KOSOGŁOS Część I Popioły

1. Gapię się na swoje buty i patrzę jak cienka warstwa popiołu osiada na wytartej skórze. Tu stało łóżko, które dzieliłam z moją siostrą, Prim. Tam dalej stał kuchenny stół. Osmalony stos cegieł, które kiedyś były kominkiem, jest moim punktem odniesienia. Jak inaczej mogłabym ustalić swoje położenie w tym morzu szarości? Niemal nic nie pozostało z Dwunastego Dystryktu. Miesiąc temu ogniowe bomby Kapitolu unicestwiły domy ubogich górników ze Złożyska, sklepy w mieście, nawet Pałac Sprawiedliwości. Spalenia uniknęła jedynie Wioska Zwycięzców. Może dlatego, by ludzie zmuszeni do przybycia tutaj w interesie Kapitolu mogli zatrzymać się w jakimś przyzwoitym miejscu. Pracujący dorywczo dziennikarz. Komitet oceniający stan kopalni. Oddział Strażników Pokoju poszukujący powracających uciekinierów. Ale nie wraca nikt oprócz mnie. A to jedynie krótka wizyta. Władze Trzynastego Dystryktu sprzeciwiały się mojemu powrotowi. Wydał im się kosztownym i niepotrzebnym ryzykiem, jako że przynajmniej tuzin niewidzialnych poduszkowców krąży nade mną, czuwając nad moim bezpieczeństwem, i nie ma tu żadnych nowych wiadomości wartych zdobycia. Mimo tego, musiałam to zobaczyć. Tak bardzo, że ustanowiłam to warunkiem mojej współpracy. W końcu Plutarch Heavensbee, główny organizator igrzysk, który zorganizował buntowników w Kapitolu, wyrzucił ręce w górę. „Pozwólcie jej iść. Lepiej stracić dzień niż kolejny miesiąc. Może mała wycieczka po Dwunastce jest właśnie tym, czego ona potrzebuje, by przekonać się, że jesteśmy po tej samej stronie.” Po tej samej stronie. Ból kłuje moją lewą skroń i przyciskam do niej dłoń. Dokładnie w miejscu, w które Johanna Mason uderzyła mnie zwojem drutu. Wspomnienia kłębią się, a ja próbuję rozróżnić co jest prawdą, a co kłamstwem. Jakie wydarzenia doprowadziły do tego, że stoję na ruinach mojego miasta? To trudne, bo skutki wstrząsu przez nią spowodowanego nie całkiem zniknęły i moje myśli wciąż mają skłonności do gmatwania się. Poza tym, leki, których używają, by uśmierzyć mój ból i wpływać na nastrój czasami sprawiają, że mam omamy. Tak myślę. Wciąż nie jestem całkowicie przekonana, że miałam halucynacje tej nocy, kiedy podłoga mojej szpitalnej sali zmieniła się w dywan wijących się węży.

Używam techniki zaproponowanej mi przez jednego z lekarzy. Zaczynam od najprostszych rzeczy, których jestem pewna, że są prawdziwe, i stopniowo dodaję te bardziej skomplikowane. Lista zaczyna rozwijać się w mojej głowie… Nazywam się Katniss Everdeen. Mam siedemnaście lat. Moim domem jest Dwunasty Dystrykt. Byłam trybutem w Igrzyskach Śmierci. Uciekłam. Kapitol mnie nienawidzi. Peeta został więźniem. Jest uważany za martwego. Najprawdopodobniej jest martwy. Prawdopodobnie byłoby najlepiej, gdyby był martwy… — Katniss, mam zejść na dół? Głos mojego najlepszego przyjaciela, Gale’a, dociera do mnie przez słuchawki, które buntownicy nakazali mi założyć. Jest w jednym z poduszkowców i obserwuje mnie uważnie, gotowy wkroczyć, jeżeli cokolwiek pójdzie źle. Zauważam, że kulę się w sobie z łokciami na udach i ściskam głowę dłońmi. Muszę wyglądać jakbym była na skraju załamania. Tak być nie może. Nie, kiedy w końcu odstawiają mi leki. Prostuję się i macham do niego, odrzucając jego ofertę. — Nie, wszystko w porządku. By go w tym upewnić, zaczynam oddalać się od mojego starego domu i idę w stronę miasta. Gale poprosił o wizytę w Dwunastce ze mną, ale nie zszedł do mnie, kiedy zrezygnowałam z jego towarzystwa. Rozumie, że nie chcę nikogo przy mnie dzisiaj. Nawet jego. Czasami musisz wędrować samotnie. Lato było nieznośnie gorące i suche jak pieprz. Nie było prawie żadnego deszczu, który mógłby naruszyć sterty popiołu, które pozostały po ataku. Przemieszczają się tu i tam w odpowiedzi na moje kroki. Nie ma wiatru, który mógłby je rozwiać. Zatrzymuję wzrok na czymś, co pamiętam jako drogę, bo kiedy pierwszy raz wylądowałam na Łące, nie byłam dość ostrożna i weszłam prosto na kamień. Tylko że to nie był kamień — to była czyjaś czaszka. Kręciła się i kręciła aż zatrzymała się twarzą w górę. Przez długi czas nie mogłam przestać patrzeć na zęby, zastanawiając się do kogo należały, myśląc, że moje wyglądałyby prawdopodobnie dokładnie tak samo w podobnych okolicznościach. Wbrew naturze, trzymam się drogi, ale to zły wybór, bo jest pełna szczątków tych, którzy próbowali uciec. Niektórzy spłonęli w całości. Ale inni, prawdopodobnie owładnięci przez dym, uciekli najgorszym płomieniom i teraz leżą w różnych stopniach rozkładu, i cuchną, pokarm dla padlinożerców, przykryty dywanem much. Zabiłam cię, myślę, kiedy mijam jeden stos. I ciebie. I ciebie. Bo zabiłam. To moja strzała wycelowana w szczelinę w polu siłowym otaczającym arenę spowodowała tę karną ogniową burzę. I pogrążyła całe Panem w chaosie. W głowie dźwięczą mi słowa prezydenta Snowa, wypowiedziane w dniu rozpoczęcia Tournée Zwycięzców. „Katniss Everdeen, dziewczyno, która igrałaś z ogniem, wznieciłaś iskrę, która, nieugaszona, może zamienić się w piekło i zniszczyć Panem.” Okazuje się, że wcale nie przesadzał ani nie próbował mnie wystraszyć. Próbował, być

może, szczerze uzyskać moją pomoc. Jednak ja już wprawiłam w ruch coś, nad czym nie mam żadnej kontroli. Pali się. Ciągle się pali, myślę z odrętwieniem. Ogień w kopalniach wyrzuca dym na odległość. Nie został jednak nikt, kto by się tym przejmował. Więcej niż dziewięćdziesiąt procent mieszkańców dystryktu nie żyje. Pozostałe osiemset, czy coś koło tego, żyje jako uciekinierzy w Trzynastym Dystrykcie, co, jeśli o mnie chodzi, równa się pozostaniu bezdomnym na zawsze. Wiem, że nie powinnam tak myśleć; wiem, że powinnam być wdzięczna za sposób, w jaki nas powitano. Chorych, rannych, umierających z głodu i nie oferujących nic w zamian. Jednak nie potrafię zignorować faktu, że Trzynasty Dystrykt odegrał znaczną rolę w zniszczeniu Dwunastki. To nie zwalnia mnie z poczucia winy — mam sporo do ignorowania. Ale bez nich nie byłabym częścią większego spisku, który ma na celu obalenie Kapitolu albo zgromadzenie środków, by to umożliwić. Mieszkańcy Dwunastego Dystryktu nie zorganizowali ruchu oporu na własną rękę. Nie było o tym mowy. Po prostu mieli pecha, że mieli mnie. Niektórzy z ocalałych myślą jednak, że to szczęście w końcu uwolnić się od Dwunastego Dystryktu. Uciec od niekończącego się głodu i opresji, niebezpiecznych kopalni, od bata naszego ostatniego Głównego Strażnika Pokoju, Romulusa Threada. Znalezienie nowego domu wydaje się cudem, jako że do niedawna nie wiedzieliśmy nawet, że Trzynasty Dystrykt istnieje. Ucieczkę ocalałych przypisać należy całkowicie Gale’owi, aczkolwiek przyznaje się do tego niechętnie. Kiedy tylko Ćwierćwiecze Poskromienia się skończyło — jak tylko zabrano mnie z areny — odcięto prąd w Dwunastym Dystrykcie, telewizory wyłączyły się i Złożysko stało się tak ciche, że ludzie mogli usłyszeć bicie serc innych. Nikt nie zaprotestował ani nie świętował tego, co zaszło na arenie. A mimo tego w ciągu piętnastu minut niebo pokryło się poduszkowcami i bomby zaczęły spadać na ziemię. To Gale pomyślał o Łące, jednym z niewielu miejsc bez starych drewnianych domów przymocowanych pyłem węglowym. Poprowadził tych, których mógł, w tamtym kierunku, włączając w to moją mamę i Prim. Zorganizował ekipę, która zburzyła ogrodzenie — w tej chwili jedynie nieszkodliwą metalową barierę z wyłączonym prądem — i wprowadził ludzi do lasu. Zabrał ich do jedynego miejsca, które przyszło mu do głowy — jeziora, które mój ojciec pokazał mi w dzieciństwie. Stamtąd patrzyli jak odległe płomienie pochłaniają wszystko, co do tej pory znali. O świcie bombowce dawno odleciały, ogień dogasał, ostatni maruderzy dołączyli. Mama i Prim zorganizowały miejsce dla rannych i próbowały leczyć ich tym, co udało im się znaleźć w lesie. Gale miał dwa komplety łuków i strzał, jeden nóż myśliwski, jedną sieć rybacką i ponad osiemset przerażonych ludzi do wykarmienia. Dzięki pomocy co silniejszych udało im się przeżyć trzy dni. Wtedy nagle pojawił się poduszkowiec, który ewakuował ich do Trzynastego Dystryktu, gdzie było więcej niż wystarczająco dużo

Nie zostało nic poza roztopioną płytą piekarnika. Każdemu uciekinierowi władze Trzynastki automatycznie nadały obywatelstwo. którego ogień nie zniszczył. gdzie stały sklepy. Byli bezpieczni. Potrzebują nas wszystkich. Zaciskam powieki i próbuję dosięgnąć go poprzez setki kilometrów. Mimo tego. Najprawdopodobniej ma rację co do Trzynastki. Jednak człowiek imieniem Dalton. Uciekam od placu i zmierzam do jedynego miejsca. Mnie. pozostałości po szubienicy. kaleczonego. nienawidzę ich. uciekło od ognia. słupy do biczowania i to. Ale jest. Ale co z tego? Nie trzymają nas w zagrodach. rażonego prądem. bitego — gdy Kapitol próbuje uzyskać o rebelii informacje. mnóstwo ubrań i trzy posiłki dziennie. Łamię sobie głowę co to może być i wtedy przypominam sobie ostatnie ulepszenia placu wprowadzone przez Threada. rozrywanego. której właścicielem była rodzina Peety. Ale. Jakiś czas temu była tu epidemia kiły. palonego. Poza mną… Odchodzę od piekarni i wpadam na coś. bo nie widuje się tu zbyt wielu dzieci.” W Dziesiątce pracował w gospodarstwie zajmującym się hodowlą bydła mięsnego utrzymując genetyczną różnorodność stada poprzez implantację głęboko zmrożonych krowich embrionów. nienawidzę teraz prawie wszystkich. Obrazy torturowanego Peety — podtapianego. Moje myśli zalewa strumień obrazów. Nowe bydło rozpłodowe. Mijam gruzy domu burmistrza. Siedziby miały nieszczęście znajdować się pod ziemią. we śnie czy na jawie. białych siedzib. któremu udało się dotrzeć do Trzynastki pieszo kilka lat temu. które dręczą mnie. Nic nie wiadomo o niej ani o jej rodzinie. Entuzjazm interpretowano jako życzliwość. A ja nie mogę mu pomóc. która zabiła wielu z nich.czystych. Bardzo źle. Niewiele ponad tuzin tych. uciekinier z Dziesiątego Dystryktu. Źle. tracę równowagę i zastaję siebie siedzącą na kawałku rozgrzanego przez słońce metalu. których on nie posiada. Te powyżej czternastu lat otrzymały podstawowy stopień w wojsku i zwraca się do nich per „Żołnierzu”. Otacza go niewielka obwódka śmieci w miejscu. Rodzice Peety. a mnóstwo innych uczyniła bezpłodnymi. oczywiście. Powierzchnia pod moimi stopami twardnieje i pod dywanem popiołów wyczuwam kamienie brukowe placu. że nie jest sam. zdradził mi prawdziwy powód. dać mu do zrozumienia. Sterta poczerniałych gruzów zastąpiła Pałac Sprawiedliwości. którzy uchodzili za zamożnych w Dwunastym Dystrykcie. „Potrzebują was. ale dla uciekinierów z Dwunastki były to mało ważne niedogodności. gdzie mieszkała moja przyjaciółka. Siebie najbardziej. szkolą nas do pracy. Idę mniej więcej w kierunku piekarni. przesłać myśli do jego umysłu. Biegnę. dzieci są kształcone. jego dwaj starsi bracia — żadne z nich nie dotarło do Trzynastki. Dyby. a jedzenie raczej bez smaku. Opiekowano się nimi. Byli żywi i ochoczo przywitani. Czy zostali ewakuowani do Kapitolu z uwagi na . Peeta nie będzie miał do czego wracać. ubrania były identyczne. Madge. Tak nas widzą.

a czasami po prostu obserwuję idealną linię włosów Coin i próbuję zgadnąć czy to peruka. ale nie takie. ale nie bardzo nadaje się na podżegacza. Czasami ich słucham. Miejsce wydaje się nietknięte. prezydent Trzynastki. które opadają jej na ramiona bez najmniejszego załamania. mówią. usłyszałam jak Coin mówi: „Mówiłam wam. grozi zadławieniem. uosobieniem powstania. Nie wystarczy to. Osobą. Ale nie Alma Coin. Mieszanka przywódców dystryktu. albo jeśli nie wydostanę się na powierzchnię. przeciwstawiając się Kapitolowi w Igrzyskach. Po prostu wstaję i wychodzę. ale dwanaście pięknych domów Wioski Zwycięzców pozostaje nietkniętych. którego widuję rzadko. bez skazy. czy choćby rozdwojonej końcówki. a ja nie współpracuję. którą dla mnie przeznaczyli. by się roztopił. co muszę zrobić. Nie mogłabym się nie zgodzić. głosem. ubierze. Plutarch Heavensbee. Chcą. Wślizguję się do domu. jak u ludzi ze Złożyska. Beeteego. Jest bardzo bystry i bardzo chce pomóc sprawie. jako że są tak jednolite. Symbolu rebelii. to odegrać swoją rolę. Dosłownie. Potwornie ciche. co już zrobiłam. Kosogłosa. Jej włosy fascynują mnie w pewien sposób. Oficerowie wojska. zatrzaskuję drzwi i opieram się o nie plecami. A kogo wyłowili z areny zamiast niego? Mnie. Nie będę musiała robić tego sama.pozycję jej ojca. napisze przemowy. mogę zacząć krzyczeć. Koloru brudnego śniegu. od którego nie mogę uciec? — Co mam zrobić? — szepczę do ścian. Teraz muszę się stać prawdziwą przywódczynią. Jest jeszcze Finnick Odair. a kogo. ponieważ został zaangażowany w rozwój broni w chwili. starszego wynalazcę z Trójki. odstającego kosmyka. Czyste. symbol seksu z dystryktu specjalizującego się w połowie ryb. Mają cały zespół ludzi. który mnie odnowi. pokieruje wystąpieniami — jakby to nie brzmiało przerażająco znajomo — i wszystko. Trawa została wypalona i szary śnieg leży także tutaj. bo moja głowa zaczyna boleć albo jest pora posiłku. Ostatecznie wychodzę z sali. czy pozostawieni płomieniom? Popiół unosi się wokół mnie i naciągam brzeg koszuli na usta. mówią. Jej oczy są szare. że powinniśmy najpierw uratować chłopca. w której tylko mógł siedzieć prosto. który chcesz. Są bardzo blade. która wskaże dystryktom — których większość jest w stanie otwartej wojny z Kapitolem — drogę ku zwycięstwu. który utrzymywał Peetę przy życiu na arenie. bym w pełni podjęła się roli. Nie zawracam sobie głowy mówieniem czegokolwiek. w którym żyłam przez ostatni rok. To nie myśl o tym co wdycham. dostarczając punktu wyjścia.” Miała na myśli Peetę. kiedy ja . Bo naprawdę nie wiem. Ma około pięćdziesięciu lat i siwe włosy. Byłby wspaniałym rzecznikiem rebelii. jakby niemal cały kolor został z nich wyssany. Fulvia Cardew. mówią. która jedynie obserwuje. zawieźli go na szpitalnym łóżku do jakiegoś ściśle tajnego miejsca i teraz pojawia się jedynie okazjonalnie podczas posiłków. Ludzie wciąż mówią do mnie. twarzą. Wczoraj popołudniu. Po co wróciłam do Dwunastki? Jak ta wizyta może pomóc mi odpowiedzieć sobie na pytanie. kiedy drzwi zamykały się za mną. Jego asystentka.

jak przeszkodziłam w biczowaniu Gale’a. Wiem. Pomimo sporych zastrzeżeń. Mój stylista. Peeta. Zabieram kilka pamiątek: ślubne zdjęcie rodziców. Źródła Plutarcha potwierdzają. ale ja wiem. są albo martwi. Nawet kiedy jest przytomny. że to skutek porażenia prądem. Obracam się na pięcie. by dotarło to do jego mózgu. Przysięgam. Lekarze mówią. która sprowadziła mnie tutaj. ale nie mam pewności. Gdybym wiedziała na pewno. A poza tym. . z wygiętym grzbietem i położonymi po sobie uszami. kto ciągle płacze. Również Finnicka chcą przekształcić w przywódcę buntowników. szaloną dziewczyną z jego dystryktu. która jest jedyną osobą na świecie. mogłabym po prostu zniknąć w lesie i nigdy nie oglądać się za siebie. rodzinną książkę leczniczych i jadalnych roślin. albo chronieni w Trzynastce. ponieważ usilnie próbuje dostrzec co się dzieje w Kapitolu z Annie. Genialny. którego doznał na arenie. Jak mogę pomóc dystryktom. kochany Cinna jest martwy przeze mnie. czego nie da się odwrócić. Co do reszty ludzi z Dwunastki. że Finnick nie może się skupić na niczym w Trzynastce. że to dużo bardziej skomplikowane. To pozostawia buntowników w dystryktach. Co mam zrobić? Czy w ogóle jest jakiś cel robienia czegokolwiek? Moja mama. bo jest zbyt bolesna. próbując nie wydawać żadnych dźwięków. że gdy zmienię się w Kosogłosa. teraz. Książka otwiera się na stronie z żółtymi kwiatami i zamykam ją szybko. że został zabity podczas przesłuchania. którą on kocha. muszę wybaczyć Finnickowi jego udział w konspiracji. jeśli moje ruchy powodują jedynie cierpienie i utratę żyć? Starzec zastrzelony w Jedenastce za gwizdanie. niebieską wstążkę do włosów dla Prim. stoi najbrzydszy kot świata. Poruszam się cicho jak myśliwy. Cinna. pomogę tym. Oczywiście nienawidzę Kapitolu. On ma przynajmniej jakieś pojęcie o tym. zbyt wiele energii pochłania złoszczenie się na kogoś.nie mogłam. może przeważyć szkody? Czyjej odpowiedzi na to pytanie mogę zaufać? Na pewno nie zespołu z Trzynastki. Tyle że pozostaje jeszcze jedna część układanki. wywleczony — zakrwawiony i nieprzytomny — z Sali Ekspedycyjnej przed Poskromieniem. utknęłam. kiedy słyszę syczenie. bo to pędzel Peety je namalował. Odpycham tę myśl. W drzwiach kuchni. którzy próbują go obalić. Co mam zrobić? Stać się Kosogłosem… czy jakiekolwiek dobro. mogłabym uciec. przez co przechodzę. by się nad nią rozwodzić bez całkowitej utraty mojej kruchej kontroli nad sobą. że jest martwy. Ale dopóki się nie dowiem. ale najpierw będą musieli utrzymać jego uwagę dłużej niż przez pięć minut. Rygor wprowadzony w Dwunastce po tym. tajemniczy. które spowoduję. trzeba powtarzać mu wszystko trzy razy. siostra i rodzina Gale’a wreszcie są bezpieczne. kiedy rodziny moja i Gale’a są bezpieczne. — Jaskier — mówię.

Odrzucam rozważenie alternatywy. które spędziłam otulona nią. W szafie wisi kurtka myśliwska mojego ojca. ale on przeżył i nawet wygląda na dobrze odżywionego. a moja zdolność zapewnienia mu resztek zawsze była dla niego moją najbardziej odkupieńczą cechą. Jednak torba myśliwska przypomina mi o jeszcze jednej rzeczy. Jest zły. Żaden dźwięk mnie nie zaalarmował. Mdły i sztuczny. a znaczy bardzo dużo dla mojej siostry. Podnoszę go za futro. Musiał się żywić polnymi myszami. Wszystko na swoim miejscu. Przyćmiona przez swoich zakonserwowanych kuzynów. Podchodzę do niego ostrożnie. pluskw. Jej koza. Nie ma innego sposobu. które zawsze zostawiamy uchylone. że go opuszczono. moje dłonie zaczynają się pocić. Wtedy. którą chcę zabrać. Poza jego własnym. który mówi mi. Miauczy cicho i podchodzi do mnie. zwierzę o realnej wartości. Zawieszam pasek torby na oparciu krzesła i biegnę po schodach do sypialni. Natychmiast wiem kto mi ją przysłał. kiedy będę martwa. Uporządkowany. Czym? Może wejść i wyjść z domu przez okno w spiżarni. kolego. — Chodź tu. które coś dla niego znaczy. nie proponuję jedzenia. Co w takim razie? Marszczę nos. Prezydent Snow. Dziwne wrażenie skrada się w górę mojego karku. Jej imię zwraca jego uwagę.Tysiące ludzi zginęło. kiedy spotykaliśmy się w starym domu. Dzięki Bogu. Idealna. bo oboje nie polubiliśmy nowego. Delikatna skóra zdaje się uspokajać mnie. Obracam się twarzą do pokoju. Przez jakiś czas. Kiedy zaczynam dławić się jej smrodem wycofuję się i wychodzę z pokoju. i bezceremonialnie wpycham go do środka. to jedyne słowo. Jak długo tu była? Dzień? Godzinę? Buntownicy dokładnie sprawdzili Wioskę Zwycięzców — w poszukiwaniu ładunków wybuchowych. wydawaliśmy się zacieśniać więzi. — Chcesz zobaczyć Prim? — pytam. Dama. który okazuje się pusty. bo inaczej zmieniłaby się w popiół. Przykucam i wyciągam rękę. przez moment nachodzą mnie kojące wspomnienia godzin. myśląc. Słyszę w słuchawce głos Gale’a. Odrobina bieli wygląda z wazonu zwiędłych kwiatów na szafce. bez powodu. To zapach. Nie ma mowy. by przenieść go do poduszkowca. że musimy wracać. czegokolwiek niezwykłego — zanim . po czym podchodzę do szafy i wyciągam z niej moją torbę myśliwską. Najwyraźniej to się skończyło. w wazonie stoi świeża biała róża. Poza tym. że może być ona pocieszeniem dla mojej mamy i siostry. Przed Ćwierćwieczem Poskromienia przyniosłam ją tutaj ze starego domu. Do ostatniego kolca i jedwabnego płatka. Mruży te swoje nieprzyjemne żółte oczy. niestety się nie pokazała.

że jest zajęta. albo jakby moja reakcja była mocno przesadzona. — Wszystko w porządku? — Taa — mówię. Szepcze. Zostawił mi różę! Mam ochotę krzyczeć. z której tak bardzo próbuję się wyrwać. Pozostawiona na szafce. Może jednak róża nie wydała im się warta uwagi. czym wykupiłabym sobie podróż powrotną do wywołanej przez leki baśniowej krainy. Na trawniku gorączkowo daję znaki poduszkowcowi. kiedy groził mi przed Tournée Zwycięzców. Mogę cię dosięgnąć. Ale mnie owszem. Być może właśnie cię obserwuję. wycierając rękawem pot z twarzy. ale to nie jest coś. podczas gdy Jaskier załatwia swoje potrzeby. Mogę cię znaleźć. Nikt nie zrozumie tego w pełni — że to nie tylko kwiat. Gale pomaga mi z drabiną. uderzając nią o podłogę dopóki nie przypominam sobie. Na dole zdejmuję torbę z krzesła. Wchodzę na nią i strumień prądu unieruchamia mnie do czasu aż znajduję się na pokładzie. Dźgam go łokciem. nie nawet kwiat prezydenta Snowa. to zabrzmiałoby jak bełkot szaleńca. Po pierwsze. Poduszkowiec pojawia się nagle i drabina spada na dół. czym mogłabym się podzielić z kimś takim jak przyglądający mi się Plutarch. co jest całkiem możliwe.pozwolono mi tu przyjść. ale to go jedynie rozwściecza. ta biała-jak-śnieg róża jest wiadomością dla mnie. Przypomina o niedokończonych sprawach. Jakbym sobie to wyobraziła. ale obietnica zemsty — bo nikt poza mną nie siedział z nim w gabinecie. .

— Zrzucam torbę na siedzenie. że było to centrum kapitolińskiego programu rozwoju broni nuklearnej. jeśli pozostawi się ich w spokoju. albo jako ostatnie schronienie dla ludzkości. Kapitol miał jeszcze jedną fabrykę broni nuklearnej na wschodzie. Nasze dłonie znajdują się nawzajem i trzymają się mocno aż do części Dwunastki. Najważniejsze dla Trzynastki jest to. ale nic nas nie goni. rozwinięte na przestrzeni wieków albo jako tajna kryjówka przywódców rządu na czas wojny. kiedy słyszę wymianę zdań między Plutarchem a pilotem. Gale siada przy mnie. Zmarły w lesie. — Teraz już wiem dlaczego musiałaś wrócić. wycelowali nuklearne pociski w Kapitol i zawarli z nim umowę: będą udawali martwych. że przestrzeń powietrzna jest czysta. pozbawiona pomocy. Kapitol zburzył widoczne pozostałości dystryktu i odciął dostęp z zewnątrz. Patrzę mu w oczy i widzę. Po kilku minutach. ale nad ziemią nie ma prawie żadnych oznak życia. Przez siedemdziesiąt pięć lat od Mrocznych Dni — kiedy wmawiano ludziom. której jakimś cudem nie udało się Snowowi zniszczyć. a to wstrętne stworzenie zaczyna wydawać z siebie niski gardłowy pomruk. uciekinierki z Ósmego Dystryktu. Siedzimy w milczeniu przez resztę podróży do Trzynastki. jak Kapitol pokazuje to w telewizji. Bonnie i Twill. Czy poduszkowce Kapitolu spieszą za nami. — Bardzo źle tam na dole? — Nie mogłoby być gorzej — odpowiadam. Gale kiwa głową w kierunku skowytu dochodzącego z mojej torby myśliwskiej. Być może przywódcy Kapitolu myśleli. Gruzy nie dymią tak. Były tam już spore podziemne udogodnienia. tak myślę. nikt nie wydawał się wiedzieć o kim mówię. Zmuszony był więc zaakceptować umowę. które spotkałam w lesie ostatniej zimy nie były więc wcale tak daleko od miejsca przeznaczenia. Kilka razy prawie . nieco się uspokajam. zamknij się — mówię do torby i siadam na wyłożonym poduszkami siedzeniu przy oknie. Najwyraźniej jednak nie udało im się do niego dotrzeć. ale atak na Trzynastkę groził odwetem. potwierdzającą. Kiedy pytałam o nie w Trzynastce. — Och. że.2. która trwa jedynie około czterdziestu pięciu minut. Podczas Mrocznych Dni rebelianci z Trzynastki przejęli kontrolę nad siłami rządowymi. Z powietrza Trzynastka wygląda równie radośnie co Dwunastka. Trzynastka umrze śmiercią naturalną. Zaledwie tydzień pieszej wędrówki. by zdmuchnąć nas z nieba? Podczas podróży nad Dwunastym Dystryktem z niepokojem wyczekuję znaków oznaczających atak. gdyby życie na powierzchni stało się niemożliwe. że Trzynastka została zmieciona z powierzchni ziemi w wojnie między Kapitolem i dystryktami — niemal wszystkie nowe budynki powstawały pod ziemią. — Jeśli był choćby cień szansy na jego odzyskanie. że odbija się w nich moja własna żałoba.

przestaje działać i cały plan spływa. że kogoś zamordowała. Nie można pominąć planu dnia. ciężkiej dyscyplinie i ciągłej czujności w sprawie potencjalnych ataków Kapitolu. Żywy portret przesady. Jednak poza pojawianiem się na posiłkach. marnotrawstwo jest traktowane niemal jak zbrodnia. Nie wiem jak długo uda mi się uniknąć odpowiedzialności za mój całkowity brak poważania dla dokładnie wyliczonego planu zajęć. Gale i ja schodzimy z lądowiska po serii schodów do Oddziału 307. próbując się dostosować. Tak jak i ich cierpliwość w sprawie Kosogłosa. W opuszczonym kanale wentylacyjnym. Teraz obywatele żyją niemal wyłącznie pod ziemią. Zaczerwieniła się jak burak. ale jedynie w ściśle określonych godzinach oznaczonych w indywidualnym planie dnia. Zgaśnięcie świateł o 22:30 oznacza. po raz pierwszy czuję się bezpiecznie po zejściu pod . Po prostu wracam do naszej siedziby albo włóczę się po Trzynastce. Na szczęście ludzie z Dwunastki nigdy nie należeli do rozrzutnych. Ale kiedy przeniosłam się do Oddziału 307 z mamą i siostrą. ale zawsze udało jej się jakoś wylizać dzięki surowemu podziałowi środków. 7:00 — Śniadanie. że inkrustowane na jej pulchnych policzkach srebrne kwiaty stały się jeszcze bardziej widoczne. Na chwilę obecną zostawiają mnie w spokoju. Ale to nie potrwa wiecznie. Ale po surrealistycznym spotkaniu z różą. 7:30 — Obowiązki w kuchni. Można wyjść na zewnątrz w celach ćwiczeniowych i dla światła słonecznego. sprawiając. Ono tatuuje plan dnia na przedramieniu bladopurpurowym atramentem. Codziennie powinno się przyłożyć prawe ramię do urządzenia wbudowanego w ścianę. którymi ją obdarzono. w których wymagane jest uczestnictwo. spodziewano się. mogłam zapomnieć o naznaczaniu. Mogliśmy jechać windą. albo zasypiam w jakimś ukrytym miejscu. że dołączę do programu. I tak dalej. Wtedy cokolwiek sprawia. kiedy leżałam chora w szpitalu. Sala 17. Jedną z moich niewielu rozrywek w Trzynastce jest obserwowanie jak garstka kapitolińskich „rebeliantów” wije się. niemal całkowicie ignoruję słowa wybite na moim ramieniu. Atrament jest niezmywalny aż do 22:00 — Kąpiel. że wszyscy poza nocną wartą powinni być w łóżkach. Są tutaj tak potwornie oszczędni. bo zostałam sklasyfikowana jako mentalnie zdezorientowana — tak twierdzi moja plastikowa medyczna bransoletka — i wszyscy muszą tolerować moje rozbicie.do tego doszło. Ciężko ziemię. wnioskując ze spojrzeń. tylko że za bardzo mi ona przypomina tę. bo nikt nie zdaje się potrzebować szkolnych przyborów. Początkowo. który wydaje się świetny. która wyniosła mnie na arenę. że jest wodoodporny. Ale kiedyś zobaczyłam jak Fulvia Cardew zgniata kartkę papieru z jedynie kilkoma słowami zapisanymi na niej i można by pomyśleć. Jest też schowek w Centrum Szkolenia. Za rurami kanalizacji w pralni. 8:30 — Centrum Szkolenia. mi się przystosować do przebywania tak długo pod ziemią.

Przystaję w drzwiach Centrum Dowodzenia. kiedy Prim zawiązuje mu wokół szyi niebieską wstążkę. — Wątpię. co mogłoby mnie zainteresować. zastanawiając się o co może zapytać moja rodzina. ponieważ wszyscy zebrali się przed ekranem telewizora w dalekim końcu sali. kiedy próbują ocenić mój stan emocjonalny. Udajemy się do jadalni na 18:30 — Kolację. Zaczynam myśleć. Zanim ktokolwiek o coś spytał. — Potrzebują nas oboje w Centrum Dowodzenia — mówi. pół godziny przerwy przed kolacją. by pokazywali coś. nie potrafiąc sobie wyobrazić. chcąc sprawić. Nikt jednak nie zwraca na mnie uwagi. Wydaje się więc. — Przeżyję. kiedy Plutarch. Mama przyciska mocno do piersi swoje ślubne zdjęcie i kładzie je. Wlokąc się kilka kroków za Gale’em. Przez moment przyciskam twarz do jego dłoni. Złowroga wiadomość od prezydenta Snowa. by pytały o szczegóły. kiedy komunikator Gale’a zaczyna wydawać sygnał. Prim po prostu siedzi na podłodze. by czasami na mnie prychnąć. wysoko wyspecjalizowanej mówiącymi ścianami. Odtwarzanie na nowo bombardowania Dwunastego Dystryktu. na naszej przydzielonej przez rząd komodzie. którego szeroka postura blokowała widok telewizora. z jego wymalowaną twarzą i błyszczącym garniturem. przygotowującego się do poprowadzenia . Biorę głęboki oddech i otwieram drzwi. Gale uzyskał ten status ratując mieszkańców Dwunastki. — Jak i ja się martwię. że wycieczka do Dwunastki nie była całkowitą stratą czasu. Wieszam kurtkę ojca na oparciu krzesła. Obdarza mnie wyjątkowo zadowolonym spojrzeniem. Niemal zabawnie jest więc zobaczyć Caesara Flickermana.Waham się przed drzwiami oznaczonymi numerem 307. szlochając i kołysząc tego wstrętnego Jaskra. że będę mogła umknąć. Przez chwilę to miejsce niemal przypomina dom. Wygląda jak za duży zegarek. który przerywa mruczenie jedynie po to. Moja mama i siostra są w domu na 18:00 — Zadumę. Posiadanie komunikatora jest przywilejem zarezerwowanym dla tych. Zawsze jest to samo. — Gale dotyka mojego policzka. razem z księgą roślin. Niechętnie ruszam do przodu. Materiał z wojny. Widziały jak płonie. próbuję zebrać się w sobie zanim zostanę zapoznana z kolejnymi planami dotyczącymi Kosogłosa. którego nie powinnam dotykać. Propaganda. odwiecznego gospodarza Igrzysk Śmierci. opróżniam torbę myśliwską i zaczyna się 18:00 — Podziwianie kota. którzy są istotni dla sprawy. sali spotkań rady wojennej ze skomputeryzowanymi elektronicznymi mapami ukazującymi posunięcia wojsk w dystryktach i ogromnym prostokątnym stołem z panelem kontrolnym. — Co mam im powiedzieć o Dwunastce? — pytam Gale’a. napotyka mój wzrok i macha do mnie gorączkowo. Będą bardziej zmartwione tym. bym do nich dołączyła. Widzę troskę na ich twarzach. jak ty sobie z tym radzisz. który na okrągło pokazuje transmisje z Kapitolu. ale odbiera drukowane wiadomości.

że dla wszystkich było oczywiste jaki był twój plan. — Myślę. Caesar pochyla się ku niemu nieznacznie. którą podają mi w szpitalu. inni ludzie mieli plany. Jasny i prosty. Nic nie znajduję. Każda godzina obiecująca nowy horror. żywe i tykające. by Katniss Everdeen i wasze dziecko mogli przetrwać. — Więc… Peeta… witaj ponownie. — Opowiedz nam o tej ostatniej nocy na arenie — prosi Caesar. pozbawieni tlenu do takiego stopnia. zauważam linie między brwiami Peety. nieskazitelna. — Tej ostatniej nocy… opowiedzieć o ostatniej nocy… cóż. poważny. Jego skóra błyszczy. jakiegokolwiek odbicia cierpienia spowodowanego torturami. ale nie spieszy się z rozpoczęciem. Pochłaniam jego całość. Ogromny zegar odmierzający czas waszego życia. że nasz mentor. że aż boli. Poświęcić siebie na arenie. że myślałeś. Peeta wygląda zdrowo. . że znowu się zobaczymy? — Taki był mój plan. Jest opanowany. zdrowie ciała i umysłu. jakby wypolerowano mu całe ciało. musicie sobie wyobrazić jak człowiek czuje się na arenie. Przeszukuję jego oczy w poszukiwaniu oznak bólu. zapewniam — mówi Peeta. że rebelianci posłużyli się nami niczym pionkami w grze? Że mój ratunek był zaplanowany od samego początku? I w końcu. — Nocą przed Igrzyskami Ćwierćwiecza… cóż… kto by pomyślał. — Palce Peety błądzą po tapicerowanym wzorze na ramieniu krzesła. dżungla… zielone. — Pomóż nam rozwikłać kilka spraw. Peeta uśmiecha się delikatnie. Na chwilę obecną. zdradził nas oboje dla sprawy. krzepko. że jego gościem jest Peeta. to przerasta moje najśmielsze nadzieje. marszcząc brwi. a ja nie zauważam. Haymitch Abernathy. Odgadł lub powiedziano mu. — Ale inni ludzie też mieli plany. jaką wydobywają z siebie zanurzeni w wodzie. — Właśnie tak. myślę. Peeta przytakuje. Zupełnie jak owad uwięziony w misce z parującym powietrzem. — Przyznaję. którą zdawał się całkowicie ignorować? W ciszy. Tak. Wydaję z siebie dźwięk. Przepływa to przeze mnie jak morfalina. Przynajmniej dopóki kamera się nie wycofuje. — Założę się. zakrwawionych chłopcem. po pierwsze. że przeprowadziłeś ze mną ostatni wywiad. Nie potrafię pogodzić tego obrazu ze sponiewieranym.wywiadu. Wszystko wokół was. który nawiedza moje sny. że tak właśnie myślałem — mówi Caesar. Caesar rozsiada się wygodnie na krześle naprzeciwko Peety i obdarza go długim spojrzeniem. która nastaje. Odpycham ludzi aż znajduję się naprzeciwko niego z ręką na ekranie. Ale Kapitol go nie zabił ani nawet nie ukarał. tłumiąc ból ostatnich tygodni. Caesarze. Taką samą mieszaninę dyszenia i jęku. Czy Peeta odgadł zatem.

Ale nie było już jak uciec w tym momencie. Pamiętam tylko skrawki. tak. — Wtedy ją straciłem. czym jesteś. Ocalcie jednego z nich. moim pragnieniem było ocalić Katniss. bo na arenie chcecie tylko jednego. A to bardzo kosztowne. — Odbiera wszystko to. Jak sam zabijam Brutusa. Peeta nie potrzebuje pędzla. że czujecie się bardzo źle. To odbiera zdecydowanie więcej niż życie. Moje ciało zaczyna się pocić na wspomnienie tamtych wydarzeń. Wiem.Musicie sobie wyobrazić. Kiedy przewód został odcięty. Różowe niebo i potwory z dżungli. reszta świata staje się niezwykle odległa — ciągnie. że nie uciekłem z nią wcześniej. W takim tempie pozostałych ośmioro będzie martwych przed rankiem. Mordowanie niewinnych ludzi? — mówi Peeta. — Kiedy zatrzymaliście się przy drzewie. Jak Brutus zabija Chaffa. i trybuci pragnący waszej krwi stają się waszą ostateczną rzeczywistością. jedynym. — Za bardzo zaangażowaliście się w plan Beetee’ego. — Wszystko czym jesteś — powtarza cicho Caesar. — Nie chciałem tego! — Peeta rumieni się z emocji. a pole siłowe wokół areny… eksplodowało. Wszystko było zbyt skomplikowane. Żałowałem. Ale nawet bez wiedzy o buntownikach. że krzyczała moje imię. — Ale nie mogłem kłócić się z Beetee’m bez ujawnienia. Peeta kontynuuje: — Więc czepiasz się tego pragnienia. Dłoń zjeżdża z ekranu i zwisa bezwładnie u mojego boku. Cały naród pochylający się w kierunku ekranów telewizorów. . Potem piorun uderzył w drzewo. Tej ostatniej nocy. że mamy zamiar złamać sojusz. jak to naprawdę jest być na arenie. Cisza zapanowała w pokoju i czuję jak rozprzestrzenia się na całe Panem. co kiedykolwiek się liczyło. — Kiedy jesteście na arenie. — Zbyt zajęci graniem sprzymierzeńców z innymi. — Och nie. Bo jeszcze nikt wcześniej nie opowiadał o tym. których kochaliście lub na których wam zależało niemal przestają istnieć. wszystko nagle zaczęło wariować. — Wszyscy ludzie. — Widziałeś materiał filmowy. Jak próbuję ją znaleźć. a ona z Johanną Mason zabrały zwój drutu do wody — wyjaśnia Caesar. mówi Caesar. by malować obrazy z Igrzysk. Nie powinienem nigdy pozwolić im nas rozdzielić! — wybucha Peeta. — Odbiera życie — mówi Caesar. Peeta — mówi Caesar. musicie zabijać. czułem się źle. że to nie wy nim zostaniecie. jak mi zaproponowała. by porazić prądem słone jezioro. Zwycięzcę. Choć to sprawia. Równie dobrze idzie mu ze słowami. A wasz plan zakłada. — Katniss je wysadziła. że przez dwa ostatnie dni zginęło szesnaścioro ludzi — niektórzy z nich w waszej obronie.

— W porządku. obserwując Peetę. że ogląda transmisję z Kapitolu i widzi. Peeta. . Caesar odczekuje chwilę. kiedy zdałam sobie sprawę. Caesar naciska na niego. pochyla się nad twarzą Caesara i opiera dłonie na ramionach jego krzesła. jeśli chcesz.— Nie wiedziała. — Czy mógł brać udział w konspiracji? — pyta Caesar. — Jakby była częścią planu buntowników od samego początku. że nas oszukał. co robi. jednocześnie w geście samoobrony i współczucia. kiedy będzie czysty i uważa się go za nieodpowiedniego do publicznego pokazywania się. Osuwa się na krzesło. że i Peeta go odrzucił. — Peeta wycofuje się. co Haymitch wiedział. Mam nadzieję. — A co z waszym mentorem. Żadne z nas nie nadążało za planem Beetee’ego. Trzynasty Dystrykt ściśle zakazuje produkcji i spożywania toksycznych napojów i nawet szpitalny spirytus trzymany jest pod kluczem. Haymitchem Abernathym? Twarz Peety tężeje. Nie widziałam Haymitcha odkąd zaatakowałam go w poduszkowcu. Widać. że próbowaliśmy utrzymać się nawzajem przy życiu! Caesar kładzie dłoń na klatce piersiowej Peety. Ale to wygląda podejrzanie — mówi Caesar. pozbawiony tajnych zapasów tłoczonego domowymi sposobami bimbru. — Nie wiem. niszcząc pieczołowicie ułożone blond loki. Peeta wstaje. — Nigdy o tym nie wspomniał — mówi Peeta. niemal szalony. wierzę ci. Wiem. — A co ci mówi serce? — Że nie powinienem był mu wierzyć — mówi Peeta. zatapiając je we włosach. — Naprawdę? A czy częścią jej planu było niemal umrzeć z rąk Johanny? Zostać sparaliżowaną przez prąd? Dać sygnał bombardowaniu? — wrzeszczy. — A czy jest jeszcze o czym rozmawiać? — Peeta krzywi się. zabierając dłonie. Caesar klepie Peetę po ramieniu. co zrobić z tym drutem — przerywa mu Peeta. — To dobrze. To musi być przerażające. Trzymają go w odosobnieniu do czasu. W końcu Haymitch zmuszony jest do bycia trzeźwym. zostawiając na jego twarzy długie śladu po zadrapaniu. — W porządku. ale straciłam całe współczucie dla Haymitcha. — Nie wiedziała. że ciężko znosi życie tutaj. Caesarze! Żadne z nas nie wiedziało nic poza tym. że zastanawia się. — To wszystko. — Możemy już przestać. który pomógłby mu znieść ten przeskok.

decyduję. że to wszystko. jakby potępiał obie walczące strony. by dalej funkcjonować. gdy wywiad się kończy i pojawia się kobieta. Zdrajca. To nie jest agresywny ruch. — W porządku. że wszyscy będą oczekiwać mojej reakcji. — Peeta bierze głęboki oddech. — Nie zostałaś zwolniona. — A teraz może poprosimy strażników. reaguję defensywnie na każdy nieznany dotyk. która odczytuje listę spodziewanych cięć w Kapitolu — świeże owoce. baterie słoneczne. Za mną słyszę kierowane pod adresem Peety oskarżenia. że… co? Jakieś przyzwoite gatunki odziedziczą płonące szczątki ziemi? — Nie do końca… Nie jestem pewien czy dobrze rozumiem… — mówi Caesar. Żołnierzu Everdeen. Słyszę odgłosy przepychanki. Jeżeli wszyscy nie odłożą broni — i to bardzo szybko — to i tak będzie koniec. Warunki mniej sprzyjające. Albo jeszcze gorzej. Caesarze — wyjaśnia Peeta. naprawdę. by wszyscy. Ale nie ma mowy. — Och. po czym patrzy prosto w kamerę. Wracamy do naszego zaplanowanego programu. — Nie możemy ze sobą walczyć. nie jestem zbyt zdenerwowany. Myślę. — Chcę. Muzyka rozbrzmiewa. co ta wojna może znaczyć. Ale w tej chwili. bym mógł zbudować kolejne sto domków z kart? Caesar odwraca się do kamery. by odpowiedzieć na to pytanie.— Chciałem dowiedzieć się. głos Coin dociera do mnie ponad innymi. Obserwuję ją z nienaturalnym zaangażowaniem. Jako że nie mogę przyłączyć się do obrażania go z rebeliantami ani sprzeciwić się im. którzy to oglądają — nieważne czy jesteście po stronie Kapitolu. Przeglądam w myślach zbiór moich dziwnych . by odprowadzili mnie do moich kwater. bo wiem. że najlepiej będzie się ulotnić. kłamca i wróg odbijają się od ścian. To zabrzmiało tak. zawieszenie broni byłoby powrotem do sytuacji sprzed wybuchu wojny. Jeden z ludzi Coin kładzie dłoń na moim ramieniu. obrona mojej niewinności w sprawie współpracy z rebeliantami i jego niezaprzeczalna współpraca z Kapitolem. Teraz nasze szeregi są jeszcze bardziej przerzedzone. Wyszarpuję ramię z uścisku i zaczynam biec korytarzami w dół. Kiedy docieram do drzwi. co myślisz o wojnie. ale się nie zatrzymuję. mydło. — Zostanie nas zbyt mało. Apeluję o zawieszenie broni — mówi Peeta zmęczonym głosem. skoro zaapelował o zawieszenie broni. czy rebeliantów — poświęcili moment i pomyśleli o tym. ale po przeżyciach z areny. ale jeśli jesteś zbyt zdenerwowany… — zaczyna Caesar. Prawie wyginęliśmy walcząc poprzednim razem. — Więc… apelujesz o zawieszenie broni? — pyta Caesar. — Tak. Dla ludzkości. z jedynie niewielkimi zwycięstwami na koncie rebeliantów. bym przyswoiła to sobie tak szybko — radość na widok Peety żywego i nie skrzywdzonego. Czy tego właśnie chcemy? Powybijać się nawzajem? W nadziei.

jedynie zablokowałem drzwi. Peeta żyje. — Wycieram jego nos swoim rękawem. — To my. — Oboje zaczynamy się śmiać. z jego nosa cieknie krew. przyciskając dłonie do policzków. że moje usta formują się w uśmiech tak szeroki. że to zbyt okrutne wobec więzionego przez Kapitol Peety. Jakkolwiek by nie było. Jego łokieć uderzył mnie w nos — mówi Gale. Poklepywanie. że to było coś jak degradacja. Ten. — Przestań! Sprawisz. — Żyjesz — szepczę. znowu mam komu się zwierzać. To jedna z niewielu dobrych rzeczy w Trzynastce. I zdradził. — Coin zabrała mi komunikator. Odzyskałam Gale’a. byśmy zrobili jeszcze jeden krok — nie całuje mnie ani nie mówi o miłości. Albo ja byłam zbyt chora. że musi wyglądać jak grymas. — Kim są ci ludzie? — pytam. wzruszając ramionami. — Co się stało? — pytam. — Myślę. Przygryzam wargę. — Który z nich to Boggs? — Och. On nie próbuje na mnie naciskać. Rezygnuję z prób udzielenia pierwszej pomocy. — Podnosi nadgarstek. — Prawdopodobnie cię ukarzą — mówię. . Prawa ręka Coin. Żołnierzu Katniss Everdeen. skulona naprzeciwko skrzynki kredy. czując. Nieważne co powiedział lub do kogo. Żołnierzu Gale’u Hawthorne. albo on chciał mi dać więcej przestrzeni. że wykrwawię się na śmierć. kiedy chciał za tobą pójść. udało nam się odzyskać naszą przyjaźń.kryjówek i zamykam się w schowku z zaopatrzeniem. — Walczyłeś z Boggsem? — Nie. Ale w tej chwili wcale mnie to nie obchodzi. albo wie. — Już to zrobili. który próbował cię zatrzymać. — Szczerzy się. — Uważaj! Próbuję być łagodniejsza. ale że w ogóle może jeszcze mówić. nie wycieranie. Gapię się na niego nic nie rozumiejąc. — Odpycha moją rękę. Gdybyśmy mieli broń atomową zamiast kopalni węgla — odpowiada. — Nie ma za co. no wiesz. Struga krwi zmieniła się w nieprzerwany potok. Ale to wydaje się tak potwornie śmieszne. — Przepraszam. Kiedy wizja wymuszonego przez Kapitol mojego małżeństwa z Peetą rozwiała się. Gale osuwa się obok mnie. — Czułem się jak palant włócząc się z tym wszędzie. Po chwili drzwi się otwierają i ktoś wślizguje się do środka. — Stanąłem na drodze Boggsowi — odpowiada. starając się zachować powagę.

gdyby ta epidemia kiły nie zmniejszyła wskaźnika urodzeń i nie sprawiła. i ja wciąż żyjemy. która nie miała pojęcia co się dzieje. Byliby jeszcze silniejsi. Mam wrażenie. Gale zasępia się. o co apelował. czego im odmawiałam: podziw. dlaczego to powiedział? — Mogli go torturować. jak ich miasto zostało zmiecione z powierzchni ziemi. Albo przekonać go. Boję się odpowiedzi Gale’a. Ludność zdziesiątkowana. bym leżała spokojnie. kiedy tłoczyli się w grotach pod ziemią po tym. jeśli Snow pozwoli mu zaprezentować cię jako zagubioną dziewczynę w ciąży. by mnie . że sporo czasu zajęło im ujawnienie się — mówię. Ich wczesne lata musiały być straszne. że o tym zapomnieli. Ale brzmi tak rozsądnie w ustach Peety. — To nie było łatwe. do których można by się zwrócić o pomoc. on wciąż próbuje utrzymać cię przy życiu. Przez ostatnie siedemdziesiąt pięć lat nauczyli się samowystarczalności. kto wprawiłby mechanizm w ruch. On zaproponuje zawieszenie broni. ale i tak pytam: — Jak myślisz. kiedy rebelianci porwali ją z areny. I chcą obalić Kapitol. Utrzymać mnie przy życiu? Nagle zaczynam rozumieć. — Potrzebowali również Peety. że w ogóle przetrwali. Opuściliśmy arenę. — Wciąż uważam. Może mają wojskowe obycie. żadnych potencjalnych sojuszników. Ale są tutaj. zorganizować podziemie w dystryktach — mówi Gale. — Peeta mógł wyrządzić wiele szkód dzisiejszego wieczoru. W ten sposób. Wtedy żadna ze stron nie będzie miała powodu. Większość rebeliantów natychmiast odrzuci to. że Dwunastka nie opuściłaby reszty rebeliantów podczas Mrocznych Dni — mówię. ale zdaje się. jego ostatnie pragnienie ocalenia mnie jest wciąż aktualne. Za pozostanie przy życiu pomimo przeciwności. Zawieszenie broni to najpewniej pomysł prezydenta Snowa. Chce. — Muszę wyglądać na zakłopotaną. Może dlatego. Igrzyska wciąż trwają. — Później potrzebowali kogoś. są przeprogramowani i nieco brakuje im poczucia humoru. Jeśli dobrze to rozegrasz. Musieli zbudować podstawy rebelii w Kapitolu. by cię chronić. Potrzebowali ciebie. wciąż będzie szansa na potraktowanie cię pobłażliwie. zmienili ludność w armię i zbudowali nowe społeczeństwo bez niczyjej pomocy. że wciąż mam na butach popiół z mojego dystryktu. bezpieczna i uwięziona. bo Gale wypowiada kolejne słowa bardzo wolno: — Katniss. że tak bardzo pragnęli nowego basenu genów i reproduktorów.— Wolę myśleć. że zawarł jakiś rodzaj ugody. jeśli dystrykty przegrają. podczas gdy wojna rozegra się sama. Gdybyśmy mieli wybór: poddać się albo rozpocząć wojnę atomową — mówi Gale. po raz pierwszy czuję wobec ludzi z Trzynastki coś. — Moglibyśmy to zrobić. ale skoro i Peeta. — W pewien sposób to niesamowite. Ale w niektórych dystryktach opór jest nikły.

— Zabiera pudełko z moich rąk i wypełnia je szybkimi. Jak usilnie pragnęłam posłać ją głęboko w serce wroga. Gale zwisający bezwładnie przy słupie do biczowania. które dostałam od Cinny — po czym opadają swobodnie. skutki będą dla niego katastrofalne. — Pochylam się i wkładam słupki z ciemnym granitem z powrotem do pudełka. I po co to wszystko? Po co? Krew burzy się we mnie. — Nie możemy zawrócić. — Wiem. a ja przypominam sobie kolejne rzeczy. że moja strzała trafiła w pole siłowe areny.zabić. Pierwsze spojrzenie na powstanie w Ósmym Dystrykcie. — Nie będzie zawieszenia broni. I że to nie był przypadek. . by to powiedzieć. zrobiłbym to. sprawnymi ruchami. Gdybym mógł nacisnąć przycisk. myli się. — Co się dzieje? — pyta Gale. Połamiesz je na kawałki. Moje ramiona unoszą się delikatnie — jakby przywołując czarno-białe skrzydła. Jeśli wygra Kapitol… kto wie? Może pozwolą nam obojgu żyć — jeśli dobrze to rozegram — by patrzeć na kolejne Igrzyska… Obrazy przemykają przez mój umysł: oszczep przebijający ciało Rue na arenie. bym to dostrzegła. Bez wahania. które zjadało mnie od środka. Ale potrzebna mi była sztuczka Peety. A Peeta? Jeśli zwyciężą buntownicy. zawsze miało tylko jedną odpowiedź. — Pytanie jest takie: co zrobisz? Okazuje się. zaśmiecone zwłokami pustkowie mojego domu. że pytanie. Co zrobię? Biorę głęboki oddech. Podnoszę się. ja się z tobą nie kłócę. Zwycięzcy trzymający się za ręce w noc przed Ćwierćwieczem Poskromienia. — Jakikolwiek powód miał Peeta. — Zostanę Kosogłosem. — Nie wie co zrobili Dwunastce. — Wkłada ostatni ołówek do pudełka i zamyka pokrywkę. przewracając pudełko z setką ołówków. — Katniss. — Wiem. — Głupie słupki nie chcą się zmieścić w pudełku i sfrustrowana łamię kilka z nich. Daj to. — Gale zgarnia garść ołówków i układa je na podłodze w równym rządku. rozrzucając je po podłodze. który zabiłby wszystkich pracujących dla Kapitolu ludzi. Gdyby mógł zobaczyć jak tam wygląda… — zaczynam.

i w końcu akceptuję fakt. Prim ześlizguje się z łóżka. Wyglądają zupełnie tak samo. Trzynasty Dystrykt skonfiskował tubkę z maścią na skórę do użytku szpitalnego oraz mój łuk i strzały. Podarunek od Peety. by je chronić. wytężając wzrok w mroku. Szukam spadochronu i przesuwam po nim palcami aż zamykają się na perle. z moimi koszmarami i rzucaniem się na boki. które miałam przy sobie. która potrzebowała pomocy w dosięgnięciu talerzy i która usilnie chciała zobaczyć ozdobione ciasta na wystawie piekarni. A więc zupełnie zniknęła. Mała dziewczynka z koszulą wystającą z tyłu jak kaczy ogon. że to będzie bezsenna noc. Pod czujnym okiem Jaskra. która zszywa krwawiące rany i wie. że mama nie może usłyszeć wszystkiego. Nie śpi i przygląda mi się badawczo. która zamknęła w sobie perłę. Srebrny spadochron. znów ochrania ją przed nocą. — Robię to automatycznie. Wrócił do pracy. — Katniss? — szepcze Prim. Pod ubraniem kryje się kilka przedmiotów. Prim i Gale’a w środku. kiedy zabierano mnie z areny. wiesz? Umiem strzec tajemnic. Nawet przed mamą. Oczy Jaskra odbijają słaby blask światła bezpieczeństwa ponad drzwiami. Siadam z powrotem na łóżku ze skrzyżowanymi nogami. w którym jest sączek i perła. . — Chwyta zapasowy koc leżący w nogach łóżka i owija nim całą naszą trójkę. przynajmniej jak dla mnie. jak wysadziłam w powietrze pole siłowe. Są przechowywane w zbrojowni. bo tylko strażnicy mają pozwolenie na noszenie broni. kiedy leży w zgięciu ramienia Prim. Broszka z kosogłosem.3. Z jakiegoś powodu mnie to uspokaja. by nie obudzić mamy. — Możesz mi powiedzieć. Ostrożnie. Prim tuli się do mamy. Czas i zmartwienia zmusiły ją. jak rankiem w dzień dożynek. skradam się na palcach przez wyłożoną zimnymi kafelkami podłogę do szafki. — Jutro rano zgodzę się zostać Kosogłosem — mówię jej. Dotyka dłoni. Odcinam mamę i Prim od własnych spraw. by zmieniła się zbyt szybko. przesuwając delikatną opalizującą powierzchnię perły w tę i z powrotem po moich ustach. Pokasłuję i przewracam się na bok już kolejny raz w ciągu kilku godzin. Śpij dalej. w młodą kobietę. kiedy po raz pierwszy wylądowałam w Igrzyskach. dzieląc się ze mną swoim ciepłem i grzejącym futrem Jaskra. złoty medalion ze zdjęciami mojej mamy. — Zimno ci. W środkowej szufladzie leży przyznane mi przez rząd ubranie. — Co się dzieje? — Nic. zgarnia Jaskra i siada obok mnie. bo wciąż dochodzę do siebie i ponieważ i tak nikt nie chciałby ze mną spać. Wszyscy noszą takie same szare spodnie i koszulę podwiniętą w nadgarstkach. którą Peeta dał mi kilka godzin przed tym. Ja mam własne łóżko. To tylko zły sen. Chłodny pocałunek ofiarodawcy.

Całuje mnie. to możesz to zrobić. co wydaje się dobrym rozwiązaniem.— Bo tego chcesz czy czujesz się do tego zmuszona? — pyta. Zabrali mnie do Dwunastki. Ich istnienie lub ważność zaprzeczone. co biorę za potwierdzenie. ale sprawi. że nie zdajesz sobie sprawy jak ważna jesteś dla całego przedsięwzięcia. i to. czego chcą. buntownicy stracą go jak zdrajcę. — Musieliby ogłosić to publicznie — mówię. Prawdopodobnie to oni wydaliby na Peetę wyrok śmierci. która pojawia się wraz z rozwiązaniem. Jeśli chcesz zagwarantować Peecie bezpieczeństwo. W jadalni podświetlam czytnikiem plan dnia. że mogłabyś zażądać niemal wszystkiego i musieliby się zgodzić. Potrzebuję każdego. Kiedy przesuwam tacę wzdłuż metalowej półki przed pojemnikami z żywnością. — Chciałabym. jak sądzę. Świadkowie z Centrum Dowodzenia na nic się nie zdadzą. Odczuwam pewien rodzaj ulgi. że śniadanie składa się ze zwykłych niezawodnych składników: miski gorącej owsianki. — Tylko skąd będziesz wiedziała. byś to robiła — mówi Prim. który zawiera w sobie pewnego rodzaju numer identyfikacyjny. kubka mleka i niewielkiej porcji . by skłonić nas do zrobienia tego. że bardzo ciężko będzie im cofnąć dane słowo. Boję się. Potrzebuję szerszego grona świadków. Nie. Ważni ludzie zwykle dostają to. — Jeszcze mocniej ściskam perłę w dłoni. — I to. Prim zastanawia się nad tym przez chwilę. Rano spostrzegam. Zadali sobie wiele trudu. kaczuszko. dobrze? I tak właśnie robię. że jeśli zwyciężymy. kogo uda się zgromadzić. by mnie uratować. czego on chciał. myślę. Pewnie rzeczywiście jestem ważna. by ogłosiła to przed całą społecznością Trzynastki. jeśli to pomoże rebeliantom pokonać Snowa. Prim się uśmiecha. — Zmuszę Coin. Co powstrzyma rebeliantów od odstąpienia od umowy? Ustna obietnica za zamkniętymi drzwiami czy nawet spisana na papierze mogłyby zostać łatwo unieważnione po wojnie. — Prim marszczy brwi. — Tylko że… Peeta. — To mi się podoba. — Powinnam częściej cię budzić. mogę wprawić mechanizm w ruch jak najszybciej. Nie jest to żadna gwarancja. Jaskier macha ogonem. Muszę to zrobić. — Mówisz… że mogłabym zażądać nietykalności dla Peety? I że musieliby się na to zgodzić? — Myślę. że 7:00 — Śniadanie jest tuż przed 7:30 — Centrum Dowodzenia. dostrzegam. że dotrzymają słowa? Pamiętam wszystkie kłamstwa jakich Haymitch naopowiadał Peecie i mnie. — Katniss. chcę tego. — Spróbuj zasnąć. Śmieję się krótko.

Najwyraźniej w przeszłości był jakiś incydent z gromadzeniem żywności. jeśli nie dokończysz czegoś i chcesz zachować to na później. a ja próbuję nie gapić się żałośnie na jego rzepę. a oni musieliby wymyślić jakiś sposób. Mogłabyś zażądać księżyca. Muszę jednak przyznać. . bo naprawdę mam ochotę na więcej. Nie wie. W lesie. Porcje ustalane są na podstawie wieku. żebyśmy mogli polować. bo on rozumie. Gale stawia swoją tacę obok mnie. — Naprawdę. łyżka rzepy ląduje w mojej misce. którzy dbali o zaopatrzenie rodziny w jedzenie. Moglibyśmy być nad ziemią. nie możesz wynieść tego z jadalni. Dla paru ludzi. Ale mimo tego moglibyśmy… Nie muszę kończyć. Moglibyśmy znowu być sobą. To pewnie nielegalne albo coś. jak Gale i ja. — Nie. Myśl o stawieniu czoła Coin w pojedynkę niepokoi mnie. nie brzmię zbyt przekonująco. — Musisz przestać to robić — mówię. — To odpowiedni moment. rozbrzmiewa dzwonek sygnalizujący koniec naszej zmiany w jadalni. Pewnie kościści żołnierze zbyt szybko się męczą. by go zdobyć. Wszystko to pochodzi z podziemnych farm Trzynastki. czy nie. Po upływie zaledwie miesiąca zaczynamy wyglądać zdrowiej. Na przykład. Ale jako że już zaczynam pochłaniać jego porcję. — Może powinnam ustanowić to warunkiem mojej przemiany w Kosogłosa. wzrostu. a on zbyt łatwo oddaje mi swoje jedzenie. Zanim decyduję czy mu o tym powiedzieć. — Żebym mógł karmić cię rzepą? — pyta. pochłaniam jedzenie z nadzieją na dokładkę. ale tu nigdy nie ma dokładek. nie brzmi to najlepiej. by ktoś nam mówił. że to działa. Wiemy co to znaczy głodować. co zrobić z nadwyżkami. Mają tu bardzo surowe reguły dotyczące jedzenia. — Co mogą zrobić? Już zabrali mój komunikator — mówi Gale. Siadam przy stole przeznaczonym dla Everdeenów i Hawthornów. — To przyciąga jego uwagę. i kilku innych uciekinierów. nie większą ani mniejszą. — Co masz zaplanowane? Gale sprawdza swoje ramię. Kiedy zeskrobuję resztki z miski. Ludzie z Dwunastki i tak dostają większe porcje niż mieszkańcy Trzynastki. budowy. że już mam zamiar poprosić o księżyc. szczególnie dzieci. żądając oszczędzenia Peecie życia. — Zrób tak — mówi. — Musielibyśmy oddawać wszystko do kuchni. Mimo że poświęcam całą uwagę starannemu składaniu serwetki. stanu zdrowia i ilości fizycznej pracy wpisanej w planie dnia. Dzisiaj gnieciona rzepa. Opuszczasz jadalnię z ilością kalorii wystarczającą do kolejnego posiłku. ale nie jesteśmy przyzwyczajeni. W niektórych sprawach Trzynasty Dystrykt kontroluje nas jeszcze bardziej niż Kapitol. Doprowadzili system odżywiania do perfekcji. by przybrali na wadze. wpada mi do głowy pewien pomysł.owoców lub warzyw.

— Taa. — Zbliżasz się już do końca? Podnoszę wzrok i dostrzegam zegar. mówi: — Wiesz.— Lekcję historii nuklearnej. — Kiedy idziemy odnieść nasze tace. Moim domem jest Dwunasty Dystrykt. Siedzę tu już dwadzieścia minut. Otwieram oczy i patrzę na koślawe litery. Nie sądzę. Myśl. Nadchodzi ból głowy i moje myśli zaczynają się plątać. Gdzie. Prawdopodobnie przygotowali dla mnie jakieś super-specjalne kazanie. Ale mogli mnie wczoraj wyrzucić. Byłam trybutem w Igrzyskach Śmierci. Wymienione zostaje kilka spojrzeń. Czy nie powinnam prosić o więcej? Dla mojej rodziny? Dla tej resztki moich ludzi? Skóra swędzi mnie od prochów umarłych. Idziesz ze mną? — pytam. dodaję do listy. — W porządku. kiedy mogę nie znaczyć nic. Ale zamiast tego Coin osobiście wręcza mi przybory i wszyscy czekają w ciszy. kiedy jestem bardzo ważna. by udało mi się to zrobić bez niego. Plutarch delikatnie pokasłuje. — Taa — mówię. — Muszę iść do Centrum Dowodzenia. Wytatuują je na jego łapie każdego ranka — mówię. Uciekłam. Jaskier. — Na pewno znajdą mu jakieś zajęcie. Nie tylko Finnick ma problemy z koncentracją. Nietykalność Peety. Gale. Polowanie. że Coin. Peeta został więźniem. Mam siedemnaście lat. do przyszłości. Kiedy docieramy do Centrum Dowodzenia okazuje się. że kilka brwi wędruje do góry. Prawdopodobnie to moja jedyna szansa na zawarcie umowy. Nie sądzę. JA ZABIJĘ SNOWA. Czuję przerażające zderzenie czaszki z moim butem. Muszę utrzymać go przy życiu… Lista. chcę mieć ten przywilej. więc układ jest taki. odnotowano twoją nieobecność. Ołówek sam porusza się po kartce. tak w ogóle. Zdradził. wyjść myślami poza aktualną sytuację. Ale postanawiam dołączyć go do listy dla dobra Prim. Kapitol mnie nienawidzi. kiedy się tu zjawiłam — jest dla nich niespodzianką. Plutarch i ich ludzie już się w nim zebrali. podczas gdy ja siadam przy stole i gryzmolę swoją listę. więc odchrząkuję. Czego jeszcze chcesz? Wyczuwam go jak stoi przy mnie. Zamykam oczy i zaczynam cicho recytować: Nazywam się Katniss Everdeen. Wciąż wydaje się zbyt krótka. więc natychmiast proszę o kartkę papieru i ołówek. Moje jawne zainteresowanie — pierwsze od czasu. . by idea bezużytecznych zwierząt domowych była tu powszechnie znana. lepiej umieść też Jaskra na swojej liście żądań. Woń krwi i róż wywołuje pieczenie w nosie. Będę waszym Kosogłosem. Mój głos brzmi chrapliwie. Moje myśli zaczęły się zbyt mocno gmatwać. Jeśli zostanie złapany. ale nikt go nie wyrzuca. Widok Gale’a sprawia. ale żyje. Żyje. Ogłoszona publicznie. Powinnam spróbować myśleć szerzej. To tyle.

Z komunikatorami i lokalizatorami. W końcu decydują przenieść nas na najwyższy poziom. ryzyko zranienia. — Co? — Wydaje mi się. Nie powiedziała tego złośliwie — wręcz przeciwnie. że ma dwudziestocentymetrowe okno umieszczone nad ziemią. — Wygładzam listę i zaczynam. Sam będzie musiał się żywić. Ale moje usta i tak otwierają się w wyrazie zdumienia. Jeśli będzie zbyt wychudzony. — Po prostu… Duszę się zamknięta tutaj jak… Wydobrzeję szybciej. nie zrobiłam na niej wrażenia. że wszyscy milkną. ale Coin ucina dyskusję: — Nie. Rebelianci z Kapitolu nie widzą żadnego problemu — oczywiście. — Moja rodzina będzie mogła zatrzymać kota. nie zostanie wpuszczony do środka.Czekam aż wydadzą z siebie odgłosy ulgi. że powinniśmy kontynuować obecny romans. Będziemy używać własnych łuków. — Potrzebowała w jaki sposób? Poza kamerą? Wciąż u twojego boku? Chcesz go przedstawić jako twojego nowego kochanka? — pyta Coin. który posiada tę zaletę. — Nie odejdziemy za daleko. że mogę zatrzymać zwierzaka — jednak ci z Trzynastki zaczynają wyliczać ogromne trudności jakie to sprawi. by się z tym uporać. nie dając im szansy na odmowę. dodatkowa ochrona. To brzmi dobrze. jej słowa są bardzo rzeczowe. Coin pozostaje niewzruszona jak zawsze. niech polują. To sprawia. jeśli… będę mogła polować. . Nie odbiega za bardzo od warunków. Jaskier może wychodzić za potrzebą i wracać. aż poklepią się wzajemnie po plecach. W promieniu pół kilometra. obserwując mnie. Zostawimy mięso w kuchni — dodaje Gale. Będę go potrzebowała. że jest z nim w ciąży. Jeśli stworzy jakiekolwiek zagrożenie dla bezpieczeństwa. W lesie — mówię. — Chcę polować. — Gale. Szybko mówię dalej. Nie licząc strzelania. Co jeszcze? Skanuję moją listę. Moje najmniejsze żądanie rozpoczyna kłótnię. — Szczególnie. jeśli przystaną na moje kolejne żądanie. Szybkie odrzucenie Peety mogłoby spowodować utratę sympatii do niej — mówi Plutarch. gratulacje. Z Gale’em. — Ale mam kilka warunków. mogę zostawić mu gdzieś wnętrzności zwierząt. Dajcie im na to dwie godziny dziennie potrącone z czasu przeznaczonego na szkolenie. Plutarch zaczyna wyliczać trudności: niebezpieczeństwo. że myślą. Jeśli opuści godzinę policyjną. zostanie natychmiast zastrzelony. w których żył odkąd zostawiliśmy go w Dwunastce.

— To ona! — słyszę jak Fulvia mówi cicho do Plutarcha. Kto wie. Johanny i Enobarii. — To samo tyczy się innych schwytanych trybutów. by złość popchnęła mnie do wypowiedzenia największego żądania. czy mogę być aż tak przydatna. jeżeli ją wygramy. Czuję jak ciało Gale’a sztywnieje. — Nie jesteśmy kuzynami — mówię razem z Gale’em. że tak łatwo mogłabym pozbyć się Peety. W kostiumie. Wkrótce. Skoro to dotyczy Peety. Tak naprawdę nie lubię jej. Mam ochotę spiorunować ich spojrzeniem.— Zgoda. Dzisiaj. Peeta zostanie ułaskawiony. okrutnej trybutki z Drugiego Dystryktu. tego właśnie chcemy — mówi Plutarch bez tchu. — Nie — mówi stanowczo Coin. — Tak — odparowuję. Coś jeszcze? Jestem zszokowana tym. Czyli na ekranie Gale może być przedstawiony jedynie jako kolega rebeliant. że opuściliście ich na arenie. kto nie został przedstawiony jako mój ukochany. ale prawdopodobnie powinniśmy tak zrobić dla utrzymania pozorów przed kamerą — mówi Plutarch. że błędem byłoby utracić kontakt wzrokowy z Coin. Nowa myśl pojawia się w mojej głowie. ocenia. ale nie byłam pewna jak by zareagował. — To nie ich wina. — Kiedy wojna się skończy. — Zgoda. w obecnej sytuacji jest poniżający. Pozwalam. jak trybunał uzna za stosowne — odpowiada Coin. — Właśnie tam. nie obchodzi mnie los Enobarii. Martwa cisza. odrobina dymu… — Tak. Widzę jak szacuje skutki mojego ultimatum. — Poza kamerą jest cały twój. Zostanie to zachowane dla przyszłych pokoleń. Chyba powinnam powiedzieć mu wcześniej. że poświęcam myśli komuś. ale wykluczenie jej z umowy nie wydaje się uczciwe. Powtarza się niecierpliwie: — Co do Gale’a. Czy to wystarczy? — Zawsze możemy przedstawić go jako twojego kuzyna — mówi Fulvia. że jestem zakochana w Gale’u. na tle strzelanina. ale czuję. Aluzje. Ustanowi pani siebie i rząd odpowiedzialnymi za ich bezpieczeństwo. że wszystko było tylko grą. — Zapewnicie im nietykalność! — Czuję jak wstaję z krzesła i mówię mocnym i dźwięcznym głosem: — Osobiście ogłosi to pani przed wszystkimi mieszkańcami Trzynastego Dystryktu i uciekinierami z Dwunastki. jak potoczyła się rozmowa. Czy to ci pasuje? — pyta Coin. co Kapitol im robi? — Będą sądzeni na równi z innymi wojennymi zbrodniarzami i potraktowani tak. Moje policzki zaczynają płonąć. albo znajdzie sobie pani innego Kosogłosa! Moje słowa przez moment wiszą w powietrzu. Szczerze mówiąc. . Sam pomysł. Ja tylko się na nią gapię. — Żadna kara nie będzie mu wymierzona — ciągnę.

Chcę zabić Snowa. widzicie? A zobaczcie jak bardzo wy dwoje jesteście uczciwi! Praktycznie nieprzekupni. Otwieram szkicownik i widzę siebie stojącą prosto i zdecydowanie w czarnym mundurze. — To znaczy… Nawet w Dwunastce mieliście czarny rynek. żebyś dobrze spełniła swoją rolę.— Co pani powie. Po raz pierwszy w życiu widzę cień uśmiechu na twarzy pani prezydent. Plutarch podsuwa mi szkicownik. — Zwołać zebranie w sprawie bezpieczeństwa narodowego dzisiaj podczas Zadumy — rozkazuje. Oczywiste jest. Rozprostowuję ją na stole i odczytuję chwiejne litery. Mam nadzieję. na pierwszy . Katniss? Kartka jest aktualnie zgnieciona w kulkę w mojej prawej pięści. — Zacznę. Wiem. — Mogłaby pani wymóc ułaskawienie w tych okolicznościach. Ona też musi się trzymać swojego planu dnia. że masz mieszane uczucia co do twojego udziału w tym przedsięwzięciu. kiedy pani to ogłosi — mówię. Chłopiec… nawet nie jest pełnoletni. — Plutarch pochyla się nad stołem. pozostawiając jedynie Plutarcha. Ćwiek — mówi Gale. że nie mam wyłącznego prawa do rozporządzania życiem Snowa. Fulvię. Może ma rację. — Wtedy to ogłoszę. Wychodzi z sali. prawda? — Taa. że wszystko będzie tu tak ściśle kontrolowane — wyjaśnia Fulvia rozmasowując ramiona Plutarcha. — Albo że przynajmniej będzie możliwość małej akcji dywersyjnej — mówi Plutarch. a potem na zegar. — Ale lepiej. Wspaniale. Katniss. Gale’a i mnie. że mam was w zespole. — W porządku — mówi w końcu Coin. wojny nie trwają wiecznie. że to ci pomoże. — W porządku. — Wiesz mniej więcej o co cię prosimy. Czy naprawdę byłoby to takie niedorzeczne mieć czym zmyć zmęczenie i rzepę? — Nie sądziliśmy. i przeciera oczy. pani prezydent? — pyta Plutarch. — Wspaniale. Przez chwilę patrzę na niego podejrzliwie. Jednak ciekawość bierze górę. Czy zostało jeszcze coś na twojej liście. Tylko jedna osoba mogła zaprojektować ten strój. — Wiesz czego mi brak? Bardziej niż czegokolwiek innego? Kawy. — Zostawiam ją w twoich rękach. I myślę. — Plutarch wzdycha. opierając na nim łokcie. — Nie na wyższych stanowiskach. — No cóż. — Tam handlowaliśmy. rzucimy o to monetą. Coin zerknęła na swoje ramię. Cieszę się. — Wyciąga rękę w stronę wyjętego przez Fulvię dużego szkicownika obitego czarną skórą. a za nią podąża jej zespół. że i ona dobrze wykona to zadanie. Plutarch. — Tylko jedno. — No właśnie. — Kiedy nadejdzie czas. że mogę liczyć na to.

— Odruchowo wyszarpuję głowę z uścisku. — Hm… Po ogłoszeniu Ćwierćwiecza Poskromienia. Powoli przewracam strony. chciał. Przejrzyj ją. że to oczywiście — Fulvia podchodzi do mnie szybko i obejmuje moją twarz dłońmi — nie zadziała. na drugi. mając to na uwadze. bym sama podjęła decyzję. . delikatne wypełnienie rękawów pozwalające dostrzec białe zgięcia pod ramionami. — Cinna — szepczę. To znaczy… pokażmy najbardziej olśniewająco wyglądającego Kosogłosa. Katniss. dzieło sztuki. — Będziesz najlepiej ubranym rebeliantem w historii — mówi z uśmiechem Gale. W jego rękach znów jestem kosogłosem. kusiło mnie — mówi Plutarch. — Plutarch zwraca się do swojej asystentki. Och. od zewnątrz… do wewnątrz. która nadaje wszystkie programy. tego dokonać.rzut oka po prostu funkcjonalny. — Jak? Wyłączną kontrolę nad przekazami telewizyjnymi ma Kapitol — mówi Gale. — Tak. Myśli. mamy dla ciebie jeszcze jedną małą niespodziankę. Może kilka tygodni przed Igrzyskami? Jest więcej niż tylko szkice. — Kiedy on… — Głos mnie zawodzi. — Macie już jej mundur — zauważa Gale. by wygląd wydał się zasłużony! — mówi pogodnie. — Tak. — Nasz plan to atak na transmisje telewizyjne — mówi Plutarch. że ukrywał to przede mną. — Dalej. Wymógł na mnie obietnicę. że jest duża szansa. linia napierśnika. Projekt hełmu. by to osiągnąć. Nagle zdaję sobie sprawę. Więc. u licha. A uwierz mi. Mam na myśli. ale ona już wydaje się zajęta swoimi sprawami. Ale nie zepsuję ci niespodzianki — mówi Plutarch. Ale będziemy oczywiście potrzebować czegoś. specjalne wzmocnienia w okolicy serca. chodźcie. ukryta broń w butach i pasku. Jakieś dziesięć lat temu praktycznie przeprojektował podziemną sieć. ale czy ona jest zakrwawiona i pokryta bliznami? Czy płonie ogniem rebelii? Jak bardzo możemy ją pobrudzić. — Zrobimy serię czegoś. a później popracujmy nad jego osobowością. że nie pokażę ci tej książki dopóki sama nie zdecydujesz. studio niecierpliwie cię wyczekuje. a Beetee ma dla ciebie coś specjalnego na dole w zbrojowni. musi być kimś. Chodźcie. Na ostatniej stronie pod szkicem mojej broszki z kosogłosem Cinna napisał: Wciąż stawiam na ciebie. Jak Cinna. — Ale my mamy Beetee’ego. co nazywamy proposami — to skrót od propagandowych spotów — z tobą w roli głównej i pokażemy je całej społeczności Panem. by nie odstraszyć ludzi? W każdym razie. co warto pokazać. że najlepiej będzie sportretować cię. — Tak więc. Mamy twój mundur. przyglądając się każdemu szczegółowi munduru. Starannie dopasowane warstwy pancerza. — Fulvia? — Plutarch i ja zastanawialiśmy się jak. Myślimy. naszą przywódczynię rebeliantów. że zostaniesz Kosogłosem.

Oddział 3908. 3902. nie wiedziałam. Jedno spojrzenie na twarz Gale’a upewnia mnie. której wcześniej nie zauważyłam. Drzwi — właściwie wszystkie drzwi — wydają się wybrakowane. Plutarch wyjmuje spod koszuli zawieszony na cienkim łańcuchu klucz i wkłada go w szczelinę. — Zobaczmy… Oddział Trzy-Dziewięć-Zero-Osiem. że i on czuje to samo. Ciasno obejmuję ramionami szkicownik i pozwalam sobie być dobrej myśli. — Ach. Plutarch wychodzi mu na spotkanie. To musiał być dobry wybór. Odległy jedynie o kilka kroków. Może mógłby pan po prostu zadzwonić do… — Obawiam się. zza których wyłonił się strażnik. a jakie to było obraźliwe — szepcze mi Gale do ucha. więc Gale i ja wychodzimy za nią i Plutarchem na korytarz. proszę bardzo. Drzwi zamykają się za nim cicho. Jednak słowa Fulvii nie wywołują we mnie żadnej reakcji. dwadzieścia. że muszę was poprosić o opuszczenie tego miejsca. — Jesteście na złym piętrze — przerywa mu oschle strażnik. Drzwi otwierają się ukazując szeroki biały korytarz z czerwonymi drzwiami. Mam złe przeczucie co do tego miejsca. ponad trzydzieści poziomów w dół. Wchodzimy do windy i Plutarch sprawdza coś w swoich notatkach. — Dzień dobry. Muszą bujać się bez przeszkód na zawiasach. jak winda zamyka się. Winda zjeżdża dziesięć. — Witamy w Kapitolu — odpowiadam. 3901. podążamy za nim. z sali na dalekim końcu korytarza wychodzi strażnik. Kiedy się odwracam. — Naprawdę? — Plutarch ponownie sprawdza swoje notatki. To nie tylko dodatkowe zabezpieczenia windy albo klaustrofobiczny strach przed przebywaniem tak głęboko pod ziemią. — Mam tu zapisane Trzy-Dziewięć-Zero-Osiem. albo nieprzyjemny zapach antyseptyków. Jest naprzeciwko nas. Każde są wyraźnie oznaczone numerem. że Trzynasty Dystrykt sięga tak głęboko pod ziemię. . Nie ma klamek.Fulvia macha do nas. Skoro Cinna tego chciał. szukamy… — zaczyna Plutarch. porównując je z szarymi odpowiednikami na wyższych poziomach. ale nic się nie dzieje. Drzwi się zamykają. spoglądam za siebie i widzę. unosząc dłoń w geście powitania. — Pewnie trzeba przekręcić klucz — mówi Fulvia. kiedy zmierza w naszym kierunku. Naciska przycisk oznaczony numerem 39. które wyglądają niemal dekoracyjnie. — A gdzie to jest? — pyta Fulvia. — Tyle dobrych chęci. jak te. 3903… Kiedy wychodzimy z windy. a metalowa krata zastępuje zwykłe drzwi. Pomyłki w oznaczeniach można zgłaszać w Kwaterze Głównej — mówi strażnik.

co mógłby z siebie wydać bity pies próbujący uniknąć ciosu.— Znajdziecie Kwaterę Główną na Siódmym Poziomie — mówi strażnik. Członków mojej ekipy przygotowawczej. posiniaczonych. jak my. To moja szansa. Gale również się nachyla i specjalnie zderza się z nim głową. . przepraszam — mówi. śmiejąc się lekko i chwytając strażnika za ramiona. popycham drzwi oznaczone numerem 3908 i znajduję ich. Półnagich. delikatnie odciągając go ode mnie. jak ten schyla się. Coś. — Och. przykutych do ściany. Z głośnym trzaskiem upuszczam szkicownik Cinny na stopy strażnika. Chwilę po tym. by go podnieść. Delikatne skomlenie. który działają tak. Zza drzwi z numerem 3908 słychać jakiś odgłos. ale tyle wystarczy dla dwojga ludzi. tyle że zbyt ludzkie i znajome. zagarniając nas z powrotem do windy swoimi rozciągniętymi ramionami. jakby chciał go podtrzymać. Moje oczy napotykają oczy Gale’a jedynie na moment. Obiegam rozkojarzonego strażnika.

Octavia zaczyna szlochać. podchodzę do Venii. Venia? — pytam. — Nikt by nic nie powiedział. Kucam przy niej i chwytam jej zimne dłonie. . — Powiedziano mi tylko. Plutarch pojawia się tuż za mną. — Pomyśleliśmy. jakby w oczekiwaniu na atak. Za co są ukarani? — Za kradzież jedzenia. tłumiąc odgłosy swoją modną tuniką. — Dlaczego traktuje się ich jak przestępców? — Naprawdę nie wiem. które mocno zaciskają się na moich. że podniesie cię na duchu. że Gale’owi udało się go zatrzymać. — Cinna tego zażądał. Venia marszczy brwi. Pomarańczowe sprężynki loków Flaviusa. jakby wciąż próbowała odnaleźć w tym sens. a bladość twarzy Fulvii zdaje się to potwierdzać. a zaraz za nim Gale. który właśnie pojawił się na progu. — Co wy tutaj robicie? — Zabrali nas. — Ludzie — mówi ogólnikowo. Z Kapitolu — mówi chrapliwie. By uzyskać odpowiedzi. Byliśmy tacy głodni. Wzięła tylko kawałek. co sprawia. to to. — Co. u licha. Podpełzam do jej trzęsącego się ciała. która teraz zwisa zbyt luźno. Trzy postaci rozpoznawalne są jedynie dzięki niecodziennym modowym upodobaniom: złote tatuaże na twarzy Venii. których zawsze traktował z łagodnością i cierpliwością. Jest w jego głosie coś. jeśli będziesz miała przy sobie swoją zwykłą ekipę — mówi Plutarch za moimi plecami. jakby jej ciało było balonem powoli wypuszczającym powietrze. Plutarch zwraca się do strażnika. — W noc twojej ucieczki. Przypominam sobie jak. kiedy pierwszy raz wyszłam cało z walki na arenie. Smród niemytych ciał. Największą zbrodnią przeciwko nim były nieprzychylne myśli. bo nie mogła znieść mojego głodu. a te zostawiłam dla siebie. — Cinna zażądał tego? — warczę na niego. chociaż nigdy ich nie skrzywdziłam. Musieliśmy zatrzymać ich po kłótni o chleb — mówi strażnik. więc dlaczego się odsuwają? Strażnik nakazuje mi wyjść. — Co się stało. stęchłego moczu i zakażenia przebija się przez antyseptyczną chmurę. że trzymani są w odosobnieniu. że Cinna nigdy nie zaakceptowałby maltretowania tych trojga. która zawsze była najsilniejsza. się tu dzieje? — Kto was zabrał? — naciskam. Bo jeśli coś wiem na pewno. że mu wierzę.4. podsunęła mi pod stołem rogala. Na mój widok Flavius i Octavia kurczą się pod wykafelkowanymi ścianami. ale odgłosy przepychanki sugerują. Blada groszkowozielona skóra Octavii.

Kajdany na jej nadgarstkach opadają o kilka centymetrów i ukazują brzydkie rany pod nimi. jakby zaskoczony naszą powagą. ale już dostrzegam na jej twarzy konsternację. ale uważa się ją bardziej za pielęgniarkę niż lekarza pomimo jej życiowego doświadczenia w leczeniu. — Strażnik milknie na moment. której mogę powierzyć opiekę nad nimi. — Octavia? Będzie dobrze. — Powtarzające się naruszenia prawa do tego doprowadziły. by ocenić stopień zranienia. Przyjmuję na siebie całą odpowiedzialność. jedyną osobę. by pokazała swoją twarz. że nawet po uwolnieniu od kajdan mają problemy z chodzeniem. Zostali ostrzeżeni. — Zabieram was do mojej mamy. Plamy ludzkiego nieszczęścia. A jednak wzięli więcej chleba. Jednak nikt nie protestuje. a ona się wzdryga. Gale siada obok mnie i obejmuje mnie ramieniem. Gale. Lokuję się na ławce w korytarzu przed wejściem do szpitala w oczekiwaniu na diagnozę. Mamę przywitano w szpitalu z otwartymi ramionami. Strażnik kręci głową. Są potrzebni w Obronie Wyjątkowej. — Wyleczy ich. by… — Zrób to na moją odpowiedzialność — wtrąca Plutarch. . — Nie otrzymałem rozkazu uwolnienia ich. A ty nie masz żadnego prawa. kiedy wprowadza trio do sali badań. Nie potrafię przekonać Octavii. bo to był dla niej chleb powszedni w Dwunastym Dystrykcie. zważywszy na ich obecny stan.— Octavia? — Dotykam jej. — To wydaje się przesadą — mówi Plutarch. Wyciągnę was stąd. Plutarch i ja musimy im pomóc. ale delikatnie unosi głowę. że zabrała kawałek chleba? — pyta Gale. — I wszystko przez to. — W końcu przyszliśmy tu po tych troje. — Zwracam się do strażnika: — Rozkuj ich. Wraca z pękiem kluczy. — Nie zostałem do tego upoważniony. — Nie można zabierać chleba. Sporo czasu zajmuje jej rozpoznanie tej trójki. po co w tej sali ściek. Będzie potrafiła wyczytać w ich ciałach zadany im ból. że to nie przez widok zmaltretowanych ciał. I wiem. że takie rzeczy dzieją się również w Trzynastce. Przeciętni obywatele tak się do niego nie zwracają. które musiały zostać zmywane z białych kafelków… W szpitalu odnajduję mamę. Strażnik wychodzi wykonać telefon. ale zdanie sobie sprawy. Członkowie mojej ekipy przygotowawczej byli tak długo zmuszani do przyjmowania skurczonych pozycji. To burzy jego spokój. Stopa Flaviusa zahacza o metalową kratę nad okrągłym otworem w podłodze i wnętrzności skręcają mi się na myśl o tym. — Rozkuj ich! Natychmiast! — wrzeszczę.

— Ukaranie mojej ekipy przygotowawczej to ostrzeżenie — mówię jej. ukazując plan dnia. Plutarch? To kończy dyskusję. ale kiedy nasze miski są już puste. Schodzę z Gale’em na obiad. Gale i ja możemy żyć w lesie. — Musicie być przygotowani na pewną emocjonalną chwiejność po tym. Zostali bardzo źle przygotowani do zmiany warunków życia po luksusach Kapitolu. — Żadnych trwałych urazów. Może nawet przeszkadza. . że przejmiecie władzę. — Wyliżą się — oznajmia. albo dlatego. — Teraz mam szkolenie. zastanawiając się czy myśli o bezlitosnej chłoście. prawda. Po opowieści Venii chleb staje mi w gardle. której został poddany w Dwunastce. Jeżeli macie jeszcze jakiekolwiek złudzenia. gdybyście nadepnęli Coin na odcisk? Moja ekipa przygotowawcza została porwana.Przytakuję. — Wygląda na to. który wyreżyserował wybuch rebelii. i tych troje upiększaczy — mówi chłodno Fulvia. kto tu naprawdę rządzi i co się dzieje. że któregoś dnia wrócą do Kapitolu. Plutarch i Fulvia zajmują ławkę naprzeciwko nas. ale nie komentują stanu mojej ekipy przygotowawczej. to jakie wnioski wyciągają z tego posunięcia prezydent Coin? Decyduję się im w tym pomóc. Siedzimy w milczeniu aż do nadejścia mamy. — Nie można porównywać Plutarcha. Cudownie — mówi Plutarch. bez cienia zainteresowania. Trybuci też byli potrzebni w Igrzyskach. Wzruszam ramionami. Mówi o tym. Fulvio. Nie rozmawiamy za wiele podczas posiłku. raczej bym się ich już pozbyła. Dopóki przestali być — mówię. — Co? Nie. — Skoro tak mówisz. Dla was też. — I łatwo można było nas wymienić. że zostaliśmy ostrzeżeni — mówię. Najwyraźniej kapitolińskie pochodzenie nie gwarantuje tutaj ochrony. Albo z powodu niedyspozycji mojej ekipy przygotowawczej. — Kiedy mogą przystąpić do pracy? — Prawdopodobnie jutro — odpowiada mama. że jesteście. Mogą przynajmniej mieć nadzieję. — A czy to nie dotyczy nas wszystkich? — pyta Plutarch. — Oczywiście. Plutarch zwalnia mnie z obowiązków Kosogłosa do końca dnia. Również podciągam rękaw i przykładam swoje ramię do jego. — Nie tylko dla mnie. gruby kawałek chleba i szklankę wody. Ale wy? Gdzie byście uciekli? — Być może jesteśmy bardziej potrzebni w tej wojnie niż jesteś skłonna przyznać — mówi Plutarch. co przeszli. Jeżeli nie wiedzieli nic o ich złym traktowaniu. więc oddaję resztę Gale’owi. że ja znajduję się na skraju załamania. Ale co by się stało. jeśli ktoś się nie podporządkuje. — Dobrze. O co ci chodzi? — pyta Fulvia. gdzie serwują nam gulasz z fasoli i cebuli. Gale podwija rękaw.

już są martwe. kiedy objaśniają działanie przenośnego komunikatora. Zanurzenie się w zieleni i światło słoneczne na pewno pomogą mi poradzić sobie z moimi myślami. wiewiórki i indyki — i decydujemy zakończyć na dzisiaj. W milczeniu. by spędzić pozostałe pół godziny przy stawie.— Ja też. ponieważ woda jest chłodna i słodka. z uwagi na wszystko. bo są bardzo zniszczone. To jedyna reguła. jakbym ich słuchała. bez potrzeby komunikowania się ze sobą. ponieważ tu w lesie poruszamy się jak dwie części tego samego mechanizmu. osłaniamy się nawzajem. Wychodzimy na zewnątrz na rozległą. Zdejmujemy buty. Toleruję obecność lokalizatora na mojej kostce i staram się wyglądać. Brak deszczu. Strażnicy dają nam naszą starą broń. i przyczepione do naszych kostek lokalizatory. że muszę tak często odpoczywać. jak tylko mogę się w tej chwili znaleźć. przydzielono mi parę. co zaszło. i na to. Wchodzimy głębiej w las. który panuje w Trzynastce. aż ogrodzenie znika nam z oczu. że ma wbudowany zegar i musimy wrócić przed wyznaczoną godziną albo nasze łowieckie przywileje zostaną cofnięte. że szkolenie równa się teraz polowaniu. Małe przypomnienie. Przypominam sobie. Moje i tak nie pasują na mnie idealnie. Zanim zdążą jakoś umiejscowić nasz nieznany im zapach. brak mi tchu i kręci mi się w głowie. Ciężko byłoby nam sforsować to ogrodzenie na własną rękę — wysokie na dziesięć metrów i zawsze pod napięciem. rozkładając pod naszymi stopami chrupiący dywan. a kiedy do niej docieramy. wykończone ostrymi jak brzytwa zwojami stali. Tutejsze zwierzęta nie są zbyt podejrzliwe. Jak dużo czasu już minęło? Osiem miesięcy? Dziewięć? Kiedy po raz ostatni czuliśmy tę swobodę? To niedokładnie to samo. który musi być zasilany przez podziemne źródło. Polujemy. . Obracam się wkoło z wyciągniętymi ramionami i wiruję — powoli. Gale i ja zaczynamy się ścigać jak uczniacy do zbrojowni. wystawiając się na światło słoneczne. a także noże i konopiany worek. co do mnie dociera. który zaobserwowałam w Dwunastce. jak za dawnych czasów. Strażnicy otwierają dobrze naoliwione bramy bez dalszych komentarzy. Kiedy wydostajemy się już z głównych korytarzy. że jeszcze w pełni nie wydobrzałam. jako że w duchu niemarnuj-niechcianego. Najwyraźniej któreś z nas porusza się zabawnie. Zatrzymujemy się na niewielkiej polanie i odchylamy głowy. Jedyne. której mam zamiar się podporządkować. by świat nie zaczął kręcić się razem ze mną. Przewidujemy ruchy partnera. również i tutaj nie wpłynął dobrze na rośliny. z której ktoś wyrósł. to to. który ma zastąpić torbę myśliwską. ogrodzoną arenę ćwiczeniową przy lesie. Podniecenie spowodowane ucieczką do lasu — nawet jeśli tylko na dwie godziny — umniejsza moje aktualne zmartwienia. W półtorej godziny udaje nam się upolować mieszany tuzin — króliki. Ale jestem tak blisko szczęścia. wysuszając im liście.

ale kiedy jesteśmy już za bramą. jeśli chcemy zdążyć na czas.Kiedy Gale proponuje. czy żartuje. — Wkłada królika do worka i podnosi się. coś przychodzi mi do głowy: . Krzywdzenie ich to jak krzywdzenie dzieci. Z trudem znajduję jakąś rozsądną odpowiedź. zatapiając się w dźwiękach. którzy rzeczywiście są dziećmi. To naprawdę wydaje się dziwne. Nie są źli czy okrutni. Katniss? — pyta mnie. prawda? — Nie chcę się kłócić — mówi Gale. — To bardziej skomplikowane. Ignoruję jego wyciągniętą w moją stronę dłoń i niepewnie staję na nogi. a to przecież śmieszne. Nie dostrzegają… To znaczy. To zabolało. by sprawdzić. Ale oni widzieli to całkiem inaczej — mówię. że wyświadcza ci przysługę. Znam ich. skoro spędzili ostatni rok strojąc cię na rzeź — sugeruje. — Czego nie wiedzą. by ludzie mieli rozrywkę? Czy to była wielka tajemnica Kapitolu? — Nie. — W porządku. ale on marszczy brwi nad obdzieranym ze skóry królikiem. Kładę kilka liści mięty na języku. nie wiedzą… — Sama się zaplątałam we własnych słowach. że bronię każdego. a on był po mojej stronie. co się stało z tobą z powodu indyka! Wciąż jednak to on ma rację. — Ale nie wydaje mi się. Nie są nawet mądrzy. Myślała pewnie. bo rzeczywiście ich bronię. dopóki nie przerywa jej głos Gale’a: — Katniss. pozwalając palącemu popołudniowemu słońcu ogrzewać moją skórę w prawie całkowitej ciszy. Żadne z nas nie mówi nic podczas drogi powrotnej. — Zostali tak wychowani i… — Ty naprawdę ich bronisz? — Zrywa skórę z królika jednym szybkim ruchem. że oczyści zwierzynę. Może niekoniecznie. zamykam oczy i opieram się plecami o skałę. Ale są tacy nieświadomi. — A nie powinnam? — Hm… Pomyślmy. — Że trybuci. mój poziom zaniepokojenia stanem ekipy przygotowawczej. Może za bardzo mi to przypomina to. nie jak to twoje dziwaczne trio. nie oponuję. — Wydaje mi się. dlaczego tak bardzo przejmujesz się losem swojej ekipy przygotowawczej? Otwieram oczy. Powinnam ich nienawidzić i żądać ich powieszenia. kto jest tak traktowany z powodu kawałka chleba. no i należeli do Cinny. by ukaranie ich za złamanie zasad było dla ciebie jakąś wielką wiadomością od Coin. są zmuszani do walki na śmierć i życie? Że umieścili cię na tej arenie. — Lepiej już chodźmy.

Wyciągam się na łóżku. Tak myślę. podczas gdy on sam rozgląda się dookoła. nawet dla niego zbyt krótki. Wyczerpana polowaniem i brakiem snu. że zostaliśmy przeniesieni ze względu na Jaskra. Dostrzegam mamę przewodzącą grupie mobilnych pacjentów. bezwiednie wiążąc i rozplątując supełki. jak Oddział 307. — Nie bardziej niż my w Dwunastce — mówię. ale wciąż jest boski. bo nie mogli przestać opłakiwać mojego powrotu na arenę. Podchodzę do niego i mówię: — Hej. Wspinam się na górne piętro i odnajduję Oddział E. by wymodelować go w użyteczną pętlę. by zastać ją ogołoconą i wtedy przypominam sobie. by zwrócić na siebie jego uwagę. Odczuwa ulgę na widok znajomej twarzy. Jego palce poruszają się szybko. Prim mówi. która stworzyła gulasz z dzikiego psa i rabarbaru. Prim cicho wskazuje mi na daleko idące skutki tej katastrofy — blizny na ludzkich ciałach. Po zdarzeniach dzisiejszego poranka nie jestem w nastroju. — Bardzo cierpieli — mówi. ogromnego pomieszczenia. które może z łatwością pomieścić tysiące pojawiających się ludzi. że ogłaszali zebranie od obiadu. Finnick stoi pomiędzy nimi. zwyrodnienia u dzieci. a promienie popołudniowego słońca tańczą na mojej twarzy. A Venii ledwo udało się pożegnać. Finnick. by współczuć Trzynastce. tylko że ma okno — szerokie na sześćdziesiąt centymetrów i wysokie na dwadzieścia — umieszczone na środku górnej części szczytowej ściany. kiedy będą… cię przerabiać — mówi Gale. — Postaram się mieć to na uwadze. Wymagana jest obecność wszystkich mieszkańców.— Podczas Ćwierćwiecza Poskromienia Octavia i Flavius musieli zrezygnować. — Finnick! Jak się czujesz? — Katniss — mówi. a pewnego kota nigdzie nie widać. jest moja siostra budząca mnie na 18:00 — Zadumę. Wygląda dokładnie tak samo. z wyjątkiem tych wykonujących ważne zadania. więc szturcham go. wciąż w szpitalnych koszulach nocnych i piżamach. Przymocowane jest klapą z ciężkiego metalu. Następną rzeczą. ale w tej chwili jest uchylone. To pewnie część jego terapii. W dłoniach trzyma kawałek cienkiego sznurka. ściskając moją dłoń. nawet pomimo przekonania o całkowitym braku wyobraźni kucharzy. że zbudowano ją z myślą o większych zebraniach i może takie miały miejsce przed epidemią kiły. — Wydaje się. Całkiem podoba jej się w Trzynastym Dystrykcie. — Tak zrób — odpowiadam. że mnie nie dostrzegł. Widać. wyglądając na oszołomionego. może się tu czuć. niecałe trzydzieści centymetrów. wracam do mojej siedziby. W kuchni przekazujemy mięso Śliskiej Sae. jakby miała związane ręce. którą pamiętam. Kobieta. — Dlaczego się tu spotykamy? . Podążamy za wskazówkami do Sali Zebrań.

— To przyjaciółka Finnicka Odaira. Że nieświadomie powie coś. Ściskam dłoń Finnicka i kieruję się prosto w stronę podium na przedzie sali. która przegląda tekst swojego wystąpienia.— Powiedziałam Coin. że Coin i ja mamy zdecydowanie różne poglądy na temat słabości. że zostanę Kosogłosem. Myślę o scenie. Wracam do Finnicka. Pani prezydent pozwala na chwilowe zamieszanie. będzie postrzegana jako złamanie tej umowy. Annie. słowem lub czynem. są dla mnie nowością: — Jednak w zamian za to bezprecedensowe żądanie Żołnierz Everdeen obiecała całkowicie oddać się naszej sprawie. Zaraz zaczynam. Słowa to kolejna rzecz. Nietykalność zostanie . szalona dziewczyna. Coin prosi widownię o uwagę i mówi. Została aresztowana i zabrana do Kapitolu. Przypuszczam. które wydobywają się z jej ust. której nie marnuje się w Trzynastce. To jego… — Jego co? Zupełnie nie wiem jak ją nazwać. dopisując imię Annie. Zupełnie o niej zapomniałam. że nikt nie wątpił. to dobrze. unosi brwi na mój widok. że będę jej Kosogłosem. To naprawdę niepotrzebne — mówi. Lepiej zmykaj i wmieszaj się w tłum. Pani prezydent delikatnie marszczy brwi. jeśli rebelianci zwyciężą — mówię mu. której byłam świadkiem dziś rano. Tylko że teraz słowa. O tym. Enobaria i Annie — zostaną całkowicie uwolnieni od winy za jakiekolwiek szkody wyrządzone rebeliantom podczas wojny. już się tym zajęłam. — Tak myślałam. a później mówi dalej w swoim energicznym stylu. W szemraniu tłumu słyszę głosy sprzeciwu. Johanna. że zapewni pozostałym trybutom nietykalność. kiedy arena wybuchła. Określenie ceny — co być może ocali potencjalnych wrogów — złości ich. — Nie mamy w zwyczaju wymierzać kar takim słabym ludziom. Z Czwartego Dystryktu. Ale mówię tylko: — Nie? W takim razie dodanie Annie do listy nie powinno być problemem. — Chcesz zostać tu ze mną na górze podczas ogłoszenia? — Kręcę głową. O skulonej pod ścianą Octavii. Bo tak się martwię o Annie. — Och. że zgodziłam się zostać Kosogłosem. — I ogłosi to publicznie przy wielu świadkach. Ale wymusiłam na niej obietnicę. — Nie martw się. — Och. Stoję obojętna na rzucane w moją stronę wrogie spojrzenia. Kolejna zwyciężczyni. W związku z tym każda szkoda przyniesiona misji. jeżeli inni zwycięzcy — Peeta. — Kto to? — Jest ważna dla Finnicka Odaira. co zostanie uznane za zdradzieckie — mówi Finnick. — Musi pani dodać Annie Crestę do listy nietykalnych — mówię jej. Coin. O-o. — W porządku — mówi pani prezydent.

Innymi słowy. . a los czworga zwycięzców zostanie określony przez prawo Trzynastego Dystryktu. Jej własny również. jeden zły ruch i wszyscy jesteśmy martwi.cofnięta. Dziękuję.

ale żadnych widocznych ulepszeń. To znaczy. próbujący wykorzystać mnie do stłumienia ognia rebelii tylko po to. a później musieli radzić sobie z faktem. Kolejna siła. Tak bardzo różni się ona od kobiety. A teraz Coin z jej garścią cennych pocisków jądrowych i dobrze naoliwionym mechanizmem działania dystryktu przekonuje się. Tyle że to było coś innego. Może jednak Octavia polubiła je. że Cinna zarządził to samo pierwszego dnia. chociaż wszystko zawsze zdaje się iść niezgodnie z planem. ale nie pomalowane. którą poznałam w Kapitolu. jako że występowałam w roli zawodnika. Zerowy Poziom Piękna okazał się tym. Okazuje się jednak. że trzyma w domu kilka udomowionych myszy. którymi ozdabiała włosy. Najpierw byli organizatorzy Igrzysk. . Następnie rebelianci chwytający mnie w metalowe kleszcze. przeznaczyli mnie na swojego Kosogłosa. Odrzuciła mnie wtedy ta myśl. z którą muszę walczyć. później uszkodzić. pokiereszować mnie w bardziej atrakcyjny sposób. kiedy przybyłam do Kapitolu jako trybut. ale nie wystylizowane. mnie spaloną najpierw słońcem skórę by i brzydkie blizny zespół spalić i przygotowawczy upiększyć. ale bez upiększeń. że mam własne plany i w związku z tym nie powinno mi się ufać. że jako rebeliantka będę bardziej przypominała siebie. Moja skóra gładka i czysta. które wydostały mnie z areny. a potem próbowali dojść do siebie po wyciągniętej przeze mnie garści zatrutych jagód. Przesuwam palce po grubej warstwie bąbelków w wannie. Kolejny gracz u władzy. który postanowił użyć mnie jako pionka w swojej grze. Pamiętam jak pewnego dnia pojawiła się w intensywnie różowych warkoczach wysadzanych świecącymi kolorowymi światełkami w kształcie myszy. zwracam się do Octavii w oczekiwaniu na ręcznik. Przypuszczam. że moje paznokcie są idealnie spiłowane. Czyszczenie mnie jest jedynie wstępnym krokiem do określenia mojego nowego wyglądu. — Od tego zaczniemy pracę. jako że uważamy je za szkodniki. Moje włosy miękkie i błyszczące. kolorów i biżuterii. że być może nie będę chciała rozwinąć skrzydeł. Powiedziała mi. że filmowana rebeliantka ma własne standardy. którym musi sprostać.5. jak mogłabym wyglądać po wstaniu z łóżka — nieskazitelnie. odarta z krzykliwych ubrań. że każdy mój ruch raczej go podsycał. Ona jednak najszybciej z nich wszystkich stwierdziła. Po spłukaniu piany z ciała. i drobiazgów. by przekonać się. bo były małe. — Doprowadźcie ją do Zerowego Poziomu Piękna — zarządziła Fulvia tego ranka. Później był prezydent Snow. mocnego makijażu. którzy zrobili ze mnie gwiazdę. Jako pierwsza publicznie naznaczyła mnie jako zagrożenie. Depilacja ciała woskiem i pozbycie się ciemnych kółek. że wytresowanie Kosogłosa może być trudniejsze niż złapanie go. a jednak naturalnie. Myślałam. Ze względu na moje zniszczone kwasem musi włosy. chyba że są ugotowane.

której jednak nie sposób odmówić słodyczy. Jej prawdziwe włosy okazują się mieć ładny. Jej wodniste włosy są wyprostowane zamiast układać się w szpikulce i można dostrzec siwe odrosty. kasztanowy kolor. nawet z rozbudowanym zasobem produktów. Zgaduję jednak. Jest młodsza niż mi się zdawało. że mam tam bliznę — mówię ponuro. — Wiedzieć o niej i widzieć ją to dwie różne sprawy — mówi Fulvia. Zwykle jest zasłonięta rękawem. Przywracanie mnie do Zerowego Poziomu Piękna nie jest łatwym zadaniem. Teraz będzie już lepiej. Ma pospolitą twarz. by Coin nigdy więcej jej nie skrzywdziła. ale stanowczo do Octavii. Flavius również wydaje się nijaki bez swojej fioletowej szminki i jaskrawych ubrań. ale nie ma odwagi. — Czy przynoszą wam jedzenie tutaj? — pytam. Pozbawione swoich siedmioipółcentymetrowych ozdobnych paznokci. . próbuję zaznajomić się z Octavią z Trzynastego Dystryktu. które Plutarch przezornie zabrał z Kapitolu. narzędzi i gadżetów. Okazuje się to być tak wielkim problemem. wystrzępioną bliznę wielkości jabłka. — Katniss nas nie skrzywdzi — mówi cicho. że dopilnuję. Jak ona. Ale wielokolorowe siniaki pod jej zieloną skórą przypominają mi jedynie o tym. jak bardzo jestem bezsilna. Moja ekipa przygotowawcza tłoczy się w niewielką grupkę przy drzwiach. Udało mu się jednak w pewien sposób uporządkować pomarańczowe sprężynki loków. że tu jesteśmy. Jak na kogoś kto pracuje z Organizatorem Igrzysk. Członkowie mojej ekipy przygotowawczej radzą sobie całkiem nieźle dopóki nie zabierają się za miejsce na moim ramieniu. — Wszyscy wiedzą. Pomyślimy nad tym z Plutarchem podczas obiadu. że już w porządku. Może mieć niewiele ponad dwadzieścia lat. Chcę jej powiedzieć. — Będzie dobrze — dodaje Plutarch. Octavia przytakuje delikatnie. jest okropnie wrażliwa. Kiedy mnie osusza. Venia zmieniła się najmniej.delikatne i piszczące. Przysięgam. widok rany przyprawia Fulvię o odruch wymiotny. Teraz mam nierówną. Lekarze nie skupiali się na wyglądzie. z którego Johanna wyciągnęła lokalizator. Podchodzi i zabiera ręcznik z rąk Octavii. lekceważąco machając ręką. by spojrzeć mi w oczy. — Katniss nie wiedziała nawet. — Powinniśmy iść do jadalni. by udać się do jadalni. jej palce wydają się niemal grube i nie przestają się trząść. że Plutarch i Fulvia wzywani są na pomoc. — Jest wręcz odpychająca. że przyzwyczaiła się do widoku nieprzyjemnych rzeczy jedynie na ekranie. — Może jakaś opaska… Zdegustowana ubieram się. Jednakże tatuaże zawsze były jej najbardziej uderzającą cechą i są równie złote i szokujące co zawsze. kiedy łatali otwartą ranę. — Nie — odpowiada Venia. ale w zaprojektowanym przez Cinnę kostiumie rękawy kończą się tuż nad łokciem.

Ludzie jednak i tak zawsze się na mnie gapią. — Smakuje lepiej niż wygląda. który zwykle nie rozmawia za wiele podczas posiłków. a mama Gale’a. chociaż może to po prostu wynikać z zakłopotania. będziesz musiała przefarbować się na jaskrawy róż — mówi Gale. że próbuje załagodzić sytuację. Wszyscy pochylają się nad jedzeniem. Wiem. wita się ostrożnie z ekipą przygotowawczą. która musiała się dowiedzieć o ich uwięzieniu. Jednak to Posy. Zajmujemy miejsca przy moim stole obok mieszkańców Złożyska. Leevy. podnosi łyżkę duszonej okry. Duszona okra nie smakuje źle. w naturalnym odruchu. pomaga najbardziej. — To miało być ładne — szepcze Octavia. Pokłóciliśmy się wczorajszej nocy po tym. Posy. Posy rozważa to i mówi rzeczowo: — Myślę. kiedy wyobrażam sobie wmaszerowanie do jadalni wraz z tą trójką. idą za mną do kolejki. Potajemne spojrzenia i ciche szemranie. Gale wskazuje głową miskę Flaviusa. — Dziękuję. — Bez obaw — mówi. a ja dostrzegam łzy grożące upadkiem z jej rzęs. wytykanie palcami. Nie zrobi to wielkiej różnicy. są niczym w porównaniu z reakcją na widok mojej dziwacznie wyglądającej ekipy przygotowawczej. mój sąsiad z Dwunastki. Jakby trzeba było połykać każdy kęs trzykrotnie zanim połknie się go do końca. Gale. Niewielki uśmiech pojawia się na ustach Octavii. co ciężko przeoczyć. Ze spuszczonym wzrokiem. jak zasugerował. — Posy chichocze i przesuwa się z powrotem w stronę matki. ale jest w niej coś śluzowatego. Okazują nieco więcej powściągliwości niż ludzie z Trzynastki. Jak malowanie ust — mówię. że nie pozostawiłam Coin innego wyboru. — To jej ulubiony kolor. — Na twoim miejscu nie pozwoliłbym temu wystygnąć. Przesuwa się na ławce do Octavii i dotyka palcem jej skóry. Hazelle. To wcale nie poprawia konsystencji. by podtrzymać konwersację pytaniami o stylizację. uderzając swoją tacą o stół i siadając obok mnie. pięcioletnia siostra Gale’a. Rozdziawione usta. krzyki. — Jeżeli naprawdę chcesz zaimponować Posy. jak tylko przeciwstawić mojemu żądaniu bezpieczeństwa dla zwycięzców jej własne żądanie. wysila się. . przyjmują miski szarawej ryby i duszonej okry i szklanki wody. — Po prostu ich ignorujcie — mówię mojemu zespołowi. że byłoby ci ładnie w każdym kolorze. — Chodźcie. — Jesteś zielona. które zwykle wywołuję. Czy jesteś chora? — To taka moda. — Pokażę wam gdzie to jest — mówię.Wzdycham w duchu.

bo przecież i tak wszyscy wciąż to robimy! Wtedy zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Beetee siedzi bez ruchu w wózku inwalidzkim na środku łąki. ale naprawdę potrzebuję. nawet jeśli jest uzasadniona — odparowałam. że ugina się pod twoimi żądaniami. Kiedy zjeżdżamy windą na niższe poziomy. laboratoriów. To tylko doprowadza go do śmiechu. Jak może o tym nie wiedzieć? Po obiedzie Gale i ja mamy zaplanowane odwiedziny Beetee’ego w Obronie Specjalnej.— Katniss. W środku znajduje się pierwsza piękna rzecz jaką widziałam w podziemnej części Trzynastego Dystryktu: replika łąki. obserwując soczyście zielonego ptaka unoszącego się w powietrzu w trakcie spijania nektaru z dużego pomarańczowego kwiatu. że jego słowa wynikały z troski o mnie. byśmy do niego dołączyli. Wiem. a nie wilgotne i parne. Macha do nas przyjaźnie. Powietrze jest chłodne i przyjemne. byś to przemyślał i doszedł do właściwych wniosków — mówię mu. który zwykłam mylić z dźwiękiem wydawanym przez owady w lesie w Dwunastce. a kiedy Plutarch wysłał go rano na szkolenie. Poziom Obrony Specjalnej jest niemal tak głęboko pod ziemią jak lochy. a nie Coin. jeśli ludziom wydawałoby się. — Chcesz powiedzieć. co powiedziałem. — Więc powinnam po prostu trzymać się ustaleń i zostawić innych trybutów na pastwę losu? Nie żeby to miało znaczenie. sprzętu badawczego i poligonów. To dlatego mu ufam. że postawiłaś ją w złej sytuacji przez wymuszenie na niej zapewnienia Peecie i innym nietykalności. Podąża wzrokiem za znikającym ptakiem i wtedy nas dostrzega. Bezcelowe są próby narzucenia Gale’owi cudzego sposobu myślenia. . ona rządzi tym dystryktem. Gale w końcu mówi: — Wciąż jesteś zła. Ze wszystkich stron dociera do nas trzepot malutkich skrzydeł. Nie mogłaby tego robić. — A tobie wciąż nie jest przykro — odpowiadam. Muszę odpuścić. żebym kłamał? — pyta. Kiedy pytamy o Beetee’ego. jak się spodziewałam. pozwoliłam mu odejść nie zamieniwszy z nim słowa. — Nadal wierzę w to. kiedy nie wiemy nawet jakie szkody może nam przynieść ich działanie — powiedział Gale. Nie usiadłam z nim podczas śniadania. — Chcę powiedzieć. Chcesz. ożywiona kolibrami. w których znaleźliśmy ekipę przygotowawczą. jeśli mam być szczera. że ona nie znosi żadnej różnicy poglądów. wypełniona prawdziwymi drzewami i kwitnącymi roślinami. by bronił mnie. Jest tu cała sieć pomieszczeń pełnych komputerów. — Nie. Zastanawiam się co za szczęśliwy przypadek doprowadził do zbudowania tu tak przyjemnego miejsca. zostajemy pokierowani przez ten labirynt aż docieramy do wielkiego okna z płaskiego szkła. chcę.

które doprowadziły do jego zwycięstwa w tych odległych Igrzyskach Śmierci. — Nigdy nie próbowałam. że kompletnie się rozkleił. kiedy próbuje coś rozgryźć. Ale bazujesz na ich naturalnych instynktach ucieczki od niebezpieczeństwa. — Przy pomocy siatki z bardzo niewielkimi oczkami. Gdy przygotowywałam się do Poskromienia. i przyspieszenie do stu kilometrów na godzinę. groteskowe wyrazy twarzy. które poraziły prądem grupę tropiących go dzieciaków. Gdy będą się posilać. ale napotkałyby jedynie dalszy koniec siatki. — Nie. Gdybym tylko mógł ci zbudować takie skrzydła. Jak sobie radzi Finnick? — On… on ma problemy z koncentracją — odpowiadam. co zabijają dla sportu — mówi. — Nie wiem. Mam. Na jego twarzy pojawia się ten nieobecny wyraz. zatrzasnąć otwór. — W jednej chwili są. widziałam kasetę. Wszyscy działaliśmy w obronie własnej… Nagle mam ochotę opuścić kolibrową salę zanim ktokolwiek zacznie zastawiać sidła. Kiedy podążamy za nim poprzez liczne zakręty Obrony Specjalnej. o czym nie lubię myśleć. — Gdybyś wiedziała przez co Finnick przechodził przez ostatnie kilka lat. Plutarch powiedział. To tylko pomysł — mówi Gale. Niewiele na nich mięsa — odpowiadam. — Beetee. na której Beetee — wtedy tylko chłopiec — połączył dwa przewody. Tylko że za szybko się męczę. — Mogłyby. — Czyż nie są wspaniałe? Trzynastka obserwuje ich powietrzne ruchy przez lata. Ogrodzić nią teren i zostawić otwór wielkości paru metrów kwadratowych. Przypominam sobie coś. Działał w obronie własnej. patrzył jak inni umierają. — Może dałoby się je usidlić — mówi Gale. Beetee — śmieję się. Kiedy myślisz jak zwierzyna… wtedy znajdujesz jej słabe strony — mówi Beetee. — Mogę już trochę chodzić. że ciężko byłoby je zestrzelić. A ty nie jesteś z tych. Nie jego wina. że masz coś dla mnie. — Problemy z koncentracją. wiedziałabyś jak bardzo .Beetee wciąż objawia bladość osoby na rekonwalescencji. Katniss! — Obawiam się. Odleciałyby od źródła hałasu. a w następnej znikają. — Myślę jednak. — Mogłyby nas przechytrzyć. Nie chcę mówić. jego oczy błyszczą podnieceniem znad źle dopasowanych okularów. Konwulsyjne ruchy ciał. który przybiera. Beetee. — To by zadziałało? — pyta Beetee. Łatwiej mi jest przemieszczać się w ten sposób. Zestrzeliłabyś kolibra strzałą z łuku? — pyta. tak? — Beetee uśmiecha się ponuro. Twój nowy łuk. — Racja. Lot w przód i w tył. — Naciska panel kontrolny na ramieniu swojego wózka i wyjeżdża z sali. Zwabić je nektarem kwiatowym. że bym im nie podołała. w chwilach. mówi nam o wózku.

— Oczywiście — mówię. — Nie będę strzelał do jeleni. prawda? — odpowiada. — To nie wydaje się sprawiedliwe wobec jeleni — mówię. — Zaraz wracam — mówi Beetee. — Taa. ale w końcu natykamy się na ścianę śmiercionośnej broni łuczniczej. jaki zabrało przejście dwudziestu metrów korytarzem — i w końcu możemy obejrzeć kolekcję broni. Skanują też nasze odciski palców. Celuje z niego dookoła sali. który by ci pasował — mówi Beetee. przed którym rząd musiałby się strzec. Skupiam uwagę na zabójczo wyglądającym łuku. Sprawdzenie planów dnia na naszych przedramionach to tylko pierwszy krok. ale obiecuję przekazać wiadomość. Beetee musi pozostawić swój wózek na zewnątrz. Nie wiem gdzie prosty łuk i strzały mogłyby znaleźć miejsce pośród tego wysoko wyspecjalizowanego sprzętu. Czy te zabezpieczenia zostały wprowadzone z uwagi na ostatni napływ imigrantów? W drzwiach zbrojowni napotykamy drugą turę sprawdzania tożsamości — jakby moje DNA mogło się zmienić w czasie. Dłonie Gale’a zaciskają się na tym samym łuku. by jakikolwiek wychowanek Trzynastego Dystryktu mógł stanowić zagrożenie. — Poważnie? — pyta Gale. jednak zapewniają mu inny po całej procedurze bezpieczeństwa. siatkówki i DNA i musimy przejść przez specjalne wykrywacze metalu. czego Finnick potrzebuje. jeden z tych będzie wyglądał nieco bardziej efektownie. Powiedz mu.niezwykłe jest to. że mógłbyś chcieć znaleźć jakiś. oczywiście. bo nie potrafię sobie wyobrazić. że nawet nie mogłabym go unieść. a co dopiero z niego strzelać. ale żadna z nich nie była przeznaczona do walki zbrojnej. Pomyślałem sobie. że arsenał zapiera dech w piersiach. wypatrując celu. tak naładowanym funkcjami i gadżetami. Używałam wielu rodzajów kapitolińskiej broni na szkoleniach. Wszystko to wydaje mi się dziwaczne. Muszę przyznać. materiałów wybuchowych. uzbrojonych pojazdów. że wciąż z nami jest. że pracuję nad nowym trójzębem dla niego. może chciałbyś wypróbować niektóre z nich? — mówi Beetee. i bierze go w swoje ramiona. Rozkojarzenie wydaje się ostatnim. — Broń zostanie ci przyznana przed walką. . Rząd za rzędem broni palnej. — Oczywiście Dywizja Powietrzna znajduje się w innym miejscu — mówi nam Beetee. Ale skoro będziesz się pojawiał jako część ekipy Katniss w proposach. wyrzutni rakiet. jakby to się rozumiało samo przez się. dobrze? To go trochę rozkojarzy. — Gale. mógłbym. który przed chwilą zwrócił moją uwagę. Czterech żołnierzy strzeże wejścia do pomieszczenia oznaczonego jako Broń Specjalna.

że sobie tego nie wymyśliłam. Beetee wraca z wysoką prostokątną walizką ustawioną niezręcznie pomiędzy podnóżkiem a jego ramieniem. Przykładam go do policzka i czuję delikatne mrowienie w kościach mojej twarzy. — Wita się — wyjaśnia Beetee z szerokim uśmiechem. — Ja też — przyznaję. a drzwi się nie zatrzaskują. By dezaktywować specjalne właściwości łuku. W walizce na posłaniu z pogniecionego brązowego aksamitu. ogniowe i wybuchowe — zmienia łuk w broń wielozadaniową. Pozwalają mi na precyzyjne strzały na ponad sto metrów. elegancki projekt i linię gałęzi. które w jakiś sposób przypominają skrzydła ptaka rozpostarte w locie. w którym ważny jest wygląd. Cele zostały już dla nas wcześniej przygotowane. wiesz? Ale wciąż myślałem. Nie. choć nie wiem po co miałabym to robić. O tym. Później łuk zasypia dopóki dźwięk mojego głosu nie obudzi go ponownie. Chcecie je wypróbować? Chcemy. — Widzisz. To znaczy… Co jeśli kiedyś naprawdę byś go potrzebowała? Bardziej niż jako modny dodatek? Więc pozostawiłem zewnętrzną część prostą. która utrzymałaby cię z dala od areny… użyłbym jej. Unoszę go ostrożnie w powietrze. Mam możliwość zatrzymania reakcji na mój głos. Lepiej jednak wytłumaczyć to na przykładzie. muszę jedynie powiedzieć „dobranoc”. która mogłaby zatrzymać to. — Och — szepczę w zachwycie. — Tego nie powiedziałem. chcieli. Góra otwiera się cicho na zawiasach. co stało się w Dwunastce… gdybym miał broń. Obserwuję go dopóki nie znika. Różnorodność strzał — ostre jak brzytwa. — Czyli to będzie dla ciebie proste? Strzelanie z niego do ludzi? — pytam. Zaprojektowane przez Beetee’ego strzały są nie mniej godne uwagi niż łuk. jak nigdy cię nie opuszczają. Ale nie wiem co mu powiedzieć o skutkach zabicia człowieka. . a w wewnętrzną włożyłem trochę wyobraźni. że to wielkie marnotrawstwo. Jest coś jeszcze. — Gale opuszcza łuk. by upewnić się. — Rozpoznaje mój głos? — pytam. Każdy rodzaj jest rozpoznawalny przez odpowiednio pomalowane drzewce.Przyciska łokciem panel i otwiera się niewielkie wejście. Muszę pozostać bez ruchu. bym zaprojektował łuk. — Tylko twój głos — mówi mi. — Usłyszał twój głos. leży oszałamiający czarny łuk. — Dla ciebie. Ustawiam walizkę płasko na podłodze i odpinam zatrzaski. — Co on robi? — pytam. łuk ożywa w moich rękach. — Ale gdybym miał broń. by podziwiać doskonałe wyważenie. Jako część twojego przebrania. Zatrzymuje się i nachyla ją w moją stronę.

podczas gdy reszta poprawia mój makijaż i światła. Venia przypina mi nad sercem broszkę z kosogłosem. że niedawno walczyłam. Już prawie czas na kolację. W końcu na planie zapada cisza. gdzie zdaje mi się. którą mogliby przerobić na krótki propos i pokazać Coin. opisując bitwę. by kontynuować. który teraz zawiera również krwawy bandaż przykrywający bliznę na moim ramieniu. rzucamy wyzwanie. nad wymyślaniem go i są z niego naprawdę dumni. Nie wiem kim jest ta osoba. Wydaje się wyższa. Przez całe pięć minut jestem po prostu obserwowana.Jestem w dobrym nastroju kiedy wracam do ekipy przygotowawczej. albo być tobą. aby zjednoczyć żywych. ale pociągającą. w której właśnie brałam udział i mówiąc. I sztywny. by pokazać. Ktoś prosi o ciszę. Jak wtedy. ale nalegają. że albo właśnie się z nich wydostała. ubieram kostium. Później wchodzimy na scenę. muszę obrócić się w stronę kamery i wykrzyczeć slogan! Popychają mnie z powrotem na miejsce i maszyny wywołujące dym zaczynają działać. Finnick. albo zaraz stanie w płomieniach — unoszą się z jej ubrania. kończymy z głodem sprawiedliwości! To ten slogan. staje za mną i mówi ze śladem dawnego humoru: — Albo będą chcieli cię zabić. i ilość dymu. Dziś chcą tylko jednego sloganu. Jutro skupimy się na przemowach i wywiadach. bym miała tak powiedzieć w prawdziwym życiu — chyba że nabijałabym się z tego z kapitolińskim akcentem. że stoję godzinami. Smugi dymu — sugerujące. Ze sposobu. Fulvia i Plutarch spędzają więcej czasu obserwując niż poprawiając mnie. o bardziej imponującej sylwetce niż moja. W końcu rozkazy od niewidzialnych ludzi w tajemniczej przeszklonej kabinie wydawane przez interkom stają się coraz rzadsze i rzadsze. Więc trzymam łuk nad głową i krzyczę z całą złością. jednej linijki. może lata. walczymy. że nie pozwoliliby mi szwendać się z tymi specjalnymi. że jestem w środku rebelianckich walk. Potem Plutarch mówi: — Myślę. Mnie się wydaje trudny do wymówienia. wnioskuję. Podnoszę łuk i kołczan ze zwyczajnymi strzałami stworzonymi przez Beetee’ego. jaką udaje mi się zgromadzić: . że spędzili miesiące. Siedzę cierpliwie podczas dalszej części malowania. kamery zaczynają nagrywać i słyszę „akcja!”. Jej brwi są czarne i wygięte buntowniczo. Nie potrafię sobie wyobrazić. albo pocałować. Twarz ma przybrudzoną. i udawaniu. który włóczył się po planie przez kilka godzin. Ale Fulvia stoi tuż przede mną. — Mieszkańcy Panem. kiedy Gale i ja mieliśmy w zwyczaju udawać Effie Trinket i jej „I niech los zawsze wam sprzyja!”. Pojawiam się na monitorze. że moi towarzysze broni leżą martwi wokół mnie i że. wiedząc. zadowoleni z własnej pracy. Wszyscy są podnieceni. Cofają ostatnie kilka minut nagrania i obserwuję kobietę na ekranie. w jaki go prezentują. że to wystarczy. zostawiając Beetee’ego z Gale’em.

umiera rewolucja. I trwa. . moi mili. Powstrzymuje się jedynie na tyle długo. W końcu interkom ożywa z trzaskiem i cierpki śmiech Haymitcha wypełnia studio. rzucamy wyzwanie.— Mieszkańcy Panem. Trwa. kończymy z głodem sprawiedliwości! Na planie zapada martwa cisza. by powiedzieć: — I tak. walczymy.

rozwścieczyło mnie to. Pierwszą rzeczą. albo kiedy wykonała choć w połowie przyzwoity strzał z łuku. w której zazdrościliście jej fryzury albo kiedy jej sukienka stanęła w płomieniach. a z jego słów wnioskuję. Pomilczmy przez moment. a ruchy chaotyczne. jest odtworzenie materiału. który właśnie nakręciliśmy. oczywiście. że osiągnęłam jakiś nowy poziom dna pod kierownictwem Plutarcha i Fulvii. Chcę usłyszeć o jednej chwili. Zbieramy się wokół ogromnego stołu w Centrum Dowodzenia. że wcale mnie to nie obchodzi. Natychmiast opuściłam studio i odmówiłam przyjęcia do wiadomości jego komentarzy dochodzących dzisiaj z kabiny. Cały dzisiejszy ranek zabrało mu przekonanie innych o moich ograniczeniach. że przybyli tu na jego prośbę. w której sprawiła. Plutarch. Wydaje się. Fulvia i moja ekipa przygotowawcza. że przetrwałam tyle występów przed kamerami. Nie mogę stać w telewizyjnym studio w kostiumie i pełnym makijażu i w chmurze dymu poprowadzić dystrykty do walki. zasługą Peety. przez co wygląda. że poczuliście coś prawdziwego. Cisza przeciąga się i zaczynam wierzyć. od razu wiedziałam. która obejmuje Haymitcha i Gale’a. Coin i jej ludzie. których obecności nie rozumiem. Unikam patrzenia prosto na niego. Jednakże to Haymitch wszystkich wita. naprawdę. To zadziwiające. a on sam stracił sporo na wadze. w której to Peeta zmuszał was. Chcę. kiedy Leevy się odzywa: . że Coin zebrała tych wszystkich dziwnych ludzi jako świadków mojej porażki. ale dostrzegam jego odbicie w jednej ze świecących kontrolek na ścianie. — To nam oszczędzi czas. że umiera. Muszę sobie przypomnieć. jak Leevy’ego czy Śliską Sae. by każdy pomyślał o chwili. w której Katniss Everdeen autentycznie was poruszyła. Mimo tego. — W porządku — mówi Haymitch. Przypuszczam. jakby się skurczył. znawca bydła z Dziesiątki. Nie takiej. Byłam w szoku po usłyszeniu wczoraj głosu Haymitcha. po zdaniu sobie sprawy. Mój głos jest urywany.6. To wszystko jest. W ostatniej chwili Finnick wwozi na salę Beetee’ego. byście ją polubili. Grupa ludzi z Dwunastki. — Czy ktoś ma zamiar się ze mną kłócić. ale znowu zyskał pewną kontrolę nad moim życiem. a towarzyszy im Dalton. kiedy go podrapałam. że ma rację co do mojego występu. że nie tylko był pomocny. Samotnie nie mogę być Kosogłosem. Jego skóra ma delikatnie żółty kolor. którą Haymitch robi. Nie takiej. Przez moment boję się. że to przyda nam się w wygraniu wojny? — Nikt tego nie robi. Że tak nie potrafię. ale także kilkoro innych. Po raz pierwszy jesteśmy w tym samym pomieszczeniu od czasu. kiedy materiał się kończy. jakbym była marionetką manipulowaną przez niewidzialne siły. że nigdy się nie skończy.

— Haymitch rozgląda się wokół stołu. Więc jeśli nie sugerujecie. — Nie reżyserowane. Wyciąga rękę i klepie mnie po dłoni. by uratować mu życie. I znowu. prawda? Ludzie się śmieją. że myślała. Odurza Peetę. to wszystko jest bardzo miłe. który wykonuje rozkazy Coin. . że jest w ciąży — zauważa Gale. — Rozprzestrzenimy wiadomość. — Więc pytanie jest takie: Co to wszystko ma ze sobą wspólnego? — To były gesty Katniss — mówi cicho Gale. tak mi się zdaje. Jednak dla Haymitcha to jedyny scenariusz. — Więc powinniśmy po prostu zostawić cię w spokoju. by podrzucić ją w sam środek walki… — Ale ludzie myślą. że umrze. że straciła dziecko po porażeniu prądem na arenie — odpowiada Plutarch. Wyciągnęłam rękę w stronę Chaffa w wieczór wywiadów. i znowu kiedy wyciągnęłam jagody. Pomysł wysłania mnie do walki jest kontrowersyjny. Miłość do Peety. Próbowałam nieść Mags. że popełniła błąd. — Kto teraz? Jestem zaskoczona. Ale Haymitch jedynie przytakuje. które znaczyły tyle różnych rzeczy dla tylu różnych ludzi. W jadalni. Jeżeli gram dobrze jedynie w okolicznościach przypominających prawdziwe życie. kiedy odurzyła Peetę. zapisując to w notesie. — Kiedy zaśpiewała piosenkę. Kiedy dziewczynka umarła. — Nikt nie mówił jej co ma robić albo mówić. Bardzo niefortunne. i bez żadnego konkretnego porządku. Wyjmuje fioletowy pisak i zapisuje w notatniku: — „Zajmuje miejsce siostry na dożynkach”. — O tak. — Bardzo smutne. Później zakrywa usta. ale nieszczególnie pomocne — mówi rozzłoszczona Fulvia. Odmowę złamania się pod wpływem niemożliwych wymagań. Haymitch unosi notatnik. — Kogóż to nie uderzyło. Ludzie wymieniają sytuacje coraz częściej i szybciej. Bardzo dobrze. — Niestety jej możliwości bycia cudowną są raczej ograniczone tu w Trzynastce. jakby była pewna. Bo jestem pewien. Gdzieś w mojej głowie pojawia się obraz Boggsa z młodym chłopcem siedzącym mu na kolanach.— Kiedy zajęła miejsce Prim na dożynkach. Może jednak wcale nie jest robotem. Świetny przykład — mówi Haymitch. — Cóż. prawda? — mówi Haymitch. i kiedy pocałowała go na pożegnanie — wyznaje Octavia. to powinnam się w takich znaleźć. Nawet ja się lekko uśmiecham. racja! — mówi Beetee. by pójść po lekarstwo dla niego. — Dobrze. Kiedy zgodziłam się być sojuszniczką Rue. o którym myślę jak o umięśnionym robocie. Sprzeciw wobec nieludzkich działań Kapitolu. że kolejny zabiera głos Boggs. — Płakałam.

O wywołanym przez nią rozgoryczeniu. Mało realistyczną umowę zawartą po pijanemu w ciemnościach nocy. Na to ludzie odpowiadają. I w głębi serca wiem. Czegoś wydaje się brakować. Komentarze? — Umyjcie jej twarz — mówi Dalton.— Za każdym razem kiedy ją szkolimy albo dyktujemy co ma mówić najlepszy materiał na jaki możemy liczyć jest co najwyżej niezły. — Nawet jeśli będziemy ostrożni. Haymitch siada naprzeciwko mnie. I nie dlatego. Więc po prostu to powiedz. Haymitch. Chcę. . Wszyscy zwracają się w jego stronę. — Ale po kolei. Później będziecie mogli tego użyć — odpowiadam. — A jeśli cię zabiją? — pyta Coin. To musi wyjść od niej. że byliśmy zespołem. że oboje zawiedliśmy. — To ja tu potrzebuję ochrony. — W porządku — mówi Coin. ale wydaje się. Haymitch prosi ją o prywatną rozmowę ze mną. Myślę o warkliwej. Coś tu nie gra. że spuściłaś go z oczu tamtej nocy — mówi Haymitch. a wy sprawiliście. że nie uratowałeś Peety. które wskazują obecne pozycje wojsk. — Czym się martwisz? — pyta go Haymitch. — Wiem — odpowiada. — To wciąż tylko dziewczyna. — Teraz ty — mówię mu. ale wciąż umowę. że nalot już się skończył. że nie przeprosił. W ciszy słychać brzęczenie mechanizmów. — Upewnijcie się. To właśnie to. — W porządku — mówię Gale’owi i chłopak wychodzi. Przytakuję. że wygląda na trzydzieści pięć lat. Zawarliśmy umowę. cichy warkot systemu wentylacyjnego. — Zabierzcie ją do Ósemki dziś popołudniu. okrutnej wymianie zdań w poduszkowcu. które uwolni nieco twoją spontaniczność. Z ekipą filmową na ziemi. Kiedy Coin zawiesza zebranie. Znajdźcie możliwie najmniejsze zagrożenie. — Chodzi wokół Centrum Dowodzenia. Było tam rano ciężkie bombardowanie. nie możemy zagwarantować jej bezpieczeństwa — mówi Boggs. studiując podświetlone mapy dystryktów. — Znowu będziemy musieli razem pracować. że zapewnimy Peecie bezpieczeństwo. — Tutaj nie jestem pomocna rebeliantom. — Będzie celem każdego… — Chcę iść — wtrącam się. który niepewnie pozostaje u mojego boku. by była uzbrojona i pod opieką grupy ochroniarzy. że to nagraliście. Wychodzą wszyscy oprócz Gale’a. Zobaczymy co się stanie. — Nie mogę uwierzyć. ty będziesz w powietrzu i w stałym kontakcie z nią. To coś jak robota Kapitolu. No dalej. Dlatego. Ale mówię tylko: — Nie mogę uwierzyć.

biała słuchawka. pamiętaj. . — Zapamiętaj: z prawej — ogniowe. załóż ją natychmiast — mówi. To przez ten głupi wstrząs. pojawia się Finnick w stanie wzburzenia. — Jeśli zobaczysz. z lewej — wybuchowe. dziki wyraz jego oczu — i wiem. że ja jestem w powietrzu. — Haymitch celuje we mnie swoim pisakiem. I tak ledwo uciekliśmy. Jak tylko przyjeżdża winda. Kamizelka ochraniająca moje najważniejsze organy. — Kiedy będziesz na dole. Będę miał lepszy widok. i można go odrzucić do tyłu jak kaptur. — Wciąż w grze. — Jeszcze nie jest martwy. Uderzam więc dłonią w czoło i mówię: — Och. — W końcu patrzę Haymitchowi w oczy. Brzmienie słowa „trójząb” powoduje. A gdybym zmusił Plutarcha. Beetee przyczepia do mojego paska maskę. Wracam do Sali Przeróbek i patrzę jak smugi makijażu znikają w odpływie. Katniss. Osoba w lustrze wygląda niechlujnie ze swoją nierówną cerą i zmęczonymi oczami. że stary Finnick niemal powraca. by eskortować mnie na dół do Dywizji Powietrznej. oni nie chcą pozwolić mi iść! Mówiłem im. otoczone ciemnymi obwódkami bezsennych nocy. Miałam powiedzieć ci. Jako że będę w strefie walk. Pojawia się Boggs. że ze mną w porządku. — Wciąż jesteśmy w grze. byś zgłosił się u Beetee’ego w oddziale Broni Specjalnej. której nie muszę nosić. co ci powiem. Co mogłam zrobić. Nawet ja uważam zabranie go ze sobą za zły pomysł. że jakikolwiek apel z mojej strony byłby bezcelowy. ale przezorny zawsze ubezpieczony. ale mój głos się łamie. Mała. Szare i głębokie. gdybym nie chciała mieć go na głowie przez cały czas. A ja wciąż jestem twoim mentorem. Ale nie mogę nic wymyślić. Zaprojektował dla ciebie nowy trójząb.— Odtwarzam to sobie wciąż od nowa w głowie. chyba że będzie atak gazowy. który pasuje idealnie do mojej głowy. więc rób. — Próbuję powiedzieć to optymistycznie. cały poduszkowiec by się rozbił. Beetee pomaga mi z zaprojektowaną przez Cinnę bronią. Oczy ze Złożyska. Hełm z jakiegoś stopu metalu. ale nie pozwalają mi nawet lecieć poduszkowcem! Obejmuję Finnicka wzrokiem — jego gołe nogi wystające spod szpitalnej koszuli. środek — zwyczajne. plątaninę włosów. jak tkanina. kiedy zmywam twarz. — Nie miałaś wyboru. — Katniss. Materiał jest elastyczny. owinięty wokół jego palców sznurek do połowy zawiązany supełkami. Zdzieram bandaż z ramienia. ukazując brzydką bliznę po lokalizatorze. Raczej nie będziesz musiała ich używać. zapomniałam. podzielony na trzy części. — Zobaczymy — odpowiadam. To też wygląda jak ja. że ktoś upada bez wyraźnej przyczyny. W końcu mocuje na moich plecach kołczan ze strzałami. ale przynajmniej przypomina mnie. która łączy się przewodem z moim kołnierzem. by został i ratował go tamtej nocy. by zatrzymać go przy sobie bez złamania warunków przymierza.

Nagle zrzuca z siebie szpitalną koszulę i zostaje jedynie w bieliźnie. — Tak. ostrzyżone tuż przy skórze siwe włosy i niebieskie oczy. bo Finnick w końcu brzmi jak facet. jak od razu tam zejdę — mówi. niż gdybym musiał go aresztować. Zabiera nas do Hangaru. — Jeździ we wszystkie strony? — pytam. Oczywiście. — Och — wymyka mi się na widok wojennej floty powietrznej. — Finnick? — mówię. — Przepraszam — mówię do Boggsa. na pewno go pokochasz — mówię. I imponującą posturę. że… dobrze sobie poradziłaś — mówi. Lochy. w którym hoduje się żywność. — Nie ma za co. — To też odziedziczyliście? . — Jestem tylko człowiekiem. — Taa — mówię. Hangar. Już dwa razy dzisiaj odezwał się do mnie w sposób. Pod Trzynastką jest cała sieć szybów dla wind — odpowiada. który pozwala mi w nim widzieć raczej przyjaciela niż wroga. Ale jeśli to coś podobnego do mojego łuku i strzał. Obrona Specjalna. Może powinnam dać mu szansę.— Naprawdę? Jakie ma funkcje? — Nie wiem. Oczyszczane są woda i powietrze. jakby po raz pierwszy dostrzegł swój strój. — Pewnie. nawet bardziej zabawne przez zakłopotany wyraz twarzy Boggsa. Winda zatrzymuje się na moment i nagle zaczyna poruszać się poziomo w lewo. Miejsce. i jestem szczęśliwa. Znowu krótko spadamy w dół — jedynie o kilka poziomów — i drzwi otwierają się na Hangar. którego poznałam na Ćwierćwieczu Poskromienia. W którym wytwarzana jest moc. Robimy jedynie wszystko. Myślę. — Nie możemy sobie przypisać za to zasługi — mówi Boggs. bo to jest zabawne. Odaire. — Praktycznie odziedziczyliśmy to miejsce. — Ta znajduje się tuż nad szybem prowadzącym na piątą platformę powietrzną. — Może jakieś spodnie? Spogląda w dół na swoje nogi. Rząd za rzędem różnych rodzajów poduszkowców. — Będziesz musiał go jednak wypróbować. Chyba najlepiej będzie. — W każdym razie lepsze to. Klikanie ustaje. Wydaje się jednak tak ślepo podążać za Coin… Następuje seria głośnych kliknięć. — Trzynastka jest jeszcze większa niż mi się zdawało. Spoglądam na niego ukradkiem. by wciąż działało jak należy. — Dlaczego? Przyprawiam cię o… — przybiera niedorzecznie prowokacyjną pozę — rozkojarzenie? Nie potrafię powstrzymać się od śmiechu. Prawdopodobnie ma około czterdziestu pięciu lat. — Wsiadam do windy zanim drzwi się zamykają.

Niektóre były częścią kapitolińskiej siły powietrznej. Katniss. że żadna ze stron nie użyła pocisków atomowych. Rozwiązujemy problem w stary. skończyła się. sprawdzony sposób. że tak naprawdę nie wiem z czym mam się zmierzyć w tej podróży . A wszyscy nazwaliście go zdrajcą — zauważam. Oczywiście zostały unowocześnione — mówi Boggs. jeśli zaangażujemy się w tego typu walkę z Kapitolem? — To brzmi jak to. który kończy się platformą. że wywrze na nas zbyt wielkie wrażenie. Ledwo udało nam się przeżyć. — Wskazuje mi jeden z mniejszych poduszkowców. tak myślę. Fulvia Cardew przepycha się w moją stronę i wydaje z siebie odgłos frustracji na widok mojej czystej twarzy. — Ponieważ zaapelował o zawieszenie broni — mówi Boggs. na rozległym polu otoczonym lasami. Nagle znajdujemy się na zewnątrz. który jednak nie wydaje się uszczęśliwiony stanem swojego kołnierza. kiedy Boggs mówi nagle: — Nie oczekuj. Szybujemy przez labirynt tuneli. Próbuję wymyślić jakąś inteligentną odpowiedź. Kiedy pokonaliśmy i straciliśmy kapitolińskich ludzi. twarzą do Haymitcha i Plutarcha. Słychać ostrzeżenie szybkiego startu i przypinam się pasem na siedzeniu obok Gale’a. co powiedział Peeta. — Czyż nie jest przystojny? Gale rzeczywiście wygląda imponująco w mundurze.— Niektóre wyprodukowaliśmy. które doprowadziły do tej misji. biorąc pod uwagę naszą historię. Jednak pytanie zawstydza nas oboje. Tutaj. Ale zawsze pozostaje pytanie: Czy jakiekolwiek ludzkie życie zostanie ocalone. które kamery lubią. Jak on. — Nie byliśmy w stanie rozpocząć kontrataku aż do niedawna. — Zauważ. Nie obwiniam cię. Niestety jednak niewielu ludzi rodzi się z twarzami. zdaję sobie sprawę. Decyduję się zaryzykować i polubić Boggsa. — Więc mieliście to wszystko i zostawiliście resztę dystryktów bezbronnymi przeciwko Kapitolowi? — To nie takie proste — odparowuje. kiedy sekwencja zdarzeń. Teraz. — Zaczepia Gale’a. — Cała ta praca spłynęła w umywalce. Żołnierzu Everdeen. Właśnie widzieliśmy Finnicka Odaire’a w bieliźnie. który rozmawia z Plutarchem. Wspinam się po schodach i znajduję w środku ekipę telewizyjną wraz ze sprzętem. Mogliśmy zbombardować ich pociskami atomowymi. prawda. Pewien rodzaj windopodobnego urządzenia powoli unosi samolot przez różne poziomy. Znowu czuję ukłucie nienawiści do Trzynastki. nawet Haymitch. niewielu z nas miało jakiekolwiek pojęcie o pilotowaniu. a potem unosimy się z platformy i zostajemy pochłonięci przez chmury. Cała reszta jest ubrana w ciemnoszare spadochroniarskie mundury Trzynastki. i obraca go w naszą stronę.

Plutarch próbuje mi to wytłumaczyć prostymi słowami. którzy będą ich rzecznikami w scentralizowanym rządzie. Dostają więcej jedzenia i mają lepsze warunki życiowe. w której ludzie z każdego dystryktu i z Kapitolu będą mogli wybrać swoich reprezentantów. to się wcześniej sprawdzało. każdy dystrykt jest obecnie w stanie wojny z Kapitolem oprócz Dwójki. — To będzie zupełnie nowy rodzaj wyzwania. Drugi Dystrykt nie tylko produkuje broń. — I skoro nasi przodkowie dali sobie z tym radę. Cato i Clove. — Zamierzamy ustanowić republikę. że właśnie tak będziesz myślała. Widziałam ich entuzjazm. Wiem bardzo mało o aktualnym przebiegu wojny. Wtedy. kto będzie rządził państwem? — pyta Gale. zaatakujemy sam Kapitol — mówi Plutarch. Po pierwsze. Drugi Dystrykt stał się nowym kapitolińskim centrum obrony. Plutarch przytakuje. Niektórzy rzeczywiście pochodzą z Kapitolu. Niektórzy chcą się tym zajmować ze względu na honorowość. kończąc na Drugim Dystrykcie i odcinając w ten sposób łańcuch zaopatrzenia Kapitolu. ale nie wszyscy nadają się do służby wojskowej. to umorzymy ci długi. Ale przekroczymy ten most. Naszym celem jest przejęcie dystryktów. Więc to właśnie w Drugim Dystrykcie szukamy dodatkowych oddziałów. co będzie potrzebne do zwycięstwa. Widziałaś jak chętnie ich dzieci zostają trybutami. . — Wszyscy — mówi mu Plutarch. Nie patrzcie na mnie tak podejrzliwie. Po Mrocznych Dniach i rzekomemu zniszczeniu Trzynastki. inni wybierają takie życie jako alternatywę kary. w który Trzynastka znana była z wydobycia grafitu. — Myślałam. Brutus i Enobaria. brak pozwolenia na małżeństwo czy dzieci. że wszyscy pochodzą z Kapitolu. Ale jego społeczeństwo nie mogłoby utrzymać tak dużej siły zbrojnej. Albo o tym. — Historycznych — mówi Plutarch. — Jeśli zwyciężymy. co się stanie. — Masz na myśli… niektórzy Strażnicy Pokoju urodzili się w Dwójce? — pytam. To dla ich ludzi sposób na ucieczkę od biedy i życia w wykopaliskach. Albo o tym. Pojawiają się też problemy przy rekrutowaniu wychowanych w Kapitolu ludzi do spędzenia nudnego i mało wystawnego życia w dystryktach. a także żądzę krwi. ale także szkoli i wyposaża Strażników Pokoju. — W książkach — mamrocze Haymitch. jeden po drugim. to i my damy. chociaż jest powszechnie znany z wydobycia kamieni. Na przykład: zostań Strażnikiem Pokoju. Dwudziestoletnie zobowiązanie do służby. — Ale pozostałe dystrykty są po naszej stronie? — Tak.do Dystryktu Ósmego. Wielu ludzi w Kapitolu zadłuża się po uszy. która zawsze utrzymywała dobre stosunki z wrogiem pomimo udziału w Igrzyskach Śmierci. w ten sam sposób. — Oczekuje się. kiedy już będzie osłabiony. kiedy do tego dojdzie. Wychowywani są jako wojownicy. jeśli zwyciężymy.

— Nazwaliśmy je „uścisk nocy” na twoją cześć. którzy zajmą ich miejsce. by którekolwiek z nas zostało teraz schwytane. że to będzie zupełnie bezbolesne. a na jego ustach pojawia się ironiczny uśmiech — Wtedy następne Głodowe Igrzyska będą niezapomniane. — Jeśli przegramy? — Plutarch spogląda na chmury na zewnątrz. A propos. Wygląda na to. niepewna gdzie ją umieścić. co nam zostawili: wojny i zniszczoną planetę. Ale obiecuję. Najwyraźniej wcale nie przejmowali się tym. To znaczy… wystarczy spojrzeć na to. wysypuje kilka fioletowych kapsułek na dłoń i podaje nam. Plutarch poklepuje miejsce na moim ramieniu z przodu mojego lewego rękawa. — A jeśli przegramy? — pytam. że Cinna pomyślał o wszystkim. Nie możemy sobie pozwolić. która jednocześnie podtrzymuje i ukrywa kapsułkę.Szczerze mówiąc nasi przodkowie nie wydają się za bardzo warci wychwalania. Biorę kapsułkę do ręki. . mogłabym nachylić głowę i swobodnie ją ugryźć. Nawet gdybym miała związane ręce. — Wyjmuje z kamizelki buteleczkę. Przyglądam się mu i odnajduję maleńką kieszeń. co stanie się z ludźmi. Jednak pomysł ustanowienia republiki wydaje się lepszym rozwiązaniem niż nasz obecny system rządów. Katniss.

pozbawieni kończyn. a zamiast tego będę musiała zmierzyć się z połamanymi ludzkimi ciałami. Musi dostrzegać panikę w moich oczach. w której ostatnia osoba opuszcza samolot. Pasek broni automatycznej przewieszony przez jej plecy wżyna jej się w szyję. by przesunąć go z powrotem na miejsce. Tu właśnie zamierzają mnie filmować? Zwracam się w stronę Boggsa. To scena z mojej starej kuchni. sprzęt wsuwa się z powrotem. szczupłego młodego mężczyznę z kilkoma kompletami kolczyków. na taczkach. która ciągnie się pomiędzy dwoma nieciekawymi szarymi magazynami. Ranni w porannym bombardowaniu są tu przynoszeni. że również w języku ma kolczyk — srebrną kulkę wielkości dziecięcych kulek do gry. W chwili. Na własnej roboty noszach. bo zatrzymuje się na chwilę i kładzie ręce na moich barkach. Ten przywozi skrzynki zaopatrzenia medycznego i ekipę sześciu lekarzy — można ich rozróżnić po specyficznych białych ubraniach. Wszyscy podążamy za Boggsem w dół alei. kobiety o imieniu Cressida z ogoloną głową pokrytą tatuażami zielonej winorośli i jej asystenta. Ruchem kciuka wskazuje lekarzom drogę do magazynu. Niemal natychmiast drzwi się otwierają. pięćdziesiąt. by cię zobaczyli. Podporządkowują jej się bez sprzeciwu. To im pomoże bardziej. — Niewiele będzie ze mnie tutaj pożytku. Zostawiono mnie z ochroną. Messallii. kiedy mama leczyła umierających. Wyjście na ulicę okazuje się dla nas przeniesieniem do innego świata. ponieważ kolejny poduszkowiec podchodzi do lądowania. — To nie zadziała — mówię. Bandaż wokół jej gardła powinien zostać zmieniony jakieś trzy dni temu. tylko że pomnożona dziesięć. Ekipa z telewizyjna ciężkimi składa się z dwóch przysadzistych kapitolińskich kamerzystów przenośnymi kamerami przysłaniającymi ich ciała jak pancerze owadów. Przenoszeni przez zdesperowanych ludzi do magazynu z niezgrabnie namalowaną literą H nad drzwiami. nieprzytomni. Po bliższej obserwacji zauważam. przewieszeni przez barki i w zaciśniętych ramionach innych. — Dasz radę. niż jakikolwiek lekarz na świecie.Poduszkowiec szybko opada spiralnymi ruchami na szeroką drogę na obrzeżach Ósemki. Jej ciemnobrązowe oczy są opuchnięte ze zmęczenia i śmierdzi metalem i potem. Jedynie sporadyczne drabiny zapewniające dostęp na dach urozmaicają porysowane metalowe ściany. Kobieta kierująca napływem pacjentów dostrzega nas. Oczekiwałam zniszczonych przez bomby budynków. którą tworzą Gale. wozach. Tylko pozwól. więc potrząsa ramieniem. Boggs i dwóch innych żołnierzy. sto razy. Krwawiący. . schody wysuwają i zostajemy wypluci na asfalt. Boggs popycha nas w stronę rzędu magazynów. Poduszkowiec unosi się i znika. spogląda ponownie z niedowierzaniem i rusza w naszą stronę.

wiem kim ona jest — mówi Paylor. — Nie odchodź ode mnie — mówię pod nosem. — Myślę. — Cóż. — Żyjesz zatem. zamienię się w słuch. — Wejdź do środka. w moim nowiusieńkim stroju. — Zaczęliśmy kopać masowy grób kilka przecznic na zachód. który pozwala wierzyć. przygotowuję się na to. by ich stąd wynieśli — mówi Paylor. czystym i lśniącym. czuję się jak niedawno wyklute pisklę. tych nam nie brakuje — mówi Paylor. Znajduje szczelinę w zasłonie i szeroko ją rozsuwa. Ja myślę. jak na razie taka jest moja alternatywa. jaką jest moja ekipa. — Dochodziła do siebie — Boggs stuka się w głowę. Wygląda młodo jak na dowódcę. że mianowanie jej na to stanowisko nie było dziełem przypadku.— To dowódca Ósemki. I oczywiście weź ze sobą przyjaciół. Ale jeśli dostrzeżesz trzecią opcję i zdobędziesz poparcie Coin. — Zebranie rannych w ten sposób. Może się mylę. W pierwszym odruchu chcę zakryć nos. i podążam za nią do szpitala. — Sama wciąż nie jestem tego pewna — odpowiadam. Ale jest w jej głosie autorytatywny ton. Ale nalegała. formując spory korytarz. by tu przybyć i zobaczyć się z rannymi. zasłona muska ich włosy. by zablokować smród brudnego płótna. — Taa. że nie. — Poważny wstrząs. — Jestem tutaj — odpowiada cicho. Moje palce zamykają się wokół nadgarstka Gale’a. że to nieco lepsze wyjście niż pozostawienie ich na pewną śmierć — odpowiada Paylor. ale chyba słyszę oskarżającą nutę w jej głosie. — Dowódco. — Cóż. że to dobry pomysł? — pyta Gale i marszczy brwi patrząc na szpital. co mogę zastać. Każda zaraźliwa choroba rozprzestrzeniłaby się tu z prędkością światła. Paylor — mówi Boggs. — Na moment zniża głos. — Nie o to mi chodziło — mówi jej Gale. Kosogłosie. Nie byliśmy tego pewni. Spoglądam w tył na paradę dziwaków. ale nie mogę się pozbyć zbyt wielu ludzi. Uchylono okna przecinające metalowy dach. biały materiał zasłania twarze. Przy niej. gnijącego mięsa i wymiotów dojrzewający w cieple magazynu. przemysłowej zasłony wisi wzdłuż budynku. Żołnierz Katniss Everdeen. niedoświadczone i dopiero poznające świat. — Myślisz. Pewien rodzaj ciężkiej. — Poroniła. Przechodzę przez zasłonę i moje zmysły zostają zaatakowane. Może mieć niewiele ponad trzydzieści lat. — Paylor wskazuje mi drogę do drzwi. Ciała leżą obok siebie. ale dostające się do środka powietrze nie potrafi się przebić przez chmurę smrodu .

Ale już wydobrzałam wydobrzejesz. Nagle przypominam sobie. dostrzegam rząd za rzędem rannych: w kołyskach. Umieramy w domu. Nie może mówić. że jest duża szansa. To odbija się na jej twarzy. co widzę przed sobą. — Eddy! Eddy! Ona tu jest! Katniss Everdeen! Chłopiec. Słabe promienie słońca są jedynym oświetleniem i kiedy moje oczy przyzwyczajają się do tego.poniżej. klaszcząc w wyciągnięte w moją stronę dłonie. dotykając zdrowych części ciała — mówię. Brzęczenie czarnych much. że żyjesz. że zemdleję. co wydaje się zupełnie niezgodne z jej sytuacją. to ja — mówię. prawdopodobnie około dwunastoletni. Radość. Ale wtedy spoglądam na Paylor. Przyczepiona do ręki jest młoda kobieta ze zranioną nogą. by sprawdzić z czego jestem zrobiona i czy naprawdę mogą na mnie liczyć. Na dźwięk mojego głosu rozjaśnia się. ale też co innego. — To naprawdę ty? — Taa. Głosy przywołują mnie ze wszystkich stron. Bandaże zakrywają połowę jego twarzy. Ludzie mówili. — Żyjesz! Nie wiedzieliśmy. jakby próbował zapamiętać każdy szczegół mojej twarzy. — Katniss? — skrzeczący głos dochodzi z mojej lewej strony. ale my nie wiedzieliśmy! — mówi podnieconym głosem. przebijając się przez hałas. która obserwuje mnie uważnie. na pryczach. Ciemne plamy pływają mi przed oczami i myślę. W dystryktach nie ma prawdziwych szpitali. po których pełzają muchy. jakby chciał wydać z siebie okrzyk. Słyszę swoje imię falujące w gorącym powietrzu. Widoczna dla mnie część jego ust otwiera się. Krew przecieka przez grube bandaże. ale jego zdrowe oko wpatruje się we mnie tak intensywnie. zwraca się w naszą stronę. Idę do niego i odgarniam mu z czoła wilgotne brązowe loki. coś. rozprzestrzeniające się na cały szpital. co w tej chwili wydaje mi się pożądaną alternatywą tego. do przejścia wąską przestrzenią między dwoma rzędami łóżek. Oddycham przez usta. — Ty też . Czepiam się jej w odruchu wsparcia. Pot zaczyna spływać mi po plecach. Zaczynam się poruszać. — Muszę powiedzieć bratu! — Kobieta wysila się. wypełnia dłonie. na podłodze. że wielu z tych ludzi prawdopodobnie straciło domy podczas bombardowania. by usiąść i woła kogoś oddalonego o kilka łóżek. — Katniss? Ręka sięga w moją stronę poprzez opary. bo wielu chce tam znaleźć miejsce. Witam się cicho. jęki bólu ludzi oraz szlochy ich bliskich połączyły się w przeraźliwy chór. „Katniss! Katniss Everdeen!”. Jej twarz odzwierciedla ból. Odgłosy bólu i żałoby powoli zastępowane są słowami pełnymi oczekiwania. próbując zmniejszyć wdychany smród. Więc zostawiam Gale’a i zmuszam się do zagłębienia się w magazyn. — Dostałam nieźle w kość. momentalnie wymazując ból.

opieram się o magazyn. co do tej pory zrobiłam? Myślę o spowodowanym przeze mnie łańcuchu nieszczęść — moje kolana słabną i osuwam się na ziemię do pozycji siedzącej. Snow wiedział. by brzmieć optymistycznie na temat naszej przyszłości. Niecierpliwe palce pochłaniają mnie. Robię co mogę. że straciłam dziecko. nie została podjęta samotnie. Zapomniałam. . że ją mam. Cóż. spragnione mojego ciała. Kiedy znów znajdujemy się na zewnątrz. Ale dopiero kiedy stoję na stole. Albo mojego. ale ludzie są naprawdę zmartwieni. Plutarch wiedział. akceptując menażkę z wodą podaną mi przez Boggsa. To nic ważnego. ani nie uciekłam stamtąd z krzykiem. że to nie ja rządzę. wielu pyta o niego. zapewnia mnie. Zranienia. Jak niedorzecznie. — Świetnie się spisałaś — mówi. Messalla bazgroli jakieś notatki. Tak bardzo jest jej świadoma. To jednak nieważne. Albo całej sprawy. — Nagraliśmy tam całkiem niezły materiał — mówi Cressida. Co znaczę dla rebeliantów. I Coin teraz wie. — Nie zrobiłam wiele. że w ogóle mnie filmowali. biorąc pod uwagę wszystko. Pomimo kontrowersyjnego wywiadu Peety. kiedy tylko wyciągnęłam jagody. że mówił pod przymusem. pot spływa spod ich sprzętu. Nowe uczucie zaczyna we mnie kiełkować. — Musisz trochę bardziej w siebie uwierzyć. żywej. witając się. Wszystko. machając na pożegnanie ochrypłemu skandowaniu mojego imienia. wypytując o ich samopoczucie. że to była jedynie mistyfikacja.tych. potrafię je zdefiniować. nie zemdlałam ani nie zwymiotowałam. Mam w sobie rodzaj mocy. by mnie chronić. niedoskonałości. której istnienia nigdy nie podejrzewałam. Kiedy ranny mężczyzna chwyta moją twarz w swoje dłonie. Miałam i mam po swojej stronie tysiące ludzi z dystryktów. kiedy uratował mnie z areny. jest dla nich pocieszeniem. pokazując tym ludziom tę wymalowaną kapitolińską maskę. Zaczynam w pełni rozumieć jak daleko posunęli się ludzie. naprawdę — mówię. Moc. jak przewrotnie bym się czuła. Głównie dałam się ponieść fali emocji przetaczającej się przez to miejsce. Chcę wszystko wyjaśnić i powiedzieć jednej płaczącej kobiecie. która tak często wydawała się być samotną podróżą. To dzięki nim mnie rozpoznają. Byłam ich Kosogłosem długo przed przyjęciem na siebie tej roli. wysyłam Daltonowi ciche podziękowania za sugestię zmycia makijażu. Patrzę na owadopodobnych kamerzystów. chwytając oddech. co do tej pory zrobiłaś — mówi Boggs. że musi publicznie przypominać swoim ludziom. którzy nie mogą ruszyć kończynami. Moja walka przeciwko Kapitolowi. żadne natchnione słowa. że wie. dzięki nim należę do nich. Boggs ma rację. kiedy dowiadują się. ruch w grze. To mój widok. zmęczenie. ale ukazanie Peety jako kłamcy w tym momencie nie poprawiłoby jego wizerunku.

ale Boggs popycha mnie z powrotem na ziemię. — Mamy problem. — Katniss! — zostaję zaskoczona przez głos Haymitcha w moim uchu. Będzie zbyt przerażona panującymi w środku warunkami. ulica beczką. Na ulicy nie ma nikogo oprócz ludzi znoszących rannych do szpitala. co się dzieje. Jakiego wyrażenia używał mój tata dla łatwych celów? Jak strzelanie do ryb w beczce. rozkojarzony czymś. zaczynam biec wzdłuż przedniej części magazynu. Nie możemy lądować podczas bombardowania. Tylko czekałem aż rzucisz się do wyjścia. byś ty nie została podziurawiona — mówi. Natychmiast — mówi Boggs. Czyste i bezchmurne niebo ma kolor błękitu. Nagle syreny zaczynają wyć. Gale kuca obok mnie. . My jesteśmy rybami. Ale nadeszły takie czasy. kręcąc głową. Ziemia trzęsie się pode mną. — Cóż. ale chyba nie zdołało przebić kamizelki. — Zwracam się do Boggsa i pytam: — Czy tak jest w każdym dystrykcie? — Tak. — Na chwilę milknie. stawiając mnie na nogi jedną ręką.— To mieszany zbiór. co jest? Jestem tutaj! — odpowiadam. w których będziesz musiała sobie poradzić — mówi Boggs. Ale nie wyczuwam natychmiastowego zagrożenia. że na nim jestem. nie ma alarmu. To okropne uczucie być przypartym do muru. Próbujemy przyjść z pomocą gdzie tylko możemy. nie jesteś doskonała. kiedy bomba za bombą spada z samolotu i wybucha. kiedy zobaczy materiał — mówi. Czuję przenikliwy ból z tyłu prawego kolana. Sięga za moją szyję i zakłada mi na głowę hełm Cinny. Zostaję ścięta z nóg i rzucona na frontową ścianę magazynu. — Posłuchaj mnie. ale konieczne jest. — Mamy się udać na lądowisko. — Jaki problem? — pyta Gale. W przeciągu kilku sekund nisko lecąca V-kształtna formacja kapitolińskich poduszkowców pojawia się nad nami i bomby zaczynają spadać. — Nadlatują bombowce — odpowiada Boggs. — Ruszamy! Niepewna tego. — Zamknij się — mówię ze śmiechem. Coś wbiło się też w moje plecy. która prowadzi na lądowisko. — Moja mama nawet nie zauważy. Nie ma wroga. Zdaję sobie sprawę. zastanawiając się czy jest zepsuta. że pozwoliłaś dotykać się tym wszystkim ludziom. kierując się w stronę alei. osłaniając moje ciało swoim. co usłyszał w swojej słuchawce. — Nie mogę uwierzyć. Próbuję wstać. że ani razu nie słyszałam głosu Haymitcha i manipuluję przy swojej. — Twoja mama będzie bardzo dumna. kiedy bomby spadają na ziemię. — Co? Tak. ale to nie wystarcza. Większość jest atakowana.

— Wiem. Myślę.— Więc nie wiedzą. że bomby spadają dłużej niż poprzednio. że nie. I tak lepiej na nią teraz nie patrzeć. jego usta delikatnie rozchylone. Nie dałabym rady w tej źle dopasowanej parze butów. Boggs prowadzi. Że ten atak był już wcześniej zaplanowany — mówi Haymitch. bo moja ochrona i ekipa telewizyjna podnoszą się z ziemi. spokojny. musimy ją tylko przeciąć. ale idę dalej. to moja obecność sprowadziła karę. Wydaję z siebie odgłos bólu. kiedy rozpoczyna się kolejna fala bombardowań. Mocno przyczepiają się do asfaltu. Zamiast tego zrównują się ze mną. Magazyn ze schronem. Celują w coś innego — mówi Gale. — Szpital. Przez moment świat się nie liczy i widzę jedynie jego zaczerwienioną twarz. którą przeznaczyli dla mnie w Trzynastce. chronią mnie od boku. najwyraźniej nie zraniony. że nie śledzą nas. ale nikt poza nim mnie nie wyprzedza. Instynktownie szukam wzrokiem Gale’a i widzę. Ma schron w odległym północnym rogu. Tym razem to Gale rzuca się na mnie. Mijamy drugi szary magazyn i biegniemy wzdłuż brudnego brązowego budynku. Czas upływa. — Nie. — Nagle Gale podnosi się i krzyczy do pozostałych. Właśnie dotarliśmy do kolejnej alei. ale my jesteśmy od nich dalej. kiedy próbuje złapać oddech. — Ta. Zmieniam pozycję i nagle patrzę prosto w oczy Gale’a. a ja zmuszam się do szybkiego biegu. jak zwykle. by zapewnić mi jeszcze jedną warstwę ochronną przed bombardowaniem. Plutarch musi mówić do wszystkich. że. — Celują w szpital! . by dotrzeć do drzwi. Na szczęście mam na sobie zaprojektowane przez Cinnę buty. Głos Głównego Organizatora Igrzysk. kiedy stawiam na nim stopę i łatwo się od niego odrywają. — Nasi szpiedzy twierdzą. ale silny. — Mam na myśli. Jego słowa zostały niemal zagłuszone przez odgłos eksplozji. ale nie ma tam niczego poza… — Uświadamiamy sobie to w tym samym momencie. Dacie radę tam dotrzeć? — Damy z siebie wszystko — odpowiada Boggs. kiedy przenoszę ciężar ciała na prawą nogę. Wydaje się. Nie ma czasu na zbadanie rany. Instynktownie nurkuję w dół alei i przetaczam się w stronę niebieskiej ściany. od tyłu. żyłę wyraźnie pulsującą na skroni. — Macie może czterdzieści pięć sekund do następnej fali — mówi Plutarch. przyzwyczajonego do wydawania poleceń pod presją. Teraz słyszę głos Plutarcha. Przed nami widzę wyblakłą niebieską fasadę budynku. że mnie nie widzieli — odpowiadam. — W porządku? — pyta. że stoi na nogach. że tu jestem? — Założyłam. — Trzy ulice od was znajduje się jasnoniebieski magazyn.

— Ale wolałbym używać własnej broni. i natychmiast ruszamy w stronę rzędu broni maszynowej umieszczonego od strony ulicy. dwie przecznice stąd. Docieram do poziomu dachu i wdrapuję się na niego. Gale słono za to później zapłaci. .— Nie twoja sprawa — mówi stanowczo Plutarch. — W porządku. mamy swoje łuki. Spodziewamy się jeszcze co najmniej trzech fal. To nasza szansa. — Gęsi! — krzyczę do Gale’a. Jeśli chybimy. — Unoszę swój i zdaję sobie sprawę jak przesadnie ozdobnie musi on wyglądać. Kiedy pozbywam się tego dodatkowego bodźca słyszę kolejny dźwięk. Wspinaczka. — Boggs wie. by wciągnąć Gale’a. te strzały gdzieś wylądują — prawdopodobnie na magazynach po drugiej stronie ulicy. Ktoś odpowiada na ogień. Siedem małych bombowców w formacji w kształcie litery V. pędzę w kierunku drabiny i zaczynam się po niej wspinać. że tu jesteście? Po lewej stronie dostrzegam Paylor za jedną z broni. Nagle pojawiają się na niebie. — Nawet nie myśl o… Wyszarpuję słuchawkę z ucha i pozwalam jej wisieć na przewodzie. Próbuję odpowiedzieć wymijająco. — Założę się. — Słyszę ostrzegawczą nutę w głosie Haymitcha i wiem co teraz nastąpi. Jeśli Boggsa. niż na to wygląda. — Ale tam nie ma niczego poza rannymi! — mówię. Ogień z broni maszynowej oddawany z dachu brudnego brązowego magazynu po przeciwnej stronie alei. — Będzie musiał być — mówi Paylor. Każdą operuje kilku buntowników. Nagle słyszę jak uderza butem w czyjąś twarz. patrzącą na nas ze zdziwieniem. — Tak. Wślizgujemy się na stanowisko zajmowane przez dwóch żołnierzy skulonych za barierką. Zanim ktokolwiek może mnie zatrzymać. ale szkody wyrządzone przez wybuchowe strzały mogą być nieodwracalne. Pozostańcie nisko. Przytakuję i wyciągam strzałę z prawego kołczanu. Zostaliście przeszkoleni jak to obsługiwać? — Poklepuje swoją broń. że wie. Będą musieli opuścić swoje tarcze zanim upuszczą bomby. Ogień może zostać ugaszony. około stu metrów nad nami. bez uciekania się do kłamstwa. Paylor się śmieje. — Nie zatrzymuj się! — słyszę jak Gale mówi za mną. To jedna z tych rzeczy. — Wejdźcie do schronu. W Trzynastce — mówi Gale. przyklękając na jedno kolano. które robię najlepiej. — Jest bardziej śmiercionośny. — Wie dobrze gdzie jesteśmy. — Katniss. Ustawiam się do strzału. Zatrzymuję się jedynie tak długo. — Ja zostałem. — Lepiej zacznij od ogniowych — mówi Gale.

sprawiając. — Trafili w szpital? — Na pewno — mówi ponuro. Uszkodzenie musi uniemożliwić reaktywację tarczy ochronnej. Z tej pozycji oddaję najcelniejsze strzały. Płomienie i ciężki czarny dym z rozbitego samolotu przesłaniają nam widok. — W porządku. Próbuję wybrać odpowiedni moment i pozwalam strzale lecieć w kierunku poduszkowca. używamy opracowanego przez siebie systemu podziału ptaków. Razem rozbijają się na dachu magazynu naprzeciwko szpitala. Trafiam w wewnętrzne skrzydło jednego z nich. że staje w płomieniach. Gale klnie pod nosem. Kiedy spieszę w kierunku drabiny na drugim końcu magazynu. Pojawia się kolejna fala poduszkowców. Czwarty zostaje zestrzelony z broni palnej. Gale wysadza ogon drugiego. którego trafiłam. Poduszkowiec. Ja rozsadzam skrzydło drugiego bombowca. — Niezły strzał — mówi Gale. Myślałam. Gale nie trafia w pierwszy samolot. zaskakuje mnie widok Messallii i jednego z owadów wynurzających się zza kanału wentylacyjnego. Magazyny z przeciwka i tak wyglądają na opuszczone. że wciąż kulą się przy ziemi w alei. wyłamuje się z formacji. . Przytakuję i oboje zakładamy na cięciwy wybuchowe strzały. byśmy oboje nie celowali w tego samego.Będzie doskonale wiedział o co mi chodzi. to by było na tyle — mówi Paylor. że wpada na tego za sobą. ale i tak upuszcza swoje bomby. Tym razem Gale trafia prosto w pierwszy samolot. — Nawet w niego nie celowałam — mruczę. W porze migracji. Tak samo jak i jeden z tych. — Robią na mnie coraz większe wrażenie — mówi Gale. Koziołkuje i rozbija się na ulicy. kiedy ładunek wybucha. Celowałam w samolot przed nim. wywołując serię eksplozji. sprawiając. które uznałam za trafione z broni palnej. Wypuszczam strzałę wcześniej i trafiam dokładnie w pierwszy samolot. Ja zajmuję się dalszą częścią V. Gale bliższą i strzelamy na przemian do ptaków na przedzie. Kiedy samoloty cicho podlatują. Nie ma czasu na dłuższą dyskusję. — Ogień nic nie zdziała — mówi Gale. Ogień rozprzestrzenia się na pustym dachu magazynu naprzeciwko nas. wysadzając mu dziurę w brzuchu. podejmuję kolejną decyzję — Wstaję! — krzyczę do Gale’a i podnoszę się na nogi. — Są szybsze niż nam się zdaje. — Pozycje! — krzyczy Paylor. Bez ostrzeżenia pojawia się trzecia V-kształtna formacja. kiedy polujemy na ptactwo. Nie znika jednak.

Później wystąpił i powiedział. że mnie filmują. co by zrobił z grupą rannych niewolników? Pamiętam wszystkie te lata w lesie. Krzyczy: — Nie obchodzi mnie to. a budynek stanął w płomieniach. — Tak — mówię nieco mocniej. Zastanawiałam się po co w ogóle analizuje ich motywy. Haymitch mówi. w Ósmym Dystrykcie. byli zbyteczni. stojącą kilka metrów przede mną. Że jestem tu. Zachowuje się. kiedy dostrzegam szpital. Plutarch! Daj mi jeszcze pięć minut! Nikt nie zagradza mi drogi. Oczekuję oporu. że dach szpitala zapadł się. próbujących oczyścić drogę do środka. Ja nie zwracałam na nie najmniejszej uwagi. których spotkałaś. zastaję moją ochronę. — Katniss — mówi. kiedy zaczynam iść ulicą. co było szpitalem. że mogą nam przysłać poduszkowiec — mówi mi. z którymi mamy się zmierzyć. Jeśli upadający gruz i ogień ich nie dopadły. Gdyby Kapitol zwyciężył. Do czego miałoby się przydać myślenie jak wróg. w każdym razie. Ale nie wydaje mi się. owady — ustępując mi pola. Gale stoi przy mnie. dym to zrobił. Najwyraźniej dzisiaj mogło się przydać. Co ty na to? Chciałabyś coś powiedzieć buntownikom? — Tak — szepczę. — Och. Dla Snowa. ale o tym. kobiet i dzieci. bym potrafiła się ruszyć. gdzie Kapitol właśnie zbombardował szpital pełen bezbronnych mężczyzn. To. Cressidę i drugiego owada czekających na mnie. tych.Schodzę w dół po drabinie. Nie pozwolić rannym na otrzymanie pomocy — mówi Gale. Mrugająca czerwona lampka na jednej z kamer przyciąga mój wzrok. że nic nie robi. słuchając jak Gale wygłasza tyrady przeciwko Kapitolowi. Cressida. jakby jej to nie poruszyło. nie myślał o chorobie. pacjenci zostali w nim skutecznie uwięzieni. — Ci ludzie. — Chcę powiedzieć rebeliantom. nad płonącymi wrakami samolotów. Powoli obracam się plecami do szpitala i napotykam Cressidę wspieraną przez owady. — Chodź. Ale ja skupiam się na czerwonej lampce. biegają gorączkowo wokół. Katniss. Górnicy nie opuszczają miejsca wypadku dopóki jest jakaś nadzieja. nie — szepczę. że to jest jego sposób na wysłanie wiadomości rebeliantom. Niemal chłodno. — Prezydent Snow nakazał transmitować bombardowanie na żywo. — Dlaczego to zrobili? Dlaczego wycelowali w ludzi. — By odstraszyć innych. Ludzie krzyczą. wytrzeszczając oczy na katastrofę naprzeciwko mnie. Wszyscy się ode mnie odsuwają — Gale. jedynie potwierdza moje podejrzenia. którzy i tak umierali? — pytam go. że żyję. Kiedy Gale zakwestionował istnienie szpitala. . Wiem. Albo to. Przechodzę nad rannymi. Ale ja już wiem co tam znajdą. ale nie potrafią pomóc. Zebrała się grupa ratowników. Ponieważ nigdy nie lekceważy okrucieństwa. Bomby sprawiły. ale Cressida jedynie wskazuje mi ręką drogę w stronę szpitala. Kiedy moje stopy dotykają ziemi.

gasi mnie. ja mam jedną dla niego. — Prezydent Snow mówi. — Koniec zdjęć. — Bezwiednie wystawiam ręce na boki. zdeterminowana.Nie będzie ocalałych. które pochodzi nie z otoczenia. zaczyna ustępować miejsca wściekłości. — To właśnie robią! I musimy odpowiedzieć na atak! Poruszam się teraz w stronę kamery. Możesz nas torturować i bombardować. ale z mojego wnętrza. że Kapitol potraktuje nas sprawiedliwie po zawieszeniu broni. ale widzisz to? — Jedna z kamer podąża za mną. — Chcę powiedzieć ludziom. . Moje ostatnie słowa zawisają w powietrzu. kiedy wskazuję samoloty płonące na dachu magazynu naprzeciwko nas. że jeśli myślą. to sami siebie oszukują. — Szok. Uwięziona w chmurze gorąca. Ponieważ wiecie kim są i co robią. jakbym chciała ukazać cały horror dookoła mnie. ty płoniesz razem z nami. — I jeśli my płoniemy. — Cięcie! — Głos Cressidy przywraca mnie do rzeczywistości. i równać nasze dystrykty z ziemią. by nie uronił ani słowa. Potakuje z aprobatą. że przesyła nam wiadomość? Cóż. który odczuwałam. Czuję się zawieszona w czasie. — Ogień jest zaraźliwy! — krzyczę. Pieczęć Kapitolu na skrzydle błyszczy wyraźnie pomiędzy płomieniami. niesiona wściekłością.

czeka na lądowisku. Chcę zdjąć moją kamizelkę. Ostatnią rzeczą. — Przykro mi. Nie spodziewali się ataku. który przetransportował nas tutaj. że gdzieś lecisz. W chwili. nikt mi niczego nie wyjaśnia — mówi. Po co udawać? — Cóż. jaką pamiętam. Nie odkąd zmarł mój ojciec. jest Boggs rozkładający nade mną parę konopianych worków. Jestem ranna i zakrwawiona i ktoś zdaje się od środka uderzać młotkiem w moją lewą skroń. ale wydaje mi się. — Wracamy na lądowisko. minął i teraz części mojego ciała łączą się w chórze narzekania. Kładę się na podłodze z głową na kolanie Gale’a. Pojawia się Boggs i zdecydowanie chwyta mnie za ramię. by wszystko ci wyjaśnili. W jego głosie bardziej jednak słychać zrezygnowanie niż złość. ale jestem niemal pewna. by cię… powiadomili. Żadnych wygodnych siedzeń ani okien tym razem. Boggs udziela ludziom niezbędnej pierwszej pomocy. podnosi mnie i biegnie w stronę pasa startowego. by jakoś wytrwali do powrotu do Trzynastki. i tak zmuszę ich. że jesteśmy w jakimś dostawczym samolocie. — Następnym razem zmuszę ich. Nie jestem ekspertem. inny niż ten. ich krewni. W połowie drogi wymiotuję na jego kuloodporną kamizelkę. Odwracam się z powrotem do Boggsa i dostrzegam na jego twarzy obrzęk po uderzeniu butem Gale’a. Moja mama tam jest. nie powinieneś przeoczyć takiego szczegółu. Mam wyrzuty sumienia. już nie istnieją.8. który zagłuszył uczucie. dopóki nie zniknęłaś — mówi. jako że i na niej wylądowała spora część wymiocin. ale ja nie mam zamiaru uciekać. leżę połatana w moim starym ciepłym łóżku szpitalnym. startujemy. Boggs szybko bada moją twarz. Posłusznie robię krok w przód i krzywię się. kiedy staję się świadoma bólu z tyłu mojego prawego kolana. kiedy cała moja ekipa znajduje się na pokładzie. Mały poduszkowiec. ale w porządku — mówię. — Nikt nam nawet nie powiedział. — Jak się czujesz? — Nieco poobijana. Miałam jedynie odwiedzić pacjentów — wyjaśniam. by zauważyć jak reszta konstrukcji się wali — i cała waleczność mnie opuszcza. lekarze z Trzynastki. że wzdycha. Przypływ adrenaliny. Nawet ja tego nie robię. Kiedy się budzę. setki rannych. że ma złamany nos. Ciężko mi to stwierdzić. bo ma krótki oddech. Spoglądam na szpital — w samą porę. To prawda. Wszyscy ci ludzie. ale jest na to zbyt zimno. . sprawdza moje funkcje życiowe. Zdaje się. Jeśli twoja rodzina już dwukrotnie wysyłała cię na Igrzyska Śmierci. — Katniss.

a Boggs ma uraz. że Plutarch się wycofał. są Cressida. Zaczynam się podnosić. Te same piaskowe włosy. że odwzajemniam uśmiech. Mam dziwne uczucie. Może wózek to jednak dobry pomysł. Czuję się dobrze. Nie widzę jednak podwójnie i mogę dość jasno myśleć. jakiego mógł doznać mój mózg w wyniku eksplozji. Poza głową i nogą. Więcej niż wykonują swoją pracę. którzy już się pojawili. Jedynie kilka sześcianików chleba zamoczonych w gorącym mleku. naprawdę. Obcięto mu język i już nigdy nie przemówi. Kiedy zwożą mnie na dół. Zaimponowali mi w Ósemce. ale czy Coin posunie się aż tak daleko i unieważni naszą umowę o nietykalności zwycięzców? Czy odarłam Peetę z tej niewielkiej ochrony. Messalla i owady. . Wezwano mnie na dół do Centrum Dowodzenia na poranne zebranie. który usunęli mi z nogi. że jest nieśmiały albo niewiele mówi. którą mogłam mu zapewnić? Kiedy docieram do Centrum Dowodzenia. kiedy podążyli za mną na dach podczas bombardowania.Na stoliku obok łóżka leży niewielki odłamek. Ale coś przyciąga mój wzrok — układ jego ust. Nawet bez swoich skorup bardzo się nawzajem przypominają. zaczynam się niepokoić tym. wybrałabym ich na swoich sojuszników. Pollux jest awoksem. a teraz umieram z głodu. swojego brata. Moje śniadanie jest rozczarowująco skromne. ale ich ubrania przywiodły mi na myśl opancerzone stworzenia. Cressidę. ale to jest wykluczone. jako Polluxa. dodatkowy wysiłek. który może to potwierdzić. Lekarze są bardziej zaniepokojeni urazem. i bolącymi siniakami. których dostałam kilka minut po jedzeniu. Przespałam dobrze całe późne popołudnie i noc. I nie muszę już dłużej zastanawiać się co skłoniło go do zaryzykowania wszystkiego. z czym przyjdzie mi się zmierzyć. i mdłościami. Początkowo myślę. że mają zamiar przewieźć mnie tam na łóżku. są z niej dumni. ale on tylko kiwa głową. Gale i ja bezpośrednio zlekceważyliśmy wczoraj rozkazy. Czekam aż Pollux powie mi cześć. że gdybyśmy byli razem na arenie. kiedy orientuję się. jedynymi. Jak Cinna. sprawiając. by mogli nagrać potrzebny materiał. Messallę i… i… — Muszę przestać nazywać was owadami — wyrzucam z siebie w stronę kamerzystów. Messalla uśmiecha się szeroko i mówi: — Oto nasza mała gwiazda! Inni uśmiechają się tak autentycznie. więc negocjuję przewiezienie na wózku inwalidzkim. Wyjaśniam im. Na pewno będą jakieś konsekwencje. jako że skutki wstrząsu wciąż jeszcze całkowicie nie ustąpiły. Chcę iść. który wkłada w przełykanie śliny — i wiem zanim Castor mi o tym mówi. byleby tylko pomóc obalić Kapitol. To porównanie zdaje się im wcale nie przeszkadzać. Ten z krótko obciętymi paznokciami przedstawia siebie jako Castora i drugiego z nich. rude brody i niebieskie oczy. że nie znam ich imion.

lśniącej czerwienią i złotem. które udało się Beetee’emu wyemitować jak do tej pory — odtworzymy go teraz. że czuję emanujące z niego ciepło. Dla każdego. rozrasta. . kobiet i dzieci. i Fulvia Cardew z kwaśnym wyrazem twarzy. — Jak się czujesz? Musieli podać duszony czosnek i kabaczek na śniadanie. Claudius Templesmith. płonie. Odtworzymy? Więc nie tylko udało im się nagrać materiał. ale już go zmontowali i wielokrotnie wyemitowali. Nic wielkiego — mówi. która wydaje się przyjacielska. Pojawia się obraz mojej broszki z wizerunkiem kosogłosa. Co jeśli wciąż jestem straszna? Co jeśli jestem równie sztywna i banalna co w studio. Jednak negatywnie nastawieni są jedynie Haymitch. gdzie Kapitol właśnie zbombardował szpital pełen bezbronnych mężczyzn. że wydaje mi się. oficjalny komentator Igrzysk Śmierci.Podczas gdy sala się wypełnia. jedno z nas musi być przystępne. w Ósmym Dystrykcie. Ściska mnie w żołądku i światła nagle wydają się zbyt jasne. pytam: — Zdobywasz nowych przyjaciół? Jego wzrok przenosi się szybko na panią prezydent i z powrotem. w milczeniu pochłaniając czerń aż w końcu cała rama płonie ogniem tak rzeczywistym i intensywnym. przygotowuję się na mniej przyjemne powitania. Stoję przed prawdziwym ogniem i dymem Ósmego Dystryktu. która igrała z ogniem. — Cóż. zastępując kosogłosa. Im więcej ludzi się gromadzi. światła delikatnie przygasają i w sali zapada cisza. Później na środku pojawia się maleńka migocząca iskierka. dziewczyna. który można wykorzystać. dźwięczny głos. Wydobyli ze mnie kilka odłamków. Nagle pojawiam się ja. Rozwija się. Coin przywołuje zebranych do porządku. który zawsze jest w złym humorze. — Delikatnie dotyka mojej skroni. tym silniejsza woń. — Nieco niepewnie — mówię. Głęboki. Moje dłonie robią się wilgotne w oczekiwaniu na moje pojawienie się w telewizji. — Chcę powiedzieć rebeliantom. mówi: — Katniss Everdeen. Coin i Gale są w środku jakiejś wymiany zdań. że żyję. Boggs ma na twarzy cielistą maskę sięgającą od jego górnej wargi do łuku brwiowego — miałam rację co do złamanego nosa — więc ciężko coś z niej wyczytać. W pierwszej chwili mój ekran jest czarny. a oni po prostu zrezygnowali z prób uzyskania czegoś lepszego? Indywidualne ekrany zsuwają się ze stołu. który nawiedza moje sny zaczyna mówić. Kiedy Gale osuwa się na krzesło obok mojego wózka. — Nasz atak na transmisje telewizyjne oficjalnie się rozpoczął. kto ominął wczorajszą transmisję o dwudziestej naszego pierwszego proposa — i siedemnaście powtórek. — A jak ty się czujesz? — Dobrze. Że jestem tu.

Nie musieliśmy go nawet specjalnie edytować. To wywołuje u Plutarcha wybuch śmiechu. Powiedział dokładnie te słowa podczas twoich pierwszych Igrzysk. która wygląda dobrze i krwawo — wspinaczka na dach. Antykapitolińskie wystąpienie. Możesz nas torturować i bombardować. mnie strącającej samoloty z nieba. Kiedy ekran po raz drugi robi się czarny. — Prezydent Snow mówi. Przywłaszczyliśmy go sobie. w tym punkcie wojny. desperacja obserwujących. rzucenie się na ziemię — zbliżenie mojej rany. — Tylko jego głos. a później kilka wspaniałych strzałów rebeliantów. i równać nasze dystrykty z ziemią. które przechodzi z powrotem w obraz mojej twarzy. — Znowu ukazuję się na ekranie. Gale’a i przede wszystkim mnie. Pokazaliśmy to jednak w każdym dystrykcie. a później rozlegają się oklaski wraz z żądaniami obejrzenia proposa jeszcze raz. jako że wiem co się stanie. Nałożono na nie czarne solidne litery: JEŚLI MY PŁONIEMY TY PŁONIESZ RAZEM Z NAMI Słowa pochłaniają ogień i ekran pogrąża się w czerni. że jeśli myślą. że oglądam to przed telewizorem w Złożysku. nasz bieg. — . Nawet w Dwójce. — To właśnie robią! I musimy odpowiedzieć na atak! — Teraz czas na naprawdę fantastyczny montaż bitwy. Zapada przyjemna cisza. kiedy krzyczę do prezydenta: — Ogień jest zaraźliwy! I jeśli my płoniemy. I powrót do mnie podchodzącej do kamery. to sami siebie oszukują. ale widzisz to? — Kamera podąża za moim gestem i filmuje samoloty płonące na dachu magazynu. kiedy kontynuuję spoza kadru: — Chcę powiedzieć ludziom. ja mam jedną dla niego. Ponieważ wiecie kim są i co robią. chcę wiedzieć więcej. — Czy Claudius Templesmith jest po naszej stronie? — pytam. mnie. co może się okazać bardziej wartościowe niż pokazanie tego w Kapitolu. że przesyła nam wiadomość? Cóż. ty płoniesz razem z nami! Płomienie znowu pochłaniają ekran.Nie będzie ocalałych. — Ujęcie zapadającego się szpitala. — Czy pokazaliście to w całym Panem? Czy w Kapitolu to widzieli? — W Kapitolu nie — mówi Plutarch. Nigdy wcześniej nie było czegoś takiego w telewizji. próbuję udawać. Upadek pierwszych bomb. — Nie mogliśmy obejść ich systemu. chociaż Beetee wciąż próbuje go rozpracować. Coin wyrozumiale wciska replay i tym razem. że Kapitol potraktuje nas sprawiedliwie po zawieszeniu broni. nurkowanie na pozycje. Mam uniesione ręce ukazujące skutki ataku wokół mnie. Nie za mojego życia w każdym razie. Zbliżenie na pieczęć Kapitolu na skrzydle.

— Ale doszliśmy do wspólnych wniosków. wyrwałam z ucha słuchawkę i uciekłam ochronie? Czego jeszcze jej nie powiedzieli? — To była trudna decyzja — mówi Plutarch. ale nikt nie zwraca na to uwagi. bo najwyraźniej ma mściwe myśli dotyczące tej głupiej słuchawki. — Więc. którego autorytet został zignorowany. . bądźmy jednak nieco bardziej rozsądni w kwestii narażania jej na niebezpieczeństwo. Wyszło lepiej niż oczekiwaliśmy. Jednak. — Co powiecie na kolejne oklaski dla Cressidy. oczywiście. dobrze zasłużone. — A ty nie masz z tym problemu? — pyta pani prezydent. Zdaje się. kiedy Kapitol wie do czego jest zdolna — mówi Coin. Ani Haymitch… nie. Ani Plutarch. chwila. która sprawdza coś w swoich notatkach. jeśli zaczniemy zamykać ją w bunkrze za każdym razem. które zdecydowaliście się podjąć. kiedy wreszcie zaczął śpiewać. Nikt nie wydał Gale’a ani mnie. Haymitch uśmiecha się do mnie morderczo i mówi słodko: — Taa. Obiecuję sobie. Robiąc coś wreszcie. że powinniśmy przedyskutować decyzję o wysłaniu Katniss do prawdziwej walki. Gale musi kopnąć mnie pod stołem. Wiem. co jeszcze macie zaplanowanie? — pyta pani prezydent. nie mam z tym żadnego problemu. w obecnych okolicznościach. że to musi być dla niej bardzo trudne. kiedy rozpocznie się zbrojny atak. Decyzję? O wysłaniu mnie do walki? Więc ona nie wie. Plutarch skłania głowę w stronę Cressidy. że to ja jestem tym telewizyjnym talentem i być może oklaskiwanie samej siebie jest nieco obraźliwe. podczas gdy studyjne próby Fulvii były taką klapą. w jak rażący sposób zignorowałam rozkazy. Ani Boggs ze swoim złamanym nosem. nie chcielibyśmy stracić naszego małego Kosogłosa. które poprowadziliśmy w ogień. marszcząc brwi. że ona mówi do mnie. — Cóż. — Tak. że Coin osiągnęła szczyt tolerancji dla składanych sobie gratulacji.Uderza dłonią w stół. Przez stół przetacza się pomruk akceptacji. Muszę jednak zakwestionować spory margines ryzyka. kiedy patrzy jak pomysł Haymitcha pod reżyserią Cressidy okazał się strzałem w dziesiątkę. Czułam się dobrze. Ani owady. że nie uda się nam nagrać nic wartościowego. że postaram się nie zostać z nim sam na sam w jednym pomieszczeniu. myślę. — Och! Nie. dla odmiany. bym zorientowała się. Nie mogę jednak zignorować napięcia na twarzy Fulvii. że nalot nie został przewidziany. Myślę. jej wspaniałego zespołu i. naszego telewizyjnego talentu? Również biję brawo dopóki nie zdaję sobie sprawy. Szczególnie teraz.

Pani prezydent odsyła wszystkich do swoich zajęć. kiedy już udało się nagrać przyzwoity materiał. Przypominam sobie. — Taki prawdziwy trybut dla trybutów — mówi Plutarch. Śmiejemy się trochę z przykrywki. — Możecie zacząć tworzyć je już dzisiaj? — Oczywiście — mówi Fulvia. że nikt nie chciał źle wypaść przyznając. ale myślałam. oczyściła sobie drogę do kontynuowania własnej pracy nad przedstawieniem Kosogłosa na wizji. A oprócz tego Fulvia wpadła na naprawdę genialny pomysł. I będzie oczekiwał nagrody. ale na podstawie całościowego sukcesu produkcji. Chwaląc Fulvię za coś. Chce tylko. a nie członkiem ekipy. Gale mówi. by atak na transmisje telewizyjne odniósł pożądany skutek. więc Gale odwozi mnie do szpitala. Messalla już to wszystko montuje. Ja staram się być milsza i mówię. wyraźnie uspokojona życzliwym przyjęciem jej pomysłu.— Mamy kilka świetnych ujęć Katniss w szpitalu w Ósemce.” Skupimy się na interakcjach Katniss z pacjentami. Jeśli byłby tym zainteresowany. — Myślę. — To jest genialne. że moglibyśmy wyemitować serię proposów „Pamiętamy”. że Plutarch jest Głównym Organizatorem Igrzysk. . Nazwiemy go „Ogień jest zaraźliwy”. Jeśli wygramy wojnę. by przypomnieć ludziom dlaczego walczą. Małą Rue z Jedenastki albo starą Mags z Czwórki. że Plutarch nie pragnie. Cressidzie udało się załagodzić napiętą sytuację w ekipie przez ten gest. Pomysł jest taki. że moglibyśmy zaangażować Finnicka do nagrania wstępu i narracji w spotach. Wyraz twarzy Fulvii jakby-zjadła-kwaśne-winogrona zniknął i kobieta powoli dochodzi do siebie. by przypisano mu jakiekolwiek zasługi. Powinien z tego powstać kolejny propos z tematem przewodnim „Ponieważ wiecie kim są i co robią. — To idealny sposób. że prawdopodobnie nie chcieli stracić szansy ponownego zabrania nas w teren. wtedy Plutarch się pokłoni. — Pomyślałam. bombardowaniu szpitala i gruzach. jego wartości nie ustala się na podstawie pojedynczego elementu. Nie jest pionkiem w Igrzyskach. — Szczerze mówiąc. Gale musi iść na spotkanie Beetee’ego w Broni Specjalnej. nie wydaje mi się. by proposów z tej serii mogło być zbyt wiele — mówi Coin. — Cóż. W każdym z nich przedstawimy jednego ze zmarłych trybutów. a ja zasypiam. Naświetlimy najlepsze chwile Katniss i posklejamy je ze scenami rosnących w siłę rebeliantów i materiałem z wojny. W związku z tym. by uderzyć każdy dystrykt bardzo osobistym materiałem. że to mogłoby się udać — mówi. Fulvia — mówię szczerze. Ciekawe jest. w szczególności dziećmi. co rzeczywiście jest naprawdę dobrym pomysłem. nie wiem czy to jest takie genialne. że nie ma nad nami kontroli. Prawdopodobnie oboje mamy rację. Myślimy też nad projektem Kosogłosa.

ale łapie je z łatwością. ale prędzej czy później i . — To twoja słuchawka. kiedy leżę bezradnie przypięta do kołyski. ale jestem zbyt zdenerwowana. Zastanawiam się nad wezwaniem jakiegoś świadka. którzy już nie istnieją. wie dobrze. Dam ci jeszcze dokładnie jedną szansę na jej noszenie. — Słucham? — pyta. że nimi rzucę. bym mógł mówić do ciebie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Upuszcza przedmiot na pościel. Ja będę miał jedyny klucz. — Wyciąga jakiś rodzaj metalowego nakrycia głowy. Jeśli znowu wyjmiesz ją z ucha. że zamknęłam oczy jedynie na kilka minut. który zaciska się na czaszce i pod policzkami dopóki ktoś nie otworzy go kluczem. wzdrygam się na widok Haymitcha siedzącego mniej więcej w odległości metra od mojego łóżka. — Zostawię słuchawkę w uchu! — mówię. Ciężko mi się na nim skupić. ale kiedy je otwieram. — Zrób tak. twarze rannych. dach magazynu wali się na mnie. a wolną ręką rzucam kajdany na głowę w twarz Haymitcha. — Coś jeszcze? Haymitch podnosi się. Wychodzi.Wydaje się. które godzin. — To alternatywny mechanizm dźwiękowy. przymocuję ci na stałe to. — Jesteś pewna? Bo każda z trzech opcji wydaje mi się równie dobra — mówi mi. Rzeczy. Bombardowanie. że nie jestem typem donosiciela. wystarczająco głośno. by się go pozbyć — Haymitch upuszcza kajdany na głowę na łóżko i wyciąga mały srebrny chip — upoważnię ich do operacyjnego wszczepienia tego nadajnika w twoje ucho. ale nietrudno zgadnąć co to jest. Haymitch na okrągło w mojej głowie. — Jestem pewna — odpowiadam. upadek płonącego samolotu. by obudzić pół szpitala. Wyobrażam sobie śmierć ze wszystkich punktów widzenia. Zaciskam słuchawkę w pięści. jeśli wierzyć zegarowi. które natychmiast nazywam kajdanami na głowę. — Zgłoszę to — mamroczę do poduszki. — Podczas czekania… zjadłem twój obiad. Wyczekującego. — Zostawię słuchawkę w uchu — mruczę. Obejmuję wzrokiem pustą miskę po gulaszu i tacę na moim stoliku. Haymitch nachyla się w moją stronę i wymachuje mi przed nosem przedmiotem zawieszonym na cienkim białym przewodzie. Jeśli okażesz się na tyle sprytna. czuję jak wybucha skrzydło mojego samolotu i nurkuję w zawrotnym tempie ku zapomnieniu. kochanie. Prawdopodobnie przez kilka tak będę musiała się z nim zmierzyć. Przerażające. Pewnie spodziewał się. Przeżywam ostatnie chwile przed zawaleniem się konstrukcji. Obrazy wczorajszego dnia zaczynają przesączać się do teraźniejszości. Chcę znowu zasnąć.

— Czy chciałbyś jej coś powiedzieć? — pyta Caesar. szukając czegoś. Ale kiedy ręka Finnicka sięga w stronę pilota. Na szczęście Finnick nie klaszcze ani nie eksploduje radością. to oczywiste — mówi Peeta. Przecież dopiero co go widziałam! Cztery — nie. Peeta… — szepczę. co mogę sobie przypomnieć z jego pierwszego wywiadu z Caesarem. zanurzam twarz w poduszce. opisujących całe zajście. Przyznano mu kwatery na moim starym piętrze. Moje myśli plączą się. że to było pięć dni temu. Które spowodowałam po naciągnięciu cięciwy. Ale pod warstwą makijażu. I mogę łatwo odgadnąć kto będzie jego gościem. Caesar i Peeta wymieniają parę pustych słów zanim Caesar pyta go o plotki. — Wyłączmy telewizor. stracił przynajmniej siedem kilogramów. byśmy mogli razem obejrzeć najnowszego proposa w telewizji. Wątpię. które nie dają rady ukryć bólu odczuwanego przy poruszaniu się. — Wykorzystują ją. — By zagrzewać rebeliantów do walki. że to się stało. próbując wyłowić z tego jakiś sens. Fizyczna zmiana Peety szokuje mnie. że wciąż praktycznie mieszka w szpitalu. który zmontował Messalla. Finnick. a jego ręce zaczęły się nerwowo trząść. ale jego stan umysłowy tak często się pogarsza. Mogli nagrać ten wywiad dzień lub dwa po tym. Jakim cudem tak szybko mu się pogorszyło? Co mogli mu zrobić w tak krótkim czasie? Wtedy to do mnie dociera. pięć — myślę. Peeta jest człowiekiem potwornie zniszczonym. kiedy propos się kończy. zanim zaczną to powtarzać — poganiam go. co mogłoby umieścić go w czasie. Nic nie znajduję. Zdrowy chłopak o klarownym spojrzeniu. Odtwarzam sobie w myśli to. według których nagrywam proposy dla dystryktów.widziałam. Mówi tylko: — Ludzie powinni wiedzieć. to Caesar Flickerman. Których nigdy nie będę w stanie wymazać z mojej pamięci. jak wysadziłam w powietrze arenę i od tej pory mogli go torturować w jakikolwiek sposób chcieli. wrzeszczę: — Czekaj! Kapitol prezentuje specjalny program i coś wydaje mi się w nim znajome. którego widziałam kilka dni temu. Rebelianci emitują propos „Ponieważ wiecie kim są i co robią”. kiedy już wszystkie ofiary są martwe. i eleganckich ubrań. I teraz już wiedzą. Kiedy bomby spadają na dach. któremu nie udaje się ukryć worków pod jego oczami. . Materiał poprzecinany jest krótkimi fragmentami studyjnymi z udziałem Gale’a. osobiście lub na taśmie. Tak. Na kolacji Finnick przynosi swoją tacę do mojego łóżka. by w ogóle wiedziała cokolwiek o przebiegu wojny. Boggsa i Cressidy. O co toczy się gra. Wciąż jednak wygląda schludnie. patrząc dopiero na krótki fragment ze mną na końcu. kiedy wiem co się stanie. — Och. Ciężko jest oglądać przyjęcie mnie w szpitalu w Ósemce.

— Skończ kolację. Użyj go. którzy ocenią stan fizyczny Peety i przeanalizują słowa. Czy rzeczywiście wiesz. że nie ufam rebeliantom ani Plutarchowi. Katniss. Wygląda na to. Wierzą nam. Będę musiała się ich wyprzeć. z którymi pracujesz. Później wyłączyliśmy telewizor. Dajemy im jasno do zrozumienia. . że im ulżyło. że wyłączyliśmy telewizor zaraz po jego emisji. Gratulujemy im proposa. Ale prawda jest taka. użyj go. Zmienili cię w broń. — Nie widzieliśmy Peety. — Nie bądź głupia. prosto w moje oczy. ani Coin. — Co? — pytam. że kiedy Plutarch i Fulvia się pojawiają. Koniec przedstawienia. Tylko propos z Ósemki. że mówią mi prawdę. Czarny ekran. Nie jestem przekonana. która może okazać się kluczowa w zniszczeniu ludzkości. co się dzieje? A jeśli nie… dowiedz się. bo materiał zasmucił cię. Finnick mówi o tym. Myśl za siebie. Pieczęć Panem. Finnick wyłącza pilotem telewizor. które padły z jego ust. Finnick chwyta mnie mocno za ramiona. Spogląda w kamerę. Przytakuję. Łapiesz? — pyta. Kroki się zbliżają. W przeciągu chwili pojawią się tu ludzie. jak dobrze Gale wypadł przed kamerą. że poruszył nas tak bardzo. Nikt nie mówi o Peecie. — Nie widzieliśmy tego.— Tak — mówi Peeta. Zbieram się w sobie na tyle. Nie będę w stanie tego zataić. Jeśli masz jakiś realny wpływ na sytuację. by to wszystko przerwać. by zakończyć wojnę zanim będzie za późno. mam usta pełne chleba i kapusty. Zastanów się czy na pewno ufasz ludziom.

Co oni mu zrobili? I co mu robią teraz? Najwyraźniej Snow nie uwierzył w to. — Może — odpowiadam. Ktoś musiał go widzieć poza Finnickiem i mną. Włóczymy się wkoło przez jakiś czas. Rano zostaję zwolniona ze szpitala z nakazem odpoczynku. Kiedy kłamstwa zostają odkryte. Peeta może jedynie domyślać się jaka jest taktyka rebeliantów albo opowiadać swoim oprawcom zmyślone historyjki. Umocnił się w podejrzeniach teraz. Powalam go strzałą. kiedy tylko ktoś pojawia się. a ja nie tylko nie potrafiłam zapewnić mu ochrony. ani ja nie wiedzieliśmy nic o rebelii. Nikt ci nic nie mówił? — pyta Finnick. mają pracować nad bronią albo czymś w tym stylu. Na obiedzie czekam aż ktoś poruszy temat występu Peety. ale nikt tego nie robi. Kiedy pytam go o to. siadamy i omawiamy występ Peety. że wie. że Gale naprawdę nie wie nic o wiadomości Peety. Cressida prosi mnie o nagranie kilku wersów do nowego proposa o Kosogłosie. Finnick wlecze go w stronę ogrodzenia. Leżę więc tylko nieruchomo i udaję. — Może czeka na odpowiedni moment. znowu nie wspomina o Peecie. co się dzieje? A jeśli nie… dowiedz się. Jak bardzo opuszczony przeze mnie musi się czuć. by powiedzieć ci na osobności. — Nie słyszałem o tym ani słowa. co się dzieje. a później zostawiamy komunikatory pod krzakiem. Ale mam złe przeczucie. są zapewne surowo karane. Nie staram się już dłużej zasnąć po tym. Waha się chwilę zanim zadaje kolejne pytanie. Potrząsam głową. Po posiłku Gale odprowadza mnie do Oddziału E. Czy rzeczywiście wiesz. więc dostaję pozwolenie. że to tylko narzucone przez Kapitol słowa. ale sprowadziłam na niego jeszcze więcej nieszczęść. Czego? Od kogo? I jak Peeta może wiedzieć coś poza tym. że oddycham głęboko. . wydobywam perłę z szuflady i spędzam drugą bezsenną noc kurczowo zaciskając ją w dłoni. co mówią mu w Kapitolu? To tylko propos Kapitolu. by zabrać do lasu Finnicka. — Nawet Gale? — Chwytam się resztek nadziei. ale Gale oczekiwany jest u Beetee’ego. aż w zasięgu wzroku pojawia się jeleń. z którymi pracujesz. odtwarzając w myśli słowa Peety: „Zastanów się czy na pewno ufasz ludziom. Mam w planie szkolenie. to dlaczego mi o tym nie powiedział? Dlaczego nikt nie wtajemniczył mnie i Finnicka? Pod tą debatą leży prawdziwy powód mojego niepokoju: Peeta. jak kilka moich pierwszych prób zostaje zakłóconych przez niewytłumaczalne koszmary. by mnie skontrolować. kiedy ukazałam się jako Kosogłos.” Dowiedzieć się. Na obiad mamy zmieloną dziczyznę w gulaszu.9. Jak tylko moja mama i siostra zasypiają. Ale jeśli Plutarch uważa. że ani Peeta. Kiedy jesteśmy w bezpiecznej odległości od nich. Ma narobić zamieszania. Podczas pierwszego wywiadu usiłował uchronić mnie zarówno przed Kapitolem jak i przed rebeliantami. Siedzimy w milczeniu tak długo.

dostrzegam komunikator na nadgarstku Gale’a. to by mi go dali. Już słyszę poczucie winy w jego głosie. Lepiej się pospiesz. — I zgadzam się całkowicie. że nie widział proposa z Peetą. że obejrzenie proposa Peety załamie cię — mówi. idę do punktu oddawania naczyń i z trzaskiem rzucam je na półkę. Później zastąpione zostaje przez zimną złość. Nie obchodzi mnie to. byśmy mogli ją z niej wyłowić. . Chciałem ci powiedzieć. że to ty powinieneś być tym przystępnym. Powtarzam tylko twoje słowa — mówię mu. i papkowate buraki. żeby czasem nie zrobiła niczego głupiego. — Dlaczego nic nie powiedziałaś? — pyta. Znamy się zbyt dobrze. że ja wciąż mam dostęp do ciebie. ale wszyscy bali się. że mi o nim nie powiedział. Natychmiast po śniadaniu jestem oczekiwana w Produkcji. to powiedziałam. chwytając mnie za ramię. że jeśli mam być z tobą na polu walki. Zastanawiam się czy. Nasze spojrzenia się krzyżują i zdaję sobie sprawę jak bardzo zła jestem na Gale’a. Obraca się na pięcie i odchodzi. chyba jedno z nas musi być przystępne — mówię poirytowana. — Kiedy ci go zwrócili. jeśli bym o taki poprosiła. nie dałam mu czasu na wyjaśnienia. Że czuję się całkowicie zdradzona przez to. — Katniss… — zaczyna. a i tak już ciężko uzyskać jakiś przyzwoity materiał filmowy z jej udziałem. Gale mnie dogania. bo to mogłoby ją załamać. Nikt nigdy nie zaoferował mi komunikatora. — To ona. — Dlaczego ty nie powiedziałeś. Żołnierzu Hawthorne? — pytam. to będzie zapasowy system komunikacji. Musisz jej sporo opowiedzieć. Nie powiemy jej o proposie Peety. Może wszyscy próbują mnie chronić okłamując mnie. Mam dość ludzi okłamujących mnie dla mojego dobra. — O co ci chodzi? — pyta Gale. Przez moment jego twarz wyraża prawdziwe cierpienie. kiedy pochłaniam moją gorącą owsiankę i mleko. — W tej właśnie chwili jego komunikator zaczyna wydawać dźwięki. Tak właśnie było.Następnego ranka przystawiam ramię do ściany i gapię się nieprzytomnie na plan dnia. kiedy pytałam co się dzieje! — Przepraszam. Okłamiemy Katniss w sprawie rebelii. — Cóż. — O nic. Mam tylko nadzieję. — Dlaczego ja nie powiedziałam? — Wyrywam ramię z jego uścisku. Pomyśleli. by nie potrafił odczytać mojego nastroju i odgadnąć jego powodu. Chwytam tacę. Gale? Tak w ogóle. Ponieważ robią to głównie we własnym interesie. wczoraj. — Wczoraj. Wyślemy ją na arenę bez wiedzy na ten temat. Kiedy jestem już na korytarzu. — Mieli rację. Nie załamało mnie to jednak aż tak bardzo jak twoje okłamywanie mnie dla Coin. W porządku? Nie wiedziałem co robić. W jadalni. Być może byłam zbyt złośliwa. Że nawet przez chwilę nie wierzyłam.

ale poza wymianą grzeczności nie rozmawiamy ze sobą. że jego maska wygląda tak niewygodnie. . czesze i delikatnie nakłada makijaż na moją twarz. że to nie będzie niebezpieczne. Bardzo obiecujące w rzeczy samej — mówi Plutarch. że nie widziałam Peety i złości za ukrywanie prawdy. Odkrywam. — Fulvia dzisiaj skończy pracę nad pierwszą serią spotów „Pamiętamy”. Boli mnie serce. gdzie Plutarch. On też ze mną nie rozmawia. O moim udawaniu. którzy ledwo utrzymywali się w niektórych dystryktach. — Obiecujące. — Prosto z serca. — Znał tylu z nich osobiście. rzucając nieco światła na nasze zdemolowane miasto. przyglądając się z bliska mojej twarzy. Wchodzimy na pokład poduszkowca na krótką podróż do Dwunastki i zostaję pokierowana do siedzenia przy stole. I jestem zbyt zmęczona na granie Kosogłosa. że zostanie mi oszczędzona kolejna wymiana zdań na temat mojego nieposłuszeństwa w Ósemce. Dopiero kiedy lądujemy na Łące orientuję się. Boggs eskortuje mnie do Hangaru. Trochę za późno jednak. — Ja się na to piszę — odpowiadam. Stoję sztywno i bez słowa. bo wciąż nie potrafię odpuścić. Plutarch z satysfakcją pokazuje mi efekty przed i po pierwszych kilku proposów. Więc Gale im nie powiedział. to ciężko je oglądać — mówi Cressida. więc zaatakujemy poszczególne dystrykty ich zmarłymi. jak manekin. — Właśnie to sprawia. Gale i Cressida ślęczą nad mapą.Rzeczywiście czuję się źle. Nie tyle. że poprosił o dzień wolnego — mówię. że są takie efektywne — mówi Plutarch. Rebelianci. Finnick jest absolutnie cudowny. — Tak naprawdę. Ale jestem już w Sali Przeróbek. odżyli. kiedy moja ekipa przygotowawcza ubiera mnie. jedynie potrząsa głową i mówi: — Nie mógł się z tym zmierzyć. — Haymitch? Niezdolny do zmierzenia się z czymś? Bardziej prawdopodobne. więc wchodzę do środka. Wszyscy spisujecie się wspaniale. Cieszę się. by nieco przykryć obwódki wokół moich oczu. szczególnie. W ostatniej chwili przypominam sobie o poinformowaniu mamy o opuszczaniu Trzynastki i zaznaczam. Cressida chce przeprowadzić spontaniczne wywiady z Gale’em i ze mną. by zrobić ze mnie przedstawienie. które dawno nie zaznały snu. że Haymitcha nie ma wśród nas. Kiedy pytam Plutarcha o jego nieobecność. — Jeżeli oboje jesteście na to gotowi — mówi Cressida. jako że jest źródłem zaopatrzenia w żywność całego Panem — i zaatakowali również w kilku innych dystryktach. jednak wystarczająco dużo. że dzisiaj wrócimy do Dwunastki. To bez znaczenia. Praktycznie zajęli Trójkę i Jedenastkę — ten drugi tak istotny. Coin nie mogłaby być bardziej zadowolona.

bez świadków. pogrzebaczem. Ale jakieś pięć minut po powrocie do Dwunastki sama chciałabym mieć przy sobie butelkę. — Czegokolwiek na co masz ochotę — mówi. Mimo że zostawiliśmy za sobą osmalone pnie blisko ogrodzenia. Gale’owi nie udaje się tak łatwo wywinąć w jego starym domu. Nabieram w dłonie wodę z jeziora. Przez chwilę wyobrażam sobie samotnego wędrowca. widziałam z powietrza i włóczyłam się wśród popiołu. Włóczę się przez jakiś czas wzdłuż linii wody. Więc dlaczego to wszystko wywołuje nowe ukłucie bólu? Czy wcześniej byłam za bardzo odurzona. pracę. że Gale utracił zdolność mówienia. Chodźmy dalej. życie w Złożysku. ale kiedy tylko wyciąga on z popiołów jedną z pozostałości po jego dawnym życiu — skręcony metalowy pogrzebacz — zaczyna go wypytywać o jego rodzinę. nie mam ochoty na robienie niczego. Zastanawiającego się jak się tu znalazły. czując jakby ich obecność była pogwałceniem mojego ukochanego lasu. poprzez Łąkę i las aż do jeziora. Przewracam oczami. wciąż przechodzimy nad rozkładającymi się ciałami. Zmusza go do powrotu do nocy bombardowania i odegrania go. kiedy pieszo przedziera się przez zniszczenia. Po chwili Cressida mówi: — W porządku Katniss. że odczuwam okropność czynu na nowo? Cressida prowadzi zespół na początek do mojego starego domu. który pozostał — bo zbyt wiele wspomnień mnie zalewa. jego słabości do kieliszka i tego z czym może. już przeżarte przez zło Kapitolu. Myślałam. daleko w przyszłości. Wszyscy ociekamy potem — szczególnie Castor i Pollux w swoich owadzich skorupach — i Cressida zarządza przerwę. błądzącego na tym odludziu i napotykającego to małe schronienie ze stosem porąbanego drewna. Cressida filmuje go w milczeniu przez kilka minut. pragnąc zanurzyć się w nim samotnie. wiem. że jego dokładne słowa brzmiały: „Nie mógłbym się z tym zmierzyć bez butelki” — odpowiada Plutarch. Tak naprawdę przyłapuję się na wpatrywaniu się w niebo — jedyny dach. że myśli o naszym ostatnim spotkaniu tutaj. Wlokę się za ekipą filmową i ochroniarzami. zdaje się. Gale obraca się i napotyka moje spojrzenie. Kiedy . że pogodziłam się ze zniszczeniem Dwunastki — słyszałam o nim. zatrzymuję się w progu i patrzę jak Gale opiera ocalony wykrzywiony pogrzebacz o ścianę przy palenisku. sprawia. To prywatne miejsce. by wszyscy mogli to zobaczyć? Kiedy jednak docieramy do jeziora. a z czym nie może się zmierzyć. Pytam ją czego ode mnie oczekuje. Kiedy stoję znowu w kuchni. począwszy od jego domu. by w pełni zarejestrować utratę własnego świata? Czy to wyraz twarzy Gale’a. sanktuarium. Czy naprawdę musimy to nagrywać. nago. Kiedy wracam do małego betonowego domku przy jeziorze. paleniskiem.— Myślę. Straciłam cierpliwość dla mojego mentora.

Więc. na moment rozpościera skrzydła i ukazuje ich białe miejsca. ale pamiętam każde słowo. Wstaję. Zgaduję. bo to zakazane. śpiew kosogłosów różni się od ich gwizdów i chciałabym. Ale Kapitol wciąż rządziłby Panem. wyśpiewuję cztery nuty Rue. Nuty. byle tylko zatrzymać potok wspomnień. ku mojemu zaskoczeniu. pokażę ci” i gwiżdżę ptasie wezwanie. Ptak natychmiast mu odpowiada. opieram dłoń o chropowaty pień klonu. Specjalnie siadam na dalekim końcu grupy. Chwyta mnie za ramię i używa gałęzi. Kosogłos unosi głowę i odgwizduje tę samą melodię. jakbym chciała powiedzieć „poczekaj. że tak. których używała jako sygnału dla zakończenia dnia pracy w Jedenastce. Tak jak to robiły podczas Igrzysk Śmierci zanim zmieszańce wypadły spomiędzy drzew. Trącam łokciem Polluxa i wskazuję małego czarnego ptaka w koronie. miękko. Pollux wygwizduje kilka swoich dźwięków. Tak naprawdę nikt wiele nie mówi. Wszystko. Nie śpiewałam „Wisielczego Drzewa” na głos od dziesięciu lat. Pollux wskazuje na moją broszkę i pytająco unosi brwi. co robię. by napisać na piasku jedno słowo. Wtedy. jak mój ojciec: — Czy ty. We względnej ciszy ptaki odzyskują panowanie nad lasem. Unoszę palec. by go usłyszał.myśleliśmy nad tym czy uciec. Na twarzy Polluxa pojawia się wyraz rozkoszy i wymienia serię melodyjnych dźwięków z kosogłosem. Poza tym. które rozlegały się w tle podczas jej śmierci. na którym przysiadły ptaki. Czy gdybyśmy uciekli Dystrykt Dwunasty wciąż by tu był? Myślę. potwierdzając. czy zostać. że to jego pierwsza rozmowa od wielu lat. Te ptaki o tym nie wiedzą. ZAŚPIEWASZ? Normalnie bym odmówiła. podchodzę do drzewa. Przekazujemy sobie kanapki z serem i jemy je w cieniu drzew.” . zagoniły nas do Rogu Obfitości i powoli zmieniły Cato w krwawą miazgę… — Chcesz usłyszeć jak śpiewają prawdziwą piosenkę? — wypalam. więc w krótkim czasie udaje mu się zgromadzić pół tuzina ptaków uczepionych gałęzi nad naszymi głowami. zanim zdaję sobie sprawę z tego. Podejmują prostą melodię i przekazują ją sobie w słodkiej harmonii. Zaczynam delikatnie. Przeskakuje na nową gałąź. bym nie musiała rozmawiać. że to kosogłos. Muzyka przyciąga kosogłosy jak kwiaty przyciągają pszczoły. Przytakuję. czy ty Przy drzewie się pojawisz Gdzie powiesili mężczyznę Co troje ludzi zabił Dziwne rzeczy się tu zdarzyły Przed obcymi obaw nie miej Spotkajmy się o północy Na wisielczym drzewie. ale to prawie niemożliwe odmówić Polluxowi w tych okolicznościach. obok Polluxa.

W ciszy przypominam sobie pewną scenę. nie znając prawdziwego znaczenia słów. Wróciłam do domu po spędzeniu dnia w lesie z moim ojcem. kosogłosa lub innego. Ale to wszystko. One naprawdę milkną. po . — Czy ty. Melodia była jednak prosta i łatwa do przyswojenia. Po kolejnej zwrotce na pewno załapią melodię. czy ty Przy drzewie się pojawisz Skąd martwy mężczyzna Miłość swą odprawił Dziwne rzeczy się tu zdarzyły Przed obcymi obaw nie miej Spotkajmy się o północy Na wisielczym drzewie. Słychać jedynie szelest liści na wietrze. Peeta miał rację. Ale żadnego ptaka. kiedy śpiewam. i śpiewałam „Wisielcze Drzewo”. która była wtedy jeszcze małym brzdącem. — Czy ty. czy ty Przy drzewie się pojawisz Gdzie kazałem ci biec By oboje nas wybawić Dziwne rzeczy się tu zdarzyły Przed obcymi obaw nie miej Spotkajmy się o północy Na wisielczym drzewie. co dotyczyło muzyki. Cisza na drzewach. Udało mi się teraz przyciągnąć uwagę ptaków. Ostatnia zwrotka. a wtedy potrafiłam zapamiętać wszystko. Robiłam nam naszyjniki ze strzępów starych lin. jak w piosence.Kosogłosy wymieniają się piosenkami. czy ty Przy drzewie się pojawisz Założysz naszyjnik z liny I już mnie nie zostawisz Dziwne rzeczy się tu zdarzyły Przed obcymi obaw nie miej Spotkajmy się o północy Na wisielczym drzewie. bo przecież jest prosta i powtarza się cztery razy z niewielkimi zmianami. kiedy dociera do nich moja nowa propozycja. Tak jak to robiły dla mojego ojca. Siedziałam na podłodze z Prim. Ptaki czekają na ciąg dalszy. — Czy ty.

bo bez wątpienia moja pokręcona piosenka przywiodła mu . Nagle zdajesz sobie sprawę. Wszyscy patrzą na mnie uważnie. Czy ja nie chciałam zabić Peety tą strzykawką. To oczywiście dziwne. że on mówi o chwili. w którym ją zostawia. by się gdzieś schować. Zdanie: „Gdzie kazałem ci biec. zapewne w bezpieczne miejsce. tata ani ja. z naszyjnikiem z liny. że miejsce. Ale później zaczynasz się zastanawiać czy nie miał na myśli tego. W ostatniej zwrotce staje się jasne. bym zaśpiewała tę piosenkę na muzyce. Mnóstwo ludzi było w ten sposób straconych w Dwunastce. Więc. dostrzegam. Nie śpiewaliśmy już tego. bo mama nigdy nie krzyczała. A po twarzy Polluxa spływają łzy. ale przynajmniej mnie nie… Nie.usłyszeniu tego raz czy dwa. Jestem w błędzie. wiszącą na drzewie tuż obok niego. Albo może myślał. wisielcze drzewo. To nie tak. która robiła swoje własne naszyjniki z liny. że to zmarły morderca śpiewa piosenkę. Po jego śmierci piosenka często do mnie wracała. ani nawet o tym nie mówiliśmy. Zapewnić. że właśnie na to czeka. z kilkoma wycieczkami na Igrzyska Śmierci za pasem. Mogę się założyć. bo początkowo wydaje ci się. Nagle mama wyrwała mi z rąk naszyjniki z liny i zaczęła krzyczeć na tatę. a ja uciekłam. Kiedy rozglądam się na boki. Ukochana mordercy musiała mieć coś wspólnego z zabójstwem albo może i tak zamierzali ją ukarać. że nie chciała. bym ją zapomniała. każde słowo zostało natychmiast nieodwołalnie wyryte w moim umyśle. Teraz. decyduję się nie oceniać go przed poznaniem szczegółów. oczywiście. by uchronić go od Kapitolu? Czy to rzeczywiście była moja jedyna opcja? Prawdopodobnie nie. wciąż pyta ją czy przyjdzie na spotkanie z nim. tylko raczej nie powinniśmy już dłużej śpiewać tej piosenki. Rozpłakałam się. jakby jakiś mężczyzna chciał namówić swoją dziewczynę do potajemnego spotkania o północy. chwila. że morderca to najbardziej przerażający facet. Ale to dziwne miejsce na schadzkę. Kiedyś myślałam. by oboje nas wybawić” jest najbardziej kłopotliwe. ale dopiero trzecia zwrotka „Wisielczego Drzewa” staje się niepokojąca. zaczęłam rozumieć słowa. Jako że miałam dokładnie jedną kryjówkę — na Łące pod krzakiem wiciokrzewu — mój ojciec natychmiast mnie znalazł. że będzie na nią czekał. Na początku to brzmi tak. że wieszanie zdarzało się jedynie w piosence. sprawa mówiących zwłok. gdzie powieszono mężczyznę za morderstwo. w której kazał jej uciekać. że wszystko jest w porządku. I chociaż odprawił swoją ukochaną. Być może jego ukochana już została skazana na śmierć. ale nie mogłam wtedy myśleć o niczym innym. Do śmierci. jest gorsze od śmierci. Szczególnie taką. Kiedy stałam się starsza. a on próbował jej wszystko ułatwić. Uspokoił mnie i powiedział. że mamie cała sprawa wydawała się zbyt pokręcona jak na siedmioletnią dziewczynkę. Na swoją ukochaną. jakiego tylko mogłabym sobie wyobrazić. Prawdopodobnie nie spodobałoby jej się to. że Castor mnie nagrywał. bo jego ciało kazało jej uciekać. by przybiegła do niego. później Prim też zaczęła płakać. Mama chciała. że robię to tutaj przed Polluxem. Myślę jednak. Wciąż jest na wisielczym drzewie.

Ciemność zamiast światła pojawia się między nami. ale w jakiś sposób czuję. myślę. by się do siebie odezwać? Gale właściwie mnie okłamał. by upewnić się. że to stare miejsce naszych łowieckich spotkań. Ona chce je zobaczyć. . Cressida to dostrzega i pyta nas co znajduje się w tamtym miejscu. Jednak jego przeprosiny wydawały się szczere. i łapania ryb. Kapitol zabrał mi to wszystko i jestem bliska utraty również Gale’a. Wtedy kosogłosy zaczynają odtwarzać „Wisielcze Drzewo”. stoję w milczeniu dopóki Cressida nie mówi „cięcie!”. że tu były — odpowiada. w którym byłam szczęśliwa. Plutarch podchodzi do mnie ze śmiechem. — Chodźcie wszyscy. — Skąd tyś to wzięła? Nikt by nam nie uwierzył. wspólnego wędrowania po lesie. Wzdycham i opieram się o pień. W ich wykonaniu piosenka wydaje się piękna. nawet po tym. Świetnie. i zbieractwa.na myśl jakiś przerażający epizod z jego życia. Nic. jesteśmy na siebie zbyt wściekli. że jestem nagrywana. która tak ciasno nas ze sobą związała przez te wszystkie lata. Strażników Pokoju. teraz zaczyna zanikać. to moje zachowanie leżałoby u ich podstaw. — Jesteś wspaniała! — Nie zrobiłam tego dla kamer — mówię. Nagle obracam się w jego stronę i rzucam mu ją. Byliśmy sobie nawzajem potrzebni. bez ustalania tego między sobą. jak para psów wyczuwających zapach w powietrzu. Przyznajemy. gdybyśmy sami to wymyślili! — Obejmuje mnie ramieniem i całuje w czubek głowy z głośnym cmoknięciem. — Więc dobrze. docieramy do głazu i oboje z Gale’em odwracamy głowy w tym samym kierunku. wracamy do miasteczka! Kiedy wleczemy się z powrotem przez las. Nasza skalna półka wznosi się ponad doliną. że gdybym doszukała się źródeł naszych problemów. W ten sposób udawało nam się utrzymać i nie stracić zmysłów. Jest być może nieco mniej zielona niż zazwyczaj. jak przekonujemy ją. żadnych wygłodniałych gęb do wykarmienia. Tu zaczęły się niezliczone dni polowania i zakładania sideł. kiedy stoimy naprzeciw przeraźliwie zniszczonej Dwunastki. poza miejscem. że go to zabolało. To było nie do przyjęcia. Czy naprawdę chcę go odtrącać? Moje palce obejmują jeżynę i zrywają ją. z którego można by uciec. dzielenia się przemyśleniami podczas napełniania toreb myśliwskich. których można by przechytrzyć. nawet jeśli miał na uwadze moje dobro. Więź wzajemnej potrzeby. że dzisiaj. że tak naprawdę nic tam nie ma. A ja rzuciłam mu je w twarz. ale krzewy jeżyn uginają się pod ciężarem owoców. Delikatnie toczę ją pomiędzy kciukiem i palcem wskazującym. Teraz już nie ma Dwunastego Dystryktu. Co się z nami dzieje? Dlaczego wciąż się kłócimy? Mamy niezły bałagan. Świadoma tego. Jak to się stało. znieważyłam go.

Kiedy szafki są już puste. że w kuchni pojawił się Gale. Kiedy mamy opowiedzieć o tym. ale następną rzeczą. — …zawsze wam sprzyja. które potrafię w sobie zgromadzić. widzę jego zakrwawioną postać wiszącą nieprzytomnie na nadgarstkach. ale w ostatniej chwili otwiera usta i łapie ją. kto by cię wysłuchał. Dwunastki już nie ma. milknę. Kiedy stoimy na kawałku metalu. to twój dom. Układam między nimi czyste bandaże. popołudnie zmienia się w wieczór. którą otrzymał po chłoście nie wystarczyła. więc Gale ma dużo czasu.— I niech los… — mówię. Więc spora dawka morfaliny. — Pamiętasz? — pyta. Nikt nie słyszał o którymkolwiek z członków twojej rodziny po bombardowaniu. Pochyla się nad stołem z palcami szeroko rozstawionymi między słojami w drewnie. . To niepokojące jak bezszelestnie może się poruszać. by zdecydować czy ją odrzuci. podnoszę się i zauważam. by zapobiec ich rozbiciu. dzikimi psami i skunksem. czy przyjmie. Coś dla… mojej mamy. Czy była prawdziwa? Jeśli tak. śmiejemy się trochę. Co skłoniło nas do ucieczki do lasu. — Peeta. ulubione chwile. Prowadzę Cressidę na gruzy piekarni i proszę ją o sfilmowanie czegoś. Rozgryza ją. Nagle przypominam sobie różę na mojej szafce. Wyrzucam jeżynę wysoko. jak się poznaliśmy. kiedy opowiadamy o nieszczęśliwych wypadkach z pszczołami. gdzie niemożliwe jest. Wzrok Gale’a koncentruje się na mnie. — Mam dość — ogłaszam. Przyspieszam pakowanie. Gale mówi jedynie: — Bardzo spóźnieni. jak się czuliśmy wykorzystując nasze zdolności posługiwania się bronią w Ósemce. Stawiam pudło między nami. i nakłania nas do rozmowy o polowaniu. Gapię się na blizny po chłoście i znowu słyszę świst uderzeń bata. — Nie ma nikogo. Cressida usadza nas w jednym miejscu na skale. — W końcu jednak się odzywa. nie na jeżynie. jest wyczerpanie. Ostrożnie wkładam ceramiczne słoje i szklane butelki do pudełka. Jeśli tam jest. byśmy się nie dotykali. jest siedzenie na podłodze naprzeciwko kuchennych szafek w naszym domu w Wiosce Zwycięzców. połyka i długo milczy przed odpowiedzią. A ty apelujesz o zawieszenie broni? — Wpatruję się w pustkę. tylko mnie znowu przerazi. czy wciąż tu jest? Muszę się oprzeć chęci sprawdzenia. — To tu mnie pocałowałaś. Musiałam tu przyjść. Kiedy docieramy do placu miejskiego. Pakuję bukiety suchych kwiatów. której jestem świadoma. — Spotkam się z wami w Wiosce Zwycięzców. Cressida pyta czy którekolwiek z nas było kiedyś torturowane. który był kiedyś szubienicą. W odpowiedzi Gale ściąga koszulkę i obraca się plecami do kamery. Jedynym uczuciem. by wymazać to z jego świadomości. Miękniemy.

Mimo tego Prim musi potrząsnąć mną. — Wiedziałem. kiedy puszczają proposy — mówię. Piorunuje mnie spojrzeniem. Jestem zbyt wyczerpana. — Skąd? — pytam. by pokazać mu moją bransoletkę i orientuję się. To minie. To zadziwiający smak jak na tak łagodny pocałunek. Spędzam krótką podróż do Trzynastki skulona na siedzeniu. Bo sama tego nie wiedziałam. — Unoszę nadgarstek. Gale. Po co potrzebują mnie w Centrum Dowodzenia? Czy coś opuściłam? — Cressida chciała ci chyba pokazać proposy z Dwunastki. wyczołgując się spomiędzy pudełek kredy i ołówków. — Musiałbym być martwy. podchodzę i przyciskam swoje usta do jego warg. Ale pewnie zobaczysz je w czasie emisji — mówi. Po śniadaniu ignoruję plan dnia i robię sobie drzemkę w schowku zaopatrzeniowym. . — Po to potrzebny mi plan dnia. — To jedyny sposób.— Nie sądziłam. Pierwszy się odsuwa i uśmiecha się do mnie krzywo. Smakujemy gorąca. — Jest zebranie w Centrum Dowodzenia. Może nawet to by nie wystarczyło — odpowiada. — Podnosi pudełko. by zapomnieć. że będziesz o tym pamiętał — mówię. wojskowe satelity. Wychodzi zanim mogę odpowiedzieć. by przeanalizować jego ostatni zarzut. Wysoko latające samoloty. który musi się zadowolić poduszkowcami. Zignoruj następny punkt w rozkładzie twojego dnia — mówi. — Bo cierpię — odpowiada. broń biologiczna z datą przydatności. że mnie pocałujesz. By wiedzieć. w jaki udaje mi się przyciągnąć twoją uwagę. dezintegratory komórek. bym rano wstała. albo moralną wrażliwość. której ludzkość już nie ma do swojej dyspozycji. próbując ignorować Plutarcha i jego paplaninę na jeden z jego ulubionych tematów — broni. idę prosto do łóżka bez jedzenia. którego nigdy nie widziałam jak płacze. Doprowadzone do upadku przez zniszczenie atmosfery albo brak środków. kiedy Boggs mnie przechwytuje. — Kto wie? Jestem mentalnie zdezorientowana. prochów i nieszczęścia. By powstrzymać je przed wydostaniem się. — Widzisz? Nie pamiętam nawet. ale powstrzymuje się od komentarzy. Po zrzuceniu kostiumu Kosogłosa. Można usłyszeć żal w głosie Głównego Organizatora Igrzysk. który o takich zabawkach może jedynie pomarzyć. Katniss. Wciąż w oczekiwaniu na odpowiedź. pociskami ziemia-ziemia i nudną starą bronią. zdalnie sterowane bezzałogowe samoloty. znowu jest pora kolacji. ma łzy w oczach. — Nie przejmuj się. — Zrobione — odpowiadam. — Postępowałaś zgodnie z nim przez cały dzień? — pyta poirytowany. Kiedy się budzę. że zniknęła. że zdjęli mi bransoletkę. — Może będę jak ten mężczyzna z „Wisielczego Drzewa”. Dostaję superdużą porcję grochówki i kieruję się z powrotem do Oddziału E.

możliwe. Wykolejony pociąg z toksycznymi odpadami wyciekającymi z cystern. ale biała róża w jego butonierce jest w pełni widoczna. Próbuje podjąć mowę. zdezorientowany. Plutarchem targają spazmy rozkoszy i niemal wszyscy kibicują Beetee’emu. ale Finnick pozostaje bez ruchu i bez słowa tuż obok mnie. Peeta zaczyna mówić sfrustrowanym głosem o potrzebie zawieszenia broni. ma zasób pięcioi dziesięciosekundowych fragmentów. że nie utrzyma zbyt długo kontroli. Snow ma wystąpić. kiedy zastępuje go fragment z Finnickiem opowiadającym o Rue. Dzisiaj ma być program na żywo. ale nieobecny — przeraża mnie najbardziej. — Och. czy coś w tym stylu. A później wszystko zmienia się w transmisyjną wojnę. by włamać się do sieci narodowej — mówi Finnick. Siedzi na wysokim krześle i opiera buty na metalowym szczeblu. Wszystko to przypisuje działaniom rebeliantów. które może wykorzystać. a Beetee. usiana wybranymi ujęciami z proposów. — By nasze proposy emitowano również w Kapitolu. Widział mnie na ekranie.Ludzie stłoczyli się w Centrum Dowodzenia. Wystukuje swoją protezą dziwny. nie — odpowiada Plutarch. Pracuje nad tym teraz w Obronie Specjalnej. Ekrany leżą już na stole. poprzez przejście dalej do zbombardowania oczyszczalni ścieków. Wydaje się zabarykadowany za swoim podium. Nagle patrzę prosto w wężowe oczy prezydenta Snowa. Krople potu przedostały się przez warstwę pudru na jego górnej wardze i czole. najwyraźniej przewidując. stojąc na gruzach piekarni. Ale to wyraz jego oczu — zagniewany. kiedy kapitolińscy technolodzy próbują odeprzeć atak Beetee’ego. Wskazuje szkody wyrządzone kluczowej infrastrukturze w różnych dystryktach. nieregularny rytm. ukazując zwyczajną gadkę Kapitolu. a ja staram się jakoś trzymać. Przerwana tama w Siódemce. by mnie pocieszyć. Nie wiem dokładnie jakiego materiału ma zamiar użyć Beetee. a kiedy mówi. Plutarch zrywa się na równe nogi. że znalazł sposób. ale zarezerwowali mi miejsce między Finnickiem a Plutarchem. Bam! Bez ostrzeżenia pojawiam się nagle w telewizji. — To znaczy. który znajduje się przed wyświetloną mapą Panem. — Co się dzieje? Nie będziemy oglądać proposów z Dwunastki? — pytam. Walący się pod wpływem ognia spichlerz. . — Gorzej z nim — szepczę. Kamera odsuwa się i obejmuje Peetę. kiedy wita naród. Chyba się zaczyna. pokazując obrazy destrukcji. Finnick chwyta moją dłoń. — Beetee uważa. Napotykam spojrzenie Haymitcha po drugiej stronie sali i widzę moje własne przerażenie odzwierciedlone w jego oczach. Pojawia się pieczęć Kapitolu. kiedy Peeta powraca. różne części mapy rozświetlają się. Widzimy jak oficjalna prezentacja pogarsza się. wzmocniona hymnem. — Udało mu się! Beetee się przedarł! Sala brzęczy od reakcji. Ale nie są na to przygotowani.

Na dźwięk mojego imienia. Transmisja zostaje wznowiona. Ani w dystryktach. Odgłos uderzenia nierozłączny z okrzykiem bólu Peety. Peeta próbujący mówić dalej. Nie w Kapitolu. emitując ujęcie mnie stojącej przed szpitalem w trzysekundowych odstępach. Spoza kamery Snow rozkazuje: — Zakończyć to! Beetee pogrąża wszystko w chaosie. jakby walczył o powietrze. Kamera przewrócona tak. I jego krew rozbryzgująca się na kafelkach. Pieczęć Kapitolu powraca w towarzystwie monotonnego dźwięku. że najwyraźniej rebelianci próbują teraz zakłócić rozpowszechnianie informacji. które rozgrywają się poza planem. Snow brnie dalej. mówiąc. Szuranie butami. że pokazuje wykafelkowaną na biało podłogę. ma jakieś pożegnalne słowa dla Katniss Everdeen. że z każdym okrzykiem radości Peeta coraz bardziej wymyka nam się z rąk. Słychać gorączkowe wymiany zdań w ich kabinach. A ty… w Trzynastce… — Oddycha ciężko. twarz Peety wykrzywia się w wysiłku. że jak to się skończy? Co pozostanie? Nikt nie jest bezpieczny. biorąc pod uwagę dzisiejszą demonstrację. w jego oczach widać szaleństwo. które uważają za obciążające. ale prawda i sprawiedliwość i tak zatriumfują. — Katniss… myślisz. Snow pyta Peetę czy.Zdajemy sobie sprawę. kiedy przywrócone zostaje bezpieczeństwo sieci. . Jednak pomiędzy obrazami. Po około dwudziestu sekundach Snow i Peeta wracają na wizję. zostajemy wtajemniczeni w prawdziwe wydarzenia.. Na planie panuje zamęt. — Umrzesz zanim nastanie nowy dzień.

I. którego krew na ekranie zastąpiły zakłócenia. o którym wiemy. Nie wiem skąd Peeta zdobył tę informację. pozwolić głosowi przedrzeć się przez przestrzeń. Krzyk rozpoczyna się w dolnej części moich pleców i toruje sobie drogę przez całe ciało. by w końcu utknąć w moim gardle. kiedy my tu sobie rozmawiamy. Czego więcej potrzebujecie? Katniss. — Jak udałoby mu się zdobyć taką informację? — Dlaczego mamy mu wierzyć? — Skąd wiesz? Haymitch wydaje z siebie pomruk frustracji. że zostaniemy zaatakowani. Rozmyśla nad słowami. a jedynie nieco zakłopotana takim rozwojem wypadków. pomóż mi! Muszę mocno sobą potrząsnąć. — Oczywiście jesteśmy przygotowani na taką ewentualność. że chcą je odzyskać. że jest. że. „A ty… w Trzynastce… umrzesz zanim nastanie nowy dzień!” Nikt jednak nie przejmuje się posłańcem. . by uwolnić słowa. że dalsze bezpośrednie ataki na Trzynastkę tylko Kapitolowi zaszkodzą. czy ktoś by zauważył? W sali aż huczy. ze względu na nasz obecny sojusz z rebeliantami. Tutaj. Albo czy jest prawdziwa. Jakiś głos prosi wszystkich o uwagę. kiedy próbują odszyfrować słowa Peety. A oni… Nie potrafię wypowiedzieć na głos tego. Ale on wierzy w to. Przez chwilę jestem awoksą. Przygotuj ludzi. — Cisza! — Wszyscy wpatrują się w Haymitcha. — To żadna wielka tajemnica. delikatnie stukając palcem w krawędź panelu kontrolnego przed sobą. Nawet gdybym potrafiła uwolnić mięśnie mojej szyi. Choć przez dekady utwierdzano nas w przekonaniu. dławię się swoim żalem. Nawet zwykłe bombardowanie może bardzo uszkodzić nasze militarne zaplecze. — Haymitch ma rację. Niewykluczone jednak. muszą się liczyć z kontratakiem. — My tak. Kiedy decyduje się przemówić.Część II Atak 10. co Snow mu robi. a to wiązałoby się z niezliczonymi szkodami wyrządzonymi środowisku. Pociski atomowe uwolniłyby promieniowanie do atmosfery. wyda im się to wartym podjęcia ryzykiem. zwraca się do Haymitcha spokojnym głosem. oczywiście. Chłopak mówi nam. — Nie znasz go — mówi Haymitch do Coin. Pytania i żądania odbijają się od ścian. W Trzynastce. Pani prezydent nie wydaje się zaniepokojona. — Biją go do krwi.

procedury Poziomu Drugiego dla mniejszych zagrożeń — jak czasowa kwarantanna. Zaczyna szybko pisać na klawiaturze. wzdłuż korytarza aż do drzwi i szerokiej klatki schodowej. Bez wątpienia informacja przekazywana jest do jakiegoś komputera. Jedyną zaletą jest to. że pacjenci byli z niego zwolnieni. drażniące bębenki uszne. Były dwa alarmy bezpieczeństwa odkąd przybyłam do Trzynastki. ale niemożliwe jest dojrzenie kogokolwiek poza tymi. zignorowałam pulsujące brzęczenie wydobywające się z systemu dźwiękowego i patrzyłam jak pająk buduje swoją sieć. podczas gdy obywatele byli badani na obecność choroby podczas wybuchu epidemii grypy — mieliśmy powrócić do naszych kwater mieszkalnych. że nikt się nie zgubił. Tak jakby miały dosłownie wygonić nas z wyższych poziomów. autoryzując swoją decyzję. że im głębiej schodzimy pod ziemię. którzy bezpośrednio mnie otaczają. Niektóre części ścian są z kamienia. jest prawdopodobne. podczas gdy stalowe belki i beton . czy stworzone przez człowieka. tym mniej przenikliwe stają się syreny. Niewiele pamiętam z pierwszego. już za późno na procedurę bezpieczeństwa Poziomu Piątego — mówi Coin. Zaczynam iść prosto w jej stronę. by opuściły procedurę. Podczas drugiego. ale w Trzynastce subtelne ironie są zwykle niedostrzegane. Jesteśmy na głębokości kopalni węgla. zaczyna się. W każdym razie. W chwili. bezgłośnie. nikt nikogo nie popycha. Strumienie ludzi łączą się tworząc rzekę i płyną jedynie w dół. Jednak obie pracują dzisiaj w szpitalu. Szukam mamy i Prim.— Tak myślisz? — pyta Haymitch. więc niemożliwe. jako że komplikacje wyciągnięcia nas na ćwiczenia przeważały nad korzyściami. Ale to jest Trzynastka i takie rzeczy nie mają tu miejsca. w której unosi głowę. To miejsce wydaje się samo nie wiedzieć czy jest naturalne. bo żadne słowo nie zostałoby usłyszane ponad tym ogłuszającym dźwiękiem. Nikt nie wrzeszczy. Żadne z tych doświadczeń nie przygotowało mnie na nieme. by mnie policzyli. Grupy ludzi zaczynają przedzierać się do oznaczonych drzwi. Cień w jego głosie jest bardzo wyraźny. jak przypuszczam. Ten dźwięk nie może zostać zlekceważony. Schodzimy coraz niżej. by doprowadzić całą populację do szaleństwa. Uszy mi pękają. Nawet dzieci nie protestują. — Przejdźmy do fazy zamknięcia. kiedy Boggs zatrzymuje mnie i pokazuje. wywołujące strach syreny alarmowe. a oczy robią się ciężkie. Byłam na intensywnej terapii w szpitalu i wydaje mi się. Boggs wyprowadza Finnicka i mnie z Centrum Dowodzenia. wydaje się zaprojektowany po to. co. Byłam ledwie świadoma mechanicznego głosu nakazującemu ludziom zebrać się w żółtych strefach. które teraz przenikają Trzynastkę. — Tak. a Boggs wciąż prowadzi mnie w dół dopóki schody nie kończą się wreszcie na brzegu ogromnej jaskini. że muszę machnąć planem dnia przed czytnikiem. Schowałam się wtedy za rurą w pralni. by upewnić się.

Powoli słowa stają się bardziej wyraźne. — Tak! Wspaniale. głosi: PROTOKÓŁ BUNKRA. którzy pojawili się w bunkrze. Łóżka są wykute w skalnej ścianie. Jeśli będziesz spokojna i dzielna. 2. Nie mogę uwierzyć. nie na drzewa. — Co? — pytam. jakbym wolno rozumiała. — Katniss. Prawdopodobnie obie pomagają przemieścić pacjentów. to na pewno jest dla ciebie zły czas. Jeśli zaczniesz panikować. że jestem nagrywana. Idę do wielkiej litery E wymalowanej na ścianie. Białe znaki z literami lub liczbami są zamieszczone w odstępach dookoła jaskini. — Spójrz na odwagę. — Ach. Upewnij się. Ostatnie wydarzenia wywarły na nim małe wrażenie. Kiedy Boggs mówi mnie i Finnickowi. których nie potrafię się pozbyć sprzed moich oczu. że inni będą cię obserwować. tu jesteś — mówi. Pierwsza część zatytułowana jest „Po przybyciu”. Gapię się nieruchomo na małe czarne plamki na kartce. . Jedynie gapię się na niego. — Muszę wrócić do Coin przed zamknięciem. — Ogień jest zaraźliwy. — Inni ludzie w bunkrze będą brać przykład z twojego zachowania. Wykute w ścianie są dwa łóżka — jedna z nas będzie spać na podłodze — i sześcienna przestrzeń magazynowa na poziomie ziemi. ale ja byłam jedną z pierwszych. Zwróć plecak(i). To miejsce zostało zaprojektowane na dłuższy pobyt. Zachowuj się dobrze — mówi i ulatnia się. Nasza przestrzeń to trzy i pół na trzy i pół metra kamiennej podłogi wyznaczona malowanymi liniami. Oczy skierowane na las. Wciąż promieniuje szczęściem po sukcesie Beetee’ego w ataku na transmisje telewizyjne. łazienki i punkt medyczny. Człowiek zawsze jest odważniejszy przed publicznością — mówi. inni też spróbują. Zgłoś się w Zaopatrzeniu i pozyskaj jeden plecak na każdego członka Twojego Oddziału. 1. Przez jakiś czas zasłaniają je kropelki krwi. Jest też kuchnia. Mama i Prim jeszcze nie dotarły. Nie na ukaranie Peety ani nadchodzące bombardowanie Trzynastki. która odpowiada przyznanym nam kwaterom — w moim przypadku E jak Oddział E — podchodzi do nas Plutarch. — Dlaczego po prostu nie zacząć udawać. którą Peeta właśnie zademonstrował! — Z trudem powstrzymuję się przed uderzeniem go w twarz.wzmacniają inne. to się rozprzestrzeni z prędkością światła — wyjaśnia Plutarch. z całym tym pogorszeniem się Peecie. że naprawdę zdegradował fatalne położenie Peety do zwykłego pogorszenia. Przygotuj swój Obszar Życiowy. że tak powiem — kontynuuje. że mamy się zgłosić w strefie. ale musisz być świadoma tego. Plutarch? — mówię. Kartka białego papieru laminowana w przezroczystym plastiku. że wszyscy członkowie Twojego Oddziału są na miejscu.

szczoteczkę do zębów. nie wydaje mi się. jak spieszy na pomoc pacjentom. nie — mówi mama. Zsuwam jeden na plecy. w razie gdyby miały jakieś medyczne obowiązki. Obie wiemy. Zaczynam się już niepokoić. Przestrzeń między drzwiami a . 3. Ale nie. chwytam dwa pozostałe w dłonie i obracam się. Przepychamy się przez napływającą falę ludzi. Widzę jak przygotowują się do zamknięcia grubych metalowych drzwi przed nami. Były na liście tutaj. by poczekali. Podchodzę. gdy gestem nakazują jej zejść do bunkra. a później waha się przy schodach. nie mam do roboty nic poza wpatrywaniem się w ostatnie polecenie. kiedy próbuję wydostać się z zaopatrzeniem. Być może nie będzie to leżało w ich gestii. Wyszła dziesięć minut przede mną. Te muszą być dla mamy i Prim. zdejmuje odpowiednie plecaki z półek i wymachuje nimi przed licznikiem. że jedyną widoczną różnicą są dołączone do szarych białe zestawy ubrań. że mam rację. Niewybrednie odpycham ludzi i kiedy krzyczę do nich. — Kot! Wróciła po niego! — Och. by znaleźć w nim cienki materac. Zastanawiam się czy mama i Prim zostaną na noc w miejscu. Zapełnienie całego miejsca nie zajmie dużo czasu. Ludzie ustawiają się za nią. pościel. Ale dlaczego? Gwałtownie otwieram oczy. grzebień i latarkę. Oczekuj dalszych instrukcji. obserwując ją jak zdobycz na polowaniu. Stały strumień ludzi zaczyna wypełniać pomieszczenie. w które zabrano pacjentów. — Miała zejść tutaj prosto ze szpitala. Mężczyzna sprawdza listę. — Gdzie Prim? — pytam. Spoglądam za nią na morze obcych. Czy to kwestia zgrania w czasie? Czy Plutarch ma rację? Czy ci ludzie dostosowują swoje zachowanie do mojego? Z powrotem w naszej przestrzeni. — Nie ma jej tu? — dziwi się kobieta. Po pościeleniu łóżek. Powoli obracają do środka metalowe kółka po obu stronach. próbując wydostać się z bunkra. Kiedy przeglądam pozostałe plecaki. że kiedy tylko drzwi zostaną zapieczętowane. — Przepraszam — mówię. okazuje się. głęboki pokój z ladą na przedzie. domagają się zaopatrzenia. ale nie ma jeszcze zbyt wielkiego ruchu. Gdzie ona jest? Gdzie mogła pójść? Przez chwilę zaciskam mocno powieki. Rozdarta przez moment. zestawy szarego ubrania. Widzę jej reakcję na syreny. otwieram jeden z plecaków. ułożeniu ubrań i zwróceniu plecaków. podaję literę oddziału i proszę o trzy plecaki.Skanuję wzrokiem jaskinię aż udaje mi się zlokalizować Zaopatrzenie. zajmują pozycje. nic nie przekona żołnierzy do otwarcia ich. Siadam na podłodze ze skrzyżowanymi nogami i czekam. Coś mi mówi. kiedy pojawia się mama. by zastać szybko formującą się za mną grupę. przytakuje.

— Idziemy! — słyszę wołanie mojej siostry. miejsca naszej ostatniej rozmowy. przepraszam. żeby nas chronić. W odwecie wydobywa z siebie bezradne kocie miauczenie. co wydaje się go nieco irytować. Więc zamiast tego. pozostało jedynie kilkanaście centymetrów. — Dobrze. by uniknąć zmiażdżenia mi palców. On wróciłby. — Co ty sobie myślałaś? — Ze złością potrząsam Prim. jako że uważa prychanie za swój osobisty sposób wyrażania pogardy. zgniatając Jaskra między nami. Prim już zaczyna tłumaczyć: — Nie mogłam go zostawić. — Prim! — krzyczę w stronę schodów. kiedy próbuję się wyrwać. a ja staję twarzą w twarz z Gale’em. Prim ulatnia się. ale wystarczająco. Wciągam ją do środka. — Idą! — mówię strażnikom i wtedy otwierają drzwi na jakieś trzydzieści centymetrów.futryną kurczy się do metra. Konsternacja pojawia się na twarzach żołnierzy. które wnosi do bunkra. czegokolwiek. Pomysł. a zaraz potem przytulam ją. kiedy wciskam dłoń w szczelinę. zanim on ma szansę to zrobić. Trzyma pudełko z zaopatrzeniem medycznym z naszej kuchni w Dwunastce. Mama tłumaczy sytuację strażnikom. pocałunku. by się uspokoić i podnoszę Jaskra za kark. — Otwórzcie! Wypuście mnie! — wrzeszczę. przez co moja siostra natychmiast występuje w jego obronie. Kładzie uszy po sobie i unosi łapę. Dobrze. Jednak Prim szczerze się o niego martwi. . ten obraz pomagał mi radzić sobie z nim przez lata. Nie znowu. kiedy obracają koła w drugą stronę. Powinnaś była go widzieć jak włóczy się po pokoju i zawodzi. — Przytrzymajcie drzwi! — To Gale. Drzwi zamykają się z głośnym i ostatecznym szczękiem. — Oddycham głęboko kilka razy. — Prim! Nagle coś słyszę. — Och. nie dokuczaj mu — mówi. Jesteśmy pod wielkim E na ścianie. Wykorzystuję okazję i wciskam ramię w szczelinę. Katniss. Nie na tyle. a Gale podąża za nami z ramionami pełnymi pakunków. by mnie przepuścić. kiedy miałam okazję. Ale nie ośmielam się poruszyć — z obawy. incydentu. porywając go z powrotem w swoje ramiona. że zraniłam kocie uczucia tej bestii aż się prosi o dalsze drażnienie. pół. Prycham na niego. — Już i tak jest smutny. Lepiej idź go tam zadomowić zanim zacznie wariować. — Dobrze. wyobrażam sobie Jaskra zmienionego w parę rękawiczek. — Powinnam była cię utopić. że zamkną nas tu wszystkich — dopóki nie pojawia się Prim z zarumienionymi od biegu policzkami. Cichy odgłos kroków na schodach. wlokąc ze sobą Jaskra. Katniss. Przez ramię przerzucił sobie moją torbę myśliwską.

zdjęcie ślubne rodziców i osobistą zawartość mojej szuflady. — Co robiłeś na górze w naszym pokoju? — Tylko sprawdzałem — mówi. co udało się Gale’owi uratować w mojej torbie myśliwskiej. że to nie są ćwiczenia. jedynej rzeczy. Nie uformowane w słowa odgłosy ludzi — spontaniczne piski. Niemal prycham i na niego. której tak naprawdę się boi. w linii moich jelit. Kucam z plecami opartymi o ścianę. To by było na tyle jeśli chodzi o świecenie przykładem. Peeta. kurtkę myśliwską. Moje oczy wznoszą się ku górze w oczekiwaniu na widok gigantycznych szczelin pędzących po suficie. Jakby to mogło kogoś zwieść. więc i ja zaczynam kroczyć ku mojemu nowemu domowi obserwowana przez co najmniej pięciuset ludzi. Odległy dźwięk syren nagle się urywa. zwycięzca z Dwunastego Dystryktu. jakby to było życie Peety i nikt nie mógł mu go odebrać. Głos Coin rozbrzmiewa w systemie nagłaśniającym. że mam nie po kolei w głowie. w szpiku kości. Nagle słychać brzęczenie generatora i przyćmiony chwiejny blask pojawia się w miejsce jaskrawego światła. Obwiązuję perłę rogiem spadochronu i zakopuję ją głęboko w czeluściach torby. co mieliśmy w . urażony. gdybyś mnie potrzebowała. której odgłos rezonuje w każdej najmniejszej części mojego ciała. Niemal każdy wycofuje się do swoich przestrzeni po zamknięciu drzwi. Bliższy jest temu. ale w torbie znajduję złoty medalion i srebrny spadochron z sączkiem i perłą Peety. solidnych kamiennych brył pędzących prosto na nas. — Jesteśmy pod Czterdziestką Siódemką. ale sam bunkier jedynie delikatnie drży. — Dzięki za… wszystko. nierówne oddechy. kwilenie dzieci. Początkowo odczuwam uderzenie. Krew jak krople deszczu na szybie. On lubi tak leżeć podczas burzy. które jest normą w Trzynastce. Mama ostrożnie lokuje pudełko w sześciennym magazynie. nie miałyby szans przetrwania — mówi. ale kogo to obchodzi? I tak myślą. napotyka moje spojrzenie i pociera swój łokieć. I wtedy uderza pierwsza bomba. Światła gasną i nagle doświadczam całkowitego zagubienia w ciemnościach. by sprawdzić. by jakoś zatrzeć złe wrażenie po gorączkowym przepychaniu się przez tłum. dziękując nam za przykładną ewakuację wyższych poziomów. Książkę z roślinami. a zaraz potem następuje eksplozja. myślę. Broszka z kosogłosem jest teraz razem z kostiumem od Cinny. Jeden mężczyzna. Och. w korzeniach zębów. prawdopodobnie wyjawił w telewizji zamiar planowanego na ten wieczór ataku na Trzynastkę. Prim ulokowała Jaskra na niższym łóżku i przykryła kocem tak. dopóki ja go strzegę. jako że Peeta Mellark. Wszyscy tu zginiemy.— Jeśli Peeta ma rację. osamotniony szaleńczy śmiech — wirują w ciężkim powietrzu. — Odbieram od niego nasze rzeczy. Jak wilgotne błoto na butach. Próbuję wyglądać na spokojną. że widać tylko jego łeb. którego chyba powaliłam na podłogę. Zaznacza.

kochanie. Ogólne pojęcie. Zaprojektowane są. — Uczyliśmy się o nich podczas wprowadzenia dla nowych obywateli. by przeniknąć głęboko w ziemię zanim wybuchną. Peeta wydawał się toczyć jakąś walkę w swoim umyśle. Jej głos jest opanowany. To bez sensu. z jaką posługuje się słowami. być może nieco bardziej ponury. chyba mógł być każdego typu. Półmrok sprawia. ale bardzo . zaciskam dłoń na jej nodze i przyciągam się do niej. Potrzebne środki. I coś jeszcze. Pozwalam sobie przez chwilę znowu poczuć się jak mała dziewczynka i kładę głowę na jej ramieniu. by nas ostrzec. Czujniki wskazują. Dlaczego? Łatwość. co czeka na mnie na górze. czego nie potrafię określić. że jesteśmy bezpieczni — mówi słabo mama. co jest raczej mało prawdopodobne. Nic nam się tutaj nie stanie. okazja. kiedy mówi do Jaskra: — Wszystko w porządku. Chcę biec jak oszalała do drzwi i żądać uwolnienia mnie do tego. czując jak chłodny dreszcz rozchodzi się po moim ciele. że Peeta miał potrzebne środki. by wyrzucić z siebie wiadomość. Jednak. wciąż kojącym głosem dla dobra kota. kiedy świece i ogień w kominkach paliły się słabo w zimowe noce. Wiedza. które w jakiś sposób zawiera w sobie wszystko. głośność zmienia się wraz z migotaniem świateł. że ciężko jest dostrzec ciężkie metalowe drzwi na końcu bunkra.. że pierwszy pocisk nie był nuklearny. — To prawdopodobnie pocisk burzący — mówi Prim.. — Najwyraźniej wiadomość od Peety Mellarka była prawdziwa i mamy u niego dług wdzięczności. jest jego największym talentem. walczył. czego potrzebował. — Niektóre po prostu zawierają w sobie dużo materiału wybuchowego.naszych domach w Dwunastce. wypełnia bunkier. jestem pewna. — Jesteśmy bardzo głęboko. Bo nie ma już sensu w bombardowaniu Trzynastki na powierzchni. odwaga. czy kiedykolwiek moglibyśmy opuścić to miejsce? Myśl o spędzeniu reszty mojego życia w tym kamiennym grobowcu przeraża mnie. Dzięki Bogu. a ja mogłabym wywołać masową panikę. Nigdy by mnie stąd nie wypuścili. — Nuklearny? — pytam. a inaczej by się to skończyło. wszystko w porządku. W ciemności sięgam w stronę Prim. — To nic w porównaniu z bombami w Ósemce — mówię. — Niekoniecznie — mówi Prim. Czy ta trudność jest skutkiem tortur? Czy czegoś więcej? Czegoś jak szaleństwo? Głos Coin. Mama obejmuje nas ramionami. Czy mają jakieś zabezpieczenia przed atakiem nuklearnym? A nawet gdyby były całkowicie skuteczne i nie przepuszczały promieniowania. by wzniecić alarm. Czy myśli o tacie zmienionym w nicość w kopalni? — Jednak niewiele brakowało.

Jeśli łóżka się zawalą. Prim? — Wiem. — Milknie. Niechętnie nas zostawia. że potrzebna jest w punkcie medycznym. Później przyciągam przed niego materac dla mnie i mojej siostry. Już uczęszczam na kurs medyczny. to się zaczęło wraz z pierwszymi Igrzyskami — a to zostawia mi niewiele czasu na poświęcanie jej uwagi. Żołnierz mówi mamie.. nie ja. To takie podstawy dla początkujących. że wszystkie zaczynamy się śmiać. jak kiedyś. a później nieśmiały uśmiech pojawia się na jej ustach. Zdaję sobie sprawę. który obdarza mnie tak beznamiętnym prychnięciem.. że spędzę trochę czasu z siostrą. bo jaskinia emituje wilgotny chłód. chyba że zarządzi się inaczej. że to głupie. Pierwszy raz o tym słyszę. . że nigdy nawet nie spytałam jej jak radzi sobie z szokiem po przybyciu tutaj. — Oczywiście. — Myślisz. Spodziewamy się kolejnych. Koniec końców to Gale sprawdził nasz oddział. Wiele z tego dowiedziałam się już w domu. cały bunkier przestanie spełniać swoją funkcją i pogrzebie nas żywcem. tak. Dostajemy pozwolenie na skorzystanie z łazienki w małych grupach i umycie zębów. że cokolwiek mogłoby się przemknąć obok niego? — Wskazuję na Jaskra. cieszę się. Odkąd tu przybyłam jestem wciąż czymś potwornie zajęta — nie. ale prysznic został dzisiaj odwołany. nawet pomimo tego. sugeruję: — Może do niego dołączysz tam na górze. — Świetnie — odpowiadam.potężny. — Myślę. a ja czuję jego koci oddech na mojej twarzy. że tak. — Obserwowali jak pomagałam w szpitalu. Nie opiekowałam się nią tak. Kiedy mama odchodzi. naprawdę — mówię jej. Kulę się z Prim na materacu pod podwójną warstwą koców. że łóżko mogłoby się na nas zawalić podczas ataku — mówi. Nawet mnie jest go żal. Pomimo niesprzyjających okoliczności. Obie się śmiejemy. jak ci się podoba Trzynastka? — zaczynam. Oczyszczam więc sześcienny magazyn i tworzę Jaskrowi legowisko w środku. Na czas ataku obywatele zobowiązani są do pozostania w swoich obszarach. ale boję się. Cóż. jak powinnam. — Czasami strasznie tęsknię za domem. za czym mogłabym tęsknić. że oddali się jedynie na trzydzieści metrów. ale taki rodzaj logiki raczej mi się teraz nie przyda. Jednak wciąż jest tyle do nauki — mówi mi. żałosny nawet pod ciągłą opieką Prim. Tutaj czuję się bezpieczniej. że wyszkolą mnie na lekarza. przynajmniej nie w ten sam sposób. — W tej chwili? — pyta. Byliby głupi. — Prim. Ale później przypominam sobie. Muszę jej to jakoś wynagrodzić. że nie zostało już nic. gdyby tego nie zrobili. — Nic nam nie będzie. kurczy się w magazynie. Nie musimy się o ciebie martwić. Jaskier.

ale nie wydaje się to godne zauważenia. mówiąc: — Nie zrobią mi krzywdy. trybutka z Siódmego Dystryktu w ostatnich Igrzyskach. ponieważ Prim przenosi całą uwagę na mnie. że w tej właśnie chwili na pewno go zabijają. szczególnie teraz. byle tylko cię złamać. myśli. Zniszczył mój dom. delikatnymi ruchami głaszcze Jaskra między oczami opuszkiem palca. kogo bym kochała. kiedy Kosogłos wywołuje takie spustoszenie. bo nie grozi mi to. gdzie głoskółki naśladowały głosy torturowanych bliskich. Nie będzie mógł cię zranić. Moja rodzina. — I nie mów mi. — Wszystko. myślę. jakie Kapitol ma do zaoferowania. rozświetla mrok w moim wnętrzu. — Jeśli to zrobi. Może nawet właśnie mam atak serca. Nie został już nikt. Ale jej kolejne słowa są dla mnie zaskoczeniem. Pozostał mu tylko Peeta. W Dwunastce nie mogłaby nawet o tym marzyć. a nawet Haymitch są poza jego zasięgiem. Przestałam mówić. Coś małego i cichego. Oczywiście. — Katniss. . Prim brzmi o tysiąc lat starzej. że tak mówi.Prim lekarzem. I wiem. co mu zrobią? — pytam. kiedy się odzywa. że to właśnie mnie uspokoi. to tak właśnie się czuję. Nagle przypominam sobie inną kobietę. bo tak naprawdę nie zostało już nic do powiedzenia. nie zostanie mu już nikt. To prawda. na kim ci zależy. — A co z tobą. którą mogłaby przynieść rebelia. Jakiekolwiek jest przeciwieństwo słowa „dobrze”. Już zabił Cinnę. że Prim ma rację. Katniss? Jak sobie radzisz? — Krótkimi. że dobrze. Chciałam powstrzymać ją przed wejściem do dżungli. co wam. która widziała całe zło. Gale. że prezydent Snow nie zabije Peety — mówi Prim. jak zapalona zapałka. ale odepchnęła mnie. że Snow nie może pozwolić sobie na zmarnowanie życia Peety. a ja czuję ten kłujący rodzaj bólu w okolicach serca. Jaskier musi przez moment zająć się sobą. palcami zakłada mi włosy za ucho. Przyciąga mnie bliżej. — Więc… jak myślisz. jego niszczeniu na ekranie i dzielę się z nią swoim przekonaniem. Johanna Mason. To jest przyszłość. Więc opowiadam jej o Peecie.

Stosujemy się do ścisłego planu posiłków i kąpieli. tak. Przyznano mi nawet dodatkowy zestaw baterii — ogromne marnotrawstwo — do wykorzystania w tym celu. nie da się użyć? Nie wspominam o tym nikomu. ćwiczeń i snu.) Ale jedna rzecz prawdziwie doprowadza Jaskra do szaleństwa: kiedy światło pali się. Okaleczyć dystrykt. że robi przy tym z siebie głupka. Osiąga on status gwiazdy dzięki wieczornej grze o nazwie Szalony Kot. Nasze ekrany nigdy się nie włączają. których nie da się już posklejać. podczas gry.) Kiedy światło gaśnie całkowicie. które zżera mnie od środka przez następne trzy dni. że ma szansę złapać nieuchwytne światło w swoje łapy. wysoko na ścianie. Prawie nie otrzymujemy informacji o tym. a Jaskier próbuje go złapać. bo i dzieci. Ale zniszczyć? Nie. na krótszą metę. Jestem Jaskrem. (Tak by się stało. gdzie nie jest w stanie doskoczyć. Peeta jest światłem. co się dzieje. że nalot się skończył. Chodzi wtedy w tę i z powrotem wzdłuż . bardzo szkodliwe. że. Bomby zrzucane są co kilka długich godzin. czymś. by czerpać z tego rozrywkę. W bunkrze współpraca wyznacza porządek dnia. Kilka lat temu stworzyłam ją przypadkiem podczas zimowego braku prądu. Coin miała rację w tym względzie. Trzeciej nocy. a głos Coin przekazuje nam jedynie krótkie aktualności dotyczące rodzaju pocisków. Mieszkańcy Trzynastki są naprawdę spragnieni rozrywki. ale ta myśl pochłania mnie. myśląc. co tak bardzo chcę ocalić. Zmusić ludzi do włożenia sporej pracy w odbudowanie go. kiedy czekamy na uwolnienie z naszego więzienia bezpieczeństwa. Nasza przestrzeń staje się bardzo popularna. Co mnie złamie? To pytanie.11. ale nie widać pośpiechu w tym ataku. co chcesz w przyszłości zagarnąć. Wydaje się. ale jest daleko poza jego zasięgiem. Trzeba jedynie poruszać strumieniem światła latarki dookoła podłogi. Niewielkie okresy uspołeczniania się mają zmniejszyć nudę. kolejny wybuch wstrząsa twoimi wnętrznościami. Nie niszczysz tego. Jestem na tyle małostkowa. Dopóki Jaskier czuje. że celem jest raczej utrzymanie nas w zamknięciu niż zdziesiątkowanie Trzynastki. Jeszcze cztery pociski burzące spadają na nas w tym czasie. ale o jej przebiegu nie wiemy nic. odpowiadam sobie na pytanie. że Peeta żyje. Oczywiście wojna wciąż się toczy. wszystkie potężne. jeży się agresywnie. chcą powstrzymać atak na transmisje telewizyjne i utrzymać mnie z dala od telewizorów Panem. Szalony Kot staje się metaforą mojej sytuacji. Jaskier przez chwilę szaleje i nie wie co się dzieje. bo uważam. które zjada mnie od środka. Co rozbije mnie na milion kawałków. że jest mądry i zachwycający. i dorośli są zafascynowani Jaskrem. ale radzi sobie z tym i w końcu zajmuje się czymś innym. więc kiedy już myślisz. Z jakichś dziwnych powodów wszyscy tutaj uważają. Przypuszczam. kiedy tylko nie śpię i przedziera się do moich koszmarów. gdyby Peeta umarł. (Tak się zachowywałam od czasu opuszczenia areny.

przytula się do Jaskra na dolnym łóżku.” — Ostrzegłeś mnie. że torturowany jest z mojego powodu. jako że śpię tak niespokojnie. Kiedy większość kręcących się jeszcze po bunkrze bezsennych ludzi w końcu idzie spać. innym razem mrużymy oczy. nie wiem tylko jaką formę przyjmuje jego gra. Ale kiedy powiedziałeś. wreszcie to do mnie dociera. Zaofiarowałam się. Przepraszam — mówię. Po Szalonym Kocie zostajemy skierowani do łóżek. że ściany jednak wytrzymają. On już dawno o tym wie. ale każą mi się trzymać materaca na podłodze. czasami lampy palą się pełną mocą. Elektryczność pojawia się i znika. że Peeta jest w jego mocy. szaleję z wściekłości i żalu po moim uratowaniu. ostre jak brzytwa fragmenty. zawodzi i nie da się go pocieszyć albo odwrócić jego uwagi. że on mnie zrozumie. Kiedy zwierzam mu się z mojego odkrycia prawdy o planie Snowa. Poprzez tułów.ściany. . Finnick. Ból serca powraca i wyobrażam sobie jak począwszy od niego po całym moim ciele rozchodzą się maleńkie pęknięcia. Nie zabiją go. Właśnie to go złamało. Wiedza. że będą mogli wykorzystać go przeciwko tobie. Czuję. że masz na myśli przynętę. W poduszkowcu. pozostawiając mnie poprzecinaną szczelinami. ostrożnie wydostaję się spod koca i na palcach przechodzę przez jaskinię. Prim. myślałam. by wydobyć z niego informacje o rebelii.) Być może fakt. była bolesna. które mogłaby posiadać — odpowiada. Mama śpi na górnym. Tak mi przykro. Jeden porządny wstrząs spowodowany pociskiem burzącym i mogłabym się rozpaść na dziwne. że odpoczywa. z jakiegoś dziwnego powodu. — Och. Pod ciężarem tej wiedzy naprawdę zaczynam się łamać. że nigdy nie zaryzykowałbym zdradzeniem się jej z czymś takim. Jest bezużyteczny dopóki nie zgaszę światła. — Nie. Nie rzucam się na materacu teraz. By zwabić mnie jakoś do Kapitolu — mówię. by dostrzec się w ciemnościach. jest dla Snowa wystarczający. to ja przepraszam. Nagle w mojej głowie pojawia się wspomnienie. prawda? — pytam. Siedzi pod lampą bezpieczeństwa w swojej przestrzeni. kiedy moje mięśnie są usztywnione w próbie zebrania się w sobie. zawiązując supły na swojej linie. — Cóż. Jestem przykuta do łóżka. Finnick próbuje pocieszyć mnie w sprawie Peety. używając Annie. Że jakoś cię nie ostrzegłem — odpowiada. Ale wiedza. aż znajduję Finnicka. która zdecydowała. — Wiedzą. jest nie do zniesienia. nie schwytali jej ze względu na potencjalne informacje o rebelii. że zdałam sobie z tego sprawę. „Szybko zorientują się. że wykorzystają Peetę przeciwko mnie. że nic nie wie. w dół rąk i nóg. nie udając nawet. W nocy światło przygasa niemal całkowicie i zapalają się lampki bezpieczeństwa w każdej przestrzeni. torturowany. jeśli uznają. — Robią to samo tobie. że będę spać na którymś z nich. Dla jej własnego bezpieczeństwa. (To właśnie Snow stara się teraz zrobić mnie.

by mogło ci to jakoś pomóc. że nie! Codziennie rano budzę się z koszmarów. Jak zaczęłam szlochać. Cóż. że… — Finnick przerywa z wahaniem. — Im bardziej możesz zająć myśli czymś innym. że cały ten romans to tylko gra z twojej strony. kazał mi wymazać wszelkie wątpliwości co do mojej miłości do Peety. Może sama siebie dobrze nie znasz. — Finnick pociąga za koniec swojej liny i skomplikowany węzeł znowu staje się prostym kawałkiem sznurka. że będziesz kontynuować tę strategię. będzie zorganizowanie ci własnej liny. Wracam myślami do areny. że pod tym gorącym różowym niebem. — Coś w wyrazie mojej twarzy sprawia. obsesyjnie wiążąc węzły i pokazując je Jaskrowi. Resztę nocy spędzam na materacu. by ocenił ich jakość. by mnie złamać. że milknie. powinienem zachować dla siebie to. Skoro nie ostrzegłem cię przed Ćwierćwieczem Poskromienia. . tylko po to. on musi to wiedzieć. Po pierwszych Igrzyskach myślałem. Że naprawdę go kochasz. której potrzebował. obserwując pojawiające się i znikające na linie węzły. kiedy cię poznałem. I dopiero kiedy Peeta wpadł na pole siłowe i prawie umarł. by upewnić się. Było już za późno. — Pierwszą rzeczą. Na razie weź moją. Jeśli któryś wygląda podejrzanie. A to dało Snowowi do ręki broń. Każdy? Kiedy Snow złożył mi wizytę przed Tournée Zwycięzców. Biorę głęboki oddech. — Z czego zdałeś sobie sprawę? — Z tego. kiedy Finnick ożywił Peetę. zdałem sobie sprawę. powiedział. Katniss! Oczywiście. zanim udaje mi się spytać: — Jak sobie z tym radzisz? Finnick patrzy na mnie z niedowierzaniem. zrzucając winę na udawaną ciążę. Jak usprawiedliwił moje zachowanie. — Nie radzę sobie. przywłaszcza go sobie i gryzie kilka razy. tym lepiej — mówi. Nie chcę ci sugerować w jaki sposób. że źle cię oceniłem. Dziesięć razy trudniej ponowne dojść do siebie niż rozpaść się na kawałki. Wszyscy spodziewaliśmy się. Ale każdy uważny obserwator dostrzegły. — Lepiej się jednak nie poddawać. w końcu mi się to udało. zmuszając się do pozostania w jednym kawałku. kiedy życie Peety było w zawieszeniu. Przez dłuższy czas siedzimy z Finnickiem w milczeniu. którą zrobimy jutro rano. że jest martwy. ale wciąż się trzymam. jak Snow działa. — Ja po prostu jeszcze tego nie rozumiałem. Wygląda na to. jak bardzo ci na nim zależy — mówi Finnick łagodnie. Rano mam obolałe palce. „Przekonaj mnie”. Zagadkowy wyraz twarzy Finnicka.— Nie powinienem był mówić nawet tego. by nie doświadczyć żadnej ulgi po przebudzeniu.

Mniej więcej w połowie drogi pojawia się Boggs i wyciąga mnie z szeregu. To pewnie skierowało jego myśli w złym kierunku. Ktoś wreszcie przyniósł kawę — choć jestem pewna. Boggs wprowadza nas do sali praktycznie identycznej co Centrum Dowodzenia. To wspomnienie wymusza na mnie uśmiech. Przechodziłam obok przestrzeni Hawthorne’ów. Pytania? — Dostaniemy kawę? — pyta Finnick. udowodnienie.Po dwudziestu czterech godzinach ciszy w eterze. by iść się przebrać w kostium Kosogłosa. że gra w Szalonego Kota nieco ociepliła mój wizerunek. że coś jest między nami? Może widział jak idę w nocy do Finnicka. że możemy opuścić bunkier. Wszyscy muszą podążać za dokładnymi instrukcjami. i ustawiamy się posłusznie w kolejce do drzwi. Ludzie rozstępują się. a nie jego. że Kosogłos wciąż żyje. Wychodzimy za drzwi. Haymitch. — Potrzebujemy całą waszą czwórkę w kostiumach i na powierzchni — mówi pani prezydent. jakby w każdej chwili ktoś mógł mu go zabrać. wspinamy się po schodach. Szukałam towarzystwa Finnicka. wystrojeni i wymalowani ku uciesze tłumów. Co tym razem? Czy naprawdę myśli. trudno. Coin wreszcie oznajmia. że jednostki wojskowe Trzynastki nie tylko nie ucierpiały. Nic na naszej drodze tutaj nie zostało zniszczone. Gapię się niechętnie na błyszczący czarny płyn — nigdy nie byłam jego fanką — myśląc. jak nam polecono. to poprawia smak — mówi swoim prawdziwym głosem i wrzuca trzy kostki do mojego kubka. zdaje się więc. ale mają przewagę nad kapitolińskimi oraz. Cressida i wszyscy inni wokół stołu wyglądają na wycieńczonych. — Masz ochotę na cukier? — pyta mnie swoim starym uwodzicielskim głosem. Przekazano nam parujące kubki. Plutarch. Kiedy odwracam się. co nim kieruje. że może pomógłby mi ustać na nogach. Sprzątamy nasze przestrzenie. by do nas dołączyli. by nas przepuścić. Zanim dowiedziałam się. by tam dotrzeć. Niektórzy nawet się do mnie uśmiechają. Otoczeni końmi i powozami. Coin. — Masz. Tak się poznaliśmy. — Macie dwie godziny na nagranie materiału ukazującego szkody po bombardowaniu. Finnick wlewa mi do kubka nieco śmietany i sięga do miski z cukrem. idziemy korytarzem do jednej z wielokierunkowych wind i w końcu docieramy do Obrony Specjalnej. że Gale obserwuje mnie i Finnicka ze smutkiem. że jest uważana za środek pobudzający w sytuacji krytycznej — i Plutarch ciasno oplata swój kubek obiema dłońmi. Mam odparzenia po . zanim zawarliśmy sojusz. co najważniejsze. kiedy zaoferował mi cukier. Cóż. Daje znaki Gale’owi i Finnickowi. dostrzegam. Nasze stare kwatery zostały zniszczone przez bombardowanie. by dotrzeć do nowych oddziałów. Nie ma czasu na pogawędki. ale wciąż jesteśmy bardzo głęboko.

— Możecie to odbudować? — pyta Gale. by przestać.linie na palcach. Niektóre dopiero zaczynają zmieniać kolor. szerokiego na trzydzieści metrów i nie potrafię powiedzieć jak głębokiego. Kiedy na dnie filiżanki zostaje już tylko osad. Przed bombardowaniem bardzo niewiele obecnej Trzynastki znajdowało się nad ziemią. nie kierując go do nikogo konkretnego. Gruz zaczyna zaśmiecać leśną ściółkę. Kratery otoczone są mieszaniną starych i nowych gruzów. W nowej Sali Przeróbek w Obronie Specjalnej moja ekipa przygotowawcza wciska mnie w kostium Kosogłosa. Po upływie dziesięciu minut aktorzy i ekipa odbywają zawiłą wędrówkę na powierzchnię. A Snow ma Peetę. która otwiera klapę w ziemi nad nami. Popijam swoją kawę podczas naszej wycieczki i odkrywam. Jakieś trzydzieści centymetrów najwyższego piętra naszego budynku — z uchylonym oknem dla Jaskra — pokryte grubą warstwą stali. Nie zniosłabym. kiedy wchodzimy w obszar za ogrodzeniem. — Jak dużą przewagę dało wam ostrzeżenie chłopaka? — pyta Haymitch. Boggs mówi. czuję delikatne pobudzenie przebiegające przez moje żyły. Kilka wartowni. Okrążamy dziurę i idziemy dalej. że śmietana i cukier znacznie poprawiają jej smak. Drzewa znikają. układa włosy i nakłada niewielką warstwę makijażu zanim moja kawa zdążyła wystygnąć. Bardzo. Boggs mówi mi. Obszar treningowy. — Po prostu go ogrodzimy. Ten nie uszkodził wiele. że Snow miał Peetę w swoich rękach przez pięć. Gale może sobie myśleć co tylko chce. Obwiniam kawę i usiłuję skupić się na spowolnieniu oddechu. Boggs pociąga za dźwignię. by przetrzymać silniejszy atak. Wrzesień. To oznacza. Jedynie kilka awaryjnych generatorów i fermę drobiu — mówi Boggs. że w przyszłym tygodniu zacznie się wrzesień. prawda? — pytam. ledwo mogę utrzymać powieki w górze. że się trzęsę. Nie mogę się zmusić. — Nie w najbliższym czasie. gdyby powiedział. Wydostajemy się na powierzchnię w lesie. Idziemy do pierwszego krateru. — Jakieś dziesięć minut zanim nasz własny system wykryłby pociski — odpowiada Boggs. może sześć tygodni. Nawet to nie zostało zaprojektowane tak. Wdycham je głęboko i po raz pierwszy pozwalam sobie poczuć jak bardzo nienawidziłam bunkra. Dotykam dłońmi liści nad głową. . że wszyscy na pierwszych dziesięciu poziomach prawdopodobnie by zginęli. — Jaki dziś dzień? — rzucam pytanie. który jest zdecydowanie zbyt szybki jak na tempo mojego marszu. że nie. Przyglądam się liściowi na mojej dłoni i zauważam. Do środka wpada świeże powietrze. Po wspięciu się na ostatnią drabinę. — Ale pomógł. a ekipa telewizyjna czeka aż zrobię coś olśniewającego.

czego dokładnie ode mnie chcecie? — pytam. że żyjesz i wciąż walczysz — odpowiada Cressida. kiedy zobaczyłam róże. Pałac Sprawiedliwości znajduje się jakieś dziesięć metrów od brzegu nowego krateru. Dziesięć minut oznacza ocalone życia. Gale wskazuje na coś i wszyscy zwalniamy. że nie znajdą w nich niczego nadzwyczajnego. Moje ciało widocznie się trzęsie i nie potrafię złapać oddechu. którymi przystrojony był plan. Przeznaczone po to. Być może Peeta ich uratował. mrużę oczy w którąkolwiek stronę się nie obrócę. kwiatami. Różowe i czerwone cudeńka o długich łodygach. Kiedy zbliżamy się do czegoś. Ostatnim czego potrzebowałam było pobudzenie. Kwiaty nie przeznaczone dla jednego. Teraz. Delikatnie zwiędniętych. — Ewakuacja cywili została całkowicie ukończona. I Gale. po ostatnim ataku. by wytrącić mnie z równowagi. co kiedyś było głównym wejściem. że dystrykt już nie istnieje. Kiedy następuje atak. kiedy byłam unieruchomiona w mojej kapsule trybuta. Nawet przy lekkim wietrze pot spływa mi po twarzy. ale nagle dostrzegam. Jak wtedy. genetycznie zmodyfikowanymi. czuję jak mój niepokój rośnie. Prim. Po spędzeniu kilku dni w bunkrze. Więc nie wyobraziłam sobie jej. Początkowo nie wiem w czym leży problem. — Jedynie kilka szybkich zdań. Przede mną leży druga przesyłka od Snowa. ale dla obojga kochanków. Ale kiedy Cressida ustawia Castora i Polluxa na miejscu. Cressida wpada na pomysł nakręcenia mnie przed ruinami dawnego Pałacu Sprawiedliwości. za które nigdy nie będę w stanie mu się odwdzięczyć. próbuję się pozbierać i walczyć. Róży na mojej szafce. a światło boli. Dodaję ich imiona do listy rzeczy. Dotarli do bunkra zaledwie na kilka minut przed uderzeniem pierwszego pocisku. . jeszcze raz. co jest pewnego rodzaju żartem z Kapitolu. — Nie ruszajcie ich! — wrzeszczę. Kawa była ogromnym błędem. Dwa tuziny róż. Jestem zmęczona. te same kwiaty. że ziemia usłana jest świeżymi różowymi i czerwonymi różami. Najprawdopodobniej zrzuconych po ostatnim bombardowaniu. pobudzona i zupełnie niezdolna do myślenia o czymkolwiek innym jak tylko o Peecie od czasu. który przez lata używał go jako tła dla swoich fałszywych transmisji. myślę. Snow dobrze wie co robi. — Są dla mnie! Mdląco słodki zapach uderza mnie w nos i moje serce zaczyna walić jak oszalałe w mojej klatce piersiowej. liczy się każda sekunda. by pokazać. Po zbadaniu wydają się nieszkodliwymi. Tłumaczę to innym najlepiej jak potrafię. To jak bicie Cinny do nieprzytomności. Zespół w specjalnych kombinezonach zbiera je i wynosi. na którym Peeta i ja udzieliliśmy wywiadu po naszym zwycięstwie w Igrzyskach. Jestem pewna.— Oczywiście — odpowiada Boggs. które pokażą. — Więc.

jakie pociągnie za sobą utrata Kosogłosa. pomijając militarne szkody. źle. Będą go przez nie torturować. jest Haymitch. Bo teraz już wiem. Rzucam okiem na Finnicka. — Katniss. nie potrafię. Ale sam też wygląda na roztrzęsionego.. nic tak miłościwego. — Cięcie — mówi cicho Cressida. Wpatruję się. by się jakoś rozluźnić. — Dobrze się czujesz? — Przytakuję. który unosi kciuki. — Co jej jest? — pyta Plutarch pod nosem. — Trzynastka ma się dobrze. Macham ramionami. — Może spróbujemy z P-i-O? — Tak. bo on też kocha Peetę. Bo. że jego życie stanie się dużo gorsze niż śmierć. — Krzyżuję ramiona. Jak byś to porównała z doświadczeniami z Ósemki? — Tym razem byliśmy głęboko pod ziemią. by wydobyć z siebie to głupie zdanie i schować się w lesie. Bo teraz już wiem. tak samo jak ja. piskliwy odgłos. Przysięgłabym. Ale nie zabiją go. tak samo jak ja. Zostaję przytulona przez wiele ramion. nie. by ukryć drżenie. że wciąż czuję zapach tamtych róż. Nie mogę nawet dokończyć tego jednego zdania. Ale tak naprawdę jedyną osobą. nie było realnego zagrożenia. Opieram pięści na biodrach. Nie potrafię być Kosogłosem. Obiecuję — mówi Cressida. — Domyśliła się jak Snow wykorzystuje Peetę — mówi Finnick. Podchodzę do niego i . tylko to jedno zdanie i koniec na dzisiaj. — Zajmuję pozycję i wpatruję się w czerwone światełko. I opuszczam swobodnie po bokach.. Ślina wypełnia moje usta w niedorzecznej ilości i czuję wymiociny z tyłu gardła. — Więc. — Trzynastka ma się dobrze. Bo nigdy już nie będę mogła wymazać tego z pamięci. Cressida podchodzi do mnie. Wyjmuje z kieszeni małą chustkę i osusza mi twarz. Wpatruję się. tak samo… Nie. Katniss. tak samo jak. Cressida wraca na swoje miejsce. — Trzynastka ma się dobrze. To mogłoby pomóc. tak myślę. od której oczekuję pocieszenia. i… i wtedy zaczynam płakać. Przełykam ciężko i otwieram usta.— W porządku. — Mój głos urywa się i zmienia w suchy. próbując przepchnąć powietrze do przepony. Biorę głęboki oddech. — Przepraszam. Trzynastka ma się dobrze. to mnie złamało. Snow zagwarantuje. — Spróbuj jeszcze raz — mówi Cressida. że za każde moje słowo odpokutuje Peeta. Przetrwałaś bombardowanie Trzynastki przez Kapitol. Słyszę coś jak zbiorowe westchnienie współczucia od strony półkola stojących przede mną ludzi.

ale udaje mi się jeszcze powiedzieć: — To moja wina! — I wtedy przechodzę w stan histerii. nawiedzonych miejsc. a on jest przy mnie. — Plutarch wysyła ekipę ratunkową. wypij coś. że już i tak umierają powoli każdego dnia. — Co? — To nie ma sensu. obejmuje mnie i klepie po plecach. odsypia środek uspokajający. — Już dobrze. jak ciebie odurzyliśmy — mówi Haymitch. bo mija cały dzień zanim się budzę. — Szpiedzy mogą zostać zdemaskowani. — Wiem — odpowiada. — Co masz na myśli. Ludzie mogą zginąć. — Potrafię tylko myśleć o tym… co zrobi Peecie… bo jestem Kosogłosem! — wyrzucam z siebie. — Za tym parawanem. — Ramiona Haymitcha zaciskają się mocniej wokół mnie — Widziałeś? Jak dziwnie się zachowywał? Co oni mu… robią? — Ledwo mogę złapać oddech. A ty nie możesz występować dopóki Snow może się odegrać na Peecie. Mam poczucie wyłonienia się ze świata ciemności. — Gdzie on jest? — pytam. mówiąc. kiedy szlocham. Usadza mnie na długim ułamanym marmurowym słupie i obejmuje mnie. Haymitch siedzi na krześle przy moim łóżku. — Haymitch podaje mi kubek. z nabiegłymi krwią oczami. — Bo to kosztowne. Haymitch podchodzi do mnie i ściska moje ramię. Cokolwiek mi wstrzyknęli. — Wiem. Uśmiecham się delikatnie. Powoli siadam i biorę łyk wody. Ale weź pod uwagę. wydostaniemy też Annie dla Finnicka. Zrobimy wszystko. Będzie dobrze. bylebyś tylko mogła dalej funkcjonować. Nie miałam jednak spokojnych snów. Nie możemy sobie teraz pozwolić na utratę Kosogłosa. Przypominam sobie o Peecie i znowu zaczynam drżeć. Ma ludzi wewnątrz. że możemy odzyskać Peetę żywego — mówi.wypowiadam coś na kształt jego imienia. że to konieczne. Ale wszyscy się zgadzają. musiało być silne. kochanie. — Już w porządku. blady. że to kosztowne? Wzrusza ramionami. po których wędrowałam samotnie. czując . To ta sama decyzja. Jakaś igła wbija się w moje ramię i cały świat znika. którą podjęliśmy na arenie. Spróbujemy wydostać Peetę. I nie ratujemy tylko Peety. Stracił panowanie nad sobą zaraz po tym. Myśli. — Dlaczego wcześniej tego nie zrobiliśmy? — pytam. — Masz. — Nie mogę tego dłużej ciągnąć — mówię.

Czuję jak złe przeczucie kłuje mnie w dołku. że razem było ich siedmioro — mówi wymijająco. . — Kto jeszcze.się nieco mniej słabo. Katniss. Oczywiście. Gale. Wybierali tylko ochotników. To nie w jego stylu. ale on udał. Wiesz. Haymitch? — naciskam. — To kto jeszcze się zgłosił? — Wydaje mi się. to duży plus — mówię. Puszczamy powtórki. — Cóż. on wszystkim dowodzi. Haymitch w końcu porzuca ten akt dobrej woli. — Wiesz kto jeszcze. że wiem. mamy z tego naprawdę niezły materiał filmowy. Coś jest nie tak. jeśli to Boggs stoi na czele. — Och. kto pierwszy się zgłosił. Wy dwoje po załamaniu nerwowym i Boggs organizujący misję ratunkową dla Peety. Haymitch nieco za bardzo stara się mnie rozweselić. że nie zauważył mojej ręki wymachującej w powietrzu — mówi Haymitch. — Taa. — Widzisz? Już wykazał się dobrym osądem.

— Chcesz. — Chcę się dostać do Kapitolu. — To niemożliwe. do okrutnej rzeczywistości. Nie mogę tu po prostu siedzieć i czekać na wiadomość o ich śmierci. Nie potrafię. Pod koniec dnia albo będą martwi. Musi być coś. ze spokojnej krainy leków. Jesteś zbyt wartościowa i zbyt wrażliwa. — Już wyruszyli — odpowiada Haymitch. Stoję nad ich ciałami. próbując znieczulić się na zbrodnie Kapitolu. kiedy przechodzę przez dzielącą mnie od sąsiedniego łóżka zasłonę i znajduję Finnicka rozciągniętego na brzuchu z dłońmi okręconymi poszewką na poduszkę. Ręce nieruchome. Gdzie teraz są? Jak to się stało. że kiedy Peeta i ja zostaliśmy wepchnięci pod jego opiekę. — Jak dawno? Mogłabym ich dogonić. musiał mieć wokół siebie ludzi. bo nie potrafię sama się z tym zmierzyć. Chcę być częścią misji ratunkowej. Kiedy wyjaśniam mu obecną sytuację. Porozmawiam z Plutarchem. Dyskutowaliśmy nad wysłaniem cię do innego dystryktu. — Katniss. . która jest wszystkim. by wrócić do świata. Próbuję sobie wyobrazić świat. który spędził całe swoje dorosłe życie przykuty do dna butelki. rzucając im ostatnie spojrzenie i wychodzę z pokoju. Oczy niezdolne do mrugania. co może mi przynieść przyszłość.12. Ale kiedy otwieram drzwi. co mogę zrobić! — W porządku. To… to więcej niż mogliśmy sobie życzyć! Cóż. przyjaciół. których kochał — rodzinę. On wcale nie żartuje. by odwrócić uwagę Kapitolu od planowanej misji ratunkowej. jego początkowe poruszenie w tajemniczy sposób znika. Kroki Haymitcha wciąż odbijają się echem w korytarzu na zewnątrz. może ukochaną — do których miał nadzieję wrócić. albo przy nas. To człowiek. Szesnastoletni chłopak. Wyblakłą szarą nicość. — Proszę. Mogłabym… — Co? Co mogłabym zrobić? Haymitch potrząsa głową. Dzisiaj mogę stracić ich obu. Chociaż to tchórzliwe — a nawet okrutne — wyciągać go z ciemności. żebym kazał im pozbawić cię przytomności dopóki nie będzie już po wszystkim? — pyta Haymitch. że te męczarnie wreszcie mogą się skończyć. w jego życiu nie było nikogo? Co Snow im zrobił? — Nie — mówię. robię to. — Muszę coś robić. który zwyciężył w drugim Ćwierćwieczu Poskromienia. Haymitch! — Błagam go teraz. że to o wszystkim zadecyduje? Wóz albo przewóz. Zostań tu. że nie dasz sobie rady. i Peety byłyby uciszone. w którym głosy i Gale’a. w którym leżą. A jednak naprawdę jest coś kojącego w myśli. to jest optymistyczne spojrzenie na tę sytuację. natrafiam jedynie na przeogromną pustkę. nie widzisz. Ale uznaliśmy.

I wtedy robię coś. — Nie najlepiej. Beetee mógłby go wyemitować z myślą o misji ratunkowej i może naprawdę udałoby się skierować uwagę Kapitolu w inną stronę. — Pozwalam sobie na delikatny uśmiech. które uratowały mi życie. Macie coś takiego? — pyta Haymitch Perspektywa udziału w czymś. Poza tym. muszę się trzymać. Ale nie sądzę. odwrócenie uwagi — mówi Finnick. Teraz nie jestem. to nie potrwa wystarczająco długo. że w każdej chwili Snow może go zabić. Nie wiem czy to podziała. — Prezydent Snow przyznał kiedyś w mojej obecności. Otwieram się. na którym się wcześniej załamałam. — Tak myślę. — Nigdy nawet nie zamieniliśmy ze sobą słowa. Siadam na powalonym marmurowym słupie. . — Jeśli uda nam się go nagrać w przeciągu kilku kolejnych godzin. pomaga mi się skupić. — Ale ze względu na to. by nawet prezydent Snow nie mógł się od tego oderwać. W tamtej chwili nie wiedziałam co ma na myśli. bym mogła go o czymkolwiek przekonać wykrzykując parę wyzywających zdań w stronę kamery. kiedy próbowałam sprzedawać dziecięce ubranka w deszczu. jeżeli uda nam się pozbierać.Zasłona odsuwa się i pojawia się Haymitch. Ciężko było wtedy o trzeźwe myślenie. Prezydent Snow musi się zastanawiać jaki wpływ mają na mnie pochlapana krwią podłoga i jego róże. Nareszcie jestem wolna. — Potrzebujemy czegoś tak emocjonującego. — Jak poznałaś Peetę? — pyta mnie. pytam Cressidę czy mogłaby rozpocząć wypytując mnie o Peetę. Okropnie się z tym żyje — mówię. w oczekiwaniu na czerwoną lampkę i pytanie Cressidy. Pierwszy raz odezwałam się do Peety w pociągu wiozącym nas na Igrzyska Śmierci. Szczególnie odkąd ostrzegł Trzynastkę przed bombardowaniem. Kiedy pochłaniam śniadanie i przygotowuję się. bo w końcu byłam przerażona. jak matka Peety wygoniła mnie sprzed drzwi piekarni i jak dał się pobić. Ma dla nas zadanie. że Kapitol jest kruchy. by przynieść mi bochenki chleba. Wybuchy są krótkie. próbuję wymyślić co mogłabym powiedzieć. nie mam już żadnych zahamowań. — Ale on był już wtedy w tobie zakochany — mówi Cressida. — Tak. — Kiedy poznałam Peetę. byle tylko obalić Kapitol. przez co każą mu przechodzić. — Spoglądam w niebo i obserwuję lot jastrzębia. co mogłoby pomóc misji. Kapitol jest kruchy. co Haymitch próbował na mnie wymóc od pierwszego wywiadu. ale kiedy cała ekipa telewizyjna zbiera się już na powierzchni. — Jak sobie radzisz z rozdzieleniem? — pyta. — Coś jak pułapka. Jeśli chce mnie widzieć w kawałkach. Przed zrobieniem wszystkiego. by pomóc misji ratunkowej. To historie zabierają czas. Wciąż potrzebują materiału z Trzynastki po bombardowaniu. Wiem. miałam jedenaście lat i niemal umierałam. Opowiadam o tym okropnym dniu.

Historii miłosnej z udziałem jego i Annie? Wyliczenia nadużyć w Czwartym Dystrykcie? Ale Finnick Odair obiera zupełnie inną strategię. bo tak wiele z nich dotyczyło ciebie. moi patroni robili mi prezenty w postaci pieniędzy albo biżuterii. ale burzliwą rozmowę. z której Haymitch jest widocznie niezadowolony. bo ludzie. kogo kochasz. Jeśli to jej pomoże. zabija kogoś. bezgranicznej chciwości i krwawych intrygach. Finnick był kimś. Jeśli odmówisz. Wszyscy pokochali opowieść o chlebie. — Prezydent Snow… sprzedawał mnie… to znaczy moje ciało — zaczyna Finnick płaskim. Ale to moja wiadomość do prezydenta Snowa porusza sprężynki w mózgu Plutarcha. Tajemnice. Finnick zaczyna tkać gobelin tak bogaty w szczegóły. — Finnick zwija w kulkę swoją linę i zaciska ją w dłoni. Jeśli zwycięzcę uważa się za pożądanego. Ale mamy robotę do zrobienia i czuję. byli tacy bezbronni. Tajemnice wyszeptane po pijanemu nad wilgotnymi poduszkami w ciemnościach nocy. którzy pilnują porządku. Opowieści o dziwnych seksualnych upodobaniach. że właśnie tym płacą mu kochanki. — Owszem. Cray. By poczuć się nieco lepiej. Nigdy nie były prawdziwymi ukochanymi. Paradę ukochanych Finnicka w Kapitolu. energia. zdradach. — Tego właśnie na pewno zechcesz posłuchać. ale znalazłem dużo bardziej wartościową formę zapłaty. — Tajemnice — mówi. który kupił sobie dwie zdesperowane dziewczyny. by pożreć je i wyrzucić. To wszystko tłumaczy. Jeśli ogłosimy naszą wolność. bo mógł to zrobić. tylko że wtedy uważałam to za jego własny wybór. kogo się kupowało i . Ale zacznijmy od tych. — Nie byłem jedyny. że występ Finnicka będzie dużo bardziej efektywny niż mój. Kiedy Finnick idzie zająć moje miejsce przed kamerą. jeśli nie wspaniale.bo źródła jego potęgi pochodzą z dystryktów. — Jestem gotów. — Nie byłem jedyny. muszę. Snow. Więc nie odmawiasz. Finnick powiedział mi. powtarzając za moimi myślami. Jedynie ludźmi jak nasz stary Główny Strażnik Pokoju. Jedzenie. Plutarch wydaje się zwyciężać — Finnick jest blady. dotyczących innych. że nie można wątpić w jego autentyczność. nawet Strażnicy Pokoju. Prezydencie Snow. ale byłem najbardziej popularny — mówi. Nie wiem czego się spodziewać. Chcę przerwać nagrywanie i błagać Finnicka o przebaczenie za każdą mijającą się z prawdą myśl o nim. — I być może najbardziej bezbronny. dzięki tobie oficjalnie ogłaszam dzisiaj swoją. ale przytakuje pod koniec. Kapitol się zawali. prezydent oddaje go jako nagrodę albo pozwala kupić go po wygórowanej cenie. dalekim głosem. których kochałem. Haymitch mówi mu: — Nie musisz tego robić. myślę. Spisałam się dobrze. Pospiesznie przywołuje do siebie Finnicka i Haymitcha i przeprowadzają krótką.

nieuchwytne wirusy albo przeoczoną słabość aorty. którzy stanowili potencjalne zagrożenie na przyszłość. na podstawie paplanin mojej ekipy przygotowawczej. jak ja teraz. Dlaczego nie? Snow mógłby dostać naprawdę dobrą cenę za dziewczynę igrającą z ogniem. by ją utrzymać. wbijanie noży w plecy. mu się to udało? Jedno słowo. ludzie będą czekać. — A teraz przejdźmy do naszego kochanego prezydenta Coriolanusa Snowa — mówi Finnick. oczywiście. . czy przeznaczenie Finnicka byłoby pewnego dnia również moim. Jak. jego sojuszników. musicie się zastanawiać. To wszystko co potrzebujecie wiedzieć. Przystojnym. kamery wciąż go nagrywają aż to on zostaje zmuszony do powiedzenia „cięcie”. by zmontować materiał. a Plutarch wyciąga Finnicka na pogawędkę. Jeśli złe ścięcie włosów może być tematem godzin plotek. Mówią. by zarzuty stawiane przez Finnicka mnie szokowały. jeszcze gorzej. by się nimi nie podzielić. Idealna broń dla węża. gdyby to zrobił? Jednak niektóre tajemnice są zbyt smakowite. Ale antidota nie zawsze działają. by uniknąć podejrzeń.sprzedawało. jaką uwagę może przyciągnąć najmniejsze potknięcie. Trucizna. Finnick cofa się do czasów. Komu mógłby powiedzieć? I kto by mu uwierzył. do czego doprowadzą oskarżenia o kazirodztwo. i przedziera się do teraźniejszości. Snow pił z zatrutych kubków. mówią. Wydają się wywierać większe wrażenie na wydartych z Kapitolu rebeliantach. czy nie ma w zanadrzu jeszcze jakichś historii. Jako że moje mniemanie o Kapitolu i jego szlachetnym prezydencie już jest bardzo niskie. których wymienia Finnick — wszyscy wydają się być znaczącymi obywatelami Kapitolu — ale wiem. by usłyszeć tajemnice prezydenta. zastanawiając się. w których Snow wspinał się po szczeblach kariery politycznej. Obwiniano nieświeże skorupiaki. Być może zastanawia się jak taka smakowita plotka mogła przejść mu koło nosa. Mówią. mówią… Snow ma listę i nikt nie wie kto będzie następny. Nawet jeśli fale szoku i wzajemnych oskarżeń przetoczą się nad Kapitolem. ze dlatego nosi róże śmierdzące perfumami. Trucizna. że ma przytłumić woń krwi z ust pełnych ran. niewytłumaczalnie zapadający się w mrok. Kiedy Finnick kończy. szantaż i podpalenie. Na tyle sprytnym. — Czy to przydarzyło się też tobie? — pytam Haymitcha. wyjawiając ofiarę za ofiarą tajemniczych śmierci przeciwników Snowa albo. Ludzie umierający niespodziewanie na bankietach albo miesiącami powoli. Ekipa spieszy do środka. kiedy doszedł do władzy. Nie znam ludzi. Prawdopodobnie chce sprawdzić. Mówią. Zostaję z Haymitchem na gruzach. o czym nie wiem nic. jak moja ekipa i Fulvia — nawet Plutarcha udaje się czasami zaskoczyć. ale w rzeczywistości nieszkodliwym. które nigdy się nie goją. — Był takim młodym człowiekiem. nie mogę powiedzieć. Niewolnikiem z dystryktu.

zdetonowanie bomby w budynku rządowym kilka kilometrów od więzienia. wyznaczonej godzinie. — Zostawcie! — mówi Beetee. Wysadzając cele na poligonie. . — Snowowi nie został nikt. pozostawiając jedynie tyle. bo za taki uznają go także nasi wrogowie. że wmieszany w to został gaz usypiający rozprzestrzeniony po systemie wentylacyjnym. — Jak twoja elektryczna pułapka na arenie? — pytam. że nie. nie. Większość mojego wywiadu zostaje wycięta. by pokazać. — Dopóki nie pojawiliśmy się Peeta i ja — mówię delikatnie. — Obraca się na krześle. utrzymać kontrolę podczas trwania niemal całego ataku na Snowa. Wiążąc węzły. a teraz wywołanie zamieszania transmisją. Rozpychając obiad po całej misce. wyrzucając ręce w górę. Punkt odniesienia dla młodych Finnicków. Beetee cieszy się. Dziewczyna. To lubieżne i krwawe sprawozdanie Finnicka o mieszkańcach Kapitolu staje się hitem dnia. Przez tę głupią sztuczkę z polem siłowym — odpowiada. odcięcie zasilania. że uważamy plan za trudny do zrozumienia. nie ma żadnych wiadomości od członków misji ratunkowej. to wszyscy są martwi. Finnickiem i próbami całkowitego przerwania transmisji. Wyciera twarz chusteczką. Beetee zabiera nas do innego pomieszczenia i pokazuje nam jak członkowie misji z pomocą rebeliantów wewnątrz spróbują — spróbowali — uwolnić zwycięzców z podziemnego więzienia. Po skończonej pracy nie zostało mnie i Finnickowi już nic poza czekaniem. który spowoduje problemy — mówi Haymitch. Jego zwykłe niespokojne rozkojarzenie zastąpione jest determinacją. by uciszyć Finnicka? Przez następne sześćdziesiąt minut gadka Kapitolu pojawia się naprzemiennie ze standardowym popołudniowym programem.— Nie. — Ale wiedział. by zobaczyć reakcję moją i Finnicka na jego słowa. Wydaje się. Jednak ekipie technologicznej rebeliantów udaje się obejść nawet to ostatnie i. że wciąż jestem żywa i zbuntowana. której nigdy u niego nie widziałam. Czy Plutarch wam go pokazał? Oczywiście. że po prostu cię nie zabił — mówię. Wszyscy byli martwi w przeciągu dwóch tygodni od mojej zwycięskiej koronacji. Johann i Cashmire. Czy umiejętności Beetee’ego rosną? Czy to jego przeciwnicy w Kapitolu są nieco zbyt zafascynowani. O piętnastej. — Mimo wszystko. rezygnując z dalszych prób wdarcia się do sieci Kapitolu. stoimy w napięciu i ciszy na tyłach sali pełnej monitorów i komputerów i obserwujemy jak Beetee wraz z ekipą próbuje zapanować nad czasem antenowym. W związku z ryzykiem wykrycia. że nie ma na mnie żadnego wpływu. Nawet nie wzrusza ramionami w odpowiedzi. Służyłem za wzór. Przykład tego. kogo mógłby użyć przeciwko mnie. — Och. co może się stać ze zwycięzcą. po mistrzowsku. Moja mama i młodszy brat. to był dobry plan. Próbujemy jakoś wypełnić czas w Obronie Specjalnej. — Dziwi mnie. — Jeżeli jeszcze się stamtąd nie wydostali.

Musi być już północ. Jej ciało pokryte jest siniakami i ropiejącymi strupami. jak się ku mnie skrada. — Tylko tyle wiem. z potem spływającym mu po twarzy. Przez Obronę Specjalną. Johanna Mason. — Moje usta otwierają się. tracą równowagę i wpadają na ścianę. by do siebie dotrzeć. Chcę biec. Pokaleczone i krwawiące palce. wychudzoną młodą kobietę z ogoloną głową. Sczepiając się w jedność. I spójrz jak się wszystko udało — mówi Beetee. I tak właśnie za to zapłaciła. gdzie już zostają. Przynajmniej tę o mnie. Ja poprawiam swoją miniaturową pętlę. Odmawiamy opuszczenia Obrony Specjalnej i w końcu kończymy czekając na wieści w sali z kolibrami. Mamy się udać do szpitala. Wiążemy supły. która jeździ w tę i we w tę. Słowa „Wisielczego Drzewa” odtwarzają się w mojej głowie. — Długi czas upływa zanim dodaje: — Powoli się ku mnie zakradła. Peeta i Gale. by zadać potok pytań. — Finnick! — Coś pomiędzy piskiem i okrzykiem radości. Finnick? — Nie. — Od razu zakochałeś się w Annie. ale Finnick zachowuje się tak dziwacznie.— Dokładnie. którą czuję. Wiążemy supły. Na progu dostrzegam Gale’a. Cóż… nie bardzo. Panuje w nim zamieszanie. — Wrócili. jest Snow. Wołam go po imieniu i idę w jego stronę dopóki pielęgniarka nie odpycha mnie z krzykiem. przedzierającą się przez przestrzeń. więc chwytam jego dłoń i prowadzę go jak małe dziecko. dokąd na pewno nadejdą pierwsze wiadomości o misji ratunkowej. Nie myśl o Peecie. Zostajemy potrąceni przez nosze niosące nieprzytomną. Nierozdzielni. . musi być już jutro. Wiążemy węzły. chociaż nieco zaniedbana młoda kobieta — poplątane czarne włosy. a ranni zostają zawożeni na wózkach w kierunku łóżek. Tik-tak. Gale i Peeta. Bez słowa. jakby stracił zdolność poruszania się. Zderzają się. Finnick w końcu daje za wygraną i przyjmuje zgarbioną pozycję. kiedy Haymitch otwiera drzwi. Próbujemy z Finnickiem pozostać w Centrum Dowodzenia. ale w tej chwili jedyną osobą. ale zostajemy wyrzuceni za drzwi z powodu jakiejś ważnej wojennej sprawy. Lekarze wykrzykują polecenia. — Finnick! I nagle tak jakby na świecie nie było nikogo poza tą dwójką. Nie myśl o Gale’u. i do szpitalnego skrzydła. morskie oczy — biegnie w naszą stronę owinięta w prześcieradło. Przeszukuję swoje serce. obejmują. do windy. rozebranego do pasa. którą przyjął także na arenie podczas ataku głoskółek. Która rzeczywiście znała tajemnice rebelii. Śliczna. Wiążemy supły. To zegar. Nie chcemy kolacji. Ranny. myślę. ale żywy. kiedy lekarz wyciąga coś spod jego łopatki długą pęsetą. które on ucina.

Ze mną. kogo obchodzi co powiem? Peeta będzie zachwycony. Żywy i zdrowy — może nie zdrowy. — No idź — mówi. kiedy się obudzi.Czuję ukłucie zazdrości. . Pożądanie? Desperację? Pewnie oba. Usłyszeć śmiech. Prawdopodobnie i tak będzie mnie całował. świeci mu po oczach latarką i sprawdza puls. kto ich widział. kiedy jego palce zaciskają się na moim gardle. Moje usta zaczynają już wymawiać jego imię. o których do tej pory nie śmiałam nawet myśleć. by go objąć. Jestem rozczarowana. Mam lekkie zawroty głowy. Nie o Finnicka czy Annie. ale teraz już widzi. wątpimy. jako że odsuwa od siebie lekarzy. nieważne co zrobię. Bezpieczny. siedzi na skraju łóżka. zrywa się na nogi i rusza w moją stronę. Zobaczyć jego uśmiech. Jego twarz odzwierciedla niedowierzanie i coś silniejszego. Tutaj. Peeta jest na końcu sali. nie mógłby nie uwierzyć w ich miłość. wyglądając na oszołomionego. Biegnę mu na spotkanie z ramionami wyciągniętymi. Zastanawiam się czy będę się czuła tak. Skutki gazu właśnie ustępują. Peeta. zapewne by pogładzić moją twarz. podczas gdy trio lekarzy uspokaja go. Peeta już nie śpi. — Wszystkich stamtąd wyciągnęliśmy. Ale skoro ona jest z Dwójki. Co powiem? Och. ale o ich pewność. Z dala od Snowa. Haymitch szczerzy się do mnie. jak podczas tamtych ostatnich pocałunków na plaży na arenie. Powinnaś tam być. czego nie potrafię do końca określić. Nikt. Poza Enobarią. ale żyje i jest tutaj. że w ogóle jest więziona. ale nie ranny. że to nie mnie ujrzał jako pierwszą po przebudzeniu. Jego ręce także sięgają w moją stronę. Boggs w poszarpanym ubraniu. odszukuje Haymitcha i mnie. Za chwilę będę mogła go dotknąć.

Mama. Nie wiem co to znaczy. Nie mogę nawet podziękować Boggsowi. Główne obawy ekipy medycznej — uraz rdzenia kręgowego. Gdybym spotkała się z Peetą na osobności. Zaskoczenie jednocześnie Haymitcha i mnie zdarza się niezmiernie rzadko. że widział dużo gorsze rany u żołnierzy ćwiczących duszące chwyty na szkoleniu. Gdzie. kiedy jest szalony. jak mi polecono. Nie wiem. zaciśniętą w pięść. rozpościera nade mną kolejny koc. tak dręczyła myśl. Zasinieniem. że wciąż oddycham. Zawładnięty. żył i tętnic — okazały się bezpodstawne. że radość z odzyskania go zaślepiła nas. z mechanicznym głosem każącym mi się nie ruszać. zakładam. Prim chwyta jedną z moich dłoni. Teraz. że Haymitch przyszedłby mi z pomocą. która asystuje przy skomplikowanej operacji. ale skoro go tu nie ma. który określi. Przynajmniej wyciągnęli mnie już z tej klaustrofobicznej tuby z mechanizmami trzaskającymi i warkoczącymi dookoła mnie. Kosogłos nie straci głosu. Słyszałam jak to słowo padło w rozmowie Plutarcha z Haymitchem.13. gdyby nie był całkowicie nieprzygotowany. układu oddechowego. Haymitch i Beetee czekali na korytarzu. że jeszcze trudniej jest mi kontrolować drżenie. trzymając głowę nieruchomo. przypominam sobie. zdejmują kołnierz i dają mi coś na ból i opuchliznę. czy nie tracę zmysłów? Tyle że nie wolno mi teraz nic mówić. ale ona mówi: . lekarz. ochrypłym głosem. Nie będzie ci wtedy tak zimno. Wiem. pojawiają się lekarze. Nie. jak to tylko możliwe. Plutarch wyprowadza lekarzy i próbuje pozbyć się także Prim. Katniss. nie pogarszając stanu obrażeń mojej szyi. która pojawiła się przy mnie kilka chwil po ataku i została tak blisko. kiedy wpada z wizytą. czy powiedzieli Gale’owi. Leżę. że niedługo zdejmą ci kołnierz. To Boggs powalił Peetę jednym uderzeniem zanim doznałam jakiegokolwiek trwałego urazu. kiedy przejechałam obok nich w korytarzu. że jest w rękach Kapitolu. Sprawdza jak się czuję i mówi mi. nie szalony. kiedy zapewniono mnie. obolałą krtanią i tym dziwnym kaszlem nie powinnam się martwić. Wydobrzeję. gdy usiłowałam samą siebie przekonać. Zawładnięty. Tak nas jednak zżerała chęć ocalenia Peety. Prim. Kiedy zaczyna masaż drugiej pięści. i masuje ją dopóki krew znowu nie zaczyna przepływać przez moje palce. łaknę powietrza. Chłodny kołnierz drażni moją szyję i sprawia. by lekarze pozwolili im się ze mną zobaczyć. wciąż nie została poinformowana o ataku Peety. Plutarch. że nie będzie żadnego trwałego urazu. pytam. — Myślę. Nawet teraz. że nie. zabiłby mnie.

o którym myślę. byś sobie coś przypomniała — albo przez słowną sugestię. ponieważ ta technika obejmuje wykorzystanie jadu gończych os. pójdę prosto na salę operacyjną i opowiem mamie o wszystkim. Plutarch wygląda na obrażonego. To wiemy na pewno: jest to rodzaj warunkowania strachu. że nie jesteś w stanie odróżnić co jest prawdą. Teraz wyobraź sobie. by wypełnić wspomnienie strachem i wątpliwościami. — Przypominanie sobie staje się trudniejsze. Był w wyraźny sposób maltretowany i temu właśnie przypisywaliśmy jego kondycję psychiczną. „zagarnąć”. Że Kapitol poddał go raczej niekonwencjonalnej technice zwanej zawładnięciem. by spowodować trzydniową utratę przytomności. Tak. ale Haymitch chichocze.— Nie. Nawet kiedy jad przestał już działać. zmienione i zapisane w innej formie. więc. — Przywołane do płata czołowego. Jednak wystarczająco dużo. Plutarch — mówi. Nie tyle. I ostrzegam. Czy czułaś także w następstwie umysłowy zamęt? — pyta Beetee. Teraz myślimy. Termin „zawładnięcie” pochodzi od staro angielskiego słowa. Prim zostaje. inaczej niż większość z nas. którzy przeżyli użądlenie. co się stało. Ponieważ jad celuje w część mózgu. by były przerażające? Beetee przytakuje. masz informacje z pierwszej ręki o efektach jadu. która odpowiada za strach. Katniss. Użądliły cię podczas twoich pierwszych Igrzysk Śmierci. I to twój mózg zachowuje w pamięci długotrwałej. że tak słabo się nią opiekuje. Beetee? — Przykro mi — zaczyna Beetee — ale nie mogę ci podać wszystkich szczegółów. To spotkanie z Peetą. a co kłamstwem? Większość ludzi. Przerażenie. — Czy to zrobili Peecie? Przywołali jego wspomnienia o Katniss i zniekształcili tak. Katniss. nie byłam pewna czy uratował mi życie biorąc na siebie Cato. Szczególnie. albo zmuszając cię do obejrzenia tego na taśmie — a kiedy to doświadczenie zostaje odtworzone. Wierzymy. — Beetee puka się w czoło. ona nie myśli za dobrze o Organizatorze Igrzysk. a ten potrafi całkowicie zawładnąć twoim umysłem. ponieważ wspomnienia mogą się zmienić. nawet lepiej. że rezultaty są różne. Kapitol jest bardzo tajemniczy jeśli chodzi o tę formę tortur i myślę. Halucynacje. Jeśli zmusicie mnie do wyjścia. który igra z życiem Katniss. że nazwa została wybrana. które znaczy „schwytać” albo. opowiada o czymś takim. — Nie mogliśmy nie zauważyć pogorszenia jego stanu podczas dwóch ostatnich wywiadów. że sprawiam. — Dałbym za wygraną. czy sobie to wyobraziłam. że coś jeszcze miało miejsce. — Cóż. — Na pewno pamiętasz jakie to przerażające. stan Peety wszystkich nas zaskoczył — mówi Plutarch. wstrzykuję ci dawkę jadu gończych os. Zaczyna mi się robić niedobrze. Koszmarne wizje utraty ukochanych osób. — Poczucie. Prim zadaje pytanie. .

— Nie wiemy też przy czym jeszcze manipulowali oprócz wspomnień o Katniss — mówi Plutarch. Z powrotem zaciskam ramiona. że Peeta w pełni wydobrzeje. By ktoś sprawił. Cieszę się. Kiedy się budzę. który wkładam w opanowanie łez. sprawia. że Peeta zapomniał. Ekipa przygotowawcza Peety. — Hm… Mamy bardzo niewiele danych na ten temat — mówi Plutarch. Albo zrobić. że przerażające zdarzenia najtrudniej jest wykorzenić. by dojrzeć jego wyraz twarzy przez powstałą szczelinę. Jeżeli w ogóle. Osobiście uważam. zastanawiam się czy tylko tak będę od teraz spać. — Przynajmniej żyje — mówi Plutarch jakby tracił cierpliwość do większości z nas. dobrze? Próba rozweselenia mnie podjęta przez Plutarcha — wzmocniona nowinami o kolejnych czterech. że spróbujemy. Ukrywam twarz w ramionach. odcinając ich wszystkich od siebie. może pięciu morderstwach — odnosi odwrotny skutek. że nie wolno nic mówić przez kilka następnych dni. Jest znużony i zniechęcony. Wysiłek. z lekami wstrzykniętymi w moje ramię. że Peecie mogłoby się polepszyć. by cierpiał? — Oczywiście. A to zdecydowane polepszenie jego sytuacji. to nie mamy dostępu do żadnych publikacji. — Snow zabił stylistkę Peety i jego ekipę przygotowawczą w programie na żywo dzisiejszego wieczoru. — Naprawdę? — pyta uszczypliwie Prim. — Nie wiemy tylko do jakiego stopnia nam się powiedzie. żadnych. — Zbieramy zespół lekarzy zajmujących się zdrowiem umysłowym i wojskowych fachowców. W końcu właśnie takie pamiętamy najlepiej. Peeta się zmienił. — A co ty o tym myślisz. bo nie ma nic. prawda? — pyta Prim. Ale… nie sądzę. Nie mamy pojęcia co się stało z Effie Trinket. jeśli porówna się ją z tą sprzed dwunastu godzin. Tak. Haymitch? Delikatnie rozsuwam ramiona. a ja znów walczę o powietrze. — Ale możecie to odwrócić. by kiedykolwiek stał się znowu sobą. to nasza aktualna teoria. Wydaje mi się. ale jest tutaj. Effie. co chciałabym powiedzieć. by ustalić strategię kontrataku. że mnie kocha… nikt nie mógłby tego zrobić. — Nie zamkniecie go po prostu w jakimś pokoju ze ścianami wyłożonymi poduszkami i nie zostawicie go tam. — Prawdę mówiąc. Portia. że mógłby ją postrzegać jako zagrożenie dla swojego życia. W końcu nie pozostaje im nic innego jak tylko podać mi środek uspokajający. — Ale spróbujecie. Jeżeli próbowano wcześniej rehabilitacji zawładniętych. zasłaniając szczelinę. kiedy przyznaje: — Myślę. Jestem naprawdę modelowym . bo to się nie może dziać. Że mógłby spróbować ją zabić. Prim — mówi Beetee. To niemożliwe.— Tak przerażające. Pamiętajmy o tym. że moje gardło zaczyna boleć. prawda? — nie daje za wygraną Prim. Z nami.

jakby to ćma muskała mnie swoimi skrzydłami. wciąż jest gdzieś w środku. rdzennych mieszkańców Trzynastki — nikt z domu lub z Kapitolu nie dostał pozwolenia. że stary Peeta. Ludzie wpadają od czasu do czasu. Spore ilości jadu gończych os uchodzą z jego organizmu. że Snow pracował nad nim tygodniami. Nie tatuują mi planu dnia. Leczony jest jedynie przez nieznajomych. kiedy dostałam już leki. dobrze? Jaskier zeskakuje z łóżka i podąża za nią do drzwi. namawiając mnie do przełykania kawałków lekkiego jedzenia. by powiadomić mnie o stanie Peety. ten. całuje mnie między oczami i znika. Ale pamiętaj. Jest w niej coś jeszcze. co jest całkowicie jej. że nie zniosę zamknięcia w podziemnej celi i zostawiam Jaskra jego własnym planom. coś. Po upływie jakichś trzydziestu sekund wiem. Gale nie może mnie odwiedzić. Jesteśmy dla siebie nawzajem mniej więcej takim towarzystwem co kurz. Kiedy Prim pomaga mi się położyć. jakie są. — Katniss. by miała rację? Czy Peeta mógłby do mnie wrócić? — Muszę wracać do szpitala — mówi Prim. Nie spisuj go na straty. a światła przygasły sygnalizując czas na sen. Nic nie mówi. głośno narzekając. walcząc o jej uwagę. Patrzę na moją małą siostrę i myślę o tym. kładąc Jaskra na łóżku obok mnie. tyle że bez okna. Jest szansa. 2212. że cała ta sprawa z Peetą jest dla ciebie przerażająca. rozsądek taty i moją siłę. Jaskrowi zostały teraz przydzielone dzienne porcje jedzenia i kuweta pod umywalką w łazience. który cię kocha. ale w . któremu towarzyszy szept w mojej głowie. Mama i Prim zmieniają się przy moim łóżku. więc włóczę się bez celu aż w końcu Prim zostaje zwolniona ze swoich szpitalnych obowiązków. cichutko wkrada się do mojego pokoju. wiem. Zdolność patrzenia na pogmatwane życie i dostrzeganie rzeczy takimi. by zabrać mnie do naszego ostatniego oddziału. — Dotrzymajcie sobie towarzystwa. Czy to możliwe. Ekipa specjalistów pracuje długimi godzinami nad strategią jego leczenia. bo jest przykuty do łóżka ze względu na jakąś ranę ramienia. Jednak trzeciej nocy. Gubię się kilka razy. Następnego ranka zostaję wypisana ze szpitala z nakazem ostrożnego poruszania się i mówienia tylko wtedy. uważają moją apatię za opanowanie. by się z nim zobaczyć — by zapobiec wybuchowi niebezpiecznych wspomnień. Ona kołysze go w ramionach.pacjentem. Tak naprawdę potrafię trzymać się jedynie jednej prostej myśli: obrazu twarzy Snowa. Zabiję cię. posłuszeństwo wobec poleceń lekarzy. ale skupia się na mnie. kiedy zostawia go za sobą. Identycznego jak ostatni. Już nie chce mi się płakać. Próbuje do ciebie wrócić. gdy będzie to konieczne. a my mamy go tutaj jedynie od kilku dni. jedynie przebiega palcami po zasinieniach na mojej szyi tak delikatnie. wskakuje na moją poduszkę. że odziedziczyła najlepsze cechy naszej rodziny: uzdrawiające ręce mamy.

powiedzieć. z głowami pochylonymi nad rysunkiem. kiedy zawładnął Peetą — mówi Gale. przerabiana hospitalizowana. — Więc wszystko jest dozwolone? — Obaj patrzą na mnie. potężniejsza bomba. Gale niemal wrogo. że nieobecność Gale’a bardzo mi przeszkadzała. A wtedy druga. Nad tym właśnie pracowali. zmartwiona. — To wydaje się przekraczać pewne granice — mówię. z którego korzystał prezydent Snow. Ludzie mają czas. Różne wersje rysunku zaśmiecają stół i podłogę. Głównie bomb.końcu udaje mi się dotrzeć do Obrony Specjalnej. Przestraszenie ofiary tak. Jako że przez większość zła. — Ach. przywołując mnie ruchem dłoni do ekranu komputera. — Mam nadzieję. W którymś momencie Gale i Beetee porzucili mechanizmy działające u zwierząt i skoncentrowali się na bardziej ludzkich odruchach. Wodą albo jedzeniem. Katniss. Bomby-pułapki wabiące czymś niezbędnym do przeżycia. odwracając ich uwagę od kartki papieru. Beetee i ja stosujemy ten sam podręcznik. nie byłam mogę zdezorientowana. Mniej w nich technologii. że dobrze wykorzystywałeś jego czas. — Co robicie? — pytam chrapliwie. że Gale dużo pracował tu na dole z Beetee’em. — Co? Czy to tajemnica? — Wiem. odmierzając coś. który spędziłam albo w Trzynastce. — Nie bardzo. by uciekła w stronę większego zniszczenia. Wabienie ofiary w pozornie bezpieczne schronienie. Beetee z wahaniem. w którym czeka na nią śmierć. zabija również ich. nakryłaś nas — mówi wesoło Beetee. gapią się na zasinienia i nie potrafię powstrzymać skrępowania do tego stopnia. Gale również musiał zostać zwolniony ze szpitala dziś rano. że jest. a więcej psychologii. bo znajduję go w jednej z sal badawczych z Beetee’em. W nierównych kształtach jednego z nich rozpoznaję sidła Gale’a. by pospieszyć rannym z pomocą. Ale pozwalam Beetee’emu myśleć. że bawią się łukami i bronią. ale uznałam. . których mijam. Wykorzystywali fundamentalne pomysły Gale’a dotyczące pułapek do stworzenia broni przeciwko ludziom. Jak współczucie. — Nie ma żadnego podręcznika. że ma u mnie dług. że naciągam kołnierz na uszy. w którym wyszczególniono by jakie działania przeciwko drugiemu człowiekowi mogłyby być nie do przyjęcia? — Oczywiście. Bomba wybucha. Wszyscy. Między nami nie układało się też ostatnio najlepiej. czasu. W końcu tak często kradnę ci Gale’a — wyznaje Beetee. Inne projekty przypięte są do korkowych tablic na ścianie i wyświetlone na ekranach kilku komputerów. Grożenie potomstwu w celu przyciągnięcia pożądanego celu. Są pogrążeni w pracy. — Chodź i zobacz — mówi. Ale i tak czuję się winny. rodzica.

Wygląda starzej w ponurych ubraniach Trzynastki. byś zobaczyła się z Peetą? — Tak myślę. że ona i jej młodszy brat przeżyli. a niemal nikt stamtąd nie umknął płomieniom. Słyszałam. stres. — Och. Nigdy nie zrozumiem Kapitolu — mówi. — Coś mogłoby uruchomić wspomnienia o tobie? . ale była jednym z niewielu dzieci z Dwunastego Dystryktu. Wszystkich ludzi. Myślę. Do wszystkich się tak uśmiecha. kiedy Haymitch mnie zaczepia. Czuję. nie sądzisz? Delly naprawdę tak myśli. Delly Cartwright. — Katniss! — woła. Kiedy jednak docieramy do szpitalnej sali. jednak wciąż jestem w Obronie Specjalnej. co mogłoby mu za bardzo przypominać ciebie. z kim Peeta mógłby dzielić wspomnienia z dzieciństwa. które miały kilka dodatkowych kilogramów. — Co o tym myślisz? — pyta mnie Haymitch. i w praktycznym warkoczu zamiast loków. z kim Peeta mógłby dzielić wspomnienia z dzieciństwa. na którą zdecydowała się po latach. żal po utracie rodziców — wszystko to razem na pewno na nią wpłynęło. kiedy byliśmy mali. Autentycznie lubi ludzi. Jak zawsze. tak! — Twarz Delly rozjaśnia się. — Wysłać do niego najbardziej nieszkodliwą osobę z Dwunastki. — Jej oczy wypełniają się łzami. — O. że to sprawiedliwe postawienie sprawy bez posuwania się za daleko. ona siedzi tam rozmawiając z Plutarchem. W tej chwili sprawdzają ludzi. stracę nad sobą panowanie. — Może lepiej nie rozumieć — odpowiadam. Jej rodzice. którzy prowadzili sklep z butami w mieście. jako że ktokolwiek. Delly — mówię. Biedny Peeta. ale trafił tym w dziesiątkę. że jeśli natychmiast nie wydostanę się na zewnątrz. że to będzie trudne zadanie. Biedna ty. byśmy się tu dobrze czuli — mówię. Wiem. które nie działają na korzyść nikogo. — Ale wszyscy są naprawdę mili tutaj w Trzynastce. — Chcą wypróbować coś na Peecie — odpowiada. dużo się naraz zmieniło. którą zmieniono w miejsce pracy ekipy uzdrawiającej Peetę. — Bawiliśmy się razem. — Hej. — Potrzebujemy cię w szpitalu. Mówiłam ludziom. jakbym była jej najlepszą przyjaciółką. — Chodź — mówi. najprawdopodobniej mieszkał w mieście. jaką uda im się znaleźć. nie tylko wybraną garstkę. — Po co? — pytam. — Co u ciebie? — pytam. Wychodzę bez dalszych komentarzy. Delly jest nieco chudsza niż ją zapamiętałam.To było okrutne. uśmiecha się do mnie tak. — Delly znała Peetę przez dłuższy czas — mówi Plutarch. — To ciebie wybrali. że jest moim bratem. — Starają się. nie mieli tyle szczęścia. Tutejsza dieta. ale nic. Odszukać kogoś.

Ale nasze drogi raczej się nie krzyżowały — mówię. — I wtedy sobie przypominam. — Jak się czujesz? — Okropnie. — Nie sądzę. — Tak! — mówi z wyraźną ulgą. Peeta krył mnie i powiedział. Kiedy drzwi otwierają się cicho. ale wciąż nie jest tym. w którym zamknięty jest Peeta. ale kiedy do niego podchodzi. bo wszystkich onieśmielałam ze względu na swoją wyjątkowość. — Peeta? Jestem Delly. Gdzie jesteśmy? Co się stało? — pyta Peeta. Idę razem z Plutarchem i Haymitchem do sali obserwacyjnej obok miejsca. Mieszkamy tu teraz — mówi Delly. by trzymała się z daleka od jakiegokolwiek wspomnienia o Katniss albo Kapitolu — mówi Plutarch. Nigdy nie marzyłam o tym. Nie sądzę. Wszyscy bardzo ją . Kiedy skłamałam na temat rozpoznania awoksy. — Powiedziałem jej. jakbym prawie nie miała przyjaciół. jaką jest Delly — mówi Plutarch. a zmieni mnie w coś wspaniałego. że mnie zauważy — mówi Delly. a później przybierają zdezorientowany wyraz. Leży na łóżku. — Katniss zawsze była niesamowita. przywiązany do niego w ramionach. Wystarczy zostawić to Delly.— Wszyscy byliśmy w tej samej klasie. — Zaczyna się — mówi Haymitch. Wyraz jego twarzy wydaje się jaśniejszy niż w chwili. Delly tam nie było. Delly niepewnie przemierza pokój. — Delly zawsze myśli o wszystkich jak najlepiej — wyjaśniam. — Cóż… jesteśmy w Trzynastym Dystrykcie. podziwiali. Delly opisała to tak. by to mogło współzawodniczyć z latami wspomnień z dzieciństwa. Lustro fenickie i sprzęt audio pozwalają nam obserwować Peetę w tajemnicy. — Delly? — To wydaje się rozpraszać niektóre chmury. — Szczególnie tymi. — Zobaczmy ile wspomnień z domu potrafi wyczarować ta dziewczyna. czy przypadkiem nie żartuje. ale dłońmi wciąż wykonuje nerwowe ruchy. Nieprawda. — Pamiętam — mówi Haymitch. bo nie byłam przyjacielska. Nie walczy z pasami. — Chwila. chodziła na Ćwiek i w ogóle. w której próbował mnie udusić. — Umiała polować. W Kapitolu. Oboje z Haymitchem musimy spojrzeć na nią uważnie. dotyczącymi tak miłej towarzyszki. uśmiecha się zgodnie ze swoją naturą. by Peeta mógł mieć złe wspomnienia związane z nią. — Ale nie wiem… To nie była prawda. To ty. — Spróbujmy. Z domu. który należy do niego. jego oczy rozszerzają się niespokojnie. Prawie nie miałam przyjaciół. by sprawdzić. że wygląda jak Delly. Tłoczy się w niej dziesięciu członków jego uzdrawiającej ekipy uzbrojonych w długopisy i podkładki. — Delly.

Ona jest zmiechem! Jakaś ręka dosięga Delly i wyciąga ją na zewnątrz. — Nie. Nikt… nie mógł zostać — mówi niepewnie. — Wyciągnijcie ją stamtąd — mówi Plutarch. Delly — mówi gorączkowo Peeta. prawda? Przez nią — mówi ze złością Peeta. Peeta. Mniej bolało. Pamiętasz jak twój tata pozwalał nam robić chłopców i dziewczynki z ciasta? — Był ogień — mówi nagle Peeta. Peeta.— To właśnie mówili mi ci ludzie. Też bardzo tęsknię za domem. — Ja zaufałem. Peeta. Ja… — zaczyna Delly. Twoje były cudowne. — Zdarzył się… wypadek. a drzwi zamykają się z trzaskiem. — Przez Katniss! — Zaczyna ciągnąć za przytrzymujące go pasy. dziewczyno — mówi Haymitch. — Nie mogą. Jestem pewna. że jestem człowiekiem. — Zmiech! To śmierdzący zmiech! Nie tylko mnie nienawidzi i chce mnie zabić. ale nie wierzy nawet. — Wielu ludzi nie wydostało się z Dwunastki. Świnie i koty. Będziemy więc musieli rozpocząć nowe życie tutaj. kiedy próbuje obejść pytanie. że ci się tu spodoba. — Trzymaj się. — Delly znowu urywa. które zostawialiśmy na płytach chodnikowych. a szkoła jest dużo bardziej interesująca — mówi Delly. że przyda im się dobry piekarz. — Dwunastka spłonęła. — Powiedziała ci to? — syczy na nią. nie. — Nie ufaj jej. a ona próbowała mnie zabić. co ona ci powie! To zmiech. Ale Peeta wciąż krzyczy. Drzwi natychmiast się otwierają i Delly zaczyna powoli wycofywać się w ich stronę. — Mówiłaś coś… o wypadku? Dostrzegam lśniący pot na czole Delly. Dlaczego nie jesteśmy w domu? — pyta Peeta. gdy mnie dusił. Ale to nie ma sensu. Zawsze mamy jedzenie i czyste ubrania. — Nie musiała. To nie była jej wina — mówi Delly. Ludzie są dla nas bardzo mili. — Och. Delly przygryza wargę. — Ale wiem. — Był okropny. — Dlaczego moja rodzina mnie nie odwiedziła? — pyta Peeta. . Właśnie myślałam o tych kredowych rysunkach. Pamiętasz jak narysowałeś każdemu inne zwierzę? — Taa. którego Kapitol chce wykorzystać przeciwko nam! — krzyczy Peeta. Ona nie jest… — próbuje znowu Delly. — Tak — szepcze Delly. Rodzinę. Zabiła moich przyjaciół. Nawet się do niej nie zbliżaj. — Ona kłamie! To kłamczucha! Nie wierz w nic. i inne — mówi Peeta.

— Przynajmniej dopóki nie zajmiemy wszystkich dystryktów. — Dokąd chcesz iść? — pyta Haymitch. musicie mnie stąd odesłać. — To jedyne miejsce. poza Dwójką. — Nie mogę tu dłużej zostać — mówię odrętwiale. Dobre wieści są takie. Najpierw dystrykty. — Nie ma mowy — mówi Plutarch. Prim się myliła. Ale ja wiem. Opierają mnie o ścianę na cichym korytarzu. w którym mam coś do zrobienia. — Jeśli mam być Kosogłosem. że walka kończy się w większości z nich. Racja. A wtedy zapoluję na Snowa. zapisując każde słowo. Peety nie da się już odzyskać. — Wyślijcie mnie do Dwójki. . — W porządku — mówię. To jednak ciężki orzech do zgryzienia. Haymitch i Plutarch chwytają mnie za ramiona i wyprowadzają z sali.Ekipa uzdrawiająca gryzmoli wokół mnie jak szalona. że Peeta wciąż krzyczy za drzwiami i za szkłem. Później Kapitol. — Do Kapitolu.

Działanie Orzecha zostało zapoczątkowane natychmiast po Mrocznych Dniach. by umożliwić wydostanie się poduszkowców z hangaru. złożonym z serii wsi rozpostartych w górach. jak można się było spodziewać. z których pocięte kamienne płyty zostały wyciągnięte na zewnątrz i przetransportowane śliskimi. Problem stanowi tylko jedno: w centrum dystryktu znajduje się praktycznie niedostępna góra.14. by skopiować Trzynastkę. chwiejny gąszcz drzew i dzikiej przyrody. Dostrzeżono jednak potencjał w starych kopalniach w pobliskim Drugim Dystrykcie. by zauważyć. Wystarczy spojrzeć na rebeliantów z Drugiego Dystryktu. górnicy zostawili ogromne kamienne filary i ściany. można powiedzieć. Ale wewnątrz znajdowały się ogromne. Wypełnianie go komputerami i salami konferencyjnymi. że byli przyzwoicie żywieni i troszczono się o nich w dzieciństwie. oddziały wojskowe — ale znaczna część jego potęgi znalazła się pod kontrolą wroga. Ale generalnie pozostawiono zewnętrzną część góry niemal nietkniętą. Nie był to teren idealny. Innych . która powstała na przestrzeni wieków. teraz jednak wiele z nich poświęca się utrzymaniu i szkoleniu Strażników Pokoju. Docierała aż do placu. stojąc na szerokich marmurowych stopniach Pałacu Sprawiedliwości. która służy za magazyn broni Kapitolu. Nie wydaje się to wielkim wyzwaniem. Ale korzyści przeważyły nad przeciwnościami. Nierówny. jako że rebelianci mają po swojej stronie siły powietrzne Trzynastki. Poszerzanie wejść. barakami i zbrojowniami. który Peeta i ja odwiedziliśmy podczas Tournée Zwycięzców. wąskimi drogami do budowy odległych budynków. powodziami i lawinami. Niektóre militarne zasoby umieszczono na obrzeżach Kapitolu — pociski nuklearne. Oczywiście nie było mowy o tym. stojącym poniżej. usiłując nie przyglądać się za bardzo pogrążonym w żałobie rodzinom Cato i Clove. że Kapitol opiekował się tutejszymi mieszkańcami. Każda była początkowo związana z kopalniami lub kamieniołomami. Niektórzy skończyli jako robotnicy w kamieniołomach i kopalniach. Istniała nawet sieć kolejowa ułatwiająca transport górników z Orzecha do głównego miasta Drugiego Dystryktu. zagrożony potokami błota. Kapitol wzmocnił je i wziął się za urządzanie w górze nowego centrum wojskowego. przepastne przestrzenie. Podczas kopania głęboko w ziemię. kiedy podzieliłam się Plutarchowym komentarzem „ciężki orzech do zgryzienia” z tutejszymi wyczerpanymi i zniechęconymi przywódcami rebelii. Z powietrza Orzech wydawał się po prostu kolejną górą z kilkoma podejściami na zboczach. instalowanie wyrzutni pocisków. Naturalna forteca broniąca przed wrogami. flotę powietrzną. Drugi Dystrykt jest rozległym dystryktem. Nazwaliśmy górę Orzechem. by wesprzeć infrastrukturę. kiedy Kapitol stracił Trzynastkę i rozpaczliwie poszukiwał miejsca na nową podziemną fortecę. Według standardów panujących w innych dystryktach.

Jednak mimo tego wszystkiego. że. . Nieliczne wejścia do niego silnie ufortyfikowane. a umysł pozbywa się resztek mglistości. powiedział mi. co straciłam. mogę w pełni docenić prawdziwego Peetę. wyciągam perłę z kieszeni i próbuję sobie przypomnieć chłopca z chlebem. Nie pozwalają mi brać udziału w prawdziwej walce. a to i tak dużo więcej niż to. Oczywiście ludzie z Dwójki łatwiej przełknęli propagandę Kapitolu niż reszta z nas. Każdego dnia robię co tylko mogę. to na pewno doświadczyli tego ludzie pracujący w kamieniołomach. jego serce bezpiecznie ukryte w środku góry. Głodowe Igrzyska były szansą na bogactwo i pewien rodzaj sławy. ale zapraszają mnie na narady wojenne. kiedy został zmieniony. kiedy jestem sama. Czasem. Poza Prim. Mieszkam nad ziemią w wioskach rebelianckich albo w okolicznych jaskiniach.wyszkolono do pracy w Orzechu lub zrobiono z nich Strażników Pokoju. co przytrafiło się Peecie. by mnie zabić. że gdyby Trzynastka się tego nie podjęła. Jego dobroć. Ale jaki w tym cel? Już tego nie ma. Snow mi go wydarł. miasto podzielone. którzy stali się Strażnikami Pokoju albo pracowali w Orzechu. Dopiero teraz. którzy są tutaj główną siłą oporu. Obwiązany wstążkami z moim imieniem na bileciku. który przybył do Dwójki razem ze mną. ciepło. co nie miało miejsca gdzie indziej. przestało istnieć. W ciągu dnia pozwolono mi polować jeśli tylko zachowam czujność i nie zapuszczę się za daleko. Myśli. że w moim przypadku odpowiedź brzmi teraz: nikt. Z przyczyn bezpieczeństwa. Jego nie ma. jego silne ramiona. Zewnętrzne wioski są w rękach rebeliantów. chłodnym górskim powietrzu czuję jak wracają mi siły. mamą i Gale’em kto jeszcze na tym świecie kocha mnie bezwarunkowo? Myślę. Nagrywam krótkie proposy z moją ekipą. Podrzucony do dystryktu w stanie wojny albo może nawet do Trzynastki. wraz z którym pojawiało się też nieoczekiwane gorąco. Od wczesnych lat byli szkoleni do walki. Chodzili jego drogami. Nazwać to. Czuję się swobodniej. W rozrzedzonym. które odstraszały koszmary w pociągu. Tu jest dużo lepiej. nieco zbyt łatwo udało im się uratować Peetę. Dwójka wciąż pozostaje w jego mocy. jak miały się kiedy przybyłam tu dwa tygodnie temu. Pozostała mi tylko obietnica zabicia Snowa. koniec końców. Powtarzam to sobie dziesięć razy dziennie. Zaprogramowany. Boggs. stałość. zmienił nie do poznania i zwrócił mi go jako prezent. pocałunki na arenie. by pomóc. Peeta i tak zostałby mi dostarczony. Odwiedzam rannych. Jednak razem z tą jasnością umysłu staję się coraz bardziej świadoma tego. Podczas gdy wszystkie inne dystrykty wyrwały się spod kontroli Kapitolu. często zmieniam miejsce pobytu. Sprawy mają się tak. Jeżeli nawet nie dostrzegali tego obywatele. i tak byli niewolnikami. Nawet bardziej niż gdyby umarł. nawet z całą tą konspiracją. Cokolwiek było między nami. a Orzech równie nietknięty co zawsze. na co pozwalali mi w Trzynastce. nie mam planu dnia na ramieniu i nie wymaga się ode mnie poświęcania całego mojego czasu dla sprawy.

Jesteśmy mniej więcej w połowie. Duże ich stada migrują tędy odkąd tu przybyłam. Kazałam mu zostać tam. że je zjemy? — Taa. że jego obecność utrudniałaby mi jeszcze opłakiwanie Peety. jeżeli krańcowe zmieszanie jest poprawą wobec krańcowego przerażenia. nie jestem zdziwiona widząc imię Gale’a na liście. jak morfalina. Katniss! Myślę. Jedyny wątły promyk nadziei wniosła do sprawy moja siostra. Plutarch dzieli się ze mną przez telefon radosnymi nowinami: „Dobre wieści. jak zdobyłaś kozę dla Prim. Kiedy dokonano już wyboru mózgów. — No tak — mówię. Około tuzina ptaków piętrzy się u moich stóp. kiedy mówi: — Jest jakaś szansa.W Trzynastce trwa leczenie Peety. — Prim wpadła na pomysł. Tak myślałam. i skubię gęś. Nie powiedziałam mu. że przyjedzie ze mną do Dwójki już na początku. Kiedy z niego wyszedł. — Zaszczyt opieki nad tobą jest niewystarczający? — pyta Gale. gdzie jest najbardziej potrzebny. by spróbować zawładnąć nim w drugą stronę — mówi mi Haymitch. — Wysyłamy zespół do pomocy. że nie jesteś zmiechem!” albo „Dzisiaj pozwolono mu samodzielnie zjeść pudding!” Kiedy Haymitch się ze mną kontaktuje. mózgi. — Jak tam rozwój sytuacji? — pyta. że prawie udało nam się go przekonać. Mimo że nie pytam. ale widziałam. Siedzę na pniu drzewa na skraju wioski. — W zamian za opiekę nade mną. w której obecnie mieszkam. że wpadnie na pomysł jak zastawić pułapkę na górę. że wręczę parę z nich temu. . — Przywołać zniekształcone wspomnienia o tobie i wtedy wstrzyknąć mu dużą dawkę leku uspokajającego. nie ze względu na technologiczne rozeznanie. Wpadł w pewien rodzaj otępienia. Stracił zdolność mówienia na kilka godzin. Beetee’ego i kilku innych — mówi. kiedy opowiedziałaś mu historię o tym. Większość oddaję do obozowej kuchni. Wypróbowaliśmy to do tej pory na jednym wspomnieniu: nagraniu z jaskini. kto dzisiaj ze mną zostanie — mówię. — Cóż. pytał tylko o kozę. Gale znajduje mnie zaraz po przybyciu późnym popołudniem. że Beetee zabierze go ze sobą. — No wiesz. — Jakaś poprawa? — pytam. że Peecie wcale się nie poprawia. — Ale nie jestem pewien czy tak jest. ale oczekują. Gale bez słowa sadowi się obok mnie i zaczyna pozbawiać ptaka upierzenia. przyznaje. — Stoimy w miejscu — odpowiadam. więc polowanie na nie jest proste. to tak — mówi Haymitch. Gale zaproponował. ale w nadziei. że odrywam go od pracy z Beetee’em.

w której otwieram oczy. kiedy on pochyla się w moją stronę i krótko przykłada swoje usta do moich. Kiedy Gale delikatnie się odsuwa. dlatego. — Pomyślałem… że nigdy nie będę mógł z tym walczyć. ani nasze drogi. na tę chwilę to bardzo pożądane uczucie. Dotyk Gale’a. że przynajmniej moje ciało wciąż żyje. że mogę się zatracić. co łączę ze zmieszaniem. — Nie mam szans.— Powinien być — odpowiadam. Gale napotyka mój wzrok. Zostanę w Dwójce dopóki nie zajmą jej rebelianci. kierując się w stronę moich ust. Więc w blednącym świetle zamykam oczy i całuję Gale’a. On również umrze. ląduję w jego ramionach. — Mówi się jednak. Albo ja nigdy nie wrócę do niego. jeśli mu się nie polepszy. by wynagrodzić mu za wszystkie te pocałunki. — To prawda — przyznaję. wyruszę do Kapitolu i zabiję Snowa. — Teraz mnie pocałuj. że kosogłosy są niebezpieczne dla zdrowia. I wtedy mówi: — Widziałem wczoraj Peetę. a później umrę. Mimo to. ale czuję jego dłoń pod moją brodą. W chwili. co czuję do Peety. Pomimo tego. świat wydaje się chaotyczny. Zawsze źle byś się czuła będąc ze mną. kiedy go całuję — mówię. — Gale wyjmuje pióro z moich włosów. . — I co o tym myślisz? — pytam. że jestem tak nieznośnie samotna. ogarnięty szaleństwem i nienawiścią do mnie. po oddaniu ptaków i zgłoszeniu się do zbierania drewna na rozpałkę wieczornego ogniska. Oczyszczam umysł i pozwalam doznaniom przepływać przez moje ciało. że to już nie ma znaczenia. mógłbym się niemal pogodzić z całą resztą. zbliżam się. — Nie. że to prawda. by zapełnić przestrzeń między nami. których mu odmówiłam. Nieważne jak bardzo bym cierpiał. jego smak i ciepło przypominają mi. — Obraca pióro między kciukiem i palcem wskazującym. Przez szkło. co powiedziałeś o Peecie. — Że nie musisz już być o niego zazdrosny? Szarpię gęś i chmura piór unosi się wokół nas. Skubiemy w milczeniu jeszcze przez chwilę. Nigdy nie będziesz w stanie go sobie odpuścić. szczęśliwa. — Coś egoistycznego — mówi Gale. — Tak samo źle czuję się ze względu na ciebie. — Katniss — mówi. — Gdybym wiedział. To nie nasz las ani nasze góry. Gale wydaje z siebie rozdrażniony pomruk. dlatego. Zdezorientowana stoję bez ruchu. Jego wargi muskają wyblakłe zasinienia na mojej szyi. — Ale prawdą jest też to. Przygląda się z bliska mojej twarzy. że nigdy już do mnie nie wróci. w tej właśnie chwili akceptuję fakt. Wręcz przeciwnie. Moja dłoń automatycznie wędruje ku mojej lewej skroni.

Zupa Śliskiej Sae na wywarze z kości dzikiego psa. — Więc nigdy nie całowałeś innych dziewczyn? — pytam. — Więc kiedy stałam się dla ciebie taka wyjątkowa? Kiedy wywieźli mnie do Kapitolu? — Nie. bo był tak niedorzeczny i uparty. Oprócz tego byłaś prawdziwym utrapieniem. byś wymieniła królika na jeden z jego pocałunków. zbierając opał. Ćwiek był zatłoczony ludźmi szukającymi schronienia przed pogodą. On jedynie potrząsa głową. A Darius drażnił się z tobą. — Całowałeś kogoś. jak twierdził. — Tego nie powiedziałem. kiedy zjadałam ją siedząc ze skrzyżowanymi nogami na ladzie. a ja głodna. i wciąż wskazywał kobiety na Ćwieku. Tłumaczył mi dlaczego jego pocałunek wart jest królika. ale gęsty śnieg przygnał nas z powrotem do miasta. — Kogo całowałeś? I gdzie? — Zbyt wiele dziewczyn. by je spamiętać.” Miliony kilometrów stąd. Miałem swoje życie poza czasem spędzanym na polowaniu z tobą — mówi. Nie liczy się — mówi i nieudolnie próbuje się roześmiać. Za szkołą. Byliśmy na Ćwieku. . — Nie. kiedy się poznaliśmy. Zaraz po Nowym Roku. Nigdy wcześniej się nad tym za bardzo nie zastanawiałam. jedliśmy jakieś resztki u Śliskiej Sae. zapłaciły dużo więcej niż królika. Przewracam oczami. Nagle robię się naprawdę ciekawa. Polowaliśmy. by zasmakować jego ust: „Widzisz tę w zielonym szaliku? Idź i spytaj. by zamaskować zawstydzenie. Zgarnia stos drewna i wkłada w moje puste ramiona. Śliska Sae i ja śmiałyśmy się. — Skąd wiesz? — pytam. — W takim razie to jak całowanie pijanej osoby. przywołując mnie z powrotem do rzeczywistości. miliard dni temu. Pamiętam ten dzień.— Co się dzieje w twojej głowie? — Nie wiem — szepczę. Jeśli potrzebujesz referencji. to się zdarzyło. kto był pijany? Gale mógł całować dziewczyny na prawo i lewo w Dwunastce. że rudzi mężczyźni są najbardziej męscy. a ja odepchnęłam jego dłoń. Miałaś jedynie dwanaście lat. gdziekolwiek — mówi. Ale nietrudno to sobie wyobrazić. Wtedy zdałem sobie sprawę… że mi to przeszkadza — mówi mi. a może nawet dwóch. którego zabiliśmy tydzień wcześniej nie umywała się do jej zwykłej kuchni. które. głównie po to. bo przecież wszyscy wiedzą. Siarczysty mróz i ciemności około czwartej popołudniu. Na pewno miał sporo wielbicielek. Jakieś pół roku wcześniej. na hałdzie. Była jednak ciepła. Darius opierał się o stoisko i łaskotał mój policzek końcem mojego warkocza.

To sprawia. że to zarzut w moją stronę. że wejścia są nie do zdobycia. Prawdopodobnie migała mi przed oczami podczas Igrzysk na przestrzeni lat. Albo nawet Finnicka. która zwyciężyła w Głodowych Igrzyskach całe pokolenie temu. mózgi zebrały się. kobieta w średnim wieku o imieniu Lyme. by usiedzieć przy stole dłużej niż kilka godzin. Dowódca Dwójki. choć nie mam zbyt wiele do powiedzenia. wszystko o czym mogę myśleć to: Co zrobił jej Kapitol po tym. Gale wzrusza ramionami. Zdawało się. Z moją nowoodkrytą wiedzą o potraktowaniu Haymitcha i Finnicka. Nie mogę się pozbyć wrażenia. Mijają godziny. jeśli myślisz. że wrócił do siebie. — Prawdopodobnie. trybutka z Drugiego Dystryktu. gapiąc się na Orzech przez okno. że skądś ją znam. Zaczynałem się bać. że mógłby obejść niektóre systemy komputerowe. Zaproszono mnie na spotkanie. ale raczej się nie wychylała. obiad zostaje podany i wyniesiony. a oni wciąż próbują wymyślić sensowny plan zajęcia Orzecha. razem z innymi. Effie przysłała nam jej taśmę. Unikam stołu konferencyjnego i sadowię się na szerokim parapecie. Lyme. — Nie znasz Finnicka. że ludzie robią szalone rzeczy. jak zwyciężyła? Kiedy Lyme kończy prezentację. by rozwiązać problem Orzecha. że wpadłaś mu w oko. który jest zbyt niespokojny. Chociaż ostatnia byś się o tym dowiedziała — mówi mi Gale. Parę razy od mojego przybycia nasze drogi na krótko się skrzyżowały i prześladowało mnie przeczucie. W końcu wybucha: — Następna osoba. i całkowicie wyłączył się z dyskusji. — Wiem. która zapada po ultimatum Lyme. wreszcie się odzywa: — Koniecznie musimy zająć Orzech? Czy wystarczyłoby go unieszkodliwić? . że mógłby mnie pokochać — mówię. ale wydaje się. że już na samym początku przyjął za pewnik stwierdzenie Lyme. która zasugeruje. że był zrozpaczony. lepiej niech wpadnie na jakiś genialny pomysł jak to zrobić. zaczynają się pytania mózgów. jego wnętrzu i fortyfikacjach. Albo mnie. byśmy sforsowali wejścia. Wczesnym rankiem następnego dnia. zabiera nas w wirtualną podróż po Orzechu. Przez ostatnią godzinę siedział w ciszy z brwiami zmarszczonymi w wyrazie koncentracji. W ciszy. Ale dopiero kiedy widzę nagranie. by przygotować nas do Ćwierćwiecza Poskromienia. Widzę wzrastającą frustrację Lyme. że to kolejna zwyciężczyni. na zmianę przemierzał salę wolnym krokiem i dzielił ze mną parapet. Jednak mimo przekonania Beeteego. — Spójrz na Peetę. bo to właśnie ona poprowadzi tę misję! Gale. i wylicza nieudane próby zdobycia go. bo tyle wersji tego planu zawiodło i tylu jej żołnierzy już poległo.— Darius tylko się wygłupiał — mówię. i dyskusji o wykorzystaniu wewnętrznych szpiegów. Łatwo zapamiętać kobietę o wzroście powyżej metra osiemdziesiąt i solidnym umięśnieniu. coś zaczyna mi świtać i zdaję sobie sprawę. tak naprawdę nikt nie ma żadnego innowacyjnego pomysłu. na którym dowodzi szturmem na główne wejście do Orzecha. z którego widać rzeczoną górę.

— Chciałbym wykorzystać górę. To jedna z jego śmiertelnych pułapek. jeśli go wysadzimy — mówi opryskliwie Gale. — Sugerujesz. — Próbowaliśmy zbombardować wejścia — mówi Lyme. — Nie musimy go kontrolować.— To byłby krok w dobrym kierunku — mówi Beetee. spoglądając przez swoje źle dopasowane okulary. który mamy w Trzynastce. a udusicie wszystkich. Nie ma zamiaru więzić ofiary. — Owszem — mówi Gale. — Widzisz? Idą w dół zboczy. — To grozi zabiciem wszystkich w środku. . jego prawdziwe zamiary. Musielibyśmy starannie zaplanować detonacje. odetniemy od zapasów. Uniemożliwimy wysłanie poduszkowca. — Beetee podnosi się i dołącza do Gale’a przy oknie. by wyrządzić im jakąkolwiek realną szkodę. — Nie. — Co masz na myśli? — Pomyślcie o nim jak o legowisku dzikich psów — wyjaśnia Gale. Spójrzcie na system wentylacyjny. Jego zamiary. Macie więc dwa wyjścia: uwięzić psy w środku albo wykurzyć je na zewnątrz. Zablokujcie otwory wentylacyjne. Jest w najlepszym wypadku elementarny. — Są zbyt głęboko osadzone w kamieniu. nie będziemy mogli go kontrolować. — Po prostu go odetniemy. jeśli porzucimy myśl o przejęciu kontroli nad Orzechem — mówi Gale. — Uwięzimy wroga wewnątrz. — Ścieżki lawinowe — mówi Beetee pod nosem. — Wciąż mogliby uciec przez tunel kolejowy aż na plac — mówi Beetee. Gale nie ma zamiaru ocalić życia ludziom z Orzecha. stają się jasne. Kiedy wszyscy zastanawiają się nad tym planem. — To będzie skomplikowane. W niczym nie przypomina tego. Jego funkcjonowanie zależy całkowicie od pompowania powietrza z zewnątrz. byśmy wywołali lawiny i zablokowali wejścia? — pyta Lyme. Boggs przegląda plany Orzecha i marszczy brwi. których tam uwięzicie. — Nie to miałem na myśli — odpowiada Gale. a kiedy już uruchomimy mechanizm. — Nie zamierzacie walczyć z nimi o przedostanie się do środka.

Nie prezydentem Snowem. — A gdybym to ja był tam szpiegiem. Ich też chcesz zabić? — Poświęciłbym kilku tych ludzi. — I co z tego? — pyta Gale. Nie mogę nikogo skazać na taką śmierć. Nic na to nie poradzę. Gale mówił takie rzeczy. którego my nie mieliśmy. owszem. to przywilej. smutek na równi z satysfakcją. Konsekwencje tego. by mieszkaniec Dwunastki przemyślał ten plan jeszcze raz. Już prawie o tym mówię. Tutaj. że umierają. Z wyrazu twarzy Lyme wnioskuję. stają się czynami. — Gale — zaczynam. Być może wszyscy zrobilibyśmy to samo. wcielone w życie. Ale jednak… jestem także dziewczyną z Dwunastego Dystryktu. Odnosi to pożądany efekt. kiedy nie byliśmy nikim więcej jak tylko parą dzieciaków polujących na obrzeżach Dwunastki. To by było jak wywołanie ogromnej katastrofy w kopalni węgla. — Nie wiesz dlaczego ci ludzie z Drugiego Dystryktu wylądowali w Orzechu — mówię. gdybyśmy byli szpiegami i pozwolono by nam wybrać. — Już nigdy nie będziemy mogli im zaufać. Ale to okrutna decyzja do podjęcia za innych ludzi i tych. by wszyscy w tej górze zginęli. — Powinni przynajmniej mieć szansę. kiedy zbombardowali Dwunastkę. — Mogli zostać do tego zmuszeni. Chcę. Na pewno te słowa wystarczą. że mogłaby go uderzyć. Myślę. co proponuje Gale. zamiast po prostu wylecieć w powietrze? W dawnych czasach. powiedziałbym: „Ześlijcie lawiny!” Wiem. by zrozumieć. Widać zarówno zadowolenie jak i zmartwienie. — Większość z robotników to obywatele Dwójki — mówi neutralnie Beetee. Można dostrzec reakcje odbijające się na twarzach ludzi. którzy ich kochają. przetaczają się cicho przez salę. Niektórzy są naszymi szpiegami. a nawet gorsze. Wydaje się jednak. — Czy każdy ma z tym problem? Że nasi wrogowie mogą mieć kilka godzin. by się poddać — mówi Lyme. — Orzech to stara kopalnia. — Cóż. których nigdy nie będzie można cofnąć. kiedy ten obraz przedziera się przez moją świadomość. że mówi prawdę. chwytając go za ramię i próbując brzmieć rozsądnie. — Ale nie natychmiastowo — odparowuje.15. ale wy uparliście się być dużo milsi dla Kapitolu tutaj — mówi Gale. Ale wtedy to były tylko słowa. że jej złość tylko go rozjuszyła i krzyczy: — Patrzyliśmy jak dzieci płonęły żywcem i nie mogliśmy z tym nic zrobić! Muszę na chwilę zamknąć oczy. Mogą być przetrzymywani wbrew swojej woli. Że Gale poświęciłby w ten sposób swoje życie dla dobra sprawy — nikt w to nie wątpi. że ja bym tak zrobiła. by pozbyć się całej reszty — odpowiada. a przynajmniej się zamachnąć. . Pewnie miałaby przewagę ze względu na jej trening.

Gale i ja zostajemy zwolnieni razem z resztą. że mamy dwie opcje — mówi mu Boggs. Ludzie . że oni będą. Wrzaski spanikowanych. że warto to przedyskutować. — Pozwólmy Coin się wtrącić. malutcy i nieważni. Jedynie garstka ludzi zostaje zaproszona do tej dyskusji. bo w przeszłości były mniej więcej równie kłopotliwe co muchy latające wokół baryłki miodu. tylko po to. i… uważam. Czekamy na dachu Pałacu Sprawiedliwości z dobrym widokiem na nasz cel. zacierając jakiekolwiek ślady ludzkiej bytności w tym miejscu. Wyobrażam sobie piekło wewnątrz góry. by mógł się nieco wyładować. Zabieram go na polowanie. że wyjścia. ogień wybucha. Proponuję wywołać lawinę. ale pozostawić tunel nietkniętym. Wziąłem pod uwagę poległych i rannych. Ale wiesz co? Peeta miał trochę racji w swoich proposach.— Powiedziałeś. Trzynastka zostaje powiadomiona. — Możecie być pewni. pas startowy i nawet szyby wentylacyjne zablokowane są ziemią i kamieniami. W powietrzu unosi się chmura kurzu i odłamków skalnych. — Tak. Beetee miał rację w kwestii braku kontroli nad lawinami. — Powinniśmy powiadomić Trzynastkę — sugeruje Beetee. Nasze poduszkowce zostają początkowo zignorowane przez dowódców Orzecha. Wejścia zostają zasypane tonami kamieni. najprawdopodobniej. Skalny pył wypełniający powietrze. Światła mrugające i gasnące na dobre. które próbują wedrzeć się do środka. ale nie rozmawia o tym ze mną. by przekonać się. Kiedy mówił o powybijaniu się nawzajem. Całe fragmenty Orzecha zapadają się na naszych oczach. jest już za późno. przyciągają ich uwagę. która zasypie górę. Ludzie będą mogli uciec na plac. ale osłabione eksplozjami wydają się niemal płynne. z łukiem przewieszonym przez ramię i słuchawką w uchu. Robiłem wyliczenia. rumowisko zmienia znajome ścieżki w labirynt. Jednak po dwóch falach bombardowań wyższych poziomów góry. gdy kamienne fale staczają się w dół góry. Kiedy otwierają ogień z kapitolińskiej broni przeciwlotniczej. gdzie będziemy na nich czekać. która łączy mnie z Haymitchem w Trzynastce — na wypadek gdyby nadarzyła się dobra okazja sfilmowania proposa. — Uzbrojeni po zęby. Uwięzimy ich — zgadza się Boggs. — Uwięzić ich albo wykurzyć ich stamtąd. Orzech zamienia się w grobowiec. uwięzionych istnień błądzących jak oszalałe w poszukiwaniu wyjścia. mam nadzieję — mówi Gale. Zbocza góry są z natury niestabilne. Stoimy w milczeniu. — Uzbrojeni po zęby. Kable elektryczne zwisają swobodnie. Plan Gale’a przechodzi najśmielsze oczekiwania. Wyjące syreny. Prawdopodobnie jest na mnie wściekły za sprzeciwienie mu się. od której niebo ciemnieje. decyzja zostaje podjęta i gdy nadchodzi wieczór zostaję ubrana w kostium Kosogłosa. — Będzie chciała zablokować tunel — mówi z przekonaniem Gale.

Takich zimnych i pięknych. Reakcja na wypadek w kopalni była czymś. by odsunąć tłum. krewni nurkowali pod liną. Zeskoczyła z siedzenia. Staliśmy w mroźnym powietrzu. Wszyscy na dachu. Na wypadek gdyby Kapitol spróbował odwetu pozostałościami swojej lotniczej floty — nakazuje mi. która została pospiesznie rozciągnięta. cienka warstwa śniegu pokryła ziemię. chwyciła się rękawa mojego płaszcza i wmieszałyśmy się w strumień ludzi wlewających się ulicami do basenu przy głównym wejściu do kopalni. by wyprowadzić stamtąd mężów. Bo niby dlaczego to my szukałyśmy jej. — Tak. Upadłam na kolana i przycisnęłam dłonie do popiołu. Próbuję odpowiedzieć i orientuję się. Koce nałożone na ramiona przez obcych. Jeżeli można się czuć bardziej bezradnie niż gdy próbujesz dotrzeć do uwięzionej pod ziemią ukochanej osoby. — Tak — powtarzam. nie mogę się powstrzymać przed muskaniem palcami nieskazitelnych białych marmurowych ścian. o świcie. Opuszczam ręce. Windy poruszały się coraz wolniej i wypluwały coraz mniej istnień. który może oznaczać tylko jedno. od nikogo tego nie oczekiwano. rozbiegają się jak mrówki. Kiedy schodzę po schodach. Wciąż ją pamiętam. Z każdą kolejną grupą następowały okrzyki ulgi. rodziców. syreny zaczęły wyć podczas obiadu w szkole. Kubek czegoś gorącego. popychają. ale siedzącą prosto z rękoma na ławce. że powinnam już wtedy zauważyć. dzieci. w którym zginął mój ojciec. jeśli syreny kiedykolwiek się odezwą. że coś jest nie tak. tak. Nie . Czekała aż ją odbiorę. — Wejdź do środka. wreszcie. grożąc zmiażdżeniem ich delikatnych pancerzy. — Katniss? — słyszę głos Haymitcha w słuchawce. tak bardzo chcąc wyciągnąć tatę na wolność. to nigdy tego nie doświadczyłam. rozgrzewając się do czerwoności.rzucają się na wszystkie strony. poza żołnierzami obsługującymi broń maszynową. Nikt nie czekał na zwolnienie. Z perspektywy czasu wydaje mi się. co mogłoby się równać ze wspaniałością tego starego budynku. bardzo bladą. że to zrobię. Całonocne oczekiwanie. gdy wymiotowały osmolonych górników na światło dzienne. Znalazłyśmy mamę zaciskającą linę. popołudnie stało się pochmurne. gdy mrowisko się zapada. Nawet w Kapitolu nie ma nic. żony. czego nie pijesz. kiedy powinno być na odwrót? Windy piszczały. jak obiecałam. I wtedy. pełen żalu wyraz twarzy kierownika kopalni. czego nawet Kapitol nie był w stanie kontrolować. że obie dłonie mam zaciśnięte na ustach. Ciała. Pobiegłam do klasy Prim. — Katniss! W dniu. drobną siedmiolatkę. rodzeństwo. kierują się do środka. Ranni. Co myśmy właśnie zrobili? — Katniss! Jesteś tam? — Haymitch prawdopodobnie snuje właśnie plany wciśnięcia mnie w kajdany na głowę.

gdyby Orzech upadł. że chciałabyś wiedzieć — mówi. — Nie. . Nasi żołnierze mają ten atak odeprzeć. upadł. Na moment moje serce zamiera. mierząc się ze wspomnieniami Clove i Cato.ma w nim jednak żadnej elastyczności — to moje ciało ustępuje. — Katniss — mówi Haymitch w moim uchu. — Ciekawy rozwój wypadków w leczeniu Peety dzisiejszego popołudnia. by wyciągnąć stamtąd ludzi — mówi Boggs. to na pewno Strażnicy Pokoju próbują przedostać się z powrotem. Rzeczywistość przeniknęła do naszej świadomości. — I zastrzelimy ich. wydaje się blady w półmroku. Haymitch. Ewakuować rannych — mówię. by uratować swoich towarzyszy. Odchodzi nie dając mi szans na zaprotestowanie. Kilka godzin temu plac był ziemią niczyją. nawet jeśli marmur wciąż będzie wysysał ciepło z mojego ciała. Pomyślałem. Pamiętam jak źle się czułam. Nie chcę koca. — Nie może. — Nie wysadziliśmy tunelu. wiesz? Niektórzy z nich prawdopodobnie się stamtąd wydostaną. Boggs kuca przy mnie. Nie jest lepiej. — Mogliśmy wysłać do nich pociągi. — Zobaczę czy uda mi się znaleźć jakiś koc. — Wciąż tu jestem — odpowiadam. na którym śpiewasz „Wisielcze Drzewo”. Nigdy go nie wyemitowaliśmy. W ten sposób mogą użyć wszystkich torów. po nieudanych próbach uspokojenia dystryktów. więc Kapitol nie mógł go użyć przy zawładnięciu. Kamienie zawsze pokonują człowieka. kiedy wraz z Peetą odbierałam gratulacje za zwycięstwo w Igrzyskach. — Zimno ci — mówi Boggs. Siedzę na cokole gigantycznego filara w ogromnej sali wejściowej. że to tylko efekt zmieszania wywołany działaniem jadu gończych os. ulatuje ze mnie ciepło. Potencjalni ocaleni uciekną na plac. to da nam czas. frontem walk między rebeliantami i Strażnikami Pokoju. która prowadzi do schodów na placu. Nigdy nie słyszał jak śpiewam tę piosenkę. makabrycznej śmierci Cato. Kiedy Coin zaakceptowała plan Gale’a. — Oprócz tego. że rozpoznaje tę piosenkę. Przez drzwi dostrzegam białą marmurową przestrzeń. — Pokazaliśmy mu materiał. by zebrać resztę naszych żołnierzy na placu. Zdecydowano pozostawić tunel w ich rękach. Mówi. rebelianci rozpoczęli zmasowany atak i zmusili siły Kapitolu do wycofania się o kilka przecznic. byśmy mogli kontrolować stację kolejową. — Tylko jeśli będziemy musieli — odpowiada. Jednak nie mam w zasadzie innego wyjścia jak słuchać. kiedy tylko się pokażą? — pytam. szczególnie powolnej. Później jednak zdaję sobie sprawę. Cóż. Wyczerpana Tournée Zwycięzców. Ciekawy to nie to samo co dobry. Słyszę rozpoczynającą się znowu strzelaninę.

— Nie ty. Twój ojciec. Słyszał jak śpiewał ją pewnego dnia, kiedy przyszedł handlować do piekarni. Peeta był wtedy mały, miał prawdopodobnie sześć czy siedem lat, ale pamięta to, bo specjalnie nasłuchiwał, by zobaczyć, czy ptaki przestaną śpiewać — mówi Haymitch. — Pewnie przestały. Sześć albo siedem lat. To byłoby zanim mama zabroniła tej piosenki. Może nawet w czasie, kiedy się jej uczyłam. — Też tam wtedy byłam? — Nie sądzę. W każdym razie nie wspomniał o tobie. Ale to pierwsze powiązane z tobą wspomnienie, które nie wywołuje umysłowego załamania — mówi Haymitch. — To już coś, Katniss. Mój ojciec. Wydaje się być dzisiaj wszędzie. Umiera w kopalni. Wyśpiewuje sobie drogę do pogmatwanej świadomości Peety. Odbija się w spojrzeniu Boggsa, kiedy otacza kocem moje ramiona. Tęsknię za nim tak bardzo, że aż boli. Strzelanina na zewnątrz naprawdę przybiera na sile. Gale spieszy za grupą rebeliantów, ochoczo kierując się w stronę bitwy. Nie proszę o dołączenie do walczących, nie żeby mi pozwolili. Mój żołądek i tak nie jest na to przygotowany, całe ciepło ulotniło się z mojego ciała. Chciałabym, by był ze mną Peeta — stary Peeta — bo jemu udałoby się wytłumaczyć dlaczego wymiana ognia jest zła, kiedy ludzie, jacykolwiek ludzie, próbują wydostać się z góry. A może to moja własna historia sprawia, że jestem przewrażliwiona? Czy to nie jest wojna? Czy to nie po prostu kolejny sposób zabicia naszych wrogów? Noc zapada szybko. Wielkie, jasne reflektory zostają włączone, oświetlając plac. Każda żarówka musi się palić z pełną mocą także na stacji kolejowej. Nawet z mojego miejsca po drugiej stronie placu, widzę dobrze przez przeszklony front długiego, wąskiego budynku. Niemożliwe byłoby nie zauważyć przybycia pociągu albo nawet pojedynczej osoby. Ale mijają godziny i nikt się nie pojawia. Z każdą chwilą coraz trudniej uwierzyć w to, że ktokolwiek przeżył atak na Orzecha. Jest już dobrze po północy, kiedy Cressida podchodzi do mnie i przyczepia specjalny mikrofon do mojego kostiumu. — Po co to? — pytam. Głos Haymitcha spieszy z wyjaśnieniem. — Wiem, że ci się to nie spodoba, ale chcemy, byś wygłosiła przemówienie. — Przemówienie? — pytam i natychmiast czuję mdłości. — Przekażę ci je, wers po wersie — zapewnia mnie. — Będziesz musiała jedynie powtarzać po mnie. Słuchaj, nie ma śladu życia z tej góry. Zwyciężyliśmy, ale walka wciąż się toczy. Więc pomyśleliśmy, że jeśli wyjdziesz na schody przed Pałacem Sprawiedliwości i wyjaśnisz — wytłumaczysz wszystkim, że pokonaliśmy Orzecha, że to

koniec wpływów Kapitolu w Drugim Dystrykcie — mogłabyś sprawić, że pozostałe ich oddziały się poddadzą. Wpatruję się w ciemność za placem. — Nawet nie widzę ich oddziałów. — Po to właśnie mikrofon — mówi. — Wyemitujemy cię, zarówno głos przez ich awaryjny system audio, jak i obraz w każdym miejscu, w którym ludzie mają dostęp do ekranów. Wiem, że jest parę ogromnych ekranów tutaj na placu. Widziałam je na Tournée Zwycięzców. To mogłoby zadziałać, gdybym była w tym dobra. A nie jestem. Próbowali wkładać słowa w moje usta w tych wczesnych próbach tworzenia proposów i okazało się to totalną klapą. — Możesz uratować wiele żyć, Katniss — mówi w końcu Haymitch. — W porządku. Spróbuję — mówię mu. Dziwnie jest stać na zewnątrz na szczycie schodów, w pełnym stroju, przy pełnym oświetleniu, ale bez widocznej publiczności, przed którą miałabym wygłosić przemówienie. Jakbym robiła przedstawienie dla księżyca. — Pospieszmy się — mówi Haymitch. — Jesteś za bardzo narażona. Moja ekipa telewizyjna, rozstawiona na placu ze specjalnymi kamerami, daje mi znak, że jest gotowa. Mówię Haymitchowi, by zaczynał, włączam mikrofon i uważnie słucham jak dyktuje mi pierwszy wers przemówienia. Pojawiam się na jednym z ogromnych ekranów na placu i zaczynam: — Mieszkańcy Drugiego Dystryktu, tu Katniss Everdeen. Mówię do was ze schodów waszego Pałacu Sprawiedliwości, gdzie… Dwa pociągi wjeżdżają z piskiem na stację kolejową tuż obok siebie. Kiedy rozsuwają się drzwi, ludzie wypadają z nich w chmurze dymu przywleczonego z Orzecha. Musieli przynajmniej podejrzewać co ich czeka na placu, bo próbują się ukryć. Większość z nich pada na ziemię, a deszcz kul wewnątrz stacji sprawia, że gasną światła. Przybyli uzbrojeni, jak przewidział Gale, ale także ranni. Można usłyszeć jęki przedzierające się przez względnie ciche nocne powietrze. Ktoś zestrzela światła na schodach, pozostawiając mnie w ochronnym cieniu. Ogień rozprzestrzenia się wewnątrz stacji — jeden z pociągów musi płonąć — i gęsty, czarny dym kłębi się przy oknach. To zmusza ludzi do wydostania się na plac; duszą się, ale wyzywająco wymachują bronią. Rzucam okiem na dachy budynków otaczających plac. Każdy z nich został zaopatrzony w obsługiwane przez rebeliantów stanowiska broni maszynowej. Światło księżyca odbija się od naoliwionych luf. Młody mężczyzna wychodzi chwiejnym krokiem ze stacji, jedną ręką przyciskając zakrwawioną chusteczkę do policzka, w drugiej trzymając pistolet. Kiedy potyka się i

upada na twarz, dostrzegam, że dół jego koszuli jest przypalony, a ciało pod nią czerwone. I nagle staje się tylko kolejną poparzoną ofiarą wypadku w kopalni. Niemal frunę w dół schodów i biegnę w jego stronę. — Stójcie! — krzyczę na rebeliantów. — Wstrzymajcie ogień! — Słowa odbijają się echem po placu i poza nim, jako że mikrofon zwiększa natężenie mojego głosu. — Stójcie! Zbliżam się do młodego mężczyzny i pochylam się, by mu pomóc, kiedy podciąga się na kolana i celuje bronią w moją głowę. Instynktownie cofam się o kilka kroków i unoszę łuk nad głową, by pokazać, że nie chciałam mu zrobić krzywdy. Teraz, kiedy trzyma obie dłonie na broni, dostrzegam poszarpaną dziurę w jego policzku gdzie coś — może upadający kamień — przebiło ciało. Śmierdzi spalonymi ubraniami, włosami i mięsem, i benzyną. Jego oczy rozszerzają się szaleńczo z bólu i strachu. — Nie ruszaj się — szepcze mi Haymitch do ucha. Wykonuję jego rozkaz, zdając sobie sprawę, że to właśnie pojawia się na ekranach w całym Drugim Dystrykcie, być może nawet w całym Panem. Kosogłos zdany na łaskę mężczyzny, który nie ma nic do stracenia. Jego zniekształcony głos jest niemal niezrozumiały. — Podaj mi jeden powód, dla którego nie powinienem cię zastrzelić. Reszta świata znika. Zostaję tylko ja, wpatrzona w nieszczęśliwe oczy mężczyzny z Orzecha, który prosi o jeden powód. Na pewno mogłabym wymyślić ich tysiące. Ale słowa, które wypowiadam to: — Nie mogę. Logicznym ich następstwem powinno być pociągnięcie za spust. Ale on jest zdumiony i próbuje nadać moim słowom znaczenie. Czuję własne zmieszanie, kiedy zdaję sobie sprawę, że powiedziałam absolutną prawdę i szlachetne pobudki, które przeniosły mnie przez plac, zostają zastąpione przez rozpacz. — Nie mogę. W tym właśnie problem, prawda? — Opuszczam łuk. — Wysadziliśmy waszą kopalnię. Wy doszczętnie spaliliście mój dystrykt. Mamy tysiące powodów, by się nawzajem pozabijać. Więc zrób to. Uszczęśliw Kapitol. Mam dość zabijania za nich ich niewolników. Upuszczam łuk na ziemię i kopię go butem. Prześlizguje się po kamieniach i zatrzymuje się na jego kolanach. — Nie jestem ich niewolnikiem — mamrocze mężczyzna. — Ja jestem — mówię. — Dlatego zabiłam Cato… a on zabił Tresha… a on zabił Clove… a ona próbowała zabić mnie. To tak krąży i krąży, ale kto wygrywa? Nie my. Nie dystrykty. Zawsze Kapitol. Ale mam już dość bycia pionkiem w ich Igrzyskach.

jaka była. który dał nam Kapitol. — Proszę! Przyłączcie się do nas! Moje słowa wiszą w powietrzu. a później czekają w pogotowiu. by ukrócić jego rządy. w stronę opornych rebeliantów w całym Panem. kiedy wyciągam ręce w stronę mężczyzny. Na dachu w noc poprzedzającą nasze pierwsze Głodowe Igrzyska. by zabić tych. że zobaczę jak nagrywają falę pojednania. Zamiast tego obserwuję jak zostaję postrzelona w telewizji. — Ci ludzie… — wskazuję poranione ciała na placu — nie są waszymi wrogami! — Obracam się szybko z powrotem w stronę stacji kolejowej. — A dlaczego ty walczysz z rebeliantami na dachach? Z Lyme. że pamięta tę noc taką. Ale nie przestaje celować we mnie z pistoletu. którym uda się wydostać z rumowiska? — Kto jest wrogiem? — szepcze Haymitch. Upadam przed nim na kolana. która była twoją zwyciężczynią? Z ludźmi. którym jest Kapitol! To nasza szansa. może nawet członkami rodziny? — Nie wiem — mówi mężczyzna.Peeta. Od kiedy górnicy skazują innych górników na taką śmierć. Mam nadzieję. kiedy umrę. którzy byli twoimi sąsiadami. a mój głos jest cichy i naglący. tam na górze? Pochodzę z miasta kopalni. — Kiedy zobaczyłam dzisiaj jak ta góra się wali. zwracając się do obsługujących broń maszynową rebeliantów. Zrozumiał to wszystko zanim jeszcze postawiliśmy stopę na arenie. Opowiedz im o patrzeniu jak wali się góra — nalega Haymitch. i może wybaczy mi. że mnie teraz ogląda. . nic nie rozumiejąc. Ale dlaczego to zrobiłam? Dwunasty i Drugi dystrykt nie mają powodu do walki poza tym jednym. która przetoczy się przez tłum. w stronę rannych. — Mów dalej. Patrzę na ekran z nadzieją. — Młody mężczyzna mruga na mnie zawzięcie. Podnoszę się i powoli obracam. pomyślałam… że znowu to zrobili. ale potrzebujemy każdej osoby z dystryktu do pomocy! Kamery nakierowane są na mnie. — A wy. — Rebelianci nie są waszymi wrogami! Wszyscy mamy jednego wroga. Zmusili mnie do zabicia was — ludzi z dystryktów.

— No nie żartuj. wyłapuję zapach cynamonu. by uratować mi życie. ty bezmózgu. Pożyczałam sobie trochę od ciebie. w którym nie ma ostrych brzegów. — Wciąż obolała? — Wprawną ręką odczepia przewód morfaliny z mojej ręki i podłącza go do wenflonu w zgięciu swojego ramienia. kiedy już zasypiałam. To była część planu rebeliantów. Tam właśnie uderzyła kula. Wszystko po chwili uderzenia staje się jednym wielkim zamętem połączonym ze strzelaniną. To był ktoś z tłumu. Ale jakaś część mojego mózgu uchwyciła jego odpowiedź i pozwoliła jej przepływać przez moje sny. czego nie udało mi się wyłapać. że zrobiła to. — Zawsze. ale udaje mi się tylko jęknąć. To nie był on. kiedy nikt nie patrzył. Kiedy w końcu zaczynam odzyskiwać przytomność w sterylnej sali szpitalnej w Trzynastce. a ja idę go szukać. ale raczej jakby uderzył we mnie wielki młot. fioletowy świat. a ja poprosiłam go. która oddziela moje łóżko od łóżka następnego pacjenta. by ze mną został. Peeta ułożył mnie w łóżku. W mroku morfaliny Peeta wyszeptuje to słowo. Wyszeptał coś. wysyłając igiełki bólu w kierunku mojej klatki piersiowej. by mnie teraz dręczyć. żeby ci to przeszkadzało. więc zamiast ukłucia smutku czuję tylko pustkę. W pierwszej chwili czuję się zagrożona. rozsuwa się i Johanna Mason wpatruje się we mnie. Nie poczułam się jakby coś mnie przebijało. Uszkodziłam sobie piętę po tym. by zagłuszyć ból w lewej stronie ciała. ale przesącza się jak mgła przez moje palce. Kiedy uśmiecha się szeroko w odpowiedzi. W pewnej chwili czuję jego dłoń na policzku i próbuję ją zatrzymać. A może jej zachowanie wobec mnie było tylko grą dla Kapitolu? — Żyję — mówię słabo. że nici ze sceny pojednania. — Johanna podchodzi i opada na moje łóżko. Próbuję usiąść. że mną nie gardzi. jak wspięłam się na gałąź nad elektrycznym ogrodzeniem i wskoczyłam z powrotem do Dwunastki. Moje dłonie przemierzają grube bandaże przykrywające moje żebra i zastanawiam się co ja tu jeszcze robię. Muszę sobie przypomnieć. Byłam pod wpływem syropu nasennego. To gazowy. . martwy krzew. Morfalina przytępia wszystkie krańcowe uczucia. kopru. Jak zmarniały. Nie sądziłam.16. — Zaczęli odstawiać mi lek kilka dni temu. Niestety nie zostało w moich żyłach wystarczająco dużo leku. Obawiam się. ten mężczyzna klęczący przede mną na placu. bo zaatakowała mnie na arenie. na którym kiedyś kwitły kwiaty. To jednak wcale nie znaczy. Przeciskam się przez chmury gazu. Biała zasłona. przypominam sobie. „Zawsze”. że mogę się zmienić w jednego z tych czubków z Szóstki. spalona ofiara z Orzecha. wiem. a jest za to dużo kryjówek. Nie on pociągnął za spust. podążam niewyraźnymi ścieżkami.

Ta kula nawet cię nie drasnęła. kiedy morfalina dostaje się do jej krwioobiegu. Jednak jeśli zabiera mi moją morfalinę. Cinna o to zadbał — mówi. Ale ból skądś się wziął. — Złamane żebra? — Nawet nie to. jak opuściłam Trzynastkę. Delikatny meszek włosów pojawił się na jej ogolonej głowie. Ale nikt mnie nie lubi — odpowiada. który przychodzi tu każdego dnia. — Prawda. A gdybyś potrzebowała. co czyni cię jeszcze bardziej nie do zniesienia. możesz wziąć to do siebie. Zupełnie jakby taki stan w ogóle istniał. — Lekceważąco macha ręką. To naprawdę jedna z głupszych rzeczy. — To ty powinnaś być Kosogłosem. Wydawali się weselsi niż reszta z nas w każdym razie. Kosogłosie? Czy czujesz się całkowicie bezpieczna? — Och. Powinien pomagać mi wydobrzeć. gdziekolwiek. — A co z tobą.Przeszkadzało? Jak mogłoby mi to przeszkadzać. Ciężko mi cię przełknąć z tym twoim szmirowatym miłosnym melodramatem i graniem obrończyni uciśnionych. — Dlatego mnie nienawidzisz? — pytam. Byś pomogła mnie stamtąd wydostać — przypominam jej. wciąż nie do końca z nią dobrze. dla kogokolwiek. prawda? Wszyscy mają za zadanie utrzymać cię przy życiu. Nie takie złe życie. jakie można powiedzieć. być może. — Tutaj. Nikt nie musiałby ci dyktować słów przemówienia — mówię. Proszę cię bardzo. więc Johanna zgrabnie odłącza siebie i podłącza mnie do przewodu z morfaliną. Kompletny idiota. W ciągu tygodni po tym. Przynajmniej dwadzieścia razy w ciągu jednej sesji przypomina mi. . nie potrzebujesz jej. — Nie martw się. — Częściowo — przyznaje. taak. że jestem całkowicie bezpieczna. Uderzenie rozwaliło ci śledzionę. Jakby facet. skoro była torturowana niemal na śmierć przez Snowa po Ćwierćwieczu Poskromienia? To nie ma prawa mi przeszkadzać i ona o tym wie. — Może nie mieli takiego znowu złego pomysłu w tej Szóstce. — Udaje mi się uśmiechnąć. Dopóki mnie nie postrzelono — mówię. to by ci ją znaleźli. W Kapitolu to ciebie się teraz obawiają. zakrywając niektóre blizny. — I boją się ciebie. Myślę o warstwach ochronnego pancerza w moim kostiumie Kosogłosa. szczególnie zwycięzcy. Nie udało się jej naprawić. odzyskała nieco wagi. — Dostałam lekarza prowadzącego. Tylko że to wcale nie jest gra. Ćpanie i malowanie kwiatów na ciele. Johanna wzdycha. który spędził całe życie w tej króliczej norze mógł mi pomóc. — A jednak ci zaufali. — Gale pojawia się w drzwiach. Nieźle posiniaczone. — Proszę cię. — Zazdrość ma w tym oczywiście jakiś udział.

ale wciąż pozwalam jej zabierać ile tylko zechce. Zeskakuje z mojego łóżka i idzie w stronę drzwi. — Właściwie cały kraj po prostu siedział i patrzył. — Katniss. kiedy Gale chwyta mnie za rękę. Rebelianci po prostu siedzieli i patrzyli — mówi. zajęliśmy Drugi Dystrykt. — Więc dzięki zestrzeleniu ich zapobiegliśmy dalszym atakom. kiedy go mija. że nie. by utrzymać dystrykty w ryzach — mówię. trącając nogę Gale’a swoim biodrem. — Prawda. Ale ktoś wysadził górę w powietrze — odpowiadam. Można by pomyśleć. Unoszę brwi. Umiemy się kłócić — mówi. A tak między nami mówiąc. — Musisz przestać pakować się w kłopoty. przystojniaku? — Słyszymy jej śmiech. pochyla się ku mojej twarzy. kiedy ból ustępuje. Ale nie powiem ci. to im wychodzi najlepiej — mówię. — Jestem przerażony — mruczy. Pokazuję szwy i imponujące siniaki i gratuluję . Po pierwsze. Może to dobrze. Teraz się odsuwa. by sfilmowała mnie w szpitalnym łóżku. — Spokojnie. — Wiem. to nas atakowano w Ósemce. — Cóż. — Gładzi mnie po twarzy. ale z jakiegoś powodu moi lekarze chcą. że wszystko w porządku — mówię. Mógłbyś usprawiedliwić wysyłanie dzieci na Głodowe Igrzyska. a te poduszkowce przybyły z Drugiego Dystryktu — mówi. — W porządku. Zaczynam czuć urazę do Johanny za korzystanie z mojego zapasu morfaliny. czy zestrzelimy go z nieba jedną ze strzał Beetee’ego? Rezultat jest ten sam. — Ale ten rodzaj myślenia… mógłbyś w ten sposób wytłumaczyć zabicie kogokolwiek o dowolnej porze.— Twój kuzyn się mnie nie boi — mówi konspiracyjnie. więc przysłali ekipę. kiedy znika w korytarzu. Śmieję się. Zamiast się odsunąć. jak mnie postrzelono? — Bardzo krótka. Szybko zaczęły się szerzyć pogłoski o mojej śmierci. ale zaraz wykrzywiam się z bólu. Robotnicy z Orzecha zaatakowali żołnierzy Kapitolu. że poobijane żebra dłużej będą dawały o sobie znać. — Nie wiem. bym wstała i ruszała się niemal natychmiast. — Nie przekonuje mnie to — odpowiada. — A mnie tak — mówię mu. — Naprawdę? — przez moment pojawia się we mnie uczucie triumfu. — To pewnie przez te wycieczki na arenę. — Wiem. niemal niecierpliwie. A potem przypominam sobie ludzi na placu. Zdaje się jednak. Atakowano szpital — mówię. że utrata ważnego narządu powinna przykuć człowieka do łóżka na parę tygodni. — Myślisz. — Była jakaś walka po tym. — Zawsze to potrafiliśmy. — Tak. ale później powoli ustępuje. że jestem bez serca. Nawet z morfaliną wewnętrzny ból jest okropny przez kilka pierwszych dni. co za różnica czy zmiażdżymy wroga w kopalni.

na moją własną prośbę. jak udawało się utrzymać ten stan rzeczy. rebelianci robią krótką przerwę w wojnie. — Więc to po to są im potrzebne dystrykty. Nie byłam w stanie zmierzyć się z tym fenickim szkłem odkąd wróciłam i. wszyscy kochają śluby. Wszystko co musisz zrobić.dystryktom udanej walki o zjednoczenie. Kapitol nie ma szans na wprowadzenie zmian i stanie się samowystarczalnym. został zupełnie odcięty od pomocy z zewnątrz. a przez to także swojej władzy. do którego są przyzwyczajeni ludzie — mówi Plutarch. kiedy Drugi Dystrykt się z nami sprzymierzył. Ubezpieczają drogi zaopatrzeniowe. by się przegrupować. przynajmniej w takim zakresie. Kapitol. W jakiś sposób wyreżyseruje mi makabryczny ślub z Peetą. Nie twój ślub. Zatrzymuję się i zaczyna mi być niedobrze na myśl o tym. ale reszty nie rozumiem. Nadmiarze jedzenia. że w zamian za pełne brzuchy i rozrywkę obywatele Rzymu zrzekli się swoich politycznych obowiązków. Pisarz. co właśnie sugeruje. to pojawić się na nim i udawać. Inaczej niż Trzynastka. — Miasto być może przez jakiś czas by sobie poradziło — mówi Plutarch. Koniec końców. Kapitol mógł kontrolować swoje małe imperium. podczas gdy w Kapitolu ludzie żyją według zasady „Panem et Circenses”. I tak długo. — „Panem et Circenses” tłumaczy się jako „Chleba i igrzysk”. a ja mam zamiar zorganizować rozrywkowego proposa. jak Trzynastka podczas Mrocznych Dni. Trzynastka była przyzwyczajona do ciężkich warunków. że jesteś szczęśliwa z ich powodu. — Tak. bym wyszła za Peetę dla proposa? Plutarch spieszy z wyjaśnieniem. Nigdy nie będzie skutecznego środka. bo to grozi nuklearnym atakiem ze strony wrogów. który jest jego twórcą. Finnicka i Annie. na nowo organizują oddziały. tylko Haymitch powiadamia mnie o stanie Peety. Ale znaczącą różnicą pomiędzy Trzynastką i Kapitolem są oczekiwania społeczeństwa. Teraz. leczą rannych. Teraz nie może zapewnić żadnego z dwóch. by go wyleczyć. nie. by się nas wkrótce spodziewał. — My natomiast mamy jedzenie. Krótkie nadziemne spacery to część mojej rehabilitacji. . który na pewno będzie bardzo popularny. — Oczywiście mają w nim najpotrzebniejsze zapasy. Bardzo niewiele o tym mówi. Któregoś popołudnia dołącza do mnie Plutarch i wprowadza mnie w szczegóły naszej obecnej sytuacji. Próbowano różnych technik. O Głodowych Igrzyskach. twierdził. Katniss. By zapewnić chleb i igrzyska. Myślę o Kapitolu. — To takie hasło sprzed tysięcy lat. I o ostatniej rozrywce. A teraz chcą. — Och. Później ostrzegam Kapitol. — Co to? — Rozpoznaję oczywiście „Panem”. zapisane w języku zwanym łaciną o miejscu zwanym Rzymem — wyjaśnia.

ślub okazuje się sukcesem. że jest zbyt ponury. że jest zbyt wystawny. niż szalona. przyciska obie dłonie do uszu. pociera policzek skrajem spódnicy i wybucha płaczem. bo obecność Cinny tak silnie przepływa przez tkaniny. gdzie zdaje się. ale pozostało kilka sukienek. jest dziwna. by moja ekipa przygotowawcza wyruszyła razem ze mną. nie muszę udawać. że chcemy być ich częścią. Nie brakuje też ochotników do pomocy przy dekoracjach.— To jedna z niewielu rzeczy. by zabrać Annie do mojego domu w Dwunastce. że Finnick ją kocha i wszyscy myślą. więc zostaję zwolniona z podejmowania jakichkolwiek decyzji w kwestiach mody. Czuję się trochę niepewnie na myśl o przebywaniu z Annie. Nagle Octavia upada na kolana. W jadalni ludzie rozmawiają podekscytowani o tym wydarzeniu. Pomimo zastrzeżeń ze strony Coin. że jest raczej niezrównoważona. praktycznie wszystkie się pojawiają. Trzysta szczęśliwych gości wybranych spośród mieszkańców Trzynastki i uciekinierów ubranych jest w codzienne ubrania. każdą nutę. Kiedy ogłoszono. i ze strony Plutarcha. ale jeśli Finnick ją kocha. — Już tak dawno — wysapuje — nie widziałam nic ładnego. że człowiek próbuje odgadnąć co też ona dostrzega w pustej przestrzeni. Może chodzi o coś więcej niż o zabawę. Czasami. których odpowiadam. które dla mnie zaprojektował. rozrywkę i alkohol. Podczas podróży poduszkowcem uznaję. ma na myśli dwoje ludzi podpisujących kartkę papieru. to to mi wystarcza. Zdobywam pozwolenie. po czym przydziela im się nową siedzibę. że potrzebne są dzieci do śpiewania ślubnej piosenki z Czwartego Dystryktu. jakby chciała zablokować jakiś bolesny dźwięk. Może wszyscy jesteśmy tak bardzo spragnieni dobrych wydarzeń. wszyscy milkniemy. że jest szalona. Zabawnie jest patrzeć jak targują się o każdy szczegół. Plutarch — Przez kilka następnych dni panuje jeden wielki zamęt podczas planowania tego wydarzenia. zostały zwrócone Kapitolowi. które miałam na sobie podczas Tournée Zwycięzców. W porządku. Kiedy Coin mówi „ślub”. bo wiem o niej tylko tyle. że wcale nie ma dni wolnych. Wszystkie suknie ślubne. To by wyjaśniało dlaczego — gdy Plutarch nie wie w co ubrać pannę młodą — zgłaszam się na ochotnika. Jej zielone oczy wpatrują się w jeden punkt tak intensywnie. jeśli nikt się nie będzie bawił? Ciężko jest ograniczyć budżet Organizatorowi Igrzysk. Plutarch ma na myśli setki ludzi ubranych odświętnie na trzydniowym weselu. Kiedy otwieram szafę. Śmieje się w dziwnych miejscach w rozmowie albo zupełnie się z niej wyłącza. . bez powodu. Kiedy Coin wetuje kolację. Plutarch wykrzykuje: — To jaki będzie sens proposa. Plutarch musi walczyć o każdego gościa. gdzie Cinna pozostawił mi wybór sukni wieczorowych w dużej garderobie na parterze. Różnice między Kapitolem i Trzynastką stają się wyraźnie widoczne. Ale nawet cicha ceremonia wywołuje poruszenie w Trzynastce.

ale Plutarch. I zaczyna się taniec. Jak można nie zwrócić uwagi na jaśniejące twarze dwojga ludzi. Chwytamy się za ręce i tworzymy wielkie. Mogliśmy być najmniejszym i najbiedniejszym dystryktem Panem. Co mogłoby skuteczniej ogłosić zwycięstwo niż szczęśliwy Kosogłos wirujący w rytm muzyki? Odnajduję w tłumie Prim. lukrowanymi falami z pływającymi w nich . przewodzi ceremonii i jest podobna do tej z jego dystryktu. Ludzie spieszą. Co było do przewidzenia. która przykrywa parę młodą w trakcie ich przysiąg. która przyciąga uwagę każdego mieszkańca Dwunastki. To się jednak nie liczy. jesteśmy całkiem niezłymi partnerkami. Sieć utkana z długiej trawy. w którym ludzie popisują się pracą stóp. Finnick jeden z garniturów Peety. muzyka zapewniona przez chór dzieci przy akompaniamencie samotnego skrzypka. Po pocałunku. przyklaskując do rytmu. — Przepuścisz taką okazję. kiedy koścista dłoń szczypie mnie nad łokciem. bo nic nie może się równać z urokiem pary młodej. Stoję z boku. który kieruje proposem z sali kontrolnej.dekoracje wykonane są z jesiennych liści. Jako że zimowe wieczory dały nam sporo czasu na ćwiczenia. nie muszę udawać. Ceremonia jest więc prosta i skromna według kapitolińskich standardów. Nic tak niemądrego. o którym nic nie wiedziałam. tworząc dwie długie linie. który nieco dla niego zmienili — chociaż ubrania są niesamowite. musi mocno trzymać kciuki. To boli. radosnego albo po prostu zabawnego nie zdarzyło się od tak dawna. którzy pieczętuje związek. Moglibyśmy się tym cieszyć przez całą noc. ale który miał być niespodzianką. dotykanie nawzajem swoich ust słoną wodą i stara piosenka ślubna. obracające się koło. Taniec nas zmienia. dla których nadejście tego dnia wydawało się kiedyś praktycznie niemożliwe? Dalton. gdyby nie ostatni element proposa zaplanowany przez Plutarcha. Nalegamy na specjalny taniec dla państwa młodych. ale tańczyć to my umiemy. by do nich dołączyć. Uczymy kroków gości z Trzynastki. robiąc miejsce dla tej niezwykłości. która upodabnia małżeństwo do morskiej wyprawy. skrzypek rozpoczyna grać melodię. Uspokajam jej obawy o moje żebra i zajmujemy miejsca w rzędach. Nic nie było na tę chwilę oficjalnie zaplanowane. Element. którą nosiłam w Piątce. Johanna patrzy na mnie wilkiem. wykończonymi na biało. Ale jest kilka elementów charakterystycznych dla Czwartego Dystryktu. by pokazać Snowowi jak tańczysz? Ma rację. Czworo ludzi wwozi na salę gigantyczny tort weselny z sali obok. Śliska Sae wyciąga Gale’a za rękę na środek parkietu i staje twarzą do niego. hodowca bydła z Dziesiątki. wiwatach i toaście winem jabłkowym. tego zdumiewającego tworu z niebiesko-zielonymi. Nie. który wydostał się z Dwunastki razem z instrumentem. Większość gości wycofuje się. że cieszę się z ich powodu. Nie ze względu na ich pożyczone stroje — Annie ma na sobie jedwabną zieloną sukienkę. ale satysfakcja z pokazania Snowowi jak tańczę z moją małą siostrą zagłusza inne uczucia.

pomimo braku czegoś. — Nie wiem. kiedy . Wciąż jest w zamknięciu. Skreśliłam Peetę już w Dwójce. — Najlepsze w ignorowaniu Dwunastki przez Kapitol przez te wszystkie lata jest to. Ale kiedy już je usłyszałam. Nikt nie wie. To może się wydawać drobnostką. że haftowane wzory na sukni Annie stworzone zostały ręką Cinny. że robię się nerwowa z co najmniej pięciu różnych powodów. jest to. o czym wiedziałam od pierwszego wejrzenia. a ja stoję przed drzwiami jego celi. Ale ja przeciskam się przez tłum. jest zadowolony. To sprawia. że znów jest prawie sobą. Pracował nad nim całymi dniami. próbujący wyswobodzić się z przytrzymujących go pasów. co on nazywa hulanką. Nie powiedziałem mu o planie rebeliantów i w ogóle. nie mogę odmówić. Nagle jestem na lukrowanej żaglówce. a później. że chciałby się z tobą zobaczyć. Nigdy nie miałam usłyszeć słów „Mówi. Widownia to kocha. — Twarzą w twarz? — pytam. zabić Snowa i sama dać się zabić. nigdy by czegoś takiego nie zrobił. a pokład przesuwa się pod moimi stopami. Opieram się o ścianę. ale ma ku temu powody. — Porozmawiajmy — mówi. Jakby przewidując moją reakcję. Tego nie było w planie. by upewnić się w tym. z którego. — Haymitch milknie na moment. Kiedy się na niego patrzyło… wydawało się. Postrzał jedynie to wszystko opóźnił. Był uważnie pilnowany podczas lukrowania. zupełnie bez powodu. Praca nad tortem była częścią terapii.rybami i żaglówkami. krzyczący. poza zasięgiem kamer. — Och. Czasami zachowuje się niemal racjonalnie. — I nie oszalał? — Nie. znowu się załamuje. — Więc został wypuszczony z tamtej sali? — pytam. — Mówi. kołysząc się na niebiesko-zielonych falach. Jak wtedy. Haymitch pojawia się u mojego boku. nie. że wciąż macie w sobie trochę spontaniczności. Ale rozmawiałem z nim — mówi Haymitch. pytam: — Co się z nim dzieje? Haymitch kręci głową. Równie pewne jak to. Nie mógłby się wystarczająco skupić. Musieliśmy zaczekać aż Plutarch skończy kręcić swój ślubny materiał. jakby się wahał. fokami i morskimi kwiatami. W korytarzu. którego widziałam ostatnio. Później miałam wyruszyć do Kapitolu. że chciałby się z tobą zobaczyć”. Sali szpitalnej. Jest na mnie wściekły. utrzymać spokojnie dłoni. Haymitch nie o wszystkim mi mówił. by się uspokoić. Jest północ. Chłopak. ale dla mnie tort niemal krzyczy. że lukrowane kwiaty na cieście zostały zrobione przez Peetę. zaprojektować czegoś równie doskonałego dla Finnicka i Annie.

że zaczynam spoglądać w stronę szyby. więc w obronnym geście krzyżuję ramiona na piersi i dopiero wtedy się odzywam: — Hej. obserwuje mnie tylko zaniepokojonym spojrzeniem osoby. albo kiedy zrobiłaś ten numer z jagodami. . pozwalający mi wejść do środka. prawda? Ani szczególnie ładna? Wiem. Jedyna chwila. — Cóż. nie czuję się najlepiej. którą dzieliliśmy przed Igrzyskami.Peeta ogłosił. śliniącego się wilka na jego oczach. — I ani trochę uprzejma. ty wyglądałeś już dużo lepiej. — Haymitch powiedział. Rada Haymitcha. kiedy jego głos mnie zatrzymuje. Ma po trzy pasy bezpieczeństwa na każdym ramieniu i rurkę. że mogłabym na niego nakrzyczeć — nie jestem nawet pewna za co — więc decyduję się wycofać. Właśnie docieram do drzwi. pamiętam o chlebie. na początek. a jednak jego spostrzeżenie kieruje mnie w złą stronę. by się wycofać. — Popatrzeć na ciebie. ale moja słuchawka milczy. licząc na jakieś wskazówki od Haymitcha. że przebył drogę do piekła i z powrotem. Nie próbuje się jednak uwolnić. Prawie jego głos. — Słuchaj. — Nie jesteś specjalnie wysoka. — Wszystko robię źle. Kiedy słyszę głos Haymitcha w mojej słuchawce. Jesteście stworzeni do telewizji. która uwolni lek uspokajający. że zmienię się w zmutowanego. tylko że jest w nim coś nowego. To brzmi jak jego głos. — Pokazali ci taśmę. — Hej — odpowiada. jeśli straci panowanie. Chciałabym się spotkać z Peetą na osobności. powoli otwieram drzwi. Nie mam co zrobić z rękoma. On był torturowany! Został zawładnięty! Co jest ze mną nie tak? Nagle czuję. która jeszcze nie do końca rozstrzygnęła czy znajduje się w obecności zmiecha. Jego niebieskie oczy natychmiast zaczynają się we mnie wpatrywać. I to ty uchodziłeś za tego miłego. — Tak jakby oczekiwał. na której o tym opowiadam — mówię. — Katniss. Ślad podejrzliwości i wyrzutu. Ale widownia złożona z lekarzy zebrała się już przez szkłem fenickim z gotowymi podkładkami. przez co przeszedłem. Chleb. Nie wiem dlaczego tak się bronię. Może wpadnę jutro. Mówić mi takie rzeczy po tym wszystkim. że jest w tobie zakochany. Gapi się na mnie tak długo. przygotowanymi długopisami. że chcesz ze mną porozmawiać — mówię. Podchodzę bliżej aż znajduję się jakiś metr od łóżka. Nie ja. zostaje zagłuszona przez śmiech Peety. — Taa… Wszyscy dużo przeszliśmy.

Próbowałem napotkać twoje spojrzenie. A co z Gale’em? — ciągnie. Te wszystkie długie miesiące. że tak. — I czułaś się z tym dobrze? Całując nas obu? — pyta. — Zmusiliście mnie do ataku. ale zamiast tego dałem go tobie. kiedy Peeta myślał. by schować się za nią w pralni. Czy jest taśma. że kaszlę. co? Haymitch nie protestuje. To nie wyglądało specjalnie szczerze z twojej strony.— Nie. lekceważąco. niemal wstyd mi się do tego przyznać. Nie obchodzi mnie jego rehabilitacja — to nie sprawa ludzi za szkłem. Wbijam wzrok w wykafelkowaną podłogę. zimno. w którym cię uratowali — odpowiadam. kiedy wychodzę. — On też nieźle całuje — mówię krótko. Peeta śmieje się znowu. — Następnego dnia. Naprawdę pamięta. — Próbowałam zabić was wszystkich — mówię. — Czasami — przyznaję. chyba zerwałaś mlecz. — To nie jest odpowiedź — mówi mi. — Wszyscy mówią. Wszyscy mówią. że nas teraz obserwują? — Wiem. po szkole. — Nagraliśmy ją w dniu. — Kochałeś — mój głos się załamuje i udaję. — Grzebiącą w naszych pojemnikach na śmieci. By mnie złamać. Na pierwszej arenie to wyglądało tak. Dużo czasu zajmuje mi zrozumienie dlaczego jestem taka zdenerwowana. Szukam ciepłej rury. Ale nie wiedziałam jak. chciałam ci podziękować. . Że wyniosłem chleb na zewnątrz dla świni. W deszczu — mówi łagodnie. kiedy pokazują mi niektóre taśmy. Taniec był błędem. — Nie. — Co pamiętasz? — Ciebie. Nie czułam się w porządku wobec żadnego z was. Pamiętam. — Tak było. Ból w klatce piersiowej owija się wokół moich żeber jak imadło. Nigdy nie mówiłam głośno o tej chwili. Przez labirynt oddziałów. Na korytarz. że jestem wspaniała. — Wiesz. — Musiałem cię bardzo kochać. Ale nie pytałam cię o pozwolenie — mówię mu. jakbyś chciała mnie zabić za pomocą tych gończych os. — Niezłe z ciebie ziółko. — A ty kochałaś mnie? — pyta. Właśnie to się wydarzyło — mówię. Odwróciłaś wzrok. na której o tym opowiadasz? Dlaczego Kapitol nie użył jej przeciwko mnie? — pyta. że przypaliłem chleb. A później… z jakiegoś powodu. — Później jest dużo całowania. Że mama mnie uderzyła. Moja złość powraca. — Byliśmy na zewnątrz pod koniec dnia. — Przytakuję. Kiedy w końcu mi się to udaje. że dlatego Snow cię torturował. — Nie wiem co myśleć. Lubiłaś mnie całować? — pyta.

I nienawidzę go za to. . Manipulująca. Nieufna.dobiegły końca. W końcu może mnie zobaczyć taką. Śmiercionośna. Wybuchowa. jaka naprawdę jestem.

zjednoczenie dystryktów przeciwko Kapitolowi. że jesteś bystra. Właśnie na tylu. atak na bombowce w Ósemce i moja interwencja w Dwójce były spontaniczne. Tak się czuję. który sugeruje. — I w obu odniosłaś rany — przypomina mi Boggs. — Gale pojawiał się na szkoleniu każdego dnia. która nie może nawet złapać tchu. — To nie było problemem. Niezdyscyplinowaną. . bo jej żebra nie do końca się wygoiły. — Nie miałaś początkowo pozwolenia na udział w walkach w żadnym z tych przypadków — mówi Plutarch. odważna i dobrze strzelasz. Zwykle się tym nie przechwalam. Nie martw się — jeśli pójdzie dobrze.17. kiedy wysłaliście mnie do Ósemki. siedemnastoletnią dziewczynę. został osiągnięty. tak w przybliżeniu? Na żadnym. — Gale leci. Ale potrzebujemy żołnierzy na polu walki. Lecę w dół po schodach do Centrum Dowodzenia. że poradzi sobie na polu walki — mówi Coin. Albo Dwójki. Nie jestem dla nich żołnierzem. — Wszyscy wiemy. i wpadam prosto na zebranie wojenne. — Jak to nie zabieracie mnie do Kapitolu? Muszę tam lecieć! Jestem Kosogłosem! — mówię. nieprzemyślane i zdecydowanie nieautoryzowane. Jesteśmy pewni. Nie. Nie wiesz nic o wypełnianiu rozkazów i nie jesteś w najlepszej formie. z tego co mi wiadomo — odparowuję. Oszołomiona. ale musi być w tym choć trochę prawdy. Coin niechętnie odrywa wzrok od swojego ekranu. podrzucimy cię na akt poddania miasta. Poddania? — To będzie za późno! Ominie mnie cała walka! Potrzebujecie mnie — strzelam najlepiej ze wszystkich! — krzyczę. chyba że miał inne obowiązki. I… trenowałam z Beetee’em w Broni Specjalnej. — Dlaczego? — pyta Coin. — I twój główny cel jako Kosogłosa. Nagle dostrzegam siebie przez ich oczy: małą. — Cóż. — A na ilu treningach ty się pojawiłaś. — To nie to samo. czasami polowałam. — Ale ja muszę lecieć — mówię. Katniss — mówi Boggs. kiedy Haymitch mówi mi o wszystkim w szpitalu. Zaniedbaną. przebiegłam chyba dwa kilometry w minutę. kim trzeba się opiekować. W trakcie leczenia. ale kimś. że zaraz ujawnię zbyt wiele. piorunując mnie wzrokiem.

jest nie do zniesienia. Będę trenować. — Może lepiej nie mówić o tym na szkoleniu — mówię. Mierzy mnie spojrzeniem od góry do dołu. które miały mnie motywować. I teraz płacę za swoje niedbalstwo. — To przez żebra — mówię trenerce.Nie bardzo mogę powiedzieć. — Ze względu na Dwunastkę. . są w innej. kiedy wokół działo się tyle innych rzeczy. — Cóż. — Wciąż są poobijane. — Świetnie. — Ale miło wiedzieć. Nie wydawało mi się to sprawą wielkiej wagi. których już wybrano do walki w Kapitolu. Jeśli Rada Przydziału uzna. a ja czuję niewielką. Ale powody. Następnego ranka. że muszą się wygoić naturalnie. ale znaczącą poprawę naszych relacji. Kiedy wracam do szpitala. choćbym miała powybijać całą ekipę i zacząć pilotować — mówi Johanna. że chcę się zemścić na Snowie. co powiedziała Coin.albo piętnastolatków. przyspieszonej fazie treningu. że ktoś mnie tam podrzuci. kiedy pojawiamy się na szkoleniu o 7:30. Zostałyśmy przydzielone do klasy względnych początkujących. że możesz lecieć. co wydaje się nieco obraźliwe. — Nie mam miesiąca. Johanna szczerzy się do mnie. Potrząsam głową. Po rozciąganiu — które boli — mamy parę godzin na ćwiczenia wzmacniające — które bolą — i ośmiokilometrowy bieg — który zabija. Pewnie nie jesteśmy jeszcze przyjaciółkami. rzeczowej kobiecie w średnim wieku. Pani prezydent zastanawia się nad tym przez chwilę. równie złą. bieganie z bronią dookoła poligonu. masz trzy tygodnie. nie kończą się. Rzeczywiście codziennie ignorowałam plan dnia. To dobrze. Będę potrzebować sprzymierzeńca. — Powiedzieli. ale słowo „sprzymierzeńcy” wydaje się odpowiednie. Mówię jej o tym. Najwyżej na tyle mogę liczyć. Ocenia mnie. ale możesz zacząć szkolenie. że oni są w dużo lepszej formie niż my. kiedy Gale wyrusza. Ale polecę do śmierdzącego Kapitolu. kolejny miesiąc zajmie im uleczenie się we własnym zakresie — mówi. znajduję Johannę Mason w tej samej sytuacji co ja. powiem ci coś. czternasto. To niedużo. To tyle. Żołnierzu Everdeen. dopóki nie okazuje się. odpadam po niecałych dwóch kilometrach. dla których chcę walczyć w Kapitolu. Gale i inni. chyba że coś mi odpowiadało. być może rozpatrzymy twoją sprawę ponownie. To pewnie moja wina. do której mamy się zwracać per Żołnierzu York. Albo że myśl o pozostaniu w Trzynastce z ostatnią wersją Peety. by walczyć. — Cóż. Ponieważ zniszczyli mój dystrykt. — Może też byś mogła trenować. Nawet z obraźliwymi komentarzami Johanny. — Lekarze nie zaproponowali ci żadnego leczenia? — A jest jakieś? — pytam. rzeczywistość zdaje się mnie policzkować.

Kiedy York się odwraca. a ona trzęsie się jak liść na wietrze. Jej skóra ma niezdrowy zielonkawy odcień. Nie zabije nas — mówię. że stracę Johannę. Musimy być zwyciężczyniami. Ostrzegam cię jednak. Wydaje mi się. — Uda ci się. Zaciska zęby i wychodzi na błoto. Znowu odpadam przed drugim kilometrem i muszę się oprzeć pokusie zdjęcia koszulki. Mogę przenieść się do naszego rodzinnego oddziału. ale pod koniec dnia uzyskuję najlepszy wynik w grupie. Wmuszam w siebie obiad złożony z rozmiękłej ryby i duszonych buraków. Obu nam się uda. Muszę się dostać do Kapitolu — odpowiadam. Wszyscy uważają nas za pacjentki. leżę rozpłaszczona na szpitalnym łóżku i zaciskam zęby. Dwadzieścia cztery ukłucia igły w moją klatkę piersiową później. Dzisiaj przebadali moją krew. kiedy Johanna oświadcza: — To musi się skończyć. Zapisuje coś jedynie na karteczce i wysyła mnie z powrotem prosto do szpitala. Trochę czasu zabiera przestawienie się z łuku na broń palną. Nie możemy mieszkać w szpitalu. Deszcz przemacza nas. cokolwiek na nas ześlą — warczy na mnie Johanna. Jej twarz szarzeje i wydaje się jakby przestała oddychać. kiedy się rozgrzewamy. Mnie się udaje. ponieważ przenosimy się na strzelnicę. ale ręce Johanny za bardzo się trzęsą. Kiedy próbuje się wypisać ze szpitala. Nie chcę ominąć już żadnego szkolenia. Nie korzystałam z niej ostatnio. że nie ma w niej śladów leku przeciwbólowego. że to będzie kilka trudnych dni. Ale mogliby przyspieszyć proces. Waham się. gdybym im to poleciła. Jesteśmy zwyciężczyniami. popołudniowy trening jest dużo lepszy. pomagam jej. Mimo że deszcz wciąż pada. Żołnierz York wcale tego nie kwestionuje. w czym jestem dobra. nie . — Proszę. że to nic przyjemnego — mówi mi. by chłodny deszcz ugasił ogień w moich żebrach. — To tylko woda. Wyjaśnili mi. Dla mnie to nie problem. by mogła dopasować do siebie wszystkie części. co płonie w moich żebrach — wywołuje niebezpieczne skutki uboczne. a później zbieramy się do biegu. by upewnić się. jako że zmieszanie tych dwóch — morfaliny i tego. po czym zwraca ją. ale zatrzymałam ją dla dobra Johanny. — Chyba mi się nie uda — wyznaję. Johannie udaje się zjeść połowę zawartości miski. Właśnie docieramy do drzwi szpitala. Ona jedynie ściąga wargi.— Tak właśnie mówią. Po południu uczymy się jak składać broń. pamiętasz? Potrafimy przetrwać wszystko. ale Johannie nigdy żadnego nie przydzielono. że pada. kiedy zdajemy sobie sprawę. by przetrwać następny poranek. bym mogła jej użyć w razie potrzeby. Ale kazałam im to zrobić. by nie zacząć ich błagać o podłączenie mnie znowu do przewodu z morfaliną. Zawsze była przy moim łóżku. W końcu coś. — Będę z powrotem na sesji popołudniowej — obiecuję. Ubieram się.

pozwalają jej zamieszkać samej. — Jakoś przetrwała. wyciąga z niego sączek i naciąga go na swój mały palec. Że nie ma na tym świecie nic. Jedną z lepszych rzeczy w treningu jest to. Zamieszkam z nią — ogłaszam. co do której mój lekarz prowadzący może mieć rację. co mogłaby nazwać swoim. która zgłosiła się na Igrzyska zamiast siostry? — pyta mnie. — Nie — mówię. — Może. że odrywa moje myśli od niego. że szafka Johanny wypełniona jest jedynie przyznanymi jej przez rząd ubraniami. ale Haymitch bierze naszą stronę i gdy nadchodzi noc. — Nie boisz się. — Przepraszam. w której znajduje się ta garstka osobistych przedmiotów. — Haymitch mówi. że cudem byłoby. — Samo patrzenie sprawia. Kiedy otwiera szafkę. Ale udaje się. Po tym jak biorę prysznic. gdyby udało nam się wstać następnego dnia. — Dobra robota. Więc możemy równie dobrze iść dalej. a Johanna może złożyć karabin bez niczyjej pomocy. Arena wszystkich nas nieźle przetrąciła. że mu się polepsza — mówi Johanna. że zabiję cię dziś w nocy? — Jakbym nie mogła sobie z tobą poradzić — odpowiadam. I ja. szybko ją zamyka. Nasze ciała są tak sponiewierane. którą dał mi Peeta. — Czy to…? — Taa — odpowiadam. nawet jeśli będzie codziennie przychodzić na rozmowy z lekarzem prowadzącym. Nie wszyscy się z tym zgadzają. Nawet nie będę mówić o Annie Cresta. mamy już kwaterę naprzeciwko Prim i mamy. Żołnierz York przytakuje z uznaniem. a to tylko utwierdza ich w przekonaniu. i Beetee. — Starannie odkłada moje skarby do szafki i wspina się na łóżko naprzeciwko mnie w chwili. kiedy kończymy ćwiczenia tego dnia. Myślę. — Ty także. — Później znajduje perłę. Każdego ranka nam się udaje. jeśli chcesz. Nie chcę mówić o Peecie. — W porządku. Ale zmienił się — odpowiadam. żołnierze. Kiedy nikt nie może nas podsłuchać. Nie ma powrotu do tego. że chce mi się pić. Johanna mruczy: . nie sądzisz? A może wciąż czujesz się jak ta dziewczyna. — To jedyna rzecz. I Finnick. Możesz przejrzeć moje rzeczy. I śmiejemy się. którą posiadam. a Johanna w pewien sposób wyciera się wilgotną szmatką. kiedy gasną światła. Pod koniec tygodnia moje żebra są prawie jak nowe. że mogli się zorientować w sprawie morfaliny. Johanna otwiera mój medalion i przygląda się zdjęciom Gale’a. — Nie będzie sama. pobieżnie przygląda się nowemu miejscu. Myślę o tym. Prim i mojej mamy. co było. i Haymitch. które zgadzają się mieć na nas oko. Rozwija srebrny spadochron. że jej stan nie jest stabilny.

Nigdy nie puszcza ręki Annie. Jego wcześniejsze wcielenia — upadły idol Kapitolu. zyskała w moich oczach. ani kiedy jedzą. Jednak kilka słów Finnicka przyzywa ją z powrotem. Haymitch mówi. że to ona broni mnie najlepiej. że tam stoi. Zawsze bierze moją stronę. ziemniaki.— Myślę. i przypomina im. Nie żaden z waszych dzikich psów. kiedy namoczony chleb utyka mi w gardle. słuchając jak Finnick opowiada jakąś niedorzeczną historię o żółwiu morskim odpływającym z jego kapeluszem. z Dziesiątego Dystryktu. zrzucając winę za jego negatywne wyobrażenia na tortury Kapitolu. nawet jeśli wyolbrzymia moje dobre strony. Szczerze mówiąc. rzepa i cebula w gęstym sosie — że muszę zmuszać się. Ale wyraz jej twarzy świadczy o tym. Delly. — Jak miło cię widzieć. ale nie jest plotkarą. Otrzymanie gigantycznej porcji gulaszu wołowego również nie wpływa źle na mój humor. Annie i Finnicka. przydałoby mi się trochę wyolbrzymienia. Dołączamy do grupy. Wątpię. tajemniczy sojusznik na arenie. — Nie przypominam sobie. który próbował mi pomóc — zostały zastąpione przez kogoś. — Peeta! — mówi Delly. Jestem wygłodniała. Próbuję więc wydłużyć posiłek i włączam się do rozmowy. W każdym razie. która obejmuje Delly. naprawdę to doceniam. Śmieję się zanim zdaję sobie sprawę. kiedy coś pojawia się w jej umyśle i inny świat przysłania jej nas. że ludzie stają się milsi. zabawniejsi. Namaczam chleb w sosie i skubię go. . że dalsze zmaganie się z życiem nie jest błędem. ale nigdy nie poświęcałam jej zbyt wielkiej uwagi. kto promienieje życiem. byś kiedykolwiek którymś pogardziła — odparowuje Gale. Naprzeciwko stołu. co powiedział mi Peeta w nocy po ślubie. W prawie dobrych nastrojach idziemy do jadalni. by nie jeść za szybko. którego poznałam przed Poskromieniem. że jest zadowolona. Sprawia. — Dzisiejszego ranka przysłali pierwsze ładunki jedzenia — mówi mi Śliska Sae. które może wywołać dobry posiłek. by ze mną zjeść. — To prawdziwa wołowina. Ani kiedy chodzą. W całej jadalni czuje się ożywienie. Wciąż są chwile. że wygrana w Igrzyskach była łatwiejsza. gdzie Gale czeka. Powiadomiono ją o tym. Cudownie jest widzieć przemianę Finnicka po ślubie. Ona wydaje się zamroczona szczęściem. a gulasz jest tak pyszny — wołowina. by kiedykolwiek miał taki zamiar. załamany młody mężczyzna. Naturalny urok Finnicka z jego dystansem do samego siebie i niefrasobliwą naturą po raz pierwszy w pełni się ukazały. To lepsze niż jakikolwiek lek. kiedy Peeta wpada w pewnego rodzaju rozdarcie co do mnie. Obserwuje mnie. bardziej optymistyczni. Momentalnie zaczynam się dławić. którą znam od dziecka. za wolnym miejscem obok Johanny.

aż w końcu powoli opuszcza ona dłonie. gdyby nie powiedział tego takim chłodnym tonem. Wszystko z tym związane jest złe. — Nie jestem jeszcze godny zaufania — odpowiada Peeta. — O co chodzi z tymi wymyślnymi bransoletami? — pyta Johanna. — Miło było cię widzieć. Finnick. — No co? Mój lekarz prowadzący twierdzi. — Nie każ mi żałować. Nie ze względu na mnie. że Annie mogłaby zostawić Finnicka. — Bądź dla niej miły. której już nigdy nie spodziewałam się usłyszeć. Annie — mówi Peeta i słyszę w jego głosie tę starą szarmancką nutę. Był piękny. Układa obie ich tace tak. — Nie mogę tu nawet usiąść. Rozzłoszczony Finnick piorunuje Johannę spojrzeniem i ramieniem obejmuje Annie. Niczego nie jestem mu winien. — Zanim wyprowadza Annie z jadalni. Peeta. utrzymując ją na opuszkach palców. — Dla rebelii. aluzja. Niezręcznie trzyma swoją tacę.Dwóch potężnych strażników stoi za nim. że to Peeta udekorował wasz tort weselny? W domu jego rodzina prowadziła piekarnię. Annie. bo jego nadgarstki są spięte kajdankami z krótkim łańcuchem między nimi. Delly mówi tonem pełnym wyrzutu: — On naprawdę uratował ci życie. — Och. a on zajmował się lukrowaniem. Annie ostrożnie spogląda za Johannę. — Annie — mówi radośnie Delly — wiesz. jeśli mi nie pozwolicie. Więcej niż raz. siedząca po drugiej stronie Johanny. poklepując miejsce obok siebie. Jesteśmy dobrze zaznajomieni ze swoimi krzykami. To mógłby być żart. zakrywa sobie uszy i ucieka od rzeczywistości. obdarza mnie zaniepokojonym spojrzeniem. że Peecie wpadła w oko Annie. że jedzą. Ale i tak… — Jeśli mamy zamiar przyłączyć się do spaceru. — Cała przyjemność po mojej stronie. podczas gdy drugą mocno trzyma Annie. Peeta — mówi lekko Finnick. Oczywisty brak zaufania do Finnicka. — Dziękuję ci. — Wskazuje mnie ruchem głowy. Peeta. — Peeta i ja byliśmy w sąsiadujących celach w Kapitolu. lepiej już chodźmy — mówi Finnick. Strażnicy przytakują i Peeta siada. że wznowiłem bicie twojego serca. Kiedy znikają. A później następuje długie milczenie. To część mojej terapii — odpowiada Johanna. że może tu usiąść. kiedy ludzie udają. Inaczej spróbuję ci ją odebrać. — Ruchem głowy wskazuje na strażników. Jesteśmy starymi przyjaciółmi — mówi Johanna. . by mógł je nieść w jednej ręce. że ja nawet nie istnieję. To koniec zabawy na naszym małym przyjęciu. Peeta. — Pewnie. Finnick mruczy coś do Annie. — Dla niej. że nie powinnam cenzurować swoich myśli. Nie żeby skierowana była w moją stronę.

— Kiedy patrzyłem jak całujesz go na ekranie. kiedy znowu się odzywa: — Tego się nie spodziewałem. a wcale tak nie jest. Ja jednak wiedziałem. Że wszystko było jedynie kłamstwem. sprawia. co może zrobić. gdybym nie zobaczył tego na własne oczy. . Gale dopija mleko. Znowu aluzje. że nie próbowałam tego ukryć. Że w pociągu zdarzyło się więcej niż w rzeczywistości. — Taa. Pozwala mi władować chleb do ust i iść dalej. wykorzystywaniem go. Coś w wyrazie mojej twarzy. — To sposób w jaki cię nienawidzi. Czy to wszystko. On nie może tego wiedzieć. Że to co naprawdę się zdarzyło — te noce. na przykład — mówi. że zastąpili cię złą. Gale i ja prawie docieramy do mojego oddziału. To takie… znajome. z których nie potrafię wyłowić sensu i nie sądzę. że dłonie Peety zaciskają się w pięści. Katniss. — W co? — pyta Peeta. jaka naprawdę jestem. Mam wspomnienia. — W ciebie — odpowiada Gale. a może fakt. łącząc mnie i Gale’a. wiele rzeczy powinno się liczyć. że otaczały mnie jego ramiona — już nie ma znaczenia. — Może on po prostu widzi mnie taką. — Musisz być bardziej precyzyjny — mówi Peeta. Skurcz powoduje. bo wciąż zaciskam w dłoni umoczony w sosie chleb. Gale łapie mnie za ramię zanim udaje mi się zniknąć. czy wciąż ciągną teorię nieszczęśliwych kochanków? — Wciąż ją ciągną — mówi Johanna. a ty wciąż tu jesteś. — Co ze mną? — To. by Kapitol przy nich majstrował. — Więc. czy wy dwoje jesteście już oficjalnie parą. a później rozginają się w dziwny sposób. Ale Gale mówi tylko: — Nigdy bym w to nie uwierzył. — Skończyłaś? — pyta mnie. ale nie wytrzymuję: — Być może masz rację. zmutowaną wersją ciebie — mówi Johanna. — Mówiłam ci. Też się tak czułem — wyznaje. Docieramy do drzwi. że mnie nienawidzi — mówię. Peeta wykonuje pewien gest łyżką. Muszę się przespać. Podnoszę się i odnosimy nasze tace. Ale Mags nie żyje. To powinno się liczyć. Wiele nocy w pociągu. W drzwiach zatrzymuje mnie stary człowiek. by utrzymać je z daleka od mojej szyi? Wyczuwam napięcie w mięśniach Gale’a obok mnie i boję się kłótni.Nie powinnam była dać się sprowokować. że nie jest nieprzyjemny. podczas których spałam spokojnie jedynie dlatego. że to nie do końca w porządku.

— Zaczął się kłócić z samym sobą. Delly zaczęła się wściekać na Peetę za to. Róże. Johanna masuje dłonią swój nadęty brzuch. Wpadam na chwilę do mamy i Prim. ale wspomnienia nocy z Peetą w pociągu rozpraszają mnie. Zaczęła nieźle piszczeć. Ja. że dokończyłam jego gulasz. Spędzamy kilka godzin na przepytywaniu się nawzajem z wojskowej terminologii. Strażnicy musieli go wyprowadzić. którą ktoś co chwilę dźga widelcem. Z drugiej strony. Lukrowane delfiny.— Więc tak właśnie myślisz? — Wzruszam ramionami. jaka naprawdę jesteś. Wszystko krzyczy dziś w moich snach. Siadam na łóżku i próbuję przyswoić informacje z mojego podręcznika Taktyki Militarnej. czy naprawdę słyszałaś jak krzyczał? — To było częścią tego wszystkiego — mówi. Trybuci. Tylko że tym razem to było prawdziwe. wreszcie zadaję pytanie: — Johanna. nikt chyba nie zauważył. — Opuściłaś najlepszą część. że nie widzi cię taką. Zmutowane wilki. jako twój najlepszy przyjaciel mówię ci. Zupełnie jakby była myszą. Ciekawe czy ludzie z Siódemki kiedykolwiek się kąpią. Tik-tak. jak cię potraktował. I nie kończyło się po godzinie. Patrzę na warstwę brudu pod jej paznokciami. Przyjaciele. Cała jadalnia na nas patrzyła. — Co zrobił Peeta? — pytam. Całuje mnie w policzek i odchodzi. — Tik-tak — szepczę w odpowiedzi. — Jak głoskułki na arenie. Styliści. wpatrująca się w ciemność. . Po jakichś dwudziestu minutach przychodzi Johanna i rzuca się w nogi mojego łóżka. jakby miał rozdwojenie jaźni. Kiedy wracam do swojego oddziału. Kosogłosy. wykąpana. — Katniss.

płaczące dziecko prowadzi w pułapkę. ćwiczącego z początkującymi. Reszta grupy odpływa na dziesięć minut. że jest po stronie rebeliantów. To część nowej serii proposów skierowanych do rebeliantów przygotowujących się do inwazji na Kapitol. Cressida wraz z ekipą filmuje mnie i Johannę na strzelnicy. Jeśli uruchomisz minę. Można rozpoznać czy dana osoba dostała przydział po krótko ściętych włosach. W tych niewielu wolnych chwilach jakie mam.18. Ludzie muszą zobaczyć. Rzucam się zawzięcie w wir szkolenia. że to tylko ćwiczenia i że cię nie zabiją. poszło źle. Używają na nas nawet gazu. co tylko może pójść źle. I wtedy Peeta zaczyna się pojawiać na naszych porannych treningach. Wiem. snajper pojawia się na dachu. Kiedy żądam wyjaśnień od Plutarcha. zapewnia mnie. że to wszystko na potrzeby kamer. Miejsce jest naładowane pułapkami. A teoretycznie nieszkodliwy gaz. ale po prostu szczęśliwych. Jem. musztrą. żyję i oddycham treningami. że zaczyna się kłócić z samym sobą. Nagrali już jak Annie wychodzi za mąż. Jeśli sprzeczka z Delly powoduje. Żołnierze nazywają to po prostu Przecznicą. Głęboko w Trzynastce zbudowano imitację kapitolińskiej ulicy. słyszysz eksplozję i musisz udawać. Tylko Johanna i ja wyciągamy nasze maski na czas. ale tatuaż na moim ramieniu określa to jako S. że Gale i Finnick także są filmowani. zniszczyć cel. Garstka z nas została przeniesiona do dalszej grupy. ale całe Panem zastanawia się co się dzieje z Peetą. ćwiczeniami z bronią. Instruktor dzieli nas na ośmioosobowe grupy. Nie wiem co oni sobie myślą. skrót od Symulacji Walk Ulicznych. niekoniecznie całujących się. że padasz trupem. Jednak ogólnie to wszystko wydaje się całkiem rzeczywiste — żołnierze wroga ubrani w mundury Strażników Pokoju. Część ciebie wie. To się na pewno nie zdarzy. Jeden fałszywy ruch uruchamia minę. nie Snowa. znaleźć schronienie — jakbyśmy naprawdę chcieli wywalczyć sobie drogę przez Kapitol. że znowu jesteśmy razem… Wtedy odchodzę bez słowa. Po obiedzie widzę go po drugiej stronie poligonu. który wciągnęłam kilka razy w płuca. co daje mi nadzieję. by wszystko.. wykładami o taktyce. niespokojnie obserwuję przygotowania do inwazji. broń się blokuje. przez całą resztę dnia wywołuje u mnie paskudny ból głowy. A gdyby może udało się sfilmować kilka ujęć nas dwojga. że wyślą mnie na prawdziwą wojnę.U. dowódca szwadronu — który jest tylko zaprogramowanym głosem — zostaje uderzony z moździerza i musimy wykombinować co robić dalej bez rozkazów. grupują oddziały. nie powinien się uczyć jak składać broń. ale wciąż towarzyszy mu para strażników. Widzę jak przygotowują sprzęt i zapasy. a Johanna trafia do celów.W. zamieszanie po wybuchu bomby dymnej. znaku . w których próbujemy wykonać misje — zdobyć pozycję. Ma zdjęte kajdany. Ogólnie wszystko idzie całkiem nieźle.

Dwóch na dachu po lewej. Pół tuzina uzbrojonych Strażników Pokoju wyłania się zza rogu. Brak brutalnej siły fizycznej. poprzez strzelaninę w Ósemce aż do mojego spontanicznego biegu przez plac w Dwójce. ale nie jest tak ciężko. Moje słabości? To wór. To pułapka. Wywołują Johannę kiedy przede mną są jeszcze trzy osoby i próbuję dodać jej otuchy skinieniem głowy. Jeden chłopak mówi pod nosem. bo teraz za dużo o tym wszystkim myślę. Mój test. To spore wyznanie. Ktoś inny wysadza pojemnik z benzyną. Strażnicy Pokoju giną. zdejmując Strażników Pokoju. To jest to. Dręczy mnie poczucie. Nie potrafię słuchać rozkazów. Mają nade mną przewagę. który ocenia kondycję fizyczną. że będą celować w indywidualne słabości. Wiele z nich wydaje się prawdziwych. kiedy próbują stworzyć z nas grupy. jeden w drzwiach naprzeciwko. to coś musiało mi umknąć. pisemny egzamin z taktyki. Pojemnik z benzyną pozostawiony niedbale w ścieku. Długość listy przygnębia mnie. Dostrzeżenie. ale przy Przecznicy jest opóźnienie. Od pierwszej chwili w Igrzyskach. kiedy pobiegłam po ten pomarańczowy plecak. Padam na ziemię tak mocno i szybko. Strażnicy Pokoju pojawiają się niemal natychmiast. jak się spodziewałam. Przechodzimy test pojedynczo. I z jakiegoś powodu mój status Kosogłosa również nie wydaje się zaletą. Żałuję. Nie można przewidzieć w jaką sytuację zostaniemy wrzuceni. Na szczęście kiedy już jestem w Przecznicy moja znikoma ilość szkolenia na coś się przydaje. który do tego momentu okazywał się raczej bezużyteczny. Jakiś problem techniczny. bym pociągnęła za spust. I nagle dostrzegam co wojskowi uznają za mój najsłabszy punkt. bym zignorowała ten głos. Powoli poruszam się po ulicy. że wysadzenie tego pojemnika jest jedyną szansą na wykonanie misji. Nawet nie mam czasu żeby się zestresować na pierwszych trzech częściach i idzie mi dobrze. sprawy się komplikują. Minimum szkolenia. bym wysadziła Strażników Pokoju w powietrze. test w biegłości w obsługiwaniu broni i symulacja walki na Przecznicy. Znajduję jednak dla siebie spokojne miejsce i próbuję ocenić co to może być. że słyszał. Wymieniamy informacje w grupie. a ja muszę przedrzeć się jakoś do miejsca spotkania z rozproszonym szwadronem. którym ma być zabezpieczenie tuneli pociągu prowadzych do Kapitolu. nie mam obmyślonej strategii. Dużo się mówi o ataku otwarcia. Ja docieram do miejsca . Kiedy tylko robię ruch w jego stronę. że poleciła nas na egzamin i mamy się natychmiast na nim zgłosić. który próbują rozwiązać. Mogliby mnie zaskoczyć praktycznie wszystkim. dowódca mojego szwadronu. Zaledwie kilka dni przed wyruszeniem pierwszych wojsk. York nieoczekiwanie mówi Johannie i mnie. Kiedy wywołują moje imię. cicho rozkazuje mi paść na ziemię. że przez tydzień będę zbierać z twarzy żwir.osoby idącej na wojnę. Są cztery części: bieg z przeszkodami. ale coś zauważam. że jeśli to takie proste. Wszystkie moje zmysły krzycza. którego nawet nie chcę rozwiązywać. że nie byłam na początku listy. Kiedy jestem już tylko kilka budynków od celu.

spotkania. Kiedy wydostaję się z Przecznicy, żołnierz gratuluje mi, stempluje na moim ramieniu numer oddziału 451 i każe mi się zgłosić w Centrum Dowodzenia. Niemal oszołomiona swoim sukcesem, biegnę przez korytarze, ślizgam się na zakrętach, pędzę w dół po schodach, bo winda jeździ zbyt wolno. Wpadam do sali zanim osobliwość tej sytuacji w pełni do mnie dociera. Nie powinnam być w Centrum Dowodzenia; powinni ścinać mi włosy. Ludzie wokół stołu nie są świeżo upieczonymi żołnierzami, ale tymi, którzy pociągają za sznurki. Boggs uśmiecha się do mnie i potrząsa głową, kiedy mnie widzi. — Pokaż no. — Nieco teraz niepewnie wyciągam rękę ze stemplem. — Jesteś ze mną. To specjalna jednostka strzelców wyborowych. Dołącz do oddziału. Wskazuje ruchem głowy na ustawioną przy ścianie grupę. Gale. Finnick. Pięcioro innych, których nie znam. Mój oddział. Nie tylko udało mi się dostać do wojska, ale w dodatku będę pracować pod rozkazami Boggsa. Z przyjaciółmi. Zmuszam się, by się uspokoić i dołączyć do nich żołnierskim krokiem zamiast skakać jak szalona. Musimy być ważni, skoro jesteśmy w Centrum Dowodzenia, i to nie ma nic wspólnego z pewnym Kosogłosem. Plutarch stoi nad rozległym, płaskim panelem na środku stołu. Wyjaśnia nam naturę tego, co napotkamy w Kapitolu. Myślę, że to straszna prezentacja — bo nawet na palcach nie mogę dostrzec co jest na panelu — dopóki nie wciska przycisku. Holograficzny obraz kapitolińskiej przecznicy wyświetla się w powietrzu. — To, na ten przykład, jest teren otaczający jeden z baraków Strażników Pokoju. Nie najmniej ważny, ale również nie najważniejszy cel, a jednak spójrzcie. — Plutarch wpisuje jakiś kod na klawiaturze i zaczynają błyskać światła. Są w całej gamie kolorów i mrugają z różną prędkością. — Każdy z nich nazywany jest zasobnikiem. Odpowiadają one różnym przeszkodom, które mogą się okazać wszystkim — od bomby po bandę zmiechów. Cokolwiek zawierają, są przeznaczone po to, by was uwięzić albo zabić. Niektóre z nich są na miejscu od Mrocznych Dni, niektóre zostały rozwinięte i dodane z czasem. Szczerze mówiąc, sam stworzyłem ich całkiem sporo. Ten program, który został wykradziony z Kapitolu przez jednego z naszych ludzi, przedstawia najświeższe informacje o nich. Nie wiedzą, że go mamy. Mimo tego jednak, bardzo prawdopodobne, że nowe zasobniki zostały aktywowane w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Z tym właśnie będziecie się musieli zmierzyć. Nie zdaję sobie sprawy z tego, że moje stopy poruszają się w stronę stołu, dopóki nie znajduję się kilkanaście centymetrów od hologramu. Wyciągam rękę i obejmuję nią mrugające szybko zielone światło. Ktoś staje obok mnie, jego ciało sztywnieje. Finnick, oczywiście. Ponieważ tylko zwycięzca dostrzegłby to, co ja natychmiast dostrzegłam. Arenę. Naszpikowaną zasobnikami sterowanymi przez Organizatorów Igrzysk. Palce Finnicka gładzą jednolity czerwony blask nad drzwiami.

— Panie i panowie… Jego głos jest cichy, ale mój rozbrzmiewa głośno w sali. — Siedemdziesiąte Szóste Głodowe Igrzyska uważam za otwarte! Śmieję się. Krótko. Zanim ktokolwiek ma czas, by dostrzec sens w słowach, które właśnie wypowiedziałam. Zanim brwi się uniosą, rozlegną głosy sprzeciwu, fakty zostaną skojarzone, a rozwiązaniem okaże się trzymanie mnie z dala od Kapitolu. Ponieważ rozzłoszczony, niezależnie myślący zwycięzca z psychologiczną skazą zbyt poważną, by się przez nią przebić, jest zapewne ostatnią osobą, którą chcesz w swoim oddziale. — Nie wiem po co w ogóle poddałeś Finnicka i mnie szkoleniu, Plutarch — mówię. — Właśnie, jesteśmy dwojgiem najlepiej przygotowanych żołnierzy, jakich posiadasz — dodaje wyniośle Finnick. — Nie myślcie, że mi to umknęło — mówi, niecierpliwie machając ręką. — A teraz z powrotem do szeregu, Żołnierze Odair i Everdeen. Muszę dokończyć prezentację. Wracamy na miejsca, ignorując pytające spojrzenia rzucane w naszą stronę. Przyjmuję postawę największej koncentracji, kiedy Plutarch kontynuuje, przytakując gdzieniegdzie, zmieniając pozycję, by lepiej widzieć, cały czas powtarzając sobie, że muszę się trzymać dopóki nie wydostanę się do lasu i nie zacznę krzyczeć. Albo przeklinać. Albo płakać. Albo może wszystkie trzy rzeczy na raz. Jeśli to był test, oboje z Finnickiem zdaliśmy. Kiedy Plutarch kończy i zebranie zostaje odroczone, zamieram, kiedy dowiaduję się, że jest dla mnie jakiś specjalny rozkaz. Ale chodzi tylko o to, bym nie ścinała włosów, bo chcą, by podczas poddania miasta Kosogłos przypominał tamtą dziewczynę z areny tak bardzo, jak to tylko możliwe. Dla kamer, ma się rozumieć. Wzruszam ramionami, oznajmiając w ten sposób, że długość moich włosów nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Zwalniają mnie bez dalszych komentarzy. Idę korytarzem obok Finnicka. — Co ja powiem Annie? — pyta cicho. — Nic — odpowiadam. — Tyle usłyszą ode mnie moja mama i siostra. Wystarczy, że my wiemy, że wracamy na pełną zasadzek arenę. Nie ma potrzeby, by zrzucać to na naszych bliskich. — Jeśli zobaczy hologram… — zaczyna Finnick. — Nie zobaczy. To poufne informacje. Muszą być — mówię. — W każdym razie, nie będzie tak, jak w prawdziwych Igrzyskach. Każda liczba ludzi może przeżyć. My reagujemy przesadnie, bo… cóż, wiesz dlaczego. Wciąż chcesz lecieć, prawda? — Oczywiście. Chcę zniszczyć Snowa równie mocno, co ty — odpowiada. — To nie będzie tak, jak w poprzednich Igrzyskach — mówię stanowczo, próbując samą siebie przekonać. Wtedy dociera do mnie prawdziwe piękno tej sytuacji. — Tym razem Snow również będzie graczem.

Nie możemy kontynuować, bo pojawia się Haymitch. Nie było go na spotkaniu, nie myśli o arenach, ale o czymś innym. — Johanna znowu trafiła do szpitala. Założyłam, że Johanna ma się dobrze, przeszła testy, ale po prostu nie została przydzielona do strzelców wyborowych. Jest śmiertelnie niebezpieczna rzucając toporem, ale zaledwie średnio radzi sobie z bronią palną. — Czy jest ranna? Co się stało? — To się stało kiedy była w Przecznicy. Starają się wykryć potencjalne słabości żołnierzy. Więc zalali ulicę — mówi Haymitch. To niczego nie wyjaśnia. Johanna potrafi pływać. Przynajmniej wydaje mi się, że pamiętam jak pływała podczas Ćwierćwiecza Poskromienia. Nie tak, jak Finnick, oczywiście, ale nikt z nas nie pływa jak Finnick. — I co? — W ten sposób torturowano ją w Kapitolu. Namaczano ją, a później rażono prądem — mówi Haymitch. — W Przecznicy doświadczyła czegoś w rodzaju retrospekcji. Spanikowała, nie wiedziała gdzie jest. Znowu jest pod wpływem leków uspokajających. Finnick i ja po prostu tam stoimy, jakbyśmy stracili zdolność mówienia. Myślę o tym, że Johanna nigdy się nie kąpie. O tym, jak zmusiła się, by wyjść na deszcz, zupełnie jakby to był kwas. Przypisałam jej żałosny stan odstawieniu morfaliny. — Wy dwoje powinniście iść ją zobaczyć. Jesteście prawie jak przyjaciele — mówi Haymitch. To jeszcze wszystko pogarsza. Nie wiem co jest między Johanną i Finnickiem. Ale ja prawie jej nie znam. Żadnej rodziny. Żadnych przyjaciół. Żadnej pamiątki z Siódemki, którą mogłaby włożyć między przyznane jej ubrania w szafce. Nic. — Lepiej powiem Plutarchowi. Nie będzie z tego powodu szczęśliwy — ciągnie Haymitch. — Chce, by jak najwięcej zwycięzców mogło polecieć do Kapitolu na potrzeby kamer. Myśli, że to tworzy lepszą telewizję. — Czy ty i Beetee też lecicie? — pytam. — Jak najwięcej młodych i atrakcyjnych zwycięzców — poprawia się Haymitch. — Więc nie. Będziemy tutaj. Finnick idzie od razu zobaczyć się z Johanną, ale ja zwlekam jeszcze kilka minut aż pojawia się Boggs. Jest teraz moim dowódcą, więc to pewnie jego powinnam prosić o specjalne przysługi. Kiedy mówię mu co chcę zrobić, wypisuje mi przepustkę, bym mogła iść do lasu podczas Zadumy, jeśli tylko zostanę w zasięgu wzroku strażników. Biegnę do mojej kwatery z zamiarem użycia spadochronu, ale jest pełny strasznych wspomnień. Zamiast tego, idę do kwatery naprzeciwko i zabieram jeden z bawełnianych bandaży, który wzięłam z Dwunastki. Kwadratowy. Mocny. Idealny.

W lesie znajduję sosnę i zdzieram garście pachnących igieł z gałęzi. Później układam zgrabny stos na środku bandaża, składam rogi ze sobą, obracam zawiniątko i ciasno zawiązuję kawałkiem winorośli, tworząc tobołek rozmiaru jabłka. — Co to? — pyta ochryple Johanna. Wilgotne końce jej włosów zlepiają się w małe stożki nad jej czołem. — Zrobiłam to dla ciebie. Coś, co będziesz mogła włożyć do szafki. — Wkładam jej to w dłonie. — Powąchaj. Podnosi tobołek i mocno pociąga nosem. — Pachnie domem. Łzy wypełniają jej oczy. — Taką miałam nadzieję. Jesteś z Siódemki i w ogóle — mówię. — Pamiętasz jak się poznałyśmy? Byłaś drzewem. Cóż, bardzo krótko. Nagle chwyta mój nadgarstek w żelazny uścisk. — Musisz go zabić, Katniss. — Nie martw się. — Opieram się pokusie wyrwania ramienia. — Przysięgnij. Na coś, na czym ci zależy — syczy. — Przysięgam. Na moje życie. — Ale nie puszcza mojego ramienia. — Na życie twojej rodziny — nalega. — Na życie mojej rodziny — powtarzam. Zapewne moja troska o własne życie jest niewystarczająca. Puszcza mnie, a ja pocieram nadgarstek. — Jak myślisz, po co w ogóle tam lecę, bezmózgu? To sprawia, że delikatnie się uśmiecha. — Po prostu musiałam to usłyszeć. Przyciska tobołek z sosnowymi igłami do nosa i zamyka oczy. Pozostałe do wylotu dni mijają w mgnieniu oka. Po krótkim treningu każdego ranka, mój oddział trenuje długo na strzelnicy. Ćwiczę głównie strzały z broni palnej, ale godzina dziennie zarezerwowana jest na broń specjalną, co oznacza, że używam swojego łuku Kosogłosa, a Gale tego bojowego. Trójząb, którego Beetee zaprojektował dla Finnicka ma sporo specjalnych właściwości, ale najbardziej godne uwagi jest to, że może go rzucić, nacisnąć przycisk na metalowym mankiecie na nadgarstku i broń sama powraca do jego ręki. Czasami strzelamy do manekinów Strażników Pokoju, by oswoić się ze słabymi punktami ich ochronnego stroju. Szczelinami w pancerzu, że tak powiem. Jeśli trafisz w ciało, manekin nagradza cię strumieniami sztucznej krwi. Nasze manekiny są całe czerwone. To pocieszające jak wysoki jest poziom skuteczności w naszej grupie. Oprócz Finnicka i Gale’a, oddział obejmuje jeszcze pięcioro żołnierzy z Trzynastki. Jackson, kobieta w średnim wieku, która jest zastępczynią Boggsa, wygląda nieco ospale, ale

potrafi rzucać przedmioty poza zakres wzroku któregokolwiek z nas. Mówi, że to przez dalekowzroczność. Są też dwie dwudziestokilkuletnie siostry o nazwisku Leeg — mówimy na nie Leeg Jeden i Leeg Dwa, by się nie myliły — które są tak podobne do siebie w mundurach, że nie potrafię ich rozróżnić, dopóki nie dostrzegam dziwnych żółtych plamek w oczach Leeg Jeden. Dwaj starsi faceci, Mitchell i Homes, nigdy nie mówią za wiele, ale potrafią zestrzelić ci pył z butów z odległości pięćdziesięciu metrów. Widzę, że inne oddziały też są niezłe, ale nie do końca potrafię zrozumieć nasz status, dopóki któregoś dnia nie przyłącza się do nas Plutarch. — Członkowie oddziału Cztery-Pięć-Jeden, zostaliście wybrani do wypełnienia misji specjalnej — zaczyna. Przygryzam wewnętrzną stronę ust, mając nadzieję, wbrew wszelkiej nadziei, że chodzi o zabicie Snowa. — Mamy wielu strzelców wyborowych, ale raczej niewiele ekip filmowych. Wybraliśmy więc ośmioro z was do, jak to nazywamy, „Oddziału Gwiazd”. Będziecie twarzami inwazji. Rozczarowanie, szok, a w końcu złość przetacza się przez grupę. — Czyli nie zostaniemy wysłani do prawdziwej walki — podnosi głos Gale. — Będziecie walczyć, ale być może nie zawsze na linii frontu. Jeśli w ogóle można taką linię wyróżnić w tej wojnie — mówi Plutarch. — Nikt z nas tego nie chce. — Po uwadze Finnicka następuje powszechne przytakiwanie, ale ja siedzę cicho. — Będziemy walczyć. — Będziecie robić wszystko, by być jak najbardziej przydatnymi w tej wojnie — mówi Plutarch. — A zdecydowano, że najwięcej pożytku będzie z was w telewizji. Tylko spójrzcie jaki efekt wywołuje Katniss w tym kostiumie Kosogłosa. Odmieniła na lepsze całą rebelię. Widzicie, że tylko ona nie narzeka? To dlatego, że rozumie potęgę ekranu. Tak naprawdę, Katniss nie narzeka, ponieważ nie ma najmniejszego zamiaru pozostać w „Oddziale Gwiazd”, ale zdaje sobie sprawę z potrzeby dostania się do Kapitolu zanim wymyśli jakiś plan. Jednak bycie zbyt uległą również może wydać się podejrzane. — Ale nie będziemy jedynie udawać, prawda? — pytam. — To by było marnowanie naszych talentów. — Bez obaw — mówi mi Plutarch. — Będziecie mieli mnóstwo prawdziwych celów do trafiania. Ale nie dajcie się wysadzić. I tak mam dużo na głowie, nawet bez potrzeby wybierania dla was zastępstwa. A teraz lećcie do Kapitolu i zróbcie niezły show. W dzień odlotu żegnam się z rodziną. Nie powiedziałam im jak bardzo kapitoliński system obrony przypomina pułapki na arenie, ale myśl o tym, że wyruszam na wojnę jest sama w sobie straszna. Mama tuli mnie mocno przez dłuższy czas. Czuję łzy na jej policzku, coś, co udało jej się stłumić, kiedy wysyłano mnie na Igrzyska. — Nie martw się. Będę całkowicie bezpieczna. Nie jestem nawet prawdziwym żołnierzem. Jedynie jedną z telewizyjnych marionetek Plutarcha — zapewniam ją. Prim odprowadza mnie do szpitalnych drzwi.

— Jak się czujesz? — Lepiej, wiedząc, że jesteś w miejscu, w którym Snow nie może cię dopaść — mówię. — Następnym razem, kiedy się zobaczymy, będziemy od niego uwolnione — mówi stanowczo Prim. A później otacza moją szyję ramionami. — Bądź ostrożna. Rozważam pożegnanie się z Peetą, ale w końcu stwierdzam, że zaszkodziłoby to nam obojgu. Ale jednak wkładam perłę do kieszeni munduru. Pamiątkę po chłopcu z chlebem. Poduszkowiec zabiera nas do, ze wszystkich dostępnych miejsc, Dwunastki, gdzie tymczasowa strefa transportowa została utworzona poza spalonym obszarem. Żadnych luksusowych pociągów tym razem, ale wagon towarowy po brzegi wypełniony żołnierzami w ciemnoszarych mundurach, śpiącymi z głowami na plecakach. Po kilkudniowej podróży wydostajemy się na zewnątrz w jednym z podziemnych górskich tuneli prowadzących do Kapitolu i resztę drogi pokonujemy piechotą w sześć godzin, uważając, by stąpać jedynie po błyszczącej zielonej linii, która wskazuje jednostkom powietrznym, że mamy bezpieczne przejście. Docieramy do obozu rebeliantów w odległości dziesięciu przecznic od stacji kolejowej, na której wysiadaliśmy z Peetą przy okazji wcześniejszych wizyt w Kapitolu. Roi się już w nim od żołnierzy. Oddziałowi 451 przydzielono miejsce na rozbicie namiotów. Ten teren znajduje się w naszych rękach od ponad tygodnia. Rebelianci wypchnęli Strażników Pokoju, pozbawiając przy tym życia setki ludzi. Siły Kapitolu wycofały się i przegrupowały w mieście. Pomiędzy nami leżą zaminowane ulice, puste i wzywające. Każdą trzeba będzie opróżnić z zasobników zanim będziemy mogli iść dalej. Mitchell pyta o możliwość bombardowania — rzeczywiście czujemy się bardzo narażeni rozbijając obóz pod gołym niebem — ale Boggs twierdzi, że to nie będzie problemem. Większa część kapitolińskiej floty powietrznej została zniszczona podczas inwazji w Dwójce. Jeżeli pozostał jakiś samolot, zachowują go dla siebie. Prawdopodobnie po to, by Snow i jego zaufani ludzie mogli w ostatniej chwili ratować się ucieczką do jakiegoś prezydenckiego bunkra, jeśli zajdzie taka potrzeba. Nasze poduszkowce zostały uziemione po tym, jak kapitolińskie pociski przeciwlotnicze zdziesiątkowały kilka pierwszych fal nalotów. Ta wojna rozegra się na ulicach z, miejmy nadzieję, jedynie powierzchownymi zniszczeniami infrastruktury i minimalną liczbą ofiar. Rebelianci chcą Kapitol tak, jak Kapitol chciał Trzynastkę. Po trzech dniach większość członków Oddziału 451 ma ochotę zdezerterować z nudów. Cressida z zespołem nagrywa nas jak strzelamy. Mówią, że jesteśmy częścią zespołu odwracającego uwagę. Jeśli rebelianci strzelaliby tylko do zasobników Plutarcha, Kapitol potrzebowałby jakichś dwóch minut, by zrozumieć, że mamy hologram. Spędzamy więc mnóstwo czasu roztrzaskując rzeczy, które nie mają znaczenia, by zmylić

powiedzmy. Ale i tak jest o niebo lepszy od mojej papierowej wersji. Każdy z nich ma kieszonkowy gadżet zwany „Holo”. Głównie powiększamy jedynie stertę tęczowych szyb rozbitych na zewnątrz cukierkowo kolorowych budynków. Holo jest niezależnym urządzeniem. ale Gale. Linie dzielą mapę na mniejsze kwadraty. Można przybliżyć konkretną kratkę i sprawdzić jakie zasobniki są tam umieszczone. ale nagryweają mnie jedynie w mundurze. w razie gdyby nas schwytano. To ze względów bezpieczeństwa. Każdy z nas ma papierową mapę Kapitolu. bo nie może ani wysyłać. Finnick i ja nigdy nie zostajemy wybrani. zajmuję się własnym planem. Nie napuszcza on na nas roju zmutowanych komarów. Następnego wieczoru przybywa nowy członek naszego oddziału. Tak jakby nie chcieli całkowicie stracić Kosogłosa. ulepszoną wersją mapy. Dowódcy mają do dyspozycji hologram Plutarcha. Chyba łatwiej byłoby ukraść mu zęby. na którym niszczone są ważne kapitolińskie cele. bardziej zabawne niż denerwujące jest wyobrażanie sobie kłótni toczących się w Trzynastce. Miasto to prawie idealny kwadrat. wysadzając w powietrze wszystko w promieniu pięciu metrów. Podejrzewam. Bez kajdanek. że wszyscy zrobilibyśmy to bez wahania. Czasami zdarza się. ktoś inny mógłby przejąć jego obowiązki. Jeśli ktoś z oddziału powtórzy trzykrotnie pod rząd słowa „uścisk nocy”. szczególnie ze mną. Jako że mnie to nie obchodzi. Umiera zanim nadchodzi pomoc medyczna. ale to tylko uzupełniający sprzęt. ale wysyła w jej stronę chmarę metalowych strzałek. Bez strażników. Holo aktywowany jest głosem dowódcy. Jedna dociera do jej mózgu.Kapitol. że naprawdę potrzebują usług strzelców wyborowych. Więc muszę jedynie ukraść aktywowane Holo Boggsa i zniknąć zanim się zorientuje. Kiedy już działa. który podaje swoje imię. zapamiętując każde skrzyżowanie i każdą boczną uliczkę. Podczas gdy pozornie manifestuję niezadowolenie z braku prawdziwego zajęcia. reaguje także na głosy innych członków oddziału. który przekazuje obrazy. Rozumie się. . Pochłaniam ją. ale postanowili zdegradować mnie do roli zwykłego żołnierza. Czwartego dnia Żołnierz Leeg Dwa uderza w nieoznakowany zasobnik. z literami wzdłuż górnej krawędzi i liczbami ułożonymi z góry na dół. a czasem każą mi użyć łuku i strzał. Osiem rąk wędruje w górę. — To twoja wina. Czasami strzelam z broni palnej. Holo wybuchnie. Boggs zostałby zabity albo poważnie ranny. co tworzy pewną siatkę współrzędnych. Wyłania się ze stacji kolejowej z bronią przewieszoną przez ramię. więc jeśli. że montują to z materiałem. Plutarch obiecuje szybkie zastępstwo. które widziałam w Centrum Dowodzenia. bo jesteś taki fotogeniczny — mówię Gale’owi. na co rebelianci są przygotowani. Gdyby wzrok mógł zabijać… Chyba nie bardzo wiedzą co zrobić z naszą trójką. ani odbierać sygnałów. Mam ze sobą kostium Kosogłosa.

Że bardziej się jej przydam martwa niż żywa. — To nic nie da — mówi Peeta reszcie z nas. . zdecydowała również coś innego.Udziela nam się szok. Zdecydowała. ale stempel z numerem 451 widnieje na ręku Peety. — Pani prezydent wyznaczyła mnie osobiście. Ale jeśli Coin przysłała tu Peetę. Boggs zabiera mu broń i idzie wykonać telefon. Może i trzeba. że trzeba rozkręcić proposy. opór. zmieszanie.

biorąc pod uwagę to. wiem. — Boggs. że są prawdziwe. — Jeśli twoją natychmiastową odpowiedzią nie jest Coin. Jest jednak wściekły. Gdy tylko wypowiadam te słowa. jak dobrze sobie poradziłaś z proposami. Jesteś twarzą rebelii. Przewracam oczami. ani kiedy na niego zwymiotowałam. Nigdy nie lubiła. jest nakazanie Żołnierzowi Jackson. Pani prezydent cię nie lubi. Pierwszą rzeczą. — Wiem niewiele. ale nikt inny się na to nie zgodził. że to ja będę przywódczynią. To Peetę chciała uratować z areny. które będą pilnować Peetę w pełnym wymiarze czasowym. nikt nie myśli. — Więc o co chodzi? — nalegam. klucząc między rozstawionymi namiotami dopóki nasz oddział nie zostaje daleko z tyłu. — Będę trzymał go w ryzach. . by wyznaczyła dwie osoby. że chce — odpowiada.Część III Morderca 19. jego zastępczyni. — Ale my wiemy. jaką robi. Czy byłaby to prezydent Coin? A może ktoś inny? — Nie wiem. Ale nawet na to mogłaby przymknąć oko. Ani kiedy zlekceważyłam jego rozkazy. kiedy wraca po rozmowie telefonicznej z panią prezydent. Później zabiera mnie na spacer. że to prawda — mówię. to jesteś uważana za zagrożenie. nawet nie kiedy Gale złamał mu nos. — Więc zabije mnie. — A ty musisz przynajmniej mieć jakąś teorię. Katniss — mówi Boggs. Możesz mieć większe wpływy niż ktokolwiek inny — mówi Boggs. — Kiedyś w niedalekiej przyszłości ta wojna się skończy. by mnie uciszyć. — Otwarcie co najwyżej ją tolerowałaś. które mogą spowodować wybuch. Boggs obdarza mnie długim. faktycznie — przyznaje. Nigdy wcześniej tak naprawdę nie widziałam rozwścieczonego Boggsa. — I tak spróbuje mnie zabić — mówię. — Zaprzecza. Sprawę pogorszyło jeszcze twoje żądanie nietykalności dla zwycięzców. — Nie. Nowy przywódca zostanie wybrany — mówi Boggs. — Dlaczego Coin chce teraz mojej śmierci? — pytam. uważnym spojrzeniem zanim odpowiada. — Ale kogoś poprzesz. — Szczególnie tutaj. Tu jest tyle złych wspomnień. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam — mówię.

zjednoczenie dystryktów. Żołnierzu Everdeen. — Niczego nie jesteś mi winien. Już i tak mam u niego dług wdzięczności za ocalenie mi życia. — Ale to się nie stanie na mojej zmianie. takie komentarze też nie są najlepszą rekomendacją — mówi Jackson. Czuję się dobrze mówiąc o nim coś strasznego na głos. — Dlaczego nie? — pytam. Mówię głośno. To by było jak strzelanie do kolejnego zmiecha Kapitolu. Widok przyczyny mojego dylematu spokojnie rozbijającej swój namiot na naszym miejscu tylko mnie rozwściecza. że powinnam być wdzięczna Boggsowi za nadstawianie dla mnie karku. Wiem. . ale tak naprawdę czuję się tylko sfrustrowana. — Nie uwzględniłam cię w rozkładzie. by ogień rebelii silniej zapłonął. Patrzy na mnie z powątpiewaniem spod zmrużonych powiek. został osiągnięty — przypomina mi Boggs. Johanna ma rację. — Dlaczego? — Takie myślenie tylko sprowadzi na niego kłopoty. jeśli by cię sprowokował — mówi. Razem ze mną. Jackson potrząsa głową i coś notuje. — Cóż. brutalność oferty irytuje mnie. w imię której się walczy — mówi Boggs. żebym go zabił? — pyta prosto z mostu. po całym tym upokorzeniu. byś napędzała rewolucję. Rozbrzmiewa gwizdek wzywający na kolację. Ale nawet pomimo mojej złości. — Obecne proposy mogłyby zostać nakręcone bez twojej pomocy. — Jestem pewna. — Poradzę sobie z nim. — Uwzględnij ją w rozkładzie — mówi Boggs za moimi plecami. — Chcesz. publicznie. — Bo sobie na to zasłużyłaś — mówi. To znaczy… jak mogłabym teraz ukraść jego Holo i zdezerterować? Zdradzenie go było skomplikowane nawet bez tych nowych pokładów długu. Możesz zrobić jeszcze tylko jedno. — A teraz wracaj do oddziału. a może po prostu próbuje wyostrzyć moją twarz. Zostać męczenniczką. Jego już nie ma. — Tak. Planuję zapewnić ci długie życie. więc Gale i ja ustawiamy się w kolejce do stołówki. którego doświadczyłam po jego powrocie. — Od północy do czwartej. — O której moja zmiana? — pytam Jackson. by cały oddział mógł mnie usłyszeć: — Nie będę strzelać do Peety. Jak powiedziała. że mogłabyś naprawdę zastrzelić Peetę. — Umrzeć — mówię cicho.— Nie potrzebuje cię już. twój główny cel. — Wtedy na pewno odesłaliby stąd nas oboje — mówię.

ale pod koniec posiłku dostrzegam. że to Peeta jest powodem niepokoju. Nie mówię. prawda? Uśmiecha się szeroko. że cię zabije. Milknę. Chyba że chcesz. że nie powinnaś mieć przy sobie naładowanej broni dwadzieścia cztery godziny na dobę. że więcej niż kilka mało przyjaznych spojrzeń zostało skierowanych w moją stronę. — Co ty próbujesz zrobić? Sprowokować go do ataku? — pyta mnie. cały zespół był zaniepokojony tym. blisko grzejnika w centrum naszego obozowiska. — Nie zamierzasz mnie chyba zostawić. jak on. — Posłuchaj. — Oczywiście. Chcę tylko. — Ty i ja zawarliśmy umowę. Oddział 451 i ekipa telewizyjna odbierają kolację ze stołówki i zbierają się w ciasnym kręgu. by zostawił mnie w spokoju — mówię. — Obwiniasz! Karzesz go wciąż za rzeczy. Większość członków oddziału kuli się pod swoimi śpiworami. że nie może. Ale dopiero kiedy dzwoni do mnie Haymitch. rozłącza się po szorstkim: — Postaraj się sobie przypomnieć. Mam nadzieję. bo jestem pewna. Pamiętasz? — pyta Haymitch. Kiedy nie odpowiadam. Żadne z nich nie zna jednak moich myśli tak. jak ty go teraz traktujesz? — dopytuje się Haymitch. Ale myślę. zaczynam rozumieć. Do tego momentu zamierzałam. Próbowałby mnie odzyskać za wszelką cenę. a później próbowała zabić Peetę. Niektórzy śpią pod gołym niebem. jeśli uda ci się je dorwać? — Więc moje przygotowania nie umknęły uwadze Gale’a. — Jako koleżanka z wojska muszę cię usilnie namawiać na pozostanie ze swoim oddziałem. tak się składa. i może nawet Holo. czy traktowałby cię tak. nie opuściłby mnie. że kiedy Peeta się pojawił. witając mnie jedynie wrogością. .— To znaczy dopóki nie uciekniesz? Ty i twoja papierowa mapa. — Nie. Nie odsuwałby mnie od siebie. przez co Kapitol kazał mu przejść — mówi Haymitch. jak niebezpieczny może on być. że nie. Leeg Jeden w końcu załamała się śmiercią siostry i jej stłumiony szloch dociera do nas przez płótno. szczególnie dla mnie. prawda? — pyta. by ją zjeść. Gdybyś to ty była przetrzymywana w Kapitolu i została zawładnięta. Wcale by mnie tak nie traktował. Ale nie mogę cię powstrzymać przed pójściem. Jednak pilnujący moich pleców partner polowań nie wydaje się takim złym pomysłem. byś wbiła sobie coś do głowy. Coin być może wysłała go tam w nadziei. podczas gdy inni wycofują się do namiotów. — Cóż. które są poza jego kontrolą. Nie. że dla innych nie były takie oczywiste. bym zaalarmował resztę armii. To dość szybka odmiana. Nie rozumie co się z nim stało. Jesienny dzień zmienia się z rześkiego w chłodny. Więc nie możesz go obwiniać… — Nie obwiniam! — przerywam mu. Początkowo myślę. że już czas. ale Peeta o tym nie wie. że postaramy się go chronić. Po tym wszystkim.

Gdybym tylko wiedziała co powiedzieć. — Ale uratowałeś wiele żyć w Trzynastce. Próbę uratowania Peety ze świata cieni. Zamiast tego siedzi z plecakiem przyciśniętym do piersi. Ale przypominam sobie rozmowę z Haymitchem i próbuję wykonać pierwszy niepewny krok w stronę Peety. że przemierzenie naszpikowanej pułapkami areny. Narzeczona. bezpieczne słowo. Sojuszniczka. Jej widok w jego rękach to jakby wiadomość od Finnicka. Boggs kazał Peecie spać na widoku. To lista słów. niezdarnie próbując wiązać węzły na krótkim sznurku. — Jesteście moimi strażnikami — zauważa. niegroźne. — Nigdy nie chciałam cię zabić. W tę i we w tę. Po jakiejś godzinie Peeta się odzywa. To może być dobry moment. że albo ludzie się obudzili. Zmiech. nie mówiąc już o wyciągnięciu go stamtąd. Podejrzewam to drugie. Nie wiem jak go w nim odnaleźć. Nie potrafię nawet wymyślić żadnego planu. Przerwa w regularnym oddychaniu sugeruje. — To też — przyznaje ona. Peeta. W tę i we w tę. O północy wyczołguję się z namiotu i siadam na taborecie przy grzejniku. — Ostatnie lata musiały być dla ciebie wyczerpujące. — Przyjaciółka. — Splata i rozplata linę w swoich rękach. Dobrze go znam. zlokalizowanie Snowa i władowanie mu kulki w łeb wydaje się dziecinnie proste.Kulę się w swoim namiocie rozmyślając nad słowami Haymitcha. Pozbawione emocjonalnego ładunku. Później myślałam o tobie tylko jako o… sojuszniku. Zwycięzca. Cel. To wydaje się rażąco niesprawiedliwe i w pierwszym odruchu mam ochotę odpowiedzieć coś złośliwego. — Komu mogę zaufać? — Nam. by cię rozgryźć. że moja obsesja dotycząca zamordowania Snowa pozwoliła mi zignorować coś dużo trudniejszego. Pozwalam oddechom żołnierzy wypełnić nocną ciszę. kiedy myślałam. których używam. Finnick odzywa się ze swojego śpiwora w cieniu. Nie śpi jednak. Myśliwy. Trybutka. rozsmakowując się w nim. To dobre. Poza tą chwilą. Sąsiadka. To ten kawałek liny Finnick pożyczył mi tamtej nocy w bunkrze. — Sojusznik. — Pytać kogo? — mówi Peeta. — Więc powinieneś pytać. Tak robi Annie. albo nigdy tak naprawdę nie spali. Więc nic nie mówię. że już nie potrafię powiedzieć co jest prawdziwe. by reszta z nas mogła mieć na niego oko. — Problem w tym. a co zmyślone. że odrzuciłam Peetę. Wróg. Ale nie wiem. czy jednak nie. Kiedy próbowałaś zdecydować czy mnie zabić. powtarzająca słowa Haymitcha. by to naprawić. na dobry początek. w który wrzuciło go zawładnięcie. To sprawia. My nie zapominamy takich rzeczy. Zdaję sobie sprawę. by rozpocząć moją wartę z Jackson. — Peeta wolno wypowiada to słowo. Jesteśmy twoim oddziałem — mówi Jackson. . że pomagasz Zawodowcom w zabiciu mnie. Ukochana.

jako że był mentorem w pierwszych i trybutem w drugich. wyobrażam sobie. — Na krótko zamyka oczy. ale rozmawiają z nim otwarcie. — Ogień to moja wina. która zapada. Czy osoba po drugiej stronie grzejnika uratowała mnie czy zostawiła. Bezużyteczna. a później przytakuje. kim jest i kim ja jestem. Nagle chcę powiedzieć Peecie wszystko o tym. Czy Snow jest moim wrogiem. Kiedy wracamy do obozu. — I wtedy dodaję: — A twoim pomarańczowy. która będzie mogła potwierdzić lub zaprzeczyć większości tego. To wydaje się dobrym pomysłem dopóki nie zdaję sobie sprawy z tego. Przydziela Finnickowi. Nigdy nie dodajesz cukru do herbaty. Jak zachód słońca — mówię. by wysłać rebeliantom wiadomość. że miało miejsce. jak gdzie ludzie kupowali mydło w Dwunastce. Wkładam w to niewiele wysiłku. i jak to się stało. na przykład się rozpłaczę. że nie potrafię odróżnić iluzji od rzeczywistości. Delikatny. On wspomina o czymś. Kilka minut przed czwartą Peeta znowu zwraca się do mnie: — Twoim ulubionym kolorem… jest zielony? — Zgadza się. a moje życie i tak szybko zamienia się w koszmar. którzy są uzbrojeni. kto zna go bardziej osobiście. Lubisz spać przy otwartym oknie.W ciszy. — Przynajmniej tak mi kiedyś powiedziałeś. — Nieprawda. Jackson wymyśliła grę o nazwie „Prawda czy nieprawda” by pomóc Peecie. Gale opowiada mu wiele rzeczy o Dwunastce. To bardzo urywana rozmowa. Jestem bezużyteczna. Prezydent Snow zniszczył Dwunastkę w ten sam sposób. — Nie jaskrawy pomarańczowy. Jackson łączy nas w pary sprawujące wartę. Jesteś piekarzem. — Dziękuję. a oni mówią mu czy to prawda czy tylko wyobrażenie. Finnick jest ekspertem w obu Igrzyskach Peety. Gale’owi i mnie żołnierzy z Trzynastki. — Och. Nie wiem czy Prim i mama mnie kochają. W ten sposób Peeta zawsze będzie miał dostęp do kogoś. o czym myśli. w który zniszczył Trzynastkę. — Pomarańczowy? — Wydaje się nieprzekonany. — Prawda. być może próbując przywołać ten zachód słońca. że tu wylądowaliśmy w takich okolicznościach. Peeta długo rozważa nawet maleńkie skrawki wiadomości. co na nim ciąży. Ale nie mam pojęcia jak zacząć. że będę jedyną osobą. Rano Gale. Finnick i ja idziemy postrzelać do szyb w budynkach na potrzeby ekipy telewizyjnej. Ale najwięcej wątpliwości Peety wiąże się . I nurkuję do namiotu zanim zrobię coś głupiego. zwykle razem z krótkim wytłumaczeniem. Peeta siedzi w kole z żołnierzami Trzynastki. — Większość mieszkańców Dwunastki zabił ogień. Mniej niż dziewięćset żywych dotarło do Trzynastki. I zawsze podwójnie zawiązujesz sznurowadła. Ale nagle wyrzucam z siebie więcej słów: — Jesteś malarzem.

prawda? Poznaję po sposobie. Nie chcieli żadnych informacji. w jaki przełykasz. Mało inspirujący. odcinali części ciała. Inny zarzuca na intruza sieć i więzi go. Bili go. Następnego popołudnia zostajemy poinformowani. Darius i Lavinia. nawet mimo tego. aż w końcu udaje mu się wszystko poukładać i mówi poruszony: — Jesteś awoksem.ze mną — a nie wszystko można łatwo wytłumaczyć — i nasze wymiany zdań są bolesne i pełne napięć. że cały oddział jest potrzebny. jakby czekał na odpowiedź. wydawał z siebie tylko takie przeraźliwe zwierzęce odgłosy. — Prawda czy nieprawda?! — domaga się. — Tak myślałem. Wciąż zadawali mu pytania. by można było go później przesłuchać lub zabić. pyta: — Prawda czy nieprawda? — Brak odpowiedzi jeszcze bardziej go złości. by nagrać skomplikowanego proposa. Kiedy nikt nie odpowiada. Było dwoje awoksów razem ze mną w więzieniu. Jednakże nie chodzi tu o obronę własną. Ubieramy ochronne mundury. specjalnie na potrzeby filmowania. Imię naszego nauczyciela matematyki z dzieciństwa. Być może to nie jest nawet możliwe po tym co Snow mu zrobił. Chcieli tylko. Ona miała szczęście. Jest na niej nawet parę aktywnych zasobników. Moje zamiłowanie do serowych bułeczek. Boggs oddaje Peecie jego broń. w zależności od preferencji porywaczy. Patrzyłem jak torturują ich na śmierć. Kolor mojej sukienki w Siódemce. Ekipa Wciąż jednak jest chce to nieważna mieszkalna przecznica bez żadnych poprzez strategicznych celów. by zabrać ją razem z bronią palną. Całe dni zabrało wykończenie jego. Oczywista odpowiedź jest taka. ale mówi mu głośno. że jest naładowana ślepakami. Użyli zbyt dużego napięcia i jej serce przestało bić. Nie było w tym nic… błyszczącego. którzy posiadają specjalną broń. Peeta miał rację w jednej sprawie: Coin i Plutarch są niezadowoleni z jakości materiału. bym to oglądał. ale o uzyskanie użytecznego produktu. Peeta tylko wzrusza ramionami. nawet ekipa. Więc dzisiaj została dla nas zarezerwowana specjalna przecznica. Byli naszymi służącymi w Centrum Szkolenia. Odtwarzanie jego wspomnień o mnie jest straszne. ale nie mógł mówić. ale strażnicy zwykle mówili o nich rudzielce. że staje się to niemal dokuczliwe. Bardzo nudny. że nigdy nie pozwalają nam robić nic poza bawieniem się bronią. — Przynajmniej z tego co wiem… prawda. — Prawda — mówi Boggs. dostają pozwolenie. Ci z nas. Ale naprawdę dobrze się czuję pomagając mu spróbować. Z Peety uchodzi powietrze. więc aresztowali również ich. że dotykamy wyłącznie najbardziej powierzchownych szczegółów. — Peeta patrzy wokoło na nasze oszołomione twarze. — Wydaje się zaniepokojony widokiem Polluxa tak bardzo. Jeden uwalnia deszcz ognia z broni palnej. który otrzymują od Oddziału Gwiazd. jakbyśmy kierowali się w sam środek bitwy. telewizyjna wywołać złudzenie zwiększonego ryzyka uwolnienie bomb dymnych i dodanie efektów dźwiękowych strzelaniny. — I tak nie jestem dobrym strzelcem. .

a później czekamy aż Cressida odpowiednio ustawi kamerzystów. Zbieramy się wokół Boggsa. z Boggsem na czele. Powinniśmy dać radę uruchomić go za pomocą kul. Zasobnik uwalniający serię pocisków z broni palnej znajduje się tuż nad markizą mieszkania. Po chwili Boggs rozkazuje nam iść dalej. Wyraz jego twarzy mówi o tym. Nie zostaję wybrana. który próbował utrzymać Gale’a przy życiu. To nie jest jednak czas. Dodaję ich imiona do mojej osobistej listy śmierci. już prawie za rogiem. To prawdziwy. Zapowiada śmierć. że nie ma dość gór do skruszenia i miast do zniszczenia. ale Gale’owi przydzielono prawdziwy cel. Kiedy podnoszę wzrok. by wspominać szczęśliwe chwile. opieram czoło o część pancerza. Castor skierowany ku frontowi. który chyba nie do końca wie co się dzieje. Zostaję wysłana do Messalli. pod którym powinna się znajdować klatka piersiowa. Upadamy na ziemię. Wiemy. której porwanie przez Kapitol obserwowaliśmy w lesie w Dwunastce. Daleko mi do tego. Z makabrycznym sprawozdaniem Peety w głowach przechodzimy przez ulice z rozbitym szkłem aż docieramy do celu. Obaj są po naszej lewej stronie. Będzie wymagał kogoś do uruchomienia mechanizmu wyczuwającego ruch. który nakłada nieco makijażu na moją twarz z uwagi na przewidywane zbliżenia. kiedy Cressida mówi: „Akcja!” Powoli przemierzamy zadymioną ulicę. bo chce zrobić kilka zbliżeń. chociaż mały. wszyscy się kryjemy — rzucamy się w kierunku drzwi albo rozpłaszczamy się na ładnych. Wszyscy tak bardzo śmiejemy .Oddala się od grupy. przecznicy. W końcu poznaliśmy imię dziewczyny. by upewnić się. ale to wszystko wydaje się nieco niedorzeczne. Messalla wypuszcza kilka dymnych pocisków do atmosfery. Na zmianę odgrywamy na nowo nasze reakcje. nurkujemy we wnęki mieszkań. i czuję jak obejmuje mnie ramieniem. Szczególnie kiedy okazuje się. które zaczęły się na arenie. Podchodzę do Gale’a. by przyjrzeć się hologramowi ulicy. lista ma już jakieś tysiąc pozycji. cel do osiągnięcia. którą mamy zająć. Każdy ma przynajmniej jeden rząd okien do wysadzenia. że to nie ja jestem najgorszą aktorką w oddziale. Jako że to zarówno misja jak i plan filmowy. Stracili życie przeze mnie. krzywimy się. mamrocząc coś o palcach u rąk i nóg. że to poważna sprawa. widzę. podobnie jak podczas ćwiczeń w Przecznicy. Zasobnik z siecią jest na dalekim końcu. mój dowódca czy reżyserka. a Pollux ubezpieczający tyły. i los przyjaznego nam Strażnika Pokoju. jasnopomarańczowych i różowych kostkach brukowych — podczas gdy grad pocisków przelatuje nam nad głowami. właśnie mam spytać kto tu dowodzi. Kiedy trafia w zasobnik. że Gale zareagował inaczej. Na ochotnika zgłaszają się wszyscy oprócz Peety. że nie nagrywają się nawzajem. Oddział zajmuje pozycje. Cressida zatrzymuje nas zanim którekolwiek z nas się podnosi.

Ustawia Holo. która wysadza mu nogę. że próbuje powstrzymać uśmiech. który próbuje pokazać coś. oddziale Cztery-Pięć-Jeden — mówi stanowczo. kiedy jego lewa stopa wycofuje się na pomarańczową kostkę brukową.się z prób Mitchella. — Weźcie się w garść. . A to uruchamia bombę. co według niego jest desperacją — obejmuje to zacisknie zębów i drżenie nozdrzy — że Boggs musi nas upomnieć. szukając najlepszego widoku w zadymionym powietrzu. Można jednak zauważyć. kiedy sprawdza ponownie następny zasobnik. Wciąż obrócony jest twarzą do nas.

.20. gdy życie będzie z niego uchodzić. Ale wypowiada rozkaz: — Holo. Homes ciasno owinął pozostały po nodze Boggsa kikut pewnego rodzaju bandażem uciskowym. oczyszczam dłońmi i zwracam dowódcy. Homes odpycha mnie i otwiera gwałtownie apteczkę. bezskutecznie próbując połączyć się z obozem i zażądać przysłania pomocy medycznej. obserwując mamę przy pracy. gdy natrafiam na kawałki ciepłego ciała. wydaje się oddalać. Nagle jego promienie mnie więżą. Pierwsza dobiegam do Boggsa i próbuję dostrzec sens w rozerwanym ciele. Snop zielonego światła wybucha z Holo i oświetla jego twarz. przygotowana do powtórzenia tej samej roli. przyciska kciuk do ekranu w celu rozpoznania linii papilarnych i odpowiada na pytania serią liter i liczb. Reszta oddziału otoczyła ochronnie ekipę telewizyjną i nas. To tak. Mówi: — Niezdolny do dowodzenia. Boggs zaciska dłoń na moim nadgarstku. Jackson warczy coś do przenośnego komunikatora. — Co zrobiłeś? — Przygotować się do odwrotu! — wrzeszczy Jackson. — Powiedz jak się nazywasz. którą odegrałam przy Rue i przy morfalinistce z Szóstki — będę kimś. krew plami pastelowe kamienie. ukazując brzydki świat za sobą. przekopując się przez gruzowisko płytek pokrytych krwią i drżę. Ale Boggs trzyma obie ręce na Holo i coś przy nim majstruje. poszarzała od konania i popiołu. jakby w przeciągu chwili roztrzaskało się kolorowe okno. ale już zaczął przeciekać. Nie mogę się ruszyć ani nawet mrugnąć. Znajduję Holo wciśnięte w jeden z butów Boggsa. Wpisuje polecenie. Próbuje zacisnąć drugi powyżej istniejącego jeszcze kolana. Katniss Everdeen. że i tak jest już za późno. nie można już nic zrobić. brakujących kończynach. Śmiech zmienia się w krzyk. że kiedy plama krwi wokół urośnie do pewnych rozmiarów. czym można by zatamować czerwony strumień wydobywający się z jego ciała. Rzucam się dookoła. Klękam przy Boggsie. kogo będzie się mógł uczepić. nauczyłam się. którego eksplozja odrzuciła na ścianę. Skanują mnie? Zapamiętują? Oślepiają? Nagle znikają i potrząsam głową. Nie potrafię jednak odgadnąć co jest jego źródłem. Finnick próbuje ocucić Mesallę. Drugi wybuch zdaje się rozdzierać powietrze i moje uszy zaczynają brzęczeć. W dzieciństwie. Jego twarz. prawdziwy dym zakrywa efekty specjalne stworzone na potrzeby telewizji. — Obraca Holo w stronę mojej twarzy. Wydobywam je. kiedy obrazy migoczą mi przed oczami. Transfer dostępu na Żołnierza Oddziału Cztery-PięćJeden. znaleźć coś. — Katniss Everdeen — mówię do zielonego światła. ale ja wiem. Holo.

czymś Wydaje sztucznym się. Szkodliwa woń smoły przenika powietrze. by rozbić mi czaszkę. Nie mam pojęcia co robią dopóki nie wybucha kolejna bomba. szalony. wskazując w stronę końca przecznicy. — Gale! — wrzeszczę. ale to tylko jeszcze bardziej go rozjusza i w końcu Peeta zostaje zamknięty w schowku. że natychmiast zalewa się krwią — dopóki nie dostrzegamy kolców sterczących z drutu. a ja chcę się zatrzymać. Później słychać kroki w korytarzu. Gale i Leeg Jeden przestrzelają zamek w drzwiach budynku na rogu i zaczynają ostrzeliwać liny podtrzymujące sieć z Mitchellem. kiedy zasobnik zostaje uruchomiony. Coś ciągnie mnie do tyłu. i że to coś przejściowego przyszliśmy. a czarna fala huczy wokół budynku. przyczepione do budynków. gęstej. Fala osiągnęła najwyższy punkt i zaczyna opadać. zawsze potężny. kaszląc. piętrząc się między budynkami. unosząc sieć. wzdłuż korytarza ozdobionego rodzinnymi zdjęciami aż na marmurową podłogę w kuchni. Czarna oleista substancja tryska jak gejzer z ulicy. Homes i ja chwytamy Boggsa i zaczynamy wlec go za Gale’em. Nie możemy wrócić tą samą drogą. Taki sam drut znajdował się na szczycie ogrodzenia otaczającego Dwunastkę. Słychać jęk okna. z bronią uniesioną nade mną. by się nie ruszał. z powrotem w świecie zawładnięcia. W salonie trzaskają wejściowe drzwi. Castor i Pollux niosą wyrywającego się Peetę. który go więzi. Najprawdopodobniej jest śmiercionośna. Ogłusza mnie strzelanina. ciemności. pomiędzy naturalnym. Przetaczam się na bok. gdy Mitchell rzuca się na Peetę i przygważdża go do ziemi. Wtedy zdaję sobie sprawę. Rozpoznaję go natychmiast. słyszę uderzenie kolby o ulicę i kątem oka dostrzegam plątaninę ciał. Jest w stanie agonii i krzyczy z bólu. kiedy Gale i Leeg Jeden ostrzeliwują kamienną ścieżkę prowadzącą na drugi koniec przecznicy. tworząc nieprzeniknioną cieczą i ścianę gazem. poprzez pokryty różowym i białym aksamitem salon. a teraz ogarnięty też szaleństwem jadu gończych os. Peeta patrzy na mnie z góry. Jackson udaje się jakoś założyć mu kajdanki. Ale Peeta. toczy się ku nam jak fala. ale ciemność ogarnia budynki.Finnick coś odkrzykuje. którą tu . odległy. z którego weszliśmy. Leeg Jeden i Cressida wpadają do pomieszczenia zaraz za nimi. dziesięć metrów stąd. smołowatej cieczy. odpycha Mitchella w dół ulicy Słychać głośny trzask pułapki. zaczynam się dławić wonią czarnej. ludzie krzyczą. Kiedy krzyczę do niego. powiększa się. Finnick wnosi Messallę. którą opuszcza. To nie ma sensu — to. Cztery liny. które w końcu roztrzaskuje się z hukiem. Rzucam się z powrotem w stronę Boggsa i razem z Homesem wciągam go do mieszkania. wysadzając dziurę w ulicy. gdzie się przewracamy. Inni powstrzymują Peetę. że to podstawowy sposób wykrywania min. by znaleźć jakiś lepszy sposób. przebijają się przez kamienie. puszczam Boggsa i upadam z trzaskiem na kamienie. która oplątuje Mitchella.

Jest tutaj. Zatrzaskuje za sobą drzwi kuchenne i wypluwa jedno słowo „Dym!”. Castor i Pollux chwytają ręczniki i fartuchy, by poupychać je w szczelinach, a Gale wymiotuje do jaskrawożółtego zlewu. — Mitchell? — pyta Homes. Leeg Jeden tylko potrząsa głową. Boggs wpycha mi Holo w dłoń. Jego usta poruszają się, ale nie potrafię go zrozumieć. Nachylam ucho do jego warg i wyłapuję szorstki szept: — Nie ufaj im. Nie wracaj. Zabij Peetę. Zrób to, po co tu przybyłaś. Odsuwam się, by zobaczyć jego twarz. — Co? Boggs? Boggs? Jego oczy wciąż są otwarte, ale nie ma w nich już życia. Wciśnięte w moją dłoń, przyklejone do niej jego krwią, jest Holo. Stopy Peety walące w drzwi schowka rozpraszają poszarpane oddechy reszty z nas. Nasłuchujemy, ale on wydaje się tracić siły. Kopnięcia zamieniają się w nieregularne bębnienie. A później nic. Cisza. Zastanawiam się czy on również jest martwy. — Nie żyje? — pyta Finnick, spoglądając na Boggsa. Przytakuję. — Musimy się stąd wydostać. Natychmiast. Właśnie uruchomiliśmy ulicę pełną zasobników. Założę się, że nas nagrywali. — Zgadzam się — mówi Castor. — Wszystkie ulice naszpikowane są kamerami. Założę się, że uwolnili tę czarną falę ręcznie, kiedy zobaczyli jak kręcimy proposa. — Nasze komunikatory wysiadły niemal natychmiast. Prawdopodobnie impuls elektromagnetyczny. Ale zabiorę nas z powrotem do obozu. Daj mi Holo. Jackson wyciąga rękę po sprzęt, ale ja przyciskam go do piersi. — Nie. Boggs dał je mnie — mówię. — Nie bądź śmieszna — krzyczy. Oczywiście, że myśli, że jest jej. Jest zastępcą dowódcy. — To prawda — mówi Homes. — Przetransferował na nią możliwość dostępu, kiedy umierał. Widziałem to. — Dlaczego miałby to zrobić? — dopytuje się Jackson. Właśnie, dlaczego? Kręci mi się w głowie od koszmarnych wydarzeń z ostatnich pięciu minut — Boggs okaleczony, umierający, martwy; morderczy szał Peety; zakrwawiony i uwięziony Mitchell, pochłonięty przez cuchnącą czarną falę. Odwracam się do Boggsa, naprawdę bardzo pragnąc, by był żywy. Nagle pewna, że on, i być może tylko on, jest całkowicie po mojej stronie. Myślę o jego ostatnich rozkazach… — Nie ufaj im. Nie wracaj. Zabij Peetę. Zrób to, po co tu przybyłaś. Co miał na myśli? Nie ufaj komu? Rebeliantom? Coin? Ludziom, którzy właśnie na mnie patrzą? Nie wrócę, ale musiał wiedzieć, że nie mogę po prostu władować kulki w głowę Peety. Mogę? Powinnam? Czy Boggs domyślił się, że przybyłam tu tylko po to, by zdezerterować i zabić Snowa na własną rękę?

Nie potrafię tego wszystkiego teraz rozgryźć, więc decyduję się wypełnić dwa pierwsze rozkazy: nie będę ufać nikomu i będę dalej brnąć w głąb Kapitolu. Ale jak mogę to usprawiedliwić? Sprawić, by pozwolili mi zatrzymać Holo? — Ponieważ mam specjalną misję do wypełnienia dla prezydent Coin. Myślę, że tylko Boggs o niej wiedział. To w żaden sposób nie przekonuje Jackson. — Co masz niby zrobić? Dlaczego by nie powiedzieć im prawdy? To będzie równie wiarygodne jak cokolwiek innego. Ale musi brzmieć jak prawdziwa misja, a nie zemsta. — Zamordować prezydenta Snowa zanim wojna zdziesiątkuje populację. — Nie wierzę ci — mówi Jackson. — Jako twój obecny dowódca, rozkazuję ci przetransferować na mnie możliwość dostępu. — Nie — mówię. — To by było pogwałceniem rozkazów prezydent Coin. Broń zostaje wycelowana. Połowa oddziału celuje w Jackson, połowa we mnie. Ktoś jest bliski śmierci, kiedy odzywa się Cressida. — To prawda. Dlatego tu jesteśmy. Plutarch chce, byśmy to sfilmowali. Myśli, że jeśli uda nam się nagrać jak Kosogłos zabija Snowa, wojna się skończy. To sprawia, że nawet Jackson na moment się wstrzymuje. A później wskazuje bronią na schowek. — Więc dlaczego on tu jest? I tu mnie ma. Nie potrafię wymyślić żadnego sensownego powodu, dla którego Coin miałaby przysłać niezrównoważonego chłopaka, zaprogramowanego, by mnie zabić, do pomocy w tak ważnym zadaniu. To naprawdę osłabia moją historię. Cressida znów przychodzi mi z pomocą. — Ponieważ dwa poigrzyskowe wywiady z Caesarem Flickermanem zostały nagrane w osobistych kwaterach prezydenta Snowa. Plutarch myśli, że Peeta mógłby się przydać jako przewodnik do miejsca, o którym nie wiemy zbyt wiele. Mam ochotę zapytać Cressidę, dlaczego dla mnie kłamie, dlaczego walczy o to, byśmy mogli wyruszyć na moją samozwańczą misję. Ale to nie czas na takie pytania. — Musimy się stąd wydostać! — mówi Gale. — Ja idę z Katniss. Jeśli wy nie chcecie, wracajcie do obozu. Ale pospieszmy się! Homes otwiera schowek i przerzuca nieprzytomnego Peetę przez ramię. — Gotów. — A Boggs? — pyta Leeg Jeden. — Nie możemy go zabrać. Zrozumiałby — mówi Finnick. Zdejmuje broń z ramienia Boggsa i przerzuca ją przez swoje. — Prowadź, Żołnierzu Everdeen.

Nie wiem jak prowadzić. Patrzę na Holo w poszukiwaniu wskazówek. Wciąż jest aktywne, ale równie dobrze mogłoby nie działać, bo i tak nie wiem jak go użyć. Nie mam czasu na zabawę przyciskami, by rozpracować mechanizm jego działania. — Nie wiem jak tego używać. Boggs powiedział, że mi pomożesz — mówię Jackson. — Powiedział, że mogę na ciebie liczyć. Jackson krzywi się, wyrywa mi Holo i wpisuje komendę. Pojawia się plan terenu. — Jeśli wyjdziemy kuchennymi drzwiami, znajdziemy się na niewielkim podwórzu, a później trafimy na tyły następnej strefy mieszkalnej. Mamy przed sobą widok czterech krzyżujących się ze sobą ulic. Próbuję zebrać się w sobie, kiedy przyglądam się mapie błyszczącej od zasobników w każdym kierunku. A to jedynie zasobniki, o których Plutarch wiedział. Holo nie wykazało, że przecznica, którą właśnie opuściliśmy, jest zaminowana, ma czarny gejzer, ani że sieć wykonana jest z drutu kolczastego. Poza tym, mogą się pojawić Strażnicy Pokoju, teraz, kiedy znają naszą pozycję. Przygryzam wewnętrzną część wargi, czując na sobie wzrok wszystkich wokół mnie. — Załóżcie maski. Wychodzimy tą samą drogą, którą tu przyszliśmy. — Natychmiast odzywają się głosy sprzeciwu. Podnoszę głos. — Jeśli fala była tak potężna, mogła uruchomić i pochłonąć inne zasobniki na naszej drodze. Wszyscy rozważają to przez chwilę. Pollux wykonuje kilka szybkich ruchów w stronę brata. — Mogła też unieszkodliwić kamery — tłumaczy Castor. — Zasłoniła obiektywy. Gale opiera jeden z butów o szafkę i uważnie bada czarny odprysk na czubku palców. Zeskrobuje go kuchennym nożem. — Nie jest żrąca. Myślę że miała nas albo zadusić, albo otruć. — To pewnie nasza najlepsza szansa — mówi Leeg Jeden. Zakładamy maski. Finnick dopasowuje maskę Peety do jego pozbawionej życia twarzy. Cressida i Leeg Jeden prowadzą między sobą zamroczonego Messallę. Czekam aż ktoś wysunie się na przód, ale wtedy przypominam sobie, że to należy teraz do moich obowiązków. Popycham kuchenne drzwi i nie napotykam oporu. Centymetrowa warstwa czarnej mazi rozprzestrzeniła się w salonie i korytarzu. Kiedy ostrożnie testuję ją czubkiem buta, okazuje się, że ma konsystencję żelu. Podnoszę stopę i po delikatnym rozciągnięciu się wraca na miejsce. Robię trzy kroki na żelu i oglądam się za siebie. Żadnych śladów stóp. To pierwsza dobra wiadomość dzisiejszego dnia. Żel staje się nieco gęstszy, kiedy przechodzę przez salon. Uchylam drzwi wejściowe spodziewając się litrów mazi wpadających do środka, ale utrzymuje ona swoją formę. Różowo-pomarańczowa przecznica wydaje się być zanurzona w połyskującej czarnej farbie i pozostawiona do wyschnięcia. Bruk, budynki, nawet dachy pokryte są żelem. Wielka kropla wisi ponad ulicą. Można w niej rozróżnić dwa kształty: kolbę broni i

— Bez pytań. że miałam rację co do uruchomienia innych zasobników. Stoję na chodniku i gapię się na niego dopóki nie dołącza do mnie reszta grupy. I chociaż stąpam ostrożnie. bez urazy. Jackson z broni w Peetę. Biegnę przez skrzyżowania. Spiralne schody prowadzą do otwartej przestrzeni. ale nie jest zbyt intensywna. Więc zaczynam podążać w głąb Kapitolu. gdzie ułożył go Homes. W piątej przecznicy warstwa żelu wreszcie zaczęła się kurczyć. ale wciąż ukrywa nasze ślady. Jedna z przecznic jest usypana złotymi ciałami gończych os. Popołudniowe światło przygasło i rozpaczliwie potrzebujemy kryjówki i planu.ludzką dłoń. Ma jedynie dwa centymetry. która zajmuje większość pierwszego piętra. Homes wyłamuje zamek i nakazuję reszcie wejść do środka. wydaje mi się. Gale sprawdza okna. i zdejmuje maskę. że fala rozbroiła zasobniki lepiej. Fala musiała być ogromna. które odbijają nasze twarze ze wszystkich stron. chociaż wciąż jest skuty i nieprzytomny. piętnaście centymetrów. zatrzymując innych ruchem ręki podczas gdy sama sprawdzam czy nie ma niebezpieczeństwa. Mieszkanie wydaje się identyczne jak to pierwsze. — Jeżeli ktokolwiek musi zawrócić. Wybieram mieszkanie mniej więcej w dwóch trzecich drogi przez przecznicę. Żel zasłania jakiekolwiek naturalne światło od frontu. ale światła wciąż się palą. obserwując jak ostatnie ślady naszych stóp rozpływają się w żelu. Latarki wbudowane w naszą broń oświetlają rozległy salon z wyłożonymi lustrami ścianami. Woń unosi się jeszcze. teraz jest na to czas — mówię. pusty. ale wciąż wpada go trochę przez okna w kuchni. zajmuje ścianę. jakieś dziesięć. a oprócz tego dostrzegam niebieskie dachy za następnym skrzyżowaniem. Od korytarza odchodzą dwie sypialnie z łazienkami. Nieco dalej cały budynek zapadł się w stos przykryty teraz żelem. Na górze nie ma okien. zapewne z powodu pospiesznej ewakuacji. Tam się zbieramy. ale zdaje się. by zginąć od dymu. ponieważ rozprzestrzeniła się na kilka przecznic. Co ja mam z nim zrobić? I z ekipą? Tak naprawdę z każdym oprócz Gale’a i Finnicka? Bo wolałabym jednak wyśledzić Snowa . a później zamykam za sobą drzwi. osuwamy się na meble i próbujemy złapać oddech. Nikt nie wydaje się skłonny odejść. Mitchell. Żelu jest tu więcej. w którym się schroniliśmy. Musiały się uwolnić jedynie po to. Wielki ekran telewizyjny. Stoję na ulicy jedynie przez chwilę. rozłożony na soczyście niebieskiej sofie. — W porządku. Pokryte pluszem krzesła i sofy porozrzucane są wokół pokoju. niż którykolwiek oddział rebeliantów. ale delikatnie błyszczący. które nie wydają się uszkodzone. i wydaje ssący odgłos za każdym razem kiedy podnosimy stopy. wiedząc. o niebywałej sile. z jakiegokolwiek powodu. że nie mamy za dużo czasu.

Reporterka identyfikuje Gale’a. którą widać. jak bomba wysadziła Boggsa. Annie. — Jakieś cztery albo pięć przecznic stąd. To na pewno lepsze niż ścigający nas Kapitol. Posyłają pociski w rząd mieszkań. Kiedy tylko złożoność kłopotów. — W porządku! — woła Cressida. Ostatnią rzeczą. chwilę po tym. Gdzie mama i Prim. Nie zwróciłam na to uwagi. utratę kontroli nad sytuacją. . — Wreszcie odrobina szczęścia — mówi Homes. jest Gale stojący samotnie na ulicy i próbujący zestrzelić liny podtrzymujące Mitchella w górze. ale pewnie to tego rodzaju rzeczy. telewizor włącza się. Głos spoza kadru mówi publiczności. które słyszeliśmy i budynek zapada się tworząc gruzowisko. Ale nie mogę prowadzić ludzi przez Kapitol na udawaną misję. Na ekranie pojawiamy się my. — Nie ma nagrań z powietrza. który następuje zanim fala pokrywa kamery. i połowa z nas zrywa się na równe nogi. Zostajemy uznani za zmarłych. reakcje na czarny żel pojawiający się na ulicy. Hazelle z dziećmi. Ale już sobie wyobrażam jak będą to puszczać w Trzynastce. a teraz… — mówi Leeg Jeden. I musiałabym odpowiadać przed Coin.z pomocą tych dwóch niż bez niej. Cressidę i mnie po imieniu. — Nie były blisko — mówi Jackson. Haymitch i cała masa ludzi z Trzynastki myślą. zapoczątkowując łańcuch eksplozji. — Tam. Patrzymy na chaos. Materiał kręcony jest dalej z podwórza za budynkiem. Za nią płonie przecznica. ale wtedy Jackson przejęłaby dowodzenie i wrócilibyśmy do obozu. Właśnie stracił moją siostrę. Reporterka stoi na dachu ze Strażnikami Pokoju. Każdy kapitoliński telewizor automatycznie na nią reaguje. w które wszystkich wciągnęłam. odległy łańcuch eksplozji sprawia. w którym się schroniliśmy. Chociaż nikt nie ruszył się w jego kierunku. które kamerzysta natychmiast wychwytuje. Strażnicy Pokoju zajmują pozycję na dachu budynku naprzeciwko naszej poprzedniej kryjówki. Boggsa. że oglądają nasze próby przegrupowania się. Powinnam. Może powinnam była się po prostu przyznać. emitując wysoki piszczący dźwięk. mogłam odesłać ich z powrotem. gdzie zostawiliśmy Boggsa — mówi Leeg Jeden. Finnicka. bo mógł majaczyć przed śmiercią. Peetę. że właśnie widzieli naszą śmierć. zaczyna przeciążać mój mózg. Boggs musiał mieć rację co do ich floty powietrznej — mówi Castor. Teraz rozpoczyna się transmisja na żywo. — Mój ojciec. nawet gdybym umiała odczytywać Holo. że pokój drży. Pewnie ma rację. kiedy miałam na to szansę? Czy to było zbyt niebezpieczne? Zarówno dla nich jak i dla mojej misji? Może nie powinnam była słuchać Boggsa. — To tylko transmisja awaryjna. Strażacy próbują ugasić płomienie wężami z wodą.

ale sądząc po zbolałym wyrazie jego twarzy. bo wydaje się bardzo dopieszczony — a później wracają do relacji na żywo. szczególnie nade mną. kiedy jesteśmy martwi. Przechodzą do filmu o tym. co sugeruje. Jak oszalał. jak Kosogłos wzmacnia siłę rebelii — musieli mieć go przygotowanego już od jakiegoś czasu. Rozkoszują się zwycięstwem. co się zdarzyło na ulicy. Ekran wraca do poprzedniego stanu. teraz. naprawdę jesteśmy zdani na siebie.Patrzymy jak odtwarzają materiał wciąż od nowa. by para reporterów mogła omówić mój zasłużenie brutalny koniec. Później. Snow wygłosi oficjalne przemówienie. — Nasz następny ruch… to zabicie mnie. co zobaczyli. — Czy to nie oczywiste? Nikt nawet nie zauważył. by zobaczyć. Mozolnie podnosi się do pozycji siedzącej i kieruje słowa do Gale’a. próbował roztrzaskać moją głowę i wrzucił Mitchella na zasobnik. Nie wiem jak długo oglądał transmisję. że wierzą w to. Jeżeli tak. jaki będzie nasz następny ruch? — pyta Gale. . — Więc. obiecują. Rebelianci nie próbowali zakłócić transmisji. wystarczająco długo. że Peeta odzyskał przytomność.

— I co z tego? Jest martwy. czy ty Przy drzewie się pojawisz Założysz naszyjnik z liny I już mnie nie zostawisz Dziwne rzeczy się tu zdarzyły Przed obcymi obaw nie miej Spotkajmy się o północy Na wisielczym drzewie. Mam jedną z nich w obozie.21. oszczędzając nam konieczności zamordowania go. — Obiecuję. że nie dali jednej Peecie. że wyląduje w miejscu uruchamiającym sieć — mówi Finnick. Znowu kogoś zabiję. by się zabić teraz. Nigdy wcześniej się takim nie widziałem. Torturowany i dręczony aż w końcu nie będzie już można go odzyskać. — Zabiję cię zanim do tego dojdzie — mówi Gale. by to zrobić? Chcę jedną z tych trujących kapsułek. Katniss ma rację. — Nie bądź śmieszny — mówi Jackson. w której mężczyzna wolałby. Ta. że mógłby ją zażyć zanim nadarzyłaby mu się okazja zabicia mnie. że będzie milej. Z jakiegoś powodu w mojej głowie pojawia się ostatnia zwrotka „Wisielczego Drzewa”. próbując go uspokoić. Nie mogłeś wiedzieć. niż by musiała się mierzyć ze złem tego świata. Naprawdę myślicie. że wyświadczycie mi przysługę oddając mnie Snowowi? Peeta. Uścisk nocy. Mam jeszcze jedną w kieszeni na piersi mojego munduru. które ma reszta z was. Być może Coin myślała. — Odepchnąłeś go. prawda? — Łzy zaczynają toczyć się w dół po policzkach Peety. Snow zamienił mnie w broń! — To nie twoja wina. Peeta waha się. Równie dobrze moglibyście mnie od razu dostarczyć do Kapitolu. jeśli nie będzie cię przy mnie. czy zachować ją na . to tylko kwestia czasu. — Nie możecie mnie ze sobą zabrać. Znowu w rękach Snowa. Co. Nie jestem pewna czy Peeta chce ją po to. Peeta — mówi Finnick. jakby rozważał wiarygodność oferty. — Peeta spogląda na nasze zmieszane twarze. — Ja nie wiedziałem. — Może myślicie. To by było już drugie żądanie śmierci Peety w ciągu godziny. w specjalnym miejscu na rękawie mojego kostiumu Kosogłosa. jeśli porzucicie mnie gdzieś. Bo może mi się uda. Jestem potworem. — To nie wystarczy. i w końcu potrząsa głową. — Właśnie zamordowałem członka oddziału! — krzyczy Peeta. Ciekawe. Czy ty. by jego ukochana była martwa. Jestem zmiechem.

ponieważ mieszkał w niemal identycznym mieszkaniu i wie gdzie ludzie najprawdopodobniej gromadzili jedzenie. która mi jeszcze pozostała. jak dobrze by się bawił. Jaką satysfakcję miałby Snow. że znajdziemy tu jakieś jedzenie? Poza apteczką i kamerami nie mamy nic poza mundurami i bronią. czy patrzenie na śmierć Boggsa.później. — Nawet przed Ćwierćwieczem Poskromienia ludzie zaczynali gromadzić niewielkie ilości zapasów. ale czuję wokół siebie arenę. Gdybym miała śmierć Peety na sumieniu przez tę resztkę życia. ale jest równie dobra. Zniknąłby też problem jego morderczych skłonności. że istnieje schowek ukryty za lustrzanym panelem w sypialni. ale również Peety. wagi ciała i kondycji fizycznej. — Na całe szczęście. zapewne zażyłby ją raczej wcześniej niż później. Gdybyśmy nie musieli go zastrzelić. nie wiedząc. jakbym jej nigdy nie opuściła. W stanie. i że bardzo łatwo wyjąć kratkę przewodu wentylacyjnego w korytarzu. To gromadzenie żywności budzi wstręt żołnierzy wychowanych w Trzynastce. — Tak to tutaj działa. Niektórzy nasi towarzysze wydają się niechętni tej metodzie. by dzielić wszystko na jedenaście części. jak każda inna. Więc jakaś część tego wciąż musi być i w jego głowie. Nie wiem czy to przez zasobniki. — Właśnie — odpowiada Messalla. — Mamy misję do wykonania. kiedy wracają do mnie wspomnienia deszczu kapiącego na kamienie. . — Przeciwnie. — Niech każdy chwyci puszkę. — Myślicie. — Patrzę na resztę grupy. Naprawdę nie jestem w nastroju. strach. Jesteś nam potrzebny. kiedy Peeta wyciąga puszkę w moją stronę. To na pewno ułatwiłoby sprawy reszcie z nas. gdybyś tego nie robiła — mówi Messalla. Zaciskam usta. Biorę ją. w którym się znajduje. Messalla okazuje się najbardziej przydatny. według wieku. czego się spodziewać. Etykieta głosi: Potrawka z jagnięciny. podczas gdy reszta poluje na coś do jedzenia. Kolejny raz walczę o przetrwanie nie tylko swoje. w razie ponownego schwytania przez Kapitol. w Kapitolu uważano by cię za głupią. Więc mimo że kuchenne szafki są puste. znajdujemy ponad trzydzieści puszek konserw i kilka pudełek ciastek. Połowa z nas zostaje w pokoju. bo nie mielibyśmy co jeść — mówi Gale. — Podczas gdy inni byli ich pozbawieni — mówi Leeg Jeden. moich niezdarnych prób flirtowania i zapachu mojej ulubionej kapitolińskiej potrawy w chłodnym powietrzu. Tak. by pilnować Peety lub w oczekiwaniu na wystąpienie Snowa. — Tu nie chodzi o ciebie — mówię. — Czy to nie jest nielegalne? — pyta Leeg Jeden. Wie na przykład. Przeszukuję stos i już mam z niego wyjąć zupę z dorsza. gdybym go zabiła. — Masz.

Moja twarz to wszystko. A kim ja tak naprawdę byłam? Biedną. świeża biała róża lśni w jego butonierce. a może dlatego. Jeżeli kiedykolwiek zachwiejecie się w swoim postanowieniu. Podajemy sobie pudełko ciastek z kremem. — Dzięki. niezrównoważoną dziewczyną z niewielkim talentem do strzelania z łuku. Beetee’emu udaje się włamać do sieci. Pieczęć Panem pojawia się na ekranie i pozostaje tam podczas odgrywania hymnu. siedzi przy biurku. Katniss Everdeen pozostanie twarzą tej rebelii. Nie umysłem rebelii. tak bardzo potrzebną. Peeta i ja. że nie ma to żadnego znaczenia dla publiczności. na którym wyglądam pięknie i srogo na tle płomieni. — Żywa czy martwa. Gale. To miejsce teraz również smakuje jak arena. . która przetrwała Złożysko i Głodowe Igrzyska. zaledwie twarzą wyszarpniętą z motłochu. Przedstawia się całemu Panem jako przywódczyni rebelii i wygłasza mowę pożegnalną na moją cześć. Teraz pokazują moje bardzo przerobione zdjęcie. — Są nawet suszone śliwki. której potrzebujecie. ponieważ zdemoralizowani rebelianci nie mają teraz za kim podążać. — Nie miałam pojęcia ile dla niej znaczyłam — mówię. Ale jednak potrzebną. przypomnijcie sobie Kosogłosa. bo teraz patrzy na nas już nie prezydent Snow. A jego ekipa przygotowawcza naprawdę nie powinna nakładać mu tyle różu na policzki. — Otwieram puszkę. by włożyć kawałek potrawki do ust. za nim wywieszona jest flaga. czego teraz potrzebują. Gdzieś w Trzynastym Dystrykcie. że mógł mieć ostatnio kolejne operacje plastyczne. jak to robili z trybutami na arenie. a prezydent Coin. Pochwałę dziewczyny. Wraz z moją śmiercią przewiduje punkt zwrotny w przebiegu wojny. ponieważ rebelianci nie mają prawdziwego lidera. a później zmieniła naród niewolników w armię wojowników wolności. Żadnego sloganu. odznacza ich za uwolnienie kraju od zmory zwanej Kosogłosem. jak głodni. wywołując śmiech u Gale’a i pytające spojrzenia u innych. Żadnych słów. bo udało mi się zwrócić uwagę narodu błazenadą na arenie. kiedy telewizor znów zaczyna piszczeć. Rozpoczynają od czterech twarzy naszej ekipy telewizyjnej. jak blisko byliśmy siebie. Z wyjątkiem Boggsa nie wspominają o żadnym żołnierzu z Trzynastki. że nie znają tożsamości reszty. Być może dlatego. Później pojawia się Snow we własnej osobie. Zginam wieczko i używam go jak łyżki.Jak szczęśliwi. a później pojawiają się Boggs. Później zaczynają pokazywać zdjęcia zmarłych. a w nim znajdziecie siłę. Snow gratuluje Strażnikom Pokoju dobrze wykonanego zadania. by uwolnić Panem od jego ciemiężców. Myślę. Finnick. bo jego usta są jeszcze bardziej nabrzmiałe niż zwykle. kiedy ten koszyk pojawił się przed naszą jaskinią.

wrócić tą samą drogą — mówi Homes. — Jakieś pomysły? — Może zaczniemy od wykluczania różnych możliwości? — proponuje Finnick. Decyduję. nawet siebie. co ulica — mówi Leeg Jeden. Nie możemy poruszać się w na boki. że prezydent był przekonany. Pieczęć.Beetee pozwala wrócić na antenę bardzo opanowanemu Snowowi. wypowiadając to. Spada na mnie poczucie winy. która nikogo nie potrafi uratować. Nagle czuję się potwornie zmęczona. Chcę tylko położyć się na najbliższej zielonej pluszowej sofie i zasnąć. czuję jak coraz bardziej upadam na duchu. o czym zapewne wszyscy myślimy. . Musimy się zbliżać do ważnych obiektów. że trafiliście ze mną do oddziału. że zostaje tylko jedna możliwość. zorientują się. że uciekliśmy. Szczególnie. to dyskusyjna kwestia. bo przecież wymyśliliśmy tę misję. — Nie możemy pozostać w miejscu. Jak możemy się zagłębić w Kapitol pomiędzy mrugającymi wiązkami światła nie ryzykując wykrycia? Nie możemy. — Tyle że jej nie znajdziecie — mówi Finnick do wygasłego ekranu. — Wciąż moglibyśmy mieć szansę się wycofać. Kiedy Holo wyświetla nasze otoczenie. — Podziemie — mówi Gale. — Cóż. Teraz jesteśmy z tobą — mówi Jackson. hymn i obraz znika. Kiedy przekopią się przez gruzowisko i zobaczą. A jeśli nie możemy. Mieliście jedynie to nieszczęście. Zamiast tego wyciągam Holo i namawiam Jackson. to jesteśmy uwięzieni jak ptaki w klatce. że najlepiej nie przyjmować postawy wyższości wobec ludzi wokół mnie. wypełnioną gęsimi piórami. że nie można się dostać do awaryjnego kanału i ktoś zostanie skrócony o głowę z powodu jego naruszenia. Owinąć się kołdrą z króliczego futra. Chwila wytchnienia będzie bardzo krótka. by nauczyła mnie najbardziej podstawowych komend — głównie wpisywania współrzędnych najbliższego skrzyżowania — bym mogła przynajmniej zacząć obsługiwać urządzenie samodzielnie. bo znacznie zwiększyła się liczba zasobników. Mam wrażenie. że moje oczy wciąż wędrują ku zielonej sofie. — Ale to by oznaczało. że brakuje jedenastu ciał. Nie możemy iść górą. Myślę. Martwą dziewczyną. — Ulica nie wchodzi w rachubę. — Nigdy nie mieliśmy iść wszyscy razem. — Przynajmniej mamy nad nimi przewagę — mówię. — Dachy są równie złe. — Jutro rano. kiedy wyciągniemy ciało Katniss Everdeen spod gruzowiska. przekonamy się kim tak naprawdę jest Kosogłos. że misja zakończy się niepowodzeniem.

ale zasuwamy rygiel. że widzę. — Bo co? Zastrzelicie mnie? — pyta Peeta. By dostać się do mieszkania z tubą. życzliwiej byłoby zabić Peetę tu i teraz. Wymazujemy wszystkie ślady naszej bytności. Jak kopalnie i tunele Trzynastki. — Więc zostawcie mi pastylkę. Nie możemy naprawić zamka w drzwiach wejściowych. Idziesz po dobroci czy mamy cię ogłuszyć? Peeta przez chwilę ukrywa twarz w dłoniach i wstaje. pierwszym co zrobią i tak będzie pochowanie mnie pod ziemią. bo nawet jeśli umrę nad ziemią. — Nie idę. — Przestańcie być szlachetni! Nie obchodzi mnie czy umrę! — Zwraca się do mnie błagalnie. proszę. — Mamy go rozkuć? — pyta Leeg Jeden. by nie pozwolić Snowowi zatriumfować? Czy zmieniłam go w pionek w moich prywatnych Igrzyskach? To niegodziwe. Uporządkujmy to miejsce. albo kogoś skrzywdzę. że za bardzo zależy mi na Peecie. przecisnąć się przez szyb zaopatrzeniowy. będziemy musieli szybu przez tył składziku na wyższym piętrze. — Katniss. że nie chcę brać w tym udziału? Problem w tym.Podziemie. że pod ziemią uporządkowane linie planu ulic zastąpione są plątaniną tuneli. — Co tylko nas spowolni i wystawi na niebezpieczeństwo. W żadnym z przypadków nie powoduje mną jednak życzliwość. Usadawia się na niebieskiej sofie i odmawia ruszenia się z miejsca. Dlaczego po prostu nie pozwolę mu odejść? Nie dam pastylki. Holo pokazuje podziemne zasobniki równie dobrze jak te nadziemne. Czy nie widzisz. Dwa mieszkania stąd pionowa tuba łączy nasz rząd budynków z tunelami. chowamy pełne na później. — Tracimy czas. Zażyję ją tylko jeśli będę musiał — mówi Peeta. obracamy pokryte krwią poduszki na sofie. w którym obawiam się śmierci. — Nie — powtarzam za nim. Jeśli tak. — Ludzie Snowa cię znajdą — mówi Finnick. — Nie! — warczy na nią Peeta. Podziemie. Idziesz z nami — mówi Jackson. Zasobników wydaje się być jednak mniej. nie pociągnę za spust? Czy dlatego. ale nie jestem pewna czy o to chodzi. W końcu pozostaje nam jedynie walka z Peetą. — Pozbawimy cię przytomności i zaciągniemy ze sobą — mówi Homes. Wrzucamy puste puszki do zsypu na śmieci. co przynajmniej nie pozwoli drzwiom otworzyć się automatycznie przy najmniejszym pchnięciu. by do nas dołączyć. — Dobrze więc. Którego nienawidzę. czy na tym. Albo wyjawię waszą pozycję. przyciskając kajdanki blisko do swojego ciała. Widać. ścieramy ślady żelu z kafelków. który przebiega wzdłuż wszystkich budynków. — Nie ma mowy. co jest głupie. jakbyśmy nigdy tu nie byli — mówię. — Ale chcę mieć klucz. Możemy się dostać do .

Robotnicy przychodzą i wychodzą kiedy chcą i nie ma drugiej łazienki. w dniu. Pokrywę tuby łatwo otworzyć. by pancerze owadów zmieściły się w wąskim przejściu. Castor i Pollux zdejmują je i odłączają zapasowe kamery. kiedy inni są do tego niezdolni. próbując sformułować odpowiedź. Kiedy Homes wyważa małe metalowe drzwi szybu zaopatrzeniowego. Nie ma mowy. wyciągając plecaki i sprzęt przed siebie. Ale czynsz jest odpowiednio niższy. W lepszych okolicznościach. — Dlatego nikt nigdy nie chce takich mieszkań. Szeroka drabina z gumowymi elementami na stopniach pozwala na szybkie i proste zejście do wnętrzności miasta. jest bardzo ciasno. więc w końcu porzucamy je w szafie. pleśni i ścieków. Messalla nie potrafi wymyślić lepszej kryjówki dla nieporęcznych skorup. ktoś na pewno wiedziałby co powiedzieć. Wkładam go do kieszeni spodni. kiedy zdaję sobie sprawę z tego. Messalla marszczy brwi na widok dużej okrągłej pokrywy. ale co innego możemy zrobić? Nawet kiedy przechodzimy pojedynczo. — Mój brat pracował tu na dole po tym. blady i spocony. Za drzwiami znajduje się pomieszczenie z wejściem do tuby. Oczywiście. Pozostawienie takiego oczywistego tropu irytuje mnie. jak został awoksem — mówi Castor. Kogo innego mogliby wysłać do pracy w tych wilgotnych. w którym zdarzyłoby się mniej okropności i mielibyśmy więcej czasu na odpoczynek. kto by go podtrzymał. wyciąga rękę i zaciska ją na nadgarstku Castora. Jakby mógł upaść. . Pollux. co było tak niezwykłego w tej wymianie zdań. gdyby nie było przy nim kogoś. Omijamy wyjście do pierwszego mieszkania i włamujemy się do drugiego. na moment wracając do swojego egzaltowanego świata. w takim razie właśnie stałeś się naszym najcenniejszym atutem. kto zawsze potrafi wypowiedzieć właściwe słowa. Castor śmieje się. a Polluxowi udaje się uśmiechnąć. jak ktoś. Każda jest rozmiaru pudełka po butach i prawdopodobnie spełnia swoje zadanie równie dobrze. gdzie stuka o perłę. Zamiast tego wszyscy stoimy w miejscu przez długi czas. Ani razu nie widział wtedy słońca. Ironiczne.Jackson podaje mi go bez słowa. W tym mieszkaniu jedna z sypialni ma drzwi oznaczone jako usługi komunalne zamiast łazienki. oddychając mieszaniną chemikaliów. — Nagle zauważa rozbawienie na twarzy Finnicka i dodaje: — Nieważne. Zbieramy się na dole drabiny i czekamy aż nasze oczy przyzwyczają się do przyćmionych promieni światła. śmierdzących korytarzach naszpikowanych zasobnikami? — Minęło pięć lat zanim udało nam się wykupić dla niego drogę powrotną nad ziemię. Peeta brzmiał jak dawniej. napotykamy kolejny problem. W końcu Peeta zwraca się do Polluxa: — Cóż. Jesteśmy w połowie drogi pierwszym tunelem.

mglistym miejscu. nikt nie protestuje. Jest trzecia nad ranem. Pollux zna szczegóły. Wyciągam Holo i udaje mi się wpisać nasze współrzędne i sprawdzić tunele. Prawdopodobnie całą noc przeżywał na nowo pięć lat uwięzienia. by zaznaczyć. zjadam puszkę duszonych ziemniaków i fasoli i siadam przy ścianie naprzeciwko drzwi. Pollux wydaje się rozbudzony. Ostrzega nas przed wytryskami wody. Jak można się było spodziewać. Jackson opracowuje kolejność zmian. A co najważniejsze. Peeta miał rację. wciskam się w ciasną przestrzeń między Gale’em i Leeg Jeden i natychmiast zasypiam. i rozpocznie się polowanie. który nalegał. Tu na dole jest prosta sieć szerokich tuneli. bo małe ciężarówki używają jej do rozwożenia dóbr po mieście. Już szósta i za godzinę musimy znowu wyruszyć. Nazywa się Transfer. Kiedy proponuję odpoczynek. nieco zabawne — ale nigdy czyimś kosztem. przewiduje czas zmiany awoksów. jak na przykład w których odgałęzieniach przydają się maski. przeszukają gruzy całej przecznicy. która cyklicznie zmywa ścieki. Jackson każe mi zjeść puszkę jedzenia i obserwować Polluxa. Nie ma ich zbyt wiele w tym ciemnym. ze wzrokiem utkwionym w ziemi i zgarbionymi ramionami.stymulujące. sprawdzając jakie pułapki czekają na . by trzymać wartę przez całą noc. Trzymamy się od nich z daleka. szybów komunalnych. Gale’a i Jackson. Unosi palce. zmęczenie bierze górę. by uniknąć przejazdu pociągów zaopatrzeniowych. Oprócz tego jednak setki dodatkowych przejść. tym więcej zasobników. zna rozmieszczenie kamer. W ciągu dnia wiele zasobników zostaje dezaktywowanych. które mogłyby doprowadzić do nieszczęścia początkujących. Pollux okazuje się być cenniejszy niż dziesięć Holo. Doprowadzam się do stanu względnej świadomości. ciemny pokój wypełniony brzęczeniem maszynerii z dźwigniami i panelami. Przez moment razem z Polluxem naciskam różne przyciski w Holo. Pod przewodnictwem Polluxa pokonujemy podziemie w dobrym czasie — nadzwyczajnym. że czas na moją zmianę. leży pod największymi drogami i skrzyżowaniami. w razie podejrzenia ucieczki przez szyby zaopatrzeniowe. ciemne rury. Po jakichś sześciu godzinach. więc pewnie mamy jeszcze kilka godzin zanim odkryją brak naszych ciał. w których są kable elektryczności albo szczury wielkości bobrów. Ale przez chwilę naprawdę tu był. ale nocą Transfer zmienia się w pole minowe. że musimy stąd zniknąć w przeciągu czterech godzin. a skoro nie mam pierwszej. im bliżej jesteśmy centrum Kapitolu. torów kolejowych i rur kanalizacji tworzą wielopoziomowy labirynt. poza Transferem. — Nie może spać tu na dole. Wydaje się. Tak bardzo zniechęcony. która dokładnie odpowiada planowi głównych ulic powyżej. prowadzi nas przez wilgotne. że zaledwie po upływie kilku minut Jackson potrząsa mną i mówi. Spoglądam na niego jak wlecze się pod czujnym okiem strażników. jeśli porównać go z naszą nadziemną podróżą. Pollux znajduje mały.

Siada i przechyla puszkę. Nie bardzo wiem jak to wytłumaczyć — mówi mi. Delikatne potrząśnięcie głową wskazuje. — Cóż. — Kosogłosy potrzebują. zatrzymując wieczko. wyciągam rękę i odgarniam mu włosy z czoła. Ale nic związanego z Dariusem i Lavinią takie nie było. cienie wokół jego oczu wyglądają jak siniaki. prawda? — pytam. powiedziałeś. Powoli. podaję mu Holo i opieram się o ścianę. to chyba dobrze. co się stało z Dariusem i Lavinią to prawda. co mogę osiągnąć. A gdybym umiał wyhodować sobie skrzydła. a obrazy zbyt niestabilne. — Jeśli potrafiłbyś to wszystko rozdzielić. Pojawiały się wielkie kolorowe motyle. Tylko że ludzie potrafią hodować skrzydeł — mówi. Chyba nie wstrzyknęli mi jeszcze wtedy jadu. Bo nie było w tym nic błyszczącego. ale jedynie gapi się jak igła w jednym z urządzeń drga w tę i z powrotem. by przetrwać. co błąkało się w mojej świadomości od wczoraj. Myślę. Patrzę na śpiących żołnierzy. ekipę i przyjaciół i zastanawiam się ilu z nas kiedykolwiek zobaczy jeszcze słońce. Co miałeś na myśli? — Och. — Prawda czy nieprawda? — Prawda — odpowiadam. Pamiętasz jak to było. Dno puszki odbija światła maszyn i przypominam sobie coś. — Właśnie. potrafiłbym latać. — Na początku wszystko było jednym wielkim pomieszaniem. Chciałabym wiedzieć co się dzieje w jego głowie i uporządkować bałagan kłamstw. kiedy zostaliśmy użądleni? — Drzewa się zapadały. — Myślę nad tym przez chwilę. — Jadłeś już? — pytam. Teraz mogę już rozróżnić niektóre rzeczy. Wydają się zbyt intensywne. mógłbyś dotrzeć do prawdy. — Wciąż mamy trochę czasu. Wspomnienia. a Boggs to potwierdził. Kiedy zaczyna mi się kręcić w głowie. Decyduję się na coś. W świetle jarzeniówek. jakbym miała do czynienia ze zranionym zwierzęciem. którego głowa leży tuż przy moich stopach. Wpadłam w dół z pomarańczowymi bąbelkami. Kiedy mój wzrok spoczywa na Peecie. — Peeta. połykając zupę bez zawracania sobie głowy gryzieniem jej. że nie śpi. że nie jadł. — Tak. Nieruchomieje . Otwieram puszkę z zupą z kurczaka i ryżu i podaję mu ją. na wypadek gdyby próbował podciąć sobie nim żyły czy coś w tym rodzaju. — Ale ludzie nie potrzebują skrzydeł. dostrzegam. Powinieneś się przespać. że tak właśnie myślałeś. mają taką dziwną właściwość. które zmienili jadem gończych os. kiedy zapytałeś czy to.nas i w których miejscach. Bez słowa sprzeciwu kładzie się z powrotem. że jest nawet pewien szablon. Zjada zupę do końca i oddaje mi puszkę. — Błyszczącymi pomarańczowymi bąbelkami.

formujące się w słowo. tak. Krótko przed siódmą Pollux i ja podchodzimy do reszty i budzimy ich. Jedno słowo. Proste słowo.pod wpływem mojego dotyku. ale to nie jest przeciągły dźwięk. — Bo to właśnie robimy. . — Prawda — odpowiadam. ale nie odsuwa się. Ludzie ziewają i wzdychają. Przypomina raczej wielokrotne wydechy. Prawie jak syczenie. Jedno imię. że wymaga to wytłumaczenia. Odbijające się echem w tunelach. Prawda czy nieprawda? — szepcze. Może to tylko para wydobywająca się ze świstem z rury odległego pociągu… Uciszam grupę. Powtarzane wciąż i wciąż od nowa. Więc dalej delikatnie zaczesuję mu włosy do tyłu. by lepiej słyszeć. Wydaje się. Słyszę syczenie. — Po jakiejś minucie zasypia. Chronimy się nawzajem. jak zwykle przy wstawaniu. — Katniss. Ale do moich uszu dociera też inny odgłos. — Wciąż próbujesz mnie chronić. Po raz pierwszy dotykam go z własnej woli od czasu pobytu na arenie.

Peetę zaprogramowano. Spoglądam na zaniepokojone twarze dookoła mnie. że jesteśmy tu na dole i wypuścili coś.22. — Biegnij! Uciekaj! No już! Po krótkim momencie zmieszania dochodzę do wniosku. Właściwie nic nie poczuje. że natychmiast zeszliśmy do podziemi. by przyłączył się do polowania. jak ogień całkowicie wygasł. oddycha krótko. ale nie szalony. że powoli toruje sobie drogę do mnie. To może być dobry moment. Ustawiam strzałę tak. W którymś momencie zorientowali się. Ale to ma cię zabić — mówi Peeta. kiedy głos odzywa się blisko mnie. Być może Snow kazał im kopać całą noc. by przeszyła jego mózg. ale nie ma wątpliwości. — Katniss. a później. jego oczy rozszerzają się ostrzegawczo. Nagle jednak siada. że wcale nie muszę do niego strzelać. — Katniss. Jest zaniepokojony. — Dlaczego? Co jest źródłem tego dźwięku? — Nie wiem. — Ale jesteśmy twoją strażą — mówi Jackson. — Cokolwiek to jest. że zostali wykiwani. Znaleźli szczątki Boggsa. zakładam strzałę na cięciwę i szukam celu. . Usta Peety ledwo się poruszają. by się rozdzielić. Skończył się okres łaskawości. dostałam dowód tego. co na krótko ich uspokoiło. Nie ma znaczenia czy próbowali nas znaleźć w kolejnym mieszkaniu. prawdopodobnie zgraję zmiechów. Właśnie kiedy wydał mi się w nieco lepszej formie. Podskakuję. jak głęboko wdarła się trucizna Snowa. Gorączkowo rozglądam się w poszukiwaniu jego źródła. by mnie odszukać. by robiono z niego głupca. gdy kolejne godziny nie przynosiły nowych zdobyczy. zaprogramowanych. Zaczyna szaleć. Teraz wiedzą. zaczęli coś podejrzewać. W każdym razie zaraz po tym. — I twoją ekipą — dodaje Cressida. ma dopaść mnie. — Katniss! Szybko odwraca głowę w moją stronę. ale zdaje się nie zauważać łuku. — Katniss! Uciekaj stąd! Waham się. czekającej na niego strzały. że to on wypowiedział moje imię. A prezydent Snow nie może pozwolić. — Nie zostawię cię — mówi Gale. Rozluźniam cięciwę. — Katniss. czy założyli. kiedy myślałam. Nie mam wyjścia. by odpowiadał na syczenie.

by go zmieniać. syczenie staje się bardziej wyraźne. kiedy go torturowano. nie widzę powodu. Nie ma czasu. Przebyliśmy jakieś trzy kolejne przecznice w stronę rury wylotowej i sektor zaniedbanej linii kolejowej. Są za nami. a skoro oddalimy się przy tym od syczenia. w którym znalazł ciało Boggsa. jaką formę przyjęły te zmiechy. małp z Ćwierćwiecza Poskromienia. by pokazać im cokolwiek poza tym. kto szepcze moje imię razem ze zgrają zmiechów. by oddał jeden pistolet Castorowi. Możliwe jest też ocenienie pozycji zmiechów. kiedy zaczynają się krzyki. Taką. Ludzie umierają z mojego powodu. sojusznicy. ładuję go prawdziwymi nabojami i uzbrajam Polluxa. oddajemy pistolety Messalli i Cressidzie. Jeżeli poruszalibyśmy się szybko. wydawane zbyt głośno. Po godzinach spędzonych z Beetee’em. który wywołuje plusk. Ale razem z szybkością przychodzi też niezdarność: źle postawiony but. Pollux i ja obmyśliliśmy plan dotarcia do kolejnego etapu naszej podróży. być może udałoby nam się dotrzeć do rezydencji Snowa zanim zmiechy dotrą do nas. wciąż w sporej odległości. nawet moje własne polecenia. — Tak właśnie brzmiał Darius. nieznajomi — wszyscy oni tracą życie przez Kosogłosa. Przyjaciele. nie potrzebuje broni. ale na pewno są dużo szybsze niż my. Usuwam magazynek ślepaków z broni Peety. uzbrojoną jedynie w kamery i podkładki. przypadkowe uderzenie broni o rurę. jednak mogłoby to wystarczyć w walce z bliska. być może jednak czas. A Finnick ma dwa pistolety i trójząb. Nie zostawiamy w pokoju nic poza naszym zapachem. Teoretycznie powinniśmy mieć nad nimi sporą przewagę. jak celować i pociągać za spust. To lepsze niż bycie bezbronnym. — Zmiechy musiały ich dopaść — mówi Cressida. Nie możemy go w tej chwili wymazać. i zastanawiam się. ale ktoś. by je zmylić. — Więc nie przybyły tu tylko po Katniss — mówi Leeg Jeden.Patrzę na ekipę. monstrów. że w ten właśnie sposób syczące stworzenia nas tropią. bo nie zostawiliśmy wiele fizycznych śladów. Jedyną osobą bez broni pozostaje Peeta. . Zgaduję. Sięgam umysłem do wilkopodobnych stworów z pierwszej areny. najbardziej mnie przerazi. który spędziliśmy przedzierając się przez wodę w rurach ściekowych wystarczy. gardłowe. które widziałam w telewizji przez lata. Proponuję. Odbijające się od ścian tunelu. Nosy zmiechów muszą być nienaturalnie wrażliwe. Niskie. Nie przestaną jednak dopóki jej nie dostaną — mówi Gale. zapewne ma rację. — Awoksowie — mówi natychmiast Peeta. która. I znowu to samo. — Pewnie zabiją każdego. Jako że Gale i ja mamy swoje łuki. Snow prawdopodobnie uwolnił je do podziemia niedaleko miejsca. Gdy zostawiamy za sobą brzęczenie w pokoju. według Snowa.

niebezpiecznie blisko. wrzucając nas w coś określonego jako Młynek do Mięsa. unosząc się na jednej stopie. nie zanieczyszczając Kapitolu. Unoszący się w górę klatki schodowej. W ogóle bym tego nie zauważyła. Nie mogę ocenić czy krzyczy. ale i pod nami. Patrzymy. gdyby Finnick mnie nie zatrzymał. gdzie jeden fałszywy krok sprawi. Naciągam cięciwę i wysadzam pierwszy zasobnik strzałą wybuchową. Później biegnę do następnego skrzyżowania. Planuję obejść róg i zdetonować Młynek do Mięsa. ale teraz to wykluczone. — Nie można mu pomóc! — Peeta zaczyna popychać ludzi do przodu. że planowaliśmy zejść na niższy poziom. wyłożoną pastelowymi kostkami ulicę. Wykrzykuję w stronę pozostałych ostrzeżenie. Problem w tym. Gwałtownie odwracam się od tej woni i wpadam prosto na Transfer. Reszta z was będzie mogła dokończyć misję. Opróżniona teraz ze wszystkiego oprócz nas. — Katniss. To się dzieje bardzo cicho. Szturcham Polluxa w ramię i zaczynamy biec. która zabija grupę mięsożernych szczurów w nim ukrytych. jak jego ciało topnieje jak woskowa świeczka. — Tracimy czas! — mówi Finnick. Kiedy docieramy do prowadzących w dół schodów. Teraz słychać je nie tylko za nami.— Pozwólcie mi iść dalej samej. ale po drodze czeka na nas kolejny nieoznaczony zasobnik. z głową odchyloną do tyłu. — Katniss! Obracam się szybko ze strzałą przygotowaną do lotu. całkowicie bezradni. ale co mogę zrobić? Dwie strzały Gale’a już leżą bezużytecznie obok wielkiego snopu złotego światła. uwięziony przez promień. które promieniuje z sufitu na podłogę. — Nie można! . Róże. Ale tylko ja się duszę. — Załóżcie maski! — rozkazuje Jackson. Krzyki ustały i znowu zaczyna rozbrzmiewać moje imię. Przetransferuję Holo na Jackson. zupełnie jak te powyżej. Nie ma takiej potrzeby. Zmylę je. by trzymali się blisko mnie. — Słuchajcie — szepcze Peeta. — Nikt się na to nie zgodzi! — mówi poirytowana Jackson. Wszyscy oddychają tym samym powietrzem. że ziemia pod naszymi stopami się zapadnie. bo tylko ja reaguję na zapach. Zaczynam się trząść. W środku Messalla zastygł w bezruchu niczym posąg. Jezdnia. a ja zaczynam się krztusić. po której samochody dostawcze mogą jeździć z łatwością. Pollux i ja poszukujemy alternatywnej drogi przy użyciu Holo. chociaż jego usta są szeroko otwarte. Odcinający się na tle ścieków. ale otoczoną ścianami z białej cegły zamiast domów. Gładką.

Z Młynkiem do Mięsa blokującym nam drogę. by uniknąć zasobnika. inne emitują złowieszcze chmury oparów. Pod naciskiem jego ręki na moim ramieniu odwracam się od potwornej rzeczy. Jaka jest najkrótsza droga na powierzchnię? Nie ma czasu. Metr pod nami bulgocze toksyczna breja ludzkich odpadów. Najwyraźniej kapitoliński rodowód jest tutaj równie bezużyteczny. ale to może się stać w każdej chwili. Owijają się wokół Strażników Pokoju. ale wciąż mamy sześcioro pierwotnych członków Oddziału Gwiazd. by sprawdzić Holo. że wyczołgujemy się przez ciasną. Zauważam. by zmusić nas do ruszenia dalej. śmieci i chemikaliów. Ogromne mechaniczne zęby rozrywają ulicę i zmieniają kostkę brukową w pył. dlaczego nie stracił kontroli. że tylko on funkcjonuje jeszcze na tyle sprawnie. Deszcz pocisków z broni palnej zsyła na nas gipsowy prysznic. z długimi gadzimi ogonami. Jesteśmy w głównym kanale ściekowym. Trzy czwarte z nich nie żyje. do przodu. a smród róż sprawia. jedyne. aż w końcu dostrzegam oddział Strażników Pokoju biegnących Transferem w naszą stronę. myślę. mniej więcej w rozmiarze dorosłego człowieka. co w Trzynastce. ale sama już nie wiem. Są białe. Wystarcza . zmuszam stopy. to odpowiedzieć ogniem. Jest ich dwa razy więcej. od… To nie są Strażnicy Pokoju. Nie wiem. kiedy na ich białych mundurach rozkwitają krwawe kwiaty. ale na tym kończą się podobieństwa. tego samego. Kiedy wszyscy dołączają do mnie. co możemy zrobić. by ruszały się dalej. Wydaje się. która była Messallą. śmierdzącą rurę na szeroki na jakieś trzydzieści centymetrów występ skalny. Chwytam Polluxa za ramię. zaciskają usta na ich szyjach i odrywają osłonięte hełmami głowy. czworonożne. wygiętymi plecami i wyciągniętymi w przód głowami. Zmiechy opadają na brzuchy i zaczynają poruszać się ku nam na czworakach.To dziwne. że ściany zaczynają wirować. że zaledwie w przeciągu kilku sekund Strażnicy Pokoju zostają pozbawieni głów. Ryby w beczce. że ledwo wyhamowuję przed następnym skrzyżowaniem. próbując uciec od zapachu. Są nagie. strzelam w skrzyżowanie i uruchamiam Młynek do Mięsa. którzy nie próbują biec i strzelać naraz. Wilcze i małpie zmiechy potrafiły skakać niewiarygodnie daleko. że kostka brukowa zmienia się beton. — Tędy! — krzyczę. Podążamy za Polluxem przez jakieś dziesięć metrów wzdłuż Transferu i przechodzimy przez drzwi. przylegając do ściany i gwałtownie skręcając w prawo. Niektóre części powierzchni płoną. tak szybko. szybko. żywych i martwych. — Zapomnij o misji. To powinno uniemożliwić zmiechom podążenie za nami. Potrząsam głową na wszystkie strony w poszukiwaniu zasobnika. bo powinien wariować i walić mnie po głowie. kiedy więcej zaczyna wyłaniać się od strony tunelu. przez który przeleciałam. Uszy płoną mi od syczenia.

że jeśli spadniesz. Po raz pierwszy uważnie im się przyglądam. bo pomimo toksyczności ścieku. Woń róż Snowa zmieszana z krwią ofiar. Wszyscy otwieramy ogień. i kto wie czego jeszcze. by zatrzymać zmiechy — mówi Homes. nieskończony zapas wydobywający się z rury. Ale to nie ich liczebność sprawia. jakby Snow oddychał prosto w moją twarz. odrywają sobie nawzajem części ciała szerokimi. Widok wilczych zmiechów z oczami zmarłych trybutów. Spójrz! Homes wskazuje na rurę. Ich dłonie i stopy są obdarzone pazurami. z której zmiechy wypełzają na występ skalny. ale jest ich tak wiele. naprężoną gadzią skórę pokrytą zakrzepłą krwią.jedno spojrzenie i wiesz. Inne rozum. i posyłam zarówno ostre jak brzytwa. docieramy do wąskiego mostu i pokonujemy go. moja skóra zamienia się w lód. To mutacje ludzi i jaszczurek. nigdy się stamtąd nie wydostaniesz. Jednakże najbardziej okrutne. Tak. Strzelam wszystkimi rodzajami strzał. jak małpy. że czas umierać. najbardziej przerażające są te. a ich ciała wykrzywia furia. Mój zapach musi być dla nich równie silny co ich woń dla mnie. Mają białą. Smagają powietrze ogonami i wymachują pazurami. mówiąc mi. spienionymi ustami. — Chwila! Gdzie Jackson i Leeg Jeden? — Zostały przy Młynku. Poruszamy się tak szybko. Niektóre odbierają ci życie. Nic naturalnego nie brnęłoby dalej z dwoma tuzinami kul w ciele. nie wahający się ani chwili przed wskoczeniem do ścieku. kiedy tylko zmiechy do niego docierają. ogniowe. Katniss. — Odsuńcie się! — krzyczy Gale. ich twarze tworzą mieszaninę różnych cech. To jest to. nie chcąc zostawiać nikogo na pastwę tych potworów. Nawet bardziej. Z wnęki na dalekim końcu Pollux wyciąga ręką drabinę i wskazuje na szyb. które mają za zadanie przerazić ofiarę psychologicznymi sztuczkami. Nasze wyjście. że są śmiertelne. wykrzykują teraz moje imię. że moje dłonie tak drżą. doprowadzone do szaleństwa chęcią zniszczenia mnie. Sprawia. po śliskiej skalnej półce. że moje serce wariuje. Przebijająca się nawet przez ten smród. nie zadając sobie trudu wybierania odpowiednich. jak i wybuchowe w ciała zmiechów. — Nie marnuj ich żyć. Ledwo można powiedzieć. Wszystkie mają za zadanie cię skrzywdzić. Żaden zmiech nie jest dobry. Syczą. . Niesiona ponad ściekiem. Upada ku bulgoczącej cieczy. moje płuca są niezdolne do zaczerpnięcia powietrza. ale szarpie mnie z powrotem. Już dla nich za późno. możemy je ostatecznie zabić. Wybuchowymi strzałami udaje mu się oderwać dalszą stronę mostu od podstawy. jak tylko mamy odwagę. — Co? Rzucam się z powrotem w stronę mostu. Tak. Szybkie spojrzenie na naszą drużynę coś mi uświadamia. Głoskułki udające krzyki torturowanej Prim. jak gończe osy. zmiechy zaczynają wskakiwać do cuchnącej cieczy.

wytężając wzrok w ciemnościach w poszukiwaniu innych. co się stało. Wspinam się znowu. Ruch powoli przywraca mi zmysły. Co ja zrobiłam? Na pastwę czego pozostawiłam innych? Zaczynam schodzić w dół po drabinie. Zawiązujemy go wokół szyi Gale’a. — Ktoś wciąż żyje! — mówię błagalnie. fale rozbijające się o skały. Słychać szczęk. jakbym była Finnickiem i patrzyła jak obrazy z jego życia przesuwają mi się przed oczami. uścisk nocy. Katniss. kiedy Pollux zatrzaskuje pokrywkę na rurze. Peeta i ja. Później przyjdzie czas na ludzkie uczucia. Wyczuwam nad sobą jedną osobę. Silne ramiona unoszą mnie. kiedy mój but w kogoś uderza.Reszta krzyczy na mnie. Poniżej słychać ludzki krzyk. Ktoś podaje bandaż. kiedy eksplozja wstrząsa platformą. Przenosimy się na drugą drabinę. — Peeta? . Na następnej platformie rozjaśnia mi się w głowie i okropność tego. ale nie potrafię odpowiedzieć. Peeta i Cressida wspinają się za mną. — W górę! — warczy Gale. Oni tu nie przyjdą — odpowiada Gale. Gale. Ktoś wpycha mnie na drabinę. Annie w sukni ślubnej. Szczeble są śliskie od potu i pleśni. Rozkazuje się wspinać. uścisk nocy”. To Pollux. Teraz jestem jedynie zwierzęciem. kiedy wysadzam głowę zmiecha. by ugryźć śmiertelnie. którego pazury właśnie drasnęły moją kostkę. ciągnąc go ze sobą. Kulę się przy ścianie razem z innymi. Cressida. Nie ma odpowiedzi. próbującym zachować resztę stada przy życiu. Głęboko poniżej mogę jedynie wyróżnić Finnicka. Docieramy do platformy. Niezdolna do zaakceptowania tego faktu. walczącego o przetrwanie z trzema rozrywającymi go zmiechami. Przyciska mi dłonie do szczebli. śmiejąca się Mags. — Nie możemy się tu zatrzymać. — Nie. Peeta. trójząb Beetee’ego. różowe niebo. Maszt łodzi. świecę w dół szybu bronią Cressidy. srebrny spadochron. — Za to zmiechy tak. dzieje się coś dziwacznego. Zaczynam gorączkowo wyciągać ludzi w górę drabiny. Podnosimy go na nogi. Tylko my pozostaliśmy. Ma postrzępiony mundur. — Nie. Tak. a kawałki zmiechowego i ludzkiego mięsa wystrzelają z rury i zasypują nas. Gdy jeden z nich odchyla głowę. I to wszystko. uderza we mnie z pełną mocą. — Gale obraca moją twarz ku sobie i potrząsa głową. Pollux. Cressida. Moje drewniane kończyny marionetki wykonują rozkaz. odrywając jego zakute w kajdanki dłonie od twarzy. Wyjmuję Holo zza pasa i wyrzucam z siebie: „uścisk nocy. I koniec. Jedynie jedna osoba wciąż kuli się przy ścianie. — Peeta — mówię. I otwartą ranę z boku szyi. Wypuszczam je. Stracił przytomność? Kucam przed nim.

Dasz! — mówię mu. a w końcu wracają do rozmiaru przypominającego normalny. Całe jego ciało zaczyna drżeć.Jego oczy są jak czarne morza. Pochylam się i całuję Peetę w usta. być może samobójcze. . Otwiera usta. naprawdę będę musiała go zabić. Tłuszcz z w połowie zjedzonej kiełbasy. Jak zmiechy. Peeta potrząsa głową. — Zawsze — szepcze. Moje dłonie ześlizgują się po jego nadgarstkach i zaciskają na jego dłoniach. — Nie. I Snow zwycięży. To bardzo ryzykowne. że mnie rozpoznaje. Jak one. gorzka nienawiść przepływa przeze mnie. Pomagam Peecie wstać i zwracam się do Polluxa: — Jak daleko do ulicy? Wskazuje. kiedy jakaś kobieta otwiera drzwi. ale robię jedyną rzecz. Zwariuję. Żarliwa. która przychodzi mi do głowy. którą trzyma. Ma na sobie błyszczące turkusowe jedwabne ubranie. próbując pokonać koszmary w swojej głowie. — Zostań ze mną. że jest tuż nad nami. Wyraz jej twarzy świadczy o tym. by wołać o pomoc. Jej purpurowe włosy puszą się jak chmura udekorowana złoconymi motylami. Wspinam się po ostatniej drabinie i odpycham pokrywę prowadzącą do czyjegoś pomieszczenia użyteczności publicznej. Podnoszę się na nogi. — Tracę zmysły. — Nie pozwól mu odebrać mi ciebie. — Zostaw mnie — szepcze. ale przyciskam moje wargi do jego warg dopóki nie muszę zaczerpnąć powietrza. I tutaj. Jego źrenice kurczą się. Nie chcę… Zaciskam jego dłonie aż do bólu. właśnie w tym miejscu. w tych okolicznościach. Mięśnie na jego nadgarstkach są twarde jak metal. Bez wahania przestrzelam jej serce. później znowu błyskawicznie się rozszerzają. Peeta dyszy. by rozerwać mi gardło. plami jej szminkę. — Nie dam rady. Jak rozwścieczone bestie zaprogramowane. że niebieskie tęczówki zniknęły. źrenice ma tak rozszerzone. wyhaftowane egzotycznymi ptakami. Snow ugrał już dzisiaj zbyt wiele. — Owszem.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful