumu (na kadym etapie ycia), opis cielesnej formy rozumu i jego umierania - to rwnie dobrze moe by opis umierania gwiazd, ale take dowolnej ewolucji, mog przyrwnywa do kadej. a dlaczego nie wybieram tych innych ewolucji, skoro moe by dowolna? z przyczyn estetycznych. bo gwiazdy s takie majestatyczne, pikne, odlege. ale rwnie dlatego, e s gboko przebadane za pomoc wzorw i przyrzdw. - dlaczego miabym swoje istnienie rwna do przebiegu ycia mikroba? moe to i byoby ciekawe, ale jako mao "uduchowione", to nie jest harmonia sfer. to peza, sabo wieci, a do tego takie mikre. a gwiazda to niebiaskie konotacje, nieskoczono, wieczno i inne. z pyu (gwiazd) powstaem, w py si przeobra. posiadam, uzyskaem model - gwiazda mnie poprowadzi.
104

- "echo" ewolucji - obecno w rodowisku proces, zjawisko, ciao - ewolucja to cao zdarzenia, na ktre skadaj si liczne warstwy kwantowe, to sigajce daleko w przestrze dziaanie. naley do ewolucji i "ciao", czyli obszar wielowarstwowy, jako "wyranie" od ta odcinajce si zdarzenie - a dalej do tego procesu nale zewntrzne warstwy, czyli energia ju oddalajca si po "odpadniciu", po oderwaniu od "brzegu" ukadu. to bd tracone cigle komrki i atomy ciaa, ktre wdruj w czasie i przestrzeni, to bd warstwy wypromieniowywanego ciepa, gos, wiato odbite od struktury - wszystko, co jest zwizane ze mn, co jako przemiecio si przez moje istnienie (a zarazem wsptworzyo go). ten zbir kwantw energii, to pozostawiany w czasie-i-przestrzeni "lad" mojego ycia, to zawsze obecne i zawsze konkretne, tylko moje "echo istnienia". dopki jestem. odnosi si to zakresu definiowanego jako tu-i-teraz, wic materialnie realnego - ale dotyczy rwnie procesw "niematerialnych" (w potocznym definiowaniu), np. twrczych dokona, dziaa psychicznych, wyraania si poprzez uczestnictwo w kulturze (dowolny poziom) - itd. dopiero suma takich rnorodnych dziaa (dalszych i bliszych), to jest cznie ewolucja - ja. nie tylko ciao i jego posta, ale wszystkie idce przez aktualno i histori warstwy skadaj si na istnienie, nie tylko "jdro" wydarze, ktre takim si dla mnie wydaje (bo takich faktw praktycznie nie ma w ewolucji, zawsze s dalej-gbiej pooone elementy, i ktre mona w procesie wyrni, a do stanu osobliwego, kwantu logicznego) - dopiero tak caociowo pojmowana ewolucja jest "jednostk", tym wszystkim, co mam za jednostk i integraln "osobowo". e w takim obrazie granice s pynne, e ich praktycznie nie ma, e agodnie, stopniowo schodz w kwantowe to? oczywicie. to inne, aktualnie na poziomie analizy wasnego pooenia i dziaania w ewolucji, opisanie powizania z otoczeniem. w sensie fizycznym i logicznym mnie nie ma - granice wyznaczam sam oraz ze wzgldu na posiadane zdolnoci obserwacji ("ostro" rejestracji szczegw). - w wielowymiarowym procesie energetycznym nie mog wyodrbni siebie z ta inaczej, jak lokalnie i "zgrubnie", jako chwilowe i wanie wielopoziomowe zaistnienie (wyskoczy byt z ta i si rozglda). w rzeczywistoci dopiero razem, "ciao" (materia) i jego "otoczka" (warstwy kwantowe, promieniowanie), to dopiero cznie tworzy, oznacza pen posta ewolucji. przy czym, co nawet tak pozornie prosty podzia na ciao i "otoczk" dodatkowo w analizie gmatwa, jest jeszcze sprawa "echa" wewntrznego, czyli procesw dla mnie (w moim postrzeganiu) zachodzcych we wntrzu mojego ciaa, jednak ktre dziej si na zewntrz niego jako fakty fizyczne. - to znaczy, chodzi tutaj o wszelkie skutki przemian energetycznych wok elementw skadowych organizmu, komrek czy narzdw. to dzieje si wewntrz mnie, ale fizycznie jest poza, proces przebiega na niszym zakresie i opuci ju moje cielesne skadniki, ale jest "echem" mojego istnienia - wewntrz mnie, ale ju poza mn. i zanim objawi si dla mnie w pewnej odlegoci od ciaa, ju dawno logicznie si w nim nie znajduje, to echo mojego istnienia ju jest przeszoci, tylko e o tym dowiem si dopiero w (niekiedy odlegej) przyszoci. itd. sowne zabawy, co jest przeszoci, co przyszoci z punktu widzenia obserwatora, to ju byo, tu nie wracam do tematu. ale e dostarcza to sporo uciechy analizujcemu rozumowi, to przyznaj. kada ewolucja posiada cznie z otoczeniem i jednoczenie tworzy w otoczeniu, buduje swoj przestrze kwantow, przestrze dziaania i wymiany energii, i to na wielu, maksymalnie wielu poziomach. to czasoprzestrze, wielowymiarowa czaso-przestrze wymiany kwantowej, pochaniania-tracenia, czenia-rozpadu, wybuchu-zapaci, jej opadanie w d i wdrowanie w gr - to jest ewolucja. moja, planety, gwiazdy, wszechwiata kada. im wiksza, im wikszy potencja posiada, tym jej przestrze kwantowa bardziej rozbudowana, tym dalszy zasig dziaania i mocniej odczuwany. - jestem tym, co posiadam i co posiadaem.
105

- mier jaki zwizek ze mierci to posiada? eby wyjani, czym jest mier, najpierw musz opisa ycie - skoro mier oznacza kres przebiegw definiowanych jako ycie, to dopiero "odjecie" cech ycia pozwala na opis mierci. a czym jest ycie? ewolucj w dynamicznej wymianie energii ze rodowiskiem, wyodrbnion okresowo z ta. prosta, banalna definicja, zapewne dla wielu niezadowalajca, ale w odniesieniu do kwantw prawdziwa. ycie to zjawisko, w ktrym energia, lokalnie si wypitrzajc, a lokalnie zapadajc, wytwarza zmiennie-stabilny ukad-stan wspdziaania z otoczeniem (reaguje na zmiany), ale nigdy stay (w znaczeniu niezmienny). to, e gwiazda wieci, jest wynikiem dynamicznego "wspdziaania" energii w gwiedzie (czyli w generalnym procesie wybuchu) z otoczeniem, z wywieranym na ewolucj gwiazdy naciskiem rodowiskiem (tu jego oporem). jeeli wypadkowa tych procesw jest "dodatnia" (w obserwacji idcej "od rodka"), gwiazda "wybucha" (wiatem), rozprzestrzenia si w otoczeniu jeeli bilans wypada na "minus" (nacisk wiata przewaa), nastpuje "zapa" ukadu, "wygaszenie" oddziaywania. procesy te s dynamicznym stanem, ktry posiada ustabilizowany, nigdy jednak stay brzeg. - toczy si ciga "walka" midzy wydolnoci ewolucji a uksztatowaniem rodowiska. czyli to, e gwiazda wieci oznacza, e tracc energi istnieje i zarazem umiera. skutkiem mechanizmu wybuchu-zapadania, tworzy si stabilny, w miar nabywania zasobw powikszajcy si ukad. - i teraz, "na styku" (brzegu ewolucji), na umownie wybranej powierzchni (dla kadego zakresu promieniowania jest to inny brzeg), pojawiaj si wydarzenia, ktre s lokalnymi przejawami dynamicznego zwizku ukad-rodowisko. tak pojtym wydarzeniem moe by to, e "odjta", utracona zostanie komrka lub kawaek ciaa - albo uleci w otoczenie tylko pojedynczy foton, a wic utracona zostanie "porcja" (kwant) energii w postaci promieniowania. brzeg ciaa jest miejscem wymiany, tu dochodzi "do parowania" (ciaa osobliwego), do tracenia i "pobierania" kwantw energii. kiedy ilo energii posiadanej przez ewolucj, jej zapasy nie wystarczaj do "rozpychania" si w rodowisku, pojawia si generalny tok zdarze w kierunku "do zapaci". i objawia si na coraz wikszym zakresie zjawisk, obejmuje kolejne elementy i poziomy. kiedy ewolucji brakuje si, eby si podnie i "wydwign" - to upada i zapada si. w siebie. przecie kiedy na wasnych barkach dwiga si ciar wiata, atwo opa z si - d (energetyczny) ju czeka. tracenie energii nie dokonuje si "natychmiast", proces moe przybra posta katastrofy (wypadek), wwczas zachodzi w krtkim odcinku czasu (ale to zawsze jest jaki czas) lub moe umieranie przebiega w rozoeniu na etapy, trwa w formie agodnego i ustabilizowanego tracenia zasobw. ale im bliej jest brzeg i granica wydolnoci ukadu, im mniej energii do niego dopywa - im mniejsza tym samym aktywno w jej pozyskiwaniu - im mniej sprawny "kana" przepywu kwantw (czasem dosownie przytkany, jako zator w yle) tym szybciej dochodzi do obumierania, tym bliszy stan zrwnania si poziomu wydolnoci i zasobw. zrwnania si na/w brzegu. i koniec. - kiedy dochodzi do przekroczenia granic bezpieczestwa (sprzed ktrych mona wrci i podnie si do wczeniejszego stanu), energetyczna zapa ukadu, nawet mimo dostarczenia z zewntrz pomocy (reanimacji), jest nie do zatrzymania. cinienie rodowiska przekracza zasoby - i wprasowuje ewolucj w to. dosownie wciska ponownie w jednokwantowe to. eby byo jasne, zapa ukadu ewolucyjnego na/w jednym poziomie nie oznacza jego zapaci absolutnej, w innym ukadzie odniesie, szerszym. - i tak, kiedy ciao czowieka dociera do brzegu (mierci), do postaci stanu osobliwego, to jest to "tylko" znalezienie si w obrbie brzegowym ewolucji, ktra wczeniej bya czn konstrukcj ciao-umys i bya aktywnym, dynamicznym procesem (na wszystkich w Kosmosie moliwych poziomach). tylko e to nie jest stan osobliwy w rozumieniu gbokim - dla mnie oznacza to punkt osobliwy, jednak dla bytu (obserwatora) z boku, to tylko etap w oglnej ewolucji. ja osignem brzeg, ale "moje" ciao jest wprzgnite w koowanie energii o ogromnym zakresie.
106

- "echo" ewolucji - umieranie dla yjcego czowieka jednokwantowy stan ewolucyjny w postaci "mierci" to stan osobliwy, ale nie dla elementw, ktre to ciao tworzyy i nadal tworz. kiedy ciao jest martwe, jako zborna i dynamicznie zmienna jednostka, to jego elementy nadal pozostaj w ukadzie energetycznym szerszej skali i uczestnicz w wymianie energii. a to oznacza, e lokalnie w takiej fizycznej konstrukcji zachodz dalsze procesy, tworz si lokalne ewolucje. jednostki i osobowoci ju nie ma - ale jej elementy skadowe przemieniaj si, znw w powizaniu z otoczeniem i jako wypadkowa dynamicznego zjawiska. stan osobliwy ycia, czyli mier, zosta osignity, ale stan osobliwy dla atomw i elektronw jeszcze jest daleki od zrealizowania si. moja ewolucja definitywnie si skoczya, ale ewolucja ukadu wobec mnie nadrzdnego (planety, galaktyki, wszechwiata) ma przed sob wieloetapow drog. skoczy si, to pewne, kady z tych etapw skoczy si i osignie brzeg identyczny do mojego, ale to potrwa "chwilk" jeszcze potrwa. ale to rwnie i zarazem oznacza, e te ju oddalone od mojego ycia atomy, i te, ktre dopiero strac, e ta energia wejdzie (po wielekro) w inne ciaa, moe nawet (czemu nie?) co mylce. jak nie w tym, to w innym wszechwiecie. oczywicie umieranie umieraniu nie jest rwne. jedne objawia si wybuchem i buntem wobec nieuchronnego koca - inne spokojnie dogasa do ostatnich chwil, jedne dziaa na otoczenie agodnie, inne wzbudza wok zaburzenia blisze i dalsze. itd. gdybym w tym momencie nie mia na myli umierania czowieka, nie sposb byoby odrni, czy mwi o "jednostce rozumnej", czy o gwiedzie. zwracam uwag, e cho s to bardzo oglne obrazy, s identyczne, to ten sam proces, aczkolwiek o rnym potencjale. w tym miejscu chc podkreli fakt, e umieranie czowieka (i kadej ewolucji) objawia si "echem", w kadej postaci umierania takie echo si pojawia. gwiazda zapada si i umiera, ale nadmiarowa, zbdna ju energia uwalnia si i ucieka w otoczenie. czasami w postaci wybuchu supernowej, czasami agodnie gasnc. lub w dowolnie innej postaci z moliwego zbioru form umierania (ktry astronom obserwuje na niebie lub pord innych ludzi). takim echem, co ciekawe z mojego punktu widzenia, w obu przypadkach jest proces fizyczny i psychiczny. czy to gwiazda, czy czowiek, skutki dla otoczenia s identyczne. ale, o ile do dobrze mona uchwyci sens takiego echa w formie fizycznej (wszelkie fotony czy elektrony, czy komrki), o tyle przypisanie zjawisk psychicznych do umierania gwiazdy wydaj si nacigane. ot nie. przecie to "ja", istnienie rejestrujcie proces umierania gwiazdy, zostaj tym faktem poruszony, to moje emocje na ten fakt s psychologicznym echem, ktre umierajca gwiazda tworzy (wyzwala). jeeli nikt nie widzi bytu zanikajcego, nie ma o nim wiedzy, nie ma echa - ale i nie ma tym samym takiej ewolucji. soce nie wieci, kiedy nie patrz w jego stron. - analogicznie, kiedy nikt nie obserwuje czowieka, jego nie ma (ale obserwujc sam siebie, wpisuj si w wiat i powouj ten byt do istnienia, warunek obserwacji jest tu speniony). obserwacja automatycznie wprowadza odbir "echa" w przypadku, kiedy obserwatorem jest czowiek (i rozum), niezalenie od treci obserwacji "echo" ewolucji wystpuje. umieranie, tu czowieka i rozumu, objawia si w dwu wymiarach - jako proces tracenia, przewagi tracenia energii nad pozyskiwaniem i jako proces umownie nazywany psychicznym, ktry odbywa si w innych, w otoczeniu. przy czym owym "innym" moe by np. kolejna abstrakcja w ramach umierajcej jednostki, to s "obiekty" zewntrzne do umierajcego. wiadomo mierci ma posta brzegu do faktu umierania, jest logicznym brzegiem procesu, ktry fizycznie dopiero do brzegu dy. - po prostu, wiedza, wiadomo, e umieram, nie jest tosama z kresem, etap zrwnania si wiedzy i jej treci dopiero nastpi. dlatego mog doznawa "echa" psychicznego procesu, ktry mnie samego dotyczy, rnica wobec innych jest tylko "w nieco szybszym" doznawaniu zjawisk.
107

wanym elementem procesu starzenia si, a nastpnie umierania, jest inna, wic zmieniajca si forma i moliwo oddziaywania na otoczenie. i najczciej wanie ten etap, tracenia zasobw cielesnych, powszechnie uznawany jest za przynaleny bezporednio mierci (co w znacznym stopniu jest prawd), wrcz utosamiany z faktem zanikania. echo fizyczne ewolucji osiga swoje maksimum w rodku jej istnienia, wwczas to proces najdalej i najmocniej moe zmieni (zdeformowa) rodowisko, pozytywnie lub inaczej. w obu zakresach skrajnych, czyli na etapie zaistnienia ("dziecicym"), a take w miar przechodzenia na/w drug stron sfery swojego istnienia, zakres moliwego oddziaywania bytu na otoczenie jest mniejszy od chwili szczytowej. albo jeszcze nie zaistnia, albo ju spada, wychodzi od poziomu zera i pod koniec ponownie do zera dy na/w brzegu. dlatego wdrujcemu przez rzeczywisto osobnikowi zaczyna brakowa si (energii) na pokonywanie jej oporu. i to dlatego te schody wydaj si w miar ycia coraz wysze, a budynki le zaprojektowane ("nieludzkie"), za na przejciu drogowym wiata migaj szybciej i trudniej zrozumie o czym mwi modzi, bo tak cicho mwi, a do tego uywaj jakiego obcego dialektu itd. fizycznie wiat dla obserwujcego go z pozycji oddalania si od centrum (od punktu rodkowego ewolucji), czyli istnienia w fazie starzenia si, przybiera posta niezrozumiaego, ale i zarazem coraz bardziej obcego - a westchnienie: "dawniej to byo", pojawia si czciej (i coraz czciej). w tym ujciu echo fizyczne ewolucji i echo psychiczne maleje (jego wpyw na innych). co innego jest aktualnie sednem ewolucji (i uwagi), kto inny nadaje ton i szaleje na parkietach - zreszt tam ju haasuje inna muzyka (brzydka, zgrzytliwa, taka gona). fizyczne, cielesne skutki starzenia si (take umierania) oznaczaj zanikanie moliwoci dziaania, obszar podlegy wpywom pomniejsza si, coraz bardziej a zwaszcza coraz gwatowniej zamyka si w bliskiej okolicy. a do widoku z okna, do jednego pokoju i jego czterech cian, do ka - do widoku jednej ciany, plamy na tej cianie... wiat fizycznie oraz psychicznie si zapada. brak energii na ponowne wyjcie poza "opotki", nie ma si, eby si ponownie wpisa w obrb wydarze. nastpuje "wyciszenie", stopniowe wygaszanie istnienia. - "gwiazda ganie". warto w tym toku analizy podkreli i wyrni przypadek "twrczy" - czy to czowieka, czy gwiazdy (pyu gwiazd) na tworzenie si echa, i to jednoczenie w obu zakresach, fizycznym i psychicznym. cho, co zrozumiae, w przypadku czowieka chodzi gwnie o wymiar psychiczny. podobnie, a nawet identycznie, jak z rozrzuconego po okolicy pyu gwiazdy tworz si kolejne pokolenia czy to gwiazd, czy planet, tak samo (i zawsze na tej samej zasadzie) pozostao po twrczej jednostce jest wanym skadnikiem kolejnego rzutu ewolucji, samym swoim zaistnieniem ksztatuje, wsptworzy poprzez czas oraz przestrze nowe byty. przecie taki zamary (wystygy) "obiekt" ewolucyjny ju przynaleny do czasu dokonanego, jest nadal obserwowany, wic rwnie emocjonalnie obecny w kolejnym pokoleniu. echo (dorobek, czyny) takiego osobnika rozprzestrzeniaj si nawet wwczas, kiedy cielesne "centrum" ju dawno nie istnieje (to proch). jego oddziaywanie zostaje przeniesione poza konkretne, zrealizowane ycie dokadnie tak samo, jak odlegej gwiazdy, ktra zagasa iks epok temu, jednak ktrej pikne migotanie obserwuj na firmamencie dzi. i si tym "migotaniem" wzruszam - czy ukadem sw w ksice. prawda, ze wzgldu na bardzo skromn mas ciao osobnika twrczego nie poywi wielu (mikrobw), jednak na poziomie reakcji psychicznych (szerzej: kulturalnych) moe w skrajnym przypadku sta si zjawiskiem na podobiestwo supernovej, ktrej daleko po okolicy rozrzucone materialne szcztki tworz generacje nastpcw (w rnej formule). psychiczne (w innym ujciu "duchowe") echo takiego osobnika moe potencjalnie zapeni w ewolucji nieskoczony zakres - czyli przeksztaci kady element zbioru, w ktrym zmiana zachodzi, std jej znaczenie. od jednostki, od punktu wychodzc, taka ewolucja osiga maksimum (i wypenia "lokalny" kosmos). i jest to przede wszystkim istotne dla zbiorowoci.
108

- umieranie gwiazd a umieranie czowieka umieranie czowieka, a w konsekwencji jego mier, mona opisywa cznie i jako jeden generalny proces, w ktrym wszystkie czstkowe zjawiska zachodz na siebie i tworz wypadkowy skutek. jednak specyfika umierania czowieka (i rozumu) sprawia, e wygodniej ten jeden i czny akt, nie tylko dla lepszego zrozumienia wydarze, podzieli na dwa zazbiajce si zdarzenia. - czyli na umieranie fizyczne i umieranie psychiczne. mimo e s do siebie wspbiene, zachodz na siebie i warunkuj jeden drugi, ich rozdzielenie w analizie jednak ma sens. bo nie jest to w kadym przypadku (w konkretnym osobniku lub momencie jego ycia) proces wspwystpujcy na jednym poziomie. wyraajc to inaczej, zgodno umierania ciaa, jego energetyczna zapa, nie jest zawsze tosama z zapaci, w tej samej skali (czy w tej samej proporcji), co zapa umysu. wicej, czsto umieranie ciaa jest odbierane jako dalekie i obce wobec stanu umysowego umierajcego, ktry dziaa sprawnie - zgodno idealna obu linii jest zdarzeniem rzadkim. zazwyczaj, w codziennej obserwacji stanw wasnego istnienia, umys umiejscawia si "na zewntrz" procesu, pilnie i jako kibic analizuje sam siebie (i ocenia zmiany w organizmie), jednak procesy te ujmuje jako niezalene, obce i "nasane przez" kogo/co itd. warstwa psychiczna jest fizycznie pochodn zjawisk w ciele (oraz je wsptworzy), ale umys sam siebie wyranie oddziela od tej czci, usamodzielnia si poprzez stosowane abstrakcje (i w wyniku ich stosowania). sam siebie odcina od jeszcze yjcego i umierajcego zarazem ciaa - i "szybuje" (w gdzie i kiedy). mona uj to (i opisa) w taki sposb, e "w normalnym" toku umierania, wic wwczas, kiedy zmiany nie zostan skumulowane w maej skali czasu i przestrzeni (i nagle), to w takim przypadku cz fizyczna bytu umiera swoim torem, a cz psychiczna swoim - zrwnanie nastpuje w miar zbliania si do brzegu. a na samym brzegu jest to ju jedno. - natomiast przy zdarzeniach drugiego rodzaju, kiedy to zapa rozumu (psychiczna) jest stanem pierwszym, a ciao funkcjonuje sprawnie, w zalenoci od gbokoci tej zapaci mona powiedzie, e swj brzeg taka ewolucja osigna ju na etapie wczeniejszym i e mier mzgu poprzedzia zakres fizyczny (a moment "pomiaru" jest tu zakresem "poza" ewolucj). jeeli miabym wskaza analogiczny do tego stan w umieraniu gwiazdy, to wyrnibym "czarny d", osobliwo, acz w stosunkowo spokojnej formie swoich zmian. tu cigle zachodzi pochanianie energii z otoczenia, ale jej wydatkowanie, wic dziaanie na wiat, jest znikome - podprogowe. "echo", pole kwantowe takiej ewolucji oczywicie istnieje (jest rwnie "parowanie"), jednak gwny zakres przepywu energii przez taki "kana" odbywa si poza rejestracj, czyli ju w zakresie ciemnym (dlatego porwnanie do fazy czarnej dziury jest tu zasadne). zreszt, po prawdzie, z punktu widzenia innych, zewntrznych obserwatorw, to ju rzeczywicie jest strefa ciemnoci (wiecznej). dlatego podzia na dwa przebiegi (fizyczny i psychiczny), pomimo ich cznego logicznie biegu, ma sens poznawczy, ale oczywicie w kolejnym kroku ponownie musi si zbiec, eby analiza nie zakoczya si w poowie drogi. - po drugie, bez takiego podziau na zakresy nie mgbym wyodrbni, a dalej przeledzi procesw, ktre prowadz do skrajnego typu zjawisk koczcych istnienie, czyli aktw samobjczych (szczegw nie bd tu analizowa, podaj samobjstwo jako przykad kracowy). przecie w takich przypadkach ciao funkcjonuje normalnie (w zdecydowanej iloci zdarze), to psychiczna strona osobnika ulega gbokiej destrukcji (z rnych powodw). dochodzi do aktu targnicia si na ycie i w konsekwencji mier - co dla obserwatora zewntrznego jest (czsto) powanym zaskoczeniem, smutnym faktem, dziaaniem niewytumaczalnym. zapa umysu (w postaci podprogowej dla otoczenia) zastanawia i szokuje brakiem "racjonalnych" i widocznych powodw tego kroku, cho te "wewntrznie" istniej i s istotne. analogi w formie mierci gwiazdy upatrywabym w procesach, w ktrych dochodzi do rozchwiania, albo i rozpadu struktury pl podtrzymujcych funkcjonowanie takiej ewolucji (gwnie magnetycznych).
109

- umieranie fizyczne i psychiczne - pole kwantowe ("echo") ewolucji warto zwrci uwag na rnice w "uwarstwieniu" zjawisk - rnice w postaci innego uoenia si warstw pola kwantowego takiej "zamierajcej ewolucji" z punktu widzenia rnego typu umierania (fizycznego lub psychicznego). posiada to znaczenie w dalszej analizie, ale pozwala zarazem przyszeregowa proces umierania do charakterystycznej linii i umiejscowi pord innych (tu, jak w typologii gwiazd, mona wyznaczy cig gwny zjawisk i poboczne). ot w przypadku ewolucji o nagym, gwatownym (i, co wane, niespodziewanym dla osobnika zakoczeniu), np. w formie wypadku (albo samobjstwa, cho tutaj wiadomo koca jest obecna), nastpuje rwnie nage, skumulowane w czasie i przestrzeni nagromadzenie wydarze. po prostu, fizjologiczne, widoczne na zewntrz objawy umierania, s rozmieszczone blisko siebie, intensywnie take dziaaj na otoczenie. - szybki oddech, reakcje drgawkowe, wykres aktywnoci mzgu itp., to objawia si, a co istotne w tej analizie, "odciska" si w/na otoczeniu. przecie szybki oddech umierajcego musi wywoa w otaczajcej go przestrzeni nacisk, ruch puc musi zobrazowa si licznymi warstwami procesu (gdyby to przedstawi w formie graficznej). i analogicznie bdzie w przypadku innych funkcji organizmu. w fazie umierania, a zwaszcza nagego umierania, linie pola kwantowego ewolucji, jej "echo" w rodowisku, te linie bd mocno zagszczone, skumulowane - wytworz w otoczeniu, powtarzam to jako rzecz tu wan, nacisk. fakt i oczywisto, moje ciao taki nacisk tworzy zawsze, kada reakcja organizmu "odciska" si (i nawet dosownie odciska) na/w otoczeniu, na kadym etapie mojego ycia i w kadej chwili zostawiam w rodowisku "lad" i jest on "syszalny", jako odbierany - to wspomniane "echo" mojego istnienia, na ktre skadaj si wszelkie reakcje. natomiast, powtarzam, w tak niezwykym i szczeglnym momencie uzyskuje to wyrany charakter. i znaczenie. ale rozrnienie uwarstwienia mona prowadzi dalej i gbiej, bowiem bdzie wyglda inaczej w przypadku samobjstwa czy wypadku. przecie droga dojcia do katastrofy, cho duga jako rzeczywista droga do pokonania w kilometrach (przy wypadku drogowym), nie przekada si na kumulacj zjawisk umierania, te s skondensowane w bardzo krtkim okresie. natomiast yciowa droga wiodca do samobjstwa, cho koczy si analogicznym skumulowaniem wydarze w warstwie fizycznej, jest psychicznie rozwleczona na lata oraz mnogo szczegowych zachowa samego osobnika i jego rodowiska. efekt kocowy taki sam, ale jake inna droga docierania do brzegu. analogii wrd gwiazd sporo. w przypadku drugiego generalnego typu, kiedy to ciao (nonik) umiera dugo, kiedy proces umierania fizycznego jest rozcignity (np. przez chorob) na/w lata, a warstwy tego kwantowego zdarzenia s fizycznie "rozrzedzone" - to w takim przypadku umieranie psychiczne bdzie skumulowane, moe by skumulowane, o ile wiadomo o chorobie i skutkach bdzie faktem nagym, niespodziewanie poznanym. tu nacisk wywierany na otoczenie przez warstw psychicznego pola kwantowego (ale - mocno to podkrelam, bardzo mocno to podkrelam i zaznaczam o fizycznej, namacalnej i moliwej do pomiaru postaci), w takim przypadku nacisk bdzie znaczy. warstwy pola umierajcego ciaa bd rzadkie, ale pole psychiczne zagszczone. - w sytuacji dugiego, czyli rozoonego "na raty" umierania ciaa, ale zarazem ze wiadomoci tego faktu (i dostosowania si), tu rwnie inaczej zobrazuje si uwarstwienie zjawisk, inne bdzie pole, echo takiej ewolucji. - po prostu, umieranie "na raty" w fizycznej postaci bdzie inne od umierania "na raty" w formie psychicznej, inne bdzie uksztatowanie tego procesu dla obserwatora zewntrznego, jednak jest to zawsze ten sam tok zdarze, tworzy go ta sama regua. na koniec, w punkcie brzegowym i ostatecznym istnienia, w kadym przypadku nastpuje zbiegnicie si procesw oznaczajcych ciao i psychik, powstaje maksymalne zagszczenie zjawisk w miar zbliania do kresu. a do zrwnania w/na brzegu obu linii.
110

zagszczenie warstw kwantowych umierania (pojmowanych bardzo szeroko, czyli jako zbir zdarze w ramach caej piramidy), to "uwarstwienie" w kadym z dwu generalnych uj jest rne. jednak, gdyby opisywa takie procesy jako fakt "bezczasowy", bez definiowania "rozmiaru" i oddalenia od siebie warstw, wic gdyby to by opis "obiektywny", to wwczas rnice znikaj. w tak prowadzonym zobrazowaniu umieranie czy to fizyczne, czy psychiczne - czy w formie przewagi fizycznego umierania, czy psychicznego, taki podzia traci sens, poszczeglne skadowe nie s rozrnialne. w takim ujciu umieranie, tre logiczna procesu umierania jest zawsze taka sama. konkretnie s to zawsze indywidualne i nigdy identyczne przebiegi (przecie to jest tylko mj "odcisk linii papilarnych", tu w postaci maksymalnej, ktry zostawiam w rodowisku) ale jako logiczny cig zdarze zawsze uzyskuj ten sam przebieg. przecie ksztatujca zjawisko regua jest jedna, tylko jej indywidualna i konkretna forma jest zawsze inna i jedyna. umieranie czowieka czy gwiazdy, umieranie psychiczne lub fizyczne zachodzi tak samo, posiada te same etapy i te same warstwy. to ten sam proces. kade umieranie jest inne - a zarazem takie same. jeszcze jedna wana i wymagajca podkrelenia konsekwencja rozbicia zjawisk na umieranie fizyczne i psychiczne, ktra jest do uchwycenia w analizie jako skutek takiego zabiegu: w ostatnim punkcie umierania (w agonii) dochodzi do poczania ewolucji rozumu i ciaa. nastaje chwila, w ktrej te dwa, do tego momentu rozbiene cykle, pokrywaj si - nastaje chwila "uzgodnienia" tych dwu drg. co byo wczeniej obdzielone, czasem znacznie, tworzy jedno, na/w brzegu rytmika obu linii osiga stan jednoci. punkt ostatni procesu, a wic obumarcie ciaa i obumarcie umysu, staj si tosame, uzyskuj jeden i ten sam moment: brzeg ycia. w zewntrznym obrazowaniu zmiany, im bliej brzegu (kresu), tym warstwy kwantowe takiej ewolucji bardziej zagszczone, zjawiska szybsze i krtsze. nastpuje uzgadnianie, pokrywanie si, wyrwnywanie kroku tych rnych cykli. - a do momentu "rozbicia" si o barier ta, paszczyzny jednokwantowej. oczywicie wyrnienie tego momentu-stanu w ewolucji (jako faktu absolutnie koniecznego) w niczym nie wyklucza sytuacji, e ten jednoczesny punkt nie musi posiada formy zgody na mier. przecie bunt przeciwko umieraniu, zwaszcza w modym organizmie (psychicznie czy fizycznie) moe by znaczcy. zoenie, "uzgodnienie" si procesw jest niezalene od woli ukadu ani nawet od formy umierania, a punkt brzegowy oznacza kres wydarze dla obu linii. i tu nie ma ju znaczenia, czy do mierci prowadzia droga ksztatowana latami dowiadcze - czy jest to akt jednorazowy i nagy, do takiego "uzgodnienia" stron dochodzi w kadym przypadku, bo musi doj. kiedy nie ma aktywnego nonika osobowoci (ciao zamiera w zmianach) - nie ma rwnie osobowoci. kiedy zamiera, znika osobowo, nawet przy zewntrznie postrzeganym organizmie jako aktywnym, nie ma rozumnej jednostki. brak jednej ze stron ewolucji, brak podwojonego toku procesu - to wyklucza istnienie w formie penej (ciao-rozum). kiedy ukad dochodzi do brzegu, nastpuje oczywisty w takich okolicznociach bunt ciaa lub umysu wobec takiego zdarzenia. to efekt "uboczny", ktry jest pochodn potencjau energetycznego ukadu. musi zaj, i to pomimo zgody czy braku zgody na taki fakt w ewolucji. to analogiczny stan do wybuchu gwiazdy, ktra "pozbywa" si, traci w chwili agonii "nadmiarow" w tych okolicznociach energi. co nie mieci si w kanale (umierajcym ciele) - zostaje odrzucone, "wybucha" i ucieka w otoczenie uwolnione od nacisku. kiedy dochodzi z jakiego powodu do "zaczopowania" si przepywu energii w ciele, kiedy ustaje ruch i przemieszczanie si kwantw to nagle oswobodzona oraz ju zbdna (wanie nadmiarowa) w tym procesie energia, "w buncie" wybucha, objawia si "byskiem" w rodowisku. jeeli ewolucja, ukad (albo organizm) posiada takiej energii jeszcze sporo, manifestuje si to "supernow", kiedy wczeniejsze potyczki ze rodowiskiem wyeksploatoway struktur, bunt jest na skal lokaln. ka lub ostatniego krzyku - lub tchnienia.
111

- umieranie fizyczne wypada rozpocz od umierania fizycznego (ciaa), poniewa jest podstawowe, fundamentalne. nie zamierzam jednak w tym punkcie tworzy rejestru zjawisk, ktre towarzysz umieraniu organizmu, medycyna czyni to doskonale. natomiast pragn w specjalnie i szczeglnie wyodrbnionym zapisie tego typu zdarzenia wyrni, przede wszystkim podkreli ich "namacaln" i mierzaln posta. s one dla obserwatora (sam umierajcy albo kto z boku) odczuwane jako fakty, ktre mona zarejestrowa i bada. dlaczego? przecie ciao umierajcego, w jakim by nie byo stanie, tworzy wok niego, jak to pado, "echo", "otoczk", pole kwantowych stanw, ktre mona w rny sposb fizycznie zaobserwowa. i w sposb wyjtkowo szczeglny ten fakt fizycznej obserwacji podkrelam, ma to znaczenie w tutejszym zapisie - jednak gwnie bd si powoywa na niego w dalszej czci. poniewa wiem, co w tej czci bdzie, uprzedzajco i celujc w osabienie psychicznego oporu osoby zapoznajcej si z tekstem, tak usilnie fakt fizycznej (i racjonalnej) podstawy uwypuklam. moe z dranica przesad - ale jestem przekonany, e to zabieg konieczny. poniewa umierajcy organizm jako reaguje, to wytwarza wok siebie warstwy pola energetycznego, ktre skada si z caej gamy procesw. ukad, kady w ewolucji wikszego poziomu istniejcy ukad, wytwarza nacisk na otoczenie i sam podlega naciskowi rodowiska. - gos, jako fale akustyczne, to nacisk na wiat poza ciaem; oddech to cinienie, a mechaniczny rytm puc odksztaca energi wok; cinienie krwi, czyli praca serca oraz puls - jak najbardziej nacisk; energia cieplna oddalajca si kwantowymi warstwami od organizmu, to cinienie promieniowania; fale aktywnoci elektrycznej mzgu, odpade komrki i wiksze czci ciaa - wszystko to tworzy nacisk na zakres poza ciaem. i tworzy obraz "odciska" obraz tej ewolucji w rodowisku. tego przecie nie mona w aden sposb zanegowa. wszystkie te zjawiska i fakty towarzyszce dziaaniu ciaa w dowolnej chwili, dosownie odciskaj si w/na wiecie. i, podkrelam znw ten argument, s jak najbardziej, w oczywisty sposb fizyczne, obserwowalne - i mierzalne z du dokadnoci. s - po prostu s. s na co dzie faktem i s faktem w trakcie caego istnienia. s obserwowane-odczuwane przez sam ukad, ale take przez ukady go otaczajce - posiadaj swoj posta codzienn i "normaln", maj swoje urednienie, ale osigaj rwnie skrajne odchylenia. tego poziomu zjawisk, ich fizycznego wystpowania, odrzuci nie mona, takich procesw i ich skutkw dowiadcza kady i zawsze. - z powodw oczywistych w tym miejscu ten codzienny poziom mnie nie interesuje, wrc do niego za kilka stron, tu analiza dotyczy sytuacji niecodziennej i wyjtkowej - umierania, docierania do brzegu istnienia. na tym si koncentruj, to jest stan szczeglnie wyrniony, a przez to jaskrawo dla innych widoczny (to by zreszt take dla mnie pierwszy etap analiz tego obszaru, nie ten codzienny i "rutynowy" rytm zjawisk, ale wanie wyrnienie w postaci dramatycznej). nasilenie, kondensacja procesw, warstw wydarze w tym szczeglnym zakresie jest po prostu atwo zauwaalna z zewntrz. z uwagi na pniejsze skutki dla obserwatora (ktry to analizuje ju "po fakcie" i yje dalej), jest to moment wyrniony i przez to dogbnie roztrzsany. a zaistniae wwczas "fakty" s niezwyke i nabieraj znaczenia. - i znw, poniewa nigdy tego do, wyranie podkrelam fizyczny charakter takich faktw, tego poziomu inaczej ani mona, ani naley analizowa, to fizycznie i racjonalnie definiowany zakres zdarze. ale z uwagi na wnioski, ktre musz si z tego wyoni (wanie fizyczne oraz racjonalne), a ktre, czuj to, wytwarzaj opr - dlatego w tym miejscu tak silnie ten stan racjonalno-fizyczny odnotowuj. jeeli nie mona, a nie mona, zanegowa podstawy, to i kolejne kroki mona stawia pewniej, a co najmniej bez duego (i nadmiernego) oporu. i o to mi gwnie chodzi. eby jednak nie przedobrzy w tych zastrzeeniach i nie wytworzy wraenia, e chodzi o co "niezwykego" (jakie "nad") - bo tu przecie nic "szczeglnego" nie zachodzi, powracam do opisu zjawisk, ktre obserwuje si w chwili umierania.
112

moe powsta, zreszt suszny zarzut, e opisujc kumulacj, nagromadzenie si wydarze (warstw procesw) na/w brzegu (i w okolicy "tu przed" brzegiem), popeniam bd. przecie w przewaajcych sytuacjach, kiedy dochodzi do mniej wicej "normalnego" umierania, te zjawiska nie tylko e nie kumuluj si, ale ich czstotliwo wrcz spada, reakcje si spowalniaj. czyli sabnie puls, oddech zamiera, reakcje mzgowe rwnie ustaj. sowem, nie nadmiar zjawisk, ale ich ilociowy ubytek charakteryzuje ten okres ycia. prawda. - jednak to w niczym nie przekrela podejcia "skumulowanego". rozrzedzenie warstw, widok (w sensie: pomiar) takich oddalajcych si i coraz dalszych, i z duym trudem docierajcych do mnie fal wytworzonych przez ewolucj, ten pomiar takim jest tylko dla mnie, wic dla obserwujcego z zewntrz. ciao, ukad we wszystkich jego reakcjach jest coraz dalej od mojego punktu pomiarowego, ale sam zblia si do horyzontu swojego istnienia, a ja go postrzegam coraz dalej (a tym samym coraz bliej punktu maksymalnego zasigu postrzegania oraz mojego horyzontu obserwacji), postrzegam go w formie cznej, w postaci wymiany "co za co", jako jeszcze-ju zakresu "gamma". ale, zwracam uwag, dla tej ewolucji warstwy jej wasnego istnienia si kumuluj, dociera do brzegu i dlatego warstwy s coraz bardziej "zbite", bliskie i wskie. ta ewolucja-byt jest w takiej samej sytuacji, jak samolot, ktry zblia si do bariery ("ciany") dwiku: narasta zagszczenie warstw, tworzy si twarda, dosownie twarda, a w tym przypadku nawet miertelnie twarda bariera - jednokwantowa bariera horyzontu ("horyzontu istnienia"). barier jest to, twarde, jednolite i brzegowo obecne dla kadej ewolucji to - kracowe to istnienia. ewolucja w/na brzegu staje si tem. - ale, jak dla kadego podrnika, ktry poda do osobliwoci (tu "czarnej osobliwoci"), to punkt obserwacji (analizy) decyduje o zdefiniowaniu takiego zakresu i odbieranych zjawiskach. dla "podrnika", dla umierajcego, s to w logicznym ujciu zjawiska "rozcigajce" si wrcz do nieskoczonoci, jednak fizycznie zbiegaj si "do punktu" - kady kolejny i z trudem wykonany oddech czy uderzenie serca, to wieczno, odlego midzy tymi faktami przedziela nieskoczono, a pojawienie si w chwili "uderzenia" pulsu ponad powierzchni, czyli stan wejcia ponownie w zakres wiadomy ("tutejszy"), to zdarzenie "na wag ycia". ale zarazem czasoprzestrze dla tego obserwatora kumuluje si, bo nie widzi, nie moe doznawa "przerw" w zjawisku, te s podprogowe i poza jego istnieniem, nie wchodz w zakres ewolucji. - co innego dla obserwatora zewntrznego, ktry postrzega zmiany, rejestruje je "z boku". tutaj mechanizm jest dokadnie odwrotny, postrzega cao procesw, wic take z "przerwami", ktrych obserwator wewntrzny nie rejestruje. czyli widzi, e oddech osobnika si spowalnia, puls sabnie a ciao obserwowane oddala si po zakrzywieniu czasoprzestrzennym. dla tego, zewntrznego obserwatora, im dalej jest pooony obiekt obserwowany, wic im bliej horyzontu zdarze si znajduje, tym oddala si szybciej - ale zarazem tym rzadziej docieraj do niego warstwy, sygnay od tej ewolucji. w/na brzegu uzyskuj ostatni sygna "gamma" a dalej jest ju ewolucja, proces rwany ("ycie" po yciu). - na/w brzegu jednokwantowym dochodzi do "przebicia" bariery ("dwiku"), jednak sygna ("huk") tego faktu dotrze do mnie dopiero "po chwili". dla obserwatora wewntrznego ten sam stan, ktry postrzegam zewntrznie jako maksymalnie krtkotrway, posiada odmienne, skrajnie odmienne zobrazowanie - jest przecie wszystkim, czym dysponuje ten ukad. obaj obserwatorzy postrzegaj ten sam fakt, ale wnioski s zasadniczo rne, bo zachodz w innym ukadzie odniesienia, w innym punkcie obserwacji - a wszak to miejsce siedzenia (albo leenia) warunkuje punkt widzenia. dla obserwatora wewntrznego pozostajce do brzegu warstwy kwantowe to wieczno, to rozcignite w nieskoczono jego istnienie - i niczego ju wicej (poza tym skromnym, punktowym w ogldzie zewntrznym zakresem) nie ma. kady kolejny oddech-krok to przyblianie si do nieskoczonoci-wiecznoci. tylko e dla obserwatora zewntrznego to chwilka - ot, lecca do celu "strzaa" wbia si w tarcz i osigna brzeg. kontakt si urwa.
113

w przypadku umierania dramatycznego (np. wypadek), kiedy procesy tworz si nagle (s skumulowane tempem nastpujcych po sobie faktw), pojawi si inny obraz, tu zjawiska towarzyszce ostatnim chwilom zawieraj si w niewielkim obiektywnie przedziale czasu-przestrzeni. oczywicie rwnie tutaj, w miar zbliania si do brzegu-kresu sabnie puls, oddech zamiera, a reakcje rozumne (psychiczne) "dziurawi" si w chwilach wypadnicia poza rzeczywisto ale zasadnicza, gwna rnica ley w intensywnoci tych zjawisk (i ktre zarazem wspwystpuj, dziej si w ramach warstwy chwilowej umysu i ciaa). proces umierania "naturalnego", czyli kiedy cao ukadu wytraca energi w duszym okresie czasu, intensywno zjawisk jest si rzeczy (a raczej na skutek braku si), maa - i malejca. natomiast w tym przypadku, kiedy dochodzi do nagego i szybkiego (i bardzo szybkiego) docierania do brzegu, i to, co tutaj wane, fizycznie oraz umysowo w peni sprawnego organizmu, to taki ukad ewolucyjny "pozbywa" si zbdnych ju teraz zasobw energetycznych (nadmiarowych kwantw) w krtkim okresie i w duym nateniu. i efekty tego procesu obserwowane w rodowisku rwnie s "nadmiarowe" (silne). kiedy ganie, kiedy nagle zapada si w siebie gwiazda we wszechwiecie to obserwator rejestruje bysk gamma, niezwykle intensywny i daleko sigajcy w otoczenie bysk uwolnionej w tym procesie energii. podkrelam, chodzi o ten "bysk" gamma, czyli promieniowania (a szerzej dziaania ewolucji na wiat) w formule "co za co", jako wymiana kwantw jeszcze "namacalnych". - ewolucja promieniuje (dziaa na otoczenie) w szerokim zakresie, struktura o konstrukcji czowieka, maksymalnie rozbudowana, dziaa maksymalnie, ale chodzi o ten, w tym przypadku zasadniczy poziom oddziaywania jako "co za co". poniewa ma to znaczenie. w sytuacji, kiedy z "zapadajcego" si (w siebie) organizmu (dowolnego obiektu) energia zostaje uwolniona nagle, to efekty rwnie s (i by musz) silne, intensywne, daleko dziaajce - i jako "sygnay". reakcje, forma zjawiska w kadym przypadku jest identyczna, jednak poziom, natenie dziaania zaley od zasobnoci ukadu. bogata energetycznie ewolucja wytwarza wok siebie "echo" supernowej, a sabowita, schorowana, osamotniona (biedna) dugo "karleje" w ciszy i samotnoci (wszech-wiata). kiedy umiera supernowa, poruszone s odlege wiaty, wybuch nadmiarowej energii oddziauje silnie, a fala uderzeniowa, czyli nacisk na otoczenie idcy od tego "zapadliska", jest znaczny (i "znaczcy"). dlatego, kiedy umiera czowiek w peni si, musi si to objawi w formie reakcji tego ciaa (i umysu) na otoczenie wic rwnie silnym naciskiem. i poruszajcym zarazem okolic. jeeli nie jest to mier w "uamku sekundy", to przecie bd zachodziy reakcje, ktre wytworz silne cinienie na rodowisko (poczynajc od gwatownego, chaotycznego poruszania rkoma - po gwatowne i chaotyczne "drgania" umysu). skumulowana w kilku, czy kilkunastu minutach mier ukadu musi si w takich okolicznociach objawi fizycznym wywieraniem wpywu na otoczenie, wic mocnym naciskiem. wytracanie energii w tym przypadku jest stosunkowo nage, ale moe zachodzi w relatywnie dugim przedziale czasu. dlatego, co istotne, tego poziomu opisu zjawisk nie sposb odrzuci lub zanegowa - to fakt. i posiada to znaczenie dla dalszego toku rozumowania. pragn podkreli jeszcze jeden aspekt tego zjawiska, ktry na ten moment nie obudowuj adnymi wnioskami, ale ktry take ma due znaczenie. rozchodzi si o efekt "wyciszenia" sygnau. przecie brak sygnau jest take sygnaem, cisza w haaliwym otoczeniu jest bardziej rejestrowana ni wrzask. dlatego, kiedy zapada cisza po szamotaninie umierajcego ciaa, jest to cisza znaczca - co nieodwracalnego si dokonao. brak reakcji oznacza, e ukad dotar do swojego brzegu i ju adnego sygnau w otoczenie nie wyle. cisza jest tu informacj gon, e nic si wicej nie zadzieje. dla ukadu znajdujcego si z boku, brak reakcji jest wanym sygnaem, ktry uruchomi w nim liczne procesy zwizane z takim "zastygym" ciaem. ju nie na poziomie kontaktu z nadawc sygnau, ale jako reakcja na brak informacji od niego. cisza jest krzykiem w ewolucji.
114

- umieranie psychiczne umieranie w wymiarze psychicznym, w odrnieniu do umierania fizycznego, nie jest tak cile i jednoznacznie wyznaczalne. o ile umieranie fizyczne przebiega od chwili poczcia, o tyle proces umierania psychicznego nie moe by w yciu osobniczym dokadnie zdefiniowany, granice s tu nieostre. dlaczego? poniewa ksztatowanie si osobowoci zachodzi przez dugi okres istnienia ewolucji jako fizycznego ukadu, a to mog by lata (w skrajnym przypadku nawet caego ycia moe zabrakn na wypracowanie poprawnego obrazu wiata). - czyli, eby stwierdzi, e jestem ukadem o wpisanym w jego istnienie kocowym brzegu musz wpierw wyodrbni si z ta, a nastpnie, w zwrotnej analizie, odnie do siebie i przypisa sobie cechy ukadw mi podobnych. dlatego, kiedy nie ma tak okrelonej psychicznej strony ewolucji (wic wiadomej siebie), nie mona mwi o jej umieraniu. kada rozbudowana struktura ewolucyjna, ktra posiada mzg i psychik (w jakim zakresie, na ile procent, jako plasuje si na skali rozumw), wyodrbnia si z ta oraz samookrela, inaczej nie moe istnie (i dziaa). jednak dopiero pene samowyodrbnienie ze rodowiska i samowiedza o kresie-brzegu wasnego istnienia - to wyznacza grny puap reakcji. w kadej strukturze z mzgiem nastpuje umieranie psychiczne (jako fakt energetyczny i fizyczny) - ale wycznie na tak wysoko postawionym poziomie mona mwi o umieraniu psychicznym "w peni" i na kadym zakresie ewolucji. wczeniej, w przypadku ukadw niej lecych na drabinie komplikacji, jest to umieranie "na ile procent". trudno odmwi pewnego poziomu samowiedzy, a take poczucia przemijania znajdujcym si "poniej" konstrukcjom, ale nie sposb powiedzie rwnie, e to maksimum. intuicyjnie jest to uchwytne, natomiast wyznaczenie tej granicy eksperymentalnie (i kolejnych granic, punktw przejciowych) jest rzeczywicie trudne (lub nawet niemoliwe) - dlatego powysze zastrzeenie, e umieranie umysu oraz psychiki to pynna granica. moe przecie zachodzi przypadek organizmu, ktry niewtpliwie jest penym ukadem fizycznym i bytem czowieczym, a na skutek wady by "okrojonym" ze strefy mzgowej w duej czy bardzo duej skali. w takiej sytuacji umieranie psychiczne rwnie wystpuje, przecie jest mzg i jego funkcje, ale trudno mwi o wielopoziomowej, penej ewolucji i jej zamieraniu. - w aden sposb nie chciabym wkracza na teren ocen tego stanu rzeczy, dlatego (w formule samocenzury) na tym poprzestaj. graniczna, cienka linia midzy posiadaniem psychiki a jej brakiem jest jasna logicznie i wyranie "dostrzegalna", ale w pomiarze trudno j wyznaczy. wniosek? w praktyce o umieraniu w sensie psychicznym naley mwi od momentu uksztatowania si samowiadomoci. czyli od chwili, kiedy osobowo zaczyna pojmowa wasne istnienie w rodowisku i zaczyna opisywa siebie jako ukad skoczony w czasie i przestrzeni. czy wczeniej nie ma wiedzy i wiadomoci umierania? jest. ale istnieje w psychice (np. dziecka) jako wydarzenie nie do niego si odnoszce, zewntrzne. mier w tym okresie jest abstrakcj, i to rozumian wanie jako co abstrakcyjnego, wic na rwni z np. matematyczn abstrakcj. nieskoczono matematyczna oraz skoczono wasnego istnienia w tym okresie ksztatowania si psychiki to to samo, co spoza tej ewolucji. wiem, ale nie odczuwam. wiem, e to gorce, ale jeeli aru nie dotkn, nie zrozumiem. kiedy ukad "dotyka" mierci, a ta go dotyka (emocjonalnie), mog wwczas stwierdzi pene zaistnienie osobowoci. - umieranie fizyczne dane jest ukadowi od chwili pocztkowej, ale umieranie psychiczne jest zdarzeniem wtrnym, powstaje jako skutek uczestniczenia w mierci innych a take jako refleksja nad skoczonoci (bytu). mier fizycznie jest obecna w ukadzie zawsze, mier psychicznie pojawia si wraz z opisaniem siebie w stosunku do innych. - mier fizyczna jest mi dana bezporednim doznaniem (wewntrznym), fakt mierci psychicznej dociera do mnie z zewntrz. - swoj wewntrzn (ale przysz) mier poznaj-i-doznaj (aktualnie) poprzez zewntrzn obserwacj mier innych ukadw. - dlatego kady jest istot ludzk od chwili poczcia, ale czowiekiem niektrzy nie staj si a do mierci.
115

w umieraniu psychicznym wany jest jeden fakt: dominuje. kiedy osobowo ju si uksztatuje, kiedy wiem, e umieram (w kadej chwili), to wiadomo tego faktu wysuwa si na plan pierwszy, i zaczyna dominowa. dyktat psychiki nad ciaem, wielorako manifestowany, objawia si rwnie w postrzeganiu mierci (jej znaczenia, skutkw, przejaww). jeeli posiadane przez mnie abstrakcje to ja i nic poza tym nie ma - to mier abstrakcji oznacza zanik mojego "ja" (skocz si). dlatego take opis rzeczywistoci dokonywany z pozycji takich abstrakcji (a to jedynie moliwy opis), to musi (musi) prowadzi do wniosku, e kiedy kocz si i docieram do brzegu - umiera wiat. przecie nie opisuj otoczenia z pozycji ciaa (zakresu fizycznego) - ciao jest "nieme", w peni podporzdkowane, z otoczeniem "rozmawiaj" abstrakcje - "duch". ciao, nonik, ma suy "celom" (wyszym), to "nadzorca" jest wany. i dlatego to umieranie psychiczne dominuje w odczuwaniu i w rozumieniu zdarze, tak otoczenia, tak wasnej ewolucji. fizyczny wymiar umierania (zazwyczaj) toczy si w ukryciu, podprogowo, a skutki docieraj do mnie nagle i s najczciej zaskoczeniem. jako tak si to wszystko szatasko i skrycie dzieje, e ta "poda materia" psuje si w najbardziej niewaciwym momencie, kiedy tyle jeszcze przede mn, kiedy mam tak wiele do zrobienia - jako gupio ten wiat jest urzdzony, e nagle odkrywam w lustrze siwe wosy (o ile ju nie wypady), odkrywam liczne zmarszczki, a kiedy wchodz na schody, brak oddechu - i oczy w ogle kiepsko postrzegaj szczegy, ktre dziwnie si rozmywaj - itd. pomimo wstecznie zrekonstruowanego cigu zjawisk, ktry przynosi wiedz, e wczeniej byo z ciaem co nie tak, to fakt dysfunkcji organizmu jest zaskoczeniem. pomimo e umieranie fizyczne zachodzi zawsze, to w przedziale wiadomoci pojawia si nagle, jako skutek dugookresowego sumowania si efektw (defektw) ewolucji na niszych i ukrytych poziomach - i do tego momentu bagatelizowanych lub nie zauwaanych. eby to! dlatego umieranie psychiczne dominuje. wiedza o przemijaniu czasu i wasnego istnienia - to z jednej strony przejaw samowiadomoci, ktry potguje oraz przydaje znaczenia umieraniu, jednak z drugiej jest przeszkod w postrzeeniu szczegw wasnego odchodzenia. zawsze i wszdzie istniejcy "dyktat poj" czyli abstrakcyjnej, psychicznej czci ewolucji, wnosi wiedz o umieraniu i odchodzeniu, ale skutecznie zasania, odsuwa realnie zachodzce szczegy tego procesu w strefie najbliszej. na co dzie, w kadej chwili w myleniu rozlega si gos: "pamitaj o mierci" jednak problem w tym, e dotyczy to zakresu psychiki i kojarzone jest z innymi osobnikami. "z wyyn" rozumu nie wida fizjologicznych konkretw, a te mog by przykre. potencja psychiczny ewolucji (zasobno energii-wiedzy) jest rnorodny, s bardzo rozbudowane osobowoci oraz takie, ktre mog "ledwo co". zamieranie pierwszych odbywa si jako cig kolejnych zapaci i wybuchw - a druga forma umierania "osuwa" si w niebyt ledwo zauwaalnie. i tak samo, jak umieranie ciaa, umieranie psychiczne moe by skondensowane do krtkiej chwili, wic zrealizuje si "mgnieniowo" w skali ycia, lub bdzie przebiega przez lata, jako psychiczne umieranie "na raty". dominacja ktrej formy nadaje "ton", tworzy charakter procesu (odciska pitno w/na zmianie). dlatego ciekawym z tego punktu widzenia typem umierania, wartym osobnego (i choby krtkiego wzmiankowania), jest przykad "umierania rodkowego". czyli taki typ procesu docierania do granicy, e nie ma znaczcej rozbienoci midzy stronami, nie ma dominacji cielesnej czy psychicznej ewolucji. ukad "ganie", ale ganie w harmonii ze sob i otoczeniem. rzadki stan, ale przecie realny (i nawet wywoujcy zazdro). czym jest takie umieranie? to przypadek do szczeglny, ewolucja zapada si, ale w zgodzie ze stenem rodowiska. cinienie wewntrzne ukadu zmniejsza si w tempie, ktry jest skorelowany z procesami zachodzcymi obok. stabilizacja istnienia, umierania w tym przypadku, nie jest moliwa w bardzo dugim okresie czasu, ale takiego harmonijnego "opadania" z si mona si wiadomie dopracowa. i ma to swoj warto.
116

- umieranie a "zjawiska" - "echo" ewolucji - procesy fizyczne - uwarunkowania psychiczne, opr umysu racjonalnego bezporednim powodem zajmowania si umieraniem oraz wprowadzenia zagadnienia mierci w tekst, by kiedy przypadkowo wysuchany program radiowy, w ktrym poruszano taki temat i zostay przedstawione relacje, odczucia, wspominano take rne "efekty", ktrych dowiadczyli (na ronym poziomie) uczestnicy. co wane, zawsze w odniesieniu do dramatycznego faktu odchodzenia bliskich. to byy relacje "na chodno", wic by moe dlatego silnie zapadajce w pami. wwczas uwiadomiem sobie, e pominicie tematu mierci, brzegu, koca ycia e to nie jest moliwe. przy omawianiu ycia nie mona nie zauway etapu ostatniego, bo jest to ze szkod dla ycia. - wicej, skoro omawiajc ewolucj i czasoprzestrze, wprowadzam w procesy zawsze i wszdzie brzeg-kres, to nie mog z tego wyodrbni ycia (dowolnego). integralno, zawieranie si ycia w energetycznej przemianie to zaistnienie trwanie ale i mier. i brzeg musi zosta uwzgldniony w opisie. dlatego, powtarzam, podawane przykady byy powodem nakierowania analizy na ten temat i byy pocztkiem zastanawiania si. fakt, pojawiy si w audycji relacje, ktre w popularnym ujciu i "oficjalnie" dominujcym ocieraj si o tzw. "zjawiska", o wydarzenia "spoza" - ale to przecie w dnym razie nie wyklucza ich fizycznego (i racjonalnego) gbokiego sensu. wielokrotnie ju na tych stronach pado, e poznajc rzeczywisto nie mona pobdzi, e nie ma poznania wiata w sposb oderwany, faszywy lub cakowicie bdny. kade poznanie, wszelkie wywiedzione ze wiata reguy, ktre pomagaj istnie, s dobre i poprawne. rwnie mwice o "zjawiskach". - po drugie, co podkrelam, takie relacje s zawsze odniesione do konkretnego bytu, osobowoci a wic fizycznej i psychicznej konstrukcji. czy maj "co" za swoj tre, to w tej chwili nie jest wane, liczy si fakt ich realnego wystpowania dla osoby to opisujcej. skoro dzieje si dla niej "namacalnie" i "jest prawd", skoro to dokonuje si w jej abstrakcjach jest, to fakt. pozostaje sprawdzi, czy s to "zjawiska" tylko do tej osobowoci sprowadzalne, czy co wicej. wanie, gdybym mg, gdyby to byo w zgodzie z interpunkcj i gramatyk, to sowo "zjawiska" zapisabym w sposb nastpujcy: """"""""zjawiska"""""""", a nawet przemnoybym znak umownoci przez kilka potg. - jeszcze raz chc powiedzie, to s stany dla mnie zawsze-i-tylko fizyczne. realne, konkretne, mierzalne i namacalne. s. a ich powszechno w relacjach jest tu argumentem zasadniczym na rzecz zajcia si nimi. bez jakiegokolwiek podtekstu ani na tak, ani na nie. ponadczasowo i ponadlokalno takich "faktw" jest faktem - i warto si nad tym pochyli. bo moe, czemu nie?, co interesujcego si z tego dla ycia pojawi. w moim rozumieniu s to stany fizycznie poznawalne, a tylko metoda dotarcia do nich jest (chwilowo) niedostpna. wszak brak treci pomiaru nie przesdza, e owa tre nie istnieje. rwnie dobrze, prosz wzi to pod uwag, moe brakowa przyrzdu (czy istnienia zmysu lub wiadomoci), ktry ten "stan" potrafi odczyta. nawet jeeli jest to tylko zasona poj i abstrakcji (kolejna, ktr narzuca otoczeniu umys) - nawet obracajc si tylko w tym zakresie, warto temat przewietli. nawet jeeli chodzi tylko o "ziarnko" sensu w bezsensownym opisie, warto go wyuska. - itd. nie wiem, czy te "wykwity" sowne, prby ograniczenia bardzo silnie obecnego w poznaniu wiata oporu (a zwaszcza tego tematu), s podstaw umniejszenia owego oporu (o przeamaniu nie mwi), czy przeciwnie, im wicej zastrzee, tym wiksze podejrzenie, e chc co "wcisn" midzy umys a rzeczywisto. nie chc. niczego i nikomu nie chc wciska, nie ma takiej potrzeby. cao poprzednich zapisw odnosi si do zakresu racjonalnie poznawalnego, i dalsze take s fizyczne i rozumne. powtarzam, fizyczne i racjonalnie wytumaczalne. adnego "poza" ani "nad" nie ma (nie byo i nie bdzie). - jest wycznie i tylko wielowymiarowa realno. tylko-i-wycznie racjonalne abstrakcje.
117

- umieranie - zjawiska towarzyszce umieraniu proces umierania zawsze fascynowa, bywao, e przeraa - a nawet pociga. i nic dziwnego. przecie chwila zakoczenia ycia przez osobowo oraz moment przejcia w "stan osobliwy", to musi zaciekawia lub wywoywa lk i musi rodzi pytanie: jak to si odbywa, co si dzieje w tym okresie i co bdzie "dalej" (w kocu raz si umiera). i s to pytania w najgbszym sensie tego sowa meta-fizyczne, to pytania o sens tego "baaganu", w ktrym si istnieje. na pytania o dalszy etap istnienia ewolucji odpowied ju pada: nie ma jej. a zarazem, w innym wymiarze, przy inaczej ustawionym ukadzie odniesienia, ju tylko i wycznie dla materii zawartej w ciele, taka ewolucja toczy si dalej. wielowymiarowa struktura, ktr jestem (maksymalnie wielowymiarowa w Kosmosie) przestaje istnie i si koczy, ale elementy tworzce ukad, wszelkie fizyczne skadniki z niszych poziomw istniej, a ich przemiany tocz si. i w zalenoci od energetycznych zasobw ciaa (masy), taka ewolucja "po yciu" trwa krcej lub duej. a tak po prawdzie, to zawsze jest, i tylko wycznie, "nieco duej" bo c to jest wobec wiecznoci. warty podkrelenia w tym miejscu jest zbir uj (abstrakcji), ktrego na ten temat dopracoway si mitologie, religie czy filozofie - chodzi o przerne "nieba", okres "nirwany", "wdrwk dusz" itp. podaj hasowo, poniewa idzie o pokazanie kolejny raz (ale nie ostatni w tym cigu zapisu), e operowanie pojciami, ktre maj podbudow w realnym wiecie (a inne by nie mog), e w analizie wiata prowadzi to do poprawnych wnioskw. nie mona "wyprodukowa" bdnej abstrakcji - cho mona, i to si dzieje jako konieczno, "zgubi" po drodze i przeoczy szczegy. abstrakcja dosiga celu (maksymalnego stanu analizowanego), jednak nie wyrnia etapw porednich, a te s najwaniejsze dla zrozumienia. mam wiedz, ale nie mam drogi dochodzenia do wyniku std kopoty takich abstrakcji. mam we wnioskach oderwan od wiata cech tego wiata, ktra w gbokiej analizie okazuje si by prawdziw, ale nie wiem, co si za ni kryje. dlatego zachodzi usamodzielnienie si tych poj, a take pojawia si ich "metafizyczny" i mistyczny charakter. realny proces toczcy si "po yciu" nie ma nic wsplnego z wyobraeniami, mitami i legendami, literack treci tych uj - ale ma zasadniczy zwizek z gbok, ukryt zawartoci takich obrazw. "nieba" czy "pieka" (w "prostym" rozumieniu) nie ma, ale zjawiska energetycznej ewolucji maj swoje "oblicza" - wanie "rajskiego" tu-i-teraz oraz "piekielnego" wszdzie poza tutejszym zakresem zdarze. istniej w obszarze najbardziej spokojnym w cigu zmian w ramach wszechwiata - a kady inny okres jest czasem dynamicznych (i bardzo dynamicznych, piekielnych) przemian. "raj" jest tu - "pieko" w kadym innym miejscu. e to lustrzane odwrcenie literackiej, wyfantazjowanej treci? to prawda, jednak sens pozostaje. cho poza tym zmienia si wszystko. tak samo z pojciami, ktre wypracowaa logika wobec "zawiatw": tre skrya si pod warstw poj i abstrakcji - a przecie wzmiankowana "tre" to ciao w rozkadzie. to jest oczywisty i konieczny etap ewolucji - ycie po yciu, czyli dalszy cig procesw, ktre mnie przed brzegiem tworzyy. mnie ju nie ma, ale jako struktura "yj" dalej. to ju etap rwanej ewolucji, ale w sensie logicznym jest to dalej trwajca ewolucja. kiedy umys obrabia abstrakcjami ten etap procesu, to osiga wynik oderwany i daleki od zawartoci fizycznej, "przeskakuje" na inny poziom (w tym przypadku opada na niszy), ale z owego "przeskoku" nie zdaje i nie moe sobie zdawa sprawy. to przedzia ciemny i skryty analizy. mam wic wynik: proces ewolucji biegnie dalej, tylko e nie mam wiedzy, e w tym dziaaniu zmieniem swoje pooenie jako obserwator, e jestem ju w innym ukadzie odniesienia. i dlatego pojawia si oczywisty, ale powierzchowny wniosek: istnienie biegnie dalej. ono faktycznie biegnie dalej, ale "tre" tak wypracowana jest gboko, zasadniczo inna. jakby to delikatnie powiedzie - cuchnie i raju w niczym nie przypomina.
118

- umieranie dlaczego jeszcze dzi, pono w dobie dogbnego zdefiniowania wiata, dominuj tak uproszczone obrazy mierci i zanikania? powodw jest kilka. do wanym jest potrzeba (nawet konieczno) "filozofii uproszczonej". dla "przecitnego" obywatela wiata nie zachodzi na co dzie sytuacja namitnego wpatrywania si w niebo czy w mikroskop (no, chyba e w towarzystwie innej, pokrewnej duszy), wystarczy zbir "prostych" abstrakcji, ktre "niebo" opisz, a przy okazji i rady wspomagajce zachowanie wobec mikrobw dadz. dla 99 % ludzkiej populacji s sprawy waniejsze od rozwaania zagadek bytu - to zapotrzebowanie spenia doskonale ten jeden "zboczony". jeeli filozofia uproszczona (w tym miejscu bez znaku umownoci, faktycznie chodzi o prosty system abstrakcji opartych na eksperymencie oraz racjonalnie zbudowany), kiedy w dziaaniu bdzie pomaga zborny, jednak prosty w odbiorze zbir poj, cao ukadu funkcjonujcego w oparciu o takie pojcia si przesunie, wejdzie na wyszy poziom. i uredniony stan spoecznoci bdzie wyszy, a to zadecyduje o skuteczniejszym dziaaniu wszystkich - jeeli w ukadzie (spoeczestwie) rozpito midzy szczytem a podstaw piramidy pojciowej si zmniejszy, a jednoczenie bdzie to stabilna konstrukcja o cechach racjonalnych, zyska kady. powd drugi, to trudno, a w tym konkretnym przypadku, po prostu niemono powtrzenia eksperymentu. racjonalny opis wiata stoi na fundamencie faktw i powtarzalnych w eksperymencie faktw, a tego w "zjawiskach brzegowych", w umieraniu nie ma. jest fakt umierania, ale jest to zawsze jednostkowy fakt i zbir jednoelementowy z zasady. mog analizowa i weryfikowa fizyczne objawy mierci, rozpad ciaa, rejestrowa funkcje mzgu w takiej chwili, ale to jest zawsze jeden fakt. nie do powtrzenia w tej samej formie. logicznie podobny do zdarzenia "tu obok", ale przecie fizycznie inny. zawsze realnie inny. powd trzeci (co wane, nawet zasadnicze) jest taki, e eksperyment na/w brzegu (nie podnoszc fundamentalnych w tym przypadku spraw etycznych) sam z siebie wprowadza zaburzenia - mierzc fakt na/w brzegu rejestruj go i jednoczenie zmieniam jego posta. mj wgld w proces go deformuje - kady mj poznawczy akt deformuje element badany, to dzieje si na co dzie (np. kiedy obserwuj kota), ale ma podstawowe znaczenie na/w skraju. przecie mierz tu elementy maksymalnie bliskie brzegu, wic mae i najmniejsze - a takie struktury moje kade dziaanie odchyla w biegu lub rotacji. dlatego te pomiar w tej okolicy musi si urwa duo wczeniej, dalej jest tylko fizycznie strefa ciemna i niepoznawalna. logicznie, w oparciu o duy gabarytami i dziaaniem model (np. gwiazd), ten obszar opisz, ale pomiar przyrzdem jest wykluczony. powd czwarty, o ktrym warto wspomnie, to psychologia. paradoksalnie, mimo "epoki nauki", mimo oprzyrzdowania, ktre siga atomw i kwazarw, badanie umierania (i mierci) nadal jest "obcione". co ciekawe, nawet pord ludzi zwizanych z medycyn, a wic znajdujcych si pozornie najbliej (bo na co dzie) wobec brzegu (ycia). - obcienie rnymi abstrakcjami i emocjonalne nacechowanie tego (w kocu fizycznie banalnego procesu), to paraliuje przed podjciem zagadnienia. by moe, to na zasadzie hipotezy, wanie to potne i rozbudowane technologicznie oprzyrzdowanie tworzy atmosfer "tajemnicy" i przeszkadza. jeeli mam wiadomo, e moje techniczne moliwoci sigaj w czasie i przestrzeni daleko, e praktycznie "widz" narodziny wszech-wiata i pdzce po orbitach elektrony, a jednoczenie nie dostrzegam faktw mierci - to moe powodowa frustracj i poczucie, e "co tu jeszcze jest", co za zason i tajemniczego. jeeli wiem, e otoczenie (mj wiat) to kilka, ok. 4 procent widzialnego, ok. 32 % to "jako namacalne", a reszta jest w zakresie "ciemnym", to mier na tym tle te moe w to "co" by wpisana. nadmiar dzi posiadanych danych o rodowisku (jednak bez ich zbornego uoenia), to tworzy przeszkod w poznawaniu mierci. przeszkod, ktrej - to ci dopiero paradoks - nie mieli ludzie tej wiedzy pozbawieni. przecie mier otaczaa ich zawsze i na kadym kroku, ale bya im znana i "swojska". pomimo strachu.
119

- "zjawiska" kada ewolucja to proces dynamiczny - wypadkowa cinienia wewntrznego oraz zewntrznego. przecie ja (dowolnie pojty, cielenie czy psychicznie czy cznie) na kadym etapie, w kadej sekundzie mojego istnienia i dziaania, jestem efektem "uzgodnie" midzy stanem "w rodku" i wiatem "poza". ale w przypadku analizy umierania wane s skutki tego "negocjowania", wic fizyczne efekty aktywnoci mojego organizmu. wspominaem o oddalajcych si komrkach, warstwach kwantowych promieniowania, zjawiskach akustycznych towarzyszcych istnieniu itd. to skada si na "lad", ktry zostawiam w czasoprzestrzeni. w kadej chwili jestem "widoczny" w otoczeniu, "wiec" w rnych zakresach. wpywajca-wypywajca do-od mojego ciaa w kadej chwili energia, dynamiczna struktura procesu pozyskiwania i tracenia, to skutkuje w obrazie zewntrznym rnymi zjawiskami fizycznymi (i nie do podwaenia). wysyam (emituj, po prostu nadaj) w otoczenie energi, "byskam" kwantami, ktre mona realnie zarejestrowa. to fakt, ktry mog sprawdza i zawsze bdzie potwierdzony i przez kadego. i teraz wany, nawet fundamentalny element tego rozumowania w odniesieniu do dalszego opisu - powtarzalno, a waciwie cigo tych zjawisk. kiedy yj, "byskam" w otoczenie energi. pochaniam kwanty, ale i je nadaj do wiata, reaguj na sygnay pynce do mnie z otoczenia, ale i sam wpywam na inne byty (naciskam na nie). przemieszczam si, jestem w ruchu w ramach rzeczywistoci, ale rwnie w interakcji z ni - te "byski", czyli strumie energii idcy do mnie i ode mnie, to ja. podkrelam, to zawsze jest strumie energii skadajcy si z kwantw, w ujciu bardzo gbokim (logicznym) tworz go kwanty logiczne, ale dla mnie (i obserwujcych mnie z boku), jest to cigy strumie energii, ktrego jestem centralnym punktem (osi symetrii). yj promieniuj, umieram kolejne poziomy energetycznej zmiany zanikaj. i "stygn". nastpne wane - ten strumie to ja. ale to jednoczenie oznacza, e zawsze jednostkowy. kadorazowo przebieg ewolucji realizuje jedn regu - ale jej fizyczna forma (konkretna twarz) jest jedna i jedyna. strumie energii, jego charakterystyka w dowolnym zakresie i jako cao, to niepowtarzalny, nigdy wczeniej, nigdy pniej identyczny ksztat tego strumienia. i nigdy wczeniej i nigdy pniej taki sam w ramach mojej egzystencji. kada chwilka ycia to inny "kod" tego procesu, inaczej uksztatowany wykres (graficznie inny zapis aktywnoci). zmienia si rodowisko, zmienia si moje ciao, w efekcie zmienia si zapis jego funkcjonowania - zmienia si "lad" ("echo") istnienia, ktry postrzegaj inni (lub ja sam). poniewa zmienia si moje otoczenie, take i ja musz si zmieni, dopasowa do zaistniaych nowych okolicznoci, bowiem jeeli tego nie uczyni, czy ewolucja w strukturze ciaa tego nie "odbije" zgin. w najlepszym przypadku bd wegetowa na obrzeu wiata, jako skamielina (w formie stagnacyjnej). - zawsze to ja, ale w kadym przypadku inny ja. kolejne wane - nawet bardzo wane. ten strumie postrzegam osobicie i na co dzie, ale postrzega go take otoczenie. czyli istnienia, ktre wraz ze mn kr po tych samych orbitach (fizycznie bliskich, ale nigdy identycznych). byski, ktre emituj w wiat, byski w czasie mojego cigego "szamotania" si (przeskokw po orbitach) - te "byski" odbiera oraz (wane!) rejestruje otoczenie. do mnie docieraj warstwy kwantowe ze rodowiska, a ich nacisk w mojej ewolucji tworzy "lad" (dosownie lad, np. w budowie komrki lub nadaje ksztat sowom, abstrakcjom), ale ja rwnie naciskam, cisn swoim istnieniem inne ewolucje - i w nich odciskam si na obraz i podobiestwo swoje. jestem wytworem wiata, ale rwnie wiat tworz. - strumie energii jest w kadej chwili przez otoczenie jako postrzegany, od gestw, dwikw, przez (tak, to rwnie) pochanianie mnie w formie odpadych od mojego ciaa komrek (droga si znajdzie, kiedy ludzie s obok siebie), a po trudno dotykalne zakresy, np. promieniowanie mzgu. w kadej chwili jestem obecny w innych, ale oni we mnie rwnie goszcz. sam - ale w zbiorze.
120

efekt? jaki jest skutek takiego wzajemnego oddziaywania na siebie ewolucji? wniosek, ktry musz, po prostu musz w tym przypadku wyprowadzi jest taki, e odbieram, doznaj, rejestruj dowolnie postrzegam odrbn ewolucj zawsze na/w zakresie fizycznym. tu nie ma niczego "poza" procesami fizycznymi. moe to by (i bdzie rwnie) przedzia podprogowy do mojego pomiaru fizycznego, w analizie moe pojawi si zakres do "obmacywanego" ciemny - ale to zawsze, zawsze jest strefa fizycznie i rozumnie wytumaczalna. nic poza fizyk, cho w caoci w ramach Fizyki. wniosek jest wic taki, e druga ewolucja poznaje mnie w caym spektrum oraz jako zbir procesw, w caej piramidzie kwantowych zjawisk. mwi do kogo, ale w przekazie jest rwnie zawarta moja cielesna aktywno (na kadym poziomie). gos jest skorelowany z tonacj (emocjami), mj oddech naciska na powietrze wok mnie, a wic take na zewntrzn wobec mnie struktur (np. innego czowieka), ciepo z mojego ciaa "omiata" ciao obok, moja aktywno elektryczna w umyle, cho niebywale saba, jednak musi dziaa na "ssiedni" byt (bliszy lub dalszy) - itd. w nieco wczeniejszych zapisach, wytykajc zwolennikom "telepatii" trudnoci w przekazie mwiem, e potrzebny jest ogromny, praktycznie cay zbir umysu, eby mona byo dane do drugiego istnienia przesa. i tutaj, prosz, na gruncie jak najbardziej fizycznym i konkretw, taki "przekaz" zachodzi - i to bardzo rozbudowany. i w formie zakodowanej, i do konkretnego odbiorcy, i wystarczajco silny, eby do przebicia bariery oporu rodowiska doszo. to jest fizyczna, rzeczywista, po prostu realna telepatia, wic jak najbardziej kontakt ponad ciaem. - to jest kontakt poza ciaem, ale w ramach mojej, caociowo pojtej ewolucji. wane w tym ujciu jest to, e dotyczy to kadej ewolucji, wszelkich stanw wiata. w przypadku czowieka i umysu jest to zbir wszelkich moliwych ju zakresw, jednak na tej samej zasadzie odbieram dowolne ewolucje, tylko ilo "pocze" jest w takim przypadku mniejsza. natomiast podkrel jeden zasadniczy dla zrozumienia fakt: kod przekazu. - o ile odbieram w taki sposb kad ewolucj, to do mnie jako blisk odbieram w sposb szczeglny bo ze zrozumieniem. to znaczy, kiedy ledz (na kadym kroku i na kadym poziomie) i rejestruj ewolucj mi blisk znam, poznaj namacalnie jej osobisty kod, ktrym "byska" w otoczenie. taka ewolucja, mi bliska (jako istnienie), to moe by materialna struktura wiata - ale rwnie dobrze osoba z tej materii zbudowana, ktra jest ze mn (na dobre i na ze). codzienne, na wycignicie rki stykanie si z kodem drugiej ewolucji, musi wytworzy we mnie jej "odcisk", zapis tego kodu. w tej chwili nie definiuj, jak ten kod moe wyglda, ale z przyjtych wyej faktw musz wyprowadzi wniosek, e ten kod jest i e go poznam. i to dokadnie. - wiat to wielo, ogrom kodw, ale ten mi bliski na pewno w chaosie wyowi. nie zamierzam si nad tym rozwodzi, poniewa wydaje si to oczywiste, ale jeeli postrzegam fotografi ze znan mi osob (czy jakim dowolnym faktem ze wiata) i kod tej twarzy rozpoznaj, a rozpoznaj jako rzutowanie w siebie tego obrazu (wanie w postaci znakw kodu w formie promieni wiata odbitych od obiektu w sposb jedynie moliwy, indywidualnie zakodowany) - to na tej samej zasadzie, kiedy "widz" w otoczeniu sygnay zakodowane w sposb dla mnie znany, to je rozpoznam. nonik posiada znaczenie w takim sensie, e przynaley do bliskiego wobec mnie zakresu i fizycznie namacalnego, ale zasada "przekazu" dotyczy kadego rodzaju nonika, take z zakresu Fizycznego. i dlatego w tym rozumieniu jest to fakt pomijalny, liczy si kod i przekaz, a nie sposb jego transmisji. kada ewolucja to materialna, ale indywidualnie zakodowana forma procesu. na kadym poziomie moje istnienie jest niepowtarzaln materialn struktur, ktr koduje regua ewolucji. na kadym poziomie i w kadym elemencie. abstrakcje w moim umyle s kodowane, ale rwnie kada komrka mego ciaa jest zakodowana osobniczymi stanami - ja koduj (w zakresie logicznym) swoje abstrakcje, ale komrki mojego ciaa koduje ewolucja (rzeczywisto energetyczna). - dlatego nie ma dwu jednakich spojrze i dwu jednakich abstrakcji.
121

- "zjawiska" cay ten "wstp" by mi potrzebny po to, eby przej da zagadnienia, ktre wie si z umieraniem integralnie, ale ktre musi by - z uwagi na oczywisty brak moliwoci powtrzenia eksperymentu - nie tyle nawet pomijane w badaniu, co nie moe by naukowo opisane. a poniewa co, co nie moe by zweryfikowane (mieci si, zawiera w ramach badania jako zdarzenie brzegowe tego badania) to tym samym jest poza nauk (w tym i poza fizyk). o jakich sprawach myl? o tzw. "zjawiskach" towarzyszcych umieraniu, o rnego rodzaju "znakach", ktre rejestruj, a nastpnie opisuj bliscy umierajcej osoby. relacjonuj o czym, tylko o czym? tego sami nie wiedz. cho nadaj temu rnorodne, przede wszystkim religijne i metafizyczne znaczenie (w powszechnym rozumieniu sowa "metafizyka"). - o rnego rodzaju "zjawiskach", ktre wi si ze mierci, mwi si "od zawsze", podaje przykady, opisuje przejawy tego, e kto umiera (niekiedy w duej odlegoci), a opowiadajcy o tym wie-doznaje. oczywicie, moe to by naturalne w tak dramatycznej sytuacji czenie nie posiadajcych ze sob adnego zwizku faktw, czyli reakcje umysu na stres, tylko e przy takim podejciu analiz naleaoby zleci specom od zaburze psychicznych i temat zakoczy. z faktu, e co skrzypi w szafie, drapie za cian lub stuka do okna - z tego przecie trudno co wywnioskowa (s to opisy wanie tego rodzaju, na poziomie fizycznym; czsto wspomina si o mechanicznych zjawiskach lub akustycznych, jakby rezonansie). jednak nagromadzenie, zwaszcza emocje, intensywno takich opowieci, czenie ich z umieraniem kogo bliskiego oraz gbokie przekonanie o ich sensie, to co najmniej musi zastanawia. - mona sprowadzi takie reakcje do siy abstrakcji albo (usilnego) doszukiwania si treci w bezadnych kolorowych plamkach, ale powstaje pytanie, czy te relacje to wszystko zudzenie i "nadprodukcja" poruszonego umysy? - na poprzednich stronach pokazuj, chyba wyranie, e kada ewolucja emituje w otoczenie kod i zostawia swj lad istnienia. i e jest to kod do odczytania. do odebrania i nastpnie odczytania. czy wic takie "znaki" nie s jako z tak wyznaczonym zakresem powizane? zgoda i prawda, pomiar takiego faktu bdzie z zaoenia niemoliwy, to stan jednostkowy i niepowtarzalny. przecie, kiedy pojawia si "znak", kiedy odbiera go ewolucja, nie ma pomiaru - poniewa wczeniej nie byo wiedzy, e wystpi. natomiast kiedy mam wiedz, e "fakt" wystpi, to ju czas przeszy dokonany - i pomiar rwnie nie jest moliwy. a z powyszych zapisw wynika, e moe dotyczy to jedynie wskiego krgu odbiorcw, ktrzy s jako z nadawc "spokrewnieni" (i znaj kod). dlatego te, jeeli ustawi przyrzd w pobliu konajcego, nie zarejestruj niczego poza szumem skoro nie znam kodu, to go nie odczytam. a powtrki nie ma. chc wyranie powiedzie, w tym miejscu nie analizuj, czy taki "znak" jako zachodzi, ale czy moe w wietle proponowanego ujcia zaj. i wniosek jest taki, e moe. relacje ludzi s tu wsparciem, jednak niczego nie przesdzaj, co zrozumiae. bardzo powanym minusem jest tu brak danych jakichkolwiek (nie wspominajc o weryfikacji). a przecie w swoim dziaaniu pomiarowym z zaoenia ustawiam nonik takiego "zjawiska" w zakresie fizycznym, dlatego powinien by rejestrowalny - a jednak brak potwierdzenia. poniewa ewolucji w prni by nie moe, co si musi da zbada. mog tego zakresu nie siga przyrzdem, ale nie mog twierdzi, e sygna przenosi si przez nico. - czy to koniec analizy? wyjciem z tego jest wspomniana wczeniej inna forma, ale zawsze fizyczna forma przekazu. to znaczy, rejestruj ze wiata wytworzonymi przyrzdami wszystko, co mona, ale z tego nie wynika jeszcze, e rejestruj w peni. wrc do tego wanego zagadnienia, tutaj tylko krel potencjalnie moliw drog wyjcia. przekaz moe by fizycznie dostpny - ale treciowo skryty, mog go widzie i potyka si o niego na kadym kroku - ale zarazem "zawarto" jest poza pomiarem. niemono odczytania wiadomoci nie oznacza braku istnienia tej wiadomoci, oznacza tylko, e w swoim pomiarze-doznaniu nie sigam kodu (czy poziomu), w ktrym zostaa mi przekazana.
122

- "lad" istotnym elementem rozumowania, ktry zasadniczo wie si ze "zjawiskami", jest wspomniany "rezonans" (co "drga", dwiczy, jest wyranie dostpne dla zmysw). odbiorca, czasami nawet liczna grupa odbiorcw syszy, najczciej wanie syszy "efekty" w postaci zjawisk akustycznych. bujda? wymys? omam? niekoniecznie. - dostrajajc drgania wasnego gosu mog spowodowa drgania w mikrofonie, ktre nastpnie zostan przekazane dalej i odebrane. mog w taki sam sposb wytworzy drgania rezonansowe w jakiej strukturze, ktra wytworzy dwik - a nawet ten obiekt, w okrelonych warunkach (rezonansu), zniszczy. wanym elementem analizy na obecnym etapie jest fakt, e istniejc w wiecie, zawsze pozostawiam za sob "lad", dosownie lad w formie czstek, elementw swojego istnienia. lad w ewolucji mi bliskiej. - przy czym rozszerzam w tym momencie pojcie "bliskiej" wobec mnie ewolucji ju na cao istniejcych w moim otoczeniu struktur, i w dowolnej postaci. obecnie nie chodzi o tak wane dla mnie "odbicie" i zagniedenie si mojego kodu w psychice bliskich osb, ale rwnie w/na ukadach materialnych, np. w sprztach otaczajcych mnie w codziennoci. naduycie? absolutnie nie. przecie ten lad jest. jest wyranie zauwaalny i jak najbardziej fizyczny dosownie odcinity w przedmiotach i na drodze mojego przemieszczania si. i nawet nie bd powoywa si ju na najbardziej prosty i od razu wyaniajcy si w rozwaaniach przykad ze ladem zapachowym, ktry po wielu godzinach, a nawet dniach, doprowadzi tropicego psa do zoczycy - to bana. ale mam na myli bardziej skomplikowane kody i lady pozostawiane przez ewolucj. - ot, choby teraz, kiedy pisz te sowa na klawiaturze, to jednoczenie ta klawiatura, deformujc si pod naciskiem mojego dziaania, "zachowuje" w swojej materialnej formie ("pamici") lad po mnie i moich reakcjach. jeeli dam ten przedmiot komu do gbokiej analizy, na poziomie mikroladw, to szybko odczyta z niego, e uderzam w tak a tak parabelk ze staym naciskiem i pod staym ktem, tylko do mnie indywidualnie przypisanym ktem. dobr sw do tego tekstu to take mj osobisty kod, ktry wysyam w otoczenie. wszelkie moje reakcje (psychiczne i fizyczne) tworz i pozostawiaj za mn lad - i to "gboki". fizycznie gboki, realny lad w materii, ktra mnie otacza. e to s dla mnie drobne lady, to wynika z mojej budowy, "zgrubnej" (i wysokiej) obecnoci w wiecie, ale dla tropicego psa to dominujcy sygna, dla mikroskopu to rysy potne jak himalaje. i takim ladem s rwnie odpade, gdzie w postaci kurzu lece na pododze komrki mojego ciaa. zawieraj w sobie kod (genetycznie do odczytania), ktry jest zapisem mojego ksztatu w czasoprzestrzeni i chwili, w ktrej powstay. - ale nawet lad w postaci odcisku palca czy doni, ktry pozosta na szybie okna, to take ja. to cz mnie, ktra pozostaa gdzie za mn. naturalnie to ju jest ewolucja rozproszona w stosunku do mojego zbornego istnienia, sabo skupiona i lokalna, ale przecie w oczywisty sposb pochodna do mnie. saba, lokalna ewolucja - ale dalej si toczy. pozostawiony przypadkiem na szybie z moimi liniami papilarnymi lad, podlega zmianom na prawach kadej ewolucji i zanim zetrze go cierka, istnieje oraz jest czci mnie. - jak kady element mojego yciorysu, ktry moe znajdowa si w tej chwili nawet o lata wietlne ode mnie, przynaley do mnie (ale znajduje si w zakresie rwanym ewolucji), tak ten konkretny lad na szybkie (i kady inny) jest czstk mnie. to jest zawsze indywidualny lad z indywidualnym kodem, ktry charakteryzuje mnie i tylko mnie. i odpowiada, dokadnie odpowiada temu, co nadaj w kadej chwili do otoczenia jako swoje "echo". wane - po obu stronach tak zdefiniowanego "poczenia" mam stan praktycznie identyczny, ktrego jestem rdem. obie strony tak wyznaczonej ewolucji s sobie podobne maksymalnie i przez to mog si do siebie "dopasowa". a kiedy mam dwie powki symetrycznie uoone w czaso-przestrzeni, to dalsza zmiana (ewolucja) okazuje si moliw. kwant do kwantu - zbuduje kwant. podwojony. i mam proces, zmian - ewolucj w toku.
123

- czym s i jak charakteryzuj si "zjawiska"? - "bysk" umierania wszystko, co do tej pory na temat umierania pado, ustawia postrzeganie tego procesu jako "bysku", jako samodzielnej ewolucji, ktra tak samo objawia si w otoczeniu, jak kada. umieranie nie jest "cisz", to nigdy nie jest proces energetycznie spokojny. dotyczy to w sposb szczeglny dramatycznego zdarzenia (kiedy ukad zapada si w sposb nagy, a zjawiska s skumulowane i posiadaj silny potencja) - ale dotyczy rwnie cichego odchodzenia ze wiata, ktre otoczenie rejestruje w postaci ledwo zauwaalnej. w sensie gbokim, rwnie fizycznie energetycznym, to zawsze jest wielowymiarowe, materialne "tpnicie" w rzeczywistoci, ktre objawia si daleko i gono. nie maksymalnie daleko, bo to nie jest dowolna odlego, ale sygna z (prawie) brzegu moe dotrze faktycznie w odlege rejony i "poruszy" odbiornik. co by tym "odbiornikiem" nie byo i jakby go nie definiowa. zapa, ustanie reakcji w ciele, to musi odbi si "echem" w innych ewolucjach - brak sygnau, tu nacisku idcego od yjcego ciaa, to musi zosta zauwaone. brak informacji, zanik nacisku, to jest bardzo wyrany sygna zmiany. czym s wic "zjawiska"? s "odbieraniem" "sygnaw", ktre przebiegaj oraz wystpuj fizycznie, ktre daj si fizycznie z otoczenia wyrni - lub s uznawane przez podmiot (odbiorc) za odbierane w fizycznym zakresie. kolejny raz podkrelam, e chodzi o fizyk, a nie metafizyk. "zjawiska" to reakcje kadej ewolucji, objaw jej istnienia. i tylko w tym ujciu jest to podejcie poprawne, w adnym innym. - ju sam fakt, e wystpuj i daj si wyrni w rodowisku, nawet jeeli to byoby tylko "echo" w umyle lub "zawirowanie" w psychice bliskich (np. podniecenie zwizane z umieraniem teciowej) - ju to nadaje im charakter fizyczny, naturalny, rozumny. fizyczny i rozumny. tylko z samego faktu, e dzieje si to w umyle, wic w strukturze fizycznej e dzieje si to w rozumie, ktrej elementami nonymi s fizyczne "zbrylenia" materii i jako zakodowane abstrakcjami - ju to, z definicji, ustawia obraz tego procesu jako rozumny. co, co dzieje si w rozumie, jest rozumne. e w ten sposb rozcigam pojcia "rozumne"? czyni to celowo, dlatego e w umyle nie ma zdarze a-logicznych, nierozumnych. wszystko, co si tutaj dzieje, jest form ewolucji, realizacj reguy. skoro jest, jest rozumne. dlatego te podkrelam tak mocno bdno uywania wszelkich terminw, ktre ocieraj si o jako pojmowane "poza", to zawsze jest "tu". a dlatego tak to podkrelam, poniewa jest to teren do zbadania przez fizyk i umys - i nie wolno abdykowa na rzecz przypadkowych "abstrakcjonistw". czy takie "przesyanie" "znakw" nie jest nawizaniem do "telepatii", ktr wykluczyem (w jej tradycyjnym rozumieniu)? nie. "telepatii" pojmowanej oraz definiowanej "normalnie", czyli z ca dzisiejsz otoczk tego terminu, nie ma i by nie moe. problemy z przekazem sygnau zakodowanego, ktry przenosi tre (posiada rne stany wewntrzne, rnice midzy elementami) takiego przekazu nie mona zrealizowa przy pomocy "czego", co opisuje abstrakcja "telepatia", to wykluczone. o "telepatii" jeszcze powiem, temat jest z wielu powodw fascynujcy, tutaj tylko nadmieni, e "zjawiska" to nie jest to, co wydaje si by "telepati". "zjawiska" to nie jest aden przekaz informacji na odlego. "telepatia", jak wczeniej ju pado, to abstrakcja sensowna, z treci - ale nagromadzenie przez lata rnych odniesie, ktre maj mao ciekaw zawarto, to skutkuje cigym zarzekania si, e "takiego zjawiska" nie ma. i zmusza do stosowania kadorazowo cudzysowu, kiedy wspominam taki proces. jak w przypadku "zjawisk", tak i do "telepatii" musiabym doda nie jeden znak umownoci, ale wielki ich zbir - a i tak miabym jeszcze obawy, czy odbiorca nie potraktuje tego pojcia niezgodnie z moj intencj. - przy czym nie chc z tego terminu rezygnowa, poniewa jest najbliszy gbokiej (i gboko ukrytej) treci, ktr symbolizuje. dlatego, powtarzam, przyjdzie si wrci do tematu i go szczegowo omwi. jest tego wart.
124

- "zjawiska" - ujcie logiczne pytanie: czy zjawiska opisywane w procesie umierania znajduj potwierdzenie w ujciu logicznym? - eby odpowiedzie na to pytanie, trzeba przeanalizowa charakter przekazywania energii (i zarazem informacji, wszak jest to rwnie tre przekazu). skoro tak, to trzeba uwzgldni nastpujce elementy takiego przesyu danych: nadajnik kana przesyowy - odbiornik. "nadajnikiem" jest umierajcy, ewolucja w zapaci - "odbiornikiem" osobnik, ktry stwierdza, e odbiera sygna. a kanaem - wanie, co jest kanaem? wane w tym kontekcie jest rwnie pytanie, jaki to jest sygna, a take, gdzie moe i jak moe by obecny w rzeczywistoci? - dodatkowo, ale jako wane, analizy wymaga pytanie, czy tak wyznaczone elementy zbuduj procesy, ktre nastpnie posu, pozwol na wytworzenia u/w odbiorcy wrae. "nadajnik". - czy umierajcy czowiek (ewolucja) wysya energi w otoczenie? czy ta energia moe by "kodowana"? a jeeli wysya, to jak, a zwaszcza w jakim zakresie - i jak silnie? dowolny ukad w kadym momencie swojego istnienia pozyskuje i traci energi. i jest to proces kodowany indywidualnymi cechami tego ukadu, kodowany na/w kadym poziomie a co wicej, kodowany kadorazowo inaczej, podobny do tego, co wczeniej zaszo (bo to efekt wydarze wczeniejszy), ale nowy. przez cae istnienie ewolucji kod do niej przypisany jest wewntrznie przetumaczalny, ale kadorazowo jest nowoci i faktem niepowtarzalnym. jednak od logicznej strony nie tylko nie ma przeszkd do mwienia o wysyaniu energii, ale wrcz nie sposb inaczej to okrela. ewolucja jest "odbiornikiem" i "nadajnikiem" z samej istoty procesw energetycznych - odbiornikiem-nadajnikiem na/w wielu zakresach. ewolucja, zasady ewolucji wykluczaj (za)istnienie ukadu, ktry by nie wypromieniowywa w rodowisko czci swojej energii - istnienie ukadu bez "nadawania" to sprzeczno. dlatego na pytanie pierwsze, o wysyaniu przez ukad w przestrze kwantw, logika odpowiada: zdecydowanie tak. pytanie drugie: jak wielki jest potencja sygnau? - odpowied na to pytanie moe by wycznie w formie opisowej, na dzie obecny nie dysponuj adnymi danymi. ilo energii wyemitowanej przez ewolucj w zapaci, ktrej ostatnim stanem jest mier ukadu, to rnica pomidzy stanem, w ktrym ukad jako jeszcze dziaa, a chwil, kiedy ta aktywno ustaa. - ale, jak wida, taka definicja niewiele wnosi. a po drugie, jest bardzo nieostro zdefiniowany w tym ujciu zakres do pomiaru. bo co to znaczy "rnica pomidzy" - ile chwil (dni czy sekund) uwzgldnia w analizie? umieranie umieraniu nierwne, kiedy chodzi o dugotrwae tracenia energii, proces bdzie toczy si nawet lata, w dramatycznych okolicznociach natomiast sekundy, najwyej minuty. jaki wybra odcinek istnienia, eby taki pomiar mg wykaza rnic? intuicyjnie jest to uchwytne, mog przecie zasadnie powiedzie, e nie ma sensu wcza w proces umierania zjawisk na dugo przed zaistnieniem brzegu, nawet jeeli miay (a miay) wpyw na fakt mierci. musz, nawet arbitralnie, wyznaczy granic w tym zliczaniu, w innym przypadku dojd nieskoczonoci. dlatego dla zdarze dramatycznych, ktre bd skutkoway wanymi oraz interesujcymi mnie w tej chwili zjawiskami (i odbieranymi przez inny ukad), dla takich wydarze, jak si wydaje, najlepszy zakres pomiaru to kilka minut a ze wzgldu na liczby kwantowe 8 minut (ewentualnie w systemie dziesitnym 10). by moe rwnie podwojenie tych wartoci miaoby sens, tego nie przesdzam. natomiast, co tu ciekawe, prawdopodobnie te same wielkoci mog potwierdzi si w pomiarze dla zdarze "normalnych" - jest to na tyle rozcignity odcinek czasu, e moe by zasadny. w kocu nawet jeeli umieranie trwa dugo, a tracenie energii jest rozoone na dni, to i tak maych faktw odbiorca nie zarejestruje, te musz by skumulowane w niewielkim zakresie. co wicej, tylko takie bd mogy by wstecznie wyrnione, inne zgin w tle. - dlatego mog przyj, e zasadny i interesujcy mnie przedzia pomiaru to 8 (lub 16) minut.
125

dalej - do oczywiste: sygna nie moe by "pikiem" i faktem jednostkowym, ktry trwa "uamek" czasu. to musz by co najmniej dwa stany, eby zasza rnica w samym sygnale, a na poziomie "odbiorcy" musz by co najmniej dwa odrnialne poziomy zjawiska, eby mg zarejestrowa fakt (tu "zjawiska"). a nawet, co rwnie wydaje si zrozumiae, wyrany i postrzegany stan, ktry pojawia si tylko raz, to za mao, eby odbiorca mg go jako zinterpretowa (w dowolny sposb). - z faktu, e umieranie fizyczno-psychicznej konstrukcji trwa kilka minut, e strumie energii z takiego ukadu oddala si cigle (a nawet przebiega to we wzmoonej formie), z tego mona wyprowadzi wniosek, e tych "zjawisk" bdzie co najmniej kilka - wwczas na pewno zainteresuj oraz zostan wyowione z otoczenia. dalej - w "zapaci energetycznej" ukadu nie rozprasza si cao zawartej w ewolucji energii, a tylko "nadmiarowa" w konkretnej chwili umierania. co to znaczy nadmiarowa? e tylko energia, ktra w tym momencie nie jest "wpisana" w struktur ukadu, nie jest w postaci "sztywnej", twardej materii (dopiero tak mogaby si sta) - e tylko takie kwanty mog zosta wyemitowane jako nadmiar. "balast" energetyczny uleci, pozostanie sztywne ciao. - argumentem za takim podejciem, e to jedynie "energia swobodna" ucieka w tym okresie w postaci wybuchu, jest to, e gdyby przeliczy cao masy ciaa na energi (e = mc2), mam wwczas wielki potencja, a to przecie nie wystpuje. s to wyrane "zdarzenia", jednak zachodzce na granicy rejestrowania i obiektywnie sabe. ciao przechodzi w zakres "sztywny" (zimny) i pozostaje ju w takiej formie, natomiast niewielka ilo oswobodzonej energii ucieka w obszar poza ukadem. - kwanty, ktre nie zd wej, wbudowa si w struktur cielesn (zawsze jest jaka energia czekajca na swoj kolejk), takie kwanty mog i musz "ulecie", poniewa nie ma ju siy (nacisku), ktra by je wprasowaa w ciao. oddalajce si warstwy kwantowe oczywicie mona zarejestrowa, jako si fizycznie musz objawi. to bdzie niewielki poziom sygnau, wic zapewne chodzi najwyej o waty, moe miliwaty - na pewno nie kilowaty. dalej - uwolniona energia nie moe by wyemitowana w "caoci". w tym sensie w caoci, e nie bdzie to cao energii z wczeniej wspomnianego zakresu, czyli z faktami ju brzegowymi tej ewolucji. jak nie mog wyznaczy dowolnie odlegego punktu do pomiaru przed brzegiem (bo zliczam nieskoczono), tak samo nie mog punktu ostatniego pomiaru ustawi dokadnie w/na brzegu bo rwnie zliczam nieskoczono. z pozycji wewntrznego obserwatora, czyli w zakresie fizycznym, nie mog sign brzegu, bowiem s to ju wielkoci mae i bardzo mae - i wkraczajce w zakres podprogowy. oczywicie s to dla mnie zakresy ju "mgnieniowe", i jako takie mog by pominite w opisie (take w pomiarze), ale logicznie s wane. gdyby si upiera, e mierz ten zakres, to rzeczywicie wkraczam w nieskoczony zakres kwantw logicznych i opisuj jednokwantowe to. dlatego mj pomiar praktycznie koczy si "nieco" przed brzegiem, ostatnich krokw (kwantowych) umierajcej, wypalajcej si ewolucji nie pomierz nigdy, to dla mnie zakres niedostpny, podprogowy oraz ciemny z zasady, prywatno-intymny takiej gasncej struktury. dlatego te mog powiedzie, e efekt "zjawisk" nie wystpuje, nie moe dla mnie (jako dla odbiorcy) wystpi dokadnie w chwili przejcia umierajcego ukadu w stan brzegowy, jednak wystpi "ciut" wczeniej. kiedy zamierajce w swych reakcjach ciao znajduje si dokadnie w/na brzegu, po prostu jest ju w stosunku do mnie w maksymalnym oddaleniu ewolucyjnym i sygnau od niego nie otrzymam. on zostanie wyemitowany, ale bdzie fizycznie zbyt saby, eby go odebra (zinterpretowa). o ile trzyma si zaproponowanego odcinka czasu 8 minut, to zakres 2 - 7 bdzie tym, w ramach ktrego mog "usysze" ginc ewolucj. zakres 1 minuty to czas "rozbiegu", a zakres 8 minuty to "schyek" i wyciszanie. rodek, maksimum przypada na punkt 4 minuty. po stadium emisji musi by stadium uspokojenia i dopasowania ewolucji do otoczenia nastpuje wwczas zrwnanie poziomu cinienia midzy ukadem a rodowiskiem.
126

- czy energia jest kodowana? kodowana - to znaczy, czy posiada taki stan, e niesie ze sob informacj czy jest modulowana i posiada ksztat, czy te jest to energia "paska", bez oscylacji? strumie energii musi by modulowany. dlaczego? poniewa nie ma i by nie moe ewolucji, ktra by nie bya formatowana przez inne byty. ycie to nieustanne ksztatowanie i przemieszczanie si strumienia energii, ktra wpywa do organizmu i z niego wypywa. ale proces przepywu kwantw do i od ukadu nie jest dla mnie w tym momencie wany, ten poziom zjawisk, fizycznie konieczny, jest pospolitoci - z zaoenia musz pozyskiwa i traci swoje skadniki, przecie nie istniej nigdy inaczej, jak uredniona w skali czasu i przestrzeni, zawsze zgrubnie w tle wyrniona jednostka. ja - to energia w przepywie. jednak zasadnicze w tym punkcie analizy pytanie uzyskuje posta nastpujc: czy przepywajca prze mnie energia podlega takiemu uoeniu i uksztatowaniu w trakcie przepywu, e zawiera w sobie kod, ktry jednoczenie jest pochodn tego przepywu? czy, wyraajc to inaczej oraz odwoujc si do zjawiska modulacji (formowania) fali nonej w radiotechnice, czy w procesie przepywu przez ciao zostaje na/w skwantowany strumie energii wprzgnity naoony, jako wpisany poziom "treciowy"? czy uzyskuj wycznie strumie energii - czy strumie plus jeszcze "dodatek" w postaci "treci"? to s wane, nawet zasadnicze pytania. jeeli przepyw jest "czysty", a wic pozbawiony indywidualnego charakteru (albo ma bardzo mae zrnicowanie), to postrzeenie tak uksztatowanego strumienia w tle bdzie dla odbiorcy trudne lub niemoliwe. dlatego z faktu, e relacje o "zjawiskach" jednak s, mona wnosi, e takie procesy si dziej oraz, e rnice s na tyle wyrane w obserwacji, e kod naoony na fal jest do wyodrbnienia. przynajmniej dla niektrych momentw istnienia, kiedy natenie sygnau jest wyranie rne od poziomu na co dzie. gdyby byo inaczej, nie byoby tematu. dlatego pytanie o "nadmiarowo" strumienia energetycznego, ktry wpywa i wypywa z ukadu, nadmiarowo pojta jako "informacja", kod zawierajcy tre - odpowied na to pytanie jest pozytywna. tak, strumie energii, i to kady strumie, jest zbudowany dwudzielnie, zawiera w sobie cz "non" i "kod" - kada fala w ewolucji jest jednoczenie nonikiem i treci. to warto - to trzeba podkreli: kada, kada ewolucja, jako wyrnialna w tle jedno energetyczna, kiedy j analizowa w postaci strumienia energii, przepywu energii przez tak wyodrbniony "kana" (ciao), tworzy-ksztatuje ten strumie energii. i jest to zawsze indywidualny charakter procesu. dopywa do mnie energia ju zakodowana, kady ks poywienia zawiera swj kod, ktry moje ciao moe odczyta (przetrawi) albo, w innym przypadku, jest to kod, ktrego nie dosign, bdzie trucizn (albo bdzie "poza pomiarem", czyli nie zauwa go swoimi zmysami). zarazem energia, ktra opuszcza moje ciao, po przejciu przez "filtry" organizmu (rnie pojte filtry, np. komrki, gdzie koduje si kod genetyczny a po abstrakcje, w ktrych koduje si mj ogld wiata) - tak przepuszczona przeze mnie energia jest, musi by jednostkowo i indywidualnie zakodowana. odpada od mojego istnienia komrka (albo kropla potu), to zarazem nonik energetyczny, skupisko materii (rwnie zakodowanej fizycznymi reguami wiata) - ale to zarazem informacja o mnie, taki nonik zawiera w sobie "kwantowy odcisk" ("odlew") procesu przeciskania si energii przez ciao-filtr. kady mj element, ktry mnie buduje (a pniej opuszcza), to zarazem - podkrelam to "zarazem", bo niezwykle wane - to zarazem nonik i przekaz, kartka papieru i tre listu - to materia i duch. to dlatego, kiedy komrka rozrodcza (czy dowolna, jak dzi wiadomo) spotka na swojej drodze inn komrk rozrodcz, moe doj do wypadkowej ewolucji. bo s to nieodlege sobie kwantowo (na jeden kwant) procesy, a do tego kodowane indywidualnie. ten komrkowy nonik zawiera w sobie materialny fakt a take "nadmiar" w postaci ksztatu-treci tej ewolucji. i dlatego w takim spotkaniu tre moe zamieni si w samoksztatowanie kolejnej ewolucji.
127

- umieranie - kod umierania o ile kod codzienny jest "spokojny" i w miar zrwnowaony, to niewtpliwie kod z dramatycznego okresu istnienia musi by znaczco inny. nie moe by drastycznie inny, bowiem byby nie do odczytania i zauwaenia - ale musi by wyranie inny. nie moe by dowolny, to zapewnia jedno ewolucji i jedno reguy, ale nie moe by "banalny". - eby zrozumie znaczenie takiej chwili oraz dziejcych si tu procesw, wypadnie odwoa si do pewnego faktu, ktry pojawi si wczeniej przy opisie umierania fizycznego i psychicznego - e w chwili bliskiej brzegu, a szczeglnie na brzegu, nastpuje "uzgadnianie" obu linii zjawiska. umieranie ciaa i umieranie psychiki "nakada" si na siebie - blisko brzegu wymusza to poczenie reakcji. po prostu, tu nie ma miejsca na rozpito, brzeg jest blisko i ewolucja staje si jednoci. na/w brzegu jednoci doskona - osobliwoci. oba szeregi zaczynaj biec tym samym (i coraz bardziej zbienym) rytmem. a przekadajc to na obserwowane efekty w postaci zjawisk medycznych, zachodzi sprzenie rnego rodzaju drgawek ciaa i umysu, strach umysu udziela si ciau i wywouje odruchy buntu, natomiast rozedrgane ciao wprawia umys w stan chaosu. - to oczywicie jest opisanie dramatycznego odchodzenia, odchodzenia, ktre moe jednoczenie rejestrowa taki fakt, ale w szerszym ujciu dotyczy kadego procesu na/w brzegu. tylko kadorazowo opisane objawy, z uwagi na zawarto si, bd rne. w momencie tu przed brzegiem, czyli na/w zakresie wspomnianych kilku minut, tworzy si jedno psychiczno-fizyczna - i to tak silnie zespolona, jak nigdy wczeniej w okresie istnienia (by moe take przy jako dramatycznie wanych zakrtach yciowych). na co dzie to albo ciao, albo umys (umys czciej) dominuje w reakcjach ukadu, w chwili brzegowej dominacji by nie moe - poniewa nie ma ju na to miejsca. tu reakcje obu linii musz by zbiene i przez to silne w wysyaniu kodowanego sygnau w otoczenie. i dlatego opuszczajca w tym okresie ciao nadmiarowa energia uzyskuje szczeglnie duy potencja (czyli wybucha w otoczenie), a jednoczenie na t fal naoony kod jest szczeglnie wyrany, zarysowany ostro przez "odchylenia" od wartoci redniej. ciao drga - umys "drga" - i wypadkowa (nonik + tre) jest rozedrgana. - i taki "obarczony", "nadpisany" wieloma skadowymi sygna oddala si od rda. tu pojawia si zasadnicza trudno w analizie: czy "zsynchronizowany" w taki sposb ukad moe wiadomie "nadawa" sygna? czy umys moe budowa sensowny (bez definiowania, co to znaczy) przekaz? albo jeeli nie umys, to czy moe sensownie uksztatowa sygna samo ciao? na oba pytania odpowied brzmi: nie, nie moe. i jest jedynie moliwa odpowied. ani umys w tym skrajnym stanie nie pokieruje sygnaem i nie nada mu adnej treci, ani tym bardziej ciao. samodzielnie strony takiego procesu s pozbawione wpywu na nony strumie energii. alba mam "czyst" fal bez szczeglnych wartoci, albo tylko tre, ktrej nic nie przenosi. - pomijam ju w tym momencie oczywisty argument, e drgajce ciao i drgajcy umys s w stanie, ktry reakcje jako "sensowne" ograniczaj do minimum, przecie to czas skrajnie wyjtkowy. czy wic z tych dwu elementarnych i rozedrganych stanw powstaje wsplne dziaanie, wsplne wypadkowe dziaanie w postaci ewolucji "zakodowanej"? e to bdzie kodowana stanem ciaa i umysu energia, to fakt, jednak czy na tyle kodowana, eby w odlegym punkcie wytworzy zmian, ktra zostanie zinterpretowana? to ju nie jest oczywiste. - o ile mgbym atwo dopuci, e nacisk wytworzony w takim procesie co poruszy (w sensie wytworzy drgania, np. stukanie w szyb), e po prostu jest to czynnik mechaniczny, ktry si przenosi (chwilowo rwnie nie analizuj w czym i jak) i tworzy nacisk na odlegy punkt - o tyle dodanie do tego rozbudowanej informacji (np. jeszcze gos) to powany problem, a take wydaje si trudny do akceptacji. - a poza tym, to nie moe by dowolny punkt, tylko zbieny z punktem pooenia odbierajcego, sygna ze rda rozchodzi si wszechkierunkowo, dlaczego wic miaby tu i teraz wywoa reakcj?
128

jedno procesw psychicznych oraz fizycznych daje przesank do tego, eby uzna, e tak wytworzony przez umierajcy organizm sygna bdzie kodowany i mocny - ale jednak powiedzie, e w wyniku tego powstanie "sygna", przekaz wielorako opracowany przez wzajemnie dziaanie ciaa i umysu, atwo na co takiego przysta nie mona. - e bdzie emisja energii, e bdzie psychiczna modulacja tak powstaej fali nonej, tu zgoda, ale e wytworzy si sensowna forma kodowania (jako sensowna), z tym ju bym by ostrony. jednak wyej przytaczane relacje podpowiadaj, e jest to moliwe. tylko jak? umys wiadomie i w peni (a szczeglnie w takiej chwili) nie moe sterowa swoimi reakcjami na poziomie procesw fizycznych (na co dzie taka kontrola jest trudna, a dla wikszoci ludzi wrcz niemoliwa, tym bardziej w strefie brzegowej) - a tu wanie o tak wiadom form ksztatowania swoich warstw kwantowych by chodzio, przecie to one s dalej w takim ujmowaniu nonikiem informacji, to na nich i w nich koduje si ewolucja. gdybym zapragn przesa w ostatniej chwili bliskiej mi osobie informacj, to o takim kanale nawet nie pomyl, raczej chwyc za telefon albo napisz list. ksztatowanie wiadome strumienia energii naley wic odrzuci, to nie jest moliwe. - fakt, mona w tym okresie o czym myle, by moe bd to myli zwizane z kim konkretnym, ale nie jest to celowe i wiadome ksztatowanie fali. zgoda, na t fal sam fakt zaistnienia takiej myli moe wpywa i bdzie wpywa, ale to nie jest celowe kodowanie treci przekazu. "przekaz" w tym momencie jest niezaleny od woli nadawcy. i zawsze niezaleny. dlatego, z powodw powyszych, to nigdy nie moe by wiadomie wykorzystywany (przez umys) kana cznoci i przekaz informacji. z zastrzeeniem, o czym dalej, e nie obejmuje to intencjonalnego dziaania technicznego, ktre bdzie oparte o zasad, ale nie o omawiany tutaj element nony - zasad wykorzystam, ale nie jej konkretn posta. po prostu, sam i osobicie, jako skomplikowana struktura psycho-fizyczna, nigdy takiego przekazu celowo nie wytworz i adnej w taki sposb informacji nie przeka. to jest poza moj rejestracj i poza kontrol. dlaczego? poniewa w warstwie brzegowej, a w tej chwili to pojcie rozszerzam na wszelkie procesy, ktre zachodz "na skraju", zawsze mam zbir zjawisk psycho-fizycznych - przedzia brzegowy w tak skrajnie pojtym stanie mojego istnienia i w konkretnej chwili, to zawsze jedno ciaa i rozumu. w momencie umierania jest to szczeglnie bliski stan, ale on wystpuje i musi wystpowa zawsze, w kadej sekundzie istnienia. - umys, co jest oczywiste i nieuniknione, na co dzie usamodzielnia si od ciaa, a take narzuca mu swoje zwyczaje, ale przecie nie bytuje gdzie czy kiedy, jest efektem konkretnej formy cielesnej (energetycznej) i z ni na dobre i ze jest zwizany. teraz i tu jest brzeg procesu, i zawsze jest to chwila, w/na ktrej zachodzi jedno ciaa i umysu - stan wiadomoci. mog ksztatowa ciao, mog ksztatowa umys i jego abstrakcje, ale tego brzegowego punktu (zbioru punktw, warstwy zdarze) w aden sposb nie sign. odczuj, doznam, jestem na/w tym brzegu, ale zmieni go (zachceniem) w chwili zaistnienia nie mog. wczeniej podjte decyzje mog oraz musz ten zakres zmodyfikowa, mog wiadomie uksztatowa procesy w swoim otoczeniu i oczekiwa "po drugiej stronie" efektw jednak kiedy chwila "teraz" zaistnieje, jest poza kontrol. ja tu jestem - ale nie ma mojego na cel nakierowanego dziaania. - dlatego nadawany z pozycji brzegu sygna nie podlega kontroli, jest niesterowalny w sposb wiadomy. oddaje stan aktualny ewolucji, zawiera w sobie kod chwili, ale nie jest modyfikowany na zachcenie - jest przekazem, ktry nie spenia gwnej funkcji przekazu: brak mu wiadomego nadawcy. jest przekaz - i go nie ma. jest odbiorca przekazu - i go nie ma. nie ma rwnie odbiorcy, poniewa tu wystpuje lustrzana sytuacja: odbiorca nie wie, e co odbiera (nie ma wiadomego nakierowania na odebranie sygnau), to jest poniej progu istnienia odbiorcy. tak rozumiany "przekaz" dokonuje si poniej wiadomoci nadawcy i odbiorcy - jest procesem w peni fizycznym, ale nieuwiadamianym. acz wtrnie moliwym do interpretacji.
129

- czy moe by przekaz bez przekazu? jak wida, moe. - jeeli odrzucam wiadomy wpyw na tworzcy si sygna, a jednoczenie stwierdzam, e "przefiltrowany" strumie energii posiada cechy kodu (informacji), to nie mog tego strumienia energii nazwa przekazem bo odpada z analizy fakt zasadniczy: nadawca. po co w kocu ekspediuj list w wiat, w pustk go nie wrzucam. a w tym przypadku mam wanie tak sytuacj, e celu brak. ani nadawca nie jest wiadom faktu nadawania, ani nie wie, e jest list - ani odbiorca nie jest wiadom, e odbiera przekaz, ani potrafi w tle kod tego listu wyrni. a jednak jest to fizycznie realny przekaz. - w kadym razie (to z ostronoci procesowej) moe to by jedynie samoistny, ale realny fizyczny przekaz, ktry na dodatek, to jego niezwyka cecha, sam siebie na kadym kroku buduje. przecie ycie jest takim samobudujcym si przekazem, kod wpisany rwnolegle w materi sam si w dogodnym miejscu dekoduje, tworzy elementy skadowe (w interakcji z otoczeniem) oraz replikuje w kolejnym ju pokoleniu (po "nadaniu" sygnau dalej). w przypadku omawianym mam dokadnie to samo: przekaz "odzywa" si w punkcie docelowym i wytwarza swoje elementy, jednak nie jest sterowany przez nadawc (ktry moe nawet nie wiedzie, e ma "potomka"). sam, podkrelam to, taki przekaz sam si steruje i w tworzeniu, i w przekazie, i w miejscu odbiorczym. i nic wicej poza tak wyrnionym w tle nonikiem-(i)-informacj nie wystpuje, zawsze jest tylko i wycznie zapis kodu w/na materialnym noniku. ale przekaz na kocu jest fizyczny i realny przecie istniej. - przekaz jest tu tosamy z treci przekazu i nonikiem, a nonik jest tosamy z treci - co w efekcie ksztatuje u celu struktur, samobudujac si i samopowielajc si struktur. nic wicej - nic mniej. a po drodze, pomidzy, wszystko (co istnieje). jeeli obecnie dodam do tego "przekazu bez przekazu" drug stron, czyli np. mj pozostawiony na szybie odcisk doni, to w punkcie spotkania si tych dwu ewolucji, wic z jednej strony wysyanego "sygnau", ktrego nie mog nigdy kontrolowa, ale ktry jest kodowany moim istnieniem - a z drugiej taki sam fakt ewolucyjny, tylko "nieco" wczeniej zaistniay i te, co tu zasadnicze, zakodowany moim yciem (i take niewiadomie) - to spotkanie tego sygnau z "teraz" z tym "z kiedy" musi wytworzy jak ewolucj. to s dwa kwanty do siebie bardzo, a waciwie nieomal identyczne. istniej w czasoprzestrzeni, maj podobne stany, s w stosunku do mnie w zakresie ju rwanym - ale razem s faktem podwojonym, ewolucyjnie podwojonym. jedynka ewolucji nie buduje, ale dwa kwanty mog ja zapocztkowa. to bdzie oczywicie bardzo lokalna, saba maksymalnie, nawet podprogowa - ale niewtpliwie ewolucja. e byoby dobrze i optymalnie, gdyby to byy tosame sobie zbiory ewolucyjne, czyli kiedy by si spotka odcisk na szybie z tworzcym ten odcisk palcem fakt. tylko e kade spotkanie energetyczne tworzy wypadkowy przebieg, bo nie ma obojtnego wpywu na siebie ewolucji (w ramach generalnej ewolucji wszech-wiata), tu z takiego spotkania zawsze co wynika. np. drgania szyby. nacigane? argumentacja na poziomie dowodw z kapelusza? od strony logicznej nie widz przeciwwskaza, od strony fizycznej, przyznaj, wyglda to mao, by nie powiedzie bardzo mao przekonujco. ale przecie s te relacje. czy to wszystko wymys, i to niezalenie od czasu i przestrzeni? tylko omamy, zwidy i psychiatryk? owszem, to jest zakres rwany, sfera tak oddalajcych si warstw kwantowych musi by znaczna, ale przecie nie na tyle znaczna, eby nie mogy si tak wyrnione w rzeczywistoci fakty spotka. - przypominam, e w takim szczeglnym momencie istnienia bytu nacisk, z ktrym dziaa ewolucja na swoje otoczenie (jako nadajnik), jest znaczny, wyjtkowo w yciorysie znaczy. nawet cz sygnau (ktrego rdo naturalnie nie moe znajdowa si zbyt daleko, tym bardziej dowolnie daleko), nawet niewielka cz moe pobudzi odbiornik (co by nim nie byo). w sygnale jest spory potencja, a efekt przecie nigdy znaczcy fizycznie (pomijam skrajne opowieci rodem z fantastyki). - dlatego logicznie jest to do przyjcia. a fizycznie? warto sprawdzi.
130

- przekaz - nonik-tre wniosek: jest moliwe kodowanie w ewolucji (i by musi) - jednak nie ma go w rozumieniu przekazanie treci. jest to kodowanie fizyczne, naturalne, kieruje tym sam proces. czy to zamyka drog do dalszej analizy i wyjaniania tematu? ale skd, to jest wane ustalenie, ktre jednoczenie ogranicza to zjawisko do obszaru poznawalnego, ale w adnym przypadku nie zamyka dalszych ustale. - powiem tak: dopiero takie postrzeganie procesw je otwiera i jednoczenie wprowadza w racjonalny zakres. jeeli domaga bym si od takiego "przekazu" z brzegu informacji penej (z mojego punktu widzenia penej, wic nakierowanej na cel), to brak moliwoci takiego przekazu uwiarygadnia ten przekaz (a take mwice o nim relacje). gdyby to rzeczywicie bya forma komunikacji, ktr znam - to dopiero byoby dziwne. a tu co takiego wystpuje, i to na kadym poziomie! - fizyczny, czyli realnie istniejcy sygna, ktrego nie kontroluj w aden wiadomy sposb. i nawet nie wiem, e on istnieje. to nie jest forma listu poegnalnego, jednak "tre" w tym przekazie jest zawarta. jaka tre? a, to dopiero odczyta (po czasie i po zastanowieniu si) odbiorca. kiedy nie ma odbiorcy, tego sygnau rwnie nie ma i nikt go nie odkoduje. przecie to jest dwustronnie kodowany sygna kwantowy, ktrego nic-nikt "po drodze" nie odczyta, cho moe go oczywicie jako zarejestrowa. - to wspwystpowanie nadawcy i odbiorcy gwarantuje przekaz, brak jednej strony przekaz koczy. wicej - wane i zasadnicze, kiedy z pozycji "rodzicielskiej" nadany zostaje w otoczenie sygna, kiedy zostanie "wrzucona" w otoczenie grudka zakodowanej materii, to odbiorca tego kodu, czyli ja, nie istnieje w adnej postaci. to nonik-kod, samoodczytujc si, buduje odbiorc. proces odczytywania (a take dekodowania) oznacza zarazem budowanie si odbiorcy (odbiornika) tego kodu. docierajcy do mnie sygna dalekiej gwiazdy, ktry w moim istnieniu podlega rejestracji i si dekoduje, buduje elementy moich dozna i abstrakcji. moe to by echo dawno zagasej ewolucji, czyli nadajnik ju nie dziaa, a jednak wynikiem tego przekazu jest tu i teraz zachodzca ewolucja (i zwizane w tym emocje). wspwystpowanie nadawcy i odbiorcy nie jest ewolucyjnie konieczne, eby by moliwy przekaz - natomiast konieczny jest fizyczny oraz zakodowany wczeniejszymi zdarzeniami nonik, ktry "w dogodnych okolicznociach" moe wytworzy cig dalszy: zbuduje odbiorc przekazu. kiedy mam fakt (logicznie pewny, fizycznie do sprawdzenia), czyli wychodzcy z jednego ukadu sygna, cay zbir kwantowych warstw rejestrowanych w rny sposb, kiedy mam czasoprzestrzenny proces energetyczny - to mam tym samym nonik. te warstwy to jest nonik, zakodowana materia w postaci elementw z licznych poziomw ewolucji. to nie dzieje si w prni (nicoci) i nie jest prni, to zawsze jest fizyczny fakt. nie "cud", ale brzegowo istniejcy w wiecie fakt fizyczny. fakt zakodowany informacj odbijajc, oddajc w tym kodzie "osobowo" rda. jak w trakcie wybuchu gwiazdy supernowej, w ktrym od centrum oddala si energia w formie zakodowanej (oddajcej charakterystyk tego wybuchu i waciwoci gwiazdy) - tak samo w trakcie wybuchu (i zapaci) organizmu oddalajce si warstwy nios ze sob (w sobie) opis, kod tej osoby (i osobowoci). nonikiem jest to, co si oddala - i informacj jest to, co si oddala. faktu oddalania si warstw nie zaneguj, faktu ich informacyjnej zawartoci rwnie nie - faktu wasnego odbioru tego sygnau i treci w nim zawartej take nie odrzuc. na kadym etapie mam zawsze fizyczny fakt, ktry wspdziaa z innymi. jeeli tych faktw nie odrzucam, kiedy analiza dotyczy gwiazdy - jeeli nie odrzucam ustalenia, e ewolucja w kadym przypadku to jedna regua - jeeli nie odrzucam wasnego istnienia - to musz przyj, e rwnie ja funkcjonuj jak gwiazda. i nie mog negowa faktu, e "wysyam" w wiat sygnay z zakodowan w nich o mnie informacj (i odbieram docierajce do mnie). wysyam i trac energi, rwnie jako nadawca i odbiorca sygnaw, ktre s faktem fizycznym - ale nie do zarejestrowania poza mn (na dzi).
131

- przekaz - czy umys nie odgrywa adnej roli? nie ma mowy o tym, eby umys (tym bardziej wiadomo) w przekazie, w jego nadawaniu (w momencie tworzenia si sygnau) odgrywa aktywn rol, to jest poza dyskusj - nie ma sterowania procesem. ale czy nie ma zupenie adnych moliwoci wpywania na "tre" (oczywicie nie w formule "pisania listu", ale jako element wspwystpujcy, wsptworzcy proces)? czy umys jest zupenie bierny w tym okresie? - nie. ale eby to przedstawi, musz wpierw powiedzie rzecz nastpujc: zapa, umieranie - kade dziaanie ewolucji opiera si na rnych cyklach, na procesach maego rzdu (i najmniejszego) oraz cyklach kwantowych wikszych rozmiarw. procesy w organizmie tocz si na poziomach kwantowych, atomowych, komrkowych, jednak zawsze w ramach caego ciaa, te kwantu. w ciele, jak w kadej ewolucji, s zdarzenia powizane i wzajemnie si warunkujce, mae skadaj si na cykle wiksze, a due wyznaczaj, ksztatuj ramy (granice) zachowa maych. np. to, e oddycham, jest procesem jednoczenie w skali mikro, jak i makro, na oddychanie skada si ogromny zbir zdarze czstkowych, ktre dopiero zebrane w cykle tworz form wdechu i wydechu. na takie za zakresy wpyw ju mam. nie mam wpywu na procesy niskiego poziomu, czyli na cykle lece niej tych, ktre postrzegam (poniej podpoziomu). nie mam wpywu bezporedniego, jednak mog posiada wpyw poredni i to w takim przypadku jest istotne. to, e wstrzymam si okresowo od oddychania, czy te w moim ciele, pod wpywem impulsu idcego z mzgu (np. zagroenia), powstan skurcze, podniesie si cinienie, serce zacznie szybciej bi (lub zwolni) to wszystko, co powstaje jako autosugestia lub wynik wspdziaania ciaa i rodowiska, to jest pod mniejsz lub wiksz moj kontrol. nigdy nie sign w sposb wiadomy podpoziomu reagowania, ale dziaajc na dostpny poziom mog rwnie zmieni podpoziom (i kolejne podpoziomy). - mwic inaczej, mog swoim postanowieniem wpyn na procesy energetyczne, ktre normalnie, w przecitnym trybie pracy organizmu, nie mog podlega dziaaniu celowemu - i w taki sposb uzyska podany wynik. a poniewa kade mj czyn w rodowisku jest dziaaniem porednim, mog w tym ujciu powiedzie, e take ksztatuj zakres tworzenia si przekazu. sprzeczno? nie. celowym dziaaniem przekazu nie wytworz, bo tego zakresu nie sign, doznam, ale nie dosign (nie pomierz). zawsze jestem, jako byt skomplikowany, albo przed lini oznaczajc "teraz", albo za ni. jednak mog zmieni fakty swoim postanowieniem, czyli wiadomie i z nakierowaniem na cel (ale tylko przed zaistnieniem stanu tu-i-teraz) wytworzy okolicznoci, ktre w tym punkcie przybior podany ksztat. zanim zaistnieje proces (pozytywny dla mnie, a jeszcze lepiej negatywny) - mog, oczywicie pod warunkiem, e wiem, e ten stan wystpi i e chc go zmieni, tak uksztatowa dochodzce do punktu "teraz" zjawiska, e zdeformuj je w sposb mi odpowiadajcy. samego przekazu nie sigam, jest poza moj kontrol, ale zarazem jest to proces oraz przekaz poddajcy si mojemu dziaaniu. - poczenie, wana sprawa, jedno w dziaaniu umysu i ciaa, wiedzy o fizycznym procesie i samego procesu ta jedno umoliwia sterowanie zjawiskiem (do pewnego stopnia, im bliej stanu "teraz", tym lepiej). samej fizycznoci wiata nie dotkn, ale wiedzc o jej istnieniu i posiadajc logiczn regu zmian ewolucji, mog wytworzy w swoim otoczeniu procesy jak najbardziej fizyczne, ktre stan przyszy "po mojemu" zbuduj. wiedza jest tu kluczem do przeksztacenia zjawiska lub przekazu. w przypadku umierania (zwaszcza nagego) o tak wyrafinowanym dziaaniu nie ma mowy, dlatego mwiem, e ukad "nadajcy" sygna nie moe intencjonalnie dziaa. jednak przecie jako dziaa, co si w umyle i ciele dynamicznie zmienia - i owe "co", tre myli, wpywa na powstajcy kod i odciska si w nim. i przekaz wypromieniowany na zewntrz takie skadowe zawiera, jako czstka przekazu, ale jest w nim zawarto z obszaru myli. i jeeli bd to myli w miar uporzdkowane, jest szansa ich odbudowania (si) w drugiej ewolucji.
132

- umieranie - przekaz eby jednak mona byo mwi o kodowaniu energii emitowanej z umierajcego i z zamierajcego w reakcjach ciaa, musi by speniony jeden, ale zasadniczy w tych okolicznociach warunek: umys i ciao musz by w stanie wiadomoci. oczywicie w chwili wyczenia (czy zaniku) wiadomego uczestnictwa ukadu w procesach wiata (z jaki powodw, np. chorobowych), take zachodzi kodowanie przez stany organizmu strumienia energii, ale jest to mao uyteczny fakt z punktu widzenia przekazu. brakuje strony w tym procesie, a powstajcy sygna jest skrajnie niezrnicowany. szumu nie zdekoduj inaczej ni jako szum, to adna informacja (chyba e zanika, wwczas jest "krzykiem ciszy"). - dlatego, eby byo moliwe "aktywne" kodowanie energii w chwili umierania, zachowana musi by wiadomo. wiadomo jako taka - oraz wiadomo faktu umierania. musz by wystarczajco dugie okresy w pracy rozumu, eby zaistniay zborne myli. bez spenienia tego warunku nie ma mowy o tym, aby nadawany w otoczenie strumie energii podlega mojemu "aktywnemu" ksztatowaniu. jednoczenie musz wprowadzi drugi i rwnie zasadniczy warunek: ciao take musi "wiedzie", e umiera. co to znaczy? - e nie moe proces umierania spa na fizyczn konstrukcj w krtkim okresie czasu. nie moe to by wypadek niszczcy ukad drastycznie i szybko. w nagej sytuacji, nawet jeeli to byo przygotowywane przez dni czy lata (jak w samobjstwie), nie ma drugiego brzegu procesu, brak jest reakcji zachodzcych cznie w umyle i ciele. ciao "nie wie", e dochodzi do swojej granicy i e si koczy. fizyczna struktura ciaa funkcjonuje normalnie, to psychika "wysiada" i dociera swojego kresu. krtkotrwae szamotanie na sznurze nie zbuduje, nie zakoduje w sygnale wielu gbokich informacji, zjawiska s skondensowane w maym zakresie i chaotyczne, wic nieczytelne. to musi trwa, umieranie musi dokonywa si w czasie i przestrzeni, nie moe nago, tempo zdarzenia by doprowadzona do skrajnoci. ciao musi "poczu" i "zrozumie", e szybko traci siy, musi "wiedzie", e brzeg jest blisko. wiedza o fakcie umierania musi dotyczy obu stron tego procesu. jeeli zostaje speniony warunek uczestniczenia w umieraniu ciaa i umysu, zachodzi wwczas wsplne, "zgrane" kodowanie strumienia energii oddalajcego si od ukadu. w tym momencie psychika oraz fizyczna strona ewolucji stapiaj si, nie ma ju rozumienia psychiki jako wyszego dziaania wzgldem ciaa, a ciao wspdziaa z psychik. jest jeden stan ewolucyjny, psycho-fizyczna jedno i stan szczeglny. wiadomo, czyli wiedza o tym, e jestem i e umieram to jest zasadniczy element w analizie powstajcego przekazu. dlaczego? poniewa nie mona z tego rozumowania usun adnej ze stron, musz by obie (i to jednoczenie) to warunek fundamentalny. eby umys wiedzia, e umiera, musz w nim zaistnie procesy, ktre o takim zdarzeniu poinformuj, wyczenie funkcji budowania si abstrakcji w chwili "teraz" wyklucza moje wspuczestniczenie w zdarzeniach - "czarna dziura" przecie nie analizuje rzeczywistoci, pustka nie koduje w sobie niczego (a niewiadomo to chwila pustki w umyle). kiedy tworz si abstrakcje dotyczce mojej sytuacji, mam szans t sytuacje zdiagnozowa, w innych okolicznociach bd niewiadom zachodzcych wydarze kupk materii, ktr targaj fale wiata. umiera musz ze wiadomym poczuciem i cielesnym odczuciem, e umieram. tylko w takim podwojonym zdarzeniu moe wytworzy si przekaz, ktry cho krtki, niesie w sobie zawarto mojego istnienia i jego ostatnich chwil. - zwracam na to uwag, bowiem ten wniosek wysoko, niebywale podnosi "warto" momentu zamierania bytu - ale jednoczenie wnosi wiedz o dramatyzmie takiej chwili dla odczytujcego taki przekaz. przepraszam za uyte w tym kontekcie sowo "warto", ale przecie oddaje ono gboki, niezwykle wany sens wydarzenia. jeeli wiem, e "nadawca" przekazu w chwili skrajnej dla siebie myla o mnie - czy to jest baha informacja?
133

- "kana" - nonik i droga przekazu drugim w kolejnoci elementem w ukadzie przekazu energii (oraz informacji) jest kana, ewolucja przez ktr nastpuje przepyw energii. "kana", czyli warstwy innej ewolucji (zakres procesu szerszego wymiaru), ktra jest take wydarzeniem cznym. kana nie jest biernym, jakby si to pozornie wydawao zbiorem kwantowych elementw, przez ktry przemieszcza si sygna na jakim noniku, ale jest to, podkrelam, zawsze ewolucja, wic zmieniajcy si stan energetyczny. nadajnik jest zmian i ewolucj, kana jest zmian i ewolucj - odbiornik rwnie jest zmian i ewolucj, na/w kadym momencie procesu mam jedno. dlatego moe powsta przekaz informacji. nie ma znaczenia, jak pojmuj i definiuj "kana", czy jest to konkretny dla mnie i wyrnialny w rodowisku stan materialny, czy cae rodowisko (to, co za rodowisko uznaj), to zawsze jest ewolucja w toku. i dlatego fakt ruchu, przepywu kwantw przez tak pojty "kana" nie jest czystym (tu mechanicznym) procesem przesania sygnau, ale to jest zawsze zdarzenie rozbudowane oraz wielopoziomowe wydarzenie energetyczne, nigdy obojtne (pasywne) w stosunku do przepuszczanego strumienia energii. - nadajnik ksztatuje (koduje) sygna, to konieczno, ale rodowisko rwnie odzwierciedla si w ksztacie (postaci i sile) przekazu. dlatego rozpatrywanie kanau wycznie jako "prta", warstwy czy przewodu, przez ktry pynie energia, nie jest poprawne. dlatego nie jest, e kana moe w rnoraki sposb wpywa na sygna, tumi go lub wzmacnia, a nawet zmienia charakterystyk. dlaczego? poniewa to zawsze jest gbokie filtrowanie fali energii, ktra si przeciska (i to w sensie dosownym) przez rodowisko. w tym przypadku rodowiskiem przepuszczajcym sygna jest kana - ktry to kana jest rzeczywicie caym rodowiskiem. a w takim przechodzeniu sygnau przez inn (maksymaln) ewolucj moe zachodzi "obcinanie" pewnych skadowych, albo mog mie do czynienia z podwyszaniem wybranych parametrw, np. "soczewkowaniem". - czyli, niezalenie od czci nadawczej, rwnie kana przesyania sygnau posiada zasadnicze znaczenie, po prostu wsptworzy tre informacji, jest wanym i niezbdnym etapem, nigdy biernym. dlatego te rozpatrywanie kanau jako takiego (w oderwaniu), nie ma sensu, a prawidowy tok rozumowania musi uwzgldnia, jaki sygna (z jakiego poziomu ewolucji) i w jakiej postaci przemieszcza si w kanale, jak wyglda i jak si porusza, do jakiej czci skali przynaley, jak jest kodowany - na/w ktrej warstwie powstaje itd. nie przez kady kana mona przepuci kad energi, dopiero zestawienie sygnau i dalej kanau tworzy moliwo okrelenia, jak taki przekaz moe wyglda oraz co si dzieje. - dlatego, wbrew pozorom, eby opisa kana przepywu energii, musz jako pierwszy zdefiniowa sygna, a nie zajmowa si samym kanaem. kana, przez ktry przechodzi sygna ewolucyjny (czyli fakt czaso-przestrzenny), jest elementem pochodnym, wtrnym do sygnau - o ile rozpatrywa przekaz od strony nadawcy. ale nie jest faktem ubocznym, kiedy analizowa proces od strony kanau, od moliwoci przesania. wwczas posta kanau warunkuje (determinuje) to, jaki moe i musi by sygna, czyli co musi spenia przekaz, eby do przesania treci "listu" doszo. kana to nie jest nigdy dowolny stan - dlatego i przekaz nie moe by dowolnym stanem energetycznym. nadawana tre musi odpowiada cechom strony nadajcej, ale odpowiada rwnie cechom czci poredniczcej, tu fizycznym uwarunkowaniom "kanau". musi wytworzy si dynamiczne (i dwukierunkowe) powizanie midzy nadajnikiem a kanaem. nadajnik bez kanau nie spenia swojej roli, ale take kana bez nadajnika jest pusty, nie uywa si go. a jeeli co jest "puste", to nie istnieje. kiedy nie spogldam na gwiazd, gwiazdy nie ma, kiedy kanau nie wykorzystuj, tego kanau nie ma. c z tego, e potencjalnie zachodzia dla jaskiniowcw moliwo komunikacji przez radio, kiedy nie byo radia, a nawet pomysu na taki przekaz danych. czyli nie byo wwczas rwnie kanau, ktry radio wykorzystuje. - realia, panowie, realia.
134

- kana - sygna - nonik pytanie: w jakim zakresie promieniuje ewolucja? jak wyglda sygna, do jakiego zakresu skali energetycznej naley? jak posiada czstotliwo, czy ma i jak modulacj, jak jest wysyany (nadawany)? wanym skadnikiem oporu przeciwko przyjciu istnienia analizowanego tutaj przekazu, a szczeglnie jego dalekich skutkw (sam to odczuwam), jest mniej lub bardziej wiadoma akceptacja dla nonika tego przekazu czyli zakresu (tu: dystansu) promieniowania. nikt przecie nie bdzie twierdzi, e mona z odlegoci kilkuset kilometrw oddziaa na odbiorc (co by odbiornikiem nie byo) naciskiem oddechu, zapachu, czy wydawanym dwikiem. maksymalny, a przy tym uyteczny zakres dziaania "materii namacalnej" (materii tradycyjnie pojtej, stan "zbrylony", odmienny od promieniowania), nie jest znaczcy, a czasami nawet niezauwaalny. owszem, to jest poziom oddziaywania, chyba si nie pomyl, kiedy tak powiem, do przyjcia w sposb naturalny, to wydaje si oczywiste ale w stosunkowo bliskim obszarze, moe metrw, jednak nie dalej. mam przecie takie dowiadczenia na co dzie, czuj zapach, reaguj na ciepo, sysz dwiki drugiego istnienia - ten zakres jest dany i odbierany. wic akceptacja dla takiego przekazu nie wywouje, jestem o przekonany, oporu. i dlatego, kiedy opisuj, e zakodowana cechami poprzednikw "bryka" materii, ktra opuszcza "poziom rodzicielski", moe si w sprzyjajcych warunkach (ale gboko w ramach pola tworzcego) zagniedzi i nastpnie samoodczytujc, w zgodzie ze stanem (rytmem) otoczenia zbudowa odbiornik, to jest to nie tylko opis do przyjcia logicznie, ale po prostu fakt. przecie siebie nie zaneguj. natomiast kopot w akceptacji dla omawianego przekazu bierze si z tego, e o ile "bryk" materii mog miao (i mam na to twarde dowody w ogldzie pod mikroskopem) okreli jako zakodowan moim indywidualnym istnieniem o tyle akceptacja dla takiego samego zakodowania i z tych samych powodw na poziomie promieniowania (zakresu wiata tradycyjnie tak pojtego, nalecego do stanu promieniowania), tutaj akceptacja jest zdecydowanie mniejsza. jak mog nada kod czemu "niematerialnemu", a przecie promieniowanie, w takim ujciu, to zakres ju nie-materii z definicji? e w ujciu logicznym (filozoficznym) to takie samo CO, jak "materia namacalna", to fakt, jednak psychicznie "widz" odrbny element, kopotliwy do kodowania. - owszem, mog wykorzysta rnic midzy punkami szczytowymi procesu, ktry skada si np. z elektronw (albo fotonw), mog dziaa na kwantach w postaci zbioru takich jednostek (bdzie to w urzdzeniu "pik" sygnau, pomimo e wewntrznie to mnogo skadnikw) ale czy mog zakodowa wewntrzn struktur takiego jednostkowego zdarzenia? a o to przecie tu chodzi. to musi by kod zawarty nie tylko w zbiorze sobie podobnych warstw procesu (np. zapis rnic aktywnoci oddechu), ale rwnie poszczeglny element tych warstw musi by zakodowany ("obarczony") zmianami zaszymi w moim istnieniu. a to ju tak oczywiste, w pierwszym ogldzie, nie jest. - owszem, co rwnie wane, jestem nadajnikiem i kanaem jednoczenie, nie mog wyodrbni i oddzieli si od funkcji kanau, a wic koduj sygna w ronych zakresach i w rnej formule. tylko czy to przekada si na kod w ramach elementw warstw? postrzegam siebie jako fakt jednostkowy i dla mnie ostro wykrojony z ta procesw, ale jeeli bd analizowa gbiej, to okae si, e jestem stanem przejciowym, chwilowo wystajcym ponad to. tylko czy w tym "wystawaniu" kady mj skadnik posiada moje indywidualne cechy czy jest poziom, ktry jest wsplny z tem i ju nie wchodzi w zakres kodowania? dlatego pytanie fundamentalne w tej chwili brzmi: do jakiego poziomu dochodzi indywidualne kodowanie cech w skadnikach, a gdzie, w ktrym momencie zaczyna si strefa wsplna dla wszystkich ukadw? e taki wsplny poziom by musi, to sprawa oczywista, nie zakoduj przecie kwantw logicznych ewolucji. poziom sowa czy komrki ciaa na pewno zakoduj, ale poniej mam atomy, elektrony i fotony, co z tego zbioru bdzie jeszcze podlega ksztatowaniu?
135

kiedy emituj sygna, np. promieniuj w zakresie cieplnym, tak pojty sygna tworzy si w wewntrznych zakresach mojego organizmu. oddalajca si od mojego ciaa warstwa ciepa, elementy tych warstw, powstaj gboko w komrkach - i wdruj, niekiedy dugo, ku powierzchniowej warstwie istnienia (ktr uznaj za powierzchni). podobnie, jak biegnie to w ewolucji gwiazdy, gdzie pojedynczy kwant szamoce si niekiedy przez miliony lat procesu ("po liniach krzywych"), zanim dotrze do brzegu i ucieknie (a ja odczuj-zarejestruj go jako nacisk na swojej powierzchni, czy gbiej, kiedy bdzie to inny zakres widma) - tak samo, dokadnie tak samo kwanty z mojego ciaa szamoc si w przedziale wobec nich zewntrznym (do miejsca powstania), ale wewntrznym dla mnie jako ciao i cao. mj organizm w tym przypadku, dla tych elementw, jest ju czci kanau przesyu, to cz filtru, ktry oznacza kana - to rodowisko, ktre koduje informacj w/na noniku i jest skadow przesyania sygnau. mimo e "obiektywnie" to cigle moje istnienie. wyodrbnienie nadajnika i kanau, jak z tego jaskrawo wida, jest zabiegiem umownym - nadajnik jest czci kanau przesyowego, a kana to tylko przeduenie nadajnika. tylko czy, to pytanie wane - czy elementy takiego promieniowania-nadawania podlegaj ksztatowaniu? wydzielane przez organizm ciepo w oczywisty sposb zawiera w sobie kod mojego istnienia, przecie tworzy si w reakcjach, ktre przebiegaj w komrkach organizmu (i ktre oznaczaj mnie), dlatego kolejne oddalajce si warstwy posiadaj rny potencja, s oscylacj, tu sporu nie ma. ale czy skadniki tych warstw s zakodowane? pomijam w tym miejscu fakt, e przekaz w tym zakresie nie spenia gwnego warunku: przeniesienia na due odlegoci sygnau. niewtpliwie zakres cieplny przynaley do promieniowania, przekracza granic tradycyjnie pojtej materii, tylko e i on nie nadaje si do tak pojtego przekazu. w ramach przebywania w tym samym pomieszczeniu (a nawet przez cian), owszem, nie ma przeszkd, jednak dystans wielu kilometrw odpada. czstkowo, fragmentarycznie (oraz w ujciu skrajnie logicznym) mog twierdzi, e co-kiedy z tak pojtej ewolucji do mnie dotrze, przecie ukad nadrzdny jest wsplny. tylko e przy takim podejciu i takim dziaaniu jednej ewolucji na drug, nie ma adnych przerw w czasie i przestrzeni - moe to by dziaanie na mnie elementw pochodzcych od bytw odlegych, dinozaurw czy jakiej prakomrki na moje ciao (co zreszt ma miejsce), jednak znw nie o taki przekaz chodzi. dlatego fotony odpadaj, nie widz podstaw logicznych do twierdzenia, e mog kodowaniem osign poziom pojedynczych fotonw. warstwy zakoduj niewtpliwie, przecie odbijajcy si od fotografii strumie fotonw atwo zidentyfikuj jako obraz osoby mi znanej (albo zjawiska). ale jednostek fotonowych takiej ewolucji ju nie uksztatuj, to poziom wsplny dla zjawisk wszechwiata, jego to wic niekodowalne (wiadomie). wydaje si, e najlepszym kandydatem na przeniesienie sygnau s elektrony, przecie s wykorzystywane technicznie (i na wielkie odlegoci). ale czy to oznacza, e mog by kodowane w sposb indywidualny? niekoniecznie. a nawet mao realne. to rwnie poziom zbyt gboki, ebym mg uzna go za kodowany. e foton i elektron posiadaj w ujciu logicznym struktur wewntrzn, prawda, ale jest to struktura tak maoelementowa i mao rozproszona, e "nadpisanie" jej kodem przez ycie nie jest moliwe. fakt, te elementy nios kod ewolucji - ale jest to kod ewolucji wszechwiata (oddaje jego cechy), a nie jednostek skomplikowanych. dlatego elektrony to take to zdarze dla mnie. mog dziaa doskonale na zbiorach takich jednostek, i najpewniej to one bd obecne w tym przekazie (oraz bdzie zachodzi kodowanie warstw kwantowych przez osobowo bytu), ale odpada kodowanie pojedynczego elementu. co do atomw, skoro za teoretycznie najlepszy nonik sygnau uznaj elektron - to zbir takich jednostek (wanie atom), bdzie elementem kodowalnym. i w oczywisty sposb zbir atomowy, nawet liczbowo niewielki, bdzie zawiera w sobie lady ewolucji - po prostu taka wielko (konstrukcja) energetyczna musi zmienia si w trakcie przemieszczania przez struktur (ciao, osobowo).
136

wniosek z tej analizy wydaje si ciekawy i zarazem potwierdza, cho w odmienny sposb, podzia ewolucji na zakresy. jeeli uznaj, e w rzeczywistoci mam nastpujce elementy: kwant logiczny - kwant fizyczny (ewolucyjny) kwant foton - kwant elektron - kwant atom - kwant komrka ycia - kwant neuron kwant rozum - (i kwant wiadomo), to poowa tego zbioru podlega kodowaniu, a poowa stanowi cz podprogow, jest podpoziomem. mona kodowa w sposb bezporedni struktury materialne, wic zakres tradycyjnie pojtej materii, od minimalnego zbioru atomowego (jednego atomu) w gr, ten obszar zawiera moje indywidualne cechy - ale nie mog kodowa elementw promieniowania. i w tym ujciu podzia tradycyjny si potwierdza. a dlatego mwi o czterech kwantach podlegych kodowaniu i czterech nie, poniewa kwant wiadomo jest funkcj, efektem kwantw znajdujcych si na niszych poziomach. ale - to nie wyczerpuje moliwoci. fakt, nie zakoduj pojedynczego elementu, poniewa stanowi nonik dla mnie oznaczajcy to (te elementy mnie buduj), jednak, co wane, mog doskonale kodowa zbiory takich elementw. jednostka jest poza zasigiem (jako "twarda"), ale zbir jednostek jest ju nadzwyczaj "plastyczny" w obrabianiu. jednostka dla mnie jest maksymalnie poczona, ale zbir maksymalnie podlegy ksztatowaniu. i przekazywalny na odlego, co w tym ujciu zasadnicze. i to, co najwaniejsze, w kadym wyznaczonym zakresie. czyli dotyczy to atomw, elektronw i fotonw. o ile w analizie przekazu tu rozpatrywanego w praktyce bdzie chodzio o elektrony, wszak atomy i fotony z rnych powodw mog odrzuci, o tyle w szerzej (i w przyszoci) pojtym przekazie, zwaszcza w obszarze technicznym, zakresy atomowe i fotonowe take bdzie mona wykorzysta. w sposb niewiadomy (bez wiedzy o fundamentalnym, gbokim mechanizmie tego procesu) s od zawsze wykorzystywane, jednak chodzi wanie o ten nakierowany na cel sposb. dlatego najbardziej oczywistym kandydatem na nonik informacji (w obszarze i w formie mnie tutaj interesujcej), jest promieniowanie elektromagnetyczne, czyli strumie elektronw, ktry ju wstpnie jest zakodowany (uksztatowany) w ramach zmieniajcego si organizmu, a nastpnie podlega dziaaniu szeroko pojtego kanau. z uwagi na cechy tego zbioru, du atwo przesyu, a take stabilny poziom sygnau (na duych odlegociach nie traci potencji), jest to praktycznie jedyny zakres do wykorzystania przez ewolucj, ktra znajduje si blisko brzegu. elektrony to jest to. przy czym, co take niezwykle wane, to nie jest strumie ani chaotyczny (bo nie byoby przekazu), ani "prosty" - prosty w rozumieniu: banalnie uoony, bo rwnie by nie doszo do przekazu. zwracam uwag, e z ukadu wydostaje si strumie energii, ale jest on rozoony w czasie i przestrzeni. to oznacza, e nie jest to "prt", wski kana przesyu, ale zbir warstw, ktre zajmuj (zabudowuj) czas oraz przestrze w pewnych wartociach (s pochodne rytmom kwantowym). i na tak pojty strumie skada si cz idca z poziomu gowy, ale take stp na drugim jego kocu, w oddalajcych si warstwach zakodowany jest nie tylko kolejny, nastpujcy po sobie poziom warstw (wanie uoony "w poziomie"), ale rwnie "obraz" mojego ciaa "w pionie" mwic inaczej, to jest rzut czasoprzestrzenny istnienia, a nie pospolity i prosty strumie elektronw w "przewodzie". pojedynczy elektron nic nie niesie z tego obrazu, jest jego kwantem, ale zbir elektronw oddaje, zawiera ju w sobie "obraz" ewolucji poprzez rozoenie. to nie s dowolnie uoone elementy, ale oddaj cechy ewolucji, z ktrej s wypromieniowywane. w otoczenie nadawany, wysyany jest "rzut", "obraz elektronowy" po prostu rozcignity w czterech wymiarach elektronowy obraz ewolucji. to jest ten wspominany wczeniej lad istnienia. tu nie s wane "piki", czci fali w postaci jej zbocza, czy modulacja, to s wane, ale skadowe procesu, natomiast w tym przekazie liczy si cao i zborno takiej fali. liczy si wielowarstwowa i niepowtarzalna w swoim kodzie fala czasoprzestrzenna. dopiero to moe stanowi podstaw do przekazu czyli do wysania, "nadania" poprzez kana-rodowisko "wiadomoci".
137

- sygna - kodowanie, modulacja opr wobec zaistnienia "przekazu", jak wida, mona obniy. promieniowanie organizmu w formie elektromagnetycznej jest stanem mierzalnym, posiada take wymagany zasig (nie dowolny, fizycznie wyranie ograniczony co do prdkoci i odlegoci) i jest w tak szczeglnej chwili wystarczajco silny. ponadto moe by skupiony w pewnych warunkach przez kana (np. "soczewkowanie"), jest rwnie zakodowany w sposb indywidualny jako zbir. dlatego spenia wymagania, nie widz powodu do jego odrzucenia lub negacji. od strony logicznej taki fakt dobrze mieci si w prawach ewolucji - fizycznie take (jako stan do pomiaru). powtrz: brak treci w pomiarze nie oznacza, e tej treci nie ma, to rwnie dobrze moe oznacza, e metoda odczytu jest bdna lub niepena. ciekawe jest rwnie to, e w tak zakrelonym krgu konstrukcji ewolucyjnych (dostpnych mojemu kodowaniu elementw), znajduj si skadniki rzeczywistoci od minimalnego zbioru atomowego (atomu) w gr, i dotyczy to jednostek zbioru, a w sposb szczeglny i wyrany dotyczy ju komrki biologicznej. ale, na tej podstawie, mog powiedzie co wanego o yciu: e zaczyna si od niewielkiej liczby atomw. komrka biologiczna to pochodna atomw, ale jej ksztatowanie rozpoczyna si od kilku (kilkunastu) elementw i dlatego tak trudno wyznaczy fizyczn granic ycia. jak wida, jest to zawsze przedzia i nigdy wielkoci ostre, s z definicji rozmyte. czyli - poczynajc od atomu, mog zakodowa wasnym (albo dowolnym) szyfrem jednostk, pojedynczy element wiata. natomiast podajc w drug stron, ku coraz mniejszym skadnikom, mog kodowa zbir jednostek, ale nie konkretn, dla mnie tward jednostk. zachodzi wic symetria, raz mam dostpny, podlegy modulacji zakres jednostki, raz zbioru. - przy czym, rwnie ciekawa i wana sprawa, ksztatowanie zbioru "wielokomrkowego", czyli np. narodu zbudowanego z jednostek skomplikowanych, to zakres take moliwy do oddziaywania, jednak ktry stanowi to w stosunku do mnie - tylko e tym razem to "w gr". jestem elementem takiego zbioru, a modeluj go procesy duej i wielkiej skali, wobec mnie nadrzdne (np. uwarunkowania fizyczne planety, zjawiska geologiczne lub procesy spoeczne itp.). moje kodowanie tego poziomu nie siga, ale jest to zakres wewntrzny, kiedy spoglda z wyszego puapu (nadpoziomu). i w takim ujciu modulacja zbioru zachodzi na tej samej zasadzie, jak ja wpywam caym istnieniem na elementy swojego ciaa - czyli wszech-wiat koduje swoje stany w "brykach" materii (i we mnie). podkrelenia wymaga, e zawsze jest to fala zdarze, wic zmodulowany przez istnienie konkretnego ukadu strumie energii. mog takim modulatorem-filtrem by ja, moe dowolna ewolucja. w przekazie i odbiorze liczy si cao fali (zbioru fal), jej forma czasoprzestrzenna i uksztatowanie. zmodulowanie jest tutaj warunkiem zasadniczym, poniewa to posta fali niesie kod oraz oznacza "tre" - to sama fala, jej rozoenie w czasie i przestrzeni jest przekazem, rozoenie i uoenie elementw zawiera (koduje) tre przekazu, stan fizyczny fali jest zarazem i nonikiem, i wiadomoci. w trakcie istnienia ewolucji, w kadym momencie ycia, zachodzi nadawanie w otoczenie traconej przeze energii, tworzy si zmodulowany stanem aktualnym i historycznym ukadu strumie kwantw, ktry zawiera, koduje w sobie rnie pojte cykle charakteryzujce ten proces. i tak powstaa fala, dopki jestem, rozprzestrzenia si wszechkierunkowo w rodowisku. dla mnie wane w tej chwili jest to, e w okresie umierania, w dramatycznym stanie ciaa i umysu (czy w innym dramatycznym okresie istnienia), tworzy si zagszczony stan warstw, a na fal non modulacja chwili nakada "obraz" zjawiska, tak wany dla ukadu odbiorczego. zgoda, w adnej chwili istnienia ewolucji nie ma "paskiego", czy prostego uksztatowania strumienia energii, jednak w chwili "wanej" jest to strumie o znaczcej, odbiegajcej od codziennego stanu postaci i dlatego potencjalnie atwiej wyrnialny w natoku przychodzcych ze wiata sygnaw.
138

- sygna pytanie: jak mechanizm kodowania wpywa na struktur sygnau i jak posta w modulowaniu uzyskuje a take, co tutaj jest modulowane? dalej, czy jest to modulacja amplitudy (poziomu) sygnau, czy te czstotliwoci (a jeeli, to jakiej)? najkrtsza i zarazem najpeniejsza odpowied o mechanizm kodowania i o modulacj strumienia emitowanego w rodowisko przez ukad brzmi: jest to modulacja wielowymiarowa. podkrelam - jest to modulacja wielowymiarowa, wielopoziomowa. energetyczny proces, ukad o skomplikowanej, maksymalnie skomplikowanej strukturze (jak w przypadku czowieka), tworzy i wysya (nadaje) w otoczenie sygna maksymalnie rozbudowany, zdarzenia biegn na kadym dostpnym zakresie. czy to w postaci kodowania zbioru jednostek, czy kodowania jednostek w postaci np. komrek raz w zbiorze odbija i zawiera si "obraz" tej ewolucji, raz w jednostkowym stanie zbiorczym. to zawsze jest rozcignita i rozbudowana niepowtarzalnie w czasie-przestrzeni fala. co oczywiste, dowolny ukad (np. radiotechniczne urzdzenie) wykorzystuje rwnie tak fal - bowiem nie ma innych (wszystko jest czasoprzestrzennym strumieniem energii, ktry zabudowany jest w odmienny sposb i posiada kod), ale zwracam na to uwag obecnie budowane urzdzenia wykorzystuj czstk tak niesionych informacji. funkcjonowanie dzisiejszych narzdzi (dowolnie pojtych) przebiega powierzchniowo oraz "zewntrznie" na zbiorze energii jako jednostce przekazu (wykorzystywany jest "pik", wic stan zero-jedynka energii). technicznie mam sygna lub jego brak - i to, jako fakt caociowy, jest informacj, na ktrej dopiero dochodzi do operacji, kodowania i dekodowania. ale przecie, znw musz to podkreli, kady tak uformowany "pik" energii to wielopoziomowa struktura fizyczna, to uoone (rozoone) w czasie i przestrzeni zdarzenie (a take zakodowane). wpuszczam w skonstruowane urzdzenie energi, przeksztacam w zbiorze filtrw - i uzyskuj na wyjciu strumie energii. tylko e z tego strumienia wykorzystuj "naskrek", wielki zbir elementw nonych traktuje jako jednostk, a indywidualne cechy takiego zbioru pomijam. a nawet nie mam wiadomoci, e obrabiany zbir kwantw odbija w sobie ksztat ukadu, przez ktry energi przepuciem. obserwuj zewntrzny fakt, a caa wewntrzna (i bardzo rozbudowana) struktura sygnau mi przecieka (do zakresu ciemnego, podprogowego). strata, oczywista strata. w przekazie technicznym modulacja jest tym, co umoliwia nadanie fali nonej posta, a nastpnie jest podstaw do dalszej obrbki. dowolna fala nona bez modulacji jest w przekazie bezwartociowa podobnie jak w przypadku, ktry tutaj analizuj. modulacja bez fali nonej rwnie jest bez sensu, przecie pustki (nicoci) nie zmoduluj. dopiero poczenie nonika oraz procesu jego ksztatowania tworzy informacj. problem i zasadnicza rnica zawiera si w tym, e ciao ewoluujce (wic dowolna struktura czasoprzestrzenna) korzysta z wielowymiarowego modulowania strumienia, natomiast urzdzanie techniczne (na dzi kade) wykorzystuje tylko jedn modulacj, w sposb wiadomy konstrukcja techniczna korzysta z jednowymiarowoci. budujc ukad konstruktor nie siga do gbokich struktur strumienia energii, lecz ogranicza si do powierzchni. przekaz oczywicie nastpuje, ale "prosty", jednowymiarowy, w paszczynie, nastpczo i liniowo. czyli punkt po punkcie, a zawarto tych punktw to ju zbdny naddatek. powtarzam - strata. wicej, techniczne urzdzenie korzysta z jednego rodzaju modulacji, poniewa pozostae zakcaj dziaanie. modulacja amplitudy (czy czstotliwoci, czy fazy), to znane fakty i stosowane, jednak bez przeniesienia na/w budow nadajnika czy odbiornika w formie cznej. to zbdna komplikacja, ktra przeszkadza. - c, ewolucji jako to nie utrudnia (ycia), taka komplikacja mnie przecie zbudowaa. ewolucja, co j tak rni od techniki, to, co szkodliwe dla dziaa konstruktorskich, wykorzystuje na zasadzie zalety, i na tym si opiera. to nie rzeczywisto i ewolucyjny fakt ma kopot z nadaniem i odbiorem przekazu, to budujcy urzdzenia dzisiejszy majsterklepka takiego "listu" nie potrafi wyrni w rodowisku.
139

- kodowanie jak przebiega kodowanie w ewolucji? odwoam si do przykadu z oddychaniem, jest wielce wymowny (i pouczajcy), nie tylko dla procesu umierania, ale "w ogle", dla caego funkcjonowania ewolucji. - przez dziaanie rozumu w dugim odcinku czasu, np. przez wyduenie lub skrcenie oddechu, tworz wypadkow posta energetycznej zmiany. powstaje wic "zapis", ktry zawiera w sobie kod mojego istnienia, w tym przypadku rytm oddechu. na fal non, ktr jest tu proces energetyczny nie podlegajcy dziaaniu rozumu, ale ktry wynika z samej istoty zjawisk zachodzcych w ciele (po prostu jest, jako skutek przepywu i przemian energii w ukadzie), na taki strumie zostaje naoony celowo wybrany rytm zjawiska - i dochodzi do wypadkowej modulacji sygnau. nonikiem jest tu strumie energii, modulatorem wiadome dziaanie, a na wyjciu mam sygna o zakodowanej treci. samego procesu nie sigam, jednak wczeniej zaplanowanym dziaaniem (czy tylko pochodnym czynnociom aktualnym), mog w chwili "teraz" skutecznie na przebieg zadziaa. i na wyjciu otrzymuj zakodowan fal. w przypadku umierania trudno oczekiwa kontroli nie tylko oddechu, ale rwnie myli, to musi by proces dynamiczny, czsto paniczny oraz na pewno nie moe toczy si dugo jako jedno tematyczna. co wicej, musi trwa przez chwil w cznoci, poniewa inaczej bdzie chaos. natomiast nie wyobraam sobie w takim momencie operowania tylko jednym obrazem czy tematem. ale to, co myl i jak funkcjonuje moje ciao, to odbija si, musi znale si w emitowanym w rodowisko strumieniu. ciao wytwarza fal non (jako fundament strumienia, jako wypadkow zwikszonych dynamicznie przemian w komrkach), a umys nadaje samym swoim funkcjonowaniem tej fali nonej modulacj. raz panika bierze gr i oddech przyspiesza - raz jest nadzieja, e ocalej i oddech si uspokaja. po prostu, fizyczne i psychiczne szamotanie musi si zapisa w "nadawanym" w otoczenie sygnale. i "lad" zaczyna si rozprzestrzenia. pytanie: czy "przy okazji" zapisuje si rwnie tre myli? nie chodzi ju o proste fizyczne zobrazowanie w oddalajcych si zbiorach dynamicznego stanu umierania, ale czy dodaje si do tego zawarto myli, czy sygna jest tylko zapisem procesu, czy posiada, tak to mona okreli, modulacj wyszego rzdu, rozumn? nie w postaci wiadomego wpywu, powtarzam, to nigdy nie ma miejsca (jest niemoliwe), ale czy zawiera w sobie skadnik operacji, ktre dokonuj si w umyle w takiej chwili? czy abstrakcje budujce si w takim momencie w umyle odbijaj si w sygnale? i ponownie mam powd do wytworzenia si oporu, nieufnoci wobec "przekazu". - zgoda, wiem, e moe doj do wysania zbioru elektronw, ktre daleko przenios informacj o aktualnym dziaaniu ewolucji (zwaszcza o umieraniu). wiem take, e mog to by jednostki energetyczne z rnych obszarw ciaa, ktre razem tworz zbiory kolejnych oraz oddalajcych si od rda warstw. wiem, e taki zbir ma swoj zakodowan indywidualnie "osobowo" tylko, wane pytanie, czy w takim zbiorze moe rwnie zawiera si myl? czy to bdzie odbicie myli "doczone" do przekazu? - e warstwy kwantowe powstaj w kadej chwili, take w ramach umysu, e to si skada na tak cznie i caociowo pojty zbir energii, ktry oddala si od ciaa, to fakt. w tak szczeglnej chwili aktywno i intensywno procesw umysowych musi by spora i skrajna. produkcja elektronw, ktr mona ledzi kadego dnia przy pomocy aparatury, jest na tyle dua, e w spokojnych warunkach jest to odczytywane (a obraz pracy mzgu bardzo interesujcy). trudno wic odrzuci myl, e myli zamierajcej ewolucji w takiej chwili nie odciskaj si na/w kolejnych "sojach" (warstwach) uciekajcych od ciaa. umys dziaa, i to w maksymalnym nateniu (gorczkowo), dlatego produkcja energii (w tym rwnie elektronw) musi by wyjtkowa. i dzieje si to w przedziale jak najbardziej fizycznym. sygna jest modulowany przez ciao i umys jednoczenie, co koduje go obustronnie i gboko. i musi tym samym zawiera tre tego, co si dzieje w formie abstrakcyjnej, to s przecie w czci nonej stany cielesne, realne i namacalne myl nadaje im tylko ksztat. i "przekaz" t myl musi zawiera.
140

- sygna - modulacja poniewa ju pado, e w emitowanym przez organizm "sygnale" (i to zawsze), jako element integralny zawiera si cz zwizana z umysem, e s tu myli poniewa ju wiadomo, e sygna przedostaje si do rodowiska i dalej w nim wdruje dlatego, na zasadzie bardzo wstpnej oraz w formule "na zaostrzenie apetytu", chc podnie ciekawy, potencjalnie grony temat: czy mona myli, produkty operacji na abstrakcjach, odbiera intencjonalnie (podsuchiwa po prostu)? czy modulacja sygnau przez umys wprowadza do niego rwnie zapis mojego budowania abstrakcji (ich tre)? oczywicie to adna przyjemno by podsuchiwanym, zwaszcza w chwilach, kiedy myl o "bele czem". gdyby byy to jeszcze epokowe zobrazowania rzeczywistoci, niech tam, odauj, moe te "wielkie myli" kto przynajmniej usyszy i zarchiwizuje, ale eby tak na co dzie? a przecie komponent myli wystpuje w sygnale w kadej chwili - nie, ciga inwigilacja mi nie odpowiada. dlatego te nie potwierdzenia moliwoci do ledzenia, ale zaprzeczenia chciabym szuka. tylko e sprawa nie jest tak jednoznaczna. - kiedy zachodzi modulacja sygnau (myli), aktywno umysu w tym cigu energetycznych zmian musi si zawrze, wic potencjalnie mona by je odczyta. owszem, warunkiem koniecznym jest tutaj to, co rwnie ju pado: znajomo "odcisku czasoprzestrzennego" danego ukadu. wwczas pojawia si moliwo lokalizacji w czasie i przestrzeni rda sygnau (te nie byle co). ale czy mona do tego doda odczyt treci myli? powtarzam, to jest zajawka tematu, do ktrego wrc za kilka stron (przy okazji omawiania tzw. "telepatii" i tzw. "szstego zmysu"). eby jeszcze wzmc apetyt powiem, e odpowied na to pytanie jest zadziwiajca: mona podsuchiwa myli - i nie mona, mona przesa sygna (wiadomo) - i nie mona, jest peny kontakt - i go nie ma itd. to nie s rojenia przemczonego umysu, ale opis fizycznego faktu, tak wyglda pena i poprawna odpowied na powyszy dylemat. jest przekaz - i go nie ma. ewolucja nie takie fanaberie potrafi wyczynia. jeszcze jedno przy okazji: czy modulacja dotyczy wycznie poziomu emisji w formie elektronw? oczywicie nie. osobowo nadawcy to maksymalna struktura wielowymiarowa, dlatego modulacja sygnau dotyczy oraz dzieje si na kadym poziomie. mwi o przekazie elektronowym dlatego, bo spenia wszelkie z tego punktu widzenia warunki: atwy w emisji, atwy w przekazie przez rodowisko, atwy w odbiorze. ale ewolucja dzieje si na/w kadym zakresie, rwnie np. atomw czy fotonw. atomy z takiego umierajcego ciaa oczywicie odpadaj i s zakodowane istnieniem, tylko e ich na znaczne odlegoci nie przepchn przez oporne otoczenie. fotony - zbir fotonw, ktry tworzy si choby jako ciepo emitowane przez organizm, take daleko si nie oddali, bo rodowisko (i jego chodny stan) rozedrgane warstwy kwantowe wyhamuje. na wysze energie w takiej emisji liczy trudno, a jeeli, to znw w szcztkowej postaci i na niewielki zakres. sowem, ten najbardziej fundamentalny stan w materii, wic elektrony, ten zakres wchodzi, jako najbardziej pewny, do dalszej analizy. ewolucja toczy si, istnieje na/w wszelkich poziomach, ale przekaz, wszystko na to wskazuje, realizuje si w postaci promieniowania elektromagnetycznego, i to najpewniej w wskim zakresie. przecie nie moe to by dolna cz tego zakresu, mocno ju rozbiege fale, bo nie trafi (nawet pomimo skupiania w jakim miejscu) do odbiorcy, po prostu go min. to musi by przedzia, ktry poddany modulacji, trafi wskim strumieniem w odbiorc lub jego okolice i zostanie zinterpretowany. - po drugie, nie spotkaem w relacjach niczego, co by sugerowao lub byo wprost odniesieniem do innego zakresu. by moe miaem dostp do maego zbioru danych, ale nie pado w nich o "zjawiskach" w formie wiata, to byy "dwiki", wpyw na zjawiska elektryczne, jakie naprenia itd. nie wykluczam i poziomu zjawisk wzrokowych, jednak wymagaoby to duego wydatku energetycznego, dlatego jest mao prawdopodobne. uwaam, e gwnie chodzi o promieniowanie w zakresie radiowym.
141

- modulacja jaka modulacja? jak wglda kodowanie od strony modulowania? - modulacja jest wielowymiarowa, jak wyej pado. to znaczy, e kady moliwy w energetycznym procesie sposb modulowania sygnau jest wprzgnity w budow sygnau. nigdy jeden, jak w technice, ale wszystkie razem. mam wic modulacj o charakterze czstotliwoci (uoenie warstw kwantowych), wystpuje modulacja amplitudy (poziom, sia sygnau w kolejnych warstwach), jest i modulacja fazy (sygna podlega rotacji). kada moliwa forma ksztatowania przekazu realizuje si w nim. wicej, tak naprawd musiabym to zapisa w nastpujcy (peny) sposb: modulacja amplitudowo-czstotliwociowo-fazowa. to jedno funkcjonalna, wic oderwanie ktrego skadnika i przedstawianie go samodzielnie jest bdem. to cao, tylko jeden (jednoczesny) wielowymiarowy proces. i tak - kiedy oddycham, tworz wypadkow, czn (i jedn) posta ewolucji w zalenoci od iloci oddechw w jednostce czasu, ktr mog zdefiniowa jako modulacj czstotliwoci. przy czym, co istotne, ilo cykli oddechu wpywa na amplitud tego procesu. - to znaczy, e kiedy wykonuj gboki oraz dugi oddech, skutkuje to tym, e spada zapotrzebowanie na tlen i moe zmniejszy si liczba zaczerpni powietrza. jako przesza w ilo, a ilo moduluje jako, czyli amplituda jest pochodn czstotliwoci. jeeli bd natomiast zwiksza gboko oddechu, to liczba, ilo jednostkowych reakcji w skali czasu moe spada wic zmniejsza si czstotliwo, ale musi zwikszy si amplituda. w drug stron, kiedy oddechy bd pytkie i maa amplituda (np. w chorobie astmatycznej) w takim przypadku nastpuje spycenie wdechu oraz wydechu, co skutkuje tym, e musi wzrosn czstotliwo skurczu mini puc i innych reakcji organizmu (eby zrealizowa zapotrzebowanie na tlen). czyli mniejsza amplituda skutkuje wiksz czstotliwoci reakcji, jeden parametr wpywa na drugi - i na kolejne. nie ma tylko jednego i najwaniejszego, kady jest rwnie wany i wspzaley do kadego innego. tylko sumaryczny i czny charakter modulacji jest oddaniem procesu, tu nie ma i by nie moe podziau na skadowe. istnienie to wszech-modulacja. w przypadku urzdze technicznych, ktre wykorzystuj jedn modulacj (take w jednej postaci), odczyt sygnau polega na wyrnieniu z caoci (i z wielu uj) tego konkretnie jednego - i potraktowanie go za nonik informacji, wic caa reszta nie ma znaczenia. zoono wewntrzna sygnau w takim odczycie nie istnieje, jest zbdna (czasem nawet powoduje problemy). taki odczyt mona okreli jako prbkowanie, poniewa urzdzenie, a za nim analizujcy przekaz osobnik, niejako "prbkuje", poznaje cz z przekazu i traktuje to jako cay przekaz. dla urzdzenia technicznego co takiego, jak jednolity i peny sygna to szum i chaos. termometr mierzy stan temperatury ukadu, ale na zasadzie prbkowania ewolucji, dlatego te w aden sposb nie oddaje oglnej postaci zjawiska. czujnik ciepa nie widzi promieniowania jako zmiany czterowymiarowej, poniewa urzdzenie "czyta" wycznie wycinek i na tej podstawie ustala stan. to tak, jakbym na podstawie jednego koloru chcia opisa zoono tczy. to moliwe, ale ile w takim opisie zostaje pominitych wanych informacji. dlatego wyjciem jest wprowadzenie do urzdze modulacji wielowymiarowej, bo taka modulacja to bardzo ciekawa rzecz, a jej konsekwencje niebywae tworz ewolucj (np. ycie). modulacja wielowymiarowa to proces, w ktrym zjawisko tworzenia jest zarazem tworzonym ciaem, czyli jest to proces samosprawczy, w ktrym kod zawarty w noniku buduje odbiorc. kada ewolucja wytwarza tak wielowymiarowo pojt fal, jest rdem czasoprzestrzennego (zachodzcego w czasie i przestrzeni) strumienia energii, w ktrym kodowana jest informacja o jej istnieniu. ciao czowiecze take. mj organizm jest nadajnikiem takich fal i w kadej chwili wysya w otoczenie, "promieniuje" warstwami kwantowymi (ktre rozprzestrzeniaj si wszechkierunkowo). jest to objaw mojego istnienia - ale zarazem wany sygna dla innych, e to istnienie jeszcze funkcjonuje. natomiast jego "wyciszenie" oznacza dojcie do brzegu. i mier.
142

- fale czasoprzestrzenne - czym s fale czasoprzestrzenne - zastosowanie zastosowanie fal czasoprzestrzennych? ech, wszystko i wszdzie. nie ma i by nie moe niczego, to najkrtsza i najpeniejsza odpowied, co posiadaoby inny charakter, nie ma faktw, zjawisk, cia w ewolucji, ktre by nie byy procesem o czasoprzestrzennej postaci. w ramach jako wyrnionego z ta i jednolitego dla mnie ciaa (rzeczy, procesw), czy take wraz z zakresem "rwanym" zmiany, z jej oddalajcymi si (w nieskoczono) kwantowymi warstwami, w ktrych jest zawarty kod takiej ewolucji - w tak zdefiniowanym przedziale zdarze nie ma niczego, co by nie byo czasowo-i-przestrzennie zbudowane. kady wyrniony i kady analizowany proces jest fal, struktur czaso-przestrzenn, przejciem strumienia energii przez ukad ewolucyjny ju istniejcy - i jednoczenie, co wane, w takim procesie przechodzenia ten ukad budujcy. wszystko, wszystko jest fal kwantw energii, ktre s rozoone czaso-przestrzennie to proces w toku jego zachodzenia. jeeli uwiadomi sobie ten fakt, to stwierdz, po pierwsze - e sam jestem fal czasoprzestrzenn - e dziaam "od zawsze" na obiektach, ktre s fal czasoprzestrzenn - i mog, po opanowaniu tajnikw takiej fali (po poznaniu jej wielowymiarowej modulacji) prowadzi niezwyke (i fascynujce), na dzi gboko w samej ewolucji zawarte (skryte) dziaania. jeeli wiem, e przekaz w formule fali czasoprzestrzennej, np. zakodowana cechami mojego istnienia komrka, w dogodnych warunkach buduje "obiekt", ktry jest takiego przekazu odbiornikiem - jeeli wiem, e aby odczyta sygna czasoprzestrzenny, musz zbudowa urzdzenie "prbkujce" ten sygna (nie liniowo i nastpczo, ale w wielu, maksymalnie wielu punktach jednoczenie i w czasoprzestrzennej postaci) - jeeli wiem, e sam jestem nadajnikiem fal czasoprzestrzennych i e kada ewolucja jest takim nadajnikiem - to wiem take, i jest to wniosek oczywisty w tym rozumowaniu, e mog taki nadajnik zbudowa samodzielnie. i co wicej, intencjonalnie. a to oznacza, e kodujc jak fal energii, dowolny zakres fal elektromagnetycznych (czy materii namacalnej), mog - w jakim dowolnie wybranym punkcie rodowiska - wytworzy, zbudowa, stworzy! stan-fakt, ciao, proces, ktry bdzie mi odpowiada. powtarzam, w dowolnym punkcie otoczenia zbuduj stan lub ciao ("odbiornik"), ktry powstanie pod wpywem tak pojtej fali czasoprzestrzennej. wysyam zakodowany czasoprzestrzenie sygna, a gdzie daleko (lub blisko) i w dogodnych okolicznociach, buduje si odbiornik tego sygnau, materialna struktura, ktra jest w tym sygnale zdefiniowana. gdzie to zastosowa? wszdzie. nawet nie prbuj kreli granic, poniewa sowo "wszdzie" takich granic nie wprowadza. to nie fantastyka (cho fantaci na rne sposoby podobne procesy opisuj), z logicznego punktu widzenia dla takiego dziaania nie ma granic. s fizyczne, przecie tu chodzi o fal, a wic rozchodzc si w rodowisku ewolucj, dlatego nastpuje jej rozprzestrzenianie si, warunkiem sprawnego wykorzystania jest wic skupiony strumie energii, co ogranicza zasig. ale jeeli to uzyskam, nie widz przeszkd dla adnego (/s/twrczego) dziaania w mikrowiecie lub makrowiecie. - czyli moe to by np. operacja we wntrzu mojego ciaa - ale i na powierzchni ssiedniej planety (czy gwiazdy). czy to nie ciekawe i uatwiajce ycie, kiedy na/w tej planecie, pod wpywem takiej fali, zbuduje si uyteczny obiekt, np. budynek mieszkalny dla odwiedzajcych? e w logicznym rozumieniu kada ekspedycja na t planet rwnie jest zawsze fal czasoprzestrzenn, a jej dziaania s realizacj instrukcji, kodu, ktry t ekspedycj powoa do istnienia? fakt, z logicznego punktu widzenia to to samo, ale prawda? - jake inne od strony wydatkowanej energii na uzyskanie tego samego celu. zastosowanie fal czasoprzestrzennych nie posiada ogranicze innych, jak waciwoci wiata. to jest zawarto tego wiata i ograniczenia s z tego wiata.
143

- fale czasoprzestrzenne - budowanie si i konsekwencje pomimo e zjawisko fizyczne nie ulega wtpliwoci (wszystko przecie jest fal budujca si w czasie i przestrzeni) - o tyle konsekwencje s tak wakie oraz znaczce, e zdefiniowanie fal czasoprzestrzennych jest koniecznoci. warto wic odwoa si do przykadu: dziaania urzdzenia technicznego. np. radia. wszystkie elementy ksztatujce tak konstrukcj i jej dziaanie s wane dla zrozumienia, dlatego w opisie musz si pojawi - prezentuj je kolejno. wczam urzdzenie - pynie muzyka. dostarczona (podprogowo, w tym przypadku z "gniazdka" albo baterii) energia przepywajca przez struktur techniczn zostaje jako zmodulowana, a nastpnie "przeciska" si przez kolejne, cile okrelone w kolejnoci wystpowania stopnie modulacji i demodulacji i dalej zostaje w postaci drga membrany w goniku podana w przestrze. a poprzez wywierane na otoczenie cinienie akustyczne dociera do mnie w postaci bodca, ktry rejestruje mj zmys ("drga" moje podczenie do wiata /dwikw/). i ponownie przez kolejne stopnie modulacji-demodulacji tworzy si cig zdarze, ktre oznaczaj, e rozumiem tre przekazu. powstaje wypadkowa i dynamiczna na rnych zakresach energetycznych ewolucja, ktrej caociowym, najszerszym ujciem jest odczucie dwiku i suchanie muzyki. powtrzenie tego wraenia, i kolejne powtrzenia, to tworzy ju nie jeden dwik, ale sum zjawisk, ktre s ju muzyk w sensie gbokim. zawieraj wraenia z caej piramidy moliwych procesw definiowanych jako zewntrzne wobec mnie w formie rdo "nacisku" ale i gboko wewntrzne, jako cz fizyczna, poniewa "sysz" te dwiki w sobie. a jest jeszcze cz tworzca si w umyle i zachodzca abstrakcyjnie, czyli "interpretacja" odbieranego bodca. np. jako skojarzenia midzy frazami i kolejnymi scenami syszanej melodii - albo nawet skojarzenia midzy rnymi melodiami. albo, to ju na maksymalnym poziomie dziaania, skojarzenia midzy abstrakcjami rnych zmysw, wic kojarzenie dwikw z obrazami, smakami doznaniami z caego istnienia. - muzyka, czyli jako zakodowane nastpowanie po sobie "banalnych" dwikw, to w opisie czasoprzestrzennym skomplikowany i wielowymiarowy fakt ewolucyjny, ktry niesie przekaz dla odczytujcego go "w trakcie" bytu, taka fala buduje w ukadzie stan, ktry moe zosta odebrany. co si fizycznie pojawia, ale to "co" oznacza dla ewolucji odbierajcej now jako, jest uoglnieniem - abstrakcj procesu. cinienie wytworzone przez sygna buduje wraenie suchowe (i tworzy abstrakcj fizyczn w umyle), ale jednoczenie ten fakt jest elementem abstrakcji logicznej, "naoonej" na cig fizycznych wydarze. - przy czym, co niezwykle wane i do czego bd wraca, ta abstrakcja nie buduje (si) w pustce. musi by energia w umyle (czy te w dowolnym ukadzie), w ktrej tak docierajcy sygna si "zadomowi", co musi zosta poruszone, eby mona byo to odebra. przecie w pustce poruszenia (pierwszego ani adnego) nie bdzie. musi by fizyczny nonik (a co wicej ju jako "przygotowany"), eby byo moliwe zadziaanie na niego sygnaem. i w konsekwencji zbudowanie u odbiorcy "wraenia" - np. piknej frazy muzycznej. nawiasem - to wyjania, dlaczego lubi te filmy, ktre znam (poniewa lubi te melodie, ktre ju usyszaem i przyswoiem). wiedza o zachodzcym procesie jest warunkiem, e go wyodrbni i zrozumiem (zdekoduj). musz si wstpnie wyuczy reakcji i wypracowa pewien zakres danych ze wiata, ebym mg jego kolejne poziomy odczytywa. poziom zerowy (fizyczny) jest mi dany w postaci zawartoci umysu (jako "pozostao" z poziomu rodzicielskiego, to efekt kodu i modulacji), ale kolejne poziomy musz zdobywa z otoczenia samodzielnie. i tak je nastpnie w umyle (czy dowolnej ewolucji) poukada, eby "rezonoway" z kolejnymi napywajcymi energiami. w innym przypadku ich nie dojrz i nie usysz i przejd obok. eby co ze wiata postrzec, musz posiada wiedz, e mona to postrzec, musz rwnie posiada narzdzia do odebrania sygnau. nie ma przekazu bez odbiorcy - nie ma zrozumienia, odszukania sygnau w tle, jeeli nie istnieje w umyle odpowiadajca mu abstrakcja.
144

ale id dalej - opisany odcinek przemian energetycznych to dopiero jeden fakt w ramach fali czasoprzestrzennej. przecie wczeniej czy pniej radio (lub dowolne urzdzenie) wyczam i nastaje cisza. ta ewolucja, ten ewolucyjny odcinek si wyczerpa, ten okres w moim yciu (czy gwiazdy) zakoczy si i przeszed w nastpny. tutaj cyklem nastpnym i wyrnionym jest cisza i stan "pustki" (brak sygnau). ale pustka w tym przypadku jest informacj, oznacza braku napywu danych przy czym zanik, przerwa w ewolucji jest integraln i konieczn skadow tej ewolucji. brak dopywu informacji jest take czci informacji, elementem wydarze w szerszym ju wymiarze. przecie, po jakim czasie, znudzony czy zaciekawiony, co si w szerokim wiecie dzieje, wciskam guzik, i radio znw zaczyna dziaa, i pynnie gos lub muzyka. ponownie mam odcinek ewolucyjny z jego wszystkimi procesami wewntrznymi - ale zarazem ju drugi, nastpny w cyklu, ktry cz ze sob w swojej interpretacji w jeden cig ewolucyjny (i ktry jest dla mnie jednym cigiem zjawisk). przecie "po drodze" istniaem, cisza wok mnie jest elementem mojej egzystencji i take zapisuje si w oddalajcych warstwach kwantowych jakim "znakiem", jest wan czci wypromieniowywanego kodu. mimo e "po drodze" sygna obiektywnie nie dziaa (zamar), dla mnie cisza jest w tym procesie zawarta jako fakt i jako cz sygnau. w szerszym ujciu, poza samym sygnaem, brak sygnau to tylko niewielki element z kodowanej zmiany w ramach sygnau wikszego. podkrelam - brak sygnau jest sygnaem w ramach sygnau w szerszym ujciu. "pustka" w przekazywanym kodzie nie musi oznacza, e kod si urywa, tylko e proces przechodzi w inn faz, ktrego ten kod jest elementem. strona ciemna, wic brak wiata na mojej pkuli planety, to przecie nie oznacza, e kod dzie-noc si urywa, to oznaka jedynie zmiany fazy procesu. brak sygnau nie oznacza braku treci przekazu. - w badaniu, zwaszcza pojmowanym naukowo, w okresie "ciszy" (tu przerwy) midzy elementami sygnau, eksperymentu z zasady by nie moe. jak mam bada co, czego nie ma w formie dostpnej? tylko e to jest "przerwa" na/w poziomie sygnau, a nie w ramach ewolucji. w poszerzonym ujciu, jako fala czasoprzestrzenna, tak pomierzona "cisza" moe by jedynie "znakiem pauzy", przecinkiem w procesie - nawet moe kropk (koniec pewnego etapu), ale nie moe, nigdy nie moe oznacza, e w tym miejscu ustalam zanik procesu (znak "stop"), e tu si koczy rzeczywisto (albo pomiar). - nie ma przerw oraz "ciszy" w ewolucji, s przejcia. zanik badanego sygnau jest co najwyej informacj, e proces zszed poniej progu eksperymentu lub dzieje si w ramach wyszego zakresu. cao procesu badawczego, czyli pomiar plus brak pomiaru, jest dopiero jednoci ewolucyjn, nigdy jeden stan. po nocy na pewno nastpi dzie, przynajmniej w zakresie dostpnym mojemu badaniu. eby stwierdzi, e sygna zaistnia, musz odwoa si do braku sygnau ale i odwrotnie. zero i jeden, te dwa stany wyznaczaj rzeczywisto, s ewolucyjnie najmniejszym faktem. kiedy o tym zapominam, opisuj zalenoci wiata w sposb co najmniej niepeny, lub po prostu popeniam bd koncentrujc si na jednej tylko stronie zjawiska. poprawna metoda badawcza musi odwoywa si do zaniku sygnau, ale nie na zasadzie, e badanie si koczy - tylko e posiada swoje dopenienie (cig dalszy) w "pustej" formie. cisza w sygnale jest wiadomoci, e fala czasoprzestrzenna, zakodowana w tej fali informacja, przechodzi w inny zakres, e potoczy si dalej "za chwil" lub w innej paszczynie. przerwa jest wanym dopenieniem sygnau, to "interpunkcja rzeczywistoci", bez niej aden tekst nie mgby by zrozumiay. jak trudno zinterpretowa "ciurkiem" biegncy zapis (a waciwie nie jest to moliwe), wida po eksperymentach z takim tekstem. pauzy i przecinki, take kropki i inne znaki interpunkcyjne, to nie wymys umysu, ale absolutna konieczno w kodowaniu fali ewolucyjnej bo rzeczywisto to sygna i jego brak. od zdolnoci kodowania "piszcego" zaley, czy tekst bdzie ywym przekazem, czy martwym i "suchym" zbiorem mao lub nic nieznaczcych "pikni" energetycznych. na moje (za)istnienie skada si caa interpunkcja wraz z dodatkiem energii. ja to cisza - i reszta.
145

- czym jest fala czasoprzestrzenna? wane - kiedy w taki sposb opisuj cae swoje ycie, czyli opisuj chwile z "wczonym lub wyczonym" radiem (dowolnym stanem), to po duszym okresie czasu mam zbir danych, ktre oddaj ju nie pojedynczy fakt "nasuchu", ale s zbiorem, ktry koduje (rejestruje) moje zachowania, reagowanie na sygnay idce ze wiata (lub do wiata). dlatego mog wyznaczy w procesie generalny rytm (charakter) reakcji na wystpowanie pewnego typu bodcw, albo cakowity ich zanik. s w tym zapisie warstwy "wybuchowe", nerwowe, s okresy ciszy i uspokojenia, s jasne i ciemne, zachowania przeplatajce si. - w prowadzonym tak (yciowym) eksperymencie, moe po jakim czasie "radio" (tu: wywoujcy u odbiorcy reakcje element) znikn z obszaru postrzegania, co si stanie, np. zabraknie energii poruszajcej "urzdzenie" - i nastanie cisza. radioodbiornik milknie, albo moje (fizyczne) zdolnoci odbioru si skoczyy. to bardzo wana informacja, ktra "caociowo" dookrela badany ukad. w takim momencie mog ju nie fakty czstkowe zdefiniowa, ale cao ewolucji (yciorys). jeeli wszystkie posiadane (zarejestrowane) "piki" procesu wnikliwie przeanalizuj oraz zinterpretuj zbir danych (czego w badaniu codziennym nigdy nie osign, przecie jestem w ramach tego procesu, ledz go na bieco), to mog wwczas ustali wszelkie, wielkie i mae rytmy i schematy zachowania charakteryzujce zjawisko (mnie czy cokolwiek). mog "spojrze" z zewntrz i caociowo wic mog wykreli, wyznaczy w takiej ewolucji cykle, ktre nigdy nie wystpuj cznie, ale w tej analizie s zawarte jako fakty zarchiwizowane, jako fakty w postaci ladw w "bibliotecznych" ksigach. z wielu takich rozproszonych, zawsze chwilowych obserwacji, z lektury tej budowanej przez lata (i pokolenia) "biblioteki" mog odczyta, doszuka si i nastpnie odczyta cykle, ktrych nigdy osobicie nie poznam. co wwczas osign? wydedukuj z tych danych rytm otaczajcego mnie wiata. zysk. ciekawe w takim dziaaniu jest to, e korzystam do wytworzenia danych (czyli ich pozyskania z otoczenia) z "przerw", z okresw ciszy (ustalam ich rozmiar w stosunku do zaniku sygnau) - korzystam z pauz (np. przerw na odpoczynek) do dziaania jako osobnik, ktry analizuje "zapiski" (ale take z "pauzami" integralnie w nich zawartymi) jednak, co wane, w ustalaniu wnioskw "cisza" znika, przerwy s nieistotn czci, ktra nie wchodzi w ustalenie. poznany fakt ogranicza si do zaistnienia i zaniku, ale przerwa nie czy, nie moe w tym dziaaniu poczy zjawisk, ktre oddziela znaczny dystans przestrzeni lub czasu. oczywicie bd. - wynik jest poprawny, mog czy ze sob nawet bardzo odlege zjawiska, ale jeeli nie dodam do wypracowanych wnioskw "pauz" procesu, odrzucam wan cz zdarze. dlaczego? poniewa cisza jest skadow procesu, brak zjawiska jest rwnie czci wikszego zjawiska. - jeeli nie uwzgldniam "przerwy", mam na wyjciu mojego dziaania tak sytuacj, e nie dojd, nawet nie bd podejrzewa, e to, co teraz dzieje si za moim oknem, ma swoje korzenie lata, tysice, czy miliony lat temu. mam fakt i koniec. a element, warstwa skadowa i integralna tego wydarzenia, ze wzgldu na skromny zakres mojego istnienia i postrzegania, ta cz wypada z analizy lub nigdy w ni nie wchodzi. i trac widok na cao. widz "szczyt" procesu (gry), ale nie jego ponad czasem-i-przestrzeni powizan jedno. oczywisty bd. czym wic jest fala czasoprzestrzenna? zapisem kolejnych warstw ewolucji - i to dokonanym na/w dugim odcinku. przy czym dla mnie dugi odcinek czasu to w innym zakresie, w innym ukadzie odniesienia moe by chwila. ale zarazem to, co dla mnie jest chwil (moj sekund), bdzie np. z poziomu atomowego ogromem zjawisk energetycznych, ktre skadaj si swoimi elementami (take rozbudowanymi) na tak definiowan jednostk. czasoprzestrzenny proces to nie poszatkowana na kawaki jednostkowa ewolucja, ale "chwilowo" wystajca ponad to energetyczna posta procesu. nigdy odrbna od rodowiska, nigdy rwnie skoczona - cho przez pewien czas istniejca cznie. czasoprzestrzenna fala to ewolucja, caa ewolucja we wszelkich stanach.
146

- umieranie - przekaz, jaki zakres wypromieniowywania energii? - spltanie kwantowe kana przekazu - jak, ktrdy? przyznaj, jest problem. wic od razu powiem, e wyjciem z dylematw jest opis, zdefiniowanie przekazu na poziomie synnego "spltania kwantowego", bez tego si nie obejdzie. - a co wicej, musz taki "przekaz" podzieli ze wzgldu na dystans, ktry moe zosta pokonany przez sygna. mimo wyraonego wczeniej przekonania (ktre nic nie traci z mocy), e przekaz najpewniej realizuje si w zakresie widma elektromagnetycznego, w jego czci radiowej (i na noniku elektronowym) - pogbiona analiza zjawiska przekazu, a zwaszcza cech kanau, to wprowadza zasadnicze obostrzenia, ktre skutkuj koniecznoci odwoania si do spltania. inaczej tego opisa, wrcz nawet wyobrazi sobie nie mona. - podkrelam rwnie na wstpie i zwracam na to uwag, e cho spltanie jest w literaturze ograniczone tylko do zakresu kwantowego (dzi pojmowanego jako kwantowy), to nawet przy bardzo pobienym i zgrubnym zobrazowaniu warunkw eksperymentu, dokadnie t sam - tak sam sytuacj ustalam na/w kadym poziomie. oto z jednej strony mam dwa np. fotony (lub dowolnie inne "czstki" materii), a z drugiej dwa ukady, dwu osobnikw (nadajnik i odbiornik). to naturalnie moe by wiksza liczba obywateli czy czstek, ale chodzi o wpyw jednego ukadu na drugi. w obu przypadkach jest para, dwie jednostki ewolucyjne, ktre po pewnym okresie wsplnego (i sobie bliskiego) wystpowania w rodowisku, na skutek zdarze losowych lub celowych, znajduj si w innym punkcie, nawet daleko. jednak, co tu wane, w przypadku zmiany w ramach konkretnego elementu, drugi "wie" o zaistniaej zmianie i tak si zachowuje, jakby by "poinformowany" o zaszym fakcie - i, co ciekawe, z prdkoci wiksz od wiata. tu naturalnie nie ma mowy o adnym "upiornym dziaaniu na odlego", ale jest to proces podprogowy w stosunku do faktw obserwowanych fizycznie. - zwracam uwag, e jest to dokadnie ten-taki sam mechanizm, ktry ksztatuje si w przypadku "spltania emocjonalnego" dla dwu jednostek. zwaszcza dla stanw (ukadw) bliniaczych, co przybiera posta wrcz anegdotyczn. jedna z tak wyrnionych osobowoci "wie", e co z drug si dzieje, a nawet podobnie odczuwa. tego powszechnie rejestrowanego faktu (zachowania) splataniem kwantowym si nie tumaczy - ale chyba tylko dlatego, e przyjo si taki efekt przypisywa wycznie "drobinom" kwantowym. a to, niestety, skutecznie narzuca obraz wiata i zamyka poszerzenie spojrzenia na rzeczywisto (zamyka w abstrakcji). jednak nawet "na oko" wida, e to ten sam mechanizm. - tu para elementw i tu, tu "daleki" wpyw na drugi obiekt i tu, dzieje si "szybko", szybciej od progu rejestracji tu i tu dlatego, bez odwoania si do "spltania kwantowego", nie sposb wyjani tworzenia si takich zbienoci. w przypadku oddziaania na du odlego, co pojawia si w przekazie "z brzegu" (w przekazie "zjawisk" dotyczcych umierania), tu tym bardziej bez tego si nie obejd. jeeli przenosz pojcie kwantu na wszelkie obiekty w rzeczywistoci, a tylko szereguj je w zalenoci od energetycznego poziomu istnienia, jeeli jako zasad generaln przyjmuj jedno reguy i wielo jej realizacji - jeeli ustalam zasad analogii, e wykryte, poznane na jednym poziomie rytmy procesu maj swj odpowiednik w innym - to zarazem musz przyj, e opracowane teoretycznie oraz eksperymentalnie potwierdzone spltanie kwantowe czstek, posiada przeoenie na inne zakresy, e dotyczy wszelkich kwantw. w tym czowieka. tu nie ma pytania o to, czy byty ludzkie s kwantowo spltane, mog jedynie postawi pytanie o to, jak s splatane i jak ono si dzieje? e foton z fotonem jest powizany, to ju oczywisto i fakt (czy elektron z elektronem), ale jak to si przenosi na dwa czowiecze ukady, to stanowi w tym miejscu sedno zagadnienia. spltane w ewolucji jest wszystko i na kadym poziomie, pytanie dotyczy tylko tego, jak to si dzieje i przez jaki kana w rodowisku jest przenoszone? splatanie kwantowe to norma i fundament wszelkich procesw - dlatego warto mu si przyjrze.
147

- kana przekazu gwnym, zasadniczym powodem wprowadzenia "spltania kwantowego" do analizy przekazu "z brzegu", byy problemy z wyjanieniem, jak do takiego przekazu moe doj w kanale, w ewolucji pojtej jako rodowisko zewntrzne do ukadu nadajcego. przecie to nie moe dzia si w prni (w nic), a waciwoci, cechy kanau determinuj i wyznaczaj moliwy przekaz (a take dodatkowo go ksztatuj). - oto posiadam z jednej strony fakt istnienia takiego przekazu (relacje), a z drugiej ustalenie, e dotyczy to nonika w postaci najpewniej elektronw, wic pytanie brzmi: jak to si dzieje, jak dochodzi do przesania treci "listu" przez otoczenie? e przedzia oddziaywania elektronw (zbioru) na otocznie jest potencjalnie najlepszym do takiego dziaania, to tylko cz ustale - jest druga, kopot z realizacj tego przekazu. dlaczego? mam przecie sytuacj, e przekaz moe, musi by daleki, chodzi o setki, a nawet tysice kilometrw, czyli nawet o drug pkul planety, mam dane (o czym w innym miejscu, dalej), ktre wnosz takie ustalenie. tylko e emisja sygnau w postaci wielowarstwowego strumienia elektronw to nie jest przekaz dowolnie daleki, tu dowiadczenie cznociowcw wnosi jednoznaczne ustania: s warunki sprzyjajce dalekim poczeniom, ale nale do rzadkoci i zazwyczaj kontakt ogranicza si do krtkiego dystansu liczonego najwyej w setkach kilometrw. niby sporo, jednak daleko nie to, o co chodzi w omawianym przekazie. - co wicej, w przypadku cznoci z ukadem, ktry znajduje si po drugiej stronie globu, miabym do wyboru sytuacj, e albo czno dokonuje si po krzywinie planety (odbija o warstwy atmosfery), albo przechodzi "na wprost", przez glob. w przypadku pierwszym trudnoci s zasadnicze, w drugim fundamentalne. pomijam ju oczywiste, praktycznie zawsze wystpujce w tego rodzaju dalekich poczeniach zakcenia, ale samo rozproszenie fali oraz jej waciwoci wrcz wykluczaj zastosowanie takiego kanau do "przekazu" nie widz moliwoci jego wykorzystania. a przeprowadzenie wizki energii przez planet w formie aktualnie stosowanych fal (czy nawet czasoprzestrzennej ich postaci), to wykluczaj fizyczne wasnoci materii. czyli strumienia kwantw (tu elektronw, czy innych czstek) na due odlegoci nie przel - co nie przekrela tego kanau w przekazie na mae odlegoci, dlatego wspomniaem o koniecznym rozrnieniu dziaania na bliskie i dalekie zakresy. dalej - kopot z czstotliwoci i moc sygnau, rwnie powany. jakby nie definiowa ciaa czowieka, to moc nadawanego sygnau nie moe by dua, a w tym przypadku wanie o taki nadajnik si rozchodzi. "przekaz" od osobnika z drugiej strony planety musi pokona (znaczny) opr rodowiska, przepchn si przez kana i dotrze w mao zmienionej postaci do odbiorcy. to trudne zadanie dla sabncego ciaa, zawaszcza dla sabncego serca, ktre w ukadzie peni rol wzorca czstotliwoci oraz nadaje rytm procesom. moliwe do rozwaenia zakresy sygnau, ktre go przenios (np. radiowy), to co prawda spora cz widma elektromagnetycznego, ale prba przypasowania moliwego zakresu do tak specyficznego przekazu zawodzi. albo mam zbyt du, praktycznie nierealn do uzyskania z ciaa czstotliwo sygnau, albo nisk, ale za to dugo fali tak du, e musiabym operowa nie ca fal, ale jej fragmentem. to moe i nie byoby gupim podejciem w tym przypadku, przecie dziaam ju w rwanym zakresie zjawisk ewolucyjnych, tylko e znw pojawia si problem z moliwym do osignicia dystenem takiego oddziaywania, a to wymusza odrzucenie dugich fal. krtkie s zbyt energetyczne i "twarde" (jak zreszt caa grna cz widma), a fale dugie s zbyt rozproszone i brak odpowiedniej anteny do ich odbioru (i nie wiadomo, co by mogo ni by). w takim zestawie elementw nie ma wzajemnie dobrego uoenia cech wiata do wytworzenia, a dalej przesania fali czasoprzestrzennej. wszelkie dzi wykorzystywane zakresy s uyteczne do tego do czego su, ale nie sprawdzaj si jako nonik do przekazu "z brzegu". przynajmniej, podkrelam, na dugim dystansie. i dlatego, bez odwoania si do spltania kwantowego, takiego przekazu nie mona uzasadni.
148

- krtki dystans przekazu - zakres "gamma" (co za co) krtki dystans, czyli wanie w formule "co za co", to logicznie prostszy, bardziej naturalny zakres dziaania na siebie dwu ewolucji - pojmowany jako "zakres gamma", gdzie obiekty s wzgldem siebie w maksymalnym, ale jednak cznym zakresie. musi przecie istnie jaki najwikszy dystans midzy bytami (ewolucjami), ktry jeszcze przenosi fizyczny i nadprogowo pojt wielko musi by maksymalny zakres cznoci midzy faktami, w ktrym moe dochodzi do wymiany struktur materialnych (namacalnych). to moe by komrka ciaa, to moe by strumie elektronw - albo przy sprzyjajcych okolicznociach nawet fotonw (wiato odbite od ukadu), ale musi istnie najwiksza moliwa oraz fizycznie wyznaczalna odlego, do ktrej (lub od ktrej) dwie ewolucje si "widz" w strefie nadprogowej i wymiana energii, kwantw energii midzy nimi jest rejestrowalna. ten znajdujcy si powyej progu odbioru zakres, to jest cay tak wielorako wczeniej analizowany wpyw jednego ciaa na drugie. od nacisku oddechu, po nacisk oddalajcych si warstw energii. w maksymalnym rozumieniu bdzie to strumie czstek, ktry przedostanie si przez rodowisko i zbuduje, stworzy w odbiorniku moliwy do rejestracji stan. kiedy rozchodzi si o dystans rzdu kilku, take kilkuset kilometrw, w takim przypadku nie powinno by problemu z przesaniem sygnau w formule "co za co". opr rodowiska, cho znaczy, nie wpywa w sposb dramatycznie zaburzajcy na sygna (a niekiedy bdzie w propagacji pomoc). im bliej rda, tym sygna bdzie oczywicie silniejszy, a efekt wyraniejszy dla odbiorcy. czyli moe doj do przesania np. wizki elektronw (rozbudowanego i silnego sygnau), a to wytworzy nacisk na obecne w otoczeniu odbiornika elementy - lub bezporednio w nim. jakie to mog by efekty? np. mechaniczne. wic jakie naprenia, dwiki - lub, co najbardziej pokrewne do strumienia elektronw, zmiany w obszarze urzdze elektrycznych (rne zmiany). mona si zastanawia nad si takiego sygnau i analizowa wpyw na otoczenie (czy zostanie zarejestrowany), ale zanegowa wywieranego przez ukad nacisku na inne ewolucje nie sposb. podkrelam, w tym przypadku chodzi nie o zjawiska w umyle odbiorcy (w formie "telepatii", czy jakby tego nie definiowa), ale o zewntrzne do niego zdarzenia, jednak fizyczne przez swoj form, jako "mechaniczne". obecnie mwi o brzegowym, skrajnym punkcie wymiany energii midzy dwoma punktami w formule "co za co". jaka dugo fali wchodzi w gr? - z wyej wspomnianych powodw (ogranicze) praktycznie odpadaj zakresy inne ni radiowe. jednak w ramach tego zakresu rwnie wystpuje spory rozrzut moliwoci, od fal krtkich i bardzo krtkich, po dugie od wysokich czstotliwoci, a po akustyczne (i nisze). z uwagi na dugo fali odpowiadaby poziom rzdu 1 - 100 metrw, ale ze wzgldu na czstotliwo raczej fale dugie, moe rednie. przyznaj, e podoba mi si zakres fal 10 metrowych, i to pomimo wysokich czstotliwoci tego pasma. a to dlatego, e znajduje si blisko rodka dla caego zakresu fal radiowych. ju to tworzy punkt szczeglny w ewolucji, ale take rozpito zbioru fal z tego przedziau spenia warunek "trafienia", a w kadym razie moliwoci trafienia sygnaem w odbiorc (lub jego okolice). ponownie mgbym powiedzie, e nie sposb wykluczy dziaania w ramach czci fali o znacznym ju rozrzedzeniu, dugim rozcigniciu w czasie-przestrzeni, jednak istotne w tej analizie jest wanie to rozproszenie w rodowisku, czyli saba moc dziaania fali na byt odbierajcy sygna (odbiornik). w przypadku "zjawisk", ktrych rdem jest umierajcy organizm, sygna musi by saby - dlatego te po rozrzedzeniu si, nawet trafiajc w odbiorc, co najwyej "omiecie" go niewielkim zakresem, z takiego spotkania trudno wiec spodziewa si wyranego (znaczcego) efektu. rozpito fali rzdu 10 metrw ten warunek spenia jak najbardziej. jednak nie wykluczam, e moe rwnie chodzi o fal w skali 1000 metrw, osobicie preferuj 10-metrow. rozstrzygnie dowiadczenie.
149

- dugi dystans przekazu - spltanie kwantowe naturalne i wyuczone - jednostka a zbir dwa pozostajce przez pewien okres we wzajemnej relacji ukady musz wywiera na siebie nacisk - a to w konsekwencji musi zaskutkowa "odciniciem" si w strukturze partnera "obrazu" drugiego istnienia. nie mona "przej obok" i nie pozostawi ladu w innym ukadzie. i dotyczy to kadego poziomu zjawisk energetycznych, "zasada wpywu" (nacisku) odnosi si do wszelkich elementw rzeczywistoci. czy to fotony lub elektrony - czy czowiek lub narody, zawsze mam fakt "przechodzenia obok" i wzajemnego wpywu na siebie takich ukadw. i zawsze mam w wyniku zmieniony stan wewntrzny w ukadzie. w ewolucji nie ma jednostek, to s zawsze rozbudowane, skomplikowane i, co istotne, rozoone w czasie-przestrzeni struktury energetyczne. dlatego te podatne na przerne filtrowania (deformacje). wymienione elementy peni rol kwantu logicznego na poszczeglnych poziomach wiata, jednak w zakresie fizycznie dostpnym dla mnie (nadprogowo), postrzegam zawsze i wycznie byty rozwleczone (kwantowe zbiory). dlatego, kiedy spotyka si najprostszy w tym krgu skadnik, foton, z drugim takim samym, mam wzajemny wpyw na siebie dwu struktur. i w efekcie wypadkowy stan dynamicznego uoenia si nacisku (cinienia), czyli powizanie tych dwu ewolucji. spltanie dwu ukadw jest koniecznoci i oczywistoci, tu nie ma pytania, czy moe wystpi musi. mona zastanawia si tylko nad zasigiem takiego dziaania i nad jego si. faktu wzajemnego wpywu w adnym przypadku nie zaneguj, ewolucja dziaa na otoczenie swoim (za)istnieniem (i to na kadym poziomie), wic dziaa take na drug jednostk. co wicej, bez takiego wpywu nie moe istnie, poniewa pozyskanie informacji z otoczenia (energii w dowolnej postaci) to warunek przemian i istnienia tym samym. a, z drugiej strony, wypyw energii z ukadu jest warunkiem zachodzenia procesu, jej przepywu przez ukad oraz formowania go w tym przepywie. jedno ukadu nie jest stanem idealnym, nie ma czego takiego w ewolucji. zawsze jest stan dynamicznego uoenia si pozyskiwania i tracenia, jednak nie ma stagnacji, cakowitego odseparowania od ta. mog nie dostrzega zakresw przejciowych (czcych ukad z otoczeniem), ale nie mog twierdzi, e ich nie ma. kady postrzegany przeze mnie stan czy ciao, to chwilowo, tylko w moim postrzeganiu wyodrbniony, ale powizany ze rodowiskiem fakt, nigdy samodzielna jednostka. tu nie ma absolutnego wyodrbnienia, jest powizanie wielopoziomowe. dlatego jest dla mnie bez znaczenia, co analizuj kady byt (jednostka czy zbir) w ramach postrzeganej i podlegajcej mierzeniu ewolucji (nadprogowo), jest "spltany" z innymi bytami - i zarazem jest spltany z otoczeniem. foton nie foton, pojedyncza komrka czy cay czowiek, to wszystko s ukady chwilowo wyrnione z ta i spltane wielorako z otoczeniem. spltane z inn jednostk sobie podobn, ale rwnie (a nawet przede wszystkim) - z rzeczywistoci. gdyby nie takie spltanie, mnie by nie byo. po prostu. mog definiowa ten proces rnorako, np. jako oddziaywania w zakresie atomowym, oddziaywania w fotonach - lub dziaanie czowieka na czowieka. albo, jako kolejny ju rzut spltania, dziaanie kultury w ramach spoeczestwa - albo dziaanie midzy kulturami w ramach zbiorw spoeczestw. to w kadym przypadku jest ten sam mechanizm wzajemnego wpywu na siebie ukadw (dwu lub wielu), ale rne jego konkretne, zawsze lokalnie postrzegane zobrazowanie. mam jeden energetyczny proces w ewolucji, ktry w moim przypadku dotyczy wszelkich moliwych poziomw - mog go analizowa po kawaku (w celu rozpoznania) i w zalenoci od moich zdolnoci i posiadanych narzdzi badawczych, ale to jest jeden i caociowy proces. wielorako "spltany". w ostatecznym ujciu znw musz go sprowadzi do funkcjonalnej jednoci czyli postrzega stany porednie, ale jednoczenie ujmowa jako cao. poniewa to jest cao. z rzeczywistoci zawsze widz fragment - wane, eby ten fragment obudowa logiczn struktur i "dojrze" wszystko.
150

- spltanie naturalne i wyuczone niezwykle ciekawym pytaniem w tych okolicznociach jest, czy skadajce si na takie "spltanie kwantowe" elementy s mi dane "z natury", czy musz si ich w trakcie istnienia nauczy? przecie wczeniej pado, e nie sigam w kodowaniu elementw w postaci np. elektronw czy fotonw, to poziom dla mnie niedostpny. a jednak musi zachodzi, jeeli mam wytumaczy wzajemny wpyw na siebie dwojga (lub dwu) ludzi. czy wic sprzeczno? jak to zwykle bywa w ewolucji - nie, adna sprzeczno, tylko niedokadne opisanie. a raczej nie do ostre postrzeganie skadnikw procesu. oto ustalam dowolnie pojty wpyw na inn jednostk, na drugiego czowieka i ten wpyw dokonuje si w fizycznie dla obu ukadw dostpny sposb. ponownie powtrz bodaj najczciej przywoywane tu zdanie: nie ma dziaania w prni i nicoci, co musi by nonikiem tego wpywu. mog nie dostrzega elementw nonika, ale jeeli mam wpyw, nonik by musi. a w zakresie ewolucji duego "kalibru", wszechwiata, nie ma adnej pustki, tu jest maksymalne zapchanie energi i tym samym przekaz moe by (poniewa nonik zawsze si znajdzie). - czyli jeeli bd to np. elektrony, to ich wewntrzna struktura (zabudowa) jest "zakodowana" stanem rodowiska, odzwierciedla w sobie kod rzeczywistoci (aktualny stan wszechwiata). i dlatego, kiedy spotyka si elektron z drugim i dziaa na niego, kiedy tym samym powstaje spltanie tych jednostek, to po oddaleniu si ich od siebie, na/w zakresie podprogowym do tej ewolucji, moe zosta przekazany sygna o zaistniaej zmianie. dlaczego moe doj do przekazania "informacji" o takim zdarzeniu? poniewa, i to jest tu wane, i to jest wyjanieniem, elektron posiada to w stosunku do swojej ewolucji, skada si z elementw niej lecych, a jego wewntrzna struktura jest w stosunku do tego ta skomplikowana. i dlatego, kiedy zostaa wczeniej zmieniona dziaaniem drugiego elektronu (jako efekt nacisku), moe nastpnie wpyn, poprzez zakres podprogowy (wic z zasady szybszy od zjawisk nadprogowych, wietlnych) na jednostk - na elektron, z ktrym ukad by "w zwizku". - jeeli w ukadzie dochodzi do zmiany, to jego "partner", poprzez to, "czuje" zmian. a poniewa w zakresie podprogowym sygna rozchodzi si szybciej ni nadprogowo, bo znajduje si wszdzie ("jest obok"), to dlatego w obserwacji powyej progu przekaz jest dla obserwatora "natychmiastowy". byty mog znajdowa si daleko fizycznie, ale w kadym ich pooeniu otoczone s tem dla nich jednolitym (i tym samym). na/w tym zakresie zawsze pozostaj blisko siebie oraz wpywaj na siebie. - powtarzam, midzy tak wyrnionymi jednostkami nie ma prni, jest to, ktre jest wsplnym zakresem istnienia. kiedy zmieni si jeden element w ramach analizowanej jednostki, to zmieni si rwnie stan podprogowy skadajcy si na ni - to. a skoro to jest wsplne, skoro jest kanaem czcym jednostk z otoczeniem, to tym samym czy z drug jednostk (i kad inn). dlatego zaistnienie zmiany w tym wsplnym zakresie (wspuytkowanym), musi zosta "odczute", zarejestrowane w drugiej jednostce. a skoro jest to zakres zmian szybszych od nadprogowych, to sygna o zmianie take przeniesie si szybciej. z mojego punktu widzenia bdzie to "upiorne", ale na pewno bdzie fizyczne. - kiedy zmienia si jeden z ukadw, to zmianie musi podlega jego cz skadowa (struktura i elementy), a to odbije si w zakresie podprogowym, w tle (wytworzy nacisk lub pustk). czyli zajdzie zmiana we wsplnym dla obu ukadw obszarze istnienia lub bardzo wielu, co tumaczy "uzgadnianie" si stanw w ramach ewolucji. w efekcie drugi ukad rwnie si zmieni - bo odksztaci si jego stan podprogowy i wewntrzny (co si w nim "odcinie" pod wpywem nacisku drugiej ewolucji, albo "oswobodzi", kiedy ten nacisk osabnie). dlatego zmiana w jednej ewolucji, poprzez kana ta, moe zosta "szybko" przeniesiona na due (jednak na pewno nie skrajnie, dowolnie due) odlegoci i "poinformowa" drugi ukad, ktry z nim by wczeniej (np. emocjonalnie) spltany, o zaistniaej zmianie. w tym przypadku to wsplne to jest tym szczeglnym a poszukiwanym kanaem cznoci.
151

- spltanie - rola ta z mojej (wysokiej) perspektywy to, np. elektronowe, jest dane, tu zachceniem niczego nie mog zmieni. jednostki elektronowej nie odksztac, nie wpisz w ni wasnego kodu. elektron jest zakodowany stanem wszechwiata, jest tych stanw odbiciem - ale, co istotne, jest elektron w stosunku do tworzcych go skadowych "faktem z wol": moe zmienia swoj struktur. oczywicie takie stwierdzenie to antropomorfizacja, ale chc pokaza, e wpyw na elementy t konstrukcj budujc rwnie wystpuje, elektron na drugi elektron dziaa (czy foton na foton). z mojego punktu widzenia to twarde, jednolite to istnienia, jednak w ramach tego poziomu jednostki podlegaj "spltaniu" poniewa zbiory elementw je tworzce podlegaj takiemu wpywowi. dla mnie wszelkie struktury poniej atomu s niekodowalne, tylko e w ramach tych zakresw dokonuje si to cigle - i dziki temu istniej. natomiast, i to jest fundamentalnie wane, dla mnie dostpne jest kodowanie w zbiorze takich jednostek, czyli "zapis" mojej ewolucji jest moliwy w ramach zbioru niekodowalnych z zasady elementw. nie odcisn si swoim dziaaniem na elektronie czy fotonie, ale w zbiorze takich jednostek jak najbardziej, nie ma problemu. - a poniewa, i to jest fundamentalnie wane do kwadratu, takie jednostki midzy sob si koduj, to ja take z tego korzystam. dwa elektrony wzajemnie si koduj (wpywaj na siebie), ale zarazem s elementem mojego istnienia. dlatego, kiedy jeden z nich si oddali, to zmiana w jego strukturze odbije si w strukturze tego, ktry we mnie pozosta. nie koduj tej zmiany, to zakres dla mnie niedostpny, jednak z niej korzystam (poprzez wsplnot energetycznego ta). a poniewa skadam si z ogromnego zbioru takich elementw i go koduj, to tym samym zmiany w poszczeglnych skadowych tego zbioru (pod wpywem dziaania na odlego, jako efekt splatania), te zmiany take odbij si, jako zobrazuj w zbiorze mnie obecnie tworzcym. zmiana zasza w zbiorze elementw, ktry by ze mn spltany poprzez te elementy (ale ktry jest ju ode mnie odlegy), poprzez wsplne skadniki ta tworzcego struktur to si we mnie odcinie. nigdy nie odcinie si bezporednio, jako wpyw na jednostki tworzce, np. elektronowe, ale porednio. poprzez zmian w tych jednostkach zmieni si stan zbioru tych jednostek, a taki fakt mog ju w peni kodowa i dekodowa. tem wsplnym jest tu zbir konkretnych jednostek, a zmiana w nim jest treci przekazu. nonik znajduje si poza moim zasigiem, ale struktura zbudowana z elementw nonych ju podlega intencjonalnym operacjom. mam kana - mam nonik - mam nadawc i odbiorc. i mam przekaz, ktry jest i nie jest przekazem. czyli przekaz bez przekazu, tutaj zdefiniowany w ramach kanau przesyowego. mam tym samym podzia na elementy zbioru oraz na zbir elementw. to jest o tyle wane, e pozwala okreli, ktre elementy procesu s "naturalne", a ktre wyuczone. i ot trzymajc si tego podziau trzeba powiedzie, e dane s wszelkie poniej atomu, a powyej wyuczone. jednostki zbioru s dane, wyuczy si musz struktury zbioru. ale eby pozna struktur ewolucji, musz znale si w ramach jej oddziaywania, musi zaistnie pewien okres wsplnego reagowania na siebie - eby nastpio wzajemne "odcinicie" si cech "charakteru" w obu procesach. musz si rozkadu elementw zbioru wyuczy ("zobaczy" go), musi doj do spltania - i nie tylko emocjonalnego, ale w/na wielu, maksymalnie wielu poziomach. i dopiero w nastpstwie takiego "zapltania" (i splatania) si w sobie, mog po okresie oddalania si, ale korzystajc ze wsplnego zbioru danych (oraz ta jako wsplnoty istnienia), odczu, zarejestrowa, zdefiniowa - a nawet zrozumie zmian zasz w drugim ukadzie. zakres dany z natury, ale poszerzony o wyuczony obszar reakcji, to umoliwia (i warunkuje) przekaz w ramach kanau-ta. brak ktrego z elementw tego poczenia przekaz wyklucza. i cho w ramach ta wszystko ze wszystkim si czy, praktyczne wykorzystanie jest zdecydowanie skromniejsze i rzadkie. ale jest faktem fizycznie oczywistym. i koniecznym.
152

- spltanie kwantowe - zalenoci ciekawa waciwo tak zdefiniowanego splatania kwantowego polega na tym, e dokonuje si poprzez jednostki, ale dotyczy zbioru jednostek. wszelkie fakty i zdarzenia, ktre zachodz w zakresie fizycznym (nadprogowym), to struktury rozbudowane, tu nie ma jednostek elementarnych (a pojawiajce si tego typu pogldy to oznaka braku zdolnoci rozrniania elementw rzeczywistoci), dlatego wpyw jednostki-zbioru na drugi podobny element musi doprowadzi do wypadkowego, wsplnego faktu-stanu ewolucyjnego. nie ma jednostki, ktra by nie dziaaa na otoczenie i nie ma jednostki, ktra na dziaanie otocznia nie reaguje. efektem takiego wzajemnego dziaania na siebie bytw jest zmiana w strukturze jednostki-zbioru, ktra to zmiana "przenosi" si jednoczenie na stan zbioru takich jednostek (np. ciao osobnika). zmiana zaistniaa w jednym czowieku zmienia stan spoeczestwa, a zmiana w spoeczestwie odciska si w jednostce. kadorazowe przeksztacenie si i zmiana grupy, czy elementu grupy, musi prowadzi do uzgodnienia na nowo wzajemnych relacji, poniewa jest to ju inna chwila ewolucji. kada zmiana "stanu posiadania" wymusza ponowne uoenie si kontaktw wewntrz zbioru poniewa nie ma obojtnej zmiany, kade i od nowa uoenie si elementw wymusza zmian zachowania kadego elementu zbioru. ubytek czy nabytek energetyczny w jednym miejscu ukadu skutkuje naciskiem lub brakiem nacisku w innym, kady mj czyn odciska si na stanie (zasobach) caego zbioru. to z punktu widzenia caoci moe by bardzo maa zmiana, ale to zawsze jest zmiana, ktra wymusza zmian w ramach caej struktury. z punktu widzenia fizyka zasadniczym problemem, ktry wie si z przekazem poprzez to stanu spltania, jest fakt istnienia takiego kanau i tempo zmian w nim zachodzcych (wiksze od obserwowanego nadprogowo). - tylko e jeeli odnios to do zmian w zakresie dla mnie bliskim, np. w ramach spoeczestwa, to dylematy znikaj. a przecie spoeczestwo i poszczeglne jednostki w jego ramach to kwanty jak kade, jedno ewolucji i reguy tworz ten mechanizm w sposb identyczny do zakresu np. fotonw czy elektronw. jeeli czowiek na drugiego czowieka dziaa jako pojtym naciskiem, np. do drastyczny, ale wymowny przykad, uszkadza jego cielesn konstrukcj, to tym samym taki czyn odksztaca ca zbiorowo, zmienia stan posiadania ukadu, jednostki, ale i spoeczestwa. zmiana cielesna osoby zmienia stan zbioru osb. oraz zmienia wsplne to zbioru. bowiem ubytek elementu ciaa wymusza dziaania niwelujce ten ubytek (odszkodowanie, pomoc innej osoby, wic przesunicie zasobw w ten "pusty" fragment, a nie wykorzystanie na inne sprawy). zmiana nadprogowa, tu utrata fragmentu ciaa, odciska si w tle zbioru i zmienia jego charakter. i jest odczuwana przez wszystkie elementy zbioru, cho te najblisze, po prostu "spokrewnione" i splatane istnieniem z osob, odczuwaj to najbardziej. take fizycznie, jako ponoszenie kosztw tego ubytku (wszelakich kosztw). zwracam uwag, e z punktu widzenia elementw zbioru, taka zmiana jest podprogow zaistniaa, a ja odczuwam jej efekty. jako si przenosi, ma swoje skadowe elementy i kolejne kroki, jednak dla mnie jest to poniej progu rejestracji. zmienia si stan caego ukadu, ale zmienia si na zasadzie ta, musz si do zmiany dopasowa - albo to mnie do siebie dopasuje (oba procesy s ze sob powizane). nie mam moliwoci reakcji innej, przecie nie odmwi przyjcia do wiadomoci faktu, ktry si dokona. mog odrzuca tak myl oraz negowa fakty, kry si w swoich abstrakcjach, nie dostrzega zmienionych warunkw, ale to nie zaneguje stanu rzeczywistego. zaistniaa zmiana rzutuje na kady element, w tym na mnie. i zachodzi z mojego punktu widzenia podprogowo, wic "natychmiast". by stan wczeniejszy, co si stao i doznaj tego skutkw. to, czyli moja podstawa istnienia, si zmienio w efekcie zmieniem si i ja. mog logicznie wyznaczy w tej zmianie etapy, ale fizycznie ona po prostu jest. nie byo jej, a jest. upiorne (bo skryte) dziaanie na odlego. ale jak najbardziej logicznie poprawne, realne - i Fizyczne.
153

- spltanie kwantowe - jak daleko dziaa? - do jakiego poziomu rozbienoci? ciekawym zagadnieniem, zwizanym z tematem spltania kwantowego, jest dystans na jaki dziaa, czy s to krtkie (w skali wszech-wiata, ale take do mnie) odlegoci, czy due - oraz to, do jakiego poziomu rozbienoci (zaszych w ukadach zmian) moe dochodzi do przesania sygnau? odpowied na postawione tak pytania, wbrew pozorom, nie jest trudna, cho rwnie nie jest banalnie atwa. zaley od sposobu definiowania zjawisk. i tak, jest banalnie prosta w przypadku pytania o stopie komplikacji, ktry wyklucza przekazanie sygnau - jednak w sprawie odlegoci pojawiaj si ju dwa ujcia, czasowe i przestrzenne. zalenie od przyjtej osi opisu mam inny wynik. dowd? prosz - biologia. w przypadku dwu ukadw, ktre pozostaway w pewnym okresie w zwizku ze sob (nie definiujc tego zwizku, ale chodzi o jako pojt blisko), a nastpnie zaczy si od siebie oddala, jako efekt dziaania si zewntrznych lub wewntrznych (znw bez definiowania, o jakie siy chodzi) nastpuj, pojawiaj si rnice w ich budowie. ukady wchodz w kolejne lokalne spltania (i relacje) z innymi ukadami, wic zmieniaj si wewntrznie poprzez wzajemne na siebie dziaanie. czyli po pewnym czasie (i pokonaniu przestrzeni), ulegaj przebudowie. kady z takich ukadw (w swoim lokalnym istnieniu) zmienia si w trakcie cigego "uzgadniania" yciorysu z okolic, w ktrej przebywa. musi to skutkowa skumulowanymi zmianami, ktre doprowadz do takiego stanu zrnicowania ("innoci"), e dalszy kontakt w postaci spltania kwantowego nie bdzie moliwy - musi doj do wytworzenia si "masy krytycznej" zmian, ktra porozumienie wykluczy. w biologii (yciu) definicja takiego momentu jest banalnie prosta: "do pierwszego zakrtu". czyli do chwili rozejcia si ukadw na tyle, e nawet bezporednie dziaanie na siebie takich ewolucji nie wytworzy wsplnego, potomnego ukadu. to "spltanie gatunkowe", a raczej odlego midzy ukadami, ktra tworzy rne gatunki, to wyznacza nieprzekraczaln granic dla samoodczytujcego si przekazu. w biologii 99 procent zbieno (a do tego kilka jeszcze cyferek po przecinku), nawet taki przedzia wsplnego ta wyklucza przekaz. odlego czowieka od szympansa, w procentach minimalna, w skali ewolucyjnej oznacza ju zaistnienie (wyodrbnienie si) nowego gatunku i odrbnej formy przekazu w postaci fali czasoprzestrzennej. tak blisko, a tak daleko. wniosek? w skali czasowej oddalenie si ukadw na odlego powyej jednego kwantu rnicy to skutkuje tym, e przekaz, porozumienie, "wyprodukowanie" potomnej ewolucji przestaje by moliwe. co innego w skali przestrzeni, tu sprawa si komplikuje. przecie wystpi moe sytuacja (aktualnie teoretycznie), e ukad wczeniej spltany kwantowo (i emocjonalnie) z drug lub kolejnymi ewolucjami, znajdzie si na przeciwnym kocu wszechwiata. i zanim taki "trzeci bliniak" zacznie zmienia si pod wpywem lokalnych warunkw (i dopasuje si do nich), to bdzie podczony do ta na takich samych zasadach, jak zdarzenia wczeniej bratersko (cile) ze sob popltane. a to jest jedno i wsplne, dlatego kade w nim "tpnicie" musi by odczute i przekazane wszechkierunkowo - i wszdzie. i jeeli tylko stan spltania wczeniej zaistnia, jeeli jest znany "bliniaczy" kod, jeeli nastpio wyuczenie si charakterystyki ukadw - to "przekaz" potencjalnie ogranicza tylko rozmiar ta. wic w tym przypadku rozmiar wszechwiata. w osi czasu rozejcie si na stan powyej jednego kwantu rnicy wyklucza przekaz, jednak w osi przestrzeni dystans potencjalnie maksymalny takiego przekazu nie neguje. co "pod podog" moe ju by w zakresie rwanym, a zarazem co "na drugim kocu wszechwiata" moe stanowi dopenienie do tutejszej ewolucji. i by na tyle dopasowanym ukadem, e wytworzy si wsplny stan ewolucyjny, e bdzie moliwy przekaz w postaci fali czasoprzestrzennej (co za co). blisko nie oznacza bliskoci (kwantowej) - daleko nie oznacza obcoci.
154

- spltanie kwantowe - jak daleko dziaa? temat spltania kwantowego, jego dziaania w czasoprzestrzeni (a zwaszcza w przestrzeni), to nie tylko powyej zapisane ujcie, to nie wyczerpuje sprawy. dlaczego? poniewa jest to obraz teoretyczny. owszem, z logicznego, wic atwo i szybko przeskakujcego w analizie ponad szczegami dziaania abstrakcyjnego - z punktu widzenia obserwatora, ktry nie wyrnia i nie zna porednich na tej drodze etapw, rzeczywicie moe zaj sytuacja, e byt znajdzie si "po drugiej stronie" wszechwiata i stamtd, poprzez wsplne to, oddziaa, czyli przekae "sygna". tylko e s jeszcze realia, fizyczne uwarunkowania. a to w tym przypadku oznacza, e zanim obiekt przemieci si na t inn stron, w jego wntrzu, na skutek procesw ewolucyjnych i jako konieczno uzgodnienia stanw z otoczeniem, pojawi si, musz si pojawi rozbienoci. logicznie mog przeskoczy daleko i gdzie "w mgnieniu", realnie jest droga i zmiana w toku jej zachodzenia, a to oznacza, e w kadym kwantowym kroku rozchodz si moje skadniki, e nie ma mowy o pozostawaniu w stanie uprzednim. co z tego wynika? po pierwsze pytanie, jak rzeczywicie daleko moe dokona si "przekaz", tu w kilometrach - a po drugie, jakie to posiada przeoenie na moliwe, szczeglnie techniczne dziaanie? przyznaj, e jednym z powodw odnotowania tego podpunktu bya tak zwana "teleportacja", czyli przekazanie w spltaniu cech jednego obiektu na drugi (a ktry wczeniej by z nim cile powizany). po prostu mam nieopart ochot podworowa sobie z osobnikw, co to ju obwieszczaj wiatu, jakie to wspaniae moliwoci daje spltanie, jak to bdzie cudownie tam-i-siam przemieszcza si na pstryknicie w urzdzeniu. c, w ewolucji nie takie "wynalazki" s moliwe, take rnej maci (czsto nawiedzeni) abstrakcjonici s tu na porzdku dziennym. jak daleko? odpowied na to pytanie, ale ju na gruncie realiw, wic wyej wspomnianych ogranicze ewolucyjnych, jest oczywista: do pierwszego zakrtu. w przypadku przestrzeni, podobnie jak czasu, tu rwnie musz taki parametr wprowadzi. nie ma znaczenia, e logicznie to moe by daleko, skoro fizyka wymusza i ustanawia najbliszy punkt. dziaajc powierzchownie, obracajc si tylko w abstrakcjach i bez odniesienia do wiata, rzeczywicie moe osobnik rozprawia o "teleportowaniu" si na znaczne (maksymalne?) odlegoci, tylko e jest jeszcze ten wiat. i s kilometry do pokonania. ile, jak daleko jest w "pierwszy zakrt"? czy jestem bez szans na wyznaczenie tej granicy? fakt, w tej chwili s to zasadniczo spekulacje, odwoywania si do wypracowanych ju zasad ewolucji, zwaszcza do wielkoci kwantowych ale nie tylko. dysponuj przecie z jednej strony informacjami (tak chtnie kolportowanymi przez dne sensacji media) o kilometrach, na ktre udao si przesa spltanie w ramach teleportacji - a z drugiej mam wiedz, e tu analizowany "przekaz" pokonuje nawet dystans rednicy globu, a to s ju tysice kilometrw. czyli posiadam punkt zaczepienia do choby zgrubnego opisania procesw. skoro rednica ziemi to okoo 12 800 kilometrw, skoro "przekaz" tu zachodzi, to albo jest to ju jednostk i zakresem maksymalnym (czego nie mog w chwili obecnej odrzuci, przecie to istotna wielko kwantowa) albo wchodz tu w gr inne wartoci. czyli 8 i wielokrotno. a to by oznaczao, e wielkoci graniczn dla przekazu w przypadku czowieka (rozumu) jest dystans 80 tysicy kilometrw. dlatego podkrelam, e chodzi o ukad skomplikowany, e tu jest mnogo uwarunkowa czstkowych, a to musi przeoy si na odlego. - co innego w przypadku niej pooonych ewolucyjnie elementw, tu oddziaanie w przestrzeni moe realizowa si na wikszym zakresie, maksymalnie wystpi to dla fotonw. - jak daleko? poniewa ewolucyjnie midzy mn, jako konstrukcj "szczytow", a fotonem znajduje si kilka poziomw, to mog z tego wnosi, e maksymalna, teoretyczna odlego wyraona w kilometrach to 8 x 80 tys., nico mniej ni podwojona odlego do ksiyca. czy tak opisane spltanie to fakt? logicznie jest to zborne. w kocu "najbliszy zakrt" nie moe by daleko.
155

- odbiornik - a fale czasoprzestrzenne - przesyanie informacji zasadniczym, kolejnym fundamentalnym elementem cigu rozumowania, ktry wie si z "zestawianiem" pocze midzy ewolucjami na co dzie, ale rwnie w ekstremalnych momentach istnienia ukadw (szczeglnie czowieka i rozumu) jest "odbiornik", odbiorca fali czasoprzestrzennej. jeeli zdefiniowaem ju nadajnik i kana przekazu, czas zaj si odbiornikiem. przecie bez odbiorcy nie ma przesyu wiadomoci, nico listw nie odbiera. pytanie: dlaczego dwa punkty "a" i "b" czasoprzestrzeni cz si, dlaczego dochodzi do kontaktu? dlaczego nadajnik, osoba umierajca (albo, w poszerzonym ujciu, jako dziaajca w ramach wiata), przesya do odbiornika sygna i dlaczego energia wysana z ciaa, z punktu "a", trafia dokadnie tam, gdzie powinna trafi (w punkt "b")? w ramach ta zachodzi zmiana, ale zachodzi dla kadego elementu "podczonego" do ta (w tle zakotwiczonego), a poniewa jest to zmiana wszechkierunkowa, kady element ta zostanie zmian "potrcony". a jednak wyrany efekt zachodzi wycznie w strukturze, ktra wczeniej bya w osobistej relacji z ukadem poddanym zmianie, z ktrym bya spltana kwantowo i ktrego ksztat zosta wyuczony i zapamitany (istnieje "odcisk osobowoci" w reagujcej ewolucji). skd "zdolno poszukiwawcza" czasoprzestrzennej fali? odpowied ley nie w nadajniku, nie w fali czy kanale - ale w odbiorniku, w jego strukturze. ani nadajnik nie wysya listu z konkretnym adresem, ani kana nie buduje si "do adresata" - to odbiorca, adresat "listu" jest tym elementem poczenia, ktry decyduje o nawizaniu "kontaktu". czyli bez wewntrznej i odpowiadajcej "listowi" konstrukcji, bez miejsca "do zadrgania", nie byoby cznoci. warunkiem zasadniczym odebrania sygnau czasoprzestrzennego jest rozkad czasoprzestrzenny wystpujcy w odbiorniku. to odbiorca, zabudowany abstrakcjami byt, warunkuje odbir i odczytanie "treci" przekazu. mwic inaczej, eby doszo do odczytania - "rozpakowania" si w/u odbiorcy skompresowanego sygnau, po pierwsze taki odbiorca musi istnie, a po drugie, musi posiada struktur, w ktrej nadany sygna "zarezonuje", po prostu uzyska dopenienie do swoich elementw. wiadomo nie zaistnieje ani w pustce, ani w dowolnym miejscu ewolucji (rzeczywistoci). musi by lokalnie i dokadnie okrelony punkt czasoprzestrzeni, w ktrym odpowiednie elementy do wzajemnej reakcji si znajduj. musi by np. zbir elementw, z ktrych moe zbudowa si biako komrek, albo musi by abstrakcja w umyle, ktra odpowiada swoim stanem napywajcej ze rodowiska abstrakcji (ale na podbudowie fizycznej, jako fala czasoprzestrzenna). musi by ju co, w czym i na czym napywajca energia si "odbije". albo jako nacisk, albo jako brak nacisku. przecie zanik sygnau take bdzie wanym, bardzo wanym sygnaem. warto w tym miejscu spojrze na przekaz od strony nadawcy. jeeli wysyam w otoczenie list, jak porcj energii, ktr koduj w sposb dla mnie dostpny i charakterystyczny, to kieruj go "pod adres", ktry oznacza, e znajduje si tam odbiorca tego listu. i wiem, e odczyta go, bowiem system zapisu zosta wstpnie dany mi i odbiorcy, jest wsplne to, do ktrego mona odwoa si w odczytywaniu treci. to moe by bardzo rnie zdefiniowany kod, tem moe by rny poziom, np. sowa konkretnego jzyka (w tym matematyki), to moe by zbir gestw i emocji, obrazy, dwiki itd. istotne jest to, e posiadam to porozumienia (punkt wsplny) i tym samym kana cznoci. - problem jednak w w tym, e w przypadku umierania, czy procesw mylenia na co dzie, ani wiem, e nadaj sygna, ani kieruj go do kogo. dziaam na to (podpoziom) i swoim istnieniem je deformuj, ale niewiadomie. kiedy pisz list, maluj obraz lub piewam, powstaje oczywicie fala czasoprzestrzenna, ktra dotrze do odbiorcy tego przekazu poprzez kana charakterystyczny dla tej fali, natomiast kontakt przez kana-to (zakres podprogowy), to czno "w ogle" to poczenie i przekaz, ktry realizuje si tylko przy zaistnieniu konkretnego odbiorcy.
156

zgoda, piszc tekst czy wykonujc piosenk take dziaam "w ogle", mj idcy w wiat przekaz nie jest kierowany do indywidualnego adresata, ale do zbioru (choby zoonego tylko z jednego elementu), ktry odbierze takie przesanie. o ile wystpi dopasowanie sygnau do odbiorcy ("tonacja" bdzie zgodna), to wwczas fala czasoprzestrzenna w nim si "zadomowi" - i moe nawet zaowocuje dalsz ewolucj. zasada w obu przypadkach emisji jest dokadnie ta sama, czyli nadajcy o odbiorcy nic nie wie, ani nie le do niego wiadomie informacji. tylko o ile w mojej aktywnoci nakierowanej na zbir jednostek mog zakada, e jako do mnie podobny stan si trafi (zawieranie si w jednym zbiorze, np. kultury, to gwarantuje) - o tyle przekaz wiadomoci do konkretnej jednostki jest ju kopotliwy (nawet problematyczny). ani wiem, gdzie si znajduje, ani nie nadaj wiadomie sygnau, ani kanau nie kontroluj. dlatego musi to by sygna "do wszystkich", jednak z punktowym tylko odbiorc. kiedy na przykad chciabym gdzie-kiedy zainicjowa reakcj, ktra doprowadzi do wytworzenia si zjawiska ycia, to nie wyl "wiadomoci" do okolic, ktre na taki przekaz nie s przygotowane (mog, ale jest to zwyczajnie strata energii). musi by rejon, ktry posiada pierwiastki do takiej ewolucji i wspomagajce parametry fizyczne. kiedy pojawia si sygna idcy od ukadu, to jego odebranie rwnie jest uzalenione od zaistnienia takiej "sprzyjajcej" okolicy, inaczej trafi w pustk. nie ma poczenia "w ogle", to zawsze jest sygna skierowany "do wszystkich", ale poczenie tylko konkretne. pytanie: czy z istnienia fal czasoprzestrzennych i spltania kwantowego wynika jednoczenie moliwo kontaktu z dowolnym rozumem? podkrelam, dowolnym. ale w takim rozumieniu sowa "dowolny", e chodzi o bliniaczy w "produkowaniu" abstrakcji, cho niekoniecznie tutejszy. - mwic inaczej, czy mona przesa t drog sygna do innego rozumu we wszechwiecie (lub odebra "wiadomo")? pytanie nie naley do trywialnych i nie chodzi o sam fakt istnienia innej formy rozumnej cywilizacji. e taki kontakt moe zaistnie w ramach jednej, wsplnej kultury, to prawda, ale czy podczenie do jednego ta (wszechwiata), a take jedno zasady budowy abstrakcji (bo ta jedno by musi), czy zarazem buduje to podstaw do mwienia, e przekaz wystpi w kadym przypadku? potencjalnie ukad dziaajcy wedug tych samych zasad, ale znajdujcy si ju po drugiej stronie wiata, mgby oddziaa na inny, sobie bardzo podobny. problem tylko w tym, e jest tak wiele lokalnych zdarze, ktre odmiennie koduj byt, fal czasoprzestrzenn, e wydaje si to wyklucza tak rozumiany kontakt. owszem, po czasowym spltaniu, po okresowym przebywaniu w jedynym ukadzie odniesienia (w relacjach "bliniaczych"), tu sytuacja jest prosta, tu kontakt mgby by. ale tylko i na zasadzie podobiestwa funkcjonalnego, to odpada (raczej). jak si wydaje zasadniczym, rozstrzygajcym argumentem na nie jest fakt, e nie odczytam przekazu od rozumu do mnie bliniaczego i tu obecnego, jeeli zajd w nim zmiany, ktre przekrocz prg porozumienia (czyli odlego w czasie i przestrzeni bdzie znaczca). mog odczyta "przekaz" tylko od spltanych ze mn (i to do pewnego tylko momentu), jednak nie od ssiadw w rozumie. a tu "ssiadem" byby byt bardzo do mnie swoimi lokalnymi stanami daleki. jedno zasady przekada si na wielo, nieprzeliczalny zbir konkretnych relacji w procesie i to decyduje o kontakcie, a w tym przypadku braku moliwoci do kontaktu. w przypadku ssiada (dowolnie ju pojtego) mam co prawda wsplne to i przekaz od niego na pewno do mnie dociera, ale nie mam, nie znam, nie wyuczyem si kodu szyfrujcego ten przekaz. nie posiadam abstrakcji, ktra przyoona do przekazu, pozwoli go odczyta. przekaz bez odbiorcy nie jest moliwy - w tym przypadku przekaz bez nadawcy nie jest moliwy. ja istniej, ale czy jest nadawca, na to pytanie nie mam odpowiedzi. a jak nie istnieje nadawca, to nie moe by odbioru od niego sygnau (skoro nie wiem, e jest, to dla mnie nie istnieje). i to mimo, e jest kana, ktry sygna by przenis i odbiorca. eby dokonao si przesanie wiadomoci, musi by nadawca, kana i odbiorca, brak jednego elementu tego zbioru przekaz wyklucza.
157

- fale czasoprzestrzenne a umys - dziaanie umysu (abstrakcje) - "szsty zmys" "telepatia", zagodzenie stanowiska (niewielkie) zasadniczym zagadnieniem, ktre integralnie wie si ze spltaniem oraz fal czasoprzestrzenn, jest istnienie "telepatii" i "szstego zmysu". pytanie w tej chwili ju nie brzmi, czy takie zjawiska wystpuj realnie (namacalnie i fizycznie), ale jak wyglda rzeczywista, prawdziwa telepatia i jak dziaa - a zwaszcza gdzie ulokowany jest szsty zmys. sprawa jest oczywista, jednak w rwnie oczywisty sposb wywouje opr, mimo wszystko. powiedziane wczeniej nie wystarcza, zdaj sobie z tego spraw. dlatego, kiedy przychodzi sign w analizie do takiego poziomu, na skutek "wdrukowanego" w pojmowanie wiata i silnego przekonania, e "to niemoliwe", opr umysu jest wyrany. czyli znw musiabym powtarza to wszystko, co pado wczeniej, ponownie zapisywa sowo "telepatia" w mnogoci znakw oznaczajcych, e traktuj to pojcie inaczej od potocznego na dzi (zdecydowanie inaczej). mam jednak nadziej, e nie jest to ju konieczne - a w kadym razie mog uwaa, e opis zjawisk ewolucyjnych w oparciu o spltanie kwantowe jest na tyle wyranym sygnaem i zobrazowaniem (e sygna moe by przeniesiony przez rodowisko rwnie w taki, jeszcze na dzi niekonwencjonalny sposb), e wielopitrowe zastrzeenia konieczne nie s. podkrelam je nieustannie, jednak wiadomie pozostawiam nioscy tak wiele skojarze termin, bowiem jest w swej gbokiej warstwie suszny. "telepatia" i "szsty zmys", to s terminy poprawne - ale, zgoda, musz by oderwane (i odmitologizowane) od poziomu, z ktrym si powszechnie dzi kojarz. aby mona byo dotrze do gboko w nich zawartej myli, pomocnej w opisie czowieka i wiata zawartoci, musz zosta rwnie gboko przeksztacone (zdefiniowane), a tre wydobyta. przecie czno midzy ewolucjami, ktre wczeniej byy spltane (rnorako), to fakt - potwierdzony eksperymentalnie fakt. dlatego pozostaje spyta, co go umoliwia, co w czowieku i umyle decyduje, e taki przekaz zachodzi? wielokrotnie w prywatnych rozmowach nawizywaem do tego zagadnienia, troch na zasadzie rozrywki i logicznej amigwki, bo zagadnienie rzeczywicie nie jest z banalnych. zadawane pytanie brzmiao: gdzie umiecisz "szsty zmys", co nim bdzie? pytanie, trzeba przyzna, intrygujce, bowiem nie chodzi w nim nawet o to, czy taki zmys istnieje (mona to w analizie wiata i konkretnie czowieka pomin), chodzio raczej o test na inteligencj i spostrzegawczo odpowiadajcego, gdzie by "co takiego" zmieci w strukturze biologicznego organizmu, wszak na dzi ju dobrze rozpoznanego. ciekawe jest to, e paday rne odpowiedzi, ale w ani jednym przypadku trafne. by moe dobr rozmwcw nie by poprawny, by moe nacisk abstrakcji, ktrymi dysponowali podchodzcy do rozwizania dylematu by nadmierny, wic ustawia ich spojrzenie w sposb jednoznaczny, ale efektem byy bdne lokalizacje. - fakt i oczywisto, to nie wina ucznia, e nie potrafi rozwiza postawionego przed nim zadania, ale prezentujcego materia - jednak, przyznaj, byo to zaskakujce. dlatego proponuj, nieco w formie relaksu oraz jako podsumowanie wszystkich ju opisanych okolicznoci, ktre wi si z przekazem "z brzegu" (i odnosz si do tzw. "szstego zmysu"), zrobi dusz przerw w lekturze, spojrze na krajobraz (albo w sufit) - a na pewno w siebie i sprbowa umiejscowi ten tak istotny, a co wicej, usilnienie przez wieki poszukiwany zmys tak usilnie poszukiwany, e sta si ju mitem (nawet kpin). a przecie, i o czym zapewniam (cho to tu najmniej wane), jest widoczny na kadym kroku i przez wszystkich. - natura nie ma adnych tajemnic, jedyn jest wanie ta, e ich nie ma. tu wida, sycha (i czu) wszystko, telepati i szsty zmys rwnie. jeeli po takiej chwilce namysu, przechodzc na kolejn stron, dojrzy si to, co podpowie operacja na zawartych w umyle abstrakcjach - bdzie wwczas to znaczyo, e tym razem w miar skadnie przedstawiem temat lekcji. jeeli nie, ech, eby to, trzeba bdzie si poprawi.
158

- umys - szsty zmys tak - dokadnie tak. szstym zmysem jest umys. cay umys. podkrelam: cay ukad fizyczny i fizjologiczny w organizmie, ktry okrelam jako "mzg" (czy "umys" w szerszym ujciu), to jest szsty, tak bardzo i od tak dawna poszukiwany zmys. - nie cz mzgu, nie jaki narzd ciaa, lecz caa tak wyodrbniona w ciele struktura. zaskoczenie? nie powinno by adnego zaskoczenia. pomijam ju moje, zapewne redniawe zobrazowanie sytuacji, ale przecie to jest oczywiste: nie moe by splatania midzy-osobniczego oraz przekazu za porednictwem konkretnego i tym samym pojedynczego zmysu. konkretne zmysy dostarczaj konkretnych danych o wiecie w przedziale nadprogowym, a do tego s podczeniem "szczelinowym" i wskim, to "wtyczki" do bardzo ostro zdefiniowanych zakresw rzeczywistoci, docierajca w taki sposb do umysu informacja o rodowisku jest zawsze-tylko fragmentem stanu wiedzy. a przecie, w tutaj analizowanym kontakcie, s cae obrazy i wielkie zbiory abstrakcji, a te s wycznie w umyle powstay jako efekt tych czstkowych. dalej - to z zasady dotyczy caej konstrukcji i wszystkie zmysy s do niego podczone, ale w inny sposb. dlatego nie mona odebra sygnau "po kawaku", przez kady zmys z osobna. zreszt te zmysy dostarczaj informacji o stanie "teraz", to szczelinowe podczenie do otoczenia i, co najwaniejsze, zawsze "punktowe", odbir dotyczy tylko stanu dziejcego si. - po drugie, s zmysy podczone do ta, ale to jest rne to, raz fotonw, raz elektronw, innym razem akustyczne czy komrek biologicznych. e w gbokiej warstwie to zawsze jest to samo to, fakt - ale eby zebra te dane, scali i opracowa, tu znw pojawia si konieczno odwoania do abstrakcji, do funkcjonowania umysu. poza tym, w konkretnym i zmysowym przekazie (w ramach piciu zmysw), mam zbir odnonikw do zdarze z czasu i przestrzeni, ktre zachodz tu i teraz - natomiast to moe dotyczy spltania, ktre zaszo midzy jednostkami nawet przed laty. a taka wiedza, powtarzam, zgromadzona jest wycznie w "magazynie" pamici, niekiedy w gbokich rejonach umysu (gdy np. przekaz bdzie dotyczy znajomych z klasy szkolnej), w takim przekazie sygna idcy z jednego zmysu tego nie poruszy, to zawsze bdzie cz, fragment informacji. - po kolejne, co chyba jest tu najwaniejsze, w takim dziaaniu ani wiem, e taki sygna do mnie dociera, ani go widz w fizycznie dostpnej dla mnie postaci. w ramach piciu kanaw podczenia do wiata nie ma adnego "znaku", ktry by wnosi o tym przekazie jaki stan, dlatego jest tak odmienny. i z tego powodu tak mocno kwestionowany. kiedy codzienne i na kadym kroku pomagajce w istnieniu zmysy czego nie rejestruj, to moe oznacza, e odbieranego "listu" take nie ma, abstrakcje z zakresu piciu zmysw dominuj i narzucaj wnioskowanie. dalej - nawet pomijajc fakt spltania, ale odnoszc si tylko do dostpnego obszaru moliwych w czasoprzestrzeni (od wewntrz) stanw, ju to wnosi, e takich punktw podczenia do omiowymiarowej rzeczywistoci musi by sze. pi kanaw nadprogowych i jeden, przez wsplne to i jako stan podprogowy, szsty. jako stan brzegowy i osobliwy. dlatego szsty zmys musi by. i musi by w jednej formule. skoro pojedyncze zmysy s stanem wewntrznym, to szsty musi by brzegowy i najszerszy. a zarazem take jeden. jeden, ale podczony do caego ta, a wic musi si powierzchniowo styka z najwikszym obszarem. dziaa na najmniejszych, do ta przynalecych elementach, ale jest najwikszy "stykiem", bowiem to jest zakresem maksymalnym. tu mam podczenie w postaci zbir do zbioru - jedno do jednoci, ale w postaci zbioru. to umys, mzg z jego wszystkimi elementami oraz lokalnymi podczeniami do wiata, jest szstym, brzegowym i "osobliwym" zmysem. - to wielowymiarowe, fizyczne, ewolucyjne i fizjologicznie podwojone, ale jednostkowe wydarzenie energetyczne, ktre dla mnie jest centralnym i nadrzdnym ukadem - to jest szsty, ostatni moliwy sposb podczenia do rzeczywistoci.
159

- fala czasoprzestrzenna - umys - nadawanie i odbir - telepatia fizyczna, prawdziwa - przykad (wasny) eby wyjani, jak dziaa szsty zmys, czym jest przekaz informacji poprzez to oraz w formie spltania kwantowego, czyli jak naley pojmowa telepati w zakresie realnie fizycznym (po prostu istniejc), odwoam si do przykadu. w tym przypadku z wasnego dowiadczenia. z wielu powodw nie chc odnosi si do dozna innych, ale zasadniczym jest "wzorcowo" i maksymalna pogldowo tego przykadu. z czego, nawiasem, zdaem sobie spraw dugo po zaistnieniu samego faktu, ju opracowujc reguy dla fal czasoprzestrzennych. w poniej opisanym zdarzeniu, ktre chc zaprezentowa maksymalnie dokadnie (poniewa kady szczeg jest tu znaczcy), zawiera si wszystko to, co w rzeczywistym przekazie przez kana-to zachodzi. nic ponad, nic mniej. okolicznoci zdarzenia. - druga poowa lat dziewidziesitych poprzedniego stulecia (bodaj rok 1996), miesic czerwiec, niedzielne przedpoudnie, mae, kilkutysiczne miasteczko na zachodzie kraju. istotna okoliczno techniczna - czno pomidzy wiatem a wspomnianym miasteczkiem odbywa si za pomoc rcznej cznicy telefonicznej. po prostu siedz panie, ktre przekadaj w urzdzeniu czcym (wielkoci sporej szafy) przewody i w taki sposb, moe mao wyrafinowany, realizuje si kontakt z obszarem zewntrznym. tak byo, w co trudno uwierzy w dobie satelitw i elektronicznych gadetw. scena pierwsza: czytam ksik. i nagle j odkadam. podchodz do skadu rzeczy rnych (typowy lamus, wszak co kiedy moe si przyda), z ktrego wyjmuj urzdzenie do nagrywania oraz odtwarzania, sprzt otrzymany w przeszoci od rodziny z poleceniem "napraw". urzdzenie "leakuje" i czeka na sprzyjajce okolicznoci, a te okolicznoci to dostp do czci i przede wszystkim czasu potrzebnego na napraw. zaczynam rozkrca urzdzenie - i po krtkiej chwili odkadam. z komentarzem: po jakiego [cenzura] za to si bior?, przecie nie mam jak-czym naprawi. urzdzenie (w sposb dynamiczny) wdruje na uprzednio zajmowane miejsce, ksika wraca do czytania, a ja o sprawie zapominam. scena druga: to samo spokojne miasteczko na kracu lokalnego wiata, czytam dalej wspomnian ksik, ale jest pne popoudnie (ok. szesnastej). telefon. czyli doszo do wielu czynnoci w ramach budynku lokalnej cznicy skoro u mnie sycha dzwonek. telefon od rodziny, ktra w linii prostej znajduje si w odlegoci plus-minus czterystu kilometrw. pytanie z ich strony do mnie: posiadaj elektryczn maszyn do pisania (w owym czasie rzecz cenn), jednak musz j naprawi, bo co si zepsuo. zgadzam si. - na marginesie, maszyna pniej do mnie dotara, ale podzielia los wyej wzmiankowanego urzdzonka (czyli ad acta). koniec. co w tym przykadzie jest wane? - powtarzam i podkrelam, kady szczeg. i dystans midzy osobami zdarzenia, i wspomniane warunki techniczne, i rodzaj, cig czynnoci ze sceny pierwszej, i temat rozmowy ze sceny drugiej (e chodzi o sprzt konkretnego rodzaju), i to, e sprawa dotyczy osb bliskich, a wic "z rodziny". - oraz to, e dopiero po dugim okresie czasu od tego zdarzenia "skleiem", skojarzyem w logiczn cao poszczeglne obrazy. dlaczego tak podkrelam pozornie banalne i uboczne uwarunkowania zwizane z cznoci? poniewa obecnie, kiedy zajdzie okoliczno podobna do opisanej, wystarczy sign po telefon i spyta, czyli midzy zdarzeniem, pomyleniem sprawy a jej przeprowadzeniem, mija najwyej kilka(nacie) minut. oczywicie w ramach tak opisanego przykadu, w yciu s przecie inne, duo waniejsze zdarzenia. ale podaj to dlatego, e chodzi wanie o upyw czasu, ktry w innych okolicznociach skutecznie zaciera i uniemoliwia poczenie takich wydarze. w tym przypadku od mojej porannej a nagej aktywnoci naprawczej do telefonu od rodziny mino kilka godzin oraz wiele czynnoci, w tym powanie absorbujcych umys (czytanie i budowanie abstrakcji). dlatego poczenie tak oddalonych faktw jest na skraju moliwoci - co te si potwierdzio.
160

fundamentalnie wana jest tu informacja, e chodzi o rodzin, osoby jako ze mn splatane emocjonalnie. w obu scenach chodzi o dokadnie okrelon osob i jednoczenie jest dokadnie okrelony charakter relacji. podkrelam to, tu i tu (w obu zachowaniach, moim dziaaniu i pniejszej rozmowie) detalicznie chodzi o napraw sprztu, ktry otrzymaem wczeniej. dziwne dla mnie samego zachowanie, ktre zaczynam realizowa, czyli naprawa sprztu, jest powizana w sposb dokadny i cisy z tym, co si dzieje popoudniem. tu nie chodzi, co mocno podkrelam, o napraw dowolnego sprztu (czy innej aktywnoci), ale zdefiniowanego jako elektryczny, a nawet dokadniej, jako elektroniczny. w obu scenach mam dokadnie ten sam rodzaj urzdzenia, dostarczonego dokadnie z tego samego rda i chodzi o dokadnie tak sam czynno. rnica jest tylko w tym, e pomidzy zachowaniem ze sceny pierwszej a telefonem ze sceny drugiej, upywa czas potrzebny na wykonanie poczenia przy pomocy kiepskiej technologicznie struktury, a to skutecznie zaciera lady. przekaz jest wic idealnie dokadny - a zarazem go nie ma. w tym momencie kolejny raz zapisuj, e dokonuje si przekaz bez przekazu tym razem z uwagi na odbiorc i na nadawc jednoczenie. ani strona mylca o mnie nie wie, e tworzy tre "depeszy", ani ja wiem, e taka informacja do mnie dociera, ani tym bardziej wiem, e jest jaka tre przekazu, ktra si odnosi do kiedy tam zaistniaego zdarzenia. co si w ramach dla obu stron jednoczesnego ta zmienia, jednak pocztek i koniec tej zmiany nie ma wiedzy, e ona si dokonaa. kiedy "nadajnik" definiuje sytuacj, wic stwierdza, e jest sprzt do naprawy, "odbiornik" podejmuje czynnoci wspbiene do treci tego przekazu, czyli naprawcze. jak wida, przekaz niesie caociow i pen informacj o tym, co naley zrobi - ale odbiorca nie moe odczyta takiej informacji wprost, poniewa nie otrzymuje jej w formie dwikowej w suchawce telefonicznej (to zajdzie pniej), ani jako inaczej przekazanej. ma tre wiadomoci, jednak nie ma adnej wiadomoci, e jest wiadomo i e jest to wiadomo z treci. wicej - co bardzo podkrelam - tre wiadomoci jest ju zawarta w odbiorcy na jaki czas przed zaistnieniem samej wiadomoci (potencjalnie nawet bardzo dugi). oczywicie nie chodzi dokadnie o t wiadomo, ale fakty, ktre jak najbardziej pasuj do wiadomoci otrzymanej. zwracam uwag, e to, co robi w scenie pierwszej, nawizuje do zdarzenia sprzed wielu miesicy, po prostu jest zawartoci mojego umysu. to si realnie i bardzo konkretnie zdarzyo, a dodatkowo zostao obrobione abstrakcjami. i teraz napywa sygna ze wiata co moe uczyni umys? przecie nie zapali si w nim adna lampka i aden cznociowiec nie poczy przewodw na/w cznicy i nie dojdzie do adnego kontaktu. a jednak sygna zakodowany jest i wywiera w sposb mi znany nacisk na elementy mojego mzgu. co moe w tych okolicznociach zrobi umys? musi znale pasujcy do napywajcego kodu stan w zasobach i je podesa wic "wypchn" na poziom wiadomoci. nie zbuduje nowej abstrakcji, poniewa nie ma takich moliwoci (si, ani elementw skadowych), ale moe skorzysta z zasobw przecie na pewno kod napywajcy do czego w zbiorze pasuje mniej lub bardziej. pod warunkiem, e byo spltanie. kiedy spotka si sygna oraz jego zakodowana zawarto ze swoim odpowiednikiem, podobnie zakodowanym, to moe powsta wypadkowa, podwojona - a wic ewolucyjna sytuacja. i to moe si ju "pokaza" nadprogowo. sygnaem wywoujcym i uruchamiajcym reakcje (czy tylko myli) jest tu fizyczny nacisk idcy z/od poziomu ta, ale warunkiem zaistnienia w/u odbiorcy postrzeenia takiego nacisku jest ju zawarta w nim energia po prostu, eby odczyta informacj w takim przekazie, musz j w zasobie posiada. nic nowego si nie pojawi, bo nie moe, ale moe odwoa si do ju zaistniaego. musi by zbir danych (stanw zakodowanych), z ktrego i w ramach ktrego mona wyszuka, wyodrbni najbardziej zbien ze stanem sygnau informacj. to jest peny przekaz - ale powyej (lub poniej w innym spojrzeniu) budowania si abstrakcji, korzysta z ju gotowych struktur.
161

- "przekaz spltany" w takim przekazie, i to jest jego gwna cecha, dziaa zbir na zbir i, co wane, musz one by do siebie dopasowane w sposb maksymalny (eby elementy tworzce struktur mogy si "zderzy" i poczy). w innym przypadku taka "galaktyka" informacyjna, strumie energii przejdzie mimo - co si zdarzy, ale w minimalnym zakresie oraz bez efektw w postaci zauwaenia sygnau. im wicej wsplnych elementw i im bliszy kod elementw dziaajcych na siebie ewolucji (uoenie w czasoprzestrzeni), tym wikszy "styk" i skutek w formie powizanego reagowania. zasadnicza trudno w poczeniu takich faktw (zjawisk) wynika z upywu czasu, a od strony eksperymentalnej skutkuje to ogromnymi trudnociami w zaplanowaniu procedury badawczej. przecie kiedy nawet mam wiedz o takim przekazie, ale dopiero moliwym, nawet kiedy mam wiedz teoretyczn, e to jest fizyczny i realny proces (i logicznie poprawny), to jak mam ustawi pomiar, w stosunku do czego mierzy? zaistnienie zachowania nie jest ani tosame z potencjalnym naciskiem od nadawcy, przecie moje zachowanie moe zosta wywoane procesem dowolnym (albo "spontaniczne") - a po drugie, nawet nie wiem, kto dziaa na mnie w danej chwili. to mog stwierdzi, przy sprzyjajcych okolicznociach, daleko po fakcie. czynnikiem kojarzcym takie sygnay jest sam umys, ktry z zestawu abstrakcji wybiera wpierw najodpowiedniejsze, a nastpnie "podsuwa" je na poziom wiadomoci. i dopiero po zaistnieniu takich faktw w zakresie wiadomoci moe je nastpczo zinterpretowa. - o ile na wstpie nie odrzuci takiej moliwoci z uwagi na posiadane wyobraenie o wiecie ("przecie to niemoliwe"). kojarzenie zjawisk jest tu warunkiem koniecznym i moliwym do wyuczenia, ale niewtpliwie trudnym. powtarzalno takich "faktw" wystpuje i daje o sobie niekiedy zna, jednak nie na tyle czsto, eby wyuczenie si reakcji byo proste (potrzeba lat i wiadomej samoobserwacji). wane, przekaz w tak pojtym rozumieniu nie moe dokonywa si w prni, ale obecnie sowo "prnia" rozcigam na wszelkie stany. to znaczy, nie moe by przekazu w nicoci, w fizycznie definiowanym obszarze, w ktrym brak energii i nie ma tym samym nonika. ale take w/na kolejnych zakresach postrzegania i analizowania nie moe by prni w adnym innym rozumieniu - nie moe by np. umysu bez abstrakcji. w mzgu, w ukadzie nadajcym musz si zbudowa abstrakcje, ktre oddziaaj na otoczenie, ale w odbiorcy rwnie musz si znajdowa abstrakcje, ktre odpowiada bd na sygna docierajcy, po prostu musz by. musz by jako fakt fizyczny, ale take jako posta zakodowana i abstrakcja, pojcie odnoszce si do czego konkretnego. moe by umys gsto zapchany energi (i tak jest w chwili narodzin), ale eby dokona si gboki i skomplikowany przekaz, musi to by energia uoona, wic musi by zbudowana struktura. i musi owa struktura co oznacza. przekaz jest moliwy wycznie wwczas, kiedy nadajcy i odbierajcy znaj si i dziaaj "na tej samej fali" (czasoprzestrzennej), w innym przypadku nie ma przesania wiadomoci. dopiero takie zdefiniowanie i rozumienie pojcia "telepatia" jest poprawne, jest opisem zjawiska. nie ma przesyania wiadomoci na zasadzie zachcenia, a tym bardziej w zakresie pojmowanym jako "poza fizyk". to zawsze jest proces jak najbardziej fizyczny oraz realny, ale zachodzcy podprogowo wobec piciu podstawowych zmysw. to rwnie nie jest nigdy przesyanie dowolnie pojtej wiadomoci - to w oglne nie jest przesyanie wiadomoci. tu nie wystpuje ani wiadomo nadawania, ani wiadomo odbioru (ani wiadomo interpretacji danych). to zawsze jest przekaz bez przekazu, cho kady element tradycyjnie pojtego przekazu si pojawia. jest nadajnik, kana czcy i odbiornik i jest wiadomo, ktra ni zarazem nie jest. wspominaem, e ewolucja potrafi wyczynia przerne fanaberie, to jedna z nich. telepatii wic nie ma - i jest. nie ma w banalnym i zmitologizowanym ujciu, jednak jest w sensie gbokim, jako konieczny logicznie stan szstego zmysu. samego terminu nie warto odrzuca, ale trzeba okreli na nowo.
162

- symetria ewolucji - sze zmysw - zalenoci midzy zmysami jeeli ju wiem, e czowiek (rozum) jest podczony do rzeczywistoci poprzez parzyst, symetryczn ilo zmysw - jeeli ju wiem, e ewolucyjna zasada symetrii procesw, tak fundamentalna, posiada, uzyskuje swoje przeoenie na zaistnienie oraz reakcje ukadu ciao-umys - to warto taki zbir elementw uporzdkowa, a nawet poszuka w nim gbokich symetrii, warto uszeregowa i przyjrze si, jakie w tym zbiorze wystpuj zalenoci. oczywicie obecnie nie zamierzam caociowo, poniewa jest to po prostu niemoliwe, analizowa takich powiza, w tym miejscu moe pojawi si tylko szkic i wstp (a dalsze to "przy okazji"), jednak warto temat podj - bowiem skoro to jest moliwe, to trzeba takie zestawienie zrobi. a po drugie, nawet z bardzo powierzchownej oraz wstpnej analizy wyaniaj si ciekawe ujcia, ktre, przyznaj, nieco mnie zaskoczyy (a to samo z siebie jest interesujce). pytanie: jak uporzdkowa, wedug jakiej metody zestawi ze sob zmysy? do czego si odwoa? jedynie moliwy punkt odniesienia to widmo promieniowania i rozkad pierwiastkw materii - a wewntrz tych dwu generalnych stron stan energetyczny, pooenie i potencja energetyczny poszczeglnych elementw w takim zbiorze. poniej szkic, liniowy oraz sferyczny, oddajcy wystpowanie i zalenoci midzy zmysami.

163

dlaczego takie uoenie? punktem wyjcia bya konstatacja, e w zaistniaym zbiorze zmysw mam dwa elementy cile powizane ze stron promieniowania i dwa z materi "tward" ("namacaln"), a to ju wyranie porzdkowao moliwy obraz i ustawiao dalszy tok rozumowania. te dwa "promieniste" zmysy to wzrok i such, i w tej wanie kolejnoci. nie ze wzgldu na wano, ale z pozycji w ramach widma promieniowania. skoro przyjmuj, e rozkad widma zaczyna si od duego przedziau drga, to wzrok (i tym samym nonik, z ktrego korzysta, czyli fotony wiata) musi pojawi si jako stan pierwszy. a such w takim zestawieniu to fakt "niszy", niszy na skali dotyczy energii "bliskich", ktre rozchodz si stosunkowo powolnie i na niewielkie odlegoci. std, i to jako naturalna, kolejno (uszeregowanie) tych zmysw. w przypadku materii, drugiej strony ewolucji energetycznej, tu take mam dwa zmysy, wch i smak. a nonikiem, na/w ktrym zostaje przekazany sygna, dla tych podcze do wiata nonikiem jest zbir atomw, "grudka" materii. - co wane, po obu stronach (materii i promieniowania) zawsze wystpuje fala i to fala czasoprzestrzenna, ktra oznacza zarazem przekaz i ktra stanowi jest rozprzestrzeniajc si ewolucj. to nigdy nie jest i by nie moe jednostka, pojedynczy fakt. docierajcy do zmysw zbir kwantw to wielowarstwowa, wic w czasie i przestrzeni rozcigajca si fala zdarzenia oznaczajcego sygna. czy materia czy promieniowanie, zawsze ustalam wielo i rnorodno, zawsze zbir elementw, ktry jest zakodowany przez proces, z ktrego si wywodzi. jeeli podzia zmysw uzyska taki poziom, e cztery elementy ze zbioru ju zostay przyporzdkowane, to przypisanie dwm pozostaych nalenej im pozycji nie powinno nastrcza trudnoci, a jednak sprawa nie jest tak oczywista. acz ostatecznie przychyliem si do wyej prezentowanego ujcia. dlaczego to nie jest rozkad banalny? poniewa zaskakuje umiejscowienie dotyku, i to jest ten wspominany fakt mojego zdziwienia. to, e dotyk znajduje si w punkcie wanym, e rozciga si w rodku oraz okoo rodka (punktu "4"), to, przyznaj, byo pewnym zaskoczeniem. teoretycznie nie powinno, przecie dotyk od dawna posiada swoje (i wane) znaczenie, ale jednak si zdziwiem. - owszem, mona inaczej szkic zestawi, przypisa punktowi "4" stan przejciowy (analogiczny, jak na powyszym rysunku uzyskuje punkt "2" albo "6"), jednak wwczas mam co prawda symetri, tylko e trzy zmysy zostaj przypisane do strony promieniowania i trzy do strony materii twardej, czyli tak, jak to jest w ujciu liniowym. ale to w sposb wyrany nie zgadza si z przypisaniem umysu (umysu jako zmysu) do dwu stron jednoczenie, do odbierania promieniowania i elementw materii. w ujciu biologicznym, jako narzdu, rzeczywicie mzg to struktura atomowa i materialna, jednak wykorzystuje przecie rne (wszystkie) poziomy obecne w ewolucji do swojego dziaania, dlatego musi by "po rodku". - z tym, e po rodku, ale w tym ujciu nie w punkcie "4", tylko w "8/0". powd? kontaktuje si, odbiera rwnie sygnay z brzegu, z ta - czyli uczestniczy jednoczenie w zakresie nadprogowym i podprogowym. i dlatego nie ma dla umysu pooenia innego, jak punkt "8/0". sama konstrukcja mzgu, jako fakt ewolucji, naley do rodka (i to wielokrotnego, maksymalnego rodka w ewolucji), jednak jako zmys znajduje si na pograniczu, dokadnie na granicy fizyki i Fizyki, te bardzo wane oraz szczeglne pooenie, jednak nie punkt "4". ten punkt, jak z tego wida, przypada dotykowi, a rysunek musi mie tak posta. zaskoczenie, o ktrym wspominam, wynika wanie z tego pooenia, poniewa w sposb nieoczekiwany wyrnia zmys dotyku z caego zbioru. owszem, dla mnie szczeglnie wany jest wzrok, przecie przez ten kana przemieszcza si co okoo 90 % informacji o wiecie, ale to jednak dotyk w takim zestawieniu jest w punkcie szczeglnym, i warto si nad tym pochyli. - po drugie, sam kilka stron wczeniej analizowaem dotyk i stwierdziem, e doskonale nadaje si do kontaktu z otoczeniem (dla licznych ukadw i za pomoc rnych technicznych form), ale obecnie musz ten zmys jeszcze dodatkowo wyodrbni z pozostaych i podkreli jego wag - doprawdy ciekawe.
164

rozum, jako zmys, dziaa na zasadzie odebrania sygnau, odszukaniu dobrze do dopasowanej abstrakcji, ale ju zawartej "w archiwum wiedzy" (tu: pamici) i nastpnie "przepchniciu" tej informacji na poziom wiadomoci, gdzie moe zosta opracowana oraz wpisana w ca struktur jako nowy fakt. skoro dotyk znajduje si w symetrycznie pooonym przedziale do rozumu - to pojawia si naturalnie pytanie, czy rwnie charakteryzuje si podobnym lub innym ciekawym stanem - czy, mwic inaczej, dotyk to tylko dotyk, czy "co wicej"? fakt, moje zdziwienie nie powinno mie miejsca, poniewa dotyk jest, nawet w zgrubnym analizowaniu, procesem dwustronnym (w znaczeniu, e przynaley do dwu stron ewolucji, bo dwustronne, jako dwukierunkowe, s wszelkie zmysy), a wic dziaa i po stronie promieniowania (ciepo, warstwy kwantowe, ktre oddalaj si od ciaa), i po stronie materii "twardej" (nacisk ciaa, ktry czyni lub odbiera). ju to oznacza, e ten zmys jest rzeczywicie w takim rozoeniu "na rodku". - tylko, ponawiam pytanie, czy co z tego wicej wynika i na co si przekada w relacjach z otoczeniem? co zrozumiae, nie zamierzam, nie chc ponownie wprowadza czego, co musiabym odnotowywa w formule umownoci i z licznymi zastrzeeniami, nie o to przecie tutaj chodzi. jeeli dotyk jest w punkcie szczeglnym na wykresie, to albo to nic nie znaczy, albo ma dodatkowy sens, ktrego w tej chwili nie widz - i tylko tyle. fakt, w ujciu historycznym, ktrego tu nie mog pomin, dotyk wyrnia si w znaczeniu, zreszt na podobnej zasadzie jak "zjawiska" i "telepatia", i to ju daje do mylenia. mona wic si zastanawia, czy w samym dziaaniu tego zmysu nie ma czego ewolucyjnie wanego chodzi o wspomnian dwustronno. skoro jest to pooenie "pomidzy", to efektem "emitowanych" warstw kwantw i "odbierania" takich samych a idcych od innych ewolucji warstw (na/w styku spotkania si tych fal-warstw), moe dochodzi do wypadkowej i wsplnej ju zmiany energetycznej. skoro w "zjawiskach" mam dziaanie "rezonujce" przez czas i przestrze dwu do siebie praktycznie identycznych elementw, ktre z tego samego osobnika pochodz, to dwa prawie identyczne elementy (acz ju w swoim zakodowaniu odrbne) rwnie mog i powinne na siebie oddziaa. i te ponad czasem i przestrzeni (cho nie dowolnie daleko). mam dwustronny oraz na siebie nakierowany nacisk, energia w tym ujciu (np. zakres cieplny) nie jest obiektywnie wielka, ale na pewno nie jest to wielko zerowa (w kadym zadziaaniu, to nie pustka) - dlatego z takiego dziaania musi powsta jako wsplna ewolucja, co zaistnieje. sabo, ale zaistnieje. czy bdzie to fakt nadprogowy i obserwowalny? zapewne nie zawsze, aczkolwiek przy bezporednim ju dotykaniu, czyli nacisku materii na materi, tu sygna nadprogowy musi po prostu si pojawi, co poczuj. dylemat dotyczy strony "poza" wyodrbnionym z ta ciaem, z warstwami oddalajcych si kwantw. logicznie nie widz przeciwwskaza dla zaistnienia takiego zdarzenia, tu nie ma oporu, ale fizycznie jest problem. nie taki, ze to nie zaistnieje, bowiem zaistnieje, wspominaem, e ze spotkania dwu fal energii zawsze co powsta musi (nie ma obojtnego przejcia fal), ale czy to "co" oddziaa na rdo (ciao) sygnau? i to w obu kierunkach, co zrozumiae. i tu ju nie ma wyranej odpowiedzi, i to pomimo przywoywanych w powyszych akapitach historycznych odniesie. co powstanie, ale to zawsze bdzie co pomidzy dziaajcymi na siebie ciaami (ewolucjami), wic "po drodze". tu, zgoda, w odlegoci nawet niewielkiej ciaa od ciaa, ale nie w jego obrbie, jaki fakt wzajemnego na siebie nacisku zaistnieje, energia z energi si "sparuj" i w efekcie, nawet lokalnie rozbudowane, co powstanie. takie ujcie jest do przyjcia. ale nie jako element cielesny i w ciele. ale, przy gbszym zastanowieniu, sprawa nie wydaje si a tak jednoznaczna i do odrzucenia, mona przeprowadzi wanie "gbsz" analiz i to nawet na kilku poziomach jednoczenie. owszem, traktuj to w tym momencie wycznie jako "gone mylenie" i rozwaanie w krgu poj odnoszcych si do struktury ewolucyjnej i wielowymiarowej, ale bez ostatecznych wnioskw.
165

czy dostrzegam jakie powizania midzy abstrakcjami (i zmysami)? wydaje si, e mona si ich doszuka, i to w interesujcy nawet sposb (ktrego w chwili rozpoczynania tego zapisu nawet nie przeczuwaem). po pierwsze, jako dziaanie porednie i "podprogowe", ale w zakresie fizycznym ale rwnie, i jest to zdecydowanie ciekawsze tumaczenie, podprogowe i przez to, ale ju w ujciu szerszym. co mam na myli? jeeli ewolucja, tu ciao osobnika, to wielowymiarowa oraz wielopoziomowa energetycznie zmiana, a do tego "rozwleczona" w/po wiecie na dalekie dystanse i tylko zgrubnie, zawsze przez konkretnego obserwatora i w konkretnym okresie istnienia wyrniona z ta, to taka struktura musi si z otoczeniem wymienia energi rwnie na rnych poziomach i dystansach. a to oznacza, e kiedy pojawia si nacisk jednej ewolucji na drug, czyli s we wzajemnym bliskim zasigu (wszak dotyk nie dziaa dowolnie daleko), to moe nacisk z ktrego niskiego w ewolucji poziomu "wnikn" swoimi elementami w zakres innej ewolucji, na tym wanie poziomie. mwic inaczej, kiedy czuj ciepo drugiej istoty, to ta fala energii dociera do powierzchni, ale rwnie moe spenetrowa organizm gbiej (z tym, e na kadym poziomie energetycznym bdzie taka wymiana). jako byt "najeony" energiami, ktre oddalaj si od centrum w postaci fizycznego organizmu, takie fakty (rwnie fizyczne) mog wej do gboko w inny wiat i go zmieni, przeksztaci, wywoa reakcj. skoro co tak "niematerialnego", jak sowo i zawarta w nim tre moe zmieni w odbiorcy tej energii emocjonalny stan (fizycznie zbudowa now jako), to przecie fakt niewtpliwie ju fizyczny, np. promieniowanie cieplne, moe i musi si "objawi" w strukturze ciaa innej osoby. - czy zauwaalnie, czy to znajdzie si na poziomie wiadomym? oto jest pytanie. ale, jak z tego wida, reakcja, efekt jaki by powinien. przy czym wyrnienie w takim przypadku i odwoanie si do poziomu wiadomoci niekoniecznie musi by poprawne, bo w relacjach o takim dziaaniu wrcz wiadomo nie wystpuje z zasady, chodzi o dziaanie, ale "poza" (poziomem interpretacji). druga moliwo dziaania, jak wspomniaem ciekawsza logicznie, a jednoczenie powizana ze wiadomoci, to dziaanie "porednie" ale przez to. skoro mam symetri pooenia dotyku i rozumu, skoro mam odbieranie poprzez to w innej ewolucji zaistniaej zmiany to mog, logicznie to nie jest w adnym razie sprzeczne, poczy ze sob takie dziaanie. czyli wypadkowa, ale do saba energetycznie zmiana "na styku" (i poza ciaem) zaistnieje, co si z nacisku dwu ewolucji na siebie "wyoni", tylko e podprogowo fizycznie. ale to nie wyklucza, e nie moe zosta zarejestrowane wanie przez kana, ktry czy osobnika z tem przez rozum-zmys. dziaanie dotyku jest absolutnie fizyczne i w zakresie nadprogowym (i po obu stronach ewolucji), ale zasza w okolicy zmiana (bez definiowania tej "okolicy") oddziaa na rdo sygnau oraz drug (lub inne) ewolucje poprzez to, podprogowo. i niekoniecznie, a nawet z maym lub minimalnym odniesieniem do poziomu wiadomoci. to jest dziaanie ciaa na ciao, energii idcej od ciaa do innego ciaa, wic o wyranym zakodowaniu stanem "nadajcej" ewolucji, jednak bez odniesie wobec stanw i zawartoci "archiwum" w umyle tam po prostu nie ma co si w takim "nacisku" poruszy, przemieci, nie ma takiej abstrakcji. natomiast "abstrakcja cielesna" to fakt - jest w ciele i co z "fizycznej abstrakcji" ciaa posiada swoje odpowiednie stany w innym ciele. i moe tym samym taka abstrakcja si dopasowa, poruszy taki sam fakt w ssiednim organizmie. i podprogowo wobec stanu tego ciaa (a wic poprzez to). fizycznie, ale podprogowo. wwczas, fakt, dziwnie to brzmi, mog powiedzie, e mam tu "telepati fizyczn", "przekaz cielesny", e dziaa tu "abstrakcja" w postaci fizycznej konstrukcji, ale na poziomie niszym do umysu, cielesnym, e nie dotyczy to wiadomoci (lub minimalnie). skoro mam "telepati" midzy umysami, to rwnie, argument wany (poniewa kania si tu symetria), musz mie "telepati" na poziomie ciaa, jako dopenienie tego procesu. skoro jest spltanie emocjonalne, musi by "spltanie organiczne".
166

oczywiste, takie wpywanie na siebie ewolucji bdzie tym silniejsze, bdzie bardziej "podne" i wielopoziomowe, im bd to sobie blisze konstrukcje, a wic jako spokrewnione. zapewne, to warunek podstawowy, musz by w czasie i przestrzeni sobie bliskie (np. gatunkowo). aczkolwiek przynaleno do jednego wiata i jednej reguy wyklucza cakowity brak oddziaania, to jednak efekt najpeniejszy musi pojawi si midzy bytami, ktrych struktura (wewntrzna zabudowa) jest najblisza. dlaczego? poniewa zachodzcy wwczas proces posiada najwicej punktw stycznych. po drugie, co jasno wynika z samej postaci zmysu dotyku, musi to by rwnie bliskie, praktycznie bardzo bliskie fizycznie w przestrzeni dziaanie. mog dotkn cielenie bytu, ktry znajduje si obok, jednak za cian ju nie (za dowoln barier), bo sygna si nie przeniesie. owszem, mam tu to, ale to w tym dziaaniu jest take moliwe do wykorzystania tylko na maym dystansie, dopenia dziaanie ciaa na ciao "fizyczn telepati", ale blisko. to jest to nadprogowe (cho oczywicie zakotwiczone jako element w zakresie niszym wobec fizyki) i tylko nadprogowo moe oddziaa. dlatego jest to may oraz bardzo may zakres. dlatego nie przypadkiem, co warto podkreli, zakodowane w "abstrakcji fizycznej" (np. w komrkach rozrodczych) istnienie osobnicze w czasoprzestrzeni moe si przenosi na ma odlego. - co wicej, kiedy mam due i maksymalne skomplikowanie "abstrakcji cielesnej", to rdo "nadajce" taki sygna mysi by blisko odbiorcy (nawet wnikn w jego struktur). wniosek? - szczeglne pooenie zmysu dotyku faktycznie wydaje si spenia warunek symetrycznoci wobec dziaania umysu, tylko e ju nadprogowo, wic w przedziale fizyki. z powyszej analizy wynika, e "telepatia", dziaanie na inn struktur moe przebiega dwupoziomowo, jako fakt symetryczny: w ramach umysu i w ramach ciaa. i w poczeniu, co zrozumiae. przecie umys dziaa w obu zakresach, promieniowania i materii (a take nadprogowo i podprogowo), jest stanem symetrii maksymalnej. i w takim ujciu "telepatia", co znw jest pewnym zaskoczeniem (cho nie powinno), to fakt dwudzielny, fakt symetryczny taka funkcja speniana jest w formie ewolucyjnej, dwustronnie. skoro nic nie moe by jednostkowe, to i taki stan. wane potwierdzenie zasady. zgoda, mona wysun zastrzeenie, e komrka rozrodcza (czy podobny element z ewolucji dziaajcy na inn ewolucj) to w tym ujciu przekroczenie treci pojcia "telepatia" tylko e ju wczeniej takiego poszerzenia dokonaem, i to w maksymalnym zakresie: kady przekaz na odlego jest "telepati" oraz buduje w "odbiorniku" (w dogodnych warunkach) odbiorc (kolejn abstrakcj). ma to przeniesienie na poziom procesw fizycznych, zasada i funkcja ta sama, tylko lokalne i dopasowane do treci pojcia. przecie wnikajca do ciaa i "zagniedajca" si w nim komrka, to samoreplikujcy si przekaz, ktry w nowych okolicznociach wytwarza odbiorc sygnau, tu ukad osobniczy. ale z punktu postrzegania tego nowego bytu, to przekaz ponad czasem-i-przestrzeni (i "telepatyczny" jak najbardziej). i podporogowy. to przekaz poniej progu istnienia, bo tego istnienia jeszcze nie ma. - to samo mam, kiedy dziaa na organizm kady inny tak wsplnie wytworzony element, nie ma znaczenia, jaki to element, z ktrego poziomu ewolucji. kiedy spotykaj si energie z dwu i obok siebie w czasoprzestrzeni znajdujcych si ewolucji, musi zaistnie w wyniku tego spotkania fakt, nowa struktura energetyczna, a kiedy oddziaa na ciaa nadajce, bdzie wobec nich faktem podprogowym, tem ale bdzie, to element jak najbardziej realny. co wicej, takie spotkania elementw, a tym samym gbsze powizania w ramach prezentowanego zbioru zmysw, bd odnosiy si do innych zakresw (np. wzrok i such, ale rwnie wzrok i smak lub wch, itp.). to zawsze jest wielopoziomowa i rozprzestrzeniona fala energii, a take struktura czasoprzestrzenna, dlatego dziaa daleko-szeroko-gboko. zwizki by musz, cho nie zawsze w formie na tyle silnej, eby takie wsplne fakty dostrzec. - tyle "w temacie". by moe warto bdzie kiedy do niego wrci, jednak aktualnie takie ujcie wystarczy.
167

umys meta-fizyczny

168

- umys meta-fizyczny - rozum a abstrakcje - mier - co dalej? uwaga na wstpie: chodzi o umys "meta-fizyczny", nie metafizyczny forma zastosowanego zapisu jest tu bardzo wana. nie chodzi o "umys metafizyczny" (z caym balastem tego pojcia nagromadzonego przez minione wieki), tylko o umys meta-fizyczny. - podkrelam, mam na myli meta-fizyk, czyli przedzia rzeczywistoci, ktry nastpuje po-fizyce, ale ktry jednoczenie zawsze by - jest - bdzie fizyk (i Fizyk w rozszerzonym ujciu). do pewnego stopnia i zamiennie mgbym uy okrelenia "umys meta-biologiczny", jednak byoby to zawenie tematu, ktry chc tu poruszy. czyli - cigu dalszego. ju nie w formie oczywistych a koniecznych przemian w cielesnej powoce po mierci, ale w "nadbudowie", w umyle, w zakresie potocznie okrelanym jako "dusza". a jest o czym mwi oraz nad czym si zastanawia. dlaczego? z powodu konsekwencji, ktre pojawiaj si na horyzoncie. temat naley do gwnych i podstawowych, wic musi si znale w tekcie definiujcym otoczenie. jako z jednej strony dopenienie opisu mierci (i "zjawisk"), a z drugiej zakoczenie opisywania operacji na abstrakcjach - i konsekwencja postrzegania rzeczywistoci jako fal (fali) tworzcych si i zachodzcych w formie czasoprzestrzennej. w pojciu "umys meta-fizyczny" zbiegaj si wszelkie poruszane wczeniej zagadnienia - i to na zasadzie koniecznego dopenienia. to nie jest i nigdy nawet nie by obszar metafizyczny w tradycyjnym tego sowa znaczeniu, to zawsze byo dziaanie na abstrakcjach, ktre posiadaj fizyczny nonik i zawsze dotycz wiata jak najbardziej namacalnego. nie ma znaczenia sowna (dwikowa) otoczka tego pojcia, take nie ma znaczenia powierzchowna i w rnych okrasach nadawana temu zakresowi logiczna tre, to kadorazowo bya-jest-bdzie fizyka i tre realna. to nic, e do tej pory (z rozlicznych powodw, rwnie przez abdykacj, a nawet ucieczk fizyki od tego tematu) bya to domena szeroko pojtej metafizyki (czy to w postaci naukowej filozofii, w tym religijnej, czy innych okazjonalnych "spekulacji"), to zawsze bya realnie przynaleca do fizycznego wiata konstatacja, to zawsze bya poprawna oraz fizyczna konstrukcja zabudowujca otoczenie. a wnioski byy jak najbardziej poprawne, rzeczywiste, konkretne. ucieczka od analizy tego obszaru (lecego pozornie "poza") bya rezultatem odcicia si od nadmiarowego w pewnym okresie poza-wszechwiata (Kosmosu), jednak dzi ju wiadomo, e musi si to zmieni poniewa, ebym mg zdefiniowa tutejsz chwilowo, musz odnie si do nieskoczonoci. nadszed wic czas wprowadzenia tego "poza" w zakres fizyki (Fizyki) - w tym rwnie wprowadzenia w naukow analiz "cielesnego poza". ycie po yciu to nie jest wymys i pusta abstrakcja - to gboka fizycznie myl. a to, e zostaa zbudowana najpierw jako filozoficzna (i metafizyczna) spekulacja, w niczym gbokiej wartoci tego pojcia nie umniejsza. znw powtrz najczciej zapisywan tutaj fraz: nie ma ewolucji w pustce. eby istnie, eby cokolwiek istniao i si zmieniao, musi proces posiada fizyczny ("namacalny") nonik, a ustalona regua zmiany odnosi si do czego zawsze konkretnego. jeeli dokonuj operacji na pojciach (abstrakcjach), to nie wytworz ich w oderwaniu od wiata i jego reguy - nie oderw si nigdy od tego zakresu. mog, a w pewnych okresach nawet musz pomija gbok (wic fizyczn) struktur myli, mog nawet nie uwiadamia sobie istnienia takiego poziomu dziaa, ale nie mog si bez niego oby. eby myle, musz opiera si na czym materialnym. jeeli uznaj wasne abstrakcje za odniesienie do "czego" poza fizyk, jeeli postrzegam wyprodukowane przez umys pojcia jako nadrzdne do wiata i komunikujce si z "za-wiatem", dowodz jedynie tego, e w sposb niepeny definiuj (rozumiem) rzeczywisto i pozwalam abstrakcjom na samowol. kiedy zamykam si w pojciach i jednoczenie odcinam od faktw, a te przecie mog mnie bolenie zaskoczy za najbliszym zakrtem, wwczas naraam si na kopoty (czasami powane). i musz mie tego wiadomo.
169

naturalnie zdaj sobie spraw z silnego oporu, ktry wytwarza si w umyle, kiedy ten zapoznaje si ze stwierdzeniem, e mona poprowadzi rozumowanie i dalsz analiz istnienia poza jednostkowy i konkretny, wic ograniczony cile w przestrzeni i czasie fakt. zdaj sobie z tego spraw, poniewa dowiadczam tego sam - i to pomimo dokonanej ju na prywatny uytek analizy tego zakresu. kiedy wczuwam si w reakcje poznajcego takie zapisy, rejestruj duy (a nawet wielki) opr przed pjciem dalej - pojawia si moliwo odrzucenia tematu, i to bez zapoznania si, o co tak naprawd chodzi. dlatego obecne zapiski s form dziaania wyprzedzajcego i pomniejszenia oporu, kolejny zreszt raz. kiedy z jednej strony mam wdrukowany (od pokole) przekaz, e jest to obszar "jako inny", e to co niebywaego, "cudownego" i naukowo niedostpnego, co tylko "w innych stanach umysu" moe by analizowane, to oczywicie pojawia si dystans, wtpliwoci, odrzucenie tak definiowanego obszaru. - z drugiej strony mam cay konieczny i wiadomie przyjty krg fizycznego eksperymentu, ktry wyrzuca poza badanie wszystko, co (pozornie) wydaje si znajdowa ju poza-fizyk. e niesusznie, tego chyba nie musz gboko uzasadnia, wszak historia nauki to nieustanne przesuwanie granicy poznania na tereny, ktre wczeniej byy rozpoznane przez spekulacj (filozoficzn, religijn, inn). obecnie wypada w dziaaniu opisujcym rzeczywisto wykona krok ostatni (i ostateczny): wprowadzi w zakres fizyki Ewolucj. czyli wpisa w Fizyk, jako elementy konieczne, nieskoczono oraz wieczno. - wikszo zapisywanych obecnie przeze mnie sw suy wanie temu, eby pokaza, e to nie jest ani co niezwykego, ani niepoznawalnego, ani obcego. historyczne zawaszczenie terenw "poza" przez filozofi (i religie) byo konieczne, to rezultat dziaa na/w abstrakcjach, to efekt "przeskoku" w analizie pojciowej ponad fizycznymi szczegami do zakresu brzegowego - ale obecnie musi nastpi wywaszczenie metafizyki na rzecz meta-fizyki, fizyka po rozpoznaniu przeoczonych porednich stanw i przemianowaniu si w Fizyk, przejmuje kontrol nad nieskoczonoci i wiecznoci. wszystko jest Fizyk, nawet poza-wiat. powtrz jeszcze raz, bowiem to zasadnicza, gwna myl, ktra pozwala opr umysu przed wnioskami dotyczcymi "poza" pomniejszy: nigdy nie ma bdnego analizowania wiata i nie ma bdnych, zych abstrakcji, ktre byyby spoza tego wiata. jeeli operacja na pojciach wprowadza zakres poza-fizyczny, on jest - jeeli abstrakcje podpowiadaj, e istnieje przedzia "po" osobniczej mierci, on jest. rwnie w takim znaczeniu, e jest "dusza" oraz jej kolejne przejcia. nie ma znaczenia forma, nie ma znaczenia pochodzenie abstrakcji, nie ma znaczenia przypisywana w konkretnej filozofii czy religii naskrkowa tre takiego pojcia, to zawsze jest poprawne, odnoszce si do realnego i fizycznego wiata ujcie. - nie ma bdnych abstrakcji, s wybiegajce poza sprawdzony (zdefiniowany) eksperymentalnie zakres - nie ma bdnych poj, s co najwyej chwilowo nie zweryfikowane. dlatego poprawny tok dziaania musi uwzgldni taki stan, nie mog odrzuci logicznie wytworzonej abstrakcji tylko dlatego, e mi si nie podoba czy nie odpowiada do wczeniej przyjtych zaoe. mog oczywicie pyta, co si za tak "wyprodukowan" abstrakcj kryje, czy powstaa w oparciu o regu, ktra oddaje cechy wiata - musz pyta, jakie gbokie treci koduje, gdzie oraz w czym szuka tego, do czego si odnosi, ale nie mog negowa tylko dlatego, e wczeniej brzytw ciem wszystko nadmiarowe. zgoda, usunicie nadmiaru jest zalet, jednak przy zmianie punktu obserwacji moe to prowadzi do bdnego wyniku - jeeli do opisania skoczonego i chwilowego (wszech)wiata potrzebuj nieskoczonego Kosmosu, to nie mog odcina wiecznoci, poniewa niczego nie zrozumiem. - w operacjach na abstrakcjach nie ma rnic, czy to bd pojcia matematyki czy filozofii (czy religii), w kadym przypadku "abstrakcjonista" operuje abstrakcjami z tego wiata i produkuje wnioski dotyczce tego wiata. a zadaniem fizyki i nauk pokrewnych jest odszuka dla nich konkretn tre. to zawsze jest ten wiat. to mj wiat.
170

- mier i "dusza" - abstrakcje brzegowe w pewnej chwili operowania abstrakcjami umys przeskakuje (czyli przechodzi bez wiadomoci istnienia stanw porednich) do poj brzegowych wyprowadza ze zmiennego wiata (oraz wasnej chwilowoci) abstrakcje i byty niezmienne, zaczyna postrzega otoczenie w skali maksymalnej (i siebie przy okazji) jako fakt logicznie nieskoczony. dziaania na abstrakcjach, czasoprzestrzennych elementach, prowadz do wniosku, e rozumny uczestnik rzeczywistoci bdzie istnia w jakiej postaci nawet wwczas, kiedy rozpadnie si jego fizyczna struktura. te ustalenia s konsekwencj i koniecznoci takich operacji i pojawiay si zawsze. zawarto umysu, wic oderwana od fizycznego nonika abstrakcja, ktra usamodzielnia si i sam siebie postrzega jako wysz form istnienia w stosunku do materialnego ciaa, staje si "dusz", ulotn i tylko czasowo zwizan z ciaem duchow postaci wiecznego bytu. dlatego po tutejszym yciu, jako konieczne dopenienie, pojawia si ycie po yciu - ycie wieczne. jeeli wszystko si koczy, jeeli jednoczenie analiza wskazuje, e do tego zakresu istnieje byt nieskoczony-wieczny, to musz z tego wyprowadzi wniosek o moliwoci wasnego wiecznego istnienia. przejcie do abstrakcji maksymalnej jest wpisane jako konieczno w tok analizy, przy jednoczesnym braku krokw porednich (wiadomoci ich wystpowania). ewolucja w umyle biegnie wedug ewolucyjnej reguy i na fizycznym noniku, ale do mojej wiadomoci dociera wycznie wynik dziaania, etapy czstkowe s w zakresie ciemnym. wynik jest poprawny - brakuje w nim tylko objanienia, "instrukcji obsugi". mwic inaczej i wprost, kiedy docieram w analizie do ustalenia, e "dusza" (zbir moich wypracowanych w cigu ycia abstrakcji) moe istnie poza form cielesn oraz by przedueniem bytowania w tu i teraz (potencjalnie nawet w nieskoczono), to nie mog odrzuci takiego ustalenia. - nie ma znaczenia, jakich abstrakcji uyem, nie ma znaczenia, e nic nie wiem o dziaaniach w/na poziomie ciemnym, nie ma znaczenia, czy w chwili aktualnej mog co pod tak uzyskane pojcie podoy - wane jest to, e to poprawny wniosek. i dlatego mam prawo pyta (o ile interesuje mnie przeduenie istnienia), co mam zrobi, eby podany stan osign. brak pomiaru wystpowania "duszy" nie oznacza, e jej nie ma - oznacza, e tre podkadana pod to pojcie jest niepena lub zdeformowana. przy czym, co zasadnicze, przeniesienie pojcia "dusza" na cay zbir abstrakcji konkretnego umysu (wszelkie dane), od razu inaczej ustawia spojrzenie oraz ewentualne konsekwencje. zwracam uwag, e w takim przypadku znika "duszny" charakter tego pojcia. kiedy wiem, e chodzi o fizyczne, wic zawsze czasoprzestrzenne abstrakcje (ktre mnie oznaczaj), to przechodz z zakresu niedefiniowalnego w peni okrelony, namacalny i istniejcy realnie. zawarto mojego umysu jest moe mao wyrana, ale na pewno jest, powstaa jako konkretna i jednostkowa ewolucja, ale jest faktem. abstrakcje zbudowane s na fizycznym noniku i s realizacj zasady ale po prostu s. czyli ju nie ma problemu z pytaniem, czy mona "to" "przemieci", co najwyej musz pyta, jak to przenie z ciaa o biologicznym (fizycznym) ksztacie w inne. rwnie fizyczne, cho ju niekoniecznie biologiczne. to dlatego wspominaem wyej, e mona to zapisywa jako konstrukcj "rozum meta-biologiczny", ale powtarzam, to dalece zawa podejcie do zagadnienia. istotne jest tu inne, nowe zobrazowanie zagadnienia "duszy" - i jej "przejcia" na/w kolejny etap istnienia. prosz zauway, e przy takim zdefiniowaniu znika opr, ju nie ma pytania, czy moe dusza wdrowa w kolejny odcinek ewolucji, pojawia si za to pytanie o stron techniczn takiego procesu, nie opr, ale oczywisto "przesiadki" rozumu (umysu) si wyania z analizy. co wicej, byo to przez wieki osigane (interpretowane) w rnej formie. problem tylko w tym, e dzi fantaci (i nie tylko) przemieszczenie (si) rozumu z jednego nonika w/na inny okrelaj jako oczywisto - wystarczy jedynie skopiowa "pliki", rozpakowa w nowej strukturze - i yj wiecznie. ech, naiwno.
171

zwracam uwag, e tak dzi powszechnie oraz na rne sposoby opisywany moment przejcia z ciaa do urzdzenia, to wspczesny odpowiednik wdrwki dusz w zawiaty. jeszcze do tego nawie, sprawa ma znaczenie, jednak tu zaznaczy wypada, e to nie jest "przesiadka" umysu ani prosta, ani atwa. analitycy kiedyniejsi dochodzili do mierci i koca ciaa - i przekraczali t granic nie zdajc sobie sprawy, e ta granica w tym miejscu istnieje i e ma wiele etapw czstkowych. i "dusza" odrywaa si od ciaa, i usamodzielniona moga wdrowa w nieskoczono, jednoczenie korzystajc ze wszelkich poprzednich form kontaktw w pozostawionym za sob fizycznym wiecie. - bd? zudzenie? ale nie. tylko brak wiadomoci zawartej w takim zobrazowaniu fundamentalnie gbokiej sprzecznoci: w jaki sposb, jak moe si z zewntrznym i fizycznym bytem skutecznie kontaktowa "odmaterializowana dusza"? nie ma znaczenia forma odpowiedzi, kada jest niepoprawna. nie moe by kontaktu w pustce czy przy pomocy pustki, zawsze musi by materialny nonik. a skoro materialny, to nie moe "dusza" by niematerialn. moe by w/na kolejnym etapie ewolucji, na co wskazuje logiczna konstrukcja i operacje na abstrakcjach, jednak zawsze musi by w zakresie fizycznym i materialnym. - ciekawy jest tutaj fakt, e analiza wprowadza (jako konieczno) dalszy etap istnienia zbioru abstrakcji, ktry oznacza konkretnego osobnika, czyli "dusza" musi si oderwa od ciaa w/na nastpnym odcinku "ycia". przy czym, co rwnie ciekawe, fizyczna forma tego nowego osobnika, to w stosunku do mojego dziaania na abstrakcjach i wyniku osignitego poziomu, sprawa waciwie drugorzdna, nawet obojtna. dlaczego mam kopota si cielesn form, kiedy wiem, e bd "y wiecznie"? zwaszcza kiedy zarazem wiem, e materia to takie byle co - zawsze si rozpada, boli, poci, mierdzi. z takiej perspektywy, przy braku zarazem wiadomoci krokw porednich prowadzcych do tego wyniku, ciao, konkretna i fizyczna posta cielesnego nonika jest informacj zbdn - lub nawet przeszkadzajc yciu wiecznemu. uomne ciao w takim ujciu jest stanem sprzecznym z duchowoci i nie ma znaczenia, dlatego si tym nie interesuj. liczy si cel, a nie droga dojcia do niego. - zwracam uwag na ten aspekt, liczy si cel. historycznie metody dojcia byy rnie definiowane i byy pochodn wypracowanego systemu poj (filozofii czy religii). a take, do czego jeszcze za moment nawi, zbadane zostay wszystkie drogi (metody) dojcia do tego celu. tylko e, co podkrelam, w formie abstrakcyjnej, czyli oderwanej od materii. dzisiaj ju wiadomo, e jedynie sensowna i prawdziwa droga wiedzie przez dziaanie na/w materii, tylko tak mona osign to, co "od zawsze" (i "na sucho") osiga umys w analizie abstrakcyjnej: "niemiertelno". e jedynie dostpn drog jest obrbk materii, to mog napisa w tej chwili, kiedy mam ju wiadomo, e dusza (prawdziwa dusza), to zbir materii w mojej gowie o indywidualnie zakodowanej postaci - i e ten wanie zbir chc przenie na inny nonik, te fizyczny. abstrakcji pojtej jako stan bezcielesny nie musz przenosi, bo sama uleci w za-wiaty, ale zbir materialny musz umieci w materialnym "urzdzeniu" i dokona tego przy pomocy materialnych przyrzdw (i z penym poszanowaniem zasad materialnej ewolucji). w/na inny odcinek rzeczywistoci moga "dusz" przenie kiedy modlitwa, dary bogom, yczliwe wsparcie innej duszy - dzi ten sam efekt uzyskam w laboratorium oraz przy wsparciu fizyki. wynik jest ten sam, jednak droga dojcia do niego zasadniczo rna (potrzeba wicej energii). w przypadku filozofii (czy religii) to dziaanie proste w przypadku procesw fizycznych rozbudowane i skomplikowane. "dusza" to abstrakcja, ktre oderwaa si w trakcie historycznych przemian od fizycznego nonika i "odleciaa" w za-wiaty. najwyszy czas przywoa j do porzdku, wpisa ponownie, i ju na zawsze (na wieki wiekw), w materialn struktur. to moe by rna struktura, rny nonik - ale to musi by jako namacalny nonik. - wszystko si w analizie zgadza, "duch" rzeczywicie moe swobodnie polatywa w czasie i przestrzeni, tylko, drobnostka, musi odbywa si to wycznie na/w materialnym zakresie. - duch zawsze jest materialny.
172

- umys meta-fizyczny - "przesiadka" rozumu - umys naturalny i sztuczny - "przystawka" "przesiadka" rozumu na inny nonik i w nowe ciao to konieczno. logiczna i filozoficzna konieczno (wynikajca z dziaa na abstrakcjach) ale, co tu najwaniejsze, rwnie konieczno yciowa. kiedy przeduam swoje istnienie lub zbioru podobnych istnie (cywilizacji) w przyszo, tu nie ma dylematu, czy jest to konieczne, nie ma zagadnienia, czy dojdzie do przeniesienia umysu na inny nonik - jest tylko i wycznie pytanie o to, kiedy to zajdzie oraz jakimi metodami to osign. dzi jest ju oczywiste, e przetrwanie rozumu (i "czowieka") w rodowisku zewntrznym do ziemi jest niemoliwe w dugiej skali bez zmiany cielesnej formy istnienia. czyli musi do tego doj, i to pomimo wszelkich oporw (czasami wrzaskw) "obrocw natury". a to oczywicie wymaga "przetransportowania" zawartoci zbioru abstrakcji, ktry mnie oznacza, w now struktur. dlatego "przesiadka" duszy nie ma dzi ju charakteru metafizycznej ciekawostki, jak bya do tej pory, ale szybko przechodzi w zakres fizycznej realizacji. jedynie powane pytanie, ktre musi zosta aktualnie postawione brzmi: jak to zrobi? nie ma pytania, czy do tego dojdzie, jest tylko pytanie o kroki techniczne prowadzce do celu. fizyczna dusza musi "ulecie" z ciaa (w inne ciao), eby umys mg pokona, przekroczy prg mierci. umys sztuczny. rozpoczn od niego, poniewa sprawa prostsza, a czciowo ju zostaa omwiona wczeniej. nawizuj tu do ustalenia, e sztuczny umys musi przej identyczn drog uczenia si rodowiska, jak umys naturalny. tu nie ma drogi na skrty, zawsze musz si pojawi indywidualnie wypracowane i po prostu doznane abstrakcje (ktre powstaj na podbudowie fizycznych zmysw i odnosz si do zakresu poza "osobnikiem", a nastpnie musz zosta poddane obrbce, jako uoglnienie). i wszystko to jako dziaanie czasoprzestrzenne, w tym rwnie jako forma wielowymiarowego "spltania" ze wiatem. - "sztuczny umys", pojty jako kontynuacja rozumu biologicznego, czyli nastpny poziom, kolejny rzut ewolucji (a szerszym sensie banalna przesiadka rozumu z jednego zakresu materialnego w inny), to musi dokona si w formie wielu porednich krokw i uczenia si wiata. e w tym przypadku kolejne etapy i przejcia bd atwiejsze? z mojej zewntrznej do takiego ukadu perspektywy owszem (to nie bd przecie miliony lat ewolucji), jednak z punktu widzenia takiego umysu (bytu wiadomego siebie) jest to tak samo trudny i niezwyky moment, jak dla mnie "przesiadka". konsekwencje s rozliczne i wane. umys naturalny. o ile umys sztuczny pojawia si w chwili, kiedy wszystkie problemy s ju rozwizane, kiedy wiadomo co oraz jak budowa, eby tworzenie si i operowanie abstrakcjami w ukadzie niebiologicznym byo moliwe, o tyle "przesiadka" z umysu naturalnego do sztucznego jest wyzwaniem. w tym miejscu, co zrozumiae, nie zajmuj si szczegami technicznymi takiego przejcia, te s i bd rozliczne, jedynie zgrubnie krel logiczn (i filozoficzn) drog postpowania, staram si przedstawi, po pierwsze, e jest to moliwe - a po drugie konieczne. jeeli kto chce "y wiecznie", nie moe zda si na ask niebios, musi zakasa rkawy i wysili szare komrki (jeeli takowe posiada), ale w rezultacie uzyska do istnienia, aktywnego istnienia dodatkow (i spor) liczb nowych lat. zysk niewtpliwy, cho trudny do wypracowania. nawiasem i przy okazji - jeeli sysz wypowied kogo, e pragnie osign "wieczne ycie", to jest dla mnie jasne, e w obywatel tutejszego wiata nie przemyla wygaszanych (i wdrukowanych w umys) formuek. abstrakcja "ycie wieczne" to sama w sobie (i pena) sprzeczno. ycie, istnienie to zmiana nie ma wiecznej zmiany. w Kosmosie jest wieczna regua zmiany, a kada lokalna i jednostkowa zmiana posiada pocztek, rodek, a take koniec swojego zbornego dziaania. mona przeduy za pomoc dziaa technicznych istnienie o "iks" okresw, ale nie mona istnie poza zmian. yj umieram.
173

jeszcze jedno, odnonie operowania abstrakcjami. - co zrozumiae, korzystam w szkicowaniu drogi (ewolucji rozumnej oraz rozumu) z przywileju, ale zarazem i koniecznoci "przeskoku abstrakcji". dziaajc na pojciach, obrabiajc je w umyle, nie dostrzegam (bo to niemoliwe) gboko lecych, a przecie bardzo wanych etapw porednich. zwaszcza w tu omawianym przypadku. ()wiadomo o moliwoci przeduenia wasnego istnienia umys pozyska ze wiata w gincym w pomroce dziejw okresie, jednak pene odczytanie przesyanej przez ewolucj wiadomoci (w jej fizycznie ukrytym sensie) moe nastpi dopiero dzi. przy czym, nawet bdc ju tego pewnym, nie mog pozna szczegw odczytywania poniewa one pojawi si (zostan zbudowane) w trakcie odczytu. przecie nie mog zbudowa ukadu odpowiadajcego wytworzonej abstrakcji (przewysza mnie skomplikowaniem i jest poza zakresem mojej wiedzy na dzi) - ale oczywicie mog go budowa. i dlatego dopiero w trakcie budowy bd poznawa konkretn "zawarto" abstrakcji, ktr oglnie znam od zawsze w jej pojciowej formie. przyjmujc zaoenia i operujc wypracowanymi abstrakcjami, osigam wynik bez wiedzy, e musz po drodze zosta spenione liczne i konkretne dziea, ktre fizycznie i realnie bd oznacza realizacj pomysu. - dlatego w tej chwili nie zastanawiam si zbytnio nad praktyczn stron realizacji (nie musz tego czyni i nawet nie mog, to jest poza moimi moliwociami), ale ona nastpi wczeniej czy pniej musi (raczej wczeniej). - przesiadka umysu na nonik mniej wywrotny to oczywisto. tylko e, co wypada zaznaczy w nawizaniu do wczeniej powiedzianego, to w adnym razie nie moe by banalne (prostackie) "sczytanie", a nastpnie byle jakie przekopiowanie zawartoci umysu-duszy do zewntrznego urzdzenia, w ktrym rozum bdzie mg si dalej przemienia i postrzega otoczenie. tu chodzi o znacznie trudniejszy proces wielowtkowy. po pierwsze - umys nie jest "archiwum" (czy bibliotek), z ktrej mona na yczenie pobiera pliki z danymi i je przenosi w nowe miejsce. to zawsze jest proces budowania si abstrakcji jako zdarzenia czasoprzestrzennego i zawsze w formule aktualno-historycznej. tak osobistej, jednego osobnika, tak w skali spoecznej. - dalej, to zawsze jest indywidualne i jednostkowe (cho podobne zasad) kodowanie treci - nie ma dwu jednakowo zakodowanych bytw. owszem, jest ograniczony waciwociami ewolucji zbir moliwych sposobw obrabiania (szyfrowania) abstrakcji, ale kady umys to jedyny tego rodzaju proces, wic nie mona odczytywa go wedug tej samej, czyli hurtowej metody. ju to spraw zasadniczo komplikuje. owszem, mona ten prg pokona, o czym za chwil, ale trudno jest powana i gboka, niesie ze sob konsekwencje. przesiadka do innej struktury nie jest zabiegiem prostym, i to w szeroko pojtym zakresie. musz zdawa sobie spraw, e osignicie tego (wyczekiwanego) celu okupione jest znacznym (duym) kosztem, e wzejcie rozumu na poziom "ycia wiecznego" to punkt, do ktrego warto dy, poniewa wnosi niezwykle wiele jednak to nie jest relaksujcy spacer w miej atmosferze. co za co. po kolejne - efektem indywidualnego i niepowtarzalnego kodowania abstrakcji przez kadego osobnika jest moja w ewolucji niezaleno i samorzdno, to mie. e to wyranie ogranicza (cho nie uniemoliwia w jednostkowym przypadku) podsuchanie moich umysowych operacji przez zewntrzn wobec mnie ewolucj (by moe wrogo nastawion), to fajne. ale to zarazem skutecznie odcina mnie od tutaj analizowanej "przesiadki" na inny nonik. - z jednej strony pojawia si "przesiadka" rozumu jako konsekwencja operacji logicznych i konieczno (w sensie: musi si sta, bo to potrzebne - i w sensie, e logicznie moliwe do wykonania), ale z drugiej uzyskuj wynik, rwnie wypracowany logicznie, e jestem na zawsze odcity od takiego "przejcia", e moja "dusza", a wic zbir moich abstrakcji, nigdy nie opuci mojego ciaa, poniewa zaistniaa jednostkowo i zaniknie punktowo. sprzeczno? znw nie, fakt. ewolucja to nie jest liniowo prosty tok rozumowania, mona pokona mur (ogranicze), ale to nie oznacza, e "mur" przestaje istnie. licz si, powtarzam i podkrelam, kroki porednie, one decyduj.
174

- umys a abstrakcje - "przystawka" mam nastpujca sytuacj: z jednej strony osobowo i indywidualno, ktra koduje swoje istnienie w sposb punktowy i niepowtarzalny (raz na wieczno) - a z drugiej pojawia si konieczno komunikacji ze wiatem zewntrznym. w tym przypadku chodzi o komunikacj, ktra jest najwysz form komunikacji: pozwala na przejcie z jednego stanu istnienia w inny. w umyle, strukturze, ktr zamierzam "skopiowa" do innego ukadu, posiadam jednostkowo wytworzone abstrakcje (wic fizyczny zbir danych), ktre zaistniay co prawda punktowo w rozumieniu logicznym, ale s zarazem procesem czasoprzestrzennym, a przez to zapisanym wielowymiarowo i w wielu miejscach mzgu (a ich odczyt musi si dokonywa jednoczenie). czyli nie mam adnej szansy odszuka w tak bogatym zbiorze pojedynczego faktu, a nastpnie doprowadzi do jego przeniesienia, z koniecznym zarazem zachowaniem wielowymiarowego umiejscowienia go w nowej ju strukturze. kiedy kto mwi o podobnym zabiegu, to tym samym zawiadcza, e operuje tylko na/w powierzchni abstrakcji, ktre takie dziaania dopuszczaj, ale nie zdaje sobie sprawy z gbi problemw. pisarz fantasta moe sobie na takie uoglnienie pozwoli, ale nie osobnik z tytuem naukowym. wniosek? odpada raz i na zawsze bezporednie przekopiowanie umysu, zasobw jednej struktury w inn, to zabieg ewolucyjnie niewykonalny. tylko e, i dlatego jest ten tekst, analiza logiczna pokazuje, e jednak moe zosta przeprowadzony. co wicej, sama ewolucja daje przykady, e dylemat na rne sposoby i wielokrotnie zosta pokonany (s przecie kolejne pokolenia). osobnicza indywidualno kodowania nie oznacza przecie, e nie dochodzi do wymiany informacji (skomunikowania) z otoczeniem, e nie pobieram danych ze wiata i e na niego nie wpywam. mona skutecznie komunikowa si z obszarem lecym poza moim istnieniem, ale wymagany jest "porednik". dowolnie pojty porednik. moe to by jzyk, kod zawarty w komrce rozrodczej, czy spltanie kwantowe (lub splatanie emocjonalne). musz mie element, nonik, zasad czy urzdzenie, ktre "poczy" mnie z innym ukadem, ktre bdzie wsplnym tem porozumienia. i to jest to poszukiwane rozwizanie - wsplne to. to, ktre bdzie stanowi poziom tumaczcy, umoliwiajcy tumaczenie indywidualnych procesw (tu myli) na wsplny kod. nie pokonam muru indywidualnoci, i dobrze - ale mog go obej przez odwoanie si do wsplnego poziomu istnienia. co to znaczy "porednik"? punktem wstpnym w analizie tego zagadnienia bya prba rozwizania dylematu, e kady byt to indywidualno i niepowtarzalno kodowania abstrakcji, a zarazem pojawia si potrzeba komunikacji zewntrznej. przy czym chodzio o do wany element porozumiewania si w obecnym czasie, np. sterownia ukadem technicznym. jeeli zapragn (tu i teraz) bezporednio wpyn na prac komputera, nie dokonam tego, indywidualno kodowania (mojego i urzdzenia) takie dziaanie wyklucza. oczywicie wszelkie dzi podejmowane, a co wicej ogaszane jako sukces prby takiego wpywu umysu na urzdzenie, to nic innego, jak dziaanie za pomoc poredniczcych urzdze i na banalnie prostym zakresie - jest sygna lub go nie ma. to nie sterowanie, to namiastka wpywu na otoczenie, o ktr chodzi. w omawianym i podanym tu zakresie nie dziaanie typu wczone-wyczone jest wane, ale maksymalnie wielopoziomowe i pene uczestniczenie rozumu w zjawiskach zewntrznych. a to dalej oznacza, e urzdzenie poredniczce musi spenia zasad dwustronnego podczenia: z jednej strony czy si bezporednio z mzgiem na/w wszelkich zakresach, a z drugiej z ca infrastruktur techniczna. - e to zarazem oznacza, e taki "porednik" musi dziaa jak umys (tak samo, wedug tych samych zasad), to oczywiste. e to bdzie trudne do osignicia rwnie oczywiste. ale skoro mzg istnieje i dziaa, powielenie tej samej zasady w urzdzeniu technicznym to tylko wyzwanie, a nie systemowa niemoliwo. "przystawka" do rozumu musi by "rozumem bis" - dosownie drugim rozumem, ktry zawsze i na bieco jest podczony do rozumu. nie ma innej drogi.
175

- "przystawka" - podczenie do wiata przyznaj, pocztkowo nie doceniem "przystawki". wstpnie byo to dla mnie tylko (i a) urzdzenie wspomagajce kontakt z szeroko pojmowanym otoczeniem technicznym. dopiero pniej dostrzegem wane, zasadnicze, niezwyke wrcz konsekwencje tak pojtego "porednika". ale zanim do tego przejd, kilka uwag o tym banalnym, wanie technicznym ukadzie poredniczcym i skutkach jego wprowadzenia. ot wane jest tu jego cige oraz na kadym etapie istnienia umysu "podczenie" do tego urzdzenia. nie wprowadzam obecnie tematu, jak takie techniczne i cige podczenie powinno by zrealizowane, istotne jest, e musz by jako osoba zespolony z "przystawk". i to od zawsze, od pocztku swojego zaistnienia. i do koca. dlaczego? poniewa to urzdzenie musi zna mj kod abstrakcji od pierwszych zbudowanych uoglnie. - co wicej, w takim urzdzeniu ten kod i zarazem zakodowana "tre" musz by przechowywane jako duplikat, archiwum "na wszelki wypadek". ten warunek nie jest nadmiernie wany na co dzie (jako do elementw yciorysu przecie dotr, np. ogldajc stare zdjcia), ale nabiera niebywaego znaczenia pniej. zasadnicze natomiast w biecej i codziennej pracy jest to, e warunkuje komunikacj ze wiatem, e dosownie podcza mnie do wszelkiego rodzaju struktur. taki poredniczcy ukad zastpuje absolutnie wszelkie inne wczniki, komunikatory, urzdzenia. z jednej strony mam pracujcy umys, z drugiej wiat zewntrzny - a pomidzy "przystawk". czno jest obustronna, ciga, pena. zwracam uwag na konsekwencje, odpada konieczno korzystania z dowolnie ju pojtych urzdze, ktre tak wielowymiarowo dzi mnie oplataj (i dosownie oplataj kablami lub falami). adnych telefonw, telewizorw, wcznikw, to przechodzi do historii techniki. jedno urzdzenie - i peny kontakt z blisk lub dalek infrastruktur techniczn. i to na gbokim poziomie nadawania lub odbioru sygnaw. kto pragnie ze mn porozmawia, kontakt jest bezporedni i peny (a do tego na wielu zakresach jednoczenie), chc sprawdzi, co zaszo w wiecie, tylko o tym pomyle. fantastyka? nie, konsekwencja wypracowanych zasad (i to jako konieczno). - e bdzie to trudny "raj", prawda. tylko kto powiedzia, e raj to cudowne miejsce w czasoprzestrzeni. to konieczno, nie ma od takiego "raju" ucieczki. jeeli zamierzam nady za szybkozmiennymi procesami wiata, to nie mog by najwolniejszym elementem analizy. kiedy nie nadam, musz zda si na innych, w tym przypadku na urzdzenia techniczne, a te z zasady s w innym punkcie ewolucji. efekt? moe skutkowa to niemiym zaskoczeniem w doznawaniu zmian rodowiska. jeeli pragn zbliy si do tego, co dzieje si w rzeczywistoci, musz przebudowa siebie, a co najmniej swoje podczenie do otoczenia. i tu wspomoeniem moe-musi by "przystawka", wic urzdzenie poredniczce. wane - konsekwencj, ktr tu tylko zgrubnie szkicuj, jest zbudowanie (si) w powizaniu z tak przystawk "umysu globalnego". jeeli na kadym kroku i w kadej chwili jestem podczony do infostrady, jestem wprzgnity jako byt i element do planetarnego systemu informatycznego, to tym samym nadrzdny wobec jednostki ukad techniczny, ktry dziaa nieustannie, tworzy w powizaniu z biologicznym ciaem czny stan. cao jest (bdzie) "umysem globalnym". jestem kwantem tego systemu, samodzielnym i reagujcym lokalnie, ale zarazem jestem na bieco podczony do caoci otaczajcego wiata. tu ju nie ma ogranicze zmysowych (mona odbiera wiat w jego dzi ukrytych strefach), nie ma barier komunikacyjnych innych, jak waciwoci fizyczne ewolucji, tu jest cige wczenie w struktur. w efekcie caa zbiorowo jednostek zaczyna tworzy czny, szybko reagujcy na zmiany ukad-byt. co dzi realizuje si w postaci komunikacji, np. elektronicznej, to w tym przypadku redukuje si do prawie bezporedniego dziaania ("na styk"). i "zbir ukadw samodzielnych" nabiera cech cznych, rwnie jako cao jest kwantem i jednostk - ale to ju niewtpliwie inny poziom ewolucji i inna warto. i "osobowo".
176

- "przystawka" - "przesiadka" rozumu dlaczego podkrelaem konieczno cigego, wystpujcego od pocztku ycia podczenia ("na stae") rozumu do "przystawki", dlaczego pojawia si, i to jako warunek zasadniczy, niezbdno gromadzenia w takim urzdzeniu danych, wszelkich zwizanych z umysem faktw? to podstawowy, gwny - decydujcy w dalszej analizie poziom opisu, bez spenienia tego warunku po prostu nie ma mowy o przejciu na kolejny poziom rozumowania. oczywicie znw nie roztrzsam, a nawet nie prbuj definiowa zagadnienia od strony technicznej, cho zdaj sobie spraw, e podczenie urzdzenia do umysu nie bdzie prostacko atwe i e zrealizuje si bez oporw, zwaszcza zapewnienie cigego, istniejcego zawsze i wszdzie podczenia do wiata bdzie wielkim kopotem. rwnie nie analizuj, jak taka struktura "przystawki" powinna wyglda. musi spenia zasady ewolucji, a jak to zostanie osignite, to nie ma wikszego znaczenia - cho naturalnie ma znaczenie praktyczne. przecie mona przyj dwie drogi wsppracy "przystawki" z umysem, obie kosztowne i obarczone tak zaletami, tak wadami. to moe by dziaanie "bliskie" lub "dalekie". czyli urzdzenie moe by powizane z ciaem i umysem (ciaem-umysem) skrajnie blisko albo gromadzenie danych moe dokonywa si gdzie "w chmurze". w obu przypadkach pojemno przepustowa czy jest z dzisiejszej perspektywy niebywaa, ale na pewno konieczna. a co najwaniejsze, musi by niezawodna, poniewa usunicie, wypadnicie jednego elementu z tego zbioru bdzie oznaczao "czarn dziur" w wiadomoci. by moe to strona realizacyjna przesdzi o konkretnej formie urzdzenia, z mojego punktu widzenia wane jest to, eby to byo poczenie (podczenie) cige i pewne. dlaczego? zwracam uwag oraz podkrelam konsekwencje takiego podczenia "na bieco". przecie jeeli w "przystawce" gromadzi si cay zbir danych mnie definiujcych i dokonuje si to krok po kroku (i kwant po kwancie) jeeli dzieje si to rwnolegle do mojego umysu (rwnolegle w szczegach) - to w urzdzeniu zostaje zapisane wszystko, co mnie tworzy. jeeli zarazem takowe "urzdzenie" funkcjonuje jak umys (jest ta sama zasada), to przecie w sensie logicznym midzy takimi ukadami nie ma rnicy. na co dzie, kiedy istnieje umys biologiczny, wwczas ten zapasowy, sztuczny materiaem (z ktrego jest zbudowany), ale naturalny zawartoci - ten "umys" jest wykorzystywany jako "pami zewntrzna", dysk z danymi. mog w ten sposb podwoi swoja zdolno operacyjn, dokonywa wikszej iloci analiz - ale kiedy si koczy moje "co dzie", to zapis pozostaje. - i w takiej wanej chwili to wanie "archiwum" wysuwa si na plan pierwszy (skoro plan pierwszy ju nie istnieje). podkrelam - na co dzie, za ycia biologicznie jednostkowego, "przystawka" spenia rol wielowymiarowego komunikatora z otoczeniem i jest pomocnikiem, ktry uatwia dziaanie w wiecie. ale w chwili, kiedy biologiczna struktura ulega destrukcji i zapaci - zapis, ktry jest mn w kadym calu, pozostaje. tu nie ma zapaci, "przystawka" z caym mn istnieje nadal. i jako cielesne urzdzenie techniczne - zbudowane z dowolnego ju materiau - moe przetrwa dugo. teoretycznie bardzo dugo. - z logicznego punktu widzenia, kiedy dwa ukady s sobie w kadym miejscu analogiczne, to nie mog twierdzi, e jest to co innego. mam dwa fizycznie odrbne byty, ktre wyrniam w wiecie, ale ktre s zabudowane wewntrznie jednakowo identyczne. a to oznacza, e nie mog adnego z nich okreli jako nadrzdny czy waniejszy. okresowo tak, w pocztkowym etapie wspistnienia obu struktur dominuje biologiczny, to jego doznania s zapisywane. ale w chwili brzegowej, kiedy ciao biologiczne umiera i si rozpada, ju takiego rozrnienia przeprowadzi nie mog, w/na brzegu, podkrelam, oba ciaa s sobie rwnowane. w/na brzegu ciao i dusza zawarta w strukturze biologicznej - oraz "ciao" i "dusza" zawarta, wczeniej zapisana w strukturze technicznej - te byty s sobie rwnowane. funkcjonalnie, ale i zawartoci, s sobie rwnowane. to jestem ja. w dwu ciaach.
177

- "przystawka" - moment "przejcia" nie chc wprowadza w tym miejscu rozbudowanych, ocierajcych si o gbokie psychologizowanie opisw dotyczcych chwili przejcia, to nie jest ani moim zadaniem, ani jest moliwe. nie przeyem takiego stanu-faktu i nie mam na to adnych szans (i nikt wspczesny), jednak to na pewno musi by dramatyczne i niezwyke emocjonalnie (take pod kadym innym wzgldem) przeycie przecie umieram. i jednoczenie yj dalej. takie s bowiem konsekwencje logiczne i fizyczne takiego toku postpowania, czyli operacji na abstrakcjach wesp z "przystawk". ciao biologiczne si koczy, dotychczasowa i oswojona latami konstrukcja "naturalna" zapada si i rozpada - a zapis w urzdzeniu, ktry w kadym kwancie jest mn, istnieje dalej i si zmienia. i yje, po prostu yje. tu nie ma ju podziau na zakres biologiczny i techniczny, jest jeden ukad, ktry podlega zmianom wedug zasad ewolucyjnych. sam si zmienia, ale take wywiera nacisk na otoczenie wasnym istnieniem. jako czasoprzestrzenny fakt i energetyczna konstrukcja spenia wszelkie warunki zbornej ewolucji jako funkcja (osobowo, umys) jest tym samym, co istniao wczeniej. i w adnym przypadku nie mog powiedzie, e co si definitywnie skoczyo - cho si przecie skoczyo. wyobraam sobie, e takie "oderwanie" si "duszy" od ciaa musi by bardzo, niezwykle emocjonujce. dla zainteresowanego, ale take dla otoczenia. e to jest praktyczna, wic fizycznie realna konsekwencja dziaa podjtych przez jednostk (i zbiorowo), e to jest rzeczywista, nie mityczna i mistyczna (i wyczekiwana) "przesiadka" duszy z dotychczasowego ciaa w inny zakres - to wszystko prawda. tylko mam w tym procesie zarazem mier, jak i dalsze ycie. dla operujcego tylko abstrakcjami umysu i na chodno to nic nie znaczce wydarzenie - ot, ciao zgaso, dusza odleciaa. ale kiedy krok po kroku to analizuj i na poziomie technicznym, to pojawia si jednoczenie koniec i pocztek, mier i ycie. i dotyczy to tego samego umysu. - zawarte w ciele umierajcym abstrakcje - to ja, zawarte w "przystawce" abstrakcje to ja, umieram i yj, kocz si i trwam dalej. widz wasn mier i etapy dalsze rejestruj. jestem wewntrznym obserwatorem zjawisk i je doznaj i jednoczenie jestem zewntrznym bytem, dowiadczam umierania osoby tak sobie bliskiej, e ju bliszej by nie moe - dowiadczam wasnego umierania. to musi by wstrzs. to musi by doznanie na miar drugich narodzin. lub, jak to definiuj niektre filozofie, prawdziwych narodzin, przecie odrzucona zostaje materialna powoka ciaa. e te filozofie nie wprowadziy kolejnego ciaa jako nonika "duszy", to przecie logiczny drobiazg. na tym poziomie analizy ciao, konkretne materialne ciao schodzi na drugi plan, jest wane jako podbudowa, fundament umysu, ale moe by wymienione. nie poszczeglny narzd czy cz, ale cae ciao-umys jest do zmiany w razie potrzeby. to moe by urzdzenie techniczne, ale rwnie dobrze moe by ponownie biologiczna struktura. skoro mog przenie, wpisa w urzdzenie techniczne zawarto biologicznego mzgu, to nie widz problemw logicznych z drog odwrotn. wyprodukowanie ciaa przez inynieri biologiczn to tylko kwestia czasu, raczej nieodlegego. a mona takie rozumowanie poszerzy o kolejne zakresy, w czym na pewno bd si ciga scenarzyci filmowi (a co filozofie i religie dawno przemylay, wystarczy tylko zajrze do biblioteki). ot nie widz na poziomie logicznym (dziaajc na abstrakcjach) problemw z wpisaniem takiej zawartoci w inne, nawet mocno odlege od obecnego ciaa czowieka struktury. by moe pojawia si w tym miejscu granica, ktrej nie sposb dojrze poprzez zason poj, ale jeeli mog wpisa zawarto swojego umysu w ciao podobne, to najpewniej rwnie sprawnie mona to przeprowadzi dla cia zwierzcych lub analogicznych. operacja na abstrakcjach dopuszcza i tak moliwo. jednak z drugiej strony mam bariery, ograniczenia w postaci praw fizycznych, a tu nie mona modelowa materii cakowicie dowolnie, musi by struktura, w ktr wpisuj dane i nie moe by jej zbyt mao. itd. dowiadczenie rozstrzygnie.
178

- fale ycia - istnienie wielokrotne - "ycie wieczne" przyznaje, e konsekwencje "przejcia", przesiadki rozumu w now struktur s dla mnie z jednej strony pocigajce, ale z drugiej przynosz doznania, ktre ju tak radosne nie s. - owszem, istniej, yj, dziaam, i to nawet lepiej w stosunku do poprzedniego etapu - ale przecie zarazem mnie nie ma, ju nie istniej, umarem. przeyem wasn mier, prowadz ycie po yciu. tylko e (prawda?) jest jako dziwnie. osignem to, co zaplanowaem, co przez wieki byo wyznacznikiem ogromnych dziaa, a jednak u celu czuj si dziwnie. e tych konsekwencji nie dostrzegay lub bagatelizoway filozofie, trudno o to mie pretensje, liczy si cel. jednak koszt istnienia po istnieniu okazuje si zaskakujco wysoki - eby y, trzeba umrze. tylko e przecie to wszystko, co mnie stanowi, co jest wielorako przez czas (oraz przestrze) definiowan "dusz", czyli zbiorem abstrakcji powizanych z konkretnym ciaem i jego przemianami - to jest mi najblisze. owszem, "zapis" przey jest niewtpliwie mn, ale jednak wobec mnie, wobec istniejcego tu i teraz ciaa, to kto mi co prawda maksymalnie bliniaczy, ale zewntrzny. to inne istnienie - acz identyczne. owszem, to ja - ale nie ja. jestem i mnie nie ma. a chciaoby si istnie w tej, ju oswojonej i bliskiej (niekiedy te bolcej) postaci. czy to niemoliwe? czy przejcie "poza brzeg" oraz wzejcie na/w nowym zakresie oznacza zawsze utrat poprzedniego statusu ("kokonu") i przepoczwarzenie? - s moliwoci. ewolucja energetyczna to taki ciekawy proces, ktry pozwala na wiele i duo. w tym take na przeduenie wasnego istnienia bez (chwilowej) koniecznoci "przesiadki". o ile wie si jak ewolucj "podej". - podkrelam, to zapasowe i "krtkotrwae" rozwizanie, ale niewtpliwie atrakcyjne. bo nie wymusza (od razu) pozbywania si tak mi bliskiego ciaka. a co wicej, pozwala przej do kolejnego odcinka serialu jako uczestnik, a nie wspomnienie po uczestniku - i cay czas w tej samej postaci, w takim samym biologicznym ukadzie. - co nie znaczy, e w tym samym. ale to ju drobiazg zupenie bez znaczenia. jeeli "przejcie" w formie technicznego "przekopiowania" i zapisania w innym ukadzie jest jedn z moliwych drg postpowania, wprowadzajc potencjalnie bardzo dugie istnienie, to druga droga, ktr ewolucja (i umys) realizuje od zarania dziejw, jest rwnie form technicznego operowania materi, jednak przybiera posta modyfikacji ciaa. - przy czym nie ma znaczenia, co podkadam pod pojcie "modyfikacja", to moe by lek poprawiajcy funkcjonowanie, albo operacja czy przeszczep (rwnie tryb ycia, stosowane rodki chemiczne, ale take reakcje psychiczne). to wszystko rozciga w czasie (i przestrzeni, co zrozumiae) osobnicze istnienie, prowadzi do powolniejszego (lub szybszego) zuycia. dlatego, jakby nie ocenia tych metod, pozwoliy one przetrwa oraz skutecznie przesuwaj granic ostatecznego tchnienia. tu nie ma pytania, czy wspomagaj ycie - natomiast pytanie brzmi, czy to ju kres moliwoci takiego oddziaywania na organizm? odpowied jest jednoznaczna: nie. w tym podejciu s rezerwy. i to gbokie w stosunku do dzi osiganych. tu nie chodzi o przeduenie ycia o kilka, kilkanacie czy kilkadziesit lat - gra toczy si o biologiczn i zborn, a do tego w peni funkcjonaln (podkrelam to) struktur, ktra potencjalnie moe przetrwa kilkaset lat, maksymalnie i teoretycznie ponad tysic lat. a o tak stawk, przyznaj, ju warto si bi. to, zgoda, nie jest wiele wobec wiecznoci, ale niewtpliwie duo (i bardzo duo) wobec mojego dzisiejszego bkania si w/po nieskoczonoci. tysic lat istnienia w peni aktywnego i wiadomego, to jest puap do osignicia przez rozum. - a dalej? dalej to ju nieodwoalnie "przesiadka" na inny nonik. przy oczywistym zastrzeeniu, e bdzie jeszcze w osobniku zapotrzebowanie na to "dalej".
179

- fale istnienia - fala czasoprzestrzenna od razu podkrelam, e tu nie chodzi o modyfikacj czy przeobraenie ciaa w dzisiejszym pojciu, to co bardziej "subtelnego" i bliszego naturze. adne tam przeszczepy czy "wszczepy" w organizm, nic z krwawych i inwazyjnych metod. adna te inynieria biologiczna, cho to wszystko s niewtpliwie pomocne i warte wsparcia dziaania rozumu poznajcego wiat i siebie samego. jednak, w oparciu o dziaania na abstrakcjach (i rozpoznanie zasad ewolucji), pojawia si na horyzoncie metoda nieinwazyjna, zewntrzna w stosunku do ciaa (jako punkt "przyoenia" sygnau do zmiany), a przy tym moliwa do wielokrotnego nawet "hurtowego" dziaania. z efektami w postaci znacznego (kilkusetletniego) przeduenia istnienia poza dzisiejsze ramy. brzmi ciekawie? sprawa jest w gruncie rzeczy fizycznie banalna, logicznie oczywista, rwnie konsekwencje zadowalaj - a wszystko odnosi si do gboko pojtej rytmiki i zasady ewolucji, do postaci fali czasoprzestrzennej. w czym rzecz? ewolucja, przemiana energetyczna to zawsze zdarzenie, proces, ciao, ukad (czy co tam jeszcze), ktre opisuj punkty: pocztkowy, rodkowy i kocowy. wbrew pozorom to nie jest dowcip, nie przypominam tego banalnego ustalenia (znanego od zawsze i kademu) przypadkowo. z niego, z tak gboko i fundamentalnie znajdujcego si w analizie rzeczywistoci ustalenia mona i trzeba wyprowadzi metod na "powielanie ycia". to z faktu zmiany kadej ewolucyjnej struktury, wic jej skoczonego w czasie i przestrzeni istnienia wyprowadzi trzeba zasad przeduajc indywidualne bytowanie. - kady byt, kada ewolucja to nic innego, jak kolejne fale przechodzce przez ukad (tu ciao osobnicze), kady proces ma swoje czasowe i przestrzenne, wyrnialne w tle istnienie. dlatego, czy to bdzie mj organizm, czy jego komrka, czy atom t komrk budujcy, w kadym przypadku taka struktura tworzy si jako efekt przejcia fali energii. przy czym, podkrelam, s to liczne fale. same, w ramach swego poziomu, skadaj si z pod-fal, ale jako jednostka-zbir take tworz fale wyszego rzdu. i tworzy to w obrbie mojego ciaa okresy, cykle energetyczne duego lub bardzo duego rzdu. jeeli komrka ciaa buduje si w okrelony sposb (czyli kolejnymi falami), to tak samo zbir komrek buduje kolejnymi falami narzd - i organizm jeszcze wyej. a poszczeglne osobniki do mnie podobne i zewntrzne pojawiaj si w otoczeniu jako stan "berbecia", wchodz nastpnie w faz "rodkow", wic maksymalnego zajcia rodowiska i dobrego w nim funkcjonowania - a nastpnie przemieszczaj si w zakres bliski i coraz bliszy brzegu. i odchodz. i teraz najwaniejsze w tym toku rozumowania - jeeli kady proces postrzegany przeze mnie w czasoprzestrzeni spenia ten warunek (e to jedna fala i zbir fal), to przecie nic nie stoi na przeszkodzie, eby go uruchomi ponownie. podkrelam, nic nie stoi logicznie na przeszkodzie, eby proces, ktry mnie zbudowa, puci w ruch ponownie. mechanizm jest przecie jeden i zawsze ten sam, dlaczego mam si ogranicza do jednorazowego zaistnienia? niemoliwe? - ale moliwe, ewolucja dokonuje tego "cudu" na kadym kroku i w kadej komrce rozrodczej. przecie kolejne pokolenie, ktre wobec mnie jest procesem zewntrznym, to praktyczna i fizycznie konkretna realizacja takiej "zasady fali" ycia. byt w mojej postaci poda do brzegu, ale miejsce obok w czasoprzestrzeni zajmuje nowo, ewolucja poruszona i zmuszona do istnienia moim istnieniem. "odpada" od mojego ciaa struktura, po usadowieniu si w dogodnym rodowisku (ono musi by), moe zacz swoje przemiany - i po pewnym czasie zadomowi si w wiecie, ktry wczeniej nalea do mnie. fala za fal, a czasoprzestrze si buduje (i zabudowuje). kada fala jest pochodn stanu poprzedniego i wpywa na to, co bdzie mogo powsta dalej. tu nie ma przerw, jest cigo acucha zdarze. kolejny odcinek ewolucji jest przedueniem poprzedniego, ale zarazem "odrobin" innym, bo musi si dopasowa, uzgodni wasne ycie ze zmienionym otoczeniem. ewolucja to fala jednostek.
180

- "zapodnienie od wewntrz" co z tego wynika? wiele. mona to zdefiniowa w sposb powyszy: jako proces "zapodnienia od wewntrz", poniewa chodzi o to samo. jednak takie opisanie sprawy moe j zaciemnia, dlatego niezbdne jest gbsze wyjanienie. cay problem polega na tym, e musz ponownie uruchomi proces, ktry zacz si dla mnie od poczenia dwu komrek rodzicielskich - ale w ramach, tym razem w ju istniejcym i skomplikowanym organizmie (moim organizmie). jeeli moje ciao to kolejne fale energii go tworzce (i efekt fal w spoeczestwie), to nie wida logicznego powodu, eby nie mona byo ponownie uruchomi ju nie pojedynczej fali tworzcej, ale caego zbioru fal - jeeli co wartociowego dzieje si raz, warte jest wielokrotnego powtrzenia. tym bardziej, e taka "powtrka z rozrywki" to ja w kadym elemencie (i odnowiony). - co wane, tu "jednostk obrachunkow" jest ju nie pojedynczy zbir fal, ktry buduje moje komrki i w efekcie ciao, ale zbir takich fal. traktuj tu za jednostk nie zdarzenia w skali dni czy lat, ale caego istnienia, fal jest dotychczasowe ycie. - jeeli moje bytowanie w maksymalnym liczeniu moe osign dzi ok. 130 lat, to w takim zwielokrotnieniu dojdzie do ok. 1000 lat, to bd kolejne cykle osobnicze i w jednym zbornym ukadzie zrealizowane. co, co w procesie ewolucyjnym jest rozpisane na pokolenia i tylko tak moe si zbudowa, moe zosta osignite w jednym istnieniu ("osobniku wielopokoleniowym"). e to podany stan, oczywista oczywisto, ale czy moliwy? nie widz w tym rozumowaniu sprzecznoci. - jeeli kady proces energetyczny to zoenie fal czasoprzestrzennych i efekt przemieszczania si takich fal "przez siebie" jeeli do zapocztkowania reakcji potrzebne jest "poruszenie", ktre uruchamia fal i jej kolejne poziomy, to nie widz powodw do odrzucenia wniosku, e to samo mona uzyska "od wewntrz", jako kolejny rzut zdarze ewolucji w ramach ju istniejcego organizmu. argumentem wspierajcym s tu zmiany, ktre tworz si w postaci nowotworw, a ktre zostaj uruchomiane jakim bardzo drobnym czynnikiem. w interesujcym mnie przypadku, co oczywiste, nie chodzi o takie destrukcyjne dziaanie, ale o powtrzenie uporzdkowanego, analogicznego do wczeniej zaszego procesu, ktry ju si sprawdzi (mnie zbudowa). to na pewno nie moe by istnienie dusze od tysica lat. dlaczego? poniewa nagromadzenie bdw w kolejnym cyklu bdzie si przenosio na nastpny. jak w przypadku jednego istnienia, tak samo przy zwielokrotnionym musi by stan, nieprzekraczalna granica trwania struktury, jednak to, e moe to by proces wielokrotny, to logicznie nie ulega wtpliwoci. - czy natura, ewolucja sama tego procesu nie moga osign? nie. bo do poruszenia potrzebny jest czynnik zewntrzny i zarazem uporzdkowany, a tego w procesie "samoistnym" przecie nie ma. ma ewolucja wewntrzne moliwoci przeduania istnienia w kolejnej fali (ju "na zewntrz"), ale nie ma urzdzenia technicznego zewntrznego do niej, ktry takie "poruszenie" moe wykona. to moe jedynie umys, produkt wewntrznej ewolucji, ale z zasobem abstrakcji zewntrznych do procesu. i ze rodkami do realizacji, co oczywiste. a ten poziom osign mona wycznie logicznie. logika naoona na proces zmodyfikuje go w podanym kierunku. zapewne nie musz podkrela, e to rwnie nie jest "zapodnienie" w sensie tradycyjnym, a tylko powielenie, wznowienie ju zaistniaego zdarzenia. wic dzieje si "o krok" kwantowy wyej. ju mam struktur, a moim zadaniem jest tylko ponownie uruchomi zegar "tykni" - a raczej uruchomi kolejny zegar obok ju istniejcego. ciao czy komrka maj ograniczon liczb zmian, po tym okresie nastpuje zanik funkcji, ale przecie nie wyklucza to moliwoci, e obok ju tykajcego zegara (w tej samej komrce), na zasadzie "berbecia", zacznie poktnie tyka nowy czasomierz, a tak poczta fala czasoprzestrzenna dooy si do ju istniejcej. oraz, co wane, e bd kolejne fale, poniewa takie "powielenie" fali moe by przecie kilkakrotne - omiokrotne. fala za fal, a zbuduje si wielowymiarowa struktura. zawsze ta sama struktura, ale w kadym przypadku nieco inna.
181

istotny, bardzo wany w tym rozumowaniu jest wspomniany czynnik zewntrzny, a wic jako uformowana fala czasoprzestrzenna. jako uformowana, ale przecie nie przypadkowo, tu chodzi o sygna zewntrzny w stosunku do organizmu, ale w ktrym zawarty jest odpowiadajcy, po pierwsze, zasadom (rytmom) ewolucyjnym sygna, a po drugie odnoszcy si do rytmw tej konkretnej struktury musi si "wstrzeli" w jej przebiegi (trudno negowa niepodane skutki, kiedy to nie bdzie idealne dopasowanie do dziejcego si procesu). to nie moe by ani dowolna fala (w sile), ani rwnie fragmentaryczna (czciowa), to musi by uporzdkowany i dziaajcy na cay organizm bodziec, ktrego rdo znajduje si poza poddawanej zmianie konstrukcji. a co wicej, co rwnie wane, to musi by gboko i wielowymiarowo, czyli na wielu (w przypadku czowieka na wszystkich) poziomach jednoczenie dziaajcy bodziec. oznacza to, e nie moe by prostym sygnaem. i w tym przypadku mam na myli fakt, e takie dziaanie, eby byo skuteczne, musi odwoywa si, odnosi najpewniej a do poziomu ta - musi by wprost powizane ze wsplnym dla wszystkich bytw tem (to podstawowy warunek takiego dziaania w duej i funkcjonalnej skali, po prostu moliwej do powszechnego zastosowania), ale to musi by przede wszystkim oddziaywanie wsplne dla wszystkich komrek (dla dowolnych elementw) organizmu poddawanego "zwielokrotnieniu". mwic inaczej, to musi by operacja powizana z poziomem wpywania na siebie ewolucji poprzez spltanie kwantowe. dziaajc na skadowe ciaa, na podpoziom w stosunku do komrek organizmu (a by moe nawet na podpoziom podpoziomu, czyli przedzia kodowania elektronw), mog uzyska podany efekt - ktrym bdzie ponowne w tym przypadku uruchomienie odliczania iloci przemian jednej komrki, a take, jako skutek nadrzdny, caej konstrukcji biologicznego ciaa. poznanie kodu komrki, ale take kodu osobniczego, to pozwala na zadziaanie "od spodu", wanie od/z poziomu podstawowego, pozwala wytworzy pierwsze (ale ponowne) poruszenie w ju istniejcej strukturze - pozwala na uwolnienie (tu wznowienie) procesw, ktre w naturalnym przebiegu wyczerpuj si, docieraj do swojej ewolucyjnej (i kwantowo cile okrelonej) granicy. podkrelam, od strony logicznej takie dziaanie nie jest sprzeczne z adnym ustaleniem, ktre do tego momentu (i w ogle) zostao wypracowane dla zmian energetycznych, tu analizowany mechanizm jest po prostu konsekwencj ewolucji. jest przez ni w innej formie (poniej) wykorzystywany w kadym przypadku, "generacje", cykle i nastpujce po sobie pokolenia to norma i zasada wystpujca zawsze oraz wszdzie, dlatego nie widz przeciwwskaza do jej "wewntrznego", w zakresie organizmu, wykorzystania. co dla procesu ewolucyjnego "samego z siebie" jest nie do przeprowadzenia, poniewa musi by czynnik zewntrzny, to w poczeniu z nakierowanym na cel dziaaniem rozumu jest osigalne. zrozumiae, prawda, zgoda - to nie bdzie technicznie proste, musz przecie wczeniej ten kod pozna, a nastpnie uksztatowa nim fal czasoprzestrzenn, ktr chc zadziaa. a dlatego musi to by dziaanie idce a od poziomu ta, bo kade nakierowanie powyej grozi trafieniem w bdne struktury. a zarazem musi to by dziaanie "po caoci", czyli musi dotyczy wszystkich w ciele ju istniejcych komrek. tu nie moe by wyrwy w oddziaaniu, poniewa grozi to rozejciem si i nierwnowag dalszych procesw w ciele. tylko to, wsplny poziom dla kadej komrki i jej elementw - tylko dziaanie poprzez to moe prowadzi do podanego wyniku. - e fizycznie to musi by obudowane wieloma i rozbudowanymi dziaaniami, to oczywiste - ale logicznie jest do zrobienia. i to przesdza spraw - przecie nie ma bdnych abstrakcji. jaki to moe by zakres fal? - prawdopodobnie chodzi o przedzia fal midzy podczerwieni i mikrofalami (czyli na granicy dziaania "co za co") a ju obszarem radiowym, rwanym. nie przesdzam, nie chc take wywoywa licznych skojarze zwizanych z tym zakresem, ktry obecnie jest intensywnie i na rne sposoby eksploatowany, jednak wanie on wydaje si najbardziej dogodnym do dziaania w formie rozbudowanej fali czasoprzestrzennej. rozstrzygnie pomiar.
182

- "byt wielopokoleniowy" - zoenie fal - model wspomagajcy zrozumienie poniewa zagadnienie naley, e si tak wyra, do ywotnie wanych, dla jego zrozumienia warto temat przedstawi w oparciu o model, czyli proces ewolucyjny z najbliszego otoczenia. jaki to model? rodzina wielopokoleniowa. dobrym, a nawet maksymalnie bliskim do omawianego tu tematu procesem, jest cykl pokole nastpujcych po sobie w jednym, zewntrznie stabilnym w obserwacji obiekcie (zasiedlaj go na/w zakresie trzech fal, ale w powizaniu z poprzednimi oraz nastpnymi). w przypadku jednego generalnego cyklu, ktry tworzy i ksztatuje moje istnienie, ten mechanizm (wielopokoleniowoci) rwnie wystpuje, wszak to zawsze jest zbir fal, ale jest tylko jednym "pokoleniem" zmian w relacji do tu proponowanego modelu. a cay "dowcip" (ewolucyjny) zasadza si na tym, eby tych pokole byo wicej, i to nie obok mnie ale we mnie. zaczynam si, przechodz przez rodek ewolucji i opadam na/w brzeg. ale przecie nic nie stoi na przeszkodzie, eby ten sam dom zamieszkiwaa rodzina "a", "b", "c" i kolejne. jak dugo? a w strukturze budynku ilo bdw dojdzie do takiej kumulacji, e wszystko zacznie si sypa i ju nie uda si rozchodzcych si cian ponownie zabudowa od wewntrz. a dlatego to si nie uda, e caa mnie ("obiekt") otaczajca rzeczywisto (tu cay wszechwiat) znajduje si ju (i w kadym kroku kwantowym) w nowym punkcie i stare elementy nie pasuj do tego, co si dzieje, po dugim okresie uytkowania "tego kawaka podogi", musi w czasoprzestrzeni wybudowa si nowy "dom", poniewa elementy poprzednie si rozpady (rozeszy w szwach) na tyle, e nie nadaj si do ponownego uytku. atanie dziur, pokazywanie na zewntrz stabilnie "przypudrowanej" twarzy, ale w sytuacji, kiedy "w rodku" wszystko ju si rozazi, to zabieg "na chwil", poniewa brzeg jest bliski. jednak dopki otoczenie (rwnie to wewntrzne do poszczeglnych elementw, np. komrek) znajduje si w granicach naprawy, to kolejne fale mog w nim budowa stabilny ukad (mog sam siebie zmienia i w jakim zakresie poprawia). - co wicej, dopiero tak pojmowane (pokoleniami) wsplnie fale razem zabudowuj, tworz "utwardzon" i stabiln konstrukcj. jedna fala nie moe zapeni wszelkich ubytkw, zawsze czego brakuje, jednak kilka sobie podobnych i w przesuniciu ju owszem. ile moe by takich "napraw"? z wanych wielkoci kwantowych mona wnosi, e osiem. co ciekawe i co warto przy okazji powiedzie, dotyczy to wszelkich, a wic rwnie "zapuszkowanych" struktur rozumnych. w przypadku konstrukcji o cechach biologicznych, takich "rekonstrukcji" moe by osiem, czyli osigany w tym zliczeniu wiek dochodzi do okoo tysica lat (oczywicie maksymalnie i teoretycznie) - ale w przypadku "przeniesionego" umysu to rwnie nie moe by wicej. aczkolwiek co innego bdzie jednostk liczenia. ciao organiczne, a wic tworzce go fale bd wielokrotnoci tego rytmu, wanie jako osiem razy ycie (8 x 131 lat) a w przypadku "puszki" osiem razy kwant logiczny z poziomu poprzedniego. czyli 8 x 1048 lat. - po prostu i w tym przypadku nie mona mwi o "istnieniu bez kresu", poniewa rozejcie si elementw wiata wymusza takie ograniczenia, nie ma zmiany bez koca. a po drugie, ju tylko na gruncie "psychologicznym", istnienie zborne (logiczne), np. obserwacja i mono prowadzenia uoglnie (budowanie abstrakcji), to take musi osiga kres, nie mona "w nieskoczono" nada psychicznie za zmianami wiata, i to pomimo fizycznie sprawnego nonika. regua dopenienia kwantowego procesu take i tu musi mie swoje zastosowanie. zdolno adaptowania si do zmian rzeczywistoci posiada swoje, pochodne do licz kwantowych ograniczenia, i to zarazem w obszarze struktury fizycznej, i w ramach konstrukcji psychicznych (abstrakcji). a co wicej, powtarza si w przypadkach kolejnych rzutw ewolucyjnych. ponowna "zabudowa" wntrza bytu i w efekcie utrzymanie zewntrznej stabilnoci dotyczy konstrukcji powoanych do istnienia "naturalnie" jak i tych, ktre tworzy dziaanie logiczne.
183

e "wielorodzinne" zapenienie jednego budynku (ciaa), a tym bardziej jednego pokoju (komrki), to nie jest sprawa prosta, atwa i przyjemnie osigalna fakt, mog pojawi si rne konflikty. i to w/na kadym etapie. czyli ju w trakcie wprowadzania si kolejnego pokolenia (rodzi si nowe, wic stare si musi posun), na etapie dorastania i uzgadniania (synchronizowania) relacji zachodzcych midzy uytkownikami tej samej czaso-przestrzeni (np. dostp do wsplnych a wanych elementw otoczenia, choby "azienki") a po kopoty z procesami "na/w brzegu", ktre dotycz fali-osobnika schodzcego ze sceny (w obszar "poza"). wszystko to prawda, ilo problemw jest du, jednak na pewno "rodzina wielopokoleniowa" daje lepsz podstaw do dugiego istnienia, poniewa po prostu w chwili, kiedy jeden element (osobnik) wypada z gry (i z jaki tam powodw nie moe uczestniczy w "naprawach domu"), jego czynnoci moe przej kolejny, ju dorosy i sprawny. zasypywanie ubytkw jedn fal po prostu w pewnej chwili (jej rozejcia si w ewolucji) przerasta, brakuje w niej elementw, natomiast "modsze" pokolenie w tym miejscu posiada jeszcze potrzebne do naprawy kwanty i dziura w powoce moe by zaatana. banalna konstatacja, jednak w tym przypadku ("remontu generalnego osobnika") oznacza zasadniczy fakt: przeduenie istnienia o kolejny cykl. istotny niezwykle wany w tym modelu, a przede wszystkim w takim dziaaniu, jest fakt synchronizacji wzajemnych relacji midzy "pokoleniami". to nie moe by wzajemne "deptanie sobie po pitach" ani te "gra na nerwach", eby odda to w adekwatnych okreleniach. jeeli jedna fala wspbudujca obiekt (byt) zachodzi, nakada si na drug, jeeli to jest proces wzajemnego powizania, ale o cechach sprzecznych, to efektem cznym nie bdzie przeduenie ycia, ale wrcz przeciwnie, jego szybszy rozpad (procesy "nowotworowe" s tu do jaskrawym przykadem). - natomiast kiedy uzgodni si wzajemne relacje midzy falami-pokoleniami, czyli podzieli dob na zakresy, w ktrej jedna fala pi, inna pracuje, a trzecia odpoczywa, kiedy bd ze sob wspdziaa w zgodzie i harmonii (jak na rodzin przystao) i jeeli powstan w punkach kwantowo wanych ewolucji, to mona oczekiwa stabilnej i trwaej formy. e do czasu, ju o tym wspominaem, ale w tym przypadku to wanie czas jest wany, a nawet najwaniejszy. im wicej uda si uruchomi budujcych fal, im wicej bdzie jednoczenie tyka zsynchronizowanych "zegarw", tym dalej w czasoprzestrzeni jako jednostka dojd. ale to nie wyczerpuje zagadnie zwizanych z "bytem wielopokoleniowym" oraz z tu proponowanym modelem obrazujcym ten fakt. ot pojawia si ciekawe, ale i wane pytanie o integralno takiej konstrukcji: czy zostanie zachowana w okolicznociach "powielenia" ewolucji? w przypadku "obiektu" zasiedlanego w rytmie kolejnych pokole "charakter" domu generalnie pozostaje ten sam, nie jest ten sam, ale w dugim przedziale czasu posiada swoje "znaki szczeglne". dlatego pytanie o zborno psychiczn bytu jest istotna, przecie bd w nim (i to jednoczenie) obecne elementy "mode", kiekujce te rodkowe, wic dominujce oraz stare, prawie zuyte, czy to nie wywoa konfliktw? owszem, prawda, fakt, to dzi rwnie ma miejsce (i to w kadej chwili i elemencie), ale tu chodzi o zbir takich elementw, o kolejny poziom komplikacji. czy w tych warunkach (i dugo) zostanie zachowana psychiczna oraz logiczna funkcja centralnego orodka? - argumentem na tak, i w moim odczuciu przesdzajcym, jest obserwowany w mzgu proces tworzenia si nowych skadnikw (komrek), a w efekcie stopniowe, acz oczywicie niepene, odtwarzanie si struktury. ale zarazem nie burzy to cznego, wsplnego dziaania umysu, nowo, kiedy si to dzieje stopniowo (i "od dou"), nie niszczy konstrukcji. - a po drugie, w umyle, na/w poziomie reakcji psychicznych (abstrakcyjnych), i tak odczuwam i reaguj jako "dziecko-dorosy-starzec", to wystpuje zawsze, cho w rnych i zmiennych w cigu ycia proporcjach. jeeli "powielenie" i wspdziaanie w ramach "obiektu" kolejnych fal jest zsynchronizowane, to logicznie nie widz podstaw do obaw, to musi by jedna i ta sama osobowo. i o to chodzi.
184

- umys a abstrakcje - "przesiadka" rozumu a "ycie wieczne" - szczypta literatury by albo nie by? z perspektywy istoty chwilowej, ktrej egzystencj tworzy i ogranicza jednorazowa fala czasoprzestrzenna, nie ma waniejszego pytania. horyzont ycia, ktry znajduje si na/w zakresie tysica lat (albo wicej), to dzi abstrakcja, ktr "obsuguj" i wykorzystuj filozofie oraz religie, rwnie fantaci. e niesusznie fizyka (szerzej: nauka) rezygnuje z analizy tego obszaru, o tym s wszystkie wczeniejsze zapiski w ramach tego tekstu. nie ma ewolucji pustki - nie ma istnienia niematerialnego (cokolwiek by pod to pojcie podkada) - nie ma niczego, co by nie byo fizyczne, materialne, rzeczywiste. mona wyrnia "stany skupienia", ale nie mona twierdzi, e podstaw bytu jest nico. pustka nie rozumuje, a jeeli kto si upiera i twierdzi inaczej, prezentuje pustk wasnego rozumu. czy jednak tak powszechne, istniejce od zawsze w systemach filozoficznych i wszelkich religiach, odniesienia do niematerialnej "duszy", "ycia po yciu" lub "wiecznej egzystencji" s miraem, pomyk rozumu? nie ma bdnych albo zych abstrakcji, nie ma poj oderwanych od rzeczywistoci - to wniosek z poprzednich stron, rwnie fundamentalnie wany. kiedy w oparciu o logiczn analiz docieram do takich poj, nie mog powiedzie, e tre pozyskanych ze wiata, wypracowanych abstrakcji jest pustk. wszelkie operacje na symbolach s atwe, czsto przyjemne, wystarczy chwila spokoju i miska zupy - i mona nawet w wiekach mrocznych doj nieskoczonoci i wiecznoci. i za kad tak wyprodukowan abstrakcj co si kryje, zawiera ona gbok tre, ktr na pewno warto pozna (moe co podpowie). nie ma znaczenia, czy nieskoczono opisuje fizyka, matematyka czy filozofia, to zawsze ta sama nieskoczono, najwyej raz oznacza nieskoczono skoczon, innym razem prawdziw. nie ma rnic zasadniczych, s powierzchowne i chwilowe. w ostatecznym rezultacie i tak wszystko zbiega si w jedno Fizyki i Kosmosu. dlatego nie mog powiedzie, e wytworzone przez umys abstrakcje "duszy" i pokrewne s bdne, e musz je odrzuci, bo nie znajduj dla nich treci i zastosowania. chwileczk, dzi nie widz tej treci, ale to nie oznacza, e kiedy przesun horyzont swojego postrzegania oraz pojmowania rzeczywistoci, nie przypasuj do takiej abstrakcji fizycznego sensu. brak treci pomiaru nie oznacza, e szukanej treci nie ma. e skutkiem dalszych operacji takie abstrakcje "usztywniaj" si, nabieraj samodzielnoci, a w konsekwencji s zason lub wrcz podporzdkowuj sobie umys(y), e to oznacza trudno, a czasem dramat w przeamaniu "dogmatw" wita prawda. ale to nie oznacza, e ich "zawarto" jest cakowicie bdna. to niewtpliwie oznacza kopoty w komunikacji z tak "usztywnionym" umysem, jednak nie zwalnia od krytycznego i dogbnego ogldu wytworzonych abstrakcji. bowiem skoro nie ma faszywych (bdnych) poj, warto wykona eksperyment oraz sprawdzi ich (za)warto. - abstrakcja "duszy", kiedy przenie j w obszar fizyki, zaczyna by dobrze wpasowana w rzeczywisto, jako zbir poj zapisanych na/w materii umysu moe podlega obrabianiu nie tylko od wewntrz, ale take zewntrznie czyli mona tumaczy go w inne struktury. okazuje si, e co, co byo wczeniej zarezerwowane tylko dla spekulacji i daleko w kolejnych obrbkach abstrakcji od wiata odleciao, posiada realn zawarto - wicej, gbok i sensown tre, ktra zaczyna by pokus. oto okazuje si, kiedy spojrze na histori zmagania si z tematem i bez emocji, e korzystajc tylko z dziaa w obrbie rozumu (i logiki), mona byo zbudowa poprawny obraz wiata oraz jednostki w nim. a tych kilka tysicy lat, wszystkie minione wieki, to by koszt poznania (i zbudowania) krokw porednich prowadzcych do tego wyniku - to by koszt przyrzdw potrzebnych do weryfikacji. pojcie buduje (si) "od razu", jednak oprzyrzdowanie potrzebne do jego sprawdzenia wymaga nakadu si, przestrzeni i czasu. ale na kocu jest to samo: poznanie i zrozumienie wiata. i siebie.
185

- "przesiadka" rozumu - filozofie - religie podkrelenia, jestem o tym przekonany, wymaga rola spekulacji i dziaania na symbolach, to rzeczywicie wane zagadnienie. ju nie chodzi nawet o to, e nie mona stworzy bdnej abstrakcji, ale mam w tym momencie na myli fakt, e wszelkie przez umys wypracowane pojcia (i zawsze), a ktre odnosiy si do "przesiadki" rozumu, byy budowane poprawnie co wicej, zawieraj w sobie dokadnie ten gboki sens (e to jest moliwe i konieczne). nie ma znaczenia motywacja podejmowania takich tematw i ich powierzchowna tre (dla wielu nie do przyjcia w zakresie zastosowanych abstrakcji), liczy si sam fakt, e te wnioski zaistniay e dzi mona je zweryfikowa i przenie w obszar "do realizacji". zwracam uwag, e w kadym praktycznie systemie filozoficznym, ktry zajmowa si wiatem, a w konsekwencji rwnie "dusz", czyli zbiorem poj w umyle, w kadej religii zostao wypracowane bardzo gbokie, i co tu najwaniejsze, poprawne opisanie takiego przejcia. z pewnym zastrzeeniem, ale nawet mog powiedzie, e take na poziomie technicznym. tutaj nie ma oczywicie mowy o "kopiowaniu", o "tumaczeniu" zbioru z jednego ciaa do drugiego, fizycznie namacalna cz przejcia z dotychczasowego ciaa "dalej" jest tu pominita (i nie moga by wypracowana), ale jeeli odrzuc pytkie oraz narose przez wieki "soje" interpretacji, to mam w gbi takiego przekazu sens adekwatny do wyej opisanej "przystawki" do rozumu. to jest to samo. fakt, rna cielesna forma, rna zastosowana technologia (raz modlitwa, raz dziaania w materii i laboratorium), rne odniesienia logiczne ale to jest to samo. wicej, jeeli bd analizowa (jak najbardziej naukowo, metodologicznie i w oparciu o reguy psychologii) tak sytuacj, jeeli bd si zastanawia nad tym, co w momencie "przejcia" odczuwa ciao, a co "oderwane" od niego i ju usamodzielnione abstrakcje, to przecie opisy wszelkie "wrae" z brzegu, cho literacko rozbudowane, s podobne do osigalnych naukowo (i nawet sownictwo uyte do opisu nie bdzie a kracowo rozbiene). poszczeglne filozofie czy religie opracoway wszelkie moliwe sposoby "przejcia" (dzi ju fizycznie realne i do zastosowania) oraz kolejne kroki po takim przejciu. mam wic w tym zbiorze moliwoci z jednej strony banalne przejcie "do wiecznoci", bez refleksji, co to oznacza, wystarczy tylko w odpowiednim czasie i miejscu (raz na ile dni czy lat) arliwie lub obojtnie wyklepa zestaw formuek-dogmatw i ju "ycie bez kresu" dusz czeka (i kusi). - z drugiej strony, w innej czasoprzestrzeni kulturalnej, mam za to skomplikowan, wieloetapow drog, z ostatecznym "rozproszeniem" si w nieskoczonoci. w pierwszym przypadku byo sobie ciao i jego abstrakcyjna zawarto, jednak si skoczyo i rozsypao w proch, a oswobodzona z fizycznoci "dusza" odlatuje w nieskoczone dale i tam sobie jako bytuje (bezkrenie). cho od czasu do czasu, diabli wiedz po co, straszy jeszcze cielenie i fizycznie egzystujcych. w sumie proste i atwo przyswajane (bo do ogarnicia "przy okazji") ujcie takie banalne i zwyke przejcie w zakres "poza". w drugim wybranym z wielu systemie, ktry tu omawiam zgrubnie i na zasadzie kontrapunktu (jako drugi i skrajny zestaw moliwych abstrakcji), mam "dusz" wdrujc przez rne konstrukcje fizyczne i krgi wcielenia - oraz z rnym bagaem osobistych dowiadcze (ktre wyznaczaj, wrcz determinuj nastpne kroki-etapy istnienia). a po ostateczne rozpynicie si w Kosmosie. mam w kadym przypadku mniej lub bardziej, jednak zawsze nawizujce do fizycznego wiata opisy istnienia po istnieniu. oczywicie nie zamierzam odnosi si do szczegw, s tu mao wane oraz pomijalne, ale gbi tych uj podkreli musz. prosta zawarto, ktr wida na powierzchni (a ktra oznacza dla wielu wszystko), jest ornamentyk, literatur, zobrazowaniem w formule "filozofii uproszczonej". tylko e gbiej (i bardzo gboko) znajduje si fakt czyli moliwo wielokrotnego wdrowania po/w wiecie. i o t myl tu chodzi.
186

pytanie: dlaczego byo moliwe osignicie tego wyniku? odpowied: poniewa w tych abstrakcjach zawarta jest gboko fizyczna, zawsze fizyczna tre. co wicej, umys nigdy terenu fizyki nie opuszcza, nawet w chwilach, kiedy tak mu si zdawao. dziaajc w wiecie, tym wiecie, operujc materi albo jej symbolem ("niematerialnym" bytem abstrakcyjnym), nigdy innego ("odmiennego") wyniku nie osign - bo innego wyniku nie ma. wszelkie znaczenia przydawane przez osobnika elementom wiata, ktre w miar trwania ewolucji sigaj dalej i gbiej, dotycz zawsze tu i teraz i zawsze s sensowne. owszem, dzi ju w abstrakcjach wida "dno" i skryt w nich gbok tre - i nawet zaczyna si je urzeczywistnia. a to oznacza, e "za chwil", na gruncie technicznym i w formie namacalnej, zostanie zrealizowane odwieczne marzenie o dalszym yciu, ktre miao zrealizowa si w oczekiwanym na rne sposoby poza-wiecie oraz koczy tutejsz udrk (co niekiedy byo prezentowane jako opium dla ludu). czy "techniczne ycie wieczne" odmitologizuje kiedy wypracowane pojcia i pozbawi narosej przez wieki otoczki? na pewno wprowadzi sporo zamieszania. z ca pewnoci dla wielu poza-wiat przestanie by potrzebny, ale nie dla wszystkich. i na pewno nie od razu i jednoczenie si to dokona. czy zuboy to umys, pozbawi oparcia? na pewno usamodzielni, umiejscowi na najgbszym poziomie w rzeczywistoci - i naoy obowizki, ktre obecnie mona zrzuci bezkarnie na kogo/co. i rwnie inaczej ustawi warto egzystencji. jeeli wszystko realizuje si "tutaj", "tam" jest zbdne. z wszelkimi tego, jeszcze dzi trudnymi do przewidzenia w szczegach konsekwencjami. - zwracam uwag, idc zreszt w tym opisywaniu-dywagowaniu za systemami filozoficznymi, ktre ten temat opracoway, e "ycie wieczne", kiedy przechodzi z zakresu mitu (i celu /nie/do osignicia) w obszar realizacji, to wnosi problemy, konkretne i wielorakie. zaczynaj nabiera niebywaego znaczenia pytania, ktre obecnie dla mnie wydaj si nie to, e fantazj, ale jawi si jako gupie lub nawet zbdne. jeeli mj horyzont osobistego istnienia to kilkadziesit lat (przy zastrzeeniu, e aktywnego, wiadomego siebie oraz jako znonego ycia jest jeszcze mniej), a zachodzce w tym okresie zmiany s jedne, niepowtarzalne i ostateczne - to przy innej skali odniesienia (ycia) zmienia si to w sposb radykalny. i gupie pytania staj si niebywale palce. oto na przykad mam dylemat, ile lat mog, ile powinienem istnie? dla mnie pytanie zbdne, chc jak najduej - jednak dla istoty, ktra przeya kilka wiekw, i to w formie aktywnej i uczestniczcej, to ju zagadnienie wane i zapewne podstawowe. moje kadorazowe przebudzenie i uwiadomienie, e jestem i wiat jest, to sprawa wana, a soce za oknem dodaje temu blasku. jednak czy ogldany tysice, setki tysicy razy wschd soca jest wartoci? czy miliony poznanych twarzy jest mi do czego potrzebne? przecie to zawsze jest "twarz", tylko inaczej zmodelowana przez ewolucj - czy kolejna poznana w tym zbiorze jednostka co nowego o wiecie mi powie? inne wane pytanie: ile mog powoa do istnienia bytw mi podobnych? jeden - to warto, dziesi, do przyjcia - ale tysice, miliony? itd. pomijam w tym momencie niebywae komplikacje yciowe, ktre w sposb nieuchronny z tego wynikaj: gdzie tych wszystkich obywateli rzeczywistoci umieci, nakarmi, zatrudni, "rozerwa" (eby si nie zanudzili czy pozabijali) pomijam to, bo teoretycznie (wszech)wiat umoliwia rozwizanie podobnych dylematw, cho zapewne z ogromnym (kosmicznym) kosztem. - korzy z przesunicia granicy w osobniczym istnieniu o kilka lat jest niewymierna, jednak korzy z kilkuset (lub wicej) lat dodatkowego bytowania w zmieniajcym si rodowisku, czy to rwnie wnosi warto (bez)cenn? rozum, zbir abstrakcji, ktre posiadam (i ktre s mn), staje dzi przed granic, ktrej przekroczenie nastpi, bo musi nastpi, uzysk z tego kroku jest wany oraz fundamentalny - ale jego koszt rwnie niebyway. to ju nie marzenie czy fikcja, to fakt (ktry czeka "za najbliszym zakrtem"). i warto trzeba si do niego przygotowa. czas zapi pasy.
187

...

188

- czowiek rozum - poznanie - jednokierunkowa wszechkierunkowo - smutek spenionych marze rozum, czyli ostatni oraz maksymalny poziom ewolucji energetycznej w ramach Kosmosu (nieskoczonoci-wiecznoci), to jednoczenie poziom samookrelenia si, to byt poznajcy siebie i otoczenie a nawet "wychodzcy" poza w taki sposb zdefiniowany krg. umys, rozpoczynajc drog od tu-i-teraz, budujc niewiadomie i wiadomie kolejne uoglnienia wiata wok (abstrakcje), na bazie poznanego i jedynie dla niego fizycznie i realnie dostpnego za pomoc zmysw skrawka czasu-przestrzeni, tworzy dla siebie logiczny obraz "wiata" wszdzie-i-zawsze i rozwietla ciemno (wiekuist). i nie jest to banalny fakt, ale yciowa konieczno. bez (roz)poznania, co jest poza horyzontem (w najbliszej okolicy, ale i bezkresie), nie przetrwam. moja wiedza dotyczca "dalszego", wychodzc z punktu, rozprzestrzeniajc si w nieskoczono, to podstawa istnienia. ale na drugim kocu wiedzy rwnie mam punkt, Kosmos. po jednej stronie ja, punkt, po drugiej Kosmos, punkt. a wszystko inne to fakty do ustalenia "po drodze". jedno z tych zebranych w trakcie wdrowania po/w wiecie stwierdze, a ktre odnosi si do rodowiska, to ustalenie, e wszystko jest sfer. w zmieniajcej si rzeczywistoci kada ewolucja logicznie jest sfer. rozum jest sfer, ale i cywilizacja (jako cao i kady jej moment) tworzy kul wydarze, wszystko, co obserwuj w przernych ksztatach, jest procesem tworzcym sfer. kiedy ustalam taki fakt, kiedy docieram do obrazu otaczajcego mnie bytu-niebytu w formule zmieniajcej si wedug staej reguy sferycznej ewolucji docieram do brzegu poznania. ten etap koczy ustalanie praw, od tej chwili obraz bytu (i wiata) zostaje zamknity w "regu kuli", czyli w wieczny i "lokalnie" w nieskoczonoci prze mnie poostrzegany i analizowany proces jednokierunkowy i wszechkierunkowy zarazem szalenie pogmatwany fizycznie, ale uporzdkowany logicznie. i cile zdefiniowany ("ponumerowany"). to nie jest chaos, cho na taki w zgrubnym i powierzchownym spojrzeniu wyglda. wane, zasadnicze w procesie poznawania rzeczywistoci jest to, e kadorazowo do swojej dyspozycji posiadam tylko chwil - kwant czasoprzestrzeni. to zawsze jest zoenie i zbir wydarze, wielowymiarowa struktura w trakcie zmiany jednak w powierzchniowym ogldzie (a wic prowadzonym z pozycji paszczaka zanurzonego w "jednowymiarow" fizyczno "wielowymiarowej paszczyzny") byt jawi si jako fakt jednostkowy, oddzielny, skoczony. a przez to rejestruj tylko znikom cz wszystkiego. osobnik (albo cywilizacja), ktry nie moe lub nie potrafi w "obmacywaniu" rodowiska wyj poza chwil i nie wytworzy zewntrznych wzgldem stanu "teraz" poj (sfery abstrakcyjnej), taki ukad zginie lub w najlepszym przypadku bdzie trwa w stagnacji do czasu, a stan rodowiska zmieni si tak dalece, e zabraknie energii (oraz moliwoci) na dalsze zmiany. dla ewolucji, ktra na czas nie zbuduje adekwatnych do wiata abstrakcji (niezmiennych uoglnie zmiennego procesu), ktra nie ustali, e jest (kwantowy) rytm zdarze, nie ma ratunku taka ewolucja (byt) jest szybko i maksymalnie szybko kasowana z rejestru istnienia; niedopasowani musz odpa od ciany, tu nie ma wyjtkw. zbudowanie poj maksymalnych, Kosmosu z jednej strony, lub odnoszcych si do zmiennego i lokalnego w tych ramach "wszechwiata" z drugiej, wytworzenie takich poj zamyka kiedy i przez kogo rozpoczty proces, dalszej drogi nie ma. kiedy definiuj zachodzc we mnie i wok zmian jako "czasoprzestrze abstrakcyjn", to w takim momencie mog powiedzie, e tu koczy si analiza rzeczywistoci - i to definitywnie. koczy w tutejszym zaktku Kosmosu, a w innym zasza lub "kiedy" si powtrzy. dochodzc poziomu czasoprzestrzeni abstrakcyjnej, znajduj si na/w poziomie skrajnym drogi poznania - tylko e to z niego (ze szczytu) dopiero wyranie wida, e mogo tego kroku nie by. gdyby gdzie-kiedy zabrako kwantu, mnie by tu nie byo.
189

"ja" ju wiem - ja ju znalazem si w punkcie, ktry oznacza spogldanie "z gry", z poziomu maksymalnego. jednak to wyjtkowy i szczeglny punkt, dany nielicznym w nieskoczonoci-wiecznoci. ale nie ma w takim wniosku ani w tym pooeniu niczego niezwykego, przecie kto w kocu (w bezkresie) musi tego punktu "dotkn", to czysto statystyczna i banalna prawda. pocieszajcy w tym jest natomiast jeden fakt (jeeli mona tak to wyrazi), e niezaistniay w dowolnej postaci obserwator nigdy si nie dowie, e jest jaki wiat i jego zmiana (fizyczno-logiczna) - e zawarty w nim jest kres dowodzenia (ale take doznawania) - e s wschody i zachody, e mona je oglda, czasami w miym towarzystwie - e kierujc posiadane zmysy w niebo mona dostrzec przerne soca (nawet te lece "poza" i wszdzie). - niezaistniay nigdy o tym si nie dowie, dla niezaistniaego lub bdzcego niewiedza jest ask. ale pojawia si pytanie, wane pytanie, ktre jako istniejcy byt musz tu i teraz zada: czy aska niewiedzy jest gorsza (lub lepsza) od zasiadania na/w najwyszym poziomie? czy wiedza o zjawiskach jest lepsza od niewiedzy? - czy smutek spenionych marze jest cen za poznanie? odpowiedzi, ktre s moliwe, nie s jednoznaczne. liczy si jednak to, e mog je gono wyrazi jestem. od kiedy spojrzelimy w niebo i zobaczyem gwiazdy pragnem, marzyem, eby si dowiedzie, co jest za horyzontem, za zason rzeczywistoci, za zason materii w kadej postaci i za zason abstrakcji. marzenia jednak maj swj kres, speniaj si - droga si koczy. dotarem do celu. ju wiem, e zason fizycznoci mona pokona i "oczami duszy" dojrz kady punkt znajdujcy si na/w prostej nieskoczonej (Ewolucji) - jednak "zasony abstrakcji" nigdy nie przebij. zbir poj, ktrymi kadego dnia naznaczam wiat, to ja i niczego wicej nie posiadam. ju wiem, e "to wszystko" to chwilowa zmiana fizycznie zudna (i tworzca w obserwacji stao), ale logicznie uporzdkowana (i wnoszca niestabilno w randze zasady) - ale czy jestem z tego powodu szczliwy? czy, tak naprawd i na najgbszym poziomie wyrozumowania wiata, czy to wanie "droga" poznania nie jest tym, co przynosi rado (przyjemno, zadowolenie)? a cel? - czy cel jest "smutkiem spenienia"? - marzenia, ktre si speniaj, wic docieraj do kresu, przynosz zadowolenie - ale z drugiej strony rwnie smutek, e to ju. wiedza jest spenieniem, kocem drogi, podanym, acz jednak kocem. ale to nie bezruch idealnego obserwatora, ktry moe na chodno (i z oddalenia) wszystko rejestrowa, tylko moje codzienne i fizycznie bolesne odmienianie si jest tym, co jest wartoci sam w sobie i jedyn. wszak poza drog nic nie ma, poza chwil (szerok na jeden kwant, tu-i-teraz zestawian "na mgnienie") nic wicej nie istnieje. to droga i ruch po niej jest wartoci - i wszystkim. w yciu, kolejny bana, ale trudno ustrzec si w tym-takim miejscu podobnych stwierdze - w yciu najbardziej cenne jest samo ycie. ostateczna prawda o yciu jest prosta, ale jake wana: nagrod dla ycia jest samo ycie. wygrana ("szczliwy numerek") na loterii wiata polega na tym, e mona i wiat, i gr i siebie obserwowa. a wszelkie z tym zwizane emocje s ju wszystkim, co w grze i w jej kolejnych rozdaniach wystpuje. i niczego wicej (i nigdzie) poza tym nie ma. smutek wiedzy spenionej nie jest przyjemny - kiedy ju si wie, e nie ma miejsca na dalsze poznawanie wiata "w pionie", e pozostaj tylko szczegy "po horyzont", taka myl nie przynosi radoci. kiedy docieram do brzegu i do celu, ktry chciaem osign, znajduj si w miejscu oraz pozycji z jednej strony podanej, ale z drugiej osobliwej. a przecie osobliwo w ewolucji to mao przyjemne doznanie oznacza kres. co trwao, jednak si skoczyo (wypenio). (samo)wiedza, ktra znajduje si w punkcie (spenienia) i zarazem w swojej osobliwoci - to wiedza, ktra wnosi nie rado (czy zadowolenie), lecz stan rwnie wartociowy: uspokojenie. i pewno. ... ale jednak al ...
190