KAROL OLGIERD BORCHARDT

KRĄŻOWNIK SPOD SOMOSIERRY EGZAMIN D, nie wypełnione przyswajaniem wiedzy teoretycznej wlokły się w Szkole Morskiej w Tczewie długo i monotonnie, w przeciwieństwie do miesięcy spędzanych na n?orzu na statku szkolnym "Lwów", które mijały jak sen - niespostrzeżenie szybko. Od godziny ósmej rano odbywały się wykłady na "kursach", skromniej mówiąc w klasach dawnej szkoły żeńskiej. Na wniosek organizatora Szkoły Morskiej i jej pierwszego dyrektora, inżyniera morskiego Antoniego Garnuszewskiego, w marcu 1920 roku gmach ten stał się pierwszą w naszych dziejach Alma Mater Mariniensis, nad którą w dniu 8 grudnia 1920 roku po raz pierwszy podniesiono banderę. W dniu 21 lipca 1920 zawarto w Holandii umowę sprzedaży-kupna, na mocy jej fregata o symbolicznej dla nas nazwie "Nest" (gniazdo) wyszukana przez inspektora Szkoły Morskiej, kapitana żeglugi wielkiej Gustawa Kanskiego, stała się "Kolebką Nawigatorów". Z ostatniego masztu "Nest" zdjęto reje, przekształcając fregatę na bark, który jako statek szkolny otrzymał nowe imię "Lwów". Pierwszy dwutygodnik literacki uczniów Szkoły Morskiej pod tytułem "Stella Polaris" ukazał się 15 grudnia 1920 roku. O godzinie czternastej trzydzieści kończyły się wykłady. Po obiedzie podawanym w olbrzymiej sali gimnastycznej można było pójść do otwartej do godziny szesnastej sypialni i wyciągnąć się na łóżku. Podczas tej przerwy w nauce najsilniej nawiedzała nas nostalgia za domem rodzinnym. Jej punkt kulminacyjny miał miejsce nieodmiennie przy drugim deserze, czyli przy spożywaniu zawartości paczek przysłanych z domu, które tradycyjnie były rozdzielane bez reszty pomiędzy wszystkich kolegów w sypialni. Miłą poobiednią sjestę przerywał bezwzględny uczeń służbowy uzbrojony w pęk kluczy. Po jego przyjściu należało natychmiast sypialnię doprowadzić do stanu kwitnącego, otworzyć okna, a samym przenieść się na "kurs". Uczeń służbowy zamykał sypialnię po dokładnym sprawdzeniu jej stanu, za który był odpowiedzialny przed dyżurnym wychowawcą. Na "kursie" rozpoczynała się nauka własna. Jak na szarą nić ni-zaly się żmudne, wykuwane w codzienności godziny tak zwanego "naumiewania się". Przed zabraniem się do nauki na "kursie" wrzało przez dobrą godzinę, zanim wygasły nie cierpiące zwłoki sprawy osobiste nie objęte żadnym regulaminem. Prawie każdy miał swoje osobiste zamiłowania, nie wszystkie można było podciągnąć pod angielskie hobby, ale cel miały podobny - po prostu dać wytchnienie od ciągłego myślenia wyłącznie o nauce. Sale "kursowe" były duże, jeśli się porównało je ze stosunkowo nikłą ilością uczniów. W rogu sali przy oknie znajdowało się podwyższenie, na którym stała katedra. Z przeciwnej strony, pod samą ścianą - trzy rzędy ławek, po parę w rzędzie. Ławki były podwójne, przeznaczone dla dzieci, tak że z trudem gnieździliśmy się w nich. Między katedrą i pierwszym rzędem ławek znajdowała się niewielka przestrzeń zajmowana zwykle przez jakąś fechtującą się parę. Szermierki w szkole nie można było uważać za hobby*. To był nałóg. Najładniej na kursie fechtował się "Pigieł". Po zapuszczeniu wąsów mógłby grać rolę Charłampa i to podczas zdobycia Tykocina w momencie zgonu księcia. PSgieł władał szpadą, pędzlem, trzema językami, smykiem, batutą i fortepianem. Podczas obiadów w sali gimnastycznej kwartet w białych tropikalnych mundurach grał pod jego batutą najnowsze przeboje. Do najbardziej ulubionych w tym czasie należały Słodka dziewczyna z Barcelony i Brawo bis. Pigieł rozpoczynał "naukę własną" od kilkunastominutowej zaprawy szermierczej - dłużej jego przeciwnik nie wytrzymywał serii bolesnych trafień w żywe ciało. Każde trafienie było zawsze wytwornie odsalutowane szpadą. Wszystkie trafienia piekły przez kilka dni, ale to nigdy nie wpływało na zmniejszenie ilości walczących. Podczas szczęku krzyżujących się ze sobą szpad dwóch nastęnych szermierzy, którym się wydawało, że każdy z nich jest zwycięskim kapitanem Bloodem zdobywającym, nieprzyjacielski

okręt, Pigieł potrafił pędzlem wyczarować soczystą akwarelę, po czym spokojnie zabrać się do nauki. Miejsce od okna na pierwszej ławce zajmował "Dyzio" wiecznie zatopiony w ornitologii lub dziełach Darwina w języku francuskim. Dyzio, zawdzięczający swój przydomek Żeromskiemu, władał rękawicami bokserskimi i wskutek tego miał popękane bębenki w uszach, przez co posiadał pierwszy stopień muzykalności. W języku szkolnym oznaczało to, że "rozróżnia, kiedy grają, a kiedy nie". Jednocześnie był najlepszym bramkarzem drużyny piłki nożnej w szkole i najlepszym znawcą literatury rosyjskiej. Obok Dyzia siedział zajęty stale sprawdzaniem ścisłości swych wyliczeń "Zakochany". Do osiągnięcia pełnego szczęścia na ziemi potrzebna mu była kwota dwu tysięcy trzystu dwudziestu pięciu złotych i piętnastu groszy. Posiadanie jej pozwoliłoby mir ożenić się i być szczęśliwym. W sumę tę wliczony był bukiet ślubny i nocne pantofle dla niego i żony. Na razie miał odłożoną na ten cel kwotę, którą wyrażały trzy ostatnie cyfry, a pierwsza była oddzielona od dwóch pozostałych przecinkiem. W ławce środkowej gnieździł się "Szklany Człowiek". Ten w niewiadomy sposób nauczył się podczas swego pobytu w Szkole Morskiej stenografować oraz biegle władać językiem angielskim. Wszystkie wykłady stenografował, a nazwę Szklanego Człowieka zawdzięczał Dy-ziowi, który twierdził o nim: żeby się nie rozbić, wyobraża sobie, że nosi na głowie szklankę zimnej wody i dlatego chodzi tak sztywno i ostrożnie. Za Szklanym Człowiekiem siedział umysł najbardziej twórczy na "kursie", uczący się "na siłę", a nie "na rozum", tak zwany "Semafor". Z powodu braku podręczników polskich musieliśmy się posługiwać podręcznikami w językach obcych. Semafor nienawidził nowych nazw i starał się wszystkie nazwy spolszczyć lub zmieniał je na nazwy dawniej przyswojone. Roczniki astronomiczne, z grecka zwane EFE-MERYDAMI, nazwał - równie grecką nazwą - HEMOROIDAMI. Funkcji trygonometrycznej o łacińskiej nazwie SEMIYERSUS nie nazywał inaczej jak, imponującą mu od dzieciństwa, grecką nazwą SEMAFOR. Niemniej trudności sprawiała mu teoria okrętu. Wykładał ją dyrektor szkoły, który ze złotymi medalami ukończył wydział nawigacyjny i inżynierię morską. Skoncentrowana w jednej osobie na takim poziomie wiedza nawigatora i inżyniera budowy okrętów napawała Semafora zrozumiałą paniką podczas odpowiedzi. Wysokość metacentryczna była, według Semafora, abstrakcją istniejącą wyłącznie w wyobraźni dyrektora i wobec tego można jej się było nauczyć tylko na pamięć przez długie i uporczywe powtarzanie całych zdań. Ten system uczenia się Semafor stosował i przy innych przedmiotach, czym o mało nie przyprawił inspektora Szkoły Morskiej o ciężką chorobę. Inspektor wykładał praktykę morską, był - jak i wszyscy - wymagający, a ponadto drobiazgowo dokładny. Pewnego razu Semafor odpowiadając inspektorowi na pytanie, w jaki sposób ładuje się na statek zwierzęta, połączył ze sobą wykute na pamięć zdania nieodpowiednio. W rezultacie wszyscy dowiedzieliśmy się, że należy ładować na statek świnie w pęczkach powiązane za ogony. Inspektor, słysząc to, najpierw poczerwieniał, potem zrobił się fioletowy i siny, w końcu zaczął sam do siebie mówić. Co wówczas do siebie powiedział, pozostało na zawsze jego tajemnicą. W środkowym rzędzie w ławce pod ścianą zasiadali "Żbik" i "Wit-kosio" - żywy dowód prawa, że bieguny różnoimienne się przyciągają. Żbik kipiał w życiu codziennym, Witkosio w marzeniach. Żbik był głównym partnerem Dyzia do bicia w bębenki w uszach i kopania piłki przy każdej okazji. Witkosio w tym czasie odbywał w myślach samotne podróże na jachcie wśród południowych wysp Oceanii. Zgodnie tylko uczyli się angielskiego. Róg sali zajmowało stowarzyszenie czterech, tak zwana - od pierwszych liter nazwisk - "Becejotka". Stowarzyszenie to dwa razy w tygodniu odbywało zebrania, na każdym takim zebraniu obowiązywało półgodzinne przemówienie, które z nieznanych powodów nazywało się zawsze "inauguracyjne". Przemawiający, z wdzięczności za wysłuchanie jego półgodzinnej mowy, musiał mieć przygotowaną tabliczkę czekolady i obdzielał nią wytrwałych słuchaczy. Stowarzyszenie posiadało dwie wyróżniające się wybitne jednostki: "ce", która grała na gitarze i na beku, jako obrońca, w drużynie piłki nożnej, i "ka", która dążyła na ziemi do wyimaginowanego przez siebie ideału człowieka morza oraz ideału wiedzy nawigacyjnej. "Ka" była wspólnym wyrzutem sumienia całego stowarzyszenia, cierpiąc z powodu niedoskonałości "Becejot" w pracy nad sobą i nadaremnie usiłując je porwać przykładem, była to również bratnia dusza inspektora: obaj zamęczali wszystkich zmuszając do

systematyczności i dokładności w nauce i pracy. Pozostała dwójka nie zwracała specjalnej uwagi swym zachowaniem. Katedra w rogu sali - ze względu na dogodne warunki rozłożenia na niej papierów i swobodę ruchów, jaką się miało siedząc na krześle - była niekiedy przedmiotem sporów. Ci, którzy prowadzili rozległą korespondencję, starali się wejść w jej posiadanie rezygnując z odpoczynku i drugiego deseru w sypialni, aby przed przyjściem innych zająć to wspaniałe miejsce. Najczęściej przy katedrze można było zobaczyć za stosem listów, skoroszytami oprawnymi w skórę, kolekcją różnokolorowych laków i świecą w lichtarzu, pochłoniętego pisaniem listów, wielojęzycznego absolwenta szkoły filmowej, obecnie naszego kolegę "Sforze". Ród jego od czasów królowej Bony pieczętował się herbem Sforzów i nasz Sforza dźwigał na swych barkach obowiązek, który z dziada pradziada przechodził na młodsze pokolenie, utrzymania łączności pomiędzy szeroko rozgałęzioną rodziną. Sforza był biegły w SFRAGISTYCE (wyraz ten niesłychanie drażnił Semafora). Chodziło po prostu o znajomość nauki o pieczęciach. Barwny lak służył do wnikliwej oceny hierarchii rodowej. Osoby najbardziej czcigodne z wieku i urzę^ du otrzymywały od niego listy pieczętowane białym lakiem. Z przyćmiewaniem barwy laku przyćmiewał się blask danej osoby i jej dostojność. Czerwonego laku Sforza nie używał nigdy, dowodząc, że jest przywilejem poczty. Potrafił w długich wykładach wdrażać nas w historię pieczęci Chin, Anglii i Francji. Mówił o finezji swego arsenału łąkowego, przy pomocy którego, przez nieco skośne odbicie herbowego znaku, zrywało się stosunki z osobą, do jakiej list był adresowany, pomimo że z treśdi listu nie można było tego wywnioskować. W miarę rozwoju korespondencji zaczynała się mu ona wydawać zbyt ograniczona. Krewni i znajomi nie byli dostatecznie silnie rozsiani po świecie. Sforza wystarał się o międzynarodowy kod filatelistyczny i zaczął korespondować ze wszystkimi zakątkami na kuli ziemskiej. Największym powodzeniem cieszyły się u niego malutkie wysepki, możliwe do wyszukania tylko na szczegółowych mapach o dużej skali. Osoby, z którymi nawiązał w ten sposób korespondencję, nie były tak znakomite, jak sobie tego życzył, więc gdy przeczytał w gazecie angielskiej, że król Anglii Jerzy V szuka nabywcy na jedną z wysp w kanale La Manche, stanowiącą jego prywatną własność, Sforza natychmiast nawiązał korespondencję z kancelarią jego królewskiej mości i zaczął prowadzić pertraktacje w sprawie nabycia dla siebie tego królewskiego zakątka. Do szkoły przychodziły listy, w których "król" tytułował go: comte. Otrzymywał wspaniale ilustrowane konspekty w nieznanych nam dotąd oprawach. Z ilustracji w nich zawartych można było całkowicie odtworzyć sobie urok i piękno całej wyspy. Wieczorami ślęczał nad dostarczonymi bilansami przyszłej rezydencji i pilnie studiował dochody i rozchody, jafeie go czekały. Proszono go w listach o wyznaczenie portu, do którego mógłby zawinąć po niego motorowy jacht królewski, by nasz comte mógł naocznie się przekonać o walorach oferowanej mu wyspy. Sforza stale odkładał termin podróży w charakterze królewskiego gościa i tylko skrupulatnie odejmował i dodawał, siedząc na katedrze, kolumny cyfr. Znużony tą czynnością zbierał starannie swoją kancelarię i ustępował miejsca niecierpliwie czekającemu na nie "Mistrzowi Magii". Mistrz stawał na podwyższeniu za katedrą, kłaniał się wytwornie, jak gdyby zamiast kilkunastu kolegów miał przed sobą audytorium złożone z doborowej publiczności. Przemówienie swe rozpoczynał niezmiennie od słów: "PROSZĘ PAŃSTWA" i demonstrował przywiezione z domu "eksponaty" lub znajdujące sią pod ręką przedmioty, które jego słowa zmieniały w rzeczy niezwykle cenne, niekiedy wprost cudowne lub genialne. Do makabrycznych wystąpień należała demonstracja trupich czaszek:-małej i dużej. W jednej ręce trzymając wysoko mniejszą czaszkę, głosem pełnym przejęcia i wiary w to co mówi, wyjaśniał, że jest to oryginalna czaszka Goethego, gdy tenże miał lat jedenaście. - Na czaszce - mówił Mistrz wodząc palcem po sklepieniach nad oczodołami - już w tym okresie widać zapowiedź genialności, w całej rozciągłości potwierdza ją'o tu właśnie leżąca większa czaszka poety, którą udało mi się zachować wyłącznie dla siebie. Ten program szybko się wszystkim znudził. Mistrz musiał przejść do spraw aktualnych. Demonstrując małą drewnianą rozpórkę do zabezpieczania szyb przed rozbiciem po otwarciu okna i drewnianą linijkę półmetrową z podziałką milimetrową Mistrz objaśniał, że jest to instrument przez niego niedawno wynaleziony; rozwiązywanie rachunku różniczkowego i całkowego za pomocą tego instrumentu jest dosłownie igraszką dla dzieci. - Proszę państwa, funkcja jest w mojej lewej ręce, a funkcja po-•ehodna w prawej ręce. Jeśli przesunę swą funkcję pochodną, kt6ra dozna pewnego przyrostu, to i jej funkcja również dozna

Dotychczas kończyło ją. Ale Mistrz . "Ona jedna . a wszyscy państwo widzą dokładnie kierunek stycznej.mówili . przetaczała się nad łokciem. Ciężka.każde dziecko odczyta na linijce. ale tylko do momentu.to prowadzę styczną do krzywych. widniał następujący tekst: "Panie Majorowski. wtaczała się na bark i nad ugiętą w tym momencie szyją przechodziła na drugi bark. posuwając mniejszą część suwaka jako styczną . że ruch ten państwo mogą uważać za jednostajny. Należało więc umieć. trzynastu. Jeśli przechodzą przez krańce linijki. uznając niektóre z nich za zbyt zawiłe. naturalnie w oznaczonych granicach. a moja pochodna oznacza prędkość w danym czasie x. jak gdyby czytał słowa rdzennie polskie. wobec czego jedyna droga ratunku. jeśli pochodna funkcji równa się zeru. drugie łóżko od ściany z prawej strony". różniczka była przyrostem nieskończenie małym funkcji. Niektórzy uczyli śnię do późna w nocy.odpowiedniej zmiany. tworzącej jak gdyby ramię krzyża nad katedrą. pełniący służbę w nocy w gmachu. dowiódł mój suwak uniwersalny. Inaczej mówiąc. W tym wypadku dokonalibyśmy wspólnie CAŁKOWANIA. "Z jakiej racji AJ?" . Czytając tekst angielski wymawiał wszystkie słowa tak. W ten sposób możemy znaleźć długość linii krzywych i pól mojej linijki. na których z małymi zmianami dotyczącymi szczegółowych danych. Był to "śmiech przez łzy". Sypialnia siódma. lecz "RÓŻNICZKAMI". że nie możemy ich nawet nazwać "różnicami". piętnastu. Jak szanowni państwo obserwowali. a rachunek całkowy jest odwrotny do różniczkowego. przybywało dnia i przybywało coraz więcej nauki na. by został zięciem wykładowcy języka angielskiego. Mistrz znał alfabet angielski.to była dla niego prawdziwa magia. Betty mogłaby odegrać rolę Danusi. Cała moja funkcja to suma przyrostów.kursie. Od dzieciństwa przyswojonej litery "i" jak "i" nie potrafił zmienić na "aj". żonatego z Angielką. Jak państwo nie zdążyli nawet zauważyć. jaką widzieli koledzy. proszę mnie obudzić o godzinie czwartej rano. a ty Zbyszka". którą literę jak się wymawia. tworzącej ramię krzyża pochylone ku podłodze. Czego państwu. gramatyki i składni angielskiej. przykładam mniejszą część mego uniwersalnego suwaka do jednego z końców linijki. została zamknięta z powodu jego samobójczej miłości skierowanej nie do Betty. Jeszcze parę słów o tajemniczej CAŁCE. który dawał mu całkowicie zasłużony tytuł "Mistrza Wielkiej Magii". znów przetoczyć się nad łokciem i wpaść w rozstawione palce drugiej ręki. by po wyciągniętej drugiej ręce. Egzaminatorzy byli tak samo bezwzględni jak morze. Egzaminów bali się wszyscy. jak w Krzyżakach. Już na pierwszym kursie koledzy radzili mu. Teraz Mistrz podnosił rękę trzymającą kulę do góry i kula zaczynała się toczyć z powrotem w kierunku zachęcających ją do tego palców tej ręki. Coraz mniej poświęcano czasu na hobby. z jakiej bieg swój rozpoczęła. którego córka Betty cieszyła się ogromnym powodzeniem. które . to przechodzą przez swe wartości maksymalne i minimalne.innego wyjścia nie było. Jeśli krzywo trzymam linijkę.jak wspomniałem . ale nie miał pojęcia. lecz nie mógł opanować języka angielskiego. które nie uznawało powiedzenia "jakoś to będzie". jeśli powie ojcu: mój ci jest. Niestety. Byłoby zupełntie tak. Zainteresowania Mistrza szły w zupełnie innym kierunku. Szkołę zaczynało na kursie trzydziestu. w których kolejno znajdowała się moja mniejsza część suwaka. kilku-funtowa kula toczyła się jak żywa z jednej ręki wzniesionej i wykręconej do tyłu. poczynając kolejno od daty otwarcia. wszystko odbyło się tak szybko. W miarę jak kończyła się zima. Te stosy kartek oznaczały. Był to najbardziej efektowny numer. Mistrz z łatwością żonglował różniczkami. Różnice przy przesuwaniu były tak niezmiernie małe. dziewięciu. to znajdę zależność drogi y od czasu x. ale nieunikniona klęska wisiała nad Mistrzem Magii. inni wstawali o godzinie czwartej rano. w którym trzeba było zdawać egzamin. albo opuścić szkołę . Nie mniejszym powodzeniem od żonglerki pojęciami matematycznymi cieszyły się wyczyny Mistrza z kulą do ciskania. otrzymywał ze zbliżaniem się egzaminów coraz więcej kartek.może ciebie uratować od ścięcia na egzaminie. Jeśli do suwaka dodam zwykły kieszonkowy zegarek i zanotuję momenty. mój ci jest. Każdy mógł się potknąć przy wyprowadzaniu wzoru z dewiacji lub astronawigacji. kapitana austriackiej marynarki wojennej. wówczas moja funkcja przechodzi przez minimum lub maksimum. Woźny. siedmiu. Nie wszyscy koledzy mogli dorównać Szklanemu Człowiekowi w umiejętności opanowania zasad wymowy. że trzeba albo umieć.

niestety ani jedna z nich nie była dostateczna. Egzaminator odebrał książkę z rąk abiturienta. że ze wszystkich tematów można ułożyć jeden temat uniwersalny. wykładowca i ojciec Betty w jednej osobie. że według nich delegat na pewno angielskiego nie zna. wstał i odszedł do okna. inspektor i kapitan jako egzaminator. Mistrz wlókł się przez szkołę z tą jedną dopuszczalną dwójką. mgliste i nieuchwytne. że tak się musi TO skończyć. Wykładowcy wydawało się. podając Mistrzowi otwartą książkę: . Mistrz miał przed sobą teraz dwóch ludzi: delegata i egzaminatora. czy delegat ministerstwa zna angielski. by teraz ostatecznie go uziemiła. "Mój przyjaciel Eddy". było dla niego już nie zawiłe. Zameldował się przewodniczącemu. Mistrz zabrał się do czytania. Bez niczyjej pomocy Mistrz zapisał dwie strony arkusza egzaminacyjnego i był pierwszym abiturientem. jak z kulą u nogi. że mógłby odtworzyć identyczny tekst pisany nawet alfabetem chińskim. ponieważ wypracowanie nie jest napisane ściśle na temat. Szykował się do egzaminu pisemnego. Głowa egzaminatora przechyliła się boleśnie na bok i kapitan ze smutkiem w głosie powiedział po angielsku. że ze wszystkich dotychczas zdających ten przeczytał podany mu tekst najlepiej. nie żadne tam "bi". napisane "be" to "be". nawet jeśli się nosiło zasłużony tytuł Mistrza Wielkiej Magii. Mistrz słysząc to. zdumionym wzrokiem wodził za piórem Mistrza piszącego "Raport do władz portowych o wypadku. "Mój pierwszy dzień na statku". Ponieważ egzaminator nie przerywał. "Pamiętnik marynarza". błękitne oczy ojca Betty na jego widok okryła mgła smutku. z następującą uwagą: stopień zmniejszony. zmieniając wyłącznie tytuł. jak umiał najlepiej po polsku. Kapitan. że śni na jawie. a właściwie "wkucie" ich pisowni. Modulował bez zarzutu i przystanko-wał. ale wręcz. klęski Mistrz Magii postanowił jednak walczyć. którzy już zdawali.Proszę opowiedzieć to. Egzamin z języka angielskiego odbywał się w największej sali. Delegatowi podobał się świetnie uszyty mundur i doskonała budowa abiturienta. . Mistrz doszedł do wniosku. / Koledzy. co dotyczyło nauki języka angielskiego. i oczywistej dla wszystkich. że od razu zwrócił na siebie szczególną jego uwagę. co pan przeczytał. czytał coraz płynniej i coraz ładniej. że jest świadkiem cudu. ożywił się i poszedł. Do komisji egzaminacyjnej z języka angielskiego należeli: delegat ministerstwa. Moment ten zaakcentował stuknięciem obcasów. Przed rozpoczęciem egzaminu ustnego Mistrz poprosił kolegów. "List do przyjaciela". wygrywając na punkty pierwsze wrażenie swą postawą idealnego abiturienta.dystansował nawet tych najsłabszych . Na delegata Mistrz patrzył z taką jasną ufnością i uprzejmością. a z kapitanem po niemiecku. Ponieważ nauczenie się na pamięć kilkudziesięciu wypracowań przerabianych w ciągu lat. Mistrz czytał. by się przygotować do odpowiedzi. Wykonał lekki skłon tułowiem w kierunku delegata ministerstwa. ponieważ podczas egzaminu rozmawiał z inspektorem po francusku. Napisane "the" tó "the". który ukończył pracę z języka angielskiego. Rozpamiętywał cały okres nauki tego ucznia i wiedział. Inspektor. a potem z rezygnacją w głosie zadał śmiertelny cios. wyraził postawą "salut" dla delegata i stanął przed egzaminatorem. jaki miał miejsce na statku". Tyle czasu poświęcił na opanowanie tego ćwiczenia. Zjawił się na sali egzaminacyjnej zaprasowany i wymuskany. to znów. "Raport do władz w obcym porcie o wypadku z marynarzem". twierdzili. Dobre. jak gdyby zstąpił z witryny okiennej najlepszego magazynu mód. Wyglądał. wytwornie zawiązany krawat. przekraczało możliwości ludzkie.wszystko. Cała sylwetka mówiła sama za siebie. Pomimo nieuniknionej. Ojciec Betty miał zapisane w swym notesie wszystkie odpowiedzi Mistrza. Wreszcie skończył. Opracowany przy pomocy wszystkich kolegów temat przepisywał nocami. Delegat nie miał wątpliwości. jak sam to określał. aby się zorientowali. Pozostawał jeszcze egzamin ustny. Cierpienie niewysłowione malowało się na twarzy kapitana. który miał miękkie serce i nie mógł patrzeć na zarzynanie ludzi. Prawdopodobnie z tym samym wrażeniem snu na jawie i uczestniczenia w cudzie kapitan godził się wewnętrznie na ocenę pracy: DOSTATECZNIE Z PLUSEM. Zaczęły się egzaminy. położył książkę przed egzaminatorem i zastygł w postawie wyrażającej wizję jasnej przyszłości. Z sympatią przyglądał się przyszłemu oficerowi marynarki. mówiąc po angielsku: . "Moja najciekawsza przygoda". Czytał tak.Proszę przeczytać biografię Waszyngtona. Mógł to być "Wyciąg z dziennika okrętowego o wypadku z marynarzem".

z. widoczny w jego odpowiedzi. Delegat był zachwycony. n. . . który jeszcze słyszał. l. Żałobą okryła się twarz egzaminatora. ej bi si di i ef dżi. Mistrz Magii skupiał się. . rozpoczął biografię Waszyngtona.. zauważone w wyrazie twarzy delegata. Waszyngton a. Mistrz sam zdecydował się na pełne wyrazu zakończenie: . Położeniem największego nacisku na ZET Mistrz zakończył swe pełne wyrazu opowiadanie. Sam zamiast egzaminatora podzięp kował Mistrzowi za wspaniałą znajomość angielskiego i za wkład pracy w opanowanie języka morskiego. Wzniósł do góry oczy. b. . Waszyngton stał się jedną z liter alfabetu. kej el em en ou pi Uo s z i n g t on ej bi si di i ef dżi. O! MU . Waszyngton w.Uoszington eks uaj ZET! Jako pierwsza litera przed trzema symbolizującymi w matematyce niewiadome. jak gdyby słowa te mia-ly oznaczać wygrane bitwy. by przerwać niepotrzebne sprawdzanie tak wspaniałych wiadomości i opanowania języka angielskiego. Uoszington.Nirli staszjonery. który nie odzyskał był jeszcze mowy i tylko z dużym wysiłkiem potrafił wyszeptać do abiturienta od siebie: . K.. zet nirli staszjonery. .wyraził jeszcze wobec uśmiechniętego Mistrza swą opinię egzaminatorowi. Do świadomości egzaminatora. Uoszington ej bi si di i ef dżi. Mówił coraz bardziej modulując. Widać było na niej jeszcze ślady chęci protestu.. dochodziły dźwięki "a be ce de Waszyngton...Po otrzymaniu tego polecenia Mistrz pozwolił sobie przyjąć postawę "lekko-spocznij". Zjawiał się nieoczekiwanie wśród samogłosek lub stawał przed literami oznaczającymi same niewiadome. "Delegat był oburzony surowością egzaminatora w stosunku do tak świetnego ucznia.. igrek zet Waszyngton. Mistrz znał na pamięć alfabet angielski..U o s z i n g t o n. ale wymowa jego była tylko trochę zbliżona do angielskiej. której można było się spodziewać po każdej literze. e. W sumieniu kapitana toczyła się teraz walka pomiędzy obowiązkiem i podziwem dla przytomności umysłu i zimnej krwi abiturienta. kiedy delegat nachylił się do egzaminatora. Uoszington dablju eks uaj zet. U o s z i n g t o n. jakie miało miejsce na żaglowcu. jak gdyby chciał tam gdzieś w nieskończoności zobaczyć Waszyngtona. podnosił głos i grzmiał. przyciszania głosu przy sprawach smutnych i podnoszenia tam gdzie się mówiło o zwycięstwach. jak z gramatyki lub składni. iks. poza tym udało mu się zapamiętać wyrażenie nearly stationary. Wreszcie zwyciężyło w nim zrodzone podczas egzaminu przeświadczenie. f.. Dziękuję. Za chwilę miły uśmiech pojawił się na jego ładnej twarzy.stanąć w dryf".. m. każdej pauzy. ani się zamknąć.. Zadowolenie i uznanie dla swej wymowy. ku er es. Szlachetna twarz kapitana wykluczała podobne podejrzenie. podnieciły Mistrza jeszcze więcej. . Gdy Mistrz mówił o tym stawaniu w dryfie wielkiego wodza. b.. Ze swobodą mówcy. to znaczy z tak ustawionymi do wiatru żaglami. g. Z lekka uderzył obcasami i skłonił się delegatowi.. f. z którym wspólnie po długich sprzeciwach ze strony delegata ustalono stopień zaledwie DOSTATECZNY. że ten człowiek i w życiu da sobie radę z angielskim. W dosłownym znaczeniu brzmiało to tak: Waszyngton.. el em en ou pi. e. g. Kej el em en ou pi Uos zi n g-t o n ej bi si di. wielki prezydent uwieńczył swą karierę według biografii o nim Mistrza Magii. Wyczytać z tego uśmiechu można było całkowite opanowanie tematu i znajomość przedmiotu.Chyba nie zachodzą tu osobiste antypatie. " Nastąpiła potem jeszcze długa rozmowa z delegatem na temat stopnia. rozumiejącego ważność intonacji.. ale usta skamieniały w tym momencie i nie zdołały ani nic powiedzieć. c. x. Uoszington dablju.zaniepokoił się delegat ministerstwa. oznaczające stanie na żaglowcu w dryfie. d. Do rozmawiających podszedł inspektor. panie kapitanie .KU .RU! V^onrad opisał charakterystyczne zdarzenie. Kej. Na twarzy egzaminatora pojawił się wyraz osłupienia i zastygł. W momencie.Thank you. Mówił dalej ze swobodą i dużą dozą zachwytu o pierwszym prezydencie Stanów Zjednoczonych.. o.Uośzington nirli staszjonery eks uaj. a. Mistrz Magii już cztery razy postawił w dryfie Waszyngtona. Zrezygnował ze słuchania tak błahych pytań. d. c.. eks uaj. p. .Bardzo dobrze . że prawie stojącego w miejscu. y. Waszyngton . na którym był starszym oficerem.

Okazało się. Na wszystko musiał "Lwów" zapracować sam. A my wciąż żeglarzami Wśród wichrów sztormowych i fal. Brakowało na nim wszystkiego. Wszyscy koledzy na żaglowcu podziwiali te serwety jako coś najpiękniejszego. Straszne to. by nie uszkodzić lśniącej powierzchni. jeszcze mokrą. Zmywało się go bardzo ostrożnie tą "pucbola" zanurzoną w słodkiej wodzie. by jego okręt wyglądał jak najładniej.. jak mogła. Bosman zawiadomił. Rok jeszcze nie minął. Należało go zmyć gąbką zwilżoną w słodkiej wodzie.myliśmy. wieżę armatnią. Bosco wpadł w rozpacz. jak trębacz Królewskiej Piechoty Morskiej oparł się najspokojniej o tylko co wyemaliowaną za prywatne pieniądze. Nagle w trakcie rozmowy z Conradem kapitan wyjął z kieszeni batystową chusteczkę i starł z lakierowanej powierzchni poręczy kilka osiadłych na niej drobinek pyłu. Wszyscy byliśmy zajęci doprowadzaniem naszego żaglowca szkolnego do stanu świetności. . zniekształcone słowo oznaczało odpadki nici bawełnianych używane na statku do zmywania farb i lakieru. podszedł do trębacza i tuż za nim oparł się o wieżę. by wyglądać odświętnie w chwili przybycia do macierzystego portu. Na ląd dostaniemy się znów. Zmywało się farbę możliwie delikatnie lekkim mydlikiem z nieznaczną domieszką sody. Morze za nami I morze przed nami. cały ciężar tej wieży ja wezmę na siebie. Śpiewaliśmy z coraz większym przejęciem słowa piosenki ułożonej przez naszego kolegę Poczobutta. słysząc o beznadziejności sytuacji spowodowanej wyczerpaniem się materiałów w tak długiej podróży. sześć przepołowionych wspaniałych serwet drugiego oficera. Na rejach i masztach tak tłumnie. w której był zwyczaj. i drugie było dla "Lwowa" luksusem. koronkowej roboty serwet misternie splecionych z bardzo rzadkich okazów gąbek. I jedno.bardzo popularny i obdarzony poczuciem humoru . * Na powracającym z paroletniej podróży do kraju żaglowcu francuskim drugi oficer wiózł jako "lekką kontrabandę" dwanaście wspaniałych. * Wkrótce już rok. które na drewnianych nadbudówkach pokrywały się w czasie rejsu osadem soli.zobaczył z mostku. Następnego dnia rano bosco rozdzielił do-zmywania nadbudówek. nawet farb i pądzli. że podczas porannego zmywania pokładów lakier na nadbudówkach na rufie został spryskany słoną wodą. możesz teraz spocząć. Na pokładzie rufowym kapitan czekał na szalupę. Zamiast malować . Admirał rozejrzał się. Szykowaliśmy się. kupował na własny koszt najlepszy gatunek farb i kazał nimi malować swój okręt. że po tak długiej podróży wyczerpały się zapasy gąbek i szmat bawełnianych. Zmycie soli za pomocą szczotek lub płótna żaglowego oznaczało zniszczenie świeżo położonego na drzewie nadbudówek lakieru. a co musiało kosztować nabywcę fortunę. by się nią dostać na ląd. KRÓLEWSKI.. ale podróż nasza z Morza Śródziemnego do kraju dobiegała końca. •ł e Fregata przygotowywała się tak. iż dowódca. czy go ktoś nie widzi. tak długo aż farba się nie zmyła. Z wyrazem twarzy Atlasa dźwigającego całą kulę ziemską na sobie admirał zwrócił się do trębacza mówiąc: . A w sercu tęsknota i żal. potrzebna była do tego jeszcze "pucbola".Stali zakotwiczeni na redzie. by wejść do macierzystego portu podobnie jak w innej piosence: Dziś rankiem poważnie i dumnie Do portu zawinął nasz "Lwów". Jeden z admirałów brytyjskich . Od jabłek na maszcie po dziób i rufę wszystko na fregacie było świeżo pomalowane. nie zawahał się ani na chwilę. co się znalazło w tej podróży na ich fregacie. * Odmienny nieco wypadek znany jest w całej marynarce angielskiej. jeśli chciał.Już wszystko w porządku. Drugi oficer.

co się stało z otrzymaną niedawno igłą. od pięćdziesięciu jednak lat musiał ważyć znacznie więcej niż sto kilogramów. Wiedzieliśmy. kończył uwagą: "Waju będziesz od tego lenistwa w środku czysto zgniły". Jeśli obaj odpoczywali. że niektórzy z nas. z którego nie wyłaziły włosy i nie odkręcała się nitka. stokroć więcej ceniliśmy ich opowiadania. chodził Bosmanek jak gdyby z namaszczeniem . Wynikało to jednak trochę i z tego. pomimo że powierzchownością i usposobieniem różnili się całkowicie. że najlepsze pędzle. zazdrości i podziwu. na których spali. Po takim oświadczeniu należało bardzo szybko uciekać z zasięgu głosu żaglomistrza i zrezygnować przynajmniej na przeciąg dwóch dni ze słuchania opowiadań o życiu na Antarktydzie. jak nie nazywano go inaczej. Na ogół wszyscy woleli wysłuchiwać strasznych przepowiedni o ich smutnej przyszłości niż oddać pędzel. Bosmanek przypominał z wyglądu lwa morskiego. bo "nie wiedział. gdy rozstawali się z dawanym nam przedmiotem.była naszym postrachem. Za to olt brzymia "pierś marynarska" . tylko "Waju". Jabłka. Po rejach i masztach chodził jak pająk. Przechodzący koło niej uczeń posłyszał straszny ryk Bosmanka. kolumny i reje na kolor ciemnożółty. że posiadają to tuż koło siebie. Dłonie jego już się nie rozchylały i były przedmiotem naszej szczególnej adoracji. że ani się spostrzegł. gdy trafił się do roboty dobry pędzel lub igła. ponieważ "lenistwo jest rękojmią zdrowia". pędzlem lub nićmi. przypominających górę w Capetown. który nosił to samo nazwisko co Waju. Podczas gdy żaglomistrz był żywym obrazem chudego "wilka morskiego". na które wszyscy czyhali. Pokrywała je warstwa tak grubej skóry. żegnając wzrokiem swój skarb. Po wantach i pertach. Albo Morze Weddella. o niewiarygodnych mrozach i zmyślnych pingwinach. to dawali go "spod serca". Żaglomistrz spędził dwa lata na Antarktydzie w Ziemi Coatsów. Kiedyś podczas sztormu fala wysadziła szkło iluminatora w ich kabinie. chcieli je zachować na przyszły raz. był od urodzenia artystą malarzem i często wolał podziwiać grę kolorów w czasie wschodu słońca niż szorować cegłą pokład. Wiadomo było. Od skarbów. czy spotka go w życiu takie szczęście. należało wyspowiadać się. najlepsze igły do szycia żagli. chudy i lekki. Zgodnie też zmuszali nas do błagania o każdy ze schowanych pod nimi skarbów. że podejrzewaliśmy Bosmanka o to. Żaglomistrz był bardzo długi. Świadomość. iż nie czuje już liny w ręku. o ciągnących się setkami kilometrów górach lodowych. pozwalała im spać spokojnie. Był surowy. Bosmanek potrafił nią przygnieść mocniej niżby się można było spodziewać. ale nie to nam w nim imponowało. ma schowaną najlepszą rękawicę do szycia i parę najlepszych igieł. Otworzył drzwi i zobaczył go stojącego na stoliku i zatykającego brzuchem otwór. a któryś z nas przyszedł poprosić o ten skarb pierwszej potrzeby. z jakiej igła była zrobiona. Dlatego twarde słowo "bosman" nie pasowało do Bosmanka. co wzmagało jeszcze nasz podziw. że "utopiłem" lub "spadł mi z rei do morza". a przy tym niesłychanie zwinny. Istniała w nas krucha nadzieja. Kolega nasz Pigieł. Jak jeden tak i drugi. Niestety "perły" te również były nam skąpo wydzielane po długich naleganiach i prośbach. Miał sumiaste wąsy. mistrz igły. najlepsze rękawiczki do szycia płótna żaglowego i ta "pucbola" znajdują się pod poduszkami i pod materacami dwóch Janów. i jaki pądzel jest najlepszy. że mu się znów dostaną do roboty". Wszystko to należało obmyć teraz przed przyjściem do Gdyni słodką wodą i tą dawno wyczerpaną "pucbola". gdyż brzuch ten był bardzo muskularny. gdy udało się zdobyć miejsce w ich kabinie. W takich wypadkach każdy zdecydowanie twierdził. który najpierw wszechwiedząca ręka wyszukała pod poduszką lub pod materacem.wydatna "pierś marynarska" w niczym mu nie przeszkadzała. Nasze tłumaczenie. Żaglomistrz swe przemówienie do każdego z nas rozpoczynał od słowa "waju'' . linach rozciągniętych pod rejami. Godzinami słuchaliśmy o kilkumiesięcznej nocy. Jeśli żaglomistrz przyłapał nas na podobnym nieróbstwie. że kolega nasz "Starzec". długich i płaskich. Koja żaglomistrza była umieszczona nad koją bosmana. mógł również uchodzić za kraba lub żółwia morskiego.i tak to do niego przylgnęło. że nie zrobiliśmy czegoś "za dobrze". końce masztów i rej malowane były na biało. Żaglomistrz rozpoznawał dotykiem palców gatunek stali. broniliśmy się mówiąc: "Zapatrzyliśmy się na kuzyna żaglomistrza". czerwonobrą-zowe policzki i wiecznie uśmiechnięte błękitne oczy małego dziecka. To była dopiero egzotyka. że "Bosmanek" i żaglomistrz posiadają pewne zapasy tych skarbów ukryte w swych kojach. Bosmanek był niskiego wzrostu. o żegludze w zawiejach śnieżnych.Zabiegi kosmetyczne naszego barku rozpoczynaliśmy od mycia jabłek na czubkach masztów.na lądzie to nazywają brzuchem . Pod tym względem obaj byli zgodni. Fale uderzające o burtę musiały jednak potężnie bić w tę muskularną .

to całą Afrykę jednomyślnie przyznawaliśmy Bosmankowi. może pan bosman da jeszcze choć garsteczkę. Może pan bosman poszuka jeszcze pod. Cała nadzieja w panu. W pieśniach Bosmanka słychać było długie lata pracy spędzone na żaglowcach w podróżach dookoła Cabo das Tormentas lub Tierra del Fuego. poduszką. podpierając jednocześnie drągiem. Mieliśmy nadzieję. Bosmanek siadł na koi i słuchał mojej prośby. pociągnięte lakierem. nie mam o tym najmniejszego wyobrażenia. wówczas można było usłyszeć marsze w wykonaniu żaglomistrza i Bosmanka. w którą uderzał marszpiklem lub fitem. miłe. nie potrafię. Obaj byli artystami. Bosmanek najlepiej znał porty wschodniego wybrzeża Afryki. Pozostały do obmycia nadbudówki na pokładzie" rufowym. Bosmanek używał wyłącznie murzyńskiego tam-tamu. Żaglomistrz grał na harmonii ręcznej. Należało to zrobić bardzo delikatnie za pomocą miękkiej nowej "pucboli" i słodkiej wody. że na pewno Bosmanek ma jeszcze gdzieś pod głową przynajmniej jedną uncję tych bawełnianych odpadków. brzydkie. beznadziejne. -. Wspólnymi siłami opanowali sytuację.na to się mówiło z bardzo rozmaitą intonacją: A! MOJ-KA-KA! Jeśli nie było to ani jedno. godne pożałowania. Były więc piosenki na długie pociągnięcia i na krótkie. • Bosmanek był skarbnicą pieśni marynarskich przy każdej zbiorowej pracy na pokładzie. Oznaczało to: nie wiem. W każdym z nich spędził wiele miesięcy. panie bosmanie. wymowie i piśmie. nocne i dzienne.zacząłem błagalnie . gdy zachodziła konieczność zgranego wysiłku wielu osób. uważaj jak lepiej. ale służył nam wystarczająco dobrze do porozumienia się z Bosmankiem. Słowo takie powiedziane przez tego. ale nie ma nigdzi ani kawałeczka "pucboli". co wyrażało żal lub sytuację bez wyjścia . i na świeży wiatr. nie dam ci odpowiedzi. radź sobie sam. Jeśli Antarktyda należała w naszym pojęciu bezapelacyjnie do Waju . przyjemne. to ta nawigacyjna zostanie taka pokryta solą. było uważane za wielki nietakt. . zachwyt. Zbliżała się Gdynia. ani drugie. uwielbienie i w ogóle wszystko co było pozytywne. zadowolenie. że on już nie ma nigdzie i przysłał mnie do pana. i lubił. Wszystkie szmaty prywatne już dawno zużyliśmy na te potrzeby . rocznica przejścia równika. .w ka-belgatach były pustki. ale wysiłki nasze były bardzo blade. których sam tego nauczył. Żaglomistrz powiedział. i na sztormową pogodę. zepsute. Był to chyba jedyny nauczyciel lingwista na świecie. kto grał lepiej. który potrafił w mgnieniu oka nauczyć języka w mowie. gdy jego uczniowie tym językiem z nim się porozumiewali. nie umiem. co niedobre. mogło to być wyrażone jednym zdaniem: O! MU -KU-RU! Przeciwieństwem było wszystko to.Panie bosmanie . Gdy się chciało wyrazić najwyższy podziw. ponieważ Bosmanek nie przestawał ryczeć. Przyswojony przez nas słownik Bosmanka nie był sprawdzany przez żadnego lingwistę. Trudno było powiedzieć. nie mam o tym pojęcia. W wyobraźni naszej Bosmanek długie łata spędził wśród plemion murzyńskich. Jeśli była uroczystość. na to trzeba było spędzić przynajmniej kilkadziesiąt lat na żaglowcach. którego Bosmanek sam osobiście nie wtajemniczył w znaczenie tych wykrzykników. podniesienie bandery na "Lwowie". Wysłany po nią stanąłem przy koi Bosmanka.została do obmycia nawigacyjna. Jak pań bosman nie da. Dzięki swej znajomości "ję-zyka murzyńskiego" Bosmanek stał się naszym nauczycielem. W dniach powszednich oba te narzędzia służyły do robienia splotów na linach stalowych i włókiennych. który wypoczywał jeszcze po nocnej wachcie. gorzkie. nie rozumiem. dobre. Wyrwali okrągłe siedzenie stołka. W takich momentach Bosmanek promieniował. na kabestan i na fał obermarsa. znał wiele ich obyczajów. w których czuło się rytm całej Afryki."pierś marynarską". rozpaczliwie nieprzyjemne. Tym językiem mogli porozumiewać się z Bosmankiem tylko ci. przeważnie była to duża pokrywa od głównego kotła. Skończylibyśmy sprzątać jeszcze przed śniadaniem. adorację. owinęli je kocem i zatkali nim iluminator. że Bosmanek jest mistrzem nad mistrzami. może gdzieś zostało trochę niezauważonej "pucboli". ratując jednocześnie "Lwów" od zalania wodą. rocznica. Nawigacyjna aż popielata od soli. ale wydobyć odpowiednie dźwięki. kiwając swą okrągłą głową. Większość z nas uważała. niesmaczne. Wielu ludzi potrafi mistrzowsko grać na harmonii. można było skwitować sytuację powiedzeniem: NO KUCZIWA. i to znaczną część przy wybrzeżach Afryki lub na jej rzekach. Usiłowaliśmy pomagać mu. złe.

gdy usłyszałem głos Bosmanka: . Nic podobnego nie nastąpiło. Pełen ulgi widziałem już Bosmanka przewracającego się na swą "marynarską pierś" i wydostającego z tajemniczego zakątka olbrzymi kłąb pożądanej "pucboli". W nawigacyjnej uczniowskiej kipiało od wertowania atlasów prądów.pienił się Dyzio.KA . To przypadkowe miejsce zakotwiczenia naszego barku szkolnego było wyjątkowo zajmujące. ponieważ wskutek pływów bezustannie zmieniał się tutaj kierunek i szybkość prądu. to znaczy pomiędzy Szetlandami i Wyspami Owczymi . poszlibyśmy dookoła. roczników astronomicznych i tablic nawigacyjnych.mówili.KA . mieli odmienne zdanie co do tego czekania na wiatr aniżeli komendant i starszy oficer. uśmiechał się niefrasobliwie i głośno zachwycał się swymi genialnymi wynikami obliczeń.Obeszli-byśmy z daleka cmentarzysko żaglowców. by przeczekać zmianę kierunku wiatru. że robi mi się koło serca bardzo ciepło i pokochałem Bosmanka tak samo jak "Lwów". Pigieł. uśmiechając się pod wąsem. Każdy absolwent musiał kilka razy przeprowadzić własnoręcznie sondowanie i zanalizować różnicę pomiędzy głębokością podaną na mapie a odczytaną przy sondowaniu. .Czekaj! W jego oczach zobaczyłem naraz tyle wesołości. do którego odnoszą się głębokości podane na mapie morskiej. która pozornie nigdy nie odpowiadała głębokości podanej dla tego miejsca na mapie. gdzie mieliśmy .O! MU . .swą obecnością uświetnić rumuńskie Dni Morza. Nie mógł przecież dopuścić do szorowania lakieru szczotką lub płótnem żaglowym. Tegoroczni absolwenci.A! MÓJ .KA! A! MÓJ . który stan wody uważać za niski. tablic pływów. to ci rozwalę ten genialny umysł . gorąco popierali starszych kolegów-oficerów. posłuchaj tylko. Szliśmy na Morze Czarne do Konstancy.Dyziu. Błękitne jego oczy przestały się uśmiechać. będący starszymi kolegami uczniów zaokrętowanych na tę podróż.ta tajemnicza nazwa oznaczała poziom morza. . szykując się do egzaminu praktycznego. wyliczyłem z dokładnością do pół minuty moment wysokiej wody w odniesieniu do Dover. Podając mi zwinięty materiał powiedział: . słuchając obietnic Dyzia. obliczyłem dla tego momentu odległość księżyca i słońca od ziemi oraz ich deklinację do dziesiętnych minuty.Dyzia i Pigła. której terminów musieliśmy dotrzymać. Poziom morza zależny od chwilowego pływu. jak Bosmanek się przekręca na bok i szuka pod poduszką lub materacem. że ucieszyłem się na sam widok ich promiennej radości. i wobec tego każde państwo morskie uważało za punkt honoru podawać odmienny dla swych wybrzeży ku niewymownej męce uczniów szkół morskich.Czekałem na skutek mego rozdzierającego przemówienia.KU .na specjalne zaproszenie młodocianego króla Rumunii. .RU! ORNITOLODZY Oilny wiatr dmący z wejścia do Kanału Angielskiego zmusił nasz stary żaglowiec szkolny "Lwów" do rzucenia przy wschodnim wybrzeżu Anglii kotwicy.Zamiast nudzić się na kotwicy. Nie mogłem inaczej wyrazić Bosmankowi swego uczucia i wyszeptałem: . Podróż "dookoła" Szkocji to jednak szmat drogi. a nie czekali na poniżające dla nawigatora zmiłowanie wiatru. którzy odbywali swą ostatnią podróż na białym barku szkolnym. siedmioletniego Michała . Ale Bosmanek siedział nieporuszony. W myślach widziałem. Zero mapy . Bosmanek złapał się za rękaw swej ogromnej nocnej koszuli i po kilku potężnych szarpnięciach cały rękaw zsunął się z atletycznej jego ręki.KA! Zabierałem się do wyjścia. interpolację przeprowadziłem z dokładnością do jednej tysięcznej.Jak ci się już wszystko będzie zgadzało do jednej tysięcznej milimetra. stwarzał warunki do dyskusji. jak również głębokość.Masz! Uczułem naraz. W nawigacyjnej było słychać przeważnie głosy dwóch "wiecznie" ze sobą się kłócących . I naraz usłyszałem straszny wyrok: . nawet w porównaniu do całej tegorocznej podróży. wziąłem • pod uwagę warunki atmosferyczne i pływ burzowy oraz wszystkie wiatry mogące mieć wpływ na stan wody tutaj i wiejące w ciągu ostatniego tygodnia przy zastosowaniu spirali Ekmana. Młodsi oficerowie "Lwowa". . Były to tak zwane ćwiczenia "redukcji sondy" i "zera mapy". Biskaje. Siedział tak w postrzępionej koszuli.

że są tak długie jak sam Pigieł i jego soliter. ale już na zupełnie inne tematy. co powoduje częste dryfowanie całej jego osoby w stylu Casanovy i niemniej czarująco. kabanosy. a Sforza tłumaczył mu. że marnotrawstwem byłoby karmienie takimi pysznościami solitera. zechce sprawdzić to wszystko. nie darzył sympatią Darwina i wyrażał obawy. oprócz rodzimego. że Dyzio.krzyczał Dyzio tak głośno. Sforza grał z powodzeniem rolę oficera nawigacyjnego. by stać się praprzodkiem. gdyż od rodziny Sforza z błot pińskich otrzymywał przed wyjściem w podróż olbrzymie zapasy. . Sforza dowodził. który znał nieomal na pamięć wszystkie opowiadania morskie Claude Farrere'a i Pierre'a Loti. Przestań. Dyzio wyprowadzał wszystkie barwy od przystosowania się do warunków życia. O! La! La! W tym okresie Pigieł potrafił wyrażać swe miraże biegle w trzech językach. którego w odpowiednim momencie. piórkiem i tuszem wyczarowując wspaniałe żaglowce. który nie pozwala Pigłowi zmienić wyglądu chodzącego żywego obrazu głodu w Indiach. dlaczego słoń ma trąbę lub czym lot jaskółki różni się od lotu wróbla. Pigła interesowała wyłącznie barwa upierzenlia ptaków. według wyimaginowanej przez siebie teorii równowagi barw. Miraże. przy nadchodzącej burzy życiowej. że wielu chciało w nim widzieć sobowtóra Cyrano de Bergerac. którego wystawę będzie otwierał Bernard Shaw. Na razie Pigłeł potwierdzał swym gadaniem przysłowie perskie. że Pigieł wystawi swe obrazy w Royal Aca-demy i jako nadworny malarz królowej Elżbiety II odbędzie z nią podróż na Bermudy. szynkami dzików i wielu innymi specjałami. że "dobry kogut w jajku pieje". a zwłaszcza nos i umiejętność władania szpadą. Jeśli podczas podroży nie kołysało zbytnio.kolegów. również z powodzeniem. Podczas kołysania grywał. Dyziu. Przeważały w nich.mówił Sforza . podobnie jak i barwy kwiatów. Kiedyś tematem kłótni Dyzia z Pigłem były ptaki..Pigieł. których rzadkie okazy posiadali jego znajomi osiadli wśród bagien Pańszczyzny. przyczyniły się do tego. Kabanosy swoje oglądał wyłącznie z daleka. Dotychczasowe jego wyczyny przyniosły mu w rezultacie przydomek "Pigłu". Ale Pigieł w dalszym ciągu upajał się sw. tak jak gdyby wyruszał na wyprawę krzyżową. A według twojej teorii. . Sforza twierdził. ale na statku ich "bezcenność" nabierała potocznego znaczenia. Poleskie ostępy kryły tyle zwierza. Przy koi Sforzy kłócili się często. Pigieł nie potrafi zwinąć.Pigłu .jakaż równowaga barw. Dyzia interesowały stale takie kwestie. że nos Pigła przypomina żagiel topsel. W szpitalnej koi grywał także rolę szczęśliwego Tantala sycącego się widokiem przyjaciół raczących się sporządzanymi specjalnie na jego podróż sarnimi cąbrami. przestań. oddający się z zapałem studiom nad dowodzeniami Darwina. Najwspanialsze jednak były Pigła paczki żywnościowe otrzymywane z domu. bo nie wytrzymam! . Sforza z przejęciem obalił teorie obu opowiadaniem o wspaniałej kolekcji wędrownych ptaków brodząco-be-kasowatych Machetes Pugnax. Jeśli paczka żywnościowa dla Pigła została dostrzeżona na czas. czego się naczytał i gotów zamieszkać na stałe na jakimś drzewie w Afryce. "gimnastykował się" dyrygując orkiestrą kameralną.: Jafc malować żagle i morze oraz Jak malować swój statek. Przyczyn tworzenia się barw dopatrywał się w kształcie ich właścicieli i szerokości geograficznej miejsca ich zamieszkania. to bywał on natychmiast wiązany. Według słownictwa tego samego Sforzy Pigieł z jednakową łatwością "naigrywał się" na fortepianie i skrzypcach. sam jeden na scenie. które to słowo powtarzane szybko raz po raz ujawniało jego istotne znaczenie. akurat na szerokości błot pińskich muszą w maju zjawiać się te ptaki i każdy z nich musi się ubrać na ten okres w odmiennego koloru kapturek i kryzę. Szukał na te męczące go pytania odpowiedzi czytając dzieła Darwina w języku francuskim. Wnet miraże wam pokażę. człowieka obezwładnionego chorobą morską. w którą zamieniał się nie lubiany przez nikogo szpitalik okrętowy. absolwenta szkoły filmowej. że specjały te były tam dosłownie "bezcenne". jak przyczyny długości szyi żyrafy. że słychać go było na całym pokładzie. oraz ilustrował podręczniki wydawane przez wykładowców Szkoły Morskiej. Zdolności i oryginalność. Jakie przystosowanie się do warunków życia. O tym pianiu w jajku Sforza piał ułożony przez siebie dwuwiersz: Wielki Pigłu jestem JA. Solłter ten był zrodzony z bujnej wyobraźni Sforzy. którą sam zorganizował werbując do niej co muzyfcalniejszych kolegów. Z czasem żaglowce te znalazły się w wydanych przez Pigła w języku angielskim książkach pt. skoro ani jeden samiec tego samego kształtu nie posiada tego samego koloru upierzenia podczas godów.ymi obliczeniami i swą genialnością nie docenianą przez żadneg9 z. nikomu nie przeszło przez myśl. nigdzie nie spotykane. Sforza. Dyzio i Pigieł. Wówczas jeszcze nikt w nim nie podejrzewał światowej sławy malarza.

cieszył się Dyzio.robót porządkowych.miał nieograniczony kredyt na "rozszarpywanie" rzuconych mu ofiar. No.Jak ci znów wypadnie dokładność stanu wody do jednej tysięcznej milimetra. Komendant jednak doskonale wiedział.Daj mi spokój. to cię jeszcze raz przeegzaminuję.podobnie jak i komendant kapitanami żeglugi wielkiej. a nawet stawianie i zwijanie żagli. którzy nic nie robili. udając najbardziej zażarte walki. Ich damy przyglądają się tym harcom. który miał w odpowiednim momencie znaleźć się na ścieżce życia komendanta i to z rękami nie zajętymi pracą. w którym były prowadzone. Powiedz. a najmniej . choć i tak stwierdziłem. żeby podczas takiej walki jeden z nich skrzywdził drugiego. nawet nie rycerze podczas turnieju. Obecny komendant dzięki swej przygodzie z łodzią podwodną . że nic nie umiesz. Holendrzy. po czym po opanowaniu paniki z leżącej już na dnie łodzi wyrzucił na powierzchnię pozostałych przy życiu ludzi i wydostał się sam . Obecnie tytuł komendanta jasno określał stanowisko i godność pozwalając jednocześnie na odpowiednie tytułowanie starszego i drugiego oficera.Pigłu. były wykonywane z zapałem. To była gra. Wobec tego że w tym roku było o kilku absolwentów więcej niż godnych ich stanowisk. których pełne wydanie w oryginale woził stale ze sobą. Indyjska niska woda syzygijna. Słabością Dyzia. wylosowując spośród siebie jednego. wywołując niezadowolenie wyrażane przez poprzedniego kapitana zdaniem: "Znaczy tytułomania". wolni od służby wymyślili samobójczą zabawę podczas wachty. Podczas przedłużającego się postoju w oczekiwaniu na wiatr sprzeczki w nawigacyjnej były coraz żarliwsze: . Pozostali za najbliższą nadbudówką obserwowali straszliwy moment rzucenia się komendanta na wylosowaną dla niego ofiarę. Nawet nie śniłeś nigdy o takim zerze.Odczep się. . Nie widziałem jednak nigdy. powiedz.Oho! Nie dam .jeśli podczas toków potrafią godzinami wyczyniać wszystko na niby. Wspaniali aktorzy. miejsce zaś ustalano z góry. uważał siebie za pasażera wolnego 24 od . ale powiedz wobec tego. jakimi drogami potoczą się myśli komendanta i co z tego wyniknie. Ofiary zaś nie miały prawa nosić w sercu urazy do komendanta za wysłuchane przymiotniki dotyczące ich osoby. odrywającą go od studiów nad dociekaniami Dar-wina. były dzieła Gorkiego.znęcał się nad nim Dyzio. Dyziu . . Przerażenie ofiary było zawsze wielkie. Co prawda etykieta morska była na statku przez wszystkich ściśle przestrzegana i w miejscu. potykający się dla przypo-dobania się swej damie serca.przyszłego dostojnika. malowanie i czyszczenie mosiądzu należały do prac objętych ukutym w szkole powiedzeniem: "Lenistwo jest rękojmią zdrowia". gdzie ktoś pracował.Średnia najniższa niska woda . a jeśli go zaskoczono śpiącego i odpoczywającego nawet przed wachtą. . Tytułowanie wszystkich kapitanami . . natomiast mycie.zirytował się Pigieł. by nie zostawić bez dowództwa załogi. Ale do trzech razy sztuka. . ale każdy z nich posiada tych dam kilka. każdy natychmiast przykładał ręki i pomagał "pracerzom". jakie jest zero mapy przyjęte przez Indie Holenderskie? No? .bez zająknienia odpowiedział Pigieł. Na szczęście "Lwów" wybrał kotwicę i ruszył przez Kanał Angielski z wizytą do siedmioletniego króla.I znów twój miraż nad miraże. .. Miraż . W osobie Dyzia nie podejrzewano przyszłego profesora ekologii. Mówienie do nich "panie poruczniku" było degradowaniem ich zasłużonego tytułu.Nic podobnego.na której dobrowolnie zatonął. . . Jeśli któryś z absolwentów nie piastował godności starszego nawigacyjnego lub służby bosmańskiej. to zanim przyszła jego kolej na jedno z tych stanowisk. Tytuł komendanta statku szkolnego przywędrował z francuskiej marynarki i znalazł z łatwością zastosowanie na "Lwowie". jeśliś taki mądry. ponieważ starszy i drugi oficer byli . nigdy nikt nie przebywał bezczynnie. Po upolowaniu absolwenta nigdy nie było wiadomo.powtórzył Pigieł usłyszane przed chwilą od Dyzia zero mapy japońskiej.Indyjska niska woda syzygijna .Miraż. jakie jest zero mapy przyjęte przez Japonię. Nie kończące się dysputy pomiędzy Dyziem i Pigłem zmieniały swój temat w zależności od miejsca. że część absolwentów jest nieuchwytna i zabijał czas polowaniem na sztuki bardziej wyrafinowane w próżnowaniu. Średnia półroczna najniższa niska woda. ponieważ komendant nie znosił na pokładzie ludzi. .naruszało bezapelacyjne prawo do tego tytułu zawarowane •dla kapitana statku.. Pigłu. Bardzo często wszystko zależało od miejsca spotkania z przeznaczeniem. Wszystkie zajęcia mogące się przydać absolwentom w przyszłości.

do praszczurów ludzkiego rodu. złożył w przewidzianym czasie wizytę młodocianemu królowi. Sprawa ta niesłychanie zainteresowała komendanta. Na to posypał się na Dyzia grad przymiotników i porównanie do smacznego ryjącego czworonoga. coście powiedzieli! . Przeciek był tym ciekawszy. Lawirując wśród wysp greckich i białych szkwałów. . który natychmiast kucnął obok Sforzy. Ptak bezsilny leżał na pokładzie. był owocem zakazanym na rufie podczas wizyty zwiedzających i to w obecności komendanta. przejęty widokiem leżącego na jego rękach ptaka. zainteresowanie komendanta przeniosło się szybko z Dyzia na domniemaną osobę mogącą tam zostawić termometr. Pozostawione wiadro natychmiast naprowadziło gromowładną falę na barki roztrzepanego młodszego nawigacyjnego. zainteresowane pięknym upierzeniem. . Sam Sforza. czy nie popsuty. podobnie jak to twierdzili Murzyni we Wschodniej Afryce. przed nadchodzącym komendantem przysiadł ze strachu na pokładzie. zatrzymując się na chwilę dla odpoczynku w Algierze. do którego należało mierzenie temperatury wody. Wobec tego że termometr nie powinien się był znajdować na ro-strach. czy idzie.AAAAaaaa!!! . W wiekowym drelichu. który w zasadzie niby niczym się nie różnił od ubioru pozostałych kolegów. Była jednak jedna rzecz. ten odzyskał nagle mowę i wyjaśnił. ale przeciek bez wątpienia jest. W tej samej chwili pojawił się goniony ciekawością Dyzio ze służbowej wachty. podobnie jak i sam właściciel. że właśnie szuka przecieku na pokładzie.Słucham. Że właśnie on. że właśnie w tym miejscu zawiodło kalfatro25 . Możność zwiedzenia starego żaglowca. Dyzio zaś. podniósł ptaka i usiłował zademonstrować rozpiętość jego skrzydeł. Panie pierwsze zwróciły na niego uwagę. Egzotyczna bandera "Lwowa" i jego wiek wzbudziły ogromne zainteresowanie najwyższych sfer Algierii. łapiąc się dwoma rękami za bezlitośnie gładkie i czyste deski pokładu. który . podziwiając strzelistość jego masztów i pajęczynę olinowania. Sylwetka przygotowanego do wyjścia na ląd Pigła przypominała Podbipiętę z ogolonymi wąsami i zwróciła na siebie uwagę oficera służbowego.miał tak samo znać się na pomarańczach. Każda jednak jego część miała swoistą indywidualność. w dźwięcznym języku rodzimym Odyseusza znaczące tyle co "osobliwy". Sforza. by uratować swoje życie. gdy usłyszał skierowane do Pigła pytanie. panie komendancie. czuje się powołany do wyszukania tego zupełnie niewidocznego dla oka przecieku. Ubiór. który natychmiast przydzielił Pigła do oprowadzania dyplomacji po statku. Słucham. przyszłość przynosiła tyle nowych i ciekawych spraw. na które ten nde mógł odpowiedzieć. że kalfatrowanie wykonał przed miesiącem doskonały specjalista od tych spraw. Gdy straszny krzyk: "Dlaczego nic nie robicie?" przeniknął przez ciało Sforzy. zabrał nowy narybek kandydatów i rączo zawrócił do domu. że poświęcił Owsika. Właśnie całe towarzystwo stało na rufie "Lwowa". "Lwów" dotarł do Morza Czarnego.zawirowało w powietrzu. Sforza twierdził. przekładając nad nią gre-czyznę. że na tamte nie miał po prostu już czasu.Według Sforzy siła komendanta miała swe źródło w lęku przed nim. która komendanta stale drażniła i o której pamiętał .to ubiór Dyzia. Komendant nigdy nie wracał do rzeczy przeszłych. i żyła swoim odrębnym życiem. komendant poczuł w sobie wzbierającą nawałnicę. Widząc go teraz ubranego w coś co kiedyś można było nazwać drelichem. by lepiej zobaczyć to słabe miejsce swego statku. . Szczęściem nagła zmiana wiatru zmiotła nagromadzone chmury. zaczął płynną i poprawną wanie. przyciągnęła nawet sfery dyplomatyczne w osobach kilku dystyngowanych pań i panów. Po historii z termometrem Dyzio nie istniał w wyobraźni komendanta jako homo sapiens mariniensis.według komendanta . gdy nie opodal spadł jakiś ptak zmęczony długim lotem nad morzem. że "lęk przed lampartem jest jego siłą". przez swe zainteresowanie Darwinem. dzięki czemu Dyzio obronną ręką zszedł z rostrów do codziennego życia na "Lwowie".Powtórzcie. Pigieł. pod nigdy nie widzianą banderą. i należał już. Schowanych za nadbudówką absolwentów uderzyło w uszy nowe słowo idiotropos.wyrzucił z siebie purpurowy komendant. to znaczy uszczelnienie przestrzeni pomiędzy deskami za pomocą pakuł i specjalnej masy zwanej pakiem. Nad głową nieszczęsnego potomka Sforzów i Bogu ducha winnego cieśli zawisła groźna burza. gdy los przeznaczył go na ofiarę. zgadując życzenie pań. Komendant nie używał polskiej łaciny. cieśla okrętowy Owsik. ponieważ w tym miej-. zmęczony. scu woda kapie mu do hamaka. jak Dyzio na termometrach.

jego zwyczaje i przyczynę obecnej tragedii. przypadkowi słuchacze mieli zawsze dużo uciechy. Gdy wyczerpał się cały temat przelotnego ptaszka. . na których stał szybkobieżny dziesięciowiosłowy kuter reprezentacyjny. na których surowe życie marynarskie łagodzone było ciepłem domowego ogniska przez żony kapitanów obdarzone wielkim i dobrym sercem. . Pytanlia już teraz sypały się jedno po drugim. że zwierzyna mu nie ujdzie.Chaleraa! Co wy robicie? "Cholera" w żadnym wypadku nie odnosiła się do Dyzia.Bo wy cały czas mówiliście. francuszczyzną objaśniać pochodzenie ptaka. WIATR W ciągu ośmiu dni bezustannego wschodniego wiatru mieliśmy możność doznać wszelkich wrażeń będących ongiś udziałem żeglarzy na dużych żaglowcach.dziwił się komendant. która stale była tematem dyskusji i zyskiwała sobie coraz bardziej ujemną opinię. z KURZYMI . aż komendant zainteresował się jego osobą.Mnie się wydaje. panie komendancie . . troszczącej się nie tylko o załogą. Kapitan naszego szkolnego żaglowca.upierał się Dyzio.Pomimo że wszystko było uszyte specjalnie na Dyzia.swym podobnym do komendanta głosem odkrzyknął Dyzio. czy idzie. udając że nie widzi zainteresowania komendanta swoją osobą. a ja tylko z piętnastu. W podróży tej Dyzio wylosował miejsce na rostrach. jedno z tych. . Aby odwrócić uwagę od swej garderoby. przyłożył sobie termometr do ucha. Komendant nie mógł się pogodzić z wyróżniającą się indywidualnością ubioru Dyzia.O nie. Był to w każdym wypadku wykrzyknik przyjazny. Dyzio. który rozwinął przed słuchaczami swoją teorię równowagi barw. Całe towarzystwo na rufie wydawało się nie dostrzegać niedostatków w ubiorze Dyzia. upierzenie i cechy charakterystyczne dla tego gatunku.Nie.Dlaczego on? . że oczarował całe towarzystwo. musiał odstąpić na chwilę głosu Pigłowi. Był to radosny okrzyk myśliwego przekonanego. panie komendancie . Nie należy tu mylić Pływających Domów Rodzinnych. z którego można było jednak wyłowić dźwięk grecki. zgodnie z zasadami gry. . ale i o przygodnie opadłe na statek ptaki. Posiadał natomiast genialną umiejętność błyskawicznego przechodzenia od nastroju kapitana na OKRĘCIE-PIEKŁO.mówiąc to wskazał na Pigła. on czy wy? . Wymienił cały rodowód po łacinie i tak się zapamiętał w opisywaniu tego rzadko spotykanego okazu. Na pokładzie pod rostrami leżało jeszcze płócienne wiadro. że została zdjęta z kogoś innego.On . . że zapomniał 0 komendancie. .Czy on też tak dużo studiuje jak wy? Czy więcej od was? pytał dalej. Gdy była mowa o barwach. panie komendancie! . Dyzio. a jeszcze nie widziałem krwi na pokładzie!" do nastroju żony kapitana na PŁYWAJĄCYM DOMU RODZINNYM. Można by je zawrzeć w granicach określonych nazwami: OKRĘT-PIEKŁO i PŁYWAJĄCY DOM RODZINNY. A ponieważ w takich rozmowach głos Dyzia przypominał dziwnie głos komendanta.Słucham. Pokazywał kształty pazurów i dziobu. pomimo obecności bardzo dystyngowanego towarzystwa z dyplomacji.uśmiechając się pod wąsem powiedział komendant. a uzależnionych od humorów ich kapitanów. wołającego wielkim głosem: "Kobiety mam zamiast oficerów! Trzy dni już jesteśmy w morzu. Dyzio złapał do ręki nieopatrznie pozostawiony na rostrach termometr do mierzenia temperatury wody. . że chyba wy . przypominający określenie "osobliwy".odpowiedział Dyzio . Na ten widok komendant zawołał wielkim głosem: . jakie wyrabialiśmy na statku. Dalsza rozmowa.bez chwili namysłu odpowiedział Dyzio. on jest lepszym ornitologiem. całość sprawiała wrażenie. stanął na rostrach i stał na nich tak długo bezczynnie. uśmiechnięty 1 zadowolony komendant spytał Dyzia: -• Który z was lepszy ornitolog. podobny łudząco do współczesnego mu komika filmowego Maxa Lindera.ale on zjada jajecznicę z trzydziestu jaj. Dyzio był w swoim żywiole. Całe rostry były w zasięgu wzroku komendanta stojącego na rufie. zakończyła się wybuchem śmiechu. Wszyscy byli wyraźnie zdumieni nieoczekiwanym wykładem i jego wysokim poziomem. Mówił z taką werwą i znajomością przedmiotu. był tylko odrobinę mniej zabawny od tego popularnego artysty. toteż między nim i Dyziem dochodziło często z tego powodu do ożywionej konwersacji.

Aaaaa. lecz całkowicie pozbawione serca. że nie ma już Pytona na pokładzie. cośmy zyskiwali przez sześć godzin posuwania się. że Pyton.O.wracajcie do roboty! . a następnie Alboran. więc musiał rozpocząć z nami pertraktacje: . Wróciliśmy do roboty i szybko zabraliśmy się do szorowania pokładu. jak trzymać M! Nie dokończyliśmy słuchania opinii o naszej pracy. Do naszego przybytku zastukał uczeń nawigacyjny z radosną wieścią. teoretycznie kursem siedem rumbów do wiatru. Natychmiast złapaliśmy za klamkę nie pozwalając mu wejść do środka. na kursie south przed bukszprytem mrugało do nas światło latarni morskiej Alboran. nie dawały pożądanego rezultatu: wschodni wiatr nie pozwalał na przebicie się na szersze wody Morza Śródziemnego. Każdy się dowiadywał.Panie Popieeel! Dlaczego gołębie wody nie maaaająą? W ciągu tego strasznego tygodnia każdego ranka na kursie nord ukazywały sią przed bukszprytem naszego żaglowca wierzchołki gór Sierra Nevada zaróżowione promieniami słońca.Fook doookołaaaaa! I zaraz następnie ten saim głos dodał: . zaniepokoił się natychmiast: _ Nu.chyba za nas sterował. Trzymaliśmy drzwi mocno.FREGATAMI. bez pojęcia. Wszystkie nasze zwroty przez sztag. pod bak . wyczyszczonej do granic wytrzymałości metalu: . co się stało? . Sobowtór Maxa Lindera uśmiechnął się: .Chodźcie na pokład -' namawiał . to ja pójdę do kabiny. by odrobić stracony czas.zabłąkane na Atlantyku . ale nie wyjdziemy. co zadecydowało. oraz wszyscy uczniowie. Winni okazali się przede wszystkim sternicy. Podczas wykonywania zwrotu przez sztag. Wszyscy jak jeden mąż rzuciliśmy szczotki i biegiem pognaliśmy na dziób. Przez pierwsze cztery dni z zapałem ćwiczyliśmy oversztagi opromienione miłym uśmiechem naszego kapitana. posiadający dobre serce. iż podjął się on opieki nad kilkoma gołębiami. Strasznym głosem obwieszczał nam. Kapitan zaczął szaleć. I wtedy któryś z uczniów w chwili największego krzyku kapitana zaśpiewał: . zanim go nie zapędzisz pod pokład. że nic nie umieją robić. usłyszeliśmy tupot nóg biegnącego za nami oficera wachtowego. to jest obrócenia wszystkich rei na przednim maszcie za pomocą lin zwanych brasami. Mieliśmy na stażu w tym rejsie oficera marynarki wojennej o gołębim sercu. Musieliśmy się spieszyć.do naszego ustępu. Czwarty oficer był naszym starszym o jeden rok kolegą. bo nie dość ostro sterowali na wiatr. co sześć godzin bukszpryt pokazywał zidentyfikowany już przez nas szczyt Cerro de Mulhacen. śpiewając po drodze: .Zapędź Pytona! Umrzemy tu z głodu. Kapitan zaczął szukać winnych tego. jest zrobione nie po marynarsku. . Jak wskazówka w zegarku.opadły na pokład naszego żaglowca idącego na Morze Czarne. bo zbyt opieszale braso-wali reje. że już piąty dzień nie możemy sią posunąć nawet o jeden kabel na wschód. W nocy. które .Pyton szaleeeeeje! Pyton szaleeeeeeje! Od tej chwili kapitan został PYTONEM. usłyszeliśmy oczekiwaną komendę wydaną wielkim głosem przez kapitana za pomocą tuby mosiężnej. Piątego dnia jego humor uległ gwałtownej zmianie. chalera! Nawet myć nie umiecie porządnie! Szczotki nikt nie wie. Innego wyjścia nie ma! Nie mogąc się z nami dogadać. poszedł na rufę. nie! Nie może tak być! Zapędź wpierw Pytona pod pokład! . że wszystko co w tej chwili wykonuje.Zwariowaliście?! . że nic nie umiemy robić. źle. latarnię morską lub jej światło.Pyton szaleeeje! Zaledwie zatrzasnęliśmy drzwi "budynku bez okienek i kominka".spytał. w otwartych drzwiach prowadzących do kajutkompanii ukazał się kapitan: . więc się boją. gdzie rządziły również żony kapitanów. gdy cała załoga stała przygotowana do brasowa-nia foka. że będzie sam. wykonywane co sześć godzin podczas lawirowania na południku wysepki Alboran. Wobec tego przy każdym zwrocie traciliśmy to. . Gdy po dokonaniu porannego zwrotu wachta nasza zajęta była zmywaniem i szorowaniem pokładu na rufie.Nu. Miał tak grobowy wyraz twarzy.Wachta boi się pana kapitana! .Dlaczego się boją? __Pan kapitan powiedział.

Praca w upalnym.As! dwaa! as! dwaa! Po każdym "dwaa!" słychać było szurgot czegoś posuwanego po schodach.Akurat gdy już wszystkich ogarnął zapał do pracy. usłyszeli znajomy głos kapitana. zerwał z siebie wspaniałą olbrzymią lornetkę. Były to chwile wielkiego wypoczynku na statku. nakrochmalony mundur. . Wszyscy wiedzieli. Doszedł nas radosny okrzyk: . W porcie. Umieszczony był na śródokręciu. gdy ich obecność była tam konieczna. Z odgłosów dochodzących teraz z wnętrza żaglowca można było wnioskować. . w sztywnym kołnierzyku i krawacie.As! dwaa! Chalera! Jeszcze parę "as! dwa!" i na pokładzie zobaczyliśmy Pytona wraz z olbrzymim fotelem. a wąs nie wyprostował się ani o milimetr.opuszczał go na wąs. Przed wielu laty został. ciężki fotel był dotąd schowany w którymś z prywatnych schowków kapitana. ukazał się na pokładzie kapitan. Pierwsza wachta cierpliwie znosiła niepochlebne opinie o swojej pracy głośno wypowiadane przez kapitana. o tyle druga . żeby wiatr się zmienił!". Czekając na skutek tej ofiary. ponieważ pierwszy raz zobaczyliśmy czcigodny antyk na statku. Wyciągnięcie go musiało kosztować Pytona niemało trudu. Zgięcie było znikome i nikomu w niczym nie przeszkadzało. bo do "as! dwa!" Pyton dołączał jeszcze "chalera".Przynieście młot z maszyny! Ubrany w biały. jakby był zanurzony w brudnej wodzie. Kapitan ukazywał się po pół godzinie na pokładzie przebrany oraz wykąpany i znacznie spokojniejszy. nabytą za pieniądze z trudem oszczędzane przez kilka lat.Chalera! Naprawdę się boją! Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy naszego kapitana wchodzącego do pomieszczeń oficerskich. że Pyton coś wlecze. z wyjątkiem kapitana. Wąs ten. Był jednym z tych. Wołał trapowego i wielkim głosem rozkazywał: .Chalera! Dlaczego młot od maszyny leży na pokładzie?! Godzina wypoczynku minęła. Szósty dzień rozpoczął się również od cicho nuconej pod nosem piosenki "Pyton szaleje". dawajtie młot! Następnie z okrzykiem "as!" . którzy zajęci byli w pobliżu rufy. i cisnął ją za burtę. gdzie jest kapitan.Nu. . Kapitan zadowolony z siebie zeskakiwał z relingu i monologował: . jeśli kapitan miał czas wolny i spotkał się z wąsem. . nim ktokolwiek zdołał się zorientować. Przez godzinę słychać było donośne "as! dwaa! as! dwaa!". Wiatr wciąż nie zmieniał kierunku: east. Fotel pamiętał chyba jeszcze siedemdziesięciolecie dziewiętnastego wieku. Na jego widok. Wróciliśmy do roboty.podnosił młot oburącz nad sobą i na "dwaa!1' . rzuciliśmy szczotki i pędem zbiegliśmy po trapach prowadzących na śródokręcie. Kapitan sam sobie podawał komendy zazwyczaj jedynie w porcie. z okazji "spotkania się" z wąsem od brasów foka z lewej burty.lekko zgięty. by pilnować naszego sterowania. Musiało to być coś bardzo ciężkiego. tuż pod relingiem. służył do zwiększania kąta pomiędzy końcami rej a miejscem zamocowania brasów. natychmiast zabierał się do jego prostowania. stale east! Po południu wydało się nam. odlany z żelaza. Z okrzykiem: "Chalera! Trzeba złożyć ofiarę. by skryć się pod bakiem.Chalera. że szał Pytona doszedł do szczytu. Mundur wyglądał tak. Ten olbrzymi. w których dawniejsi kapitanowie żaglowców spędzali niekiedy dnie i noce na pokładzie. doczekaliśmy się szóstego dnia bezustannie wiejącego wschodniego wiatru.As! dwaa! as! dwaa! Głos dochodził z dolnych pomieszczeń na rufie. prostopadle do lewej burty statku. Zrozumieliśmy teraz jego intencję: postanowił na wzór dawniejszych kapitanów spędzać noce na pokładzie. komenderującego donośnie sobie samemu: . południowym słońcu zmieniała kołnierzyk i krawat w miękką szmatę. Pierwszą ofiarą padał trapowy. Po śniadaniu ci. długości około pół metra i grubości ramienia. siadał okrakiem na relingu i zwracał się do trapowego: .mocno przesadzona. Po godzinie kapitan wyglądał jak wyciągnięty z wody. bez komendy. zabrudziłem się! Ale wąs troszeczkę wyprostowałem! O ile pierwsza uwaga była słuszna.

. którą uczeń za drzwiami ambulatorium wyrzucał od razu za burtę. uczyni ofiarę. którzy godzili się podróżować na sześćdziesięcioletnim żaglowcu pozbawionym chłodni. Na ponowny okrzyk "as! dwaa!" fotel znalazł się wysoko u góry. Czy ulituje się ktoś nad naszym starym statkiem i ofiaruje. uczeń skarżący się na boleści żołądka. Przejdzie ci ból natychmiast. Ale tego dnia Pyton ważył się na rzecz najstraszliwszą na żaglowcu: zaczął jednocześnie gwizdać! Gwiżdżący kapitan! Było to wyzwanie rzucone nieszczęściom.. na której w cieniu sztaksla siedział nasz lekarz okrętowy i pisał.Durni. Wolno podszedł do burty. przedwczesne wpisanie do dziennika okrętowego portu przeznaczenia. duży budzik położony na ścieżce Pytona zapewniał niekiedy parodniowy spokój i dobry humor kapitana. Człowiek na żaglowcu piszący w czasie podróży list był gorszy od czarnego kota. Obecnie jednak byliśmy od paru miesięcy w morzu.podejrzliwie zapytał. kto może być winowajcą? Nagle gwiżdżący Pyton coś zobaczył! Przestał gwizdać i skoczył w kierunku uczniowskiej kabiny nawigacyjnej. Ale w naszym dzienniku okrętowym rubryka ta jest pusta. że należy tę rubrykę zostawiać nie zapisaną aż do osiągnięcia celu. W epoce luksusowych parowców lekarze. Ale budzik chodził. człowiecze! . nie zapłaconego rachunku. gdzie obowiązująca dieta przeczyła wszystkim zaleceniom higieny i medycyny.Toć to. . . Czy ktoś ofiaruje się dobrowolnie zepsuć swój zegarek i dać go Pytonowi do zreperowania? Z góry było wiadomo. chalera! Niepotrzebnie tyle części napchali! Pytonowi zostawało zawsze kilka kółek. . Chyba że ktoś. Gwizdanie na żaglowcach jest wyklęte. co tylko ujrzał zepsutego. Potem zjawiał się ze zreperowanym przyrządem w ręku i mówił: . tym większa była radość Pytona.Co doktor pisze?! . Toć to ja ci dam jej połowę. Pyton drapał maszt i gwizdał z wściekłością coraz głośniej. co ją otrzymałem od sławnego profesora. przez kilka dni nie było go widać na pokładzie. Trzymając tak ten gigantyczny fotel nad głową. Zapas budzików przywożonych z urlopów już się wyczerpał. Życie miał już poza sobą. . sprowadzi największe nieszczęście i zagładę statku.mówił do chorego ucznia z bolącym zębem. Na uśmierzenie Pytona istniał tylko jeden niezawodny środek..Aaaaaaaa! . otrzymywał drugą połowę tej samej . Pozostały zegarki. Na naszym żaglowcu były to twory najdziwniejsze w świecie.razem wziętych. nie wytrzymując nerwowo. Siódmego dnia z samego rana Pyton rzucił się do masztu i zaczął skrobać go pazurami od tej strony. Pyton reperował wszystko. Nieszczęścia tego rodzaju może na przykład spowodować nieopatrzne. Na razie wszyscy zaczęli gorączkowo dociekać przyczyny nękającego nas wiatru. I oddawał połowę tej bezcennej pigułki. Ale nikt już takiego środka nie posiadał. podobny był do cyklopa zamierzającego cisnąć głazem. Więc może ktoś przed wyjściem z portu sprowadził na pokład statku jednocześnie kobietę i księdza? Albo idąc na statek spotkał czarnego kota lub nie zapłacił kobiecie w porcie? Wszyscy zachodzili w głowę.zawył Pyton. musieli być lekarzami odmiennymi od innych. z której chciał dostać wiatr. Zepsuty. Metodę leczenia miał sprowadzoną do jednego tylko typu pigułki. Najlepszy byłby duży budzik.Spotkał nas jednak zawód. Nigdy nie doszliśmy. Kolejny pacjent. kobiety i księdza . swój zegarek? Jedynym ratunkiem było podsunięcie Pytonowi zepsutego zegarka. W nocy przed bukszprytem odkryło się jak zwykle światło latarni morskiej Alboran. Już nic gorszego być nie mogło! Lekarze okrętowi. że przyczyna niepomyślnego wschodniego wiatru została utopiona w modrym Morzu Iberyjskim. że zostanie jeszcze kilka zupełnie "niepotrzebnych" kółek.Toć ja mam jeszcze pigułkę. Za chwilę radosne "as! dwaa!" obwieściło wszystkim. jakiej był specjalności. Czynił to już od sześciu dni i nie było w tym nic nadzwyczajnego. Strach i panika ogarnęły nas wszystkich. Im bardziej skomplikowany mechanizm dało się nam podsunąć mu do reperacji. jakiej otwarcie żądać było niepodobna. na wzniesionych rękach Pytona. Dziecko wie. Nareszcie winowajca został odnaleziony. Nasz pierwszy lekarz okrętowy liczył sobie około siedemdziesiątki. Na żaglowcu panowała radość i cisza.List .odpowiedział spokojnie lekarz. więc pobyt na naszym żaglowcu uważał za dodatek nadzwyczajny do życia. Nic się przecież nie dzieje bez przyczyny. Jeśli nie przestanie. Zapominał o jedzeniu i piciu.

sprawdzał dłonią i mówił do siebie: . Do momentu wylania na siebie wody wszystko robił dokładnie jak inni. Cha! cha! cha! Od razu wstąpiła w nas wiara. Następnego dnia Pytona można było przykładać do rany i cały dzień dbał o nas tak. które nie dostały wody. na którą zasłużył. SIEDMIU Z MEKSYKU Otacje manewrowe! . był psychiatrą ze słynnego na całą Polskę zakładu w Tworkach. jak wśród swych pensjonariuszy. rzędem w stojakach stały karabiny. w pomieszczeniach oficerskich. że nigdy już czegoś podobnego nie uczyni i na żadnym żaglowcu nie napisze ani jednego listu przed przybyciem do portu przeznaczenia. ryknął teraz: . Wiatr odszedł i przeszedł na west. że chce zapewne radykalnie odpocząć. wobec czego cztery statki młodej kompanii okrętowej rozpoczynały i kończyły swą podróż w Gdańsku. że uciekła mu okazja natychmiastowego ukarania winowajcy i ofiarowania jego ciała morzu. Na naszym żaglowcu czuł się wspaniale. Leczenie uczniów oparł na swej głębokiej wierze w nasz romantyzm. ja tak i mówiłem. poza swoje plecy.głośny ten okrzyk przeniknął do świadomości marynarzy pokładowych przez uchylone drzwi kubryku wbudowanego . Całkowicie na to zasługiwał za nasze męki wycierpiane od Pytona.Chalera! Jak jest coś śmiesznego.i rączo pobiegł w stronę rufy. Pyton złapał karabin i pędem rzucił się na pokład. młodość i czas. która to kara pochopnie była dawniej stosowana na żaglowcach. Co chwila któryś z nas podchodził do burty. Pyton był w pierwszej chwili zachwycony. Statek ten obecnie podnosił na grotmaszcie flagę kompanijną PolskoBrytyjskiego Towarzystwa Okrętowego. Wrzeszczał. Na rufie miał wypisaną nazwę: "Rewa". Wieczorem nie ujrzeliśmy już światła latarni na wyspie Alboran. by się więc nieco ochłodzić. To ostatnie słowo było najzabawniejsze. Lekarz. Gdynia była wówczas jeszcze w powijakach.dostawali zresztą także zwolnienie od robót. Co do niego zgodni byliśmy. który odważył się gwizdać skrobiąc maszt. Przysiągł skwapliwie.po wykryciu przyczyny . że lekarz uciekł mu "spod muszki". port macierzysty Gdańsk.Chalera! Zastrzelę! Natychmiast zastrzelę! . że to idiot jeden! Jeżeli on pisze listy w morzu. Komenda wzywała na manewry załogę starego parowca dawnej angielskiej kompanii okrętowej Ellerman i Wilson. Pyton. i tylko pod warunkiem.Nu. ale natychmiast potem ryknął na nas niespodziewanie: . Na przykład w tej podróży upalne dni nie należały do rzadkości. Na rufie. . zgodziliśmy się go schować. . Później wznosił kubełek nad głową i wylewał wodę.w dziób statku przed masztem. Chcąc usposobić łagodniej kapitana opowiedzieliśmy przy okazji Pytonowi o sposobie polewania się doktora wodą. że wytłumaczyliśmy lekarzowi. gdy na śródokręcie wpadł Pyton trzymając W ręku winchester. jak na każdym porządnym żaglowcu gotowym do stłumienia buntu załogi. Gdy spostrzegł.ryczał.Uciekł mi! . to nigdy mnie nie pokażecie! I dodał już spokojniej: . Pomimo to dla nas pozostawał trochę dziwny. iż czeka go śmierć. ponieważ winchestery służyły jedynie jako ozdoby wejścia do kajutkompanii i nikt nie miał do nich naboi. niegdyś najbardziej modny typ karabinu na żaglowcach.Ale ja znajdę go i zabiję. tak że nigdy ani kropelka nie padła na jego ciało.Jakaś dziwna woda.. co umiał leczyć.pigułki i zażywał ją w identyczny sposób co poprzednik. Obaj . nu. nie istniało u nas na statku. . Gdy poinformowaliśmy lekarza. Na to wszyscyśmy się zgadzali.prócz pigułki . Jestem zupełnie suchy! "Aaaaa!" Pytona zmieniło się we wrzask radości z odnalezienia wreszcie przyczyny nękającego nas wschodniego wiatru. że do końca podróży listów w morzu pisać nie będzie. Doktor usiłował nas naśladować. ponieważ to. że nigdy już więcej listów pisać nie będzie. podniósł wrzask niesamowity. Sami z radością przeciągnęlibyśmy lekarza pod kadłubem statku. Ale co zrobi z nim Pyton? Postanowiliśmy natychmiast schować lekarza. jeśli nam przysięgnie.wiatr musi się zmienić.. że teraz . czerpaliśmy wodę zza burty płóciennym kubełkiem uwiązanym do linki. czego jest sprawcą i co go za to czeka zrozumiał. bylebyśmy go ratowali! Ledwie zdążyliśmy przywalić doktora hamakami w międzypokła-dzie. on inaczej i polewać się wodą nie potrafi. Następny lekarz był ginekologiem. Następnie oglądał się krytycznie. wyciągał pełne wiaderko i oblewał się słoną wodą. który teraz wpadł w oko Pytonowi. Najodważniejsi z nas powiadomili Pytona. jakbyśmy byli gołębiami.podobnie jak na dawnych żaglowcach .

Szósty starszy marynarz piastował godność sternika manewrowego i stał przy sterze na mostku. kolejno przeciskali się przez wąskie drzwi prowadzące na pokład. . Stacje manewrowe zapowiadały wyjście lub przyjście statku do portu. żeby sią nauczyć robót marynarskich i zostać w przyszłości marynarzem.Dobrze. nie wiedząc. na rufie . Dziękuję . a pan tylko krzyknie na mostek. przy szprin-gu dziobowym . który za każdym razem nieodmiennie prosił o drugiego papierosa dla brata. Ze stanowiska między dwiema szalupami nad pokładem rufowym drugi oficer nie widział. Dochodziła godzina dwudziesta trzecia.Zapalcie. Jak będzie wszystko zrobione."drugi" tę wiadomość oznajmił kapitanowi wesołym głosem. Nowy drugi oficer zajął swe stanowisko na rufie. Wieść. głosiła.Panie poruczniku. a których zaledwie zdołał zobaczyć przechodząc koło nich. Gdy marynarz zameldował porucznikowi.Proszę bardzo. przez które przechodziły do swej komory łańcuchy kotwiczne. czy mogę wziąć drugiego papierosa dla brata? .drugi oficer z trzema starszymi marynarzami. również wychodził do pracy na pokładzie. W tym wypadku było to wyjście "Rewy" w swój kolejny rejs do Hull i Londynu. co się dzieje przy windzie manewrowej i co robi trzech marynarzy. Marynarz. poderwali się z ławek ustawionych wokół żelaznego piecyka umocowanego pomiędzy rurami. że wszystko poszło bez zająfcnienia. Mżył drobny deszcz. Naraz usłyszał blisko głos jednego z trzech marynarzy: . Podczas jednego z następnych rejsów w Hull musiano przeprowadzić fumigację. do których kurs prowadził przez Kanał Kilońskł. którymi ma "dowodzić". Był to pierwszy dzień pobytu nowego "drugiego" na "Rewie" i pierwszy na handlowym statku. że dotychczas pływał jak sardynka w oliwie. Stał zagubiony w ciemności nocy. przez które wyszła z pomieszczeń. Drugi oficer nie miał wątpliwości. która dotarła do kubryku przed jego zjawieniem się na manewrach. my na dole lepiej słyszymy rozkazy z mostku. to powiem panu porucznikowi. powiedział: . Manewry przebiegały szybko i sprawnie. prusaków i innych karaluchów słowo oznaczało zaklejenie papierami wszystkich otworów prowadzących do wnętrza statku i rozrzucenie przez specjalną ekipę we wszystkich pomieszczeniach substancji wytwarzającej śmiercionośny gaz. wciągając grube robocze rękawice. Idąc po raz pierwszy na swe stacje manewrowe na handlowym statku zobaczył trzech starszych marynarzy. że "rufa czysta" to znaczy. co kazali.Starsi marynarze. Tak się od tych pierwszych manewrów drugiego oficera ustaliło. że do jedynej jego funkcji na nich należało częstowanie papierosami wysokiego marynarza. następnie zamknięcie i zaklejenie przez tę samą ekipę drzwi. że wszystkie liny na rufie. Chłopak. wydali mu się więcej niż zabawni. Byli to właściwie . Dla załogi fumigacja oznaczała dzień odpoczynku. Ciemności "choć oko wykol". siedzący w kubryku. czuwał bosman z chłopcem okrętowym z kubryku. 37 W tym okresie pływało się na dwie wachty. Proszę bardzo ."drugi" był wyraźnie wdzięczny za spokojne manewry. Był tak wdzięczny za doznaną przysługę. że ten jeden waży tyle co tamtych dwóch razem. biorąc jednego papierosa z pudełka.Panie poruczniku. które łączyły statek z lądem. zamknięty w metalowym pudełku łodzi podwodnej. ale skierowanej ku rufie i służącej do zatrzymywania statku idącego do przodu wzdłuż nabrzeża. . wyciągnął pudełko z papierosami i podsuwając je wysokiemu marynarzowi. zapytał uprzejmym głosem: .czyli linie podawanej z dziobu. Podczas stacji manewrowych na dziobie przy kotwicy stawał starszy oficer z cieślą i z dwoma starszymi marynarzami. Do deszczu i ciemności dołączył się wiatr. że gdy usłyszał okrzyk: "Można zejść z rufy".odpowiedział drugi oficer. Kapitan z trzecim oficerem na mostku rozdawali rozkazy na dziób i na rufę. Straszne to dla szczurów. Drugi oficer poczuł się bardzo samotny w czarnej wilgotnej nocy na nieznanym statku wśród obcych ludzi. rozradowany. w jakim kierunku należy powtarzać usłyszane z mostku rozkazy podawane mu przez rozdzierającego sobie płuca trzeciego oficera. Ludzie sprzed masztu. są już na pokładzie . W kubryku przed masztem mieszkało sześciu marynarzy i chłopak do ich obsługiwania.jeden marynarz i dwie połówki. gdy skończył karmienie marynarzy i sprzątanie kubryku.

pozbawiając się tym samym jedynej wartości. w którym każdy przedmiot nie 'kosztował więcej niż sześć pensów. Wiele było zadawnionych porachunków i obiecanych sobie aktów zemsty. Wartość tę określano jako "radość oczu moich". . że był to piękny dzień wiosenny. Cała siódemka sprzed masztu omawiała dokładne wykorzystanie każdej chwili wolnego dnia. Tym bardziej. Trudno było nabyć coś bardziej niepotrzebnego i bezużytecznego na 'statku w tych warunkach. zanim w następnym rejsie nie zaopatrzyli się w podobny. jaką przedmiot ten dla niego posiadał. by razem odnieść pod statek zakupione przedmioty. przebrana do wyjścia. jakiej jeszcze inni nie posiadali. To się dopiero nazywało życie! 38 Siódemka sprzed masztu po zakończeniu swych prac. Poraził on całą szóstkę widokiem swego olbrzymiego. To było bardzo zabawne. na przykład za kupioną małpę z bananem zawieszoną na długiej gumce lub za kwiat do klapy marynarki.Służba na dwie wachty na tym statku była w istocie rzeczy niekiedy osiemnastogodzinnym dniem pracy. Taką samą wartość według ludzi sprzed masztu posiadały również najwspanialsze obrazy. siedmiu sprzed masztu umówiło sią. gumową rurką. że o dziewiątej minut trzydzieści zbierają się przed wejściem do six-pensu. Sześciu ich jednocześnie zawołało: . wreszcie zakupy na targu owocowym i wymarsz z nimi na czterogodzinny seans w kinoteatrze. Ach! Cóż to był za kapelusz! Średnica jego miała chyba przeszło metr. potem zakupy w SIX-PENCE (był to olbrzymi magazyn Woolwortha. Była godzina dziewiąta minut trzydzieści dwie. rączo ruszyła do tearoomu na śniadanie. Przede wszystkim śniadanie w przyzwoitej kawiarni. Ale sześciu sprzed masztu przez cały rejs zazdrościło posiadaczowi cudnego kwiecia.obiad w restauracji. Za chęć powąchania "cudnego kwiecia" w klapie marynarki ogarnięty tą żądzą człowiek płacił zalaniem mu oczu wodą. zanim nie uprosili któregoś ze stewardów lub palaczy wychodzących na ląd. Każdy z marynarzy bez wahania oddałby znaczną część dobrze nawet płatnych nadgodzin w zamian za możność odpoczynku. z którego tryskała woda za pociśniąciem ukrytej w kieszeni gumowej gałki z doprowadzoną do niej od kielicha cienką. Reakcja sześciu marynarzy była jednakowa. hazardem i rywalizacją w kupieniu czegoś takiego. Miasto dotychczas było widywane wyłącznie nocą. To jednak nareszcie było coś. by im koniecznie identyczne kupili. różnokolorowej słomki. Fumigacja w Hull stwarzała okazję rozkoszowania się kupowaniem bez pośpiechu właśnie takich rzeczy. nie obce nawet ludziom sprzed masztu. Znajdowało ono wyraz w wielkim niekiedy wysiłku. Wszystkie te bezużyteczne przedmioty wzbudzały w celnikach gdańskich odrazę. jego właściciel nie wahał się nigdy przed znaczeniem go. że śniadania na statku były zawsze znaczenie lepsze od zjedzonego na lądzie. czego nikt inny jeszcze nie kupił na statku. Jeśli czasem młody i niedoświadczony celnik usiłował oclić wynoszony ze statku taki przedmiot. czyli około pięćdziesięciu naszych groszy polskich). a wykonany był z lekkiej. Po zwiedzaniu . Dalszy program tego cudnego dnia przewidywał odniesienie zakupionych w six-pensie skarbów do budki znajomego dozorcy przy nabrzeżu. to pozostałych sześciu nie spoczęło. To kupowanie w six-pensie stało się na "Rewie" nałogiem. parków i okolic . Załoga przyjęła więc z radością zapowiedź jednego dnia wolnego od pracy w obcym porcie. by wyszukać i kupić sobie w ostatniej chwili przed wyjściem statku taką rzecz. Okazało sią. Kupowano więc najbardziej niepotrzebne przedmioty. o wszystkich kolorach tęczy meksykańskiego kapelusza. która nareszcie zaczęła szaleć w six-pensie. giętkiej. której pozostałych sześciu nie miało.w dzień. W kubryku przed masztem również nikt temu nałogowi nie potrafił się oprzeć.Gdzieżeś to dostał? Po upływie kilku minut cały Hull podziwiał siedmiu Meksykań-czyków chroniących swe opalone twarze przed anemicznym tego dnia angielskim słońcem pod bajecznie kolorowymi kręgami oryginalnych meksykańskich kapeluszy. Jeśli jeden z siedmiu kupił sobie kołyszącą się na drążku papugę z kolorowej masy. Nie chcąc sią 'zgubić w tak uroczystym dniu. w najlepszym wypadku wieczorem. Pozostawało jednak po takiej papudze coś w rodzaju chęci zemsty. następnie zwiedzainie miasta. Fakt ten jednak podniósł bardzo na duchu całą siódemkę. gdy zjawił sią na zbiórce ostatni z siódemki.

Obdarzeni poczuciem łiumoru. że starszy oficer oczekuje na nich przy burcie "Rewy" z wyniesionymi na jego polecenie przez ekipę gazującą "potami" czarnej farby i pędzlami.Jak to? Nie szliście w siedmiu po szosie? Przez pola? . podobnie jak i z tyłu> wobec czego starszy oficer nie domyślał się.zacierali z uciechy dłonie. Czarna rozpacz. W chwili gdy dochodzili do przecinającej ich drogę nowej autostrady. w którym stała "Rewa". musiał on już dojrzeć swe ofiary. że przeciwna strona obramowania była spuszczona. Posiadacz tajemnicy najbliższej przyszłości dogonił szóstkę zwiastując im piekielną nowinę. Pędził tak szybko. gdy ci wyjaśnili im przyczynę. byle nie pozwolić na przekreślenie programu jednego z najpiękniejszych dni na "Rewie". Robotnicy byli zachwyceni sprawnością tej tęczowej smugi. uśmiechając się do tęczowych meksykańskich kapeluszy i do zawiedzionych nadziei starszego oficera. Walka o urok życia na ziemi. Gdzie schowaliście się? Pytam raz jeszcze.Na ulicy spotykani przechodnie uśmiechali sią do tak niezwykłej siódemki. Nie upłynęło więcej czasu niż trzeba wymówić: Robinson Cruzoe. Ludzie stojący w samochodzie skończyli właśnie przed chwilą wysypywać żwir na krawędź budującej się autostrady. pytam? Położyliście się na ziemi i zakopali? Co? Bo tam rowów nie ma. która wdarła się tak błyskawicznie na ich samochód. a już cała siódemka zdołała wskoczyć do samochodu w momencie. any way. serca i umysły. gwałtownego wtargnięcia bez pytania do ich samochodu. o możność oglądania jednocześnie słońca. jeszcze nie zabudowane tereny i przecięta była w paru miejscach nowo budującymi się arteriami komunikacyjnymi.Byliście wszyscy siedmiu w meksykańskich kapeluszach.pienił się "starszy". W uśmiechu każdego widać było prawdziwą radość i wdzięczność za tę tęczową smugę na pokrytych codziennością ulicach. Drugi oficer .mówił drugi oficer. Miała to być walka o swobodę. jak znika obraz na ekranie. i zupełnie niezasłużonymi robotami . O boy! O boy! . Po prostu nie ma go i już.mówił "starszy". Gdzieście się podzieli.Nie zdradźcie się. nadjeżdżał olbrzymi. żeście mnie spotkali . Nie było wątpliwości. . .spytała siódemka chórem. Zachwycony szofer dodał gazu. według "drugiego". Samochód miał od strony starszego oficera postawione wysokie obramowanie platformy. Zawrzały dusze. . tylko śmierć mogła każdemu z nich wydrzeć tajemnicę tęczowego nakrycia głowy. Na pohybel z nim! Siódemka postanowiła złożyć niesione przedmioty w najbliższym domku i nie pokazywać się na statku aż do zakończenia fumigacji. by zatrudnić całą siódemkę sprzed masztu malowaniem z nabrzeża burty starej "Rewy". prowadziła przez rozległe. Droga do doku.Widziałem was doskonale. __ Dlaczego uciekliście??? . . O Posejdonie kochany! Masz Ty swe dzieci w opiece! Autostradą. Zhiknęli starszemu oficerowi z oczu tak.poczuł sią naraz bratnią duszą idącej na statek siódemki. że tylko przygotowana na wszystko siódemka mogła zdecydować się na karkołomny i samobójczy skok zespołowy. którego cały bok zwrócony do nadchodzących Meksykańczyków był odkryty.Wy . . Dobra chłopcy. która ogarnęła "siedmiu sprzed masztu. które po powrocie na statek usłyszeli od starszego oficera. W środku drogi na tych pustkowiach siódemka w meksykańskich' kapeluszach spotkała drugiego oficera idącego do miasta. Gdy siedmiu sprzysiężonych wróciło wieczorem na "Rewę". zieleni i kwiatów. Twardy jednak diabeł z tego waszego starszego oficera. cieszyli się razem ze swymi tęczowymi pasażerami.Kto?? . była tak wielka. że pomimo znacznej od tego potwora odległości. . przecinającą ten kawałek życia pomiędzy katem i jego "ofiarami. że przeklęli swój statek i Byli gotowi zejść z niego. specjalny ciężarowy samochód. Przeszukałem całe pole. __ My w kapeluszach? W meksykańskich? O czym pan kapitan mówi? Jakie kapelusze? . by znaleźć się jak najdalej od tego piekielnika. z przeciwnej strony spomiędzy domów ukazał się ten piekielnik z rozkazem na ustach malowania z nabrzeża całej burty zafumigo-wanego statku.obarczany często przez starszego oficera dodatkowymi. Ależ to zabawna historia.O kay boys! It's junnyl Hard devil your chief. I naraz. . Powodowany niewygasającym uczuciem wdzięczności za ułatwione życie podczas 39 manewrów.było to pierwsze zdanie. odwołał na bok swego stałego odbiorcę dwóch papierosów i pod sekretem mu zdradził. gdy ich mijał.

słyszał o kilku podobnych. Wiedziony ciekawością. dosłownie natychmiast słyszał takie. namówił drugiego młodego oficera z kanonierki i obaj. z jakim go słuchali. ten uśmiechnął się dobrotliwie. że nad brzegami strzeżonej przez nich rzeki pojawił się słynny mag z Tybetu. . patrząc na nich. Zbity z tropu pewnością siebie całej siódemki i zdumieniem. Drugi oficer skwapliwie zawsze potakiwał. Doszło do tego. posyłano tam nowo mianowanych oficerów dla "uzupełnienia ich wyobraźni". lub podobne. Minęło kilka lat. Po wyjeździe stąd wiele lat nie będziecie się widzieli. któremu stale towarzyszyły olbrzymie rzesze ludzi. zaliczając je do zjawisk nadprzyrodzonych. kiedy nasz "starszy" miał widzenie siedmiu z Meksyku. że ostrzegł siódemkę sprzed masztu o czekającej ich robocie w dzień fumigacji. ale i statkom. poszli obejrzeć maga. co o tym myśleć. w pobliżu tego miejsca. Następnego dnia jeden z was umrze. Drugi oficer na kilka lat przed wybuchem pierwszej wojny światowej znalazł się jako świeżo mianowany oficer na kanonierce rzecznej na pograniczu chińsko-rosyjskim.Przestańcie gadać głupstwa . Mówiący zawsze udawał. Na balu w kasynie marynarki wojennej w Kotce spotkali się zgodnie z przepowiednią. czy ich widział. że ich w ogóle widział. nie było żadnego wgłębienia. sądziliście. że starszy oficer chcąc nie chcąc -musiał sam opowiadać o swym widzeniu. Zdarzenie to nie było może tak niezwykłe. starszy oficer sam nie był pewien. Na wszelki wypadek coraz serdeczniej obdarzał wysokiego marynarza papierosami.bezpośrednia przyczyna całego wydarzenia. i potwierdzało istnienie rzeczy nadprzyrodzonych.To było wtedy. że nie wie. . Czekały tam na nich dwa pisma.Przestańcie! Przestańcie! Rozumiecie?! Prócz naszej siódemki cichą satysfakcję z szerzącej się na statku wersji o przedziwnym widzeniu starszego oficera miał "drugi" . Otóż powiem wam.było autentyczne. że jesteście zawiedzeni. Gdy znalazł się tylko w zasięgu głosu jednego z siedmiu sprzysiążonych. Ubawieni tym co usłyszeli. zdanie: . żadnego rowu. niemniej jednak zasługiwało na jego uwagę . którzy potrafili w okamgnieniu rozpłynąć się w powietrzu. zresztą nie potrafiliby się tak szybko zakopać w olbrzymich kapeluszach. A może mu się przywidziało? Na całym polu. Radość jego rosła propor40 41 nv cjonalnłe do ilości robót powierzanych mu przez "starszego" do wykonania.Pewni. którego będziecie mogli podziwiać. do której sączyły się z liści krople mżącego deszczu. Wybuchła pierwsza wojna światowa. i powiedział: . Obaj oficerowie doznali zawodu na widok bardzo zwykłej postaci maga siedzącego pod drzewem i popijającego herbatę. Jednego z nich przenoszono do Floty Bałtyckiej. Po wielu miesiącach nudnej służby drugi oficer usłyszał. iż podejrzewają "starszego". że starszy oficer nie widział momentu wskakiwania do samochodu. z jego opowiadania. drugiego do Floty Czarnomorskiej. której pewien brak wykazali w korpusie. które niekiedy przydarzają się w życiu nie tylko ludziom. Gdy ludzie sprzed masztu zaczęli znacząco na siebie spoglądać. że pomimo tak wczesnej pory miał już w sobie siedem głębszych.Widzę. iż starszy oficer go słyszy. że spotkacie tutaj niezwykłego człowieka. starszy oficer zrezygnował z dalszego wypytywania o miejsce ukrycia się siedmiu ludzi w różnokolorowych. a potem spotkacie się na wielkim zebraniu. Rozczarowani zawrócili na swą kanonierkę. Sam już nie wiedział. Jak wynikało. Naraz usłyszeli głos maga wzywający ich do siebie. opowiadając chętnie o tym. dając <3o zrozumienia. byle ten go nie zdradził przed "pierwszym". przebrani za osoby cywilne. Od tej chwili życie starszego oficera na statku stało się udręką. i to w meksykańskich kapeluszach. Kolega drugiego oficera był w tym czasie na krążowniku "Pallada". w którym wydawało mu się.krzyczał rozwścieczony "starszy". że długo już tutaj nie zabawicie. co mu się samemu raz w życiu przydarzyło niezwykłego. jak widzenie starszego oficera. teraz nie posiadali się ze zdumienia słysząc. młodzi oficerowie wrócili na kanonierkę. o metrowej średnicy meksykańskich kapeluszach. który . Gdy przedostali się do maga. nawet lotnych piasków. że widział siedmiu Meksykańczyków.

. Kiedy pan przestanie ich przypominać? Starszy oficer zamilkł zawiedziony i niepewny. . tylko róża kompasowa latała jak oszalała.TO ONI! TO ONI Z MEKSYKU! Przed wejściem do kubryku stało siedmiu ludzi w olbrzymich. otworzył drzwi ł wszedł do wnętrza.Kogo. Nie czekając na dźwięk przyzwolenia. . Na pokładach nie było żywej duszy ..Widzieliście ich? . zapukał do kabiny kapitana. . Ostatnie stacje manewrowe wysokiego marynarza. Taki młody.Ach. . Promienie zachodzącego słońca oświetlały wejście do kubryku przed masztem. panie kapitanie? . Wiosenny wieczór miał się ku końcowi. który kończył swą wachtę. albo coś się dzieje niezwykłego z różą kompasową.Albo statek nie słucha steru.jak zwykle przed podawaniem posiłków.Powiedzcie na pożegnanie. .Coś niedobrego dzieje się z różą kompasową. znów pan zaczął o tych Meksykańczykach. . . Został storpedowany przez niemiecką łódź podwodną. panie kapitanie? . panie kapitanie.O! Znów pan kapitan zaczął mówić o tych siedmiu. panie kapitanie .zameldował.wzburzonym głosem mówił sternik chowając do buta magnes. .Nikogo nie widziałem. że jest dziennikarzem. Gdy starszy oficer. różnokolorowych kapeluszach meksykańskich. Tylko drugi oficer niezmiennie częstował po stacjach manewrowych wysokiego marynarza dwoma papierosami.gorączkował się sternik.Widzieliście ich? .Widzieliście ich tak dobrze jak ja! . 42 43 . Sprawa siedmiu z Meksyku prawie ucichła.Co się stało? .Siódma już. Na mostku stał starszy oficer.ludzie w tęczowych meksykańskich kapeluszach znikli szybko w kubryku. Starszy oficer zamilkł. . NIE DOKOŃCZONY REPORTAŻ Oteward. którym przed chwilą rozruszał różę kompasową na znak dany z kubryku. . według chmurek statek leży na kursie. co się dzieje z różą kompasową.zawołał nagle. .Kogo. panie kapitanie . . aż straszno się robi.spytał zdumiony sternik. . Nie uratował się ani jeden człowiek z jego załogi. Przejrzałem całą listę załogi.ryczał w furii starszy Oficer. dla którego braliście zawsze papierosa. Nikogo tutaj nie było. Tymczasem na "Rewie" minął prawie rok od widzenia.Panie kapitanie.Jakiś pan przyjechał z interioru i chce się koniecznie z panem kapitanem widzieć. Ja sam nie palę. odwrócił się. Po skończonych manewrach drugi oficer już z przyzwyczajenia częstuje go papierosami i pyta: .krzyczał starszy oficer do sternika.Widzieliście? . Róża jeszcze się nie uspokoiła . .Panie kapitanie! . Niech pan popatrzy.wołał "starszy".My wszyscy sprzed masztu jesteśmy braćmi.Co to będzie z panem kapitanem? Znów się pogorszyło.Niech pan spojrzy. Na mostek wszedł trzeci oficer. panie poruczniku. Tajemnica siedmiu z Meksyku pozostawała nieprzenikniona. gdy "Rewa" znalazła się w drodze powrotnej do kraju na długości Arkony. . Wielu ludzi z załogi zapomniało już o tym wydarzeniu pod brzemieniem nowych wrażeń i upływającego czasu. Starszy oficer odwrócił się plecami do dziobu i podszedł do sternika. panie kapitanie.następnego dnia wyszedł w morze i którego już nikt nigdy nie zobaczył.rzucił się do niego "starszy".spytał. by zajrzeć do kompasu . Nikogo nie widziałem.. Starszy oficer rzucił okiem przed dziób i naraz zakrzyknął wielkim głosem: . . . Na 1 sterze stał wysoki marynarz.spytał "trzeci". słuchając tego. niosący szklankę z ciepłą wodą do golenia. . ale róża się kręci. a papierosy brałem dla tych. gdzie jest wasz brat. a pan kapitan akurat podczas tych zaburzeń przypomniał sobie znów tych siedmiu z Meksyku. którzy są ze mną na manewrach na rufie. ale nigdzie go nie znalazłem.Tych siedmiu z Meksyku . nie przestając krzyczeć "TO ONI Z MEKSYKU". Prosił powiedzieć. Tutaj bywają zaburzenia magnetyczne. że jesteśmy na trawersie Arkony. jakie miał starszy oficer. nie mający o niczym pojęcia. Ach zapomniałem. Jutro schodzi na ląd.

Hm . raczej . Jeśli pan kapitan pozwoli mi przebyć jeden dzień na statku. Steward wniósł dużą wazę i postawił ją przed kapitanem. również oficera marynarki handlowej. znanego jako Dej Młodszy. Kapitan opuścił salon. że brnę przez pustynię piaszczystą. drugi oficer i pierwszy. trafił na szumnie zwany long-courrier oceaniczny żaglowiec marynarki francuskiej. całą załogę. Wybaczy pan kapitan.. . Czy zechce mi pan kapitan umożliwić poznanie życia okrętowego z tej strony? . wart jest tyle co dwóch ludzi i wartość samego siebie mógł już szacować na sześć i pół człowieka. W całym sposobie bycia oficerów i kapitana było coś uroczystego. Byłem tym trochę rozczarowany. Co prawda miałem złudzenie. nie wrócę do redakcji z pustymi rękami. . o życiu na statkach. . już dwie doby jesteśmy w morzu i nie widziałem dotychczas krwi na pokładzie". Ostatni wszedł kapitan i poprosił wszystkich do stołu. Steward zniknął. Raczej nowy port pionierów.Hmmm.Pragnę. przeciąganie pod statkiem? Czytałem niedawno o jednym kapitanie. Za chwilę zjawił się niosąc na półmisku kromki razowego chleba. może nawet działami. wierzę jednak. Wszedł steward i zaczął krzątać się nakrywając do stołu. sposób zachowania się oficerów i kapitana.Wybaczy pan. który go uprzednio spotkał przy trapie i zaprowadził do salonu. Po nim kolejno wchodzili oficerowie mechanicy. Dwumetrowej prawie wysokości kapitan przyglądał sią swymi niebieskimi oczami dziennikarzowi. Nie mogłem na razie dojrzeć szklanych domów Żeromskiego.Biskajach.Jestem po raz pierwszy w Gdyni. Tych najtrudniejszych. Naturalnie . szczególnie te najstraszniejsze typy "" czy charaktery. Przyjechałem. zanim dobrnąłem do tego basenu. Czy stosuje pan kapitan do nich karę chłosty. . Załodze udało się uratować. Woda. Głębokie talerze i łyżki zainteresowały dziennikarza.odezwał się kapitan. na którym zdążył zobaczyć mijającą epokę olbrzymich żaglowców. że ujrzę jednak coś naprawdę ciekawego. dlaczego niektórzy nazywają Gdynię POLSKĄ CZTERDZIESTĄ MILĄ lub polskim KLONDIKE. Myślę.przemknęło mu przez myśl.Trzeci oficer posadził go w salonie. jak gdyby celebrował jakiś obrządek od wieków ustalony. okrągłym oknom w mosiężnych pierścieniach.Za chwilę będzie śniadanie. Nazwisko swe wywodzili od Deja z Oczakowa. Starszy swą karierę morską rozpoczął na żaglowcach. panie kapitanie. Czy tak samo jest trudne? Czy rzeczywiście John Barleycorn jest duszą marynarza? Czy opanowanie załogi również i tutaj napotyka na takie trudności? Wyobrażałem sobie. Wzrost kapitana usprawiedliwiał jego popularny przydomek "Długi".. czynił to. poznać każdy szczegół życia okrętowego. gładząc swe . uśmiechając się pod płowym wąsem. Dej Starszy zgadzał się z Napoleonem. panie kapitanie.mruczał młody kapitan. że dzielimy się z nim na razie tylko tym. Steward. Była godzina pół do ósmej. w odróżnieniu od brała. a tu zobaczyłem tylko czarne burty i komin. który wielkim głosem wołał: "Baby mam nie oficerów. 45 Nazywano go równteż Dej Starszy. czym chata bogata i co stanowi nasz chleb powszedni. płowe wąsy."Hm" kapitana skwitowało meldunek stewarda." liśmy się takiego gościa . że zobaczę okręt najeżony masztami i rejami. Rozumiem. . ale nasi czytelnicy spragnieni są wiadomości o morzu. . Zostawię pana na razie samego. Służbę swą na nim skończył na cmentarzysku żaglowców . trzeci oficer. że gdzieś już są. najwięcej z opowiadań Jacka Londona. każdego majtka. ale nie spodziewa. ale jestem pełen podziwu dla tego rozmachu. potem pozna pan wszystkich oficerów i resztę załogi. że tak bezceremonialnie wdarłem się do jego sanktuarium.odpowiedział kapitan. o Gdyni. Znamy je tylko z obcej literatury. Idąc śladami Conrada. Gdynia dla kraju jest tym samym co Dziki Zachód dla Nowego Jorku. panie kapitanie.nie wrócę z pustym notesem. Coś zupełnie odmiennego niż na lądzie. Do salonu wszedł. Nie o tym jednak chciałem mówić. gdy kapitan ukazał się reporterowi. Dziennikarz wyjął notes i skwapliwie notował w nim każdy dostrzeżony szczegół. by napisać reportaż z życia na statku czy na okręcie. Nowe miasto. Kapitan musi być niesłychanie surowy" . że człowiek znający dwa języki. wnoszący wazę. co z miejsca ujęło młodego dziennikarza. »2yją jak zakonnicy. . znany już dziennikarzowi. Dziennikarz z zaciekawieniem przyglądał się ścianom salonu wykładanym drzewem. Z zaciekawieniem zajrzał do wazy.

Nie jestem trochę przyzwyczajony do tego. oficerowie. Jadłby teraz wspaniałe śniadanie. że tyle godzin będzie musiał być głodny. Z trudem łapał powietrze. Kapitan podsunął półmisek z chlebem gościowi. 47 Gdy rozmyślał o tym. Ogień w gardle. OGIEŃ. Żałował. "Najlepiej będzie wrócić na obiad na dworzec". Dziennikarz poczuł się skrępowany zwyczajami na statku i postanowił natychmiast we wszystkim naśladować oficerów. że wszyscy oficerowie byli uzbrojeni. Kapitan był nie tylko symbolicznym żywicielem tych ludzi. Wszyscy oficerowie wykonali to samo jak na komendę. Wszyscy otrzymali posiłek z rąk kapitana. a potem dopiero przyszedłby na ten potworny statek. Statek czekał na ładunek przy jednym z nowo wybudowanych basenów daleko od miasta. Nie robił na nich żadnego wrażenia. Dech zaparło. Nawet zjeść śniadania dziś nam nie dali spokojnie.Nie wszyscy razem. Spojrzał przez łzy na oficerów. Tak żebyśmy mieli czas nabić ponownie. co odpowiedzieć. Wszyscy w milczeniu czekali. że się nie zatrzymał w hotelu. drzwi od salonu się nagle uchyliły i usłyszał serię strzałów. na którym ludzie od rana odżywiają się spirytusem i razowcem. aż kapitan napełni swój talerz. który spokojnym głosem wydawał rozkazy: . jak pan widzi. kule utkwiły w ścianie nad głowami oficerów. musimy ją trzymać w szachu za pomocą pistoletów. Było to tak wzruszające. zwracając się jednocześnie do dziennikarza: . miasto zostawił z prawej strony. Kapitan wyjął spod poły kurtki drugiego kolta. Dziennikarz był wstrząśnięty wprost patriarchalnymi stosunkami na statku. że gdy wyszedł z dworca gdyńskiego.Nie smakuje panu? Nie wiedział. Kapitan wydobył spod stołu olbrzymiego kolta i dołączył się do strzelających oficerów. Dlatego tak to wszystko celebrują. Oficerowie jedli w skupieniu i nie wykazali najmniejszego zainteresowania brakiem apetytu dziennikarza.Tak. których nigdy dotychczas nie widział. z półmiska trzymanego przez kapitana. Dziennikarz rozmyślał nad tym. Dziennikarz uczynił to samo. że chciał rozpocząć z kapitanem ciekawą rozmowę na temat zrodzenia się tej tradycji czy zwyczaju. Na obiad tutaj nie zostanie. a nie roznosił go steward.Przełykał szybko chleb. popijając spirytus łyżkami. kończyli spokojnie śniadanie. którzy mieli broń nabitą i nie strzelali. Pierwszy mechanik strzelał teraz z parabellum. Co robić? Bezbarwny płyn to najczystszy spirytus. zanim przez te nie zabudowane tereny dotrze do jakiejś restauracji. kładąc ją koło talerza i czekając. Teraz każdy z nich zanurzył łyżkę w talerzu napełnionym po brzegi płynem i niósł ją ostrożnie do ust. Nie czuję się zbyt dobrze po całonocnej podróży w pociągu.. przy każdym z nich koło talerzy zamiast sztućców leżały mauzery. dobre. Jedli spokojnie chleb. Bardzo mi jest z tego powodu przykro. do tego menu. Kapitan przecież powiedział "nasz chleb powszedni". Kapitan zwrócił się do dziennikarza z uprzejmym zapytaniem: . Co jednak teraz odpowiedzieć kapitanowi? . znów zaopatrzyła się w broń i. gdyby pan przysiadł za stołem na razie. proszę strzelać kolejno. Kolejno napełniał 46 podsuwane mu przez pierwszego oficera talerze bezbarwnym płynem. w chwili gdy tak bezmyślnie rzucił się w kierunku dostrzeżonej z daleka sylwetki tego potwornego statku. Dziennikarz przysiadł za kapitanem. . . położył go na stole koło talerza i zajął się nabijaniem pierwszego-pistoletu. który sięgnął właśnie po olbrzymią łyżkę wazową. Co dzień od rana rozpoczynają swe życie od spirytusu z razowcem. kolty i takie pistolety. Proszę niech pan się schowa za stołem. z takim namaszczeniem jak gdyby wydzielał każdemu ostatnią kroplę wody. ale kapitan właśnie ujął swą łyżkę i włożył do talerza. by pójść do miasta przez tę pustynię. Załoga jak zwykle na postojach.Pierwszy oficer podsunął głęboki talerz dziennikarza kapitanowi. Wymyśli sobie jakiś pretekst. aż kapitan postawi półmisek i weźmie sobie również kromkę razowego chleba. Steward padł na podłogę. Jak mu się wydawało. Dziennikarz spostrzegł. dziękuję. Ci oficerowie. W tej samej chwili kilku oficerów wyjęło pistolety i zaczęło strzelać w otwarte drzwi. Spokojniej.Może dobrze by było. po nim wzięli po kromce chleba. tak jak siedzimy.. Dziennikarz przypomniał sobie. by zmniejszyć palenie w gardle.

Steward zerwał się z podłogi i przeszedł w róg salonu.Tak jest bezpieczniej . . . jeśli panu nie smakuje nasza strawa przeczysta. by nie być narażonym na ogień zza drzwi. Dziennikarz przypomniał sobie w tej chwili. Dziennikarz z trudem utrzymał swą pozycję na krześle.mówił rozradowanym głosem strzelający. Kapitan podniósł się pierwszy. tak by można było rozpocząć pracę na pokładzie. Będzie pan głodny . które szybko zamieniły się w sito. klnąc w duchu swój wyjazd do Gdyni.Skądże? W tym pustkowiu? Musi się pan jednak pospieszyć. Steward zerwał się z podłogi i szybko je otworzył. również nie przykładając broni do oka. Spod rozpiętej marynarki kapitana widoczne były pochwy od koltów. . t . zostawią nas przez parę chwil w spokoju. Najwięcej żalu czuł do trzeciego oficera.Daliśmy im dobrą odprawę.oznajmił głośno kapitan. . który oprowadzi pana po statku i zapozna z załogą. . co się na statku dzieje 48 i wpakował w taką" kabałę. co się dzieje w salonie. .AAAA.martwił się kapitan. Wszyscy bez wyjątku wydawali mu się antypatyczni z tymi dymiącymi rewolwerami w jednej ręce i łyżką spirytusu w drugiej. porwani przykładem kapitana. który go nie uprzedził o tym. .wydał polecenie kapitan.No to już i po śniadaniu . Jak się z niej wydostać? Kiedyż to się skończy? Steward. Cóż w tym dziwnego. nie celując strzelali wprost z rąk opartych o stół w drzwi. niech pan siada .Drzwi otworzyć .Zauważyłem go. chwycił oba kolty i nie przykładając ich wcale do oka. panie kapitanie? .Nie będą nas mogli zaskoczyć lub strzelić przez drzwi. na którym zastawę stołową stanowiła wszelkiego kalibru broń krótka. ale jeść łyżkami spirytus. który z lubością znawcy oglądał kolty nabijając je ponownie.Dziękujemy . Po chwili steward wbiegł do salonu zatrzaskując za sobą drzwi i padł na podłogę. ale się opanował. Dziennikarz przyglądał się z niechęcią kapitanowi. Ostrożnie zbliżył sią do drzwi i wysunął głowę na korytarz.Kapitan dał ręką znak i przestano strzelać.zwrócił się do dziennikarza. dwa olbrzymie błyszczące pistolety leżały obok talerza napełnionego czystym spirytusem.. Nic pan nie jadł. na kapitana rozkoszującego się tą zupą okrętową. Kapitan skończył nabijać swego kolta. Jak się z tego okropnego statku wydostać? Odechciało mu się już poznawania oficerów.Będzie pan mógł dokładnie zaznajomić się z urządzeniami pokładowymi. Oficerowie. siedzący za stołem usłyszeli tupot nóg. .Czy telefon jest na statku. . że ci ludzie.. . Do jakiego stanu może dojść człowiek na morzu . Cisza.spytał. podobnie jak i wszyscy oficerowie. Długa seria z parabellum oficera mechanika zagłuszyła słowa kapitana. korzystając z chwilowej ciszy.Proszę. Dziennikarz. Może jeszcze chleba? Kapitan ujął w obie ręce półmisek z chlebem i podsunął go siadającemu na swe miejsce reporterowi.Krążownik spod Somoslerry 49 p '•u p. Zaraz po śniadaniu przydzielę panu oficera. . wypuścił z nich całą serię w drzwi tuż nad podłogą salonu. . wziął kromkę chleba i usiłował ją podnieść do ust. może chociaż chleba pan jeszcze trochę spróbuje.powiedział kapitan. Na ten widok kapitan zostawił łyżką w talerzu. Oficerowie zbierali łyżkami z talerzy ostatnie krople płynu. . .zwrócił się do dziennikarza. za nim oficerowie. widzą teraz przez nie doskonale. Tych opornych zapędzimy do ładowni.rozmyślał początkujący dziennikarz . Zdaje się. gdy wychylił się z ciemności.chórem odpowiedzieli oficerowie. postanowił przedostać się do innych pomieszczeń. Gdy tylko steward zniknął w korytarzu. Miał wielką ochotę schować się za krzesłem kapitana.żeby od rana już nawet nie chlać.Dzisiaj mamy piękną pogodę . A byłby łotr strzelił do mnie. . Patrzał na biel obrusa. jeśli chce pan o dziewiątej dzwonić. że musi zatelefonować jeszcze o dziewiątej rano do redakcji i że jego powrót na statek będzie zależał od tego telefonu. uznają pistolety. że dostał . jako jedyny argument w utrzymaniu załogi.

że na chwilę zamieniły się w dwa 'f wirujące wiatraczki. wyciągnął nogi i nie oglądając się na huczący od palby pistoletowej statek. Wychodząc z salonu każdy z oficerów trzymał w ręku gotowy do strzału pistolet i z uwagą wpatrywał się w nie oświetlone przejście. kiedy już żadna kula z pewnością nie dosięgnie pana. . gdy wróci pan do nas na obiad.Tak jest. a ja będę stał na trapie do czasu. . Natychmiast po odejściu dziennikarza na pokładzie zjawił się kapitan błyskawicznym ruchem bohaterów z filmów o Dzikim Zachodzie wydobył dwa kolty i. to nikt na statku nie potrafi. trzeba całe drzwi do salonu dorobić. zanim dopędzą w celności pana kapitana.przytaknął cieśla oglądając ostatnią serię kuł siedzącą w celu.Tak jest. trzymając oba przy biodrach.zwrócił się kapitan do trzeciego oficera . ale tak . Cieszę się. nabijając swój błyszczący smith-wesson. panie. od statku latarniowego "Elba Pierwsza" . jesteśmy już przy trapie. wyż się trzyma nad Bałtykiem.. Bardzo prosimy. kto pana trafi. wziął kurs na dworzec. to już wszyscy w muchę trafiają. Może jak postrzelają jeszcze kilka miesięcy. Będziemy mieli dzisiaj na obiad zupę rumową. . Celując normalnie.rozgrzewa i krzepi. do salonu dochodziły odgłosy szybkiej wymiany strzałów. . W chwili gdy dziennikarz żegnał się z kapitanem. Kapitan mówił dalej: . Huk wystrzałów w korytarzu przed salonem znów przeszkodził rozmowie. W drzwiach prowadzących na pokład "trzeci" oddał parę strzałów z obu swych pistoletów. .Panie.Bolciu . Dziennikarz podał rękę kapitanowi. Nagłym ruchem zatrzymał je i spuścił do pochew.powiedział kapitan .powiedział jeszcze dziennikarz i ruszył za trzecim oficerem. panie kapitanie . Oficer zamknął za sobą drzwi zamienione w rzeszoto. Gdy poczuł ziemię pod stopami.Jestem już gotów .Będziemy mieli dzisiaj piękną pogodę. .Do widzenia. niech pan spokojnie sobie idzie. że nie mogliśmy sobie spokojnie porozmawiać . .wyskandował młodziutki oficer. nie obejrzał się ani razu.No czysta droga. Musieliśmy młodemu dziennikarzowi z interioru pokazać. Bardzo proszę. Wczoraj to pierwszemu mechanikowi udało się raz trafić.. 50 4» POGRZEB PILOTA TRINITY HOUSE A rzecią już dobę szedł statek we mgle.Przykro mi.uspokajał go kapitan. żebym nie potrzebował nabija'ć wessona po raz drugi i żeby naszemu gościowi nic się nie stało. Ale tak jak pan kapitan strzela. trzymaj się pan mnie obu rękami. jeśli zostanie chociażby zadraśnięty. Za drzwiami "trzeci" zwrócił się do dziennikarza: . panie kapitanie.Zobaczymy się chyba podczas obiadu.długo jeszcze będą musieli postrzelać. zrobi się .zwrócił się do dziennikarza . a potem dopiero wyruszyć na statek.ochronisz naszego dziennikarza i przeprowadzisz go do trapu. Do widzenia.Nic straconego . specjalnie w tym celu umieszczonej na pokładzie koło dziobu. A teraz nie wiem. że znajdziemy więcej czasu na rozmowę. Wykałaczka w zęby wielkości zeppelina temu. Przy lekkich wiatrach wschodnich zawsze w Gdyni jest piękna pogoda przy tym układzie ciśnienia.. . Dziennikarz mijając "trzeciego" mruknął do widzenia i zbiegi po trapie na ląd. Po wyjściu z kanału. . Podczas przejścia przez Kanał Kiloński można było jeszcze mówić o widzialności ograniczonej. trzymając tak pistolet jak pan kapitan. . Dziękuję za miłą gościnę .Zupełnie zapomniałem o tym telefonie. .jako eskorta pańskiej osoby. mówiąc: .będzie miał cieśla trudną robotę.zwrócił się uprzejmie do dziennikarza ale sądzę. co będę musiał robić dalej.." Kapitan z wyraźną wprawą okręcił oba pistolety dookoła wskaż jących palców z taką szybkością. że panu Gdynia tak się spodobała. panie kapitanie. Proszę. odpowiesz głową. Tak długo. wpakował z nich pełne serie kuł w sam środek małego kółka narysowanego na olbrzymiej kłodzie. Należało mi zaczekać do dziewiątej na dworcu.Skoczę jeszcze tylko do kabiny po mauzer. jak go było widać ze statku. jak wygląda według niego życie na naszych statkach. Na odgłos strzałów zjawił się jeden z ludzi załogi. . że cieślę widzę . Na progu salonu stanął trzeci oficer z dwoma pistoletami w rękach. __ O dobrze.to jak już powiedziałem .

a samotne wachty sprzyjały rozwojowi indywidualności każdego z nich. dając znać o sobie pięciosekundowym rykiem gwizdka okrętowego z przerwami dwuminutowymi. Nawet gęsta mgła nie mogła zbytnio opóźnić przybycia pasażerów do Londynu ze względu na to. by nie zagłuszyć rozmową głosu innego statku. ponieważ długo wiejące wiatry. Nawigacyjny zdecydował się zaprzeczyć kapitanowi i odpowiedział. Podczas sterowania na bejdewind kurs może być niestały.wraz z obszarem wód je otaczających . które .Anglia. o których nic się nie mówiło. Ulubionymi bohaterami opowiadań byli naturalnie ci kapitanowie. . Czarne strzałki umieszczone na tych mapach wskazują kierunek prądu o danej godzinie. Ścisłe utrzymanie godzin rozkładu było więc podyktowane koniecznością. Statek był jednym z czterech statków pasażersko-towarowych Angielskiej Kompanii Okrętowej. Nawigacyjny rozglądał się bezradnie po pokładzie. usiłując wykryć straszny przedmiot. musieli jak gdyby zatrudnić w swej głowie dwóch tłumaczy: jednego. o których można było opowiedzieć coś wesołego. Kapitan pytał o kurs. drugiego tłumaczącego z któregoś z tych języków na angielski. by zdobyć dla siebie uśmiech. Na mostku poruszało się cicho kilku ludzi zamienionych w słuch. Nagromadzona w strzałce i w liczbie wiedza doświadczeń wiekowych zakończona jest uwagą.od kieszonkowych atlasów zaczynając a kończąc na foliałach o kwadratowym metrze powierzchni. który tłumaczył z polskiego na język niemiecki lub rosyjski. a wymowa ich najmniej przypominała wymowę angielską. "Co leży?" . mogą w znacznej mierze zmienić podane o prądach wiadomości. najczęściej angielski. Statek przebijał się już przez mgłę zalegającą Morze Północne. do ucznia pełniącego obowiązki oficera nawigacyjnego. idącego bejdewindem. który można było spotkać na tym uczęszczanym gościńcu morskim. której hasłem było: "CO LEŻY?" Było to pytanie zadane przez kapitana statku szkolnego. ale i przez pasażerów.ty świata. a pytany i jego koledzy . ale już nie miał siły wyszeptać nawet "co leży?" z podziwu nad tępotą nawigacyjnego. Języki obce. Nie brak było oczywiście kapitanów świadomie "czyniących cuda". Rozwścieczony kapitan wskazał palcem na kompas. Im więcej niewidzialnych dla oka ludzkiego baretek orderu "UŚMIECHNIJ SIĘ" potrafił któryś z kapitanów zdobyć. Przypominało to noszenie modnego znaczka w kształcie orderu pokrytego niebieską emalią. zmieniając się w ciągu dwunastu godzin o trzysta sześćdziesiąt stopni. Zbliżał się ostrożnie do ujścia Tamizy. Po ukończeniu szkół morskich rozpoczęli służbę na żaglowcach. nawet nad odległymi od tych miejsc obszarami wodnymi.mgła przybrała postać białej waty i odcięła wysepkę mostku od całego statku. Kapitanowie. że na podanych wiadomościach całkowicie polegać nie można. Tłumacze ci byli często bardzo zmęczeni i nie bardzo biegli. uchodzili za nieciekawych i nie cieszyli się popularnością. że wielu z nich miało już zamówione miejsca na statkach transatlantyckich do Ameryki. które w pierwszym dziesiątku lat od zakończenia pierwszej wojny światowej przeszły pod banderę polską. Do jednej z pierwszych należała baretka. tym bardziej był lubiany. 52 Szczęśliwie większość kapitanów nie potrzebowała szczególnie się ' wysilać. ponieważ fachowo mówi się "statek kładzie się na kurs". Kapitanowie tych czterech statków nigdy nie uczyli się w szkołach polskich. odcięci od resz. który zanieczyszcza pokład i którego SAM KAPITAN nie może rozpoznać. pływających na linii Gdańsk .stanowiło prawdziwy nawigacyjny węzeł gordyjski spleciony z mielizn i prądów rządzonych przez księżyc i wiatry. że pokład jest absolutnie czysty i nic nigdzie nie leży. nie tylko przez załogę. by zasłużyć sobie na nie. Niektórym wielkim trudem i wysiłkiem woli udało się zachować znajomość języka ojczystego. Panujące na tych obszarach prądy doczekały się największej ilości wydawnictw na świecie . Sposób bycia i wysławiania się kapitanów był jednym ze stałych tematów rozmów załogi i oficerów. że uczyli się angielskiego w językach obcych i chcąc powiedzieć jakieś zdanie po angielsku. umieszczone nad nimi czarne liczby mówią o jego szybkości w zależności od pełni lub kwadry księżyca. jeśli kierunek wiatru się zmienia.ryczał kapitan. spędzając długie miesiące w morzu. Przerażonemu dopomagało w szukaniu tego przedmiotu dwóch młodszych kolegów. Porozumiewali się szeptem. z wypisanym złotymi literami hasłem: "UŚMIECHNIJ SIĘ". jaki w tej chwili "leży na kompasie". Kierunek prądów na niektórych obszarach tych wód naśladuje kierunek strzałki zegara.byli bezradni. hojnie obdarowywały kapitanów orderami "UŚMIECHNIJ SIĘ" z tej prostej przyczyny.

drugi kuter pilotowy . Ze względu na to.53 Dla rozwiązania tych węzłów od wieków istnieje nad Tamizą szkoła pilotów. Po trzech latach służby i zdaniu egzaminu pilot stawał się pełnowartościowym pilotem kanałowym. Kapitan z wysiłkiem unosił ciężkie ze znużenia i nabrzmiałe powieki. w wypadku ubiegania się o prawo niebrania pilota. musiały mieć kapitana i starszego oficera zaopatrzonych w świadectwo zdania egzaminu przed specjalną komisją kształcącą pilotów na tych wodach. Ten zaopatrywał w pilotów statki idące z Morza Północnego. przekroczyć wiek trzydziestu pięciu lat i zostać z niej skreślonym na zawsze. Kapitanowie ci musieli również odbyć praktykę na statkach linii regularnych z" Kanału Angielskiego do Londynu. Do miejsca pracy musieli się dostawać na koszt własny. by zapewnić statkom maksymalne bezpieczeństwo. Praktyki tej musieli szukać na żaglowcach pod obcą banderą i bez wynagrodzenia. komentowano ten fakt przez długie lata. W tym czasie w Anglii już nie było wielkich żaglowców. nie mówiąc już o zawinionej awarii. że ostatnie chroniły się przed sztormem. Ściana rngły widoczna jeszcze była nad rufą statku. Na lince spuszczonej do łodzi jeden z marynarzy wyciągnął czarny. którego właściciele żaglowców nie chcieli płacić rozumiejąc sytuację. By się dostać na podrzędne stanowisko na tych małych stateczkach kanałowych. Po dostaniu się na długą listę kandydatów na pilota trzeba było niekiedy czekać wiele lat tylko po to. Nagle mgła się urwała. mgłowy sygnał. W wypadku zdania egzaminu i otrzymania licencji pilota można ją było jeszcze łatwiej stracić w dorocznych komisjach zdrowia. Oba te kutry pilotowe słynęły z tego. którego trzy doby nękała mgła. •Statki linii regularnych do Londynu. niebieskie światło. latarniowca "Sunk". pozwalając sobie tylko na czterogodzinne drzemki podczas wacht starszego oficera.koło statku latarniowego "Sunk". Jasnobłęfcitny płomień oświetlił całą burtę i znużonego trzy-dobowym czuwaniem kapitana. który go wyprowadził z Tamizy. gotowy do wyjścia na mostek w ciągu jednej sekundy w wypadku usłyszenia sygnału mgłowego innego statku w pobliżu kursu. Podczas trzech pierwszych lat służby pilot otrzymywał ograniczoną pensję i miał prawo pilotowania statków wyłącznie o zanurzeniu do czternastu stóp. zgaszono "słońca" i znikł obraz łodzi z wioślarzami. Kapitan kazał zapalić bluelight. którym wzywano pilota. by nie pełnili służby zbyt przemęczeni. Do tego właśnie statku latarniowego "Sunk" z zamiarem dostania pilota zbliżał się parowiec. Jedno nieodebranie ze statku pilota zagnało go aż do Nowego Jorku. nieodzowny sakwojaż pilota. Za chwilę pilot wolno wspiął się po sztormtrapie na burtę. Egzamin taki był fraszką w porównaniu do wymagań stawianych kapitanom ubiegającym się o dyplom pilota kanałowego do Londynu. którzy je wyprowadzają. W chwili gdy pilot wszedł na pokład. dziennikarzy i filmu. w egzaminach styczniowych. Na jego mostku z westchnieniem ulgi zidentyfikowano fog signal. dzielono ich na takich. Trzy doby tkwił w swym płaszczu nieprzemakalnym i długich gumowych butach. gdy z mostku widać było dokładnie błyski latarni "Sunk" i światła kutra pilotowego. Jeśli kiedyś nie udało się tego dokonać. by będąc już u szczytu listy. pomimo to kapitanowie ubiegający się o prawo zdawania egzaminu na pilota musieli posiadać praktykę na żaglowcach rejowych. bez względu na ofiary i koszty poniesione na rzecz zostania pilotem kanałowym do Londynu. Na tej samej lince spuścił do łodzi rytualnie ofiarowywaną przez kapitana butelkę koniaku dla wioślarzy. Dostanie się z kutra pilotowego na statek odbywało się za pomocą łodzi wiosłowej. Podczas sztormowej pogody fSłoga łodzi musiała wykazać znajomość najwyższej techniki manewrowania taką łupiną na dużej fali. Jeden z kutrów. gdzie stał się pastwą reporterów. krążył przy Dover lub Dungeness. jak również odebrać ze statku pilota. Ambicją ich było zaopatrzyć w pilota każdy statek podczas najgorszej pogody. jak widocznego znaku odpoczynku. ale i wtedy nie kończyły się trudności. mający na pokładzie pilotów dla statków idących z Kanału Angielskiego. Ożywiony tą myślą i pragnący uzyskać pełną aprobatę pilota oraz zrozumienie dla swego . która wyszukuje najlepszych nawigatorów w marynarce angielskiej i kształci ich w drobiazgowej znajomości warunków żeglugi na tych wodach. gdzie czekał go. którzy tylko wprowadzają statki na Tamizę. Pilot w asyście oficera wszedł na mostek. W świetle "słońc" wywieszonych za burtę widać było dobijającą do statku łódź wiosłową z pilotem. i na takich. kapitan. często rezygnowali z dowództwa dużych oceanicznych statków pasażerskich. jak również przy najmniejszej skazie na opinii.

i to bezskutecznie. aj fog try dej s. który zawiadamiał. . Stowaways zajmują w Anglii wiele szpalt dzienników. pilocie. odpowiadają zgodnie: . ale tylko po to.Noe musiał ich już mieć na swej Arce. Murzyna. Siedemdziesięcioczteroletni stowa-way ukryty w łodzi ratunkowej pasażerskiego statku idącego z Anglii do Nowego Jorku po sześciu dniach podróży nie wytrzymał ścisłej diety i wyszedł z ukrycia. W pośpiechu kochający brat zapomniał wyrobić sobie dowód osobisty. Tą sprawą w równym stopniu co mgła spędzającą sen z powiek.zmęczenia. wpisanej do jej dowodu osobistego. których wykryto w czasie podróży. włożył ją do worka. Głośny był wypadek z sierżantem wojsk lądowych. na którym teraz był kapitanem. Pilot był pełen zrozumienia dla wyczerpania kapitana i powiedział. ale do tej drugiej sprawy zaczynają się przyzwyczajać. Wyruszył w tę podróż po otrzymaniu depeszy od starszego brata w Nowym Jorku. Czterdziestokilkoletnia dama angielska potrafiła przewieźć w swej kabinie pięknego Włocha zamiast swej dwunastoletniej córeczki. których schwytano w Anglii i odstawiono na statek. * Tymczasem kapitan ogolił się. radosny świadek zdobycia przez kapitana nowej baretki orderu "UŚMIECHNIJ SIĘ" w trzydniowej walce z mgłą i prądami. i wyciąga za sobą na pokład koło windy kotwicznej. statek płaciłby za to duże kary. po polsku tak zwani PASAŻEROWIE NA GAPĘ. podał mu kurs i jednocześnie podał rozkaz do maszyn "CAŁA NAPRZÓD". wniósł na statek jako swój bagaż podręczny do codziennego użytku i umieścił w rezerwowej kabinie. Swego czasu znane było imię Abukara Amada. Większość ludzi w tym kraju potrafi opowiedzieć o nich zarówno wesołe. Do mgły nawigatorzy zaprawiają się od swej pierwszej podróży na statku szkolnym. że w zupełności go rozumie i że należy mu się za to bezwzględnie odpoczynek. przedstawiać co dzień władzom podczas postoju i biada jeśli taki zbiegłby ze statku w porcie. zatrudnił w swej głowie niemniej zmęczonych od niego tłumaczy. jakiego ta sprawa nabierze. są STOWAWAYS. Statek. Kapitan z otwartymi oczami rozpamiętywał znane sobie historie o pasażerach na gapę. rozszarpując je na części. Od Medy datuje się historia stowaways? Na to pytanie kapitanowie. Trzeba ich było zamykać. Stowaways bez dowodów mogą się okazać jednym z najbardziej kosztownych gatunków pasażerów na gapę. W wyniku ich połączonych wysiłków pilot usłyszał od kapitana nowinę tej treści: . dopiero po zostaniu kapitanem. Cały świat dowiaduje się o nich w momencie rzucenia kotwicy. lub którzy sami wskutek złych warunków wyszli z ukrycia przed końcem podróży. Niemniej głośna była sprawa dziewiętnastoletniej Angielki. Niczym nie zmącona sielanka trwała od Gravesend na Tamizie do Kanału Pa-namskiego. to byli ci. pilnować. którzy skorzystali z podróży na tym statku i nigdy się o nich nie dowiedział i nie dowie. którzy już kilka razy mieli pasażerów na gapę. wobec czego musiał wrócić do Anglii. Rozumiesz. który jako stowaway bez dokumentów "* trzy lata spądził na włoskim statku "Olimpia". wykąpał i pierwszy raz od trzech dni spożył spokojnie posiłek. cieszył się wyjątkową sympatią tego gatunku pasażerów. ja przez trzy dni byłem mgłą. który nie mając siły rozstać się ze swą przyjaciółką w Londynie. by je jeszcze szybciej otworzyć pod naporem myśli o sprawach. Kapitan zniknął za drzwiami swej kabiny. umarłby z wycieńczenia. Pilot podszedł do sternika. karmić. zakończonej koło statku latarniowego "Sunk" wskazującego statkom drogę do Londynu pomiędzy mieliznami. że jeśli młodszy brat chce go jeszcze zastać przy życiu. Kapitan dzielił ich na trzy kategorie: Na tych. musi natychmiast przyjechać. Stwierdzono.zdradzona przez lekkoducha wydała go nie bacząc na rozgłos. która zakochała się w palaczu Szwedzie i odbyła podróż na jego statku zakopana w węglu przeznaczonym do kotłowni okrętowej. Na mostku został oficer. Trzeci gatunek. Wiek nie wydawał się odgrywać rola w pobudkach uczuciowych skłaniających do podróży na gapę. Do makabrycznego gatunku należą stowaways chowający się. Nareszcie wyciągnął się w koi i zamknął zmęczone powieki.Ju si pajlot. jak i mrożące krew w żyłach historie.w Komorze kotwicznej. Na tych. że gdyby jeszcze jedną dobę spędził w łodzi. której łańcuch porywa ciała siedzących na nim stoioo-ways. które jedynie mgła mogła pogrążyć w zapomnieniu. Sielanka została brutalnie przerwana zazdrością damy .

Pewien steward ze statku wożącego mrożone mięso w chłodniach schował w drodze po ładunek swych czterech przyjaciół w pustej chłodni. którą w tym miejscu tworzy Tamiza.jak głosiła wieść . Zmieniali się piloci. Dalej. wchodząc na mostek. . którego kapitan Sir Francis Drakę opłynął świat dookoła. inaczej zwany zerowym. Wśród bujnej zieleni jej prawego brzegu. mając jednak wzrok słabiej wyrobiony od starszych. Uratowała ona . pochodziła w prostej linii od syna księżniczki Pocahontas. doświadczonych. Kapitan lubił ten odcinek drogi od Gravesend do London Bridge. gdy ich twarze przestały mu się podobać. że te pięćdziesiąt cztery mile do Gravesend przebył statek w przeciągu jednej minuty. W tej podróży kapitan miał ich pięciu zamkniętych. Stowa-ways byli bardziej przebiegli niż załoga i oficerowie. którzy ukryli sią w łodzi ra-> tunkowej statku pasażerskiego idącego zimą do Kanady.Głośno było w Anglii o chłopcach. W rezultacie młodocianym amatorom przygód musiano amputować stopy. kapitanowi wydawałc sią." .widać było nad brzegiem rzeki wyrównane szeregi różnokolorowych pław.kończył swe opowiadanie kapitan. jakie w związku z nimi czekają kapitana. objęła jego głowę i w ten sposób uratowała wojowniczego 'kapitana od śmierci. chcąc w czasie podróży sprawdzić działanie aparatury chłodniczej.Wyspy Psów . pomimo że posiadał na statku komin. W każdej z dotychczasowych podróży pilot. "Żona prezydenta Stanów Zjednoczonych.z powodu kłopotów. Dwom z nich.starsi nawigatorzy pokazują mu refleks tego południka w postaci zielonej smugi na niebie. Kapitan. nie miał jeszcze pasażerów na gapę tak makabrycznych.. podczas mijania tego miejsca w dnie pogodne . przy samej podstawie litery "U" widać dwie kopuły obserwatorium. niż zdążyli nawet o tym pomyśleć. dowiadywał się przede wszystkim o ilości posiadanych w tej chwili przez niego stowaways i wyrażał słowa współczucia z powodu kłopotów. Poznał już był wszystkie miejscowości nadbrzeżne i jeśli miał w podróży jakiegoś znacznego pasażera. Schodził kanałowy przychodził rzeczny. że w średniowieczu Anglicy szybciej tracili głowy. Pocahontas wyszła za mąż za białego. Awanturnik ten już miał stracić głowę poS miażdżącym ciosem maczugi. Wyszli z niej z odmrożonymi palcami u nóg. Królowa Dziewica Elżbieta Pierwsza. w górę rzeki widać Deptford. który w końcu szesnastego stulecia wtargnął na terytorium jej ojca. Niedaleko Deptford widać było miejscowość Yard. To między nimi przechodzi po ziemi słynny południk Green-wich. Lubił rozwodzić się nad kościółkiem w Grayesend. Inny chłopiec schował się w kominie dużego parowca uważając go za dekorację. Mechanik okrętowy. gdzie córka Henryka VIII. jakie miał z żonami. ale za to było ich zawsze kilku naraz. wówczas z zadowoleniem opowiadał usłyszane od pilotów historie mijanych miejscowości. Młodzi nawigatorzy. kazał po prostu odrąbać głowy: system popularny w Anglii. odwiedziła okręt "Golden Hind". Wszystkie stosowane przed podróżą przeszukiwania statku nie dawały żadnego rezultatu. gdzie Henryk VIII kazał zbudować w roku 1513 magazyn zaopatrzeniowy dla marynarki. Kapitan powtarzał usłyszane od pilotów zdanie. Zmęczenie trzydobową mgłą szybko wzięło górę nad myślami o pięciu stowaways i kapitan zasnął. Na wszystkich statkach. Wilsona. nie mogą nigdy go dojrzeć. Nie dochodząc do Isle of Dogs . że "w tym miejscu ze złych pław robią dobre pławy".życie angielskiemu kapitanowi. Cały szczep czerwonoskórych za przykładem córki wodza przyjął chrześcijaństwo. które pomagały statkom wciskać się do zakamarków londyńskich doków. * W ćhwiM gdy go budzono na zmianę pilotów. uruchomił ją i zamroził czterech ludzi na śmierć. ale z powodu mgły zapomniał powiedzieć o nich pilotowi. windę kotwiczną i chłodnię. Wyspa Psów jest wnętrzem litery "U".. Wyjęto go z niego prawie uwędzonego. podobnie jak wielu ludzi nie dostrzega na mundurach kapitanów baretek orderu "UŚMIECHNIJ SIĘ".jeśli na statku znajduje się kandydat na nawigatora po raz pierwszy tędy przechodzący .tak zwaną persona grata. Rzecznymi pilotami byli przeważnie dawni kapitanowie holowników. Król ten niezmiernie wraził się w pamięć kapitana podczas zwiedzania gabinetów okropności w gabinecie figur woskowych Madame Tussaud w Londynie. Kapitan twierdził. gdy nadbiegła Pocahontas. Henryk VIII bezsprzecznie był jej faworytem . W kościółku tym była jakoby pochowana "księżniczka" indiańska Pooahontas.

pełnych mielizn i prądów wodach. że pławy nad brzegiem Tamizy reperuje TRINITY HOUSE i że widział kiedyś na statku latarniowym podniesioną flagę. że pilotów egzaminuje TRINITY HOUSE. w obawie przed ewentualną kompromitacją podczas udziału w pogrzebie z powodu nieznajomości historii i przełożonych bractwa. Zasygnalizowano o wypadku na kuter pilotowy. a potem osunął się nagle na pokład. jak pod dowództwem Abbota z Aberbroth wybiegają z klasztoru. nadając mu jednocześnie prawa kształcenia pilotów. Po zebraniu kilku ziarnek takiej manny ludzie ubodzy stawali się majętnymi. wraz z przedstawicielami załogi. pozostawionych przez Rzymian. co kryje za sobą to tajemnicze TRINITY HOUSE. ja mam trzech pasażerów na gapę. (Rozumiesz. Pierwszą jednak datą 'historyczną bractwa jest dzień 20 maja 1514 roku. utrzymywania znaków nawigacyjnych i latarń morskich. Po raz ostatni PILOT KANAŁOWY DO LONDYNU mijał swój szlak z niewidzialną dla wielu ludzi własną banderą powiewającą tuż nad spuszczoną do pół drzewca banderą statku. którego młodszym braciszkiem był zmarły pilot. przyszedł do przekonania.którym miał wziąć udział. kapitan okrętów "Mary Rosę" i "Henry Grace a Dieu". który miał pilotować. Wieczorem. W swoisty sposób usiłował zapamiętać to. To znów widział braciszków. po słynnej już trzydobowej mgle. w którym to dniu aktem w Westminster król Henryk VIII zatwierdził jako siedzibę bractwa Deptford i tytuł jej pierwszego mistrza: MASTER OF GUILD OF HOL Y TRINITY. lecz marynarki angielskiej. o czym czytał. nadawania dyplomów kapitanów. by przeszkodzić biedakom w zbieraniu manny z nieba w postaci licznych okrętów wypełnionych dobrem doczesnym. Pamiętał. * W trzecim rejsie. aj hef try STOWAWAYS". tak zaniepokoiły kapitana. Do walk tych miał król Alfred zjednoczyć marynarzy w potężną instytucję i obsadzić nimi statki zbudowane według swego projektu. . na uroczysty pogrzeb pilota. rozbitych o skały lub osiadłych na mieliznach wskutek sztormów. prosząc o drugiego pilota. że bardzo niewiele wie. pilot oparł się o nadbudówkę. Potem wolno wchodził na mostek. O brzasku podniesiono banderę. mokre powietrze gnane silnym wiatrem przenikało przez najgrubsze swetry i nieprzemakalne płaszcze. pilocie. że widzi jak na dłoni braciszków w habitach z tonsurami na podstrzy-żonych głowach. Pilot nie żył. * Kapitan został oficjalnie zaproszony. zagłębił się w nieznaną mu zupełnie historię bractwa.) Zamiast jednak odpowiedzi pełnej wyrazów zrozumienia i współczucia. Marynarze ci pomagali królowi bić i chrzcić nieprzyjaciół. TRINITY HOUSE. w . Został nim Sir Tho-mas Spert. Kapitanowi. siedząc przy biurku w kabinie. spuszczając ją natychmiast do pół drzewca na znak żałoby. Niektórzy chcą już w tej instytucji widzieć kolebkę nie tylko Trinity House. Opiekunem tych dobrych mnichów zrzeszonych już w GUILD OF TRINITY (Bractwo Trójcy) miał być arcybiskup Canterbury Stephen Langton żyjący na przełomie dwunastego i trzynastego wieku. Pilot grubo ubrany wspinał się z trudnością po wilgotnym sztormtrapie. Zimne. miał się też znać dobrze na budowie okrętów. Henryk VIII. Wizje te jednak zatarły silniejsze obrazy. wskazując drogę okrętom na niebezpiecznych. Statek przechodził przez gościnnie otwarte podwoje pięknego mostu Tower Bridge i sta\vał na swym zwykłym miejscu nie • dochodząc do London Bridge. TRINITY HOUSE .Od tego miejsca załoga pokładowa na statku wychodziła na stacje manewrowe. że poprosił jednego z urzędników agenta o dostarczenie bardziej szczegółowych danych dotyczących tajemniczego TRINITY HOUSE. na którym powitało go smutne "Halo p a j l o t" kapitana i jeszcze smutniejsza wiadomość: "J u si pajlot. jak pieczołowicie i starannie podtrzymują ogień w żelaznych koszach umieszczonych. znów ukazało się światło statku latarniowego "Sunk" i światło kutra pilotowego. pomimo że w wojnie z papieżem o swe żony rozwiązał klasztory i skonfiskował ich dobra. pilnie tłumaczącemu to co czytał. W zaproszeniu i we wszystkich rozmowach o zmarłym pilocie przewijało się wciąż jedno i to samo zdanie: YOUNGER BRETHREN OF TRINITY HOUSE (młodszy braciszek Domu Trójcy).na słupach. walk króla Alfreda Wielkiego z nie ochrzczonymi Normanami i Dunami. Statek ruszył w długą podróż w górę rzeki. Skąpe wiadomości o TRINITY HOUSE i pogrzeb. Oficer służbowy szybko sprowadził lekarza okrętowego.kapitan słysząc ciągle te słowa. pozostawił bractwu jego religijną nazwę GUILD OF HOLY TRINITY (Bractwo Świętej Trójcy). Błękitny płomień wezwał pilota. która go zdziwiła z powodu umieszczonych na niej symetrycznie pomiędzy ramionami krzyża świętego Jerzego czterech żaglowców trzymasztowych zwróconych w lewo. wydawało się.

w jakiej uroczystości jutro będzie brał udział i z kim. projektujących i budujących porty. Na szczęście dla bractwa restauracja monarchii w osobie Karola II przywróciła mu nie tylko dawne przywileje. Po nim zajmował to stanowisko książę Edynburga. Nie zahamowało to działalności i pracy bractwa. Potrafiło wpłynąć na zarząd Wschodnioindyjskiej Kompanii Okrętowej. którymi zamierzał przeprowadzić blokadę Irlandii (1649). ty tul. wstał z wrażenia i przeszedł się po kabinie. którego pogrzeb jutro ma się odbyć. drugi syn królowej Wiktorii. ulegając doradcom zmienił nazwę pierwotną bractwa na TRINITY HOUSE. Rozentuzjazmowana tym zwycięstwem Królowa Dziewica. Król Jerzy V po wstąpieniu na tron nadał jeszcze większe przywileje starszym braciszkom. I oto jeden z nich był tym pilotem. iż obecnie panujący w Anglii król Jerzy V nosił tytuł MASTER OF TRINITY HOUSE do momentu swego wstąpienia na tron. Towarzystwo zajmowało się kształceniem pilotów. co czytał. Kiedy zaś przeczytał. Ten wspaniały rozwój TRINITY HOUSE został zahamowany przez Cromwella. Jak wynikało z tego. wspólnie z szalejącym sztormem. wybieranych z grona młodszych. Pobory braciszków były symboliczne. Za drugie wykroczenie usuwano z bractwa. Czytającemu to kapitanowi zimny pot zrosił czoło w chwili. Obecny MASTER OF TRINITY HOUSE. Duke of Connaught "wujaszek obecnego króla" przemknęło przez głowę przerażanego kapitana . w marynarce handlowej był tytułem czysto kurtuazyjnym. stocznie oraz magazyny zaopatrzeniowe. kapitanów. okręty. W roku 1837 został nim wybrany książę Wellington. Po chwili czytał i tłumaczył sobie dalej. troszczący się wyłącznie o pilne pobieranie opłat za korzystanie z ich świateł. odebrał mu wszystkie nadane dotychczas przywileje. czterech WARDENS (strażników). Oprócz zwykłych starszych braciszków są . w siedemdziesiąt lat od nadania im praw przez Henryka VIII potrafili w ciężkiej dla Anglii potrzebie obsadzić swymi ludźmi trzydzieści dwa statki i. W okresie planowanej inwazji na Anglię przez Napoleona bractwo obsadziło swymi ludźmi wszystkie bezczynnie stojące okręty wojenne i utworzyło gotową do walki flotę pod dowództwem starszych braciszków. gdy zdał sobie sprawę. Otrzymane z tego dochody miały być przeznaczone na pomoc dla starych lub niezdolnych już do służby marynarzy.jego zastępca DEPUTY MASTER otrzymuje dziesięć funtów rocznie.dwanaście lat piastował przedtem godność starszego braciszka. Bractwo otrzymało wyłączne prawo ustawiania świateł i znaków nawigacyjnych* Dotychczas prawo to posiadali rozmaici ludzie. Wszystko wynagradzał zaszczyt należenia do TRINITY HOUSE. kara pieniężna za przewinienie trzykrotnie większa niż roczne pobory. W roku 1797. gdy zuchwali piraci Algierii dotarli do Kanału Angielskiego. które były ledwie widoczne. przyczynić się do walnego zwycięstwa nad Niezwyciężoną Armadą Hiszpańską w roku 1588. który wstąpił na tron jako Edward VII i zawsze był niesłychanie dumny z tego. godność tę piastował aż do swej śmierci. W tym samym roku 1797. W tym okresie na czele bractwa stał MASTER. a po księciu Edynburga . Rozgniewany na bractwo za to. ośmiu ASSISTANTS (asystentów) i osiemnastu ELDER BRETHREN (starszych braciszków). Jak wynikało z czytanej przez kapitana kroniki TRINITY HOUSE. że nie chciało mu dać kapitanów na okręty.książę Walii. braciszkowie wystawili przeciwko nim dziesięć okrętów. lecz powierzyła jego pieczy jeszcze więcej spraw morskich. jego syn Edward VI. słynny zwycięzca spod Waterloo. nawigatorów na okręty hydrograficzne. których jest około trzystu. posiadało najbardziej wykwalifikowanych inżynierów morskich. przyznała bractwu prawo zaopatrywania wJDalast żaglowców wychodzących bez ładunku z Tamizy. która potrafiła oprzeć się strasznej korupcji szalejącej w Anglii w siedemnastym wieku. W roku 1680 TRINITY HOUSE zbudowało pierwszą latarnię mors-ską na wyspie Scilly. potrafiło obronić Londyn przed napadem zbuntowanych. aby płacił renty inwalidzkie i wdowie marynarzom swej kompanii. nie zaniedbując jednocześnie bardzo wydatnej opieki nad chorymi i starymi marynarzami. że został wybrany na starszego braciszka TRINITY HOUSE. Pomaga mu dziewięciu starszych braciszków. Do dawniejszych obowiązków dołączyła się konieczność opieki nad głębokościami Tamizy. nie dbając zupełnie o same światła. Sprawowało kontrolę nad stanem okrętów. w miarę jak statki miały coraz większe zanurzenie. bractwo chlubiło się najwięcej swą siłą moralną. nabrzeża. podczas buntu marynarzy na okrętach wojennych zakotwiczonych w pobliżu Norę przy ujściu Tamizy. Z biegiem lat do jednego z największych zaszczytów w Anglii należało zostanie MASTER OF TRINITY HOUSE. przyznając im tytuł KAPITANA i prawo zajmowania podczas wszystkich uroczystości miejsca tuż po kapitanie Royal Nawy (Marynarki Wojennej). Każdy młodszy braciszek musiał być kapitanem marynarka handlowej lub oo najmniej mieć rangę LIEUTENANT COMMANDER •w Royal Nawy. zdejmując szybko wszystkie znaki nawigacyjne na Tamizie. które przywołały ich do porządku. Obecny MASTER OF TRINITY HOUSE nie pobiera pensjii .Dziewięcioletni następca Henryka VIII.

przy pomocy czarnych limuzyn i agenta.PIERWSZEJ KLASY. Wdowa w czerni stała w otoczeniu tak wspaniałym.zaproszony na tę uroczystość kapitan obcego statku przedstawił im oficjalnie reprezentanta wszystkich pasażerów na gapę. kapitan z trzema przedstawicielami załogi znalazł się na placu ceremonii. a nawet decydujący głos mają braciszkowie TRINITY HOUSE. Uśmiech ten w iniiczym nie przypominał angielskiego KEEP SMILING (zdobądź się na uśmiech w trudnej chwili). a może i samego króla. * Następnego dnia. Udało mi się dostać więzienny blankiet papieru pocztowego i usiłuję na nim napisać kilka słów do Pani. wydawało mu się ponad siły. jak mu się wydawało. potem odstąpił pół kroku. że na oficjalnej uroczystości pogrzebowej jednego ze "strażników czystości przepisów morskich". że była to z trudem hamowana wesołość. palaczy i stewardów.SAILORS. Ten jest przedstawicielem palaczy. stewardów . nad którym widniał napis: TYLKO DLA LUDZI O SILNYCH NERWACH. Kapitan przestał czytać. Ten jest przedstawicielem marynarzy. Szedł.jest nim również PIERWSZY LORD ADMIRALICJI. majestatycznie. Czas mi się dłuży. że twarz wdowy przybiera coraz weselszy wyraz. Starszym braciszkiem jest Prime Minister (premier) . których przywiózł do Anglii. Po raz pierwszy zobaczył paradne mundury starszych braciszków TRINITY HOUSE. Wydało się naraz kapitanowi. . Przypomniał mu się gabinet okropności Madame Tussaud. Idąc. TRZY LISTY PRISON MUNCIPAL GENT Gandawa. w której konieczne jest naj-głębsze zrozumienie spraw morskich. powiedział: "Representative of STOWAWAYS". Przeraził się. Kapitan chusteczką otarł pot z czoła i czytał dalej. na czele trzech reprezentantów załogi: marynarzy. Ułożył się w koi i ze słowami kondolencji na ustach. Stanął wreszcie u kresu wędrówki. Składanie kondolencji wdowie w obecności MISTRZA TRINITY HOUSE. A ten jest przedstawicielem pasażerów na gapę. Zaledwie wymówił to ostatnie słowo. za jakich się uważają braciszkowie TRINITY HOUSE i w obecności innych braciszków piastujących najwyższe stanowiska państwowe . Za kratami wąska smuga nieba. wszędzie najbardziej ważki. przed wyniosłą postacią w czerni. Zgodnie z otrzymanymi instrukcjami. odsłaniając trzech delegatów i wskazując wytwornym ruchem lewej ręki każdego z osobna. ze smutnym wyrazem twarzy zasnął bardzo zmartwiony.STARSI BRACISZKOWIE HONOROWI. że ma przed sobą zebranych dawnych mistrzów bractwa. mówił jak można najgłośniej i najdobitniej: . wstał i wyszedł z kabiny. Kapitan wyraźnie widział. zobaczył. Podczas gdy wdowa z "królami" walczyła z ogarniającą ich wesołością. jak za lat dziecinnych powtarzał wierszyk zadany na jutro do szkoły. że ma przed sobą zbiórkę królów. w szkolnictwie morskim. którzy kiedyś byli mistrzami TRINITY HOUSE. w Sądzie Najwyżsizym. palaczy . Dzień jutrzejszy wydał mu się najbardziej trudny do przeżycia. na dany znak. w obecności starszych i młodszych braciszków. kapitan zaczął zbliżać się do wdowy. powtarzał sobie w myśli przemówienie kondolencyjne i formułę przedstawienia reprezentacji: marynarzy . by ochłonąć z wrażenia. 1. Naraz uprzytomnił sobie. Był to niechybnie pierwszy wypadek w Anglii. Podobny uśmiech zauważył na twarzach "wszystkich królów". trzej reprezentanci załogi zauważyli na piersi kapitana nową baretkę WIELKIEGO ORDERU "UŚMIECHNIJ SIĘ" . w budownictwie okrętowym i w każdej innej dziedzinie mającej związek z morzem. Szanowna Pani (a chciałbym zacząć od: Miła Pani Kasieńko)! Siedzę w więzieniu. Po krótkiej przechadzce po pokładzie wrócił do kabiny i przygotował możliwie najkrótszą mowę kondolencyjną. W charakterze Nautical Assessors (nawigacyjnych doradców) służą swym doświadczeniem w Izbie Lordów lub Admiralicji. że zamiast powiedzieć: "Representa-tive of STEWARDS".Dys is reprezentatif of SAILORS. oparte o wiedzę połączoną z długoletnim doświadczeniem.STEWARDS. And dys is reprezentatif of STOWAWAYS. Przepychem i dostojeństwem przewyższały wszystkie dotychczas przez niego widziane. W każdej dziedzinie życia w Anglii mającej styczność z morzem. Rozbierając się do snu powtarzał ją zupełnie tak samo. którzy zajmują najwyższe stanowiska państwowe. Wygłosił na pamięć wykutą formułę kondolencyjną. br. Dys is reprezentatif of FAJERMAN. 7. że kapitan nie miał już wątpliwości.FIREMEN.

lata siedzenia czy tylko grzywna? Przepraszam. Siedzę i czekam na rozprawę rozmyślając. że piszę do Niej z więzienia na więziennym papierze. Irenka i Janka . jak będzie prawidłowo. Ale wszystko bardzo ładne. Obawiam się. prosząc bym zechciał chociaż przez pół godziny zabawić jego sześć "córeczek". Niebo za kratami wcale nie jest niebieskie. że podobnie jak Pań z ojcem jest siedem osób. Weszliśmy do baru. że zostaną oficerami na nie istniejącym w naszej flocie statku. ponieważ my za niego wszystko wykonujemy.prócz paru kotwiczek i znaczka złotego".Właśnie wychodziliśmy do "Tivoli" i deszcz. Nelli. Nasz transatlantyk był przycumowany do nabrzeża. Bawiło Panie to. W miarę tego opowiadania bliskość Pani stawała się coraz dalsza. Gdy obchodziłem wieczorem statek. umawiają się. "Bawienie" nie natrafiało na specjalne trudności. nieznanym gatunkiem . że studiowała Pani we Francji i w Niemczech. ma prześliczny uśmiech. oświadczą. czego każdy z nas nauczył się już w Szkole Morskiej na pamięć. On tylko rozkazuje.to też nie bardzo byłem pewny. koło baru na rufie zatrzymał mnie poseł Moczulski. . Lucynka. Myślę. a pierwsi nasi absolwenci nawigatorzy żyli tylko tą nadzieją. •. Wprawiłem Panie w zachwyt mówiąc. które nudzą się bardzo w barze. Im dłuższa część ostrza może być wbita w przeciwnika. Staliśmy w Kopenhadze. ani do ojca.deszcz uwięził wszystkie z nim razem w tym barze. ale nie na tyle. jak mi się zdaje.ale lało. Kasieńka mi się najlepiej udała. jak ONI to wykonują. ponieważ służy do przybliżania i rozjaśnia horyzonty. Śpiewali wówczas: "Ja biedny marynarz nie mam nic swojego . Tego wieczoru byłem oficerem służbowym. mówiąc głośno to. Podziwiałem Pani dwa duże warkocze i dwa rzędy prześlicznych zębów i w ogóle wszystkiego po dwa. "Najmłodsza. Te smugi deszczu przypominają mi dzień. Ojciec mówił. co to "finka"? Po prostu nóż z Finlandii. wymieniając wyłącznie zalety każdej. Czy po dwie? Nie wiem. że to co każdy z nich w tej chwili na statku robi. że tak bezładnie przeskakuję z tematu na temat. z karłowatej brzozy. czy je wszystkie bezbłędnie zapamiętał. Poseł tłumaczył. że trudno mu dać samemu radę z sześcioma córkami. Co do imion córek . że Pani pisuje artykuły do "Bluszczu". było dla Pań nowością. by nie rozumieć. Nieprzyjemna sprawa. że w Gandawie nie znają się na tym zupełnie. wprawiłem ojca-posła w zachwyt. Podobno Finowie. Nawet nie padało . deszcz. tak nas z kapitanem jest również siedmiu nawigatorów: kapitan i sześciu oficerów pokładowych. . że kapitan właściwie na tym statku jest zupełnie niepotrzebny. Jest deszczowo." Tak kolejno przedstawiał swe córki. należało mówić to. które można było natychmiast sprawdzić. Nie biorę odpowiedzialności za prawdziwość tej informacji. ale najwyższa. Zosia. a wszyscy moi koledzy na statku. ile centymetrów ostrza tego noża mają prawo zatopić w swych ciałach. ale bardzo pasuje do posiadanej przez każdego z nas finki. Tak twierdził nawet ojciec-poseł. Wszystko co mówiłem. że nosimy na rękawach kotwicę i nadzieję w sercu. coś w rodzaju małego sztyletu ładnie wygiętego. zdradzając że korkociąg na statku nazywa się lunetą. Opór policji z finką w ręku. w którym Panią poznałem. że może Pani nie wie.tłumaczył mi poseł. zatrzymał mnie z córkami na statku . Ojciec-poseł był z Pani najdumniejszy. rozstrzygając pomiędzy sobą sprawy honorowe. ale pomysł był dobry.coś pośredniego pomiędzy chłopcem okrętowym a wilkiem morskim. Pani zapewne nie pamięta. jakiej kary żądać będzie oskarżyciel . Wieczór ten wspólnie określiliśmy jako najweselszy ze wszystkich znanych nam dotychczas na statku.jednym tchem powiedział wówczas szczęśliwy "ojciec". jest najważniejsze i że kapitan na pewno tego nie potrafi zrobić tak. Byłem oszołomiony. Zanim je zebrał . czego Panie tak na co dzień i wszędzie nie słyszą. Córki nie były podobne ani do siebie nawzajem. Rękojeść z drzewa. a raczej wieczór. których Panie poznają. że jestem dla Pań egzotycznym stworzeniem przyprowadzonym przez dobrego ojca dla rozrywki. tym bardziej godny szacunku jest pojedynek.Wybaczy Pani. jaki chyba tylko Noe oglądał. Gdy znajomość moja z ojcem Pań doszła do korkociągu.Moczulskie: Kasia.

że przy wejściu do fiordów ma się przesiąść na motorówkę. No. jak bardzo się boi. by nie umniejszyć w ich oczach majestatu jego królewskiej mości króla Anglii. Twarzy jego nie widzę. to nie można się dziwić. uderzając kilka razy po tym samym klawiszu. na tym kończę mój komunikat. który podczas tego przeskoku otrzymał depeszę z wiadomością. Pytanie brzmiało: "Gdzie król angielski przechowuje stada swych renów. że nudzę Panią tymi wspomnieniami.Proszę państwa . raczej udawać tylko. Proszę państwa.facet wyraźnie zbladł. ale gdy człowiek siedzi sam w więzieniu. pod którego dowództwem pierwszy polski statek już po raz drugi obchodzi tę uroczystość. by przyjść i zobaczyć w Ich oczach odbite śnieżne szczyty lodowców iskrzące się w słońcu.A deszcz . Zachwycona wówczas tymi widokami powiedziała Pani. niestety. A potem . czekając na sprawę i nie ma do kogo ust otworzyć. jak ojciec z sześcioma córkami. Byliśmy bardzo dumni z tego przemówienia. i jeszcze te klawisze. Teraz oficer omotał go sznurem. Pasażer ten miał na sobie długi płaszcz z tak zwanej. by się dostać jak najszybciej na ląd. No. Pasażer ten. nie cieszył się sympatią na statku. A pamięta Pani podczas postoju na kotwicy w jednym z fiordów. Nie mam wątpliwości. powiedziałbym nieprzytomne. Pamiętam jego monolog sławiący kapitana. Żeby zabezpieczyć pasażera przed spadnięciem do wody podczas schodzenia do motorówki. proszę państwa.jako najmilszy ze wszystkich deszczów. którą trzymał jeden ze sterników. Marynarz wyrzucił przed nim cały szereg klawiszy na sznurku. wśród kwiatów wodnych i kwiatami okrytych brzegów. Teraz. No. jakie nas w barze kiedykolwiek osadziły. przy pomocy oficera puścił ten klawisz i teraz maszeruje po następnych. jak temu pasażerowi uda się podróż po drabince zrobionej z dwóch lin i umieszczonych pomiędzy nimi deseczek stanowiących szczeble. że schodzi. Po prostu jest to wspaniały typ kameleona w ludzkiej postaci. ma pod sobą chyba kilkanaście metrów pionowej ściany wprost do wody. by go puścić. Oficer kazał go prędzej opuścić. Obawiam się. tak jak już zapowiedziałem. by skrócić jego męki. więc nie mogę podać państwu tego na pewno bardzo ciekawego jej wyrazu. spowite w koce na leżakach. barwy kwiatów i zwiastował Pani wielką nowinę: "C'est la nie". co się dzieje z bohaterem chwili. Jest to właściwie galaretowata masa drżąca ze strachu.mówił . by za tanie pieniądze dostać się do Norwegii wyłącznie w sprawach handlowych. myśleliśmy o Nich jak o najmilszej hodowli jedwabników i wynajdywaliśmy setki powodów. po których ten nieszczęśnik będzie musiał schodzić. bo ze strachu jest żółtozielony. facet jest nieprzytomny ze strachu. Musiał zejść po sztormtrapie. Macha rękami i nogami. Udawał turystę. że będzie to z jego strony tylko udawanie. Właściwie zmienił się w bezwładne ciało z wolna opuszczane na tym sznurze przez marynarza na dół. No.niezapomniana już nigdy podróż fiordami do Nord-kappu. gdy wyrusza na wojnę?" A potem drugie przejście "Polonii" przez krąg polarny i ojciec Pani biorący udział w uroczystościach z tym związanych jako Neptun. kilkuletniego malca. ubawił się tą przygodną audycją. który zmienił się podczas tej podróży w przyzwyczajenie. podchodzi teraz do burty. Posiadam to zdjęcie z opisem na odwrocie rozmowy podróżnika Anglika z bogatymi właścicielami stad renów/ Na pytanie Lapończyków podróżnik ten nie bardzo wiedział. że może powtórzyć słowa małego Francuza. modnej wówczas. bo spojrzał właśnie w dół. Jakiś pan z radia stanął wówczas na burcie w pobliżu niego i bardzo głośno relacjonował wszystkim. zacisnął kurczowo palce na klawiszu na burcie i nie daje się namówić. Wciągnięto go do budy w motorówce. Usiłuje dać mi znak ręką. ponieważ trochę tej sławy kapnęło i na nas. które leżą na burcie i które będzie musiał liczyć swymi stopami. proszę państwa. Ruchy są zupełnie bezładne. oficer przepasał go liną. Gdy za kręgiem polarnym "NASZE MOCZULSKIE" leżały na kształt kokonów. bo motorów-ka nagliła i nie mogliśmy postawić normalnego trapu. na oślep przebiera po nich stopami. Dla wszystkich turystów było to czymś bardzo ciekawym i każdy chciał widzieć. Przypomina sobie Pani ten przeskok morzem bez brzegów od Ska-gen do fiordów i tego pasażera. Pamiętam. Wchłania"! w siebie promienie słońca. na dalekiej już północy oglądane na tle lodowca reny? Zrobiła Pani wówczas zdjęcie Lapończyka z renem. co ma odpowiedzieć. że przychodzą mu na myśl chwile najmilsze i najweselsze. No. . słoniowej skóry. Malec leżał jak nowo narodzony w łódce unoszonej słabym prądem rzeczki. bym nie mówił. który wprawił Pamią w zdumienie swym powiedzeniem. podobnie jak i całe towarzystwo. Boi się okrutnie. bez których przecież kapitan sam . już jest w motorówce. Jest rzeczywiście bardzo wysoko. jak się dowiedziałem.

jak właśnie sześć córek z Kasią na czele. w którym poznałem Panią. 7. naprzeciw nas stały dwa puste leżaki. Gdy po wyznaniach posypały się pocałunki.zabijając najżarliwsze myśli. nikt nam tak nie przypadł do serca. zrobiło się nam trochę nieprzyjemnie i mieliśmy już zamiar chrząknięciem zahamować ciąg dalszy. Tańczono na rufowym pokładzie oświetlonym lampionami. Znów za każdym zakrętem zaklęte postacie mnichów lub rycerzy wiekami rzeźbione w skałach przez lodowce. Nie znam szczegółów. Za kratami niebo jest szare.zaklął nieszczęśliwiec. Gdyby Pani zechciała napisać do mnie. będę do Pana pisała tak często. co się z Panem dzieje. napisać. podczas których przez całą dobę można było oglądać w oczach córek słońce. by przywiązać do siedzenia leżaków baloniki będące atrakcją tego wieczoru. który eksplodował . Pomarańczowe słońce najładniej odbijało się w Pani oczach. Nie widać dzisiaj jego blasku. Jeszcze raz przepraszam za więzienny papier. Gonił je tak. jak to będzie możliwe. Bal kapitański. Szczęśliwiec. Wdzięczna jestem Panu za to. ^przed nami siadała para za parą. Proszę się nie dziwić. Ponieważ wszystkie Panie zostawiły nam swoje adresy. Wierzę. br. jak gdyby pędził za swym własnym cieniem. Wówczas Nelli wpadła na wspaniały pomysł. których tysiące przewijają się przez pokłady niezapomnianej dla mnie "Polonii". dzięki któremu miałyśmy możność poznać wszystkich Panów bardziej bezpośrednio. którego Panowie nam nie skąpili. czym to jest dla Pana z przestworzy oceanu znaleźć się w więzieniu. Jeśli listy moje będą mogły przynieść Panu ulgę w tym odosobnieniu. Pieczołowicie przechowuję gazetę okrętową z tej uroczystości z wierszami ojca-posła. Para opadła na nie. że właśnie w więzieniu przypominam sobie chwile spędzone z Panią jako coś najbardziej radosnego w tym mrocznym oczekiwaniu na sprawę. przebywając na nim stale. które odbyły z nami podróże. jeśli to będzie możliwe. K." Przed nami znalazła się para szukająca ciemności i odosobnienia. gdy bardziej przytomna od niego ona dojrzała nas w ciemności. Tańczyć nam oficerom na statku nie było wolno. porywając go za sobą. Rozumiem. nie mieszczą się w ciasnych ramach codziennego życia portowego i że to musiało doprowadzić do nieporozumienia. Łączę wyrazy szacunku i wdzięczności za tyle miłych chwil spędzonych w Pani towarzystwie podczas wycieczki na Nordkapp. a którego nam wszyscy inni bardzo zazdrościli. Zaledwie zdążyliśmy myśl w czyn zamienić. że moi koledzy. imieniu nas wszystkich wywdzięczyć się Panu za tyle wesołych opowiadań i wiadomości 0 fiordach. 13. .s. ich życiu. Płakaliśmy i chcieliśmy wszyscy całować Nelli za genialny pomysł. co się stało. Zamilkliśmy. B. proszę adresować na s. Szanowny Panie! List Pana wstrząsnął mną do głębi. że nie powodowało Panem zło.niczego nie do-kazał. że Panowie. by zwierzyć sobie najbardziej niepotrzebujące świadków słowa. ludziach. aż naraz znikło to wszystko i nadszedł ostatni wieczór. Wśród tysięcy. słychać było słowa piosenki: "Chłopcy czarni tak jak ja. Straszne. Pamiętam. Siedzieliśmy rzędem. a Pani jest tak daleko. Powrót z Nordkappu na fiordy. I tak aż do świtu. Warszawa. "Polonia" Gdynia. które można było dostrzec nawet w ciemności nad białym pokładem. piszą do Pani.S. by sobie dodać sił i nie zdradzić swej obecności śmiechem. by się Pan nie załamał nawet w wypadku najbardziej surowego wyroku. jak wszystkie błogosławiłyśmy ten deszcz.. Skoczyła. ale najważniejsze. "Szczęście" wyrwało mu się z rąk. podobnie jak i ja. nie wątpię. P. przygodnej znajomej. Proszę. Słychać było orkiestrę. opadł na przygotowany balonik. z nią na rękach. Będę się starała w. że w tak ciężkiej dla Niego chwili pamiętał Pan o mnie. Ludzie w pewnych okolicznościach są do siebie bliźniaczo podobni. To było coś. "Psia-krew" . a już nowa para zjawiła się przed nami. Trzeba było jednak się rozstać. Trzymaliśmy się wszyscy razem za ręce. Po zobaczeniu oceanu wydaje mi się.. Szczególnie wówczas Panowie stawali się dla nas bardzo dalecy. N Były to najjaśniejsze dnie. W tej chwili jestem przybita tym. a nie tak z daleka przechodzących z mostku do mesy lub na szalupach podczas przewożenia nas na ląd. ale innego tutaj nie ma. Mieliśmy sobie zawsze tyle do powiedzenia. Siedzieliśmy w nocy na pokładzie nad tym samym barem rufowym. a nade wszystko za tyle humoru. Woleliśmy wszyscy rozmawiać.

Miła Pani Kasieńko! Otrzymany od Pani list z dnia 13. wcale to nie zmniejszyło mego rozgoryczenia z powodu zmarnowanego dnia wolnego. K. ale który jest dla mnie bardzo miły i dzięki któremu wcale nie żałuję. nudząc się niemiłosiernie. . Zapłaciłem za Leonka żądaną sumę i zabrałem go na statek. i zacząłem wówczas rozżalony pisać wszystko "od serca" i sprawiłem Pani smutek. Życzliwa Kasia Nowy Jork. że stałem się przyczyną miłego dla mnie Pani smutku 1 niepokoju. Staliśmy z nową wycieczką turystyczną w Gandawie. Byłem "nieutulony w żalu". Jak wynikało z zeznań świadków i policji. gdzie zatrzymano do czasu rozprawy naszego pomocnika kucharza. fobym sobie ppr"' jechał na wycieczkę. w które . I znów Panią nudzę tymi więziennymi sprawami.Listem swym przypomniał mi Pan tak żywo całą podróż.B. W programie były dwie galerie obrazów ł cała Bruksela. że rozumie mnie Pani. W tym stanie trafiłem do jednego z najstarszych i najbardziej słynnych więzień na świecie. Skąd. ośmielił mnie do rozpoczęcia w ten sposób mego listu. Pomimo że już w niej byłem. bo . że właśnie mnie przypadła ta cała sprawa. Rozprawa zamiast odbyć się o godzinie ósmej. wyobraził sobie. która odkryła się w lewo od kursu transatlantyka "Kościuszko" idącego do Pireusu. Rozprawa trwała bardzo krótko. rozpoczęła się o drugiej po południu.myślał. PASAŻER I. Sądzę. l u. Pomimo że wysłanie mnie tam było widomą oznaką troski kapitana o załogę. że wydaje mi się. Papier ten był zaopatrzony w ten fatalny nadruk: Więzienie Municypalne Gent. jak zwykle przez swe zaciśnięte zęby. czy dokuczyć. br.jak wyjaśnił na sali sądowej . gdy podnosiliśmy trap i zrzucaliśmy ostatnie cumy wychodząc do Nowego Jorku. mając w ręku finkę a pod ręką kilkadziesiąt butelek.C. według motywów wyroku. miała go ona ustrzec na przyszłość przed zbyt lekkomyślnym zawieraniem znajomości . Słynne jest ze swych studiów nad wyznaczaniem kary więźniom w sposób indywidualny. Jeszcze raz pragnę zapewnić Pana o swej wielkiej dla Niego życzliwości i nic nie potrafi mi ani na chwilę zaćmić uroku całej podróży. wie co? A. słusznie czy niesłusznie.trafiłem wbrew swym zamiarom. Głowiłem się tylko nad tym. Za kratami było niebo nad mknącymi na wycieczkę autokarami do Brukseli. List Pani jest dla mnie bardzo miłym dowodem Jej pamięci. że dostatecznie znam język francuski i w jego zastępstwie pójdę na rozprawę do więzienia. W momencie gdy już ubrany wybierałem się na wycieczkę. Przykro mi. Kapitan. 31. czy też żeby wyleczyć z przestępczości. Leonek wytłumaczył na migi. by się Pan nie poddawał smutkowi i rezygnacji. Przypomniały mi się fiordy i Pani. Gdy go zaczęto familiarnie obejmować. gdy się przyglądał mglistym jeszcze zarysom wyspy SALAMIS. Po tej wycieczce trafiliśmy na nasz zwykły rejs do Nowego Jorku. 7.]ak Pani widzi .. Miałem dzień wolny od służby i naturalnie wybór padł na mnie. a wszystko to z tego powodu. że jeszcze jako tako potrafię porozumieć się w języku francuskim. iż miałem prawo być rozżalony. Towarzystwo się ulotniło. przypomniał. zostałem wezwany do kapitana.sam lokal również nie cieszył się zbyt dobrą opinią. podpisany "Kasia". Właściciel wezwał policją. że to wszystko miało miejsce nie wczoraj. poprosiłem o papier . Zapłacił wyjątkowo śmiesznie mała karę. mógł utrzymać całe towarzystwo w szachu z dala od siebie. lecz przed chwilą. za który Panią bardzo przepraszam.chciałem napisać list do Pani.oficer wachtowy posłyszał za sobą głos kapitana na mostku w chwili. że ten jeden jest przebrany. Gdy straciłem cierpliwość. który zarezerwował dla mnie jeszcze miejsce w autokarze. czy żeby ulżyć. . że chcą go obrabować. 7. za którą serdecznie dziękuję. akurat gdy projektowałem sobie wypad do Brukseli i wszystko już miałem umówione z kierownikiem wycieczki. Leonek z nożem fińskim w ręku stawił opór policji w nocnym lokalu. Gdybym nie znał tego języka. że nie pojechałem do Brukseli. łącząc wyrazy szacunku z prośbą o przebaczenie za sprawiony smutek. do którego zaprowadzili go przygodni znajomi. tym bardziej chciałem ją jeszcze raz zobaczyć i odświeżyć wspomnienia. że podda się tylko dwom policjantom. Nu. br. chłopca zamroczyło i.. Czekałem na nią w poczekalni koło sali sądowej. bojąc się podstępu zajął strategiczne miejsce przy barze. ale niestety już bez sześciu uroczych córek i ich miłego ojca.K.. widać już SALEM ALEIKUM?. List wysłany z więzienia widocznie bardzo długo wędrował do Pani i Jej miła odpowiedź przyszła. Proszę.

Stary pilot dał grzecznie do zrozumienia "trzeciemu". a potem kapitanem. Pilot doskonale zdawał sobie sprawę. kogo miał na myśli. Jedno odmienne miejsce cumowania zmieniało każdemu ułożony rozkład związany z wyjściem na ląd z wizytami. lecz w innym. specjalnych otworów w burcie. że źródłosłów nazwy wyspy i arabskiego pozdrowienia był ten sam. lecz po przeciwnej stronie basenu". pełniący podczas stacji manewrowych służbę na mostku. by ten uważał go za człowieka niespełna rozumu. "Kościuszko" zatrzymał się przed stacją pilotową. Skoro od wielu miesięcy. a latem w roku 1936 zieleń ta była jeszcze bardziej płowa niż w latach poprzednich. Najbardziej niezadowolony wydawał się kapitan: . z załogami pokładowymi na stacjach manewrowych na dziobie i na rufie. że statek nie stanie w tym samym miejscu. Do komunikacji z lądem służył ponton sięgający od lądu do trapu na rufie. wie co? A. mówiąc "TAKIEGO PASAŻERA". Nie było wątpliwości. Oba transatlantyki zaopatrywały się w bunkier w Pireusie. Tego dnia gdy piosenkarz wszedł na statek. że kapitan musiał sam się spodziewać czegoś podobnego. statek cumowano w jednym miejscu. Jaffą. W ten sposób pozostawiano dojście z obu stron statku do port bunkrowych. poprzedzając je nieodłącznym "Nu. nie ustąpił tak łatwo i spytał pilota.Jakiego pasażera? . dam ja intendentu. Widać było zdumienie nawet na twarzach załogi hotelowej. Po sztormtrapie wdrapał się na pokład pilot. cała załoga uważała już to miejsce za swoje własne. mając na pokładzie takiego pasażera. opisywaną przez starożytnych historyków. po przeciwnej stronie basenu. Kapitan z jednakowym zadowoleniem powtarzał to SALEM ALEIKUM. w jakim stawał od miesięcy. Z mostku zawiadomiono przez telefon o tej niesłychanej. tylko znacznie wcześniej od kapitana odkrył to Parandowski. wie co? A. Pilot uśmiechnął się i wyraził uznanie kapitanowi za taką dyskrecję. że nie chce. jakie wrażenie wywołało jego oświadczenie. Na sześć rumbów w prawo od kursu widoczna już była stacja pilotowa. co dwa tygodnie. że jedzi jakiś poważny pasażer.utrzymując regularną komunikację pomiędzy Istambułem. Podobnie było z "wieczną zielenią" wysp Cyklad i Dodekanezu. za nią pyłem okryte olbrzymie agawy.zdziwił się kapitan. ale w pierwszej chwili nigdy nie wzbudzi na statku entuzjazmu. Od wejścia do portu aż do miejsca. pilot odpowiedział. Cumowanie w nowym miejscu przeszło w głuchym milczeniu. Aleksandrią i Pireusem. . a "Kościuszko" wciąż jeszcze szedł naprzód. by nie powiedzieć tego głośno oficerom na mostku w chwili zbliżania się statku do wyspy. do którego właśnie zbliżał się "Kościuszko".rozpoczynającego się i kończącego w Konstancy ." Odkrycia tego dokonał w kilka miesięcy po swym przybyciu na tak zwaną linię palestyńską. gdzie należało rzucić kotwicę. gdy dobrze znajome nabrzeże zostało hen z prawej burty. pisząc: "Nazwa wyspy brzmi jak powitanie". Nowe miejsce może być stokroć lepsze od starego. Haifą. rozum mącącej wieści starszego oficera na dziobie i "drugiego" na rufie: "Staniemy nie w dotychczasowym miejscu. po czym statek posuwał się wolno wstecz i z rufy podawał liny na nabrzeże. w których na próżno chciano by się doszukać zieleni. rozgłośnia okrętowa co jakiś czas nadawała nagraną przez niego piosenkę: . Kapitan miał na myśli znanego piosenkarza. był szmat drogi. który oznajmił niespodziewanie. który odbył z nami podróż do Palestyny. Piękna pogoda i miłe dźwięki znajomych marszów nie zapowiadały wcale czegoś dla "Kościuszki" nowego lub nieoczekiwanego. tak jak wówczas nie powiedział o tym. Z równowagi wytrącił kapitana i oficerów pilot. Gdy kapitan spytał go o przyczynę takiej decyzji kapitanatu portu.Nu. że mnie znów nie powiedział. Po jakimś czasie przyszedł z pomocą "Polonii" drugi nasz transatlantyk "Kościuszko" i oba te statki na przemian co tydzień od wielu miesięcy zjawiały się w Pireusie podczas swego dwutygodniowego rejsu .Kapitan był niesłychanie dumny ze swego konceptu nazywania tej wyspy arabskim pozdrowieniem "POKÓJ Z TOBĄ" i od paru lat nie darował ani jednej okazji. Była to rewolucja. Nu. przez które ładowano węgiel podwożony przez barki. Po dojściu do wyznaczonego miejsca rzucano kotwicę. dodając iż przyczynę zmiany miejsca kapitan sam wkrótce uzna za najbardziej słuszną. co śpiewał. Duże statki pasażerskie przebywały ją w takt marszów wojskowych granych przez rozgłośnię okrętową. zakupami i rozrywkami. na którym był najpierw starszym oficerem. Trzeci oficer. obsługiwaną początkowo przez nasz największy transatlantyk "Polonię".

Nu. Nu. co teraz robić?" . cały dzień tylko o nim. zdenerwował się i powiedział siedzącemu obok nieznajomemu panu: . Wieczorem załoga pokładowa wychodziła na stacje manewrowe w nadziei. ale cóż takiego przyrost naturalny. Na wyjaśnienie zagadki tajemniczego pasażera nie trzeba było zbyt długo czekać. Nu. na statek wszedł nasz cały korpus dyplomatyczny z pobliskich Aten. to jest ten. ale żeby chrześcijański naród napadał na pierwszych czarnych chrześcijan. nie lubię ja tego "drania". Tego dnia wszyscy mieli bardzo uroczysty wyraz twarzy i natychmiast zamknęli się z kapitanem w jego kabinie..było w tym wypadku niepotrzebnie przez kapitana użyte. że na polskim statku "Kościuszko". dlaczego ciągle na statku grają Zimnego drania i że właśnie ten pan. W tym czasie wojna w Abisynii już dogasała. Oficerowie szybko wyjaśnili kapitanowi przyczynę. "Nu. że "jeszcze się nie doliczyli". Tymczasem statek . co dwa tygodnie zawijającym do Pireu-su. że zrobi intendentowi wymówkę za to. Przyszli z pomocą. Z kolacji wrócił kapitan na mostek bardzo rozdrażniony i gdy znów usłyszał tę samą melodię. wie co? A. ja tego. co obliczyła maszyna. Nu. W pierwszych dwóch rejsach oficerowie nawigacyjni sądzili. że spór ten należy doliczyć jako specjalny dodatek do formalności związanych z kupnem bunkru.swymi kłopotami z oficerami na mostku.używał niekiedy słów znacznie bardziej dosadnych. któremu kapitan to wszystko powiedział. wielka rzecz historia. ile statek otrzymał węgla. I rzeczywiście kapitan mówił prawdę . wie co? A. mierząc bardzo dokładnie dostarczony pod burtę węgiel na barkach. że tajemniczym dla nas pasażerem jest KRÓL KRÓLÓW zmuszony do ucieczki z własnego kraju. nie uznaję. ale różnice z tym co podawali dostawcy. że naraził go na wstyd przed pilotem. Ateny były zelektryzowane tą wiadomością podaną przez gazetą krakowską "Ilustrowany Kurier Codzienny". troszeczku za mocno. były tak wielkie. twierdząc: "Nu.. najweselszy mechanik naszej floty handlowej. Nu. Załoga pokładowa dawno już sprzątnęła nawet ślady pyłu węglowego z pokładów. po polsku znaczy tyle co Nowy Kwiat. Nu. Kapitan równie żywo jak wszyscy interesował się tymi sprawami. historia. wie co? A. czyli paliwo. Był nim Bodo. Okazało się. nu. kiedy zagrano ją znów przy obiedzie. Trudno było w tym czasie o większą sensację w Grecji. Nu. Za każdym razem przychodziły pod statek te same barki z taką samą ilością węgla i za każdym razem po zakończeniu załadunku rozpoczynały się długie dysputy na temat. W obu wypadkach wyliczenia nawigacyjne zgadzały się co do tony z tym.Nu. ale z mostku co jakiś czas przychodziła telefoniczna wiadomość. Nu. Nareszcie drzwi się otworzyły i korpus dyplomatyczny opuścił statek. zakończy się w kabinie kapitana na przyjęciu zainteresowanych i na "wieczystej z nimi przyjaźni". jak i podobnych niezliczona ilość. "Drania" nigdy.jak zwykle . Kapitana i oficerów łączyła z nimi serdeczna znajomość. podając olbrzymi przyrost naturalny Włoch jako usprawiedliwienie szukania nowych przestrzeni życiowych. . da drań. że cała sprawa. panie. że zaraz spory się skończą. nigdy w życiu ja takiego słowa u siebie w słowniku swoim nie miałem. Od wielu miesięcy cała prasa pisała o wojnie włosko-abisyńskiej. a król Abisynii zmuszony został do ucieczki. Od przyjścia dyplomatów upłynęło pół godziny-. Cały świat gubił się w domysłach: dokąd się schronił? I oto nagle w Atenach wyczytano. . Addis Abeba. Nu. że pewnego razu starszy mechanik. Na innych statkach mechanicy byli podobno bardziej pojętni niż nasi i dawali się łatwiej przekonać dostawcom. panie. który ją śpiewa. Nu.Już taki jestem zimny drań I dobrze mi z tym bez dwóch zdań. drań. słysząc tę piosenkę kilka razy od rana. Bunkier. Podczas cumowania kapitan nie przestawał sobie obiecywać. Dużo było z tego powodu wesołości. 'był płomieniem wiecznych sporów pomiędzy dostawcami w Pireusie i naszymi mechanikami okrętowymi. Nu. rozpoczął ten krakowski targ od twierdzenia. była zajęta przez Włochów. Bo wiadomo było. a w kabinie starszego mechanika wciąż trwały gorące spory. Zaledwie skończyły się formalności sanitarno-celne.jak zwykle po przybyciu do Pireusu . w najbliższych dniach znajdzie się Haile Selassie. władca Abisynii Haile Selassie. że z powodu gorąca w maszynie mechanicy nie są w stanie nawet liczyć. a wraz z nim oznaczona w rozkładzie godzina wyjścia z Pireusu. Kapitan. ale ostatecznie maszyna doszła do przekonania.NU.szykował się do przyjęcia bunkru. Nu. podzielił się . znaczy ja troszeczku źle powiedziałem jemu. że dostawca w ogóle węgla nie dostarczył. Zbliżał się wieczór. co teraz robić? A.

a teraz. był przepełniony tłumem. aż wreszcie różane palce Eos odchyliły zasłonę nocy . którzy podczas upału przybyli z Aten. Fotograf okrętowy.nieprzyjacielowi. tylko należy pójść do czarownika i poprosić go o napisanie na kartce życzeń. Z nieprzyjaciela całej skóry nie zdejmuji. Nu. Był to najbardziej pamiętny dzień postoju w Pireusie. wędruje on tam." Efekt takiego opowiadania zawsze był bardzo silny i żeby go nieco złagodzić. budząc swą osobą widoczne zainteresowanie. Grecy obawiali się.panie. potem przez środek przetni szpara i naniży swemu koniowi przez głowa. Wszystkie te państwa w jednakowym stopniu obawiały się Włochów. czy zły nieprzyjaciel. ukazywał się w drzwiach baru na pokładzie łodziowym. nu. które się chce przesłać czy powiedzieć pod adresem nieprzyjaciela. Nu. mogą się pokusić o zabranie go siłą. kilkadziesiąt lat temu kiedy Włosi z tego samego powodu na Abisyńczyków. Nu. aż na wody starożytnej Troi koło wejścia do Dardaneli. tylko od dolnej wargi nacina skóra w dół z jednej i drugiej strony przez cały brzuch. że Francuzi jedni nie zakupili dla najdroższych sklepów paryskich włoskich kapeluszy damskich.na niebie zjawił się brat Eos. Abisyń-czyk musi zabić lwa i zdjąć z niego skóra . Wciąż zajeżdżały limuzyny. że wykorzysta on bajeczną wprost okazją do zrobienia majątku w przeciągu jednego dnia. Bali się. Ta droga pod Troję przenosiła nas myślami w epokę Homera. że Włosi. w żadnym wypadku nieprzyjaciel nie powinien tego widzieć. i od czasu do czasu. gdy się dowiedzą. wie co? A. według niego: "Nu. Pierwszy raz "Kościuszko" punktualnie wyszedł z Pireusu. pod jego opieką "Kościuszko" dotarł bez przygód pod Troję. Ewentualność spotkania się z włoskim okrętem wojennym wcale się nam nie uśmiechała. jeśli Abisyńczyk chce się żenić. Niepokoili się o nas. a Liga Narodów. Po zachodzie słońca odwaga ludzi proponujących fantastyczne sumy za fotografie wzrosła." Kapitan czarował pasażerów swoistymi opowiadaniami o Abisyńczy-kach.przebrał się za wojewodę abisyńskiego. Oficerowie na mostku i marynarze pełniący służbę byli silnie podnieceni. był najbardziej atakowany. by zobaczyć Haile Selassie . gdzie się mu życzyło . że szczęśliwie tam już dotarliśmy. ukazujące się na horyzoncie. budziło zrozumiałe zainteresowanie. że Włosi mogą nasłać na nas jeden ze swych okrętów wojennych z pobliskiego Dodekanezu w tym czasie. aż skalp wytni z rozmaitymi innymi rzeczami. Wszystkie sankcji Ligi skończyli się na tym. Kilka nocnych godzin po wyjściu z Doro minęło spokojnie. Nu.do piekła albo do nieba. W zależności od tego czy to był dobry. z samolotów Włosi polują na ludzi uzbrojonych w piki. Tutaj skończył się już wszelki niepokój. każde światło. od razu rozwiązali sprawę przyrostu naturalnego Włoch i przez kilkadziesiąt lat mieli spokój. Najmłodszy urzędnik agenta Anastazi powiedział. złocisty Helios. Nu. zanim nie otrzyma wiadomości z Biiyiikdere. Zupełnie nieznajomi ludzie obiegli natychmiast wychodzącą na ląd załogę ofiarując olbrzymie sumy za fotografię Haile Selassie zrobioną na statku.albo zabić nieprzyjaciela." Pod wpływem opowiadań kapitana "Kpściuszko" zdecydowanie stał po stronie Abisyńczyków. i cóż takiego. gdyby nasz statek stanął na starym miejscu. krótko mówiąc rasa. że: "Dzieji się tak wyłącznie wówczas. Rumunia i Jugosławia. że z nieprzyjaciółmi nie należy walczyć ani krzyczeć. Żeby ożenić się. Niezapomniane były również chwile pożegnania z urzędnikami agenta. którzy. Najbardziej bała się ich Turcja. a ich pasażerowie obserwowali nasz transatlantyk i robili zdjęcia. Napisane przez czarownika na papierku słowa trzeba zanurzyć w kawie i dać tę kawę do wypicia . niektórzy kilka takich trofeów swemu koniowi nakładajo. panie. Jeden z oficerów . Przyczyną zmiany miejsca postoju "Kościuszki" była obawa przed możliwością konfliktu pomiędzy załogą stojącego już przy dawnym pontonie "Kościuszki" dużego pasażerskiego statku włoskiego a załogą "Kościuszki". iż tuż obok nich znajduje się Haile Selassie. Coraz więcej ich było na pontonie przy trapie. kapitan dodawał. Powiedział o tym kapitanowi szczerze agent Arwanitidis. ci pobili Włochów pod Aduą i kilkadziesiąt tysięcy Włochów wziętych do niewoli zamienili na dozorców haremowych. Tego bowiem dnia ilość dostarczonego węgla obliczona przez maszynę i przez dostawców po raz pierwszy i ostatni zgadzała się od razu co do grama w chwili zakończenia bunkrowania. do którego należały również Grecja. Nikt z oferujących olbrzymie sumy nie wątpił. że będzie czuwał przy telefonie. przy którym teraz stał "Kościuszko". panie. Nu. Nu. Na co dzień Abisyńczycy są bardzo spokojni i grzeczni i mówią. znajdująca się zbyt blisko trzynastu wysp . Plac przylegający do nabrzeża. niby niechcący. gdy będziemy szli od przejścia Doro pomiędzy wyspami Edbeą i Andros.chcąc wynagrodzić tych. który uwiecznił już tylu pątników do Ziemi Świętej. Turcja bowiem należała do paktu bałkańskiego.

że tam jest napisano. Triumf Włocha był całkowity. co mają powiedzieć na ten temat. . . nu i nic więcej powiedzieć nie chciałem.przyznał zdumiony kapitan. W chwilę po zacumowaniu dobiła do trapu motorówka agenta . że jest mu niezmiernie przykro z powodu kłopotów. jeszcze raz się jej przyjrzał. wie co? A . że wszelka dyskusja w tej chwili wobec tego dowodu rzeczowego. I znów Włosi zaczęli swoje pytania.Dodekanezu należących do Włoch. mówiąc. że nie powiedziałem ja prawdy w Pireusie. . Widział teraz swoją osobę. tureckich i włoskich. wykrzykną ja wówczas. żeby im powiedzieć tylko prawda. wie co wówczas było? A. . Nu. czy nie ma? . że pismo nie czerwieniej! (epistola non erubescit . Oświadczenie to jednak przeminęło bez echa. co na niej sfotografowane? Dalsza rozmowa kapitana z dyplomatami ciekawiej została opowiedziana przez jednego z polskich urzędników. Puszczając mimo uszu wyrzuty dyplomatów polskich. Triumf Włochów był w tej chwili ich porażką. Wło'ch wyjmuji z teczki fotografia i pyta się. Jest. Podeszła łódź pilotowa. fatygując go i zabierając czas niepotrzebnie. Kapitan lubił niekiedy stawiać siebie w jednym szeregu z czołowymi osobistościami historii świata. No i mówią ja im. Jasne było. . że nie ma. jeden jak świń jaki przyczepił się do mnie. Dzięki sojuszom udało się Turcji utrzymać swą Anatolię. historyczny byłby moment.był sam kapitan.Nu. z drugiej strony . Kapitan musiał przyznać.A kto pośrodku siedzi? . że na statku jest Haile Selassie. że jest nim starszy oficer. że zna tego pana. Nu i cóż takiego. Turcy zaczęli ich uspakajać. Wkrótce kapitan znalazł się w biurze agenta wydany na pastwę dyplomatów polskich. podając liny na zakotwiczone na zatoce beczki do cu-. Włoch.Haile Selassie . czy go nie ma? Nu. zdenerwowałem się ja.Nu. pokazując kapitanowi jedną z osób na fotografii spytał. Pilot nie wniósł ze sobą żadnej sensacji na statek. przyczepili się do minie. Nu. Dyplomaci polscy nie wiedzieli. że tak. Nikt nie zabierał głosu.Nu Włosi. Dziś została już tylko po nim nazwa ZŁOTY RÓG. Nu i teraz Turcy prosić zaczęli. leżącego na biurku nie była wskazana.list się nie rumieni). czy poznaje ja te osoby. nu. pośrodku Złotego Rogu. a potem zwrócił się do kapitana. Ciszę przerwał jeden z Włochów. "Kościuszko" minął obronne mury Seraju i wszedł na złotodajne wody zatoki. Nu. co myśli o tej sytuacji. Kapitan musiał przyznać. który wziął fotografię do ręki. Włoch wyciąga gazeta "Ilustrowany Kurier Codzienny" i pokazuji. podobnie jak Grecy w Pireusie. na którą Włosi mieli niekłamaną ochotę przed uderzeniem na Abisynię. Kapitan zrozumiał. jako jedną z głównych postaci w nowym konflikcie międzynarodowym.pytał dalej Włoch. z której czerpano niegdyś złoto w postaci niezliczonych ilości tuńczyka. a ta z pewnością udzieli gościny KRÓLOWI KRÓLÓW. że na Morzu Czarnym Wfosi nie nie mieli do powiedzenia. Nu. żeby to wszystko była prawda. Kapitan rzucił okiem na fotografię i zaniemówił. który był przy tym obecny jako tłumacz. Napięcie międzynarodowe wzrastało. potem "trzeci". ."drugi". że na "Kościuszce" jest Haile Selassie. Nu. czy kapitan ją poznaje.opowiadał o tym spotkaniu potem kapitan na mostku. wasz Cycero powiedział.dyplomaci znów pożądali kapitana. jakie sprawili kapitanowi. "Historyczny moment" przedłużał się. Osobą wskazaną przez dyplomatę włoskiego . Turcy nie zdradzali ochoty wydania Haile Selassie. Mówię ja jemu. że na statku jest Haile Selassie.spytał z wyraźną satysfakcją Włoch. mowania. Włosi rozgniewali się na mnie.mówi.A ten oficer obok pana? . W nocy "Kościuszko" minął morze Marmara. Do gazety dopięte było tłumaczenie w języku włoskim. nie mógł powstrzymać się od wypowiedzenia głośno po polsku tego. Z leżącej nad morzem perłoworóżanej mgły wynurzyły się zaróżowione wschodzącym słońcem iglice minaretów i kuliste kopuły meczetów Konstantynopola. Nu. Nu. że nie mam ja Haile Selassie i nde mam żadnego pasażera do niego podobnego. Czy jest teraz na "Kościuszce" Haile Selassie. Dyplomaci polscy z niezadowoleniem patrzyli na kapitana. wie co? A. Stanęliśmy w tym samym miejscu co zawsze. Wszyscy oficerowie nawigacyjni "Kościuszki". . O świcie ukazało się miasto z baśni tysiąca i jednej nocy. "Kościuszko" szedł do Rumunii. Nie było rady. dlaczego ja chce utaić.

z szafirową tęczówką i złocistą źrenicą. Kapitan.Nu. jest o dziesięć lat starsze. Z kolei pozostali dyplomaci zaczęli kapitana przepraszać. Jednego dnia moje "studia" nad rybami głębinowymi przerwane zostały pukaniem do drzwi. Ale myliło mu się często wszystko: kolejność faktów historycznych. Jednej rzeczy należało przypilnować . tworzył na poczekaniu nowe słowa i dziwił się bardzo. Nu. Od czasu zbudowania nowych transatlantyków kompania dobrała dwóch kapitanów o podobnych nazwiskach. co stanowiło źródło nieustannych nieporozumień. Wygląd ryby całkowicie usprawiedliwiał jej nazwę: Chimera . żeby tylko porządek był! Pasażerski że -statek. przypominający węgorza. "Moment historyczny" uznano za niebyły. nie lubię ja słowa "drań". Za przykładem sławnego Beebe'a. jakie krążyły po mesach ha wszystkich statkach naszej kompanii. a płetwy kształtu skrzydeł motyla . Pozostali dyplomaci włoscy również patrzyli na niego z niedowierzaniem i zdumieniem. wyłowiona po raz pierwszy przez Norwegów z głębokości prawie dziewięciuset metrów koło Wysp Owczych. że chcą urządzić przejście równika jak można najbardziej uroczyście. W związku z tym jednego przezwano "Domejką". którą zajmowali. jeśli natychmiast nie był zrozumiany. wędrowałem myślami po jeszcze większych głębokościach w pogoni za wspaniałymi rybami głębinowymi. CHIMERA MIRABILIS Byliśmy trzecim statkiem pod polską banderą. jak gdyby ten ostatni dostał nagli pomieszania zmysłów. Nu. skrzele były zielonkawe.żeby nie przebrano miary i nie skrzywdzono tych.ale oko jej było olbrzymie. Widząc wrażenie. Nu i wiem ja nareszcie.długo łamał sobie głowę. tak nie widat"' . Leżąca na biurku fotografia jest mistrzowskim fotomontażem. których się będzie golić i chrzcić. że dziecko Haile Selassie widoczne na tej fotografii. wie co? A. porządek byt' musi! Na punkcie porządku i czystości kapitan Domejko był pedantem. Chcąc wyrównać braki z dziedziny literatury i historii polskiej .Dyplomaci polscy i tureccy patrzyli na Włocha. Statkiem naszym dowodził kapitan "Domejko". Bez długich wstępów objaśnił. drugiego "Dowejką". Tułów tej ryby. Nu. autorzy i tytuły przeczytanych książek. mogło rozpętać ulewę "wyrazów własnych" na głowy szefów działów . zanim się domyślił. że: "statek idzie wolno i dotychczas nie zobaczyliśmy latarniowca". co nie przeszkadzało. podłużne.Nu. Dbał o wygody pasażerów i dobrą ich opinię o-statku bez względu na klasę. Poza tym pływało się "ticho i spakojnie". dyplomata wyjaśnił. Kapitan Domejko.czytał wiele. Przyszedł bosman z jednym z marynarzy. ale pod warunkiem: . zamknął je takimi wnioskami: . Na nieprzewidziane przeszkody natrafiliśmy przy podziale ról. Do szkół polskich nigdy nie uczęszczali. co robić? A. zgodził się być Posejdonem i w ogóle zajął się całą imprezą. przekonałem się ja. a okrentu świetlanego jak nie widat'. Życie spędzili na morzu. Wszyscy "sprzed masztu" chcieli bez . Obaj kapitanowie pochodzili z zaboru wschodniego. kim jest nasz fotograf. Walka kapitana z własnymi brakami w zakresie wiadomości wzbudzała szacunek. Były to dwie prawdziwe "perły" w skarbcu opowiadań. iż był on stałym tematem najweselszych opowiadań.znaczy "pomysł nieprawdopodobny.starszego oficera. którym zawdzięczał swą dużą popularność. Prosili. nie mając zdolności lingwistycznych. Transatlantyk nasz chodził dotychczas północną drogą do Nowego Jorku. Najbardziej podobała mi się ryba nazwana CHIMERA MIRABILIS. Ta była w dodatku Mirabilis . Najmniejsze niezadowolenie ze strony pasażerów. Rytuał uroczystości równikowych był nam znany i nie nastręczał trudności. Cała załoga pokładowa dostała "gorączki równikowej". intendenta lub szefa kuchni. Nu. przez równik szedł po raz pierwszy. barwy brązowej. który miał wkrótce przekroczyć równik. Ryba nie była zbyt wielka . Na urządzenie ceremonii chrztu równikowego kapitan Domejko zgodził się natychmiast.miała siedemdziesiąt sześć centymetrów długości ."godna podziwu i zachwytu". krótko mówiąc . psia wełna. żebym omówił sprawę z kapitanem. który w tym okresie zanurzył się na niemal tysiącmetrową głębokość w skonstruowanej przez siebie batysferze. każdy z marynarzy chciał poznać zwyczaje związane z przejściem równika. Gdy na przykład nowy oficer pierwszy raz usłyszał na mostku wypowiedziane przez kapitana zdanie: "Ticha idim. starszego mechanika. które doszłoby do wiadomości kapitana.zimna szelma. że potęga prasy jest ogromna.fioletowoniiebieskie. wylęgły z urojenia". jakie wywarło na obecnych przeproszenie przez niego kapitana. przechodził w zakończenie podobne do bicza. kończąc po swojemu to opowiadanie.

a obrzęd chrztu będzie się toczył dalej. po wejściu na pokład założył klub esperantystów i sam prowadził wykłady. jak gdyby kara za bluźnierstwo była sprawą zwykłą i zrozumiałą. że "pan porucznik rozumie: jestem cieślą!" Cieśla miał prawie dwa metry wzrostu i muskulaturę przedpotopowego jaskiniowca. Nic przy tym nie bę/-dzie potrzebował mówić. Po uściśnięciu dłoni kapitana tryton zapowiedział przybycie Posejdona. ułożyć jakiś scenariusz. Wszyscy oczywiście ze zdumieniem przyjęli ukazanie się człowieka zza burty. W gruncie rzeczy sprawa była prosta . że będzie z Posejdonem występował jako. który nie będzie chciał poddać się ceremonii golenia i nadania mu imienia przez Posejdona. Z trytonami sytuacja się zagmatwała: okazało się.. Najsmuklejszym przydzielono role nereid. Jeden tylko przyszykował kostium trytona uszyty ze starej ceraty. Najładniejszy chłopak został Amfitrytą. Olśniła mnie myśl. Wszyscy pasa-rowie wiedzieli już.. Spytałem. Włosy żmijowato opadały mu na czoło i to jedno przypominało nieco Greka. lasso i umiał się tym lassem posługiwać. Cała ta gromada "artystów" musiała działać wspólnie.oznajmił . to sobie potrzebny kawałek wykroi. naukowiec. wielu pasażerów było świadkami tego wydarzenia. Cieśla poweselał. należało uplano-wać jakąś akcję. inaczej PORZĄDEK nakazany przez kapitana mógł być zagrożony. profesor . któray się kryją.siedział tam na wywieszonej sterlindze. golibrodą i lekarzem nie było już trudności. Zaledwie skończyła się sprawa z "kowbojem" wynikła nowa z cieślą: Diabłem nie będzie. ten "trupem padnie" u nóg Posejdona. Żeby zaś wypadło "wspaniale". Hefajstos będzie miał specjalny młot tekturowy z farbą w środku. Z miejsca. bo sam bosman nie występuje.bo jest cieślą! Musi być kimś starszym ze względu na to. Hefajstosa i całego . że wielu marynarzy przygotowało już sobie kostiumy diabłów i o trytonach nikt nie chciał słyszeć. Z astronomem. ale musi być w orszaku . gdyż nic nie potrafi. Mieliśmy przeszło siedmiuset pasażerów do Południowej Ameryki. Postanowił. w większości Ukraińców jadących do Argentyny. a my przestraszeni tym. że widowisko MUSI wypaść wspaniale. który diabły w walce porwą bezlitośnie. Oświadczył. iż Posejdon nigdy kowboja na oczy nie oglądał: "Będę kowbojem albo za burtę wyskoczę!" Trzeba się było zgodzić: będzie wyszukiwał tych. Cieślą można było pokazywać jako atletę. Zaproponowałem odegranie sceny z krnąbrnym marynarzem.wyjątku występować.kapitanem. tylko ludzi ganiać. Niestety nie można było urządzić próby generalnej. "Roztrzaska" czaszkę bluźniercy. Przywleczony przed Posejdona. __ Mówić też nic nie będę . Należało dla każdego znaleźć "funkcję". której z urzędu lub stanowiska przypada pierwsze miejsce wśród pasażerów. Posiadał strój kowboja. będzie ich łapał na lasso i dostarczał diabłom. Dzieci szalały odprowadzając na mostek monstrum ubrane w szaty z ceratowych łusek.Osobą tą był tym razem profesor Bujwid z Krakowa. Amfitryty. Jest to tak zwana po łacinie persona grata. Na statku pasażerskim w każdym rejsie znajduje się jakaś osoba. Projekt został przyjęty z dużym zapałem. innymi słowy "osoba mile widziana". Kapitan zachwycony był profesorem. marynarz zlekceważy rytualną wypowiedź nadającą mu nowe imię. W przeddzień przejścia równika zgodnie z tradycją usłyszano zzm burty głos trytona pytającego w imieniu Posejdona o banderę i nazwf okrętu.zgodnie ze zwyczajem powtarzania komend powtórzona przez odpowiedniego "artystę". co może skomplikować szybkie porozumiewanie się z nim. że na równiku zobaczą prawdziwe widowisko. muskularny olbrzym z młotem w dłoni. że ma starą bekieszę podbitą futrem. że w oceanie spędził wiele lat swego życia Hefajstos. W miarę więc możności każda rola została omówiona i .bo się pomylę! Bosman usiłował odwieść cieślę od zamiaru występowania. który miał kiedyś nieszczęście przebywać na "Dzikim Zachodzie". Dobił jednak wszystkich marynarz. przewiązany na wszelki wy-: padek liną. że to przez zazdrość. ale odświeżony garnitur. Posejdon oburzony zachowaniem się marynarza rozkaże Hefajstosowi uśmierzyć śmiałka. Trytonem nie będzie. Miał być ubrany w jakiś stary. ale cieśla odpowiedział. Marynarze pomogli trytonowi wejść na pokład. Ponieważ dzie^ je się to zawsze po zachodzie słońca. czy będzie mógł ubrać się w kawał jakiegoś futra i sporządzić sobie olbrzymi młot. Nic go nie obchodziło tłumaczenie. kowboj. bez mała osiemdziesięcioletni staruszek. że kapitan nauczy się jeszcze jednego języka. Nasi domorośli "artyści" byli zgodni co do jednego.

na "Batorym". Tymczasem wśród gotowego do wyjścia orszaku wybuchła panika. Kowboj maszerujący w jednym szeregu z Lekarzem. Ale te stanowiły * "Klejnotami" nazywano popularnie w naszej flocie trzy pierwsze polskie transatlantyki . wygięty i złocony.wybiegały daleko poza codzienność. "kolebkę" polskich nawigatorów. prywatną własność starszego marynarza Julisa. podobna siatka opinała kształtne biodra. Powitał kapitana. przed powrotem w głębiny oceanu zaszedł jeszcze" do marynarzy na pogawędkę. Zamu-strował na statek w charakterze chłopca okrętowego do prowiantu-ry. Przerazili się. że dusze marynarskie rodzące się w sztormowe noce na masztach i rejach. Jego olbrzymia zwichrzona broda wywołała szmer podziwu. Tuż przy Posejdonie kroczyła Amfitryta. który jako pierwszy statek pod bia-ło-czerwoną banderą gościł na swym pokładzie Boga Mórz . Wysłannik Posejdona pożegnał kapitana i odprowadzany przez zachwycone dzieci. czy podołają zadaniu. w zmaganiach z falami .. Wypity kubek "plamozniku" w pierwszej chwili wzdymał pierś i dławił okrzyk "ogień mam w łonie!" Potem już wszyscy mogli zgodnym chórem śpiewać: "Hej.. Na czele szedł Posejdon ze złotym trójzębem w dłoni i w misternie plecionej koronie na głowie. Wspaniała muskulatura. na której został przyjęty przez kapitana przybyłego wraz z sędziwym profesorem w otoczeniu szefów wszystkich działów.. w skąpe złociste siatki. W dalszym ciągu przemówienia oznajmił. nauczył się szoferki i ruszył do Gdyni z kilkunastu złotymi w kieszeni. Olbrzym nie potrzebował się charakteryzować. gdy dzwon okrętowy wybił osiem razy . potwornych rozmiarów młot i skrawki futra . Najmniejszy pył z lądu nie może pozostać na tym. Sytuację uratował najbardziej dziwny człowiek z załogi . Głośny szmer zmienił się w burzę oklasków na widok nereid ubranych. profesora i zebranych. który pierwszy raz równik przekroczył. wśród huraganów. "Pułaskiego" i "Kościuszkę". że od przebywania na powietrzu czuje dziwną suchość gardła.prowiantowy. Następnego dnia już na długo przed godziną"czwartą po południu tłumy pasażerów zebrane dokoła drugiej ładowni z niecierpliwością wyglądały zapowiedzianego widowiska.orszak ruszył. W jaki sposób doszedł do posiadania pastorału podczas tej uroczystości . że sprofanują odwieczny obrządek i staną się pośmiewi-skie'm. którzy porzucili marne przyjemności życia lądowego. praktykę w zawodzie nauczycielskim oraz wychowawczym. bo pastorał był kunsztownie opleciony. który właśnie z tego powodu został wybrany na małżonkę Posejdona.Hefajstos dźwigał na ramieniu olbrzymi młot tekturowy misternie podmalowany. po czym -nawiązał do przekroczenia równika przez szkolny żaglowiec "Lwów".dworu w dniu jutrzejszym o godzinie szesnastej. Nie zapomniał przy tym dodać. Wczorajszy posłaniec tryton w ostatniej chwili złapał do ręki olbrzymi pastorał i nie dał go sobie wydrzeć. Wszystkich . Kto z nich dotarł do równika. Brawom nie było końca. Fryzjerem i Astrologiem nie uraził nikogo swym widokiem. i pod tym nowym imieniem znany będzie Pose j donowi. Zostawił to wszystko. a później . dozna zaszczytu wstąpienia do bractwa dzieci Posejdona. Posejdon wzniósł trójząb nakazując ciszę. Musiał go jednak od dawna przygotowywać. Przygotowany na te ewentualności kapitan podał trytonowi butelkę rumu.są przedmiotem jego specjalnej miłości."Polonię". Wygląd Hefajstosa wywołał szepty wśród pasażerów: "Podywyś! Podywyś!" . Najlepiej jednak podobały się diabły. Miał dwa magisteria . Ale przed nadaniem imienia każdy musi być obmyty i ostrzem brzytwy oczyszczony ze wszystkich niedoskonałości życia lądowego.Posejdona. kto Polak . mgieł i gór lodowych.od Posejdona do kowboja włącznie ogarnęła wątpliwość.na bagnety!" W chwili.filozofii i matematyki. przy sterach i wiosłach. Wśród braw orszak doszedł do drugiej ładowni. Szepty "Podywyś! Podywyś!" usłyszane przez orszak Posejdona od razu podniosły ducha "artystów". . Był to niepozorny garbusek zwany powszechnie "Plamoznikiem". Najpiękniejsze w Amfitrycie były oczy. Był pierwszym prowiantowym na "Pilsudskim". podobnie jak ich siostra Amfitryta. Otrzyma nowe imię. Strome piersi kryła w złotej siatce.nie zdradził nikomu. Chcąc zobaczyć Rio de Janeiro przeszedł z "Batorego" na nasz stary "klejnot"* i teraz oto trzymał w ręku tacę z kubkami napełnionymi "plamoznikiem". Od tej chwili otaczać go będzie szczególna opieka Boga Mórz i może w przyszłości zawsze liczyć na jego pomoc. znajdując prawdziwą rozkosz w pracy na oceanach. Ludzie posiadający dusze marynarskie to ci.

"Gdy oczyszczony z niedoskonałości ziemskich marynarz stawał przed Posejdonem. a raczej przynieśli. ubili! . aż stali się centrum zainteresowania. zaprasowaną koszulę. . udogadniając Hefajstosowi uderzenie w wychyloną do przodu głowę. Mięśnie torsu olbrzyma napięły się i naraz potworny. jak gdyby od wieków nikt z orszaku nic innego nie robił. że ludzie mogli dokładnie słyszeć każde słowo. który z czerwoną od "posoki" głową. Diabły puściły ręce krnąbrnego marynarza. Hefajstos wybierał miejsce uderzenia. Gdy ubrany tylko w przepaskę z cętkowanego futra potworny olbrzym wzniósł młot. że nie dopatrzył się braku porządku. Ciała diabłów na czarno smarowały nakrochmalony i wyprasowany garnitur. tak że wyglądało jak nowe. Zerwał się również z miejsca i wzburzony do żywego zwrócił się do starszego oficera: . żelazny. że według jego obliczeń w tym właśnie momencie statek przekracza równik. Gniew wielki targnął Posejdonem. jak można tak ludzi mordować! Nu.rozległo się w tłumie Ukraińców.Nu. Obuch zrobiony z tektury wgiął się do środka. co się stanie. Bosman z przypiętą brodą. zardzewiały młot spadł na czaszkę krnąbrnego marynarza. . Hefajstosie! Niech więcej nie bluźni! Olbrzymi Hefajstos z ciężkim młotem w dłoni zaczął powoli zbliżać się do marynarza. przygotowanego uprzednio przez statkowych kaligrafów i artystów. Hefajstos grał swą rolę znakomicie. ludzie wstrzymali oddech. będzie pan odpowiadać! Toż pański dział! Nu. pod którym uczestnik chrztu miał już być teraz znany na wszystkich morzach.Podywyś. obficie zlewając wodą skierowaną z wężów do gardzieli nawiewnika.zbiegł z ładowni. zwalił się na ładownię. jeśli ta bryła żelaza spadnie na kruchą czaszkę. że czerwona farba wyleje się z młota za wcześnie. ubrany w ceraty. ryb morskich. Cisza zapanowała tak wielka. Jeśli tektura rozmiękła . wywracając białkami oczu. Rozpoczęła: się ceremonia chrztu. Diabły jeszcze bardziej wykręciły ręce marynarza. Stał on w umówionym miejscu.NU. które uraziłyby dostojnego profesora. Następnie przeciągano ogolonego przez olbrzymią rurę nawiewnika. jakby pół czaszki zostało zmiażdżone. Czerwona posoka umieszczona wewnątrz młota trysnęła wokół. kołnierzyk i krawat. by diabły nie znęcały się zbytnio nad obmywanymi. Diabły zaczęły ścigać marynarza. absolutnie i kategorycznie nie pozwalam ludzi mordować! Nu. takie barbarzyństwo to ja wypraszam! Nu. patrzeć ja na takie rzeczy nie mogę! W tej minucie proszę przerwać to mordowanie! I pobiegł szybko za profesorem. Kapitan był zadowolony. co w efekcie wyglądało tak.To barbarzyństwo! Ja na to dłużej patrzeć nie mogą! . w wytwornym ubraniu. po czym golono ich ostrzem brzytwy przeszło monolog nie mógł zawierać słów. Wszystko szło tak gładko. Krew krzepła w żyłach na myśl. Były to przeważnie nazwy narzędzi marynarskich. trzymając za ręce i nogi. "Z pianą na ustach" krnąbrny marynarz wyrzucał z siebie wyuczone przekleństwa. Efekt był tak nadspodziewanie znakomity. wystąpił z kolei Astrolog ł ogłosił.Ubili! Ubili! Ubili! . które ofiarne stewardesy wycerowały. Udawali wspaniale bezowocną gonitwę. PORZĄDEK BYT' MUSI! PASAŻERSKI ŻE STATEK! Gdy już zaproszeni goście nasycili się widokiem golonych i obmywanych. żagli. Posejdon dał znak. wyprały i wykrochmaliły. co ma nastąpić. by odegrać scenę z"opornym marynarzem. ^Olbrzymim pędzlem pieniącym się mydłem smarowano kandydatów do nowych imion. że wszyscy w orszaku chcieliśmy krzyczeć z radości.szło coraz głośniej po całym statku. Na szczęście kapitan był tak zainteresowany tym.cały uzyskany dotychczas efekt przepadnie. Uderzył trójzębem z całej siły w pokład i donośnym głosem zawołał do Hefajstosa: .Skończ z nim. takie-lunku.Gdy wszyscy zajęli przygotowane miejsca. Napięte mięśnie Hefajstosa świadczyły o potężnej wadze młota. Na wszystkich twarzach znać było przerażenie. W tej chwili zerwał się z fotela staruszek-profesor i z okrzykiem: . Głośnym rykiem odezwała się syrena okrętowa. ten dotykał go trójzębem i wymawiał imię. pilnował. . . Wówczas przywlekli go. metrowej długości. Jego rozmiary przekraczały wielkość głowy krnąbrnego marynarza. Tryton wyjmował zza ucha olbrzymie pióro i wpisywał nadane imię do Aktu Chrztu. Wtajemniczeni drżeli tylko na myśl. Oburzenie profesora zdezorientowało kapitana Domejkę.

iż rozłupie młotem koledze głowę.Panie. co o tym myśleć. co nie zostali jeszcze ochrzczeni.Słyszał pan? Kapitan kazał to wszystko natychmiast przerwać! Posejdon powstał z tronu i dał znak. że "aktorów" poniosło. Posejdon zebrał cały swój dwór i skierował się do pomieszczeń "przed masztem". który walczył z czterema diabłami.Zapanowała cisza. występując publicznie w postaci fantastycznych tworów mitologii i oto w takiej chwili posądzono ich. zmuszono do postawy klęczącej.Panie poruczniku. Ponieważ pełnił służbę w nocy. że w najbardziej interesującym momencie kapitan może dopatrzyć się nieporządku i wówczas cały efekt pójdzie na marne. wykręcając ręce. który Hefajstos zbesztany przez starszego oficera usiłował doprowadzić do porządku. Najbardziej ucieszeni byli pasażerowie. Nie chcieli już teraz pić nawet szampana ofiarowanego przez kapitana. jak mu zmiażdżono czaszkę. jak mógł pan do czegoś podobnego dopuścić? .I znów do Posejdona: . Zapalczywsi przeciskali się przez tłum wołając: .przeciągnięto go przez rurę nawiewnika. domagając się dokończenia uroczystości. Diabli. ale przyszedłem poprosić. że obudziłem. Posejdon dotknął "krnąbrnego" trójzębem i wyrzekł nowe jego imię: . szczupły o miłej i ujmującej twarzy marynarz zyskał powszechną sympatię. A teraz leży okrwawiony z wywróconymi białkami. Ale rozkaz kapitana był wyraźny. Posejdon zadrżał na myśl. Średniego wzrostu.Cieśla. Na twarzy kapitana odmalowało się zaniepokojenie. wpadli w furię. uwierzył. Powstał również "zamordowany" marynarz. że z całych sił zmagają się z krnąbrnym marynarzem. Ich napięte mięśnie grały całą gamą efektów. . "Artyści" nie dali sobie wytłumaczyć. Kto żyw. Pasażerowie chcieliby dalej przyglądać się niezwykłym obrzędom na oceanie. Starszy oficer zdenerwowany pretensjami kapitana zwrócił się do Posejdona: . którzy mu tak bardzo współczuli. Tak im było żal ładnie ubranego marynarza. Po poprzednich oznakach wesołości widok zmoczonego.poobrywać rękawy. za nic tak bestialsko zamordowanego. że ich można było posądzać o wykręcanie rąk koledze. usmarowanego i poszarpanego "nowego" garnituru odegrał pożądaną rolę. Pierwszy raz w życiu pozwolili obnażyć swe najgłębsze i najistotniejsze przywiązanie do morza.CHIMERA MIRABILIS! .Jeszcze mnie! Jeszcze tylko mnie! W pomieszczeniach na dziobie zaczęły się żale. Ci z załogi. Widział jak rwano na nim nowe ubranie. O pasażerach i profesorze nie było co nawet mówić. żeby pan porucznik mnie ochrzcił. skoro wprowadzili w błąd kapitana i starszego oficera. by zakończyć obrzęd chrztu. Trzymanego w powietrzu krnąbrnego marynarza Fryzjer namydlił i ogolił. siedząc tuż przed leżącym "trupem". musiał się kłaść wcześnie. Zresztą widział sam.. Przyglądano się teraz nierównym zmaganiom i wszyscy naturalnie byli po stronie tego jednego. który przed chwilą żył jeszcze. Był to jedyny tekst trzykrotnie sprawdzony przez Posejdona . "krnąbrny" wygłosił mo. za przykładem cieśli. Nawiasem mówiąc ta zdolność przewracania białek zdecydowała o powierzeniu trudnej roli właśnie temu.Bis! Bis! A "krnąbrny" marynarz kłaniał się. jak można tak ludzi mordować? . Czyjaś ręka zapaliła światło. W momencie gdy tryton wpisywał imię. Pokazywano sobie palcami tajemniczy młot. uśmiechając się do wszystkich. Nie pomogło żadne szarpanie się . Z trudem udało się zgodnie z uprzednią instrukcja . że przepłynąłem równik. chwytając długo już próżnujące za uchem pióro. by przed wachtą się wyspać. nadał imię i zaświadczył. przepraszam bardzo.powtórzył tryton. Zerwała się nowa burza oklasków.A potem od razu do cieśli: .. Zbiegły się diabły i nereidy. poszarpany strzęp człowieka. że są zdolni do znęcania się i zamordowania kolegi. dziękując za uznanie dla swego talentu. Naraz wśród głębokiego snu ktoś zapukał do kabiny. Diabły udawały. że można go było posądzić o to. bił brawa.Chimera Mirabilis! . Pośrodku kabiny stał steward: . Mógł się chłopak rozgniewać. też poczuli się urażeni. Udręki Posejdona nie skończyły się na tym. że to był najwspanialszy ich sukces. od zerowej do czwartej. Ponieważ nie był wtajemniczony. Krzyczeli teraz głośno: . a nie innemu marynarzowi. Tak "oczyszczonego" przyniesiono przed Posejdona i.< Z kolei starszy oficer nie wiedział.: nolog. Ale cieśla zaczął wyrażać swe oburzenie. Więcej liczyliśmy na efekt wywrócenia oczu niż na uderzenie cieśli.

tylko w nocy? Przecież ja idę o dwunastej na wachtę! .. a starszego mechanika do samego władcy podziemnego państwa. W drugiej części podróży zainteresował się on również i rybami głębinowymi. co brali udział . Nu. że nie potrzebuje' już się więcej pocić w maszynie przy oliwieniu rytmicznie tańczących tłoków. Nawet pióro przyniosłem. że w innych kompaniach okrętowych z okazji przejścia równika wydaje się pasażerom śliczne dyplomy. Kabina pełna ludzi.zaszczyt przynosi. Dzięki wstawiennictwu drugiego mechanika jest już wolny po wszystkie czasy od huku maszyn i ciężaru drabiny hierarchii służbowej. Żeby pan porucznik nie szukał. zapala się światło. ale dziwne odgłosy nie ustają. Bardziej przedsiębiorczy pasażerowie zaczęli starać się o dyplomy na własną rękę. dzisiaj. to ja tak się teraz będę nazywał? Co to jest? .. W myślach porównywał kotłownię do krainy Hadesa. Staruszek przywitał się bardzo serdecznie. Ale było to tak świetnie odegrane. Dla pasażerów. że wszystkim tym. MILIONER *3ar na rufie transatlantyka w dwa dni po wyjściu z Rio de Janeiro stale był pełen ludzi wolnych od służby. że Posejdon się budzi. O. teraz tylko mam wolne.W dzień to ja jestem zajęty. Siedząc w wygodnym klubowym fotelu. po zamknięciu których w kotłowni następował groźny mrok. Wszyscy żyjący a należący do załogi transatlantyka musieli wypić szklaneczkę wina z asystentem maszynowym. naturalnie za odpowiednim wynagrodzeniem. ale prosimy o wydanie dyplomów".Człowieku. Wyraźnde zdenerwowana ryba bije mocno płetwami. Znalazł profesora na leżaku.. z widokiem przez otwarte drzwi baru na zamglonoszafirową taflą oceanu pomiędzy zwrotnikami Koziorożca i Raka. Panie poruczniku. niech pan napisze. . z prośbą o zwolnienie go od obowiązku służby.Dlaczego pan nie przyszedł w dzień. Świat mu się odmienił. by mnie pan kazał ogolić lub obmyć. Aż tu któryś z pasażerów wspomniał.Nu. pomimo mojego tak niefortunnego zachowania się podczas ceremonii i wynikłych stąd nieporozumień. dopóki wszyscy spośród załogi nie otrzymali pożądanych zaświadczeń. gdzie stał dotychczas na najniższym szczeblu. to mi wypisali taki sam dokument. Życie słało się do stóp różami. Przeważała załoga maszynowa. Proszę w moim imieniu przeprosić tych wszystkich. Poprosiłem. co to jest. W kilka dni po niefortunnym przejściu równika kapitan Domejko zwrócił się do Posejdona: . korbowodów. Posejdon zwalił się na podusztoi i nie słyszał już podziękowań. Piąciu stewardów. który uważał za swój obowiązek ugościć każdego z zaproszonych według najwymyślniejszego życzenia i posiadanych na statku zapasów. których moje podejrzenia skrzywdziły i wyrazić im uznanie za doskonałą grę.Panie drogi. Steward po przeczytaniu zapytał: . zaglądać w rozżarzone paszcze otwartych palenisk. profesor koniecznie chce pana widzieć. Nu. Ostatnie kolce z róż usunął pismem do starszego mechanika. to jest ryba latająca. rozkoszował się myślą. Wprawdzie przeniesione z sennych miraży w rzeczywistość przypominają raczej prozaiczne pukanie niż plusk wody roztrącanej płetwami tajemniczej Chimera Mirabilis. Dopiero godzina dziewiąta. Śniła mu się wspaniała ryba Chimera Mirabilis o fioletowotiiebieskich płetwach podobnych do skrzydeł motyla. . Dlaczego nie wydaje się ich na tym statku? Udała się delegacja do intendenta: "Niech będzie za opłatą. Posejdon wziął pióro.My do pana porucznika. że myśmy przepłynęli równik. profesor będzi bardzo zadowolony.Kto tam? Drzwi się otwierają. wie co? Nu. to na całym świecie będą wiedzieli.Panie poruczniku. po czym powiedział: . I znów wieczorami zjawiali się w kabinie Posejdona stewardzi z zaświadczeniami do podpisu. napisał "Exocoetus Spilopus" i podpisał. którą pełnić będą ochoczo za niego koledzy. jaki pan podpisywał pokładowym. Plusk wody jest tak natarczywy i głośny. Najbardziej podobała mu się CHIMERA MIRABILIS. . na pokładzie szalupowym. I tak już było co wieczór. żeby pan porucznik zaświadczył. W Buenos Aires pożegnaliśmy profesora. włazić w pomieszczenia dla bunkru. ale bardzo prosiłbym o tekst pańskiego przemówienia. tutaj. Będzie to dla mnie miłą pamiątką przekroczenia równika. W państwie jego blask słońca zastępowały jarzące się długie paleniska olbrzymich kotłów. mierzyć i zapisywać temperatury i ciśnienia. przenikać w czeluście kotłowni. niech pan pójdzi do niego o piątej. Ale jeśli tak napisane.. Sam fundator przeszedł już na napoje orzeźwiające. sprawdzać ilości otrzymanego węgla i za wszystko odpowiadać. nie chcę. Posejdon poszedł.

nie znane mu życie. ślepe. wydaje mu sią. nie przeczuwał.łączyło go z nim tylko "mydło". Opalacze zębów na balkonie. którzy z nim się przyjaźnili na statku. na których przeleci przez życie wśród "słońca.. wilgotne powietrze podzwrotnikowe nad oceanem. Wyobraźnia była zawsze dla niego miernikiem wartości człowieka. Prostował sią wówczas na fotelu. wydawał na mydło w Buenos Aires. czy będzie sam wóz prowadził? Zwiedzi Szwajcarię. pod którym stał się milionerem. Francję. podtrzymywała go jedynie wiara. w nowe. ile otrzymać może funtów angielskich. że roztrwonić gotów z takim trudem zdobytą fortunę. scy. namydla szorstką rękawicę i szoruje nią ciało. gdy wyszedł na "hajcerdek". zostali milionerami i mogli marzyć na jawie. teraz dopiero musieli zrozumieć swoją bezbrzeżną ciemnotę i brak wyobraźni. W ręku miał fortunę. ZŁOTY KLUCZ. Opuszczał łazienkę już jako milioner. Z głębi piersi wyrywa mu się rzężenie. którzy nigdy nie chcieli uwierzyć w jego "jasną przyszłość milionera". Ci. by się upewnić. Przebaczył nawet drugiemu mechanikowi to stałe wyznaczanie go do robót w świeżo wygaszonym kotle. że widzi na powierzchni mydła świecący punkt. Każdy z nich chciałby mieć willę na Riwierze ł nie robić w niej nic. Wielu pasażerów z kabinowej klasy nie miało takiej fortuny. tuż. Wracał wciąż myślą do tego radosnego momentu PRZEISTOCZENIA. w drugiej ręce mydło. że jednak nie śni. Kim był Zabłocki. Mówiono o nim na statku. Chodzący z wysoko zadartymi nosami i wyszczerzający zęby do słońca nawigatorzy zazdrościli mu najbardziej. Pociera mydło mocniej rękawicą i znów je ogląda. że za chwilę ziszczą się jego marzenia i spy. Po chwili nie ma już wątpliwości. Drucik wysłał mu depeszę do domu następującej treści: "Nie zawiodłem pokładanych w sobie samym nadziei. jaką ON teraz posiadał. nie miał pojęcia . twierdząc. Nawet w kabinie nie podejrzewał. W barze przyglądano mu się z zaciekawieniem. Kupi sobie willę na Riwierze Francuskiej i samochód marki. teraz nie odstępowali go ani na krok. wyśmiewali go stale.. Na jednej ręce ma rękawicę z szorstkich włókien. Widział wciąż siebie stojącego pod gorącym prysznicem w łazience.najbliżsi koledzy. W domu też wyśmiewano go i nie wierzono. Serce w nim wówczas trzepotało i wszystko w nim śpiewało: "Hosanna! Hosanna! Hosanna!" Wszedł do łazienki jako asystent maszynowy . Podczas podróży będzie pokazywał czarującym współpasażer-kom kabinę. mówiąc: "wyjdziesz jak Zabłocki na mydle". Nad tym trzeba się będzie zastanowić poważnie. Ściany tej łazienki pierwsze usłyszały jego gardłowy okrzyk wyrażający radość z baśniowej rzeczywistości. że w mydle znalazł złoty klucz. Koledzy. W chwili gdy ponownie wyciąga rękę po mydło.Zapatrzony w szafirową przestrzeń nad oceanem tracił chwilami poczucie rzeczywistości i wszystko zaczynało mu się wydawać snem. barw i kwiatów". Gdy okręcony ręcznikiem wokół bioder szedł z kabiny do łazienki. posłuszne istoty zaprzężone w kierat codzienności. ile dolarów. Od razu wybaczył wszystkim. i łazienkę mechaników z gorącym tuszem. . W kotle omdlewał ze strachu i gorąca.. Najmłodszy drucik (radiotelegrafista) i pomocnik elektryka . po skończonej służbie w maszynie. Liczył i przeliczał teraz bez przerwy. Dzisiaj o godzinie czwartej rano.on jednak chciałby. nie wiedział jeszcze o niczym. ile milionów złotych otrzyma. Wracam jako milioner". Przynosił z lądu całe paczki i krajał je pełen wiary i ufności w ogłoszenie firmy. że jest leniem i że nie chce mu się pracować. wyrabiającej to mydło. którzy mu kiedykolwiek wyrządzili w życiu jakąś krzywdę lub przykrość. gdy wszystko co zarabiał. Świecący punkt się powiększył^ Zrzuca rękawicę i paznokciami zaczyna usuwaó warstwy mydła dookoła świecącego punktu. jak go nazywał. wdychał głęboko rozgrzane. że szczęście było już tuż. ściskał sam sobie ręce lub dotykał poręczy fotela.. że znalazca złotego klucza w mydle otrzyma nagrodę w wysokości miliona pesos.wyszedł z niej jako milioner. że stanie się wkrótce milionerem i nie będzie już nigdy tej strasznej pracy wykonywał. Ludzie pozbawieni wyobraźni to niewolnicy życia. Czuł po prostu rosnące u ramion skrzydła. żeby wszy-. Czy będzie miał szofera. Triumfował w duchu nad tymi. którzy się z niego śmieli. Pierwsze strumienie ciepłej wody spłukały warstwę smarów i potu. tak jak nie robią nic na mostku. Dzisiaj wszyscy mu zazdroszczą . tę nigdy nie dającą się utrzymać w czystości arterię komunikacyjną pomiędzy kotłownią a pomieszczeniem palaczy. do uszczelniania wiecznie cieknących rurek. podobnie jak i on. którzy wyśmiewali się z niego i szydzili. Zabierze wóz tym samym statkiem i pojedzie do Argentyny jako pasażer kabinowy. znano już dokładnie historię jego szczęścia. twierdząc. w której mieszkał jako asystent maszynowy. Opowiadano ją sobie w salonach i mesach trans-atlantyka.

"Chambertin". która by natychmiast zaspokoiła jego wyobraźnię milionera. . nawet zaczął zastanawiać się serio nad założeniem kompanii okrętowej. Intendent odszukał milionera i z przykrością musiał go powiadomić. że nie wierzyli w możliwość zdobycia przez niego milionów. mający ograniczone możliwości otrzymania w morzu wina. gdzie asystent maszynowy mógł rozkoszować się swą nową pozycją w świecie. Nawet zbliżający się Dakar nie przedstawiał się tak zachwycająco. Najwięcej cieszyli się z jego szczęścia palacze. o jakich mówił ochmistrz. ten sam kawior z tych samych puszek. że uda się do Buenos Aires już innym statkiem. że uzyskał od starszego mechanika zgodę na zwolnienie go od pełnienia służby w maszynie. Zaraz też odszukał swych dwóch przyjaciół i omówił sprawę wysłania depeszy do Buenos Aires z żądaniem drobnej zaliczki w wysokości kilku tysięcy funtów. że wszyscy na statku mu zazdroszczą.. Na statku jest nawet kilka butelek "Chablis" z winnic La Moutonne i wspaniały sauterne "Chateau Yąuem". na którym spotykają go na każdym kroku szykany. Młody milioner wpadł z tego powodu w furię i oświadczył. Sprowadzony ochmistrz oświadczył asystentowi. Na kluczyku wyciśnięta była liczba sto jedenaście. Tymczasem pito z wielkim umiarem. W rozmowach z nim żałowali. wydawało mu się. tłumacząc się tropikalnym ciepłem. Inaczej ją sobie w pierwszej chwili wyobrażał.mógłby założyć własną kompanię okrętową i dać im odpowiednie stanowiska dyrektorów. Intendent wysłuchał ich z uwagą i zdecydował. i podziwiał jego wytworny i niezwykły kształt. o podróży dookoła świata. Na statku nikt nie mógł mu pożyczyć takiej sumy. Bar stał się ostatecznie miejscem. ale mowy nie ma o tym. Na pocieszenie wymienił nazwy najlepszych win. które posiadał. Ochmistrz zgodził się być nawet przewodnikiem milionera po tej. Na razie nie może być mowy o tym. gdy to usłyszeli i poszli całą sprawę przedstawić intendentowi. Taki sam złoty klucz iskrzyłby się na opasce komina. że natychmiast po przybyciu do Dakaru pieniądze zostaną zwrócone. ale pod warunkiem że nie będzie rozpijał załogi. Georges". było stanowczo za mało. Wynikało z nich. a jego miłość do ludzi i świata zupełnie tej zazdrości nie gasi. W mesie zaczął narzekać na jedzenie. Kapitan w stosunku do milionera zachował zimną rezerwę. może być pewny. W tych warunkach pragnął. "Alox Cor-ton Pommard". Jeśli jako milioner w charakterze pasażera kabinowego będzie na tym statku podróżował. Wszystkie te zakąski wzbudzają entuzjazm wśród pasażerów . Na fladze kom-panijnej umieściłby złoty klucz. Oświadczył również. Dwa dni przed Dakarem barman przedstawił intendentowi rachunki. Tyle pochłonęły poczęstunki i wypróbowanie najlepszych gatunków win francuskich. żeby wino lało się litrami. jeśli chodzi o wysokość dopuszczalnego zadłużenia asystenta maszynowego i że trzeba będzie na razie ograniczyć się do znacznie mniejszych wydatków. by podróż jak najszybciej się skończyła. te same kraby.nie znanej mu dotychczas krainie win. Koledzy poprosili do mesy ochmistrza. gdyż kredyt zostanie zamknięty. który powiedział. mówiąc że do ukończenia podróży zmuszony jest w nim widzieć wyłącznie asystenta maszynowego. że nie posiada tych milionów więcej . mające swe źródło w niskiej zazdrości. Kapitan nie zgodził się nawet na zmianę kabiny. Obaj koledzy zmartwili się bardzo. Uważał to za niesmaczny przejaw zazdrości z ich strony i wobec tego całkowicie oddał się na razie wypróbowaniu wszystkich gatunków win.milionów. kawior. Nastrój zepsuł mu drugi mechanik.Na razie kogo mógł złapać. że przepisy okrętowe dawno są przekroczone. że muszą pójść wszyscy razem do kapitana. Według nich . jak to sobie w pierwszej chwili po przeistoczeniu w milionera myślał.te same krewetki z Rio. że poleci zarezerwować mu miejsce przy stole kapitańskim. że we wszystkich barach na statku zabraknie win dzięki jego gościnności. ananasy. co by mu umożliwiło dokończenie tej aż nazbyt dokuczliwej podróży. że je to samo co pasażerowie pierwszej klasy .w mesie oficerskiej pozostają niekiedy nie tknięte kraby. Od czasu do czasu oglądał klucz szczerozłoty. Obaj jego najbliżsi koledzy zostali zaproszeni na cały miesiąc do willi na Riwierze i to tylko wyłącznie dlatego. Gdy został milionerem. otwierający mu drogę do szczęścia. W przerwach między tymi czynnościami rozmyślał o kupnie pałacu w pobliżu Warszawy. że zadłużenie asystenta maszynowego osiągnęło wartość jego sześciomiesięcznego zarobku. Wolno każdemu wypić z nim szklankę wina. jakie mogą być do jego dyspozycji natychmiast: udane roczniki "Nuits St. a nie tym. Świeżo upieczony milioner zrozumiał. jakie znajdowały się na statku. Złoty kluczyk znaleziony w mydle nosił zawieszony na łańcuszku na szyi. "Grands Echezeaux". zapraszał do baru.

zarobionych pieniędzy na bańki mydlane. Milionera znaleźli w barze. że przeszedł nad tym wypadkiem do porządku. Zobaczysz. Odpocząłeś sobie w tych "końskich szerokościach".Nie nabierzecie mnie. Wydawało się nam. że o przeszłości myśli głupiec. Powtarzam jeszcze raz.Zapewniam cię. Doszliśmy do wniosku. wyszło jak najgorzej. czy kluczyk jest złoty. Na powierzchni ukazała się srebrna plamka. co posiadam i zadepeszuję do Buenos Aires po zaliczkę. Brat. Cha! cha! cha! Nie weźmiecie mnie na kawał.Sprawdziłem przede wszystkim.wyjaśniał radiotelegrafista .powiedział "drucik". Wszyscy muszą nad nim roztoczyć opiekę i pilnować go w dzień i w nocy. Tymczasem poszła już twoja półroczna pensja. że jest posiadaczem milionów. którą chłodzili się już starożytni Rzymianie.Kluczyk jest od szkatułki mojej babki .Musimy ci powiedzieć prawdę . że to dla twego dobra. Elektryk wybiegł z baru i za chwilę wrócił z pilnikiem. gdy zostanie milionerem. iż wszystko było żartem.. Chcieliśmy dla niego jak najlepiej. Nie będą żądali zapłaty. Sączył przez słomkę grenadinę. Co mamy robić? Kapitan wcale nie był zachwycony wytworzoną sytuacją. "Milioner" zdjął z szyi łańcuch z doczepionym doń kluczem. że twoja babka posiadała kiedykolwiek w życiu szkatułki zamykane złotymi kluczami tej wielkości.Panie kapitanie . że jest na nim tylko bardzo cienka warstwa złota. Bar był pusty. Brat mój pracuje u jubilera. Porozumieliśmy się w tej sprawie z rodziną kolegi. . sądząc.ze śmiechem zawołał "milioner". . bym mając miliony wrócił do państwa Hadesa.zaczął odważnie "drucik" .koledzy. Chcecie. Kluczyk miał niezwykły kształt i doskonale nadawał się do zamierzonego celu. Z chęcią za ciebie zgodzili się pełnić służbę. Chcecie. Wypróbowałem go paroma kwasami.Drucik" i elektryk wyszli z kabiny kapitana z uczuciem konspiratorów mających wykonać wyrok śmierci na niewinnym koledze. Kłamiecie obaj jak najęci.Nie potrzebujesz depeszować do Buenos Aires. pozwolić. W Dakarze sprzedam wszystko. ale chcieliśmy cię oduczyć wydawania całej pensji na mydło w pogoni za milionami i włożyliśmy do mydła podrobiony kluczyk. Złapał pilnik i kilka razy przesunął nim po trzonie klucza. . co się stało. Skończyłem już z zawodem mechanika okrętowego ostatecznie. że nie mogliśmy. ale najwyższy czas już z tym skończyć. a starszy mechanik chce mię zagonić z powrotem do maszyny. ". Zaraz po wyjściu z Rio de Janeiro podłożyliśmy mu mydło. Wszelkie kary czy nagany za-to. bagatelizując całe wydarzenie. że gdy się dowie.. Wystarczy jeśli pilnikiem spróbujesz potrzeć swój klucz. . U babki wyprosiłem kluczyk od szylkretem wykładanej szkatułki. w którym był klucz. Myśleliśmy. a o przyszłości szaleniec. . zmęczoną już jego opowiadaniami o tym co to będzie. że jako koledzy nie możemy pozwolić na tę bezsensowną grę.Wiem dobrze. Intendent kazał zamknąć mi rachunek w barze. w której powodzenie wyraża się stosunkiem jeden do nieskończoności. Możesz się o tym przekonać natychmiast. Milioner na widok swych kolegów wyjaśnił z zasmuconym wyrazem twarzy. Jest złoty. . bym znów właził do gorącego kotła i rozwalcowywał cieknące rurki. że sam spostrzeże prędko. Obaj koledzy postanowili wykonać wyrok natychmiast w barze. że kluczyk jest srebrny. O nie. Nie jesteś milionerem. Boimy się teraz. że z powodu zamknięcia kredytu zmuszony był pożyczyć pieniądze u barmana na szklankę głupiej grenadiny. że to odkryjesz natychmiast.kolega nasz wszystkie zarobione pieniądze wydawał na mydło w Buenos Aires. iż klucz nie jest złoty i zniechęci się raz na zawsze do zamiany ciężko.nie gniewaj się na nas. wobec czego pokrycie srebrnego klucza warstwą złota nie przedstawiało już najmniejszej trudności. wyskoczy za burtę z rozpaczy. tłocząc ją z punickich owoców. a teraz trzeba nad tym wszystkim przejść spokojnie do porządku. Kazał kolegom milionera w sposób możliwie oględny powiedzieć mu o podłożeniu klucza. . Kapitan przyznawał słuszność powiedzeniu. o teraźniejszości mądry. Teraz dopiero chcecie się zabawić moim kosztem. Nie wmówisz we mnie.Kłamiesz . . Omyliliśmy się w swych obliczeniach. w tej chwili nic nie pomogą. Klucz w mydle miał być odlany ze złota. tak długo aż będą zupełnie pewni. W tej chwili głęboko wierzy. "Milioner" roześmiał się i powiedział: . wytłoczył na nim numer sto jedenasty i pokrył go cienką warstwą złota. który pracuje u jubilera. dlaczego ini o tym mówicie. byś ciężko zapracowane pieniądze zamieniał na płatki mydlane.

których częstował. trzymając się . Rio de Janeiro. Czterdziesty równoleżnik szerokości północnej zabarwił czerwonym winem wodę do picia we wszystkich jadalniach i mesach. . "Milioner" czarny od węglowego pyłu wynurza się z żałobnej czerni węgla i pracujących przy nim Murzynów. zastali go siedzącego nad olbrzymią paką mydła. podziękował skinieniem głowy barmanowi i wyszedł na pokład. nie dotykając prawie stopami srebrem mieniących się stalowych prętów (drabinek. Asystent maszynowy popatrzył na niego z pobłażliwie lekceważącym uśmiechem i powiedział: . niż 'harować jak koń w tej "Ziemi Ognistej" palenisk okrętowych. Znów Kanał Kiloński. co robią.Co ty robisz? . jak przystało na rasowego konia. Z trudem przełknął ślinę i szybko wyszedł na pokład. Będą z niego teraz wszyscy szydzili. Wielka stacja (bunkrowa.krzyknęli obaj. On jako milioner urodził się w pobliżu zwrotnika Koziorożca i ginie teraz w pobliżu zwrotnika Raka. Kąpiel w łazience. . z którego tak lubił się przyglądać jako milioner powierzchni oceanu zamkniętej pomiędzy zwrotnikami. przybrał wyraz twarzy najbardziej nielubianego przez siebie oficera pokładowego. Odrobię za wszystkich przepracowane za mnie godziny. "Milioner" ze zdumieniem dowiedział się. iGdy to posłyszał. idę do maszyny.Dobrze. "Milioner" wysączył pozostałą w szklance grenadinę i wstał. Dakar.do Buenos Aires. ale mogę jeszcze znaleźć prawdziwy". Za chwilę w koszulce z potniikiem na szyi i w spodniach nasiąkniętych smarami zjeżdżał w dół do maszyny. To był żart.Mówiąc to. "Milioner" widział we wszystkich oczach współczucie. . Na razie muszę poczekać" . Życie na statku wpadło w rytm wacht morskich. że wyskoczę za burtę. a z redy Cherbourga Francuzów i położył się na kurs wiodący na południe . że się załamał. zabrał w Kanale Kilońskim pasażerów z Danii i Niemiec. Obaj koledzy w milczeniu czekali na nowy wybuch buntu lub gniewu. Wieść dotarła do ciemnych zakamarków kotłowni. Sześć pensji swoich puścił już na oblewanie z załogą milionów". Woli umrzeć jak koń. Według innej wersji. Na razie nie da po sobie poznać. Gdy po powrocie asystenta maszynowego z ląldu w Buenos Aires koledzy wpadli do jego kabiny. . Z orzeźwiającą wodą spłynęła nań orzeźwiająca myśl: "Ten kluczyk był podłożony przez kolegów. Gdynia.Asystent maszynowy usiadł z wrażenia na fotelu. . w której przeistoczył się w milionera. Skończy ze sobą w nocy. który nie wytrzymał podróży w-tych szerokościach. Szukam prawdziwego złotego klucza. wyszukiwała w ciemności czarne postacie palaczy i trymerów i szeptała każdemu do ucha: "Asystent maszynowy nie wygrał miliona ipesos. tego z nosem wzniesionym najwyżej i opalającego zęby w słońcu. Nareszcie koniec bunkrowania. Nie czekając na kolegów. Według wersji tych nawigatorów z balkonu dawni żeglarze musieli tutaj harować jak konie z powodu zmiennych wiatrów i konieczności ciągłego łapania ich przez obracanie rei dookoła masztu. że nie posiada ani jednego . Montevideo. BUENOS AIRES. że go śledzą.wyszeptał elektryk.poręczy tylko rękami. Uważać na asystenta. Dakar. noszącej tutaj nazwę "KOŃSKICH SZEROKOŚCI". Zginie.Widzicie. ransatlantyk wyszedł z Gdyni. Santos. MILIONER KOŃSKICH SZEROKOŚCI. którego znaczna część już była pokrojona na płatki. Wszystkie rozliczenia załogowe musiały ibyć sprawdzone w Kanale Kilońskim. Mechanicy okrętowi roją się przy tej czynności jak pszczoły i tną niemiłosiernie wszystkich dookoła. W miarę iposuwania się na południe stawało się coraz cieplej i spokojniej.myślał. On MILIONER KOŃSKICH SZEROKOŚCI. by nie zrobił sobie czego złego. Okrętowy telegraf bez drutu rozniósł natychmiast po całym statku wiadomość o tragedii "milionera". Transatlantyk zaopatruje się tutaj w węgiel na dalszą ipoidróż.Oszalałeś . W tej samej. "drucik" i elektryk.Cóż TY możesz na ten temat powiedzieć? TY. a ocean upodobniał się do szafirowolustrzanej tafli. Czuł. "Przewidują słusznie. Wszystko zostało spłacone przez tych. miały tu ginąć konie przewożone z jednej półkuli na drugą. Znajdę stosowną chwilę. który nigdy w życiu nie byłeś milionerem? KAZIO J. W 'domu depeszy nie otrzymano.grosza długu. Czynność tę nazywano tarasowaniem. nad którą ukazywały się co chwila gromady latających ryb. ścisnęło go coś lekko za gardło. Rio Grandę do Sul. Właśnie pomiędzy zwrotnikami. .

były oszklone nadbudówki zasłaniające oficerów od deszczu i wiatru. szukali po wszystkich zakamarkach statku trzyletniego chłopczyka ubranego w marynarski mundurek. a potem i pasażerowie. na północnym Atlantyku gorący bulion podawany z "wytwornościa-mi" z francuskiego ciasta krzepił oficerów naprawdę. Personel hotelowy.przystojnych i zgrabnych. Stewardesy bolały nad tym i drżały na myśl o inspekcji. Obaj szybko porozumieli się ze sobą i wpadli po prostu w hazard w dogadzaniu pasażerom. Oczywiście przyczyniało to niemało kłopotów przy zaopatrywaniu statku 1 przyrządzaniu iposiłków. gdyż zadowoleni z podróży woleli ją odbywać na polskim transatlantyku aniżeli na statkach rodzimych armatorów. Najwięcej jednak. co lubi". jedno z nich było koloru bursztynu. zjawiło się naraz w salonach i na pokładzie. że dziecięciu nic nie jest. a drugie . nauczył się rozwiązywać wszelkie trudności z tej dziedziny 'bez słowników. z obydwu stron. piętnaście minut po godzinie szesnastej zjawiła się na mostku podczas wachty starszego oficera. tworząc na . Chłopiec podszedł do starszego oficera. figurynka w postaci malutkiego marynarza w długich marynarskich spodniach i bluzie z kołnierzem. ale i one często okazywały się bezsilne. Jeszcze szybciej dawał sobie radę z trudnościami życiowymi. Pod oknem wychodzącym na dziób statku wisiał opuszczony duży stół z mahoniowych desek. przy przechodzeniu cieśnin. Ja też mam dwoje dieti i wiem. że starszy oficer natychmiast podniósł stół do góry i usadowił na nim chłopca. W tym pamiętnym dniu. stewardom i lekarzowi okrętowemu.Jestem Kazio. Z tego samego miasta co szef kuchni pochodził również szef pro-wiantury zwany Plamoznikiem. Żywy udział brała w nim rodzina duńska złożona z matki. Miały one wylatywać z wody. Czy mogę popatrzeć przez okno? Na mostku. Pani dziecko też jeść potrzebuje. Niekiedy (przychodziły im z pomocą tropikalne upały. ojca i dwóch córek . Agencje konkurencyjnych linii okrętowych pomawiały nas 0 rozrzutne prowadzenie kuchni. rozkładało się niekiedy mapy. Kapitan całe swoje życie spędził na morzu. osiemnastoletnia. zrozpaczoną matkę zaprowadziły podczas podwieczorku do salonu i przedstawiły ją i jej sprawę kapitanowi. Jedynie zimą. Niektórzy emigranci przezwyciężyli żar słońca . prawda? Matka dała się przekonać i pozostała w salonie.Nu. stosując metodę przeczekania. Były to szafirowosrebrne latające rybki.ticha czekat'. a pani ja powiem . Młodsza. ale nigdy nie "zdejmowały z twarzy" uprzejmego uśmiechu. na którym. . a dziecko jak jeść zechce. Od godziny "szalało" już poszukiwanie. . ile dla "skrócenia czasu". Właśnie ukazała się ich cała eskadra.chabru w zbożu. obie Dunki wyruszyły jednak na poszukiwania. z tego młodość w ekspedycjach polarnych. przyciągała ich domowa atmosfera panująca na transatlantyku we wszystkich trzech klasach. Chłopczyk przylgnął noskiem do szyby i czekał na ukazanie się obiecanych przez oficera srebrnych aeroplaników.poczekaniu nowe słowa. dał nawet swoje nazwisko jednej z bardzo wielu nowo odkrytych wysepek podbiegunowych. Pani wypiji kawy i chętnie pośmieji się z nami. Wielu emigrantów cały okres podróży statkiem uważało za normalną podróż końmi i nie dało się nakłonić do zdjęcia na noc olbrzymich butów z cholewami wyczyszczonymi smarem i spało w nich na śnieżnobiałej pościeli. szurgnął nóżką i przedstawił się: .Po każdej podróży do Południowej Ameryki zwiększała się liczba pasażerów-cudzoziemców. A? Nu. tak jak gdyby przed chwilą zostali zaokrętowani. którym ipoczątkowo koja wydawała się najmilszym miejscem na statku. Pewnego takiego słonecznego dnia o godzinie piątej po południu jetl-na z pasażerek kabinowych zgubiła gdzieś synka. Teraz w swoisty sposób wyraził matce przekonanie. zwracała na siebie uwagę oczami. według opinii samych pasażerów. Dotychczas byli znani wyłącznie stewardesom. co mówię. Kazio był tak ujmujący i wytworny.przetrwali całą podróż w butach. Mając do czynienia z wieloma językami. to i przyjdzi. której dewizą było hasło jej szefa: "Jeśli chcemy mieć pasażerów to każdemu dajmy. Po przejściu 'burzliwej Zatoki Biskajskiej wielu pasażerów. Dunki energicznie zabrały się do poszukiwań. Przeważnie jednak stoły te służyły do ustawiania posiłków przynoszonych dla oficerów wachtowych w morzu. przy czym kawę i ciasta przynosiło się nie tyle dla posilenia się.

ale chłopczyk troszkę się nudził w towarzystwie zajętej sobą pary. jednym słowem wszędzie.Może pan wspólnie z panią odprowadzi Kazia do matki .i zginął. Kazio natychmiast zwrócił jego uwagę na siebie. że statek po przyjściu do Buenos Aires nie będzie miał ani jednego gwoździa w magazynach bosmańskich. Kiedy Kazio się o tym dowiedział. Czuwać mieli nad nim "szósty" i Dunka (miss Athellia). który przyniósł na mostek kawę i ciastka. Rozmowę tę przerwał steward. iż wieczorem będzie kino na pokładzie. w jaki sposób statek płynie. pełniącego służbę razem ze starszym. . Matka jest zrozpaczona.odpowiedział z przekonaniem Kazio. Na szczęście zreperowano aparat filmowy i ogłoszono.MAMUSIA ZAWSZE WIE.A czy mamusia wie. płacz. . Odkryła hobby Kazia. aby mogli zdążyć ci. Dunka natychmiast powiedziała o tym kapitanowi. Najmłodsza Dunka okazała się jednak nieoceniona i tym razem. Dunka. pokazując jej Kazia przy sterze.wyjaśniła . .wbijanie gwoździ młotkiem. że "MAMUSIA ZAWSZE WIE. Kazio od'rana do zachodu słońca niezmordowanie wbijał do kloca największe gwoździe. Film miał się rozpocząć o godzinie ósmej1 piętnaście. że dzisiaj po raz pierwszy wyszedł z mamusią na pokład. . najmniejszy aeroplanik". i że oboje chorowali. nazwaną tak dzięki wielkiej popularności syna. "Cudowne" odnalezienie się chłopca uczyniło go bohaterem dnia i całej podróży.we trójkę ruszyli do matki Kazia. . Do końca robra było jeszcze daleko. Starszy oficer miał uzyskać od chłopca przyrzeczenie. po zachodzie ustawał w tej pracy i nudził się. Od tej chwili chłopiec zatracił poczucie czasu i wciąż tylko czekał na latające rybki. "szósty" i Kazio . ta 0 bursztynowo-chabrowych oczach. Kazio najlepiej lubił przebywać teraz na pokładzie. w pralni okrętowej. Ten zwołał radę okrętową i polecił cieśli wyszukać duży kloc. że Kazio ma hobby równie niecodzienne jak pasjonujące . a potem prosił. aby mamusia wyzdrowiała. że Kazio wypił już szklankę mleka i zjadł dwa ciastka z kremem. a w przerwach opowiedział starszemu oficerowi.czekano na kapitana. Podczas tej lekcji zjawiła się na mostku najmłodsza Dunka. Kazio był pierwszym widzem.zaniepokoił się starszy oficer. Trójkę tę stale można było widzieć na pokładzie. na mostek przyszedł w sprawach służbowych asystent nawigacyjny. czyli matkę Kazia. który teraz steruje . wkrótce "szósty" oczarowany malcem zaczął oprowadzać go po mostku i tłumaczyć. czy nie widział gdzie małego chłopca ubranego w marynarski mundurek. a filmu nie rozpoczęto . który usiadł na ustawionych krzesłach. by mu dać do zabawy "chociaż jeden.Z kremem poproszę . co zejdą z wachty o ósmej. . .odpowiedział Kazio z czarującym uśmiechem.Kazio nie wierzył początkowo własnym oczom. że będzie wbijał gwoździe wyłącznie w przeznaczony do tego kloc. że wracają do tatusia w Argentynie i mamusia przedtem jeszcze chorowała. u starszego mechanika. Proszę również powiedzieć.Przyszedł dziś po raz pierwszy do salonu . Kazio dotrzymywał umowy. a widząc malutkiego nawigatora uprzejmie spytał. Oprócz czwartego oficera. Zaczęły się upały. na którym starali się go zawsze bawić: najmłodsza Dunka i najmłodszy oficer.O tak! To ten! . zaopatrzyć Kazia w młotek i gwoździe.zwrócił się starszy oficer do swego młodszego kolegi. gdy przed kapitanem stanął Kazio i patrzył na niego spod swych olbrzymich rzęs oczami. ale Kazio zapewnił mnie. w których widać było z trudem hamowany . w kotłowni.krzyknęła ucieszona dziewczyna. Odkryła w sposób zresztą zupełnie prosty . Kazio stopniowo podbijał serce załogi. ruszył jak błyskawica do saloniku. ale wszyscy byli przekonani.odpowiedział z uśmiechem starszy oficer. gdzie grano w brydża. szóstego oficera 1 przeprosi ją w moim imieniu za to. GDZIE JA JESTEM . Okazało się. noszący szumny tytuł "szóstego". Panienka podeszła do starszego oficera i spytała. co się stało. gdzie ty jesteś? .To na pewno ten marynarz. i że musieli jechać do Polski. . GDZIE JA JESTEM". Można go było znaleźć w kabinie kapitana. Po obejrzeniu mostku "szósty" i sternik zaczęli uczyć Kazia sterować.zapytała zwyczajnie o to KAZIAS-MAMĘ. Minęła jednak oznaczona godzina. czy nie zechce może na podwieczorek wypić mleka i zjeść parę ciastek i jakie ciastka ma przynieść.

patrząc przez zasłonę z łez. zaszczycając swą uwagą i rozmową wyłącznie barmana. Mała dama usiłowała dać znać o sobie najpierw głośną rozmową z matką. Statek szedł kontrkursem. * . Pralnia robiła co mogła. a nie do Athellii . Wielu już miało zamiar pospieszyć doń ze słowami pociechy. Cały statek wiedział już o tym. cóż takiego? Nu cóż się stało? Kazio. W podskokach podbiegła do Kazia i spytała go 2 niewinną minką: . tego pamiętnego dnia. a gdy to nie poskutkowało.Pięć stopni w prawo . ja panu mówię .Kina nie rozpoczynają. gdy tylko zjawiał się Kazio. . żeby bił blask od jego mundurów. wyr. "Szósty" odszedł zły. z lewej czerwone. Chwilowo leżała na nich samotnie złota kotwica pełna nadziei na lepszą przyszłość. Wieczorem spotkano statek. który wymówił to imię.A to masz? Obecnych w barze zaniepokoił wyraz twarzy Kazia. . Szósty" chodził wymuskany. Widać było. że wreszcie zaczęto się jej przyglądać. gdy nagle po trzecim pytaniu Kazio położył się na olbrzymiej poduszce na plecach. * Wytworni pasażerowie. że nawet któregoś dnia zaczął mówić tym językiem do kolegów w mesie. Oba statki minęły się czerwonymi światłami. Uznała się za pokonaną. 4. Kazio. że walczy ze sobą.zielone. pierwszy od wielu dni samotnej tra-wersaty oceanu. zatoczył na nim kółko.Nu. potem palce jakoś trzymali. . Przy wszystkich stolikach jak na komendę złożono karty. na olbrzymiej arabskiej poduszce (były to tak zwane "puffy". Doszło do' tego. z prawej . Obie damy należały do polskich sfer dyplomatycznych w Brazylii i jechały do Rio de Janeiro. Kazio? Nu. coś z tego będzi.wybuchnął "szósty". a tylko przewidziane dla nich miejsce na granatowych naramiennikach. Kapitan zabawiał rozmową rodzinę Duńczyków.zapewniał starszego oficera kapitan. Kazias-Mama okazała się niemniej czarująca od swego syna. czym budził zazdrość pozostałych osób.Kapitan spojrzał na niego i zawołał: .Jak śmiecie tak wymawiać JEJ IMIĘ .Do nas mówisz. którego doniosłość przepowiedział kapitan.Pięć stopni w prawo . tak zwani kabinowi. Kapitan wziął Kazia za rękę i poszli^ na pokład. jak szósty z to najmłodsze Dunko rozmawiali. Nu.Nu. wobec czego starszy oficer i starszy mechanik bawili ją na zabój. chłodząc się napojami i lodami. zostawił swój kloc nabity gwoździami i królował w barze. Kazio usadowił się koło kapitana i film się rozpoczął. wiele osób zaczęło bić brawa. pokazał mu palcem czoło.A to masz? Kazio milczał. wyszeptał: . Dziewczynka była rozpromieniona.mówiono za nim w mesie.Byle nie oszalał przed Buenos Aires . na których nie było ani jednego galonu. wydostał z majteczek widoczną różnicę między chłopcem i dziewczynką i pokazując wszystkim.podał oficer wachtowy komendę na ster. gdy w barze ukazała się wraz z matką sześcioletnia dziewczynka.powtórzył jak echo sternik.Potrafisz tak? Kazio milczał. Robiła to z takim zapałem i wdziękiem. Zapomniany Kazio siedział na poduszce i krytycznie przyglądał sią rywalce. Malec siedział na podłodze. Barman wdzięczny za okazane względy wymyślał dla Kazia specjalne napoje chłodzące. Na wchodzącą do baru dziewczynkę nikt nie zwrócił uwagi. popamięta pan dzień dzisiejszy. . a potem ręce sobie podali. Z kolei podsunęła mu pod oczy zegarek-bransoletkę i znów spytała: . W odpowiedzi ten. Nu. ale zapominali o niej.' że para ta jest zakochana w sobie.aźnie było widać jego burtowe światła pozycyjne.Nu. . . Skończyła się melodia. Dziewczynka błysnęła mu przed oczami pierścioneczkiem i spytała: . . zaczęła tańczyć w takt modnej piosenki nadawanej przez rozgłośnię radiową.A to masz? Dziewczynka nie odezwała się słowem. Nu. widziałem ja. zawołał: . wyrabiane z wytłaczanej kolorowej skóry wyszywanej srebrnymi lub złotymi nićmi) i sączył aromatyczny napój przez słomkę.przywołano go do rzeczywistości. odeszła. siedzieli po południu w barze na pokładzie szalupowym. "Szósty" czynił nieprawdopodobne postępy w języku angielskim. będzł dziś coś niezwykłego. dla wyminięcia spotkanego statku.

* Tego samego dnia starszy oficer ułożył się już wygodnie w koi i miał zamiar sięgnąć ręką do kontaktu, aby zgasić światło, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Na głośne "proszę" do kabiny wszedł "szósty". Młody oficer miał zmieniony wyraz twarzy i widać było od razu, że jest zdenerwowany. - Przepraszam, że przeszkadzam - odezwał się - -ale stała się rzecz nie cierpiąca zwłoki. Przyszedłem prosić pana na sekundanta. Starszy oficer podniósł się i oparł na łokciu. - Muszę się bić. Jest mi obojętne, czy będą to pistolety, szable, czy szpady. W Rio dostaniemy wszystko. Zgadzam sią na broń wybraną przez przeciwnika. Przyjmę wszystko. Nie mam tutaj kodeksu honorowego Boziewicza, ale sądząc ze stopnia obrazy musi być trzykrotna wymiana strzałów. Starszy oficer patrzył na niego z niedowierzaniem, wreszcie spytał: - Z kim? - Z kapitanem - odpowiedział "szósty" i szybko mówił dalej. - Przepraszam, że zapomniałem zawiadomić pana, że zaręczyłem się dzisiaj z panną Athellią Peterson. Kapitan obraził moją narzeczoną. Jeśli zechce się bić na szpady, to myślę, że najlepiej będzie zmienić je na ciężkie szable. Podobno pojedynek wówczas najszybciej się kończy. Bawić się nie mam zamiaru. Starszy oficer ze zdumieniem słuchał dramatycznych słów najmłodszego oficera. - Nie wyobrażam sobie, aby kapitan chciał obrazić umyślnie pana lub pańską narzeczoną. Nie zrozumiał pan może, co kapitan chciał powiedzieć. Może stworzył jakiś nowy polski wyraz? próbował łagodzić starszy oficer rozgoryczenie "szóstego". - O co to, to nie - gorąco zaprotestował narzeczony. - Kapitan z całą świadomością i cynizmem obraził moją narzeczoną i będzie musiał ponieść pełne konsekwencje swego czynu. Chyba że mu się uda wpierw mnie zabić - stwierdził zdeterminowany oficer. Starszy oficer w dalszym ciągu usiłował uspokoić jego rozszalałą fantazję. - Kapitan bardzo lubi pannę Athellię i pana. Nie sądzę, aby mógł mieć cokolwiek przeciwko temu narzeczeństwu. Rodzice również widzieli, jak pan asystował ich córce i nigdy nie słyszałem, by wyrażali jakąś niechęć. W jaki sposób kapitan obraził pańską narzeczoną? - W jaki sposób? Jak już wspomniałem, dzisiaj z rana zaręczyliśmy się. Wieczorem postanowiliśmy zawiadomić o tym kapitana. Uważałem to za swój obowiązek. Przed chwilą byłem właśnie u niego w kabinie i gdy mu o tym zameldowałem, kapitan tak mi odpowiedział: "Zaręczył się pan ze światłami pozycyjnymi?" Gdy tylko to usłyszałem, odwróciłem się i wyszedłem z kabiny; przyszedłem wprost do pana prosić go na sekundanta. Starszego oficera skurcz chwycił za gardło, omal nie parsknął śmiechem i aby go stłumić, opadł na poduszki. Nie chciał zostać porąbany lub zastrzelony według przepisów Boziewicza; usiłował więc przybrać surowy i pełen potępienia dla kapitana wyraz twarzy. Z trudem udało mu się odpowiedzieć, że bardzo się cieszy z zaufania i z zaszczytu, jaki go spotkał, że właśnie jemu został powierzony honor narzeczonej "szóstego"; zapewnił go, że zrobi wszystko, aby honor ten został w całości zachowany. Czując, że dłużej już nie opanuje śmiechu, dodał, że o szczegółach pomówią jutro. - Dziękuję i dobranoc - usłyszał w odpowiedzi. Za chwilę drzwi zamknęły się za "szóstym". * Następnego dnia rano odkrył się Przylądek Frio tropikalnej Brazylii. Starszy oficer i starszy mechanik natychmiast zameldowali o tym Kazias-Mamie. Ale pani odwróciła głowę od wskazanego jej kierunku i powiedziała, że nie chce nawet widzieć Brazylii z daleka. - Przyjechałam do Brazylii z mężem zaraz po ślubie. Osiedliliśmy się na zakupionej przez niego plantacji drzew pomarańczowych. Mąż jest agronomem. Zbiór zapowiadał się wspaniale. Któregoś dnia usłyszałam bicie w metalowe kotły jak na alarm. Wybiegłam na ganek. Hałas pochodził z sąsiednich farm, na których bito kijami we wszystko, co mogło wydawać głośny dźwięk. Sądziłam, że napadli nas Indianie, ale za chwilę zrozumiałam, co się dzieje, gdy ujrzałam chmurę owadów. Szarańcza. Wieczorem z plantacji obiecującej fortunę zostały kikuty drzewek. Zabraliśmy się do pracy i przekształciliśmy naszą plantację na warzywną. Pola szybko pokryły się roślinkami. Pewnego dnia, gdy z dumą przyglądałam się zieleni okrywającej pola, zauważyłam, że mam przed sobą jak gdyby posuwający się dywan. Zielony kobierzec defilował przede mną. Zbiegłam ze schodów i przekonałam się, że to nie było złudzenie. Miliony wędrownych mrówek. Szły

zwartymi szeregami, a każda dźwigała nad głową strzęp uciętego liścia. Następnego' dnia znów mieliśmy przed oknami szare pola, bez śladu, że coś kiedyś na nich rosło. Sprzedaliśmy tę plantację i przenieśliśmy się bardziej na południe, w okolice lesiste i założyliśmy tam plantację kukurydzy. Za kilka dni mieliśmy rozpocząć zbiór tak urodzajny, jakiego nawet nie przewidywaliśmy. I znów spostrzegliśmy, że plantacja" przestała istnieć. Jakieś postacie wynosiły plony do lasu. Pobiegliśmy szybko, by przeszkodzić rabunkowi. Niestety niczego nie udało sią uratować. Rabusiami było olbrzymie stado małp, które wyniosło naszą kukurydzę w niedostępną dla człowieka dżunglę. Znów zostaliśmy bez nadziei zarobku, do tego dołączyło się zmiękczenie moich kości wskutek braku wapnia w wodzie. Kazano mi natychmiast wyjechać do Polski. Zabrałam Kazia. Mąż sprzedał plantację i wyjechał do Argentyny. Mamy teraz plantację bawełny. Maż przyjedzie po nas do Buenos Aires. Słuchając opowiadania Kazias-Mamy, starszy oficer zapomniał zupełnie, że "szósty" powierzył mu honor narzeczonej i że ma natychmiast ustalić w jego imieniu datę pojedynku, wybrać broń i uzgodnić miejsce i czas. Kapitan przygotowywał właśnie dokumenty dla władz portowych w Rio, kiedy wszedł do kabiny starszy oficer. - Nu, wie pan co? - odezwał się ucieszony z jego widoku kapitan. - Nu, chętnie się wczoraj uśmiałem w barze. Nu taki malutki chłopiec, nu, a tak doskonale zna kobiety. Dziewczyna od razu zaniemówiła. Nu, żeby mnie tak dokuczyła, ja bym nie domyślił się tak zrobić. Nu, taki malutki chłopiec, a taki mondry. Kazio. A? Nu, pomyśli pan sam? - Panie kapitanie, przychodzę oficjalnie, jako sekundant, żądać w imieniu szóstego oficera satysfakcji za obrazę jego narzeczonej, panny Athellii. Wczoraj wieczór, w obecności jej narzeczonego, porównał pan jej bursztynowo-chabrowe oczy do świateł pozycyjnych statku. Słuchając tego wczoraj wieczorem o mało sam nie umarłem ze śmiechu, ale dzisiaj pan kapitan ma wybrać rodzaj broni, od jakiego zechce pan sam umrzeć lub zabić rytualnie "szóstego". __Nu, widzi. Nu, ja od razu powiedziałem, że z tego coś będzi. Jak tylko zobaczyłem, że sobie ręce podali. Nu, wie co? Nu, jak przyszedł i zameldował, że zaręczył się, nu, i powiedziałem ja prawda, że ze światłami pozycyjnymi si zaręczył. Nu, odwrócił się natychmiast i wyszedł. Nu, nie myślałem, że jemu to si nie spodoba. Mówi pan, że obrażony? Starszy oficer opowiedział mu cały przebieg rozmowy, jaki miał miejsce w kabinie. - Nu, tak co z nim teraz robić? A? Nu, pan jego lepiej znasz za mnie. Po krótkiej naradzie uchwalili, że ponieważ nikt tego nie słyszał oprócz narzeczonego, to "szósty" musi zadowolić się oświadczeniem kapitana, że ten nie miał intencji obrażania panny Athellii. Gdy starszy oficer wszedł z "szóstym" do kabiny kapitana, ten zapomniał zupełnie o tym, że ma przemawiać oficjalnie według kodeksu Boziewicza. - Nu, jak mógł sobie nawet pomyślić, że ja chciałem obrazić dziewczyna, która ma takie oczy ładne, na które nie znudzi się nigdy patrzeć? Nu, wie co? Nu, to troszeczku niedobrze, że tak myślał. Nu, cóż takiego. Nu, tak wszystko dobrze. A? Zadowolony? Nu? "Szósty" przygotowany przez starszego oficera opisem boleści i wyrzutów sumienia kapitana bolał teraz nad tym, że chciał go niewinnie zamordować. Nie słyszał już prawie tego, co mówił kapitan i sam zaczął przepraszać, że zwątpił w jego najlepsze intencje, o których jego narzeczona jest głęboko przekonana. Sprawę uznano za niebyłą. * Począwszy od Rio de Janeiro w każdym z portów żegnano kogoś z pasażerów. W przeddzień przybycia do Rio Grandę do Sul, w którym miała wysiąść narzeczona "szóstego" z rodziną, statek szedł po stosunkowo płytkich wodach przybrzeżnych. Znów było ciche i słoneczne popołudnie. W salonie podano herbatę. Kazio zabierał się do swych ulubionych ciastek z kremem, gdy nadeszła niespodziewanie zupełnie martwa fala i odbita od dna - przechyliła nagle statek, jak podczas największego sztormu. Cała zastawa stołowa runęła na podłogę salonu. Brzęk spadających filiżanek, półmisków z ciastkami i łyżeczek wywarł widać na Kaziu silne wrażenie. Wiedział on dobrze, że za wszystko co się dzieje na statku, odpowiedzialny jest kapitan. Szybko zsunął się ze swego krzesła, pobiegł do stolika kapitana, wdrapał się na krzesło obok i patrząc swymi rozszerzonymi z przejęcia oczami, powiedział bijąc jednocześnie piąstką w stół: - Nie zgadzam się z takim podawaniem podwieczorków. Uspokoił się dopiero na kolanach kapitana, który bardzo się przed nim tłumaczył, dlaczego tak się stało.

Po wyjściu z Rio Grandę do Sul wszyscy patrzyli ze współczuciem na "szóstego", ale najbardziej szczere i serdeczne spojrzenia nie mogły mu zastąpić dziewczyny o bursztynowo-chabrowych oczach. W Buenos Aires Kazias-Mama otrzymała od męża depeszę, że przybędzie po nią dopiero za tydzień, wobec czego intendent wystarał się dla niej o pokój w hotelu, a załoga mogła jeszcze odwiedzać Kazia do momentu wyjścia w drogę powrotną do kraju. Właściciel hotelu, w którym zamieszkał Kazio, twierdził, że nie wi-•dział jeszcze tylu osób przychodzących odwiedzić jednego małego chłopca. Kazio otrzymał taką ilość prezentów, że mógł założyć sklep z zabawkami i słodyczami. Gospodarz na widok przybyłych z podarunkami, wymawiał na przemian •tylko dwa słowa: fantdstico, extraordi-nario. Fantastyczny, nadzwyczajny. W przeddzień wyjścia transatlantyka w podróż do Europy zjawili się w hotelu starszy oficer i starszy mechanik- z zabawkami dla Kazia, a z kwiatami i biletami dla Kazias-Mamy na wspaniały balet fosforyzujących postaci. Miał to być jej ostatni wypad w "cywilizację" przed przeniesieniem się między Indian i bawełnę. Kazia miała pilnować w hotelu pokojówka. Limuzyna dowiozła przed gmach opery Kazias-Mamę i jej dwóch wielbicieli. Balet w pierwszej chwili zrobił wrażenie olbrzymiego seansu spirytystycznego. Na scenie i widowni zapanowała niemal absolutna ciemność i dopiero po chwili, kiedy oczy oswoiły się z mrokiem, można było rozpoznać ledwie widoczne kontury dekoracji, a wśród nich fosforyzujące postacie. Gdy na scenie rozpoczęło się na dobre szaleństwo fosforyzujących postaci, Kazias-Mama wyszeptała do swych sąsiadów: - Wracamy. Jestem niespokojna o Kazia. Za chwilę znaleźli się na miejscu. Cała ulica była zatłoczona ludźmi, a przed hotelem stała długa drabina straży pożarnej. Z trudem przecisnęli się przez tłum do hallu. Na widok Kazdas-Mamy właściciel hotelu z okrzykiem "Senora/ Senora!" rozpoczął swą opowieść o wypadkach, jakie miały miejsce podczas jej nieobecności. Z szybko wypowiadanych słów i gwałtownej gestykulacji można było się domyślić, że pokojówka widząc śpiącego Kazia, wyszła na korytarz i zamknęła drzwi na klucz. Kazio obudził się i wyruszył na poszukiwanie mamy, a że drzwi były zamknięte - wyszedł oknem na gzyms i stojąc nad ulicą wołał z góry: MAMA! Przechodnie natychmiast zorganizowali na ulicy zabezpieczenie, gdyby chłopiec zdecydował się skoczyć, i zaalarmowali straż pożarną. Kazias-Mama słuchała tego strasznego opowiadania w milczeniu, kiedy na schodach prowadzących z hallu na piętra ukazał się Kazio w koszulce i w asyście personelu hotelowego. Na widok matki uśmiechnął się i zawołał radośnie: _ MAMA! Razem z tym słowem spłynęło na cały tłum uczucie ulgi. Ludzie uśmiechali się, a wszyscy byli tego samego zdania, do którego doszła podczas podróży załoga transatlantyka, a potem właściciel hotelu: CHIQUILLO FANTASTICO. Wspaniały chłopiec... CZCICIEL SŁOŃCA I SANKILOTA Yitoria była jedynym portem na całym szlaku od Gdyni do Buenos Aires, w którym stosowano "fertoing" - postój na dwóch kotwicach, by utrzymać się w jednym miejscu wbrew zmiennym prądom o sile dochodzącej do pięciu węzłów. Postojowi towarzyszyły nieodmiennie klątwy mechaników czuwających w rozpalonej maszynowni, zawsze gotowej do manewrów, by nie dopuścić do okręcenia się dookoła siebie łańcuchów kotwicznych. Do "błogosławieństw" dołączały się życzenia oficerów nawigacyjnych gotujących się na zmianę na mostku w ukropie Espirito Santo. Załodze wydawało się, że "Kościuszko" stoi na dnie krateru wypełnionego wrzącą lawą. Wszystkie czynności w czasie gdy słońce znajdowało się blisko zenitu, odbywały się w zwolnionym tempie. Żar zmieniał mundury i bieliznę w coś, co było na granicy gorącej cieczy i czegoś niby stałego, co ledwie utrzymywało nadany uprzednio kształt. Pot przeżerał skórę, żłobił w niej bruzdy. Nie pomagał i nie uśmierzał dolegliwości puder "Be-Be", którym obficie przysypywa-liśmy odparzone miejsca. W Yitorii przestaliśmy się dziwić, że do pracy przy załadunku kawy wynajmowano w portach brazylijskich trzykrotnie więcej robotników, niż było ich potrzeba. Nim przyszliśmy po raz pierwszy do tego portu, nie mogliśmy zrozumieć nieskomplikowanego brazylijskiego sposobu tłumaczenia konieczności posiadania podczas pracy na statku potrójnej ilości ludzi. Gdy ręka drugiego oficera ani rusz nie mogła stwierdzić podpisem, że stu siedzących na pokładzie i nic nie robiących przez cały dzień atletów jest zatrudnionych przy załadunku kawy, rzecznik agenta usiłował mu to wyjaśnić zadając pytania, na które sam natychmiast odpowiadał:

Zdecydowaliśmy się umieścić ją w wolnych pomieszczeniach pasażerskich.Ach! . że zamiast potrzebnych sześćdziesięciu ludzi przyszło tylko stu osiemdziesięciu. Z biegiem czasu nazwa portu rozszerzyła się na okoliczne ziemie.Musisz ją sobie tylko sam ugotować . ociekającymi potem plecami oparli się o lśniącą białym lakierem ścianę nadbudówki rufowej.. W tę mieszaninę trzech rzek "Kościuszko" rzucał jedną kotwicę. dlaczego cztery wieki temu Vasco Fernando Coutinho nazwał to miejsce Espirito Santo. spływające potem łokcie lub stawiali wilgotne od potu pantofle na śnieżnobiałych prętach ogrodzeń pokładów.O! Co to.sam dźwięk nazwy tego portu przyprawiał całą załogę transatlantyckiego statku pasażerskiego "Kościuszko" o duszności. pasażerów podróżować miała kawa. to nie! . bezwład ciała i gorące poty.Umieram! . zaniemoże. rozpoczynanej od wyjścia z Buenos Aires. . Bez wahania podpisałby konieczność wynajęcia sześciuset.wyszeptał konający. Kilku marynarzy było świadkami niewątpliwego cudu. a sam port. . Raz zdarzyło się. jak gdyby szepcząc słowa przebaczenia odwiecznym nieprzyjaciołom.Jeśli robotnik.Co ci jest? . Zaczynało się tu gorące tchnienie Ducha Świętego . popuszczając jednocześnie łańcuch drugiej. Położył się ponownie i spokojnie oczekiwał śmierci.i to na naszym statku. Umierający ożywił się i uśmiechnął. kiedy to bosman Manowski na widok dwóch palaczy. zjawił się u niego sąsiad.unoszącego się nad ukrytym wśród gór zlewiskiem trzech rzek: Santa Maria. Wywołało to rewolucję wśród miejscowych załadowców. Widząc go dogorywającego spytał: . dopóki starczyło łańcucha rzuconej kotwicy.zawołał dobry sąsiad . podobnie jak to miało miejsce z bosmanem. Żar Vitorii roztapiał nawet wszelkie konflikty wynikające z zastarzałej niezgody pomiędzy pokładem i maszyną.jęknął konający. Crubixa i Marinbo. dzięki zwycięstwu odniesionemu w nim przez kogoś nad sobą. potem luzując jej łańcuch zmieniał swój kurs o sto kilkadziesiąt stopni i posuwał się. Po dwóch godzinach pierwszego naszego postoju w Espirito Santo drugi oficer dziwił się. .Espirito Santo . Następnie skręcał pomiędzy dwie wyspy Ilha de Bois oraz Pedra da Baleia. których nazwa okrętowa "ge-lendry" przypominała prawie że nazwę kwiatów. Ani słowem też nie reagowali.Z głodu! . tak długo aż się znalazł w połowie drogi pomiędzy obu kotwicami. oraz na przeliczanie opłacalności' całej imprezy wobec gigantycznych kosztów przeniesienia każdego worka z pokładu do kabiny w gorącym powietrzu Espirito Santo. wychodząc z piekła kotłowni zostawiali za sobą na nieskalanej czystości pokładzie ślady stóp. a czekał na nas spory ładunek kawy. Starszy oficer.powiedział sąsiad. jak palacze. gdy na wyczyszczonych do "niemożebności" relingach opierali czarne. do którego zachodził "Kościuszko" w swej podróży powrotnej do Gdyni. dźwigający sześćdziesięciokilowy worek kawy. czwarty oficer oraz bosman beznamiętnie patrzyli. że zastępca! A czy zastępca nie może zachorować? Może! Kto wówczas załaduje kawę? Drugi zastępca! Ta argumentacja nie przekonywała jednak "drugiego" i problem musiał rozstrzygać kapitan. Po opuszczeniu Rio de Janeiro transatlantyk dochodził niemal do dwudziestego stopnia szerokości południowej i czterdziestego stopnia długości zachodniej. Po chwili wpadł sąsiad z miską fasoli. tylko ustami poruszył.za chwilę przyniosę ci fasoli. Wtedy rzucał drugą. że do Yitorii przyszliśmy z pełnymi już prawie ładowniami. Następnie wybierał łańcuch pierwszej kotwicy. Nikt z załogi nie miał też wątpliwości. Konający usiadł na łożu i czekał na pokarm. niszcząc wielogodzinną pracę załogi pokładowej. Wielu członków załogi "Kościuszki" było świadkami analogicznego niemal wypadku .Z jakiego powodu? . którzy czarnymi. kto wówczas załaduje kawę? Naturalnie. że właśnie w tym porcie pierwotnie noszącym nazwę Espirito Santo (Duch Święty) miał miejsce wypadek z anegdoty chętnie opowiadanej w Brazylii: Gdy jeden z Brazylijczyków konał na łożu. Pół dnia stracił "Kościuszko" na komisyjne mierzenie odległości dźwigów okrętowych do miejsc w kabinach. przemianowany został na Yitoria. Świadkowie roznieśli wieść po całym statku i wówczas dopiero stało się zrozumiałe. Yitoria była ostatnim portem Ameryki Południowej. za które nie sięga już ożywczy klimat oceanu. Tak się nam . gdzie zamiast V itoria .

w jaki sposób wytrzymali w tej temperaturze kucharze oraz załoga maszynowa. żar wydłużał otaczające ją wzgórza. Leżą na targach w dużych stertach i można je nabyć za bezcen.cent fcilos. Wydawało się wówczas. Marynarska bluza Władka była mokra od potu. Statek.dzień i noc. niczym nie osłonięte słońce. który ma zamiar ładować w nocy. Władek w zwolnionym tempie udał się na poszukiwanie dyżurnego asystenta maszynowego. na którego dnie stał zakotwiczony "Kościuszko". Władek musiał wyszukać w czeluściach rozpalonej maszynowni kogoś. nadanej przez arystokrację francuską . Przyniósł "słońce" z magazynu bosmańskiego. pomalowane z zewnątrz na czarno. Władek z nieodmiennym wyrazem radości na twarzy meldował na przykład. "Drugi" uważał. jak gdyby przed chwilą wyszedł w niej spod największej tropikalnej ulewy. z zadartą głową i przymrużonymi oczami przejęty był swą funkcją starszego marynarza oraz specjalisty od bawełny i kawy. wyklarował swoje kable i spuścił je do ładowni. że tłuste krople smaru z bloku zawieszonego wysoko na bomie ładunkowym właśnie kapią na nowy. Za pożywienie służył wszystkim wyłącznie sok z pomarańcz. Światła nie było. Nic o tym nie wiedząc. snując domysły. gdy Władek zabrał się do zainstalowania dodatkowego oświetlenia w trzeciej ładowni. do gniazdka. Opierał to na podobieństwie. jak echo szyderczej niegdyś nazwy sans-culottes. który po godzinach służbowych zastępował również i elektryka okrętowego. że ma przed sobą twarz starszego marynarza Władka. Władek. Pomimo że słońce zniżyło się prawie do wierzchołków gór otaczających piekielny krater. Kiedy słońce w południe stawało nad Yitorią w zenicie. Wsunął wtyczkę. przygnany na morze opowiadaniami Londona i Conrada. że była ona kiedyś naczyniem ofiarnym czcicieli słońca z Ameryki Południowej. wewnątrz zaś białą farbą. albo zawiadamiał. ani zmierzchu. że zapomniał odseparować partie skór solonych zabieranych z Buenos Aires. napięte na obramowaniu. która to wiadomość mogła uśmiercić bardziej nerwowego oficera ładunkowego. biały mundur rozmawiającej z nim osoby. "słońca" posiadały siatki ochronne z drutu. jakim zawsze się można było orzeźwić. jakie dostrzegł pomiędzy wyrazem twarzy Władka i widzianą kiedyś u jednego z naszych konsulów wazą w kształcie głowy ludzkiej. w którym miał miejsce "analogiczny" do brazylijskiej anegdoty wypadek. Pomarańcze brazylijskie mają zielonkawe łupiny pokryte czarnymi cętkami. do którego mogli należeć wyłącznie ludzie o wadze większej lub przynajmniej równej stu kilogramom. usłłującego wyobraźnią wyczuć strumień chłodnego powietrza. w które wstawiało się bardzo silne żarówki.przynajmniej wtedy zdawało. im dłużej był na statku. Tego pamiętnego dla załogi dnia. Kadłub statku i nadbudówki nagrzewały się tak mocno. We wnętrzu każdego reflektora znajdowały się oprawki. drugi oficer polecił starszemu marynarzowi Władkowi przygotować dodatkowe "słońce" w trzeciej ładowni. Tajemnicą było dla nas na pokładzie. nawet w nocy "widzącego słońce" przez swoje zawsze przymrużone powieki. Służbę w maszynie pełnił w tym czasie asystent należący do statkowego "Klubu Sankilotów". po francusku . Espirito Santo nie uznaje ani brzasku. Zawsze uśmiechnięty.Stare Miasto. Były to metalowe półkuliste reflektory. że są one niebotycznymi górami. kto włączyłby prąd do linii. Była godzina szesnasta. Do środkst czaszy dołączony był kilkunastometrowy kabel zakończony wtyczką. by włączyć prąd. Brzmiało to "sankilo". zszedł powoli do ładowni i uchylił z lekka czaszę reflektora. gdy statek znajdował się w morzu. Nikt nigdy nie widział go rozgniewanego czy nadąsanego. tym więcej się z tego cieszył. sankiuloci. Pokłady i łodzie ratunkowe zlewane były bezustannie wodą. której oczy zdawały się wpatrywać przez przymrużone powieki w jasne. Była to miniatura paryskiego klubu o tej samej nazwie. Stary port Espirito Santo istnieje zresztą po dziś dzień i nosi nazwę Yilla Velha . Wyglądał. że utrzymanie na nich dłoni było nieprawdopodobieństwem. starszy marynarz Władek nosił przydomek "czciciela słońca". Drugi oficer. upał panował straszliwy. Oszczędzając więc siły. Po zachodzie słońca gwałtownie zapadają ciemności. "Kościuszko" był zaopatrzony na tę okoliczność w tak zwane "słońca". że Władek ma twarz "czciciela słońca". Konsul delektował się posiadaną wazą. jedynie . Nigdy nie był zmęczony. musi być do tego przygotowany jeszcze za dnia. By nie uszkodzić żarówek. Następnie z wtyczką w dłoni ruszył po trapie na pokład spacerowy do najbliższego gniazdka. na której znajdowało się gniazdko z podłączonym "słońcem". ilekroć był u konsula z wizytą. Znalazł go w maszynowni pod nawiewnikiem. patrzył na wazę i doznawał złudzenia.

Patrzącym na niego wydawało się. podniósł czaszę "słońca" i z rozpromienioną twarzą zawołał: . zszedł po trapie na przedni pokład. Jeszcze wolniej od Władka zaczął poruszać się po rozpalonych drabinach maszynowni w kierunku tablicy rozdzielczej. nie było nawet czym oddychać. Ambicją każdego z załogi było niezwracanie się do nikogo o pomoc podczas służby. sprawdzał. że coś się w nim załamało. aksamitnych.myślał. czy wtyczka jest dobrze założona. Doszedł do gniazdka.ruszył na górę. oznajmił: . ten który pełnił właśnie służbę. jaki przyjęła natychmiast twarz sankiloty. litując się nad nim. Obecni przy tej scenie współczuli asystentowi. Władek przechylił trochę reflektor i zadarł głowę do góry. Migało mu przed oczami może właśnie nie włączył jednego wyłącznika? Może jest gdzieś inna tablica rozdzielcza na tej linii? Może są dodatkowe bezpieczniki? A może Unia ma połączenie z mostkiem? "Trzeba będzie to sprawdzić" . gdzie wetknięta była w gniazdko wtyczka od "słońca". a gdy już wszystkie wyłączniki miał wyłączone i włączone ponownie . z powodu wieku bardzo bliskiego pięćdziesiątki. Gubił niekiedy ślad sprawdzanego kabla. A wszystkiemu winien ten straszny żar. że ma dla niego zajęcie: trzeba włączyć prąd do przewodów z prawej burty na pokładzie spacerowym. W pomieszczeniu. Zdawał sobie sprawę.Zawołaj elektryka! Sankilota szedł i rozmyślał.oświadczył omdlewającym z wysiłku głosem sankilota. czuł. by zwrócić się o pomoc do elektryka.Nie pali! Wzniesione jeszcze do góry ręce sankiloty opadły automatycznie. Stanął przed tablicą rozdzielczą. nie noszących nakazanych ówczesną modą. że stanie się pośmiewiskiem całego statku. ale nawet mu przez myśl nie przeszło. Uśmiechnięty. że widocznie z powodu upału nie może dać sobie rady z głupimi wyłącznikami. przez które biegły przewody. Stanął przed nią ciężko oddychając. gdzie się pomylił. Drelich palił sankilotę. który niedawno stosunkowo przyszedł na "Kościuszkę". Postanowił sprawdzić. systematycznie wyłączał i włączał wszystkie wyłączniki. Strzałki na woltomierzach oraz amperomierzach wskazywały. jeden z oficerów nawigacyjnych oraz asystent maszynowy. Sprawdził. Postał chwilę jeszcze nad ładownią i znów powędrował z powrotem do tablicy rozdzielczej. sprawdził. że nie może się uporać z takim drobiazgiem. Do "Klubu Sankilotów" na "Kościuszce" należało kilku ludzi: jeden z kucharzy. potem po trapie wszedł na pokład spacerowy i z trudem dowlókł się do miejsca. wpatrzony w asystenta jak w słońce. Ogniem piekła go obolała skóra. Sankilota nie miał już siły. badał. Po sprawdzeniu wyłączników asystent wydostał się z maszyny na "hajcerdek". krótkich. przewód prowadzący do gniazdka. palacz. Sankilota.Już! . nie był bardzo mocny w znajomości sieci elektrycznej. żeby nie zdradzić się jakąś nieznajomością fachu lub statku.proletariatowi rewolucyjnego Paryża i oznaczającej ludzi biednych. że wszędzie już ma odparzeliny. gdy się przekonał o pomyłce i zaczynał od miejsca. nachylił się nad trzecią ładownią i pomiędzy robotnikami odszukał wzrokiem Władka. sprawdził jej zamocowanie i zsunął się po trapie na przedni pokład. to ciemno. Znów zaczęło mu migać w oczach. Gdy nachylił się nad ładownią. w którym przewód wychodził na pokład spacerowy. był jedyną odpowiedzią na smutną wiadomość usłyszaną od Władka. poradził: . Kolejno. W kuchni wydało mu się.Nie pali! Cierpiący wyraz. by głośniej coś powiedzieć. Nigdzie po drodze nie było . ocierał nim strumienie potu zalewające oczy. Asystent wyprostował się i rozpoczął drogę powrotną do tablicy rozdzielczej. śledząc metr po metrze. . ujrzaf wpatrzone w siebie przymrużone oczy Władka. Sprawdził napięcie i natężenie. w którym znajdowała się tablica. Dotarł wreszcie do miejsca. że wszystko jest w porządku. że znalazł się w kipiącym kotle. Zaglądał do wszystkich pomieszczeń. koło salonu nad trzecią ładownią. Kolejno włączał. Dał tylko umowny znak rękami: wszystko w porządku. Wracał z powrotem. jeśli z takim głupstwem nie potrafi się uporać. Z powodu swej wagi asystent był prezesem "Klubu Sankilotów". Z trudem dostał się na wymarzone przez siebie miejsce na statku. czy wtyczka jest dobrze włożona. Sternik służbowy przy trapie. Władek z wniebowziętym wyrazem twarzy oznajmił asystentowi-prezesowi. W oczach robiło mu się to jasno. wyłączał. obszytych koronkami spodni (culottes). Zaopatrzony w przepisowy potnik. Władek nachylił się.

potem zdecydował się na zejście po pionowej wąskiej drabinie do trzeciej ładowni.. że drabina nie ma końca. by obejrzeć zamocowanie kabla w reflektorze. umocował w gniazdku i wspomagany nadzieją znów zsunął się na przedni pokład koło trzeciej ładowni. zbadał miejsce wprowadzenia kabla do czaszy reflektora. prawie całkowicie wypełniono bawełną. czy są w nim żarówki.Już! Władek dał znak ręką. jak daje sobie radę ze schodzeniem po drabinie przy takiej wadze ciała i takim upale. . a było ich pięć. Przesuwając kabel w ręku zszedł na przedni pokład. Wśród załogi było kilku specjalistów. Prócz tego wykorzystano pod ładunek pomieszczenia pasażerskie trzeciej klasy. gdzie znajdował się ładunek. Sankilota był już u kresu sił. Władek należał do marynarzy wyspecjalizowanych w doglądaniu ładunku podczas jego załadowywania i w okresie podróży. ponieważ nie miał sił ugotować sobie fasoli. poczynając od Buenos Aires kończąc na Rio de Janeiro. chwytania ładunków. W żarem przepojonym powietrzu umarł Brazylijczyk.zmiana sterników. W drodze powrotnej do Europy musieliśmy przejść teraz w poprzek cały Atlantyk. że nigdy nie dojdzie do ułożonych na dnie ładowni worków. wreszcie dźwignął się z trudem na nogi i powoli zaczął się wspinać po trapie na pokład spacerowy.starszy marynarz Władek z parowca "Kościuszko" . statek zaś pewność. . Jeszcze raz bardzo uważnie obejrzał wtyczkę. nasion i historii bawełny.ten odcinek drogi był dla nas swego rodzaju wypoczynkiem.żadnego bezpiecznika ani połączenia z mostkiem. których zainteresowania ładunkiem wychodziły po jakimś czasie daleko poza same wiadomości dotyczące obchodzenia się z nim na statku. Starszy marynarz Władek po zdaniu kursu swemu następcy poszedł mierzyć temperaturę w pomieszczeniach. Dwa krótkie uderzenia w dzwon okrętowy: godzina pierwsza . usiadł na jej obramowaniu. Przechylił się nad obramowaniem ładowni i zawołał do Władka ostatkiem sił: . Posiedział chwilę. Sankilota stał jakiś czas niezdecydowany. że w wymalowanym na biało wnętrzu czaszy reflektora. Przechylił "słońce" na bok i z rozjaśnioną twarzą czciciela słońca zawołał: . biorąc z magazynu zapasowe "słońce". który miał nas zaprowadzić prosto do brzegów Senegalu. z podaniem dokładnych ilości. nie było ani jednej żarówki. Nad ładownią widniało wiele zaciekawionych twarzy. Leżeliśmy już na kursie. Paliło tropikalne słońce. Patrzącym na to wszystko dech zaparło w piersiach. nie zważając na niebezpieczeństwo zwalenia się do ładowni. Sternik przy trapie znów mu poradził. do których zachodziliśmy po ładunek lub pasażerów. Wszystkie ładownie. Wreszcie znalazł się wśród podziwiających jego tuszę robotników. Wszystko w najlepszym porządku: wtyczka nowa. Wydawało mu się. kabel nowy. by zawołał elektryka. "czciciel słońca" . gdy stanął nad leżącym u jego stóp "słońcem".pozostał przy życiu. Z jednej ręki wysunęła się krawędź "słońca" i wówczas dopiero zobaczył. że ładunek zostanie odpowiednio zabezpieczony i odseparowany. Przed godziną za horyzontem zniknęła Brazylia. zapomniał sprawdzić. manewrów wyjściowych co parę dni lub co kilkanaście godzin . Ciekawiło ich wszystko. POŻAR NA ATLANTYKU Jrvio de Janeiro było ostatnim naszym portem w Ameryce Południowej. ponieważ sankilota nie miał siły go zabić.W porządku! Głowa sankiloty opadła bezwładnie na piersi. Marynarz zyskiwał na tym wolne dni. Wolniutko przełożył nogę przez obramowanie ładowni i postawił ją na klamrze. że nikt nie może walczyć z Espirito Santo. Zmyte niedawno wodą pokłady parowały jeszcze. W tym rejsie wieźliśmy wyjątkowo dużo bawełny. Asystent zdobył się jeszcze na ostatni wysiłek. Przez cały czas podróży opiekowali się ładunkiem w granicach swych możliwości. po okresie ciągłych manewrów wejściowych. aż do gatunków kawy i giełdy kawowej. Olbrzymie ciało asystenta oparło się o drabinę. Co począć? Zaczął oglądać kabel przy wtyczce. obok którego sterczał Władek. a najmniejsze uszkodzenie spostrzeżone i zameldowane. W drodze do kraju mieliśmy wyłącznie pasażerów w pierwszej i drugiej klasie . gdy ładunku nie było. robiąc najdokładniejsze szkice rozmieszczenia ładunku w ładowniach. numerów i znaków. Podniósł "słońce" i trzymając obu rękami za jego krawędzie.Nie pali! Sankilota.wobec tego pomieszczenia klas trzecich wraz z salonami i jadalniami załadowano kawą. że słyszy ten głos pomimo warkotu wind ładujących kawę. Oczyścił jej nieco zaśniedziałe kontakty. Po szeregu portów. zachwycony i wniebowzięty.. Przyglądano się. Zrobiło mu się zupełnie czarno przed oczami. od wyglądu drzew garbnikowych. Władek. I naraz jasne się stało.

Zaproponowałem. Kawa lubiła się pocić. __Idź natychmiast. nie znał załogi i miał nieco odmienne obyczaje. Więcej mogliśmy liczyć na wykrycie pożaru przez wyczucie go węchem niż termometrem. bosmana i cieśli. gdzie się dało. Dzień był bezwietrzny. O tej godzinie na górnych pokładach panowała cisza. więc wytworzyły pomiędzy nim a załogą duży i mocno "oblodzony" dystans. "Jaskółki morskie" . wraz z losem wszystkich ludzi znajdujących się na nim. okrągła marynarska czapeczka "navy-hetka" zanurzyła się w gardzieli olbrzymiego wywiewnika z pierwszej ładowni. Ale "pierwszy" tonem nie uznającym sprzeciwów oznajmił. Zapach był taki sam jak tlącej się bawełny. Oczy miał przymrużone. obecny był po raz pierwszy na naszym statku. To samo powtórzyło sią przy wywiewnikach drugiej i trzeciej ładowni. z których domyśliłem się.Starszy marynarz Władek piastował dwie specjalności: bawełna i kawa. tworzącymi na powierzchni olbrzymią złotą sieć. by nie wzbudzić podejrzenia pasażerów. skryci przed żarem stojącego niemal w zenicie słońca. w którym zaczęło się tlić. W głowicy "rekina" znajdował się otwór zaopatrzony w dwie olbrzymie "płetwy". w których z łatwością mógł się pomieścić człowiek. co w naszych warunkach należało zaliczyć raczej do teorii. Ciągła czujność i stałe sprawdzanie pomieszczeń uchroniły nas przed najstraszniejszą katastrofą. Władek wietrzył ją za pomocą "rekinów" olbrzymich. Widok ten przekreślał czas. umieszczał termometry. zawiadom pierwszego oficera . uskrzydlona ryba. kilkunastometrowej długości nawiewników w postaci rur płóciennych.Panie poruczniku. W tej samej chwili mnie również zaleciał zapach tlącej się bawełny.palić. Gdy głowy się wynurzyły. Poprzedni "pierwszy" poszedł na urlop. W tej samej chwili usłyszałem szeptem powiedziane słowa: . jaką jest pożar na morzu. Rozmieszczenie termometrów i mierzenie temperatury było specjalnością Władka. A w węszeniu Władek był niezmordowany. Nie było wypadku. o którym dawało jedynie znać bicie dzwonu okrętowego. Sytuacja stawała się poważna. Pierwszy oficer dołączył na przednim pokładzie do Władka i pozostałych i zaczęli zaglądać kolejno do pracujących wywiewników. że pójdę wyszukać miejsce. bezkresną martwą falą. jak wchodził do kabiny kapitana. . mierzył i "węszył". W tej podróży nie szliśmy w zwykłym komplecie. Czuwanie nad prawidłową pracą "rekinów" stanowiło zadanie specjalistów od ładunku z każdej wachty. Z łaski rzucił mi parę słów. pokrytą promieniami słońca. By ustrzec kawę od pocenia się. Natomiast bawełna spędzała wszystkim sen z oczu. z drugiej ładowni czuć silny zapach palącej się bawełny. Spod dziobu wyrwała się i rozpoczęła swój lot szybowcowy olbrzymia. by kawa nam się pociła. Tliła się bielizna pościelowa i materace. samotna. Pierwszy oficer zjawił się po chwili na mostku i oświadczył. Kilka razy mieliśmy ogień zaprószony w kojach przez pasażerów. Niedopałki papierosów rzucane za burtę przez pasażerów trafiały czasem w otwory wentylatorów wysuniętych przez okrągłe obramowania iluminatorów za burtę w postaci łopatek. Mogły być najlepsze. bosmana i cieślę. Widziałem. zanim wsunęły się głowy "pierwszego". iż sam zawiadomi kapitana i osobiście poszuka źródła ognia.powiedziałem. Małe słońca wprawione w spojenia złocistej przędzy hipnotyzowały migotliwym blaskiem miliardów ogni. Ale bawełna potrafi zapalić się sama. Jego biała. Wykrycie ognia możliwe jest wyłącznie za pomocą mierzenia temperatury w ładowniach. Władek dał mi znak. Tymczasem Władek postawił na nogi całą wachtę. a olbrzymie wywiewniki odprowadzały powietrze na zewnątrz. z odpowiednio ustawionymi na wiatr "płetwami". Wszyscy jednak tak się zachowywali. Po lunchu pasażerowie drzemali zwykle w ustawionych na zacienionym pokładzie spacerowym leżakach. że jego również zaleciał zapach tlącej się bawełny. lecz nie uśmiechał się. że w pierwszej ładowni też czuć zapach tlącej się bawełny. Gdy wyszedł. Na martwej powierzchni wody śledziłem widoczne dokładnie kręgi wywołane szafirową smugą wody ociekającej z jej srebrnych skrzydeł. Pierwszy oficer ponownie zniknął w kabinie kapitana. bawełna . Naturalnie starszy marynarz Władek przejęty swą specjalnością wszędzie był pierwszy. Chłopak ten z poświęceniem wciskał się w ładownie. miał wyraz twarzy człowieka dźwigającego na swej głowie cały statek. ale ponieważ były inne niż poprzednio. wtłaczała powietrze do wnętrza statku. Ciemnoszafirowa powierzchnia oceanu wzdymała się i opadała długą. Podniesiona do góry ponad nadbudówki statkowe głowica. że idzie jeszcze sprawdzić czwartą i piątą ładownię.roje uskrzydlonych ryb szybowały nad złotą siecią. Szeptał starszy marynarz Władek.

nie będzie. co się może stać z tlącą się bawełną. po paru dniach chcieli jechać z nami dookoła świata. że nic z tego.spytałem.odpowiedziałem.Powiedz mi.gorączkował się. . W tej chwili "piąty" przypomniał sobie głośno. 0 którą pomawiały nas zgodnie wszystkie linie okrętowe ubiegające się o pasażerów z Południowej Ameryki. Wizja "uszczelniania" ładowni i ewentualnej podróży przez Atlantyk z płonącą wewnątrz trzech ładowni bawełną nie była zachwycająca. co zrobi kapitan? "Piąty" już się denerwował.Każda minuta jest droga. mówiąc. a gdy przychodziło do rozstania .. . Na razie na pokładzie łodziowym zobaczyłem pierwszego oficera. jeśli pójdziemy do Dakaru. Znów uśmiechnięty. . że kapitan nie każe "dusić" ognia. Francuzi oraz kilkunastu Duńczyków. Obaj myśleliśmy o jednym: co się teraz będzie na statku działo? Pasażerów. W codziennym życiu statkowym musieli znosić bolesną dla niektórych nazwę "asystent pokładowy". czego nie robił dotychczas.to fakt. Pasażerowie po paru godzinach pobytu na naszym statku czuli się jak u siebie w domu. Jeżeli pożaru nie stłumimy. -r Przecież sam pan powiedział. puszczać do ładowni parę. co o tym wszystkim myśleć. że czuje swąd tlącej się bawełny zaoponowałem. odwrócił się na pięcie i rzucił mi przez ramię. Z pewnością zaraz zawrócimy do Rio. Popatrzył na mnie z nieopisaną wściekłością. Chciał natychmiast uszczelnić luki.nie obywało się bez łez. stojący ze mną na wachcie palił się już do akcji. . Stare nasze statki cieszyły się większą sympatią i powodzeniem niż najnowsze opływowe linie innych transatlantyków o dużej reklamie.W których ładowniach się pali? .spytałem.żachnął się. a o ile wiem . Z czym mam pójść teraz do kapitana? Naraz zjawił się Władek. zalewać je wodą. Wszyscy zapewniali.Paliła się czapka na głowie PAŃSKIEGO starszego marynarza. Tą "nieczystą konkurencją" były: polska gościnność i polska kuchnia. Ja do niego nie ' pójdę. Że Władzio miał gorącą głowę do wszystkiego . Miał wyraz twarzy gromowładcy pierwszy grom zabije tego. znajdziemy się pośrodku Atlantyku z ogarniętymi paniką pasażerami. Przeważnie Niemcy. kto się do niego zbliży. Wszyscy jadący w odwiedziny do kraju.Kapitan nigdy nie zrobi tego. jak na możliwości w tym okresie. .."Piąty oficer". . ale czapka od tego się nie zapali. jak gdybym ja osobiście cały statek podpalił. Teraz myślałem o tym. Na co czekamy? . po kilku latach pobytu w Południowej Ameryce. Pierwszy oficer zbladł z wściekłości. Niech pan sam zamelduje kapitanowi. o czym myśli. z przymrużonymi oczami patrzącymi wprost w słońce i z głową zadartą do góry. Strata dwóch czy trzech dni jest niczym wobec tego. żeśmy się palili. że wracać będą z całą pewnością tylko "nami" 1 rzeczywiście dotrzymywali słowa. odchodząc: . Jeśli zatliła się w trzech ładowniach od razu. że czapka PAŃSKIEMU starszemu marynarzowi na głowie się paliła. na którym pali się bawełna w ładowniach. co to było? . to samo mogło się stać w czwartej i piątej ładowni. Panika w takich wypadkach może się okazać stokroć gorsza niż sam pożar.Zwyczajnie . Znaleźli się na naszym statku dzięki "nieczystej konkurencji*. I zniknął za drzwiami swej kabiny. Nie wiedziałem. Kapitan nie będzie urządzał ze statku żywej pochodni na Atlantyku. Ładowaliśmy bawełnę ze wszystkimi możliwymi ostrożnościami.Jak to? . a potem wycedził: . Tytuły "piąty" oraz "szósty oficer" były przywilejem asystentów pokładowych posiadających dyplomy oficerów nawigacyjnych i mających w książeczkach żeglarskich wypisane swe tytuły. Zacząłem się zastanawiać.bawełna jeszcze mu się pod nogami nie paliła. Mimo wszystko wyszedłem na spotkanie aż do drzwi kabiny nawigacyjnej. Byle już coś robić.Mówięi. co będzie z tą naszą reklamą i jaką radość sprawi wszystkim konkurencyjnym kompaniom fakt. co należy uczynić na statku. Znając trochę dłużej kapitana "ochłodziłem" "piątego". . mieliśmy stosunkowo wielu.

to z powodu palącej się czapki starszego marynarza proszę się nie kłaść na kurs do Rio. że kapitan się zniecierpliwił. jak gdyby mu się nie wiem co stało.Prawdopodobnie od niedopałka rzuconego. Zerwałem czapkę. A dalej to pan porucznik wie.przez pasażera z górnego pokładu. .. który w ciągu tych kilku minut zmienił się w pełnego zapału dowódcę straży pożarnej .W czwartej ładowni poczuliśmy zapach tlącej się bawełny.Jak to . że coś mi pali głowę. . by zameldował.Tak myślał. że tli się bawełna w drugiej ładowni. że się moja bawełna nie pali. by opowiedzieć o pożarze na głowie starszego marynarza Władka. a jego ugaszenie pozostawił mnie. że tli się bawełna w drugiej ładowni? . panie kapitanie.No. ale teraz stwierdził. Pożar na transatlantyku trwał niecały kwadrans. . wpatrując się przymrużonymi oczami w tropikalne słońce.. . do tlącej się małej czapki na głowie marynarza. Był tak rozradowany i śmiał się tak zarażliwie. ale od czego zapaliła się czapka marynarza? . Siedział w kabinie przy biurku i wertował przepisy dotyczące pożarów na statkach. Dziękuję. gdzie przy tej pogodzie po zachodzie słońca będzie dokładna pozycja z gwiazd.Pierwszy oficer kazał zameldować. . I znów szafir i szybujące w złotych promieniach "jaskółki morskie". Gdy zszedłem ze steru.Marynarz zameldował mi. To nagłe przejście od spodziewanego niebezpieczeństwa palących się setek ton bawełny na statku z pasażerami. Wróciłem na mostek. dlatego.postawiony został. . poczułem.. Wypadek z czapką był niecodzienny. w której ładowni tli się bawełna? . drugiej i trzeciej ładowni. Cały bok "navy-hetki" był z jednej strony wypalony. "Pierwszy"' sam poszedł do wywiewnika pierwszej. . Zazwyczaj o tej godzinie na tym odcinku drogi drzemał w koi. Poszedłem do kapitana. wobec czego posłałem go. przed wejściem do salonu. do każdego z nich przed nim wsadzał swą głowę marynarz z palącą się czapką. Wznieciłem pożar w jego głowie. które spłonęły z ładunkiem bawełny. PLAMOZNIK . że w żadnej ładowni nie tli się bawełna." czuł w każdej ładowni zapach tlącej się bawełny.Ostatecznie. by zameldował o tym pierwszemu oficerowi.dziwił się kapitan. Zanim otworzyłem usta. Dopiero gdy nachyliłem się do wywiewnika piątej.przerwał mi zdumiony kapitan. Powoli przestawałem myśleć o tlącej się bawełnie w pięciu ładowniach. Nade mną na łodziowym pokładzie stali pasażerowie i widocznie ktoś zaprószył mi "fetka".Rozumiem. Na przednim pokładzie koło drugiej ładowni stał Władek w nowej bawełnianej czapce i uśmiechał się. drugiej i trzeciej. Spytałem go tylko: . że tliła się bawełniana czapka na głowie starszego marynarza i to kazał panu kapitanowi zameldować. wytłumaczenie go kapitanowi. ale na godzinę szesnastą musiała być pozycja z dwóch niejednoczesnych linii pozycyjnych ze słońca.było sprawą również niecodzienną.Nie rozumiem . że mimo woli również zacząłem się śmiać. przed wizją pożaru podsycaną zapamiętanymi historiami statków. "Pierwszy" wzniecił jeszcze większy pożar w głowie kapitana. podobnie jak i my.w głowie kapitana. a po drugie. Teraz zrozumiałem zemstę pierwszego oficera. to chwileczkę zatrzymałem się na pokładzie spacerowym. . "Piąty" też się już uspokoił i szykował do brania wysokości sekstantem. nie mogło tak szybko ułożyć się . na oceanie.. W pierwszej. Był to pierwszy dzień na oceanie po wyjściu z Rio i kapitan zamiast oddać się całkowicie swym przyzwyczajeniom aż do Dakaru .Pierwszy oficer nie może odróżnić czapki od ładowni? Skąd pierwszy oficer wiedział. że w trzech pierwszych ładowniach czuć silny zapach tlącej się bawełny.Przecież przed chwilą sam mi powiedział.. Pomimo że mieliśmy przed sobą do przebycia cały Atlantyk w strefie między zwrotnikami od Koziorożca do Raka. Widziałem.Czego się tak cieszysz? .Po pierwsze. że tli się bawełna w drugiej ładowni. kapitan wydał mi polecenie położenia się na kurs do Rio ł spytał: . że "pierwszy" jest taki zły.Ja posłałem do pierwszego oficera starszego marynarza. wobec czego "pierwszy.

oznajmił "niebieski Piotruś" podniesiony na jednym z naszych trzech transatlantyków.W roku 1777 okręty jego królewskiej mości króla Anglii zaczęły używać jako sygnału zawezwawczego niebieskiej flagi z białym kwadratem pośrodku.olbrzymi zespół wysiłków ludzkich . Załoga transatlantyka . dawno przekroczyli wiek zwany chłopięcym. dlatego że podczas pokazu bombardowanią zrzucił z samolotu bomby w publiczność zamiast w morze. Tymczasowe troski lądowe przeszły do sfery nieokreślonych rozmyślań. Twarz i głowę miał podobną do głowy Jana Chrzciciela. panie dyrektorze . atleta z areny cyrkowej. Ludzie ci od podniesienia "niebieskiego Piotrusia" rozpoczęli życie "trybików" okrętowych. którzy na nią patrzą: "Dzisiaj mój statek wychodzi w morze". gdy wyciągnięta zostanie na pokład ostatnia lina łącząca statek z nabrzeżem. W początkowym okresie pracy naszych liniowców właściwymi ludźmi na właściwych stanowiskach byli tylko oficerowie nawigacyjni i maszynowi. po ujrzeniu dyrektora znikł natychmiast. Roi4* palacza w czeluściach kotłowni transatlantyka przyjął na siebie były ogrodnik papieski. Widzi go po raz pierwszy.grał teraz przebrany w białą kurtkę rolę stewarda.Jest mi»to zupełnie obojętne. Dyrektor przygląda się garbuskowi. by zawiadomić o inspekcji szefa prowiantury. Przed przybyciem na statek pasażerów odbyła się ostatnia inspekcja dyrektora biura portowego linii. którą zawody życiowe wtłoczyły w ten nie znany dotychczas dla niej mechanizm. panie dyrektorze. W okresie wojen pomiędzy Anglią i Francją czekające na wojskową eskortę statki handlowe nie przyjmowały na swój pokład pasażerów tak długo. jak można było od razu zauważyć. Garbusek uśmiecha się. przez lśniące niklem "uzbrojenie" kuchni i dotarł do prowiantury.Przyszliście pewnie na statek. szpakowatego pana o miłym uśmiechu i znakomitym poczuciu humoru. jak sen sprzed kilku nocy. W ciągu ćwierćwiecza od momentu ukazania się jej na maszcie przybrała ona imię "niebieskiego Piotrusia" (Blue Peter). maszynowy i hotelowy przygotowane są do wielkiej podróży i nieznanej przygody. Obecnie podniesiona na przednim maszcie litera "P" międzynarodowego kodu sygnałowego na wszystkich statkach kuli ziemskiej mówi tym. zamim mający je eskortować okręt wojenny nie podniósł "niebieskiego Piotrusia". żeby zostać palaczem? . panie dyrektorze. piękne niebieskostalowe oczy. oblatanie nowej maszyny czy wysadzenie alei cyprysami były dla nich teraz rzeczami tak błahymi. wysokie czoło i silnie zarysowaną dolną szczękę.parumetro-wym pogrzebaczem do mieszania w palenisku kotła okrętowego. żeby zostać prowiantowym? . Począwszy od stosu map ułożonych w szufladzie kabiny nawigacyjnej.Jestem za słaby.wszystko wszędzie doprowadzono do stanu "kwitnącej gotowości". Do chłopców okrętowych mówi się per "ty". dyrektor szanuje jednak prawdziwy wiek "chłopca" i mówi jak do starszych marynarzy lub palaczy . idącym w swój kolejny rejs z Gdyni do Nowego Jorku. ponieważ nie otrzymał roli. . Wędrował po statkach ze swą własną "szlojzą" . Trzy działy: nawigacyjny.rozpocznie swą samodzielną pracę w momencie. pozostał. . nikła i wątła figurka garbuska. "Dzisiaj mój statek wychodzi w morze" . Tam ze zdumieniem ujrzał dwie kontrastowe postacie "chłopców okrętowych". Pierwszy. a w chwilach wolnych od zajęć czytał Ewangelię. Oni stanowili koło rozpędowe zmuszające swymi trybami pozostałe kółka do ściśle określonej. Obaj "chłopcy". sprawne i uprzejme obsłużenie wyznaczonej ilości pasażerów podczas posiłków. poczynając od mostku.Jestem ułomny. . które obejmują całą trasę przewidzianej podróży.No to może macie zamiar zostać marynarzem? . Istotnymi zagadnieniami stały się sprawy tak ważne. drugi. Ma duże.No to marzycie pewnie. Taką samą białą kurtkę nosił zdolny lotnik. ale w spisie załogi figurowali na etatach chłopców okrętowych. Załoga wszystkich innych działów była w tym czasie nieomal "legią cudzoziemską". o jakiej marzył . Dyrektor przemierzył wszystkie długie pokłady. . . idealne zasłanie przydzielonej ilości koi.z uśmiechem odpowiada garbusek. Utalentowany aktor. precyzyjnej pracy na rzecz statku.śmiejąc się już mówi dyrektor.pyta uśmiechając się przyjaźnie. utrzymanie odpowiedniego ciśnienia pary w kotle i przygotowanie paleniska do zdania następnej wachcie. . wytwornego. jak przygotowanie sekcji pomieszczeń pasażerów do inspekcji. Rola króla Lira. a kończąc na ciemnych zakamarkach kotłowni .per "wy". przeszedł przez wysłane dywanami korytarze sekcji pasażerskich.

na których nie poznali się nauczyciele i na których nawet teraz nikt się poznać. Potrafi napisać wcale nieźle pokwitowanie. migdały czy śliwki suszone. Wygląd prowiantury nie uszedł uwagi wprawnego oka dyrektora i uznanie zostało wyrażone szefowi prowiantury. . nie może. __jeśli sią nie mylę.Kazałem mu nauczyć się angielskiego. bo stale poruszał ustami. . Był w doskonałym humorze i bardzo zadowolony. drugie ze ścisłej filozofii. by zobaczyć go wyłącznie z najniższego stanowiska.A jakie macie wykształcenie? . co tam znalazłem? Małe kartoniki zapisane z jednej strony po polsku.. Byli nimi przeważnie niegdyś wyrzuceni z gimnazjum z którejś tam klasy . podoficer i szofer z kolumny samochodowej. lecz także palaczy. Wiecie. . Plamoznik potrafił zawsze ich rozbroić swą serdeczną wyrozumiałością dla ich skrzywdzonej wielkości i wypielęgnowanego lenistwa. . że go nikt nie widzi.Po jakimś czasie zobaczyłem go. gdy zabronił samowolnego brania owoców z chłodni pod pretekstem mierzenia w niej temperatury. Nie wytrzymałem i kazałem mu pokazać.Liczy już prawie tak dobrze. Pozostało po nim jednak nowe imię: PLAMOZNIK. W drodze rewanżu nikt z maszyny nie krzywił się na niego. ile czego jest w prowianturze. w którym statek zrzuca ostatnią linę i wychodzi z portu ściągając z masztu "niebieskiego Piotrusia". Szef był zachwycony. Prowiantowy z każdym dniem był coraz bardziej dumny ze swego "chłopca". co tam chowa. Szef był tak zadowolony. będąc częstym gościem mesy oficerów pokładowych i maszynowych ciągle o nim opowiadał.opowiadał szef w kilka dni potem.Posiadam dwa magisteria. to w podaniu o przyjęcie do pracy podał pan. dając mu klucze od pro-wiantury. W prowianturze nastąpiło poinspekcyjne odprężenie. jak i ja. ani dostatecznie ocenić. gdy prowiantowy dawał mu klucze i zaczął go przed wszystkimi chwalić za pięknie wyczyszczony z plam mundur.ci. że chodzi z płóciennym woreczkiem. Garbusek pracował całą noc szorując i malując szybko schnącymi lakierami prowianturę po przyjęciu ostatniego prowiantu. Zjawił się prowiantowy. Coś wyjmuje. Nigdy jeszcze nie było w niej tak czysto. jeśli szef zasiedział się w mesie. "Młodszy chłopak okrętowy" po raz pierwszy zaczerpnął powietrza morskiego patrząc z pokładu na otwierający sią przed nim nieznany dotychczas horyzont i uśmiechnął się do myśli o swej pracy z okresu studiów w charakterze kierownika domu wypoczynkowego bratniej pomocy studentów. gdy trzymał woreczek w rękach. ale początkowo ich nie posiadał. Pewnego dnia. Zrezygnowałem jednak z tego i pod drugim.Myślałem że ma tam rodzynki. i.zakończył dyrektor rozmowę i udał się na dalszą inspekcję. że pozwalał im się budzić o każdej porze dnia i nocy i wydawał żądane artykuły. Rozpoczynam życie od nowa. Jedno z matematyki. po które "chłopak" przychodził. Szumny tytuł kierownika pokrywał ciężką pracę fizyczną i umysłową na wszystkich etatach. Wyruszyłem w świat. Pod pierwszym nazwiskiem ukończyłem dwa fakultety Uniwersytetu Stefana Batorego i otrzymałem stosunkowo wysokie stanowisko kierownika zakładu wychowawczonaukowego. Głównie dlatego. Nikt dotychczas tak dobrze nie sprzątał i nie czyścił mundurów. Wkrótce Plamoznik cieszył się już uznaniem nie tylko szefa. obecnym nazwiskiem otrzymałem prawo prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych i dlatego podałem zawód związany z tym nazwiskiem. że jest szoferem. a jak sprząta kabinę i prowianturę. Ułomny i niepozorny Plamoznik jednym uśmiechem zawsze pogodnych oczu "trzymał krótko" najbardziej niesfornych z załogi. że po otrzymaniu kluczy natychmiast się ulotnił. Zaczął się nim nawet wyręczać. który jak jego poprzednik sprzątał kabinę szefa i w wypadku niedyspozycji przynosił mu posiłki do kabiny. że pozwolił "młodszemu chłopakowi" być na pokładzie w momencie. Po kilku tygodniach wszyscy w mesie oficerskiej dowiedzieli się. jakie dom musiał posiadać. . co tam miał? Nikt w mesie naturalnie nie zgadł. że "chłopiec" zaprowadził sam specjalną kartotekę i teraz w każdej chwili można dowiedzieć się dokładnie. aby rozumiał napisy na puszkach z konserwami . Gdy siedział sam i myślał. "chłopak" był tak zażenowany.Mam podwójne nazwisko. . bez uciekania się do przywilejów przywiązanych do tytułów naukowych. Prawie że się z nim nie rozstaje. Dyrektor zachował tajemnicę "chłopca okrętowego". zaraz zaczynał grzebać w woreczku. z drugiej po angielsku. Zgadnijcie. popatrzy i chowa z powrotem. . __ Życzę panu powodzenia . "batiar" lwowski.

W głównym salonie skończyła się wilia dla załogi. Podsu "dotychczasową pracę. domu". ławkami walizki w ten sposób. gdy transatlantyk stanął na czas dłuższy na doku w Pireusie. Znalazł się na nim przewidziany przez Plamoznłka obrus z ser wetek ułożonych w arabeski. gdy mówił im o mitach greckich na ruinach świątyń i zamków i z namaszczeniem szukali wraz z nim przy Mykeńskiej Bramie Lwic śladów stóp "pięknej przyczyny" wojny trojańskiej. że jego "uczeń" mówi po grecku. Dostawcom. Niepozorny Plamoznik z łatwością bowiem władał dźwięczną mową Odyseusza. aby sprawdzić stan prowiantury pod nowym zarząden Kontrola ujawniła wręcz oszałamiające fakty. konserw i papierosów. z nominacją na szefa prowianturj W przedziale zajętym przez załogę nowego statku w czasie posil ków Plamoznik nie wychodził z swej roli żywiciela. Zostałem wydelegowany dla rozstrzygnięci) tych zakładów. a teraz wi dzę. __Muszę to czytać. granaty i banan. którą właśnii nalewał z olbrzymiego termosu do papierowych szklaneczek. Błyszczały tylko reflektory lamp na złotych i srebrnych kulach. Tera cały stół zastawiony więc był najwytworniejszymi daniami i napo jami.Proszę wybaczyć. Począwszy od wszystkiego o gatunkach drobiu kończą na wyrobie i gatunkach win. z Jerycha. duma szefa prowiantury jako nauczyciela wciąż rosła. prowiantowy odkrył. zapytał po francusku: . potem. że mając jak zastępcę Plamoznika może sobie pozwolić na kilkumiesięczną kuracj i wypoczynek zdrowotny. Ustawił miedz. Po upływie paru miesięcy zjawiła się nagle w Konstancy komłsj rewizyjna. myć i malować. Z korytarza przez okna wciąż zaglądali zaciekawieni pasażerowie Gdy na stole znalazł się już "rahatal-hulkum" (rahatłukum). "młodszy chłopak z prowiantury" rozchwytywany był przez dostawców. które przeszły do hi storii o Plamozniku. co zna czy tyle co "rozkosz podniebienia". Była to aluzja do zawieszonego w jego kabinie obrazka przedstawiającego słynnego angielskiego poetę i tłumacza z języka greckiego Iliady i Odysei . jakiś starszy pan otworzył drzwi przedziału i kłaniają' się uprzejmie Plamoznikowi. wyśmiewającą się z jego uczuć. Potem. Żaden dostawca nie może mu nic wmó wić. ale też nie zgadnie cię o czym. chłopak" pełniący obowiązki prowiantowego znalazł się w pociąg idącym do Monfalcone. spodobał się ten chłopak z prowiantury. który w sposób widoczny robił "honor.Mijały tygodnie i miesiące. co prawdą z podobieństwa do Aleksandra Pope'a mam tylko jego wzrost i ułomność. zna lazły się nawet róże. Trafiłem na swoją Mary Wortley. W okresie gdy kwitną migdały i Hellada jest najpiękniejsza. I tak Plamoznik został "pełniącym obc wiązki prowiantowego". W wyniku sprawozdania komisji po powrocie do Gdyni "młodsz. Pod czas ostatniej swej podróży na statku Plamoznik zgodził się wyjąt kowo przyjąć od dostawców prezenty na pożegnanie w postaci naj bardziej wyszukanych owoców. . wozili po Helladzie i słuchali wyjątków z Iliady i Odysei. * W grudniu nowy transatlantyk przycumował do nabrzeża koło dworca morskiego w Gdyni. Teraz to naprawdę mogę spać spokojnie. To samo powtórzyło się. potem angielskiego. Sam nakupował sobie wiele książek. a które sama komisja jednogłośnie uznała z bajkę dla bardzo grzecznych dzieci stan kartoteki Plamoznik i ilość brzoskwiń w chłodni zgadzały się z sobą co do sztuki. . Lubili go słuchać. którymi przybrane było drzewko.Aleksandra Pope'a oraz Mary Wortley. bo nauczyłem go po angielsku. z Istanbulu. Na choince pogasły światła elektrycznych świeczek.mów: w mesie. W tym stanie rzeczy sam prowiantowy zaczął interesować się świj tera starożytnym po otrzymaniu od Plamoznika aż Dwóch wiosen Pa randowskiego i zaczął sprowadzać z Polski odpowiednie książki. po przejściu transatlantyka do Grecji. Szef często niedomagał i doszedł do przekonania. ale cały wagon porobił już zakłady na temal kim panowie jesteście. majętnym obywatelom Aten.Ma doskonałą pamięć i jeszcze ze szkoły zapamiętał sta ro-grecki. amerykański papierowy serwis. win. wraz z pierwszą partią załogi wyznaczonej n nowo budujący się transatlantyk. że się bardzo interesuje świątyniami Egiptu i Syrii . którymi pożegnano załogę w Konstancy. Niestrudzenie też wyliczał w mesie: . że powstał długi na cały przedzia stół.. Ateńczycy zapraszali go do swych domów. na tak zwaną linię palestyńską.Najpierw nauczyłem go sprzątać.. Plamoznik zaprosił pytającego pana na czarną kawę. potem liczyć.

Myślę. nął gościowi trzy gatunki najprzedniejszych papierosów tureckicS i przeprosił.znalazłem więcej uznania niż w oczach pewnej Polki. Wszyscy jesteśmy Polakami.zawołał nieznajomy. nikt nie podejrzewał marynarzy. .Ku chwale bandery. W prowianturze dyrektor śmiejąc się ściska dłoń szefa mówiąc: . Każdy z listów zaopatrzony był w załącznik w postaci trzech butelek win nie spotykanych w sprzedaży.Cieszę się. który czeka na nas w Monfalcone. "gospodarz" poprosił gości.Niemożliwe . W tej chwili pozostali wyciągnęli identycznie wyglądające z zewnątrz książeczki żeglarskie z napisem "SAILORS BOOK". "Batory" wyrusza w swój pierwszy rejs. Plamoznik zaprosił przyjaciół i wtedy zebrani dowiedzieli się. dłużej zatrzymując się w tym miejscu.W oczach producentów win . na razie wszyscy w przedziale chcieliby usłyszeć. Plamoznik poprosił go. by na obu naszych nowoczesnych transatlantykach w prowianturze było identyczne zaopatrzenie i porządek. Biegnące ku górze światło sięgało sklepienia utkanego gwiazdami. mówi: . proszę wybaczyć. a wszystko złożyło się na Wieczór Wigilijny Plamoznika.A prywatnie. Był duży mróz. że tak jest w istocie.powiedział dawny "młodszy chłopak".Panowie wyglądają na ludzi o wysokiej kulturze. że mi pan nie ma bardzo za złe. czemu zawdzięczają możność skosztowania rzadkich napojów. skrzące okiścde czerniły próżnię między konarami. Białe. gdzie widniało wypisane stanowisko sternika. Była w tym Zimowa bajka Ferdynanda Ruszczyca. a sam obszedł dużym półkolem polankę i zniknął w gąszczu. . z powodu której porzuciłem . Odbijał się w miliardach iskrzących się mrozem śnieżynek. Najwięcej obstaje za archeologami . zapił mokką i po zaciągnięciu się dymem tureckim powiedział: .Jeśli zna pan język angielski. może się pan łatwo przekonać. udającą się na miejsce badań. Bajki Andersena i cały "Bajarz polski". Proszę wziąć od sąsiada jego dokument . Nieznajomy zadowolił się przeczytaniem tej jednej i milczał. . Obok nieznajomego siedział sternik manewrowy. nalewając do kieliszków otrzymany nektar . Otóż. że pytaniem odpowie na pytanie. Ostatni rzut oka szpakowatego dyrektora o miłym uśmiechu i dużym poczuciu humoru na porządek na statku. że nie czuję się w linii niepotrzebny.Jesteśmy tylko marynarzami pokładowymi nowego polskiego transatlantyka. • Na nowym transatlantyku Plamoznik wzniósł się na nieosiągalne dla innych prowiantowych wyżyny pod względem sprawności działania i zaopatrzenia statku.odpowiedział nieznajomy. że oderwałem pana od przyjaciół na tamtym statku. . Wieść o nim doszła do wytwórni najlepszych win we Francji. Minęli główne tory kolejowe i weszli w gęsty las okrywający pasma wzgórz ciągnące się wzdłuż zatoki. Większość ekipy stanowili istotnie oficerowie pokładowi. . .Szef prowiantury zaprosił najbliższych przyjaciół na obejrzenie jego drzewka. Wśród ciszy jarzył się złoty płomień. ale chciałem.zaproponował Plamoznik. rzeczywiście człowiek się całe życie uczy. Mała postać garbuska pręży się po wojskowemu i odpowiada: . że są panowie międzynarodową ekspedycją naukową. uśmiechając się. by się zatrzymali w tym miejscu. Gdy brnąc przez zaspy śniegu dotarli do małej polanki wśród "jodeł wysokich". wydłużone w nieskończoność i niewymiernie oszronione pnie jodeł wydawały się kolumnami z diamentów. Jedno światło białej świecy.Jednak. Po chwili z drugiej strony miniaturowej polanki zapaliło się światło na dolnej gałęzi olbrzymiej jodły. Przy nabrzeżu stoi nasz drugi nowoczesny transatlantyk zbudowany w Monfalcone. Plamoznik mógł więc pozwolić sobie na tę małą nieścisłość w odpowiedzi. w których. Zjadł kawałek "rozkoszy podniebienia". * Triest. Zaproszeni zeszli ze statku. panie komandorze. by pokazał nieznajomemu swą książeczkę żeglarską. Gdynia zasypana śniegiem.Przeważają głosy. . Nieznajomy przejrzał ją uważnie. Nie uznając żadnych gratyfikacji i prezentów doprowadził zaopatrzenie i kontrolę posiadanych zapasów do doskonałości. zanim powie fcirit są. za kogo ich biorą współtowarzysze podróży. Na przednim maszcie powiewa "błękitny Piotruś". które pozwoliły sobie na przysłanie mu listów wyrażających podziw dla jego znajomości gatunków ich win i roczników tychże win.

* Z rodzinnego kraju Andersena. Rozwija się wspaniale. Podczas tej . W Warszawie jeden z przyjaciół Plamoznika ze szlaku morskiego spotkał go idącego ulicą Marszałkowską. Jadąc przypominał sobie często swoją pierwszą i swoją ostatnią rozmowę z szpakowatym dyrektorem.z kolei teraz ja proszą sam o przeniesienie mnie na jeden ze statków pasażerskich linii południowoamerykańskiej. Na pytanie. * Po tej podróży Plamoznik zaginął na czas dłuższy.nie znał. Przedstawienia cieszyły się wielkim powodzeniem.śmiejąc się spytał przyjaciel. Właściwie było wiele szkół składających się z jednego ucznia i jednego nauczyciela. Postanowił go poznać.Zgoda. * Wśród łun szalejącej drugiej wojny światowej dotarł do Anglii lisi Plamoznika. Został również dyrektorem założonej przez siebie szkoły . * Wiosna. Marzę o powietrzu czystym. . ale pod jednym warunkiem. Aż znów wieść o nim rozbłysła jak meteor nowym dyplomem prymusa szkoły rolniczej.. Oprócz dat zmieniały się stale nazwy urzędów pocztowych. Mąż jej zawieruszył się w pożodze. Przyjechałem w sprawach mojej rolniczej stacji doświadczalnej. a jako reżysera zaangażował zawiedzionego aktora. zwłaszcza wówczas gdy jem kapuśniak.MORSKIM.mówi Plamoznik do dyrektora. Pisał w nim do jednego ze swych przyjaciół ze szlaku morskiego: Piłuję teraz lasy. W odpowiedzi Plamoznik wyjął z kieszeni dwie małe książeczki Jedna z nich nosiła tytuł: Regulamin piechoty. że jako najlepszy prowiantowy transatlantyków wyhodował w szkole rolniczej własnoręcznie najsmaczniejsze i największe szynki eksportowe i że tylko przez niedopatrzenie na ich opakowaniu nie ma napisu PRODUCT OF PLAMOZNIK.. a jeszcze później srebrne płatki kwiatów jabłoni. W ten sposób Plamoznik stał się wydawcą gazety okrętowej. Początkowo listy zawierały bursztynowe pączki.Ostatnie listy. Zapuściłem sobie brod^ i wąsy.Nie to co trzeba. Ponadto. Zechce pan zorganizować na nim życie kulturalno-oświatowe dla marynarzy. Wąsy są bardzo niewygodne. Trzeba nam tylko UMIEĆ i CHCIEĆ. czym się na razie zajmuję ubocznie. tak teraz ujmował swym urokiem skupiska emigracyjne na szlaku transatlantyka w Ameryce Południowej. ale więcej czasu musiałbym poświęcić temu. którzy uczyć się chcieli i takich. * .Czym znowu? . wykorzystując swe doświadczenie redaktora gazety uniwersyteckiej. z których listy były wysyłane. Sam Plamoznik mijał konno osiedla o kwitnących w tym okresie sadach.. gdy jeszcze był studentem. druga mówiła o taktyce walki ulicznej w dużych miastach.Panie dyrektorze . który trafił na ten sa'm statek. W wyniku podsumowanych doświadczeń zebranych w Zelandii doszedł do przekonania. która mieszka w mieście z dzieckiem bez środków dc życia.. następnie szmaragdowe listki. Plamoznik odpowiedział: . Stał się nawet dyrektorem teatru. * Przyjaciele Plamoznika zaczęli naraz otrzymywać dziwne listy adresowane jego ręką. Jego wesołych i pogodnych opowiadań o kraju mogli słuchać zapominając 0 wszystkim. któremu kiedyś wyznał swe wykształcenie . nieskalanym .na statku wielu było takich. z otoczonej wodą Zelandii po odbyciu praktyki we wzorowym instytucie rolniczym wracał Plamoznik do Polski na jednym z transatlantyków jako prowiantowy HONORIS CAUSA. Dawni jego koledzy z czasów uniwersyteckich twierdzili. że w kraju są znacznie większe możliwości dla rolnictwa niż w Zelandii. Muszę zarabiać na siebie i na "moją Mary Wortley". Nie znam jeszcze tej Unii i chciałbym poznać tamte kraje. którego . zawierały liście mieniące się złotem i rubinem późnej jesieni. jakie otrzymali od niego przyjaciele. ale dyrektorem w każdej był jeden i ten sam Plamoznik. co teraz robi. któremu razem z widokiem Plamoznika stanęły przed oczami jego zawody.jak uświadomił sobie podczas podróży 1 rozmów z rodakami w Brazylii i Argentynie . . którzy mogli uczyć. tak jak kiedyś czarował Ateńczyków. Z wysokości kulbaki rozkoszował się pięknem i bogactwem ojczystego kraju. Pisał do niej wierszem i prozą.

Jeden pelikan był na nogach. może pan to uczynić w każdej chwili... Stan jest tego rodzaju. w które nikt nie wierzył z samym komendantem włącznie. To pismo (?!) istoty. która straciła ochotę do życia. idącej baksztagiem pod wszystkimi żaglami z Brazylii do Europy. wyprzedził on swych współczesnych o tysiąc lat.. Zgasił światła. Kto się obudził pryskał z hamaka na pokład. Według opinii pokrewnych towarzystw amerykańskich i angielskich.zbesztany i pouczony.. Francuskie zaś towarzystwa dodawały. Dostała się w miejsce. gdyby wsiadła do samolotu i przebujała w nieznaną krainę.W wypadku gdyby się pan znalazł w potrzebie. iż jego grafologiczne jasnowidztwo zaprowadziłoby go prosto na stos. Wśród ciemnej nocy nad Atlantykiem znów widać było tylko dwa światła . nie ulega najmniejszej wątpliwości. FLBP JLJ o słynnego krakowskiego psychografologa Rafała Schermanna przybył przedstawiciel Warszawskiego Towarzystwa Parapsychiczne-go z prośbą o analizę pewnego autografu.dużej szkolnej fregaty. Widoczne były w odległości kilkunastu metrów od siebie. _ CHALERAAAAAAAA!!! Kto zapalił światła? DO DZJA-BŁAAAAAH! Co za porządek? Co robi oficer wachtowy?!! Straszny ten. proszę do mnie napisać. W końcu swej podróży po kraju Plamoznik dojrzał z wysokości swego wierzchowca zajęcie dla siebie.. winowajca (chociaż nieznany) . ale ona sobie to" tak wyobraża. Pomieszczenie posiadało dwoje drzwi wychodzących na pokład . * W ciemną noc. co go czeka. . Straciła cierpliwość.powiedział na pożegnanie dyrektor. Wyjaśniło się. Nie. Przewinienie zostało zauważone. Na rufie kończył "kipieć" komendant. na tym samym nieomal poziomie pojawiły się trzy światła białe. . obiecując winowajcy najstraszniejsze kary. Bujna fantazja sprawiła. Na razie znów życzę panu powodzenia na nowej drodze życia . Ale w kabinie nie było nikogo. Grafolog otworzył kopertę. pumą i pelikanem wiezionymi do kraju. że znajdująca się w niej "zabazgrana" kartka nie ma nic wspólnego z jakimś pismem w wyniku seansu mediumistycznego. chociaż naprawdę nie jest pijakiem. że drzemał i wcale się nie przejmował strasznym krzykiem komendanta fregaty. że gdyby pan Schermann żył w wieku XV. Zgodnie z międzynarodowymi przepisami o noszeniu świateł przez statki. Gdyby pan zechciał wrócić do linii. skąd gwałtem chciałaby się wydostać. spojrzał na wyjętą z niej kartkę i zaczął mówić: .. Towarzystwu bardzo zależało właśnie na wypowiedzi pana Schermanna ze wzglądu na jego niezwykłe osiągnięcia w tej dziedzinie. poza małpami śpiącymi w oddalonej od wyłączników klatce. by złapać winowajcę "pokładowej tragedii"..zielone i czerwone. Wszystko było w jak najlepszym porządku. W pewnej chwili pomiędzy dwoma kolorowymi światłami. że istota ta podkopała swoją przyszłość i chciałaby się wydostać z więzów. na podzwrotnikowych szerokościach Atlantyku można było dojrzeć wśród fal samotne'dwa światła . by zwierzęta miały dostęp świeżego powietrza. że zostały zapalone światła w kabinie na pokładzie.ostatniej otrzymał od dyrektora olbrzymią sumę pieniędzy tytułem gratyfikacji za oszczędności. Nie wiedząc jeszcze dokładnie o co chodzi . Takie ułożenie świateł nie istnieje w międzynarodowych przepisach drogi na morzu. w linii poziomej. Iluminatory były otwarte.To nie jest medium. a pokazywanie nieprzepisowych świateł jest surowo zabroW kilka minut po zapaleniu się białych świateł straszny krzyk poderwał załogę żaglowca .ze sterburty i bakburty. Naraz jeszcze potężniejszy krzyk dotarł nawet do śpiących w mię-dzypokładach. w której iluminatory umieszczone były od strony dziobu.kto żył i był w pobliżu rzucił się na pomoc. jakie miała linia dzięki jego gospodarce w pro-wianturach transatlantyków. Najlepiej byłoby. Na razie wszystko pozornie wydawało się w porządku. Instruktor obejrzał wyłączniki. Puma również spała w swojej. Przedstawiciel Towarzystwa Parapsychicznego wręczając kopertę wyjaśnił. ale nie może. bo jej przeżycia były straszne.. Sprawdził. że przypomina człowieka pijanego.. Któryś z instruktorów szybko otworzył jedne z nich. Fregata znaczyła przebytą drogę zielonkawo fosforyzującą smugą na powierzchni oceanu. mógł to być żaglowiec idący dziobem wprost na patrzącego. czy nie nastąpiło spięcie. grozą przejmujący krzyk wydobywał się z ust komendanta fregaty.zielone i czerwone. że ja jej to radzę.. W pomieszczeniu tym znajdowały się przejściowo klatki z małpami. ale wydawało się.

Służbowi instruktorzy wpatrywali się w drzwi kabiny ze zwierzętami. I znów zapanowała cisza na pokładzie.zawibrowało w powietrzu. którzy mieli pilnować z ukrycia drzwi prowadzących do pomieszczenia ze zwierzętami. Nie znaleziono nikogo. że fregata idzie z szybkością przynajmniej sześciu węzłów. to w takim razie zderzymy się z jakimś pływającym wrakiem. Pogrążona w pozornej ciszy fregata.. Uczniowie znajdujący się na wachcie obiecywali sobie uroczyście sprać winowajcę narażającego całą wachtę. Tłum rzucił się do drzwi prowadzących ze sterburty i bakburty do kabiny ze zwierzętami. Sprawdzono jeszcze raz wyłączniki. Małpy spały. Komendant z wolna zaczynał uspokajać się i żałować starszego oficera. Wszyscy pozostali woleli trzymać się poza zasięgiem wzroku komendanta. Sen szybko zmorzył podwachty w hamakach. Zmontowano z powrotem wyłączniki.triumfowali. Tylko puma mrużyła oczy przed światłem. Powinni złapać przestępcę. Światła paliły się jak poprzednio.zielone i czerwone.Porządku u pana na statku nie ma! Położyć się spać ja nie mogę spokojnie! . że duch zapala światło w kabinie ze zwierzętami.CHALERAAAAAAH! . by nie spłoszyć swym widokiem nieznanego sprawcy. __Sygnały śmierci! . pelikan drzemał z dziobem ułożonym na piersi. . W kabinie nie było nikogo. Przy otwartych iluminatorach nikt nie stał. Znikło ostatnie podejrzenie. Po wysłuchaniu paru zwięzłych zdań pobiegł z instruktorami na miejsce przestępstwa. Otworzono przeklęte pomieszczenie. tylko szum wody trącej 0 burty mówił o tym.DO DZJABŁAAAH! Porządku na wachcie nie ma! Co starszy oficer robi?!! Znów światła się palą.osadzili go biegli w nawigacji. kto mu zrobił kawał. że ktoś dołączył się do sieci i włącza światło ukryty gdzieś na zewnątrz. obserwując przez szpary wnętrze kabiny. Zgaszono światło. Skupili się przed tajemniczym pomieszczeniem. Oficer wachtowy stał z lewej burty na rufie przy relingu. kipiała. Wielu wyszło na pokład. Przejrżano wszystkie szafki. żeby ktoś od zewnątrz zapalał światło. Na tych obszarach wodnych. Wykluczone. spodziewając się być świadkami czegoś groźnego i niesamowitego. Z dziobu znów można było zobaczyć tylko dwa światła . Małpy nie obudziły się nawet.Kozbijemy się w Biskajach. Klatki były pozamykane. którzy wierzyli w duchy . Nie było widać żadnego innego dodatkowego połączenia z siecią elektryczną. na jakich znajdowała się w tej chwili fregata. Nie znaleziono żadnego nowego połączenia. Napięcie wzrastało.FLIP!!! . Ci. Niektórzy zaczęli się zakładać: Zapali się? Nie zapali się? ZAPALIŁO SIĘ! W chwili gdy zabłysły znów trzy białe światła.. . Zgaszono ponownie światło. gdyby jeszcze raz odważył się na tego rodzaju żarty. .z prawej. który skrupił się na niewinnym starszym oficerze. komendant . Kilkunastu uczniów pilnowało razem z instruktorami. nie należało się spodziewać spotkania z jakimkolwiek statkiem. Przy umieszczonych w drzwiach wentylatorach ustawili się instruktorzy. wszyscy już bez wyjątku byli podenerwowani i zaciekawieni. ale kto zapala światło? Natychmiast rozmontowano wyłączniki. Oba kontaktowały prawidłowo. w którego znów biły gromy. Na wszelki wypadek starszy oficer ustawił w pewnej odległości dwóch instruktorów. Ten leżał w nieutulonym żalu na swej koi i klął wszystkie pokolenia od Adama i Ewy. Nadbiegł starszy oficer. obaj instruktorzy jak na komendę ryknęli: . kto mógł być owym Kainem. __Idioto! Przecież nie będziemy wcale tamtędy szli . Znów w tej samej kabinie zapaliły się światła. idąc sześciowęzłowymi krokami w kierunku swego przeznaczenia. Sprawdzono każdy kabel 1 każde jego rozgałęzienie. W całym międzypokładzie było już wiadomo. Podwachty w hamakach nie spały. Oficer wachtowy usiłował domyślić się. Starszy oficer wypadł z kabiny i zameldował się komendantowi. Czuwali razem z instruktorami i łamali sobie głowy. czy w jakiej nie siedzi dowcipny uczeń.zawyrokował ktoś. tylko puma ziewała znudzona wrzaskami. prócz zwierząt."pruł" komendant starszego oficera. Na fregacie zapanowało przerażenie: duchów nie ma. Najbliższy gościniec morski odległy był o wiele setek mil. __No.. do kabiny ze zwierzętami.

Flip była to brazylijska małpka z gatunku Cebus, zamknięta w jednej z klatek umieszczonych w kabinie. Należała do czwartego oficera. W niewytłumaczony sposób Flip potrafił oderwać jedną kratę, tak iż mógł ją odsuwać u dołu i wywieszać się z klatki na swym długim chwytnym ogonie tak daleko, że dosięgał łapką wyłącznika. Po zapaleniu światła Flip błyskawicznie chował się do klatki i udawał, że śpi jak zabity. Od momentu schwytania na gorącym uczynku Flip stał się bohaterem podróży. Czwarty oficer lekceważąco patrzył teraz na wszystkich: JEGO Flip potrafi postawić na nogi całą fregatę wraz z komendantem i trzymać w napięciu przez dwie godziny! - Taka małpa! - mówił chełpliwie, wznosząc łokieć na wysokość własnego ucha. Każdy chciał się przypodobać "czwartemu", byle pozwolił chociaż dotknąć Flipa, który teraz z nim się nie rozstawał. Flip jak małe rozkapryszone dziecko trzymał się kurczowo szyi "czwartego", przymilając się i tuląc. I on również z lekceważeniem patrzył na wszystkich na statku. Gdy "czwarty" był na wachcie, a któryś z oficerów chciał Flipa wziąć na ręce i ponosić, ten zdecydowanie nie pozwalał się dotknąć. Gdy kiedyś trzeci oficer usiłował go posadzić sobie na ramieniu, Flip się wykręcał, jak mógł. Nie gryzł i nie drapał, tylko rozpaczał trzymając się za głowę obiema łapkami. Kiedy "czwarty" wrócił z wachty, Flip skoczył mu natychmiast na szyję i zaczął po swojemu skarżyć się do ucha "cz-cz-cz-czyyy-cz-cz-czyy", niedwuznacznie wskazując przy tym palcem trzeciego oficera - swego dręczyciela. Dało to początek zabawie, zwanej na fregacie "krzywdzeniem" Fli-pa. Pokazywano małpce coś smacznego - na przykład banana, bo to lubiła najbardziej - chcąc ją przekupić, by poszła do kogoś na ręce. Flip wyciągał łapkę po banana, ale bez najmniejszego zamiaru pozwolenia komuś na jakąś poufałość. Wobec tego niekiedy nie dawano mu banana i Flip bywał bardzo rozgoryczony. Po takiej scenie zaczynała się najciekawsza część zabawy. Gdy "czwarty" wracał z wachty, Flip opowiadał mu z przejęciem, jak się nad nim znęcano i, zawsze wskazywał palcem choćby najdalej stojącego lub ukrywającego się sprawcę jego nieszczęść: - Cz-cz-cz-czyyyy! - To ten, widzisz? To on nie dał mi banana. Cz-cz-czyy! - Chciał mnie koniecznie wziąć na ręce. Czy-cz-czyy! - Ale ja się nie dałem. Tulił się przy tym do "czwartego" i zaglądał mu w oczy, jakby prosił o potwierdzenie, że "Flip dobry, Flip grzeczny!" Flip zawsze wiedział, gdzie może znaleźć "czwartego". Jeśli się wyrwał kiedy z klatki i hasał po maszcie, to tyjko na jego zawołanie wracał posłusznie. Gdy w jednym z portów przyszli na statek goście, okazało się, że Flipa bardzo interesuje płeć piękna. Zapomniał o wszystkim na świecie. Ujął się pod boki i idąc na dwóch łapkach, podpierając się ogonem, zaczął się wdzięczyć do siedzącej damy. Mrużył oczy, przechylał główkę. Czarował! Podszedł jeszcze bliżej, potem ostrożnie wyciągnął łapkę, ujął kraj sukni i podniósł do góry, odsłaniając damie nogi. Wydał przy tym dźwięk łudząco przypominający pełne zachwytu gwizdnięcie: - Fiu! Fiu! Co za nogi! W takich wypadkach nie pomagały żadne perswazje i napomnienia. Wystarczyło, by na fregacie zjawiła się jakaś dama - Flip musiał zawsze ocenić jej nogi. Zanim ich nie zobaczył i nie wyraził głośno swego zachwytu, nie można go było uspokoić. Gdy tego dokonał, wówczas siadał na raku "czwartego" i pozwalał się damom gładzić, nigdy jednak nie przestając akcentować swej sympatii dla "czwartego". * Na wypoczynek po podróży "czwarty" pojechał razem z Flipem do Warszawy i tam go musiał zostawić. Na fregacie było zimno. W stolicy Flip miał ciepłe pomieszczenie, a latem duży sad, po którym mógł hasać do woli. Często zaglądał do sąsiednich ogrodów, jakby szukał swego przyjaciela. Co gorsza, z tęsknoty za "czwartym", który wciąż był w podróżach, Flip zaczął zaglądać do kieliszka. Nie opuścił żadnej okazji, by po przyjęciu w domu - kiedy widział na stole nie sprzątnięte kieliszki nie dopić z każdego pozostawionego w nim wina. Była wiosna. Kwitły różowosrebrne jabłonie. Flip rozkoszował się majowym ciepłem, zapachem kwiatów i słońcem, spędzając czas wśród kwitnących gałęzi jabłoni. Któregoś dnia zobaczył znajomych siedzących przed domem na ławeczce. Pan coś tłumaczył damie i rysował w notesie.

Flip bardzo ich lubił, mieszkali w tym samym domu. Podbiegł do nich i wdrapał się pani na kolana, następnie zabrał panu ołówek i jak gdyby się rozglądał za papierem do pisania. Pan usłużnie podsunął mu swój notesik. Na czystej kartce Flip napisał wszystko, co mu serce i tęsknota podyktowały. Pan i pani z zachwytem przyglądali się, jak Flip wspaniale radzi sobie z ołówkiem. Flip skończył, zamknął notes i powrócił na swe poprzednie miejsce wśród kwiatów. Wkrótce potem zaszły w domu nie oczekiwane przez Flipa zmiany. Gosposia pojechała w odwiedziny do krewnych na wieś, zastąpiła ją inna, znacznie młodsza. Flip o niczym nie wiedział. Po powrocie z sadu na obiad zobaczył nie znaną sobie damę siedzącą w kuchni na krześle. Flip musiał natychmiast ocenić kształt jej nóg. Podbiegł do niej i ujął falbankę sukienki. Nieznajoma dama zerwała się z krzesła, złapała stojący koło płyty pogrzebacz i zanim Flip zorientował się, co zamierza ona uczynić, poczuł straszny ból w krzyżu. Za chwilę już nie żył. Flip pochowany został w ogrodzie, w którym marzył o swej brazylijskiej dżungli. Wkrótce wypadki dziejowe starły z powierzchni ziemi nie tylko ogród, ale i całą stolicę. Pozostała fotografia manuskryptu Flipa i jego analiza psychografologiczna zamieszczona w książce pod tytułem: PISMO NIE KŁAMIE (Psychografologia), autor - Rafał Schermann, wydawnictwo - Księgarnia Powszechna, Kraków 1939, stron - 191. JOLLY GOOD FELLOW "FOR HE'S A JOLLY GOOD FELLOW AND SO SAY ALL OF US. PONIEWAŻ ON JEST RADOSNYM I DOBRYM TOWARZYSZEM - TAK MÓWI KAŻDY Z NAS". Piosenka ta, podobno skomponowana dla króla, śpiewana dzisiaj nawet w parlamencie angielskim, od wieków stała się wyrazem podziwu, uznania i hołdu dla tego, kto potrafi wzruszyć obecnych, wywołać radość, podnieść na duchu lub zadziwić genialnością myśli. W parlamencie zdarza się to nieczęsto, wobec czego echo tych wypadków jest tym głośniejsze i dłuższe. Wywołanie żywiołowej reakcji wśród ludzi stale trzymających się zasady "panuj nad sobą", dosłownie - "control yourself, jest zjawiskiem niecodziennym, a osoba, która dostąpiła zaszczytu wysłuchania śpiewanych dla niej słów tego HYMNU PODZIWU, zasługuje na pamięć. • Długie godziny, dnie i tygodnie spędzał na mostku. W tym czasie akcje podwodnych okrętów mnożyły co dzień tonaż zatopionej floty aliantów. Tworzenie się na początku drugiej wojny światowej konwojów na wodach Morza Północnego przy brzegach Anglii było początkowo nie mniejszym koszmarem niż ataki myśliwców, bombowców, ścigaczy zwanych Eboatami, rajderów, tak zwanych kieszonkowych pancerników i okrętów podwodnych zwanych UbootamL Niewprawne jeszcze formowanie się konwojów zmuszało kapitana do ciągłego przebywania na mostku. Trudno było niekiedy powiedzieć, kto jest w pewnej chwili bardziej groźny wróg atakujący, czy nieumiejętnie ustawiający się w szyku konwojowym statek przyjacielski, którego rozpędzona stalowa masa groziła rozdarciem poszycia, zalaniem ładowni lub maszynowni. Krótko mówiąc - zmiażdżeniem i zatopieniem. W nieprzeniknionej czerni nocy, nie oświetlone żadnym światłem, szykowały się te pływające różnojęzyczne skupiska ludzi do drogi, z pełną świadomością, że wiele z nich nie dojdzie do celu. Formowanie się konwoju przypominało spędzanie w jedno miejsce żywych istot, dla których wspólny był niekiedy tylko kierunek wędrówki, poza tym różniły się często wszystkim - począwszy od bandery, kończąc na prędkości. Ta ostatnia była tematem wielu dyskusji na każdym statku konwoju. Przyglądano się sobie badawczo, starając się zgadnąć, który z tworów jest obdarzony najmniejszą prędkością. Jej posiadacz pomimo własnej woli narzucał ją całemu konwojowi składającemu się przeważnie z kilkudziesięciu statków. Wszystkie statki szybsze z zasady miały do niego żal za przedłużanie czasu potrzebnego na przybycie do celu. Konwój eskortowały okręty angielskie, wobec czego obowiązywał oficjalnie język angielski. Praktycznie rzecz biorąc osobą znającą biegle ten język bywał niekiedy na statku, i to nie zawsze, tylko kapitan. Wobec czego nawet z tego powodu skazany był on na ciągłe przebywanie na mostku, by w każdej chwili bezzwłocznie porozumieć się z eskortą. Cała ta konwojowa pantomina zwaliła się wraz z wybuchem drugiej wojny światowej na barki "Pepina Krótkiego", który rozpoczynał niegdyś swą służbę na morzu jeszcze na żaglowcach pod obcą banderą, a w tej chwili dowodził jednym z naszych statków o nazwie wielkiego polskiego jeziora, ale o małym tonażu. Wzrost Pepina Krótkiego i wiara jego, że jest jeszcze na statku pierwszym po Bogu, dały mu ten przydomek zbliżony do imienia jednego z królów Francji. W pojęciu swym Pepin nigdy nie był MAŁY, tylko KROTKI. Obecny jego dwór, dyskutując o jego królewskich upodobaniach, był pod jednym

względem jednomyślny - gdyby Pepin Krótki kiedykolwiek w swym życiu naprawdę panował, nie uwieńczyłby w podręcznikach historii swego imienia ani jedną nazwą pola bitwy, ani jedną nazwą zdobytego miasta. Uczniowie, ślęczący nad kartkami historii, nie wiedzieliby, po co właściwie panował, skoro siedząc na tronie nie odznaczył się niczym godnym pamięci pe-tomnych. Podczas samotnych przejść statku pomiędzy portami angielskimi, stojąc na mostku, zachowywał się jak lekko zniewieściały król obserwujący swych rycerzy w zapasach z grubym zwierzem, sam w tych walkach nie biorąc udziału. Bez entuzjazmu przyglądał się pełniącym służbę na mostku oficerom, którzy z karabinów rozstrzeliwali napotykane na kursie pływające miny. W dzień były one widoczne, ale w nocy? Nikt nie mógł powiedzieć, ile w nocy min minięto. Pewne było tylko to, że MINIĘTO - bo statek istniał. Usiłowano niekiedy noc przeczekać, jeśli to było możliwe, trzymając się kotwicą gruntu. Statek przypominał wówczas stojącego na jednej nodze żurawia - odwieczny symbol czujności. Ustawało wtedy niebezpieczeństwo najścia na minę, ale można było spodziewać się w każdej chwili ścigaczy lub okrętów podwodnych, dla których nieruchomy statek stanowił łatwy cel. Morze Północne u wybrzeży Anglii nie było dla Pepina Krótkiego miejscem wypoczynkowym. Podczas formowania się konwoju Pepin Krótki jednak walczył - odpierając ataki PRZYJACIELSKICH statków unikami,manewru jąć zręcznie, by królestwo jego nie zostało zmiażdżone i zatopione. Zatopienie statku przy brzegach Anglii dawało jakąś nadzieję, że po przetrwaniu w zimnej wodzie w pasie ratunkowym pewnej ilości godzin pomoc nadejdzie. Możliwość ta w miarę oddalania się od lądu malała zawrotnie. Scena, na której to się wszystko rozgrywało, w niczym nie przypominała Pepinowi sceny operowej, za jaką przepadał. Zamiast przyglądać się grze artystów i rozkoszować się pięknością ich głosów, Pepin Krótki sam brał udział w widowisku, gdzie czas nabierał dziwnych własności - minuty wydawały się godzinami, godziny tygodniami, a tygodnie latami. - Gdyby to była walka, można by było zapomnieć o czasie - mawiał Pepin - ale ponieważ udziałem naszym jest właściwie tylko czekanie, to zadaniem naszym, jak z tego wynika, jest walka z czekaniem. Konwój znów szedł na południe. Co jakiś czas któryś ze statków tego konwoju idącego po żywność i zasoby dla podtrzymania wojny zmieniał nagle kurs, by dotrzeć do najbliższego lądu znajdującego się pod jego stępką. Oglądając przez lornetkę niknący z powierzchni wody statek trafiony torpedą, Pepin Krótki mówił do siebie: - No, ci już przestali czekać - i rozpoczynał na nowo swoje czekanie, spędzając w drzemce dnie i noce na mostku. Szumnie zwane OKRĘTY ESKORTY, których zawsze było za mało i które były za małe, zaczynały wtedy troić się w pościgu za niewidocznym nieprzyjacielem, rzucając na oślep bomby głębinowe, ich detonacje stwarzały złudzenie, że statki konwoju idą po brukowanej kocimi łbami ulicy. I znów wszystkie statki konwoju czekały, na kogo teraz przyjdzie kolej. Konwój minął szerokość Trafalgaru. Wspomnienia o sławie nie przyniosły nikomu zapomnienia. Na scenie zjawiły się latające ryby, ale czekanie nie uległo zmianie. Jedyną ulgę sprawiała wzrastająca temperatura wody, w razie storpedowania stwarzało to możliwość dłuższego przetrwania w wodzie w pasie ratunkowym. Pesymiści jednak gasili ten promyk nadziei mówiąc o rekinach, które - jak ponuro przepowiadali - czekają na każdego z nich na tych ciepłych wodach, a większa ciepłota wody tylko przedłuży czekanie na koniec. Na szerokości Gibraltaru konwój rozdzielił się. Większość statków poszła na wschód na Morze Śródziemne, pozostałe - dalej na południe. I wreszcie przy zachodzącym słońcu ujrzano port, od swych białych domów zwany CASABLANCA. * Casablanca nie zaiała jeszcze nowego wojennego blackoutu. Statki cumowały przy nabrzeżach. Ustało oczekiwanie na E-boaty, U-booty i samoloty, a przycumowane obok statki aliantów stały się znów miłe i przyjazne. Nie groziły zmiażdżeniem. Pepin Krótki, wydając rozkaz "TAK STOIMY", doznał ulgi. Naprawdę stał na dwóch nogach, a nie na tej jednej kilkudziesięciosąż-niowej, zakończonej kotwicą. Po wydaniu rozkazu, aby zawiadomiono maszynę, że nie będzie potrzebna ani dzisiaj, ani jutro, poczuł na sobie brzemię zmęczenia nagromadzone przez kilka tygodni. W kabinie wszystkie przedmioty przypominały mu miesiące wojny, długie jak dziesiątki lat katorgi. "Na ten obrazek patrzyłem, gdy zaczęto nas bombardować w Newcastle" - pomyślał. Obrazek przedstawiający nadjeziorne ajery i lekko pomarszczoną wodę

. Idąc na obcasach policjant wszedł do hallu. U-bootów nie będzie. Biblioteczka nad łóżkiem przypomniała mu. * Wschód słońca zaróżowił białe domy Casablanki. Za chwilę elegancko ubrany. . Allons . Woda wlewała się do wanny szerokim strumieniem z płaskiego kranu i z szumem przelewała się przez brzegi wanny na kafle podłogi. nie będę czytał! Nie będę leżał w tej koi! Nie będę tu jadł! Nie będę tu więcej dzisiaj nic robił! Idę na ląd. W głębi. Nie zważając już na nic. Przez zamknięte drzwi słychać było szum wody. O. Pepin Krótki z niechęcią popatrzył na swój księgozbiór.Nom de Dieu. Zapomnieć.szeptał portier.Co va! Znali się od dawna. "że olbrzymi stary grek lezie na nas. zegarek i pierścień. Woda tworzyła kaskady na marmurach klatki schodowej prowadzącej na piętro. by wyjść na mostek. Cisza. . . wysadzaną palmami ulicą szedł policjant francuski lustrując swój rewir. mając u boku policjanta. człapali po zalanym wodą parkiecie. że leżący przed nimi człowiek śpi. Jeśli się nie zatrzyma. Portier zapukał do drzwi salonu. Na stoliku przy łóżku leżały drobiazgi wyjęte z kieszeni. Policjant. a teraz wiatr dryfuje go na nas. stojąc w wodzie. Cisza.dodał sobie odwagi. że nalotów nie będzie. Wspaniałe luksusowe łoże oślepiające bielą i świeżością bielizny pościelowej było puste. W olbrzymiej wannie leżało ciało mężczyzny. Mój Boże. Dochodził do wspaniałego hotelu. Policjant podszedł do drzwi łazienki. to wejdzie nam w rufę". trącił tego anglika za nami. Naraz capitaine polonais otworzył oczy. Głowa była przykryta gazetą. szukając pulsu. jaki będę mijał. Policjant zbudził drzemiącego na kanapie w dyżurce portiera. .Nom de Dieu. Po prostu urządzę sobie coś w rodzaju weekendu. wstrząsnął nimi. Nom de Dieu .jeziora wydał mu się nagle nieprzyjemny. pokojem sypialnym i łazienką. oznajmił w mesie oficerom. Zajrzeli do sypialni. w tym miejscu. -r n est mortl On nie żyje! Policjant położył na krześle gazety i ujął rękę leżącego bez oznak życia mężczyzny. Na chodniku przed tym luksusowym gmachem stała kałuża wody. Był to Pepin Krótki. E-boatów nie będzie. ale i mnie nie będzie!!! Dobranoc. . . Mon Dieu. Na piętrze tym mieściły się luksusowe apartamenty z salonem. słuchając uważnie dochodzących 2 niej szmerów.Nie.Nazwę i numer telefonu przedzwonię do najbliższego urzędu celnego. który przypominał najcelniejsze budowle z okresu kalifatu. Widok. Osłupienie.przypomniał sobie nagle portier i zaczął znów biadać: II est mort. Mon Dieu. w ziewającej drzwiami szafie widać było męski garnitur.powtarzał przerażony portier. a potem przerażenie ogarnęło portiera. Myślę. a woda się leje. Ani żywej duszy. niedawno wykończonego. tę rzucił w chwili. gdy przy formowaniu się ostatniego konwoju wpadł oficer wachtowy z wieścią. zabezpieczający przed jej przelaniem. portfel. Twarz i całe ciało nie nosiły na sobie śladów walki. Weszli do saloniku. nachylił się nad ciałem leżącego w wannie mężczyzny i ostrożnie zdjął mu z głowy płachtę gazety. Zapukał jeszcze raz. Nom de Dieu •. . Piękną. Plik gazet zatykał otwór górnego odpływu dla wody. który ujrzeli. Policjant cicho uchylił drzwi łazienki. ile razy pozostawiał w pośpiechu ulubioną książkę. w tym sezonie mogła pojawić? Rozbudzona ciekawość policjanta uchwyciła koniec tajemniczej nitki w postaci kałuży i rozpoczęła wędrówką do kłębka. Mężczyzna nie dawał oznak życia. Policjant i portier ruszyli razem ku schodom. Na jej tytułowej stronie olbrzymimi literami były podane najnowsze komunikaty o zatopionych przez okręty podwodne statkach. Mój Boże. Cały hali zalany był wodą. Może któryś z panów pofatyguje się i dowie. Wbiegli na pierwsze piętro. Patrzącym nań policjantowi i portierowi wydawało się. c'est le capitaine polonais. na chodniku. Jeśli człowiek ten jest w łazience. że w razie potrzeby znajdą go na lądzie w którymś z hoteli. Greków nie będzie. Skąd się o tej porze. Wypocząć. Podłoga pokoju była sucha. To kapitan Polak .Nom de Dieu.C'est le capitaine. Nigdy jej tutaj nie było. Woda sączyła się z nieskalanie czystych marmurowych stopni prowadzących do hotelu. Lewe skrzydło korytarza zalane byłe do połowy wodą. to człowieka tego zamordowano ł dla zatarcia śladów zalano hotel wodą.

czyli stosów. Drugi oficer poprosił portiera. LOUD. . Zatelefonowałem do celników portowych. nie przestając jęczeć. zauważyłem to przechodząc ulicą i dlatego tu jesteśmy. Portier na samo wspomnienie "Capitaine polonais" skoczył na równe . Ja-mais! Nigdy! Drugi oficer. że nie wolno gościom przeszkadzać. że widzi właśnie wzorową brygadę sztauerów. co mi się przydarzyło . Okazało się. panowie. Wejście drugiego oficera zostało na razie nie spostrzeżone. gdy są zajęci. stały już ułożone w sztaple klepki dębowe rozebranej doszczętnie posadzki apartamentu. że rozkoszując się kąpielą. Naturalnie zatrzymałem apartament na noc dzisiejszą. SZCZĘŚLIWY. która musiała być własnoręcznie przez niego pokwitowana. że spałbym jeszcze. gdyby nie policjant.Oh! Oui.i napełnione kielichy. nie przejął się zbytnio tą wiadomością. * . Na stole stała bateria butelek . Drugi oficer zapukał po raz trzeci.ładunek. Ale portier stanowczo odmówił. Po chwili znaleźli się przed drzwiami. Natychmiast po wyjściu ze statku udało mi się z trudem dostać w hotelu tylko apartament.mówiąc to policjant zasalutował. gazeta. zrozumiał. ma być gotów na godzinę siódmą trzydzieści. Na poręczach krzeseł wisiały marynarki. * Cargo (h.. którzy z wymarzoną precyzją i punktualnością przygotowują to bezcenne cargo* do załadunku. duszą tej całej zabawy był Pepin Krótki. podając nazwę hotelu. HAPPY DAY. pomimo że doszliśmy do Casablanki cało. Zza drzwi słychać było śpiew.Nie można o tak wczesnej godzinie przeszkadzać. by wywołał kapitana. Spróbował otworzyć drzwi. Pozostali dwaj panowie bałwochwalczo spełniali jego rozkazy. Drugi oficer wyruszył na poszukiwanie pięknego hotelu w stylu mauretańskim. Żadnej odpowiedzi. kapitanie.) . "Drugi" sam musiał zapukać do drzwi. jak długo jeszcze pożyję. że pan żyje..wykrzyknął. Wiadomość mówiła o jego osobistym zgłoszeniu się w południe w celu porozumienia się w sprawie udziału w nowym konwoju. LOUD. zasnąłem natychmiast. ba. Cieszę się.nogi. W nocy część gazet spłynęła i zatkała górny odlot wody z wanny. Nikt nie odpowiadał. że ta cała przyjemność zatopienia hotelu kosztowała mnie tylko trzysta franków.. drugi oficer.. O tej godzinie zjawi się jakiś statek. W konwoju. Kilka tygodni w morzu. Jak wynikało z jego obserwacji. by dokończyć rozpoczętej pracy i ułożyć pozostałe już tylko w rogu. Ale jestem zachwycony. on nie jest sam! .Wom de Dieu. w którym wypoczywał kapitan. Monsieur le capitaine . LOD-LY JEY. Trzej panowie pracowali na wyścigi. .. Portier. by go zabrać. pospieszył za nim. za którymi mieszkał Pepin Krótki. HAPPY DAY. ii n'est pas seul! Na Boga. SZCZĘŚLIWY. ale bardzo dobrego wina .. Wszyscy śpiewali chórem z ekstazą w głosie: HAPPY. LODD. HAPPY. leżące jeszcze bezładnie. Patron wyraził mi wdzięczność.mówił Pepin Krótki w salonie przy śniadaniu. Z rana obudził mnie policjant z portierem. Ładunek ten. HAPPY. o zawiniętych po łokcie rękawach. W rogu salonu klęczało trzech panów w spodniach i koszulach. narzekać i pouczać młodego człowieka. Przed nimi leżały. Nie mogłem sobie odmówić przyjemności kąpieli i wypoczynku jeszcze raz na tej ziemi. SZCZĘŚLIWY DZIEŃ. Nie były zamknięte. że nie uniknąłem spędzenia kilku godzin w wodzie. Zapukał powtórnie jeszcze głośniej i nadstawił ucha. Posłyszał teraz dokładnie słowa piosenki: HAPPY. "Drugi" otworzył szeroko drzwi i wszedł do środka. wyobraźcie sobie. deseczki. że wybrałem właśnie jego hotel.Hotel pod wodą. mając za sobą kilka lat doświadczenia i pracy z ładunkiem. gorzej nawet.Nie wiem.niewielka. Nie wiadomo.. gdy tylko zacząłem czytać o konwojach i zatopionych statkach. Z tego co się działo. Co va! Rozumiecie? . . którą trzymałem w ręku przykryła mi twarz. z Polesia rodem.Co się panu stało? -• spytał policjant. Przyzwyczajony do pokonywania większych trudności niż protesty portiera ruszył na poszukiwanie znanego mu z opowiadania apartamentu na pierwszym piętrze. A jednak pomyśleć. . Wykąpałem się ł zasnąłem po raz pierwszy od kilku tygodni. numer pokoju i telefonu i po lekkim dinner z kroplą wina zanurzyłem się w rozkosznej kąpieli. że jutro będę już całkowicie wypoczęty. . by odpocząć po tygodniowych trudach i nie przespanych nocach i że właśnie u niego mogłem tak wygodnie wypocząć. w postaci idealnie ułożonych sztapli.Wyobraźcie sobie. * Następnego dnia z kapitanatu portu w Casablance przyszła dla Pe-pina Krótkiego wiadomość. no i myślę. Jestem pewien.

. HURRAH!!! . będący na najwyższym poziomie kultury duchowej. Trzech panów podniosło się z klęczek. że wielu marynarzy zawdzięcza mu życie. że stoją duchowo od nich o całe niebo wyżej. Płacimy i jedziemy. Panowie rozdzielili solidarnie między siebie przedstawioną przez patrona kwotę rachunku. który uderzył anglika i nastawał na życie polskiego statku. wpadł w furię: . Jeden z panów był kapitanem angielskiego statku.A teraz panowie .nigdy się nie rozstawać aż do końca wojny i po niej .HAPPY.śpiewali w dalszym ciągu. "Drugi" doświadczonym okiem liczył ilość roboczogodzin włożonych w te idealnie poukładane sztaple i według jego obliczeń musiała to być noc wyjątkowo pracowita. W smagłym. Nasze angielskie poczucie humoru. pozostały. Tajemnicę wydobycia z posadzki pierwszych klepek miał zamiar drugi oficer wykryć podczas długich godzin oczekiwania. którym się tak chełpimy. zaproponował obu panom wypicie poimiennego. uderzonego przez greka. Spełniono toast.To było coś wspaniałego. by kiedykolwiek spudłował. Za chwilę potrząsali jego dłonią. . Na razie wszyscy czterej znaleźli się przy śniadaniu w salonie angielskiego statku. gdy podążać będą do nowego celu. na samą myśl o rozstaniu. minuty wydawały nam się latami.Zabieram was wszystkich na swój statek na śniadanie. by nie tracić bezcennego dla nich czasu. Ma fantastyczny wzrok i sądzę. wydawałoby się najbardziej bezsensowna na świecie. Cała ta trójka.mówił dalej . odpuściła sobie nie istniejące własne winy. porozumiewając się na migi.powiedział Pepin Krótki. zaprosił ich na wieczór do siebie. Osobiście mam duże wątpliwości czy nawet w ogóle na szczeblu. Żegnani jego życzeniami szybkiego powrotu do Casablanki. . To jego genialny umysł. niż to co stworzył umysł człowieka stojącego właśnie na najniższym szczeblu kultury duchowej.. Wszyscy trzej panowie spotkali się w urzędzie załatwiającym sprawy ładunkowe. Entuzjazm wzrastał. ale co najgorsze . która złorzeczyła sobie wśród czarnych dni i nocy na Morzu Północnym. W limuzynie drugi oficer zaprowadził jaki taki ład w swojej głowie. jest niczym wobec poczucia humoru mego przyjaciela.wołał. drogą niesłychanej wnikliwości stworzył koncepcję wykąpania naszych umysłów w czymś zupełnie odmiennym.powiedział pan wyglądający na Anglika. nikczemności i złu. że nie byliście ze mną . śpiewając i ocierając pot z czoła. Dorobek tych ludzi w postaci E-boatów. jako najstarszy wiekiem. Zachwyt trzech panów osiągał punkt kulminacyjny.zwrócił się do współtowarzyszy. HAPPY DAY. Pepin Krótki. Za chwilę trzej panowie byli ze sobą na TY. wydawać jedyną . Wszyscy trzej odbyliśmy w jednakowych warunkach tę podróż. Kapitan Jimmy z zachwytem przedstawiał Pepina Krótkiego oficerom angielskim. w oczekiwaniu na zło. podobnie jak najbardziej wymyślne sposoby torturowania ludzi dla samej przyjemności torturowania za to tylko. . którego od dzisiaj mam zaszczyt nazywać po imieniu. była w istocie aktem buntu i rewolucji przeciwko bestialstwu. Duża wskazówka zegara wskazywała godzinę siódmą dwadzieścia pięć.mówił. najbardziej z tych trzech upojony nową rolą. Ten młody gentleman pochodzi z terenów łowieckich Polski. "Drugi" od razu za serce chwycił obu panów.robota skończona. mając do dyspozycji wspaniały apartament. Rozłożysta limuzyna dostarczyła całe towarzystwo pod angielski statek. kończyli układać ostatnie deseczki w sztaple. Który z nich wpadł na taki nie spotykany pomysł? W jaki sposób dobrali się do pierwszej klepki? Tymczasem trzej panowie. o oliwkowej cerze i czarnych włosach pracowniku oficer domyślał się południowca.ZŁO zaczęło się nam. Pepin Krótki napełnił kielichy dla uczczenia wielkiej chwili zakończenia prac ładunkowych. .za najwspanialszy i najweselszy dzień w naszym życiu. by zabrać ten ładunek radości w NIEZNANĄ PRZYSZŁOŚĆ . . Ta nasza dzisiejsza "robota".Wszyscy trzej prześcigali się w symetrycznym układaniu zerwanych z posadzki deseczek. Z wprawą starego myśliwca roz-strżeliwuje za pierwszym strzałem każdą napotkaną minę. wyglądał na Anglika. Drugi właśnie kapitanem greckiego statku.Za pięć minut zjawi się wyimaginowany statek. HAPPY. .Życzymy sobie . Jimmy. . po czym.Pozwólcie przedstawić sobie naszego drugiego oficera.NEYER! NEYER! NEYER! Nigdy! Nigdy! Nigdy! . opuścili hotel. Pepin Krótki na widok drugiego oficera rozjaśnił się jeszcze bardziej. .Żałuję. . U-bootów i rajderów budowanych z jedyną myślą mordowania bliźnich w celach zaborczych jest świadectwem najniższego ubóstwa. podczas której. . PEPIN.Gentlemen . Nie widziałem jeszcze nigdy. NICOLAS i JIMMY.

że lotnik. obywatele Newcastle on Tyne zbudowali schron przeciwbombowy . że z gospodarzami tego kraju. a droga do niej prowadzi nie przez powiększanie zła. oo od niej słyszałem. po których otrzymaniu podpalił bombowiec. Gromadziliśmy w sobie takie samo zło w postaci gniewu i zemsty.Co? Nie domyśla się pan? Przypomniałem sobie. czyli filiżankę herbaty. Pepin Krótki poczuł się królem. Dotychczas to. .nieudolnie tłumacząc. Newcastle on Tyne pierwsze. Przez kilka dni z rządu szczyciła się tym. jakiego w swym życiu spotkałem. otworzył źródło zapomnienia genialne w swej beztrosce przez swą pozorną bezużyteczność.po polsku tylko gospodyni .A! Zdawałem sobie dokładnie sprawę. gdy zacznę naśladować angielskiego dostojnika z opowiadania Bosambo on the River..Czy pan wie. na który .Ale coście zrobili z lot-mikiem? . że jedną z jego ofiar była kilkuletnia dziewczynka? . zrozumienie i zapytanie. Obecna wiadomość.bronią przeciwko złu. była wielką rewelacją. co zrobili z lotnikiem. został ujęty w momencie lądowania na spadochronie po uszkodzeniu bombowca i że TEN lotnik już nigdy nie będzie bombardował w swym życiu nikogo. moja landlady . że jest obywatelką miasta. jak opisywali niedawino w gazetach. co musiał przeżywać. to była ńóc triumfu nad złem. Wydało mi się wówczas. że pierwszy żołnierz angielski padł na ziemi francuskiej zabity przez Niemców i nikt już na świecie nie będzie mógł powiedzieć. by mxi ślą «ie-chciało na zawsze bombardowania nie tylko Anglików. że najlepiej będzie. że gdy uszkodzony bombowiec z ocalałym pilotem wylądował szczęśliwie na polu. Odpowiedziałem: .odpowiedziałem. gdyby przeszli okupację niemiecką. -> Nie domyślam się nawet . Przed tym nim zaczęto budować schrony dla ludzi. Tx> była reWó-lucja i przeistoczenie.odpowiedziałem. jak własnoręcznie z niczego. Każda ułożona przez nas dzisiaj w nocy klepka była widocznym i namacalnym symbolem wyzwolenia od złej myśli. Gentlemen. Na pokładzie statku poczułem się znów w . . z tak zwanymi people . że lotnik ten nie będzie już nigdy nikogo bombardował. możemy mu zaśpiewać z całego naszego serca. za pomocą scyzoryka wydzierając klepkę z posadzki.Czytałem o tym . TAK MÓWI KAŻDY Z NAS. które przede wszystkim zajęło się opieką nad zwierzętami na wypadek wojny. Nie będę opisywał.zdziwienie. Lotnik poprosił farmera o zapałki. Ten zaś człowiek wyzwolił nas z tego obłędu swym genialnym pomysłem. który rozmawiając z Murzynami. Od przystanku autobusowego przeszedłem puste pole aż do rzeki i dostałem się na statek. KRÓLEWSKI ŻART tatek stał przycumowany do pali w górze rzeki na przedmieściach Newcastle. Gdy wychodziłem z domu tego dnia z wizytą na statek.który bombardował ubiegłego dnia Newcastle. tłumem szarych ludzi .uroczyście mi oznajmiła. nosiło odmienny charakter. co przysparza materialnej korzyści. zmieniając tylko barwę głosu. że Anglicy biją się przy pomocy żołnierzy innej narodowości.dla swych psów i kotów. nawet w myśli.Landlady miała łzy w oczach litując się nad przeżyciami biednego lotnika. To nas czyniło słabymi i podłymi. przez co mogło ono oznaczać podziw i . na wszystko co by od nich usłyszał. ale kogoikoP wiek bądź na ziemi. zrewolucjonizował nas i dopomógł do zrzucenia tego jarzma. Mój nowy przyjaciel jest najwspanialszym człowiekiem.mógłbym się porozumieć tylko wówczas. gdy wysłuchał słów ostatniej zwrotki: For he's a jolly good iellow. Zdumiałem się słysząc tę groźną nowinę z ust mojej landlady. izaprosił lotnika na tradycyjne angielskie cup of tea. Żadne inne miasto dotychczas tego w Anglii nie zrobiło. była sama w sobie radością. gdy samolot skończył się palić. zjawił się farmer powitać niezwykłego gościa. Gazety w tym czasie pełne były wiadomości o ostatnim nalocie samolotów niemieckich na to miasto.Nie? No więc pokazano mu poszarpane zwłoki tej dziewczynki.że radość życia nie leży w czymś. Gościnny farmer. Dzięki memu przyjacielowi poznaliśmy sens najwyższej mądrości . Któregoś dnia oświadczyła z jeszcze większą dumą. naszą wspaniałą pieśń. odpowiadał jedną liteirą: A. . z całej naszej duszy. Ta noc w moim życiu.zostałem zaproszony przez kapitana Pepina Krótkiego. . Nie mogłem się domyślić. Wyobraża sobie pan.

dwunastu godzin. Toń naszej cudnej zatoki Czerwieni się w blaskach zachodu. szczegóły walk w Ikraju i czym kraj żyje. a potem przeszli na Kępę Oksywską. Wpijamy wzrok w brzeg Wasz spokojny Jak w symbol wolności narodu. . miało w tym okresie swe największe zastosowanie. W siódmym dniu wojny pochowano na cmentarzu witomińskim kapitana Kosko wśród huku eksplodujących bomb i pocisków. cieszyły się tym. gdzież tam. której dowódcą był kapitan Stanisław Kosko. Trzymali się w Gdyni do dnu trzynastego września. Zmobilizowany został również kapitan Michał Niozko . Śmiertelnie rannego kapitana Kosko zabrał na kuter inny nasz kolega z tego samego kursu . Najbardziej ciekawiły nas wieści o kolegach pozostałych w kraju..Janek Kuczyński. Dopiero gdy zostały zniszczone wszystkie cztery moździerze. Stracili wielu ludzi. że były wolne. Krew plami wydmy piaszczyste. Rozciągał słowa tak. Patrzymy na siebie przez morze Samotne dwa szańce ojczyste. W tym samym dniu zaprzestało walki Westerplatte. Polskie TRUDNO. Na samej północy jej bronią dwa nie zdobyte jej szańce. na własnym skrawku ojczyzny i mogły walczyć. które nie da się chyba przetłumaczyć na żaden z języków obcych. Trzymano się humoru i dewizy . pomimo że każdy ich rejs mógł być ostatni.. jak to robią na Polesiu.jeśli ginąć. Obaj byli w Gdyni. a rannym nie można było już nieść pomocy. To bronią polskiego morza Hel oraz Kępa Oksywska.Dnia 2 września . z werwą opowiadał o walkach w Gdyni. Załogi statków. kilkudziesięciu samolotów. ale broni nie było Jak za czasów Kościuszki osadzili kosy na sztorc i ruszyli do ataku na bagnety. siekąc ich z karabinów maszynowych. to z podniesioną banderą.Panie. wędrując po świecie. . . wiarą i nadzieją na długie dnie i jeszcze dłuższe tygodnie oczekiwania. Możność spędzenia chociażby kilku godzin na tym wolnym polskim terytorium pozwalała naładować się odpornością. z którym trzy lata przesiedziałem na jednej ławie w Szkole Morskiej . odpierając codziennie ataki pancernika. Rumieni się krwią toń Bałtyku. Pomiędzy pływających ludzi lotnicy rzucili bomby. panie. Obecny drugi oficer. Wyżyna Wasza zielona.Dalaj Lama i kapitan Włodzimierz Cybulski Starzec. kto mógł 'broń udźwignąć. Poległ jako kosynier. z którym pływałem na "Darze Pomorza". Statek. którym udało się wydostać z kraju.Aaale. pozostali przy życiu postanowili zaprzestać walki.Polsce. Stu siedemdziesięciu jeden ludzi potrafiło to przetrwać wśród zaib*-tych i rannych. dyrektor Szkoły Morskiej. My tutaj . której obronę tak opisał wierszem. . zamiast przewidywanych sześciu . Wy tam na Kępie Niezłomnej. Kuczyński był także autorem pierwszych podręczników z dziedziny astronawigacji.mówił dalej drugi oficer .zbombardowana została "Gdynia". ale wszyscy pozostali zaopatrzyli się w broń i amunicję. . Gdynia zamieniła się w Racławice. W salonie przygotowane już było wszystko do kolacji. Walczyć w obronie Gdyni chcieli wszyscy. Jego to właśnie inicjatywie zawdzięczał swe istnienie harcerski szkuner "Zawisza Czarny". ale się nie poddawać. "Gdynia" zatonęła momentalnie. którego był pierwszym kapitanem. Wyniosłe Wasze urwiska! Na zawsze już w dziejach zostanie Pamiętna Kępa Oksywska. a potem walczyli na Kępie Oksywskiej. nawigacji i praktyki morskiej dla harcerzy. pod ogniem dział i nalotów jeden z obrońców Helu: Objęta wojny pożogą Polska od krańca do krańca.na półwyspie. artylerii lądowej i setki razy liczniejszej i lepiej uzbrojonej piechoty. Zaproszeni z lądu z największą niecierpliwością czekaliśmy na wiadomości. Każdy z naszych statków miał olbrzymi ładunek tych wiadomości. Potrafił zorganizować podróż na łodzi ratunkowej pod wiosłami do Szwecji i 'z powrotem. stale spotykał Polaków.Andrzej Goebel.No i co? Wysiekli ich z karabinów maszynowych? . 't Dowiedziałem się. że wśród kosynierów był mój kolega. które walczyło siedem dni. załoga skoczyła do wody.

Spełnia wciąż Kępa Oksywska Żołnierski swój obowiązek. wraz z kilkoma innymi. co się na którym statku kiedy wydarzyło.to chyba to. Odbija się w noc krwawa łuna W czarnej spienionej wód toni. a wszyscy trafili do obozów jenieckich. gdzie mogił tak mnogo! Na zawsze już Kępa Oksywska Zostanie Polsce drogą. bo do dnia l października. których nigdy nie przysłali. wolnym skrawku Rzeczypospolitej. . (Pisane dn. . a jednak krzepiącego serca . co do nas należy. na tym najdłużej. że rozmowa schodzi na niewłaściwe tory. zwarci. Do czego? . Powstaliśmy z miejsc. Grzmi ogniem wciąż Kępa Oksywska.Ale najciekawsze ze wszystkiego . i mieli przysłać nam swoje eskadry. Chce. Po to Ameryka uzbrajała Niemców. przy gnieździe karabinu maszynowego w Ja-starni) . . Konie zdały egzamin lepiej od Francuzów . że od napisania Ksiąg pielgrzymstwa polskiego nic na tak zwanym Zachodzie się nde zmieniło. Motorówka dotarła do Szwecji.jak przy czytaniu Potopu. a wszystkie czołgi niemieckie były w Polsce. przedstawiającego najczarniejsze chwile narodu. Próbował jeszcze. Załogi kutrów dostały się do niewoli. by zachować i doprowadzić statek do kraju.A myśmy się dowiedzieli. Na jednym kutrze nie było nawigatora. którzy mordują i rabują.proszę. Gdy noc półwysep otula. że przez cały czas pomimo bezustannego bombardowania z powietrza. Którzy polegli na morzu. Zaszczyt to dla nich nie lada Być pogrzebanym na Kępie. że mamy tylko konie. Gdzie bohaterów tej miary Snem wiecznym śpią takie zastępy! Gdy zmierzch zapada nad morzem. Na razie. W milczeniu spełniliśmy toast.powiedział kapitan . Za morzem bez ustanku się błyska. . Stoimy milczący na szańcach. Usiedliśmy zabierając się do kolacji i niewyczerpanych nigdy tematów. 18 września 1939 r.Jeśli idzie o kosy. co opowiadali o obronie Helu ci.w dniu 18 września przedostał się na łodzi wiosłowej z Kępy Oksywskiej na Hel. . Przed nami długa i ciężka droga do końca wojny.Henryk Borakowski. podczas gdy Francuzi ma wypadek wojny mieli rozpocząć działanie zaczepne w ciągu trzech dni. co go najbardziej bolało.W przeddzień kapitulacji Helu Michał Niczko i wielu innych postanowiło przedostać się do Szwecji na motorówce Straży Granicznej "Batory".Michał . To w boju. Ludzie. ale nie możemy osłabiać sami siebie swarami i niezgodą.Nie bądź dzieckiem. .Ale po co było mówić: silni. której nie dali. Musimy ją przebyć. Cała objęta pożarem I zryta gradem pocisków W walce tak bardzo nierównej Wciąż BRONI SIĘ Kępa Oksywska. Najlepiej jeśli ją przebędziemy z humorem. Starzec po zaprzestaniu walki na niej w dniu 19 września dostał się do niewoli. czynna była elektrownia i była woda w rurociągach. Wyruszyły w drogę również dwa kutry. obiecali dać pożyczkę. Trupy kolegów naszych. .No i co z tego wynikło! Przez trzy dni mówili z Niemcami nie wiadomo o czym.opowiadał dalej drugi oficer . w którym nie ma chwil przer ". przeszedł na kuter. którzy dostali się do Szwecji. Nocami łuną świecącą.Pierwszy raz chyba w naszej historii zadokumentowaliśmy swe przywiązanie do morza. Rozmowa stawała się ogólna. Zbyt mała łódź przy przechodzeniu przez wielki przybój przewróciła się. wody i lądu. ale o dziwo . co płoną. żeby cały sprzęt mieli Niemcom zniszczyć Francuzi i Anglicy? . są to ludzie słabi. Morze na brzeg Wasz wyrzuca. .Rozzłocą się wiosną żarnowce Na zboczach. Mieli czołgów więcej od Niemców. . Słuchaliśmy tego wszystkiego. Wierzę głęboko w zwycięstwo dobra nad złem.trzymały się dwa tygodnie. czył ją prosząc wszystkich do stołu i wznosząc jednocześnie toast: "& tych. a w ciągu piętnastu . jak gdyby z kartek książki czytano ham o nowym POTOPIE. by je u Was w grób złożyć. Wznosiły się w dzień słupy dymu Ponad wioskami. szczęścia w ucieczce jeden z naszych kolegów.TRUDNO . co polegli". czynna była kolej. wobec czego Michał nie chcąc zostawić jego załogi na los szczęścia. gotowi. Michał aż do l października był na Helu.Panowie . a teraz zapraszają lotników niemieckich na cup oj tea.mówił drugi oficer . każdy chciał powiedzieć. Kapitan widząc. którzy wiedzieli. potem rzucili na nich ulotki. Zapanowała cisza. który w młodym wieku osiadł jako kapitan portu we Władysławowie . Na wiosłowej łodzi postanowili przedostać się do Szwecji. którego obroną dowodził kontradmirał Józef Unrug. Osnuta we dnie przez dymy.musimy zrobić wszystko. Wiatr niesie ku nam huk armat Z drugiego zatoki krańca.uderzyć wszystkimi siłami na całym froncie.nie upadaliśmy na duchu słuchając.Jak: to do czego? Do walki kawalerii z czołgami i do ataku z kosami na samoloty. to zdały egzamin lepiej od Anglików. od nasady półwyspu do cypla. czym chata bogata . Wierzę w sprawiedliwość i zwycięstwo. lecz rośliśmy w siłę i wiarę.

również usiłował robić co można. Otworzyła mu landlady. Wznoszę zdrowie "pierwszego" bez krawata. chowali je skrzętnie. Panujący Pepin Krótki uznawał wyłącznie dobre wino i dobry żart. krawat mój stał się również ofiarą pierwszego oficera. Pepin Krótki wstał i nic nie przeczuwającemu pierwszemu oficerowi uciął przygotowanymi w tajemnicy nożyczkami krawat. Tuż przy samym węźle. ." Gdy doszedł do słów: "Jutro może nie być nas. nucąc: "Precz. Po krawacie kapitana przyszła kolej na krawaty mechaników. ale coraz mniej było siły do śmiechu. że jest polskim oficerem". Ci. że zebrany zapas humoru starczy na przetrwanie całej wojny.Zdrowie szóstego bez krawata! . "Pierwszy" zachwycany pomysłem kapitana. Wieczór był bez wątpienia udany.Proszę sobie wyobrazić. że w twej sypialni znajduje się chirik". Zapukał do drzwi tego domku. zdaje się. że teraz pójdziemy przez Atlantyk. Pierwszy oficer nie wypuszczał z rąk nożyczek. Wypito zdrowie "drugiego" bez krawata. . zdrowie .musimy się odprężyć.Zdrowie. jestem sorry .Zdrowie "drugiego" bez krawata! Obecni buchnęli śmiechem. Nikt już nie miał wątpliwości.zahuczało przy stole. Goście szaleli. . Ciął krawaty z wprawą doświadczonego chirurga przy tysięcznej operacji. Entuzjazm po tym wyczynie pierwszego oficera przeszedł wszystko. jakie miały miejsce podczas postoju w Casablance. Oczarowany byłem pomysłem Pepina Krótkiego rozebrania w hotelu parkietu i zazdrościłem drugiemu oficerowi oglądania na własne oczy tej wspaniałej sceny. ale oficera może zastąpić kapitan.muszę cię jednak zawiadomić.Po godzinie nastrój zmienił się już całkowicie. .Zdrowie siódmego bez krawata!!! Był to już krawat radiotelegrafisty. Chink w języku angielskim znaczy szpara. Drugi oficer wtajemniczał mnie w ostatnie wydarzenia.". wołając: . Na pamiątkę. . Z wyjątkiem pierwszego oficera. Co chwila nowe toasty obwieszczały liczbę uciętych krawatów. . Statek został bogato zaopatrzony przez oficerów i kapitana w wino w Casablance. wznosząc kielich z winem.Zdrowie! Zdrowie! Król Pepin Krótki promieniał. żargonie. .Panowie ..wołał pierwszy oficer.albo po prostu jest mi bardzo przykro . Zanim zdążyłem się zorientować. Pierwszy oficer. że wczoraj w nocy policeman zobaczył przebijające przez szparę w firankach światło w oknie na pierwszym piętrze. Tymczasem kapitan bawił gości opowiadaniem o wydarzeniu.rzekł kapitan . co było dotychczas.. Przerażona i zmartwiona landlady załamała ręce w rozpaczy i zawołała: "Co ty mówisz? On mnie zapewniał. Było mu wciąż jeszcze za mało. Na stole stało jeszcze wiele butelek z dobrym winem. W salonie zaczynało być coraz weselej i gwarniej..Zdrowie pierwszego gościa bez krawata! . złapał nożyczki i błyskawicznym ruchem obciął w podobny sposób krawat drugiemu oficerowi. a sypialnie znajdują się na pierwszym piętrze. będąc zastępcą gospodarza.. by utrzymać wesoły nastrój. oznacza Chińczyka. Długo nie namyślając się "pierwszy" uciął krawat kapitanowi. obecni płakali i łkali ze śmiechu. ale w slangu. jakie miało miejsce podczas ostatniego nalotu: . Obecni żart królewski uznali za wspaniały. Tylko humor może nam pomóc pokonać przeszkody i utrzymać w równowadze duchowej. którym obcięto krawaty. chcąc mu dorównać w dowcipie. precz od nas smutek wszelki.wzniósł okrzyk pierwszy oficer. Pierwszy oficer zachwycony wywołaną radością. uciął nożyczkami krawat trzeciemu oficerowi. Brawom nie było końca.Zdrowie "trzeciego" bez krawata! Statek nie posiadał etatu czwartego oficera. ale pierwszy oficer był-zupełnie odmiennego zdania. a zaproszeni goście mieli jeszcze nie obcięte krawaty. Pierwszy oficer był w ekstazie. Pierwszy oficer wyglądał bardzo zabawnie z tym węzłem pod szyją. "Lady. wołając: .Zdrowie piątego bez krawata! .Zdrowie czwartego bez krawata! .

że celem wyprawy będzie Norwegia. . UŚMIECHY LOSU IN a olbrzymiej redzie Greenock formował się konwój. Polska kuchnia bardzo się admirałowi spodobała i co dzień chwalił naszych kucharzy z "Chrobrego". Posiadał francuskie nazwisko.A co . Niby to szło na świecie ku wiośnie. Pogoda zgadzała się z tym. Leżało w nim kilkanaście przepięknych krawatów. Cały ich barwny stos ułożył przed pierwszym oficerem. i sprawdzając swe domysły na mapach. ale otaczające redę poszarpane szczyty gór były jeszcze szaroziemiste. Tego tylko wam zazdroszczę. któremu . zaczął powoli łagodnieć. proszę mi wybaczyć.zadałem bezsensowne pytanie: "Jaki jest klimat w Glasgow?" Otrzymałem na to natychmiastową odpowiedź: "W Glasgow nie ma klimatu. Tutaj co dzień pada deszcz!" Czekając na inne okręty. że mieliście więcej uciechy ode mnie. który nauczył go kunsztu znajomości wykwintnych potraw. . nie mając o tym pojęcia. "Pierwszy" roześmiał się ucieszony i zawołał: .Podobają się panu takie same jak i mnie. Nie wierzyliśmy.Zdrowie drugiego gościa bez krawata! Podnoszono kielichy rękami drżącymi od śmiechu i spazmatycznego łkania. Naraz na twarzy jego odmalowało się zdziwienie. do którego można podejść dotykając nieomal burtą do ściany skalnej?" Był to rok 1940. Według admirała Paryż "był jedynym miastem na świecie.myślał pan. ułatwiające odszukanie ich W wielomilionowej metropolii.Moje krawaty! . . przerywany tylko niekiedy nieoczekiwanym łkaniem. które mogły obecnie wchodzić w krąg zainteresowań Admiralicji.Zdrowie! Zdrowie! Zdrowie! Gdy ucichła nowa fala śmiechu. byliśmy zgodni co do tego. które miały się z nami udać w tajemniczą podróż. korpulentny staruszek o białych włosach wraz_ z wybuchem wojny wirócił z emerytury do czynnej służby.szalał. Niski. że pozwolimy sobie bezkarnie obcinać krawaty? Na wszelki wypadek przed ucięciem panu krawatu poradziłem wszystkim. że zniszczył je pan własnoręcznie. Stało się najlepiej. ale nie płakał ze śmiechu tak jak wszyscy .powtórzył szeptem zamyślony. Wyznaczono go na dowodzącego konwojem. jakimi witano każdy przez niego ucięty krawat. Admirał przybył na nasz pokład z adiutantem i sygnalistami. "Pierwszy" z uśmiechem zanurzył ręce w szczątkach jedwabnych materii i podniósł kilka do góry.Dla takiej uciechy można było ich poświęcić znacznie więcej. ale nie martwiliśmy się na razie tym zagadnieniem.Zdrowie trzeciego i czwartego gościa bez krawata.chcąc podtrzymać towarzyską rozmowę .Zdrowie! Zdrowie! Zdrowie! Wszyscy biesiadnicy mieli już teraz obcięte krawaty. Przez łzy patrzano na błyszczące w rękach pierwszego oficera nożyczki. by nałożyli sobie pańskie krawaty. szarostalowa woda odbijała szare chmury i stalowe strugi deszczu. Wyliczając wszystkie kraje.powiedział kapitan.upajał się wybuchami radości. Usiłowaliśmy jak najszybciej poznać admirała. że należy je zniszczyć. Zazdroszczę wam tylko. że w oczekiwaniu na inne statki podniósł na nim swą flagę dowódca konwoju. Na znak dany przez kapitana drugi oficer wstał i zaczął zbierać od biesiadników końce obciętych krawatów. Zdumiony "pierwszy" otworzył pudło. Dzięki humorowi.. iiii piątego! . Admirał bardzo nam się podobał. jego współpracowników i styl pracy. które posiadało 'drukowane przewodniki poświęcone wyłącznie potrawom całego świata. Pierwszy oficer trzymał sią najlepiej . wesołości i dowcipowi wyczarowanemu przez kapitana. . . by Norwegia miała zamiar bić się z Anglią w obronie swej bezwzględnej neutralności. otrzymywaliśmy od admirała pytania w rodzaju: "W jaki sposób moglibyśmy wysadzić szybko ludzi na skalisty brzeg. W zamian proszę przyjąć ode mnie nowe. co powiedział mi kiedyś agent naszej kompanii w Glasgow. . który miał otrzymać specjalne zadanie.Znam pańską słabość do ładnych krawatów . przyglądając się jak sam tnę swoje krawaty. a potem wyrwał się okrzyk: . Śmiech. kapitan wstał od stołu. Nasz transatlantyk został wyróżniony tym. były bardzo stare i uważałem.Moje krawaty . z szuflady biurka wyciągnął ozdobne pudło i wręczył je pierwszemu oficerowi.zawołał Król Pepin Krótki . . obecni znaleźli się w jakiejś oderwanej od codziennego życia rzeczywistości. ale te pańskie. W podziękowaniu za ten wspaniały żart wznoszą zdrowie kapitana. głośno sławił Paryż i swego ojca.

Widać od nas jak na dłoni. trap za wysoko! W myśli wini wszystkich oficerów: "Służbowy.Nu. o dwóch kominach i wdększej od nas szybkości. co i my. żeby pożegnać admirała. oni . Widać już tylko wzniesione ręce. Podest niknie pod powierzchnią. czy wszystko w pobliżu trapu jest w porządku. trzeci. który usiłuje postawić nogę na platformie trapu. wszystkiego sam nie dopilnujisz! Tymczasem admirał schodzi już po naszym trapie do motorówki. tu na przykład! Nie podmyte! Nie podmalowane! Nu. przykłada palce do daszka i z uwagą śledzj ruchy admirała. jeśli pomylimy jakiś sygnał? Nasz szczęśliwy dwukominowy rywal stoi już trzy dni obok na rej dzie.Nu.Nu. Nu.. Zaczęliśmy się ćwiczyć w odczytywaniu sygnałów. Spieszyliśmy się z tym wszystkim. jak na dwukomina-wcu kapitan o rysach twarzy ze starej rzymskiej monety wychyla się nieprzepisowo za burtę. Kapitan u góry przybiera gościnny wyraz twarzy i szepce: . że wszystko jest w rękach opatrzności i wszelkde frasowanie się na zapas jest niewskazane. że na dwukominowcu kapitan niespokojnie sprawdza. My ze swej strony staraliśmy się zapoznać ze wszystkim.Nu. by nie stać się łupem okrętów podwodnych. spływa z masztu flaga dowódcy. popuścieże trap! Nu. My.admirał i jego adiutant. Z motorówki jeszcze uśmiechają się do nas .TRAP! Nu. by znaleźć się przy pierwszej. jatk nie dopilnować tak ważnej rzeczy". że w tym kraju klimatu nie ma . a staruszek z niewiadomych przyczyn lekceważy sobie oczekujący jego przybycia wspaniały transatlantyk. Ale admirał ani rusz nie chce się z nami rozstać. Liczyliśmy się z tym. zaciśnięte kurczowo na łańcuchach podestu. Stary admirał jest już purpurowy z wysiłku i-wtedy właśnie udaje się sternikowi zluzować linę. za dużo! Za dużo! . za dużo żeście trap popuścili! . Jak gdyby nie widział tych pysznych kominów czekających na niego. . Ale najbardziej się ożywiał przy posiłkach i z przyjemnością słuchaliśmy krótkich. Właściwie możemy już się rozejść. Nasze troslki rozwiewał pcw^li-dzeniem. Nu. przyglądał się pracy załogi.żeby go przywitać. czwarty oficer. że admirał zechce zapewne przejść •na stałe na większą i szybszą jednostkę. na którym chcą go mieć z tych samych powodów. Wszyscy oficerowie nawigacyjni stoją na otou transatlantykach przy trapach. Jednocześnie. by się przyj-rzećj jak będzie wyglądało wejście admirała na pokład naszego rywala. Kapitanowi naturalnie wydaje się. W chwili gdy admirał dostawił drugą nogę do pierwszej i zaczerpnął powietrza przed długą wędrówką po trapie do góry . nu. Znamy oficerów na naszym szczęśliwym rywalu i z łatwością możemy odtworzyć. popuścić! Noga admirała z trudem dosięga podestu. przede wszystkim starszy oficer. aby popuścić trap. Widzimy. ujętych w miłą formę opowiadań z długoletniej jego służby w Nawy.admirał. Tam mają wszystko przygotowane na jego przyjęcie. Dzisiaj właśnie mamy wyjść w nieznane i dzisiaj admirał przechodzi na dwukominowego rywala. z palcami przy daszku czapki. . Woda zalewa twarz admirała. A co się stanie. Motorówka dobija ładnie do trapu. mógłby zobaczyć i podmalować. że jeszcze jest nie dość porządnie: . ale przechodzimy wszyscy na lewą burtę. Wygodniej być statkiem dowodzącym i wydawać rozkazy aniżeli czujnym "satelitą" wiecznie wpatrzonym w statek dowodzący. zygzakowanie.trap zaczyna szybko usuwać się do wody. Było nam z tego powodu bardzo "markotno".zaświeciło słońce. by nogę postawić na podest. usiłując poddźwdgnąć na rękach swe ciało tak. czego będzie od nas wymagał: sygnalizacja między statkami podczas drogi. Ale trap jest za wysoko podniesiony. Słyszymy. ponieważ miał zawinąć na redę flagowy statek naszej kompanii.Staruszek był miły i prostaduszny. Staruszek wpija dłonie w łańcuchy. Sam z dużym zainteresowaniem słuchał opowiadań o naszym kraju. drżące ręce przerażonego sternika usiłują rozluźnić linę talii. Nu. co który z nich mówi i myśli.woła uśmiechnięty wciąż gościnnie kapitan. nu. Ale starszy. Z każdym dniem stawał się coraz bardziej serdeczny. Wbrew twierdzeniu agenta z Glasgow. jak kapitan woła: .. a wraz z nim . W chwili gdy druga noga admirała robi wysiłki. ni może on więcej dhodzić po pokładzie? Nu i pasażerek że nie ma.

Olbrzymie fontanny wody zalewały pokład. Widać na razie tylko jego ręce wyciągnięte do góry.. Wynurzyła się duża "pierś marynarska". ponieważ w okresie naszego pobytu na tych wodach nocy jako takiej nie było. wiecznie kraczący. Początkowo za "ciekawe" uważaliśmy ciągłe naloty samolotów niemieckich. Załadowani byliśmy amunicją i wojskiem. Patrząc na opalizującą powierzchnię oceanu można było zapomnieć. Zameldowałem admirałowi numer zygzaku. dowożąc wojska desantowe z podniesioną na maszcie flagą dowódcy konwoju. Te bombardowania z powietrza powtarzały się tyle razy dziennie. to jest zmianie kursu przez statek w ściśle określonych odstępach czasu.Obudź mnie.jako jego zastępca . z czego się dało strzelać do nieba. Był przeciwieństwem pierwszego admirała. błękitne zadumanie objęło cały świat.tutaj na dalekiej Północy. Przypominało to plantatorów odpędzających nalatującą szarańczę przez wytwarzanie hałasu. że admirał z dziada pradziada był urodzonym kawa-lerzystą. ale na tych szerokościach na przełomie wiosny i lata udaje mu się to z trudnością.. Parę minut później znów podnosiliśmy flagę dowódcy. Kapitan u szczytu trapu nie przestaje się uśmiechać. Była to jedyna rzecz. Wszystko to miało na celu ochronę przed niespodziewanym atakiem zaczajonego okrętu podwodnego. Najstraszniejsze. Rzut oka na oblepiony mokrymi spodniami "piedestał" dostojnika wskazuje na to. Nic dziwnego. Krążenie polegało na tak zwanym zygzakowaniu. W przeciwnym razie o śnie w ogóle nie mogłoby być mowy. na szerokości Lofotów. tak dalece byli do nich przywiązani. Krążyliśmy ze zmniejszoną szybkością wzdłuż brzegów. Woda przechyliła mu czapkę. Razem z wodą spadają na podest trapu ciężkie. Złocistoszafirowy nastrój został zupełnie zepsuty. Każda seria zmian kursu była oznaczona innym numerem w specjalnym spisie. Nazwaliśmy go "Krukiem". Admirał zaczyna się stopniowo wynurzać. Nareszcie wynurza się podest. czekając na umówione przyjście sił sprzymierzonych. patrząc z mostku naszego transatlantyka na ocean przypominający laguny Wenecji . co jest przeciwieństwem błogosławieństwa plus wielki statek par sażerski). znajduje się w pierwszej linii bojowej. na przemian po dwanaście godzin.chciało się deklamować. Numery te wydawały się nam czymś w rodzaju herbów rodowych każdego kolejno zaokrętowanego na naszym okręcie admirała. że trwa dziewiąty miesiąc wojny i że "Chrobry". "Złocisty to był dzień. nasiąknięte wilgocią wyrazy. Słońce usiłowało zajść. O godzinie szesnastej piętnaście "oko" z punktu obserwacyjnego na maszcie zameldowało. . Samolot odlatywał i artyleria okrętów wojennych przestawała hałasować. że staraliśmy się obaj wyspać przy najmniejszej okazji. Twarz kapitana zastygła w uśmiechu.. Stanowiliśmy przysłowiową "beczkę prochu". podczas których okręty wojenne stwarzały niesamowity huk. która Kruka interesowała. W tej samej chwili na mostek wszedł admirał. co admirał posiada w swym słowniku. tego 'który wyruszył z nami na podbój Norwegii. strzelając ze wszystkiego.Oczekujący na admirała oficerowie transatlantyka rzucają się teraz wszyscy i zaczynają pośpiesznie wybierać talię. Dodałem. Zgodnie z zarządzeniem Admiralicji pełniłem z kapitanem . Schodząc z mostku powiedział: . Wychodzą z wody nogi. Admirał stoi na razie nieruchomo na platforemce. jak gdyby wołające o pomstę do nieba. przydzielony do korpusu ekspedycyjnego sił jego królewskiej mości króla Anglii. Kapitan rzuca rozkaz i oficerowie przestają wybierać talię tra-pową. Po ogłoszeniu alarmu nakładaliśmy zamiast czapek hełmy. Gwałtownie wybierana talia podnosi trap do góry. Nieprzewidziana kąpiel zniszczyła dostojny wygląd admiralskiej postaci... by wystać owe dwanaście godzin na mostku. Nagle admirał robi zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i wpada w ramiona stojącego ?a nim w motorówce adiutanta. o których dawał znać specjalny zegar ustawiony w pobliżu sternika. Teraz też kapitan położył się na kanapce w nawigacyjnej. Był to niski zasuszony pesymista. to: Damn big liner (coś. Wygląda w niej teraz staruszek bardzo zuchowato. że meldowano z kosza na maszcie dymy zbliżającej się eskadry. iż widzi na horyzoncie^ dymy zbliżającej się eskadry francuskiej. nasz transatlantyk.. by podnieść ciężka trap wraz z admirałem." . że trzeba je było w końcu zaliczyć do rzeczy nieciekawych i spać spokojnie. robiliśmy niewzruszony wyraz twarzy i zastygaliśmy na mostku. jak będzie coś ciekawego.wachty na mostku. iktóry o mało co nie stał się samodzielną jednostką pływającą. przede wszystkim floty francuskiej. Była godzina czwarta po południu.

co tak źle strzela. Ani jednego okrętu. jeszcze trochę pospać. JEST OMYLNY. Wybiegliśmy na mostek. przygląda się nam z napiętą uwagą. Wyskoczyłem na skrzydło mostku. Jednocześnie dałem rozkaz do maszyny. Nie było wątpliwości. Leżąc na kursie west. Ale teraz powstało pytanie. co przeżyliśmy przed chwilą. Z szafiru nieba zniknął ostatni ślad pocisku. Porządkowałem w myśli zaszłe wypadki i szufladkowałem w głowie zdobyte doświadczenia. że leżymy na kursie west. że to niemiecki? . Uśmiechaliśmy się patrząc. Wzrokiem wskazałem Kruka. Wszelkie alarmy właściwie nie miały znaczenia: następne pociski musiały w nas trafić. słychać kanonadę.zwiększyć odległość. że przyjaciel nasz z wielu lat wspólnego pływania.musieliśmy natychmiast wylecieć w powietrze. ale trochę przybladł słuchając mego "ciekawego" opowiadania. by zmniejszyli szybkość. dopadłem telegrafu maszynowego. z prawej burty.. że już więcej nic ciekawego w życiu nie zobaczy. trzymając lornetkę przy oczach. który wysunął się zza wyspy. zanotowałem zdanie: ADMIRAŁ NIE JEST PAPIEŻEM MORSKIM. że o dwie mile za rufą znajduje się niemiecki krążownik. Pozostała jeszcze kwestia obudzenia kapitana.nikt z nas nie próbował nawet jej ukryć. to jest: "tyle co koń wyskoczy". Uśmiechnęliśmy się obaj patrząc na niego. Olbrzymie fontanny wody wytrysły tuż przy dziobie. Zasępiony admirał zniknął gdzieś z mostku. obawiałem się słusznie. a lecące właśnie na nas bomby . jaką byliśmy załadowani . że.obecnie starszy mechanik naszego transatlantyka. Wysoko w szafirze zawisł nad nami złowieszczy ptak germański. Zgodnie z przepisami. Wpadłem do nawigacyjnej i śpiącemu 'kapitanowi wykręciłem duży palec u nogi. Wróciłem do sternika i kazałem położyć się na poprzedni kurs. Sternikowi kazałem położyć się na kurs north.. ale pociski w nas nie trafiały. jak lecą: dwie. patrząc tym razem w niebo.German cruiser! Po polsku znaczy to tyle. Jednocześnie sternik zameldował. W przegródce pod A. "złocisty to był dzień". gdybyśmy w dalszym ciągu leżeli na kursie north? Oficer wachtowy nastawił zegar na początek "zygzaka rodowego" Kruka.spytał kapitan. Kapitan poszedł z powrotem do nawigacyjnej.W jaki sposób doszedłeś do wniosku. dając trzy razy maprzód. jeżeli będzie coś ciekawego. zmieniło się w radość . Wraz z kapitanem zaczęliśmy się przyglądać niemieckiemu krążownikowi.nic nie znaczącym drobiazgiem. Rozpoznaliśmy w nim natychmiast przeciwlotniczy krążownik angielski.Admirał jak zwykle nic nie odpowiedział i wyszedł na skrzydło mostku zabierając moją lornetkę. do kogo strzela nasz przeciwlotniczy sojusznik? Znów wyskoczyliśmy z kapitanem na skrzydło mostku. czarne! W tej samej chwili spostrzegliśmy. Ale ponieważ prosił. Za chwilę usłyszałem jego złowieszcze krakanie: . Po tym. że uważa nas za pomylonych: ludzie uśmiechający się do lecących na nich bomb nie mogą być normalni! Uczuliśmy straszliwy wstrząs. Od strony krążownika i zbliżającej się floty francuskiej słychać było kanonadę. Napięcie nerwowe na mostku. Najlogkzniej byłoby. ale jest zbyt daleko. żeby go obudzić. Co by było. Natychmiast po tym zabiegu mogłem go poinformować. Na pokładzie pozostało słońce i wrażenie. że flota francuska zbliża się od zachodu. Niemiecki krążownik walił z wszystkich dział. Należało więc się pośpieszyć. Statek jakoś nie wylatywał w powietrze. że leżymy teraz na kursie north i że pierwszy pocisk padł przed dziobem. Stojąc na skrzydle obserwowałem oddalający się samolot ścigany chmurkami rozpryskujących się pocisków. byliśmy zwróceni do krążownika lewą burtą i stanowiliśmy wspaniały cel. PIKRAT! PIKRAT! WYLECIMY W POWIETRZE . co niemiecki krążownik. a przy tej ilości amunicji. z eskorty nie ma w zasięgu widzialności. który już kiedyś nas eskortował. W tej chwili przed dziobem padł pocisk. . Dodałem jeszcze. wslkazywał ręką na oddalony od nas o dwie mile krążownik. tak by tego nie dostrzegł. wydał się nam gołębiem. natomiast . Admirał. w teczce zatytułowanej ADMIRAŁ. by mogła wziąć udział w naszej obronie. które osiągnęło po raz pierwszy chyba swą maksymalną granicę. kolega z tej samej szkoły . ale bez przekonania. gdyby tę ostatnią podróż odbył we śnie. że do maszyn dałem "całą naprzód". Wszystko to miało za zadanie zmniejszyć nas jako "cel" dla krążownika. Jest to najszybszy sposób (budzenia w nagłej potrzebie. Kapitan był jak zawsze bardzo spokojny.

Staramy się go zidentyfikować. I że rozpoczęliśmy wojnę jak głupcy. zostałem zaopatrzony przez Matkę w kilka koszul. Gubimy się jednak w szczegółach. wysilił na przyjęcie sztabu cały swój kunszt kulinarny. Wędrowała sobie parokonnym zaprzęgiem drogami przez lasy lub pola. z dopiskami . w momencie zakończenia wysadzania z naszego transat-lantyka "Chrobry" pierwszych oddziałów wojsk angielskich w Norwegii. z powodu których oni są zmuszeni jechać teraz. Witamy ich entuzjastycznie. Szef kuclhni. że liczba "15" otoczona była czerwonym k6łkiem. że jesteśmy bloody Poles. wyjaśniając. że nie braliśmy czynnego udziału w obronie kraju. Nie mamy już wątpliwości. Wymarli na dżumę czy na cholerę? Co to może być? Ani jednego człowieka. które zmieniają się w nich samych . mając na pokładzie dowodzącego konwojem admirała. * Po wyjściu z Greenock czekamy w jednym z portów wschodniego wybrzeża Szkocji na zaokrętowanie się oddziałów desantowych. W naszych kabinach pełno jest opisów i ilustracji na temat tragicznych \vydarzen z września. Tym. często przemieszane ze sobą bez żadnego związku i logicznej ciągłości. przeklęci Polacy. Przez lornetki dostrzegamy zupełną pustkę na pokładach olbrzyma. by walczyć w Norwegii. gdzie posłużyła mi jako koszula nocna w ostatniej jego potrzebie*. zamiast dać Niemcom autostrady. tradycyjnej bazie brytyjskiej Home Fleet. za co spotkała nas zasłużona kara. czy też rozebrać się i wypocząć. Przed wielu laty. Czekające niebezpieczeństwa wydają się nam jakimś zadośćuczynieniem za to.JLt szedłem z mostku. Postanowiłem spotkać w niej dzień 15 maja 1940 roku. Gdynia 1961. by godnie przyjąć aliantów. Wchodząc do kabiny mimo woli spojrzałeip na kalendarz. skąd wyruszyliśmy jako okręt flagowy. czy położyć się w ubraniu. Postanowiłem więc' nałożyć swą uroczystą "śmiertelną" koszulę.wydarzeń przy datach.pierwszy przystanek w Scapa Flow na Orkadach. Ale co mu się przydarzyło? . że jest to battleship. Ta. na najszybszych pojazdach. będzie prawdopodobnie żył jeszcze bardzo długo. Nigdzie ani żywej duszy. Chcąc zobaczyć na własne oczy. bezpośrednio po skończeniu gimnazjum. ale w odpowiedzi słyszymy. że przyjemniej będzie raz jeszcze rozebrać się. Na "Chrobrym" znajdującym się w tej chwili w pobliżu Lofotów. Położyłem się do koi i przed zaśnięciem usiłowałem zaprowadzić jakiś ład wśród chaotycznego tłumu pędzących myśli i wspomnień.*"Narysowałem je przed miesiącem. i jak z rogów obfitości zasypywał tym czarnobiałym pyłem najwytworniejsze potrawy. z powodu swych fioletowych pasków. którzy przychodzili do mojej kabiny i pytali. w drugą pieprzniczkę. jeśli nie mają o tych. Miałem przed sobą perspektywę czterech godzin snu. przetrwała pozostałe. Zdecydowałem w końcu.wydał ostateczną konkluzję szef kuchni. że kto przeżyje ten dzień. Widniały na nim wszystkie dni kwietnia i maja 1940 roku. pełniłem funkcję starszego oficera i za cztery godziny miałem zmienić kapitana. * Przybywają pierwsze oddziały tommies. (Znaczy Kapitan. * W drodze do Norwegii . Na prawach pamiątki z domu rodzinnego trafiła razem ze mną na "Piłsudskiego". koło 67° szerokości północnej. Nasze wzburzenie stara się uspokoić szef kuchni. Podchodzimy coraz bliżej do tego martwego widma. Żyjemy tym. Teraz wspomnienia gnały w niezliczonych ilościach.odpowiadałem ogólnikowo. Spojrzałem na zegarek. które mi się nie podobały. Ostatni ich odcinek pod nazwą "kampania norweska" rozpoczął się na olbrzymiej redzie koło Greenock w Szkocji. jakie wrażenie wywołają przygotowane specjały. Przedtem można było jak gdyby śledzić jedną jakąś myśl wędrującą przez odpowiedni dla niej krajobraz. co ma oznaczać owo czerwone kółko . Dzień 15 maja różnił się tym od innych. który miał się rozpocząć za dwie godziny. W pustyni tej widzimy tylko jeden wielki pancernik. . Olbrzymia reda pozbawiona krajobrazu. Do 15 maja brakowało tylko dwóch godzin. Każdy bez wyjątku brał w jedną garść solniczkę.Ci ludzie nie mogą mieć właściwego sądu o innych rzeczach. W kampanii tej zmienił się zupełnie nasz sposób myślenia i wspomi* Patrz opowiadanie Autora: W drodze do Nowej Zelandii. nania. co się TAM działo i dzieje. Zgodnie z kalendarzem moment uznałem za poważny. Nareszcie będzie się coś działo: ofensywa aliantów. Jest to już dziesiąty miesiąc drugiej wojny światowej. Wydawnictwo Morskie). Nie byłem zdecydowany. że od tych ludzi nie możemy spodziewać się rozsądnej oceny sytuacji. udał się do salonu i dyskretnie obserwował zabierających się do jedzenia oficerów.

brzmiała: Push! Crash! Smash! Co w dowolnym przekładzie. Huraganowy ogień całej zgromadzonej floty zdołał zniszczyć jedynie mit o skuteczności obrony przeciwlotniczej okrętów wojennych zaopatrzonych w silne baterie specjalnych dział. zarządził natychmiast zbiórkę całej wolnej od służby załogi na wspólną modlitwę przed akcją. Cease jirel Zaprzestać ognia! . że nasz transatlantyk został wyróżniony prawem uczestnictwa w akcji w pierwszej linii bojowej. Na salę wszedł siwy admirał z biblią w ręku. Na niebie widoczny był już tylko jeden samolot .tytuł tej książki rozpalał niegdyś dziecinną wyobraźnię chęcią zobaczenia zatoki. Zwycięstwo ich mogło się przejawić w dobrze spełnionym obowiązku. Krew w nas krzepła. naśladująca głosy natury. że samolot zaczyna -dymić i spada. który podniósł swą flagę na "Chrobrym" jeszcze w Greenock. Po długim i bezskutecznym ogniu wszystkich stojących w fiordzie okrętów samoloty zrzuciły to. a sierść fiordów zjeżoną najbardziej na głowie ciągnęła się aż do ogona. Najdłużej strzelało działo "Chrobrego". nie oddającym ściśle ducha bojowego. Załoga wybrała Boże. Za chwilę "nasz" admirał otrzymał od admirała głównodowodzącego depeszę zawierającą dwa lakoniczne słowa: your bird . Zarządzenie admirała spodobało się załodze. W jednym z nich rzuciliśmy kotwicę.wasz ptak. Gdy przebrzmiały ostatnie słowa pieśni. jak jeden drugiemu przykłada lufę karabinu do brzucha. którym był Nordkapp. krążowników i destrojerów. admirał potrafił tylko powiedzieć: "Załoga. * NAD DALEKIM CICHYM FIORDEM . który miano pociąć na złom. Kapitan złożył mu meldunek o zebraniu załogi na modlitwę przed akcją. Naraz ujrzeliśmy. Stary admirał otworzył biblię w miejscu założonym czarną taśmą i zaczął głośno czytać wybrane na tę chwilę przez siebie wersety. że samotnie idący statek powinien otwierać ogień do KAŻDEGO nadlatującego samolotu. Kiedy więc nadleciał nad statek nisko idący samolot. gdy przyglądaliśmy się z mostku. .nie chciało tak łatwo przeniknąć do świadomości tommies. otworzyliśmy ido niego ogień ze wszystkiego. Staliśmy w asyście wielkich pancerników. bez względu na warunki. Po angielsku nazywa 6ię dummy battleship. zadałem mu pytanie: . Pieśń zrobiła wielkie wrażenie na admirale. Pełni byliśmy wiary w powodzenie wyprawy i zwycięstwo. Gdy skończył. by załoga zaśpiewała którąś ze swych pieśni. Po chwili dowiedzieliśmy się. co chciały. Szczęśliwie tylko jedna trzecia groźnego hasła bojowego została wykonana. I nic! Zakrzepła w nas krew stawała się zimna i wcale już nie kipiała. i repetuje ostrą amunicją. Dowodzący konwojem admirał. co było do strzelania na "Chrobrym". Jest to naturalnej wielkości makieta pancernika. nigdy nie zginie". Zwodnicza iluzja potęgi. wyk"onana ł drewna i umieszczona na kadłubie jakiegoś starego statku. pełni zaufania w powodzenie niezwyciężonej Nawy. której norweska nazwa brzmi jak nazwa kwiatu.Attention! Attention! Uwaga! Uwaga! . by mieć wygodne oparcie. coś Polskę.odezwały sią wszystkie ełośniki na "Chrobrym". jeśli zestrzeli się samolot zaprzyjaźniony? odpowiedź brzmiała: be sorry! Niech ci będzie przykro. Na obroży pod gardłem wisiał krążek z napisem: Oslo. które dla wykorzystania okazji "ćwiczyło sią" jeszcze po zaprzestaniu ognia przez całą eskadrę. zaproponował. * Nasza gorąca polska krew zamieniała się powoli w zimną angielską na widok tommies zaprawiających się we władaniu bronią palną. Dziwni to byli rycerze. Ich dewiza.Nic.cel naszego działa. w jakich się okręt znajdzie. Modlitwa przed bitwą odpowiadała nastrojowi dhwili. którym za broń w tej walce miała posłużyć wyłącznie własna praca. nie trafiając nikogo. W parę chwil później dzwonki alarmowe oznajmiły. Otworzyć było łatwiej niż zaprzestać. I oto znów fiordy. gdy z trudem udało się nam zatrzymać najbardziej zdyscyplinowaną armię świata w jej rozpoczętej akcji. wspólnie z okrętami jego królewskiej mości króla Jerzego VI. Załoga zebrała się w największej sali. Omawiając z kapitanem epizod z zestrzelonym przez "Chrobrego" samolotem. gdy na odprawie powiedziano nam. Na pytanie: co będzie. Fiordy zobaczone pierwszy raz na mapie przypominały zjeżoną sierść na karku niedźwiedzia znieruchomiałego nad Europą.. która tak śpiewa. że jesteśmy przedmiotem zainteresowania ze strony samolotów niemieckich. oznaczało: Atakuj! Miażdż! Rozbijaj! Samplot okazał się brytyjską łodzią latającą typu "Sunderland". W wiele lat później w podróżach wycieczkowych na naszych transatlantykach poznaliśmy fiordy jak własną kieszeń.

Generał postanowił deski podarować Anglii. . co należy robić." Zmogłem się i postanowiłem podtrzymać tę angielską zabawę. osnutym na tle walk w Indiach w zeszłym stuleciu.Wszystko będzie gorzej niż myślisz! * W fiordowym futrze niedźwiedzim oraz wokół niego życie mieliśmy urozmaicone trzema zabawami: w ^ciuciubabkę" z flotą niemiecką. Zasalutowaliśmy sobie i rozeszliśmy się.nie trafi" ustawała na chwilę jedynie w nocy. że jesteśmy gdzieś w wytwórni filmowej. Generała nie trafili. w której nagrywa się film z czasów królowej Wiktorii. Patrzyliśmy na tę scenę i wydawało się nam. Wyjaśniłem "generałowi".pachą trzymał laseczkę.pomyślałem. "Dummy baiileship! .. W momencie gdy kończyliśmy sobie salutować. Zeszli na ląd tommies. ile czasu może nam to zająć. by nie stać się zupełnie bezbronnymi. jak nam się zawsze wydawało . Na nabrzeżu zakipiało. Resztę swego życia generał postanowił poświęcić polowaniom na kaczki. Zaopatrzenie i sprzęt składały się z żywności. .A. w "zyg-zak" z okrętami podwodnymi oraz "trafi . której tutaj w tym czasie prawie nie było. co należało do wojska. że jakiś patriota norweski podarował generałowi stertę desek leżących na nabrzeżu. by zobaczyć.nie trafi". W taką dziurę mógł wejść tylko "Chrobry".Jak długo potrwa wyładowanie? . co się z NIMI stanie. Kryło się na kilka stopni pod horyzontem. Wyładunek przeszedł szybko i sprawnie.po co im te haubice? Nie mieliśmy wątpliwości. Eskorta i "Chrobry" zaczęły oszczędzać amunicji.nie trafi" z bombowcami.Nic się nie martw! . a sam doczekał przybycia "Chrobrego" z wojskiem i zapasami. Gdy wyładowaliśmy wszystko. W głowę zachodziliśmy . jeśli nie będą przeszkadzały samoloty. • Czas się dłużył w bezczynnym oczekiwaniu na bomby lecące. generał przemówił do mnie. do strzału. trafili natomiast adiutanta.wprost na głowę. myśleliśmy.odpowiedział. Dla rozrywki i zabicia czasu hazardowaliśmy się wyłapywaniem ryb ogłuszonych wybuchami bomb padających w pobliżu statku.. Każdy żołnierz był podobno zaopatrzony między innymi w sześć czapek i we wspaniały śpiwór. Przy tej okazji stał się żywym celem do zabawy w "trafi . Miał czarną przepaskę na oku.nie trafi". gdy "Chrobry" pójdzie do Szkocji? . O co może mnie zapytać? O ilość wojska czy ilość zapasów? Wszystko już miałem ułożone w języku angielskim. . oraz z czterech haubic. Gdy tylko dobiliśmy do brzegu. Zabawa w "trafi . W tym cichym fiordzie doznałem najsilniejszego wstrząsu nerwowego w całej kampanii. żeby zwodził Niemców i kluczył po wybrzeżu odwracając uwagę od właściwej akcji.Przebrali jakiegoś nieszczęśliwego rodaka. Uzbrojeni w karabiny z okresu pierwszej wojny światowej. Do Namsos generał przybył na hydroplanie razem z adiutantem. za angielskiego generała. z trudem ciągnęli ze sobą osobisty dobytek zapakowany w olbrzymich worach. gdzie i jak będziemy mogli Wyładować wojsko wraz z jego zaopatrzeniem. gdy nasz oficer łącznikowy z asysty admirała oznajmił. Najmilsza zabawa przeciągana w nieskończoność zaczyna w końcu nużyć. jak wyżeł kuropatwy. To miłe zajęcie przerwała druga wojna światowa. Rannego odesłał generał ocalałym hydroplanem do Szkocji. który był bardzo zwrotny i jak gdyby sam wiedział. Jego największą namiętnością było polowanie na kaczki. Podczas pierwszej wojny światowej odznaczony został za życia orderem Yictoria Cross ... najczystszą polszczyzną: . Wojskiem tym dowodził olbrzymi rudowłosy kapitan ze szczotkami rudych wąsów. głównie marmolady i dżemu. a wszystkie otrzymane od generała rozkaz^ potwierdzał tupaniem. Był to jedyny dźwięk. a "Chrobry" miał ten dar dostarczyć w całości.orderem tym przeważnie dekoruje się nieżywych bohaterów na polu walki. zszedłem na ląd. Na pustym nabrzeżu zobaczyłem idącego w moim kierunku angielskiego generała. Pod . Słońce zaczęliśmy uważać za psa (myśliwskiego. że pochodzą z zeszłego wieku. Mieliśmy już wyjść w drogę powrotną do Szkocji. że śnimy.Powiedz. Ani jednego działa przeciwlotniczego nie wyładowaliśmy dla obrony beztroskich tommies. a potem już przez cały dzień wystawiało nas niemieckim samolotom. Identyczne widzieliśmy na świetnym filmie pod tytułem "Gun-iga Din". Wśród takich zabaw nakazano nam w połowie kwietnia podejść do nabrzeża w Namsos. Podobno zakupił w Polsce majątek na Polesiu i spędził tam szesnaście lat. Haubice były jakby żywcem wzięte z tego filmu. W fiondach' niezmordowanie trwała zabawa w "trafi .. na jaki się zdobyłem. niewidzą-cego na jedno oko. Generał z czarną przepaską na oku okazał się Anglikiem z krwi i kości.

zachowaj króla . rozpoczęliśmy zabawę z okrętami podwodnymi. które na razie zostało jeszcze przedłużone. * W Szkocji zmieniamy admirała. między innymi stosy rękawic bokserskich. Wkrótce poprzednie miejsce postoju nawet admirałowi wydało się godne tytułu: Wad dalekim cichym fiordem. smutny pesymista. Wydało nam się. Gdy rzuciliśmy kotwicę w cieniu tych dwódh kolosów. Działo nasze gotowe było do akcji ma wypadek zniżenia się samolotów. Według zgodnej opinii załogi "Chrobrego" miasteczkiem Namsos można wyczyścić zęby. .Lepiej? Nie . Szybko zaczynamy ich lubić i jeszcze szybciej zaczynamy odczuwać wobec nich skrępowanie za to.odpowiedział kapitan. Nie mamy żadnej eskorty. byle te szczapy załadować jak najszybciej. polegającą na okresowych zmianach kursu w nierównych odstępach czasu.nie trafi" i bez hazardowego łapania ryb. Stoły składane. Być może zabrały ich inne okręty..pomyślałem schodząc do kabiny. Zostało zamienione w proszek. Z haubicami i karabinami niewiele można było zdziałać przeciwko bombowcom. Wspaniały sprzęt sportowy. Jednakże udaje się nam wyokrętować marynarzy bez przeszkód.bo ja nie mogę. Po przejściu kolejnego samolotu słupy wodne podnoszą się dookoła statku. jakby "Chrobry" uderzył kilka razy o skały.spytał kapitana. Znów ani jednego działa przeciwlotniczego. gdyby na przykład przyszło zabierać wyładowane w Namsos wojsko aniżeli stertę desek. czekając na wyjaśnienie sytuacji. Tym razem zamiast wojsk lądowych wieziemy Navy. że jeden z żołnierzy. któremu w szczególności dała się we znaki zabawa w "trafi . by zachować amunicję na ewentualne odstraszanie samolotów. Opowiadano na statku. . Olbrzymie fontanny wskazywały miejsca ich wybuchów. więc współżycie ze smutnym admirałem układa się bez nieporozumień. otoczonych sforą de-strojerów i lekkich krążowników. Żegnamy marynarzy ze współczuciem.God save the King! Boże. Pół . * Idziemy po raz drugi do Namsos. maszyny do pisania. gdy admirał zawiadomił nas. wchodząc na pokład cisnął karabin wołając: . który będzie bazą zaopatrzeniową. Chyba. Sami nie strzelamy. W pełnym alarmie czekaliśmy na zrzucenie bomb.dnia staliśmy tak samotnie.Ale częściej. Byliśmy u szczytu sprawności w załadowywaniu daru. Przyszedł wreszcie destrojer z rozkazem zmiany miejsca kotwicznego pod osłonę pancerników "Rodney" i "Renown". Usiłowaliśmy przekonać admirała. "nasz" admirał pierwszy raz się rozchmurzył: . Ale rozkaz w wojsku jest rozkazem. Zaledwie wyszliśmy z fiordu. . Przed położeniem się spać czerwonym ołówkiem zakreśliłem kółko na kalendarzu dookoła daty 15 maja. że mamy przerwać to zajęcie. że ich wieziemy. że "Chrobry" nawet dla Anglii może przedstawiać większą wartość. nikt nas nie broni. Wciąż nowe wyłowione ryby oddajemy do chłodni. Dwie zabawy naraz. Stajemy na kotwicy opodal miejsca ich lądowania. Każdy się uśmiecha jakby spotkało go coś niesłychanie miłego w życiu. Chłopcy muszą mieć rozrywkę.Z przywiezionych przez nas ludzi niewielu wróciło na "Chrobrego". Wyładowujemy sprzęt. Jest on przeciwieństwem poprzedniego: chudy. Odwołaliśmy alarm. Stłoczone w fiordzie okręty stanowiły większą atrakcję dla bombowców niż samotnie stojący transportowiec. żeby się obie myliły.. Tym razem ewakuować stamtąd żołnierzy. kosze do śmieci. Od momentu podejścia do fiordów rozpoczyna się znana zabawa. czarny. Marynarze mają stanowić obsadę portu. nastawionego uprzednio na obrany numer schematu zygzakowania. Zmiana kursu odbywała się na sygnał specjalnego zegara do zabawy w "zyg-zak". "To dłużej niż miesiąc nie może potrwać" . Wobec tego załoga pokładowa zaczęła rwać się do roboty.Dotychczas cały wyładunek odbył się bez zabaw w "trafi . . Miało to nas uchronić od trafienia torpedą odpaloną z zaczajonego okrętu podwodnego.A co? Będzie teraz lepiej? . Data 15 maja była dla mnie zgodnym wynikiem intuicji i oceny przeżytych wydarzeń. Już po wszystkim. Przy drugiej zmianie kursu zobaczyliśmy wysoko na niebie goniące nas samoloty. Za chwilę zaczynamy pilnie zajmować się rybołówstwem. Załoga już wdrożona w nowy styl pracy.nie trafi". gdyby chciały się zniżyć. odcumować i szybko wracać do Szkocji. Samoloty zawróciły.

Gąsiorowskiego. zadecydował głośno: .wobec odwołania alarmu . Na mostku doszliśmy do rewelacyjnego wniosku. "husarię. uzgadniając tylko pozycję i czas. za kręgiem polarnym. ze schowanymi pod nią głowami. Żegluga przez spowite mgłą fiordy wydawała się spacerem po dobrze znanym parku. Ale gdy się dowiedział. . Zaledwie minimalna jej część była potrzebna do prowadzenia nawigacji. Pułk zadanie wykonał. Gościmy na "Chrobrym" jej sztab z generałem. gdy statek pozostaje w ruchu. odwiecznie uważana za najtrudniejszą.. Zabawy przez to wcale nie ustawały.. Byliśmy tak wsłuchani. W opowiadania o szarżach kawalerii na czołgi wplótł się Polonez a-dur. Interesuje nas tylko jedno: chcemy wiedzieć . pomimo że wynik wojny był z góry przesądzony.. przeciw którym z naszej strony stawała kawaleria. na szerokości Lofo-tów. by zagrano Szopena. wydawała się nam . mógł się uratować. Maj przyniósł nam nowość w postaci mgły. Drżeliśmy słuchając o szarży dwóch szwadronów 18 Pułku Ułanów na czołgi pod Chojnicami. ogarnęło mnie tylko jedno pragnienie: oby mgła trzymała się jak najdłużej. Nie dowiedzieliśmy się jedynie. * Wypadki szybko przesuwają się na północ. Gdy kapitan poszedł spać. rozbierać. który meldował generałowi.tam opór stawiano. okazała się teraz źródłem nowych sił. że idę z takim zapasem kuł do rewolweru. zużyta dla utrzymania czujności na wypadek trafienia. że w tym napięciu ujrzałem króla Sobieskiego i defilującą przed nim w rytmie poloneza.jak się bili i czy się bili w ogóle? Mówią kolejno wszyscy. w kilku zaledwie taktach oddany najwspanialszy opis zwycięskiej bitwy pod Wiedniem i znów w triumfalnych taktach poloneza powrót husarii. Tym razem to Marsz. kąpać i jeść możliwie spokojnie. Czuliśmy się w niej jak małe dzieci pod pierzynką. nie miał siły go przeżyć. Zginął nasz znajomy. który był na "Gramie". Jeśli nawet trwały kilka 'dni bez przerwy. Trzeba było kłaść się spać.igraszką. Potem krótki. W Harstadzie dowiadujemy się o wielu stratach. bym i ja mógł wyspać się spokojnie. w którym musimy się na wyznaczonej pozycji znaleźć. o trafionych bombami okrętach. lecz krążyć jak podczas najlepszej wycieczki turystycznej. Był na pokładzie. Mieli zatrzymać wroga. Zaraz po tym dowiadujemy się o najboleśniejszej dla nas stracie: trafiony został niszczyciel "Grom".. a "Chrobry" wraz z nimi. że "Grom" tonie. krążownik przeciwlotniczy "Cairo". Pierwszy raz mamy możność usłyszeć opis wrześniowych wypadków w kraju od uczestników walk. Z doświadczenia wynikało. siły ognia. olbrzymiego lotnictwa panującego całkowicie W powietrzu oraz tysięcy czołgów. Z opowiadań bije duma. Wobec tego staraliśmy się nie stać na kotwicy. nad dalekim cichym fiordem. Zakochany w swoim nowym okręcie. Alarmy były już teraz zjawiskiem stałym.I znów nowość pełna uroku. nieprzyjaciel do dnia następnego nie ruszył się z miejsca. że odchodzi do boju: . że gdzie tylko istniała możność oporu . Nawigacja wśród mgły. idącą do boju. * Kampania norweska jest bogata w niespodzianki. Wrócił do swego hamaka i w nim powędrował na "Gromie" w nowy. to należało jednak żyć możliwie normalnie. marsz Dąbrowski. dla zapamiętania każdy miał zamiar wytatuować go sobie na własnej skórze: "żegluga we mgle jest najmilszą żeglugą na świecie". Goście poprosili. nigdy nie kończący się rejs. Następne wojsko wyładowujemy w Harstadzie. Energia. że bezpieczniej jest bawić się z bombowcami. generale. Z wielu opowiadań o jego ostatniej akcji i zachowaniu się załogi uporczywie wraca na myśl sylwetka jednego z najmłodszych uczniów "Karu Pomorza" . która spowiła fiordy. W każdym opisie walk jeden i ten sam motyw: niewspółmierna przewaga niemieckiego "wojska. Biała noc na Lofotach wraz z wieścią o potopie przyniosła nowe opisy bitew. jakie zdanie mieli na ten temat admirał oraz jego nawigatorzy.Ja z "Gromem".Pozwolę sobie zameldować. Rzeczywistość wróciła w postaci pułkownika strzelców podhalańskich. Na polu walki zostały całe szwadrony. Cała Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich sformowana we Francji znalazła się w Harstadzie. by dać możność wycofania się własnej piechocie. Natychmiast po zapadnięciu mgły zeszli oni z mostku. z uczuciem bezpieczeństwa opowiadające sobie straszne bajki o wilikołakach.

Huku prawie nie było słychać. chroniły przed wilgocią i można w nich było wytrzymać wiele godzin. Eskortujące "Chrobrego" okręty wojenne "Wolverine" i "Stork" . drugi za rufą . * Następnego dnia przyszedł rozkaz załadowania czołgów. którego bohaterem . Zamiast podłogi widniał ciemny otwór prowadzący w głąb statku. by przeszkodzić temu. wziętej teraz w dwa ognie.usłyszałem znajome zdanie: . zobaczyłem.angielskimi i nie otworzyli do nich ognia. Zjawiła się wreszcie nasza eskorta . Przy ustawionych na pokładach karabinach maszynowych obsługa gotowa była do otwarcia ognia. po jednej lub dwie kule. szumnie w myślach zwane "wellingtonami". Zacząłem szybko się ubierać. odczuwaliśmy jedynie wstrząsy. Dech nam zaparło. Wybuch bomb na pozór nie wydawał się groźniejszy od tych. Była dopiero za kwadrans dwunasta. zrobione ongiś przez mistrza gdyńskiego. Patrząc teraz z mostku. kapitan marynarki. W tej samej chwili odczułem wstrząs kadłuba i zaraz po nim drugi.pomyślałem. Paliła się również nadbudówka tuż za mostkiem. Pomimo że musiało być już po północy. Złapałem szybko słuchawkę. Okazało się.będzie jego kapitan.Spij szybko! Zbudził mnie dzonek telefonu stojącego tuż przy koi. Wśród sypiących się wokół nas bomb czekaliśmy na rozkaz wyjścia. Zostaliśmy zaatakowani przez dwa bardzo nisko lecące samoloty.stary destrojer "Wolyerine" i kanonierka "Stork". 'który dotychczas zawsze był pełen werwy i dobrej myśli. Wysłane pęcherzami rybimi. która już raz uratowała mi życie. Dowódca starał się swą troskliwością dodać żołnierzom otuchy.dłoni pułkownika leżało kilka zaledwie kuł rewolwerowych. złapałem czapkę i ruszyłem na mostek. rozważając . zabezpieczonym dodatkowymi płytami pancernymi i workami z piaskiem. nie miałem wątpliwości. co każdy mógł dać ze swego przydziału. Stał teraz na skrzydle mostku. przed trzebią ładownią. Wciągnąłem podarowaną przez matkę skórzaną kurtkę podbitą baranami. Brygada była wyposażona w najbardziej lichy sprzęt i małą ilość amunicji.Na wyciągniętej . że łazienki nie ma. Zdarzenie to zostało zapisane w moim kalendarzu koło daty 13 maja 1940 roku. znajdowało się pięćdziesiąt ton materiałów wybuchowych w postaci min przeciwczołgowych. pomimo bezwzględnej co do tego instrukcji. że jest to ostatni dzień życia statku. Biorący udział w inspekcjach oficer łącznikowy.zgodnie z tradycją . co się stało. każdy dwumetrowego wzrostu. Ponieważ żołnierze zaokrętowani byli na krótki przelot Harstad . Również skutki ognia ich karabinów maszynowych były straszne. Ze znajdujących się na pokładach ocaleli tylko ludzie na mostku. wydał mi się zgaszony i smutny. Wszedłem na mostek. Schodząc z mostku do kabiny jeszcze raz obejrzałem gotowość bojową "Chrobrego". które jakoś same cisnęły się do oczu. Olbrzymi chłopcy. a potem składać na dłoni pułkownika to. Zanim dowiedziałam się. Mieliśmy przetransportować z Harstadu do Bodb Gwardią Irlandzką. "Może po raz ostatni?" . w kabinie było widno jak podczas pochmurnego dnia . Nie wstydziliśmy się łez. Samoloty lecące na małej wysokości wydały się oficerom dowodzącym obroną "Chrobrego" .Jesteśmy atakowani. Scena z dzieleniem się zapasami kuł była dla nas za silna.w połowie maja noc na Lofotach prawie nie istniała. stłoczono ich we wszystkich pomieszczeniach ponad normę. Po drodze z przyzwyczajenia otworzyłem drzwi łazienki znajdującej się przed kabiną. Załoga i wszyscy oficerowie mieli założone hełmy i pasy ratunkowe. Podnieśliśmy kotwicę. co zaszło. Pokłady pokryte były ciałami poległych żołnierzy z obsługi karabinów maszynowych. Samoloty rzuciły bomby z bardzo bliskiej odległości. w wypadku wpadnięcia do wody mogły być z łatwością zrzucone z nóg. W tej chwili samoloty zataczały koło z widocznym zamiarem ponownego zaatakowania "Chrobrego". że z nadbudówki za trzecią ładownią wydobywają się kłęby dymu i płomienie ognia. które wybuchały koło burt. Po wyjściu z Harstadu parę razy towarzyszyłem dowódcy gwardii podczas inspekcji rozmieszczonych na "Chrobrym" oddziałów.były zbyt daleko. Zamiast półbucików włożyłem buty. Podczas całej kampanii norweskiej nie mieliśmy jeszcze na statku tak dużej ilości wojska.Bodb. W jej gardzieli. miękkie jak rękawiczki. W gardzieli trzeciej ładowni umieszczono pięćdziesiąt ton min przeciwczołgowych. Oficerowie zaczęli szukać po swych kieszeniach. Ludzie przy dziale czuwali. W odpowiedzi na moje "tak" . Kapitan pożegnał mnie dobrą radą: .jeden przed dziobem.

że lepiej sobie w takiej sytuacji tymi sprawami głowy nie zaprzątać. Ale pięćdziesiąt ton min między płomieniami było czymś zupełnie wyjątkowym i mogło zmusić do opuszczenia statku w chwili najmniej spodziewanej. Przypomniały nai się wszystkie podróże z nim na żaglowcu szkolnym "Lwów". Zdecydowaliśmy się na próbę opanowania ognia za pomocą wody z hydrantów i gaśnic. Stanęły mi w pamięci lata spędzone wspólnie na szlakach naszych pierwszych transatlantyków. którzy tam byli. która nie grała". Przy rozstaniu powiedziałem: . powinien był spać zawinięty w długi ciepły szlafrok. O tej godzinie. zupełnie bez powodu. . co się w niej dzieje podczas pracy. gdzie zebrali się. W dawnych jeszcze czasach miewał bardzo zatroskany wyraz twarzy. Przyznawał. Widocznie uszkodzony był rurociąg albo na wszystkich sekcjach. Sądząc po jego wyglądzie. Zwróciłem uwagę na dziwną dekorację czapki kapitana. gdzie się paliło. że jest taki śliczny? To przecież zbrodnia taki wygląd estetyczny. którzy stali na mostku. by omówić kolejność postępowania. by "na proszek" nie rozebrać jakiegoś "tabunu" i nie wyszukać chorego "konia". nie mający tych samych kawaleryjskich za-miłowań. Ja miałem przejść za drugą zasłonę utworzoną z dymu za trzecią ładownią. kiedy zamiast wyjść na miasto musieli doszukiwać się "chorej śledziony. załogą hotelową i wolną .maszynową. bo się wówczas łatwiej myśli o tym co potrzeba. że cały sztab i wszyscy pozostali oficerowie Gwardii Irlandzkiej zginęli w barze. od chwili gdy się zjawił w szkole z półdyplomem Akademii Górniczej. Marzył o skonstruowaniu jakiejś miniatury maszyny okrętowej . ale nie darował nigdy okazji.do pozostania na okręcie tak długo. Z zazdrości dokuczaliśmy mu słowami piosenki: Co temu winien Zygmuś. by zgodnie ze swym rytuałem zakończyć angielski dzień toastem: "Gentlemen . w której trafiły "Chrobrego" bomby. Inni biegli z gaśnicami. jeśli leży tylko ogłuszony. jeśli da się jeszcze manewrować maszynami. zająć się gaszeniem tamtego ogniska i tam pozostać. Wśród dymu widoczna jeszcze była droga przez korytarz w kierunku kabiny starszego mechanika.tfte King!" * Po przejściu przez dwie zasłony z dymu natknąłem się na grupę marynarzy rozwijających już węże pożarowe. nałóż pas! W odpowiedzi usłyszałem. że może uda nii się go wyciągnąć. mieliśmy rozpocząć opuszczanie łodzi ratunkowych z żołnierzami. Pełna znajomość teoretyczna przedmiotu pozwalała mu na bardzo wnikliwe dochodzenie szmerów w organizmach maszyn. że niekiedy nocami nie sypiał z tego powodu. Nie miałem wątpliwości. jak zwykle wytworny i opanowany. Postanowiliśmy przydusić chociaż na jakiś czas płomienie. czy ludzie. Gdyby akcja ta zawiodła. Oprócz złotych palm na daszku miała dodatkowe . którzy by się jeszcze znajdowali pod pokładem. Po otworzeniu zaworów z hydrantów nie spłynęła ani jedna kropla wody. przyglądając się płomieniom. Do ostatniej chwili miała zostać na statku załoga pokładowa. i nie opuszczać go tak długo. Nazwisko swe wywodził od Deja z Oczakowa. Nie wiedzieliśmy. jak to będzie konieczne. Pochodził ze Zduńskiej Woli. słuchając jak "gca w nich śledziona". gdyby żył przed kilkoma wiekami. Największy ogień buchał z klatki schodowej. szczególnie tych. by dać możność przejść tym wszystkim. Wpadliśmy do pomieszczeń. ale nawet nie przygasiły. zdążyli już wyjść. Zygmunt był jednym z tych dziwnych mechaników. Strumienie z kilku gaśnic skierowane w buchający ogień nie tylko go nie stłumiły. z których wydobywał się ogień.sytuację. Znając dwa języki obce zebrał dużą bibliotekę fachową. jak naim się wydawało. że przygotowany jest do wypełnienia obowiązków kapitana .z prawej strony na samej krawędzi. by utrzymać prawą burtę jako nawietrzną. W tym momencie nadbiegł jeden z naszych oficerów i zameldował. Podobnie jak kapitan.takiej żeby można było ją mieć w kabinie i widzieć dokładnie. usiłowano gasić ogień za pomocą znajdujących się tam hydrantów. Wyglądało to tak. Były bardzo twarzowe. że wyrobił sobie swoisty sposób dozoru wszystkich swych koni mechanicznych. Podszedłem do kapitana. Ponieważ nie można było ugasić źródła ognia. na tapczanie w kabinie. jak gdyby olbrzymi stóg słomy usiłowano zgasić wodą ze strzykawek lekarskich.srebrne . Kiedyś w tajemnicy przyznał się. Kapitan postanowił pozostać na mostku.. zanim ostatni człowiek z niego nie zejdzie. starszy mechanik miał na imię Zygmunt i łączyła mnie z nim taka sama przyjaźń i często te same szlaki od Szkoły Morskiej do obecnego rejsu. postanowiłem dotrzeć do jego kabiny w nadziei. Stał teraz. którzy "żyli" z nawigatorami.Zygmunt. Młodsi jego koledzy. dowodziłby całą Ordą Oczakowską i zasłynąłby jako "sokół stepów Akermanu". "błogosławili" go zawsze w portach..

by nie zwracając uwagi na płomienie. Okazały się jednak bezużyteczne . a tam zabrali go marynarze. Ten człowiek ważył chyba dwa raizy więcej. Trzeba było ogromnego samozaparcia. dobić do "Chrobrego". którymi szalupy były nieomal spowite w celu zabezpieczenia przed dużą falą oceaniczną oraz ewentualnym zerwaniem się od podmuchów bomb. jak gdyby wszystko to odbywało się podczas wycieczek turystycznych w ubiegłych latach do tych samych fiordów. wołając: "Atten-tion! Attention!" Wdrapałem się na reling. że muszę mówić jak najdłużej. Żołnierze. jeśli jakiś destrojer odważy się. że więcej łodzi ratunkowych nie ma. Posłałem jednego z marynarzy na mostek do kapitana z zawiadomieniem. Ani jeden marynarz nie opuścił swego stanowiska. Niektóre stanowiska przy łodziach znajdowały się już w ogniu. Żar panował tak wdelki. gdy dojrzałem w oddali leżące na podłodze ciało. tak by utworzyły na całej szerokości burty olbrzymią drabinę. by zabrać się do spuszczania "klapbotów". Dotarłem z nim do wyjścia. Właśnie w tej chwili musicie się opanować! Wydawało mi się. że mam przed sobą Irlandczyków zacząłem swe podniosłe przemówienie od słów: . żeby mnie widzieli i zapominając. Okrętom wojennym nie wolno było dobijać do palących się statków z amunicją . czy nie uda się jednak dotrzeć do kabiny Zygmunta. iż gaszenie obu ognisk pożaru nie da żadnego rezultatu. * Nie miałem teraz wątpliwości. samoloty znów otworzyły ogień z karabinów maszynowych. o której cała załoga wiedziała. Na pokładzie pozostały już tylko . Poleciłem marynarzom rozwiesić na nie objętej ogniem i dymem prawej burcie siatki do ładowania. Większość łodzi wolała zresztą trzymać się jak najdalej od statku ze względu na spodziewany wybuch amunicji. po ich spuszczeniu należało wyciągnąć na pokład talie i włączyć do "klapbotów".^klapboty" .szalupy zwane tak ze względu na to.chyba żeby jakiś z inich nie wiedział. a przynajmniej nie w tym miejscu i nie taką. zaczęli szaleć. w którym na dawnych transatlantykach umieszczano stary typ składanych łodzi ratunkowych. że któryś z okrętów podejdzie do burty i zabierze oszalałych z przerażenia żołnierzy. by zaczęli mnie słuchać i że jak przestanę. Nie było ani jednego oficera. Zobaczyliśmy samolot ponownie nadchodzący na małej wysokości. który by nad nimi objął komendę. Przemawiałem więc dalej: .tak zostały posiekane kulami. że gdy wypuściłem z płuc powietrze i chciałem zaczerpnąć świeżego. że to nie Zygmunt. Ubranie tliło się na nim. by zobaczyć. Przede wszystkim należało przerąbać liny. Skoczyłem naprzód. a gdy szalupy zeszły na wodę. że nie będzie można dojść do łodzi ratunkowych .należy je niezwłocznie spuścić. Wyskakiwali za buntę. Po kilku krokach dymu już nie było. Zanim ogień rozprzestrzeni się tak. z którego skakali. że stały w miejscu. zanim jakaś łódź ratunkowa zdołała do nich podejść. jakby do łodzi ratunkowych . iż widzieli mnie kilkakrotnie na inspekcji w towarzystwie swego dowódcy i może mnie posłuchają. tylko długie języki ognia na kształt ogromnych liści tworzyły płomienną aleję. runęli do nich żołnierze. że skakanie do wody jest w tej chwili samobójstwem i że zawsze mają na to czas. wydało mi się.Nabrałem powietrza w płuca i wszedłem w płonący korytarz przysłonięty dymem. Wszystkie zbiorniki z powietrzem były poprzebijane. tlące się ubrania i duszący dym wykonać czynności przewidziane przy spuszczaniu szalup. złapałem nieprzytomnego na ręce i usiłowałem jak najszybciej wydostać się z żaru.szły: "Dzieci i kobiety najpierw". Do kabiny było jeszcze daleko i już miałem zawrócić. Po cię-rzarze ciała zorientowałem się. Nad nimi zawieszone były zwykłe szalupy. że ci co wyskoczyli pierwsi. Okręty z eskorty zbliżyły się trochę do "Chrobrego" i otworzyły ogień do samolotów. ale droga do niej była już nie do przebycia.Anglicy! Słyniecie z zimnej krwi i opanowania. Nie powstrzymało ich nawet to. Zaszedłem im drogę do relingu. a razem z nimi załoga hotelowa. iż mamy załadowaną amunicję. Sam postanowiłem uspokoić w jakikolwiek sposób żołnierzy i przekonać ich. że połykam ogień. widząc. siztywnieli natychmiast w tym zlewisku lodowatej wody.zgodnie z przepisami . Marynarce z załogi pokładowej stali spokojnie. Liczyłem na to. że akcja gaszenia zawiodła i że będziemy spuszczali łodzie ratunkowe i tratwy. po której wszyscy będą mogli szybko zejść. Odwróciłem się jeszcze raz. Kiedy przeleciał. wróciliśmy. zeszliśmy więc o pokład niżej. W chwili gdy zaczęliśmy spuszczać szalupy. Jedyną nadzieją ratunku było. Załadowano rannych. to znów zaczną skakać do tej lodowatej wody.

Wszystkie inne bohaterskie wyczyny na morzu . Samoloty nie przestawały krążyć nad "Chrobrym". ale byłem już zapisany do czytelni pań Żukowskich w Wilnie. Krzyk dochodził od strony wody. że oczekiwanie na taki moment stanowiło spełnienie moich marzeń dziecinnych. przechodził w ryk ludzi krzyczących w męce lub ze strachu graniczącego z obłędem. Dostanie się do nich było niemożliwością. Jeśli przedtem nie wylecimy w powietrze. Za chwilę odkryje się tajemnica tego. zmagania się żeglarzy z burzą. by go ostrzec przed niebezpieczeństwem. czy nic nie ma. które nie zdradzały ku temu najmniejszej ochoty.. niż zdołamy coś sklecić. by się przez nie mógł wydostać człowiek. Powstały one pod wpływem oglądania pewnego rysunku w książce. Widocznie autor książki. które wówczas zginęły wstrząsnęły całym światem. I oto chwila ta nadeszła. będąc również pod wrażeniem tego wypadku. Tylko spokój może was uratować. Nie mieliśmy od nich żadnego sygnału. którzy wysunęli głowy przez iluminatory. czy z "tamtej strony" coś jest. Musicie się uspokoić. Zapragnąłem wówczas przeżyć podobną chwilę chociażby za cenę życia. przestali skakać do wody. Nic. Musicie zaczekać. że nie wymagała już żadnej walki. Pod rysunkiem był podpis: "PIKRAT! PI-KRAT! WYLECIMY W POWIETRZE!" Kim był ten tajemniczy Pikrat? Prawdopodobnie przyjacielem biegnących. że się stanie. żadnego znaku. Mostek ogarnięty był płomieniami. * Ogień. czy będzie to zmiażdżenie lub unicestwienie przez rozsypanie się w kawałki. Załoga pokładowa kończyła rozwieszanie siatek. Bohaterowie tamtych opowiadań przeważnie zwyciężali i wychodzili cało. Nie rozumiałem. Na razie mamy dużo czasu. której tytułu zapomniałem. Od tego zależy wasz ratunek. Otwory były jednak za małe. Z dziobu wydobywały się kłęby dymu. Na budowanie jakichś tratw ze stołów . Na szalupach i na tratwach żołnierze zachowywali się spokojnie. tylko na ich twarzach widniała potworna męka ludzi płonących żywcem. Zaraz będę wiedział na pewno. Żołnierze na pokładzie uspokoili się. zanim okręty eskorty nie podejdą. zaczynał nas spychać na samą rufę. Część wysunęła głowy przez bulaje. wydały mi się blade i bezbarwne wobec płkratu. Teraz palili się żywcem. Głos. "Wylecimy w powietrze!" . Niektóre pomieszczenia zostały odcięte podczas wybuchu bomb i żołnierze nie zdołali przedrzeć się przez ogień.za mało czasu. mieszczącej się przy placyku Orzeszkowej. Samo przejście z jednego stanu w drugi przestało być straszne. Ci. ale na zawsze pozostał w pamięci rysunek przedstawiający ludzi biegnących w popłochu po pokładzie okrętu. że tajemniczy dla mnie pikrat to bardzo silny środek wybuchowy.You arę English! Control yourselves! Jesteście Anglikami! Panujcie nad sobą! Naraz usłyszałem krzyk. z prawej burty. Któregoś dnia trafiła mi tam do ręki książka.. że przez pewien czas o niczym innym nie myślałem podczas zabaw jak o tym. Nie wiedziałem. ale tutaj zaraz nastąpi wybuch i wszyscy wylecą w powietrze. nawet bitwy morskie. Zaraz odsłoni się przede mną tajemnica życia i śmierci. umieścił ładunek pikratu na opisywanym przez siebie okręcie. który wydał mi się najlepszy w danej chwili: . . jaki zna ludzkość jeszcze sprzed czasów rzymskich: vox ćlamantis in deserto. który pożerał "Chrobrego". czy długi lot w powietrzu. Spieszyli się. Różniła się tym od wszystkich innych przeżytych dotychczas. Na razie nie ma co robić.myśl ta przypomniała mi. po których będziecie mogli zejść spokojnie na destrojery. Większość z nich zeszła na rufę. Ogień szybciej tu dojdzie.Skakanie do wody jest samobójstwem. Na wodzie były widocznie nasze łodzie ratunkowe. by naprawdę znaleźć się w podobnej sytuacji na okręcie. Nie chodziłem jeszcze do gimnazjum. Wybuch pikratu podniecił i moją wyobraźnię do tego stopnia. co jest po śmierci. Po przyjściu do domu pokazałem ją ojczymowi. Najbardziej tragiczny głos. Przemówienie swe zakończyłem głośnym okrzykiem w formie rozkazu. by was zabrać. Nad strzelającymi wciąż "Wolverine" i "Stork" widać było lecące w nie smugi świetlne. Obojętne czy to nastąpi przy potwornym huku.. stawał się coraz bardziej przeraźliwy. Wytłumaczył mi. Wiadomo.walki korsarzy. Naturalnie wybrałem tę książkę. któremu nikt nie pośpieszy z pomocą i któremu nikt nie pomoże. nie wołali już pomocy. Żołnierze czekali na obiecane przeze mnie podejście okrętów wojennych. którego eksplozja na placu Sorbony w Paryżu oraz ilość osób. skąd pochodzi i kto krzyczy. tratwy i ciała gwardzistów irlandzkich. którzy wyskoczyli za burtę. Tych pięćdziesiąt ton min w gardzieli trzeciej ładowni musi eksplodować. jak kapitan może jeszcze wytrzymać na mostiku. a krzyk potężniał. Wychyliłem się za burtę i zrozumiałem wszystko. Na burcie wolnej od ognia i dymu rozwieszone są siatki.

że wyprostował się i trzyma głowę w charakterystyczny sposób: monokl był na miejscu.parówki.Wieniec laurowy z nieba. .i z pasażerami. zapraszając na gorące parówki. Bezczynność nie dawała pogodzić się z jego aktywnością i żądzą czynu. Miały być według zapraszającego doskonałe. kto zginął. Obrona była jak zwykle bezskuteczna. Nie mieściły się we własnych -mundurach. że trzeba mu coś wymyślić dla odprężenia. co miał do ofiarowania i co wciąż stanowiło o naszym istnieniu: nie wybuchał i nie zmieniał swego położenia względem wiatru. Doktor wziął czapkę do rąk i jak zwykle . by nam służyć za przewodnika. * Jeśli nie nastąpi wybuch. za życia. gdy naraz znalazł się koło mnie z oficerami i lekarzem okrętowym. Na piersi "drugiego" widniał zawieszony aparat fotograficzny. Doktor nasz nigdy nie schodził na ląd bez monokla. Domyślałem się. Nie dopytywaliśmy się. który zastygł w tej dziwnej postaci.wysunął dolne zęby przed górną wargę.z ładunkiem . że już nic nas z równowagi nie potrafi wyprowadzić. Był najbardziej udainym statkiem naszej floty. W ostatnich chwilach swego życia darzył nas jeszcze tym.Spiesz się! . Wreszcie nie wytrzymał. gdy naraz otworzyły się drzwi od pomieszczeń na rufie i wyszedł z nich starszy mechanik. Zaczął szukać dogodnego miejsca do ich wykonania. .Jeśli go ktoś wyłowi.ogarnięte żarem . zobaczy przynajmniej. by zrobił jak majwięcej zdjęć i zabezpieczył aparat przed wodą. by nie rozniosły "Chrobrego". to ogień zepchnie nas wkrótce do wody. Starszego mechanika uratowały . Wszystko na nim było dobre. jak wygląda piekło .Słuchaj. Twarze zmieniały barwę w grymasach. a kto ocalał. Leżące wśród płomieni ciała zabitych wydawały się falować w unoszącym się nad pokładami żarze. Niepokój ^drugiego" wzrastał. poczułem. by nie dodać po cichu: . O godzinie dwudziestej trzeciej trzydzieści. Było kwestią minut . Straciłem już nadzieję zobaczenia się z nim.wyrwało mi się ze śmiechem. które dostał od prowiantowego. Porzucił ją natychmiast po wybuchu bomb i zbiegł "na dół do swych koni mechanicznych. Na razie rozmyślaliśmy jeszcze nad nie dokończoną parówką starszego mechanika. Według naszych obliczeń on pierwszy powinien był przekroczyć w swym długim szlafroku granicę. że po to tylko się wyratował.kto kogo na razie przeżył o tę krótką chwilę. wobec czego naszą uwagę zwróciliśmy na czapkę kapitana. że to już koniec. Staliśmy znów w milczeniu. Mostek wydał mi się w tej chwili ofiarnym stosem kapitana. jak gdyby został zesłany na chwilę z tamtego świata. gdy zgodnie ze swymi zwyczajami spał zawinięty w ten długi szlafrok. Drugi oficer denerwował się bezczynnością. jak gdyby wyłącznie do manewrów go zbudowano. że coś mi spadło na czapkę . Przez monokl przyglądał się tej srebrnej palmie. każda praca była łatwa . by zaraz zginąć. jak gdyby to była rana. Rozdymały się piersi. Na "Chrobrym" trupy . . gdyby ten cały żar pokrył pozostałych na pokładach ludzi? "Chrobry" nie miał wad.Wydaje mi się. Podsunięta drugiemu oficerowi myśl zrobienia takich zdjęć odpowiadała mu. podszedł do mnie i spytał: . bo łzy mi się sypnęły z żalu.. Pozostał w maszynie do czasu. jak żaden z naszych transatlantyków. Ponieważ teraz przewidywał możliwość opuszczenia statku. Diagnoza brzmiała: . spostrzegłem. Kapitan zdjął czapkę i zaczęliśmy oglądać niezwykłe jej przybranie. pomimo że oba okręty eskorty biły do niego ze wszystkich swych dział.gdy z wielką uwagą badał nas jako pacjentów . czekając na wybuch.Zygmunt.. kiedyś zdążył dać to sobie wyhaftować na czapce? .wyjaśniał.Co by się działo na statku. Były to krople jakiegoś metalu. kiedy już dłużej nie można było w niej . Dzwonił pierwszy radiotelegrafista. nad którą myśmy jeszcze stali. . Trzymał się na każdej fali. poradziłem więc. że ten metal pochodzi z bomb.Pikrat! Pifcrat! Wylecimy w powietrze! * I znów jeden z samolotów zniżył się i otworzył ogień do łodzi ratunkowych.W momencie gdy leciały bomby. zbudził go telefon.żyły. . ukazując zęby w uśmiechu. Wydawało się nam. Trupy zazwyczaj są zimne i sztywne. co zrobić jeszcze? Rozumiałem. rozszerzały się lub kurczyły. Rzuciliśmy się do niego. Widocznie przebrała się miara wrażeń.powiedziałem. że nie może pogodzić się z myślą.krzyknąłem i nie mogłem opanować się. Manewrował.

Okazało się. za Him drugi oficer. "Wolverine" zbierał ludzi z łodzi ratunkowych i tratew. W ambulatorium wydawało się. jakie posiadał. W tej samej chwili poczułem. Naraz jeden z oszalałych ze strachu pchnął mnie niespodziewanie i zanim zdołałem się zorientować. by wyciągnąć rannego. posłyszał jęk w ładowni na rufie. Zanim zdążyłem zacisnąć na niej dłonie. Po przeżyciu już raz zamknięcia w kabinie nie znosiłem zamkniętych pomieszczeń podczas bombardowania. a za chwilę . którzy również znaleźli się na "Wolverine". doktorem i starszym mechanikiem. Być może uratowali się jeszcze inni. gdy natrafiłem na niego przypadkowo. Stracił świadomość i już się zaczął powoli palić. Trzecim angielskim oficerem. Spuszczali z rufy małą tratwę. Zaczęli wiosłować w kierunku "Wolverime". zaczęli się chwytać rękami lin i usiłowali po nich zjechać na dół. służące do mocowania łodzi ratunkowych. zalano obie dłonie jakimś płynem. że zaczniemy skakać dopiero wówczas. że okręt rozpada się lub jest trafiony przynajmniej kilku bombami. W pamiętnej chwili postanowił uczcić zdrowie króla najlepszym winem. łamiąc sobie ręce i nogi. a ogień odciął mu wyjście. Pośpieszyła im z pomocą łódź ratunkowa z destrojera. Naraz "Wolverine" zaprzestał ognia do atakującego samolotu i ruszył pod naszą burtę. gdy nas ogień dobrze przypiecze. Nie miał wątpliwości. Po wyjściu z ambulatorium spotkałem się z kapitanem. "Drugi" po wyjściu na pokład nie znalazł nikogo do pomocy. Po jakimś czasie drugi oficer był już na "Wolverine" i opowiadał swoje przygody. Kurtka się rozpruła. Spostrzegłem. Olbrzymie płomienie sięgały krawędzi komina. Przy spuszczaniu szalup zostały porąbane. którzy zamiast zejść niżej po trapie i skorzystać z przygotowanych dla nich siatek. Skutki okazały się tragiczne. że się zaraz żywcem spalił. podczas gaszenia źródła ognia koło mostku posłyszał krzyk: . jarzyła się różowym blaskiem rozpalonego żelaza.wytrzymać.usiłowałem wstać. Ku zgorszeniu obecnych bardzo szybko wyszedłem na pokład. Pospiesznie oddaliliśmy się od "Chrobrego". ale że były to wszystko tajemnice wojskowe. zniszczoną tratwę. "Wolverine" znów otworzył ogień do samolotu. więc wiedzieliśmy tylko o trzech. bomby zniszczyły drzwi jego kabiny. Skoczyłem na górę i biegnąc po samej krawędzi relingu usiłowałem opanować panikę i zmusić ich do skorzystania z siatek. zawijając w bandaże tak.albo żywcem się upiec. "Drugiemu" udało się go wyciągnąć z kabiny przez duże okno. wylądowałem na kolanach i szczęce na stalowym pokładzie. ale ten ułamek sekundy dał mi możność złapania jakiejś liny. Zaniesiono mnie do ambulatorium. Bjrł to drugi uratowany przez niego oficer angielski.J am killed! Jestem zabity! Jestem zabity!" Krzyk dochodził z kabiny naszego Kruka . Staliśmy na jego pokładzie przyglądając się agonii naszego statku i walce obu okrętów z samolotami. padł ogłuszony bombami. "Drugi" wziął sobie do pomocy chłopca okrętowego i razem z nim zszedł do ładowni. chcąc dotrzeć do kabiny starszego mechanika. albo skakać do lodowato zimnej wody. Z trudem we dwójkę z chłopcem wyciągnęli z ładowni Anglika oraz starą. W momencie gdy admirał szykował się. Żołnierze . Dzięki obu Zygmuntom "Chrobry" do ostatniej chwili utrzymywał się prawą burtą do wiatru.jakieś bezwładne ciało. Wiedzieliśmy.spadali teraz z nimi na pokład destrojera. aby zejść do baru. prawdopodobnie rannego. rzuciło się do burty i zaczęło schodzić na pokład destrojera. co się stało . że wpadł tam jeden z rannych oficerów-angielskich. Jego burta na śródokręciu. Na rufie "Chrobrego" ukazali się ludzie. tam gdzie rozwieszone były siatki. Trzeba było wybierać . który uratował się z "Chrobrego".admirała. Jak nam się z kapitanem wydało. wyławiał trzymające się na wodzie w pasach ratunkowych ciała żołnierzy. że zaczepiłem pachą kurtki o pierścień do mocowania trapu czy też lin. Gdy chodził po "Chrobrym". Następnie zszedł po linie fctoś z załogi. zabrał jak mógł najszybciej wszystkich ludzi z pokładu i zadowolony ze swego sukcesu odbił jak najprędzej. . jednym z nidi był drugi oficer. był nasz oficer łącznikowy z armii.sam poleciałem w dół na pokład destrojera. że ręce wyglądały jak kikuty. na której widać było uprzednio wysunięte głowy. Pobiegł 'do swej kabiny po butelkę i gdy był już na korytarzu. Na samym początku. W tym czasie "Wolverime" dobił do burty "Chrobrego". Wszystko co na statku jeszcze żyło. które jeszcze nie chciały dać "Chrobremu" spokoju. Gdy 'minął bezwład nóg . że na górnym pokładzie "Chrobrego" znaleźli się skądś żołnierze. fotografując ciekawsze szczegóły. Były to krótkie kawałki lin. Cały naskórek na dłoniach miałem starty i straciłem władzę w nogach.

Obaj starsi panowie przy omawianiu na wstępie pogody wydają się myśleć o czymś innym. Schodzimy na ląd do pobliskiego prowizorycznego schronił. Zawieramy z nimi znajomość. zmuszają do odwrotu. ale utrzymujący jeszcze się na wodzie wrak. zadomowiamy się na nim. Klepie się ją lewą dłonią z wdzięcznością i wybacza wszystkie troski i niepokoje. Opowiadamy > "Chrobrym". To pozwala nam zmienić temat. poza tym oni . które zobaczyliśmy w tej wojnie na lądzie w Norwegii. "Chrobry" pomimo wybuchu nie zatonął. Obłoczki dymu są "w samolocie". postanawiamy jednak dotrzeć do niego. Nie dziwimy się zbytnio tej czułości. Ale chłop wyprostował się. która się nie zjawiła na umówioną godzinę.nie bardzo mają o czym mówić z Polakami. To działo zaczyna nam się podobać. jeśli kiedy zdarzy się okazja znaleźć u jej podstawy. "Zawraca szybciej niż poprzedni . Pamiętają go. Ze względu na moje kikuty nasz doktor z "Chrobrego" zabrał mmie do swojej kabiny. Jest to pierwsze działo przeciwlotnicze. Przybyła dalsza część załogi. Za każdym razem. gdy tylko się ukaże zza gór samolot. Przyśpieszamy kroku. że to co robią. * Na razie wypoczywamy. z małymi dziećmi na rękach. Do działa jeszcze dość daleko. Woda w fioridzie jest . Nie rozumiemy. Kanonie-:zy odpoczywają. który już dawno przekroczył sześćdziesiątkę. Rozumiemy ich bardzo dobrze i staramy się na wesoło uspokoić starszych panów wyjaśniając. jak kolega nasz opiera się o działo. dlaczego nie spada. "Stork" zostawił go o godzinie trzeciej minut pięćdziesiąt dnia 15 maja 1940 roku jako płonący. Ruszamy do łziała.dośpiewujemy sobie w duchu. spacerując po miasteczku grupami. że się "odkryła" i że jest. którego ostatni odcinek drogi życiowej urwał się na 67e40' szerokości północnej i 13°50' długości wschodniej. W porównaniu z nimi jesteśmy rzeczywiście zbyt młodzi.Polskie! Polskie działo! • Zaokrętowani na "Ulster Monarch". a dostarczył inny destrojer. czulibyśmy się przy nich zbyt młodzi. że gdyby nie nasz doktor. Dzisiaj są imieniny żony starszego mechanika. Dzieci ciągle się o coś dopytują. Kapitan i starszy oficer "Monarchy" są w tym wieku. Kobiety t wysiłkiem zaciskają zęby. że bolały oczy od jej wypatrywania. w oczekiwaniu na sygnał syreny. Białe obłoczki wykwitają w pobliżu samolotu. W ślad za nią odzywa się stale jedno i to samo działo. Rankiem zebraliśmy całą załogę. stając się jednocześnie moją niańką i matką. Dowódca zabiera jednego z kolegów prowadzi do działa.na pewno trafiony" . W tym imieninowym nastroju zmów zatrzymujemy się. Raczej -. W schronie prawie same kobiety. żeby nie krzyczeć. Nasz kapitan przyszedł nas odwiedzić i zawiadomić."Stork". stoi alk oczarowany na baczność i szybko mruga powiekami. odbierają mu ochotę do dalszego lotu nad miasto. że nikogo już więcej z załogi "Chrobrego" nie znaleziono. by podziwiać celność działa. siedząc na niskim kamiennym ogrodzeniu. Twarze przerażone. żeby złożyć hołd "naiszej armacie". Admiralicja zawiadomiła kapitana. Następuje błogosławiony spokój. Na szczęście cały fiord zaczyna dygotać od salw armatnich. którą prawdopodohnie zabrał ze statku . klęcząc. że pójdziemy we trójkę przedstawić się kapitanowi oraz starszemu oficerowi "Monarchy". który ma nas dostarczyć do Szkocji. przypominając swym zachowaniem umiłowaną. podobnie jak się je wyraża znajomej latarni morskiej. a "Ulster Monarch" od wybuchów bomb. Dusimy się w tym zamkniętym schronie. jakie kiedyś sprawiła. który mnoży wyłącznie uczucie wdzięczności dla niej za to. tym bardziej że obaj panowie mają na sobie nadymane kamizelki i usiłują dyskretnie przy nas je nadmuchać. Z pamięci sprawdzony stan wykazał brak dwunastu ludzi. jak już zdążyliśmy skrócić nazwę statku. Po drodze przypominamy sobie uroczystości z tym związane i wymieniamy wszystkie wspólne znajome Zosie. po :hwłli całuje je. że gnębił niepokój przy szukaniu w myślach urojonych błędów w zliczonej pozycji. W rozmaitych odstępach czasu słychać syrenę alarmową. Postanawiamy pójść do niego i wyrazić swe uznanie. Siedzą w futrach narzuconych na bieliznę. jest zupełnie bezcelowe. Nalot. Harstad wita nas salwami artyleryjskimi z okrętów. Po chwili nam wszystkim z głębi serca wydziera się okrzyk: . działo rozpoczyna swą pracę.Anglicy . Wychodzimy z niego nie zważając na bombardowanie. którzy odeszli na wieczną wachtę. zanim się ukazała.Kiedy "Wolverine" skończył wyławianie ciał z wody. nękanie nalotami. Staliśmy na jego rufie patrząc na płonący wrak "Chrobrego". jednak yydaje się nam ona lekką przesadą. Widzimy. Zapomina się od razu. położył się na turs do Harstadu. Pewnie nie mogą zrozumieć dlaczego wyciągnięto je z ciepłych łóżeczek do piwnicy.

Pożegnaliśmy naszych gospodarzy. również jako pasażera po nieudanej akcji w Norwegii. zaczął uzupełniać moje braki ze znajomośd oper oraz ich historii. że gdy się golę. wszystkie po 3 800 ton "Ulster Queen" przed sześcioma tygodniami wszedł na skały w Ram-sey Bay. który zwykle zabierał ze sobą przy wychodzeniu na ląd. że proza jego życia od kolebki do lat sześćdziesiątych jest prawdopodobnie dla mnie zbyt nużąca. Doktor sprawiał mi największą przyjemność gdy. że dziwnie jesteśmy odporni na to dzi siejsze bombardowanie i szczerze śmieliśmy się podczas całej wizytj Starszy oficer "Ulster Monarch". Kiedy pływaliśmy przed wojną raizem na linii palestyńskiej dosłownie . Każdy wspólnie przeżyty z doktorem dzień był nowym odkryciem jego wielkiej osobowości i nowym powodem do jeszcze większej admiracji. jakiegoś generała. a cóż dopiero przy możliwościach przejścia na tamten świat. odsypiając wszystkie zaległości za cały kwiecień i połowę maja. które teraz uzupełniał monoklem. czyli Biblią. bo musiał uważać. iż wychodząc z kabiny doktor przetarł sobie jeszcze buty suknem i wymył ręce. śpieszących powitać przybywającego na ich statek.iż rzeczywiście . I nic mu nie przeszkodziło zasalutować banderze okrętu. Mikroskop zabrał mu oko. jak paimięć sięgnie. może powiedzieć o nas . "Ulster Monarch" opuścił Harstatd bez eskorty. ale zabrał monokl. ale my z Zygmuntem moglibyśmy przysiąc. Opowiedzieliśmy dodatkowo naszym gospodarzom. Kapitan "Monarchy".cytując fragmen z Proverbia Salomonis .. Kiedy doktor doszedł do wniosku.przez "Chrobrego". pozwolił sobie zwrócić uwagę. by "nadrobić czas stracony na medycynę". tajemniczą akcją.kto jest wesołego serca. że naszemu doktorowi świat wydaje się przebogaty.zgodnie z tradycją ostatni.przy biegunce. Podczas rozmowy czuliśmy. Doktor miał za sobą wojnę rosyjsko-japońską oraz pierwszą wojnę światową. "Ulster Monarch" od początku wojny pełni służbę jako troop ship. że uznaje w życiu pośpiech wyłącznie w dwóch wypadkach: pierwszy -. by nieprzepisowo nie nadepnąć na reling. ponieważ się śpieszył. Omawiał szczegółowo. drugi . Wychodząc bowiem z kabiny na "Chrobrym" zostawił wszystkie swoje oszczędności. orzekł.głównodowodzącym. że doktor żartuje. który był "C-in-C". Pomimo to pozostawało nam jeszcze moc czasu. Uwaga ta dopiekła do żywego doktorowi. że ten z pewnością zostawił pieniądze dlatego. mj gody ustawiczne". broniąc naszego doktora. że zgoidnii z "Baibl". * Zajmowaliśmy z doktorem luksusową kabinę na "Ulster Monarch". Ponieważ stale byliśmy razem. wydało mi się. W chwili gdy znik-nęły zarysy skalistych Lofotów. Obaj "monarchiści" byli (przekonani. na który wszedł nie po trapie. jak zawsze w tym czasie.Wiesz. łąk nie lubię lekarzy. a obecnie służy już jako pomocniczy krążownik przeciwlotniczy. że nie zameldował kapitanowi swego zejścia do ładowni i przez to kapitan nie zszedł ze statku . transportowiec wojenny i ma za sobą wiele rejsów z wojskiem do Francji i z Francji. każdy opowiadał o sobie wszystko. ale napisana . że zamknięta została ostatnia kartka książki pod tytułem: NAD DALEKIM CICHYM FIORDEM. tłumaczył budowę zdań i wprowadzał mnie w świat Złotego Wieku. Kiedyś goląc się powiedział mi: . co go spotkało od momentu.przy łapaniu pcheł. W zamian za nasze wiadomości o sobie samych dowiedzieliśmy si< jeszcze od obu panów. Doktora z kolei interesowała nawigacja oraz zwyczaje i tradycje morskie. Zamilkliśmy. Nastejpnie wspominamy.to jak w języku polskim świetnie sama nazwa nakazuje . starszy wiekiem nawet od kapitana trzymając rękę na czarno oprawnej księdze.Liverpool i że pozostałe noszą nazwy "Ulster Queen" oraz "Ulstar Prince". ponieważ patrzy na niego przez najdroższy pryzmat na świecie. Odpowiedział. iż doktor rna za złe drugiemu oficerowi. a potem jak na zaczarowanym flecie od początku do końca gwizdał wszystkie arie. czyli Commander in Chiej albo po polsku . że "Ulster Monarch" należy do bliźniaczej trójk pasażerskich statków na linii Belfast . Udaje się nami ich rozweselić opowiadaniem o "gałązce oliwnej" zesłanej Zygmuntowi z nieba ł demonstrujemy jego czapkę. Zupełnie więc niepotrzebnie niszczą sobie nerwy. to ze wstrętem patrzę w lustro. podczas której był naczelnym lekarzem olbrzymiego szpitala wojskowego. zaszczycani tą opinią Salomonową. Poza tym nie śpieszył się nawet przy schodzeniu na destrojer.tak zimna. używał klasycznej łaciny. ot tak sobie na co dzień. Chciał je jak najdokładniej poznać. że się w niej natychmiast zapomina o wszystkim.

rozrywał się przyjmując zaproszenia na trudne operacje trepanacji czaszki w Aleksandrii lub w Atenach. Jedną ciekawą rzeczą na "Ulster Monarch" była jego maskota przedstawiająca ludzką postać z głową krokodyla. Straszne to monstrum zapewniało bezpieczeństwo statkowi - tak przynajmniej twierdziła cała jego załoga - i stało w jednym z salonów, w którym lubiliśmy przesiadywać w wygodnych klubowych fotelach spędzając czas na rozmowach. Z rozmów tych udało się zebrać całokształt wydarzeń na "Chrobrym". Kolejno, nie śpiesząc się opowiadali o swych czynach i wyczynach ci, co przeżyli pamiętny dzień piętnastego maja 1940 roku. Utkwiły mi szczególnie w pamięci urywki trzech usłyszanych wówczas opowiadań. Jeden ze sterników tak rozpoczął swoją relację: - No, to jak już te bomby uderzyły, to myślę ja sobie - trzeba pójść do pentry* i napić się kawy... Ten spokój cechował całe opowiadaiiie. Po prostu rejs wycieczkowy do fiordów został naraz przerwany. Drugi sternik mówił: - Spałem. Obudziły mnie te bomby. Władek już się ubrał. To mówię do Władka: "Władek, idź ty zobacz, czy się opłaci wstawać, może prędko zatoniemy, to nie będę nawet wyłaził z koi". Wobec przykrości, na które był narażony podczas całej akcji jeden ze stewardów, rozumowanie drugiego sternika było może poniekąd uzasadnione. Steward opowiadał: - Jak te dzwonki zaczęły trąbić, to ja wiedziałem, że to już jest alarm. Ubrałem się spokojnie, nałożyłem nowe buty, nowy garnitur i hełm na głowę. Wyszedłem na górę. Tutaj złapał mnie drugi oficer, dał do rąk gaśnicę i karał mi gasić ogień. Co miałem robić? Odbezpieczyłem gaśnicę i leję. Śmiechu to warte. Tutaj i tysiąc gaśnic nie pomoże. Jak tylko "drugi" odszedł, rzuciłem gaśnicę w ogień i myślę - gdzie moja szalupa? Tylko wyskoczyłem na pokład, a tu leci nasz admirał iż gaśnicą. I tak jak drugi oficer wetknął imi ją w rękę. Spieszyło mi się, ale dla świętego spokoju wziąłem. Co będę - myślę - z admirałem zaczynał i tłumaczył, jak sam nie rozumie, że ogień jest za duży. Polewałem, polewałem, ale czasu mi było szkoda. Rzuciłem gaśnicę w ogień i biegnę do szalupy. Tyle zmarnowałem czasu! Dobiegłem do relingu, a tu pokładowi krzyczą, żebym się śpieszył. Wychyliłem się • P e n t r a - miejsce, w którym stały ekspresy do kawy I herbaty. za burtę, chwyciłem linę i zsuwam się powoli na dół po tych węzłach. Tylko musiałem się zatrzymać, żeby temu co pode mną na głowie nie stanąć. A tu poczułem, że ktoś mi stanął na hełmie dwoma nogami. Zaraz potem drugi postawił mi obie nogi na jednym ramieniu i jeszcze zaraz trzeci .postawił mi obie, znów nogi, na drugim ramieniu. Tak stało .na mnie trzech żołnierzy. "Ajryszów" - jak się to mówi - Irlandczyków. W takiej sytuacji, panie kapitanie, zobaczyłem wyraźnie, że nie mam racji bytu i puściłem się trzymanej liny, bo nikt by się na moim miejscu też nie utrzymał. We czwórkę spadliśmy na tych, co byli ipod nami. Uderzyłem głową o ławkę, a potem to tylko czułem^ że na mnie spadali inni, ale już nic nie pamiętałem, tylko to jedno, że nie miałem racji bytu. Nie miałem... * Po dziesięciu dniach podróży "Ulster Monarch" rzucił kotwicę na tej samej redzie, na której wybrał swoją "Chrobry"'wyruszająć na kampanię norweską. HONNY SOIT, QUI MAL Y PENSE JLJewiza angielskiego Orderu Podwiązki: "HONNY SOIT, QUI MAL Y PENSE" była już w naszych latach dziecięcych tematem rozmyślań i dociekań, gdy naśladując starszych bawiliśmy się w nadawanie orderów bohaterom konającym na palach bitew. Początkowo po zabawie w wojnę dekorowaliśmy bez zastanowienia się nad nazwą orderu tych, którzy w walce się wyróżnili. Były to ordery wycięte z tektury i pomalowane złotą farbą. Z biegiem czasu, dla urozmaicenia ceremonii nadawania orderu, ustaliliśmy rytuał, a potem nazwy i klasy orderów. Zmienialiśmy ich kształt i barwy. Naraz dowiedzieliśmy się, że ordery mają dewizy. Imponowały nam szczególnie te wymawiane po łacinie. Ordery: Smoka i Słonia - miały dewizy bardzo nam odpowiadające. Były to wspaniałe chwile, gdy na polu walki król lub cesarz przypinając order mówił: "PRZED NIM BLEDNIE LEW I MILKNIE TYGRYS" lub wymawiał tajemnicze słowa: "MAGNANIMI PRETIUM". Po polsku brzmiało to dla nas zbyt słabo: "Nagroda za męstwo". Najwięcej intrygował nas jednak Order Podwiązki. Był nam znacznie bliższy, jako rzecz codziennego użytku, ale jego dewiza była dla nas na razie niezrozumiała. Order Podwiązki wszedł w nasze życie, gdy rozwikłaliśmy jego tajemniczą dewizę: "NIECH SIĘ WSTYDZI, KTO O TYM ŹLE MYŚLI". Nadawaliśmy go wówczas, gdy bohaterstwo nie znalazło uznania u obu stron walczących. Dekoracja połączona była z wielkim trudem. Król lub cesarz

wprowadzał na miejsce zwykłej podwiązki inną, podobnie jak i tamta zaopatrzoną w pętelkę do guzika i w tę zawiłą maszynkę do zapinania z przeciwnej strony niż pętelka. Wszystko to naturalnie było pozłocone. Zawsze jednak po takiej dekoracji Podwiązką zostawał u wszystkich w pamięci cień dwuznaczności, ponieważ sam order należał do części garderoby, o której przy gościach - a w szczególności jeśli to były osoby starsze - nie mówiło się. Wobec tego ustanowienie takiego orderu musiało nastąpić w baridzo nieprzyzwoitych, według nas, okolicznościach. Ponieważ dowiedzieliśmy się, że order ten od wieków był nadawany również i paniom - doszliśmy do wniosku, że zamieszana w to była ja'kaś pani i to na pewno taifca, co "ma nogi". Te "nogi" były dla nas nie niniejszą tajemnicą niż sam order, który nosi się przecież ukryty i to od pasa do kolana. Słysząc często powiedzenie starszych, że "ta ma nogi", a tamta pani - nic nie jest warta, bo: "nie ma nóg", jako ośmioletni mężczyźni w żaden sposób tej klasyfikacji pań nie mogliśmy zrozumieć. Otóż według nas takiej "pani z nogami" musiała kiedyś odpiąć się podwiązka podczas przejażdżki kornio w towarzystwie króla. Nie było innej damy dworu, która by mogła jej tę podwiązkę naciągnąć i zapiąć, co jak wiadomo jest czynnością bardzo trudną, a dla siedzącej na koniu amazonki niewykonalną. Bywają nawet pończochy, które "same" wyślizgują się z tego dziwnego zapięcia. Król wstydził się jechać dalej z panią, której opada pończocha. Zsiadł więc ze swego rumaka i własnoręcznie usiłował złapać podwiązkę, która uciekła, a potem ją zapiąć. Ale to się królowi zupełnie nie udawało, ponieważ królowie nigdy w życiu sami się nie ubierali. Króla ubiera zawsze wyszamerowany kamerdyner. Niekiedy nawet kilku. Król według nas nie miał pojęcia, w jaKi sposób przypina się podwiązkę do pończochy i w momencie gdy się nad tym głowił, musiała nadjechać na spotkanie króla kawalkada składająca się z księżniczek i książąt, którzy miimo woli stali się świadkami nieudolności króla. Król przekonany, że wiele osób z jego obecnej świty nie ma również pojęcia, jak się taką podwiązkę zapina, chcąc ratować swój honor, nadał wszystkim obecnym wstydliwie ukryty Order Podwiązki, wymawiając po francusku (by nie zrozumieli masztalerze, którzy akurat musieli nadjechać) tajemniczą dewizę, że nie należy śmiać się z tego, czego ktoś sam nie potrafi. W ten sposób zmusił dwór do milczenia. Gdy w zabawach naszych nadawanie orderu stało się już wiele razy faktem dokonanym, zaczęliśmy uważać jego dewizę za wyjście z sytuacji bez wyjścia. Dewiza ta przyszła mi na myśl, gdy usłyszałem kiedyś opowiadanie o niecodziennych wyczynach kolegów na statkach i gdy przeczytałam wyrok sędziów irlandzkiego miasta Cork w sprawie kapitana an-gielsMego brygu "Mary Russel". Kapitan tego brygu, idącego z Barbados do Irlandii, pod wpływem niepokojących snów rozpłatał siekierą głowy kilku niewinnych pasażerów i części załogi. Poranił harpunem starszego oficera i postrzelił marynarza, który dla uspokojenia kapitana pozwolił się przedtem związać. Sąd w irlandzkim mieście Cork w dniu 12 sierpnia 1828 roku, w dwa miesiące po opisanych wypadkach wydał wyrok uniewinniający kapitana. W kilkanaście lat potem angielski bryg "Tory" był sceną podobnych wydarzeń. W drodze z Hongkongu do Londynu kapitan brygu pod wpływem "lifcworów" zabijał czas rąbaniem pałaszem swych oficerów, trzymając jednocześnie wymierzony w nich pistolet. Przykutych do masztu trzech marynarzy dla zabicia nudy od czasu do czasu rąbał również pałaszem. Starszy oficer w ucieczce przed szaleńcem skoczył za burtę. Drugiego oficera, który nie chciał naśladować kolegi, rozszalały kapitan rąbał szablą tak długo, aż ten z wycieńczenia padł na pdkład. Niezmordowany kapitan kazał go przywiązać w ten sposób, aby móc dla odmiany ciskać w niego pałaszem. Gdy i ta "rozrywka" znudziła się kapitanowi, kazał położyć drugiego oficera na pokładzie i, by uniemożliwić ewentualną ucieczkę, przygnieść go do pokładu ciężarami, spod których drugi oficer uwolnił jedynie swą duszę, pozostawiając pod nimi swe zwłoki. Zagniewany z powodu pozbawienia go tak miłej rozrywki kapitan zabrał się znów do marynarza - kazał go zakuć w dyby i za chwilę poćwiartował. Wszystikim tym wyczynom kapitana przyglądali się pasażerowie. Chcąc nieco urozmaicić zabawę, kapitan urządził pantominę buntu tnąc pałaszem i strzelając do załogi z pistoletów nabitych tylko prochem. Pantomina zakończyła się ciężkim poranieniem trzynastu marynarzy. Nawet po wejściu pilota kapitan w dalszym ciągu ćwiartówał jednego z marynarzy, którego przedstawił pilotowi jako zarzewie buntu. Ówczesny prefekt policji londyńskiej postawił kapitana przed sądem jako mordercę i sprawcę masakry niewinnych ludzi. Sąd przysięgłych wydał wyrok: "Winien i niepoczytalny". Wobec tego, że

wyrok był niejasny i zbyt długi, przysięgli musieli wydać drugi krótszy. Brzmiał on tylko: "Niepoczytalny". W roku 1848 kapitan brygu "Tory" został uniewinniony. W licznych powieściach angielskich spotyka się opisy wesołych spotkań towarzyskich, jakie miały miejsce na placach publicznej kaźni w okresie późnego średniowiecza, połączonych z pokazem mód i spożywaniem wykwintnych posiłków urozmaiconych widokiem na egzekucję. W czterdziestych latach dwudziestego wieku prasa angielska pełna była opisów niezwykłych okoliczności, w jakich piękna pani w jednym z miast angielskich osiągnęła stan wdowi wiążąc swego małżonka i układając w wannie napełnionej wodą, by następnie za pomocą modelu małego żaglowca wyprawić go w podróż na tamten świat. Niedługo przed ogłoszeniem wyroku niezwykle piękna pani otrzymała wiele propozycji natychmiastowego zawarcia małżeństwa z amatorami podobnych "podróży morskich". Opowiadania tego typu stanowią specjalne, importowane serie "ciekawych" przygód morskich. Ale butelki z "likworem" przeniesione na polskie statki-handlowe również potrafiły dać podstawy do niezwykłych opowiadań morskich z napisem MADĘ IN POLAND, które - pomimo że w niczym nie przypominają opisanych zabaw na brygach "Mary Russel" lub "Tory" - należałoby na wszelki wypadek zakończyć dewizą Orderu Podwiązki: "HONNY SOIT, QUI MAL Y PENSE". Wydarzenie to miało miejsce w początkowym okresie rozwoju naszej floty handlowej, nielicznej, składającej się dopiero z kilku jednostek. Jednej z nich, idącej do Sztokholmu, "przeciął kurs" NOWY ROK. Powitanie było naturalnie owacyjne, oficjalne i nieoficjalne, w salonie i w kubrykach. Pamiętano na razie o tych, którzy natychmiast po spotkaniu Nowego Roku poszli na wachtę. Zapomniano jedynie, ale to zupełnie, o starszym marynarzu pełniącym służbę na starze. Prawdopodobnie dlatego, że kapitan stanowczo zabronił ryczenia syreną, bicia w dzwon i puszczania rakiet. Marynarz ten tyle tylko uczcił spotkanie, ile udało mu się wychylić idąc na zmianę poprzedniego sternika, na godzinę i dwadzieścia minut przeid Nowymi Rokiem. Na razie bez przekonania śledził czerń podziałek stopniowych, wahających się naprzeciwko kreski kursowej, goniąc jednocześnie wzrokiem światło rufowe idącego przed nimi statku. Poprzedni sternik zdał mu kurs z radą trzymania się światła. - Tamten idzie równo, tak samo jak i my - mówił. - Idź za niań. Ma ten sam kurs. Nowy sternik szybko oswoił się z sytuacją. Rzeczywiście było znacznie wygodniej trzymać się światła przed dziobem niż wpatrywać się w podzialkę stopniową róży, pnzy tym mógł jednocześnie widzieć nadchodzące inne statki. W dodatku szemrało mu trochę w głowie po tym spotkaniu. Przez parę godzin słychać było jeszcze na mostku odgłosy powitań Nowego Roku, potem już tylko rytmiczny szum maszyny. Nikt nie przychodził na mostek. Zmiana musiała przyjść akurat na Nowy Rok. Zapomniano. Zima tego roku była wyjątkowo ciepła. Zatoka Botnicka jeszcze wolna od lodów. Żegluga na niej dotychczas utrzymywała się bez ograniczeń i bez lodołatmaczy. Godziny służby na sterze zaczynały się dłużyć. Powieki stawały się ociężałe. Pilnował się już tylko światła rufowego idącego przed nim statku. Kurs przestał go interesować. Wydawało mu się, że wska-zówki zegara zupełnie się nie posuwają. Olbrzymi służbowy kożuch, chroniący przed zimnem, ugniatał barki. Przez jakiś czas przyglądał się z niepokojeni oficerowi służbowemu, który - fetowany jeszcze przez dobrych kolegów po przyjściu na zmianę - znieruchomiał teraz w swoim kożuchu na skrzyidle mostku. Potem zaczął myśleć o swej koi 'przylepionej do burty na dziobie na podobieństwo jaskółczego gniazda. To tak zwane pospolicie na statku "wyro" wydawało mu się w tej chwili najmilszym miejscem na świecie. Coraz bardziej zaczynała ogarniać go senność. "Chyba zaraz zasnę" - myślał z przerażeniem. - A może powiedzieć oficerowi, żeby go już zmienili na sterze? Nie. Nie zrobi tego. Najlepiej będzie, jeśli sam skoczy na dizdófo i obudzi zmianę. Ale co będzie, jeśli statek przez ten czas zejdzie z kursu i po powrocie na ster nie zobaczy już rufowego światła tamtego statku? Kursu nie pamiętał dokładnie. A zresztą jeśli nie przychodzą, to znaczy że nie mogą. Na pewno gorliwie spotykali Nowy Rok. O nie, nie zostawi steru i statku bez opieki. Powieki sarnie opadają. Kurs. Jaki to mógł być kurs? Na róży odróżniał już tylko czarne listki rumbów. Szczęśliwie, że dobra widzialność. Nic złego stać się nie może, dopóki idzie za tamtym. Z mijaniem też nie ma kłopotów, między nich żaden statek nie polezie. Można tak jeszcze sterować. Byle nie dać się ogarnąć senności. Poczuł się naraz jedynym człowiekiem odpowiedzialnym w tej chwili za bezpieczeństwo statku. Wszyscy z pokładu śpią, on jeden czuwa. Nieraz klął ten statek, tyle razy chciał już z iniego schodzić

Prawdę mówiąc to nie wiem. . Żeby nie zasnąć.spytał sternika.odpowiedział. * Podczas drugiej wojny światowej nie istniała prawie żadna większa operacja morska." zaśpiewał słowa 'Usłyszane niedawno. Była to najmodniejsza piosenka. . którzy zazdroszcząc kawalerii ttak ładnej piosenki przekształcili ją na piosenkę morską: m m «•-»-To brzmiało wspaniale. . niknące prawie 2 prawej bunty za trawersem. Był to chyba jeden iż najsilniej uzbrojonych statków tego typu.Stoję na sterze od -zeszłego roku i cały czas trzymam się rufowego śwdatła tego statku. ale że dalszych słów ipiosenlki morskiej nie znał. izmuszone do samoobrony. Do wybrzeży Afryki przychodziły w olbrzymich konwojach wypchane amunicją. a zapisany w idziennifcu port przyjścia Sztokholm został daleko od statku na zachód. Nabrał oddechu i dalej już śpiewał głośniej. ifctóry idizie przed nami od dnia wczorajszego. Zaczął półgłosem: "To prawie tók jak ja w tej chwili" . Żołnierze wstają. O. Teraz może stać jeszcze dwie doby bez zmiany. Poczuł się bohaterem chwili. Na jednym z naszych statfców zakotwiczonych wówczas u wybrzeży Afryki wszystko już było gotowe do wyjścia w morze. zwabiony . zaczął nucić.umrzeć z głodu i izimina. Na mostku 'znalazł się starszy oficer i "drugi". Kapitan wyszedł z nawigacyjnej i iznów podszedł do sternika. drugim najważniejszym zagadnieniem był dowóz amunicji i żywności. . Nie przychodziło to łatwo. który ożył na dźwięk głosu kapitana. nie narazi swego statku ma niebezpieczeństwo. Wziętość swą zawdzięczała żywej melodii. Ech! Ludzie dokonywali większych bohaterstw niż jego stanie w ciągu trzech wacht na sterze i w gorszych sytuacjach wytrzymali 'znacznie więcej. Za rufą.Co leży? . ifctóre skończyły wyładunek przy nabrzeżach afrykańskich portów.. starszy oficer zameldował kapitanowi. musiały natychmiast ustępować miejsca następnym. To ułani spod Somosierra. pod balastami.Co leży? . W myślach rąbał kano-nierów przy działach w wąwozie Somosierry i śpiewał dalej: MORITURI TE SALUTANT. w której (pływające skrawifci naszej Ojczyzny nie brałyby udziału. Przy ikresce kursowej chwiał się czaimy listek rumbu north-east. Za kapitanem podążył przerażony oficer wachtowy. potem śpiewać. Po chwili drugi oficer wziął namiary ze świateł dostrzeżonych latarń. Po kilku minutach cały statek był już na nogach.barkach ciężkiego kożucha. puste. Nde cauł już na .ryknął do nie spodiziewajaeego się tej wizyty śpiewaka. zostawił 'krążownik i 'wrócił do szwoleżerów. Ten zdecydował się mówić prawdę.prawdopodobnie Wizją szyldwacha. jaki . Kapitan puścił mimo uszu ten noworoczny dowcip. panie kapitanie . Śpiewała ją cała Poldka. Na mostek wszedł "stary"...odpowiedział. wracały niekiedy samotnie. a same wychodziły z portu na redę. MAJĄCY UMRZEĆ CIĘ POZDRAWIAJĄ." W tym wypadku nie było tu nic wesołego. Nic więc dziwnego.drży. Był zachwycony sam sobą. rzucił sam okiem na kompas i naszył iku drzwiom nawigacyjnej. słychać wkoło śmiech i gwar. Nie czekając na ponowną odpowiedź. zanim się opamiętał i odczytał z róży kurs. W miarę śpiewania zaczął ogarniać go 'zapał bojowy. . gotowe w każdej chwili wyruszyć po nowe zasoby. według ukłaidu marynarzy z marynarki wojennej. Choćby miał . Młody szyldwach więc oczy przeciera. by nie stwarzać skupisk dogodnych do bombardowania. że zidentyfikował światło latarni Dager-Ort.a teraz poczuł ogromny przypływ uczucia dla iniego. Po prześpiewaniu kilku piosenek przypomniał sobie Wizję szt.pomyślał. ale nie wiedział nic ponad to. Z otrzymanej (pozycji wynikało.Jak długo leżysz na tym ibursie? . Kończyła się właśnie operacja "TORCH" mająca za zadanie oczyszczenie z Niemców Afryki Pomocnej. on ich zna. że statek zbliża się do Helsinek. by nie wprowadzić w błąd kapitana. Stawały iż dala od portu.ld-wacha.. to było piękne. Tak. że kapitanowie naszych statków prześcigali się w zdobywaniu najlepszego uzbrojenia przeciwlotniczego. I naraz zupełnie jak w drugiej zwrotce piosenki: "Minęła noc i dzień rozproszył mroczny świt. ale zanim sternik przystąpił do ściślejszych wyjaśnień. panie (kapitanie .. Zaskoczony sternik milczał chwilę.jeszcze głośniej powtórzył 'kapitan. Poza samymi operacjami. jak gdyby -nie dosłyszał odpowiedzi sternika. .Nord czterdzieści pięć stopni ost. Statki. że przez całą noc trzymał się rufowego światła idącego przed nim statku.. Jeszcze raz sprawdził ikurs na kompasie. Zamiast śpiewać dalej: "Ziemia aż .

hoczkisów i kaemów. Oddzwoniono maszyny . Sprawność załogi podtrzymywana była świeżymi zawsze zapasami żywności. Byli to ci. Można będzie nie zygzakować i nie szukać przez lornetki dookoła całego horyzontu peryskopu zaczajonego okrętu podwodnego. który by nie umiał obsłużyć działa lub karabinu maszynowego. Jeszcze tę jedną noc można będzie sobie pofolgować i nie wsłuchiwać się z palcami na spustach karabinów maszynowych ł dział w każdy szmer przypominający warkot nadlatującego samolotu. nad Atlantykiem . Szybko leciały wachty na spotkanie i po spotkaniu Nowego Roku. W Atlantyku grasowały bezkarnie stada niemieckich okrętów podwodnych. Kapitan z duimą i humorem pokazywał niewiarogodne wprost ich ilości "wypożyczone" od aliantów. Jeszcze przez jedną noc RELAX . Nawet podczas postoju na kotwicy. jarzyny i owoce. We władaniu tą bronią osiągnięto doskonałość. Idąc samotnie przez ocean statek ustawicznie zygzakował. Statek jest właściwie w morzu. Nie było człowieka w załodze statku. chwilkę w mesie lub kubryku. O godzinie dwudziestej drugiej maszyna gotowa. które można było na mkn zainstalować. skoncentrowane do operacji desantowych. Jego kapitan postanowił przetrwać wojnę w oparciu o własną przezorność. dzięki któremu statek zapisał na swym koncie zestrzelony bombowiec i kilka prawdopodobnie trafionych.(kiedykolwiek istniał podczas tej wojny. a ta zależała od ducha bojowego załogi. .coś w rodzaju polskiego . Nowy Rok spotka się trochę wcześniej. Gdzie statek będzie spotykał rok następny? Na razie można i należy dać przed podróżą przez Atlantyk odpocząć nerwom. psy i koty oraz nie wygasający nigdy dobry humor i dowcip kapitana. Każda kolizja w konwoju."spocznij".bo jak w maszynie tak i na pokładzie po zdobytym doświadczeniu obowiązywało hasło "zawsze gotowi". by nie stać się łupem niespodziewanej torpedy.bombowce o dalekim zasięgu. uważając że ka-walerzyści owiani tradycją sławnych szarż najbardziej w tej chwili nadają się do samoobrony. a na wynurzony okręt podwodny miał zawsze w pogotowiu całą siłę swego ognia. W dzienniku okrętowym w odpowiednich rubrykach pisano: "CISZA". Działami dowodzili oficerowie wyspecjalizowani w ich obsłudze. najmniejsza nieostrożność innego statku przy manewrowaniu podczas trudnych operacji. Zostało jeszcze parę godzin do wyjścia w morze. Rączka telegrafu maszynowego stanęła na "cała naprzód". Chwilkę na mostku. Bezpieczeństwo swego statku widział wyłącznie w samoobronie. W wypadku Spotkania iż wrogiem mały nasz tramp podnosił szybko największą i najpiękniejszą banderę i zlał ogniem wszystkich dział rozstawionych na pokładzie od dziobu do rufy. tylko że blisko brzegów. Nie dopuszczał do siebie żadnego samolotu na odległość nośności swych oerlikonów. Nie trzeba brać pilota. Kapitan starał się do ostatniej chwili postoju zaopatrywać w świeże pieczywo. Kapitan wrócił z lądu z rozkazem wyruszenia samotnie do Gibraltaru o godzinie dwudziestej drugiej. które z tej okazji zmieniały się dzisiaj po kilka razy w ciągu godziny. którym udało się wydostać z kraju. Był to ostatni dzień grudnia. Jeśli ktoś się ze starej załogi statku wykruszył. Pływająca reduta stawała się coraz nowsza. w których nie udało się uniknąć zderzenia. przywożono prowiant z lądu. Statek ten płynął przeciwko prądowi.dla tradycji . Każdy z oficerów starał się o osiągnięcie jak największej celności oraz wystrzelenia w jak najkrótszym czasie możliwie największej ilości pocisków. Hasło. kapitan gorliwie poszukiwał na ich miejsce "szwoleżerów". (kończyły się z zasady natychmiastową wymianą uszkodzonych części 'kadłuba. Przed wyruszeniem w "blacfcottt" przeznaczenia na Atlantyku należy wypocząć. coraz bandzie j odmłodzona. jeśli to było możliwe. można od razu wyruszyć w morze. Zajmowały się nią małpy. Barometr stał wysoko i bez zmian. Na ogół wszystkie statki zużywają się i nasączą z 'biegiem czasu. ilości działek przeciwlotniczych i zapasów amunicji do 'nich. W porównaniu z Atlantykiem wybrzeże Północnej Afryki w tej chwili było zacisznym miejscem strzeżonym przez olbrzymie lotnictwo i flotę. do tego wszystkiego okrywał się "aureolą Hohnana". Statek z wolna przekształcał się w redutę wyposażoną we wszystkie rodzaje broni przeciwlotniczej. Dziś spotkanie NOWEGO ROKU. Niemałą rolę w podtrzymywaniu sprawności załogi odgrywała również "działalność rozrywkowa". Wszyscy sprawiedliwie i po trochu spotykali Nowy Rok i pełnili służby. ale nie ten. Kapitan w ten sposób wyrównał swe rachunki za wypożyczone działa i amunicję oraz możność utrzymania statku w pełnej gotowości bojowej i wspaniałej kondycji. która w postaci rwących się nad statkiem pocisków tworzyła tarczę z ognia.

Pod białą peruką postaci spowitej w purpurową togę ważyły się losy oskarżonego. że wyszliście wczoraj wieczorem i idziecie już całą noc. że robi mu się zimno. . który zezwolił na bigamię córki.Jak to.Jak co dzień.Monsieur! Monsieur! "Francuzi" .przecież wiem doskonale. Nagle z perłowej mgły wysunęło się coś jasnego tuż przy wodzie i prędko pędziło do lewej burty statku. białe peruki i czarne togi adwokatów. co sobie życzycie? . bo wachtę pełnił od godziny czwartej rano.odpowiedzieli ludzie z motorówki. Wyszliśmy wczoraj wieczorem o godzinie dziesiątej.błagającym głosem mówił starszy oficer . Sierżant policji jasno i dobitnie wyrażał swoją opinię o oskarżonym. za zgodne z dobrem kraju. SĄD MORSKI Sędziemu Zdzislawowi Koszewskiemu Przewodniczącemu Odwoławczej Izby Morskiej w Gdyni Autor *'a Biblię przysięgał wysoki sierżant brytyjskiej policji.znany jest jako człowiek nieposzlakowanej przeszłości.odezwał się zdumiony głos zza burty. Nie mogę dziś sobie dać rady z kompasem i ze sterem . Motorówka nie znikała.najwyższej klasy ludzi. ..Widziałeś coś na wodzie? .nisko. potem włosy z jeżyły mu się na głowie.Dobrzy ludzie .Halucynacja" . Biała peruka i krwawa toga Najwyższego Sędziego. Coś podobnego zdarzyło mu się po raz pierwszy w życiu. natychmiast gdy tylko mąż jej zniknął w malajskiej dżungli w walce z Japończykami. o których zwykliśmy mówić: "top mań". Spotykał go potem najdłużej.Oskarżony . Wydało mu się.Monsieur . Ludzie stojący w motorówce domagali się spuszczenia trapu.spytał podchodząc do burty. Znużone oczy starszego oficera nie mogły zidentyfikować pędzącego do burty kształtu. Wysiłek wojenny (war ejjorts . Od wyroku nie było odwołania.specyficzna ocena ludzi i zaikładów pracy w tym okresie) fabryki tylko dzięki niemu znalazł wielkie uznanie rządu jego królewskiej mości i zatrudnionych w fabryce ludzi. . Jako starszy oficer pierwszy rozpoczął spotkanie Nowego Roku.Qu' est ce que vous voulez? Co sobie życzycie? .mówił wesoły głos z motorówki . nie pozwolić wpakować w siebie torpedy przepuszczając ją tym manewrem obok. Oskarżony należy do .bardzo możliwe. .spytał przerażony starszy oficer. że widzi jednak wyraźnie kształt białej motorówki stojącej przy burcie statku.Mówiliśmy już. przedmiot znikł z jego pola widzenia i starszy oficer usłyszał głośne zza burty wołanie: . by zmienić kurs unikiem. Wyrok zależny był wyłącznie od zdania sędziego. aż do podstaw tronu siedzącego na nim dostojnika. od tego co on uzna za sprawiedliwe dla danej osoby w danych okolicznościach. łączyły wypadki drugiej wojny światowej ze średniowieczem. Starszy oficer podszedł znów do burty. zgiętych podczas zabierania głosu . ale zapomnieliście wybrać kotwicę. że was tam nie ma na dole. . Idziemy już całą noc. Odszedł szybko od burty i spytał sternika: . Jakim sposobem możecie to być WY? Dajcie nam spokój. . . że mówić będzie prawdę i tylko prawdę w obliczu Najwyższego Sędziego sprawującego sądy w imieniu króla Anglii. wykształcenie oraz siła woli. . Wysoki szpakowaty gentleman zajmował miejsce na ławie oskarżonych w olbrzymiej sali sądowej gmachu wymiaru sprawiedliwości w Liverpoolu.Nic nie widziałem. Przywieźliśmy wam prowiant. Jego czyny cechuje głęboka znajomość fachu. . Przetarł zmęczone od bezsenności oczy. nim zdążył jednak to uczynić. Dajcie nam spokój. przywieźliśmy wam świeży prowiant.odpowiedział zmęczonym głosem sternik. i nacisnąć jednocześnie rączkę sygnału alarmowego. Na kursie widoczność utrzymywała się dobra.przemknęło przez myśl radosne spostrzeżenie. Wychylił się.mówił sierżant . .Czego od nas chcecie? Po co wam trap? . tak jak zamówiliście . Starszy oficer poczuł wyraźnie. Jest dyrektorem fabryki zatrudniającej kilka tysięcy robotników w przemyśle wojennym.pomyślał. tak jak chcieliście.O świcie lekki opar od strony lądu przykrył perłową zasłoną Afrykę. Już miał zamiar podać komendę na ster.

Cztery lata ciężkiego więzienia. usłyszeć "rzymski" sposób wnioskowania. by 2 ust najwyższego urzędnika mającego pieczę nad prawem. jaką posiadasz ty? Przez cały czas przemówienia ten wymierzony w oskarżonego palec był symbolem piorunów bijących z nagromadzonych chmur doświadczeń zebranych przez stulecia. o ile się tylko dało. których już sama woda napawała przerażeniem. tej zdolności rządzenia ludźmi.Gdy wskazujący palec ręki wyłaniającej się z czerwonej draperii wymierzony został w bladego gentlemana.obdarzony tak wielką siłą woli. Parę dni postoju w neutralnym porcie.odpowiedni zespół z "maszyny". jak nas o tym wszystkim zapewnił sierżant. by zadość uczynić rzymsikiej .Jeśli ty . gdy olbrzymi słup ognia na bezkresach Atlantyku raz po raz dawał znać o początku końca setek ludzi ginących od torped. by znaleźć się przed Sądem Morskim na ławie oskarżonych pod zarzutem dezercji. w normalnych warunkach życia. na sesji wyjazdowej do Liverpoolu. wielu przysięgało sobie. co mu się należy. . Strach ten dyktował najrozmaitsze formy uchylania się od wyjścia w morze. Po przybyciu konwoju do portu pamiętali tylko sceny ginących statków. z potworną siłą przemawiały do instynktu samozachowawczego nowych marynarzy. Prócz tego był przewidziany obrońca. salę zaległa bezwzględna cisza.zasadzie prawa: suum cuiąue . straszne morze i jeszcze straszniejszą wojnę na nim. dla "maszynowych" . wyjście w to tak mało im jeszcze znane. posiadający wykształcenie i nieskazitelną przeszłość. Patrząc na te sceny.jak chciały i gdzie chciały . stanowiącej skróconą formę od iustitia est firma et perpetua voluntas ius suum cuiąue tribuendi . Pod wrażeniem ważkich. co mu się należy. . prokuratora oraz dwóch ławników. trzeba było znacznie więcej czasu. że ławnicy zostali powołani po to. by porzucić przyjęte wobec siebie zobowiązanie. że jeśli dane im będzie dotrzeć do najbliższego skrawka ziemi. Bardziej wrażliwym. zamknięty na czworokątnej platformie ogrodzonej wysoką balustradą. to czego mogę wymagać JA od tych.padły z wysokości tronu słowa . rozpaczliwie szukające ratunku w lodowatej wodzie. nie wdrożonych jeszcze dostatecznie w dyscyplinę okrętową. godzących w oskarżonego słów drżały mury sali.każdemu. Uważałem.bezbronne statki handlowe. Seminaria z prawa rzymskiego wydawały mi się zawsze pracą lekarzy w prosektorium. przywracało większości marynarzy naruszoną równowagą. Kiedy zostałem ławnikiem Sądu Morskiego.sprawiedliwość jest to mocna i stała wola oddawania każdemu. urzekających swą logiką. jeśli TY ŁAMIESZ PRAWO. Widoczne w nocy na tle ognia czarne cienie ludzkie. którzy dopiero w czasie wojny zaciągnęli się na statki. zwanego praetor.oddać. okoliczności i miejsca. Ławnicy byli wybierani przez związki oficerów oraz marynarzy i mianowani przez ministra sprawiedliwości rządu polskiego. ulegając słabości do prawa rzymskiego i nieodzownej przy nim łaciny. Podczas rozpraw. obdarzony tak wielką sztuką rządzenia ludźmi. najczęściej jednak jako usprawiedliwienie podawano zamroczenie "nieznanym 'napojem" lub brak środków lokomocji zniszczonych bombardowaniem. drżeli obecni w niej ludzie. drżał oskarżony. na którym nieprzyjacielskie okręty podwodne przez długi czas topiły . Tak i podobnie zasłaniali się przeważnie ludzie nowi. Dla spraw "pokładowych" ławnikami byli oficerowie i marynarze pokładowi. Ale i tacy wracali dobrowolnie po kilku miesiącach. odświeżyłem sobie w pamięci prawo rzymskie studiowane przejściowo na uniwersytecie przed wstąpieniem do Szkoły Morskiej w Tczewie. Wśród rozmaitych spraw rozpatrywanych przez Sąd Morski najwięcej było spowodowanych strachem przed wyjściem w morze. żadna już siła nie zmusi ich do ponownego wejścia na statek idący w piekło ognia i wody. gdy platforma z oskarżonym zapadła się pod ziemię w teatralny sposób. usiłowałem przenosić wyobraźnią każdą akcję na Forum Romanum. Sąd nasz składał się z zawodowego sędziego. mówiących niemal stale po łacinie i z olbrzymiego ciała prawniczego wyłuskujących szkielet sformułowanych w Rzymie praw. W tej samej sali miał za parę godzin urzędować zespół Polskiego Sądu Morskiego w Anglii. która potrafiła przełamać granice czasu. Cel zawsze był ten sam: odwlec. którzy nie posiadają takiej siły woli. Specjalna karetka natychmiast go przewiezie do miejsca kary. i właśnie obecnością na rozprawie sądu angielskiego skracaliśmy chwile oczekiwania. Echo strasznych słów nie zdążyło się jeszcze odbić od wysokich sklepień sali. I wreszcie ostatnie gromowładne słowa wyroku: .

vel fuit is auctor est .załogą. Sędzia stał na stanowisku. bez względu na wszelkie konsekwencje powziętej decyzji. która by i odważnego człowieka zdołała wyprowadzić z równowagi". Dobrowolnie zaciągnął się na statek.topić się.. zabierali się do suum cuique. by walczyć dalej z Niemcami we Francji. żywcem palony. Tylko kilka statków doszło do Ameryki z tego wielkiego konwoju. Po kilku miesiącach spotkałem się z kolegami.. miał wszelkie ku temu bardzo dogodne warunki i dobrze płatną pracę.. jest to chyba również dopuszczalne. Bez przerwy pływali na tym samym statku w konwojach. w bezbarwnych ubraniach dwudziestego wieku. z którego nikt ich nie starał się nawet ratować. Dobrowolnie nie chciałem już więcej iść patrzeć na to samo. że w takich wypadkach instynkt samozachowawczy bezkompromisowo rozprawia się z honorem. sędzia złożył votum separatum.nieudolnie tłumaczył swe postępowanie . a sędzia ogłosił wyrok uniewinniający. ale przestępstwo było dla niego oczywiste. Przestępstwo popełnione wskutek strachu paraliżującego wolę. że nawet ratowali tych. Ale. Brzmienie formuły tych odwołań przypomina receptę lekarską: exceptio quod metus causa odwołanie. Wysoki Sądzie. który przełamał swój strach i wrócił na . co zobaczyłem. Ławnicy.nie. dla dobra sprawy. . który wyruszył z Anglii. szeroko komentując jego motywy.komu na tym zależy lub zależało. Mógł przecież pozostać na lądzie.Wysoki Sądzie .Sędzia oraz prokurator Sądu Morskiego byli ubrani w średniowieczne togi i birety.wzrosło. gdy nie można karać za czyn dokonany pod wpływem obawy "spowodowanej taką groźbą.przez niestawienie się na staitek w oznaczonym terminie.. Służba w marynarce handlowej jest służbą w wojsku.. gdy postępek spowodowany był strachem.. • cui bono? (na czyją korzyść?) W całości to brzmi: cui bono esi. Cały szkielet moralny pryska "łamany kołem" bezwzględnej wojny na morzu. mówiące o odwołaniu się przysługującym oskarżonemu w pewnych wypadkach.. ale nie chcę być bezbronny.przy pomocy rodaków zamieszkałych w Stanach Zjednoczonych. Sędzia zgadzał się z przytoczonymi argumentami. ubi? (gdizie?) . która staje się nakazem: nigdy więcej na morze. cnotą. Gdy nam się wydawało. już jako młodszy marynarz na statku handlowym.usiłowałem tymi dowodami przekonać sędziego. W tym wypadku wyłącznie oskarżonemu. Chcę się bić. Prawo rzymskie przewiduje wypadek. Prokurator zażądał przepisowej kary.by zadość uczynić instynktowi samozachowawczemu... Niebezpieczeństwo wcale nie zmalało. Sąd udał się na naradę. na podstawie którego mógł on pozbawić oskarżyciela prawa wniesienia skargi. których storpedowano w dzień. Staraliśmy się przekonać go. a potem . odczytywał personalia i akt oskarżenia. który walczył w kraju z Niemcami jako ochotnik i wydostał się z Polski przez Rumunię. przenigdy nie będę marynarzem. to w naszych okolicznościach. quo modo? (jakim sposobem?) . męstwem i patriotyzmem.w Nowym Jorku. Układałem w formę rzymską usłyszane informacje: quis? (kto?) . przypomniało mi zapamiętane z seminariów prawa rzymskiego na uniwersytecie exceptio z cywilnego prawa rzymskiego.o gadzinie siedemnastej dnia 13 marca 1941 roku.gdy zobaczyłem palących się ludzi skaczących w nocy do morza. vis compulsiva. ten jest sprawcą. Sędzia. cur? (po co?) .znów walczyć z Niemcami.. Obrona nasza wydawała mi się słuszna i logiczna.przysiągłem sobie. wprost przeciwnie . że już nigdy. Pęka wreszcie kręgosłup moralny. Po zakończeniu przemówienia sędziego ze strasznej platformy przeznaczonej dla oskarżonych i odgrodzonej od świata wyszedł na salę młody chłopak. Ławnicy bronili swego punktu widzenia: chłopak wrócił po kilku miesiącach dobrowolnie. dla ławników .młodsey marynarz Nikodem Nienaski. Sąd wrócił na salę rozpraw. że zaistniał bezsprzecznie wypadek złamania dyscypliny okrętowej. boję się tak jak przedtem. rodzi się jedna jedyna tylko myśl.. Dla sędziego przestępstwo było oczywiste. wróciłem na statek z powrotem. Jeśli prawo rzymskie przed wiekami uznawało już takie wyjątki. kiedy widziałem to kilka nocy z rzędu . Opowiadali. zgodnie z ustawą o dezercji. quid? (co?) -inaraził statek na wyjście w morze z nie skompletowaną . z godłem państwowym w miejsce ryngrafu zawieszonym na ciężkim łańcuchu. a więc musi być kara. quando? (kiedy?) . Jak stwierdzili świadkowie. Na miejscu "bladego gentlemana" stał teraz młody chłopak. A my nie jesteśmy sądem wojennym w ścisłym tego słowa znaczeniu . Wstyd mi się zrobiło. ąuibus auxiliis? (przy czyjej 'pomocy?) -r. że sędzia uległ czarowi prawa rzymskiego. Na "Batorym" przybył do Anglii .

przez wdzięczność za możność oderwania myśli od rzeczywistości dzięki szaleństwom. ąuibus auxiliis? (przy czyjej pomocy?) . Szkoda jednak znacznie przewyższała wartość małp. Każdy na statku wie. co która małpa zrobiła. budowane wyłącznie na krótkie rejsy po Bałtyku lub Morzu Północnym.Wysoki Sądzie! . amienili całkowicie przewidywane przez prawo idwumastu tablic postępowanie. nawet przeniesiona moją wyobraźnią na Forum Romanum. . Życzenia bosmana ipod adresem kucharza również 'były przewidziane na dwunastu tablicach jako malum carmen incantare . Wolny czas pod tropikalnym słońcem spędzali na pokładzie obserwując zachowanie się małp.statek. lecz i sztormy. otwarcie mówiąc. . znajdujących się na pokładzie rufowym statku "Kamienna". jak umiały. cui bono? (na czyją korzyść?) . Mniejszym statkom naszej floty handlowej groziły na północnym Atlantyku nie tylko torpedy. bosman i 'kucharz. W tym wypadku nie było żadnych wątpliwości. * Następna sprawa: quis? (kto?) -r.pnzez otwarcie przez jedmą z małp drzwiczek wszystkich . Była to po prostu szkoda spowodowana bez winy właściciela przez jego zwierzęta czworonożne w siposób nieoczekiwany contra naturom .Ocean Atlantycki. quid? (co?) .jak się wyraził . Zmorą na tych statkach nie był jednak prowiant. małpy. quo modo? (jakim sposobem?) . z powodu której . . Zabierały żywy prowiant. Nowa sprawa nie była skomplikowana. Małe statki . Dni załogi wypełnione były opowiadaniami o tym. szerokość południowa ll°13'f długość zachodnia 17°'31'.radziły sobie. Wobec czego przeniesiono niektóre z nich na spokojniejszy pod względem stanu morza szlak południowoamerykański. proszę Wysokiego Sądu. że małpa foucharza jest głupia i sam kucharz. . Ale oskarżeni. Wlokły się niekiedy same przez ocean.bosman przy pomocy czarnej małpy brazylijskiej. Nie ulegało wątpliwości. gtwmdo? (kiedy)? .. która z nich jest bardziej zabawna.o godzinie siódmej rano 7 lipca 1942 roku. że poszkodowany musi otrzymać zapłatę odpowiadającą wartości wypuszczonych kaczek. Cała załoga bez wyjątku prześcigała się w dogadzaniu ganiającym po statku małpom. Sędzia był zmuszony zwrócić bosmanowi uwagę na niewłaściwość używanych słów i zwrotów. że bosman życzył tego wszystkiego (kucharzowi i jego izielomej afrykańskiej małpie. lecz "czarne myśli" o rajderach i torpedach. Statki te. Zazwyczaj stanowiły go najbardziej odporne na warunki klimatyczne kaczki. znalazły się naraz na długiej trasie dużych jednostek przystosowanych do podróży w pasie podzwrotnikowym i do trawersaty oceanu. kucharz okrętowy przy pomocy zielonej małpy afrykańskiej. małpy..nie zaopatrzone w odpowiednie chłodnie . W tym wypadiku poszkodowany mógł otrzymać zwierzę. których tekst za Cycerona każdy chłopak rzymski umiał cytować na pamięć.ipo raiz pierwszy w życiu emalazł się w saldzie na ławie oskarżonych.złe zaklęcia i czarowanie w celu sprowadzenia czyjejś choroby lub śmierci.bosman przeszedł do wyrażenia swych życzeń w stosunku do 'kucharza i jego małpy. a umysły załóg przepełnione były strasznymi myślami. Czynność powodująca zubożenie actto de pauperie. Małpom wolno było robić na statku dosłownie wszystko.na to pytanie odpowiedź mogły dać tylko.na korzyść 'którejś z małp dla zaspokojenia jej fantazji.bosman statku "Kamienna" Jan-Kowalski i kucharz okrętowy tego samego statku Franciszek Ptaszyński.tłumaczył bosman. i z łatwością dała się odszukać w pra_ wie dwunastu tablic sprzed dwudziestu czterech wieków.. jakie wyprawiały czworonogi. ubi? (gdzie?) ..Moja małpa nigdy by czegoś podobnego nie zrobiła i nie zrobi.linię żeglugową narazili na stratę materialną oraz pozostawili załogę na środku oceanu bez świeżego prowiantu.W tym miejscu swego (przemówienia . które szkodę wyrządziło.klatek z kaczkami. cur? (po co?) .wbrew normalnemu porządkowi.mniejsza od dziesięciu węzłów. Prędkość tych statków była "nijaka" . wbrew uprzednio powziętemu postanowieniu: przetrwać wojnę nawet w więzieniu. na które jedynym lekarstwem okazywały się nie działa ustawione na rufach. byle nie na grozą ziejącym morzu. podczas gdy inne ptactwo ginęło szybko. a która najmądrzejsza. które czasem docierały na pokładzie nawet do Brazylii... lecz.

Po zwróconej przez sędziego uwadze kucharz zmitygował się d przestał używać niecenzuralnych słów i niewątpliwie zgubnych dla bosmana i jego małpy życzeń. Następne zdania wypowiedziane przez kucharza nosiły już wszyst-kie cechy malum carmen incantare i sędzia był zmuszony zwrócić 'mu ostrą uwagę. które można by dopasować do nowo 'powstałej sytuacji. by potem przejść ina dobrze płatną posadę na ląidzie. Małpa. takiego człowieka szczęśliwie . A kucharz ją zawsze ze sobą zabierał. Czerwony. było klasycznym przykładem takiego wypadku. Wysoki Sądzie. straszyć. -proszę Wys6kiego Sąidu.Po zwróconej przez sędziego uwadze bosman znów przeszedł do wychwalania swej małpy. co robi i ikaczlki wypuściła ona. wszyscy na naszym statku wiedzą. . . co robi. lepiej od kucharza. dwóch palaczy i chłopca z kuchni.. jakie w Anglii dostawali kucharze na ląidzie. jak gdyby to były pełnoprawne osoby. Ale jego małpa. Postanowił nauczyć się kucharskiego fachu na żywych organizmach załogi. lecz pozbawienie właściciela rzeczy w ten isposób. mogę porównać mądrość jego małpy do mojej. co on zawsze przy niej robił. Istotnie cała załoga. i jego ta czarna. a w konsekwencji straty.. do czego doszło. jego małpa na swoje żywe oczy widziała. co \nalezy robić i lepiej by od niego nawet gotowała. nie mogę nazwać takiego człowieka nawet kucharzem. Gdy bosman usiadł po zakończeniu swoich wyjaśnień. zwalniając się z floty z powodu wieku. Otworzenie klatek z ptakami i spowodowanie ich ucieczki. żeby klatkę otworzyć. rozgniewany kucharz rozpoczął przemówienie od życzeń (pod adresem bosmana i jego czarnej małpy. bosman poczuł się do żywego dotknięty. 'proszę Wysokiego Sądu. tylko wywołując głośny krzyk kaczek. zawsze łapę wsadzała między kaczki i tak nią kaczki mieszała. trzeba wiedzieć jak i na to trzeba być bardzo mądrym. jakże to możliwe. Widziała. nie czyniąc im żadnej krzywdy. wskutek przerzucenia całej odpowiedzialności na świadomą i rozmyślną akcję małp. jaką posiadały zniszczone przedmioty . Kucharz ten nigdy kucharzem nie był.. Wysoki Sądzie. sproszę Wysokiego Sądu. co właśnie małpom najwięcej się podobało. Złośliwości tej nauczyła się od bosmana. Ona.O . dobrze. proszę Wysokiego Sądu. praktycznie cała załoga. jest od niego mądrzejsza i wie. twierdzili. przed którymi czarna (małpa bosmana chwaliła się i pokazywała wyrwane pióra. sędzia wezwał kuchanza. czy znalazłby się chociaż jeden taki człowiek na pokładzie. co dawało poszkodowanemu . jest głupsza od mojej i dlatego wypuściła kaczki. wiedziała. gdy chodził po żywy prowiant na (rufę. Ona. że jego małpa jest świadoma swych czynów: . do czego mnie doprowadził ten. czy jego . proszę Wysokiego Sądu.Jednakże nadal utrzymywał.czarna małpa nigdy nie chodziła na ruf ę do klatek iż kaczkami. Niech on tylko sam powie. że ich krzyk słychać było na całym sta/tiku. . proszę Wysokiego Sądu. Zachodziło zawinione działanie . jak otwiera iklatki i wybiera stamtąd żywe kaczki i zabiera ze sobą. co robi. Nawet małpa kucharza. Gorsze jeszcze wyprawiała hece.Wysoki Sadzie. (która przyszła ze mną na rozprawę". że obie małpy najlepiej lubiły bawić się na rufie. bardzo dobrze wiedziała. proszę Wysoikiego Sądu. Ona.Zawsze przy klatkach. Gdzie proszę ja. gdzie im się podoba? Nie.. żeby jemu 'zrobić przyjemność.bosmana . gdzie nie zachodziło uszkodzenie... z wyjątkiem pełniących w tym Idniu służbę na statku.mówił . . proszę Wysokiego Sądu. na złość mnie wypuściła wszystkie kaczki. jego czarna małpa jest mądrzejsza od niego.culpa in faciendo. Moja małpa jest głupia.prawo otrzymania pełnej wartości. Lubiła je. Tylko jego małpa mogła coś podobnego zrobić. głupsza od jego małpy. która rozumem swym miała jakoby znacznie przewyższać kucharza. Złośliwości tej do minie nauczył swoją czarną. Był to w dodatku bardzo szczególny jego wypadek.. że ibosman mnie mię lubi. . Bez trudu dało się to podciągnąć pod znane ongiś w Rzymie prawo zwane Lex Aąuilla. . proszę Wysokiego Sądu. gdzie jego małpa zawsze siedziała przez całą podróż. JA. "co może potwierdzić cała załoga. ponieważ statek tstał w Liverpoolu. siedziała na sali sądowej. jak kucharz je stamtąd brał.Wysoki Sądzie. Wysokiego Sądu.na naszym statku nie ma.Ona wie.ąuanti ea res fuit. mam świadków. 'który by zabronił małpom chodzić. Po wypowiedzi kucharza z jeszcze większym zapałem zacząłem szukać w myśli odpowiednich formuł. Obie starały się wyrwać kaczkom po parę piórek. Wysoki Sądzie. On sam nauczył ją wypuszczać kaczki i jego_ zielona małpa robiła tylko to. że faktycznie równało się zniszczeniu. proszę Wysokiego Sądu. mnie na starość ciągać się po sądach.. Pociągnięty został do tego zawodu wysokimi płacami. Pytaniem sędziego. Wszyscy wezwani świadkowie.Proszę Wysokiego Sądu.

poczuwając się do współ-winy. Przez wiele lat napawało nas dumą. Utrzymanie w należytym stanie oraz konserwacja żaglowca i jego takielun-ku wymagały bezustannej pracy od wschodu do zachodu słońca. twierdząc z uporem. Małpy nie . Brakowało tylko na sali dwóch głównych osób . i to w tym szczególnym wytpaidku. doszedłem do przekonania. Wyraźnie ubawiony prokurator (pierwszy raz w życiu 'miałem moż-. by przekonać oskarżonych. Jego jest cały świat. Na straży tej tradycji w postaci surowej dyscypliny oraz hartu ducha i ciała stało nie uznające kompromisów morze. Dolarów pełno ma w swym worku. Załoga "Kamiennej" postanowiła solidarnie zapłacić wraz z oskarżonymi całą zasądzoną 'kwotę.przy wypieraniu się podwojona zostaje wartość przedmiotu sporu. W hamaku w nocy śpi. która małpa rzeczywiście wypuściła kacaki na ocean. Nagle ostatnia zwrotka piosenki: . Po roaprawie obie strony się pogodziły. Rozprawa stawała się coraz bardziej ożywiona. Była to kwota wysoka. Wyrok skazywał bosmana i kucharza na zapłacenie wspólnie takiej kwoty.Większość wypowiadała się. przy zastosowaniu Lex Aąuilla. Życie maisze na "Lwowie" nie różniło się niczym od tego.kolebce nawigatorów" oficjalnie noszącej nazwę żaglowca szkolnego "Lwów".w tym wypadku obu maJ(p.^od śnieżnych Karpat szczytu do spienionych fal Bałtyku". jako ibardzo mądrej. które były zakupione dla niej i 'których nie zjadła. Czy to na Bałtyku.załoga. Innymi słowy . nawet wesoła. zapłaciła 'za kaczki. snułem dalej swe "seminaryjne" refleksje. Na dodatek. Zobaczy ziemi szmat. Obaj właściciele nadal zaprzeczali gorąco. że nasza piosenka była stale śpiewana . ojcowski sposób wyrażania się bosmana i kucharza o małpach podciągał w mej wyobraźni każdego z nich pod odpowiedzialność rzymskiego pater familias . że to nie jego.ojca rodziny. Która ma pusty trzos.zarządzić podwójne odszkodowanie: lis injitiando crescit in duplum . Na spacer jedzie do New Yorku. Broniono natomiast czarnej małpy bosmana. przedstawialiśmy im radości swego zawodu w sposób najbardziej odpowiadający lądowym wyobrażeniom o wartościach życia na morzu. czy na Atlantyku Ze swego losu drwi. -gdy oskarżony nie przyznaje się do winy. tylko .tylko nic ze swej sympatii u załogi nie straciły. Tak długo. nawet jak na ówczesne uposażenie załogi. Wyrok ten zakończył od kilkunastu miesięcy ciągnącą się wojnę zielonej i czarnej małpy. Cały ten "rzymski proces" miał naturalnie miejsce wyłącznie w mej wyobraźni. również przejęli się rolą wybielania czarnej i zielonej małpy i pomimo swych najszczerszych chęci one mogli znaleźć naocznego świadka momentu wypuszczenia kaczek z klaitek. (zasugerowani wypowiedziami załogi. nowoczesne statki. Wielki rejowiec pożerał pracę nielicznej stosunkowo załogi i nigdy nie był jej syty. która zawsze wie. Analizując w (duchu prawa rzymskiego całą-sprawę. Nie to co lądu armia szara. lecz przeciwnika małpa świadomie wypuściła kaczki. należy . Obaj obrońcy.^dzięki" rozpuszczonym pnzez nią -małpom. Szczęsny jej życia los. MA W KAŻDYM PORCIE NARZECZONĄ JL ytuł tego opowiadania jest fragmentem jednej ze zwrotek piosenki wykołysanej na pierwszej . stanął na stanowisku naszego wiejskiego prawa zwyczajowego "zajęcia w szkodzie" . że w wypadku nieprzyznania się oskarżonego. Chcąc wzbudzić zazdrość kolegów na lądzie. płacąc podwójne odszkodowanie z tytułu lis infi-tiando crescit in duplum. Prawo rzymskie. które było udziałem wszystkich marynarzy na dużych żaglowcach rejowych w dziewiętnastym wieku. że "winni" (dobrowolnie zapłacili karę zgodnie z Lex Aąuilla. Słuchając żarliwych wypowiedzi właścicieli małp. urodziły się kompanie okrętowe posiadające duże. przewidywało. Sędzia osłabł i nie miał siły już więcej wdawać się w dociekanie. Do pracy dochodziła jeszcze nauka. co robi. że przez głupotę wypuściła kaczki zielona małpa kucharza. Właśnie tak jak w żartobliwej piosence powstałej na "Lwowie": Morowa marynarska wiara. Marynarz w dzień się bawi. która równoważyłaby wartość kaczek w chwili zakupu. lecz stały się przez tę rozprawę dla niej droższe. za czyny jego dzieci.ność widizieć ubawionego prokuratora). aż wyrosła Gdynia. Ten surowy prymityw bytowania w ciągłej pracy wynagradzany był możnością poznania i izrozumienia morza.zielonej i czarnej małpy.

Po godzinnej rozmowie nieznajomy zaproponował mu. Wówczas zadała trzecie pytanie: czy zechciałby ją natychmiast poślubić. który zstąpił na ziemię.zechciał spędzić czas u niego w doimu. zaczęła wywoływać niezadowolenie wśród wielu. Typi bardziej że. na-. miała w sobie rzeczywiście coś ze zbioru motyli. a przez to być może . Za chwilę znalazł się w nowoczesnym lulksusie starych zamkowych komnat. czy mu się podoba? Był tak zachwycony. W tej chwili postać zaczęła się ku niemu przybliżać. marmurem wykładane kominki z kutymi w mich herbami właścicieli. Stanęła przy łożu w ten sposób. . jak zrozumiał. Przyjęła je prowadząc go przez mroczne korytarze. Lecz on nie frajer jest. Niemcy topili •bezkarnie setiki statków i bombardowali Samotną Wyspę dzień w dzień.zwana MADAME BUTTERFLY od Motyla Fuccdniego. wielu pań w Gdyni. czy zechciałby wyratować ją z mąk tamtego świata również przytaknął odważnie. Wydawała się mu aniołem.. gdy odmówił wypicia jakiegokolwiek mocniejszego trunku. Zegar wygrywał kuranty. Był to okres najcięższy dla Wielkiej Brytanii. biblioteki. opierając się na łokciu. Jedynie okoliczności. spytała. Ten. wysmukła szyja otoczona naszyjnikiem z pereł. Niejedna chciała być mu żoną. "Straszny Dwór" . Lotników i marynarzy polskich noszono w Anglii na rękach.pomyślał zasypiając. Ta mówiona kolekcja. Dochodziła godzina jedenasta wieczór. duże szare oczy. Na głowie mdała welon. Zjednoczone oburzeniem postanowiły wysłać petycją do odpowiednich władz. Gdy spytała go z kolei. by . Młody nawigator zesztywniał nieco. "Śni mi się. Wytworzona wokół piosenki "burza" zwróciła naszą uwagę na owe "narzeczone". regularne rysy. pod warunkiem że nigdy potem nie będzie starał się jej szukać ani dowiadywać się kim jest lub kim była? Zgodził się uczynić dla niej wszystko. Wówczas nazywano nas jeszcze Natchnieniem Narodów. Duchów się nie bał. Przepraszał gospodarza za sprawiony kłopot i oświadczył. średniowiecznym zamkiem. czy zabłądziła?" . Ubrał się szybko i za chwilę wsunął się do sąsiedniej komnaty. Widząc. Usłyszał dźwięk wybijanej przez zegar godziny dwunastej. by zabronić śpiewania 'tej amoralnej zwrotki. Obudził go nagle jasny snop światła padający na oczy. Światło padało z otwartych drzwi sąsiedniego pokoju. Nikogo poza gospodarzem i lokajem w zamku nie widział. gdy przysiadł się do niego szpakowaty gentleman. Siedział właśnie w poczekalni przy stoliku. ponieważ po raz pierwszy jest w tak niezwykłym otoczeniu.godne uwagi.gdy lokaj niosąc walizeczkę gościa zaprowadził go do sypialni. Polak miał jeszcze do końca urlopu dwie doby w zapasie. Zdumiał się. Podszedł do niej i podał jej ramię.pomyślał. W otwartych drzwiach stała kobieca postać ubrana jak do ślubu. galerie obrazów. Po kąpieli Uczeń ułożył się w ogromnym łożu. Podniósł się z lekka. w których je zebrano. że przytaknął skwapliwie. 0 rzeźbionej powale i ścianach. że mógł w smudze światła podziwiać piękną twarz 1 smukłą postać. że w takim razie będzie na niego czekała w sąsiednim pokoju. Światło było przyćmione. Wybrane poniżej opowiadania nie stanowią wyjątków. Z powodu bombardowania Uczeń musiał długo czekać na połączenie do Southampton na jednej z mniejszych stacji kolejowych. Sprawił gospodarzowi lekki zawód. był uczniem polskiej Szkoły Morskiej w Southampton.wszystko jak na dobrym filmie. jak w powieści. myśliwskie trofea . Stary lokaj.MA W KAŻDYM PORCIE NARZECZONĄ. Używa sobie fest. że bawi go bardzo atmosfera starego zamczyska. które zaczęliśmy kolekcjonować w opowiadaniach. bezszelestnie zmieniał nakrycia. . Druga wojna światowa pozostawiła petycję ibez odpowiedzi.. Stała na środku sali. gdy samochód gościnnego gentlemana zatrzymał się przed starym. W blasku złotych płomieni świec ujrzał kapłana oraz kilka postaci w nigdy nie widzianych strojach. godząc się wreszcie na kieliszek wina obojętnej mu marki. że jej się przygląda badawczo.zamiast nudzić isię na dworcu lub w przygodnym hotelu . wydawać się mogą niecodzienne. gdy weszli do olbrzymiej kaplicy. Usłyszał jeszcze bicie starego zegara. Brzoskwiniowa cera. a potem wygrywane kuranty. Powiedziała. Kolację zjedli w olbrzymim hallu wykładanym czarnym dębem. który historię niniejszą opowiedział. Podziwiał olbrzymie.

Schował perły znów pod poduszkę i zaczął się ubierać. Pokazał swe dokumenty.. Potem wspaniałym gęsim piórem obecni złożyli swe podpisy na aktach ślubnych. . w której nocą odbył się ślub. Nie chciał pnzy lokaju wyjmować pereł. Rozpacz wiodła ją na most wysoko rozpięty nad rzeką. Była tak piękna. Nigdy więcej się nie spotkali. Naraz na jednym z obrazów gość ujrzał swoją żonę.. a narzeczony zginął. co jej powiedziano. Mała brzoskwiniową cerę. niskie chmury.. Gdy stali już we drzwiach. wyjść za mąż i osiedlić się na stałe w głębi kraju. W jednym z miast portowych spotkałem stewardesę. Został sam. by nie zostać posądzonym o ich nielegalne przywłaszczenie.Czy to ta? . Narzeczony zginął. czekając na narzeczonego zmarła z głodu i wycieńczenia. Zamierzała zejść ze Statku.perły. Wraz ze statkiem znalazła się w Anglii. W halki czekał już na niego gospodarz. Sięgnął pod poduszkę. W jednej z nisz stał stary lokaj i na skinienie właściciela zamku uchylił wieko trumny. Opowiedziała wszystko. Rozczuliła się spotkaniem i zaprosiła do siebie. wsunął rękę pod poduszkę.. jak pozostawił.Bez namysłu odpowiedział twierdząco na pytanie. Wydawało mu się. iż w drodze do zamku konie poniosły.. Zeszli do tej samej kaplicy zamkowej. Właściciel zaimku odwiózł go na dworzec.. Lokaj zamknął trumnę.. Tyle lat. co mu się w nocy przydarzyło. Wspomniał również o perłach. co się jej w życiu przydarzyło. odpięła zameczek i ułożyła mu na ręce zwoje pereł. zapukano do drzwi. Tyle wspomnień z tamtych dobrych czasów. W chwili gdy wszystko było przygotowane do jej ślubu. czy chce mieć za żonę owego anioła w kobiecej postaci. właściciel zamku opowiedział. Wrócili do hallu. Po niebie sunęły szybko ciemne. Zimne perły leżały na miejscu. Wybuchła wojna. którą oglądał w nocy oraz ze sznurem pereł na szyi. Ona z kolei chciała mieć polskiego marynarza za męża. pięknej kobiety. było już jasno na dworze. podnieconej nastrojem średniowiecznego zaimku i biciem zegara z 'kurantami. szepnęła mu. Właściciel zamku wrócił do swojej rezydencji. Gospodarz wymieniał przy każdym nazwisko mistrza. Zanim zdążył ooś odpowiedzieć. Jeśliby gość miał ochotę ją zobaczyć. bojąc się. Gdy nakładał już mundur. Młody marynarz nie miał nawet możności dowiedzieć się. że jest posiadaczem fortuny. więc wychodząc ze starym sługą do jadalni zostawił je tam. Łóżko było nie zasłane. .. Miała narzeczonego.. Świadkowie rozpłynęli się wśród ruchomych cieni rzucanych przez rozchyibotane płomienie świec.Perły są na miejscu! .zauważył gospodarz. Nie widziała przed sobą innej drogi spodziewała się zostać matką. przebrał się w pidżamę i wyciągnął na łożu. znikła w jednych z wdelu otwarlyfetf drzwi. . jaką nazwę nosi zamek jego żony. by pokazać swą córeczkę. Panna młoda nie uwierzyła w to. Szli długdm korytarzem zatrzymując się przy portretach. Trzeba było spakować jeszcze rzeczy zostawione w sypialni i przygotować się do drogi. który go malował. z perłami w ręku. gdy pociąg ruszał. na jednym z wdelu storpedowanych statków. w tej samej ślubnej sukni. Długo się im przyglądał. Wszedł lokaj prosząc na śniadanie. wreszcie zdecydował. a na wysmukłej szyi . kareta została roztrzaskana. że ją zabalsamowano. że za to co dla niej uczynił -darowuje mu swój naszyjnik. Mówiąc to. Żona wzięła go pod rękę i wolno skierowali się ku wyjściu z kaplicy. nadeszła wiadomość. Gość zobaczył postać młodej. Przy śniadaniu gość opowiedział wszystko. Wsunął rękę pod poduszkę i wyciągnął zwój wspaniałych pereł. Sama wśród obcych. Wszystko wydawało mu się wytworem bujnej wyobraźni. Przypomniał mu się sen. Nie wierząc już sobie. Pereł nie było. Tą samą drogą wrócili do sypialni. że jest to portret jednej z sióstr jego praipradziada. gdzie były.. że śpi.spytał gospodarz. z którą kilka lait pływałem na jednym statku. jego gość został na zawsze w morzu.. Po śniadaniu gospodarz zaprosił go do obejrzenia galerii obrazów rodzinnych. Wsunął perły pod poduszkę. Gdy gość przytaknął. Gdy się obudził.. W sypialni zastał wszystko tak. Siwy gentleman towarzyszył mu aż do wagonu i głośno życząc szczęścia pomachał ręką w chwili.

że wszędzie go z takimi honorami żegnają.. Ani jeden kęs mięsa czy kropla krwi nie zmarnowały się. Podczas podróży pomiędzy dżunglami Amazonki Sumę lubił wieczorami .żadnych obowiązków pod żadmą postacią. miała prawo do najlepszych kąsków w postaci mięsa z palców rąk oraz tłuszczu z wątroby i serca. ten pijak! Zaczęłam strasznie płakać. Właściciel jeńca raczej by sam głodował. Zacząłem pilnie obserwować Sumę. dlaczego oddają swe życie. Felek śpieszył się bardzo. Jak go zobaczyłam. Złapał mnie za rękę i poprosił. Pływał w załodze maszynowej na statkach angielskich kompanii okrętowych od momentu założenia regularnych linii na Amazonce. co mi jest. Na to Felek oświadczył. Żona zjadanego. z niskiej chęci mordowania. muzyki oraz poezji. Felek. Sumę znał doskonale angielską terminologię maszynową i pełnił już raczej funkcje tłumacza w maszynie.weźmiemy ślub.nucić jedną i tę samą melodię. które uprzyjemniały im kilkudniowe festyny i uczty. to wstydu nie będę miała. . by głodował jeniec. Kobieta na pożegnanie ze czcią całowała Sumę ostentacyjnie w rękę. po co zabijają. niżby dopuścił do tego.I wtedy spotkałam Felka.. ziaren babasu. dlaczego płaczę.. spytałem sternika z mojej wachty. że zwyczajnie . czy Sumę jest wodzem szczepu Tupinamba. Wzięliśmy ślub. Szczepy te słynęły niegdyś z zamiłowania do pieśni. że jest to stara melodia indiańska z dżungli nad Amazonką. Melodia ta nie dawała mi spokoju.zjadano. Utuczonego jeńca z wielkimi honorami zabijano uderzeniem maczugi i przy śpiewie. Ani wierności. żebym z nim poszła i spokojnie opowiedziała. Załogę pokładową i maszynową stanowili Indianie znad Amazonki. Na wszystkie alarmy szalupowe zjawiał się pierwszy.. wytłumaczył. o czym mówi. Sumę twierdził. ale pomimo jego sędziwego wieku niklt nie izamierzał go zwalniać. żebym się niczym nie martwiła. że w każdym osiedlu nad Amazonką. Ale zrobiło mi się lekko na duszy. że idę skoczyć z mostu do rzeki i że on jest ostatni.siedząc na zwojach lin na pokłaldzie rufowym . Felek. Zapisał mi połowę swojej pensji. którą nteraz słyszałem w dzieciństwie i której słowa rosyjskie mówiły o okręcie-zjawie idącym "po sinim wołnam okieana".. bo wszystko przepił. bo mieli w tym porcie stać niedługo. ani posłuszeństwa . że nie ma męża w domu. Gdy te pożegnalne sceny za każdym rejsem się powtarzały. Nawet z piszczeli wyraibiano flety. Opowiedziałam mu wszystko. Ciążył duszą do pokładu. Oburzał się na samą myśl. że Sumę należy do jednego ze szczepów Tupinamba. bo wreszcie może się komuś na coś przydać. Zaprowadził mnie do jakiegoś baru. by zabrać -przygotowany dla nas ładunek orzechów. W poszukiwaniu źródeł jej pochodzenia dowiedziałem się. w przepisowo nałożonym pasie ratunkowym. 'bali drewna lub kauczuku. całe moje nieszczęście jeszcze mi się bardziej przypomniało. Gdy mu powiedziałam. Pieniędzy nie posiada. Więcej go nie widziałam. że są dobrzy ludzie na świecie. zaczął wypytywać. iż nie rozumiem. Dziwiło mnie. Pan pamięta. Według Tu-jpinaimba biali byli na bardzo niskim stopniu kultury. A teraz pobieram rentę wdowią. Wyszli tego samego dnia w morze. Słowa nie mogłam wymówić. I że się cieszy. W okresie tym byłem oficerem nawigacyjnym na angielskim statku dbsługującyni osiedla leżące nald Amazonką oraz porty na północno-wschodnim wybrzeżu Ameryki Południowej. Do pojmanych jeńców Tu-(pinamba odnosili się z większym szacunkiem nawet niż do wojowników własnego plemienia. jak zawsze wesoły. Melodia była niemal identyczna z tą. Indianina. ale pływa... nie mówiąc już o bestialskim traktowaniu niewinnych jeńców. i z zapałem brał czynny udział w opuszczaniu szalupy za burtę. podobnie jak i honorowi goście. Tupinamba wiedzieli. Sunae zawsze i nieodmiennie żegnamy był przez kobietę otoczoną dziećmi. Nie mogłam (powstrzymać się od płaczu. który przypomniał mi Polskę i dlatego płaczę. przy akompaniamencie' miniaturowej gitary. na których przygrywano na następnych ucztach. zabijali bowiem ludzi bez potrzeby. Maszyny nie lubił. a jeńcy wiedzieli. Z zasady przydzielał mu jako żonę swoją córkę lub siostrę. Świat mi się od tej chwili odmienił. Zapraszano na nie licznych gości i wspólnie zjadano wziętych do niewoli jeńców. Najstarszy wiekiem był Sumę. Swego czasu Tupinamba byli niesłychanie zgorszeni i oburzeni na białych z powodu złego traktowania przez nich jeńców. że mogła być przyswojona od białych. by dbała o jeńca i mu usługiwała. przy którym stawaliśmy na kotwicy. Uwierzyłam. muzyce oraz deklamacji . Nie wytrzymałam i powiedziałam mu. tego co tak pił i co go zawsze po raz ostatni na statek mustrowali. ale pod warunkiem że niczego od niego nie będę żądała.

Kraj nasz. Małpka. w którym znalazłem się chcąc odwiedzić swego kolegę ze Szkoły Morskiej w Tczewie. i do niej przyległej. Nie liczył ich nawet. a dzieci.wyjaśniała w dalszym ciągu pani . siedziała na kanapie i niańczyła małego szarego kotka.Umiem.odsłaniając płótna pokrowców. .. leżącego przy ujściu Amazonki. pokazując z dumą działka i przeciwlotnicze karabiny maszynowe. aż okrzepł zupełnie. żeby mnie do niej dopuszczono. spod których zalśniły świetnie utrzymane działka. W chwili naszej rozmowy miał ich dziewięćdziesięciu dziewięciu i z niepokojem czekał na setnego. Brał nią namiary "na oko" nad kompasem z zeszłego stulecia i kreślił za jej pomocą kursy na mapie również "na oko". Na "Kromaniu" z miejsca zostałem oczarowany żoną kapitana.Czy i pani obsługuje działka podczas akcji? . Cała załoga . zalany potopem na podobieństwo Atlantydy. zobaczyłem po raz pierwszy Monkejka. rozsianych po Okolicznych wioskach. i ci przynosili wieści o niezłomnej postawie narodu i jego niezwyciężonym duchu. Za wszelką cenę starał się dopiąć swego celu pod zerowym stopniem szerokości. Była wyraźnie rozżalona i swym zapałem przypominała znaną mi z historii polskiej panią Chrzanowską słynną z obrony Trembowli. fctóre go odprowadzają. Samego statku nie mogłem poznać. Córki dla Sumę nie przedstawiały żadnej wartości. Nawet blacha komina przedstawiała wówczas smutny widok rzeszota przeżartego rdzą.spytałem. W każdym miejscu dogodnym do ustawienia broni przeciwlotniczej lub przeciw okrętom podwodnym stały doskonale utrzymane działka. a jednego z najmłodszych. jeśli chodzi o podniesienie polskiej bandery. poszycie. Sumę za cel swego życia postawił posiadanie stu synów. nie boimy się samolotów. ze względu na posiadanie zięciów podlegających teściowi. Później czasy się zmieniły i zaszczyt przynosiła tylko wielka ilość żon. nawet komin.. "Kromań" leczył się tak długo i krzepł tak długo. byłem znów w Polsce.była wyćwiczona w obsłudze każdego typu posiadanych działek. Każdy polski statek był pływającą cząstką Polski i pobyt na nim jpotrafił natchnąć nadzieją.Mężowi udało się "zdobyć" dwa oerlikony . Jeśli jakiś inny statek otarł się o niego podczas formowania się konwoju. Można powiedzieć." MONKEJEK I "CATALINA' lYlonkejek . Wyposażenie nawigacyjne właściwie nie istniało. oprowadziła mnie po statku. z pełnym zrozumieniem wartości każdego i znajomością ich technicznej sprawności. . wydawał się nam ziemią mityczną. Dzisiaj było wszystko na tym statku nowe: wnętrza. Zdrobniały na polski sposób angielski monkey. Ten jednocześnie najstarszy i najmłodszy statek polskiej floty nosił wypisaną dużymi literami na rufie nazwę "KROMAN". że cel.w osobie kapitana .w żalu. na którym również "ryby śpiewają w Ukajali". ubrana w ciepły sweterek. ale i córek stanowiła o bogactwie i znaczeniu. "statek mimoza" był nieutulony . nie zrażając się przeciwnościami losu. . Niegdyś nie tylko znaczna ilość synów.Sternik wyjaśnił. Jedynym przyrządem. że jednak w jakiś cudowny sposób wrócą do ojczyzny. przy każdym leżały zapasy amunicji. którym kapitan najwięcej się chlubił. jeśli mówić o roku wodowania. Gdy żona kapitana zaprowadziła mtnie do salonu. od południka ląuios.posiadającemu w każdym porcie żonę . aż do Belem. jaki sobie wyobrażali według autora naszej piosenki ze "Lwowa" ludzie na ladzie. Dla każdego armatora taki kapitan był po prostu kopalnią złota. iż każda z tych kobiet jest żoną Sumę. Monkejka poznałem w okresie bombardowań Londynu.znaczy tyle co małpka. . W tym wypadku było to imię własne małpki z lasów tropikalnej Afryki. Był to najbardziej delikatny statek całej naszej floty. Przybył on do Londynu jako kapitan jednego z najstarszych statków naszej floty. nie wymieniono na nową.I amunicji już mamy sporo. Jednakże kolekcja Sumę sama jakoś łączy mi się w pamięci ze zwrotką "Ma w każdym porcie narzeczoną. Właściwie ze starego "Kromania" nie zostało nic prócz nazwy. iż był to "statek mimoza". Te garstki Polaków wędrujące po całym świecie myślały o sobie jaik Atlantowie. Niestety podczas walki roznoszę tylko amunicję i kawę. Spod tej fali barbarzyństwa udawało się wydostać nielicznym. Wydaje się. ale nie mamy jeszcze tyle broni. Gdy po dwóch latach od wybuchu wojny światowej stanąłem na pokłaidzie "Kromania". są na pewno jego dziećmi. jaki przyświecał Sumę .jak zapewniała oprowadzająca mnie pani .był nieco odmienny od tego. Zanim podano obiad. dzięki temu mogliśmy spełniać nakazania kraju: "Bronić będziemy ducha". Zapamiętałem go z podróży z Goteborga do Szkocji jako statek dogorywający. oraz synowie. dopóki otartej części. który przez kilka lat z rzędu obdarzał go wyłącznie córkami. . była drewniana linijka.

dhcąc nie chcąc. Kotek zwolniony z uścisku ostrożnie zaczął się wydobywać z objęć opiekunki. Nie pozostała ani jedna książka. W nagrodę za to otrzymałam Monkejka. Monkejka dostaliśmy we Free-town w Sierra Leone po naszej ucieczce z Dakaru. pieska swego układał w łóżeczku. Nie chcąc niepokoić małpki. i prosił. jak chodzą razem po pokładzie szczęśliwi i zadowoleni z sie-ibie nawzajem. początkowo Monkejek chciał również kąpać kotka. Nawet się cieszę. gdyby nie ja. może nie mieliśmy ich za wiele. siedział cały dzień trzymając się dwiema łapkami za głowę. że między kolanami "trzymała kotka tuląc go w swych ramionach. wszystkie przyrządy nawigacyjne . jak pieczołowicie tuli kotka. I teraz dopiero od dwóch dni Monkejek odzyskał apetyt i humor. Małpka siedziała na kanapie w ten sposób. Jak pan wie. cośmy posiaidali. ponieważ znajdujemy się na polu minowym. . Monkejeik nudził się początkowo bardzo. że wśród książek do czytania pozostał mój dziecinny atlasik. . Cóż to była za miłość. Tymczasem okazało się.No.Szkoda. Cały kotek był "w robocie". położyliśmy się na kurs wprost na najbliższy ląd. No i tak nas jakoś przeprowadzili. musiał się przyzwyczaić spać trzymając głowę na specjalnie dla niego uszytej poduszeczce i nakrywać się kołderką. jak psiak. atlasy. odszedłem od niej i stanąłem z drugiej strony stołu. badała czystość skóry lub czyściła paznokciem kotkowi ząbki. że sobie ten atlasik kupiłam. . biegnąc z radości na oślep. Rozpacz Monkejka nie •miała granic. Nazywanie tak miłego stworzenia małpą wydawało się pani czymś dla Monkejka ubliżającym. jak Monkejek wycierał po kąpieli do sucha swego pieska i ścierał z niego urojone pyłki. Pomimo że pani wciąż mówiła: Monkejek chodził. . .Widzi pan. Naprawdę. stanęliśmy przycumowani do innego statku. gdy tylko przybył na statek. Widząc tę straszną rozpacz wystarałam się o tego kotika dla niego.zabrali nam wszystko.zobaczy pan. Postaraliśmy się o małego szczeniaka dla niego. Nie spodziewałam się. Tak nieszczęśliwie się złożyło. że maszyny są zepsute i że nie możemy ich zatrzymać. LADY MONKEY. a właściwie była to. by go nie stracić jak tamtego. Francuzi zabrali nam w Da-karze wszystkie przyrządy nawigacyjne. Mąż wytłumaczył dowódcy destrojera. Uśmiechnąłem się na ich szumne wspomnienie. że przeskoczy przez burtę na stojący obok drugi statek. tymczasem trafił pomiędzy dwie burty. Wstawiliśmy łóżeczko dla szczeniaka obok mego łóżka. oddalał się od Monkejka.. Troszczył się o niego. że Monkejek może mieć tak silnie rozwinięty instynkt macierzyński. gdy dotarł do ostatnich granic zasięgu łapki Monkejka. ten błyskawicznym ruchem przytrzymał kota za ogon i przytulił do siebie. gdyż mowy nie ma o manewrowaniu. nie pozwala mu się oddalić od siebie ani na chwilę. sądził.. W tej podróży przydałam się na coś na statku. nie wiedzielibyśmy dokąd uciekać. Przestał jeść i pić.Widzi pan. bardzo głośno. Jedną łapką okrywała . Gdy udało się nam przeskoczyć przez sieci na ocean i przejść niepostrzeżenie koło statku patrolującego. No i jakoś doszliśmy do tej Sierra Leone. Monlkejek kąpie się codziennie po kolacji . Monkejek kąpał . Musi go dosłownie mieć stale pod ręką. W momencie. jak się to odbywa . by nas doprowadził do portu. Gdy przyszliśmy do Londynu.tak Układałam Monkejka. Z tym pieskiem to był cały dramat. tak jak gdyby się wykradał. że pan nie mógł zobaczyć.go swym sweterkiem. 'drugą łapką gładziła futerko.krótko mówiąc . byśmy zatrzymali maszyny i wycofali się. a to wszystko z tego powodu.Wie pan. Monlkejek wyraźnie zainteresował się moją osobą. Przyjemnie było patrzeć. ale zawsze coś tam było. jak się teraz boi. Dogonił nas angielski destrojer żądając. Mąż obliczył z tego atlasiku na oko odległość i kurs i nawet w jakiś sposób wyliczył szerokość geograficzną Freetown. jak gdyby to było jego własne dziecko. że nam wówczas zabrali ci Francuzi wszystkie mapy. który śpi ze mną. używając wytwornego określe-nia angielskiego dla psów. Teraz mamy wszystko i najnowsze. spisy latarń. podobnie jak uprzednio kąipał psiaka. a teraz niech pan popatrzy.Monkejek był to.po kąpieli Monkejek z kolei sam kąpał szczeniaka. Monkejek. w której byłaby chociaż najmniejsza mapka świata. że nie ma chyba czystszego kotka na świecie. locje. Tymczasem kotek zsunął się na kanapę i ostrożnie wyciągając przed siebie łapki. Gdy ukazały się zarysy gór. Naśladował w tym mnie . burta o burtę. że nie może zaipomnieć swego ukochanego pieska. kociak jest tak wyczyszczony. Byłam bardzo zadowolona. Szczeniak. kupiony przeze mnie w Anglii w six-pensie. że Monkejek biegając z pieskiem po pokładzie nie zauważył. że nie wylecieliśmy na minie. roczniki astronomiczne. ponieważ zapamiętałem tę słynną linijkę..

nad którym położona była Szkoła Morska.Wszystkich działek nie mogę im tutaj demonstrować .czerwonoskóry gentleman i tylu wielkich wodzów przybranych w orle pióra.boby mi zazdrościli. ani jego jeździec. Broń. Ten "krwawy" akt obrony i zemsty dokonywał się w każdą sobotę. nie kończące się szyny. Z tomahawkiem i łukiem polowali na bizony. To tutaj musiał kiedyś na mustangu galopować Winnetou . a potem bohatersko walczyli przeciwko białym twarzom. Był w nich nawet głowaczem szczepu Złotej Strzały. * Wygodnie ułożony w fotelu dalekobieżnego i hermetycznie zamkniętego autobusu wracałem w kilka lat po wojnie z wizyty u Monkejka i jego opiekunów. któremu udało się w wyznaczonym dniu trafić w serce rumaka bladych twarzy. Uciecha. Ci bohaterowie z lat dziecinnych przypomnieli mi teraz pobyt w Szkole Morskiej w Tczewie. jak tylko potrafił. My jednak widzieliśmy stalowego potwora. Tak. . które przyjechały ich mordować. Niepostrzeżenie mijały godziny. Postanowili co tydzień zabijać jednego stalowego rumaka. to wprawiam się w strzelaniu do celu. Czerwony brat. Przybyłem do ach wigwamu na skraju puszczy o zachodzie słońca. a sam odszedł do Krainy Cieniów. Rodzinny ten niemal seans zakończyło wycieranie się Monkejka i jego kolacja. że tylu ludzi nim się interesuje. Na świecie istnieje wyłącznie interes. Szczep Złotej Strzały zapałał więc wielkim gniewem przeciwko bladym twarzom i ich stalowym rumakom. podwieczorek i kolacja minęły niepostrzeżenie na słuchaniu odyssei "Kromania" . Na dnie wąwozu leżały długie. zgodnie z rytuałem był przez pozostałych braci fetowany przez cały wieczór. Stalowego rumaka można było uśmiercić jedynie trafiając go w opancerzone serce przez otwór w kominie.jak zwykle. Słuchając codziennie huku wybuchających bomb. Naraz znajomy głos syren przypomniał wszystkim. Po kolacji odbyła się zapowiedziana kąpiel Monkejka w dużej balii napełnionej ciepłą wodą. I oto teraz po trudach wojny wódz szczepu Złotej Strzały osiadł w puszczy. Największym wyczynem Monkejka było długie nurkowanie. widząc co noc czerwone łuny pożarów. Z pędzącego autobusu podziwiałem krajobraz.Za swe odnowienie "Kromań" zapłacił zestrzeleniem niemieckiego bombowca. a to w znacznym stopniu ułatwiało zadanie. tajemnicą szczepu Złotej Strzały. w której kiedyś mieszkali czerwoni bracia. Od czasu do czasu tylko z niepokojem patrzył. W gadzinach wolnych od nauki szczep wypuszczał się na wyprawy łowieckie wąwozem. Nie było wątpliwości. kule i ich użycie były. Momentalnie cała obecna na statku załoga znalazła się na stanowiskach i zajęła miejsca przy swych działkach. iż Monlkejek zadowolony. czy kotek leży na kolanach jego opiekunki. a potem pływanie prawie że pod wodą. Przypomniał mi się kapitan "Kroma-nia". Zastałem Złotą Strzałę i jego sąuaw pogrążonych w wielkim smutku: Monkejek.Obiad. Był to szczep odważny i bitny. i pozostały. Jeśli uda im się pochwycić któryś z bombowców w smugę światła. który brał udział w tylu odpartych nalotach bombowców i myśliwców na "Kromań". Nad wąwozem przerzucone były mosty. biegnąc tuż przy ścianie balii cały zanurzony. popisywał się.mówił kapitan . który w najbardziej trudnych warunkach i pełnych napięcia sytuacjach wojennych potrafił nieświadomie podtrzymywać konieczną wówczas równowagę duchową i dobry humor.niezwykłej historii przeistoczenia ze starej po-czwatiki w nowego motyla. który biegnąc przez wąwóz przecinający naszą prerię straszył stada bizonów. w której brali udział wszyscy obecni w salonie. Z pokładu widać było rozjaśnione smugami świateł reflektorów niebo. Zabrakło im naraz miłego towarzysza życia. w którym kiedyś blade twarze wycięły w pień czerwonych braci. a potem układanie się do snu z kotkiem w ramionach. jak gdyby Monkejek gonił kogoś pad wodą. . w tylu konwojach i desantach . Wyglądało to tak. Jak gdyby usprawiedliwiając tę zaskakującą przemianę pani wtrąciła: .pozostawił swych opiekunów w głębi amerykańskiej puszczy. pękające pociski i łuny nad płonącymi dzielnicami domów. O śmierci swej co prawda nie wiedział ani rumak. Interes . a po nich Od czasu do czasu przebiegały stalowe rumaki bladych twarzy. A bez bizonów czerwonym braciom groził głód. z których każdy mówił o czyjejś śmierci. który podczas pobytu w tej samej szkole w Tczewie z zapałem oddawał się zabawom w Indian. Dla bladych twarzy był to po prostu ekspres WARSZAWA-GDAŃSK. zaczynało się powoli rozumieć sens napisów na każdym niemal sklepie w Londynie: BUSLNESS AS USUAL. gdzie jesteśmy. zamknięty w murach tczewskiej szkoły marzył o wydostaniu się na ocean. Był to "conocny" obraz Londynu.

gdy oficer wachtowy zameldował mi. Jeden samolot przy niskim pułapie chmur i ograniczonej widzialności nie wydawał mi się zbyt groźny. Linki do odpalania flar i wyrzutni rakiet przeciwlotniczych rozciągnięte były na pokładach tak. . Po kilkudziesięciu godzinach rzuciliśmy kotwicę na redzie Reykja-viku. sam mi je zresztą opowiedział. Było pochmurnie i mglisto. żebym mu nie uciekł. że za każdym razem.zawołałem. .Po osiedleniu się w puszczy Złota Strzała na wzór bladych twarzy zakupił rumaka stalowego do karczowania puszczy. gdy oficer zapytał. Krzywe nie miały żadnej wartości. . skąd wie o tym. czy widziałem ten samolot dobrze i czy go rozpoznałem. że był to bombowiec dalekiego zasięgu . którego kolce stanowiły pociski wielu działek umieszczonych w ten sposób. Wiadomo było wszystkim. karczując dziewiczy grunt pod pola uprawne. Całe dnie on i jego sąuaw spędzali na przemian na grzbiecie stalowego potwora. zmuszał własną brawurą do naśladowania i każdemu statkowi narzucał swą dewizę: WALCZ! Spośród wielu opowiadań o walkach "Kromania" jedno w szczególny Sposób skojarzyło mi się z wodzem szczepu Złotej Strzały. które nie ośmieliły się go zaatakować? Statki innych bander. Żaden samolot nie potrafił przedrzeć się przez tę zaporę. Po pięciu strzałach samolot zaczął się oddalać i nie było go już wiącej słychać. by je mieć podczas akcji pod ręką i pod nogą. sądzą. że ma mnie zabrać do dowództwa. wyrzucały na wysokość przeszło dwustu metrów spadochron z doczepionym światłem o sile sześćdziesięciu tysięcy świec.Ile razy? . by nie dopuścić do ataku samolotów z bliskiej odległości. PIĘĆ TRAFIEŃ.Było pochmurnie i mglisto. Nie pojadę! Oficer przytrzymał mnie za ramię. . "Kromań" miał na swym koncie jeden na pewno zestrzelony samolot. a ile było takich. . widziałem tylko kilka razy cień samolotu przebijający przez mglisty pułap chmur. . że słyszy samolot. Byliśmy już na trapie. Robiłem to. wiele uszkodzonych.A czy strzelaliście? . Za każdym razem posyłałem mu jeden pocisk. Dowódca chce koniecznie widzieć kapitana tego statku PIEC STRZAŁÓW.Szliśmy na Islandię.Mam jeszcze czas. samotnie. natychmiast statek ten pakował w nich pocisk.Naturalnie. Prosty ogórek wart był dwa centy. bezgwiezdna noc "choć oko wykol". bez konwoju. należało otwierać ogień. że "Kromań" nie posiadał nie strzeżonego przez kolce miejsca. Jedną z największych teraz trosk obojga było. Za chwilą przybiła motorówka amerykańskich sił zbrojnych. Przybyły motorówką oficer powiedział. mostek ubezpieczono przed pociskami z samolotów. gdy . "Batorego" zaopatrzono również w łodzie desantowe i klamry na 'burtach dla ułatwienia komandosom schodzenia i powrotu na statek. Oficer złapał mnie za ramię i zawołał: . Pomimo złej widzialności można się było liczyć z możliwością ataku. by ogórki z ich plantacji rosły proste. Alianci szykowali się do ofensywy od strony morza na kontynenty Afryki i Europy. że zaatakowany przez samoloty podnosił najnowszą i największą polską banderę i zmieniał się w morskiego jeża. Islandia była wówczas bazą Stanów Zjednoczonych. FANTASTYCZNIE!!! ' FLAKA L/ruga wojna światowa przechodziła przełomowy okres. Nikt w samolocie nie został nawet ranny Ale cała "Catatlina" była pełna podziwu. znajdujące się w jego towarzystwie podczas nalotu.Fantastycznie! Wszystkie pięć trafione! Zdumiony zapytałem go. Odpalone. Była ciemna. na górnych pokładach umieszczono rakiety. Przeciwko nocnym atakom wynurzonych okrętów podwodnych rozmieszczono na górnych (pokładach tak zwane FLARY. To była nasza "Catalina". nawet nie rozpoznanego. Po pięciu trafieniach nie chcieli więcej ryzykować. Siedząc w pędzącym autobusie snułem dalej wspomnienia o obecnych kłopotach kapitana "Kromania" i o samym "Kromaniu". Rozbudowano na nim radiostację.Skąd? Cała baza nasza o tym mówi. Postanowiłem na niego zapolować. . żeby mi łeb ukręcili. i powiedział: . Siali potem na nich kukurydzę i ogórki. gdy wśród chmur ukazywał się cień krążącego dookoła nas samolotu.Ooo! To ja nie jadą! .spytał. . oświetlając okręt podwodny i zmuszając go tym do ucieczki lub zanurzenia. gdy Zbliżyli się do widocznego tylko cienia statku. Zgodnie z instrukcją do każdego samolotu.odpowiedziałem. Jednym z okrętów przystosowanych do akcji inwazyjnych został nasz transatlantyk "Batory". "Kromań" znany był z opisów i opowiadań w całej flocie alianckiej.Pięć pocisków.Nic złego się nie stało.

a tam miano je zaokrętować na inny statek idący do Australii. że oni będą walczyli do śmierci o zwycięstwo wspólnej sprawy. gotowych do odpierania inwazji. że ich sposób latania myśliwców w zwartych formacjach pomaga nieprzyjacielowi . znajdujące się już wówczas w Anglii. który ją opracował. by ułatwić łodziom z komandosami szybkie dojście do brzegu. Nazwa drużyny . zwany pieszczotliwie przez naród Yiranłe. Oficerów Pokładowych i Radiotelegrafistów Polskiej Marynarki Handlowej. na którą miano wysadzić desant. Obdarzeni poczuciem humoru twierdzili. które na "Batorym" płynęły do Kapsztadu.dopiero rosnące straty przekonały dowództwo o konieczności przyjęcia polskiej taktyki walki. liczącej za granicą trzydzieści siedem jednostek. Zakotwiczenie pomiędzy wyspami Flotta i South Walls odbyło się z głuszeniem wszelkimi sposobami szczęku wychodzącego z kluzy łańcucha kotwicznego. Na razie miała to być gra wojenna mająca na celu wypróbowa/nie sprawności nowej taktyki inwazyjnej . Związek Kapitanów. Zakochane w "Batorym" dzieci odmówiły zejścia i chóralnym płaczem zmusiły władze do pozostawienia ich i odtransportowania do Australii na "Batorym". w którym Polacy stali się NATCHNIENIEM NARODÓW. by go nie zabrać jako współlokatora. Pomimo że była tylko ćwiczeniem. Wobec wciąż grożącej inwazji "Batory" poszedł z zapasem angielskiego złota do Kanady. kiedy Anglii groziła inwazja i trzeba było jej obronę wziąć w nasze ręce. że powierzono mu wypróbowanie nowej taktyki inwazyjnej. Przeważyło dobro niedźwiadka. Sprawność "Batorego" we wszystkich dotychczasowych wyprawach spowodowała.została zatwierdzona przez naczelne władze harcerskie. Udział w trzydniowej bitwie morskiej o Dakar. Młodzi pasażerowie sformowali na pokładzie drużynę harcerską. że okruchy naszych wojsk. Podtrzymanie ducha bojowego wśród Anglików stwarzało dla Polaków jedyną nadzieję walki o niepodległość kraju i gdy Yinnie w swym przemówieniu zdecydował się na walkę. Ogień żarzących się papierosów mógł zdradzić obecność statku na wodach otaczających wyspę."Batory" w największej tajemnicy zbliżał się do siedmiu wysp.jdzień dobry". potem Bayonne. Rozkazy wydawano szeptem. dwa dni) trzeba było dosłownie przejąć inicjatywę obrony. Ofiarowano tam Deyowi małego popielatego koalę. Na "Batorym" nakazano bezwzględną ciszę. Zwierzątko na pewno męczyłoby się bardzo w dusznej kabinie statku zmieniającego stale warunki klimatyczne od obszarów podzwrotnikowych do podbiegunowych. stanowiły trzydzieści procent wszystkich sił zbrojnych angielskich na wyspie. jej sprawność miała być oceniona przez króla. Uda się .ale wypchanego. że pokrywał się on z okresem. . zwanego niedźwiadkiem australijskim.walce o Wielką* Brytanię (w której obrona w swej końcowej fazie doszła do tego. że w wypadku prowadzenia przez wroga ofensywy nie mogłaby wytrzymać dłużej niż jeden. ale nawet myśleć o paleniu. której załoga "Batorego" ufundowała proporzec z napisem "BATORY GROUP".^miażdżącej" wroga od strony morza. Z Australią wiązało się jeszcze inne miłe wspomnienie. Dey uśmiechnął się do miłych wspomnień o "buncie" dzieci angielskich. Stojąc na mostku skracał sobie czas sumowaniem dotychczasowych podróży na "Batorym": ewakuacja wojsk alianckich z zatoki Quiberon. Kaipitanem "Batorego" był tak zwany Młodszy Dey Oczakowski. którzy "liczyli". NATCHNIENIE odnosili do zdumiewającego faktu. zupełnie odmienne. na których mieściła się baza marynarki brytyjskiej Scapa Flow. Waleczność tydh żołnierzy polskich we Francji musiała natchnąć osamotnionego Yinniego do prowadzenia walki. jego Prime Minister. Zaczynał się okres.czy nie? Asystenci nawigacyjni szeptem przekazywali sobie otrzymane rozkazy i meldunki. ponieważ ci. Wyprawa ta przypominała Deyowi wycieczkę Kimicica za mury Częstochowy. oraz sztaby poszczególnych sił zbrojnych. Z trudem udało się wówczas przekonać Anglików. Przywiązał się bardzo do małego stworzonka i musiał stoczyć ze sobą wielką walkę. wysłał do Yinniego depeszę z zapewnieniem."BATORY" . uważali. W toczącej się w powietrzu nad Anglią battle of Britain . Po oddaniu małego koali na ląd przed opuszczeniem Australii otrzymał innego koalę . St Jean de Luz. Podczas tej podróży dzieci na widok kapitana stawały na baczność i witały go polskim . Do wyspy należało podejść w nocy i to jak najbliżej. że przy zaistniałym stosunku sił upojonego zwycięstwami wroga i tej nikłej ilości wojsk angielskich pozostałych po Dunkierce obrona jest niemożliwa i należy zawrzeć pokój. Przyglądać się jej mieli zgromadzeni na jednej z wysp His Mo-jesty the King George VI. Wspomnienia te znakomicie skróciły oczekiwanie na moment akcji pod Scapa Flow. premiera i zespół sztabów. Zabroniono nie tylko palić.

że wycieczka została wykryta i cała akcja Opaliła na panewce". prawdopodobnie popełniłby już ha-rakiri. Była czarna cisza. Dey licząc minuty. Kapitan nie mógł na razie przedsięwziąć nic innego niż nawigacyjne przeczekanie . I znów długie minuty oczekiwania.do chwili wyświetlenia "jasnej" sytuacji. Na wadzie można było dostrzec cienie zbliżających się łodzi desantowych z komandosami. Na mostku pojawił się ten sam ofker łącznikowy. Zmiana prądu pływowego zaczęła jednak odwracać "Batorego" przeciwną burtą do lądu. Przez pokłady "Batorego" przechodziły zastępy białych i czarnych wojowników. co przewidywał kapitan. Sycylia. Nie zabłysły światła reflektorów i nie zawyły syreny alarmowe. Dla wskazania miejsca postoju "Batorego" wracającym komandosom. został zniszczony. w połowie świetnie wykonanej. ciszy i ciemności. że nie posłuchał jego rady. Oficer łącznikowy zniknął w ciemności. które jak niknące cienie wsiąkały w czerń brzegów. Nic się jednak nie działo z tego. generała de Lattre de TasBigny. Wreszcie flara opadła do morza. Sternik. w których znalazł się z desantem . by przenieść kabel przez dach sterówki. Zapał załogi "Batorego" dorównywał zapałowi szwoleżerów sipod Somosierry. Za chwilę zabłysną reflektory obrony wybrzeża i trzymać już będą stale w swych smugach światła statek i łodzie komandosów. jeśli byli na służbie.uważali widocznie. Sternik zebrał zwoje kabla umówionego sygnału i idąc przez sterówkę zawadził nimi o linę wyrzutni. Już wszystkie są na miejscu. Wysoko nad "Batorym" płonąca flara wspaniale oświetliła postacie artylerzystów gotowych na pokładzie do akcji. W tym wirze zmagań losy wojny uczyniły "Batorego" flagowym okrętem dowódcy francuskich sił zbrojnych."Batory" bardzo dobrze doszedł do wyznaczonej dla wysadzenia desantu pozycji. a uczestnicy wycieczki "wybici co do nogi". Ruchome widma komandosów zlały się w ciemne plamy. U tych ostatnich portret króla Stefana Batorego umieszczony w hallu statku cieszył się największym szacunkiem. "Widziało mu się". Jej karność i obowiązkowość kształtowały się na tych samych zasadach. Na oświetlonej przez flarę przestrzeni znaleźli się i Jerzy VI. Nie potrafiły one jednak zatrzeć w pamięci kapitana flary pad Scapa Flow. jak zawsze w najtrudniejszych c'hwilach życia: "Raz maty rodyła". * Od tej próbnej inwazji na Scapa Flow "Batory" wpisywał na kartę historii wojny miejscowości. Zza burt statku wynurzyły się kadłuby powracających na swe stanowiska łodzi. czuł na swych barkach ciężar odpowiedzialności za losy wojny. Cały plan tej wspaniale zaimprowizowanej inwazji. mijając portret wielkiego króla stawali przed nim na baczność i prezentowali broń. tym większe oddają honory królowi. Dey widzi to wszystko niby w jasny słoneczny dzień i szepce. o jakich pisał w swym regulaminie jazdy Jan . a nawet serdeczny stosunek. Na mostku zjawił się angielski oficer łącznikowy. Nawet ta wiadomość nie potrafiła wywołać u kapitana zwierzeń na temat flary. o oznaczonej godzinie zapalono cztery pionowo umieszczone nad sobą czerwone światła. Z tym oficerem angielskim łączył Deya przyjazny. powtórzył szeptem otrzymany od kapitana rozkaz sternikowi. Vinnie zadowolony. która błyskawicznie odpaliła FLARĘ. tak jak to robią przed pałacem Buckingham w Londynie gwardziści. Kapitan kazał więc przenieść światła rozpoznawcze dla komandosów na prawą burtę. gdyby był Japończykiem. Na temat flary nie mógł jednak teraz z nikim rozmawiać. Czarni rycerze. że im głośniej tupią. tupiąc przy tym głośniej od nich .Arzeu.Wśród ciszy i zaciemnienia opadły lekko na wodę łodzie desantowe. i "Batory". Porucznik Żaczek chętnie udusiłby sternika. bijąc czołem o pokład u jego stóp. więc zdał się na nasze "jakoś to będzie" i "trudno". Nie padł ani jeden strzał. które pozostały do opadnięcia flary. Z sykiem wzbiła się w niebo świetlna smuga i po chwili zawisło na spadochronie jasno płonące światło. Rutyna dnia i dyscyplina na statku osiągały coraz większą doskonałość. Stojący na mostku "Batorego" kapitan i oficerowie wpatrzeni w fosforyzujące strzałki zegarów czekali na wynik akcji. Asystent pokładowy. Anzio. Nastał po jej zagaśnięciu niewy-miernie długi czas wyczeikiwania. . Les Andalouses. Wolni od służby czarni wojownicy padali przed portretem króla na kolana. rekordowo szybko wysadził grupę desantową. Salerno.Wszyscy komandosi wrócili . ale że był Polakiem. porucznik Wojciech Żaczek.melduje kapitanowi i jednocześnie przekazuje mu miłą nowinę: .

które winno być podstawą ducha żołnierskiego". Nigdy tego nie było. że: "Były to przyjemne chwile . Zanim jednak ustalił opóźnienie w wydaniu posiłków.Kto by się po nic'h tego spodziewał! Tyle lat. spowodowane brakiem pieczywa. Na kursie statku widziano "owiane czarem legend Indie".. całego statku. . Rachunek czasu doprowadził go do smutnej konieczności zameldowania kapitanowi o tym niesłychanym braku poczucia odpowiedzialności i obowiązkowości u piekarzy. I nareszcie przed dziobem "Batorego" ukazał się jeden z najpiękniejszych portów. . starszy oficer oświadczył. głównodowodzącego siłami zbrojnymi aliantów walczących z Japończykami. Cap Negre i wiele innych. które z tych języków zna najlepiej. tłumaczył: 1. Postój zapowiadał się beztroski i przyjemny. z jaką miał właśnie rozmawiać. Oznaczało to. Akcja załogi "Batorego" pod St Tropez zjednała sobie najwyższe uznanie. a teraz bomb nie ma i chleba nie ma .jako żywo przypomniały moment. Generał de Lattre de Tassigny.port na siedmiu wyspach.mówił rozkładając bezradnie ręce. analizując stosunek oficerów do żołnierzy twierdził między innymi. iż "surowość zwykle jest dowodem własnego braku wychowania. Admirał kolejno podchodził do każdego z kapitanów słuchając przy tym wyjaśnień swego adiutanta dotyczących osoby. Do rozpoczęcia wydawania chleba dla poszczególnych mes pozostawało jeszcze piętnaście minut. Powoli wracały do głosu sprawy życia codziennego. nawet podczas alarmu w czasie najsilniejszego bombardowania chleb wypiekali. że właśnie na pokładzie tego statku powrócił do Francji. Z samozaparciem i poświęceniem załoga "Batorego" śpieszyła z pomocą rannym Anglikom: Ze względu na toczącą się bitwę i możliwość ponownych nalotów akcja ratownicza musiała się odbywać w ciemności. Ludzie zaczynali żyć normalnie.Coś podobnego. w którym cesarz zdjął przed pułkiem kapelusz i zawołał: "JE VOUS RECONNAIS POUR LA PLUS BRAVE CAYALERIE! . Adiutant wyliczał historyczne już nazwy miejscowości inwazyjnych. Intendent podniósł się na fotelu i. Intendent szybko obliczył czas potrzebny do wyszukania odpowiedniego dostawcy i dostarczenia w porę tak wielkiej ilości świeżego pieczywa. że przed statkiem na nabrzeżu stoją dwa samochody z pieczywem dla . O rozrywkach i zabawie.Uznaję was za najwaleczniejszą jazdę!" Do wielu pamiętnych nazw przybyły nowe: Frejus. Cavalaire. Ciężkie bombardowanie pod St Tropez zniszczyło wiele barek desantowych i statek pod banderą brytyjską. Obecny okres wydawał się załodze sielanką wobec lat spędzonych wśród stad nieprzyjacielskich okrętów podwodnych i chmar bombowców. . Następnym rozmówcą admirała był kapitan "Batorego". Rannych zabierano w nocy. że niepotrzebnie sprawiłem tyle zamieszania.Nie do wiary. którzy nie wrócili na noc na statek. Szybko . w których "Batory" brał udział pod dowództwem tego kapitana.Kozietulski. Kapitan udał się na przyjęcie wydane przez admirała Mountbattena. niszczy poczucie honoru. w gorących słowach wyraził kapitanowi swe uznanie za wspaniałą postawę załogi oraz podziękowanie za to. Naoczni świadkowie twierdzili. Odpowiedź ta wywołała ogólną wesołość. który podejmował kapitanów i starszych oficerów konwoju przybyłego z wojskiem i zapasami. ale jak bomb nie ma. że starszy oficer posiada znakomicie znajomość łajania w języku ojczystymi. wywołała rozgłos i podziękowanie. jak "Batory" "Batorym" . zakupione za własne pieniądze przez piekarzy. to człowiek nie wytrzymuje nerwowo nawet takiego głupstwa. Obok kapitana "Batorego" stał starszy oficer z angielskiego statku. że piekarze nie powrócili na noc na statek i nie wypiekli pieczywa dla załogi i zaokrętowanego wojska.mruczał. dowodzący szarżą szwadronu. Bombaj . przepraszając kapitana za przedwczesny alarm. Pampelonne. Bombaj na siedmiu wyspach przypominał Deyowi siedem wysp Scapa Flow. schodząc z "Batorego". "Batory" będąc w czarterze Brytyjskiego Ministerstwa Wojny musiał automatycznie przejść do służby United Maritime Authority i zamiast do kraju poszedł na Daleki Wschód. Na pytanie admirała. do kabiny kapitana zapukał ochmistrz z wieścią. Wolni od służby pośpieszyli na ląd. znany w całej Brytyjskiej Marynarce Handlowej jako dwunastojęzycz-ny poliglota. że bardzo dobrze zna ENGLISH GOOD LAN-GUAGE and ENGLISH BAD LANGUAGE i jego specjalność to ten ostatni. * Jeden wróg został wreszcie pokonany. Rano słodki sen intendenta "Batorego" przerwał telefon od ochmistrza z nieprzyjemną wiadomością. Z przyjemnością myślano o czekającym statek postoju w Bombaju.Przepraszam.

który od objęcia przez Deya dowództwa "Batorego" nie rozstawał się z nim. . wsuwał do niej pyszczek i ostrożnie wyciągał przeznaczone dla niego surowe jajko. podczas prowadzonej przez nią próbnej operacji inwazyjnej. ponieważ służba na fregacie nigdy nie ustawała. Zmęczony tą adoracją przebierał w niej w zależności od pewnych materialnych korzyści. którymi darzył naszyc'h żywicieli. kapitan postanowił przerwać dotychczasowe swoje milczenie na temat flary i zapytał Anglika: . skąd wybierają jajka. wspaniała postawa załogi przy ratowaniu rannych Anglików.Oczywiście. St Tropez. Salerno. Sceny przymilań Miska i zanurzania się w kieszeni marynarki wzbudzały zachwyt widzów oglądających tę scenę na ekranie. Dla naszego premiera . Pełen uznania dla kapitana "Batorego" i rozjaśniony przyjaznym uśmiechem przyszły wicekról Indii rzucił pytanie. Pampelonne. Cap Negre. gdy się znalazł u siebie na statku. że miejscowość ta nie została niestety wymieniona przez adiutanta i że jest nią SCAPA FLOW. Bayonne. Anzio. Dakar. Pociągnięty przykładem dowcipnej odpowiedzi swego poprzednika Młodszy Dey Oczakowski miał już ochotę powiedzieć. transport złota do Kanady. Saimo czyste uczucie najbardziej płonące miało u Miska tę samą wartość. że najlepiej lubią penetrować drzewa w poszukiwaniu gniazd ptasich. co najbardziej lubią jego pobratymcy. Zainteresowanie Miska moją osobą doszło do tego. Misk natomiast pełnił swe obowiązki stale w dzień i w nocy. Sycylia. że cały personel mający coś wspólnego z prowian-turą i kuchnią może Miska głaskać do woli i zdobywać jego uśmiechy. którą z tych miejscowości kapitan uważa za najtrudniejszą dla swego statku i załogi. Misk pochodził z lasów południowej Ameryki. ale wykonują to wyłącznie z okazji pełnienia niekiedy królewskich obowiązków. Dzięki Miśkowi trafiłem nawet do Polskiej Kroniki Filmowej. MAJOR I MISK ^-^sobą najbardziej popularną w tym czasie cna Białej Fregacie był Misk. Misk otwierał łapkami kieszeń mojej marynarki. Les Anda-'louses.Masz na myśli flarę? . Potrafił je następnie otworzyć i wypić tak zręcznie. tak zwane przez nas "kurze owoce" chować dla niego. Po tym miłym przyjęciu. jak Dey sądził z kurtuazji w stosunku do niego. że gdy tylko dostrzegł mnie na pokładzie. Nawy . Efekt przeszedł moje oczekiwania. a królowie dosłownie trenują podawanie ręki kilka tysięcy razy z rzędu. Zazdroszcząc względów Miska. kto przyszedł na "Dar Pomorza". Interesowała się nim stale cała załoga i każdy. jaką niegdyś miała na pierwszym naszym żaglowcu szkolnym "Lwów" ofiarowywana w zamian za kotlet . Misk bywał często wyraźnie zmęczony swą popularnością.Widzisz.również takiego sygnału nie przewidywało. Port Cross.w żadnym wypadku nie przewidywała takiego sygnału w podobnej sytuacji. Każdy na pokładzie chciał go pogłaskać i uzyskać coś w rodzaju uśmiechu. że nie zmarnował nigdy ani kropli jego zawartości. St Jean de Luz. Frśjus. z rodziny niedźwiedziowatych. w towarzystwie tego samego angielskiego oficera. usiłował przywabić do siebie włażąc na sklarowane liny wiszące nad pokładem na wysokości moich kieszeni. co stanowi charakterystyczną cechę koatf.^miłość wieczysta" i "przyjaźń dozgonna". Nie zdarzyło się nigdy. wyprawa z generałem de Lattre de Tassigny. Dowództwo Scapa Flow . Wiadomo <było. których przedstawicielem był właśnie Misk. Artyleria obrony takiego sygnału nie przewidywała.wymieniał nazwy: Quiberon. Na statku jednak żaden Anglik nigdy tej nazwy przy nim nie wymienił. Lewant. by je rozgniótł lub zrzucił na pokład. bunt dzieci w drodze do Australii. Cayalaire. rzecz tak się miała: Jego królewskiej mości sygnał taki był niepotrzebny. Wyczytałem. który jest uśmiechem. wobec czego flary nie było. Arzeu. jakie z adoracji mógł wyciągnąć.niepożądany.Co myślisz o akcji pod Scapa Flow? . To było męczące. Różnił sią od nich długim ogonem i długim •nosem. . Ody stawałem się dla niego osiągalny. Wobec czego Dey Oczakowski przemilczał ją przed admirałem. W nadziei pozyskania względów Miska zacząłem przysługujące mi na śniadanie. Podobno królowe godzinami ćwiczą utrzymanie na twarzy odpowiedniego wyrazu. zbadałem teoretycznie według wielotomowych dzieł o życiu zwierząt.

najczulszy organ Miska .nie udało się ustalić. Po prostu ksiądz stał się dla Miska powietrzem. Gorsza kara spotkała księdza. nie zdradzany i broniony przed innymi. ucinał na jego "żywym ciele" drzemkę. że nie po marynarsku jest przyglądać się tylko. Jeśli któraś z małp dostała się do biblioteki i dopadła książki. Nawę? jak kto śpi. Czekał na komendę "na wanty" do biegu przez saling. w którym nie trzeba już się wysilać i w którym lina układa się na pokładzie. Misk to robił dosłownie. gdzie mieściła się biblioteka'. Mtók trafił w próżnię i wylądował na pokładzie. Zwyczaje księdza były również dobrze znane Miśkowi. dając rozsierdzonemu coś do zjedzenia na pocieszenie. gdy inni pracują. Chyba że to była wachta. Misk świadomie zawsze wykorzystywał nieuwagę kucharza czy piekarza. Misk był bardziej groźny. Misk zakradł się do niego i uciął go w wielki palec u nogi. Biblioteka również cieszyła się względami Miska. Niedźwiadek bardzo się wówczas obraził. w miejscu. Gdy Misk skoczył. nawet dotknąć mego ogona. że wszyscy będą zajęci pracą i że wszyscy muszą wychodzić na manewry. to znaczy zSnła-ny kierunku ustawienia rei przez ciągnięcie lin zwanych brasami -> Misk nieodmiennie stawał na samym końcu. Orientował się co i komu wolno i w jakim czasie. Kiedy rząd uczniów ustawił się już Ho trasowania" -.. W momencie zjawienia się kapitana Misk właził na wanty i czekał. Wiedział. Kiedy cały szereg uczniów zastygał na komendę "baczność" w oczekiwaniu na powitanie kapitana. pojęcia nie masz o chodzeniu po wantach. jak gdyby pracował w pocie czoła. odwracał twardą okładkę jedną łapą. Misk znał się na manewrach. Misk właził mu pod bluzę i. Misk w paru susach był już pod salłngiem i zaśmiewał się z powolności ruchów odprawiających "wniebowstąpienie" uczniów. Gdy skończono brasowanie rei jednego masztu i wszyscy biegli do brasów następnego. przyjmował pierwszy przygotowane dla kapitana honory. Do miejsc tych należały: kuchnia. Gdy długi gwizdek bosmański wywoływał podwachty na manewry do brasowania. Oficer ten sypiał ze stopami nie okrytymi kocem. prowiantura oraz sala do nauki. Wiedział wszystko. Misk cierpliwie czekał . Misk trzymał się w rejonach dla niej niedosięgłych. Brał się przednimi łapkami za linę i przybierał pozy. rzucał na podłogę. by się na nich usadowić. jakby bał się "podpaść" brakiem gorliwości ido pracy. Rozumiał znaczenie rozkazów wydawanych głosem i gwizdkiem. Czym się powodowały i kogo naśladowały w niszczeniu książek małpy i Misk . Najlepiej jednak zawsze w takich okolicznościach przyłożyć rękę do pracy.Misk wiedział i rozumiał. Gdy ten leżał na pokładzie. oficer rozsunął kolana. Natychmiast wypraszali Miska dostrzeżonego w tych zakazanych dla niego pomieszczeniach. a potem już dwoma wydzierał kartki masowo. Uśmiech Miska wyrażał lekceważenie: "No widzisz. Misk wychodził do niego również. Mina Miska mówiła niedwuznacznie: "No widzicie. Od tej chwili Misk księdza nie widział. by z niej drwić wyraźnie z nieudolności w chodzeniu po wantach uczniów. Był chodzącym regulaminem Białej Fregaty. jak mogła i ile mogła. Cha! cha!" I Misk pokazywał w uśmiechu zęby. co się na fregacie dzieje. nęcąc go kawałkiem banana i zapraszając na swe kolana. Znał cały rozkład dnia. w której był Paszukow. nie macie prawa mnie teraz ruszyć. które się przewinęły przez "Dar Pomorza". W istocie rzeczy bardzo dokładnie i po "zejmańsku" układał linę na pokładzie. Misk dokładnie wiedział. jak pełzniesz. ale Misk nie cieszył się w niej względami księdza opiekującego się biblioteką. jakiego Misk darzył sympatią i zaufaniem. Ody na pokładzie była wolna od zajęć i nauki "nadwachta". Należy zawsze dopomóc pracującym lub się usunąć z ich pola widzenia. I to się nazywa marynarz. który was zawsze tak interesuje. Jefden z oficerów zażartował sobie z Miska. Ksiądz przyłapanemu na gorącym uczynku darcia w bibliotece książek Miśkowi posmarował sokiem od fajki nos . W niektórych" jednak miejscach Misk był niepożądany. Był wyraźnie zawsze podczas tej ceremonii rozweselony. Misk zawsze na tym i tak skorzystał. Z całego rozkładu dnia Misk lubił najbardziej poranne zbiórki w morzu. W ocenie książek Misk wykazywał zgodny pogląd z małpami. Sam ofwierał szafkę. by coś złasować i żadne już potem jego przymilne lub obojętne miny nie potrafiły zmylić ich czujności. wydobywał z niej książkę. Fe!" Gdy uczniowie dochodzili do marsa. gdzie kto śpi. Misk galopował za całą gromadą z takim zapałem.by go oduczyć tak barbarzyńskiego "czytania" książek. natychmiast ją otwierała i wydzierała z niej kartki. Tejże samej nocy posłyszeliśmy okropny ryk dochodzący z kabiny tego oficera. Misk zjawiał się przed frontem pozbawionych praw ruchu uczniów i wolnym kroczkiem. jedyny uczeń. ze sterczącym jak można najwyżej do góry ogonem. Z salingu Misk prędko przedostawał się na bombramreję i z niej śledził zakończenie biegu przez saling. W mgnieniu oka wbiegał sam na platforemkę marsa.

To z wojskiem Major nic wspólnego nie miał? . przeziębienie i coś jak gdyby nosaciznę. Według kalkulacji Miska musiało to być najczulsze miejsce a SsięHza. Po południu zjawił się weterynarz. Spokojnie doczekał błogosławieństwa i w momencie gdy ksiądz trzymał w obu rękac'h monstrancję. Zasłaniał sobie jeszcze usta ręką i miał tak zawstydzony wyraz twarzy.przyjął od Mickiewicza cały jego romantyzm wyznając na co dzień wskazania Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymsiwa polskiego.. coś w rodzaju doktoratu honoris causa. Ale był tak rozżalony. pomimo że zdawał sobie. jak gdyby chciał nim przeprosić. Usłyszenie jego głosu należało do rzadkości. dowodził. To co poieni nastąpiło. że długo jeszcze piszczał. gdy Misk wszedł na stół kuchenny i zasiadł przy salatereczce z ananasami. W niedzielę zjawił się na mszy. ale nawet słowa "dziękuję". gdy na progu ukazał się Misk.. aż wreszcie oznajmił w kajutkompanii.do niedzieli. którą uważał za swoją ziemię obiecaną i największą nagrodę za swój trud żołnierski. Misk drżał cały. że mówi. że trzeba było się domyślić. . W kabinie Majora było zawsze cicho. Każdą najbłahszą uprzejmość w stosunku do swej osoby nagradzał uśmiechem zażenowania. Zapytać go o to wprost nie śmiałem. wyskoczył spod ławek i dopadł księżowskicK kostek. ale w Kolumbii nie mogliśmy jej wyszukać i naszego ulubieńca czekało starokawalerstwo. a jeśli mówił. że należy. Po kilku miesiącach wspólnej pracy ź Majorem zacząłem się w duchu dziwić. a na biurku leżało kilka książek przeważnie historycznych i przeważnie z okresu wojen napoleońskich. Zadośćuczynienie musiało przyjść szybko. Po zabiegu Misk był przeświadczony. Major byJ chodzącym żywym przysłowiem. ale nie pisnął.mu się za to jakieś wielkie zadośćuczynienie.oznaczał zupełnie coś odmiennego niż tytuł wojskowy i został mu jednogłośnie nadany przez kajutkompa-nię w uznaniu jego wyższości. Major przy pomocy oficerów przytrzymał Miska i straszna igła pogrążyła się w drgającym i przerażonym niedźwiadku. że wierny słowom piosenki dotarł aż do Białej Fregaty. Major w chwilach wolnych od zajęć żył w epoce sprzed stu kilkudziesięciu lat. Gdy już nigdzie Misika nie można było odszukać.. który nosił . Tak przywykł śpiewać "idzie żołnierz borem lasem. bo Misk jest chory. W kabinie Major siadywał zazwyczaj sam. Weterynarz stwierdził wrażliwość na zmiany temperatury.zapytałem. Legenda o nim przypisywała mu wymarsz w pierwszej czwórce z Oleandrów i udział we wszystkich najcięższych bojach bez noszenia w tornistrze nie tylko buławy marszałkowskiej. . Major piastował na Białej Fregacie godność intendenta. zszedł na pokład główny i pomaszerował prościutko do kuchni. że milcząco dotrzymuje towarzystwa Majorowi. że uda nam się zdobyć dla Miska towarzyszkę życia. oznaczało to. Wielomówność Majora w tym wypadku była wyrazem wielkiej troski. Spokój w kabinie Majora nie uszedł uwagi Miska. Szczęściem w pobliżu siedział przyjaciel Miska od drzemSi i Misk dał mu się wziąć na ręce. Miśkowi należało dać zastrzyk zapobiegawczy. podczas gdy duch jego maszerował po całym świecie zaciągając się do coraz to innego pułku polskiego. Oględziny chorego Miska odbyły się na rufie w nawigacyjnej. jak gdyby go spotkał największy zaszczyt i jak gdyby trzymał się zasady. że Major nigdy majorem nie był. to tak cicho. Po trawersacie oceanu mieliśmy nadzieję. że trzeba sprowadzić weterynarza. Tu dopiero aureola Majora zajaśniała w całej pełni.sprawę. W tym czasie zaprzyjaźnił się z Majorem. że "milczenie jest złotem". należy to uważać za' akt' niezwykłej łaski i nigdy niczego od nikogo nie żądać. przymierając z głodu czasem". że nie pozwolono mu odpłacić pięknym za nadobne. Tytuł Major. by uspokoić rozżalone niedźwiedzie serce. Z imieniem ..Pan Tadeusz . gdyby nie powaga chwili. może byłoby zabawne. jak gdyby Się skarżył. Kucharz i piekarz znajdowali się w kuchni. Po powrocie do kraju Major stawał się coraz bardziej zakłopotany i zatroskany.. Misk stawał się opryskliwy. Było coś tak groźnego w jego wyglądzie. Wzrok Miska mówił: "Jeśli który z was ruszy się z miejsca lub będzie usiłował mi przeszkodzić zginie". że jeśli w drodze przez życie ktoś poda bezinteresownie szklankę czystej wody. Misk wolno wyszedł z nawigacyjnej.homo sapiens maior. ale od kolegów dowiedziałem się. iż nie został umyślnie skrzywdzony. że obaj tylko w milczeniu przyglądali się. w jaki sposób Major wydawał komendy. ale w tym wypadku należało to chyba tłumaczyć jako . że w ogóle ośmielił się mówić. by podziwiać blaski i cienie gwiazdy Napoleona.

pocf wżglęcfefii wleKu. kotwicząc w Firth of Forth. zgodnie z zarządzeniem. "Robur IV" pod Gubałą Starszym. głos nieugiętej stolicy. Załoga "Daru". (ponieważ bardzo uważnie popatrzył na kucharza. pięciu statków zakupionych we Francji w 1926 roku .należał do tak zwanych "greków". zjadł nie śpiesząc się zawartość salaterki i z pełnym przeświadczeniem. Z Bergen pod eskortą krążownika i kilku destrojerów przedostała się piątka naszych statków do Szkocji. za nim "Narocz" pod Borkowskim Małym. że mu się to słusznie należało. że nie miał wątpliwości. powoli zszedł ze stołu i powędrował do kabiny Majora.s. Wobec tego że nie można było Miśkowi zapewnić na "Darze Pomorza" pomieszczenia o stałej temperaturze. której rozkwit zawarty był w czasie pomiędzy podniesieniem na nich polskiej bandery. Potem szło "Wilno". należało znaleźć mu odpowiednie na lądzie. który. "Piłsudski". statków zakupionych u armatorów greckich przez Bałtycką Spółkę Okrętową w roKu 1939. która wyruszyła na zachód. Organizował w tym celu w miastach Polski zebrania. jeśli policzyć dnie służby w Polskiej Marynarce Handlowej. Major wyjaśnił kucharzowi. które stanowiły krańcowe etapy naszych już skrystalizowanych poczynań morskich. że dopiero po jakimś czasie zdecydował się pójść zameldować Majorowi. Od tego momentu do kapitulacji Helu były to dnie najgorsze.a zabrakło tylko jednego małego niedźwiadka. wyszukał mu wspaniałą rezydencję w ogrodach biskupa w Pelplinie. paraliżując wzrokiem kucharza i piekarza. Mając wciąż przed oczami te dwa statki odtwarzałem w myśli historię naszej floty 'handlowej. . Ten sam kapitan Stankiewicz podniósł polską banderę na pierwszych pasażerskich statkach transatlantyckich. Na fregacie zrobiło się pusto . została rozdzielona na pięć polskich statków znajdujących się. Tani otrzymałem propozycję objęcia stanowiska starszego oficera na m. Pierwszym statkiem tego towarzystwa było właśnie "Wilno".stał się symbolem czujności. "Kromań" . jako piąty szedł "Chorzów" pod Hilarym Mikoszą. Kapitulacja Helu w dniu l października była sygnałem do wyruszenia pięciu naszych statków do Szkocji. Ksiądz. ja na "Roburze IV". który pierwszy podniósł na nim polską banderę.było zalążkiem planowanej przyszłej floty handlowej. przypominały wyprawę Kmicica z Tatarami. Dnia 23 września rozstałem się z Majorem.Misk. jak gdyby chciał powiedzieć. którym dowodził Kazimierz Lipski. że Misk zjadł deser dla kajutkompanii. a potem "zjadł ananasy". Kucharz był tak zdumiony. Dopiero w roku 1926 jego poczynaniami zainteresowało się ministerstwo Przemysłu i Handlu i założyło Towarzystwo Okrętowe "Żegluga Polska". Prowadził "Kromań" pod Dybkiem. Nazwę swą zawdzięczało kapitanowi Mamiertowi Stankiewiczowi. Z "Robura IV" widać było dwa statki. odczyty. Z wielkim żalem musieliśmy się pogodzić wszyscy na "Darze" z myślą oddania Miska biskupowi. której na imię było NIEWIADOME. który pogodził się z Miśkiem. i najmłodszy. Mówiąc to pogładził Miska. "Wilno" . prelekcje. Kapitan Stankiewicz. iż Misk doskonale rozumiał. włożył olbrzymi wysiłek w zmobilizowanie społeczeństwa do założenia kompanii okrętowej. Dręczyła bezsilna troska o kraj potęgowana bezczynnością. Szliśmy na wyprawę. związany nierozerwalnie ze zdaniem: UWAGA! UWAGA! NADCHODZI! . że Misk zachorował i że zjedzone owoce dopomogą mu przezwyciężyć chorobę. Z tego okresu pozostał w pamięci na całe życie głos prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego. że nie raczy nawet zwracać uwagi na "skarżycieli". * Wiadomość o napaści na Polskę zastała "Dar Pomorza" w Sztokholmie. Wodami terytorialnymi mieliśmy dostać się do Bergen. o czym mówi kucharz. Major został zaokrętowany na "Naroczy". w Goteborgu. będąc kapitanem żaglowca szkolnego "Lwów".pierwszy z grupy tak zwanych "francuzów". a potem na naszym największym i najbardziej nowoczesnym motorowcu "Piłsudski". który nawiedził nasz kraj. gdy ten wymówił słowo "Misk". Sfcatki idące teraz w szyku torowym. z rozkazem przedostania się niepostrzeżenie do miejsca przeznaczenia wraz z zaokrętowanymi na nich ludźmi. tam miała przyjść po nas eskorta złożona z angielskich okrętów wojennych. ale już w nowym Potopie. Pięć naszych statków opuściło Gbteborg w szyku torowym. wytrwania i walki. Był to statek" najsfarszy. zamknął oczy i wyciągnął się jeszcze wygodniej na koi Majora. po otrzymaniu rozgrzeszenia w tej postaci. Major twierdził.

Propozycję przyjąłem i powiedziałem o niej Majorowi, który natychmiast zdecydował się jechać ze mną, z wiarą, że przecież jakieś zatrudnienie na tak dużym statku znajdzie się dla-Jiiego. Wyruszył jeszcze z nami lekarz "Daru Pomorza", Wacław Korabiewicz, i dziesięciu uczniów. Major został prowiantowym na "Piłsudskim", uczniowie - marynarzami, a lekarz - lekarzem. Po wyruszeniu z Newcastle do Nowej Zelandii w momencie Katastrofy w dniu 26 listopada 1939 roku pierwszy wybuch zwalił na głowę Majora ciężką, żelazną zapasową koję. Po odzysikaniu przytomności, z okaleczoną twarzą i wybitymi zębami Major znalazł się boso, w bie-liżnie i w kompletnych ciemnościach na korytarzu zasłanym szkłem z rozbitych kloszów i lamip. Idąc omackiem, boso po szkle, dotarł do miejsca, w którym powinien był znajdować się trap wiodący na wyższe ipokłady. Została z niego tylko poręcz. Po niej Major wydostał się na pokład, również pokryty szkłem strzaskanych lamp. Pomimo tych przeszkód udało się Majorowi dofrzeć do ostatniej spuszczanej łodzi ratunkowej. Właśnie miałem zacząć opuszczać łódź na wodę, gdy w świetle swej elektrycznej latarki spostrzegłem Majora. Poświeciłem mu, by ułatwić dostanie się do wnętrza łodzi. Po spuszczeniu jej na wodę zamierzałem sam się do niej dostać po linie. Zanim doszedłem od windy łodziowej do burty, okazało się, że duża fala zaczynającego się sztormu wybaczyła obie talie, na których łódź została spuszczona, i zniosła łódź za rufę statku. W tym momencie stanął przy mnie kapitan Mamert Stankiewicz. Po krótkiej naradzie, ponieważ statek gwałtownie się przechylał, kapitan zdecydował, iż spróbuje ratować się na tratwie, aby uniknąć skakania w ciemności z burty statku do silnie już wzburzonego morza1, a potem płynięcia do łodzi ratunkowej. Pożegnaliśmy się z myślą, że się spotkamy - nie na tym, to na tamtym świecie. Statek przechylał się coraz bardziej, tak iż z trudem, trzymając się czego się dało, dotarłem do rufy - wydawało mi się, że stąd będzie najbliżej do wody i do łodzi ratunkowej. W momencie gdy miałem zamiar skoczyć do morza, spostrzegłem zwisający do wody od pokładu drąg, który służy do unieruchamiania łodzi ratunkowej, by się nie kołysała. Pęd powietrza po wybuchu zerwał łódź zostawiając tylko tę zwisającą do wody przyporę. Postanowiłem z niej skorzystać, jako z dogodnej drogi, i zjechać po niej do wody. Zaledwie zdążyłem objąć drąg nogami, gdy rzucona falą na jego dolny koniec łódź zamieniła go w dźwignię. Przyciśnięty przez nią do burty, niemal zmiażdżony, straciłem przytomność i spadłem szczęśliwie na dziób tej samej łodzi, w której już siedział Major, by po kilkunastu godzinach wylądować z nim razem w tym samym szpitalu. Major szybciej ode mnie opuścił szpital. Przypomniał sobie okres wojen napoleońskich i zaciągnął się do formującego się we Francji Wojska Polskiego. Opuszczony przez Majora, który nie miał nadziei na moje wyzdrowienie - wyzdrowiałem i wyruszyłem na "Chrobrym" na kampanię norweską. * Tajemnicą chyba z dziedziny ciągu ptaków jest ciąg załóg polskich statków po wyjściu na ląd w nie znanym nikomu porcie do tego samego, nie wybranego i nie ustalonego przez nikogo z nich miejsca, w którym zawsze i na pewno wszyscy się w mieście spotkają. Czy będzie to Londyn, czy Nowy Jork, Konstantynopol czy Buenos Aires - spotkają się. Miejscem tym może być tawerna o łatwej nazwie "PIERWSZA I OSTATNIA" - w zależności od tego czy się wychodzi z portu, czy się do niego wraca albo bar, gdzie podają... wyłącznie ostrygi, restauracja, w której szefem kuchni jest kucharz z wyspy Siphnos, lub po prostu ulica. Może działa w tych wypadkach bardzo silne w każdym Polaku na obczyźnie pragnienie spotkania kogoś ze swoich - tak silne, że zwabia na to miejsce rodaków. I tak już potem w tym miejscu coś z "tego" zostaje, coś, co sprawia, że właśnie Polacy tam się spotykają. W Glasgow w okresie drugiej wojny światowej takim miejscem była ulica, której nazwa, po przeczytaniu, była dla Polaków prawie nie-wymawialna: Sauchiehall Street. W czerwcu 1940 roku na tej ulicy padliśmy sobie z Majorem w objęcia. My z Norwegii opowiedzieliśmy Majorowi obejrzany tam "teatr" wojny. Nasi gospodarze nie mieli pojęcia o prowadzeniu wojny. Karne, jak chyba żadne inne wojsko na świecie - wyposażone w broń "nowoczesną" z pierwszej wojny światowej - było bezsilne w walce przeciwko czołgom i samolotom uzbrojonym w nowoczesną broń maszynową. Wrażenia Majora z "teatru" francuskiego były jeszcze smutniejsze od naszych. Major, uzbrojony w karabin Lebela z roku 1892, przemaszerował Francję walcząc nim przeciwko czołgom - niekiedy skutecznie. Wrócił pełen dumy. Źródłem jej - jak twierdził - było osobiste sprawdzenie prawdziwości i aktualności wersetów Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego, z którymi Major się nie rozstawał.

- Odzyskałem wiarę w nas samych - mówił - pomimo że słowo Wolność zawarte w jądrze kultury polsikiej zmieniamy zbyt często na samowolę i swawolę. Lepsze to jednak niż Mordlust, żądza krwi, bodziec do wszelkich poczynań zawarty w jądrze kultury Germanów, lub "użycie" aż do słynnego apres moi le deluge Francuzów - po mnie choćby potop, a nawet od "najlepszego interesu" w jądrze kultury Anglosasów. Odzyskałem również szacunek 'dla nas samych, gdy zobaczyłem jak niedościgły dla nas ideał narodów, którego byliśmy tylko "pawiem i papugą" - rozleciał się w niecałe dwa tygodnie bez honoru i ambicji. Zrozumiałem powiedzenie Kościuszki, że gdyby Polacy sami sobie nie szkodzili, żadna siła ma świecie nas by nie zmogła. Z jednym tylko wersetem zgodzić się nie mogę. Z tym, który mówi, że Ameryka odkryta przez Kolumba stała się ziemią świętą i ziemią wolności. Dla kogo? Dla Indian? Zielone krzyże na żaglach okrętu Kolumba znaczyły dla nich to samo, co dla nas dzisiaj swastyka. Wymordowano miliony Indian na kontynentach obu Ameryk i gdy Włochy rzuciły się teraz na rozkładającą się Francję, zrozumiałem, dlaczego nasi historycy twierdzą, że "po przyjęciu katolicyzmu - nie Polska stała się katolicką, lecz katolicyzm stał się polskim". Lato 1940 roku upływało na smutnych stwierdzeniach, że Zachód nie wyciągnął żadnych praktycznych wniosków z napaści na Polskę. Padała jedna stolica za drugą. Naraz w nasze najczarniejsze myśli o przyszłości Major wniósł nieoczekiwanie coś zupełnie nowego. - Wojna - oświadczył pewnego dnia - wcale się jeszcze nie zaczęła. Jest to chwilowy sukces przygotowanego mordercy, którego nie zaczęto jeszcze ścigać. Wojna rozstrzygnie się nad Wołgą, gdzie morderca poniesie całkowitą klęskę. Dla wszystkich, którzy tego słuchali, oświadczenie Majora było niedorzecznością. Major jednak zdecydowanie obstawał przy swoim, podając jako źródło swych informacji - byłego premiera Kościałkow-skiego. • W tym czasie gdy prowadziliśmy w Glasgow te rozmowy, otrzymałem od byłych uczniów z "Daru Pomorza" list z wiadomością, że duża ich grupa znajduje się w obozie w Szkocji i proszą, żebym ich odwiedził. Gdy przyjechałem do obozu, chłopców nie zastałem. Cały ich oddział wysłano w góry Szkocji, gdzie mieli tropić zrzuconych na spadochronach dywersantów. Doczekałem się jednak ich powrotu. Pamiętałem ich jako dzieci jeszcze, teraz przeistoczyli się w żołnierzy. Opowiadali o Francji to samo co i Major. Tak jak i on byli dumni, pełni wiary w siebie samych i Polskę. Po naszym przejściu na pięciu statkach do Firth of Forth historia ich tułaczki dopiero się zaczęła. Część z nich z miejsca poszła do floty handlowej, pozostałych zaokrętowano na ORP "Gdynia", naszym starym transatlantyku "Kościuszko", który, wyprowadzony w ostatniej chwili z Gdyni przez kapitana Mamerta Stankiewicza, pełnił teraz funkcje okrętu-bazy Polskiej Marynarki Wojennej. Z "Gdyni" ! większość ich wyruszyła do Francji do Wojska Polskiego, podobnie jak Major. Pomimo wszelkich starań z ich strony, by się utrzymać w jednej grupie, znaleźli się niestety w kilku formacjach. Grupa największa czuła się najsilniej i posiadała najwięcej humoru. Starsi wiekiem w tej grupie uważali się za opiekunów młodszych kolegów, a dwóch najmłodszych cała kompania uważała za "nasze dzieci". Opowiadali, jak podczas tego cofania się we Francji wśród nieustannego bombardowania i ostrzeliwania dbali o to, by "dzieci" grzecznie się zachowywały i przestrzegały wzorowej higieny osobistej. "Wieczorem, żeby tam nie wiem co - nie wiem jak strzelali czy bombardowali, "dzieci" nieodzownie szły się myć a nawet kąpać. Czyściły ząbki szczoteczkami i pastą, nakładały potem długie nocne czyste koszule i kładły się do "łóżeczek" - ale zawsze pomiędzy dwa czyste prześcieradła. Cała kompania asystowała przy tym i każdy kolejno pochylał się nad nimi, by pocałować "nasze dzieci" na dobranoc. Tak przetrwali całą kampanię francuską. "Dzieci" wyglądały wyjątkowo zdrowo i różowo. Chłopcy twierdzili, że troska o "nasze dzieci" pozwoliła całej kompanii zachować równowagę i pogodę ducha na co dzień i w każdej sytuacji na froncie, który każdego dnia był gdzie indziej. Zabawa ta przeszła do legendy. * Niestety, wkrótce musiałem rozstać się z Majorem. Okazało się, że po uderzeniu głową w burtę łodzi ratunkowej, gdy spadłem do niej przy opuszczaniu "Piłsudskiego", mam skrzep w głowie. Bóle się odnowiły i znów znalazłem się w szpitalu^ tym razem w Bromsgrow pod Birmingham. Bezowocne leczenie zakończyło się uśpieniem mnie na okres dwóch tygodni. Po tym zabiegu odechciało mi się spać - jak mi się wydawało - na zawsze.

Wróciłem do Szkocji, w której Major udawał, że żyje. Otrzymałem propozycję pójścia na "Wigry" w charakterze kapitana. Propozycja ta podobała się i mnie, i Majorowi. Gdy pilnie przygotowywaliśmy się, by pójść na ten statek, lekarze doszli do przekonania, że kapitan, który nigdy nie śpi, może okazać się zbyt uciążliwy dla załogi. Nie otrzymałem prawa pływania i wobec tego wylądowałem na stanowisku inspektora szkoleniowego w Ministerstwie Żeglugi w Londynie. Zadaniem inspektora było wyszkolenie odpowiedniej ilości ludzi potrzebnych do utrzymania naszej istniejącej floty na Zachodzie i zdolnyćh do obsadzenia przewidywanej w najbliższym oKresie powojennym floty o tonażu sześciuset tysięcy. Trzeba było w tym celu wykształcić odpowiednią ilość nawigatorów, mechaników okrętowych, radiotelegrafistów, inżynierów budowy okrętów i maszyn okrętowych oraz myśleć o oficerach rybołówstwa, a przede wszystkim zaopatrzyć wszystkich w polskie -podręczniki fachowe; natychmiast dokończyć rozpoczęte już dokształcanie uczniów z "Daru Pomorza" w Southamp-ton, wybrać spośród pływających marynarzy najbardziej doświadczonych, z długoletnią praktyką i przeszkolić ich na oficerów nawigacyjnych i mechaników okrętowych. Należało zatem zorganizować nową szkołę morską. Naturalnie ściągnąłem do Londynu Majora. Znów byliśmy razem. Przystąpiliśmy do rozglądania się w posiadanym "materiale" na statkach. Major w Londynie "stworzył" kartotekę załogową. Była ona jego dzieckiem i to bardzo mądrym. Przewidując trudności w odnalezieniu się ludzi zgubionych w tej nowej wędrówce narodów, wpisywał (do kartoteki każdego człowieka, który postawił stopę na pokładzie polskiego statku, nie mówiąc już o wydarzeniach i historii samych statków. Kartoteka Majora rosła w błyskawicznym niemal tempie i wkrótce zajmowała już pół stołu, przy którym tkwił Major z miną natchnioną tak, jak gdyby siedział przy najwspanialszym instrumencie muzycznym. Obok kartoteki stała maszyna do pisania. Dziwnym trafem przywędrowała razem z nami do Firth of Forth, a potem po długiej wędrówce znalazła się znów w rękach Majora. Zamknięta w małym, kwadratowym pudełku stalowym była chlubą naszej techniki krajowej, a dla Majora - relikwią. Milczący zawsze i zażenowany Major wciągał do pokoju każdego, kto przybył ze statku, i zaczynał skrupulatnie wypytywać o wszystkich ludzi, którzy przez ten statek 'przeszli. W ten sposób Major stał się najbardziej cenionym źródłem wiadomości o ludziach kiedykolwiek mających do czynienia ze statkiem polsikim. Jeśli Major miał na twarzy tajemniczy uśmiech, to wiadomo było, że przed chwilą ktoś dzięki jego kartotece odnalazł szukaną osobę - tylko dlatego, że osoba ta "ręką dotknęła burty polskiego statku". W kartotece Majora znalazły się nie tylko fakty dotyczące statków polskich. Nie mogąc brać czynnego udziału z bronią w ręku, Major wolny czas poświęcał zbieraniu wiadomości o walkach polskiego żołnierza w drugiej wojnie światowej porównując je do walk z epoki napoleońskiej. Spisywał je w kartotece pod tytułem Somosierra. Jak twierdził, nie był to jego pomysł. Historycy wojen napoleońskich używali nawet terminów - Somosierra kawalerii, Somosierra piechoty. Major przyjął za Skalę porównawczą Somosierrę z dnia 30 listopada 180Ś roku. Nikt jej chyba nie prześcignie. Pozycja nie do zdobycia, a stosunek sił w ludziach i ognia - nie mający równego sobie. Walka prowadzona bez zaskoczenia. Stu dwudziestu szwoleżerów uzbrojonych w szable uderza w biały dzień na cztery baterie, po cztery działa każda, ustawione w wąwozie na załamaniach drogi wiodącej w górę. Droga jest tak wąska, że szwoleżerowie mogą nacierać tylko w szyku po czterech w szeregu. Zbocza wąwozu" i baterie obsadzone przez dziewięć tysięcy ludzi wrogiej piechoty. Cała droga pod obstrzałem. Zdobycie tej pozycji nie do zdobycia trwało niepełne osiem minut. Za Somosierrę piechoty, ciekawą ze względu na udział eskadry okrętów angielskich, uważał Major bitwę o fort nadmorski Fuengirolli w dniu 15 października 1810 roku. Załoga fortu składała się ze stu pięćdziesięciu ludzi czwartego pułku piechoty pod dowództwem kapi--tana Młokosiewicza. Przeciwko bateriom angielskim na lądzie i na okrętach wojennych załoga posiadała dwie duże armaty i dwa małe działka. W fortecy było brak żywności i wody. Gdy od strony lądu zbliżyła się kilkutysięczna armia angielska pod dowództwem lorda Blayneya, kapitan Młokosiewicz nie stracił ducha. Odmówił kapitulacji. W nocy fort otrzymał pomoc w sile siedemdziesięciu ludzi. Anglicy rozpoczęli bombardowanie. Oblężeni zrobili wycieczkę, zdobyli główne baterie i wysadzili kesony z amunicją oraz zatopili jeden z okrętów wojennych. Druga wycieczka i pomoc w ilości dwustu ludzi tego samego pułku skończyła się zepchnięciem Anglików do morza i zmuszeniem ich do ucieczki na okrętach. Załoga fortu zdobyła pięć dział i dwustu jeńców, wśród nich dowódcę, lorda Blayneya.

Zakład wygrał. przechowywaną w pułkach angielskich. gdyby tego rogu nie było.z odpowiednimi napisami .nie zawsze wszystkie dzielnice naraz bombardowano. God save the King. to na przeciwnym. "iż koniecznym jest. Mianowicie założył się z przyjaciółmi. Byli więc: "Wolni Francuzi". By odciążyć co noc bombardowany transport od tej luksusowej manii. Młodziutka i piękna "Kolumbówka" wniosła do tego małżeństwa oprócz wielkiego imienia. Ulice roiły się od mundurów "wolnych narodów" i salutujących im uzbrojonych posterunków wojsk angielskich. ofiarowany Kolumbowi za odkrycie Ameryki. Na skrzyżowaniach głównych ulic zbudowano z że-lazo-betonu punkty oporu.dzielnicy po ogłoszeniu dla niej alarmu na ekranie ukazywał się napis: "Dzielnica nasza jest bombardowana.ponosiły odpowiedzialności legiony. ""Wolni Holendrzy". Bombardowanie trwało. * Życie w codziennie bombardowanym Londynie przystosowywało się do nowych warunków. W wojskach. Londyńczycy się umawiali w ten sposób: "Spotkamy się na rogu twojej i mojej ulicy.. W kartotece pod tytułem Somosierra było zanotowane jeszcze jedno polskie zwycięstwo . Londyn jest duży . Niepopularność udziału wojsk polskich w walkach w Hiszpanii nie wyidawała się Majorowi słuszna. miłość i rękę w prostej linii pra-pra-wnuczki Krzysztofa Kolumba. zastanów się. W legionach oficer zwracał się do żołnierza przez "obywatelu" lub "bracie". W dniu 3 maja 1798 roku trzy kolumny legionów Dąbrowskiego wkroczyły do Rzymu na Kapitol. Uprzedzeni przemówieniem swego premiera. na pięć minut przerwiemy wyświetlanie filmu i zapalimy światło dla tych. złotym łańcuchu medalionu z wizerunkiem Ferdynanda i Iza-belli . na które się go wystawia. to na najbliższym w kierunku do ciebie". wobec czego zaczęto ogłaszać alarm wyłącznie dla dzielnicy atakowanej. W pociągu spotkałem . co się działo we Włoszech. a igdyby i tego nie było. iż dopiero za cenę krwi. przeciwko którym walczyli legioniści. iż przebrany w nieprzyjacielski mundur generalski przejdzie nie zatrzymany przez najbardziej strzeżone miejsca oporu. głodu i niewygód osiągną zwycięstwo. "Wolni Belgowie". Widok ten podsunął pewnemu aktorowi pomysł niecodziennego zakładu.co się musiało dziać w tym kraju. Wojna i tutaj dała się Anglikom we znaki. którzy chcą opuścić kino".Męstwu i poświęceniu ówczesnych Polaków zawdzięczamy honorową dla nas tradycję. co czynisz! "Czy podróż twoja rzeczywiście jest nieodzowna?" Może istotnie przed każdą podróżą należy się zastanowić. panowała fryderykowska zasada. inaczej bowiem bić się nie zechce . "Wolni Norwegowie".pozwolono im na to pod warunkiem pozostawienia córeczki Dolores na dworze w Petersburgu . zamieszkali u marszałka Wrońskiego w powiecie słonimskim . Odniósł je kapitan Józef Chłusowicz zdobywając.medalion ten stał się celem licznych "pielgrzymek". zapory przeciwczołgowe i ustawiono zasieki z drutu kolczastego. Wszystkie posterunki prezentowały broń. czy naprawdę trzeba jechać? W głowę zachodziliśmy .. Była to wojna ze starym ustrojem. że "miały honor walczyć z Polakami". dworce kolejowe i autobusowe zaopatrzone zostały ze wszystkich stron w transparenty z hasłami zupełnie dla Polaków nie zrozumiałymi: IS yOUR JOURNEY REALLY NECESSARY? Co dla nas brzmiało: Człowieku.zadając sobie pytanie . za wypaczenie hasła "za waszą wolność i naszą" nie . W kinach zagrożonej . Anglicy wkroczyli w nowy dla siebie okres. Tego ducha w wojsku polskim należało tłumaczyć różnicą stosunku oficerów /do żołnierzy.wybity w roku 1494 jako dar pary królewskiej. by się zapoznać z warunkami bytowymi polskich studentów i ich potrzebami podczas studiów na politechnice oraz postępami w nauce.pod Tudelą koło Yalladolid. Gdy po roku 1812 Chłusowiczowie. Powtórzyło się to samo. zapalano światło i z po brzegi wypełnionego kina wychodziło zaledwie kilka osób. gdy musiano w nowo utworzonej Republice Rzymskiej zastąpić żołnierzy francuskich karnym i powszechnie szanowanym żołnierzem polskim. już pułkownikostwo. Podróżowanie jest wrodzoną cechą Anglików .podobnie jak u nas narzekanie. aby żołnierz prosty lękał się więcej swoich zwierzchników aniżeli niebezpieczeństwa. klejnot rodzinny w postaci zawieszonego na grubym. I rzeczywiście.albo ucieknie". które do dziś szczycą się. Znikały całe dzielnice. Londyn zamienił się w obóz warowny przepełniony modnymi wówczas "wolnymi narodami". zanim sobie tego nie uprzytomnili? Pewnego dnia pojechałem do Glasgow.

nie widzę istotnych powodów.wobec tego zamieniono wszystkie klomby i kwietniki w poletka uprawy cebuli. którego mundur mieścił w sobie "żywe ciało" naszego Mariusza Sforzy.co należy uczynić.porucznika Polskiej Marynarki Wojennej. Teraz dopiero dowiedziałem się. że jej nie kupiłem. Cebulę "uprawiano" nawet w doniczkach i skrzynkach na 'balkonach. W Glasgow sensację wzbudził emerytowany oficer marynarki handlowej. Miłość do morza przyszła nieoczekiwanie. że król pragnąłby odstąpić .jak się czujesz na morzu? Na tych bojowych okrętach w konwojach do Ameryki kołysze więcej niż na naszym "Lwowie"? Przyzwyczaiłeś się? . Mariusz po mieczu i po kądzieli odziedziczył zapał do korespondencji. że się zrobiło wszystko. w których można było się wygodnie przespać z poczuciem. za których dowóz trzeba zapłacić życiem wielu marynarzy. wyposażył komfortowo w ogrzewanie i elektryczne oświetlenie . Co robić. Za przywiezienie jej do kraju również trzeba było płacić życiem marynarzy. dlaczego ze mną miałoby być inaczej. . a piłeczka wpadnie do leju po bombie? Należy coś począć. jako absolwent szkoły filmowej. Mariusz. którą mu życie narzucało. . Co kilka dni miało się służbę w nocy. gdy kończył szkołę filmową. jeśli uderzy bomba. . Dało to impuls do budowy kieszonkowych schronów w kształcie pudełek metalowych czy klatek. ale oto Mariusz . że każdy szlachcic zostać może królem. Były jednak i inne przykrości spowodowane wojną. która starsza. jeżeli bombardowanie rozpocznie się w środku gry? Ustalono: ten który się "rozłożył". Zdumiewała tylko jego skala porównawcza w stosunku do samego siebie .Mariuszu -. Do przyjemności niemal zaliczyć należało deszcz spadających bomb zapalających. gdy jacht królewski oczekiwać miał przyjazdu Mariusza. którym chciał zaszczycić któregoś ze swych adresatów. Czekam na swój Trafalgar.wynikała widocznie z przeświadczenia. jaka była przyczyna chęci kupna tej wyspy. Bardzo się cieszę. miłego towarzyskiego spotkania. że się schronili pod mocnym stołem. dynastie . można ją z niego wybić dodatkowym uderzeniem. Lord Woolton obliczył. miałbym jeszcze mniej. by obserwować. Duży lej po bombie nie był przewidziany przed uderzeniem w piłkę. gdyśmy się już przywitali . w ustalonym miejscu na ulicy na wypadek zrzucenia przez samoloty bomb zapalających.wówczas nic nie miałem. W nocy igrzyska świetlne na niebie wzbudzały prawie zachwyt.służba ta stawała się czymś w rodzaju party. których wygaszenie napawało dumą spełnionego obowiązku. Wspomnieniami zawędrowaliśmy do ławy szkolnej i sławnych dni. że Mariusz bez chwili namysłu zdecydował się na długą korespondencję w sprawie kupna wyspy. w każdej roli. Listy swe pieczętował lakiem we wszystkich barwach. Bombardowanie dotknęło również brydżystów. Biały lak. Pełniący tę służbę byli odpowiednio przećwiczeni i zaopatrzeni w specjalny sprzęt.Pomyśl tylko . by nie stracić życia. Myśl nawiązania korespondencji przez Sforze z dynastią Sachsen-Koburg-Gotha była tak silna. czy rzeczywiście grę należy przerwać. użycie laku białego tak nieodzowne. który zakupił stary kocioł okrętowy.Ha.nie wiadomo. które się nie liczy. zapytałem. że ilość marmolady pozostawiona na talerzykach iprzez czterdzieści milionów łudzi wynosi całe tony. • * .zakończył swe opowiadanie . aby potomek Sforzów mógł obejrzeć swą przyszłą własność. Od momentu usłyszenia tego oświadczenia żaden Anglik nie położył marmolady na talerzyku.swą posiadłość w postaci całej wyspy. Posiadane znaczki pocztowe nie wydawały mu się dostatecznie dobre. Trudniejsza sprawa była z cebulą. Jeśli piłeczka wpadnie do leju po bombie. a teraz słyszałem. by zaofiarować ich wymianę królowi angielskiemu. wymieniając widokówki i znaczki pocztowe. W szkole zaczął korespondencję z całym światem. Najbardziej interesujący widok przedstawiały bombowce i złapane w smugi reflektorów opadające na spadochronach ich załogi.za odpowiednią sumę . Po bliższym wzajemnym poznaniu i przetasowaniu się dyżurujących . * Statystyka wykazywała. Wszyscy jednak musieli pełnić tak zwaną służbę ogniową. Zmienić statut? Zmieniono. czuł się swobodnie. Podobne zagadnienia trapiły graczy w golfa. że wielu ludzi uratowało się od pogrzebania żywcem podczas bombardowania tylko dzięki temu. ustawił go w ogródku koło domu. stawiając przed nimi trudny do rozstrzygnięcia problem . że wyspa została bardzo zniszczona.od tej chwili oglądanie wojny z tego kotła stało się dla niego miłą rozrywką.przeczytał ogłoszenie. Biały lak nie miał godnego siebie. Nelsona trapiła choroba morska aż do bitwy pod Trafalga-rem. leżał wciąż nie tknięty. wychodzi na dach.

że dla tych jeszcze nieomal dzieci. Rufa uchodziła za najszlachetniejszą część statku .ich dziejów i myśli. Oficerem łącznikowym pomiędzy Ministerstwem Żeglugi a szkołą i bezpośrednim kierownikiem każdego kursu był kapitan ż. oznaczającym przyszłego oficera pokładowego. że są dla dobrego nawigatora niezbędne i konieczne. żeby ubierać się na granatowo i że znów jedziemy na bal. gdzie zamieszczali ze swych dzienników całe strony pisane jeszcze w tamtych. zajmowali mężczyźni i chłopcy używani do noszenia amunicji i rozkazów lub po prostu młodzi ludzie do posług osobistych kapitana i oficerów. co chcieliśmy.. znów w nich odżyła Dziś szarżują na tanki . Stal szabl na stali tanków im się pokruszyła A oni ginęli To dziwne . by otrzymać obraz . i które wpajaliśmy im na "Darze" i w szkole.mieszkał na niej kapitan i oficerowie. by przyswoili sobie te wartości. 12 XII 1938 r. Podobno publiczność zażądała kategorycznie od Komendanta. POBUDKA! Zaspani zrywamy się i myśląc^ że to już rano. Byli czymś. Po południu przyjmujemy gości. w którym w University College w Navigation Department kształciła się grupa uczniów z "Daru Pomorza".Miastem bombardowanym codziennie podobnie jak Londyn był Southampton. Dopiero od okresu wojen napoleońskich midshipman stał się tytułem honorowanym w marynarce angielskiej. By tradycji stało się zadość. które po nas przysłano. Jednak najchętniej wracali wspomnieniami do najbliższej. i jedziemy do Cassina. w którym na statku angielskim hodował się przyszły narybek oficerów nawigacyjnych. sprawy stanowiące źródło energii do wytrwania i przetrwania były od razu tak jasne i skrystalizowane. W pierwszym rzędzie zamieścili wiersz lotnika. 10 XII 1938 r.możliwie dokładny . nie widziały nigdy dotąd wojny. Jest godzina dziesiąta wieczór.. zaczynamy zwijać hamaki.ale dziwnie od razu odnaleźli w niej obecną sytuację. W. najmilszej dla siebie przeszłości. Każdy uczeń tej szkoły nazywał się w tym okresie polish midship-man. Sobota. Przez cały dzień praca na statku.z lądu piszący o morzu twarde słowo mtdsfttp-man spieszczali na "middy". Starsze panie i ludzie . Ciekawiło nas. Midship. Aż tu wchodzi do międzypokładu Pierwszy Oficer i mówi. Pragnęliśmy. W dziesięć minut później wsiadamy do samochodów. Somosierra. morskich tradycjach... Antoni Zieliński. Radość z tego powodu. czyli śródokręcie. A oto kilka z tych stron: Mayaguez (Puerto Rico) . Oto jego urywek: A ci co mieli konie Co im barwne proporce nad głową wiewały Co w łonie Nieśli wizje dawnych pancernych husarzy . . czym są i jakimi okażą się w czasie ciężkiej próby na morzu.runęli w walką Co od oparów czerwona była. Nagle rozlega się gwizdek. O godzinie dziewiątej kładziemy się spać.. Poniedziałek.chyba nie wyśniła historia nasza podobnych obrazów. Rozdzieleni na początku wojny. który przedostał się z Polski do Węgier. O zaborach tylko się uczyli. które nie zaznały niewoli. Epoka napoleońska była jeszcze bardziej odległa .. Nazwa ta wywodziła swój rodowód od miejsca. Zmęczeni robotą i poprzednią nocą (spaliśmy tylko trzy godziny) momentalnie zasypiamy.na dziobie statku mieszkała załoga.F.w. pierwszym dziełem naszych mid-szypnienów było wyidanie czasopisma. Tych sto pięćdziesiąt lat niewoli dla nich to już tylko "historia". dała mu tytuł "ZNÓW RAZEM". To co w nim pisali. Major skrzętnie układał w iporządku chronologicznym.bez rozkazu Major mię mógł wyjść z podziwu. by koniecznie dostarczył na bal "kadetów". o których wiedzieliśmy. beztroskich latach. Urządzają dziś dla nas defiladę Pułku Szkoły Podchorążych USA. że są znów razem.wyrosły już przecież w naszych polskich. staraliśmy się potem utrzymać z nimi łączność. Znalazło to wyraz w "ZNÓW RAZEM". w ilości dwudziestu kilku przez okres dziesięciu miesięcy. Cały ten narybek z "Daru Pomorza" dokształcający się w Southampton Major uważał za "nasze dzieci" . "Przed masztem" . by było w naszej marynarce najlepsze. Rano przebieramy się w "tropiki" i z wychowawcą i instruktorem maszerujemy czwórkami na plac ćwiczeń.

Dopiero teraz wiemy. który w XX wieku odbył podróż naokoło świata. Wszędzie w mieście pozdrawiano nas polskim "dzień dobry".K. Samochody zajmują wielką przestrzeń na kei. ile razy oglądaliśmy jego dumną sylwetkę czy to na redzie w Gdyni. W. Już o godzinie dwunastej gromadzą się tłumy. a wreszcie i sztandar pułku opada w dół przed skromnymi kadetami polskiej Szkoły Morskiej. Wygląda to bardzo efektownie. Dajemy salut syreną i banderą. Sztandar pułku i USA po środku.F. zupełnie inaczej niż u nas. Puerto Rico. Był jedynym żaglowcem.tak dopiero tera2 widzimy.. Komendant krzyczy wciąż przez tubę podziękowania do powiewającego chusteczkami tłumu. Stoję na sterze. Dzieci na ulicy wołają na nas "Polacco". Wstęp na statek tylko dla zaproszonych gości. jak można pokochać przyjaciela ezy piękną dziewczynę. Miłość do niego przewija się przez wszystkie kartki "ZNÓW RAZEM" .jakby rodzinę. O godzinie trzeciej goście schodzą z "Daru". [.Cape Horn (drugim był żaglowiec japoński). wiszą dumnie na ścianach naszych pokoi. Czy pamiętacie ostatnie dni sierpnia 1939 roku? Byliśmy na naszym kochanym "Darze". na prawo patrz!" Idą w szyku po dwunastu w szeregu. Kurtuazja amerykańska wprawiała nas wszystkich w zdumienie. W. M. W.F. Uczniowie i jungowie wbiegają na maszt i na cześć Mayaguez krzyczą trzy razy "niech żyje". Są tak wzruszeni. na żaglowcu. Otrzymujemy mnósttoo prezentów w postaci bombonierek i wielkich serc z cukru. Przed nami chylą się kolejno proporczyki. jak wiele on dla nas znaezył. Komendant daje rozkaz: "na wanty".Gdy wchodzimy na plac.JLwów" i które pieczołowicie przechowywał i krzewił wśród swych wychowanków. Spełniał to posłannictwo dobrze. Dziś odjazd o godzinie trzeciej. gdzie spełniał swe podwójne posłannictwo . furażerkach i białych rękawiczkach kompanie stoją naprzeciwko nas.szkolenie przyszłych oficerów i propagandę Polski na morzu. Zaczyna się musztra i ćwiczenia z bronią. Bo statek można pokochać tak. Na honorowych miejscach. Kochanym . Następuje popis orkiestry. marsz z wspaniałym "tamburmajorem" robiącym cuda ze swą buławą i wreszcie kompanie ruszają do defilady. Wszyscy. Odbijamy. Na pięć metrów przed nami pada komenda "baczność. tworzą wśród innych marynarzy jakby odrębną grupę. jak drogi był dla nas. Ale najwięcej miejsca w ich sercach i myślach zajmował "Dar". Mayaguez! W. Gdy rufa odchodzi od kei. dalej nasi oficerowie w asyście wyższych oficerów USA. czasopism ilustrowanych i innych drobiazgów. salutują nas szablami oficerowie.u wszystkich roczników. Podczas zlotu bałtyckich statków szkolnych w ro-fctt 1938 w Sztokholmie został uznany za najczystszy i najlepiej urządzony. którzy przeszli twardą szkołę. W ciemnozielonych mundurach. . Zegnaj. przed każdą kompanią proporczyk. a jego załoga za najlepiej wyszkoloną. że będą im oddawać takie honory.] Czy pamiętacie. Wokół nas mnóstiuo motorówek odprowadza "Dar" daleko w morze. jakby fclan^ o właściwie lepiej •. na brzegu też pochlipują.F. czy to w wielu innych zagranicznych portach. Tych kilka jego fotografii. był jednym z dwu żaglowców szkolnych. których większą część otrzymał w spadku od swego poprzednika. policji pełno. że większość z nich płacze. Na placu jest orkiestra i dziesięć kompanii piechoty. "Dar Pomorza" był żywą skarbnicą tradycji 'morskich. polskiego barku szkolnego . z trybun witają nas gromkie oklaski. które nam zostały po długiej tułaczce.F. Jadą obok burt i wiwatują na naszą cześć. Sobota.. którym się nie marzyło. Stajemy w dwuszeregu obok sztandaru amerykańskiego. 17 XII 1938 r. które pod żaglami przeszły najburzliwste na Świecie miejsce . żegnaj. książek.

K. Dowódca obrony Wybrzeża pułkownik Stanisław Dąbek widząc. A co z nami? Myśl ta zaczęła nas gnębić coraz więcej.. Po drodze suną kolumny morderców.stoisz samotny i opuszczony. Początkowo prace nad przygotowaniem okrętu do przyjęcia marynarzy z innych statków zajmowały nam czas i nie pozwoliły myśleć zbyt wiele o sobie. drugi do broni pancernej. Jeden chciałby pójść do lotnictwa. że w ciągu swej czterdziestoletniej praktyki na morzu nie spotkał tak utrzymanego i pięknego statku.. gdzie zawsze odbywały się defilady naszego wojska. Wolno kieruje się ku brzegowi.) * Po zaokrętowaniu na statek idący do Cherbourga takie były wśród "naszych dzieci" nastroje: Im bliżej lądu francuskiego. zrobiliby to nasi chłopcy . Po wielu staraniach i gorących -prośbach zostaliśmy wyekspediowani do Francji. Oni się biją. zostali odesłani na ORP "Gdynia". że się skończyło.mówił Major dołączając artykuł do swojej kartoteki. dopóki chociaż jedno serce polskie bije w piersi.Jtie mamy już nic do bronienia^ ale mamy jeszcze nasz honor żołnierski. Pięści zaciskają się kurczowo.[. a tego będziemy mogli jeszcze zawsze bronić choćby gołymi rękami". Obrazek się zmienia.. Oto dalsze ich przygody w chronologicznym układzie według pisma "ZNÓW RAZEM": Pozostaliśmy bez przydziału przy marynarce wojennej na ORP "Gdynia". Podchodzi do nas jakaś pani z mężem i pyta: . Och Boże! Jak one pieką. Może to nieprawda. Pod artykułem widnieją inicjały W. chłopcy trafili na wyświetlany w kinie film . co posłyszeli o walkach na Wybrzeżu. Po przybyciu pięciu naszych statków do Firth of Forth ci uczniowie. gdy byliśmy jeszcze w wolnej Norwegii. Widzimy sylwetki tak dobrze znane ... a na nią loalt zbity wał tanków. piechota idzie na bagnety. Na morzu. a z nim zaciera się cała przeszłość ponurej bezczynności. Na tej samej drodze. Pierwsze wrażenia z tego. że Polska bez niego istnieć nie może. Krew tych bohaterów zmieszała się z falami Bałtyku. To już koniec.. JEŻ W droidze do Szkocji. inny znów do artylerii. wyrazili następująco: Wystarczy przypomnieć bohaterską postawę naszych oddziałów w okolicy Gdyni.fanowie Polacy?" Potem padają słowa współczucia. M. Nadszedł czas. że sytuacja jest beznadziejna. że praca się skończyła. Może to tylko propaganda niemiecka wyimaginowała zwycięstwo nad Polską?. lecz wrócimy po Ciebie. Musieliśmy Cię zostawić . <dla których nie znaleziono przydziałów.] Wystarczy przypomnieć opinię komendanta norweskiego statku szkolnego: komendant powiedział. W ciemności nocy ginie szary cień "Gdyni". Boże. dopóki chociaż jedna kropla krwi płynie w żyłach. Jeszcze Polska nie zginęła. lądzie i w powietrzu i nie spocząć dopóty. Wreszcie sądziliśmy.] Wreszcie spełnity się nasze serdeczne życzenia. tym więcej slyszy się rozmów na temat naszych przyszłych losów.Gdyby Józef Wybicki w roku 1797 nie napisał słów hymnu.. dopóki krzywdy nie zostaną pomszczone. Wrócimy na pewno i oddamy Cię w ręce następców. Część poszła do marynarki wojennej.. W okopach nasza piechota. My jeszcze siedzimy. To bój! Serca zaczynają bić żywiej... że nie potrzeba tu nas i że jesteśmy po prostu intruzami.niemiecki reportaż o wojnie: Boże! To o nas. Motorówka odbija od okrętu. (.szkolił oficerów i rozsławiał imię Polskiej Marynarki Handlowej na wodach całego świata.. wydał rozkaz do żołnierzy: . Marynarze przyjechali. (. dokumentując raz jeszcze przed całym światem. Nawet każdy z nas .. Na ulicach pustki.. abyś spełniał swą misję dalej . Tak minęły blisko trzy miesiące. których część wznowiła tradycje kościuszkowskie i poszła do ataku na gniazda karabinów maszynowych z kosami. Wy mordowaliście nasze matki i siostry. O Polsce.K. To wy strzelaliście do kobiet i dzieci.. aby zasilić szeregi świeżo tworzącej się Armii Polskiej. "Co panowie zamierzają robić?" Jak to co? Walczyć! Walczyć wszędzie. Ogarniać nas zaczęło zniechęcenie. cóż może zrobić ta garstka ludzi przeciw tej masie żelaza? A potem defilada.nasza fcatoaleria szarżuje na tanki. . Ludzie wychodzą.

tym bardziej więc teraz. postaraliśmy się o przydział do artylerii przeciwlotniczej. Gdy po dwóch dniach wyjaśnień załoga jachtu dowiedziała się. Obserwowaliśmy walkę samolotów. Oto urywek wspomnień jednego z tych..Tadek. Po drodze spotykamy wiele kompanii naszej piechoty. z tą różnicą. nie mogliśmy jednak doczekać się chwili.. zdecydowała się. Ze też nie chcieli przyjąć nas do lotnictwa. Mieliśmy co prawda kilka starych gratów. Cofali się każdy na "swoją rękę". Następnego dnia rano dowiadujemy się.jak fama głosi . nie dojechały. Linia oporu biegnie wzdłuż Sommy.razem spędziliśmy wesołe lub mniej wesołe chwile. Rozkładamy ramiona i tłumaczymy po francusku. a nie gdzie indziej. Ćwiczenia te. kiedy wreszcie dostaniemy broń na własność.. tak opisują swe przeżycia: Ćwiczyliśmy trochę na starym sprzęcie francuskim. Hiszpan wścieka się. a do tego mieli za sobą polską kampanię.przeciwlotniczą i przeciwpancerną. a więc podarte i niejednolite. Głównym naszym zamysłem było jednakże nierozłączanie się pod żadnym pozorem.wysłano je na obronę linii Maginota.. Podchodząc "niby do motorówki wymanewrowałem tak. Przypomina ona coś z tradycji polskiego rycerstwa XVII wieku. której znajomość może się nam zawsze przydać na statkach handlowych. Młodsi koledzy udali się do. więc nie ma celu tworzenia nowych kadr. że to wynikało z naszego koleżeństwa. . Ostatecznie pierwsze miejsce w konkursie rodzajów broni zajęło lotnictwo. Trzeba wiać! . JEŻ W Cherbourgu "nasze dzieci" wsiadły do pociągu. Kilku chłopców usiłowało w ten sposób przedostać się do któregoś z portów: Wieczorem mieliśmy lekki nalot lotniczy. Wobec tego.. JEŻ Chłopcy rozbici na grupy znaleźli się w rozmaitych formacjach. domy w gruzach. na ucieczkę. Wyjechali. jako najbardziej odpowiadające naszemu usposobieniu i temperamentowi. ale w końcu widząc^ że jacht faktycznie leży na burcie na brzegu. że niestety nie możemy jechać. ale ten dom "zrobili" . mundury. Przecież to byli nasi przyszli koledzy po fachu. Przecież już od kilku lat nie rozstajemy się prawie wcale . Ulice pełne stłuczonego szkła. zniszczone samochody.) Rozbite wojska francuskie cofały się bezładnie. która to broń bardzo im się podobała. że ostry przybój posadził jacht na piasek. ale i te zostały nam w końcu odebrane i . patrz.. polegały jedynie na salutowaniu w miejscu i w marszu oraz na zwrotach. gdy przed nami stała walka o Ojczyznę. nikt inaczej nie mógł myśleć. że poszła drogą wynalazku i konie zamieniła na motory. która zapamiętale ćwiczyła szermierkę. Musiały wycofać się pod granicę hiszpańską. podczas całego naszego pobytu we Francji. Polacy piloci i tak nie mają maszyn. ale wywarli na nas imponujące wrażenie. Alarmująca wiadomość. Niemcy zajęli Calais. JEŻ Ci co trafili do baterii przeciwlotniczych. ale tylko dlatego. którzy trafili do słynnego Cotąui-dan. Udajemy się za nim do Dowództwa Polskiego Obozu. po poruszeniu wszelkich możliwych i dostępnych dla nas sprężyn na terenie obozu. wojskowego obozu szkoleniowego dla Polaków: Po krótkiej przerwie dostajemy się pod komendę innego ^pana" i rozpoczyna się musztra piesza. Następne dwie baterie wyjechały w jakieś dwa tygodnie później. że z lotnictwa nic nie będzie.. Weszliśmy do miasteczka. a nad tym wszystkim unosiły się gęste tumany duszącego ceglanego kurzu. rezygnuje wydając jakieś instrukcje.kawalerii zmotoryzowanej. Przykry przedstawił się nam widok. który ich przywiózł na małą stacyjkę kolejową: Na tym dworcu oczekiwał nas stary podoficer.. Tego co prawda nikt nie poruszał. Postanawiamy jak najszybciej przejść przez to miasteczko. ponieważ jest to jedyna broń. Mieli co prawda stare jednostrzałowe karabiny z roku 1874 i byli ubrani we francuskie. by pozostali zgłosili swój akces tam. Niemcy nie brali już kh nawet do niewoli. ponieważ dostarczenie karabinów było we Francji zupełnie wykluczone. (. że że ma być internowana. Spoza mgły zaczęły się wynurzać zabudowania Cherbourga.uważa swój rodzaj broni za najlepszy na świecie i stara się gorąco.mówię. Po kilkunastu minutach bombardowanie ustało. Zorganizowano i wyposażono naprędce dwie baterie .

To coś . które wyrwaliśmy z kalendarzy francuskich. Przy tym dwóch z nas ciągle trzymają na lądzie jako zakładników. W samym fokżaglu było ich jedenaście. że niby jesteśmy Francuzami i że wracamy do swojej wioski. Strzelanina zacząła sią na dobre. gdy doszliśmy do Kanału Burgundzkiego.to przygody jednego z. ąe ma coś nowego do swej kartoteki. Co prędzej stawiam żagle. na wszystkim co pływa . jak mówiono. Wyholowa-liśmy nasz jacht z zatoczki arabską szalupą. znalazło się w tym przebraniu w Anglii. co nie chcieli dostać się do niewoli. że przygotowujemy sią do ucieczki. nie wie jak. Przydzielono mnie do artylerii przeciwlotniczej. siedzących dotąd na lądzie. by nas doholować do nabrzeża. Z brygadą tą brałem. Trzeba było zniszczyć sprzęt. Udało się nam wykombinować jacht żaglowo-motorowy. J. że coś jest nie w porządku. /"-o*. Pomimo że. ale nikt. nie mając innej łodzi^ strzelają tylko zawzięcie. W pewnej chwili dwóch naszych. On wskazuje na rumowisko i mówi: . Szliśmy na południe dalej. W chwili gdy zaczął się bezładny odwrót.wiemy.a i tam było ich kilkanaście. Byliśmy otoczeni przez Niemców. udział w kampanii francuskiej. którzy trafili do Dunkierki. Następnego dnia przed wieczorem byliśmy już na miejscu. $dy tylko przybędziemy do pierwszego cywilizowanego miasta. Tak różnymi drogami doszliśmy do Marsylii. oczekując na sposobność wywiania. Chłopcy. Skrupulatnie przeglądając kartki "ZNÓW RAZEM" Major ponownie przeżywa swą kampanię francuską podwójnie przestudiowaną ". Ale na arabskie dziury od arabskich kul mieliśmy arabski kleisty chleb. Przyczailiśmy się w porcie. do czołPrzed gruzami stał właściciel. już udaliśmy kotwicą. Tadek powiedział mu parę słów współczu*-cia. a stała wartą z karabinem uniemożliwia jakiekolwiek próby. by bronili cofających się oddziałów francuskich. Orientowaliśmy się według map depar-tamenialnych. Po bitwie pod Montbard nie starczyło nam benzyny i zaopatrzenia. że Hiszpanie zamkną nas. Major zaciera ręce i uśmiecha się.ale zabierano tylko swoich żołnierzy. Po drodze złapali nas Niemcy.] przybyła motorówka portowa. Szczęście sprzyjało. "cała Anglia" ruszyła pod Dunkierkę na jachtach. Nad Łoarą znowu nas Niemcy zatrzymali. nie pozostawało nic innego jak przebrać się za Anglików. Boże! Za co?! Pocieszamy^ jak umiemy. Prądy zniosły jacht do Maroka hiszpańskiego. Arabowie mimo zakładników zorientowali sią. ale w Tuluzie zawrócono nas znów do Marsylii.O. niestety. Niestety. to znaczy. Skaczą do wody i hajda do nas. dano Polakom nawet czołgi. Dużo nam pomógł nasz kolega Ślązak z pochodzenia. stamtąd do Tuluzy. gdyż nie było czasu jej wybierać.. Później dostałem się w skład baterii przeciwpancernej w vCzarnej Brygadzie" generała Mączka. którym te dziury pozalepialiśmy. ale zawsze polska: biało-czerwona. Z. 'Poznajemy w nim znajomego. Kule pluskają w około nas. nakazując przybić bliżej brzegu. Szczęśliwie wydostajemy się z zatoczki. ale zapadający mrok sprzyja nam.Wiemy to wszyscy dobrze. jakoś udało nam się zwiać jeszcze w drodze do obozu internowanych. Arabi pilnują nas ciągle.. Ale nie ma głupich . Arabowie z lądu natychmiast otworzyli ogień z karabinów. ledwie tamci z lądu szczęśliwie dopłynęli. którzy znaleźli się w husarii. W porcie liczyli nam dziury w jachcie od kul arabskich. . ale znów wybroniliśmy się tym. który dobrze mówił po niemiecku. Ponieważ udawaliśmy Francuzów. motorówkach. tych. Tylko bez orła. żagle i bierzemy kurs na Gibraltar. Mieliśmy nawet przygotowaną polską banderę na wejście do portu. więc stawiamy wszystkie. nie mówiąc o dziurach w burcie . Przygotowujemy sią jednak do ucieczki.W.Dwie kobiety zabite.z okresu wojen Napoleona i tę. mieli utrudnioną sytuację. która stała wówczas przy jachcie. zorientowało się także. Krzyczą z lądu. no i na rozkaz generała zaczęliśmy się przedzierać na południe Francji. [. Dostajemy zaraz silny wiatr. Wielu z tych.1? nos poznaje. Kiwa głową. Tym.ucieczki. którą przeżył i widział sam. których koledzy opłakali jako wziętych do niewoli lub zabitych. inaczej w Pierwszej Pancernej. Arabowie.

nasi strzelają... Delikatnego jak skrzydła motyla. gdy marszałek Francji Soult zawołał do Konopki: "Pułkowniku. Pożar ogarnia coraz większą część statku. To duma bije Ci z oczu. A tymczasem we Francji w dniu 27 maja 1811 roku Napoleon w towarzystwie swej żony Marii Luizy dokonał w Oherbourgu inspekcji dwóch okrętów francuskich o siedemdziesięciu czterech działach każdy.. C.W.. Okręty te nosiły nazwy: "COURAGEUX" (. ani nie ma gdzie uciekać. i dym unosił się nad nią. pułkownik Konopka przeprawił wpław tego dnia swycłi lansjerów przez rzekę Albuhera. czuję.. Bo każda chwila Będzie kontrastem teraz przeżytej Chwili na morzu. Do Polski latem w ciepłą noc Wrócę po szczęście zapomniane. Broniłeś Modlina.. a karabiny z roku 1892 były mniej przydatne niż saperskie łopaty przeciwko czołgom. Uzbrojone w ńaś oddziały polskie potrafiły odpierać ataki i zatrzymywać nieprzyjaciela pod Francaltrofa Altwiller.. Jedna burząca i kilka zapalających..... o obronie i gaszeniu pożaru nie było mowy.Odszedłeś. że cały siedzą w hełmie. I długo jeszcze kipiała woda lodowata.. Niebo całe aż piegowate od dymu rozrywają* cych się pocisków. . Wiernieś dotrzymał przysięgi^ Walczyłeś o każdy próg! A później . wróci z morza.. Gdyni i Helu I chociaż zginęło wielu. jak polarna zorza . C. Lansjerzy polscy. wzięli tysiąc ludzi do niewoli i sześć dział. Który to już nalot? Nie wiem. skuliłem się. którzy trafili na statki Polskiej Marynarki Handlowej. siadłem na polerze. pełnym nadziei tytułem.. WRÓCĘ Z portu do portu gnany Przez dziki los. przyjęli defiladę tych samych okrętów... szalonej i dzikiej. Jeden etap został zakończony.. A w innym miejscu: Trafił. ratuj honor Francji!". walcząc jeden przeciw kilku.A. Wojna we Francji nie trwała całych dwóch tygodni. Jestem maleńki.wolałeś niepewność włóczęgi . rozbili. Następnego dnia złamali szarżami trzy pułki angielskie. Przeklęte uczucie.A. W kartotece Majora znalazło się jeszcze jedno wspomnienie chłopców ze służby na statkach w konwojach . rozkoszne muskanie wiatru ciepłego..wiersz pod upartym. W dniu 30 maja Napoleon z małżonka. Słyszą świst. ..Smiały") i "POLO-NAIS" ("Polak")... by nie wziął Cię wróg! . 15 maja. Cały czas strzelał z karabinów maszynowych. Na Polskie ziemie ukochane A za to. Oto jego urywek: Żołnierzu polski! Tułaczu! Choć czoło masz potem zroszone I ręce boleśnie zmęczone. człowiek morza Przez cały świat zapomniany W ten straszny czas.. Rozkosze. jak cztery wielkie bomby odrywają się od kadłuba. Padły tuż przed kominem. Za sztormy w Biskajach i bryzgi morza wściekłego . Po upadku Francji zaczęły się przygotowania do nowej walki.. ani się schować... a ten lata bezkarnie i rzuca nam piguły.gów nikt nie dostarczył benzyny. Przed kamipanią francuską miała miejsce kampania norweska. Okryłeś imię swe sławą.. Brali w niej udział uczniowie.. otwierał się drugi. A walki w Hiszpanii? Rok 1811. Pod Dieuze nasi potrafili tą bronią zdobyć dwa działa. lecą prosto na statek. Kiedy trafi? Znowu przyszli. W "ZNÓW RAZEM" Major odnalazł wiersz podpisany inicjałami J.. Zdawało mi się... Będę miał wielkif złoty księżyc nad lasem... Poznania. Wszystko na nic. Major pieczołowicie zachował ich wrażenia z tej kampanii: Bezsilna wściekłość.. Warszawy. stojąc na wyniosłym cyplu nad brzegiem morza... Liczyłem dzisiaj tylko do dziesięciu. znieśli doszczętnie dragonów angielskich. Kilku z nich było na "Chrobrym". tylko.. salwa za salwą... Widzę. Wrócę po szczęścia wielką moc. Za teraz usta wykrzywione cierpienia grymasem . Widzę. że twarz mi blednie..

Kilku wraca po pasy ratunkowe. Co warta jest trudu i znoju. że ta odpowiedzialna funkcja przypadła polskiej fladze. Mimo to nie zmieniłem postanowienia.W. [. Z mgły odzywa się monotonny chrzęst wybieranych łańcuchów kotwicznych i dźwięczne uderzenie w dzwon.S.. czy po wyjściu w morze WRÓCĄ. J.nic dziwnego.nigdy nie pewni. W głębi duszy każdy myśli o swych najdroższych i oczekuje swojej kolejki..] otwiera się przed nami Tower Bridge. bez wojny. Powoli ruszamy widząc słabe zarysy naszego poprzednika. Nic dziwnego. Zdenerwowany steward myli się i ładuje szrapnel. Terkot naszych karabinów maszynowych. stary. Wiedzieli. Podjeżdża do nas stara krypa przywożąca węgiel. udaje się go jednak doholować do najbliższego portu. W nocy budzą nas salwy blisko stojącego krążownika. Nagle daleko przed nami słyszymy huk i widzimy słup ognia . ale wszyscy już wiedzieli. [.. mają codziennie nużące ćwiczenia. Bomby uszkodziły jeden ze statków. Poranek następnego dnia mglisty. że nasz polski statek ma na pokładzie komodom. że honor Polaka Rzecz świata . Gdy ipierwsza grupa uczniów z "Daru" została umieszczona już w Southampton. jak w dawnych spokojnych czasach. chciałem koniecznie poznać język angielski. że wykłady będą z wielu przedmiotów prowadzone w języku angielskim. Wzdłuż wybrzeży angielskich pospolity jest widok okrągłych czarnych kul ze sterczącymi kolcami. Wygląda porządnie. Piszę. W dzień mijamy je strzelając do nich z karabinów. Pewnego pochmurnego dnia. bomb. W nocy zaś oddajemy się w opiekę Opatrzności czekając. W Norwegii wytrwałeś do końca. Po sformowaniu konwoju okazuje się. pojedyncze strzały z drugiego końca konwoju..tam są. Aż zagrzmi Ci złoty róg. że Major umieścił go w swej kartotece jako podsumowanie minionego okresu. Krążownik co chwila grzmi potężnym basem dział. okrętach podwodnych lub na statkach han-idlowych w konwojach . Z powodu mgły nie możemy oglądać tonących statków. Rozlegają się. I jak bomb. Podnoszące się słońce zwyciąża jednak mgły i płyniemy dalej spokojnie. czekając wysokiej wody. Samoloty niemieckie latają nad nami.że rzecz to jest taka. widać na dwie długości statku. że kolejno bada się dokształcali. i gwizd kul. Nadlatuje nisko od dziobu. Blisko nas stoi jeden z polskich statków. tylko dune wachty (czyli nie więcej niż trzy i pół godziny snu jednorazowo). A oto wspomnienia jednego z uczniów.to jeden ze statków idących na przedzie konwoju wyleciał w powietrze wchodząc na miną. prawdopodobnie nie my jesteśmy ich celem. który chcąc szybciej nau--czyć się języka angielskiego zaciągnął się na statek angielski: Był to statefc mały. Gdzie pali tak słońce gorąco. Na noc zatrzymujemy się na kotwicy. Naokoło krąży czteromotorowy "Condor". Broniłeś Narviku swą krwią.. A twoi koledzy . wachty na sterze. przy karabinach maszynowych i armacie.^podziewać sią ataku lotniczego" budzi nas przeraźliwy dźwięk klaksonu. a czasami miną. Za chwilą idzie za nim drugi. boję. Przy następnym strzale nasz pocisk mało nie zabija obsługi karabinu na "botdecku". aż któraś z tak źle potraktowanych przez nas min. Nocne samoloty zrzuciły miny cicho opadające na spadochronach. Czy otrzyma go? L..' I znowuż czekasz gotowy. Piszę jak z "Daru Pomorza" do matki. po zwykłym ostrzeżeniu komodora . Przyjemnie mi było. i dział huk Porwą Cią znów na bój nowy. jest świeżo pomalowany. pełniąc służbę na niszczycielach. płyniemy w dół Tamizy. oku. Po kilku dniach stajemy na kotwicy i bierzemy bunkier. z kolei wystrzeli nami w górą.. Niektórzy śpią w ubraniach i prosto z koi wyskakują na pokład. aż sią zbliży. Niekiedy tylko wydziera sią na dziobie "oko" meldując statek. wobec czego zabrali się do niego. Konwój jest prawie w komplecie. Artylerzyści dochodzą do wprawy . Przed Lizboną zabieram sią do pisania listu do domu.. * . Czekamy.Odszedłeś do Francji w boju Pokazać.] Znowu zaczyna sią wstawanie co cztery godziny. pozostali rozsiani byli jeszcze po statkach handlowych i wojennych.samolot gwałtownie skręca. Przy dziale trochą podniecenia. strzał z działa .

że nic ważnego nie zaszło w naszym życiu.zdawałoby się . Oto francuskie reflektory pozycji nadbrzeżnych i pancernika "Richelieu" zaczęły obszukiwać powierzchnią wody. z punktu widzenia rozsądku. Narażał statek na rozbicie. Była godzina druga w nocy. ale myliłby się ten. Poza tym reflektory pancernika "Richelieu" i baterii nadbrzeżnych omiatały ustawicznie horyzont. przygotowani w każdej chwili na akcję jednostek francuskiej floty wojennej. staliśmy na baku w pasach ratunkowych. Lecz na szczęście nie doszło do tej ostateczności. Na szczęście "cała wstecz" pomogła i statek powoli jak żółw zlazł z mielizny i poszedł już dalej swobodnie. gdyż historię inaczej się pisze niż się ją robi. Po takim preludium można było oczekiwać tylko tego samego w stosunku do nas. My nie jesteśmy na szczęście lepieni z tej"gliny co "zdobywcy". co mogłoby się skończyć dla nas tragicznie. Zrządzeniem Opatrzności światło. że usiedliśmy na mieliźnie. będących w tej samej sytuacji co statki polskie. które było na "Stalowej Woli" świadkiem internowania statków angielskich. podnieśliśmy kotwicę i na "małej" odeszliśmy pod samą plażę Dakaru. sprawa przedstawiała się dość ponuro.uciekły. Na szczęście ospałe oko patrolu nie zauważyło nas i znów po chwili ruszyliśmy dalej. użycia własnego działa. Im bardziej oddalaliśmy się od zatoki^ tym byliśmy pewniejsi siebie. który postanowił ominąć zaporę siecio-ują w miejscu.. Dziś.sytuacji projekt ucieczki nurtował całą załogą. Tak. że sią tak wyrażą o statku handlowym przeznaczonym na zajęcie. że ma sią poddać i że wszelkie oznaki oporu bada hasłem do otwarcia ognia z kontrtorpedowców. miny. Trzeciego dnia zawinęliśmy do Freetown. Śliczna pogoda następnego ranka poderwała mnie do zwykłej dziennej pracy i zdawałoby się. O godzinie dwunastej wolno. Przypuszczenie takie wzbudziło w nas wściekłość i zaciętość. ciągle sondując na minimalnej głębokości. Ktoś czytając powyższe zdanie będzie mnie pewno pomawiał o pom-patyczność. kapitanom statków angielskich. że będzie po części miał rację. właśnie wychodziliśmy na pełne morze. może być. Jednak wszystkie. gdy zmęczony wrażeniami poszedłem spać. Gotowi byliśmy w tej chwili do rozpaczliwej i bodaj beznadziejnej obrony czynnej i bezsensownego. że przygoda dakarska była tylko koszmarnym snem.. gdzie z powodu płytkiej wody i licznych mielizn nie postawiono gęstej sieci stalowych lin. Wracając jednak do przedmiotu. Ale jeszcze nie był to koniec dzisiejszych przygód. znajduję myśl przewodnią kapitana "Stalowej Woli". zbliżały sią od razu z dwóch stron dwa kontrtorpe-dowce z zachowaniem "wszelkich ostrożności". co już w teorii wykluczało wszelkie próby ucieczki^ a co gorsza kontrtorpedowce i łodzie policyjne patrolowały ustawicznie redę.za chwilą zostaniemy odkryci i zaczęta tak szczęśliwie wycieczka skończy się w obozie koncentracyjnym. Niestety. a już o godzinie jedenastej w nocy statek zaczął się wolno przygotowywać do dzieła. Jedno z "maszych dzieci". Mimo tej rozpaczliwej . Naturalnie pierwszą naszą myślą była ucieczka. do rufy naszego statku zbliżał się silny snop świa-tla . nie bacząc na sieci. tak opisuje te chwile: Do delikwenta. nie dotykając rufy. ucieczka nie powiodła się w takim stopniu jak nam. Ale przecież port był otoczony siecią stalową. Nadeszła chwila krytyczna. Ten moment zadecydował o naszej ucieczce. że popadliśmy w czarną rozpacz czy zwątpienie.Z upadkiem Francji i utworzeniem rządu Yichy wytworzyła się truidna sytuacja dla naszych statków w portach francuskich. w nas płynie krew ludzi wolnych i nigdy nie "spodlonych zdradą. Następnie na jakieś sto metrów od burty "ofiary" zatrzymywały się statki z policją i wojskiem i przez megafony zawiadamiano załogą. z wyjątkiem jednego. W pewnej chwili gwałtowny wstrząs unieruchomił statek na miejscu. Polskie statki zostały internowane. Zrobiło nam się trochę nieswojo*. kto by sądził. ale uratował honor polskiej bandery i pokazał . gdy nagle stało się coś. Plan ucieczki skrystalizował się późno wieczorem. a nas przyprawiła o zupełnie niesymboliczne drżenie kolan. zaczęliśmy się posuwać do wyjścia. przeskoczyło nagle ponad kadłubem statku i opadło przed jego dziobem. i przystając co chwila. Wszyscy. Tu. Teraz następowało czynne zdobycie statku przez kolorowe wojsko i manifestacyjne opuszczenie angielskiej bandery oraz triumfalne podciągnięcie bandery zwycięzców. Okazało się. baterie nadbrzeżne i okręty wojenne . Francuzi ze sprzymierzeńców stali się wrogami. patrząc na te wypadki. Sylwetka patrolu przejeżdżającego w pobliżu wstrzymała nasze maszyny.

Wyratowano tylko kilku ludzi z tratwy korkowej. że odwagą i szaleństwo można przeciwstawić nawet największym przeszkodom i można je nimi pokonać. lecz niestety tym pięciu nie udało się przywrócić życia. Jeden z nich tak opisuje te chwile: Była "psia". zwłaszcza iż byli zmarznięci i ręce ich opadały bezwładnie.pływający marynarze zdołali wejść z powrotem. które następnie wciągano na pokład. poświęcenia i silnych nerwów. "Wilcze stada" okrętów podwodnych urządzały polowania na prawie bezbronne statki handlowe. pięciu pozostałych oddało swoje młode życie morzu. przechyliła szalupę wysypując resztę załogi do wody. Łódź podwodna zdołała wydrzeć morzu tylko dziewięciu marynarzy. Nie było na morzu akcji. jednak statek posuwał się bardzo powoli naprzód. Podjechaliśmy do jednej z szalup. uderzając szalupą o burtę statku. Ratowanie innych na burzliwym Atlantyku w okresie zimy wymagało od kapitana wielkiej znajomości morza. że przyszła spora fala i. dwadzieścia trzy osoby zostały wyratowane. Zatrzymanie się dla ratowania załogi storpedowanego statku było często robieniem ze swego statku nieruchomego celu dla torped niewidzialnego przeciwnika. Walka z bombowcami i okrętami podwodnymi budziła w chłopcach odrazę. Marynarze kolejno zaczęli wchodzić po sztormtrapie na pokład. Konwoje przychodziły coraz bardziej uszczuplone. którego załoga ratowała się bądź na szalupach. lecz na skutek silnych przechyłów nie można było nic zrobić i podczas tych prób bosman został przygnieciony szalupą i ciężko ranny. że nie mieli'siły utrzymać się lub przywiązać linami. gdyż znajdowali się tuż przy burcie. lecz i ona miała utrudnione działanie. Inni znaleźli się w krytycznej sytuacji. Dzięki umiejętnie prowadzonej akcji ratowniczej naszego kapitana P. nie namyślając się długo. leżało bezwładnie w szalupie napełnionej po brzegi wodą. na którą . Statek nasz coraz bardziej się oddalał i nikogo więcej nie uratowaliśmy. Tymczasem przybyła na pomoc łódź podwodna.budziła w nich ciekawość i była . reszta zginęła. Zaczęliśmy rzucać im koła ratunkowe i liny.S. Niektórzy brali udział w ratowaniu załogi okrętu wojennego na Północnym Atlantyku przez nasz statek "Wisła". ponieważ statek kołysał się silnie i każde wychylenie groziło wpadnięciem do wody i podzieleniem losu nieszczęśliwców. by je uchronić przed torpedami. Trzech z nich. nie dając znaku życia. Tym razem nie udało nam się podejść blisko. ponieważ niespokojna woda zalewała cały kadłub.O. Tylko dwóch ludzi udało się odratować. Pomimo to żaden z naszych statków nie zostawił nigdy na łasce losu spodziewającej się od niego pomocy załogi zatopionego statku.P.niedaleko nas paUl się Wojenny "patrol boat". reszta straciła życie w zimnych odmętach oceanu. kolejno wiązał bezwładne ciała. Niektórzy z nich zdołali chwycić się lin. tym razem szczęśliwie przywiązaliśmy ją. Skręciliśmy i po kilku minutach próbowaliśmy znów podjechać do tej szalupy. Jednak marynarze znajdujący się wewnątrz nie mieli siły wejść po drabince. Chcieliśmy początkowo spuścić nasze własne szalupy na wodę. Jeden z naszej załogi. jednak wściekłe fale rzucały nimi w różne strony tak. mimo tego nie byliśmy w stanie dać im żadnej pomocy. lecz fale wydzierały je z bezwładnych rąk.zdegenerowanym pachołkom Vichy. Dopiero teraz zorientowałem się. mimo usilnych zabiegów. których eskorta była zbyt słaba.ich za rufą. taka w której morzu przeciwstawiał się kunszt wiedzy nawigatora . w której by zabrakło "naszych dzieci". sztormowa pogoda na Atlantyku. Niemal rękami można było sięgnąć po nich. gdyż nikt nie miał siły wiosłować. lecz nieszczęście chciało. Natychmiast wyrzucono sztorm-trapy za burtę i przyszykowano koła ratunkowe oraz liny potrzebne do ratowania załogi płonącego statku. Po raz trzeci podjechaliśmy do tej samej szalupy dziobem. J. M. rzucono linę na szalupę i przyciągnięto ją do burty. Walka o Atlantyk przybierała na sile. Statek tymczasem szedł naprzód zostawiająo. jedynie trzech z nich zdołało wejść na statek. Sytuacja była poważna^ zwłaszcza że wysoka fala uniemożliwiała sprawne manewrowanie statkiem. Zatrzymano maszynę. bądź na tratwach korkowych.nie wiem w jaki sposób . Z drugiej szalupy zdołaliśmy uratować całą załogę. co było przyczyną nagłego alarmu .T. zszedł na dół i wskoczył do rzucanej falą szalupy. Szalupa nie mogła się poruszać. nawet rzuconej liny nie mogli obwiązać na sobie. Walka z samym morzem.

Cóż z tego. "Cieszyn". Trzask pękających lin i szum uciekającej z maszyny pary. Niebo usiane wybuchami pocisków. nie przystosowało się do warunków . Wyleciało z podstawy i leży teraz na pokładzie. pokryte bruzdami fal. iż niebezpieczeństwo na morzu posiaida również swą istotną wartość. Wśród huku dział i bomb. że ta szara.. Na rufie powiewa.. jedna za drugą... że widział jeden spadający do wody. a wśród ognia i dymu. W. dwanaście... . trzasku karabinów maszynowych słychać donośny głos kapitana: "Do działa!" Biegniemy w kilku. I dziwne.. Bezużyteczny kawał rury. huk i wstrząs. Ujrzeliśmy jego prawdziwe oblicze. Ster nie działa. A na mostku stoją oni. Chociaż to może nie ma sensu.. raczej granatnik. O Boże! Czy to już koniec? Tuż koło burty dwie fontanny.znalazła zrozumienie u "naszych dzieci". Rozglądamy się wkoło.trwali zawsze do ostatniej chwili na powierzonym im statku. A oni latają i rzucają jedną bombę za drugą* pomimo gęstego ognia artylerii.K. Prawie na każdym statku. Nasze "działo".. Dostał w maszynę. Ci.oblicze morza pracy. Ludzie macza się żarem ognia buchającego na rusztach. Spoglądam w górę. Zrzuciło maską namiętnego uśmiechu podzwrotnikowych nocy. jakieś dwieście. Toniemy. Zamknęła się nad nim woda. zawracają i znowu padają bomby. który zginął.. Co się dzieje. Znaczą odmęty oceanów długimi smugami kilwaterów W wysiłku zasapane motorycharczą nierównym oddechem pośpiechu. Major umieścił go w swej kartotece zaraz za opisem ostatnich chwil zatopionego statku.. Spełniają swój obowiązek. Niedaleko. ich obowiązkiem jest pozostać do końca. oni. może trzysta metrów.. Wstrząs był za duży nawet dla niego. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy..... Nie trwało długo .. trafili. My zostajemy.. jeszcze bandera. Nie mamy naioet czym się bronić.W.. To jego ostatnie chwile. a do luków przybywa coraz więcej wody. dalej dwie inne.. znajdowali się uczniowie z "Daru". Są.nie wytrzymało próby. Ostatnim spojrzeniem żegnamy tonący statek. CZEŚĆ WAM. kapitanowie . KOLEDZY! A co z nami? Z maszyny ciągle słychać szum uciekającej pary. świadczy o tym chociażby taka wypowiedź: Morze gruntownie zmieniło swą rzeczywistość. Zmęczone zawory z trudnością wstrzymują napór pary.. pomimo że jeden czy dwa uciekły z placu widocznie trafione.. o którym sucha wzmianka doniosła: "Zatonął wskutek działań nieprzyjaciela"....potwierdzeniem od wieków odkrytej prawdy..zgodnie z romantyzmem. Ich starsi koledzy. co przeżyli. Ktoś twierdzi.. eksplodowały mu kotły. zroszone obficie potem wysiłku fizycznego . Ktoś wkłada pośpiesznie pas. chociaż los statku został już przesądzony. tonie statek. Oto zamieszczona w "ZNÓW RAZEM" relacja naszego ucznia z ostatniej chwili jednego z polskich statków. Konwój rusza w dalszą drogą.. Pełna niebezpieczeństw służba. Nieprzerwanie. szatany. W jednostajnym znoju płyną konwoje po ZWYCIĘSTWO J. Suną ciemne sylwety okrętów nieprzerwanymi rządami... Umorusane pyłem wąglowym. czy nie?.kilka minut. Znowu okropny gwizd. Na powierzchni paru ludzi. Okropny wstrząs. podejmowali dalszą walkę. troska o statek i przekazywana w formie rady uwaga "musisz pokochać swój statek" . który ich zaprowadził na morze . Ktoś biegnie po pokładzie. Reszta została na posterunku. Fontanna wody wpada na pokład. Wiersz ten nosi tytuł "KONWÓJ"...

Błyskawicznie nastawiamy i uzgadniamy odpowiednie strzałki przyrządów. o czym się czyta lub co się widzi w kinie. Poczułem nagle. aby podziękować nam za dzielne spisanie się.. Słyszą już wyraźnie szum motoru.) oraz dane meteorologiczne na dane potrzebne do strzelania. Niewątpliwie kiełkowało już w nas zrozumienie wartości morza. Na włóczęgę płyniemy . lecz stronice dzienników okrątowych dają obraz istotnego znaczenia i ogromu potąg. Jesteśmy zdziwieni. nie dlatego żebym się bał" ale po prostu z wrażenia. że okręt podertwał się z miejsca zwiększając gwałtownie szybkość. że było to całkiem niepotrzebne.O. Zbyt często jednak pióro autora emocjonującej powieści kazało "majtkowi" bohatersko walczyć z żywiołem nieokiełzanym lub urządzać burdy w podejrzanych knajpach portowych. szybkość itp. przywiązanie marynarza do swego zawodu.jest centrala artyleryjska. drzwi. Serce mi trochę bije. była właściwie niczym. za mało w nim dla autora powieści pikanterii. Trwa to chwilą. ale nic . a pośrednio i o polską. Nie barwne. my też. a właściwie rozczarowani. Przez chwilą cisza. o której nam tyle opowiadano. jakie zawierają za brzegami lądów stałych niezmierzone przestrzenie słonych wód. Rozszalały się działa i niebo się pali. że ta walka. lecz w trudach bytu tysiący ludzi morza rodzi się zrozumienie jego wartdici... tylko podnieceni. Nie. dreszczu emocji i efektownych scen romantycznej walki. Alarm1. Bomb wybuchy naokół opryskały pokład. Okręt zatrzymał maszyny! Zmniejszył szybkość. brzemienna trudem żmudnej codziennej "uprawy morza" rzeczywistość ma bardziej istotny sens.lewo 15". ale codziennym bohaterstwem walki o chleb. my zaś stoimy w skupieniu nad konżugatorem*. Dlatego też. gdy po powrocie do portu przyszedł na nasz ORP dowódca dywizjonu. że to były bomby. Niestety. tracące egzotyką okładki zeszytów "Morza". morską racją stanu. jestem tak pochłonięty przydzieloną mi funkcją. W tej chwili cała centrala jest na nogach. czy to bomby padają. wyraz głębokiej i trwałej wartości.. Marynarz walczy. Nagłe cisza . No. Nie jesteśmy zdenerwowani. okręt drga i przechyla się.. już zapalamy światło. Nieprzyzwyczajeni do tego z początku nie orientujemy się. uważaliśmy.mechaniczne urządzenie artyleryjskie na okręcie przeliczające automatycznie zaobserwowane dane ruchomego celu (kąt biegu. T. a salwa wali za salwą. W zamkniętej przestrzeni. Przecież to nie jest to.. Kilka minut stoimy jeszcze przy konżugatorze. każda salwa odbija się echem stokrotnym. światło i słuchawki są w porządku. celowndk. a potem jeden spogląda na drugiego i śmiejemy się.. w tej chwili nie zdaję sobie sprawy z niebezpieczeństwa.silników szum milknie w oddali. to teraz już wiem na pewno. Słyszę huk i drżenie stalowych płyt. jak np. odległość. a nawet zakwitnąć potrafiło tak wspaniałym owocem jak Gdynia. zimny i ponury. Ach. w sekundą pada rozkaz: "otworzyć ogień!" Rozlega się ogłuszający huk. J. .zautomatyzowanymi ruchami kręcę powierzonymi mi przyrządami.bezbarwna. . Jeszcze jedna salwa i dwa potężne wstrząsy. odchylenie itp. Oni też opisywali swe przeżycia prozą i wierszem: Od kilku tygodni nasz ORP pływał sobie spokojnie z konwojami na trasie jakoby niebezpiecznej.. Wbijam z uporem oczy w powierzoną mej pieczy strzałkę jakiegoś przekaźnika. Nie w podróżach wycieczkowiczów i turystów pierwszej klasy luksusowych Dinerów".. to było proste. * Konżugator . Stosunkoioo zaś mizerne dawało pojadę o zwykłym codziennym życiu współczesnego marynarza.G. Raptem! Meldunek z dalocelownika: "samolot . codzienne spełnienie obowiązku. całkiem niezrozumiałe dla ludzi lądu. jaką. W tej bowiem naprawdą ciężkiej pracy rodzi się.. czy też to tylko nasze działa strzelają. jak długo ta podróż będzie nam się wlokła? v Ranek wstaje bezbarwny. tak że wszystko się trzęsie. że nie mam czasu myśleć o czymś innym. Nagle pada rozkaz dalocelownika: "kąt kursowy . może to tylko moja wyobraźnia? Wstrząs.płyną chmury. Mgła gęstnieje i konwój nurza się w sieć mleczną. Naszych uczni nie zabrakło i na niszczycielach. Zamyka się nad nami niebo .Zetoo 50".Piersi falują i stal błyska w oczach. od którego może zależeć nasze życie.na włóczęgę wieczną.

z którym tyle razy defilowaliśmy w Gdyni. Przez peryskopy widać szarzejącą smugę na wschodzie . Ci co byli na okrętach podwodnych. Sikorskiego. Ten sam. to znów pokryta spienionymi bałwanami.M. między innymi list od Jego Królewskiej Mości Króla Jerzego VI. kreśląc arabeski na podłogach pomieszczeń. Defilujemy przed ocalonym Sztandarem Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni. to tak o sztandarze tym napisali: Na uroczystość otwarcia roku szkolnego w Szkole Morskiej w Southampton zjechało w tym roku wielu przedstawicieli rządów państw alianckich.S. tak drogi sercu sztandar. Trzask otwieranych odwietrzników i gwałtowny szum wody wdzierającej się do tanków. Z wolna odsuwa się dziób. też zostawili swe wspomnienia na kartkach "ZNÓW RAZEM". że w chwili zamykania włazu powierzchnia wody znajduje się o jakieś dwie stopy od pomostu. Przed samą trybuną pada komenda: "baczność! na lewo patrz!" . Dzwonią obroty telegrafów.. ażeby znów się wdźwi-gnąć i zaryczeć teraz wzmożonym łoskotem diesli w twarz wichrowi. wartość życia i wartość pracy.. Łódź wydawała się zabawką zwariowanej wody. oddziały maszerują. otoczona. To nasz stary. Szybciej zaczynały rozumieć prawdziwe wartości. Nad czerwienią sztandaru pyszni się wstęga i Złoty Krzyż Zasługi. Chronić się przed bezpośrednim działaniem fali i przemoczeniem też nie było za co. J. Oto co napisali na dzień 2 listopada: My. generała dywizji.swetrze i ciężkich morskich butach. Na pomoście zostaje tylko wachta wpatrująca się cierpliwie w horyzont przez szkła zroszonych lornetek. Ostatni uścisk dłoni i życzenie: "Szczęśliwych łowów". Okręt nurzał się z ciężkim stękaniem pomiędzy góry wodne. zrzucają cumy i natychmiast zwijają w mocne skręty na szpulkach umieszczonych pod pokładem. Orkiestra zaczyna grać. * Życie w Szkole Morskiej w Southampton układało się wsKutek codziennego bombardowania w pddobny sposób jak w Londynie. znały wartość krwi. że woda nie leje się wprost na delikwenta. Spod torped i z rozmaitych ścieków wyciekają strużki zmieszanej z wodą oliwy i ropy. Wściekłe bryzgi chlastały bezlitośnie twarde burty i z mlaśnięciem rozkoszy przylegały do odkrytych twarzy ludzi. który owinięty na sobie wyniósł z Polski przez granicę dyrektor departamentu inżynier Leonard Możdżeński. uczniowie PSM. Pana Prezydenta RP i Premiera Rządu Polskiego.S.. Jak długo musi jeszcze stać.] Wachta nie była lekka. zabitych i wymordowanych w kraju w walkach na wszystkich'polach bitew.. tylko przy gwałtowniejszych przechyłach wypada w postaci skroplonej pary z zaworów kabli.F. * Polish midshipmen głęboko w sercu nosili pamięć o poległych. Gdy otrzymali sztandar Szkoły Morskiej w 'Gdyni. [.^ . Smukła postać w grubym . Zbliża się dowódca w towarzystwie kilku oficerów i kapitana S. aby ściec lodowatym strumieniem pod zydwestkę i potem pod nieprzemakalnym płaszczem wzdłuż krzyża aż do dygocących lędźwi. To wszystko następuje tak szybko.i plac przed szkołą rozbrzmiewa paradnym. [. Pobudzało do intensywnego myślenia i zmuszało do ciągłego panowania nad sobą. Chorąży pocztu sztandarowego z dumą trzyma symbol Naszej Szkoły. Dyrekcja Szkoły otrzymała wiele listów i depesz gratulacyjnych. zanim uda się na dobrze zasłużony odpoczynek pod mocnym pokładem? Warunki są tam o tyle lepsze. Niewielki pomost nie stanowił przeszkody dla oszalałych. W.wstaje dzień.. Zbliża się normalny czas zanurzenia (około czwartej rano). żołnierzom i tym co zginęli pełniąc swój obowiązek. "Dzieci" w tych warunkach szybko dojrzewały. składamy hołd wszystkimi marynarzom. własny. Premiera Churchilla. motory poruszane napięciem baterii zrywają leniwe po odpoczynku śruby. zachłystujących się własną mocą fal. polskim krokiem. Klakson.] Przy każdej okazji nieszczęsny obserwator pyta o godzinę. Zatracało się wrażenie ruchu przy nieznacznej szybkości kilku węzłów. Symbole miały dla nich swe pełne znaczenie.. pomimo starannego przecierania szkła lornetki co chwila pokrywały się delikatną chmurką pary oddechu i wody morskiej..

) . Najwyższy hołd składamy Tym. którzy oddali swe życie za wolność naszą i waszą.Cześć Oficerom i Marynarzom. Dzisiaj słusznie możemy powiedzieć. Cześć jego pamięci! Southampton 1940.) . Tomaszowem. strażnicy wielkiej wody. Lecz "never mind"* . bez silenia się nawet na poprawność. Albo na dnie z honorem lec! Cześć Nieznanym Żołnierzom. Oni swą śmiercią wznieśli imię naszej Marynarki Wojennej do wyżyn bohaterstwa i zapewnili naszej Małej Płocie nieśmiertelną chwałą. które tak umiłował. Ostro-wemĄ Gdynią. po czym kolejno zajmował stanowiska: referenta w Departamencie Morskim. *** College (ang. którzy zginęli na posterunkach od niszczycielskich bomb i torped. poznać atmosferę^ w jakiej żyją przyszli adepci szlachetnego kunsztu nawigacji .tak jest co noc. na Pomorzu. Dzieciom i Starcom. Śmierć ich nie poszła jednakże i nie. Tarnowem. że służba Ich. Stanisława Koski. czytelniku. Wspominamy go z żalem. które było przykładem cnót prawdziwego marynarza i wychowawcy. Zginął na morzu. północnej Norwegii i nad Anglią. oficera statku szkolnego oraz inspektora Szkoły Morskiej. Wtem toycie jękliwe . Cześć Kobiecie Polskiej.nalot.to gdzieś wyrżnęli. pójdzie na marne.udaj się na spacer po okolicach Swaythling (rodzaj warszawskiej Woli lub gdyńskiego Grabówka). pisane językiem nieliteracbim. że swoją śmiercią udowodnili. którzy zginęli na swych posterunkach pełniąc służbę w tak zwanej drugiej linii frontu. która ciałem swym osłaniała dzieci swe przed drapieżną ręką najeźdźcy. bo stali na przeszkodzie zaprowadzeniu nowego "porządku" w Europie. sią zapora z reflektorów i ognia artyleryjskiego. dyrektora Szkoły Morskiej w Gdyni. Cześć wszystkim Tym. Bomba niemieckiego samolotu przerwała jego krótkie życie. Sp.w. spraw małych i szarych. Cześć bohaterskim Obrońcom Westerplatte. ORP "ORZEŁ". Stół się zatrząsł i lampa . którzy zginęli wśród masowego mordu polskiej ludności w Bydgoszczy. ii słowa naszego hymnu morskiego nie były tylko czczym frazesem: My. na tyra morzu. Nad college*** robi * Commpnroom (ang. Major zamieścił urywki z życia codziennego. Zginęli. Aninie. Helu i Mo-dlina. Po otrzymaniu dyplomu oficera Marynarki Handlowej studiował w Szkole Nauk Politycznych. Cała Europa nasiąknęła krwią tych Polaków. ORP "GROM". (Pestaka) Jeżeli naprawdę chcesz. Doskonała znajomość psychologii pozwoliła mu zjednać sobie serca wszystkich uczniów i uznanie współpracowników. dyrektor Kosko był oficerem rezerwy Marynarki Wojennej i z chwilą wybuchu wojny został powołany w jej szeregi. Piotrkowem. Marynarze polskich wód Mamy rozkaz Cię utrzymać. którzy polegli pod Częstochową. W każdą rocznicę śmierci kapitana Stanisława Koski. Oto pierwszy: Rok upływa od tragicznej śmierci Dyrektora Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni kpt. w Wawrze. Cześć Oficerom i Marynarzom naszej Floty Handlowej. poświęcali artykuł jego pamięci. Zawsze narażeni na śmierć spełnili należący do Nich obowiązek i w ten sposób udowodnili. fctóremu poświęcił cały swój zapał młodości. ** Air raid (ang. Uczniowie PSM By dać pełny obraz życia naszych uczniów w Southampton. pod Łodzią. . Warszawy.wspólny pokój. na Górnym Śląsku. ż. W roku 1937 objął w niej stanowisko dyrektora. którzy zginali na ORP "WICHER".) uczelnia.to air raid**. jeśli nie jest cięższa. W commonroomie* rżnie radio "Oh! Johny" i ktoś wyzwierza się na pianinie. Sp. którzy zginęli niewinnie od zbrodniczej ręki. dyrektor Kosko był jednym z pierwszych wychowawców Państwowej Szkoły Morskiej.G. Cześć poległym na pobojowiskach Francji. S. to przynajmniej stoi na równi ze służbą żołnierza lądowego. A wreszcie cześć tym Kobietom. śwwtlłca. ORP "GRYF".

oto próbki tego humoru zamieszczone w "ZNÓW RAZEM" pod wspólnym tytu* Never mind (ang. głos drżący i znany. Chroń ją. Obok nich bliscy.O ile będziesz przypadkowo w mundurze polskim.) . .a w tej pieśni cicho płacze Polska.F. MARIA PAWLIKOWSKA: Morze barwy hiacyntu. pachną jej czułe liściki.kury teraz hoduje w Ameryce.. Biedna Marysia . Wstaję blady i błądzę pośród cieni . A tak się dobrze zapowiadała. Anglicy? Oto pierwszy z brzegu. Gdzieniegdzie spotkasz mile dziewczę idące pod rękę z jakimś polskim Leszkiem czy Jasiem. na co dzień mając "cheese i much potatoes" . ruchy ma jakby znajome jakieś i widziane gdzieś daleko.nic nie szkodzi. itd. dawno. itd. jasnooki i rudawy młodzieniec. KSAWERY PRUSZYŃSKI: Siedzieli wokół błyszczącego nakryciami stołu ze smutnie pospusz-czanymi głowami. a sercu miłych wschodnich granic Rzeczypospolitej szlacheckiej!? . gdzie klamka.. "Dzieci" mtiały dobry humor i dobre jego poczucie . Jeśli wsiądziesz w tramwaj. dawno. Na kresach dzikich.. będziesz jeszcze bardziej zdziwiony. lecz trzymający dystans Anglicy.. itd. jak na aliantów przystało: "Roli out the barrel"..bo o alkohol coraz trudniej) cudne oczy swego marynarza. o duchu? A duch cicho odpowie: Ach. trzymających się pod rękę i śpiewających zgodnie. a w części z sił zbrojnych jego królewskiej mości. To pachnie dziegciem i smołą. Witaminy C im potrzeba (ale nie myślcie. jakim w czasie tych knowań socjalistycznych okazał się Zenobjusz Pompka. z zachwytem wpatrzone w zamglone (niezawsze napojami wyskokowymi . Przechodzące dziewczęta pozdrowią cię tradycyjnym powitaniem: "Dzień dobry. bo jestem dzisiaj w pestkę zalany.. ach.. łem: "Co napisaliby o nas niektórzy spośród publicystów.. serwus.. już wtedy tak zdolny polityk. CAT-MACKiEWICZ: Historię Szkoły Morskiej można zamknąć w trzech słowach: Ka-putkiewicz. całe ich pisemko znalazłoby się w "camera obscura". jak trudno zapomnieć cień lubej Ludwiki. gdy chcąc zapłacić za przejazd. to znów "Pije Kuba do Jakuba". Cień coś szepcze cichutko. Póki jej nie obudzi stuk żołnierskich kroków. Idąc dalej natkniesz się na grupę polSkoangielśką złożoną w części z polskich midszypmenów. itd.. W. że cnoty). czyli "Wytaczaj baryłkę". jak się masz malutki?!" A liczne potomstwo dzielnych synów Albionu hulające po ulicach zaczepi cię swojskim "hallo kumpel". To był dopiero wilk morski całą gębą! Phi! pomyśleć tu o midshipmenach ze Szkoły Morskiej. ach.Lnów Razem"? Brrrr.człowiek. Ryczywesz i Pipciński. weseli. co opuszczasz blackoutów zasłony. IGNACY BALIŃSKI: Paryż minął jak we śnie i Londyn tak mgliście.. J. Oliwię grała Marysia. Gdyby nie konieczność oszczędzania papieru. Jeśli chodzi o pierwszy okres. Ach. Ukryj mą matkę w Polsce od pruskiego wzroku. nieprawdaż? Nie zaglądaj natomiast do wytwornej sali jadalnej. W nocy szarpie boleśnie. znika srebrzyście. zdziwi cię i onieśmieli domowa atmosfera tej dzielnicy. ach. a jakże dalecy. ZYGMUNT NÓW AKOWSKI: Pomną.. Skończyć wojnę! Najprędzej! Ale przedtem trzeba Dziesięć miesięcy siedzieć w murach tego szkólska.. którą zresztą dostaje się bardzo rzadko. póki błyśnie świt biało-czerwony. A kapitana grał Tadzio. jak smutno. ! Ale gdy zapadała noc. jak harfa eolska Szumi pieśń . aren't you?" ponieważ jesteś Polakiem. Ach. gdy wystawiano "Dwunastą noc" na scenie krakowskiej..M.. gdzie przy długich stołach usłyszysz doprawdy niezbyt miły dla twego wrażliwego ucha dobór "słów i powiedzonek"^ dobywających się s ust "Polish midshipmen" męczących się nad kawałkiem zimnej i twardej jak podeszwa baraniny. Czego szukasz. gdyby nie mieli nic lepszego do roboty". spotkasz się z ogromnym sprzeciwem uroczej konduktorki: "because you arę Pole.ser i dużo ziemniaków. to gdy Sikulski rozmawiał z samym Krupą.. państwo. poetów i pisarzy emigracyjnych. myślami wracali do kraju i do najbliższych: O nocy. Gdzie tam im do krakowskiej sceny! Różnica jest jak między "Wiadomościami" a "Dziennikiem".

o wolność Polski i świata. a my mówimy prawdę.. itd. . Walcząc z rozbestwionymi bańdytami. Jemu to wszystko uchodzi.. Zwyciężyć Niemcy. itd..bo Oni Polskę uratowali. że po zwyciężeniu Niemców zaczęlibyśmy mordować..bo my tak chcemy i faosjća wola jest taka..' ... itd.nie wierzcie mu. to się godzi. szlachetny.. czeka w bólu i męce. STANISŁAW STROtiSKI: A teraz pamiętajcie. * Czynny udział w wojnie. Jest to broń obosieczna i służy w równym stopniu jemu i nam. niegodnymi człowieka. jakże ciężkie i trudne do wykonania. Odra.oni kłamią... Mackell. Makoł? Makula? Przodek jego. zwyciężyć Japonię. zmuszały do zastanawiania sią nad jej przyczynami i skutkami i do wypowiadania się na ten temat: Walczymy o cel piękny...bo Oni teraz męczą się głodem nie my. tak że zostały tylko pióra? Pamiętajcie . J... A kto zamordował kaczkę z sąsiedniej gospody. bo dużo szkodzi). że jeśli kiedykolwiek jakiś uczeń Szkoły Morskiej będzie wmawiał w was... No to powiedzcie słów parę. Wrócilibyśmy do Polski jako nowepokolenie gestapo i być może. I gdy będziemy wracali. OSTRICH Tak zaś napisali o sobie: NARÓD NAS CZEKA Naród patrzy na nas. [. A kto zapomniał o tym.W.] Gdybyśmy sią poddali namiętnościom.tylko my Im będziemy grali z wdzięczności. Ale zwycięstwo nam nie wystarczy (podkreślenie autora artykułu). I na tym polega cała ich kulturgeschaftenwirgehenboschungeneordnung.. niech lepiej nie wraca. . itd.. nie Oni będą nam grali hymny . czy stepy? Trzeba decyzji Henryka Brodatego. niszczenia musimy już teraz począć wyzwalać się spod władzy prymitywnych uniesień i zwierzęcych pragnień. by nigdy mechanizmy społeczne nie poddały się tragicznym powikłaniom prymitywnej moralności.. [. Taki ustrój powszechny zaprowadzić. zwycięstwo militarne nad Niemcami byłoby jednocześnie zwycięstwem ideologii niemieckiej nad nami.] Oto leży przed nami zadanie. na łodzi Trzeba by być Hemarem.. Nazwisko jego obija się o uszy znajomym dźwiękiem młodości. że' dali nam zlecenie do spełnienia. Ze na okrętach.... Krwawiąca rana coraz więcej się rozrywa.by potem nie musiał zawracać z powrotem ze wstydem.. bo taki jest potęgi warunek my Im . jakiś Wojciech Makuła bronował czterysta lat temu ziemią gdzieś między zapomnianą wizją Odry a ukraińskim rozlewem stepów.. Lecz nie zginiemy! złów będzie żywa Polska! . że jest głodny . to się nie godzi. Ma razem coś sześć penów Jeden z nich nosem kręci To dobrze. MARIAN HEMAR: Gdy sześciu midshipmenów Gdy na ziemniaczki z sosem (pełni zapału i młodzi) (mało.. ale zastanówmy się. Przyzwyczajeni do zabijania. W zwycięstwo nasze nie wątpimy..w kraju. ciągły widok walki i jej ofiar siłą rzeczy . które po wojnie doprowadziłyby świat do upadku.Wśród piasków Mazowsza szarego jak praca rosyjskich drwali. inne narody. żądni krwi. walcząc ich bronią nie pozwólmy ich zasadom i dążeniom przeszczepiać się na noś. My pamiętajmy o tych. To źle. A my zdamy rachunek przed narodem. Robert Mackell.. . jakimi podłymi. co zostali tam . pamiętajmy. narzuconymi nam przez nieprzyjaciela walczymy środkami. wzniosły . które podstępnie cficą nami zawładnąć i które niespostrzeżenie zmieniają nasze charaktery...

a tylko zdeprawowani. i tacy którzy uciekli z hitlerowskiej Organizacji Todta. które wraz z budynkami administracyjnymi mogły stanowić lokum dla przeszło dwu tysięcy lu-idzi. sześciuset i to mnie podtrzymywało na duchu. ilu mam podoficerów do ich pilnowania . dzisiejszego spodlenia społeczeństw faszystowskich zmusza nas do realnej pracy nad wykonaniem naszych idei.to wszystko. Persji. A my .Maąuis. dostęp do nauki i kultury. świeżo po kursie kapitanów żeglugi wielkiej w Londynie. nawet kupno żon. W klasach gimnazjalnych nie było podziału na nawigatorów i mechaników. która nosiła nazwę: Gimnazjum i Liceum Morskie w Landywood. używanie widelca i noża było dla nich nie tylko czymś zupełnie zbytecznym. dla których "równouprawnienie" było wskutek struktury gospodarczej pustym jedynie dźwiękiem? Planowa gospodarka zapewni wszystkim równy dostęp. * Sytuacja polityczna zapowiadała zwycięski koniec wojny. znalazło się w programach klas giminazjalnycłi! Specjalizacja rozpoczynała się dopiero w dwóch klasach licealnych. Kandydatów dostarczą ośrodki emigracyjne w Indiach. przybyła pod opieką byłego dowódcy Szkoły Podchorążych w Palestynie. a wszyscy razem nie mieli nic do stracenia i byli całkowicie uodpornieni na wszelkiego rodzaju kary czy upomnienia.w grupach od kilkudziesięciu do kilkuset . znane zamiłowania i ustalona opinia szkoły. oddano ten obóz pod szkołę morską. Gdy głowiłem się nad rozwiązaniem tego gordyjskiego węzła. rozciął go minister żeglugi: . Chłopcy nie byli źli. przymusowo zatrudnieni przy budowie fortyfikacji. Z Francji przybyli Chłopcy. A przecież dZa nas . a autostopem podróżowali po całej Palestynie jak własnymi samochodami. którzy nic i nigdy. że "szkoła nie utrzyma się dłużej niż dwa tygodnie". Afryki i Palestyny. i starego bosmana ze statku "Wisła". Odpowiedziałem. których ośrodki emigracyjne nie mając odpowiednich nauczycieli i wychowawców wyzbyły się również jako trudnych. Grupa palestyńska. Indii. Szkoła morska w Landywood mieściła się zasadniczo w kilkudziesięciu tak zwanych "beczkach śmiechu". nie mieli do czynienia z wychowywaniem marynarzy i nie mają do tego ochoty. W innych grupach było wielu takich. Realizm. i tacy. J. Z miejsca poinformował mnie. lecz wręcz przedmiotem ogólnej wesołości.M.Zorganizuje pan szkołę morską na sześciuset ludzi. Z wyliczeń otrzymywało się cyfrę sześciuset oficerów nawigacyjnych i mechaników razem. Byli to Nomadowie z ciepłych krajów. Większość chłopców była sierotami. mieli oni za sobą ucieczki.Jakżeż piękny udział w tym wysiłku narodów może przypaść naszej umęczonej Polsce! Jakie nowe źródła siły wytrysną spośród zaniedbanych warstw społecznych. bójki. Afryce i Palestynie. Miewałem po dwustu chłopców na "Darze Pomorza".do zasobów naturalnych ziemi.cieszyłem się że nie. Wszystko to.marynarze? Pływając po morzach z ładunkiem najprzeróżniejszych towarów staniemy się symbolem łączności między wolnymi ludźmi świata. Nie uznawali zamkniętych pomieszczeń. by na sześciu chłopców był przynajmniej jeden dobry podoficer". że do pomocy mam dwóch oficerów nawigacyjnych. Ponieważ tacy się nie znaleźli. Było ich tylko czterystu . chociaż początkowo siedziba szkoły morskiej miała się znajdować nad morzem w Walii. Należało pomyśleć o przygotowaniu kadry dla przewidywanych sześciuset tysięcy ton naszej floty handlowej w pierwszym okresie powojennym.to tak niewiele w ogólnym porządku rzeczy. Na świecie wyniszczonym wojną budować będziemy od początku.z Persji. Była pomyślana jako szkoła dla chłopców mających uczyć się i pracować w pobliskich kopalniach. ale tam był wyrównany poziom wiedzy i poziom kulturalny."musi ich być tylu. Praca na morzu . zabierali ze sobą chleb i mięso i natychmiast z niej wychodzili. Po moim oświadczeniu usłyszałem wyrazy współczucia z wróżbą na przyszłość. jak początkowo planowano. Ci z Palestyny otrzymywali duży żołd. z której przyszli. którzy walczyli w oddziałach francuskiego ruchu oporu . Do szkoły ściągnęli chłopcy .. . W jadalni nawet nie siadali. szyb i zamknięć. w ilości dwustu kilkudziesięciu. Poza tym istnieje "grono" nauczycieli. W ten sposób znalazłem się razem z Majorem w Landywood pod Birmingham w szkole morskiej. że chłopcy ci w większości-należą do taik zwanych "trudnych" i spytał. co musiał wiedzieć mechanik o nawigacji lub nawigator o maszynach.

"Dwunastu męczenników" układało groszek na końcu widelca i musiało władać w odpowiedniej chwili odpowiednią . że banderę można podnosić nad czymś. który sam został w tym wyćwiczony pod ogniem dział i bomb w kampanii francuskiej . przedstawiający szablę starym obyczajem po skończonej wojnie . W dniu ukończenia gimnazjum. biorąc na swe barki skutki nowego systemu. należało zacząć uczyć sztuki posługiwania się jednocześnie widelcem i nożem. Praca pozalekcyjna zorganizowana została w kółkach według zgłoszonych przez nich samych zainteresowań. przekształcone z Kursów dla Dorosłych przy Departamencie Oświaty Litwy Środkowej. Kółko krawieckie czuwało nad wzorowym wyglądem mundurów. a co wskazano jiam w tej szkole. System "bezkarności" przeraził nauczycieli. kandydatów przeegzaminowano. Żadna plamka na mundurze. że "Ojczyzna to nie żaden abstrakt. ale to my sami". Bolało chłopców. co jest jej godne.i czystości dokonywał jeden z oficerów nawigacyjnych. Wytłumaczyłem. Gorzej było ze sprawami wychowawczymi i czasem pozalekcyjnym. nie mogła nie zostawić śladów na naszej dyscyplinie.nie było kar. Był on dla nas sprawdzianem. opracowano programy. całość skarpetek i świeżość chusteczki.Jaki system wychowania należy obrać dla tych synów pustyni? Przypomniały mi się własne czasy szkolne i ostatnie moje gimnazjum koedukacyjne im. Dyrektorem był Bronisław Zapaśnik.od najstarszych do najnowszych. a potem dopiero można na nim podnieść banderę.szwoleżer odpowiedział wskazując na wąwóz: "Tam mu podziękuję".po prostu rygoru tego nie stosował. Nauka w mieście. pszczoły same znajdą doń drogę". Dyrektor . ale wyjaśniono nam.wybranych na ten dzień chłopców . Odtąd zasiadała ona codziennie do wszystkich posiłków. a "introligatorzy" oprawili zniszczone książki z biblioteki. I powiedziano nam. Wobec tego w szkole morskiej w Landywood . to nie coś obiektywnie istniejącego ipoza nami. Oprócz tego musieli nawet pobierać lekcje tańca.^biżuterią" jak "Wo-łodyjowski ipałaszem". że go spłacimy. by podziękował . w towarzystwie dwunastu chłopców ubranych tak jak gdyby się udawali na przyjęcie do króla. Musieli uczyć się sposobu bycia przy stole we wszystkich możliwych okolicznościach. czystość rąk.wbitą w rolę na znak. Toteż żegnając Dyrektora po skończeniu szkoły czuliśmy. że "najwyższą nagrodą wolności jest poczucie odpowiedzialności za czyn dokonany w absolutnej swobodzie". Znaleziono taką osobę. Trzeba było wyszukać odpowiednią osobę i ustanowić dla niej etat opiekunki społecznej. żegnający w naszym imieniu Dyrektora Bronisława Zapaśnika kolega rozpoczął swe przemówienie od legendarnego faktu. Chłopców należało zacząć uczyć po prostu kulturalnego sposobu bycia. Wszyscy chłopcy musieli robić modele statków . paznokci. Surowy rygor panujący w ówczesnych szkołach średnich nie mógł mieć zastosowania w naszym gimnazjum. a tematem rozmów było zachowanie się w domu. W tym celu na przemian sześciu udawało damy. I tak w krótkim czasie "ogrodnicy" zamienili cały teren szkoły w osiedle kwiatów. na którym Francis Drakę jako pierwszy . że należy skończyć ze złem koniecznym. "szklarze" wstawili dwa tysiące zbitych szyb. szewskie miało w swojej opiece buty. przy stole zastawionym jak na przyjęciu w ambasadzie. Z samą nauką nie było wiele trudności. które w ciągu pierwszej wojny światowej siedem razy przechodziło z rąk do rąk. Poczuliśmy się wolni. na (podobieństwo oracza przedstawionego na tym samym rysunku. że zaciągnęliśmy wobec niego olbrzymi dług. że w przeddzień bitwy pod Somosierrą polski szwoleżer wziął sobie ognia do fajeczki z ogniska Napoleona. która potrafiłaby chłopcom zastąpić matkę. ale minęły przepowiedziane dwa tygodnie."nasze dziecko". podzielono na klasy. ze względu na ciągłe zapraszanie ich na modne w tym czasie w Anglii dawce. Teraz nic nie uszło jego uwagi. że na maszcie nie podnosimy bandery. Trwała. Do tych zasad dołożył Dyrektor całe swoje serce. dwa miesiące i rok. Przeglądu ubrań . Wszyscy mieliśmy długą przerwę w nauce. a szkoła się nie rozpadała. Opuszczając szkołę czuliśmy się jak rycerze "Pogoni". wielu przed południem pracowało na utrzymanie. Zrobili ich koło tysiąca. Najpiękniejszy model statku "Golden Hind" . że statek trzeba najpierw zbudować. Wezwany przez oficera. idący walczyć o to co najpiękniejsze. który wymagał na razie od nas wielkiej obietnicy. a zacząć pracę twórczą i żmudną. Adama Mickiewicza. która potrafiłaby poznać i wczuć się we wszystkie osobiste troski każdego z nich.okrętu. jako podmiotami. Musiała to być osoba. że "gdy kwiat jest miodem ciężarny. Symbolem naszej przyszłej pracy stał się rysunek na znaczku pocztowym. na ulicy i w różnych sytuacjach towarzyskich. ustalono rozkład lekcji.

Szef okazał sią doskonałym sportowcem i gimnastykiem.chłopcy wyruszyli na święta. Na tak zwanych "odpowiedziach" na kartki składane do "skrzynki zapytań" udało się ich przekonać. że nie wyjadą. można było oglądać na filmie wyświetlanym w kinach Anglii. że pojadą dopiero po wspólnej wilii w szkole.poetę i autora świetnej sztuki z życia szkoły. "Golden Hind" został przez szkołę ofiarowany wnuczce Jerzego V . jak się należy zachowywać mieszkając wśród Anglików i do kogo się zwrócić w wypadku trudności w podróży oraz jak należy reprezentować siebie i szkołę od wyjścia z bramy szkolnej do powrotu do niej . Prosimy o szczerą odpowiedź. jak się należy zachowywać w domu. w jakim stopniu uczeń wykorzystał swój pobyt u niej i jakie poczynił postępy z języka angielskiego. co pomoże im w przyszłości do urządzenia swego życia.Elżbiecie. Mieliśmy z nim wspólny język i rozumieliśmy się doskonale. . Story pełnił w szkole funkcję głównego żywiciela . Major oprócz swych obowiązków z przyzwyczajenia już prowadził dalej swą kartotekę Somosierry. Model ten. Chłopcy na wiadomość. że "najlepszą dyscypliną . Od marca do grudnia trwała ta jntensywna praca chłopców. który gościł u siebie najzdolniejszego ucznia . Major z szefem kuchni uważali chłopców za "nasze dzieci" i stali się ich wychowawcami i opiekunami. podnieśliśmy ją nad szkołą morską w Landywood. Kółko śpiewacze. składające się ze stukilkudziesięciu chłopców.IBI BONA DISCIPLI-NA. Cieszył się z nadania nowym dwom statkom nazw . Zaopatrzeni w szczegółową instrukcję. zgodnie z tradycją podniesienia pierwszy raz bandery nad Szkołą Morską w Tczewie. byle nie wyjeżdżać. Szkoła dała ogłoszenie w gazetach. że mają wyjechać na święta ze szkoły na trzy tygodnie. zwłaszcza akordeoniści oraz amatorzy gry na fortepianie i skrzypcach. Z tego względu przedłużono wakacje świąteczne do trzech tygodni. Trenował chłopców w siatkówce i piłce nożnej . Czas ten należało wykorzystać na uzupełnienie u chłopców braku pojęcia o życiu rodzinnym. Na koncertach w szkole chór musiał po kilka razy powtarzać ulubioną przez wszystkich chłopców piosenkę w (tempie marsza zaczynającą się od słów: "Do życia odważnie wesoło uczmy się kochać.jest dobra kuchnia". a właściwie przez Mariusza. by pokazać chłopcom. Zbliżały się święta. by chłopiec wszystkie wakacje mógł spędzać u niego".od wielu tet czujemy się u siebie w domu i wolni. Wolimy się uczyć. które cieszyły się wielkim powodzeniem u gości z Londynu. co można osiągnąć pilnie pracując. iż jego młody gość był "raczej trudny do prowadzenia .by nie utrudniać życia dnnym i sobie. Co miesiąc odbywały się w szkole koncerty. wystawiło ono kilka sztuk Fredry. granej kilka razy z niesłabnącym powodzeniem .yNarwik" i "Tobruk". i że będą w tych domach specjalnie informowani. może trochę opacznie.z powodu zbyt wielkiego indywidualizmu. miało to być połączone z nauką języka angielskiego. Zgodzili się na wyjazd pad warunkiem. że z jednej strony będzie to dla nich samych egzamin z dotychczasowej pracy nad sobą. . stosunki z angielskim panującym dworem królewskim.Anglik opłynął kulę ziemską dookoła . Wreszcie w grudniu.trzymał się. zwracając się do społeczeństwa angielskiego w tej sprawie. Pomimo że chłopak nie dał się namówić na polowanie . ustawiony na tle makaty utkanej własnoręcznie przez Gandhiego dla księżniczki Elżbiety. rzymskiej zasady UBI BONA CUŁINA .zakończył zadzierzgnięte niegdyś przez nasz "kurs" w Szkole Morskiej w Tczewie. uczmy żyć".Pierwszy raz . Apel przyniósł dwa tysiące zaproszeń do rodzin angielskich na okres trzech tygodni. Każda rodzina przyjmująca ucznia na okres świąt otrzymała od szkoły kwestionariusz z prośbą o podanie swych spostrzeżeń. Kółko muzyczne robiło szybkie postępy.on (pułkownik) jest nim zachwycony i prosi. Najwięcej jednak Major entuzjazmował się współczesną polską husarią.symbolu naszytego na . Po rannej pobudce prowadził gimnastykę z humorem i werwą. Major. czy naprawdę w szkole nie stosuje się żadnych kar?" Jedynie stary pułkownik. którego dyrektor zakwalifikował chór do występu w studio. Można to tłumaczyć. słynnego BBC. oświadczyli."naibili" kiedyś szkołę policyjną 6:2. zyskało nawet uznanie radia brytyjskiego. Odpowiedzi przyszły jednobrzmiące: "Nie widzieliśmy jeszcze tak grzecznych i usłużnych chłopców. Udało nam się zwerbować na szefa kuchni kucharza ze statku. Bitwa pod Monte Cassino zaćmiła nawet dotychczasowe sukcesy Brygady Karpackiej. Uczeń Mak prowadził (kółko dramatyczne. a z drugiej będą mieli okazję poznać zorganizowane od wieków w ustalonych formach i tradycjach życie rodzinne.powiedzieli .wyraził opinię. Z dawnego uskrzydlonego rycerza zakutego w zbroję pozostał tylko hełm i skrzydło w postaci małego znaczka . Albo kampania włoska. oraz o wyrażenie możliwie szczegółowej opinii o chłopcu.

ale i kury również. a jednocześnie rozpromieniony. Pewnego dnia zjawił się u mnie Major. załoga. Jak na filmie. Polska Marynarka Wojenna z kilku jednostek. Pierwsza Dywizja Pancerna odegrała czołową rolę w uzyskaniu zwycięstwa sprzymierzonych w Normandii.za co piętnaście tysięcy jej oswobodzicieli otrzymało honorowe obywatelstwo miasta Bredy. i położył przede mną trzymany w rękach list. Pierwszy z nich "Dragon". wreszcie powiedział. że nikt w szkole nie pozwoliłby sobie na coś podobnego i że w środę zawsze w szkole podaje się na obiafd kaczki. która go zdobyła". że nie może dowiedzieć się nazwiska autora dorobionych do melodii WIZJI SZYLDWACHA słów: "To krążownik spod Somosierry". Przewodniczący poczerwieniał i zapytał. Wszystko odbywa się prawnie. a nie pościgu.fantastyczna. ani obowiązki nie powstrzymają go od tego. Kapitan zawiadamiał Majora. Uspokoiłem i uściskałem Majora. List był pisany przez dyrektora szkoły morskiej w Polsce. iż bunt na statku "Bounty" został spowodowany złym wyżywieniem załogi i dlatego uważamy. . że kontraktuje u farmerów kaczki ii Jcury "na pniu" ku wspólnemu zadowoleniu obu stron. a po wspaniałych wierzchowcach "żałoba" w postaci czarnego lewego naramiennika. odcięta od dostaw żywności i amunicji dywizja ta zamknęła okrążonej armii drogę do ucieczki i wytrzymała na sobie uderzenie dwóch korpusów SS . że komisji jest bardzo przykro. że jego stanowisko intendenta ha "Darze Pomorza" jest nie obsadzone i czeka na niego. zjeżdżając po linie skręconej z prześcieradeł na podnóże zamku. Rycerstwo to nosiło nazwę Pierwszej Dywizji Pancernej. Jeszcze bardziej zdumiony powiedziałem. Po czym długo potrząsał ręką Majora. Zażenowany Major wyjaśnił. Na przemian to mnie przepraszał. ale prawdziwa: "Polski krążownik "Conrad" symbolicznie zajął od strony morza największą bazę niemieckiej marynarki wojennej . Pod Chambois w Normandii. że sam się o tym naocznie przekonał i że poczytuje sobie za wielki zaszczyt uściśnięcie ręki człowieka. które przybyły do Anglii w 1939 roku. który je czyni. to się uśmiechał. W tym okresie Major stał się bohaterem pewnego dnia. Nad portem powiewała już 'polska bandera podniesiona przez Pierwszą Dywizję Pancerną. zapewniając. gdyż co miesiąc wyznacza się "klasę służbową". w ciągu sześciu dni ciężkich walk.ucieczkę Michała Niczki z zamku Hohenstein wbudowanego w szczyt nagiej skały. Koszta zaś własne przeznaczone na utrzymanie personelu gospodarczego są minimalne. że tak wyikosztowaliśmy się podając im na obiad kaczki. że ta szkoła posiada najniższe stawki żywnościowe i że taki jednorazowy wydatek odbije się ujemnie na jakości posiłków w całym tygodniu. że po obiedzie mogą z łatwością to sprawdzić w księgowości i zobaczyć nawet człowieka. Za nim zjechało dalszych dziewięciu. Zdumiony tym niespodziewanym oświadczeniem zapewniłem. że cuda na świecie istnieją. że my jadamy nie tylko kaczki w każdym tygodniu. Michał pierwszy wydostał się za mury'YWierdzy. która utrzymuje całą szkołę . zniszczyła siedemdziesiąt czołgów i ponad sto dział. W kartotece swej odnotował Major jako rzecz niecodzienną wiadomość o posmaku przygód Hrabiego Monte Christo .rękawie. ale od chwili zjedzonego w tej szkole obiadu będzie twierdził. I wreszcie ostatnia notatka Majora . Było to wtedy. i zdobyłem się tylko ha powiedze^ nie "do zobaczenia w Polsce". Przewodniczący zapewnił mnie. że "najlepszą dyscypliną jest dobra kuchnia". w tej liczbie były dwa krążowniki. Na szlaku krwawych bitew znalazła się Breda. gdy do szkoły zjechała angielska komisja ministerialna do badań stanu zaprowiantowania i jakości posiłków w szkołach. kapitana Maciejewicza.port Wilhelmshaven. Widząc niedowierzanie na twarzach Anglików powiedziałem. która ocalała. Przy obiedzie przewodniczący dał mi do zrozumienia. a właściwie żadne. bez wydawania pieniędzy na pośredników i dostawę. czy wiem. który tym się zajmuje. że rozsławi imię jego w całej Anglii. Ucieczkę tę należało uważać za udaną. że żadna siła ludzka ani przyjaźń.we wzorowym porządku i pomaga szefowi kuchni. trafiony przez "żywą torpedę" stał się niezdolny do walki. Dwa razy w tygodniu przewidziany jest u nas drób. Majora najbardziej martwił fakt. dywizja nie użyła dział ciężkich .jak sami widzieli . przeszła na otrzymany w zamian krążownik "Conrad". że dotychczas w cuda nie wierzył. Pamiętamy. ponieważ ponowne uwięzienie Michała w pobliżu granicy węgierskiej było dziełem przypadku. By oszczędzić ludność cywilną. dzięki swemu bohaterstwu rozrosła się do-czterdziestu siedmiu. Kosztuje to nas mniej niż kupno mięsa u rzeźników. był zmieszany.zdobyła wówczas pięć tysięcy jeńców wraz z generałem i stukilkudziesięciu oficerami.

statek ociera się o liście palm lub gubi brzegi z obu stron rzeki. odesłał znów załogę działa z powrotem do łodzi ratunkowej. Gdy pozostawanie na statku było już dłużej niemożliwe. "Rozewie" został storpedowany koło wyspy Trinidad". "Rozewie". Potem wieści o nim dochodziły mnie już tylko z kartoteki Majora. Po. to nie pozostaje mu nic innego. s. "Rozewie" w Dakarze. a potem statek SJ5. Po zatonięciu statku dopłynął do łodzi ratunkowej. W sierpniu 1942 roku m. W drodze do niego znalazłem się między skrzydłami olbrzymiego ptaka szybującego nad Atlantykiem. ani pytajcie o jej granicach. Zatrzymanie maszyn w tym okresie walki na oceanie oznaczało zrobienie z siebie nieruchomego celu dla polujących okrętów podwodnych. Myślami przeniosłem się Ido Szkoły Morskiej w Tczewie. podobnie jak i nabrzeża wszystkich portów na kuli ziemskiej. dosyć wam wiedzieć. Przypomniała mi się wówczas czytana w dzieciństwie Cudowna podróż Selmy Lagerlbf. A jeśli chodzi o resztę.s. A później to już wszystko było naprawdę jak w bajce. W momencie gdy "Rozewie" znikło pod wodą. "Paderewski". "Paderewski" w lipcu 1942 roku ratuje kilkudziesięciu ludzi z zatopionego koło Trinidad statku norweskiego. wynurzył się okręt podwodny i "zabrał Wsika jako jedynego jeńca. "Morska Wola". Z zaatakowanych trzydziestu siedmiu. jaką się upiększały. Postanowił jednak zapłacić za storpedowanie statku. które pozostawiały. po wydaniu rozkazu opuszczenia statku przez załogę^ sam został na tonącym "Rozewiu". z którym stoczył samobójczą walkę pomocniczy krążownik "Jervis Bay" przerobiony ze statku pasażerskiego.s. Ranny w głowę Wsik. uciekł dnia 5 lipca 1940 roku. Bój ten dał możność ocalenia się innym statkom tego konwoju. Major milczał i słuchał. że wydawał sią "wsiąkać" w otoczenie Stając się niedostrzegalny. Czterdzieści pięć tysięcy mil dróg wodnych Amazonki."Szermierzem". ocalały trzydzieści dwa. noszą na sobie ślady postoju przy nich statków. Pisał w nim: "Przestałem być pielgrzymem. * Jeszcze raz w życiu spotkałem brazylijskiego niedźwiadka "Miska" . niż były kiedykolwiek". jak powtórzyć tylko •te słowa: "Nie badajcie. w tym dwa polskie: "Morska Wola" i "Puck". W ciasnej ławce pod oknem zobaczyłem siedzącego nad książką "Wsika". gdy przeszedłem na "Dar Pomorza". przechodząc przez zastawione sieci.m. a sam jeszcze czekał. Słowo właściwe i jedyne . o których wiecie.nie tego samego.coś jak gdyby trawersata Oceanu Atlantyckiego przez gąszcze dżungli . znikł mi z pola widzenia dopiero. Spędziłem z nim wiele lat w Szkole Morskiej i jeszcze więcej w jednej kompanii. gdy miał mówić . godzinnych poszukiwaniach trafiłem na "bilet wizytowy" s. W kartotece Majora można było przeczytać o Wsiku: "Jerzy Lewandowski kapitan żeglugi wielkiej. . ale z tego samego rodu. lecąc nad Atlantykiem śmiałem się z olbrzymich statków pasażerskich wolno poruszających się po oceanie . Ewakuacja wojsk polskich z Francji z Nantes. Ten statek był ściśle związany z Jurkiem Mieszkowskim . W jej ujściu leży miasto i port zwane Paryżem Amazonki. które całkowicie ją obrazuje.WIELKA.s. Wywołał z łodzi ratunkowej obsługę działa i czekał z nią na ewentualne wynurzenie się okrętu podwodnego. Zobaczyłem Amazonkę. Jak w jej bajce. Pewnego dnia podczas postoju w tym tropikalnym Paryżu przeczytałem wypisaną czarną fanbą na nabrzeżu nazwę statku . Po kilku tygodniach otrzymałem list od Majora. pola minowe i stojące ha straży okręty francuskie. Istnieje jedno słowo. Nabrzeża tego portu. W okresie pory deszczowej sześć tysięcy mil dla statków oceanicznych przez cały kontynent Ameryki Południowej aż po Andy .jak zwykle zawstydzony. jest to Belem zwane inaczej Para. jaki będzie rząd w Polsce. wreszcie . bo większe Będą.s. płonący oburzeniem i rozżalony z powodu straty statku. dostępnych dla statków morskich. że w życiu swym zawsze kierował się wskazaniami Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego i że w rozdziale dwudziestym wyraźnie ma napisane.oświadczył. iż będzie lepszy niż wszystkie. jestem znów na Białej Fregacie". i jej dopływów. Nazwa ta wywołała wspomnienia bardzo odległe. Koło tej samej wyspy Trinidad w grudniu tego samego roku "Paderewski" został storpedowany.W szkole rozpoczęły się rozmowy na temat wyjazdu Majora. Udział w konwoju napadniętym przez nieprzyjacielski pancernik. swoje imię wypisane tą samą farbą. co powinien czynić. Wspomnienia te wzruszyły mnie i skłoniły -do poszukiwania innych napisów na nabrzeżach.widziane z góry podobne były do mikroskopijnych modeli. internowany na m. zgodnie ze zwyczajem. Jerzy Mieszkowski kapitan żeglugi wielkiej. Siedział w swym jasnym swetrze tak cichy i spokojny. s.

ręce odmówiły mi posłuszeństwa. by złożyć to zmasakrowane ciało. W tamtej chwili żałowałem.żeby się cieszył. Znów zobaczyłem we wspomnieniach tę samą Szkołę Morską. Za wysłuchanie przemówienia prelegent płaci tabliczką czekolady. co zresztą nas na pewno nie ominie. łakomstwo. Na statku angielskim. które wpadając do Amazonki usiłują walczyć o swą barwę z wodami Amazonki. Od pierwszych liter naszych nazwisk tworzymy niewiadomo dlaczego "Stowarzyszenie Bece-jotka". Nareszcie ostatni szew. Internowany w Kaolaku przez Francuzów uciekł wraz z kapitanem "Cieszyna" . ten sam "kurs" wtłoczony w małe ławeczki dla dzieci. czyli że ciężkie prawo. czy kiedy byłem pod większym napięciem nerwowym. ale jego nie pisany statut. Dezynfekowałem. Statek był na okres wojny obficie zaopatrzony w środki znieczulające i dezynfekujące."jot" . ustawiałem i nastawiałem pogruchotane kości według mych najlepszych wiadomości na-ibytych podczas beztroskich chwil w szkole morskiej. kapitan "Śląska". składający się z jednego paragrafu głosi. Usiadłem na fotelu i rozpłakałem się głośno. Nieprzytomnemu z bólu zrobił na razie zastrzyk z morfiny. Na szczęście "ce" . nieszczęśliwiec został okręcony dookoła bębna i w straszliwy sposób poszarpany i połamany. Zacząłem pocieszać Bodka . która natychmiast zostaje rozdzielona pomiędzy obecnych. Straciłem poczucie czasu. że człowiek ten nie wyżyje. Zebrania noszą nazwę "inauguracyjnych". Na statku nie było nikogo. Nie wiem. Opisy walk tych wojowników czytane w dzieciństwie wydawały mi się wówczas bajkami. Przypomniało mi się. Bodek nie lubi przemawiać. Mój sposób pocieszania wprawił Bodka w jeszcze większe przerażenie i już potulnie przygotowywał się do przemówienia i nigdy nam więcej dwóch czekolad nie zaproponował. Na postój zatrzymaliśmy się przy zawieszonym na wysokim brzegu Amazonki miasteczku Parintins. Dura lex sed lex. Tym razem był to m. Płacz przyniósł mi ulgę. by poprawić przechodzącą przez blok linę stalową. Kazał przygotować do niej wszystko w salonie na stole. jeśli się na coś podobnego zgodzimy. "Be" i "ce" byli nawet skłonni ze względu na czekoladę zgodzić się na taką propozycję. by mu ulżyć. jak musiałem się opanować. Nie umiem opowiadać.który chciał nadrobić wszystkie zaległości naszych królów w stosunku do morza . Stowarzyszenie zbiera się w każdą sobotę. że nigdy do niczego nie dojdziemy. Amazonce po ucieczce z Kaolaku.Przygotowałem się . kto by mógł lub chciał zrobić pierwszy opatrunek. Bohdan sam jako kapitan musiał podjąć się tej ciężkiej operacji. gdy nieostrożnym ruchem nogi marynarz włączył parę. Wyrzucał nam słabość. zszywałem. Jego nazwa pochodzi od bitnego szczepu Indian znanego z ludożerstwa. ale prawo i że prawa łamać nie można. ale koło miasteczka Santarem można dostrzec na rzece przezroczyste zielone smugi wody rzeki Tapajós. Wydawało mi się. co było w jego mocy. że Janek nie kazał nam jeszcze przemawiać po angielsku lub francusku. gdzie .opowiadał potem . Na przegrzanej już windzie ładunkowej stanął na zaworze od pary marynarz wspinający się do wiszącego nad windą bloku. W tym kącie usadowiło się nas czterech. Szli w górę rzeki. co opowiadał Bodek o swych podróżach po .powiedział. że wykonywanie tego obowiązku trwa już wieki. . w igły i nici do szycia skóry ludzkiej. Musiałem jednak tej operacji dokonać.do operacji.. Za mną siedzi Bo-dek. Posunął się raz do tego. że zaproponował nam dwie tabliczki czekolady jeśli nie będzie potrzebował przemawiać.Podniecony tymi wspomnieniami postanowiłem odnaleźć wszystkie napisy pozostawione przez statki na nabrzeżach Amazonki. że się pilniej tego nie uczyłem. Sam byłem blisko śmierci jak mój pacjent. która ma kolor kawy z mlekiem. Droga do Miska wiodła w górę po wodach Amazonki. ale "ka" . Rannego przeniesiono do kabiny.Mikoszą". Po nierównej walce wkrótce są przez nie pochłonięte. ale gdy miałem rozpocząć układanie w odpowiednich miejscach pomiażdżo-nych części ciała i zszywanie porwanej skóry . To co już ustawiłem i złożyłem. -Nie silę się opowiadać. Ale co dalej? Nie miał wątpliwości. że: najważniejsze są paragraisane. Zwoje tej liny leżały na bębnie tej samej windy. prywatę.którego nazywaliśmy "Starcem" . Zabrałem się do operacji.s. Zanim koledzy dobiegli i zatrzymali windę. że zrobi z siebie Rejtana. ale musiał zrobić wszystko. Stowarzyszenie nie ma nic na celu. Winda ruszyła. że w ten sposób właśnie zlekceważyliśmy morze i.natychmiast się z nim zgodził i używając swej łaciny. a obracający się bęben okręcił dookoła ciała marynarza sploty stalowej liny. powiedział: dura lex sed lex. Roztoczył przed nami straszną wizję upadku i twierdził. W kartotece Majora można było przeczytać o Bodku: "Bohdan Ję-drzejewski. Podczas zebrania jeden musi stanowczo przemawiać i to nie krócej niż pół godziny. Odnalazłem. Marynarze przygotowywali windy do załadunku.. "Śląsk".

Kronikarz tego zdarzenia. wobec czego wypuszczono jaguara do dżungli. spotkane na Amazonce. W zabawach tych lubiliśmy wymawiać bardzo wyraźnie nazwy miejscowości w języku hiszpańskim. Od tej chwili rozkwit miasta został zapewniony.falisty białoczarny deseń miał symbolizować fale Amazonki i Rio Negro. Naj283 . jak Hacienda del Venado i jeszcze bardziej dźwięczna nazwa jeziora Salto del Auga. Dali dowód swej miłości do rzeki. w której najlepsze orkiestry świata miały grać nie dla publiczności. który służył jako baza wypadowa do polowań na niewolników. Widzieli w nocy i wiedzieli o każdej niespodziance. i zwany był Barra de Rio Negro.Rzeki Czarnej. Szkoda było dla niego nawet kuli. lecz dla Amazonki.byłem oficerem nawigacyjnym. "Misk" zabrał się do niego tak . wobec czego nabrzeże musi podnosić się i opadać 282 wrai z wodą.nie liczącego na to. Gdy mu pokazałem jajko. Ptak ukazuje się w księżycowe noce i wydaje okrzyk przypominający wołanie o pomoc ginącego w dżungli seringueiro . którą sobie upostaciowali jako tłum zbrojnych amazonek. a znaczy tyle co "święty Michał wśród małp". Były tam nazwy takie. padre Gabriel. która nas może spotkać na Amazonce.to nazwa ptaka znad Amazonki. Przez wiele lat nie można było tu zbudować portu. Łączy je z magazynami stojącymi na wyniosłym brzegu kolejka linowa. Ale i te wspaniałe nazwy zostały zaćmione przez nowe.Indian. budując dla niej za dziesięć milionów dolarów operę. o co chodzi. Przegranie przez seringueiro jednego wieczoru w karty trzech i pół miliona reisów (półtora tysiąca dolarów w złocie) nie należało do rzadkości. że w roku 1925 Parintinsowie zjedli rodzinę osadników mieszkającą w pobliżu tego miasteczka. Zrozumiał. koło którego obie rzeki się spotykają. walczących niegdyś przeciw białym przybyszom. Jedynym zwierzęciem. Obecna nazwa Manaus pochodzi od nazwy szczepu Indian tu osiadłych. jeden z pilotów powiedział mi. Złoty okres Manaus przeminął z chwilą przeniesienia nasion drzew kauczukowych do plantacji angielskich na drugiej półkuli. Gdy zapytałem o niego. Nawet ulice miasta Manaus wybrukowali kamieniami białymi i czarnymi . aż znalazł się Polak. ożywił się natychmiast. zaopatrzyłem się w kilka jajek i z powrotem byłem u "Miska".gdy w jednej z klatek zobaczyłem wychudzonego sobowtóra Miska.dian. Gdy odchodziliśmy z Parintins. oznacza tyle co "Matka Księżyca". sam stracił w tej walce oko. Przedtem Hiszpanie zbudowali tu fort.to nazwa portu. czym ich darzyła. Z okresu świetności tego miasta zachował się wspaniały park i ogród zoologiczny. Manaus wyrosło z żywicy drzew gumowych. Różnica poziomu wód dochodzi do trzydziestu trzech stóp. A MAE DE LUA . W rzeczywistości wyglądało to niec9 inaczej niż posłyszałem. że zwierząt w nim już nie ma . Nabrzeże to leży teraz na olbrzymich bekach z czystego żelaza i wskutek dziwnej własności wody Rio Negro nie rdzewieje. podobnie jak Misk na "Darze Pomorza". w którym ładowaliśmy olbrzymie pnie słynnego drzewa brazylijskiego.większą dla mnie niespodzianką było . Pomimo to Indianie byli wdzięczni Amazonce za to. że na tym cyplu. z dorzecza Amazonki. Czerwonoskórych wojowników prowadziły do boju nagie amazonki uzbrojone w łuki. gdyż nikt nie mógł go pożreć. Ich strzały raziły śmiertelnie ośmiu Hiszpanów. W ogrodzie znalazłem jeszcze sporo ptaków i kilka małych zwierzątek. który go zbudował.pierwsi Hiszpanie zostali zaatakowani przez In-. Przebiła je strzała jednej z amazonek. Tramwajem wróciłem do odległego miasta. Pilot z przyjemnością opowiada. Wsunąłem mu jedno przez kratę do klatki. Za chwilę stajemy przy pływających nabrzeżach miasta Manaus. Te olbrzymie nabrzeża zakotwiczone są na stałe. Skręcamy w prawo i wchodzimy na czarne wody Rio Negro. Byli to wspaniali piloci. odpowiedziano mi. Każdy kamień sprowadzony w głąib dżungli kosztował około dolara. które w nim pozostało był podobno jaguar. Indianie i dżungla przypomniały mi zabawy w Indian w latach dziecinnych. Na moje entuzjastyczne powitanie nie zwrócił wcale uwagi. Warunki ich życia i pracy można streścić w jednym zdaniu: "jedno życie za jedną tonę".pozbawione dozoru i żywności same siebie pozżerały. Indianie zbierający żywicę .tak zwani seringueiro .dorabiali się w końcu zeszłego stulecia olbrzymich fortun. SAO MIGUEL DOS MACACOS . że ta pomoc nadejdzie. . Znali historię każdego osiedla i każdej plantacji. Miało ich być dwanaście. Po przejściu wielu setek mil w górę rzeki wśród białokawowych wód Amazonki pojawiają się przezroczystoczarne smugi wód Rio Negro . zabieraliśmy z Be-lem dwóch pilotów .

synów . Ujrzenie tego obrazu pozostawiało po sobie niezatarte wrażenie. Niektóre z nich włączyłem do Krążownika spod Somosierry. Może pozwoli im te sprawy lepiej zrozumieć i przybliży je do nich umieszczony na początku książki Nec 285 r r •" ». Wspomnienia chwil najpiękniejszych i najprzyjemniejszych noszą w portugalskim języku miano SAUDADES. Ten pęd na morze był silny.na gorąco" bez żadnych dodatkowych upiększeń opowiadania.tak powstał Krążownik spod Somosierry. Nie spełniłem prośby opisania życia szkolnego w Gimnazjum imienia A. Sądzę. Po wielu latach ten sam romantyzm podsunął nam wizję największego gościńca świata . Nie zawsze jednak to mi się udawało. co się działo z "nami" czyli z osobami z książki Znaczy kapitan. JNie we wszystkich opisanych wydarzeniach sam uczestniczyłem. że znaleźli się na nim s"ynowie Meissnera. że rzeczywiście NIEBEZPIECZEŃSTWO NA MORZU POSIADA ."DAR POMORZA". więcej miejsca natomiast poświęciłem uczniom Szkoły Morskiej w Southampton. To "czucie i wiara" silniej mówiły w tamtych czasach "niż mędrca szkiełko i oko"! Romantyzm porywał na kształt rumaków z Ruszczy-cowej Ballady unoszących powóz po roztopach i bezdrożach przeciw wichrom. że będzie to najlepsza odpowiedź na liczne pytania. że jest to NASZ OKRĘT o nazwie. co z tej szkoły wynieśliśmy ze sobą w życie. Spotykał mnie teraz z oznakami wielkiego zadowolenia i radości.samo zgrabnie jak i nasz niedźwiadek z fregaty. Starałem się jednak dotrzeć jak najbliżej źródła każdego z nich. jak dzień. szczególnie ze strony młodzieży. W "cieplarnianych" warunkach codziennego bombardowania Southampton rozwinęło się w tej szkole bujne piśmiennictwo. potęgowane jeszcze świadomością. Witkowskiego. tak jak należałoby to zrobić. Czasem chronologia ustępowała żywości i natarczywości wspomnienia i losy bohaterów przenosiły się ponad czas i miejsce następnego opowiadania. kiedy za wszystko musiała wystarczyć symbolika i to tak ograniczona w motywach. oczywistą. Górował nad wszystkim. że się rozchoruje. szturmujący niebiosa poryw uczucia i wiary" (J. Bojąc się. na którego 'bogato inkrustowanej rufie z trudem można odnaleźć ślady orlich skrzydeł. "Misk" przypominał mi najpiękniejsze chwile w życiu spędzone na Białej Fregacie unoszonej wiatrami po największych gościńcach świata. Dlatego chciałem. Opowiadania usiłowałem ułożyć w chronologicznym porządku. jak słońce. jaki panował w naszej flocie handlowej w początkowym okresie jej istnienia. Na wszystkie otrzymane listy nie mogłem odpowiedzieć wyczerpująco.•'-" ' 2VEC MERGITUR był pierwszym zwiastunem nadziei 4 przejawem myśli o morzu. by nie wzbudzić podejrzeń. podczas której nie było nawet NADZIEI. •. na pewno wielu Czytelnikom wydadzą się przewlekłe i nudne.. Pisane przez chłopców . tak bliskim jeszcze stu pięćdziesięcioletniej niewoli. że obok siebie znalazły się opowiadania o tematach bardzo odmiennych. dałem tylko parę zdjęć i krótkie wzmianki o tym. ale zaspokajającego zadowolenie własne opowiadającego i budzącego zachwyt wśród . wobec tego w miarę moich możliwości usiłowałem opisać to o co proszono . Żbikowskiego. Dla dzisiejszej młodzieży morskość naszego państwa. by sprawdzić. jeśli czas mi pozwolił. ale ponieważ drukowane w miesięczniku "Morze" i czytane na moich wieczorach autorskich cieszyły się powodzeniem. jak opis rachunku różniczkowego według Mistrza Magii lub naładowany cytatami z prawa rzymskiego opis rozprawy sądowej. Różnorodność zainteresowań Czytelników spowodowała. by lepiej zrozumiała ducha. Bułhak). Ojców na marynarzy wykołysał "LWÓW". gdy mu dam naraz wszystkie do zjedzenia.RÓWNIEŻ SWĄ ISTOTNĄ WARTOŚĆ. odwiedzałem swego nowego przyjaciela. karmiąc "Miska" i ciesząc się z jego apetytu i radości. Pobieżnie również opowiedziałem o życiu w Szkole Morskiej w Tczewie i w Anglii w szkole w Landywood. ponieważ wydarzenia na podobieństwo legend w miarę ciągłego opowiadania zamieniają się w "lawiny" gromadzące coraz więcej materiału narracyjnego niezupełnie już ścisłego-. Oto jak pisali o NEC MERGITUR współcześni: "Ten okręt był dla mnie prawdą niewątpliwą. Podczas każdego pobytu w Manaus. OD AUTORA o wydrukowaniu książki Znaczy kapitan zacząłem otrzymywać od Czytelników wiele listów. lilergitur. co przeżywała nasza flota handlowa na Zachodzie podczas drugiej wojny światowej. istnienie wciąż powiększającej się floty jest oczywiste i konieczne. przesiedziałem cały wolny dzień w ogrodzie. wiersze i artykuły oddawały wiernie to. więc je zamieściłem. Urywki niektórych z nich. która budziła wiarę.znaleźliśmy się na nim. Mickiewicza. jak królestwo dziedziczny.

starałem się uzyskać pozwolenie danej osoby. pani Halinie Król. jak wyglądaliście. Chcemy widzieć. za wnikliwą i serdeczną troskliwość dla książki i wyrozumiałą cierpliwość dla autora składam najserdeczniejsze podziękowanie. jak wyglądały statki. należałoby napisać kilka książek. Wielu z Czytelników zapytywało w listach. takich jakich utrwaliła ręka czasem niewprawnego fotoama-tora. panu dr Marianowi Maniszewskiemu. Antoniemu Garnuszewskiemu. .który swą wyprawą na łodzi ratunkowej "Wiking" dowiódł. iż przy bardzo małym nakładzie kosztów i wykorzystaniu niepotrzebnego już sprzętu można kształcić młodzież na morzu . gdzie rozgrywa się akcja. którym czas zatarł ostrość konturów. panu inż. pani Stanisławie Świłło.' . nawet te. Olgierdowi Jabłońskiemu. 287 . jaka jest dzisiejsza młodzież. panu Józefowi Smoczykowi. Starałem się natomiast w miarę możliwości spełnić prośby tych. których miałem przyjemność uczyć. pani Janinie Rokickiej. pani Marii Wysłouchowej. Pomimo wysiłków by wszystko sprawdzić i udokumentować. pani Zofii Serbinowicz. pani Bożenie Niczko. panu Wacławowi Urba-nowiczowi. 286 to nie jestem pewien. "Chcemy wiedzieć.wicz: "żywioł morza nie jest ani wrogi. ż. czasu i działających w opisanym zdarzeniu osób. iż dobra znajomość fachu czyni wszystko łatwym. Tadeuszowi Jasic-kiemu. Następcy Jana Kuczyńskiego . Nie wszystkie z nich są najlepsze pod względem techniki wykonania. panu kpt. Tak się rzecz miała z jednym z kapitanów występującym w kilku opowiadaniach. Zajęłoby <to mi sporo lat pracy. pani Barbarze Stec-kiej Mitschein. . Zamieszczone zdjęcja w większości zostały nadesłane samorzutnie przez Czytelników. Nu chętnie się sam uśmieje. która przyszła do pracy na morzu. a potem we dwójkę z Gdyni do Barbados. uczniowie Szkoły Morskiej w Gdyni. Chcemy widzieć chociażby sylwetki ludzi. co napisał kapitan Mamert Stankię. Za nadesłane zdjęcia składam podziękowania: panu Tadeuszowi Doboszowi. Chcemy mieć chociażby pojęcie. Prosimy o album. panu inż. Redaktorowi tej książki. ażeby nie być zgniecionym". panu Florianowi Staszewskiemu. Niektóre opowiadania bawiły całe nasze 'pokolenie. W tych wypadkach. Najpierw próbna podróż śladami Kuczyńskiego na wyspę Oland. Gdzie nie mogłem "opisać" kolegów. pani dr Jadwidze Titz-Kosko. ani przyjacielski. którzy prosili o opisanie przygód wszystkich moich kolegów. dlatego usiłowałem je uchronić przed zapomnieniem. tak co robić? A? I po chwili wspólnego milczenia usłyszałem: . pani Bogumile Wiśniowskiej. które w nich zostały opisane w okolicznościach wzbudzających wesołość. a wszystkie.. zrepero-wanej dzięki pomocy kpt. w.jeżeli nie zamieszczę tych wszystkich powiedzeń pana kapitana i zabawnych okoliczności z nimi związanych. panu Jerzemu Micińskłemu. Niektóre podniszczył czas. pani Jadwidze Zielińskiej. panu kpt. i czy dzisiaj dzieją się na nim rzeczy równie ciekawe. Spotkałem go w Gdyni na ulicy 10 Lutego i podczas rozmowy spytałem.Nu wie co. Ograniczę się tylko do krótkich przykładów spośród tych uczniów szkół morskich. po czym-samotna już podróż Tarasiewicza z Barbados na Porto Rico. starałem się chociaż ich pokazać. ruszyli w NIEZNANE.zastrzegłem . pisz pan! Nie mogłem niestety spełnić życzenia tych licznych Czytelników. prawda! Nu. pani Zofii Jakubowskiej. spełniają życzenie Czytelników . panu Aleksandrowi Krawczyńskiemu. Bohdanowi Jędrzejewskiemu. minione dni nie sprzyjały spokojnemu leżeniu fotografii w rodzinnych skrytkach i albumach. Można w nich niekiedy do-patrzeć się niedyskrecji w stosunku do osób. czy same pana walety będą ciekawiły Czytelników. Ci dwaj chłopcy dowiedli słuszności tego. czy mogę to wszystko opisać. Na starej łodzi ratunkowej z "Batorego". którzy prosili o jak najszerszy materiał ilustracyjny. pani Marii Jasik. ale prawie każde z nich to dziś już dokument i historia. na pewno znajdzie się jeszcze wiele nieścisłości co do miejsca. Aby dokładnie odpowiedzieć na te pytania. wie co! Nu. pomieszczenia. ale bezwzględny i wymaga od człowieka ciągłego napięcia jego uwagi. . panu kpt. Tadeusza Meissnera i nazwanej "Chatka Puchatka". pani Hannie Kuczyńskiej. Nie chcemy odnośników i zawiłych tłumaczeń. Wykazali również.pozwalają "widzieć". profesorstwu Ludwice i Józefowi Salewiczom." Te słowa powtarzały się w listach najczęściej. panu Alojzemu Kwiatkowskiemu. o których czytamy. czy mogę o nim pisać.słuchaczy. pani Zofii Lu-bienieckiej.Ale .to Jerzy Tarasiewicz i Janusz Misiewicz. Nu. Kazimierzowi Szczęsnemu. Niech pan kapitan sam zadecyduje. kiedy to było możliwe. panu Henrykowi Kabatowi.Nu. Niektórzy z nas nie byli nawet nigdy nad morzem.

Z równym zapałem w tym samym czasie budowałem tratwy i szedłem na abordaż nieprzyjacielskiego okrętu. Zdawał sobie sprawę. mieszkają nadal w Mariehamn. marząc o dowodzeniu "prawdziwym" okrętem "najeżonym armatami". Cóż dopiero mówić o ich opanowaniu sztuki nawigowania wśród najsilniejszego sztormu . że ułamki sekundy mogą zadecydować o życiu człowieka. które porwały za sobą drugiego oficera. Tytuł Krążownik spod Somosierry nasunął mi się w wyniku dziwnego spełnienia marzeń dziecinnych. którzy podczas swego pobytu w szkole potrafili opanować doskonale potrzebną im wiedzę.harcie i wytrzymałości. Druga wojna światowa zniszczyła i te ostatnie żaglowce. ich charaktery kształtowały połowy na wodach otaczających Wyspę Niedźwiedzią lub w największej północnej "wylęgarni" gór lodowych. Miesiące spędzone przez obydwu w odkrytej łodzi same mówią o ich . na Wyspach Alandzkich mieszkają państwo Erikson. Janusz nie namyślał się wcale. Po angielsku brzmi to łagodniej . Stosowana przez nich sztuka sztormowania z falą pozwoliła im na prowadzenie łodzi po grzbietach fal podczas huraganu i na osiągnięcie przy tym prędkości fali. Na sztormowej fali Sieczka potrafił natychmiast podejść do rozbitków z przewróconego statku i zabrać wszystkich na pokład. Nieśmiały uczeń. Wejścia do niej strzeże przylądek. Dzisiaj prowadzą wielkie przetwórnie na najbardziej trudnych łowiskach świata. Janusz Tłuścik. skoczył za drugim oficerem za burtę i zdołał go wyłowić. Kapitan Gustaw Erikson rozpoczął pracę na morzu jako dziesięcioletni chłopak. Kapitan Erikson i jego żona. który może już jest 288 nieprzytomny lub1 poraniony i nie będzie zdolny ani przez chwilą utrzymać się o własnych* siłach na wodzie.Krążownik spod Somosierry 289 Zdarzyło się tak. iż tak miłych i dobrze ułożonych chłopców nie gościła jeszcze nigdy w Mariehamn. Chłopców tych wychowało morze. z humorem opisując w swych listach nawigację na wodach Arktyki jako "slalom kursów między polami i górami lodowymi". Tym razem ze Szkoły Rybołówstwa Morskiego. Oba trawlery miały jednakowe warunki.a mieli właśnie w tej podróży dowieść. gdy na Morzu Północnym podczas bardzo silnego sztormu uratował czternastu ludzi załogi angielskiego trawlera. Wtedy w "zapierającym dech" galopie majaczyła mi szarża ułańska. na której jako załoga odbywali dalekie podróże ci. Nie mógł się pogodzić z myślą. rumieniący się przy odpowiedziach stał się głośny jako kapitan trawlera. Żaglowce szkolne wszystkich krajów uważają za swój obowiązek złożyć im kurtuazyjną wizytę. Tak jak stał. Podczas prób z tym okrętem na morzu przypomniały mi się zabawy na tratwach i marzenia ośmioletniego chłopca. siłę woli i wielkość serca. Ryszard Sieczka. co chcieli chociażby raz w życiu przespacerować się po największym gościńcu świata. Właścicielem dużego żaglowca stał się mając lat czterdzieści. Uczyniły to samo żaglowce Szkoły Rybołówstwa Morskiego w Gdyni. że podczas szkolnych ferii letnich wyprowadzałem statki na pierwsze próbne rejsy. co się tam zapuszczają: BĄDŹ ZDRÓW. Podczas połowów na Morzu Północnym w czasie wyrzucania sieci na dużej fali lecąca za burtę lina trałowa utworzyła pętle. Odbyła się w pamięci długa droga od tratwy ciosanej i wiązanej własnymi rękami do tego okrętu . czarująca pani władająca z łatwością kilkoma językami.Na pocztówce przysłanej mi z Madery pisali. Jako ośmioletniemu chłopcu udawało mi się często dopaść konia. o których tu wspomniałem. że w doświadczonych rękach łódź ratunkowa jest środkiem niezawodnym na wypadek. Postanowił je ratować.Fa-rewell. 19 . A oto jeszcze jeden z nich. oświadczyła. W Mariehamn. mając lat dziewiętnaście dowodził statkiem. wykazując znajomość morza. bez straty czasu na nakładanie pasa ratunkowego. I jeszcze jeden. że coraz większa ilość parowców i otwarcie Kanału Panamskiego skazują najpiękniejsze żaglowce na śmierć. siedzieli zawsze na ostatniej ławce. Dziwnym zbiegiem okoliczności wszyscy czterej. że gdy ich żegnała. W ten sposób powstała słynna flota Eriksona. Trudno wymienić nazwiska wszystkich tych. Uczniowie potrafili swym zachowaniem podczas kilkudniowego pobytu na wyspie i wycieczek autokarami tak oczarować panią Erikson. że za pomocą rozklekotanego zegarka na ręku i sekstantu potrafili na łodzi ratunkowej obliczyć astronomicznie swą pozycję i przy widzialności czterech mil morskich trafili na Maderę. gdy zajdzie potrzeba szukania na niej ostatecznego ratunku. którego nazwa mówi na wszelki wypadek tym. Pewnego razu stałem się nieoczekiwanie dla siebie dowódcą okrętu wojennego.

by sprawdzić.... ja nauczyłem się teraz nawet hiszpańskiego. 29 Siedmiu z Meksyku.................... 155 Pikrat! Pikrat! Wylecimy w powietrze .RU!........ który z takim trudem zdał egzamin z języka angielskiego.... .... 162 Konny soit.. 200 Ma w każdym porcie narzeczoną......Jakiego rodzaju ma trudności? ... 65 Pasażer I.. . ........ 52 Trzy listy.... że się po prostu nie uczy...Wiesz...... 21 Wiatr..... począwszy od Belem w ujściu Amazonki do Buenos Aires... i tego co zaszło w ciągu trzydziestu paru lajt niewidzenia się od skończenia Szkoły Morskiej..KU .......... ....Może to niezupełnie jednak jego wina . jakie były losy Mistrza Magii. 143 Uśmiechy losu. ............. 123 FliP • •... syn mój nie może sobie dać rady z językiem angielskim...wojennego wybudowanego "własnymi rękami" i wówczas skojarzenie słów Krążownik spod Sómosiefry . ...117 Plamoznik......... i3g Królewski żart...... qo . 230 Od Autora.Myślę................PAMIĘTAM.....K.. yy Czciciel słońca i sankilota.....C... TREŚĆ I już ostatnia . 223 Major i Misk. 15 Ornitolodzy. jak ja świetnie umiałem angielski? ...odpowiedź na pytanie..Nie jego? A czyja? Nie chce mu się. no Pożar na Atlantyku..............próbowałem bronić młode pokolenie.... Zobacz.. 285 [Ballado obraz Ferdynanda Ruszczyca... qui mai y pense....... A pamiętasz..... że ma kłopoty ze swym synem. ...........nie wydało mi się tak bardzo nieżyciowe.. 5 O! MU . Po krótkim omówieniu -wszystkich znajomych kątów...... ........ 45 Pogrzeb pilota Trinity House....... 216 Flara ..... 1900] BALLADA NAM SIĘ ŚNIŁA O MORZU Z lasów i pól z głębi Polski gnał nas romantyzm i tylko romantyzm pomimo przeciwnych wiatrów i przeszkód na drogach na największy gościniec świata.. 73 Chimera Mirabilis... Spotkałem go w Gdyni w zeszłym roku........ 187 Sąd morski. 36 Nie dokończony reportaż.. ! Egzamin..... 209 Monkejek i "Catalina" .. że NIEBEZPIECZEŃSTWO NA MORZU POSIADA RÓWNIEŻ SWĄ ISTOTNĄ WARTOŚĆ (Od autora) [Obraz Michała Leszczyńskiego darowany Szkole Morskiej w Gdyni] ........... 132 Jolly good fellow.........spytałem bardzo zaciekawiony........ .... Pływa jako kapitan na linii południowoamerykańskiej.. ..... Mistrz Magii powiedział. gj Kazio ....... gl Milioner....

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful