You are on page 1of 172

Charles Baudelaire, Kwiaty za

POECIE DOSKONAEMU NIEOMYLNEMU CZARNOKSINIKOWI LITERATURY FRANCUSKIEJ MOJEMU NAJDROSZEMU I CZCIGODNEMU MISTRZOWI I PRZYJACIELOWI TEOFILOWI GAUTIER Z WYRAZAMI NAJGDSZEJ POKORY TE CHOROBLIWE KWIATY DEDYKUJ C. B.

Do Czytelnika Gupota, bd, grzech, sknerstwo, jak potwr niesyty cisny myl i ciaa poczwrn obrcz. My - ywimy wyrzuty, co nas lubo drcz, Jak ebrak pielgnuje swoje pasoyty. Krnbrne s nasze grzechy, poda nasza skrucha, Za ktr sobie paci kaemy sowicie, I znw wesoo w boto kierujemy ycie, Ufni, e zy nikczemne zmyj plamy z ducha. To Szatan Trismegistos uwodnymi tony Na mikkim ou grzechu koysze nas lekko, A co do jednej krople bezcenne wyciek Kruszcu woli, jak tego chce chemik uczony. To diabe nas pociga, dzierc nici koce, e w rzeczach wstrtnych dziwne widzimy uroki. Co dzie niej, do Piekie unosimy kroki, Bez zgrozy przez ciemnoci brnc, strasznie cuchnce. Jak ubogi rozpustnik rozpaczliwie pieci I ksa starej dziewki udrczone ono, Podobnie my chwytamy rozkosz ukradzion, Jak w zwidej pomaraczy poszukujc treci. W mzgach naszych ucztuje demonw gromada, Roi si i kotuje niby glist miliony, A do puc nam w oddechu go niepostrzeony mier, jak strumie ukryty z guch skarg wpada. Jeeli gwat, trucizna, sztylet i pooga Swawolnymi wzorami jeszcze nie pokryy Naszych losw banalnej kanwy, to brak siy Winien temu, bo dusza zbyt w miao uboga. Lecz midzy map, skorpionw, ww i jastrzbi, Psw zaciekych i panter i szakali zgraj, Wrd poczwar, co skowycz, rycz i pezaj, W haniebnej menaerii wystpkw, tam w gbi 3

Duszy naszej jest potwr bez ruchu, bez mowy Brzydszy, gorszy, nieczystszy ponad wszelki inny! Chtnie by z ziemi caej uczyni ruiny I wiat wszystek w ziewniciu pochon gotowy. To Nuda! Okiem ze snu zawym patrzy na ci I marzc o szafotach, swoj fajk pali. To delikatne monstrum znasz najdoskonalej, Obudny czytelniku! Mj blini! Mj bracie! tum. Jan Opchowski

Spleen i Idea

I Bogosawiestwo Kiedy z potgi najwyszej zrzdzenia Poeta staje w tego wiata progu, Matka zlkniona miota zorzeczenia I pici wznosi, budzc lito w Bogu: - "Trzeba mi byo urodzi mijta, Miast piersi wasn karmi to dziwado; Ach, ta rozkoszy krtkiej noc przeklta, Gdy ziarno grzechu w moje ono pado! Skoro mnie wybra wrd niewiast bezliku, Bym wstrt budzia w maonku ponurym, I w ogie, jak miosnego liciku, Wrzuci nie mog szpetnej kreatury Sprawi, e jad twej nienawici trynie Na nieprawoci twych pode narzdzie; Wte to drzewko zwichn tak przemylnie, e swej zarazy rozsiewa nie bdzie!" Tak w niej osiada nienawici piana; Lecz, niewiadoma cieek wiecznych losw, Sama w Gehennie ukada polana Zbrodniczym matkom przeznaczonych stosw. Ale pod okiem Anioa askawym Wyrzutek soca blask pije bez miary I rozpoznaje w kadym ksie strawy Ambrozj oraz szkaratne nektary. Z wiatrem zbytkuje, gada do obokw I odurzaj go pokutne pieni; Pacze Duch, ktry strzee jego krokw, Bo jest radosny jak ptaszkowie leni.

Ci, ktrych kocha, w twarz mu patrz z trwog, Zoci ich jego agodne oblicze; By si poskary, robi wic, co mog, Czynic go celem swych okrutnych wicze. Z winem i chlebem, ktre ma poyka, Mieszaj popi i wstrtn plwocin; Obudnie gardz tym, czego dotyka, Wstydzc si wstpi w jego kolein. ona za gosi po miejscach publicznych: - "Skorom tak pikna, e m mi obdarza Mioci - bd jak boek antyczny Kapicy zotem na wietnych otarzach; Kadzido, mirra, nard niech mnie zamrocz, Pokony wiernych, wina i misiwa; Moe potrafi, szyderczo chichoczc, Hod boski z duszy wielbicej dobywa! Gdy za blunierstwem tym bd znudzona, Doni go dotkn wiotk, lecz i siln, O przecie ostrych jak u harpii szponach, By sza do serca drog nieomyln. Jak mode ptasz drgajce od trwogi, Wydr mu z piersi serce purpurowe I jako pokarm psom rzuc pod nogi, Z gestem niedbaym i wzgardliwym sowem!" Niebo, gdzie oczom tron wspaniay byska, Cichy poeta czci wzniesieniem doni; Lecz rozjtrzonych ludw zbiegowiska Widoku geniusz mu jasny zabroni: - "e da cierpienie, pochwalon bd, Panie; Boski to lek jest na zmazy i grzechy, C bo lepszego czek silny dostanie Jako skrzepienie do witej uciechy! Wiem, e wyznaczy tam miejsce poecie Wrd przenajwitszych i szczsnych Legionw, I e go chcesz mie na wiecznym bankiecie Wrd Panowania, pord Cnt i Tronw. Wiem, e szlachectwem jedynym - cierpienie, Ziemia ni pieko go nie nadwery;

I e, bym uplt mj mistyczny wieniec, Trzeba mi czasy i wiaty zwyciy! Ale Palmiry nieznane klejnoty, Obfito pere i rzadkich metali Nie starcz na to, aby Twej roboty Diadem wszystkimi blaski si zapali; Bo z czystej zwity bdzie on jasnoci Czerpanej z ognisk witych i tajemnych; Oczy miertelnych w caej wspaniaoci S jej odbiciem aosnym i ciemnym". tum. Ireneusz Kania

II Albatros Czasami dla zabawy uda si zaodze Pochwyci albatrosa, co ladem okrtu Polatuje, bezwiednie towarzyszc w drodze, Ktra wiedzie przez fale gorzkiego odmtu. Ptaki dalekolotne, albatrosy biae, Osaczone, niezdarne, zhabione gboko, Opuszczaj bezradnie swe skrzyda wspaniae I jak wiosa zbyt cikie po pokadzie wlok. O jaki jeste marny, jaki szpetny z bliska, Ty, niegdy pikny w locie, wysoko, daleko! Kto ci fajk w dzib stuka, kto dla pomiewiska Przedrzenia twe podrygi, skrzydlaty kaleko! Poeta jest podobny ksiciu na oboku, Ktry brata si z burz, a szydzi z ucznika; Lecz spdzony na ziemi i szczuty co kroku Wiecznie si o swe skrzyda olbrzymie potyka. tum. Wisawa Szymborska

III Wzlot Nad doliny, nad gry, jeziora i morza, Nad chmury, poza krgi sonecznych promieni, Poza kres wypenionej eterem przestrzeni, Dalej nili sigaj sferyczne przestworza, Unosisz si, mj duchu, i lejszy od tchnienia - Jak dowiadczony pywak niesiony na falach Nurzasz si w bezgranicznych i bezdennych dalach Z samcz podliwoci nie do wysowienia. Unie si ponad ziemi owionit morem - Duch tym czystszy si staje, im wyej ulata I ogniem, ktry ponie w kielichu wszechwiata, Zachynij si i upij jak boskim likworem. Kres jaowym marnociom, kres wszelkim niedolom, Pod ktrych si ciarem istnienie ugina; Szczliwy ten, co skrzyda szeroko rozpina, Szybujc ku wietlistym pozaziemskim polom! Szczliwy, czyje myli zdolne s do lotw, Kto z chyoci skowronka wznosi si nad chmury, Na ycie spogldajc z wysoka i ktry Rozumie mow kwiatw i niemych przedmiotw! tum. Wisawa Szymborska

IV Oddwiki Natura jest wityni, kdy supy ywe Niepojte nam sowa wymawiaj czasem. Czowiek wrd nich przechodzi jak symbolw lasem, One mu za spojrzenia rzucaj yczliwe. Jak oddalone echa, wice si w chry, Tak sobie w tajemniczej, gbokiej jednoci, Wielkiej jako otchanie nocy i wiatoci, Odpowiadaj dwiki, wonie i kolory. S aromaty wiee jak ciaa dziecinne, Dwiczne i niby ki - zielone; s inne, Bogate i zepsute, silne, tryumfalne, Ktre si rozwiewaj w wiaty idealne, Jak ambra, benzoina, jako pima wonie, Gdzie duch przenika zmysy i wzajem w nich tonie. tum. Antoni Lange

10

V Lubi wspomnienie owej nagiej ludw wiosny, Na ktrej kras zoto la Febus radosny. Wtedy m i niewiasta, urodziwi, rani, Czar ycia bez obudy pili i bojani, I gdy soce pieszczoty krlewskie im sao, Piknem pacio niebu ich promienne ciao. Wwczas podna Cybela - macierz okazaa Za brzemi uciliwe swych dzieci nie miaa, Lecz, wilczyca serdeczna, rd swj niezliczony Wykarmia penymi, niadymi wymiony. M wysmuky i gitki, silny, okazay, By dumny z pikna niewiast, co go krlem zway, Z tych owocw bez skazy, dziewiczo-nccych, Misistych, penych, jdrnych - i ust woajcych! Dzisiaj poeta tskny, gdy chce si nastroi Rytmem pikna natury i oczy napoi Nagoci bosk niewiast czy te dumn msk. Odczuwa chd ponury, staje jak przed klsk Przed straszliwym obrazem. - Pomsty woajce Potworne zjawy - szaty swe opakujce! mieszne kaduby! Torsy godne ndznej maski! Biedne koszlawe ciaa, brzuchate lub paskie, Na ktrych Bg Poytek wycisn swe znaki, Ju w dziecistwie je w twarde wic powijaki Wasze ciaa, niewiasty, blade jak gromnice, Hab wasn ywione - i wasze, dziewice, Z wystpku matczynego zrodzone hybrydy, Ofiary grzechu oraz podnoci ohydy! Mamy co prawda i my - narody schykowe Nie znane dawnym wiekom swe piknoci nowe: Rakiem serca stoczone boleciwe twarze, Piknem smtku i nudy zwane w dzikiej gwarze; Ale owe wytwory naszych muz schorzaych Nie zdoaj wypleni z wntrza serc zgrzybiaych Czci gbokiej i wiecznej dla modoci zotej, - Boskiej, witej modoci, jej sodkiej prostoty, Jej oka pogodnego niby jasna woda Modoci, ktra sieje, jak niebios uroda, Jak beztroski piew ptakw, jak kwiatw kwitnienie Swe wonie, swe melodie, swe wioniane tchnienie! tum. Bohdan Wydga

11

VI Sygnay Rubens, ogrd lenistwa, rzeka niepamici, Nieprzychylne mioci zbyt cielesne oe, Gdzie tylko ycie kbi si, wiruje, krci Jak w powietrzu powietrze i jak w morzu morze; Leonardo, zwierciado o ciemnionym lnieniu, Gdzie z umiechem, agodnym znakiem tajemnicy, Anieli peni wdziku zjawiaj si w cieniu Pinii zamykajcych wstp do okolicy; Rembrandt, sala szpitalna, smutna, rozszeptana, Przeszyta na skro ostrym zimowym promieniem, Gdzie pod olbrzymim krucyfiksem na kolanach Stos zgnilizny si modli szlochem i westchnieniem; Micha Anio, mgawica, przestrze ledwie widna, Gdzie wrd tumu Chrystusw - Herkulesw tumy Kr i gdzie w pmroku gigantyczne widma Rw, wycigajc rce, miertelne cauny; Ty si odway sign po pikno ndznikw, Zawzito zabijakw, cay bezwstyd fauna, Puget, smutny imperatorze galernikw, O sercu, w ktrym wzbiera duma feodalna;

Watteau, karnawa wita, gdzie jakby wprost z ki Synne serca zlatuj si lotem motyli, Gdzie blask wiec na to zwiewne rzucaj pajki Lejc czyste szalestwo na bal jednej chwili; Goya, koszmar, ten koszmar rzeczy niebywaej, Kiedy sabat czarownic gra grotesk raju, Gdzie lubiene staruszki i dziewczynki mae, Aby skusi szatanw, poczochy wcigaj; Delacroix, jezioro krwi - jak widmo kary Cie zielonych sosenek czerwieni rozdziera, A po aobnym niebie dziwny ton fanfary Przebiega jak stumione westchnienie Webera; Ten pacz, co gotw wielbi, bluni, krzywoprzysic, Ekstatyczne Te Deum i Zmiuj si, Panie,

12

Jest echem, ktrym dudni labiryntw tysic, Opium Bogw, co sercu da niepamitanie! To haso powtarzane przez tysice stray, To rozkaz, ktrym tysic ust choszcze przestrzenie, Sygna, co na tysicu cytadel si arzy, Krzyk strzelcw osaczonych przez las i milczenie! Bowiem zaprawd, Panie, jedynym na wiecie Dowodem, ci zawiadczy o naszej godnoci, Jest ten szloch, ktry pynie z stulecia w stulecie, By - nim skona - dopezn na prg twej wiecznoci! tum. Zbigniew Biekowski

13

VII Muza chora O, Muzo moja biedna, co si z tob stao? W twych marzycielskich oczach nocnych zwidze roje, A szalestwo i groza kolejno twe ciao Przyoblekaj w chodu i milczenia zbroj. Czy sukub zielonawy, gnom rowy miao Wylali strach i mio z urn na lica twoje? Czy koszmar despotyczny sw pici zuchwa Zanurzy ci w Minturny legendowe zdroje? Chciabym, aeby szerzc wo witoci yw, Twe ono byo schronem potnym porywom, By twa krew chrzecijaska, lc rytmiczne fale, Dwikom antycznych sylab wtrowaa stale, W ktrych si wci na zmian to Febus odzywa, Ojciec pieni, to wielki Pan, opiekun niwa. tum. Jan Opchowski

14

VIII Muza przedajna Muzo mojego serca, ktrej wykwint drogi, Gdy Stycze Boreasze rozpta surowe, Czy bdziesz miaa w dugie wieczory zimowe Polano, by oywi skostniae swe nogi? A moe bdziesz grzaa swe ciao liliowe Przy ksiyca promieniach; za gdy gd zowrogi Zajrzy - czy z pust kies na gwiadziste drogi Zbiera zoto podysz w sfery lazurowe? Musisz, aby zarobi na kawaek chleba, Niby chopiec kocielny kadzi, gdzie potrzeba, Bez wiary piewa hymny jak szpak wyuczony; Lub jak bazen wykrzywia na godno swe ciao, zy ykajc, udawa wesoo zuchwa, By si zatrzsy miechem posplstwa ledziony. tum. Bohdan Wydga

15

IX Zy mnich Ongi klasztorne mury, zatopione w ciszy, Wizerunkami Prawdy zdobiono wieczystej, I widok ich, wzniecajc pomie wiary czysty, agodzi chd ponury surowoci mniszej. Gdy Chrystusowy posiew kwitn w kornej cnocie, Niejeden znakomity mnich, dzi zapomniany, Dla twrczej swojej pracy bra cmentarne ciany I doczesnoci gardzc, mier sawi w prostocie. - Moja dusza cmentarzem, gdzie, zakonnik lichy, Ca wieczno ju bdz rd samotnej pychy; Nic tych obrzydych murw nie zdobi szaroci. Gnuny mnich, kiedy zdoam, jak z ofiarnej przdzy, Utka oywczy obraz z mej aosnej ndzy, Zbon rk prac dajc oczom ku radoci? tum. Bohdan Wydga

16

X Wrg Burzliwej mej modoci grone, chmurne siy, Mroczc przebyski soca, smagajc nawa, Spustoszenia dokoa takie poczyniy, e w sadzie mym owocw rumianych nie stao. Oto wkraczam ju w myli swej jesie surow I trzeba rydel uj w rce mniejszej siy, By ziemi zamulon przekopa na nowo, Gdzie woda poobia doy jak mogiy. Za kwiaty nowe, co mi si marz jak widma Kto wie, czy znajd w ziemi spukanej jak wydma Mistyczne poywienie, by cieszy nam oczy? - O boleci, boleci! Czas poera ycie w wrg ponury, twardy, co serca nam toczy, Na krwi naszej si tuczy w zachannym swym bycie! tum. Bohdan Wydga

17

XI Pech By Syzyfowy dwiga gaz, Trzeba nie lada dzielnoci. Chocia nam nie brak pilnoci, Sztuka jest duga, krtki czas. Grobowcw synnych mija rzd Serce me, bben stumiony, W cichej cmentarnej ustroni aobny marsz wybija wci. Niejeden cenny klejnot pi W ziemi, gdzie go nie dojrzy nikt, W mroku i zapomnieniu. Niejeden nader wonny kwiat, Zamiast sw woni poi wiat, Widnie w osamotnieniu. tum. Maria Leniewska

18

XII Poprzednie wcielenie W cieniu wzniosych portykw yem w czasach owych, Morskie soca je mnstwem ogni ubarwiay, Wieczorami kolumny, proste i wspaniae, Nadaway im wygld jaski bazaltowych. Fale, co cigle zmienny obraz nieba tocz, Jednoczyy w harmonii dozna uroczystych Wszechpotne akordy melodii soczystych Z odblaskami zachodu w gbi moich oczu. Tam wic zamieszkiwaem wrd rozkoszy cichej, Pord lazuru nieba, fal morza, przepychu I nagich niewolnikw o pachncych ciaach, Co chodzili mi czoo lici palmy wianiem, Za jedyn ich trosk byo przenikanie Bolesnej tajemnicy, ktra mnie nkaa. tum. Marianna Zajczkowska-Abrahamowicz

19

XIII Cyganie w drodze Oto plemi prorocze o oczach poncych Rusza w drog dwigajc dzieci na swych barkach I raz po raz w ich chciwych zanurzajc wargach Skarb bez przerwy gotowy piersi zwisajcych. Mczyni id pieszo pod byszczc zbroj Za wozami, gdzie s ich rodziny stoczone, Wbijajc w niebo oczy smutne, obcione Tsknot za chimer nieobecn swoj. Ze swego piaszczystego cichego schronienia Pasikonik podwaja frenetyczne pienia, Cybela mnoy ziele, drog dla nich moci, Z gazu dobywa wod i kwiaty rozwija Dla tych wiecznych tuaczy, ktrych wzrok przebija Hermetyczn zason tajemnej przyszoci. tum. Maria Leniewska

20

XIV Czowiek i morze Mio dla morza wieczna w twoim wolnym onie! Morze jest twym zwierciadem; ty swojego ducha Badasz w wzburzonej fali, gdy toczy si gucha, I niemniej gorzkie ducha twojego s tonie. Ty chtnie si zatapiasz w gb swego obrazu, Ogarniasz go ramieniem i wzrokiem, a serce Twoje czasem si kocha we wasnej rozterce Na gos tej skargi penej dzikiego wyrazu. Wy jestecie milczcy, pospni oboje: Czowiecze! Nikt nie zbada twych przepaci stokw, Morze! Nikt nie zna skarbw twych skrytych wrd mrokw, Tak skrywacie zazdronie tajemnice swoje! I oto wieki gin wrd czasw otchani A wy bj wci toczycie bez alu, litoci, Tak dzika dza mordu i mierci w was goci, O, bojownicy wieczni, bracia niezbagani! tum. Stanisaw Korab-Brzozowski

21

XV Don Juan w piekle Kiedy Don Juan zstpi nad wody wieczyste I nalenym obolem opaci Charona, Ponury ebrak z okiem dumnym jak Antysten Pochwyci wiosa w silne i mciwe ramiona. W sukniach rozpitych i z obwisymi piersiami Kobiety udrczone wiy si gromad I pod aobnym firmamentem w lad za nim Cigny z wyciem niby wielkie ofiar stado. Sganarel o zapacie z umiechem nadmieni, Kiedy Don Ludwik na tych brzegach nieszczliwych Wskazywa drcym palcem tumom bdnych cieni Zego syna, co szydzi z jego wosw siwych. Czysta, chuda Elwira, okryta aob, Przy maonku niewiernym i kochanku drca, Bagaa go o umiech, w ktrym by na nowo Zalnia pierwszych przysig sodycz przejmujca. Wyprostowany, w zbroi kamiennej, przy sterze, M wyniosy na czarnej wodzie bruzd znaczy, Lecz spokojny bohater, wsparty na rapierze, ledzc za fal, widzie nic wicej nie raczy. tum. Mieczysaw Jastrun

22

XVI Kara za pych W tych dziwnie piknych czasach, gdy jak krzew wspaniay Telogia kwitna ca peni chway, Mwi, e pewien doktor, geniusz nad geniusze, - Kiedy ju by przekona obojtne dusze, Kiedy je by poruszy w ich gbi ospaej I kiedy by ju przeby do niebiaskiej chway Dziwne, jemu samemu nieznajome drogi, Gdzie jeno czystych Duchw pywaj zaogi Jak ci, co zbyt si wspiwszy wzwy, trac rozumy, Zawoa, optany od szataskiej dumy: "O Jezu, may Jezu! wzniosem ci na szczyty! Lecz gdybym chcia by razi po piersi odkrytej Przez twj puklerz - miast chway miaby hab mieszn I dotd byby tylko poczwark ucieszn!" Umys mu si pomci w teme mgnieniu oka; To soce wnet przymia aobna powoka; W mzgu mu si chaosu toczy burza trwona. witynia ongi ywa, pena adu, mona, Tak wybuchajca chwa pod sklepienie Dzisiaj opanowana przez mrok i milczenie, Jako bywa, gdy klucze si zgubi w piwnicy. I odtd by podobny zwierztom z ulicy. I gdy szed, nic nie widzc, przez pola w zieleni I las, nie odrniajc wiosny od jesieni, Brudny, zbyteczny niby zepsute przedmioty Cieszy dzieci i budzi miechy wrd hooty. tum. Czesaw Jastrzbiec-Kozowski

23

XVII Pikno Piknam jest, o miertelni, niby sen z kamienia, A pier moja, co rani niejednego w wiecie, Na to tylko stworzona, by wzbudza w poecie Mio wieczn i niem jak sam sens istnienia. Wrd bkitu janiej jak sfinks niezbadany, Serce niene z biaoci abdzi zrwnuj, Ruch jest mi nienawistny, bowiem linie psuje, I pacz mi obojtny, i miech mi nie znany. Poeci, podziwiajc me ksztaty wspaniae, Jakby z najbardziej dumnych przejte pomnikw, W trudach gorzkich docieka trawi ycie cae. Bo mam, by tych cierpliwych olni mionikw, Zwierciada, ktre wiatu przydaj piknoci: Oczy me, wielkie oczy wieczystej wiatoci. tum. Marian Piechal

24

XVIII Idea Nie owe mde licznoci z taniego obrazka, Z ktrych si nasz zepsuty, lichy wiek wyania, Nie palce do kastaniet, nki ktrym klaska Tum w teatrze, obudz mego serca drgania. Zostawiam Gavarniemu, poecie anemii, To szczebiotliwe stadko piknoci szpitala, Bo nie ma midzy jego rami blademi Kwiatu, jak mj idea, w ktrym wre krwi fala. Twej duszy, Lady Macbeth, co zbrodni wyzwanie Rzucasz, trzeba dla serca, co jest jak otchanie, Ro marze Ajschyla, wichur szarpana; Lub ciebie, wielka Nocy, Michaa Anioa Crko, ktrej spokojna a dziwna moc woa O pieszczoty dla wdzikw godnych ust Tytana! tum. Jan Opchowski

25

XIX Olbrzymka W czasach, kiedy Natura monstrualne pody Rodzia co dzie ze swej potgi ogniowej, Chciabym wtedy przebywa przy olbrzymce modej, niby pikny lubieny kot u stp krlowej. Lubibym patrze na jej ciao, gdy rozkwita Wraz z dusz, olbrzymiejc w straszliwych igrzyskach, Zgadywa , czy pospna namitno w niej skryta, Po jej oczu zamgleniach wilgotnych i byskach. Zabka si pord jej ksztatw niesychanych Albo czoga si po jej ogromnych kolanach, A czasem w lecie, kiedy w soc niezdrowym lnieniu Rozciga si zmczona i w zieleni nurza, W beztroski sen pogry si w piersi jej cieniu, Niby wioska spokojna u gry podna. tum. Mieczysaw Jastrun

26

XX Maska
Posg alegoryczny w gucie Odrodzenia Ernestowi Christophe - rzebiarzowi

Oto bezcenne wdziku florenckiego tchnienie. W falowaniu wypukych mini tego ciaa Dwch sistr, Mocy i Gracji mamy objawienie. Posta kobiety owej icie doskonaa, Delikatna, a silna tak nie do pojcia, W pysznym ou krlowa stworzona zostaa, Arcykapana noce umila lub ksicia.

Spjrz: w mdry a rozkoszny umiech si odziaa Prno. Jak umie nosi ten swj paszcz ekstazy! Czy widzisz to zwodnicze, omdlae i drwice Spojrzenie, t twarz dziecka w obramieniu z gazy, Wszystkie rysy, tak chrem zwyciskim mwice: "Oto Rozkosz mnie wzywa, Mio z wiecem czeka!" Istot tak dostojn majestatem czoa Jakime wdzik powabem dziwnym przyobleka! Zblimy si i obejdmy to pikno dokoa. O, blunierstwo artysty! O, dziwo! Niestety! To u gry si koczy jak potwr dwugowy Wrcy peni szczcia boski tors kobiety! Lecz nie! To tylko maska, sztuki podstp nowy Ta twarz, co wyszukanym umiechem porywa. Oto cignite blem straszliwym oblicze, Oto prawdziwa gowa i oto twarz ywa Za rysy tamtej maski kryje si zwodnicze. Biedna wielka Piknoci! kanie piersi twojej W moje zbolae serce cikie fale toczy. Twe kamstwo mnie upaja, dusz moj poi Rzeka, ktr spod Blu tryskaj twe oczy! Lecz czemu ona pacze, pikno doskonaa, Ktra by rodzaj ludzki, do swych stp rzucia? Jaki srogi bl dry gb atletki ciaa? Ona pacze, szalona... Tak! poniewa ya! Pacze, bo jeszcze yje, ale najobficiej zy wyciska z jej oczu i drenie w niej budzi To, e jutro, niestety, znw j czeka ycie! Jutro, pojutrze, co dzie - tak, jak i nas, ludzi! tum. Jan Opchowski

27

XXI Hymn do Pikna Czy jeste, Pikno, z nieba czy te z pieka rodem? W twym spojrzeniu anielskim i szataskim pynie Cnota mcona zbrodni, przesyt truty godem, Moesz przejrze si w sobie jak pragnienie w winie. W twych oczach jutrznie wstaj, zapadaj zorze, Zapach wieoci ronisz jak po burzy kwiecie, Przez filtr caunkw z ust swych podobnych amforze Sczysz sabo w herosa a zuchwao w dzieci. Idziesz po trupach drwic z ich daremnych ywotw. Gnj nie jest twym diamentem najskromniej bajecznym, Mord, ulubieniec twoich najdroszych klejnotw Na brzuchu wzdtym pych drga w transie tanecznym. Czy jeste blaskiem gwiazdy, czy prochem ciemnoci? Jak wierny pies za tob idzie przeznaczenie. Rzdzisz, za nic nie biorc odpowiedzialnoci I jak popado siejesz rado i cierpienie. ma skwierczc w ogniu wiecy modli si: kapanko wiata, bd pochwalona, spal sny nierozumne! Kochanek gdy pochyla si drc nad kochank Jest jak umierajcy, co pieci sw trumn. Niewane, czy przybywasz z nieba czy te z pieka, Jeli, monstrum genialne z marzenia i bota, Do tej nieskoczonoci, ktra mnie urzeka Tajemnic wieczyst, otworzysz mi wrota. Niewane, czy ci pocz Bg czy bies w otchani, Czy lni welurem oczu wstydy czy bezwstydy, Jeli ujmiesz, jedyna krlowo i pani, Cho troch ndzy yciu, a wiatu ohydy. tum. Zbigniew Biekowski

28

XXII Zapach egzotyczny Kiedy w ciepy, jesienny wieczr przymkn oczy I wdycham zapach twego gorcego ona, Zjawia mi si kraina ta bogosawiona, Gdzie si soce ogniste jednostajnie toczy. Natura na tej wyspie gnunej a uroczej Rodzi szczeglne drzewa i owocw grona. Postawa mczyzn si i wdzikiem znaczona, Wzrok kobiet ci niezwyk szczeroci zaskoczy. Wo twoja w bogie kraje wiedzie moje kroki. Oto las masztw, agli w wyciciu zatoki Wypoczywa po drodze z dalekiego wiata, A zapach, ktry szerz tamaryszkw drzewa, Unoszc si w powietrzu, wci do mnie dolata I z piewem marynarzy w mej duszy si zlewa. tum. Jan Opchowski

29

XXIII Warkocz O runo spadajce a na kark i szyj! Pukle! wonie sennoci jak obcione! O czary! dzi, gdy zmierzch m alkow okryje, By oywi tum wspomnie, co w tych puklach yje, Niemi, jak wonn chustk w powietrzu powion. Cay wiat - tskna Azja i wrzca Afryka Daleki, prawie zgasy w niepamici toni, O lesie wonny, w twoich gbiach si zamyka! A jako inne duchy koysze muzyka, Mj - o mioci moja - pywa na twej woni. Pjd, gdzie krzew i czowiek, peni ycia sokw, Przecigle pij rozkosz pod socem, co arzy; Sploty, jak fala niecie mi w ten wiat urokw! Morze hebanw, w tobie sen wietnych widokw, Sen barw pomieni, masztw, agli i eglarzy: Przysta ttnica wrzaw, gdzie duch mj pi moe Szerok fal wonie, i dwiki, i gwary; Gdzie statki, mknc po zocie i jedwabnej morze, Otwieraj ramiona, by obj przestworze Nieb czystych, palcych wieczystymi skwary. Ach, skro pijan szaem pogr w ten siny Ocean, ktry inny zamkn w swoje tonie; Duch mj subtelny, pieszczon hutaniem gbiny, Odnajdzie was, o podne lenistwa godziny, Na wiecznie koyszcej, wonnej fali onie! Wosy krucze, bandero rozpitych ciemnoci, W was mam tamtych Nieb drugich krg lazurowy; W waszym kdzierzawym puchu - dla mnie goci Upajajcy zapach zmieszanych wonnoci: Pima, smoy, oliwy wyziew kokosowej. Dugo, bez koca do ma po twej cikiej grzywie Bdzie sia pery, zdobi szafirem, rubinem, By zawsze gosu dz mych suchaa yczliwie! Czy nie jest snw oaz, flasz, z ktrej chciwie Cign balsamy, wspomnie upajam si winem? tum. Adam M-ski

30

XXIV Uwielbiam ci jak nocy kopu surow, O naczynie aoci, o wielka niemowo. Im bardziej mnie unikasz, tym bardziej za tob Szalej, moich nocy okrutna ozdobo, I im bardziej przewrotnie mnoysz odlegoci, Co dziel me ramiona od bkitnych woci. Wic ruszam do ataku z przekor zuchwa, Niby mrowie robakw na umare ciao, I miuj, o moja krwi chciwa wadczyni, Nawet ten chd, co jeszcze pikniejsz ci czyni! tum. Maria Leniewska

31

XXV Zwabiaby wiat cay na oe rozpusty, Dziewko z nudw okrutna, pasoycie pusty. Aby wiczy swe zby w tych przedziwnych harcach, Musisz mie co dzie nowe serce do poarcia. Twe oczy, rozjarzone jak sklepw wystawy, Lub race zwoujce cib do zabawy, Korzystaj zuchwale z cudzego przesania, Za nic majc urody swojej przykazania. Maszyno lepa, gucha, w tortury bogata, Ty narzdzie zbawienne pijce krew wiata, Czy si nie wstydzisz? Czy twa uroda nie zblada, Kiedy j odbijay te wszystkie zwierciada? Czy cae Zo, ktrego ty jeste wcieleniem, Nie przejo ci kiedy nagym przeraeniem, Gdy Natura, co w tajnych swych celach jest wielk, Tob si posuguje - aby ulepi geniusza? O, ta skalana wielko! Wzniole poda dusza! tum. Maria Leniewska

32

XXVI Sed non satiata Dziwne bstwo o skrze ciemniejszej od nocy, Pachnce mieszanin pima i hawany, Dzieo magii poczte przez Fausta sawanny, Czarownico zrodzona o czarnej pnocy, Nad opium, nad konstanc, wina wielkiej mocy Chwal bardziej eliksir twych ust niezrwnany, Cystern twoje oczy s dla karawany Mych znue i poda ku tobie cigncych. O niechaj mi oszczdz aru i podniety Wielkie okna twej duszy, te renice czarne, Diablico bezlitosna! Ja ci nie ogarn Dziewi razy jak Styks i nie zdoam niestety, By ci wpdzi do matni nareszcie znuon, W piekle twojego ka sta si Persefon! tum. Adam Wayk

33

XXVII W swych sukniach falujcych o tonie perowym Idc zdaje si taczy siejc wok blaski, Niczym te dugie we, ktre w ruch miarowy Wprawia fakir hinduski na kocu swej laski. Niczym ponure piaski i niebo Sahary, Zastyge i nieczue na ludzkie cierpienie, Jak morza dug fal wezbrane obszary, Porusza si spokojnie, obojtnie, sennie. Jej lnice oczy z gadkich kamieni s rnite I w caej tej naturze dziwnej, symbolicznej, Gdzie z anioem nietknitym zla si sfinks antyczny, Gdzie wszystko tylko zotem, stal i diamentem Byszczy, niczym oblicze zbytecznej planety, Lodowaty majestat jaowej kobiety. tum. Maria Leniewska

34

XXVIII Taczca mija Lubi, senny mj aniele, Zot, mienic Na przecudnym, gibkim ciele Tw skr lnic! Wosw twoich las odurza Wonn gbin, Do jak pywak si zanurza W to czarnosin. Niby rankiem d zbudzona Przez wietrzyk nagle, Dusza jeszcze rozmarzona Rozpina agle. Snem twe oczy ociae, Z chodnym wyrazem, To klejnoty, gdzie si zlay Zoto z elazem. Zda si, gdy twa posta mija, Pikna, niedbaa Jakby si na lasce mija W takt koysaa. Gowa, pena snw leniwych, Jak u dziecitka, W rytm si sania pieszczotliwych Ruchw sonitka. Kibi twa, jak d rybacza. Chyli si w chodzie Z boku na bok - zda si macza Swe reje w wodzie. Niby zdrj, co z niegw trynie Po lnicych zrbach, Kiedy wilgo ust twych prynie Na biaych zbach Jakbym u Rajskiego Gazdy Pi tgie wino Niebo pynne, a w nim gwiazdy Chon z t lin!

35

tum. Bohdan Wydga XXIX Padlina Przypomnij sobie, comy widzieli, jedyna, W ten letni, tak pikny poranek: U zakrtu leaa plugawa padlina Na ciece wirem zasianej. Z nogami zadartymi lubienej kobiety, Parujc i siejc trucizny, Niedbaa i cyniczna otwara sekrety Brzucha penego zgnilizny. Soce prac to cierwo jarzyo si w grze, Jakby rozoy pragno I odda wielokrotnie potnej Naturze Zczone z ni niegdy dzieo. Bkit oglda szkielet przepysznej budowy, Co w kwiat rozkwita jaskrawy, Smrd zgnilizny tak mocno uderza do gowy, e omal nie pada na trawy. Brzczaa na tym zgniym brzuchu much orkiestra I z wntrza larw czarne zastpy Wypezay ciekajc zwolna jak ciecz gsta Na te rojce si strzpy. Wszystko si zapadao, jarzyo, wzbijao, Jak fala si wznosio, Rzekby, wzdte niepewnym odetchnieniem ciao Samo si w sobie mnoyo. Czerwie biegy za obcym im brzmieniem muzycznym Jak wiatr i woda bieca Lub ziarno, ktre wiejacz swym ruchem rytmicznym W opace obraca i wstrzsa. Forma wiata stawaa si nierzeczywista Jak szkic, co przesta nci Na ptnie zapomnianym i ktry artysta Koczy ju tylko z pamici. A za skaami niespokojnie i z ostrona Pies ledzi nas z byskiem w oku

36

Czatujc na t chwil, kiedy bdzie mona Wyszarpa ochap z zewoku. A jednak upodobnisz si do tego bota, Co tchem zaraliwym zieje, Gwiazdo mych oczu, soce mojego ywota, Pasjo moja i mj aniele! Tak! Tak bdziesz kiedy, o wdzikw krlowo, Po sakramentach ostatnich, Gdy zejdziesz pod zi yznych urod kwietniow, By gni wrd koci bratnich. Wtedy czerwiowi, ktry ci bdzie beztrosko Toczy w mogilnej ciemnoci, Powiedz, em ja zachowa form i tre bosk Mojej zetlaej mioci! tum. Mieczysaw Jastrun

37

XXX De profundis clamavi Jedynie, ukochana, bagam twej litoci Z gbi przepaci mrocznej, gdzie serce me kona! Wszechwiat to czarny, nad nim z oowiu opona, Tam przestrach i blunierstwo nurza si w ciemnoci. Soce bez aru nad nim wznosi si p roku, Drugie p roku ziemi okrywa noc czarna. Jest to kraj bardziej nagi ni ziemia polarna; Ni zwierza, ni zieleni, ni drzew, ni potoku! I nie ma zgrozy wikszej, straszniejszej na ziemi Nad zimn srogo soca z blaski lodowemi I ow noc bezmiern wiecznego chaosu. Zwierztom najpodlejszym zazdroszcz wic losu, Bo sen je w odrtwiao bezmyln spowija: Tak z wrzeciona si wolno ni czasu odwija! tum. Stanisaw Korab-Brzozowski

38

XXXI Wampir Ty, co tak wesza w serce moje, Jak sztylet w gb wraego ona, Ty silna jak demonw roje, Co przesza prna i szalona, Aeby woci mie i oe Z podeptanego mego ducha, Z ktr si zrosem, pody tworze, Jak rab przyrasta do acucha, Jak wcieky gracz o grze pamita, Jak pijak, co ust nie oderwie Od flaszki, jak tkwi robak w cierwie Przeklta bd! Przeklta! Mylaem: Nieche ostrze szpady Gwatownym pchniciem mnie wyzwoli! Lub zaklinaem ciche jady, By dopomogy mi w zej doli. Niestety, c? Trucizny, miecze Odpowiedziay mi z pogard: "Nie jeste godzien, ndzny czecze By tw niewol skruszy tward; Zaprawd, o stworzenie gupie, Gdy panowanie jej upadnie, Twe pocaunki zbudz snadnie ycie w wampira twego trupie." tum. Jan Opchowski

39

XXXII Pewnej nocy ze straszn ydwk spdzonej - Niczym trup obok trupa tak przy mnie leaa Marzyem obok tego kupionego ciaa O piknej odtrconej, chocia upragnionej. Wyobraaem sobie jej wdziki wrodzone, Wzrok, w ktrym si odbija majestat i sia, Koron bujn wosw, ktr mnie olnia I na wspomnienie ktrej zawsze cay pon. Ach, jak arliwie mgbym caowa twe ciao I od twoich stp chodnych do czarnych warkoczy Skarby pieszczot pomiennych i czuych roztoczy, Gdyby raz si udao poruszy ci ca I gdyby kiedy, moja okrutna krlowo, za zamia twych oczu wspaniao surow. tum. Maria Leniewska

40

XXXIII Pomiertne ale liczna, chmurna ty moja, gdy do snu twe zwoki Pod czarnym marmurowym zo ju kamieniem, Gdy jedynym twym zamkiem, alkow, schronieniem, Stanie si sklep wilgotny albo d gboki; Gdy pier przetoczy ciar straszliwej opoki I gniotc kibi gitk, wdziczn zleniwieniem, Nie da sercu uderza wol i pragnieniem, I powstrzyma twe lekkie, swobodne dzi kroki Wwczas grb, mych snw wiecznych powiernik jedyny, (Bo poeta si zawsze rozumie z mogi) Bdzie ci szepta w dugie bezsenne godziny: "Kurtyzano nieszczera, ach, czemu ci byo Nie zazna tego, po czym wiat umary pacze?" I czerw toczy si bdzie jak alu rozpacze. tum. Adam M-ski

41

XXXIV Kot Pjd w me ramiona, kocie mj przeliczny, Schowaj pazurki swe bez alu, Niech przejrz si w twych oczach fosforycznych, Stopie agatu i metalu. Gdy moje palce czule gaszcz, strosz Futerko twoje, grzbiet sprysty, I moja do upaja si rozkosz Czujc, jak bij z ciebie iskry, Widz w mylach sw on. Jej spojrzenie, Jak twoje, wdziczne me stworzenie, Gbokie, zimne, przeszywa jak strzaa, I od stp a po czubek gowy Przedziwna jaka wo, zapach pimowy, Snuje si w krg smagego ciaa. tum. Maria Leniewska

42

XXXV Duellum Dwaj rycerze si zeszli, skrzyowali szpady, Rozpryskujc dokoa i krew, i byskania. - Ta szermierka, szczk broni - to przecie s zwady Modoci, ktra pada upem podania. Bro prysa - niczym modo, nasza modo, dziecko, Niestety! Ale zby i okrutne szpony Wnet pomciy elazo, t kling zdradzieck. - O szale serc dojrzaych, mioci zranionych! W rozpadlin, gdzie czaj si rysie i sowy, Skrapiajc ciernie krwi swej szlakiem purpurowym, Dziko zwarci staczaj si antagonici. Znajdziemy naszych blinich na dnie tego pieka. Stoczmy si tam bez alu, amazonko wcieka, By uwieczni arliwo naszej nienawici! tum. Maria Leniewska

43

XXXVI Balkon Matko wspomnienia, kochanie kochania, Ty, Wszystkie moje wizy i wszystkie rozkosze! Pieszczot pikno przypomnisz, oto si odsania Cisza domu, wieczorw uroki najsodsze, Matko wspomnienia, kochanie kochania! Wieczory rozjanione wgli tlcych arem O wieczory w rowych dymach na balkonie. Jake dobra pier twoja! Serce jakim darem! Sowa ktre nie gin mwilimy sobie W wieczory rozjanione wgli tlcych arem. Jake pikne s soca w te ciepe wieczory! Przestrze jaka gboka! W sercu jaka sia! Chyliem si ku tobie, wielbiona z wielbionych, Wdychaem zapach krwi, co twarz twoj palia. Jake pikne s soca w te ciepe wieczory! Noc gstniaa powoli niby ciana ciemna I moje oczy renic twych w czerni szukay, I piem oddech twj, sodyczy trucizn pena, I twoje stopy w doniach mych braterskich spay. Noc gstniaa powoli niby ciana ciemna . Znam sztuk i szczliwe chwile znowu wskrzesz. Przeszo u twoich kolan zamknit widziaem, Bo gdzie jest rado rwna bolesnej uciesze, Jak ty swoim drogim nasycaa ciaem? Znam sztuk i szczliwe chwile znowu wskrzesz. Te szepty, pocaunki, przysigi natchnione, Z przepaci, w ktr wejrze nie mie nikt, czy wstan, Jak wznosz si na niebo soca odmodzone, Obmyte w gbi mrz, zbryzgane son pian? O szepty! Pocaunki! Przysigi natchnione! tum. Czesaw Miosz

44

XXXVII Optany Kir przysoni ju soce, I ciebie, mj cudzie, Luno mojego ycia! niechaj mrok oplecie; Pal, albo marz - jak zechcesz; zapomnij o wiecie I ca dusz w smutku si zanurz, czy Nudzie. Tak ci lubi! Gdyby wolaa dzi przecie, Jak gwiazda po zamieniu, popyn ku zudzie Szau - zajanie blaskiem, gdzie si tocz ludzie: Jak chcesz! Wyjd z pochwy, bynij, przeliczny sztylecie! Zapal swoje renice w kinkietw pomieniach, Rozpalaj guche ognie dz w samczych spojrzeniach! Wszystko od ciebie- rozkosz i cierpienie - lubi! Czy, jak chcesz, nocy czarna, jutrzenko rana; Fibra w mej duszy kada woa rozekana: Ubstwiam ci bezwolnie, drogi Belzebubie! tum. Bohdan Wydga

45

XXXVIII Widmo I Ciemnoci W niezgbionych mych smutkw pospnej jaskini, Gdzie mnie ju zamkn wyrok Przeznacze surowy; Kdy nie wnika promie wesoy, rowy, Kdy ze mn Noc tylko, chmurna gospodyni; Jestem jak potpieniec, przez Boga szyderc Skazany na tle cienia malowa - niestety! Kdy - kucharz grobowe gotujcy wety Warz wci i spoywam wasne moje serce Chwilami byska, zwiksza si, ronie na jawie Widmo stworzone z blaskw wspaniaych i czarw; Po marzycielskich wschodnich rysach i postawie, Gdy ju zwykego wzrostu dosignie rozmiarw, Poznaj j: ta pikna moja mara senna To ona! Taka chmurna - jednak tak promienna! tum. Adam M-ski II Wonie Czytelniku, czy kiedy wdycha piersi ca, Powoli i z rozkosz, pucami chciwymi, Bogi zapach kadzida, co pynie w wityni, Albo torebki z pimem smug niezwietrza? O te czary gbokie, upija si nimi, Odczu w chwili obecnej przeszo zmartwychwsta! Tak kochanek, tulcy uwielbiane ciao, Zrywa ze kwiaty wspomnie zmysami godnymi. W cikiej i elastycznej wosw jej gstwinie Tej ywej kadzielnicy, saszetce alkowy, Pyn zapach szczeglny, zmysowy i powy, A czy to aksamity byy, czy muliny, Wydzielay modoci przesike jej stroje Podobne woni futra aromaty swoje. tum. Maria Leniewska

46

III Rama Jak ptno mistrza, znane z swej doskonaoci, W kosztownej ramie czyni mocniejsze wraenie, Bo budzi w nas przedziwne jakie zamylenie, Gdy staje si osobne w swojej skoczonoci, Tak sprzty, metal, zoto i drogie kamienie Stosoway si do jej niezwykej piknoci I nic nie mogo zmci jej wielkiej jasnoci, A wszystko byo dla niej trafnym obramieniem. Niekiedy jej, o dziwo, chyba si zdawao, e wszystko chce j kocha: swoje nagie ciao Z rozkosz zanurzaa w jedwab i muliny, dna ich pocaunkw czuych i zmysowych, A kade z jej porusze, sennych lub nerwowych, Ujawniao modziutkiej mapki wdzik dziecinny. tum. Maria Leniewska IV Portret mier i choroba czyni gar popiou Z tego pomienia, ktry dla mnie pon, Z oczu ognistych i czuych pospou, Z tych ust, na ktrych jam tak sercem ton, Z tych pocaunkw mocnych jak balsamy, Z uniesie ywszych od promieni soca Okropne, duszo moja! - c dzi mamy? Co pozostao? Szkic, kartka niknca, Ktra wraz ze mn samotnie umiera O ktr starzec zoliwy, Czas srogi, Z dniem kadym cikim skrzydem swym zaciera... Morderco czarny, yciu, sztuce wrogi, W pamici mojej nie zatrze twa sia Tej, co mym szczciem i m chlub bya! tum. Adam M-ski

47

XXXIX Wiem, dajc ci te wiersze, e gdy imi moje Do oddalonych epok szczliwie dopynie I sprawi - d niesiona wichrem po gbinie e w ludzkich mzgach bd wzbiera snw przyboje, Wwczas i pami twoja o szarej godzinie Jak tympan czytelnika przejmie niepokojem, A majc ju bratersk, mistyczn ostoj W mych dumnych rymach - baniom podobna, nie zginie; Prcz mnie, od den przepaci do nadchmurnych dali Nic ci nie odpowiada, wyklta istoto; Jak cie przelotny wzrokiem jasnym, lekk stop Odtrcasz miertelnikw tpych, co uznali, Aniele spioczoy, e jad sczysz wiatu, Ty, posgu o czarnych oczach jak z gagatu! tum. Jzef Waczkw

48

XL Semper eadem "Skd pochodzi - pytaa - smutek, co przysania Dusz, jak gorzka fala przez morze nagnana?" - Skoro si dokonao w sercu winobrania, ycie staje si mk. Prawda nazbyt znana. Smutek to dziwnie prosty, codzienny, odwieczny, Tak jak twj miech radosny. Wic ty rado chwytaj, Ma pikna - ciekawoci twej szkoda serdecznej; I cho twj gos brzmi sodko - na lito, nie pytaj! Nie m radoci ycia, niewiedz skrzydlata, Rozemiana jak dziecko! Silniej nili ycie Nieraz nas subtelnymi wizy mier oplata. Pozwl, niech si me serce pogry w zudzeniu: W twych oczach mi si widzi dawnych snw odbicie Gdy wiadomo w kojcym rzs twych drzemie cieniu! tum. Bohdan Wydga

49

XLI Caa Dzi rano cakiem niespodzianie Sam Diabe przyszed mnie odwiedzi I chcc zaskoczy mnie pytaniem, Rzecze przymilnie: "Chciabym wiedzie, Pord przelicznych czci owych, Co si skadaj na jej ciao, Wrd rzeczy czarnych i rowych, Co tworz cao doskona Co jest najsodsze?" - Moja dusza Odrzeka Przekltemu skromnie: "Jej pikno caa mnie porusza I wszystko w niej przemawia do mnie. A skoro cao tak zachwyca, Kochanek wybra nic nie moe. Kojca jest jak blask ksiyca, Olniewa niczym ranne zorze; Jej ciao rzdzi si harmoni I wdzikiem zbyt niewymuszonym, By analiza sab doni Moga zapisa wszystkie tony. O czarodziejska ty przemiano, Granica zmysw mi umyka! Jej sowa woni s ran, Jej sodki oddech to muzyka!" tum. Maria Leniewska

50

XLII Co powiesz duszo, biedna, samotna w zmierzch bogi, Co powiesz, serce, serce me niegdy zwarzone, Tej bardzo piknej, bardzo dobrej, bardzo drogiej, Ktrej wzrok boski z ciebie zdj zwid zason? - By piewa jej pochway, wzniemy dumnie czoa: Jej sodkiej wadzy wszelka sodycz pozazdroci; Uduchowione ciao jej ma wo Anioa, A jej oko odziewa nas w szat wiatoci. Czyli to bdzie w ciszy, wrd nocy samotnej, Czy to w ulicy, w tumie, jej zjawisko lotne W powietrzu taczy niby pomienie pochodni. Czasem mwi: "Jam pikna! Niech nad wszystko pomn Kocha Pikno, jeeli mioci mej godni. Jestem Anioem Strem, Muz i Madonn". tum. Mieczysaw Jastrun

51

XLIII ywa pochodnia Prowadz mnie te Oczy broczce wiatami, Ktrym Anio wszechmogcy magnesw da si; Prowadz boskie siostry, co s mi siostrami, Oczy me olniewajc diamentowym pyem. Od zego i zdradliwych chronic mnie zasadzek, Krok mj ku drodze Pikna kieruj arliwie; Moimi s sugami i czuj ich wadz, Caym sob posuszny tej pochodni ywej. Wdziczne Oczy, mistyczne zapalacie uny Niby wiece w poudnie, gdy soce w zenicie Rowi je, lecz lnie fantastycznych nie tumi. One mier wic, wy Przebudzenie gosicie; Wiodc mnie opiewacie duszy mej zbudzenie, Gwiazdy, ktrych nie zami adnych soc pomienie! tum. Artur Midzyrzecki

52

XLIV Powrotno Aniele peen adu, czy ty znasz te lki, Wstyd, wyrzuty sumienia, napady niemocy I niejasne koszmary tych straszliwych nocy, Co ciskaj nam serce kleszczami udrki? Aniele peen adu, czy ty znasz te lki? Aniele peen dobra, znasz ty kania mciwe, Znasz ty pi nienawici w mroku zacinit, Gdy zemsta sw pobudk wygrywa przeklt, Wywoujc pokusy w sercu chorobliwe? Aniele peen dobra, znasz ty kania mciwe? Aniele peen zdrowia, znasz te chore Zjawy, Co wzdu ponurych murw zimnego szpitala Wlok si jak wygnacy od ojczyzny z dala, Chwytajc promie soca rzadki i askawy? Aniele peen zdrowia, znasz te chore Zjawy? Aniele peen pikna, znasz ataki trwogi Przed starzeniem si ciaa, znasz groz cierpienia, Gdy czytamy ukryt hab powicenia W oczach, skd nasze oczy piy trunek bogi? Aniele peen pikna, znasz ataki trwogi? Aniele peen szczcia, chway i jasnoci! Si i zdrowia by da Dawid konajcy Od emanacji z ciaa twojego pyncych. Ja tylko ci o mody bagam w mej ufnoci, Aniele peen szczcia, chway i jasnoci! tum. Maria Leniewska

53

XLV Wyznanie O moje rami gadkim, rozkosznym ramieniem Wspara si pani raz jedyny (W gbi duszy pospnej nie blaknie wspomnienie Tej jasnej, miej mi godziny). Byo pno: jak nowy medalion z daleka Jarzya si penia miesica I nad upiony Pary spywaa jak rzeka Dostojno nocy cisz tchnca. Snuy si jeszcze koty z podcienia w podcienie, Przez bramy miejskie przechodziy Z uchem na czatach lub te, jak najdrosze cienie, Ospale nam towarzyszyy. Nagle w tej tak swobodnej ciszy poufaej, Subteln powiat olnionej, Z ust pani, instrumentu, ktrym przepyway Zawsze najradoniejsze tony, Z ust pani, jasnej, rzekiej jak w rozbyskach rana Fanfara wietlana i piewna, Wydobya si nuta dziwnie rozpakana, Nuta jkliwa i niepewna, Wta, niesamowita, niczym dziecko, ktre By nie wieci za nie oczyma W tajemnicy przed wiatem, ohydne, ponure, W najdalszej piwnicy si trzyma. Zwierzya mi, aniele, wszystkie swoje ble: "Jak ten wiat pozorami udzi I jak wszdzie, cho w oczy spoglda nam czule, Zdradza si samolubstwo ludzi; Jaki to trudny zawd by pikn kobiet I jakie to strasznie banalne, Gdy tancerka si spala w umiechach, wie to, Bo to umiechy machinalne; Jaka gupota serce nazywa ostoj; Jak pikno, mio, wszystko rwie si, A strzpy te, rzuciwszy je w kobiak swoj, Niepami Wiecznoci zaniesie!"

54

Czsto mi przed oczyma w ksiyc oywa, Owa cisza i nage ale w intymny, cho dwiczy w nim nuta straszliwa, Szept prze serca konfesjonale. tum. Jzef Waczkw

55

XLVI wit duchowy Gdy wit biaorowy w rozpustnika duszy Spotyka si z drczycielem sumie - Ideaem, Dziaaniem tajemnicy mciwej w odrtwiaem Bydlciu picy anio nagle si poruszy. Niedostpnych Nieb Ducha bkitne rozogi Przed ndznikiem, co jeszcze cierpi, tskni, roi, Otwieraj si cignc do otchani swojej. Tak, o czysta Istoto, mj Idolu drogi, Nad dymicymi orgij bezmylnych szcztkami Pikniej, rowiej lni mi twj obraz i janiej, I kry przed oczami mymi, i nie ganie. Soce czerni wiec pomie, a zjawa twa, Pani, Wci zwyciska, o duszo w chwale janiejca, Podobna jest do wiecznie wieccego soca. tum. Maria Leniewska

56

XLVII Harmonia wieczorna Kwiatw na swych odygach senne wirowanie, Kady z nich le zapachy niczym kadzielnica. Dwikw i aromatw jedno nas zachwyca. Walca melancholijne, bogie koysanie! Kady kwiat le zapachy niczym kadzielnica. Skrzypiec drenie jak serca bolesne wzdychanie. Walca melancholijne, bogie koysanie. Niebo smutne i pikne jak strojna kaplica! Skrzypiec drenie jak serca bolesne wzdychanie, Serca, ktre przeraa bytu tajemnica. Niebo smutne i pikne jak strojna kaplica! Soce si utopio w swej krwi oceanie! Serce, ktre przeraa bytu tajemnica, Chwyta bogiej przeszoci kade zawoanie. Soce si utopio w swej krwi oceanie... Twoje wspomnienie ponie we mnie jak gromnica. tum. Maria Leniewska

57

XLVIII Flakon S wonie, ktrych sia porowato rzeczy Ujawnia, i szka nawet spoisto niweczy. Otwierajc przyby ze Wschodu szkatu, Co broni si swym zamkiem, elaznym muskuem, Czy w jakiej szafie w dawno opuszczonym domu Dranicej woni czasw nieznanych nikomu Mona znale niekiedy flakon pamitliwy, Skd wyania si dusza, by znw by wrd ywych. Poczwarki cmentarniane, myli, namitnoci Zmorzone snem pod cik powa ciemnoci, Oswobadzaj skrzyda, aby istnie w locie Malowane lazurem i kpane w zocie. W zamconym powietrzu upojne wspomnienie Wiruje, gasn oczy. Zawrotne omdlenie Paraliuje dusz, pokonan wlecze Ku przepaci, gdzie le miazmaty czowiecze, I miady j na progu przepaci, tej trumny Gdzie azarz aromatu zrywa swe cauny, Budzi si, rusza, wstaje jako byt spektralny Przegniej ju mioci, on, trup tryumfalny. Tak i ja wreszcie w ludzkiej zgubiony pamici, W kt jakiej smutnej szafy, wrd kurzu i mieci Rzucony, flakon stary, poobtukiwany, Pusty, brudny, samotny, lepki, popkany Bd twoim grobowcem, urocza zgnilizno, wiadkiem twej siy niegdy udzcej tyzn, Trucizno, ktr rka anioa mordercza Nam podaje. O ycie! mierci mego serca! tum. Zbigniew Biekowski

58

XLIX Trucizna Wino nadaje klitek ubogich lichocie Przepych wasnej purpury I jak czarodziej wznosi bajeczne marmury W swoich oparw zocie, Niczym smugi soneczne, co strzel zza chmury. Opium nam wyolbrzymia to, co nie ma miary, Bezgraniczno wydua, Pogbia bezdni czasu, w rozkoszy nas nurza, Sczy pospne czary, Ktrymi nad pojemno wypenia si dusza. Lecz zdradliwsz trucizn kryj twe zielone Oczy, o moja mia, Gdzie moja drca dusza si na wspak odbia, A moje sny spragnione Pij z tych gorzkich rde, gdzie drzemie za sia. Ale jeszcze mocniejsze jest straszne dziaanie Twojej piekcej liny, Co odbiera mej duszy wszelki posmak winy I grc j w otchanie Ciska na wp omdla do stp Prozerpiny. tum. Maria Leniewska

59

L Zasnute niebo Wzrok twj jakby oparem mgy tajnej spowity. Oko twe zagadkowe (ziele czy bkity? W nim czuo, rozmarzenie, to znw - nieprzystpno...) Odbija blado nieba, nieba obojtno. Jeste jak te dni biae, letnie i wilgotne, ktre pacz sprowadzaj na serca samotne, Gdy, blem niezbadanym nkane bez przerwy Drwi z umysu picego zbyt napite nerwy. Przypominasz mi czasem widnokrg uroczy, Kiedy soce zasnute po nim si przetoczy. O, jake mnie olniewasz, smutny krajobrazie, Na ktry mgliste niebo swe promienie kadzie! Kobieto niebezpieczna, czarowny klimacie! Czy, gdy nieg i szron przyjd, swj czar utrzymacie? Czy niewzruszonej zimy miesice mi dadz Rozkosze bardziej ostre ni szko i elazo? tum. Marianna Zajczkowska-Abramowicz

60

LI Kot I Po moim mzgu si przechadza, By w domu wasnym, kot dorodny, Ogromny, silny i agodny. Mruczeniem nic mi nie przeszkadza, Bo gos dyskretny ma i mikki, Lecz bd aszcy si, bd gniewny, Ten gos gboki jest i pewny: W tym jego sekret oraz wdziki. Ten gos, skd pery zda si pyn A gdzie na gbie me najszczersze, Przepenia mnie jak huczne wiersze I rozwesela mnie jak wino. Wszystkie zawiera on ekstazy I wszystkie koi mi boleci; A do najduszej opowieci Nie s potrzebne mu wyrazy. Nie, aden smyczek nie rozkrwawi Tych skrzypiec, co s sercem mojem I swym dwiczcym niepokojem W takie wibracje go nie wprawi Jak gos twj, zwierz niemiertelne, Kocie zasobny w dziww wiele I w ktrym wszystko, jak w aniele, Jest harmonijne i subtelne! II A jego futro biao-bure Tak tg woni tchnie z gstwiny, em si odurzy, raz jedyny Gadzc puszyst jego skr. To duch domowy w mej komorze; Niby wadyka w swym krlestwie, Sdzi i wada w mym jestestwie; Moe jest wieszczem, bogiem moe?

61

Jak za magnesem si kolebie Iga busoli, tak me oczy Zdaj za nim, gdzie bd kroczy. I gdy w samego zajrz siebie, Widz, zdumiony, e w tym ciemnie Para si kocich renic pali Na ksztat yjcych dwch opali, Co przenikliwie patrz we mnie. tum. Czesaw Jastrzbiec-Kozowski

62

LII Pikny statek Nie mog si napatrze, tkliwa czarodziejko, Zdobicym twoj modo najrniejszym wdzikom; Chc odmalowa tw urod, Gdzie z dojrzaoci lata zczyy si mode. Gdy idziesz roztrcajc sukniami powietrze, Jeste jak pikny statek, co zagarnia przestrze, Pod penym aglem pyncy w rytm powolny, leniwy i zachwycajcy. Na krgych barkach, szyi toczonej, szerokiej Twa gowa niesychanym pyszni si urokiem; Masz spokojne i wadcze oczy, Gdy, o dzieci wspaniae, tak przed siebie kroczysz. Nie mog si napatrze, tkliwa czarodziejko, Zdobicym twoj modo najrniejszym wdzikom; Chc odmalowa tw urod, Gdzie z dojrzaoci lata zczyy si mode. Pier twa, pynca naprzd, gdy mor napina, Pier twa triumfujca szaf przypomina, Ktrej jasne, wypuke dyski S jak gdyby puklerze rzucajce byski. Tarcze dranice, w grot rowy uzbrojone! Szafo sodkich tajemnic, pena rnych pont, Gdzie likiery, wina, perfumy Przyprawiaj o obd serca i rozumy! Gdy idziesz roztrcajc sukniami powietrze, Jeste jak pikny statek, co zagarnia przestrze, Pod penym aglem pyncy W rytm powolny, leniwy i zachwycajcy. Twoje szlachetne uda, wrd falban krce, Budz i podsycaj ciemne dze Jak dwie czarownice, co warz Czarny napj, schylone nad gbok waz. Dla twych ramion igraszk byby siacz mody, Ze lnicymi wami mog i w zawody, Dla uciskw mocnych ci dane, Jakby si mia odcisn w twym sercu kochanek.

63

Na krgych barkach, szyi toczonej, szerokiej Twa gowa niesychanym pyszni si urokiem; Masz spokojne i wadcze oczy, Gdy, o dzieci wspaniae, tak przed siebie kroczysz. tum. Seweryn Pollak

64

LIII Zaproszenie do podry Z tob, sercu mi, Jak by piknie byo Tam daleko spdzi ycie, Kocha si do woli, Dokd los pozwoli W kraju, co jest twym odbiciem. Soca blask stumiony Z niebios tych zamglonych Moj dusz wci urzeka Czarem tajemniczym Oczu twych zwodniczych, Gdzie ukrywa z powieka. Tam pikna, adu objawienie, Przepych i cisza, upojenie. Pokj nam ustroj Pikn form swoj Meble lnice lat patyn I najrzadsze kwiaty, Ktrych aromaty W lekki zapach ambry spyn. Rzebione sufity, Wielkich luster pyty, Cay splendor orientalny, Wszystko to poruszy Struny naszej duszy Swoim gosem naturalnym. Tam pikna, adu objawienie, Przepych i cisza, upojenie. Popatrz na kanay, Na ten zastp cay Statkw, ktry cicho drzemie. One zaspokoj Kad chtk twoj, Po to okryy ziemi! Ju wieczorne soce Wolno zachodzce Stroi miasto, pola, wody W hiacynty i zoto. wiat zasypia oto W czuym blasku swej urody.

65

Tam pikna, adu objawienie, Przepych i cisza, upojenie. tum. Maria Leniewska

66

LIV Nieodwoalne Powiedz, czy mona zdusi w sobie gos sumienia, ywy, prny, niesforny, Co jak robak wrd trupw ma w nas poywienie, Albo w dbinie kornik? Powiedz, czy mona zdusi w sobie gos sumienia? W jakim winie, wywarze, w jakich wd krynicy Utonie wrg zaarty, Niszczycielski, aroczny niczym ladacznice, Niczym mrwka uparty? W jakim winie? Wywarze? W jakich wd krynicy? O pikna czarownico, zdrad, jeli wiesz sama, Duszy, co w trwodze pyta, Co jest jak konajcy pod rannych stosami, Pod ciosami kopyta, O pikna czarownico, zdrad, jeli wiesz sama, Dogorywajcemu - ju wilk pdzi z kniei, Ju kruk zacz czyhanie, onierzowi pademu - czynie ma nadziei, e grb i krzy dostanie? O biedny konajcy, ju wilk pdzi z kniei! Czarne niebo czy mona rozpomieni w blasku, Mrok przebi nieprzejrzany, Gciejszy nili smoa, bez zmierzchu ni brzasku, Z gwiazd, z byskawic wyprany? Czarne niebo czy mona rozpomieni w blasku? Nadzieja janiejca na szybach Zajazdu Zdmuchnita ju na wieki! Jak odnale w noc tak, w noc bez jednej gwiazdy, Ofiary drg dalekich? Diabe wszystko pogasi na szybach Zajazdu! Przeliczna czarownico, lubisz potpionych? Wiesz, e nie ma odwrotu? Znasz gos sumienia, kiedy jadem przepojony Zatapia w sercu groty? Przeliczna czarownico, lubisz potpionych? Nieodwoalne szarpie swym zbem przekltym Serce, ten pomnik klski,

67

I czsto atakuje gmachu fundamenty, Jak termit, wrg zwyciski. Nieodwoalne szarpie swym zbem przekltym! ...Dostrzec mogem niekiedy w gbi zwykej sceny, W instrumentw ferworze, Wrk, jak zapalaa na niebie piekielnym Cudown jak zorz. Dostrzec mogem niekiedy w gbi zwykej sceny Wrk, utkan z blasku, ze zota i z gazy, Pokonujc czarta, Lecz moje biedne serce, co nie zna ekstazy, Jest scen, co - uparta Prno czeka na wrk o skrzydekach z gazy! tum. Marianna Zajczkowska-Abrahamowicz

68

LV Rozmowa Ty nieba jesiennego bkit, cisz tchncy! Lecz smutek ronie we mnie, jak morze w przypywie, A odpywajc osad zostawia piekcy Na mej wardze - wspomnienie, co ksa j chciwie. Na moj pier mdlejc kadziesz do... Niestety! To, czego szukasz, droga, to miejsce zhabione Zbami i szponami okrutnej kobiety. Nie szukaj ju tam serca: przez bestie zjedzone. Moje serce to paac, w ktrym tuszcza wyje, Upija si, morduje, chwytajc za wosy! - Jaka wo twoj nag w krg opywa szyj!... Pikno! Swym biczem twardym tworzysz nasze losy! Nieche pomie twych oczu w popioy zamienia Te szcztki z bestialskiego wydarte zniszczenia! tum. Jan Opchowski

69

LVI Pie jesienna I Niebawem nas ogarnie wstrtny mrok i plucha. egnaj, ywa jasnoci zbyt krtkiego lata! Ju jak przeczucie koca do mojego ucha oskot zrzucanych polan z podwrza dolata. Dusz spowija zima: gniew dyszcy wciekle, Dreszcze, trwoga, nienawi i trud wymuszony, I niczym soce w swoim biegunowym piekle, Serce si w blok zamienia zimny i czerwony. Drc nasuchuj stuku kadego polana: Szafot wznoszony nie brzmi echem tak niemiym. Mzg mj jest niczym wiea, ktra od tarana Niezliczonych uderze opada bez siy. Ten monotonny oskot co mi przypomina... Tak - to jest gwodzi w trumn popieszne wbijanie. Dla kogo? Wczoraj - lato, lecz niedugo - zima... Ten tajemniczy haas dwiczny jak rozstanie. II Lubi twych dugich oczu wiato zielonkawe, Dzi jednak nic mnie zgoa pocieszy nie moe, I ani blask kominka, ani mio nawet Nie zastpi mi soca, co wieci nad morzem. Lecz mimo to mnie kochaj! Miej serce matczyne Nawet dla niewdzicznika, nawet dla ndznika. Kochanko-siostro, daj mi ciepa odrobin Ciepa zotej jesieni lub soca, co znika. Na krtko! Ju mogia czeka lodowata! Pozwl u twoich kolan, nim si czas odmieni, Napawa si, aujc gorcego lata, Ostatnim ciepem tych agodnych promieni. tum. Maria Leniewska

70

LVII Do Madonny
Ex voto w stylu hiszpaskim

Pragn tobie zbudowa, Madonno, o Pani! Ciemny, podziemny otarz w mych cierpie otchani. Wydr w jak najgbszym mego serca mroku, Z dala od dz wiatowych i drwicego wzroku, Nisz, co bdzie w lazur, w emali zocona, Gdzie ty si wznosi bdziesz, Statuo wyniona! Z wygadzonej mych wierszy metalicznej siatki, Rozgwiedonej uczenie w rym jak kryszta gadki, Ozdobi ci zocona korona kocielna. Potem peen zawici, Madonno miertelna, Potrafi ci wykroi paszcz tak suty, sztywny, Podejrzeniem podszyty, pierwotny, masywny, e zakuje twe wdziki jak pudo cianami Nie perami dziergany, lecz moimi zami! A sukni twoj bdzie moja dza drca, Falista, w gr pnca si i spadajca, Co na szczytach si chwieje, wrd dolin spoczywa I w ran biel ciaa pocaunkiem spywa. Cze i respekt ci buty atasem wyo, Ale wraz twoje boskie stopy upokorz Trzewiki, co je wic w powolnym ucisku, Zachowaj jak forma wierny lad odcisku. A jeli, mimo trudw mej sztuki podniebnej, Pod stopy ci ksiyca nie dam tarczy srebrnej, To wa ci poo, co trawi me wntrze, By szyderczo deptay twe stopy najwitsze O Krlowo zwyciska! O ask pena czystych! T gadzin nabrzmia od lin nienawistnych, I przed Krlowej dziewic otarz ukwiecony Myli me, jak rzd gromnic rwno ustawiony, Rozgwieda bd blaskiem bkitne sklepienie, W twoj stron ogniste kierujc spojrzenie. I jako we mnie wszystko tob si zachwyca, Wszystko bdzie jak mirra, nard, bdwin, ywica I ku tobie, o szczycie, co si w nieg pogry, W oparach mj duch wrzcy bdzie wiecznie dy. Wreszcie, by si twa rola Marii dopenia, eby si z barbarzystwem mio poczya Jak oprawca, ktrego wasna dza strwoy, Z siedmiu grzechw miertelnych zrobi siedem noy Ostrych i jak nieczuy ongler, bez wahania Biorc na cel najgbsze dno twego kochania, Utkwi je wszystkie siedem w twym sercu paczcym, W twym sercu dygoccym, w twym sercu broczcym! 71

tum. Antoni Sonimski LVIII Piosenka popoudniowa Cho z tymi ostrymi brwiami Niezbyt anielskie masz lico, Ja i tak ci, czarownico O spojrzeniu, ktre mami, Wielbi, moja ty narwana, Moja grona namitnoci! Jak peen bogobojnoci Kapan czci swego bawana. Wosy twe balsamem syc Pustynia, puszcza i gaje, Twa gowa mi si wydaje Zagadk i tajemnic. Wonno osnuwa przyjemna Ciao twoje jak trybularz; Ncisz jak zmrok, i rozczulasz, Nimfo gorca i ciemna. Ach, nawet umarym tchnienie Wracaj pieszczoty twoje, Jest nad miosne napoje Twe kocie rozleniwienie. Wzajem wabi si z zapaem Twoje plecy, piersi, biodra Poduszek puszysto szczodra Kocha twe pozy omdlae. Czasem - dlaczego, sam nie wiem Kiedy co ciebie rozdrani, Rzucasz si, jak najpowaniej, By gry i caowa w gniewie. I w miechu... Ksasz mnie drwica, Po czym westchnwszy gboko, Na sercu kadziesz mi oko agodne jak blask miesica. Pod twe ksztatne nki niade, Atasowe pantofelki -

72

Rado m i zachwyt wielki, Geniusz mj i los mj kad, I dusz, co w barw twych wirze Ozdrowiaa i okrzepa! O wieczna eksplozjo ciepa Na moim czarnym Sybirze! tum. Jzef Waczkw

73

LIX Sisina Pomylcie o Dianie w rynsztunku wspaniaym, Kiedy przebiega lasy, krzaki i zagaje, Wosy na wiatr puciwszy, upaja si szaem, Z gry patrzc na wietnych kawalerw zgraj! Amazonk Wolnoci, zda mi si, ujrzaem, Jak bosemu ludowi znak do walki daje, Jak ryzykujc ycie, z licem rozgorzaem U wrt krlewskich z szabl obnaon staje, Bo taka jest Sisina! Ale wojownica Nie tylko sw szalon odwag zachwyca. Chocia warczeniu bbna, woni prochu rada, Przed baganiem bro skada w litoci niezmiernej: Jej serce, ktrym ogie pustoszcy wada, Dla tych, co godni tego, chowa ez cysterny. tum. Jan Opchowski

74

LX Ku czci Franciszki mojej Nowym chc piewa ci gosem, O ty, co rzdzisz mym losem, Co wyrosa w sercu kosem. Bd mi wiecem opleciona, O niewiasto uwielbiona, Co mi zdejmiesz grzechy z ona! Niczym z dobroczynnej Lety, Pij z ciebie te podniety, Ktre s czarem kobiety. Kiedy mych wystpkw sia Wszystkie cieki pomylia, Twoja posta si zjawia, Podobna gwiedzie zbawienia Pord nocy potpienia... Los mj teraz si odmienia. rdo pene cnotliwoci, Krynico wiecznej modoci, Wejrzyj ku mojej saboci! Co byo niecne spalia, Co prostackie, ogadzia, Co bezsilne, umocnia. Ty, wiatoci w mojej nocy, Pokrzepienie w mej niemocy, W rce we mj los sierocy. Czonkom moim dodaj siy, Wlej potg w moje yy, Aromacie duszy miy! Oczy mnie z grzechw sw ask, O niewinnoci przepasko, O seraficzna niewiasto! Czara, ktra tcz byska, Chleb, gdzie moc zawarta wszystka, Wino niebiaskie - Francisca.

75

tum. Maria Leniewska LXI Do Kreolki W wonnej, soca pieszczot szczliwej krainie, W cieniu drzew baldachimu, co w purpurze pon, Gdzie od palm szczytw mca w oczy senno pynie, Damy - kreolki czar mnie przedziwny owion. Pe jej blada, gorca; ruch szlachetne linie Tej smagej czarodziejki nadaje ramionom; Wysoka, smuka, na myl przywodzi owczyni Umiechem i pewnoci cz nieustraszon. Gdyby przybya, Pani, w stare sawy strony, Nad brzeg Sekwany albo Loary zielonej, Tak pikna, godna zdobi najstarsze salony, Sprawiaby, e w cichej, cienistej ustroni Sonetw tysic w sercach poetw zadzwoni, Nili twoi Murzyni bardziej ujarzmionych. tum. Jan Opchowski

76

LXII Msta et errabunda Powiedz, czy ulatuje twe serce, Agato, Od czarnego odmtu ohydnej stolicy Ku innym wodom, bujn oblanym powiat, Niezgbionym, dziewiczo modrym, jasnolicym? Powiedz, czy ulatuje twe serce, Agato? Morze, rozlege morze pociesza steranych! Co za demon obdarzy piewaczk schrypnit, Ktrej wtruj wichrw ogromne organy, T misj koyszcej matki wznios, wit? Morze, rozlege morze pociesza steranych! O unie mnie, pocigu! Porwij mnie, fregato! Daleko std! Tu nasze zy ciekn strumieniem! Prawda, e czasem smutne twe serce, Agato, Mwi: "Std, gdzie panuj zbrodnie i cierpienie, Unie mnie, o pocigu! Porwij mnie, fregato!" Jakecie ju daleko, przestrzenie pogodne, Gdzie wszystko jest radoci pod okiem bkitu, Gdzie wszystko, co kochamy, jest mioci godne, Gdzie rozkosz nam wypenia serce do przesytu! O, jakecie daleko, przestrzenie pogodne! Wic mioci dziecinnych naszych raj zielony, Gonitwy, pocaunki, bukiety, piosenki, Dwiki skrzypiec pynce zza wzgrz oddalonych, Wino, wieczr, zapachy, dotyk czyjej rki, Wic mioci dziecinnych naszych raj zielony, Niewinny raj ten, peen rozkoszy pochliwych, Byeby dzi ju dalej ni Indie i Chiny? Czy mona go przywoa krzykiem aoliwym I jeszcze go oywi gosami dawnymi, Niewinny raj ten, peen rozkoszy pochliwych? tum. Maria Leniewska

77

LXIII Upir Jak anioowie o oku powym Przychodzi bd do twej alkowy I bez szelestu sun ku tobie, Gdy bdzie cicho, ciemno jak w grobie. I bd dawa ci, moja drca, Uciski zimne jak blask miesica, Pieszczoty bd dawa widmowe Wa, co czoga si ponad rowem. A gdy nadejdzie poranek blady, Znikn przy tobie nawet me lady, I znw powrc dopiero noc. Jak inni rzdz w wiecie czuoci, Tak ja nad tob, nad tw modoci Bd panowa strachem, przemoc. tum. Maria Leniewska

78

LXIV Sonet jesienny Pytaj mnie twe oczy, przejrzystsze od wody: "Mw, dziwaczny kochanku, czy mam zalet duo?" Bd pikna i milcz, bagam! Moj dusz nu Wszystkie cechy prcz zwierzt antycznej pogody. Ty, ktra mnie koyszesz gwoli snu osody, Potpieniec si wzdraga przed wspln podr, Serca czarnym sekretom wyznania nie su, Wstrtne mu namitnoci i sprytu dowody. Kochajmy si agodnie. Mroczny Amor mody Napina uk fatalny - ju si nieba chmurz... Znam jego arsenau potpiecze pody: Zbrodnia, zgroza, szalestwo! O bledziutka ro! Ciebie, jak mnie, zwarzyy ju jesienne chody... O moja taka blada, taka zimna Ro! tum. Maria Leniewska

79

LXV Luna melancholijna Dzi wieczr Luna jako bardzo rozmarzona; Jak pikno zanurzona w poduszkach po brod, Co nim sen nierychliwy wreszcie j pokona, Pieci lekko, dyskretnie swoje piersi mode Na atasowym grzbiecie rozoystych lawin Ekstatycznie przeciga si ruchem omdlaym I sennie ledzi wzrokiem te pierzchliwe zjawy, Co sun po bkicie niczym okwiat biay. A gdy na ziemski pad, pena rozmarzenia, Upuci z przelotn czasem od niechcenia Poeta wrogi snowi, dusza pikno czczca, Bierze zbone w do swoj t z ksiycow, Jak odamek opalu skrzc si tczowo I kryje j w swym sercu przed oczami soca. tum. Maria Leniewska

80

LXVI Koty Kochankowie namitni i sawanci chodni, Kiedy czas ich dojrzewa, jednako sprzyjaj Pysznym kotom agodnym, co mieszka s chwa, Jak oni zasiedziae u domowych ogni. Przyjacioy nauki i lubienych chci W cisz si pograj i groz ciemnoci, Ereb gocw aobnych daby im godnoci, Gdyby dum sw subie umiay powici. W zamyleniu majestat maj niedocigy Wielkich sfinksw, co w gbi pustyni zastygy Jakby w wieczny zapady sen odrtwiajcy. Po ich ldwiach rodzajnych pyn skry magiczne I gwiezdnymi pyami, jak piach migoczcy, Poyskuj ich bdne renice mistyczne. tum. Artur Midzyrzecki

81

LXVII Puchacze Jak boki dziwne, okiem krwawym Puchacze zmierzchu wypatruj, Zasiadszy rzdem, medytuj W stuletnich cisw cieniu czarnym. Godziny szarej tej czekaj Melancholijnej, gdy o zmroku Soce swj dzienny skoczy obchd; Siedzc w bezruchu dzie przetrwaj. Jest dla mdrego w tym nauka: Wystrzegaj si, jak za dnia puchacz Ruchu i wrzawy, wiata piany, Bo pewne, e nie umknie kary, Kto owic cie ulotnej mary Miejsce chcia zmieni, snem pijany. tum. Jerzy Brzozowski

82

LXVIII Fajka Jestem ja fajk literata, I zna to z ciemnej mojej cery Niczym murzyskiej twarz Wenery e mu ju su dugie lata. Gdy go cierpieniem los obdarza, Dymi ja, niby chaupina, Co na wieczerz do komina Wzywa swojego gospodarza. Ujm, omotam jego dusz Sieci sinaw - bl przygusz arem ust sposz czarne roje; Otocz wonnym upojeniem, Myl ukoysz urojeniem Znkane serce cicho koj. tum. Bohdan Wydga

83

LXIX Muzyka Muzyka mnie ogarnia niekiedy jak morze! Ku mojej gwiedzie bladej Pod stropem mgy lub w puste eteru przestworze Rozpinam agiel. Pier ma naprzd podana, wzdymaj si puca, Niby ptno aglowe, Na grzbiety fal si wdzieram, noc zason rzuca Na moj gow. I czuj, jak namitnie ttni w moim pulsie Wszystkie tortury okrtu, Przychylny wiatr, i nawanice, i konwulsje Wrd niezmiernego odmtu Koysz mnie. Lub cisza paska w morzu pustem Jest mej rozpaczy lustrem! tum. Mieczysaw Jastrun

84

LXX Ostatnia posuga Jeli w noc czarn w bocie liskiem Chrzecijaskie serce litociwe Za jakim starem rumowiskiem Pochowa ciao twe chepliwe, W godzinie, kiedy gwiazdy czyste Wzrok kryj w cieniu rzs, tam sieci Pajk rozepnie swe wzorzyste I mija bdzie podzi dzieci. Bdziesz syszaa rok okrgy Nad grzeszn gow sabat cigy: Skomlenie wilka, co si czai, Odgos wiedmowych niecnych harcw, Lubiene mlaski spronych starcw I zmowy rzezimieszkw zgrai. tum. Bohdan Wydga

85

LXXI Rycina fantastyczna Ten fantom osobliwy za ca parad Ma jedynie trccy karnawaem diadem, Groteskowo nawdziany na szkielecie skronie. Bez ostrg i szpicruty prze zziajanym koniem, Co apokaliptycznej rwny widmu szkapy Jak epileptyk strug lin toczy przez chrapy Na przeaj brn samowtr w dale mg pokryte I bezkres ryzykanckim tratuj kopytem. Nad tumem bezimiennym, szablic jak pomie Wodzi jedziec i tum ten swym roztrca koniem, I przebiega, jak ksi wodarz swej dziedziny, Cmentarz bez horyzontu ogromny i siny, Gdzie wrd bladego soca zamglonej pogody pi dawnej i wspczesnej historii narody. tum. Feliks Konopka

86

LXXII Wesoy zmary W tustej, penej limakw gbi czarnoziemu Sam dla siebie wykopi rw obszerny w miar, Jak rekin drzemie w morzu, zasn w zapomnieniu, Wycignwszy swobodnie swoje koci stare. Kpi sobie z testamentw, gardz grobowcami; Miast pokornie wiat baga o jedn z ma, ywy - wolabym raczej zmwi si z krukami, By zleciay si szarpa me plugawe ciao. Czerwie! Bez cz i uszu czarne przyjacioy, Zblia si do was zmary wolny i wesoy! Wam za, synowie mietnisk, myliciele marni, Niechaj zniknicie moje sumie nie poruszy. Powiedzcie mi, czy jeszcze s jakie mczarnie Dla martwego wrd martwych zewoku bez duszy! tum. Artur Midzyrzecki

87

LXXIII Beczka nienawici Nienawi jest Danaid bladolicych beczk. Na prno krzepk doni Zemsta oszalaa Chcc zapeni pustk ciemnoci odwieczn Wiadra ez i krwi zmarych w rozjuszeniu laa. Szatan tajne otwory w jej czeluciach wierci Przez ktre pot i trud stuleci wci uchodzi skrycie, Nawet gdyby, wyrwawszy swe ofiary mierci, By krwi wieej utoczy, mia wrci im ycie. Nienawi jest jak pijak w oparach tawerny Co wypiwszy - znw da, wci wicej i wicej: Rozmnaa si i ronie niczym hydra z Lerny. Lecz pijacy - szczciarze - znaj wszak zwycizc, Gdy Nienawi napotka ten los niewesoy, e nie dane jej nigdy - wyspa si pod stoem! tum. Marianna Zajczkowska-Abramowicz

88

LXXIV Pknity dzwon Tak gorzko i tak sodko, gdy zimow noc W pobliu ognia, ktry wci trzaska i dymi, Wspomnienia dni dalekich skrzydami opoc Razem z gosami dzwonw, gdzie we mgle brzmicymi. Jake szczliwy dzwon, co ma tak potne puca, Taki zdrw, taki rzeki, cho liczy lat krocie! Wci swj okrzyk pobony pod niebo wyrzuca, Jak wierny stary onierz, co czuwa w namiocie. Moja dusza pknita. Gdy swj al gboki Pragnie piewem zatopi w chodnej nocy mroki, Gos jej brzmi niby grube chrypienie rannego, Kiedy go towarzysze po bitwie odbieg. Wrd krwi, pod stosem trupw wyta ramiona I w bezmiernym wysiku tak, nie drgnwszy, kona. tum. Jan Opchowski

89

LXXV Spleen Pluvise dzisiaj miastu caemu wygraa, Z urny swej leje chodnych ciemnoci odmty Na wyblakych mieszkacw bliskiego cmentarza, A mier na przedmie obszar, we mg spowinity. Mj kot parszywy cigle krci si i tarza Dreszcz wstrzsa na posaniu chude ciaa skrty. Duch starego poety w rynnie wci powtarza Bdnej, zzibnitej zjawy aosne lamenty. Trute rozpacz sw brzczy, dymice polano Z zachrypnitym zegarem piewa pie niezgran. W talii kart na puchlin zmarej starowinki, Skd jaka wo okropna bez koca si snowa, Pikny walet kierowy i dama pikowa Szepc o swych miostkach aosne wspominki. tum. Jan Opchowski

90

LXXVI Spleen Wicej mam wspomnie, ni gdybym y od stuleci... Wielki grat z szufladami penymi rupieci, Gdzie wiersze, bileciki, procesy, romanse, Wosy cikie, na kwity nawinite pasmem, Mniej ukrywa sekretw ni mj mzg zgnbiony, Ta piramida, ten grobowiec niezgbiony, Co wicej trupw mieci ni wsplna mogia. Jam cmentarz, ktrym wiato ksiyca wzgardzia, Gdzie dugie czerwie niby wyrzuty si wlok Toczc najdroszych zmarych, co le gboko. Jam jest buduar stary z rami zwidemi, Gdzie mody zeszoroczne plcz si na ziemi, Gdzie pastele Bouchera sw skarg wyblak Niby odkorkowany flakon w pustce pachn. Nic nie da si porwna z dni chromych szeregiem, Gdy pod cik zamieci lat sypicych niegiem Nuda, owoc smtnego braku ciekawoci, Obleka si przed nami w ksztat niemiertelnoci. - Odtd jeste jedynie, o materio ywa! Jak granit, ktry straszna pustynia opywa, Upiony wrd zamglonej od aru Sahary, Nie znany beztroskiemu wiatu Sfinks prastary, Zapomniany na mapie, on, co piewa co dzie Przez kaprys dziki tylko o soca zachodzie. tum. Jan Opchowski

91

LXXVII Spleen Jestem jak wadca kraju, gdzie deszcz sipi szary Wrd swych bogactw bezsilny, wrd modoci stary, Ktry za nic ma dworzan sualcze pokony I wrd psw swoich sfory jest wiecznie znudzony. Nic go ju nie pociga, zwierz owny ni sok, Ni lud, co pod balkonem dogorywa wok. Ulubionego bazna ballada wesoa Choremu tyranowi nie rozchmurzy czoa; W grobowiec mu si zmienia wyrzebione oe, Damy dworu - wszak dla nich pikny kady ksi Nie umiej wymyle do bezwstydnej szaty, By cho umiech wywoa na obliczu bladym. Znawca nauk tajemnych, co mu zoto robi, Prno szuka odtrutki na jad tej choroby. W krwi go skpa prbowa rzymskim obyczajem, Co to dziercym wadz dotd si przydaje, Ale trupa nie zdoa oywi, niestety, W ktrym zamiast krwi pynie zdrj lodowy Lety. tum. Marianna Zajczkowska-Abrahamowicz

92

LXXVIII Spleen Kiedy niebo, jak cika z oowiu pokrywa, Miady umys zej nudzie wydany na up, Gdy spoza chmur zasony szare wiato spywa, wiato dnia smutniejszego nili nocy grb; Kiedy ziemia w wilgotne zmienia si wizienie, Skd ucieka nadzieja, ten pochliwy stwr, Jak nietoperz, gdy gow tukc o sklepienie, Rozbija si bezradnie o spleniay mur; Gdy deszcz robi ze wiata olbrzymi krymina I kraty naladuje gstwa wodnych smug, I w mym mzgu swe lepkie sieci porozpina Lud olizgych pajkw - najwstrtniejszy wrg; Dzwony nagle z wciekoci dzik si rozdzwoni, lc do nieba rozpacz szalejcy gos Jak duchy potpiecw, co od wiata stroni I nocami si skar na swj straszny los. A w duszy mej pogrzeby bez orkiestr si wlok, W martwej ciszy - nadziei tylko sycha jk, Na bie za mym schylonym, w triumfie, wysoko, Czarny sztandar zatyka grony tyran - Lk. tum. Bolesaw Wieniawa Dugoszowski

93

LXXIX Optanie Puszcze lene, jak katedr straszne wasze ona, Wyjecie jak organy, a w serc waszych toni, W tych przybytkach aoby, gdzie kanie nie kona, Echo waszych ponurych De Profundis dzwoni. Nienawistne mi, morze! Twych fal oskot dziki Odnajduj w mej duszy. Ten peen goryczy miech zwycionych, kania, blunierstwa i krzyki Sysz, gdy morze miechem swym bezbrzenym ryczy. Jak bym ci kocha, Nocy! bez twych gwiazd miliona, Bo ich wiato to mowa stokro powtrzona! A prni, mroku szuka moja dusza smutna! Lecz, niestety, ciemnoci nawet s jak ptna, Gdzie tysiczne postacie odtwarza me oko Osb znikych, lecz tkwicych w pamici gboko. tum. Stanisaw Korab-Brzozowski

94

LXXX Pragnienie nicoci Duchu mdy, ongi dzielny, ktry w boju syn, Gdy Nadzieja ostrog budzia zapay Dzi dosi ciebie nie chce! Spocz by si zdao, Jak chabecie, co pada, bo si gaz nawin. Dosy ju, serce moje! pij snem otpiaym. Duchu, poniose klsk! C ci pozostao? Zew mioci, zew walki w dali si rozpyn; egnaj, werblu wojenny, westchnienie wiolinu! Rado nie skusi serca, ktre skamieniao. Wiosno, wiosno czarowna, powab twj przemin! I czas mnie wchania z wolna, dni za dniami pyn Niczym nieg, co wci sypie na bezwadne ciao; Dzi wzrokiem obejmuj z gry ziemi ca I nie szukam ju na niej schronienia przed zim. Porwij mnie, we mnie z sob, zniwecz mnie, lawino! tum. Marianna Zajczkowska-Abrahamowicz

95

LXXXI Alchemia cierpienia Ten ci ozaca swym zapaem, w czerni smutkiem swym, Naturo! Co temu yciem jest wspaniaem, Owemu Fars jest ponur. Hermesie, wadasz mn tajemnie I std si bior wszystkie dziwy: Z twej winy si zaszczepi we mnie Midas, alchemik nieszczliwy. Zoto w elazo sam zamieniam, Sukcesy przeobraam w plagi; Caunem zdaj si oboki, Widz w nich ukochane zwoki, I na nieboskonu przestrzeniach Wznosz ogromne sarkofagi. tum. Maria Leniewska

96

LXXXII Pocigajca groza Z owych ponurych chmur bezliku, Z nieba jak los twj starganego, Jaka myl do serca pustego Schodzi? Odpowiedz, bezboniku! - Czarnej nocy dny jak chleba, Nie bd jak pokutnik klcza, Ni smtnie jak Owidiusz jcza, Z aciskiego wygnany nieba. Niebiosa porwane i czarne, Odbicie widz w was mej dumy; aobnych chmur cignce tumy To marze mych wozy cmentarne; uny znacz Demonw wojsko, rd ktrych lubo mi i swojsko! tum. Bohdan Wydga

97

LXXXIII Heautontimoroumenos
Dla J.G.F.

Uderz ci bez nienawici I bez wciekoci, jak uderza Rzenika n i jak Mojesza Laska o ska, a wytrynie Z twych oczu zawe udrczenie, Aby napoi m pustyni! Na twoich sonych zach popynie Nadziej wzdte me pragnienie Okrt, co w morsk dal wypywa, I w sercu zami upajanym Zadwiczy drogie twe szlochanie, Jak bben, co do szturmu wzywa! Jestem faszywy akord, brzmicy Zgrzytem w niebiaskich sfer symfonii, Dziki arocznej, zej Ironii, Tak bezustannie mnie szarpicej, Co krzyczy we mnie, dusz zera, Jest moj krwi, jej czarnym jadem! A jam zowrogim jest zwierciadem, Gdzie si przeglda ta megiera. Ja jestem zbrodni - oraz kar, Jestem i ran - i kindaem, I koem - i amanym ciaem, Jestem i katem, i ofiar! Wampirem duszy mej kalekiej, Jednym z tych wielkich odtrconych, Ktrym jest wieczny miech sdzony, Lecz umiech obcy im na wieki. tum. Maria Leniewska

98

LXXXIV Nieuniknione I Poczta kdy w nieba sferach Idea, Posta czy Istota, Upada w sine Styksu bota, Gdzie Nieb spojrzenie nie dociera; Anio, podrnik urzeczony, Ktry, gdy zuda wiedzie w sida, Zwalcza potny czar straszyda, Jak pywak piersi i ramiony Rozbija wir, co w krg si pieni, Co go porywa - o aoci! I plsa sunc wrd ciemnoci A pync piewa jak szaleni; Nieszcznik w krgu strasznych czarw, Co niedonie w mroku maca, Szukajc wyjcia, wci powraca W rojny od mij i ww parw; Skazaniec, co si noc drczy Tu nad otchani, w ktrej gbi Wilgoci wo si w mroku kbi, A on w d schodzi bez porczy, Gdzie na czyhaj lepkie gady, Wlepiajc fosforyczne oczy: Ich blask noc jeszcze bardziej mroczy, Cielsk tylko wida zarys blady; Okrt przez podbiegunne lody Jak w krysztaow sie ujty, Gdy przesmyk jaki go przeklty Przywid a na ten kres swobody; Oto symbole, obraz cisy - Nieunikniona dola caa Std wida, e gdy Diabe dziaa, Umie wykona swe zamysy.

99

II Sam na sam mroczne i wietlane: Serce zwierciadem swym si stao, Krynic Prawdy czarno-bia Skd gwiazdy m rozmigotane, Latarni wiata szataskiego, Co le z ironi Piekie aski Jedynej ulgi, chway blaski: wiadomo jasn Grzechu swego! tum. Jan Opchowski

100

LXXXV Zegar Zegar! Bstwo zowrbne, okropne, szydercze, Co mwi nam Pamitaj! i wskazuje palcem: Wkrtce Bl wibrujcy celnie, niby w tarcz, Ugodzi w twoje pene przeraenia serce. Ulotna zniknie Rozkosz za horyzontami Jak taczca sylfida za wygas scen; Kada chwila cz bierze sodkim upojeniom, Na ca ju nam por istnienia przyznanym, W godzin trzy tysice szeset razy mija Sekunda szybka mwic Pamitaj! - swym szeptem Insekta; mwi Teraz: "Oto jestem Przedtem I trb niszczycielsk ycie twoje spijam." Pamitaj, miertelny! Remember! Esto memor! (Ma krta metaliczna wada kadym z jzykw.) minuty to s zoa kruszcu, rozrzutniku; Nie rzuca si ich, zanim zot bysn ziemi! Pamitaj! Czas jest graczem namitnym, co wygra Bez szachrajstw kad parti: to regua wita. Dzie si zmniejsza i noc si powiksza; pamitaj! Wci godna jest otcha; oprnia si klepsydra. Wnet wybije godzina, kiedy boskie Losy, Kiedy Cnota dostojna, maonka twa krucha, Kiedy nawet (ach, zajazd to ostatni!) Skrucha, Powie: "Kocz, stary tchrzu, naye si dosy!" tum. Artur Midzyrzecki

101

Obrazki paryskie

LXXXVI Krajobraz Chcc ukada eklogi w czystych uczu mowie, Sypiabym blisko nieba jak astrologowie I jako ssiad dzwonnic ledzi oniemiay Ich unoszone wiatrem solenne hejnay. Wsparty brod na rkach, z mansardy spod nieba Bd oglda warsztat, co gada i piewa, I owe miejskie maszty: dzwonnice, kominy I wiecznoci karmice lazuru dziedziny. Bogo jest we mgle dojrze, jak nagle si budzi W grze, u Boga, gwiazda, a lampa u ludzi, Jak strugi dymu pyn na firmament stary, A ksiyc leje na d swoje blade czary. Bd oglda wiosny, lata i jesienie, A kiedy zapanuje niene przygnbienie, Zasun okiennice, zapuszcz zasony I w nocy bd tworzy mj wiat upragniony. A wtedy mi si przyni wiosny blask poranny, Ogrody czarodziejskie, szemrzce fontanny, Pieszczoty, ptasie piewy od ranka do ranka I wszystko, co nam moe darowa sielanka. Wicher szarpicy okno w ciemny dzie zimowy Nie oderwie schylonej nad pulpitem gowy, Bo bd czu, e yj, bd czu, e rosn, e z pomoc mej woli wywouj wiosn, Soce dobywam z serca, a jego promienie Me skwarne myli - grzej cae otoczenie. tum. Maria Leniewska

102

LXXXVII Soce Ndznymi przedmieciami, gdzie w oknach rolety Skrywaj przed oczami miosne sekrety, Gdzie okrutnego soca bezlitosne ciosy Godz w miasta i pola, i dachy i kosy, Wdruj pochonity dziwacznym wiczeniem: Za rymem uganiajc si jak za zbawieniem, Na sowach potykajc si jak na kamieniach, Czasem na wers trafiajc przeczuty w marzeniach. Ten yciodajny ojciec, w energi bogaty, Rodzi na kach wiersze podobnie jak kwiaty, Rozpdza nasze troski niczym niepogod, A ule i umysy napenia nam modem, Kalek tak ogrzewa, e a ni zaczyna I mieje si radonie jak moda dziewczyna, Zboom kae dojrzewa i bujnie si pleni W wiecznym sercu, co zawsze pragnie si zieleni! Kiedy niczym poeta odwiedzi chce grody, Nawet najlichszym rzeczom dodaje urody, I wchodzi po krlewsku, bez trb i dworakw, Zarwno do paacw, jak i do barakw. tum. Maria Leniewska

103

LXXXVIII Do rudej ebraczki Rude dziewcz z twarz bia, W twej sukience dziur niemao wiadczy jasno o twym godzie I urodzie. Dla mnie (jam poeta lichy) Ma twa posta prna pychy, Co plam tyle piegw liczy Czar sodyczy. Gdzie w powieci tak krlowe Nosz cimy atasowe, Jak ty piknie, z wdzikiem takim Twe chodaki? Zmie achmany kuse twoje Na wspaniae dworskie stroje, Tren u sukni si mienicej Szeleszczcy; Zrzu dziurawe twe poczochy, Niechaj rj dworakw pochy Widzi ci w przepychu caym Z puginaem; Niech przez sukni niedopit Bdzie grzechu nam pont Promiennych jak oczy twoje Piersi dwoje; By opada z nich zasona, Niech si prosz twe ramiona, Ale pd w przekornej walce Chciwe palce; Najczystszej wody perami Mistrza Belleau sonetami Niech ci sawi rj kochankw Bez ustanku, Wierszopisw niech gromada Twory swe ci w hodzie skada, Zachwycajc nk oczy Gdzie z uboczy.

104

Moc paziw dnych hazardu, Monych panw i Ronsardw ledzioby wrd ochoty Twe obroty! Liczyaby w twej ksicej onicy ni lilii wicej Pocaunkw niejednego Walezego! - A przecie ebraczym chlebem yjesz, pic pod goym niebem, Tam, kdy Vefourw progi, Rozstaj drogi. lesz tajemnie wzrok tsknoty, Gdzie groszowe lni klejnoty, Ktrych ci - przebacz! - na drog Da nie mog. A wic id bez ornamentw Z woni, pere, diamentw Oprcz biednej twej nagoci, Ma piknoci! tum. Jan Opchowski

105

LXXXIX abd
Wiktorowi Hugo

I Andromacho, o tobie myl. Strumie may, To biedne, smutne lustro, gdzie zalni przed laty Twych wielkich cierpie wdowich majestat wspaniay, Ten Simois, kamca, zami twoimi bogaty, Uyni nagle pami m, podn w widzenia, Gdym przez nowy Carrousel przechodzc nie zwleka. Starego nie ma ju Parya (tak si zmienia Ksztat miasta, prdzej jeszcze ni serce czowieka); Dzi to pole barakw ju tylko pamitam, Ten stos gowic w obrbce, kolumny i trawy, Od kau zzieleniae bloki, fundamenty I skad wszelkich rupieci szybkami jaskrawy. Tu niegdy menaeria miaa swe obozy, Tu raz ujrzaem, kiedy chodnym, czystym ranem Budzi si Praca, gdy asenizacji wozy W cichym powietrzu dudni mrocznym huraganem, abdzia, ktry wygramoliwszy si z klatki, O bruk wyschnity stopy petwiste wyciera, Wczc po szorstkiej ziemi pir swych jedwab gadki. Przed rynsztokiem bez wody ten ptak dzib otwiera I kpic niespokojnie biae pira w kurzu, Z sercem penym rodzinnych jeziora bkitw Rzek: "Wodo, kiedy spyniesz? Kiedy zagrzmisz, burzo?" Widz tego biedaka, najzgubniejszy z mitw, Jak m u Owidiusza w niebo lazurowe W niebo, ktre przenika ironia zowroga, Na konwulsyjnie drcej szyi wznosi gow Chciw, jakby z wyrzutem zwraca si do Boga. II Pary si zmienia! Lecz trwa w smutku mego glorii! Paace, rusztowania, marmuru kaway, Stare przedmiecia, wszystko godne alegorii, I drogie me wspomnienia s cisze ni skay.

106

Take sprzed Luwru obraz ten jeden wyniosem: Myl o moim wielkim abdziu z podlotem Szaleca, jak wygnacy miesznym i wyniosym, I bez przerwy trawionym tsknot! A potem O tobie, Andromacho, ty, ktra wypada Z rk ma, dzika ania pod wadz Pirrusa, Przed pustym grobem zgita w ekstazie, poblada, Ty, wdowo po Hektorze, ono Hellenusa! Myl o tej Murzynce chorej na grulic, Drepccej w bocie, szukajcej dumnym okiem Kokosw, co zostay w przepysznej Afryce Za niezmierzonym murem mgy i dymw mrokiem. O tych wszystkich, co zami wasnymi si poj, O tych, co nigdy, nigdy nie odnajd straty, I jak dobr wilczyc ssaj bole swoj, I o wtych sierotach uschnitych jak kwiaty. Take w lesie, gdzie duch mj bka si wygnany, Stare Wspomnienie z moc dmie w rg budzc dreszcze! Myl o marynarzach rd wysp zapomnianych, O jecach, zwycionych!... i o innych jeszcze. tum. Mieczysaw Jastrun

107

XC Siedmiu Starcw Wiktorowi Hugo O wielkie, rojne miasto! ty marze krain, Gdzie widmo zatrzymuje przechodnia w dzie biay! Tajemnice tu wszdzie, niby soki, pyn Przez wskie potnego kolosa kanay. Szedem ulic w ranek, jak smutkiem owiany Gst mg, w ktrej domy, stojc jak urwiska, Byy podobne brzegom dwu rzeki wezbranej I gdy - duszy aktora dekoracja bliska Brudnota mga przestrze zalewaa ca, Gdy, bohatersko nerwy prc jak powrozy, Rozprawiaem z m dusz smutkiem ocia, Gdy obok si toczyy, huczc, cikie wozy; Wtem zjawi mi si starzec. temi achmany Przypomina mi barw nieba deszczowego; Pewno byby jamuny deszczem zasypany, Gdyby nie wyraz zoci, lnicy w oczach jego. Rzekby, e te renice w ci zanurzono, Przeszyway okrutniej ni zimowe chody. Brod sztywn jak szpada, dug i skrcon, Niechybnie przypomina ksztat Judasza brody. Nie zgity, lecz zamany by, bo grzbietu koci Z nogami doskonay kt prosty tworzyy, Kij w rce, dla obrazu potrzebny caoci, Dawa mu jaki wyraz niezgrabnej bezsiy. Jak czworong kulawy lub yd wty jaki, Szed wrd niegu i bota plczc swe trzy nogi. Zda si, e zmarych jego miadyy chodaki: Nie obojtny zda si dla wiata, lecz wrogi. Taki za nim: wzrok, broda, grzbiet, kij ni achmany, aden rys nie wyrnia z tego rodem pieka Bliniaka stuletniego. Tak si bez odmiany Do nieznanego celu kada z maszkar wleka. Zmowa- bezecna na mnie bya tam uknuta Czy zoliwy przypadek tak mnie upokorzy? Wszake liczyem siedem razy, co minuta,

108

Jak w zowieszczy starzec w mych oczach si mnoy. Niechaj ten, co si mieje z mej trwogi rosncej, W kim uczucie si bratnie dreszczem nie ozwao, Wie, e starcy ohydni, ju prawie gasncy e te siedem potworw wygld wieczny miao! Czybym nie umar, gdybym zobaczy smego, Kopi nieubagan, ironiczn, wciek, Razem ojca i syna, Feniksa wstrtnego? Zamknem oczy na to wdrujce pieko. Jak pijak, kiedy z naga dwoi mu si w oku, Wrciem, drzwi zamknem w rozterce szalonej Chory, wstrzsany dreszczem, w sprzecznoci natoku, Absurdem tajemniczym w serce ugodzony! I na prno rozsdek chwyta ster zepsuty, Wysiki jego burza obracaa na nic. Dusza moja taczya na ksztat starej szkuty Bez masztw pord morza strasznego, bez granic! tum. Jan Opchowski

109

XCI Staruszeczki
Wiktorowi Hugo

I W odwiecznych stolic wiata bdnik wowaty, Gdzie wszystko, nawet groza w zachwyt si przemienia, Melancholia fatalna pdzi mnie na czaty, ledzi dziwne, zawide, czarowne stworzenia. Te monstra roztrzsione to niegdy kobiety, Epomina czy Lais! Kochajmy je przecie! Wszak duch ludzki oywia jeszcze te szkielety. W swych dziurawych spdnicach wci pezn po wiecie, Na srogim wichrze w lekkich tkaninach zzibnite Dr, gdy obok nich pdz z hukiem omnibusy, Przyciskaj do boku jak relikwie wite Woreczki wyszywane w kwiaty lub rebusy. To biegn sztywnym truchtem - zupene laleczki, To wlok si powolnym rannych zwierzt ruchem Lub tacz, nie chcc taczy - aosne dzwoneczki, Gdy je cignie okrutny Demon! W ciele kruchem Maj wzrok, co jak wider w gb duszy si wkrca, Oczy lnice, jak noc czarne topieliska. Ich renica, jak boska renica dziewczca, Dziwi si i umiecha temu, co poyska. - Widzielicie, jak czsto s staruszek trumny Prawie takie malekie, jak trumienki dzieci? To symbol, rk mierci stworzony rozumnej, Symbol dziwaczny, wadny, za ktrym myl leci. Kiedy takie widziado wte nieskoczenie Widz wrd rojowiska wielkiego Parya, Zawsze mi si wydaje, e kruche stworzenie Do swej nowej koyski powoli si zblia. Czasem te, geometrii rozwaajc prawa, Mierzc okiem tych czonkw niezgodn budow, Myl, jake to skrzynki stolarz powykrawa, By do tych cia zamknicia stay si gotowe. - Te oczy to bezdenne gorzkich ez cysterny, Tygle, gdzie pynne zoto cia chodw sia, 110

Te dziwne oczy maj czar wielki, niezmierny Dla tych, ktrych Niedola piersi wykarmia! II Zakochana z Frascati Westy suebnica; Talii kapanka, ktrej zna imi - niestety! Jedynie zmary sufler; ta sawna wietrznica, Znana niegdy w Tivoli parkach - te kobiety Wszystkie mnie upajaj! Lecz pomidzy niemi S takie, ktrym miodu cierpienia potrzeba. Te rzeky Powiceniu, rwc si wzwy od ziemi: "Potny Hipogryfie, nie mnie a do nieba!" Jedna z nich przez ojczyzn dana poniewierce, Na drug m jej zwali cikie blu brzemi, Inn - Madonn - dziecko pchno sztychem w serce. Ich zy, jak wielka rzeka, zalayby ziemi. III Ach, jak czsto staruszki ledziem z uboczy! Jedna z nich o tej porze, gdy soce zapada I po niebie jak z rany krwi koralem broczy, Zamylona siedziaa na awce, tak rada Posucha tej muzyki wojskowej, co spiem Wstrzsa cicho stojce naszych parkw drzewa, W zoty wieczr bi sercom kae ttnem chyem I nieco bohaterstwa w serca mieszczan wlewa. Staruszka piew chona wojenny, ochoczy Prosta jeszcze i dumna, w onierskiej postawie, Jak stary orze czasem otwierajc oczy, A czoem marmurowym budzc myl o sawie! IV Tak kroczycie bez skargi, niczym nie ugite, Kada z was w miast chaosie ywych zagubiona, Wy matki boleciwe, kurtyzany, wite, Ktrych wiat niegdy sawny powtarza imiona. Was, cocie byy wdzikiem, cocie byy chwa, Nikt nie zna! Bezczelnego tylko pijanicy Usyszycie szydercz zaczepk zuchwa

111

Albo zely was dziecko spodlone ulicy. Wstydzce si istnienia, pokurczone cienie, Idziecie chykiem, zgite, bojc si wszystkiego, I nikt was nie pozdrawia (dziwne przeznaczenie!), Szcztki ludzkie, do ycia dojrzae wiecznego! Ale ja, co z oddali patrz na was tkliwie, Trwonym okiem niepewne wasze ledzc kroki, Jakbym ojcem by waszym, o szczeglny dziwie! Nie wiecie, jak rozkoszy doznaj gbokiej: Pierwszych wzrusze rozkwity znw przeywam z wami, Widz wszystkich dni waszych mroki i promienie, Po stokro yj, yjc waszymi bdami, Cnoty wasze w mej duszy rozlewaj lnienie! Szcztki! Rodzino moja! Dusz pokrewny wiecie! Co wieczora na wieki bd mi pozdrowiony! Osiemdziesicioletnie Ewy, gdzie bdziecie Jutro, gdy na was spadn straszne Boga szpony? tum. Jan Opchowski

112

XCII lepcy Patrz na nich, moja duszo; oni s straszliwi! Podobni manekinom, miechu warci, brzydcy, O sylwetkach dziwacznych niczym lunatycy; Miotaj gaki z orbit ruchem rozpaczliwym. Ich oczy, boskiej iskry dawno pozbawione, Wci si wznosz ku niebu, rzekby: wypatruj Czego w dali; bo oni nigdy nie kieruj Ku brukowi swej gowy myl obcionej. Tak przechodz przez ciemno, t siostr milczenia; Mrok i cisza bez granic. O miasto z kamienia! Ty wok nas si miejesz, taczysz, ryczysz, piewasz, I a do zatracenia za rozkosz gonisz; Spjrz, ja si take czogam! Ndzniejszy ni oni, Pytam: Czego czekaj ci lepcy od Nieba? tum. Tadeusz Lubelski

113

XCIII Do przechodzcej W piekielnym zgieku miasta roiy si tumy. Smuka, szczupa, w aobie, jak posg cierpienia, Mina mnie kobieta, rk od niechcenia Unoszc tren i welon ruchem penym dumy. Gdy zrcznie i powanie przechodniw wymija, Patrzc na ni skulony, niby obkany, Piem z bkitu cz jej, gdzie pi huragany, T sodycz, co czaruje, rozkosz, co zabija. Byskawica... noc potem! Znikna, piknoci, W ktrej spojrzeniu nowe mi zabysy zorze! Czyli ujrz ci znowu dopiero w wiecznoci? Gdzie indziej, std daleko! Pno! Nigdy moe! Ja nie znam twojej drogi, ty mojej nie znaa, Ty, ktr bybym kocha, ty, co to wiedziaa! tum. Jan Opchowski

114

XCIV Szkielet kopaczem I Gdzie tablice anatomiczne, Rzucone na miejskie stragany, W szpargaowy py zagrzebane, Cicho pi, jak mumie antyczne, rd ruin, ktrym wiedz smtn I sztuk sw mistrz starej szkoy, Chocia ich temat niewesoy, Da Dostojnoci umia pitno, Mona napotka czasem kart, Gdzie si spostrzega w miedzi ryte Kopice ziemi, pracowite Krwawe truposze z skr odarte. II Z owej gleby, ktr, nieszczni Rataje, kopiecie w aoci Mozolnym wysikiem swych koci Lub ze skry odartych mini, Jakie dziwne niwo zbieracie, Skazacy, kostnicy wyrwani? Jakiemu je panu nie w dani, Czyje spichrze napenia macie? Czyli chcecie (doli surowej Okrutne, przejrzyste symbole) Pokaza, e w ziemnym te dole Na sen wieczny nie spoczn gowy; e nawet Niebyt to zudzenie; e wszystko, ba, nawet mier kamie, e moe trza potem i zami Opaca swe przysze istnienie, I w kraju, gdzie losy nas strc, Tward ziemi w pracy ry kornej, Kaleczy o rydel oporny Stop obnaon, krwawic?

115

tum. Bohdan Wydga XCV Zmierzch wieczorny Ju przyjaciel przestpcy, bogi zmierzch wieczora, Nadchodzi wilczym krokiem, niby wsplnik. Pora, Gdy wielka nieb alkowa kryje si wrd cienia, A czek si niecierpliwy w dzikie zwierz zmienia. Miy wieczorze, przez tych wzywany z tsknot, Czyje donie bez kamstwa mwi mog: "Oto Pracowaymy dzisiaj!" Wieczr ulg niesie Temu, co pod srogim brzemieniem blu gnie si; Uczony skronie, myl ociae, schyli, Robotnik zgite ciao sodkim snem posili. Lecz oto w atmosferze powoli si budzi Rj zowrogich demonw niby skrztnych ludzi, W okiennice, w okapy uderza w pomroce. Pomykami latarni cigle wiatr chyboce. Z niemi si Prostytucja w ulicach rozarzy, Jak z otwarciem mrowiska wszystkich korytarzy; Wszdzie znajduje przejcie jakim tajnym szlakiem, Jak wrg, co sobie drog toruje atakiem, Wrd bota w onie miasta porusza si zdradnie, Jak robak, ktry ywno czowiekowi kradnie. Oto sycha, jak kuchnie tu i wdzie sycz, Chrypi z dala orkiestry, teatry skowycz. W restauracjach, kryjcych rozkosze szulerni, Tum nierzdnic, oszuci, ich wsplnicy wierni, Zodzieje, nie znajcy litoci, wytchnienia, Maj zacz codzienne swoje zatrudnienia, Cicho drzwi wyamywa i oprnia banki, Aby y przez dni kilka i stroi kochanki. Zato w sobie, duszo, w tej powanej godzinie, Niech mimo twoich uszu to wycie popynie. To chwila, gdy si chorych wzmagaj cierpienia! Ciemna Noc krta ich dawi. Swoje przeznaczenia Kocz, idc w t otcha, ktra wszystkich czeka. Szpital si westchnieniami napenia czowieka, Ktremu ju do wonnej wieczerzy nie dano Si przy ogniu kominka z istot kochan. A wikszo nigdy w yciu swym nie dowiadczya Sodyczy domowego ogniska. Nie ya!

116

tum. Jan Opchowski XCVI Gra W wypowiaych fotelach stare kurtyzany, O twarzach tobladych, oczach z porcelany, Mizdrzce si a wstrtne i za kadym ruchem Gone swoich klejnotw podzwanianiem guchem; Wok stow zielonych tajemnicze larwy, Twarze bez ust, a usta bez krwi i bez barwy, I palce, ktre dza skurczya szalona, Czepiajce si chciwie kiesy albo ona; Rzdy bladych zwierciade pod brudnym sklepieniem, Mury pokratkowane jasnoci i cieniem I lampy rzucajce mdy swj blask dokoa Na schylone i mroczne samotnikw czoa Oto obraz aobny, co w noc jedn ciemn Swoje smutne kontury roztoczy przede mn. - Ach! i siebie-m tam ujrza, w tym kole niemiem! Dumaem domi wsparszy skro - i zazdrociem. Zazdrociem grajcym dzy penej grzechu, Bezzbnym zalotnicom faszywego miechu, A wszystkim spokojnoci, z jak kupcw wzorem Frymarczyli urod, sercem i honorem. Ale nagle mnie ao zdja nad czowiekiem, Co dusz swoj czyni brudnych szalestw ciekiem I co biegnc przez ycie z twarz krwi ociek, Nad mier przekada ndz, a nad nico pieko! tum. Wiktor Gomulicki

117

XCVII Taniec mierci Ernestowi Christophe Dumniej nieli ywi nosi sw urod Bukiet, chustk i wachlarz modnej elegantki, Posiada nonszalancj i ruchw swobod Chudej lwicy-kokietki i ekstrawagantki. Czy te widzia kto kiedy kibi bardziej wcit? Suknia przesadnie wzdta z krlewskim robronem Opada w sutych fadach na stop, ujt W wziutki pantofelek, ozdobny pomponem. Kryza z tiulu, muskajc obojczyki szkliste, jak strumie, co w swym biegu ze ska swawoli, Osania skromnie wdziki zbyt ostrokociste Cz powabw trumiennych, ktre ukry woli. Gbi swych dow nc puste oczy trupie, A naga czaszka, w kwiecie przystrojona hojne, Koysze si na suchym, wiotkim krgosupie. Objawienie nicoci, w symbol ycia strojne! S, co karykatur nazwa ci gotowi, Bowiem nie rozumiej, zakochani w misie, Uroku waciwego jeno szkieletowi Ktry mym podaniem w najgbszym swym sensie! Czy przychodzisz zakci potnym grymasem Gody ycia? Lub moe dza jaka stara Ze snu ci trumiennego budzi jeszcze czasem I na sabat Rozkoszy cignie niby mara? Czy przy wiatach, muzyce, tanecznych wyskokach Masz nadziej rozproszy sw szydercz zmor, Wierzc jeszcze naiwnie, e w orgij potokach Zatopisz ar piekielny, co w twym sercu gore? Niemiertelnego gupstwa wieczne krlowanie! Stary potwr cierpienia pleni si i yje! Poprzez wygite twoich eber rusztowanie Widz ow aroczn, wiecznie godn mij. Boj si, mwic prawd, e twoje zachcenia Jaowe, e daremnie wywleka swe koci, Bo mao kto urod szyderstwa ocenia.

118

Tylko silnych upaja urok okropnoci! Wtpi, by gb twych oczu, patrzcych z ciemnoci, Skoni miaa tancerzy sa ci dziewosbw, Czy wytrzymaj bowiem bez dreszczu i mdoci Wieczysty umiech twoich trzydziestu dwu zbw? A jednak kt w objciach nie trzyma szkieletu, Kto nie drtwia w uciskach tej mary pieciwej? Przeciw urokom mierci nie ma amuletu, Kto si boczy, snad mniema, e sam urodziwy. Bajadero bez nosa, bez ciaa drobinki, Powiedz owym tancerzom, ktrzy krc nosem: "Dumni piknisie, mimo pimo, r i szminki Czu was wszystkich trupem! Bo mier waszym losem; Antinousy zwide i yse dandysy, Wy, odlakierowane trupy-lowelasy, Zawrotny taniec mierci za mroczne kulisy W kraj was wciga, gdzie wieczne, czarne trwaj wczasy! We wszystkich czciach wiata nie dostrzega zgoa miertelna lepcw trzoda, szalona, hulacza, Na zowrbnym sklepieniu trby Archanioa, Ziejcej czarnym wntrzem jak paszcza garacza. W kadym miejscu i czasie mier patrzy na twoje Dzikie, mieszne podrygi, cudaczna Ludzkoci, Nieraz jak ty si maci, przywdziewa twe stroje, Z twym cheractwem swe brata ironi i koci!" tum. Bohdan Wydga

119

XCVIII Mio kamstwa Gdy widz, jak przechodzisz, moja obojtna, I poddajesz harmonii smyczkowego pienia Krok, ruch, gest, drgnienie serca, a nawet rytm ttna, Wodzc nud w gbinie swojego spojrzenia; Gdy widz upikszone chorobliwym wdzikiem Czoo twoje, na krrym si wieczr rozjarzy Od gazowych kinkietw w subteln jutrzenk, I oczy jak z portretu patrzce z twej twarzy, Mwi: "Jake jest pikna i wiea przedziwnie! Wieczy j ciar wspomnie, ta wiea mdroci, A tak jak misz brzoskwini, lepo i naiwnie Serce jej do wymylnej dojrzao mioci. Czy owocem jesieni o smaku krlewskim, Zapachem egzotycznych oaz i klimatw? Czy aobn amfor czekajc ezki, Wezgowiem dla pieszczoty czy wizank kwiatw? Wiem, s oczy z wyrazem czystej melancholii, Cho nie kryje tajemnic ich gbia zazdrosna, Sanktuaria bez bstwa, szkatuki bez kolii, Bardziej puste i gbsze ni wy, o niebiosa! Czy olnieniu nie starczy, aby bya zud? Serce me gardzc prawd przed pozorem klknie. Czy jest obojtnoci, gupot czy nud, Mask czy szychem - witaj! Wielbi ci w twym piknie". tum. Zbigniew Biekowski

120

XCIX yje wci w mej pamici nasz niezapomniany Podmiejski domek cichy z bielutkimi ciany, Pamitam star Wenus z gipsu i Pomon, Kryjce w lichym gaju ciaa obnaone, Pomn soca wieczorem wspaniae potopy, Jak amic w szybach domu swych promieni snopy, Zda si spoglda z nieba swym ciekawym okiem, Na obiad, spoywany w milczeniu gbokiem, I zlewa swoje zote wiec blaski obficie Na firanki z mulinu i proste nakrycie. tum. Jan Opchowski

121

C Suga wielkiego serca, ktra pono w tobie Cich zazdro budzia - ju pi w skromnym grobie... Winnibymy jej jednak zanie troch kwiatw. Umarli musz z blem poglda z zawiatw, Gdy pna jesie starych drzew gazie strzye, A wiatr z pogwizdem smaga na mogiach krzye, I pewnie niewdzicznymi im si ywi zdaj, e w ciepych swych posaniach ju o nich nie dbaj, Kiedy tam, poerane przez snw czarnych mary, Bez kominkowych gawd, w onicach bez pary, Stare, zzibe szkielety, przez czerwie jedzone, Czuj, jak na nie ciekn krople wystudzone i jak czas je zatapia - a na grobu kracie Murszej nie zmieniane kwiatw czarne nacie. Gdybym tak przy kominka ogniu migotliwym Ujrza j zagbion w fotelu leciwym; Gdybym tak w noc grudniow, sinaw i chodn, Obaczy w swej sypialni cich, skromn, godn Posta jej, przychodzc z onicy wieczystej, By wychowaca wzrokiem otuli jak dziecko I co bym odpowiedzia tej istocie czystej, Widzc spad z powieki alu z zdradzieck? tum. Bohdan Wydga

122

CI Wrd mgy i deszczu O przedwionia botniste, gasnce jesienie! Zimy sen przynoszce - kocham was i ceni, Bo mi serce i umys spowijacie tkanym Caunem z par ulotnych, grobem nienazwanym. Gdy na wielkiej rwninie wiatr suchy omoce, Chorgiewka na dachu chrypi w dugie noce, Rozpociera zaczyna dusza w swym ostpie Szerzej ni w czas kwitnienia swoje skrzyda spie. Nic tak nie koi serca, w ktrym bl zagoci I na ktre od dawna szron spada miarowo - Auro jake niewdziczna, pr naszych krlowo Jak stae przebywanie wrd twych mdych ciemnoci... - Chyba e w noc bez blasku ludzi obcych dwoje Zechce w ku przygodnym upi smutki swoje. tum. Marianna Zajczkowska-Abrahamowicz

123

CII Sen paryski


Powicone Konstantynowi Guysowi

I Osobliwy pejza dzi niem, Jakiego nie widzia nikt ywy I z jego wspomnieniem zawiem Uroki si plcz i dziwy. Sen to cudotwrca-fantasta! Kaprys mu szczeglny nakaza, e z mojego widma czy miasta Wszelak rolinno wymaza. Zwolennik oka hegemonii, Dla niego wyprawi on gody Upajajcej monotonii Z metalu, marmuru i wody. Pilastry, kolumny, arkady Tworzyy aleje jedynie; Z basenw wd lnice kaskady Cieky w zota star patyn; Poprzez katarakt cikie wody Fadziste z krysztau zasony Skrzyy si przez te ywe lody Brylantowe srebrnych cian szrony. Drzemice stawy ocieniay Nie wierzby, ale kolumnady W zwierciadle wd si przeglday, Koem obsiadszy je, najady. Pyty rowe i zielone, Tworzce sinych wd wybrzee, Na mil tysice rozcignione Pyny w wiata gdzie rubiee; Kamienie ywe i iskrzce, Wd tafle - magiczne, wynione Zwierciada, stropw sigajce, Tym, co odbijay - olnione. Majestatyczny i milczcy 124

Ganges na skraju firmamentu

Wylewa z urn swj skarb ciekcy W otcha przez stok z diamentu. Pan rodkw, ywiow, przestrzeni, Nie wic niczym swej swobody Pod tunelem z drogich kamieni Puciem oceanu wody; I wszystko - nawet czarne bryy Byy byszczce i tczowe I wody jasne si toczyy, Ujte w brzegi krysztaowe. Zreszt ani gwiazdy, ni soca, Ni zorzy, co by nieba brzaskiem Oblaa te cuda bez koca: wiecio wszystko wasnym blaskiem! I dziw nad dziwy (nakaz stylu: Wszystko dla oka - nic dla ucha!) Ponad przewaem mas wd tylu Wiecznie si saa cisza gucha. II Gdym cikie rozwar swe powieki, Poznaem ndz wasnej nory A w gbi duszy mej kalekiej Przekltych cierpie stare zmory; Zegara grobowe dzwonienie Brutalnie znaczyo poudnie A niebo cikie lao cienie W ludzkiego bytu mroczn studni. tum. Bohdan Wydga

125

CIII Zorza poranna Pobudka graa na dziedzicach koszar I dmucha wiatr po latarnianych kloszach. Bya godzina, kiedy sny zoliwe Targaj chopcw za czarniaw grzyw; Gdy lampa toczc renic przekrwion Od dnia odcina si plam czerwon; Gdy dusza ciaem przywalona sennym Powtarza walk lampy z wiatem dziennym. Jak zy na twarzy, ktre wietrzyk spija, Tak drc w powietrzu mnstwo rzeczy mija. On ma do pira, ona - do kochania. Tu, wdzie dym si nad domem wyania, Patne kobiety, z rozchylon warg, Z sin powiek, pi tpo i twardo; Ndzarki chronic piersi chude, zimne, Dmuchaj w palce i w piecyki dymne. Bya godzina, gdy w biedzie i chodzie Wzrastay ble kobiety w porodzie. Jak spazmy - zanim krew do ust si rzuci Pru szar przestrze z dala piew koguci. Gmachy gryy si we mglistej toni, W szpitalach chorzy leeli w agonii, Ostatnie w czkawce wydajc rzenie, Nocni birbanci wlekli si jak cienie. Jutrznia, rowo, zielono ubrana, Sza wolno, brzczc, gdzie pusta Sekwana. Staruszek Pary powieki przeciera I pracowicie stos narzdzi zbiera. tum. Adam Wayk

126

Wino

CIV Dusza wina O zmierzchu dusza wina w butelkach piewaa: "Drogi czowieku, jeden z wykltych biedakw, Pie wiata i braterstwa tobie zadwiczaa W moim szklanym wizieniu spod czerwonych lakw! Wiem, ile mnie na wzgrzu grza promienie musz, Ile potu i soca, i pracy arliwej Trzeba, eby mnie stworzy i obdarzy dusz, Lecz nie bd niewdziczne ani te zoliwe, Odczuwam bowiem wielk rado, gdy si wsczam W gardo umczonego prac miertelnika. Jest sodszym dla mnie grobem jego pier gorca Nili moje piwnice, gdzie mnie chd przenika. Syszysz, jak brzmi refreny niedzielnej zabawy, Jak wiergocze nadzieja w pynnym onie mojem? okcie oprzesz na stole, zakasasz rkawy, I pochwalisz mnie kontent, kiedy ci upoj; Rozpromieni weselem oczy twojej ony, Synowi wraz z rumiecem wrc si yw I poczuje atleta ywota zwtlony, em jest dla jego misni oywcz oliw. Spyn w ciebie, rolinna ambrozja, spodzona Z bezcennego nasienia Siewcy odwiecznego, Iby z naszej mioci poezja zrodzona, Jak rzadki kwiat, wytrysa ku Bogu pod niebo!" tum. Wodzimierz Sobodnik

127

CV Wino gaganiarzy Nieraz w ulicznych latar powiacie czerwonej, Kiedy wiatr rozkoysze pomie ich oszklony, W sercu starych przedmieci, w labiryntw brudzie, Gdzie wrd wrcych fermentw bkaj si ludzie, Widzimy gaganiarza, co potrzsa gow, Potyka si, zawadza o mury widmowo Jak poeta, co szpiclw nikczemnych ma za nic I zwierza si z zamiarw, ktrym nie ma granic, Skada przysigi, prawa szlachetne dyktuje, Miady podych, ofiary nieszczsne ratuje I pod niebem rozpitym jak baldachim jasny Upaja si wietnoci swojej cnoty wasnej. Tak, ci ludzie przez troski domowe gnbieni, Wyczerpani robot, wiekiem udrczeni, Zgite pod kup mieci cherlawe istoty, Olbrzymiego Parya ohydne wymioty, Nasikli woni beczek, id w gronie swoich Niezliczonych kompanw osiwiaych w bojach, Ktrych wsy zwisaj jak sztandary stare I wznosz si przed nimi, tchnc magicznym czarem, Flagi, kwiaty, wysokie triumfalne uki! I wrd orgii upojnej wsuchani w pomruki Bbna, w trby, w okrzyki brzmice niepokornie, Ludowi, co mioci spi ci, gosz glori! Tak skro ludzko przeart swawoln niecnot Wino toczy jak Paktol swe przepyszne zoto I przez gardo czowieka czyny swe opowie, I dziki swoim darom rzdzi jak krlowie. Dla starcw, co w milczeniu konaj wyklci, By pogry ich ale w bogiej niepamici, Bg, tknity wyrzutami sumienia, sen stworzy, A czowiek Wino - dzieci Soca - im dooy. tum. Wodzimierz Sobodnik

128

CVI Wino mordercy Jam wolny, ona ma zabita! Teraz ju mog pi bez przerwy. Jej krzyk mi rozszarpywa nerwy, Kiedy wracaem bez grosika. Jak krl szczliwy jestem wreszcie! Powietrze czyste, niebo pikne... Lato podobnym tchno wdzikiem, Gdym si zakocha w tej niewiecie! eby ugasi ar pragnienia, Musiabym wypi wina tyle, Ile si zmieci w jej mogile, A to nie fraszka bez wtpienia! Zabiem on moj, potem Do mrocznej studni j wrzuciem, Gazami trupa przytoczyem. Gdy zdoam, to zapomn o tem! W imi czuego przyrzeczenia, e nas rozczy nic nie moe, By si pogodzi z ni, jak w porze Dni czarodziejskich upojenia, O schadzk on ubagaem Wieczorem na ulicy ciemnej. Przyszo szalone to stworzenie! Wszyscymy troch tknici szaem! Do urodziwa jeszcze bya, Cho ju zniszczona. Zbyt kochaem, Dlatego wanie powiedziaem: "Precz z tego ycia, moja mia!" Jaki mnie gupi pijaczyna Zrozumie? Czy kto myla o tem Wrd nocy chorej i samotnej, eby uczyni caun z wina? Hoota poda, otpiaa, Zimna jak elazne maszyny, 129

Ani wrd lata, ni wrd zimy Nigdy mioci nie zaznaa. Z Z Z Z czarnymi oczarowaniami, orszakiem piekie i zazdroci, szczkiem acucha, z trzaskiem koci, flakonem jadu i z jej zami!

Wic jestem wolny i samotny! Upij si do zatracenia! Obce wyrzuty mi sumienia! Na ziemi rzuc si wilgotn, I bd spa jak pies bezdomny! By moe wz naadowany mieciami albo kamieniami Lub wagon wcieky i ogromny Rozwali grzeszne moje czoo I moje ciao przepoowi, Ale ja na to gwid sobie, Kpi z Diaba i z Paskiego Stou! tum. Wodzimierz Sobodnik

130

CVII Wino samotnika Osobliwe spojrzenie zalotnicy modej, Co przelinie si ku nam niczym promie biay, Ktry przemienny ksiyc le wodzie omdlaej, Gdy chce w niej skpa swoj niedba urod; Ostatnia gar talarw w chciwych doniach graczy, Rozpustny pocaunek chudej Adeliny, Dwik muzyki dranicy, tkliwy, melodyjny, Brzmicy jak krzyk daleki blu i rozpaczy; Butlo gboka, wszystko razem to mniej warte Od zapachw, co, w brzuchu podnym twym zawarte, Koj serce poety zawiedzione srogo; Napeniasz je modoci i nadziej cich, I skarbem wszelkiej tuszczy - niesychan pych, Co czyni nas podobnych zwycizcom i bogom! tum. Wodzimierz Sobodnik

131

CVIII Wino kochankw Ten dzie zesay nam bogi! Bez uzdy, cugli, ostrogi Ruszajmy oklep na winie Ku nieb zakltej krainie! Jak dwa anioy, nkane Przez dze nieokieznane, W bkitnym ranka krysztale cigajmy mira wci dalej! Bujani mikko na skrzydach Oswojonego oboku, Uniemy si bez wdzida I pymy tak bok przy boku, Bez myli i bez wytchnienia Do kraju mego marzenia! tum. Maria Leniewska

132

Kwiaty za

CIX Zniszczenie Miotajcy si cigle Demon mnie okala I pynie wok wiatru nieuchwytnym dreniem, Poykam go i czuj, jak puca mi spala I napenia je wiecznym, zbrodniczym pragnieniem. Niekiedy, mej mioci dla Sztuki wiadomy, Przybiera ksztat kobiety penej cudnych czarw I podszeptem zwodniczym obudnik kryjomy Przyzwyczaja me usta do wstrtnych wywarw. I daleko ode mnie ju Boga renice! On wiedzie zamanego znueniem w granice, Gdzie nudw kraj si cignie - pusty, niezbadany I rzuca w oczy moje, pene przeraenia, Splamione brudem szaty, ropice si rany I narzdzia skrwawione dzikiego zniszczenia. tum. Stanisaw Korab-Brzozowski

133

CX Mczennica
Obraz nieznanego mistrza

Wrd flakonw, materyj a od zota kapicych, Pord sprztw dyszcych rozkosz, Wrd marmurw, obrazw i wrd szat zbytkiem tchncych, Z ktrych wonie si pyszne unosz, W atmosferze cieplarni, w gbi parnej komnaty, Skd si groza jakowa wyania, Gdzie w wazonach jak w trumnach krysztaowych mr kwiaty, lc ostatnie oddechy konania, Trup bez gowy czerwonym krwi gorcej strumieniem Na poduszki wezgowia a bucha, Niby rzeka wezbrana. Ptno pije z pragnieniem ki, ktr spalia posucha. Blada jak przywidzenie, ktre w mroku si rodzi, I wci w oku wpatrzonym si mieni, Gowa w ciemnej, przepysznej bujnych wosw powodzi Zdobna drogich blaskami kamieni Na szafce nocnej stojc, jak anemon lni biay. adna myl w pustce oczu nie goci, Co w niepochwytnym, biaym zapatrzeniu stay, Do przedrannej podobne jasnoci. Na ou tuw nago bez skrupuu wszem wieci, Porzucony w najwikszym nieadzie, Tajemny przepych ciaa, skarb piknoci niewieciej, Dar natury, co rwna si zdradzie; Rowawa poczocha z brzegiem lnicym od zota Na jej nodze si mieni wspomnieniem; Podwizka jasne skrzenia diamentw w dal miota, Jak rzucane z ukrycia spojrzenie. Samotno, co uderza tutaj tak niespodzianie, I ten wygld postaci omdlay, Poza rwnie jak oczy rzucajca wyzwanie, Tajemnice mioci wyday, Jak rado wystpn, dziwne mrocznych dusz wito 134

Z pocaunkw piekielnych rozkosz;

Rzesza grzesznych aniow bya tym wniebowzit, Co si w fadach firanek unosz. A jednak, kiedy spojrze na wytworne to dziwo Wygitego smukego ramienia, Na biodro nieco ostre, na t kibi ruchliw, Co jak gniewna jaszczurka ksztat zmienia; Tak moda jeszcze bya! Rozpacz pchna j moe, Nud serce i zmysy ksane, By uchyli podwoi rozjuszonych psw sforze, Zbkanych i utraconych pragnie? Czy ten mciciel, ktremu nie umiaa ju, ywa, Da dosytu, kochajc tak wiele, Niepomiernych dz swoich ukojenie zdobywa Na bezwadnym, powolnym twym ciele? Powiedz, trupie nieczysty! czy za wosw twych sploty Drc w gorczce ci unis ku grze? Powiedz, gowo straszliwa! Czy ostatnie pieszczoty Kad na zbw twych chodnym marmurze? Z dala od szyderstw wiata, od gawiedzi nieczystej, Urzdnikw ciekawych badania pij, o dziwne stworzenie, nij swj sen wiekuisty, Niech ci grb twj tajemny osania. Twj m goni po wiecie, niemiertelna twa posta Czuwa przy nim, gdy przymknie powieki, Jak ty zawsze dla niego, rwnie on musi zosta Wiernym, staym dla ciebie na wieki. tum. Jan Opchowski

135

CXI Potpione Jak trzoda rozcignite na piaskw posaniu W bezkresy widnokrgu zwracaj oblicze, A w ich bioder zblieniu, w ich doni zbrataniu Wida mikko niemocy i dreszczw gorycze. I jedne, zasuchane w serdeczne zwierzenia, Id w lasu cieniste, szumice bezdroe I mioci swej pierwszej rozsnuwszy wspomnienia Rzebi jakie litery w drzew zielonej korze. A drugie, niby siostry, w ciszy i skupieniu Bdz w penej widziade skalnej pustce szarej, Gdzie oczom Pustelnika ongi w skier pomieniu Biaych piersi kuszce odkryy si czary. Inne znowu, jak zwierz wyjce swe skargi, W gbi jaski pogaskich szukaj schronienia I ciebie przyzywaj spalonymi wargi, O Bachusie, co gorycz usypiasz wspomnienia! I te jeszcze, co ona, szkaplerzem ubrane, Pitnuj krwawym ladem biczujcej rki, Paszczem nocy okrywszy swe ciaa zszarpane Rozkazy krzykiem gusz mk bolesne jki. O Demony! Potwory! Dziewice mczenne! O wy niespenionymi wci drczone snami, W ideau pogoni grzeszne lub promienne, Czasem krzykiem rozgone, czasem ciche zami, Kocham was i auj, o siostry tuacze, Duszy waszej piekieln przeczytawszy ksig, Za niesyto pragnienia, za tsknot rozpacze, I za wielkich serc waszych miosn potg. tum. Kazimiera Zawistowska

136

CXII Dwie Dobre Siostry Rozpusta i mier s to dwie przyjemne panny, Skore do pocaunkw, pene zdrowia, siy, Ich ona wci dziewicze, ubrane w achmany, W wiecznym, mozolnym trudzie nigdy nie rodziy. Zowrogiego poet, ktry mie nie moe Rodziny, le patnego piekie faworyta, Grobowiec i lupanar kusz tanim oem, W ktrym wyrzut sumienia nigdy nie zawita. Blunierstwom rade obie, trumna i alkowa Oferuj na przemian, jak dwie dobre siostry, Straszliwe przyjemnoci i sodycze ostre. Kiedy zechcesz, Rozpusto wstrtna, mnie pochowa? O mierci, kiedy przyjdziesz, z wdzikiem rwnie wietnym, Zaszczepi czarny cyprys na jej mircie szpetnym? tum. Tadeusz Lubelski

137

CXIII Fontanna krwi Niekiedy zdaje mi si, e krwi mojej fale Uchodz gdzie ze mnie, sysz ich rytmiczne ale, Jak bijcej fontanny przecige westchnienia, Ale na prno rany szukam bez wytchnienia. Poprzez miasta aren rwie naprzd wytrwale, Tworzc wysepki w bruku, wci uchodzi w dale, Gasi wszdzie pragnienie wszelkiego stworzenia, Wszystkie barwy w przyrodzie w czerwon zamienia. Nieraz chciaem zatopi w oszukaczym winie Pami zgrozy, co skrzyda rozpia nade mn, Lecz such si lepiej w cisz, wzrok w noc wbija ciemn! Mylaem, e mnie mio w sen guchy spowinie, Lecz bya jak poduszka igami natknita, By mogy pi do woli okrutne dziewczta! tum. Jan Opchowski

138

CXIV Alegoria Oto kobieta pikna, postaci wspaniaej, Ktrej wosw kdziory w wino pospaday. Ostre jady szynkowni, mioci pazury lizgaj si i tpi o granit jej skry. Ona mier i Rozpust wyzywa ze wzgard, Potwory, co wci drapi, kosz doni tward; Wrd igraszek zniszczenia do ich szanowaa Ten surowy majestat jej mocnego ciaa. Chd jej - chodem bogini, spoczynek - sutanki, A wiar ywi w rozkosz, jak mahometanki. Otworzya ramiona, pier nimi otoczy, Rodzaj ludzki na ono wzywaj jej oczy. Ona wierzy, wie o tym dziewica bezpodna, Ktrej moc dla postpu wiata niezawodna, e w piknoci cielesnej wzniosy dar si mieci, Co wydrze przebaczenie dla wszelkiej bezczeci. Ona nie wie, gdzie Pieko i gdzie Czyciec ley, A gdy wejcia w Noc czarn godzina uderzy, W twarz mierci spojrzy jasnym wzrokiem niemowlcia, Bez cienia nienawici i bez trwogi drgnicia. tum. Jan Opchowski

139

CXV Beatrycze W pustkowiu bez zieleni, spalonym, zwapniaym, Gdy natur pewnego razu oskaraem I gdy myl m na tej bez celu wczdze Ostrzyem z wolna sztylet o me wasne serce, Ujrzaem, jak w poudnia socu ku mej gowie Znia si wielka chmura ciemnoci gradowej, W ktrej si zaraliwe demony rozpary Niby jakie okrutne i ciekawskie kary, Co przyglday mi si chodem mym zdziwione, I jak przechodnie patrz w obkaca stron, Tak one midzy sob miay si, szeptay, Znaki sobie daway, oczami mrugay: "Obejrzyjcie do woli t karykatur, Ten cie, co naladuje Hamleta postur, Wzrok bdny, wos rozwiany, na nogach si sania, Jak patrze na hulak bez politowania? Ten ndznik, histrion bez zajcia, to zabawne, Przeto e zna swej roli sekrety wytrawne, Chce opiewajc do znudzenia swe cierpienie Bawi ory i wierszcze, kwiaty i strumienie, I nawet nam, autorom starej bazenady, Chce recytowa z rykiem publiczne tyrady?" Mgbym (pycha ma rwnie wysoka jak gry, Przewyszajca wycie demonw i chmury) Po prostu niepodleg m odwrci gow, Gdybym nie ujrza nage w spronej trzodzie owej - Haba, e soce nie utono wrd mroku! Krlowej mego serca o niebiaskim wzroku, Co miejc si wraz z nimi z mej ciemnej zgryzoty Raz po raz rozdawaa im brudne pieszczoty. tum. Jan Opchowski

140

CXVI Podr na Cyter Serce moje z radoci jak ptak trzepotao Polatujc swobodnie nad olinowania. Jak anio, kiedy socem pijany si sania, Statek nis si pod niebem, co lazurowiao. Co to za wyspa smutna i czarna? - Cytera, Brzmi odpowied, ubogi kraik pod Hellad, Ale to rozsawione w pieniach Eldorado, Co starym kawalerom ramiona otwiera. - Wyspo sodkich tajemnic i wielkich wit serca! Wrd fal twych si unosi jak wonna ywica I umysy mioci, tsknot nasyca wietlany duch antycznej Wenus, dusz przezierca. Czczony przez wszystkie ludy, w mirtach unurzany, kwieccy si ostrowie pikny, gdzie westchnienia Serc rozpomieniajcych si od uwielbienia Wzlatuj jak wonnoci nad ogrd rany Lub pene wiecznych grucha gobie zapay! - Cytera dzi to ziemi jaowej strzp dziki, Pustka ska rozdzierana przez zwierzce krzyki. Wypatrzyem jednake obiekt niebyway! Nie myl o wityni za drzew kp ciemn, Gdzie sza moda kapanka, kwiaty kochajca, A habit jej zwiewaa bryza dmuchajca Chodzc ciao palone gorczk tajemn; Lecz nieomal cinajc przybrzene ostrzyce Sposzyy wanie ptactwo nasze biae agle I sup o trzech ramionach ujrzelimy nagle Jak cyprys na tle nieba czarn szubienic. Tu ciao na postronku od ptasich chmar pucho: Drapieniki z wciekoci rway swj er zgniy, Dziobami plugawymi jak noami biy W to krwawice ranami tysicznymi trucho; Z oczu zostay dziury, rozmik brzuch pkaty I lay si po udach jelit sprute zwoje: 141

Stchymi frykasami sycc dzioby swoje Do cna wykastroway trupa jego katy. U stp wznosio pyski czworonogw stado I ac w krg, oprawcom zazdrocio szczerze; Porodku poruszao si najwiksze zwierz Niczym rozkazodawca wraz z przyboczn rad. Synu tej wyspy, cicho znosie zniewagi, Zwrcony ku piknemu rodzimemu niebu, Dla twych win odmwiono ci nawet pogrzebu, A niesaw okryty, zawisne nago. mieszny wisielcze, twoje rany i mnie piek! Na widok zwisych koczyn, ich chybotliwoci, Poczuem, e podchodz mi pod krta, jak mdoci, Nagle odwilge ble wielk ci rzek; Poczuem ky i dzioby zgrai nieprzebranej Rwnie na sobie, drogi biedaku z Cytery, Bom ujrza dni, gdy kruki i czarne pantery Chciay przed laty zada mi miertelne rany... Cho morze bkitniao w janieniu podniebnym, Dla mnie si krwi i czerni zasnua to caa W chwili, gdy mi Cytera serce pogrzebaa W tej strasznej alegorii jak w caunie zgrzebnym. C miaa dla mnie, Wenus? - Na tle firmamentu Mj zwisy w symbolicznej ptli obraz nagi... O, dodawaj mi, Panie, siy i odwagi, Bym patrza na me serce i ciao bez wstrtu. tum. Jzef Waczkw

142

CXVII Amor i czaszka


Stara winietka

Na czaszk ludzkoci wsiadszy Anio rozparty, Profan, jak z tronu z niej patrzy I stroi arty. Dmucha rj baniek skrzydlaty, Kada lot bierze, Jakby cigaa gdzie wiaty, W sinym eterze. Wty, wieccy glob fruwa, Chyymi loty, Pka - i tchnienie wypluwa, Niby sen zoty. Za kad bak gos czaszki Sysz, jak jczy: "I kiedy koniec igraszki Dzikiej, szaleczej? Bo to, co ciskasz w przestworze, Tak lekko, miao, To mzg mj, zbjco, potworze, Krew ma i ciao!" tum. Adam M-ski

143

Bunt

CXVIII Zaparcie si witego Piotra Co te to Pan Bg robi z t fal przeklestwa Unoszc si co dzie ku jego Serafom? Syty misa i wina, podobny satrapom, Zasypia w bogim szmerze skarg i zorzeczestwa. Jki ofiar drczonych, ich krzyki tumione Tworz dwiczn symfoni rzewnie wzruszajc, Wida, e krwi, rozkosze ich opacajc, Niebiosa nie s jeszcze dosy nasycone. - Jezusie, wspomnij chwile w Ogrojcu arliwe, Gdy bagae na klczkach i cay w ez rosach Tego, co potem w niebie mia si przy odgosach Wbijanych tpo gwodzi w twoje ciao ywe. Gdy widziae sugusw tuszcz i fagasw Plujcych na tw bosko, zelon bezmiernie, I gdy czue, jak ostre wbijaj si ciernie W tw czaszk, w ktrej yje Ludzko wszystkich czasw; Gdy pod wasnym ciarem ciao twoje zwiso Na wyduonych nazbyt ramionach, gdy ciepa Krew z potem z pobladego czoa twego cieka, Gdy posplstwu wydany by na pomiewisko, Czy nie wrci do owych dni w blaskach promieni, Gdy jako wypeniciel wiecznej obietnicy Przemierzae na grzbiecie agodnej olicy Gocice pene ludu, kwiecia i zieleni, Gdy w poczuciu swej misji, gniewny, z ca sia Chosta zgraj przekupniw, budzc lk i drenie, I gdy by wadc wreszcie? Czy wtedy zwtpienie Prdzej ni wcznia boku twego nie przebio?

144

Rzuc ten wiat bez alu, bom zawsze go wini Za to, e czyn marzeniu braterstwa zaprzecza. Obym mg uy miecz i zgin od miecza! Piotr zapar si Jezusa... i dobrze uczyni! tum. Marian Piechal

145

CXIX Abel i Kain I Plemi Ablowe, pij i szalej, Bg ci umiecha si yczliwie. Plemi Kaina, w jarzmie dalej Mcz si i konaj rozpaczliwie. Plemi Ablowe, twa ofiara Mia jest nozdrzom Serafina. Plemi Kaina, twoja kara Czy bdzie miaa kiedy fina? Plemi Ablowe, w obfitoci Zb i trzd wschodzi siew twj podny. Plemi Kaina, twe wntrznoci Wyj przecigle jak pies godny. Plemi Ablowe, brzuch swj grzejesz Przed swym ogniskiem patriarchalnym. Plemi Kaina, wci drtwiejesz Z zimna jak szakal w norze skalnej. Plemi Ablowe, kochaj, pd si, Twe zoto mnoy twoj chwa. Plemi Kaina, dalej trud si, Poskramiaj dze wybujae. Plemi Ablowe, w tuszcz obrastaj, Jak roje pluskiew w starym gracie. Plemi Kaina, z wsi i miasta Pd swe potomstwo ku zatracie. II Plemi Ablowe, ziemi grudy Uyni cierwo twoje gnojne.

146

Plemi Kaina, twoje trudy Wydadz wreszcie plony hojne. Plemi Ablowe, n pobity Przez ocie na twe pohabienie. Plemi Kaina, wzle w bkity I Boga stamtd str na ziemi. tum. Marian Piechal

147

CXX Litania do Szatana Ty nad wszystkie anioy mdry i wspaniay, Boe przez los zdradzony, pozbawiony chway, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! O Ty, Ksi wygnania, mimo wszystkie klski Niepokonany nigdy i zawsze zwyciski, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! Guchych mrokw podziemia wszechwiedzcy krlu, Lekarzu dobrotliwy ludzkich trwg i blu, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! Ktry rzuci w pier nawet najlichszych ndzarzy Skr mioci, co Raju pragnieniem si arzy, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! Ktry mier zapodniwszy, sw oblubienic, Zrodzie z ni Nadziej, szalon wietrznic, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! Ktry w oku skazaca zapalasz bysk dumy, e patrzy z szubienicy wzgard w ludzkie tumy, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! Ktry znasz najtajniejsze ziemskich gbin cienie, Gdzie zazdrosny Bg drogie pochowa kamienie, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! Ktry wzrokiem swym jasnym przejrzae metale Od wiekw pice w guchym, mrocznym arsenale, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! Ktry chronisz od mierci i zgubnego strachu Lunatykw bdzcych po krawdziach dachu, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj!

148

Ktry starym pijaka kociom niepoyt Gitko dajesz, gdy wpadnie pod koskie kopyto, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! Ktry czeka sabego, by mu uly mki, Nauczy proch wyrabia i da bro do rki, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! Ktry pitno wycisn, co hab naznacza, Na czole bezwstydnego chciwca i bogacza, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! Ktry sprawiasz, e kobiet upadych wzrok paa Uwielbieniem achmanw i chorego ciaa, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! Pochodnio mylicieli, kosturze wygnacw, Spowiedniku wisielcw i biednych skazacw, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! Ojcze przybrany dzieci, ktrych Boga Ojca Gniew i mciwo wygnay z rajskiego Ogrojca, O Szatanie, mej ndzy dugiej si ulituj! Modlitwa Chwaa Tobie, Szatanie, cze na wysokociach Nieba, gdzie krlowae, chwaa w gbokociach Pieka, gdzie zwyciony, trwasz w dumnym milczeniu! Uczy, niechaj ma dusza spocznie z Tob w cieniu Drzewa Wiedzy, gdy swoje konary rozwinie, Jak sklepienie kocioa, ktry nie przeminie! tum. Stanisaw Korab - Brzozowski

149

mier

CXXI mier kochankw Zapachw lekkich pene bd nasze oa, oa jak grb gbokie - a w rodku komnaty Bd dla nas w wazonach kwity dziwne kwiaty, Rozkwite pod janiejszym bkitem przestworza. Wrd mdlejcych upaw ich woni ostatnich Dwa nasze serca bd jako dwie pochodnie, Co odbij swe blaski szeroko i zgodnie W duchach naszych zczonych, tych zwierciadach bratnich. W mistyczny zmierzch, przez re i bkity senne, Niby kanie przecige, egnaniem brzemienne, Zamienimy jedynej byskawicy lnienie... A potem drzwi otworzy lekka do anioa, Co radosny i wierny do ycia powoa Zamcone zwierciada i martwe pomienie. tum. Bronisawa Ostrowska

150

CXXII mier ndzarzy To wanie mier, o alu, ludziom y pozwala, To cel kadego ycia, jedyna podpora, Co jak eliksir dwiga nas wzwy i upaja I daje nam odwag kroczy do wieczora. Skro burz i wichur, i bole, i ndz To bysk jasny nadziei w naszej czarnej doli, To jest synna gospoda zapisana w ksidze, Gdzie kady moe spocz, je i pi do woli. To Anio, ktry trzyma w swych doniach magicznych Nasz sen i dar jedyny marze ekstatycznych, Ktry moci ndzarzom aksamitne oa; To jest mistyczny spichlerz, odpust ostateczny, To jest sakwa biedaka, jego schron odwieczny, Brama otwarta w niebios bkitne przestworza. tum. Maria Leniewska

151

CXXIII mier artystw Ile razy mam jeszcze dzwoneczkami dzwoni, Caowa w niskie czoo md Karykatur? By wreszcie w cel utrafi, w mistyczn natur, Ile mam, mj koczanie, oszczepw roztrwoni? W finezyjnych projektach zuyje si dusza, I niejedno zwalimy mocne rusztowanie, Nim wreszcie wielkie Dzieo ciaem nam si stanie, To, ktrego gd straszny do ez nas przymusza. A tacy, co daremnie ni o swym Idolu, Rzebiarze, z ktrych aden kltwie uj nie zdoa, Prno walcy motem w swe piersi i czoa, Maj jedn nadziej, mroczny Kapitolu! T, e mier, kiedy wzniesie si podobna socu, Kwiatom ich mzgu kae si rozwin w kocu. tum. Tadeusz Lubelski

152

CXXIV Koniec dnia Pod bladym wiatem, na olep Wiruje w bezmylnym krgu ycie, bezczelne i gone. Tote, gdy na widnokrgu Noc pieszczotliwa przychodzi, Co wszystko, wstyd nawet zetrze, Wszystko, gd nawet zagodzi, Poeta "Nareszcie!" szepcze. "Mj duch, podobnie jak koci, Snu jest gwatownie spragniony; Lk czujc w sercu i mdoci, Spa si poo znuony, W twe zawinity zasony, Odwieajca ciemnoci!" tum. Tadeusz Lubelski

153

CXXV Sen dociekliwego


Dla F. N.

Czy tak jak ja zaznae rozkoszy cierpienia I czy o tobie take mwi: "Co za dziwak!"? - Byem ju bliski mierci. W duszy penej drenia dza na wp ze zgroz, plaga osobliwa; Lk zmieszany z nadziej, buntu ani cienia. A im szybciej w klepsydrze piasek mi przepywa, Tym bardziej ma mczarnia w bogo si zamienia: Caym sercem ze wiata juem si wyrywa, Niecierpliwy jak dziecko, co na spektakl wiod Kurtyna jest mu wwczas nieznon przeszkod. Wtem prawda si objawia w blasku lodowatym: Umarem bez zdumienia. I zorze zowieszcze Spowiy mnie caego. Ach, wic nic poza tym? Zasona si uniosa, ja - czekaem jeszcze. tum. Marianna Zajczkowska-Abrahamowicz

154

CXXVI Podr I Dziecku zapatrzonemu w mapy i ryciny Ziemia zdaje si wielka jak jego pragnienia. Ach, jake w wietle lampy ten wiat jest olbrzymi! Jake may wydaje si w oczach wspomnienia! Pewnego dnia ruszamy z rozpalon gow, Z sercem cikim od uraz i podliwoci, Ruszamy, by koysa w rytmie fal miarowo Wasn sw nieskoczono na mrz skoczonoci. Jedni z nas przed ojczyzn uchodz zhabion, Przed groz swej kolebki. S tacy szczciarze, Co nim w oczach jedynych na zawsze uton, Zd umkn przed Cyrce o trujcym czarze. Zamiast w jej ou straci swoj ludzk posta, Chon przestrze i fale, nie doznajc zdrady. Soce bdzie ich pray, mrz bdzie ich chosta, Usuwajc powoli pocaunkw lady. Lecz prawdziwi wdrowcy jad od niechcenia, Lekko niczym balony wznoszce si w niebo, Posuszni wyrokowi swego przeznaczenia, Zawsze woaj: "W drog!", nie wiedzc, dlaczego. Ich chci przybieraj chmur kapryne formy, Oni roj, jak rekrut o surmach bojowych, O rozlegych rozkoszach, zmiennych i niesfornych, Dla ktrych nie ma nazwy w sowach ludzkiej mowy! II Naladujemy, zgrozo, bka albo kul Z ich skokami, plsami; nawet w nie niestety Ciekawo nas opada, gna i torturuje, Niczym okrutny Anio, co smaga planety. Dziwaczne przeznaczenie, w ktrym cel ruchomy Nie bdc nigdzie, moe by tak samo wszdzie! Gdzie czowiek o nadziei nigdy nie znuonej, Aby znale spoczynek, gna w szalonym pdzie.

155

Nasz duch to statek mkncy do swych wysp Szczliwych. Na mostku kapitaskim przestroga zabrzmiaa, Lecz z bocianiego gniazda woa go arliwy: "Mio... bogactwo... sawa!" - A to naga skaa! Byle ndzna wysepka ujrzana z daleka Marzycielowi zda si Ziemi Obiecan! Wyobrania j swoim czarem przyobleka, Lecz c - jedynie raf znajduje si rano. O biedny zakochany w krajach swej chimery! Trzeba go zaku w dyby? Wrzuci do otchani, Tego majtka pijaka, odkrywc Ameryk, Ktrego mira zudn nadziej nas mami? Jest jak stary wczga utytany botem, Urzeczony marzeniem, od tsknoty chory: Jego wzrok tam odkrywa grd kapicy zotem, Gdzie ojwka owietla okno ndznej nory. III Niezwykli podrnicy, c to za wspaniay wiat przygd w waszych oczach gbokich jak morza! Otwrzcie nam pamici waszej futeray, Te cudowne klejnoty, w ktrych ponie zorza! Pragniemy podrowa bez agli, bez pary! Wic aby nam umili beznadziejne trwanie, Nacie waszych wspomnie malownicze dary Na ptno naszych mzgw, naszych myli, marze: Mwcie, cocie widzieli! IV "Bezkresne odmty I piaski, i niezwyke planety na niebie, Lecz mimo nagych zderze i klsk niepojtych Czstomy si nudzili, cakiem jak u siebie. Fiolet morza zmieszany ze soca mosidzem, Gloria miast ogldanych w zachodu pomieniach, Zapalay nam w sercach niespokojne dze, By pogry si w nieba nccych odcieniach. Najokazalsze miasta, wietne krajobrazy

156

Nigdy nie miay tego tajnego uroku, Jaki traf nam z obokw czyni po sto razy, A pragnienie w nas zawsze budzio niepokj! Rozkosz to dla pragnienia jest podnieta staa. O dzo, stare drzewo, rozkoszy ci trzeba! Im bardziej twoja kora staje si zgrubiaa, Tym bardziej twe gazie chc by blisko nieba! Czy bdziesz cigle roso, drzewo pene ruchu, ywsze ni cyprys? - Jednak skrztniemy zebrali Kilka szkicw dla waszych zachannych sztambuchw, Bracia, dla ktrych pikne wszystko, co jest w dali! Pozdrawialimy bstwa o soniowej trbie, Wysadzane drogimi kamieniami trony, I paace rzebione, ich baniowej pompie Nie sprostaby bankierw waszych sen szalony; Stroje, ktrymi kade oko si upije, Kobiety o barwionych paznokciach i zbach, I uczonych onglerw pieszczonych przez mije..." V - I co jeszcze? Co jeszcze? VI "Czeg jeszcze trzeba? Dobrze wic, za pamici pierwsz rzecz wspomnijmy: Spotykalimy wszdzie, daleko i blisko, Od gry a do dou fatalnej drabiny Niemiertelnego grzechu nudne widowisko. Kobieta, niewolnica gupia, pena pychy, Bez granic zakochana w swym wasnym uroku, Mczyzna, tyran chciwy, okrutny i lichy, Niewolnik niewolnicy i strumie w rynsztoku. Kat, co uywa ycia, jczca ofiara, Uczty poprzyprawiane woni krwi rozlanej, Jad wadzy, ta despot nkajca kara, I lud, w ogupiajcym bacie zakochany. Liczne religie, naszej bliniacze poowy, Wszystkie pn si ku niebu; wito si panoszy,

157

Jak delikacik moci si w ou puchowym, Tak ona szuka w gwodziach i wosiu rozkoszy. Ludzko pijana swoj wiedz, obelywa, Ktrej wiecznym znamieniem szalestwo i wina, Woajca do Boga w swych dzikich porywach: - "O mj blini, mj wadco, ja ciebie przeklinam!" I najmniej gupi, Szau kochankowie miali, Gardzcy wielk trzod part przeznaczeniem I chronicy si w opium niezmierzonej fali Oto caego wiata odwieczne streszczenie!" VII Gorzk wiedz wyciga si z kadej podry: wiat may, monotonny, nigdy si nie zmienia, Jak lustro, co nasz wasny obraz nam powtrzy: To na pustyni nudy rdo przeraenia! Jecha - czy zosta? Zosta, jeli zosta moesz. Jak musisz - jed. Ci biegn, tamci, przeraeni, Chc si ukry przed Czasem, co i tak ich zmoe! Niestety! s biegacze nigdy nie znueni, Co jak yd wieczny tuacz lub apostoowie Wci w drodze, uciekajc, a wszystkiego mao, Aby zwie zapanika, co ich sieci owi; Inni za ju w dziecictwie niegodziwca zgadz. A gdy wreszcie postawi nam na karku stop, Moemy jeszcze krzykn "Naprzd!" dni zmiany, Jak wtedy, gdy egnalimy star Europ Z okiem wbitym w odmty i wosem rozwianym. Wyruszymy radonie na Morze Ciemnoci, Jak modziutki podrnik, marzcy o wiecie. Czy syszycie te pene wdziku i aoci Gosy: "Pjdcie tu do nas, wy, ktrzy pragniecie Poywa wonny Lotos! Tu jest winobranie Owocw, ktrych aknie dusza godujca. Przyjdcie si upi boskim, bogim niezrwnanie Tutejszym popoudniem, nie znajcym koca!" Po znajomym akcencie odgadlimy zjaw: To Pylades nas wzywa, cignie dal nieznana,

158

"Py do twojej Elektry na serca odpraw!" Mwi ta, ktrej niegdy caowa kolana. VIII O mierci, stary szyprze, odbijaj - dal woa! Ten kraj nas nudzi. W drog, do nowej przestrzeni! Chocia niebo i morze s czarne jak smoa, Nasze serca - ty znasz je - s pene promieni! Tw krzepic trucizn wchoniemy z ochot! Pragniemy - tak ten ogie rozpala nam gow Pa w gb otchani - Pieka? Nieba? Mniejsza o to, Byle znale w Nieznanym co, co bdzie nowe! tum. Maria Leniewska

159

Wiersze doczone w trzecim wydaniu z 1868 r.

Epigraf na potpion ksik Czytelniku sielankowy, Trzewy, spokojny czowieku, Rzu tych pieni kwiat niezdrowy, Wykpany w orgii cieku. Jeli ci szatan nie wdroy, W swej retoryki misterie, Lepiej, by ksig odoy, Bo znajdziesz we mnie - histeri! Lecz jeeliby zrozumia, Jak w otcha spoglda trzeba, Czytaj, by kocha mi umia! Duchu, co tsknisz - i nieba Szukasz, by stan w tym niebie, auj mnie!... Lub przekln ciebie! tum. Antoni Lange

160

Smutny madryga I Gupia czy mdra - co mi po tym! Bd smutna, pikny mj aniele! kania dodaj ci urody, Jak krajobrazom piknym - wody; Rosa odwiea schnc ziele. Kocham ci, kiedy naga burza Zamci jasne twe spojrzenie, Gdy serce twe si w grozie nurza, Gdy teraniejszo twoj wzburza Gronej przeszoci przypomnienie. Kocham ci, kiedy pyn aoci Pynie ci z cz jak krew gorcy, Kiedy pomimo mej czuoci Trwoga przenika twoje koci, Niczym rzenie konajcych. Wdycham, o boskie upojenie, Hymnie, co mnie rozkosz mami Cae twej piersi rozalenie O wiem, e serce twe si mieni Twych smutnych oczu diamentami. II Wiem, e twe serce, ktre zionie arem mioci przeminionych, Wci jeszcze niczym kunia ponie I e wci kryjesz w swoim onie Co z wielkiej pychy potpionych. Ale dopki twoich roje Nie tkna czarnych dusz zaraza, Pki w koszmarach bez ukoje, Czujc miertelne niepokoje, Czcicielka prochu i elaza, Wszystkiego si lkajc skrycie, 161

Drzwi uchylajc, z lku zblada, Zegara przeraona biciem, - Nie stwierdzisz, e si w twoje ycie Odraza nieprzeparta wkrada Ty, niewolnico, i krlowo, Co w trwodze kochasz mnie i blu, Nie bdziesz moga w noc niezdrow, Rzec, wykrzykujc z trzewi sowa: "Jestem ci rwna, o mj Krlu!" tum. Maria Leniewska

162

Modlitwa poganina Ogrzej mi serce w noc ponur Pomieniem swoim, miociwa Rozkoszy, naszych dusz torturo, Exaudi supplicem, o Diva! Bogini wszdzie rozproszona, Ogniu w naszego lochu pleni, Dusza zbolaa i strapiona Zaklina ci w spiowej pieni. Krlow bd mi po kres czasw, Gdy zechcesz, mask w syreny, Zrobion z ciaa i atasw, Albo mi lej swj pyn nasenny W wino bezksztatne i mistyczne, Rozkoszy, widmo elastyczne! tum. Maria Leniewska

163

Buntownik Anio gniewny, wskro niebios, chyym lotem ora Mknie, drze z libertyna gowy wosw garcie, Targa nim wciekle, woa: "Rycho zakon poznasz! (Pojmujesz? Jam twym Strem!) Tego pragn wanie! Wiedz, e musisz ukocha bez skurczu niechci, Kalek, nikczemnika, gupca, ubogiego, Aeby mg rozpostrze, gdy Chrystus przybdzie, Kobierzec triumfalny miosierdzia swego. Oto Mio! Nim serce pogry si w chodzie, Ku chwale Pana wiksz arliwo w nim roznie; Ot, gdzie Rozkosz prawdziwa, w trwae wdziki zdobna!" I Anio go okada, przebg! bowiem kocha, Piciami mocarnymi, anatemy miota; Lecz w przeklty jeno: "Nie chc, nie podobna!" tum. Andrzej Nowak

164

Ostrzegacz Kto si czowiekiem susznie zwie, Ten chowa w sercu t mij, Co tam niby na tronie yje, Na kade "Chc" odpowie "Nie!" Niech da ci chwil zapomnienia Wzrok nimfy pord lasu cienia Gad mwi: "Do swej pracy id!" Pd dzieci, drzew zasadzaj sznury, Cyzeluj wiersze, kuj marmury Gad mwi: " Dugo bdziesz y?" Po wszystkie ycia dni naszego, Gdy bynie myl, nadziei skra, Wnet nam zwtpieniem w duszy drga Gos Gada nieznonego. tum. Jan Opchowski

165

Skupienie Zamilcz, Boleci moja, poskrom swoje ale, Podaa wieczora - oto na nas spywa. Miasto ju spowiny gste mroku fale, Jedni w nim oddychaj, innym trosk przybywa. Oto nikczemn tuszcz coraz to zuchwalej Bodzie dza rozkoszy, dzika i zoliwa, I czer w objcia grzechu brnie dalej i dalej... Chodmy std, nic tu po nas, moja Boleciwa. Popatrz: z balkonw nieba dawno zgase lata Wychylaj si w dziwnych, starowieckich szatach, Z gbiny wd wyania si al umiechnity, Dogasajce Soce pod arkad kona, I niczym dugi caun na Wschodzie rozpity, Powoli ku nam zblia si Noc upragniona. tum. Maria Leniewska

166

Pokrywa Na ldzie czy na morzu, w cieple atmosfery Nie gasncych pomieni, czy pod socem bladym Kto bd, suga Jezusa, dworzanin z Cytery, Ponury ebrak, bogacz, boyszcze biesiady, Czy mieszczuch, czy wocianin, domator, wczga, Tako umys aktywny jak mdek leniwy Wie: groza tajemnicy kadego dosiga I zmusza patrze w gr okiem rozpaczliwym. W grze niebo! Przytaczajcy strop piwniczny! Olniewajcy plafon opery komicznej, Gdzie lady stp histriona znaczy krew fatalna. Nadzieja pustelnika, groza niedowiarka, Niebo! Czarna pokrywa olbrzymiego garnka, Gdzie wrze ludzko rozlega i niedostrzegalna. tum. Zbigniew Biekowski

167

Ksiyc uraony Luno, ktr wstydliwie czciy nasze dziady! Z sinych pl, gdzie za tob jak promienny harem Hufy gwiazd wyuskanych zdaj bezmiarem, O moja stara Cyntio, wieczniku mj blady, Czy widzisz na tapczanach kochankw gromady? Jak kochanki byskaj przez sen ustek czarem? Jak poeta nad prac kiwa czoem starem? Na pokych trawnikach jak si parz gady? Lekk stop, w domino zociste ubrana, Czy pomykasz jak dawniej od nocy do rana Zwidego Endymiona pieci, Luno mia? - Dzieci ndznego wieku, widz twoj matk, Ktra w lustrze oglda gorzkich zmarszczek siatk I bieli umiejtnie pier, co ci karmia! tum. Czesaw Jastrzbiec-Kozowski

168

Otcha Pascal mia swoj otcha, sza z nim nieprzerwanie. Biada! Wszystko - przepaci, czyn, dza, marzenie, Sowo! I nieraz czuj, gdy mi Przeraenie Podnosi wos na gowie, jej wichru powianie. W grze i w dole, zewszd pustka i milczenie, Przestrze straszliwa, w ktrej czujemy sptanie... Bg palcem mdrym w nocy mych mglistym tumanie Kreli wieloksztatnego koszmaru widzenie. Boj si snu, jak mona ba si wielkiej dziury, Penej trwg, prowadzcej w wiat nie wiedzie ktry. Ju tylko nieskoczono widz z wszystkich okien, I mj duch nawiedzany cigymi zawroty Zazdronie tskni za nicoci snem gbokim. Ach! Nigdy nie wyj poza Liczby i Istoty! tum. Mieczysaw Jastrun

169

Skargi Ikara Prostytutek kochankowie S szczliwi, wawi, syci; Ja - bom gronych chmur si chwyci, Mam strzaskane rce obie. Dziki niezrwnanym gwiazdom, Lnicym w niebios gbi mrocznej, Widz me zuyte oczy Soc wspomnienie, co zagaso. Na prno w grnych dziedzinach Szukaem, gdzie kres i rodek; Nie wiem, czyich spojrze ogie Skrzydo me amie, ugina. I nic zaszczytu nie wry, Bym, strawion pikna kochaniem, Mg da swe imi otchani, Ktra za grb mi posuy. tum. Andrzej Nowak

170

Rachunek sumienia o pnocy O pnocy zegar z drwin Radzi nam, bymy w tej chwili Szczery rachunek zoyli Z dnia, ktry wanie upyn: - Dzisiaj, w pitek, trzynastego, Wiedlimy, wbrew dowiadczeniu, Wbrew tej daty ostrzeeniu, ywot czeka bezbonego. Zniewaalimy Jezusa, Z Bogw najoczywistszego! Jak darmozjad u strasznego Biesiadujcy Krezusa, Bywalec Demonw woci, Obcy obyczajom ludzi, Czcilimy to, co wstrt budzi, Lylimy, co godne mioci; Ublialimy po spou Z tpym tumem cichej cnocie; Hod skadalimy Gupocie Oraz jej byczemu czou; Materi pust i atw Caowali z naboestwem; Bieglimy z bogosawiestwem Gdzie zgnilizny blade wiato. Wreszcie, aeby lk zala, My, str Liry nieodstpny, Nawyky, by los pospny A do szalestwa rozpala, Jedlimy mimo sytoci I pilimy jeszcze wicej!... - Zdmuchnijmy lamp czym prdzej, Niech nas okryj ciemnoci! tum. Tadeusz Lubelski

171

Hen daleko Tutaj jest wita alkowa, Gdzie pikno strojna si chowa Spokojna, wiecznie gotowa; Po modych piersiach do wodzi, Sucha w poduszek powodzi zawej fontanny w ogrodzie: Dorotki oe tu czczone. - Melodie, kaniem nabrzmiae, Po wodzie wiatrem niesione, Niacz to dziecko pieszczone. Od gry do dou cae Ciao woniami maszczone, Jak stary brz doskonae. -W cieniu pi kwiaty omdlae. tum. Bohdan Wydga

172