Prawda jest dziwniejsza od fikcji, a to dlatego, że fikcja musi być prawdopodobna. Prawda - nie. Mark Twain

21 marca 1973 roku Pierwszy dzień wiosny. Wspaniały, słoneczny. Wszystko budzi się do życia. I we mnie coś się obudziło. Do głowy wpadł mi szalony pomysł. Poszłam na pierwsze w życiu wagary. Ja, wzorowa uczennica i córka. Ostatnio wszystko zaczęło się zmieniać w moim życiu. Jeszcze nie rozumiałam tego, ale już czułam, że coś ma nastąpić. Coś nowego i niezwykłego. Może sprawił to wiosenny nastrój, a może ja sama bardzo chciałam, żeby w końcu coś się stało, coś wielkiego i ważnego. Nie potrafiłam już być taka jak przedtem, a nie wiedziałam, co ma nastąpić. I chyba bardzo chciałam, by To stało się właśnie dzisiaj, w ten wiosenny dzień, kiedy można we wszystko uwierzyć od początku. Potrzebowałam nowej wiary, by coś złego nie stało się ze mną. Właściwie to chodziłam po ulicach, nie bardzo wiedząc, co mam z tą wolnością zrobić. Weszłam do małej kawiarni, gdzie było dużo młodych ludzi, niewiele starszych ode mnie. Trochę się zdziwiłam. Oni chyba też byli na wagarach. Do mojego stolika dosiadło się dwóch chłopców. Byli dziwnie ubrani. Mieli długie włosy, rzemyki na szyjach i rękach. Spytali, co tu robię i tak zaczęliśmy rozmawiać. Jeden z nich, Filip, długo przyglądał mi się i w końcu spytał, czy chcę iść z nimi w pewne miejsce. Zgodziłam się, nie pytając o nic. Czułam, że będzie to coś bardzo interesującego. Chciałam dowiedzieć się, co porabiają ci chłopcy, jak żyją. Chciałam poznać coś innego od tego wszystkiego, co do tej pory znałam. Czyli domu rodzinnego i szkoły. Poszliśmy w trójkę. Nie znałam imienia drugiego chłopaka, nie przedstawił mi się. Weszliśmy do pewnego mieszkania. Wszystko tutaj było nieokreślone, wszystko, czemu się przyglądałam. Trochę zaczęłam się bać, ale weszłam dalej, do pokoju, Byli tam inni, podobni do moich nowych kolegów. Dziewczyny też były. Wszyscy podobnie ubrani, chociaż każdy inaczej. Filip powiedział im, że jestem „nowa”. Jakaś dziewczyna wstała i zawiesiła mi na szyi sznur przeźroczystych koralików. Zrozumiałam, że zostałam przyjęta do ich grona, chociaż jeszcze nie wiedziałam kim są.

Na stoliku zauważyłam kilka strzykawek i jakieś pudełka. Filip wyjął z jednego ampułki i naciągnął płynu do strzykawki. Wziął moją rękę i podwinął rękaw. Bałam się bardzo, ale ciekawość była silniejsza. „Pierwsza komunia” usłyszałam czyjś głos i śmiech. Poczułam ukłucie i wlewanie się płynu do krwi. Po chwili wszystko się zmieniło. Było mi tak dobrze, ci ludzie byli wspaniali. Nie martwiłam się szkołą, domem. Chciałam zostać tutaj z nimi na zawsze. Nie wiem, jak długo to trwało. Zaczęłam podsypiać. Był to wspaniały półsen. Wszystko straciło znaczenie, liczył się tylko mój stan. Było mi po prostu dobrze. Teraz, gdy to opisuję, jestem bardzo senna. Nie wiem, jak wróciłam do domu i co powiedziałam rodzicom. Może nie powiedziałam nic, bo trudno było mi mówić. Nie wiem też, jaki zastrzyk zrobił mi Filip. Wiem tylko, że nie żałuję, że poszłam na wagary. 22 marca Mama obudziła mnie do szkoły. Wstałam szybko, ale nie miałam zamiaru iść. Poszłam do kawiarni. Nie było Filipa ani jego kolegi. Tak jak wczoraj, było tutaj dużo małolatów (mówią tak sami o sobie). Było też dużo starszych, z wytatuowaną kropką pod lewym okiem. Wiedziałam już, że są to gitowcy. Tych Filip radził mi unikać. Mówił, że są zbyt źli, nie warto znać ich choćby z widzenia. Poszłam od razu do tego mieszkania. Byli tam prawie wszyscy ci sami co wczoraj. Od razu podeszłam do stolika. Chciałam się dowiedzieć, co dostałam. Filip złapał mnie za rękę i powiedział: - To majka, nasza siostra. My sister is morfina. Zapamiętaj. Chcesz? Kiwnęłam głowa.. Wszystko powtórzyło się. Nie byłam taka śpiąca jak wczoraj. Cieszyłam się muzyką, słuchałam, o czym rozmawiają, sama niewiele mówiąc. Wydawało mi się, że nie trzeba mówić, kiedy jest tak dobrze. Że wszyscy powinni i tak się rozumieć. Siedziałam w kącie spokojnie, kiwając się w rytm muzyki. Filip usiadł obok mnie. Widziałam, jak robił sobie zastrzyk. Teraz zobaczyłam, że ma wiele śladów na rękach. W domu milczałam. Komu i co mogłabym powiedzieć?

25 marca Mam wszystko olewać i robić swoje, bo jestem hipiską. Mam się nie przejmować codziennością, tylko żyć we własnym świecie. Mam pomagać ludziom podobnym do mnie, czyli innym hipisom. Jestem wolna. Może i jestem wolna, chociaż muszę chodzić do szkoły i słuchać rodziców. Tylko czy warto ich słuchać? Może i dobrze, że się chodzi do szkoły. Lubię czytać i poznawać nowe rzeczy. Ale to, co poznaję teraz, to zupełnie inny świat. Jeszcze nie rozumiem wielu spraw. Nie wiem, co to znaczy tak naprawdę być hipiską. Ale jestem z nimi. Bo czas już się zbuntować. Tak twierdzi Filip. Ja też tak sądzę. Bo nie mogę się pogodzić z tym, co dzieje się w moim domu. Tego nie da się z niczym pogodzić. Poszłam dzisiaj do biblioteki. Chciałam się dowiedzieć, co właściwie wstrzykuje mi Filip. I dowiedziałam się, że morfina jest właściwie najsilniejszym u nas narkotykiem. Dłuższe zażywanie prowadzi do nałogu. A potem niszczy się własne zdrowie. Przeraziłam się. Ale przecież nic się nie stało. Ja tylko spróbowałam. Nie jestem żadną narkomanką. Nie muszę niczego brać. Chociaż... Po niej jest tak cudownie. I nie pamięta się o tych najgorszych sprawach. Po prostu nie pamięta się. 3 kwietnia Wychowawczyni poszła do ojca, do pracy i powiedziała o moich wagarach. W domu była kosmiczna awantura. Właściwie tak naprawdę to nikt nie próbował ze mną porozmawiać. Nakazano mi powrót do szkoły, więc wróciłam. Nie zwierzyłam się nikomu z tego, co robiłam. Wszyscy nauczyciele byli zaskoczeni, że taka dobra uczennica poszła na wagary. Tak jakby to był tylko przywilej złych uczniów. Dziwni są nauczyciele. Dziwnie myślą. Dobrze się uczysz - jesteś dobra. I odwrotnie. A jacy oni są? To oni są źli. I zupełnie nie wiedzą, jak z nami postępować. A ja i tak będę robić swoje. Tylko po kryjomu. Już zaczęłam kłamać, że wieczorem idę do koleżanki czy do kina. Dlaczego trzeba kłamać? By robić to, na co ma się ochotę, a dorośli nie pozwalają, oni w ogóle nie orientują się, co się

z nami dzieje. 6 kwietniu Wstałam wcześniej i spotkałam się z Filipem. Zrobił mi zastrzyk. Był jakiś smutny, gdy mu powiedziałam, że muszę iść do szkoły. Lubię go i nic więcej. Poszłam do szkoły zaćpana. Pokłóciłam się z nauczycielką. Kazała przyjść rodzicom. Będzie nowa awantura. Ale jakie to ma teraz znaczenie. 12 kwietnia Chodzę grzecznie do szkoły. Tylko nauczycielki nie chciałam przeprosić. Uważałam, że nie mam za co. Dawno nie widziałam się z ludźmi. Zaćpałoby się. Może nie byłabym taka smutna. Te koszmarne wieczory w domu. Nawet uczyć mi się nie chce. Teraz mnie to śmieszy, że kiedyś zależało mi na dobrych stopniach. Ale kiedyś inaczej wyglądało moje życie. W domu jest coraz gorzej i ja poznałam smak innego świata. Czy naprawdę poznałam? Może to tylko małe doświadczenie, które się skończyło? Nie. Czuję, że jestem inna. Nie dam się już teraz stłamsić. Teraz to już naprawdę niemożliwe. 16 kwietnia Filip nauczył mnie robić sobie zastrzyk. To naprawdę nic trudnego. Sprzęt można bez problemów kupić w każdej aptece. Mam trochę śladów na rękach i przestałam chodzić na w-f. Będzie z tego nowa awantura. Trzeba postarać się o zwolnienie. Kiedyś miałam, bo mam chore serce, więc chyba nie będzie to trudne. Trzeba tylko iść do lekarza, jak się trochę ślady zagoją. Mam pomysł. Najpierw trzeba zrobić badania krwi. Więc do dzieła. Wmówię lekarzowi, że pielęgniarka nie mogła się wkłuć. 21 kwietnia Mam zwolnienie z w-fu. To nie było trudne. Jeszcze lekarz mnie objechał, że przyszłam tak późno. Mam wadę serca i nie wolno mi wykonywać cięższych

ale ja nie chcę. Ludzie wąchają tri. Ale Alfa powiedział mi. że mam mój dziennik. Tak mówi Filip. I dobrze. obok dwóch tamtych. Co się zmieniło? Może to ten głód. wydają mi się jacyś inni niż tamtego dnia. Zostało mi tylko pisanie. Filip pomaga mi tylko załatwić ćpanie i niczego nie chce za to. Mam poznać jego uroki. bez obawy. Ja też się zmieniłam. W szkole warczę na nauczycieli. że do końca roku szkolnego jeszcze tylko dwa miesiące. bo nie ma majki. To znaczy wzięłam. a oni na mnie. W domu ze mną już nie można porozmawiać. Mam podwyższone OB i ASO. . Towar się kończy i właściwie nie ma co ćpać. Dlaczego właściwie ćpam? Bo jest mi inaczej po majce. I lżej żyć. Przecież nie muszę brać narkotyków. Wezwano od razu rodziców. Mogę spokojnie brać narkotyki.prac fizycznych. Wieczorem czytam książki. Akurat. Właściwie to jestem sama. Nie wyobrażam sobie życia bez książek. Moi nowi znajomi nie uczą się. Gdy teraz na nich patrzę. Ale to nie to samo. ale nie potrafię na razie niczego zmienić. Biorę. Wyzwałam nauczycielkę. ale za mało i wszystko mnie drażniło. To jest mój trzeci świat. Z czego żyją? Głoszę swoją filozofię. Czyli jestem naprawdę chora. że ktoś mnie nakryje. że kiedyś będę musiała coś dla nich zrobić. Mogę przerwać w każdej chwili. O ślady na rękach nie pytał. bo tak mi się podoba. Dokąd mogłabym pójść? 2 maja Poszłam do szkoły niedoćpana. Nikt mnie zresztą nie namawia do tego świństwa. Dobrze. A potem zacznie się sezon. gdy ich poznałam. Co się dzieje? Zaczynam bać się tego wszystkiego. Tylko do czego to doprowadzi? Skąd mogę to wiedzieć. 23 kwietnia Nie chce mi się w ogóle uczyć. Jakoś to musi być. Bierzemy jakieś prochy. Teraz naprawdę nie mogę nikomu o niczym powiedzieć. Tylko co dalej? Lepiej nie pytać. Wszyscy są tacy rozdrażnieni. o którym czytałam? Bardzo możliwe. nie pracują. To po zapaleniu stawów.

Od nowego roku szkolnego mam przejść do innej szkoły. To podobno ma być dobre rozwiązanie dla wszystkich. Tylko nie dla mnie. Nikt mnie nie spytał o zdanie w tej sprawie. Popłakałam się. Ale dobrze. Nie chcą mnie tutaj, to odejdę. W domu wielka cisza. Nie rozmawiamy ze sobą. To znaczy ja uciekam do swego pokoju, gdy oni zaczynają. Jeszcze mi tego potrzeba, by ich wysłuchiwać. 10 maja Do szkoły chodzę teraz na luzie. Niedługo stąd odejdę. Klasy też mi nie żal. Nigdy nie byłam z nimi blisko, nie miałam żadnej przyjaciółki czy nawet koleżanki. Żyłam sobie spokojnie sama wśród książek. Co mnie wygnało z domu? Smak wagarów? Nie tylko. Ale im tego nigdy nie powiem. Właściwie teraz nic nie biorę i rzadko widuję ludzi. I zabrałam się trochę do nauki. Robią nam sprawdziany, powtórki. Z lekcji wychodzę do ubikacji na papierosa lub tak sobie wychodzę. Nie wzywają rodziców. Wiedzą, że odchodzę, i chcą to przeczekać. Czuję, że sprawi im to wielką ulgę. 16 maja Filip dał mi kodę. Nawet fajnie działa. I nie ma śladów na rękach. A to teraz ważne. Jest coraz cieplej i noszę ubranie z krótkim rękawem. Dawno nie byłam w naszej chacie. Spotykam się z Filipem w kawiarni. Mówi, że lepiej tam teraz nie chodzić, ale nie wyjaśnił mi dlaczego. Jest zawsze z nim Alfa. Wyczuwam, że mnie nie lubi. Trudno. Ja też go nie lubię. 1 czerwca Dzisiaj w szkole były zawody sportowe między klasami. Zgłosiłam się do skoku w dal, wzwyż, do biegu na 60 m i wszystkie konkurencje wygrałam. To tak na pożegnanie. Już nie żałuję, że odchodzę. Może coś się zmieni w nowej szkole. Po zawodach poszłam z dwoma kolegami z klasy na wino. Piliśmy nad

rzeką. Trochę się upiłam. 7 czerwca Już nic nie robię. Chodzę do szkoły dla świętego spokoju i czekam na rozdanie świadectw. Z Filipem też się nie widuję. Jestem nawet spokojna, nie rozrabiam. Tylko nie chodzę na lekcje tej nauczycielki, przez którą muszę odejść. To już niczego nie zmieni. Wiem, że świadectwa są już wypisane i mam obniżone sprawowanie. Olewam to. 17 czerwca Byłam w chacie. Ludzie powitali mnie z radością, chociaż właściwie mało się znamy. Ale to nieważne. Jestem jedną z nich. Noszę koraliki i rzemyk i ćpam z nimi. Nie rozumiem jeszcze tego, co głoszą. Ale może kiedyś zrozumiem. Filip mówi, bym była gotowa pod koniec czerwca. Wyruszamy w Polskę. Zaczyna się Sezon. Ludzie nie mogą się doczekać. Mieli tylko ziomki. Zastrzyk zrobił mi Filip. Uświadomiłam sobie dzisiaj, że lubię, jak on robi mi zastrzyk. 20 czerwca Dostałam świadectwo. Zdałam do ósmej klasy. Śmieszne. Mam prawie same piątki i obniżone sprawowanie. To jest coś. Nie żegnałam się z nikim. Wzięłam ten papierek i wróciłam do domu. Darowałam sobie akademię i inne szkolne uroczystości. Żegnaj, szkoło. Nie dałam się wam zgnębić. Walka była ostra. Ale ja nie przegrałam. Ja robię swoje. 25 czerwca Skończyłam 14 lat. Ale ze mnie małolata. W domu spokój. Gdy jest jakaś rocznica, wszystko się ucisza na ten dzień. Dziwnie tak. Ale co zrobić? Ja niewiele tutaj mogę. Pozostał tylko bunt Co to znaczy mieć 14 lat? Wyrzekać się domu, próbować narkotyków, alkoholu, papierosów.

I trzeba do tego jeszcze być sobą. I z nimi. 26 czerwca Nieprawda, że wyrzekam się domu. Przecież tak bardzo pragnę, by było inaczej. Chyba wtedy też byłabym inna. Co się stało ze mną przez te trzy miesiące? Dlaczego jestem przeciwko nim? A jak oni myślą? Czy wiedzą, dlaczego taka jestem? 30 czerwca Jutro mam jechać „w Polskę”. Ale nie pojadę. Nie wychodzę z domu, by się z nimi nie spotkać. Filip będzie czekał. A może nie będzie czekał. Chcę zostać w domu. Nie wiem, czy naprawdę tak chcę, ale obawiam się tego wyjazdu. Coś mnie jeszcze wstrzymuje. 5 lipca Wiem, że na mnie czekali. Powiedział mi o tym kolega Filipa. Mają przysłać mi kartkę, mogę jeszcze dojechać. Chcę i nie chcę. Jak jest lepiej w domu, to chcę tu być, Ale czasem pojechałabym bardzo daleko. Na razie od czasu do czasu podróżuję w snach. Ładnie się to nazywa. Podróż w nieznane. Bo podobno w tych snach są pociągi, a w nich pełno wolnych miejsc, i są okręty, które chcą nas zabrać w długi rejs. A tutaj jest smutno i tak zwyczajnie. A raczej niezwyczajnie smutno. 7 lipca Kupuję ziomki w aptece. Robię je tak, jak nauczył mnie Filip, i wstrzykuję sobie. I wszystko się zmienia. Jest trochę inaczej niż po majce, chociaż podobnie. Nie potrafię określić tej różnicy. Gdy jestem po zastrzyku, mniej czytam, chyba nawet mniej myślę. Lubię wtedy spacerować po ulicach i przyglądać się ludziom, jak śpieszą się, kłócą, żyją. Nie odczuwam tak wtedy przemijania czasu. Idę przed siebie i chodzę tak godzinami. Dopiero gdy zaczyna się ściemniać, wracam do domu. Mniej mówię i staram się z nimi nie kłócić.

Dziwne to wszystko. A może to ja się zmieniłam. 11 lipca Kupuję ziomki zmieniając apteki. Już poznaję farmaceutów i staram się, by oni mnie nie zapamiętali. Dlaczego? Filip mi o tym powiedział. Nie ma go teraz w Częstochowie, ale jego duch jest stale przy mnie. Mam się wystrzegać jak najdłużej kontaktów z milicją. Przecież nie robię nic złego nikomu. Może tylko sobie. Właściwie całe dnie spędzam sama. Do południa odsypiam narkotyk. Nigdy dotąd nie miałam tak dobrego snu. Gdy rodzice wracają z pracy, wychodzę z domu. Mówię, że idę do kina lub do koleżanki. Ufają mi. A ja chodzę i patrzę. Patrzę stale na innych i nie chcę myśleć. Chcę tylko patrzeć. Dlaczego lubię być sama? 17 lipca Za niecały miesiąc zlot łupów w Częstochowie. Ciekawe, jak to będzie wyglądało. Intryguje mnie to wszystko. Czy do nich należę? Przecież tak naprawdę to niewiele o nich wiem. Mówię, że chcę być wolna i czuję się wolna. Ale czy jest tak naprawdę? Nie pojechałam „w Polskę”. Zostałam w domu. Tylko, że „robię swoje”. Przyłącz się, dostrój się i odpadnij” - co to naprawdę znaczy? Mniej ćpam. Zaczęłam czegoś się obawiać. Nie wiem, co to jest? Nie mogę zapytać Filipa. Nie mam kogo spytać. 25 lipca Dni są do siebie takie podobne, a przecież moje życie zupełnie się zmieniło. Robię sobie potajemnie zastrzyki, oszukuję rodziców. I czuję, że gubię się w tym wszystkim. Ubieram się inaczej, noszę rzemyki i widzę, że w moim mieście coraz więcej takich jak ja, podobnych. Zbierają się przed zlotem. Chodzą po mieście całymi grupami. Gdy ich mijam, robi mi się tak jakoś ciepło, chciałabym iść z nimi dalej. Niekiedy widzę, jak zatrzymuje ich milicja.

Dlaczego? Przecież chodzą po ulicy jak inni ludzie, nie piją alkoholu. Czasami tylko poznaję, że ktoś z nich jest nagrzany. Przyglądają mi się, uśmiechają się do mnie. Jestem jedną z nich. 31 lipca Dzisiaj zatrzymał mnie patrol MO. Na ulicy. Tak jak tamtych. Puścili mnie od razu, gdy zobaczyli adres na legitymacji. Ale spisali mnie. Czyli stało się. Nie bałam się. Nie czułam nic. Byłam zaćpana mocniej, wzięłam więcej. Specjalnie tak zrobiłam, by mniej czuć. Odkryłam to przypadkiem, że tak to może zadziałać. Ten stan obojętności był cudowny. Byłam bardzo spokojna. I bez lęku przyglądałam się niebieskim mundurom. Uśmiechałam się do nich, a oni do mnie. Nie wiem, czego chcieli. Ale to nieważne. Wszystko jest nieważne. 3 sierpnia Po ostatnim ćpaniu zaczęto ranie boleć serce. Boję się iść do lekarza, mam tyle śladów na rękach, zbyt wiele, by mu wmówić, że to po pobraniu krwi. Myślę, że to przejdzie. Trzeba tylko na jakiś czas przestać ćpać Ale brakuje mi tego. Wszystko nagle stało się takie inne. Rodzice myślą, że jestem smutna z powodu zmiany szkoły. Wiem już, do której szkoły będę chodzić w ósmej klasie. Szkoła. Jak ja mam tam teraz wrócić? Zupełnie sobie tego nie wyobrażam. Tarcza na rękawie, granatowe ubranko, codzienne odrabianie lekcji. Trzeba będzie to robić. 10 sierpnia Codziennie jestem pod Szczytem na polu namiotowym. Wystarczy tutaj przyjść, usiąść obok rozmawiających hipów i po prostu z nimi być. I to wszystko. To takie proste. Jest się z nimi i nic więcej nie trzeba robić. Przyglądam się, jak grają na bębenkach i fletach, śpiewają, tańczą. Jesteśmy podobni, chociaż tacy różni. Ludzie przychodzą nas oglądać. Wieczorem przegania nas milicja. Niektórych zamykają na kilka godzin.

Słucham dyskusji ludzi starszych ode mnie o pięć, dziesięć lat i nie bardzo mogę się w tym wszystkim połapać. Ciągle słyszę o filozofii, religii, braterstwie, wolności, pacyfistach. Czuję, że jestem z nimi, ale chciałabym więcej rozumieć. Szukam wśród nich Filipa, ale go jeszcze nie ma. 13 sierpnia Pod Szczytem tysiące ludzi. I pełno nas, hipów. Chodzimy boso po nagrzanym słońcem polu namiotowym. Zbieramy pieniądze na wspólne posiłki. Niektórzy ćpają. Teraz piją zupę, by nie mieć śladów na rękach. Boją się kontroli milicyjnej. Słucham zadziwiającej muzyki. Nie znałam jej. Wydaje mi się, że płynę z nią w krainę czarów. Do domu wracam na noc. Rodzice robią mi o to awantury, ale to do mnie nie dociera. Jestem hipiską, nie należę już do tej ich rzeczywistości. Jestem bardzo daleko. 15 sierpnia Wrócił Filip. Bardzo się zmienił. Mówił, że na trasie ostro grzał. Inni wyglądają podobnie. Przyjechali na wspólną mszę i jadą dalej. Ja zostaję. Mam tyle pytań do Filipa, ale nie umiem z nim teraz rozmawiać. Poza tym stale jest przy nim Alfa, który patrzy na mnie ironicznie i mówi: - Jesteś już prawdziwą hipiską i ćpunką, teraz się już od nas nie uwolnisz. Nie rozumiem go. Jest hipem, ale jest zły. Dlaczego Filip ciągle z nim jest? 20 sierpnia Już po wszystkim. Hipy wyjechały z Częstochowy, gonione przez milicję. A poza tym kochają wieczną, wspólną włóczęgę. Może i ja kiedyś z nimi wyruszę przed siebie. Tak bez celu, tylko dla samego podróżowania. Dzisiaj tu, jutro tam. Za dziesięć dni szkoła. I to mnie przeraża. Mama zabrała mnie na zakupy. Zeszyty, książki i różne drobiazgi. Kiedyś to mnie cieszyło. Teraz nie chcę o

trzy razy dziennie dostaję witaminy i na tym koniec. Z okna . Mama przyniosła mi książki. Nie pamiętam. nie wolno kontaktować się z innymi pacjentami. Chyba niczego się nie domyśli. Tacy zwykli. Powiedział mi. Książki nie kłamały. Kto w ostatniej klasie zmienią szkołę? Śmieszni są. Tylko co dalej? 1 września Pierwszy dzień w nowej szkole. z czego ona może być. Może są zaszokowani. Więc wszystko się zgadza. Dostawałam kroplówkę. I przesadziłam. 8 września Dzisiaj na wizycie było kilku lekarzy. Mam nic nie robić. obmacywali brzuch i patrzyli jak na zjawisko. jak to się stało. ale nie wolno mnie odwiedzać. że taka małolata potrafiła się tak zatruć szkocką whisky. Czterdzieści osób patrzyło na mnie. Nie mogą o niczym wiedzieć. Upiłam się sama z okazji rozpoczęcia roku szkolnego. Podobno wypiłam całą flaszkę i padłam. 6 września Od trzech dni jestem w szpitalu na oddziale zakaźnym. Wiem już. Idiotyczne uczucie. Można zwariować. Sytuacja jest co najmniej zabawna: rano odwiedza mnie lekarz. Kazał mi zrobić badania. Grzeczne dzieci. że muszę milczeć. Przywieziono mnie nieprzytomną po zatruciu alkoholem. Nudno tutaj.tym myśleć. Badali mnie. Leżę sobie w separatce. Wiem. którą wzięła z barku rodziców. Już mogę iść do lekarza. Przestałam ćpać. Siedzę w domu. Tylko z powodu ćpania. że szmery w sercu go niepokoją. podejrzewa anemię. 24 sierpnia Byłam u lekarza i załatwiłam sobie zwolnienie z w-fu do nowej szkoły. ludziki szkolne.

13 września Siedzę spokojnie na lekcjach i nie odzywam się do nikogo. Jakaś aparatka. Ci ludzie znają się ósmy rok. Czuję to. O. Tylko przestałam lubić szkolę i nauczycieli. sieje zniszczenie. Wieczorami długo się nad tym wszystkim zastanawiam. co mnie otacza. To naprawdę klatka. na pewno długo nie będę piła. Czy już wrócili do miasta? Może jeszcze nie. Jakby nic się nie stało. pielęgniarka. Bez sensu. z ludźmi. tylko co? 25 września Filip twierdzi. bo już nie mogłam wytrzymać. wybucha śmiechem. dlaczego to zrobiłam.widać budynki szpitalne. Chyba dobrze zrobiła mi zmiana szkoły. jakbym nagle spadła z księżyca. A jutro do szkoły. ale nie wiedzą dlaczego. Nie rozumiem tego wszystkiego. Tak się zaprawić. Już wolę chodzić do szkoły. Na piętrze leżą chorzy na żółtaczkę. że wszystko. Rodzicom kazali mnie pilnować. i biorę się do nauki. Rodzice nie mówią nic o moim wyczynie z alkoholem. Jest bardzo ciepło. nie rozmawiamy. Nawet nie wiem. co nas otacza. oczywiście gdy jest spokój. ale w klasie jestem obca. Mam być tutaj jeszcze tydzień na obserwacji. że chorowałam. To mnie zajmuje. Cytuje . niż miotać się po tej klatce z własną łazienką. Weszłam w ich środowisko. I dobrze. Wiedzą. co dzieje się z Filipem. Obserwują mnie przez szybę. poznawać nowe rzeczy. Coś się we mnie dziwnego dzieje. Lubię się uczyć. gdy tylko mnie widzi. Ja jestem nowa. 12 września Wypuścili mnie trochę wcześniej. Nie pytają. Nic mi nie jest. Ciekawe. nawet siebie przestałam rozumieć. Przepisuję i uzupełniam zeszyty. 14 września Po szkole grzecznie wracam do domu. omijając z daleka chatę.

Siedzieli na oddzielnej ławie wśród milicjantów. Dziwne to wszystko. Sędzia zapytał: czy na sali są nieletni? Wyglądam dosyć poważnie i nie zostałam wyrzucona. Ale pytać nie należy. do sądu. . Kupiłam Kodeks karny i odczytuję na drzwiach paragrafy. nie wnikając w ich sens. co się chce. zeznaniom świadków. 6 października Nadal chodzę do sądu. Powtarzają bezmyślnie jakieś słowa. tylko w kinach i kawiarniach. Sąd to dobre miejsce. W domu nic nie mówię. Może kiedyś będę studiować właśnie prawo? Było kilka spraw. patrzyłam na oskarżonych. Więc tak to wszystko wygląda. o co będzie sprawa. Przysłuchiwałam się mowie prokuratora. Szkoda tylko. że nie do normalnego życia. co oskarżają. a także alkoholowe seanse mają nas wyzwolić. W końcu odczytano wyrok. poszłam na wagary. na Boga. Czasami ćpam i wtedy jest mi wszystko jedno. by się ukryć przed łapaczami. Wiem wtedy. co bronią. Tylko. będąc naćpanym? Powrót do domu jest jakimś powrotem. głównie o pobicia i kradzieże. Tutaj nie szukają wagarowiczów. W czasie przerw chodzę na herbatę do kawiarenki w budynku sądu i przyglądam się ludziom w togach. Na sali rozpraw występują jakby przeciwko sobie. i ci. że byłam na wagarach. Mam wrażenie. od czego? Po szkole idę tam i patrzę. Wolno mówić.jakiegoś amerykańskiego poetę. Co my możemy zrobić dla siebie samych? W narkotycznym transie ulepszać świat? Może. żartują. W kawiarence rozmawiają swobodnie. Nasze narkotyczno . Ostatnio zaczęłam interesować się prawem. Może wtedy nie chciałabym żeglować z nimi? 1 października Zamiast do szkoły. Jak można coś rozumieć. Jacy oni są? Ci.nikotynowe. My mamy być inni. a czasami tylko patrzę i chcę pytać. Przysłuchuję się sprawie o zabójstwo. W czasie przerw wyprowadzano ich w kajdankach do specjalnego pomieszczenia. Zapewne kiedyś się wyda. że jest to bełkot zagubionych dusz.

Tutaj wszystko się kończy. byłam razem z hipisami. Dzisiaj pojechałam na groby. I ten spokój udziela się. Powiedziałam jej. Jestem wtedy spokojna. Boję się trochę. dostał dziesięć lat. gdzie jest kosz z narkotykami. Wczoraj przyśnił mi się Nepal. Chciałabym wiedzieć. . Facet. Dlaczego tak ich okłamuję? Co się ze mną stało? A co się stało z nimi? 8 października Spotkałam koleżankę z klasy. gdzie jest kosz z narkotykami? Wolna miłość? Śmieszne. uprawiałam wolną miłość. Chociaż z tym nie mam problemów. co takiego robią moi rówieśnicy. bo odbywają się przy drzwiach zamkniętych. Dużo czy mało? Czy można na lata więzienia przeliczać ludzkie życie? Czy cokolwiek liczy się w tym życiu? Wróciłam do szkoły i znowu odrabiam zaległości. lubię bawić się włosami. Po dywanie dym się snuje. Przecież to się wyda. Lubię cmentarze. Ale na razie wychowawczyni da mi spokój. Znowu byłam w sądzie. ciągle muszę kłamać? Nie odpowiedział mi na to pytanie. mogę wypisać sobie zwolnienie. 13 października Filip dał mi wolne recepty. Dobrze mi idzie. Muszę skombinować jakieś zaświadczenie lekarskie. jadłam LSD garściami. który zabił swoją żonę. 1 listopada Nic ciekawego się nie działo. gdy nie ma tam tłumu. Ciągle coś udaję.Nie mogę chodzić na sprawy dla nieletnich. Wychowawczyni pyta się o mnie. Spytałam Filipa: czy będąc wolną. Do domu staram się wracać mniej więcej o tej samej porze. W domu bywa różnie. Wtedy jest tam taki spokój. że wszystko jest w porządku. Udaję. że choruję. Szkoda.

I powtórzył: . Pili wino. chociaż oni tego jeszcze nie zauważyli. coś dusi i nie pozwala powiedzieć tego prostego słowa. że będziesz nasza. może nie. Jest mi tak dobrze. Najlepszy prezent dostałam od Filipa . To wtedy gdy czuję.Baśka. To dziwne. że jestem taka jak inni: denerwuję się przed klasówką. Jakże odmienny od tamtych lat. 15 listopada Znowu byłam w sądzie. że przecież ich kocham. A może nie trzeba mówić? Może trzeba coś zrobić? . ale ucieszyli się na mój widok. Ktoś jednak cieszy się. Jeszcze na coś liczę. Przyszedł Alfa. Co on może o mnie wiedzieć? Tyle samo. 4 grudnia Dzień moich imienin. W końcu poszłam do chaty. Jesteśmy tak samo zagubieni. Czasami czytam książkę. Na jakiś gest porozumienia z ich strony. Może tak. Na byle co. Przyjmuję prezenty z miłym uśmiechem.Wiedziałem. odrabiam lekcje. Nie było ćpania. Tylko na przerwach z nikim nie rozmawiam. Chodziłam od drzwi do drzwi. bo oni cię zniszczą. Napiłam się i słuchaliśmy muzyki. uczę się. co ja o nim. że ktoś z klasy chce do mnie podejść i porozmawiać. że jestem. Jest OK. Zrobił mi od razu zastrzyk. że zostawisz tamtych. Chodzę po korytarzu samotnie. Dlaczego? Nie powinnam chyba już o to pytać. ale nie mogłam usiedzieć na żadnej sprawie. Ale coś mnie powstrzymuje.12 listopada W szkole wydaje mi się. Chciałabym im powiedzieć.całe opakowanie majki. rób swoje. A jednak coś nas łączy oprócz ćpania i tych spotkań. Uśmiechnął się i powiedział: . Zaczynam unikać zwykłych ludzi. To ja się zmieniłam.

ślicznie kłamię i chce mi się płakać. W mieście coraz trudniej o ćpanie. co mógł czuć Alfa. Właśnie to: że Nowy Rok i nic więcej. Rozkleiłam się po ćpaniu strasznie. I to jeszcze bardziej mnie przeraża. Filip rytualnie robił każdemu zastrzyk. po której stronie jestem. Ale oni też to wszystko wiedzą. że to jakaś nie znana dla mnie siła pcha mnie tam. Myślą.11 grudnia Pokłóciłam się z Alfą. Mam już nawet wisielczy humor przy pisaniu. żeby jak najmniej pokazywać się rodzicom. A rano był Nowy Rok. że idę na Sylwestra do koleżanki z klasy. Wiem. a Filip objął mnie i uspokajał. Ale nie potrafię się zatrzymać. Usnęłam. że jestem ćpunką. a ja siedziałam w kącie i pisałam. Był maksymalnie nagrzany i przyczepił się do mnie. a to lata. Książki nie kłamały. Przesiaduję w swoim pokoju. 2 stycznia 1974 roku Czuję się fatalnie. Zabrałam kajet na imprezę. że jestem głupia małolata. Zaczął wrzeszczeć. Głupie uczucie. Skończyła mi się majka. nic nie rozumiem. Nie wiem czego. że koraliki i długie włosy to nie wszystko. że trochę przedawkowałam. Płakałam. Możliwe. Więc ja też mogę być kiedyś taka? Nie. Co się dzieje? 31 grudnia Tradycyjnie okłamując rodziców powiedziałam. Wszyscy przyszli z własnej woli. Serce pracuje jak rozkręcony zegarek. Co chwila inny puls. Muszę zacząć myśleć i działać. że się upiłam w Sylwestra. TAM. Czuję. hipiską. co mu jest. Pisałam to. . to niemożliwe. że w końcu muszę wybrać. Zaczęłam się bać. I zaczęłam rozumieć. Muzyka cicho grała. Zaczęły mi się trząść ręce. Więc dlaczego idę w to dalej? Czy nie ma z tej drogi odwrotu? Nikt nikogo do niczego nie zmuszał. Biorę coś do ręki.

mokry od morskiej podróży po autostradzie Ameryki. przecież mam iść do liceum. Do sądu przestałam chodzić. że i tak by mi przebaczyli. a przecież nie znałam nikogo. Piszę klasówki i kuję. I zdradził mnie mój wygląd. że oddają sprawę w ręce kuratora dla nieletnich. Mnie wmawiano. A. A ja chcę.7 stycznia Przestałam ćpać i znowu zabrałam się do nauki. Nie powiedziałam nic. wychowawczyni nie pyta o nieobecności. Kazali mi podwinąć rękawy. Ja też jestem zadowolona. Piątki i czwórki dla rodziców. mimo wszystko. Można pukać. Przesłuchiwano nas oddzielnie. Jest to jedno małe „ale”. Jestem z tobą w Rockland w moich snach idziesz.. i jeszcze tam. do drzwi mej chaty w zachodnią noc. Gdy ktoś się dobrze uczy. uczyć się dalej. W ramach specjalnej akcji łapania wagarowiczów. I chce. Tylko. płacząc.dom. On jest przegrany. które wszystko niszczy. 2 marca Czekałam w kawiarni na Filipa i zgarnęła mnie milicja. . Milczałam. A my chodzimy tu i tam.. i nie ma wiele chat z otwartymi drzwiami. że znam tamtych wszystkich. Kochają mnie bardzo. Rodzice są zadowoleni z dobrych stopni. Nie dam rady. No właśnie . Odwieźli mnie do domu i powiedzieli rodzicom. Chociaż wiem. Teraz musi mi wystarczyć szkoła i dom. ale nie wierząc już w nic. I sama nic nie zrobię. 8 lutego Wywiadówka minęła spokojnie. Przecież tyle rzeczy mnie interesuje. że nic się nie wydało. Żeby „dobrze” wypaść na okres. I żeby nie wydały się wagary. by inni wokół niego też tacy byli.G. Było nas wielu. Gdyby mnie widział Alfa! Ale olewam go. a ja swoje. on wie swoje.

Rodzice przyglądają mi się. 21 marca Pierwsza rocznica mojego ćpania. 2 kwietnia Dostałam wezwanie na milicję. Pytali o wszystko: co robię. Odmówiłam jej. Tylko że moje powroty wyglądają już inaczej. tylko prochy. Byłam w chacie. że mi wcale . Straszny to uśmiech. Kazali rodzicom bardziej mnie pilnować. wyląduję w poprawczaku. w Wydziale do Spraw Nieletnich. Dopiero wtedy milicja zaczęłaby się czepiać. 10 marca Zameldowałam się z ojcem w Sądzie. wielki mur. Chcą. Czuję. żebym sypała. Chodzi zawsze senna i uśmiechnięta. Jestem notowana. że nie dadzą mi spokoju. Uśmiech zjawy. Iga powiedziała. a ja nie chciałam jej odpowiedzieć na żadne. Nie mam powodu odchodzić z domu. patrzą na ręce. Alfa śmiał się. Mówili. Przesłuchiwali mnie. ale to już nie będzie mnie dotyczyło. Iga nie bierze zastrzyków. Naiwni. Uśmiechałam się do nich jak małe dziecko. Powiedziałam. A ja odpowiadam dla świętego spokoju. Wróciłam nagrzana do domu. kogo znam? Powiedziałam. Nie zrobią mi nic. To była ściana. bo teraz milicja nie da mi już spokoju. że mogę u niej zamieszkać. jak się uczę. że teraz często będę do nich przychodzić. pytają. A jak ktoś mnie sypnie. Taka kosmiczna cisza. Ktoś płakał. Jakby ktoś spóźnił się i przyszedł w puste miejsce.Nie potrafię tego opisać. co robię. że nikogo nie znam. to znaczy kłamię perfidnie. zbyt dużo stawiała pytali. gdzie idę. którego oni już nie potrafią skruszyć. W domu było spokojnie. Tutaj nie mogę milczeć. I co wtedy będzie? Śmierć? Możliwe. Pani kurator pytała. Filip zrobił mi zastrzyk z ziomków. rozmawiał za ścianą. że ściana kiedyś zawali się i przysypie mnie ostatecznie. Może nawet chcieliby mnie oddać do zakładu.

A z jaką przyszłością? To podobno zależy ode mnie. Rodziców nie było. Bywają takie chwile. Kartka była mokra. Ucieszyło mnie to w pewien sposób. Łzy? Czekali już na mnie: Filip. żebym tego nie opisywała. Jestem uczennicą liceum.przetrwanie. że rodzice nigdzie mnie nie puszczą. ale się po prostu nie da. Tomek i jeszcze kilka osób. I znowu sezon. Piętnastoletnia małolata z tak zwaną przeszłością. Rodzice są spokojniejsi. Zaczęłam zastanawiać się nad śmiercią. Cały maj dziwnie spokojny. że wrócę po wakacjach do szkoły.nie przeszkadza pobyt u nich. Wiem. Gdy ucieknę. Filip mówi. Sposób na milczenie . Tak twierdzi Filip.śmierć. Kiedyś bardzo się bałam. żeby teraz ruszyć z nimi w Polskę.milczenie. Wydaje im się. będzie mnie szukała milicja. Siedzi za pobicie milicjanta. I milicja też mnie nie wzywała. Czy się boję? Chyba tak. Pojechaliśmy stopem przed siebie. Sposób na życie . Uznali mnie za stukniętą. Mam wakacje i bardzo dużo wolnego czasu. 1 lipca Spakowałam plecak i po prostu wyszłam z domu. To dobrze. bo mój dziennik może dostać się w ręce milicji. Co to znaczy być stukniętą? 10 czerwca Koniec szkoły podstawowej. Boję się Alfy. Sposób na przetrwanie . Nie wiem. I to mnie cieszy. Filip nalega. Ładna liczba. że teraz coś się zmieni. . że bardzo chciałabym. Ale ja i tak będę pisała. Zostawiłam im kartkę. Iga. Dostałam piękne świadectwo. Nie wiem. naprawdę cieszy. Alfy nie było. 25 czerwca Skończyłam 15 lat. Przez ten czas uczyłam się i nie ćpałam. Pogoda wspaniała. Może coś się zmieni. Tylko we mnie czaił się niepokój.

Iga była zawsze na prochach. 7 lipca Dni są do siebie takie podobne. Czasami przeszywa mnie krótki. chociaż na pewno nasz wygląd ich dziwi. . Jest starsza o trzy lata. Jutro ruszamy dalej na poszukiwanie pól makowych. Robi z nami. Już nie mogę tego słuchać. że to niezbyt bezpieczne. Podobno tak bezpieczniej. nie myślę o tym. Wyruszają o zmierzchu na pole i zbierają. Później leżymy i nawet nie chce się rozmawiać. Coś zaczyna się dziać. Dopiero teraz zaczęłam się naprawdę bać. Iga czasami w nocy płacze. Ludzie są rozdrażnieni.Wieczorem rozbiliśmy namioty w jakiejś wsi. chłopcy w drugim. co chce. Iga mówi. 3 lipca Śpimy do południa. 15 lipca Średnio co drugi dzień jedziemy dalej w Polskę. Nie pytam. Czekam. a teraz leci w kanał. a raczej snujemy z kąta w kąt. co to jest. Bierzemy codziennie. ostry ból. Opalamy się. Czasami tak na mnie patrzy. Mam popuchnięte całe ręce. Chłopcy rozpalili ognisko. Jest mało sprzętu i robimy jedną pompką. Ale gdy widzę pompkę z towarem. Chłopcy organizują jedzenie i ćpanie. Kierowcy nawet nas zabierają. bo można złapać żółtaczkę. Nawet jeść się nie chce. ja z Igą w jednym namiocie. Ale nie mówię o tym nikomu. jakby chciała mi coś ważnego powiedzieć. Trudno mi się wkłuć w kanał. ale zostaję z nimi. sprzeczki wybuchają o drobiazgi. Potem to przyrządzamy. Z dnia na dzień wzrasta zapotrzebowanie na ćpanie. Obie z Igą też chodzimy na pole zbierać. i w kanał. To ćpanie nas tak zmienia. Nie wiedziałam. Wiem. Iga niewiele mówi o sobie. dlaczego? Przecież takie pytanie jest absurdalne. ale ona rezygnuje. Tak że niewiele nas to kosztuje. Moje serce jakoś wytrzymuje to codzienne grzanie.

ale bez dna. w istocie to rzecz straszliwa: oddech nieznanej bestii. Nie ćpam już dla przyjemności. Nie wiem.boleść stuzębną. Powiedziałam o tym Idze.Jesteś w ciągu . pojawia się znowu. porusza się. A może ma rację? Może przerwać ten Sezon? Wielu ludzi nosi w sobie ukrytego potwora. Filip spakował moje rzeczy i zawiózł mnie do jakiegoś . masz jeszcze szansę. rozpacz. Oto człowiek. żeby nie czuć. Wiktor Hugo Wieczorem Iga odczytała mi ten fragment z Nędzników i powiedziała: Ratuj się. że ma w sobie straszliwego pasożyta . że to początek ciągu. Zrozumiałam fragment książki. Stoją nad moim grobem i płaczą. Oni też byli. Ciągle śnią mi się rodzice. Niby to nic. co będzie dalej? 20 lipca Może wrócić do domu? Mam takie koszmarne sny. Chłopcy obudzili się i przyszli do naszego namiotu. pojawia się jakaś zmarszczka. żeby to minęło. W tak krótkim czasie wszyscy byliśmy już wpieprzeni. znika. co się ze mną dzieje. która gnieździ się w ich nocy. Ale. który wysysa im krew. Filip nic nie powiedział. Wrócił z działką i zrobił mi zastrzyk.Gdy zaczynam trzeźwieć. i czekam na kolejny strzał. Nie potrafiłam się uspokoić. ćpam. Ale zostałam.powiedział i rozpłakał się. przychodzi straszny lęk. że ten człowiek to topiel. który nie różni się od innych. Jest spokojny. Od czasu do czasu niezrozumiałe drżenie przebiega po powierzchni. Nikt nie wie. Bo potem będzie za późno. tworzy się pęcherzyk powietrza. Zaczęłam krzyczeć. pęka. wrócę do szkoły i nie będzie żadnego końca. chodzi. chorobą. . tylko poszedł na pole. Filip powiedział. 26 lipca W nocy zaczęło mną telepać. i nikt nie wie. o Boże. I zrozumiałam Igę. Rano mdlałam. że to początek końca. która żyje w tym nieszczęśniku i zabija go. Mówi. ale nie potrafiłam tego odnieść do siebie. Jakiego końca? Skończą się wakacje. który ich pożera.

co to jest odtrucie. że wszystko robiłam sama. że muszę milczeć. w którym był szpital.miasteczka. Obiecywałam wiele. że mogę w ogóle nie wrócić. w jakim stanie wrócę. ale nie wiedziałam. Wierzyli. to co z nimi? Nie wychodzę nigdzie. Ale nie mogli mnie zmusić do mówienia. 5 sierpnia Rodzice zabrali mnie do domu. A przecież tak mogło być. Obiecywałam płacząc. Biedna Iga. I nic więcej. zawiadomieni przez milicję. Wiedziałam. a byłam niczym. którzy zaczynają? Przecież to obłęd. I na pierwszym swoim odtruciu. że nikogo nie znam. 10 sierpnia Odpoczywam w domu po tym koszmarze. A co z nimi? Jeżeli ja za pierwszym razem się kończyłam. 2 sierpnia Powoli wszystko wewnątrz uspokajało się. takie życie! . Mówiłam. Nie wszedł ze mną na izbę przyjęć. Na pewno nie mogli myśleć. Czy dla niej nie ma już ratunku? A dla Filipa? A dla innych. która podtrzymywała prace mego słabego serca. że wrócę. Iga miała rację. Chciałam być mocna. że przeżywa się takie męki. Byłam skazana na ból i aparaturę. żeby nie wsypać tamtych. Rodzice kupili mi podręczniki do pierwszej klasy liceum. Oni wierzyli mi. Mówiono mi. Więc tak wygląda sezon. Kazał mi się ratować. Nie mogli tylko przewidzieć. Dopiero teraz to zrozumiałam. 27 lipca Wylądowałam na reanimacji. Czekało tam już na mnie wezwanie na Komendę. Oczywiście nie wierzyli mi. Poszłam na przesłuchanie. Tylko nie chciałam zeznawać przed milicją. Na zewnątrz czekali rodzice.

Czasami przechodzi przeze mnie taki dziwny dreszcz. Uciekają mi słowa. Jak ja sama będę chodzić do szkoły? 1 września Poszłam sama do szkoły. bym mogła się uczyć. uczesałam włosy. Nie umiem się na niczym skoncentrować. Jestem jak ogłupiała. 3 września Jest nas czterdzieścioro w klasie. 15 sierpnia Na Szczycie zlot. raz po raz czegoś nie pamiętam. Oni tak twierdzą. chyba że znowu coś zrobię. twierdzą. Bałam się tłumu. Młodych. muszę nabrać sił. To ma być ta wielka przygoda? Jeszcze jeden mit. że nie będzie żadnej sprawy. Zebrali o mnie opinie. Rodzice udają. Ambitni. A co ja myślę? Ja nie myślę. Śmietanka uczniowska Częstochowy. Próbuję czytać. To nie wolność. to nie ruch . drżę cała. I to też jest straszne. ale na szczęście nie zdążyli dać ogłoszenia w gazetach. I bałam się. Czułam się zagrożona.to ćpanie. jakby tamtego w ogóle nie było. Zdjęłam koraliki. 20 sierpnia Poszłam z rodzicami na spacer. Wszystko mi się odwróciło. Okazują mi miłość na każdym kroku. że tego nie widzą. Bez przeszłości. Milicja szukała mnie. że mam szansę. Chyba to skutki ćpania. zdolnych. Siedzę w swoim pokoju i bezmyślnie patrzę w okno. Ale mnie tam nie ma i nie będzie. Schudłam. Za dwa tygodnie szkoła. Dają mi szansę. Mama karmi mnie jak małe dziecko. Nadal siedzę w domu i powoli uspokajam się. której trzeba się wstydzić . Ale to było we mnie. Zmieszałam się z całym tłumem pierwszoklasistów tak.12 sierpnia Milicja powiedziała rodzicom. włożyłam granatową spódnicę i białą bluzkę. A jest o czym myśleć.

Jadą teraz na zupie. Tylko po co trwać? Ciągle zadaję pytania. zwłaszcza Filip. Uczę się tyle co zwykle i jakoś mi idzie. Tak mi się przynajmniej wydaje. Nie ma czegoś takiego u hipów. Czasami pomaga. to jest właściwe określenie walczy. na które nie ma odpowiedzi albo nie umiem ich znaleźć. czekają. Są mi wdzięczni. I pamiętam. I wtedy sobie myślę. Na przerwach rozmawiamy o niczym.. Wszystko jakby od nowa wróciło. żeby chociaż jeszcze raz zaćpać.lub ukrywać. Zwłaszcza we śnie wszystko powraca.. W drodze do domu spotkałam Igę. 16 września Powoli wciągam się w kierat szkolnych obowiązków. 7 września Rodzice myślą. Właśnie. Ja też tak niekiedy myślę. Była na prochach. Ale czasami powraca taka dziwna tęsknota. Więc uczę się. Mam zwolnienie z w-fu ze względu na chorobę serca. I surowy wychowawca. pomaga. Nie dać się życiu. doborowa klasa. co było w wakacje. Żeby nie czuć tego przejmującego smutku. . czekają na mnie. Mimo wszystko czekają. Żadnych wagarów.. To najlepsze liceum w mieście. Wróciłam do domu roztrzęsiona. A konkurencja jest silna. że nie tutaj moje miejsce. Tylko nauka i bezwzględne posłuszeństwo.. Przetrzymali Sezon. Tutaj każdy walczy o swoje. Ja nie przesadzam. zwolnień. I to. Nie wiem. To spotkanie bardzo mnie zdenerwowało. To taka moja modlitwa. Trzeba dużo się uczyć. To też jakiś sposób. jak tamci przetrzymali Sezon. Czasami tylko czuję. Nie widziałam nikogo od tamtej pory. To nie szkoła podstawowa. Iga nagrzana nie z tego świata i to słowo. Tak trochę. Dobrze pamiętam. Startuję z pozycji zerowej. Spytałam o ludzi. wśród tych ludzi. że wszystko będzie już w porządku. że nie sypałam i. Sami dobrzy uczniowie. że zawadzam. Dostał wyrok z zawieszeniem. że piszę mój dziennik. bo pochłonie i zniszczy nadzieje. Alfa już wyszedł z pudła. by przetrzymać samą siebie.

Poszłam tam lekko przygrzana. Cicho weszłam do swego pokoju. żeby kontaktować na lekcjach. Wróciłam do domu. Alfa śpi. Tyle trzeba mi było do szczęścia. O wolności? 20 września Ciągle myślę o spotkaniu z Igą. Więc trzeba przetrzymać liceum do matury i może wtedy naprawdę będę robić to swoje. Tak. cichutko. że muszę zapłacić. Potem położyłam się na materacu i było mi po prostu dobrze. Tylko wychowawca nadal patrzy na mnie jakoś inaczej. Tomek śmieje się. Ja byłam daleko. To przecież nie to. Nic więcej. Tak. a ja tylko kiwnęłam głową. Nie możesz się w to dalej ładować. Nie wytrzymałam. jak Iga kiwa się w takt jakiejś absurdalnej muzyki. Kanały miałam czyste. To wiem.Nie. 4 października Dostałam susz od Filipa. Najtańszy towar w kraju. trzeba starać się zapomnieć o ćpaniu i o wolności. Gotuję sobie zupę i idę do szkoły lekko przygrzana. Wychowawca stale mi się przygląda. więc niczego się nie obawiałam. Baśka. Tylko o co mi chodzi? W szkole też nie to. napełnił strzykawkę. o co ci chodzi. 12 października Dostałam wezwanie na MO. daleko. Spytał mnie o coś. Jakie to teraz ma znaczenie? 1 października Poszłam do chaty. Widziałam. Powiedział. od nich też. W końcu co? Chcę studiować. Tak mnie to wzięło. Nawet stałam się rozmowniejsza. nie umiałam mu odpowiedzieć. naprawdę tylko moje. nastawiłam magnetofon. nic nie mówiąc. że zupełnie przestałam uważać na lekcjach. Ale nie postawił mi dwói. Nic do mnie nie dociera. Zapłaciłam. nie myląc taktu swego stąpania po brukowanej ulicy. . tak jak wracałam kiedyś. nie możesz. Tanio. Filip. Niczego więcej nie oczekiwałam. nie wolno ci.

Powiedziałam im. Przecież chcę dotrwać do matury. Jest to dziwny rodzaj dojrzałości. inaczej. Tylko na każdy odruch czułości z ich strony reaguję lękiem i muszę mocno trzymać się podłogi. 2 listopada Filip radzi.ludzie. by nie uciec.. Prawdziwy święty śmiech w rzece! Widzieli to wszystko! dzikie oczy! święte wycia! Żegnali! Skakali z dachu! w samotności! powiewając! niosąc kwiaty! Do rzeki! na ulicę! A. jak się uczę. Dostałam zaświadczenie jako usprawiedliwienie do szkoły. Powiedziałam mu. wyrwanym z obojętności i wsadzonym w skałę. . Mimo wszystko. czy znam tego i tego? Oczywiście nikogo nie znam. Może uwierzył. Wszystko jest nieważne... że byłam świadkiem wypadku drogowego.wiara. żeby nie wpaść w ciąg. Mam ćpanie. Nie przyjmę się tutaj. W samotności pragnę samotności. Jestem zmęczona. jak ja mam to pokazać wychowawcy? 18 października Musiałam pokazać wychowawcy to zwolnienie z Komendy. śmierć. Idioci. Piszę . dlaczego miałabym być zła? Tylko boję się ludzi.. Pogodzenie się ze sobą. Czuję. żeby robić przerwy w ćpaniu. Nie piszę . Powiedzieli.. że ostatnio bardzo się zmieniłam. że jeszcze przez jakiś czas będą mnie sprawdzać. A poza tym muszę się jakoś uczyć. Pytali. nadzieja.. że mi to nie przeszkadza. smutek. To nieważne. czy ćpam. deszcz i gradobicie.Pytali. Jestem takim malutkim kwiatkiem. Ja chyba nie jestem taka zła. że mi się u nich podoba. Piszę. Mimo ciągłego buntu pewne pogodzenie się. Ale czeka mnie jeszcze słońce. G. Czujność rodziców jest uśpiona. A może jakiś wspaniały ptak osłoni mnie swoim skrzydłem.

Trzeba by go jakoż ratować. co ma robić. Filip znowu dzwonił. Nie ma nas. że coś jest nie tak. Nie zdążyłam krzyknąć do słuchawki: „Nie!” 27 listopada Filip jest w szpitalu. nie ma nas? . ale go odratowali. że z tej drogi nie ma odwrotu. Milicja prowadzi śledztwo. Nienawidzić siebie. Jak to. A poza tym u nas nie leczy się narkomanów. że to narkomańskie samobójstwo. Ale w chacie teraz pusto. Robili jej sekcję. Była już nagrzana. Dopiero Alfa zorientował się. Miała 18 lat. ale było już po wszystkim. Zgarnęli Alfę i Tomka. Nawet tego nie umiem wyrazić. Mnie nikt nie wsypał. Chodzę jak ogłupiała. Filip do mnie dzwonił i mówił. 2 grudnia Już po pogrzebie Igi. czy coś dalej będzie się działo. Nie wie. że zaczynam nienawidzić. Powiedział. Przyszła do chaty ze swoim codziennym uśmiechem na ustach. Szukają go. Filipa tam wtedy nie było. jego nadal szukają. Filipa wypuścili. że chyba pójdzie na „złoty strzał”. To jego mieszkanie. Wezwał pogotowie. żebym teraz nie przychodziła. W chacie nic nie brała. patrzę na moje grzeczne koleżanki i czuję. Tylko jak? Spytałam o to Alfę. I to wszystko przez ćpanie. Była i nie ma jej. ale chyba go wypuszczą. Alfę i Tomka puścili. Nie zrozumiałam go w pierwszej chwili. 22 listopada Jestem wstrząśnięta jej śmiercią. Podobno milicja szaleje. Chodzę do szkoły. Mieszka tam Filip i podobno grzeje bez opamiętania. Nawet nie wiedzieli. Mówi. Wyśmiał mnie. Nie wiem. kiedy to się stało. Bo my nie istniejemy. Poszedł na „zloty strzał”. Dopiero później uświadomiłam sobie. Iga usnęła po prochach i więcej się nie obudziła.20 listopada Iga umarła w chacie.

Będę grzała. co będzie dalej? To. Nie. I tak chyba przez dwie godziny. dusiłam się. A ja ciągle widzę Igę. Nie byłam zdolna do żadnego ruchu. Nad ranem obudził mnie jakiś ciężar przygniatający klatkę piersiową. Przyjechali po niego. Gdy rodzice wrócili do domu. żeby go przesłuchać. wyglądałam już mniej więcej normalnie. jak czyta mi Nędzników. bo wszystko by się wydało. 11 stycznia Filip jest w szpitalu psychiatrycznym. chociaż ty nie umieraj. Przecież naprawdę ich kocham. Bałam się wezwać pogotowie. że umieram. 23 grudnia Przede mną koszmarne święta. Bo nie wyobrażam sobie. przecież oni niczego nie rozumieją. Mogło się to stać gdziekolwiek. W Sylwka ugotowałam sobie zupę i wypiłam w nocy. i rzygałam. Po kilku godzinach mogłam już ustać na nogach. Filipie. to nie tak. Tak jak mnie. 1 stycznia 1975 roku Przedawkowałam. To nie twoja wina. wykonuję wszystkie polecenia rodziców. Nie mogłam złapać oddechu. co zwykle. Tym razem sama. Trzeba przetrzymać. Musiałam przyjąć tę ich grę w grzeczną córkę. Mam jeszcze słomę. Nie wiem.4 grudnia Te imieniny były dla mnie koszmarne. jakby to było na trzeźwo. Przecież to też jest bez sensu. . Więc to koniec. W końcu usnęłam. Odwieźli go tam milicjanci. Sprzątam. O niczym nie wiedzą. Robię to w jakimś półśnie. że Iga umarła akurat w twoim mieszkaniu. Piłam gorzką herbatę. Tylko niczego nie mogę im powiedzieć. mówiłam do siebie i nie robiłam nic. Zapadałam co jakiś czas w ciemną otchłań. ale on był na wykończeniu. O Boże. Chyba że to ty pierwszy raz podałeś jej narkotyk. Gdy odzyskiwałam świadomość. czułam. A więc tak się umiera.

Mam się nad tym zastanowić.Przynajmniej uratowali mu życie. Zaproponował mi konkretny układ. Mam jechać do Warszawy na początku marca. Forsy na ćpanie nie mam. Powiedział. Przepisał mi jakieś prochy. Skończyło się darmowe ćpanie. że to dobrze dla niego. Za przywiezienie dostanę swoją dolę. i wyraziłam zgodę na jego propozycję. Nie zrobią mu sprawy o Igę. Nie ma rady. Ponieważ milicja prawie mnie nie rusza. I że nie należy go odwiedzać. Przynajmniej na razie. Nie ma dla mnie ratunku. że to samo zło. jak ja pojadę po towar do Warszawy. Tęsknię za ćpaniem jak za kimś bliskim. Potrzebuję ćpania. że spotkamy się za tydzień. mój dzienniku! Umiem już mówić bez słów. ale kończy się okres. chociaż żyję. 5 lutego Spotkałam się z Alfą. Poszłam do lekarza. ale nie mam zamiaru brać. Wątroba jest powiększona. Nadal mam zawroty głowy i boli mnie wątroba. 23 stycznia Filip nadal w szpitalu i chyba nieprędko z niego wyjdzie. kraść nie będę. Chcę. Hej. tylko kto mnie zrozumie? 12 lutego Spotkałam się z Alfa. Ćpanie mi się skończyło. A poza tym muszę się uczyć. Niekiedy mam wrażenie. Mam mało ćpać i . Filip w szpitalu. Da mi forsę i adres. I ból za tamtym wszystkim i przez to wszystko. Odrzuca mnie od książek. więc jest to jakieś wyjście z sytuacji. Mimo że wiem. a w mieście ciężko z towarem. Dał mi trochę suszu. Trzeba będzie się trochę podleczyć. bo pozostało mi tylko poczucie bezsensu trwania wśród żywych. Teraz będzie bolało nieustannie. najbezpieczniej będzie. Tomek mówi. że przegrałam swoją walkę o życie. Oczywiście jeżeli chcę ćpać dolej. Powiedział mi o tym Tomek.

że w Warszawie będą na mnie czekać. I milczy. Ale masz. Tego chciałaś. jak to się u nas mówi. niespokojny i w jakiś sposób tajemniczy. że przyjechałam po towar. chociaż zamknięty. Jaki jest właściwie Alfa? Wyczuwam. Nieletnia w środku nocy w stolicy. Jak ja to robię? Doprawdy nie wiem. ale chyba jakoś tam trafię.grzecznie chodzić do szkoły. żeby gliny się do mnie nie przyczepiły. Dał mi forsę i adres. był w ciągu. Więc odpieprz się sama od siebie. 2 marca Spotkałam się z Alfą. W klasie potworzyły się małe grupy. do tego bez dokumentów i z pompką w kieszeni. Odkąd pamiętam. ile lat on ćpa. co miałam załatwić. Odwieźli mnie najpierw do komendy na Wilczą. i oczywiście od razu przygrzałam. Z Filipem już lepiej. Nie wiem. Nie chciałam podać swoich danych personalnych. Warszawy prawie nie znam. Pojechałam do stolicy i trafiłam pod wskazany adres bez żadnych problemów. że zły. Przygrzana. Powiedział. Zatrzymał mnie patrol MO. ale nic więcej nie powiem. Podwójne. Prawie jak w powieści kryminalnej. Teraz jest wolny. Ale przecież stale ocieram się o przestępstwo. zwyczajnie się boję. Odpoczywa sobie na oddziale. O Boże. 15 lutego Trochę biorę i boję się tego wyjazdu do Warszawy. ja nadal stoję na uboczu. A może tylko więcej przegrany i mocno już wciągnięty w ćpanie. Przesłuchiwał mnie major MO. Ale w nocy zrobiło mi się duszno i wyszłam na samotny spacer. Zostałam tam na noc i miałam z towarem wracać na drugi dzień. Wygadałam się. Załatwiłam. Przyznałam mu się. Półrocze zaliczyłam nawet z dobrymi stopniami. I to jest łagodnie powiedziane. Baśka? Nie. 10 marca Cała sprawa się rypła. bo . Mam inne życie. zawsze nagrzany.

czy mam się z nimi przywitać. że zaginęłam. Od razu zadzwonili do Częstochowy. Milicja częstochowska już mnie szukała. już rano. przyszedł szef Izby. Ubranie zostało przed sypialnią. W końcu przebrałam się i zamknęli mnie w izolatce. ta sama procedura. zaglądali do mnie i pytali. Co dwie godziny. że nie wolno mi zdradzić adresu. Po kilkunastu godzinach.byłam nagrzana. żebym sobie przypomniała. A tymczasem siedziałam w Izbie. do kibla i na posiłki. tak myślę. oglądać TV. Ci też stwierdzili. Na drugi dzień musiałam od nowa wszystko zeznawać częstochowskiej milicji. Rano rodzice czekali na mnie w gabinecie szefa. Zaprosił mnie do swego gabinetu i powiedział rzeczowo. rzucić na szyję. czy śpimy. Potem obiad. Płakała mama. I to był najokrutniejszy moment w tej całej sprawie. czytać. Jedna uciekła z domu. przepraszać. Łóżko było wygodne. Rodzice mieli przyjechać po mnie na drugi dzień. płakać. druga coś ukradła. wiedziałam. I tam się dopiero zaczęło. Mnie znowu wezwano na przesłuchanie. Doszłam do wniosku. ale nic więcej nie powiem. że przyjechałam po towar. i podałam swoje dane. Ustawialiśmy się gęsiego i pod czujnym okiem milicjanta schodziliśmy do jadalni. jak się nazywam i skąd jestem. że tego nie mogę im zrobić. Ponieważ byłam już prawie trzeźwa. że mam urojenia albo naczytałam się kryminałów i puścili mnie wolno. bo rodzice zgłosili. Później powiedzieli rodzicom. jak się nazywam. Kazali mi się przebrać w moje ubranie i pojechałam z rodzicami do domu. że zaraz wezwie fotografa i jeszcze dziś moje zdjęcie pójdzie do TV. Więc oberwałam. Tam wolno nam było grać w bilard. że mam urojenia i powinni iść ze mną do psychologa. . Na komendę kończyliśmy jeść i szliśmy do sali telewizyjnej. Nie wiedziałam. Nadal nie chciałam powiedzieć. ale to. Nocowałam z dwiema dziewczynami. Ja stałam na baczność ze spuszczoną głową. Z milicjantem na przesłuchanie. A poza tym nie chciałam przebrać się w specjalne ubranko. z czystą pościelą. Trzymałam się już jednej wersji: że jestem narkomanką. Rano śniadanie. pomyślałam o rodzicach. W nocy co jakiś czas zaglądano do nas. Po kolacji pozamykali nas w sypialniach z judaszami w drzwiach. Zrobili mi rewizję osobistą i odwieźli do Milicyjnej Izby Dziecka na Wiśniową.

Pojechałam do Warszawy nocnym pociągiem. Oni się tylko bronią. To mi wyglądało na poważne przestępstwo. Powiedzieli rodzicom. 15 marca Przed szkołą czekał na mnie Alfa. wiedziałam. Powtórzyłam ten sam numer z niepodawaniem swoich danych. Od razu w śródmieściu „dałam się” złapać milicji.Szkoły nie powiadomili. 7 kwietnia I pojechałam znów do stolicy.. gdy on w końcu sobie poszedł. że jestem umysłowo chora. A tym światem jest dom. co się ze mną dzieje. że i tak pojadę. Ponieważ nadal milczałam. Zresztą nie wiedziałam już. Dał mi do zrozumienia.. Co innego grzanie. nie chciałam wplątywać się w tę sprawę. Nadal mówiłam. że pobyt na komendzie mi nie przeszkadza i że lubię tutaj przebywać. to on coś mi zrobi. ale że muszę po ten towar i tak pojechać. przekreślona. 17 marca Znowu byłam na przesłuchaniu. Ale tym razem pobrali mi odciski palców. czuję to i teraz. Nie wiem. gdzie siedziałam dłużej w dołku z dwiema prostytutkami. Nie miałam zamiaru iść po towar. włóczęgostwo. że nikogo nie sypnęłam. Gdy na niego patrzyłam. Potem przewieźli na Wilczą. zawieziono mnie do Izby Dziecka. Zgodziłam się. Nie sprecyzowali gdzie? Nie ma ludzi niebezpiecznych dla otoczenia. bo się go po prostu bałam. że wie. Tama pomiędzy mną a resztą świata. Czułam się jakaś stracona. Powiedział. Tam mnie pamiętano. kim jestem. że to ostatnie ostrzeżenie. nie musiałam ukrywać . Wtedy mnie zamkną. Tam przetrzymali mnie trochę w izolatce. Jest to jakaś absurdalna desperacja. Stwierdzili. Patrol zabrał mnie najpierw do komisariatu na Widok. I że kiedyś mogę być niebezpieczna dla otoczenia. że jeżeli tego nie zrobię. Tylko tym razem na dłużej. Może jestem. zrobili trzy śliczne zdjęcia z numerkiem i założyli mi kartotekę za. To otoczenie jest dla nich niebezpieczne.

Powiadomili moich rodziców. którą opiekowali się wszyscy milicjanci. Mówiłam to samo. Gdyby wiedział. Tym razem grzecznie się przebrałam. 11 kwietnia Spotkałam się z Alfą. kradzieże. Naprawdę nie wiem. Że jestem narkomanką. Trudno. 21 kwietnia W klasie traktują mnie z rezerwą. a potem się powiesił. Ucieczki z domu. ale powiedzieli. co by się działo. że mają mnie leczyć. I ja wśród nich. bo prowadzą śledztwo. tkałam kilimki w świetlicy i wszystko odbywało się tak jak przedtem. że w Warszawie jestem spalona. że nikogo nie sypnęłam. I rodzice znowu po mnie przyjechali. jak było naprawdę. A na czym mi zależy? Nie wiem. Stwierdził. porzucone dzieci. bo mogę zdemoralizować innych. „Jakoś” się rozniosło. Jej ojciec zabił matkę. chyba czteroletnia. Pani porucznik rozmawiała ze mną o wszystkim. Powiedziałam mu. Czekała na przydział do Domu Dziecka. że mam schizofrenię i trzeba mnie leczyć. Przyznał mi rację i dał trochę towaru za to. ale nikogo nie sypnę. że mam kłopoty z milicją. Przesłuchiwano mnie codziennie przez dziesięć dni. Przychodzę ze szkoły. co ci ludzie o mnie myślą. Wychowawca powiedział. gdy nie było przesłuchań. że w swojej klasie mnie nie chce. Po południu. przyjechałam po towar. W domu wielkie milczenie. Po dziesięciu dniach stwierdzono.swoich danych. Słuchałam opowieści innych bywalców Izby. że na razie mnie nie wypuszczą. ale bez przesady. Po powrocie do domu to samo powiedziała milicja częstochowska. Dyscyplina wojskowa. Wyjaśniono im. dostałam śniadanie i od razu na przesłuchanie. wykąpałam. ale nie mogę się tam więcej pokazywać. to nie wiem. Była mała dziewczynka. . że jestem chora i że milicja nic do mnie nie ma. odrabiam lekcje i czuję. Na tym akurat mi nie zależy. ale muszę zmienić szkołę. że otrzymam świadectwo ukończenia pierwszej klasy. Tym razem zdążyli powiadomić szkołę. że moje poczucie bezsensu osiąga maksymalne rozmiary. I w końcu powiedziała rodzicom. że odsiedziałam dla dobra sprawy.

25 kwietnia Zaliczam zaległości i udaję. Spytałam go o Igę. żeby zaćpać. Nie jestem w ciągu. Allen. Ją lubię najbardziej. Trochę płacę. Tylko do jakiej ceny dojdę? Tak jak Iga? W imię czego? Dla kilku chwil przyjemności i wielu godzin cierpień? Chyba że nie będzie się trzeźwieć do końca. To zbyt obciążające. do której doszłam po dwóch latach. A może się mylę? Może z narkomanami nie jest jeszcze tak źle? A może nie wiem jeszcze wszystkiego? 4 maja Chata u Filipa znowu otwarta. to nie ja. histeryczne. dopóki sami nie konamy. Mit o hipach upadł dawno. Miałeś rację. które wyniszcza fizycznie i psychicznie. Dał mi trochę morfiny. co mógł mi powiedzieć? Odstrzeliła w narkomańskim niebycie. Nawet nieźle wygląda. głodne. Widziałem najlepsze umysły mego pokolenia zniszczone szaleństwem. Już minęły dwa lata. Jeszcze zanim się TO wszystko zaczęło. Tylko mniej ludzi przychodzi. Może gdzieś są jeszcze prawdziwi hipisi. Mogę sama się kończyć. Staram się nie zawierać nowych znajomości. że tak ze mną postąpił. . A. I to jest ta prawda. że ma żal do Alfy za to.G. Ale tutaj przychodzi się tylko po to. ale nie mam zamiaru patrzeć. jak inni to robią. Pozostało tylko ćpanie. nagie. A może nie udaję? Co to jest ta schizofrenia? Co oni mi wciskają? Na szczęście rodzice nie proponują mi wizyty u lekarza. że ja. Ale właściwie. Ale już bierze. Powiedział mi. A może obawiają się mojej reakcji? Trudno wyczuć. Ja tam czasami zaglądam. Do wiecznego snu. gorzej z majką. ćpam sportowo. Nie odpowiedział. Spotkałam Filipa. Absolutnie nie umiemy się porozumieć. Susz jest tani. Już za nie płacę. Taka śmierć nie dotyczy nas dotąd.

że mama zostawi mnie w spokoju. zupełnie sama. Tkwię zamknięta w swoim pokoju. Po każdym Sezonie ktoś umiera. to mogę nie przychodzić. Na zewnątrz walczą o moje sprawy. nie dosłyszałam. uczę się przecież dobrze. Nie chcę.10 maja Niedługo koniec roku szkolnego. I tak dostanę świadectwo. Niech wszyscy zostawią mnie w spokoju. Mama mówi. Dobrze to sobie obmyślił. Upieram się. że jeżeli źle się czuję. To nieważne. myję się i tak leżę. że chcą. Ważne. że w tym roku szkolnym więcej nie pójdę do szkoły. Myli się. Co z tego. Rodzice nie pytają o nic. że się nie pojawię w drugiej klasie. że oni chcą. by zostać w tej samej szkole. To przecież niczego nie zmienia. Chyba jest już za późno. co mają robić. Zupełnie nie wiem. Nie chcę niczego. Po prostu nie mogę. Tylko czy dobrze na tym wyjdę? Nie wiem. Dziwni ci moi rodzice. Dlaczego mam odchodzić? Ojciec był u dyrektora i oświadczył. że wychowawca nie ma racji. . Nie rozumiem tego. jak kłócą się między sobą o to. By dotrwać do końca szkoły. co się ze mną dzieje. Myśli. Zostaję. I nie wyruszę w Polskę. Leżę w łóżku i patrzę w sufit. żeby to przeczekać. Ale teraz nie mogę. że to chwilowe załamanie. 13 maja Ćpam tak średnio. W wakacje odpocznę od tego wszystkiego. Nie mają się czego czepiać. Już zdałam do drugiej klasy. Czasami tylko słyszę. Że zostanę tutaj sama. A może ze mną już nie da się porozumieć? Bo widzę. a w domu nie ma szansy na porozumienie. Czasami coś jem. Ale nie mam zamiaru znowu zmieniać szkoły. Czego chce ojciec. chociaż pozostał jeszcze miesiąc. Chcę być sama. Postawiłam na swoim. 20 maja Powiedziałam rodzicom. Nie mogę tam iść. Wychowawca powiedział rodzicom.

Milicja dała im spokój. Zrobił mi zastrzyk morfiny. Od razu zrobiło mi się lepiej. wydaje mi się. Zaczęłam wychodzić z domu. 30 maja Przyszedł do mnie Filip. Spytałam go o ludzi. że działo się coś złego. Omijam miejsca blisko szkoły. że dzwonił wiele razy. że jeszcze przyjdzie. Nie trzeba nic robić. co się ze mną działo. Wróciło. Tam jest coś. nie pójdę. Tam. Nikomu. ale bałam się. teraz siedziała inna dziewczyna. Za dwa miesiące będą tu tłumy. Tutaj jest dobrze. Teraz jest jeszcze spokojnie. Rodzice byli w pracy. Chciał mnie zabrać na spacer. Potem usiadłam przy niej i długo na . Mówił. tylko nie umiem tego określić. Dlaczego miałabym iść do jakiegoś szpitala? Nic mi nie jest. To znaczy. Nie wiem. Tak jest dobrze. Tam nie chcę chodzić. nigdzie się nie spieszę. I tak zwyczajnie. Chyba zwariowałam albo cały świat wokół mnie szaleje i chce mnie wchłonąć. Zrobiło mi się niedobrze. To minie. Spytał. Tylko nie wolno mi mówić o niczym. że jestem chora. Wszystko mi się przypomniało. Tak jak kiedyś chodzę po ulicach i przyglądam się ludziom. Filip widział to i szybko zrobił mi zastrzyk. Tylko tak. Mogę w każdej chwili przyjść do chaty. Powiedział. Jest trochę nowych ludzi. Nie zrozumiałam go. Nie trzeba nigdzie chodzić. Najczęściej bywam w parku pod Szczytem. ale rodzice odpowiadali. 9 czerwca Byłam w chacie. Naprawdę nic mi nie jest. Tylko tutaj. czy poszłabym do szpitala. Dawno nie ćpałam. gdzie zawsze siedziała Iga.23 maja Siedzę w domu i tutaj czuję się bezpiecznie. Nic nie muszę robić. czego się boję. Boję się cała w środku. Nie chcę tam być. Tomek jest w szpitalu. 7 czerwca Czuję się trochę lepiej. Tam jest strasznie.

Myślę. Rodzice chcą mnie gdzieś wysłać na wakacje. Będzie tylko jeździł na kilka dni po towar. Mam tego cały zapas. chociaż to trwa już ponad dwa lata. przecież wiesz. Nie dam się. że nie jestem wpieprzona. Wystarczy na długie ćpanie. Kupiłam jeszcze kodę. Szesnastka to już coś. a więc koniec. A od września pójdę normalnie do szkoły. Tak jakby gdzie indziej się nie ćpało. Prochy też są dobre. Ja będę żyć. Kiedyś ktoś tak mnie będzie wspominał. A to się liczy. Mam prawdziwe wakacje. Dlaczego się nie uśmiecham? Bo wiem. ale jak je zrealizować? Nie oszukuj się. No i głowa. czyli glinom. dali mi spokój. Muszę się kontrolować. A może nawet nie będzie dokładnie pamiętał. Wyjdę z ćpania. Odstrzeliła. 25 czerwca I skończyłam 16 lat. Mam nawet tymczasowy dowód osobisty. Ważna mi osoba. Niech tak sobie myślą. Przecież to takie proste . 1 lipca Nie ma żadnego Sezonu. Odkąd uznali. . Postanowienie jest dosyć dobre. Ale lepiej w to nie wnikać. Sama. Teraz wszystko się liczy. Przynajmniej mam co okazywać organom ścigania. Żadnych ciągów. Tylko że ja się nie uśmiecham. Chcę żyć. Tak kiedyś Iga patrzyła na mnie. Była? Owszem. że jestem stuknięta. OK. chociaż działają słabiej. To wszystko. Baśka. I dalej będę się uczyć. co będzie dalej. 20 czerwca Mama przyniosła moje świadectwo ukończenia pierwszej klasy liceum. jak się leci po sportowym ćpaniu. Filip zostaje. Kazał mi kupić jak najwięcej ziomków i to w różnych aptekach. jak zostanę w domu.ćpun od razu pozna ćpuna i dojdą do porozumienia. Ale dłużej. Sportowe ćpanie i odpoczynek przed drugą klasą. Chociaż nie wiem. Tylko ta moja wątroba.nią patrzyłam. Chyba będzie lepiej. Coś się tam dzieje. I dobrze.

chyba nie potrafię. Przecież wszystko jeszcze może się zdarzyć. Odbija sobie tamten Sezon. .odchodzę i już zaczyna cię zżerać sumienie. jacy są w mojej klasie. gdy ja im będę serwować towar jak lody. Takie jest narkomańskie życie. gdy nie chce się wstawać. A ja kogo wciągnę? O nie. wyrzucili go. Baśka. Filip jest smutny. Na zatracenie całkowite. I on kiedyś był zwykłym chłopakiem. Filip mnie . nawet takim. Tomek się kończy . A kochać? Gdzie podziało się moje uczucie miłości? Boże. A może kiedyś ktoś przeze mnie się przekręci. Tak myślę? Może już tak myślę. Słucham tego ćpalniczego bełkotu.reakcja łańcuchowa. Filip zostaje. W naszych życiorysach sytuacja zmienia się z minuty na minutę. Już płakać nie potrafię. I już jest inaczej. Alfa cię wkurwia .Doprawdy nie wiem. Trzymasz się jeszcze i dobrze. Cały czas pije zupę albo ładuję ziomki. Może przydałaby się jakaś pomoc? Tylko gdzie jej szukać? Tak już ma być zawsze: poranek. Przynoszę mu coś do jedzenia. 12 lipca Alfa ruszył w Polskę. Martwię się o niego. Wystarczy powiedzieć w domu . co ja ze sobą zrobiłam? 3 lipca Rozklejasz się. kiedy nie chce się jeszcze umierać.olej go raz na zawsze. Może kiedyś tak samo będą o mnie myśleć inne. wieczór pełen obaw. Chodził do szkoły. Gdy skończył 18 lat. Tomek wyszedł ze szpitala i pojechał z nim. Wystarczy wziąć o działkę za dużo. kiedy kiblował. choć czasami nie jest to bełkot. bo wtedy naprawdę wiele się dzieje. młode ćpuny. ześwirować. To Alfa dał mu pierwszy strzał. zmierzch. Chyba jest mocno uzależniony. Nie ma się czym przejmować. wpaść w łapy glinom. chociaż niewiele robimy. A więc Alfy nie będzie teraz w mieście. nie zrobię tego. ale on nie może jeść. I opowiada mi o sobie. Teraz ja odwiedzam Filipa. Filip jest przygnębiony. nie kończące się noce udręk.jego brocha.

I kiedyś w czyimś życiu pojawię się ja. Czasami się odzywa. i będziemy wspólnie słuchać. To dziwne. Nie wiem. 15 lipca Za miesiąc zlot. Żyję ot tak sobie. I to wszystko. Milicja ciągle mnie ma na oku. . Może słyszy muzykę. Filipie. Nie mogę pofrunąć dalej. przecież jest pełnoletni. Co to będzie. Filipie? Za miesiąc przybędą tu nasi bracia i nasze siostry. Tylko czasami już nie pamięta. Ale ona już się nim nie zajmuje. wyżej niż szybowce Filipa. Filipie. że chce mi się czytać. Chciał zostać lotnikiem. co mogę na ten temat powiedzieć. nawet jeszcze dalej niż moje marzenia. 20 lipca Ładuję ziomki w kanał i chodzę po mieście. 3 sierpnia Biorę codziennie. bo uparcie nastawia magnetofon. mimo że uważa mnie za stukniętą. którzy nie są może tak wpieprzeni jak my. Dużo czytam. Władowałam się w ciąg. zabiorę ciebie na pole namiotowe i tam każdy będzie chciał cię wysłuchać. czy mnie słyszy. Posadzę cię na zielonej trawie. wśród stoika i namiotów. dalej niż gniew Alfy. Do życia się obudź. razem przygotowujemy i bierzemy. Filip śni. Kiedyś latał na szybowcach i wtedy w jego życiu pojawił się Alfa. a my już tylko starymi ćpunami. I spotkamy się wszyscy tam wysoko. Obudź się Filipie.Filip nie ma rodziców. zaczął zmniejszać dawki. że mogę czytać. chodząca encyklopedia. Staram się nie spotykać z ludźmi. Jestem nagrzana i jest mi OK. Nie chcę o tym w ogóle myśleć. jak przelotny ptak ze złamanym skrzydłem. I kiedyś w moim życiu pojawił się Filip. bo oni są hipisami. Z Filipem trochę lepiej. Nie przyjmuję uwag rodziców. Opowiada mi o różnych typach samolotów. Chodzę do Filipa. tylko jakąś ciotkę. przecież za miesiąc szkoła? Ale nie umiem się powstrzymać.

zwyczajnie. Dobre sobie. 23 sierpnia Już po wszystkim. Wyglądam przy nich. Ja wzięłam za dużo. szkoło! 2 września Poszłam do drugiej klasy. jakbym była cieniem. Śmieszne. W biały dzień lepiej się nie pokazywać ludziom. Zapomniałam. koleżanki i koledzy. Swoim cieniem? Nawet chyba nie swoim. nie miałam wyczucia po ziomkach i . zwłaszcza glinom. jak się mówi. Boję się mówić. Śliczne nowe książeczki. Do domu wracam na noc. kim jestem. Grzeczne dzieci i surowe nakazy i zakazy. tak po prostu. Filip też nie. To nie ma znaczenia. wydorośleli. Jestem wpieprzona. trochę mniej nagrzana. Grzejemy maksymalnie. kim oni są. Jacy oni opaleni. Tłumy zniknęły z Częstochowy. Totalnie milczę. Może nas ktoś odwiedzi. Można spokojniej chodzić po mieście. I stale nawalona. My jesteśmy zapomnianym światem. Byłam blada i milcząca. 11 września Od czterech dni jestem w szpitalu psychiatrycznym w Lublińcu na oddziale młodzieżowym. 27 sierpnia Mam nowe książki do drugiej klasy liceum. Usiłowałam zanotować plan lekcji. ale nie wiem też. ale długopis nie chciał się trzymać w mojej ręce. że nie robią nalotów na chatę. A za tydzień czeka na mnie klasa i pan wychowawca. Przywieźli wysuszone mleczko makowe i ładowali ludziom. Milczenie jest wiecznością. Witaj. Było dużo ludzi. Muszę się ukrywać z pisaniem. Wrócili z trasy Alfa i Tomek. Poważne persony.11 sierpnia Nie pójdę na zlot. To nawet dziwne. bo oni wszystko kontrolują i czytają dla dobra leczenia i obserwacji. A było to tak: siódmego września poszłam do chaty. Nie wiem.

” lub „ktoś”. Może to i dobrze. Zaczęłam się bronić. Rano i wieczorem dostaję stówę fenactilu. byłam już połatana na stole chirurgicznym i stali nade mną panowie z Wydziału Kryminalnego. 14 września Powoli wracam do siebie. bo leczy się tutaj insuliną. przestałam w ogóle myśleć. Niedaleko było pogotowie ratunkowe. jak to wygląda? W jednym skrzydle są upośledzone dzieci. Niekiedy w ogóle nie mogę się ruszać. Wydział Kryminalny skierował mnie na obserwację psychiatryczną. Oddział jest ogromny. Ciekawe. tylko pić.zupie. Potem mnie rozwiązali i wróciłam na swoją salę. 17 września Psycholog wziął mnie na badanie. Gdy przytomnieję. Żorżeta. Chłopcy są w innym budynku. Wezwano rodziców. Naprawdę chore. Wtedy on wyciągnął żyletkę i zaczął ciąć mnie po brzuchu. To jest chyba to. Uśpili mnie na trzy dni.szalona. I chore dzieci. Zaczęłam krzyczeć. Wsadzili mnie w kaftan. i mała glinianka z poprawczaka na obserwacji . Teraz już wiem. Filip odciągnął Alfę ode mnie. niektóre stale przywiązane do łóżka. po twarzy i szyi. bo walą głową o ścianę. Strasznie wyje po nocach. Kilka jest naprawdę walniętych. co oni nazywają chorobą psychiczną. Z brzucha i twarzy lała mi się krew. Rano zaczęłam się wściekać. Przysnęłam sobie gdzieś w kącie. Jest jedna ćpunka z Warszawy. ciągle krzyczał. Wezwali sanitariuszy. Język stawał mi kołkiem. rodzice podpisali zgodę na leczenie. Moja sala nazywa się insulinowa. Miał chyba urojenia. usiłuję dogadać się z dziewczynami z mojej sali. Jechałam karetką z jakimś stukniętym facetem. W izolatce jest „coś . Gdy się obudziłam. byłam na głodzie. Po tych zastrzykach chodzę jak automat. W nocy zaczął dobierać się do mnie Alfa. a ja uciekłam. że to fenactil. Mogę. Zaczęłam rozwalać oddział. pasy i ładowali we mnie straszne zastrzyki. Tam na progu zemdlałam. ale usnęłam mu nad testami i w ogóle . Na oddziale przebrano mnie w piżamkę i załadowano do łóżka w wielkiej sali. Nie chciałam zeznawać.

A wieczorem opowiadamy sobie różne historie ze swego życia. drzwi bez klamek. Szalona ma epi. Jaka kuracja? Z czego oni mnie tutaj leczą. Słucham tych ich opowieści i zastanawiam się nad swoim życiem. co oni mają do mnie. Z nikim nie chcę rozmawiać. Niech oni wezmą sobie stówę fenactilu. to wtedy pogadamy. Mówi. A poza tym. W oknach kraty. Tylko ściśle kontrolują branie leków. 25 września Odstawili mi zastrzyki. ale nie podoba mi się to. żeby to przetrzymać. Pokazywał mi jakieś plamy i kazał mi w tym coś widzieć. Byłam też na rozmowie z lekarzami.nie mogłam mówić. Nie wie. Potem leżymy w łóżku przez kilka godzin. ciągle chodzę głodna. to on z dychy nie wyjdzie. z nami nie rozmawia. Dorwał mnie psycholog. Później są zajęcia w świetlicy. I zapisują wszystko: co zrobiłam i co powiedziałam. I nikt. a potem dostajemy cukier i śniadanie. Gorzej niż w pudle. Olewają nas tutaj totalnie. fantazjuje. Tutaj każdy. Mam straszny apetyt. ale jej nie przerywam. żyje marzeniami. oprócz pielęgniarek. Ze swoim chłopakiem skopała faceta. kto trochę myśli. Nie chciałam z nimi rozmawiać. 27 września Zaczęłam brać insulinę. Nie wiem. czy przeżył. Jej chłopak jest pełnoletni i siedzi w pudle. Tylko stałe nas kontrolują. Żorżeta opowiada mi o swoim wielkim ćpaniu. . Śmieszy mnie to.o tej prawdziwej wolności. że jak facet odstrzeli. Codziennie coraz więcej. Boi się sprawy. Jestem zdrowa i nie mają prawa mnie tu więzić. Wypytywali o cały mój życiorys. I to wszystko. Ale myślę tylko o jednym . bo mam przejść na kurację insulinową. po co to wszystko. Mamy malować lub coś w tym rodzaju. Zaraz po obudzeniu idziemy do zabiegowego i wstrzykują nam podskórnie jednostki.

Mama rozmawia z psychiatrą. Za dwa tygodnie mam stąd wyjść. cała pochlastana. Ona jest wesoła. Mama przywiozła mi nowe.4 października Tyję w postępie geometrycznym. I Baśka. I bardzo pragnę nigdy więcej tutaj nie wracać. chcę stąd wyjść i wrócić do szkoły. Można powiedzieć. Przywieziono kilka nowych pacjentek. W nocy zarzuca na . Prawie nie rozmawiamy. że zamknięto ją we właściwym czasie. Naprawdę tego pragnę. Raz w tygodniu mamy muzykoterapię. rzygałam przez dwa dni. że nikogo nie sypnę i że nie musi więcej przyjeżdżać. Jeszcze niewiele przeszła. dlaczego mnie tak leczą. Nie ma mnie. Wtedy spotykamy się z chłopcami. Ten Lubliniec to kombinat psychiatryczny. Przyjechał facet z Wydziału Kryminalnego. Jaka poprawa? Owszem. że leczenie daje efekty. Utyłam 20 kg. Powiedziałam mu. Jest niesamowita. Drugą z poprawczaka. Należymy do innych światów. Teraz biorę tylko jakieś prochy. Czasami wychowawczynie zabierają nas na spacer. wszędzie sznyty. Baśka ma schizo. Już wolno mi wkładać moje ciuchy. 7 października Pani psychiatra usiłowała ze mną porozmawiać. czyli znikąd. Wydział Kryminalny też się zgodził na moje wyjście. Nie mamy o czym. 190 cm wzrostu i wszyscy się jej boją. Ja jestem stamtąd. Nie mieszczę się w swoim ubraniu. Powiedziała mamie. 15 października Zakończyłam kurację insulinową. jest poprawa. Wredna sprawa. Nadal nie wiem. Żorżeta stale zaleca się do nich. I nie mogłam się ruszać. Głowa mnie bolała. 17 października Zrobili mi punkcję. Rozmawiał ze mną bardzo grzecznie.

skakał z dzikim okrzykiem na plecy. 29 października Poszłam do szkoły. żeby nie było wątpliwości. Mogę robić swoje. Gdy zaczyna szaleć. nauczyciele też. bez żadnej opieki.głowę koc. To po to. taka jestem gruba. żeby zmieniła środowisko. do tej samej klasy. Potem odchodzi. 4 listopada Na lekcjach jeszcze mogę przesiedzieć. Wszystko mnie cieszyło: ludzie na ulicach. Na nią fenactil nie działa. Nie będą czepiać się stukniętej. Baśka też. Szalona jeszcze zostaje. pełnię dyżury w kuchni. Nie będą we mnie ładować bezsensownych prochów i stale kontrolować. Ale ja nie mam zamiaru niczego zmieniać. Żorżeta wyszła wczoraj. nikt nie będzie mi pluł w talerz. wiążą ją w pasy. Ale ona umie się rozwiązywać. To. Mam nadrobić dwa miesiące zaległości. Zamykają ją w izolatce. 28 października Przyjechała po mnie mama. Jak ja dam radę? Po tej specjalnej kuracji jestem ciągle senna. Totalna radość. Wychodzę za trzy dni. Ale w domu kładę się do łóżka i . Tylko nie mogę zmieścić się w ławce. Jechałam do domu jak na skrzydłach.za wszelką cenę unikać psychiatryka. inne domy. Podobno pani psychiatra też kazała mi zmienić środowisko. Wywożą ją z Warszawy. Jutro będę musiała iść do szkoły. A więc za trzy dni będę na wolności. że można mnie wypuścić. czuję się dobrze. Zebrałam bety i powiedziałam: „Żegnajcie. nigdy więcej!” Jeżeli czegoś się tutaj nauczyłam. Klasa wie. A więc będę miała luz. 25 października Jestem grzeczna. staje przed każdym łóżkiem i patrzy. to na pewno jednego . że mogę sama chodzić.

Zaczynam trochę chudnąć. W ogóle nie mogę się uczyć. dał mi adres. że mi sprzeda worek suszu. Zaczynam o tym wszystkim myśleć inaczej. Zawsze się znajdą jakieś sprzyjające układy. Nie mogę się pozbierać. Tylko będę musiała jakoś zdobyć towar. Jestem na luzie. Nawet mogę u niej gotować. Wzięłam i przestałam się martwić. Trochę trzeba będzie schudnąć. Dobrze pamiętam. Niech się cieszą swoją wolnością. Będę go trzymała u Marty. Umówiłam się z jednym rolnikiem. Do domu tego nie wniosę. ale beze mnie. Nie robię nic. że w domu coś się dzieje. Mieszka niedaleko Częstochowy. Ja nie sypnę. że mam być pod stałą opieką psychiatry. co tam się stało. Mam jechać jutro.śpię. że muszę się uczyć. tylko bez brody. Na karcie z Lublińca jest napisane. Czasami jadę do Marty i ćpam. . Co oni ze mną zrobili w tym psychiatryku? Omijam chatę z daleka. 11 listopada Wyglądałam jak święty Mikołaj. 7 listopada Znalazłam w biurku trochę suszu i zrobiłam sobie zupkę. 10 listopada Poszłam na Rynek. Marta zgodziła się trzymać to u siebie. Jak można żyć bez ćpania? Chociaż troszeczkę. 17 listopada W szkole udaję. Ale niedużo. Wychodzę niekiedy z domu i włóczę się po ulicach. Za co z pełnym worem ślicznych makówek. 2 grudnia Poszłam z mamą do Poradni Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży. W domu sufituję. Ale nie chcę ich widzieć. że coś robię.

Mogę przychodzić. Zawsze byłam inna. Poznała mnie z psychologiem. a później ze mną. że ja też jestem gdzieś daleko. Niech sobie ma. Zupełnie nie mogę zebrać myśli. Ma dużo majki. ale teraz jestem inaczej inna. że ćpam. 8 stycznia Wypełniam jakieś absurdalne testy. Zbiorowe. Opłatek? To paranoja. A ja jestem ponad to wszystko. Już nawet wiem. Podobno Filip mnie szuka. Siedzimy naprzeciwko siebie i milczymy. Jest mi to obojętne. Chce mnie za tamto przeprosić. Ale nie wychodzi nam ta rozmowa. tylko nie wiem po co. że będę miała zaliczone półrocze. czego chce ta kobieta ode mnie. I nie mam ochoty gadać z tym facetem. że pije alkohol. Uciekają gdzieś daleko i wydaje mi się. Mówię pani doktor. Nie mówię. . Już nic mnie nie cieszy. Do szkoły chodzę dla świętego spokoju. że mogę znowu wylądować na oddziale. czym jesteście.Pani doktor rozmawiała najpierw z mamą. Tutaj jest inaczej. Jesteście tylko tym. Ale nie umiem o tym opowiedzieć. rodzinne szaleństwo. żebym i ja taka była. Lubię tutaj milczeć. Straszy mnie. Jestem jakaś taka inna. Tym razem piłam alkohol. 5 stycznia 1976 roku Kolejna wizyta w Poradni Zdrowia Psychicznego. 15 grudnia Chodzę do pani doktor i czasami jej mówię coś o sobie. 24 grudnia Znowu Święta. W ogóle z nikim nie mam ochoty gadać. To oni są szaleni i chcą. Wszystko stało się nagle obojętne. Mam przychodzić tutaj raz w tygodniu. I nie wiem.

czuję to. O czym mamy rozmawiać? I tak będą chcieli mnie zamknąć. Na drugi dzień przyjechał po mnie ojciec. Mają mnie odwieźć karetką. Zawieziono mnie od razu do Izby Dziecka. tylko nie wiem na jakiej podstawie. Mam do niej przyjść porozmawiać. Może mam. kim jestem? . że tu chodzi o alkohol. a poza tym trochę ćpam. Zupełnie nie wiem. Nie poszłam na rozmowę. Siedzę w swoim pokoju. Przecież i tak mnie nie rozumieją. Mam zaliczony pierwszy semestr drugiej klasy. że więcej do szkoły nie pójdę. Nie wiem dlaczego. Nikt mnie z niczego nie pytał.17 stycznia Wyszłam z domu i wsiadłam w pociąg. Niczego już nie chcę. skieruje mnie do Lublińca. który zawiózł mnie do Katowic. Pytali mnie. Powiedziałam pani doktor. Chodziłam po ulicach i w nocy zatrzymał mnie patrol MO. Nie umiałam jej powiedzieć. Nie uciekłam. 17 lutego Nie chodzę do szkoły. co to jest? I nie chcę wiedzieć. do Lublińca. Mama zaprowadziła mnie do pani doktor. jak się nazywam i skąd jestem. że chyba mam schizofrenię. Nie umiałam jej powiedzieć. Myśli. Coraz częściej myślę o śmierci. Ja sama siebie nie rozumiem. 18 lutego Mama ma skierowanie do szpitala. Mama była u pani doktor. Powiedziałam. może nie. dlaczego tak zrobiłam. że jak nie będę chodzić do szkoły. Powiedziała. Mówiłam. Nie chcę już żyć. dlaczego uciekłam z domu. Powiedziała. bo się boję. Puścili mnie od razu. Po prostu wyszłam. czego się boję. A raczej o samobójstwie. 10 lutego Biorę jakieś leki. że trochę piję. Nie wiem.

Ja nie wiem. Mam tylko być pod stałą opieką poradni. Są inne chore dzieci. Dostaję leki trzy razy dziennie. Ten rok szkolny stracony. Przyjęto mnie od razu. że taka pacjentka zostanie przyjęta. 7 marca Byłam w poradni u pani doktor. Zrobili wyjątek. że rok szkolny stracony. 26 lutego Przyjechała mama. Baśki też. Milicjanci i sanitariusze zabrali mnie siłą z kawiarni. W domu dają mi spokój.kobiecy i męski. a ja nie mam jeszcze skończonych 17 lat. Od nowego roku mam iść do innej szkoły. Tu jest podobno zupełnie inaczej niż w Lublińcu. Powiedziałam. Milicjant powiedział. Już tam na mnie czekali. Zaproponowała mi leczenie na oddziale psychiatrycznym w Częstochowie. żeby mnie stąd zabrała. że się zastanowię i przyjdę od razu na oddział. Szalonej już nie ma. Jestem w izolatce. Od razu podali mi insulinę.20 lutego Jestem w Lublińcu. Rodzice pogodzili się. Wezwali milicję. 12 marca Szłam ulicą i chciałam rzucić się pod samochód. Jest zupełnie inaczej niż w tamtym kombinacie. Puścili mnie. Ciągle mnie obserwują. że mnie zna i że jestem umysłowo chora. Niepotrzebnie mnie . Są tu dwa odcinki . ale kierowca zdążył zahamować. Sale są małe. Błagałam ją. I mama zabrała mnie. Czy byłam kiedyś agresywna? 20 marca Tu też zrobili mi punkcję. Związali w pasy i przywieźli na oddział. Po lekach jestem spokojna i łagodna. ale czułam się lepiej. Płakałam. To oddział dla dorosłych. Moja agresja zniknęła. Nigdy dotąd tak nie płakałam. Poszłam na oddział. Jakby wiedzieli. czy jestem chora.

Czasami rozmawiam z panią doktor. taka pustka w życiorysie. Ordynator zrobił mi płukanie żołądka. Miał tylko kodę. co mam. Nie mogę tylko zabrać ze sobą Kasi. że jestem zaćpana. że czuję się tutaj bezpieczna i nic więcej. Chodzę po całym szpitalu podziemnymi korytarzami. One się mną opiekują. Wzięłam wszystko. Kasia ma nerwicę. Trochę to mnie przestraszyło. Wstrzymano mi przepustki. Jest pustka. . 27 marca Powoli przyzwyczajam się do życia oddziałowego. A Kasia nie rozstaje się ze mną. ale bał się. 11 kwietnia Dostałam przepustkę i poszłam do chaty. Niczego nie zarejestrowałam w chorej głowie. a ja niczego nie pamiętam. że chciał mnie odwiedzić w szpitalu. Czasami zabieram ze sobą Kasię. dlaczego tak zrobiłam i film mi się urwał na dwa dni. Nic nie pamiętam. Ale Filip ma czekać na mnie w podziemiach szpitala. Rano robimy sobie herbatkę. Nie wiem. Ja. Filip bardzo się ucieszył. Ale ze mną nikt na ten temat nie rozmawia. Wzięłam za dużo i w szpitalu zorientowali się. Wypalamy tu papierosa i idziemy dalej. Czego oni we mnie szukają? Nie ma nic do znalezienia. tylko czasami wydaje mi się. 5 kwietnia Mam już własne ubranie i wolne wyjścia. Mówię jej tylko. 17 kwietnia Spotkałam się z Filipem w podziemiach. Kasia mówi.męczą. że normalnie z nimi rozmawiałam. że jestem gdzie indziej albo że ja to nie ja. Przyniósł mi dużo prochów. Ja nie wiem. Mówił. Już nie jestem taka senna po lekach. Kasia i jeszcze dwie panie.

Żyją we własnym świecie. odchodzisz i nawet nie jestem pewna.23 kwietnia Przyglądam się chorym psychicznie. Zrobiło mi się bardzo smutno. Tam podobno inaczej leczą ćpunów. Wtedy wiążą ich w pasy. 7 maja Tym razem Filip przyszedł z morfiną i sam zrobił mi zastrzyk. Rozpaliłam ognisko w takiej wielkiej popielniczce. Kasia w domu popodcinała sobie żyły. Nie rozumiem. Alfa też jest w szpitalu. Bywają takie dni. Tylko ślad na żyle pozostał. czy naprawdę byłeś. Nie chcę. Nie wiem dlaczego. rozmawiają sami ze sobą. 12 maja Dostałam przepustkę i zamiast do domu poszłam do Kasi. ale jest w Lubiążu. żeby się na mnie gniewała. Chętniej rozmawiam z pacjentami i palę dużo papierosów. Opowiada mi o swoich halucynacjach i wróży z kart. prawie ich nie znam. Filipie? Przynosisz mi ćpanie. jak się czuję. Tomek zniknął. żeby nie było żadnych komplikacji. 20 maja Codziennie na wizycie ordynator pyta mnie. Pani . Wygląda bardzo źle. Najchętniej rozmawiam z panią Zosią. Pani doktor wypisała Kasię. O innych nie pytam. że cały oddział jest niespokojny i to się udziela. Ale nie przyjęto jej na oddział. Bardzo się na mnie gniewała. musiał się odtruć. Ugaszono to od razu i pani doktor wzięła mnie na rozmowę. I co będzie dalej. która ma schizofrenię i ciągle przebywa w szpitalu. Smutno jest bez Kasi na oddziale. bo niekiedy bardzo krzyczą. Czasami mu odpowiadam. Niektórzy jednak cierpią. Czuję się jak na wczasach i wcale nie tęsknię za domem. I chyba jest im tam dobrze. I zostałam na noc. Wychodzimy z psychologiem na dwór i opalamy się.

Wróciłam na oddział roztrzęsiona. tylko wynieśli go na ławkę i tam umarł. Siedzę skulona na łóżku i patrzę. I żyję sobie na oddziale. Nie słyszę. Rozwiązałam się sama. Pani doktor straszy mnie. Odpowiadam na pytania i mówię. znowu mnie związali i tak ciągle. W końcu usnęłam. Waliłam głową o ścianę i krzyczałam. wędrując od ściany do ściany. Długo nie mogłam się uspokoić. Tylko jeszcze piszę. Zabraliby mi i to. że dobrze się czuję. Nie wezwali pogotowia. nie zniknęła. Miał zapaść i tamci się wystraszyli. Pogorszyło mi się. A mogli go odratować. Zaczęłam szaleć. paląc w koszach na śmieci swe pieniądze i nasłuchując Terroru za ścianą. Związali mnie pasami i dali zastrzyk. że Tomek nie żyje. 11 czerwca Zmuszam się do jedzenia. żebym nie zapiła. 27 maja Filip powiedział mi. bo gdy pożegnałam rodzinę. 2 czerwca Nie wolno mi nigdzie wychodzić. Przywieziono ją z Lublińca. .Zosia jest na stałe. Ćpał gdzieś z jakimiś ludźmi. że będę karmiona sondą. A. G. nic nie widząc.którzy trzęśli się w bieliźnie w nieopalanych pokojach. krzyczeć. mijając chore dusze. Przestałam jeść. nie mówię. które chodzą po innej wyznaczonej prostej. od okna do okna.. zeszłam do podziemi i tam . że oni o tym nie wiedzą. 25 czerwca Nie puszczono mnie do domu na siedemnaste urodziny. A i tak zaćpałam. nie zaćpała.. żeby oni mnie do tego nie zmuszali. Dobrze. Jestem zamknięta na oddziale.

Łykam prochy. Nic mi się nie chce. Będę tu siedzieć do rozpoczęcia roku szkolnego. że przeprowadzałam kontrolę. Powiedziałam jej. OK. ćwiczenia. że dziwnie się zachowuję? Zawsze zachowywałam się inaczej. . Dotrwam do matury. Poinformowała o tym panią doktor. a ja wegetuję w psychiatryku. Może być. że chyba jednak jestem chora. I nie będą mi wciskać żadnej choroby. Jest mi to obojętne. Filip czasem przychodzi. Czegoś tutaj nie rozumiem. 27 lipca Nic się nie zmienia. Robią nam jakieś terapie. ale jestem tylko bardziej rozdrażniona. na jakiej podstawie tak twierdzi. zaćpam i to wszystko. psycholodzy i cały średni personel medyczny.czekał Filip z zupą. do którego liceum pójdę. Przestałam zupełnie czytać. jak rozmawiałam z milicją i oglądałam ich motocykl. 18 lipca Pogoda wspaniała. no i pani Zosia. Siostra oddziałowa widziała mnie na mieście. Nawet do domu nie chce mi się chodzić na przepustki. Inni nawet dobrze się bawią. tylko ja tu rezyduję. Nie wiem. rozmowy. Kasia mnie nie odwiedza. 7 lipca Znowu mam wolne wyjścia. I mogli mi nagwizdać ci wszyscy psychiatrzy. Stwierdziła. Ale pani Zosia to stały punkt programu tego oddziału. Może się obudzę w nowej szkole. Pacjenci się zmieniają. Prawie z nikim nie rozmawiam. Mnie już nic nie bawi. Wiem już. 30 czerwca Nie puszczą mnie na wakacje. Żadnej schizofrenii nie mam. Bo nikt się nie zorientował.

że mogę zawsze przyjść. Już nie zgłoszę się do Poradni Zdrowia Psychicznego. Robię to. 15 sierpnia Dostałam wypis ze szpitala. i to wszystko. Mieści się w starym budynku przyklasztornym. mają wyniki testów. to mnie wyrzuci. A jak długo on pociągnie? Przecież on stale bierze. Koniec z psychiatrami. . Nikt nie krzyczy. Tylko nie ma o czym. skąd wzięli tę zbiorówkę. Nie było mnie tu przez pół roku. Przyzwyczaiłam się już do tego. Tak naprawdę to nikomu nie opowiedziałam o sobie. Niech sobie obserwują. Towaru jest dużo. Oni mnie tylko obserwują. Dyrektor wezwał mnie od razu do siebie i powiedział. W moim pokoju jest wielka cisza. że i Filipa po prostu nie będzie. Znowu pobrali mi odciski palców. Byłam na przesłuchaniu na komendzie. Uczę się jakby od nowa normalnie żyć. że teraz tak łatwo nie będzie. 23 sierpnia Za tydzień szkolą. Nikt mnie nie kontroluje. Że będą mnie kontrolować. przecież nigdy mnie nie nakryli. Jestem fotogeniczna z tym numerkiem. że gdy będą ze mną jakieś kłopoty. Powiedział. Nic przecież o mnie nie wiedzą. Notowana za włóczęgostwo. 1 września To liceum jest bardzo śmieszne. że nigdzie mnie nie chcą. Znowu nowa klasa.2 sierpnia Zmniejszają mi dawki leków i starają się częściej ze mną rozmawiać. Filip zadzwonił od razu. narkotyki i zbiorowe ćpanie. zrobili nowe zdjęcia. Ale chyba kiedyś przyjdzie taki dzień. Ale nadal będą mnie obserwować w tym kierunku. Nie mam rozpoznania schizofrenii. OK. Ostrzegają. co chcę. W mojej klasie same baby. Czyli nic. Może teraz naprawdę coś się zmieni? Chciałabym bardzo. Nie wiem. W domu czuję się nieswojo. Nie wiem.

Sama jestem tym przerażona. Naprawdę się uczę. Potem było mi tak głupio. Na tamtą stronę tęczy. Mam na lewym przedramieniu wypalone piętno. Bawi mnie to nawet. modzie. . dwie. Filip ciągle dzwoni. żeby sobie pożeglować bez powrotu. Zrobiłam wielką awanturę. Byłam trochę nagrzana i szukałam pretekstu do rozładowania się. dyskotekach. Czasami tylko przychodzi taka myśl. Ja robię swoje. 1 października Po lekcjach chodzę do chaty na godzinę. On się chyba we mnie zakochał. Siedzę nad książkami. że wszystko jest już w porządku. piję alkohol. Paranoja. Rozmowy o chłopakach. I zbieram w szkole same piątki. co we mnie siedzi.wisielczy. Uczę się. 11 października Pokłóciłam się z rodzicami. A tu szaro i smutno. Ale jest to humor olewająco . Bo Alfa wciąż na leczeniu. którą noszę w sobie. Ćpam sporadycznie. niech się wypchają. A co ja? 10 września Gdy bardzo chce mi się ćpać. Jestem swoją własną samozagładą. Coś zaczęło mnie w tym życiu bawić. Jestem najlepszą uczennicą w klasie. Jestem dzieckiem śmierci. Zwykłe życie nastolatek. Jestem dzieckiem lęku. Stwarzam wszelkie pozory. Nie zgłoszę się. Piętno śmierci. Ale jeszcze jestem. Przeklęte to wszystko. I nikt mi nie będzie przeszkadzał. A nie chcę się w to wpieprzać od razu. Częściej piję. Naprawdę. Albo jestem już jedyną jego starą znajomą. I spokojnie chodzę do szkoły.7 września Dostałam wezwanie z Przychodni Zdrowia Psychicznego. Inny świat. Nie umiem się opanować. Baby jak baby. Coraz częściej jestem rozdrażniona.

. zostawiam jej. A ja u niej czasami gotuję zupę. Bo jaki ty jesteś. kiedy jest już za późno. co robię. Chodzi sobie po świecie taka istota ludzka i niczego nie oczekuje od życia. Marta żyje z powietrza. Jest psychologiem z Warszawy i będziemy ze sobą korespondować. że to będzie niezłe. Anno! Może będziesz tą osobą. A o ćpunach jeszcze mniej. Gdy mam pieniądze. 25 listopada Ćpałam cały tydzień nie trzeźwiejąc. że mnie nie rozszyfrują. zwłaszcza gdy jest mi bardzo źle. 13 listopada Nawiązałam kontakt z Anną. A więc witaj. Nawet drzwi do jej domu są zawsze otwarte. Kim jest Anna? Nie wiem. Mundurek szkolny to barwy ochronne. wszystko ma swoje określone miejsce. 2 listopada Odwiedziłam Martę. Marta pomaga wszystkim. O. mój świecie? Niby wszystko takie proste. Naszła mnie taka ćpalnicza otchłań. Czasami przychodzi tu milicja. bo oni sprawdzają tylko kanały na rękach. Punktualność i dobre stopnie to pewne zabezpieczenie. że mnie nie poznaje. Marta jest o rok starsza ode mnie. Twierdzi. Majkę walę w stopy. gdy nie chcę iść do chaty. I z miłości. Dlatego możemy spokojnie egzystować i umierać. Myślę. Ja wiem. z którą potrafię się porozumieć. A milicja czuwa. Lubię pisać. Dziwna to melina. przepraszam. Marta nikomu nie przeszkadza. że zostałam zniewolona. która będzie umiała porozumieć się ze mną. tylko o sobie nie myśli. ale jej nie ruszają. Ćpun i złodziej znajdzie tu nocleg. bo ona czasami głoduje. śpieszę się do domu. z tarczą na rękawie. Niewiele wie milicja o narkomanii. Pisanie o sobie do konkretnej osoby. Przychodzę do chaty w szkolnym mundurku. Tylko że ja nic z tego nie rozumiem albo rozumiem.20 października Filip mówi.

dołek. Po prostu nie mogę się wylać. Rozmawiałyśmy cały dzień w kawiarni. Bardzo interesująca. Ręce się trzęsą. A oni są bardzo mądrzy. Wiesz przecież. Powiedziałam jej. Tak ci wmawiają dorośli. Ja oczywiście przygrzana w sylwestrowy wieczór gadałam ze ścianą swego pokoju. za co pokarałeś nas imionami? Może zamiast imion byłyby numery? Wolałabym już przyjmować kondolencje niż życzenia. Maszyna się psuje. Ufam. 4 grudnia Oczywiście ukochane imieniny. A dzisiaj dziwnie mnie trzęsie. Nagadałam sobie. Tocz się dalej. że tak niewiele pamiętam. Mam kłopoty z moczem.żadna ze stron nie zrobiła większego numeru. 12 stycznia Spotkałam się z Anną. nerki. serce. To znaczy . Ale do szkoły chodzę twardo. co robisz. A mimo to po tygodniu tego szalonego ćpania opamiętałam się i przestałam sama. 3 grudnia Alfa wrócił na łono częstochowskiej komuny ćpalniczej. Idiota. daleko. Jeszcze w to wierzy. 1 stycznia 1977 roku Święta minęły na szczęście spokojnie. Utył i już się tak głupawo nie śmieje. Trzeba zachować pozory. choć nie jestem na głodzie. Teraz wszystko mnie boli. Bo ja już nie. Baska. Szkoda. wątroba. Była to nawet interesująca rozmowa. i musiałam sobie dołożyć. Tym bardziej mnie to martwi. Bywaj. że zezwolisz zerwać z włosów kwiat niebiański i podarować go Naiwnym. Przyjechała do mnie z Warszawy. . Dlaczego ją okłamałam? Dawno już straciłam zaufanie do ludzi. że już nie biorę. że wszystko jest już w porządku. Twierdzi. że teraz będzie ćpał kontrolując się. O Boże. W podzięce mogę im podarować kawałek mojego cierpienia.

Tylko jak długo to wszystko pociągnę? Bo na pewno kiedyś to wszystko się rozleci. Nie skarży się. Mam teraz taki zwyczaj. to nawet się klei. Wtedy mam ochotę biec do chaty i natychmiast coś wziąć. Tylko jeszcze głos ten sam. Nie odmówiłam sobie uczczenia tej rocznicy. w której odbija się cała nędza ćpuna. I to jest nasza wolność. Szklana tafla. Ale Filip jest bardziej zniszczony. Poleciał oczywiście na całego. Kiedyś pójdę na złoty strzał albo się powieszę. Dla tej idiotycznej wolności. Dużo czy mało? Sama nie wiem. Jestem wolna od . że robię sobie zastrzyk. Dzisiaj czwarta rocznica mego ćpania. którą mi wtedy obiecał. Ma wspaniałe oczy. Śmieszni są ci pedagodzy. Nieraz w nocy śni mi się. Ale chyba o cztery lata za dużo. To ja mu robiłam. Może jej napiszę. nie wagaruję. 21 marca Długo nie pisałam. To już taki odruch. Bo mogą mnie zamknąć w psychiatryku.Opowiedziałam jej trochę o sobie. mówi niewiele. a to wszystko na zewnątrz to maska. Coraz bardziej chce mi się brać. że nie może się wkłuć we własny kanał. 1 lutego Na półrocze wypadłam super. że nie przyznaję się do ćpania. Już mu się tak trzęsą ręce. Alfa znowu świruje. i budzę się cała roztrzęsiona. Mam ją. Tylko że tym razem Filip nie robił mi zastrzyku. Fakt. Albo w nocy gotuję zupę w swoim pokoju. Uczę się i trochę ćpam. Nie mam jeszcze odwagi jej napisać. I zamkną moje marne zwłoki w białej trumience. Do dupy to wszystko. Dla nich. bez źrenic. Dlaczego w białej? 20 lutego Piszę do Anny o niczym. że jest inaczej. Sine wargi. bo zaczynam podsypiać na lekcjach. Dostałam nawet pochwałę od dyrektora. Jak nie ma towaru. Nie jest to dobre. którego poznałam prawie cztery lata temu. szara cera. Tak jakby po cichu umierał. tamtego Filipa. że jestem zwykłą ćpunką. Jak na pierwsze spotkanie nawet dosyć dużo.

Zaliczę ją spokojnie. Cały świat jest naćpany. Nawet świadectwo jest naćpane. Są inne niż tamte. trzeba będzie tam wrócić. Nie wtrącają się w moje życie. Prawie same piątki i nagroda na akademii.szkoła chata . Mają swoje problemy. Co tak mnie zraniło. Absolutny absurd. I na przerwach często z nimi rozmawiam. Ja już je przegrałam. Bez dna. Chyba bym już nie umiała tak jak one. to mnie kurwica bierze i znowu muszę zwiększyć. Już nie umiem rozróżnić swoich stanów. Nawet je lubię. Dziewczyny są fajne. 20 czerwca Rozdanie świadectw. Idę ulicą naćpana. Pyta: dlaczego chcę marnować swoje życie? Przez przypadek przegram życie. to zawsze będę przegrana. .dom . Biorę nadal. Cóż.dom. A mają się źle.czasami Marta . Wszystko na haju. I wspaniała wiadomość: moje liceum rozwiązują i uczniów przenoszą do tego. Pisze ostro. Dawki skaczą. myślę naćpana.normalnego życia. z którego odeszłam. Głupi układ. Ale co będzie dalej? Nie wiem. Czy chciałabym się zamienić? Sama nie wiem. Dzieli nas kolosalna przepaść. Ale biorę coraz częściej. mimo że tak bardzo mnie nie chcieli. I coraz więcej. 3 maja Niedługo koniec drugiej klasy. 11 maja Napisałam Annie. Czyli wrócę tam. Nawet gdy będę jeszcze długo żyła. Bo jestem nieuleczalnie chora. jak się sprawy mają. To znaczy w szkole jestem nadal nie zagrożona. Dotrwam do końca roku szkolnego. Taka mała karuzela . sama na siebie. że muszę zapomnieć? 6 czerwca Anna pisze. Trochę mniejsze dawki. Niekiedy im zazdroszczę. Są takie zwyczajne. czuję to. Tyle że moja była klasa jest o rok wyżej. Gdy je zmniejszam.

Wobec siebie jestem niczym.puste miejsca Płaczę . 27 lipca Stan bez zmian. No. A potem już nie muszę nic robić. Staram się utrzymywać dawki na mniej więcej tym . tylko tak spokojnie. I we mnie jest taka pustka. Ale mimo wszystko pamiętał. jak zgasła Iga.25 czerwca Jestem pełnoletnia.puste myśli I na cmentarzu puste groby. Filip coś bełkotał przez telefon. Jakiś tort. Ręce popuchnięte. że chciałabym umrzeć bez bólu. Muszę brać codziennie. Nie wyobrażam sobie tego. świeczki. prawie jak pogrzeb. Ślad na śladzie. Lecimy na czysto. Plączę się po ulicach. 12 lipca Dawki się zwiększają. Kim jesteś Filipie? Dlaczego zjawiłeś się w moim życiu? 30 czerwca Rano idę do chaty i biorę swoją dawkę oraz zapas. Nie mogłam go zrozumieć.puste słowa Wierz . Wobec prawa. 10 lipca Filip z Alfą wyjeżdżają na kilka dni w pola i przywożą mleczko. Nie trzeba żadnych dowodów. Kiedyś trzeba będzie się odtruć. unikając trefnych miejsc. Ja organizuję sprzęt. Jestem w ciągu. A o czym ja myślę? Myślę. I w nas wszystkich. gdyby mnie teraz milicja dorwała. Nie myślę o tym. Nie dusząc się. Coraz trudniej się ukrywać przed rodzicami. bo panuje żółtaczka wszczepienna Idę ulicą .

by dotrwać do następnego dnia. do trzeciej klasy. mówię. 4 sierpnia Coraz trudniej mi pisać. Anno. która codziennie musi mieć swoją działkę. biorę prochy. Oczywiście staram się trochę uczyć. Ktoś przychodzi. Miewał zapaści. 12 września Bazuję w szkole na dawnej opinii dobrej uczennicy. Jestem przećpaną 18 . Dziewczyny opowiadają wrażenia z wakacji. Może się uratuje. uśmiechnięte. Po tych dawnych korytarzach. I tak ciągle. by doszło do nowej sprzeczki. I nie będę musiała lecieć w kanał. ja jego też. Nie chcę. bym brała rolki. Są opalone. I jest to prawda. Pomagają przetrwać najgorszy okres.letnią dziewczyną. Schodzimy sobie z drogi. ktoś odchodzi. Żeby . co mi jest. bym się odtruła. organizuje. Zostałam tylko z Alfą. Nie należy pytać. 29 sierpnia Nie wiem. że serce mnie boli. niekiedy na zawsze. Nadal jestem w ciągu. Muszę iść do szkoły. co mam robić. 3 września Snuję się jak cień po szkole. Wtedy go wyzwałam i nie chciałam przeprosić. O nic nie pytam. Więc to już tak wygląda. Filip mnie prosi.samym poziomie. Ale jest to klęska. do śmierci. w jakim nastroju rozpoczynam nowy rok szkolny? W fatalnym stanie. Filip musiał już iść na odtrucie. Alfa doradził mi. Gdy zaczyna brakować ćpania. Teraz nic do mnie nie ma. Filip już wrócił. Dłonie się trzęsą. Pytają. takie wesołe i pełne życia. Mamy rolki na fałszywe bibuły. Mój były wychowawca stara się mnie nie zauważać. Wtedy nie będzie tak znać. To niemożliwe. Filip już działa. Anna pyta w liście. Coś się z nim dzieje niedobrego. przystaje albo gna jak szalone. po których kiedyś chodziłam. To dobrze.

. równo. 2 listopada Anna ostrzega i twierdzi. Gdy jej nie mam . Opiekuje się nią teraz jakiś facet. . Wszyscy tak lecimy. Wiem już. 20 października Stan bez zmian. Ani jednego wolnego miejsca na całym ciele oprócz twarzy. Nawet chyba nie wie z kim. kiedy trzeba. Gdy to się wyda. 6 października Anna pyta. Tak bardzo się boję. Mnie to nie dotyczy. Ale nie umiem już inaczej. Marta jest w ciąży. Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu? Sama już nie wiem. Wpadlibyśmy wszyscy. Stara recydywa. Nie wiem. 27 września Jeszcze została mi Anna. Przychodzą jacyś nowi ludzie. czeka nas chyba więzienie. kiedyś. Zupełnie niepojęte. Dawki różnie się kształtują. Chcę. Ma całe ciało w tatuażach.naprawdę o niczym nie wiedzieć na przesłuchaniach. Zdobyć za wszelką cenę towar na następny strzał. gdybym musiała płacić. Nie o wszystkim. Wiem. To zabawa. że mam jeszcze szansę. Zresztą widzą. Ja też. Gdybym tylko zechciała. Nie pyta o forsę. gdzie szukać pomocy i jak z niej korzystać.boję się. co by to było. ale nie mam już woli. I nie wierzy się. Teraz tylko to jedno się liczy. że Filip fałszuje recepty. czy warto tak żyć? Oczywiście. Jak tam jest? Chyba jeszcze gorzej niż w psychiatryku. że to nie ma sensu. Zawsze za późno. Ale na początku jeszcze tego się nie rozumie. Ja nie ostrzegam ich jak Iga. że nie warto.. Zresztą nie wiem. Widziałam go u niej w samych spodenkach. Pękam. Kiedyś zrozumieją. Przestajemy wierzyć sobie nawzajem. gdy widzę pełną strzykawkę. Poza tym ma jakieś kontakty ze światem medycznym. który wyszedł z więzienia. Taki już jest człowiek. że nie chce pewnych rzeczy pojąć. Pisuję do niej. Dziwne to wszystko. jak wyglądamy. że to spotka akurat mnie.

Kupiłam książkę pani Marii Co macie na swoja. 15 grudnia Zatrułam się czymś i nie muszę jeść. żeby napisać. I tak bym nie mogła. obronę? Był tam adres i prośba. Jakby ktoś podłożył bombę zegarową na określoną godzinę. 15 listopada Basia to ja. co nie we mnie już. Niekiedy usypiam nad moim dziennikiem. Już nic innego się nie liczy. Czasami. płaczę. Nie bać się zagrożenia. Gdy zbieramy się w chacie. Jedzenie nie jest mi potrzebne. Nie straciłabym . Trzeba z kimś porozmawiać. I mam wrażenie. Czy będzie i czy starczy dla wszystkich. że zaraz to wszystko wybuchnie. Gdy była małym. Pani Maria chce mi konkretnie pomóc. Chce mi załatwić leczenie w ośrodku dla narkomanów ze szkołą. 2 grudnia Muszę chodzić do szkoły. Wieczorem słucham muzyki i kiwam się. gdy jestem trochę trzeźwiejsza. Ale która ja? Gdzie jest tamta? Tamta chyba dawno umarła. A tą godziną jest towar. Chyba ja. szczęśliwym dzieckiem. Napisałam. Od niego teraz wszystko zalety. Może gdy drgnie ta wielka siła. Niewiele rzeczy pamiętam. Ale nie czuję tego. Nie wiem dlaczego? Po prostu płaczę. O czym śnię? Nie pamiętam. by żyć. Muszę zacząć się uśmiechać.Wszyscy się boją. Tak mi się przynajmniej wydaje. Tak jak kiedyś Iga. W takt muzyki? Czasami pet wypadnie z ust i poparzy. lecz ponad waszą niemożliwość wtedy odejdę na zawsze. zaczyna się wielkie oczekiwanie. chociaż jeszcze i tak za dużo.

A przecież zaczęło się od zabawy. Może jest to jakieś wyjście? Może to akurat jedyny ratunek dla mnie? Mam tylko zaliczyć ten semestr tutaj. co mam. Czy wytrwam? 20 grudnia 1977 roku Jestem narkomanką. Osiągam swoje złudne zadowolenie. Chciałam mniej czuć. I to podobno ma być dowód. jak to naprawdę wygląda. później na drugi. Rodzice sądzą. jak mi to wmawia milicja? Czy naprawdę nie potrafię jeszcze powalczyć o siebie? Chyba nie umiem sobie pomóc. Chyba jeszcze chcę trochę pożyć. Cztery lata temu pierwszy raz zrobiono mi zastrzyk. nie umiem spać. Taki .znowu roku. nie umiem też korzystać z pomocy innych. Chodzę grzecznie do szkoły i nawet nie zbieram dwój. I to jest wszystko. Nie wierze w skuteczność leczenia odwykowego. 24 grudnia Obudziłam się w nocy i nie mogę dalej spać. A może to w tych psychiatrykach nie umieją leczyć narkomanów? Sama już nie wiem. Chyba nie wierzę w to. Nawet przed sobą muszę się w końcu do tego przyznać. Czy naprawdę nie mam już woli. że ich koszmar minął. głupiej. a stałam się niewolnikiem pełnej strzykawki. już w pierwszym dniu byłam zaćpana. że wszystko jest w porządku. chociaż wszystko wydaje mi się bez sensu. dziecinnej ciekawości. że mogę się jeszcze wyleczyć. Leżałam sobie w łóżku i mogłam spokojnie ćpać. teraz wiem. 25 grudnia Walnęłam sobie trochę więcej niż zwykle. O obecnym ćpaniu nikt nie wie. Mam 18 lat. moje dawki trochę się zwiększyły. Dwa latu temu zawieziono mnie na pierwszy odwyk. Gdy morfina już nie działa. Zawsze chciałam być wolnym człowiekiem. Tak. A teraz? Ostatnio trochę chorowałam. Tyle przesiedziałam w psychiatryku i gdy stamtąd wychodziłam. Mam kłopoty ze snem. I wszystko się zaczęło. Śmieszne.

jak ten. A nie narkomanem bez woli. Są bardziej życzliwi. Na drugiej lekcji spuchłam jak bania. Mam swoją powiększoną działkę majki i jest okay. Muszę znowu sobie kupić więcej ampułek majki. może się teraz wiele dziać. 29 grudnia Dostałam list od pani Marii. Przytrzymałam mu pasek na ramieniu i udało się. za drzwiami. którą wcisnęłam sobie w kanał. Chyba jednak się zgodzą. Wolę topić się sama. drapałam się ciągle. A tu trzeba żyć od zastrzyku do zastrzyku. CZŁOWIEKIEM. Pod bramą spotkałam chłopaka. Tak się trząsł. ale jak to zrobić? Nie chcę znów tracić roku szkolnego. I wszystko mnie swędziało. Puste słowo czy ironia losu? Sama nie wiem. Kiedy się to skończy? 3 stycznia 1978 roku Źle się czuję. . Wzięłam te tabletki i spokojnie poszłam do szkoły. W szkole nic do mnie nie dociera. przecież mnie kochają. zwłaszcza po rękach i po głowie. Co będzie w nowym roku? Żeby się tak stać naprawdę wolnym człowiekiem. Naiwna istota. Inne ćpuny też czują się wtedy inaczej. żebym przyjechała do Warszawy w lutym. Tak. Nauczycielka wysłała mnie do dermatologa. Będę musiała powiedzieć rodzicom. I to jest najgorsze. Nie mogę ciągle zwiększać dawek. To bagno. który był na głodzie. że natychmiast muszę poddać się leczeniu. bo brakło mi majki. Olewam to. Na pewno. Nie mogę ćpać z innymi. Pani Maria mi napisała.dzień. Tam. Muszę się odtruć. Święta. Ale właściwie to skąd mają wiedzieć. i ta cholerna samotność. od wielu lat jest smutny. Nie mogłam zupełnie wytrzymać. To bardzo daleko. 4 stycznia Zaćpałam kodę. W taki dzień nawet dostałam więcej towaru za normalną cenę. co dzieje się wokoło. Nie dociera do mnie wiele przez barierę. co jest grane? Bałam się wrócić do domu. że nie mógł sobie znaleźć tyły. Pisze. Uśmiechnął się do mnie smutno.

Tylko co mi z tej miłości przyjdzie? Chyba to.. Sama ją schowałam. Tylko w tramwaju przysnęłam i pojechałam za daleko. a może 11 stycznia? Chyba potrzebuję pomocy. Jestem zrośnięta z fotelem. Rodziców nie ma. Weszłam tam do nich. Oni wciągają innych. ale nie mam zamiaru zabijać innych. Nie mogłam się długo uspokoić. Tam. Myślę coraz częściej o samobójstwie. Na kartkę kapią łzy. Nie wiem. Ale nie mam siły się stąd ruszyć. jestem narkomanką. trochę mi przeszło. a normalny . Nie mogę utrzymać pióra w ręce. Tak. A ja chcę być sama. Siedzę przy swoim biurku i patrzę na wszystkie klamoty. czy coś się zmieni. Nie mam siły. też coś jest. Narkomana nie chcę. Podobno milicja szaleje. Jak tak po prostu można cieszyć się życiem? To dla mnie nie do zrozumienia. by jej poszukać. Gdzie ja jestem? 14 stycznia W nocy miałam jakieś wizje. nie lubią samotnych. to było okropne. wiem o tym. Jest. że ktoś zapłacze nad moim grobem. Poszłam po towar. 5 stycznia Coś mnie dręczy. ale nie ufają mi za bardzo. W końcu ktoś życzliwy mnie obudził.Łaziłam bez sensu po ulicach. Nie mam nawet chłopaka. Chyba trzeba będzie to posprzątać. Miałam pieniądze. POMOCY! Jestem zaćpana maksymalnie. Wszystkich obudziłam. Ale i tak ich kocham. Krzyczałam. robili sobie zastrzyki. Rozwalone szkła. za oknem. że będę miała pewność. Za dużo ćpunów jest w naszym mieście. wyjechali na kilka dni. Wiruje całe moje królestwo. Sama się wykańczam. 10. niedomyte pompki i zapchane igły.. W domu normalka. Chcieli. jestem w fatalnym nastroju. sprawdzają ludzi. wszyscy zaćpani. moich porządnych koleżanek. Łzy? Gdzieś tam głęboko jest schowana lina taternicza. Mam dość szkoły. żebym została. więc poszłam sobie dokupić majki.

Wzięłam dzisiaj dwa razy. Mój nastrój obniżył się. Moja za rok. I znów psychiatryk. jeszcze mogę. Może skończyć z tym wszystkim? Wystarczy tylko przedawkować. Będę musiała snuć swoją opowieść od początku. Musze przejść na prochy. Spojrzał na mnie i powiedział: „Baśka. to nie miałabym problemów. bo po co tam iść? Tylko po to. łamie w kościach. jeszcze możesz. Nie mam już gdzie się wkłuwać. 30 stycznia Spotkałam starego znajomego ćpuna. I w milczeniu poszliśmy razem do dostawcy po towar. co się będzie działo z moim ciałem. ale i po ćpaniu jestem do niczego. Chyba będę musiała iść na to leczenie. I po co mi to wszystko? Przecież to jest wegetacja. rzuć to kurestwo”. Mam koszmarne sny. tylko czy warto wracać na tę drugą stronę? No. ratuj się. Kiedyś lekarz powiedział mi. gdy nie przestanę ćpać. sama go nie przetrzymam. Ale to tylko marzenia. dotarły do mojej świadomości jego słowa. Patrzyłam na niego niewidzącymi oczami i miałam ochotę powiedzieć mu to samo. by uratować jedno ludzkie życie? By ratować siebie? Może nawet i dlatego warto. jakie mają na przykład ludzie dializowani.chłopak nie chce być z narkomanką. Nie mogę podłapać głodu. wszystko mogę. na Boga. Skończył mi się towar. Dopiero gdy zrobiłam sobie zastrzyk. Nie. A w co się wierzy . Coraz gorzej. Już nawet książki mnie nie interesują A tak lubiłam kiedyś czytać. żeby podleczyć sobie kanały. to też nie ma sensu.nawet po kilka razy. Oczy mi łzawią. A może już nie wierzę w miłość? 20 stycznia Przeziębiłam się. Myślę za dużo o niepotrzebnych rzeczach. Samotność mnie dobija. Nie umiem już funkcjonować bez ćpania. oczywiście jak dożyję. Trzeba męczyć swoje żyły codziennie . w to jeszcze trzeba uwierzyć. Leżę w moich czterech ścianach. Tylko. 28 stycznia W szkole studniówka. Gdyby dało się wstawić taki aparacik do żyły. Ma rację.

Nie byłam kontrolowana. że mogę nie wrócić. co chciałam. ale już nic nie czuję. Wszystko zniszczyłam. Bardzo źle to znosiłam. ciągłe pocenie się. Szybko zostałam przyjęta. Jestem na Białej Sali. Do mnie przedtem też to nie . drżenie ciała. 22 lutego Jestem na odwyku od 16 lutego. Mama chyba przeczuwa. chce ćpać. że coś się stanie. Beata ma 16 lat i jest zafascynowana ruchem i ćpaniem. Chce mi się płakać. bezsenność. Ale wierzę w nich. po najgorszych chwilach na głodzie fizycznym. Już raz rodzice mi zaufali. Koszmarne bóle mięśni i stawów. bez żadnych kłopotów. Pojadę tam i wyjdę z ćpania. mam już załatwione miejsce w sanatorium psychiatrycznym. że już jestem rozsądna.. Mama pyta ciągle. krzyczeć. Rozdrażnienie i wielka chęć ucieczki. Już po wszystkim. Uważali. A przede wszystkim nienawidzi się reszty świata. Męczy mnie myśl. Obiecała porozmawiać z moimi rodzicami. Jestem wyczerpana. Jestem na sali razem z Beatą. nie wiem co jeszcze. I w końcu organizm uspokoił się. jaki koniec ją czeka. Jeszcze nie czuje tego. że znów spotka ich to samo. żeby załadować sobie w kanał chociaż malutką działkę. Pierwszy etap odtrucia minął. snują plany na przyszłość. 8 lutego Pojechałam do Warszawy.. Nie mogę się teraz rozkleić. że mnie nie opuszczą. robiłam to. I jedno marzenie. Przywiozła ją tutaj matka. że teraz muszę ich oszukiwać. Beata nie chce się leczyć. Byłam w Poradni Zdrowia Psychicznego na konsultacji. 13 lutego Rodzice chyba się niczego nie domyślają. kiedy wrócę.po 3 latach ćpania? Kocha się pełną strzykawkę i nienawidzi się siebie. bo wtedy dopiero byłby koniec ze mną. Potem długo rozmawiałam z panią Marią. Rozmawiają ze mną spokojnie. To. krwotoki z nosa. wierzę. najbardziej boli. żeby to wszystko przeszło chociaż na kilka godzin.

Ciągle rozmawiam z Beatą. wspólne ćpanie. Opowiadałam. Kiedyś jej to przejdzie. są pod kroplówkami. Basia. że wszystko się zmieni. ja. Rodzice chyba już wszystko wiedzą. Patrzę na ten jej entuzjazm. Płakałam nad tą kartką. Tutaj można chodzić we własnych . Nie umieją już tego znieść. którzy się trochę zagubili i trzeba im pomóc odnaleźć właściwą drogę. płakałam. Dobrze. wszystko wydaje mi się beznadziejne. Stare ćpuny. Nie powiedziałam jej wszystkiego. Ja rzadko brałam kompot. ale chyba będzie za późno. Ale nie. tylko gorzej można się wpieprzyć. Ja wiedziałam najlepiej. Nie wiem. traktują nas jak młodych ludzi. bo co miałam robić. 27 lutego Przeszłam dzisiaj do drugiej grupy. Ona naprawdę jeszcze nie wie. Cholerni psychiatrzy. chcą się wypisać. 25 lutego Dostałam kartkę od rodziców. Źle znoszą odtrucie. Wybaczają mi i wierzą. Tak jak oni. gdzie mają cię za szmatę. Powinnam znosić już to spokojnie. A może nie jest jeszcze ze mną tak źle? Lekarka wzięła mnie na rozmowę. włóczęgi. układy w domu i to. co będzie dalej. dlaczego zaczęłam ćpać. Piszą. Imponują jej stare ćpuny. Ale hera jest lepsza. 23 lutego Przyjęto dwóch braci z Gdańska. Najbardziej ją interesowały sprawy seksualne. Chcę tu zostać i zrobić coś ze sobą. Gdy na nich patrzę. Dziwne. pani Maria wszystko im opowiedziała. Nie taki jak w zwykłym psychiatryku. Tak. Lecieli cały czas na kompocie. Jest mi bardzo smutno. zawsze mnie to denerwuje. Kocha hipów. że już wiedzą o wszystkim. zawsze wolałam swoją morfinę. gdy tak wszystko chcą o mnie wiedzieć. że chociaż personel jest w porządku. w jakie bagno wchodzi. Tutaj jest inaczej.docierało.

Chce jej uświadomić. żyłam w swoim świecie. głównego szefa terapii. Wyglądał tak. Bierze krótko. Wprowadził rozkład zajęć. układziki. Zawsze byłam marzycielką. spakowała rzeczy i chciała się wypisać. ale niezbyt mocno. Rozmawiał z lekarzami. Topiliśmy Marzannę. smutni. czas na naukę. Nie lubię tłumu. jakby się z tym wszystkim pogodził. Niósł ją Kotan. Tylko że ona chce być narkomanką. w narkotycznym śnie. Rozmowy tylko o ćpaniu. Poznałam Kotana∗. Ona jeszcze w to nie chce wierzyć. Ludzie jak ludzie. Kotan atakuje Beatę. Po spacerze była „społeczność”. Źle sypiam. Sądzę. by później znowu iść w Polskę i zatracić się w ćpaniu. Przyjechał tata. trochę hipów. Trzeba przetrwać teraźniejszość na odwyku. ∗ . Marek Kotański . ale większość to narkomani z przekonania. w co się wpieprza. Kotan atakował mnie. krótko żyję bez narkotyków.Przewodniczący Zarządu Głównego Stowarzyszenia MONAR (Młodzieżowego Ruchu na Rzecz Przeciwdziałania Narkomanii). Kotan stwierdził.oni mają już wolne wyjścia. że to dopiero początek jego dziwnej terapii. by z tego wyjść. wspomnienia. Byliśmy na spacerze. Było to moje pierwsze wyjście. Wśród ludzi są układy. jeszcze mylą mi się imiona. Przyp.ubraniach i wychodzić na zewnątrz z wychowawcami. Bez życia. Jest jeszcze trzecia grupa . Jest tak inny od tych wszystkich jajogłowych psychologów. 28 lutego Dużo tu nas. pokłóciła się z nim. Kotan pogadał z nią na osobności i zmieniła zdanie. Ten facet zadziwia mnie coraz bardziej. I to jest najstraszniejsze. że on tutaj wszystko trzyma. Rzadko się mówi o planach na przyszłość. Zawsze byłam wielką samotnicą. Danka wkurzyła się. red. Kotan ma dziwny wpływ na ludzi. Tata nie został na psychoterapii. Tutaj nie ma przyszłości. których do tej pory poznałam. Czuję. że to prowadzi tylko do rozmów o ćpaniu. Ja trzymam się raczej na uboczu. Ma duże szanse. zmarnowani. inaczej byłby to też zwyczajny psychiatryk. że na oddziale źle się dzieje.

Każdy z nas ma szansę z tego wyjść. Rozmowa była oczywiście o ćpaniu.nauczyciele do nas przyszli. Personel o tym chyba wie. Żyje jeszcze głębiej w swoim świecie i pewnie marzy o ćpaniu. Pytały. tylko czasami musi wprowadzić rygor. Przyjechał Kotan. papieros. słuchanie muzyki. Chyba nie mogę tak myśleć. ale przyjmuje te stracone dusze. Potem rozmawiał z nami W sumie jest bardzo opiekuńczy. 1 marca Dzisiaj pierwszy raz poszłam do szkoły. . Każdy mówi o ćpaniu. W kanał lub po zębach. Panuje tu swoista atmosfera obwarowana regulaminem szpitalnym. Sprawdził. że będę mogła tutaj robić tę nieszczęsną trzecią klasę. To znaczy . Danka ciągle milczy. Po takich rozmowach ludzie wracają z przepustek często nawaleni. wstrzymał spacery. koda. Idą wtedy na Białą Salę i wszystko zaczyna się od początku. herbata. Po obiedzie zawitała do nas wycieczka studentek z pedagogiki. Po takiej rozmowie i mnie zamarzyła się działka majki. Jest to swoisty styl bycia. Zaczynam przyzwyczajać się do pobytu tutaj. Nawet mnie to nie denerwowało. gdyby nie Kotan. kazał im chodzić w piżamach. czy wszystkie jego polecenia zostały wykonane. Naiwni. Oglądały nas jak dziwne okazy. dyskusje na temat i o życiu. Połowę ludzi ukarał. Ćpun to takie stworzenie. W tym cała rzecz. bo każdy o nim myśli.to byłoby całe życie. Artur zaprosił mnie do swojego pokoju na herbatę.Zajmuję pokój z Danką i Beatą. zrobił „społeczność”. że w końcu ktoś się wyleczy. co kto woli. a one zupełnie się nie zorientowały. że one tak nas obserwują. majka. Lekcje na luzie. herbatka . Hera. żebym mogła o tym spokojnie myśleć i nie mieć ochoty przygrzać. nigdy się nie uśmiecha. Robienie NIC to najlepsze zajęcie dla ćpuna. Ludzie wpuszczali je w kanał. To pocieszające. że jak się go nie przypilnuje. Raczej rodzaj komuny niż psychiatryk. Sądzę. makiwara. Nie zrobi NIC. Tak często bywa. że ona chce tylko tutaj przezimować i na wiosnę ruszyć stąd. to marna sprawa. Kojkowanie. jak nam się tutaj żyje. Może oni myślą.

by to wszystko znieść. Jest spokojnie. Kotan kazał im przyjść do przychodni w Warszawie. jej obecnym chłopakiem. Muszę się trzymać. Leżałam sobie i marzyłam o różnych dziwnych rzeczach. Większość z nas nie ma już domu. Mogę wychodzić na spacery tylko z wychowawcą. Po szkole położyłam się. Tak. a Dzidka śpiewała piosenki o hipach. robią piękny pogrzeb i wspominają najlepsze chwile. Za ucieczki i ćpanie na oddziale . Nastrój mi się obniżył. 6 marca Wczoraj wieczorem zrobiliśmy sobie wspólną kolację przy świecach. a potem wygonił na poranną gimnastykę. Wróciliśmy spokojnie na oddział. że mam gdzie wracać. Beatą i chłopcami w kawiarni. żeby ją przyjął razem z Krzysiem. Inni walczą do końca. od nowa pokazują świat. Chyba wywalczy im to przyjęcie. On nas traktuje jak swoje dzieci. Ja jeszcze nie mam wyjść. ale wtedy nie można by walczyć o siebie. Ale Kotan wciąż wierzy. Rodzice tego nie wytrzymali i wyrzekli się swoich dzieci. Darek grał na gitarze. Taki codzienny. . że to ma sens. Dobrze. Martwi się tym wszystkim. Ale jeszcze w tej walce można przegrać i wtedy jest koniec. Terapia ćpunów to budowanie domku z kart.3 marca Rano Kotan zrobił pobudkę w swoim stylu. Przecież to jest walka o życie każdego z nas. Część ludzi pojechała na przepustkę. Matka musi mieć atomowe serce. Rano dowiedzieliśmy się. Ale na szczęście nie doszło do bójki. 7 marca Do Kotana zadzwoniła Danka. Nie lubią hipów.wywalają. że Artur uciekł przez okno i że Danka nie wróciła z przepustki. by wytrwać. Cały czas ćpają. Żeby można było zapomnieć o działaniu narkotyku. Śpiochów powywracał razem z łóżkiem. To ma być ochrona innych. Zaczepili nas gitowcy. Byłam z wychowawcą. Wyprowadzają nas jak małe dzieci. Chce.

że następnym razem ją wsypię. Nasze wątroby już nie wytrzymują takich wstrząsów. Ostrzegłam ją. nie ma rozmów o ćpaniu.8 marca Chłopcy urządzili dla kobiet wspaniałe przyjęcie. Sama z nią porozmawiałam. Rozwala mnie jeszcze psychoterapia. że w takiej sytuacji musimy wydać nawet przyjaciela. Są na Białej Sali. Takie decyzje są trudne. Darek przygotował specjalną potrawę. Powiedziała mi. co to oni przygotują swoim paniom na wolności. ale dziwnie się to wszystko odbyło. Chyba jestem na niego zła. . że psychicznie czuję się jeszcze kiepsko. Przyjęto Dankę i Krzyśka. jest mało miejsc. Potem chce się ćpać. Śpiewaliśmy przy gitarze. Powiedziałam mu. Ale trzeba to przejść. Nie można wierzyć narkomanowi. Ktoś z trzeciej grupy jej to podał. by ratować jego i siebie. Po takiej kolacji od razu połowa miała kłopoty z wątrobą. Nastrój na oddziale od razu uległ zmianie. że jemu też niewiele brakuje. ćpunów coraz więcej. a nie wiadomo. że tak trzeba. Kotan dzisiaj pytał o moje samopoczucie. Dawali swoim dziewczynom drobne prezenty. Może kiedyś do tego dojdę. To absolutnie niemożliwe. Kotan wyzwał nas od psychopatów. Wczoraj trzecia grupa piła alkohol. Beata podłapała klej i chodzi naćpana. Kotan nam mówi. Wszyscy są życzliwi. Wychowawca robił pamiątkowe zdjęcia. Sądzę. ale jej nie wierzę. że więcej nie będzie. ale teraz nie pójdę podkablować Beaty. Mają wstrzymane wolne wyjścia. 9 marca Od rana psychoterapia z Kotanem. Lepiej o tym nie pisać. Ja nie mogę tego zrobić. bo inaczej nie ma szans na wyjście. Chłopcy dostali małpiego humoru i wymyślali. kto najbardziej skorzysta z leczenia. te wszystkie rozmowy o ćpaniu. Kotan zaproponował psychozabawę pod tytułem „Dzień kobiet za rok we własnym domu”.

16 marca Beata jest na trójce. Śpię w pokoju znów z Danką. ale tak naprawdę nie można temu zapobiec. Zdarzają się i dzieci. jak postępować z ćpunami.11 marca Połowa dwójki pojechała na przepustkę. Obawiam się o Beatę. Powiedziałam pani doktor. i nie tylko. Wszystkie ćpuny złożyły jej życzenia. Odmówiłam. Czasami zapominam. co mi jest. zanim dojdę do jakiejś normy psychicznej. W nocy życie oddziałowe kwitło. Potem pytał. odstawiono mi część leków. Opieprzył Dankę za kurwienie się. Chyba ją najdłużej leczy. Rozdzielał przepustki. Pani doktor ma imieniny. Rzadko teraz rozmawiamy. Danka z Krzysiem od rana leżą razem w łóżku. Oficjalnie się to zwalcza. Dzidka jest bardzo lubiana przez Kotana. ale częściej wszyscy każą mi o tym pamiętać. Pary łączyły się wzajemnie. ja jeszcze nie chciałam. że nie mogę spać. Wieczorem rozmawiałam z panią Stasią. kiedy mamy zamiar zacząć naprawdę się leczyć. Życie seksualne na oddziale kwitnie. że teraz skończyłoby się to ćpaniem. gdy natrafisz na kopulującą parę. (Jego słowa). Jest to kobieta. że nie może mnie więcej truć prochami. że potrzeba około 6 miesięcy. Kotan szalał na terapii. bałam się. Te wolne wyjścia są zbyt kuszące. Bardzo dobrze mi się z nią rozmawiało. Sądzę. Jedzie z Markiem. tylko za czym? Za ćpaniem czy za nowym życiem? Źle sypiam. Obijam się po oddziale i sama nie wiem. Oczywiście zjedliśmy wspólne śniadanie. Kotan zaproponował Beacie i mnie przejście na trójkę. Beata jedzie pierwszy raz. Nie czuję się jeszcze na siłach. jest jeszcze Dzidka. Nawet do Beaty przyszedł Marek. Odpowiedziała. Kotan stwierdził. . ale tylko na rozmowę. bo mam bardzo osłabione serce i że w końcu wszystko samo się ureguluje. która wie. Chyba tęsknię. Jest to trochę kłopotliwe. nie mogłam przez nich spać. po co tu jestem. Są małżeństwa.

Mówiła mi. że za mało mówię na terapii. Przyznaję jej rację. poprosiłam. Dla mnie jest to lekkie przegięcie. Muszę ukrywać moje zwężone źrenice przed czujnym wzrokiem wychowawców. Nie ukarał ich. jestem nieuleczalna. to z nami koniec. Kotan rozmawiał ze mną. zmienia pracę. więc można te sprawy załatwić inaczej. Wykryło się. Kotan jest bezradny. Stwierdził. żeby dali mi działkę. dlatego już nigdy nie możemy zaćpać. Nie chcą też sprzedawać prochów przeciwbólowych. Dali mi i jestem zaćpana. że jestem mocno wpieprzona. W aptece nikt z nas nie kupi pompki. że można nas wyleczyć. Tak. ale nie umiałam się powstrzymać. Wszyscy jesteśmy nieuleczalni. Według niej tutaj mogą pracować tylko młodzi zapaleńcy. Beata też chciała uciekać. . którzy jeszcze wierzą. I mając tę świadomość. nowych metod. bo mieli zdrowy dech. powstrzymałam ją. zrobiłam to. że oszukuję personel. Mam wyrzuty sumienia. Stwierdził. ale może w końcu mu się to uda. Bo gdy to zrobimy. Hania z trojki uciekła. I personel o tym wie. 21 marca Dzisiaj też zaćpałam. Ale ćpun musi coś mieć. Na razie zabroniono sprzedawać młodym ludziom salicyl. bo jutro jadą na święta do domu. 22 marca Połowa dwójki zalała się salicylem. Ale do stolicy niedaleko.20 marca Kotan jest wściekły. To jest silniejsze ode mnie. Kotan ciągle szuka rozwiązania. Ale w końcu chyba da sobie z tym radę. ale mam szansę wyjść. Narkotyk działa silnie na odtruty organizm. Nakryłam ich i zamiast zgłosić Kotanowi. Moje samopoczucie od razu się poprawiło. że niedługo odchodzi stąd. Rozmawiałam z panią Stasia. co zrobiłam: Krzysiek z Danką robili makiwarę. by mi właściwie pomóc. Trochę błądzi. I jest mi rozkosznie. że jeszcze za mało o mnie wie.

Mogłabym nie wrócić. że mało mówię. Mam ochotę się wypisać. Wyjaśniła jej dokładnie. To byłoby jeszcze zbyt ryzykowne. robię się dziwnie miękka. A sama rozklejam się. płaczę. Wieczorem wszyscy wtajemniczeni byli zaćpani. Okłamałam Beatę. Nie wiem dlaczego tak szybko. Jest nas kilka osób. dlaczego. ja też. . by pojechała na wieś. 28 marca Ludzie wracają na oddział. Boli mnie głowa. wszystko mnie drażni. Mieli stężoną makiwarę w dżemie. Przyjechali rodzice. Martwią ją te zahamowania. 30 marca Nadal ćpamy. Bałam się jechać. mogę się tylko domyślać. a przy nim Dankę. Nie chcę. powiedziałam jej. To skutki ćpania. Spotkanie z mamą wypadło naturalnie. Wciągnęliśmy go przez okno. Wtedy zupełnie unikam ludzi. Wychowawca znalazł cały towar. jak ma jechać. Sama nie wiem. Zaczynam się tutaj fatalnie czuć. 31 marca No i stało się. Cała reszta pojechała do domu na święta. Nie widzę sensu swojej dalszej przyszłości. Pani doktor powiedziała mi. 29 marca Dankę i Krzyśka wypuścili z Białej. Danka i Krzysiek przyjechali zaćpani. Ale co naprawdę czuła. Chyba coś niedobrego znów się ze mną dzieje. Chyba mi słabnie motywacja leczenia. Gdy zaczynam brać. Wszystko było już opłacone i Beata przywiozła worek suszu. żeby brała. Tak czekałam na ten towar. że dzisiaj nie robiliśmy ćpania. Beata ma wolne wyjścia i Danka namówiła ją.26 marca Na okres świąt przeniesiono nas na Białą Salę. Wpadli przy rewizji z towarem.

Pochodziłyśmy po Warszawie po znajomych kątach. I tak ciągle. Wypełniłam kilka testów. tylko za kłamstwo. Nie wiem. dlaczego zaczęłam ćpać mając takie układy w domu i tak dobrych rodziców. 4 kwietnia Pojechałam na pierwszą przepustkę pod opieką Beaty. jak ja w tej chwili. Szukałyśmy z Beatą ćpania. co mam zrobić. ale czułam. Przekonywałam ją. że w nie ma sensu. Czy naprawdę ja to wszystko przeżyłam? . ale tamto życie nadal mnie pociąga i fascynuje. Wracałam na oddział w fatalnym nastroju. Wyszłam stamtąd jakaś zrezygnowana. że nie karze nas za naszą chorobę. Chciałabym się wyleczyć. 5 kwietnia Nadal jestem smutna. 7 kwietniu Byłam na badaniu u pani psycholog. Sama nie wiem. Ale może nawet dobrze. Raz się leczę. Mówił. I to mnie chyba tak przytłacza. Chyba nie potrafi zrozumieć. a mogłabym robić tyle interesujących rzeczy. że nie znalazłyśmy. ale nie mam zaufania do ludzi. Chciałabym z kimś o sobie porozmawiać. po której stronie jestem. że o tym wiedziałam. Byłam na rozmowie u pani Marii. I tylko oni przyznali się do ćpania. Kotan od razu zrobił „społeczność”. że będzie chwalił moje postępowanie. że mnie potępia. Została. Beata chce tak samo ćpać. a później porozmawiałyśmy sobie o moich sprawach. Wyczułam. Boję się przyznać. W nocy Danka chciała uciekać. Był to dla mnie szok. Zawiodłam Kotana. a z tym nie umiem się pogodzić. Nie robię nic. Byłam rozmowniejsza. Ale opowiadałam o sobie jak o obcym mi człowieku. Przecież to śmieszne. Ja tylko przyznałam się do tego. Nigdy nie oczekiwałam od nikogo. raz chcę ćpać. że pani Maria wini mnie za wszystko. ale sama w to nie wierzę.Krzyśka i Artura.

Dobił mnie tym. Wybuchnęliśmy śmiechem. Wyglądamy interesująco. Wieczorem przyszedł do mnie Kotan. Pani przewodnik pod koniec zaczęła opowiadać nam kawały o wariatach. 12 kwietnia Odwiedziłam Beatę na Białej. Mówiła mi. ćpając na oddziale. jak to naprawdę jest z naszym ćpalniczym życiem. Oszukałam go. Spacer wzdłuż Wisły. Kotan zauważył moje przygnębienie i spytał. czego chce. że dam sobie radę ze sobą w takiej sytuacji. 16 kwietnia Pojechaliśmy na wycieczkę do Kazimierza Dolnego. Wszystko mu opowiedziałam. że sama nie wie. Dziwna z nas wycieczka. Ale może kiedyś dowiemy się. Prawie nie słyszałam. W nocy nie mogłam spać. Beata wczoraj zaćpała. dręczyły mnie wyrzuty sumienia. że razem nie poszłyśmy do Kotana. o czym wszyscy rozmawiają. a dzisiaj uciekła. że jesteśmy z psychiatryka.10 kwietnia Przyjechał tata. że aż tak jestem wpieprzona w to całe ćpanie. jaką będzie miała minę. że o niczym nie powiedział ojcu. . Spędziliśmy miłe popołudnie. czy nie chcę z nim pogadać. Beata wszystko mu powiedziała o naszym wspólnym ćpaniu. Ciekawe. Ale ma nadal nadzieję. Byliśmy jeszcze w jakimś muzeum. Każde wykroczenie ma kończyć się pobytem na Białej Sali. herbata w „Baryłce”. odwiózł mnie na oddział. 11 kwietnia Na „społeczności” wprowadzono nowy regulamin na oddziale. Byłam z nim na przepustce w Warszawie. Szkoda. A tak już wierzyłam. Zmartwił się. że z tego wyjdę. Tutaj nikt z leczących się nie wie. Beata wróciła. gdy przeczyta.

17 kwietnia Danka i tak w końcu uciekła. Już są na dwójce. ale już chyba nie uda się jej nic załatwić. 25 kwietnia Na „społeczności” pani ordynator wprowadziła godziny odwiedzin. Bardzo się stara o to przyjęcie. A może właśnie tak trzeba? Bo w zasadzie do tej pory mogliśmy dużo robić bezkarnie. Tylko że za firanką stał Kotan. Danki nie przyjęto. że jak ktoś odmówi. Ale co się wydało? To. które w tej chwili mają bardzo duże szanse powrotu do życia. Ale za to mamy Gośkę i Kasię. Przynajmniej można samemu się wypisać. A Kotan pewnie myśli. Tutaj też ciągle mówi się o ćpaniu. wypisy za ucieczki. Nasze chodzenie po miasteczku zawsze wzbudza małą sensację. A tutaj jeszcze liczą się z twoja. a Beata jeszcze nie. Ktoś pokazał jej towar w strzykawce. ale już nie chcą jej przyjąć. 26 kwietnia Kotan kontynuuje swoje eksperymenty. że chce się leczyć. Darek zaćpał się kompotem. to znaczy. że inni już znali takie numery. 19 kwietnia Byliśmy paczką w kinie. Wyszłam z terapii. Gdy kiedyś w psychiatryku chciałam zaćpać. Mamy nową panią ordynator. Wieczorem Marek ogolił się na łysą pałę. Jestem bardzo niespokojna. Jest na trójce kilka osób. A raczej o tym. a ona od razu chciała przygrzać. Ciekawe. . co ci ludzie o nas myślą. Nie mogłam dzisiaj wysiedzieć na psychoterapii. prawie wolną wolą. to trzy dni leżałam związana pasami i walili mi fenacil w tyłek. nowe rządy. Czarno widzę. Teraz wróciła. Beata dała się na to nabrać. Jest na Białej. jak z tego wyjść. Ćpanie hery to już chyba sam początek końca. Nawet wygląda interesująco. No i wydało się. Ale może się mylę.

Żyję jakby od niechcenia. Żyję nadal obok ludzi. życia. Zabrała mnie do zabiegowego. Co było wcześniej? Kawałek dzieciństwa. Beata też podejrzewa. Absolutnie nic. Kotan pytał. jestem tylko w takim stanie. 2 maja Mamy kilku maturzystów. Chodzę smutna i nic nie robię. Zbadała mnie. Cieszę się. Po prostu nie wiem.nie wolno. I nie chcę ćpać. Takie narkomańskie nicnierobienie. Zgubiłam się na drodze do życia. To znaczy . czy dam radę wytrzymać na tej przepustce. Nie ma mnie. Chyba wciąż szukam sensu tego wszystkiego. 29 kwietnia Poszłam na lekcje. Nic chciałam z nim rozmawiać. Rano przyszedł Kotan. wolno . Przecież nie brałam. Ludzie sądzą. co mnie otacza. że nie mogę istnieć. Mówiłam. A za rok? Za rok może być wszystko. że nic mi się nie chce. czy czuję się pewnie. Nawet wśród ćpunów. Matura. sprawdziła źrenice. nakazy. twarze chorych psychicznie i nienawiść do świata. I chęć samounicestwienia. Poszłam z powrotem do łóżka i dalej spałam. że ćpam. Jutro piszą język polski. Chcą ćpać. Przeciw życiu. Ciągle ktoś ucieka. że to tylko ból głowy. Chcę bardzo jechać. A w końcu triumf dorosłych: „a nie mówiłem?” Pozostał zapach sal szpitalnych. A ja? Sama nie wiem. Pragnę trochę pobyć w domu. . Jadę do domu. Ludzie są niespokojni przed Sezonem.może mnie już naprawdę nie być. apatia. Był to pożegnalny dzień pani Stasi. Czy można dojrzeć przed trzydziestką? Wydaje mi się. jeździć po świecie. Tak mi powiedzieli na terapii. Pytała.28 kwietnia Śpię drugi dzień. zakazy. że na pewno zaćpam. I wielki bunt. Potem przyszła pani doktor. Czy dotrwam? Najpierw muszę zaliczyć trzecią klasę. wraca. I całkowita przegrana. ciśnienie i czy nie mam śladów po wkłuciu. Dostałam przepustkę. co ćpałam. ludzi. Chyba przestanę walczyć o siebie. To jeszcze bardziej mnie przygnębiło.

Już chyba nigdy nie dadzą mi spokoju. z którą utrzymuję bliższe kontakty. Brakowało mi kontaktu z normalną dziewczyną. W domu rodzice nie zorientowali się. że zrobiłam to na pierwszej przepustce. czy chcę zaćpać. Zmartwiła się moim ćpaniem na oddziale. co oni znowu chcą ode mnie. że to teraz niemożliwe. Jak można nauczyć się cieszyć codziennością. Gliny nie muszą wiedzieć. wiedzą. Spotkałam dawnych znajomych. Wyszłam na spacer. Ta rozmowa zupełnie inaczej wyglądała niż tamta. Chyba już nie wierzy. 4 maja Odwiedziłam moją koleżankę Jagodę. co to znaczy mieć chcicę. Pani Maria była smutna i zrezygnowana. Muszę być w psychiatryku. by wrócić do właśnie takiego życia. chyba że rodzice. obudziłam ja i plotkowałyśmy pół dnia. Było mi to bardzo potrzebne. To jest jedyna dziewczyna z mojej klasy. Mieli majkę. Spytali mnie. Ciekawe. W domu zastałam wezwanie na komendę MO. Byłam przecież na leczeniu już trzy miesiące. Ale czy naprawdę w to wierzą? . Oczywiście nie poszłam na komendę. z normalnymi problemami. Byłam u pani Marii. Zachciało mi się nawet iść do mojej normalnej szkoły. zwykłymi sprawami? To dla mnie jeszcze wielka tajemnica. Ale na razie siedzę sobie na Starym Mieście i piszę. że się wyleczę. Narkomani rozumieją ludzi na odwyku. Niech sobie sprawdzają sami. z którymi kiedyś ćpałam. że ćpałam. Wieczorem mam być na oddziale. Nikt nie wierzy w to. Nikt. 5 maja Wróciłam do Warszawy. Wkrótce potem byłam przygrzana i zupełnie inaczej spacerowało mi się po mieście. że się wyleczę. Do głowy by im nie przyszła myśl. Wystarczy tylko raz im podpaść. że jestem na przepustce w domu. Zgodziłam się od razu. Nawet nie chcieli za to forsy.3 maja Wieczorem byłam w Częstochowie. Spała jeszcze. Ale wiem.

zostali wypisani. Dziwna to szkoła. I nikt nas tutaj nie potępia za nałóg. jak przedawkowała pastę.7 maja Lekarze są zadowoleni. W ogóle nie myślę o ćpaniu. tych ludzi też okłamuję. Ja też mam ochotę przygrzać sobie. W Lublinie nie spodobało nam się i wróciłyśmy do Warszawy. zrobiłyśmy sobie kolację. Elka jest warszawianką. Jechałam z Elką. Już ich nie ma. Za dobry powrót z przepustki przechodzę do trzeciej grupy. Ze mną idzie Kaśka. ma 16 lat i dużo ćpania za sobą. ludzie ćpali. Dużo z nami rozmawiają o naszych życiowych sprawach. bawiłyśmy się beztrosko jak dzieci bez przeszłości. 11 maja Miałam rację. że powinnam być tutaj jeszcze rok. jak zwykle. Nie. Wyczuwam napiętą atmosferę na oddziale. W szkole zapowiadają nam klasówki i powtórki. Nocowałam u Eli. Ale prawdziwych pedagogów można spotkać tylko tutaj. Dlaczego? Przecież oszukuję tylko siebie. za naszą chorobę z własnej lub nie własnej winy. Rozmawiałam z Kotanem. Opowiadała mi kiedyś. To była moja najmilsza przepustka. Do ćpania się nie przyznałam. trochę trzeba się uczyć. To mnie podniosło na duchu. Miała niesamowite wizje. Uważa. a na pewno pół roku. Ochotę to chyba mam zawsze. Jechałyśmy okazją. I bardzo chcę wytrwać. Chyba jakaś grupa ćpa. Bardzo chcę spróbować. że wróciłam z przepustki w porządku. 12 maja Jestem w dobrym nastroju. było bardzo fajnie. mimo że to przejście nie należy mi się. o moich . Rozwalali oddział. Ale Kotan zaufał mi. Nie myślałam o ćpaniu. i to przed Sezonem. 13 maja Trzecia grupa pojechała na Kulaż do Lublina.

Mam dwie drogi do wyboru. Idea jest dobra. Takie rzeczy szybko mu mijają. Przejdzie mu. wyleczenie lub odtruwanie się co pół . Chciał przełamać moją niechęć do mężczyzn. tylko co z niej wyniknie dla polskiego narkomana? Dostaliśmy nowe pomieszczenie. Do tej pory widziałam tylko układy narkomańskie. A ja tak nie chcę. Kotan ma nowy plan. Jestem tego prawie pewna. Gdy nie śpię w nocy. Żyłam chwilą obecną. jestem chłodna uczuciowo. a właściwie cały nowy oddział na tworzenie Synanonu. na wzór amerykańskiego ośrodka. Wyzywa nas od narkomanów .kłopotach. Tam nie było miłości. jaka jestem w stosunku do chłopców. Nie mogłam na niej wysiedzieć. Tego. Morfina daje zbyt duże uzależnienie psychiczne. Robi zebranie na trójce i chce nam przekazać swoją idee. że widzi. Mam jakieś wewnętrzne przekonanie.skurwysynów. co tutaj się dzieje. że mam bardzo małe szanse na wyleczenie. nie da się przetrwać spokojnie. że się wyleczę. że utrzymuję bardzo duży dystans. rozmawialiśmy o seksie. Kotan zrobił psychoterapię do trzeciej rano. że jest to prawie niemożliwe. Może kiedyś też tak będę umiała żyć? 1S maja Na oddział przyjechali goście z towarem. to dzieje się ze mną coś dziwnego. Właściwie to dopiero w czasie tej rozmowy wiele spraw sobie uświadomiłam. chce założyć Synanon. Kotan tez niekiedy się załamuje. Anna jest psychologiem i pracuje w Warszawie. Stwierdziłam. Krzysiek zaćpał. 18 maja Kotan chodzi wściekły. Byli u nas na trójce. Mówił. 23 maja Dostałam przepustkę i pojechałam na spotkanie z Anną. Właśnie teraz tak to czuję. Te sprawy muszę uregulować sama. Tak małe. Opowiedziałam jej o swojej obecnej sytuacji. 22 maja Kotan na terapii czepiał się mnie.

Jedliśmy lody i wygłupialiśmy się. 31 maja Pogorszyło mi się zupełnie. Przestałam rozmawiać z ludźmi. Lekarze zauważyli. Piętnastka. Chce mi się ćpać . Marzy mi się jeden strzał majki. Niekiedy nie wiem. Są już ogólne założenia. I jeszcze do tego ciągle boli mnie głowa. Anna nie usiłowała mnie przekonać. co odczuwam. Po południu pojechałam na Stare Miasto. Ale chce ćpać prawdziwe narkotyki. co się wokół mnie dzieje. przeklinam. psychiczna szmata. Zrobiłam się bardzo agresywna. mam lęki. Bardzo chcę. Potraktowała mnie jak dorosłą. Przesypiam. nic mi się nie chce. Czuję się zagrożona. Chyba jest to niesamowita sprawa. Wszystko mnie wkurza. Od razu przyszła na trójkę. Czy naprawdę jestem stracona? 24 maja Mamy nową pacjentkę. Ludzie robią porządki w Synanonie. Spotkałam wielu znajomych hipów i ćpunów. Ale ciągle myślałam o mojej rozmowie z Anną. że coś mi jest. warto walczyć o siebie. Ja nic nie robię.roku i szybka śmierć. że warto żyć.oto cała prawda. Ta huśtawka chyba już nigdy się nie skończy. Była „społeczność”. 26 maja Synanon zaczyna nabierać kształtów. dojrzałą osobę. Bardzo to piękne. . ale czy możliwe do zrealizowania? Były narkoman ma pomagać narkomanowi. Anna odwiedzi mnie w sanatorium. Moje życie to tylko wielki smutek. żeby Kotanowi to się udało. I dlatego tak to wszystko poważnie wygląda. Nastrój mam depresyjny. Mam ochotę przygrzać maksymalnie. rządzić i pomagać innym. aż do utraty świadomości. kłócę się ze wszystkimi. bo leciała tylko na prochach. sami będziemy pracować. Jestem słaba. To najlepsze wyjście z tej sytuacji. Nie będzie tam lekarzy. Ale nie mówię im o tym. Przyjęła do wiadomości oświadczenie człowieka świadomego swego życia i przyszłości. A przecież dzisiaj daleko mi do dojrzałości.

Przyszedł do mnie Kotan. by tam przejść. ale lekarz się sprzeciwił. Nie chciałam z nią rozmawiać. Stwierdził. Udaję przed rodzicami. Dzisiaj przyszła na Białą Marzena. nie czuję się na siłach. że jak tak dalej ze mną będzie. czy słyszę głosy. Co mnie tak przeraża? Prześladują mnie myśli samobójcze. Kotan to zrozumiał i dał mi przepustkę do domu. ale w fatalnym stanie. że teraz nie należy nic mówić. że jest okay. Stwierdziła.Ustalono skład Synanonu. . Chcę zostać na trójce. Ale nic nie jest w stanie zagłuszyć mego niepokoju. by nie iść na psychiatryczny. unikam wszystkich. 3 czerwca Powrót do Synanonu. Mam ochotę stąd się wypisać. Dziwny to stan. 4 czerwca Nadal tak trwam w zawieszeniu. ale wycofałam się. czy coś widzę. Przeczę. tak jakby rozumiała. Nic nie mówiłam. to przejdę na oddział psychiatryczny. czy coś widzę. Dużo śpię. Nic do mnie nie mówi. tylko nie wiem. Byli tam lekarze i wychowawcy. Zaprowadził mnie na Białą Salę. Zbyt dobrze pamiętam to. Pytają mnie znowu. Boję się tego oddziału. Przyszła mnie odwiedzić pani ordynator. Ale dają mi psychotropy. ale już mnie tak nie przeraża jak na początku. że nie można się ze mną w ogóle porozumieć. dokąd mam pójść. 1 czerwca Jestem w domu. Marzena ma 16 lat i uważnie mi się przygląda. że pobyt w domu dobrze mi zrobi. że w takim stanie nie mogę jechać do domu. ja też tam miałam być. Nic nie robię. Poszłam do swojej szkoły. Ale Kotan wierzy. Zabrał mnie do gabinetu lekarskiego. Nie rozmawiam. klasa ucieszyła się z moich odwiedzin. Łykam. Kotan pytał mnie. co oni tam robią z ludźmi. Milczymy obie. Leżę w łóżku albo śpię. czy słyszę głosy.

Ludzie na Białej Sali sądzą. Mówię jej. Lekarze nie wiedzą. że mam pierdolca i chce mi się ćpać. że poleci. Nauczyciele nie ruszali mnie. Mówiła mi dzisiaj o wartości życia. Ale życie oddziałowe w ogóle mnie nie rusza. że nie jest w stanie mi teraz pomóc. A ja jej słuchałam. kiedy wyjdę z Białej. nie wytrzyma Sezonu bez ćpania. jak się czuję. Są to w zasadzie sytuacje bez wyjścia. 12 czerwca Kotan zabrał mnie na terapię do Synanonu. Pytałam lekarza. Jestem w trochę lepszym nastroju. że na wolności zrobiłabym sobie coś złego. Stwierdził. Ale co ma robić. Jej matka zgadza się na wypis. Ciągle pytają. Jestem dno wklęsłe. Chyba bardzo chciałam jej przekazać to. Byłam na EEG. Uważają. Ale ona chce ćpać. że podłapałam psychozę. Była zaskoczona moim stanem. że znowu sobie coś wymyślę. Boją się mnie wypuścić za wcześnie. Nie mogłam skoncentrować się na tym. I to jestem cała ja. a inni nic nie sądzą.6 czerwca Przyjechała Anna. byłam bardzo pobudzona. Chyba słuszne są ich obawy. co się teraz ze mną dzieje. Mam wrażenie. Leżę na łóżku i sufituję. Ale nie dowiedziałam się. 9 czerwca Poszłam z Białej do szkoły. było mi bardzo smutno. Niedługo rozdanie świadectw. co mi jest. Beata chce się wypisać. o czym mówią. Gdy odeszła. Jutro rozdanie świadectw. o moich sprawach. Sami nie wiedzą. I nie ma kto zapukać od spodu. o mnie. ale nie potrafiłam. Ja też tego nie wiem. inni myślą. 15 czerwca Jestem znowu na trójce. Marzena już przeszła na dwójkę. . Mam wstrzymane wolne wyjścia i przepustki.

Niekiedy bardzo pragnę. Musiałabym więc uciec z oddziału. ale tak. że doskonale to czuję. idiotyczna pustka wypełnia się o jeszcze jedną dziurę. że nie masz przyjaciela. Dokonuję okrutnego mordu na sobie. Odczuwasz wtedy dziwny niepokój. Czasami wydaje mi się. Czy można mnie oswoić? Dlaczego wszystko obraca się przeciwko mnie? Bo sama jestem przeciwko sobie. żebym z nią pojechała. To wszystko boli. Rozmawiałyśmy o ćpaniu. koszmar. Niszczę się systematycznie. Chciałabym odejść. . Beaty też już nie ma. Rodzice zrobili małą rodzinną kolację z winem. który do tej pory przeżyłam. czy już grzeje. Prosto na lubelskie pola makowe. Jestem pozornie spokojna. Jak to jest. całe moje doświadczenie. ma przyjechać po mnie tata. 27 czerwca Pojechałam do Warszawy.19 czerwca Pracujemy na innych oddziałach. Wieczorami urządzamy sobie kolacje przy świecach. by się to wszystko skończyło. żeby to była świadoma decyzja. Ta cholerna. Jesteś sama. nie daję sobie żadnej szansy. Lekarze zgodzili się. czuję siebie. Wtedy robię rachunek sumienia. Ciekawe. A tak pragnę żyć. 25 czerwca Skończyłam dzisiaj 19 lat. Pozorna sielanka. I wtedy przychodzi smutek. świat. Ale dużo ludzi nie wytrzymało i wypisało się. W dniu urodzin zawsze jestem smutna. a nie depresyjne przeżycie. że nagle pewnego dnia zaczynasz rozumieć. Dzień spędziłam z Beatą u niej w domu. Mam jechać na kilka dni do domu. Beata jedzie do Lublina i chce. Zawsze wypada na niekorzyść dla mnie.

Gdy jestem przygrzana. Marzena też była na Białej.dwaj starzy ćpunowie. Niewiele brakowało. Pokłóciłam się z Beatą i od razu pogodziłam. Chyba szuka mnie milicja. Ale tutaj mnie nie znajdą. że teraz szybko polecę. dopiero za szóstym razem jej zrobiłam. dopiero nad ranem usnęła. ale się nie zgodziła. Z nią miałam problemy. Nocowałam u jego kolegi. Beata męczyła się całą noc. bałam się nocować u Beaty. Zabrał mnie ze sobą. trudno mi cokolwiek robić. Beata jest bardzo rozdrażniona. Trochę żałuję. Bałam się. by odstrzeliła. Po powrocie do Lublina Beata zaczęła rzygać. Właściwie to nie mam po co wracać. Chodziłyśmy bez celu po mieście.1 lipca Przyjechała do mnie w odwiedziny Beata.narkomani. że uciekam. Byli też Szczepan i Kwiatol . Zrozumieją mnie tylko koledzy . ale nic mi nie powiedziała. Przyjęli mnie i poszłam na Białą Salę. W Warszawie spotkałam Leszka. 5 lipca Pojechałyśmy na pole makowe. Zbierałyśmy każda na swoją działkę. Chciałam ją zaprowadzić na pogotowie. że dzisiaj ucieknę. Po ćpaniu łatwiej nawiązuję kontakty z ludźmi. 9 lipca Postanowiłam wrócić na oddział. Postanowiłam. Mogli mnie u niej szukać. jej towar podłapał pirogena. Szybko zapoznaliśmy się. Pozwolono mi odprowadzić Beatę do autobusu. Czeka mnie tylko karny wypis i ironiczne twarze personelu. Mieszkamy u rodziców Beaty. że uciekłam z oddziału. Po zrobieniu Beata weszła mi w kanał od razu. . Tak myślę. Marzena zorientowała się. ale ja poszłam spać. Spakowałam się i bezczelnie wyszłam z torbą z oddziału. Była tam jakaś impreza. Pojechałyśmy na pole i na oddział trafiłam już mocno zaćpana. 2 lipca Pojechałyśmy do Lublina.

10 lipca Rano zabrano mnie na „społeczność”. Umotywowałam swój powrót tym, że nie chcę się wpieprzać przed Sezonem. Dzwoniła mama. Było tyle rozpaczy w jej głosie. Chciało mi się wyć. Mama chce do mnie przyjechać. Trzymałam słuchawkę jak ogromny ciężar. Gdy ją odłożyłam, zrozumiałam, że zostawiam ją daleko, samą z jej bólem. Rozmawiamy na Białej o psychiatrykach i chorobach, o ćpaniu też. Miałam rację. Szukała mnie milicja, ale w innej części Polski. Rozmawiałam z Kotanem, jutro przechodzę na dwójkę z Marzeną. 11 lipca Pokłóciłam się na dwójce ze wszystkimi Jestem bardzo rozdrażniona. Mam autentycznie dosyć oddziału. Chyba się wypiszę. Myślę, że będę lepiej czuła się poza oddziałem. Zaprzyjaźniłam się z Marzeną. Kotan mówi, że to nie przyjaźń, tylko nowy układ ćpalniczy. Ale tym razem chyba się myli. Marzena nie ma dokąd wracać. Błąka się po hufcach, z których w końcu ją wywalają. Jest jeszcze bardziej samotna niż ja. 14 lipca Postanowiłam się wypisać. Wieczorem rozmawiała ze mną pani Stasia. Była jeszcze na jakimś zaległym dyżurze. Chce jutro dzwonić do domu, by powiadomić rodziców o moim zamiarze. Jest przekonana, że wypisuję się po to, by ćpać. Dlaczego decyduję się na wypis? Przecież zaakceptowałam to leczenie. Ale myśl, że mam być tutaj jeszcze rok, przeraża mnie. Chyba będę tego żałowała, ale teraz nie mogę być tutaj dłużej. Już nie potrafię. Ale tam, na wolności, chyba polecę. Spadnę w dół równiutko. Znów odrzucam pomoc i to pomoc ludzi, którzy mogą jeszcze coś zrobić. 15 lipca Jestem na Białej, i to doprowadzona siłą. Lekarze nie zgodzili się na

wypis z powodu mojej choroby. Kotan proponuje mi przejście do Synanonu. ale nie zgodziłam się. Domagam się wypisu. Przyjechała mama. Lekarze zaproponowali mi układ - do końca wakacji przepustka i mam wrócić tutaj na rok szkolny. Na terapii ludzie stwierdzili, że polecę, że jestem już spisana na straty. Dostałam list od Beaty. Bierze, ale jeszcze nie jest w ciągu. Dostałam tę przepustkę i przyjechałam z mamą do domu. 17 lipca Dostałam kodę. Nie bardzo mnie bierze, ale coś się czuje. Wzięłam te prochy. W moim mieście zorganizować ćpanie to żaden problem. Zwłaszcza dla mnie. Mam zbyt dużo znajomości. Jestem świnia. Nie, jestem po prostu narkomanką i nią już zostanę. Dzwoniła do mnie Beata. Ma do mnie przyjechać. 30 lipca Właściwie to trochę się nudzę. Dużo czytam, trochę ćpam. Ale dziwne to wszystko. Mam tyle wolności, że nie umiem sobie z nią poradzić. Nagle zostałam bez żadnej pomocy. Ale sama tego chciałam. 1 sierpnia Ostatnio w Częstochowie panuje moda na napędowce. Też sobie coś kupiłam. I zaraz spróbowałam. A potem działo się ze mną wiele. Najpierw odczulam niesamowitą wesołkowatość. Szłam sobie ulicą i śmiałam się jak głupia do wszystkich i do wszystkiego. Najwięcej kłopotów miałam z językiem. Wywalał się na zewnątrz i nie potrafiłam tego powstrzymać. Ten niepohamowany śmiech i jęzor na wierzchu sprawiał, że wyglądałam chyba na trochę upośledzoną. Wracałam jak zwykle do domu tramwajem i przykrywałam usta ręką, ale nadal wszystko mnie bawiło. W domu usiłowałam coś zjeść, ale od razu było rigoletto. Byłam taka pełna i lekka zarazem. Odchorowałam wszystko w nocy. W ustach miałam metaliczny smak, nogi i żołądek jak z ołowiu. Męczyłam się okropnie, coś rwało mięśnie, czułam poszczególne

włókna. Bałam się wziąć majkę na złagodzenie bólu. Nigdy więcej nie wezmę tego świństwa. 4 sierpnia Przyjechała Beata. Wspominałyśmy wspólnych znajomych, kto ćpa, kto umarł. Cieszę się, że Beata jest ze mną. Tylko co z tego będzie. Nasze niespokojne duchy na pewno coś wymyślą. Czy to przyjaźń, czy układ ćpalniczy? Sama nie wiem. Ale prowadzimy obie bardzo niebezpieczną grę. Prosta droga do śmierci. Tylko że Beata jeszcze tego nie czuje. Nie wierzy, że taki może być koniec. 8 sierpnia Pod Szczytem zwinęła nas milicja. Byłyśmy obie czyste, nawet nie miałyśmy przy sobie sprzętu. Przesłuchiwali nas osobno, sprawdzali mi kanały. Taki jeden glina długo wpatrywał się w moją przepustkę z psychiatryka. Beaty nie chcieli wypuścić, bo jest nieletnia. W końcu udało nam się stamtąd wyjść. Beata w domu płakała, ale ze złości. Wkurzało ją to, że każdy glina może ją zgarnąć na ulicy. Ja już do tego podchodzę spokojniej. Nie pierwszy to raz i zapewne nie ostatni tak się stało. 12 sierpnia Znów się pokłóciłyśmy. Beata nie umie zaakceptować mojej inności. Stawia mi wymagania, o których nie chcę słyszeć. Nie umiem żyć tak jak Beata. Już nie fascynuje mnie ruch i hipy. 13 sierpnia Byłyśmy na Szczycie. Hipy już przyjechały. Zajmują wielkie pole namiotowe. Jest to dziesiąty, jubileuszowy zlot hipów w Częstochowie. Chodzą obwieszeni rzemykami, koralikami, pacyfami. Niektórzy są przyćpani. Spotkałam kilku znajomych z tamtych lat. Ale wtedy było trochę inaczej. Teraz są to sezonowi hipisi. We wrześniu grzecznie wrócą do szkoły. Ale teraz dyskutują o wierze, człowieczeństwie, szukają nowych dróg życia i nowych

wartości. Dosiadałam się do różnych grup i słuchałam, o czym rozmawiają. To już mnie naprawdę nie bierze. Przyjechało nawet pogotowie ratunkowe. Ktoś przedawkował, ale go nie zabrano. 15 sierpnia Odbyła się msza dla hipów na polu namiotowym. Ksiądz mówił o miłości, o wzajemnym brataniu. Pod koniec wszyscy krzyczeli: „Nigdy nie zostaniemy sami”. Wróciłam wcześniej do domu, nie chciałam martwić rodziców. Beata została. 16 sierpnia Beata wróciła wieczorem naćpana. Wpakowałam ją do łóżka. Dokąd idziemy? Chyba bardzo daleko, tam, skąd nie ma powrotu. 19 sierpnia Beata wyjechała do Lublina na dalszą wędrówkę. W końcu ciągle się kłóciłyśmy. Obie nie umiemy się odnaleźć i ciągle jesteśmy rozdrażnione, niespokojne. Prześladuje nas ciągła myśl o ćpaniu. Dostałam list od Marzeny. Pisze, żebym wracała na oddział. Na oddziale podobno odchodzi wielkie ćpanie, bo Kotan jest na urlopie. I ludzie ładują prawie bezkarnie. 20 sierpnia Dowiedziałam się, że w naszym ukochanym mieście pojawiło się LSD. Podobno prezent aż z Amsterdamu. Mam ochotę na to. Nigdy nie interesowałam się halucynogenami, nawet pasty nie próbowałam. Ale LSD to co innego. Kończy mi się przepustka i mam wrócić na oddział. Zasmakowałam trochę w wolności i nie chce mi się tam wracać. Chcę tylko działkę morfiny, jestem skończoną ćpunką, wpieprzyłam się w najgorszy narkotyk. Po co mam zaczynać od nowa to bezsensowne odtruwanie się, skoro marzy mi się wielkie ćpanie? Ale robię to dla rodziców. Bo dla siebie... Muszę się chociaż trochę polubić.

25 sierpnia Wróciłam do sanatorium. Od razu poszłam do Synanonu. Właściwie to nieźle się trzymałam na tej przepustce. Marzena uciekła, ale podobno ma wrócić. Część ludzi ćpa. Ciągle wracają na Białą. 27 sierpnia Byłam na przepustce w Warszawie i odwiedziłam panią Marię. Nie mogła zrozumieć, dlaczego po tak długim okresie abstynencji uciekłam z oddziału i ćpałam. Przecież to proste, miałam takiego chcica, że nic nie mogło mnie powstrzymać. Marzenę przywieziono z Torunia. Chyba będzie miała sprawę za zbiorówkę. Jest na psychiatrycznym. Następna osoba spisana na straty. Czy mają prawo tak sądzić? Chyba tak. W Synanonie jest 12 osób. Ciągle się organizujemy, wiele rzeczy trzeba dopracować. Kotan wprowadził nową formę terapii - grę. Każdy mówi to, co chce i nikt się o to nie obraża. 29 sierpnia Dzień w Synanonie zaczyna się od porannej gimnastyki, potem sprzątanie i nauka. Po południu mamy czas dla siebie. Czytamy, malujemy. Atmosfera byłaby sielankowa, gdyby nie to, że mamy jeszcze pracować, żeby nauczyć się normalnie żyć. Czy można normalnie żyć z taką przeszłością, jaką ma każdy z nas? Nie wiem. To zależy, jak się do tej przeszłości podchodzi. 1 września Na Białej jest bardzo dużo osób. Kończy się Sezon, ćpuny się odtruwają. Sami starzy znajomi. Wrócili wszyscy. Nikt się nie wyleczył. Atmosfera jest napięta, jest dużo ludzi i trudno się zorientować, co jest grane.

Zaczęła się szkoła. Jestem już w maturalnej klasie. Mam tylko rok do tylu, więc nie jest jeszcze tak źle. 5 września Chcę się wypisać. Naprawdę nie mogę już dłużej. Chcę spróbować normalnego życia. Powiedziałam o tym Kotanowi. Zgodził się ze mną. Powiedział mi, że wierzy we mnie. Kotan rozmawiał przez telefon z mamą, powiedział jej, że mogę wrócić do domu. Zrobili mi na koniec terapię. Mówili, że mam szansę. Bali się tylko, jak poradzę sobie ze stanami depresyjnymi. Jutro wyjeżdżam. Trochę żal mi tego wszystkiego. W sumie pobyt tutaj dużo mi dał, ale w końcu muszę odciąć się od psychiatryka w jakiejkolwiek formie i zacząć naprawdę normalnie żyć. Gdy już tak się stanie, to wspomnienie oddziału nie będzie bolesne. Był dobrą szkolą życia, okrutną, ale takie jest życie ćpuna. 6 września Przyjechał po mnie tata. Wszyscy mnie żegnali, również przedstawiciele Synanonu amerykańskiego, angielskiego i holenderskiego, którzy przyjechali do nas, by zobaczyć, jak Polacy leczą narkomanów. Anglik był przez 5 lat heroinistą i gdy jego przyjaciel umarł, sam założył ośrodek w Londynie. Znaleźli się u nas dlatego, bo w Warszawie odbywa się Międzynarodowa Konferencja „Help”, poświęcona leczeniu alkoholików i narkomanów. Amerykanin był u Dedericha, ale odszedł, bo nie podobało mu się to, że ludzie są tam już na stałe. Założył swój ośrodek na nowych zasadach. Ćpuny wracają do społeczeństwa po kilku latach. Kotan chce się na nim wzorować. Żegnali mnie jako pierwszą wyleczoną ćpunkę. Obiecałam, że będę odwiedzać oddział. Czuję, że coś minęło, coś się skończyło, ale i coś zaczęło. Czy wytrwam? 7 września Powrót do domu odebrałam bardzo dziwnie. Czułam się jak dzikie zwierzę wypuszczone z klatki. Chyba odeszłam stamtąd w niewłaściwym

I to ma być moja wyśniona. że znów jestem z nimi.momencie.. Był moment.a właściwie w MONARZE. Dziewczyny cieszą się. I trzeba chodzić po mieście znajomymi drogami. w których nieraz walczyłam z głodem i z koszmarem. Gdy patrzę na te moje koleżanki i myślę. Wiem. Może ze mną nie jest jeszcze tak źle? Mama patrzy na mnie z niepokojem. na której sobie ładowałam. 17 września Już mam ochotę zaćpać. Weszłam do swojego pokoju i to było straszne. bo Kotan wymyślił swoją własną nazwę. że do nich wróciłam.. Może dam radę? 9 września Poszłam do szkoły. Moja wersalka. Cieszę się jak dziecko każdym szczegółem. 13 września Trudno mi się teraz dostosować do zwykłych rygorów szkoły. a tutaj muszę kryć się w kiblu. chociaż wołałaby. Tak bardzo pragnęłam tej wolności. Jak tak można żyć zwykłymi sprawami? Takie życie dopiero jest bez sensu. Rodzice cieszą się z mojego powrotu. że to wszystko i tak nie ma sensu. które kojarzą się tak mocno z tamtym. o siebie. Boję się. że chciałam to wszystko odwrócić. Tam nie było żadnych problemów. A poza tym znów coś mnie niepokoi. a teraz nie potrafię się z niej cieszyć. moje ściany. co przeżywa. Dużo się uczę. wymarzona wolność? Dalej jestem tylko ślepcem zupełnie nie przygotowanym do życia. że stanie się coś złego. to mam ochotę krzyczeć. by przetrwać. ale cieszy się. Chyba teraz nie bardzo we mnie wierzą. Teraz jest MONAR. Zabrałam się do lekcji. Najgorzej jest z paleniem papierosów. czy dam radę żyć w tej ludzkiej normalności. Rzucam książki i miotam się po . że one sobie tak normalnie żyją na co dzień. ale dochodzę do wniosku. żebym została w Synanonie . zostać tam. o życie. Trzeba tu teraz codziennie powracać. Ale chcę spróbować. ale widzę na ich twarzach wielką obawę o to samo.

Kazałam mu się odpierdolić. Gdy wracają. książki i czekam. wietrzę mieszkanie z tego smrodu. myję garnek. a może już nie chcę? 30 września Mam zapalenie płuc. Pytali mnie. bo wypiłam zupę. Sama idę do szkoły. Mówią tylko o chłopakach. cała nędza i wielkie gówno. gdzie tak się zaprawiłam. czytam. Nastawiam zupę i modlę się. Nie mam o czym rozmawiać z moimi koleżankami. Mam ciągle wrażenie. Kładę sobie towar za łóżkiem. I nawet miałam ochotę z nimi porozmawiać. jakim wtedy jest. ale niekiedy mam już dosyć. że tutaj nie ma dla mnie miejsca. nie mogę wpieprzyć się tak od razu. poszłam do dostawcy i kupiłam sobie susz. Dlaczego tak jest? Chyba nie umiem porozumieć się z ludźmi. Czyli tamto wraca. że rano wypiję ten słoik zupy i pójdę do szkoły jak grzeczna córka. I czy już jestem okay. . 26 września Nie mogę spokojnie siedzieć na lekcjach. Mnie to zupełnie nie bierze. otwieram zeszyty. sama chodzę do kina. Teraz jestem przygrzana i spokojna. Lubię samotność. Moje też jest bez sensu. jak to jest na nowoczesnym odwyku. siedzę w swoim pokoju. Ugotowałam zupę. by ponownie się zniechęcić. że znowu grzeję. dyskotekach. nie mam problemów. tylko jeden z nich opieprzył mnie za to. taka pluskwa i mam ochotę się schować. 20 września Spotkałam kilku znajomych ćpunów. Nie wytrzymałam. Troski odeszły. modzie. sama wracam do domu. a ja już tak nie potrafię? Nadal jestem sama.pokoju. Byłam okay. żeby zdążyć przed przyjściem rodziców z pracy. Po ćpaniu wszystko z człowieka wyłazi. Nawet nie wiem. robię się taka malutka. żeby wcześniej nie wrócili. Ale wiem. Jest to dla mnie życie bez sensu. ale jakoś inaczej. Mogę jutro iść do szkoły. Wtedy szukam ludzi. Po szkole wracam błyskawicznie do domu. A może one są po prostu normalne.

Zadzwoniłam do mojego dawnego dostawcy. więc jej wytłumaczyłam. Chyba nie chcę. że mogę później zapłacić. To z wrażenia. 3 października Dostałam list od pani Marii. Mama dziwi się. Czas zatrzymał się w zniszczonym mózgu i tworzę fałszywa wizję prawdy. A byłam kiedyś cząstka. że nie dam rady sama. ręce mi się trzęsły. Nie mogłam znaleźć żyły. Czuję się tak. Powiedział. Lekarz przepisał mi kodę. Wolna od wszystkiego. nowi. że nie ma do czego. znów zostali przyjęci. 6 października Nadal choruję. co mnie czeka. Dlaczego tak się dzieje. Wiele czytałam o skutkach działania tego świństwa. Narkotyki chyba zniszczyły mi już odporność organizmu. Coś we mnie gnije. Nikt w sanatorium nie dawał mi szansy. Połowa ludzi została wypisana. świata ludzi.Do południa jestem sama w domu. błędne narkomańskie koło toczy się. Jestem przy końcu wędrówki. wytrwałości i zdania matury. ale nie tylko o to chodzi. To zapalenie płuc nie bardzo chce się leczyć. Mieli chyba rację. Napisała do mnie również Marzena. że już mi przeszedł kaszel. Jeden przedawkował. bo uważam. I tak jest ciągle. Wszyscy twierdzili. Jest mi smutno. że znów mam morfinę. Pełna izolacja. Wiem dokładnie. . tylko uciekam w nałóg? Dochodzą mnie różne wiadomości o znajomych. że nie chcę zrozumieć tego świata. 10 października Nie mogę się pozbierać po tej chorobie. Od razu poczułam się lepiej. Nikt mnie nie odwiedza. Nie umiem się przystosować. że to po niej. Życzy mi powodzeniu. Zrobiłam sobie zastrzyk dopiero za piątym razem. a raczej starzy. jakbym nie należała do tego świata. Za godzinę był u mnie z mają.

Poszłam do Beaty.wypis. Beatą chodzi teraz do szkoły dla byłych narkomanów pod Warszawą. ale i starych ćpunów z dwójki. Nowicjusze zostają w sanatorium pod opieką psychiatrów. Ćpa kompot. by to coś zmieniło. że się trzymam. Beata chodzi tam z pewnym chłopakiem. w urządzaniu pokoi. Trafiłam akurat na przeprowadzkę. Powiedziałam mu. Nie sądzę. rozmawiałam z jej rodzicami. a jednak znów w to się wpieprzam. Oczywiście okłamałam go. to nie będzie . szkoła będzie wieczorowo. Obawiają się. I mają rację. na którym ustalono regulamin. Przecież to totalny absurd istnienia. Jaką marną istotą jest ćpun. Znów pełno znajomych. 17 października Rano odbyło się zebranie organizacyjne. Kotan dostał dworek dla MONARU. Do południa ma być praca w gospodarstwie rolnym. Beata mi opowiadała. Nie jest w ciągu. ale bała się. że tam już coś się dzieje. Za wypicie alkoholu ma być obcięcie włosów. Kotan ucieszył się z moich odwiedzin. Pomagałam im w przeprowadzce. Są bardzo zaniepokojeni. Takiego wspaniałego człowieka. Nie było jej jeszcze. 18 października Rano Beata pojechała do tej swojej szkoły. W MONARZE nie będzie lekarzy. a ja odwiedziłam panią Marię. który produkuje.inny umarł. jak tam jest. I gdy ktoś chce ćpać. ale w końcu może w nim być. prawie ci sami. A poza tym wspominałyśmy nasz pobyt w sanatorium i paliłyśmy trawę. że nie ćpam. Zabiera ze sobą nie tylko monarowców. I to jest nasza normalność. z którymi kiedyś się leczyłam. Była zadowolona. Powiedziałam jej. że zachowuje abstynencje. Wiem. oczywiście za ćpanie . A może nigdy z tego nie zdołam wyjść? 16 października Pojechałam w odwiedziny do sanatorium. że mimo wszystko powinnam była zmienić środowisko. Pomagałam im w różnych pracach. wieczorem wróciłam z Kotanem do Warszawy. Układy narkomańskie są wszędzie.

Wiedzą. Ciekawe. I znów boli mnie wątroba. Poszłam do neurologa z kartą wypisową z sanatorium. Ale oni mi ustępują. Była to czysta NIENAWIŚĆ do ludzkości. Muszę zdążyć. Rano jak zwykle wypiłam słoik zupy i siedziałam sobie spokojnie na lekcjach. Kim byłam przedtem? Normalną dziewczyną. Ona nie lubi narkotyków. żeby nie wzbudzać podejrzeń. Wiedziałam. Mam kłopoty z robieniem zupy. chociaż wcale nie mam na to ochoty. Nie chciałam tego uczucia. to stałoby się coś złego.miał z tym żadnych problemów. Trochę się uczę. Z innymi nauczycielami też jestem w konflikcie. A poza tym trochę śmierdzi. O narkotykach w szkole nic nie wiedzą. coś z mózgiem. Od razu się z nią pokłóciłam. że dzieje się ze mną coś dziwnego. Grzeję teraz makiwarę. które mam brać stale. Lubiłam . Lekarz przepisał mi leki. Ile lat można ćpać? Ja grzeję piąty rok. Tak tylko może się dziać po ćpaniu. Chyba niewiele mi już zostało. To znaczy. 6 listopada Klasa pojechała na wycieczkę. Jestem wredną ćpunką i nic więcej. W domu ochłonęłam. zanim rodzice wrócą z pracy i jeszcze wszystko uprzątnąć. 2 listopada Wracałam ze szkoły i poczułam. A gdy wyszłam na ulicę. czy to po narkotykach. Czuję swoją wątrobę. że ktokolwiek by mnie wtedy zaczepił. Oprócz narkomanii mam jeszcze jakieś tam rozpoznanie. że ja wszystkich okropnie nienawidzę. Ja zostałam. Odpowiedź była jedna. Na razie nie przeszkadza mi to w nauce. poczułam nagle. nie bawi mnie to. Ale ono było cały czas we mnie. Siadłam przy biurku i usiłowałam zrozumieć swój poprzedni stan. 25 października Mam nową wychowawczynię. że byłam w sanatorium i pewnie uważają mnie za czuba. nikomu nie wadząc. że mój organizm już zaczyna się rozwalać po ćpaniu. I chodzę codziennie do szkoły.

Pytał mnie. Niekiedy bywa to nie do zniesienia. I wtedy powiedział: . zaofiarował mi swoją pomoc. Kiedy się to rozleciało? Gdy zaćpałam pierwszy raz? Nie. Czasami trzeba wrócić i to jest przerażające. Mam kłopoty ze spaniem. przecież my jesteśmy oboje już skazani. I dlatego ćpam. więc po co ta zabawa w psychiatryki.Baśka.rozmawiać z rodzicami. Chociaż gdy jestem lekko przygrzana. Wzbudza to pewne zainteresowanie. to już był skutek pewnych doświadczeń. Klasa stwierdziła. Tak bardzo zachciało mi się żyć. Przyjemniej jest razem umierać. Otoczyłam się ogromnym murem. Wyglądał okropnie. Stworzyłam sobie swój własny świat. I akurat zrobiłam to. Wtedy wszystko mnie drażni i staję się agresywna. a raczej je. Ma już zaniki mięśni na rękach. że nic od niego nie chcę. Jest żywym trupem. to mam łatwiejszy kontakt z ludźmi.. że musiałam coś zrobić. To on zrobił mi pierwszy zastrzyk morfiny. To spotkanie bardzo mnie przygnębiło. żeby to wszystko oddalić. chciałam go tam zawieźć. nie mogłam się w ogóle uspokoić. Olałam ich. W domu zaczęło się psuć. Najgorzej jest wtedy. że nie są stuknięte i tym gorzej dla nich. to doprawdy nie wiem. Było to nieuchwytne. Moje koleżanki za to. w którym żyję. Wróciłam do domu i płakałam. 16 listopada Spotkałam dzisiaj Filipa. 20 listopada Rzadko wracam do rzeczywistości. Zupa już działa bardzo krótko i w nocy męczę . Ale ja miałam tak obniżony nastrój. czy mam problemy z towarem. gdy działanie narkotyku mija. a jednak?. że grzeję. że jestem stuknięta. Ucieszył się. I poszedł swoją drogą. 24 listopada Obcięłam się na zapałkę.. i to żyć normalnie. Zaproponowałam mu leczenie w sanatorium. Powiedziałam mu. a w co się wkłuwa.

za ćpanie w szkole. Mam lęki. czy nie jestem w ciągu. Ale ciągle coś mnie powstrzymuje. co myślą. Wszyscy składają ci życzenia. żeby się już nigdy nie obudzić. Wychowawca tylko spytał.się albo mam dziwne majaki. Ale czy on jeszcze odpowiada za siebie? Chyba już nie. że dzisiaj masz imieniny i wypada być życzliwym. Wierzy w jej wyleczenie i nadal ją kocha. Może teraz zacznie inaczej myśleć i przejdzie do MONARU. Nieważne jest. Jest znów w sanatorium i to przymusowo . z którymi nie umiem sobie poradzić. Wczoraj znów spotkałam Filipa. że Beata w końcu znowu znajdzie się na odwyku. Chyba tak naprawdę to chcę jeszcze żyć. Lewe bibuły zawsze w końcu są wykrywane. Jej matka pragnie mieć ją przy sobie. ale na razie jedyne rozwiązanie. Nie sprawdzała mi nóg i to był jej błąd. Marzena jest w MONARZE. mam na tyle towaru. . Idiotyczna sprawa. co do ciebie czują. tak przerażające. Chce chronić innych. No i zaczynają się myśli samobójcze. I ciągle musi wywalać ludzi. Dzień życzliwości dla solenizanta. Podobno w sanatorium też ćpają. Mam ochotę stąd uciec i nigdy nie wracać. Wpadnie i marnie skończy w więzieniu. że biorę. Jest to śmieszny dzień. Pielęgniarka sprawdziła mi kanały i nic nie znalazła. Bardzo mili przez jeden dzień. 4 grudnia Dzisiaj są moje imieniny.oczywiście różowe. 30 listopada Beata w końcu napisała. Spodziewam się tego. 10 grudnia Pojechałam do sanatorium. Beata ucieszyła się z mego przyjazdu. Podrabia recepty . A więc nie bardzo wierzą w moje zapewnienia. Tylko Kotan jeszcze kontroluje. Mogłabym to zrobić. ale ważne jest. Miałaby wtedy szansę wyjść z tego. dają prezenty i są bardzo mili. że zaraz się budzę. Oczywiście nie przyznałam się. Jest to okrutne.

że nie biorę. którzy się leczą. Źle się tutaj czuję. 11 grudnia Przyjechał Kotan i zabrał mnie do MONARU. to nikt na siłę nie jest w stanie mi pomóc. Tę pustkę czasami wypełnia ból. A wieczorem kojko. trochę pracuje. beznadziejnym przypadkiem rokującym poprawę. Marzena uczy się. których nic znam. który nie ćpa. Cieszy się. że ćpam. Dojrzewam w wielkim cierpieniu poszukiwania nowego. ma swoich narkomanów i swoje narkomańskie życie. Nie mam odwagi się przyznać. Żyje życiem biologicznym. Ale czy potrafię inaczej. Beata czuje się tu dobrze. W MONARZE jest kilka nowych osób. widzę wokół siebie wielką pustkę. Beata żałowała. Sama siebie mogę zniszczyć. że jej nic nie przywiozłam do ćpania. Nie mogłabym już tutaj zostać. Tak nie można żyć. dochodzi do punktu kulminacyjnego i. Myśli o ćpaniu. czy umiem zmienić swoje życie? Chciałabym tego sama dokonać.. Kotan zabrał ze sobą najlepszych ludzi. Pisze. psychicznie nie daje rady. Wtedy moje ciało bywa dostosowane do rzeczywistości. to jest mój wybór. wiele zależy ode mnie. ale nie jest w najlepszym nastroju. Jeżeli niszczę siebie świadomie. Zasady narkomańskie? Można to i tak nazwać. jaki sobie stworzyłam.. W ciele tym powoli zaczynam dojrzewać JA. może sensu. Nie chcę być znowu ciekawym przypadkiem. przypadkiem w . Chyba długo tutaj nie wytrzyma. jakby powiedział Kotan. Jestem szmatą. może uczuć? To narasta. Ja nie daje nic ludziom. 12 grudnia W domu zastałam list od Anny. I nigdy nie dałam towaru człowiekowi.czyli normalny rozpierdzielnik. Czy to nie jest wspaniałe? Mój świat jest taki. że dużo zależy ode mnie i to. To raczej niemożliwe. Tak. przestrzega pewnych form współżycia z ludźmi. Jest kilka małżeństw z dziećmi. muzyką. Często działam destrukcyjnie i przeżywam coraz silniejsze wstrząsy po kolejnym upadku.Znów sami znajomi. rozmowy o ćpaniu . do Marzeny.

I tak już mam dosyć kłopotów. Kiedy przychodzi powolne. żeby znowu nie przedawkować. stukniętą wariatką. jaką jesteś teraz. marnie żyjesz i marnie skończysz! Już tylko gadasz ze sobą. I nie chcę być normalną w waszym nienormalnym świecie. To chyba była zapaść. Wzięłam morfinę od Filipa. Chyba uwierzyli. Jest mi coraz trudniej kryć się z tym wszystkim. Niewesoło. Lekarzy uprosiłam. Baśka. Jak długo jeszcze można oszukiwać rodziców? Ale czy mam prawo już teraz odbierać im nadzieję? 31 grudnia Koniec roku. Jestem bliżej dna niż kiedykolwiek. Od kilku dni biorę majkę i dzisiaj rano za dużo wzięłam. że mam jakąś szansę. od razu się wypisałam. Więc mam odejść? Nie. Moje ciało samo się broni. psychotropkiem. że znów ćpam. narkomańskie umieranie? To chyba jeszcze kilka lat. Milicja zacznie teraz szaleć. 17 grudnia Nie mogę pozbierać się do kupy po tej zapaści. Bo kiedyś to jeszcze wierzyłam. twarz . Mam odruch wymiotny na widok jedzenia i siebie w lustrze. Ma ją z włamu do apteki. by rodzice się dowiedzieli. Ręce mi się trzęsą. Wyglądam upiornie. A więc zrobili aptekę.maska. Oj. jeszcze nie teraz. że to dopiero początek.ogóle. Bilans okrutny. Nie chcę. Gdy mnie odratowali. boję się więcej wziąć. . Nie chcę być czubkiem. Powiedziałam im. Zaczynam trochę chudnąć. 15 grudnia Straciłam przytomność w szkole. Zabrało mnie pogotowie. że skończę z tym. A teraz już nie. nie chcesz widzieć ludzi i świat też cię nie chce takiej. by nie zgłaszali tego glinom.

A może i nawet tego nie? Mam zachowywać się spokojnie. Nie sądziłam. mury więzienne. I wierzę. To straszne. czy ktoś czasem nie idzie. Wkroczyłam na drogę przestępstwa. Resztę zabrał Alfa. Musiałam to zrobić. co zrobiłam. Ukochane. Poleciał na złotą strzałę. to jest koszmar. że nawet nie będę czuła do siebie nienawiści? Będę tylko potrafiła siebie zabić. od wszystkiego. Popełnił samobójstwo. być może. Zgodziłam się. 4 stycznia Biorę morfinę i nie myślę o tym. Po powrocie do domu napisałam list do Anny. gdy gliny się trochę uspokoją. bałam się bardzo. A teraz co? Witajcie. Żegnaj. że mnie nie wsadzą. że to tak łatwo pójdzie. Alfa rozbił zamki. Alfa zaproponował mi wspólne włamanie. Co jeszcze zrobię w swoim życiu. Była to apteka w jakiejś małej miejscowości. ja popełniam przestępstwa. Tak. Ja też byłam w środku. Zaczynam popełniać przestępstwa. Więc spokojnie biorę pompkę. gdzie jest towar. Nie chcę przecież tam iść. jakby nic się nie stało. rozwalam szkło i naciągam centymetry. jedyne dziecko swoich rodziców. a inni pilnowali. Filipie. nie chcę tak bardzo. wychowywane w miłości i do wielkich celów. Zbierałam puszki z kodą. To ma być już jutro. Nie mam pieniędzy na kupowanie majki. Każdy dostał trochę towaru i rozstaliśmy się. osiem lat ćpania. jak bardzo chcę ćpać. Chyba chcieli wziąć Filipa. Alfa szukał majki. I ja idę za niego. 3 stycznia Już po wszystkim. Doskonale się orientował w tej aptece.2 stycznia 1979 roku Filip nie żyje. tak powiedział Alfa. Teraz jest już naprawdę wolny. Miał 26 lat. Ma nam dać później. A więc dokonał wyboru. co takiego zrobię. doroty i gumy. . Alfa musiał wcześniej wiedzieć. Weszliśmy od tyłu. bo gdy mija jej działanie. Nie mógł już tego znieść. Dowiedziałam się o tym od Alfy.

że jest za późno. Sądzi. nie umieli się ze mną porozumieć. w wielkiej dojrzałej samotności. Ogłuchłam na argumenty dorosłych. Do mnie mogą trafić tylko wtedy. Nie chce. Chce przyjechać. Teraz kończymy się razem. A przecież codziennie krzyczałam o pomoc. 10 stycznia Anna odpisała na mój list. Widziałam. przyznałam się do ćpania. oni ze starości. gdy ktoś sypnie. I tak już zostało. 13 stycznia Przed czternastką byłam dzieckiem. że w końcu wpadniemy. Potem okazało się. Uważa. Jestem wolnym strzelcem.5 stycznia W szkole chodzę ciągle przygrzana. Wsłuchałam się w siebie i poniosłam klęskę. Całkowita przegrana. ale mam wrażenie. Tak jak każdy z . Mam powiększoną wątrobę i jeszcze coś z sercem. Nie wiem po co. Kotan chce. Nikt nas nie chce przesłuchiwać. Nawet ćpunów. że jeszcze nie jest za późno. Byłam u lekarza. że kilka osób wykończyło się herą. Pisze. ja z młodości. mam teraz tyle towaru za darmo. kompotowe drogowskazy. że powinnam przyjąć się na oddział. Jestem młoda i muszę odejść. Idioci. Jest to dosyć bezpieczne. Ale jeszcze kontaktuję. Oni przynajmniej mnie nie potępiają. Przepisał mi jakieś leki wzmacniające. Naprawdę. Mijam delikatnie morfinowe słupki. Pisze. że powinnam wrócić do sanatorium i tam skończyć szkołę. ale chcę. zbierałam piątki i słuchałam nauczycieli. Może spotkamy się na jakimś polu makowym. że był bezradny. iść daleko. Marzena chce zostać do maja i wypisać się na Sezon. donikąd. ćpam sama i nie utrzymuję prawie żadnych kontaktów. ale brakuje mi czasami innych ludzi. Marzena napisała mi. Nie wiem dlaczego. Chodziłam grzecznie do szkoły. bym trafiła do więzienia. by ze mną porozmawiać. że nie warto słuchać dorosłych. Dojdę tam sama. żebym wróciła się ratować. I trzyma mnie ćpanie. Ale wtedy oni byli głusi i ślepi. Chcę zdać maturę. Na razie cisza. Chcieli się wpieprzyć w mój życiorys.

ale później boli mnie przy chodzeniu. Dostałam ją i spokojnie wyszłam z apteki. ćpanie mnie rozwala. no i wskoczyłam na dość duże dawki. cała się spociłam. Ale ty już wiedziałeś. Jestem przygrzana i jeszcze nic się nie dzieje. 15 stycznia Chyba powinnam się odtruć. że jadę z koleżanką nad morze. wierzyłam. . że gdy wkłuwam się w niego. Na razie jest okay. Ale są chyba dosyć spokojne. Gdy podawałam receptę. Zawsze chciałam zobaczyć morze zimą. Jestem ostatnio bardzo wybuchowa. Są tam takie zrosty. że mnie zabijasz. to czuję je na igle. Wlazłam do kibla miejskiego i władowałam sobie. że nie umiałam się ruszyć stamtąd. Nie ma tutaj sali dla ćpunów. Musiałam zaryzykować. Nauczyciele dziwnie na mnie patrzą. Wszyscy się gdzieś ulotnili. Wyjadę gdzieś się odtruć. co z tym robić. Filipie. Byłam tak zmęczona. I cieszyłeś się. Ale udało się. Wypisałam majkę. 24 stycznia Mam kłopoty z lewym kanałem. że dajesz mi szczęście. Muszę to jakoś załatwić. że kiedyś nie będziesz umierał sam. Nie nadaję się do takich numerów. Niedługo są ferie. Czasami robię sobie w stopy. a mamie powiem. W domu o niczym nie wiedzą. Będę tutaj dwa tygodnie. ubrałam się w miarę normalnie i poszłam do apteki. Dlatego zaczęłam robić sobie zastrzyki na nadgarstkach. Miałam kilka różowych bibuł jeszcze od Filipa. Widać ślady i nie wiem. Przyjęli mnie na odtrucie. Wczoraj nie miałam nic. Leżę na trójce z dwiema schizofreniczkami. jeżeli naprawdę chcę zdać maturę. a jak długie można nosić rękawy? Zaczęłam się uczyć robić lewą ręką w prawą Powoli mi się to udaje. Długi rękaw tego nie przykryje. bo nic się nie uczę. gdy robiłeś mi pierwszy zastrzyk. Do sanatorium nie chcę jechać. Spotkam się z Filipem. Nie mogę tak ćpać.nas. 25 stycznia Przyjęłam się na oddział psychiatryczny. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca.

straszyła pasami. Nie umiem utrzymać kubka. Nie bardzo mi to wychodzi. Ale poza tym są spokojni. bo dołożyli mi leków. Przecież tak bardzo to chyba nie byłaś wpieprzona. I piszę. Przy jedzeniu jest trochę krzyku.ćpać. tylko dla rokujących wyleczenie. gdy to piszę. W myślach miałam tylko jedno . Nie wiem. Ale jest trochę lepiej. ile to jeszcze może trwać. Baśka. co mi jest. A poza tym ładują we mnie psychotropy. nie bardzo chyba im się to podobało. Nawet jest cicho. To nie ma przecież znaczenia. Schowałam się w pokoju i liczę. Już się pocę. Trochę lżej. Jest to miejsce wszelkich spotkań i rozmów towarzyskich. 26 stycznia Zaczyna się zabawa. Lekarz zapisał mi kroplówkę. może jakoś to przetrwasz. 27 stycznia Łzawię. Nie mogłam wyleżeć pod kroplówką. Oczywiście w nocy nie mogę zasnąć. Ale nie mogłam mu tego powiedzieć. Nie jest to oddział dla chroników.Oddział jest tylko kobiecy. by nie myśleć o sobie. Jedna pytała. Niedługo zacznę chodzić po ścianach. Trochę ją przestraszyłam. Pielęgniarka usiłowała mnie władować do łóżka. Schizo uważnie mi się przyglądają. Drzwi bez klamek. czy uwierzył. W kroplówce zawsze jest trochę majki. ale sama zrezygnowała. ale w oknach nie ma krat. że to choroba na śmierć. Zrobili mi EKG. Lekarz tylko patrzy na mnie i nic nie . Pisz. Odpowiedziałam. Chodzę po korytarzu. usiłuję rozmawiać z pacjentami. co chcę robić po maturze. Przyszła do mnie pani psycholog. są jak śnięte ryby po tych lekach. Wymyśliłam bajkę o studiach i o normalnym życiu. Pytał. pełna galareta. 28 stycznia Dzisiaj już nie mam siły wstać z łóżka. by zabrać mnie na rozmowę. są pierwsze bóle mięśni. kicham. bo nie mam z nimi o czym rozmawiać Nie kontaktują. Wędruję po korytarzu. Teraz nie nadaję się do niczego. Chodzę po całym oddziale. Byłam już na wstępnej rozmowie z lekarzem.

1 lutego Proszę o wypis. że jestem zrezygnowana. Jakaś kobieta patrząc na mnie krzyczy. Mówić nie trzeba nic. Trwa to już od 10 lat. Najgorsze już przetrzymałam. Znów mi dają kroplówkę i jest trochę lepiej. Pani psycholog znów mnie dopadła. Nie wyszłam z ćpania w sanatorium. Nie mówiłam tylko o włamaniu do apteki. Nawet mnie to bawiło. Tak. I co z tego? Tak bardzo chce mi się zaćpać. skręca mnie z bólu. Ja . przyszedł lęk. 29 stycznia Jestem bez sił. A tak naprawdę to chyba bym tu nie wytrzymała. było mi absolutnie wszystko jedno. I patrzeć na świat prawie trzeźwo. Lekarz zaproponował mi dłuższy pobyt z pełną terapią. Ale rzadko ma nawroty i ma nadzieję. Biedna. A więc już zrezygnowali ze mnie. nie wiem. Choroba przychodzi powoli. 30 stycznia Wstałam z łóżka. Szokowały ją moje odpowiedzi. Odpowiadałam na jej pytania. że się wyleczy. co można zrobić ze sobą w takiej chwili. Pierwszy sen tutaj. ma nadzieję. Odmówiłam. A poza tym nie powiedziałabym o tym rodzicom. ale chodzę trzymając się ściany. wszystko widać. wysilała na mądre pytania. Schizo ze mną rozmawia. gryzę dłonie. Widziała. jak studiowała. Ja jej już nie mam. że nas tutaj wszystkich wykończą. Ale mam ochotę już stąd uciec. to już chyba nigdzie mi się to nie uda.mówi. bo jeszcze łykam psychotropy. Ciągle spotykam się z bezsilnością tych ludzi. Całe dno widać. I wtedy ją zamknęli. miała chłopaka. męczyła się. bo nie chcę ich pomocy. Nie mogła zrozumieć. przestała się uczyć. muszę wrócić do szkoły. Nikt mnie nie zatrzymuje. co się z nią dzieje. 31 stycznia Zaczynam jeść. Opowiada mi.

Wszystko do człowieka dociera i wie. nie zasłużyłaś. Śmieszne uczucie. może zdążę. Po południu jestem już wolna. bo robię to. Nie chcę być w rzeczywistości. A jeżeli to wsypa. Może mi coś z tego wyjdzie. Ale chyba uwierzyli. że jestem wolna. Boję się. Wolność. . Nie będą mogli się przyczepić. że teraz nie ćpam. Wydawało mi się. Mamo. O aptece cisza. Nawet udzielałam się na lekcjach. że wpadliśmy. Dziecinne marzenia. Poszło mi nawet gładko. I pierwsza myśl. Wtedy już nic nie powstrzymałoby mnie od zatracenia się. Taki układ. A poza tym zawsze uważali mnie za stukniętą. 2 lutego Poszłam do szkoły nie zaćpana. to pójdziemy wszyscy garować. Znam może jednego ćpuna. chcę być w swoim wymiarze. Może kiedyś ci to wszystko wyjaśnię. To oni posłali mnie pierwszy raz do psychiatryka. Świnie. nazwiska. wzywają mnie przecież co jakiś czas na przesłuchania. nie mogę. No bo nie mogę! Już chce mi się ćpać. zawsze działałam samotnie. co chcę. umarłabym w pół roku. Nie kojarzą mnie z takim numerem. Tak to czuję. Ach. rzucić to wszystko! Tylko dokąd iść? Gdybym teraz opuściła dom. nie zasłużyłaś na taki los. Nie biorę nic i zabrałam się do nauki. że mogą mi przeszkodzić w zdawaniu matury. 9 lutego Już po przesłuchaniu. 8 lutego Przyszło wezwanie z KW MO. nie mogę. czego chcą od niego inni. Wywlekali sprawy aż z 1975 roku. to na pewno tylko zwykłe sprawdzanie ludzi notowanych. Straszyli. jeżeli nie pójdę siedzieć. Ale to chyba niemożliwe.jestem bardziej bezsilna. który z tego wyszedł. ale co można zrobić w takiej sytuacji? Jestem czysta po tym odtruciu i to mnie cieszy. Tylko nie mogę. Nic im nie powiedziałam. Trochę utyłam i wyglądam w miarę normalnie. Chodziło im o kontakty. zawsze o niej marzyłam.

27 lutego Włożyłam dzisiaj łyżwy na nogi. by ktoś też mnie tak wziął za rękę i prowadził po tafli lodowiska. I wtedy chcę. zimują. Są bardziej przejęci maturą niż my sami. że Beata zaczyna dojrzewać do ostatecznej drogi narkomana. Ciągle jestem niespokojna. W końcu ile można ćpać? To. Nie chce się uczyć. Ale wybrałam tę drogę w dół. żebym znów z nimi poszła zrobić skup. Chce. szkoła. nauczycielom.Zadzwoniłam do Beaty na oddział. cokolwiek. Czy już nie umiem normalnie żyć bez ćpania? Dom. Kiedyś umrę. Nic nie ćpam. Jak można znieść siebie na co dzień? Bez celu.. że teraz nie biorę. I muszę ciągle kłamać . Ale jakoś sobie radzę. blisko. Tak ma wyglądać życie? Nie chcę tak. Zgodziłam się. Potrafię czasami mieć normalne reakcje. Pierwszy raz od wielu lat. może już niedługo. które się ciągną od kilku lat. . Beata ma kłopoty w szkole. Nie wiem. Wydaje mi się. Zmieniam się na niekorzyść. rodzicom. żeby się coś stało. Mieć kogoś. już nikomu nie wierzę. Mogłabym wtedy jeździć i jeździć. zawsze. bez sensu. Czy to już jest ta psychodegradacja. Siebie też okłamuję.. być razem. ale chyba już inaczej nie potrafię. bez rozwiązanych problemów. którą tak mnie kiedyś straszyli? 20 lutego W szkole nauczyciele szaleją. 25 lutego Alfa był u mnie. Tylko że wszystko mnie drażni. nie oznacza nic. To jest najważniejsze. Taka rzeczywistość jest nie do zniesienia. Cieszyłam się. dom i tak w koło. równo w dół. Jestem coraz bardziej nieufna. Zawsze żyłam inaczej i teraz nie umiem się do tego dostosować. ludzie trzymali się za ręce i jeździli razem. Zgodziłam się na nowe przestępstwo. Jeździłam jak szalona przez kilka godzin do całkowitego zmęczenia. Nie umiem się uspokoić. nie potrafię wejść w taki bezsensowny kierat. Było dużo par. Jestem skończoną idiotką. I cieszyłam się z tej jazdy jak małe dziecko. Zapragnęłam.glinom. Jest teraz bardzo dużo ludzi.

A ja jestem dziwnie spokojna. że dotrwam do tej cholernej matury. Myślę. 1 marca Zrobiliśmy to. Nie mogę tak z tym żyć. Anno. że ktoś we mnie wierzy. To dobrze.. A matura za dwa miesiące. Nawet ładnie to brzmi. Póki żyje. Nie mogliśmy go uspokoić. że muszę zdać maturę. Ona naprawdę wierzy we mnie. że mogę jeszcze wyhamować. że nigdy nie należy przekreślać człowieka. Zawsze odpisuje. 20 marca W szkole atmosfera napięta. jedynym. Ufa. po co z nimi tam . Chciałam kiedyś pokochać. Gdyby Alfa się o tym dowiedział. jest mi to potrzebne. Grzeje cały czas bez odtruwania. zawsze jakaś szansa istnieje. Chce. Może wtedy wszystko byłoby inaczej. Anna odpisała mi. A w więziennym szpitalu na odtruciu można się wykończyć. z którym umiem się porozumieć. żebym sama zaczęła się ratować. Dlaczego ja się tak jej uczepiłam? Chyba chcę być wykształconym narkomanem. że możemy wkrótce wpaść. Brak wiary w siebie jest początkiem końca w życiu narkomana. to chyba by mnie wykończył. Zwykłą miłością. Znów mam pełno majki. Jeden chłopak dostał szoku na widok ogromnej ilości ćpania. Wszystko się udało. Historia jakby się powtórzyła..Mogłabym. Uprawiam sport ćpalniczy. Dlaczego wierzy? Może uważa. Także twierdzi. Obawia się. Doprawdy nie wiem. Napisałam do Anny. Małe miasteczko i apteka pełna narkotyków. 11 kwietnia Zrobiliśmy trzecie włamanie. Za łatwo nam to idzie. ale ja już przestałam wierzyć. On najbardziej boi się więzienia. 10 marca Ćpam sportowo. Alfa od razu mu władował i trochę go uciszył. Jest przecież psychologiem. Nie chcę się teraz wpieprzyć.

A nie ma siły na produkcję kompotu. Zaćpałyśmy razem tym jej kompotem. Też nam się udało. Jeszcze tylko ustne. Ale nie umiem jej przyjąć. że już jest za późno. I koniec. Jest lepszy od . do Marzeny. Ona uważa. 12 maja Pisemny egzamin minął spokojnie. Prawie nic nie biorę. by nie przyjeżdżała. Ustny zdawałam przy dyrze. Więc mam to. Jest bardzo mocny. Ale wróciłam tutaj. I uważam. że mam jeszcze z czego wybierać. Ten włam zrobiłam chyba dla niego. mimo że zaczęły się bezsenne noce. Rodzice chcą. 20 kwietnia Anna ostrzega. 22 maja Pojechałam do Warszawy. Nadal uważa. że w więzieniu często kończy się człowieczeństwo.poszłam. zgubiłam się. tak jak kiedyś z Filipem. Pracuje jako opiekunka do dziecka i mieszka razem z tymi ludźmi. Anno. żebym startowała na studia. że on już się kończy. Mówi mi w swoich listach. Życie stroi sobie ze mnie żarty. 21 maja I po maturze. pisemne zdałam na 5. ale było mało towaru. Co czuję? Nic. gdybym tylko zechciała powalczyć o siebie. Śmieszne. że jedyny ratunek to powrót do sanatorium.tydzień. Nie ma co ćpać. Teraz mogę spokojnie ćpać. Wiem. On chyba też to czuje. Przy tym samym. Ile można nie spać? . miesiąc. by zdać maturę. I produkuje kompot. co chciałam. Czuję. który kiedyś wyrzucił mnie z tej szkoły. Bierze. chce przyjechać. Nie mam siły walczyć o siebie. Z Alfą nie można się już dogadać. Muszę coś z tym zrobić. Narkomańska przysługa? Bzdura. że potrzebuję pomocy. Wydaje mi się. mam szansę. Ale zrobiłam to i już nie ma odwołania. że już nie warto. Boję się tej rozmowy teraz. Napisałam. dwa.

Coś się urwało. czy nic chcę przyjść do MONARU. Chyba tak to jest. Zrozumiałam.zbyt wcześnie. 3 czerwca Wygrałam to z rodzicami. Dowiedziałam się o kilku nowych zgonach. Lekarze pytali mnie. ale gdzieś wyjechała. Chociaż podobno wszystko jest możliwe.morfiny. Eksperyment z Basią nie udał się. Bez Kotana robi się tu powoli mały psychiatryk. Dalej ćpałyśmy jej kompot. Pożegnałam się z Marzeną. Rodzice wyrzekli się jej bardzo wcześnie. ona już nie ma domu. a w szpitalach nie ma miejsc dla ćpunów. że to już koniec. według mnie . Tak bardzo potrzebna mi była teraz ta rozmowa z nią. Skończyłam szkołę i teraz zostały mi tylko narkotyki. Kolejne przegrane życie. Odmówiłam. 14 czerwca Jak nie wierzyć w pechową trzynastkę. Chyba zawsze zaczyna się od syfa w domu. Ja mam jeszcze gdzie wracać. Zmartwił się moim ćpaniem. pytał. skoro i tak ćpam. 24 maja Chciałam spotkać się z Anną. Musiałabym się wziąć za mordę. Nie bardzo chcieli ze mną rozmawiać. 23 maja Pojechałam na oddział odwiedzić Beatę. Wróciłam do Marzeny. Kolejna ich przegrana? Nie. Za dużo jest ćpania. Marzena już nie. Zadzwoniła do mnie wczoraj taka . Doszła do wniosku. W końcu przyznałam się do ćpania. Odwiedziłam panią Marię. Bywa i tak. po co mi piątki na maturze. Rozmawiałam z Kotanem przez telefon. Nie zdaję w tym roku na studia. Przyczyna jest zupełnie inna. To była bardzo smutna rozmowa. Stara gwardia wykrusza się. że już mnie nic nie czeka. I fajniej się po nim czuję. Jestem w złym stanie psychicznym. Szkoda. a to nie jest teraz możliwe. Ale przecież nie o to chodzi.

Dlaczego ona tak walczy o mnie? Tylko ona jeszcze wierzy. prosto do nieba. Ile zastrzyków zrobiłam moim koleżankom? Każdy mógł być śmiertelny. właściwie to mało się znałyśmy. Bo narkomani mają piekło na ziemi. Jest na mnie bardzo zła. A więc to ja ją zabiłam. Anna pisze. I potem mają swoją wymarzoną.jedna narkomanka. zaczęłam rzygać na ulicy. wyczekaną i wyćpaną szczęśliwość. Wracając do domu. Był mocno przygrzany. Ale mnie to już nie ruszało. na ćpuna z maturą. Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Patrzył na mnie ironicznie. To jest bez sensu. Anna nadal chce mnie ratować. gdzie się dało. Tym razem skończyłam dwadzieścia lat. absolutna ruina. Ona umarła. Chce mi się wyć. że popełniłam kolejne przestępstwo. On też kiedyś zrobił maturę. Odebrałam część swojego ćpania. innych nie mam prawa zabijać. Na tej drodze to on chyba już jest. bo już nie mogła dłużej ćpać. nie mogła się wkłuć. Była w domu sama. że nie żyje. coś bełkotał o Bogu i o szczęśliwej drodze. Zrobiłam sobie zastrzyk przy nim. Wszystko jest bez sensu. To był po prostu jej ostatni strzał. po bramach. Nagle drgnął mocniej. Ilu ludzi zabiłam? Moje życie to moja sprawa. 26 czerwca Poszłam do Alfy. Błagała. Poszłam do niej. Była skończona. żeby jej zrobić ten cholerny zastrzyk. tylko chyba tego nie pamięta. cała trucizna uwalnia się w ostatnim oddechu. Moje ciało trochę . Sama się namęczyłam. 25 czerwca Znów dzień urodzin. zabiłam człowieka. Dzisiaj się dowiedziałam. Tak jak zwykle ma rację. Nie. że nie chce stracić ze mną kontaktu. Jestem niesprawiedliwa. spojrzał dziwnie na mnie i zaczął płakać. Anno. żebym do niej przyszła i zrobiła jej zastrzyk. Wszyscy wokół mnie mają rację. to niemożliwe. czyściec przechodzą w momencie śmierci. Anna uważa.

Zrobiliśmy wymianę. spotkałam dawną znajomą. 28 czerwca Umówiłam się z pewnym kokainistą. Trochę się rozkleiłam w czasie tej długiej rozmowy. Ćpam majkę. Leci na rolkach. Do zupełnego zatracenia się w wielkim śnie. bo było mi właśnie tak muzycznie. Nie ma to jak polska hera. że może skończyć się to naprawdę tragicznie. ale wolę swój towar. Tak otępiałego ćpuna to jeszcze nigdy nie widziałam. co może być na świecie. Zaproponowałam jej leczenie w MONARZE i ofiarowałam się ją tam zawieźć. a może zła na siebie . I wymyśliłam. Ale wyszłam stamtąd tylko z jedną. Bała się. Proponowała mi różne formy leczenia. Gdy wracałam od niego taka radosna. a potem dał mi spróbować koki. że mogę wygrać.odzwyczaiło się od majki. Chciała tylko. Rozklejony narkoman to najgorsze. Ale przecież czekałaś na to. Za dużo sobie wzięłam. które były mi potrzebne. Marzyło ci się wielkie ćpanie. Przyjeżdża pojutrze. Śmierdziało od niej okrutnie. Baśka. Wcześniej zatarłam sobie oko. Gdy siedziałam na fotelu. jeżeli skombinuję mu kokę. 29 czerwca Cały dzień spędziłam z Anną. widziałam na tacy dwie butelki. że jeszcze nadal wszystko zależy ode mnie. To przez Alfę. Ja też byłam smutna. Zasmakowałam w kompocie. Nie miałam już czym rzygać i męczyłam się bardzo. żebym jej dała kilka rolek. Koka jest dobra. jeżeli tylko naprawdę zechcę. ale zupełnie to do niej nie dotarło. Da mi majki. Ciągle mi mówiła. Ale chyba zacznę produkować. że nie można się ze mną dogadać. 27 czerwca Anna do mnie dzwoniła. Cały dzień słuchałam muzyki. ale w końcu zorientowała się. na luzie. Zgłosiłam się do szpitala na okulistykę. To już chyba naprawdę początek końca. Anna odjechała bardzo smutna. że zrobimy podmiankę. W końcu porozmawiam z nią.

Nie wiem dokładnie. mszczę się systematycznie. Znów jest na wolności. chociaż tak bardzo jej oczekiwałam. Beata chyba już wie. wszystko. Zadanie nr 1 . Anna uważa.samą? Odrzuciłam kolejną pomoc.. Obsesja śmierci? Może. Leci na dużych dawkach. Czułam to. że chciałaby mnie przekonać. 21 lipca Pojechałam do MONARU sama. Przedtem ludzie ciągle wracali. wierzył we mnie bardzo. Odwiedziłam Annę. że nie daję sobie żadnej szansy. ale to kwestia kilku dni. Czuję. 20 lipca Przyjechałam do Warszawy. Prawie nikt nie wyszedł z ćpania. że nie dostanę żółtaczki. Umarłam za życia. Już nie ma powrotów po pół roku. Mówiła. jak zwykle pełen optymizmu. Właściwie to już z nikim nie rozmawiam. Nie namawiała mnie już na leczenie.. Kotan nieźle się trzyma. Dostała żółtaczki. Chyba nigdy nie byłam na drodze do wygranej. W MONARZE zmienili regulamin. Wyszłam przecież jako pierwsza wyleczona. . ciągle ci sami. Znów wspomnienia. Mam nadzieję. ale Alfa jest już aresztowany. Leczy się tylko raz. o ilu aptekach wiedzą. że jest z nią źle. Nie umiem już kontrolować swoich zachowań. nr 2 . że warto żyć. O mnie jeszcze nie wiedzą. Ale był zły na mnie za moje ćpanie. że weszła w to wszystko bez reszty. Przegrałam. Gdybym tylko zechciała żyć. Beata nie chciała. że przekroczyłam jakąś dziwną barierę. Nie umiem się już zatrzymać. ale wcześniej razem przygrzałyśmy i to z jednego sprzętu. uczuć. W końcu musiało się to stać. Alfa bez ćpania zacznie sypać. dwóch ćpunów z nim. Pojechałam do Beaty. 4 sierpnia Wpadliśmy.zdobyć narkotyk. Marzena pisała. co się dało. Wyniosłam z domu. I to wszystko. nr 3.władować w kanał. Coraz bardziej zamykam się w sobie. Odwiozłam ją do szpitala. Bardzo się zmieniłam. automat bez woli. co tylko będą chcieli.

Klawisz co jakiś czas nas sprawdza. 17 sierpnia Dowieźli mnie na kolejne przesłuchanie. Bez krat. I jakiś żal w sercach najbliższych. Nie myślę o niczym. miałaś rację. że muszę się przyznać. Będzie się starał o wyciągnięcie mnie z aresztu ze względu na stan zdrowia. Wtedy wydaje mi się. Adwokat załatwił mi pozwolenie na pisanie pamiętnika. Tylko czasami chwyta mnie straszny lęk. druga prostytutka. Obrzydliwość. ani o tym. tutaj może skończyć się człowieczeństwo. nie byłam jeszcze w ciągu. pryczę dwupiętrowe. W celi jestem najmłodsza. wszystko zniknie. a trzecia złodziejka. Jakoś się trzymam. że mnie zamknęli. Prawdziwą zmorą jest brudna. nic się przez nie nie prześlizgnie. Teraz siedzę w areszcie śledczym. 15 sierpnia Przyszli po mnie kilka dni temu. Dziwne to wszystko. Rodzice. co będzie. Po wielkiej pustce. jaką im stworzyliśmy. Nie myślę nawet o tym. Gdy mocniej odetchnę. klawisze mają spokój i są chyba mniej agresywni. pokrwawiona strzykawka. Nawet znoszę to dosyć spokojnie. co teraz. Rzeczywistość jest bańką mydlaną. 16 sierpnia Budzę się rano na więziennej pryczy. W końcu adwokat powiedział mi. Siedzimy wszystkie cztery wpatrzone w siebie albo w ścianę. Chyba nie dociera do mnie.co mogło mnie obciążyć. Długo nie chciałam zeznawać. Teraz każdy będzie bronił swojej skóry. może szczur. Dają nam jeść 3 razy dziennie i wegetujemy sobie. boję się panicznie. Doborowe towarzystwo. że zaraz umrę albo zwariuję. To. jedna za zabójstwo męża.. Cela malutka. kibel i okno wielkości pięści. W śledczym nic się nie robi. . Alfa wyśpiewał wszystko.. Nie umiałam się z nimi pożegnać. co po nas zostaje. Siedzą ze mną trzy kobiety. Spokojnie zrobili rewizję. Ani o przeszłości. Anno. tylko nie wiem czego.

a mam przecież jeździć na przesłuchania. żeby się odwalił i dostałam mocno po pysku. posiłek. Dziwne to uczucie. Można u nas być skończonym alkoholasem. to absurd. Klawisz krzyczał na mnie. kajdanki na rękach. . Klawisze przenieśli mnie na podsądówkę. bo spuchłam. Nie wytrzymał tego. Zaraz by chcieli nas wrobić we wszystkie apteki. To wszystko jest zbyt okrutne.Zmarnowałaś sobie życie. 20 sierpnia Dowiedziałam się grypsem. Odszedł sam. W kajdankach. Ale wolę to niż siedzenie w więzieniu: apel. Tylko ta okrutna narkomańska siła pchnęła go jeszcze do robienia włamań i teraz do śmierci.Opowiadam glinom o kolejnych włamach. sprzątanie celi. 21 sierpnia Wciąż myślę o śmierci Alfy. Bał się więcej niż ja. Powiedziałam mu. że Alfa powiesił się w więziennym szpitalu. Pierwszy raz w życiu milicji udało się nakłonić mnie do sypania. A więc zeznaję. Ta wiadomość pogłębia moją depresję. że nie umiem ścielić pryczy. Pytają o inne. dziewczyno . Tylko tak naprawdę. A może oni właśnie wszyscy czekają na naszą śmierć? Nie. Ale i tak bił słabo. 28 sierpnia Prokurator zalecił obserwację na oddziale psychiatrycznym. daty. Bał się już wszystkiego. tylko nie wolno być narkomanem. Za godzinę przyszedł mi robić okłady.mówią do mnie. . . co kto robił.Po co ci to było? Co oni mogą o tym wiedzieć? Ich obchodzą tylko statystyki wykrytych przestępstw. Prokurator ich pilnuje. Gliniarze rozmawiają ze mną spokojnie. to czego oni od nas chcą? Od wszystkich narkomanów. Ciągle to samo. ale właściwie nie miał większego wyboru.

I rozmowy. Nie może tylko za bardzo zrozumieć przyczyn. Jedzenie jest niezłe. że jest niewinna. apel. co chciałabym. I klawisze patrzą na ciebie jak na zbrodniarza. posiłek. zawsze miałam kiepski sen. Dlaczego. U mnie mogło się zdarzyć jeszcze wszystko. co myślę. Pyta o choroby. jaki mogą mieć wyrok. 4 września Teraz bada mnie psychiatra. I pozwalają oglądać telewizję.rozmowy o wolności. Wieczorem szybko nas kładą. bo dawno tego nie robiłam. że się . co u rodziców. To mnie ciągle budzi. uszkodzenia mózgu. jak. Jest tylko pytanie. Lekarz jest w porządku. Kontaktuje się ze mną tylko adwokat. Mówi mi. 30 sierpnia Nadal jestem na podsądówce. o wiele lepsze niż w kiciu. Można dostać obłędu. I to ich ciągłe „dlaczego”. Zabójczyni ciągle wmawiała nam. Nie wiem. Więc oglądam. 5 września Tak zwany wyższy personel traktuje nas normalnie. już nic nie wiem. Sanitariusz w nocy chodzi po sali z latarką i sprawdza. Normalny oddział psychiatryczny. 1 września Między badaniami nie robię właściwie nic. czy rodzice skorzystaliby z tej możliwości. żeby mieć wszystkich na oku. czy przypadkiem ktoś nie targa się na własne lub cudze życie. Wypełniam testy. Mam skalę porównawczą z innymi psychiatrami. tylko wszędzie kraty. Tysiące pytań. One wiedziały. Nigdy mnie to specjalnie nie interesowało. I jeszcze do tego rozmowy tych kobiet. Chce wiedzieć wszystko dokładnie. Tutaj nikt nikogo o nic nie pyta i każdy jest oczywiście niewinny. tak myślę. pełno testów. Tylko ja i złodziejka byłyśmy w miarę spokojne. sprzątanie. Podobno w śledztwie nie ma żadnych widzeń. Prostytutka płakała za dziećmi. Nie wiem dlaczego. jak zwykłych pacjentów. a tutaj to jest jedyna rozrywka tych pań. Tego to chyba nikt nie zrozumie. Codziennie mam badania u psychologa. Do południa zganiają nas w jedno miejsce.

Jestem podenerwowana. Siedzę apatyczna i niewiele do mnie dociera. Pielęgniarka robi mi zastrzyk. Tylko tak naprawdę. 13 września Z nudów zaczynam rozmawiać z tymi ludźmi. tylko walczę o wysokość wyroku. Jestem sobą. 10 września Trzymali mnie w pasach przez trzy dni. Ciągle ktoś krzyczy. Odwiedził mnie adwokat. tylko nie o rodzicach. jaka jestem. Dostaję jakieś prochy. na ile oni są chorzy. co ja. Mówią mi o śmierci Alfy. Bez sensu to wszystko. że niedługo rozprawa. Moje życie to moja sprawa. ciągle mówić o sobie. to co ja o sobie wiem? Też niewiele. . Każdy z nich żyje jakby w innym wymiarze. Tylko że ja nie symuluję. Byłam obojętna na wszystko. Nie miałam czasu. więc jest tu wiele wymiarów przeżywania świata. I nie jestem tutaj na terapii. Z adwokatem mówię o wszystkim. ładowali we mnie fenactil. że nie wyjawiam wszystkiego. ciągle kogoś wiążą w pasy i kaftan. kiedy będę mogła być na sprawie. Koniec człowieczeństwa? Tutaj nie ma ludzi. Jest tutaj bardzo niespokojnie. 6 września Tym razem milicja przyjechała do mnie na oddział. gdy ktoś jest agresywny. a może każdemu tu dają? Lepiej przez to śpię i nie męczą mnie tak koszmary. bo na nic więcej nie mam już siły. Ale co można teraz zrobić? Trzeba im ulec i mówić.kryję. Pewnie. Jeden wielki ból. ale to będzie zależeć od mojego stanu zdrowia. Zbyt bolesny temat. i mówić. Może coś mi jest. Wołają sanitariusza i przywiązują mnie pasami do łóżka. Znów pytają o to samo. Nie wiem. a na ile walczą o to samo. Rzucam się na jednego z nich. zapadam w nicość. by ze sobą pobyć na trzeźwo i zobaczyć. Sanitariusze od razu biją. że nie. Lekarze mają zadecydować. mój też. Powiedział.

Jest to zbrodnia doskonała. Najczęściej zabijają własne dzieci. więc sprawa chyba nie będzie trwać długo. 24 września „Świadkowie oskarżenia. A więc detencja. Można nam urządzić jeden wielki proces. W większości morderczynie. Jeszcze to do mnie nie bardzo dociera. Jeszcze nie mogę w to uwierzyć. Nie wiem. Zabijam swoich rodziców. Wspaniałą pokazówkę. To nawet lepiej. W aktach jest wszystko. Dowieźli mnie klawisze. . Zeznania. skąd się wzięło tylu świadków. świadkowie obrony. a dwóch od razu do więzienia na 2 lata. niszczenie ludzkich dusz. 23 września Minął pierwszy dzień sprawy. Sąd idzie”. kto z powodu niedorozwoju umysłowego. Jestem wolna. choroby psychicznej lub innego zakłócenia czynności psychicznych nie mógł w chwili czynu rozpoznać jego znaczenia lub pokierować swoim postępowaniem”. w jaki sposób człowiek niszczy człowieka. ale już bez kajdanek. Dzisiaj biegli wnieśli do sądu wniosek o zastosowanie wobec mnie tego artykułu. Czym ja się od nich różnię? Zabijam dziecko swoich rodziców. Alfa już jest poza tym wszystkim. czterech chłopaków i ja jedna. Mam iść do domu i czekać na wezwanie na przymusowe leczenie. Rodziców nie ma na sali. proszę wstać. Więc aż tak jestem stuknięta? 26 września Ogłoszenie wyroku. pełno świadków. Skąd oni to wszystko wiedzą? 25 września Artykuł 25 paragraf I: „Nie popełnia przestępstwa. cały mój życiorys od czternastego roku życia. Jest trochę lżej.Przywożą nowe kobiety. ale po nim mają iść siedzieć. Prawie się wszystko zgadza. Na ławie oskarżonych siedzi nas pięcioro. Dwóch chłopaków dostało przymusowe leczenie. Dzisiaj tylko my zeznawaliśmy.

Gdzieś tu tkwi błąd. kiedy mam już to wszystko poza sobą. ale brakuje mi woli życia. Zabiłam naszą miłość. Nie miała chyba siły umrzeć naszą śmiercią. wyszłam ze sprawy bez kiblowania. I na pewno dalszego ćpania. a może prostsze. Starzy znajomi ćpają. co najważniejsze. mogę naprawdę zacząć od nowa. Piękna śmierć narkomańska. Boję się śmierci. W Warszawie jest teraz bardzo dużo kompotu. Wydaje mi się. tak mówią. Jestem słynnym człowiekiem. Znowu ktoś umarł. A gdy wrócę z leczenia. że umrę niedługo. 27 września Pierwszy dzień wolności. Na mieście proponuje mi się ćpanie za darmo. co jest trudniejsze. skąd w niej tyle optymizmu. Ale umiem siebie zabić. kto tylko może. jest dużo nowych ludzi. Trudno. A raczej nowej udręki i niepewności. To cierpienie psychiczne. Moje życie to ciągle cierpienie. Cisza w domu. . 16 października Pojechałam do MONARU. do żadnego psychiatryka. Wierzę. Na razie. Ale nie pójdę na żadne leczenie. Nie wierzę w wyleczenie. Nie umiem przebić się przez mur nieporozumienia z rodzicami.Wracam do domu. Nigdy więcej już nie będę w psychiatryku. Tyle śmierci już było wokół mnie. jakaś szalona pomyłka w moim istnieniu. przegięłam. że zawadzam na tym świecie. Utraciłam chyba to. Chyba nawet nie będzie mi dane tutaj umrzeć. Odpisała. Nie wiem. Rodzice nic nie mówią. 10 października Opisałam mój więzienny koszmar Annie. To byłoby zbyt piękne. Nie potrafię pomóc sobie. Nie tylko ze względu na złe doświadczenia. Wróciłam do swojego pokoju. to w domu wszystko jeszcze może się pomyślnie ułożyć. że bardzo martwiło ją moje długie milczenie i że teraz. Znaleziono ciało w piwnicy z igłą w żyle. Mogę dalej spokojnie sobie ćpać. Tak że nie mam nic do stracenia. produkuje. sama wszystko zniszczyłam. Danka powiesiła się w Krakowie. Nie wiem.

że narkotyki nie dają mi nic. 18 października Dowiedziałam się. Anna przywiozła ze sobą koleżankę. poczekaj jeszcze trochę. kiedy wierzy się we własne nieistnienie? Moja świadomość jest osnuta narkotyczną mgłą. że ostro bierze. Jest to samo nieszczęście i dno. że trzeba żyć. Nie wykorzystałam kiedyś tej szansy. Posypały się bluzgi. który twierdził. ale uważam. Mieszka w Warszawie sama. brakło ci sił? Dlaczego? Czy naprawdę tak trudno tutaj żyć? Chyba trzeba wyleczyć się z siebie. Tylko że był nieuleczalnie chory. żadnych głębszych i piękniejszych przeżyć. Gdy ma się 16 lat. opuściłam MONAR. była jakiś czas w szpitalu. do szybkiej śmierci. bym do niej przyjechała. że Sted popełnił samobójstwo w lipcu. że mu to nie wyjdzie. Rano. przyjadę. na każdym życiu. właściwie o świcie. Ale Kotanowi może się to udać. I tak chodzę codziennie pośród cmentarzyska dusz . Prosi. Kotan oczywiście na początku rzucił swoją psychopatyczną mowę. że się nie da. zdobyła jakąś chatę. to widać. będzie żyć. 20 października Marzena pisze. Jak tego dokonać. Prosi. dopóki starczy sił. do końca. Moim rakiem jest morfina. 5 listopada List od Anny. Sted. A przecież i on popełnił samobójstwo.do mnie podobnych. która pisze artykuł o MONARZE. trochę sprzedaje. Produkuje. Tu nie ma dla mnie miejsca. Kotan zrobił im pokazową psychoterapię.Kotan przyjechał z Anną. a potem był sobą. bym jeszcze nie . Wtedy się nie wierzy. to bardzo chce się jeszcze ćpać i mocno żyć na narkomańskim szlaku. Pisze. że można w to tak wejść bez reszty. Marzenko. Hemingway napisał. Gdy jest sobą. Miała zapaść. że mu bardzo zależy na tych ćpunach. że człowiek nie jest stworzony do klęski. i to chyba na długo. Wszystko jest możliwe na tym świecie. Zabrał się za szesnastki. On.

Jeżeli się nie zgłoszę. Handluje Marzena. żeby mieć forsę na żarcie. że jest jeszcze coś poza tym. Trudniej mi jest porozumieć się z Marzeną. lęk. Było mi tu kiedyś dobrze. Choć niekiedy było okrutnie. Prawdziwy narkoman nie może być w tymi okresie trzeźwy. Pojadę do Marzeny.przekreślała siebie. wstręt do siebie i nienawiść do świata. by mnie nie odnaleziono. Potrafi już tylko o tym mówić. Chyba szuka mnie milicja. by uczcić nowy rok. Muszę opuścić dom. Rodzice nie wiedzą. To taki rytuał ćpalniczy. I . codziennymi sprawami. Zbyt dobrze. A więc stało się. mają mnie dostarczyć. 11 listopada Dostałam wezwanie na leczenie do szpitala. Wspólnie przeżywaliśmy koszmar. Ja próbuję jeszcze coś czytać. Ona ma autentycznego pierdolca na punkcie ćpania. ale to też już mi nie wychodzi. przecież na leczenie miałam zgłosić się z wyroku sądu. niekiedy bardzo agresywna. Jak przedmiot. nikt się nie dowie. Rano ładujemy sobie herę i zaczynamy produkować na nowe działki. Odchodzę stąd. Coraz mniej odczuwam. tkwić w tym codziennym ludzkim obłędzie szarego życia. 2 stycznia 1980 roku Załadowałam sobie więcej niż zwykle. ja wolę nie pokazywać się za bardzo. Staję się obojętna. Musimy trochę sprzedawać. Chyba już nigdy tu nie powrócę. Ja latam za suszem i odczynnikami. Ludzie martwią się drobiazgami. Czy potrafię zawrócić z tej drogi? Chyba już nie chcę. dowieźć. Żegnaj. gdzie jestem i uchronię się przed psychiatrykiem. Na pewno. To już wegetacja. Razem produkujemy kompot. gdzie ona mieszka. ale chyba już zrezygnowali z walki o mnie. Nie umiałabym już normalnie żyć. Rodzice tolerowali moją obecność. I ciągle o tym mówi. 26 grudnia Mieszkam z Marzeną. Muszę stąd odejść. Nic już dla niej nie istnieje. rodzinny domku. który się już nigdy nie skończy. Nałóg niesie za sobą rozpacz. Koszmar. I dlatego zapominają.

Po twarzy spływał mi zimny pot. krążenie się poprawiło i uniknęłam zapaści. że jest ze mną coś nie tak. Pomyślałam sobie. akurat kończyli produkcję. Może tylko dzisiaj była trochę dalej od śmierci niż ja. prawie nic nie jem. Właściwie to nie mam już żadnej szansy. Dostałam wcześniej adres od Marzeny. Muszę robić wszystko sama. Poszłam tam. 23 stycznia Marzena jest w szpitalu. Zaczęłam wracać do normalnego stanu. że tracę oddech. Myślałam o tym. że to już koniec. że słabnę. Dali mi spróbować swojego kompotu. 1 lutego Zabrakło mi odczynników. jak nowicjusz. Bardzo schudłam. Moje kontakty z ludźmi zawsze kończyły się katastrofą. i czułam. Zachciało mi się wtedy bardzo żyć. Byliśmy wszyscy już przygrzani. bo bym wpadła. Już tak bywało. wtedy ludzie mogliby mi nie pomóc. I godzimy. Jechałam autobusem i czułam. dlatego nie miałam problemów z wejściem. gdzie w razie potrzeby można się udać. boję się przyjąć kogoś do pomocy. Było trochę znajomych ludzi. Chciałam się kiedyś z kimś zaprzyjaźnić. Straciła przytomność na ulicy. Nie mogę jej odwiedzać. Dawki lecą w górę. 17 stycznia Ciągle się kłócimy. Marzena nie ma już w co się wkłuwać. I to mnie uratowało. nogi się uginały i myślałam. ale robi swoje. Zauważyła. że musi się odtruć lub przejść na prochy. Przytakuje mi. klnąc i płacząc na przemian. Wysiadłam i chciałam dojść do apteki. a poza tym znów ma żółtaczkę. że narkoman umierał sobie spokojnie i nikt z przechodniów tym się nie zainteresował. Mówię jej.wzięłam za dużo. Szłam ulicą i oddychałam głęboko. Sama wyglądała podobnie. a skazałam się na samotność. że trzeba mocno oddychać. gdy na . bardzo. Stwierdzono zapaść. Bałam się upaść na ulicy. żeby tam dojść. Nie chciało mi się odpowiadać na jej pytania. Wróciłam do Marzeny. to normalne. Nieraz robi sobie zastrzyk kilka godzin.

I nic więcej. 12 lutego Byłam w szpitalu. Chcą. . Nie wiadomo. Ktoś z producentów sprzedaje trefny towar i kilka osób podtruło się. to tylko ich zysk. Daję starym ćpunom. To już i tak jest wielkie gówno. żeby złapano tego człowieka. Uciekłam. Rozmawiałam z Anną przez telefon. Ale odratowali. nie mogę patrzeć jak trzynastki się wpieprzają. zanim to wszystko sprawdzili. wzywa ćpunów do siebie. Zbaraniałam. Musiałam iść ulicami krwawiąc. Ma uszkodzoną wątrobę i trudno jej wyjść z żółtaczki. Czuje. że wszystko mi się pomyliło. Rzuciłam się do okna i skoczyłam razem z szybą. Sama muszę sprzedawać towar. To ci. że już nie mogę brać. Musiałam kłamać. adres zamieszkania. A tak żyć nie potrafię. Rzeczywiście. Mam uszkodzone serce i wątrobę. Lekarz mi powiedział. Nikt mnie nie zatrzymywał. Teraz ja dostałam zapaści. 7 lutego Marzena nadal jest w szpitalu.chatę wpadła milicja. 15 lutego Na Pasażu wielkie poruszenie. jakiego świństwa dodali do kompotu. Niedługo nie będę miała co sprzedawać. że się kończę. wystrzegam się małolatów. I zeznają. To chyba wszystko już ponad moje siły. że bardzo się o mnie boi. Wyrzekłam się wszystkiego co ludzkie. Nie umiem już tak. więc skręciłam tylko nogę i pokaleczyłam ręce. swego ćpalniczego życia. Musiałam sama robić wszystko. Na szczęście było to I piętro. Milicja szaleje. ale to był moment. Pytali o rodzinę. Powstaje teraz najgorszy rodzaj ludzi z tej branży. Mówiła. Takich dawek nie brałam nigdy. Tak bardzo chciało mi się ćpać. A poza tym musiałam zrobić sobie zastrzyk. Bo jak rozrzedzają. Podobno nie mogli mnie odratować. Narkomani bronią.

A jeżeli dziennie potrzeba dla jednego ćpuna 20 . Ale to będzie się rozwijało. Jest bardzo rozdrażniona. Szakale. więc dlaczego tak się jej boimy? Jesteśmy niczym. Powiedzieli jej. z tymi.” Nie odezwałam się. Żyje jeszcze biologicznie moje ciało. Boże. Jest to najgorsze draństwo i nawet ćpuny ich potępiają. Ciche „słucham”. że jesteśmy kimś. Weszłam z ideałów w błoto. I wciągają małolatów. Marzena spotyka się z jakimiś ludźmi. proszę. Usłyszałam po drugiej stronie głos matki. Ja jeszcze jakoś się trzymam.. To było ponad moje siły. A co z resztą? Mam czekać na powolną śmierć? Nic innego mi już nie pozostało. Stówa za centa. Mam wrażenie. a sami nie ćpają. Mówi. I Marzena od razu zaczęła ćpać. Wolność była tylko mitem. Nic nie je. że kiedyś byłam. Ale nawet za bardzo nie chudnie. Chciałabym tam wrócić. Po co to wszystko ciągnąć? Życie jest nam dane. Następnego nie przetrzyma. Ale narkoman nie wierzy w takie rzeczy. I rzadko się wpada. że już nie . A potem: „Proszę. że to było jej ostatnie odtrucie. 19 marca Czasami tęsknię za domem. Czego się bałam? Próśb. którym sprzedaje towar. żebym wróciła? Słów potępienia? 13 marca Marzena już źle się czuje. a ciągle wmawiamy sobie. to będzie więcej towaru do sprzedawania. gdy towar jest dobry. a teraz już mnie nie ma. ale wiem. Śmierć ma zakończyć nasze cierpienie. przecież tak nie można żyć.30 centów? Czysty zysk.. 27 lutego Marzena wróciła. mordują nas dla pieniędzy. Mamy żyć dla samego życia.którzy produkują. Niewciągnięty człowiek może spokojnie produkować dla wielkich zysków. Ja trzymam się na uboczu. To mało na początku. Marzena nazywa mnie swoją siostrą. Zadzwoniłam do domu. proszę. Dla cierpienia. żebym teraz ja się szła odtruć.

to chyba niedługo koniec. Rolnicy żądają coraz więcej forsy za słomę. że to niemożliwe. 10/11 kwietnia Jak można przetrwać noc. Tak naprawdę porozmawiać. Marzena wierzy. Zniszczyłam samą siebie. co dzieje się z Beatą. Nic się nie zmieni. Ale nie ma innego wyjścia. Tylko wysłuchał. Byłam dla siebie okrutna i bezwzględna. Anna zawsze powtarzała. tylko sama nie chcesz . To jest obłęd. że po kolejnym odtruciu coś się zmieni. Ogarnął mnie wielki smutek po czymś utraconym. taką noc. Chciałabym ją ratować. Wiedzą już. gdzie wszystko jest ostateczne i nieodwracalne? I nie można umrzeć. Pusta strzykawka jej nie interesuje. jak to było. wiesz o tym doskonale. by nie czuć bólu. ale wiem. I ciągle o tym mówi. Ona też wyszła z domu i nie wróciła. Marzena już chyba nic nie czuje. Czy tolerancja ma być obojętnością czy poszanowaniem wolności? 23 marca Płakałam. Żeby ten ktoś wysłuchał mnie i nie potępiał. tylko produkujemy. nic nie czuć. I trzeba tu być. że Marzena się kończy. siebie. Tak. że nie można na siłę uszczęśliwiać drugiego człowieka. Trzeba wstać i iść szukać towaru. Baśka. Przyszłości nie ma. Ciekawe. Głupie gadanie. Ćpa jak szalona. Dlaczego tak się stało? Czy jeszcze potrafię coś dla siebie zrobić? Widzę. Już nie o przyszłości. chyba nad sobą. Chciałabym z kimś porozmawiać.mogę. Wieczorem muzyka i rozmowy o niczym. Tak chciałam zaćpać się. co jest grane. Nic więcej nie robimy. To nasze życie od zastrzyku do zastrzyku jest tak okrutnie bezsensowne. Dlaczego musiałam umrzeć za życia? Wiesz. Trzeba wstać. Nie mam już siły jeździć po wsiach za suszem. Nigdy nie dawałam sobie żadnej szansy. Ona oślepła.

ale za to nie miałam wszczepionych żółtaczek. Wiesz wszystko. Byłam wieczorem w szpitalu. Lekarz mi powiedział. Jesteśmy szalone. która z nas pierwsza? Bilans jest mniej więcej wyrównany. ja mam chore serce. Powinnam zadać pytanie. Jestem degeneratką. że stanie się cud. obie mamy uszkodzony mózg i wątrobę. I do tego byłaś beznadziejną idealistką. masz rację. a ona ma astmę. Chyba zgubiłyśmy się już dokładnie w tym szaleństwie.przed sobą się przyznać. ty stara ćpunko. mocno żyć. Nigdy nie przyjmowała do wiadomości. Organizm już nie przyjmuje narkotyków. Marzena śpi dzisiaj spokojnie i nie dusi jej astma. Rozkład za życia. jeżeli ona to przeżyje. Tak to wygląda. których nie wolno przekraczać. . jeszcze nie odzyskała przytomności. Co jakiś czas ląduje w szpitalu i ucieka stamtąd. 1 maja Marzenę w ciężkim stanie zabrało pogotowie. biologiczny rozpad. nie umieraj. nadal nią jesteś mimo wszystko. Narkotyki powodują agresję. że dręczy cię przeszłość. Po co żyjesz na tym świecie. A ciało? Śmiesznie mówić o tym czymś „ciało”. Ja dłużej ćpam. Uważała zawsze. Nie zostawiaj mnie samej. Są podobno granice. że ktoś wykończył się po ćpaniu. Nic o sobie nie wiem. jakby ją gnało do śmierci. I ja wierzę w swoją śmierć. A jaka byłam kiedyś? Nie pamiętam. olewałaś wszystko i teraz płacisz za to okrutnie. Czy to już naprawdę koniec? Marzenko. a ona jeszcze nie. jeżeli nic ci z tego świata nie smakuje? Sted. To już jest szaleństwo. A co najgorsze. że to było coś innego. Psychika została zatruta przez narkotyki. A przecież ona nie chce umierać. Więc bierz nową działkę i nie narzekaj. Ja mam wrażenie. Chciałaś ćpać. 12 kwietnia Marzena jest w bardzo złym stanie. że przekroczyłam je wszystkie.

że był to jej ostatni zastrzyk. ulotniłam się. by walczyć o siebie. ale lekarz powiedział. Przeniosłam ją na łóżko i wezwałam pogotowie. żebym im nie odstrzeliła na głodzie. Może i nie warto było? A może warto? Przeczuwałam jej śmierć. by żyć. odeszłaś. 10 maja Czym jest bezsilność? Do pokoju wpadła ważka o bardzo delikatnych . Była blada. 3 maja Marzena nie żyje. serce nawet na chwilę ruszyło. Lekarz z pogotowia stwierdził zgon. Czułam. I stało się. A więc tak to wszystko się kończy. podświadomie tylko czułam jakiś straszliwy ból. że coś się tam dzieje. Umarła wieczorem. Trzeba się z tym pogodzić.. zostawiłaś mnie. Zamknęła się w łazience. Zrobiła sobie ten ostatni zastrzyk w tajemnicy przede mną. siostro. byłaś biednym. Powiedziała mi. Dają mi nawet ćpanie. zielona. boją się. Nikt nie umiał ci pomóc. Usiłowałam ją reanimować. Dlaczego jej nie ratowałam? Marzenko. Nastąpił koniec wszystkiego.. złączyły nas nasze pokręcone życia. tak jak ja. żółta. Dlaczego musiałaś tak wcześnie odejść? Kim byłaś? Byłaś narkomanką. że mogę trochę u nich zostać. Puścili ją. następnego nie przeżyje. Marzenko. lekarz wezwał milicję. Był już właściwie koniec. nieszczęśliwym człowiekiem. Całą noc chodziłam po ulicach jak otępiała. wyważyłam drzwi. żebym się nie martwiła i że jutro załatwia sobie leczenie.2 maja Po południu drzwi otwierają się i staje w nich. Za późno było. Marzena. Gdy zabrali ciało. Ale zanim się nią stałaś. 4 maja Poszłam do znajomych ćpunów Marzeny. Powiedzieli.

Zamknęliby mnie w psychiatryku. Wtedy to może były makabryczne żarty. sama nie wiem. Ćpuny mają cykora. 23 maja Milicja szaleje. że jestem mocno stuknięta. co jeszcze. Śmierć była zawsze wokół niej. Bała się jej. Byłam głupia. muszę się nadal ukrywać. uśpiła cię heroina. masz przecież tę ostatnią nić w swoim ręku. głupio zawzięta.skrzydełkach. Wybacz mi. że nie umiałam cię uratować. chyba tam. Gdybym ją chciała wynieść z pokoju. Marzena chciała mieć białą trumnę. Poznałyśmy się na Białej Sali. Miałaś chyba spokojną śmierć. Bardziej się boją tego. To znaczy tej dziewczyny. chciała żyć. żegnaj siostro. Nie wiem jeszcze. ale nadal pozwalają mi u siebie mieszkać. że jestem sama w tym okrutnym mieście. . Dokąd tak ci się śpieszyło. gdzie jej nie ma. Robią mi codziennie zastrzyk z moją działką. 14 maja Ciągle szukam winy. Dlaczego Marzena musiała umrzeć? Wracają wspomnienia. Wydaje mi się. Nie mogą mnie złapać. z którą mieszkała Marzena. dokąd odeszłaś? Żegnaj. teraz jest to bolesna rzeczywistość. że dużo wiem o ich kontaktach z Marzeną. Baśka. Ale nie miała szansy na inne życie. Takiej przejmującej samotności nie odczuwałam nigdy. To tylko twoja sprawa. Marzenko. Anno. jakie to wszystko jest smutne. przyjaciółko. Czyli nie mogę już nic dla niej zrobić. Wydaje mi się. Jestem bezsilna. Marzenko. Ale nie przeżyje nocy w mieszkaniu. Sądzą. Myślą. że przegrałam. zabić ją od razu. uszkodziłabym jej coś i zginęłaby. Przysiadła w kącie. już wtedy mówiłyśmy o śmierci. że zacznę sypać. zanim zaczęłam grać w życie. trzymasz się idiotycznie tego życia. Mogę tylko skrócić jej cierpienie. Widzisz. ale boją się mnie bardzo. Całkowity stan nieświadomej przyjemności umierania. nie było mnie na twoim pogrzebie. uparta. chyba zrezygnowała z walki o życie. czy kojarzą mnie z tamtym wyrokiem sądu. szukają mnie.

która była sama dla siebie idolem. to chyba byłoby to samo. Co mogę jej jeszcze powiedzieć? Chyba skończyłam swoją opowieść. Walczyłaś. Ale oni są biedniejsi ode mnie. Gdyby nawet to wszystko odwrócić. Jest jeszcze coś biologicznego. siebie? Jestem całkowicie rozwalona. I pogarda dla zwyczajnych i przeciętnych. Chyba już nie ma stąd wyjścia. które patrzą na cały mój upadek. Zaczęłam nawet. o mnie do końca. 20 czerwca Narkotyki nie sprawiają mi już żadnej przyjemności. Anno. ważna gówniara. . Może ktoś mógł mnie zawrócić z tej drogi? A może nie? Wiedziałam tylko. Tylko powodują. gdy miałam 14 lat i euforia z powodu wejścia do świata ćpunów. wiem to już od dawna. że nigdy nie będę po ich stronie. ale w końcu zniszczyłam go. Bo chyba wiem. że nie jest mi aż tak źle. Kiedyś utraciłam radość życia. Bo ja już wiem. teraz należy doprowadzić rzecz do końca. 10 czerwca Chyba nie było innej drogi. Moje oczy. Chciałam napisać list do Anny. a teraz mnie nie ma. Ale jak znieść ten cholerny ból.9 czerwca Baśka. Dopasować je po kolei. wielka. że tak nie można. Widać w lustrze jeszcze tylko oczy. gdybym naprawdę zechciała. I ja. jakbym była. Nie mogę nawet patrzeć na narkomanów. co mam teraz zrobić. Miałam szansę w MONARZE. Musiałabym pozbierać się po kawałku. Tak nie można. Ugrzęzłam na samym dnie. które tak kiedyś chciały poznawać świat Przestaję się bać. Mój pierwszy zastrzyk morfiny. A ja cichutko. potajemnie niszczyłam siebie i nie było na to żadnej rady. gdyby móc wrócić do tamtych szczenięcych lat. To tak. Ale nie potrafię wyjść z błędnego koła. Wiem. bo nie ma prawa do egzystencji. co trzeba przerwać. weź się za mordę.

z człowiekiem. Bo mimo wszystko nikt nie chce odchodzić. I wtedy nie można być sobą. gdy się jest tak młodym. W tym cholernym życiu potrzebna jest miłość. tak nie można żyć. nie wiem. którego się kocha. Zniszczyłam sama siebie. Nie kochałam. Nie potrafiłam się odnaleźć w tym życiu. narkomańską śmiercią. Co się wtedy myśli i czuje. Ale i nie będzie już kiedy. która dusi. Zawsze myślałam. że gdy trzeba będzie odejść. wybacz mi. Tego chciałam? O Boże. Z tym wszystkim. Musze odejść. gdy przychodzi koniec? Umrę w tym obcym mieszkaniu. nie było kiedy.25 czerwca Skończyłam 21 lat. Tak zupełnie i bez reszty obcym dla samego siebie. to będę się bardzo tego bała. bez nadziei. męczy. Wtedy tak bardzo chce się żyć. bezsensowną śmiercią. Jest się dla siebie zupełnie obcym. bez sensu. Anno. . Bez niej jest wieczna pustka. co się kocha. w samotności. zabija.

natomiast w części drugiej (po 25. nagle zaczęłaś pomagać innym. że im ulegam. Tam poczułem się znów blisko Ciebie. do mnie październik 1988. kilka dni temu przeczytałem Twoją książkę. razem z Tobą (o tyle. gdy Cię słuchałem. to ja przegrywałem. Chodzi mi o to. Chciałem Ci pomóc i wtedy najbardziej czułem. Gdy na Ciebie patrzyłem. Bardzo Cię polubiłem. że to Ty jesteś autorką . Jak bardzo jesteś inna. To ja płakałem Twoim życiem.06. że lektura Twego „Pamiętnika” była dla mnie prawdziwym wstrząsem.w podwójnym sensie: książki i tego. by znowu przegrać. pracować w psychiatryku.wyważyłaś powściągliwość w części pierwszej. Warszawa Witaj Basiu. to ja kradłem. nie byłem w stanie przewidzieć. co ona dokumentuje. Kiedy czytałem Twoją książkę. byłem do szpiku kości samotny. gdy wczuwałem się w Twoje przeżycia. Odnalazłem Cię dopiero w ostatnich zdaniach książki. Nie mogę do dziś uwierzyć. dziwiła mnie lakoniczność komunikatów. tych zapisków. Nie powiem Ci chyba nic nowego. jaki olbrzymi szmat drogi zrobiłaś między 25 czerwca 1980 roku a dniem dzisiejszym. że te jak gdyby ociosane zdania wywierają na moją wyobraźnię niesłychaną presję. jaką masz historię. że nic nie potrafię zdziałać.OSWAJANIE ZWIERZA List Wiktora D. nie bardzo mogłem sobie wyobrazić. Ogromnie się cieszę. że jesteś samotna te kilka lat temu. Twoje zdania porwały mnie i to ja byłem narkomanem. Podziwiam Cię. to ja się podnosiłem na krótko. Tak jakbyś wstydziła się otwarcie. które opisałaś jeszcze bardziej lakonicznie. I nagle mnie opuściłaś. Tak. że robią z moją wyobraźnią. Nagle skończyłaś studia.moim zdaniem . co przeszłaś. że znakomicie . dziwiło mnie również i to. nagle zaczęłaś mieć inne problemy.1980) jest jej zdecydowanie za wiele. jeździłem po towar. że Cię poznałem. bez sztucznej . co chcą. Twoją bezwolność. jeżeli stwierdzę. których nie rozumiałem. to ja się odtruwałem. podziwiam ogromnie. byłem w więzieniu. Nie potrafię Cię utożsamić z bohaterką tych wspomnień. czułem Twoją bezsilność. o ile „razem” w ogóle jest możliwe).

jaka jesteś teraz. o tym. upadku i miłości. co uważasz za niezbędne. Niemniej jednak. ale wiem też. że Cię spotkałem. że już pożegnam się z Tobą. do mistyki. choć wiem. Wiktor . Pozwól więc. I doprowadziłabyś mnie do drżenia. Basiu. Pozdrawiam Cię. o swoim poświęceniu. którą obdarowujesz tych. nawet o tym. Ty to potrafisz. gdybyś o tę drobinę wzbogaciła drugą część swojej książki. która jest dobra.. którą kochasz. A przecież. do Boga. którą promieniujesz teraz. co Cię boli. Opowiedz ociupinkę więcej nie o swojej walce. na szczyt. Ba. zbyt mało. gdzie kończy się człowiek. uczyniłabyś ją bardziej wiarygodną. opowiedz o swoim spokoju. a zaczyna się podziw. Miłości. kimś zupełnie wyjątkowym. o swoim współodczuwaniu tej części świata. Przecież potrafisz wyważyć swoją powściągliwość. o swojej pogodzie i swojej słabości. że stać Cię na to. pokora i adoracja Tajemnicy życia. na granicę. a przecież jesteś wspaniałym człowiekiem. mówisz niewiele. o swojej samotności wypełnionej zgodą. powiedzieć o tym. których spotykasz. jak stawałaś się inna. naprawdę odrobinę. czemu się przeciwstawiasz. które przywołałem.. śmierci. chyba że istotnie nie chcesz mówić o sobie ponad to. Pisanie o czymkolwiek w tej chwili byłoby niestosowne wobec treści i uczuć. że to trudne. Namawiam Cię do tego.skromności. opowiedz o tym odrobinę więcej. mocno i gorąco. Dlatego tak cieszę się. Kochana Basiu.

7 lipca Rodzice złożyli moje dokumenty na Wydział Psychologii Uniwersytetu Śląskiego do Katowic. Funkcje biologiczne zaczęły działać w odwiecznym rytmie. Dostał kolejnego zawału. Lekarze uparli się. że Zbyszek Thile nie żyje. Wtedy moje serce zaczęło bić. a oczami śniętej ryby porażał moją wolę. zamiast w przypływie panicznego strachu wynieść moje ciało i porzucić w parku. Podłączono mnie do respiratora i czekano. Panie. że wyrwą mnie śmierci klinicznej i przywrócą światu. Obudziłam się w szpitalu na sali reanimacyjnej. 3 lipca Obdarz mnie spokojem. 8 lipca Tata zawiózł mnie na egzaminy wstępne na studia. Udało im się. Ktoś zadzwonił na pogotowie. Daj mi siłę. Leżał koło mnie zimny i siny.1 lipca 1980 roku Śniłam tego dnia poronienie własnego płodu. . On wierzy. Obudziłam się. poświęcając się leczeniu ćpunów. Dowiedziałam się. że mi się uda. Tracono wiarę i podjęto decyzję o odłączeniu. by dokonało żywota. Panie. 5 lipca Wróciłam do domu.

Boję się samej siebie. Przytuliłam się do mamy. Nie jestem w nastroju.10 lipca Słucham jak bajki wyśnionej i wymarzonej wierszy Iwaszkiewicza o afirmacji życia. Wtedy się rozklejam i wszystko wydaje się kolejnym absurdem. Zdarzyło mu się to pierwszy raz w życiu. Podczas moich egzaminów tata zasłabł na ulicy z emocji. Każdy ruch jest nie mój. jakbym żyła życiem zaprogramowanym przez nich. 18 lipca Oswajam się. który chce zadusić. pragnienie narkotyku. To nagle okazało się takie proste. . Obłęd. 17 lipca Jestem studentką pierwszego roku psychologii Uniwersytetu Śląskiego. Przeraża mnie moje myślenie. że piszę na siłę. Czuję. bez mojej zgody. że coś we mnie narasta. 12 lipca Wyczekujemy na wynik egzaminów. Poruszam się po mieszkaniu w zwolnionym tempie. gad. Każda myśl przeraźliwie rani. fizyczny ból tęsknoty za jednym zastrzykiem. Czy mam żyć z obowiązku. dla ich szczęścia? Obsesyjnie powracają tamte obrazy. Za dużo i niepotrzebnie. Jak ślepiec dotykam każdej części nowej rzeczywistości i uczę się jej od nowa. rozsadza od wewnątrz. Czy to początek jakiejś choroby psychicznej? 13 lipca Czuję. obcy.

22 lipca Byłam na wsi. każdy krok na mojej ulicy przypomina tamte. poszłam na pola. Więc jakie mam szanse. Czy istnieje skala bólu? On wypełnia nas do granic wytrzymałości. a potem ta druga . Byłam martwa dla świata. Mój organizm jeszcze nie potrafi się przestawić na życie bez trucizny.19 lipca Chciałam do kogoś zadzwonić. wdychałam nową wiarę. śledzionę. Szumiały potakująco. a inni nie żyli naprawdę. Tak jakbym rozsypywała się na poszczególne elementy fizyczności. narządy. duszność. 25 lipca Przeraża mnie codzienność. że muszę. Oni już nie żyją. wszystko się sypie.to Oni. 26 lipca Czy ja to ja ? Czy możliwe jest wyleczenie z narkomanii? Jest to choroba nieuleczalna. chcą mi dać narkotyk. łąki. osobne organy. Oddychałam świeżym powietrzem. jaki sens próbować? 31 lipca Diagnoza lekarska: ogólne wyczerpanie fizyczne i psychiczne. zaćpane powroty. Każdy dźwięk telefonu staje się osaczeniem i poraża mnie jedna myśl . Wszyscy. że mam wątrobę.nie. a . Zostałam tylko ja. Tłumaczyłam drzewom i trawom. jakby bez narkotyku nie chciało funkcjonować. lecz było to niemożliwe. Mam zapalenie płuc. podzielić się dobrą nowiną. I wiem. Napisałam list do Anny. Cielesność zawładnęła myślami i uczuciami. Wszystko boli. Skoki ciśnienia. nerki.

by przetrzymać ból. Nie zaćpasz. Doskonalenie się w samotności. ale przeczytałam. Basiu. że to niemożliwe. To ciebie. 10 sierpnia Ach. Ksiądz Andrzej mówił o godności człowieka. te daty. że wszystko przytłacza mnie. 7 sierpnia Przychodzi taki moment.jednak go znosimy.wierzy we mnie. Basiu. 3 sierpnia Chciałam być samotną wyspą. przyłapuję się na pytaniu o dawkę. Nie wiem. nie dotyczy. Czy ja wierzę w siebie? 15 sierpnia Dekabrysta zbierał na ulicy pieniądze na wódkę.. Msza przeciwko narkotykom. Wbijam paznokcie w chore żyły. nie zwaliła z nóg. Nie. Wymyślam sobie różne rzeczy na przyszłość i. paraliżuje. które są zawsze pretekstem do zaćpania i mają tyle znaczeń. by była optymalna. dławi. że żyję w szklanej kuli. To takie niesamowite . . czy ktoś naprawdę wyszedł z narkomanii. Zrozum to w końcu. List od Anny . to jest poza tobą.. czy to się uda. nie rozdrażniła z niedoćpania. nic z tego.przytulić się do mchu. ale nie wiem. którą teraz mogłabym wziąć. by nie przedawkować. zrywać świeże owoce i cieszyć się. Byłam z rodzicami w lesie na jagodach. jakbym patrzyła przez wypukłe szkło. 11 sierpnia Już widać hipów na ulicach. a świat jest zdeformowany. I wtedy czuję.

tak zwyczajnie. 24 sierpnia Tęsknie za domem. . że zwykłe życie może być moim udziałem. Duża rzecz zmywanie talerzy po 1200 osobach. W domu zostawiam mojego Małego Przyjaciela. jak się żyje z normalnymi. o czym tak ciągle myślę. Uciekam w siebie. nie pamiętam. Iwona już nie pyta o moje milczenie. 28 sierpnia Moje serce nie wytrzymuje takiego obciążenia pracą. Właściwie to ja zupełnie nie wiem. To jakiś cyrk . Nikt nie wie. Wyłączam się. Mój pies przeczuwa. że jestem odpowiedzialna za swoje szaleństwo i w przeciwieństwie do normalnych ludzi nie skrzywdzę nikogo. Strajki nadal trwają. Traktują nas jak głupich smarkaczy.19 sierpnia Jutro wyjeżdżam na praktykę studencką. w swój świat. Boję się ludzi. że wyjeżdżam i cały czas za mną chodzi. To uczucie spadło na mnie w sposób niezrozumiały. Jeszcze do mnie nie dociera. Nie wiem.skoszarowano nas i chcą nam nawet organizować wolny czas. Iwona przygląda mi się uważnie i pyta. jaki jest ten świat. jak mam zachowywać się wśród ludzi. 22 sierpnia Mieszkam w akademiku w Ligocie. Mieszkam razem z Iwoną. Muszę wytrwać. Choćbym miała upaść w te tysiące talerzy. 25 sierpnia Z Iwoną i Justyną będziemy obsługiwać stołówkę studencką. Nie wolno nam jeździć do domu.

Kiedyś chciałam popełnić samobójstwo. jakby znali moją tajemnicę. więc można przejść przez ich sito „w swoim stylu”. 3 września Tak po prostu można bez lęku zadzwonić do domu i usłyszeć ciepły głos mamy. Jest spokojniejsza. lecz moi rodzice nadal nic nie wiedzą o narkomanii. Wiem. by przetrzymać realny świat. To niepojęte. bo nie miałam siły. Ale odkąd poznałam tajemnicę. Są. Jest ich tak wielu. 1 września Zaczyna strajkować Śląsk. że wszyscy ludzie przyglądają mi się na ulicy. Czy muszą wyć całą noc? Nadal boję się przebywać w grupie ludzi. Kolejne nieprzespane noce. ale ona o tym nie wie. mimo wszystko. Jest to pewna zmiana środowiska i jestem tu anonimowa. umieranie stało się tylko jedną chwilą uniesienia. Pies odtańczył swoją radość. na czym polegają imprezy studenckie w pokoju obok. bo dowody moich win są wypisane na przedramionach. Już wiem. wtedy czuję się osaczona z każdej strony. Wyłapuję ich wzrokiem na ulicach. a ja nie mogę chodzić w ubraniach z krótkimi rękawami. Blada postać pęczniała w zwoju poskręcanych żył i tętnic pulsujących rytmicznie. Lato ciepłe. Powstały wolne związki zawodowe. Śniłam człowieka z układem krążenia na zewnątrz. To bardzo niebezpieczne wystawiać się na urazy świata. lecz to natrętnie powraca. Mam wrażenie. że brać studencka toleruje dziwactwa. kiedy przebywam w Katowicach . I nie tylko. . że to absurdalne. Zakończono strajki w Szczecinie i Świnoujściu.tutaj więcej ćpunów niż u nas. Dobrze.30 sierpnia Jednak pojechałam do domu.

kabaret jest na co dzień. 10 września Wymuszają na nas zrobienie kabaretu na koniec praktyki. kogo kochają. w co wierzą. Chciałabym być na samotnej. Wydawało mi się. Zupełnie nie rozumiem ich problemów.5 września Iwona zabrała mnie do kościoła Franciszkanów. że zaraz runą na mnie mury i zmiażdżą za wszystkie winy. słucham ich opowieści. które inaczej postrzegają świat. przeżywamy. rozmawiamy. A może ich choroba polega na tym. i rozsypać się na wszystkie strony świata. Kim są na co dzień? O czym marzą. co czują. 13 września Przyglądam się modlącej Iwonie. czego pragną. inaczej nie dostaniemy zaliczenia. A jednak żyjemy obok siebie. tylu błaznów nas otacza. o co walczą. zjednoczona z Bogiem. Dla mnie są nieznanymi zwierzętami. Jest wtedy cała zatopiona. kiedy się smucą? Nie wiem. A może zadaję niewłaściwe pytania? 7 września Przyglądam się normalnym ludziom. Czy kiedyś będę umiała jej zaufać? Czy ona tego pragnie? Nie mogę pozbyć się pytań o przyczynę istnienia. Nie potrafię się modlić. czego nie znoszą. Iwona nie wie. dzikiej plaży i zjednoczyć pulsujące skronie z szumem fal. wniknąć w jego ziarenka. tak jak oni nie wiedzą nic o narkomanii. kim jestem. Nie trzeba tego robić. śmiejemy się. wystarczy się rozejrzeć wokoło. nakładają setki masek w zależności od sytuacji . że to Oni są rozszczepieni na tysiące światów. i poczuć ciepło piasku.

w który każde następne wtłacza się i asymiluje. Panie Boże. Wytrwałam. To. Za późno. Wydaje mi się. kiedy życie da im kopa. pozwól mi zapomnieć o działaniu morfiny. przeniesionym z pustyni do wspaniałej oazy.. My obrastamy pancerzem cierpień. Przyjacielu. Noc nadal jest zwiastunem demonów. Kim się jest. Ale istnieje kres naszej wytrzymałości.. co mnie boli. Zakłopotanie zagłuszam nerwowym śmiechem lub zbędnymi gestami. mnie powoli zabija. Rozmawiam z nim i opowiadam. co Ich podnieca do życia. . 21 września Chodzę z psem na spacery nad rzekę. 25 września Lekarz od razu mnie podejrzewał o złamanie abstynencji. heroiny. kodeiny. Chodzę jak ogłuszona. 19 września Powrót do domu utrudniony strajkiem komunikacji miejskiej. wróć!!! Wszyscy „silni” bardzo szybko upadają. opium. kiedy powracają bolesne wspomnienia. kim jestem. kiedy drugiego człowieka traktuje się jak martwego? Ten mały ludzik w prawym uchu nadal szepcze i muszę go słuchać. 24 września Cezar gdzieś zaginął. a ja płakałam. Oni nieustannie pytają mnie. Pozwól mi zaistnieć.15 września Często „wyłączam się” poza Nich. lecz nie mam szans na przyjęcie się w nowej glebie. że jestem usychającym drzewem. jakby bycie człowiekiem nie wystarczyło do życia wśród nich.

tym razem na studia. a jednak namacalne. sama nie wiem. Jeszcze trzy miesiące temu. Już wiem. a zapomniano nauczyć codziennego życia. już niewiele brakowało. Aksamitny łeb Cezara nieustannie wtulony we mnie. skąd znalazłam w sobie tyle sił. Oni stanowią tłum masek. bez zdolności do zwykłego działania nawet na poziomie biologicznym. Iwona dojeżdża na zajęcia z Zabrza.. Nie potrafimy się odnaleźć. jakby mnie nagle przeniesiono na Ziemię z innej planety. które przeżyło siedem lat na wygnaniu w buszu i pozostał mu tylko instynkt przetrwania. 29 września Znowu przygotowania do wyjazdu. przeplatanych złudnymi nadziejami. 27 września Cezar wrócił. To prawie niemożliwe.Nie umiałam dzisiaj wrócić do domu. dano ludzkie ciało i język. jak wygląda wyczekiwanie w lęku z tysiącem obsesyjnych myśli o katastrofie. Czy wiara jest samooszukiwaniem? 30 września Zamieszkałam w akademiku z Justyną.. . że to wszystko. Wtedy się jest jak wyschnięte koryto rzeki. Udaję przed sobą i nimi. Jestem jak zwierzę. 28 września Gnało mnie w ćpanie. jest dla mnie czymś naturalnym. Czuję się. a poszłabym do nowych straceńców i powstrzymałam się. co się wokoło dzieje.

Czuję ból. przed którymi bronię się zmęczeniem. A gdzie jest w tym człowiek? Przyglądam się światu. co jest prawdą. a co jest kłamstwem w realnym świecie. Studenci walczą o niezależną organizację. Inaczej pogubię się i przegapię wiele spraw. A może to jakieś moje urojenie. że jestem inna. w każdej sytuacji. Nie wiem. Ludzie nie są przygotowani do przyjęcia spełnionych marzeń. uczę się psychologii. jakby uderzenie w twarz. ale to nie to. . To znaczy czuję. ale nie wiem. Pragnę zamknąć w sobie upadki ludzkie.kłamali wszyscy. Przy niej jestem spokojna i czuję się bezpieczniej. Czarna magia. 4 października Na akademii wręczono nam uroczyście indeksy. 6 października Mamy zajęcia do wieczora. uczę się anatomii i fizjologii. Stało się. że Oni dostrzegają moją odmienność. samotne przemijanie. każdy ćpun. czy mnie ktoś lubi prawdziwie. Teraz muszę się nauczyć to rozróżniać.1 października Spotkanie z Iwoną. jak siebie przetrzymać.. Czy istnieje inna psychologia? 11 października Czuję. Jak zacząć mówić na zajęciach? Jak przemówić do grupy ludzi? Strajki ostrzegawcze nadal trwają. 3 października Sześć godzin zajęć. Tam było prościej . Nie będę wiedzieć. zasypują mnie wiadomości. Pierwszy wykład z rachunku prawdopodobieństwa.. Nie potrafię się skoncentrować.

Tęsknota jak nostalgia osacza serce.. I wiem. których jeszcze nie rozumiem i dlatego przytłaczają mnie. i nie chce się żyć. Zostałam sama w pokoju na noc i rozkleiłam się. bo wtedy popłynę. która żyje swoimi tajemnymi sprawami. 18 października Czuję. 20 października Treningi karate poprawiają mój nastrój. że wokół mnie dzieje się wiele ważnych spraw. że świat mnie nie dotyczy i poruszam się jak zbędny mechanizm. o którym nikt nie wie. Boję się takiej samotności. Czy wytrzymam to kondycyjnie? 24 października Wiem.15 października Byłam na pierwszym treningu karate. ale teraz już tylko w śmierć prawdziwą. Cezar od rana czeka pod drzwiami. Myśl samobójcza może być obsesyjna. W każdy piątek świętują mój przyjazd do domu. że się oszukuję. Nieustannie mi się zdaje. w których ludzie usiłują zaistnieć w różny sposób. . odprężam się i wyciszam. do czego ma służyć. Wtedy przychodzi szatańskie pragnienie. a oddalam od Iwony. Boję się odrzucenia w przyjaźni. by zrobić sobie chociaż jeden zastrzyk. jak zbliżam się do Justyny. Akademik to zbiór klatek. bolą mnie wszystkie mięśnie. trzyma w uścisku całymi dniami i płaczę od środka za tym gównem. To jakieś inne szaleństwo. Najczęściej na bezsensownych imprezach. i mocniej zaciera się rzeczywistość. Rzadko teraz ze sobą rozmawiamy. które pozwoli mi opanować to pierwsze.

rozmawiam z ludźmi tak. ba. fizjologia.. Są obsesyjne i wnikają w każdą część mózgu. uczę się. kolejkami. Wypaliłam się w tamtym życiu. 29 października Zaczęty się bezsenne noce. niczym korniki drążące tunele w spróchniałym drewnie..27 października Niewiele dzieje się teraz w moim życiu. co mnie teraz otacza. z zakupami. który ładnie wygląda z daleka. pomimo pewnej normalności. 5 listopada Na treningu jestem słabsza od chłopców. z bólem. . boli przy każdym poruszeniu. jak wtapiam się w nowe bagno rzeczywistości. bo zwracam uwagę na zajęciach. Trenuję koncentrację uwagi.logika. Nie mogę chodzić taka rozkojarzona. że niepotrzebnie się spalam w błahych sprawach. Czy to skutki ćpania? Jaki sens ciągnąć to wszystko? Zaczynam wczuwać się w sztukę karate. Coś dzieje się w głowie. Nie potrafię zachłysnąć się tym. na granicy fizycznych możliwości. Tutaj są sami psycholodzy. uczę się zwykłego życia na co dzień. Chodzę po świecie trzeźwa. zasuszony liść. poruszam się bez lęku w oszalałym tłumie. Zaczynam akceptować swoją samotność. Uśmiecham się do nich i czuję. Jestem niczym stary. Wszystko mi się miesza . jakby tamtego w ogóle nie było. Chociaż mam wrażenie. ale bardziej uparta. Nie popełniam przestępstw. chociaż jeszcze się jej boję. wyższa matematyka. a po dotknięciu rozsypuje się w pył. To nieustanna walka ze sobą. nie ściga mnie milicja. Wtedy przychodzą mi do głowy niesamowite myśli. 2 listopada Uczę się pokonywać codzienne trudności.

Jakbym musiała wypłynąć bez ochrony na ocean. 15 listopada W Częstochowie stan gotowości strajkowej. 6 listopada Usiłuję się nauczyć angielskiego. i nie widzę życia wokół siebie. To nie chodzi o strach. w Dojo jestem w harmonii z sobą.. Uczę się. Wykłady z . To jest jak śpiew niebiański. Jakim ja będę psychologiem? 7 listopada Iwona pyta. Każde wspomnienie niesie ze sobą ukłucie śmierci. bo go nie odczuwam. i nagle spada na mnie siła. uśmiecham się do nich nieobecna. Boję się pójść do lekarza. rozmawiam z ludźmi. która przeciwstawia się ekstazie życia. Jak można mieć takie problemy? Usiłuję się odgrodzić od tamtych myśli niewidzialną ściana. Jeszcze nie potrafię wejść w to. Czy mama wybaczy mi kiedykolwiek? 14 listopada Po intensywniejszym treningu dławię się. łapie za gardło i ciągnie w otchłań ciemności z igłą ociekającą krwią i widzę to przed sobą. Przynależność do jakiejkolwiek organizacji zabiera cząstkę mojego ja. Mam swoje pojęcie wolności. brakuje mi oddechu. 19 listopada Jestem w zupełnej rozsypce. ja nie odpowiadam. Pokochałam to.które wygląda jeszcze zdrowo. Nie mogę teraz tego utracić. poruszam się w tym czasie i tej przestrzeni. Iwona pyta. czy wstępuję do Niezależnych.. Tam. Każda myśl to skojarzenie pełnej strzykawki nasyconej trucizną i zamykam się w objęciach Morfeusza jak porzucone przez podstępnego bożka dziecko.

mam ochotę rzucić to wszystko. ale to jest metafizyka. pobiec przed siebie. Mama bardzo lubi moje telefony w ciągu tygodnia. kiedy nie mogę krzyczeć. 20 listopada Ludzie wyczuwają gwałtowne zmiany we mnie i nie rozumieją. Samotność jest wszechogarniająca. dlaczego mam depresję. tylko przywieram do ściany. w którym jednak nie ma idealnej próżni 26 listopada Muszę trenować karate bez względu na stan zdrowia i konsekwencje. Nie wyskoczę z dziesiątego piętra. Są jak tlen w mieście zatrutym smogiem. donikąd. 23 listopada Kiedy ogarnia mnie rozpacz.logiki są bardzo logiczne. mam lęk wysokości. bo zdaje mi się. Jest to namacalna podpora. Wszystko jest psychologiczne i naukowe. jaką walkę toczę ze sobą nieustannie. która utrzymuje mnie na powierzchni. gdy nie cieszę się chwilami trzeźwości i byciem wśród ludzi. nie są w stanie pojąć. Czy potrafię siebie polubić? . wyjść. 27 listopada Zmieniam się. wtłacza się we mnie inna świadomość siebie i świata. Czas na przetrwanie wydaje mi się stracony. Czuję się wyobcowana. w każdej chwili słabości. Niczym Kosmos. Usiłowałam wytłumaczyć Justynie. czuję to z każdym głębszym oddechem. Poszłam z Justyną na wódkę. że zaraz wszystko runie jak zamek z piasku nad brzegiem morza.

. Robimy to średnio raz w tygodniu. Zdążyłyśmy. Kochała mnie najpiękniejszą. przemeblowujemy z Justyną pokój. 21 grudnia Marzena powraca do mnie w snach. Czuję. babciu. Dzięki jej za to. 5 grudnia Iwona nie wytrzymuje moich zmian nastroju. Kiedy nie chce nam się uczyć. 15 grudnia Zaliczam kolokwia. Rozumiała tak wiele. Muszę Boga w sobie oswajać tak ostrożnie. ale zbyt wiele chciała od razu ode mnie. Im bliższa jestem rzeczywistości. 8 grudnia Justynie udaje się znosić moją drażliwość. 11 grudnia Jak trudno powracać z nierealnego świata do teorii. że to tylko mara. który z pętlą na szyi czeka pomiędzy zapadniami. Wiedziałaś. liczb. Śnię narkotyki i budzę się zlana zimnym potem z ulgą. Przypomina to skazańca. jak moje nowe życie. tym częściej uciekam. bezinteresowną miłością. Iwona była łącznikiem. Odkrywam siebie na treningach. i z tęsknotą. niczego nie mówiąc. że to tylko sen. Znowu żyję jakby w oddaleniu od Boga.2 grudnia Umarła moja babcia. Jestem tego świadoma. jak coś we mnie puszcza. że zapragnę żyć. zaliczam życie. Prowadzę jakąś grę na granicy życia i śmierci. Chłopcy zaczynają się przyzwyczajać do walk z dziewczyną.

To. 31 grudnia Rachunek sumienia: Wyrwana z żelaznych szponów śmierci przez kilku szalonych lekarzy dostałam się na studia. Jak wielka jest siła śmierci. nie jest jeszcze we mnie. od świata. Jak wielka jest siła życia. wtedy można upić się ze śmiercią. kiedy rozrasta się jakaś bestia od środka i chce je zniszczyć. po co studiuję psychologię. od siebie. jak zawsze. Zdaje mi się. Ja tylko pokochać pragnę. Babciu. że jestem cieniem. pójść na trening.Nieustannie kręcę się wokół śmierci jak bąk nakręcony dla rozbawienia dziecka.do kyokushinkai. kiedy odchodzę. Tak. napisać wiersz lub podnieść się raz jeszcze. Mam siódme kyu w karate . Ja tylko umierać nie chcę. przemilczeć. Rodzina pyta. wzbudzam niepokój. przenikam ulice miasta. Tak potężne jest pragnienie narkotyku. Ja tylko walczę o siebie. co na papierze. czuwaj nade mną. 24 grudnia Wigilia. Jest inaczej. Mam wszystkie odmiany depresji. Kiedy własne JA staje się nie do wytrzymania. 28 grudnia Napisałam pracę seminaryjną o samoświadomości. Trzeba nauczyć się radować sprawami oczywistymi. . bo u nas nie ma z tego chleba. poczucie bezradności i westchnienie ulgi. 25 grudnia Jak daleko odeszłam od mojej rodziny. Budzę się i zasypiam z nowym pomysłem samobójstwa.

To ja podnoszę się dzięki ich zwątpieniu.przyjaciela. niewiary. znajomych. ale jeszcze sobie nie potrafię wybaczyć. To oni uginają się bezradni. . w pogardzie dla siebie. kiedy we mnie tyle buntu. 1 stycznia 1981 roku Spędzam czas ze sobą. To mi zostało oszczędzone i pozwala na jakiś szacunek do siebie teraz. a ja nadal boję się dotknąć drugiego człowieka. jednoczą za lub przeciwko temu. Nie odczuwam nienawiści i żalu do świata. która nie została dziwką lub prostytutką.Kto zwycięży? Mam szczęśliwych rodziców. Obiecałam. 4 stycznia Jeżeli mi się nawet uda. Zapomniałam o tym. Potrafię się uśmiechać. W oczach nadal jest pełno lęku. kochanka. Nie są w stanie obcować ze mną. który kocha mnie całym małym serduszkiem. który rozsypuje się we mnie jak gruz z eksplodującego domu.damskie. Dotykam ścian pokoju. w ich sumieniach. unicestwienia? Ludzie na roku powoli odnajdują się. by mnie nie przywaliły. uczę się siebie. Nie podtrzymają ciężaru. I mam psa. swego uśmiechu. że zawiozę ją tam po sesji. 7 stycznia Prawda. to jak żyć na co dzień. ponieważ byłam nieliczną z ćpunek. co się dzieje w kraju. Oswajam moją rozpacz. 6 stycznia Nadal nie mogę odnaleźć się w grupie. Nie mogę teraz nikogo sobą obciążać . swojej twarzy w lustrze. Pierwszy Sylwester na trzeźwo. Godzę się z samotnością. są jeszcze układy męsko . Iwona pyta mnie o MONAR.

Dokąd tak się ciągle śpieszy? To napięcie. Itd. Denerwuję się jak małe dziecko. myśl o ćpaniu. 17 stycznia Strajki. nie mogę sobie pozwolić na żaden luz.. zaliczenia. że narkomania jest nieuleczalna. myśl o ćpaniu. To jest smakowanie wolności bez ćpania. to dlaczego mam nie dokonać reszty? A więc kochajcie się i rozmnażajcie lub uprawiajcie zmysłowy seks. więc skąd brać wiarę i siły na pracę Syzyfa? . To nie jest studiowanie. co dobre zaczęło się w moim życiu.Jeżeli uratowałam się od tego. 11 stycznia Chodzę po Katowicach dzień w dzień. ale tak się nie da.. Zaliczam wszystko w biegu. jadam byle gdzie. Rozmowy z ludźmi. Jeden zastrzyk i wszystko runie jak domek z kart. myśl o ćpaniu. Każdy dzieli jest wyrwanym kłem z paszczy wilka. zniknie jak świat po wybuchu bomb atomowych. myśl o ćpaniu. może nadejdzie czas. bez ładowania się w ciąg i w zwielokrotnione dawki. to szkółka. I nadal niewiele wiem o psychologii. Ja nie mogę się cofać. Koniec świata. Zasypianie. Wstawanie. A jednak wszyscy uważają. na zajęciach zdarza mi się podsypiać. Zajęcia. Trening. Wszystko. 8 stycznia Moje serce gna (160 na minutę). Mam piątkę z rachunku prawdopodobieństwa. że nie będzie już mógł kąsać. myśl o ćpaniu. kolokwia. Gdyby tak można było sportowo od czasu do czasu wziąć sobie malutką działkę. Ja poczekam na miłość.

Tylko rodzice mają świadomość mego istnienia. Basiu. I nie daj się sobie. Odwiedzam wszystkie księgarnie. Wierzę w dezintegrację pozytywną. w której żyłam. wszędzie pełno zaćpanych ludzi i dystrybutorów. Centralny. Smutno ci? Świetnie. 30 stycznia Mądra jesteś. Pokazywałam jej inną stolicę: Pasaż. w ten sposób wykańcza się u nas wielkich ludzi. każdej nocy. Wtedy myślę sobie . że dobrze się stało. z samotnością. co mnie czeka każdego dnia.niestety wyreanimowano mnie. Sama wychodzę z narkomanii w tajemnicy przed światem. Tak. pija się aromatyczne herbaty i można posiedzieć w ciszy. I później czuję. Przeklęta nadwrażliwość. chcę nadrobić lata pustki intelektualnej. Profesor Dąbrowski nie żyje. I wtedy boję się. coraz mądrzejsza. zrób sto pompek więcej. 24 stycznia Dokonuję rzeczy niemożliwych. kiedy powraca BÓL. Może da się coś z nią uczynić. 4 lutego Pojechałam z Iwoną do Warszawy. z tęsknotą za morfiną.20 stycznia Lubię chodzić do herbaciarni. że to zmarnuję. Ogarnął mnie szał kupowania książek. I tak traktuję moje szaleństwo. 26 stycznia Baśka weź się za mordę. ale i oni nie są w stanie przewidzieć. ale i on nie potrafi sobie poradzić z codziennym pragnieniem śmierci. Narkomania wysysa ze wszystkiego jak złośliwy upiór. Tu nie można palić. Nie palę papierosów dzięki karate. Odblokowuje się twój intelekt. Rutkowskiego. odpocząć. . usypiany i niszczony przez lata.

daleki od tych spraw. głodowe. Strajki okupacyjne. lecz dobrą drogą. Spotkałam się z Kotanem. wyciskając pot z kimona. 7 lutego Monarowcy sądzą. omotany tysiącami sprzeczności. 10 lutego W kraju ciągle coś się dzieje. Spowiadam się sama przed sobą. Właściwie było nas troje: Iwona. przystaje. Jeżeli zdarzy się tak. że z tego wyjdę. Nie wrócę. . Poruszałam się po ośrodku jak ktoś obcy. Chyba nadal nie wierzy. Niektórzy mi o tym mówią. wtedy już mnie nikt nie odratuje. na imprezę. kiedy wydaje się zupełnie przegrany. Już nie przeszłabym tego! 8 lutego Ludzie z roku uważają mnie za osobę silną i twardą. 19 lutego Wykładowcy wyczuwają moją nerwowość. Oni do kina. Jak sądzisz? Skąd się bierze tyle siły w człowieku. trochę po omacku.Byłyśmy u Św. że znowu zacznę brać. I wtedy zatrzymuje się w chaosie. Wiesz. że zawsze mogę wrócić do Ośrodka. studenckie. To chyba przez treningi karate. Basiu. Mimo to moje obsesje mnie osaczają i męczę się ze sobą. 5 lutego Zawiozłam Iwonę do MONARU w Głoskowie. że wrócę do ćpania. nasłuchuje i wyłapuje jedną dźwięczną nutę. Anny na mszy. Wyjechałyśmy nad ranem. stracony. Urojone błędne koło. Powiedzieli mi. Może coś jeszcze z Ciebie będzie. Nie mogłam tam dłużej pozostać. Iwona chłonęła każde słowo i gest społeczności. chyba zaczynam Cię trochę lubić. Bóg i ja. która go prowadzi w życie. a ja zasuwam w Dojo.

która pociąga za sobą przestępstwa. Pustka. układów. Przepisał mi jakieś prochy. Wsiadłam do pociągu i pojechałam do domu. 27 lutego Byłam u lekarza. 26 lutego Na zajęciach czułam się jak małe. bo unicestwisz się podle i bezwzględnie. To morderstwo. że się zdematerializowałam. Nie wiem. Wejść w produkcję hery? Rosiek. Wystarczy odnowić kilka starych kontaktów. że jestem rozkojarzona. starych układów już się ma. co mi jest. Uchroniłaś się od tego. W domu czuję się najbezpieczniej. . Usiłuję przetrzymać samą siebie. Nie poszłam na zajęcia. Sobą i własnymi myślami. Nie. Choroba. co tobie się znowu roi. Alkoholicy nazywają to suchym kacem. więc o co ci chodzi. jak mogę być inna? 23 lutego Zaczyna się ze mną dziać coś niedobrego. nie bądź taka sprytna. przecież Oni nie żyją. Żyję dopiero 8 miesięcy.Anglik stwierdził. narkomani dołem. 6 marca Jestem osaczona. i nie chcę wiedzieć. Jestem niemowlakiem. nie oszukuj się tak parszywie. Nie można zarażać nią innych. zaszczute zwierzątko. 24 lutego Nadal mnie nie ma. mam ból głowy i wrażenie. To droga do ostatecznego zeszmacenia. Nie ma mnie. biedna chora głowo? Ty.

Czuję. nie oszukuj. Nic na to nie poradzę. ćpun . a tam nawet nie ma dna. . ćpun . porozumiewać się. bo są zarażeni. Takiej muzyki mi dzisiaj było trzeba.morderca.. Och. Samobójstwo rozłożone na miesiące. lata czy godziny. Basiu. Nie okłamuj już siebie. Opera Dziadek do orzechów na syntezatorach. która legła na podmokłym gruncie. Wtedy nie trzeba odpowiadać na pytania. Nie mogę chyba być psychologiem. 13 marca Wygrzebuję się z wilczego dołu. początkujący. jak bardzo cię kocham. Nie ma. że jest mnie więcej we mnie. mamo. że spluniesz sobie w twarz. Uśmiecham się do siebie. Tam nic nie ma.skurwysyn. w ogłupiałą maskę. Są jak skoszona trawa. 17 marca Coraz więcej narkomanów widuję na ulicach Katowic.złodziej. a znowu byłam blisko. jak zdeptane kwiaty usiłują jeszcze zaistnieć przed śmiercią. Wszyscy młodzi.Będziesz tak ohydna dla siebie. 11 marca W naszym pokoju zaległa cisza. że tak to wygląda. 10 marca Chciałabym sobie odciąć język. którą noszą w sobie. którą wstrzykują z pierwszą dawką narkotyku. mówić tylu zbędnych słów.. To szaleństwo. Nie daj się sobie. tłumaczyć się. Justyna także przestała mówić. Ćpun . zgniją nie dając pożywienia i nikt już ich nie chce pielęgnować. Chcesz wpaść w bagno.

podróży. Moje nowe wiersze nie są już tak pełne śmierci. głowa! Czemu tak często boli. zniekształca widzenie rzeczywistości. lecz powoli przyzwyczajają się. wieczorami i nocami. Płacisz.. Ach. nie umiem się tak szybko przystosowywać. Boję się jeszcze każdej zmiany. nie znają jego przyczyny.kiedy wszystkie pieniądze wydam na książki. Zaczynam regenerować się od środka i wątroba nie wzdyma się już jak balon po każdym posiłku. Rosiek. 22 marca Na ile można poznać drugiego człowieka? Na tyle. treningów. Opowiedziałam wszystko mojemu Małemu Przyjacielowi. głowa.20 marca Dobrze. Ból rozsadza czaszkę. Dzisiaj tamta powróciło i uderzyło mnie. 21 marca Pierwszy dzień wiosny. Justyna powoli oswaja się ze mną. 3 kwietnia Zmiany mojego nastroju są dla ludzi z roku zaskoczeniem. I za to nowe także. za tamto życie. uciska jak obręcz. co mnie otacza. To wszystko wywołuje u mnie wewnętrzne rozdrażnienie. ile on sam pozwala. Oni nie rozumieją mego smutku. . Cierpliwie wysłuchał i przyjaźnie warknął. niedojadania . 26 marca Zdrowie jakoś wytrzymuje napór życia. dlaczego milczę. Ona wyczuwa. 27 marca Na wydziale strajk solidarnościowy. przetrwać siebie i to. i nie pyta o nic. że jesteś Dzienniku i mogę pisać i pisać. I poszliśmy na spacer przywitać wiosnę..

Boję się. Narasta coś we mnie. pochłania mnie. ale wzbudza pewną ciekawość. mimo że świadomie przeżyli ostatnie lata. To moja wina. nie domyślają się. Nie potrafię jeszcze odnaleźć się z drugim człowiekiem. To może kiedyś ponownie eksplodować. lękam się. toczy z serca krew. bo nie starczyło miejsca w małej. by się zagłuszyć. . Zabijam się. poniewierki. boję się. Oni o niczym nie wiedzą. co noszę w sobie. szklanej kuli. co nigdy się spełnić nie może. jak każda tajemnica. pragnienia. Zjadam się.raz mocniej. 14 kwietnia Czas mija na oczekiwaniu czegoś. zagłady.Chcę wyjść poza siebie. raz słabiej. co wybucha w zaskakujący sposób. Co mnie czeka? Co nas czeka? Gubię się w tym kraju i jego sprawach. 7 kwietnia Napada mnie co jakiś czas . Jestem osaczona. albo w samotność i zamykam się jak w starym pudełku z nie naoliwionym zamkiem. Szukam własnego czasu. Nie ma mnie. Inni także. wyżera mózg. Zmartwychwstaję. samotności. 8 kwietnia Mam „trzęsienie ziemi” w skroniach. 9 kwietnia Iwona czeka na mój powrót. którego nikt nie chce otwierać. jakie śmierci. Pierwsza kłótnia z Justyną. Jak się bronić? Uciekam do ludzi i opowiadam bzdury. A może właśnie dlatego tak się miotają. Otchłań okrąża łóżko.

Wiem o tym wszystko.. smaku. Czy Anna wierzy we mnie? Nigdy jej o to nie pytałam. co tylko możliwe. . 24 kwietnia Po studiach będę pracować ze schizofrenikami. gdyż zabijałam ją w sobie przez lata. Wyszedł z więzienia i dalej go toczy wirus narkomanii. by mocz nawet oddawano do psychoanalizy. Uciekałam jak przed zjawą. Nie możemy zaliczyć testu z fizjologii zmysłów. uciekłam przed ludźmi. ciągle kaszlę. Nie mam odporności. Szklana kula zawisła w próżni. Czasami przelatują ptaki i potrącają ją skrzydłami Mój psychiatra jest bardzo zabawny.. Pogubiłabym się w tym wszystkim jak małe dziecko. węchu i słuchu. upiorem. Muszę być silna. skończę ten rok studiów i żadna siła mnie nie powstrzyma. Choć nie pytam dlaczego. 30 kwietnia Zostałam zaproszona na jakąś imprezę w akademiku. lecz zostawiłam wszystko i wyjechałam.. Odkryłam to dzisiaj w sobie. Chciałby. nieświadome jeszcze tylu spraw. zagrożeniem. 27 kwietnia O Boże. Po nocach śnię połączenia wzroku. Chyba że sama zniszczę swoje życie. Wystarczyłaby jedna dawka. 17 kwietnia Gnębi mnie przeziębienie.. Jest cicho i spokojnie.Spotkałam cień z przeszłości. A może przed sobą? 1 maja List od Anny. by ocenić tamte lata.

więc trzeba być konsekwentnym. Byłam pobudzona i lekarze nie mogli mnie uspokoić. Niedługo sesja. Są zadowoleni z władzy nade mną. Zostałam spacyfikowana. Za mocno trenowałam. chcę się powiesić i coś mnie powstrzymuje. że żyję. Błogosławię. a co potem? Co zrobię z pierwszymi wakacjami bez ćpania? 16 maja Serce w końcu zbuntowało się. Wybrałam życie. 6 maja To zniewolenie przez własne JA. 21 maja Za dużo wypiłam alkoholu. 20 maja Muszę zrobić ze sobą cokolwiek. 8 maja Tyle we mnie niepokoju. Cezar nie wie. Psychiatrzy zadają ból każdym pytaniem. Inaczej oszaleję. nie troszcząc się o ich zagojenie. Po której stronie jestem? Rozpaczam. aby się wyzwolić. tną bez znieczulenia pokłady mojego JA i zostawiają otwarte rany.4 maja No właśnie. W żyłach lęk krąży zamiast krwi. Choruję na śmierć. W domu cały czas leżę. Czas. że żyję. co nie jest ćpaniem ani łajdactwem. .zniszczyć lub zbudować. Nie potrafię teraz przetrzymać siebie. Straciłam przytomność i Justyna wezwała pogotowie. chyba nie mam czasu. Po kilku godzinach odzyskałam świadomość w klinice. dlaczego nie mam siły na spacer. można z nim chyba coś zrobić . dając mu odpoczynek.

piękny. 27maja Liżę rany po walkach na full contact. A jednak jesteś spokojniejsza. 26 maja Dałam z siebie wszystko. 25 maja Rozniosło się po uczelni. Mogę zrobić malutką dziurkę w szklanej kuli. Nie miałam wyboru. Jaka bywa cena spokoju? Rozmowy ze śmiercią? Powitanie jej na łożu szpitalnym po to. że byłam w szpitalu. Spałam przez cały dzień. Wezwali psychiatrę na konsultację. Musiałam to wygrać właśnie teraz. 24 maja Rosiek. że jestem normalna. To . zamiast zabrać mnie w krainę doskonałości. jakby nic się nie wydarzyło. może to efekt leków. ty skończona idiotko. 23 maja Jestem w bardzo złym stanie. To było morderstwo dla serca. że chcesz dalej żyć. Psychiatra wmawiał mi. Następnym razem zapytaj siebie w bezpieczniejszy sposób. jak mi się to udało. Domagam się wypisu na własne żądanie... Czuję się bardzo szczęśliwa. teraz zaliczysz sesję. którymi cię nafaszerowano.22 maja Badają mnie i oglądają jak rzadki przypadek. Spokojnie. mogli cię nie odratować. i przejdziesz przez to. Po trzech godzinach układów ćwiczeń. nie odpowiada ludziom na pytania. Ten ból jest cudowny. To śmierć drażni się ze mną. kata i walk mam szóste kyu w karate. Stan absolutnej koncentracji. by wpuścić trochę poezji o misterium umierania. Nie wiem. Mam kontuzję ścięgna stopy i kuleję. za siebie. że chciałam popełnić samobójstwo. Justyna milczy. weźmiesz się w garść. ale przekonałam go. by się przekonać.

. A znowu chciałaś to utracić. Dostrzegam życie wokół siebie. a teraz nie potrafię zrozumieć prostych praw rzeczywistości.prawdziwa ekstaza życia. gesty. Po rocznym treningu mózg przyswaja lepiej.. pomocy zagrożonym i leczeniu uzależnionych. 13 czerwca Coraz głośniej mówi się o narkomanii w Polsce. Będą mi zabierać spokój w chwilach szczęścia. wyzbyć się nienawiści do świata. przed sobą. To takie namacalne. 15 czerwca Zamykałam się przez Sezony w czarnych dziurach nieznanych galaktyk. o konieczności zapobiegania. znajome twarze. Dlaczego w ludziach tyle zawiści? A może to lęk wyrażony agresją? 10 czerwca Ostro zabrałam się za naukę. uśmiechy innych. kiedy to trwa ponad dziesięć lat. Teraz. z pozoru nic nie znaczące szczegóły. Udoskonalić ciało i umysł. powodować drżenie rąk w najmniej odpowiednich chwilach. Atakować pamięć. Trzeba tylko pokochać siebie. To takie realne. 1 czerwca Zaczynają mi sprawiać radość drobiazgi. wiosnę w katowickim smogu i betonie.. wspólne wyjście do kina. 6 czerwca Wystarczy gest. przypominać koszmary w snach. słowo.. cienką nić porozumienia. zniszczyć szansę. ale na to nic się już nie poradzi. by zranić tak boleśnie. Mam pewne kłopoty z pamięcią. . Cena jest nie do zapłacenia. wyzwalać lawiny lęku przed nieznanym. Skutki ćpania będą jeszcze wychodzić latami jak złośliwe insekty.

słabiutka. Za kilka dni skończę dwadzieścia dwa lata. 21 czerwca Śniłam ampułkę morfiny. rok studiów. abstynencji. Jestem schizofreniczką. toczona własną. a przecież tak wiele się we mnie dzieje. Kto wymyślił egzaminy? Zapewne ludzie. Słaba jestem. Okazuje się. innej wolności. bez mrugnięcia powiek. prosto w objęcia kolejnego obłędu. Rok życia. fascynacja karate. Poleciałabym jak nic. To kolejny dzieli mego życia. zatrutą krwią i nie przegrywam młodości w pokera z diabłem. I nie chodzę już śnięta po świętych rogatkach miasta. Kim jestem? . jeden pobyt w szpitalu. A może wcześniej Bóg? 19 czerwca Minął dzień i nie wydarzyło się nic. Czy wytrzymam swoją samotność z wyboru? 25 czerwca Jestem samotnością.17 czerwca Zdałam egzamin z fizjologii i anatomii. Jestem psychologiem. że jest to do przejścia po nieprzespanej nocy. przewrót polityczny w kraju. Jestem narkomanką. tak po prostu będę miała urodziny. I rok moje przemiany. Jestem wolnością. spowita ulotnym zapachem cmentarza jak śmierdzący. bez westchnienia. żywy trup. bez lęku. Jestem lękiem. Jestem człowiekiem.

To niepojęte dla mnie. Czy mi się uda? Tamto powraca we wspomnieniach. przyszło zbyt duże osłabienie. smutek i nowy lęk. wabi igłami i strzykawkami na polach namiotowych. Nie mam na to siły. 7 lipca Ludzie w kolejkach walczą o byt. by inne żyło? Kombinujesz.27 czerwca Znowu zapadam w otchłań. 11 lipca Dużo czytani. ten rok kosztował mnie zbyt wiele emocji i napięcia. Nie wiem.. Nie. 5 lipca Wolny czas to mój największy wróg. . wydaje ci się. obrazach. Milczenie staje się moją częścią. Nadganiam utracony czas. Muszę się sama wyzwolić. który nie wierzy. Nadal nie ma ludzi wokół mnie. co w sobie zabić. skręca cię. Zaliczyłam pierwszy rok studiów i przyszło odprężenie. jedną książkę dziennie. nie dam się. zatacza się. że możesz sobie pofolgować. Basiu. Ale jak nie dać się sobie.. kiwa usypiając na ławkach w parku. 13 lipca Widzę narkomanów na ulicach i wydaje mi się. Odkrywani świat literatury i innej psychologii. że można go oswoić. Chodzę z Cezarem na długie spacery. Przypominam lisa. ale to cię zgubi i wiesz o tym doskonale. Masz pełnoprawny status studenta i. Lato pachnie mleczkiem makowym. Nie ma koloru. powraca bólem. że całe miasto jest naćpane. Może wtedy uwierzę. na który reaguję przyjaznym gestem. jesteśmy teraz nieodłączni. czy gdzieś wyjadę. przeraża mnie to. że istnieję. jak walczyć ze sobą. że tak można żyć i tylko tak.

. Nie będę pamiętała. Dadzą mi spokój. 22 lipca Ta straszliwa chęć . to oni mi wtedy. Nie dojrzę ukochanego człowieka. nie muszą straszyć. 24 lipca Jeżdżę w pogotowiu ratunkowym jako sanitariuszka. chcą wiedzieć. poznanie tajemnicy wiecznego snu. gdzie się podziewam i czy nie działam. Czyli mogę studiować i nie będą pytać w uczelni o opinię. To formalność. To tragiczny teatr życia. Przyglądam się umierającym z bliska.. 14 lipca Byłam na przesłuchaniu. Myślę. Co i dokąd tak mnie gna? Głód psychiczny.. Nie wolno mi ponownie oślepnąć. jak wszystko będzie okay. że szukam miłości.. to dziwne. Nie mogłam tak siedzieć w domu. Giną ludzie i ja na to patrzę.Moje oczy nareszcie nabrały blasku i nie są szklaną taflą. Pomagam ludziom. scena realnej śmierci. Czy to wszystko ma sens? . Ale gdybym. nie będę potrafiła go odnaleźć. na który tylu zapada wokoło. Wtedy czuję. To takie niepojęte. że z taką wadą serca nie umarłam przez tamte lata.. A tak naprawdę. pustymi oczami lalki.rzucić wszystko i wyjechać. To ja wiem. Nie wolno mi tego utracić.. że to już blisko. przyglądam się śmierci. że ktoś poprowadzi mnie za rękę w pierwszą otchłań i odnajdę światło. nie mogę wyjechać. To graniczy z cudem w medycynie. 18 lipca Serce buntuje się przeciwko nadmiarowi niezdrowych emocji.

Zgony. A układy wśród personelu to dopiero samo życie. nie przeklina. Seks to także dla niektórych nałóg. która nie pije. Poznałam kilka osób na studiach. by nie odejść? 31 lipca Zawoziłam do Lublińca młodą schizofreniczkę i było mi smutno. Wszędzie wchodzi się w jakieś bagno i trzeba jakoś w nim funkcjonować. Wiozłam . Te nocne dyżury. Nigdy nie chciałam. brzydziłam się tym jak śmierdzącym gównem. Jestem jedyną osobą w pogotowiu. wiem.. 3 sierpnia Seks ogarnia ciała i dusze ludzi pracujących w pogotowiu. Możliwe. zrywanie się co godzinę do wyjazdu. Ciągle mi brakuje odwagi do życia lub samobójstwa. Forsa była mi potrzebna na narkotyki i głód mnie zmuszał do popełniania przestępstw. samobójstwa. co było sprzeczne z moją naturą. ale nie chcę takiego życia. 4 sierpnia Znowu powracają duszności. i tak przez dwanaście godzin. że muszę to zrobić. I ona winiła mnie za to. Są inni ludzie. że wszystko kręci się wokół pieniądza i dupy. Podobną do mojej teraz. Unikam w rozmowach z ludźmi tematu miłości. choroby i inne nieszczęścia..26 lipca Dziwne jest to życie ludzkie. jakby na tym kończyło się życie. Trzeba w tym być. 7 sierpnia W nocy byłam w Bytomiu na oddziale sztucznej nerki. że wiozę ją TAM. nie pali. które mają odmienną hierarchię wartości. Doskonale ją rozumiałam. Tutaj nie ma szczęśliwych ludzi.

9 sierpnia W te cudowne noce rozbudzają się wieczne tęsknoty za miłością. ale dzieci nie wierzą w takie informacje. A teraz nie da się oszukiwać siebie. Wtedy już mówiono mi. Praca mnie uspokaja. przyjacielem. z sercem dzieje się coś niedobrego.dwudziestoletniego chłopaka. tłumaczy. Nie rozumiem swego JA. że dostanie przeszczep. jakby nic nie było przede mną i poza mną. choć obcuję z cierpieniem innych. To niepojęte. Zaczęłam wierzyć.. ale oszukiwałam i szalałam w zabawach. Mnie ograniczono wysiłek. Lękam się bliskości. . Okazuje się. Jest niewolnikiem aparatury. który jest dializowany trzy razy w tygodniu i wierzy. który się przyjmie... Jak długo można się dusić? Czuję pustkę. To nie moje dziecko zostało zarażone śmiertelną chorobą. Ale to nikogo nie interesowało dotąd. że można. po chorobach reumatycznych. Jestem jeszcze zagubionym dzieckiem. Chyba. że nie mogą się bawić czy chodzić. że jestem chora. Może posłowie nie mają dzieci? 15 sierpnia Muszę leżeć. A może właśnie dlatego? 13 sierpnia Słyszę często Kotana w „Trójce”. To wlecze się od dzieciństwa. Chłonęłam ją dla siebie. Gdyby nie polityka. przygniotło głazem. że istnieje problem narkomanii w Polsce. Powaliło mnie. Działa. a tyle w nim wiary. Czy modlitwy bywają wysłuchane? 19 sierpnia Muszę znowu iść do lekarza. wyjaśnia. Na Szczycie wielkie poruszenie ludzkich mas w religijnej ekstazie. nie doszłoby do epidemii. To była bardzo ważna noc..

gdy to utracę? Wyrzec się karate to tak. Pogodzić się. Czy jestem normalna? Jestem. . Oszczędny tryb życia itd. To znowu jakoś paranoja. to znaczy przegrać? To moja wieczna tęsknota. Rodzice dziecka nie chcieli go odebrać ze szpitala. Dostałam potwierdzenie o obozie karate. 28 sierpnia Nie mam siły do pracy. 3 września Treningi są trzy razy dziennie. 1 września Pojechałam na badanie do kliniki. Świata nie da się zmienić. Który to już w moim życiu? 24 sierpnia Zawiozłam do kliniki dwa noworodki z wrodzonymi wadami i zobaczyłam na oddziale dziecko z wodogłowiem. która się spełniła. Ma czekać tutaj na wiosną śmierć. 1.bezwzględny zakaz fizycznych wysiłków. dziecięcy balon.20 sierpnia Koniec z karate. wiem już wszystko. Otrzymujemy bardzo odżywcze posiłki. Rosiek. Czy czeka mnie inna śmierć. Będziemy ćwiczyć nasze serca i ciała dla osiągnięcia pewnego. trochę spokoju i karate może mi życie odebrać. To zabrzmiało jak wyrok. Przypominało duży. zrobiono mi ECHO. Mam skierowanie do kliniki na badanie. Karate dało mi życie. porzucony przez znudzonych zabawą. Przecież to samobójstwo. Naukowo potwierdzone . Tylko nie jestem przygotowana na utratę karate. Życie bez karate. jeżeli chcę żyć. Prosto z kliniki pojechałam na obóz karate do Wisły. Pomiędzy treningami czytam Fromma. Czysty wyczyn. Bluźnisz. ale zawsze można zmienić siebie. jakby Iwona musiała wyrzec się Boga. Tak.

Będziemy wierni naszym ideałom i nigdy nie zapomnimy o cnocie pokory.. trzeba wyzbyć się zła. Nie ma cudowniejszej rzeczy od zawładnięcia swoim ciałem. Nasłuchuję świata z głową położoną na torach. By zobaczyć swoją przyszłość. 7 września Fromm: Im bardziej pęd ku życiu zostaje zablokowany. Z przymusem życia i ciągnięcia spraw. które mogły we mnie nigdy nie zaistnieć. Jak wchłonąć w siebie obce ciało. z teraźniejszością pogodzić się trzeba. 2. Jeszcze nie czas na wypalanie otwartych ran. Wtedy czuję ciało inaczej. Przetrzymać siebie. Tamto stało się niemym krzykiem.. tutaj jestem sobą. Kiedy powraca ból serca. tym silniejszy jest pęd ku zniszczeniu..niewzruszonego ducha. nic teraz nie mogę zrobić z przeszłością. O siebie? O życie? O inne umieranie? W Dojo udaje mi się zaistnieć. zastraszonym zwierzątkiem. Dojo oddala się jak sen. Żyję z wygaszonymi lampami w ciemnej uliczce. Serce za tym nie nadąża. z nową tęsknota. Uczę się kopnięć z wyskoku w obrotach. Jeszcze nie czas na analizę przyczyn. 5 września Po siłowni bolą mnie wszystkie mięsnie. Nadal nakładam nowe szaleństwa na każdą świeżą myśl. 11 września Powrót do Nich. który chce się zatrzymać. tutaj nie jestem małym. 6 września Walczę. kiedy szklana kula jest zagrożona żelaznymi kleszczami? .

aby wylegitymować. Czy dane mi będzie kiedyś zostać matką? Ogromne pytanie i jeszcze większy bezmiar odpowiedzi. mam pewniejszy krok i nie lękam się każdego zaułka. Z tego może być nawet kiedyś kobieta. wychudzona. chciała wyłudzić relanium. To już nie jest workowate ciało ćpuna.. Cały granatowy. Uśmiecham się do obcych ludzi. nawet do tych. skórą wygładziła się pod naporem mięśni.13 września Przetrzymałam obóz i czuję się teraz lekka.. Nie słuchała mnie zupełnie owładnięta głodem. Mówiłam jej. być może największym dobrem w życiu. w plamach opadowych. którzy się na mnie złoszczą z niewiadomych przyczyn. nie buntuje się przy zwykłym. Pozwoliła mi przeżyć wakacje. codziennym wędrowaniu. Narkotyk powoduje drażliwość. 18 września Inaczej chodzę po swoim mieście. że teraz można się leczyć. Patrole MO już mnie nie zatrzymują. sprawdzić. Jakie są granice samotności? W wielu wymiarach przeżywania czasu i tęsknoty. Całe ciało nabrało innej sprawności. Nie nadaję się do tego. serce znosi większe wysiłki. Nigdy nie modliłam się o zdrowe dziecko. śmierdząca. ale dokończę tę pracę. czym to jest. Teraz wiem. Brudna. jest elastyczne. Nie wytrzymał uzależnienia alkoholowego. czy nie mam świeżych śladów po wkłuciach. 24 września Odcinałam powieszonego samobójcę. . ale dlaczego trzeźwi ludzie bywają tak agresywni? 23 września Do pogotowia przyszła młoda ćpunka.

14 października Ludzie chcą się ze mną porozumieć. Wydaje mi się. Przeżywam samotność stepowego wilka. I powieszenie. Gdzie jest bariera wytrzymałości psychicznej? W którym śnie wyjdę poza to pragnienie? 27 września Znowu pojechałam do wisielca. Przeżył. Nie przypominał nadgniłej śliwki jak tamten umarły. 2 października Mieszkam z Justyną w tym samym pokoju. . Jak długo to jeszcze będzie trwać? Wtedy wytwarza się odruch. Niekiedy odczuwam „bóle fantomowe”. Budzi się we mnie tyle emocji nie znanych wcześniej. ale leżał już odcięty i mogłam go ratować. które są podczas głodu fizycznego. Czy wolność to samotność? Czy milczenie to zgoda? Kiedy przemówię? Czy będzie miało to sens? Znowu zadaję pytanie. które trzeba oswajać w różnych konfiguracjach i które zderzają się ze sobą jak nieobliczalne cząstki atomu. który sam pozostaje szklisty i niemy. wzięcia narkotyku. że we wszystkim uczestniczę pozornie.26 września W nocy prześladuje mnie widok wisielca. Może uda się uratować jego duszę. na które nie znam odpowiedzi. i moje ratowanie. potrzeba zniesienia dolegliwości. Omijając stada zdobywam wiedzę o życiu. a ja tkwię w swojej szklanej kuli jak skazaniec. Usiłuję wejść w rytm zajęć. niczym ekran odbijający rzeczywistość. Odwieziono go na psychiatrię. Tysiące nieprzewidzianych eksplozji o różnej sile.

do innego życia. I tak do końca życia. To czas wielkich pytań i wątpliwości. Kiedy utracisz równowagę. 24 października Zaczyna się powolne mijanie codzienności. Są to strome schody do nieba. na granicy autyzmu z mojej strony.20 października Justyna opowiedziała mi swoja historię. jeżeli masz jeszcze siły. bo muszę leżeć. Poddała się. zranisz się boleśnie lecąc w dół. Czuję swoją siłę i ogromną . I zaczynasz wędrować od nowa. dostrzegam kontury mego JA. Los musi połączyć pewnych ludzi. teraz mogę. Jest to bardzo trudne. jestem trzeźwa. To tak dużo. 1 listopada Nie pojechałam na groby. Ponad rok trzeźwości. Znowu mam zapalenie pluć. Zrozumiałam. trzeba kroczyć lub spadać. że nie można ze mną porozmawiać. Czy jestem na dobrej drodze do swojej tożsamości? Za jakąś mgłą. Mam już za sobą tyle abstynencji.nie da się żyć ani ustać na żadnej krawędzi. 29 października Anna czeka na mój list i często o mnie myśli. wąskie i bez oparcia. To tak niewiele. by mogli się w sobie odnaleźć i wspierać. Gubię się w moim lęku. kiedy będzie trzeba. nie oglądając się za siebie. Ile można przez taki czas utracić. 31 października Iwona twierdzi przez telefon. Wróciłam do trenowania i tam nadal odkrywam nowe siły do życia. że boję się o tym głośniej pomyśleć. Nie możesz się zatrzymać . Nieustannie odkrywam w sobie coś nowego. Możesz iść prosto w górę. Jak wiele można odbudować. to robić. mleczną magmą.

. To jakaś paranoja. milczenia i desperacji. trzeba zaistnieć. które na kształt urojeń wypełniają moje życie. ale masz. pasji i rezygnacji. To marzenia. Rozsypuję się jak zużyty piasek w starej klepsydrze. Desperacji. obsesji śmierci. Ja nie wierzę w siebie. Niepotrzebnie wracam do mojej przeszłości. Basiu. 10 listopada Iwona wierzy w człowieka. te bezsenne noce. Masz szansę.słabość. Sama czysta forma poezji dołowania. wywracania pojęć i wartości. Nie ma to jak jesienne odcienie melancholii. przecież ty szukasz miłości. Baśka. Czy jestem odpowiedzialna za oswajanie? 7 listopada Czas dołów i głębin się zbliża. Amen. Czy jestem człowiekiem? Czuję się jak dzikie zwierzątko. 5 listopada Ach. jedną na milion. Trzeba odpłynąć od brzegu. Czy psychologia jest sensem mego istnienia? Przecież to absurd. na które polują niezliczone masy dobrych i złych ludzi. bo boją się mojego lęku. 15 listopada Trzeba od czegoś zacząć. Spadania. A może za dużo od siebie wymagam? A może za mało od siebie wymagam? Ludzie mnie unikają. Nie umiałam się z nią rozliczyć w MONARZE i teraz sama nie potrafię tego udźwignąć. kiedy w ciemnościach na wyciągniecie dłoni dotykam swego lęku.

dziecko z opóźnionym rozwojem przebywające w żłobku. lecz to jakiś rodzaj masochizmu. klas. . 23 listopada W Polsce wiele się dzieje i na naszym wydziale również. Dlaczego dociera do nas więcej w momencie straty? 2 grudnia Chyba stanie się coś. Słuchamy muzyki. 26 listopada Od czasu do czasu wypijamy z Justyną lampkę wina lub dwie.coś runie. wpędzanie się w głębsze nostalgie za nieznanym i wyczekiwanym. każda zanurzona w swoim widzeniu świata. wybuchnie. Boję się jakiegokolwiek zamknięcia. co odeszli. jest to strajk okupacyjny. Nie biorę w tym udziału. Walka przekonań. Nie wiem co . 28 listopada Uczę się słuchać drugiego człowieka. ideologii. tylko pamięć. Bagno. której człowiek nie powinien słuchać. Dlaczego istnieją żłobki? 24 listopada Cała uczelnia strajkuje. Tym.. Walka o władzę.Tylko żywi się liczą. widziałam przemarsz wojsk w Katowicach.. to uraz po psychiatryku i więzieniu. gdy dołuje.. jak na film nakręcony na innej planecie. jakaś rewolucja. Snujemy opowieści lub zgubne wspomnienia. Chodzę na treningi i trwam w zawieszeniu.. Mój pierwszy pacjent . gdy ma kto pamiętać. Walka o przetrwanie. Lecz nadal patrzę na to.

16 grudnia W kopalni „Wujek” padły pierwsze strzały. za który płacą zwykli ludzie. do akademika. tak jakby tamto nie istniało. Dziwny to czas. Mamy zakaz poruszania się z miasta do miasta bez przepustek. wszystko na zasadzie zastraszenia. bo akademiki zajmuje ZOMO. . 23 grudnia Zbliżają się święta. Rząd prowadzi wojnę psychologiczną. lecz musieliby ludziom zrobić lobotomię. Cenzurę korespondencji. kiedy już mnie nie bili i przywykli do mego szaleństwa. Dano nam 10 minut na spakowanie. 13 grudnia Mamy stan wojenny. w miejscach odosobnienia. wprowadzono godzinę milicyjną. ale coś mi w tym wszystkim nie pasuje. Wiele osób aresztowano. Co godzinę ogłaszają komunikaty. 15 grudnia Pojechałam do Katowic.4 grudnia Dlaczego dopiero teraz zaczynam wyrzekać się swego imienia? Dźwięk „Basia” jest tak mocno skojarzony z tamtym. Zaczynają strajkować kopalnie. A jednak to ja jestem i od nowa muszę nazwać siebie własnym imieniem. ale stale słucham komunikatów o sytuacji w kraju. Już nikt nie da się im nabrać. nawet milicjanci tak do mnie mówili. aresztach i innych instytucjach. którego tak często mnie pozbawiano w szpitalach psychiatrycznych. 20 grudnia Usiłuję czytać. Dobrze jest wejść w chwilę obecną. Trzymają nas za ręce. Pachną pieczone ciasta. Następuje kolejny okres błędów. Mamy przymusowe wakacje.

Nie są w stanie zrozumieć dokonującego się we mnie przewartościowania. znajome bramy i jeszcze jakaś siła mnie stamtąd odciąga. co tam.. kiedy nie staje miłości. „Dążyć do poznawania prawdziwego znaczenia drogi. by mój świat nie był zagrożony przez innych. który nie jest w stanie pojąć.” Zwierzę nigdy nie zabija dla przyjemności. być dzieckiem milczenia. gdy muszę stale przebywać w Częstochowie i nie mogę nawet pracować. Jestem w moim Królestwie z Cezarem. którą obrałam. Ech. Godzina milicyjna obejmuje także właścicieli psów. Odczuwam ze zwielokrotnioną siłą wszelkie pokusy. A ja buntem się podpieram. Chcą nas zniszczyć. każda część miasta kojarzy mi się z ćpaniem. Basiu. 10 stycznia Nie jestem pewna. 8 stycznia Samotne wychodzenie z narkomanii jest absurdem. To ja zamykam ogrody i czekam. . Po co mam zostać psychologiem? W zakłamanej codzienności. Uciekam w świąt książek i marzeń.. że nie można późno wychodzić. kawiarnie. punkty kontaktowe. Sprawy zewnętrzne reguluję. Wycisz się.Już nie chcę stąd uciekać. 12 stycznia Pascal: Ja jest wstrętne.. którzy każdy mój obecny bunt będą interpretować jako pogorszenie zdrowia psychicznego. zabrano nam wolność. Cisza obowiązuje od teraz.. z zerwanymi szansami na samodzielność. Zabrano nam godność i prawo do nauki. 2 stycznia 1982 Samotny Sylwester bez pokus. reszta to fikcja. Jestem w sobie. w poniżeniu. czy chcę wyjść z mojego świata do rzeczywistości. lepiej iść przed siebie. Mijam znajome miejsca. zwłaszcza teraz.

15 stycznia Napad dręczonego sumienia.to niewyrażalne. Morderców poznać nietrudno. To . lecz to: śmierć. 16 stycznia Jaką zbrodnię popełniłam? Jaka kara mi sądzona? Nie. by mocniej nas kontrolować i traktować jak gówniarzy. i chcę przetrzymać siebie na „wygnaniu” ze studiów.. Rano otwiera sobie łapą drzwi i wskakuje na mnie z radosnym wyciem i czuję całe czterdzieści kilo. kochanka. W tej rzeczywistości. Rilke: Kto lepi dziecku śmierć z szarego chleba. jak jednego zastrzyku. całą śmierć. by tchu brakło. Nigdy tak mocno nie pragnęłam przyjaciela. nie. I pojąć nie mogę jej siły i słabości ludzkiego umysłu. to nie tak. albo zostawia ją w ustach jak ziarnko po pięknym jabłku?. Dosypiamy razem w walce o poduszkę. Wtedy mniej się spalam w wyczekiwaniu kolejnych zdarzeń i udaje mi się zapomnieć o morfinie. Wezmą nas w żelazne obręcze. Wtedy chce się wchłonąć samą siebie. gdzie pełno nowych straceńców. Przemawia do mnie Dostojewski. Wymyślam ludzi i rozmawiam z nimi. Może nie dorosłam.. 19 stycznia Akademie Medyczne rozpoczęły zajęcia. 21 stycznia Zaostrzono regulamin studiów. Może to pisanie pozwala mi przeżyć siebie na co dzień. miłości. Poranna kuracja wstrząsowa. Nie istnieję dla nikogo w tym mieście. który twardnieje. Cezar rozkosznie mnie budzi. jeszcze przed życiem tak łagodnie nieść w sobie i bez gniewu . Mobilizuję się wtedy i przelewam wszystko na papier. ja się odnajdę. którego teraz czytam tom po tomie. Dostojewski zgubił się. chyba że powróciłabym na dno.Usiłuję zrozumieć koncepcję psychologii poznawczej i chcę doszukać się w tym człowieka.

Takiemu domowi nie można zaufać. którzy nie chcieli wierzyć. a może to w gwiazdach zapisane. Nadal rozkapryszona. Wyruszam na niebiańskie zawody. obojętność i brak bezpieczeństwa. Nie dam się tobie utulić dzisiaj. Tylu ludzi w tych zwariowanych czasach nie ma domu. Wiem. Trzeba żyć ze sobą w zgodzie. by wygrać z chorobą. niekiedy pełna wrogości do tego najlepszego ze światów. z większym głodem i potrzebujących błyskawicznej pomocy. 30 stycznia Duszność minęła i znów jestem człowiekiem. Moja wiara przedłużyła sprawy oczywiste. a to kolejny podstęp mojej duszy. zaglądam do księgarń. . że są śmiertelni. 24 stycznia Czasami idę na spacer. że wiem. a nie rybą wyrzuconą na brzeg przez złośliwy ocean. jak pajęczyna małego pająka. że jesteś na wyciągnięcie ręki i czekasz w rogu pokoju. gdzie króluje osamotnienie. gniewna. Dlatego tak łatwo z niego uciec. Spotkam tam wielu. 28 stycznia Wieczorami oswajam coraz to nowego zwierza w sobie. Nadal czekam. Teraz moja kolej. Ta nić zerwie się delikatnie. Chyba niewiele istnień ludzkich dopełnia się do końca. odwiedzam klasztor na Jasnej Górze i uciekam do domu. którzy zbyt wcześnie szarżowali w ciemność. ale poczekaj jeszcze trochę. a jedynie zimne ściany. nawet w całkowite zgubienie.nowa generacja ćpunów heroinowych. Co za brak równowagi emocjonalnej! Wydaje mi się. czego mnie nie udało się zrobić z inną żywą istotą na tej ziemi. a potrafi omotać muchę. Dom jest bardzo ważny. Dławi mnie serce. które staje się nowym wrogiem. I szybciej umierają. chociaż czasu nie stanie.

Ludzie trochę się zmienili. pokradli trochę różnych rzeczy. Każdy student dostał specjalną przepustkę i przez dwie godziny opowiadano nam o naszych obowiązkach. Byłam na proszonej zabawie. napięci. Ludzie nie rozumieją. ale inaczej nie potrafię.ja nie tańczę. Może już tak ma być. Mimo wszystko nie umiem tego nazwać powrotem do prawdziwego życia. Olśnienie na miarę kosmicznego odkrycia . Bezczynność jest zgubą. Tylko na co? Co można tutaj zmienić? 21 lutego Znowu trenuję i to mnie trzyma przy życiu. są bardziej rozdrażnieni. absurd na każdym zakręcie. Trzeba się przygotować do zwiększonej obrony przed nimi. Nawet wykładowcy wybuchają. 9 lutego Nie uda im się nas zastraszyć. dlaczego nie tańczę. mimo że mam dwadzieścia dwa lata. a niekiedy świat rozbija się o drobne sprawy. chociaż zabiera zdrowie. 5 lutego Nareszcie. Justyna przywiozła szampana i zrobiłyśmy sobie powitanie. Zaczynamy 8 lutego zajęcia na uczelni. Wszyscy jakby jeszcze na coś czekali. Czasami wszystko wydaje się do przetrzymania. nie umiem się wyzwolić z wiecznego lęku. Milicjanci zostawili bałagan.kocham mój dom. Żadnych praw. To takie proste . kocham .3 lutego Ponownie śniłam swoje zwłoki w rozkładzie. 7 lutego Przyjechałam do akademika. Różni ludzie mówią różne rzeczy w środkach masowego przekazu.

Oszukuję lekarza. Dalej trenuje i udaję. Zapłacę kiedyś za to. Działamy jak półautomaty. nie pocałował w rękę. że tamtego nie ma. Mimo to dobrze. Ale nie uda im się. wcześniej nie miałam takich pragnień. Zatopiłam się na dnie oceanu. 23 lutego Cały dzień nad książkami i końca nie widać. Chyba zaczynam żyć w innej epoce.. Gdybym miała zdrowe serce. o to im chyba chodzi. która nie spada w marzeniach z tajemnym życzeniem. składając lekki ukłon.oddechowej. po każdym treningu nasilają się objawy niewydolności krążeniowo . jeszcze nie teraz. lecz teraz jest coraz trudniej i trzeba zmarnować osiemdziesiąt procent czasu na zdobycie niezbędnych do życia rzeczy.. 7 marca Jestem jak ptak. Na Boga. 8 marca Nikt dzisiaj nie wręczył mi kwiatów. Po walkach jestem poobijana. nie przytulił. nie zabieraj mi tego. 6 marca Być spadającą gwiazdą w czyichś marzeniach i spełniać każde życzenie. nie objął ramieniem. nie wyszeptał marzeń. bo trwałam w innej czasoprzestrzeni.rodziców. Nie ma skali porównawczej. że boję się wysokości. jak było przed rokiem 1980. ale nie mam. O Panie Boże. 25 lutego To proste połączenie. który zagląda do karmnika w śnieżny poranek. wędrująca gwiazda. .

Bronię się w tajemnych sekundach. zaklinania. albo w nicość. w pół śnie wydaje mi się. Ćpun wierzy w to. Pożyczam od Boga dni. że nie tylko mnie ogarnia szaleństwo. I tak mijały miesiące i lata. wtedy czuję. 9 kwietnia Tak dawno nie pisałam. zagubienia. I on się zbierał i zaczynał dokładnie wszystko od początku. tylko za minutę myśli już całkiem coś innego. albo w las. Zaliczamy coś. W pół jawie. 4 kwietnia Rozmawiałam z Kotanem przez telefon. te wszystkie śmierci. Wydaje mi się. a to potajemna walka o przetrwanie tego wszystkiego. że to był ostami raz. co przypominają dewiacyjne zarządzenia. że całe moje życie to czek bez pokrycia. Dziennik ochładza mnie z wielu namiętności. odliczanych przez skradzione zegary. kiedy musiał zaczynać co tydzień wszystko od nowa: w każdy poniedziałek. Jestem wyczerpana szarpaniną i codziennością. czego niby się uczymy. że znikam jak kawałki roztopionego metalu. Myśmy nie kłamali. co mówi. porażki. przyrzeczenia.15 marca Uciekam przed siebie: albo w tłum. . które wszystko niweczy. Teraz dopiero zrozumiałam jego siłę. Kiedy przerywam. zaćpali albo uciekli. kiedy wracał po niedzieli na oddział i wiedział. 17 kwietnia Uczę się do dwóch idiotycznych egzaminów. Kto jest w stanie udźwignąć takie życie. wierząc od nowa w nasze kłamliwe obietnice. nieprzespanych nocy i śniętych dni. I słyszę nowe wycia w akademiku i wiem. przysięgi. że znowu jestem w domu obłąkanych. że wszyscy olewali leczenie. bo osaczało go pragnienie narkotyku.

Oddycham przegapioną wiosną. Chce się wędrować po łąkach z kimś za rękę. 8 maja Tamto powraca i nie da się oszukać. Tam wstępują we mnie nie znane siły. I sensu w tym nie widzę. jak serce pompuje krew. który wygina ją w jedną stronę. To na pewno nie jest studiowanie. tańcem słońca i wolnym wiatrem. 5 maja Na treningach zatapiam się w ciszę. 27 kwietnia Tym razem straszą pochodem pierwszomajowym. ale prawie wszystko w naszej rzeczywistości okazuje się skandalem. Bronię się jak roślinka na skalistym brzegu przed wiatrem. ogrzewa ciało. siebie i czasu. Na uczelni tylko nas straszą. 10 maja Nadal jest niespokojnie w kraju. od razu zaczynamy następny semestr. Walcząc jestem bardzo łagodna i nie odczuwam żadnej agresji. Zdołam to wszystko. w przepaść. inaczej nie potrafią z nami rozmawiać. Nie potrafię tak po prostu porozmawiać o niczym z drugim człowiekiem. Miotam się jak źdźbło trawy na spalonej łące. Ten spokój towarzyszy mi jeszcze długo i oswajam go w sobie jak rozkwitający kwiat. Ogarnia mnie wielka tęsknota za życiem. Jestem wtedy bardzo namacalna. bo innego wyboru teraz nie ma. Słyszę. czuję się wtedy znudzona jak uśpiony lew w klatce. miłością. staję się całością. .24 kwietnia. w siebie. Nie będzie oddechu. Nie pojmuję moralności świata.

Szkoda czasu i poświecenia innych dla ciebie. 18 maja Czy można mnie oswoić? Justyna trwa ze mną. co naprawdę chcesz uczynić. zawieziono mnie do kliniki i już nikt się tam nie dziwił. 26 maja Basiu.. Jeszcze nie jestem gotowa. wycinek czasu. 25 maja Zataczam się po świecie odratowana. z jakim ja odchodzę. Iwona odeszła..czym ono jest? Tyle razy umierałam i nie chcieli mnie nawet TAM. inni są obok. nie wiem po co.. Czasami szukam pomocy u nie znanych ludzi.. jakbym Bogu nie była potrzebna. kiedy nie stanie człowieka we mnie ani żadnej innej siły. która przyniosła mi ubranie. Wybierz w końcu. Rano odłączyłam się od kroplówki i uciekłam przy pomocy Justyny. Nie wypłynę.Istnienie . wizji i samotnych marzeń. 22 maja Boże.. odkrywając przed nimi cząstkę mego życiorysu. Za mało wiem. którzy jeszcze ratują szaleńców z takim samym uporem. . Słyszę. którego nie potrafię do niczego dopasować i błądzimy razem z tym zwiększonym ciężarem po ślepych uliczkach. że trzeba od nowa mnie ratować. ratuj mnie. jak ściany szepczą nocami. Dzięki wam za to. zastanów się. która powstrzymałaby pęd ku zagładzie. przez młodych lekarzy. Ileż w jednej klatce trzeba pomieścić światów urojonych. i kiedy gna mnie do śmierci. Jestem przedziurawioną łodzią podwodną. 24 maja Po szaleństwach jednej nocy padłam na polu walki..

Piszę codzienne umieranie i podnoszenie się jak zakazaną modlitwę. Przytulić się. Milczenie zamyka mnie tajemnym kluczem. Drugi rok innej samotności. Rozprasza. a zwyciężysz. Jak długo potrwa . W jakim punkcie czasoprzestrzeni jest moje Królestwo? 3 lipca Zdałam egzaminy i zaliczyłam drugi rok studiów. 25 czerwca Skończyłam dwadzieścia trzy lata. Ustąp. wydaje się stracony. 19 lipca Przez siedem lat karmiłam moje ciało i krew jadem. Z pokorą wobec życia wchodź w życie. Odśpiewano mi sto lat na zajęciach z metodologii. Co wtedy? Dokąd jeszcze można odejść? Już tylko TAM. Czas. po czternastu latach tej pierwszej.nie potrafię się powstrzymać. Po siedmiu latach tamtej. Basiu. 30 maja Usiłuję ustać na nogach po ostatnim umieraniu. rozpala na drobne iskierki. by tak nie bolało. Moja rodzina ma we krwi samotne przeżywanie świata. które ulatują. 18 czerwca Kręcimy się wokoło. przeszywany ciągłą świadomością bólu. Ludzie omijają moje obłąkanie. Przekreślić tomy dzienników. Wcześniej cały kosmos samotności.

pełnego niedosytu dla widza z zewnątrz. oddala się z nowym podmuchem wiatru. Jestem jak wiecznie niespokojne morze. Odczuwam inaczej przemijanie czasu. Dopiero gdy mnie dotyka bezpośrednio. Usiłuję ochłonąć po tym. kiedy nadchodzi czas umierania.odtruwanie? Muszę dokonać wyboru i wybrać siebie.. Powróciły koszmary. 3 sierpnia Walczy we mnie tyle postaci. Co się wczoraj wydarzyło? Wystarczył impuls kodowany latami przez mózg na przyswajanie przyjemności i tęsknoty. 8 sierpnia Stało się. Powstaje codziennie we mnie coś nowego. Robię krok do przodu. Kiedy jestem spokojna. gdy działanie narkotyku zaczęło słabnąć. . Nie odpisuje na listy. przyglądam się zdumiona jej absurdom. 5 sierpnia Zupełnie zapominam o polskiej rzeczywistości. żadna siła nas nie powstrzyma. SIEBIE WYBRAĆ. 9 sierpnia Przegrałam. Nie rozmawiam z otaczającymi mnie ludźmi.. a nie potrafią przytulać. co się ostatnio wydarzyło na uczelni. zaćpałam. chociaż bardzo tego pragnęli. który wysysał mnie. Nie udało się im nami zawładnąć. czuję że wolność wewnętrzna jest na wyciągniecie ręki. Lady Łazarz. Teraz już nic mnie nie powstrzyma. Moje dłonie zadawały śmiercionośne ciosy. Dlaczego inni popełniają samobójstwa? Tak. Nie byłam w stanie opanować żądzy głodu. 22 lipca Poznaję poezję Sylwii Plath. i zrywam się do nowych poszukiwań jak fala bijąca o brzeg. nie odbieram telefonów.

jeżeli nie wypełnimy pustki w sobie. Męczy mnie przemijanie. Bohatersko i bezboleśnie. Nie wiem co i do jakiego Boga. W nasyceniu mam ochotę wyrzygać się na siebie.10 sierpnia Jestem zawieszona w innej próżni. bezsilność. Oni szukają mego towarzystwa. To mnie wchłania niczym gąbka. Kupuję heroinę od stałego dostawcy. całe dwa lata. Szukam w rozpaczy. 11 sierpnia Nie potrafię się powstrzymać. Nie umiem czytać. złość. Żegnaj Basiu. Biorę codziennie. jestem potwierdzeniem jego koncepcji. że wyjdę z tego i to sama. Życie staje się rozpaczą. Nie potrafię cieszyć się. kiedy odnajduję w każdym ukłuciu w żyle ból realny. Cały czas. marzycielko z samotnych chmur. Nie znam młodych i nie chcę ich poznać. Powróciłam w nowe układy ćpalnicze. Po co szukam. inaczej już się nie da. Uśmiecha się triumfalnie. 24 sierpnia Jestem taka rozsypana. To prawdziwa bezczelność z mojej strony chodzić w kawałkach po ziemi i ciągle odwracać się dupą do świata. 18 sierpnia Żal. oszukiwałam siebie naiwnie wierząc. Wszystko stało się udręką. Obezwładnił mnie nałóg. 12 sierpnia Modlę się. . kiedy nadejdzie głód i wciąga w topiel. że to aż nieprzyzwoite. że bez względu na długość abstynencji powraca się. nie nasączymy jej zdrową miłością. czekanie na czekanie. bo otacza mnie mit przeszłości i jeszcze niezbyt mocno śmierdzę trupem. pisać.

miażdżąc ostatecznie. Totalny płacz w Częstochowie. powiesić się. Kiedy zbliża się do mnie człowiek. nieruchomieję. Czytam Biesy Dostojewskiego. zadać ból. A więc istnieje inna psychiatria. wątrobę. zaćpać. Mogę zapić. pokazuję kły lub uciekam. lepszą od tej. umartwiam się odkrywając mistrza Kępińskiego. Rano ładuję herę w kanał. 2 września Uciekam z miasta nad morze. ale w tobie. To jest to. 4 września Uratować się? W głębinie morza? I ono wyrzuca padlinę na brzeg. W Polsce coś się dzieje. wypełnić słoną wodą i zamilknąć. Mózg mi się zaciera i nie czuję świata. serce. Siedziałam na plaży wpatrzona w otchłań i czułam nowy spokój. chaos cię zjada. Jakbym miała siebie przed sobą w bezpiecznej odległości. ale mnie to już nie dotyczy. którą zostawiłam. co właśnie tracę.28 sierpnia Schemat odżył bardzo szybko. zgnoić się lub wypłynąć z nicości. . Czuję. dać się wchłonąć. wypalić się do końca. Wystawiam kolce. że umieram. Leczę żyły. i tak dalej. 31 sierpnia Dokładam sobie. Jeszcze. A wieczorem czuję.. że jutro będę potrzebować więcej i więcej. W nocy jakiś siłacz wciska mnie do olbrzymiej strzykawki i zabija tłokiem. Jestem na małych dawkach. Wypłynąć tam daleko po dobrą śmierć.. przecież to nie na zewnątrz się kłębi. zastygam jak przerażone zwierzę. puszczono gazy łzawiące. 30 sierpnia Baśka.

Słonce jak duża pomarańczowa piłka topi się w tajemniczym blasku. JESTEŚ! Nadal nie wiem. Wydaje mi się.. dławienie ile w bezdechu. . Morze. spraw. 11 września Codzienne zaskoczenie . trochę błękitu i odrobina zieleni przy brzegu. skręcanie ciała na głodzie.6 września Nie pamiętam tylu rzeczy. Oddycham południowym wiatrem. chociaż to jeszcze lato. jak bije i komu? Jak wygląda powolne konanie. w których się mieszczę. Niczego nie pamiętam. połykam słońce i roztańczonymi liśćmi przykrywam nasze łoże. marzenia. milczący przyjacielu.mleczna poświata nad morzem.. Jak wygląda moja naćpana twarz. szalejące serce. prawie nie ma ludzi i cisza morska działa na mnie jak balsam. Ech. Wylatuje ze mnie nieznany ptak. gdzie są moje granice. które jak senne mary przewijały się przez moje życie. Spakowałam plecak. Jakie były oczy Filipa? Jak brzmiał złowieszczy głos Alfy? A senny uśmiech Igi? Nie pamiętam. W snach budzę się w twoich ramionach. zabijanie każdej energii? 9 września Poranny trening na plaży. że moje żyły są wypchnięte na zewnątrz. zwiotczałe ciało. 10 września Jesień drażni odcieniami. 12 września Ogarnęła mnie wieczna tęsknota za domem. tylu twarzy.

19 września W środku zapaliły się wszystkie czerwone lampki. 13 września Kiedy uwierzyłam. Topię się we własnej nieświadomości. Pytam o tyle rzeczy. Tutaj nikt niczemu się nie dziwi. Odnowiłam stary kontakt. i w pokojach innych umarłych. a on ściga mnie po łąkach i polach. i blisko. heroinie. nie mogłam już ćpać w Częstochowie. Wystarczy jeden niewielki ruch i będę wchłonięta. Ty wstrętna ćpunko! OHYDA! 18 września Ćpam. Jak rozbity okręt na oszalałym morzu. ciało przy ciele. gdy robię sobie zastrzyk. 17 września Nic nie da się uratować. zgadzam się na to i łudzę. Milicja mogła mnie w końcu namierzyć. . ale i to nie jest w stanie mnie odstraszyć. takie wieści teraz rozchodzą się szybciej. że jestem śmiertelna? Jakiś lęk zatoczył się nad zmysłami jak pijany i oczywiste stało się obcowanie ze śmiercią. Siedzę na brzegu wielkiego dołu i przebieram nad nim nogami. szukamy ujścia do krainy wolności i trzeba pogodzić się z własną niedoskonałością. Za każdym razem. Topię się w morfinie. 20 września Pojechałam do Warszawy. Dwie stówy za cent kompotu. Trzeba będzie dołączyć do produkcji. Snuję się po Starym Mieście i szukam cieni. że to przeżyję.Wieczorem w Częstochowie byłam zaćpana.

Stachura: Pomóż sobie. 26 września Jestem roztrzęsiona smakiem narkotyku. Jestem. Trzeba stąd odejść na trochę. Jestem blada i wychudzona. bo żaden inny dla ciebie nie istnieje. bo się rozeszło. nie uciekaj od siebie. bądź naprawdę sobą. Bądź w swoim świecie. lecz pomogłeś mi swoim umieraniem. a tak znowu mamy szansę. i teraz ćpuny nie dadzą mi przez pewien czas spokoju. 24 września To tak jakbym była. co utraciłam. Złapał oddech i oddałam go w ręce lekarza. że wszystko jest okay. czym byłam. Wezwałam pogotowie. że jesteś kimś innym niż ten. Wróciłam do domu. Tym razem jeszcze z tego wyjdzie. Z ćpaniem oczywiście. wybacz. że będziesz w stanie nie potrzebować pomocy. bo zrozumiałam. Nie było mnie. konający ćpunie. bo tylko jedynie wtedy pomożesz sobie w tym sensie. Już hieny na mnie polują. a teraz jestem. Nie wychodzę z domu. którym jesteś.22 września Na chacie umierał chłopak. a teraz mnie nie ma. Milczę. 23 września To było mi potrzebne. nie oszukuj się. bo tylko tak możesz siebie poznać. że weszłam do interesu. tylko jedynie wtedy będziesz zarazem w stanie móc pomóc innym ludziom. aż zapomną. nie . wyostrzone rysy. Ile mnie będzie kosztowało ponowne wyciszenie się. jeden odruch niechęci teraz i utraciliby mnie. Rodzice nadal mi ufają lub udają. Są bardzo mądrzy. a może odwrotnie. KONIEC. Bladosina twarz w obliczu śmierci. Przydała się praktyka z pogotowia. Chcę odbudować to. nie udawaj przed sobą i przed innymi. To było ostatnie ostrzeżenie od życia lub Boga. uratowanie siebie? By nie płakać nad sobą. Bądź sobą. a sama robiłam mu sztuczne oddychanie.

biało . nie rozdzierać jak przegniła szmata. . Jestem chora. ale tak lepiej. lecz czy inną wykonuję na treningach. że mogła mnie już nigdy nie zobaczyć. Nawet nie wie. Nadal mieszkam z Justyną i tak jest dobrze. 30 września Powróciłam na uczelnię i cieszę się z każdego drobiazgu. Nocne zmagania z obłędem. Zaczynam rozumieć. Będzie to praca Tytana. 2 października Odnowiłam w sobie wieczną tęsknotę i ponownie nie potrafię poruszać się po mieście bez lęku. Rano nie wstałam na angielski. tylko stanąć przed lustrem codziennie i twardo na siebie spojrzeć. Ale mogę wyciszyć objawy. Znowu nikt nie zna tej tajemnicy. że studentka trzeciego roku psychologii to jest już coś. zwielokrotnienie wyobraźni. bo ta tajemnica należy do Przeszłości.czerwone szampany i hymn odśpiewany pod prysznicem. Mogłam to przekreślić jednym strzałem w jedne wakacje.rozczulać się. Znowu zdradziłam siebie. bo nie zostanę zniewolona przez czas. Boję się swego cienia. Justyna również. wiem o tym. 6 października Dużo zajęć w tym roku. potęgowanie lęku. i nie powiem jej tego. Dlaczego wszystko nasila się z narastaniem zmroku? Wyolbrzymia.. zmienia kształt? Iluzje.. na czym polega wycie w akademiku. 12 października Zrobiliśmy sobie powitalne przyjęcie. zmuszając serce do pracy w takim tempie i z takim obciążeniem? 8 października Niech mi się nie zdaje. Mogę tego dokonać.

27 października Przychodzi taki czas w życiu. że prześladuje mnie przeszłe lato i nie mam nic do opowiadania . kiedy nad rzeką polujemy na zające. uwalniam z niewoli. by nie odwieziono do psychiatryka. całe moje jestestwo. Jest to ryzykowne. kruszy się. Następnego dnia trzeba wstać z łóżka jako względna całość i funkcjonować. rozpada i nie można pozbierać kawałków. który wyzna mi miłość z zaskoczenia). że znowu piszę tylko krótki scenariusz do jednoaktówki i koniec nastąpi szybko. To wszystko wali się. Przenoszę jakieś perfidne uczucia. kiedy niczego nie można być pewnym. Każdy weekend spędzam w domu. Po trzech susach jesteśmy wykiwani. To. Uśmiecham się jednak częściej do ludzi.15 października Codzienne wędrowanie. 28 października Oczyszczam się od nowa. Przyzwyczaiłam się do samotnego wędrowania po miastach bez trzymania za rękę jakiejś bliskiej osoby (czytaj: zwariowanego faceta. by nie zauważyli. Jesteśmy z Justyną w różnych grupach.jak było tu i ówdzie. dreptanie z zajęć na zajęcia. i z kim. Niekiedy w nocy krzykiem budzę wystraszoną Justynę. i po co. bycie. nie przykryte zdrowymi myślami. 19 października Zaczęły się wykłady z psychiatrii. Mam uczucie. jak ktoś poszukiwany listami gończymi. Czy jest możliwe zapomnienie o tej tęsknocie? Sama wychodzę na zajęcia i sama powracam. Tamto jeszcze jest we mnie. Przemykam się. ale wyciszam się z moim Małym Przyjacielem. . co się wiedziało wcześniej. wydaje się błędne lub niezrozumiałe.

lub z Nieistniejącym? Coś niedobrego dzieje się z moim mózgiem. Słyszę głosy? Widzę upiory? Ciało rozrasta się do monstrualnych rozmiarów? Wydaje mi się. już czas. Nie byłam na grobie Marzeny. czy dane mi będzie ujrzeć całą jaskrawość. Zapaliłam dla niej świeczkę na nieznanym grobie. które nieustannie wyrywa się śmierci. kiedy pokocham. Oj. wtedy.1 listopada Rodzinne spotkanie przy grobach. Mój jeszcze się oddalił. dokonującej się tylko w nas. że w długą noc . 6 listopada Budzą się we mnie nowe tęsknoty. Może kiedyś to wszystko opiszę. który się sprawdzał. że niszczą mnie przeciwieństwa. Anna pisze. lub z Cezarem. jeżeli oczekujemy jakiejś rzeczy niezwykłej. Oczekuję spełnienia tego życia. widocznie tam nie zapisano końca tego losu. Sted. Nie. to sen. 3 listopada Wróciłam na treningi. którą ty ujrzałeś? I dokąd to cię zaprowadziło? Mamy z Cezarem nasze Wzgórze Nadziei i zawsze tam wypowiadam swoje marzenia. 9 listopada Dlaczego nadal rozmawiam tylko ze sobą lub z Małym Księciem. na granicy łez i w orbicie głodowych klęsk. kiedy już będę mogła spojrzeć na siebie bez lęku. Mój pies także nie ma poczucia bezpieczeństwa w grupie ludzi. Czym zastąpię pragnienie narkotyku? Réné Char: Trzeba umieścić się na zewnątrz siebie. zamiast swobodniej łapać oddech.

co w moim przypadku psychologa .. szczerzy zęby. Wbijam w dłonie paznokcie. lecz mam jeszcze trochę czasu. 18 listopada Wymykają mi się ważne sprawy w kontaktach z ludźmi. bo jak udźwignąć aż dwie. Ona nigdy nie zawiedzie. 20 listopada Odwiedziła mnie w Katowicach Anna. i wielu innych bezsensów. przybywa w porę jak wiemy przyjaciel i trwa. niebezpieczną nawet dla dobrego pływaka. kiedy jedna rozszczepia się na tysiące światów. Rozmawiałyśmy cały dzień w akademiku. Nagle świat okazał się walcem z przyssawkami. Jak zaufać ludziom? 23 listopada Przyszedł czas melancholii. lecz z pierwszym deszczem przemieniające się w głęboką toń. ale nie przypominają chomików z dzieciństwa. niczym z siostrą syjamską zrośnięta dłońmi lub stopami i dławię się. Znowu musimy uczyć się czegoś. wypalone podczas suszy. strzykawki i igły. I muszę krążyć z tą bańką w sobie jak z niebezpiecznym ładunkiem wybuchowym.leżę obok siebie. I te pełzające stwory wzdłuż łóżka. pochylić. co nie przypomina psychologii. Trzeba zatrzymać się nad sobą. by coś w sobie zmienić. 13 listopada Choruję i wypoczywam w domu. Wszystkie duże i małe przedmioty wydłużają się w kształt ampułki. wbija okrutnymi . lecz fizyczny ból nie daje ukojenia.jest kolejnym absurdem. co robię. Głównym problemem jest lęk przed ludźmi. Myśl o narkotyku wypełnia mnie niczym wysychające jezioro. I nadal traktują nas jak potencjalnych przestępców. by nie dać się sobie.. Czasem jednak wierzę w to. Nie chcę nic mówić. zniewala duszę.

podszeptami w myśli obrzydzenie do życia i do siebie. Nie docierają do mnie śmierci, które nie powinny zaistnieć. Nie przyjmuję do wiadomości kolejnych zgonów ludzi z dawnego orbitowania wokół planety Narkomana. Znaleziono cię z igłą w tętnicy szyjnej, najbardziej błogosławionej w tej śmierci; znaleziono cię w piwnicy, w zamarzniętej kałuży z błotem na twarzy. Finis coronat opus. A byłeś takim ładnym chłopcem, zanim stoczył cię heroinowy rak. 29 listopada Justyna chyba będzie wychodzić za mąż. Ma dwadzieścia jeden lat. Zawsze mnie zadziwiał ten przeskok w dorosłe życie. Może dlatego, że tak niewiele o tym wiem. Skąd mam wiedzieć? A jednak spokojniejsze są moje kontakty z ludźmi. Chyba jestem z nimi bliżej związana, czego nie było wcześniej. Czuję to jakimi nowym zmysłem. Między mną a Iwoną wyrosła ściana. Zagubiłyśmy się w porozumiewaniu na początku i teraz nie możemy się odnaleźć. Należymy do innych czasoprzestrzeni. 1 grudnia Powraca uczucie przemęczenia. Podsypiam w autobusach, jestem ospała po treningach. Ale nareszcie chce mi się uczyć, chodzić na zajęcia, być z ludźmi. Odkrywam w sobie nowy stan istnienia w rzeczywistości, którą przeżywam na co dzień. 4 grudnia Moje imieniny. Nie da się ukryć, zapisane we wszystkich kalendarzach świata. Jestem szalona - pragnę miłości i snów. To ja, Barbara Rosiek, umarłam za życia i, o ironio losu, muszę codziennie przyglądać się innym umarłym. A jednak kocham innego szaleńca - kiedy trzymamy się za ręce, świat wiruje i wyrzuca nas na orbitę okołoziemską. W ciemnościach szukamy naszych gwiazd.

Są zagubione, lecz świecą blaskiem tak cudownym, że zaczynam od nowa kochać życie. 7 grudnia Zbliża się czas zimowy, rocznicowy i nieco niespokojny. Ludzie tak wielką wagę przywiązują do wszelkich dat, pozwalają odnaleźć się świadomości w świecie. Czuję, jak przyrasta do mnie język psychologii, nakłada się na język poezji i na ten codzienny. Kiedy jesteśmy w swoim gronie, to poznaje się od razu, z kim mamy do czynienia. Nie mam już tęsknot, tylko deprawacje potrzeb emocjonalnych itd. Ale nie dam się zwariować. Na co dzieli jestem sobą, tak chcę. 8 grudnia Pan od polityki z uśmiechem psychopaty udowadnia nam na wykładach, że jesteśmy niczym razem z naszą psychologią, i ma poniekąd racje. Lecz on także jest niczym ze swoją zawiścią do świata. Nikt nie wie, gdzie są granice prawdy i fantazji. 14 grudnia Réné Char: Stworzyć wiersz, to wziąć w posiadanie weselną t a m t ą s t r o n ę , obecną w tym życiu i ściśle z nim związana, w sąsiedztwie jednak urn śmierci. Czy można się nauczyć poezji? Nie, to trzeba czuć od początku do końca w sobie. 18 grudnia Moja samotność to ja. Niczego nie trzeba tutaj zmieniać. Nie można tego ruszać i zniszczyć. Ludzie zarzucają mi powściągliwość, a ja nigdy nie potrafiłam się otworzyć, nawet w MONARZE tego nie dokonałam. Mnie trzeba oswajać latami przyjaźni lub szaleńczym opętaniem.

24 grudnia Ubrałam choinkę, symbol szczęścia i spokoju, a za kilka dni uschnie. Wszystko jest fatamorganą. WSZYSTKO JEST MOŻLIWE. WSZYSTKO JEST BEZ SENSU. Życie nam dane jest sensem samo w sobie. Żyć, by czuć bicie swego serca i bicie serca drugiej osoby. Radość między cierpieniami. 31 grudnia/1 stycznia 1983 roku Witaj nowy smutku. Co tym razem mi przyniesiesz? Jaki los ja sobie zgotuję? Wieczne poszukiwanie prawdy, której być może nie ma, lęk słów, samotność zwiędłego liścia pod rozłożystym drzewem. 7 stycznia Urodziny Marzeny. Żyję, jakby tamto nie istniało, a przecież to nieprawda. Basia to JA. Człowiek jest dziwną istotą. Tworem nędznym i wielkim. Zdolnym do największych poświęceń i do ostatecznego upodlenia. W którym miejscu jestem ja? 16 stycznia Czuję, że uczę się niewłaściwych rzeczy i jestem skazana na samotne poszukiwania. To dobrze, ale czy nie będę błądzić zbyt długo? Ponownie rozmawiam z nocą. Coś się dzieje w mojej głowie, czego nie potrafię nazwać ani opowiedzieć. Może i tak się zdarzyć w moim życiu, że zrozumiem, i odzyskam spokój. 21 stycznia Uczę się do egzaminów. Cezar ziewa, gdy mu wyjaśniam, na czym polega

rozwój osobowości. To pies z charakterem. Akceptacja drugiego człowieka, akceptacja siebie. 6 lutego Przyjechałam do Sopotu. Musiałam wyjechać, uciec daleko od smogu śląskiego. Mieszkam w pustym hotelu koło Opery Leśnej. Morze w zimie wygląda groźniej. Zmarznięte ptaki na molo czekają na pożywienie. Mewy, łabędzie, dzikie kaczki, rybitwy domagają się moich bułek. Wzdrygam się na widok potężnego dzioba mewy i jej przenikliwych oczu. Oswajanie drapieżnika... Jednak są takie sytuacje w życiu, że można tego dokonać. Trzeba być tylko wiecznie nienasyconym. 7 lutego Mam cudowne poczucie wolności i nieważności czasu. Za długo trwam w tym buncie. Trzeba się otworzyć jak stare pudło z zabawkami i zrobić trochę porządku. Łabędzie mają przy sobie swoje brzydkie kaczątka. Są wierne. Po utracie współtowarzysza całe życie pozostają samotne. Cisza jest we mnie i nie jest moim szaleństwem. 8 lutego Tęsknota za tym, co zostawiłam, to tęsknota za życiem. Boję się swego płaczu. Nie wolno mi było płakać wcześniej. Morze - powierzam ci moją tajemnicę. Brakuje mi miłości... 17 lutego Czarny golf, włosy ścięte na zapałkę. Jaka to maska, jaki smutek jej towarzyszy? Przetransformowanie okaleczeń. Nowy rodzaj autoagresji. Nowy rodzaj bytu. Zabijamy samych siebie, by nie ranić innych.

20 lutego Polubiłam swego świra. Powroty i pożegnania. Dobrze jest mieć do kogo wracać. Dobrze jest mieć DOM. Marzena utraciła wszystko, zanim straciła życie, zanim utraciła to, co pozwala umierać spokojniej. Wiarę. 27 lutego Chcę gdzieś biec. Jechać, zatrzymać się na chwile. Zatopić się w ciszy świeżego lasu. Konno pogalopować przez zaspy. To takie prosto i takie odległe. Żyje teraz we względnym spokoju. Kiedyś każdy dzień był zapisem niesamowitych wydarzeń, których nie byłam w stanie objąć, teraz czuję się tak, jakbym była w spokojnej przystani, w bezpiecznej zatoce. Może uda mi się zarzucić kotwicę na stałe. 1 marca Głowa rozsadzana przez ból. Wtedy przychodzi jedno pragnienie znieruchomieć, usnąć, zapaść się, by nikt mnie nie wolał, nie dotykał, nie domagał się odpowiedzi. Czy psychologia to manipulowanie ludźmi? Czy miłość może być autentycznym przeżyciem dwojga ludzi, którzy odnajdują, się w swoim rozwoju? Justyna taka zakochana. Miłość to fizjologiczna psychoza. Całkowite zawężenie procesów poznawczych i intelektualnych. Zaburzenie świadomości. Rozszczepienie emocji i działania. Bywa nieuleczalna. 6 marca Dlaczego dane mi było tyle razy umierać i ponownie odradzać się? Moje serce nie nadaje się do tak ogromnego wysiłku na treningach, a jednak boję się z nich zrezygnować. Boję się zatrzymać, by nie zaatakowały mnie pokusy, które niczym nieznany wróg nacierają w najmniej spodziewanym momencie. To nieustanna walka z cieniem. Niekiedy wystarczy posłuchać drugiego człowieka, żeby usłyszeć siebie.

W nocy osaczają mnie twory wyobraźni. Słyszę głosy. Wołają o rzeczach tajemnych i nieznanych. Czy co wieczór powraca szaleństwo? Trzeba je opanować, wziąć w niewolę. Trzeba zacząć inną opowieść... 8 marca Prześladuje mnie nadal Dzień Kobiet. Bardzo nieciekawy dzień, kolejna okazja dla niektórych mężczyzn, by dalej pić. Oczywiście za zdrowie pań... Wystarczy powiedzieć kilku samcom „tak”, aby znaleźć się w łóżku, ale nic z tego, moi panowie. Nie jestem sztuką na pojedynczy odstrzał. Takie już mam zasady. Naprawdę. 15 marca Podczas walk dostałam silne kopnięcie w potylice. Muszę się lepiej bronić. Poczucie przemijania. Przeciskam się przez sekundy w nieznanych kierunkach. Chcę bez drżenia iść tam, gdzie jest cieplej. Tamto powraca bez jednego dźwięku, tylko jak krzyk rozpaczy zabiera oddech. Przeszłość i przyszłość w walce zacierają czas teraźniejszy. 17 marca Zatracam się w Dojo. Przychodzi ukojenie niepokoju. Pokonałam lęk wysokości w tygrysim skoku przez skrzynię. Tak wielo można w sobie przełamać. Zacząć od początku, od nowa, od codziennego wstawania i podczas conocnej bezsenności. Wszystko można uczynić, jeżeli widzi się sens istnienia. 24 marca Jeżeli wolność jest wolnym wyborem, to najprawdziwszym wolnym wyborem jest śmierć. Nie, to nie tak. Prawdziwą wolnością jest zgoda na siebie, zgoda na życie. Po prostu uwielbiam mojego psa. On mnie też.

26 marca A jednak muszę godzić się nieustannie z własnym buntem. żebraków w Alejach. wessała samotność pustego miasta nocą. toczy. który gryzie mnie jak kornik. zawisł nad wanną przekłuty złotym strzałem. w śmierć. Kiedy się poddam. I wtedy poraziło mnie. znam to od środka i z doświadczeń pobytu przez dwa lata we wszelkich zakładach tego typu.. Trzeba się z tym pogodzić. bo nie ma innej drogi. A wtedy. że można rozdzielić złe od dobrych uczynków. złodziei podczas modlitwy i prostytutki podsypiające na dworca A natchniony kapłan rozdawał wiarę i chleb. i nic właściwie wydarzyć się nie mogło. przetrawia. rozgniewanym sercem. Na ulicach sprzątano ciała. ostatni przyjaciel odszedł w bezzębnym uśmiechu. rozsypię się. . a mózg wyciekał na bruk. Nie umiem pogodzić się ze sobą. wtedy miałam czternaście lat i psa. I przepływałam przez przekłute żyły latami. które ogranicza moją aktywność. Wzięłam sznur i zrobiłam wieczną pętlę. samotnymi powrotami. dlatego ukradkiem wyruszyłam w Święte Miasto i mijałam śpiących pod świątynią. okaleczonym ciałem. Nie mogło być inaczej. Nie chcę przegrać. który mnie kochał bezgranicznie. 16 kwietnia Teraz to takie oczywiste. Zamykałam w dłoniach twarz. rozpacz nad świadomością i wędrówka do nikąd. 2 kwietnia Nie potrafię się pogodzić z chorym sercem. Nastąpił kres wędrowania. 12 kwietnia Zdałam egzamin z psychiatrii na +5.. chorą duszą. Noszę w duszy balast przeszłości. kalecząc twarz i dłonie cienia. w Święte Miasto powracałam leczyć rany i sumienie. a ja dalej waliłam głową w mur.

że męczę się ze sobą. Nie mogę godzinami stać w kolejkach. Nie uczestniczę także w zbiorowym życiu studentów. Ten kraj jest dla błędnych rycerzy z epoki Średniowiecza. Mój smutek jest dla nich nie do . Boją się moich zmiennych nastrojów. że na pewno tego nie zrobię. tak trudno sobie z tym poradzić. jak mnie na co dzień odbierają ludzie . Pochylam się i płaczę. Tak. pod którą toczę wewnętrzną walkę. że ktoś chce wiedzieć. jestem bardzo w niej osamotniona. Anno. Anna domaga się wieści ode mnie. 29 kwietnia Mieliśmy w naszej grupie trening interpersonalny. Nie nadaję się do życia w tym systemie. 22 kwietnia Przyspieszają nam sesję ze względu na przyjazd papieża. 19 kwietnia Gubię się w codziennym dreptaniu wokół życia. Trzymam się za pysk. z pustką. Zaliczamy wszystko w kosmicznym tempie. że istnieję. wbijam się w siebie i tłumaczę. Uważają. bezwładem.Tyle mogę Ci powiedzieć. bo już po dziesięciu minutach słabnę z powodu choroby serca. Więcej nikt nie jest w stanie zrozumieć. Dowiedziałam się. Nie jestem przygotowana do tej partyzantki w zdobywaniu żywności i innych rzeczy potrzebnych do przetrwania. Zaskakuję ich reakcjami.mój uśmiech to maska. samotnością i wolnością. Justyna żyje miłością. Przyswajam tony książek psychologicznych i nic z tego nie wynika. 25 kwietnia Nachodzi mnie „chcica”. To dobrze. popełnienia kolejnego szaleństwa. Płaczę i uśmiecham się. I wstaję.

Odczytali mnie bezbłędnie. które stale przeżywam. ale to nie tak. Dopóki jestem świadoma. Uśmiecham się do obłąkanego w lustrze. Ulice naszego miasta mogły nas kiedyś połączyć w popołudniowej przechadzce. Nie potrafię ci niczego opowiedzieć. 2 maja Przeczuwam nowe poruszenie w sobie. Wypisałam się na własne żądanie. Nie potrafię wyjaśnić wszystkich konfliktów i sprzeczności. to dojadę do domu. 7 maja Znowu byłam blisko. Czy był to akt niepoczytalności? Czy wtedy jestem za siebie odpowiedzialna? Tak niewiele wiem o sobie. Przecież tak bardzo jestem śmiertelna. 5 maja Obudziłam się w klinice pod kroplówka i maską tlenową na twarzy. 10 maja Nie chcę z nikim rozmawiać. jak się tam znalazłam. zbyt często wspominam niedobry czas. Moje są tylko o umieraniu. Witaj. Chcieli mnie zatrzymać ze względu na zagrożenie życia. Warianty szaleństwa są jak malowane na szkle kompozycje z lodu.przebicia. Schroniłam się w moim Królestwie. na pewno nie. Nie potrafią mi pomóc. Teraz serce będzie pracowało równo i spokojnie. Jeżeli przeżyłam. ale może i ja . nie poczułam. Nie lubiłaś tych miejsc i rozumiem. Nie pamiętam. nie poraził mnie złowieszczy prąd. że miasto może przerażać. przyczaiłam. jeszcze nie teraz. że znowu coś mogę zrobić. a Oni sądzą. Tutaj śmierć jeszcze mnie nie znajdzie. kto mnie dowiózł i skąd i co wcześniej uczyniłam. Lęk przed moim milczeniem jest w tobie. który może obudzić lub unicestwić. Mają wyczucie. Pisałaś takie cudowne wiersze o miłości. Jeszcze do końca nie dotknęłam. Lekarz włączył nowy lek do mojego leczenia. Tutaj jestem otoczona wieczną miłością. gdyby nie Twoje przedwczesne odejście.

I will do it. chyba że wiatry zawieją mnie w odległe krainy. Wyjęłam wszystkie bruliony dzienników i przelewam na papier tamto. Wszystko zdane. co się zdarzyło do 1980 roku. na Wólce Węglowej. Mój los także się tu dopełni. I want to speak English a little better. 23 czerwca Mam dużo wolnego czasu. Ty powróciłaś tutaj ostatecznie. wiele książek do przeczytania. Nie. czy psychologiem? A może nie jestem ani jednym. 17 maja To jednak prawdziwe. walka. Ale nie potrafię tego zacząć od trzynastego roku życia. wiele do przemyślenia. siódma aleja. czy wytrzymuję samotność. 12 czerwca Odwiedziłam Marzenę na cmentarzu. nie możesz teraz zrobić żadnego numeru. Gdzieś tu leży Sted. Połączyła nas wspólna choroba. Rosiek. 16 czerwca Po której stronie jestem? Czy jestem pacjentka. 7 czerwca Jestem na czwartym roku. lęk. . Okay. NIE.kiedyś zatopię się w innej ciszy. A zatem pamiętaj. Adres: kwatera W. chyba już nigdy tutaj nie przyjadę. Wieczny adres. które pozwalają mi pisać. ani drugim? Więc kim jestem? Zaczęłam pisać Pamiętnik narkomanki. Żegnaj. Anno. a także upór. segment dwunasty. zdałam egzamin z angielskiego. Piszę moją książkę. Amen. Anna pyta. A jednak nie chcę tego losu.

Nie wiem. 4 lipca Przyjechaliśmy z grupą do Branic na praktykę. od trzech lat próbuję to zakończyć.. które prowadzę. jaka jestem. budzę się i serce bije jak spłoszony ptak. by spadać z pajęczej sieci. I nic więcej. istnieją na jawie.. czy w wymyślonym świecie. Stałam się narkomanką. Nie mogę teraz zostawić swego cienia. do wielkiego szpitala psychiatrycznego.Coś nie pozwala mi spokojnie spać. przyciągając jak różnoimienne ładunki. do kogo mogę się przytulić. tworząc całość. Dziesięć lat temu wszystko się zaczęło.. by podleczyć rozpadającą się wątrobę. kogo znam. letarg. ale muszę tu zaistnieć w innej roli. Mieszkamy na terenie szpitala. Co było wcześniej? Sen. napisać wiersz.. Nie pamiętam. Nie pamiętam swego dzieciństwa. Nawet szczyci się psychodegradacją. Niekiedy nie odróżniam świata fantazji od rzeczywistości. uśmiechnąć.. Obudziłam się. Leczony wiele razy. która jest złudzeniem. Nadal wierzę. a także leki wszelkiej maści. W tym sześć lat więzienia. 25 czerwca Mam jakieś lęki w nocy. . Przypomina mi to Lubliniec. czy przelewam na papier widziadła czy stany jak najbardziej realne. Będziemy sprawdzać swoje umiejętności na oddziale alkoholowym. Mieszają się ze sobą. 6 lipca Mój pierwszy pacjent .. jest zdeklarowanym alkoholikiem i pobyt na oddziale traktuje jak wczasy. Dzieckiem przestałam być w trzynastym roku życia. Wypełniam duchami pustkę. że ktoś mnie pokocha taką. Odejść nie mogę. czy działam w rzeczywistości.piętnaście lat picia wszystkiego. Nie chcę tak żyć. czy rozmowy. Wcześniej w nią zostałam zaplątana i wysysano ze mnie krew.

Czy moja dezintegracja była aż tak wielka. a później małomiasteczkowa nuda. Sądzę. i rozpoznają nas błyskawicznie. jak moje koleżanki patrzą na nich z jednej strony biurka. gdy jest trzeźwy i kiedy pije. szpital. Czytam Schizofrenię Kępińskiego i powracają tamte chwile. Trudno mi być psychologiem. że jesteśmy. że nie można było się ze mną porozumieć? 11 lipca Do kiosku szpitalnego przywieziono salicyl i mój „alkoholas” po zrobieniu zapasu oddalił się w nieznanym kierunku w ciąg pijaczy. Widzę. Impreza się odbyła. Śpię doskonale dzięki codziennej kąpieli w basenie. by nie uronić kropelki. jest zawsze dwóch: człowiek i oszalałe zwierzę. Nie piły kobiety w ciąży i ja. Ale nie mam do nich sentymentu. 7 lipca Do południa jesteśmy na oddziale. zanim wpadł pod stół. lecz chyba nie jest w stanie dotrzymać Docentowi kroku. chociaż wiem. Stanowimy dla nich atrakcję. Docent pije dalej. 8 lipca Na każdym kroku ściga mnie poczucie odmienności. Miasteczko ma kilka ulic. ma zbyt słabą głowę i za mały trening. Wyszłam. Pacjenci na razie są trzeźwi.Nasz Docent domaga się imprezy zapoznawczo . W każdym alkoholiku. Usiłuje mu dorównać szef oddziału. Okoliczni ludzie już wiedzą. . Serce uspokajam lekami. ja czuję ich z obu stron. jaka to choroba. przedni to trunek i trzeba się nim raczyć w samotności. że również jest uzależniony.integracyjnej. kiedy lekarz orzekł. Docent jodłował i grał na gitarze. że jestem chora psychicznie. Zaiste. doskonale zaopatrzony „monopol” i jedną czy dwie „mordownie”.

Badam kolejnego pacjenta . 14 lipca To musiało się w końcu wydarzyć. 20 lipca Opuściłam wcześniej praktykę i pojechałam do sanatorium. daleko. na jakich zasadach prowadzi naszą praktykę właśnie na alkoholowym. jeżeli chcę ukończyć studia. że nie jest jeszcze taki.szczerze kłamie. jak ci mężczyźni tutaj. Aż do cudownego zmęczenia. przez który musiałam przejść. niewinnych. Bajka się kończy. odgrywają role zawiedzionych. W dzień duszność czai się lub atakuje po wysiłku. Alkoholicy kolektywnie dostali amoku i uciekli z oddziału. Nie ma wydechu. do końca. muszę przemyśleć tyle spraw. Nie wiem. Sami artyści. teraz już po każdym. W sanatorium mam zalecone leniuchowanie. gdy umierają w delirium. zjeżdżając po piorunochronie. rano leczy kaca lub klinuje. Chodzę do lasu i rozmawiam z drzewami. nie mam zabiegów. które też są niebezpieczne dla mego serca. Łapię oddech jak niewidzialne nici i nie mogę ich zerwać. zastygnięcia w pozycji półleżącej. Moje serce wymaga ode mnie znieruchomienia. które mnie czekają po powrocie. Dlaczego taka tęsknota za gonitwą? Bieg do przodu. Co będzie z karate? Czy można utracić filozofię? Nie zgadzam się na operację serca. Biedny człowiek. Tamto było kolejnym absurdem. A przecież mogłoby być zupełnie inaczej. obrona JA. jest już w długim ciągu.12 lipca Docent nadal pije. bez zatrzymania się. Czy uda mi się wyjść na spotkanie swego czasu? Wieczorem przychodzi zapomnienie. Może Docent niedługo dostanie delirki. po horyzont i dalej. prześladowanych. . To jakiś mechanizm psychologiczny. Gdybym mogła kiedyś pobiec przed siebie. spacery. Okłamują siebie w sposób idealny. Nocą pogłębia się duszność.

bym dała się znowu nabrać. Annie zdradziłam tajemnicę rezygnacji z karate. nie zmieni biegu. że to kolejny podstęp. nie staje się on obsesją przed zaśnięciem. dlaczego mnie tak długo nie było? 12 sierpnia Powróciłam do pisania Pamiętnika narkomanki. więc trzeba to udźwignąć. że muszę jeszcze więcej wypoczywać. Trzeba tylko wsiąść w pociąg i samo przestanie biec w oszalałym rytmie. a Cezar pyta mnie rozradowanymi ślepiami. pokojarzonym w pary. To prawie niewyobrażalne. jak to się odczuwa. dlaczego serce tak pracuje. Moja samotność drażni. Nie myślę o narkotyku. Lekarz uważa. roześmianym. zabiera im dobre samopoczucie. są wakacje. a lekarz nie rozumie. To niesamowicie wciąga.24 lipca Problemem staje się wejście na drugie piętro w sanatorium. Czynię to w . jakbym odkrywała siebie wciąż od nowa. trójkąty. Wiem już. a mnie już gna przed siebie. 16 sierpnia Jestem „owładnięta” pisaniem. Nic nie da się zrobić. Tutaj nie ma ludzi poważnie chorych. a jednak nie ma innej drogi. Wtedy przyspiesza w zwariowany sposób i żaden lek go nie powstrzyma. Dobrze jest pisać. Dlatego uciekłam z sanatorium kilka dni wcześniej. Pogodzić się z chorobą. Męczy i wciąga. Przyglądam się młodym. Rodziców chronię. 5 sierpnia Odliczam dni. kompozycje nie nazwane przez żadną moralność. To tęsknota. Boję się. nie chcę. wolny czas i dużo słońca. Trzeba się z tym uporać przed rozpoczęciem zajęć na uczelni. by się martwili. Oswajam się z nowym sposobem uciekania w marzenia i nie ma dla niego tam miejsca.

To lektura dzienników tak mnie rozłożyła. który może we mnie rozpalić nieznane emocje. by przetrwać obecny czas. 25 sierpnia Mam myśli samobójcze. To zbyt okrutne. ale nie chcę się wycofać. Anno. Wszystkiego nie da się opowiedzieć w książce. To nie ja wymyśliłam. czy mogę wrócić do ćpania. Nie powinny ich oglądać oczy ludzkie. Chyba za wcześnie się do tego zabrałam. czy tylko starym. Kiedyś spalę moje dzienniki. Widzę siebie.. To takie bliskie i odlegle. ile można znieść. Baśka. znajome i obce. małą zaszczutą przez własny lęk i zniewoloną trucizną dziewczynkę. czyli wszystko w normie. za rok. poobijanym garnkiem.. Jestem skończoną idiotką. Żyłam w świecie fantazji i gubiłam się. którego nie powinno być.jakimś dziwnym napięciu. ma to dla mnie znaczenie. że reszta jest milczeniem. za tydzień. przeżyć. gdy stawał się rzeczywistością tak bolesną. Zakończyłam nasze rozmowy. do czego nie jestem zupełnie przygotowana. że jest mi to potrzebne. Każda śmierć jest lepsza od tej jednej. Nie wiem. Ta byłaby nie do zniesienia. pod koła. 24 sierpnia Rozklejam się jak zużyty kapeć. To niepojęte. oto czym są. zadręczam ją sobą. Ile nieprawdopodobnych rzeczy może się zdarzyć w życiu człowieka. Czuję. że inaczej nie można tworzyć. Anna pytała. Wtedy naprawdę lepiej na tory. który nieustannie się kruszy pomimo doskonałego kleju? Pojechałam do Warszawy i porozmawiałam z Anną. Anna pyta. . bojąc się ich jak podstępnego ognia. Pytamy siebie. Rozmawiałam z Anną przez telefon. czy mamy szansę na miłość? Czy będę całością. Do tej śmierci nie mogę powrócić. Codzienne odcinanie głowy na szafocie. przetrzymać. powróciły tamte lata. Nigdy w ten sposób nie odejdę. że reszta jest tajemnicą. Przewracam kartki dziennika. ale wydaje mi się. co zrobię jutro. że w każdej godzinie pragnęłam dla siebie śmierci. Mogę powiedzieć. Nie wiem.

siedem lat jesteś przy mnie. To niepojęte. w końcu coś mi się musi udać. Wiem. Coś się we mnie stało. Anno. a czas podstępnie mógł się dla . ale także przez nieustanne odkrywanie siebie. Znów inna. czy chcę to wydać pod własnym nazwiskiem. przemijanie? Samotność nie musi oznaczać pustki. kiedy nie wiedziałam. nie zostawiaj mnie. Mam w sobie inną dojrzałość. bardziej twórczo. Jakby nieznany owoc otworzył się we mnie i wyrzucił nasiona. weź się za mordę. kim jestem. Nie powinnam wyrzec się siebie do końca. nocami i dniami. Anno. Muszę zacząć żyć na własny rachunek. 29 sierpnia Skończyłam Pamiętnik. Przyjęli książkę do czytania. Sekretarz redakcji spytał zaskoczony. nie tylko przez pisanie. Dlaczego tak boli codzienność. kiedy odchodzić miałam i wołałam siebie. Czekam na odpowiedź z wydawnictwa. I imię szeptane tysiące razy. istnienie. 27 sierpnia Piszę. Pisz dalej swoją książkę. by się powstrzymać przed zagładą. kiedy poszłam na złoty strzał. I ja umierałam w tamtym dniu. 30 sierpnia Byłam w KAW-ie w Katowicach. bez zewnętrznej kontroli. Nie mogę się tego pozbyć. Teraz mogę powrócić do tamtych lat. Tak nie można. jestem inna niż wczoraj. Jedynie nazwisko pozostało nie zmienione przez lata. że tak nie można.26 sierpnia Basiu. 1 września Chcę żyć inaczej. cały czas piszę. Dlaczego tak? Umarłam tamtego dnia bez względu na wyniki akcji reanimacyjnej.

zanikanie krążenia. każdą chwilę.ratujcie mnie.. Jest szczęśliwa. 16 września Zrozumiałam. Ciemno tam jeszcze. Dlaczego tak? 3 września Czuję się coraz wolniejsza od ćpania.mnie zakończyć. Nie potrafiłam wezwać pogotowia. Czuję jeszcze swoją niezrozumiałość. a nie obok siebie. Wybór należy do mnie. Zatapiam się w pisaniu niczym stwór w głębokich wodach oceanu. Zrozumiałam to dzisiaj rano. Nie mam żadnej szansy na powrót do trenowania karate. to codziennie. nie umiałam powiedzieć . Co ona oznacza dla każdego człowieka? „I nie opuszczę cię aż do śmierci. Jak każdy wybór. przyszło do mnie jak dar i poczułam radość istnienia. przeżyć to wszystko w sobie. Oświetliło moją duszę. po cudownym przebudzeniu w słonecznej plamie. że musiałam to wszystko przejść. by przeżyć naprawdę każdy dzień. 6 września Będą wydawać Pamiętnik narkomanki. Panna młoda i wieczna przysięga. Kolejna fikcja. Byłam na ślubie Justyny. ale na to potrzebuję czasu. Zanika to we mnie jak objawy bolesnej choroby. jeśli się da. Pisać. Może mniej utracę z tego świata. chociaż jeszcze niebezpieczne. coraz słabsze. lecz może trafię na światło.. Warto dla takiej jednej chwili przetrzymać siebie w cierpieniu.” A tak wiele osób opuszcza współmałżonka w chorobie. lodowaty pot na czole. Tak żyć. Byłam dzisiaj zbyt blisko mojej śmierci . Chłodny jej oddech utulał mnie. chociaż czuję w sobie narastanie tego pragnienia. . by żyć tak. jak teraz żyję. Byłam na kontroli w klinice. pisać muszę. mniej dokuczliwe. 19 września Nie wezmę narkotyku. Piszę coś nowego.

Większość pacjentów to schizofrenicy. która zabrania im otwarcia się na zewnątrz. nie wiem tego. jak zawieszony pomiędzy galaktykami twór. ma zbyt dużą konkurencję w schizofrenicznych wizjach.rudy. postawiono nowe budynki. Czasie. Tego nikt nie wie do końca. nawet Bóg rzadko tutaj zagląda. Boli mnie każda myśl o karate. historię pewnej narkomanki. ulecz mnie. 5 października Mamy wczuwać się w ich przytłumiony świat. spinającej ich wewnętrzny świat. Basiu.jak za pożywieniem lub powietrzem. dobrym i złym. 4 października Nasza grupa jest na szóstce męskiej. Las jest bajecznie kolorowy. by tutejszy mnie nie przywalił. 3 października Przyjechaliśmy do Lublińca na praktykę psychiatryczną. daj mi wiarę.. Ale dowiem się przed własną śmiercią i wtedy opowiem ci. złocisto . Są z nami bez szans. Wiara jest jedna. Te wygrałam. lecz nie zmieniła się mentalność ludzi. Nie. Staram się mocniej stąpać po realnym świecie. daj mi nowy czas. Jest poza czasem. lecz może się zdarzyć. My . 26 września Koniec wakacji. której nie sposób rozpoznać. która zwyciężyła. teraz z defektem są niczym wygasłe wulkany. Miasteczko. zmierzyć. Karmieni przez dziesięciolecia tonami leków mają w sobie ukrytą siłę. A tam dalej mury szpitala. w kempingach. Mieszkamy w lesie. Wyczuwam w nich dążenie do zerwania niewidzialnej klamry. nie dałam się swemu opętaniu. że ponownie zaleją lawą otoczenie. niezmiennie trwa w swoich przyzwyczajeniach i prawach. osaczyć. Ostatni raz byłam tutaj osiem lat temu.czerwono .. Zmieniło się trochę.

Słucham go innymi falami. pozbyć się niepokoju. książkę będzie recenzował Kotański. że wszystko jest w porządku. Oswoiłam go. Heniek. Zapytałam o granice ingerencji psychologa w życie człowieka. Stany ekstazy i totalnego dołowania muszą się równoważyć. nawet chorego psychicznie. a oni spacyfikowani biologicznym pancerzem. wyczołgują się ze swego świata.ze swoją świadomością. Mury szpitalne dławią mnie. która zabiera część sił i uniemożliwia lepsze poznanie siebie i . Dużo razem przebywamy. spokojniej. niewidzialnymi kanałami i usiłują zaistnieć bez przemocy. Świat po alkoholu jest pełen agresji. zniewalające. Zadzwoniłam do wydawnictwa. Mój pierwszy schizofrenik. Mieszkańcy tego ośrodka. I uśmiecham się do siebie. głównie aktyw organizacji młodzieżowych. zdrowo popijają i awanturują się. nie potrafiłabym tam pozostać. a niedługo będę musiała odejść. Wzdrygam się na przejawy wszelkiej przemocy personelu wobec pacjentów. jak błyski wspomnień ranią mnie. mój schizofrenik. Układ sił w naturze zaskakuje. lecz szybko się opanowuję i udaję. 6 października Do pracy na psychiatrii potrzeba LUDZI. bez tej szarpaniny. Tamto wspomnienie jest bardzo silne. Ale mogłabym żyć o kilka tonów niżej. Czy wystarczy pokochać jednego człowieka. Wtedy chorzy wychodzą. decydują sami o sobie. przywiązał się do mnie. opowiada o swoim urojonym świecie. dwadzieścia trzy lata. 7 października Niedziele spędzam w domu. jakby we mnie otwierały się nowe możliwości przeżywania świata. i to o różnych specjalnościach. by zapełnić poczucie pustki i osamotnienia. Wieczorem chodzimy do klubu. lęku? Czy wtedy można przetrzymać siebie? Czy wystarczy tylko miłość? Wieczorem spotykamy się z naszym opiekunem i rozmawiamy o naszych odczuciach. Będąc z ludźmi. czuję.

innych. Za dwa dni kończymy praktykę. Żegnaj Heniu. . skąd wziąć na następną działkę. skoncentrowana na pacjentach i na ludziach z roku. Ja. Stwierdził. Nie dało się tego ukryć. Otaczała nas kosmiczna cisza z Wielkim Wozem na niebie i połączyła nas w szczególny sposób wspólna przygoda na psychiatrycznych ścieżkach. jedni może nazwą to talentem. 14 października Moja dusza pozostała na tamtym brzegu. szary i pusty. z dziwnym personelem. Niepojęta jest siła nałogu. w swojej wegetacji. a może ja zawsze byłam na tych połączeniach? 12 października Henio narysował mi swój dom. gdy rozmawiam z innym pacjentem. z którymi zaczęłam zupełnie inaczej rozmawiać. Zostaną w swoim czasie. który często nadaje się jedynie do nadzoru policyjnego i nic więcej. W tym samym czasie można by dokonać kilku odkryć naukowych. Szuka mnie. Czuję. Nie chce mówić o swojej rodzinie. przystaje blisko. Poszliśmy w nocy na spacer do lasu. nieustanna myślowa. 17 października Zaistniałam na psychiatrii w miarę spokojnie. jak zdobyć forsę. bez uprzedzeń. jak uniknąć wpadki. O Heniu. wybudować dom lub uratować wiele istnień. że zaistniałam w pisaniu. Ile energii musiałam zużyć na codzienne „kołowanie” towaru? To praca Tytana. To ja się budzę. bicia serca urojonym rytmem. przysłuchuje się rozmowie. nowych cieni. 10 października Henio niekiedy bywa nieobecny. wędrowiec obcych miast. że potrafię odnaleźć łącza schizofrenii i będę dobrym psychologiem. inni twórczością lub grafomaństwem.

umiłowanie życia. . Anno. Cykl dnia i nocy. niczym więcej. Wtedy krzyk nieznanego zwierzęcia budzi się we mnie nocami. Wiem. Wirus narkomanii zdaje się być tylko uśpiony i żaden lek nie jest w stanie go zniszczyć. pełni radosnego podniecenia w spoconych dłoniach z lubością się onanizują. Zmieniłyśmy akademik. Jest bezbronny wobec takiej tarczy. że to niemożliwe. by żaden nas nie zaczepił. że będzie teraz mniej pił. Napad duszności zaczął się w nocy i na niczym innym nie potrafiłam się skoncentrować. 28 października Będę pisała o syntonii u schizofreników. To trwa godzinami przy zachowaniu całej świadomości. wieczorem coś się we mnie łamie. Przemykamy szybko. ale na szczęście zadowala ich jedynie nasza obecność. że wytrwam. Samczy popęd bywa niekiedy przerażający. Wydzielam przeciwciała. To miłość. 25 października Choroby nie da się oszukać i śmierci także. które są skuteczną obroną. niż widzi ich psychologia. Jest to nowy rodzaj ontologii i metafizyki. Czym jest jego wołanie w moim Królestwie Cieni? Tylko śmiercią. spokoju i niepokoju. Stoją z obnażonymi penisami. Zdarza się. chyba nie jestem taka zła. Rano jestem pewna. ale już mnie nie pokona. tylko wszystko mi się pogmatwało. Żaden lek nie skutkuje. Czuję ten temat Przypominam sobie wiele sytuacji z psychiatryka. że dopada mnie tamten czas. Ci ludzie są zupełnie inni. jak tylko na myśli. kiedy będę mogła przez chwilę złapać oddech.20 października Piszę pracę magisterską u Docenta. O schizofrenii. Trzeba rano przechodzić przez „park zboczeńców”. mieszkamy na Tysiącleciu i jeździmy na wydział inną trasą. Mam nadzieję. narodzin i umierania.

15 listopada Choruję i piszę. lasu lub swego przeznaczenia. Nie można być niczyim. Samobójstwo rozciągnięte na nieznany czas. Zdaje mi się. handlujących ciałem i duszą. Moje serce nie chce żadnego wysiłku. Widziałam tak wielu owładniętych własnym umieraniem. 13 listopada Pozostało mi pisanie. ale moja całość nie zadowala mnie. żyć trzeba. dlaczego to wszystko „trzeba”? Narkomania przypomina schizofrenię. Utraciłam moją pasję. coś trzeba z tym zrobić. Tylko dlaczego. bo potajemnej. Widziałam tak wielu. Są remisje i nawroty do stanów psychodegradacji. Czuję. Leczenie głodu psychicznego bez efektów. Następuje autyzm. jest to dość poważne. która oddala mnie od śmierci. prawie samobójstwo. musiałam ją utracić. należę do siebie. częściej jestem w domu. zniszczenie uczuciowości wyższej. Chciałam rozładować nareszcie napięcie i rąbałam drzewo. To tylko kolejne szaleństwo. wbijających się w ściany na głodzie. ale mam wiarę. być trzeba. wyobcowanie. żebrzących o następną dawkę. Są okresy względnej syntonii. Mam mniej zajęć na uczelni. a mimo to ogarnia mnie rozpacz nad każdym odchodzącym młodym życiem. To chyba znów zapalenie płuc.3 listopada Treningi karate odbywają się teraz na naszym wydziale. Omijam salę gimnastyczną. Cezar chrapie obok w poczuciu całkowitego . cichej i mocniej uderzającej od wewnątrz. że jestem w stanie depresji niebezpiecznej. cuchnących dziwnym smrodem potu. stereotypowe zachowanie. nawet dzikie zwierzę należy do stada. że jestem sobą. owładnięcie jedną myślą. 8 listopada Cezar choruje.

Jesteśmy nosicielami różnych chorób.bezpieczeństwa istnienia. Dlaczego jedni od razu się uzależniają. przeciążone tysiącem pragnień i nowych idei. Ludzie się przyzwyczaili do mojej samotności. którą wywołuję wirus wszczepiony w zbyt dużej dawce . Kaszel męczy godzinami. Basiu. NIE POTRAFIĘ BYĆ ZŁA. Cezara tropi na nim ślady. nie nadąża za chorobami i bezsennością. muzykoterapii. seksie. 22 listopada Zasypało świat czystym śniegiem. 18 listopada Wątpliwości.. Po prostu nie da się inaczej.. Wieczorami chodzimy do kin. która mnie do niego pcha? Przeżyłam tę noc. puszystym i lekkim. Czym jest moje pisanie? Co to za siła. a w sprzyjających warunkach one się w nas rozwijają. której nie są w stanie pojąć.element spustowy. by powstała reakcja łańcuchowa. Przyglądam się warszawskiej ulicy. 28 listopada Pojechaliśmy całym rokiem do Warszawy na zajęcia. a inni nie? To podobnie jak z chorobami. wyjdź z tego łóżka i maszeruj w życie. coś się we mnie zmienia. gestami. Kiedy ponownie łapię oddech. teatrów. Wystarczy jeden zastrzyk na początek. nadal choruję. I modlitwa o świeży poranek. człowieku. 21 listopada Niestety. a nocami dyskutujemy o psychologii. Nikt mnie nie odwiedza. Mamy wykłady z bioenergetyki. Wystarczy bodziec . Nowe krucjaty nieletnich ćpunów . długie noce w poetyckim uniesieniu i kpinie z umierania. Musze podnieść się po chorobie. już czas. innym życiu. jakbym dostawała od Boga nowe terminy na życie. Serce jest coraz słabsze. nikt do mnie nie dzwoni. wątpliwości.pobudza neurotransmitery.

Byłam u psychiatry i niestety biorę leki. To klejarze. Zwaliło mnie to. przypominają bezwolnych eunuchów.Adama. niezdolnych do żadnej świadomej myśli. że jestem w punkcie granicznym między normą (co to jest?) a jakimś stanem psychotycznym. Psychiatra traktuje mnie jak osobę chorą. smakowanie ciała i duszy jeszcze nie poznanej. 28 grudnia Mój lęk jest we mnie. Odkrywać trzeba do końca. z kolan. by uczynić z siebie zdziecinniałego idiotę. musiałabym powalić siebie. którzy mnie kochają.zabijają się w imię prawa do samozagłady. podnieść się z bruku. nieznana tęsknota za spełnieniem się w innych rolach. Kilka ostatnich wierszy też jest chorych i pełnych wszechobecnego i niepojętego smutku. spojrzeć do góry. Mietka i mojej Marzeny. Nie ma odwrotu.. 24 grudnia W taki dzień jak Wigilia nic więcej nie trzeba. Czasami rodzi się we mnie jakiś głód życia. Pracują na zespół psychoorganiczny . Mózg staje się jak pole spalonej trawy. musze żyć. 13 grudnia Sądzę. Samobójstwo byłoby teraz zbyt wielkim okrucieństwem dla tych. szaleńca. 4 grudnia Ten dzień przeminął w milczeniu. jeżeli wszyscy się spotykamy i nikogo nie brakuje z najbliższych.. nie mogę go pokonać.całkowite otępienie pełnoletności. a nie . 2 grudnia Pojechaliśmy do Głoskowa. który nie może odpowiadać za siebie. Na ścianie w sali terapeutycznej wisiały klepsydry . Wziąć się w garść. Gawła. Jak trzeba nienawidzić.

. skończ z rozwalaniem się. co się ze mną dzieje. Dziesięć lat abstynencji to pełne zaleczenie. iść. pisze posłowie do Pamiętnika. bo zbliżają się egzaminy. 7 stycznia Doprawdy nie wiem. chociaż nigdy nie wierzyłam w statystyki. Dzwoniłam do Kotana. za moją schizofrenię. lecz dumny i zwycięski. . trzeba się pouczyć.. co z tego będzie. musi dojść celu. ale trudno. Mój Boże. że świat rano wygląda zupełnie inaczej. Cezar stoczył walki ze wszystkimi psami w dzielnicy. która i tak kiedyś się rozstąpi. On się nigdy nie poddaje. chociaż trzeba wstać i iść.. Wzięłam się trochę za psychologię. 9 stycznia Podobno Szczepan nie żyje. Kuśtyka na dwóch łapach. on zawsze zwycięża. 4 stycznia 1984 roku Jak to się dzieje. Igram z własnym zdrowiem psychicznym? Czy rzeczywiście jestem na rozdrożu? Jestem tak blisko wyzwolenia się i co znowu chce mnie wchłonąć? Ja sama. ja sama. To jeszcze trochę czasu dla mnie. pracę magisterską. To także jest bez sensu.. 8 stycznia Baśka.wciskać się w głąb ziemi. umarłabym już wiele razy. wygrał i został królem. Nie wiem. Nie cofa się raz wyprowadzonego ciosu. chyba jakieś kłopoty. oni już wszyscy powymierali. Przestałam brać leki zalecone przez psychiatrę. oczywiście. Gdyby tak było.

że psycholodzy są schizofrenikami z przymusu.O NIM. . wiatr. bo rozszczepiają się na instytucję.Jest realny jak słońce. . biczuje zbyt mocnym powiewem. Lubię zanurzyć się w Tobie.Powiedz mu. To kolejne oszustwo naszego systemu. Tak.Czy jest postacią realną czy marzeniem? . której służą. któremu pomagają. który rejestruje pracę serca przez dwadzieścia cztery godziny w naturalnych warunkach. by inaczej wejść w siebie. na jedną chwilę mogę się w Tobie zatrzymać i nie muszę gnać przed siebie za kolejnym urojonym obrazem. literaturę. wypełnić się Twoim ciałem bezbrzeżnie. . Osaczona ramionami zbyt potężnymi nie stawiam oporu przed pocałunkami. deszcze. .Nie mogę. 24 stycznia Wynik badania jest okay. lecz niekiedy. by wejść w pisanie. nieświadomy. nocne przetwarzanie myśli. . że go kochasz. Jestem w fazie otępienia . 4 lutego Palący trawę godzą się na rodzenie upośledzonych genetycznie dzieci. Czasami mnie oświetla lub ochładza. A sami wcześniej popadają w obłęd depresji i stany lękowe. wędrowanie w poezji. Wyszłam z narkomanii.tyle teorii i żadnej nie czuję.O kim marzysz Basiu? . Przygotowuję się do egzaminu z psychologii społecznej. Gdzie jesteś? 16 stycznia Założono mi Holter.11 stycznia Podpisałam umowę na wydanie Pamiętnika. To dla nas zbyt niebezpieczne. i na pacjenta. Zabierają im wszelką szansę na normalne życie. jeszcze mogę żyć bez stymulatora. Na zajęciach głoszę.

14 lutego Zaliczyłam sesję. ale i tak zwiększył mi dawkę neuroleptyku. by przetrwać siebie.mary . Pasjo nocy. pozbawioną istotnego sensu panującego nad całością. mimo że trwam w śmierci od dawna. Nigdy nie można odkryć się do końca. 26 lutego Ach. to bardzo trudne. Kiedy nadchodzi rozpacz. gdybym milczała. niepojęta i wszechogarniająca. Im więcej wiem. Słowa . ale nie mogę jej uspokoić. czytam. Anno. że już czas na mnie. że można zabić siebie jednym tchnieniem w lustro. pasjo tworzenia. Mama czuwa. które nigdy by nie powstały. 12 marca Piszę. bym sobie czegoś nie zrobiła. zbyt wiele za mocnych słów. że odwiedza mnie śmierć. lecz nadal się dziwię. wiesz. do której powinnam się przyzwyczaić. a później kimkolwiek. Powiedziałam komuś o kilka słów za dużo. Głupie uczucie. mnogość słów. Nadmiar wiadomości budzi tysiące wątpliwości. Jak zwykle doskonale wyczuwam jej obawy. a ja nie jestem przygotowana. Nie powiedziałam mu. Kto kocha i jest kochanym? 3 marca Najpierw bywać poetką. tym więcej nie wiem. Sny . życie staje się bezużyteczną rzeczą.rany nie gojące się. lęka się. Czytam. .cmentarze i śmierć. Poszłam do psychiatry. piszę. nawet psychologiem. 9 marca Napadła mnie złowroga myśl. przyjrzeć się sobie.

Ja także się nie dziwiłam. Czuję w ich gestach potępienie. Nie potrafię spać. co bezimienne. Moja zmienność w reagowaniu na świat zadziwia mnie. kiedy ja nie jestem w stanie pojąć na codziennych ścieżkach i nieistniejących wizjach fantazji. że nie mogą mnie osądzać . tak jak w poprzednich latach. 24 marca Samotne umieranie jest lepsze niż samotne przeżywanie. on mnie nie zrozumie. spokojnie. Odratowano mnie w klinice. zgłosiła wcześniej. Dla nich życie jest świętością. To niemożliwe. w wielkim miastach często przyjeżdża za późno. Każdy szmer nocy urasta do monstrualnych rozmiarów. 30 marca Dziewczyny z roku nie rozumieją mojej obsesji śmierci.21 marca Cisza na oceanie. Nie potrafię nadal pomieścić się w tej rzeczywistości. Zapominają. . bez zdziwienia nad moim szaleństwem. bo pogotowie może nie zdążyć. 25 marca Wilk liże rany przed wyruszeniem w step. którego dosiadamy. Śmierć jest kolejnym koniem. bym następnym razem sama się. 23 marca Nie zatrzymano mnie. bez zbędnych pytań. Chciałabym jedynie nazwać to.to takie grzeszne. Proszono. lęk. Popełniam świętokradztwo. Powiew wiatru i krople deszczu stają się żywiołem nie do opanowania.

Dlaczego są to zawsze szybko przeobrażające się potwory? 7 kwietnia Dziewczyny w akademiku miały pretensje. Kiedy zamykam się w Twoich ramionach. że ta osoba bardzo chce mi pomóc i rozumie. czas zatrzymuje się jedynie w marzeniach. chociaż czuję. z marzeniem o idealnym spokoju. ile można uczynić dla drugiego człowieka. by przetrzymać siebie i kolejny rok studiów. Noc halucynacji. To niepojęte. Cały czas byłyśmy jak mijające się orbity nieznanych planet. że wieczorami padam bez tchu. To niepojęte. które ścinają mnie z nóg. 10 kwietnia Wyprowadziłam się z akademika. ale jest pani Zosia. dojeżdżam na zajęcia z domu.2 kwietnia Powracam w świat realny. że siła to maska. zamykam okno. że za wcześnie chodzę spać. badam pacjentów do pracy magisterskiej na oddziale psychiatrycznym w Częstochowie. a otwarte okno powoduje kolejne zapalenie płuc. 4 kwietnia Wystawiam kolce. Głaskając mnie można się zranić. że biorę neuroleptyki. z pękającą głową. całkowicie rozkojarzona. Nie potrafiłam im wytłumaczyć. koszmar oddala się i mogę uśmiechać się przez sen. ukołysana w bezsenny czas. No cóż. Grałam silną. a ja potrzebuję dużo ciepła. 23 kwietnia Patologia w zapisie EEG mojego mózgu tłumaczy lekarzy jedynie przed . gaszę radio. Zaczynam siwieć. śpiewa tajemne pieśni. Chyba nie potrafiłyśmy się porozumieć w odpowiednim momencie. skąd miały wiedzieć.

dotykam. Unoszę się nad nim. Zbyt długo na Ciebie czekałam. ponieważ nie wierze. Ale żaden z nich nie rozumie mego rozwoju. Chyba nie zostanę wieczną zmarzliną? 28 kwietnia Jestem obok ciała. nie są w stanie zobaczyć całości. Dobrze jest myśleć. 27 kwietnia Ofiarowałam komuś jedynie swoje dłonie. że TAM wzrastamy do minus nieskończoności. że nie istnieje większa prędkość od prędkości światła. który nagle poczuł wschód . W grupie czuję. nie dajesz im żadnych szans. Ty też. Basiu. Nie jest to optymalna metoda dla mego serca. rozluźniam. Napięcie rozrasta się wewnątrz mnie niczym złośliwy wrzód i trzeba je wypalić. Powracają wspomnienia o karate. że znowu uciekam do szklanej kuli.nimi samymi. że pewnego dnia wybiorę śmierć i nikt mnie nie powstrzyma. wtedy potrafiłam pomimo choroby wziąć swe ciało we władanie. bieg transowy i medytacje. 26 kwietnia Rano mamy zajęcia z jogi. Pojechaliśmy pod Warszawę na nasze praktyki z psychoterapii. gdy widzę płacz na wcześniej obojętnych twarzach. Praca z ciałem jest cudowna. Moje marzenia spełniają się z kosmicznym opóźnieniem. ale teraz nie potrafię inaczej zagłuszyć skowytu. która nie pozwala mi na kontaktowanie się z drugim człowiekiem na poziomie uczuć. Dla nich patologia jest ostatecznym wyrokiem. To tylko wystawało spod szklanej kuli. Zaczynam czuć ciepło wokół oczu jak ślepiec. 25 kwietnia Ktoś się o mnie boi. Powróciłam do palenia papierosów. który mnie wypełnia. Antymateria. Obrastam nieznaną siłą. wiruję.

ani dobra. Chciałam. To takie proste odejść. 6 maja Cieszy mnie wiosenny deszcz. na którym usiłowałam utrzymać równowagę. planowałam samobójstwo. To idiotyczne tak po prostu teraz zgładzić się i nic więcej. I oni negują moje istnienie. Przekonaj samą siebie. Uciekasz. 7 maja Tłum mnie osacza. wciąż uciekasz przed własnym cieniem. by wchłonął mnie kamień. Nie pasuję im do żadnego obrazu . daj sobie jeszcze jedną szansę. Nazwano mnie tchórzem. wtulam się w jego futro. Odkrywają w mojej sile wielką wrażliwość i chwała im za to. mały psychologu. Moje zwierzę boi się naporu ludzi. Nie pozwalasz być w tym życiu samej sobie. 29 kwietnia Dzisiaj odeszłam od grupy. 13 maja Wsłuchując się w stukot pociągu z Katowic do Częstochowy. Życie przecieka mi przez palce. obca myśl . na to zawsze będzie czas. Nie ufam innym. To znaczy nie ja planowałam. To jest idealny stan zawieszenia. ze swoim ciałem. tylko jakaś natrętna. Basiu. Mijam się ze sobą. Gorzej bywało. Pojechałam do Warszawy na Stare Miasto. ani zła. bo nie ufam sobie.słońca. 12 maja Wzbudzam dystans poznawczy wśród znajomych. Cezar pachnie zmokłą kurą. ani formy pośredniej. który i tak zaciska ci pętlę. Podnieś się jeszcze raz. Tylko te zapisane strony wytrzymują z tobą. czołgałaś się i udawało ci się.

wciskała się we mnie jak ostry strumień wody w wolne ujście. Jak długo można jej oczekiwać? Jak długo można pragnąć jednego zastrzyku morfiny lub heroiny, lub czegoś o podobnym działaniu? Jak długo można być niewolnikiem? Jak długo można z tym żyć? 14 maja Ty nie będziesz, Baśka, psychologiem. Ty będziesz cierpieć z nimi wszystkimi - z tymi, co czują i widzą więcej, tak jak Ty. Bezsenność sprowadza mnie do parteru. W takiej pozycji zawsze trzeba było zabić przeciwnika. A teraz leżę i nikt nie chce mnie dobić i bardzo dobrze, bo nie byłoby mu to wybaczone. 15 maja W Poradni Zdrowia Psychicznego jest łagodna przemoc w imię pomocy, z której druga strona musi skorzystać. Żyję tak, jakby wisiał nade mną zastygły wyrok, który sama na siebie wydałam. W wydawnictwie widziałam okładkę książki i przeczytałam posłowie Kotańskiego. Napisałam zaakceptował. część teoretyczną pracy magisterskiej i Docent ją

Kwestia - otruć się czy powiesić - zawsze jest do rozwiązania. Jestem rozdarta na małe, kolorowe kuleczki, które nigdy nie połączą się w całość. Są obok siebie, pozornie zgodne i bliskie, ale każda z nich ma inny odcień życia. 27 maja Za bardzo chcę wiedzieć, kim jestem. A są na świecie istoty tak nieznane, że człowiek drży z przerażenia przed ich poznaniem. 5 czerwca Cezar skończył pięć lat. Tak, przyjacielu, zawsze jesteś przy mnie. Zaliczam czwarty rok studiów. Zbyt często myślę o przyczynach mego odejścia z domu jedenaście lat temu, zanim stałam się chora.

11 czerwca Nie należy przeszkadzać ludziom wokoło, są bardzo zajęci, zapracowani, gubią się i nas też, w małych dziurach kieszeni, tak jak drobne monety spadamy z delikatnym pobrzękiwaniem i mija nasz czas. Nigdy wcześniej nie stałam tak z boku ludzi i nigdy nie byłam tak blisko ich spraw. Czuję, że chcą się do mnie zbliżyć, ale jeszcze nie potrafię opowiedzieć im swojej historii. Nie potrafię im powiedzieć, jak bardzo byłam chora i że trwam nadal w obsesjach, które będą się mną opiekowały przez lata jak najczulszy kochanek, aż im ulegnę. 13 czerwca Coś we mnie rośnie. Nowe pomysły na pisanie dojrzewają, by zaowocować. Kiedy mnie dotykasz, wydaje mi się, że topnieję odkrywam się, ba, rodzę, ale to jeszcze nie mój czas ani nie Twój, ani tego dziecka, któremu każesz przyjść na tak okrutny świat. 25 czerwca Barbara Rosiek obchodzi swoje dwudzieste piąte urodziny. Wizyta u psychiatry to nowa recepta, i słusznie. Zaliczyłam czwarty rok studiów. 29 czerwca Noszę w kieszeni śmierć, pieszczę ją między palcami, wygładzam, naciskam czułe punkty. Dlaczego zmuszacie mnie do życia, przecież mam prawo do własnej śmierci? Dlaczego osaczacie mnie podstępnie miłością i błagalnym wzrokiem, szantażujecie mnie własnym obłędem? Dlaczego nie mogę być wolna? 1 lipca Zaczęłam praktykę w Centralnym Szpitalu Klinicznym w Ligocie, na

neurologii. Musiałam opowiedzieć życiorys mojej szefowej i stwierdziła, że boję się naruszenia obrazu własnej osoby, mam frustracje z powodu zaniżonej samooceny, zbyt duży poziom lęku, napięcia i niepokoju. Diagnoza błyskawiczna i trafna. Mieszkam w akademiku na Tysiącleciu na „waleta” w pokoju koleżanki. 3 lipca Badam młodą dziewczynę z padaczką, mam szansę nauczyć się diagnozy neuropsychicznej. Odstawiłam wszystkie leki i zniżkuję. Wieczór. Nie wiem, co jeszcze się dzisiaj wydarzy. Mieszkam na dziesiątym piętrze. 6 lipca Testuję pacjenta za pacjentem. Jest to wyczerpujące dla obu stron, a nawet psycholog jest bardziej zmęczony. Dzisiaj moja szefowa opowiedziała mi swój życiorys. Bez diagnozy z mojej strony. 10 lipca Zastanawiam się nad sensem badań organicznych. Zastanawiam się nad sensem bycia psychologiem, formą pomocy ludziom, bycia z nimi. 12 lipca To jednak jedenaste piętro, a nie dziesiąte. Za oknem widać widmo białej damy. Zagląda do pokoju i zasłania światło. Wszystko przemija jak wiatry z różnych stron świata. Błąkam się po mieście bez jednej dobrej myśli w sobie, bez uśmiechu do przelatujących ptaków, bez ciepła w dłoniach. Dzisiaj zbadałam trzech pacjentów. Moja szefowa pojechała na tydzień nad morze. Dzisiaj przestałam się bać śmierci.

14 lipca To dla nich stanę się niezagojoną raną, wiecznym bólem, otchłanią bez końca. Jestem martwa. 19 lipca Przygotowałam śmiertelną dawkę leku. 10 lipca Śmierć także mi nie wychodzi. 26 lipca Podnoszę się codziennie z łóżka na jedenastym piętrze, z fotela na piątym piętrze kliniki, na ulicy podnoszę głowę i dostrzegam w tłumie pojedynczych ludzi. 28 lipca Kończę staż w Klinice, wracam do domu i zaistnieję inaczej. Poczułam się zagrożona w moim Królestwie. Czytam wielkich romantyków. Może to jest na teraz jakieś wyjście. Tak słonecznie dzisiaj, przecież to lato. Kwitną moje herbaciane róże. 5 sierpnia Moje życie - jedno wielkie, niedokończone samobójstwo. Pisanie jest szaleństwem, ale nie jest obroną przed obłędem. Najtrudniejsze słowo przepraszam. Nie wszystko jest poezją - umieranie nią nie jest. 7 sierpnia Czuję się jak ptak przebity w locie - spadam, a siły ciążenia działają w przeciwnym kierunku.

Jestem zmęczona, po prostu zmęczona wszystkim. Za dużo było tego i zdaje mi się, że minęło już osiemdziesiąt lat, a może sto, gdy zaczęłam wchodzić w życie. Wydaje mi się, że byłam szczęśliwym małym dzieckiem. Dlaczego później tak się wszystko potoczyło? Byłam u psychiatry, on mnie nie rozumie, ja nie rozumiem siebie. My nie rozumiemy, dlaczego jedno drugiego nie rozumie. Kim jestem po lekach? Kim jestem bez leków? 15 sierpnia Wyjechałam za miasto. Czułam, że mogę zawędrować pod Szczyt i wtedy pogrążę się, zaćpam i nic więcej nie będę mogła uczynić dla siebie. 16 sierpnia Samotność jest zniewalająca, zabija miłość, zabija osobowość. Te wakacje są koszmarne. Doprawdy nie wiem, dlaczego nie wyjechałam gdzieś nad morze, na jeziora, łąki. Co noc śni mi się wielka strzykawka, która goni mnie po ulicach Częstochowy i nabija na igłę jak serdelek, a krew spływa do ścieku. I czuję zapach opium w moim pokoju. Daj mi chociaż kawałek dłoni, jeżeli mi całej nie możesz dać. Spróbuj, może ci się uda. Nie uciekaj. Daj mi cień szansy. Poświatę cienia. Poświatę siebie. Kawałek siebie. 21 sierpnia Ból istnienia jest do wytrzymania. Nie do wytrzymania jest ból nieistnienia. 24 sierpnia Psychiatra boi się skierować mnie do szpitala. Ma rację, to koniec mojej

psychologicznej „kariery”. 1. Wziąć leki. 2. Oddać książki. 3. Pozbyć się rzeczy zbędnych. 4. Napisać nowe wiersze. 31 sierpnia Uczyniłam to, by nie uczynić tamtego. Więcej grzechów nie pamiętam. 1 września Jestem w klinice w Katowicach. Nie uciekam, nie krzyczę, pozwalam podłączyć sobie wszystko. Trzeba przetrzymać w półśnie to dziwne stworzenie w danej materii, półświadome, uśmiechnięte do innych chorych. Mózg gna jak tabun oszalałych, dzikich koni, ucieka przed ponownym uwięzieniem. 2 września Zdradziłam lekarzowi tajemnicę - nie istnieję i jestem lękiem. Nie wie, jak mnie traktować? Jak psychologa czy świra... Przyglądam się dziewczynie chorej na SM, walczącej codziennie o nowe siły. Nie chodzi, każda czynność jest bohaterstwem. Codziennie czeka na męża, który zajmuje się nią z całkowitym uwielbieniem. Nigdy tutaj nie powrócę jako pacjentka. NIGDY. 5 września Wypuszczono mnie z kliniki. Czuję ból zęba i to jest realne. Cezar położył pysk na mojej tętnicy szyjnej i wsłuchiwał się w tętno, jakby nie wierzył, że wróciłam do domu. 20 września Niedługo koniec wakacji bez wakacji. Mam chory mózg, chore myśli, chore sny. A marzenia? Marzenia są

Za wcześnie było to wszystko.cudowne. To jest naprawdę bez sensu. Ale teraz napiszesz tę pracę i nic ci w tym nie przeszkodzi. Tak szybko bratasz się ze . zupełnie nie tak. Ale jak? 24 września Kto potrafi przeklinać samego siebie? Co mnie budzi pośrodku nocy? Czy to samo. Nie da się pogodzić życia z nimi. Tylko choroby i spustoszenie wokoło. Myśl! Przemęczona jesteś. 4 października Czym jest samotność? Buntem? Pokorą? Lękiem? Winą? 13 października Muszę rozwiązać problem leczenia lekami. tak nie może być.być pacjentem albo wolnym człowiekiem. Żadna siła cię od tego nie odwiedzie. 18 października Przyglądałam się czemuś. drażni jak zła muzyka. Mój lekarz jest tutaj i pomógł mi wejść na oddziały. 15 października Badam w Lublińcu pacjentów do pracy magisterskiej. które mi towarzyszyły przez lata tego szaleństwa. Pomyśl Baśka.najpierw jestem pacjentką. co nazywają społecznością terapeutyczną. Jest ich trzynaście. Co za menażeria! Ale wiecie co? To nie tak. zmęczona życiem. Trzeba się na coś zdecydować . Zespół depresyjny to kolejna etykietka. Policzyłam rozpoznania psychiatryczne. a później współpracownikiem. To już uroda mego życia . co nie pozwala mi zasnąć? To ja.

wyzywał po kolei dziewczyny. wczuwam się i czuję. do której nadal nie jestem przygotowana. że się go nie boję? Jak uwolnić się chociaż na chwilę od samej siebie? Nieustannie się odradzać. Widzę. I oni wyczuwają moją odmienność. jak idzie roześmiana. myślą. czym będzie wychodzenie z narkomanii. Badam schizofreników. po którym wkracza się w krąg otchłani piekielnych. . tęsknota za śmiercią.tysiąc dwieście osób. 30 października Znowu szukałam Marzeny wśród ludzi na ulicy. 29 października Lubliniec jesienią przypomina mi tamten czas. Wyczuł. stawać się kimś innym. Dni mijają podobne do siebie. czym będzie codzienna udręka z marami. nigdy nie wzięłabym narkotyku. wyniszczona. Pięć lat walki na ringu z każdym wspomnieniem. ale to dopiero preludium. ale wtedy właśnie brakuje sił i nie wierzy się w powodzenie. Szalał dzisiaj na zajęciach. 26 października U Docenta rozwija się charakteropatia alkoholowa. oswajam. łączą. 25 października Gdybym wiedziała. przenikają się wzajemnie. Pięć lat pracy nad sobą. bezzębna staruszka. to ostateczna głupota. to cały wszechświat. To już nie schizofrenia. W murach tętni szaleństwo . To pora. Poddać się na finiszu. Wydawało mi się. pragnieniem. młoda. kiedy zdarza mi się tutaj powracać. rozdzielają i znowu się ścierają. zmieniać oblicza. mnie ominął i zaakceptował moje badania. z drugimi włosami. fantazja i niepojęta rzeczywistość.schizofrenikami. że bycie ćpunem i otaczające go życie jest wystarczająco koszmarne. studia.

Chcę wtedy podbiec. co może mi ofiarować. wychodzą do mnie lub włączają mnie w urojenia. a ono śmieje mi się w twarz. I już wiem. czy wejściem w stan patologii? Codziennie przekraczam to zwierzę w sobie. 5 listopada Inaczej jest mi ze schizofrenikami. by mocniej przywalić. zamknięta w wewnętrznym świecie i na kolejnych stronach dziennika. 9 listopada Czy mogę już sobie ufać? Nadal jestem zbyt blisko. Może trzeba było pozostać po tamtej stronie tęczy? 15 listopada Czy wolność jest normą. Tajemne. Nie są wypalonym drewnem. Nie potrafię nadal pomieścić się w granicach własnego JA. Właśnie teraz jestem tak daleko od ludzi. Badam ich i oni mnie testują na swój sposób. Wyznają swoje uczucia. 3 listopada Co trzeba przejść.nie chodź tam. na wyciągnięcie ręki. radosnymi uniesieniami po to. miłości. że życie nie smakuje? Chociaż zachwyca jedną chwilą. . Lek przeciwdepresyjny jest wszystkim.szukająca dostawcy po bramach. Sobie to powiedz i rozgrzej się dla siebie i innej istoty ludzkiej. przyjmując postać nikczemnej bestii. Marzena. chwycić ją za ramię i powiedzieć . ze światem realnym. tam śmierć. że w lodówce mieszkają małe zielone ludziki. Po co mi to wszystko? Szarpanie się z ludźmi. Powiedz sobie cicho japońskie „tak” (OESH). jakby wiedziało. Sted. które żywią się szynką. kiedy nadejdzie mój czas. Nie mam depresji. i urąga mi. że się na pewno poddam. Mój psychiatra także jest bezsilny. by w rozpaczy powiedzieć. Namacalnie.

Film będzie o naszym klubie i o pani Marii. Podpisałam książkę własnym nazwiskiem. Mam ochotę powiedzieć wam „a gówno”. oszalałabym bez codziennych porannych narodzin.akt spełnienia lęku. ale od dawna nie przeklinam. nie będę ukrywać twarzy. kiedy przy Tobie nie śmiałam się. 7 grudnia Pojechałam do Warszawy zaproszona przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych. To siła Twojej miłości wyzwala radość i zbawczą energię życia. kiedy umiłowało się stan całkowitego zatopienia w morfinowym morzu. Grudzień to miesiąc wiele razy przeklęty. który był alkoholikiem i po śmierci Stachury zatrzymał się.28 listopada Czy oni znowu mi nie wierzą? Wszyscy mnie podejrzewają i nikt nie ufa. inaczej być nie może. Kiedyś popełnię samobójstwo. Czułam. które codziennie popełniam . Wybacz mi.wspomnienia o życiu. ich żadna siła wewnętrzna nie odwróci. 3/4 grudnia W ten dzień chciałabym zmienić stan materii i stać się mgłą. Zgodziłam się na zdjęcia bez cienia. lecz odczuwam już nowy rodzaj wibracji . więc i ja powrócę do niej. Wszystkie daty kojarzą mi się z różnymi rocznicami ćpania. Panie Boże. Nagrywałam mój tekst przez wiele godzin. szalonym poetą. 6 grudnia To obłęd. Poddaję się. 12 grudnia Spotkałam się z Jerzym. że jest cały pogmatwany i był mi tak . Nie pamiętam. bym sama mogła walczyć z sobą. że może być inaczej. To zmiany biochemiczne w mózgu. Muszę to robić. Ta choroba jest nieuleczalna.

19 grudnia Oj. Dorota. tak silna bywa więź emocjonalna. Ściskało mnie w gardle jak przed ważnym egzaminem. każda zajęta własnym umieraniem. żyje w nas w ciągłym ruchu. A może znowu zbyt wiele pragnę. w czasie przeszłym. Nie wiedziałam. Żeby chociaż sen. 13 grudnia Pojechaliśmy z kamerami na Białą Salę. i na jutro. Tak kiedyś pisała Anna. jeszcze opętani innym rodzajem szaleństwa. Może sił starczy na jutro i na jutro. . nie potrafię opowiedzieć im o swoim świecie. całkowicie zniszczona. To cała epoka w życiu ćpuna. Noc. Basiu. jestem daleko od plotek.bliski. Poznano mnie tam. jakaś siła odwodzi mnie od tego i każe wracać do domu. ja na odległej od ich widzenia świata. kłębi się. Po prostu taka już jestem. zwykłych codziennych spraw. Nie umiem mówić o niczym. Niełatwo jest uciszyć myśl wzbudzoną bolesnym wspomnieniem. co mam tym ludziom powiedzieć. Ponad sześć lat. Byłyśmy tak blisko i tak daleko. Czasami podcina kolana lub zwala człowieka. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi.zna się latami każdego pacjenta z odwyku. Byłyśmy tutaj z Marzeną. Co tak mnie gna w tamtą otchłań? 24 grudnia Kiedy wędruję po ulicach z zamiarem odwiedzenia znajomych. 14 grudnia Poruszyłam kamień z lawiny i czekam na katastrofę. bez żadnej wiary w jakąkolwiek szansę. Oni jeszcze z przeznaczeniem na śmierć. To jest charakterystyczne . zadaje ciosy. boję się o ciebie. piękna dziewczyna. bolało w skroniach. Żyć się chce i umierać się chce. Oni byli na jednej planecie. Umiera się przelotnie.

To. która trzyma wszystko w całości. Piję szampana z nimi i w zaspach śnieżnych chodzimy po lesie. 5 stycznia 1985 roku Tak. kiedy mam złe myśli. Kończy się kolejny rok moich śmierci. To cena wolności ruchów. stawało się w moim życiu rzeczywiste. gonienia z Cezarem za kuropatwami po łąkach. z pełnym planem. Kiedyś weszłam w głąb siebie. Pracuję nad pracą magisterską. mój Mały Przyjacielu. Samobójcze mam myśli. Myśli samobójcze mam. poznając mrok czerni i odcienie szarości. Jestem szalona. kiedy przegrywam? 6 stycznia Duszność. Zawsze byłam na ostatniej orbicie do odpadnięcia. Nie odczuwam niepokoju. Zrobiłam dla nich śniadanie. 30 grudnia Odważyłam się spędzić Sylwestra inaczej. twoje serce znowu bije niespokojnie. Doprawdy nie wiem. Samobójcze myśli mam. drżenie. i zdławiłam zwierza. co nierealne. Mam myśli samobójcze. w pogmatwany labirynt i oślepłam na kolory życia. zabiera mi czas przeznaczony na moje pisanie. 18 stycznia Mam samobójcze myśli. ale w tym szaleństwie jest niesamowita metoda. I tego można w życiu dokonać. jak ty to czujesz? Czy można modlić się o sen? Jakim kosztem przegrywam. . Jerzy jest „umarłym alkoholikiem”. Myśli mam samobójcze. W lipcu byłam przygotowana ostatecznie.

że nie powiedziałam.19 stycznia W nocy miewam halucynacje słuchowe i wzrokowe. 31 stycznia Nadal śnię. Nic więcej nie mogłam jej powiedzieć. bardzo zajęta odchodzeniem i wracaniem tutaj. 26 stycznia Zaliczyłam seminarium magisterskie na pięć. 22 stycznia Wykład z etyki: Życie jest największą wartością człowieka. plan związane są z jej nazwą i pragnę jej silniej niż narkotyku. 30 stycznia Przesypiam. Wiem tylko. . Jestem zajęta. przywołując cienie. Lekarz chciał mnie skierować do szpitala. że nie mam psychozy. 28 stycznia Znowu błąkam się po ulicach miasta. Śnięte ryby nie mogą dorżnąć się same. Krążę po orbicie swego samobójstwa. Dopełnione samounicestwienie. nie przyjęłam pomocy. Każdy ruch. wdrapać się na kulę zwaną życiem i starać się na niej utrzymać. Ktoś mnie odwiedził. Byłam w Przychodni Zdrowia Psychicznego osaczona śmiercią. ale nie pamiętam. Nie chcę już tutaj być i nic nie mogę na to poradzić. Gdzie jest wyjście z tej sytuacji? 4 lutego Ktoś ma do mnie żal. myśl. Uśmiech mamy. To trzeba zrobić samemu. ale tam bym ją odnalazła. Po lekcjach jestem jak śnięta ryba i o to chodzi.

Mam rodziców. Bałam się tamtych wspomnień z dzieciństwa. Pogłaskał twarz tego szaleństwa. Mam głupią nadzieję. A oni chcą. zostawiając dwoje małych dzieci i siła macierzyństwa nie powstrzymała jej. Bałam się sama przed sobą powrotu do tamtych lat.Patrzenie w sufit wydaje się bardzo ważnym zajęciem.. Samotność mam i bezsenne noce. Jak silny jest cios skierowany w siebie. Jestem taka bogata. 10 marca Dlaczego przemilczałam pierwsze lata narkomanii w Pamiętniku? Muszę to dopisać.: Mam psa. Mam miłość. którzy mnie kochają bezgranicznie. 21 lutego Pogrzeby są tańsze niż leczenie jednego ćpuna. bym była tu i tam. 12 lutego Byłam u psychiatry i śmialiśmy się z mojej śmierci. które pozostawiały obrzydzenie. I szaleństwo posiadam. Ile kosztuje leczenie chorego społeczeństwa? 8 marca Stan posiadania Barbary R.. niechęć przyprawiającą o nieznany obłęd. A jednak Sylwia Plath odeszła. kiedy musiałam wybierać rzeczy. Mam trochę przelotnych koleżanek. że może jeszcze warto pożyć. . pisanie i prochy zalecone przez psychiatrę.

16 marca Anno. Najbardziej boje się ludzi normalnych. Nie popełniłam samobójstwa. Dlaczego nie ma psychologii miłości? Ile może być krzyku w milczeniu. Istnieje Barbara Rosiek. Mama macierzyństwa i osacza mnie pancerzem miłości.. wytłumaczyć. Właściwie nie wiesz. Do diabła z psychologią. nie pojmuję kręcenia się wokoło. z czego leczy mnie psychiatra. Anna pyta. A przecież niektórzy twierdzą. wiesz. Żywy nie wie. Co ja takiego sobie uczyniłam? 21 marca Wiosna jest zimna i ponura. rozmawia z ludźmi i udaje. I tak na przedwiośniu przyjdzie mój czas. Ona chodzi sobie po świecie. przypisać etykietkę. 9 kwietnia Język psychologiczny przydaje się. sadzę. że nic się nie stało. Tak. To . coś przeczuwa zmysłem Justyna przeżywa jakieś tragedie w małżeństwie. jak się umiera. Anno. lecz niewiele dostrzegam.15 marca Usiłuję wpatrywać się w życie codzienne. Tego nikt nie wie. ale mnie nie ma. To demon psychopatii trawi jej męża. można wszystko nazwać.. że jestem inteligentna. 15 kwietnia Boję się nadal drugiego człowieka. Tego nie wiemy oboje. Umarłam. a serce nie nadąży za innym czasem. Chodzi po świecie jak skopany pies. uśmiecha się do słońca. 13 kwietnia Witam. że to się stało. kiedy ciśnienie rozerwie klatkę piersiową.

11 maja Zamiast się uczyć. wytrwali. mocy. prawa. Nie potrafię uczyć się teraz psychologii. . To oczywiście szaleństwo powierzać mu swoje tajemnice. 13 maja Skończyłam pisanie. 21 kwietnia Miłość niesie w sobie ogromny ładunek tajemnej siły. niczym zagadka czarnych dziur we wszechświecie.matematyczna niewiadoma. 7 maja Wiktor Hugo: Miłość to spełnienie. 1 maja We mnie siedzi złośliwy chochlik. Basiu.wielka kosmiczno . nie wyrzekaj się swego buntu. Przygotowuję się do egzaminu magisterskiego. lecz kocham schizofreników. Tajemnica naszego mózgu. w kilka dni napisałam 100 stron. Dziękuję ci mój Mały Przyjacielu. ile zostało we mnie? Nie można wszystkiego ujawnić. ale dzięki jego obecności jeszcze JESTEM. To oczywiście w stylu mego szaleństwa. A może dziewięćdziesiąt procent. który szepcze. Trzeba zachować w sobie część tajemnicy. silni i ulegli. bym uczyniła źle. piszę nową część drugiego wydania Pamiętnika. To nasza tajemnica. To za jej sprawą jesteśmy pokorni. upadamy i podnosimy się. Nie wyrzekaj się siebie. Ile zawiera dziennik. 4 maja Zabraniam memu psu starzeć się. która wynosi poświęcenie ponad majestat Boga. Nigdy. społeczeństwa. żyjemy i przebaczamy.

i wyrzuciłam. skończonością nieskończoną. że nie warto tłumaczyć się przed niektórymi ludźmi. by to uczynić. samobójstwem bez samobójstwa. Nigdy nie pytałam. Jakie mam szanse w świecie innych układów? Dzisiaj poczułam. Osaczyło mnie wielkie oczekiwanie. Kupiłam narkotyk i płakałam nad tym gównem. Co mnie czeka w świecie układów dorosłych? 25 czerwca Skończyłam dwadzieścia sześć lat. przed dojściem do mety. trzeba przestać być małą dziewczynką. że muszę żyć w specyficznym napięciu. którą trzeba stale uprawiać. Spłonęło. Do pieca. czy dane mi będzie to przeżyć. przekupstwem samej siebie. zaćpać. W lęku człowiek zwycięża i w lęku odchodzi. rodzą dzieci. 25 maja Ironią przebrzydłą jest to wszystko. Rosiek. Anna ma rację.17 maja Oddałam Docentowi gotową pracę i czekam na termin obrony. Schudłam dziewięć kilogramów. których nie popełniam? Może dlatego. to sztuka. umrzeć. 28 maja To nie w moim stylu poddawać się na finiszu. że nie . 15 czerwca Jak się to dzieje. Dziewczyny z roku wychodzą za mąż. modliłam się i przeklinałam. absurdem. że milcząco wyrażam zgodę na przypisywanie mi win. stoczyć się. psychologiem. To takie proste. Gratuluję ci. Pokochać. spaść. 11 czerwca I jesteś. Nie ma nic prostszego w naturze ludzkiej. Czas spełnienia kobiety. lecz kusi cię.

czarne dziury nieznanej rozpaczy. którym mogę to powiedzieć. To akurat mi się udało. Czy to coś oznacza? Czy jestem teraz kimś innym? Mogę pomagać ludziom tak. 26 czerwca Pięć lat innego życia plus oczywiście zagubienie się na drugim roku studiów. To wieczne marzenie. jak płatek śniegu na rozgrzanej dłoni. można odkrywać coraz to nowe orbity przeżywania. mają wolne etaty. że tam potrafię się odnaleźć. 29 czerwca Oswajam w sobie nowe zaistnienie. by przeżyć. czuję. Tyle we mnie planów. potrzebuję tego. galaktyki z innymi zachowaniami. nowe światła nie znanych gwiazd. Zaczynam załatwiać pracę w częstochowskim szpitalu na Tysiącleciu. nadziei i topnieją pod wpływem jednej myśli. Udało mi się. Tym razem są ludzie. 7 lipca Czy można być niedokończoną kobietą? 8 lipca Podróż w głąb siebie nie ma końca. Pięć lat ochrony szaleństwa. Pięć pobytów w klinice. natrętny jak potrzeba wody. 1 lipca Przychodzi głód. Chcę pracować na psychiatrii. To doprawdy niepojęte.potrafię odejść. które nigdy nie może się spełnić. . że jestem szczęśliwa. Jestem psychologiem. jak wszechświat. Wędruję po znajomych miastach i głoszę. chęci. jak ja tego pragnę.

12 lipca A jednak jest ktoś w moim życiu. kiedy tu powracam i jakaś siła mnie tu pcha. Ordynator zgodził się na moje przyjęcie. Po pięciu latach ćpania. szkolić. w strachu przed swoim cieniem. Ale przyjdzie i jego czas. ale już nigdy tego nie zrobię. dotyk dłoni. 26 lipca Mam pewne trudności z przyjęciem do pracy. Czy to aby nie kolejne szaleństwo? 23 lipca Dorota nie żyje. Dałam się namówić Kotanowi. przytulenie. w lęku przed każdym gestem świata. obrzydzenia do siebie. Coś mnie gna z mego Królestwa.11 lipca Odebrałam w wydawnictwie sygnalny egzemplarz Pamiętnika. . Pośpiech i spowolniały kadr. Głos. Ciągle trzeba się gdzieś podpisywać. kiedy odchodzę. przysłuchiwać. Nie chcą pokazać tego filmu. Odeszła po zakończeniu filmu. musi natrafić na kolejną odwilż. Obawiam się pewnych trudności. związanych z moim przyjęciem do pracy. W filmie opowiada swoją wędrówkę zaraz po mnie. że ja nie żyję. poniżenia. spojrzenie. 28 lipca Ludzie sądzą. 30 lipca W „Trójce” był wywiad ze mną.

nieodwracalne i ostateczne. Jesteś? Więc tak to ma wyglądać! Nie można wejść na drogę. prosto pod skrzydła ordynatora. jakich układów. Czy chcesz. Trzeba było to zrobić naprawdę wtedy. Więc zobaczymy. A może pojadę daleko. zatracając sens . 4 sierpnia Wszystko powoli dopełnia się. Czuję. zaiste jak młody Bóg. Nie ufa mi. którego wszyscy chwalą jak Boga. że oni się boją. Mam dwadzieścia sześć lat i nie potrafię się podnieść. . bo dziesięć lat temu byłam pacjentką psychiatryczną i to wystarczy. Brakuje mi sił. bym do ciebie przyszła? Nie mogę. 1 sierpnia Ordynator załatwił mnie w minutę. Lecz tak się nie stało i jestem. Wyrok zapadł. Amen. Może jutro gdzieś powędruję. Zbyt daleko teraz nie można odejść.31 lipca Jutro idę do pracy. 2 sierpnia Czuję się wypalona jak trawa po pożarze oazy. Widzę w ich zachowaniu panikę. po której oni kroczą jak zastępy tchórzliwych zwierzątek. nie wiem czego. Wyroki bóstw są okrutne. A kiedy jest właściwy czas na życie? Teraz i tylko teraz. wybrałam życie.poranne wstawanie i nowy dzień. czym jest to bóstwo. Nie mam siły na życie. Wokoło piasek i pustynia. odezwij się w moim śnie. Proszę. Nie nadaję się do pracy jako psycholog na jego oddziale. To jednak nie mój czas. kogo. Chyba jest na to za późno.

Nie napisałam nic ponad to. O Boże. Tyle jest mocnych drzew wokół internatu w lesie. Wierzy. a nie do umierania. Napisałam nowe podanie. Tak mocno wierzyłam w powrót tutaj.nie tam! Anna czuwa nade mną po drugiej stronie słuchawki telefonicznej. chociaż już nie wiem do jakiego życia. że wstanę z łóżka i zbiorę się do życia. 8 sierpnia W nocy powróciły halucynacje słuchowe. Basiu? Cezar nieufnie obwąchuje bagaże. I słyszałam zbyt wiele jak na moją wytrzymałość. Miasteczko przygląda mi się i ja jemu. a co stratą? . Co jest porażką.5 sierpnia W Lublińcu potrzebują psychologów. pogrążyć się. zapić. 6 sierpnia Chcą mnie w Lublińcu. Ordynator okazał się słabszy ode mnie. nie chcę zaćpać. nie . który jest nową ciszą. wyrwana z domu w zły czas. Ja nie chcę umierać. lecz skończyły się i usnęłam krótkim. Czy można zaistnieć w małym miasteczku psychiatrycznym?! 13 sierpnia Dokąd znowu. Zamieszkałam w internacie.. usiłują odczytać z mojej twarzy czas kolejnej rozłąki. jakbym chciała z murów wyczytać swój los tutaj.. szarpanym snem. Najtrudniej zrozumieć sprawy oczywiste. Czy miał świadomość ryzyka? 12 sierpnia Podnoszę się powoli. Ile razy podnosi się człowiek? Dopóki starczy sił. krótki życiorys o skończeniu szkół.

największa z największych. Ukrywam wszystko. nie uznaje innego miejsca do życia. Powrócił spokój ulic i tłumu. zmywające kurz z rozgrzanych ulic. Czasy. jeżeli było mi dane zaistnieć tyle razy. Mam szefową. Zamiast obiadu kupiłam książki. pojutrze. Mam swoją samotność. Pokój w internacie jest ponury i obskurny.. co się wydarzyło.. Każde odchodzenie to deptanie kwiatów i powstawanie nowych odmian. którą gubię na spacerach w lesie lub na cmentarzu. Nie czuję się zagrożona w mieście. układy i ludzie nie sprawdzili się. w radosnym uniesieniu spełniając misję. Uczyniłam tak wiele. 23 sierpnia Muszę żyć. 20 sierpnia Dostałam angaż na trzy miesiące. I tak nadejdzie ta Pani w najmniej spodziewanym momencie.2 stu dziesięciu psychotyków.15 sierpnia Oddycham wolną Częstochową. która wypowiada swój niepokój. 19 sierpnia Kiedyś pytałaś mnie. i będę oddychać nową nadzieją. Anno.oni psują się od wewnątrz. Jestem psychologiem na oddziale 0 . kim są ludzie z personelu. głównie schizofreników. nie czuję się osaczona. Pierwsza bezsenna noc tutaj. cały ten układ. . Przed znajomymi ukrywam wyjazd do Lublińca. Mam pęk kluczy do drzwi i tajemniczych bram. Otrzymałam życie jak tajemny dar Boga i trzeba z niego korzystać do końca. Nie wiem. co uczynię jutro. Cezar musiał pozostać w domu. Dogoniłam siebie. Witaj wielka psychiatrio. zamykam w środku niczym przeklętą perłę w nadgniłej muszli. za rok. To chyba tak . by tego dokonać i mam nagromadzoną siłę do przetrwania kryzysów. które na pewno nadejdą niczym letnie burze. Wypływam na mielizny.

Dałam książkę szefowej. 29 sierpnia Oni są nieskończeni w swoich urojonych światach jak Kosmos. Na razie usiłują mną manipulować. ale i tak pokój jest paranoiczno depresyjny. będę mogła zaistnieć w ich świadomości jako swoja. co dalej. Jak mnie przetrawią i nie zatrują się. 26 sierpnia Andrzej ma dwadzieścia siedem lat i jest opętany przez szatana. przeżuwają i trawią w majestacie. Ma nakazy potępienia i nie je.25 sierpnia Mieszkańcy małego miasteczka żywią się plotkami jak planktonem. Ze Stasiem rozmawiam o ruchach planety nad Lublińcem i zakładaniu podsłuchów. Umyłam okno. niedostępnej psychiatrom. zamykani przestrzenią stają się nośnikami Wielkiej Prawdy. Zabójcę przewieziono do aresztu i umrze tam niewątpliwie. To są zamki z piasku albo bańki mydlane. zawiesiłam firankę. Czuję się jak wrzucona na głęboką wodę nieznanego jeziora o idealnie spokojnej powierzchni i. macham rękami. Sparaliżowany pacjent zabił swoją żonę. lepiej tak niż drogą plotki. by utrzymać się na niej. Tym jest tutejsza rzeczywistość. . Smakują mnie. Spokojnie podchodzę do nieznajomego. bo jest bardzo chory. przez co chudnie bardzo szybko i ma szansę umrzeć w całkowitej ascezie... kiedy ona zabawiała się z kochankiem. by załatwić swoje stare porachunki. ale nie pytajcie mnie o to. tocząc się na wózku inwalidzkim. Konsumują. Mam orzekać o jego stanie psychicznym z szefową i dyrektorem. Wędrują po wyznaczonym odcinku czasu. robiąc zamęt.

Kiedy wchodzę na oddział. dlatego ich agresja kierowanie jest do galaktyki.30 sierpnia Nie zdechnę z głodu. Co za perfidne stworzenia. Co robić. wzajemnych podgryzań. . przypominając las skamieniałych drzew. a po południu zbijają meble i tak od początku. Szpital staje się dla moich pacjentów zapomnianą wyspą.powiedziała do mnie młoda schizofreniczka. W nocy chodziły po nim szczury wielkości kotów i zapładniały jego żonę. że po studiach trzeba być idealistą albo idiotą.albo się biją. Kto tu rządzi? Poznałam nowy rodzaj odmienności seksualnej . Usiłuję pojąć układy małomiasteczkowe. bo utrzymują mnie rodzice. a potem. Zawsze jest to stan wskazujący na spożycie alkoholu. rozmowy. Najpierw rozbijają na sobie meble. gdzie zanika w drodze do światła. Kończą nad ranem.kopulacja w lewitacji. albo kopulują. 5 września Poczułam się jak w akademiku. . Godziny badań. 4 września Uczę się psychiatrii na co dzień. Moi sąsiedzi zajmują się dwiema sprawami . klik. Każda próba wymarszu stąd może skończyć się otwartą wojną. ale to jest trudniejsze od tajemnicy schizofrenii. otoczoną ironią zdrowych i nienawiścią rodzin.Nie mogę opanować mnogości moich światów . kiedy są wyczerpani walką. taki system. kilku katatoników zastyga w bezruchu. Nie potrafię rozszyfrować stronnictw. 6 września Mężczyzna w delirium po wypiciu „Bałtyckiej”. I totalna bezradność w działania. padają w zespoleniu.

gdzie pozornie jest schizofrenia z defektem. Nie można żyć w radosnym napięciu. tkwią duże możliwości. Jeszcze się nie wyciszyli. 15 września Wczoraj było mi tak dziwnie.To wszystko jest beznadziejne . a dzisiaj trochę lepiej się mam. Praca mnie wchłonęła tak bardzo. W pokoju jest zimno.10 września Pan Staś odbiera w mózgu stacje nadawcze z USA i ZSRR. ale trzeba nauczyć się słuchać. zimniej niż na dworze. i jest idealną ciszą. utkany z niewidzialnej. długo to trwa. Już myślę o moich pacjentach. nie pasuję im. więc czekają mnie infekcje. Przekazuje informacje o zagrożeniu z obu stron. które odczytują tylko wtajemniczeni. że nie widzę innego świata i to także jest niedobrze. . którym nie udaje się rozebrać zabawki na części. Intryguję ich. więc nie wolno się poddać. Tam. Szukamy złotego środka na choroby psychiczne. bo spalam się zbyt szybko. 13 września Nieustannie docierają do mnie plotki. że Cezar musi pozostać w Częstochowie. jeżeli potępiający głos salowej jej nie przestraszy. 17 września Malowaliśmy nastrój na zajęciach z psychorysunku. a nadmiar energii krąży w obiegu. płynąc we mgle oparów neuroleptycznych. Tylko smutno. wsłuchiwać w delikatny świat. Każde jej spojrzenie ma inne znaczenie. Zabrałabym go na spacer do lasu.powtarza w chwilach smutku. Afera nie może wybuchać. Tajemnica schizofrenii jest oczywista i jedna. . Można ją poznać. zdrowe fantazje i pragnienia. Młoda schizofreniczka czasami delikatnie unosi się nad podłogą. a nie potrafią tego odkryć i są rozdrażnieni jak małe dzieci.

że to amerykańskie sputniki. twierdząc. 20 września Czy istnieją niebezpieczni chorzy? Wiem na pewno. Ten szpital może kiedyś runie. W ośrodku myśleli. Co ja mogę z tym zrobić? 26 września Pojechałam z ćpunami na leczenie do Świbia. że mają do czynienia z młodą psycholożką. że uda im się dotrzeć do lekarza. Wyżywienie w stołówce jest zbrodnią przeciwko ludzkości. 23 września Doprawdy nie wiem. chyba emocjami. że istnieje personel niebezpieczny dla chorych. Gotowanie jest dla mnie stratą czasu. Oddaliłam się od tamtego czasu. Byli bardzo zaskoczeni. która nie ma pojęcia o narkomanii. Nie przyznaje się do tego.srebrzystej nici i złotego pyłu westchnień. Ale oni nie pozwolą mi zapomnieć. Co za swoisty kanibalizm. I od razu okazało się. męczyli się. jakby zamknięta w urojonym świecie moich pacjentów. Szefowa zaganiana. że mamy wspólnych znajomych.Sputnik działa. Pacjenci codziennie wierzą w swoje wyzwolenie i w to. więc w końcu powiedziałam im. Wygłodzona wpadam do domu. wybił szyby przy drzwiach wejściowych. 25 września Coraz częściej sama prowadzę społeczność. przed którym drżą nieustannie i nie potrafią się obronić. wyciskając nowe piętna niewoli na ich obolałych ciałach. to paranoja psychiatrów. że ja to ja. Staś . jak tu żyję. . I na tym sprawa się zamyka. Niedługo książka ukaże się w księgami i zacznie się ciche polowanie. podgryzany przez dół i górę. ale dostępu bronią cerberzy i zioną nienawiścią. Usiłowali mnie podbierać. Są przeciążeni na wszelkich łączach. pochłaniam jedzenie i wracam do Lublińca.

Dawki neuroleptyków są tak ogromne. Usiłuję ingerować. a teraz pokrzyżowałam jej spokojną egzystencje. mimo że są nazywani schizofrenikami. plany na nową działalność w urojeniach. nie wie nawet Bóg schizofreników. gdy nie było szefowej. Zażywane leki powodują wieczną pustynię w ustach. ale co z tego będzie. Chorzy potrzebują dużo płynów. Ostatnio podajemy im truciznę i chcemy ich zniszczyć. Książka rozchodzi się w kraju. manipulując ich zachowaniami. Salowe to wykorzystują. pogorszenia. Na oddziale trwa walka o parzenie herbaty. aby poniżać chorych. że przeraża mnie traktowanie pacjentów przez niektóre salowe. 27 września Objąć te sto dziesięć psychotycznych życiorysów. że będę znana. kiedy w nas jest tyle światów? 2 października Cześć chorych przenosi urojenia na nas. Pacjenci wiele czują. zamysły samobójcze . aktualne stany. że jestem z nimi Nieprzebrane rzesze wiernych na całym świecie modlą się świątyniach . przez miesiące wspólnego bycia stajemy się dla nich najbliższymi osobami. że nie można tego inaczej określić. Po co szukać daleko. Częściowo mają rację. by nie dochodziło do drastycznych sytuacji. Pielęgniarka oddziałowa obawia się zagrożenia swojej władzy z mojej strony. To ci ze zwiększoną skalą psychopatii podkręcają sznury.to praca Tytana. Do tej pory była najważniejsza. kumuluje się nad Lublińcem i powoduje skandal w postaci szkalowania nowej ofiary lub szukania winnych za poważne wykroczenia. Kolejny atut władzy i możliwości szantażu. Jest zaskoczona. Wyczuwają zło niektórych osób z personelu i wiedzą. Obłęd uderza także w nas. 30 września Co jakiś czas wybucha nowa paranoja psychiatryczna.Zanosi się. polepszenia.

ale zagrożenie minęło. ale kiedy nadchodzi. a ja już mocno siedzę w dorosłym życiu. sprężonym powietrzem. W wydawnictwie dowiedziałam się. Szpital znowu zaatakowały sputniki. napadając na mnie na korytarzu. lecz on go mocno trzyma w objęciach. Inny pacjent wymyślił koncepcję mordowania ludzi w szklanych kulach . Sanitariusz skaleczył rękę. oni zrozumieją. Za mocno tutaj żyję. Wezwano posiłki z oddziału 0 . Uczelnia rozpoczyna zajęcia. Skąd się biorą te wszystkie wizje? 14 października Pani Jadzia co jakiś czas poddusza mnie z miłości.zajmowanie się pacjentami w psychiatryku i przejmowanie się ich losem zostało uznane przez salowe za totalnego świra.w próżni i nadciśnieniu. Rozmawiałam przez telefon z Anną. Nie mogę być smutna TAM? Mogę. boli jak dawniej i nie chce odejść na zawołanie.4. zapominam o własnym życiu. że o książce już jest głośno w Polsce. 4 października Byłam w Katowicach.wyznań. 6 października Jestem znowu inna. Ale CUD jest TUTAJ. pacyfikacja przedłużała się. wybijając szyby na odcinku A. Zanik uśmiechu. 11 października Biorę się za bary z szatanem Andrzeja. odebrałam dyplom. rozpraszam się na wiele czynności. 8 października Odkrycie na miarę epoki . którego nie wyobrażałam sobie jeszcze przed rokiem. mózg pacjenta uśpiono na kilka godzin. To kolejna ucieczka przed .

Pacjenci wierzą mi. mimo że pracuję tutaj. On także niegdyś umierał dla przyjaciela. Czuję ich ból w sobie. którego nie mam. 30 października Mniej marzę? Czy wchłonął mnie ich świat? Marzenia straciły swoją moc wobec schizofrenii. nie liczyć kopulacyjnego rozejmu. Układ . Nie potrafię wieczorami wyhamować układu siatkowatego i bezsenność trawi mnie jak podstępna choroba. Czy może być inna kara dla niej niż ten los? Sąsiedzi są na etapie katowania się i wyrzucania z pokoju. A może ja śnię na jawie? Jest mi tak. Trochę oddaliłam się. jeżeli sadomasochistyczny. moje wadliwe krążenie nie ogrzewa ciało. nieokreślenie inaczej. że się jeszcze nie pozabijali? Nad ranem zakończyli bitwę. jak zwykle nie rozstrzygniętą. a nie mnie osądzać i wydawać opinię.sobą. 25 października Znowu badanie dla sądu. Personel nadal mnie obserwuje. że tak często odchodzę i zostawiam go samego. Jak oni to robią. Cezar ciągle się na mnie złości. powróciłam do szklanej kuli. Ale jestem otoczona tą samą materią. to mnie przytłacza. I on chce przytulić się do mnie. 18 października Źle znoszę zimno. Ciepły pokój po pracy to minimum. Nie lubię tego. bo mu umarłam. 16 października Szefowa rozpoznała u mnie depresję szczytu. Kobieta spowodowała wypadek i zginęło jej dziecko. To mój szalony poeta. co moi schizofrenicy. Ktoś płakał nad książką. jakbym była wymiarem sprawiedliwości. właśnie tak.

nie przewidziałam. rzucić się w świat psychiatrii i marzeń. . Żyje. że umrzeć się chciało. co kiedyś było nie do powstrzymania. Była bliska wyzwolenia. W tym stanie ciała i umysłu można dojść do ruiny. porażona pierwszymi promieniami słońca. . choć to jeszcze może być kontrolowane.powiedziała do mnie we śnie. 2 listopada Nie można istnieć poza miłością. Tylko łzy. Na oddziale coraz trudniej mi znosić zachowanie psychopatyczne personelu wobec pacjentów. jest w gipsowym pancerzu i będzie chodzić. Po pracy coraz częściej pragnę być sama. i zatopić się w przeszłości. Stan duchowego oświecenia jest wtedy bez sensu.To nic i tak byłam pechowa .31 października Bolało tak. Grażyna ma smutną hebefrenię. Śmiejąc się pragnie umrzeć. 1 listopada Powstrzymałam w sobie to wszystko... a potem strach przed śmiercią. 4 listopada Można doprowadzić się do absurdalnego stanu umysłu na pograniczu snu i jawy. Jednak potrafi się we mnie obudzić szaleńcza tęsknota i chcę gnać przed siebie. 5 listopada Grażyna wyskoczyła z pierwszego piętra. Piękna schizofreniczka prawem serii odeszła o brzasku. lecz kat omyłkowo przeciął nić jej życia. Nawet w wewnętrznej strukturze schizofrenii istnieją rozszczepienia.

Pytam. Najwięcej ciepła mam od schizofreników. 11 listopada Anna toleruje mnie przez telefon. Czy można kochać i cierpieć? Czy można cierpieć bez żadnego sensu? 12 listopada To czas mego smutku.8 listopada Praca na oddziale nie ma końca. co rok łapie mnie w swoje kleszcze. chłód personelu. Moi pacjenci snują się po zamglonym świecie psychiatrycznym. W nocy mam znowu halucynacje. za dużo pracuję. co się kocha. Jednak muszę się leczyć. i trzeba się podłączyć. istnieje „tragiczna miłość” i „dobre cierpienie”. mam spotkania autorskie. aby zatrzymać w sobie to. lecz umiem się powstrzymać. . wstępne rozmowy. Po prostu jestem i dlatego będę niszczona. Psychopatów nic nie ruszy. czuję to. co to jest. Postacie z innego wymiaru bytu. 14 listopada Znowu zimny pokój. dlaczego przeraża ich własne przerażenie. Wędrowałam dzisiaj z nimi po oddziale i rozmawiałam. Nie jestem zaleczona z narkomanii. To oni ogrzewają skostniałe struktury psychiatrii. Czy znowu czynię coś strasznego przeciwko sobie? Nie odpowiadam na mur niechęci. opisy. Można utracić wiele. Wszystko w dużym napięciu.wyzwoliłam się. Skały oporne na drążenie przez uczucia pozytywne. Nie tłumaczę się ze swego życiorysu. by przetrzymać czas. Język jest taki niedoskonały. kiedy powiem . Czytają Pamiętnik. terapie podtrzymujące sprawy socjalne. Potrzebuję tego tak samo jak kiedyś. Przyjęcia. piszę. Jeszcze nie jest to ten czas. Chyba już wiem.

śmieją się. 25 listopada Psychiatryczny dzień: chodzą po oddziale. Teren jest skażony plotką. odpowiadając sobie sama na pytania. kosmiczne grzyby rosnące w piwnicach i nadajniki. wypełniają nakazy. która wyżera umysły. o marazmie. Do . nie wiedzą. Szefowa czasami nie chce słuchać. Wykrywają podsłuchy i potajemne połączenia. Sama nie skruszę muru psychopatii i nienawiści. żywi się uczuciami obok codziennej strawy. jak się zachować. Personel jest jeszcze bardziej spięty. powstrzymywano.17 listopada Po pracy zamykam się w pokoju i pisze lub nasłuchuję. A ja nieustannie się dziwię. ale na pewno mają więcej okazji do plotkowania. Pchnięty palcem. odbierają „głosy”. Czasami ktoś mnie odwiedzi i opowiadamy o pracy. Kipiało. stopowano. To kolejna niepoznawalna tajemnica bytu. dymiło.. Wypadek na sąsiednim oddziale. jaki tam panuje. Vivat Po trzech miesiącach pracy tutaj przechodzę kryzys. Weszłam w to z całym zapałem po to. zamienił się w proch. Brakuje odpowiednich ludzi. System urojeń schizofrenia!!! zaczyna się uodparniać na fenactil. Nigdy nie mieli kontaktu z kimś takim. są zagubieni w tysiącach światów. snu i pracy. jęczą. 26 listopada Zabrałam się za własne leczenie i pojechałam do Warszawy. kiedy kolejny. został zwęglony i nie przypominał wymodlonego cierpienia. który usnął z papierosem w ustach. 22 listopada Znowu coś o mnie ukazało się w prasie. funkcjonując na dwóch przeciwstawnych biegunach. by mnie na każdym kroku podcinano. że psychiatria się nie rozpada. ciągnąc po bruku ładunek dynamitu z zapalonym lontem.

Oni nie wiedzą. Nasza nowa Matka Boska codziennie rodzi Wszystkie Dzieci Świata. lecz nie mogę przyjmować tych leków. że halucynacje będą. Przyjmuję życzenia imieninowe. że tracą szansę na wieczne zbawienie. powinnam je wyciąć i trzeba będzie to zrobić. Lecz jestem psychologiem. Profesor spokojnie przyjął moją opowieść. 29 listopada Stałam się sławna w Lublińcu. muszę przez to przejść i nie dać się zwariować. Tak reaguję na wzmożony stres. aby mniej myśleć o tamtym. Może chociaż lepiej będę sypiać. Nic na to nie poradzę. Mam mały wybór: leki i pocieszenie. w którą nikt nie wierzy. 30 listopada Ucisk w czaszce jest zawsze psychogenny. salową. ale dyrektor ma własne ciepełko i nic go nie interesuje. to przez migdałki. przerażający życiorys.Profesora. więc nigdy mi tego nie wybaczą. jestem gotowa być posłuszną pacjentką. ba. Niewątpliwie brakuje mi zdrowia i ciepłego pokoju. Jej krzyk jest zadziwiająco spokojny w misji spełniania marzeń zmartwychwstania. Pragnę spokojnej pracy i wieczorów na pisanie. Pozwolono jej głosić prawdę. . To chyba tak ma być: moje życie tak się układa. Czas pomyśleć o swoim zdrowiu. kiedy go opowiadam. Nie mieszczę się w strukturach pojęciowych tych ludzi. który mnie samą zaskakuje. Źle znoszę nowe leczenie. 4 grudnia Trapią mnie wszystkie możliwe infekcje. Nie wiem dlaczego. nawet pielęgniarką. Panie Profesorze. i to „innym”. Gdybym była pacjentką. wszystko byłoby naturalne. 1 grudnia Mam stan podgorączkowy. Warunki w internacie są skandaliczne. że muszę znosić inne sprawy bardziej dokuczliwie.

Daj mi. Nie przewidziałam psychopatyzacji personelu. że chociaż „moje” dziewczyny z terapii zajęciowej są tutaj. Ciało nie chce się leczyć i serce odpowiada innym rytmem. Dobrze. Nie mam siły na nic. gruba schizofreniczka jest stale przywiązywana do kaloryferów. jak się rozpadają? Czym naprawdę jest defekt w schizofrenii? Przejściem w inny wymiar? 12 grudnia Byłam na kontroli u lekarza. . Mama opiekuje się mną troskliwie i nic mi więcej nie potrzeba. 11 grudnia Stale myślę o moich pacjentach. nie mogę obciążać serca. kim są. jaki naprawdę jest ich świat. Kiedy w końcu usypiam. śnię koszmary: postacie ludzkie w czerni osaczają mnie. kaszel. mam brać zastrzyki. siebie. tam się nie zgubię. nowe siły i mądrość. a potwory wrzucają do dziur bez początku i końca. zaleczyć gardło. jak im tam jest. Mała. tylko spokoju i samotności. Wydaje mi się. gorączkę. ponieważ pasy i kaftany nie stanowią przeszkody dla jej szaleństwa. co się z nimi dzieje. bym się nie zagubiła na ścieżkach wielkiej psychiatrii. one pomagają mi przetrwać. Tulę się do mego psa i czuję się znowu bezpiecznie. jestem osłabiona. 7 grudnia Jestem na zwolnieniu. z czym się zmieszały resztki umownej osobowości. Nie. pracę. Na każdym odcinku jest nowy Chrystus ze śpiewem na spieczonych ustach. dokąd uleciały. Dlaczego cierpią za miliony. że znowu idę w niewłaściwym kierunku. Panie. 5 grudnia Przetrzymać to wszystko. Poczytać mogę więcej. Nie mam odporności.choć nie powinnam tego robić. uspokoić się od wewnątrz.

Moje obsesyjne marzenia spełniają się. a bardzo trudno im pomóc. widzę to po grymasie na ich twarzach. Miotają się mniej lub bardziej. a to zwiększa przemęczenie i obniża nastrój. którzy według definicji psychiatrycznych nie cierpią na chorobę psychiczną. Szarpię się jeszcze. a jednak ożywieni i cieszą się. Dokąd płyną i gdzie są ich granice? Lekarze dają mi niewielkie szanse. Są na tym świecie ludzie. Powróciły wspomnienia o Marzenie. Nabieram pewności w moich wyborach. są skazani przez los i rodziny.. Na oddziale można zapisać tysiące lat samotności. . lecz znajomi twierdzą. bo nie wytrzymuje naporu samotności.13 grudnia Kiedy TO się skończy? Moi prorocy z oddziału codziennie przepowiadają apokalipsę. 24 grudnia Dla wielu pacjentów to dwudziesta Wigilia na oddziale. I nie odczuwają tak mocno mego niepokoju. że nie mogę stosować się do jego zaleceń. że złapią w żagle pomyślny wiatr i wygrywają walkę. 16 grudnia Nadal jestem na zwolnieniu. Zdarza się też. w zależności od tego.. że bardzo się zmieniłam i częściej się uśmiecham. A ja na przekór żyję. mają w oczach pełno wątpliwości.. Wysiałam list do Profesora. rezygnacji. czyli realizacją kolejnej koncepcji życiowej. Ja nie mam dokąd iść. która zazwyczaj upadla. Jestem stale rozszczepiona na dwa miejsca i stale w podróży.. Odnaleźć sens istnienia w sobie. na jakim etapie jest stan ich umysłu. 26 grudnia Staram się pogodnie wejść w życie.

Przeżyła. Odczuwam obcość we wszystkim. co noc. a może to już mój świat albo to zawsze był mój świat. Miałam zasnąć i przespać tę noc. Przytłoczyło to nas w sposób szczególny. lecz jest bardzo połamana. Rosiek. bym leczyła swoją bezsenność. że nie sypiam po nocach. wyskoczyła z czwartego piętra. Szefowa życzyła mi. Dlaczego ja mam halucynacje. Profesor nie zniechęcił się moim postępowaniem. kiedy nadchodzi zmrok. że pacjenci znajdą u mnie schronienie. tutaj umieją rozpoznać takie stany. Zostałam na całonocnym badaniu EEG. Mam stan depersonalizacji. ile to trwa: sekundy. zwłaszcza dla lekarzy jest to jasne. Szefowa prosi. panie Profesorze. koszmary tak . 10 stycznia Pojechałam na kolejne badanie do kliniki. bo wiedzą.30 grudnia Ciągle tutaj nie pasuję. Chcę głębiej wejść w ich świat. Ależ ja śnię. słyszę różne głosy i widzę wiele obrazów. a ja zawierzam od nowa kolejnym ludziom. co robię i przeżywam. zawadzam. Tak. lecz nie było to możliwe. która poszła na urlop. Co można z tego wyczytać? Że nie śnię. 2 stycznia 1986 roku To chyba widać. Nie wiem. 11 stycznia Kilometry zapisu pracy mego mózgu z nocnego badania. 6 stycznia Pacjentka z depresją. kiepsko z twoją duszą. bym w Nowym Roku walczyła o siebie bez depresji. a może inne wymiary. Mam zmienione leczenie i nową nadzieję. minuty.

16 stycznia Biorę duże dawki antybiotyków. Uśmiecham się do siebie i do schizofreników. . świecąc latarkami w oczy śpiących. przychodzi wiele listów. pozwalają sobie na ingerowanie w moje życie. Telefony ścigają mnie w obu miastach. To też wpływa na stan mego umysłu. gubię się. dlatego muszę od nowa zaczynać. Dziwne są te moje wizyty u Profesora. niekiedy w sposób daleki od przyzwoitości. Czuję. Jak dotrwać do wiosny? Zatraca się granica swobody i bycia ze sobą. Odklejanie elektrod trwało krócej. Chronię się do nieznanych nor. niż ich nakładanie. Stan mojego zdrowia nie podlega klasyfikacjom według znanych kryteriów medycznych. Teraz sypie się ze mnie klej fizjologiczny. unikam patrzenia w twarz.. 20 stycznia Przechodzę kryzys wartości. napisałam książkę. sądząc. Schudłam o kolejne kilogramy.. właściwie nic mi nie mówi. gdzie nie będę miała zwykłych kontaktów z ludźmi. a zaniepokojeni sanitariusze zrywają się przerażeni i szukają winowajcy w salach. NIE MAM SIŁY. Ludzie proszą o indywidualne spotkania. że odchodzę gdzieś. że przestraszyliby się ich moi schizofrenicy. I tak ograniczam spotkania z innymi psychologami. że mnie znają dzięki książce. Serce stuka ostrzegawczo. 14 stycznia Mam zbyt wiele spotkań autorskich. Dokonałam czegoś zupełnie niemożliwego: skończyłam studia. Czasami wśród nocnej ciszy rozlega się śpiew anielski o wyzwoleniu.realne.może jutro? Dlatego wierzą w swój obłęd jak zakochani w swoją miłość. tylko ustala nową dawkę leku i wyznacza termin kolejnego badania. i zadaje niezmienne pytanie . a nadał nie potrafię porozumieć się ze sobą. Zaczynam odmawiać. podjęłam pracę. Ludzie. Na oddziale zmierzch nadchodzi codziennie. mam gorączkę. tak jak dla tysięcy innych ludzi.

Psychiatryk to kolejna szkoła świadomości. Nieprzerwane pasmo udręki w każdej sekundzie życia. gdybym tej nocy umarła? Dla mnie już nic. Schizofrenicy. W człowieku dominuje pragnienie decydowania o sobie do końca. kiedy powracam. W snach powraca przeszłość i odchodzi. kiedy się lękają. wzbraniam się. Ukrywam to przed nimi. ale zawsze łagodne. dławiło się. a dla nich ból i okrutne zaskoczenie. czarne włosy. Dlaczego piszę o nim jak o czymś obcym. Twoje odbicie w lustrze zmienione teraz chorobą. gdy śmierć sama nadchodzi. kiedy czują schizofrenię. 27 stycznia To była zła noc Coś działo się z sercem. Znowu źle znoszę leki. jestem chyba na nie uczulana. Jak to jest? Kiedy sama chcę odejść. terapii. Misje do spełnienia. lekami. Basiu. Filozofia wszechbytu. w rytm badań. także w lęku ogarniającym przed śmiercią. gdy śmieją się do świata i ludzi.okrutne. opowiadają mi o nowych urojeniach i innych sprawach. a mnie podduszało jak wąż boa. a nie części mnie samej? Jesteśmy całością.25 stycznia Ten czas nie może być stracony w wyczekiwaniu na zmianę. Głuchoniemi migają. Właściwie co by się wydarzyło. Mnogość bóstw i jedna męczeńska śmierć. Oni tak się cieszą. Witaj. Myślę o moich pacjentach. Chudnę nadal. Wiele karm w jednym ciele. . Czym są upadki człowieka? Nowym człowieczeństwem. coś mnie pcha w desperację. ironiczne. że mam tak chore serce. bo nie wiedzą. 30 stycznia Wróciłam po chorobie do pracy. 2 lutego Ulice tego miasta są pełne skrytego niepokoju. Tajemnica tak niepojęta jak Kosmos. oczy w ciemnej oprawie .

Może rzeczywiście.. muszę pamiętać. Czasami trenuję. Skargi pacjentów to kolejne urojenia. gdzie jest moje miejsce. W szpitalu bez zmian. pozbawiona wszelkich praw. Więźniowie mają normalniejsze warunki niż chorzy psychicznie. 9 lutego Nie wiem. nie ma jej w regulaminie szpitalnym. 16 lutego Życie wypełnione pracą i sprawami pacjentów nie jest spełnieniem. zamknąć w izolatce. bardzo spokojna. wyciszam się. 26 lutego Jestem spokojna.. wyjęta spod ludzkiego panowania. jestem chora.. jak ja się tu czułam przed laty. I potem przychodzi taka noc. Ale trudności są obiektywne. że jest inaczej. Zniewolić dawką koszmarnego leku. A przecież całe życie stawiasz na jeden skok. drażni. Co do miłości.. poniżać. . 17 lutego Szefowa obserwuje mnie. Czym jest dla nich pobyt w szpitalu? Totalną niewolą. Zabieramy pacjentce telepatycznie jej pamięć i chcemy ją spalić w krematorium. pacjenci dostali swoje dzienne dawki leków i jedzenia. że warto. by odejść o świcie lub prze transformować się w nieznane. związać. ale potem wewnętrzna siła ulatuje i powracam w stan niepokoju.więźniowie sprzątają ulice. że jest psychiatrą. Pamiętam. pacjenci psychiatryczni głoszą własne prawdy. Anno. Wszystko mnie boli. osacza lęk. że narasta jakiś obłęd. Terroru panującego tutaj nikt nie jest w stanie skontrolować. czuję. 25 czerwca 1980 roku zagrałaś Basiu va banque i nie wyszło. i kto udowodni. Domagają się papieru toaletowego i miłości. można było ze mną zrobić absolutnie wszystko. jakbym była pewna w stu procentach.

Moje oczy milczą na ten czas. Tak to fachowo brzmi. lodowaty pot na czole i obietnicę śmierci. amen. mimo że stale przegrywam? Niedługo wiosna. Zdmuchnąć siebie z siebie. związanie w pasy. 16 marca Czy wygrałam. Czekam. a oznacza ucisk w płucach. czuję ciepło od środka i pełne bezpieczeństwo świata. bezdech. Mały Książę: Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez. parzenia herbaty. palenia papierosów. Czas świadomości. przy mnie jeszcze się powstrzymują. co jest bardzo szkodliwe dla pozornego spokoju i wiecznej szczęśliwości.oddechowa. Kiedy przyjdzie . 3 marca Kiedy świat jest zupełnie smutny. A może za wiele wiem. myślę o moim kuzynie Pawle i wtedy on do mnie dzwoni.Personel przeczytał reportaż o mnie w „Na Przełaj”. Wyciszyć się. Obłęd stworzony schizofrenikom. gwałt. 8 marca Zaczyna się przedwiosenna niewydolność krążeniowo . Niech się toczy do końca i dalej donikąd. Zachowałam to dla siebie jako tajemnicę zawodową i nigdy przeciwko tym ludziom tego nie wykorzystam. Zamieszałam w kotle małych świństewek i nastąpił radioaktywny wyciek. Kilka osób z personelu podawało narkomanowi prochy. Myśli przesuwają się. 21 marca System „kar” w psychiatrii: zakaz oglądania TV. Kiedy słyszę jego głos. lecz nie mam tutaj nikogo. wkroczyłam w życie na przekór skostniałym regułom gry. Narkomanowi zawsze trzeba dać szansę. Zbyt wiele upadków. Zdradził mi to przed odejściem. wybiegają naprzód. bo nikt nie wie. czy to akurat nie będzie ten decydujący moment w jego leczeniu. W takich chwilach trzeba się na kimś oprzeć. by dać radę. Czas milczenia. uderzenie w twarz. za dużo pamiętam.

Trzeźwa. Tak wiele dzieje się wokół mnie. Nie słyszę. Balast sławy. nie potrafię zaistnieć w jakiejkolwiek aktywności. nasłuchuję. Nie poszłam dzisiaj na wiosenny spacer i zapadłam w sen. który zniósłby to wszystko niczym mocne dmuchnięcie świecy. nie potrafię ich wysłuchać. Narkotyki zabierają w radosnym otępieniu człowieczeństwo. Moją duszę otacza nieznana mgła. których nie rozumiem. rozsypuje życie. We wczesnej młodości wystarczyło. Myśli błądzą w marzeniach. nie widzę. która mnie oślepia. nicość. zabiera czas. rozpierające.. Przemęczenie. którzy zgłaszają się do mnie po pomoc. skalę przeżyć. marzenia. 2 kwietnia Ciągle wydaje mi się. Farmakologia . smucić się wszystkimi odcieniami melancholii. Czy można . czuć zapach świeżości dnia.. że coś ważnego się wydarzy i wyczekuję po pracy. 29 marca Marzenia. cieszyć się każdą chwilą inaczej. Pokochałam jednak stan trzeźwości pomimo nieustannego lęku. rytm dnia i nocy. Umrę z całym sercem. Nie rozumiem ludzi. z którym poruszam się po ziemi jak po mrocznym korytarzu. Nie wierzę w jej powodzenie.hobby z dzieciństwa. Wystarczy jeden zastrzyk. 10 kwietnia Stan rozszczepienia osobowości. Nastąpiło przeciążenie. Stany dereistyczne. mogę kochać się. nie mogę skoncentrować się na wydarzeniach. nie czuję. Te tańsze są podobno ładniejsze. Tak zawsze było. już wywołuję burzę wokół siebie. Nie poddam się operacji zastawki. której nie lubię. Każda nowa sytuacja stwarza nową udrękę. Siedząc w kolejce do lekarza poznałam ceny trumien. że się odezwałam słowami mego buntu.zmęczenie brudownikiem psychiatrycznym? W całym ciele odczuwam paraliżujące zmęczenie mięśni. Kiedy głośniej oddycham. przenikające przestrzeli. a dorośli czynili z tego zamęt. W nocy byłyśmy dwie.

by móc powrócić do domu. zabieramy ostre przedmioty.odcinamy zadzierzgnięte prześcieradła. albo gdy wstrzykiwałam sobie narkotyk podczas projekcji. i czuję bezsilność słów. Stałyśmy się jej najzacieklejszymi wrogami . Osiągnęłam stan pustki intelektualnej i mogę jedynie wykonywać zwykłe czynności. kiedy idę do kina i czekam na wygaszenie świateł. Poczułam dzisiaj objawienie bycia TUTAJ. Zawsze siadałam tak. kiedy wzięłam zbyt dużą dawkę. Kino stawało się bezpiecznym miejscem. Bardzo dobrze rozumiem jej pragnienie. Podsypiam jak przed laty przed seansem.jak nas oszukać i odejść skutecznie. która wyskoczyła z czwartego piętra. Tak blisko byłam Boga. 22 kwietnia Miłości mi trzeba od zaraz. Na peronie w snach odczytywałam na gładkiej powierzchni tysiące razy: WYZWOLIŁAM SIĘ.. Spotkałam się z Anną w Warszawie. miażdżyła warstwę kory. by od nowa podróżować w oczekiwaniu radosnego spotkania na końcowym przystanku. a ekran oświetlał przedramię. Byłam na kontrolnym badaniu u Profesora. Zacierają się we mnie granice samotności. Głowę ściskała żelazna obręcz. przećwiczony tysiące razy we wszystkich możliwych wariantach. 14 kwietnia Jestem słabsza tej wiosny. by wokół nie było ludzi. w którym każda ulica kojarzy się z konkretnym obrazem śmierci i przyglądać się sobie idącej w tamtych kierunkach? 11 kwietnia Pragnę wyzwolić z depresji młodą kobietę. Czy można żyć w mieście. A ona myśli tylko o jednym . .. Musiałam przerwać pisanie na pewien czas. Znowu zmiana leków. Szefowa widzi bezsilność leków. usuwamy leki.udźwignąć ten ciężar? Oglądam siebie. która przenikała kości. Trzeba mi innego nasycenia myśli. Układ żył znałam na pamięć.

nieustanna gonitwa na okulałym koniu. Na to teraz nie ma leku. Majowy czas samobójców. Nie daję rady. Starzy schizofrenicy umierają w pokorze. ale polewają mnie środkiem dezynfekcyjnym. Pogoń. na oślep. Wolność i odpowiedzialność. to taka uroda mojej pamięci. bez oddechu. nie! 30 maja Kuzyn Paweł czekał na mnie na Centralnym z bukietem żółtych gerber. Nie chcę. ale wiedzą. że nie mam władzy. 8 maja Czasami wynurzam się ze szklanej kuli. na ich twarze powraca uśmiech po latach noszenia maski. 13 maja Maj w Lublińcu wygląda twórczo. w lesie tyle soczystej zieleni. by złapać oddech. Nie. Za dużo we mnie burzliwych myśli narosło. nie. 18 maja Nie pamiętam nazwisk znajomych przypadkowo poznanych. Codzienne doświadczenie obłędu. Trzeba dać . byle dalej. więcej. wielu pacjentów jest na rewersach. Zatracanie się w drobiazgach. Wyczuwają. nigdy ich nie pamiętałam. Nie dla mnie taką rzeczywistość. bez pojęcia. jakby za życia poznali tajemnice. prawie z ulgą.Profesor ma nadzieję. że tym razem wytrwam. A tutaj znam stu dziesięciu schizofreników i nigdy ich nie pomylę. Nie potrafię. Przyglądam się temu zjawisku. wszystko budzi się do nowego życia. kiedy z nim obcowałam. Nie potrafią mnie oswoić i powoli staje się lisem. zdobywanie żywności. byle szybciej. w niebezpiecznym spokoju. że jestem z nimi. jest nadal pełen grozy. Jestem zupełnie kimś innym w środku. jak to pogodzić? Twój świat. Nie pojmuję. gromadzenie rzeczy. Basiu.

powiedziała młoda schizofreniczka. że system urojonych zazdrości doprowadził go do całkowitego jej unicestwienia.Wszystko straciło barwę . Pogoda deszczowa. 20 czerwca Minęło dziesięć miesięcy pracy na psychiatrii.dać drugiemu człowiekowi wolny wybór. Działają leki przepisane przez Profesora. Tak ją kochał. 4 czerwca Oddział psychiatryczny w Częstochowie zostaje zredukowany. Jakie wizje tworzy mój mózg. Jak oni wspaniale wyczuwają nastrój chwili. Tak mawia ksiądz na spowiedzi góralom. Badam zabójcę żony. To jakaś polityka. Dla mnie to tylko kolejna przeszłość. 6 czerwca . Dlaczego człowiek zabija? 25 czerwca Data nowej śmierci zapisana w notesie Boga. To wielka sztuka . że nie mogliśmy się wtedy porozumieć. Osierociła dwoje małych dzieci. Utraciłam barwę dzieciństwa. Rzygać po wódce to bardzo duży grzech. Nie wolno mi pić alkoholu. Szkoda. świeże kolory radości. Psychiczna ślepota. Może coś w tym jest. które przeżywa na jawie? Co tak gna do niepokoju? To my jesteśmy pierwszą przyczyną naszego losu.im popłynąć i ułożyć się w całość. To chyba jakaś szansa dla mnie. Pić wódkę to mały grzech. Nawet na pełną śmierć trzeba sobie zasłużyć. Mój Mały Przyjaciel skończył siedem lat. Nie wolno mi brać narkotyków. Nie wolno mi palić papierosów. angielska mgła króluje na ulicach i w lesie. Ma wspaniałe wyczucie i niczego mi nie narzuca. .

by nikt nikomu nie zarzucił braku opieki. Płakali. To tamto sprzed lat powraca. kiedy maszeruję przez miasteczko w pełnej gotowości do obrony. że staję się małym zwierzątkiem. zastrzykami. Tak bardzo chciałabym inaczej widzieć człowieka w tym systemie. choć z przekleństwem na ustach dla personelu i miłosnym posłaniem dla bogów. wierząc w zbawienie. Specjalne zalecenie lekarka. To chyba przez kosmiczne upały. niepoznawalny dla nikogo. To nie obłęd. Ubezwłasnowolnieni w pasach. bez lęku znoszą swój los. To niepowtarzalny twór. czyli seks. Przyjmuję lęk z większym spokojem. 28 czerwca Badam pacjentów na innych oddziałach. a mimo to ludzie.Wolno mi uprawiać miłość. Niekiedy jakieś wspomnienie boleśnie mnie ukłuje albo zdławi mnie smutna obręcz. zamknięte w starych klatkach. Tylko ja mogłam pójść na coś tak absurdalnego. kaftanach. mają poczucie bezpieczeństwa. Mój uśmiech zastyga. . Zdarza się. chociaż dla niektórych tak to wygląda. powrócić tu i wprzęgnąć się w patologiczne mechanizmy systemu zniewalania człowieka. 4 lipca Wielu pacjentom się pogorszyło. lecz rano rodzę się z nowymi siłami niczym kolejna głowa smoka. Nadal tu trwam i jakbym wierzyła w zmianę. czuję. żywione ochłapami. które wynika z odpowiedzialności za własne szaleństwo. krzyczeli i śmiali się. 6 lipca Kiedy powracam do Lublińca. wystawionym na urazy świata. że tratuje pokłady mego ja i pozornie zwycięża. Oni przypominają okaleczone ptaki. w zależności od jego siły. obcując ze mną. jesteśmy nieustannie deficytowi.

że to mnie uratuje. Muszę wkładać w poruszanie się po świecie więcej trudu. Oddycham z ulgą i zaskoczeniem. węchem. W ciągu dnia pracuję. bo nie ma takich zapachów na jawie. że przychodzi Czas Narkotyku i nie ma innej rzeczywistości i nawet wizja AIDS nie ukoi nagromadzonej w podświadomości tęsknoty. Zamykają stare . że będę żyć jak roślina delikatnie podlewana przez rodziców i chroniona przed wiatrami ścianami mego Królestwa. Jednak powstrzymuję się i wiem. Dlaczego w psychozie nie można być pokornie dumnym? Czuwają nad tym ludzie z personelu. czułam je dotykiem. kto kogo przywraca rzeczywistości. Dlaczego wzbudza we mnie tyle emocji? Stale myślę O TYCH NAJWIĘKSZYCH CIERPIĄCYCH. 18 lipca Nie czuję lata. kiedy jednak poczułam głębszy oddech w płucach. W takich chwilach obiecuję. że nastąpiło wyzwolenie. pierwszy raz w życiu o tej porze pracuję. który musiał być złudzeniem. i nie wiadomo. To oczywiste. układ krążenia nie radzi sobie z tym obciążeniem. ja pocieszycielka. Przedmioty ze snów stawały się realne i na jawie odwiedzały mnie. Była burza i gdy uderzył piorun. 2 sierpnia Czytam jedną książkę dziennie i wierzę. że dokonałam Absolutnie Niemożliwego. 24 lipca Noc halucynacji. iluzji i koszmarów. złapałam go w dłoń i uziemiłam własnym ciałem. słucham zagubionych dusz. zapomniałam o obietnicach składanych na pograniczu życia i umierania. 5 sierpnia Sprawdzała mnie milicja. chyba w związku z amnestią.10 lipca Odwiedził mnie Paweł.

umieraniu. powierzając mi oddział. Zdumiona stwierdzam. to zęby w ścianę itd. osamotnieniu. 18 sierpnia Dlaczego klasyfikuje się choroby na lepsze i gorsze? Każda może zaatakować. Na ile można być samotnym? Jak kawałek meteorytu poruszającego się w próżni kosmicznej przez tysiąclecia . Ciało rozpada się systematycznie.tak nierealne bywa moje obcowanie ze światem. że malutkie piranie są groźniejsze od potężnego krokodyla. nie widzę żadnej różnicy w cierpieniu. ale ona profilaktycznie wysunęła pazury. a ja się „wymknęłam”. 19 sierpnia Szefowa poszła na urlop. obrzydzenie. Nigdy nie miałam zamiaru wchodzić jej w drogę. Atakują grupą i rozdzierają ofiarę na setki kawałków. Czuję się lepiej. że trzeba było się powiesić . Umieraj przyzwoicie!!! Nie popadaj w obłęd!!! Nie rozpadaj się i nie śmierdź!!! Umieraj szybko i bez męczenia rodziny! Narkomania jest chorobą duszy i ciała. że nie zarabiam na siebie i gdyby nie rodzice. czy czuję się lepiej. Czy czułam się gorzej? Godzinami mogę słuchać urojonego świata. ale nie jestem w stanie zmierzyć się z murem niechęci salowych. wyjmują spod prawa. Trudno się podnosić. To mój personel. kiedy nadchodzi myśl. które wzbudzają lęk. z idiotycznym regulaminem wewnątrzoddziałowym. Siostra oddziałowa poczuła się znów zagrożona. 11 sierpnia Mój psychiatra pyta. Nie potrafię pogodzić się z tym światem. Już wiem. a dusza zmienia maski po każdym ataku bezsilności. Są choroby. Smutno mi. Boże. pogardę.sprawy. losu się nie wybiera.

i w łachmanach mamy służyć człowiekowi? Pochylam się nad każdą miłością. zubażam moje widzenie świata? 9 września Połowa pacjentów to chronicy. to ochłapy jałmużny. 27 sierpnia Pacjentka. Pochylam się nad cierpieniem. Jeszcze jedną z chorób personelu jest nienasycenie. Dostrzeganie piękna jest wzniosłe. 11 września Na chleb i wodę starczy. Czy odbierając sobie codzienną dawkę lęku. poezją. Syntonia w schizofrenii. Nad każdym szaleństwem. cudowną twórczością. 4 września Profesor wreszcie był ze mnie zadowolony. Kocham Cię. jeżeli powiesz tylko jedno słowo. Zbliża się złota jesień. Na wino już nie. Ile straciłam przez tamte lata? Rachunek jest nie do wyrównania. odbierająca przekazy z TV. . I nic na to nie poradzę. bo wtedy personel występuje także przeciwko mnie. by przefiltrować nerki. tuli do serca swe dzieci z uśmiechem na twarzy. nie poradzę. Odczłowieczenie dosięgnie ich nawet po śmierci. bo jestem Twoja. Ideały nie nasycą. To nie zarobki. gdy utraciłam wszystko tak boleśnie. jakoś reaguję na leczenie. I głodni. każdą śmiercią. Piękny kwiat. krew i mózg. Wypłynę. Nie potrafię chronić moich pacjentów w sytuacjach upokorzenia.mając szesnaście lat. które przynosi dobre czasy i sny. może czasami na piwko. utratą. będą tutaj do końca życia i powędrują na cmentarz szpitalny jako numer statystyczny. zagubieniem. zanim przekwitnie. gdy człowiek głodny. cała zatopiona na dnie oceanu. zawsze wzbudza uśmiech.

że kocham ten świat. Nie wiem. płynąć po niespokojnych jeziorach przytulona do dna porzuconej łodzi. Jedyną korzyścią z moich chorób jest możliwość pisania od rana.21 września Tyle we mnie mroku. Odwrócenie porządku świata. szukają leków. Nie wiem. 8 października Oprócz choroby serca. Dzisiaj zapomniałam na chwilę swe nazwisko. co bym bez nich zrobiła. Przyglądam się młodej kobiecie.. 13 października Powróciłam do pracy po kolejnej anginie i mam na praktyce studentów psychologii z mojej uczelni. Kiedy nie pracuję. że i ja mogłam dojść do takiego stanu. z drżeniem. 6 października Każda noc przynosi rodzaj nadświadomości. w halucynozie. kupują dobre rzeczy. Mam wielki talent do chorowania. kiedy choroba przykuwa mnie do łóżka. kiedy są one jeszcze lepsze. napadów melancholii i halucynacji nic mnie nie toczy. . Teraz ja im opowiadam o psychiatrii. że zapominam o lęku i pragnę iść dalej w nieznane. w ciągu dnia piszę powieść. przyprawia mnie o nieznany dreszcz. a wieczorem wiersz. gdy po dniu różnych zajęć pozwalam myślom spokojnie toczyć się i wyłapuję skojarzenia wraz z narastającymi obawami ciemności. kiedy mam ciekawe skojarzenia.. to ja powinnam się nimi opiekować. i nocami. która umiera w delirium po szesnastu latach brania leków. który niczym delikatny prąd przypomina mi. w wyniszczeniu. Wiem już. Jej powolne konanie w półśpiączce. Moi rodzice opiekują się mną. jak tylko potrafią. Te niezliczone przemiany tak mnie zaciekawiają.

Jestem jak wyschnięte koryto rzeki. O takich drobiazgach. żołądek po prochach stale boli. Ja także jestem z nimi w zmowie. ale teraz to nie ma znaczenia. zęby czy słuch nie warto nawet wspominać. God save my soul. Dzięki Ci. To dobrze. to ogólne osłabienie organizmu.. Wtedy każda noc jest rozterką bez dna.cierpi i nic tego nie zmieni. jak wzrok. . w ciemności myśli atakują mnie jak krwiożercze sępy. Jedna żyła na lewym przedramieniu nosi zdradziecką poświatę tamtych lat. Hoduję w pokoju pająki. Nałożenie się dwóch spraw stworzyło całość.. Jest to młoda dziewczyna. usiłuję ją przesłuchiwać. Boże. co mam robić. 20 października Zalało mój pokój w internacie. kiedy sił mi brakuje i zdrowia. 25 października Naświetlają nas kamerami. że można mieć takie problemy. uciekając przed prześladowcami. nie poruszam się i nie odpowiadam na pukanie do drzwi. Zabiera mi to czas i powoduje rozdrażnienie. Mózg: nie wiem. że odkryjemy w sobie siłę. i przemieszcza się po Polsce. czy najpierw było szaleństwo. co drażni niektórych znajomych. że człowiek jest niepoznawalny.. żeby zdradziła. . Nerki filtrują każdą ilość płynów i chwała im za to. to historia z innej opowieści. otchłanią bez gwiezdnych przystanków. siadam w jednym miejscu. która się regeneruje. i zupełnie nie wiem. która pozwoli nam żyć. I to chyba tyle. że tu wszystko się wali. którą trawi psychoza od kilku miesięcy. czy odwrotnie.studentka ekonomii. Dziwię się. Inaczej nic nas potępionych nie powstrzymałoby od zagłady siebie. a ja mam nowy system podsłuchów w gabinecie. a tak mamy nową nadzieję. Duszy nie warto roztrząsać . a później narkomania. W takich wypadkach staję się zupełnie bezradna.. Jaki jest stan mego ciała? Wiecznie rozpadająca się wątroba.Nie czuje się najlepiej. Serce.

Z alkoholi konsumpcyjnych daje najwięcej delirek w przedziale wiekowym dwadzieścia pięć . nie jest na tripie ani na haju. nie ćpa. Poszłam szybko pod skalpel. nie kołuje i nie mota. nie produkuje. półsen. jeżeli jest.4 listopada Jestem w szpitalu. Dano mi tak wiele. nie robi przypału. Większość z nas spotyka się w księgarni. 10 listopada Wiwat czysta „Bałtycka”. Przy drugim migdałku zaczęłam schodzić. Jak to jest? 22 listopada Telewizja mnie ściga. czy jesteś trzeźwą ćpunką. nie szprycuje się. Codziennie przeżywam inną poświatę życia. chcą. Chodzę po miasteczku jak po zaklętym kręgu z epicentrum w okolicach szpitala psychiatrycznego. 12 listopada Powróciłam do domu i nabieram sił. znowu utraciłam kawałek ciała. To nie urojenie. jedynym miejscu. a potem ból. Czy nadal jestem narkomanką? Alkoholicy mówią o sobie: jestem trzeźwym alkoholikiem albo jestem alkoholikiem . oczywiście u mężczyzn. gdzie jest trochę radości. DON'T BE A DOPE. nie jestem okaleczona. bym wystąpiła w programie . która nie grzeje. Pacjentka obok ma raka krtani i co noc walczy o oddech. i potem żywić się wiatrem i słońcem.nie piję siedem lat. bo codziennie są nowe książki i można wydać wszystkie pieniądze. Basiu. Nie można jeść. Nie. zastrzyk. łzy. Kobiety uzależniają się trochę inaczej. 6 listopada Otwarta rana w gardle jest wymyślną torturą.czterdzieści. Mam bóle fantomowe.

już spokój. jaka jest pora dnia. radość i smutek. czego wyrazić się nic da. Schizofrenik to OSOBA. Nie chcę i nie mam sił. Moi pacjenci jak rozbite okręty bez stałych złomowisk zalegają latami na oddziale. To doprawdy nie moja wina. Przełamałam w sobie barierę lęku mówienia pacjentom. Już dobrze. Okay. Wszystko to pomieścić się może w zeszytach. 24 listopada Powrócę do pracy na tydzień przed urlopem. Byłam u kardiologa. że została mu minuta życia. oprócz tego. a może to jest zapisane w moich wierszach. 7 grudnia Zapisuję dzień i noc.jako autorka książki. ale ciągle spotykam się ze śmiercią. że jest inaczej. Jesteś. I nikt mnie nie przekona. Przyjmują to zupełnie spokojnie. Tylko jak to zrobić? Jestem nie nasycona życiem. Tutaj od razu każdego ćpuna się przekreśla. Dwie kule obok siebie rozjaśniały horyzont i nie wiedziałam. nawet jeśli nie wierzysz. jedynie dając nowe wytchnienie dla świata. Tak długo wyczekiwałam. że los rzuca mnie w wir umierania innych. że są chorzy psychicznie. Przebudzenie. taka już rola obserwatora ostatniego tchnienia. Jesteś. uwalniania energii. rozrośniesz się i wypełnisz częścią siebie. pytałam drzewa i kwiaty. Tutaj ludzkie dusze otwierają się przede mną jak przejrzałe owoce. . Podpatruję je wszędzie. stan na razie bez zmian. mam żyć spokojnie i nie martwić się. kiedy ja tęsknię do życia. nie miażdżąc mnie samej. W tych pozornych wrakach tli się ogromny potencjał człowieczeństwa. Narkomanowi zawsze trzeba dać szansę. zabijany przez system kombinatu. Śniłam jednocześnie wschód i zachód słońca. nareszcie jesteś. kiedy we mnie zakwitniesz.

Anna pyta. . Rosiek. Ej. 24 grudnia Budda rzekł: Wszystko jest cierpieniem. i co zrobisz. myślę o życiu. 1 stycznia 1987 roku Świat urojony puka do twego Królestwa. te cudowne pielęgniarki z sanatorium. zatrzymaj się!!! Kiedy zamykam oczy. które ratowały. swoje depresje.8 grudnia Mój dziennik pokładowy statku wyrwanego z portu porusza się wewnątrz świata urojonego i ociera się o mielizny rzeczywistości. Jestem pełniejsza przez niezliczoną liczbę możliwości. widzę zachmurzone niebo z zachodzącym słońcem. a przyczyną cierpienia jest niewiedza. Możesz zaistnieć inaczej. Pytasz. 9 grudnia Czy akceptuję siebie. Poprawił się zapis EEG. kiedy trzeba. Baśka. 3 stycznia Ach. osaczenie przez ciało czy niezależne impulsy. swoje ciało kobiety. 16 grudnia Kolejna wizyta u Profesora. które noszą w sobie pacjenci. czy ufam sobie. Nadal odczuwam lęk przed łamaniem się opłatkiem. wzloty i niepokoje. no co? Możesz się ze sobą zaprzyjaźnić. Nie myślę o samobójstwie. Nie będę podłączać się pod podsłuchy. polubić sny koszmarne. a ja wciąż nie znam odpowiedzi. to nie ta bajka. Samobójstwo jest jednak bardzo ubogie.

Kiedy tam jestem. melancholia. Schizofrenicy przypominają dzieci z chorobą sierocą. Boję się powrócić do lat moich narodzin. Kiedy zatapiam się w rzeczywistości . Pacjenci muszą bronić się przed dwoma systemami . nie potrafiliśmy się porozumieć. przemykam się z budynku do internatu i kulę się przed zimnem.. Nie miałam żadnej siły przebicia. Czy każda postawa twórcza jest zdrowa? Pytałam już o to na studiach i chyba nie umiałam odpowiedzieć sobie. czekając sto minut na pociąg. wysłuchały.urojeniowym i totalitarnym. znika lęk. mocnym i cudownym. więcej spontaniczności. Jestem wypełniona czymś dobrym. kiedy „zatapiam się w teraźniejszości” twórczego uniesienia jestem najzdrowszą istotą. Mniej brutalności. Co było w tamtych czasach Hair. Odmroziłam sobie uszy. . Może źle pytam. lecz pięć lat później.. To byłaby prawdziwa katastrofa. Zagłębiam się w psychologii Masłowa. Dobrze. Ja istnieję.przytuliły. Twórczość kojarzy mi się ze zdrowiem. Jak to się stało. Miałam dziewięć lat w 1968 roku i żyłam w wielkiej nieświadomości. którego nie starczyło? Zima taka ostra.nie. Były z nami bardzo blisko. że odeszłam tak daleko? Sama przed sobą boję się do tego przyznać. że wtedy nie było epidemii AIDS. To zdanie jest logicznie prawdziwe. 8 stycznia Biologiczny superkaftan coraz częściej zawodzi w leczeniu psychoz. Czym jest kiwanie się w rytm uderzeń serca. trwałym. Jestem. 5 stycznia Dzisiaj na „społeczności” poczułam się dalej od nich. niepewność. porozmawiały.

jak w przerwanej rozmowie telefonicznej. drżę. nie pytał. ale tutaj wszystko jest nastawione na przetrwanie. że stoję na rozdrożach. Mogę siedzieć wpatrzona w jeden punkt i brakuje kontaktu. siedząc na jednopoziomowym szczeblu z czarciego tchnienia. dawne schematy reagowania. On jest ze mną. wyłazi z nich całe chamstwo jak robaki ze zgniłego owocu.14 stycznia Coraz częściej odchodzę od rzeczywistości i szefowa chyba to zauważa. 4 lutego Trzeba objąć tyle spraw. I słusznie. kiedy się ode mnie oddalasz. Wspaniałe i namacalne stanowi podporę mego istnienia. Rosiek. chociaż jest sobą. a oni taplają się. dlaczego mam świra. a drogowskazy kręcą się wokół własnej osi. perfidne ucieczki. chociaż nie jesteś dla mnie tylko ciałem. kto mnie pokochał. to wszystko twoje fantazje. coś pcha mnie w szklane szyby. Jestem pełna obaw. 30 stycznia Salowe „puszczają”. nie potrafię się na to zgodzić. Nie . Nawet ciało lewituje i nie potrafię normalnie chodzić. Tylko w człowieku może zrodzić się pojecie rozłączności i wspólnoty jednocześnie. 26 stycznia Kiedy patrzę na tłum przed sobą. Ten. tylko do pokochania. Usiłuje pobudzić mnie do większej aktywności.. Nie mogę tak. Szefowa poszła na operację i zostawiła mnie samą na kilka miesięcy. Jest częścią naszej całości. Czuję. Zataczam się. Twoje ciało. Niepoznawalne jest nie do pojmowania. które warto omówić z lekarzem. Ludzie twierdzą. że nadal mnie nie rozumieją. Jest mną i Tobą zarazem. Zapominasz o najważniejszym.. czują bezkrólewie. że to Ty przeszłaś drogę od DNA do GÓRY.

nie uwierzyłby mi. Tak. kradzież leków. Wyczuwam to doskonale. Jest zbyt słaba. Jakiś łotr przetrącił mu łapę. On o tym nie wie i martwi się pracą serca. wciąż pytam. potrafię zmierzyć własną śmierć. jej siłę i sposoby ataku. który niczego nie chce zrozumieć. bo byłam zbyt zajęta pracą. 17 lutego Salowe posuwają się za daleko w rozmowach na mój temat z pacjentami: oskarżają mnie o ćpanie. Nie wyprowadzam go z błędu. nie dźwigać ciężarów. Źle mu doniesiono. jak można tutaj być. Mój lekarz traktuje mnie jak dziecko. 7 lutego Na kilka godzin odwiedził mnie Paweł i wlał w serce ciepło.. zupełnie nieprawdopodobne. tylko doprowadza do ruiny to. z łagodną życzliwością. co jeszcze można uratować. Ile okrucieństwa może być w człowieku. sądził. a w sercu ma paragrafy i przepisy. ile mi jeszcze zostało. Prymitywni ludzie. zaślepieni nienawiścią i zazdrością Zalecenia lekarza: nie skakać. . nie biegać. Kiedy sen nie nadchodzi. Sam nic w tym szpitalu dobrego nie czyni. i dyrektor kazał mi złożyć pisemne wyjaśnienie. Mówiąc o mojej śmierci. jest to typowy urzędnik z opowieści Czechowa. jest poważny. opowiadają plotki o mojej przeszłości. odwagę i siłę. kiedy pokochałam. 15 lutego Kocham Cię. że mnie przyłapie na jakimi niedopatrzeniu. Ja wiem.odchodź ode mnie zbyt często. 13 lutego Cały oddział na mojej głowie.. ale to jeszcze nie czas. Mój Mały Przyjaciel jest ranny. by teraz ze mną wygrać. nie poszłam na konferencję.

reagujesz utratą ciepła z serca na to. zamieszkać w domku na wsi i pisać inne opowieści. To dużo. wiem. 27 lutego Personel sądził. bo się boi. chłopak. Obudziłam się ze zbyt dużym ciężarem i przestraszyłam się. by do końca nie zwariować. bo odpowiadam za wypisy. Powróciły halucynacje. I pacjent nie przyzna się. I tak. że jestem wyleczona. co tutaj się dzieje i musisz inaczej żyć. Czas powrócić do żywych. bo oni w każdej chwili mogą ich skrzywdzić. 18 lutego Lekarz dochodzi na pół godziny i muszę mu wszystko przekazać. Więc po południu.. a już się wystraszyłam. informuję o zmianach w psychice. Jestem coraz słabsza. że jest się UZALEŻNIONYM. rodzice. I nic więcej. Piszę inne zakończenie do drugiego wydania Pamiętnika narkomanki. .. Na tym polega choroba narkomanii. że mogę go nie udźwignąć. kiedy czują się zupełnie bezkarni. Nie bierze się narkotyków dlatego. Tylko dlatego. 19 lutego Wiem. rozmawiam z rodzinami pacjentów. Mogę przejść na rentę. bierze się dlatego.spacerować po lesie. dziewczyna. Basiu. Przy raku nie trzeba nikogo oskarżać. że nie ma mnie na oddziale i usłyszałam wiele. że jest się chorym. Żyję w chaosie własnego niepokoju. że dom. pacjenci są zagrożeni. 24 lutego Udzieliłam wywiadu „Filipince”. To wszystko jest nie tak. robię przyjęcia. a tu zawsze trzeba szukać winnych. Nic na to nie poradzę.

stado rozjuszonych wilków. Oni traktują mnie z pogardliwą ironią. chorzy nie mogą być narzędziem w ich rozgrywkach. Salowe mi wygrażają. Siostra oddziałowa przypomina tę z Lotu nad kukułczym gniazdem. w każdym słowie i sytuacji. Nie mam do kogo zwrócić się o pomoc. którą odczuwam na każdym kroku. Muszę stąd odejść. To klika. ale gdy znajdą ofiarę. gestami i uśmiechami. Ona także bije pacjentów po twarzy. 3 marca Rozpętałam burzę. Nie mam siły patrzeć na poniżanie schizofreników. lecz jest prymitywna i bez polotu. solidaryzują się. a ja uciekam w zacisze gabinetu. by zmieniły swoje postępowanie wobec pacjentów. jakby nieustannie bolały ją zęby lub miała niestrawność. musiałabym zgodzić się na to. Moje ciało odpowiada realnym bólem. Teraz. a oddziałowa trzyma ich stronę. Nie mogę już pozostać w Lublińcu. a ja nie mogę zapewnić im bezpieczeństwa. przestaję z nimi rozmawiać.2 marca Poprosiłam oddziałową o rozmowę z niektórymi salowymi. odwraca głowę z obrzydliwym grymasem. gdy jestem w jej polu widzenia. Wiem. że wygrywają. 4 marca Żyję w sytuacji nieustannego zagrożenia. Nie wytrzymam tego. Do tej pory wszystko odbywało się w pozornej tajemnicy przede mną. 1 marca Mam pracę na oddziale neurologii. 5 marca Wzięłam urlop i szukam pracy w Częstochowie. To mnie najbardziej rani. Czuję się osaczona ich spojrzeniami. a teraz włączają w to pacjentów. co tam się dzieje. Muszę załatwić przeniesienie i inne . zjadają się między sobą.

formalności. Wszędzie czuję ich badawcze spojrzenia. 16 marca Budzę się z bólem i usypiam z bólem. nie dało się inaczej. to wszystko przytłacza mnie jak lawina i nie mam szans na wybawienie. Uciekam w nierealny świat. 11 marca Jestem na zwolnieniu. 9 marca Na oddziale stan zimnej wojny. że mnie to nie obchodzi. 19 marca Lekarz namawia mnie na operację serca. Nie potrafię o niczym innym myśleć. a Ty nie możesz być przy mnie. lata. zajmuję się pacjentami. nie zdradziłam tajemnicy Twego istnienia z tamtych lat. co się tu wydarzyło. Tak szybko zniknąłeś. ale muszę wrócić do Lublińca i zakończyć kilka spraw. bym odnalazła spokój w rytmie Twego serca. ale będę musiała jej opowiedzieć o tym. wyprowadzić się z internatu. Nigdy o Tobie nie pisałam. zabrany przez narkotyki i ślepy los. Nie wierzyłam w Twoją śmierć przez całe lata. Nie potrafię wspominać Twego imienia. A jednak boję się. Udaję. Szefowa jeszcze o niczym nie wie. Tak szybko się rozsypałeś. miesiące. Serce biło jak oszalały ptak lecący w przepaść. by przetrzymać oddział. opadłeś w otchłań ziemi. Nie wystarczyła miłość do schizofreników. Kuruje się po operacji. chciał dać skierowanie do szpitala. Rano bałam się wejść na oddział. Mylą mi się dni. Nie zdążyłam zostać wdową. Muszę wytrwać. jeszcze trzy tygodnie. Oni nie mogą ucierpieć z powodu moich nieporozumień z personelem. . To boli. Boję się nawet poruszać po miasteczku.

bo na psychiatrii jest moje miejsce. które towarzyszy każdemu ruchowi. Zdradziłam marzenie? NIE. że wiem o końcu mojej drogi tutaj. spojrzeniu. żal psychiatrii. W bezpośrednich rozmowach z pacjentami to mija i powraca nagle. jakby się nic nie wydarzyło. Sądzę. Nie przegrałam tym razem. . Powraca sen o pętli. prowadzę oddział tak. 26 marca Pomimo tego. Będzie mi ich bardzo brakowało. Nie mówię nikomu. nie można inaczej. Można zawładnąć sercem schizofrenika. Gdybym nie podjęła decyzji teraz. odchodzę stąd. Pomyliłam się. paranoidalnej desperacji. nie potrafię wyzbyć się stałego napięcia wewnętrznego. Doprowadzili mnie do stanu wrzenia. że odchodzę. ale nigdy duszą.świry za kraty. że domyśla się. Schodzimy sobie z oddziałową z drogi. ale poczucie wielkiego osamotnienia nie opuszcza mnie i powoduje ucisk w okolicy serca. bym została. iż odchodzę. psychiatrycznego spokoju. Tak. nie rozmawiamy. Witaj wiosno. Koledzy namawiają mnie. Powracam na stałe do domu. Stary porządek byłby zachowany . Może tym razem dokonam tego. nie robię pożegnania. To nie ma znaczenia. Pewnych rzeczy nie da się tutaj ukryć. 27 marca Pracuję spokojnie. gdy muszę kontaktować się z personelem.20 marca Złożyłam podanie o przeniesienie. mogło dojść do katastrofy . 24 marca Szefowa zrezygnowała z walki o mnie w imię świętego. Takie decyzje zawsze podejmuje się samemu. a oni odraczają termin wykonania wyroku.jako pacjentka mogłam dopełnić ich oczekiwań. którą nakładam na siebie wiele razy.

Nikomu nie podałam prawdziwej przyczyny. które było zapadającym się bagnem. 1 kwietnia Pracuję na oddziale neurologii. Czy wejdę już w światło? 31 marca Wypakowałam górę książek w moim Królestwie. podpisy. Trzeba będzie zrobić remanent. a kto oskarżonym? Zdaje mi się.wejścia w świat schizofrenii. Znowu formalności.psychopaci u władzy. Znowu samotnie wychodzę po „procesie” z sali sądowej. Co z tego wyniknie? Poruszam się po świecie innych ludzi. będzie powracał w każdym wspomnieniu. że wypłynęłam na brzeg jeziora. Byłam tu dziewiętnaście miesięcy. Dlatego oczekuję . w urojony las z nierzeczywistymi drzewami. Stawałam się zwierzęciem do zarżnięcia dla chciwych świeżej krwi. Kto jest sędzią. Zostawiłam noc na oddziale 0 . Nie wiem. Zaczęłam od prima aprilis. jak kwiat zrzucony na skalistą pustynię. inaczej tego nie przetrzymam. Czuję się fatalnie. Nie ma powrotu na drugą stronę. że odchodzę. załatwianie spraw oczywistych. lecz nim to nastąpi. 30 marca Spacerowałam z obiegówką po szpitalu i wszyscy byli zdumieni. moi drodzy. Załadowałam bagażówkę i powróciłam do domu z górą książek. co mi znowu zagraża i z której strony. I jednego nie żałuję .2. Trzeba to będzie posegregować. jak ze stuletnim kacem. jak w kręgu otoczonym tajemniczą barierą.utraty świata schizofrenii. Jednego naprawdę żałuję . uporządkować i wejść w nowe życie. Nie. Nie uczyniłam gestu pożegnania. na środku pokoju. To cenny skarb. Lubliniec stanie się kolejną przeszłością. Chcę odnaleźć w sobie nowy spokój. którego nikt mi nie odbierze. ja jestem normalna i nie możecie mi nic zrobić.

A tu żyć się nie da i umrzeć nie można szybciej. 2 kwietnia To bardzo ciężki oddział. a ich ciała przypominają eksponaty źle spreparowane przez początkującego studenta medycyny. że weszłam w świat ciemności. na czterdzieści łóżek większość pacjentów jest leżących. Jestem wyczerpana ostatnimi wydarzeniami. zaburzenia emocjonalne w uszkodzeniach mózgu. Rozkładające się ciało ludzkie we własnych odchodach i ropiejących odleżynach ŚMIERDZI i zaskakuje mnie to codziennie rano. Cezar jest szczęśliwy. Jak wielki jest wtedy czas! 9 kwietnia Dlaczego muszę oglądać rozkładające się za życia ciała ludzkie? W ropiejących odleżynach. Nie może być inaczej. bezbolesną. zatorach. kiedy wchodzę na oddział. Muszę od nowa przyzwyczajać się do tłumu. kiedy po takich cierpieniach odchodzą. Trzeba trwać w oczekiwaniu. odchodach? Taka jest moja droga do poznania.ataku zewsząd. odliczając każdą sekundę nowego bólu. Pochodziłam po Częstochowie w wiosennym słońcu. Koniec często bywa niegodny egzystencji. gdzie wyraźnie w mroku wskazana jest droga do raju moich pacjentów. . szybką. Czekam na wyjazd do sanatorium. Depresje w SM. Jak bardzo teraz rozumiem modlitwę o dobrą śmierć. w stanach zagrożenia życia. 6 kwietnia Poznaję nowe choroby i problemy z nimi związane. 12 kwietnia Zdaje mi się. z niedowładami po krwotokach.

Kiedy opuszczam miasto. złapać trochę nowego spokoju. może tylko w jednym. wypełniłeś mnie miłością. Jedynie z Tobą mogę być. 18 kwietnia Kudowa jest zbyt daleko dla mego serca i przyjechałam tu w świąteczny czas. 27 kwietnia Wraz z Hansem Castorpem przeżywam rozterki ciała i duszy. że już czas na operację. Nie mam żadnych zabiegów. Lekarz w sanatorium mówi. w namiętnościach ciał kuracjuszy. Odnalazłam się w przestrzeni. jak wystawiona na odstrzał zwierzyna.17 kwietnia Zaistniałeś mocno w moim życiu. 21 kwietnia Chodzę samotnie po nieznanych ścieżkach i unikam ludzi. Odnalazłam las i ciszę w nim. Przyjmowałam go w objęcia i szeptałam nienapisane wiersze. a na wolnej przestrzeni czuję się. Moja samotność drażni mężczyzn. mobilizuje do podrywu. Tak bardzo Cię potrzebuję i dzięki naszej miłości nie przegram... Cisza spływała spokojem do serca i poczułam zapach lasu w sobie. 24 kwietnia Pojawiły się pary i trójkąty. . być z dala od domu z własną samotnością i przetrzymać tamto. piję wody zdrojowe i mam za dużo nie spacerować. Zmęczyło mnie życie i ludzkie sprawy. Oswoiłeś mnie. nachodzi mnie inny rodzaj melancholii. Wyrok stale jest mi odczytywany. Śniłam tunel śmierci. Nie mają żadnych szans na powodzenie. wzbudza niepokój. lecz sanatorium w Kudowie nie przypomina tego z Czarodziejskiej Góry. Pożegnałam się z Tobą i wyjeżdżam do sanatorium.

odżywczą materię do życia na co dzień po powrocie TAM.28 kwietnia Chłonę ciszę i stale jej mało. by odnaleźć w sobie nową. a teraz domagają się rozwiązania.. spacerować. Coś od środka we mnie płacze. Byłam z nim bardzo blisko. przypatrywać się gonitwie za kawałkiem fałszywego. Można nic nie robić. chociaż on już coraz bliżej Boga i jego spraw. wiecznie czyni dobro.Jam częścią tej siły. 8 maja Dobrze jest wrócić do domu. Marzenia spełniające się z opóźnieniem. ptakom. Usiłuję nie pamiętać. nie podejrzewał.Więc kimże w końcu jestem? . by uczestniczyć w ich realizacji. 2 maja . który mnie nie odstępuje i przytłacza . Przypomina stare melodie. sezonowego ciepła od nieznajomego.nie zatrzymywał. który spada jak jastrząb na ofiarę i zjada. drzewom. . przyglądać się psom. nie odgadł. nie zapłakał. Wyrok nosić w sobie tak. zabiera myśli. 9 maja W Ołtarzewie wyświęcono Pawła.cienia. jak głód narkotyku.. by nikt nie zauważył. Goethe. 1 moja Uczę się neurologii i neuropsychologii. nie odkrył mojej rozpaczy . nie pogniewał się na niemoc losu. Głód miłości jest tak samo wielki. ale od razu natłok wielu spraw. kiedy nie mam siły. by przeżyć. która wiecznie zła pragnąc. Tęsknię. Faust Witaj piękny krzewie dzikiej róży spotkany na polnej drodze. które się zostawiło.

Lubię pana. Pierwszy raz w życiu nie mam odwagi. 19 maja Odwiedziłam klinikę kardiochirurgiczną. 22 maja Mam gorszy zapis EEG. nie wychodzę za mąż. że to szaleństwo w moim stylu. ale najczęściej błogosławiona choroba poraża ich zmysły. Profesor pyta. czy wychodzę za mąż. Wtedy mogę być przydatniejsza dla świata. że żyję. Jakaś mała ćpunka. chociaż jest tak samo niepoznawalna. musisz mądrze wykorzystać ten czas. jeżeli mają świadomość swego stanu. TO TWOJA WIELKA TAJEMNICA. Usiłuję przeniknąć tajemnicę mózgu. Oni również doskonale to wyczuwają. Mój oddział to zakład ludzkich wraków. co chce się zrobić w tym czasie i na ile starczy sił. Przyglądam się. bo już wiesz. Basiu. Szuka winy za swoją chorobę. wiele lat. Ten los poniosę samotnie w sobie.. jak ludzie umierają. kiedy dowiedziała się. a mogło się tak zdarzyć. dalej ćpa. co masz pisać. ale nie mam odwagi. By urodzić i wychować dziecko. że naprawdę.12 maja Badam ludzi podejrzanych o nowotwór mózgu. Neurologia pochłania mnie jak gąbka. Nie. Codziennie z napięciem na twarzy wypatruję wybrańców śmierci i obie wiemy. to zbyt mało czasu. Chciałabym wtedy pofrunąć z nimi wyżej niż jej ostrze. Nie decyduję się na operację. zajmuję się chorymi z afazjami. Żyj połówką zmęczenia fizycznego i pisz. jak tajemnica schizofrenii.. że nadszedł kres ich ziemskiego bytowania. Wiem. Profesorze. Umarłam na wiele. Tak. a przecież ja umarłam z powodu narkomanii. . Czy pięć lat to dużo czy mało? Zależy. Więcej sił nie mam.

Widzę zmiany w ludziach. Ile jest okrucieństwa w noszeniu takiej tajemnicy. jak nazywano mnie w Lublińcu. Sto procent wilgotności powietrza. Czy jest dobry czas na umieranie? 11 czerwca Codziennie patrzę na śmierć. Umieranie jest stratą czasu. Oswajam w sobie własną śmierć. System wartości zmienia się teraz już co pięć lat. kiedy ich zostawiam. To brzmi lepiej od „świrniętej” czy „pierdolniętej”. gdyby dano jej szanse na pożegnanie się ze światem. Nie wiedziałam. Każdy z nich w zależności od wieku żyje jakby w innej epoce. Przebywanie w umieralni jest stratą czasu w strefie skażonej śmiercią. własny wyrok.00 do 15. Tak wiele osób zdradza przede mną największe tajemnice swego życia. 30 maja Ja wiem. która kiedyś zniszczy mnie ostatecznie. że jestem normalną psycholożką. Rano czasami muszę podbiec do tramwaju i potem wyrównać oddech. Ona o tym nie wie. Od 8. Widzę siebie wśród skazanych na śmierć. ich sposobie myślenia. spadek ciśnienia. że ona niedługo umrze.00 przebywam z nimi i odchodzę w życie.27 maja To szesnastoletnie dziecko ma nieoperacyjny guz szyszynki i około pół roku przed sobą. że schody na drugie piętro mego oddziału mogą być tak wielką przeszkodą w życiu.to pogoda. . Widzę skazanych na śmierć. Człowiek nie wytrzymuje naporu akceleracji. Rozmawiam z nią o życiu. powolne konanie w bólu. Jakże byłoby inaczej. Coś się kończy w tym stuleciu. szkoda że z wiosną. Może kiedyś po prostu zwariuję. gwałtowny wiatr . 6 czerwca „Moje dzieciaki” twierdzą. Nie mogę spokojnie istnieć.

uśmiechnąć się do słońca. odpływałam nieobecna. To takie proste tu robić swoje.15 czerwca Rozmowy z Ewą skazaną na śmierć nie są trudne. Pogodzić się z nieodwołalnością losu. A zachód słońca był wspaniały. czekając na srebrny deszcz i ulotny zapach porannych kwiatów. Komu potrzeba tyle cierpienia w ostatniej fazie? Jaki ma być bezmiar ulgi po przejściu na tamtą stronę? 18 czerwca Teraz w pracy więcej obcuję z lekarzami. Te rozpadające się za życia ciała. I nic więcej nie potrzeba. 25 czerwca Skończyłam dwadzieścia osiem lat. iść na spacer za rękę z przyjacielem. I jest czas na uśmiech pomimo wszechobecnej śmierci. słodkawo duszący fetor codziennie uświadamiają mi ludzki kres. Dzisiaj byłam daleko. na który nie można mieć już wpływu. 30 czerwca Kotan chce zakładać ośrodek dla narkomanów chorych na AIDS. może dlatego. Przyzwyczajam się do tego. że wystarcza jej mój uśmiech. Śmierci nie trzeba przywoływać. a po pracy odchodzić w życie. Misterium umierania. Co będzie za pięć lat? Nosić w sobie taki wyrok z pogodną twarzą. Naświetlają ją na onkologii. Zaczynają jej wypadać włosy i nie zdążą już odrosnąć. to prawdziwa sztuka życia. przytulić się do zapachu lata. Tutaj ludzie są po prostu NORMALNI. kiedy jeszcze pokochać można. 17 czerwca Na porannym obchodzie odwracam twarz od ziejących odleżyn. przyjdzie po nas w najbardziej niespodziewanym momencie. w nieludzki sposób pojęty przez los. nie trzeba go też przyspieszać. To nie . nadmiar cierpienia w jęku modlitwy.

Niewiele u nas można zrobić. będę znosić własne cierpienie. zawałami serca.mają afazję lub tego nie kontrolują. ale nie poddam się. kiedy zacznie się epidemia. Serce do miłości już mi ofiarowałeś. młodych samobójców. umysł czysty. Jaki jest rozmiar tęsknoty? Jak głęboko trzeba się w niej zanurzyć. Oddycham inaczej. 12 lipca Pragnę Cię. Jestem. 10 lipca Zaczynam staż do specjalizacji z psychologii klinicznej. Panie. Mogę przytulić się do Ciebie. Na internie jest wielu pacjentów z nerwicami. nie dzwonią z powodu niedowładów. Daj mi. Na oddziale nie ma cewników i wszyscy leżący moczą się do łóżka. . Jakże odmieniło się moje życie. Czuję go każdym zmysłem. prawie nic. Czy rozwój przynosi większe cierpienie? Czy samopoznanie przynosi ulgę? Cisza wewnętrzna. będą to przy naszym stanie służby zdrowia tylko ośrodki dla narkomanów zarażonych. Fetor amoniaku zniewala nasze komórki węchowe i nie można nic z tym zrobić. wsłuchana w rytm Twego serca. namacalnie. bym pisała swoją poezję. wszystkim.. chłonę Twoje ciało. który niesie uspokojenie. Nie poproszą o basen . całą sobą. kiedy zgiełk świata nie wkracza w ciebie i możesz spokojnie przyjmować wydarzenia. Bardzo niewiele. którym jest nasycony spokój.jest konieczne. Wypełniam się Tobą fizycznie. 7 lipca Rano wstaję bez lęku i taka powracam do domu. by przerwać krzyk? Przytulasz się do jej dna i wtedy nie czujesz wypychania bólu na powierzchnie.. Jeżeli tak trzeba. Tak blisko nie czułam jeszcze drugiego człowieka. okrywam pocałunkami. Czystym powietrzem.

by od nowa odradzać się.13 lipca Niekiedy wydaje mi się. marzeń. ile wiary w sens. z chorobą. Ja również. w człowieka. śmiercią ostateczną. dlatego umieram cząstkowo. Nie można się poddawać. halucynacjami. . niczego nie chce. straceń? 14 lipca Są ludzie. z depersonalizacją. Chciałabym pójść na małe wędrowanie. po to. w światło. ekstazy. ataki przeciwko sobie. nie dostrzega mojej obecności. tam gdzie mnie nikt nie zna. w Boga. a ja właśnie przed nim się bronię. szczęśliwe przeżycia.. że ja chcę popełnić samobójstwo. paranoję lęku. lecz być pokornym wobec choroby. pragnień. w miłości. 16 lipca Ja nie chcę umierać. 15 lipca Trzeba umieć połączyć w sobie zgodę na cierpienie z walką. popadają w depresję egzystencjalną. samobójstwem. Ile sił wtedy trzeba w sobie udźwignąć. w szaleństwie. Te kolejne śmierci. w życie? Ile trzeba unieść w sobie rojeń. Milczenie jest najcięższą bronią. urojeniami. rozbijam się na zwielokrotnione JA. nawet na sali reanimacyjnej. że jestem na granicy psychozy. Oni wszyscy myślą. lecz ono włada mną często i spadam w otchłań rozpaczy. Tak jakbym sterowała moim życiem psychicznym. którzy cierpią bez względu na okoliczności. są obroną przed samozagładą. Żyją z poczucia obowiązku i po chwilach uniesień. by powrócić do rzeczywistości z jasnym i logicznym umysłem. bezbłędnym wyczuciem patologii u innych.. w pracy.

niespełnienia. chociaż mogłoby się zdawać. 28 lipca Nie potrafię patrzeć na umieranie młodej kobiety na raka płuc.. jakbym podpisywała wyrok na niewinnego. Chyba tak czuje się kobieta po wydaniu na świat długo oczekiwanego dziecka. dopieszczać kształt. że nieustannie muszę je przelewać na papier . Noszę w sobie tak wielkie pokłady fantazji.. kiedy szukał u mnie pomocy. że nie dostrzegła lęku w wyzywającym spojrzeniu. a ja oddycham z ulgą. Chcę tutaj być za tamte stracone lata. Podstępna kostucha cicho i niespodziewanie zabrała ich jednocześnie z jednej sali. tajemnym skarbem każdego człowieka. Skierowałam chłopca z podejrzeniem schizofrenii do psychiatrów. 25 lipca Po świecie chodzę nieustannie zdumiona. Wędruję po oddziale wśród śmierci jak zagubiony przechodzień. prosto. Ludzkie życia. i jeszcze odchodzi zawstydzona. marzenia. Wtedy mierzymy się wzrokiem. 31 lipca Dzisiaj rano umarły trzy osoby na raka. reakcje w sytuacjach kryzysu lub szczęścia są takie podobne i takie odmienne. że już nic mnie nie zaskoczy. nie w tej sztuce mi grać. I praca zaczyna się od nowa.22 lipca Moje tarcze ochronne zawodzą i ona naciera na mnie ze zwiększoną siłą. co kiedyś . Obok niej dzieje się dopełnianie starości.wtedy czuję ulgę i mogę dalej żyć na chwilę uspokojona. jakby były pojedynczym. ale mam wątpliwości i źle mi z tym. nie w tym tłumie i nie na tym spektaklu umierania. zawodząc jego zaufanie. która i tak nie będzie miała końca. Ma przed sobą kilka godzin życia i bardzo cierpi. Zrobiłam to. tworzyć ostateczną wersję. trzeba dalej formować nowo powstały twór. twarzą w twarz.

świeżość.uczynili ze mną. jakby cały świat pukał do mego Królestwa. 16 sierpnia Chłonę od młodych ludzi zapał. Zabrałam sobie to w tamten czas. gdzie zieleń jeszcze oddycha i daje nowe siły. Zatrzymuję siły. przytulę się do Twego ramienia i na chwilę zapomnę o nich i o sobie. A czas letni i dobry. walką o ideały. dlatego tak blisko teraz jestem z nimi i tak daleko. 7 sierpnia Kiedy leki nie działają. ale tak mi podpowiedziało psychologiczne sumienie. Nie można mieć codziennie bardzo ważnych spraw. kiedy ma się szesnaście. Przyjeżdża pełno ludzi. radość istnienia i smutek egzystencji młodości. Dzika kaczka przestraszyła się nas. Nie mam czym oddychać. że jesteś coraz bliżej. Zabierz mnie na długi spacer. . by pobyć trochę dłużej. Przyglądam się im. jak to jest. by wiedzieć. kiedy spostrzegają mnie jako ich psychologa. dwadzieścia lat na trzeźwo. wiem. To tak. jestem u kresu sił. więc czemu dręczą mnie rozterki? 5 sierpnia Moje przemęczenie sięga zenitu. Odliczanie czasu do startu w nieznane krainy. 9 sierpnia Poranny spacer z psem w blasku wschodzącego słońca nad rzeką. ze wspaniałą wrażliwością. a kwiaty jeszcze spały. Na niebie zamki z pierzastych chmur zapraszały nas w swoje podwoje. siłę dobrego buntu.

ale jest zawsze czas przezywania. rzeki. . lecz dopiero w konkretnych sytuacjach zaskakują moich znajomych lub rodzinę. rozpływały się w moim mózgu. Czas działania zatrzymał się. oswoiłam i traktuję jako naturalną część mojej osobowości. jakie będą później tego konsekwencje. ludzkie przetworzenia przenikały przez mój pokój. które nie są zauważalne na co dzień. Ale się narobiło!!! 1 września Trzeba było powrócić i chodziłam po mieście daleka i samotna. a czasem niczym gromowładny Zeus rzucam słowa kontrolując emocje. Jeszcze obawiają się mojej wiedzy. powodują uczucie bliskości z pacjentami. Powrócił czas marzeń. Nie wiem. natchniona nową miłością do tej krainy. z którą się stykam na co dzień. Nie sprzeciwiam się. miasta. Podobno za mało mówię. kości. czytania i rozmyślań. Tak mnie spostrzega młodsza część społeczności. 3 września Kolejny przeskok w krainę cierpień i śmierci. Odmawiam udzielania wszelkich wywiadów.17 sierpnia Maszeruję przez knieje augustowskie. lecz we mnie dokonują się zmiany. jestem oszczędna w gestach. Zaakceptowałam ten element choroby we mnie. a ja byłam bardzo spokojna. lecz teraz noce spędzane w innych wymiarach dają mi poczucie łączności z czymś pozazmysłowym. Pacjenci są pełni wiary i rezygnacji w walce z SM. autorytetu i wewnętrznej siły. Krzyże. przytłoczona spalinami. Pozornie nic się nie dzieje. 8 września Tej nocy dokonał się czas apokalipsy w moich halucynacjach. oddalały się i znikały.

która teraz stała się przekleństwem dla wybrańców losu. Potrzebuję więcej wypoczynku i nie mogę pomieścić się ze wszystkim. Minęło pół roku od mojego odejścia z psychiatrii. opowiadałam im o tej królewskiej chorobie. ale tylko na staż. i pytam o rzeczy. Nie da się ogarnąć wszystkiego. Tak żyć. a tak wiele chciałabym robić. na które nie ma odpowiedzi. tu ludzie umierają wyzwalani przez Boga. Czy radość życia jest mi dana? Czy nie strawi mnie ogień. by codziennie przekraczać swoje JA. którzy umierają tak nagle na nowotwory lub w przedłużających się męczarniach.15 września Kocham i to jest absolutnie cudowne. która jest na terenie szpitala. a jednak marnuję czas na rozmyślania. do kliniki. Zatykam uszy przed przesiadującymi mnie realnymi jękami i wyciem lub cichym postękiwaniem. Tu codziennie dokonuje się akt oczyszczania ludzkości ze wszelkiego zła. 20 września Brakuje mi czasu. ale podchodzę do tego z dystansem i przyglądam się symptomom jak obcy przybysz. Zamieszkałam na ostatnim piętrze. nadmiar pasji bywa szkodliwy. w pokoju gościnnym obok podleczonych schizofreników. oswajam się od nowa ze śmiercią tych ludzi. . paranoja małego miasteczka odżyła we mnie. Życie to także kolejne rezygnacje. Poprowadziłam od razu zajęcia ze studentami medycyny. 5 października Powróciłam do Lublińca. który zasypuję własnym popiołem? 19 września Poruszam się po oddziale jak we śnie.

krążę po okolicy w jesiennym deszczu. gdzie dokonywano zabiegów powiększania ciał przez tajemne dawki jednostek. Czy wtedy już wybrałam? 15 października Znowu pracuję na zbyt wysokich obrotach..7 października Spaceruję po terenie szpitala w ciepłe wieczory i przyglądam się świecącym oknom dawnej młodzieżówki. tam było coś lub ktoś. Krata w oknie jest niezmienna. by donieść pani Docent o pogorszeniu lub wyzdrowieniu. Tam siennik wchłaniał wydaliny i parował wiecznym szczęściem. . Po dwunastu latach stanęłam pod murami zamku opętanych książąt. Tutaj dwanaście lat temu zaczęła się moja epopeja psychiatryczna. Tutaj inaczej traktuje się pacjentów i jest więcej lekarzy i psychologów. Żal. Fenactil spajał myśli i zniewalał nasze uczucia. Ciało powieszonego chłopca zdjęli dwanaście lat temu. że nie będę mogła być ze schizofrenikami na co dzień. który drążył starą skazę. Te okna miały tamten blask i powracał dawny ból.. zajęcia ze studentami z psychologii. a krzyk z izolatki niósł ulgę. wywiadów. Chodzę na konsultacje na młodzieżówkę. Pamiętam dokładnie rozkład sal: nasza „insulinowa” obok gabinetu lekarskiego. Ludzie domagają się spotkań. prowadzę wykłady ze studentami medycyny. 19 października Chłonę inną psychiatrię. A wieczorem. Milczenie miało sens. który zmywa kurz z zastygłego uśmiechu demona tamtych lat. Wtedy nasze szaleństwo przerażało nas samych. kto cierpiał także za nas. Długie ramiona kaftana bezpieczeństwa tuliły do snu sierotę. Przemijanie utrwalało ślad rozpaczy. A wieczorami pielęgniarka podsłuchiwała nasze rozmowy.

że to emocje spowodowały moje przesłyszenie. Sumienie przeciekało im przez palce. by wybrać inną odwagę. A jednak wierzę. kiedy wszyscy spali. Dlatego nie mogłabym tutaj powrócić. Dziewczynka codziennie biła głową w ścianę i rozwiązywano ją do obiadu. po wielkim oczekiwaniu. Wtedy pluła mi do talerza. To już mój czas na chorowanie. Było ich trzynaście i zrozumiałam. Powracają natrętnie każdego wieczoru w klinice. że kiedyś tu powrócę. To jak nagłe oświetlenie ciemności. a salowe trawił wampiryzm. W butelce czuła się bezpieczniej.21 października Ogarnął mnie „syndrom Lublińca”. Nie rozumiałam wtedy. Wysysały z siebie patologię. . Czy słuszne jest to.Jestem zdrowa . 25 października Bierze mnie grypa. Wzywałam mamę. Była tak samo zagubiona jak my. . Muszę to poczuć inaczej. Kiedy odchodziłam. Wolność zamykałam w butelce i wypuszczałam o północy. która nigdy nie wypowiedziała słowa. Oddział młodzieżowy gubił się i trwał w stereotypach. Siostra oddziałowa miała pakt z diabłem. Liczyłam wagony mijanych marzeń. dlaczego wyrywają nam szponami godność. Lubiłam małą dziewczynkę.mówiłam psychiatrze. 23 października Dokonuję rozrachunku z tamtą psychiatryczną przeszłością. Pewnego ranka. ktoś podał mi rękę i zaprowadził na dworzec kolejowy. 22 października Nie mogę wyzwolić się od wspomnień tamtych lat. co robię? Czy powinnam zająć się czymś innym? Albo zmienić proporcje czasu? Teraz jeszcze sobie na to nie odpowiem. że przemówiła. a jej łza rosła w kącie pokoju i przybierała kształt miłosnego wyznania. a on z uśmiechem wydawał rozkazy armii olbrzymów pilnujących naszych myśli. Wstydziłam się jej lubieżnych zmagań z przestrzenią. usłyszałam „mama” i sądzę.

Ucieszyłam się. Nadal choruję. 30 października Zakończyłam staż w klinice.. do zrozumienia. daj mi siły. Chcę cieszyć się jesienią. wiosną. Ile strat trzeba przeboleć. Im nie jest potrzebny człowiek. że mnie doceniono. ale nie mogę wrócić do Lublińca i musiałam odmówić. słońcem. Czy buntuję się przeciwko sobie? Czy warto ciągnąć życie? Teraz o to pytam? Tyle jest do poznania. sobą. płace poniżej zasiłku dla bezrobotnych. do pokonania. zimą. upokorzenia. do przeżycia. które jest wpisane w moje życie. księżycem. Tylu ludzi do przytulenia. O Panie.26 października Mam oczywiście zwolnienie lekarskie i dla odmiany zajętą krtań. wiatrem. Czy nadal mam być psychologiem? Czy ludzie naprawdę potrzebują mojej pomocy? Czy oni tylko zrzucają na mnie odpowiedzialność za swoje niepowodzenie? Kim ja jestem w tym wszystkim? Wszystko wydaje się beznadziejne: leki wykupione po znajomości. kiedy słucha pracy serca. by się leczyć. gdy miałby nastąpić koniec już teraz. panie doktorze. brak szans na mieszkanie. To jeszcze zbyt świeże. Buntuję się przeciwko cierpieniu. . Pani Adiunkt zaproponowała mi pracę. nawet wtedy. Lekarz bardzo się denerwuje. by żyć codziennym życiem. 27 października Trawi mnie wysoka gorączka. 3 listopada Staż w klinice rozjątrzył tęsknotę za psychiatrią. To niczego nie zmieni. kochankiem i napisanym cudownym wierszem. Im nie jest potrzebna służba zdrowia. latem. Ile radości trzeba pomieścić w oszalałym sercu i samotności.. do zobaczenia. Nie trzeba tak.

Wylałam białe wino na amerykańskiego psychiatrę. 28 listopada Wykłady są od rana do wieczora. 26 listopada Byłam z Kotanem na bankiecie. uśmiechałam się czule do japońskiego psychologa i zniknęłam po angielsku. rozmowy toczą się po angielsku i ja mówię tym językiem.Schizofreników trzeba kochać i nic więcej. zamiast być tam. pomysłów. Do północy jeszcze stoję. by obcować nieustannie ze śmiercią. znajduje w sobie siły. A potem muszę paść na łoże. Piję niesamowita ilości kawy. bywam . i sama się topię w rozterkach. skojarzeń. Coraz trudniej odnaleźć mi się w morzu ludzkich spraw. Spotkałam się z Kotanem. Czas ucieka i każda chwila bez pisania wydaje się stracona. Kto. 24 listopada Pamiętnik narkomanki był na wystawie w Nowym Jorku wystawiony przez Polonię w Instytucie Polskim. gdzie życie woła o pomoc? 23 listopada Uczestniczę w międzynarodowym kongresie w Warszawie: O narkomanii i alkoholizmie. kiedy indyki wjeżdżały na stół. nie będąc lekarzem. 22 listopada Mój oddział jest z dnia na dzień bardziej przygnębiający dla mnie albo ja inaczej spostrzegam umieranie innych. Wynurzam się. 12 listopada Pełno we mnie snów. Basta. by pomóc. Przyjechał cały świat.

byłabyś jak ta mucha. jak to wszystko jest dezorganizowane. Ech. którego się kocha i przez którego jest się kochanym? To cała tajemnica bytu. a ja chcę trochę zatrzymać dla tej jednej osoby. niepoprawna marzycielko. 21 grudnia Pracuję na oddziale śmierci. Trzeba wyciszyć się. Rosiek. .na spotkaniach i padam co wieczór. tak jak przewidywał Profesor. Potrafię ich zdiagnozować. z zaburzeniami emocjonalnymi. którą kocham. Rozdrabniam się. Czy może być coś piękniejszego na ziemi od bycia blisko z drugim człowiekiem. 8 grudnia To piękne słyszeć za życia dzwony i chóry anielskie. by pożyć jeszcze kilka lat. Na to nakładają się przemęczenie i wieczne infekcje. Mówię po angielsku nawet w toalecie. 29 listopada Nie odbieram w domu telefonów. ale co dalej? Przed nimi długa droga uczenia się życia z defektami psychicznymi. wielu młodych ludzi z uszkodzeniami OUN. Ludzie domagają się ode mnie tak wiele. Na każdym kroku widać. 7 grudnia Dalej halucynuję. chcą czerpać z mego Królestwa cieni. Jednak normalni są zubożeni jednowymiarowym spostrzeganiem rzeczywistości i poglądami pani Dulskiej. chcą ingerować w moje życie osobiste. 17 grudnia Mam dużo badań. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Wynoszą kilka razy dziennie wymęczone. źle szukam własnego czasu. gdyby rodzice nie dali ci jeść. która pada od jednego klapnięcia.

codziennie mu się przypatruje. jakby im się zabraniało oddychać. że ktoś zawiódł niespodziewanie. 29 grudnia Dużo jest padaczek alkoholowych po świętach. To pełne zaskoczenie dla niektórych. 22 grudnia Dzisiaj umarły dwie osoby. że już nigdy nie będą mogli pić. zabije z zazdrości. rozpadające się przed śmiercią ciała. która na niego czyha. Nikt nie wie. Mózg to potęga. Piszę nowy cykl wierszy. zacznie pić. żeby mieć dużo pewności? Nikt nigdy niczego nie jest pewnym. popełnił zbrodnię lub samobójstwo. czy już może nadejść. ocenia. To takie dla nich niepojęte. Człowiek nie przewidzi swojej rozpaczy. ale dla mnie i tak smutno. Czy jestem na tyle zaleczona z narkomanii.zmienione chorobą. kiedy spadnie w otchłań czy powiesi się. Pracuję z pacjentką z afazją amnestyczną. 23 grudnia Umarła jedna osoba. Potem wszyscy wokoło się dziwią. które uczy się mówić. Jest jak dziecko. I przychodzą nowi. . Zespoły histeryczne to poezja neurologii i psychiatrii. i cieszymy się z każdego słowa. wystarczy niewielkie uszkodzenie i bywa strasznie albo wielkie uszkodzenie i nic się złego nie dzieje. Tamto zawsze powraca. by dokonać żywota. Nigdy nie należy tracić nadziei. Ćwiczymy pisanie i czytanie z pacjentką z agrafią. 24 grudnia Zrobiło się rodzinnie. Z bohomazów powoli wyłania się sens.

że nie będzie żadnego leczenia. 10 stycznia Obniża mi się nastrój. To nadal bywa niezrozumiale. by spełniało się codziennie. że nie potrafią się do niej przyznać. zamiast pisać i spokojniej iść przed siebie. własne decyzje. 11 stycznia Pan Profesor stwierdził. Jeżeli życie jest nam dane. kiedy nadchodzi lęk i poczucie kruchości i małości wszystkiego wobec wszechświata. Myślę zbyt wiele o śmierci. co mogło mnie znowu pochłonąć. Skierowałam dwóch pacjentów na psychiatrię z początkami delirium. pozbierać wszystkich swoich twarzy i wziąć się za siebie. Święta zbierają swoje żniwo. nie można ciągle pytać o jego sens. za życie. Tak. panie Profesorze. Basiu. dlaczego wtedy odeszłam z domu tak daleko? Wina jest w nas wszystkich. Czasami nie da się inaczej. Może tej nocy znajdę odpowiedź. Dostałam nowy lek na noc. nie jest ich winą. A to. To takie coroczne popadanie w środek. tylko tak je przeżyć. Są inne zmiany w EEG. Znowu nie chcę powracać. więc wybaczyłam im i nic więcej. .31 grudnia Umarły trzy osoby w ciągu godziny. I pytanie: po co to wszystko? 7 stycznia 1988 roku Przestałam spać i zaczynam analizować przyczyny. może sen powróci jak dar z niebios. więc trzeba tak. nie potrafisz znowu poskładać się. jak jest. Nie planuję żadnego samobójstwa. Zatrzymałam się w ciszy i nie uczyniłam niczego.

Coraz częściej powraca duszność. ale kiedy tak mocno kocham. Bez lęku myślę o narkomanii. A taki los może dosięgnąć każdego. że jestem prawie gotowa. Oczywiście przeraża mnie wizja AIDS jako epidemii i plagi ludzkości naszego wieku. Może jest w tym jakaś metoda oprócz tego. odłożyć pióra. tak nie mogę. czy mu go ofiaruję. Powracam niepotrzebnie w niewłaściwe miejsca. snu. zdaje mi się. że szybciej zbliżamy się do własnej śmierci lub kalectwa. płaci za to moje serce. Lecz zaraz zdaje mi się. wiem. nie ma nocy. I tak jest w całej Częstochowie. by przyjąć śmierć. wschodu słońca. że trzeba inaczej. Nie potrafię go przekonywać. 19 stycznia Młody chłopak z postacią móżdżkową SM walczy w fazie szoku i nie chce zrezygnować z aktywnego życia. Niedobrze. Ten rok będzie dla mnie chyba bardzo ważny. ale to jest inny rodzaj niepokoju. Ale nie mogłam się powstrzymać. chorych psychicznie i „innych”. Wydaje mi się. Nawet mnie nie ma w tym. Martwię się o człowieka. ćpunach i wszystkich sprawach z tym związanych. Silni są najczęściej słabi w pewnych okolicznościach. 18 stycznia Pisałam całą noc. kolejnego dnia. którzy pamiętają mnie z tamtych lat. 15 stycznia Czuję w sobie narastające przemiany. że nie ma wiersza. Nie. co stworzyłam. lecz zaistniał i odczytuję go co chwilę. . zamknąć w sobie tyle myśli i uczuć.13 stycznia Ludzie potępiają samobójców. że ona chce mi przedwcześnie zabrać bezcenny skarb. do ludzi. Na koniec napisałam wiersz dla niego.

by życie mnie jeszcze nie opuszczało. Połączenie buntu z przystosowaniem może być realne. ale czy to możliwe? 1 lutego Czy można odmienić swój czas? Zadręcza mnie zwielokrotnione JA. a stawałam się kolejno niewolnikiem nowych zdarzeń. Czy prawdą jest to. by coś zniknęło. lecz czuje w sobie nowy. Dotąd goniłam za wolnością. ale nie po to. pragnień i marzeń. Złapać moment. 28 stycznia Wygłaszałam dla rodziców szesnastolatków pogadankę o potrzebach psychicznych. jakbym opowiadała o uprawie nieznanej rośliny. postaci. co przeżyłam? To się wydarzyło. które trzeba ciągle składać w całość. 31 stycznia Dostałam się na studia doktoranckie do Warszawy. kiedy od nowa budzi się w nas życie i pokochać stan trzeźwej świadomości. nieznany wcześniej wzrost potencjału. cierpiące dzieci. Wszyscy moi pacjenci z rozpoznanym guzem mózgu są skazani na śmierć. który umożliwi mi nowy rozwój. 3 lutego Jestem na stażu na pediatrii i nie mogę patrzeć na chore. ale muszę z nich zrezygnować z powodów finansowych i zdrowotnych.25 stycznia Zaczęłam „rozpadać się”. Teraz już chyba umiem się przed tym bronić. Kwadrofonia schizofrenii. Należy tak rozłożyć siły. lecz czy całe życie można się tylko bronić? Dużo jest we mnie życia. To inny rodzaj przeżywania świata. . lecz oni niczego nie zrozumieli. To nie to.

miłością. ale nie ma. które się u nas przedłuża. Podczas umierania. który rozsypuje się przy podmuchu wiatru. kiedy zjada cię niewidzialna istota. Obłędu starczy na wiele przeżyć. dlaczego zachorowało ich dziecko. Jestem nie nasycona Tobą. trudniej wzbudzić w sobie radość istnienia. a może to tylko spróchniały pień. To proste. Właśnie tego mi brakuje w naszym systemie leczenia. 10 lutego Zaatakował mnie wirus grypy. a później bywa najczęściej za późno. W chorobie jednak niewiele cieszy. Gdyby w Polsce był chociaż jeden ośrodek dla rodziców z dorastającymi dziećmi. 12 lutego Jestem pod wrażeniem angielskiego filmu Not my Kid o terapii rodzinnej młodych narkomanów. Jestem nie nasycona poezją. słońcem i życiem. Nie uśmiecha się do obcego otoczenia. a chora jest cała rodzina wraz z rodzeństwem. znasz przyczynę zniechęcenia. U nas leczy się jedynie ćpuna. Ono uczy nas pokory i niesamowitej odpowiedzialności za tę formę istnienia. trzeba wygrać z własną świadomością. przez którą ktoś cierpi. najsłabsze ogniwo. cały jej system. 14 lutego Nowa choroba powaliła mnie jak drwale drzewo jednym ciosem ostrej siekiery. którą ktoś kocha. Żyje. Rodzice nie są w stanie zrozumieć na początku. mogę nim obdzielić kilka osób albo jeszcze więcej zagubionych duszyczek. .8 lutego Dziecko z porażeniem mózgowym reagujące jedynie na ból. kiedy choroba poczyni zbyt duże spustoszenie lub przyniesie śmierć.

Zatrzymać na chwilę w sobie czas. I cieszę się. ale w tym systemie nie da się i nic nie można zmienić. I zawsze pytasz: co ja mam z tobą zrobić. kłębi. tworzy nowe twory o nieznanych masach. Czy będzie mi dane zaistnieć w tym mieście. Basiu? Zawsze mnie można przytulić. nigdy nie było przeciwko innym. zdenerwowanie. ani moja praca. Nie ma. Pozbyłam się zupełnie agresji. a Ty w nim dostrzegasz jedynie nowe śmierci. odczuwam Twój smutek. kiedy nie można mnie uratować. chociaż Kosmos przekształca się. i od nowa. 16 lutego Oddaję Ci we władanie moje chore ciało. szacunek dla Ciebie. trwa i przemija w czasie przez nas nie pojętym.Miłość to także opętanie. zmęczenie i bezradność. 1 marca Chciałabym się wyzwolić z zależności finansowej. uleciała i nie istnieje. ani uśmiech nad cierpieniem innych dla ich zrozumienia. 18 lutego Dla większości z nich będę już tylko narkomanką i nic się nie będzie liczyło. o nienazwanym przez Ziemian życiu. ani smutek nad każdą śmiercią. Tam i tu coś się toczy. Pamiętasz moje imię. Przepraszam. kiedy się do mnie uśmiechasz. owładnięte chorobą narkomanii. Kolejna wiosna zdarzy się jak niezmienność rzeczy. składnikach. lecz kiedy odchodzimy. Nie mogę stale odchodzić. Mam jeszcze imię. w ogóle? Ja nie potrafię być zła i nigdy nie byłam. czas staje się namacalny. Całe zło wypaliło się we mnie w tamtym wcieleniu. Stałam się bezbronna i tylko kochać mnie można i nic więcej. . 15 lutego I tak od rana do wieczora.

Ech. To. Zespół braku matki. nie pojmują. ale oni nie rozumieją. 16 marca Lekarz łagodzi objawy i nadal namawia mnie na operację. bo wtedy autentycznie można poczuć ciepło dnia i grozę nocy. która mnie spala co dzień. Nadal boję się ofiarować Ci ten wiersz. kiedy kupuje się bardzo drogie zabawki. 4 marca I tak od nowa trzeba godzić się ze sobą. obok choroby somatycznej.Znowu tyle książek do przeczytania. słowo wydaje mi się zbyt małe w porównaniu z tęsknotą. Głód miłości. Robiłam korektę Pamiętnika. ze śmiercią. mogę jedynie kochać opętanie. obudzę się do życia. 15 marca Zespół braku ojca. Jeszcze kilka miesięcy i ukaże się w nowym wydaniu. Kiedy mówię „kocham”. gdy zdążę. . nie znam smaku tequili. tyle potrzeb wolności i samotności. 10 marca Sen nie chce mnie zabrać w swoje władanie. że można potrzebować czegoś takiego. tyle nowych pomysłów do napisania. ze światem. dlaczego nie mogę być z tobą? To pytanie ciśnie się do ust. Wiesz. jak zwierzę przeciska się przez kraty w poszukiwaniu wolności. Codzienna walka o oddech. Jaka cisza wokoło. Mówię o tym rodzicom. podstawowe przyczyny zaburzeń u dzieci. trzeba pokochać stan trzeźwości. Jak tak można żyć? Nie mogę uprawiać miłości. By wyjść z nałogu. Czy zdążę? Przedwiośnie to czas umierania.

kiedy nic nie jest w stanie mnie powstrzymać od lęku przed pytaniem o sens istnienia. Wiem. że uderzy w chwili pozornego polepszenia. wyczuwam ją tak jak u moich pacjentów. Im więcej przyglądam się aktowi odchodzenia. Wyrywam śmierci mojego Małego Przyjaciela. Siedzę w szklanej kuli. Usiłuję to wytłumaczyć ich rodzicom. . Tworzenie jest czymś wspaniałym na gruncie nieokiełznanej fantazji. która odkrywa coraz to nowe krainy i pozwala z nich czerpać jak z baśniowego sezamu. ale co jeszcze? 26 marca Na pediatrii widzę. Rozpoznaję śmierć. że to jeszcze nie teraz.Nie chcę umierać każdej nocy i w ciągu dnia. tym mocniej chcę żyć. 9 kwietnia Dzisiaj umarło czworo pacjentów. ale wydaje mi się. lecz trudne to zawody. Takiej walki nie toczyłam nigdy wcześniej i nie znam jej wszystkich podstępów. Kula ziemska jest celą śmierci. lecz łudzę się. dlatego chorują. 22 marca Cała rzeczywistość wokół mnie się zmienia. Oglądam świat i ludzi spoza innego wymiaru. że moje racje trafiają w pustkę. Śmierć dławi mnie kościstymi ramionami i nie miażdżąc utula. Zrobiłam ostatnią korektę Pamiętnika narkomanki. która nagle powróciła i osaczyła moje ciało. lecz są jeszcze takie chwile. jak silny jest lęk dzieci przed samotnością i opuszczeniem. 19 marca Cezar jest bardzo chory.

nie opuszczaj mnie jeszcze. nie wiem. jesteś mi tak potrzebny. muszę ukrywać osłabienie i wyrównywać oddech. a ty patrzysz na mnie swoimi mądrymi ślepiami i mówisz: . gdzie go ukryłam. rozbija czas. zniszczonego chorobą. co się dzieje.11 kwietnia Kiedy rano wchodzę na drugie piętro mojego oddziału. kiedy ona osacza twarze moich pacjentów. Tylko. 23 kwietnia Tulę się do twego ciała. musisz stać się sobą. Och.R. na Boga. Wyjaśniła mi trochę zaskoczona. Później podczas wizyty staram się nie zemdleć i dotrwać do końca. zamkniętym w pułapce rozgrzanego wiosennym słońcem miasta. 14 kwietnia Hokusai: Jeżeli chcesz narysować ptaka. by na zawsze ciebie . To te moje zaburzenia pamięci. Jedna z moich pacjentek jest notariuszem i przeżywa lęki egzystencjalne. lecz jak długo to mi się będzie udawało? Napisałam testament. Wlewam w ciebie leki. Zawsze tak jest . 20 kwietnia Znowu jestem małym zwierzątkiem. Co tak we mnie tnie ciszę. lecz czuję w sobie własną metafizykę. brzmi coraz jaśniejszymi i czystszymi dźwiękami. łamie ramy przestrzeni? To niepoznawalne. Liczę dane mi dni. a ja ją nagle zapytałam o formę sporządzania ostatniej woli. która się we mnie zespala. 21 kwietnia Cezar odchodzi.gdy chcę coś schować. Nie mylę się już. proszę. Widzę.: Jeżeli chcesz poznać siebie. koniec się zbliża.To już nic nie da. Harmonia. czynię to najlepiej przed sobą samą. B. Przyszła po Cezara i czeka niecierpliwie. musisz stać się ptakiem. Czuwam przy tobie. mój Mały Przyjacielu.

26 kwietnia Wypłakałam w nocy cały ból. Żegnaj. 24 kwietnia Łudzę się. Wszystko mi ciebie przypomina. 25 kwietnia KONIEC. Odszedłeś w spracowane południe. kiedy musiałam cię zostawić. Noc poezji.. wierzyłeś. Ważył kiedyś czterdzieści kilogramów. Niszczy go rak żołądka. Zawsze na mnie czekałeś. ucieczki. Zostawiłeś mnie. jakby wypalali ropień. powroty. mój Mały Przyjacielu. Schowałam twoją fotografię. Noc rozkoszy. kiedy powracam do domu. Przez te lata wytrzymałeś wszystkie moje radości. Królestwo wypełniło się niepojętym smutkiem. Przyjacielu. lęku i nadziei. podaję leki i boli mnie w środku. by pomagać innym.zapamiętać. Przyjacielu. Będziesz zawsze w moim sercu. drżenia. schudł i wygląda jak stary plasterek cytryny.. lecz nie ma cienia szansy. pusto się zrobiło. 28 kwietnia Kim jestem i po co jestem? Już mnie nie witasz. Dawałeś mi szkołę prawdziwej przyjaźni. . Nie mogę teraz na nią patrzeć. Kiedy się na ciebie gniewałam o jakiś nic nie znaczący drobiazg. przepraszałeś mnie. Przyglądam mu się godzinami. Przez lata wierności mówiłam ci wszystko i znasz moją tajemnicę. że powrócę. smutki. Zabrałeś mi siebie. Przygląda mi się ze spokojem w pożegnaniu. 27 kwietnia Nie potrafię się bez ciebie poruszać po moim Królestwie.

tak namacalnie czuję swoje istnienie w twórczości. Mogę nie zdążyć dogonić życia.9 procent to brak miłości. 15 maja Przez lata byłam uśpiona. 5 maja Codzienne dotykanie śmierci. miejsce i czas. poczekaj na życie. Wiktor D. którzy zbyt często modlili się o śmierć. bez skupienia. mijające sekundy. bez majestatu śmierci.1 procent to tak zwane inne czynniki. w pośpiechu. a nie ktoś bliski. które mnie przeraziły. Smakowanie językiem. a teraz od nowa pragną żyć? Przytłacza mnie świat i nie mam czym oddychać. Gdyby udało się uratować każdego szaleńca. samotnie. na niewłaściwej scenie. Zapach przedmieścia Raju. 8 maja Sądzę. oficjalnie. Umierasz i przyglądam ci się bez lęku. lecz nie obawiam się. Urzędowe stwierdzenie zgonu i to wszystko. mogę nie zdążyć. W nocy pojawiły się halucynacje. Czy Bóg karze mocniej tych. którą uprawiam. łóżko po łóżku. Dostrzegam w nocy. Umieranie bez tajemnic.Serce. 0. z zakłopotaniem. . że to ja tu jestem. że mój stan emocjonalny uległ pogorszeniu. I uśmiecham się do lęku. 99. jak ciemność powstrzymuje czas.: Kochać do granic swego istnienia. świat nie byłby taki podniecający. kiedy mogę zatrzymać na kartce zapisany wiersz. Na każdego człowieka jest sposób. Ostatni akt życia odegrany w kiepskim teatrze. Opuszkami palców. Tyle osób potrzebuje mojej pomocy. Pojechałabym w knieje augustowskie na kilka miesięcy. a kiedy zaczynam się budzić.

więc można pokusić się o stwierdzenie. komu dajemy i zabieramy miłość? 21 maja Ranisz mnie. ale przyjmuję to ze spokojem. kiedy trzeba będzie się pożegnać. pełna poczucia bezpieczeństwa i spokoju. to wszystko przesuwa się we mnie i jest mi dziwnie znajome i bliskie. Czasami nie potrafię pogodzić tego w sobie. Jest to także obsesja kilku moich znajomych. bo moja miłość nie zna granic i nie odejdę. Czy warto było wydawać Pamiętnik? Wiele spraw zrozumiałam. takich samych jak ja indywidualistów. 30 maja Noc. wymówek. czuję to. To jedynie mały rzucik. A jednak codziennie chodzę do pracy i tam znowu jestem kimś innym. że jestem kimś innym. Nie ma dla mnie innych racji. Kiedy myślę o mojej miłości. Kto tego nie pojmuje. materii. . Dzienniki. zabrać w daleką podróż ciepło Twojej dłoni. uśmiechnąć. że nie zdążysz. że mam nowy rzut schizofrenii. to jego strata. Czasami tylko obawiam się. nie zostawię Cię. 2 czerwca Wiem. wtulona w jego mocne ramiona. Czym są nasze wyobrażenia więzi z kimś. którą muszę mieć w nadmiarze. znowu jestem kimś innym. Mówię znajomym. prawdziwi przyjaciele pozostali i sprawdzili się. Proces. a jednak męczy mnie to wszystko. że buty są symbolem lęku przed opuszczeniem.16 maja Mam manię kupowania butów. zobaczyłam inaczej. by przy mnie być. zdrowego rozsądku. Oczywiście schizofrenii nie mam. Prześladują mnie cierpienia Kafki: Wyrok. To jedyna rzecz. pośpiechu. Pragnę pisać inaczej. Zamek.

a jednak poza ziemskie wymiary. Oszalałe morze niepokoju. 8 czerwca A we mnie jest ciepły wiatr. Chciałabym tylko pisać.I tak się zdarza. I być taką całością jak świat. Wiele razy przekraczałam własną śmierć. a jednak zaistnieć. Uwielbiam to niesłychane podniecenie. Nie mogę już patrzeć na umieranie moich pacjentów. zespolić się ze zdradliwą ciszą drzew. Tak realnie. tęsknym krzykiem ptaków i wtulić się w ziarenka piasku na tajemniczej plaży. mniej się buntuję na zewnątrz i z większym spokojem przyjmuję cierpienie pacjentów. trudniej to uczynić z życiem. kiedy jest twórczy i spokojny i nie da się zniewolić schematom życia. Kiedy jest dobry dla drugiego człowieka. . mimo ze buntuję się nieustannie. choć jest to możliwe i wciąga jak narkotyk. że teraz nie mogę pomagać ludziom. Wtedy następuje wybuch. To JA rozrasta się we mnie i nie nadąża za rozwojem. zaczynam cię więcej kochać. Rozgrzane pola pachną wszystkim. Uspokoić się. że trzeba by mnie zjeść na surowo. Jestem. uciekający w samotność bez zranienia przyjaciela. co kwitnie i pragnie wolności. przyjazny światu. Dobry obłęd nie zabija nigdy. który mnie otacza. kiedy pochłania mnie słowo poezji i prozy. 6 czerwca Kiedy tworzę. Takie życie twórcze jest wielkie i wspaniałe. wszystko wokół staje się oczywiste i normalne. Dlatego nie sposób zatrzymać się na tej drodze. 7 czerwca Zawsze byłam melancholijna i w zdumienie wprawiają mnie dłuższe chwile zachwytu. słońce. Kiedy mam depresję. że pragnę żyć na bezludnej wyspie. Kiedy się tobie wymykam. żeby poznać. Dobry obłęd nie jest zły. Paweł uważa. przerażające i pokorne. Czy mam być dalej psychologiem? Czuję.

panie Profesorze. Są jak drzewa rodzące zakazane owoce. 11 czerwca Coraz więcej skazanych na moim oddziale. Tamto lato po czwartym roku studiów. Stałaś się w pełni kobietą... Za rok pierwszy balzakowski. Powrót ściany po czterech latach. rozbudzasz się. Podążanie wzbudza niepokój. Ściana. Tak.. by Mały Książę nie był osamotniony w Kosmosie.. Niepokój codziennie rozbija się o skały. lepiej jest ze mną. że mogę się jeszcze wycofać. Poezja to znikający punkt. 9 czerwca Gram silną. . plus dziewięć. Co wieczór przychodzi zwątpienie. 14 czerwca Chciałabym stworzyć Jeszcze Mniejszą Księżniczkę. Nie. co czujesz teraz. w których przebywam? Taka już moja śmiertelna uroda. pytanie: czy mam być na dwóch torach jednocześnie i czy biegną w tym samym kierunku? 10 czerwca Pink Floyd. że nie dam rady. podobno najlepszy okres dla kobiety. Przerzuty to kwestia miesiąca. Tak. To coś zmienia się w środku mnie. ale nie może być inaczej. To. Chciałam odejść. Nie mogę chodzić do pracy. starzejesz się. 25 czerwca Skończyłam ostatnie dwadzieścia.Co robię w tych miejscach. by w ryzach utrzymać swe szaleństwo. za chwilę jest dalej lub w innej płaszczyźnie. Rozwijasz się. bo zrozumiałam. świadomość nieustannej katastrofy. Basiu.

to co? Przyjdzie czas spalenia dzienników. by przyjść na moje wołanie. Nie rozumiem dźwięku telefonu. Nadal nie oswoiłam się z tą śmiercią. Utracona świętość. napatoczyło się. w pół życia. nasłuchuję. że się gdzieś ukrył. wyczekuję skojarzeń. bo tej tajemnicy nie mogę nikomu. przeskoczyło. znowu piszę. lecz jaka jest cena śmierci? 2 lipca Wyjechałam w samotność i pijam wody zdrojowe. Nawet lato może być nie do przetrzymania. Przyjacielu. nie rozumiem ich poszukiwań. Czas choroby to czas tworzenia. sądząc. ba. Mówię innym. że jesteś. a sama wyciągnęłam kimono. A jeżeli nawet nie wyjdę. nawet jednemu człowiekowi na świecie powierzyć. a ja im umykam w pół słowa. zadedykować ci wiersz lub uśmiechnąć się do swojej gwiazdy. . w miarę wolni. 6 lipca Dlaczego ludzie rozdeptują ślimaki? 11 lipca Ścigają mnie znajomi i przyjaciele. by nie rozdrapywali ran. w pół śmierci i zamykam się w Królestwie. żeby jednego: wielu ludzi przemknęło. Śmierć jak alter ego. 1 lipca Dobrze. gdy skończę to i owo. czytam. gdzie piszę. Tajemnicy jednego życia. W taki czas mogę do ciebie napisać. wyjdę. A że śmierć nadchodzi? Wszyscyśmy w miarę śmiertelni.30 czerwca Miasto zostało wciśnięte w próżnię upału. by znowu nazbierać sił. Życie wystawia rachunek. Wyjdę stąd. w miarę samotni. po prostu jesteś. daleko czy blisko. Ta świadomość mi wystarcza. Zawsze mnie oczekujesz i ja tęsknię do ciebie. Szukam go po mieszkaniu. Karmię wróble w Parku Zdrojowym i przyglądam się ludziom.

27 lipca Mimo że jestem tak daleko od Ciebie.. Może zbyt szybko. 30 lipca Po spacerze wśród łąk przychodzi dobry sen z polnym wiatrem w uszach. Oswajają się. Mieszkam niedaleko kliniki. Tego nie mogę sobie i innym uczynić. . I pozwala obdarzyć innych czystym uczuciem. Zrobiłam to świadomie. czytają. Powróciłam w dławiący zapach amoniaku. otoczona ochronnym lasem i upały tak nie przytłaczają. gdzie jestem. Nikt nie zna mego adresu. w dziwnym zamyśleniu. 25 lipca Ponownie jestem w klinice w Katowicach na stażu z neurologii. nikt nie wie. w każde drgnienie serca. Nie mogę jej nazwać niespełnioną. zbiorę ostatnie siły i spłoniemy. wypełniają testy. W domu stos listów. ze spokojem. zaistniało tu. lecz te chwile. zniszczyłam wiele notatek i starych wierszy..wysłuchało zwierzeń. Książki pozostaną. bo dokonuje się we mnie w każdy czas. śmieją się. przeglądając i porządkując papiery. 28 lipca Badam chorych na SM. ekstazy i tęsknot. które mi zostały. są piękne. że mój czas się odlicza. Wiem. może smog bardziej dusi. czerpię z tej miłości niespodziewane dary przeżyć. Nie znajduję sensu w procy. Wyrzuciłam sporo listów. Budują w sobie zgodę na chorobę. Dzisiaj. na kalectwo. Katowice nie zmieniły się przez te lata. jeszcze chodzą. 14 lipca Znowu wygrałam walkę z cieniem. Kiedy już mocno poczuję zbliżającą się śmierć. kruszeje.

mam aksamitną skórę. nie wypowiedziane myśli. którego się kocha. zmysłami. ciałem. że moje ciało jest stworzone do miłości. Uważaj.. za rękoczyny: każde przytulenie. bywam niepoczytalna i spalam się. kiedy trzeba dać z siebie wszystko. że to blisko. by przechadzać się po nich bez obaw. nie to. a będę stawać się lepsza. lecz gdy mnie zostawiasz. Nie kochaj mojej postaci z Twojej wyobraźni.śpiewem traw i szeptem owadów. co przed nią i poza. Jesteś we mnie. uciekać w fałszywe wyobrażenia.. gdzie od początku muszę szukać ścieżek prowadzących do domu i oswajać się z nimi. myślami. Bycie kochanym to wielka odpowiedzialność za tego. tylko pojedynczość w najważniejszym momencie. uczuciem. 4 sierpnia Czuję. Odkryłam. nie cofać się w obronnym geście. jaka jestem. Możesz nie utrzymać ciężaru mojej miłości. ogarnia mnie smutek kwiatu zerwanego przypadkowo. kiedy leżysz zupełnie sam. 2 sierpnia Nie można umierać samotnie. gładkie uda i kilka innych cennych drobiazgów. który mnie obejmuje nowymi pragnieniami i miotam się w pokoju jak na nieznanej ziemi. gest. Uczę się swego i Twojego ciała. Za każde słowo. To najbardziej przeraża. Nasze szpitale potęgują tę grozę. który szybko więdnie.nie można tego wyważać. Zawładnąłeś mą duszą. Wielu tak właśnie odchodzi. bardzo blisko. trzeba w tym zaistnieć w całości. Nie śmierć. dotknięcie spontaniczne . We wrześniu pojadę na obóz higieny psychicznej i coś się wydarzy!!! Noszę to w sobie i tam się dokona moje . 3 sierpnia Piszę tak wiele nowych wierszy. dozować. Kochaj mnie taką. To upalne lato jest pełne tajemniczego niepokoju.

samotnie. Drugi drink. kiedy upijam się na smutno. dlaczego mógł tak gwałtownie odejść Wojaczek. Czy teraz mam się godzić na operację serca? Na pewno nie rozwiążę tego problemu po pijanemu. Nawet noc nie daje ochłody. i rano nie potrafię porozumieć się z pacjentami. no. Piję drugą noc i piszę. te z najtwardszych. które były mi dane. Never. transformacja w nowe życie. Jest azylem w betonowej pustyni. tak długo walczyłam z leczeniem mnie i trzeba było się poddać.koniak z coca . przemieszania wartości. Ranek przyniesie ulgę i kaca.przetworzenie. Osacza mnie ten pokój. Nigdy nie miałam problemu z alkoholem i nie będę miała. duszna noc. że się odchodzi. To wtedy takie oczywiste. którego tak niewiele. myśląc o Tobie i czując Cię stale. podlewania alkoholem. Kochamy się w jednostce określonego czasu. Idzie się pod topór swego JA. a teraz jest sierpniowa. zawieszenie oddechu w próżni. od pierwszego zastrzyku. tak powoli Ratoń. który jest człowiekiem.colą. . O Boże. Nic do mnie nie dociera. Szalone noce? Nie. Moim problemem były narkotyki. Chociaż to teraz takie okrutne. już wiem. Wszędzie Cię widzę. Świta. Bezwietrzna noc. bliskie spotkania w ramionach innego zwierza. Czy aby na pewno? 7 sierpnia Las wokół kliniki jest w oparach białej mgły po letniej burzy. 9 sierpnia No. Ja zostaję. tęsknoty. tak niespodziewanie Bursa. Zrobiłam sobie drinka . Nigdy nie podniecały mnie prochy. no. ale chroni przed upałem i dusznością jak trumna. W fazie całkowitej dezintegracji. trzeba się położyć. w bezsenności. Czuję to teraz bardzo wyraźnie. i one spowodowały uzależnienie od razu. Od razu utopiłam się w tym gównie. Wmuszano je we mnie we wszystkich szpitalach. we wszystkich chorobach.

Ciepło rozchodzi się od środka. zamiast poddać się operacji i spokojnie umrzeć pod skalpelem kardiochirurgów? Zawsze byłam uparta. Kiedy mnie dotykasz.płynęłam w powietrzu po starożytnym mieście. 14 sierpnia W Częstochowie tłumy wiernych i strudzonych pielgrzymów oplatają miasto poświatą modlitwy. Najpierw na śmierć. Bałam się wtedy wyjść z mieszkania. Inaczej umrę. Ten sierpień oszalał. To się wyczuwa. Odratowano mnie.Piszę nowy wiersz. Śmierć mi wtedy nie wyszła. Kolejna niemożliwość w moim życiu. tak jak teraz widzę śmierć na twarzach moich pacjentów. Wyczuli mnie. ogromnym . Nie pojmuję. Jeżeli istnieje Raj. Dlaczego teraz nachodzą mnie tamte wspomnienia? Dlatego. zapadam się. amen. Nie mogli mnie powstrzymać. ginę i wynurzam się z Ciebie w innej formie. to musi być tam przeraźliwie nudno. a później na życie. Oni wrócili wcześniej z pasażu.złoty strzał. Całą mnogość wierszy. Miałam to wypisane na twarzy . Czekam. jakieś przepełnienie. 13 sierpnia Dlaczego upieram się przy życiu. by mnie za szybko nie znaleziono na ulicy. z dławicą świadomości. Nie wolno mi pić. Odwrócenie porządku rzeczy. Ludzkość cierpi na najstraszliwszą chorobę wieczny niedosyt miłości: kochania i bycia kochanym. że niewiele można uczynić. trzeba pogodzić się i dalej walczyć. lecz chyba źle przeliczyłam wskaźnik tolerancji. a w nim wieczna szczęśliwość. ale mogli wezwać pomoc. 24 sierpnia Halucynacje . jakby w ostatni czas coś się we mnie otworzyło. bo tego dnia było mało towaru do rozprowadzenia. Czekali. wzięłam dużą dawkę heroiny. 11 sierpnia Nadrabiam stracony czas. że słabnę jak pył rzucany wiatrem.

Na ilu wyspach już byłam? 1 września Rzuciłam wszystko i ruszyłam przed siebie. pomiędzy chorobami. rodzenia dzieci. Nie będzie historii o miłości. jedynie o życiu. chyba od dawna. Zanurzyłam się w Tobie zbyt mocno. A może trzeba dopalić się do pewnego strasznego momentu. Już to poczułam. mniej o umieraniu. Tym jest dla mnie literatura. Pięć tygodni minęło tak szybko. zbyt niebezpiecznie. A jednak natura dała mi tak wiele: zgodę na siebie. 2 września Mówią mi. więcej o miłości. życie i umieranie. że umieram. do własnego portu. smogu.mieczem ścinając głowy skamieniałym ludziom. Zatrzymaj mnie!!! Natychmiast!!! Znowu dziecko zaprogramowane przez rodziców. oddychamy nimi i płyniemy dalej. Nie mogłam Cię ze sobą zabrać. Psychologiem mogę być od święta. lecz potrzebna nam samotność. znam pana lubieżne skojarzenia. Wierzę w to. które się spełniło w miłości. A wiara jest silna. która nie . Zagubiona osobowość. panie Freud. pisać mogę nieustannie z małą przerwą na głębszy oddech. namiętnościach poezji. Wielcy ludzie są jak samotne wyspy. wieczna tęsknoto. Powstało trochę nowych wierszy o życiu. najsilniejsza. kiedy spełnia się moje życie? To niewyobrażalne. Dopaliłam w upale. myśli i tęsknoty. a ja w to nie wierzę. na których na chwilę przystajemy. spokojne z kąpiącymi się mewami. Witaj morze. Pozostało pisanie. ma siedemnaście lat i żyje według ich wyobrażeń i oczekiwań. 26 sierpnia Jak kurczą się marzenia: nie będzie podróży po świecie. nocnych szaleństw w ramionach ukochanego mężczyzny. by powstać od nowa. Jak mogę teraz odejść. tak. Tak. Otwarte na marzenia.

nawet śnić. czy matką. całego świata. Żadnych innych pragnień. Ale tego nie dostrzegłaś. Bo wszystko dzieje się w imię wielkiej miłości.potrafi odnaleźć swego JA w ich rojeniach. Zaistniałam. Ja śnię o życiu. Dlaczego miałabym teraz odchodzić. . i o mnie. budzącym się do życia. co robię. Jestem z morzem. Jestem ze sobą. Każą jej odpowiednio myśleć. i panika. jak nie od najbliższej mi osoby. To jest takie niesamowite jak spełniona miłość. Niewola. kiedy jestem taka szczęśliwa? Rozumiem. że to twój lęk o mnie. że obsesja śmierci jest lękiem przed nią. Jestem z drugim człowiekiem. sobą czy własnym ojcem. co jest dla ciebie najlepsze”. że jesteś w stanie pojąć moją walkę przeciwko śmierci. Zagubiło się. kim jest. zaborcze. Może nie mam prawa wymagać od ciebie zrozumienia.. działać. boi się ludzi. z zachodzącym słońcem. Dlaczego przez tyle lat nie zdołałaś mnie poznać? Dlaczego? Powinnaś wiedzieć. „My wiemy. Cały czas. z której tak ciężko się wyzwolić. czuć. władcą podwodnych krain. Historia zagłaskanego kota.. To wielkie pragnienie życia. otoczone czerwonymi chmurami niczym krwawe pole po bitwie. 3 września Po burzy morze jest mocno wzburzone. Otwieram się na życie jak rozkwitający kwiat. a sądziłam. To jest trudne. W podwójnym JA narzuconym przez rodziców i własnym. Masz fałszywe wyobrażenie o tym. bo dziecko wpada w nerwicę lękową. wiem. 4 września Po prosta jestem. szkoły. Właśnie ty. nie wie. Od kogo mogę tego oczekiwać. 6 września Zupełnie mnie nie rozumiesz. Ja nie śnię o śmierci.

WITAJ ŻYCIE. kiedy spacerujemy nad brzegiem morza. który wpadł do wanny i zdumiony pułapką znieruchomiał.16 września Rano w łazience zobaczyłam wielkiego pająka. Uratowałam mu życie i radośnie pognał do ogrodu. . nie mogąc rozwinąć sieci na śliskiej powierzchni. Już czas. aby pisać Oswajanie zwierza. Chciałabym być zdrowym drzewem. Kocham. 17 września Ludzie blokują swoje uczucia intelektem i lepią w głowie idealne twory. Połączyłam w sobie sprzeczności. zamiast wyjść na spotkanie miłości. październik 1988 Zaczyna się epidemia AIDS wśród narkomanów w Polsce. z bezradności wobec świata. Jestem całością. Wiktorze. Czy mnie ktoś pomoże wyjść z mojej śliskiej powierzchni? Nadal jestem cieniem. które mogłoby kiedyś spłonąć trawione mocnym ogniem. Odrodziłam się z własnej słabości. Krzyk rannego ptaka budzi się we mnie. kiedy śmierć przytula mnie mocniej. Opadło na mnie wyzwolenie i stałam się sobą.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful