Wyspiański Klątwa

Stanisław Wyspiański KLĄTWA Tragedia OSOBY: KSIĄDZ MATKA MŁODA SOŁTYS DZWONNIK PAROBEK DZIEWKA PUSTELNIK CHÓR Rzecz dzieje się we wsi gręboszowie pod Tarnowem DEKORACJA: Na plebanii. Głąb zasłonięta, przez całą szerokość, domem na podmurowaniu; przed dworkiem ogródek, opłocony sztachetkami. W domostwie, środkiem, wrota od sieni otwarte, z widokiem na przestrzał; po prawej i lewej stronie po dwoje okien, poprzez które widać pokoiki plebańskie i w pokoikach tych, na wprost okien, drzwi do dalszych wnętrznych izb. Od wrót wchodowych wiedzie ścieżka ku przodowi sceny do wrotek w ogródku, który, przepołowiony w ten sposób, jest ze strony lewej zapełniony tykami sterczącymi, z których zwieszają się strzępy suche marniejącego, pnącego bobu; przed okienkami krzaki malw badylaste, rozkwitłe i zgasłe, w łachmanach liści przepalonych w słońcu. Z prawej zaczyna się zagon ziemniakami wysadzony; widać tylko kilka grzęd i te przerywają się przy płocie granicznym; z boku, tuż za płotem, gościniec. Z lewej, w pewnej oddali widać kościółek drewniany, ocieniony olbrzymimi lipowymi konarami. Z tyłu, poza plebańskim dworkiem, grunt podnosi się zwolna, pochyło, później dość stromo, aż kończy się wałem, który ponad strzechą domu wysoko garbem się znaczy; tamtędy wiedzie ścieżka w pole, na ugor. Wzdłuż zagonu, przy ziemniakach, stoją ludzie wsiowi, chłopy i baby, i kopią. We drzwiach plebanii staje Młoda i patrzy czas jakiś ku pracującym. Pracujący spostrzegłszy ją przerywają robotę; przystają, podparci na motykach. MŁODA Haj tam, robota coś niesporo! A raźnijże! Niemrawce! Cóż to z tymi okopinami? Pierwszy raz wam to stare ludzie, że się to nie umiecie brać? Krzepcej się ruszcie! CHÓR Stęgłe bryły — nieokież skała, co jej nie można ubić; nijak ich nie roztłuce. MŁODA Coby zaś ubić się nie dała? Jeno bić z mocą! — Memłace! CHÓR

Zdziwiajcie, jak ta wola! Ziemia się sparła; nie puści. — MŁODA Ziemia człowieczej ręce korna; a komuże to rola?! (Zstępuje ze schodków podmurowania i idzie ku przodowi). Imajcie motyk! — Cóż to? Tela dzisiok skopane? Marnotrawce! Leda psom braty, darmolęgi! Kijców by na was trza, poganiać! CHÓR Przestańcie ta przyganiać! Krzyk wasz, gosposiu, niczem, a sami pracy życzem, jeno z dopustu Boga ziemia spiekotą stęgła; widzicie, jako wszędy wezdłuż, jak idą grzędy, żywość w badylach powięgła. MŁODA Dopust nie dopust, to nieprawda, gadanie! Wasz kłam! Warn sie roboty nie chce! I cóż, że jest spiekota?! CHÓR O cóż tyle wołanie? Nie dziwna nam robota. Kiejście tacy ozsierdzeni, ano dziękujem za nię! MŁODA Przyjdą ta inksi, bo im dam tela drugie, co wam! Porobią!... CHÓR Twój kłam, gadanie! Nie przyjdzie do cię nikt na skopywanie! U was tu praca hańbi człeka! MŁODA Psiewiary! Wyklinace! CHÓR Psiawiara ty! I plemie twe sobace! Bier se twoje motyki! Sama se skały kop! (Rzucają jej pod nogi motyki). MŁODA Znajdzie sie ta ka indziej chłop robotny; jest ich ta dość, co przyjdą kopać, nie trza was! CHÓR Nie przyjdzie nikt, nie damy. My nie damy — ty przeklętnico! — MŁODA A precz mi, zjadłe chamy! CHÓR Ty chamska! Co ty inksego!? Zwiedłaś ludzi do złego! Grzesznico — Bóg cię skarze! MŁODA Precz, od pola — bajcarze! (Od strony kościoła słychać kilkakrotnie ponawiane dzwonienie. Wsiowi odchodzą porzucając robotą; Dziewka, ze służby plebańskiej, która się od chwili krzątała w sieni, podchodzi ku Młodej). MŁODA Wierzysz ty we sny? DZIEWKA

Nie. — MŁODA Ale to prawda, co we śnie — ? DZIEWKA Ano juści. — MŁODA Jakoż nie wierzysz ty? DZIEWKA A bo mi się nic nie śni. MŁODA Tak... —? DZIEWKA (próbuje gruntu motyką) Spalony grunt do krzty. — Ziemia nie puści. — Skała! MŁODA No? DZIEWKA A coście śnili? MŁODA (milczy) (mówi:) Nic — jeno mam się strzec czyjego przeklinania, bo stałoby się prawdą, co ze snu wiem. DZIEWKA Cóż wiecie ze snu?! MŁODA To, czego nie chciał rzec. To, o co pytać broni. DZIEWKA To z wami nic nie gada? MŁODA Jeno nade mną biada. Odepchnął mię wylękłą; milczy, ode mnie stroni, że mi ano okież serce nie pękło DZIEWKA Ano to się trza strzec. MŁODA Ludzie skorzy do słowa, cóż ta ludziom obmowa, cóż im kogo na gębie mleć? A to się patrzę, leda śmieć na mnie rzuca! — A ja bez to mam drżeć, żeby nie zaklął!? — DZIEWKA A snu nie opowicie? MŁODA A wy to nic nie śnicie, nic? DZIEWKA Jak legnę spracowana, tak dośpiem zawdy rana kamieniem, bez nijakiego lęku. — Straszycie się złym snem — ? Wiecie co — — ? MŁODA Wiem — co wiem! (Słychać ponowne dzwonienie od strony kościoła. Dziewka pozbierała tymczasem porzucane na ziemi motyki i niesie je do sieni, gdzie znika z drugiej strony domu; Młoda stoi

1

jak ją pojmiesz. spoza dworku. jak to naskładać tego drzewa. — powiedzą. Ksiądz na jego głos zwraca się ostro). nie odstąpię. widziałeś w kruchcie obraz Sądu. KSIĄDZ Kto?! Ten czarownik! — Czary. — DZIEWKA 2 .. w berecie. KSIĄDZ O nowe modły. DZIEWKA To dziecku chcę ozjaśnić duszę.. Ksiądz się zwraca ku niej). KSIĄDZ A cóż to wójt ode mnie stronił wczora? DZWONNIK Bo wysełali zawczora nocą. krótkie słowo. KSIĄDZ Cicho! DZIEWKA Muszę! Dościem już napłakała wprzódy. KSIĄDZ Cóż się wójtowi mieszać w dzwony?! DZWONNIK Wójt miał powody. napraw głupią winę! PAROBEK Ja winien.Wyspiański Klątwa czas jakiś. KSIĄDZ No. ona też jednako! KSIĄDZ Dla dziecka litość cię nie ruszy? Twoja powinność zgodzić jako. — KSIĄDZ Pomówiewa teraz co insze — słuchaj no ty. to ci gadać. całuje go w rękę. Kiej mnie. żeby się ino — KSIĄDZ Trapisz wciągle. od gościńca. tak niby nadaremno. tejże chwili z wrót plebanii występuje Ksiądz. KSIĄDZ Skrzywdziłeś. PAROBEK Idę się pytać. jak mi tu będziesz w noc się włóczył do dziwek wsiowych — precz wygonię! Spłać Kaśce krzywdę! PAROBEK Ja ta o nię nie stoję. — Grzechem jest wszelki pomazany. — (patrząc za idącym) — Jak to lezie!? — — (Spoza dworku z lewej wychodzi Dziewka. KSIĄDZ No już nie będę wchodził w zwadę.. do sieni i znika w komorze.. DZIEWKA Postójcie. KSIĄDZ A tyś był skory hałasowaniu. zasępiona — odchodzi powoli ku plebanii. Parobek zastępuje mu drogę. duszę podajesz Diabłu! PAROBEK Po co sobakę próżno wołać. w rewerendzie czarnej. KSIĄDZ W pogwar z przecherą się tu zadać — ?! Sprośniku. od ogrodzenia kościelnego zbliża się Dzwonnik. choć też nieślubne.. ona ma uskładane trochę. widzi Jegomość. chytra. prawie. raz powiedziałem. co to kupione. DZWONNIK Podal się zbierze u wrotek i tu stanie przed Księdza z prośbą. KSIĄDZ — Powiedzą ci tu w domu! Krzywdziłby!? Cie?! Kary Bożej się nie boi! Bóg zapłać! KSIĄDZ Ludzie płodzą jak ślepi. u kościoła. KSIĄDZ Znów czego? — DZIEWKA Jużem i gotowo dać co ze swego na ornaty. spomnij srogie Piekło. KSIĄDZ Tak mi być trzeba. PAROBEK Cmaje tak. (Dziewka odchodzi rozradowana. pokąd duch Boży płodu nie skrzepi. gusła!! Tu w moich oczach. PAROBEK A dyć mi łeb dość suszy. do pustelni po Jałmużnika KSIĄDZ Po co?!! DZWONNIK By przyszedł i Złe zamówił. z prawej.. Ksiądz ostro nawołuje ku niemu) KSIĄDZ Cóżeście tak we dzwony bili!? Po cóż to!? DZWONNIK O świtaniu?! KSIĄDZ Nie kręć! Cóżeś tak przyczajony?! Czyj wymysł? DZWONNIK — Wójt prosili. Bobym składał do sągów. PAROBEK Gdzie? KSIĄDZ Gospodyni powie. KSIĄDZ Przemarnisz resztę. — DZWONNIK Zwoływać było trza gromadę trwogą. zbliża się do Księdza. KSIĄDZ Juści! DZIEWKA Niechta Jegomość z gniewu spuści. proszę. DZWONNIK O modły — może jeszcze o co . by co nie urzekło! KSIĄDZ Bluźnierstwo ci się gruźli w ustach! Uroki? — We łbie wciąż ciemno? — — Chcesz ta czego? PAROBEK . Nie mam ta tela grontów. no — toć mówię! — DZIEWKA Już się godzą?! KSIĄDZ Zwolę. mnie nie złapi. co na wozach stoi. trza splunąć. co z sagami?? Gospodyni KSIĄDZ Patrz swego nosa! — Mnie ci wara bąkać z gospodyniami! (woła za odchodzącym) Hej —! Niech stoją! Potem się wywiezie. zmierzając ku kościołowi.. Z boku. dla pouki! — Nieślubne! — DZIEWKA Cóż ta takie fuki — ?! A inksze łażą dziecka chrzczone. jagem jest. KSIĄDZ Najlepiej zrobisz. KSIĄDZ Mówisz: trwoga!? DZWONNIK Że z tej posuchy klęska sroga. KSIĄDZ Samaś to napytała licho. DZIEWKA A no kiej dziecku trza chrztu. skąd PAROBEK Tego nie mówię. i cóż gromada? . PAROBEK Za babę? — ? To mię do krzty zmoże. z książką.. proszę Wielebności. tom dzwonił. idzie Parobek ku plebanii.

jak się tych dwoje gachów zżyło tu na plebanje. Że to u Kaśki dziecko niekscone. choć już zwątpili wszelkiej radzie. KSIĄDZ Ostre to. KSIĄDZ Bóg was pokarze. że wasze lepiej znamy.. człek. rzekę. co będzie. to jest ta wiara stara. DZWONNIK Wsiowym. przepasany sznurem z pętlicami. nakazujecie ostro — a któż was słucha? KSIĄDZ Słuchacie skwapniej złego ducha. 3 . cierpkie. zagrodnicy). by się zmieniło. gromkie słowo. co się tu włóczą i wróżą. kiedy Wola. widzi Jegomość — jak biskup zjedzie. rwać by go trzeba tęgą ręką. dając gromadzie znaki. zamawiają. by się odbyło. że taką muszę gadać mową. Bóg odmieni. chłopstwu się głowy zawracają. takaż jest wasza wiara!? DZWONNIK Widzi Jegomość. to wstyd nam naszej plamy. KSIĄDZ Kościół się modli — Gniew snadź Boży na lud niesforny. SOŁTYS Wspomnij Jegomość — ta Posucha. wy gromada! Za moje — Bóg osądzi. święty. a ty. lud niezbożny śle swoje klątwy. KSIĄDZ Milcz!! DZWONNIK Ano prawda! A widzę — Sołtys swoich wiedzie. że chłop się lada jaki narowi złym przykładem. co oni czynią. KSIĄDZ Siądźcie. SOŁTYS Jegomość zaś ta z naszych przecie. KSIĄDZ Mówicie o kim — wy Sołtysie?! SOŁTYS O Kubie i o Kaśce. ja ciebie mam na oku. źle się dzieje! KSIĄDZ Wara wam do mnie. ale inkszym gorzej. coście ziemskie wzieni na się! — Wyżeńcie het na pola!! (Wchodzi Pustelnik w habicie zgrzebnym zakonu św. — SOŁTYS Bóg zmieni. KSIĄDZ Z krnąbrnością kozłów trudna rada. błądząc w dwójnasób błądzi. łysa zupełnie. nie lubi! Ano po ludziach wciąż swarzycie. oczy zapadłe i jakby niewidzące. DZWONNIK Ano nie wiem. by się zatrzymała za cmentarnym ogrodzeniem kościoła). jak wsiowym. że ty zadajesz się z babami. — Za Pustelnikiem idzie tłumnie gromada wsiowa.Wyspiański Klątwa płyną modły Świętej Wiary! Bezecność! — SOŁTYS Jegomość może posłuchają — ? KSIĄDZ A! Sołtys! — Sprawę do mnie mają? SOŁTYS Sprawę. a Kuba się nie żeni. głowa obnażona. czarów wara. KSIĄDZ Cóż macie? — SOŁTYS Niby zażalenie. bezlitośni. mówię. bo to wszystko. ? KSIĄDZ Będzie. KSIĄDZ Pogaństwo — Chryste! — Zaniosę skargę do biskupa. — Biskup się dowie KSIĄDZ Że co? DZWONNIK Przez skargi. we wsi was nikt.. w pokusach serca durzą. bez biskupiej mają już dosyć klątwy Bożej — no. zły duch wam mąci dusze. bo się nie zmienia. Franciszka.. KSIĄDZ — Wiem i surowo karcę. Odprawiam modły. Oddalcie. DZWONNIK Niechże Jegomość go nie wini. SOŁTYS Że to po wsi chodzą gadania — KSIĄDZ Bajki! SOŁTYS W bajkach zrodzą z owce czarnego kozła. że to na Święto Jańskie tera będzie prawie że rok z okładem. KSIĄDZ Guślarstwo zna i czyni. SOŁTYS Postoję. KSIĄDZ Nie pozwolę! Wara mi guseł. Jegomość. SOŁTYS Za cudze starszy odpowiada. SOŁTYS Jak mi Bóg żyw. te paplaki. Bóg widzi. niech Ksiądz zwoli. — DZWONNIK Zara przyjdą. SOŁTYS Was słabość przedsię gubi. nie wasze duszne sprawy. KSIĄDZ Wywodźcież. — KSIĄDZ Toście w urzędzie!? SOŁTYS Mówię. KSIĄDZ Wy znosicie! SOŁTYS Że sobie przykład od was wzieni. starzec zgarbiony wpół. co się rwiecie mnie sądzić. KSIĄDZ Wy mnie nie prawcie sądów leda. bo jest ta dość tych głogów. choć Ksiądz gada. KSIĄDZ Was o to zwołam. wsparty na kiju. — Ludzie gadają .. DZWONNIK Pustelnik. to nam bieda. jak sprawę. ludziom poradził nieraz. KSIĄDZ Więc po przyjść ma teraz? DZWONNIK Że ta Posucha trwa i morzy. — We swoje mieszać się nie damy! SOŁTYS Ano. (Sołtys wchodzi. że klątwą wieś obłoży. a to rzec chciałem. starsi gospodarze.. proste chamy. toście na gębach ludzkich głośni. boleją. co od dni tela suszy pola. że Słońce ogniem piecze.. cóż począć: chwasty dzikie! SOŁTYS Chwast ten u waszych roście progów. baczcie. pokutniczy żywot haft w leśnej ma kaplicy. człowiek święty. to co? — — KSIĄDZ Wam klątwa! — SOŁTYS Przez Was! KSIĄDZ Boże!! — Serce łamiecie mi we skrusze. u świętych wrót świątyni. SOŁTYS No jeno żąda gromada.

tymi dwie sągi ciężkich kłód trza na dalekie wywieźć pole ugorne. w skrusze ku Tobie wznoszę czoło. że Piorun niedaleko! — KSIĄDZ Wy chcecie. jakoż dowieść zdołasz?! Próżne przechwałki. Serce truchleje. Bojaźń Boga. gorejący. Zagłada grozi i Posucha! — (Wychodzi. PUSTELNIK Wielkie snadź muszą być te winy. KSIĄDZ Nie ja wzywałem. skąd idzie? Posucha skąd upalna? — Klęska nam oto jest widzialna. już modły próżne. — Sprząc czarnorogich wołów czworo. PUSTELNIK Toć jeno dla cię tutaj stoję. że kościół nie pozwala na te praktyki. PUSTELNIK To. co mię więżą. Ziści nadzieję. — daleko szukać tu nie trzeba. Słońce szaleje — Bożych Sądów Znak karzący Ogniami zieje! — III Straszny Sędzio. SOŁTYS Trza chyżo. kaj się dusza jakoby gwiazda ta zapala. puste. kto jest ten winny! — ? PUSTELNIK Kto?! — Ty sam!! — Trza. żem tu przyszedł. KSIĄDZ Cóż to chcesz prawić — niby wróżbita mówić — kazanie?! PUSTELNIK Nie nagiej. co są w me ręce powierzone. widzę. Bożych Sądów groźna ręka. wam. pasterzu. z dala. — Jakoś dawał w obfitości. dziś mej Skrusze zwól Litości. winny. PUSTELNIK Biadaj nad sobą. ugorne. gdy słucha.. we zmazach żyłem długo. gleba pęka. by pod nieba błękit parny dym wzbił się w słup ofiarny. błędem piętnując. z niebieskim żarem stał się sprzęgły. skądby nie dojrzeć wsiowych chat. Kłos bujny mdleje — . co igrasz z ludem słowami! KSIĄDZ Ksiąg Bożych gadam Słowo Boże. w oczach się moja Waga chyli i Szczęście w oczach mieni. że znam tych klęsk przyczynę. o Panie! w serca skrytość. KSIĄDZ Serce łamiecie mi we skrusze. Święty Boże.. Prawdzie zajrzeć w oczy i wyznać winę. idzie w stronę kościoła). co w wiek z wieka tajemną trwogą czci i szanuje pamięć człowieka.. KSIĄDZ Wy skąd do mego dwora — ?! PUSTELNIK Z daleka. nie nade mną... SOŁTYS 4 .. są jawne! — Przed oczami Warn! KSIĄDZ Oddech zapiera jakaś tęga. choć jest mu trudno tę sieć ciemną rozedrzeć. Niebiosów litość dla nas głucha. Słońcem przepalony. CHÓR Oddalcie. że trwogę znasz tajemną ty sam. coście ziemskie wzieni na się — wyżeńcie het na pola!! KSIĄDZ Mnie klątwa! — Dolaż! — Dola! Dola! — CHÓR I Rola schnie się. KSIĄDZ Jedna jest tylko Cześć i Trwoga: Cześć dla Kościoła. Sołtysie.. Bóg nie słucha. siedmioma zwarte pieczęciami. tymi dwie sągi ciężkich kłódhet na dalekie wywieźć pole. Wejrzyj. ku Tobie serce wznoszę. schyl pobłażania. złamałeś ślub dla pokus Czarta. po które Boża sięga ręka. próżno wołasz. kir dymnych chmur przesłonił czarny. KSIĄDZ Zamilcz. pochylił głowę i odchodzi w stronę kościoła). widzi mi się z tamtego świata. — by żywioł Ognia. zwól zlitowania! (Ostatnie słowa mówi klęcząc. KSIĄDZ Znajcież. zadrżysz na nie. PUSTELNIK Bóg więc tę trwogę śle tajemną i występnemu to przestroga.. KSIĄDZ Zamilcz — grozo! — Modły Bożego wskrzeszą ducha. igrać ze mną tajemnicami ?! — PUSTELNIK Mówię. lecz gromada. nic więcej — jeno prędką zwadą nie dałeś wyrzec. pustelnych dziadów słuchać rada. co uczynić? — SOŁTYS Spełnić. — — wstaje. co czynicie. co się mi jęła tchu. którym miał Tobie być pawężą. grzeszny boleję. PUSTELNIK Pieczęć tajemnic tych ozdarta: nad twoją dolą zawieszona wyroków Bożych karta. PUSTELNIK Już modłów twoich Bóg nie słucha! KSIĄDZ Niebiosa jasne przejmie Skrucha. wypełnić wszystko sporo. wypleni z serca gady. po które Boża ręka sięga. CHÓR Sprząc czarnorogich wołów czworo. dziś jeszcze zaznasz kary. wyznaj mię swoim sługą. Zagłada grozi i Posucha. z Ziemi lęgły. Stary. niebios dla cię litość głucha. o litość . całą radą. — KSIĄDZ Co mówicie? — PUSTELNIK Mówię. mówię.. Co radzić. powiem. . ulitowania proszę. żem jest jak owi więźnie skuci. przeklęty! — PUSTELNIK Tyś przeklęty! co klątwy piętno masz na czole! KSIĄDZ Jakie?! — ? PUSTELNIK Lęk. puste. skądby nie widać wsiowych chat. PUSTELNIK Patrz. KSIĄDZ Włóczęgów groźby się nie boję. — KSIĄDZ Oczyść mą duszę. lituję twojej głowy. O litość w skrusze łkam. gdy sięgnąć na więcierze. co kazał człowiek z lasu. II Promień pali.. chłopi mu się rozstępują. których. gromado. Coś Piotrowego zabył zaprzania a Judaszowej zdrady. KSIĄDZ Któż winny — ? Kędyż to prowadzi? Przyszedłeś klątwę wywieść. sam się zdradzi. Wszedłem w człowieczych błędów koło. CHÓR Ksiądz będzie swarzyć i nas winić. Daremno błaga i uklęka. bo są w tych klęskach prawdy skryte. — ażby strop. CHÓR Wielkie znać muszą być te winy. co wasze role niszczy spieką. Krew mnie poniosła w sprośnej chuci ku związkom. PUSTELNIK Biada.Wyspiański Klątwa PUSTELNIK Szczęść wam. prawie Twa Siła Zło przemoże. KSIĄDZ Śmiesz mówić. że winicie. póki tego czasu _ Ksiądz jest w kościele. nie mówisz jasno. spuść srogości. —choć się przechwalasz znać przyczyny.

księdza co słuchać nie ma. ino wam. wstyd. żebyś sobie rozum wzięła i poszła precz we światy! MŁODA Pójdę precz — kiej będzie potrzeba. a wy się to spytacie. Sołtysie — jakaż to konieczność? SOŁTYS Z tobą co gadać. — — Może przy drodze szukać chleba! Możem ta trochę już pojęła co z tego gadania. Spełnienie klątwy niedaleko. co księdzowe. kto się para. co swarzyła na mnie przed Księdzem względem tego chrztu. — jak się wlec będziesz z żebraniną. co mi się jęła tchu — — Ofiara jaka? — DZWONNIK Stos na ugorze trza spalić. i poły je rozchyliwszy słucha od chwili). MŁODA Jeźli się spełnić ma ofiara. wszelijakiego zładzić paliwa. nie pytaj. — PAROBEK Że Kaśka. MŁODA A dyć prawicie głośno. ugorny ścierz. PAROBEK A bo i o was też bąkają niejedno. — Przecież cóż ofiara z samego drzewa? DZWONNIK Tym słowem żąda Wiara stara. gdzie — ? To nie wasza rzecz. zachwaszczon mątwą wielu lat: księdzowe pole. DZWONNIK Żar Boska ręka sama pali. grzech a błąd. MŁODA Na moje? — Pomsty!? — ! Ta psiawiara! 5 . bo trza. z czego. gdy stosu żąda dawna Wiara. trza poszanować Wiary stare. każdy ze swego pniaków parę. SOŁTYS Przykazom koniec — ktoś ta słucha. by się ofiara stała na hańtym polu. co wiem lepiej sama — co ta gadanie. aże się sąg dwie złoży. ofiary!! (Gromada za Sołtysem oddala się. MŁODA Słuchaj no. co się tu znaczy. nad kim Boża kara. CHÓR Trza zrobić. MŁODA To czemuż Ksiądz nie zwala? Cóż. że się drzewo spala. co? DZWONNIK Stos ułożyć i spalić w ugorze. MŁODA Zaś znowu Sołtys mnie się haczą. — gdy się rozeszli. żeby się do Młodej zbliżyć). na ugor. niech wam starczy. i zejdzie. MŁODA To mnie to Złe? — DZWONNIK Mówią tak. stary — — Oddech zapiera jakaś tęga. a wy mnie zwiecie klęsk przyczyną. — znaczy się. Zagłada grozi i Posucha! — Ofiary trza. byście nie stali się przyczyną ludzkiego nieszczęścia! SOŁTYS Czas. nad księdzem. SOŁTYS My zrobimy swoje. by Dzwonnik się oddalił. MŁODA Może! Słusznie ci się dostało. MŁODA Żar piecze. MŁODA Wiem — jeno bez cóż kara sroga? DZWONNIK Bez grzech.. wygębowała. zarasta dziko kierz. widać pod plebanią stojącego Dzwonnika. co potrzeba. CHÓR Ksiądz nie da użyć swego pola. dwie sąg zwieźć do hańtego pola. MŁODA Łatwo nad cudzą zdziwiać winą. ty harna. CHÓR Każdy ze swego pniaków parę. MŁODA A to — myślicie — pomoże? Zaśby? DZWONNIK Że się drzewo spali? MŁODA No juści. mnie się patrzy wiedzieć — co Sołtys ustanowią. dziewko. MŁODA Odeszli — słuchajcie no. ja powiem. gdy Bóg zejmie. spiekota jest od Boga. patrzcie ino. to może — ze mnie — trza — ofiary (Dzwonnik odchodzi. że nasze zboża w żarach giną. mówi. jako inksza Wola. że wam Biada. zaśbym ta słuchała. Kuba. SOŁTYS Ty. od lat się wielu nie zorywa. że wasze dziecka. to złe was minie może. PAROBEK A nie mnie. — wy pomóżcie nam — dopełnić. który czeka tylko. bo cię wyżeną stąd — to popamiętasz głupstwo twoje. jako inksza Wola: skojarzyć dwa zaprzęgi. bo tak widno musi. wrzescała. coś słyszała. czyje modły próżno płyną hen w niebo Słońcem palące?! — . MŁODA Czyj — ?! DZWONNIK Księdza! MŁODA Grzech mój i moja nędza! — — Więc oni — chcą. MŁODA Wiem. czyje modły próżno płyną hen w niebo Słońcem palące?! — CHÓR Niebiosów litość oto głucha. zmilkłabyś raczy. SOŁTYS Znaczy się. żem zmiarcyła.Wyspiański Klątwa Wiem takie pole podle drogi. i pomstowała przed nim na wasze. trza poszanować Wiary stare. — ? Co?? — DZWONNIK Też myślę. MŁODA Już modły próżne? Bóg nie słucha? 490 Ten. chrzczone łażą. co wiem. harno nosisz głowę. MŁODA (Wyszła ze sieni i staje we wrotach. który patrzy za Młodą i również zabiera się do odejścia). MŁODA A ino. MŁODA Klątwa — ?? SOŁTYS Co nasze role niszczy spieką. aże się sąg dwie złoży. SOŁTYS Trza zrobić. skorzyście. bo wam nie w porę. co się hańbą plamisz sprośną. wyście mi dziś już drugie swaty. CHÓR Tak — tam. — jest co insze. jedno nie wiecie. powiązać powrósłami. palec Boży. jeźli Bóg śle te kary. zboża od żaru ocalić. z boku krząta się Parobek. raźno skojarzyć dwa zaprzęgi. widno. jenom się tak tęgo zawzięła do ostatniego bronić i wszystkie wypominania wszystką siłą precz gonić. że ci nakazuję przemilczeć. MŁODA Cóż bez to — ? — ? DZWONNIK Kole od suszy. żem śmiertelnego grzechu winą skalana. MŁODA I któż być ma tych klęsk przyczyną? CHÓR Ten. a jej się poniewiera.. Jeśliście mędrek. SOŁTYS Trza pobrać kłody i łuczywa.

MATKA Powiedziano synowi. trza by mi być gniewną. że dawniej było sporo — ? KSIĄDZ Ano snadź serca mi nie stało. włóko. pójdziesz precz. MŁODA Podła!. z naszych. wygonię! DZIEWKA Dyć się spamiętajcie. — czyście zamężna? — MŁODA Już przyszła. MŁODA . MŁODA To ty mi będziesz tu przed pany wypominała?! Ty ladaco! Że moje dzieci się chowają?! DZIEWKA Wszędyście zawdy do podsłuchu.. MATKA Skąd się brało. MŁODA Ty ladacznico. (Cofa się pod ścianą plebanii i później odchodzi. MŁODA Wyście to matka — wy — — MATKA Ano z prosta się noszę. DZIEWKA O Jezu! — (upada. a wyście co!? MŁODA (bijąc ją) Naściże. MŁODA Szukacie kogo? — Wypoczniecie — ? — MATKA Tyleż tu grzędów. KSIĄDZ Jakże wam zdrowie? A brat? — już rosły? MATKA A może wkiedy tu zawita. tyle złego.. przeciw której gwałtownie zwraca się Młoda). ? PAROBEK Bo sie kończyła suma. — MATKA Mówcież!... twój młodszy. czas. co tu dworuje. czasów siła. prości — ? PAROBEK Byle czego. lecz zawsze słowo. Co rzekła — Matko Święta! (Gdy Dziewka wybiegła. mówicie? — Nie tego roku —? MATKA 6 . MATKA Dano już znać . — (Parobek się usuwa postrzegłszy Dziewkę. wpólzgięta kobieta. Stara go obejmuje schylonego). MATKA Ma już swego — ? PAROBEK No. ty paduchu. Jegomości. MATKA Prawda i to.. jest syn mój. ? MATKA No. zaniepokojona. z złego języka. MATKA Takaście ładna. byś na własnej czuła skórze! DZIEWKA (podnosząc się) Bądź ty i twoje dziecka przeklęta! Żeś moję Dolę pomarniła. dziewko gładka: gospodarz. — MŁODA Pleban!? MATKA Piąte lato syna nie widzę. KSIĄDZ Do mnie. gosposiu. to jej wyglądam jak tego ptaka. miła. gosposiu — głupie słowo daruj. Księdzu.. bo tejże chwili od strony kościoła spieszy Ksiądz. DZIEWKA Moje mnie pirwsze. aniś pocieszał mię listami. wieść zawsze jaka. bo równocześnie otwiera też same wrotka stara.Wyspiański Klątwa PAROBEK I podjudzała. co niemiara. MŁODA Zbierz tobół. — Co zacz jest ta dorodna kuma. patrzy. kijem o płotek trąca. które otwiera i cofa się. MŁODA Ty mi od moich dziecek waruj. zobaczę. rosły kwiecie! Cóż znikcemniały do ostatka? MŁODA Suchość dobytek nam marnuje. wyrozumcie — krew nie woda... PAROBEK Jegomość zaroz przyjdą. gdy je bronie. więc zjechałam na to. MATKA Co prawda. MŁODA Samaś se krzywdów nawarzyła. MATKA Teć to domostwo. matka? MATKA Dobrzeście rzekła. matusiu! Tak mi rzewno witać się z wami. zna zaś Jędrek. kryjąc się w sieni. (Młoda wybiega. że matka? PAROBEK Że zjechała w gości! — Wyście. już jest przy Starej i całuje ją w rękę. wy młoda!? MŁODA Ano stąd — skądże wy zaś. Serce bije. wchodzi w ogródek. o kiju idąca — w narzuconej na oczy czarnej chuście. MATKA Dworuje pewno na młodego. MŁODA I trzymam taką?! naprzód ścieżką do wrotek ogródka. ja nieuczna. jeno z pracą. a Młoda się przed nią cofa). awo syn mnie duma! PAROBEK A pobędziecie tu . to tak za strawę płacą? DZIEWKA Dyciem nie darmo.. Młoda stoi chwilą znieruchomiona. wylękła.. MŁODA Kroiło ci się dawno — suko! DZIEWKA Jeno nad ludźmi nie zdziwiajcie. co mię witała? — PAROBEK Ano młoda.. — pisał list. KSIĄDZ Pisać niesporo. że pismo czyta kto inszy prawie. A wy tu dawno — ? MŁODA .. DZIEWKA Bóg jest w górze! co moją krzywdę zapamięta. KSIĄDZ Matko. — Stara idzie. Od strony kościoła idzie Parobek i ku Starej się zbliża). milcząca. Serce boli. godna. MATKA Toście wy może stąd. co przyszła — i ostała. bo pracuję w roli. na ziemię) MŁODA Zbieraj się precz — nuże! ażbyś gdzie sczesła. później idzie MATKA A juści. by się wydała — hę? PAROBEK Co ta z tego — na mnie nie patrzy. ta zagroda...

Pierwszy raz to. KSIĄDZ Matusiu! MATKA Cóż ci tak nieswojo. KSIĄDZ Czego!? — MATKA Tak niby. znać. KSIĄDZ Później rzekę. co mnie trzyma? Co mie tu wiąże!!? Z kim!!? MATKA Zaś znów nie ma tobie kochanków! MŁODA — Mnie precz gonić? I to wy. niż.. stanę za nię. za nią tuż Parobek dźwiga stół). boli. o czym pisane.. może się dopchasz wyżej.. żeby się ziemie chycił swoje. wyrasta i w głowie mu się rozświeciło — nie zrobi wstydu. MŁODA Prawda. cóż to chciałem rzec — MATKA Może — może. KSIĄDZ Zmazą okryłem się nikczemną! — Pozwólcie odejść — MATKA . Wiem — znam — powiem.. jakby chciał świętym znakiem milczenia osłonić cały swój dom. KSIĄDZ Tak się oddala wszystko dawne. MATKA Przysiądę. szukajcie indziej. a posłyszawszy kroki w pokoikach. niech lepiej — glebę orze. domawia ostatnich słów. bobym się dziatek doczekała może z ożenku — ? KSIĄDZ Ile roków liczycie chłopcu? MATKA Już bez mała miałby szesnaście.. MŁODA Dasz stołków ze świetlicy! PAROBEK Dwa stołków! — MŁODA Trzy. dolą. MATKA Zaśbym nie miała . KSIĄDZ Dola za Bożą zmienna Wolą. jakby. mnie już ta gwiazda gwiazd nie świeci! Bo ja. dbałym krojem. żeście młodzi. bez tom chciała. chce księdzem. — MATKA Trudnoć wyrzec? KSIĄDZ Musicie. jak ty. w mej duszy walczy słabość ze mną. PAROBEK Jak trzy!? MŁODA Ciewy! A może ci nie prawie? — Mrucz ino! MATKA Wa. wprzódzi przyrzec. mam schowane w zanadrzu. a. — KSIĄDZ Nie trza. W oczach ciemno . a palec na ustach kładąc pochyla głową we wstydzie. MATKA Serce? — ? — boli? — — KSIĄDZ Wnijdźcie. rządzicie cale. odbiega szybko do swej komory.. MATKA Prze Boga!. nęka. MATKA Tak dostojnie jest ci w tej szatce. (Ksiądz ostatnich słów domawia. by suknie godne złożyć i księgę.. — MATKA Toście tu za panią — ? MŁODA Słyszę.. do szkół. — MATKA Plebaneś dzisiaj. tuście sami. co prawda. w białym 7 .. słychać od sionki gromki głos Młodej.. Tejże chwili we wrotach staje Ksiądz. krótką chwilę zejdę. — Cóżeś to namknął w liście. — Lecz tobie jakoś. pobrałam z sobą.Wyspiański Klątwa Nie tego. MŁODA Ładzę. synu. osłabłam — strzymać nie chcą nogi. chłopak honorny.. tu wszystko zniosą. — KSIĄDZ Uczy się? MATKA Uczy.. po czym szybko wstaje i odchodzi. KSIĄDZ Matko — lituj doli. na swojem! — Radam jest bytem. coraz oddalając się od Starej ku sionce. chyżej niezwrotne leci. KSIĄDZ Nie pragnę — matko — ja wyznaję. z drogi. markotno. widzicie — ja . jak sobie poczynacie: jeno. pamiętam. nie dziw. KSIĄDZ Wy cóż na to — ? MATKA Owo się dziewki jak na lato do niego garną.. Gdy Matka nie może jeszcze wyjść ze zdumienia. jeźli co prawdy w tej przyganie. — ot. niechże wam nie kryje! — (Pochylając się przed Starą. na progu wrotek klęka. Jeno to później.. KSIĄDZ Że wybaczycie.. MATKA A toście z gębą. matuś. da Bóg czekać. że. Młoda zjawia się na progu. idzie.. KSIĄDZ Prawiem zamylił wam sposobić posiłek — otóż go podają. tak coraz nagiej. zwrócony twarzą ku Matce. tak. co myślałam wkiedy. przez moje dzieci — !! — MATKA (z krzykiem) Dzieci czyje?!! MŁODA Ot. tęgi. prawie. wy mnie będziecie bronić. MATKA Może się złego czego dowiem? KSIĄDZ Złe weszło w serce. statkiem.. aż się boję. — będzie ci z nim miło.? MATKA Zahaczyliście.. — To bez toście tu . — MŁODA Wy skąd skora? Mnie co powiadać? Tak mnie znacie!!? Alboż co wiecie. czy ci co smutno? KSIĄDZ Lęk o brata — myślę. toś mi był bliżej. MŁODA Stół na podchyzie! PAROBEK Hawok stawię. MATKA Synu.. toś więcej jurny był od brata. widzę cię w twej zagrodzie.. że młoda. a potem ręce rozpościera na węgarach drzwi. że pobędziecie z nami — ? MATKA Ano wam tego nie pochwalę. MŁODA Może kto czernił mnie przed wami? MATKA Wy mi się podajecie sama. to strojnieszyte z jedwabiem. prawie że uklęka.. że nie tu wam komora. bez tom zjechała. kiedyś miał te lata. MATKA Dawniej jeździłam do cię w miasto.

niechże choć jeden kąt ten najdzie dorzeczny. Jakoż śmielej mam gadać? — Coście wprzódzi chcieli poznać — — zdam na dzień inszy. księgi są spisane. dla matki to już honor nijaki.. MATKA Czoło pali. omdlewa). upada na krzesło. jak rodzic ziem nie porał — ? KSIĄDZ Bóg chciał. — Zwolna Stara przychodzi do siebie. był szczęśliw ziemnych szczęść użyciem. (Ksiądz i Matka powstają. KSIĄDZ Co wam!? Wy drżycie! MATKA Czepiec zejmę. MATKA Błogosławiący ród żywiący. i toście wiedzieć mieli. MATKA Wszyscy to inszy wprzód wiedzieli i znają. KSIĄDZ Niechże jej będzie świat za życia słoneczny. wierzę. matusiu? MATKA Nic — słucham — trocha łez pociekło. i świętych Psalmów chorał dał słyszeć mojej duszy. Co to chcesz mówić. MATKA Toście wy! KSIĄDZ Matuś! Pomdleli! — Wody! (Młoda. żem to niby nie waszą szklenę pirwy trącił. żem przysiąg złamał stałość. co kogo czeka? KSIĄDZ Tam rozpoznana każda przewina. że nieodbycie czeka na tamtym kiedyś świecie. w ogromnym słomkowym kapeluszu. MATKA Czemużem dla cię pragła księstwa. jąwszy pługa. MATKA Tobie!? KSIĄDZ Boicie się. — awo teraz prawda. — — — Ja ta nie głupia. bierzcie szklenice — pijcie ino. ta. MATKA O księgi straszne. MATKA Azaż cię obłęd trwóg nie zwodzi? Jakoż. MATKA Wielkiej bo służby wziąłeś trudy. jakie mnie lęki dręczą skrycie przed tym.— — — To to wy razem. w łasce ze mną żyła. Ksiądz i Matka siadają przeciw siebie przy stole). a nie pić. KSIĄDZ Siwiuteńcy wyście. teraz przez okno podaje dzbanek z wodą. moja nędza. niech się pocieszy znikomemi radości. Ksiądz usiada). co na ziemi dłoń jej człowiecza może dać. KSIĄDZ Tyle jej szczęścia. w nie prawa Boże wryte. Ksiądz trąca się z Młodą.. MATKA Dzieciż to twoje. Jej to wieczyście z potępionemi w piekielnych ogniach stać. Duch je w piorunnych burzach rodzi: występny musi ginąć. chwieje się na nogach. a żywiąc ludzkim prostym życiem. KSIĄDZ Niesie wino. a potem śluby swoje łamie i Boskiej Łasce dla się kłamie. myślałam nieraz. miłość święta. .Wyspiański Klątwa długim płóciennym kitlu. KSIĄDZ No. Parobek tymczasem krzesła poznosił. MATKA Abo mi raczej wstać. już wam lepiej? MATKA Lepiej trocha. KSIĄDZ W kochaniu. syn mię nie kocha. winem skrzepić. (Matka rozplątała wstęgi czepca. błogosławieństwa znak pokojny. A wiem zaś pewno. ja po niej druga. odsłoniła bielutkie siwizną włosy. Wchodzi Młoda niosąc na tacy trzy szklanki nalane winem). krew twoja. KSIĄDZ Skry święte rwały mię palące być z pomazańców i szafarzy. od złotych słać ołtarzy. jakie to nam pożycie razem. dzieci i ona tobie miła. Bógże wam dzieci dał. co wiem. naszej chudoby niezasobnej. tam grzechom miarę mierzą i chociaż życiem się odwleka kara — że przyjdzie. prawdzie się patrzę w oczy. grzeszni wierzą. Ksiądz Matce wodą czołoi skronie skrapla. MATKA Widzę.! Niechta. myśl złą pacierzem zganiałam. pali bo głowa. pod stropy świątyń malowane kadzideł dymy kołysane ze srebrnych amfor chybać. KSIĄDZ Złud przynęta! Miłość ojcowska. synu — ? Któż zna. wszyscy troje ujmują za szklanki. o czym. Matka widząc to wlepia oczy w syna. bo przecie ona tu nie sługa...wy coś wiecie... 8 . Już ja nic tobie — serceś zmącił. gdy lud poklęka bogobojny. Sumienie żalów gnębi żałość. która natychmiast uciekła. o wyroki! Jakoż tych sądów minąć!? KSIĄDZ Kościelne piszą je Proroki. już wloką się z ukrycia mary piekielnych gości i stają przed wrotami temi. raczej byś zaznał był niebytu. po szyję. daje jej trochę wypić wina. trwogi się zgubne zewsząd mnożą. Bóg pomsty zseła nań katusze i jego dzieci i kochanie na zatraconych ogień wpędza: oto jest. matuś. MATKA Jakież tych przysiąg kłamnych brzemię? KSIĄDZ Ktokolwiek na tej ziemie przysięgi straszliwemi ślubował Bogu swoją duszę w czystości żywić nieskalanej. tobie się Szczęście poniewiera przez klątwy zło przeklętej! Czemużeś raczej. Gdzie jej nie zajrzą Szczęścia. MATKA Serce się w trwodze zlękłe zrywa.. dla mnie straszliwych klątew wzywa. który zdejmuję i kładzie sobie na podołku. szklenicą pirwy trąca. stawia swą szklankę na stole. Duch Boży tak okrutny? Litość się ludziom godzi. jak się z pyszna śmieli. powagi i zaszczytu. jakożby one nieszczęśliwe w Otchłanie rzucić miał? KSIĄDZ O matko. MATKA Tamten świat — prawda — . MATKA Każdyże inny Szczęście zbiera w miłości dziatek świętej. i pójść. KSIĄDZ Wybaczcie. żebym był Boży sługa. ona i dzieci. KSIĄDZ Cóż bo wam? Takeście zmarnieli po jednym słowie. matko. matuś. krótko po wiejsku obcięte. słuchajcie. otom wieczyście smutny. przeklęta. MATKA Komuż ta kara? Czyjaż męka? KSIĄDZ Boża ją pokieruje ręka: — mnie abo dla niej Piekło. KSIĄDZ Matuś. KSIĄDZ Wierzę we świętą prawdę Bożą. nie z Matką. jeno ci wytrwać zbrakło męstwa. wy nie wiecie. pirwy się z obcą przybłędą para. KSIĄDZ Trza się wam.. a jest w tych kartach wyklinane występku zło pożyte. matusiu.

Szczęście to moje rozburzone? — Mamże sam dla się topór kować?? MATKA Jakoż masz twoje Szczęście psować — ? Jakoż ma być zerwane.. KSIĄDZ Na stos niech wstąpią. którędy obiegła. MATKA Ogień je żywy miałby chłonąć. Pani-matko. nie patrzaj — bo mnie pali męka łez. szalona — — — ?! MŁODA Boża wola. w oczach się moich robi ciemno i słyszę klątwy płacz nade mną. byłaby wtedy wybawiona. MATKA Odwieczna. ani z nią tobie żyć. KSIĄDZ Ludzkichże błędów znasz przyczynę. jak przeklinać — — ? MŁODA Ani przeklinaj. KSIĄDZ Dusza nad nimi boleje. ani kochaj. żądza w najgłębszej tajni skryta. MATKA Cóż tą nadzieją? KSIĄDZ Szczęście moje — — i sam się srogiej poddam męce. ogniowe próby? Wiecznaż ich duszom męka? Nie masz nadzieje? KSIĄDZ Do wiecznej pójdą zguby. światła w duszy gasną i myśl na błędne idzie drogi. powraca.. MŁODA Jedno me dziatki kochać muszę. straszna krzywda człowieka na każdym czole troską ryta. O matko. ugorny ścierz. coć boli. mieliżby jako świece żywe w straszliwych mękach spłonąć. — Niechajże nigdy się nie dowie. nie — prze Boga. to mu przed oczy żądza zwleka. jakoż się wyrwać z toni . MATKA Widziałam pole podle drogi. mój synu... ja muszę precz — nie pytaj. ona. MATKĄ Tyżeś przyjęła syna w łoże. ona.. (Urywa. — Spoza węgła dworku... Los. gdy zagrożone Szczęście twoje i duszy twej zbawienie. wrócę do wsie. Dam im zasoby i dostatki — Pozostań. KSIĄDZ Tyle więc mego szczęścia z nimi. klęcząca.. co mię sidła zdradne i gnębi a niewoli. z którejem przyszła. MATKA O synu. KSIĄDZ Zrąb trza zbudować z ciężkich kłód i drew narzucać do tej studnie i szczap jodłowych ... MATKA Trwoga odejmie resztę złudy. MATKA Przecz syn mój przez cię traci duszę. precz oddalę. przypada.. byłaby wtedy ocalona. MŁODA Słyszałam wszystko.. ilekroć zajdę tam. pokąd czas znaczony. MATKA Proś daremno. zjawia się Młoda. com przeżyła. gdyż tejże chwili słychać uderzenie drzwiami w pokoikach. matko — dzieci. w twój dom piorunne gromy trzasną! KSIĄDZ Dwie sągi ciężkich kłód trza na dalekie wywieźć pole ugorne. ? MATKA Żegnaj. teraz nagle zemknęła na tył domostwa. MATKA To. przycisnę do serca. O. co się napatrzę na tych troje.. gdy znasz już Sądy Boże. śmiertelne żywisz niepokoje o dusze ich i szczęście twoje. niechajże idą w zatracenie oni. skazanej w modłach chciej spominać. MATKA Zacz nie pomogą nic święte śluby. bo myślą wciąż niewolną wracam do lęków. matko — dzieci.. — Synu. KSIĄDZ Co mówisz. żyjąc z nimi. A nim odejdę. MATKA Los cię ich straszny nęka. coć dolega.?! MATKA — — — Przeszło mrowie. MATKA Co chcesz. precz ta myśl! Potworna myśl skwapliwa nad wolę mą. co się lęka. synu! — — — Teraz widzę jasno. KSIĄDZ Ach. nieszczęście wlecze się pod progi. MATKA Myśliłeś już. do tęsknot dziś przydałeś trwogi prze twą obłędną winę. zarasta dziko kierz. gdy jedno im poświęcę. by były dusze ocalone — — ? KSIĄDZ Potrzeba okrutnego czynu: ofiary!.. precz razem onej dziatki. Żadnej nadzieje dla tych troje. główeńki przytulę... KSIĄDZ Dnie mi się wloką senną jawą w myśleniu. KSIĄDZ O matko. do przerażeń: co je na tamtym świecie czeka. wieczna krzywda człowieka! KSIĄDZ Czego unika. A jeśli łzami w oczach łysnę.. skądby nie dojrzeć wsiowych chat. matko droga. pozwólcie się nazywać. Mówić mnie o nich to okrutnie. pokuta. jeno ja z dala pójdę. ni ze mną. może mi z tobą i przy tobie spokojność w dom zawita. matko. zagrodę.. KSIĄDZ O matko. Ksiądz wchodzi w sień. lituj nędzarza doli. MATKA Tęsknoty wiodły mię serdeczne. MATKA O synu.. w serce się twoje wprzęgło krwawo. MATKA Widziałam brzemion dwa gotowych. Bożej się klątwy nad cię zwleka grom — czyż go moje zwrócą mod3y? Przeznaczeń pełnia niedaleka. przecz cię wiodły w mój dom tęsknoty twe matczyne.. teraz widzą jasno.. Młoda. matko. MATKA Dola. tam. KSIĄDZ Precz tę niewiastę. — — Wyznać jej. MATKA Nieszczęście wlecze się pod progi twej chaty. która się z wewnętrznej izdebki do pół pokoju wysunęła nasłuchująca. com ujrzała.. bądźże mi ukojeniem. do nóg Starej i po nogach ją całuje).. 9 . za nią poszukujący. przed czym ucieka. synu. niech Bóg chroni od nieszczęść dworek twój.. od lat się wielu nie zorywa. to. Czasem to łysną się nad nimi onych piekielnych ogniów zwoje. goryczne żale. wyrocznia sądu już wykuta — — chyba. MATKA Cóż byś nieszczęsna zamierzyła? MŁODA Wyrocznia Sądem zasądziła. pozwól mi pojrzeć na niewiniątek twoich urodę. Mówić mnie o nich to straszliwe. jak kochać. Niech żyją.. z reszt dni żywota zdarło pogodę. leki tu żadne.. KSIĄDZ Tak. KSIĄDZ Pozostań u mnie. spokój stracam. puste. to. niech je pogłaskam po jagodach. złożonych hań w drewutnie.Wyspiański Klątwa KSIĄDZ Bóg mi poskąpił palm zwycięstwa. co wypłakać się nie mogą nad ich Niedolą . zachwaszczon mątwą wielu lat. jeno.

jeno się Dolą troska. MŁODA 10 . że słyszała. zamknąwszy się w komorze. już wóz mnie zgotowiono. chcę zdradziła? MATKA Jakoż?. MŁODA Wyścież dobrzy. ano Bóg też pogląda. MATKA Żegnaj — wy maleństwo! Och. skąd teraz słychać turkot wozu. srogich sądów ramię. — Mam was to prosić. sercu się spieszno czulić. tulić twarzyczki takie krasne. żebyś podwiódł mię ku miastu. całujcie — chwilę jeszcze. lęk żywy serce przejął. gdy z wami wyjedzie. MATKA Syn mój je kocha. to serce we mnie rwie się z żalu i wiecznie smutne szlocha. Nie chce ciebie przy sobie tu. sam się zbieraj. MATKA Potem dalej? MŁODA Dalej. minąwszy wrotka w ogrodzie. comy mówili. jakoż je zbawię? .. gdzie odeszli. MATKA Za czas niejaki — bądź spokojny. od strony kościoła przychodzi Parobek ku Młodej i widząc ją zapatrzoną. a nie było nikogo.. KSIĄDZ Mój spokój?? — Boże! to daremno! MATKA Pogwarzym o tym jeszcze w drodze chcę przed wieczorem zjechać w miasto. by stało się. mogła ujść przez nie. Sam mówił. — — Zmilczcie. MATKA Gdzie pójdziesz? MŁODA W obce światy — najdalej.. MŁODA O. dyć prawie widzi cała wioska. że muszę precz — a muszę! — MATKA Widzą. co czynią? — Byłeś? pytać. MŁODA Jak we śnie — jednej chwili wszystko wzeszło. że wraca. trwoga. ni w komorze. przekleństwo! (Wydziera dzieci z objęć Starej..A choćby — to nie zrozumiała.. jako żyjecie. niechże im błogosławię. — niechbym się miała czas z gratami złagodzić — MATKA Myślisz. ni w sionce. MATKA A tociem długi czas patrzała w okna. gadają. strzeż mej dusze — żegnajcie. KSIĄDZ — — Już drżałem. KSIĄDZ Mówiła?! Kiedy?! Więc chce sama. MATKA Co będzie. buzie rumienne. stójcie. MŁODA Obyś z nich starła przekleństw znamię. prowadząc dzieci dwoje. Młoda wychodzi i patrzy w stroną. prawią. co Bóg żąda. KSIĄDZ Słuchała? . MATKA Synowi słowo szepnę o tem już na rozchodnem. niewinnie oto zasądzone. — MŁODA Ani je ojciec kiedy głaska. MATKA Miłość ta klątwą je obrzuca. (Wybiega. PAROBEK Dopiero z drogi. że cię strzyma. czy się wam MATKA Precz pójdziesz — mówisz — precz? daleko? Kaj? MŁODA Mam krewniaków. w bok na prawo ku gościńcowi. ubranych po wiejsku. też patrzy w stroną gościńca. MŁODA Oto je wiodę urodzone w miłości. — tam drzwi dwoje. MŁODA Wyrzekł!! MATKA Nie śmie pono przed tobą — boś mu jako żoną i on dla ciebie ma powinność. — co inne wyrzec chciałam. strzymaj się. z torbą skórzaną i laską). Że też to stara nie pobyli — ? Może was i obeszło — ? MŁODA Cóż wsiowi? — Wiesz co o tem.. Młoda zastępuje jej drogę). MATKA Pieścić je pragnę.Wyspiański Klątwa MATKA Chcesz zginąć! Spłonąć! Synu! Synu! (Chce biec ku sionce.. oczka jasne.. KSIĄDZ Jutro się podróż dalsza znaczy. — Od strony gościńca wraca Ksiądz przybrany do drogi. MŁODA Widzą to wsiowi. konie każ zaprząc. kochajcie.. bierze młodsze na rękę. Bóg sam wiedzieć raczy. pieścić. Bóg dał. — MATKA Chcesz precz!? MŁODA Tej chwili. (Od czasu już było słychać turkot wozu. Ze sieni wraca Ksiądz).. ani kocha. coraz się oddalający. Spoza domostwa. hań za rzeką: u nich pobędę. ze sieni idzie Młoda. słyszę. gdzie turkot wozu już prawie zupełnie ucicha). chwilę — płaczu gorący! MŁODA Przekleństwo waszym łzom. gdyby słyszała — Męko Boga! MATKA Oto już idzie — ostaw nas tu. Nie? MATKA Nie sądzę. Boże. że sprząta tu pokoje. — matko. KSIĄDZ Mówią. nie chcę. ani ich pieści. żem nigdzie jej nie zdybał. jenoście pierwsi rzekli sami: na obce wsie i obce pola precz stąd chcę pójść. jeno nie tu gadajcie — aże het. co się stało. serce pęknąć chce od żalu. MŁODA Nie to. byś odeszła. bo tylko chce się stąd wydalić. stanie się. pięcioletnią dziewczynką i trzyletniego chłopczyka. Ręczynki złóżcie mi na szyję. żem tu była. bosych). stara. wielka wasza łaska. jak zajechał na gościniec przed plebanią. czyliżby tutaj! — Drzwi otworem! Matko! MATKA Ja okna uchyliła i może przeciąg drzwi rozchybał. Ksiądz i Matka odchodzą. nie — nie. matko — Pani. już z powrotem. chcę. — O matko. kocha wiele. MATKA Jest skłonny. Z wrót. MATKA Dzisia jeszcze?! MŁODA Gdy się będziecie sposobili do drogi — ja też rzeczy zbiorę. w dalekie drogi potem i nigdy już z powrotem. KSIĄDZ Matko. KSIĄDZ Jeno. by wiedział. (Ksiądz odchodzi w stroną gościńca. drugie za sobą pociąga i szybko znika w sieni. MŁODA Ja też nie śmiałabym wymówić.

. Sam założę ognisko. niechby się te gniewy Boże skońcą. Przyzwijże. (Parobek gestem przyzywa kogoś poza sobą. Przygarbiona ciężarem. na hańte pole. MŁODA Wiem. PAROBEK A bo ta ciężkie są okrutnie. — — To jakże to sprawić? MŁODA Słyszysz! Zesujesz wszyćko do środka do tej ogromnej studnie z drewnianych kłód — rozumiesz! — łuczywa i powrósła słomne. 11 . że mam do niego słowo. PAROBEK To wiecie — ? MŁODA Lecino przyzwać wójta do mnie. chciałem dziś pobrać.. teraz się Młodej pyta:) PAROBEK Będzie co nosić potrza? MŁODA Weźmiesz te brzemion dwa gotowych. że wy każecie. Ja przypilnuję: dziś ułożyć —a kiedy — będzie kiedy pora. SOŁTYS Toście wy już . już idzie! Czas i na mnie pod górę. a potem ręce wraził w kieszenie kapoty i odszedł. jak psa. DZIEWKA (żegnając) Ostańcie.. odstąpiła nieznacznie parę kroków. niech się stanie. złożyć hań na pole te wiązki. Sołtysie. (Patrzy z niepokojem ku izbom i ku sionce). MŁODA Tak ta. Kaśka se pozbierała już przyodziwę. ale ta. DZIEWKA At. PAROBEK Cobyście ta wierzyli — ? MŁODA Niechta — że wierzę. MŁODA A może macie co. — ? MŁODA Co wam ta. SOŁTYS To nam pilno. PAROBEK A widać Sołtys też coś mają. podchodzi do Młodej. MŁODA A ja. już odwrócony od niej. odziana w chustą. uchylił kapelusza. rozumie.Wyspiański Klątwa PAROBEK Drzewa dwie sągów naskładali. gdzie stos się zwozi. myślę — przydam pomocy. co ja myślę. na pniakje dźwignął. urywa i odchodzi szybko. SOŁTYS Ja tu po kupnie. SOŁTYS A dobrze — to pójdziecie z kim swoim —? MŁODA SOŁTYS Bo ta pleban wrócą pod wieczór. tyś przeklena. który czas cały trzymał się w pobliskości na oborze. MŁODA Tak. niech będzie. w której trzyma dziecko malutkie. słowo ludzkie — wiatr ponosi. tela zachodu. aż znika w ugorze. na ścieżki! — bez natonie! haw bez tył ogrodu! (W ciągu rozmowy Parobek był już wyciągnął brzemiona drew. MŁODA A jeszcze. SOŁTYS Nad ranem jutro. jedno nie rozumię. — Kaśka! DZIEWKA Cóż ta tak bardzo o mnie stoją naraz. A Kuba pójdzie. mówię. — no poniesiesz. MŁODA Boisz się Kaśki. niepomylną uznałam już tę Wolę i teraz sama. nie będzie posądzenia już o nic. zmiarkowawszy wprzódy. MŁODA Bo widzisz. MŁODA Niech i jutro. teraz ty idziesz precz — — ? DZIEWKA Niechta — cóż. tak że już mu się podejść nie zdawało i tylko. co mają. nie idź drogą. PAROBEK A ino będą Ksiądz swarzyli na mnie. na ugorze. DZIEWKA No. PAROBEK Jużci boję. MŁODA Bom cie jak tego psa wyżena. na plecach tobół z pierzyną i trocha przyodziewy. złożonych hań w drewutnie. — raźno! PAROBEK I gdzie? — Do wójta? MŁODA Sołtys życzą ka indziej. jeno pobrać. zaczyna mówić.. (Sołtys odchodząc chciał Młodej podać rękę na znak umowy. a dyć już czeka zgotowione. PAROBEK A już ta przódzi Ksiądz mówili. wymawiając słowo «z Bogiem». SOŁTYS Choć zaraz. Bądźże mi pod ręką. MŁODA Powiadaj. SOŁTYS To pójdziecie rychło? MŁODA Tej chwili. com to kiejsi stargował wiązki i łuczywo. powrósłami razem powiązał. bo z pyskiem do mnie skoczy. Ze sionki wychodzi Dziewka. jak wy chcecie. a niechta. MŁODA Bóg słyszy każde. wołami wozów dwa wywieźli i stos pobudowali. słyszałam. że to beze mnie. po chwili widać go jeszcze w górze ponad dworkiem. żem kazała. nikta Księdzu nie doniesie z plebańskich. że to także chcecie na ten stos hańten. sklamrzy. MŁODA Kaśka! tyś mnie przeklena. z pniaka na bary wziął i wskazaną drogą poszedł. rzec? Ja też dla was jakie słowo umyślnie warzę. PAROBEK Toście już z nimi weszli w zmowę. Młoda za nią woła). co poniesie. co księdzowe. MŁODA To mi nieswojo. to się zapali. całuje ją w ręką. MŁODA Na pustym polu. bo niedaleko się trzymają. obchodząc domostwo dokoła. więc skoro pójdę ja i za mną poniesie kto. Parobek. jak idzie wzdłuż wału. gdzie Sołtys życzą. MŁODA A wiem. będzie mi potrza. MŁODA Ogromniec taki. SOŁTYS Po co? MŁODA Że to pole księdzowe. SOŁTYS Ostańcie z Bogiem. MŁODA Bo widzę. — po chwili wchodzi Sołtys). widzicie. PAROBEK No.

DZIEWKA Ano nie tego roku. jak krew żądała.. DZIEWKA Ostańcie z Bogiem. PUSTELNIK Cudza przewina. MŁODA Duszyczki czyste. że wiem. że prze mnie klątwy złość straszliwa. MŁODA Tym łatwiej spełnię wszystko moje. — daję ci wszystko. niebodze. MŁODA Toć to już wie gromada cała. zrozumiawszy.. boscy anieli pojmą strzec.. co spali się i zetli. DZIEWKA A i dobrze. pobrawszy swoje. kobieto. DZIEWKA Ano później ta kiedy was nawiedzę. (Gdy Dziewka. jak ona. to jedność. to ci będzie prawie na twoje. PUSTELNIK Idziecie pono sami. groźby dosięgły mię żarliwe. by się wypełniło. bym się sługą stała godną i krew uhamowała. DZIEWKA Ludzie nie gady. żeby poradziła unieść. Próbujcie ano tu. co się wkiedy bujno młożą . cobym zaś nie przyjena. PUSTELNIK Może — może — — ? Ja ta żyję po swojemu: z gadami w miłej zgodzie i Bóg mojemu rad królestwu. moja uroda. — PUSTELNIK Jako namniejszy robaczek czy muszka żyje swobodno. jak są owoce po sadach. nim do niej się zbliży. MŁODA Bogu się patrzy dań — ofiarę niosę — wiedę sama. i stawia na ziemi przed Dziewką). co każdemu rosną. do swojej komory. żebyś wziena. starsze wiedzie za rączkę. MŁODA Zmyślone było szczęście moje. pożegnanie jej to Boże wyrzekła — Młoda. MŁODA Jest ta cosi sukienczyn parę. cóż to ty gadasz?! MŁODA Ja skazana. Z wrót plebanii występuje Młoda. co ludzkie zlęgło plemie. bujno i płodno. dziecko mniejsze niesie na ręku. PUSTELNIK Ofiary z żywych płodów ziemie. (Młoda. PUSTELNIK Bóg z wami. przed Piekłem Niebo straż tu trzyma. co za małe na moje młodsze. ukojna.. co groźby w nicość mieni. jako w ostępie kwiat. i stamtąd przynosi spory tobołek ubrań swoich i ze swych dzieci. mówiąc. by cię złe nie omamiło. odświętny. odchodzi w stronę gościńca. Czas. dzieci są również. MŁODA Bóg sam mnie król nade mną! — Wy precz . jest poskładane. nie czekając. PUSTELNIK Gdzie wiedziesz dzieci!? MŁODA 12 . zrzuca ze siebie ciężar z pleców i razem dwa toboły gromadzi. — Weźmiesz? Chcę. DZIEWKA Tela. obstoicie? Ja też nie dzisiejsza. czas. PUSTELNIK Na tobie nikt nie szuka kary. MŁODA Czas jest. MŁODA Marność. MŁODA Dla twego — to dla ciebie. co Bóg przeklina.Wyspiański Klątwa DZIEWKA Nie pamiętajcie. PUSTELNIK Ano jest jeszcze nad obima Moc przebaczenia.. wyście bo rośli. wbiegła na moment na izby. Dziewka sadza dziecko na ziemi. trochę z miejska. PUSTELNIK Zbierasz się w drogę — — ? DZIEWKA Wiem ta? Może jeszcze ostanę. bo po co. wy młoda. PUSTELNIK Po was niczego nikt nie czeka. PUSTELNIK Gdzie wy idziecie!? MŁODA Hań — wy stoicie w pół drogi — PUSTELNIK Strojne wiedziecie. PUSTELNIK Umysł ci splątał się zmyślonych gróźb podnietą. MŁODA Bóg nade mną. PUSTELNIK Dziecka bo szkoda na włóczęgi brać. PUSTELNIK Tak wam się świętość w oczach świetli. PUSTELNIK Zbłąkana. na główkach mają wianuszki z kłosów). odchodzi szybko do sieni i znika w swojej komorze. hań. PUSTELNIK O jakiejże to mówisz drodze? że ja to niby poły stoję? MŁODA Królestwo sobie w niebie roję — jak wam to rzec —? PUSTELNIK O twój się rozum niepokoję. strojniście w bieli. wszyćko!? MŁODA Tylko toboła nie rozwijaj tutaj. — (Dziewka. przybrana w strój biały. PUSTELNIK To się może bez to nie żeni. — jak są w polu te zboża. przybrane bialutko i wystrojone. DZIEWKA W pustelni łatwa zgoda. DZIEWKA Co ta takie? PUSTELNIK Widzisz. DZIEWKA Kuba? — nie wiem.. PUSTELNIK Was do niczego nikt nie wzywa. roślina. Cóżeście ta se wzieni mie się pytać? PUSTELNIK Może co — jako? MŁODA Święconej ja się imam wiary. DZIEWKA Cóż to z wami? MŁODA A rzeknij Słowo choć przed progiem inaczej. — MŁODA Chcę za tych złotych bram podwoje Edeńskich biec. MŁODA Jenoście słowo pół pojeni — trza dać. MŁODA Samiście rzekli: trza ofiary. PUSTELNIK Jakąż obłędną rwiesz się siłą — ! Patrz. od strony kościoła nadchodzi Pustelnik).

jak na gościńcu gwałtowny turkot naraz ustaje. jako że w Szczęściu są poczęte.. wóz się zatrzymał. KSIĄDZ Na izbie chusty porozrzucane. gonią. wołają: Śmierć. ten strój. byś mi uchylił bram zawory. gdy przeklina. PUSTELNIK Stos!!? MŁODA Wedle waszych słów. po drugiej stronie budynku. patrz. skłoń duszy mojej czystej Światłości Wiekuistej Nieba Rajskiego. w giezłeczkach białych. bądź mi zdrowa.. nade mną młodą sąd straszliwy ognia żywego. więc ją widać teraz. PUSTELNIK Bóg rozum mąci. otom je godnie ustroiła i siebie samą przygodziła. aż znika w ugorze. dzieci spłoną! PUSTELNIK O grozo! MŁODA Stos już zgotowiono. idącą wzdłuż wału. Wieczyście pokój znacz mej duszy. przez ogień pójdę żywy. Ciskają na mnie gruz. Od strony kościoła spieszy Pustelnik. poszła PUSTELNIK Wygnana! Wyście nieszczęsną gnali! KSIĄDZ Sama mówiła. uciekam darmo — gonią. Sędzio Sprawiedliwy. drzwi na plebanii ostawiła otwarte. rąk podniesionych zwarte koliska. Młoda. — — Kędy się zwrócę wylękniona. rozsypię się w popiele. drżała — KSIĄDZ Tu z wami rozmawiająca?! O czym — ? PUSTELNIK O ogniach Odkupienia. Oto na stos skazana idę. wiem o stosie. jacyś mię gonią. okalając domostwo. PUSTELNIK Zbrodnia! MŁODA Ja spłonę. na ogród. Czyścowej męce. ścigają wszędy mię zwidzyska po nocach. Dawasz. w całun nędzy upowita. przekorna twoja mowa. PUSTELNIK Ofiary żywe! MŁODA Wyście rzekli. jako gołębie żyłam Boże. by się wielka stała rzecz — tam. KSIĄDZ Kogo?! — — Słyszała!!! wie?! — !? — co się stanie!! PUSTELNIK Winieneś śmierci tej kobiety. że będzie stronić ode mnie — jakoż bronić. zwól. wy Boga mi nie grodźcie. wozu. jako że Nieszczęść gnie je Dola. PUSTELNIK Strzec by ją trzeba. Ciało zetlałe w popioły wichr zwieje z prochem pospoły we czworą świata stronę. wypędzonej? PUSTELNIK Ty wypędzona?! Tak okrutnie! MŁODA Pogarda wszystka pogardzonej. Po jakimś czasie słychać z daleka turkot wozu. ja oto klątew tych przyczyna. już nade mną ich ramiona. KSIĄDZ Nic — drżałem o ten stos. z dala już dając mu znaki). Śmierć. wyzwałaś Boga — ty zbrodniarka! MŁODA Precz stąd. dusz Zbawieniu. co mych grzechów pamięć zatrze. coraz się zbliżający. jakie si księgi piszą o tem Boskie. Miłość dziś moja katem dla mnie. Dopada szybko wrotek ogrodu. PUSTELNIK Zbrodnia!? MŁODA Za grzech śmiertelny. tym jednym duszę zbawię. czego żądała? PUSTELNIK Zlękniona tu przede mną stała i Piekieł łunaw twarz jej rzucała się paląca — . jako serce dla Cię stroję. przeniosę ból i żar straszliwy. ktoś z wozu. by z popielnych zgliszczów wstała w jasności nieskończone. w dniu. słychać. — Mówiła więcej — że — — PUSTELNIK Mów!! O hańbo! — Więc to twoje mówiła słowa — ? KSIĄDZ Dziwna. KSIĄDZ — — — Jednak jej nie ma . We włos im wplotłam kłosy zżęte. że ona wie! — — Już teraz nic — PUSTELNIK Stos stoi hań na górze!! KSIĄDZ Jaki!!!? — Gdzie?! — hań!? Na ugorze!? Więc wy!? — Beze mnie!? PUSTELNIK (milczy) 13 . to jak młotem serce mi biło. a przeczże żyłam w niej niekłamnie. Mojej Niedoli ja żniwiarka. KSIĄDZ Kędyś poszła. jak obiega pokoje. który pędzi. PUSTELNIK Chcesz śmierci?! Straszna twoja Dola! MŁODA «Wyżeńcie het na pola» — słyszałam wyrok. gdzie złote Słońce w ogniach wre. Bądźcie mi zdrowe. PUSTELNIK Posłać za nią. — Po chwili widać ją jeszcze raz w górze ponad dworkiem. pędem biegnie ścieżką do wrót. żegnaj. (Idzie powolnie. że serce w trwożnych ogniach gorze. zali błękitów Twych poruszy mój płacz — zali Cię moja skarga sięże: tych się obłoków białych chyta.. rozgląda się po ogródku. krzykiem grożąca! KSIĄDZ Straszna mi w oczach truna się zjawia — sprawdzają podejrzenia. nie znalazłszy nikogo wychodzi znów poprzed wrota sionki. coście kazali stawiać! — No nic — teraz już nic — ale ten ciągły lęk. wpada w sień. na jawie.. zawsze prowadząc starsze dziecko za rączkę. już. ostatni raz się k'tobie patrzę. bądźże Ty litościwy. kamienie. z widokiem na przestrzał. za Empirejskich bram podwoje. Słońce — niechajże oczu mych nacieszę. jak zeskakuje na równe nogi — biegnie ku plebanii: — Ksiądz. po jego odejściu. MŁODA Dziatek tych moich zlituj małych. PUSTELNIK Nareszcie — wracasz — by nie za późno! KSIĄDZ Co wy mówicie? — pędziłem konie w cwał. u tronów Twoich lęże. postępuje krok za krokiem bardzo wolno. widzę z bliska przy twarzy tuż ich twarze. ostatnim grzechem Śmierci grzeszę grzech. KSIĄDZ Lęk i niepokój mnie tu gnał. kłos złoty sierpem żęłam z pola. gdy idzie przez natonie. Nędze to przed Cię te ubiory. jako te w boru bujne zioła. Niedługą chwilę już pożywię.Wyspiański Klątwa Na ofiarę. widać go poprzez okna. próżno się chronię przed ołtarze. PUSTELNIK Rwie mnie niepokój. Radości i Wesele. patrz. Zatracenie! PUSTELNIK — Złe Moce przyszły po nią!! (W miarę słów Młodej Pustelnik cofa się w przerażeniu i znika ku stronie kościoła. — Chcę. a dusza gołębica biała. bogactwo moje. glina. Żywa. a młodsze niosąc na ręku). pogonić. naraz mię Los tajemny woła. Weźmij je do się w niebo Twoje. jakież mnie życie. gdy ja tu w lęku stoję — PUSTELNIK Chcieliście się jej pozbyć. po otoczeniu całym. w pobliżu plebanii słychać.

że zabronicie stosu może — przyszła. z wału. KSIĄDZ Paliwa. Od paru chwil słychać ode wsi. ponad wał. ludzie. nad kalenicą. Dobrodzieju. a reszta pusta zwada. z różnych oddaleń niewyraźne okrzyki radosne: ho. KSIĄDZ Strój Śmierci. a widno klątwa dziś nad wami. KSIĄDZ Kłamała może? — PAROBEK Sama by rady se nie dała. ku wałowi. w stroną ugoru. co na twym polu. oto głos mi mdleje. KSIĄDZ Niech mi się Sołtys stąd wynoszą tej chwili. —Cóż szkodzi? — Czegóż tak się boi Jegomość — że się trocha dymu uniesie w niebo? A toć popatrzcie. kaj poniosłem wprzódzi. — Mówiła co o podpalaniu? 14 . na ugór!! leć!! PAROBEK Że jutro Sołtys stos podpalą o świtaniu. słyszcie! SOŁTYS za PAROBEK Dyciem na ugór szedł przed panią i z nią się minął na pół drogi. zwólże przecie raz. — Śpiew. bierzcie ludzi — co prędzej. Sołtys idą. jak to w Piśmie stoi. ty skąd?! W porę! — nieszczęśliwą. ? Sołtysie. KSIĄDZ Hej. jako się już.. stary! DZWONNIK Dym idzie prosty jak z ofiary Ablowej. co się dzieje? jakaż was trapi Nęka? KSIĄDZ Sołtysie. SOŁTYS Coście wy rzekli?! — tam?! KSIĄDZ (nie może wymówić) SOŁTYS Poszła!? pobrała dzieci!? KSIĄDZ Zgorzel!! SOŁTYS (przerażony. że poszła — — ? (patrzy się po obecnych) a wy. porzucona. KSIĄDZ Jej rozkaz! — co?? PAROBEK Tych brzemion dwa. KSIĄDZ Teraz — ! PAROBEK Sama hań ostała. DZWONNIK Toż radość. trza tej chwili wysłać ludzi. co wszyscy tak stoicie? (i coraz poczyna miarkować) że ona się na — swoje — życie. KSIĄDZ Krzyczcie!! SOŁTYS To krzyczcie sami. co to je Sołtys zakupili. KSIĄDZ Co to? SOŁTYS Gromada zbiegła. jak z góry. by stosu strzegła. KSIĄDZ Ha. KSIĄDZ Tam! Co prędzej ze mną wszyscy! DZWONNIK O Jegomościu! cóż to? bez co? a niech się pali. cóż wam.. gonić! Wy nic nie wiecie!! SOŁTYS Jegomość. unosi się czarny gęsty słup dymu). wbiegł od strony kościoła i wciąż rękami pokazuje poza siebie. jako widzicie sami po niebie. za nią. (Wpada zadyszany Dzwonnik. DZWONNIK Stos gore. SOŁTYS (tuż przy Księdzu) Jegomość! Teraz nie posłucha nikt. oni stoją murem i nie przepuszczą nikogo. — okalając dom. KSIĄDZ Kłamstwo! — Udanie! Dla niepoznaki! PUSTELNIK Naszej się prośbie przychyliła stosu dopatrzeć. hań. co jest. KSIĄDZ Co on powiada? Wrastam w ziemię z trwogi. ponad wiechą. sami sproszą.. wy coście może. prose Jegomości! KSIĄDZ Ach! a! gore!! DZWONNIK Stąd widać.. hań. ? (wlepił oczy w Księdza) Jegomość. prościutko idzie w niebo. chowaj Boże. byście już teraz dopuścili. którą był poszedł. — Wy nieposłuszni. tą samą ścieżką. Boża stos pali ręka. smug czarnych chmurą ciemną. co wam szkodzi te trocha płodu. Bo jest trza! KSIĄDZ Co rzec. na ugorze — KSIĄDZ Poszła tam!!!! — Boże! tam — za nią — pójść — biec co żywo! (Od paru chwil było już widać Parobka. żeście ją zgnali precz. Ponad Unią grzbietu garbnego. KSIĄDZ Zmilknij. SOŁTYS My tu tej chwili w swoim prawie i ze mną jest gromada. a mnie to prawie odegnała precz. KSIĄDZ Chodziłeś po co? — PAROBEK Z rozkazania — KSIĄDZ Gdzie poszła!!? PAROBEK Szła tam. (Wchodzi Sołtys promieniejący — i staje przed Księdzem ująwszy się pod boki. jak się mnożą i deszcz się może puści. jakoby z cudu. cóż to we was gorze? tak w lęku się szarpiecie. łuczyw? PAROBEK Ciężkie licho! KSIĄDZ Ogień! — Ofiara! PAROBEK Kajby ta pani co paliła? KSIĄDZ Co wiesz? Co — jak! PAROBEK A bo się w cudy postroiła białe i szli tak wszystko troje śpiewając. ot. ho! ho! — które później coraz się zbliżają ku plebanii). szedł powoli. po tym palącym dotąd niebie rozbiegły chmurki. bo jest trza. rozradowany. KSIĄDZ (znieruchomiony) Tam.. hajnok ponad strzechą. czego Ksiądz krzyczy do Pustelnika). tam! biec.Wyspiański Klątwa KSIĄDZ Prze Boga — ona! — gdzie?! PUSTELNIK Przez was wygnana. co rozkazała nieść. —.. idzie przed czoło plebanii i staje przed Księdzem ciskając o ziemią powrósła i słuchając z rozdziawioną gębą. ona — człowiek tam ginie! SOŁTYS To wam się może myli: widziałem prawie gospodynię i cóż by — o cóż chodzi? KSIĄDZ Sołtysie. do Zbrodni dopuścili. milknie) (Chłopstwo otacza plebanią).

. KSIĄDZ O Sądzie. SOŁTYS Ze stosu. wicher już się zrywa. — Wieczność świeci nad główeńkami moich dzieci! CHÓR Amen. chwyta go i szarpie gwałtownie). kaj te ptaszęta białe.. coraz się więtszy wicher zrywa. pod skrzydła do samice pisklęta dwa się kryją. to wróżba. SOŁTYS Lećcie! — leć. wy. KSIĄDZ Ja człowiek.. w niebo. KSIĄDZ Ludzie. Po polu — lata — jak Strzyga. trza jej zajść drogę stąd tu.. odgaduję — wiem! Wyście już zbyły ciał męczarni. dusze mych drogich. pod skrzydła do samice pisklęta dwa się kryją. pochyliwszy głowę.. i ludzie. KSIĄDZ Żegnajcie. że klątwom koniec. z dymów tu nadbiegły powietrzem gnane.. Od ugoru. pióreczkami trzepotą i biją.. widzicie Zawieruchę — nade wsią Burza stanie! — KSIĄDZ Próżne skargi. hań dwa małe pod matczynymi rade pióry. a bo się odgrażała. wrzescy oszalała. wśród nich Parobek plebański. z wału. gołębice! Znam. jak krzyczy w głos. jak gołębie ze strzechy się trzepocą i do odlotu zrywają niecierpliwymi skrzydłami). skargi. patrzcie. trzymajcie go pod ręce. jak piórkami świecą z palących zgliszczów wylęgnione! —O. Gołębica je matka łagodzi. ptaki wysłannice niebieskich świętych ziem.. a żagiew z drew wyrwała. KSIĄDZ Napróżne szamotanie. ptasząt troje leci hart. wreszcie straszliwym głosem woła:) PAROBEK O Jezu. mnie po twarzy łzy cieką — oto drżę od lęku. SOŁTYS Burza będzie. wyżej coraz. gromada! KSIĄDZ Hej.. CHÓR Nadchodzi noc chłoniąca. podchwytują go ludzie pod ramiona.. (chce biec) PAROBEK (leżąc na ziemi. a biała na niej koszula i chusty. Jegomość. gdy podniósł głowę w górę. człowieku! PAROBEK O Jezu! — Co. ojciec nieszczęsny. co? — co? Czego wy chcecie — tam spaleńce! KSIĄDZ Tam. was to witają — was. dzieci mi giną w męce! Wydałem me dzieci na ognie. dech mu zaparło.Więc wy mówicie. całowaniem kwilenie spokoi. patrzcie. CHÓR Pójrzcie.. dostrzegłszy gołębi. ta gołębica. KSIĄDZ Goniec! Zwiastuny! — Mir! Dopełnione! Klątwie koniec — — na ziemi widzi Parobka. (Ksiądz prowadzony postępuje naprzód i patrzy ku wałowi. słyszcie! SOŁTYS Hej! ksiądz gada! (Sołtys i Ksiądz starają się przekrzyczeć chłopów. dusze! Czyste anioły. KSIĄDZ . Znak. tej chwili — gońcie chyżo tam na ugor — na stos!! — — — Ze dworu wyszła stąd kobieta z dwojgiem dzieci i może się tej chwili Los tych trojga waży. ptacy niebiescy — lećcie w niebo. — — — — Hej. gońże! PAROBEK Wiecie — nie mogę. jak skrzydlata. dobra wróżba: że twoje ocalone. ka dwór plebański — tu — jakaż im jasność łyska z piór. CHÓR Nadchodzi Noc chłoniąca. że one zbiegły od stosu i tu od czarnych dymów lecą?! CHÓR O. jaskółce płoszą się od gniazd i tuż nad ziemią gonią wirem. a dyć się uspokójcie. gołębie lecą ode stosu. CHÓR Wróżba. Jezu! — Jezu! — — (Ksiądz zrozumiał. że tam ocalone ludzie. słyszcie. nagle pędem zbiega Parobek. III Przysiadły u kalenice. bom oto sam strasznymi słowy przed nią wypomniał. łzy. PAROBEK Nadchodzi. grzech — ten — klątewny — ze mną. gdy Ksiądz opada omdlały. zaparłem się mojej krwie. — (omdlewa) (Przy ostatnich słowach Księdza wreszcie gromada ucisza się zupełnie.. patrzcie. teraz ona może — siebie i dzieci. ku wam się trzepocą! Wy się patrzycie. błogosławię i znakiem krzyża rozwiązuję byt wasz doczesny. nim jeszcze Parobek upadł przed niego.. obłoki lecą coraz więtsze. nie masz mękom duszy końca._ pióreczkami trzepotą i biją. za dzióbki je dzióbkiem wodzi i słodem żywnym poi. takie się wszędy noce czarnych chmurzysków kładą. w śmiertelnym strachu. z czarnego dymu wyłonione. dostrzega. ludzie — patrzcie. nie masz mękom duszy końca. — O dziwy! w niebo. Bom się zaląkł — Złej Moce. SOŁTYS Już poszli. na stos! Rozpacz wnętrzności rwie! Los! — Los! — Los!! Czymże mi była moja SOŁTYS Jak wam się oczy dziwno jarzą i w moment z nagła mgleją. co ją czeka za grzech na tamtym kiedyś świecie. słuchająca.(Chwila zupełnej ciszy. nawołujących radośnie: haj ho ho! ho ho!. lamenty..Wyspiański Klątwa Hej. letą. w nie się patrzy zdumiony i cały się w myślach mieni. którzy zbitą masą walą się ku plebanii i zastępują łańcuchem drogę wszystkim. biegną na wał i za wałem znikają w kierunku ugoru. skąd ciągle jeszcze w kłębach dym się unosi). KSIĄDZ Kaj wy patrzycie wszyscy? PUSTELNIK Wróżba: — oto te trzy ptaki. żegnajcie! — lećcie w Niebo. to ją gonią hań chłopy.. spora część wsiowych. i tejże chwili. dopada przed Księdza i upada na ziemię dysząc. ... gdy Ksiądz. CHÓR I O. lecą. krążą. SOŁTYS Chwyćcie ją! — żywo! PAROBEK Dyć ją gnają to ci tak leci. patrzcie. gałęzie trzaska suche. PUSTELNIK Wita was mirem. II Co to! patrzajcie. przed sobą 15 . (Świst jaskółek). wichrzysko z dymem hula! Ona! — O Jezu!! Dzieci w piecysko powrzucała i drze się. i spódnica biała. — (krzyczy) CHÓR Jak szarpie się. (Ksiądz. zakrążyły nad twoją głową i hań przysiadły. przystanęły w powietrzu. hen coraz wyżej. skoro chwila zachwytu minęła. od ugoru. wnetki tu nadlecą. i prosto haw na szopy mierzała. goniec: Że Bóg poniecha klęsk i plag. słyszycie? Jegomość — cieszcie się nadzieją. — Patrzajcie. Z góry. pojrzycie ino hań — do góry. Znaki! Przysiadły u kalenice. dziwno białe gołąbki ano — jakaż im jasność skrzydła świeci łuną srebrzaną. że spali wieś. od słupa dymu ukazują się trzy gołąbki lecące). — Coś mówi — dysze — he. chwyta go za suknie) Nie chodźcie — tam — nie! — Wy nie! — W ogniach się wiją potępieńce. łzy. karo! Mów. wyczekiwania. oczyszczeni ofiarami. którzy by chcieli w stroną ugoru biec). was witają. lamentowanie. w łachmany poozdzierane.

blisko! Mój dom. Wicher się zrywa. CHÓR Strzyga! Diablica!! Imajcie się kamieni! gruzów a gliny! — Bić ją — haw. zapędzają ją stamtąd. naści. co krwią się korali. którzy go trzymają) SOŁTYS Trzymajcie go za ręce! CHÓR Rwie się i szarpie w męce. chwytajcie onę! tu — haw — tu!! — MŁODA (stoi na stopniach przed plebanią z ożogiem. jak opętańce.. CHÓR Prze szalony. jakie ożogiem tnie błyskańce. CHÓR Co to błyska wśród krzaków? Co to hań drogą leci? Jak skrami żagiew ciska! Iskrzącą zamieć nieci! To ona pędzi Szalenica. moja stodoła! W moje kopy! — boisko! (popłoch) PUSTELNIK (wskazuje trupa) Patrzajcie. trzaska oknami. Chwytają kamienistą grudę ze skopanego zagonu i zarzucają ją gradem pocisków). staje chwilę i zbiega na dół. jak z wału. SOŁTYS Prowadźcie go do izb. co tuż za nią biegną. widać. wpada na ogrodzenie kościelne. że Młoda ostaje przez chłopstwo do wrót przyparta. co patrzę na nie!. a jest w tych kartach wyklinane występku zło pożyte . Teraz odstępują parę kroków od lica ściany plebańskiej. zhawtąd! Otoczcie ją w półkole! Pod mur! MŁODA Tędy mnie droga! Nie gródźcie wy mnie Boga! CHÓR Haj. Pioruny znęca! Jakaś Moc nieogarniona Przeklętą tę uświęca! CHÓR Wieś gore! wieś się pali! siarczyste ognie biją! Uciekajcie. CHÓR Iskrami w ślipia miota! Strzyga.Wyspiański Klątwa Wiara: Sen. by przez sień ujść. w nie prawa Boże wryte. Boże. Sen. że. KSIĄDZ Potępiony! potępiony! (Chłopi go puszczają — staje obłędny na środku. CHÓR Piorun!! we wsiowskie chaty!! Tu niedaleko. uciekajcie! (gromy) Jak ujść!? Rety! Ulewa!! O Boże — poginiewa!! PUSTELNIK Padajcie o ziem głową!! Bóg mówi — Słowo!!! (pioruny) Bóg was 16 . pędem wybiega). nagle zwraca się w stronę gościńca. naże — ! MŁODA Gruz się wali — Jezu Maryjo! CHÓR Padła — leży raniona — żegna się — krwią się maże — o. leci samym przodem ogródka. jakichżem godzien inszych kar jak te. ścigana przez chłopów. woła wielkim głosem) O ludzie! księgi są spisane. przesądny Czar! Piekło i Niebo leci w gruz. ubiją! siarczystym ogniem spali! CHÓR Masz. psy! — Gazdonie! MŁODA Ha. dzieci i wyrostki. ścigana. — — !!!! KSIĄDZ (usiłuje się wyrwać ludziom. piorun bije w pobliżu). za nimi tuż na garbach wału Młoda z kołem palącym w ręku.. wpada w ozwarte wrotka ogrodu. MŁODA (leży na schodkach plebanii powalona. krzyż na sobie znaczy — umiera. masz. Strzyga. ogniami. ostatnim wysiłkiem żegna się i krwią. zapada się w otchłanie. CHÓR Wstrętem się gnie od przyzb. przez strwożonych toruje sobie drogę ożogiem i dostaje się pod plebanię). część chłopstwa leci w popłochu. płonącym wzniesionym. z góry... trup. — O Panie! Ty ponad odmętem. SOŁTYS Dzierz mocą. (Niebo się łyska). CHÓR Piorun się łyska hań od chmur. gdzie sama tylko Młoda stoi. kona!. Chcąc się dostać do wsi. w strzępach białego stroju. jak chłopom się opędza — tu leci — ! — (Coraz więcej się ściemnia. co sądzisz niezbłaganie. ktoś już był zabiegł i nagle wrota od wewnątrz zaparł i rygle zasunął. z rany na czole.. wieś spali! MŁODA Z płomieni Rajskie Wrota! Ciesz sie. no! — zaprzyjcie wrota! przeleci bez natonie! (Gdy Młoda rzuca się ku drzwiom plebanii. psy! ubiją. MŁODA (upada pod pociskami) Ha.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful