You are on page 1of 149

MIECZYSAW GOGACZ

CIEMNA NOC MIOCI

Edycja internetowa wydania pierwszego Warszawa 1985 Mieczysaw Gogacz

SPIS TRECI
(Wstp) PRZETRWA CIEMN NOC MIOCI ........................................................ 4 I. TSKNOTA I CIERPIENIE ....................................................................................... 10
1. ZRANIONY MIOCI ................................................................................................... 10 2. NIE ZNALAZEM GRECJI .............................................................................................. 40 1) EGION, ATENY I NIEOBECNO............................................................................. 40 2) WYSPY I PIKNO ........................................................................................................ 45 3) MYKENY, KORYNT I MIO ................................................................................. 48 4) NAFPLION, SPARTA I CODZIENNO ................................................................... 53 5) MISTRA, DELFY I POBONO ............................................................................... 54 6) OLIMPIA I DZIELNO.............................................................................................. 61 7) TYLKO EGION ............................................................................................................. 62 3. SOCE I NICEA ............................................................................................................. 64

II. ROZPACZ I NADZIEJA........................................................................................... 76


1. STRUKTURA ROZPACZY .............................................................................................. 76 1) POCZUCIE ZAGROENIA.......................................................................................... 76 a) Lk .............................................................................................................................. 78 b) Zawstydzenie.............................................................................................................. 83 c) Bl .............................................................................................................................. 87 d) Smutek........................................................................................................................ 89 2) UTRATA CELU YCIA ............................................................................................... 90 a) Izolacja ....................................................................................................................... 91 b) Wygasanie potrzeby pracy ......................................................................................... 93 c) Dominacja marzenia ................................................................................................... 95 3) WYGASANIE MOTYWW SAMOOBRONY .......................................................... 97 a) Proces dugotrway ..................................................................................................... 97 b) Proces nagy ............................................................................................................. 101 1: mier naturalna .................................................................................................. 102 2: mier samobjcza .............................................................................................. 104 2. BUDOWANIE NADZIEI (nie poddawanie si rozpaczy) ............................................... 107 1) PRZEZWYCIANIE POCZUCIA ZAGROENIA ................................................. 108

a) Wydobywanie z lku ................................................................................................ 109 b) Zapobieganie zawstydzeniu ..................................................................................... 111 c) Leczenie blu ........................................................................................................... 113 d) Przeamywanie smutku ............................................................................................ 114 2) OBRONA PRZED UTRAT CELU YCJA ............................................................. 115 3) OYWIANIE MOTYWW SAMOOBRONY .......................................................... 118 4) DOPOWIEDZENIE ..................................................................................................... 120 3. BIERNE OCZYSZCZENIE DUSZY ............................................................................... 122 1) ASCETYCZNA NOC CIEMNA I BIERNE OCZYSZCZENIE ................................. 122 2) PRZEJAWY ROZWOJU YCIA RELIGIJNEGO ..................................................... 124 a) Pierwsze nawrcenie (droga oczyszczenia) ............................................................. 124 b) Drugie nawrcenie (droga owiecenia) .................................................................... 125 c) Trzecie nawrcenie (droga zjednoczenia) ................................................................ 129 3) ZAGROENIA WYWOANE NASZ INTERWENCJ W POWODOWANE PRZEZ BOGA OCZYSZCZENIA .................................................................................. 130 a) Wydobywanie z zagroe w pierwszym nawrceniu............................................... 133 b) Wydobywanie z zagroe w drugim nawrceniu .................................................... 139 c) Wydobywanie z zagroe w trzecim nawrceniu .................................................... 143

(Zakoczenie) UWAGI O HEROIZMIE ..................................................................... 147

PRZETRWA CIEMN NOC MIOCI


(Wstp) W wielu swych publikacjach gosz pogld, e ascetycznie rozwaana mio jest jedna, e rne s tylko sposoby jej wyraania zalenie od tego, z kim mio ta nas wie. Mio jest zawsze wywoywanym w nas przez kogo przystosowaniem do niego. Jest swoistym przeksztaceniem nas, spowodowaniem yczliwoci tak podstawowej, e to przystosowanie nas do kogo i kogo do nas staje si obdarowywaniem swoj osob. To nie jest obdarowywanie rzeczami. Jest to wanie dar, ktrym wzajemnie stajemy si dla siebie. Powoduje to z kolei, e obdarowujemy si wiar i nadziej, rozmow, trosk, opiek, cierpliwoci, pokojem, agodnoci, wdzicznoci. Potem przynosimy pierwsze wiosenne kwiaty, rzeczy, ktre kto lubi, aby wyrazi rado, zachwyt, wprost mio. Wszystko, co nie jest wzajemnym przystosowaniem do siebie, jest sposobem wyraania mioci. Tym wyrazem lub znakiem mioci jest ju rozmowa, troska, opieka, cierpliwo, wnoszony pokj, agodno, wdziczno, wiosenny nastrj, z kolei rzeczy, ktrymi si dzielimy. Mio jest pierwszym przejawem lub postaci obecnoci. Ta obecno jest najgbsz potrzeb osb, powizanych tym wywoanym w nas przeksztaceniem, ktre jest yczliwoci. Mio rodzi si wtedy, gdy wywoane w nas przystosowanie do kogo jest powodowane samym istnieniem oddziaujcej osoby. Gdy oddziaywa ona na nas jako byt sw prawdziwoci, rodzi si w nas wiara. Gdy oddziaywa jako byt aspektem dobra, rodzi si w nas nadzieja. Istnienie jest podstaw obecnoci i zarazem jest teraniejszoci, ktra domaga si obecnoci. Jest take tak gbok potrzeb, e nieobecno kogo, kogo kochamy, wywouje cierpienie.

Cierpienie ma rdo w tym, e to przeksztacenie, ktre jest wywoanym w nas yczliwym przystosowaniem do kogo, jest nieodwracalne. Z tego wzgldu mio jest nieutracalna. Nigdy nie przeksztaci si w nienawi. Zawsze bdzie sta yczliwoci. Moe tylko wprowadzi w cierpienie, a niekiedy a w rozpacz. Broni przed cierpieniem i rozpacz wanie obecno. Jest ona tak wana, tak potrzebna, tak podstawowa, e pragniemy take nieutracalnoci samej obecnoci. Wzajemna obecno osb, nigdy nieutracona, staa, to po prostu ju zbawienie. A tego etapu domaga si mio. I Bg obdarowujc nas zbawieniem, obdarowuje nas wanie nieutracaln sw obecnoci. I tylko Bg tak nieutracalno zapewnia, gdy jest samym istnieniem, wieczn teraniejszoci. Pragniemy jednak take nieutracalnej obecnoci ludzi, z ktrymi wie nas mio. Jak czsto wszake zdarza si ich nieobecno, jake czsto wic cierpimy. Przegldajc swoje cztery ksiki religijne: On ma wzrasta, Bdy brata Ryszarda, Id piewajc Ciebie, Jak traci si mio i w zwizku z tez, e mio jest jedna oraz e rne s tylko sposoby jej wyraania, dochodz do bardzo prostego wniosku: t sam mioci kochamy Boga i kochamy czowieka, w rny tylko sposb wyraamy mio Bogu i czowiekowi. To prawda, e abymy mogli dosign Boga, musi On przyj do nas i wnie w nas swoj mio, gdy tylko poprzez to, co Boskie, zetkniemy si z Bogiem. T jednak mioci, wniesion w nas przez Boga, posugujemy si po ludzku, przy pomocy naszych rozumie i decyzji. Z tego wzgldu podobnie przeywamy mio do Boga i do ludzi. Opisywane przeze mnie przeywanie mioci do Boga, gwnie to, co rozwaaem w Bdach brata Ryszarda i w Jak traci si mio, moe sta si propozycj rozwizywania trudnych losw mioci, wicej ludzi, naszego cierpienia, wywoywanego brakiem obecnoci kogo, kogo kochamy. Przecie Bg, realnie obecny w osobie ludzkiej czego znakiem jest nasze kierowanie si do prawdy i dobra, a przede wszystkim przyjmowanie sakramentw, nieomylnie uobecniajcych w nas Boga nie daje si doznawa naszej psychice, potrzebie bezporedniego patrzenia, wymiany sw, potrzebie wci dowiadczanej obecnoci. Bg jest swoicie nieobecny w naszej psychice. A jednak kierujemy do Niego sw mio, wierzymy Jego zapewnieniu, e

obdaruje nas sw nieutracaln obecnoci. Podtrzymuje nas nadzieja. I trzeba w tym y: w wierze, nadziei i mioci tsknic i oczekujc bezporedniego spotkania. Czsto tsknimy cierpic z powodu braku wanie obecnoci kogo, kto nieodwracalnie przystosowa do siebie nasz najgbsz yczliwo. I moe nawet sposb przeywania w tym yciu mioci do Boga, realnie obecnego w istocie naszej osoby, lecz niedostpnego bezporednio naszej psychice, stanie si dla nas perspektyw i drog do przetrwania zdarzajcej si rozki lub odejcia tych, ktrych nieodwracalnie ukochalimy. Aby tylko uchroni si przed rozpacz, z ktrej nie ma powrotu. Nawizujc do Bdw brata Ryszarda, do nastroju i problemw ksiki Jak traci si mio, wszystko, co czowiek mwi Bogu, sam tsknot do Boga, uczyniem W Ciemnej nocy mioci treci odniesie czowieka do czowieka. Marek tskni do Anny Marii. Moe dzieje ich mioci wyraniej ni Bdy brata Ryszarda uka, jak uratowa mio mimo cierpie, tsknoty i nieobecnoci kogo nade wszystko ukochanego. Chodzi bowiem o to, aby wanie uratowa mio. Przetrwanie tsknoty do Boga wci niedostpnego psychicznemu przeyciu, przetrwanie tej nieobecnoci, w samym przeywaniu nie rni si od sposobw przetrwania tsknoty do czowieka, przetrwania jego nieobecnoci. Podobnie te przeywamy cierpienie, wywoane brakiem bezporedniej obecnoci Boga i brakiem bezporedniej obecnoci czowieka. Z tego wzgldu opis mioci i tsknoty Marka do Anny Marii jest zarazem opisem mioci i tsknoty czowieka do Boga, opisem ciemnej nocy mioci. Przez ciemn noc mistycy rozumiej wywoywane w czowieku przez Boga przeksztacenie, ktre jest oczyszczaniem, takim wic przystosowywaniem do Boga, e chodzi ju tylko o Boga, o Niego samego i o Jego obecno, o nic wicej. Czy takiej mioci nie ksztatuje w nas take ukochana osoba? Czy ciemn noc mioci nie jest czyja duga nieobecno i mka tsknoty do tej obecnoci, do ukochanego czowieka: do Anny Marii, gdy tskni do niej Marek, i do Marka, gdy tskni do niego Anna Maria? Dodajmy tylko, e w dziejach mioci czowieka do Boga zachodzi ten niezwyky fakt, i Bg nigdy nie przestaje nas kocha. W dziejach mioci czcej ludzi zdarza si, e kto przesta nas kocha. Zdarza si jednak take, e czowiek przesta kocha Boga.

Mio wic jest zagroona ze strony czowieka. I przedziwny paradoks: zagroeniem mioci, tego dla nas najcenniejszego dobra, jest sam czowiek. Gwnym rdem tego zagroenia jest brak powizania mioci z prawd, a zwizek z prawd rodzi wiar. Brak wic powizania mioci z wiar, zarwno religijn w mioci czowieka do Boga, jak i naturaln w mioci czcej ludzi, czyni mio czym bezbronnym, wanie zagroonym. rdem zagroenia jest take brak powizania mioci z dobrem, a zwizek z dobrem rodzi nadziej. Brak powizania mioci z nadziej czyni mio czym take bezbronnym i zagroonym. Mio zwizana tylko z emocj lub piknem nie ma wystarczajcej ochrony. Chroni j wanie prawda i pynca z niej wiara oraz dobro i pynca z niego nadzieja. Chroni mio. Nie chroni nas przed mk tsknoty i nieobecnoci, ale t obecno zapewniaj. Nie chroni przed cierpieniem, stanowi jednak jedyny sposb przetrwania tsknoty i nieobecnoci, przetrwania cierpienia. Pragn w tej ksice opisa najpierw wanie tsknot i cierpienie, wywoane lkiem, e kto ukochany nas nie kocha: e nie kocha nas Bg, do ktrego tsknimy, i e nie kocha nas ten kto z ludzi, obdarowany ca wiar i nadziej naszego serca, darem najgbszej mioci. Sysz przez radio Czerwone Gitary. piewaj o smutku Anny Marii. Niech Anna stanie si w tej ksice wytsknion mioci Marka. Tej mioci nie damy szans przetrwania. To sprawi bl Markowi i dojmujce cierpienie: cierpienie nieodwzajemnionej mioci. A Maria niech bdzie prb ocalenia marze, e mio jest moliwa, e buduje si wrd radoci i smutku, w zwykych i wielkich wydarzeniach ycia, e moe sta si piknem zdobicym dobro wiata, gdy spotkaj si tsknoty, nadzieje, dwa biedne, samotne ludzkie serca. Imi Anny Marii niech wic skupia te dwie perspektywy: nieobecno, tsknot, zagroenie oraz nadziej, rado, szczcie. Pragn z kolei opisa rozpacz i nadziej: skutki poczucia zagroenia, wywoanego utrat mioci oraz sposoby przezwyciania tego poczucia, niepoddawania si rozpaczy. Ksik Ciemna noc mioci stanowi wic dwie czci. Pierwsza, pt. Tsknota i cierpienie, jest prezentowaniem naszych przey, trudem zrozumienia, co w nas si

dzieje. Cz druga, pt. Rozpacz i nadzieja, to prba analizy, porzdkowanie przey, ktre s procesem rozpaczy, z kolei poszukiwanie sposobw niepoddania si temu procesowi wewntrznej zagady. I moe naley wyranie zauway, e tematem ksiki nie s osoby i ich przeycia, lecz mio zagroona i smutna oraz jej funkcjonowanie w myleniu i odczuwaniu czowieka. Jest to bardzo powszechne odczuwanie, umczajce ludzi od dawna, wniesione w przeycia ludzkie przez teologi zbyt przechylon w kierunku neoplatoskiej teorii rzeczywistoci i teorii czowieka. W myl tej teorii kontaktujemy si z Bogiem poprzez szereg bytw porednich i wobec tego nasz mio do czowieka trzeba utraci, gdy; jest ona tylko drog do ukochania Boga. I czsto zwolennicy tej teorii sdz, e nasza pena mio do Boga wymaga wanie rezygnacji z naszej osobistej mioci do czowieka. Zagadnienie nie jest proste i wymaga szeregu rozrnie, rozpoznania waciwych relacji midzy czowiekiem i czowiekiem oraz midzy czowiekiem i Bogiem. Aby je w jaki sposb wyjani, posu si obrazem konfliktu, jaki zaistnia midzy Ann Mari i Markiem z tej racji, e Anna Maria kieruje sw mio jednoczenie do Marka i Witolda. Ten prozaiczny, a waciwie pozornie prozaiczny, lecz typowy trjkt moe ilustrowa t wan trudno w naszym yciu religijnym: jak pogodzi pen mio do ukochanego czowieka z pen mioci do Boga. Jest to w jakim sensie prawie podobny trjkt: ona, on i Bg. Jak wic przey mio, gdy kocha si jednoczenie dwie osoby: Anna Maria kocha Marka i Witolda, czowiek kocha czowieka i zarazem Boga. Bd te stara si ocali marzenie Marka o takiej mioci, ktra w peni kierujc si do Anny Marii i zostajc przy niej ogarnie take Boga. Te dwie mioci, pene dynamizmu i napi, przynoszc rado nie uwolni jednak od cierpienia. Bo mio jake czsto przynosi take cierpienie, pozbawienie wiata, zagubienie drogi, tsknot, noc duszy, bolesn, noc mioci. Noc to zagroenie, spltanie rozumie, ciemno, zagubienie. Noc mioci to zagroenie naszego przystosowania do osoby kochanej, niepewno, czy zatrzymamy przy sobie wytsknion mio, zagubienie w ciemnoci, ktrej nie rozjania tsknota do upragnionej obecnoci. Zagroenie, niepojmowanie, ciemno, zagubienie tworz wic ciemn noc mioci.

Nie wiem, czy powiedzie si w tej ksice prba ukazania jednego z wanych problemw ascetyki na przykadzie zagroonej mioci Marka do Anny Marii: problemu ciemnej nocy, w ktrej to zagroenie oczyszcza i pogbia nasz mio do ludzi i do Boga. Oczyszcza przez cierpienie, ktre pozbawia radoci zwycistwa. Pozbawia susznie, gdy mio nie jest zwycistwem, lecz obecnoci: sposobem ycia osb. I moe w samej tej zapltanej mioci kto dostrzee jaki aspekt, pozwalajcy mu wanie przetrwa tsknot, nieobecno, zagroenie, niepewno, zagubienie, cierpienie. Dostrzee tym samym sposb uratowania nadziei, e niewidzialno Boga, Jego nieobecno w naszej psychice nie wykluczaj trwania mioci midzy czowiekiem i Bogiem i jej utrwalenia kiedy w nieutracalnej ju Obecnoci, ktra jest zbawieniem.

I. TSKNOTA I CIERPIENIE

1. ZRANIONY MIOCI
Jeste smutny, Marku. Tak zawsze pogodny i radosny Marku, jeste smutny. Wiem tylko tyle (to by gos Marka), e wieczory nie przynosz odpoczynku. S najsmutniejsz chwil ycia. Wypenia je bowiem refleksja nad samotnoci mioci. Refleksja wyrywa t mio z teraniejszoci i wprowadza w przyszo. Stawia j poza odpoczynkiem, gdy poza obecnoci, a Wic w tym, co najdotkliwiej boli. Co sprawia ci bl, Marku mj drogi? Czy wanie ta nieobecno, z powodu ktrej uwaasz wieczr za najsmutniejsz chwil ycia? Dlaczego podje podr w przyszo mioci? Wieczory nie przynosz odpoczynku tym, ktrym refleksja kae rozwaa los ich mioci. T podr mylenia na chwil przerwaem zatrzymujc si na przystanku, ktrym jest smutek, a waciwie bl. Refleksja dotkna rany, zadanej cierpieniem. Zranio mnie bowiem cierpienie. I pierwszym odruchem samoobrony, unikniciem cierpienia jest ucieczka w mylenie o przyszoci, ucieczka do hotelowego pokoju, w ktrym jestem, w ktrym przeywam pusty wieczr: wieczr nieobecnoci ciebie, Anno Mario. Przecie jestem, Marku. Jest tylko mj hotelowy pokj, jest myl o tobie, gdy patrz na kwiaty, na jeden kwiat w doniczce. Siedz przy radiu pod lamp i sucham piosenki o smutku oczu, ktre kto kocha i pragnby, aby pokochay. Moe nie powinienem by zatrzyma si w tym pokoju, w tym miecie, w tym hotelu. Moe nie powinienem by ucieka, a waciwie przyjeda tu do swoich marze. Przeniosem si w marzenie, jednak w marzenie, w swj sen o szczciu, w swoje oczekiwania, w sens swego ycia. Moje bose stopy ton w ciepym dywanie, moje smutne serce przeywa wieczr, ktry nie jest wytchnieniem i cisz. Ten wieczr jest oczekiwaniem, gdy ycie jest oczekiwaniem. Ten wieczr jest najsmutniejsz chwil ycia, gdy smutek jest blem rany, zadanej cierpieniem. A zranionemu cierpieniem trudno odpoczywa.

10

Dlaczego uciekasz, przed kim, dokd? Moe ycie jest ucieczk przed blem. Moe wic nie jest oczekiwaniem lub moe wanie polega na oczekiwaniu, e bl minie, e zagoi si rana, e cierpienie ustpi, e jest ono tylko chwilow nieobecnoci mioci. Tak myli Marek i usiuje sformuowa swoj myl, aby przekaza j Annie Marii. Nie jestem w stanie odda wiernie natoku tych myli, ich przenikania si, pltania, jakiej ich wdrwki po drogach poezji, i yciowych zdarze, po snach i marzeniach, po terenach serca i intelektu, wieczorw i smutku, po ciekach szczcia i cierpienia, oczekiwania i ucieczki. Nie jestem w stanie cierpie razem z Markiem. Zranio mnie cierpienie w sposb nieoczekiwany. To by sen, kwiat, bukiet jaminu. Zanurzyem twarz w jaminach. Poczuem, e oploty mi serce, e staem si jaminem. Wtedy ty, Anno Mario, pooya mi donie na ramionach i usyszaem twoje sowa: Czemu paczesz, przecie jestem. Staa si kwiatem, ja przestaem by bukietem jaminu, lecz wszdzie, gdzie byy kwiaty, pozostaa rana, wiele ran, i najbardziej zranione serce. Zrozumiaem te, e na zawsze, zostaem zraniony cierpieniem. I cierpi. Zakryem twarz rkami. Ty odchylia mi donie i powiedziaa: Jestem twoim socem, twoje zy zamieni w pery i wylecz twoje rany. A potem staa w grupie otaczajcych ci osb i wycigna do mnie rce, gdy nadchodziem. Zobaczyem wtedy, e moje zranione serce jest w tobie. Krzyknem: Nie chc, aby cierpiaa. Stalimy na asfaltowej drodze. Wyrbaem w niej otwr z podziemnej rzeki nabraem w szklank pyncej tam wody. Podaem ci t wod i podaem te dwa kawaki chleba o kolorze zota. Poczuem, e moje serce wrcio do mnie. Pulsujc sprawio mi bl. I od tej chwili ju wci mnie boli. Nie wiem jednak, czy to zraniy mnie jaminy, czy raczej cierpienie sprawio, e jamin sta si ran mojego serca. Wiem tylko, e jestem zraniony cierpieniem. Anna Maria zapytaa: Przed czym wic uciekasz? Przecie nie przed cierpieniem, bo ono jest w tobie i rani ci tak dotkliwie? Jest z tob wszdzie tam, gdzie jeste. Biedna, dobra Anna Maria. Tym pytaniem zmusia Marka do podry take w przeszo, do refleksji nad rdem cierpienia, do przyczyny jego bolesnych ran. Powikszya tras wdrwki. Marek ju przecie ledzi zmieniajce si ksztaty ycia i

11

lkiem, niby narzdziem, wnika w losy swej mioci, w przyszo serca. Teraz musi sign do motyww ucieczki i oczekiwania. I wszystko to musi z siebie wydoby, aby zmniejszy si bl, trudny bl cierpienia. Ma przed sob dugi wieczr w pustym pokoju maego hotelu, Nie bdzie odpoczywa, bo jest to wieczr najsmutniejszej refleksji, dugiej drogi mylenia, podczas ktrej zatrzyma si na chwil, na moment smutku.

2 Pamitasz, Anno Mario, to, co powiedziaa, e nie moesz zosta ze mn na umwione dni, wtedy, gdy spotkalimy si w kawiarni, gdy przyjechaem, aby ci zobaczy, cieszy si twoj obecnoci, by z tob. To wanie byo oczekiwanie, moje prawdziwe ycie, skd ucieczka do ciebie. Nie moga ze mn zosta. W swojej ucieczce nie mogem wic przystan, zatrzyma si u celu. Moje oczekiwanie nie mogo si zrealizowa, pozostao oczekiwaniem. A ucieczka pozostaa ucieczk. Musiaem przey wieczr, ktry nie przynosi odpoczynku, i smutek, ktry zamiast ciebie sta si autobusowym przystankiem na dugiej trasie mylenia o tym, co teraz wanie boli. W tej najsmutniejszej chwili ycia bez ciebie, w ten wieczr zostaem znowu zraniony cierpieniem. A mwic dokadniej, zostaem zraniony mioci. Tak, tym razem bl sprawia mio. Odniosem. wiele ran. Jest ich w mej duszy tyle, ile kwiatw w bukiecie jaminu. Wszystkie bol, a kada zadana innym narzdziem, wywoana inn przyczyn. Wszystkie sprawy wiata mog zada cierpienie, mog zrani. I mog nas zrani cierpienia wiata. Zraniy mnie dotkliwie. Musz ich dotkn, przewin delikatnym bandaem wspczucia, swoj w tym cierpieniu obecnoci, aby odkry sposb ulenia mce, aby pokazywa sobie i innym cierpicym, e jest lekarstwo na cierpienie, poniewa jest mio. Zapytaa, czym jest cierpienie. Szukajmy wic odpowiedzi, szukajmy razem. Rozwamy kolejno wszystkie rany, zadane cierpieniem, aby je wykry. Szukajmy w cierpieniu jego istoty. I rozwamy najpierw to, e mio, ktra leczy cierpienie, take je zadaje, mio, ktra rani. Powiedziaa wtedy, w ten wieczr, e nie moesz zosta ze mn na umwione dni. Serce zabio gwatownie, poczuem bl gowy, sabe echo blu duszy, ktrej odebrano ca rado, ca nadziej. Zaczo si umieranie nadziei, bolesne

12

cierpienie, wywoane ran, zadan przez mio. Ta mio trwa i dlatego boli, i dlatego sprawia te bl umieranie nadziei. Wiem, Anno Mario, dobra i kochajca, e nie chciaa zada tego blu, musiaa tylko opni pozostanie ze mn. Ale ranimy niekiedy kogo nawet nie chcc tego, wbrew sobie. Kocham ci dalej, bez zmian, moe nawet mocniej, bo oprcz mioci poczyo nas cierpienie. Musiaa by z Witoldem, ktry ci przywiz, ktrego take kochasz, ktrego listy odczytujesz przed snem wchodzc przy ich pomocy w marzenie o szczciu, o losie swej mioci. Nie mog wbiec w twoje marzenie. Nie pytaj jeszcze, dlaczego. Mog ci tylko kocha. I swoj mioci ogarniam take twoje marzenie, twj przyszy dom z Witoldem. Dla ciebie, Anno Mario, Witold jest tym, czym ty jeste dla mnie: kim bliskim, ca nadziej i losem mioci. Kierujesz swe serce i do mnie, i do Witolda. Przy obu nas jeste, w obydwu sercach i obydwa obrazy: mojej i jego twarzy nosisz w swych oczach. A czowiek bliski tym rni si od innych, mniej bliskich nam osb, e towarzyszy nam w cierpieniu. Jest z tego wzgldu kim niezastpionym, jedynym, jest nasz mioci w tym sensie, e podejmuje dar naszej obecnoci. Gdy ci nie ma, mj hotelowy pokj jest miejscem mki, zamieraniem serca, odebraniem mowy. Moich sw nikt nie syszy, moje oczy niczego nie widz, dywan nie jest ciepy, muzyka wywouje smutek. I wtedy wieczr nie przynosi odpoczynku, jest najsmutniejsz chwil ycia, brakiem twej obecnoci w umwione dni, blem gowy, mczcym, uderzeniem pustki. Jest blem uniemoliwiajcym wytchnienie, cisz, ad, jest niszczeniem tego, co w czowieku najwaniejsze: tej wanie do ciebie mioci, bdcej koniecznym terenem spotkania Boga. Jeste moj mioci, poniewa jest w mym sercu twoja mio. I rozumiesz teraz, jak wana jest twoja obecno, gdy brak ciebie jest brakiem mioci. I ten brak rani, sprawia bl, jest cierpieniem, jest wanie pustk, wyrywaniem z serca twojej mioci, ktra jest moj mioci. Jest wic wyrywaniem czego, co stanowi cz duszy, naturalne dziaanie czowieka, jest odbieraniem sensu ycia, pozbawieniem osoby ludzkiej jej losu i przeznaczenia. Z tej racji wanie mio moe zrani, zada cierpienie, mio, ktr ty jeste.

13

3 W ten wieczr, gdy pozostaem sam na dugie godziny mylenia, zrozumiaem, e cofna swoj mio. Odczytaem to w blu serca, w nowej ranie duszy. Moja mio, ofiarowana ci od dawna, pozostaa w twoim sercu i kocham ci nadal, bez zmian, zawsze. Twojej mioci nie ma przy mnie, nie ma jej w mojej duszy. Musiaa wtedy by z Witoldem, ktrego take. kochasz. Nie oznaczao to tylko braku twej obecnoci. Ta nieobecno bolaa, ale dotkliwsze cierpienie sprawia rana, puste miejsce po odebranej sercu mioci. To ju byo to: cofnicie mioci. Kochaa jednakowo mnie i Witolda do momentu, gdy pojawia si potrzeba trwaego zwizku serc. Nie pamitaem lub nie braem powanie tego, co mwia, e darzysz mnie przy wizaniem, take mioci, lecz jak przyjaciela, opiekuna, koleg, z ktrym nie kojarzy ci si trway, rodzinny zwizek na zawsze. Swoje marzenie o trwaniu mioci zwizaa z Witoldem. Nie mog, Anno Mario, wbiec w twoje marzenie. I mog ju teraz powiedzie ci, dlaczego. A waciwie musz to powiedzie sobie: nie daa mi swej mioci. Nie mog wbiec w twoje marzenie, gdy to tylko ja tak bardzo, tak bolenie, tak bez reszty pokochaem ciebie. Mio, ktr mnie darzysz, jest przyjani, przywizaniem. Dopiero w ten wieczr udao mi si odrni mio, ktra czy przyjani, od mioci, ktra pozwala stworzy wsplny dom, powizanie na zawsze. Nie obdarzya mnie t drug mioci. Nie zwizaa ze mn swego losu, swych najgbszych tsknot, sensu ycia. Nie daa mi wic swej mioci. Obdarzya mnie przywizaniem i przyjani, piknem mioci, ktr kocham. Czsto ci mwiem, e mnie kochasz, gdy kierujesz, do mnie swoje serce i nosisz w oczach obraz mojej twarzy. Nigdy mi tego nie potwierdzia, nigdy wic nie mylaa o wsplnym ze mn domu. Te projekty wiesz z Witoldem. Daa mi sw obecno, nie wniosa w moje serce daru swej osoby. To straszne tak wci tylko przeczuwa, e mnie nie kochasz, to straszne dowiedzie si wreszcie, nagle uwiadomi sobie w smutny wieczr, e miaem racj. Teraz ju wiem, e tylko w swej dobroci pozwolia mej mioci ci kocha. Wiedziaa, e nie miaem siy oderwa serca od ciebie. Zostawia czasowi i mnie

14

rozpoznanie prawdy o nas. Przywyka do mnie, obdarzya mnie przywizaniem. Nie bya w stanie pokocha. Rozumiem to i cierpi. Moje cierpienie w tym wypadku jest odkryciem prawdy, jest wywoane t prawd, ktrej nie chc, ktr pragn przed sob ukry. Jest wywoane brakiem twej mioci we mnie i moj samotn mioci, ktra wypatruje twoich, ladw, ktra oczekuje i marzy. Marz o tym, e bd obecny w twych tsknotach, e rzeczywicie obraz mej twarzy bdziesz nosia w swych oczach, tak jak ja nosz ciebie w swym marzeniu, w swej tsknocie, w swej duszy. A tam jeste, Anno Mario, moja Anno Mario. Tam, gdzie rodzi si mio, gdzie przebywa, gdzie uszczliwia lub rani. Jestem zraniony mioci wanie w gbi duszy, a take swoim i twoim cierpieniem. Ty take cierpisz. Cierpisz, bo uwiadamiasz sobie sprawianie mi blu z tej racji, e nie moesz mi ofiarowa swej mioci. W gbi serca wiesz o tym, e na dar mojej mioci nie odpowiedziaa podobnym darem. Boli ci to, martwisz si, z tego powodu cierpisz. A ja cierpi niepokojc si, e cierpisz, i e nie mog ci pomc, bo tak reagujesz: z wielk wraliwoci, delikatnie, z ogromn dobroci. To cierpienie pozwala ci rozumie moj mk, pomaga ci pocieszy mnie niekiedy sowem, umiechem, gazk jaminu tak rzadko, tak rzadko przynoszon. A ten kwiat, znak twej dobroci, w naszym jzyku symboli znaczy, e pamitasz, e jeste przy mnie, e jeste, Anno Mario, e jeste. A dopki jeste, mog mie nadziej, e darem mioci moe kiedy obdarzysz i moje serce. Myl si, to nie jest tak. Twoja mio jest w mojej duszy. Wniosa j tam przez dar obecnoci. Jeste przy mnie, a z tob jest twoja mio. I wnika w moje serce, przycigana moj mioci do ciebie. Jest przy mojej mioci, bo przecie moja mio jest w tobie, w twym sercu, przy twojej mioci. Dlaczego wic przypuszczam, e nie daa mi swojej mioci, dlaczego twierdz, e odkryem prawd o nas, t prawd, e tylko ja ciebie kocham? Czy tylko dlatego nie moesz mnie pokocha, e jest Witold? Przecie twoja mio do Witolda pojawia si w krgu naszej mioci, gdy zatsknia za wasnym domem, gdy w twym marzeniu powizanie na zawsze stao si tsknot. Powizanie z Witoldem speniao twoje marzenia. Godz si na te marzenia, na twj dom, na Witolda, poniewa godz si na twoje yczenia, nawet na te, ktrych nie mog speni, moe wanie na te ostatnie najbardziej. Aby bya szczliwa, aby dostpia

15

peni mioci, skoro nie mog wbiec w twoje marzenia. Wyznaczya mi rol kolegi, powiernika tajemnic. Czy dlatego nie moesz mnie pokocha, e utrwalia si w twoim przeyciu ta wyznaczona mi przez ciebie rol? Czy moe raczej kochasz mnie, a wanie ja kryj swj niepokj w tym przypuszczeniu, e mego serca nie obdarzya mioci? Jak to jest, Anno Mario, jak to jest? Oczekujesz mioci od Witolda. To jedno ci zmienia, tylko to jedno kieruje ci do niego. A ja, czy mam pozosta zraniony mioci, t moj wielk mioci do ciebie? Samotnoci mioci? Jak wybrn z tych zaplta, jak speni gos duszy i gos sumienia, a zarazem nie utraci mioci? Czy moe by konflikt midzy mioci i sumieniem? A tyle pyta, Anno Mario, a tyle spraw i problemw, ktre trzeba podj, aby rozstrzygn, czy wniosa w moje serce dar swej mioci. Nie wiem, jak to jest. Wiem, e ci kocham tak bardzo, tak bez reszty, tak bolenie. Musimy wic podj te pytania, sprawy, problemy, aby zrozumie los naszej mioci. Czeka nas wiele rozmw. Podejmijmy je, Anno Mario. Rozmowa jest drog do zrozumienia serca, odczytania go, jest drog nawet do ukochania.

4 Marek wie, e rozrnienie porzdkw, rozpoznanie miejsca kadej ze spraw, ktra nas boli, zrozumienie tej sprawy, swych przey, nie zawsze zmniejsza cierpienie, nie zawsze przeksztaca przeycia, uspokaja, nie zawsze usuwa niepokj, nie zawsze prostuje drogi mioci. Wie jednak, e decyzja na mio, na ukochanie kogo, ma swe rdo take w refleksji, w ocenie przywoujcego nas czyjego pikna, czyich wartoci, jako motyww wyboru, akceptacji, wzruszenia. Rozwaa wic wszystko, co moe mu pomc w odzyskaniu mioci Anny Marii, w zrozumieniu swego losu, trudnych drg mioci, ktra rani cierpieniem. Musi bowiem przey i przetrwa to cierpienie, bo w tej wersji przysza do niego mio, w ten sposb Anna Maria zjawia si w jego sercu. Usuwajc cierpienie usunby Ann Mari. Nie chce i nie moe tego zrobi, nie jest w stanie nie kocha, odej od Anny Marii, od swej mioci i swego marzenia, wszystkich nadziei i tsknot. Anna Maria jest jego mioci, ju wanie jego mioci, ksztatujc jego serce. Musiaby odej od siebie, gdyby odszed od Anny

16

Marii. Nie mona od siebie odej, przesta by sob. Marek wic nie moe nie kocha Anny Marii. Cierpliwie wyjania jej wielo relacji i powiza, ktre stanowi mio. Moe jednak jest bdem odrnienie mioci, ktra wyznacza przyja, od mioci, ktra wie na wsplne ycie. Jest jedna mio. T jedn mioci, Anno Mario, wszystkich kochamy i tylko kadej z kochanych osb inaczej t mio wyraamy. Przyja byaby wic sposobem objawiania mioci. Nie moe by tylko piknem mioci, ogldanej w twoim dla mnie otwartym sercu. Jest te mioci. Jest wanie wzajemn mioci. Rodzice kochaj dzieci, nie tylko z nimi si przyjani. Moe wic jednak kochasz mnie, Anno Mario, moe kochasz, a tylko swoje marzenie o wsplnym yciu zwizaa z Witoldem. Dlaczego tej tsknoty nie zwizaa ze mn? Bolesna tajemnica przeywania mioci, bolesny skutek wyznaczenia mi roli opiekuna twej duszy, smutny powd, dla ktrego nie obdarzya mnie mioci. Przeszkadza ci problem wycznoci, przeszkadza schemat, w ktrym rozrnia si mio duchow i mio ciaa. Czy s takie dwie mioci? Moe jednak jest jedna mio caej osoby ludzkiej, ktra t mio rozwija i wyraa przy pomocy rodkw, rnych dla kadej z kochanych osb. Jest ryzyko w podjciu drogi do granicy tego, co dozwolone przez Boga. Jest to ryzyko wyraania mioci. Najwaniejsze, eby j przeywa, eby w nas bya jako uzyskany dar tego, co w kim jest najlepsze, eby takim te darem obdarza innych. Tylko wtedy jest w nas teren, na ktrym Bg czyni mieszkanie. Pomyl, Anno Mario, jak nieatw drog idziemy do siebie. Najpierw twoja delikatno, wyrozumiao zafascynoway moje serce. Wszystko to pomogo nam si spotka we wsplnocie tsknot. Ta wsplnota umacniaa si, utrwalaa, staa si wzajemnym przywizaniem i przyjani. czy nas nadal przyja, ktra jest trwaniem mioci, uspokojeniem, pewnoci, e jeste, e pozostaniesz. Mwia to w moim nie, Anno Mario: Czemu paczesz, przecie jestem. Jeste. Zawsze odnajdzie ci moje serce, zawsze si nad nim pochylisz, udzielisz daru uspokojenia, dobroci, wzmocnienia si duszy. To prawda. Lecz w przyjani s chwile, e nie zostajesz na umwione dni. I w przyjani to nie boli, jest zrozumiae, nie niszczy spokojnej radoci. W mioci taka nieobecno rani, sprawia, e wieczr staje si najsmutniejsz chwil ycia, przeyciem opuszczenia, zagubienia, mk samotnoci. Rado jest cech aktualnej obecnoci, podczas gdy w przyjani jest ona cech trwania mioci. Moe tu jest ta jeszcze blisza

17

rnica midzy przyjani i mioci, w tym zwizaniu radoci z rnym jej podmiotem. W przyjani rado wizaaby si z trwaniem mioci, w samej mioci rado jest zwizana z aktualn obecnoci osoby kochanej. Moe wic dlatego sdz, e cofna mio, dlatego e nie zawsze jeste, e nie bdzie wsplnoty ycia, a wic wszystkich spraw, wszystkich tsknot i marze. Swoje marzenia zwizaa z Witoldem, swoj tsknot do wci aktualnej obecnoci. I moe tylko szukasz rodkw, ktre ci zapewni trwanie mioci, oczekiwanej od Witolda. Bo pragniesz wanie jego mioci, Anno Mario, nie mojej. Mojej mioci nie chcesz. Pragniesz, by Witold zawsze przeywa mio do ciebie, a ty aby zawsze przeywaa mio, ktr do niego kierujesz. Mio jest w duszy, jest w sercu, w uczuciach, nastawieniach, w tsknocie, w naszym przeyciu. I mio naturalna, ludzka, zaley gwnie od naszej woli, od twojej decyzji, Anno Mario, i od decyzji Witolda. Ty odpowiadasz za kierunek swej mioci, za wybr, za trafno wyboru. A jeeli Witold kocha tylko swoj tsknot do mioci, swoje marzenie, ktre w nim wzbudzia, swoje marzenie o trwaej mioci, a nie ciebie, Anno Mario, co wtedy si stanie? Pozostaniesz na uboczu. Nie bdziesz kochana i bdziesz, jak ja teraz, wygldaa oczu kochanych, tsknia do serca, ktre nie zamieszkao w twoim sercu. O twoje zamieszkanie w mej duszy, o twoj tam trwa obecno zabiegam, o to si modl, o to prosz Boga i ciebie. Czy mona nie cierpie, gdy si kocha, gdy rado moe sprawi tylko pewno obecnoci serca, gdy zachwyt musi si posila twoj czuoci, ofiarowanym jaminem, twym serdecznym spojrzeniem sowem, ktre uspokaja i wyzwala z tsknoty. Czy mona nie cierpie kochajc? Cierpi, Anno Mario.

5 Ty take cierpisz. Widz to, a moe bardziej jeszcze czuj i jeszcze raz chc to rozway. Znam przecie twoj wraliwo, delikatno, twoj, dobro. Boli mnie twoje cierpienie. Jake dotkliwie musi ono ciebie rani. Na podstawie twoich powiza ze mn i z Witoldem wiem, e przynajmniej dwie rany zadaa ci mio. Zrania ci take mio. Najpierw przecie martwisz si tym, e kochasz nas obu, mnie i Witolda, i e wic swj los z Witoldem sprawisz mi bl, ktry jkiem zakca melodi naszych rozmw. Sprawia ci mk to, e nie wiesz, w jaki sposb mnie kocha, by nie rani

18

mojej duszy, i w jaki sposb dalej mnie kochajc nie sprzeniewierzy si swojemu marzeniu o Witoldzie, nie skrzywdzi jego mioci. Szukasz, Anno Mario, drg wyjcia. Rozmawiasz ze mn, radzisz si, pytasz. Darzysz mnie tym zaufaniem, ktre pozwala ci mwi ze mn o twojej mioci do Witolda. I wsplnie martwimy si, szukamy wyjcia, ktre ma by uratowaniem twojej mioci. Nie jest obojtne, czy swoj mio zoysz w moim sercu, czy w sercu Witolda, jeeli tylko jednego z nas jeste w stanie pokocha. Wane jest, przynajmniej dla mnie, czy potrafisz kocha nas obu swoj pen mioci, tak zawsze radosn, dobr, bdc umiechem, pociech, moim socem. Najwaniejsze w tym jest to, eby rozwijaa si twoja mio, eby znalaza si w czyim sercu. Jeeli jej nigdzie nie zoysz, nie uczynisz darem dla kogo, zatrzymasz w sobie, ta mio zmarnieje, nie bdzie rosa, dojrzewaa, umacniaa si, nie bdzie szczciem twej duszy. Musisz w kim zamieszka, w czyim sercu. Nie wystarczy ci do penego ycia obecna w twym sercu moja mio. Musisz take kocha. Nie mona tylko kocha lub by tylko kochanym. Trzeba przeywa obie sytuacje: samemu kocha i by kochanym. Tylko wtedy doskonali si czowiek. Wiesz to wszystko, znasz te prawdy z naszych rozmw. Martwisz si wic swoj mioci, ktra nie umie i nie moe zamieszka w mojej mioci. I martwisz si tym, czy twoja mio wnikna w serce Witolda, a take, czy on ci naprawd kocha. Bo czy was przecie dopiero marzenie o wsplnym domu i podobna w tobie i w nim tsknota. Czy czy was mio, ta wanie mio, ktr skada si w czyim, sercu? Czy umiecia, Anno Mario, w swej duszy dar mioci Witolda i czy on przyj przez ciebie ofiarowan mu mio? Tak trudno to rozstrzygn, tak trudno mie pewno. Przecie i ja przez okres tak dugi sdziem, e twoja mio wypenia moje serce. Zreszt ona bya w moim sercu. Dopiero pniej cofna j, Anno Mario, dopiero wtedy, gdy rozbudzona ciepem mojej mioci twoja mio wychylajc si ku ludzkim sercom spotkaa inne serce. Wydawao ci si, e moja mio jest klimatem, gleb, naturalnym rodowiskiem twej mioci, matk twych tsknot i twojej refleksji, rodzinnym domem, ktry zawsze jest, z ktrego wychodzi si w wiat ludzkich serc. Nie pomylaa, e moja mio jest take rwienikiem twojej mioci, pukaniem do drzwi twej duszy, prob o wsplne ycie. Rosa w mym sercu, zamieszkaa w nim. I w pewnej chwili odesza do spotkanego serca, ktremu wyznaczya rol kogo wybranego na wsplne ycie.

19

Przybiegajc swym sercem do mego serca nie widziaa, e co si zmienio. I rzeczywicie nic si nie zmienio, gdy jednakowo kochaa nas obu. Teraz jednak wiele si zmienio. Ta zmiana nie na tym polega, e zaoysz wsplny dom z Witoldem, lecz na tym, e wyznaczya mi rol rodowiska twej mioci, a za rwienika i kogo, kto we wsplnym yciu utworzy z twym sercem jedno de, tsknot, marze, uznaa Witolda. Wizank jaminw chcesz stanowi z Witoldem. I pikny bukiet spltanych ze sob kwiatw, cieszcych oczy, utworz wasze dwa serca. Jestem tylko wod, ktra odywia tw mio, pozwala jej y i rosn, nie jestem jaminem, ku ktremu kierujesz oczy, tsknot i marzenie. A przecie, Anno Mario, w moim nie, w moim marzeniu, bya jaminem moich tsknot. Zanurzyem twarz w jaminach i staem si bukietem tych kwiatw, ktre przygarna. Stanowilimy jedn wizank, ktr ci podaj. Bukiet jaminw, ktre zdobi wiat, stanowisz z Witoldem, Anno Mario moich snw. Opowiem ci inny sen, inne marzenie, twj sen. Wyszedem ze soca, nadchodziem i zatrzymaem si przy tobie. I zacz si mj sen. Widziaem ci wrd greckich posgw Apolla. Po drzewie wia si jaszczurka, ktr Apollo artobliwie zatrzymywa. Wszystkie posgi zbliyy si do ciebie. Gdy nadszedem, wycigna do mnie rce, ubrana w zote serce. Zatrzymaem si przy tobie. To by stadion, peny ludzi. Czuem, e co ci zagraa. Widziaem twoje oczy pene ez. Oddzielona posgami powiedziaa mi paczc: Opiekuj si moim synem, kochaj go tak, jak mnie kochasz. Znikna, nie widziaem ci. W miejscu, na ktrym staa, wyrosy jaminy. Jeste jaminem mego serca, piknem moich marze. Potem w kadym nie rozpoznawaem ci po zapachu jaminw. Bya drzewem, odzi, przelotem ptakw, socem, zwycizc na korcie tenisowym, nien zawiej i narciarzem, ktry mija mnie na zboczu gry. Bya wszystkim. Gdy ci rozpoznawaem po zapachu jaminw, znikaa. Staa si tsknot, pragnieniem zanurzenia twarzy w bukiecie kwiatw, ktrymi jeste. Anno Mario, moja Anno Mario. Czy jeste pewna mioci Witolda i czy znalaza sposb obdarzenia mego serca mioci? Jeszcze nie wiesz, jeszcze nie znalaza, jeszcze cierpisz. Wiem o tym, poniewa znam twoj wraliwo, delikatno, twoj dobro. I boli mnie twoje cierpienie. Jake dotkliwie rani ono ciebie. Bardzo boli rana, ktr zadaje mio.

20

6 Moje zastanawianie si nad przyszoci twej mioci, Anno Mario, rozwaanie niebezpieczestw, ktre mog zagraa twemu powizaniu z Witoldem, nie zmienia faktu, e kochasz Witolda i e Witold kocha ciebie. To nic, e okazj spotkania si waszych serc jest tsknota za wsplnym domem. Okazja zawsze jest zapocztkowaniem dziejw spraw istotnych, waszego wewntrznego powizania. Nie musi wiadczy na niekorzy waszej mioci. Mio jest osobnym terenem, na ktry wchodzi si wieloma drogami. I jedn z tych drg dotarlimy do siebie. Wiem, Anno Mario, z jak nadziej i skwapliwoci biegniesz na spotkanie z Witoldem, wiem, e znajdujesz dla niego wiele godzin, e wielokrotnie odczytujesz jego list, e piszesz czsto. I wiem, e czasem jeste ze mn, e tak rzadko piszesz, gdy si nie widzimy, e bardzo, bardzo czsto piszesz do Witolda. Wiem, e Witold nie skpi ci listw, swego czasu, swej obecnoci, e otrzymujesz od niego wielokrotne dary czuoci i e podobne dary mu przynosisz. To dobrze, Anno Mario, to dobrze. To znak, e wie was mio, e w jego sercu ty mieszkasz, a jego mio w twoim. Modl si, aby Bg utrwali wasz mio i modl si te, aby zostawi ci przy moim sercu. To nie jest tak, Anno Mario, e pragn twej mioci ze szkod dla ciebie lub dla Witolda. Marz tylko, aby umiaa kochajc go nie pozbawia i mego serca daru swej mioci. Wci przypuszczam, e problemem jest tu sprawa sposobu ofiarowania serca i wyraania w widzialnych znakach daru mioci. Marz wci o listach od ciebie, o twoim czstym przybieganiu, o moliwoci zobaczenia ci, o darach czuoci. C mam zrobi? Te tsknoty s i oznaczaj moje pene skierowanie ku tobie. Przypuszczam, e w godzinach, w ktrych nie widzisz Witolda, tsknisz do niego, jak ja tskni do ciebie. I moe podobnie jak ja, nawet wiedzc, e go nie spotkasz, wychodzisz na drogi, ktrymi moe przechodzi, eby go cho z daleka zobaczy. Moe i ciebie jego umiech raduje tak, jak twj umiech mnie pociesza. Usuwa niepokj, troski. Wszystko wydaje si proste i zrozumiae. Bo kocham ci, Anno Mario. Gdy jeste, staj si spokojny, wraca ch do pracy. Gdy ci nie ma, myl o tobie i nic innego nie mog robi. Gdy jeste, omawiam z tob pomysy rozwiza tych spraw, ktre dyskutujemy. Gdy ci nie ma, wraca cay problem naszych powiza, mczce pytania, jak uratowa twoj mio do

21

mnie. Najgorzej, gdy mija godzina, w ktrej miaa si zjawi. Niepokj ronie, wyobrania podsuwa obrazy wszystkich wypadkw, ktrym moga ulec, oczekiwanie staje si mk. Potem przychodzisz, wszystko jest proste, jasne, szczliwe. Jeeli podobnie przeywasz Witolda, to kochasz go, Anno Mario. Ja przecie tak przeywam ciebie, a kocham ci najmocniej, jak tylko mona. Zreszt twoja mio do Witolda nie musi mie tej wersji przeywania. Moe wicej jest w tobie radosnych oczekiwa, wicej pogody, wicej chwil szczcia. Moe jest jeszcze cakiem inaczej. Ale jednak poczucie spokoju i bezpieczestwa, poczucie dokonania si spraw wanych, jaka trwaa teraniejszo ycia, widzenie sensownoci nawet spraw drobnych, wszystko to s oznaki mioci. Nie jest wtedy grone przemijanie, ustaje bl, nie budzi lku nawet moliwo mierci, czyli rozstania z tob. Jeste mi potrzebna, Anno Mario. Potrzebna mi jest twoja obecno, ciga obecno. Jestem spokojny, gdy ci widz, pracuj, gdy jeste, yj, gdy jeste. Zawsze powinna by w moim pokoju, zawsze przy mnie, w moim sercu. Jeste tam, w moich tsknotach, marzeniach, w moim niepokoju o ciebie, w moim smutku. Nie ma ci jednak w formie zadomowienia si w mojej mioci. Czy to moliwe, Anno Mario, czy to moliwe? Jeeli wic podobnie kochasz Witolda, to kochasz naprawd. Kochasz go i on ci kocha. I ja kocham ci take. Co mamy zrobi w tej sytuacji? Jak rozwiza ten nietypowy trjkt? Wiem tylko to, e nie mam siy by bez ciebie. Wtedy, w ten wieczr, gdy powiedziaa, e nie moesz zosta ze mn na umwione dni, serce zabio mi gwatownie, poczuem bl gowy. To by znak, e mona niekiedy nie unie ciaru smutku, ktry niespodziewanie spada na ludzk dusz i rani cierpieniem. Kochasz nas, Anno Mario, mnie i marzenia, ktre zwizaa z Witoldem. A mimo wszystko czuj si zraniony cierpieniem. I czuj si w tym cierpieniu zagubiony. Jestem raczej zagubiony w twej mioci. Jestem ni objty, przebywam w twym sercu i nie mog do ciebie dotrze, oczami duszy zobaczy ci w swym sercu. Bo to ty musiaaby sw mioci odnale mnie w moim sercu i ze mn pozosta. Poniewa nie staa si dusz mego serca, jeste w sobie. Moja mio, przyjta przez ciebie, wypenia twoje serce, a twoja mio jest w duszy Witolda. Nie spotkaem ci wic, Anno Mario, i nie mog ci znale. Bdz po obszarach twej mioci i czuj si zagubiony. To tak, jakby mi umara, Anno Mario. Jeszcze ci widz,

22

jeszcze jeste, lecz ju ci nie ma, bo ju nie odwzajemniasz mioci. Nie odchod, Anno Mario, zosta! Pom, mi ci znale! Jeeli mnie nie pokochasz, nigdy ci nie znajd, nawet po mierci. Nasza wsplna mio byaby chwa Boga, ktry wprowadza nas w swoj mio. Zabiegam wic o twoje serce, pragn daru twej mioci, aby Bg by uwielbiony take nasz wsplnot. I martwic si tym wszystkim usiuj rozpozna, czy mnie kochasz i czy kochasz Witolda. Znakiem mioci jest take dobro suenia. Jeeli troszczysz si o mnie, jeeli martwisz si moim cierpieniem, jeeli pragniesz mi pomc, uly w mce, jeeli dobro kae ci kierowa si wyrozumiaoci, cierpliwoci, wybaczeniem, obdarza mnie obecnoci, to kochasz mnie, Anno Mario. Nie bj si, nie krzywdzisz Witolda kochajc take mnie. Mio nigdy nie krzywdzi. Moja wic mio do ciebie nie moe krzywdzi Witolda i nie krzywdzi go take twoja mio do mnie. Jeeli nas kochasz, powstaje dobro. Anno Mario, mio nie krzywdzi. Pom mi znale ci w mym sercu!

7 I popatrz, Anno Mario, co stao si z nami. Coraz mniej od ciebie listw, nasze spotkania coraz rzadsze. Wiem, e wiele, wiele godzin znajdujesz dla Witolda. Do mnie tylko wpadasz na krtk chwil, na wypicie herbaty. Przyjmuj swj los, ciesz si, gdy ci zobacz. Przecie nie mona zmusza do mioci. Ona zawsze jest darem dobrowolnie danym i nie ma jej bez zachowania wolnoci. Uznaj twoj wolno, wci ciesz si tob, wci ci oczekuj. I cierpi. Nie mog nie cierpie kochajc i nie bdc kochanym. To smutny los mioci, smutne dzieje zakochanych, ktrych wybrana osoba nie kocha. Wybraem ci spord wielu, odkryem, odszukaem. Wielu innym sercom, garncym si do mnie, musiaem odpowiedzie nie. Czyniem to delikatnie tumaczc powody. Teraz wiem, ile nadaem cierpienia sam cierpic z powodu twojego nie, Anno Mario, moja ciga tsknoto. Nasze sprawy s jasne, nasze powizania prawie sprecyzowane. Nie mam alu do ciebie. Od samego pocztku przecie mwia gwnie o przywizaniu, przyjani. Rzadko mwia o mioci. To tylko ja tak bardzo, tak bolenie, tak bez reszty pokochaem ciebie. I nie mog od ciebie odej, od marzenia,

23

ktrym jeste, od sensu ycia, ktrym si staa, wci odlega, niezdobyta, dobra, bliska i obca. Nie przysza dzisiaj, mimo e czekam, mimo e obiecaa. Jeste z Witoldem. Umwia si z nim na godziny, w ktrych zwykle przychodzisz mnie odwiedzi. Tyle marzenia zwizaem z twoim przyjciem, e wczoraj, gdy si okazao, i dzi nie przyjdziesz, staraem si walczy szukajc argumentw, ktre tylko dla mnie co znacz. Mwiem: C zrobi bez ciebie w te godziny oczekiwania, zamczy mnie tsknota, zniszczy bl i smutek. Wtedy, gdy jeste, mog na ciebie patrze, mog dotkn twych doni, mog by z tob. Zaproponowaa inn godzin, pokazanie si na chwil w drodze do Witolda. Zgodziem si, lecz nie nalegaem. Baem si, e sprawi ci to kopot, e bdziesz musiaa tumaczy si z kilku minut spnienia. Mylaem o tobie, Anno Mario, o tym, eby przyjcie do mnie nie stao si dla ciebie czym koniecznym, czego nie chcesz, lecz co musisz podj. Pragn wci, aby przychodzia, gdy bdzie to potrzeb twojej duszy, gdy musisz uspokoi serce, podzieli si zmartwieniami i swoim cierpieniem. Nie przysza jednak. Moe wydao ci si, e nie odpowiada mi godzina zaproponowana przez ciebie, moe jednak nie moga przyj, moe twoje marzenie skierowao ci wprost do Witolda. Nie ma ci wic. Czekaem o wiele wczeniej, ni zapowiedziaa. Byem, jestem. I wci czekam, mimo e dawno min moliwy czas naszego spotkania. Na co czekam? Czym jest to czekanie? Jest nadziej. Nadzieja zawsze zmniejsza cierpienie. Jest nadzieja, e ci zobacz. Czekam bowiem na ciebie. Ty jeste t nadziej, moim oczekiwaniem, bolesn mioci. Czekam, e mnie pokochasz. Wydaje mi si czasem, e nigdy nikt nie kocha ci tak bardzo jak ja i e nikt nigdy tak ci nie pokocha. I jaka szkoda, e nie spotkaa si nasza mio. Wzajemno rozwinaby w tobie i we mnie wszystkie dobra mioci. A teraz jest ta moja mio dla ciebie problemem, dla mnie mk, bolesnym cierpieniem wieczoru, ktry nie przynosi odpoczynku, ktry jest najsmutniejsz chwil ycia. Znalazem dzi w ksice, w ktrej nie spodziewaem si tego tekstu, jake prawdziwe i prawie okrutne zdania: Mio mona wymieni tylko na mio, zaufanie tylko na zaufanie... Jeli kochasz nie wzbogacajc wzajemnej mioci, tzn. jeli twoja mio jako mio nie wytwarza wzajemnej mioci, jeli poprzez swj przejaw ycia

24

czowieka kochajcego nie czynisz siebie czowiekiem kochanym, mio twoja jest bezsilna, jest nieszczciem. Moja mio, Anno Mario, jest bezsilna wobec twego serca, ale nie jest nieszczciem. Jest moim losem i moim szczciem, lecz jake bolesnym i smutnym. Mio jednak nie wywouje mioci. Bolesna tajemnica tych uprzyczynowa. Moja mio nie zapalia twego serca. Czy dlatego, Anno Mario, czy dlatego, e bardziej ni mio, ni przeycie mioci, obja tw dusz tsknota za domem, za wasnym dzieckiem? Czy dlatego wyznaczya Witoldowi rol ojca i ma? Czy ta tsknota, czy tylko ta tsknota wyzwolia w tobie mio do Witolda? Czy ta tsknota jest a tak mocna, czy rzeczywicie jest rdem mioci? Czy nasza ludzka mio jest tylko terenem macierzystwa i ojcostwa? Jak to jest, Anno Mario, jak to jest? Czy kobieta jest tylko matk zawsze i we wszystkich swych dziaaniach? Czy mczyzna jest tylko ojcem, ktry kocha dla ojcostwa? A kocha ci dla ciebie, bez tych dalszych perspektyw, czy nie mona, Anno Mario? Tylko kocha? Czy o mioci rozstrzyga fakt rodzicielstwa? Znowu pytania, bo wci bez zmian boli brak twej mioci. Mio jest na pewno warunkiem rodzinnego szczcia, motywem trwaego zwizku w maestwie, atmosfer domu, potrzebnego dzieciom, aby dojrzeway i uczyy si mioci, ktra wymaga osb i ich wzajemnoci, ich przywizania, przyjani, dobroci. Ale mio, Anno Mario, jako przywizanie, dobro, czuo, troska, zawierzenie swego losu, obecno, jest czym wicej ni tajemnic rodzenia, jest losem osoby ludzkiej, sensem ycia, jest ca wartoci czowieka, jest czowiekiem jako darem danym tobie, dziki ktremu znajdziesz si w rodowisku kochajcego serca, w rodku wiata, jedyna, pierwsza, wybrana, kochana. Dlaczego nie przyja tej perspektywy, nie wczya swego serca w dobro, ktre przyniosem ca sw osob? Dlaczego mio nie wyzwala mioci, dlaczego nie pokochaa mnie, dlaczego? Dlaczego mio, zbudzona w twym sercu moj mioci, skierowaa si gdzie indziej, dlaczego nie pozostaa przy mnie, nie wstpia w moje serce, ktre pono w twych rkach, przy twojej twarzy, przy twoim sercu? To s tajemnice, Anno Mario, to jest smutny los mojej mioci. Byy jednak chwile szczcia. I wydawao si, e mio, ktra bya marzeniem, staa si szczciem. Wydawao si, Anno Mario, e na mio

25

odpowiedziaa mioci. I e odpowiedziaa mioci na miar mojej mioci, owszem, w swojej wersji, lecz w sposb podejmujcy moje tsknoty. Zawsze wiedziaem, e moesz mnie kocha tylko na swj sposb i z gry ten sposb aprobowaem. Zgadzaem si na to, co ofiarujesz, gdy podejmowaa dar mojej mioci. Przyniosa swoj obecno, wyrozumiao, przywizanie, nie wniosa jednak mioci. I mio, ktra bya marzeniem, nie staa si szczciem, tym szczciem radosnym. Staa si cierpieniem. Parafrazuj fragment tekstu innej piknej ksiki: Mio najpikniejszy w yciu koncert jest przeyciem i wzruszeniem, radoci, wyznaniami dramatycznych napi i wzburze, wieoci wraliwoci, wiar, zachowaniem bezporednioci. Mio Widzenie prawdy, zdolno odczuwania, wraliwo na pikno, ywe treci duszy, wiat wzrusze i uczu, przyjani, szczcia promieniuje blaskami, rzuca czar, olniewa, jest wiadectwem ycia. Mio, ktra bya marzeniem, staa si szczciem. Jestem wiadkiem szczcia, kocham ycie, kwiaty, jestem szczliwy i pokornie wdziczny za to Opatrznoci. Mio najpikniejszy w yciu koncert bya marzeniem i staa si szczciem. Tak, Anno Mario, droga Anno Mario. Moja tsknota i moja refleksja niczego nie zmieniaj. Moja do ciebie mio, moja wic teraniejszo jest uwikana w przeszo i przyszo. Jest splotem tych trzech czasw. Jest ju na zawsze przyjani, ale jest te mioci i zachwytem, ktry sprawia cierpienie. Gdyby moga nie myle o przyszoci, gdyby twoje tsknoty nie kieroway ci do twoich marze, gdyby nie bya w tym, czego oczekujesz, byaby ze mn, w mojej i naszej teraniejszoci. Moja teraniejszo, moja do ciebie mio, jest twoj przeszoci. Dla mnie ni nie jest. Jest moim teraniejszym losem. Rozwaam jednak, Anno Mario, dzieje naszej mioci od chwili, w ktrej ci ujrzaem a do dzisiejszego wieczoru, ktry nie pozwala odpocz, ktry jest najsmutniejsz chwil ycia. Wieczr bez ciebie, sam smutek. Ten smutek nie stwarza warunkw wytchnienia, ciszy, adu, ale jest jak przerw w bolesnej podry, stacj kolejow na dugiej trasie mojej refleksji, chwil rozmowy przed twoim odejciem. Potem bd ju sam przez dugie godziny mylenia o tym, co najbardziej boli.

26

Jestem w maym hotelowym pokoju. Siedz przy radiu pod lamp, patrz na kwiaty, na jeden kwiat w doniczce i sucham piosenki o smutku oczu, ktre kto kocha i pragnby, aby pokochay. Moe nie powinienem by zatrzyma si w tym pokoju, w tym miecie, w tym hotelu, moecie powinienem by ucieka do ciebie, do mego marzenia, oczekiwania, losu, ktrym jeste. Ale to przecie ty, Anno Mario, powiedziaa kiedy w moim nie, Anno Mario moich snw, gdy pakaem, powiedziaa wtedy: Czemu paczesz, przecie jestem. I tylko tobie podaem szklank wody i dwa kawaki chleba o kolorze zota, tylko tobie, ktr ukochaem tak bez reszty, tak bolenie, na zawsze. Anno Mario. Anno Mario.

8 Gdy przysza, rado jak zwykle odebraa mi mow i siy, by ujawni szczcie twej obecnoci. Serce zabio i poczuem ten znajomy bl sodki i gorcy, ktry zjawia si, gdy zobaczymy kogo ukochanego, gdy zobacz ciebie. A gdy odesza rozemiana i szczliwa swoj mioci do Witolda, ju nie mogem przeciwstawi si smutkowi. Bl opuszczenia, samotnoci, jednak samotnoci, zaatakowa dusz i serce. Obserwuj swoje przeycia, widz siebie uwikanego w tragedi, w ktrej nikt nie jest winny, ani ty, ani Witold, ani ja. I wanie dlatego jest to tragedia. Jest konflikt, jaka ogromna krzywda wyrzdzona mej duszy, jej bezmierne cierpienie, nie ma winnych. Jest tylko splot zdarze, relacji, kierunku de. Widz to wszystko jakim swoim drugim ja, ktre patrzy na moje cierpienie, ktre tylko, obserwuje, poniewa nie jest w stanie pomc. Nie mona pomc. Rana zadana mioci nie da si wyleczy. To jest bowiem wyrwana cz serca. Nie mona jej niczym wypeni. Moe j usun ta odebrana cz, gdy wrci, gdy uzupeni serce. Kocham ci tak bardzo, e ciesz si twoj mioci do Witolda, poniewa daje ci to rado, poniewa to ci uszczliwia. I jednoczenie jestem u progu rozpaczy, u progu, ktrego nie przekroczyem, bo ratuje mnie przed tym nadzieja. Nadzieja, e potrafisz kocha i mnie, i Witolda. Zawsze wyczuwam przebieg twojego spotkania z Witoldem, stopie radoci, ktr przeya. Rozpoznaj to po stopniu twojego cofnicia si wobec mnie, w sowach, ktrych dobierasz, w braku spontanicznoci zareagowania

27

na mj zachwyt, w sposobie podjcia mojej tsknoty za twoim umiechem. I oczy mwi wszystko. Nawet wiem, przy jakich sowach, ktre do ciebie skieruj, cofniesz spojrzenie. Widz te w delikatnym drgnieniu twego ciaa, kiedy podczas najywszej ze mn rozmowy jeste dnem swej myli przy Witoldzie. Anno Mario, Anno Mario. Wiem, e unikasz tego tematu, moe dlatego, aby mnie nie rani. Nie ranisz mnie. Tej tragedii nie jestemy winni. Moj pozorn win jest to, e ci kocham. A twoja pozorna wina tylko na tym polega, e twoja mio zbudzia si i dojrzaa w mojej mioci. I zapragna mioci. Chciaa kogo ukocha. A ja nie umiaem pokaza ci szans naszej mioci, jej perspektyw, jej realnoci. Mwisz czasem, e jestem w twym sercu. Nigdy nie powiedziaa, e mnie kochasz. Wci tylko mam nadziej, e jest w tobie jaka i dla mnie wersja, mioci. Lecz jaka? Bya dzi wiele godzin z Witoldem. A potem Witold wymyli, e musi co od ciebie zabra i znowu bylicie dugo razem. Rozumiem go, chcia przeduy spotkanie. I wpada do mnie na krtko, w ostatniej chwili przed pocztkiem mojej wewntrznej agonii. Dobrze, e przysza, aby mnie uratowa. Czasem myl, e zostaa mi dana przez Opatrzno dla ratowania mnie przed wewntrzn mierci, przed mierci sensu mojego ycia. Wiele razy tak byo, e w dniach, w ktrych bardziej potrzebowaem twej obecnoci, gdy wyczuwajc zagraajce mi niebezpieczestwo smutku, czy moe rozpaczy, specjalnie o t obecno prosiem, gdy j obiecaa, przysza dopiero w ostatniej, chwili, u kresu mojej nadziei, na kocu swych radosnych spotka. Wiem, e czasem wicej ni trzeba, bywasz z innymi, e nie ma w tobie gotowoci porzucenia nawet tych mniej wanych spraw, by przybiec do mojego serca. Wiem o tym. Godz si na ostatnie miejsce w sprawach twojego dnia. Nie mog jednak wewntrznie zgodzi si na utrat twej mioci. To mi realnie zagraa. To mi jednak zagraa. Kim bd bez twojej mioci, co zrobi? I kim ty bdziesz, gdy zupenie cofniesz swoj mio, Anno Mario, ach, Anno Mario? Moja mio ma moc uksztatowania w tobie twoich uzdolnie na maksymaln miar. Ma moc poszerzenia twego serca i twej duszy o wielko spraw istotnie wanych w kulturze, ktr tak wraliwie odbierasz, o ktr si martwisz i ktr

28

chcesz najlepiej tworzy. Ma moc wzbudzenia w twym intelekcie myli, ktrymi wypenisz teksty przeksztacajce na lepsze wiat i czowieka. Moim dowiadczeniem w wiedzy i cierpieniu, gdy je przejmiesz, nadasz swym twrczym pomysom bieg kosmiczny, na miar czasw, ktre s wielkie w swym blu i w swym piknie. Beze mnie staniesz w dugiej kolejce oczekujcych na dar wiedzy i dar dobroci. Upynie ci ycie, zanim dotrzesz do biurka urzdnikw nauki i administratorw mioci. Bdziesz miaa swj ubogi dom, ma rado troski o codzienne sprawy, tsknot do ciekawszej ksiki, yczliwszej z kim rozmowy, do tego wszystkiego, czego zabraknie twojej mioci czcej ci ze wiatem Witolda. Widzisz t swoj mio w schemacie postulatu, e ona wypeni twoje ycie. Jako je wypeni. Nieatwo jednak bdzie Witoldowi wypeni twej duszy, tak ju bogatej, szerokiej, zbudzonej do spraw, ktrych nie kady intelekt i nie kade serce potrafi rozwizywa. Gdy zniszczysz w sobie mio do mnie, wyznaczysz mi miejsce urzdnika i administratora, od ktrych nie otrzymuje si wiedzy i dobroci. Tylko mio jest narzdziem przenoszenia w dusz wielkich zachwytw, wielkich odczu, wielkich spraw, gdy s w kochajcym sercu. Kocham ci. I boj si, e gdy odejdziesz, gdy zniszczysz w sobie mio do mnie, wejdziesz w wiat spraw maych, zganie w tobie ogie, ktrym moesz oczyci pikno wiata, uszlachetni dobro, skierowa ku czowiekowi rzek mioci. Anno Mario, moja biedna Anno Mario, nieostronie kierujca swoj wolnoci. Moe tylko dlatego wydaje ci si suszna twoja droga ku Witoldowi, e go wybraa. Moe rdo mojej tragedii jest w tym, e nie umiaem poczeka, a mnie wybierzesz. Moe po prostu nie chcesz by przez kogokolwiek wybrana. Chcesz sama wybiera. I moe twj opr wobec mnie ma w tym swe rdo, e to jest wielka mio, wielka mio mojego ycia. Baa si wchonicia. Ta mio nie zniszczyaby twojej. To jest mio twrcza. Pomogaby twojej mioci dor i przewyszy moj. Jest nastawiona na twoje dobro. A ty, wchaniajc mio Witolda, zadowalasz si maym tworzeniem, rol porednika w wzbudzeniu kiedy gosu, ktry usysz wszyscy. Tym gosem moesz si sta ty, moja wielka mioci, ktrej moje przywizanie mogoby nada wielko, przeksztacajc wiat. To nie s marzenia, to nie jest zudzenie. To jest tylko moje wyczucie strat, ktre poniesiesz, i mj niepokj, e nie umiem temu zapobiec.

29

Zreszt nie wiem, Anno Mario, nie wiem, co bdzie z nami, ze mn, z tob. Wiem, e w chwili, gdy moje serce odczuje, a tak rzadko si myli w odbiorze ciebie, gdy pozna, e cakowicie cofna swoj mio, umrze. Zabije je gd mioci. Puste serce, ktre ca sw mio umiecio w twojej duszy i nie zostao zasilone twoj mioci. Umrze z godu, ktry ma ksztat tsknoty. Nikt tego nie zauway, nie dowie si, e zniszczono szans ulepszenia wiata w jego dobroci i piknie. Nie wie si bowiem o tym, co si nie stao. Nie staa si twoj wielko, twoja warto, tak potrzebne czasom, ktre przyjd, to znaczy ludziom dcym, jak my, do szczcia. Tskni do ciebie, do twojej duszy, do twej mioci, do twego yczliwego, rozumiejcego spojrzenia, do twych rk, do ciepa twej czuoci, do ciebie, Anno Mario. Dlaczego, o Boe! Jeszcze to wsplnie rozwamy. Pozwolie kiedy Jakubowi walczy ze sob. nad rzek Jabok. Pozwolie si zwyciy. Uznae jego argumenty. Dae si przekona. Daj si przekona, Boe, e nie mog i ku Tobie bez mioci Anny Marii. Zostaw mi t mio.

9 Co si ze mn stanie, co zrobisz ze mn, Anno Mario, ktra kochasz nie tylko mnie, ktra jeste socem take serca, kiedy spotkanego w jakiej wczasowej miejscowoci. Chcesz by tym socem. Dobrze, Anno Mario. Tak by musi, poniewa tak chcesz. Mio jest darem wolnoci. Wiem o tym. Wiem jednak, e we mnie jest ona take cierpieniem. Moe jest tak dlatego, e dla ciebie moja mio jest drug spraw twego serca. Dla mnie jest pierwsz. I z tej racji, e wanie wyznaczya mi to drugie miejsce, nie ma ci dzisiaj, nie ma ci, Anno Mario. Mijaj si nasze tsknoty. Nie czytamy wsplnie ulubionych ksiek, nie jestemy razem. Gdybym mg, jak ty, take kogo jeszcze kocha, nie byoby dzisiejszego smutnego popoudnia. Gdybym mg da ci w swym sercu to drugie miejsce, jak ty dajesz je w sobie mojej duszy, spotkalibymy si na tej samej paszczynie. Nie byoby cierpienia. Byaby przyja, byaby rado, gdy jeste, nie byoby blu, gdy ci nie ma. Bl sprawia to, e nie mog dotrze do dna twej duszy, ogarn jej, zatrzyma i sw mioci podnie ku peni dobra i szczcia. Bl sprawia te to, e nie mam pikna

30

twojego ciaa wanie teraz, zawsze, gdy tskni, gdy nieskoczony brak twej obecnoci niszczy bieg i sens mojego ycia. Wiem, e musisz mie swoich bliskich, swoich przyjaci, swj wiat. I pragn by w twoim wiecie. Otwieram ci cay mj wiat przemyle, dowiadcze, uzyskanego dobra. Widz cae pikno losu naszego odnalezienia si i powizania. Jaki ksztat nada temu piknu, aby je podja? To musi by ksztat mioci, bo inaczej nie przetrwamy niepokojw, trudnoci, zagroe, kryzysw. Wielk wartoci jest nasza mio, Anno Mario. Uratujmy t mio, prosz ci caym sercem, bo tylko mio ocali w nas dobro. Nie ma ci, Anno Mario. Konstruuj wic sobie teori, ktra mi tumaczy twoj nieobecno. Popatrz, jak to przeywam, jak mona to przey. Jeste dzi zmczona, zajta i wiem, e ju nie przyjdziesz. Lecz nie dlatego nie przyjdziesz, e jeste zmczona i zajta. Nie przyjdziesz dlatego, e nie szukasz mojej obecnoci, nie pragniesz rozmw, wsplnego rozwaenia zawiych spraw ludzkich, nie chcesz mojej wiedzy, przemyle, rozumie, wsplnych spacerw, ogldania filmu. Nie przy mnie chcesz przey wzruszenie krajobrazem, rzeb, projektem podry. Nie przyjdziesz, poniewa dla twej mioci nie jestem kim pierwszym, oczekiwanym, ukochanym. Wyznaczya mi w swym sercu dalsze miejsce i z tej racji nie nagli ci tsknota, eby przyj, zobaczy si ze mn, tak jak ja pragn ci widzie. Wyznaczya mi miejsce tych przyjaci, ktrzy si ciesz, gdy ich spotkamy, do ktrych nie tskni si, gdy ich nie ma. Wypeniasz serce inn tsknot, inn mioci, dla ktrej od dawna, od tak dawna niszczysz w sobie ywsze przywizanie do mnie. I wiem, e ta inna mio i inna tsknota kiedy mi ciebie odbior. Odbior mi aureol twych wosw, aksamit policzkw, oczy ciemne, palce, twarz pikn, blisk, ukochan, twoje ramiona i ich serdeczno. Odbior mi ciebie, Anno Mario. I najdziwniejsze jest to, e bdziesz przekonana o susznoci swojej drogi i e moj przegran uznasz za zwycistwo. Jake to wszystko dziwnie skomplikowane! Wiem mimo wszystko, e na drodze, ktr wybierasz, nie uwolnisz si od samotnoci, e zmczona sytuacj uciekniesz kiedy ze swego ycia, e bdziesz tsknia do zniszczonej szansy mioci. Wiem te, e nie powinienem ci tego mwi, lecz po prostu chc ci ju teraz broni

31

przed smutkiem, ktry kiedy ci ogarnie. Wtedy nie martw si, e dzi popchna mnie w rozpacz. Moim ratunkiem jest to, e ci rozumiem. Wiem, e masz prawo budowania swego ycia wedug swej wizji, wedug swoich wyborw. Wiem, e nie dowierzasz mojemu rozumieniu ciebie. Przypuszczasz te, e mio atwo spotka, zdoby, t mio prawdziw. Zabior mi ci, Anno Mario, twoje rozumienia. Zabior mi ci inni ludzie. Kto inny bdzie si cieszy twoj obecnoci, bez ktrej moje ycie traci sens. Kto inny bdzie przedmiotem twych tsknot, marze, de twego serca. Kto inny bdzie mia twj umiech, twoje spojrzenie, twoje donie, twoje serce, twoje ciao, ktre przykuwa mnie do ciebie, ktre jest ogniem palcym moje oczy, moje uczucia, moj dusz. Okrutne, paradoksalne mijanie si tsknot, napi, nastrojw. To dlatego nie mog spotka si nasze serca na tym samym etapie de i wzruszenia. I mio, ktra swym piknem mogaby ozdobi wiat, nasza mio, nie moe si rozwin. Zabronia mej mioci wstpu do swego serca. A gdy si tam pojawi, niszczysz j, usuwasz. I swojej mioci nie pozwalasz zamieszka w mej duszy. Jake bardzo kocham ci, Anno Mario! Ca moj win i caym cierpieniem jest to, e ci kocham. Mio, ktrej nie chcesz. Boli ci te to wszystko. Uciekasz w siebie, w jaki swj smutek, w swoj, rado i w swoj samotno. Nie dopuszczasz nikogo do najgbszych tajemnic swej duszy. Mnie te nie dajesz tam wstpu. Nie chcesz mojej mioci, nie chcesz. Wiem jednak, e powinnimy uratowa nasz mio i nasz przyja wbrew nastrojom, nieufnoci, wbrew prostym projektom, ktre przyjmujesz. Ta mio jest wartoci, uroczym piknem naszego ycia. Boj si, e nie trafisz ju na mio. Znajdziesz wzruszenie, rozkosz. Mio jest rzadk per. wiat widzialnego i niewidzialnego za bdzie si wysila, eby nam zniszczy, odebra t mio, ktra zwiksza dobro wiata. Gdy j zniszczysz, nie podwign si z tej klski. Moe jednak nie powinienem mwi ci tego wszystkiego. Moe powinienem paka w tajemnicy, przed tob, samemu rozgrywa walk dobra ze zem, ycia ze mierci, mioci z moliwoci jej utraty. Nie wiem. Wiem, e nieatwo zapobiec zbliajcej si rozpaczy.

32

Widzisz wic, Anno Mario, jak konstruuj teori i bl, motywy twej nieobecnoci i swoj tsknot. Widzisz, jak tskni do ciebie, jak pragn ocali marzenie, ktrym jeste, marzenie serca, Anno Mario moich marze.

10 A teraz, Anno Mario, w swym marzeniu o tobie pragn stworzy, a raczej wymarzy okolicznoci naszego spotkania. Najpierw wic pierwszy raz zobaczyem ci na ulicy lub moe gdzie indziej, i zacza si tsknota. Potem widywaem ci z daleka w towarzystwie kolegw i nie umiaem do ciebie si zbliy. I gdy ju nie miaem siy tskni, spotkalimy si nagle, przypadkowo w holu biblioteki. Niech wic tak bdzie, e co do ciebie powiedziaem i e moe zaprosiem ci na kaw. Od tej bowiem chwili ju rozmawialimy, ju bylimy czsto razem. Gdy siadaa przy mnie na ssiednim fotelu, tak nieskoczenie odlegym, otaczaem ci zachwytem, ktry odkrya, ktry ci niepokoi. Niepokoia ci moja tsknota. Znikna bowiem, Anno Mario. Wiele razy nie byo ci na fotelu, nie przysza, nie przychodzia, znikna. Oczekiwaem ci, szukaem, nie mogem znale. Musiaem wic kogo o ciebie zapyta, kogo, kto ci zna i widuje. Zapytaem o ciebie w. Michaa Archanioa, tego wanie mocnego pikarza z, obrazu w kaplicy na Elmsley Place w Toronto. Zaufaem jego twarzy zatroskanego studenta, ktry jednak wie, e zaradzi zu. Zapytaem go o ciebie, gdy mino ju wiele tygodni od naszego ostatniego spotkania i gdy nie miaem nadziei, e ci odszukam. Poprosiem go w jakie smutne popoudnie, aby ci powiedzia o mojej tsknocie i aby moe ktrego dnia przyszed z tob tam, gdzie jestem. Nie miaem nadziei, e zgodzi si na moj prob, i nie miaem nadziei, e ci odnajd. I wtedy, Anno Mario, wtedy po dwu godzinach od chwili zgoszenia tej proby, gdy skd wracaem do domu, spotkalimy si przed wejciem do biblioteki. Wiedziaem, e to nie przypadkowe spotkanie, e zostaem obdarowany nadziej odzyskania twej obecnoci, nadziej bezporedniej drogi do twego serca. Byem wzruszony, wdziczny Niebu za zgod na poszukiwanie twej mioci. I czuem, e zostaa mi darowana, przewidziana dla mnie, wzruszenie moich tsknot, jasne soce mojego cierpienia. Opowiedziaem ci to wszystko, ty nic na to nie powiedziaa, i zrozumiaem, e moja droga do ciebie prowadzi poprzez tamt

33

rzeczywisto, przez tam zanoszone proby, przez rozmowy o tobie ze w. Michaem Archanioem i przez niego odkrywanie ci mojego serca, przez jego z tob rozmowy, zmniejszajce twoje oddalenie, przez poruszenie twej dobroci, ktra nie pozwoli ci obojtnie min spotkanego cierpienia. I przychodzia, Anno Mario. Cieszyem si twoj obecnoci, rozmawialimy. Widziaem twoje oczy ciemne, palce, twoje usta o wilgotnej czerwieni, twoj twarz liczn, blisk, ukochan, aureol wosw. Czasem przyniosa mi gazk jaminu wiedzc, e tskni do tych kwiatw, do ciebie. Mogem w rozmowach coraz lepiej poznawa twoj dusz, cieszy si wraliwoci twego intelektu, zachwyca si poezj tego, co mwia, i twym poetyckim widzeniem wiata. Cieszyem si tym, bo dozwalao mie nadziej, e odczytasz poezj naszego odnalezienia si i naszej przyjani. Martwiem si te, poniewa poetycko widzenia problemw, dostarcza cierpienia. Martwiem si, e bdzie ci bolao zo wiata, nie zawsze spotkane pikno, smutek zoonego losu czowieka. Moja mio moga ju jednak posila si twoj dobroci, moga by nie zawsze smutna. Teraz nieg wezwa ci w gry. Jeste tam w socu i niegu, jeste tam z sercem, ktre kiedy spotkane w jakiej wczasowej miejscowoci przywoao ci treci listw. Od dawna wiedziaem, e tam pojedziesz. Z ca ostroci i groz sprawy widziaem te, e ten swj wolny czas nie ze mn chcesz spdzi, mimo e o to prosiem, e otwieraem przed tob album piknych zdj innych podry. Porwao ci pikno niegu. Zanim jednak wyjechaa, powoli zblia si dzie rozstania. Ju poegnalimy si, odesza, wieczorem pocig mia zawie ci w gry. I wtedy, po twym odejciu, skierowaem do Nieba prob, abym mg ci jeszcze zobaczy, aby dzi nie odjechaa, aby przysza jutro, aby przeduya si twoja obecno i aby opnio si rozstanie. Wiedziaem, e proba ma swe rdo w rozpaczy, e jeste umwiona, e ustalia terminy, e dzi wyjedziesz. Mimo braku nadziei i w jakiej sile, nadziei jednak prosiem o t nieprawdopodobn zmian. Z niemiaoci i mk, w jakim wahaniu i zaenowaniu skierowaem sw prob tym razem do Ducha witego, ktry bdc Mioci rozumie tak mylaem zawie sprawy mojej mioci. I upieraem si przy tym, e twoje pozostanie choby na jeden jeszcze dzie, to odoenie

34

wyjazdu, byoby dla mnie znakiem, e Bg znajdzie sposb ocalenia naszej mioci, tego wanie dobra, ktre staje si sensem mojego ycia i naszym wsplnym losem. I wanie, Anno Mario, nie pojechaa owego wieczoru. Kto, z kim bya umwiona, nie mg wyjecha, trzeba byo jeszcze co zmieni. I widzielimy si, rozmawialimy. Byem wewntrznie wstrznity zaskakujc, wzruszajc, podbijajc serce odpowiedzi Ducha witego, i byem szczliwy. Teraz ci nie ma. Jeste w socu i niegu, i to inne serce cieszy si twoj obecnoci. Mnie towarzyszy tylko nadzieja, e nie utrac twojej mioci, e zostawisz j w moim sercu i e dla mojej mioci znajdziesz miejsce w swej duszy. Mojej teraz samotnoci towarzyszy take przekonanie, e jeste darem Nieba przewidzianym dla mnie, e nasza mio jest wartoci, ktr Bg uwzgldni w rachunku dobra, e wiele si zych moe si stara o zniszczenie tego dobra, e powinnimy wobec tego pogbi spojrzenie na los i perspektywy naszego spotkania, e powinnimy uratowa, rozwin, utrwali nasz mio i broni jej korzystajc z wiedzy o skomplikowaniu spotykajcych si serc, z mdroci teologicznych perspektyw ludzkiego losu, z filozoficznych rozrnie tego, co istotne i drugorzdne, z wraliwoci intelektu na pikno zdarze. Tak, Anno Mario, moja Anno Mario.

11 Gdybym dla twoich tsknot by kim pierwszym, szukaaby spotka najpierw ze mn. Z innymi osobami dzieliaby si czasem, ktry pozosta. Jest jednak odwrotnie. To ja otrzymuj resztki chwil, ktre pozostay ci po obdarowaniu kogo wieloma godzinami twej obecnoci. Wiem, e cae dni wolne spdzasz przy innych oczach, w pobliu innych doni. Dla mnie pozostaj godziny, w ktrych tamta obecno ju nie jest moliwa. Od dawna wiem o tym, jako si z tym godz i pragn, aby miaa swych przyjaci, swj wiat wielu rde twej refleksji. Moja mio nie odbiera ci twoich przyjani. Martwi i boli mnie tylko to, e nie bdc dla twoich tsknot kim pierwszym, nie ksztatuj twej mioci. Inne serce jest wzorem twych de i ono buduje w tobie marzenia, ono na miar swych odczu wyznacza przedmioty twojej radoci, tamto serce modeluje tw dusz. I tego mi szkoda. Nie uczysz si mioci ode mnie. Wyczulasz si na dobra moe innej hierarchii. Moe inaczej bym ci je

35

prezentowa. I jeeli tak jest, Anno Mario, to nie dziwi mnie, e moich tsknot, prb i rozpaczy nie odbierasz w caym ich nasileniu, e nie przybiegasz, gdy rozpacz wdziera si do mej duszy, gdy bagam o obecno lub gdy o niej marzc delikatnie prosz o pociech. Tak mao wyjaniasz, tak rzadko uspokajasz. A tu w sercu szaleje burza, caa mka tsknot i zazdroci. Bolesne pytania jak Erynie spdzaj sen z powiek. Dlaczego nie moesz do mnie tskni, dlaczego tsknota nie kae ci szuka mnie, tak jak ja ci szukam, dlaczego tamtemu sercu i innym wielu sprawom dajesz miejsce przede mn, dlaczego nie stanowi dla ciebie penej radoci nasze spotkanie, dlaczego tyle godzin potrafisz przey bez naszych rozmw, dlaczego nie przybiegasz, dlaczego nie pocieszysz, nie uspokoisz, dlaczego wci jestem bez ciebie, bez twoich oczu, przez dugie godziny dnia, bez twych doni, bez ciebie, dlaczego, Anno Mario, dlaczego, dlaczego? A moe twj spokj pynie jednak z tego, e nasze powizanie uwaasz za zdecydowane, zrozumiae i pewne. Moe ju wiesz, e nasze rozstanie nie jest moliwe, e nasze serca czy trwaa wierno, e wewntrz nas ju wszystko postanowione. Moe to wszystko, co tak bolenie odbieram, jest w tobie bardziej zewntrznym kontaktem, w ktrym chodzi o szersze poznawanie wiata, o wieloaspektowe z nim zetknicia, o sum spraw, pozwalajcych mieni si naszej mioci wieloci barw i wzrusze. Jak to jest, Anno Mario? Powiedz niekiedy, jak to jest. Pociesz, skoro wiesz, e moja rozpacz stawia mnie u progu agonii. Zreszt, czy jest moliwe, aby nasz mio mogo co rozdzieli. Zczyy nas lata rozmw, cierpie, radoci, modlitwy. Zczyy nas tsknoty, ksztat marze, wielo przemylanych spraw, dostrzeone perspektywy naszych intelektw, naszych serc, ogromne wiaty rozwizanych problemw, dobro, ktre wyzwala nasza mio. I sama mio, ktra jest, ktra trwa, wzrasta, potnieje, ktra boli i cieszy, ktra nadaje sens naszemu yciu. A moe zjawi si wrd nas tylko czas jako oczekiwanie i nadzieja, e wszystko si uoy, e bdzie dobrze, poniewa mio, ktra nas czy, jest dobrem. Bo kocham ci, Anno Mario. Kocham ci bardzo, najbardziej, tak jak czowiek potrafi kocha, ca moc, caym sercem. I ty mnie kochasz. wiadczy o tym twoje wbieganie do mego pokoju, czasem na krtko, na chwil, czasem na duej. wiadczy te o tym

36

dar suchania moich zmartwie, moich radoci i dar jaminw, wizanka kwiatw, naszych ukochanych kwiatw, ktrymi zdobimy rado spotkania. Tragizm caej sprawy ma rdo w tym, e kocham ci gwatownie, szalenie, namitnie. A ty nie chcesz tej mioci. I jest we mnie jaki liryzm marze o tobie, tsknot, troski o ciebie. Niepokj, e ci utrac, twoje ciao, twoj czst obecno, twoje serce, nastawienie na mnie twoich tsknot, wszystko wprawia mnie w rozpacz, ktra raz wywouje pacz, raz znw pasj walki, a ostatecznie zgod na ciebie, na twoje decyzje. I smutek, ktry wypenia mnie do dna. Czasem mi si wydaje, e nie ma nic we mnie oprcz smutku. Nie ma ci, Anno Mario, w moim pokoju, nie pracujemy razem, jeste tu tylko gociem. Nie bywasz ze mn w codziennych sprawach i kopotach. Inne oczy maj ci przez wiele godzin dnia, inne ramiona tul twoje serce, gdzie indziej szukasz radoci. I musz z tym wszystkim jako pracowa, jako y. Bl, ktry to wszystko zadaje, ma ju jaki teologiczny wymiar. Mka jest tak wielka, e czyciec chyba ju nie moe by boleniejszy. Boe, dlaczego nie mog mie tej wanie mioci, do ktrej tak bardzo tskni, z tak rozpacz? Dlaczego musz mija si nasze tsknoty, dlaczego kierujesz jej uwag gdzie indziej, jej tsknoty ku innemu sercu, dlaczego zabierasz mi t jedyn rado mojego ycia, jedyn nadziej, t jedyn mio? Przysza, Anno Mario, w ten wanie wieczr, nie zapowiedziana, rozemiana, skupiona. Niosa w oczach poezj spraw, ktre domagay si ksztatu pisanego sowa. Przysza, aby mi opowiedzie o wizji tego, co napiszesz. Odesza, aby pisa, w pachncych sowach odda innym dobro, ktrym jest pikno twoich rozumie, nadziei i marze. Czyby moje niepokoje byy tylko niepokojem, przeywaniem tragedii twej nieobecnoci, czyby byy tylko postaci lku? Wynika z faktw, e mio jest poza tym wzburzeniem morza, e trwa gbiej ni warstwa przey, jake mylcych. Jeste, Anno Mario, jest twoja mio, jeste w ten wieczr przed moim wyjazdem, w ostatni wtorek karnawau, dzisiaj, zawsze, gdy tak bardzo pragn twej obecnoci, gdy natenie tsknot przywouje, ci gosem lku o los sensu ycia. Jeste. Wracaj wtedy siy. Znika rozpacz. Patrzymy na migotliwy pomie kolorowej wiecy, patrzymy w przyszo. Jest z nami Bg. Jest mio.

37

12 Boe, ja przecie Tobie opowiadam dzieje tej mioci, dzieje naturalnej mioci czowieka do czowieka, mojej mioci do Anny Marii, do Anny Marii moich tsknot. I opowiadam Ci dzieje mioci Anny Marii do mnie i jej mioci do Witolda, nasze cierpienie, los ludzkich serc, ktre boj si samotnoci i cierpienia, ktre zabiegaj o trwa mio, mcz si, gdy j trac, i przeywaj take bl, gdy mio jest w ich duszy. Opowiadam Ci wic dzieje cierpienia. Mio w naszym ludzkim yciu nie jest tylko radoci. Rado jest drobn czci mioci. Mio jest czym wicej. Jest naszym losem, sensem ycia, naszym przebywaniem w czyim sercu i nieustann prob o obecno w nas czyjej mioci. Jest nieustannym, ulepszajcym dziaaniem i jako trud, walka o to, co najlepsze w nas i w kim kochanym, jest cierpieniem. Moe po prostu naturalnym stanem mioci, jej, naturalnym ksztatem jest cierpienie. Moja mio nie przywoaa mioci Anny Marii. Obudzia t mio, otoczya j mioci i trosk, nie spowodowaa daru mioci, tak mi potrzebnej, tak ukochanej, ratujcej przyrodzony sens ycia, potrzebnej mi, owszem, do wypenienia serca dla ulenia mej samotnoci, lecz take dla przetrwania trudnej tsknoty do Ciebie, Boe. Kada mio, darowana nam przez czowieka, spenia zadanie przywoania Ci, Boe, odnalezienia, ukochania, mio, ktrej nie mona pomyli z napiciem uczu, z fascynacj piknem, z radoci fizycznych kontaktw. Lecz wanie jestem czowiekiem. I napicia, uczuciowe, fascynacja piknem, oczekiwanie czuoci, zrozumienia, dobroci, skieroway mnie do Anny Marii. I teraz od niej oczekuj dobroci. Dlaczego Anna. Maria nie moe mnie pokocha, dlaczego, Boe mj, dlaczego? I nie wiem, jak przeywa ona sw mio do mnie. Wiem, e cierpi. I dlatego opowiadam Ci, Boe, o tym cierpieniu, o tej wanie mioci, zabiegajcej o serce Anny Marii, mioci, ktra boli, ktra rani, ktra jest cierpieniem. Trac mio Anny Marii. Utraciem t mio. Anna Maria jest pierwsza w mej duszy, a ja nie jestem pierwszy w jej sercu. Nie spotkamy si. Musimy si min.

38

Jake to cikie i straszne. To prg rozpaczy. To agonia nadziei. To straszliwe osamotnienie mioci. To ju samo w sobie cierpienie. Moja niekochana mio znalaza si wobec pustki. Nie odebrao jej wytsknione serce. Dlaczego, Boe, dlaczego nie skierowae do mnie mioci Anny Marii? Co zamierzasz ze mn zrobi? Naturalne w nas denie do ukochania czowieka nie moe pozosta nie spenione. Mioci do Anny Marii zawdziczam ukochanie Ci, uzyskanie Twojej mioci, ktr dosigam stworzon przez Ciebie osobn dla mnie mioci nadprzyrodzon. Lecz co bdzie z moj tsknot do Anny Marii? Pozwl, Boej e zapytam zupenie wyranie: czy zamierzye zachowa moj mio dla kogo innego, tak jak mio Anny Marii dajesz Witoldowi? To prawda, e stworzye nas, e dar istnienia jest Twoj wasnoci. Dae mi jednak take dar wolnoci. I wybierajc Ann Mari korzystam z tego daru. Ona te korzysta z wolnoci i zbudzon przez moje serce swoj mioci wybiera Witolda. A ja, Boe, co ze mn? Nie mam siy nie cieszy si mioci Anny Marii. Nie potrafi y nie bdc kochany. Co my teraz zrobimy, Boe mj? Jak wybrniesz z tych moich powika? Co ze mn zrobisz? Czy zechcesz kogo pocieszy moj mioci? Czy potrafi pokocha kogo, kogo postawisz na mojej drodze? Przecie obdarowae mnie wolnoci i mog nie pj za Twoim yczeniem. Chyba e ozdobisz kogo tymi wartociami, ktre porw moje serce, moj dusz. Chyba, e kto wkroczy w moje serce z ca sw mioci, wypeni je i przeniesie w swoje serce ca moj ludzk mio, rozkwit w socu mioci Anny Marii. Nie wiem, co si stanie. Teraz tylko cierpi. Teraz mio ma we mnie ksztat cierpienia. Jest tym samym co cierpienie. Opowiadam Ci, Boe, o tym cierpieniu, o swojej mioci, poniewa Ci kocham. Naprawd wie mnie z Twym sercem dana mi przez Ciebie dla ukochania Ci nadprzyrodzona mio. Poniewa kocham Ci, mam odwag zwierzy Ci mk swego ludzkiego serca, swoj mio, swoje cierpienie. Czy chcesz, Boe, tylko tego cierpienia, tej wanie mojej samotnej, niekochanej mioci, ktr Ty kochasz? Jak to wszystko poj, przey, przetrwa? Wiem, e kocham Ci, Boe, i e mi nieskoczenie brak mioci Anny Marii.

39

2. NIE ZNALAZEM GRECJI


1) EGION, ATENY I NIEOBECNO
Nie ma Grecji, tej Grecji, ktr znam z historii, z literatury, z przejtej myli filozofw. S ruiny miast, wity, teatrw. Jest nowa Grecja o innej atmosferze spraw, stylu ycia, psychice ludzi. I tylko te same s gry, morza, ogie soca. W nich szukam ladu tego, co byo, szukam Grecji. Nie ma Grecji moich marze. Jestem wic sam w arze soca, w gronym piknie wody, w bezkresie powietrza, jest pena samotno mojej myli, tak bolesna, e wylkniony szukam, lecz nie znajduj wok siebie znajomych rk, oczu, twarzy, by zwiza z ludmi to, co widz, przeywam, czuj, zwiza z tob, Anno Mario, i nie by tylko na ruinach pikna, wielkoci, mioci. Tskni do tego, co byo, do ciebie. Szukam Grecji, szukam ciebie. Nie znalazem Grecji. Nie ma ciebie. Jestem sam w hotelowym pokoju. Pokj przestronny, z oknem na wschd. Po lewej stronie widz bkit Zatoki Korynckiej, po prawej stronie pasmo gr o szczytach podobnych do Giewontu. Wyej jest soce bezlitonie gorce, przenikajcy wszystko ogie. A jeszcze dalej, ju nie wiem gdzie, moe ponad socem lub tylko na pnoc od Zatoki Korynckiej ty jeste i potrzebna mi twoja agodno, twj gos, ktry wywouje skupienie, podana w pytaniu refleksja, mobilizujca moj refleksj. Nie ma chronicej ycia agodnoci, nie ma skupienia, nie ma ciebie. Jest hotelowy pokj w Egion. Otaczaj mnie sprzty, gry, morze, przenika soneczny ogie. Moe kiedy Anaksymander to dowiadczenie wanie wciskania, si wszdzie sonecznego aru sformuowa w tez, e ogie jest zasad wiata, tym, co wszdzie wystpuje, wszdzie jest. Nie mona bowiem uciec od obecnoci soca, staje si ono elementem ycia. Tales, wczeniej ni Anaksymander, myla inaczej. Nie przetwarza w regu doznawanego dowiadczenia. Szuka racji umoliwiajcej samoobron, swoist odrbno rzeczy przenikanych socem. T racj i zasad wiata uczyni wod. Ona wanie wyzwala ycie, chroni, oczyszcza, przygarnia, obejmuje, yczliwie oddziela od umczajcego ognia. Anaksymenes umieci ogie i wod w ogarniajcym wszystko powietrzu, w jego bezkresie. Powietrze jest wic zasad wiata, tym, co szersze, warunkujce doznawanie ognia i wody. Jest nieskoczone. Poddane ruchowi, staje si ogniem lub wod.

40

Oddycham powietrzem Grecji, chroni mnie przed socem woda Zatoki Korynckiej w Egion, przenika soneczny ogie. Szukam powietrza w gajach oliwnych, pod drzewem figowym obok kwitncych oleandrw, szukam wody i soca. Dowiadczam tych ywiow, ich narzucajcej si obecnoci, wyznaczajcej sposoby ycia i dowiadczam jakby wprost myli pierwszych uczonych ze szkoy eleackiej. Nie mogli nie zareagowa na rol wody, ognia i powietrza w opisie wiata. Lecz, jak Tales wyodrbnia wod, tak ja teraz wyodrbniajc te ywioy, id dalej, moe wanie ponad soneczny ogie, wod i powietrze, gdzie na pnoc, ku tobie, umiejcej ogarn moj refleksj i wyznaczy w jej bezkresie widzialne punkty, okrelajce los czowieka. Bez tych punktw bdzi si w bezkresie samotnoci, nie ukierunkowuje ycia woda, ogie, powietrze. Kierunek tego ycia, jego sens i rado ty wyznaczasz, Anno Mario. Bez ciebie jestem na pozycjach Anaksymenesa: w bezkresie samotnoci. Jestem sam w hotelowym pokoju, wrd sprztw, w wodach zatoki, w sonecznym ogniu, w caym powietrzu Grecji, pod oliwnymi i figowymi drzewami obok oleandrw. Szczyty gr przypominaj mi Giewont, dowiadczane ywioy w caej ich intensywnoci kieruj mnie do ciebie. I wanie tak zwiedzam Grecj. Widz j przez ciebie i dla ciebie, Grecj odniesion do czowieka. Samolot oderwa si od pasa startowego na Okciu, szybko unis nas w gr. Przez chwil widziaem Warszaw, potem ju tylko nieg chmur i niebieski horyzont. Dopiero nad Grecj mona byo odrni ld i morze, pyncy statek jak dziecic zabawk. Dwie i p godziny lotu, dziesi tysicy metrw wysokoci i ogarn nas gwar i upa ateskiego lotniska. Zakwaterowanie w hotelu i pierwszy, wieczorny spacer po ulicach Aten od placu Omonia do katedry katolickiej i do Parlamentu z pikn paskorzeb umierajcego hoplity na grobie nieznanego onierza. Rolinno Egionu nie umiera od sonecznego aru. Dojrzewaj oliwki i figi na swych zielonych drzewach, kwitn oleandry. Tylko trawa jest mniejsza i saba. Dusi j ogromny kurz, gdy drog przejedzie auto, wyniszcza soneczny ogie. Zabija j prawie wszdzie: na zboczach Akropolu, w Sparcie, wrd cerkiewek Mistry, na wyniosym wzgrzu Myken, na stadionie Olimpii, na witej drodze w Delfach. Zabija j te w Egionie. Trawa yje, lecz umiera. Brakuje jej wody i powietrza. Nie wystarcza jej ar soca. Nie mia racji Anaksymander.

41

Nie wystarcza mi przenikajca mnie myl o tobie, Anno Mario. Potrzebna mi, jak woda, agodno twojej obecnoci, twoje sowo ukazujce drog w bezkresie samotnoci. Obecno i sowo, dwa widzialne punkty wyznaczajce mj los. Myl o tobie to swoiste widzenie ciebie. Wprost widz ci wrd sprztw hotelowego pokoju. Widz twoj twarz pogodn, yczliw, tajemnicz. Widz twoje rce, jak dawniej skierowane do mnie, ciebie ogarniajc moje smutki i myli. Czuj, e obok mnie idziesz w stron morza alejk koo basenu. Przechodzimy przez zakurzon drog. Jestemy ju na kamienistej play. Woda jest ciepa i czysta. Jeste wic, Anno Mario. Wypeniasz mj dzie intensywnoci mylanej przeze mnie twej obecnoci, wnikajcej we mnie jak soneczny ogie Egionu. Myl o tobie nie mogc o tobie nie myle, zwierzam ci kady gest. I nie ma ci realnie. Jestem drzewem oliwnym i umierajc traw. yj, lecz umieram bez twej realnej obecnoci, niszczony poczuciem, e nie odnajdziemy si w bezkresie tylko myli, e ci nie spotkam bez znaku obecnoci i sowa. Pod ateski Akropol podjechalimy autokarami. Kade miasto ma swj akropol, lecz w Atenach jest on najwikszy, najokazalszy. Sprawi to Perykles, gdy ju Atena i Posejdon rozstrzygnli spr o pierwszestwo. Posejdon ujawniajc sw moc uderzy trjzbem w szczyt gry i trysno rdo. Atena sprawia, e wyroso na szczycie gry drzewo oliwne. Ateczycy wznieli Posejdonowi liczny Erechteion z kariatydami, Atenie wystawili najwiksz w Grecji wityni, ktr zniszczyy dopiero wspczesne wojny. Lecz kolumny wityni stoj do dzisiaj, ogromne, powane, zdumione ludzkimi konfliktami. Baszta turecka jest tu nieporozumieniem, kradzie sawy. I to ju wszystko na ateskim Akropolu. Wspaniae propileje zapowiaday wicej. Nie odebrano jednak Akropolowi majestatu i wielkoci, mimo e odarto go z szaty wityni, posgw, paskorzeb. Kradzie nie ujmuje godnoci skrzywdzonemu. To zreszt go nie dotyczy. Wielko, majestat, godno s chwa od wewntrz, ktrych nie kryj ani nie ujawniaj szaty i ozdoby. T chwa wyznacza niewidzialna rozumno czowieka. Ona jest racj jego wielkoci, majestatu i godnoci. I ciebie tak widz, Anno Mario, w twej wielkoci, majestacie i godnoci czowieka, ktrego ukochaem. Zwizaa mnie z tob nieodwracalna yczliwo, spajajca moje odniesienie do ciebie nieustannym wzruszeniem. Wzrusza mnie kady

42

twj gest, kade poruszenie rk i gowy, kade twoje zainteresowanie, rzeczy, ktre lubisz, zawarto neseseru, ktry zabierasz w podr. Cieszy mnie wszystko, co ciebie cieszy, a smuci to, co sprawia ci przykro. Zgadzam si na to, co wybierasz. Chc tego, czego pragniesz. Bybym nieszczliwy, gdyby nie miaa tego, co zdecydoway twoje marzenia. Chc nawet tego, aby bya z tym kim, kogo kochasz. Chc, aby mio przyniosa ci rado i bya twoim szczciem. Cierpiabym, gdyby moja obecno zakcaa twoj tsknot, kierowan nie do mnie. I umieram z alu, niszczony arem myli o tobie, pozbawiony twej obecnoci, jak wody, oddychajcy bezkresem bez powietrza, pustk w pokoju, na ciece w stron morza, na play, nad wod, ktrej nie mona dosign. Popatrz, tu z Akropolu wida dokadnie ca agor. I wspaniay Areopag. Na Areopagu w. Pawe wygosi mow o niewidzialnym Bogu. Nie zrozumiano jego myli, nie uwierzono jego wiadectwu. Jak to si dzieje, e kto nie moe uwierzy? Z jakich schematw i znieksztace musiaby wyj, aby rozpozna prawd i przyj j jako regu ycia? Jak trzeba wiadczy o prawdzie, aby j zrozumiano i podjto? Tak mwiem, tak patrzyem na Areopag. Tak mwibym, tak zwiedzabym Ateny, gdyby obok mnie bya twoja skupiona uwaga, twoja refleksja, twj intelekt. A ich realna obecno moe dalej i gbiej kierowayby moje mylenie. Rzeczy, bowiem, to wszystko, co ludzie wytworzyli, budowle Akropolu i caej Grecji, s tylko znakiem myli, jej zapisem, kierujcym do ludzi, ktrzy wielko, majestat i godno czowieka ujawnili w swych dzieach. I poprzez te dziea na nowo odkrywam wielko, majestat i godno dzi yjcych ludzi, uwikanych w drobiazgi codziennoci, nakadajcych intelektowi szaty i ozdoby zamiast uatwia mu nabywanie i wyraanie dostpnej ludziom mdroci. Poprzez te dziea odkrywam drog do twojej myli, Anno Mario, do twojej refleksji, skupionej uwagi, do twego intelektu, i w nich rozpoznaj wielko, majestat i godno rozumnoci czowieka. Wanie czowieka, dlatego e jest czowiekiem, wanie ciebie, gdy kochajc ci widz ci w caym twym czowieczestwie. Brakuje mi ciebie przy zwiedzaniu Grecji, gdy brakuje mi w tak peny sposb ujmowanego czowieka, bliskiego, rozumiejcego, ukochanego, poprzez ktrego martwe dziea pozwalaj w sobie odczyta ludzk rozumno i mio, rado i

43

cierpienie, sens tragedii wyzwalajcej ycie ludzkie z drobiazgw w kierunku tego, co istotne, aby by czowiekiem w jego wanie wielkoci, majestacie i godnoci. Wic jak to si, stao, e nie jestemy razem, e nie odczytuj Grecji w kontakcie z twoj refleksj, z twoim intelektem i sercem, w twojej agodnoci i w twoim sowie? Mj los teraz to umierajcy hoplita, usychajca trawa Grecji. yj, widz, doznaj, lecz: umieram pozbawiony twej obecnoci i twego sowa, bolenie przenikany jak ogniem myl o tobie. Ateski Akropol, agora z Areopagiem, witynia Dzeusa, teatr u stp Akropolu, a wieczorem take u stp Akropolu grecki piew, muzyka i taniec na Plaka. Jest to stare miasto, uliczki na zboczach wzgrza, pitrzce si nad sob domy, kawiarenki w kwiatach, placyki pod drzewami, otwarte sklepy z pamitkami. Stroma uliczka pnie si w gr, po obu jej stronach placyki z kawiarnianymi stolikami, kilka miejsc. Wyej ju inna grupa osb, inne kolory i napoje. Dalej placyk szerszy, wicej stolikw, pnce wino, w rodku ogromne drzewo, chronice przed socem lub oddzielajce od gwiazd pask koron. Wybieramy stolik. Przed nami porywajca muzyka, trzech gitar, organw i perkusji, komponujcy si z ni gos kolejnych piewakw, wymienianych zespoem dwu lub trzech taczcych Grekw. Kolory, rytm muzyki i taca, biae wino i krewetki, tworzony tym wszystkim szalony obraz nastroju Grecji, jej nocy, jej aru zastpujcego teraz soce. Noc grecka w lipcu nie jest chodniejsza ni dzie. Nie ma tylko soca, ktre zaborczo ogarnia caego czowieka, jego psychik, ciao, myl. Noc w Atenach na Plaka ar rytmu, piewu, taca, nastroju, zastpuje soce. Pochania, porywa, ogarnia, jak woda, soce, powietrze. Lecz wtedy wanie dostrzegem ze zdumieniem i rozpacz, e nie siedzisz obok mnie wrd kwiatw, ktra zdobisz kwiaty myl. Grecki piew, muzyka i taniec na Plaka stay si tylko greckie. Nie wzbogacia ich soneczno i ar twej myli. Nie stay si moje, nasze, wsplne nam i Grecji, wsplne wiatu. W szalony obraz nastroju Grecji, jej nocy i jej aru, wkomponowa si motyw mojej rwnie szalonej tsknoty, nieobecnoci twojej myli, twojego ciaa, twojej psychiki. Kocham do blu twoj myl, twoje ciao, twoj psychik, tskni do sw, ktrymi mobilizujesz moj refleksj ujawniajc wci wymiar rozumnoci czowieka, tskni do wyrazu twej twarzy, do ruchu rk, do agodnoci twej psychiki, tak troskliwie ogarniajcej moje przeycia.

44

Stayby si one czci nastroju Grecji, gdyby podaa mi go w swoim przeyciu i gdybym przez twoje przeycie wnis ten nastrj w obraz nocy i aru Aten. A moe zawioda nas tsknota. Czy to zreszt moliwe, aby zawioda tsknota? Gdy dana mi bya twoja obecno, nie wiedziaem, e tsknota boli. Zreszt wiedziaem. Gdy nie byo ci dzie w bezporednim zasigu wzroku, ju pojawia si niepokj. Po dwu dniach szukaem ci. Po trzech dniach pakaem, tylko pakaem. Czwartego dnia czekaem przy drzwiach twojego domu na moment, w ktrym otworzysz drzwi, a ja wejd w soneczno twej psychiki, podjty sowem i doni agodnie przenoszc w sens ycia. I moe zmyli mnie spokj, pyncy z twej obecnoci w dniach, gdy decydowa si wyjazd. Teraz, ktrego z rzdu dnia w Grecji jest tylko tsknota. A moe nie ma w tobie tej tsknoty, ktra boi si rozstania. Czy to zreszt moliwe, aby nie tsknia do mojej mioci, skoro mio jest domem, miejscem, waciwym rodowiskiem czowieka? Jest we mnie domem zawsze dla ciebie otwartym, a gdy ci: nie ma, pustym i zimnym. A moe zawioda nas delikatno, tak cenna w codziennych relacjach i tak zawodna, gdy podejmuje si decyzje. Wiedziaem, e musz z tob zwiedza Grecj i nie miaem siy nalega, aby ze mn tu bya. Teraz przenika mnie, jak greckie soce, ar myli o tobie, wysusza, zabija. Umieram tu i yj jak trawa na drogach Egionu. Potrzebna mi, jak woda, agodno twojej obecnoci, twoje sowo, twj intelekt, twoja psychika, twoje donie, patrzenie na ciebie w, pokoju hotelu Posejdon, na alejce, prowadzcej nad morze, w cieniu drzew oliwnych, obok oleandrw, nad wodami Zatoki Korynckiej w spokojnym Egion bez ciebie. Jestem tu sam, bez ciebie. Nie znalazem Grecji. Nie znajduj ciebie. Jest tylko nieobecno.

2) WYSPY I PIKNO
Z hotelu w Atenach wyjechalimy autokarem do Pireusu. Tu wejcie na statek spacerowy i podr do trzech wysp: Egina, Poros, Hydra. Odbijamy od brzegu, oddalamy si od ldu. Rozstanie z Atenami, aby obejrze inne pikno. Rozstanie z tob,

45

Anno Mario, aby zetkn si z piknem Grecji. Jak przetrwa podr, jak przetrwa rozstanie? Dlaczego pociga nas wci inne pikno? Dlaczego wyjechaem z Aten spod piknego Akropolu? Dlaczego rozstaem si z tob na dugie dwa tygodnie bez ciebie, mimo e planowaem i chciaem wyjecha z tob. Czy potrzeba spotkania pikna Grecji bya mocniejsza ni potrzeba przebywania z tob? Czy dla pikna wyjechaem, gdy nasza wsplna podro nie bya moliwa? Pragn pikna, pociga mnie pikno, ale bardziej pragn twojej obecnoci. I nie mam jej. Dane mi jest pikno Akropolu, teraz morza. Pikno, nie zaprzyjanione z nami, jest zimne i grone. Zimne i grone jest pikno morza. Pikno ma moc przywoywania, nie ma mocy spenienia tsknot. Dotyczy to take ludzi. Pikno ludzi kieruje do nich, lecz nie zaprzyjania. Dopiero mio przystosowuje, zaprzyjania i poza piknem spenia tsknot do obecnoci. Pikno obecnej przy nas osoby zaprzyjania si z nami w taki sposb, e po prostu przestaje by zimne i grone. A raczej w obszarze osoby traci pozycj odrbnej siy: suy czowiekowi, a nie podbija go. Nie rozumiem, dlaczego Platon radzi w dialogu Uczta min czowieka, jego ciao, jego dusz, jego myl, z kolei, ciaa, dusze i myli wszystkich ludzi, i dy do ujcia pikna samego w sobie, tylko pikna. Jest ono przecie wtedy zimne i grone. Pociga nas i wanie podbija. Jest bezlitosne. Tylko w czowieku, tylko w tobie, Anno Mario, w agodnoci twych odniesie, pikno jest ozdob spotkania. Poza czowiekiem, poza tob jest zimnym i gronym morzem. Dopywamy do Eginy, do zamglonej gry. Due odzie dowo nas do brzegu. Miasteczko z kolorowymi sklepami, zacienione placyki kawiarni. Wyrabia si tu, maluje, wypala i sprzedaje greckie amfory. Ruchliwy potok turystw. Na zboczach wyspy krzewy, wyej skaa. Poros to pkole gr. Znowu due odzie, brzeg wyspy, miasto - port, uliczki, sklepy, gwar, turyci. Wystarczy podnie gow, aby zobaczy grskie szczyty wyspy.

46

Najpikniejsz jest Hydra. Wyrany rysunek wysokiej skay, krzewy na zboczach i holenderski wiatrak, pkole miasteczka, biae domy, eleganckie sklepy, cerkiewka. Przybyem na te wyspy nie dlatego, e potrzeba spotkania pikna Grecji bya we mnie mocniejsza ni potrzeba przebywania z tob. Moe raczej ukryem w tej podry bezradno wobec ciebie. Umieram bez ciebie, dusz si w samotnoci, wic kieruj si do pikna, aby nim oddycha. Oddycham, tylko oddycham. Nie umieram i tylko yj. yj, lecz umieram. Piknem nie mona y. Mona nim wanie tylko oddycha. Oddychanie jednak nie wystarcza, aby y. Potrzebna jest mio. Jestem ni przeniknity, jak ogniem soca jest w Grecji przeniknite wszystko. I tylko pragn, aby bya napromieniowujcym mnie socem i wod, i powietrzem. W tobie pikno i soce, woda i powietrze staj si celowe. Pikno przestaje, by zimne i grone, przestaje podbija. Zaczyna suy dobru spotkania. Pikno morza jest swoicie zazdrosne. Pomogo w spotkaniu wysp greckich, lecz ich brzegi uczynio czym szarym, niepotrzebnym w barwnej caoci wyspy. Jawi swj bkit; lecz brutalnie wdziera si na pokad, jakby przypominajc o swej obecnoci lub domagajc si uwagi, podziwu, zachwytu. Ukazuje sw si, sw moc zagarnicia czowieka. Owszem, widz t si, jej moc, bkit, pikno. Boj si jednak tego zagarnicia przez wod, ktra chce obj do koca, oddzieli od soca i powietrza. Morze chce przekroczy odlego midzy wod i czowiekiem. Szarpie statkiem, odsuwa go od nas spadajc niebieskim deszczem na speszone oczy. A moe to nie jest zazdro i ukazywanie siy. Moe to tylko gwatowna tsknota, jak wtedy, gdy czekam przy drzwiach twojego domu na moment, w ktrym otworzysz drzwi, a ja wejd w soneczno twej psychiki. Ogromna woda, pokonana ldem, wynios niezalenoci wyspy, tsknic czeka na moment, w ktrym czowiek otworzy ramiona i przygarnie jej samotno. Moe woda i jej samotno, jej brutalna moc, wdzieranie si na pokad, aby manifestowan si zagarn czowieka, moe to tylko bezsilno. Moe tsknota wody i moja tsknota to wanie ten ogromny ywio, ktry jest tylko piknem. Jawi si wtedy jako bezlitosna si, ktra chce podbi, zagarn, zdoby, a w swej istotnej gbi jest

47

paczem. Bezsilno bowiem nie rni si od paczu. Pacz to bezsilno rk, oczu, ciaa. A bezsilno to pacz psychiki, myli, uczu. Jestem bezsilny. Nie mog wedrze si na pokad i porwa ci, zatrzyma na zawsze. Oddziela mnie od ciebie statek odlegoci, twoja nieobecno. Bezsilna jest moc mojej myli, mojej tsknoty. Nie dosigaj ci moje oczy, donie. Chwytam pustk. Nie ty rysujesz si w moich oczach, to ksztatuje si w nich deszcz paczu. Tak zupenie dosownie. Musz wic kry oczy. Staj przed oknem obszernego salonu pod pokadem statku, patrz na morze, na bry Hydry, biel jej domw, na Poros i Egin, ktre kolejno przepywaj przed oknem spokojne, zamglone, nieobecne, obojtne. W salonie statku wydaje si, e to wanie pyn wyspy, e okno jest wci w tym samym miejscu, w rodku bezsilnoci. Czy jednak bezsilno jest bdem? Czy manifestowanie jej jako siy i szansy jest bdem? Czy bdem jest delikatno tak pikna w spotkaniu i przeksztacajca si w niedomwienia, w niepewno przy podejmowaniu decyzji? Jaki popeniem bd, e nie mam twej obecnoci, twych rk, oczu, twej psychiki, twej myli, tu obok podczas spaceru na Egin, Poros i Hydr? Jaki popeniam bd, e wci nie jest mi dana caa twoja mio? Od tak dawna zabiegam o tw obecno, o twoj mio. Oczekuj ich w mce ju nie liczc godzin i dni. Trwam odrtwiay w punkcie, w ktrym rozstalimy si wczoraj i patrz w kierunku, z ktrego moesz nadej. A moe bdem jest wanie to, e nie wychodz na inne drogi, po ktrych chodzisz, e tylko niekiedy czekam u drzwi twego domu. Ju Pireus, wrcilimy, wysiadamy. Autokar. Hotel. Jestem sam w hotelowym pokoju. Pokj przestronny, z oknem na wschd. Po lewej stronie... czy to ciebie widz, Anno Mario?

3) MYKENY, KORYNT I MIO


Woda wdara si na pokad statku nie tylko w postaci deszczu padajcego na speszone oczy, lecz take jako grona sia i zagarna w swe odmty czowieka: ze ska i dolin Grecji szalone podanie porwao pikn Helen do Troi w ar i byskawic burzy. Agamemnon, brat Menelaosa, ma Heleny, stan na czele armii. W walce o

48

mio Troja upada. W Mykenach, rwnie, w imi prawa do mioci, Klitajmnestra zabia zwyciskiego Agamemnona, gdy wrci spod Troi. Dzi nie ma ju ywych Myken. Jest skaa z ruinami paacu, osonita pkolem kopiastych szczytw i otwarta w kierunku niszych wzgrz, z ktrych jedno stanowi grb Agamemnona. Idzie si do grobu wycit w skale, jak kana koryncki, szerok drog. Wchodzi si do grobu przez ogromny otwr drzwi, przez prostokt, zwieczony trjktnym oknem, uzyskanym z odpowiednio uoonych kamiennych blokw. Wntrze grobu jest obszern, wysok sal o ksztacie kopuy. Uczeni nie s jednak zgodni, czy ta ukryta we wzgrzu budowla jest grobem Agamemnona, czy skarbcem Myken. Byskawice burzy zniszczyy Troj. Czas zniszczy Mykeny. Grona sia pikna, ywiou potnego jak morze, zagarna czowieka. Zginli ludzie, zginy ich dziea, gdy w ich walce o mio nie byo mioci. Mio bowiem wszystko przetrwa. Mykeny nie przetrway. Z Aten w drodze do Nafplion zwiedzalimy Mykeny. Przejedalimy najpierw koo Salaminy, potem przez most nad kanaem korynckim. Zatrzymalimy si w starym Koryncie. Sawny Korynt, niegdy zamony, kwitncy, ywy, peny powanych sporw, dramatw, wielkich problemw, zawiych spraw ludzkich. Widz je w dwu listach w. Pawa do Koryntian. Przewodnicy ukazuj miejsca, gdzie mg naucza w. Pawe. Ogldamy te kolumny wityni jeszcze o doryckich kapitelach. I resztki ruin, wyznaczony fundamentami domw pia miasta. Zdumiewa ukad kamiennych wodocigw. Pali soce w tym miecie kultu mioci. Tu wanie, temu miastu w. Pawe przesa w swym licie hymn o mioci. Podkreli jej ogromn warto i doskonao, przewyszajce wszelk ludzk dziaalno. Stwierdzi, e mio cierpliwa jest, askawa jest. Mio nie zazdroci, nie szuka poklasku, nie unosi si pych, szanuje wstydliwo, nie szuka swego, nie unosi si gniewem, nie pamita zego, nie cieszy si z niesprawiedliwoci, lecz wspweseli si z prawd. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokada nadziej, wszystko przetrzyma. Mio nigdy nie ustaje... Trwaj wiara, nadzieja, mio; te trzy z nich za najwiksza jest mio. Listy w. Pawa do Koryntian ukazuj, ze w Koryncie przeywano mio niecierpliwie, gwatownie, e wikaa si ona w zazdro, e uwaano j za sukces, e

49

bya przedmiotem dumy. Bya uparta, dopominano si jej, walczono o ni. Wyzwalaa gniew, prno. Bya przemoc, podbojem, porwaniem, zagarniciem, bezlitosna, nieufna, zmienna, nietrwaa. Czy wic to bya mio? Nie przetrwaa. Nie bya mioci. Czym wic bya? Bya bezsilnoci serca. Owszem, bya bezlitosnym piknem aru soca, przenikajcego wszystko. Bya jednak wewntrznym popochem. Ogie soca, przenikajcy do dna wszystko, zmusza w jakim wanie popochu do schronienia si w cieniu figowego drzewa, w chodnej wodzie morza, w powietrzu innym ni to, ktrym trzeba oddycha. Zmusza do wycignicia ramion, do ukrycia twarzy w czyich wosach, do oddzielenia od ognia. Bya wic bezsilnoci serca i bya si ciaa, jego ofiarnoci, pomoc zagarnit, zdobyt, lecz pozwalajc y cho przez chwil w osobnym wiecie, oddalonym od wszechwadnych ywiow. Bya wytchnieniem, chwil, niecierpliwym podbojem czowieka, odpoczynkiem przed nowym etapem ucieczki od upau. Bya poszukiwaniem agodnoci wody, wyznaczeniem granicy czowieka w bezkresie sonecznego aru lub w bezkresie nocy, zacierajcej rysunek rzeczy, sprowadzajcej wszystko do niewidocznej jednoci, do monastycznej tosamoci kosmosu, w ktrym wiato ujawniao odrbno rzeczy i ludzi w cigu dnia, a w nocy t odrbno uwyraniaa mio. Tylko wiato i tylko mio. Ogie, woda, powietrze oraz wiato i mio to najmocniejsze, ywioy Grecji, to zarazem podstawowe kategorie jej filozofii. A ponadto dzie i noc, dwa stany kosmosu, dwie orientacje wci z sob walczce: pluralizm i monizm. Pluralizm to teza o niepowtarzalnoci rzeczy i ludzi, o ich realnej odrbnoci mimo nieustannego przenikania ich przez ar soca, ogarnicia przez wod lub bezkres powietrza. Monizm to teza o niewidocznej jednoci, o tosamoci wszystkiego z caym kosmosem w czerni nocy, teza, e wiato pozornie wyodrbniao rzeczy i ludzi, gdy nie tworzyo ich tosamoci, e mio pozwalaa wyznacza take pozorne granice odrbnoci, gdy nie uwalniaa od ognia i nocy. Mio bya bezradna, bezsilna, niecierpliwa. Bya drog, poszukiwaniem. Platon ujrza j wanie jako drog do pikna. Dopiero w. Pawe ukaza mio jako wewntrzny wymiar czowieka, to, kim jest czowiek w odniesieniu do ludzi. Mio jest darem, a nie, bezsiln pustk. Jest

50

cierpliw trosk, ochron, pomoc. Jest agodnoci, wprowadzajc w zaufanie, wiar, dobro. Jest sueniem komu tym, kim jestem. Jest wybaczeniem, ustpieniem miejsca, zauwaeniem drugiego czowieka zgodnie z tym, kim on jest, z jego pozycj w kosmosie, zgodnie z prawd. Jest pominiciem siebie, trwaniem yczliwoci. Jest prob o dar obecnoci i spenieniem daru. Jest trwaniem wspobecnoci. Jest moc, a nie bezsilnoci serca. A potem pojechalimy do Myken. Przez znan z ilustracji bram lww, przez prostokt drzwi, podobnych do ogromnego otworu, wprowadzajcego do grobu Agamemnona, serpentynami przechodzilimy przez kolejne poziomy miasta a na szczyt wzgrza do ruin paacu. Wyrany zarys sali tronowej i ta sama kamienna podoga. Po drugiej stronie przepaci pkole szczytw, chronicych przed wrogiem. Poniej paacu i poza krgiem murw miasta groby krlewskie. Ich zawarto mona obejrze w muzeum w Atenach. Bylimy w tym muzeum. Niezliczona ilo zotych przedmiotw, mao ceramiki, ktrej wartoci dla bada historycznych nie znali odkrywcy Myken. S najstarsze poski ludzi jeszcze o twarzach w ksztacie koa przecitego kresk nosa. Jest siedzcy muzyk, grajcy na jakim instrumencie. S naczynia o ksztacie zwierzt, przeznaczone do kultu. Podobno takie same znaleziono na Krecie. Wrd tych naczy jedno ma ksztat jelenia: grzbiet i kark jelenia na tym samym poziomie linii prostej i dwa rogi z wypustkami. Co ogromnie znajomego. Tak, kiedy w Biskupinie widziaem takie jelonki, gwny motyw ornamentw lub ceramiki sowiaskiego grodziska. Czyby motyw ten przywdrowa nad Wis z Myken i Krety lub czyby by wsplny dla tych trzech kultur: mykeskiej, kreteskiej, sowiaskiej z Biskupina? A z Biskupina ju blisko do ciebie, do twego serca i myli, do twej obecnoci, Anno Mario. Tobie opowiadam to zdumienie, odnalezienie czego wsplnego w Biskupinie i Mykenach, odnalezienie ciebie. atwiej mi z tob chodzi po salach muzeum, atwiej zwiedza Mykeny. Odnalazem ci kiedy w urodzie twych odniesie do studiowanych problemw, w dociekliwoci twej myli, w ruchu rk, w agodnej obecnoci twego sowa. Zwiedzam te wydarzenia jak gabloty ateskiego muzeum ze zdumieniem, niedowierzaniem,

51

smutkiem. Nie ma Myken, nie ma ciebie. Jest nieobecno i tylko lady w gablotach i w sercu minionego szczcia, ktrego nie mona zatrzyma, utrwali, doznawa. Bya i wci ci nie byo. Jeste i wci ci nie ma. Zabieray ci sprawy, sytuacje, ludzie. Znika na dugo ukochany rysunek twej postaci, ciepo spojrzenia, twoja pogbiajca mnie obecno. Wracaa, aby odej. Wyryway ci z zasigu mych oczu twoje marzenia, tsknoty. W ich spenianiu, w ich wieloci widziaa bogactwo ycia moe nie pamitajc, e ilo nie wzbogaca myli i serca. I moe wanie tak dzielc czas i uwag nie dostrzega, e Grecja to take nowa ilo i gbia, pocztek tego, czym mylimy, nasza intelektualna kultura, przedmiot dociekliwoci twej myli. Moe dlatego nie zwiedzamy razem Grecji. Mj kontakt z Grecj zarysuje si w przeyciu bez ciebie. Nigdy, ju nigdy to pierwsze spotkanie Grecji nie bdzie naszym wsplnym doznaniem. Nie formuuj tu alu do ciebie, zastrzee, zarzutw. Nie mam o nic alu. Zgadzam si na twoje wybory, marzenia, decyzje. Zapisuj smutek. Nie ma Myken, nie ma Grecji. S lady pikna, mioci, szczcia. S ruiny w Grecji i w sercu. I przez chwil by Epidaurus. cigay tu ludzi lecznicze wody. Jest teatr najlepiej zachowany z dawnych teatrw Grecji. Scena i amfiteatr znakomicie zbudowane. To, co mwimy swym zwykym, gosem ze rodka sceny, bez wysiku, sycha na najwyszych miejscach teatru. Niezwyka tajemnica akustyki. Skuszony jej doznaniem wypowiedziaem ze rodka sceny kilka greckich zda z przemwienia wodza przed bitw. atwo si mwi, gos jest doniosy i dwiczny. Jake brakuje tego w naszych aulach, gdy przemawiamy. Mwi, opowiadam ci Grecj. Nie syszysz. Zawodzi akustyka serca. Czasem syszysz sowa, lecz podanej treci nie wiesz z prawd. Susznie przestrzega w. Pawe, aby rado mioci wiza z prawd. Czy to moliwe, aby nie dostrzega prawdy w mojej mioci? Moe to nie mio nas zawioda, lecz zawiodo nas przeycie prawdy. Nie uwierzya mojej mioci. Jej prawdy nie szukasz w moim sercu. Moja niepojta mio staa si cierpieniem. Caa mio Grecji bya cierpieniem. Przecie nie potpi jej w. Pawe. Leczy j, ukazywa jej drogi do niej samej, do prawdy, ktra czyni mio chwa czowieka.

52

4) NAFPLION, SPARTA I CODZIENNO


Samolot, klimatyzowane autokary, hoteliki z dwuosobowymi pokojami o jasnych barwach, zacienione, wygodne, sklepy z pamitkami, niezliczona ilo poskw Seilenosa, greckie hafty i krj damskich sukien, kolorowe bary lub ustawione w cieniu drzew stoliki, kawa po grecku, zachodnie napoje o smaku, ktry lubi, zawsze woda zimna, orzewiajca, wino z Koryntu, winogrona, arbuzy. Nie ma moich ulubionych, pieczonych na ronie z zioami baranich jelit. S krewetki w barach. S w sklepach liczne wazoniki z opalu, s greckie, chodne koszule, ozdobne, przyjemne. To wanie codzienno turysty. Pijemy wod, podan do kawy po grecku, jadamy greck saat z pomidorw, ogrkw, oliwek, gorzkiego sera. Ogldamy gry, morze, doznajemy aru soca. To codzienno turysty. Nie wiem, jaka jest codzienno Grecji. Wiem, jaka jest codzienno turysty i tych Grekw oraz instytucji, ktre si nami. zajmuj. Grecy nie patrz na ruiny wity i miast z zadum i wzruszeniem. Dziwactwo zwiedzania, skoro chc tego turycie czyni okazj utargu, sprawnie, szybko, uprzejmie i bezwzgldnie. Lecz w Nafplion, do ktrego przybylimy na nocleg po zwiedzeniu Koryntu, Myken i Epidaurusu, by z kolei rano pojecha do Sparty, by wieczr. Nafplion, przez jaki czas kiedy stolica Grecji, wspczesne miasto i port morski, jest wieczorem uroczy. Najpierw w hotelu dwuosobowy pokj o jasnych barwach, kolacja pod goym niebem na betonie przybrzea, lekki zmrok, szum morza. Saatka bez sera i oliwek, gobki z ryu w liciach winogron, ryba z frytkami, brzoskwinie, codzienne wino o smaku dbowej beczki, podobno wanie typowo greckie. I spacer. Szeroki pas przybrzea i wbiegajce w morze krtkie molo. Po stronie ldu wiata sklepw, wszystkie rzeczy, ktrych szuka turysta. I widokwki. I kawa po grecku. I niezliczona ilo stolikw z krzesami, hamakami, odpoczywajcymi gomi. Spaceruj greckie maestwa z tumem dzieci, jedz wielodaniowe kolacje patrzc na morze, nie reagujc na wciskajcych si wszdzie turystw. Przywykli do przenikajcego ich wci aru soca, nie dziwi ich wic wnikanie turystw w kady wolny skrawek przybrzea. Czasem jakie oczy wyodrbni nas na chwil z mroku i bezimiennego tumu, lecz ju znowu jest si niewidzialnym elementem nocy,

53

momentem ruchu falujcego tumu midzy gwiazdami i morzem na obszernym, zatoczonym przybrzeu. Wtedy wanie, w tej. anonimowoci nocy tak bardzo bya potrzebna, Anno Mario, bym mg wyodrbni wasn myl z bezkresu samotnoci. A w Sparcie podobnie anonimowy wieczr wrd sklepikw, kawiarnianych stolikw na ulicach pod drzewami, w tumie turystw i Grekw, przy kawie po grecku ze szklank zimnej wody. I take czasem jakie oczy wyodrbniay nas na chwil z mroku i bezimiennego tumu, lecz zaraz znowu zapadalimy w niewidzialno nocy midzy gwiazdami i ziemi, ktrej gorce kamienie, zatrzymujce na dugo ar soca, polecano mi jako okad na bolcy staw barkowy. Wydawao mi si, e wolabym blisko tych oczu, ognistych, licznych. Lecz nie. Nie byo w nich twojej, Anno Mario, agodnoci i ciszy, nadziei i wiary, tych cech, ktre wie z mioci w. Pawe! Bez nich nie ma mioci. Jest tylko cierpienie. Spotykani Grecy pytali o zarobki w Polsce, o ceny. Tak wyraaa si ich uprzejmo. Jedynie nasza grecka przewodniczka po Peloponezie, spokojna pani o oczach Ateny, rozmawiaa ze mn o greckiej rzebie i filozofii Platona. W Sparcie nie ma dawnej Sparty. adnych budowli, adnych ruin. Jest dolina, na ktrej swj wojskowy rytm dnia przeywali Spartanie. Przyjechalimy tu, aby przenocowa, popatrze na gry i gwiazdy, aby by w Sparcie, w jej krajobrazie, miejscu wietnoci.

5) MISTRA, DELFY I POBONO


Podobnie jak Mykeny, Sparta ley w ogromnej kotlinie, otoczonej pkolem wysokich, kopiastych szczytw, otwartej na odlege, nisze szczyty. W porodku kotliny wyniose wzgrze, zabezpieczone, strome. Na takim wzgrzu byy Mykeny. Sparta wybraa dolin. Na wyniosym wzgrzu w porodku kotliny ze Spart u stp teraz jest Mistra, cae redniowieczne miasto, ktre upado po upadku Bizancjum. Na szczycie wzgrza ruiny zamku, niej miasto z resztkami domw i zachowanymi, maymi cerkiewkami o wntrzach nie wikszych ni mj pokj w M4 na Jelonkach w Warszawie, lecz wntrze cerkiewek to zachwycajcy wiat freskw w

54

kolorach duszy i filozofii. I w kadej prawie cerkiewce na ktrej ze cian bliej niszy prezbiterium znajomy, bliski, patrzcy z fresku niebieskozotymi oczami z przyjani i wyrazem, ktry mwi: jestem, wic moliwe s spotkania, wzruszajcy Micha Archanio. Czuj dla niego wdziczno za t obecno tak wiern, wszdzie dostpn, agodn, oddzielajc mieczem i skrzydami od mki smutku, tsknoty, samotnoci, od zmczenia podr i twoj wci nieobecnoci tu obok, Anno Mario, gdy patrz i myl nie mogc twemu sowu zwierzy swego przeycia. Jest cerkiewka przeliczna w swej architekturze i freskach, Mitropolis, w ktrej cesarz Konstantyn Paleolog, ostatni cesarz Bizancjum zdobytego przez Turkw, koronowa si uroczycie w drodze do Konstantynopola. Po przejciu bramy Mistry idziemy serpentynami od cerkiewki do cerkiewki, od jednego zacienionego miejsca do drugiego, od drzewa do drzewa, w skwarze popoudnia, w ogniu soca. Przy serpentynach, na zboczach wzgrza, umierajca trawa i wci jeszcze ywa. Znowu cerkiewka i pikny zesp klasztorny. Cerkiew przylega do zbocza gry, przed wejciem szerszy plac, oddzielony od przepaci podunym murem domem o kilku celach. Do kadej wchodzi si z zewntrz. Mieszka tu sze zakonnic prawosawnych. Jedna z nich w czarnej sukni i w czarnej chucie na gowie, spokojna i pogodna, podaje wod do picia. Kilka postaci w biaych fartuchach konserwuje freski. Malowali je, zreszt w wielu cerkwiach Mistry, gwnie mistrzowie z bizantyskiego dworu Paleologw. S i freski pniejsze. Na tych pniejszych jest take obecny Micha Archanio. Wiele innych cerkiewek. Dlaczego jest ich tak duo? Czy kada z nich jest architektonicznym zapisem wybranej teorii teologicznej jak katedra w Akwizgranie lub koci w Nowej Hucie, tak wyranie sam budow kocioa ukazujce akcentowane rozumienie prawd wiary? A moe chodzio o to, aby take cerkiewka bya w zasigu oczu, bliej ni zmczenie, z freskami, ktrych kolory i treci wyraay i tworzyy sens ycia jej mecenasw. Nie wiem. Wiem tylko, e wszystkim tym dla mnie ty jeste, Anno Mario: domem mojej myli. Znajduj tam Boga, twoje serce, drog do ludzi. Tam tworzy si

55

moje ycie, trwa i wzrasta. Go stanie si ze mn teraz, zawsze, gdy jestem poza tym domem, bez ciebie w Grecji, w yciu? Dla chrzecijan ich domem jest Bg-Chrystus, ktry stajc si czowiekiem wanie czowieka uczyni miejscem i domem spotkania i obecnoci Boga. Jestemy wic z tej racji zarazem wityni Boga. Jest ni gwnie Chrystus, lecz przecie stanowimy Jego mistyczne ciao. Chrystus wobec tego jest tam, gdzie ty jeste, Anno Mario. Moe take z tego wzgldu, aby trwaa mio, waciwe rodowisko Boga i kadego czowieka, szukam ci i usiuj zatrzyma, mj dom, miejsce spotkania Boga i ludzi. Bez twej obecnoci, bez twej mioci, jestem poza domem, w pustce, w bezkresie tylko myli. Pytaa kiedy, czy relacje czowieka z Bogiem s powizaniem czowieka z Bogiem jako bytem, czy z Bogiem jako Trjc Osb, stanowicych jednego Boga. To wane pytanie. Odnoszc si do jednego i jedynego Boga odnosimy si zarazem do Trjcy Osb, z ktrych kada jest tym samym, zawsze jednym, Trjosobowym Bogiem. Wszystko, co dzieje si w Bogu, jest tym, kim jest Bg. To tylko w nas, to, co w nas si dzieje, jest wtrne, przypadociowe w stosunku do bytowego tworzywa, z ktrego jestemy. Caa natomiast bytowa zawarto Boga jest Bogiem. Bg bowiem nie ma wasnoci, przypadoci, czego w sobie wtrnego. Bg Ojciec rodzi Syna, ktry jest wobec tego rwnym Ojcu Bogiem. Od Ojca i Syna pochodzi Duch wity, ktry jest Bogiem rwnym Ojcu i Synowi. Ta sama bytowa pozycja, rwno i jedyno, to samo istnienie, lecz zarazem wspprzenikanie si Osb Boskich. Bg Ojciec nie jest Synem i Duchem witym, Syn nie jest Ojcem i Duchem, Duch wity nie jest Ojcem i Synem, s jednak jednym i jedynym Bogiem w Trjcy Osb. W naszym natomiast przeyciu relacji z Bogiem inaczej nas ksztatuje odniesienie do Boga jako bytu i inaczej odniesienie do Trzech Osb Boskich. Nie wystarczy powizanie z Bogiem jako bytem, gdy zbawia nas Syn Boy posany przez Ojca, a uwica Duch wity, posany przez Ojca i Syna, aby bdc wzajemn mioci Ojca i Syna tworzy w nas mio, gdy uwierzymy Bogu i ukochamy Chrystusa. Gdy si to stanie, przychodzi do nas Trjca wita i w nas przebywa. Czowiek odnoszc si do Boga, wie si innym zespoem realnych relacji z Bogiem Ojcem, Bogiem Synem i Bogiem Duchem witym. I wszystkie te relacje nas zbawiaj.

56

Tej prawdzie o Bogu grozi w naszym myleniu wyrodzenie si w deizm lub w politeizm, jeeli oprzemy si tylko na wasnym myleniu. Obydwa te znieksztacenia byy udziaem staroytnej Grecji. Filozofowie dochodzili do monoteistycznego deizmu, religi powszechnie przyjmowan by mitologiczny politeizm. Obie te religie nie wyzwalay mioci, gdy mio zachodzi tylko midzy osobami. Nie uwicay te i nie doskonaliy ludzi, gdy uwicenie i wewntrzne udoskonalenie jest po prostu miar mioci czowieka do Boga. Ukochanie Boga w osobie Chrystusa wprowadza do osoby ludzkiej Trjc wit i zapocztkowuje takie realne relacje czowieka z Bogiem, ktre s chrzecijastwem. ladem greckiego deizmu s teksty filozofw, ladem greckiego politeizmu s ruiny wity, rzeba, literatura. Cerkiewki Mistry s mae, pene jednak w swym wntrzu myli teologicznej, opowiedzianej freskami. witynie greckie s ogromne w zewntrznych rzdach swych dostojnych kolumn, nieobecnych w dzisiejszym wiecie, zdumionych okaleczeniem, ludzkimi konfliktami, ktre byy dziedzin bogw, a nie ludzi. Wydarzenia w Troi i Mykenach byy przecie sprawami bogw. Inaczej zwiedza si Mistr, Ziemi wit, i inaczej Grecj. Tam wszdzie czuje si obecno ywego Chrystusa, tak jak w Asyu, jest si w atmosferze obecnoci w. Franciszka. W Grecji nie ma bogw. witynie greckie s puste i pikne z zewntrz. Bogowie nie docierali do wntrza czowieka. Z Nafplion do Sparty i Mistry, a za kilka dni przez Olimpi do Delf jechalimy wczesnym ranem po zboczach gr Peloponezu. Wijce si serpentyny, zaskakujcy krajobraz po ostrym zakrcie, nad nami wysokie szczyty, za oknem autokaru przepa, zaufanie do wietnego kierowcy, ziele gr i skay, marzenie o osigniciu doliny, zatrzymywanie w oczach urody gr i krajobrazw, to klimat podry. Zanim dojechalimy do Mistry, by odpoczynek w drodze: kpiel w morzu lub chodny cie pod wysokimi piniami. Maleka stacja kolejowa, Grecy i turyci czekajcy na pocig, pod drzewami stoliki, pilimy kaw i herbat. Po drugiej stronie asfaltowej szosy kilka eleganckich domw kurortu w lesie i wrd oleandrw. Dwie godziny w cieniu drzew i w dobroczynnym cieple Grecji. A zanim dojechalimy do Delf, przeprawialimy si promem przez Zatok Korynck koo Patras. Po samolocie, autokarach, podry statkiem, teraz prom. I

57

pochwyci mnie al, e te rne sposoby podrowania nie s ci dane, Anno Mario. Wanie tak bardzo lubisz podre, soce, wod, a los nie ciebie, lecz mnie tym obdarowa. Nie umiem, nie mog cieszy si tym darem. Mam poczucie, e bior co, co naley do ciebie, twoj wasno. le mi w tym korzystaniu z cudzej wasnoci bez obecnoci waciciela. Kierowcy precyzyjnie ustawili na promie autokary i auta, z wielk sprawnoci wyprowadzili pojazdy na ld i ju jedziemy wprost do Delf. Po lewej stronie widz cian ska, odcitych od gr, co umoliwio pooenie drogi, po prawej stronie morze gorce, zamglone, leniwe. W tych ramach nasz popiech i wkrtce serpentyny, wprowadzajce na wysok, obszern elips ska, na ogromne zbocze-pk stromych gr Parnasu. Najpierw Delfy miasteczko: na zboczu gry dwie poziomo pooone nad sob ulice. S tylko sklepy i tylko hotele. Pokj hotelowy wygodny, biay, zacieniony. Z balkonu wida niej pooon ulic, jej ruch i domy. Obiad na tej niszej ulicy. Restauracja-taras. Siedz zwrcony twarz do przepaci i wznoszcego si nad ni przepiknego szczytu grskiego, rozwietlonego socem. Za chwil autokar zwozi nas z miasteczka w d zbocza ku pocztkowi witej drogi staroytnych Delf. Delfy staroytne to miejsce kultu Apollina. Tu Apollo pokona wa Pytona. Tu pojawia si Pytia wrc i kierujc losem ludzi i pastw. Tu zgodnie z pogldem, e ziemia jest paska lub e stanowi wkls kotlin, pokazuje si rodek ziemi, oznaczony chronion w muzeum kamienn, jednometrow kopuk, przypominajc przecit w poprzek polsk pisank. Midzy rdem, w ktrego wodach trzeba byo si obmy przed wysuchaniem wrb Pytii, a wityni Apollina wystaje ze zbocza gry skaa o ksztacie dzioba korabia. Z tej skay Pytia gosia swe wrby, zanim zbudowano wityni Apollina i uczyniono z wystpie Pytii instytucj kierowania losami Grecji przez Zwizek Miast Greckich. Pniej po wrb Pytii szo si do piknej wityni Apolla dug serpentyn od rda, wit drog, przy ktrej wznoszona wityniewota, a zarazem skarbiec miast greckich. Zachowaa si wityka wotum Aten, wysmuka, zachwycajca. Wyej na serpentynie jest witynia Apollina, jeszcze wyej teatr, a nad nim stadion. Przeszedem wit drog w Delfach od jej pocztku a do teatru. Nie doszedem do stadionu, gdy patrzc z teatru na szczyty acucha Parnasu i na

58

wijc si u jego stp poprzez elips skalnego zbocza ozdobion budowlami serpentyn zatrzymaem si zbyt dugo we wasnej refleksji zmuszony wewntrznie domylenia treci kilku zda Mickiewicza. Wanie w wityni Apolla, w miejscu, z ktrego gosia swe wrby Pytia, postanowiem uzna za wrb pierwsz myl, ktra mi si skojarzy. Skojarzyy si, uderzyy sw bolesn si i porway w mk sowa: tskni po tobie". I musiaem ju bezgonie powtarza: ty jeste jak zdrowie, ile ci trzeba ceni, ten tylko si dowie, kto ci straci. Dzi pikno tw w caej ozdobie widz i opisuj, bo tskni po tobie. Panno wita, co... bronisz..., przeno moj dusz utsknion. Do kogo tskni, komu opowiadam bl tej nieobecnoci kim jeste, Anno Mario? Czy to Ty, Boe ciemnej nocy mioci, niedostpny doznaniom, psychiki, wci odlegy, zasonity obokiem wiary, przybrae imi Anny Marii? Czy to ty, cay wiecie moich pragnie i myli o ksztacie filozofii i teologii, pozostawiony w recepcji odbiorcw moich wykadw w Uczelni, w kocioach, na zjazdach i sesjach, masz posta nieobecnej Anny Marii? Czy to ty, nadziejo, e rado i szczcie, upragnione spotkania, i obecnoci, bd mi jeszcze dane, zagubionemu na ogromnym zboczu Parnasu, czy to ty jeste Ann Mari? Czy to ty, Grecjo, ktrej nie mog odnale, utosamia si z Ann Mari? Czy to ty, ta jedyna nieobecnoci najyczliwszych doni i umiechu powodujesz tak niszczce osamotnienie, ty Anno Mario? Zatrzymaem si na witej drodze w Delfach, jak kiedy w Jerozolimie na drodze krzyowej Chrystusa przy stacji przybicia do krzya. Jest to dla mnie zawsze stacja umierania obecnoci tego, co bliskie, widzialne, z tego wiata, tego, co powinienem by zrobi, uzyska, ochroni, ulepszy, zatrzyma, zaskarbi, kres wytrzymaoci, granica dziaa ju nie oczekiwanych, niepotrzebnych, pielgrzymk nadziei w kierunku daru, o ktry prob s tylko straty, wszystkie nieudane dziaania, ostateczne osamotnienie psychiki. Id drog krzyow Chrystusa, id wit drog Delf, szlakami ludzkiej pielgrzymki ku nadziei.

59

Zaskakuje i zdumiewa to od wiekw pielgrzymowanie ludzi ku Bogu. Pielgrzymujcy Grecy szli po wiato do Apollina, po wiedz o trudnym losie mioci. Pielgrzymujcy chrzecijanie wci id po wiato i umocnienie do witych miejsc Palestyny, swoich krajw i miast. Nie wystarcza droga myli. Pragnie si spotkania, obecnoci w widzialnym znaku kocioa lub greckiej wityni, cudownego obrazu lub rzeby, objawionego sowa Boga lub sw wyroczni, po obmycie wod chrztu lub wod ze rde Delf. Jake wanie zaskakuje ta potrzeba sakramentu, znaku, ktry oznacza obecno i j sprawia. Jake bardzo jest czowiekowi potrzebna obecno Boga, tego, co wybra, nadziei i ciebie, Anno Mario, gdy wanie czowiek jest drog do Boga i znakiem Jego obecnoci. Nie ma Ci, Boe, w zasigu rk i oczu, w zasigu mojego lku, gdy nie ma tu Anny Marii, ktra, jak kady czowiek, jest znakiem Twej we mnie obecnoci, znakiem nadziei i pokoju. Jestem sam na krzyowej drodze tsknoty i na witej drodze Delf, drodze ludzi pielgrzymujcych ku nadziei. Myli Grekw politeizm, lecz nie mylia ich nadzieja. Mit o bogach wci szukajcych kontaktu z ludmi, mit o Dzeusie ofiarowujcym ludziom mio w korynckim modelu spotka, to znieksztacona prawda o nieutracalnie kochajcym nas, prawdziwym Bogu w wiadectwie i osobie Chrystusa. Nie rozumiem wspczesnego religioznawstwa, ktre porwnujc religie, mity, wierzenia, kulty, ustalajc ich podobiestwa i zalenoci, sprowadza prawd o Bogu do tych podobiestw i zalenoci, rozprasza j, gubi. Przecie wanie w tych mitach, wierzeniach i kultach, w pielgrzymkach po witej drodze w Delfach, po drodze krzyowej w Jerozolimie, w obrazie Prometeusza, Hermesa, Dzeusa, Apollina, w wiadectwie Chrystusa i apostow, janieje prawda o nadziei i o jej spenieniu w ogarniajcej ludzi, mioci, kademu z nas darowanej przez Boga. A porwnujc teksty wite rnych religii, nie rozumiem zamknicia oczu na gbi i przewyszajc wszystkie inne teksty tre Ewangelii, na jej teologiczn powag i prawdziwo. Wiem jedno, e nieuprzedzony teolog, badajcy spokojnie dzieje religii w ich przedmiocie, a nie funkcjonowaniu, nie moe nie dostrzec wyjtkowoci chrzecijastwa, gdy, oczywicie, umie odrnia ujcie od tego, co realne, to, co nieistotne, od tego, co prawdziwe. I gdy, jak uczy w. Pawe, umie wiza mio z prawd.

60

6) OLIMPIA I DZIELNO
W moim przeywaniu Grecji bya midzy Mistr a Delfami spokojna Olimpia. Najpierw serpentyny i gry wczesnym przedpoudniem, dugie pokonywanie doliny, ciasne miasteczko, przez ulice ktrego, wziutkie i o ostrych zakrtach, z niebywa zrcznoci i talentem przeprowadzi nasz autokar grecki kierowca, nagrodzony oklaskami za t jazd. Potem pocztek delty dwu rzek, jakie wzgrze, wyaniajcy si dom, gdy minlimy szczyt wzgrza i ju zatrzymalimy si na przeciwlegym zboczu wzgrza w rodku miejscowoci Olimpia. Stalimy przed hotelem. Zajcie pokoi, obiad, zejcie po zboczu w d uliczkami penymi sklepw na teren kawiarni na ulicy, na teren take sklepw i drzew o paskich koronach, zejcie w cie i odpoczynek. Pamitki, widokwki i wyjazd sprzed hotelu na tereny olimpiad. Weszlimy mijajc gimnazjon i kierujc si ku wityni Hery oraz w stron stadionu. Po obejrzeniu stadionu zatrzymalimy si na olbrzymich ruinach i powalonych przez trzsienia ziemi kolumnach wityni Dzeusa. Potem Leonidajon staroytny hotel dla goci igrzysk, pracownia Fidiasza, dziedziniec gimnazjonu. Tu uczestnicy olimpiad przygotowywali si do wystpie na stadionie, aby w zapasach, biegach, rzucie dyskiem, ukaza sw dzielno. Dla Grekw dzielno bya tym, co dzisiaj nazywamy sprawnoci lub cnot. By to wic hart ducha, wytrwao i umiejtno, a zarazem wola zwycistwa. Nie byo to tylko wywiczenie ciaa. Bya to w witym okrgu Olimpii czynno ujawniania mocy i doskonaoci czowieka, czynno wstrzymujca wojny, wypeniajca chwa czowieka okres pokoju, tego pokoju, ktry jest konsekwencj mdroci. Wzruszajcy stadion olimpijski, pierwszy w dziejach gromadzcy zawodnikw ze wszystkich miast Grecji. Wchodzi si na stadion z terenu wity zachowan bram i kilkumetrowym tunelem. Stadion to prostokt o dwu dugich bokach i dwu krtkich w ksztacie pkola, wntrze czary z zielonego opalu. Brzegi stadionu, wznoszce si w gr agodnym zboczem, s bowiem poronite traw. Wprost na trawie siedzcy widzowie obserwowali zmagania zawodnikw. W porodku duszych bokw stadionu po jednej stronie marmurowe miejsce dla sdziw, po drugiej miejsce dla kapanki witego okrgu Olimpii. Zmagania ujawniay dzielno czowieka. Zwycizc

61

wieczono gazk oliwn. Moc, doskonao i chwaa czowieka byy treci dni pokoju. Stadion, jak gdyby wci ten sam, zielony, ywy, oczekujcy widzw i zawodnikw. Tylko witynie, skarbce i posgi s w gruzach. Przewrcone kolumny, ktre rozpady si na stanowice je czci, s uoonym na stole wiata wykiem opartych o siebie brzegami ogromnych, bezwartociowych monet. Stoj wysokie ciany pracowni Fidiasza, ciany i kolumny kwadratu gimnazjonu, jak gdyby czas nie mg tu pokona pracy i modoci. Praca i modo daway w wyniku dzielno, manifestowan na stadionie Olimpii. I moe wanie tylko tu, w Olimpii, wyraniej ni w ruinach innych miast Grecji, jawi si czowiek i misterium zachwycania ludzi dzielnoci duszy, wprowadzajcej ciao w chwa doskonaoci, tworzcej pokj prac i modoci, ktra, aby manifestowa dzielno, musi istnie, trwa bez wojen i konfliktw w zmaganiu o cele wysze ni wszystkie inne, gdy bdce samym yciem i doskonalc si modoci. Moe pokj zawsze jest dominacj modoci, a wojny s starczym i zdziecinniaym uyciem rzeczy przeciw tej modoci, gdy staro jest zazdrosna, prna, podstpnie i zbrodniczo niszczca istnienie tych, z ktrymi nie moe podj zmaga w zielonym opalu stadionu i w wiatach soca Olimpii. A moe wojna jest sprzeciwem wobec denia ludzi do doskonaoci, przekraczajcej przecie czas i przestrze, interesy i dochody w kierunku tego, co dobre, pikne, mdre, wprost boskie dla staroytnych Grekw, a dla chrzecijan przez humanizm prowadzce do Boga. I moe utrzymanie pokoju wymaga, jak kiedy w Olimpii, przejcia ludzi a w te rejony: w rejon dobra, pikna i mdroci, wyznaczonych istnieniem, dobrem i prawd, w rejon mioci ludzi i Boga. A potem przez Delfy pojechalimy do Egionu.

7) TYLKO EGION
Tylko ty, Anno Mario, nieobecna, przywoywana moj tsknot, jeste w moim hotelowym pokoju. Teraz wanie wesza pena soca, przyniesionego z play w Egion. Rozradowana pywaniem w morzu, wypoczta w tym fizycznym zmczeniu

62

opowiadasz moim zachwyconym oczom kolor swej twarzy, jedwab ramion, ca rado doni. Morze byo wzburzone, lecz ciepe. Kamienista plaa palia stopy, soce przenikao a do serca. Wszystko to jest w twym opowiadaniu janiejcym darem popoudnia. Jake gorcy jest ten dar, tworzcy szczcie. Otrzymuj go z twoich rk. Twoim doniom zawdziczam wzruszenie, najwiksze, jakie mona przey. Popoudniowa kawa. Nasz dwuosobowy pokj oddzielaj od soca zielone zasony. Nie zagraa nam greckie soce ani woda Zatoki Korynckiej. Jest tylko powietrze, co wsplnego, czcego nas w bezkresie myli. Opowiadasz o zmaganiu z morzem, o uchyleniu potgi soca w wodzie i w cieniu drzew lub pod dachami hotelu na przewiewnym tarasie. Bogosawione jest powietrze Grecji bez soca i wody. Bogosawiona jest agodno popoudnia. Za chwil kolacja: saatka z pomidorw, ogrkw i oliwek, zupa jarzynowa z gwiazdkami makaronu, szaszyk barani z ryem, wino, lody. Nie mog je, gdy ty nie jesz. Dlaczego nie jesz, nieobecna Anno Mario, przywoywana blem mojej tsknoty, bdziesz godna. Pjdziemy wic wieczorem na spacer, na jedyn drog Egionu wzdu morza. Zatrzymamy si w jednej z trzech owietlonych kawiarni pod drzewami. Mona tam posili si rybami, szaszykiem, saat z gorzkim serem i oliwkami, greckim winem. Potem powrt drog, alejk obok basenu, do hotelu Posejdon. Jest tu bar z napojami, ogromny hol, czasem muzyka. Mona posiedzie przed hotelem przy oleandrach patrzc na basen, traw i gwiazdy rozwieszone na granacie nieba. Spaceruj wzdu morza, pij jaki napj w kawiarni pod drzewami lub w hotelowym barze, id alejk obok basenu przy oleandrach, patrz na granat nieba, wracam do hotelowego pokoju. Jest pny wieczr, lecz wanie pora naszych dawnych rozmw przy herbacie i muzyce. Oceniamy dzie, jego wydarzenia, ktre wczaj si w los filozofii i teologii, prowadz do problemu bytu, istnienia, przyczyn, na zwyke drogi naszej refleksji. Jest cisza i wewntrzna praca myli, agodno twej psychiki, dociekliwo pyta i uwag, uzyskiwanie wewntrznego adu, nadzieja, e jutro filozofia uzyska prostszy, janiejszy, trafniejszy wyraz.

63

I rysuje si w oczach obraz Attyki, gdy opuszczalimy Ateny, Argolida z Mykenami, rwniny Argos, Elida ze stadionem w Olimpii, gdzie po drodze mijana Arkadia. Zastanawia Arkadia. S to wzgrza, doliny, ziele i rozrywajce ten spokojny obraz wysmuke cyprysy. Tak kiedy malowa Ucello. Jeszcze spokojna, renesansowa kompozycja zwartych szeregw rycerzy na koniach i rozmywajce kompozycj wysmuke kopie lub lance, wznoszce si nad gowami rycerzy, nad adem stonowanych kolorw. Nad adem wzgrz, dolin, zieleni, niespokojne kopie cyprysw. Czy widzisz Arkadi i obraz Ucella? Czy widzisz to podobiestwo midzy Arkadi i tym, co namalowa Ucello? Zastanawia nas obraz Ucella w paryskim Luwrze, teraz zastanawia Arkadia, wspominana w Egionie. Kochano Arkadi, bya symbolem szczcia, tskniono do niej. Tskniono te kiedy do kraju tego, gdzie kruszyn chleba podnosz z ziemi przez uszanowanie dla darw Nieba. I ja tskni do Arkadii. Tskni do kraju tego, gdzie kruszyn chleba podnosz z ziemi. Tskni do ciebie. Nie suchasz mnie, Anno Mario, nie ma ci w mym pokoju, w pny wieczr rozmw, w Luwrze iw Egionie, przy mojej refleksji, przy mojej tsknocie. Jest tylko tsknota, tylko nieobecno. Nie ma Grecji. Nie ma ciebie, Anno Mario. Nie ma Grecji domu mojej myli. Nie ma ciebie domu mojej mioci. Waciwie tylko ty bya i take ci nie ma. Nie znalazem Grecji. Czy ci odnajd, ciebie, Anno Mario?

3. SOCE I NICEA
Pierwszego sierpnia Pary pustoszeje. Wikszo jego mieszkacw wsiada do aut i autostrad soca udaje si na poudnie, gwnie na Lazurowe Wybrzee, do palm, oleandrw, morza i wanie soca, ogarniajcego wszystkich ciasnym uciskiem upau. Ile samotnoci ujawnia pierwszy sierpnia, jake wielk potrzeb czuoci, spotkania z ciepem, z kadym ciepem, z darowan kademu, sprawiedliwie i do koca ogarniajc go yczliwoci ucisku. Jake sprawiedliwe jest soce, bezinteresowne i wspaniaomylne, wprost rozrzutne, gdy kadego z nas, nie wywoujc zazdroci, osobno i mocno porywa w upojenie doznanym upaem: nadmiarem ciepa, ktre tylko raduje, jak mio przenoszca w szczcie.

64

Moe bojc si tego porwania i upojenia, wielu ju wczeniej porzuca autostrad soca. Moe wol spokojn urod Prowansji, neutralizujce w pewnym stopniu t fascynacj marzenie i tylko przeczucie spenienia losu, bezpieczestwo niemiaoci. Moe ujawnienie potrzeby czuoci i zwyke jej doznanie wymaga odwagi, a moe jest ju tak zupen bezradnoci, e ratuje nas wycignicie ramion do soca, do Boga, do czowieka. Odwaga wic czy bezradno doprowadzaj nas do Lazurowego Wybrzea? Lk czy niemiao zatrzymuj w Awinionie? Biae mury Awinionu, zamek papiey w rodku miasta, przed zamkiem plac, zastawiony stolikami, znad ktrych, pijc kaw, patrzymy w dumne oczy zamkowego frontonu. To zapatrzenie oddziela, oddala, wywouje marzenie: zobaczy tu bogate zaprzgi ksit i krlw, procesj kardynaw, piropusze wok tiary i uniesion do papiea, ktry bogosawi lub wyznacza wydarzenia na sawnym mocie z kaplic, zbudowan dla rozmw papiea z cesarzem. Zobaczy urod wydarze, od ktrych zaleay losy krlestw i chrzecijastwa. A moe zobaczy tylko t zdumiewajc biel Awinionu w agodnej zieleni Prowansji. Odwaga lub bezradno kieroway nas dalej na poudnie. W Paryu, yczliwy Renault - 5 obj nas swym wntrzem i trosk foteli, unis z deszczu na autostrad soca. W toku aut, w wiatach autostrady jechalimy noc przypuszczajc, e unikniemy toku. Byo luniej od Awinionu. Jechalimy w kierunku Marsylii, twarz do morza. Okoo poudnia wybralimy drog w lewo, szerok dolin z lini asfaltu, wiodc do Nicei. Po obu stronach drogi wzrastajce coraz szybciej Alpy Nadmorskie, jeszcze jednak na swych szczytach poronite drzewami. I jake znajomy krajobraz: rozpoznaj korony woskich pinii, greckie cyprysy, kwiaty tak dawno odwiedzanej Ziemi witej. Te same wszdzie oleandry: z kwiatami biaymi, rowymi, czerwonymi. Ju Nicea, jej drobny fragment i pytanie o drog pod limi jarzbiny. Mamy zamieszka w Utelle. Drog, prostopad do morza, wdzieramy si w skay Alp. Serpentyny unosz nas w gr, osigamy osiemset metrw nad poziomem morza. Renault - 5 wprowadza nas odwanie w wskie uliczki miasteczka: stu mieszkacw, domy letniskowe, koci. Otwieramy okna i drzwi mieszkania. Wpada gwatowne soce, lecz ogrzewa delikatnie, agodnie, prawie niemiao, ogarnia wiatem i omiela jak matka, oczekujca od dawna przyjazdu dorosego syna, ktry

65

tskni do tego spotkania i nie wie, co powiedzie. Po prostu ju jestem, ju tul jej donie, ogldam pokazywane drobiazgi, znajome ciany, cay wiat, wyznaczony tu stromymi szczytami Alp. Wspaniao Alp Nadmorskich. Na ich szczytach nie ma ju drzew. S niej, s na naszym wzniesieniu, na kopule, zwieczonej miasteczkiem Utelle i s nad wstk serpentyny, opasujcej gr jak snopek yta, niesiony w doynkowym pochodzie. Widz srebro ska, granic wiata wyznaczonego szczytami, i niebo, swj jasny los: drog w gr lub w d. Nie jest to jednak droga do za i dobra. Jest to droga ku innym przeznaczeniom: do soca i do morza. Jake to dziwne, e soca nie dosign na szczytach, we wspinaczce, ktra wynoszc wysoko oddziela. Spotkam soce zniajc si a do poziomu morza, wmieszany w codzienno, zwyczajnie, jak inni ludzie, powtarzajcy rytua przebywania na play, zagubiony w tumie i zarazem odszukany, wyrniony niepowtarzalnym uciskiem upau. Soce w Nicei jest szczodre. Powica mi cay swj czas, jest tylko dla mnie. Jest szalone. Ogarnia uciskiem a do blu. Nigdy nie zawodzi. Jest zawsze. Zawsze, gdy jestem, gdy do niego przychodz. Suy sw pen obecnoci, gdy tylko jej zapragn. Jake wic jest czue i pokorne, dobre. Jest dobre jak mio. A morza raczej nie rozumiem. Musz zbliy si do jego ogromu i siy, aby spotka soce. Jest ono wprawdzie na wszystkich ulicach Nicei, niezmiennie gorce przez cae lato. Tropi tu jednak upaem, zmczeniem. Jest dobre i czue tylko nad morzem. Raczej wic nie rozumiem soca. Nie rozumiem te jednak morza w Nicei. W Grecji morze oddziela od soca. Jest jego przeciwstawieniem, inn propozycj, ucieczk. W Nicei morze jest aspektem soca. Jest jego delikatn doni, ktra pociesza obejmujc zmczon gow. Zachca do, rytmu, ruchu, muzyki tak dziwnej w swym szumie i migotaniu fal. A soce jest aspektem morza. Ogarnia ramionami upau, wyodrbnia, lecz nie oddziela od ludzi. Zostawia nas w naszych uwikaniach, w codziennoci rytuau opalania, na tych samych kamieniach play. Jest ogromem i si morza. Rozumiem wic tyle, e aby spotka soce, musz by nad morzem i e aby dozna morza, musz by w upalnym socu Nicei. Tylko tu, tylko w Nicei, nie ma konfliktu midzy morzem i socem. Tylko tu

66

dwa wielkie ywioy s przyjacimi czowieka: s ciepem, doznan czuoci, yczliw doni i uciskiem, przekreleniem odwagi i bezradnoci, zupenie tu zbytecznych, gdy s podjciem wycignitych ramion ku nadziei, ku Bogu i czowiekowi. S obietnic szczcia. Przeycie tej obietnicy, gdy wrc po wakacjach do domu, bdzie miao ksztat spokoju i pewnoci: tak, jest mio, doznaj jej i ni obdarowuj, gdy spotkaem w Nicei morze i soce. Spotkaem te pikno. Jest nim Nicea, zaczta Alpami i zamknita pkolem Zatoki Aniow. Zatoka przeksztaca si w dugi pas kamienistej play, objtej wysokim bulwarem, nazywanym Promenad Anglikw. Na brzegach promenady krzesa, parasole oddzielajce od upau i zaraz droga, ktra prowadzi na zachd do Cannes lub na wschd do Monako i Italii. Za drog prostokty hoteli, dalej stare i nowe miasto z ulicami, ktre wrd domw prowadz ku Alpom. Stare Miasto przypomina Neapol, jego wskie i ciemne uliczki, szachownic okien, osonitych drewnianymi okiennicami. Przysiedlimy na maym, trjktnym placyku przy wystawionych stolikach tunezyjskiej restauracji: Jemy kuskus, potraw z kukurydzy i jarzyn agodzc winem smak ostrych przypraw. Potem herbata z mity i bardzo sodkie ciastka. Rozjanienie stou wiatem z rozsunitej ciany restauracji i mrok placyku. Prawie cisza i tylko szmer, jak pacierz, francuskich rozmw, przerywanych angielskimi i polskimi omwieniami wydarze dnia. Nowe Miasto to paace, ruchliwy deptak, placyki i place z fontannami, parki pinii, palm i oleandrw, klomby intensywnie niebieskich i czerwonych kwiatw, wazony kwiatw i sklepy, sklepy ze wszystkim, co chciaoby si kupi. Zachcaj do tego ozdobne reklamy, ktre chwal take morze i soce. Piknem Nicei jest harmonia miasta, morza i soca. Jeeli morze jest aspektem soca, a soce aspektem morza, to ich wsplnym aspektem jest Nicea. Soce czyni j przedueniem rytmu morza, jego szumu i migotania fal. Tym migotaniem miasta s tumy spacerujcego brzu cia, bukiety brzu, zwizanego porodku kolorow wstk ubrania. Jest to soce o ksztacie ludzi, jake piknych w socu Nicei i zreszt jak wszdzie czsto tylko piknych. Jest to jednak pikno agodne, rozemiane, nawet

67

bezbronne, tylko wiadczce, gwnie w spokoju play, o sile soca, przybierajcego posta ludzi, morza i Nicei. Usyszaem w dzienniku telewizyjnym, e w wizieniu Irlandii umar z godu protestujc tym godem kolejny obroca praw czowieka, zaaresztowany, gdy mia lat osiemnacie. Umierajc mia lat dwadziecia trzy. W tym wieku s moi studenci. Dlaczego nie spacerujesz po plaach Nicei? Dlaczego, jak inni, nie stae si bukietem brzu, manifestujcego kolor soca? Dlaczego rytm morza i migotanie miasta dziej si bez ciebie, zniszczonego godem i zamkniciem, oddzieleniem od czuoci, morza i soca? Dlaczego nie moge sucha wykadw z literatury, z filozofii? Dlaczego musiae i wolae zniszczy godem, odrzuceniem wody i soca bukiet brzu nigdy nie uoony z twej twarzy, ramion, zawizania wstk ubrania, nigdy nie niesiony tanecznie po plaach i ulicach Nicei? Dlaczego umieraj przed nami nasi studenci? Soce przybrao posta ludzi, morza i Nicei. Patrzc na ich migotanie, na rytm spacerw, na brzy, lazur, ziele i czerwienie, suchajc rozbawionych sw francuskich, angielskich i polskich, i moe z powodu tych angielskich, kojarzcych si z Irlandi, wypatruj w tumie oczu tych lubelskich i warszawskich studentw, ktrzy mi umarli. Wszystkich pamitam, wszystkich opakuj, a zawsze wtedy, gdy na wykadzie uda mi si ciekawie przedstawi prawd lub gdy nios kwiaty na ich groby, wiem, e mnie sysz i widz, lecz ja nie widz ich przejcia, akceptacji, nie sysz ich omwie mej myli, potwierdze lub sprzeciwu. Szukam wic na wykadzie oparcia w obecnych oczach, ciesz si ich rozjanieniem lub martwi, si ich gronym ciemnieniem. Rozgldam si po promenadach Nicei. Nie ma te tych oczu, ktre zostawiem w Warszawie, ktre kieruj do prawdy i ktrym chciabym pokaza soce, morze i kolory Nicei. Brakuje mi tej radoci, ktr byoby dla mnie ich rozradowanie, ich nabywanie koloru soca, wsptworzenie harmonii morza, soca i Nicei. Dlaczego moi zmarli nigdy nie doznaj rytmu, kolorw i upau Nicei? Dlaczego moi ywi studenci nie widz tego, co ogldam, nie ciesz si ze mn, nie pywaj w nicejskim lazurze u stp Nadmorskich Alp, ogarnici socem, jego czuoci i si? Pikny Ford capri nisby ich ze mn do Monako, do Cannes, po elipsach Lazurowego Wybrzea, pod palmami,

68

wrd oleandrw lub obok ska stromych i wysokich jak linia strzay wypuszczonej w niebo i nie wracajcej z blasku soca w zmruone oczy. Nie umiem sam doznawa pikna, sam si cieszy, by w Paryu, Nicei, Monako bez osb, ktre ceni i kocham. Mj trzyletni Wojtusiu, synku mojego asystenta, razem z opalonymi tu swymi rwienikami, ktrzy e wzruszajcym lkiem, podziwem i ufnoci zawieraj przyja z wod i socem, take ty, Tomaszku, Michaku, Karolino, Benedykcie, wszystkie, nie zawsze mi znane dzieci moich studentw, powinnicie doznawa tego, co w wiecie najpikniejsze, dobre i prawdziwe. Wiem bowiem, jak gboko, z jak peni Wojtu przezywa rozpacz i szczcie, jak zaprzyjania si w nim emocja z myleniem. Nie chcia i spa. Rozpakanego przyniosy ramiona taty. Widziaem przez chwil ogromn, autentyczn rozpacz, poczucie nie do uniesienia doznawanej krzywdy, niezrozumiaej, bez nadziei. I widziaem, jak wracao rozradowanie, umiech wrd ez, niedowierzanie, ufno, niebywae szczcie w oczach, tak pene, ogromne, jak sia morza w Nicei, jak upa soca na Lazurowym Wybrzeu. Te moce Nicei i Wojtusia powinny si spotka. S sobie rwne. Nastpiaby harmonia, rwnowaga, pokj, jake potrzebny dziecku. Widziaem te, jak Wojtu mimo zakazu, powtarzajc przepraszam, rzuca jednak onierzykami. Zmagaa si w nim emocja i fascynacja z budzc si myl, ksztatowan adem wychowywania ku temu, co lepsze. I raz jeszcze widziaem szczcie: maleki Wojtu z wysokim tat wykonujcy taniec dwa Michay. W krysztale zwilgotnienia moich oczu oczy Wojtusia i rytm wirowania szczcia. Pamitam te rytm morza, jego szumu, migotania fal oraz kolorw miasta i ludzi w Nicei. Patrzc na Nice widz radosny taniec Wojtusia. Patrzc na Wojtusia, zawsze bd widzia migotanie pikna Nicei. Wracam, wkrtce wracam do Warszawy, wdziczny Niebu, prawdzie, dobru i piknu, e paryscy przyjaciele zetknli mnie ze socem tak smutnym w Polsce, tak radosnym na Lazurowym Wybrzeu, ze socem, ktre tworzy jedno z morzem, z Nice i Alpami przybierajc posta bukietw brzu, palm, oleandrw, ulic, domw, ich rytmu, szumu fal i aut, rozmw i tsknot, wzbudzonych piknem. W Warszawie bd tskni do paryskich przyjaci. W Paryu i Nicei tskni do Warszawy. Zawsze bowiem rozdziera serce brak obecnoci wszystkich osb, ktre

69

kochamy. I tylko Bg, nieutracalnie obecny jak soce w Nicei, goi rany rozsta, cigych rozsta. Wyleczenie ran trwa jednak dugo, trwa cae nasze ycie, ktre jest podr, rytmem rozsta i spotkania, poszukiwaniem tych mocy i osb, ktre wyrwnuj w nas poziom potrzeby prawdy, dobra, pikna, szczcia. Z Parya wic, spotkawszy swych przyjaci, przybyem razem z nimi przez Awinion do Nicei, aby w kontakcie ze socem, z jego moc, czuoci i piknem, umacnia wrd nas czy wrcz uprawia filozofi. Soce opuszczao pla i niebo i dyskretnie, w mroku wieczoru, w postaci ludzi, zasiadao wraz z nami wok lampy w Utelle lub na rue Pauline w rodku Nicei. Wtajemniczeni rozpoznawali soce w bukietach brzu wok lampy. Wszyscy inni wiedzieli tylko tyle, e spontaniczna yczliwo Leszka, Marka, Artura, Ryszarda, drugiego Ryszarda i Kazimierza oraz zaradzajca wszystkiemu troska rodzicw Ryszarda i Kazimierza utworzyy studio zbudowane z opieki, serdecznoci, pyta i yczliwoci, wrcz czuoci tak naturalnej w Nicei, objawiajcej soce. W takim studio w Utelle i na rue Pauline musiaa zajanie filozofia, ktrej co wieczr gorce soce Nicei przynosio swe bukiety. Jest filozofia zrozumieniem soca, morza, Nicei i czowieka, jego dziaa odniesionych do prawdy, dobra, pikna, tylko jednak wtedy, gdy jest wiernoci istnieniu, wsptworzcemu soce, ludzi i mio. Gdy trwamy w tym rozumieniu, gdy je uprawiamy, pogbiamy i wyjaniamy, dzieje si filozofia. Gdy z pozycji tych rozumie patrzymy na ludzi i soce, dzieje si kontemplacja: radosne zdumienie obecnoci tego, co istnieje. A sama obecno dzieje si wtedy, gdy umiemy od jej poznawania odrni trwanie osb, powizanych mioci, wiar i nadziej, gdy umiemy trwa w tych relacjach, w rapports personnels. Dana jest nam w tych wieczorach i filozofia, i kontemplacja naturalne sposoby ycia czowieka. Moe dlatego tak boli nieobecno tych, ktrzy nam umarli, i tych, ktrzy aktualnie nie s z nami. Moe dlatego nigdy nie umiemy sami cieszy si socem, Nice, Paryem, Warszaw. Moe dlatego pod lamp w Utelle lub na rue Pauline do obecnych przyjaci mwimy o tych w Warszawie, a tym z Warszawy bdziemy opowiadali o bliskich z i obecno:

70

Parya, Utelle lub pozostawionych na rue Pauline. Zawsze brak nam wszystkich, brak aktualnej obecnoci, stanowicej przecie znak obiecanego zbawienia, gdy ukochamy Chrystusa, zbawienia jako uszczliwiajcej obecnoci osb. Tak prosta jest tajemnic szczcia i tak atwo jest ono osigalne, gdy dziki filozofii zobaczymy je w obecnoci, ktra ma posta mioci, wiary, i nadziei, wspartych na istnieniu, prawdzie i dobru osb. Soce moe nas obj tylko uciskiem upau, morze agodnym ukryciem w sobie naszych ez, Nicea rytmem lazuru, gr, architektury, kolorw, drzew, kwiatw, ludzi. Tylko osoby mog cieszy nas sw obecnoci, gdy sobie wierzymy, gdy odnosimy si do siebie z yczliwoci tak podstawow i pen, e oczekujemy trwania w tej yczliwoci i wierze, peni wic nadziei, e nie zostanie nam odebrane istnienie osb, prawda i dobro. Wiemy to rozwaajc wewntrzn zawarto realnie istniejcych bytw jednostkowych, istotowo rnych od swych zewntrznych przyczyn, od swych wasnoci i relacji. Te byty nie s zespoami relacji. S ich podmiotami: mog te relacje nawizywa, a w niektrych musz trwa zawsze pod grob utraty swego ludzkiego rodowiska osb. To rodowisko to humanizm i zbawienie, obecno w powizaniu przez mio, wiar i nadziej z ludmi i z Bogiem. Gdy bd odczytania osb jako zespow relacji umieci nas w wyjanieniach na drabinie bytw w obszarze kosmosu, trac sens podre, poszukiwanie soca w Nicei. Gdy rozumiemy osoby jako realnie istniejce byty jednostkowe, wiemy wtedy, e relacje zale od nas i od tych bytw, do ktrych si odniesiemy. Musimy wtedy podrowa, aby naszej potrzebie i wasnoci prawdy, dobra, realnoci, dostarczy proporcjonalnej obecnoci tego, co wywoa mio, wiar i nadziej. Musimy przey ucisk soca w Nicei, kontemplacj pikna tak pen, by za jej granicami rozpozna obecno. A nasze rozpoznanie oraz towarzyszce mu decyzje musimy wprowadzi w ten etap metanoi, ktry jest trwaniem w rozumieniu prawdy i wyborem ju tylko dobra, oddzielonych od fikcji i zada ukonkretnieniem w bycie przez realne istnienie. To, co w tych ujciach godne areopagu uczonych, przedstawi Sorbonie 4 w swej pracy doktorskiej Ryszard. Relacje osobowe zainteresoway Pary 12. Bd tam ju po wakacjach goszone wykady na ten temat i bdzie seminarium z lektur, traktatu

71

o Trjcy witej Tomasza z Akwinu, ktry prowadzi nasz myl do tych rozwiza. W roku akademickim 19811982 podobn tematyk filozoficzn realizowaa ATK w Warszawie i Pary 12 sercem i myl osb, ktrym otwiera oczy myl Tomasza z Akwinu, a teraz soce i morze Nicei. T sam tematyk mogliby poznawa studenci Dakaru, gdy ten sam doktorant, ktry zainteresowa Pary 12, zwrci take uwag osb, wpywajcych na ksztat kultury chrzecijaskiej Senegalu. Czy powinnimy tam pojecha? Raczej tak, lecz kto z nas? Kard. Thiandoum wybra te osoby, ktre take zaprosi Pary 12. Jak podzieli czas i siy? Wiem tylko tyle, e dugo jeszcze nie Polska, lecz Pary i Rzym, a wkrtce Afryka, bd ksztatoway kultur chrzecijask wiata. Wiem wobec tego, e Pary, Rzym i Afryka powinny umie traktowa z dystansem kultur i czyni j porednikiem w zetkniciu z realnie istniejcymi bytami jednostkowymi. Tego uczy i to sprawia tylko filozofia bytu, a poprzez ni teologia dogmatyczna. Bez nich kultura czyni siebie przedmiotem filozofii, nawet teologii i zamyka nas w obszarze wytworw: w teoriach, koncepcjach, pojciach czowieka i Boga. Tak trudno z tych poj, tylko z poznania i tylko dziki decyzjom wej w obszar obecnoci, wprowadzajcej w humanizm i w zbawienie. Ceni humanizm i zbawienie jako spoeczny w relacjach ludzi z ludmi i niezniszczalny w relacjach ludzi z Bogiem aspekt obecnoci, speniajcej si w podstawowej yczliwoci, wierzeniu sobie i w potrzebie trwania w tych odniesieniach, speniajcej si wic w mioci, wierze i nadziei, to sposb uzdrowienia i uratowania kultury, jako niezastpionego narzdzia uratowania ludzi przez skierowanie ich do osb, a odwrcenie od fascynacji rzeczami. Aby tego dokona, wystarczy doznanie pikna filozofii, ktrej uczy kady uniwersytet wierny prawdzie, dobru i istnieniu. Aby jednak kto tego pikna dozna, trzeba czasem zetknicia z piknem oleandrw, pinii i cyprysw a w Grecji oraz z harmoni morza, soca i Nicei a na Lazurowym Wybrzeu. Tak sdz po spacerze do Monako. Wierny Renault - 5 wiz nas po elipsach Lazurowego Wybrzea pomidzy morzem i Alpami, wrd oleandrw i domw, pod palmami obok ska. Szeroka kotlina objta po brzegach dwiema grami: Monte

72

Grimaldi i Monte Carlo, wypeniona terenem, nazywanym Condomine, to ju wanie luksusowe pastwo o miej nazwie Monako. Na Monte Grimaldi zamek ksicy i stare miasto z uliczkami tak wskimi, jak krtka rozmowa, z ssiadami, spieszcymi rano do kolejki po kaw w Warszawie. Przed zamkiem obszerny plac i stra przed wejciem w paradnych mundurach, zarazem caa armia kraju, zamieszkujca delikatn w rysunku, rokokow kamieniczk, stojc naprzeciw zamku i jakby w swej architekturze odbijajc prawdziwe oblicze pastwa. Na Monte Carlo hotel i restauracja, goszczca najbogatszych ludzi wiata, ktrych przyjazdy i odjazdy oraz ich bajecznie drogie samochody oglda si stojc na placu wrd uboszych goci Monako. Wreszcie wchodzi si do rozjarzonego miymi wiatami kasyna gry. Portierzy nie broni wstpu do pierwszych sal: warunkiem, jest kompletny ubir. Przechodzimy wic przez hole z rudymi skrami foteli. Sala gier, ktre spotykamy ju teraz w kadej dyskotece. Wrzucam do maszyny jednego franka, wygrywam dziesi i wszystkie z kolei przegrywam. Koledzy wygrywaj dwa razy po sto frankw i take je przegrywaj. Nic nie tracimy, niczego nie wygrywamy. Dokonaa si zabawa, doznanie pokusy ryzyka, wcignicia w potrzeb wygrania bez pracy, bez mylenia, bez wysiku na mocy posiadania tylko pienidzy. Do sali z ruletk nie przepuszcza nas cena karty wstpu. Czym jest kasyno gry? Jest pomnikiem pokusy posiadania rzeczy i pragnienia, aby los zaakceptowa wskazany przez nas kolor. Rzadko jest rdem zamonoci. Jest pobudzeniem wyobrani, uruchomieniem niecierpliwej decyzji, ukazaniem czowiekowi miesznoci niekierowania si intelektem, czego nie widzi si w przepychu sal kasyna, w pozornym dostojestwie rudych skr foteli, zieleni stolikw, przytumionych wiate. Jest to sterowanie namitnoci, sum namitnoci, skierowanych w wski strumie jednej tsknoty: posiadania krkw, ktrym umownie ktrym umownie nadaje si jake zmienn warto nabycia rzeczy, zreszt tych wyobraonych, ktrych nigdy si nie nabywa, gdy racj przyjcia do kasyna staje si z czasem przyzwyczajenie do poddania si manipulowaniu pasj wygrania. Obie gry czy dolina ze sawnym basenem nad brzegiem morza, z jachtami i wjazdem do przystani. Ten wjazd to dwa falochrony z latarniami, zarazem betonowa plaa z natryskami po bezpatnej kpieli w morzu. W pobliu dworzec kolejowy i wszystkie drogi do miast wiata. Wybieramy t do Nicei.

73

W Nicei ta sama gwatowna czuo soca i plaa, wypeniona, bukietami brzw. I kpane w morzu zamylenie: skok myli z Utelle i ze szczytw Alp nad rue Pauline w lazurowy przestwr, w ktrym morze jest aspektem nieba, a niebo aspektem morza, przeksztacajcego si w pla i Nice. Na tej play myl o strukturze spoeczestw moe organizujcych si w oparciu o odwieczne wanie dowiadczenie play. Zawsze sdziem, e autork pomysu unii krlestw o ograniczonej suwerennoci z dominacj cesarza oraz ze wsplnym programem wojskowym jest cesarzowa Teofanu, ktrej sarkofag; z biaego marmuru odwiedzam za kadym razem podczas pobytu w Kolonii. I zawsze zastanawiaem si, dlaczego Europa nie wyksztacia innego modelu struktury pastw, lecz tylko odmiany pomysu unii. Same pastwa rozumiano za Marsyliuszem z Padwy albo jako wasno rodu, albo jako ukad relacji wicych z wadc wytworzone dobra. Ludzie, twrcy dbr, nie wchodzili w struktur pastwa i bardzo rzadko w ni wchodz. Dzi myl, e spoeczn struktur pastw mogo wyznaczy: dowiadczenie play, tak wszechwadnej w basenie morza rdziemnego. Od zawsze skupiaa ona ludzi, ktrych przywoywao soce. Obejmowao ono kadego osobno czuym uciskiem upau, obiecywao agodn muzyk wody, ukadao na piaskach wybrzea obok innych ludzi, nie oddzielajc ich od siebie, kierowaa uwag ku sobie, wizao z sob. Takie te jest do dzisiaj naturalne, spontaniczne odniesienie do wadcw, ufne, otwarte, skierowane ku dominujcej osobie, ktra w czule podanym, jak ucisk, zarzdzeniu zatrzymuje na sobie uwag. Jest to relacja poznawcza i relacja wywoanych decyzji. Nigdy nie jest relacj osobow, gdy ta wymaga obecnoci, ktrej wadcy nie udzielaj. Relacje osobowe s moliwe wobec osb, objtych socem obok mnie na piasku play. Ich nawizaniu nie sprzyja jednak obejmujcy kadego natychmiast gwatowny ucisk soca, dominujcy blask majestatu wadcy, fascynujca od wiekw magia imienia i teorii cesarzowej Teofanu. Jake czsto dowiadczenie play wyznacza take nasze odniesienie do Boga, uznanego tylko za wadc. Powoduje to skierowanie si do zarzdze Boga. Zapomina si, e Bg oczekuje relacji osobowych, powiza z nami przez mio, wiar i nadziej.

74

Jake tragicznie myli si wci relacje poznawania i decyzji z relacjami osobowymi. Poznanie i decyzja to relacje oparte na wasnociach istoty czowieka, na jego intelekcie i woli. Relacje osobowe s oparte na prawdzie i dobru oraz istnieniu bytu. Z tego wzgldu poznanie i decyzja nigdy nie s mioci, wiar i nadziej. Mog tylko te osobowe odniesienia wspomaga w ich trwaniu. Aby jednak trway, musz najpierw zaistnie. Do tego potrzebne jest wycignicie rk do osb: do Boga, dostpnego kademu z nas jak soce w Nicei, do ludzi, przechodzcych obok, uoonych na play losu, jak na piasku, ktry przenosi w agodny rytm wody. Moe w uwikaniach naszych czasw naley porzuci odwag lub bezradno, zaufa potrzebie czuoci i tylko wanie wycign ramiona do Boga i do czowieka. Uczy tego spotkane w Nicei morze i soce.

75

II. ROZPACZ I NADZIEJA

1. STRUKTURA ROZPACZY
Rozpacz jest procesem psychicznym, w ktrym mona wyrni trzy etapy: poczucie zagroenia, utrat celu ycia, wygasanie motyww samoobrony. Ze wzgldu na cel lub skutek, do ktrego proces ten prowadzi, mona nazwa go rozpadem ycia emocjonalnego. Dzieje si on bowiem w obrbie emocji czowieka, a ma rdo w rozbiciu zwizku midzy jego yciem intelektualnym i emocjonalnym. Tego rozbicia musiao dokona przeycie, ktrego czowiek nie moe zrozumie i zobiektywizowa, ktre wic stao si jedyn treci wpywajc na emocje. Przeycie to jednak musi by doznaniem jakiej yciowej katastrofy, utrat podstawowego uzasadnienia dziaa. W wyniku tego wpyw na emocje polega na powodowaniu ich wygasania, gdy tre, wpywajca na emocje, jest poczuciem utraty czego najwartociowszego. Ta pustka musi owocowa rozproszeniem, wprost rozpadem uczu. Kresem tego rozpadu jest emocjonalna, z kolei duchowa, a czsto take fizyczna mier czowieka. Z tych wszystkich powodw analiza struktury rozpaczy, zrozumienie tego przeycia i uczucia staje si nawet swoistym zadaniem. Moe bowiem nawet w rozpaczy, w tym do jednolitym procesie wewntrznej zagady, s jakie sabe punkty, pozwalajce ingerowa w ten proces dobrem, scalajcym rozpraszajce si emocje. Moe jest nawet w rozpaczy jakie wyjcie w kierunku nadziei. Nadzieja wspwystpuje z mioci i wiar. Jest ich oczekiwaniem. Stanowi wic ju przezwycienie rozpaczy, ktr trzeba pozna, by si jej nie podda.

1) POCZUCIE ZAGROENIA
Rozpacz ma swoje rdo ju w do czsto przeywanym przez ludzi poczuciu zagroenia. To poczucie moe nie doprowadzi do drugiego etapu rozpaczy, do utraty celu ycia. Moe wygasn. Moe nie doprowadzi do rozpaczy. Gdy nie zostanie przezwycione, gdy po prostu nie usunie si wywoujcych je czynnikw

76

zewntrznych lub wewntrznych, nastpi nieubaganie rozpad ycia emocjonalnego, wyniszczenie duchowe, a nawet fizyczne. Poczucie zagroenia przejawia si w psychice w kilku kolejnych postaciach: lk, zawstydzenie, bl, smutek. Czowiek broni si przed tymi przeyciami. Lk przybierajcy najczciej posta zazdroci, mobilizuje do dziaania, do ratowania tego, co tracimy. Brak efektw w tym dziaaniu wywouje zawstydzenie, ktre wyznacz potrzeb ucieczki. Ucieczka nie polepsza sytuacji, raczej wnosi dotkliwy bl. Ogarnia nas bezradno, a z kolei smutek, zwyka droga do utraty celu ycia. W podziaach uczu, stosowanych w psychologii, rozpacz przeciwstawia si nadziei. To prawda, rozpacz jest proporcjonalna do wygasania nadziei. Nie jest jednak wynikiem utraty nadziei. Jest wynikiem utraty mioci. Z kolei mio, w podziaach uczu, stosowanych w psychologii, przeciwstawia si nienawici. Owszem, odwrotnoci mioci jest nienawi, jednak nie w tym znaczeniu, e utrata mioci wywouje w czowieku nienawi. Nie. Na miejsce mioci nie wchodzi nienawi. Na jej miejsce wchodzi rozpacz. Utrata nadziei nie ma mocy wywoania rozpaczy. T rozpacz wywouje utracona mio. Stopie utraty nadziei jest stopniem narastania rozpaczy, ale powodem narastania rozpaczy i wygasania nadziei jest utrata mioci. Trzeba te wyjani, e nie jest to dosownie utrata mioci. To jest utrata tego, co kochalimy. Mio, jako powizanie z tym, co kochamy, trwa nadal. Nie moe wic pojawi si w nas nienawi. Nie ma tylko tego, co kochamy. Jest pustka. Mio traci swe odniesienie, oparcie. Wywouje lk, zawstydzenie, bl, smutek. Ze smutku nie ma przejcia do nienawici. Nienawi jest dziaaniem, lep, niszczc walk. Jest znakiem, e nie byo mioci. Mio nie walczy, gdy zawsze jest darem, majcym rdo w wolnoci. Nieprzyjcie przez kogo, cofnicie daru raczej wywouje lk, zatrwoenie, poczucie zagroenia mioci, z kolei zawstydzenie, bl, smutek. Ze smutku droga prowadzi do rozpaczy, nie do nienawici. Ci, ktrzy kochaj, nie s zdolni do nienawici. Ci, ktrzy kochaj, i utracili to, co kochaj, maj dwa tylko wyjcia: rozpacz lub niepoddanie si rozpaczy. Jeeli w procesie narastania rozpaczy poczucie zagroenia przeksztaca si w poczucie utraty celu ycia, to ratunkiem jest zmiana celu ycia. Jeeli celem ycia byo

77

to, co kochalimy, to ratunkiem jest ukochanie czego innego. Mio trwa, nie ma tylko tego, co kochalimy. Naley wypeni t pustk nowym przedmiotem mioci. Teoretycznie jest to oczywiste i proste. Kt jednak potrafi to zrobi? Kto lub co zastpi matce utracone dziecko! Gboka, prawdziwa mio jest przystosowaniem nas caych, caego naszego ycia duchowego, do odbierania ukochanego dobra, ktrego teraz nie ma. Aby mc pokocha co innego po stracie tego, co kochalimy, trzeba by przebudowa siebie, nastawi na nowy cel. Jest to w kadym razie dugi i trudny proces. Czsto nie jest moliwy do przeprowadzenia. I wtedy, gdy ju nie jest moliwy, nasze ycie jest rozpacz. Staje si rozpacz, gdy z poczucia zagroenia, nie bronic si lub nie mogc si broni, przejdziemy poprzez smutek do dalszych etapw narastania rozpaczy. Obok tak trudnej zmiany celu ycia ratunkiem take s same etapy procesu rozpaczy. Gdy odkryjemy poczucie zagroenia, to nie wolno dopuci do zagubienia celu ycia. Moe tym celem niech stanie si zgoda na oddalenie si tego, co kochamy. Niech trwa mio bez perspektyw, bez nadziei, bez oparcia. Sama mio. Samotna mio. Dostrzec cel w samotnoci. Kt jednak potrafi to przetrwa? Moe potrafi to wici. Moe wic kada mio wymaga heroizmu, staej agonii celw, wanie witoci, rezygnacji z siebie. wito jednak nie polega na samotnoci, na braku celw. Jest wynikiem staej obecnoci w nas Boga. Moe wic rozpacz pojawia si wtedy, gdy tracc ludzi nie kochamy Boga. Gdy utracimy to, co kochamy, nasza mio moe trwa dalej majc oparcie w Bogu. Nic nie zastpi umarych dzieci, ale jest ratunek przed rozpacz.

a) Lk
Poczucie zagroenia pojawia si w psychice najpierw w postaci lku. Kt z nas jednak odczytuje w zaniepokojeniu, w jakich niejasnych obawach, ju pocztek gronego procesu rozpaczy! Bierze si wtedy jakie krople na serce, usiuje si jak najwicej spa i to zaniepokojenie podobno mija. Rne nasze obawy przypisuje si ponadto rozbudzonej wyobrani, ktrej radzi si nam nie traktowa powanie. I rzeczywicie, czsto mija zaniepokojenie, mijaj obawy. Ich ladem jest niekiedy postawa lku. Wychowawcy przystpuj wtedy do akcji: ucz odwagi. Miesza si bowiem lk z tchrzostwem. Owszem, naley wyciga ludzi z postawy tchrzostwa,

78

ktre polega na ucieczce przed kad trudnoci, przed koniecznoci jasnego okrelenia swego zdania, zamanifestowania wyboru prawdy nawet w mao wanych sytuacjach. Ludzie tchrzliwi po prostu nie okrelaj i nie broni prawdy. Naley uczy odwagi opowiadania si po stronie prawdy. Nie wolno jednak nie odrni tchrzostwa od lku. Zaniepokojenie i obawy nie zawsze s elementami lku. S czsto przejawem nerwowoci. S jednak niekiedy objawami lku. Sam za lk, ten grony przejaw pocztku procesu rozpaczy, usuni egzystencjalici, wci kokietujcy czowieka uzasadnieniem jego prawa do postaw atwych, z kolei ukazali w perspektywach zudzenia. Lkamy, si, lecz lk nie jest niczym wywoany. Jest tylko sytuacj, w ktrej odczytujemy nasz ludzk kondycj. Egzystencjalizm, w ktrym uwaa si czowieka za ukad przey, ukazuje lk jako co korzystnego: w przeyciu lku dowiadujemy si tylko, e musimy umrze. To jest nasz los, ktrego nie mona zmieni. Nie naley wic ba si lku i nie naley ba si mierci. Owszem, nie naley ba si lku i mierci. Dodajmy jednak, e ani nie naley ich szuka, ani lekceway. Lk nie jest zaniepokojeniem, obaw, tchrzostwem. Nie jest jednak take drog do rozpoznania tego, kim jestemy, co gosz egzystencjalici. Nie jestemy bowiem bytowaniem dla mierci. Raczej jestemy yciem i dla ycia. Nieatwo odrni lk od zaniepokojenia i obaw, gdy nieatwo ustali jego bytow struktur. Jest on relacj. Jako relacja, wymaga rozpoznania jej podmiotu i kresu. Podmiotem relacji, ktra jest lkiem, jest czowiek, gdy czowiek przeywa lk. Tak si sdzi. I moe lekcewaenie lku ma rdo w tej bdnej identyfikacji jego podmiotu. Czowiek jest raczej kresem relacji lku. Jej podmiotem jest to wydarzenie, ktre lk wywouje. Czy jednak jest to faktyczne wydarzenie, jakie byty, ludzie, ukady otaczajcych nas relacji? A moe wanie nastrj, moe sytuacja nerwowa jest rdem lku? Jak to rozpozna? atwiej wida lk w jego przejawach. Przejawami lku s przypuszczenia, podejrzenia, zazdro. Te jednak przejawy s na indeksie charakterologicznym. Przypuszczenia jeszcze, tolerujemy. Podejrzenia i podejrzliwo uwaamy ju za wad, a zazdro negujemy cakowicie. I susznie. Czowiek, ktry wci uwaaby, e ludzie w kadej sytuacji dziaaj na jego niekorzy, nigdy nie wychowaby w sobie ufnoci,

79

wiernoci, yczliwoci. Gdyby wszystkich podejrzewa o ze zamiary, skazaby si na izolacj. A kierujc si zazdroci, nie mgby przey przyjani, tych wic powiza, ktre daj szczcie. Nie broni takich przey, jak podejrzenie, zazdro, przypuszczenie, e grozi mi izolacja, utrata przyjani. Nie mona y wci mylc, e utrac to, czym si ciesz. Ale detektywom w ksikach i filmach kryminalnych wolno snu przypuszczenia i wolno im podejrzewa. Wprawdzie czyni to, gdy ju jakie zo si stao. To jest ich sposb poszukiwania winnych. Kiedy nam wolno posuy si przypuszczeniem, podejrzeniem, e zacz si w nas proces rozpaczy? Czy dopiero wtedy, gdy nie ma odwrotu? Wyranie rozpoznajemy lk w przeywaniu zazdroci. I znowu zazdro moe mie rdo w zagroeniu tylko wyobraonym albo w postawie podporzdkowywania sobie kogo bez reszty. Obie wersje zazdroci, a raczej jej motyww, s dla nas niekorzystne, a dla kogo wrcz niesprawiedliwe. Zazdro, ktra ma rdo w wymylonych lub wyobraonych powodach, niszczy nas i to, o co walczymy: niszczy zaufanie, pokj, przyja, wywouje nieufno, atakuje yczliwe powizania. Zazdro, ktra z kolei ma rdo w postawie cakowitego podporzdkowywania sobie ludzi, rzeczy, relacji, spraw, dzie, wyznacza niewol: odcicie kogo od dzie, spraw, relacji, rzeczy, ludzi, z ktrymi kto podporzdkowywany by dotychczas zwizany. To oddzielenie go od tego, czym y, budzi nieufno, a przede wszystkim pozbawia wolnoci. Tego wanie, tego pozbawienia wolnoci nikt nie jest w stanie przetrwa. Musi zrodzi si opr, potrzeba odejcia, ktra potguje zazdro i wzmaga walk. Zazdro przejawia si gwnie w walce lub tylko w dziaaniu, zabezpieczajcym to, co posiadamy. Gdy jest to walka, ktra zapewnia wyczne powizanie ze mn, gdy jest to wic walka o wzicie kogo lub czego w niewol, musi si j przegra. Wyczno jest bowiem take darem, ktrego motywem i rdem jest wolno. I ochrona wycznoci polega na ochronie wolnoci, a nie na przymuszaniu do jedynoci relacji. Marzenie o tej jedynoci jest marzeniem o szczciu. I walka o wyczno jest walk o szczcie. Z tego wzgldu ludzie j podejmuj. A pragnc szczcia z ogromn si, take z ogromn si angauj si w walk o jedyno relacji. Bdem jednak od pocztku jest wymylone, wyobraone przypuszczenie, e t

80

jedyno lub wyczno utracimy i bdem jest zabezpieczanie tego przez pene podporzdkowywanie sobie kogo lub czego. Zazdro wskazuje, e nie umiemy przeywa swojej i czyjej wolnoci. Wolno nie polega na tym, e wolno nam kogo lub co cakowicie sobie podporzdkowa. W takim posugiwaniu si wolnoci jest utajone przekonanie o naszej absolutnoci, o penej wartoci, o prawie do posiadania wszystkiego na wasno. Jest to przekonanie osb, ktre nie uzgodniy swych dziaa z pierwszym i sidmym przykazaniem. Wolno nie polega take na tym, e mog nieustannie dokonywa wyborw i wcza w swj wiat, wiza relacjami tylko z sob, wszystko, co spotkam. Jest to bowiem dziaanie tak samo oparte na utajonym przekonaniu o swej absolutnoci, kolidujce z pierwszym i sidmym przykazaniem. W zwizku z tym wolno nie moe te polega na przekonaniu o naszej cakowitej niezalenoci od czegokolwiek. Takie przekonanie jest rwnie niezgodne z wymienionymi przykazaniami, a przede wszystkim jest bdem. Jestemy wanie zaleni choby od czyjej wolnoci, od czyjej decyzji obdarowania nas jak relacj, na przykad relacj mioci. Dobrze pojmowana i przeywana wolno polega na coraz peniejszym uzyskiwaniu mdroci i dobra, na rozumieniu wic siebie, ludzi, kultury i dziki temu na trafnym obdarowywaniu ich dobrem, co ze strony ludzi wywouje relacje zaufania, przyjani, wiernoci, mioci i z kolei - sytuacj szczcia. Zazdro wskazuje te na niecierpliwo, ktra polega na przyspieszaniu procesw zaprzyjanienia, recepcji dobra. W takim przyspieszeniu tej recepcji wanie czsto proces si zrywa, dobro nie moe napywa. Musi ono przecie dojrzewa, sta si nowym darem, gdy raz ju zostao dane w jakim akcie decyzji. Obdarowywanie jest procesem cigym, lecz na sposb sumy decyzji. Niecierpliwo jest domaganiem si cigoci tego procesu. Jest znakiem, e nie rozumiemy, kim jest czowiek, jak dziaa, czym i jak moe nas obdarowa. Gdy jednak dowiadczywszy tych uszczliwiajcych darw, nagle je tracimy, gdy kto wstrzyma ich udzielanie, gdy oddala si od nas, wpadamy w popoch, w panik. Zaczynamy co robi, zaczynamy dziaa, walczy, lecz wanie w popochu, w panice. Sposoby ratowania zrywajcych si relacji s przypadkowe, pogbiajce kryzys, oddalenie i utrat.

81

Moe wanie ten przeywany przez nas wewntrzny popoch, ta swoista w nas panika, s waciwymi znakami lku, ktry przybierajc posta zazdroci jest rdem nietrafnych sposobw ratowania tego, co tracimy. Take przecie zazdro rozpoznajemy po dziaaniach, ktre tym si charakteryzuj, e wanie s nietrafne, e oddalaj zamiast zblia, e zniechcaj zamiast budzi zaufanie, e rozdzielaj zamiast czy. Zazdro wic jest zym sposobem ratowania tego, co tracimy. Zazdro jest wobec tego ju ujawnieniem lku. Jest przyznaniem si do przegranej i organizowaniem wraenia, e nic si nie stao, e mam jeszcze prawo do manifestowania dotychczasowych powiza. udz si, e trwaj wszystkie relacje, bezradnie i bezmylnie manifestuj ich obron. Ujawniam, e je chroni, i zarazem ujawniam, e ju ich nie ma. Gdy przedmiotem zazdroci jest czowiek, ktry odchodzi, najczciej ujawniamy sw si, pozorn przebiego, swoje wartoci. Atakujemy to, co zagraa relacjom, izolujemy osob kochan wanie atakujc jej wolno, w ktrej przecie ma pocztek ten wytskniony dar gincej mioci. Powinnimy wtedy chroni i wzmacnia wolno tej osoby, aby korzystajc z wolnoci umiaa i moe zechciaa nie podda si sile nowych relacji. Powinnimy chroni i wzmacnia marzenie, ktre w nowych relacjach widzi szans dobra, moe za mao, za rzadko udzielanego z naszej strony. A moe powinnimy tylko by ju nie dziaajc, ju tylko rozumiejc, e nie mona wtargn w obszar czyjej wolnoci. Gdy przedmiotem zazdroci jest czowiek, ktry nas jeszcze nie kocha, z ktrym wie nas za mao relacji, moe to wtedy, moe tylko wtedy naley podj walk, ukazywa sw si, swoje wartoci, szanse powiza i gotowo suenia dobrem, rozumieniami i mioci. Moe zazdro jest przeyciem susznym w tej sytuacji, a nie wtedy, gdy co tracimy. Moe natur utraty jest bezpowrotno dobra, o ktrym marzymy. Moe po prostu powinnimy si stara, by z zazdroci nie wiza si nigdy popoch i panika. Moe nie umiemy wanie posuy si zazdroci. Poczucie zagroenia, poczucie wic, e tracimy to, co kochamy: co, co odchodzi lub co, czego jeszcze nie mamy, to poczucie ma posta lku. wiadczy o nim dowiadczany przez nas wewntrzny popoch, niekiedy swoista wewntrzna panika. I

82

moe szkoda, e pozwalamy, aby wszystkie te przeycia przybray posta zazdroci. Zazdro bowiem najczciej wszystko niszczy.

b) Zawstydzenie
Do dugo trwa w nas proces uwiadomienia sobie, e podstawowe, wice nas z kim relacje, zostay zerwane. Dopki nie dopuszczamy do wyranych uwiadomie sobie tej sytuacji, trwa walka w atmosferze lub moe tylko w konwencji zazdroci. Gdy zobaczymy, e niczego nie da si naprawi, podejmujemy inny zesp dziaa: kryjc zawstydzenie uciekamy od tego, co byo. Ucieczka jest zawsze uwalnianiem si od zawstydzenia. Dopada nas najpierw zawstydzenie, e wanie nie jestemy silni, e nasze wartoci nie s jedyne i atrakcyjne, e nie umielimy nawiza z kim relacji, uzyska daru udzielanego nam dobra w swoistej jedynoci, w nobilitujcej nas wycznoci. Zawstydza nas nietrafno stosowanych sposobw utrwalania relacji, prba podporzdkowywania sobie czyjej wolnoci, wysiek oddziaania na t wolno, wszystkie nasze nieudane dziaania, podejmowane w popochu i panice. Zawstydza nas sam ten popoch i panika, przeycie podejrze, zazdroci, tych uczu, ktre kogo przecie atakuj. Zawstydza nas ten swoisty atak, ktrego celem bya obrona naszego szczcia. Wstydzimy si, e bronilimy siebie, e wygrywaa w nas potrzeba wysunicia siebie na pierwsze miejsce, naiwna potrzeba chwalenia si sob, wtpliwy zabieg fascynowania swymi zaletami. Te dziaania nie doprowadziy do celu, a tylko okazay si pominiciem kogo, jego zalet, jego pozycji i wartoci. Wstydzimy si, e bylimy zdolni do wycofania si z postawy suenia innym. Wstydzimy si, e pragnlimy szczcia i wstydzimy si, e nie jestemy szczliwi, e wszyscy to wiedz, e przede wszystkim wie o tym kto, komu ten argument zgaszalimy tumaczc si z przeycia zazdroci i stosowania wyznaczonych ni dziaa. Zawstydza nas wreszcie nasza samotno, oddzielenie od tego, co kochamy, otaczajca nas pustka, gdy tak przeywamy brak relacji z tym, do czego tak gwatownie tsknilimy. Zawstydza nas ta tsknota, tak przecie bezsilna, nie podjta, odrzucona. Zawstydza nas te to odrzucenie. Odrzucenie, samotno, osobno, wprost niespodziewana izolacja, nie wprowadzaj spokoju, ciszy, nie daj odpoczynku. Wzmagaj popoch i panik. Wraca

83

z wiksz si zaniepokojenie i wracaj obawy, e nie zostaniemy wyrnieni mioci, e wic grozi nam nieustanna przegrana, wanie pustka. W tej pustce nikt przecie nie usyszy naszych woa o pomoc, gdy zaatakuje nas choroba, nieszczcie czy wprost znany nam ju lk. Ten lk ju min, a raczej przyj posta przeraenia. Zawstydzenie jest po lku kolejnym przejawem poczucia zagroenia, lecz nie jest czym drugim, innym. Jest nasileniem zaniepokojenia, obaw, podejrze, lku, zazdroci. Jest gbszym przeyciem wszystkiego, co byo, atakiem skierowanym na nas. Dotychczas, na etapie lku, podejmowalimy dziaania kierowane do kogo, aby go zafascynowa, zatrzyma, zwiza ze sob, odzyska, zdoby. Teraz, po przegranej, dziaania te nas atakuj. Przeywamy wszystko kierujc to do siebie. Przeciw nam obraca si to, ca robilimy. Wnika w nas jako wyrzut, wwierca si coraz gbiej, nasila, kieruje do rodka nas samych, potgujc izolacj, osobno i samotno. Tylko bowiem kierunek na zewntrz nas uwalnia od napi, niepokojw, przeraenia. Kierunek do rodka nas samych zamyka nas, dosownie izoluje, niszczy i nie zabija. Zabija rozproszenie, rozpad. Gromadzenie nie zabija. Niszczy inaczej: dekomponuje, przeobraa, odmienia, tworzy chaos. Zawstydzenie musi wic doprowadzi do ucieczki. Jest to ucieczka najpierw przed sob. Czowiek musi zmieni kierunek atakujcych go przey. Musi je z siebie wyrzuci, usun. Musi uciec od warunkw izolacji, osobnoci, do nowych warunkw, do innych relacji, aby przez nie utrci to, co boli. Nie moe tego utraci, usun. Narasta bl, utrwala si, staje si nowym przejawem poczucia zagroenia. Czowiek nie wie jeszcze, e pozostanie w nim to, co boli, jeszcze ucieka. Czowiek ucieka zarazem przed innymi. Przenoszc si w nowe warunki, w nowe ukady relacji, tworzy pozory, e wszystko gest dobrze, e nie jest mu potrzebna mio kogo, kto odszed. Ucieka, aby wiadkowie jego przey i jego przegranej zobaczyli go w nowych relacjach, aby wic ju zamknli jego spraw. Czowiek wic uciekajc w swym zawstydzeniu przed innymi, ucieka znowu w samotno, osobno, izolacj, pustk, gdy nowe relacje nie powstaj przez samo pojawienie si wrd ludzi. Bywamy samotni, w tumach osb.

84

Czowiek ucieka wreszcie przed sob i przed innymi ludmi, aby nawiza nowe kontakty, potrzebne mu do ycia relacje, uwalniajce go od mki tego, co w nim si dzieje, i wnoszce to wszystko, czym trzeba y, aby by czowiekiem. Czowiek szuka osb, aby otrzyma z ich wolnoci dar akceptacji, wyboru, dobroci, mioci, szczcia. Nawizuje relacje, lecz nie od razu przenosi si w niego darowywane dobro. Ksztat tego dobra jest inny. Nie przystaje do psychiki, przystosowanej do odbioru tego, co otrzymywa dotychczas. Czowiek ocenia t sytuacj jako ponowne zrywanie si powiza. Czsto znowu ucieka od tych powiza, wchodzi na drog nieustannych poszukiwa, w etap tuacza, kogo samotnego, skazanego na osobno, odrzucenie, wykluczenie mioci i szczcia. I wtedy jest najciej, w tym okresie rodzenia si przeczucia, e mj los jest nieodwracalny, e mioci i szczcia nie mona ju zdoby, utrwali, uczyni swym codziennym yciem. I znowu powtarzaj si ucieczki. Przejawy tych ucieczek s odwrotnoci tego, co dotychczas byo. Uciekajc przed sob czowiek chce zmieni cay kontekst dotychczasowego ycia. Zmienia lektury, aby naby nowych skojarze, spotka inne myli, uatwiajce odejcie od bolesnych pyta. Zmienia lub chce zmieni rodzaj pracy i miejsce pracy. Decyduje si na los podjcia zobowiza, ktrych dobrze nie speni, gdy brak mu

wyspecjalizowania w nowym rodzaju pracy. W nowym miejscu pracy nie umie sprawnie si porusza, bdzi, uzyskuje sabe wyniki, wpada w konflikty. Wszystko to deprymuje go, miesza, zawstydza. To nowe, dodatkowe zawstydzenie rodzi pomys ucieczki staranniej przygotowanej, dalszej, zacierajcej lady. Czowiek organizuje wyjazd. Rzuca si w wir przygotowa, zaatwia sprawy podry, odwouje dotychczasowe zobowizania, zbiera najpotrzebniejsze rzeczy, zamyka lub rozdaje to, czego nie wemie z sob, przenosi si do innych miejscowoci, gdzie daleko, aby nie by tam, gdzie wszystko przypomina bolesne wydarzenia. W tym nowym miejscu pracy i pobytu sytuacje si powtarzaj. Trzeba przywyka do nowej pracy, do nowego rodowiska, do nowych zwyczajw. Jest to na og dugi proces, tak jak dugie jest dziecistwo. Nieatwo je przetrwa, uzyskiwa ju rado, bezkonfliktowy pobyt, zadowolenie z siebie i uznanie innych, przynajmniej ich akceptacj. Brak powiza emocjonalnych, brak przejcia si naszym nikomu nie znanym losem jest znowu drog

85

do izolacji, osobnoci, pustki. I znowu czowiekowi ciko, a przede wszystkim dokucza tsknota. Nic bowiem nie zmienio si w jego psychice. Nie wygasa mio. Zostaa tylko pominita. To pominicie wci zawstydza i staje si tak dojmujce, e czowiek znowu planuje ucieczk. Decyduje si na nowy wyjazd, wszystko zmienia, likwiduje, przenosi gdzie indziej, aby za jaki czas na nowo to opuszcza i zmienia. Zawstydzenie, popoch, panika wpychaj go w stan powtarzajcego si zamysu ucieczki. Utrwala si stan cigych wyjazdw, los tuacza. Moe dorastajcy ludzie tak czsto uciekaj z domu wanie dlatego, e potrzebujc mioci w ogromnej jej sile, na og jej nie znajduj, nie otrzymuj od rodzicw, przyjaci, koleanek, kolegw. Prby zaspokojenia potrzeby mioci uznaje si za chwilowe emocje, zadurzenia, za co, co minie. Nikt na og nie stawia na modziecz mio, wszyscy ka jej si wyszumie, jak gdyby dosownie, byo to wino, ktre burzy si, a z czasem uspokaja. Tymczasem ta mio wypatruje mioci wielkiej, staej, wiernej, cierpliwej, spokojnej, mocnej, speniajcej nadziej i trudny los ludzki. Kt jednak umie przyj tak mio, czuwa nad ni, chroni j, ksztatowa, a potem j utraci, gdy dojrzeje, gdy sama stanie si si i moc czowieka, gdy zapragnie kogo chroni, ksztatowa, gdy musi odej, aby spenia los oparcia dla innych serc, dla innej mioci, ktra szuka nadziei w mioci staej, wiernej, cierpliwej, spokojnej, mocnej, wielkiej. Nie umiemy by wychowawcami mioci. Nie umiemy tylko kocha nic w zamian nie oczekujc. Przywykamy do obecnej przy nas mioci, nie chcemy z ni si rozsta, zatrzymujemy j, a gdy odejdzie, gubimy si w osamotnieniu, osobnoci, pustce. Z kolei wstydzimy si tej pustki, osobnoci, osamotnienia. Uciekamy gdzie bez sensu. Nie pamitamy, e moe zadaniem czowieka jest zawsze wiernie, bezinteresownie kocha, a nie to, aby w zamian by kochanym. Moe zagroeniem ludzkich powiza jest wanie to, e oczekujemy rewanu, e chcemy by kochani, gdy kogo kochamy. Wiemy, e musimy kocha ludzi i kochamy ich. Nie zawsze wiemy, e nie powinnimy oczekiwa zapaty, take daru mioci. Dar otrzymuje si bez zasug, nie za co, tak po prostu, gdy czyja wolno to zdecyduje. Lecz wanie nasze skojarzenia s inne. Nasze oczekiwanie jest zawsze to samo: kochajc chcemy by kochani. A gdy kto kochany nie obdaruje nas mioci,

86

niepokoimy si, wpadamy w popoch, panik, lk, dziaamy zazdronie, przegrywamy. Budzi si zawstydzenie, niecierpliwo wskazuje nam ucieczk. Zawstydzenie nie uczy nas zrozumienia ludzkiego losu, ktry polega na tym, aby suy innym, aby ich kocha niczego w zamian nie oczekujc. I tylko cieszy si, gdy kto nas ukocha, niekiedy nie ten kto, kogo my kochamy. Zawstydzenie wic nie oczyszcza, nie prostuje drg ludzkich. Ono wanie zamyka, izoluje, oddziela. Nie przeksztaca si w al, w pokut. al i pokuta s wynikiem tsknoty. A zawstydzenie jest wynikiem prnoci i czsto, bardzo czsto aktywizuje pych. To pycha kae ucieka lub prno. To one oddzielaj od nadziei, od spokoju, od zgody na to, e oczekiwanym darem mioci nie zostalimy wyrnieni. Z tego wzgldu zawstydzenie wprowadza nas w nowy etap poczucia zagroenia, w zamknicie si w blu.

c) Bl
Blem jest poczucie zagroenia. Etapy tego poczucia take bol. Blem jest wic lk, z kolei zawstydzenie, wszystkie prby ucieczki i zazdro. Zazdro take boli. Od niej ucieka si najpniej, dopiero wtedy, gdy wywoa ona nowe zawstydzenie. To zawstydzenie, ktre zamyka czowieka w nim samym, wywouje bl. Czowiek bowiem sam musi sobie radzi z lkiem i zawstydzeniem, musi trwa w poczuciu zagroenia, gdy nie uday si ucieczki. To wszystko, przeywa ju teraz jako bl. Bl jest na og woaniem o pomoc. Jednak tym woaniem nie jest on sam lecz jego znaki. Bl fizyczny pozostaje przecie w nas. Ujawniamy go w paczu, krzyku, czasem tylko w wyrazie twarzy, gdy konwenans lub silna wola ka nam unika sposobw zbyt gono alarmujcych ludzi. Niekiedy bl jest tak silny, e woamy o pomoc natarczywie, wzywamy pomocy. Kto przywouje lekarza, zaczyna si leczenie, uwalnianie od blu. Gdy rdem blu jest fizyczny stan organizmu, leczenie jest na og atwiejsze. Termin bl odnosimy najczciej do fizycznego stanu organizmu. wiadomo tego blu i jego rde, zmartwienie chorob, stan psychiczny, nazywamy cierpieniem. Termin cierpienie oznacza wic element osobowoci, to, co dzieje si w

87

naszej psychice. Cierpienie wobec tego jest czym wicej ni blem. Jest wynikiem trwania blu. Jest wiadomoci tego trwania. Czowiek zatem doznaje i blu, i cierpienia. Cierpienie mona przetrwa, gdy dzieje si ono w psychice. Gdy zbyt dolega, choruje take psychika. Cierpienie mona przenie jednak a w dusz. Tu, w duszy, nie zagraa czowiekowi, jako przyczyna zniszczenia, gdy dusza nie ulega zniszczeniu. To cierpienie moe niekiedy leczy dusz, oczyszcza j, pogbia. Owocuje wic nawet korzystnie dla czowieka. Bl raczej niszczy. A mwic dokadniej, niszcz nas przyczyny blu. Bl jest woaniem o pomoc. To prawda. Jest jednak wynikiem obecnoci w nas tego, co boli. I to, co wanie boli, czego nie mona usun, od czego nie mona uciec, to nas ogarnia, wypenia, izoluje, kieruje do siebie, odsuwa od relacji zewntrznych, od szans uwolnienia si od etap blu. Blem jest ten stan psychiki, w ktrym wiadomo trwania blu nie jest jeszcze czym w duszy. Jeszcze to, co boli, nie zostao przeniesione w dusz, jeszcze nie jest cierpieniem. Jest progiem cierpienia. Jest biczowaniem duszy. I nie przeksztaci si w cierpienie, gdy nie opuci obszaru psychiki. Tu, na jej terenie, to, co zagraa, i samo poczucie zagroenia, wszystkie lki, zawstydzenia, wyznaczona zazdroci walka, ucieczki od zazdroci, zawstydzenia i lku, to wszystko jeszcze jest blem. Gdyby stao si cierpieniem, nie nastpiaby rozpacz, czowiek byby uratowany. Jake wic jest wane, aby wszystko, co nas boli, przenie a w dusz, w najwysze wymiary ludzkiego losu, w peny refleksji i mdroci wysiek zrozumienia tego, co nas spotyka, aby wszystko, czym czujemy si zagroeni, stao si cierpieniem. Cierpienie bowiem mona przetrwa, cierpienie ratuje czowieka. Bl nas niszczy, gdy nie mona przetrwa blu. Blem jest wic take poczucie zagroenia, ktre trwa w psychice i nie przeksztacio si jeszcze w cierpienie duszy. Nie mogo si jeszcze przeksztaci, gdy nie byo czasu, aby podda je refleksji. Czowiek dozna obaw, zaniepokoi si, zacz dziaa, walczy o to, co traci, wpad w popoch, panik, zacz przegrywa. Nie lku, zmartwie, od poczucia zagroenia. Pochania nas i obezwadnia. To jeszcze nie jest bezradno, to jeszcze nie jest smutek. To jest dopiero

88

korzysta z mylenia, pozosta na poziomie emocji, uleg zawstydzeniu. I to, co byo powodem zawstydzenia, teraz jest powodem blu. Boli nas utrata tego, o co zabiegalimy. Boli przegrana, odrzucenie, samotno, osobno, lk przed pustk. Czujemy si osaczeni pustk, zagroeni izolacj. Boli nas brak tego, co kochamy. I nie ma wyjcia z tego blu. Trwa jeszcze zawstydzenie. Nie zwierzamy nikomu swoich zmartwie. Wstydzimy si przegranej. Zamykamy si w sobie. Ten stan uniemoliwia woanie o pomoc. Bl, ktry po lku i zawstydzeniu, staje si kolejnym etapem poczucia zagroenia, nie jest woaniem o pomoc. Jest tylko zamknitym w nas blem. Zamyka go w nas i wszystkie jego przyczyny wanie zawstydzenie. A mwic dokadniej, zawstydzenie, wywoane przegran walk, zamyka nasze sprawy w nas samych. I to one nas bol. Zawstydzenie powoduje, e kryjemy, je przed ludmi i kryjemy je przed sob. Nie mog z tego wzgldu by poddane czyjej czy naszej refleksji. Nie uzyskuj etapu stania si przedmiotem zrozumienia. Nie dopuszczamy ich do wasnej duszy. Nie mog sta si w nas powodem cierpienia. Musz by powodem blu. W tej sytuacji poczucie zagroenia musi przeksztaci si w nas w etap blu.

d) Smutek
Bl, zamknity w nas, ukryty, obezwadnia. Trzyma przy sobie nasz uwag. Nie pozwala odej od tego, co objte zawstydzeniem. Czujemy si bezradni. Intelekt, do ktrego nie dopuszczamy naszych spraw, gdy zbyt boli wiadomo utraty tego, co si kocha, nie moe pomc, zaradzi, znale wyjcia. T bezradno potguje fakt, e nikt nie syszy naszych woa o pomoc, gdy tej pomocy nie wzywamy. Oddziela nas od ludzi i od naszej refleksji wanie zawstydzenie. Jest cisza, pustka; izolacja. I wtedy pojawia si smutek, zwyka droga do utraty celu ycia. Smutek nie zawsze jest przejawem poczucia zagroenia i nie zawsze niszczy wol ycia. Jest bowiem gwnie znakiem braku mioci, a raczej braku tego, co kochamy. Jest z tego wzgldu zawieszeniem dziaania, stanem biernoci, przeyciem nieobecnoci tego, co cieszyo. Nie jest decyzj. Jest oczekiwaniem. Jest brakiem reagowania na bl i cierpienie. Jako stan biernoci jest wobec tego gotowoci przyjcia tego, co si uobecni, co ucieszy. Jest zatrzymaniem ycia, swoistym zamroeniem

89

emocji. Jest otwarciem psychiki na to, co. przyjdzie. Nie zagraa nam, gdy zwiemy go z cierpliwoci. Ta opieka nad smutkiem, zwizanie go z cierpliwoci, wymaga jednak refleksji. Gdy wic ukaemy smutek intelektowi, naszej mdroci, moe on sta si pocztkiem ciszy, pocztkiem kontemplacji, wnoszcej pokj i pogbiajcej mdro. Moe by czym dobrym dla czowieka. Smutek staje si przejawem poczucia zagroenia oraz drog do utraty celu i woli ycia, gdy wanie naszego blu nie poddamy refleksji, nie wniesiemy w obrb duszy, gdy wyizolujemy go, zamkniemy w psychice zgubnym zawstydzeniem. Gdy wprost samego smutku nie postaramy si zrozumie, zwiza go z cierpliwoci, z oczekiwaniem na zmian relacji, na ich odzyskanie. Smutek prowadzi wic do rozpaczy tylko wtedy, gdy nasze mocje odizolujemy od refleksji, gdy nie zwiemy ze smutkiem cierpliwoci, gdy zamknici w sferze uczu uwizimy w niej mio teraz pozbawion tego, co czowiek kocha. Intelekt nie moe szuka rozwiza, dostarczy motyww cierpliwoci, zachci do jej wyboru. Wola nie moe podj decyzji zgodnych z rozsdkiem, rozumem, mdroci. Nie ma w ogle w nas aktw poznania i aktw woli, dotyczcych losu naszej mioci. Jest cisza, wok tego, co boli, zowroga cisza. Uczucia nie widz swej drogi de. S pomijane. Rozpraszaj si, plcz, otaczaj bl. Jest tylko bl, ktry sta si smutkiem. W tej sytuacji smutek jest snem emocji, ich milczeniem. I jest zagroeniem mioci, oddzieleniem jej od duszy i ciaa czowieka, oderwaniem od nas samych, skazaniem jej na banicj w obszar blu. Smutek nie zabija mioci i nie zabija jej bl. Mio trwa. Tylko czowiek, sprowadzajcy swe ycie do blu i smutku, powoduj agoni peni tego, czym jest. A moe wanie raczej rozprasza to, czym jest. Zatrzymuje tylko smutek. Staje si smutkiem. Musi wic pojawi si w nim agonia celu i woli ycia, ich utrata.

2) UTRATA CELU YCIA


Smutek, kracowa posta poczucia zagroenia po lku, zawstydzeniu i blu, jest biernoci emocji, ich snem, letargiem, cisz nocy i ciemnoci, zamkniciem okien duszy i ciaa. Jest odsuniciem si psychiki od wszystkiego, co byo, nawet od lku, zawstydzenia i blu. Jest odejciem czowieka nawet od siebie, a raczej jest

90

zredukowaniem siebie do pustki. Jest potrzeb tej pustki. Musz wtedy zamiera cele, ktre kieruj poza okna duszy i ciaa. Potrzeba braku kontaktu z czymkolwiek, nawet z sob, potrzeba pustki, musz powodowa agoni emocji, ktre s odniesieniem wanie do celw. Odniesione do blu, ktry je odsuwa przeksztacajc si w smutek, gin. Smutek, jako stan biernoci emocji, jest pogbieniem zerwania zwizkw z myleniem i decyzjami. Z powodu tego zerwania intelekt nie moe ukaza emocjom ich celu, a wola nie moe zdecydowa ich osigania. Wanie umieraj cele, a wrd nich cel ycia i potrzeba ycia. Utrata celu ycia ma wic najpierw posta izolacji, potem wygasania potrzeby pracy, wreszcie dominacji marzenia.

a) Izolacja
Izolowanie si od mylenia i decyzji, od celw i dziaania, od wypeniajcych nas emocji, jest zudnym poszukiwaniem ciszy. Umczony lkiem, zawstydzeniem i blem czowiek chce od nich uciec. Chce uciec od caego poczucia zagroenia, od wszystkiego, co byo, nawet od smutku, w ktrym nie wiedz o tym pozostaje. Nie korzystajc z mylenia sdzi, e uwolni si take od smutku. Ju nawet go nie rozpoznaje, ju przebywa w ciszy. Uwaa, e mino zagroenie, lk, zawstydzenie, bl i smutek. Tymczasem osignita cisza nie jest pokonaniem poczucia zagroenia, jest wanie biernoci emocji, ich snem i letargiem, giniciem z godu. Nie wzmacniane pokarmem celw, zamieraj. Izolacja, ktr przybiera posta ciszy, nie jest wynikiem wyboru warunkw wiczenia si w trafianiu na dobro. Usprawnienie si w takim trafianiu wymaga mistrza, nauczyciela. Musi nim by czowiek albo Bg, kto ywy, mylcy i dobry. Nie moe nim by idea, tekst, nawet tekst Ewangelii. Idee i teksty usprawniaj tylko wtedy, gdy ich tre przekazuj nam osoby. Wymaga to dialogu, rozmw, mylenia i decyzji. Taki dialog jest yciem, rozpoznawaniem celw i ich wyborem. ycie nie jest cisz, lecz obecnoci wrd osb, jest gwarem, cho nie chaosem, wewntrznym przebudzeniem, a nie snem lub letargiem, jest aktywnoci, nie biernoci. To ycie wymaga wyciszenia tego, co zbdne, drugorzdne, krzykliwie modne, bezwartociowe i wymaga udzielenia

91

penego gosu temu, co istotne. Wymaga ogoocenia z tego, co bdne, mylce, i zrobienia miejsca temu, co prawdziwe, suszne, dobre. Cisza jest odwrotnoci tych sytuacji, jest postaci izolacji, odejcia, negacji. Rodzi si z bdu uznania postulatu za realno. Izolacj jako poszukiwanie ciszy lub jawic si w postaci ciszy poznajemy po tym, e przerwano zewntrzn i wewntrzn rozmow, e nie ma dialogu z mistrzem, e wanie jest w kim dosownie cisz, sen, letarg, agonia, uznane za cisz, spokj, odosobnienie. Tymczasem postulat wewntrznego uspokojenia, odosobnienia, uzyskiwania adu, zgody ze wiatem i z sob, utosamiono z realnym smutkiem. To, co oczekiwane, uznano za obecne. Gdy si to stao, izolacja przesza z etapu ciszy w etap negacji. Utrata celu ycia zjawia si w postaci izolacji, ktra ma wanie etap ciszy i etap negacji. Izolacja w postaci negacji to nieczuo. Jest to bowiem wci stan emocji oddzielonych, osobnych, biernych. Jest to machnicie rk na wszystko, co zewntrz i wewntrz czowieka, brak reagowa na siebie i ludzi. Martwimy si znieczulic, tragiczn chorob spoeczestw. Czyby a tyle osb byo dotknitych smutkiem jako ucieczk przed poczuciem zagroenia, e nieczuo staa si zjawiskiem spoecznym? Czyby a tylu osobom. zagraaa rozpacz? Cisza nie jest spokojem, gdy spokj to zgodno osb, celw, de. Cisza to sen, ktry nie przynosi zdrowia. To zamieranie celw. Nieczuo nie jest umiejtnoci wyborw, nie jest sporem, I dialogiem, negowaniem postaw, decyzji i celw. Jest odrzuceniem wszystkiego, lecz nie w dialogu i dziaaniu, a w biernym odejciu, czy te raczej w biernym zatrzymywaniu si w miejscu, w smutku, ktry oddziela od aktywizujcych emocje celw. Gasn one w tym smutku, zamieraj. Jeszcze jednak nie wygasy. Jeszcze trwa ich letargiczny sen. Jeszcze bowiem nie wygasa w czowieku potrzeba pracy. Jeszcze siada do stou bezwolny i smutny, zniechcony i nieczuy, lecz z obaw, e co przypomni mu to, co sprawio bl. Jeszcze yje.

92

b) Wygasanie potrzeby pracy


Jeeli czowiek nie wydwignie si ze smutku przenoszc bl z poziomu emocji na poziom duszy, gdzie bl przeksztaca si w cierpienie dziki intelektowi, ogarniajcemu wiadomoci to, co w nim si dzieje, utrata celu ycia przybierze posta wygasania potrzeby pracy. Praca jest te odniesieniem, powizaniem, relacj. Wie czowieka wanie z celami. A cechuje j to, e nie jest mechanicznym uywaniem siy, lecz naszym twrczym zrealizowaniem celu w fizycznym tworzywie na miar pomysu, zgodnie ze sformuowaniem przez intelekt i celu, i zrealizowania. Prac jest dziaanie, noszce lad osobowoci czowieka, jego mylenia i decyzji. Zauwamy tu, e wobec tego prac nie jest kade dziaanie czowieka. Jest ni tylko dziaanie twrcze. Inne dziaania to po prostu mechaniczne uywanie siy. Czy jest wic prac ludzk przenoszenie ciarw, wydobywanie wgla? Tak prac moe wykona maszyna. Jest to wic praca w ujciu fizyki, a nie w kategoriach wiedzy o czowieku. Prac ludzk jest twrcze posugiwanie si si, tworzywem i celami, kierowane myleniem i susznym wyborem. Smutek wyklucza korzystanie z intelektu i woli. Kieruje emocje do blu i od nich oddala. Pozostawia je w pustce, w rozproszeniu, rozpadzie, biernoci. Czowiek wic smutny nie pracuje na miar czowieka. Jeeli wykonuje jakie dziaania, to zgodnie tylko z fizykaln definicj pracy. Mechanicznie siada do stou, przenosi ciary, wydobywa wgiel. Nie ma potrzeby tworzenia, ganie w nim potrzeba pracy waciwej czowiekowi. 1: Pierwsz postaci tego wygasania w czowieku potrzeby pracy jest zaniedbanie intelektu i narastanie ignorancji. Czowiek oddali si od tego, czym y, co zna i co mobilizowao go do pracy. Nie podejmuje impulsw z zewntrz, gdy boi si blu. Nie chce myle o tym, co si zdarzyo. Nie siga po ksiki, nie szuka rozmw. Nie nabywa wic wiadomoci. Zamyka si w sobie. Nawet sw pami odrywa od tego, co byo. Wprowadza si wanie w stan niewiedzy. Buduje mur smutku, ktry go izoluje, sdzc, e chroni si przed innymi i przed sob. To prawda, czowiek uzyskuje cisz. Jest ona jednak niszczca, jest negacj i przeksztaca si w izolacj.

93

Dugie przebywanie w tej izolacji, wymagajcej odrobiny rozeznania i decyzji, z czasem przeksztaca si w pen bierno, w wyganicie potrzeby pracy. Zaniedbany t bezczynnoci intelekt wchodzi w stan wanie ignorancji. Nic nie dzieje si w duszy. Zamiera nawet oczekiwanie. Wola pogra si w stanie abulii. 2: Drug postaci wygasania w czowieku potrzeby pracy jest po ignorancji wanie stan abulii: zniszczenia aktywnoci woli. Wyizolowany intelekt nie dokonuje czynnoci poznawczych, gdy nie mobilizuje go nic z zewntrz. Nie oddziauj na niego nawet wewntrzne emocje, gdy smutek rozproszy je, aby nie sprawiay blu. Wola nie otrzymuje wic bodcw. Smutek nie dopuszcza do niej informacji intelektu, ktry zreszt ich nie nabywa. Nie dopuszcza te emocji, aktywizujcych wol zwykle gwatownie, czsto o sile a namitnoci. Poniewa namitno jest nie poddan rozsdkowi potrzeb osignicia celu, aktywizujcego, emocje, nie ma w czowieku take namitnoci, gdy smutek oddzieli emocje od celw, nawet od duszy i ciaa, aby nie dopuci do blu. Wola izolowana od wpywu intelektu i emocji przestaje dziaa. Trwajc duej w tej pustce staje si bierna. Nie dziaa, co jeszcze nie jest najgorsze. Z czasem odzwyczaja si od oczekiwania na bodziec. Ten stan jest ju tragiczny: jest abuli, jest wyganiciem potrzeby dziaania. Intelekt nie pracuje zagodzony brakiem informacji, ktre wywouj mylenie. Ganie mylenie. Intelekt przestaje dziaa. Wola nie pracuje pozbawiona wpywu intelektu, ktry nie jest zasilany wiedz. Jest pozbawiona take mocy, pyncych ku niej z emocji. Jest bezradna, ku niczemu nie kierowana. Smutek przymusza j do wygaszania oczekiwa. Stanowic w czowieku wadz decyzji i nie speniajc tych dziaa, wola ciko choruje, gdy atakowana jest wprost jej natura. Ganie jej zdolno decyzji. Przestaje dziaa. W tych sytuacjach czowiek nie tylko oddzieli si od wielu swych szczegowych celw. Wprowadziwszy si w stan ignorancji i w stan abulii odszed take od podstawowego celu ycia: od prawdy, zasilajcej intelekt oraz od dobra, ktrym yje wola. A poniewa prawda jest podmiotem wiary, a dobro wyzwala nadziej, czowiek traci wiar i traci nadziej. Trwa w nim tylko mio, ktra wspiera si wprost na istnieniu bytw. Nie zasilana jednak prawd i wiar, dobrem i nadziej, dziaaniem intelektu i woli, ktre podtrzymuj j w trwaniu, powoli zamiera. Czowiek

94

nie chce jej trwania. Wybra skutek odrzucenia jej sw decyzj. Tym skutkiem jest smutek, cie mioci. Wybra take skutek nie mylenia o niej. Tym skutkiem jest marzenie, cie rozumnego mylenia. Te skutki zrywania wizi wiary, nadziei, mioci, nie, maj siy kierowania do osb: do ludzi i do Boga. Czowiek utraci wanie podstawowy cel ycia: trwanie w powizaniach przez mio, wiar i nadziej z osobami, z Bogiem i ludmi, gwnie z t najbardziej ukochan osob, ktra nie podja naszej mioci. Ta nie podjta mio, bolenie samotna, oddzielona od osb, zamiera. Tracc mio, to znaczy nie podtrzymujc jej w trwaniu dziaaniami intelektu i woli, czowiek odsuwa si take od Boga, ktry nigdy nie przestaje nas kocha. Czowiek zapomina o tym, gdy zawiesi dziaanie intelektu. Nie kieruje si do Boga, gdy wstrzyma dziaanie woli. Bezwiednie i bezwolnie wprowadza si w tragedi samotnoci mioci, zamierajcej powoli. Wraz z jej zamieraniem traci podstawowy cel ycia: trwanie wrd osb dziki wizom mioci, wiary i nadziei, ktre czc ludzi stanowi szczcie, a czc ludzi z Bogiem stanowi zbawienie.

c) Dominacja marzenia
Z powodu ignorancji wygasa wiedza i wspierany ni rozsdek. Z powodu abulii, gdy wola zagubi oczekiwanie, wygasa potrzeba pracy. Pozostaje wci dominujcy smutek, cie dawnej mioci, ktra ju nie fascynuje woli. Pozostaje te marzenie, cie rozumnego mylenia. Smutek prowadzi do negacji, lecz jest czym pozytywnym: jest ladem kontaktu z mioci. Ten lad funkcjonuje, podobnie jak funkcjonuje cie: zasania, wyzibia, wprowadza w ciemno. W tej ciemnoci intelekt niczego nie rozpoznaje, wola nie wie, ku czemu si skierowa, uczucia nie s scalane, lecz rozpraszane. Cie ogarnia mylenie, decyzje i uczucia. Smutek oddzielajc nas od celw zewntrznych, nawet oddzielajc we wntrzu czowieka jego dusz od wszystkiego, co sprawia bl, nie pozwala rozrnia i jak gdyby zmusza to, co jest w nas, do poddania si ciemnoci. Teraz cie i ciemno scalaj wewntrzn zawarto czowieka. Postaci tego scalenia jest marzenie.

95

Gdyby to marzenie obudzio tsknot, gdyby wic powizao smutek z oczekiwaniem, co stanowi tsknot, czowiek jeszcze tu powstrzymaby pogranie si w rozpaczy. Niestety, rzadko marzenie budzi tsknot. Jest bowiem tylko cieniem mylenia, a nie myleniem. Cie nie rozjania, nie ukazuje drogi, raczej zaciemnia, myli. Do obudzenia tsknoty potrzebne jest zasilenie czowieka mioci. Tymczasem cie ogarn take mio. Nie ma ona siy oywienia, ogrzania duszy. Cie wyzibia. I czowiek zatrzymuje si w marzeniu. Marzenie mogoby mobilizowa, gdyby pojawio si w okresie uwzgldniania przez czowieka mylenia i posugiwania si decyzj. Byoby ono wtedy przeywaniem radoci przewidywa. Czowiek snuby ba o tym, co si zdarzy, czego oczekuje, co postuluje. Kojarzyby moliwoci, ktre nie istniej, o ktrych tylko si myli. Intelekt w tym kojarzeniu budowaby wanie baniowe sytuacje, umieszcza nas w paacach i kwiatach lub w codziennym rytmie dziaa, ktrymi wyraalibymy mio. Poniewa to, co moliwe, nie istnieje, wola nie moe podj odpowiednich decyzji, moe tylko wytworzy stan radoci: akceptacj tego, co mylimy. Niekiedy moe uruchomi dziaanie, gdy ktre z marze rozsdek ukae jej jako prowadzce do celu: do osoby, ktr ukochalimy i gdy zgodnie z prawd pomoe oceni nasze siy. Moe jednak si zdarzy, e rado, ktra dzieje si w psychice, wczy w dziaanie woli nasze emocje. Staj si one wtedy si, ktra mija argumenty i pobudza wol do decyzji, ju mao. zgodnych z rozsdkiem. Wtedy mwimy o zakochanych, e trac rozsdek, e mio jest szalona. Wtedy bowiem nie identyfikujemy osb, rzeczy, celw, nie rozpoznajemy, czym s, by wiedzie, jak si do nich odnosi. Wtedy traktujemy wszystko jako co dla mnie. Wtedy to, co postulujemy, uwaamy za istniejce. Zmieniamy nawet jzyk i to, co prawdziwe, dobre, istniejce, mylane, uszczliwiajce, uwaamy wprost za prawd, dobro, istnienie, myl, szczcie. Jest to suszne, gdy wyraamy, czym co jest dla mnie. Jest bdne, gdy traktujemy to jako identyfikacj tego, co kochamy. Osoby s prawdziwe, dobre, istniej, myl, uszczliwiaj. Nie s prawd, dobrem, istnieniem, myl, szczciem. S osobami, prawda jest prawd, dobro dobrem, istnienie istnieniem, myl myl, szczcie szczciem. To, czym co jest, nigdy nie jest zarazem czym innym. Takie ujcia nie s wynikiem poznania, s tylko decyzj, ktr pod

96

wpywem emocji uczynilimy zarazem rozpoznaniem. Wola nie jest intelektem, jest wol, a intelekt nie jest wol, jest intelektem. Mylenie nie jest decydowaniem, decydowanie nie jest myleniem. To, co mylane, nie jest tym, co realnie istniejce. To szalone wartociowanie, e kto jest dla mnie prawd, dobrem, istnieniem, myl, szczciem, urzeka nas, wciga i budzi sympati, gdy odnosimy je do osb kochanych. Marzenie jednak, gdy trwa w nas smutek, oddzielone od mylenia, decyzji i emocji, jest tylko cieniem i ciemnoci. Pozbawia si i wyzibia. Zwizane z lkiem, aby nie dozna blu, nie dotyczy celw zewntrznych lub kogo poza nami. Jest zarazem ucieczk od nas samych. Nie powoduje jednak zmiany miejsca, podry, podejmowania pracy. Raczej zatrzymuje i wynosi ku temu, co nierealne. Wprowadza w cie, w odwrotno realnoci i mioci. Przyzwyczaja do faszu, za, moliwoci unicestwiania, bezmylnoci, zgody na pozostawanie w nieszczciu. Takie przecie s odwrotnoci prawdy, dobra, istnienia, mylenia, szczcia. Marzenie smutnych demobilizuje. Gdy trwa dugo, niszczy motywy samoobrony. Gdy trwa dugo, wanie dominuje i zabija.

3) WYGASANIE MOTYWW SAMOOBRONY a) Proces dugotrway


Czowiek bliski rozpaczy nie poddaje intelektu oddziaywaniu bytw zewntrznych. Nie nabywa wiedzy. Oddziela te intelekt od posiadanej w sobie wiedzy o tym, czego dozna. Uaktywnia zapominanie. Wprowadza si w stan niewiedzy. Jego intelekt wraca do etapu nie zapisanej tablicy. Nie jest aktywizowany nawet emocjami, od ktrych czowiek ucieka w smutek. Wola nie jest informowana przez intelekt o bytach jako dobru. Nie wpywaj na ni emocje. Nie jest skaniana do decyzji. Nie podejmuje ich, zasypia, zamiera. Zanika mylenie, zamieraj decyzje, rozpraszaj si emocje, Nie mog sta si namitnoci, si. Bkaj si po psychice, kaprysz w ciemnoci. S to kaprysy bezmylne, mae, zmienne, gdy nie wsparte decyzj. Czowiek staje si bezmylny, bezwolny, kapryny w drobiazgach, maostkowy, nieznony dla otoczenia, wycofuje si ze wszystkiego, jest saby, chory.

97

Nie jest chory psychicznie. Nie ma w nim zaburze fizycznych. Tylko zewntrznie wyglda na chorego psychicznie i fizycznie. Jest po prostu bliski rozpaczy, a poznajemy to po tym, e reaguje na bl, na ten jeden bl, ktry mu sprawia nasze nieostrone przywoanie doznanej przez niego katastrofy, nie dajcego si zrozumie i zobiektywizowa przeycia, organizujcego przedtem mylenie, decyzje i emocje. Chorzy tak nie reaguj. rdem ich stanu s znieksztacenia fizyczne systemu nerwowego. Gdy tych znieksztace nie stwierdzamy, nie ma choroby psychicznej . Jest tylko dugotrway stan pogrania si w rozpaczy z powodu lku przed kontaktami z otoczeniem, aby nie dozna blu, i usytuowanie si w smutku, ktry wprowadza w marzenie, oderwane od mylenia, decyzji i emocji. Leczenie zrozpaczonych musi by zadawaniem blu. Czsto trudno trafi na to, co wywouje bl i proces leczenia trwa dugo. To zadawanie blu niekiedy staje si ryzykownym zabiegiem, gdy moe pchn w gbsz izolacj, dezaktywizacj i marzenie. Leczy zrozpaczonych mog tylko osoby, ktre ich gboko kochaj, gdy tylko mio tak przewija rany, e nie bol. Trudny to postulat i trudna do uznania prawda. Zaawansowan rozpacz czsto kwalifikuje si dzi jako chorob psychiczn. Efekty leczenia s nike, gdy lekarz nie identyfikuje si dzi z osob kochajc. Jest instytucj, stosujc przewidziane zabiegi. Czy zreszt moe postpowa inaczej? Czy kto z nas jest w stanie tak kocha kadego czowieka, by go przywraca nadziei i yciu? A powinnimy tak wanie suy ludziom. Gdy kto zrozpaczony nie trafi na kogo tak go kochajcego, e a przywracajcego nadziei i yciu, dochodzi do etapu wygasania motyww samoobrony. Pogbia si w nim proces zanikania mylenia, zamierania decyzji, rozpraszania si emocji. Mur smutku oddziela sfer mylenia i decyzji od sfery emocji. To, co byo jednoci podporzdkowa, jest teraz rozbite. Bez wzajemnego wspierania si ginie. Rozpada si ycie duchowe w swej warstwie intelektualnej i wolitywnej. Rozpraszaj si emocje. Zaamuj si siy fizyczne. Organizm si nie broni, atakuj go choroby, czowiek powoli umiera, bardzo powoli, w dugotrwaym procesie wygasania potrzeby samoobrony.

98

Zauwamy tu, e chorzy psychicznie w wyniku znieksztace fizycznych ich systemu nerwowego, mog y bardzo i dugo. Nie niszczy ich wanie przeycie. Zrozpaczonych izoluje smutek, gwnie izoluje i wprowadza w wiat nierealnych marze. Przez, ten wiat moemy do nich dotrze, do ladw ich mylenia i wyprowadza ich powoli z cienia ku wiatu. A nawizywanie do towarzyszcej marzeniu radoci, nikej radoci, wyzibionej, pozwala wyprowadza ich ku ciepu. To ciepo pynie tylko z mioci. Musi ona by zawsze wiksza ni wyzibienie woli i cie mylenia. Cie mylenia i wyzibienie woli to odwrotno prawdy, dobra, istnienia, dziaa intelektu, szczcia woli. To wanie fasz, zo, unicestwienie, bezmylno, trwanie w tym, co unieszczliwia. Trwanie bez osoby, ktr si kocha, trwanie wic w tym, co unieszczliwia, rodzi poczucie odrzucenia. Wypdzeni z relacji yczliwoci, oddzieleni od osb, kierujc si smutkiem przestajemy by yczliwi nawet dla siebie. Swoicie oddzielamy si od siebie. Przeywamy stan odrzucenia siebie. Nikt tak sdzimy nie wie si z nami wizi wierzenia nam i my nikomu nie wierzymy. Nikt nie wie z nami swych oczekiwa, swych nadziei i my nie wiemy ju z nikim naszych oczekiwa i nadziei. Nie wierzymy take sobie i przestajemy czegokolwiek od siebie oczekiwa. Nie widzimy, e odwrotno szczcia, jego brak, uznalimy za co, co jest, za realno. Fasz i zo uwaamy za cele, ktre osigamy. Rozstrzygamy poza myleniem i decyzjami, poza prawd i dobrem. Ju nie kieruje nami mylenie wyznaczone prawd. Funkcjonuj w nas kojarzce si mechanicznie konsekwencje poczucia odrzucenia. Ju nie podejmujemy decyzji kierowanych dobrem. Funkcjonuj konsekwencje abulii, tragicznej bezwolnoci. Bezwolno. Jake trafn w tym wypadku jest etymologiczna tre tego sowa. Wola nie dziaa, nie podejmuje decyzji. To nie jest jednak stan biernoci. Ten stan jest prawidow postaw intelektu. W woli jest on zawieszeniem jej dziaania. Zachowujemy si bezwolnie, bez udziau, woli, bez woli. Owszem, wtedy ewentualnie kto za nas decyduje lub decyduj w nas emocje. I nie jest to jeszcze tragiczne. Bezwolno jest utrat wolnoci. Nie znaczy to, e izolacja, negacja, marzenie

99

osigny swj niszczcy nas puap. Znaczy to, e wycofujc si ze wszystkiego i odrzucajc nawet siebie przestajemy by izolowani, negujcy, pogreni w marzeniu, w innym wiecie, ktry nas nie unieszczliwia. Przestajemy by wolni. Opanowuj nas konsekwencje lku, zawstydzenia, blu, smutku, izolacji, negacji, marzenia, wszystkie konsekwencje poczucia zagroenia, i utraty celu ycia. Opanowuj i niszcz. Lk wywoa zazdro. Nie wiedzielimy i nawet nie uwierzylibymy, e zazdro oddala kochan osob, a nas niszczy, gdy wprowadza w zawstydzenie. Zawstydzenie wyznaczyo ucieczk od ludzi. Przestalimy szuka pomocy. Ucieklimy do wntrza swego blu. Skupi on nasz uwag, a nie dzielony z nikim przez zwierzenie, wprowadzi w smutek. Smutek oddzieli nas od mylenia, decyzji, emocji, wyizolowa nas, oddzieli i skierowa do marze. Zamkny si nasze wewntrzne dzieje. Uciekalimy w fikcje, w odwrotno tego, czym ylimy i kim jestemy. Osignita cisza nie jest uspokojeniem, pokonaniem poczucia zagroenia. Jest wanie przechwyceniem nas przez mechanizm konsekwencji poczucia zagroenia i utraty celu ycia. Ju nie umiemy odrnia celw bliszych, dalszych i ostatecznych. Te najblisze, t bolesn dla nas utracon czyj mio, uznalimy za cel ostateczny, podstawowy, jedyny. Skrciy si odlegoci. Utrat mioci uznalimy za spenienie si naszego losu. Nieobecno ukochanej osoby i trwanie, w tej nieobecnoci, w tym, co unieszczliwia, ten jedyny cel ycia odczytalimy jako utrat celu. Wprost znalelimy si w sytuacji nieobecnoci jedynego celu ycia. Znalelimy si w pustce, rwnej niebytowi. Funkcjonuje konsekwencja tego poczucia pustki. Otacza nas brak, niebyt. A stan odrzucenia siebie take czyni nas brakiem, niebytem. Zjawia si straszliwe poczucie unicestwienia, odwrotno istnienia. Gdyby pojawi si popoch, przeraenie perspektyw unicestwienia, moe znowu szukalibymy ratunku w zazdroci, ktra uruchamiajc mylenie i decyzje uwyraniaby nam smutn prawd o niekochanych. I moe wola skoniaby nas do uznania tego faktu. Osignlibymy wtedy pokor, t prawd o sobie, ktra i w braku szczcia kae poszukiwa dobra. Tym dobrem byoby cierpienie, ktre jest wiedz o

100

blu i spokojn zgod na status osoby niekochanej, lecz penej tsknoty. A tsknota jest yciem, oczekiwaniem, drog do nadziei. Nie pojawia si popoch, przeraenie. Nasz wolno przejy konsekwencje poczucia pustki. Nawet o tym nie wiemy, gdy mylenie zamaro. Zamary decyzje. Rozproszyy si emocje. Ju nawet nie pacz kaprysy. Jest w nas ciemno i zimno. Agonia, oddzielenie si emocji od mylenia i decyzji, rozpad ycia duchowego, jego unicestwienie. Nic si w nas nie dzieje. Ju nic nie smuci, ani nie raduje. Trwa duchowa pustka. Rozprasza si powoli ycie psychiczne. Tracimy poczucie rzeczywistoci, poczucie czasu, obowizkw. Siedzimy w fotelu patrzc bezmylnie w jeden punkt, w jak przestrze. Zapominamy o jedzeniu. Wygasa potrzeba ruchu, fizycznej aktywnoci. Zaniedbany organizm ulega chorobom. Nie bierzemy lekarstw lub je przyjmujemy. Nie ma w nas jednak woli ycia. Bez naszej siy duchowej organizm fizyczny nie moe si wybroni. Nie pimy, nie moemy spa. Ale kiedy zasypiamy. Na zawsze. Zabia nas rozpacz.

b) Proces nagy
Osoby, ktre nas kochaj i ktrych mioci nie moemy podj, powinnimy przygotowa do przeywania naszej nieobecnoci. Gdy odejdziemy nagle, gdy nie zostawimy im czasu na przetrwanie lku i gdy nie uchronimy ich przed przeksztaceniem si lku w zazdro, przeyj t zazdro, zawstydzenie, bl, smutek, izolacj, negacj, marzenie, cay proces poczucia zagroenia, utraty celu ycia i wyganicia motyww samoobrony, lecz przeyj to wanie nagle. Rozpacz zabije ich natychmiast. Wanie trudno ustali, dlaczego rozpacz zabija niektre osoby powoli, w dugotrwaym procesie, i dlaczego niektre zabija nagle, natychmiast. To natychmiastowe zniszczenie ma dwie odmiany: mier w wyniku zaamania si organizmu fizycznego i mier samobjcz, tragiczny los osb, ktre podday si rozpaczy.

101

1: mier naturalna
Kto, kogo kochamy, jest naszym oparciem, gdy mio wspiera si na jego i naszej realnoci przystosowujc do siebie te dwie osoby do odniesie yczliwych. Ta yczliwo wspomagana jest wiar, ktra wyzwala otwarto na siebie tych dwu osb, udostpnienie siebie w penej prawdzie. A razem budz nadziej, e bdzie trwao to spotkanie osb. Jest ono naszym podstawowym rodowiskiem, ktre majc posta mioci, wiary i nadziei jest obecnoci osoby kochanej. Ta obecno jest domem, szczciem, w ktrym pragnie si zawsze przebywa. Jestemy kochani, kto nam do koca wierzy. Chcemy by w tych warunkach, w tym rodowisku, domu, szczciu. Aktywizujemy mylenie i decyzje do dziaa, podtrzymujcych w trwaniu mio, wiar i nadziej, nasz prawdziwy dom. Wspieraj nas emocje, marzenia, umiejtno podejmowania trudu mylenia i decyzji, trudu pracy dla obrony tego celu ycia, ktrym jest nieutracalna wi z osobami kochanymi, ich obecno. Jedn z tych osb kochamy najbardziej. Jej istnienie, i obecno przy nas stanowi uzasadnienie wszystkich naszych dziaa, motyww mylenia i decyzji, zwornik emocji, oparcie, rodowisko, dom, szczcie. I nagle ta ukochana osoba odesza. Mogo to by niepodjcie naszej mioci, jej odrzucenie. Moga to by take mier fizyczna kogo nad ycie kochanego, mier niespodziewana lub ta, przed ktr nie moglibymy uchroni. Uwiadamiamy sobie nagle, e run dom, e zostao zniszczone szczcie, e nie ma na czym oprze trosk i nadziei, e emocje natrafiaj na pustk, e nasze mylenie i decyzje utraciy cel i motyw, e rozpado si rodowisko ycia. Przygniataj nas ciany, okna, sprzty, nie powizane celem i motywem. Wydaje si nam, e spadamy w d, w jak przepa, w pustk bez oparcia. Nie widzimy drzew, kwiatw, ludzi. Nie czujemy ciepa. Jestemy w pustce. Nie mamy czym oddycha. Dusimy si. Przestajemy oddycha. Jake bya tu potrzebna jeszcze jedna mio: mio do Boga, do tej Osoby, ktra przystosowujc nas do siebie nie zagraa adnej naszej mioci, lecz wszystkie je wspiera, pogbia i utrwala. Tracc kogo najbardziej z ludzi ukochanego, nie utracilibymy caego domu, caego szczcia, caej mioci. Trwaoby dalej rodowisko ycia. Nie byoby pustki. Byoby czym oddycha.

102

Ta mio do Boga ratuje zakochanych, zarczonych narzeczonych, tylko ta mio, gdy pozostaj sami tracc kogo nad ycie kochanego. Ojcw lub matki, gdy jedno z nich umiera, ratuje mio do dzieci. Gdy umiera im dziecko, ratuje ich wi wzajemnej obecnoci. Zakochanych jeszcze bez rodzin, bez dzieci, ratuje tylko Bg. Czyja mier, przeywana przez nas od naszej strony, to najpierw bezpowrotne zerwanie kontaktw. Kto ukochany ju nas nie syszy, nie widzi, nie odbiera naszych uczu, myli, nie reaguje na nasze decyzje, na rado, smutek, zy. Odchodzi oddzielony pogrzebowym poegnaniem, znika na zawsze. I tracc wszystkie z nim wizi, gdy ujmujemy go jako ukad tych relacji, zaczynamy myle, e dokonao si zupene unicestwienie nie tylko dotychczasowych kontaktw, lecz take caej osoby. To bdne mylenie tylko relacjami zmusza do przypuszcze, e grb jest kresem caego istnienia czowieka. Czyja mier, przeywana przez nas od strony zmarego, lecz w wietle wiadectwa Osoby, ktra wasn moc zmartwychwstaa potwierdzajc nauk o yciu wiecznym i zbawieniu, jest tylko zniszczeniem kontaktw zalenych od ciaa. Kto zmary yje nadal, bez ciaa i dlatego niedostpny naszemu odbiorowi, przeniesiony jako dusza w wiat bytw duchowych i w utrwalone powizanie z Bogiem takie, jakie wybra na ziemi. Jeeli zabiega o trwanie w powizaniach z Bogiem przez mio, Bg utrwali te powizania. Jeeli nie podtrzymywa w trwaniu swej mioci do Boga, pozostanie w tym wyborze, pozostanie samotny, gdy brak mioci izoluje, oddziela i unieszczliwia. Znajdzie si w paradoksalnej sytuacji trwania bez mioci na zawsze, nawet wtedy, gdy nastpi zapowiedziane przez Chrystusa wskrzeszenie umarych. Jeeli nas kocha, nawet gdy nie chcia kocha Boga, nie bdzie zgubiony, gdy mio usprawiedliwia. Bdzie tylko prostowa i oczyszcza sw mio w czycu, a nauczy si ogarnia sw mioci take Boga. Z pozycji metafizyki istniejcych bytw mier jest tylko uszkodzeniem struktury czowieka. Zasadnicz struktur czowieka, jego tworzywo, stanowi istnienie i istota, ktra jest dusz i ciaem. Gdy czowiek utraci ciao, nie zaamuje si jego bytowa struktura. Jest on nadal istnieniem i istot teraz okaleczon. Trwa jako istnienie i dusza bez ciaa.

103

Dziaaj w nim wadze duszy: intelekt i wola, skierowane tylko do bytw duchowych, gdy bez ciaa nie moe tworzy poj o wiecie i ludziach. Nie majc ciaa, w ogle nie moe tworzy poj. Moe je jedynie otrzymywa, ju gotowe, uzyskiwa od Boga, jeeli Bg zechce mu je przekazywa. Wola, kierowana zawsze wiedz czowieka, teraz uzyskiwan od Boga, podejmuje decyzje zgodnie z t wiedz. Tak operujc poznaniem i decyzjami, czowiek ma ponadto do dyspozycji to, co uzyska do chwili mierci: swoje rozumienia i stan wyborw. I na ich miar a do wskrzeszenia przez Chrystusa bdzie poznawa i wybiera Boga. Po zmartwychwstaniu cia uzyska pen zdolno samodzielnego poznawania oraz uzyska wadz bezporedniego ujmowania istoty Boga, ktry jest samoistnym Istnieniem jako byt i Trjc Osb jako Bg. Funkcjonuj te w czowieku wasnoci, ktre posiada on ze wzgldu na swoje istnienie, na przykad omawiana tu realno, prawda, dobro. Te wasnoci zawsze s podstaw, gdy oddziaa na nie Bg, powiza z Bogiem przez mio. Nawet wic ci, ktrzy nie kochali Boga, teraz widzc Go bezporednio, nie bd swym poznaniem i decyzjami uniemoliwiali trwania tych powiza. Wrcz odwrotnie, rozumiejc w czycu szanse mioci, zdecyduj si na t mio. A zbawieni, ktrzy czyciec oczyszcze przeszli na ziemi, bd od chwili zgonu yli szczciem obecnoci Boga. Obecno osb, Boga i ludzi, zawsze wanie uszczliwia. Ich nieobecno, zarwno na ziemi, jak i po mierci, zawsze unieszczliwia, wprowadza w rozpacz, ktra zabija.

2: mier samobjcza
Nigdy nie naley podejmowa takiej mierci, nigdy. Zawsze nas ona kompromituje. Ujawnia, e w naszym myleniu zdoby przewag absurd, uznany za argument. Absurd jest zarazem bdem. Polega on na przyznaniu zerwanym kontaktom pozycji bytu, na potraktowaniu wic nieobecnoci, tego, czego nie ma, jak tego, co, jest, skoro to wybieram. Ujawnia te, e nasz decyzj wybralimy absurd i bd, jakby na zo sobie, w jakiej nonsensownej prnoci, ktra peszy w tragicznej i powanej sytuacji utraty czyjej mioci. Ta sytuacja wymaga powagi, a nie zachowa bez rozsdku, bez rozeznania i waciwych decyzji. Ujawnia ponadto, e nie

104

uksztatowalimy w sobie do koca godnej czowieka postawy szacunku wobec cudzej wasnoci, ktr jest udzielone nami przez Stwrc istnienie. Zostao nam dane, aby byo szans naszego ycia, aby byo bez uszczerbku przechowane do czasu, gdy Waciciel istnie zabierze je do siebie. Tymczasem wyrzucilimy z siebie istnienie, brutalnie zwrcilimy je Bogu niszczc swoje ycie, ktre take jest wasnoci Boga. Niszczc ycie, targnlimy si na prawa autorskie Boga, popenilimy kradzie, jake przykry czyn czowieka, odsuwajcy przyjaci, stawiajcy w kolizji z prawem i dobrym wychowaniem. Ujawnilimy, e nie kierowane myleniem i decyzjami emocje, oddzielone od intelektu, i woli, rozproszone brakiem skupiajcej je mioci, poza nami, lecz w nas i przeciw nam wybuchy kaprysem poparcia absurdu i bdu pchajc nas, ludzi, jak bezwolne zwierzta lub rzeczy, jak sprzty, szpargay w szufladzie, na mietnik spraw, poza nawias w zniszczenie, zbutwienie, rozpad, unicestwienie mioci. Jake kompromituje czowieka, jake uwacza jego godnoci mier samobjcza! Tak jawi si ona mylcemu obserwatorowi. Tak powinnimy j widzie i rozumie. Zaskoczeni jednak nagym odejciem osoby kochanej, na tyle, na szczcie, zdrowi, e nie pko nam serce, co pozwolioby walczy z rozpacz i j pokona, wpadamy w popoch, przeraenie. Z zawrotn szybkoci przebiega w nas zazdro, zawstydzenie, bl, smutek, izolacja, negacja, marzenie, utrata celu ycia, motyww samoobrony, cay proces poczucia zagroenia. I zamiast pomyle, wstrzyma decyzje, gdy szalej emocje tworzc w nas popoch i przeraenie, zamiast chwyci si cierpliwoci, jak pywajcej belki na wzburzonym morzu, wbrew temu odruchowi samoobrony sigamy po narzdzie zniszczenia ycia. Dlaczego, o Boe, dlaczego? Ojcze, matko, synu, crko, dziecko moje, dlaczego? Kolego, przyjacielu, mj uczniu, studencie, towarzyszu pracy, dlaczego? Wiem, e odejcie osoby kochanej jest zawaleniem si wiata. Jest utrat celu ycia. Jest zniszczeniem rodowiska, w ktrym si yo, jest poarem, powodzi. Jest perspektyw ycia bez mioci, bez celu, w pustce, odrzuceniu, blu, izolacji, samotnoci.

105

Samotno niekochanych jest tak wielka, e jej przeciwwag jest a wito, podobna agonia celw dla wybronienia jednego celu: mioci do Boga. Kada samotno izoluje i boli. Nie musi jednak mie na zawsze ksztatu poczucia odrzucenia. Owszem, taki ksztat przybiera nawet wito w okresie biernego oczyszczenia duszy. I gdy poczucie odrzucenia si utrwali, niszczy wito, podobnie jak niszczy niekochanych. Gdy si utrwali, przenosi w pustk, w odwrotno ycia. Gdy kochamy kogo nad ycie, wtedy ycie ma dla nas mniejsz warto ni osoba kochana. wici to ci, ktrzy to ycie zawierzyli Bogu, stwrcy istnienia i wacicielowi ycia. Niekochani to ci, ktrzy to ycie, zawierzone osobie kochanej, ktra nagle odesza, teraz z siebie wyrzucaj, aby w swej zoci, motywowanej prnoci, ju nic nie mie z tego, co przypomina mio. Utraciwszy mio, niszcz take jej podmiot, siebie, aby mio nie moga si odrodzi. Ma to wic jednak posta prnoci: popatrzcie, co potrafi. Niech ginie wszystko. Jake przykra jest ta motywacja samobjstwa. Jake ponadto egoistyczna. Jake paradoksalna: obraziwszy si na osob, ktra nie podja mojej mioci, obraam si na siebie, na cay wiat, na drzewa, kwiaty, ludzi, na ciepo, wiato, powietrze, na Pana Boga, na swoj prac. Wszystko niszcz. Odchodz. Porzucony, take porzucam, i to dotkliwiej ni ty, mioci, ktra mnie zawioda, gdy porzucam wszystko. Porzucam take mdo, ciebie, okrutna mioci, ktrej ju nie chc. A jednak nie porzucasz wszystkiego. Nie porzucasz siebie. Istniejesz dalej bez ciaa. I bojc si samotnoci skazujesz si na samotno bez Boga i osb, ktre odnalazby po mierci, gdyby nie zerwa kontaktw z Bogiem przez kradzie swego ycia, przez zniszczenie go bezmylne, wprost gupie, poza rozsdkiem, wiedz, rozwan decyzj. Moe samobjstwa przytrafiaj si osobom, ktre neguj istnienie Boga. A moe jest jeszcze inaczej. Moe jest i tak, e mci si niewiedza, ignorancja, za teologia. Grzech samobjstwa staje si wtedy grzechem cudzym. Moe kto wanie wie i wierzy, e nasze istnienie trwa po mierci ciaa. Gdy wic umiera kto kochany, moe wtedy mier samobjcza jest niecierpliwym przejciem na drug stron ycia, aby by razem z osob, ktra mi umara. Biegn za t osob. Take umieram niszczc swoje ycie. Nie

106

myl, nie pamitam, e ycie jest wasnoci Boga, e kradziey nie usprawiedliwia moja nieopanowana tsknota. le myl, za mao wiem, bd wyznacza moj decyzj. Zreszt to nie jest decyzja, to emocje, przeksztacone w namitno, burza namitnoci i byskawica, uderzenie gromu, ktry zabija. To uruchomienie przez burz moich rk i byskawica narzdzia, ktrym niszcz swoje ycie. Gdy jednak nikt mi nie umar, gdy zerway si tylko moje kontakty z kim kochanym, gdy odszed, gdy przerazia mnie perspektywa samotnoci, dugie ycie osoby niekochanej, odrzucenie, pustka, gdy wanie przerazia mnie pustka, czy trzeba a umiera niszczc ycie wasnymi rkami? Nie wolno tego robi. Nie wolno. Robi si to jednak. Rozpacz zabija, gdy si jej poddamy.

2. BUDOWANIE NADZIEI (nie poddawanie si rozpaczy)


Rozpacz jest procesem. Zapewne s w tym procesie sabe punkty, na ktre mona oddziaa dobrem. Mona wic je przeksztaci i skierowa ku nadziei. Rozpacz jest zem, jest procesem zagady. Zaczyna si od poczucia zagroenia, a koczy si mierci. rdem lub przyczyn zewntrzn rozpaczy jest utrata mioci. Ta utrata jest przeyciem tak mocnym i o tak tragicznych skutkach wtedy, gdy tego przeycia nie moemy ani zrozumie, ani zobiektywizowa, gdy wic nie radzi z nim sobie ani nasze mylenie, ani nasza decyzja. Jest to wic utrata podstawowego przedmiotu mylenia i podstawowego uzasadnienia decyzji. Gdy intelekt i wola nie kieruj si do tego przedmiotu, nie kieruj si tam take emocje. Nie s scalane, mobilizowane. Rozpraszaj si, wygasaj. Przyczyn wewntrzn rozpaczy lub zespoem sprawiajcych j dziaa jest rozrywanie zwizku midzy intelektem, wol i emocjami, niszczenie jednoci podporzdkowa, stawanie si wewntrznego chaosu, rozpad ycia wewntrznego. Kresem procesu rozpaczy jest oddzielenie dziaa intelektu i woli od emocji, ich rozproszenie, a w wyniku tego mier duchowa, z kolei fizyczna, czsto wieczna, bdca izolacj na zawsze.

107

Utrata mioci jest odrzuceniem. Jest nieszczciem, gdy ta mio wizaa nas z ludmi, jest potpieniem, gdy wizaa nas z Bogiem. I prowadzi do dwch stanw: wanie do rozpaczy lub do niepoddania si rozpaczy. Mona i w niej budowa nadziej. Poszukajmy wanie w procesie rozpaczy tych miejsc sabych, ktre wzmacniajc dobrem moglibymy uczyni pocztkiem drogi do nadziei. Stopnie narastania nadziei s bowiem stopniami przezwyciania rozpaczy.

1) PRZEZWYCIANIE POCZUCIA ZAGROENIA


Podkrelmy najpierw mocno, e utrata mioci jest przede wszystkim utrat osoby, z ktr wizaa nas mio. Utrata osoby kochanej nie jest zarazem wyganiciem mioci, ktra nas z kim czya. Na ten fakt wskazuje zazdro. Jest ona przecie walk o to, aby kresem relacji mioci bya wybrana przez nas osoba, nie inna, ta jedyna, ukochana. Naley podtrzymywa w zrozpaczonych t wanie mio. Podtrzymuj j w trwaniu nasze dziaania poznawcze i decyzje. Aby wic uratowa mio, trzeba wzbogaca poznanie i aktywizowa decyzje, aby intelekt by wci w kontakcie z prawd, a wola z dobrem. Gdy si to nie udaje, naley ratowa emocje, gdy rozpacz polega na oddzieleniu emocji od mylenia i decyzji, a z kolei na ich rozproszeniu. Ratowa emocje to scala je jak fascynacj, jakimkolwiek piknem, by wyrywao z biernoci, rozproszenia, chaosu. Pikno nie liczy si w mioci. Jest tylko apelem, przywoywaniem mioci. Gdy pokochamy, przestaje mie znaczenie. Liczy si jednak ogromnie w rozpaczy. Gdy przestaje dziaa intelekt, a zalena od jego informacji wola nie podejmuje decyzji, wtedy osamotnione emocje, niepoddane intelektowi i woli, s zagroone wanie biernoci, rozproszeniem, chaosem. I wtedy moe je scala pikno, bodziec tak silny, e zastpuje intelekt i wol. Pikno bowiem przywizuje, porywa, zatrzymuje przy sobie. Moe dlatego twrcy zakonw wznosili klasztory w piknych krajobrazach, aby chroniy one zakonnikw, gdy bd przeywali podobn do rozpaczy ciemn noc duszy, to oczyszczenie, powodowane przez Boga, ktre jest agoni innych ni Bg

108

celw ycia i jest zarazem uczeniem si umiejtnoci trwania w mioci, wierze i nadziei, trwania przy Bogu. Ratowa mio, gdy utracilimy ukochan osob, to chroni emocje przed zagad fascynujc je piknem: ogldaniem obrazw, rzeby, architektury, krajobrazw, gr, morza, lasw, kwiatw, suchaniem muzyki, poezji. Te doznania mog przycign mylenie, wyzwoli wybory, powodowa powoli wewntrzn aktywno czowieka. Trzeba to robi zaraz. Gdy sami nie mamy siy ani skojarze, by styka si z piknem, musi nas prowadzi do pikna kto z naszych przyjaci, znajomych, bliskich. Kto musi pomc. Musi uatwi zafascynowanie lub sam zafascynowa sw myl, atrakcyjnoci, bezinteresownoci, dobroci. Gdy zauwaymy, e wywouje to wdziczno, moemy by pewni, e pikno oddziaywa na uczucia. Wdziczno jest bowiem wewntrzn aktywnoci czowieka, znakiem scalania emocji. Jest przesanym umiechem. Jest agodnoci, wyjciem na chwil z tragicznego losu, przerwaniem procesu pogrania si w rozpaczy. Nie jest jednak jeszcze uratowaniem mioci. Jest pierwszym punktem w walce o skierowanie kogo ku nadziei. Pilnujc kontaktw z piknem i wywoywania wdzicznoci naley wyrywa zrozpaczonego z dalszych etapw zagroenia.

a) Wydobywanie z lku
Gdy poczucie zagroenia przybierze posta lku, naley dotknitego nim wyrywa z jego objaww. Zupenie odwrotnie ni w medycynie. W tym wypadku naley leczy objawy, nie ich rdo. Lku nie wolno dotyka. le robi egzystencjalici, e ka czowiekowi posugiwa si swym lkiem. Ten lk naley ignorowa, nie dostrzega go, pomija, aby nie wywoa blu. Lk naley niszczy poprzez jego wcielenia, ktrymi s podejrzenia, przypuszczenia, zazdro, popoch, panika. Podejrzenie, przypuszczenie, a porednio zazdro, s wynikiem pomylenia moliwoci z realnoci. S uznaniem postulatu za to, co jest, marzenia za rzeczywisto. Mylenie moliwociami, postulatami, marzeniami, a nie realnymi

109

bytami i dobrze zidentyfikowanymi ich wasnociami oraz relacjami, wywouje wanie popoch i panik. Z podejrze i przypuszcze, porednio wic z zazdroci, naley leczy uczc odrniania tego, co moliwe, od tego, co realne. Naley odzwyczaja od wizania emocji z podejrzeniami i przypuszczeniami, z moliwoci, postulatem i marzeniem. Naley wiza emocje z tym, co prawdziwe i dobre w realnych bytach, gdy prawda i dobro nie przysuguj moliwociom, postulatom, i marzeniom, ktre s tylko kombinacjami poj, tylko myleniem aksjologicznym, a nie identyfikujcym realn rzeczywisto. Trzeba po prostu uczy metafizyki bytu. Zreszt nie wiem, czy bez tej metafizyki mona w ogle uratowa sw mio i ycie. Lk najpeniej przejawia si w zazdroci. Bezporednio leczy si z niej stosujc kilka zabiegw: ukazywanie w zazdroci adunku zudzenia, agodzenie apodyktycznoci, zachcanie do akceptowania wolnoci, budzenie zaufania do ludzi. Ukazywanie w zazdroci zudzenia to nawizywanie do szkodliwoci mylenia moliwociami. Nie wszystkich jednak przekonuj zarzuty stawiane temu myleniu, gdy jako przedmiot analiz filozoficznych tkwi ono gboko w naszej kulturze. Trzeba by na nowo nauczy mylenia realnymi bytami, co trwa do dugo. Zreszt argumenty rozumowe nie zawsze mobilizuj emocj i czowiek przyjmuje je z rezerw. Naley moe raczej posuy si t wanie pedagogik, ktra opiera si na postulatach i dyskwalifikowa apodyktyczno wobec ludzi. Poniewa apodyktyczno jest podporzdkowywaniem sobie ludzi, nawet osoby kochanej, naley zachca do akceptowania czyjej wolnoci. Wyjania, e mio jest darem i e wobec tego ma rdo w wolnoci. Chronienie i nie atakowanie wolnoci, wspomaganie jej, zabezpiecza mio. Zniechcajc do apodyktycznoci i zachcajc do akceptowania wolnoci, starajmy si zarazem ukazywa warto zaufania. Mona nie formuowa tego wprost, lecz wsplnie rozwaa na przykad tre pierwszego i sidmego przykazania. Pierwsze uczy przesunicia siebie na drugie miejsce i oddania pierwszego miejsca Bogu. Uczy wanie mioci: suenia osobie kochanej, a nie podporzdkowania jej sobie. Sidme przykazanie uczy nie zabierania tego, co nie jest moje. Odzwyczaja od stosowania przemocy, usprawnia w duchowej elegancji, w szacunku dla czego, co powinno by darem. Dyskwalifikuje wic zazdro, jako apodyktyczne zabieranie sobie

110

kogo wbrew jego wolnoci. I chroni przed najgorszym, przed tym, co moe nadej, przed przywaszczeniem sobie wasnego ycia: chroni przed samobjcz mierci, ktr jednak czasem podejmuj zaamani utrat mioci, gdy nie udao im si przezwyciy rozpaczy. W ogle wychowanie do poszanowania czyjej wasnoci i wykluczenia kradziey przygotowuje do szanowania ycia, wolnoci, mioci. Otwiera na mio, na ludzi. Naley wtedy korzystnie ukazywa znajomych, bohaterw ksiek, osoby znane z historii. Naley uczy yczliwego mylenia o ludziach, gdy wanie ze przeycie utraty osoby kochanej wyzwolio nieufno. To ukazywanie ludzi w ich zaletach, w dobrym wietle, moe obudzi potrzeb przyjani, poszerzenia wic krgu osb kochanych. Zmaleje wtedy tragizm utraty tej jedynej, wybranej osoby. Trzeba jednak uwaa, aby to poszerzanie krgu przyjaci nie zostao odczytane jako akceptacja odejcia tego kogo tak rozpaczliwie upragnionego. Nigdy bowiem nie wolno atakowa tego, co kto kocha. Nigdy nie wolno nie potwierdza zachwytu wobec osb kochanych. Nie wolno bowiem rani. Kto, kogo chcemy ochroni, odsunie si od nas. Nie wyrwiemy go wtedy z zazdroci. Przeyje zawstydzenie, ktre jest pogbieniem si poczucia zagroenia. Gdy kto zainteresowa si filozofi bytu, gdy rezygnujc z mylenia moliwociami i z postawy apodyktycznoci powtrzy zachowania agodne, gdy w wypowiedziach wskazywa na zalety ludzi, to znak, e kolejne miejsca w procesie rozpaczy udao si napeni dobrem. Moe ono przerwa rozpacz. Gdy jednak lk by bardzo gboki, tak gboki, e moe tam dotrze tylko mio i tylko Bg, rozpacz trwa dalej, a poczucie zagroenia przeksztaca si w zawstydzenie.

b) Zapobieganie zawstydzeniu
Zawstydzeniu mona wyj naprzeciw zachcajc do wycieczek, do spacerw po parku, w ogrodach, do zwiedzania muzew, miast, i krajw. Zawstydzenie bowiem ma najczciej posta ucieczki. Trzeba wobec tego uprzedzi zrywanie kontaktw, zmian miejsca pracy. Trzeba wzi urlop i trzeba udzieli urlopu. Ci, ktrzy decyduj o urlopach, powinni pilnie studiowa powody proby o przerw w pracy. I powinni j nawet zaleci, aby kogo nie zabio zmczenie lub wanie zawstydzenie.

111

Trzeba jednak towarzyszy w tej przerwie, w urlopie, w zwiedzaniu, spacerze, wycieczce. Trzeba by blisko, gdy zawstydzenie, wywoane popochem i panik, ma posta przeraenia, zmuszajcego do ucieczki lub zamknicia si w sobie. Przed ucieczk ratuje spacer, urlop. Nie ratuje przed zamkniciem si w sobie. Potrzebna jest wtedy inna pomoc: obecno osb. Doprowadzenie do pozostawienia otwartych drzwi duszy, do nie-zatrzanicia okien, wymaga wanie obecnoci przyjaci. Nie jest to ta obecno najpotrzebniejsza, likwidujca poczucie utraty mioci. Jest to obecno mistrza, nauczyciela, wychowawcy, ktry musi przeprowadzi z pozycji rozpaczy, z pustki wewntrznej, z agonii, znowu w szczcie, w dotychczasow aktywno wewntrzn, w peni ycia. Takich zada nawet sobie nie uwiadamiamy, rzadko je podejmujemy, a gdy ju jestemy przy zrozpaczonych, to poddajc si ich przeraeniu nie ledzimy etapw procesu zagady ich ycia, nie wnosimy dobra w sabe miejsca rozpaczy, lecz tylko jestemy. Jake jednak i to jest wielkim dobrem. By przy kim cierpicym, by jak ciepo, powietrze, oparcie. Ratowanie przed zamkniciem si w sobie to wprost nuce przeksztacenie w tak wszystkich nie, stanowicych teraz repertuar przey kogo zrozpaczonego. Wstydzi si on, e nie suy mioci, e j sobie podporzdkowywa, e nie by do mocny, e uleg panice, e zazdroci, e jest samotny, e tskni, walczy, e przegra. Wstydzi si odrzucenia, negacji, pogardy. I trzeba mu z uporem powtarza, e suy, jak umia, e chroni mio, e by silny, spokojny, e szanowa wolno, e ma przyjaci, e susznie chce obroni sw mio, e wygra, e nie jest to jeszcze odrzucenie, negacja, pogarda, lecz refleksja osoby, ktra odesza, jej proces wyboru. Naley oddziaywa ukazywaniem osigni i zalet po obu stronach mioci. Powinno si zaatakowa samo zawstydzenie. Jest ono bowiem znakiem, e przez mio rozumiemy tylko wzajemno. Jest to suszne rozumienie w perspektywie metafizyki tylko relacji. Owszem, mio jest relacj czc dwie osoby. Taka jest jej natura. Jednak w perspektywie metafizyki bytu nie mio decyduje o losie osb, o tym, e maj by razem. O losie mioci decyduj osoby. I swoj mioci maj suy osobom, a nie mioci. To nie osoby podlegaj mioci, lecz mio podlega osobom.

112

Zawstydzenie ma wic rdo w relacjonistycznym myleniu o mioci, moe w socjologicznie ujmowanej sprawiedliwoci. Uwaamy, e za mio powinnimy otrzyma mio. Tymczasem mio przekracza sprawiedliwo, gdy jest darem, a daru nie mona odwzajemni. Nie podlega on sprawiedliwoci, lecz wolnoci. Kochajc, nie mamy podstaw do spodziewania si mioci. Moemy mioci tylko suy. A suc, nie zarabiamy na mio. Mio, jako dar, wynika z innych uwarunkowa: z samego istnienia, przystosowujcego do siebie inny byt istniejcy. Utosamiamy mio z obecnoci. Mio jest postaci obecnoci, ale nie musi przybra tej postaci. I gdy jej nie przybierze, jest tylko sub bez rewanu, bez wzajemnoci. Wyznacza nieobecno, lecz nie osamotnienie. A zgoda na czyj nieobecno wymaga nauczenia si heroizmu. A tyle wyjanie trzeba przeciwstawi zawstydzeniu, tej trudnej postaci poczucia zagroenia. Nie zawsze te wyjanienia uspokajaj. Najczciej w ogle nie wnosz spokoju. Potrzeba obecnoci osoby kochanej jest tak silna, a motywowane prnoci cofnicie si w siebie, to obraenie si majce posta zawstydzenia, tak gbokie, e wprowadzaj w etap blu, w now posta procesu rozpaczy.

c) Leczenie blu
atwiej leczy z blu ni z zawstydzenia. Przeamaniem zawstydzenia jest zwierzenie. Gdy kto zaczyna si zwierza, opowiada sobie, wanie wtedy przeamuje zawstydzenie. Powinnimy wic zawsze mie czas na suchanie czyich bolesnych zwierze. Sucha i w ten sposb utrwala otwarcie okien duszy. Nie naley odchodzi, przerywa, naley sw agodnoci i zainteresowaniem podtrzyma niemiae wychodzenie przey z ich zamknicia. Tak atwo bowiem mog si one cofn. I wtedy nasza suba ludziom bdzie musiaa polega na wyrywaniu ich z blu. Blem s wszystkie przegrane, wszystkie niepowodzenia, utrata mioci. Bl dokucza na poziomie ciaa i psychiki. Na poziomie psychicznym jest ju wiadomoci blu. Ju wiemy, co si stao. Wyraamy to w pojciach, zdaniach, raczej bezadnie, gdy na poziomie psychiki nie stosujemy rozumowa. One s dzieem duszy. Trzeba

113

wic przenie bl na poziom duszy. Tu staje si on cierpieniem, ktre jest rozumieniem uwiadomionego sobie blu. Przeniesienie blu na poziom duszy, rozumienie go, leczenie rozumowaniami, szukaniem rde i konsekwencji, to ju wyrwanie si z procesu rozpaczy. Cierpienie jest uratowaniem czowieka. Nie niszczy duszy, gdy jest ona niezniszczalna, raczej j leczy, gdy oczyszcza, umacnia, czyni czym odpornym, przewidujcym, wyrozumiaym, wybaczajcym. Aby jednak cierpienie tak funkcjonowao, poczona ze smutkiem cierpliwo musi wywoa al pokut. Gdy jeszcze nie zaatakowa nas smutek, gdy jestemy dopiero na etapie blu, trzeba wiadomoci, zwierzajcej swoje niepowodzenia, dostarcza zasad adu, trzeba jej zwierzenia ukada w grup rde, wydarze, konsekwencji. Podjcie przez kogo, kto przeywa bl, rozumowa, to przenoszenie blu z psychiki na poziom duszy. Gdy przy pomocy rozumowa znajd si one w duszy, bdzie mona uruchomi decyzje, co jednak nie przychodzi atwo, Wymaga to bowiem wanie alu i pokuty, ktre potrzebuj smutku. Bl wic, utrwalony w psychice, to smutek. Moe nam si nie uda wyrwanie kogo ze smutku. Wtedy etapem rozpaczy staje si izolacja. Gdy jednak uda si nam zwiza smutek z cierpliwoci, bl przeniesiony z psychiki w dusz dziki rozumowaniom, teraz jako cierpienie powie si z alem i pokut. Wtedy mi tylko zostaje przerwana rozpacz, lecz zaczyna si take leczenie duszy z ran, zadanych utrat osoby kochanej.

d) Przeamywanie smutku
Smutek, jako bl w obszarze psychiki, jest zawieszeniem dziaa, nawet wyganiciem potrzeby zwierze. Jest wobec tego oczekiwaniem, jeszcze oczekiwaniem. Trzeba to oczekiwanie przedua, trzeba sugerowa, e wrci osoba kochana, gdy przecie moe si zdarzy, e wrci. Trzeba wywoa cierpliwo, wprost wiza smutek z cierpliwoci. Smutek powizany z cierpliwoci to ju tsknota. A tsknota jest normalnym yciem duszy. Ona wanie budzi al, e stosowalimy bdne dziaania i wywouje pokut, ktra jest przemian mylenia i wprowadzaniem nowych dziaa, lepszych, zgodnych z prawd i dobrem, chronicych mio i zbliajcych do ukochanych osb.

114

Wizanie jednak smutku z cierpliwoci, ktra jest zgod na cierpienie, wprowadzajce w tsknot, w stan aprobowania nieobecnoci kogo kochanego, w stan tylko nadziei, odwrotnoci rozpaczy, nie jest atwe. Trzeba bowiem jeszcze mocniej oywi uczucia. Fascynowalimy je piknem, aby wywoa wdziczno. To przeycie chronio czowieka. Na etapie smutku trzeba take fascynowa emocje piknem. Nie wystarcz tu jednak obrazy, rzeba, architektura, pejzae, gry, morza, lasy, kwiaty, muzyka, poezja. Nie wystarczy oddziaywanie na wzrok i such, docieranie do uczu przez ciao. Potrzebne jest zafascynowanie piknem wielkiej myli, filozofii bytu, teologii, moe tym, co w. Franciszek z Asyu mwi o radoci doskonaej, moe a treci Ewangelii. Gdy jednak nie uda si przeprowadzenie kogo ze smutku w tsknot, gdy intelekt nie zareaguje na fascynacje wspomagane emocjami, zacznie si proces utraty celu ycia.

2) OBRONA PRZED UTRAT CELU YCJA


Jeeli jest zagroony cel ycia, to trzeba wanie broni tego celu. Jeeli kto go utraci, to albo musi skierowa si do nowego celu, albo zgodzi si na t utrat i w niej uzna swj los: samotno mioci. Zarwno nowy cel ycia, jak i zgoda na samotno mioci, wymagaj przebudowy duchowego ycia czowieka. Cae ukierunkowanie duchowe na dotychczasowy cel trzeba przeksztaci. Proces tego przeksztacenia nazywa si metanoj: oczyszczenie z tego, co byo, oraz zrozumienie i wybranie innej perspektywy. Musi si to odbywa w penej prawdzie iw penym dobru, gdy na tym etapie rozpaczy nie wystarczy cokolwiek. Trzeba umiowa now sytuacj, by mie si intelektualnie j podj i spenia swymi decyzjami. Intelekt oczyszczany prawd nabywa pokory, ktra stanowi zrozumienie tego, co faktycznie jest i odsunicie tego, co faszywe, zudne, fikcyjne, nie odniesione do nas. Wola oczyszczona dobrem podejmuje decyzje, wprowadzajce w humanizm: w sub osobom przez mio, wiar i nadziej, w sub bez rewanu, bez wzajemnoci, w sub heroiczn.

115

Jest w nas wci mio, teraz obolaa, chora, cierpica, odrzucona. Jest. I ona stanowi podstaw, a zarazem szans metanoi: oczyszczenia, a take zrozumie na poziomie pokory i decyzji, na poziomie humanizmu. Aby ta mio zacza chroni czowieka od wewntrz, trzeba otoczy opiek przede wszystkim smutek i cierpliwo, aby pojawia si tsknota. Gdy emocje, fascynowane piknem wielkiej myli, przesun bl w obrb duszy i stanie si on cierpieniem, tsknota razem z cierpieniem zaczn leczy chor mio. Cierpienie bdzie oczyszczao mylenie i decyzje, a tsknota bdzie je kierowaa poza wntrze czowieka do tego, co pikne, by std przej do prawdy i dobra. Wywoanie takiego procesu nie jest atwe. Smutek bowiem jest bardzo oporny, trudno dostpny. W swej penej postaci jest potrzeb pustki i dlatego tak atwo mu przeksztaci si w izolacj. Najpierw udzi tym, e czowiek uzyska wewntrzn cisz, a potem sytuuje nas w izolacji. Cisza jest pogbieniem zawieszenia mylenia, decyzji, emocji. Ale jako to zawieszenie jest bliska oczekiwaniu i cierpliwoci. Trzeba wic w dalszym cigu podtrzymywa oczekiwanie i cierpliwo. Trzeba te aktywizowa potrzeb rozmw, gdy cisza wyklucza konsultacj, pytania, dialog. Z osobami smutnymi, ktre wci od nas odchodz w osobno, izolacj, trzeba rozmawia, trzeba ich szuka, odwiedza je, otacza ludmi, problemami, zadaniami, aby cisza nie staa si izolacj, a z kolei negacj wszystkiego. Gdy to si stanie, gdy bdziemy odsuwani nieczuoci, niewraliwoci, odejciem, trzeba po prostu si narzuca, trzeba znowu powodowa wdziczno, w dalszym cigu fascynowa, by, wymylajc cokolwiek, co uzasadni spotkanie. Tak przecie szuka si owcy, ktra zgina, ukrytej pery. I zapal si wiato, aby byo wida to, co zgino, to, co ukryte. Doniosa jest rola odwiedzin, wizyt, spotka, obecnoci. Przecie nieobecno ukochanej osoby jest rdem tragedii, tej rozwijajcej si rozpaczy. Kada wic obecno leczy, jest przynajmniej przewiniciem rany utraty, jest odrobin lekarstwa, ktre moe wywoa regeneracj mioci. Tylko mio moe przywrci potrzeb pracy, ch do uczenia si, rozwijania intelektu, porzucenia bezczynnoci. Moe podtrzyma oczekiwania, pomc odnale cel ycia, wyrwa z faszu, za, bezmylnoci, z procesu unicestwienia.

116

Oywianie mioci na tym etapie zagroenia rozpacz musi polega na przeamywaniu reagowa mechanicznych, na zachcaniu do dziaa przez wizanie ich z radoci. Dziaania mechaniczne to wykonywanie zada z nawyku, bez wewntrznego przejcia, niedokadnie, bez radoci. To zarazem uchylanie si od pracy, wybr raczej braku dziaa. Znaczy to, e dzieje si wszystko nie tylko poza myleniem i decyzjami, lecz take poza emocjami. Nie fascynuje ju pikno rzeczy i myli. I nie naley ju teraz nimi oddziaywa. Nie naley te leczy prac. Bdzie ona wci mechaniczna, bez efektw wytwrczych i psychicznych. Trzeba podj to, co dzieje si w wewntrznej sytuacji zrozpaczonego. Poniewa sytuacja ta polega na ucieczce od rzeczywistoci w marzenie, w mylenie moliwociami, ktre uspokajajc troch pocieszaj, i polega na ucieczce decyzji w t radujc pociech, naley stosowa mylenie moliwociami i podtrzymywa t wt rado tak oddziaujc, by budzia si tsknota. Ucieczka w mylenie moliwociami jest odejciem od prawdy. W zwizku z tym zaamuje si wiara, ktr stanowi relacj, wywoana oddziaywaniem na siebie osb t wanie wasnoci. Zaamuje si wierzenie ludziom i wiara w Boga. Nie pomog argumenty metafizyczne i teologiczne, wspierajce si na identyfikowaniu rzeczywistoci, od ktrej odstpio mylenie. Mog pomc argumenty moliwociowe. Ratowa si nimi, jak wiemy, nawet Pascal. Nie wymagaj rozstrzygni ani decyzji, wymagaj tylko rozwaenia. Trzeba te moliwoci rozwaa i ukazywa. Moe oywi, moe zregeneruj mylenie. Przebywanie w tych moliwociach jest teraz ratunkiem. T sam pozycj rozstrzygnicia ma w obszarze moliwoci tak nieistnienie, jak i istnienie Boga, S tylko moliwociami. Wszystko jedno, ktr bdziemy si kierowali. Moemy wic tak postpowa, jak gdyby Bg istnia. Takie rozwaania trzeba stosowa lub sugerowa. Moe oywi rado, ktra w reagowania mechaniczne wniesie cel, cho cie celu, z ktrego jest dojcie do wiata, nadzieja nadziei. Ucieczka w radujc pociech, pynca z marze, z kojarzenia moliwoci, a wic kojarzenia raczej zda i sdw ni rozumowa, to oddalenie od mylenia i decyzji, lecz zblienie do smutku i wniesienie w ten cie mioci czego pozytywnego: odrobiny ciepa. Trzeba t rado powiksza, by zmniejszaa wyzibienie, by rozgrzewaa

117

emocje, wstrzymywaa proces speniania si konsekwencji odwrotnoci prawdy, dobra, istnienia, mylenia, szczcia, by podtrzymywaa oczekiwanie, ktre przemienia smutek w tsknot. I trzeba czeka mnoc moliwoci i powikszajc rado. Moe oczekiwanie przemieni smutek w tsknot. Tsknota wzmocni cierpienie, a cierpienie wyrwie z rozpaczy. Jeszcze tu, jeszcze na tym etapie, procesu wewntrznej zagady moe uratowa czowieka jego cierpienie.

3) OYWIANIE MOTYWW SAMOOBRONY


Na etapie rozpaczy, ktrym jest wygasanie motyww samoobrony, dominuje zapominanie, letarg woli, rozpraszanie si emocji. Poznajemy to po niewraliwoci na rozumowania, po mechanicznym, bezwolnym dziaaniu, po nieuzasadnionych, bezmylnych i niechcianych nastrojach jako wyniku panoszenia si kaprysw. Jest to wycofywanie si ze wszystkiego, z dawnego i aktualnego ycia: rezygnacja z mioci i z marzenia w obawie przed blem. Teraz trzeba ju dziaa szybko i gwatownie. Trzeba zadawa bl mwic wyranie o utraconej osobie, o zaamaniu si mioci przez nikogo nie podtrzymywanej w trwaniu. Trzeba tym blem wywoa gniew emocji, krzyk, ktni, zdenerwowanie. Trzeba teraz stosowa to, czego nigdy nie powinno si robi: mylenie i decyzje wypenia emocjami, ich gniewem, marzeniem o ukaraniu winnych naszego nieszczcia i radoci, e nie minie ich kara. Jest to straszna kuracja, ryzykowna, wychowujca mcicieli, gdy si utrwali. Kierowana jednak, wstrzymana, gdy scali si osobowo, gdy intelekt zacznie obmyliwa sposoby walki i wymierzania kary, nie zniszczy czowieka. Trzeba wic pilnowa, aby te pomysy nie uruchomiy decyzji. Decyzjom trzeba powoli podsuwa postaw zdegustowania brzydot zachowa Osb, ktre od nas odeszy. Do tych decyzji trzeba dociera take przez emocje, przez szokowanie ich odwrotnoci pikna, wanie brzydot nieyczliwoci, niewiary. Trzeba wywoywa potrzeb karania nie przez nas, lecz przez samoudrczanie si osb, ktre zawiniy. Z czasem t negatywn postaw

118

naley przeksztaci w lito i miosierdzie, w pozytywne, spokojne i agodne, pene wtedy tsknoty i cierpienia kierowanie si uratowan mioci. Trzeba tak dziaa, aby scalaa si osobowo, aby jednoczyy si emocje i wizay z sob mylenie oraz decyzje, aby nie zacza spenia si odwrotno szczcia i istnienia, aby nie realizowao si poczucie odrzucenia przez poddanie si nieszczciu i unicestwieniu. Trzeba zarazem otacza zrozpaczonych wielk mioci, ju nie ciepem, lecz upaem serca. Trzeba wywoywa w ich woli przeraenie nieszczciem utraty mioci, jeeli zawodzi budzenie gniewu. I trzeba atakowa mylenie nieprecyzyjn eschatologi: piekem, niebem, by przez ten szok wprowadza w pikno, w prawdziwo i w dobro odnoszenia si do nas Boga. Trzeba nawet budzi zazdro o wszystko: o to, e inni bd yli szczliwie, gdy mu umrzemy, e bd zbawieni, e bez nas rwnie dobrze bdzie trwao istnienie, ycie i szczcie. Ju nie mona oszczdza zrozpaczonych, ju nie mona nie poda w dozwolonych dawkach tych wymienianych tu trucizn, jak gniew z perspektyw mciwego karania, jak fascynacja brzydot, jak zalecanie zej teologii kary i nagrody. Moe mciwo napeniana brzydot wywoa w nas niech do takiej postawy, do takiego planu dziaa i przerodzi si w lito i miosierdzie. Moe lk przed blem, ktrego nie szczdzi pieko, pchnie zrozpaczonych w przeraenie. Moe wtedy uciekajc od wszystkiego, zgodnie z tym, co w nich si dzieje, rzuc si w popochu i panice, na olep, jak podrni z toncego statku, jak wypdzeni poarem z poncego domu, w odmty i przestrze mioci Boga. Tylko tak w kocu moe czowiek wyrwa si z rozpaczy, jeszcze w ostatniej chwili, jeszcze przed utrat ycia. Znakiem przezwycienia rozpaczy w tej ostatniej jej fazie s zy, jedynie zy, wyraajce powrt, pocztek nadziei. Dotyczy to wszystko dugotrwaego procesu rozpaczy. Gdy proces ten jest nagy, nie wolno wzmaga popochu i przeraenia, ktre s postaciami lku. Trzeba natychmiast i gwatownie je wycisza, opanowywa, wstrzymywa. Trzeba te wycisza zo, przyczynowan przez prno, ktra przynagla decyzje. Trzeba wstrzymywa podejmowanie decyzji. Ratuje si ludzi

119

wzmacniajc w nich cierpliwo przez tworzenie atmosfery ciszy, adu i poczucia bezpieczestwa. A tworzy je obecno. Chroni ona przed przeraeniem lub pustk i przed signiciem po narzdzie samobjczego zniszczenia ycia. Niech Bg pomaga nam w uratowaniu take tych najbiedniejszych naszych braci.

4) DOPOWIEDZENIE
Dodajmy pedagogika te, e wprost zdumiewa w ratowaniu czowieka przed konsekwencjami rozpaczy stosowanie bdu: krytykowana czsto przeze mnie postulatw, wywoywanie gniewu, mobilizowanie moliwoci wymierzenia kary, kontaktowanie z brzydot, spowodowanie przeraenia, posuenie si z teologi nagrody i kary, gwnie kary pieka. Nie wolno stosowa tych celw i rozwiza w normalnych procesach rozwoju. Gdy jednak rozpacz wchodzi w swe ostatnie fazy, te rodki mog sta si skuteczne. Czy dlatego, e bd, niedokadno, jako sposb wyrywania z rozpaczy, bardziej przystaj do bdnych postaw kogo zrozpaczonego? Czy dlatego, e s czytelniejsze, szybciej przyswajane przez znieksztacon psychik? Dlaczego ponadto rozwina si w kulturze pedagogika postulatw i modeli ycia, pedagogika stosowania kar, wprost przemocy, psychicznej presji, teologia nagrody i kary? Dlaczego tak powszechnie s stosowane? Czy tworzyli je ludzie zrozpaczeni i bardziej ratowali siebie ni innych? Czy moe czstsza jest rozpacz: ni mio? Czy rozpacz atakuje take pokolenia, spoeczestwa, narody, a nie tylko niekochanych? Czy jest a tak wielu niekochanych, tych, ktrzy utracili mio? Czy moe czstsza jest ciemna noc mioci ni mio i szczcie? A moe po prostu w yciu religijnym ludzi czstsze jest bierne oczyszczenie duszy, tak podobne w swym przebiegu do rozpaczy? I moe dlatego pedagogika i teologia ascetyczna chciay przeraa, aby ratowa czowieka. Utrata mioci do czowieka nie powinna wywoywa rozpaczy, lecz cierpienie. Gdy wywouje rozpacz, znaczy to, e przypisalimy czowiekowi pozycj absolutu, wprost Boga. Rozpacz wynika. wic z bdu uznania czowieka za jedyny, ostateczny cel ycia.

120

Utrata mioci, do Boga, do jedynie ostatecznego celu ycia, zawsze wywouje rozpacz. ycie jest wtedy zamknite w sobie, izolowane, jest blem, procesem rozpaczy. Jest dziaaniem z pozycji rozpaczy, jest powoln mierci nadziei, nawet wtedy, gdy wydaje si nam, e osignlimy wewntrzn cisz, niezaleno, wolno, wszystkie cele, dostpne nam bez niczyjej pomocy, konkretny wymiar ludzkich nadziei. Zdradza nasz rozpacz to wyrzekanie si czyjej pomocy, uzalenie, powiza, gdy jest to wyrzekanie si utraconej mioci. Mio to szczliwe powizania ludzi. Mioci jest take ycie religijne, jako osobowa i uszczliwiajca wi czowieka z Bogiem. Utrata mioci w obu wypadkach wywouje rozpacz. Przezwycianie rozpaczy wprowadza w nadziej, ktra jest oczekiwaniem, aby kochano nas i nam wierzono oraz bymy my mogli kocha i wierzy. Nadzieja jest wic bliska cierpieniu i tsknocie: jest zrozumieniem uwiadomionego sobie blu, i potrzeb obecnoci. Jest naszym oparciem midzy rozpacz i mioci, stanem niekochanych lub tych, ktrzy nie chc kocha, szans osb, gnbionych nieobecnoci i niewiar, zapewne wic i ateizmem. Jest ubogim szczciem niekochanych i niewierzcych. Nadziej w warstwie emocji wyraa wdziczno. W warstwie decyzji wyraa j spokojna pogoda wewntrzna, rado przeniknita cierpieniem i tsknot. W warstwie mylenia jej znakiem jest skutek marzenia: tworzenie utopii, projektw raju na ziemi, szczliwej Arkadii. Wywouje nadziej pikno, spacer, wycieczka, zwiedzanie wystaw, ogrodw, krajw, rozmowa, marzenie jako mylenie moliwociami, rozpoznanie swych zalet i zgoda na siebie, szacunek dla czyjej wasnoci, przezwycienie prnoci, niekiedy gniew, przeraenie, brzydota, wreszcie agodna zgoda na los osb niekochanych. Nadzieja jest wic swoist rwnowag wewntrzn, tym, co najlepsze midzy wanie rozpacz i mioci. Jest przezwycianiem uznawania celw bliszych za ostateczne, uczeniem si rzeczywistoci, wizania decyzji i emocji z prawd i dobrem poprzez pikno. Najkrcej mwic, pikno wprowadza nas w nadziej, nigdy w rozpacz i nigdy w mio. Wyrywa nas z rozpaczy, lecz nie ma siy wniesienia nas w mio. Zatrzymuje przy sobie w pogodnej kontemplacji nie dopuszczajc do spenie: do

121

nieszczcia mierci z rozpaczy i do szczcia trwania w mioci. Budzc jednak oczekiwanie, ktre jest nadziej, kieruje do prawdy i dobra, wiary i mioci, gdy nadziej oywi cierpienie i tsknota.

3. BIERNE OCZYSZCZENIE DUSZY


1) ASCETYCZNA NOC CIEMNA I BIERNE OCZYSZCZENIE
Ciemna noc duszy, ktrej religijnym yciem jest udzielana nam przez Boga nadprzyrodzona mio, wspomagana w trwaniu z zarwno dziaaniami naszego intelektu, woli i emocji, jak te i aski, cnt wlanych i darw Ducha witego, bdca zarazem ciemn noc mioci, jest skutkiem powodowanego w nas przez Boga biernego oczyszczenia. Bierne oczyszczenie duszy to wpyw Boga na nas, na wywoan w nas przez Boga mio, wiar i nadziej, dane nam do dyspozycji, wpyw na nasz intelekt, wol i emocje. Uksztatowalimy swoje odniesienia do Boga w oczyszczeniu czynnym wedug swych najlepszych pomysw i poucze ascetycznych. Nie zawsze jednak jest to uksztatowanie zgodne z planem Boga, to znaczy do koca zbliajce do Boga. I Bg, aby odpowiedzie na nasz tsknot, musi dan nam do dyspozycji mio przebudowa, wydoby j z nadanego jej przez nas ksztatu i faktycznie skierowa do siebie. Musi j oczyci wbrew naszemu pomysowi, wprost bez nas, gdy robimy to le. Stawia nas w sytuacji biernego, przez siebie powodowanego oczyszczenia: zmienia dziaania naszego intelektu, woli i emocji, by wedug planu Boga wspomagay mio, wiar i nadziej. Take one, mio, wiara i nadzieja, staj si inne. To wszystko nas dezorientuje, wprowadza w niepokj, w poczucie zagroenia, wywouje lk, bl, nawet zawstydzenie, smutek, powoduje utrat celw, izolacj. Wali si wszystko, co zbudowalimy. Przeywamy poczucie utraty Boga i Jego mioci. Faktycznie jest to utrata tylko przez nas tworzonych odniesie. Pozostaj odniesienia tworzone przez Boga. Nie umiemy jednak tego odebra. Nie wiemy, nie umiemy rozpozna, e dzieje si co prawdziwego i dobrego. Nie moemy jeszcze tego uzna. Jeszcze te emocje s zwizane z tym, co byo dotychczas, z naszym modelem odniesie do Boga.

122

Po prostu jeszcze mylimy dokonane przez nas oczyszczenie czynne z powodowanym przez Boga oczyszczeniem biernym. Uwaamy, e nasze wizi z Bogiem s takie, jak je uksztatowalimy. Jeszcze nie rozumiemy, e plan Boga moe by inny ni nasze pomysy. Zdaje si nam, e rozpada si nasze ycie religijne. Przeywamy ciemn noc duszy i ciemn noc mioci. Nie rozumiemy, co w nas si dzieje, nie umiemy uzna tego, co przychodzi. Kontaktuje si z nami Bg taki, jaki jest, nie ten, ktrego obraz wymodelowaa nasza wiedza i nasza tsknota. Jeszcze wic mylimy take kontemplacj czynn z kontemplacj biern: nasze odczytanie Boga z tym Bogiem, ktry daje si odbiera, przy pomocy darw Ducha witego. Kierujemy si do Boga mioci, wiar i nadziej, lecz tej mioci, wiary i nadziei nie umiemy uzgodni z darami Ducha witego, pozwalajcymi doznawa Boga. Jeszcze modelujemy obraz Boga i nasz mio. Jeszcze nie odbieramy Boga w peni i nie umiemy uzna ksztatowanej przez Boga mioci ani posugiwa si ni. W tym wszystkim trwa jednak niezmienna, ywa, gboka tsknota do Boga, tak mocna, e a podobna do godu. To jednak pragnienie, gd, tsknot, Bg take oczyszcza. Tracimy oparcie. Mamy poczucie klski i tym boleniejsze, e trwa dojmujca tsknota bez jasnego obrazu, tsknota do Boga. Tsknota wywouje cierpienie. Wypenia ono dusz, jej intelekt i wol. W duszy, intelekcie i woli panuje zarazem ciemno nocy. Psychika i emocje, nigdy nie doznajce obecnoci Boga, tylko informowane o Bogu przez intelekt, mobilizujcy wol i emocje, przeywaj teraz pustk. Intelekt informuje o ciemnoci. Wola jest zdezorientowana. Tskni i cierpi. Psychika i emocje, jak przy kadej utracie, s ogarnite rozpacz. W warstwie psychiczno-emocjonalnej czowieka trwa wic rozpacz. W duszy, w jej intelekcie i woli, trwa tsknota i cierpienie, noc, ciemno. Dokonuje si oczyszczenie bierne, lecz nie rozpoznane, podobne do utraty mioci. Nasze reagowania maj wic posta rozpaczy, s t rozpacz w psychice i emocjach. Ciemna noc duszy, jako skutek powodowanego w nas przez Boga biernego oczyszczenia, jest podobna do rozpaczy w jej dwu pierwszych etapach: w poczuciu zagroenia i utracie celw ycia. Trzeci etap nie nastpuje, gdy chroni nas tsknota i cierpienie.

123

Tsknota i cierpienie, ktre zawsze wyrywaj z rozpaczy, tym razem nie uwalniaj od adnej z postaci jej dwu etapw. Jest to znakiem, e nie rozwija si w nas rozpacz, lecz e wanie Bg dokonuje biernego oczyszczenia naszej duszy i mioci. Wyjanijmy wic, co dzieje si w osobie ludzkiej, gdy Bg dokonuje w czowieku biernego oczyszczenia jego duszy i w ktrych momentach moemy nie przetrwa oczyszcze, gdy zaingerujemy w, oczyszczajc nas prac Boga. A zawsze, jak w kadej rozpaczy, trzymajmy si nadziei, ratujmy si nadziej. Ufajmy, e Bg podejmie nasz tsknot, e nas ochroni, e wrci, e zawsze jest.

2) PRZEJAWY ROZWOJU YCIA RELIGIJNEGO a) Pierwsze nawrcenie (droga oczyszczenia)


Skonieni mioci do Chrystusa, a w Nim do Boga, gdy jest Bogiem i czowiekiem, podejmujemy oczyszczenie czynne, ktrego znakiem jest to, e kierujc si wiar staramy si wsppracowa z ask. Jest to okres wysiku utrzymania w sobie stanu aski. Staramy si wic przeamywa w sobie obojtno wobec Boga, wiza z Bogiem przez wiar nasz intelekt i wol, kierowa do Boga mylenie i trwa przy Bogu decyzj. Staramy si te opanowa uczuciowo, scala j przez fascynowanie jej piknem Boga. Znakami szczegowymi, e te starania owocuj, jest trwanie wiary, modlitwy, opanowanie ciaa. Znakiem bardzo wanym i trudnym jest take narastajca obojtno wobec rzeczy. Nie pocigaj nas dobra ani materialne, ani duchowe. Zarazem pojawia si w nas oscho. Znaczy to, e ganie wewntrzna rado z powodu szczcia wiary i arliwoci modlitwy, e ogarnia nas ciemno i zimno. Musimy wtedy starannie sprawdzi, czy nasza obojtno wobec rzeczy nie przeksztacia si w brak wszelkich zainteresowa. Jeeli trwa zainteresowanie Bogiem, to wszystko jest dobrze. Musimy te sprawdzi, czy utrata radoci jako oscho nie staa si oziboci. Jeeli tsknimy do Boga, to nie naley si martwi. Musimy ponadto ustali, czy nasze opanowanie ciaa jest wspomaganiem emocjami denia do prawdy i dobra, czy te moe jest ich pominiciem, zablokowaniem, uwizieniem. Uwizienie emocji jest bdem i zagroeniem. Nie wczone w nasz sub prawdzie i

124

dobru, odcite, oddalone, pominite, mog kiedy przerwa blokad i porwa nas w nieokrelonym kierunku. Nie zawsze umiemy wszystko to sprawdzi i ustali. Potrzebna jest rada roztropnego wychowawcy i spowiednika. Potrzebna jest nam wci spowied i nieustanny, sakramentalny kontakt z Chrystusem, aby sam Chrystus przez Ducha witego tworzy w nas nasze z Nim powizania na chwa Ojca. Przeywajc obojtno, oscho, spokj emocji, wchodzimy powoli w oczyszczenie bierne, ktre wprowadza nas w drugie nawrcenie i trwa podczas drogi owiecenia.

b) Drugie nawrcenie (droga owiecenia)


Pogbia si nasza wiara, utrwala si aska, umacniaj si cnoty nabyte i wlane, uwyrania si dziaanie darw Ducha witego. Bg tworzy nasze ycie religijne. Dar mdroci doskonali w nas mio, dar rozumu wiar, dar umiejtnoci nadziej, dar rady roztropno, dar pobonoci religi, dar mstwa mstwo, dar bo jani Boej umiarkowanie. Dodajmy, e umiarkowanie jako cnota moralna, wspomagana darem bojani Boej, wie z sob agodno, pokor, czysto. Mstwo, wspomagane darem mstwa, doskonali cierpliwo. Dar pobonoci obok religii, pokuty i posuszestwa, doskonali sprawiedliwo. Dar rady pogbia roztropno, Te cnoty moralne, wspomagane darami, dotycz nadprzyrodzonych rodkw dojcia do Boga. Samego Boga dosigamy mioci, wiar i nadziej, gdy przenika je dar mdroci, rozumu, umiejtnoci. A dziki darom Ducha witego nas dosiga Bg i obecny w nas wywouje przystosowanie do siebie, ktre jest oczyszczeniem biernym, wprowadzajcym w etap owiecenia, przeywanego jako ciemna noc duszy. Jest to najpierw, na pocztku drogi owiecenia, ciemna noc zmysw i emocji. Pod koniec drogi owiecenia staje si ciemn, noc umysu: intelektu i woli. Znaki pocztkowego biernego, oczyszczenia: obojtno w postaci braku zainteresowania rzeczami materialnymi i duchowymi, oscho jako niemono

125

rozmylania i kierowania do Boga modlitewnych aktw strzelistych, poczucie grzesznoci i opuszczenia przez Boga, ciga pami o Bogu i ywe pragnienie Boga. Dar umiejtnoci wywouje w nas pomijanie rzeczy i uwyranienie Boga. Dar rozumu pogbia w nas modlitw ustn, myln i prostego wejrzenia wyzwalajc kontemplacj czynn, by j przeksztaci z czasem w kontemplacj biern. Dar bojani Boej oywia w nas pami o Bogu i pragnienie Boga wzmagajc zarazem poczucie grzesznoci i opuszczenia przez Boga. Uwyraniajce si w nas dziaanie darw to zarazem uwyranianie si dokonywanych w nas przez Boga oczyszcze. Nastpuje przebudowanie i pogbienie naszych wizi z Bogiem, odsunicie nas od nas i zblienie do Boga. Bg wie nas mocniej z sob, a oddala nas od nas samych. To wanie jest rdem poczucia zagroenia. Tymczasem jest to tylko uwalnianie nas od prnoci i umacnianie pokory. Wanie dar bojani Boej doskonalc w nas umiarkowanie, ktre jest cnot rwnowagi, swoistej prawdy o wszystkim, doskonali zarazem zwizan z umiarkowaniem pokor, jako zaakceptowan przez nas prawd o Bogu i o nas. Bg jawi si w swej niezwykej witoci. My, patrzc na siebie, rozpoznajemy zgodnie z prawd nasz grzeszno. Uznajemy to uzyskujc pokor, waciwy i prawdziwy wynik naszego, dobrze odebranego zetknicia z Bogiem. Dar bojani Boej doskonalc nasz pokor, zarazem zreszt czysto i agodno, chronic przed przeraeniem si nasz grzesznoci, musi zarazem wywoa i pami o Bogu, i poczucie grzesznoci, pragnienie Boga i niepokj, e Bg nas opuci z powodu naszych grzechw. Dar rozumu zaczyna doskonali w nas wiar, dziki czemu gbiej rozumiemy Boga i peniej Go odbieramy. Powinnimy wic take zrozumie, e nasza modlitwa ustna, mylna, prostego wejrzenia musi ulec pogbieniu. Dar rozumu wyzwala nas z tych etapw modlitwy. Jednak przyzwyczajeni do takich postaci modlitwy, nie nadajc za dokonywanymi w nas przez Boga przemianami, przeywamy wanie poczucie zagroenia, lk, e Bg nas porzuca, opuszcza. Jeszcze nie do mocno funkcjonuje w nas pokora, agodno zachowa, umiarkowanie w decyzjach. Jeszcze jestemy przywizani do siebie, jeszcze nie jestemy cakowicie skierowani do Boga, jeszcze nie ma w nas tego obdarowania Boga sw osob i w takiej wycznoci i wiernoci, ktre s pen czystoci. Jeszcze chcielibymy zachowa sobie samych

126

siebie i chcielibymy obdarowa sob Boga. Jeszcze jest w nas to rozdwojenie: prno i agodno, pycha i pokora, akomstwo i umiarkowanie, ju wierno Bogu, lecz i wizanie si z innymi celami, co nazywa si nieczystoci, jest zazdro, wywoana poczuciem opuszczenia przez Boga i niecierpliwe pragnienie Boga, poowicznie przyznajce Bogu wolno w podjciu naszej tsknoty, jest ju obojtno na rzeczy, lecz i wypatrywanie pociech, take gniew, take lenistwo, pozostaoci siedmiu grzechw gwnych. Oczyszczenie bierne duszy to miosierne oczyszczenie nas przez Boga z pozostaoci wanie siedmiu grzechw gwnych, z przywizana ktre wpywaj na mylenie, decyzje i emocje. Gdy Bg nas wyzwoli z tych pozostaoci, z przywizania do rzeczy i peniej skieruje do siebie, zmieni si nasze mylenie, uwyrani decyzje, zajaniej emocje. Dar umiejtnoci uczy nas prawidowego odniesienia do rzeczy, a wic ustawienia ich na drugim miejscu i przyznania w nas pierwszego miejsca Bogu. Uczy tym samym wizania z Bogiem nadziei, ktra chroni przed doznaniem przeraenia i rozpaczy. Rozpacz bowiem to zachowanie wobec nieobecnego dobra, ktre wydaje si nieosigalne, utracone. Nasze poczucie grzesznoci skania nas do poczucia utraty i wejcia na drog rozpaczy, lecz chroni nas nadzieja, e Bg jednak nas nie odrzuci. Nadzieja to zachowanie wobec nieobecnego dobra, ktre wydaje si osigalne. Jest to prawidowe zachowanie wobec Boga: oczekiwanie, akceptowanie wolnoci Boga i tsknota, ktra wyzwala pacz. Nadzieja bowiem, doskonalona darem umiejtnoci, ktry uzdalnia intelekt do waciwej, oceny rzeczy, wie si z zapowiedzi Chrystusa, e paczcy bd pocieszeni. W nadziei jest wic skierowanie do Boga, pragnienie Boga mimo naszego poczucia grzesznoci i odrzucenia. Jest punkt oparcia, pozwalajcy przetrwa oczyszczenie na drodze owiecenia, tak potrzebnej, wychowujcej i tak trudnej. Wspomaga nas na tej drodze w pocztkach biernego oczyszczenia gwnie dar bojani Boej, dar umiejtnoci i dar pobonoci. Dar rozumu, ktry take ju dziaa, stanie si naszym ratunkiem o wiele peniej w kocowym etapie oczyszczenia ostatecznie ukierunkowujc intelekt. Teraz zaczyna go oczyszcza. Pilniejsza jednak jest dla nas pokora, nadzieja i pokuta, ktre powinny towarzyszy poczuciu grzesznoci.

127

Dar pobonoci, ktry doskonali nasz wi z Bogiem, stanowic religi, oywia wanie pokut, posuszestwo i sprawiedliwo. Kieruje nas do Boga skaniajc do czci i zadouczynienia za grzechy. Poczucie sprawiedliwoci sprzyja podjciu pokuty, a posuszestwo yczeniom Boga, wyraonym w przykazaniach, zabezpiecza przed ucieczk z powodu wywoujcej lk witoci Boga. Nie uciekamy, trwamy w blu biernych oczyszcze. Pod koniec drogi owiecenia oczyszczenie pogbia si i poszerza. Boleniejsza w zwizku z tym staje si ciemna noc duszy, ju pena, ogarniajca wszystko w czowieku, teraz gwnie jego intelekt i wol. Znaki tego kocowego biernego oczyszczenia: utrata przywizania do rzeczy materialnych i duchowych w wyniku dziaania daru umiejtnoci, jeszcze peniejsza oscho w modlitwie, doskonalonej darem rozumu; sumienie nie wyrzuca nam grzechu cikiego po etapie pokuty, podjtej przez nas dziki darowi pobonoci, lecz mczy nas dojmujce poczucie opuszczenia przez Boga, wyzwalane przez dar bojani Boej, doskonalcej zarazem pokor, i trwa w nas nienasycone pragnienie Boga. Znaki pocztkowego i kocowego oczyszczenia s te same, lecz teraz dotkliwsze. Mniej tylko dokucza nam poczucie grzesznoci. Mniej ju po prostu mylimy o sobie, a zarazem prawdziwiej i sprawiedliwiej. Bardziej mylimy o Bogu, z wiksz ufnoci i zgodnie z obietnic, e grzechw odpuszczonych Bg nie pamita. Jestemy spokojniejsi, mimo e peni blu, cierpienia i tsknoty. Wspomaga nas teraz dar mstwa, dar rady i dar rozumu. Dar mstwa uzdalnia nasz cnot mstwa do przezwycienia lku, gronej postaci poczucia zagroenia, ktre zjawio si w nas, wywoane tym wszystkim, co Bg w nas sprawia. Doskonali te wyznaczon mstwem cierpliwo, tak potrzebn, by lk i bl przeksztaciy si w cierpienie, ktre, gdy wspomaga je al za grzechy i pokuta, wyzwala tsknot, w tym wypadku dotkliwe, jak gd, pragnienie Boga. Dar mstwa usuwa przeraenie, umacnia sprawiedliwo. Zabezpiecza przed rozpacz i wprowadza w pokut, tak potrzebn, gdy leczc rany, zadane grzechem. Wyzwala z niemocy, lenistwa, maodusznoci, oczyszcza i jednoczy emocje gniewliwe. Dar rady wnika w roztropno, ktra kieruje dziaaniami intelektu. Wnika wic take w intelekt, aktywizujc go do poznawania i chronic przed ignorancj. Skania do

128

dziaa miosiernych, do motywowania czynw dobroci, do postpowania, zgodnego z radami Ducha witego. Jest zdolnoci do podejmowania czynnoci, zapewniajcych osiganie celu ostatecznego i szczcia, ogldania Boga twarz w twarz w yciu wiecznym. Dodajmy, e tak, jak dar rady ratuje intelekt wic go przez poznanie z ostatecznym celem ycia, tak dar pobonoci doskonali wol. Dar mstwa chroni emocje gniewliwe, a dar bojani Boej emocje podliwe. Dar rozumu doskonali nasz wiar poddajc j wpywom Ducha witego, co pozwala nam peniej i trafniej rozumie Objawienie. Rozwietla sam przedmiot wiary: Boga. Informowana o Bogu wola skania nas do uznania objawionych o Bogu prawd wiary. Dar rozumu przygotowuje te nasz intelekt do odbierania kiedy bezporednio Boga w yciu wiecznym, gdy wspomagani darem rady podejmiemy dziaania, zapewniajce utrwalenie zbawienia. Dar rozumu wie nas wic z bogosawiestwem ogldania Boga, dostpnego, tym, ktrzy s czystego serca. Dar rozumu oczyci wiar. Wiara oczycia intelekt i wol, ktre pragn bezporedniego widzenia i doznawania Boga. Nie jest to jednak dostpne w tym yciu. Wzmaga si wic cierpienie, tsknoty. Spotkaniem z Bogiem jest modlitwa, gwnie modlitwa kontemplacji wlanej biernej, wychowujcej wol i intelekt. Trwanie w modlitwie jest znakiem, e koczy si bierna noc duszy i mioci.

c) Trzecie nawrcenie (droga zjednoczenia)


Ju dominuj w czowieku dary Ducha witego, gwnie dar mdroci, doskonalcy mio. Trwa pena mio do Boga i pena tsknota. Dar mdroci ju teraz do koca oczyszcza mio. Czowiek jest w stanie poj, wewntrzne ycie Trjcy witej. Jest take w stanie je ceni, wybiera, kocha, bra w nim udzia. Dar mdroci wyznacza miar mioci. Stworzya go zreszt mio Boa. Owocuje pokojem, wprowadza ad, uwyrania nasze synostwo wzgldem Boga: pen czci mio i pogbia wiar czc w niej rozumienie z umiowaniem. Znakami trwania w nas drogi zjednoczenia s: mio do Boga, heroiczna wiara, pena nadzieja, rozumienie krzya, udzia w cierpieniu Chrystusa w Ogrjcu, nieustanna modlitwa, wytrwao w cierpieniu, poddanie si dziaaniu Ducha witego.

129

Znakami zamieszkania w nas Trjcy witej s: poczucie, e nie mamy grzechu cikiego, radosne suchanie mwicych o Bogu, umiowanie czytania Ewangelii, potrzeba nieustannej modlitwy, zupene ufanie Bogu, panowanie nad namitnociami, mwienie o Bogu. Wyraa nas teraz modlitwa. Po etapie kontemplacji biernej ma ona trzy kolejne postacie: jest to modlitwa oschego i bolesnego zjednoczenia, modlitwa zjednoczenia ekstatycznego i modlitwa zjednoczenia przemieniajcego. Modlitwie oschego i bolesnego zjednoczenia towarzyszy brak pociech, poczucie odrzucenia, tsknota do Boga, niemono modlenia si, pokusy, trwanie przy Bogu. Raz jeszcze jak gdyby powtarza si caa ciemna noc duszy lub moe jest to tylko lad tej nocy w psychice do czasu, gdy czowiek uzyska etap modlitwy zjednoczenia ekstatycznego. Modlitwa zjednoczenia ekstatycznego to wiato Boe w intelekcie i mio w woli, lecz zarazem maa rola intelektu, woli, emocji, oderwanie od stworze, zajmowanie si tylko Bogiem, cierpienie z powodu dawnych grzechw i grzechw wiata, al, pokuta, rozumienie ceny mki Chrystusa i Matki Boej, cierpliwo pynca z modlitwy, samotno, tsknota i bl, e nie doznaj bezporednio Boga twarz w twarz. Jest ta modlitwa zarazem napdem naszych dziaa apostolskich. Dziki darowi rady umiemy suy ludziom tym, czym Bg chce ich obdarowa. Trafiamy wanie na to, co ludziom potrzebne. Jest to dziaalno apostolska ju zgodna z yczeniami Boga. Modlitwa zjednoczenia przemieniajcego: aktualne i stae powizanie z Bogiem, jedno z Bogiem, pena zgodno naszej woli z wol Boga i peny udzia w wewntrznym yciu Trjcy witej. Brak ju tylko uszczliwiajcego widzenia Boga twarz w twarz.

3) ZAGROENIA WYWOANE NASZ INTERWENCJ W POWODOWANE PRZEZ BOGA OCZYSZCZENIA


Podstawowym zagroeniem naszego ycia religijnego jestemy my sami, przywizani do swego projektu kontaktw z Bogiem, do decydowania o sposobach rozwoju mioci, do motywowania emocji swoim myleniem i wyborami. Przyjmujemy do wiadomoci prob Boga o powizanie z Nim przez mio, wiar i nadziej,

130

wyraamy zgod i budujemy kontakty z Bogiem. Nie bierzemy pod uwag tego, e skoro s to kontakty z kim drugim, wanie z Bogiem, to i Bg ma co do powiedzenia w tej sprawie. Bg staje si w nas obecny. Gocimy Go w duszy, wyznaczamy Mu miejsce i okrelone zadania, podejmujemy oczyszczenie czynne: przystosowanie do Boga. Bg widzi, e otaczamy go rzeczami, e przystosowujemy si do jakiej idei Boga, do wyobraenia o Nim, nie do Niego. Duo mwimy, nie suchamy, co Bg mwi. Nie nawizuj si kontakty z realnym Bogiem. Bg usiuje dotrze do nas. Usuwa troch rzeczy, usiuje zmieni nasze o nim wyobraenia. Przyjmujemy to spokojnie, zgadzamy si. Bg wic wskazuje dalej na sposoby zaprzyjanienia. Kwestionuje nasze projekty kontaktw, odsuwa nas od naszego mylenia i decyzji, ukazuje swoje, peniejsze, prawdziwsze i lepsze. I wtedy niepokoimy si, czujemy si zagroeni. Pozornym zagroeniem naszego ycia religijnego staje si teraz Bg. Jest to pozorne zagroenie w porzdku celu i skutkw naszego przystosowania do Boga. W porzdku przeycia jest to faktyczne poczucie zagroenia. Wydaje si nam, e rozpada si nasze ycie religijne, gdy rozpad si nasz model kontaktw z Bogiem. Posugujc si swym myleniem i swymi decyzjami sdzimy, e utracilimy Boga i mio. A naprawd utracilimy tylko swoje projekty. Nie wiemy jednak o tym i nie zawsze umie to rozpozna nasz spowiednik. Przeywamy wic lk, bl, zawstydzenie, smutek, utrat celu ycia, wprost rozpacz. Ogarnia nas ona i pewnie by nas zniszczya, gdyby nie tsknota do Boga i cierpienie wywoane przypuszczeniem, e tracimy Boga. Spowiednik i wychowawca powinni w naszym lku i blu poszukiwa tej tsknoty i cierpienia. Gdy tsknimy, gdy cierpimy, to znak, e nie utracilimy Boga, e Bg doskonay i wity jest w nas obecny mimo naszych grzechw, ktre z ostroci widzimy. Spowiednik czsto skupia uwag na tych grzechach i ostro nas gromi pogbiajc lk i bl, a powinien patrze na stopie alu, na nasze zmartwienie tym, e grzeszylimy. Gdy ten al i zmartwienie w nas wykryje, powinien kierowa nasz uwag na Boga, na Jego wito, ktr Bg chce z nami dzieli. Powinien zakaza nam rozwaania grzechw. Spotkanie jednak ze witoci Boga znowu uwyrania nasze grzechy. Peni alu i zmartwienia ponownie przystpujemy do spowiedzi. Znowu

131

ukazujemy nasz grzeszno. Spowiednik najczciej kwestionuje te grzechy wywoujc w nas przekonanie, e one, te grzechy, zupenie nas dyskwalifikuj. Zaczyna nam si wydawa, e nie ma co marzy o kontaktach z Bogiem. Tsknimy jednak do Boga, chcemy przemc w sobie stan grzechu. Przychodzimy do spowiedzi, wci przychodzimy, rysujemy ostro i dokadnie swoje winy. Spowiednik je atakuje, przyzwyczaja nas do mylenia o grzechach. Mylimy o nich, wyznajemy je, ze zgroz opowiadamy to, co si powtrzyo, zamartwiamy si swoj grzesznoci i powoli nasze umczone sumienie wypenia si jeszcze bardziej lkiem i blem, a my wci rozwaajc grzechy stajemy si skrupulantami. Nie oywiono w nas alu i zmartwienia. Nie oywilimy w sobie alu i zmartwienia. Nie zwizalimy ich z tsknot do Boga i z cierpieniem. Pozostalimy w myleniu o grzechach. Mylenie o Bogu uchronioby nas przed chorob skrupuw. Skrupuy to kolejne zagroenie naszego, ycia religijnego, skutek naszego mylenia o sobie, a nie o Bogu, mylenia o grzechach. Jeszcze bowiem grzeszymy. W wskich ramach naszego ycia codziennego znowu popadamy w grzechy, w te same grzechy. Wyznajemy je. Niedowiadczony spowiednik, nie ledzcy w nas stopnia alu i tsknoty, lecz zmartwiony nasz grzesznoci, szuka w pamici zalece podrcznikowych i uruchamiajc rozstrzyganie prawnicze, nie widzc ponadto, e penitent jest ju na etapie skrupuw, odmawia rozgrzeszenia z powodu braku poprawy. Nie zawsze ten kto spowiadajcy si, kto z poczuciem opuszczenia przez Boga, odepchnity teraz od konfesjonau, wrci z prob o rozgrzeszenie. Odejdzie z poczuciem, e przegra, e utraci ycie religijne, e nie wyzwoli si z grzechw. Moe si zdarzy, e przerwie ycie religijne, e wanie je utraci. Osoby, dotknite chorob skrupuw, trzeba zawsze rozgrzesza. Trzeba zabroni im mwienia o grzechach, nakaza mwienie na spowiedzi o Bogu, by odwrci ich mylenie od rozwaania stanu duszy, stopnia jej grzesznoci. Aby je broni przed niszczcym poczuciem grzesznoci i przyzwyczaja do skupienia uwagi na osobie Boga, trzeba nakaza im czst spowied, ktrej zreszt szukaj, gdy szukaj pocieszenia, uwolnienia od lku i blu. Pozostawione w tych postaciach poczucia zagroenia i odepchnicia, przeyj zawstydzenie i smutek, zaawansowane etapy rozpaczy.

132

Wyobrania wyolbrzymia grzechy, szatan wzmaga to wyolbrzymienie. A przecie grzechy, z ktrych nas rozgrzeszono, nie istniej. Pierwszy oczyszcze. Ratunkiem jest nadzieja wsparta na tsknocie i cierpieniu, alu i zmartwieniu. Trzeba zaufa Bogu i swej tsknocie, wbrew, jak nam si wydaje, szansom i nadziei. Trzeba, wanie trwa w nadziei, nawet gdy nie mamy nadziei. Znaczy to, e nie naley ufa przeyciu nadziei, lecz e naley ufa nadziei jako danej przez Boga obietnicy zbawienia. Ta obietnic sygnalizuje mio, ktr Bg zawsze nas obdarowuje. Trzeba wic wspomaga nadziej obietnic mioci. I trzeba zarazem podtrzymywa w czowieku jego mio przy pomocy pogbiania poznania przez kontakt z prawd oraz aktywizowania decyzji najpeniejszym dobrem. Dziki temu mio oprze si na prawdzie i dobru. Zarazem trzeba ratowa emocje przez fascynowanie ich piknem oraz budzi agodno i wdziczno. agodno chroni przed wyolbrzymieniem poczucia zagroenia, a wdziczno kieruje do osb, take wic do osoby Boga. skutek naszego kontaktu z Bogiem, poczucie grzesznoci wyraniejszej w wietle Boga, moe nas zgubi. Moemy nie przetrwa pocztku

a) Wydobywanie z zagroe w pierwszym nawrceniu


W wikszoci wypadkw nie ulegamy chorobie skrupuw, kierujemy si ku Bogu peni alu i zmartwienia, podejmujemy pokut przez umartwienie i modlitw. Ogarnia nas jednak zaraz obojtno, oscho, zaniedbanie emocji. Skrupulantw poznajemy po tym, e dokadnie, zbyt dokadnie opisuj grzechy. W tej dokadnoci powinnimy jednak podejrzewa zarazem znak zaawansowanego nawrcenia i pocztek drogi owiecenia. Ta dokadno moe by przecie wynikiem zetknicia si ze witoci Boga, uwyraniajc nasz grzeszno. Sposobem sprawdzenia, czy s to skrupuy, czy nawrcenie, jest dopytywanie si o zainteresowanie rzeczami, o rado w modlitwie, o emocjonalne fascynacje. Jeeli stwierdzimy obojtno, oscho, cisz emocji i zarazem trwanie modlitwy, tsknot i cierpienie, al i zmartwienie, to znak, e pogbia si pierwsze nawrcenie, w ktrym

133

wystpuje wanie poczucie grzesznoci. Te same znaki powtarzaj si w kocowych etapach drogi owiecenia, lecz nie wystpuje wrd nich poczucie grzechu. Wtedy sumienie nie wyrzuca nam grzechu cikiego i penitent z niego si nie spowiada. Dokadno w opisywaniu grzechw wskazuje wic albo na skrupuy, albo na pogbianie si nawrcenia, gdy wyznawaniu grzechw towarzyszy obojtno i oscho. Jeeli jest to nawrcenie, to czeka nas trud przetrwania obojtnoci, oschoci i uwizienia emocji. Obojtno to zmiana celw, a nie niszczenie zainteresowa. Waniejszy staje si dla nas Bg. Mniej wane staj si dobra materialne i duchowe. Staj si mniej wane dla mnie, co nie znaczy, e przestaj o nie si troszczy. Czsto w etapie obojtnoci grozi nam rezygnowanie z uczenia si, kontynuowania studiw, z pracy, ktr suylimy innym. Grozi nam to wtedy, gdy z obojtnoci poczy si lenistwo. Susznie wic wychowawcy przestrzegaj przed lenistwem, zachcaj do pracy, do podejmowania trudu, ktry broni przed utrat zainteresowa, gdy przeksztacenie obojtnoci w brak zainteresowa grozi odwrceniem si take od Boga. Sami moemy si broni uznajc studia i kad prac za umartwienie i pokut, podejmowane w celu przyblienia si do Boga, do ktrego tsknimy. Wspomaga nas tu dar pobonoci, ktry przenikajc wol skania do pokuty, zarazem do posuszestwa i Bogu, i spowiednikowi, i wychowawcy. Ratuje nas posuszestwo wartociowym zadaniom, potrzebie prawdziwej wiedzy i potrzebie trafnych decyzji zgodnie z oywian przez dar pobonoci sprawiedliwoci, ktra nie pozwala niszczy swego intelektu i swej woli, lecz kae je doskonali. Oscho to utrata pociechy, pyncej z modlitwy, utrata zadowolenia z ycia religijnego, utrata radoci, e Bg nas kocha. Nasza modlitwa jest zimna, rozmylanie jest krzyow drog myli, przerywanej roztargnieniami. Przeraa nas ta sytuacja. Prawie boimy si modlitwy. Jake przydaje si tu umiejtno podejmowania trudu. Jake wane jest podjcie modlitwy z poczucia sprawiedliwoci, aby odda Bogu to, co Boskie, i z poczucia posuszestwa Chrystusowi, aby nie ustawa w modlitwie. Powoli uczymy si, e modlitwa to trwanie z Bogiem. Jestemy razem. Czy warto wic przejmowa si roztargnieniami? Niech sobie szalej. Czy ma znaczenie pociecha,

134

nastrj, rado? Przecie nie chodzi tu o te ozdoby spotkania, lecz o mio, ktra wie nas z Bogiem. Dar umiejtnoci uwyrania nam istot modlitwy, jej doskonalsze postaci i budzi nadziej, wprowadza w nadziej, ktra stanowi oparcie w okresie lku, zawstydzenia, blu, smutku, przemiany celw ycia. Uczy nas take przez oscho rozpoznawania i wyboru tego, co istotne, wane, podstawowe, pierwsze, naprawd prawdziwe, dobre i pikne. Uwizienie emocji to ich izolacja, pominicie, zablokowanie, odsunicie od intelektu i woli, od wanych spraw naszego ycia religijnego. Opanowanie ciaa Wywouje t izolacj, wyciszenie emocji. Czsto ten pierwszy skutek opanowania ciaa, regulowany umiarkowaniem, staje si programem wychowawczym. Jest to pozornie dobry program. Gdy bowiem pogbi si oczyszczenie bierne i ustali si nasze ukierunkowanie ku Bogu, motywowanie Bogiem dziaa intelektu i woli, wyznaczenie Bogu pierwszego miejsca wrd celw ycia, obdarowanie Boga nasz osob wyczne i wierne, stanowice czysto, wtedy nasze emocje, psychika, ciao znajd si poza tymi celami. Nie mog Go doznawa, gdy Bg jest duchem. Pozbawione wic celu, izolowane, pominite, zablokowane, odsunite, kaprysz, kieruj si do swych bezporednich fascynacji, wywouj emocjonalny chaos, nazywany pokus nieczystoci, to znaczy nie skierowania ku Bogu. Tradycyjna ascetyka, oparta na teorii konfliktu midzy dusz i ciaem, zaleca tu ascez wyniszczenia ciaa emocji, psychiki, zatarcia wraliwoci na wzruszenie, fascynacj tym, co fizyczne, cielesne, materialne, rozumiejc przez umartwienie ograniczenie pola naszego ycia. Nowsza, ascetyka, uwzgldniajca jedno duszy i ciaa, zaleca ascez wspierania emocjami dziaa intelektu i woli, traktowania wzrusze, i zafascynowania tym, co fizyczne, cielesne, materialne, bez pruderii i zakamania jako wezwania do suenia prawd i dobrem, a nie do zabierania sobie pociesze, nastrojw, radoci, wzrusze i zafascynowa. To zabieranie ich sobie jest nieczystoci. Nie musimy jednak ich sobie zabiera. Mog by one wezwaniem, tak jak wezwaniem do pomagania ludziom jest ich choroba, lk, bl, bieda, gd, zagubienie, uwizienie, bezdomno, smutek, przeraenie. Mamy przecie leczy ludzi, dzieli si z biednymi chlebem, odwiedza uwizionych, pociesza smutnych, chroni ich, udziela gociny; pomaga. Wzywa nas czyja choroba, gd, smutek. Moe podobnie wzywa nas wzruszenie, fascynacja. W

135

kierunku takiego posugiwania si emocjami, ciaem, psychik ma prowadzi nas umartwienie. Nie bdzie ono wtedy ograniczeniem pola naszego ycia, lecz ofiarowaniem Bogu caego obszaru czowieka. Emocje, wprowadzone w sub ludziom i Bogu, nie bd kaprynie realizoway dla siebie swych osobnych celw. To dla siebie jest wanie nieczystoci. Jako motyw, mobilizacja, poddanie intelektowi i woli, s sposobem suby i penienia powoania. Dar bojani Boej wzmacniajc umiarkowanie, agodno, czysto, pokor, pomaga nam w uzyskiwaniu wewntrznej rwnowagi, w unikaniu, skrajnoci w zachowaniach i umartwieniu, w posueniu si emocjami dla dobra czowieka, gdy jest darem chronicym i wychowujcym emocje podania. Wzruszenie i fascynacja nie musz nas niszczy. Poczucie grzesznoci i oddalenia si od nas Boga, nie musz wywoywa w nas przeraenia, prowadzcego do rozpaczy. Mog nas wanie skania do suby ludziom, do alu za grzechy i do pokuty, do wiernoci Bogu. Zaniedbanie emocji, niedopuszczenie ich do udziau w naszej subie ludziom i Bogu, prawdzie i dobru, moe przeksztaci oscho w ozibo. Oscho jest brakiem pociechy i zadowolenia z pracy, lecz zarazem jest wiernym wypenianiem obowizkw. Ozibo jest zaniedbaniem obowizkw, ktre nie przynosz zadowolenia i pociechy. Z oschoci wyprowadza nas wypenianie obowizkw. Zaniedbanie ich moe doprowadzi do tego, e nie przetrwamy biernego oczyszczenia. To oczyszczenie polega na osabieniu dominacji emocji, nie na ich wyniszczeniu, polega na podaniu ich intelektowi. To tylko my, bojc si dominacji emocji, nastroju, wzrusze, cakowicie je izolujemy i w ten sposb niszczymy cel oczyszczenia: emocje maj nam suy, maj suy ludziom i Bogu, a nie nami wada przez spenianie swych osobnych fascynacji. Maj fascynowa si tym, co ukae im intelekt, wspomagany darem rady. Na tym etapie pocztkowego oczyszczenia biernego dary Ducha witego jeszcze nie dziaaj w caej peni. Jeszcze nie umiemy odbiera tego, co Bg w nas wnosi. Jeszcze wci dominuje w nas kierowanie si do Boga na miar naszych rozumie i decyzji. Jeszcze na swj ludzki sposb przeywamy oczyszczenie bierne jako utrat Boga, mioci, wiary i bojc si cierpienia tsknoty, ktre w nas trwa zadajc bl, uciekamy wanie w lk, bl, zawstydzenie, smutek, w typowe etapy rozpaczy.

136

Chroni nas przed ni wci trwajca tsknota, chroni w ten sposb, e nie realizuj si skutki rozpaczy. Nie chroni jednak przed przeywaniem rozpaczy. Psychika bowiem, zreszt take intelekt i wola, nie doznaj bezporednio Boga. A mylenie jest czsto za sabe, by zdominowao wol, psychik, emocje i wyznaczyo im ich rol w subie Bogu. To mylenie, jest raczej zdezorientowane. Naley wtedy broni czowieka za pomoc tego wszystkiego, czym ratujemy go przed rozpacz. Trzeba najpierw ratowa emocje. Susznie wychowawcy ycia religijnego zalecaj opanowanie ciaa. Jak je opanowa? Czym scali emocje, podania, wzruszenia, gdy scalenie jest ich opanowaniem, jest opanowaniem tak zwanych pokus. Pokusa to dopominanie si emocji o jej osobny cel. Nie mona osiga celu kadej osobnej emocji, gdy wprowadza to chaos, ktry rozbija psychik i j niszczy. Trzeba scali emocje, co mona nazywa przezwycieniem pokus, teraz nasilonych, gdy psychiki, emocji i ciaa jeszcze nie wczylimy w sub ludziom i Bogu. Jeeli zakonodawcy zalecali przebywanie w piknych krajobrazach, to scalajmy emocje piknem. Odwracajmy je od ich osobnych celw. Poddajmy je zniewalajcej sile pikna. Odwrcimy przy okazji uwag intelektu od naszych grzechw i poprzez pikno zainteresujemy go piknem Boga, skd blisko do Boga samego w sobie. Merton radzi nawet, aby w rachunkach sumienia nie rozpamitywa grzechw, lecz wzbudza al z motywu pikna i witoci Boga. al powinien wzmaga nasz tsknot do Boga, a nie nasze poczucie grzesznoci. Pikno osabi te lk, uchroni przed zazdroci o Boga, przed wywoanym zazdroci niecierpliwym i bezadnym stosowaniem umartwie, by nimi zatrzyma przy nas Boga. Dodajmy, e nie maj one siy, by to sprawi. Mechaniczne, fizyczne, nawet duchowe umartwienia nie umacniaj mioci. One tylko wyraaj mio. A Bg reaguje na ni swoj wolnoci. Nie podlega naszym mechanicznym sposobom przymuszenia Go do spotkania z nami. Nie uzyskujc tego spotkania na miar, ktr sobie wyobrazilimy, przeywamy zawstydzenie i zamykamy si w blu. Z zawstydzenia wyciga nas pocieszenie, rado. Bg czasem wtedy zsya w nasz modlitw pociech, zadowolenie, rado albo stawia na naszej drodze czowieka, ktry uspokoi, poradzi, podtrzyma na duchu, zsya nam spowiednika, wychowawc, mistrza. Bl leczy si porednio przez budzenie mylenia, by ujty refleksj zosta przeniesiony w dusz i sta si cierpieniem. Gdy przerodzi siew smutek, trzeba w tym

137

smutku wzmacnia aspekt cierpliwoci. i oczekiwania. Trzeba wic rozmawia z chorym na smutek, by pobudzi jego mylenie. Trzeba zleca mu zadania, ktre wymagaj jego inicjatywy, aktywizujcej wol. Trzeba intelekt i wol wiza z jego emocjami przez pikno, ktre scala nie tylko emocje, lecz take ca osobowo. Nie mona oczyszczenia biernego przeksztaca w oczyszczenie czynne ingerujc w ten sposb, e oscho, wychowujc emocje, pogbiamy w kierunku uczynienia jej sposobem izolacji uczu, odrywania ich od intelektu. Ta izolacja nie powoduje oziboci, staje si tylko zagroeniem, drog do rozbicia psychiki, do zniszczenia jej jednoci. Pikno scala nasz osobowo. Poddaje j jednemu celowi i przyzwyczaja emocje do wsppracy z intelektem, z czasem do wsplnego poszukiwania Boga. Przed poczuciem zagroenia utrat Boga ratujmy wic ludzi tak, jak ratuje si zrozpaczonych. Gdy przeywaj lk, uczmy ich yczliwego i ufnego mylenia o Bogu, wprost zaufania do Boga pokazujc zalety Boga i warto naszych z Nim powiza. Uczmy zarazem akceptowania wolnoci Boga i wanie zaufania tej wolnoci, ktrej Bg nie uyje przeciw nam; nie odrzuci On naszej mioci, lecz j podejmie, gdy pragnie naszego szczcia i staych z nami powiza przez mio. Gdy przeywaj zawstydzenie, uczmy umiejtnoci zwierzania si ze swych niepokojw. Uczmy korzystania ze spowiedzi, z wyjanie kierownika duchowego. Uczmy te spowiednikw, aby nasze przygnbiajce nas wszystkie nie przeksztacali w tak. Uczmy korzystania z pomocy, ktr jest rodzina wasna lub zakonna, rozmowy z przyjacimi. To wanie wyrywa z zawstydzenia i nie pozwala zamkn si w izolujcym nas blu i smutku. Trzeba te uczy bezinteresownoci, to znaczy nie oczekiwania rewanu za wiadczon dobro, nie oczekiwania nawet wzajemnej mioci: bd kocha Boga nawet wtedy, gdyby Bg mnie nie kocha. Trzeba uksztatowa w sobie a tak zgod. atwo tej postawy nauczy matki, ktre kochaj dzieci nawet nie kochajce. Trudniej nauczy tego modych, ktrzy mio wi ze szczciem, polegajcym na odwzajemnionej mioci. Trzeba wic uczy oddzielenia mioci od szczcia ukazujc mio jako sub.

138

Gdy przeywaj bl, trzeba skania do pokuty, by oywione ni mylenie i decyzje pogbiy tsknot i cierpienie, ktre zahartuj dusz. Przestaniemy wtedy ba si blu i zaczniemy kierowa si do Boga mimo blu w tsknocie i cierpieniu. A gdy przeywaj smutek, trzeba z caym wysikiem budzi cierpliwo, oczekiwanie. Trzeba z nimi rozmawia, rozwaa prawd o Bogu, leczy ich piknem treci filozofii, teologii, Ewangelii. To pikno moe scali emocje, mylenie i decyzje, co na tym etapie, jest wanie ratunkiem: przezwycieniem w przeyciach pierwszego etapu rozpaczy.

b) Wydobywanie z zagroe w drugim nawrceniu


Omawiajc zaczynajce si w pierwszym nawrceniu skutki obecnoci w nas Boga, przejawiajce si w przeyciach jako obojtno, oscho, opanowanie emocji, ju charakteryzujemy pocztki drugiego nawrcenia i biernego oczyszczenia duszy od strony wicych si z ni w czowieku zmysw, wzrusze, uczu. To bierne oczyszczenie pogbia si. Pojawiaj si znaki kocowego etapu oczyszcze. S one cay czas te same. Jest to wci obojtno, oscho, wyciszenie emocji, ale i zagodzenie poczucia grzesznoci. Ju sumienie nie wyrzuca nam grzechu cikiego, poczucie jednak oddalenia si od nas Boga wci jest dotkliwe. Nie osabia ono tsknoty. Niszczy j w zwykej rozpaczy. Teraz to oddalenie wzmaga i pogbia cierpienie, normalny stan w biernym oczyszczeniu duszy, ktry w kocowych etapach jest oczyszczeniem intelektu i woli. Tsknota i cierpienie to gwne znaki biernego oczyszczenia, przeywanego podobnie jak rozpacz. Nie jest to jednak rozpacz, gdy w rozpaczy, jako procesie zagady ycia osobowego czowieka, nie ma tsknoty i cierpienia. S one tylko w biernym oczyszczeniu duszy, gdy dotycz Boga, i s w przezwycianiu utraty celw ycia, w zgodzie na los niekochanych, gdy dotycz czowieka. Zmiana celw ycia, przeywana jako utrata tych celw, dominuje w drugim nawrceniu. Jest ona obojtnoci na wszystko, co nie jest Bogiem. Jest wynikiem tego przystosowania do Boga, ktre wymaga przebudowy osobowoci. W oczyszczeniu biernym stanowi rozwj wewntrzny czowieka. W procesie rozpaczy jako zagady ycia, gdy nie uratuje nas nadzieja, stanowi przejcie do wygasania motyww

139

samoobrony. W rozpaczy jest tragedi. W oczyszczeniu biernym jest drog do szczcia. Jest bowiem wreszcie utrwaleniem w wyborze Boga. Spowiednik lub kierownik duchowy musz dokadnie ustali, czy kto zwierzajcy im swoje wewntrzne ycie doznaje rozpaczy, czy biernego oczyszczenia. Powtrzmy, e w oczyszczeniu, biernym zawsze dominuje tsknota do Boga i lk, e Bg od nas odszed. I wci ta tsknota i ten lk ka nam mwi o Bogu. W rozpaczy nie ma tsknoty. Jest bl i smutek oraz niech do mwienia o utraconej osobie. W oczyszczeniu biernym zmiana celw ycia jest wyrzeczeniem dla wybronienia i uwyranienia jednego celu, ktrym jest kontakt z Bogiem. Nie wygasaj zainteresowania tymi innymi celami. Te cele staj si tylko czym drugorzdnym, zespoem sposobw osigania Boga, stosowanym i uprawianym z trosk poczuciu spenienia obowizkw dla chway Boga. W rozpaczy utrata celu ycia jest wygasaniem zainteresowa. Poniewa ju nic nas nie cieszy, nie raduje, to nie podejmujemy adnego wysiku, adnej pracy. Przechodzimy na pozycje lenistwa. Nie jest to jednak lenistwo, gdy lenistwo poznajemy po niedokadnoci i zaniedbywaniu wykonywanej pracy mimo ambicji, by mie dobre wyniki. Lenistwu towarzyszy ta ambicja. W rozpaczy nie mobilizuje nas ambicja, potrzeba spenienia obowizku, uzyskania dobrych wynikw. Jest cisza, odejcie, izolacja, ucieczka od pracy, od poznawania, od decyzji, od wzrusze. Nie przejmuje nas, nie porusza czyja bieda, choroby, gd, uwizienie, bezdomno. Nie zaradzamy biedzie, chorobie, nie podajemy chleba, nie bronimy ludzi. W oczyszczeniu biernym reagujemy na bied ludzi, ich chorob, gd, uwizienie, bezdomno, samotno. I tylko martwimy si, e reagujemy za sabo, bez pasji, bez przejcia, e naprawd pociga nas tylko temat Boga, czytanie Ewangelii, cige mylenie o Bogu, modlitwa mimo braku pociech, nastroju, pena roztargnie i niepokoju, e jest niedoskonaa, nie na miar czci i witoci Boga. T modlitw wanie Bg przeksztaca, pogbia, czyni sposobem wyraania aktualnego stopnia mioci. Teraz jestemy w stanie tylko trwa przed Bogiem, przed Hosti, bez sw, bez mylenia, by razem. Uwaamy to za brak modlitwy. Nie zawsze spowiednik akceptuje ten sposb modlenia si. Nie wie dokadnie, czy s to przejawy rozwoju duchowego, czy lenistwo. Nakazuje uywanie sw, rozmylania, aktw

140

strzelistych. Nam nie kojarz si sowa, myli, nawet nie moemy skierowa do Boga ywszej emocji, gdy trwa w nas wewntrzne spotkanie ywe i gbokie, przekraczajce sowa, myli i tre aktu strzelistego. Spowiednik po prostu nie wierzy, e w kim pogbia si ycie religijne. Jest zreszt przyzwyczajony do traktowania penitentw na poziomie katechumenatu i grzesznoci. Pozostajemy wic sam na sam z Bogiem w swej niepewnoci i tsknocie. Nie ufamy sposobom naszej modlitwy. Nie wystarcza nam nadzieja, gdy pragniemy mioci, ktr przywyklimy mierzy pasj, nastrojem, pociech, radoci. Nie ma pasji, nastroju, pociechy, radoci. Jest tsknota i bolesne cierpienie poczucia nieobecnoci Boga. Nie umiemy jeszcze oczekiwa, cierpliwie czeka. Ufamy bardziej niecierpliwoci, ktrej nie umiemy podda umiarkowaniu i agodnoci. Trudno nam zaakceptowa swj stan z ca pokor, w caej jego prawdzie. Pozwalamy emocjom siga po ich bezporednie cele i czynimy z tych dziaa sposb przyspieszania dochodzenia do Boga. Nie wiemy, e wolno Boga rozstrzyga o spotkaniu. Jeszcze sami swymi dziaaniami przynaglamy Boga, gdy nie mamy wprawy w znoszeniu tsknoty i cierpienia. Zarazem martwimy si, e jestemy niecierpliwi, nieumiarkowani, niewierni, a tym samym za mao czyci. Chcemy ten stan poprawi. Wprowadzamy ascetyczny rygor i niekiedy krzywdzimy ludzi odmawiajc im swej obecnoci, swego zainteresowania, potrzebnej im troski i czuoci. Jeszcze bowiem nie umiemy z tych zachowa czyni sposobu wyraania mioci ludziom i Bogu, boimy si, e czynimy je celem, ktry oddala od Boga. To umczenie wprowadza nas w niebezpieczestwo zaniechania dziaa, wycofania si z walki o wytsknion mio Boga. Wspiera nas jednak dar mstwa, dar rady i dar rozumu, ktre zarazem wyzwalaj w przeyciach swoje odwrotnoci. Mstwo to wytrwao w trudach, tsknocie, cierpieniu, w wiernoci prawdzie, dobru i Bogu. Czsto jednak mylimy mstwo z odwag. Decydujemy si na dziaania odwane szybko realizowane, nie przemylane, nie sprawdzone w tym, czy s skuteczne. Odwaga jest odwrotnoci tchrzostwa, a nie znakiem mstwa. Mstwo jest zwizane z cierpliwoci, sprawiedliwoci, pokut i wspomagane darem mstwa wanie opanowuje emocje gwatowne, chroni przed nie przemylanym dziaaniem. Potrzebna nam jest teraz dobra wiedza, umiejtno trafnych identyfikacji, wprost

141

metafizyka bytu i teologia podstawowych prawd wiary. Dostarczaj one pewnoci, gdy nikt nas nie wspomaga rad, gdy nie wiemy, jak chroni sw potrzeb Boga. To zdezorientowanie pogbia w nas poczucie zagroenia, ktre wyzwala niecierpliwo, bezradno, wprost niemoc, podczas gdy powinna w nas pogbia si pokuta i cierpliwo mimo nasilajcego si godu Boga. Gd zagraa yciu. Czasem Bg ratuje to ycie wspomagajc ludzi doznaniem widze Boga lub dowiadczeniem mistycznym, aby stay si one w tym zagubieniu i zdezorientowaniu oparciem dla pewnoci, e jest, e otacza nas opiek. Ratuj nas wspomagajc nasz naturaln pewno, zwyke doznania i mylenie, chronice decyzj i emocje przed zachowaniami niszczcymi ycie religijne. A powinnimy umie kierowa si wiar. Roztropno, wspomagana darem rady, mobilizuje intelekt do pracy, do nabywania wiedzy o Bogu, o czowieku, o jego powizaniach z Bogiem i z ludmi, do wiedzy o humanizmie i o yciu religijnym. Tej wiedzy wanie nam brakuje, skoro poddajemy si temu, co nam zagraa. Wiedza nie powoduje rozwoju religijnego, pomaga jednak w rozpoznaniu i wyborze rodkw, ktre kieruj do celu ostatecznego i do zbawienia. Czsto, umiejc korzysta z wiedzy filozoficznej i teologicznej, popeniamy bd utosamienia tej wiedzy z yciem religijnym. Na tym etapie, pod koniec biernych oczyszcze, wprowadzajcych na drog zjednoczenia, zagraa nam ta subtelna pomyka, tak zreszt zrozumiaa, Cenic rozwaanie, jako modlitw myln, tak do tego przywykamy, e w ogle rozwijajce si mylenie teologiczne, peniejsze rozumienie Objawienia, uznajemy za rozwj naszych kontaktw z Bogiem. Tymczasem te kontakty to mio, wiara i nadzieja, ywe wizi z Bogiem, gdy kochamy, wierzymy i oczekujemy tego, co Bg w nas wnosi przez dary Ducha witego. Te kontakty s tym, co Bg w nas utworzy, nie za tym, co my wypracujemy, wymylimy i zdecydujemy. Pomylenie ycia umysowego z yciem religijnym to niszczenie skutku biernych oczyszcze, znowu powrt do oczyszczenia czynnego, ujcie Boga w nasz projekt i dostosowywanie siebie do tego projektu. Jeszcze wic pod koniec drogi biernego oczyszczenia grozi nam jej zniszczenie tym niedopatrzeniem, ktre jest wanie uznaniem ycia umysowego za ycie religijne. To ycie umysowe funkcjonuje teraz tak jak ignorancja, ktra jest typowym przejawem rozpaczy na jej etapie utraty celu ycia. Znw jest nam potrzebny mistrz, nauczyciel, kierownik duchowy, ten, ktry umie

142

dobrze identyfikowa, nie pomyli rzeczywistoci z myleniem o niej. Potrzebna nam jest wiara jako trwanie przez prawd wobec rzeczywistoci Boga. Wiar wspomaga dar rozumu. Dziki niemu lepiej i trafniej rozumiemy Boga. Umiemy nie pomyli Go z naszym ujciem, z ide, modelem. Ale na etapie biernych oczyszcze jeszcze ingerujemy w dziaanie Boga nie akceptujc ich, nie nawizujc do nich nasz dziaalnoci. Jeszcze nie nastpio pene uzgodnienie woli Boga z nasz wol. Jeszcze zagraaj nam lady grzechw gwnych, a najbardziej pycha, ta niewierno prawdzie i umiejtnoci pominicia siebie. Wci my, ja. Wci chcemy mie wasne zdanie na temat kontaktw z Bogiem. A powinien je mie Bg, gdy On tworzy nasze z Nim powizania. On jest autorem i przyczyn swej w nas obecnoci. Boga si nie zdobywa, lecz przyjmuje jak kady dar. Bg wie si z nami w pozycjach daru swej obecnoci i Osoby. Dar wymaga wolnoci i mioci. ycie religijne jest z tego wzgldu mioci stanowic sposb obecnoci w nas Boga. Przed utrat celu ycia, ktrym jest Bg, ratujemy ludzi wywoujc take zgod na samotno mioci. Dopuszczamy agoni potrzeby szczcia, daru wzajemnoci, uznania wynikw naszej pracy, naszego czynnego oczyszczenia. Uczymy tym samym uwalniania si od prnoci i pychy, a powoli miowania prawdy i dobra. To miowanie wprowadzi rado pen jeszcze cierpienia, lecz i tsknoty, ktra wyzwala zwierzenie, prac, modlitw i tym samym wyraanie mioci, zawsze zbliajcej do Boga.

c) Wydobywanie z zagroe w trzecim nawrceniu


Ju jednoczymy si z Bogiem, ju trwa mio. Nie ma jednak bezporedniego spotkania, widzenia Boga twarz w twarz, doznawania Jego obecnoci. Jest tylko tsknota. Jest nieobecno Boga w psychice, emocjach, w intelekcie, woli, gdy Bg przebywa nie w tych wadzach, lecz w istocie naszej duszy. Trwa take w nas wiara i nadzieja, sposoby kontaktu z Bogiem, dostpne na ziemi, wspaniae, lecz oddzielajce. Zjednoczenie z Bogiem musi wic mie jeszcze posta modlitwy oschej i bolesnej. Odsunlimy siebie, bliej nas jest Bg ni my. Speniamy jeden cel. Inne cele s na drugim miejscu. Nie pocieszaj, nie raduj. Bg obdarowuje nas sw Osob, nie pociechami i radoci. Wiemy to, lecz psychika jest godna i Boga, i pociech, i radoci. Znw wic dokucza nam poczucie niespenienia, odrzucenia i dokucza nam tsknota.

143

Trwamy przy Bogu i ca wierno wyraa nasza modlitwa, staa, nieustanna, jako dostpna teraz posta wspobecnoci: Mcz nas te pokusy, lecz ju wiemy, e s dziecinn propozycj, naiwn. Umiemy im nie ulec. Pomaga nam w tym wierno, fascynujca mio. Intelekt skania jednak do wybrania swych propozycji, wola ma ochot ujawni si w swych wyborach, emocje pragn swych bezporednich celw. Ju jednak nic zego si nie stanie. Ju mio czy nas z Bogiem. Pokusy s tylko pokusami. S nawet sposobami starcia z nas ladu grzechw gwnych. Te lady to skonnoci, wsparte na tym, co nas stanowi: na jednoci duszy i ciaa, lecz ukierunkowujce nas ku nam. Tymczasem rozwj wewntrzny czowieka na poziomie humanizmu i ycia religijnego to skierowanie ku innym osobom, ku ludziom i Bogu, speniane w powizaniach przez mio, wiar i nadziej, pogbiane darami Ducha witego. Pene zjednoczenie wymaga oczyszczenia take tych skonnoci. Pokusy przypominaj nam te skonnoci i dziki temu podejmujemy trud ich usunicia. Nie jest to likwidacja wszystkiego, co nasze. Jest to nabycie prawidowych odniesie do ludzi i Boga, wreszcie znalezienie si w penej wolnoci, w dobrych rozpoznaniach i wyborach, trwanie w mioci, podtrzymywane darami Ducha witego i zarazem naszym myleniem, decyzjami i si emocji, wczonych w trosk o mio. Dobre rozumienia i suszne decyzje, rozjanianie mylenia wiatem Boym i wypenienie woli mioci to ju posta modlitwy ekstatycznej, wanie otwierajcej nas na ludzi i Boga, uwalniajcej od ograniczajcego nas skierowania si ku sobie i do celw drugorzdnych. Jestemy skierowani ku Bogu. Rozumiemy Wcielenie, Mk i Odkupienie Chrystusa. Modlimy si. I tylko boli nas w dalszym cigu oddzielenie od Boga wiar i nadziej, poczucie samotnoci. To oddzielenie, sprawiajce mk, cierpienie, bolesn tsknot, jest tak wielkie, e przypomina umieranie. Myl, e na tym etapie modlitwy mona wanie umrze z tsknoty. wici wci wtedy wyraali Bogu zgod na trwanie w tej mce. Pomogo im to uspokoi przeycia. Zagroeniem ycia religijnego jest w tym wypadku ewentualno mierci, przerwanie rozwoju ycia religijnego, ktre powinno osign stan modlitwy zjednoczenia przemieniajcego, pen jedno z Bogiem w mioci. Ten bowiem stan Bg chce utrwali na zawsze w zbawieniu. Wspomaga nas i chroni dar mdroci, ktry

144

oczyszcza i doskonali mio. Chroni nas mio, wywoujca postaw czci i suby, wspomagajca zgod na przyjcie wszystkiego, co Bg zdecyduje, gdy dana nam jest take jedno naszej woli z wol Boga, najpeniejsza posta pokory. W okresie biernego oczyszczenia duszy, a gwnie zjednoczenia z Bogiem, nie przeywamy tego, co dzieje si w trzecim etapie rozpaczy. Przeywamy jednak modlitw oschego i bolesnego zjednoczenia. Aby j przetrwa wici stosowali surowe umartwienia, cik pokut. Zadawano im bl kwestionujc ich przywizanie do Boga, szczero i prawdziwo ich ycia religijnego. Zgadzali si na ten bl, leczyli si tym blem, umacniali, gdy ju nic, nawet bl, nie mogy oddzieli ich od Boga. Chodzio o zobiektywizowanie przey, a nie powiza z Bogiem. Te przeycia atakowali rozwaaniem brzydoty grzechu, grozy pieka, by mie si, wspart emocjami, zaufania miosierdziu Boga. Trzeba im pomaga przez obdarowywanie ich zaufaniem, ktre przecie jest odwrotnoci zagroenia. A potem, zreszt zawsze, trzeba wzmacnia duchowe i fizyczne siy do przetrwania tsknoty. Te siy to motywy ycia, wrd ktrych gwny jest pokorn i cierpliw zgod na kierujce nami yczenia Boga. Koczc rozwaania o biernym oczyszczeniu duszy dopowiedzmy, e ciemna noc mioci dzieje si w czowieku midzy modlitw nabytego skupienia a modlitw prostego zjednoczenia. Sam ciemn noc wyraaj dwie odmiany modlitwy: modlitwa kontemplacji wlanej czynnej i modlitwa kontemplacji wlanej biernej doskonalcej wol. Te odmiany modlitwy przejawiaj zupenie zrozumiay proces psychiczny, ktry polega na tym, e ju szukamy Boga na mocy Jego inicjatywy i wezwania, e ju peniej akceptujemy yczenia Boe, lecz jeszcze nie wszystkie umiemy rozpozna. W modlitwie kontemplacji wlanej czynnej Bg wanie powoduje, e Go szukamy. W modlitwie kontemplacji wlanej biernej nasze yczenia staj si zgodne z yczeniami Boga. Brakuje nam tylko penego poznania tych ycze. Poznajemy je i rozumiemy w modlitwie prostego zjednoczenia. Zanim to rozumienie nastpi, bronimy jeszcze wasnej propozycji ycia religijnego, kierujemy si swoim pojmowaniem odniesie do Boga. Bg musi je pogbi lub zmieni. Ten trud przyjmowania tego, co Bg w nas zmienia, trud przyjcia za swoje ycze Boych i zrozumienia prawd wiary, przeywamy wanie jako ciemn noc mioci.

145

Ciemna noc mioci dzieje si wanie w naszych przeyciach, w obrbie psychiki, ktra jest sum dziaa duszy i ciaa, dziaa ksztatowanych przez kultur w ich celach i sposobach uzyskiwania celw. Wpyw kultury czsto powoduje, e przeciwstawiamy si wpywowi Boga. Czsto bowiem nie rozumiemy udzielanych nam przez Boga sposobw trwania z Nim w religijnym kontakcie. Bywamy wierniejsi swojemu projektowi ycia religijnego ni propozycji Boga. Usuwana w oczyszczeniu biernym nasza propozycja wizi z Bogiem kae nam przypuszcza, e nasze ycie religijne zaamuje si i ginie. Tymczasem Bg je tylko przemienia tak, by byo faktyczn wizi czowieka z Bogiem. Nie wiedzc tego wszystkiego i nie umiejc rozpozna dziaa Boga, przeywamy lk i kryzys. Gdy martwimy si tym wszystkim, dzieje si w nas ciemna noc mioci. Dodajmy, e modlitwa we wszystkich jej odmianach jest sposobem przejawiania si intensywnoci naszej mioci do Boga i jest zarazem prob o trwanie tej mioci. Jest take prob o przetrwanie ciemnej nocy mioci.

146

UWAGI O HEROIZMIE
(Zakoczenie) Aby przetrwa tsknot i cierpienie, nie podda si rozpaczy i zbudowa w sobie nadziej, y kontemplacj i zarazem dziaaniem, peni ycia intelektualnego i peni aktywnoci, ktre s sub ludziom, pogbi ycie religijne w ciemnej nocy duszy i mioci oraz podda si skutkom biernego oczyszczenia, potrzeba nie tyle siy psychicznej, ile raczej pominicia siebie w wiernym trwaniu po stronie ludzi i Boga, po stronie prawdy i dobra, w konsekwentnym humanizmie i w staej metanoi, po prostu potrzeba heroizmu. Heroizm jest dosownie wiernoci prawdzie i dobru, ludziom i Bogu. Gdy t wierno wiczymy w cigej metanoi, ktra jest oczyszczeniem czynnym i gdy udoskonali j Bg w oczyszczeniu biernym, heroizm staje si czym zwyczajnym: prac nasz i prac Boga dla dobra ludzi i chway Boej. Jest wic heroizm dosownie sub. T sub penimy wtedy, gdy pominiemy siebie, swoje ambicje i cele inne ni prawda i dobro. Gdy po udoskonaleniu w oczyszczeniu czynnym i biernym umiemy rozpoznawa prawd i trafnie wybiera dobro, take trwa przy nich wiernie i z mioci, heroizm nie jest trudny. Jest naszym codziennym zachowaniem. Jest atwy i nawet nie wiemy, e to jest heroizm. Ujty w prostszych, zwyczajnych sowach, heroizm jest kierowaniem si w yciu rozsdkiem i dobroci, rozumieniem prawdy i wyborem dobra, lecz konsekwentnie, wiernie, zawsze. Gdy pominiemy siebie, gdy niczego dla siebie nie oczekujemy suc ludziom i Bogu mioci, wiar i nadziej, ta wierno prawdzie i dobru nie sprawia kopotu. Ich obrona wymaga niekiedy tylko duszej pracy, gdy opr ludzi i nasz opr, sprzeciwy i zarzuty, przeciwdziaania z pozycji bdu i za, s zwyk drog pod wiatr, czasem w deszczu i burzy, wrd grzmotw i byskawic. Kt z nas jednak gniewa si na wiatr i burz, kto atakuje je i zwalcza? Trzeba je przeczeka, trzeba cierpliwie przeczeka ciemn noc duszy i mioci trwajc wiernie przy prawdzie i dobru z mioci, wiar i nadziej. Burza mija, wiatr ustaje. Zawsze wygrywa rozsdek, umiar, dobro. Zawsze wartoci jest rozumno oraz suba ludziom i Bogu.

147

Wprost nie ma ucieczki od heroizmu, gdy nie mona uciec od prawdy i dobra, od mioci, wiary i nadziei, od ludzi i Boga. Przebywanie w bdzie i zu niszczy czowieka, a przede wszystkim nudzi. Tam nie mona y, tam si umiera. Czowiek wraca wic do prawdy i dobra, czsto nie na stae, lecz wraca. Wraca wtedy do heroizmu, do trwania w powizaniach z ludmi i z Bogiem przez mio, wiar, nadziej, wspomagane naszymi, rozumieniami i decyzj, ask i darami Ducha witego. Jedyn przeszkod w osigniciu heroizmu jest mio siebie, zawsze nierozsdna. Jest to jedyna mio, ktrej nie warto realizowa. Gdy jej nie podejmujemy, staje si nam dostpny heroizm jako wanie wierno prawdzie i dobru, ludziom i Bogu. Ta wierno nas strzee, wychowuje i doskonali, sytuuje w pokorze, w jednoci z wol Bo i wyzwala zgod nawet na ciemn noc mioci.

Dodajmy tu, e w naszym yciu religijnym, ktre jest czc nas z Bogiem mioci, wiar i nadziej, dominuje mio. Troszczc si o pogbienie ycia religijnego przez przetrwanie ciemnej nocy mioci, zabiegamy gwnie o utrwalenie i pogbienie mioci. Wyraa j modlitwa i t modlitw mio chronimy. Take Bg wnosi w nasz mio przez siebie stworzon dla nas mio wlan. Chroni j ponadto i rozwija darami Ducha witego, gwnie darem mdroci. Ju jednak dziki naszym staraniom mio uzyskuje swe rne poziomy i odmiany. Jest najpierw mio naturaln i podstawow relacj yczliwoci, gdy dwie osoby odnosz si do siebie sw istnienie sw wasnoci realnoci. Gdy ta mio czy osoby ludzkie, spenia si humanizm. Gdy czy osoby ludzkie z Bogiem, jestemy w religii. Ta mio, gdy czerpie sw moc i trwanie z samego istnienia osb, jest na tym poziomie tylko zgodnoci natur (connaturalitas). Gdy poszerza j pragnienie kontaktu z osobami dla naszego dobra z motywu ich pikna, jest podaniem (concupiscentia) cielesnym lub duchowym. Gdy jest naszym skierowaniem si do osb dla ich dobra,

148

staje si mioci osobow (dilectio): sueniem osobie w poczuciu czci. To suenie z czci, poszerzone o branie udziau w cierpieniu osb lub ich radoci, czyni mio osobow bezinteresown trosk o innych (caritas). Gdy mio jest trwaa i wierna, stanowi przyja (amicitia). Gdy towarzyszy jej tsknota do wybranej osoby, staje si mioci poczon z cierpieniem (amor). Mio w postaci amor, jako wic mio powizana z cierpieniem tsknoty, jest take naszym normalnym odniesieniem do Boga. Nasza naturalna mio moe by z kolei wypeniona mioci wlan. Jest wtedy odniesieniem naszej osoby ido Boga. Gdy dziki darom Ducha witego dostrzeemy pikno naszych kontaktw z Bogiem i ogarniemy mioci Chrystusa BogaCzowieka, staje si ta mio poszukiwaniem dobra dla nas. Gdy skierujemy si do Boga w poczuciu czci i suby, gdy uczynimy yczenia Boga swoimi yczeniami, nasza mio stanie si penym wyborem Boga, wiernym i trwaym. Zawsze jednak bdzie jej towarzyszyo cierpienie tsknoty do ogldania Boga twarz w twarz. Przetrwanie cierpienia tsknoty jest przetrwaniem ciemnej nocy mioci.

149